Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 13 mar 2015, 07:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Brońcie Krzyża

Obrazek

Zamyślenia wielkopostne 2015 „Wiarą znudzonemu”

Na górali zawsze można liczyć!
Ileż komplementów zostawił Papież
tym góralom.
A ta kapela góralska!
Ile ich było?
Nie policzysz,
a wszyscy wystrojeni,
wyprasowani, kolorowi.

A jak oni groli!
Grali do płaczu
i do radości.
Ołtarz był piękny
i białą wstęgą
sięgał aż pod Giewont.

Jak ten Ojciec Święty
widział daleko.
Widział,
że przyjdą tacy,
którzy będą chcieli
zdjąć krzyż
nawet z Giewontu.

Ojciec Święty wołał: Brońcie Krzyża!

Rozumieli to mieszkańcy Podhala
i kiedy skończył się wiek XIX,
ojcowie nasi na szczycie Giewontu
ustawili krzyż.
Ten krzyż stoi tam i trwa.

Jest niemym,
ale wymownym
świadkiem naszych czasów…
Patrzy w stronę Zakopanego
i Krakowa,
i dalej: w kierunku Warszawy i Gdańska.
Ogarnia całą naszą ziemię
od Tatr po Bałtyk…
Nie wstydźcie się krzyża!
Brońcie krzyża.

Dziękujmy Bogu za to,

że krzyż powrócił
do szkół,
urzędów
i szpitali.
Niech On tam zostanie!
Ten krzyż czasem
piorunem błyska,
czasem oczy zasłania,
patrząc na dolinę ceprów.

Ojcze Święty,
nie pamiętaj tego,
co było z krzyżem w Warszawie.

Jeszcze będą krzyczeć:
On naprawdę był Synem Bożym (Mt 27,54).

Jeszcze uklękną i zawołają:
Któż jak Bóg i nic nad Boga (W. Poll).

Synku, trwogi zbądź!
Płyńmy, bądź co bądź!
Patrz, jak się zmienia!
Oto wszerz i wzwyż
– wszystko toż samo.
Krzyż stał się nam bramą (C.K. Norwid)


http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... rzyza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 03 kwi 2015, 07:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Krzyż – znak zbawczej miłości Boga

Obrazek

Jeden z dziesięciu aniołów Męki Pańskiej, którzy zdobią Most Anioła w Rzymie, trzyma w ręku napis w języku łacińskim: „Regnavit a ligno Deus” – „Oto Bóg królował z drzewa!”.

Słowa te wyrażają głęboko zakorzenione w świadomości Kościoła przekonanie o królewskiej godności Jezusa Ukrzyżowanego. Tę prawdę Kościół przypomina szczególnie uroczyście w Wielki Piątek, podczas adoracji Krzyża. Dziś, kiedy jesteśmy świadkami brutalnej walki z krzyżem Chrystusa w świecie, przypominanie prawdy o krzyżu jest szczególnie potrzebne. „Oto Bóg królował z drzewa!” – słowa te stanowią także tytuł cennego artykułu ks. Antoniego Troniny, znanego biblisty, emerytowanego profesora KUL, zamieszczonego w książce pt. „Krzyż Twój wielbimy”. Autor przywołał w nim znany obraz Jana Matejki, ilustrujący wizję chrztu Polski, którego 1050. rocznica przypada w 2016 r. Oto nad zgromadzonymi przedstawicielami wszystkich stanów góruje wielki krzyż, o który opiera się książę Mieszko I, uosabiający nowo powstałe państwo polskie. Od tamtego czasu ten znak zbawczej miłości Boga będzie wskazywał synom i córkom tej ziemi kierunek ku Niebu i ku ludziom. I choć w dziejach Narodu Polskiego będą podejmowane próby, w imię nowoczesności i tzw. postępu, usunięcia krzyża z ludzkich serc i z przestrzeni publicznej, to na zawsze pozostanie on niewzruszonym drogowskazem dla wierzących w Chrystusa oraz memento dla niewierzących i obojętnych w wierze.

Krzyż Jezusa uczy i zobowiązuje

– Krzyż jako „tron”, na którym „zasiadł” Chrystus, składając siebie w ofierze za grzechy świata, ukazuje wielkość Bożej miłości.

– Krzyż odsłania przed ludzkością tajemnicę królowania Boga, który jest Panem dziejów, i tajemnicę Jego królestwa, które objawi w pełni na końcu czasów, gdy będą zwyciężeni jego nieprzyjaciele i gdy zostanie pokonana śmierć (por. 1 Kor 15,25-26). Droga do tego królestwa nie jest łatwa; nie dopuszcza skrótów. Od pielgrzyma wymaga przyjęcia pełnej prawdy o zbawczej miłości Boga, objawianej w historii człowieka.

– Królowanie Jezusa z drzewa krzyża jest panowaniem Jego łaski, prawdy, sprawiedliwości, miłości i pokoju, a najistotniejszym tego aktem jest odkupienie człowieka. Jezus zapewnia, że będą mieli w nim udział ci wszyscy, którzy w Niego wierzą, których serca są wolne od żądzy panowania nad drugim człowiekiem, od czynienia innym krzywdy; ludzie, którzy nie są zniewoleni dobrami materialnymi i zgubnymi przyjemnościami, którzy są wewnętrznie wolni, zwyciężając w sobie chciwość i egoizm. Innymi słowy, wszyscy ci, dla których najcenniejszym skarbem jest Bóg i życie; ci, którzy zasiewają w swoim otoczeniu pokój, miłość i dobro; ci, którzy przerzucają mosty pomiędzy Niebem i ziemią.

„Nie wstydźcie się krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża […]. Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości” – wołał Ojciec Święty Jan Paweł II 6 czerwca 1997 r. w Zakopanem. Króluj nam, Chryste, z drzewa krzyża! Bądź Panem naszego życia oraz źródłem miłości i pokoju dla niespokojnego świata.

O wielkiej sile, jaka bije niczym światło od krzyża Chrystusowego, bardzo trafnie mówią słowa wiersza poetki Aliny Doroty Paul pt. „Źródło błogosławieństwa”.

Jeśli jest we mnie spokój

to z krzyża

Jeśli jest we mnie dobroć

to z krzyża

Jeśli jest we mnie mądrość

to tylko z Krzyża Chrystusowego.



Jakże więc

nie uczcić Cię

nie uwielbić

nie przyklęknąć

przed Tobą

Krzyżu Zbawiciela

ozdobo kościołów naszych

ozdobo dróg i gór naszych

ozdobo wiary naszej

zwycięski znaku Ojczyzny naszej

źródło błogosławieństwa

Ks. bp dr hab. Mariusz Leszczyński, biskup pomocniczy diecezji zamojsko-lubaczowskiej

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... -boga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 20 sie 2015, 09:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/?p=28538

19 sierpnia 1901 – Krzyż na Giewoncie
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky


Krzyż na Giewoncie

Przed 114 laty na Giewoncie postawiono wysoki krzyż. Dokonali tego wierni z Zakopanego, dla uczczenia roku jubileuszowego. Pracami kierował proboszcz zakopiański ks. Kazimierz Kaszelewski. Metalowy krzyż wystaje ponad skały na wysokość 15 m, jego ramiona mają szerokość 5,5 m. Widoczny jest z Zakopanego, bo też taki był zamysł wystawienia krzyża na najwyższym wzniesieniu masywu nazywanego Giewontem – na Wielkim Giewoncie.
Na skrzyżowaniu ramion krzyża znajduje się napis: Jesu Christo Deo, restitutæ per ipsum salutis MCM, co znaczy: Jezusowi Chrystusowi Bogu, w 1900 rocznicę przywrócenia przez Niego zbawienia.
Krzyż poświęcił 19 sierpnia 1901 – podczas Mszy św., w obecności kilkuset wiernych – słynny kapłan ks. Władysław Bandurski z Krakowa, wtedy kanclerz kurii krakowskiej, późniejszy kapelan Legionów Józefa Piłsudskiego i Wojska Polskiego podczas wojny z bolszewikami, biskup sufrgan lwowski, biskup polowy wojsk Litwy Środkowej.
Na symboliczne, ponadczasowe znaczenie krzyża na Giewoncie zwracał uwagę bł. Jan Paweł II w Zakopanem, 6 czerwca 1997:
Kiedy się kończył wiek XIX a rozpoczynał współczesny, ojcowie wasi, na szczycie Giewontu ustawili krzyż. Ten krzyż tam stoi i trwa. Jest niemym, ale wymownym świadkiem naszych czasów. Rzec można, iż ten jubileuszowy krzyż patrzy w stronę Zakopanego i Krakowa i dalej w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk.
Wojciech Wilczek pisze wyczerpująco o krzyżu na Giewoncie w okolicznościowej publikacji Tatrzańskiego Parku Narodowego:
Oczom podróżnych przybywających do Zakopanego od strony północnej ukazują się wpierw Jak potopu świata fale, zamrożone w swoim biegu- Tatry. A w miarę przybliżania się do celu potężniejący olbrzym w poszczerbionej zbroi- Giewont zwieńczony krzyżem, który stoi tam od ponad stu lat. Giewont i stojący na nim krzyż tworzą nierozłączny atrybut Zakopanego. Funkcjonuje on w zbiorowej świadomości mocą mitu, zrodzonego w zamierzchłych podaniach ludowych, inspirowanych nimi dzieł artystów i siłą woli naszych przodków, którzy, gdy kończył się wiek XIX a zaczynał XX, na szczycie tym krzyż ustawili.
Gdy miał nadejść wiek nowy, wiek XX, ludzie witali go z nadzieją i na szczytach górskich we Włoszech krzyże jubileuszowe zaczęli stawiać. Wieść o tym fakcie dotarła do Zakopanego dzięki proboszczowi ks. Kazimierzowi Kaszelewskiemu. W maju 1900 kilkunastu najpoważniejszych górali poprosiło ks. Kaszelewskiego, żeby się zajął postawieniem krzyża jubileuszowego na Giewoncie.
Dlaczego na Giewoncie? Giewont już od samego początku poznania Tatr przyciągał uwagę. Odnajdujemy jego opisy u autorów literatury podróżniczej. Maria Steczkowska swe zauroczenie wyraziła słowami: Mieszkańcy Zakopanego nazywają go ojcem. Kazimierz Łepczyński, odwiedziwszy proboszcza ks. Józefa Stolarczyka, pisał: Poszedłem złożyć czołobitność drugiemu patryarsze zakopiańskiego ludu, Giewontowi...
Wizerunek Giewontu znalazł się na pieczęci gminy Zakopane z 1875. Był także częstym tematem dzieł malarskich, grafik oraz rysunków różnych autorów, m.in. Stanisława Witkiewicza czy Leona Wyczółkowskiego.
Równie ważna dla okresu, w którym zrodził się pomysł postawienia krzyża na Giewoncie, była rola tatrzańskiej legendy w polskim micie niepodległościowym. Już bowiem w latach trzydziestych XIX w. Seweryn Goszczyński zetknął się z podaniem ludu o zaśnionych w Tatrach rycerzach. Właśnie w polskich Tatrach jednym z miejsc, gdzie według legendy zapadli w sen rycerze, są jaskinie w masywie Giewontu. A stąd już tylko krok do dopatrzenia się podobieństwa Giewontu do Śpiącego Rycerza – co zresztą rzeźba tego szczytu może przypominać.
Pierwszym znanym twórcą, który w wierszu Giewont (1880) wyraził to podobieństwo, był Adam Asnyk. W okresie 20-lecia międzywojennego dopatrywano się podobieństwa Giewontu do profilu marszałka Piłsudskiego…

Aby spełniły się życzenia górali, aby na Giewoncie stanał krzyż, ks. Kazimierz Kaszelewski zamówił wykonanie projektu krzyża w Zakładzie Artystyczno-Ślusarskim Józefa Goreckiego i Spółki w Krakowie 8 listopada 1900. Wcześniej wykonano próbę, jakiej wysokości krzyż będzie widziany z Zakopanego. Ustawiono na Giewoncie drewniany krzyż wysokości 10,5 m. Fundusze zapewnili anonimowi darczyńcy. 29 maja 1901 dokonano próbnego montażu na terenie fabryki Goreckiego przy ul. św. Wawrzyńca 26 w Krakowie. Elementy krzyża wysłano transportem kolejowym, który dotarł do Zakopanego 16 czerwca 1901. Jakub Gąsienica Wawrytko z pomocnikiem wykuł otwór pod fundament. 3 lipca ks. Kaszelewski rozpoczął śmiałe przedsięwzięcie techniczne i organizacyjne. Uczestniczyło w nim około 500 osób, do transportu użyto 18 wozów konnych. Kolumna wyruszyła spod kościoła parafialnego w kierunku Giewontu. Wozy dojechały w pobliże Piekiełka, w Dolinie Kondratowej. Od tego miejsca trzeba było wynieść na wierzchołek Giewontu elementy krzyża i 400 kg cementu w workach. Wodę w płóciennych konewkach noszono z miejsca, gdzie ścieżkę przecina żywy zwykle strumyczek (ostatnia woda). Grupa ludzi dotarła na szczyt o 11. Dalsze prace montażowe tego dnia wykonał monter z krakowskiej firmy i sześciu górali. Przez kolejnych pięć dni, do 8 lipca, monter pracował z dwoma góralami.

I tak na szczycie Giewontu, którego wysokość wynosi 1.894 m, stanął krzyż konstrukcji kratowej, skręcanej na przegubach, składający się z 400 elementów. Dopełnieniem zdobniczym monumentu są kwadratowe okucia umieszczone na wierzchołku oraz dwu ramionach. W miejscu skrzyżowania ramion zamontowany jest uproszczony motyw słońca. W przecięciu ramion umieszczono tarczę z wyciętym napisem, jaki Ojciec Święty ułożył dla krzyży jubileuszowych: JESU CHRISTO DEO, RESTITUTAE PER IPSUM SALUTIS MCM – Jezusowi Chrystusowi Bogu, w 1900 rocznicę przywrócenia przez Niego zbawienia. Wysokość krzyża 17,5 m, przy czym 2,5 m konstrukcji jest wpuszczona w skałę, krzyż wystaje ponad skałę 15 m. Jego ramię poprzeczne ma 5,5 m długości, ciężar krzyża wynosi 1.819 kg.

Uroczyste poświęcenie krzyża na Giewoncie odbyło się 19 sierpnia 1901. Poświęcenia dokonał przybyły z Krakowa ks. kanonik, kanclerz Władysław Bandurski – w przyszłości będzie kapelanem legionów polskich. W uroczystości brało udział 300 osób.
We wrześniu 1901 u podstawy krzyża umieszczono metalową tablicę z napisem: Zbawicielowi świata na przełomie wieków 1900/1901 parafia Zakopane ze swoim proboszczem postawiła krzyż ten wykonany w fabryce Józefa Goreckiego w Krakowie.

W 1975 z inicjatywy zakopiańskiej parafii została wykonana gruntowna renowacja krzyża. Krzysztof Szafrański, członek klubu wysokogórskiego, zabezpieczył krzyż przed korozją. Wzmocniono także zaprawą betonową fundament krzyża. W tymże roku 1975, obchodzonym jako Rok Święty Jubileuszowy, u podstawy monumentu umieszczono tabliczkę z informacją: Przy tym krzyżu w roku świętym możesz uzyskać odpust jubileuszowy.

W 1997 firma Andrzeja Ciszewskiego, znanego grotołaza i taternika, wykonała na zlecenie Tatrzańskiego Parku Narodowego prace mające na celu wzmocnienie kopuły szczytowej Giewontu; zostały także pomalowane elementy krzyża.

W 2000 w konstrukcję krzyża wmontowano dwa witraże: wizerunek Chrystusa Miłosiernego z napisem Jezu, ufam Tobie oraz Oko Opatrzności.
Warto wspomnieć o innych krzyżach, o podobnej konstrukcji i kształcie, ustawionych na wzniesieniach polskiego Podtatrza, których powstanie było zainspirowane krzyżem Giewontu. W 1902 fabryka Goreckiego wykonała krzyż dla Szczawnicy, który postawiono na Bryjarce. Z okazji 500 rocznicy bitwy pod Grunwaldem postawiono krzyż na Galicowej Grapie w Poroninie, a cztery lata później na Ranisbergu w Szaflarach. Kolejny przełom wieków i obchody setnej rocznicy krzyża Giewontu wzbogaciły Podhale o replikę krzyża postawioną obok kościoła pallotynów na Krzeptówkach, a ziemię spiską – o replikę krzyża na Gogolowej Grapie – Litwince, obok wsi Czarna Góra.

W listopadzie 2001 replikę krzyża Giewontu postawiono w Sopocie, jako dar zakopiańskiego samorządu. W ten sposób symbol głębokiej myśli – wyrażonej w słowach Jana Pawła II: Rzec można, że ten jubileuszowy krzyż patrzy w stronę Zakopanego i Krakowa, i dalej w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk – doczekał się urzeczywistnienia.
Krzyż Giewontu, postawiony u progu wieku XX, przetrwał stulecie. Był świadkiem upadku monarchii i wielkich mocarstw, pożóg wojennych i zmian ustrojowych.

19 sierpnia 1981 zostały zapoczątkowane coroczne pielgrzymki do krzyża na Giewoncie. Tradycja pielgrzymowania jest kontynuowana każdego roku, zarówno 19 sierpnia, jak też 14 września – w dniu Podwyższenia Krzyża Świętego. W pielgrzymkach uczestniczą wierni z całego kraju, a pielgrzymi wyruszają z parafii św. Krzyża.

Krzyż Giewontu często był przywoływany w przemówieniach i homiliach Jana Pawła II. Jego szczególne, symboliczne znaczenie podkreślił w słowach: Ten krzyż na Giewoncie jest jakby zwieńczeniem wielkiej Świątyni Tatr, Świątyni Podhala, a poniekąd to i Świątyni całej naszej Ojczyzny. Takie też było powszechne odczucie, wyrażone przez zawieszenie na krzyżu przez Józefa Jabłońskiego, w czasie stanu wojennego, 13 września 1982 transparentu „Solidarności”.

Przed wizytą Jana Pawła II w 1997 z inicjatywy grupy radnych zmieniono herb Zakopanego na wizerunek krzyża na Giewoncie, wspartego na skrzyżowanych kluczach św. Piotra.

Kolejny rozdział w historii krzyża na Giewoncie rozpoczął się w ostatnich chwilach życia Jana Pawła II. W nocy z piątku na sobotę 1-2 kwietnia 2005, aby dodać otuchy umierającemu Papieżowi, taternicy zapalili pod krzyżem światełko. W niedzielę 3 kwietnia o 7 rano przewodnicy tatrzańscy Paweł Murzyn i Tomasz Wojciechowski powiesili na krzyżu flagi papieskie okryte kirem.

Piotr Szubarczyk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 14 wrz 2015, 11:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/?p=29154

13 września 1944 – Przesłanie Rozalii Celakówny
Informację zamieścił Oskar Polsky
Strona www Oskar Polsky



3 września 1944 umierała w Krakowie polska mistyczka, dziś Służebnica Boża – Rozalia Celakówna. Umierała w 44 roku życia, pod wrażeniem nieszczęść, które spadły na Polskę. Rozalia zostawiła po sobie wizje, których doznawała, spisane przez nią lub przez jej spowiednika. Była owładnięta jedną ideą: ratunkiem dla Polski jest intronizowanie Chrystusa jako Króla Polski i skupienie się całego narodu wokół Króla. Dziś ruch intronizacyjny w Polsce jest wyszydzany, a przesłanie Celakówny tłumaczone opacznie. Warto do niego wracać, bo każda myśl o Polsce, wyrastająca z miłości do Niej, godna jest rozważania.


O Rozalii Celakównie pisze Sylwia Kaczmarek (portal www.rozalia.krakow.pl ):
Służebnica Boża Rozalia Celakówna urodziła się w Polsce, w Jachówce na Podhalu, w archidiecezji krakowskiej, 19 września 1901. Była pierwszym z ośmiorga dzieci Tomasza i Joanny z domu Kachnic. Rodzice Rozalii byli chłopami małorolnymi i utrzymywali się głównie z pracy na własnej ziemi. Jako ludzie bogobojni, o surowych zasadach, a przy tym bardzo uczynni i gościnni, cieszyli się powszechnym poważaniem. Bardzo dbali o religijne wychowanie dzieci. Cała rodzina w każdą niedzielę uczęszczała do kościoła parafialnego w Bieńkówce, odległego o 5 km, lub do Budzowa. Regularnie przystępowano do sakramentów świętych. Nierzadko zdarzało się, że rodzice chodzili do kościoła także w dni powszednie. Czytano też wspólnie książki religijne i prasę katolicką.
Na pobożność Rozalii największy wpływ wywarła jej matka Joanna, która wszystkie swoje dzieci, jeszcze przed urodzeniem, ofiarowała Najświętszej Maryi Pannie. Rozbudziła ona w Rózi miłość do Pana Jezusa Eucharystycznego. Uwrażliwiła ją też na miłość bliźniego, wyrażającą się w konkretnej pomocy. W ubogich i proszących o jałmużnę uczyła dostrzegać Pana Jezusa.
Rozalia w wieku 7 lat, zgodnie ze zwyczajem, przystąpiła po raz pierwszy do spowiedzi świętej, by po trzech latach (11 maja 1911) przygotowań przyjąć I Komunię świętą. Dzień ten był dla Rozalii ogromnym przeżyciem. Od pierwszej Komunii św. – wspomina potem – Pan Jezus wlał w me serce szczególniejszą miłość do Najświętszego Sakramentu.
Pierwszy bliższy kontakt wewnętrzny z Panem Jezusem miała w wieku 6 lat. Pan Jezus dał jej wtedy odczuć swoją obecność, co później wielokrotnie się powtarzało. W takich chwilach opuszczała swoje koleżanki i szukała samotności w lesie, nad rzeką lub na łące. Jezus coraz bardziej pociągał ją ku Sobie.
Od wczesnych lat rozpoczęła też pracę nad sobą. Będąc z natury dzieckiem porywczym, łatwo wpadającym w gniew i z trudem przyjmującym nakazy surowych i wymagających rodziców, z czasem wyrobiła w sobie usposobienie łagodne i pogodne.
Lubiła modlić się i chodzić do kościoła. Najczęściej stawała wtedy blisko ołtarza. Często można ją też było widzieć przed bocznym ołtarzem, gdzie była figura Matki Boskiej z Lourdes, do której Rozalia miała szczególne nabożeństwo. Za najważniejsze „książki”, z których uczyła się o Panu Bogu, uważała: Najświętszy Sakrament, Najświętszą Maryję Pannę i Krzyż Jezusa. W wieku 13-14 lat pojawiło się w niej pragnienie świętości poprzez ukochanie Pana Jezusa aż do zupełnego zapomnienia o sobie. Pragnęła – jak to później określi – spalić się jako ofiara na ołtarzu miłości.
W 1914 roku z bardzo dobrymi wynikami Rozalia ukończyła 6-oddziałową szkołę powszechną. Z racji ubóstwa rodziców nie mogła kontynuować nauki w pobliskim miasteczku. Pomagała rodzicom w pracach polowych i domowych, opiekowała się też młodszym rodzeństwem. W 1916 zapadła na ciężką chorobę, której lekarz nie umiał rozpoznać. Wyzdrowienie nastąpiło w dziewiątym dniu nowenny do Najświętszej Maryi Panny. Rozalia wstała z łóżka zupełnie zdrowa po miesięcznej chorobie. Z perspektywy czasu Rozalia uznała, że ta choroba była przygotowaniem do późniejszych cierpień duchowych.
2 lipca 1917 przyjęła z rąk księcia biskupa krakowskiego Stefana Sapiehy sakrament bierzmowania. Około roku 1918 złożyła prywatny ślub czystości przed figurą Matki Bożej Niepokalanej w kościele w Bieńkówce.
W roku 1919 rozpoczęła się „noc ciemności”, trwająca sześć lat. W tym okresie Rozalia odczuwała wielką oschłość i rozproszenia w czasie modlitwy oraz obojętność na rzeczy święte. Miała wizje piekła i potępieńców. Nawiedzały ją też rozmaite pokusy i choć im nie ulegała, czasem wydawało jej się, że Bóg odrzuca ją za „straszne” grzechy (jeden z późniejszych kierowników duchowych i spowiedników Rozalii powiedział o niej, że wedle jego przekonania dobrowolnie nie popełniła ona nigdy nawet grzechu lekkiego). Owocem tej ciemnej nocy była świadomość obecności Jezusa w duszy, pokój serca i radość, a ponadto oderwanie duszy od stworzeń oraz ustanie wszelkich pokus przeciw czystości.
Pragnąc rozeznać wolę Bożą co do swej przyszłości, udała się z pieszą pielgrzymką do Częstochowy oraz do sanktuarium Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.
W 23 roku życia przełamuje opór rodziców i udaje się do Krakowa. Była przekonana, że taka jest wola Boża względem niej i że Pan Jezus chce ją tam mieć. Nie bez znaczenia był fakt, że pobyt w Krakowie daje możliwość codziennego udziału we Mszy św. i stałego kierownictwa duchowego, którego brak w Jachówce bardzo dotkliwie odczuwała.
Przez niespełna rok zatrzymała się u starszej kobiety, której pomagała w zajęciach domowych. Nurtowało ją silne pragnienie wstąpienia do zakonu klauzurowego.
W kwietniu 1925 podjęła pracę posługaczki chorych w Szpitalu św. Łazarza na oddziale chirurgii. Szczególną opieką otaczała tam chorych biednych i opuszczonych oraz tych, przy których najtrudniej było pracować.
W czerwcu 1925 Rozalia została urzędowo przeniesiona na oddział dermatologiczny, gdzie usługiwała osobom chorym wenerycznie. W wewnętrznym natchnieniu Rozalia usłyszała słowa Jezusa: Moje dziecko! W szpitalu jest miejsce dla ciebie z Mojej woli ci przeznaczone. A jednak zetknięcie z brutalnością grzechu wywoływało w niej wielkie cierpienia duchowe. Nadal też płonęło w jej sercu pragnienie wstąpienia do zakonu, aby pełniej oddać się Panu Jezusowi.
Za radą spowiednika 5 grudnia 1927 wstąpiła do klasztoru Sióstr Klarysek. Zły stan zdrowia nie pozwalał jednak na dłuższe przebywanie w klasztorze, 1 marca 1928 opuściła więc Klaryski i wróciła do Szpitala św. Łazarza, gdzie początkowo pracowała w izbie przyjęć, następnie została zatrudniona w Klinice Okulistycznej. 30 września 1929 – wbrew ludzkiej logice, gdyż w poprzednich miejscach pracy miała wyższą pensję i lepsze warunki – wróciła na oddział chorych wenerycznie Szpitala św. Łazarza, aby lepiej zaświadczyć czynem o swej wierności Jezusowi cierpiącemu.
W październiku 1932 zapisała się na kursy pielęgniarskie Polskiego Czerwonego Krzyża. W roku 1933 eksternistycznie zdała egzamin VII klasy szkoły powszechnej, aby móc się dalej kształcić. 4 sierpnia 1937 złożyła państwowy egzamin pielęgniarski.
Pracę wykonywała sumiennie i z wielkim oddaniem dla chorych, przez co zyskała sobie ich zaufanie i szacunek. Była pielęgniarką nie tylko co do ciała, ale i co do ducha, dlatego jej podopieczne nazywały ją „matką”. Kilkunastu z nich pomogła znaleźć uczciwą pracę. Można wnioskować, że w ciągu 19 lat jej praktyki w szpitalu, na jej dyżurze nikt nie odszedł z tego świata bez pojednania się z Panem Bogiem.
W tym czasie doznawała wielu łask. Pan Jezus darzył ją wielką zażyłością. Poprzez różne wizje i spotkania kształtował jej serce, a zarazem przygotowywał ją do dalszych zadań. Często słyszała z Jego ust wezwanie, by wynagradzała Mu za grzechy swych podopiecznych i by złożyła Mu w ofierze swe życie. W jej sercu zrodziło się pragnienie cierpienia z miłości dla Jezusa. Ponadto coraz większy akcent padał w życiu duchowym Rozalii na życie ukryte i na dziecięctwo Boże, połączone z ideą uznania swej maleńkości przed Bogiem, a także na całkowite poświęcenie się Sercu Jezusa. Dzięki temu wzrastała jej ufność, pokój oraz moc duchowa.
Coraz bardziej stawała się człowiekiem wielkiej modlitwy. Codziennie uczestniczyła we Mszy św., odprawiała też stacje Drogi Krzyżowej i adorowała Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Modlitwą przeniknięta była także jej praca. Modliła się o świętych kapłanów i o nawrócenie grzeszników. Z czasem do tych intencji doszło wynagradzanie za grzechy – szczególnie za grzech nieczystości i nienawiści – oraz prośba o przyspieszenie intronizacji. Pan Jezus wyjawił jej też potrzebę ekspiacji za grzechy Narodu i kapłanów.
Na polecenie kolejnych spowiedników spisywała notatki z przeżyć duchowych. Niektóre z nich miały charakter przesłania do większych społeczności. Podczas modlitwy, a czasem we śnie Rozalia miała kontakt ze świętymi, a także z Matką Bożą i z Panem Jezusem. Była przynaglana do całkowitego oddania się Panu Jezusowi i do tego, aby Polska i inne kraje oddały się Jego Najświętszemu Sercu i uznały Go za swego Króla. W tym Akcie Intronizacji uczestniczyć mają nie tylko poszczególne części kraju, ale całe państwo z rządem na czele. Skutkiem tego aktu ma być nawrócenie się wielu dusz i podporządkowanie się przez nie prawu Bożemu.
Spowiednik poinformował o tych wizjach swojego przełożonego, Generała Paulinów, o. Piusa Przeździeckiego, który doniósł o tym Prymasowi Polski, Augustowi Hlondowi. Dla upewnienia się o wiarygodności objawień Rozalii, zalecił poddanie jej badaniu lekarskiemu. 17 i 21 września 1938 Rozalia – na polecenie swego spowiednika – poddała się takiemu badaniu, które nie wykazało u niej choroby nerwowej ani odchyleń psychicznych. Wręcz przeciwnie, wzbudziło u badającego ją lekarza wielki szacunek.
Cicha, pokorna i uczynna wielu osobom służyła pomocą, a ubogim dawała jałmużnę, sama żyjąc w ubóstwie. Mimo to miała wrogów, była upokarzana, a nawet prześladowana.

Liczne obowiązki w pracy i poza nią nadwerężyły jej siły. 7 września 1944 bardzo poważnie zapadła na zdrowiu. Wezwany lekarz stwierdził u niej anginę Plauta i Vincenta i polecił odwieźć ją do szpitala. 12 września Rozalia poprosiła o kapłana. Po spowiedzi i przyjęciu wiatyku i namaszczenia chorych, 13 września o godzinie 2 nad ranem spokojnie umarła.
Pogrzeb odbył się 15 września na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pomimo wojny, uczestniczyło w nim wiele osób – duchownych i świeckich.
Przeżycia i wizje Rozalii stały się fundamentem zatwierdzonego przez Stolicę Świętą tuż po wojnie Dzieła Osobistego Poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa, które wypracowało bogaty program i w latach powojennych przyczyniło się do osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa bardzo wielu Polaków.
Od śmierci Rozalii trwa nieprzerwanie kult prywatny, wyrażający się w zanoszeniu przez jej wstawiennictwo różnych próśb do Najświętszego Serca Jezusa. Bardzo wiele z tych próśb zostało wysłuchanych, co sprawiło, że do tej pory pamięć o Rozalii trwa w Polsce, a jej grób na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie jest zawsze pełen kwiatów i świateł.
Zbieranie materiałów do procesu kanonizacyjnego Rozalii Celakówny rozpoczęło się już w sześć lat po jej śmierci. Oficjalne rozpoczęcie procesu odbyło się na prośbę Fundacji Serca Jezusa 5 listopada 1996, a dokonał go kardynał Franciszek Macharski, Arcybiskup Metropolita Krakowski.
O. Władysław Kubik SJ pisze, czym jest proponowana przez Rozalię Intronizacja:

Rozalia, zauważmy to najpierw, jest świadoma, że jej zadanie polega na podjęciu odpowiedzialności i troski o rozwój daru i zadania danego już ludzkości za pośrednictwem Marii Małgorzaty Alacoque. Wyraźnie o tym pisze:
W uroczystość Zesłania Ducha Świętego (1939 r.) polecałam gorąco Panu Jezusowi sprawę Intronizacji. Następujący obraz przedstawił się mej duszy: Widziałam Pana Jezusa w postaci Ecce Homo poranionego bardzo, na Jego Głowie korona cierniowa głęboko wbijająca kolce w skroń. Ubrany był w płaszcz szkarłatny, rana Jego Serca Boskiego głęboko otwarta. […] Na obliczu Pana Jezusa malował się głęboki smutek. Pan Jezus dał odczuć mej duszy, jak bardzo boli Go obojętność dusz szczególnie Jemu poświęconych, tj. kapłanów i dusz zakonnych: Dziecko, Maria Małgorzata dała poznać światu Moje Serce, wy zaś kształtujcie dusze na modłę mojego Serca. Intronizacja to nie jest tylko formułka zewnętrzna, ale ona ma się odbyć w każdej duszy. W tej sprawie trzeba dużo cierpieć, trzeba całkowicie być ofiarą. Tak, będziecie wiele cierpieć dla Intronizacji.
Intronizacja według Rozalii ma być zatem dopełnieniem poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa i wynagradzania Mu za grzechy.
Intronizacja wyznacza początek konsekwentnej walki z grzechem przez nawracanie się i decyzję autentycznego życia chrześcijańskiego. Ma więc charakter drogi zmierzającej do jasno określonego celu. Jest nim ukierunkowanie całego życia na Boga, dawanie odpowiedzi na objawiającą się miłość Boga, której symbolem jest Najświętsze Serce Jezusa z równoczesnym uznaniem królowania Chrystusa w życiu pojedynczego człowieka i w życiu społeczeństwa. I tutaj wyjaśnia się związek Intronizacji Najświętszego Serca z ideą królowania Chrystusa.
U Rozalii trzeba zauważyć bardzo przejrzyste rozróżnienie między „Intronizacją Najświętszego Serca”, a „Intronizacją Chrystusa Króla”. Rozalia mówi przede wszystkim o Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa, wielokrotnie nawiązując oczywiście do królowania Chrystusa, ale w następującej kolejności: przez Intronizację Najświętszego Serca Pana Jezusa mamy dojść do pełnego uznania z wiarą Jezusa za Króla i Jego panowania.
Zwróćmy uwagę na przytoczone przez nią słowa podczas pełnej trwogi wizji zniszczenia świata na skutek grzechów. Było to w lipcu 1938.
Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował. Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek. Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi (83) i już nigdy nie powstaną. Zapamiętaj to sobie, dziecko moje, zginą i już nigdy nie powstaną!!!
W tej chwili przyszła mi myśl, pisze Rozalia, że Ojciec mój (spowiednik) wysłał list do Prymasa Polski, Jego Eminencji Ks. Kard. Hlonda, z prośbą o Intronizację w naszym Państwie, a o tym nikt przecież nie wie. Jakież było moje zdziwienie, gdy na moje myśli otrzymałam odpowiedź: Pamiętaj, dziecko – mówi ta postać – by sprawa tak bardzo ważna nie była przeoczona i nie poszła w zapomnienie. Niech Ojciec o tym pamięta, by nie było za późno. Intronizacja w Polsce musi być przeprowadzona.
Rozalia zdaje się świadoma, że w stwierdzeniu Intronizacja Chrystusa Króla, potraktowanym w oderwaniu od całości tajemnicy Chrystusa, kryje się pewna niekonsekwencja teologiczna. „Intronizacja Chrystusa Króla” dosłownie oznaczałaby, że Chrystusa, który w sposób oczywisty jest już Królem i został takim ogłoszony, ponownie ogłasza się Go królem. Już bowiem w Ewangelii św. Marka czytamy słowa Jezusa: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (Mk 1,15). Wraz z przyjściem Chrystusa na ziemię, przez Jego śmierć i zmartwychwstanie nastało królowanie Jezusa wśród nas. Wyraźnie podkreśla to liturgia uroczystości Chrystusa Króla i celebracja Misterium Paschalnego. Nam, ludziom grzesznym, jednak z trudem przychodzi uznać w konkretnym życiu to królowanie Chrystusa i przyjąć to królowanie, a zwłaszcza kształtowanie życia zgodnie z regułami i Prawem tego królowania.
Poza tym idea Intronizacji Chrystusa Króla nie pozwala na wyprowadzenie z niej całościowej wizji życia chrześcijańskiego, które koniecznie domaga się odniesienia chrześcijanina do Chrystusa nie tylko jako naszego Króla, ale także jako do Proroka, który przynosi Dobrą Nowinę o zbawieniu i głosi urzeczywistnienie się królowania Boga w tym świecie, oraz do Chrystusa jako Kapłana, który ofiarował się za nas w Wieczerniku i na Krzyżu, wyjednując nam zbawienie. Intronizacja Serca Jezusa unika tych trudności, gdyż ma nie tylko charakter bardziej osobowy i dynamiczny, ale odnosi się do całej tajemnicy Chrystusa. Jego Serce jest jej streszczeniem. W intronizacji Serca chodzi więc o poddanie całego życia chrześcijanina Chrystusowi widzianemu w pewnej całości, ze szczególnym uwzględnieniem tajemnicy Jego miłości zbawczej. Z Nowego Testamentu wynika jednoznacznie, że królowanie Chrystusa uznaje się przez wiarę, złączoną nierozdzielnie z nawróceniem, oraz przez życie miłością, która stanowi ośrodek rozwoju Królestwa Bożego w świecie. Przez Intronizację Najświętszego Serca Jezusa w świadomości wiernych ma dokonać się pełne uznanie królowania Chrystusa w świecie – taki jest sens przesłania Rozalii, i jako takie ma ono solidne podstawy biblijne.
Rozalia jest jednak świadoma, że takie dzieło Jak Intronizacja Najświętszego Serca Pana Jezusa wymaga rzetelnego przygotowania. Dlatego pisze
Podczas modlitwy czy też pracy Jezus poucza moją duszę najnędzniejszą, że aby dzieło Intronizacji było rychło przeprowadzone, potrzeba ofiary. Chwalebne Zmartwychwstanie Jezusa nastąpiło po strasznych cierpieniach, tak też i przyjście królestwa Chrystusa do Polski w pierwszym rzędzie, a potem do innych narodów, musi być okupione wyjątkowymi cierpieniami […] Ofiarujcie z Ojcem razem swoje cierpienia w celu Intronizacji. Im więcej będziecie zdeptani, wzgardzeni, poniżeni, tym prędzej nastąpi ta chwila – tak bardzo upragniona przez was Intronizacja! Każde dzieło Boże i każda sprawa muszą być okupione cierpieniem, a im więcej ma ona przysporzyć chwały Panu Bogu, na tym większe będzie napotykać trudności.
Akcentuje tutaj Rozalia głównie wymiar indywidualny Intronizacji, który został nakreślony w nauczaniu encyklik papieskich na temat Najświętszego Serca Jezusa, chociaż nie mówi się w nich wprost o idei Intronizacji. Jednakże jej treść jest w nich obecna. Przesłanie Rozalii w tym względzie jest tylko aktualizacją nauczania papieskiego, które było obecne w różnych publikacjachokresu międzywojennego w Polsce, kiedy Rozalia mieszkała już i pracowała w Krakowie. Pojawia się także w nauczaniu biskupów polskich z tamtego okresu w rozmaitych aktach oddania Najświętszemu Sercu, jak na przykład w słynnym akcie oddania dokonanym na Jasnej Górze 27 lipca 1920, w przeddzień Cudu nad Wisłą, oraz w roku następnym w Krakowie na Małym Rynku.
Kwestią najbardziej specyficzną w przesłaniu Rozalii na temat Intronizacji Najświętszego Serca jest rozwinięcie jej wymiaru społecznego – chodzi jej o oddanie całego narodu Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, które ma się dokonać z udziałem Episkopatu i Rządu oraz łączyć z porzuceniem grzechów i całkowitym zwrotem do Boga. Na ten temat znamienny jest tekst Rozalii:
Wielkie, ogromne są grzechy Narodu Polskiego. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten Naród za grzechy i zbrodnie, a przede wszystkim za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść.
Jest jednak ratunek dla Polski: jeżeli uzna mnie za Króla i Pana swego w całym tego słowa znaczeniu, tzn. musi przyjść w Polsce panowanie Chrystusa przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym Państwie z Rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, zupełnym zwrotem ku Mnie.
Rozalia dwukrotnie wypowiada się w ten sam sposób na ten temat (15 III 1939 i 4 IV 1939). Potwierdzeniem, że chodzi jej o Intronizację Najświętszego Serca, są słowa napisane do spowiednika ks. Dobrzyckiego w liście z 15 marca w formie prośby, by generał paulinów napisał list do kardynała Prymasa Hlonda w sprawie Intronizacji ku chwale i uwielbieniu Najświętszego Serca Pana Jezusa
Nacisk kładziony na wspólnotowy akt intronizacji, ma swoje uzasadnienie w tym, że wiara i życie chrześcijańskie mają istotny wymiar wspólnotowy. We wspólnotowym akcie intronizacji Najświętszego Serca chodzi więc przede wszystkim o kształtowanie w jego perspektywie życia wspólnotowego, społecznego i narodowego, czyli – mówiąc bardziej współczesnym językiem – „Cywilizacji Miłości”. Nie chodzi tutaj jednak wcale o jednorazowe rozwiązanie za pośrednictwem Intronizacji rozmaitych problemów społecznych, jak sądzi się niekiedy, ale o wyznaczenie ewangelicznej perspektywy dla podjęcia ich rozwiązywania i kształtowania życia społecznego w oparciu o prawo Boże. Nie można więc powierzchownie i niesłusznie uważać, że jest to kwestia czysto zewnętrzna czy też sprawa o charakterze nacjonalistycznym lub politycznym.
Z uwagi na to, że nam, jezuitom Prowincji Polski Południowej, ks. kard. Stanisław Dziwisz powierzył troskę o poprawny kult oraz interpretację pism Służebnicy Bożej Rozalii oraz opiekę nad Wspólnotami dla Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa, trzeba stwierdzić, że właśnie te wspólnoty najbardziej poprawnie stosują się do zaprezentowanej interpretacji przesłania Rozalii. Ich Animatorką jest p. Ewa Nosiadek. Wspólnoty działają w wielu diecezjach. Uczestniczą każdego 13 dnia miesiąca we Mszy św. w Bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie, kiedy to modlimy się o wyniesienie służebnicy Bożej do chwały ołtarzy.
Zdajemy sobie jednak sprawę, że istnieją w Polsce ruchy czy tendencje, które przypisują Rozalii autorstwoidei „Intronizacji Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata”, bądź wezwanie do ogłaszania Jezusa Chrystusa Królem Polski.
I tu trzeba jasno powiedzieć:
Służebnica Boża Rozalia nigdy nie mówiła o Intronizacji Chrystusa Króla lub o ogłaszaniu Chrystusa Królem Polski. Mówiąc o Intronizacji – podkreślamy to bardzo mocno – zawsze miała na uwadze przede wszystkim Intronizację Najświętszego Serca Pana Jezusa z jednoczesnym wezwaniem do uznania Chrystusa naszym Królem i Panem.
To uznanie ma się przejawiać w podporządkowaniu Jego Bożemu Prawu, Prawu Miłości, którego wyrazem jest przebite Najświętsze Serce Jezusa. Służebnica Boża Rozalia używając słowa Intronizacja ciągle podkreślała potrzebę kształtowania naszych serc na modłę Serca Jezusowego i była przede wszystkim Apostołką kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Warto sięgnąć do Pism Rozalii i samemu się przekonać o rozumieniu przez Rozalię dzieła Intronizacji. Pomocne w tym mogą być Wielkie wezwanie Serca Jezusowego do narodu polskiego, Wyznania z przeżyć wewnętrznych (Listy Rozalii do ostatniego spowiednika ks. Zygmunta Dobrzyckiego); pisma, na które składają się notatki osobiste Rozalii, listy do spowiednika o. Władysława Całki oraz odpowiedzi na pytania zadane jej przez ostatniego spowiednika ks. Dobrzyckiego.

Piotr Szubarczyk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 16 wrz 2015, 07:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Krzyż – symbol zwycięstwa

W swojej wędrówce po Ojczyźnie Rodzina Radia Maryja przybyła wczoraj do parafii katedralnej pw. Narodzenia NMP w Tarnowie. Mszy Świętej przewodniczył i homilię wygłosił ks. bp Andrzej Jeż – biskup tarnowski.

W homilii ks. bp Jeż przypomniał, że spotkanie Rodziny Radia Maryja odbywa się w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Zauważył, że od czasu śmierci Chrystusa na krzyżu stał się on symbolem miłości i poświęcenia. Krzyż umieszcza się na wieżach świątyń, w miejscach pracy, stawia przy drogach i wyszywa na szarfach oraz nosi na sercu. Krzyżami zasługi dekoruje się bohaterów narodowych.

– Chcemy unieść ten znak zbawienia ku górze, aby był dla nas kierunkowskazem, znakiem odniesienia. Chcemy go podnieść w naszym życiu, bowiem często jest powalony, podeptany, niszczony, wyśmiany, zdewastowany w człowieku, w krajobrazie, przedmiotach, ideologiach, ekonomii, w życiu społecznym – wyliczał kaznodzieja.

Jak mówił ks. bp Jeż, dla każdego chrześcijanina krzyż jest nade wszystko znakiem zbawienia, gestem błogosławieństwa.

– Patrząc na krzyż Chrystusa, adorując go i czyniąc go na swoim ciele, wzywamy imienia Trójcy Przenajświętszej. Chcemy rozpocząć z Bogiem dialog, wejść z Nim w kolejny etap naszego życia, rozpocząć nowy dzień, udać się w podróż, rozpocząć posiłek czy dobrze wykonać pracę, czy wyjść z trudnej sytuacji życiowej – mówił ordynariusz diecezji tarnowskiej, dodając, że żyjemy w kręgu krzyża, w przestrzeniach naznaczonych jego obecnością.

– Krzyż jest głęboko wpisany w naszą chrześcijańską tożsamość. Identyfikuje nas i pozwala rozpoznać – zaznaczył kaznodzieja.

Ksiądz biskup Jeż podkreślił, że nie jest łatwo przyjąć człowiekowi przesłanie krzyża. – Krzyż jest cały czas wypychany z przestrzeni społecznej – ubolewał, wskazując na konkretne przykłady usuwania krzyża z życia codziennego ludzi. Najgorsze jest jednak to – jak mówił kaznodzieja – że odrzucamy jego zbawczą siłę, jego zbawczą moc. Że usiłujemy wyrzucić Chrystusa poza nawias naszego życia.

– A w imię miłości Chrystusa ukrzyżowanego dokonują się wielkie dzieła w człowieku i w całym Kościele, ale wymaga to nieraz wielkiej ofiary – zaznaczył.

Tu biskup przywołał przykład męczennika z diecezji tarnowskiej – o. Zbigniewa Strzałkowskiego, franciszkanina zamordowanego za wiarę w dalekim Peru. Przypomniał, że niebawem – bo już 5 grudnia – odbędzie się jego beatyfikacja.

W połączeniu telefonicznym o dr Tadeusz Rydzyk przypomniał, że św. Jan Paweł II porównywał Radio Maryja do ewangelicznego siewcy.

– Diecezja tarnowska jest bardzo pobożna i jest tam na pewno wielu ewangelicznych siewców – mówił dyrektor Radia Maryja, wymieniając nazwy miejscowości, skąd przybyli przedstawiciele Rodziny Radia Maryja.

Ojciec dr Tadeusz Rydzyk, podkreślając, że Polska potrzebuje dobrych, katolickich mediów, prosił zebranych w świątyni, by mówili innym o toruńskich mediach. – Gdyby było więcej katolickich mediów, to ludzie by lepiej myśleli, nie byłoby takiego zamieszania. Wspierajcie te media – apelował założyciel Telewizji Trwam.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... estwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 03 paź 2015, 18:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/AMxGZQzYZ5o

Chrystus Król i Matka Boża - Królowa Polski - kasiążka Stanisława Krajskiego.
Quas Primas 26.6.2015 01:26

Obrazek

Od wielu lat w Polsce rzymscy katolicy zajmują swój umysł królowaniem Jezusa Chrystusa naszego Pana. Intronizacje Chrystusa Króla jakie dokonały się w parafiach i całych miejscowościach uważano za lokalny przejaw dewocji, która nie ma wpływu na ośrodki decyzyjne. Taki stan rzeczy odpowiadał większości elit w kraju i za granicą. Od czasu kiedy Polacy zapragnęli dokonać intronizacji Syna Bożego w całym Królestwie Jego Niepokalanej Matki coś zmieniło się w postrzeganiu przez elity tego szczerego pragnienia Polaków. Natychmiast przystąpiły do działania siły animujące media w naszej Ojczyźnie. Dyscyplinowanie duchownych i wiernych dążących do zrealizowania Intronizacji stały się normą. Po wielu latach bezskutecznego gaszenia entuzjazmu wobec panowania Jezusa Chrystusa, idea intronizacji stała się tematem nośnym, którego nie sposób pominąć.„Era świeckich w Kościele” mająca w sposób niezamierzony dokonać „westernizacji” (aggiornamento) obyczajów katolickich przyniosła odwrotny skutek.
Obraz „spustoszonej winnicy” pozwolił wiernym dostrzec, za łaską Bożą, „konia trojańskiego w Mieście Boga”. Przykładem reakcji wiernych wobec niszczenia obyczajów Ojców Naszych jest wykład Pana doktora Stanisława Krajskiego Chrystus Król i Matka Boża Królowa Polski. Autor starannie i praktycznie wprowadza czytelnika w pojęcie i rodzaje władzy w ujęciu tradycyjnym. Lektura wykładu sprawia, iż encyklika Piusa XI Quas primas jaśnieje nowym blaskiem nauczania Kościoła o królowaniu Chrystusa Pana. To skondensowane opracowanie wypełnia lukę wydawniczą – tak brakowało prac o królowaniu Najświętszej Maryi Panny i Jej Syna, Jezusa Chrystusa, w Polsce.

Ks. Leopold Powierża

Od Autora:

Każdy dobry i niezagubiony polski katolik chciałby, co wydaje się oczywiste, by Polska była prawdziwie Królestwem Jezusa Chrystusa.Nie wystarczy jednak tylko tego chcieć. Trzeba tu spełnić wiele warunków. Musimy w pierwszym rzędzie wiedzieć – co to znaczy, że Chrystus jest Królem i na czym polega Jego królowanie oraz na czym, dokładnie,
polegałoby Jego królowanie w Polsce. Jeśli chcemy królowania Chrystusa w Polsce musimy również rozwiązać
pewien problem.Polska jest Królestwem Matki Bożej. Ślubowali to ci, którzy reprezentowali Państwo Polskie, ślubował to
polski Kościół i polski naród. Te wszystkie ślubowania, jak wiemy, nie zostały do końca zrealizowane, a dziś się im w sposób wyraźny sprzeniewierzamy.Jak je wypełnić? Jak pogodzić ten fakt, że Polska jest Królestwem Matki Bożej z dążeniem do tego, by Chrystus Król został ogłoszony Królem Polski? Niniejsza praca dotyczy tych wszystkich problemów i stara się odpowiedzieć na te pytania. Niczego tu jednak oczywiście ostatecznie nie rozstrzygamy. Kreślimy
obraz problemów w oparciu o naukę wielkiego Doktora Kościoła – św. Tomasza z Akwinu i w oparciu o nasz sensus catholicus. Jest to materiał do dyskusji.Taką dyskusje jako polscy katolicy powinniśmy prowadzić tak długo, aż usuniemy wszystkie wątpliwości.Wtedy będziemy mogli formować polski front katolicki i zmierzać do zwycięstwa, zwycięstwa, które nie będzie naszym zwycięstwem, ale zwycięstwem Matki Bożej i Jej Syna.

Stanisław Krajski.

A oto jej Spis treści

Wstęp ks. Jacka Bałemby SDB
Wstęp ks. Leopolda Powierży CSMA

Cześć I – Zrozumieć królewskość Chrystusa

1. Królewskość Chrystusa w świetle encykliki „Quas primas”
2. Zakres władzy królewskiej Chrystusa w świetle encykliki „Quas primas”
3. Dwa aspekty królewskości Chrystusa w świetle encykliki „Quas primas” – skutki uznania tej królewskości przez ludzi
4. Co to jest władza?
5. Zła władza –władza tyrańska
6. Podział władzy dobrej
7. Istota władzy despotycznej – władza wobec „niewolników”
8. Władza despotyczna rodziców wobec dzieci
9. Zastosowanie w rodzinie władzy porozumienia
10. Co to jest władza królewska?
11. Zastosowanie władzy królewskiej w rodzinie
12. Zakres swobody w rodzinie
13. Rodzice są zastępcami Chrystusa w rodzinie
14. Chrystus moim Królem
15. Władza królewska jako element władzy państwowej
16. Zakres swobody w państwie
17. Królestwo Chrystusa na ziemi
18. Państwo, w którym Chrystus jest faktycznie Królem

Część II – Kto powinien w Polsce Królować – Matka Boża czy Chrystus?

1. Ustanowienie Matki Bożej Królową Polski
2. Co to znaczy, że Maryja jest Królową Polski?
3. Zakres i charakter władzy Królowej Polski
4. Cel, do którego kieruje nas Królowa– budowanie Królestwa Chrystusowego w Polsce
5. Sposób realizacji w Polsce Królestwa Chrystusowego
6. Polacy jako Rycerze Maryi
7. Etos polskiej kobiety
8. Rządzący Polską jako pełnomocnicy Maryi
9. Czy sprzeniewierzyliśmy się naszej Królowej?
10. Śluby Jasnogórskie Jana Kazimierza
11. Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego
12. Ku Intronizacji Chrystusa Króla w Polsce
13. Tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego – tekst, który powinien być przedmiotem częstej polskiej medytacji
14. Tekst Milenijnego Aktu oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi, Matki Kościoła, za wolność Kościoła Chrystusowego – tekst, który powinien być przedmiotem naszej częstej medytacji

http://sanctus.com.pl/szczegoly/7910/ch ... owa_polski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 29 sty 2016, 08:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Intronizacja – tylko jaka?

Obrazek
Fot. André Loja / freeimages.com


Odżywają nadzieje na to, że w roku jubileuszu 1050-lecia Chrztu Intronizacja Chrystusa na Króla Polski stanie się faktem. Przygotowana trwają, ale ich dotychczasowe owoce pozostawiają wątpliwość, czy ów akt będzie takim, jakiego oczekuje nasz Zbawiciel. Czy władze państwowe i kościelne wspólnie poddadzą się Jego władzy i uznają, że Chrystus jest Królem Polski?

O intronizacji zrobiło się głośno po tym jak dr Artur Górski, poseł PiS i inicjator niedoszłej do skutku odpowiedniej uchwały sejmowej sprzed dekady poinformował, że idea Intronizacji w Polsce Jezusa Chrystusa odżywa. Parlamentarzysta ocenił, iż nastawienie Episkopatu Polski do tej sprawy uległo zmianie, czego dowodem są prowadzone przez Zespół do spraw Ruchów Intronizacyjnych przy Komisji Episkopatu Polski prace nad treścią stosownego aktu. - Zaproponowałem nieśmiało dwie małe poprawki w tekście do rozważenia. Idea Intronizacji w Polsce Jezusa Chrystusa odżywa! Króluj nam Chryste! - napisał parlamentarzysta.

Poseł Górski nie spodziewał się, że jego wpis doprowadzi do wznowienia dyskusji na ten temat. Także strona kościelna nie była na to przygotowana. Parlamentarzysta poproszony przez PCh24.pl o wypowiedź poinformował nas jedynie, iż został poproszony przez Zespół o nieudzielanie komentarzy na temat projektu. Z kolei biuro prasowe KEP przekazało nam jedynie lakoniczny komunikat z odesłaniem do listu pasterskiego Episkopatu, poświęconego Intronizacji Chrystusa na Króla Polski z 2012 roku.

„Przede wszystkim Królestwo Jezusa już się realizuje. Chrystus Król każdemu oferuje możliwość udziału w nim. Natomiast od nas zależy, na ile z łaski Królestwa Bożego korzystamy i w jakim zakresie rozwijamy je w sobie i pośród nas, czyli na ile postępujemy jak Jezus, służąc Bogu i ludziom. Nie trzeba więc Chrystusa ogłaszać Królem, wprowadzać Go na tron. Bóg Ojciec wywyższył Go ponad wszystko. Trzeba natomiast uznać i przyjąć Jego królowanie, poddać się Jego władzy, która oznacza moc obdarowywania nowym życiem, z perspektywą życia na wieki” – wyjaśniali w komunikacie biskupi.

Warto tu przypomnieć, że biskupi o akcie intronizacyjnym informowali w listopadzie ub. roku w liście pasterskim Episkopatu Polski na jubileusz 1050-lecia chrztu Polski. Wskazano w nim, że akt przyjęcia królowania Chrystusa i poddania się Jego boskiej władzy zostanie dokonany w Krakowie Łagiewnikach, w przeddzień uroczystości Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata (19 listopada 2016).

Biuro w kwestiach szczegółowych dotyczących aktu intronizacji odesłało nas do bp. Andrzeja Czai, przewodniczącego Komisji Nauki Wiary oraz Zespołu ds. Ruchów Intronizacyjnych. W odpowiedzi ks. Joachim Kobienia, sekretarz biskupa poinformował nas, że temat intronizacji bp Czaja wyjaśni w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej. Ks. Kobienia dodał też, że jeśli chodzi o samą formę i treść aktu, to “są one dopiero w trakcie przygotowywania i jest jeszcze zbyt wcześnie by o nich mówić.” Takie stanowisko potwierdził bp Czaja w rozmowie z KAI, podkreślając, że ostateczną treść dokumentu dopiero potwierdzi KEP. Wskazał też, że akt intronizacyjny „nie będzie zwieńczeniem, lecz początkiem dzieła intronizacji Jezusa Chrystusa w Polsce i w narodzie polskim".

Biskup zauważył również, że różne środowiska stawiają odmienne oczekiwania co do samego aktu intronizacji.
- Jedni budują swoje oczekiwania bardziej na nauczaniu Magisterium Kościoła, ze szczególnym uwzględnieniem encykliki „Quas primas”, inni odnoszą się przede wszystkim do objawień prywatnych Rozalii Celakówny. Trzeba zaznaczyć, że są dwie odmienne interpretacje treści tych objawień i w związku z tym jedni dążą do intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa, a drudzy do intronizacji Osoby Jezusa Chrystusa. Stwierdzono jednak, że zjawisko ruchów intronizacyjnych w Polsce niesie za sobą wiele dobrego zaangażowania wiernych, którzy chcą duchowego zdrowia narodu i dlatego potrzeba ich objąć duszpasterską troską – powiedział bp Czaja.

Jak dodał, w projekcie jest „mowa o uznaniu panowania Jezusa Chrystusa, poddaniu się Jego prawu, zawierzeniu Chrystusowi Królowi oraz poświęceniu Mu Ojczyzny i całego narodu.” Biskup potwierdził, że sprawa wspólnego wystąpienia władz państwowych i kościelnych, pozostaje sprawą otwartą.

- Udział władz państwowych w ogólnonarodowym akcie intronizacyjnym jest sprawą otwartą. Włączenie się w akt jest możliwe, ale o tym mogą zdecydować wyłącznie określone podmioty władzy. Obowiązuje nas uszanowanie autonomii świeckich struktur – zaznaczył.

Bp Czaja zapytany wprost o nadanie Chrystusowi tytułu Króla Polski odwołał się do objawień Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny i choć przyznał, że mowa w nich, że „Polska musi w sposób uroczysty ogłosić Pana Jezusa swym Królem przez intronizację”, to jednak nie ma tam „wprost określenia, czy nazwania Chrystusa Królem Polski i już z tej racji niezrozumiałe jest postulowanie tego typu intronizacji”.

- Ponadto, trzeba pamiętać, że zbawczą wartość ma wyznawanie Jezusa Panem. Gdy wyznajemy, że Jezus jest Bogiem dostępujemy zbawienia. Natomiast, gdy ogłosimy, że Jezus jest Królem Polski, to będzie to akt polityczny, bez zbawczego sensu. Uznanie Jezusa moim Królem zmienia moje życie i ma wpływ na życie innych. Uznanie Jezusa Królem Polski oznacza pomniejszenie Jego roli i znaczenia – dodał bp Czaja.

Jak dalej zaznaczył, Jezus po cudzie rozmnożenia chleba odrzucił władzę królewską na tym świecie, ale wyznał ją przed Piłatem. - Z tego można odczytać następującą wskazówkę: nie trzeba intronizować Jezusa jako Króla Polski czy jakiegokolwiek innego kraju, ale trzeba wyznawać Jego królewską godność przed współczesnymi Piłatami, zachowując w życiu prawo Jego królestwa - podkreślił.

W wywiadzie udzielonym przez biskupa Czaję pada odpowiedź na jeszcze jedno ważne pytanie - o wnioski z lektury protestów wiernych dostarczanych do KEP po ostatnim liście na temat intronizacji. - Trzeba było przyznać rację oponentom, że we wnioskach duszpasterskich listu pasterskiego „O królowaniu Jezusa Chrystusa” zabrakło wyraźnego odniesienia do aspektu społecznego. Postanowiliśmy, że należy temu zagadnieniu poświęcić osobny list, który ma powstać w tym roku - powiedział biskup. - Stwierdziliśmy też, że uznanie przez wspólnotę ojczystą panowania Jezusa Chrystusa nad nią jest teologicznie dopuszczalne. W sytuacji detronizacji Jezusa w społeczeństwie chrześcijańskim, na wielu poziomach życia, bardzo potrzeba dziś Jego intronizacji. Trzeba jednak właściwej wykładni takiego aktu i zadbania o to, aby tego typu różne zewnętrzne akty intronizacyjne stanowiły wyraz wewnętrznego przekonania i oddania się Chrystusowi. Temu wszystkiemu powinna zaś towarzyszyć szczególna modlitwa, wołanie do Pana o nadzwyczajną Jego pomoc, jak to bywało wcześniej w trudnych chwilach naszego życia i dziejów narodu. Takie chwile są dziś także i naszym udziałem, a czymś naturalnym i bardzo pożądanym jest uciekanie się wierzących do Pana wieków. Trudno też wykluczyć jakiś szczególny akt zawierzenia narodu Chrystusowi Królowi. Ważne, by dokonać tego z wiarą, mądrze i w duchu jedności.

Król Polski czy „w Polsce”?

Jak przyznał w rozmowie z PCh24.pl ks. Stanisław Małkowski, orędownik intronizacji Chrystusa na Króla Polski, pojawiła się idea Intronizacji w Polsce przez władze kościelne, w powiązaniu z uroczystością Chrystusa Króla Wszechświata. To nie jest jednak forma, jakiej oczekuje Chrystus – ocenia duchowny. - To władze państwowe i kościelne mają wspólnie dokonać aktu Intronizacji. Ponieważ biskupi dotychczas raczej poprzestają na stronie kościelnej tego aktu, a przy tym - jak dotąd - unikają sformułowania ‘Jezus Chrystus Król Polski’, stąd też podjęta inicjatywa wciąż nie jest zgodna z oczekiwaniem Pana Jezusa. Wypełnienie tego życzenia będzie ratunkiem dla państw i narodów, które zechcą się poddać Jego władzy – dodał kapłan.

Zdaniem ks. Małkowskiego, z pewnością rok jubileuszowy i nawiązanie do Chrztu Polski jest ważne, bo wydarzenie sprzed 1050 lat można uznać za pierwszą intronizację Chrystusa. Nie jest jednak trafne powiązanie aktu Intronizacji z uroczystością Chrystusa Króla Wszechświata. - Chrystus Król Polski chce królować w wymiarze miłosierdzia nad tymi, którzy poddadzą się Jego władzy królewskiej. Chrystus Król Wszechświata króluje nad wszystkimi – zauważył.

Zdaniem ks. Małkowskiego, akt intronizacyjny mógłby dokonać się w święto Chrystusa Króla, ale to ustanowione przez Piusa XI - czyli w ostatnią niedzielę października. Święto to zostało jednak zniesione i przeniesione na ostatnią niedzielę roku liturgicznego wraz ze zmianą jego sensu. Korzystnym terminem byłby też 3 maja czy 14 kwietnia - kalendarzowa rocznica Chrztu Polski. W ocenie kapłana, dobrze zatem stałoby się, gdyby władze państwowe, zwracając się do biskupów, zechciały dokonać aktu Intronizacji nie czekając na ostatnią niedzielę roku liturgicznego. - Intronizacja ma pełny sens wówczas, gdy obie władze dokonują tego aktu. Taki akt ma ograniczony wymiar, gdy dokonuje go region, diecezja, parafia, gmina, mała wspólnota. Jeśli wspólnota państwowa zechce takiej intronizacji dokonać, to nie oglądając się na szyderstwa niektórych środowisk, należy to uczynić – dodał ks. Małkowski.

Z pewnością sposób inauguracji roku jubileuszowego daje nadzieję, że sprawy pójdą w dobrym kierunku. Jak dodał nasz rozmówca, obecna władza musi też pamiętać, że wygrane wybory parlamentarne dokonały się właśnie w ostatnią niedzielę października, co jest znakiem i wezwaniem do tego, by podjąć dzieło uznania i przyjęcia Jezusa Chrystusa królem Polski.

„Uznajemy Twe królewskie panowanie…”

Dotychczasowe doświadczenia oraz powiązanie aktu z uroczystością Chrystusa Króla Wszechświata budzą obawy, że planowana uroczystość będzie miała charakter zawierzenia, potwierdzenia królowania Chrystusa nad światem, w tym także i nad Polską, ale zabraknie uznania wprost Chrystusa Królem Polski. Czy tak się stanie? Dotąd pojawiały się pomysły, by np. Chrystusa ogłosić Królem w Polsce, ale nie Polski. Dalej szła tu inicjatywa posła Artura Górskiego z 2006 roku. Autor proponował, by w uchwale przyjąć, iż „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, dziękując Bogu za odzyskaną przez naród wolność, idąc za głosem dwóch znakomitych mężów stanu i kapłanów: Jana Pawła II oraz Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego, całkowicie oddanych Jasnogórskiej Pani, Królowej Polski, pragnie dać świadectwo wiary i nadziei na Bożą opiekę nad naszą Ojczyzną, nadając Królowi królów i Panu panujących tytuł: Jezus Król Polski”. Wtedy jednak strona kościelna tematu ochoczo nie podjęła, a inicjatywę ucięły przyspieszone wybory parlamentarne.

Obecnie zespół ks. biskupa Czai ma pracować na treścią aktu. Prawdopodobnie – projekt dokumentu nie jest oficjalnie dostępny ani komentowany – ma on zaczynać się od słów: „Nieśmiertelny Królu Wieków, Panie Jezu Chryste, nasz Stwórco i Zbawicielu, gdy Kościół święty kończy Jubileuszowy Rok Miłosierdzia, oto my, Polacy stajemy przed Tobą wraz ze swymi władzami duchowymi i świeckimi, by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały naród. Wyznajemy bowiem wobec nieba i ziemi, że Twego panowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego w 1050. rocznicę Chrztu Polski, z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe królewskie panowanie nad Polską i całym naszym narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie”.

Akt wieńczyć ma stwierdzenie, iż „oto Polska w 1050. rocznicę swego chrztu uznała królowanie Jezusa Chrystusa”.

Marcin Austyn

http://www.pch24.pl/intronizacja---tylk ... 865,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 29 sty 2016, 11:49 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
W powojennych,polskich domach ,gościło piękne zdanie,"Króluj nam Chryste "
Tak się mówiło w naszym Domu i Domu Przyjaciół Rodziny :)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 01 lut 2016, 11:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2016/01/31/ ... la-polski/

Intronizacja Jezusa Króla Polski
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-01-31

Obrazek

Kochani! Muszę to napisać, bo pojawiają się komentarze, że przygotowywany narodowy Akt Intronizacji Jezusa Króla w Polsce nie będzie właściwym aktem… Otóż informuję tych, którzy wypisują te rzeczy, a nie wiedzą nic na ten temat, bo nie uczestniczą w intensywnych pracach nad Ogólnopolską Intronizacją – że przygotowywany na 19 listopada Akt dokładnie wypełnia żądanie Jezusa skierowanego do Rozalii Celakówny. W akcie mają wziąć udział najwyższe władze świeckie Państwa Polskiego – usilnie nad tym pracujemy – akt ma być Uznaniem Jezusa Królem nad Polską i Narodem Polskim; ma być poddaniem się pod Prawo Boże. I w końcu ma być zawierzeniem Jezusowi Królowi całej naszej teraźniejszości i przyszłości. Będzie tam jeszcze wiele innych przepięknych treści, ale o tym niebawem…
Ciekawe, że ostatnio namnożyło się wielu „SPECJALISTÓW” od intronizacji… i każdy chce ją zrobić po swojemu. Prosimy o trochę cierpliwości i zaufania. W końcu walczymy o tę sprawę już od 20 lat i wiemy, czym jest Intronizacja i na czym ma polegać. Zapewniam, że pracę idą w dobrą stronę – prosimy o wzmożoną modlitwę, bo diabeł wprowadza zamęt.

Intronizacja Jezusa Króla Polski
https://www.facebook.com/permalink.php? ... 85&fref=nf


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 06 mar 2016, 13:14 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
KRZYŻ - symbol naszej wiary - atakują nie tylko protestanci czy racjonaliści, ale również moderniści !!!
To dowód na to, że moderniści są takimi samymi wrogami Kościoła i Krzyża, jak protestanci i inni wrogowie Chrystusa.
I nie ma co udawać, że tak nie jest ... Modernizm to zło, które należy zwalczać !



Z relikwii św. Krzyża można zbudować statek? To antykatolicki mit!

Obrazek

„Protestanci, racjonaliści, moderniści i inni wrogowie Chrystusa i Jego Kościoła atakują kult Krzyża (praktykę tak starożytną, jak samo chrześcijaństwo) kpiną: Gdyby zebrać wszystkie domniemane fragmenty Krzyża, drewna wystarczyłoby do budowy łodzi!”. Ci, którzy nie są tak nadęci dodają „lub przynajmniej trzech krzyży” – pisze ks. Ryan Erlenbush. Jest to o tyle popularny, co i fałszywy antykatolicki mit.

Opinię, według której z relikwii Krzyża można by było zbudować statek, odnajdujemy w „Traktacie o relikwiach” Jana Kalwina z 1543 roku. Ojciec jednej z najważniejszych herezji epoki starał się wykazać, że kult relikwii jest „bałwochwalstwem”, a na dodatek jest przeciwny rozumowi. Praca stała się niezwykle popularna i szybko została przetłumaczona na łacinę, angielski, flamandzki, francuski i niemiecki, przynosząc popularność jej autorowi.

Charles Rohault de Fleury, francuski architekt żyjący w XIX wieku, postanowił zweryfikować twierdzenia Kalwina dotyczące relikwii Krzyża. Rozpoczął prace związane z katalogowaniem relikwii czczonych w katolickich świątyniach, efekty dociekań przedstawił w roku 1870 w pracy „Les instruments de la Passion”. Jak się okazało, gdyby zebrać wszystkie te relikwie, drewna nie wystarczyłoby nawet na odtworzenie jednej trzeciej krzyża. Przedstawione przez niego wnioski nie zostały nigdy obalone, ta praca, jak i inne z zakresu archeologii religijnej autorstwa de Fleury'ego, po dziś dzień cieszą się uznaniem – podkreśla ks. Ryan Erlenbush.

Zasadniczą podstawą antykatolickiego mitu sięgającego Kalwina jest przekonanie, według którego katolicy w ogóle nie powinni czcić relikwii. „Ale gdy oddajemy cześć i sprawujemy kult Krzyża, nie czcimy tylko kawałka drewna. Nie, czcimy naszego Zbawiciela poprzez szacunek oddawany Krzyżowi. (…) Ponadto czcimy Krzyż ponieważ jest tak ściśle związany z Jego świętym człowieczeństwem, ponieważ został on przesiąknięty Jego Najdroższą Krwią, nosił jego Najświętsze Ciało. Tak więc, jak czcimy człowieczeństwo Jezusa ze względu na jego zjednoczenie z boskością, tak też czcimy krzyż ze względu na związek z Jego człowieczeństwem” – tłumaczy duchowny.

„Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata” – podkreśla wielkopiątkowa liturgia Kościoła.

Źródło: newtheologicalmovement.blogspot.com

mat

http://www.pch24.pl/z-relikwii-sw--krzy ... 551,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 16 kwi 2016, 07:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Z Bogiem mimo wszystko

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Obrazek

W roku 966 Mieszko I przyjął chrzest. Mimo że dynastia Piastów miała swój początek wcześniej, dlaczego dopiero to wydarzenie uznaje się za początek naszej państwowości?
– Chrzest Mieszka był świadomym i wolnym aktem religijnym i politycznym. Okres przed Mieszkiem I to dzieje bliżej nieznane – w tym znaczeniu, że wiadomo nam ogólnie o istnieniu pogańskich centrów kultu, o organizacji plemion, prawdopodobnie w obliczu klęski Słowian połabskich w roku 940 (wtedy pobudowano kilka grodów obronnych), ale trudno mówić tutaj o jakimś stanie instytucji państwowej, o czynniku tworzącym tożsamość. Nawet słowo „dynastia” uważam za zbyt mocno sugerujące instytucjonalność. A tej nie było. Inaczej mówiąc, nie ma Polski przedchrześcijańskiej. Są plemiona, są grody, ale to za mało, by zbudować zalążek narodu i państwa. Potrzebne są wartości, a nade wszystko wiara, która pozwala przełamać fatum dziejowe i myśleć z nadzieją o przyszłości.

Chrzest Mieszka wykracza poza wydarzenie historyczne? Przyjęcie chrześcijaństwa przez pierwszego władcę Polski nakłada na nas obowiązki w naszym współczesnym życiu państwowym?
– Chrzest określił etos polskiego Narodu i państwa. Tak jak podkreślił to pan prezydent Andrzej Duda w swoim przemówieniu przed Zgromadzeniem Narodowym, kiedy mówimy „chrzest”, odwołujemy się do m.in. Pawła Włodkowica i tradycji związanej z jego ideą praw do samostanowienia i do tolerancji, kiedy mówimy „chrzest”, odwołujemy się do godności kobiety najpełniej wyrażonej w kulcie Matki Boga, kiedy myślimy o „chrzcie”, odwołujemy się do tradycji jagiellońskiej, która była zwieńczeniem chrztu Polski (wtedy Polska, obdarowana w X w. chrztem, zaniosła go innym narodom). Od początku chrzest był traktowany jako dar i zadanie. Wyznaczał etos życia rodzinnego, społecznego i państwowego.

Łaska Boga i Jego przymierze są nieodwracalne. A my, jako Naród i kraj, jesteśmy wierni przyrzeczeniom chrzcielnym i ślubom kazimierzowskim?
– To pytanie nie znajdzie jednoznacznej odpowiedzi. Chrzest wpisał naszą historię w dzieje zbawienia, a to są dzieje misterium zbawienia i misterium nieprawości. Mamy w naszych dziejach dzieje świętości radykalnej w postaci męczeństwa – jak znowu wspomniane to było na posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego – od św. Wojciecha po bł. ks. Jerzego Popiełuszkę. Mamy postacie, które na trwale daliśmy światu, jak św. Jan Paweł II czy św. s. Faustyna. Ale dzieje Polski to także dzieje uległości grzechowi. Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Wierzę, że przeważa dobro i świętość, ale mam na uwadze wołanie Jana Pawła II – apel o ludzi sumienia (czujnego wobec zagrożeń zła).

Przez wieki powtarzane są zdania: „Polska wierna Bogu”, „Polska Chrystusem narodów”, i utrwalono dewizę „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Zdania te znajdują potwierdzenie? Istnieje coś takiego jak szczególne wybranie kraju bądź narodu przez Boga?
– Te zdania w ostatnich latach traktowano jako błędne stereotypy, utrwalające naszą zaściankowość i nasz nacjonalizm. Tak czyniło to wiele środowisk medialnych i politycznych. Tymczasem jest w tych zdaniach, po pierwsze, poszukiwanie głębokiej tożsamości narodowej. Po drugie, jest w nich próba zrozumienia i znalezienia nadziei w trudnych okresach naszej historii. Tak traktuję ów „mesjanizm”, który był zawsze raczej potrzebą znalezienia sensu cierpienia narodowego i unicestwienia, niż wzbudzania nacjonalizmu.

Bóg oczywiście wybiera i powołuje każdego człowieka i każdy naród. Ale to wołanie Boga musi spotkać się z odpowiedzią człowieka czy narodu. To w miarę intensywności tej odpowiedzi może rodzić się szczególna relacja narodu i Boga.

Są pytania, od których nie ma ucieczki. Zawsze, gdy porusza się wątek bliskości człowieka z Bogiem, pojawia się kwestia cierpienia. Dlaczego maryjną i wierną Bogu Polskę spotkały rozbiory i dwie okupacje – sowiecka i niemiecka, ze wszystkimi bolesnymi konsekwencjami? Ten wątek historii ma sens z punktu widzenia religijnego?
– Zachęcałbym w tym momencie do lektury Jana Pawła II, zwłaszcza jego dwóch książek „Przekroczyć próg nadziei” i „Pamięć i tożsamość”. Pierwsza z nich pokazuje, że dramat cierpienia w świecie to w pewnym sensie napięcie między wizją świata, w którym Bóg jest Bogiem pozaświatowym, a wizją taką, o której mówi Chrystus, przekonując, że Bóg tak umiłował świat, ze Syna swego Jednorodzonego dał. Co to znaczy? To znaczy, że każde cierpienie, które jest nieuchronne, możemy przeżywać jako bezsens i tragedię, i ma to miejsce wtedy, gdy Bóg jest Bogiem pozaświatowym. Spojrzenie w tych samych kontekstach dramatycznej historii z uwzględnieniem obecności Boga sprawia, że ten dramat staje się podstawą nadziei, tak jak krzyż jest bramą do zmartwychwstania. Nadmienię, że w książce „Pamięć i tożsamość” Papież, pisząc o złu, niemal absolutnym, dwóch totalitaryzmów XX w., wyznaje – „jest miara wyznaczona złu”. Tą miarą jest miłosierdzie. Może właśnie w Bożej pedagogii tak było, że z Polski, która doświadczyła takiego ogromu zła, mogło wyjść orędzie miłosierdzia, które jest wielką nadzieją dla całego świata.

Rok 2016 może być szczególny, bo możemy stać się krajem, który będzie chronił życie od poczęcia do naturalnej śmierci. To spotka się z pewnością z brutalnym atakiem tzw. cywilizowanego świata, może i sankcjami za „łamanie praw człowieka”. To cena, którą warto zapłacić?
– Życie ludzkie jest wartością nieprzeliczalną. Jego obrona domaga się bezwarunkowego zaangażowania. To kwestia rozumu, myślenia par excellence politycznego. I to wreszcie kwestia wiary. Tak zwany cywilizowany świat ukazuje swe haniebne oblicze barbarzyńcy, który myli prawa człowieka z roszczeniami silnych wobec najsłabszych. Przynależność do takiego świata to wstyd.

Bóg nie zostawi nas samych w tej walce o Ewangelię?
– Odpowiem krótko słowami „Pieśni Konfederatów Barskich”: „Bóg naszych ojców i dziś jest nad nami!/Więc nie dopuści upaść żadnej klęsce;/Wszak póki On był z naszymi ojcami,/Byli zwycięzce!”.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ystko.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 30 maja 2016, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Batalia o krzyże w brazylijskich sądach

Obrazek

W 2012 r. Wyższa Rada Sądownicza brazylijskiego stanu Rio Grande do Sul poleciła usunięcie krzyży z wszystkich pomieszczeń sądowych tego stanu. Decyzję podjęto na wniosek różnych grup społecznych, takich jak: „Sieć Zdrowia Kobiecego”, „Komunikacja, Zdrowie i Seksualność”, „Światowy Ruch Kobiet”, „Grupy na Rzecz Wolnej Orientacji Seksualnej” oraz „Brazylijskiej Ligi Lesbijek”.

Wobec takiej decyzji katolicy nie pozostali bierni. Archidiecezja Passo Fundo wniosła do trybunału odwołanie, dzięki któremu Krajowa Rada Sprawiedliwości (CNJ) anulowała poprzedni akt administracyjny.

Ta jednostronna decyzja o usunięciu krzyży została zdecydowanie zakwestionowana przez Emmanoela Campelo, członka CNJ.

W swoim orzeczeniu wspomniany prawnik powoływał się na dokument Paulo Brossara, byłego członka Najwyższym Trybunału Federalnego. „Krzyże obecne w salach sądowych nie znajdują się tam, aby wyrażać tylko cześć wobec jednej z Osób Trójcy Świętej, według teologii chrześcijańskiej, lecz kogoś, kto został oskarżony, osądzony, skazany i stracony. W końcu oznacza Jego ukrzyżowanie jako obrazę historycznych zasad prawnych oraz jako ofiarę tchórzostwa Piłata, który mając świadomość niewinności prześladowanego, wolał umyć ręce, którym to czynem przeszedł do historii. We wszystkich salach, gdzie znajduje się figura Chrystusa, zawsze ukazany jest On jako niesprawiedliwie osądzony, nigdy w innej postawie, czy to na godach w Kanie, wśród kapłanów w świątyni, czy wraz z uczniami podczas uczty, którą uwiecznił Leonardo da Vinci” – czytamy w dokumencie Paulo Brossara. „Symbole religijne są także znakami kultury, utożsamiającymi równocześnie tradycje i wartości konkretnej kultury czy cywilizacji. W tym znaczeniu krzyż staje się równocześnie symbolem religijnym i kulturowym, będącym jednym z najważniejszych filarów naszej cywilizacji” – uzsadniał Emmanoel Campelo z Krajowej Rady Sprawiedliwości.

„Staje się oczywiste, że aby sprostać żądaniu usunięcia symboli religijnych, argumentując, że państwo jest laickie, byłoby konieczne usunięcie również wszystkich świąt religijnych z kalendarza, symboli narodowych, dokonać zmiany nazw miast, a także zmodyfikować preambułę konstytucji federalnej” – argumentował przedstawiciel Krajowej Rady Sprawiedliwości.

„Domaganie się, ze strony mniejszości wyznającej inne przekonania, usunięcia krzyża z przestrzeni publicznej, który tradycyjnie i historycznie jest w niej obecny, staje się czynem o wysokim stopniu agresywności oraz przejawem nietolerancji religijnej i dyskryminacji, ignorując w ten sposób charakter historyczny tego znaku w brazylijskim sądownictwie” – podkreśla z przekonaniem Emmanoel Campelo.

Według orzeczenia przedstawiciela CNJ, za każdym razem, kiedy sędzia spogląda na krzyż, zawsze winien mieć świadomość niebezpieczeństwa popełnienia niesprawiedliwości. Bóg wcielony stał się właśnie ofiarą niesprawiedliwości popełnionej w procesie sądowym i o tym przypomina nam krzyż powieszony na ścianie.

Należy się spodziewać, że w najbliższym czasie krzyże wrócą na swoje miejsca w salach sądowych w brazylijskim stanie Rio Grand do Sul.

RS, Radio Watykańskie

http://www.naszdziennik.pl/wiara-przesl ... adach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 25 sty 2017, 18:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/znak-krzyza---bron- ... 942,i.html

Znak krzyża – broń, z której zbyt rzadko korzystasz
Data publikacji: 2016-03-16 10:00
Data aktualizacji: 2016-03-16 10:18:00

Obrazek

W Wielkim Poście częściej niż zwykle myślimy o krzyżu. Śpiewamy pieśni z nim związane, kroczymy za nim w nabożeństwach drogi krzyżowej, zasłaniamy go tydzień przed niedzielą palmową, wreszcie adorujemy go w Wielki Piątek. Ale krzyż towarzyszy nam zawsze, nie tylko w tym okresie – a znak krzyża jest potężną duchową bronią. Czy o tym pamiętasz?

Wydaje się, że nie ma nic bardziej naturalnego dla katolika, niż uczynienie znaku krzyża. Żegnamy się wszak przed i po modlitwie, w czasie Mszy Świętej, niektórzy z nas także przed posiłkiem. Signum crucis – znak krzyża – jest wyjątkowo potężny, stanowi znak przynależności do grona dzieci Bożych, którzy odrzucili niewolę Szatana i obrali sobie krzyż jako drogę do zbawienia. To krzyż zniweczył śmierć i wstrząsnął piekłem, przez co Chrystus odkupił świat. Czyniąc znak krzyża wyznajemy jednocześnie, że to On nas odkupił i że chcemy pozostawać dziećmi Bożymi.

Skoro znak krzyża symbolizuje nasze odkupienie, nie może nas dziwić, że panicznie boi się go szatan. Zły nienawidzi krzyża. Jeśli tylko wykonujemy ten znak w sposób pobożny, demony uciekają w popłochu. Nic więc dziwnego, że święty Cyryl Jerozolimski wzywał:

Ufnie uczyńmy znak krzyża palcami na czole i na wszystkim chlebie, który spożywamy, na kielichu, który pijemy, przy wejściu i wyjściu, przed snem, kładąc się na spoczynek, przy wstawaniu, chodzeniu i spoczynku! Jest on wielką obroną. Nie muszą za niego płacić ubodzy, trudzić się słabi. Od Boga jest dany jako łaska. Krzyż jest znakiem wierzących, postrachem szatanów. W krzyżu odnosi triumf nad nimi wierny, jeżeli się nim znaczy z ufnością. Na widok krzyża przypominają sobie Ukrzyżowanego. Lękają się Tego, który smokowi starł głowę. Ceń tę pieczęć, a ponieważ jest darmo dana, czcij Dobroczyńcę tym więcej!

Być może warto więc przytoczyć jeszcze kilka praktycznych porad, które pozwolą uczynić znak krzyża naszą codziennością? Oto niektóre z nich:

1.Natychmiast po przebudzeniu i tuż przed snem – to praktyka tak stara, jak chrześcijaństwo. Dla naszych rodziców i dziadków powszechna, młodsze pokolenia mają już z tym jednak pewien problem. Warto jednak pamiętać, by rozpoczynać dzień od uczynienia znaku krzyża dziękując za przeżytą noc i jednocześnie prosząc o bezpieczny dzień. To samo tyczy się sytuacji, w której układamy się do snu – zróbmy to, mimo iż jesteśmy już po wieczornej modlitwie!
2.Kiedy mijamy kościół – to także praktyka znana na polskich ziemiach od lat, coraz rzadziej jednak praktykowana. Gdy mijamy katolicką świątynię warto uczynić znak krzyża – bez względu na to, czy przechodzimy obok kościoła, czy przejeżdżamy autobusem czy własnym samochodem. W tym kościele mieszka przecież Chrystus – fizycznie, ukryty w Tabernakulum. Okaż mu cześć, zachęć do tego – nawet milcząco – podróżujących z Tobą.
3.Gdy wymawiasz imiona Trójcy Świętej – w wielu modlitwach przywołujemy Trójcę Świętą. Aby oddać jej honor za każdym razem, wypowiadając formułę „W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego” możemy się przeżegnać.
4.Chcąc zadośćuczynić za grzech lekki – często popełniamy grzechy nierozważnie, zdając sobie z nich sprawę dopiero jakiś czas po tym, gdy doszło do takiego wydarzenia. Uczyńmy wówczas znak krzyża – niech będzie to akt zadośćuczynienia Panu Jezusowi, który za nasze grzechy umarł przecież na krzyżu.
5.Przed wejściem do domu lub pokoju – takie zachowanie proponował słynny katolicki pisarz, G. K. Chesterton. Ludzie, którzy go znali, twierdzą że żegnał się przed wejściem do każdego pomieszczenia. Wielu ludzi do dziś ma przy wejściu do domu naczynie z wodą święconą, z pomocą której wykonuje znak krzyża.
6.Błogosławiąc dzieci – błogosławieństwo rodziców ma swoją moc. Chciejmy korzystać z niej każdego dnia, nie tylko wtedy, gdy syn czy córka proszą o błogosławieństwo przed ślubem, Znak krzyża możesz uczynić na czole swojego dziecka codziennie, gdy wychodzić do pracy, gdy ono wychodzi do szkoły, na zajęcia pozalekcyjne, a przede wszystkim - gdy idzie spać.
7.Gdy się boisz – wielu ludzi wykonuje znak krzyża, gdy coś ich przerazi. Chodzi nie tylko o sytuację, w których przestraszyliśmy się, gdyż wydawało nam się, iż widzimy coś strasznego. Chodzi także o momenty, w których otrzymujemy na przykład złe wiadomości. To doskonały moment by prosić Boga o pomoc, przezwyciężenie strachu i dodanie odwagi.
8.Gdy siadasz do posiłku – oglądając amerykańskie filmy dostrzegamy często, iż naród ten bardzo przywiązany jest do modlitwy przed posiłkiem. Jako, że większość amerykańskich chrześcijan to protestanci, większość z nich modli się podając sobie nawzajem ręce i wypowiadając słowa modlitwy. Polski, katolicki zwyczaj jest inny – nasze ręce wykorzystujmy do uczynienia znaku krzyża, nawet jeśli przy stole nie znalazł się nikt, kto chciałby pomodlić się przed posiłkiem na głos.

Na koniec jeszcze jeden, budujący cytat ze św. Cyryla:

Chwyć za broń dla krzyża przeciw wrogom! Postaw wiarę w krzyż jako znak zwycięstwa przeciw buntownikom! Gdy masz dyskutować z niewierzącymi o krzyżu Chrystusa, uczyń wpierw ręką znak krzyża Chrystusowego, a przeciwnik zamilknie. Nie wstydź się wyznać krzyża! Aniołowie nim się chlubią: „Wiemy, kogo szukacie, Jezusa ukrzyżowanego” (Mt 25, 8) – mówili. Nie mogłeś, aniele, powiedzieć: „Wiem, kogo szukacie”. „Mego Pana”. „Ale wiem – mówi z naciskiem – ukrzyżowanego”. Koroną jest krzyż, nie hańbą.

malk
(na podstawie: catholicgentelman.net)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 19 lip 2018, 14:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Papieże na straży cywilizacji

Obrazek7
Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay.com


Jeśli prawdą jest – a jest z pewnością – że cywilizacja świata zachodniego powstała jako produkt uboczny ewangelizacyjnej pracy Kościoła rzymskiego, i jeśli prawdą jest – a co do tego również nie ma żadnych wątpliwości – że tam, gdzie Piotr, tam i Kościół, rola papiestwa jako kreatora naszej cywilizacji nie wymaga tłumaczenia. Warto jednak przypomnieć najważniejsze na przestrzeni wieków etapy zaangażowania papieży na rzecz stworzenia i obrony cywilizacji świata chrześcijańskiego.

Wygaśnięcie na Zachodzie instytucji cesarstwa w roku 476 rozpoczęło okres zamętu w samym sercu chrześcijaństwa – w Rzymie i na całym Półwyspie Apenińskim. Kolejne jego etapy znaczone w VI wieku kampaniami Bizancjum na rzecz „odbicia” Italii z rąk Gotów, a następnie ponowną inwazją plemion germańskich, tym razem Longobardów, uczyniły z biskupów Rzymu jedyną trwałą władzę. Nie tylko duchową. Emblematyczne pod tym względem są postać i pontyfikat świętego Grzegorza I Wielkiego (590–604) – Doktora Kościoła i organizatora misji na Wyspy Brytyjskie pod przewodnictwem Augustyna z Canterbury), a także troskliwego opiekuna aparatu administracyjnego, który pod jego nadzorem potrafił zapewnić ochronę nie tylko mieszkańcom Wiecznego Miasta. To wszak dzięki zapobiegliwości tego właśnie papieża ówcześni mieszkańcy Sycylii otrzymali na czas dostawy zboża, co zapobiegło klęsce głodu na wyspie. Procentowało tu wcześniejsze doświadczenie zdobyte przez Grzegorza jeszcze jako świeckiego, w szeregach administracji podporządkowanej cesarzom z Konstantynopola (był wówczas prefektem Rzymu). Nieprzypadkowo lud rzymski nazywał go konsulem Bożym.

W kolejnych wiekach wypełnianie przez papieży ewangelicznego wezwania: Wy dajcie im jeść (Mt 14, 16) odnosiło się wzorem świętego Grzegorza Wielkiego zarówno do strawy duchowej, jak i ziemskiej, rozumianej jako zaangażowanie biskupów Rzymu na rzecz zapewnienia Zachodowi politycznego spoiwa w postaci działań na rzecz powrotu na Zachód instytucji cesarstwa, co ostatecznie zwieńczyła cesarska koronacja króla Franków Karola Wielkiego rękoma papieża Leona III w Rzymie w Boże Narodzenie roku 800. Także później, podczas kolejnych odnowień instytucji cesarstwa na Zachodzie, współudział papiestwa okazywał się nieodzowny, nawet jeśli akurat na Stolicy Piotrowej nie zasiadał żaden wybitny następca Księcia Apostołów.

Można powiedzieć, że to papieże na powrót przywołali do świata zachodniego cesarzy, którzy obrzęd koronacji odbywali w Rzymie (nie w Konstantynopolu). Sacrum Imperium (dosłownie „namaszczone cesarstwo”) to przecież dziecko papiestwa. Dziecko – jak wiemy – krnąbrne i często nieposłuszne, mające wielkie ambicje. Od świętego Gelazego I po wielkich papieży średniowiecza: świętego Grzegorza VII, Innocentego III i Bonifacego VIII wiedzie ciąg Namiestników Chrystusowych, którzy niestrudzenie walczyli przeciw uroszczeniom kolejnych cesarzy chcących na wzór swoich bizantyjskich odpowiedników występować w roli „biskupów w sprawach zewnętrznych Kościoła”. Fakt utrzymania na Zachodzie podstawowych zasad cywilizacji łacińskiej, odrzucających dominację władzy świeckiej nad kościelną (bizantynizm), to kolejna wielka zasługa cywilizacyjna papiestwa.

Organizatorzy i animatorzy antemurale
Nie sposób też pominąć zasług „Bożych konsulów” na rzecz obrony tego, co pod ich auspicjami przez wieki systematycznie tworzono. Papieski Rzym w roku 846 boleśnie odczuł zetknięcie z islamem – „religią pokoju”. Hordy Saracenów, najechawszy Wieczne Miasto, splądrowały Bazylikę Świętego Piotra, nie oszczędzając samej konfesji Księcia Apostołów.

Gdy w XI wieku wschodni chrześcijanie doświadczali kolejnej fali zbrojnej agresji świata islamu (Turków seldżuckich), nieprzypadkowo właśnie w papieskim Rzymie szukali wsparcia. Wiedziano nad Bosforem, że jeśli pomoc ma przyjść z Zachodu, zorganizować ją może tylko biskup Rzymu. Wielkim orędownikiem zorganizowania takiej pomocy i stanięcia na jej czele pod sztandarem świętego Piotra był święty Grzegorz VII (1073–1085). Jego plany zniweczył, niestety, spór o inwestyturę z cesarzem Henrykiem IV. Wielkim jednak kontynuatorem myśli tego papieża był jego następca – błogosławiony Urban II, który w 1095 roku zwołał pierwszą zbrojną pielgrzymkę do Grobu Świętego.

I tak było przez następne wieki, gdy kolejni papieże stawali się najbardziej konsekwentnymi rzecznikami kontynuacji idei krucjatowej. I to nawet gdy nie istniało już, choćby w szczątkowej formie, Królestwo Jerozolimskie. O przewodzeniu krucjacie marzył w XV wieku papież Pius II (Eneasz Sylwiusz Piccolomini – wybitny przedstawiciel myśli humanistycznej). W sierpniu 1464 roku zmarł w Ankonie, bezskutecznie oczekując w tamtejszym porcie armii krzyżowców, którzy mieliby pod jego dowództwem ruszyć do Ziemi Świętej. W następnym wieku wielkim organizatorem obrony Zachodu przed muzułmańską nawałą stał się święty Pius V. Dzięki jego zabiegom doszło do zawiązania Ligii Świętej przez Państwo Kościelne, Hiszpanię i Wenecję, po czym 7 października 1571 roku flota sprzymierzonych odniosła pod Lepanto wspaniałe zwycięstwo nad flotą turecką.
XVII stulecie przyniosło kolejną falę zbrojnej ekspansji islamu w głąb chrześcijańskiej Europy i następny przykład zaangażowania biskupów Rzymu w organizację obrony przed agresorami. Dzięki inicjatywie błogosławionego Innocentego XI doszło w roku 1683 do zawiązania sojuszu między Rzecząpospolitą a Cesarstwem, który 12 września 1683 roku zaowocował – pod wodzą króla Jana III Sobieskiego i z walnym udziałem wojsk polskich – wspaniałym zwycięstwem nad armią turecką pod Wiedniem.

W roku następnym zawarto pod auspicjami papieża kolejną Ligę Świętą – łączącą Rzeczpospolitą, Cesarstwo, Wenecję i Państwo Kościelne – która skutecznie powstrzymała dalszą ekspansję turecką i pozwoliła po raz pierwszy na odzyskanie wcześniej zagrabionych przez muzułmanów chrześcijańskich terytoriów.

Na czele odnowy i przeciw herezjom
Otrzymane przez Zbawiciela wezwanie utwierdzania braci w wierze wielcy następcy świętego Piotra, który jako pierwszy usłyszał je podczas Ostatniej Wieczerzy, wypełniali poprzez inicjowanie i patronowanie poprzez wieki kolejnym fazom autentycznej odnowy Kościoła in capita et in membra. Trudno oddzielić postacie tak wybitnych papieży, jak błogosławiony Leon IX, Mikołaj II, błogosławiony Urban II, a zwłaszcza święty Grzegorz VII, od wielkiego dzieła odnowy Kościoła na przełomie XI i XII wieku, które przeszło do historii jako reformy gregoriańskie. Nazwa ta wprost nawiązuje do imienia świętego papieża – niezłomnego obrońcy praw Kościoła wobec uroszczeń władzy cesarskiej.

Po pięciu wiekach inny święty papież – Pius V – będzie realizował wielkie dzieło autentycznej reformy Kościoła ujęte w dekretach soboru trydenckiego (1545–1563), zarówno w odniesieniu do poprawy dyscypliny i formacji duchowieństwa, jak i wprowadzenia w życie wspaniałej odnowy liturgii Kościoła.

Równocześnie poprzez wieki papieże byli sumiennymi strażnikami ortodoksji, spełniając w ten sposób najważniejszy uczynek miłosierdzia wobec duszy, skierowany do wszystkich wiernych narażonych na oddziaływanie kolejnych wersji herezji. Tak było w przypadku walki z herezją manicheizmu (kataryzmu), którą podjął na początku XIII wieku papież Innocenty III, czy po upływie dwóch stuleci w przypadku obrony przed herezją protestanckiej reformacji za Leona X czy świętego Piusa V.

Papieże XVIII i XIX wieku z nie mniejszą pieczołowitością strzegli rdzenia naszej cywilizacji, która przecież wyrosła z wiary i tradycji Kościoła, formułując Magisterium Kościoła przeciw kolejnym wersjom rewolucyjnego szturmu na Boży Ład i cywilizację chrześcijańską, czy to pod pozorem promowania religii i moralności naturalnej (przeciw czemu występowało antymasońskie nauczanie papieży, na czele z encykliką Humanum genus Leona XIII z 1884 roku), czy pod hasłem rozdziału Kościoła od państwa (co potępiły orzeczenia błogosławionego Piusa IX, Leona XIII oraz świętego Piusa X), bądź też jako wezwanie pod adresem Kościoła do pogodzenia się z postępem i nowoczesnością (czemu kłam zadał Syllabus errorum błogosławionego Piusa IX z 1864 roku).
W XX wieku nauczanie wielkich papieży zdecydowanie wystąpiło przeciw kolejnej mutacji heretyckiego myślenia, tym razem nadchodzącego w postaci totalitarnych ideologii komunizmu i narodowego socjalizmu – trudno w tym kontekście przecenić encykliki Piusa XI z roku 1937 przeciw bezbożnemu komunizmowi i niemieckiemu nazizmowi, jak równie encyklikę Summi pontificatus Piusa XII z 1939 roku. A pod koniec minionego stulecia Blask Prawdy i Ewangelię Życia w obliczu nasilającej się dyktatury relatywizmu i ekspansji cywilizacji śmierci przypomniało nauczanie świętego Jana Pawła II.

Grzegorz Kucharczyk

https://www.pch24.pl/papieze-na-strazy- ... 2,pch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 14 wrz 2018, 10:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zdegenarowana współczesna awangarda polityczna, odrealniona i odczłowieczona, jak zawsze stara się wyrugować z życia społecznego to co przypomina im i ludziom o moralności, o kulturze, o miłości, o duchowości, o sumieniu, itd....
Najlepiej by się czuli, gdyby nas ludzi wytarzali w tęczowym sodomistycznym zwyrodnieniu i nakarmili swoimi wypocinami na temat życia, świata, człowieka...
Najbardziej do tak rozumianej demokracji pasuje rynsztok, więc nie ma się co dziwić, że zmiany zachodzą w tym właśnie kierunku.


Krzyż nie pasuje do demokracji

Obrazek

Chrześcijaństwa nie da się pogodzić z systemem wykwitłym na glebie antychrześcijańskiej rewolucji, wiary Chrystusowej nie da się pogodzić z oświeceniową ideologią, a krzyża nie da się wpisać ani w sierp, ani w młot, ani w gwiazdę, ani w swastykę, ani w pacyfę, ani w tęczę. To niby oczywiste, ale okazuje się, iż przypominać nam tę prawdę musi skrajna lewica.

Rozpoczęta niedawno kolejna odsłona lewicowej kampanii zniesławiania generała Franco przyniosła nowy aspekt sprawy. Czerwonych Hiszpanów bowiem nie mniej niż osoba Caudillo, którego chcą wypędzić z miejsca wiecznego spoczynku, drażni krzyż górujący nad Valle de los Caídos, przeto stojąca w awangardzie rewolucji na Półwyspie Iberyjskim partia zwana Zjednoczoną Lewicą wniosła na forum Kongresu Deputowanych projekt ustawy rugującej krzyż z Narodowego Pomnika Świętego Krzyża w Dolinie Poległych, gdyż – zdaniem wnioskodawców – „krzyż nie pasuje do państwa demokratycznego”.

Historia nauczyła nas, ponad wszelką wątpliwość, traktować enuncjacje rewolucjonistów jako szaloną rewię absurdu, aczkolwiek w tym akurat przypadku nieszczęsny lewak, który napisał powyższe słowa, niechcący ale bezbłędnie trafił w samo sedno.

Krzyż faktycznie nie pasuje do demokracji. Chrześcijaństwo i demokracja to systemy całkowicie niekompatybilne. Jak bowiem pogodzić Chrystusowy nakaz życia wedle zasady: „Tak, tak – nie, nie; a co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37) z fundamentalnym założeniem demokracji – relatywizmem? Demokracja jako domena umowności nie toleruje absolutu, odrzuca aksjomat, gardzi dogmatem. A rzeczy, które „od Złego pochodzą”? W demokratycznym postrzeganiu rzeczywistości w ogóle takich nie ma. W demokracji „dobro i zło zależy od decyzji parlamentu, tak samo jak zakaz przyjmowania zakładów totalizatora i sprzedaży alkoholu po wpół do jedenastej wieczorem” – czytelnicy wybaczą, że do znudzenia posługuję się tym cytatem, ale obrazowość tej jakże trafnej diagnozy Goldinga od lat nie przestaje mnie zachwycać.

W demokracji o etyce i moralności decyduje większość głosów. Czyż więc można się dziwić, że w takiej sytuacji zupełnie naturalnie kreuje się ona na substytut religii, by z czasem – nie mając żadnego racjonalnego uzasadnienia – przejąć funkcję religii sensu stricto? „Aby zapewnić sobie dalszą egzystencję demokracja musi nabrać charakteru irracjonalnej świeckiej religii, w którą trzeba wierzyć” – wnioskuje Erik von Kuehnelt-Leddihn. To już się stało – obecnie obserwujemy kolejny etap uświęcania demokracji, mianowicie: jej deifikację. Czymże innym bowiem jest siła zdolna tworzyć etykę i moralność jak nie bóstwem? Ten etap właśnie się wypełnia – demokracja mocno ufundowana na powszechnie uznanej „wierze obywatelskiej” postulowanej już przed kilkoma dekadami przez Maritaina w dzisiejszych czasach triumfalnie rozparta „siedzi nad wielu wodami (…) a mieszkańcy ziemi upili się winem jej nierządu” (Ap 17, 1-2). Dziś można popełnić grzech przeciw demokracji i nikogo – nawet w Kościele – to nie oburza. Ani nawet nie dziwi.

No właśnie – w całej tej sytuacji wysoce znamiennym jawi się fakt pochodzenia komunikatu o nieprzystawalności krzyża do demokracji z lewej strony. Ale to również dziwić nikogo nie powinno. W lewicowej agendzie punkt wyrugowania Kościoła najpierw z przestrzeni publicznej, a później w ogóle z całej przestrzeni doczesnej stoi wybity tłustą czcionką od co najmniej roku 1789 (choć z pewnością można podać wiele dat wcześniejszych – nie o tym dziś jednak mowa), i nigdy się z tym specjalnie nie kryła (acz mądrość poszczególnych etapów procesu rewolucyjnego niekiedy kazała się jej mocno kamuflować). Gorzej, że nieprzystawalności owej nie dostrzegają katolicy – niełatwo znaleźć bastiony demokracji siłą równe współczesnym instytucjom Kościoła katolickiego.

A przecież krzyż – jako centralny element zbawczej misji Jezusa Chrystusa – stoi w totalnej opozycji do opisanej powyżej rzeczywistości. Krzyż jest znakiem sprzeciwu – również wobec demokracji.

Warto sobie nad tym wszystkim podumać – zwłaszcza w dzień Podwyższenia Krzyża Świętego.

Jerzy Wolak

https://www.pch24.pl/krzyz-nie-pasuje-d ... 856,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /