Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 08 lis 2011, 09:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Krzyż to symbol Narodu Polskiego

Krzyż w Senacie, podobnie jak w Sejmie, był zawsze obecny. W Rzeczypospolitej Polskiej, przed rozbiorami, w obu izbach krzyż stał na stole obok wyłożonej Ewangelii. W Polsce odrodzonej po 123 latach niewoli krzyż najpierw pojawił się w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej, z chwilą jego zwołania, a w Senacie po jego konstytucyjnym przywróceniu. Krzyż do Sejmu Ustawodawczego, jeszcze jednoizbowego parlamentu, przekazało Koło Polek w 1919 roku. Senat przywrócony został z mocy Konstytucji tzw. marcowej z 17 III 1921 r. w wyborach, które odbyły się 12 XI 1922 roku. Senat rozpoczął obrady 28 XI 1922 r. w tej samej sali, co i Sejm. Krzyż wisiał w niej, początkowo nad drzwiami wejściowymi. Uchwałą Sejmu, w którym zasiadali nie tylko chrześcijanie, z 14 XII 1922 r. został przeniesiony w głąb sali obrad plenarnych i umieszczony na honorowym miejscu, u samej góry wnęki prezydialnej, nad stołem marszałka. To miejsce krzyż zachował, po przebudowie sali, która od 10 XI 1928 r. stała się salą obrad Senatu. Sejm przeniósł się do nowej siedziby. Tam nowy krzyż zawisł nad Orłem Białym, godłem państwa, i dotrwał do wybuchu wojny. W czasie wojny budynki Sejmu i Senatu zostały zrujnowane, krzyże zaginęły. Ostatnie posiedzenie Senatu po wybuchu wojny odbyło się 2 IX 1939 roku. Prezydent RP Władysław Raczkiewicz już na emigracji 2 XI 1939 r. rozwiązał Sejm i Senat, a 1 XII 1939 r. zadekretował nowe wybory do obu izb parlamentu po zakończeniu wojny.
Kiedy ustały działania wojenne, w części ziem polskich, nominalnie 22 VII 1944 r. władzę przejęli komuniści. Z polecenia Moskwy, za zgodą państw zachodnich, po zmianie granic państwa polskiego ustalonych w Jałcie i Poczdamie komuniści zdecydowali się przeprowadzić w kraju wybory. 30 VI 1946 r. poprzedziło je tzw. referendum ludowe, które zadecydowało również o losach Senatu. Według sfałszowanych wyników referendum, przeciw istnieniu Senatu wypowiedziało się 68,2 proc. głosujących. Stąd też w wyborach przeprowadzonych 11 I 1947 r., także sfałszowanych, wyłoniono jednoizbowy Sejm, nazwany ustawodawczym. W Sejmie tym, który aż do 22 VII 1952 r. nazywał się Sejmem Rzeczypospolitej Polskiej, krzyża nie umieszczono. Po tej dacie w Sejmie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej krzyża nadal nie było.

W wolnej Polsce
Zryw "Solidarności" doprowadził do tzw. transformacji ustrojowej i wyborów z 4 VI 1989 roku. Dotyczyły one Sejmu i przywracanego Senatu. W wyłonionym Sejmie, nazywanym kontraktowym, komuniści z PZPR oraz osoby z innych ugrupowań politycznych im podległych, na podstawie ustaleń podjętych w Magdalence i przy tzw. Okrągłym Stole uzyskały 65 proc. miejsc w tej izbie, a opozycja solidarnościowa 35 procent. W pełni wolne wybory dotyczyły Senatu, w którym 99 procent miejsc uzyskali niekomuniści. Krzyż nie zawisł w Sejmie kontraktowym ani też w sali obrad dwóch następnych kadencji Sejmu. Stało się to dopiero w Sejmie III kadencji. Wówczas, 20 X 1997 r., za sprawą w szczególności posłów Tomasza Wójcika i Piotra Krutula, krzyż powrócił również do Sejmu.
W Senacie RP krzyż znalazł się niemal 5 lat wcześniej. Został umieszczony w sali obrad 20 X 1992 r. w czasie II kadencji. Umocowany był na kotarze okalającej ścianę części prezydialnej sali obrad. Zgodnie z polską tradycją parlamentarną, zawisł obok godła państwowego - Orła Białego. Co sprawiło, że wcześniej, zaraz po przywróceniu Senatu w wolnych wyborach, gdy 99 spośród 100 senatorów reprezentowało pozakomunistyczne nurty polityczne, powrót krzyża nie nastąpił? Przywrócenie Senatowi krzyża prawie 5 lat wcześniej niż dokonało się to w Sejmie, pozostaje zasługą senatora Henryka Czarnockiego, rolnika z Podlasia, spod Siedlec, członka Klubu Parlamentarnego Porozumienie Ludowe, któremu przewodniczył poseł Gabriel Janowski.
Kilka dni wcześniej, w czasie 21. posiedzenia Senatu II kadencji 12 IX 1992 r. mówiłem w izbie, że "ani w Sejmie, ani w Senacie nie wisi krzyż". Zadałem pytanie, czy w takiej sytuacji będzie mógł zjawić się w Senacie Lech Wałęsa z wizerunkiem Matki Bożej w klapie, czy nie zabroni mu tego Rzecznik Praw Obywatelskich, orędownik laicyzacji. W sukurs przyszedł mi senator Czarnocki, który powiedział, że chciałby się zwrócić do "Wysokiej Izby", jak również do "Pana Marszałka" z prośbą o to, "żebyśmy się nie musieli dalej wstydzić, że nie ma u nas krzyża, co dzisiaj wypomniał nam pan senator Bender".

Zawisł krzyż
Nasze sugestie, prośby przedkładane w Senacie w czasie kolejnych posiedzeń izby nie były uwzględniane. Sprawa powrotu krzyża rozstrzygnęła się w drugim dniu 25. posiedzenia Senatu 30 X 1992 r., tuż przed rozpoczęciem obrad o godzinie 9.00. Do tego momentu oficjalnie w sali plenarnej Senatu trwało sprzątanie. Faktycznie w tym czasie był wieszany krzyż. Senator Czarnocki wraz z grupą senatorów i posłów Porozumienia Ludowego oraz zaproszonych osób, z pomocą pracowników Senatu, w asyście kilku przedstawicieli Straży Marszałkowskiej umieszczał krzyż na kurtynie ściany za stołem marszałkowskim. Mija 19 lat od tego momentu. Dziś wśród nas, świadków wydarzenia, zdania są podzielone. Część z nas uważa, że krzyż został umieszczony zgodnie z polskim obyczajem nad Orłem Białym, inni że tuż obok godła państwowego. Nie udało się odnaleźć zdjęcia, które by sprawę rozstrzygnęło. Kiedy krzyż zawisł, obecni odśpiewali "Boże, coś Polskę", a Straż Marszałkowska salutowała.
Tego dnia, po rozpoczęciu przedpołudniowych obrad, być może nie wszyscy senatorowie dostrzegli krzyż przy Orle Białym. Nikt jednak nie wypowiadał się, nie komentował tego faktu.
Sytuacja uległa zmianie po południu, po przerwie między godziną 16.04 a 16.15. Wówczas posiedzeniu przewodniczył wicemarszałek Andrzej Czapski z Klubu Liberalno-Demokratycznego. Udzielił on głosu senatorowi Czarnockiemu, który w swoim wystąpieniu ujawnił, że w sali Senatu zawisł krzyż. Wyjaśniał sprawę następująco: "...aby nie zakłócać porządku obrad, dzisiaj rano, my, członkowie Porozumienia Ludowego, zawiesiliśmy ten piękny znak krzyża podarowany przez siostry zakonne z Siedlec na szczęśliwą drogę do Warszawy, pobłogosławiony przez księdza biskupa podlaskiego Jana Mazura". Dodał następnie: "Aby uczcić rocznicę naszych wyborów, jak również fakt wycofania wojsk radzieckich oraz powieszenia tego krzyża, prosiłbym Wysoką Izbę o powstanie i w tak uroczystej chwili proponuję, byśmy zaśpiewali "Bożę, coś Polskę"".

To samowola!
Wicemarszałek Czapski nerwowo, negatywnie zareagował na tę propozycję. Zanim senatorowie zdążyli powstać i rozpocząć śpiew, odpowiedział senatorowi Czapskiemu krótko: "Niestety, uchylam Pański wniosek". Po czym szybko zaprosił na mównicę senatora Waldemara Bohdanowicza z ZChN, który mówił o Karcie Praw Rodziny ogłoszonej przez Stolicę Apostolską w 1983 roku. Gdy skończył przemówienie, głos zabrał, a w zasadzie zaczął krzyczeć, senator Jerzy Madej, przewodniczący Klubu Senatorów Niezależnych. Wołał: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! No, bo chyba nikogo nie zdziwi takie przemówienie katolickie, nie zdziwi, skoro przemawiam na sali, gdzie obok godła państwowego wisi krzyż". Wicemarszałek Czapski zareagował słowami: "Proszę takich uwag nie czynić". Ja dodałem: "Bez naigrawania się!". Senator Madej nadal wypowiadał się złośliwie.
Z pomocą przyszedł mu niebawem, wypowiadając się w łagodniejszych słowach, senator Edward Wende z Klubu Parlamentarnego Unia Demokratyczna. Wyraził on obawę, iż miejsce, w którym zawisł krzyż, jest niewłaściwe ze względów technicznych. Kurtyna nie jest mocna, ruchoma, więc krzyż może być "...narażony na tak drastyczne zdarzenie, jak upadek na ziemię". Pytał też senator Wende: "Czy byłoby to w porządku, gdyby obok Orła Rzeczypospolitej umieszczono godła wszystkich innych religii równie wielkich jak nasze chrześcijaństwo?". Senator zakończył swoją wypowiedź słowami: "Podaję w wątpliwość tego typu samowolę senatora Czarnockiego".
Replikowałem z miejsca, powiedziałem senatorowi Wende, że jest w błędzie. Mówiłem: "Krzyż to nie jest zwykły symbol tylko dla chrześcijan, to symbol Narodu Polskiego. Muzułmanie walczący w bojach po polskiej stronie również odnosili zwycięstwa pod krzyżem. Godło państwowe miało krzyż, który, o ironio, nie został przywrócony w Trzeciej Rzeczypospolitej". Zakończyłem wystąpienie pytaniem: "Czy my, Polacy, ze względu na 1000-letnią tradycję chrześcijańską będziemy dążyli do tego, aby akt ogromnej odwagi senatora Czarnockiego "spalił na panewce"? Czy chodzi o to, żeby miejsce krzyża było rzeczywiście, jak sugeruje senator Wende, gdzieś w kąciku, a nie na tym eksponowanym miejscu?".
Niestety, niebawem tak się stało. Za zgodą marszałka Senatu i jego prezydium kierownictwo Kancelarii Senatu sprawiło, że następne, 26. posiedzenie Senatu w dniu 12 XI 1992 r. rozpoczeliśmy z krzyżem przeniesionym nad drzwi wejściowe sali obrad. Krzyż pozostaje w tym miejscu do dziś. Zauważyć należy, że na lasce marszałkowskiej, której uderzeniem marszałek otwiera i zamyka posiedzenie Senatu, w samym jej centrum znajduje się wygrawerowany, widoczny krzyż. Zastanawiam się, czy kameleon światopoglądowy i polityczny zażąda w Sejmie usunięcia znaku krzyża z laski marszałkowskiej. Czy marszałek Senatu, zapewne po raz trzeci wybrany Bogdan Borusewicz, na to pozwoli?

Świeckość to nie antyreligijność
W Senacie nie ma problemu krzyża. Żywić należy nadzieję, że i w Sejmie poseł elekt spod Biłgoraja, niegdyś producent napojów wyskokowych, zreflektuje się, doceni wielowiekową obecność krzyża w polskim parlamencie. Niech weźmie pod uwagę fakt, że krzyże wiszą w parlamentach większości krajów świata, w państwach świeckich i nowoczesnych. Czy nie zdaje sobie sprawy, że co innego znaczy państwo świeckie, laickie, a co innego antyreligijne? Dąży on ku temu ostatniemu, per fast et nefas, nie przebierając w słowach obelżywych, ubliżając Polakom.
Nie jest w stanie zaprzeczyć były poseł Platformy Obywatelskiej, a obecnie przewodniczący ugrupowania własnego imienia, że Republika Federalna Niemiec jest państwem świeckim i nowoczesnym. Tak, w Berlinie w Bundestagu krzyża nie dostrzeżemy. Krzyż wisi natomiast w niejednym z Landtagów - parlamentów krajowych. Krzyż w swoim biurze miał Hans-Jochen Vogel, gorliwy katolik, w latach 1987-1991 przewodniczący Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). W Niemczech, Austrii i innych krajach Europy krzyż dostrzeżemy na stołach sędziowskich. W Polsce w sądach krzyże zniknęły na polecenie komunistów. Nie zapominajmy, że we współczesnym, niewątpliwie nowoczesnym państwie, jakim są Niemcy, konstytucja rozpoczyna się od odwołania do Boga - Invocatio Dei - którego zabrakło w naszej Konstytucji. W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie rozdział Kościoła od państwa jest w sposób wyrazisty prawnie utwierdzony, każdy prezydent, również Barack Obama, w Izbie Reprezentantów i w Senacie oraz w wystąpieniach publicznych przywołuje Boga, prosząc, by błogosławił Amerykę. Kongres USA od 1789 r. powołuje własnego kapelana. Pierwszym był prezbiterianin William Linn. Obecnie, od maja 2011 r., funkcję tę pełni ksiądz katolicki Patrick J. Conroy, zakonnik, jezuita. Jego poprzednikiem był również ksiądz katolicki Daniel P. Coughlin. Każdą sesję Kongresu poprzedza wspólna modlitwa. Prowadzi ją kapelan, często wraz z zaproszonym przez niego duchownym innego wyznania.
Warto wiedzieć, iż armia amerykańska ma liczne grono kapelanów wojskowych, kilku wyznań. Katoliccy kapłani w armii USA posiadają własną hierarchię, obecnie na czele z abp. Timothym P. Broglio i czterema biskupami pomocniczymi. Notabene, abp Broglio otrzymał święcenia biskupie z rąk Ojca Świętego Jana Pawła II. Dlaczego tak się dzieje w Stanach Zjednoczonych? Dlatego, że USA to państwo świeckie, niewątpliwie nowoczesne, czemu żaden demagog nie zdoła zaprzeczyć, ale nie antyreligijne. To poseł elekt spod Biłgoraja powinien zrozumieć i swymi bredniami nie mącić ludziom w głowach, jak to czynił niegdyś jego obecny sprzymierzeniec "Goebbels stanu wojennego" - Jerzy Urban - wydawca rynsztokowego tygodnika "Nie".

Prof. Ryszard Bender historyk
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest emerytowanym profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, przewodniczącym Krajowego Sekretariatu SOS dla Radia Maryja, był posłem i senatorem RP kilku kadencji.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 24 sty 2012, 20:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
SŁOWO KAPŁANA

Nie zdejmę Krzyża...

Drodzy w Panu Jezusie!

Ostatnimi czasy jesteśmy świadkami przedziwnych wydarzeń w naszej Ojczyźnie. Oto wszyscy znamy kiepski stan państwa: coraz większa drożyzna, fatalny stan opieki zdrowotnej, brak dróg, konieczność zamykania szkół…

I oto nagle pojawili się „wybawcy” od wszelkich bolączek. Obiecują uzdrowić kraj jednym posunięciem. Ich recepta jest prosta: należy usunąć Krzyż z sali sejmowej, a potem z innych miejsc publicznych. Żeby jeszcze być pewnym, że te wszystkie wirusy gnębiące nasz kraj już nigdy nie wrócą, ukazują owi „uzdrowiciele” środek na wzmocnienie układu immunologicznego państwa: usunięcie ze szkół nauki religii.

Oczywiście, można by wybuchnąć śmiechem. Jak trzeba być naiwnym, żeby uważać, iż szczęście narodu zależy właśnie od usunięcia Krzyża z życia publicznego. Tylko że śmiać się mógłby ktoś, kto mieszka bardzo daleko stąd i sprawy Polski nie mają dla niego większego znaczenia. Natomiast my, katolicy, mieszkający na tych ziemiach ponad tysiąc lat wpadamy w smutek i wielkie zdziwienie. W smutek, bo przecież Krzyż jest nam drogi i czulibyśmy się obco bez tego znaku. Wpadamy w wielkie zdziwienie, jak to możliwe, że naród, który odzyskał swoje nadzieje właśnie wtedy, kiedy w 1979 roku na placu Zwycięstwa stanął wielki krzyż, dziś w tak dużej liczbie oddaje głosy w wyborach na tych, którzy obiecują usunięcie Krzyża z życia publicznego…

Smutne jest to, że dziś, podobno w wolnej Polsce, katolik jest uważany za obywatela drugiej kategorii. Nawet w systemie komunistycznym w moich stronach rodzinnych były obecne symbole religijne w sklepach, warsztatach. Czasem były to obrazki Matki Bożej. I nikt z tego powodu nie robił afery, choć wiemy, że był to z założenia system ateistyczny.

Krzyż jest wrośnięty w naszą polską mentalność. Krzyże stawiano na rozstajach dróg, na miejscu wypadków, przegranych bitew. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, krzyże pojawiły się w szkołach i urzędach, choć wtedy państwo polskie było o wiele bardziej zróżnicowane wyznaniowo niż dziś. Ale było to Państwo Polskie. A polska kultura, tożsamość jest „pełna” Krzyża, czy komuś się to podoba, czy nie.

Mówią nam, że będziemy mogli nosić Krzyż w sercu. Nawet różni dyżurni pseudokatolicy przekonują, że będzie lepiej, gdy obecność Krzyża ograniczy się do kościołów i domów prywatnych. Rzekomo będą tam miały miejsce godniejsze niż w sejmie, szpitalach czy szkołach. Nie wierzmy im. Dlaczego, będąc obywatelami tego państwa, płacąc najróżniejsze podatki, a więc właściwie utrzymując całą masę polityków i urzędników o różnych światopoglądach, mamy się kryć ze znakiem naszej wiary w domach? W imię mniejszości, która chce nam narzucić swoje antychrześcijańskie fobie?

Ale przecież chrześcijanie masowo ginęli w Japonii, Korei czy choćby w Związku Sowieckim, bo nie chcieli wyrzucić Krzyża. Mogli przecież powiedzieć, że wyrzekną się symbolu, a wiarę zatrzymają w sercu. Ale ci męczennicy, nieraz bardzo prości ludzie, rozumieli, że to byłaby zdrada. Nie można mieć innej twarzy w domu, a innej w miejscach publicznych. Albo się jest katolikiem wszędzie, albo się nie jest nim nigdzie.

Wyobraźmy sobie, że w czasach niewoli Polacy powiedzieliby sobie: dobrze, niech car zdejmuje, niszczy nasze symbole narodowe, niech drze w kawałki naszą flagę, przecież my to wszystko możemy zachować w sercach. Dziś uważalibyśmy ich za tchórzy i zdrajców.

Tymczasem od katolików wymaga się dziś podłej zdrady i zaparcia się Chrystusa, który umarł za nas na Krzyżu

Nie dajmy się też zwieść wilkom drapieżnym, tak jak dali się zwieść katolicy na Zachodzie. Ci, którzy chcą usuwać krzyże z miejsc publicznych, niedługo zażądają, byśmy sami nie nosili krzyżyka czy medalika w pracy, w szkole czy będąc w szpitalu. Katolicy w tamtych krajach też się pewnie nie spodziewali, co ich czeka. Kiedy się ocknęli, było już za późno.

Drodzy w Chrystusie, brońmy Krzyża! Wszędzie tam, gdzie On jest, wskazuje dobro, cel człowieka. Mówi, że warto żyć dla Nieba i dla wieczności. Jednak budzi On także wyrzuty sumienia u tych, którzy go zdradzili, poszli z tzw. duchem czasu, który jest duchem szatana. Szatan boi się Krzyża i dlatego będzie podburzał ludzi przewrotnych bądź lekkomyślnych, by Krzyż usuwać, lżyć, lekceważyć.

Pamiętajmy, że żaden polski rząd nigdy w historii z Krzyżem nie walczył. Zdejmowali Go ze ścian hitlerowcy i przede wszystkim bolszewicy różnych odcieni.

Czy pamiętamy strajk młodzieży we Włoszczowej? Odbywał się w obronie Krzyża. Czy wszyscy uczestnicy tego strajku nie są dla nas dziś wyrzutem sumienia? Czy nie milczeliśmy, gdy jeszcze niedawno Krzyż był poniewierany przed Pałacem Prezydenckim? Wrogowie Chrystusowego Krzyża nie działają nagle. Oni najpierw próbują. W Polsce odbyło się już kilka takich prób. Wypadły widać na korzyść bezbożników, bo dziś żądają coraz więcej...

A przecież jeszcze nie tak dawno Polacy nie daliby tknąć symboli religijnych. Pamiętam ułożoną jeszcze za stanu wojennego pieśń: Nie zdejmę Krzyża... Są tam takie słowa: A gdy zobaczę w poniewierce / Jezusa Krzyż i ranę / Która otwiera Jego Serce / W obronie Krzyża stanę.

Drodzy Bracia i Siostry! Nie lękajmy się bronić Krzyża. Przecież on będzie naszym towarzyszem aż po grób.

Ks. Adam Martyna

http://www.piotrskarga.pl/ps,8534,16,95 ... ierze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 07 lut 2012, 22:00 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227








Wrocław
Ks. Stanisław Małkowski - Krzyż jako znak sprzeciwu i nadziei

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 12 mar 2012, 18:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Ks. Stanisław Małkowski

STAT CRUX DUM VOLVITUR ORBIS - Stoi krzyż, gdy świat się chwieje

„Ile zła dzieje się z powodu zepsucia ludzi niegodnie rządzących”

Żołnierze wyklęci, których uroczyście wspominamy 1 marca przedłużyli agonię II Rzeczypospolitej Polskiej, skazanej na śmierć przez komunistyczne władze. Polskie państwo podziemne trwało w latach II wojny światowej ale uległo zagładzie po wojnie. Stopniowo gasła nadzieja pokładana w siłach politycznych i zbrojnych. Tyle było wolności i niepodległości, ile było jej w nas Polakach, zarówno tych, którzy ginęli, jak i tych, którzy w warunkach zniewolenia żyli.

Czytana w liturgii słowa Mszy Świętej lekcja w czwartek 1 marca ukazuje królową Esterę modlącą się do Boga o ratunek dla skazanego na śmierć narodu: „Panie, pokaż się w chwili udręczenia naszego, aby zginął nasz wróg i ci, którzy z nim jedno myślą; wybaw nas ręką Twoją”. Razem z Esterą modli się Mardocheusz: „Panie Boże, Królu, ocal lud swój, bo czyhają na zgubę naszą i mają zamiar zniszczyć nas, Twoje prastare dziedzictwo; obróć smutek w radość, abyśmy żyli i cały naród wołał ze wszystkich sił swoich, bo śmierć stała im przed oczami” (Est 4). Modlitwa Estery i jej wstawiennictwo jest zapowiedzią modlitwy Maryi Matki Bożej Królowej Polski, gdy nasz naród skazany był i jest na śmierć, zaś modlitwa Mardocheusza i ludu zapowiada modlitwę Kościoła i narodu o ratunek dla Polski. Natchniony autor Księgi Estery stwierdza: „Ile zła dzieje się z powodu zepsucia ludzi niegodnie rządzących.” I trzynasty dzień dwunastego miesiąca Adar ze znaku zguby narodu stał się znakiem jego ocalenia. (Est 8).

Proroctwo zawarte w księdze Estery odnosi się do nas i do wszystkich narodów, które gotowe są przeciwstawić sile zła i śmierci moc modlitwy ku obronie dobra i życia. Przemiana dnia zagłady w dzień ratunku i ocalenia jest zapowiedzią Wielkiego Piątku i paschalnego zwycięstwa Chrystusa, w którym uczestniczy modląca się i współcierpiąca Bolesna Królowa Polski Maryja razem z modlącym się i cierpiącym polskim narodem. Wielki Post ma nas przygotować do przemiany polskich nieszczęść w polskie zwycięstwo.

„Zima wasza, wiosna nasza” - wołaliśmy w czasie stanu wojennego. Włączamy więc bohaterstwo i ofiarę żołnierzy wyklętych w tajemnicę Chrystusowego Krzyża. Z narodowych nieszczęść naszej historii Bóg mocen jest wyprowadzić dobro ale trzeba Go o to prosić odwołując się do wstawiennictwa Maryi i całego polskiego nieba, przeciwstawiając się siłom zabójczym i tendencjom samobójczym. Nasza ojczyzna ma wymiar doczesny i wieczny. Symboliczna data 13 grudnia stała się dla Polaków trzydzieści lat temu bodźcem do modlitwy za ojczyznę. Tę modlitwę podjął w Warszawie błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko pozostawiając nam wraz z męczeństwem przesłanie o społecznym panowaniu Chrystusa Króla w Polsce i Maryi Królowej Polski.

Bez Boga ani do proga. Z Bogiem przekroczymy próg nadziei. Podobne przesłanie żołnierzy wyklętych trzeba odnieść do dzisiejszej sytuacji Polski, która znowu skazana jest na śmierć. Duchowa walka między funkcjonariuszami kłamstwa i śmierci oraz sługami prawdy i życia prowadzi ku ostatecznemu zwycięstwu tych, którzy służą Bogu Stwórcy i Zbawcy życia i przegranej tych, którzy służą kłamcy i mordercy - szatanowi. To proste i jednoznaczne rozróżnienie pozwala nam poznać i ocenić postawy ludzi zepsutych, małych krętaczy oraz ludzi dążących do uzdrowienia siebie i ciężko chorej Polski. Ponieważ działania zwrócone ku kłamstwu i śmierci są ubierane w kolorowe szaty i dekoracje, bywają one tymczasowo skuteczne na zasadzie „pijaru”. Blask prawdy i światło krzyża pozwalają przeniknąć mglistą zasłonę - fulget Crucis mysterium - jaśnieje tajemnica Krzyża.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 29 mar 2012, 19:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
„Judeochrześcijański neokonserwatyzm” – koń trojański demoliberalizmu – Jacek Bartyzel

W związku z niedawnym poruszeniem, jakie wywołali swoimi „judeochrześcijańskimi” i proizraelskimi deklaracjami publicyści Frondy, warto rozważyć również wątek pojawiający się nierzadko w innych także wypowiedziach, a mianowicie twierdzenie, iż strategiczny sojusz (Polski, katolików, konserwatystów – w zależności od stawianego akcentu) ze Stanami Zjednoczonymi oraz Izraelem ma istotne – pozytywne – znaczenie dla sprawy cywilizacji chrześcijańskiej, albowiem, w myśl tego założenia, USA mają być dziś cywilizacji tej opoką i bastionem, Izrael zaś – jej bliskowschodnim przyczółkiem.

To rzecz pewna, że oba te kraje reprezentują jakąś cywilizację, bo – parafrazując dzielnego wojaka Szwejka – jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakiejś cywilizacji nie było. Problem jednak w tym, jaka to cywilizacja i jakie są podstawy, aby wspomniane kraje wiązać akurat z cywilizacją chrześcijańską, tym bardziej zaś przypisywać im tak szczególne z tego punktu widzenia znaczenie.

Przede wszystkim, na początek, pragnę odsunąć na bok terminologiczno-semantyczne spory o to, jak „prawidłowo” nazywać tę cywilizację: chrześcijańską, zachodnią, europejską czy zwłaszcza łacińską – jak chcą „ortodoksi” Konecznianizmu, twierdzący, że cywilizacja nie może być chrześcijańska, bo nie jest – w rozumieniu tego autora – „sakralna”. Spory te, choć na swój sposób interesujące, wydają mi się dosyć jałowe, a na pewno niekonkluzywne. Ja, na określenie „tego, co [tu] domniemane”, tj. owej cywilizacji, przyjmę określenie najprostsze, a zarazem o jasnej i jednoznacznie określonej treści: Christianitas. Nie sądzę, aby jakiekolwiek kontrowersje wzbudziła taka oczywistość, jak to, że Christianitas zbudował Kościół Rzymski na „materiale ludzkim” ochrzczonych i ucywilizowanych przez Niego ludów „barbarzyńskich”: celtyckich, gockich, germańskich, słowiańskich, a nawet (Węgrzy!) turańskich, przekazując im – prócz światła Wiary, oczywiście – harmonijnie splecione ze sobą potrójne dziedzictwo kulturowe: biblijne, greckie i rzymskie. Duchowym szczytem tej Christianitas było Papiestwo – najwyższy urząd Zastępcy Chrystusa na ziemi i Następcy Księcia Apostołów; jej sercem – benedyktyńskie, cysterskie i inne opactwa, od Monte Cassino po Cluny, oraz pielgrzymkowe sanktuaria na czele z Santiago de Compostella, gdzie spotykała się i prawdziwie jednoczyła cała Europa; jej mózgiem – Uniwersytet, z Paryskim jako primus inter pares. Bezpośrednią transmisję skarbów zniszczonego najazdami świata starożytnego (w tym antycznego chrześcijaństwa) zapewnili iro-szkoccy mnisi z Zielonej Wyspy św. Patryka; najstarszą, najbogatszą w dobra materialnej i duchowej kultury i przez wieki najpobożniejszą, najbardziej obfitującą w świętych, córą Kościoła było francuskie Królestwo Lilii, Królestwo św. Ludwika; swoje apogeum osiągnęła Christianitas w wieku XIII, wydając najwyższe arcydzieła ludzkiego ducha: gotyckie katedry, Sumy Teologiczne na czele z tą Tomaszową, Boską komedię Dantego i Siete Partidas Alfonsa X Mądrego. Jej największa „duchowa przygoda” – Krucjaty – wydała także wzniosły fenomen zakonów rycerskich. Na jej wschodnich rubieżach jej heroicznym przedmurzem, stawiającym czoła otomańskiej nawałnicy, były Węgry i Polska (która także schrystianizowała pokojowo ostatni pogański lud w Europie – Litwę); na zachodnich – narody Hiszpanii i Portugalii, które też, po dokończeniu rekonkwisty, podjęły wspaniałe, niemające sobie równych w historii, dzieło konkwisty Nowego Świata, ocalając z niewoli pogaństwa i jednocześnie okrutnej, barbarzyńskiej tyranii, miliony ludzkich dusz, wszczepiając je na wieki w Mistyczne Ciało Chrystusa.

Polityczną formą Christianitas było Ekumeniczne Święte Cesarstwo, wskrzeszone (jako pars occidentalis) przez „nowego Dawida” i „nowego Konstantyna” – króla Franków Karola Wielkiego: imperium karolińskie ustaliło raz na zawsze znaczenie pojęcia „cywilizacji chrześcijańskiej” jako przesycania wspólnoty doczesnej pierwiastkami duchowości (civitas terrena spiritualisata), tak, aby – na ile to możliwe na tym padole łez – mogła się ona przybliżyć do Civitas Dei, które, jak uczył św. Augustyn, zaistnieje w pełni dopiero w Niebie; można ten sens ująć jako równanie: „Europa = Zachód = Rzym = Katolicyzm”. Sacrum Imperium, jako polityczny analogon Santa Ecclesia, w oparciu o trynitarną ideę jedności Ojca (papieża) i Syna (cesarza) w Duchu Świętym, przenikającym Res Publica Christiana, trwało następnie pod berłami niemieckich dynastii Ludolfingów, Hohenstaufów i wreszcie Habsburgów, dopóki nie doznało śmiertelnego pchnięcia w Traktacie Westfalskim (1648) – tym triumfie narodowych egoizmów i wyznaniowego partykularyzmu, i nie padło ostatecznie pod ciosami cezara rewolucyjnego w 1806 roku. Zanim to jednak nastąpiło, i Cesarstwo, i wszystkie inne królestwa i księstwa należące do Res Publica Christiana, zdołały przekazać nam święty depozyt Monarchii Katolickiej, taki o jakim mówi na przykład napis na mozaice w weneckiej Bazylice św. Marka: „Biskup jako głowa władzy duchowej; Król w Radach jako głowa władzy doczesnej oraz Naród [zgromadzony] wokół ołtarza, jako źródło prawdziwego pokoju i pełni człowieczeństwa”. Monarchii katolickiej, to znaczy także misyjnej, której misja – jak pisał Ramiro de Maeztu – „polega na pouczeniu wszystkich ludzi na ziemi, że jeśli pragną, mogą być zbawieni, i że osiągnięcie tego zależy tylko od ich wiary i woli”. Oto zatem „cywilizacja chrześcijańska” – „pokój Chrystusa pod panowaniem Chrystusa (…); cywilizacja (…), surowa i hierarchiczna, sakralna od podstaw, antyegalitarna i antyliberalna” (Plinio Corrêa de Oliveira). Innej nie było, nie ma i być nie może.

Nieszczęściem jest to, że w rzeczywistości politycznej tej cywilizacji już nie ma; Christianitas jest już od dawna, by tak rzec, bezdomna, bez dachu nad głową. Żyje i będzie żyć dopóki żyją i karmią się nią ludzie, rodziny, środowiska oddychające jej dziedzictwem i przekazujące je swoim dzieciom lub uczniom, ale – odkąd upadły Portugalia Salazara i Hiszpania Franco, Irlandia się zlaicyzowała, a Włochy i kraje Ameryki Romańskiej na żądanie watykańskich modernistów zsekularyzowały swoje konstytucje – nie ma już żadnego państwa, które by chroniło i wspierało Christianitas. Może jedynie współczesna Kolumbia, w zachodniej hemisferze, i Węgry blisko nas, są płomykami nadziei na jej odrodzenie, ale nawet jeśli ten optymizm nie jest przedwczesny, to i tak przecież są to jedynie małe wysepki w morzu laicyzmu. Christianitas broniła się dzielnie, czasami nawet (Kontrreformacja, Wandea, Hiszpania, meksykańscy cristeros) kontratakowała, ale ostatecznie została zdruzgotana przez wszystkie rewolucje religijne, polityczne, społeczne i kulturalne, począwszy od rewolucji protestanckiej, a w sensie intelektualnym podkopała ją rewolucja nominalistyczna u schyłku średniowiecza. Na jej miejscu rozparła się inna cywilizacja, geograficznie też europejska, której zasady są kontr-zasadami ładu Christianitas, a całe tragiczno-groteskowe nieporozumienie (którego już to sprawcami, już to ofiarami jego iluzji są właśnie „judeochrześcijanie”) polega na tym, że czasami próbuje się ona podszywać pod cywilizację chrześcijańską, albo tak jest przez nieświadomych rzeczy postrzegana (do tych ostatnich należą na przykład ci wyznawcy Allacha, którzy w „przynoszących im demokrację” amerykańskich marines widzą „krzyżowców”). Kontradyktoryjny charakter Christianitas (hiszp. Cristiandad) i cywilizacji nowoczesnej, określanej tu jako „Europa”, gdzie pierwsza jest tradycją, druga zaś rewolucją, wypunktował dokładnie karlistowski myśliciel Francisco Elías de Tejada:

Europa jest mechanizmem; to neutralizacja władz; formalna koegzystencja wyznań; moralność pogańska; absolutyzmy; demokracje; liberalizmy; domowe wojny nacjonalistyczne; abstrakcyjna koncepcja człowieka; państwa narodowe i organizacje międzynarodowe; parlamentaryzm; konstytucjonalizm; zburżuazyjnienie; socjalizm; protestantyzm, republikanizm; suwerenność; królowie, którzy nie rządzą; indyferentyzm, ateizm i antyteizm: w sumie rewolucja. Cristiandad, przeciwnie, jest organizmem społecznym; to chrześcijańska wizja władzy; jedność wiary katolickiej; władza ograniczona; krucjaty misyjne; koncepcja człowieka jako bytu konkretnego; Kortezy autentycznie reprezentujące rzeczywistość społeczną, rozumianą jako ciało mistyczne; systemy wolności konkretnych; kontynuacja historyczna przez wierność przodkom: w sumie tradycja.

Jeżeli to wszystko stało się w Europie i z Europą, to cóż dopiero powiedzieć o anglosaskiej Ameryce Septentrionalnej, zbudowanej przez religijnych wyrzutków, którzy nawet dla twórców i szerokich rzesz wyznawców głównych nurtów reformacji: luteranizmu, kalwinizmu i anglikanizmu byli zbyt skrajni? Rzecz jasna, nie wszyscy koloniści północnoamerykańscy byli religijno-politycznymi wywrotowcami („dysydentami”): Wirginię czy obie Karoliny zasiedlili przecież anglikańscy (a po części nawet „anglokatoliccy”) rojaliści; jednak najmocniejsze piętno na ustroju i charakterze kolonii amerykańskich, w konsekwencji zatem i niepodległych Stanów Zjednoczonych, wywarli nowoangielscy purytanie – nurt ekstremistyczny pod każdym względem, czego dowiodło także śmiercionośne spustoszenie, jakie poczynili podczas wojny domowej i rewolucji z lat 1640-1660 ich pobratymcy w metropolii; jak dowiódł Eric Voegelin, purytańska rewolucja była pod wieloma względami prefiguracją rewolucji bolszewickiej, a na pewno „czasem osiowym” przejścia od religijnej do świeckiej wersji gnostycyzmu.

Ten sam ewolucyjny proces sekularyzacji przeszła i Ameryka: już twór „Ojców Założycieli” był (mimo szlachetnych wysiłków niektórych amerykańskich konserwatystów, aby dowieść ich szczerze chrześcijańskiej inspiracji) eklektyczną miksturą purytańskiej „teologii przymierza”, wigowskiego kultu pisanej konstytucji, Locke’owskiego kontraktualizmu, oświeceniowego deizmu, ideologii kupieckiej i wolnomularskiego okultyzmu: jego ostatecznym rezultatem jest to, co w samej jurysprudencji amerykańskiej nazywa się „ceremonialnym deizmem” albo „uogólnionym” (na bazie różnych odłamów protestantyzmu i bez żadnej treści dogmatycznej) i akonfesyjnym chrześcijaństwem. Jak słusznie zauważa Nina Gładziuk, „Gdy widzimy zaprzysiężenie amerykańskiego prezydenta, to trudno je sobie wyobrazić bez Księgi Biblii. Ale nie jest to zbiór pism religii objawionej, ale nade wszystko Księga Prawa: paktu, przymierza, umowy i testamentu. Jeżeli odsyła do jakiejś teologii, to jest teologia federalistyczna”. Nadto, gdy przywołamy symbol piramidy na amerykańskim banknocie dolarowym, to napis na zwoju u stóp zdobiącej go piramidy, obwieszczający Novus Ordo Seclorum, „standardowo tłumaczy się jako «nowy porządek wieków», ale możemy też uwolnić masoński sens tej formuły, a wówczas otrzymamy: «nowy świecki zakon»” (Druga Babel. Antynomie siedemnastowiecznej angielskiej myśli politycznej, Warszawa 2005, s. 30-31).

Zsekularyzowane później, ale źródłowo purytańskie dziedzictwo republiki amerykańskiej zawierało już in nuce dwie najbardziej zgubne idee: egalitaryzmu i kontraktualizmu – można by rzec „idee – matki” wszystkich błędów politycznych, zawleczonych z Nowego do Starego Świata, niszczących właśnie cywilizację chrześcijańską, a dzisiaj także inne cywilizacje tradycyjne. To dlatego deistyczny „Stwórca” kanonicznych tekstów demokracji amerykańskiej, od Deklaracji Niepodległości poprzez Mowę Gettysburską po Rooseveltowskie Cztery Wolności, „Stwórca”, który jakoby stworzył ludzi równymi sobie, dał im „prawo” do „poszukiwania szczęścia” i obalania wedle swego widzimisię rządu oraz zalecił „rządy ludu, dla ludu i przez lud”, nie ma nic wspólnego z Bogiem chrześcijańskim, z Chrystusem – Pantokratorem, od którego pochodzi wszelka władza, płynąca zawsze „z góry” i przelewana od wyższego ku niższemu („nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci nie była dana z góry”). Pojmowanie każdej sfery życia: politycznego, prawnego, społecznego, a nawet religijnego, jako serii niekończących się kontraktów, zawieranych przez pierwotnie „wolne i równe” jednostki, niszczy każdą instytucję i każdy autorytet. Nadaje im też nieuchronnie charakter „biznesowy”: purytanie nawet swoje osobiste kontakty z Bogiem nawiązywali i artykułowali w języku kupców i lichwiarzy z City („weksel”, „list zastawny” etc.) – co skądinąd stało w jaskrawej sprzeczności z ich oficjalnie wyznawaną teologią kalwińską, według której „Bóg nam nic nie jest dłużny”. Amerykańscy politycy zawierają tedy „kontrakty” z Ameryką, a zaraza ta rozprzestrzenia się wszędzie i błyskawicznie. Całe życie polityczne kręci się wokół ekonomii („gospodarka, głupku!”) i nawet oś podziału „prawica – lewica” dzieli jedynie wyznawców mistyki „wolnego rynku” i utopii „państwo dobrobytu”, a zatem tak czy inaczej uprawiających kult Mamony – u pierwszych własnej, u drugich cudzej (do przejęcia). Jak destrukcyjny jest wpływ kontraktualizmu na przykład na system prawa, niechcąco pokazują – intencjonalnie przecież propagandowe – niezliczone filmy hollywoodzkie o tematyce sądowniczej (w mojej „prywatnej” genologii nazywam je filmami z gatunku objection), gdzie orzecznictwo oparte jest nie na dociekliwym poszukiwaniu prawdy materialnej, aby móc wydać wyrok adekwatny do winy i możliwie najbliższy moralnemu poczuciu naturalnej sprawiedliwości, lecz na skomplikowanej sieci ugód, wedle zasady „coś za coś”, zawieranych przez szczwanych i znających wszystkie formalne kruczki prawników.

Powszechnie zwraca się uwagę na „prekursorski” wobec świeckich demokracji charakter umów zawieranych przez purytańskich dysydentów, takich jak Mayflower compact czy Fundamental Orders kolonii Connecticut. Mniej zauważany jest fakt politycznego „archeologizmu” purytanów, których nienawiść do „papizmu” i monarchizmu prowadziła do wskrzeszania najbardziej archaicznej formy politycznej starożytnego Izraela, stosownej do luźnego związku półkoczowniczych jeszcze plemion, jaką był „ustrój sędziowski” – dziś kulminujący w tyranii Sądu Najwyższego. Trudno o bardziej wymowny dowód odrzucenia idei rozwoju i kumulacji tradycji, a więc tego, dzięki czemu wzrastała i bogaciła się przez wieki Christianitas. Dla purytanów papiestwo i monarchia były zresztą słabo zakamuflowanym „pogaństwem” – wystarczy przeczytać dzieła Miltona, zarówno polityczne (Obrona narodu angielskiego), religijne (Racja istnienia rządu kościelnego), jak poetyckie (Samson walczący). Nawiasem mówiąc, ten polityczny „archeologizm” purytanów uderzająco przypomina równie barbarzyński „archeologizm” liturgiczny współczesnych modernistycznych destruktorów mszy katolickiej.

W świetle powyższego wzajemna sympatia i przyciąganie się – wedle tajemnej zasady duchowych powinowactw – pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Izraelem jest czymś naturalnym i zrozumiałym. Wszakże protestantyzm w ogóle jest rejudaizacją chrześcijaństwa, a purytanizm jest nią w takim stopniu, że można wątpić czy jest jeszcze chrześcijański; w każdym razie cywilizacyjnie należy do cywilizacji żydowskiej. Już w epoce Szekspira trzymających się całkowicie sformalizowanej i bezdusznej etyki, „skrupulatnych” (precise) purytanów nazywano „Żydami Nowego Testamentu”. Meksykański myśliciel katolicki i przywódca synarchizmu – Salvador Abascal nazywał Stany Zjednoczone krajem „żydowsko-jankeskim” (judío-yankee). Żyd – ateista, poeta Heine, wyrażał to dosadniej, a nawet cynicznie, lecz nie bez racji, mówiąc, że anglosaski protestantyzm to „żydostwo, które żre wieprzowinę”. Oś „Waszyngton – Tel-Aviv” ma zatem – niezależnie od niepokoju, jaki wzbudza to u prawdziwych amerykańskich patriotów, a zarazem katolików, takich jak Patrick J. Buchanan, przerażonych ideologiczno-politycznym szaleństwem „amerykańskich likudników” – głębokie podstawy cywilizacyjne. Tylko co to ma wspólnego z „cywilizacją chrześcijańską”? I z powołaniem Polski, jako antemurale christianitatis – nie mówiąc już, bardziej „przyziemnie”, o jej interesach?

Wyznaję więc, jak na spowiedzi świętej, że przez lata całe lekceważyłem zagrożenie płynące ze strony tegoż „neokonserwatyzmu”. Wiedziałem oczywiście, jakie spustoszenie poczynili neocons w Stanach Zjednoczonych, eliminując praktycznie zupełnie z polityki i głównego nurtu życia intelektualnego wszystko, co miało jakikolwiek związek z autentycznym konserwatyzmem, ale wydawało mi się, że ideologia tak całkowicie obca naszemu rodzimego doświadczeniu, zrodzona w środowisku tak dla nas egzotycznym, roznamiętniona kwestiami mającymi się nijak do naszych problemów, nie ma najmniejszych szans, aby zapuścić i u nas korzenie.

Przemawiał za tym zwykły zdrowy rozsądek. Gdyby ćwierć wieku temu ktoś w Polsce rozprawiał o „judeochrześcijaństwie” (wyjąwszy oczywiście przypadek elitarnego seminarium czy konferencji naukowej, na której spotykają się i dyskutują specjaliści badający najstarsze dzieje Kościoła), to słuchacze najzwyczajniej pukaliby się w czoła. Usłyszawszy zaś o „wspólnej matrycy antropologicznej” judaizmu i chrześcijaństwa, słowo „matryca” kojarzyliby z podziemną drukarnią, nie wiedząc jednak jak dopasować do niego resztę, bo termin ów jeszcze nie przeszedł był wówczas do żargonu niby-naukowego. Sądziłem przeto, że po krótkotrwałym zachłyśnięciu się kolejną nowinką z Zachodu, moda ta szybko się znudzi, i że jedynym wiernym sympatykiem neokonserwatyzmu pozostanie u nas p. Jacek Kwieciński – człowiek zacny skądinąd, tylko „zapeklowany” w realiach tamtego czasu; wydaje mu się, że neokoni wciąż dopingują Reagana do walki z sowieckim imperium zła, a tymczasem oni już dawno znaleźli sobie innego potwora, którego ścigają po całym świecie i ani im w głowie drażnić postowieckiej Rosji.

Wiele powinien też dać do myślenia fakt podjęcia przez środowisko „Frondy” polskiej edycji amerykańskiego czasopisma First Things, a więc flagowego organu „neokonserwatystów religijnych”.

First Things to środowisko religijnie synkretyczne: są tam katolicy, luteranie, prezbiterianie i rabini. Uchodzą za religijnych konserwatystów dokładnie z tego samego powodu, dla którego jako polityczni konserwatyści traktowani są „neokoni” laiccy: bo w mainstreamie nie ma dla nich alternatywy, a wszystko, co poza nimi, jest jeszcze bardziej progresistowskie, modernistyczne i zrewoltowane. Skoro zaś religijni neokonserwatyści przeciwstawiają się aborcji, eutanazji, homoseksualizmowi i innym wynaturzeniom współczesnej „cywilizacji śmierci”, to wystarczy, aby mogli cieszyć się reputacją „ultrareakcjonistów”.

Nas szczególnie interesuje oczywiście rola tych z nich, którzy są katolikami (najbardziej znany, także w Polsce, jest oczywiście prof. Michael Novak). Krąży takie powiedzenie, że każdy antysemita ma swojego „alibi-Jude”, czyli zaprzyjaźnionego Żyda, którego może pokazać na dowód, że nie jest antysemitą. Nie wiem czy to prawda, ale pasuje jak ulał do relacji pomiędzy neocons głównego nurtu a neokonserwatywnymi katolikami, tylko na odwrót. Pomimo zdarzających się pomiędzy nimi nieporozumień, istnienie katolickich neokonserwatystów to prawdziwa gratka: pełnią oni właśnie rolę „alibi-katoli”, mogących zaświadczyć, że nie wszystkich neocons łączy (by przywołać sardoniczną uwagę Davida Brooksa) „oś obrzezania”. Nadto są oni bardzo pożyteczni z innych powodów. Oprócz pełnej aprobaty „posoborowia” (w duchu umiarkowanego modernizmu), katolickich neocons znamionuje zapał do wstrzykiwania w krwiobieg katolickiej myśli teologicznej, filozoficznej i społecznej potężnych zastrzyków z zawartością ideologii wywodzących się z anglosasko-protestanckiego oświecenia, na czele z liberalizmem. Można rzec, że do Dziesięciu Przykazań neocons katoliccy dodają jedenaste: „Będziesz czcił demokratyczny kapitalizm i wznosił akty strzeliste do demokracji liberalnej i wolnego rynku (poza którymi nie ma zbawienia)”. Nadto, zawsze można na nich liczyć w priorytetowej dla „neokonów” kwestii bezwarunkowego poparcia dla wszystkich działań Izraela i „wojny z terroryzmem”: ileż to razy prof. Novak jeździł do Watykanu, aby przekonywać papieży, że podjęte właśnie inwazje czy bombardowania to „wojna sprawiedliwa”?

Przypadek ten przywodzi na myśl inną historię: destrukcyjnej roli odegranej we frankistowskiej Hiszpanii, i nie tylko w niej, przez Opus Dei. Oczywiście, należy uwzględnić proporcje zjawisk: neokonserwatyści katoliccy to niewielka grupa autorów dysponujących kwartalnikiem oraz posadami i grantami od wpływowych think tanków; Opus Dei to potężna kongregacja dysponująca tysiącami zdyscyplinowanych członków i dziesiątkami uniwersytetów, mająca ogromne wpływy w Kościele (i status prałatury personalnej) oraz w świecie polityki, biznesu i kultury. Niemniej, podobieństwa są liczne i uderzające. Skupiam się tu jednak tylko na zewnętrznych aspektach działalności Dzieła – tak w polityce, jak w Kościele – nie zamierzając bynajmniej kwestionować tego, że wielu jego członków prowadzi autentycznie uświęcone życie duchowe.

Założyciel Opus Dei, ks. Josemaría Escrivá de Balaguer zręcznie omotał pobożnego Caudillo oraz szybko zdobył duże poparcie tak w Kościele hiszpańskim, jak w samym Watykanie. Mało kto wówczas dostrzegał, że duchowość i etos promowane w Dziele mają nalot protestancki (kalwinistyczny). Gdy idzie o sprawy wewnątrz-hiszpańskie, opusdeistas szybko postawili na „właściwą kartę”: widząc (uzasadnioną) niechęć Franco do hrabiego Barcelony, jako niepoprawnego liberała i demokraty, a ignorując karlistowski legitymizm, stali się gorącymi juancarlistas, podsycając nadzieję Franco, że odpowiednie wychowanie księcia Juana Carlosa zapewni sukcesję w osobie władcy prawdziwie katolickiego. Jaki był tego skutek – gdy znamy już „dorobek” 35 lat panowania Jana Karola I Dzieciobójcy – nie trzeba wyjaśniać. Ich pozycję wzmocnił „cud gospodarczy”, którego autorami byli ministrowie „technokraci” z Opus Dei po 1957 roku: Mariano Navarro Rubio (finanse) i Alberto Ullatres Calvo (handel); Franco cieszył się jak dziecko, że Hiszpanie się bogacą.

Trzeba przyznać, że opusdeistas zwiedli także na pewien czas tradycjonalistów (karlistów). Ich sympatię zyskał zwłaszcza czołowy intelektualista Opus Dei tego okresu – Rafael Calvo Serer (1916-1988), który w 1949 roku opublikował głośną książkę pt. Hiszpania bez problemu. Była ona znakomitą repliką na wydaną rok wcześniej książkę Hiszpania jako problem, której autorem był intelektualista falangistowski – jeszcze niedawno sympatyk hitleryzmu, który miał za złe Franco, że nie przeprowadził rewolucji faszystowskiej – Pedro Laín Entralgo. W książce tej Laín podniósł jedną z ulubionych idei falangistów, tj. przekroczenia podziału na „dwie Hiszpanie”: katolicką, tradycjonalistyczną i monarchistyczną oraz laicką, liberalną i republikańską, proponując – w ramach „polityki wyciągniętej ręki” – aby równouprawnić obie Hiszpanie, jako wspólne dziedzictwo narodowe. Calvo zdecydowanie odrzucił ten fałszywy irenizm, dowodząc, że niepodobna pogodzić „hiszpańskiej ortodoksji” z „hiszpańską heterodoksją” (przeciwstawienie zaczerpnięte od XIX-wiecznego polihistora Marcelina Menendeza Pelayo) i konieczna jest „restauracja” katolickiej Hiszpanii. Tę opcję, nazwaną przez niego „neotradycjonalizmem”, rozwijał jeszcze w kolejnych pracach, jak Teoria Restauracji (1952), Podchody liberałów i postawa tradycjonalistyczna (1956) i Monarchia ludowa (1957). Calvo Serer założył też miesięcznik Arbor [„Altana”] i wydawnictwo Rialp, w którym ukazały się najważniejsze dzieła karlistów: La Monarquía social y representativa (1953) Rafaela Gambry i La monarquía tradicional (1954) F. Eliasa de Tejady.

Liberalne szydło wyszło z neotradycjonalistycznego worka w latach 60., podczas Soboru Watykańskiego II i po jego zakończeniu. Opus Dei dokonało zwrotu o 180º, przyjmując doktrynalne nowinkarstwo, na czele z nauką o wolności religijnej, oraz nowy ryt mszy, a ponieważ jego kapłani odprawiali ją „według rubryk” i bez dodatkowych ekstrawagancji, to zyskali reputację „konserwatystów” – choć słuszniej należałoby ich określić mianem „posoborowego High Church”. Wykorzystując wielką zdradę jezuitów, którzy stali się jawną ekspozyturą czerwonej rewolucji, Dzieło zajęło ich dotychczasowe miejsce, jako „wojsko papieża”.

Tę samą linię, co w Kościele, Opus Dei przyjęło w Hiszpanii, rozpoczynając demontaż autorytarnego państwa katolickiego – dokończony przez ich konkurentów, aparatczyków postfalangistowskiego Movimiento, na czele z Adolfo Suarezem Gonzalezem. Przyjęta z inicjatywy opusdeistas Ustawa o wolności religijnej (1967) była pierwszym wyłomem w ortodoksyjnym murze „jedności katolickiej” Hiszpanii. Intelektualiści i politycy związani z Dziełem poszli jeszcze dalej, przechodząc nawet do antyfrankistowskiej „opozycji demokratycznej”. Niedawny neotradycjonalista Calvo Serer i jego przyjaciel Antonio Fontán Pérez (1923-2010) założyli w 1966 roku domagający się demokracji dziennik Madrid, w którym popierali nawet goszystowską rewoltę studencką 1968 roku. Fontán organizował później Partię Demokratyczną, a Calvo Serer wszedł do antyfrankistowskiej koalicji pn. Junta Demokratyczna w towarzystwie i we współpracy z komunistycznym mordercą – głównym sprawcą „hiszpańskiego Katynia” (masakr w Paracuellos de Jarama) – Santiago Carrillo. Nie ma przeto żadnej wątpliwości, że opusdeistas są jednymi z głównych aktorów „przejścia” (transición) do demokracji liberalnej, parlamentarnej, partiokratycznej i ostatecznie… ateistycznej – z monarchistyczną dekoracją. Już w tejże demokracji politycy związani z Dziełem za pełną aprobatą swoich duchowych kierowników zasilają wszystkie partie establishmentu: chadeckie, liberalne, socjaldemokratyczne. Działają zatem dokładnie tak samo jak masoneria, „obstawiając” wszystkie opcje, aby umożliwić w razie tarć upragniony „konsens”. „Konserwatystami” są więc jedynie w takim sensie, że konserwują i stabilizują system demoliberalny. Zauważmy, że po śmierci Fontana nie mogła się go dość nachwalić Gazeta Wyborcza: bardzo wymowny (i trafny) jest sam tytuł poświęconego mu artykułu Macieja Stasińskiego: Antonio Fontán, czyli jak być monarchistą i katolikiem, liberałem i demokratą („GW”, 29 I 2010). Faktycznie, all inclusive!

Podsumujmy: „neokonserwatyści” – ci religijni, bo pozostałymi w ogóle nie ma sobie co zawracać głowy – są kolejnym awatarem tej samej tendencji, którą w XIX wieku reprezentowali „katolicy liberalni”, w XX zaś chadecy, „personaliści”, wreszcie Opus Dei, czyli dążenia do pogodzenia Kościoła z Rewolucją, niemożliwej z gruntu syntezy Tradycji katolickiej z protestantyzmem, oświeceniem, liberalizmem i demokracją. Chcą oni zatem dokładnie tego wszystkiego, co zostało uroczyście potępione w 80. tezie Syllabusa papieża Piusa IX. To modernizm w Kościele i demoliberalizm w polityce, panowanie „wolności religijnej” i „praw człowieka” zamiast Społecznego Królestwa Chrystusa. Wkładem własnym neokonów jest jeszcze, co najmniej ocierająca się o herezję, mętna koncepcja „tradycji judeochrześcijańskiej”. W obozie konserwatywno-katolickim są oni więc, czy z tego zdają sobie sprawę, czy nie, „koniem trojańskim”. Trzeba im powiedzieć jasno – ale spokojnie i bez niegodnych wyzwisk, którymi tak bardzo zaśmiecona jest przestrzeń wirtualna – nie mamy ze sobą wspólnej sprawy.

Jacek Bartyzel

Pierwodruk w: „Polityka Narodowa”, nr 10, wiosna 2012, s. 128-139.

http://www.bibula.com/?p=54365


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 06 gru 2012, 07:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Lewackim ideologom przeszkadza wszystko co nie jest związane z degradowaniem człowieka, a wręcz przeciwnie podnosi ludzką godność i kształtuje świadomość. Krzyż symbol naszej kultury, jednoczący miliony ludzi w ich życiowej drodze ku dobru, jest dla lewackiego szatana symbolem nie tyle, że nie do zaakceptowania, ale do całkowitego wymazania z ludzkiej świadomości.

Aureole i krzyż przeszkadzają Brukseli

Z Anną Záborską, słowacką deputowaną do Parlamentu Europejskiego z Chrześcijańskiego Ruchu Demokratycznego (KDH), rozmawia Łukasz Sianożęcki


Z monety okolicznościowej o nominale 2 euro z wizerunkiem świętych Cyryla i Metodego, która ma być wybijana na Słowacji, mają zniknąć krzyż i aureole. Jak Pani ocenia tę rekomendację Komisji Europejskiej?
– Wygląd monet okolicznościowych, w tym wypadku o nominale dwóch euro, to jest wyłącznie wewnętrzna sprawa państw członkowskich, a nie Komisji, jakby to ona sobie tego najwidoczniej życzyła. W praktyce sprawa wygląda tak, że państwo emitujące własne euro proponuje pozostałym państwom członkowskim oraz Komisji wygląd i wzorzec monety czy banknotu, a te mogą wyrazić swoje zastrzeżenia co do projektu. Bank Narodowy Słowacji otrzymał takie zastrzeżenia od dwóch państw członkowskich, Francji i Grecji, wraz z „uprzejmym zaproszeniem” ze strony KE, aby przestrzegać neutralności religijnej. W pierwszej chwili władze naszego banku zdecydowały, aby przystać na te zmiany i usunąć aureole i krzyż z awersu monety.

Co się stało, że bank jednak zmienił decyzję?
– Taki krok był następstwem mocnej krytyki, jaką ja osobiście wyraziłam, a po mnie wyrażali także inni parlamentarzyści. Nasza krytyka spotkała się z masowym poparciem społecznym, w związku z czym władze Banku Narodowego zdecydowały się pozostać przy oryginalnym projekcie, ale jednocześnie poddać go pod głosowanie w Radzie Europejskiej. Oznacza to, że tak naprawdę jeszcze nic nie jest przesądzone. Osobiście mam nadzieję, że uda nam się uzyskać poparcie zwyczajnej większości państw, które opowiedzą się za pozostawieniem oryginalnego wzorca monety, z krzyżem i aureolami. Szczerze powiedziawszy, nie mieści mi się w głowie, w jaki sposób aureola, czyli tradycyjny symbol świętości, będący częścią każdego wizerunku świętego, w tym świętych Cyryla i Metodego, mogłaby kogokolwiek obrażać.

Jaka będzie reakcja rządu w Bratysławie?
– Mam nadzieję, że obejdzie się bez protestów. Obecnie jestem przekonana, że słowacki rząd zrobi wszystko, aby przekonać przedstawicieli innych państw członkowskich UE, iż Komisja nie ma racji, a moneta nikogo nie obraża. Sama konsultowałam się także z wieloma prawnikami specjalizującymi się w prawie europejskim i mamy przygotowaną solidną linię obrony w naszej sprawie. Jestem dobrej myśli.

Czy nie odnosi Pani wrażenia, że Bruksela w imię tolerancji i wolności stara się tę wolność odbierać ludziom wierzącym w Chrystusa?
– Zgadzam się ze stwierdzeniem, że w wielu przypadkach prawa zawarte w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej są fałszywie interpretowane i ta sprawa jest jednym z tych przypadków. Karta bowiem wyraźnie stwierdza w artykule 22, że „Unia respektuje kulturową, religijną i językową różnorodność” państw członkowskich. Byłoby bardzo źle, gdybyśmy zaprzepaszczali to bogactwo europejskiego dziedzictwa, zakorzenionego w kulturze chrześcijańskiej, i zastępowali je jakąś niedookreśloną „neutralną pustką”. Prawdziwym znaczeniem tolerancji jest poszanowanie wszystkich, w tym chrześcijan.

Dziękuję za rozmowę.

Z monety okolicznościowej o nominale 2 euro z wizerunkiem świętych Cyryla i Metodego, która ma być wybijana na Słowacji, mają zniknąć krzyż i aureole. Jak Pani ocenia tę rekomendację Komisji Europejskiej?
– Wygląd monet okolicznościowych, w tym wypadku o nominale dwóch euro, to jest wyłącznie wewnętrzna sprawa państw członkowskich, a nie Komisji, jakby to ona sobie tego najwidoczniej życzyła. W praktyce sprawa wygląda tak, że państwo emitujące własne euro proponuje pozostałym państwom członkowskim oraz Komisji wygląd i wzorzec monety czy banknotu, a te mogą wyrazić swoje zastrzeżenia co do projektu. Bank Narodowy Słowacji otrzymał takie zastrzeżenia od dwóch państw członkowskich, Francji i Grecji, wraz z „uprzejmym zaproszeniem” ze strony KE, aby przestrzegać neutralności religijnej. W pierwszej chwili władze naszego banku zdecydowały, aby przystać na te zmiany i usunąć aureole i krzyż z awersu monety.

Co się stało, że bank jednak zmienił decyzję?
– Taki krok był następstwem mocnej krytyki, jaką ja osobiście wyraziłam, a po mnie wyrażali także inni parlamentarzyści. Nasza krytyka spotkała się z masowym poparciem społecznym, w związku z czym władze Banku Narodowego zdecydowały się pozostać przy oryginalnym projekcie, ale jednocześnie poddać go pod głosowanie w Radzie Europejskiej. Oznacza to, że tak naprawdę jeszcze nic nie jest przesądzone. Osobiście mam nadzieję, że uda nam się uzyskać poparcie zwyczajnej większości państw, które opowiedzą się za pozostawieniem oryginalnego wzorca monety, z krzyżem i aureolami. Szczerze powiedziawszy, nie mieści mi się w głowie, w jaki sposób aureola, czyli tradycyjny symbol świętości, będący częścią każdego wizerunku świętego, w tym świętych Cyryla i Metodego, mogłaby kogokolwiek obrażać.

Jaka będzie reakcja rządu w Bratysławie?
– Mam nadzieję, że obejdzie się bez protestów. Obecnie jestem przekonana, że słowacki rząd zrobi wszystko, aby przekonać przedstawicieli innych państw członkowskich UE, iż Komisja nie ma racji, a moneta nikogo nie obraża. Sama konsultowałam się także z wieloma prawnikami specjalizującymi się w prawie europejskim i mamy przygotowaną solidną linię obrony w naszej sprawie. Jestem dobrej myśli.

Czy nie odnosi Pani wrażenia, że Bruksela w imię tolerancji i wolności stara się tę wolność odbierać ludziom wierzącym w Chrystusa?
– Zgadzam się ze stwierdzeniem, że w wielu przypadkach prawa zawarte w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej są fałszywie interpretowane i ta sprawa jest jednym z tych przypadków. Karta bowiem wyraźnie stwierdza w artykule 22, że „Unia respektuje kulturową, religijną i językową różnorodność” państw członkowskich. Byłoby bardzo źle, gdybyśmy zaprzepaszczali to bogactwo europejskiego dziedzictwa, zakorzenionego w kulturze chrześcijańskiej, i zastępowali je jakąś niedookreśloną „neutralną pustką”. Prawdziwym znaczeniem tolerancji jest poszanowanie wszystkich, w tym chrześcijan.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17168,aur ... kseli.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 18 sty 2013, 07:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Prawo do krzyża

Sąd Okręgowy w Warszawie w wyroku z 14 stycznia 2013 r. podjął problem eksponowania symboli religijnych w instytucjach publicznych. Powództwo przeciwko Kancelarii Sejmu wnieśli politycy Ruchu Palikota, twierdząc, że obecność krzyża na sali sejmowej narusza ich dobra osobiste, jest sprzeczna z obowiązującym prawem i wpływa na podejmowane na posiedzeniach Sejmu decyzje. Argumentując zasadność skierowania sprawy do sądu, utrzymywali, że konieczne jest zajęcie przez judykaturę stanowiska w tej sprawie i udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy przestrzeń publiczna powinna być wolna od symboli religijnych.

Sąd Okręgowy w Warszawie w wyroku w przedmiotowej sprawie oddalił powództwo i jednomyślnie uznał, że fakt obecności krzyża na sali obrad sejmowych nie narusza dóbr osobistych powodów. Należy podzielić stanowisko sądu i wziąć pod uwagę następujące okoliczności.

Po pierwsze, nie budzi wątpliwości fakt, że praktyka eksponowania symboli religijnych w instytucjach publicznych występuje w wielu państwach europejskich. Jak zauważył Sąd Okręgowy w Szczecinie (I C 28/2010), oprócz stricte religijnego znaczenia, krzyż chrześcijański symbolizuje ponadtysiącletni dorobek cywilizacyjny nie tylko Polski, lecz całego świata zachodniego, wartości chrześcijańskie zaś są jednocześnie częścią polskiej kultury materialnej i duchowej. W ocenie sądu, osoba dojrzała, aktywna życiowo i społecznie, o ukształtowanym światopoglądzie nie może twierdzić, że sama symbolika krzyża chrześcijańskiego w przestrzeni publicznej narusza jej godność, pozbawia ją możliwości poszukiwania swoich dróg życiowych czy powoduje ograniczenia. Odnosząc się w przedmiotowej sprawie do kwestii obecności krzyża w instytucji publicznej, sąd jednoznacznie uznał, że fakt istnienia symbolu religijnego nie jest aktem bezprawnym.

Po drugie, subiektywne odczucia powodów związane z obecnością krzyża na sali sejmowej nie mogą stanowić miernika kryterium naruszenia ich dóbr osobistych. Ocena, czy nastąpiło naruszenie dobra osobistego, nie może być dokonana według miary indywidualnej wrażliwości osoby, która czuje się dotknięta zachowaniem innego podmiotu. Jak zauważył Sąd Apelacyjny w Łodzi (I ACa 612/98), sam fakt zawieszenia symbolu religijnego w budynku władzy publicznej nie jest wystarczający dla przyjęcia naruszenia dóbr osobistych. Symbol ten nie ogranicza swobody myśli, ich wyrażania i dialogu światopoglądowego między jednostkami bądź zbiorowościami. „Za wyłącznie subiektywne, bo wynikające jedynie z doznań wizualnych, należy uznać odczucia osoby, że w swoich prawach jako niewierząca była dyskryminowana lub ograniczana. Dóbr osobistych nie można pojmować abstrakcyjnie, nie odnosząc się także do tradycji, kultury, doświadczeń historycznych zbiorowości, w której osoby fizyczne żyją i funkcjonują. Przyznanie ochrony roszczeniom powoda oznaczałoby zakaz pokazywania tamże jakichkolwiek symboli religijnych przy jakiejkolwiek okazji, bowiem każde doznanie wizualne prowadzić by mogło do rzeczonego skutku”.

Po trzecie, orzeczenie sądu jest zasadniczo zgodne nie tylko z dotychczasowymi rozstrzygnięciami sądów krajowych, ale również Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Należy podzielić stanowisko Wielkiej Izby w sprawie Lautsi przeciwko Włochom, w której uznano, że subiektywne odczucia skarżących nie są wystarczające, żeby uznać fakt istnienia krzyża w przestrzeni publicznej za naruszający prawo. Krzyż zawieszony na ścianie jest w ocenie Trybunału „zasadniczo biernym symbolem”, który nie może zostać uznany za wywierający zasadniczy wpływ na otoczenie.

Joanna Banasiuk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/21316,p ... rzyza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 18 sty 2013, 11:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Tak naprawdę, to osoba, którą razi krzyż w sejmie nie powinna mieć prawa wstępu do budynku sejmu, nie powinna nigdy zostać posłem, a jeśli posłem mimo to jest, winna zostać z sejmu uroczyście wyrugowana.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 15 cze 2013, 06:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Czasy wymagają odwagi

Z JE ks. bp. Kazimierzem Ryczanem, ordynariuszem kieleckim, rozmawia Sławomir Jagodziński
Niektórzy mówią, że dziś księża są już ludziom niepotrzebni. Takie głosy pojawiały się i dawniej. Zawsze miały posmak antyklerykalny. Z perspektywy 50 lat kapłaństwa może Ksiądz Biskup powiedzieć, komu przede wszystkim ciągle potrzebny jest ksiądz?

– Ksiądz przede wszystkim potrzebny jest ludziom wierzącym. Niewierzący zasadniczo nie interesują się księdzem, chyba że chcą z nim walczyć w imię swych przekonań, własnej ideologii. Skupmy się jednak na relacji kapłan – człowiek wierzący. Tu można szeroko rozpatrywać sprawę. Wiadomo, że poziom zaangażowania człowieka religijnego może być minimalny – takie trwanie w uśpieniu, aż do głębokiego zaangażowania w sprawy wiary, poprzez indywidualny kontakt z Bogiem i społeczne zaangażowanie. Kapłan jest potrzebny jednym i drugim. Tym, którzy śpią, ażeby ich obudzić, tym, którzy szukają pomocy łaski, ażeby im głosić Słowo Boże, tym, co stoją, aby nie upadli, tym, co upadli, aby powstali. Tym, co działają dla dobra społecznego, potrzebny jest także jako lider nie tylko duchowy, pasterz, który wskaże drogę. Na kapłana czekają wszyscy potrzebujący, starsi, chorzy, bo on odwiedza ich domy, szpitale, hospicja; pociesza, umacnia sakramentami, jest wsparciem.

Przez 50 lat doświadczałem tej potrzeby kapłana. Zarówno wtedy, kiedy np. uczyłem w szkole specjalnej w trzecim roku kapłaństwa, jak i wtedy, gdy przez 5 lat byłem duszpasterzem akademickim. Kapłan też był potrzebny na uczelni. 20 lat spędziłem na KUL jako pracownik. Tam zrozumiałem, że nie tylko świeccy, ale i studenci kapłani potrzebowali duszpasterza. Bo każdy ksiądz również potrzebuje wsparcia drugiego kapłana, wspólnoty kapłańskiej.

Co zdaniem Księdza Biskupa powinno być najważniejsze w życiu kapłana?
– Nie ma rzeczy ważniejszej od wierności Chrystusowi i trwania przy Nim. On jest fundamentem, On jest źródłem powołania. On jest tym, który prowadzi, On daje siłę, daje moc, daje łaskę. Kapłan, który nie idzie z Chrystusem, idzie sam. Zaczyna pełnić swoją misję, a nie misję Chrystusa. Wierność Chrystusowi wypracowuje się na wielu płaszczyznach w życiu, w relacjach między ludźmi… Młodzi i starsi muszą widzieć w kapłanie kogoś, kto jest przyjacielem Chrystusa. I to nie są słowa puste, one są do przełożenia na naszą codzienność.

A na ile kapłan potrzebny jest Narodowi, Ojczyźnie?
– Zwróciłbym tu uwagę na dwie sprawy. Pierwsza polega na głoszeniu zasad i wartości chrześcijańskich. Społeczeństwo, które przestaje w praktyce kierować się wartościami religijnymi, staje się społeczeństwem świeckim, ateistycznym. Przykłady takich państw mamy dziś w świecie. U nas jest pewna anomalia, taka polska schizofrenia. Społeczeństwo jest wierzące, natomiast rządzący są jedynie kibicami chrześcijaństwa, i to począwszy od najwyższych władz. Oni sobie katolicyzm interpretują po swojemu, ich własne odczucie się liczy. A przecież tak naprawdę liczy się Ewangelia, prawo Boże, prawo naturalne. Jeżeli prawo stanowione odrywa się od zasad odwiecznych, wtedy mamy zło, grzech. Obowiązkiem kapłana jest nazwać rzeczywistość po imieniu: cnota jest cnotą, zasługa – zasługą, ale zło – złem, grzech – grzechem. Prasa różne rzeczy różnie nazywa, ale kapłan ma obowiązek grzech nazwać grzechem. Nie jest to dziś łatwe, bo o grzechu się nie mówi. Diabeł nie lubi tak nazywać zła.

I jest druga sprawa. Jeżeli ktoś ma predyspozycje, aby się wypowiedzieć na tematy społeczne czy stać się działaczem społecznym, to także przed kapłanem stoi takie zadanie. Ksiądz ma do tego prawo, aby być liderem wierzących. Nikt nie może mu tego zabronić. A jeśli ktoś czyni zarzut, że ksiądz zajmuje się sprawami politycznymi, wówczas powtarza prasowe kwakierstwo. Przecież ksiądz na równi z każdym innym obywatelem ma prawo wypowiadać się na temat tego, co dzieje się w jego lokalnej społeczności, w jego Ojczyźnie czy w świecie.

Niestety, gdy kapłani, biskupi piętnują błędy, niemoralność, zło w życiu politycznym, społecznym, spotykają się z agresją w mediach…
– To jest kwestia tylko i wyłącznie środków społecznego przekazu, które pokazują przez to, kim są i czemu służą. Kapłan, biskup ma prawo i obowiązek mówienia o wierze i moralności, o rodzinie, o życiu ludzkim czy o niegodziwości, np. technologii in vitro itd. Przecież pani Wiśniewska może sobie swobodnie pisać swoje wymysły i to robi, bo jej płacą. A pani Środa może się w swych antykatolickich wypowiedziach powoływać na swą profesurę, przekonania? Może i to robi. Ja jej nie zabraniam. Ale niech nikt nie mówi, że mnie, kapłanowi, nie można ocenić pewnych zjawisk i postaw w świetle Ewangelii, w świetle nauczania Kościoła. Czy ja jestem obywatelem drugiej kategorii? Czy Kościół przestał istnieć? Każdy może, to dlaczego nie kapłan, biskup…

Ale o co tu chodzi? Chcą wierzącym zamknąć usta. Zastraszyć nas różnymi publikacjami. W to wszystko wpisuje się ta rzekoma równość, jeśli chodzi o dostęp do środków społecznego przekazu. Tak jak w PRL, tak i teraz nie ma równości. Cały czas jest tak: my jesteśmy właścicielami, wy jesteście petentami, którzy mają nas słuchać. I wszystko robi się, aby taki stan scementować na wieki. Media katolickie ciągle mają pod górkę. To, co instytucje naszego państwa robią z Telewizją Trwam, jest skandalem międzynarodowym! A ktoś, kto w tej sprawie zawinił, nawet się nie wstydzi… Ludzie protestują, miliony podpisów, apele Episkopatu, poszczególnych biskupów i nic. Decydenci udają, że nie słyszą. Jeszcze zarzucają, że w ogóle ktoś się upomina o tę telewizję. A przecież wszystko dzieje się w ramach dopuszczalnych w demokracji środków, kulturalnie. Nikt przecież nie używa rynsztokowego języka, z jakim mamy np. do czynienia w atakach na Kościół czy kapłanów.

Trzeba jednak mieć świadomość, że to wszystko nie jest jedynie sprawą polską. To odgórne międzynarodowe laicystyczne lobby, dla którego Kościół jest zawsze wrogiem. Tak jak na rozkaz zlikwidowano nasze cukrownie, nasze stocznie, tyle zakładów pracy, tak teraz trwa niszczenie autentycznie katolickich mediów. Jakie są efekty tego wszystkiego: 2 miliony młodych Polaków stało się najemnikami na Zachodzie. A u nas rządzący obudzili się i mówią o przyspieszeniu przyrostu naturalnego. Kto to zrobi? Dziadkowie, emeryci? Młodzi emigrują, nie mają pracy, perspektyw… To nie rozwiąże tragedii bezrobocia.

W jednym z kazań zwrócił Ksiądz Biskup uwagę, że dla Kościoła ogromnym zagrożeniem są „zmodyfikowani katolicy”, którzy wybierają sobie z wiary i moralności tylko to, co im pasuje. To też problem katolików, których widzimy w życiu politycznym?
– Tacy zawsze byli. Taki problem był na każdym etapie dziejów Kościoła. Jedni się nawracali, inni odchodzili do heretyków, a jeszcze inni pozostawali z boku, nie przejmując się za bardzo religijnością. Takich nie brakowało i takich brakować nie będzie. Tylko niech jasne będzie dla nich i dla wszystkich innych, że oni łaski Panu Jezusowi nie robią. Posłuszeństwo wiary jest posłuszeństwem Bogu. Jeżeli ktoś nie liczy się z Bogiem i Jego prawem, to co z tego, że on mówi: jestem wierzący. To puste słowa.

Kapłan to też strój kapłański. Niedawno pojawił się postulat pewnej partii, aby zabronić księżom chodzić w miejscach publicznych i na uroczystościach państwowych w sutannach. Jak Ksiądz Biskup to odbiera?
– Są tzw. zawody mundurowe. Mamy policję, wojsko, straż pożarną. Mamy też i duchownych. Każdy występuje w swoim własnym stroju. Porzucenie stroju duchownego przez kapłana byłoby nadużyciem. Gdyby określonym środowiskom nie przeszkadzał strój duchowny, nie byłby zwalczany. Wszystkie ideologie i systemy, które były antychrześcijańskie, zwalczały sutanny, habity. W to, niestety, także może się wpisywać pewne wygodnictwo duchownych. Tego doświadczyliśmy na Zachodzie. Najpierw był klerczmen, potem sam krzyżyk w klapie marynarki, ostatecznie nie zostało prawie nic. Chcę jednak podkreślić, że strój duchowny jest także dziś apostołem. Inicjatywa pana Palikota, o której pan wspomniał, nie jest godna, aby ją komentować. Ci ludzie zrobią wszystko i wymyślą nie wiadomo co, aby na siebie zwrócić uwagę i zaistnieć w mediach. Nie ma sensu się do tego odnosić, bo jutro będzie coś innego, a pojutrze jeszcze coś. Zasada jest taka: mądre trzeba chwytać, a głupie odrzucać. Społeczeństwo polskie, mam nadzieję, nie da się zwieść takim ludziom.

Antyklerykalizm dla niektórych jest formą uprawiania polityki…
– To przecież Goebbels powiedział: chcecie rozwalić Kościół, to zarzućcie mu dwie rzeczy – bogactwo i molestowanie dzieci. To jego wymysł. Potem to w różnych miejscach przejęto. I dziś znów próbują tego samego. Szkoda, że nie pójdą do tych wszystkich gejowskich związków i nie zobaczą, jak tam wychowywane są dzieci. Grzech się zdarza wszędzie. Ale na podstawie jednego czy drugiego przypadku kreować obraz Kościoła, kapłanów jako szkodzących dzieciom i młodzieży to jest ogromne nadużycie. Zło trzeba potępić, winnych ukarać – to jest oczywiste. Ale tu chce się jeszcze coś załatwić. Zniszczyć autorytet Kościoła i kapłanów. Na to nie ma przyzwolenia.

Ksiądz Biskup jest krajowym duszpasterzem ludzi pracy, jakie w tym względzie widać problemy w Polsce?
– W środowisku ludzi pracy pojawia się morze problemów. Przede wszystkim łamana jest fundamentalna sprawiedliwość. Jeżeli tyle procent ludzi zatrudnionych jest na umowach śmieciowych, to mamy do czynienia ze skandalem. Ci ludzie na starość niczego nie będą mieć. Jest tak samo jak kiedyś: ktoś pracował na roli, a właściciel dał mu za to jeść i czasem ewentualnie ubranie. Dlatego robotnicy rolni wegetowali. Co mamy teraz? Wegetację Polaków w dzisiejszym świecie. Tak wygląda nasz świat pracy. Po co nam te wszystkie ubezpieczenia, gdy za chwilę pół Narodu nie będzie miało na aspirynę, nie będzie stać ich na szpital. To są skutki umów śmieciowych. I z tym walczą związki zawodowe. Jednak dziś nie słucha się świata pracy. Nikt się nie liczy z milionami podpisów pod ustawami, tak samo zresztą, jak się nie liczą z milionami podpisów popierających Telewizję Trwam.

Przemawiając do nowych kapłanów, apelował Ksiądz Biskup do nich o odwagę. Czy dziś ta odwaga wiary w Polsce choruje?
– Każde czasy wymagają swojej odwagi. Czasy otwartych prześladowań wymagają odwagi heroicznej. Czasy takie jak nasze wymagają odwagi, aby zamanifestować swoją tożsamość katolicką. Bardzo łatwo jest dziś pójść z falą, ale to oznacza – coś zatracić. Nie ma większej tragedii, gdy kapłanowi wypadnie z ręki Ewangelia. Dziś trzeba odwagi, by wziąć ją do ręki i iść. Mam doświadczenie dwóch lat wojska, doświadczenie uczelni, mam głębokie doświadczenie „Solidarności” i wiem, że byłem tam wszędzie potrzebny. Ludzie najbardziej umacniają się mocą Ewangelii, mocą prawdy. Odwaga jest potrzebna w starciu z kłamstwem. Dziś kłamstwo jest zakamuflowane. Ktokolwiek mówi, pisze, głosi półprawdy, ćwierćprawdy, ten kłamie.

Odwaga jest wreszcie potrzebna w walce z grzechem, z diabłem. On lubi działać np. przez wyśmianie księdza. W tym wszystkim kapłan nie może zostać sam, musi być we wspólnocie kapłanów. Jeśli kapłani dadzą się podzielić, dadzą się szybko pokonać.

Dziękuję za rozmowę.
Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... dwagi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 23 wrz 2013, 22:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/z-kraju/3675-sto-la ... -giewoncie

112 lat Krzyża na Giewoncie!
Michał Polak poniedziałek, 19-08-13 10:05

Obrazek
fot. wikimediacommons


Jest nie tylko symbolem Tatr, czy miejscem, do którego prowadzą górskie szlaki. To symbol naszych czasów – mówił w 1997 roku bł. Jan Paweł II. Został postawiony na szczycie Tatr 1900 lat po narodzeniu Chrystusa.

- Kiedy się kończył wiek XIX a rozpoczynał współczesny, ojcowie wasi, na szczycie Giewontu ustawili krzyż. Ten krzyż tam stoi i trwa. Jest niemym ale wymownym świadkiem naszych czasów. Rzec można, iż ten jubileuszowy krzyż, patrzy w stronę Zakopanego i Krakowa i dalej w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk – wołał Jan Paweł II w Zakopanem 6 czerwca 1997 r., podczas jednej z Pielgrzymek do Ojczyzny.

Krzyż ma wysokość 17,5 m, z czego 2,5 m jest wkopane w skały, zaś ramię poprzeczne ma długość 5,5 m. Składa się z 400 żelaznych elementów o łącznej masie ok. 1900 kilogramów. Na skrzyżowaniu ramion krzyża znajduje się napis „Jesu Christo Deo, restitte per ipsum salutis MCM” (tłum.: Jezusowi Chrystusowi, Bogu, w 1900. rocznicę przywrócenia przez Niego zbawienia).

Krzyż został poświęcony 19 sierpnia 1901 r. ks. kanonik kanclerz Bandurski z Krakowa podczas Mszy św. na Giewoncie, w której uczestniczyło ok. 300 osób. Od tego czasu do stóp ogromnego krucyfiksu od tego czasu pielgrzymuje wiele osób. Wielu nie wyobraża sobie wyjście w wysokie Tatry, nie docierając w to wymowne miejsce.

W 2000 r. na krzyżu zamontowano witraż z Chrystusem Miłosiernym oraz napis „Jezu, ufam Tobie”. 6 września 2007 r. budowla została wpisana do rejestru zabytków województwa małopolskiego.

Wcześniej, w 1975 r. dokonano renowacji krzyża. Młodzież pod nadzorem swojego proboszcza ks. Władysława Curzydły wyniosła z Hali Kondratowej na szczyt Wielkiego Giewontu około 1,2 tony piasku, 200 kg cementu oraz wodę do betonu. Betonem wypełniono wyrwę pod krzyżem i wzmocniono skały szczytu, sklejając je. Alpinista Krzysztof Szafrański pomalował konstrukcję krzyża na seledynowo, zabezpieczając ją przed korozją. W czerwcu i lipcu 2009 r. przeprowadzono kolejny remont krzyża. Został wzmocniony jego fundament, oraz wymieniona powłoka zabezpieczająca przed korozją. Na czas remontu zamknięty był szlak turystyczny od Wyżniej Kondrackiej Przełęczy na szczyt.

Krzyż stojący na górującym nad Zakopanem Giewontem stanowi charakterystyczny i dobrze rozpoznawalny element. Można go np. obserwować ze szczytu Gubałówki. Jest jednak bardzo niebezpieczny w czasie burzy – przyciąga bowiem pioruny. Do największej tragedii doszło 19 sierpnia 1937 r., kiedy to podczas pielgrzymki w wyniku uderzenia piorunem zginęły 4 osoby, a 13 zostało porażonych.

Michał Polak


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 07 lis 2013, 10:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Dewianctwo tarza się nago wokół leżącego Krucyfiksu z Chrystusem i mówi że to jest sztuka.
Jak widzę dzika, czy świnię tarzającą się błocie to jakoś nie wydaje mi się że to jest sztuka, ale w demagogii lewackiej nawet beczka wypełniona krowim łajnem jest sztuką. viewtopic.php?f=9&t=2142 Ale już tarzanie się gołego świra wokół dawidowej gwiazdy byłoby antysemityzmem i straszniejszą od zbrodni zbrodnią. Tak to już jest z patologiami ideologicznymi. Jak ich biją to, to jest zbrodnia, jak oni biją to, to jest sztuka.


Brońmy krzyża

Małgorzata Jędrzejczyk

Rzesze warszawiaków z biało-czerwonymi flagami, przedstawicieli świata kultury, polityki, wszystkich tych, którym na sercu leży obrona największej świętości, jaką dla katolików jest krzyż Chrystusa, uczestniczyło wczoraj wieczorem w proteście przeciwko bluźnierczej wystawie prezentowanej w Centrum Sztuki Współczesnej. Transmisję z manifestacji można było śledzić w Telewizji Trwam.

Od kilku tygodni stołeczne CSW w ramach wystawy „British British Polish Polish. Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś” prezentuje film Jacka Markiewicza pt. „Adoracja”, w którym nagi mężczyzna profanuje krzyż. Przeciwko tej ekspozycji zaprotestowało już wiele środowisk, wyrażając sprzeciw wobec obrazy uczuć religijnych, jak również wobec dotowania wystawy z pieniędzy podatników. Z żądaniem natychmiastowego zamknięcia ekspozycji wystąpił wczoraj Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski. Podczas wczorajszej manifestacji, która mimo deszczu zgromadziła rzesze mieszkańców Warszawy, poseł Andrzej Jaworski odczytał stanowisko zespołu w sprawie profanacji krzyża w CSW. Sygnatariusze pisma domagają się od ministra kultury i dziedzictwa narodowego wyjaśnienia, jak doszło do takiej prezentacji w podlegającej mu instytucji. Zaapelowali także do prokuratury o wszczęcie postępowania karnego w związku z publicznym znieważaniem „przedmiotu czci religijnej”.

Sprzeciw wobec obrazoburczej wystawy wyraziło też kilkadziesiąt osób ze świata kultury i sztuki. „W warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej doszło, po raz kolejny, do wydarzenia niemającego ze sztuką nic wspólnego” – podkreślili w oświadczeniu m.in. aktorzy, malarze, reżyserzy, poeci. Wzywają oni do bojkotu wystawy wszystkich tych, „którym pozostaje bliska platońska triada: Dobro, Prawda, Piękno”. Pod protestem podpisał się Adam Wojdan, reżyser filmowy, który w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” podkreśla rolę CSW, które powinno promować prawdziwą kulturę, taką, która kształtuje postawy ludzi. – Sztuka jest afirmacją człowieka, powinna więc ukazywać jego piękno, jak też krytykować to, co w nas jest złe. Jednak nie może krzywdzić innych ludzi, tak jak to czyni pseudoartystyczny film przedstawiony w CSW, który bezpodstawnie uzurpuje sobie miano przedsięwzięcia artystycznego – podkreśla reżyser.

Na transparentach przyniesionych na manifestację można było przeczytać wezwania: „Obudź się, Polsko, powróć do Boga”, „Brońcie krzyża”. – Przyszliśmy zaprotestować przeciwko obrażaniu naszej wiary, naszego Boga. Czujemy się w obowiązku być z ludźmi, którzy mają podobne wartości – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Wojciech Załuski. – Zbulwersowało mnie to, że nagi mężczyzna ociera się genitaliami o mojego Boga, to jest niedopuszczalne – dodaje Małgorzata Haderska. Oboje od kultury oczekiwaliby przede wszystkim uszanowania wartości wszystkich religii, a nie celowych prowokacji. – Wobec takich ataków na symbole wiary katolickiej musimy protestować, ale też upaść na kolana w modlitwie ekspiacyjnej – podkreślają nasi rozmówcy.

– Chciałem wyrazić swój bunt przeciwko temu, że sztuką nazywa się obrażanie Boga i ludzi – mówi Maciej Podulka. Nie kryje zdziwienia faktem, że produkcja prezentowanego filmu jest pracą dyplomową. Podkreśla, że nie mogło go zabraknąć na manifestacji, kiedy szargana jest największa świętość, jaką jest dla nas krzyż. – Nie można być wobec tego biernym – mówi. Oczekiwania manifestantów są oczywiste: wystawę należy zamknąć, odpowiednie organy wymiaru sprawiedliwości powinny zająć się tą sprawą, a chrześcijan powinno się przeprosić.

http://www.naszdziennik.pl/wp/58899,bronmy-krzyza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 14 lis 2013, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Mamy obowiązek bronić krzyża

Izabela Kozłowska

Z Andrzejem Kołakowskim, bardem, rozmawia Izabela Kozłowska

W Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie uczestniczy Pan w modlitwie przebłagalnej za profanację krzyża. Dlaczego?
– Zło karmi się biernością dobrych. Jesteśmy tutaj, aby zamanifestować swój sprzeciw wobec bluźnierstwa, jakie tutaj jest dokonywane. Nasza modlitwa ma charakter ekspiacyjny. Chcemy Matce Bożej i Panu Jezusowi wynagrodzić tę zniewagę. Ponadto pragniemy przebudzić sumienia osób pracujących w Centrum i odwiedzających to miejsce. Nie wiem, co dzieje się w ich sercach, ale mam nadzieję, że uda nam się wpłynąć na decyzję dyrekcji, aby zamknięto tę instalację.

Modlimy się także za twórcę tej ekspozycji, władze Centrum i jego pracowników. Mam jednocześnie nadzieję, że nasza modlitwa przyniesie wielkie dary duchowe.

Z jaką reakcją spotkali się Państwo?
– Na początku jedna z pracownic Centrum stwierdziła, że nie możemy wejść do sali, w której prezentowana jest wystawa, a w ramach niej bluźnierczy film „Adoracja”. Ostatecznie nas wpuszczono. Jest spokojnie. W pewnym momencie pojawił się dyrektor Centrum Fabio Cavallucci wraz z tłumaczem. Przekonywał nas, abyśmy zakończyli modlitwę.

Jak zachęciłby Pan innych, aby dołączyli do wspólnej modlitwy?
– Jeżeli jesteś katolikiem, to musisz być świadomy, że w pewnym momencie twojego życia Pan Bóg zapyta się: co zrobiłeś, żeby powstrzymać to bluźnierstwo? Nie możemy pozwolić na dalsze Jego szkalowanie.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/59488,mam ... rzyza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 15 lis 2013, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Koniec projekcji

W Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie zniszczona została bluźniercza instalacja. Film, na którym nagi mężczyzna profanuje krzyż, przestał być wyświetlany po obrzuceniu farbą ściany – ekranu, i uszkodzeniu projektora.

Wieczorem godzinę przed zamknięciem CSW nagle włączył się tam alarm pożarowy. Rozpoczęła się ewakuacja budynku. Wtedy doszło do zniszczenia wystawy.

– Byłam przed tą instalacją, gdy włączył się alarm, a potem jakiś mężczyzna rzucił w ekran kulkami z farbą. Staliśmy i dalej modliliśmy się, jednak wkrótce zjawiła się policja i zaczęto nas wyprowadzać z budynku – relacjonuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” pani Hanna z Warszawy.

Przyszła wczoraj do Zamku Ujazdowskiego, aby uczestniczyć w modlitwie przebłagalnej za zniewagę krzyża. Trwała ona w budynku CSW od wtorku. Na Różaniec przychodziło tutaj codziennie bardzo dużo osób. Wczoraj przyszło ich o wiele więcej.

Jak poinformował „Nasz Dziennik” komisarz Andrzej Browarek z Komendy Stołecznej Policji, ze wstępnych ustaleń wynika, że zniszczeniu uległ rzutnik i ściana – ekran, na której wyświetlany był obrazoburczy film. Potwierdził, że stało się to w czasie ewakuacji.

– Zatrzymana została jedna osoba, która została przewieziona do komendy na ulicę Wilczą. W tej chwili policjanci przesłuchują świadków i ustalają okoliczności tego zdarzenia – powiedział, dodając, że policja dokonuje oględzin miejsca zdarzenia.

Modlący się wczoraj w CSW ludzie zapowiadali, że nie opuszczą budynku, dopóki nie zostanie przerwana projekcja bluźnierczego filmu. Do okupacji jednak nie doszło, gdyż po alarmie pożarowym i incydencie wywołanym przez nieznanego sprawcę wszyscy musieli opuścić budynek. Standardowo przyjechała straż pożarna, karetki pogotowia i policyjne radiowozy. Teren wokół budynku został zamknięty.

– Ta instalacja była jedną wielką prowokacją. Ze wstrętem i przerażeniem patrzyłam na nią, tym bardziej że dziś w CSW było bardzo wiele dzieci. W głowie mi się nie mieści, jak można było zezwolić na taką profanację – mówi w rozmowie z nami jedna z osób, która była świadkiem wczorajszych wydarzeń.

Emocji nie studził dyrektor placówki Fabio Cavallucci, który jeszcze w czwartek po południu w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” deklarował, że nie zamierza wycofać z wystawy filmu „Adoracja”, bo placówka ma „obowiązek prezentowania wyrazistych prac”.

– Nie rozumiem, dlaczego ludzie zaczęli odbierać ją jako pornografię profanującą krzyż – mówił. Na dyrekcji nie zrobiły większego wrażenia protesty ludzi, oświadczenia księży biskupów, parlamentarzystów i kilka zawiadomień do prokuratury o obrazie uczuć religijnych osób wierzących. Tylko wczoraj swój protest wystosowali senatorowie PiS i ks. bp Wiesław Mering z Włocławka.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ekcji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 21 lis 2013, 08:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Dzicz bolszewicka zachowuje się niczym dziki na uprawnym polu, ryjący i niszczący to czego dokonała przyroda i ludzie w harmonii bytowania.
Dzicz tylko niszczy, a gdy już tworzy cokolwiek, to jest tym czymkolwiek jedynie terror, przemoc, złodziejstwo i sodomizm.


Antykrucyfikatorzy

Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpatrzy jutro apelację posłów Twojego Ruchu domagających się usunięcia krzyża z sali posiedzeń plenarnych Sejmu
Zenon Baranowski

– Wyrok, jaki zapadnie, ma niezwykle ważne znaczenie precedensowe dla katolików naszego kraju i wszystkich krzyży wiszących w urzędach i instytucjach publicznych – podkreśla znaczenie decyzji sądu radca prawny Stanisław Jędrzejkowski.

Z wnioskiem do sądu w sprawie krzyża wiszącego w sali plenarnej Sejmu wystąpili posłowie Ruchu Palikota (obecnie Twojego Ruchu): Janusz Palikot, Armand Ryfiński, Adam Rybakowicz, Henryk Kmiecik, Roman Kotliński, Marek Domaracki i Jacek Kwiatkowski.

W styczniu br. sąd okręgowy uznał, że obecność symbolu religijnego w miejscu publicznym, m.in. w Sejmie, nie narusza swobody sumienia, oddalając pozew posłów Ruchu Palikota. Niezadowoleni z wyroku, wnieśli apelację.

– Jeżeli prześledzić wypowiedzi i akcje medialne powoda Janusza Palikota i części skupionych w jego ugrupowaniu posłów, to jest oczywiste, że sprawa krzyża w Sejmie i przeniesienie jej na salę sądową jest celową i świadomą prowokacją polityczną wymierzoną w katolików naszego kraju, która gdyby się powiodła, rozpocznie powszechną akcję usuwania krzyży z urzędów, szkół, szpitali itd. – ocenia działania lewicowych parlamentarzystów łukowski samorządowiec Władysław Karaś.

Karaś przystąpił do postępowania po stronie Skarbu Państwa zatroskany o prawa katolików w Polsce.

Pełnomocnik posłów TR mec. Anna Kubica podnosi w apelacji, że sędzia Alicja Fronczyk przygotowała uzasadnienie swojego wyroku o „charakterze ideologicznym”. „Stwierdza, że żądanie powodów stanowi nadużycie prawa podmiotowego, fundamentem tego wniosku jest spostrzeżenie, że powodowie ’na sztandarach głoszą tolerancję’, której przejawem ma być ’zalegalizowanie’ związków partnerskich, zaś sami tolerancyjni nie są, bo nie tolerują obecności w Sejmie symbolu religii, którą wyznaje 96% obywateli. Ten wywód Sądu jest wadliwy i prowadzi ad absurdum” – pisze Kubica. „Całkowicie niezrozumiałe jest, że Sąd Okręgowy upomniał się o prawa większości, a nie zadbał zaś o wymagającą ochrony mniejszość osób, które nie chcą, aby indoktrynować je za pomocą narzuconej obecności krzyża łacińskiego w miejscu, w którym wykonują obowiązki poselskie” – dodaje.

– Sąd okręgowy prawidłowo ustalił, że wymienieni wyżej posłowie Ruchu Palikota starają się wykorzystać salę sądową, przepisy o ochronie dóbr osobistych oraz wiszący w Sejmie krzyż do rozgrywek politycznych – ripostuje w swoim stanowisku Karaś.

W jego ocenie, nie kwestionując argumentów, które spowodowały, że przystąpił do procesu – a chodziło o obronę praw „milionów Polaków wyznających wiarę rzymskokatolicką” – posłowie faktycznie ujawnili swoje prawdziwe intencje. – Przyznali tym samym, że ich celem jest albo naruszanie dóbr osobistych milionów Polaków wyznających wiarę rzymskokatolicką, poprzez żądanie sądowego usunięcia krzyża z sali plenarnej Sejmu RP, albo też, że nie chodzi im o żadne własne dobra osobiste, tylko o prowokację i wywoływanie medialnych awantur, aby utrzymać się na scenie politycznej – podkreśla samorządowiec.

Kubica argumentuje, że „katolicka większość nie może decydować o odczuciach ateistycznej mniejszości”, ponieważ „te dwie grupy różni stosunek do symboli religijnych”. – Katolicka większość postrzega je jako „naturalne” i przyjazne, ateistyczna zaś mniejszość (jak powodowie) jako nieprzyjazne i indoktrynujące – stwierdza mecenas.

Podsumowuje w apelacji, że „decyzja Sądu była przedwczesna, niepoprzedzona rozeznaniem istoty sprawy i prawidłowym zebraniem materiału dowodowego”. Dlatego domaga się uwzględnienia żądań posłów Twojego Ruchu.

– Uzasadnienie apelacji jest potwierdzeniem tego, że wytoczenie procesu o usunięcie krzyża, jak również sama apelacja mają służyć określonemu celowi politycznemu, promocji poprzez wywołany proces partii Ruchu Palikota, a obecnie Twojego Ruchu – podkreśla Karaś.

Zaznacza, że skierowanie tej sprawy do sądu nie ma związku z ochroną dóbr osobistych, ponieważ Konstytucja gwarantuje publiczne uzewnętrznianie wyznawanej religii. – O tym, jaki symbol religijny w miejscu publicznym i prywatnym zostaje powieszony, decyduje gospodarz tego miejsca – podkreśla samorządowiec.

– Żaden sąd w Polsce nie może decydować, jaki symbol religijny będzie wisiał w pomieszczeniu publicznym czy prywatnym, czy należy go zawiesić, czy zdjąć, czego domagają się od wysokiego sądu powodowie – dodaje.

– Dzisiaj tacy panowie, jak Palikot, Ryfiński, Rybakowicz, Kmiecik, Kotliński, Domaracki, Kwiatkowski i inni im podobni, chcą usuwać krzyże z naszych urzędów, szkół, szpitali, jak to miało miejsce w okresach największego zniewalania naszego Narodu – w okresie stalinizmu i stanu wojennego. Niech ten proces i te działania powodów będą sygnałem ostrzegawczym dla nas wszystkich wybierających do parlamentu takich ludzi jak powodowie – apeluje Karaś.

W styczniu reprezentująca Sejm Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa domagała się oddalenia pozwu. Radca prokuratorii Mikołaj Wild argumentował wówczas, że symbol religijny nie narusza dóbr osobistych i nie może być „źródłem krzywdy”. A pozew posłów RP określił jako „nadużycie prawa”, ponieważ oni sami naruszają dobra innych osób. Wild dodał, iż problem ma charakter polityczny, a dobra osobiste nie mogą posłużyć do tego, aby narzucać społeczeństwu wartości wyznawane jedynie przez jednostki.

http://www.naszdziennik.pl/wp/60211,ant ... torzy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 21 lis 2013, 11:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Cytuj:
Kubica argumentuje, że „katolicka większość nie może decydować o odczuciach ateistycznej mniejszości”, ponieważ „te dwie grupy różni stosunek do symboli religijnych”. – Katolicka większość postrzega je jako „naturalne” i przyjazne, ateistyczna zaś mniejszość (jak powodowie) jako nieprzyjazne i indoktrynujące – stwierdza mecenas.


Jedynie mniejszość może narzucać wolę większości. Szerzenie dobra, to indoktrynacja, szerzenie deprawacji to postęp. Dyskusja tu nie ma sensu - tacy ludzie nie tylko nie powinni być w sejmie - tacy ludzie winni być pozbawieni obywatelstwa i wyrzuceni z Polski. Są jej jawnymi i bezwzględnymi wrogami. To, że tacy ludzie są w sejmie i mają czelność otwarcie głosić swoją wrogość do Polski to najlepsza wskazówka, jak bardzo Polska jest zniewolona. W wolnej Polsce nie śmieli by nawet pisnąć na temat usunięcia krzyża.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /