Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Przestrzeń człowieczeństwa.

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 58 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 27 sie 2010, 11:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
ks.Stefan Ceberek-Wysłuchajcie mego głosu



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 17 cze 2011, 17:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Być jak Brat Albert

Czasami ktoś zadaje mi pytanie – „Po co katolikom święci?” Odpowiadam wtedy, że m. in. do podziwiania i naśladowania. Patron dzisiejszego dnia jest właśnie przykładem nietuzinkowego człowieka, o którym warto pamiętać i naśladować, mieć serce jak Brat Albert – czułe dla potrzebujących.

Obrazek

Adam Chmielowski był patriotą i wspaniałym malarzem, ale w pełni sił twórczych porzucił sztalugi i oddał się służbie ubogim. Był założycielem Zgromadzeń Braci i Sióstr Posługujących Ubogim. Nie przeszkadzało mu w tym kalectwo – brak nogi, którą stracił w Powstaniu Styczniowym. W poczet błogosławionych 22 czerwca 1983 w Krakowie zaliczył go papież Jan Paweł II zaliczył go w, a sześć lat później ogłosił go świętym.

Adam urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii pod Krakowem i już historia jego chrztu jest nietypowa, bo początkowo, sześć dni po urodzeniu, ochrzczony był z wody. Dano mu wtedy dwa imiona - Adam Bernard. Trzecie Hilary dostał w czasie uroczystego Chrztu św., który odbył się 17 czerwca 1847 roku w kościele na warszawskim Nowym Mieście. Dodatkowo, gdy miał 6 lat matka podczas pielgrzymki do Mogiły poświęciła go Bogu. Rodzice dość wcześnie osierocili go.

Początkowo uczył się w szkole kadetów w Petersburgu, potem w gimnazjum w Warszawie. Gdy zaczęło się Powstanie Styczniowe studiował w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach i razem z młodzieżą tej szkoły wziął udział w tym patriotycznym zrywie. Miał wtedy zaledwie 18 lat. W bitwie pod Mełchowem - 30 września 1863 r. został ciężko ranny i dostał się do niewoli rosyjskiej. Tam w prymitywnych, polowych warunkach, bez znieczulenia amputowano mu nogę, co zniósł podobno bardzo dzielnie.
Z więzienia w Ołomuńcu został zwolniony dzięki interwencji rodziny i aby uniknąć represji władz carskich, wyjechał do Paryża, gdzie podjął studia malarskie. Przez pewien czas w belgijskiej Gandawie studiował inżynierię, ale powrócił wkrótce do malarstwa i ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Monachium.

Zawsze na otoczeniu wywierał duży wpływ i wszędzie wyróżniała go postawa chrześcijańska i silna osobowość. W 1874 r., gdy ogłoszono amnestię powrócił do kraju. Możliwe, że ta zmiana spowodowała to, że jego malarstwo oparte dotychczas na motywach świeckich, zaczęło teraz czerpać natchnienie z tematów religijnych. Duże znaczenie dla jego życia duchowego miały rekolekcje odbyte u ojców jezuitów w Tarnopolu. Jeden z jego najlepszych obrazów Ecce Homo powstał pod wpływem głębokiego przeżycia tajemnicy bezgranicznej miłości Boga do człowieka. Religijne obrazy Adama Chmielowskiego przyniosły mu miano "polskiego Fra Angelico".

W 1880 r. rozwój życia duchowego sprawił, że mając 35 lat, porzucił malarstwo, znajomych i wstąpił do jezuitów w Starej Wsi z zamiarem pozostania bratem zakonnym, jednak po pół roku opuścił nowicjat. Powodem była tak silna depresja, że do stycznia 1882 r. leczył się w zakładzie dla nerwowo chorych w Kulparkowie koło Lwowa. Powrót do równowagi psychicznej ułatwił mu pobyt brata na Podolu. Przebywając tam zafascynowała go duchowość św. Franciszka z Asyżu i reguła III zakonu. Zainteresował się tercjarstwem i chciał rozpropagować ten sposób życia wśród podolskich chłopów. Niestety niebawem ukaz carski zmusił go do opuszczenia Podola.
W 1884 r. rozpoczął się kolejny etap i kolejny przełom w życiu Adama Chmielowskiego - w Krakowie, gdzie zatrzymał się przy klasztorze kapucynów. Tutaj zajmował się nędzarzami i bezdomnymi, widząc w ich twarzach sponiewierane oblicze Chrystusa. Pieniądze ze sprzedaży swoich obrazów przeznaczał na wspomaganie najbiedniejszych, a jego pracownia malarska stała się przytuliskiem.

Z miłości do Boga i ludzi Adam Chmielowski po raz drugi zrezygnował z kariery i objął zarząd ogrzewalni dla bezdomnych. Chociaż dobrze znał panujące tam warunki życia, przeniósł się tam na stałe, aby mieszkając wśród biedoty, pomagać im w dźwiganiu się z nędzy nie tylko materialnej ale i moralnej.
25 sierpnia 1887 roku Adam Chmielowski przywdział szary habit tercjarski i przyjął imię brat Albert. Zgromadził wokół siebie podobnych do siebie ludzi i rok później złożył śluby tercjarza na ręce kard. Albina Dunajewskiego. Ten dzień jest jednocześnie początkiem działalności Zgromadzenia Braci III Zakonu św. Franciszka Posługujących Ubogim, zwanego popularnie "Albertynami". Przejęło ono od zarządu miasta opiekę nad ogrzewalnią dla mężczyzn przy ulicy Piekarskiej w Krakowie. W niecały rok później brat Albert wziął również pod swoją opiekę ogrzewalnię dla kobiet, a grupa jego pomocnic, którymi kierowała siostra Bernardyna Jabłońska, stała się zalążkiem "Albertynek".
Oba zgromadzenia rozrastały się szybko, mimo, że nowicjat był surowy. Formacja dla kandydatów i kandydatek do obu zgromadzeń organizowana była w domach pustelniczych; najbardziej znanym stała się tzw. samotnia na Kalatówkach pod Zakopanem. Do trudnej pracy potrzebni byli ludzi wyjątkowo zahartowanych zarówno fizycznie jak i moralnie. Przytuliska znajdujące się pod opieką albertynów i albertynek były otwarte dla wszystkich potrzebujących, bez względu na narodowość czy wyznanie, zapewniano pomoc materialną i moralną, stwarzano chętnym możliwości pracy i samodzielnego zdobywania środków utrzymania. Słynne są słowa Brata Alberta, że trzeba każdemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież; bez dachu i kawałka chleba może on już tylko kraść albo żebrać dla utrzymania życia. Za jego życia powstało 21 takich domów, gdzie potrzebujący otaczani byli opieką 40 braci i 120 sióstr. Aktualnie Albertyni prowadzą placówki dla bezdomnych (noclegownię, przytulisko i mieszkania chronione dla wychodzących z bezdomności, domy pomocy społecznej dla niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie i liczne kuchnie dla ubogich.
Albert był człowiekiem rozmodlonym, pokutnikiem, sam praktykował i zalecał innym skrajne ubóstwo. Odznaczał się heroiczną miłością bliźniego, dzieląc los z najuboższymi i pragnąc przywrócić im godność. Pomimo swego kalectwa wiele podróżował, zakładał nowe przytuliska, sierocińce dla dzieci i młodzieży, domy dla starców i nieuleczalnie chorych oraz tzw. kuchnie ludowe. Zmarł ten "najpiękniejszy człowiek pokolenia" w założonym przez siebie przytułku dla mężczyzn w Krakowie wyniszczony ciężką chorobą i trudami życia . Już za życia uważany był za świętego. Pogrzeb na Cmentarzu Rakowickim 28 grudnia 1916 roku stał się pierwszym wyrazem czci powszechnie mu oddawanej.

Jest patronem zakonów Albertynek i Albertynów, a w Polsce także artystów plastyków.

W pięćdziesiątą rocznicę śmierci Alberta Chmielowskiego papież Jan Paweł II powiedział:

„…była to natura bardzo bogata, wszechstronnie uzdolniona. Zapowiadał się jako znakomity malarz, był ceniony przez wszystkich mistrzów pędzla, którzy na zawsze pozostaną w pamięci naszego narodu jako przedstawiciele wielkiej sztuki. Wiemy, że była to jeszcze i dlatego natura bogata, że nie szczędził siebie. Dał tego dowód, gdy jako niespełna 20-letni młodzieniec wziął udział w Powstaniu Styczniowym. Wszystko postawił na jedną kartę dla miłości Ojczyzny. Miłość Ojczyzny wypaliła na nim dozgonny stygmat: pozostał kaleką do śmierci, zamiast własnej nogi, nosił protezę.

Ponad to bogactwo natury uderza w nim przede wszystkim bogactwo łaski. Łaska Boża, to jest sam Bóg udzielający się człowiekowi, przelewający się niejako do jego duszy. Im bardziej Bóg udziela się duszy, im bardziej się do niej przelewa przez dary Ducha Świętego, tym bardziej rzuca ją na kolana. (…)

Ale Bóg w przedziwny sposób działa w dziejach człowieka. Oto rzucając go przed sobą na kolana, każe mu równocześnie uklęknąć przed jego braćmi, bliźnimi. (...)

Dlatego rzucił go Bóg na kolana przed człowiekiem najbardziej wydziedziczonym, ażeby dawał siebie. I dawał do końca swoich dni; dawał ze wszystkich sił. Był to wyraz jego wiary i miłości. Ten wyraz jego wiary i miłości jest dla nas bezcenny, jak równie bezcenny jest w obliczu Boga. Trzeba, ażeby nasze człowieczeństwo wróciło w nowy sposób uwrażliwione na człowieka, jego potrzeby, jego niedolę i cierpienia i ażeby gotowe było świadczyć sobą, świadczyć gołymi rękami, ale pełnym sercem; taki dar bowiem więcej znaczy aniżeli pełne ręce i środki bogate. "Ponad to wszystko większa jest miłość".


Na koniec chcę jeszcze zacytować słowa Brata Alberta, które waarte są rozważenia, bo są potwierdzeniem tezy, że jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu – „W myślach o Bogu i o przyszłych rzeczach znalazłem szczęście i spokój, którego daremnie szukałem w życiu.”

Źródło - http://www.albertyni.opoka.org.pl/bralbert.html

http://brewiarz.pl/vi_11/1706p/godzczyt.php3#czyt2

http://sgosia.salon24.pl/316691,byc-jak-brat-albert


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 17 cze 2011, 19:05 
Offline
Czytelnik

Dołączył(a): 19 lip 2009, 16:48
Posty: 90
Zabrzmiał mocno ze świadectwa życia Brata Alberta fakt,że "nigdy nikt nie słyszał słowa narzekania po utraconej nodze...".Po namalowaniu obrazu ECCE HOMO nie może spełnic, swego duchowego marzenia oddanie wizerunku Chrystusa Ukrzyżowanego według obrazu jaki nosi BRat Albert w sercu. Zostawia sztukę uznając ją od tego momentu jako bezużyteczną i widząc Chrystusa w najbardziej ubogim, zostawionym człowieku postanawia stć się taki jak oni. Oddaje wszystko dla służenia biednym ludziom widząc w tym misję "najprzedniejszą".Rozstaje się z życiem w sposób jawny i mężny pośród płaczu tych, których tak ukochał jak SAMEGO CHRYSTUSA. Błogosławi wszystkim którzy przyszli na pożegnanie. Wzruszający i silny miłością kapłan i wielki człowiek.
Święty Bracie Albercie módl się za nami i za Twoją i naszą Ukochaną Ojczyznę i Kościół Święty! Amen


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 20 cze 2011, 20:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Aseksualizm: nie chcę czy nie muszę?

Niedawno na sąsiednim portalu, przetoczyła się batalia między forumowiczami, o istnieniu sił wyższych i o tym jak można żyć bez zaspokajania potrzeb seksualnych. Ponieważ każdy z czytających tego arta wie, że na tamtejszym portalu temat seksu może być zarówno zachętą do nawiązania przyjaźni jak i obelgą rzuconą w dyskutanta, więc kolejna połajanka nie powinna była czynić różnicy.


Jednak tym razem, jeden forumowicz, ten połajany przez dwie inne gwiazdy intelektu i artyzmu, powiedział, że TE rzeczy go nie interesują, ponieważ wyznaje w życiu inne wartości niż pracę dolnych mięśni ciała.

Podobno im więcej w głowie, tym mniejsze potrzeby w okolicach podbrzusza i na odwrót, pustka między uszami to niezaspokojone chucie i wieczny stres... Zachowanie równowagi pomiędzy tymi dwoma przeciwległymi biegunami ciała to nie lada wyzwanie dla przedstawicieli męskiej części homo sapiens.


Nie będę tutaj rozpisywać się o reakcjach dwóch wymienionych gwiazd na samą myśl o tym, że inny forumowicz nie musi kombinować cały dzień, jak spędzić wieczór przy miłej pracy fizycznej i nie musi zamartwiać się jak jego stara zareaguje na zaloty. A jak wiadomo, czasami jest to wielka niewiadoma.

Z prostego powodu nie odniosę się też do komentarzy wymienionych forumowiczów ponieważ reakcje te były banalnie proste i łatwe do przewidzenia. Jak to na tym portalu bywa :)))

Jednak temat rzucony w księdze gości, wywołał u mnie chęć zbadania problemu zależności pomiędzy świadomością istnienia gatunku, a świadomością instynktu przetrwania gatunku...

Okazuje się, że seksuolodzy zastanawiają się nad sklasyfikowaniem coraz bardziej popularnego zachowania seksualnego jakim jest aseksualność, jako czwartej orientacji seksualnej, która być może spięłaby wszystkie orientacje w jedną klamrę. Chodzi o to, że osoby aseksualne rekompensują swoje potrzeby związane z bliskością fizyczną czy poczuciem więzi - kochaniem, ale nie uzupełnionym o podłoże seksualne, tylko o bliskie relacje z drugą osobą.

Tak zwani hetero-, bi- i homo-romantyczni aseksualni.

W niektórych religiach aseksualność jest lepszym stanem, gdyż umożliwia głębsze przeżycia duchowe, inne jak gnostycyzm uważają jakąkolwiek aktywność seksualną za grzech. Jednak pomijając aspekty religijne trudno nie zauważyć, że zapanowanie nad fizycznymi popędami przynosi duże korzyści w sferze medytacji na przykład, czy szeroko pojętej duchowości.

"Gdy odstawisz seks, zaczynasz doświadczać całej reszty życia i poznajesz swoje prawdziwe JA" - tak mówią zwolennicy celibatu i trudno się dziwić, gdyż życie oparte na świadomym zrezygnowaniu z zaspokajania popędów fizycznych może otworzyć bramy do innych przeżyć. Ale mowa w tym miejscu o sytuacji, w której dochodzi do zmiany priorytetów w swoim życiu poprzez rozwój świadomości i wybór, a nie pozostanie w stanie dziewiczym do końca życia, w myśl zasady "nie znam - nie potrzebuję".

Piramida potrzeb Maslowa mówi o zaspokojeniu podstawowych potrzeb człowieka, także fizjologicznych, które MUSZĄ w pierwszej kolejności zostać zaspokojone - w ten sposób słowo MUSZĄ sprowadza człowieka do pozycji niewolnika własnych popędów, a bycie niewolnikiem na pewno nie jest świadomym wyborem, chociaż i takie wybory się zdarzają.


To tak jak ze zwierzęciem przywiązanym do wozu, jest impuls (bat, ból) i zwierzę wie, że musi ruszyć... i analogicznie: chuć daje znać i nieważne co stoi na drodze byleby na drzewo nie uciekało :)))

Być może wyrosłonowe pokolenie, które zrzuca z siebie balast pierwotnych i prymitywnych popędów, skupiając swoją uwagę na potrzebach wyższego rzędu, które to potrzeby stanowią właśnie czubek trójkąta i są uwieńczeniem piramidy Maslova.

W przypadku człowieka seks nie jest, w odróżnieniu od zwierząt, nierozerwalnie związany z prokreacją... możliwe, że jest nabytą formą relacji międzyludzkich, który pojawił się wraz ze świadomością, a więc podlega tej świadomości, jej kontroli i konsekwencjom związanym z wyborami.

Można więc zastanowić się czy o istocie człowieka stanowią wybory czy popędy... jeżeli wybory to i popęd nie musi być koniecznie zaspokajany, ale jeżeli popęd to i wyboru nie ma już żadnego :)))


Chcę czy muszę, nie chcę czy nie muszę...

I na tym polega świadomość istnienia naszego gatunku.

Aseksualność jest być może nową drogą naszego rozwoju.

Oczywiście nie możemy liczyć na to, że wszyscy staną się aseksualni, tak jak naiwnością byłoby wierzyć, że edukacja w szkole przyniesie takie same efekty w stosunku do wszystkich uczniów... jedni będą się uczyć pilnie, inni odrabiać tylko zadanie domowe, a jeszcze inni nawet tego nie zrobią. Jedni będą prezesami, a inni tylko sprzątaczami...

Dlatego komentarze, że gatunek ludzki przepadnie z powodu homo- czy aseksualności będzie niedorzeczny - jedni będą kopulować ponieważ przyjdzie im rozkoszować się fizycznymi popędami, a inni będą rozkoszować się medytacją i szukaniem sensu istnienia.

Człowiek nie musi ulegać swoim instynktom... ale człowiek chce się tym instynktom poddać i to niejednokrotnie natychmiast, tu i teraz. A przecież nie musi żyć ani jak wół przy wozie, ani jak małpa w zoo...

To tylko świadomy wybór... co jest lepsze, ciekawsze i bardziej porywające. I dla każdego z nas będzie to co innego.

alex

http://sorga.salon24.pl/317422,aseksual ... -nie-musze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 21 cze 2011, 02:11 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Aerolit napisał(a):
Aseksualizm: nie chcę czy nie muszę?
Piramida potrzeb Maslowa mówi o zaspokojeniu podstawowych potrzeb człowieka, także fizjologicznych, które MUSZĄ w pierwszej kolejności zostać zaspokojone - w ten sposób słowo MUSZĄ sprowadza człowieka do pozycji niewolnika własnych popędów, a bycie niewolnikiem na pewno nie jest świadomym wyborem, chociaż i takie wybory się zdarzają.

Wszystko się sprowadza do tego, żeby był wilk syty i owca cała.
Blokowanie na siłę spiętrzających się niezależnie napięć seksualnych, tak samo prowadzi do walki, zamiast do swobodnych wyborów. :)
Należało by jeszcze sprawdzić, skąd bierze się zróżnicowanie tzw. popędu seksualnego już w młodości.
W większości rządzi on męskimi postulatami i w efekcie taki najeżony osobnik szuka obiektu, by wyzwolić tą nagromadzoną energię nie tylko podczas zmazów nocnych.

Tak po części kształtuje to natura i to jest ta pozostałość naturalnego instynktu zachowawczego...ale rodzaju męskiego.
To taki typowy dawca na siłę...

Żeński czynnik pozostaje tu jedynie biorcą, chociaż nie bez udziału własnego.

Jednakże, żeby był wilk syty i owca cała, należy po prostu nie karmić wilka owcą :lol: .

I wówczas dojdziemy do konkluzji, że seksualność dołączona została ludziom świadomym jedynie do prokreacji,
natomiast nieświadomym do ciągłego i coraz szybszego uganiania się za marchewką. ;)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 22 cze 2011, 14:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Sodoma i Gomora

„Szczęścia szuka w pornografii, kto inaczej nie potrafi” –Jan Sztaudynger (motto dla agnostyków i ateistów)

„Pojmujcie żony i płodźcie synów i córki; Wybierajcie też żony dla waszych synów, a wasze córki wydawajcie za mąż, aby rodziły synów i córki, by was tam przybywało, a nie ubywało." Jer.29,6 (motto dla wierzących)


Edukację seksualną moich dzieci rozpoczęłam wcześnie. Dzięki czemu stawiałam się sama często w trudnej sytuacji konieczności tłumaczenia różnych pojęć związanych z seksualnością, genezą ciąży i jej rozwojem, a potem rodzeniem dzieci.

Dzieci są bardzo dociekliwe. Pamiętam do dzisiaj jedno z pytań: jak płód w łonie mamy może zrobić kupkę?, Niezwykle pomocna dla mnie była edukacyjna książeczka wydana we Francji: gdzie bohaterka Mama miała kieszonkę życia do której Tatuś składał swoje nasionka, kiedy razem kładli się spać do łóżka. A motorem uruchomiającym aktywność kieszonki życia była łącząca ich miłość.

Ten prosty mechanizm pozwalał przekazać dziecku tak wiele treści: dziecko jest owocem miłości dwojga ludzi-rodziców. Dawało to poczucie wspólnoty rodzinnej gwarantowało dziecku związek biologiczny i emocjonalny nie tylko z rodzicami, ale i z całym potomstwem pary małżonków.

Przez zrównanie praw do tworzenia „rodziny” par heteroseksualnych i homoseksualnych ten prosty świat ulega destrukcji. „Kieszonka życia „przestaje być integralną częścią związku emocjonalnego dwojga ludzi zyskując samodzielny byt - narządu do produkcji nowego życia. W którym spotykają się wybrane castingiem genetycznym bądź też będące wynikiem transakcji handlowej komórki jajowe i plemniki.Zanika też rola rodziców jako wzoru do tworzenia biologicznej rodziny.

W zasadzie to jest ten główny powód, dla którego Biblia i wiele społeczeństw nie uznaje związku par jednopłciowych za równoważny dla tradycyjnego związku kobiety i mężczyzny jako bazy dla tworzenia rodzin, których rolą jest wychowywanie dzieci.* Takie jest także moje zdanie.

Bo seksualizm człowieka to tylko pewien element związku małżeńskiego. Istotny, ale jego waga jest kontrolowana przez rozum i uczucia wyższe od prostego popędu. Katolik nazwie to przykazaniem Bożym, agnostyk czy ateista prawem natury. Tego pierwszego współczesny „Wielki Mond” ochrzci mianem religijnego wsteczniaka i homofoba, tego drugiego będzie przekonywał przykładami homoseksualnych pingwinów **. Przykład pingwinów z Bremerhaven, który zachwycił dziennikarzy GW (podkreślano, że homoseksualne pingwiny od razy wiedziały, co zrobić z jajkiem) jest doskonałym przykładem jak można świetnie manipulować: przecież w populacjach pingwinów jest rzeczą normalną, że samce wysiadują jajka…***. Problem leży w tym, że żeby mieć co wysiadywać potrzebna jest samica.

Paradoksalnie przykład homoseksualnych pingwinów, których związki powstawały w ogrodach zoologicznych, może służyć, jako argument dla strony przeciwnej. Otóż, kiedy sprowadzono po kilku latach dla męskich pingwinów samice- przyzwyczajone do innego sposobu zaspokajania popędu samce odmówiły kopulacji. Co mogłoby świadczyć jak wielki wpływ ma nawyk, nabrany we wczesnej młodości? Nawyk, który jest szkodliwy dla światowej demografii.

Łatwiej jest światu koncentrować się na żądaniach o równouprawnienie niespełna 3% populacji **** osób wykazujących skłonności homoseksualne, niż 13% cierpiących głód.

Tych pierwszych zaspokoi jakaś ustawa, która zagwarantuje wsparcie z budżetu, (czyli naszej kieszeni) antybiologicznym związkom. Tych drugich trzeba byłoby systematycznie karmić, co mogłoby poważnie naruszyć interesy najbogatszych.

Do czego prowadzi walka o mamonę? Wystarczy zajrzeć do Meksyku. Przez papkę pseudo-informacji od czasu do czasu docierają do nas suche fakty.Jak dzisiaj. O aresztowaniu mafiosa „Według policji, Guzman jest odpowiedzialny m.in. za zlecanie zabójstw policjantów i przemyt narkotyków. "Meksykański Brad Pitt" jest bezpośrednio związany ze wzrostem poziomu przemocy w Ciudad Juaraz – tylko w zeszłym roku w tym mieście zginęło 3100 osób.”

Polska telewizja wyemitowała w ur. film o tajemniczych morderstwach kobiet w mieście Juarez. Jak wynika ze śledztwa kobiety służyły jako przedmioty do uprawiania wynaturzonego seksu ,a potem były mordowane. Światła na tą makabryczną scenę rzuca książka.Wstrząsająca. W pogoni za zyskami z narkobiznesu, w ciągu kilkunastu lat doprowadzano do anarchizacji lokalnego społeczeństwa. Policjanci gremialnie współpracujący z mafią (los niepokornych jest przesądzony) zabijania świadków swoich moralnych wynaturzeń. Giną dziennikarze, którzy próbują naświetlić problem ponad same porachunki gangsterów, jak sloganowo określają zdarzenia w Meksyku media. Codziennością stały się tortury, porwania i gwałty. Część z nich to efekt działań gangów, część to działania wojska i policji. Prawda jest bolesna i niemedialna. Jak pisze Charles Bowen „ w Meksyku toczy się wojna o narkotyki i olbrzymie pieniądze zasilane nałogami Amerykanów, rzeką pieniędzy której pożądają wojsko, policja, rząd i kartele. I dalej „meksykańskie wojsko jest finansowaną przez rząd organizacją przestępczą, o czym wie od urodzenia każdy Meksykanin. „. W bardziej cywilizowany sposób (pozornie) rządy walczą o wpływy i kasę z wykorzystania surowców na świecie.

Co może łączyć oba tematy? Otóż w świecie postępującej anarchii trzeba relatywizować każdą nieprawidłowość. Włączyć się w akcję budowania anarchii. I pod hasłem postępu i demokracji, realizować spokojnie swoje cele. Społeczeństwa zaś zajmując rozwiązywaniem rzekomych problemów równouprawnienia, wyrywając je przy okazji z okowów religii, tradycji, praw natury i wielowiekowej kultury.

Anarchizowanie świata w aspekcie relacji seksualnych nabrało tempa. Bombardowanie społeczeństw wszelakiej maści golizną, propagowanie uatrakcyjniania seksu wymyślnymi gadżetami, seksu grupowego, homoseksualnego odarło człowieka z intymności i zrównało akt zespolenia dwojga ludzi do „czynności prawnej” dozwolonej bądź nie. Przy czym granice przyzwolenia poszerzyły się niebywale.

Coraz śmielej poczynają sobie pedofile i zoofile. Wystarczy poszperać w necie i znajdziemy wyznania takie jak to „znam ludzi, którzy żyją w szczęśliwych związkach małżeńskich ze swoimi zwierzętami..”******.Pedofile żądają „z miłości do dziecka” obniżenia wieku uprawniającego do rozpoczęcia współżycia (każdy ma prawo do satysfakcji seksualnej!). Jeszcze trochę, a na ulicach miast zamiast stada piesków uganiających się za suczką w rui( a z braku takowej sczepiające się w dziwnych konfiguracjach), obejrzymy za kilka lat siebie samych. I nikogo to nie zdziwi. Sami uwierzymy, że to pociąg seksualny stanowi o …stanowieniu prawa. I, że najważniejszym atrybutem człowieczeństwa jest pogoń w celu jego zaspokojenia. Kolejny raz mamy „gonić króliczka”.



P.S. Wszystkich komentatorów, którzy zamierzają karmić mnie sloganami o wynaturzonych rodzinach heteroseksualnych, które krzywdzą dzieci i w tym aspekcie pokazywać wyższość opieki nad nimi par homoseksualnych uprzedzam, że dyskutować nie będę. Z prostego powodu. Dla mnie para jednopłciowa nie daje szans na pełnowartościowy rozwój psychiczny dziecka. Które musi mieć szansę jednoznacznie identyfikować swoją matkę i swojego ojca. Próba implementacji wynaturzeń jednych ludzi na udowodnienie wyższości w zaspakajaniu potrzeb poprzez nienaturalne wzorce drugich -jest złem.

I jeszcze jedno:, jakie zabawy seksualne prowadzą ludzie w zaciszu alkowy – to ich rzecz. Udział w dziedziczeniu we wspólnie wypracowanym majątku powinni mieć równoprawny z innymi. Nikt nie powinien wytykać ich palcem, czy też w jakikolwiek dyskryminować z pracy.


*Istnieją kultury, które uznają istnienie więcej niż dwóch płci. Na przykład w Indiach uznaje się istnienie trzech płci:kobieta,mężczyzna ihidźra. Mężczyzna, który współżyje zhidźra z punktu widzenia kultury indyjskiej nie współżyje z osobą tej samej płci, a zatem nie określi siebie, ani nie zostanie określony jako homoseksualista (Nanda 1998). Istnieją też kultury, które wyróżniają kategorię ludzi będących ponad podziałem na płci, albo poza nim (np.berdache uIndian) (Benedict).

1. W niektórych kulturach różnica między stosunkami seksualnymi osób płci przeciwnej, a stosunkami osób tej samej płci nie uznają żadnej ontologicznej nie jest postrzegana za istotna w sensie ontologicznym. Taką kulturą byłastarożytna Grecja w okresie klasycznym.

2. Sąkultury, które uznają wprawdzie różnicę ontologiczną pomiędzy kontaktem seksualnym osób tej samej płci a kontaktem seksualnym osób płci przeciwnych, ale kontakty homoseksualne w ogóle nie są uważane zastosunek seksualny.

** Dwa samce o imionach Z i Vielpunkt od razu wiedziały, co zrobić z jajkiem, i wzięły się za jego wysiadywanie. Dziś ich adoptowany potomek ma cztery tygodnie i dorasta pod czujną ojcowską opieką - informuje brytyjski "Telegraph".
Podobną historię, opartą ponoć na faktach, opowiada brytyjska książeczka pt. "And Tango Makes Three". Jest to opowieść o dwóch zakochanych w sobie samcach pingwinów z nowojorskiego zoo, które przez sześć lat tworzyły parę i wspólnie wychowywały młode. Bajkę, która ma uczyć dzieci tolerancji dla odmienności seksualnych, pilotażowo wprowadził do szkół rząd Wielkiej Brytanii. Miała trafić również do polskich dzieci, jednak kiedy (i czy w ogóle) to nastąpi - nie wiadomo.


***Jajo jest wysiadywane na zmianę przez samca i samicę przez ok. 55 dni. Rodzice trzymają jajo na stopach i przykrywają fałdą brzuszną. Zmieniają się co 6 – 18 dni; to z nich, które nie wysiaduje, płynie żerować. Po wykluciu pisklęta są jeszcze trzymane na stopach rodziców przez 30 – 40 dni

**** Badania przeprowadzone ostatnio w wielu krajach wskazują na występowanie homoseksualizmu u mniej aniżeli 3% populacji. W jednym z badań przeprowadzonych w USA oszacowano je na 2,1% populacji męskiej i 1,5 populacji żeńskiej. (Gilman S.E. Am J Public Health. 2001; 91: 933-9.) W innych badaniach amerykańskich oszacowano populację dorosłych lesbijek na 1,87%. (Aaron D.J. i inni. J Epidemiol Community Health. 2003; 57:207-9.) W najnowszych badaniach brytyjskich 2,8% mężczyzn zostało zaklasyfikowanych jako homoseksualiści (Mercer C.H. i inni. AIDS. 2004; 18:1453-8.), a w badaniach holenderskich 2,8% mężczyzn i 1,4 % kobiet posiadało partnerów tej samej płci. (Sandfort T.G. i inni. Arch Gen Psychiatry. 2001; 58:85-91.) Z kolei w badaniach przeprowadzonych w Nowej Zelandii 2,8% dorosłych w młodym wieku zaklasyfikowano jako homoseksualistów bądź biseksualistów. (Fergusson D.M. i inni. Arch Gen Psychiatry. 1999; 56:876-80.)



*****Ponad miliard ludzi musi przeżyć, mając dziennie mniej niż jednego dolara, około 3 miliardów ma mniej niż dwa dolary. 48 najbiedniejszych krajów świata ma niższy PKB niż wynosi łączny majątek trzech najbogatszych ludzi. Liczny są bezlitosne. Żeby zaspokoić potrzeby higieniczne i żywnościowe potrzeba 13 miliardów dolarów. Dokładnie tyle rocznie wydają mieszkańcy Unii Europejskiej i USA na perfumy. Przeciętnie Europejka wydaje ciągu miesiąca na kosmetyki tyle, ile musi wystarczyć kobiecie w Afryce na wyżywienie rodziny przez rok.

****** http://tocalaja115.blog.onet.pl/Zoofili ... 07305230,n

http://wyborcza.pl/1,75476,6688735,Homo ... lecia.html

http://pl.wikipedia.org/wiki/Homoseksua ... _kulturowy



http://homoseks.blox.pl/2008/05/HOMOSEK ... STYKI.html



http://www.bryk.pl/teksty/gimnazjum/poz ... /wos/9206- http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/ ... iecie.html

http://1maud.salon24.pl/317673,sodoma-i-gomora


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 06 lip 2011, 17:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Wojciech Wencel

Mikrokosmos

Za oknem, w kopertach pejzażu, czekają na nas listy miłosne od Boga.

Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 26/2011

Gdy byłem dzieckiem, na środku podwórza rosła stara wiśnia. Tuż nad ziemią rozwidlała się na dwa potężne pnie, po których ciągle wspinały się koty. Pewnego dnia przyjechali robotnicy z piłą elektryczną i – kawałek po kawałku – wycięli stare drzewo. Z dnia na dzień na podwórzu zrobiło się całkiem pusto. Kilkanaście lat później do mieszkania na piętrze naszego domu wprowadziła się Maria Wiśniewska, emerytowana nauczycielka, wdowa po Edmundzie, któremu napisałem poetyckie epitafium. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie rosła wiśnia, syn postawił jej altankę. Latem pani Wiśniewska potrafi tam siedzieć godzinami. Koty włażą jej na kolana.

Można powiedzieć, że to zbieg okoliczności, ale czy da się w tak obcesowy sposób wytłumaczyć wszystkie tajemnice pejzażu, w którym żyjemy? Inny przykład. Idąc rano do szkoły, moja żona i dzieci mijają poniemiecki dwór, w którym do końca wojny mieszkał z rodziną Max Roemer, zarządca Matarni. Gdy wchodzą w lipową aleję, zaczynają wspólnie odmawiać „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i „Pod Twoją obronę”. Kiedy pytam, dlaczego modlą się zawsze w tym samym miejscu, nie potrafią przekonująco odpowiedzieć. Ale ja wiem, że dokładnie tam, pod lipami, zmarł na zawał serca Otto Roemer, ojciec Maxa. Powiedział mi o tym nasz sąsiad Hubert Wenta, kiedy jeszcze żył: – Stary Roemer umarł, gdy my byliśmy bardzo młodzi. Szedł aleją lipową i nagle się przewrócił. Ale furmani z cegielni nawet po jego śmierci opowiadali, że widzą go czasem, jak jedzie na białym koniu doglądać swojego majątku.

Ile takich historii znają starzy ludzie? Ile takich opowieści przechowujemy w zakamarkach pamięci? Niemal każdy wrażliwy mieszkaniec polskiej prowincji znakomicie orientuje się w topografii swojej wsi lub swojego miasteczka. Nie tylko tej oficjalnej, rozrysowanej na gminnych mapach, ale też tej głębokiej, niematerialnej, ukrytej za obrazami widzialnego świata. Wie, gdzie jest góra, na którą każdej wiosny zlatują się tysiące rozśpiewanych ptaków. Dlaczego właśnie na tę, a nie na inną? Potrafi wskazać, w czyim sadzie zawsze jest cicho i przy którym przydrożnym kamieniu wierzgają konie. Stara się omijać dąb, na którym w ciągu stu lat powiesiło się sześciu samobójców.

Ktoś powie, że to pogańska wizja świata. W sensie historycznym na pewno. Świętość objawiała się ludziom w naturze jeszcze przed nastaniem chrześcijaństwa. Cóż jednak robili chrzczący pogańską Europę misjonarze? Bez sentymentów burzyli drewniane bałwany, ale szanowali miejsca zbliżające do tajemnicy istnienia. Na „świętych górach” stawiali krzyże, w „świętych gajach” zakładali klasztory, egzorcyzmowali zakątki przepełnione metafizyczną grozą. Mieli świadomość, że – jak pisze Mircea Eliade – „za sprawą »naturalnych« aspektów świata człowiek religijny pojmuje to, co »nadnaturalne«”. Starali się więc zbudować kontinuum od pierwotnego odczucia sacrum w naturze do kontemplacji Bożego wcielenia.

Mój przyjaciel i tłumacz moich wierszy Jaroslav Šubrt zdradził mi kiedyś wielki sekret rodzinnej ziemi. Choć na całej czeskiej i morawskiej prowincji pędzona jest śliwowica, ta najlepsza, najbardziej delikatna w smaku, a jednocześnie najmocniejsza, powstaje na terenach górzystych, gdzie sady są kamieniste i nieurodzajne, a ludzie muszą pracować ciężej niż inni, żeby związać koniec z końcem. Ziemia znaczona potem i łzami rodzi najsmaczniejsze śliwki. Życie trudne, pełne wyrzeczeń i bólu, wydaje nieziemskie owoce.

Nie da się do końca pojąć Boga i świata w oderwaniu od ziemi i konkretnych ludzkich czynności. Tym bardziej że pochylenie się nad gruntem opisuje drogę eschatologiczną człowieka, który by być zbawiony, musi najpierw przetoczyć się przez glinę. To, co przyziemne, odsyła do nieskończoności. Mikrokosmos najbliższej okolicy układa się we wzór pozwalający orientować się w życiu. Niestety, większość współczesnych ludzi mieszka w sztucznym świecie mediów, popkultury i technologii. Natura przestała być dla nich księgą, którą można czytać metafizycznie. Dlatego tak trudno im rozróżnić sacrum i profanum, uporządkować kosmos i odnaleźć w nim sens.

Tymczasem za oknem, w kopertach pejzażu, czekają na nas listy miłosne od Boga. Trzeba tylko je otworzyć i przeczytać. Wielokrotnie przekonywałem się o tym, gdy poetyckie obrazy rzeczywistości okazywały się mądrzejsze ode mnie. Kilkanaście lat temu moją żonę i mnie spotkało najboleśniejsze w dotychczasowym życiu doświadczenie: poronienie. Mniej więcej w tym samym czasie zapisałem w wierszu: „bocian zawracał nad dachem kostnicy”. Jeden z czytelników powiedział mi później, że zbudowałem najpiękniejszą metaforę utraty dziecka, jaką można sobie wyobrazić: ptak, który nosi dzieci, kołuje nad domem śmierci. Tyle że ja tego obrazu nie zbudowałem. Zobaczyłem go pewnego popołudnia w Matarni i przeniosłem na papier. Dopiero rozmowa z czytelnikiem uświadomiła mi, jak głęboko ta wizja odnosi się do naszej z żoną historii. Odruchowo spojrzałem na kolejne wersy: „i wszystko działo się po coś – i nawet / w jądrze chaosu nie mieszkał przypadek”. To był klucz do naszej miłości i do naszej wiary.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2011 ... osmos.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 08 wrz 2011, 14:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Ks.dr Waldemar Kulbat - Współczesne pogaństwo

Obojętność, albo inaczej indyferentyzm ma dzisiaj różne oblicza. Inne na Zachodzie, inne u nas. O ile dawnych pogan dręczył niepokój i byli otwarci na Dobrą Nowinę, współczesnych pogan, znudzonych, sytych i zadowolonych z siebie jest trudniej przekonać. Ale czy ci, którzy zapomnieli o Bogu coś zyskują? Chesterton trafnie zauważył, iż dramatem współczesnego człowieka nie jest niewiara, lecz przeciwnie – wiara nawet w największy absurd. Zdaniem teologa Karla Bartha: „kiedy niebo opróżnia się z Boga, to ziemia wypełnia się bożkami”.

Mówiąc niedawno o niewierzących Benedykt XVI przypomniał, że „tam, gdzie znika Bóg, człowiek popada w niewolę bałwochwalstwa, jak to pokazały ... reżimy totalitarne i jak to pokazują także różne formy nihilizmu, które uzależniają człowieka od bożków i bałwochwalstwa; zniewalają go”. Miejsce religijnej ekstazy u wielu ludzi często zajmuje uzależnienie od narkotyków i seksu, magia konsumpcji, trans wywołany uczestnictwem w koncertach muzycznych, czy euforia meczu. Wielkie zyski czerpią magowie, wróżbici, okultyści, do których zwracają się nie tylko ludzie niewykształceni, ale politycy, ludzie wolnych zawodów czy uznani managerowie. W wielu czasopismach, w programach radiowych i telewizyjnych, propaguje się magię, wróżbiarstwo, horoskopy. To znak powrotu do świata pojęć pogańskich. Także i dziś nie brakuje bożków, jak rasa, komunizm, nazizm, natura, nauka, polityka, postęp, a także przyjemność, seks, narkotyki, sukces, pieniądze itd. Wiarę w Boga Żywego objawionego w Biblii zastępuje wiara w ślepe fatum. Permisywizm, czyli pozwalanie sobie na życie poza Dekalogiem staje się drogą ku cywilizacji śmierci.

Niemiecki pisarz, Heinrich Böll, nieraz krytycznie nastawiony do Kościoła, pisał: „Nawet najgorszy chrześcijański świat stawiam wyżej od najlepszego pogańskiego, ponieważ w świecie chrześcijańskim znajdzie się miejsce dla wszystkich, dla których brakuje go w świecie pogańskim: dla kalek i chorych, dla starych i słabych; co więcej nie tylko miejsce lecz miłość dla wszystkich, których pogański i bezbożny świat uznaje za bezużytecznych”.

Kościół, zdaniem pisarza, zna prawdę o człowieku, wie, że jest on słaby, ulega złu, dlatego nie przestaje powtarzać „i odpuść nam nasze winy” i „zmiłuj się nad nami”. Świętość Kościoła objawia się w wyznaniu wiary i w wyznawaniu grzechów. Kościół różni się od reszty świata, gdyż jako jedyna społeczność ujawnia grzech, pomaga walczyć z nim, a zarazem przynosi ludziom szansę nawrócenia i uwolnienia. Kościół, który realizuje się w codziennym życiu parafii, sanktuariów, seminariów, klasztorów, nie okazuje swojej siły. Jego siłą są ludzie, którzy w nim się oczyszczają, słuchają słowa nadziei i tworzą wspólnotę. Kościół katolicki jest główną siłą która przeciwstawia się destrukcji i moralnemu rozpadowi.

http://www.katolickie.media.pl/index.ph ... Itemid=128


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 05 paź 2011, 09:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
STARY TESTAMENT
Księga Koheleta


PRAKTYCZNE ZASTOSOWANIE MĄDROŚCI

Człowiek mądry patrzy na życie poważnie

1 Lepsze jest dobre imię niż wonne olejki,
a dzień śmierci niż dzień urodzenia.
2 Lepiej jest iść do domu żałoby,
niż iść do domu wesela,
bo w tamtym jest koniec każdego człowieka,
i człowiek żyjący bierze to sobie do serca.
3 Lepszy jest smutek niż śmiech,
bo przy smutnym obliczu serce jest dobre.
4 Serce mędrców jest w domu żałoby,
a serce głupców w domu wesela.
5 Lepiej jest słuchać karcenia przez mędrca,
niż słuchać pochwały ze strony głupców.
6 Bo czym trzaskanie cierni [płonących] pod kotłem,
tym jest śmiech głupiego.
I to jest także marnością.


Mądrość strzeże przed wielkimi błędami

7 1 Bo rzecz przywłaszczona może ogłupić mędrca,
a przekupstwo czyni serce przewrotnym.
8 Lepszy jest koniec mowy niż jej początek,
lepszy jest umysł cierpliwy niż pyszny.
9 Nie bądź pochopny w duchu do gniewu,
bo gniew przebywa w piersi głupców.
10 Nie mów: «Jak się to dzieje,
że dawne dni były lepsze niż obecne?» -
Bo nieroztropnie o to się pytasz.
11 Lepsza jest mądrość niż dziedzictwo,
i z większym pożytkiem dla tych, którzy widzą słońce.
12 Bo w cieniu mądrości,
jak w cieniu pieniądza;
a większa jest jeszcze korzyść z poznania mądrości:
darzy życiem tego, który ją posiada.
13 Przypatrz się dziełu Bożemu!
Bo któż naprostować może to, co On skrzywił?
14 Gdy ci się dobrze wiedzie, ciesz się z tego,
a wiedzie ci się źle, wtedy to rozważ:
zarówno jedno jak i drugie sprawia Bóg,
ponieważ człowiek nie może dociec
niczego zgoła, co będzie potem2.
15 Wszystko widziałem za marnych dni moich:
tu sprawiedliwy, który ginie przy swej sprawiedliwości,
a tu złoczyńca, który przy złości swej długo żyje.
16 Nie bądź przesadnie sprawiedliwy3
i nie uważaj się za zbyt mądrego!3
Dlaczego miałbyś sobie sam zgotować zgubę?
17 Nie bądź zły do przesady
i nie bądź głupcem.
Dlaczego miałbyś przed czasem swym umrzeć?
18 Dobrze, jeżeli się trzymasz jednego,
a od drugiego ręki swej też nie odejmiesz,
bo kto się boi Boga,
tego wszystkiego uniknie4.
19 Mądrość czyni mądrego silniejszym
niźli dziesięciu mocarzy, którzy są w mieście.
20 Bo nie ma na ziemi człowieka sprawiedliwego,
który by [zawsze] postępował dobrze, a nigdy nie zgrzeszył5.
21 Nie zwracaj też uwagi
na wszystkie rozmowy, jakie się prowadzi,
ażebyś czasem nie usłyszał,
jak ci złorzeczy twój sługa.
22 Bo często przecież, jak sam wiesz,
ty także innym złorzeczyłeś.


Mądrość w istocie swej jest niedostępna

23 To wszystko badałem i miałem na uwadze mądrość.
Mówiłem: «Chciałbym być mądrym!» -
lecz mądrość jest dla mnie niedostępna.
24 Niedostępne jest to, co istnieje,
i niezgłębione - któż może to zbadać?
25 Zwróciłem swój umysł ku temu,
by poznać, badać i szukać
mądrości i słusznej oceny,
by poznać, że zło jest głupotą,
a wielka głupota - szaleństwem.
26 I przekonałem się,
że bardziej gorzką niż śmierć jest kobieta,
bo ona jest siecią, serce jej sidłem,
a ręce jej więzami.
Kto Bogu jest miły, ten się od niej ustrzeże,
lecz grzesznika ona usidli.
27 Oto, do czego doszedłem - powiada Kohelet -
jedno z drugim porównując, by znaleźć słuszną ocenę,
28 której nadal szukam, a nie znajduję.
Znalazłem jednego [prawego] mężczyznę pośród tysiąca,
ale kobiety [prawej] w tej liczbie nie znalazłem6.
29 Tylko, oto co stwierdziłem:
Bóg uczynił ludzi prawymi,
lecz oni szukają rozlicznych wybiegów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 09 paź 2011, 09:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
o ciszy uwag kilka...

Cisza może być martwa, gdy dusza milczy a ja powoli rozszczepia się na miliardy nie korelujacych już ze sobą atomów, taka cisza umierającego trwania... ale może też być i oswojona cisza, która konstytuuje Ciebie..., myślenie, trwanie, życie, śmierć.
Cisza może głucho milczeć odbijając echo pustki...równie dobrze cisza może tętnić muzyką...
Cisza jest odbiciem duszy, zatem może odbijać zarówno nicość jak i nieskończoność, choć niektórzy mówią, że pustki nie ma, że zawsze jest to raczej coś niż nic. Po angielsku to brzmi lepiej: nothing is impossible :)
Romantyczne postrzeganie ciszy to chyba trochę spłycanie zagadnienia. Chodzi mi raczej o taki stan, gdy po prostu trwasz, nasycony ciszą, i myślenie właściwie nie tylke zanika, ale błogo przysiada na krawędzi Twojego jestestwa, ale i razem z Tobą. Choć może i właśnie masz rację z tym romantyzmem, że taki stan to jakby stan zakochania, w tym przynajmniej sensie, że już niczego nie oczekujesz (bynajmniej nie chodzi o rezygnację), niczego nie pragniesz, jedynie trwasz w nasyceniu. Dlatego mam takie skojarzenie z muzyką ciszy, bo czasem gdy wsłuchuję się w muzykę to przestaję myśleć a może lepiej by powiedzieć myślenie wsłuchuje się, wtapia się w muzykę, trwam jedynie w takim zakochanym nasyceniu i w tym sensiem jest to cisza poza czasem i przestrzenią, gdyż ja nie zanika a chyba wręcz coraz mocniej konstytuje sie w swoim trwaniu, a to co zaczyna być coraz mniej relne, czy istotne to czas, miejsce, przestrzeń, wymiar...
Co do nicości, to myśle, że może byśmy mogli sie zgodzić co do tego, że dopóki trwa muzyka dopóty nicość jest niemożliwa...

http://sztukadyskusji.salon24.pl/351636 ... uwag-kilka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 19 paź 2011, 19:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Dariusz Kowalczyk SJ - Zabobon laicyzmu

Ludzie od zawsze skłonni byli wierzyć w różne zabobony. Czym jest zabobon? To bezpodstawna wiara w to, że istnieje jakiś związek przyczynowo-skutkowy między wydarzeniami, które w rzeczywistości nie mają ze sobą nic wspólnego , np. że zobaczenie kominiarza i wykonanie kilku odpowiednich gestów przynosi szczęście, a czarny kot przebiegający drogę sprowadza niechybnie jakieś nieszczęście. To jedne z najprostszych zabobonów, ale bywa i tak, że zabobony są rozbudowane w całe ideologie i stroją się w piórka poglądów racjonalnych, a nawet naukowych. Tego rodzaju zabobonem jest współczesny laicyzm.
Zabobon laicyzacji polega m.in. na przekonaniu, że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko pozbawi się Kościół jakichkolwiek wpływów na życie polityczno-społeczne. Są w Polsce politycy, którzy na tym właśnie zabobonie chcą zbić swój kapitał polityczny. Szczególnie jeden polityk, którego jednak nazwiska nie godzi wymieniać w tak zacnym tygodniku jak „Idziemy”. Jego zwolennicy wypisują w internecie niebywałe głupoty, np. że w kraju nad Wisłą zapanuje dobrobyt, kiedy tylko rozwiąże się konkordat, odbierze przywileje związkom wyznaniowym i skonfiskuje niektóre dobra kościelne.

Tego rodzaju zabobonna ideologia charakteryzowała żarliwych komunistów. Za Lenina i Stalina burzono piękne cerkwie i kościoły, duchownych aresztowano i wysyłano na Sybir, a młodzieży programowo wciskano ateizm jako tzw. naukowy światopogląd. Oczywiście w ten sposób nie zbudowano żadnego dobrobytu. Związek Radziecki się rozpadł, a chrześcijaństwo przetrwało i się odradza. Dziś rosyjskie władze wspierają plan zbudowania 2 tys. cerkwi. W naszych czasach wielkim wyznawcą zabobonu laicyzacji okazał się premier Hiszpanii Zapatero. Tyle że za jego rządów Hiszpania znalazła się w poważnym kryzysie ekonomicznym, a laiccy bojówkarze, którzy po chamsku próbowali zakłócić Światowe Dni Młodzieży w Madrycie, skompromitowali się totalnie w konfrontacji ze spokojnymi, uśmiechniętymi młodymi katolikami.

Ostatnio Leszek Miller stwierdził, że jeśli Kościół chce ewangelizować, to powinien to robić za pomocą metod, które nie mają nic wspólnego z presją na ustawodawstwo. Innymi słowy, były premier powtórzył tyleż zabobonną, co antydemokratyczną tezę, że katolicy jako katolicy, w tym przede wszystkim księża i biskupi, powinni mieć ograniczone prawa obywatelskie, które przecież gwarantują każdemu wolność domagania się od władz określonych działań. W Konstytucji RP czytamy m.in.: „Każdy ma prawo składać petycje, wnioski i skargi w interesie publicznym, własnym lub innej osoby za jej zgodą do organów władzy publicznej”. Skoro każdy, to w imię czego zabraniać biskupom publicznego wypowiadania się na przykład w kwestii ustawy dotyczącej aborcji lub zapłodnienia in vitro? Jeśli słowa Leszka Millera wziąć na poważnie, to trzeba by stwierdzić, że ustawodawcze postulaty mogą formułować organizacje gejowskie, feministyczne, pseudoekologiczne itp., ale biskupi mają siedzieć cicho. Absurd i zabobon!

Laicki zamordyzm nie tylko chce ograniczać katolików i kościelne podmioty w ich obywatelskich prawach, ale zdarza się, że wchodzi z buciorami w to, co dla katolików święte. Rząd Irlandii, któremu walka z pedofilią coraz bardziej myli się z walką z Kościołem, wymyślił sobie prawo, wedle którego ksiądz, który dowie się podczas spowiedzi o przestępstwie seksualnym i nie doniesie o tym policji, będzie podlegał karze więzienia. Pomysł jest absurdalny chociażby dlatego, że przestępca nie przystąpi do szczerej spowiedzi, jeśli będzie wiedział, że ksiądz ma obowiązek natychmiastowego zdemaskowania go przed władzą. Tą drogą nie wykryje się przestępców, ale jedynie uderzy w sakrament spowiedzi. No, ale przecież zabobony, w tym zabobon laicyzmu, są dalekie od rozsądku i logiki.

za: "Idziemy" nr 37/2011 (xwk)

http://www.katolickie.media.pl/index.ph ... Itemid=125


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 23 paź 2011, 17:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Prawda i kłamstwo, notka myślami pisana.

Łgarstwo...kłamstwo...półprawdy...przeinaczanie faktów, to narzędzia wszechobecnej propagandy w medialnym przekazie "faktów". Chciałbym aby cytowane przeze mnie sentencje dały drogowskaz i przypomniały co to jest PRAWDA . Wiedzę, czerpmy u źródeł, w złotych myślach ludzi wielkich...i tych filozofów, o których się nam nawet nie śniło. Życzę dobrej lektury.

- Prawdę trzeba wyrażać prostymi słowami - Ajschylos

- Prawda jest doskonałym błędem, tak jak zdrowie doskonałą chorobą - Novalis

- Błędy to droga do prawdy - Fiodor Dostojewski

- Sobie prawdę rzec - najwspanialsza prawda - Andrzej Maksymilian Fredro

- Wszystkie wielkie prawdy na początku są bluźnierstwem - George Bernard Shaw

- Prawda do kłamstwa jest podobna z twarzy - Dante Alghieri

- Jeśli chcemy, by ludzie mówili prawdę, przede wszystkim nauczmy się jej słuchać - Samuel Johnson

- Co szeptane, to zełgane - przysłowie niemieckie

- Kłamca - magazyn wiatru - przysłowie

- Kłamca trafia zawsze w ślepą uliczkę - przysłowie wietnamskie

- Dzięki kłamstwu zjesz obiad, ale nie zjesz już kolacji -przysłowie arabskie

- Kto prawdę mówi, ten niepokój wszczyna - Cyprian Kamil Norwid

- Niektórzy kłamcy maja taką potrzebę kłamstwa , że budzą litość i pomagamy im - Jules Renard

- Nic tak łatwo nie podlega zarzutom przesady, jak właśnie język nagiej prawdy - Joseph Conrad

- Prawdę zwykło się mówić w gniewie - Mikołaj Gogol

- Ilekroć prawię jej komplementy, spuszcza skromnie oczy. Czy nieprawda też w oczy kole ? - Horacy Safrin

- Nie ma nic większego niż prawda i nawet najmniejsza prawda jest wielka - Johann Wolfgang Goethe

- Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy niż kłamstwa - Fryderyk Nietzsche

- Karą kłamcy nie jest to, że mu nikt nie wierzy, lecz to, że sam nie potrafi nikomu wierzyć - George Bernard Shaw

- Język prawdy jest z natury prosty - przysłowie greckie

- Ile wina w sobie, tyle prawdy w słowie - przysłowie

- Kłoamstwo jak oliwa na wierzch wypływa - przysłowie

- Kto prawdę zaciera, Boga się wypiera - przysłowie

- Nie kłamie odważny - przysłowie

- Prawda boli - przysłowie

- Żadne kłamstwo nie doczeka się starości - przysłowie greckie

- W zbytnim swarze prawda ginie - przysłowie

- Przysłowie prawdę mówi - przysłowie

- Począwszy od Adama to każdy człowiek kłama - przysłowie

http://sophia.salon24.pl/355404,prawda- ... ami-pisana


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 31 paź 2011, 21:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Świętych obcowanie

W pierwsze dni listopada przeżywamy prawdę o świętych obcowaniu. W uroczystość Wszystkich Świętych pielgrzymujemy do Nieba, aby wielbić Boga wraz z niepoliczoną rzeszą aniołów i świętych, którzy uczestniczą w wiecznej liturgii Boga, szczęśliwi - zanurzeni w Bożej miłości. We wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych prosimy Boga o wieczny pokój dla dusz czyśćcowych. Nasza modlitwa ze świętymi odsłania wspaniały obraz Kościoła. Jest on wspólnotą ludzi żyjących na ziemi, odkupionych w Niebie i oczyszczających się w czyśćcu. Kościół stanowią zatem ludzie zbawieni, pielgrzymujący i pokutujący, których łączy więź solidarności i miłości.

Patrząc na świętych, chlubimy się ich wiernością, heroicznymi czynami, wielkością miłości, do której zostali uzdolnieni Bożą łaską. Patrząc na nas, żyjących na ziemi, dostrzegamy, jak wiele mamy do zrobienia, aby umocnić naszą komunię z Bogiem. Modląc się za zmarłych w czyśćcu, żyjemy nadzieją na przebaczenie i odpuszczenie grzechów, które pragnie nam ofiarować miłosierny Bóg.
Kościół to zatem wspólnota uniwersalna. Jest w nim miejsce dla świętych, grzeszników i pokutujących. To Boża rodzina, w której jedni wspierają drugich, tak by wszyscy osiągnęli pełnię szczęścia w Domu Ojca Niebieskiego.

Święci patronowie
Święci są naszymi siostrami i braćmi w wierze. To nasi najwięksi przyjaciele. Możemy liczyć na ich pomoc, zwłaszcza w trudnych sytuacjach życiowych. Wielu z nich wyspecjalizowało się w różnego rodzaju kłopotach. Święty Antoni wspiera pogubionych, św. Błażej pomaga w chorobach gardła, św. Barbara czuwa nad górnikami, a św. Jadwiga Królowa opiekuje się ubogimi. Święty Rafał Archanioł wraz ze św. Krzysztofem opiekują się podróżnymi. Niektórzy święci opiekują się zakochanymi. Inni mają pod opieką ludzi wykonujących różne zawody. Swoich patronów mają miasta, parafie, a także liczne państwa. Wzywamy ich w potrzebach zwyczajnych i codziennych, znajdując w nich oparcie i zachętę do stawiania czoła trudnościom życiowym. Święci przychodzą nam z pomocą, upraszając potrzebne łaski, towarzysząc w naszych małych i dużych zmaganiach. Są z nami, podnosząc nas niejednokrotnie na duchu. Święci są nam bardzo bliscy dlatego, że będąc blisko Jezusa, nie zapominają o nas, ale pragną, abyśmy i my trwali w komunii z Bogiem.
Dobrze jest mieć swojego ulubionego świętego lub świętą. Powierzać im swoje troski i radości. Święta Teresa czuła się szczególnie związana ze św. Józefem. Święty Jan Vianney czcił św. Filomenę, św. Rita z Cascia natomiast św. Augustyna i św. Monikę. Dobrze jest radzić się świętych, zastanawiać, co zrobiliby w mojej sytuacji. Poznając ich życie, uczymy się, jak żyć po chrześcijańsku.

Kto z kim przestaje
Jest takie ludowe przysłowie, które sprawdza się zawsze. Mówi ono Kto z kim przestaje, takim się staje. Jeśli przestajemy z ludźmi szlachetnymi i mądrymi, powoli upodabniamy się do nich. Oni bezwiednie dzielą się z nami dobrem. Dobro promieniuje i ma niezwykłą, pociągającą moc. Jeśli natomiast nie stronimy od złego towarzystwa, łatwo ulegamy jego demoralizującym wpływom i stajemy się gorsi. Podobnie jest ze świętymi. Błogosławiony Jan Paweł II podczas Mszy św. beatyfikacyjnej św. Kingi powiedział Święci żyją świętymi. Rzeczywiście, ci, którzy dążą do świętości, szukają zawsze dobrego towarzystwa świętych. Oni wychowują. Przekonują swym życiem, że świętość we wszystkich okolicznościach jest możliwa. Święci ucieleśniają Ewangelię. Są żywym dowodem na to, że można kochać Boga i bliźniego. Błogosławiony Jan Paweł II wyznał, że ma wielu ulubionych świętych. Wychowawcami Jana Pawła II byli m.in. Jan od Krzyża, Brat Albert Chmielowski, Faustyna Kowalska, Matka Teresa z Kalkuty. Wielu innych świętych i błogosławionych kształtowało w nim pragnienie świętości. My również wpatrujmy się w świętych. Szukajmy ich towarzystwa, aby dzięki przyjaźni z nimi wzrastać w miłości Bożej. Wielu z nas otrzymało na chrzcie świętym imię świętej lub świętego. Świadomie obraliśmy sobie świętych za patronów podczas bierzmowania. Nie zapominajmy o nich. Poznajmy dobrze ich biografię. Szukajmy w niej odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób możemy naśladować naszego patrona. Czym nam imponuje i czego uczy


Bądźmy dla innych oparciem
Tajemnica świętych obcowania przypomina nam o jeszcze jednej ważnej sprawie. Maryja i święci są dla nas oparciem. Są niczym jasne światła na mrocznym horyzoncie życia. My również możemy być wsparciem dla innych. Tak jak święci możemy pomagać naszym bliskim, przyjaciołom i znajomym. Współczesny świat potrzebuje żyjących świętych. Woła o ludzi mocnej wiary. Odważnych i bezkompromisowych wobec zła. Potrzebuje świadków i nauczycieli. Tę misję Bóg powierzył każdemu z nas. My również mamy - jak święci - ewangelizować naszą codzienność. Mamy nieść Boga tam, gdzie wydaje się, że nie ma dla Niego miejsca.

ks. Zbigniew Sobolewski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 17 lis 2011, 08:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Homo Verbi

narzędziem jestem
i twórcą
artystą i rzemieślnikiem
wolą mocy
miłością i ścierwem
ślepcem, gdy hipnotycznie przeżuwam
tchórzem, gdy milczę, gdy krzyczeć strach
zbrodniarzem, gdy z lubością manipuluję
geniuszem, gdy kwestionuję, by zrozumieć więcej
pielgrzymem, gdy z uśmiechem przemierzam
mistykiem, gdy oswajam,
by klęczeć wtulonym w symfonii ciszy


http://sztukadyskusji.salon24.pl/364937,homo-verbi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przestrzeń człowieczeństwa.
PostNapisane: 29 lis 2011, 09:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30853
Czuwanie rozumu?

Adwentowe wezwanie do czuwania obejmuje także obowiązek czuwania nad społecznym obiegiem moralnych pojęć kluczowych dla naszego działania. Mamy z tym nieustanne problemy. Jak tu czuwać najpierw nad własnym sumieniem, skoro spotykamy nawet takich duszpasterzy, którzy chyba nie wiedzą, czym jest sumienie? Przekonuje się przecież nieraz, że jest to "uczucie", a nie sąd, czyli akt rozumu, chociaż nawet Katechizm Kościoła Katolickiego (1777; por. encyklika "Veritatis splendor" Jana Pawła II) sprawę stawia jasno i jednoznacznie: sumienie niewątpliwie jest sądem, czyli właśnie aktem rozumu. Uczucia tylko towarzyszą tym sądom, spełniając niezastąpioną rolę w nadawaniu mocy kierowniczej funkcji sumienia. Bez wsparcia ze strony uczuć nasze sumienie (tak jak i wszystkie inne umysłowe akty) byłoby "mdłe" i pozbawione siły wobec kierowanego działania. Czyżby zatem wierzący niekiedy nie przejmowali się zgodnością własnych moralnych i antropologicznych pojęć z tym, czego naucza ich własny Kościół? Po cóż jednak ten autorytet, jeśli sumienie to emocjonalny "spontan" i "odlot" rozumu?
Ostatnio krakowski "Znak" zafundował swoim czytelnikom artykuł, którego autor zapewnia ze swadą, że nauczanie Kościoła katolickiego w sprawie antykoncepcji obciążone jest elementarnymi błędami: zarówno fałszywymi przesłankami, jak i niepoprawną logicznie argumentacją. Stąd też, zdaniem autora, stanowisko to jest "formą przemocy argumentacyjnej" wobec sumień wierzących. Argumentacja Kościoła, że antykoncepcja jest złem moralnym, miałaby bowiem "sprowadzać się do twierdzenia: tak jest, bo tak jest! Jest ona nieracjonalna, bezzasadna i jej oparcie na niezmiennym prawie naturalnym jest tylko pozorem". Stanowisko to jakoby charakteryzuje się także "naiwnym i purytańskim (...) podejściem do przyjemności".
Najdziwniejsze jest najpierw w tej wypowiedzi - i dopuszczeniu jej do głosu - ukryte założenie, że ludzkość czekała aż ponad 2000 lat na to, aby wytropić ową "przemoc argumentacyjną", "naiwne", "nieracjonalne" i "bezzasadne" stanowisko Kościoła. Jeśliby autor miał rację, to zapewne sam Papież i polscy biskupi będą zmuszeni ruszyć pod Kanossę w worach pokutnych, boso, z głowami posypanymi popiołem, przynosząc też gratulacje i nagrody za jakoby wiekopomne odkrycie polskiego autora, ratujące ludzkość przed zgubą zwodzenia sumień. A co będzie, jeśli to raczej autor się myli, a nie między innymi Paweł VI, Jan Paweł II i Benedykt XVI? Pozostawiono tę sprawę do rozstrzygnięcia czytelnikom, a nawet ich gustom. Na pierwszy rzut oka autor bowiem traktuje sumienie jako dziedzinę racjonalnej argumentacji, skoro formułuje kilka zarzutów pod adresem nauczania Kościoła w spawie antykoncepcji. Jeśli jednak nie wyrażono w omawianym artykule jakiejkolwiek troski o sprawdzenie, czy już na te zarzuty wielokrotnie nie udzielono odpowiedzi (tymczasem napisano już tomy na ten temat!), wskazuje to, że cała ta argumentacja jakoby w obronie sumień wierzących to tylko tzw. zasłona dymna, aby ukryć z góry przyjętą aprobatę dla antykoncepcji. Aprobatę opierającą się nie na trosce o rozpoznanie obiektywnej prawdy o dobru, ale na jakimś własnym emocjonalnym "chce mi się". Jeśli jednak sumienie to spontaniczne uczucie, a nie wgląd rozumu w obiektywną prawdę o dobru, to wtedy nie ma sensu spierać się w sprawach dobra i zła, tak jak nie ma sensu się spierać, co jest lepsze: pomidorowa czy ogórkowa. Czytelnikom pozostawia się zatem "wybór" swojego stanowiska w sprawie antykoncepcji - i respektowanie autorytetu Kościoła w tej kwestii - wedle kryterium "de gustibus non est disputandum".
Jeśli sumienie to emocjonalna spontaniczność, to i adwentowe czuwanie byłoby tylko drzemką naszego rozumu i wolnej woli na fali naszej spontaniczności emocjonalnej. Czy o to chodzi w Adwencie?

Marek Czachorowski
--------------------------------------------------------------------------------

Katechizm sprawę stawia jasno i jednoznacznie: sumienie niewątpliwie jest sądem, czyli właśnie aktem rozumu

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 29&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 58 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /