Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 13 sty 2014, 17:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/11/21 ... -w-polsce/

Zakochany w Polsce
Posted by Marucha w dniu 2013-11-21 (czwartek)

Dziś [20.11] mija 88. rocznica śmierci wielkiego pisarza Polski Stefana Żeromskiego.

Obrazek

Stefan Żeromski zmarł 20 listopada 1925 roku w Warszawie. Ten kronikarz smutnego losu naszej drogiej Ojczyzny nie miał łatwego startu w życie. Z jego dzienników opisujących lata młodzieńcze wyziera obraz ponurej walki o przetrwanie. Po śmierci matki, a potem ojca mało powiedzieć, że był ubogi. Często głodował, pozostawiony swojej samodzielności tułał się jako wychowawca i nauczyciel po domach ziemian i mieszczan, w Łysowie, w Nałęczowie, walcząc o przetrwanie. Umierał natomiast w wielkim splendorze, będąc właścicielem znacznego majątku i ukochany przez Naród Polski.

Obrazek
Ciekoty na Kielecczyźnie – “Żeromszczyzna”


Wystarczy przypomnieć, że w listopadzie 1924 roku Żeromski przeprowadził się wraz z rodziną z Konstancina, gdzie ukończył pisanie ostatniej powieści „Przedwiośnie”, wprost do Zamku Królewskiego. Mieszkanie to przyznał mu prezydent Rzeczypospolitej Stanisław Wojciechowski.
Cieszy mnie też fakt, że Żeromski był naocznym świadkiem rodzącej się w bólach i trudach niepodległości, której np. Henryk Sienkiewicz czy Bolesław Prus niestety nie doczekali.

Obrazek
Tzw. “Kapliczka Żeromskiego” w Świętej Katarzynie, gdzie na ścianie widnieje podpis pisarza z 1888 roku.


Nie można przejść obojętnie obok twórczości autora „Urody życia”. Ta spuścizna to gorzka, ale elektryzująca swoją świeżością prawda, która niestety jest dzisiaj wciąż aktualna. Nie ukrywam, że to jeden z moich ulubionych pisarzy. Nie ma w jego twórczości tego optymizmu, radości, co w sienkiewiczowskiej opowieści, nie ma tej rozległości fabuły, co u Prusa. Nie umniejsza to w żaden sposób twórczości prozaika i dramaturga „sumienia polskiej literatury”.
W miłości do Polski, Narodu, historii, języka, państwa jest także cierpko krytyczny. Nie ma się co temu dziwić, w końcu Żeromski nasiąkał opowieściami „żołnierzy tułaczy”, którzy przybywali z Syberii, kroczył ścieżkami powstańców styczniowych, znał smak klęski i cierpienia, jakie zgotowali naszej Ojczyźnie zaborcy, przede wszystkim [Czy aby na pewno? - admin] Rosjanie.

To co dziś
We wspomnianej powieści Żeromskiego, „Przedwiośnie”, w ostatnich zdaniach książki główny bohater Cezary Baryka dołącza do demonstracji ulicznej. Naprzeciw robotników wyrastają oddziały wojska i policji. Za chwilę padną pierwsze strzały.
Mistrz kończy ponurą opowieść o szklanych domach w ten sposób: „Właśnie konna policja pokazała się w jednej z ulic poprzecznych. Oficer na pięknym koniu, w płaszczu gumowym spiętym na piersiach, w skokach konia i lansadach przejeżdżał obok tłumu szarego i rudego, który się ściskał i zbijał w jedno ciało. Oficer przypatrywał się pilnie ideowcom. Specjalnie pilnie temu w czapce żołnierskiej. Gdy tłum zbliżył się pod sam już pałacyk belwederski, z wartowni żołnierskiej wysunął się oddział piechoty i stanął w poprzek ulicy, jakby tam nagle ściana szara, parkan niezłomny, mur niezdobyty wyrósł. Baryka wyszedł z szeregów robotników i parł oddzielnie, wprost na ten szary mur żołnierzy – a na czele zbiedzonego tłumu”.
Myślę w tym momencie o naszym biednym kraju, o wyniszczanych ludziach, o gnębionych prawach i wolnościach, o ubogich, o pozbawianych szans na godną pracę młodych, o brakach perspektyw dla małżeństw i rodzin, o emigrantach, o blokowanym rozwoju przez kolejnych nieudolnych urzędników gabinetu Tuska i zmarnowanych szansach, zdeptanych nadziejach.
Jak cynicznie w tej perspektywie brzmią dzisiejsze słowa premiera, który rekonstruując swój rząd, czuje się niczym „selekcjoner kadry” i rzuca w rozradowanych dziennikarzy sloganem: „Musimy przyspieszyć!”.
Sześć lat to mało, panie premierze?
Myślę dziś o bł. ks. Jerzym, o jego matce, której śmierci nikt nie wspomniał w mainstreamowych mediach, nikt nie zająknął się słowem o tej heroicznej postaci.
Myślę o zapomnianych bohaterach zamordowanych przez Rosjan i Niemców [chyba w odwrotnej kolejności! - admin], a także o zmarłych śmiercią tragiczną w katastrofie smoleńskiej elitach [??? - admin] naszej Ojczyzny.
Uparta obrona instalacji zwanej „tęczą” jest dla władz Warszawy ważniejsza niż uczczenie pomnikiem ofiar tej narodowej tragedii. Usunięty krzyż z Krakowskiego Przedmieścia był większą obrazą i przeszkodą niż gejowskie symbole na pl. Zbawiciela.
Myślę wreszcie o uczestnikach Marszu Niepodległości z dnia 11 listopada, którzy demonstrując swoją miłość do Ojczyzny, chcieli wyrazić swój patriotyzm, a następnie zostali przez cynicznych dziennikarzy prorządowych, służących ślepo władzy, a także przez ponurych urzędników państwowych – zredukowani do hordy przestępców, fanatyków, faszystów.
Ta konfrontacja była i jest nieunikniona. Siła i przemoc ze strony władz państwowych, od symbolicznej po fizyczną będzie narastać. To początek wojny, jaką wartościom chrześcijańskim i patriotycznym wypowiedziała ta ekipa z prezydentem na czele. Państwo kierowane przez Donalda Tuska zawstydza swoją inercją, ugodowością (co się nazywa kompromisem i taktyką) wobec Moskwy, Berlina, Brukseli, Waszyngtonu.
Dziś potrzeba bardziej niż w latach 20. ubiegłego stulecia takich mistrzów słowa, którzy potrafili być sumieniem Narodu Polskiego. Trzeba czytać Żeromskiego.
Mam tylko nadzieję, że nowa minister edukacji – pani Kluzik, nie dokona kolejnych spustoszeń w kanonie lektur. Czy Stefan Żeromski przetrwa? Przetrwa. Wymienione nazwiska ze sfery politycznej przeminą, zostaną zapomniane, a jego żywą moc słowa ujrzą kolejne wieki. I nadejdzie taki moment dla naszej Ojczyzny, że przyszłe pokolenia, zapoznając się z występującymi w jego prozie, dramatach i dziennikach problemach narodu i państwa, będą traktować je jako ciekawostkę historyczną.
Tego by sobie na pewno życzył Żeromski, ten zakochany w Polsce państwowiec.

dr Tomasz M. Korczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/60152,z ... olsce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 14 sty 2014, 09:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Hemar krzepi

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Z Janem Józefem Kasprzykiem, aktorem „Naszego Teatru”, rozmawia Beata Falkowska

Kolejna premiera „Naszego Teatru” to „Hemar semper fidelis”. Mistrz słowa i humoru ma nadal moc poruszania polskich serc?
– Marian Hemar był twórcą wszechstronnym, obdarzonym ogromnym talentem. Jego utwory zarówno bawiły, jak i stwarzały okazję do refleksji nad rzeczywistością, która go otaczała w okresie międzywojennym, wojennym i powojennym. Jego twórczość dotyka także współczesności. Hemar bowiem, podobnie jak Wyspiański czy Żeromski, umiejętnie punktował te cechy, które wynikają z naszego narodowego charakteru. Przy czym cel satyry, którą smagał rodaków, był taki, abyśmy stawali się lepsi. Poddawał krytyce różne nasze postawy, wady indywidualne i zbiorowe, ale nie chciał, byśmy uprawiali samobiczowanie, tak jak czyni to wielu współczesnych „satyryków” czy „kabareciarzy”. Chciał, byśmy „równali w górę”. Między innymi dzięki temu twórczość Hemara stała się ponadczasowa. Walor uniwersalny posiada także język jego utworów. Jest on z jednej strony lekki i miły w prezentacji na scenie i odbiorze przez publiczność, a jednocześnie to polszczyzna na najwyższym poziomie. Bo Hemar był mistrzem słowa. Spektakl „Hemar semper fidelis” to też odwołanie do Lwowa, miejsca urodzin Hemara, miasta, które w swym herbie miało określenie, że jest zawsze wierne Polsce. Hemar także zawsze był wierny Polsce, jej kulturze i tradycji.

Spektakl zagraniczną premierę miał kilka miesięcy temu w Londynie. Jak przyjęła go Polonia?
– Premiera zagraniczna tego spektaklu odbyła się w Ognisku Polskim w Londynie, gdzie Marian Hemar po wojnie stworzył swój teatr, a publiczność stanowiła głównie emigracja niepodległościowa, która Hemara pamiętała. Wśród znamienitych gości była Karolina Kaczorowska, małżonka ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie, czy Irena Delmar, aktorka teatru Hemara. Spektakl przyjęty został niezwykle ciepło. Pojawiały się głosy, że „Nasz Teatr” może śmiało uważać się za kontynuatora teatru Hemara. Była to dla nas jedna z najwspanialszych pochwał. Prezentowaliśmy spektakl również dla współczesnej Polonii, która znalazła się w Londynie niedawno, najczęściej z przyczyn ekonomicznych. Oni, słuchając poezji Hemara, mieli łzy w oczach. Jeden młody człowiek powiedział nam po przedstawieniu, że jak tylko będzie mógł, natychmiast wróci do Polski. Że do tego przekonał go wiersz Hemara „Ojczyzna”, który jest przepięknym hymnem tęsknoty poety za krajem. Ten młody człowiek mówił, że w tym wierszu odnalazł siebie. To potwierdza tezę, że Hemar jest ponadczasowy.

Które sceny w spektaklu są Panu szczególnie bliskie?
– Spektakl, którego scenariusz stworzyła Barbara Dobrzyńska, pomyślany jest w ten sposób, aby przedstawić osobę Hemara poprzez kolejne etapy jego życia i twórczości zawodowej. Na przykładzie Hemara opowiadamy też w pewien sposób historię Polski XX wieku ze wszystkimi jej radościami, smutkami, trudnościami i dramatami. Zaczynamy zatem od folkloru lwowskiego, który kształtował młodego Hemara. Ten folklor mnie osobiście, jako grającego jednego z batiarów, nie tylko bawi, ale i ujmuje, chwyta za serce. To jest ten cudowny „zaśpiew” i ten rodzaj humoru, którego Polska uboższa o Kresy niestety już nie ma. Potem jest Hemar warszawski, chyba ten najbardziej znany, gdyż spod jego pióra wyszło kilkadziesiąt szlagierów śpiewanych przez wybitnych artystów, które przetrwały w pamięci zbiorowej do dziś, jak „Wspomnij mnie”, „Pensylwania”. I wreszcie opowiadamy o Hemarze z okresu wojennego i powojennego, który jest mi szczególnie bliski. W spektaklu mam zaszczyt śpiewać jedną z jego piosenek wojennych o żołnierzach spod Tobruku. Bo trzeba pamiętać, że Hemar, wyjechawszy z Polski we wrześniu 1939r., był żołnierzem Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Zajmował się m.in. pisaniem utworów dla swoich kolegów żołnierzy, których losy wojenne rzuciły aż na Bliski Wschód i do Afryki. Jego wojenna emigracja to była zresztą ucieczka przed pewnym wyrokiem śmierci, jaki wydali na niego Niemcy za prześmiewczy utwór o Hitlerze, który wykonywany był tuż przed wybuchem wojny. Ta piosenka – „Wąsik, ach, ten wąsik” – w znakomitej interpretacji Witolda Bielińskiego również jest częścią naszego spektaklu.

Jako Polacy wiemy o tym okresie życia Hemara za mało?
– Trzeba pamiętać, że po wojnie Hemar został skazany na zapomnienie. Był antykomunistą, bo był patriotą. Można powiedzieć, że był „antykomunistą wojującym piórem”, za co władze PRL pozbawiły go polskiego obywatelstwa i próbowały skazać go na zapomnienie. Nawet jeśli po wojnie ukazywały się współczesne aranżacje jego przedwojennych szlagierów, nie wspominano, że to jego utwory. Słowa Hemara docierały do nas jednak na falach Radia Wolna Europa. Hemarem żył też polski Londyn. Kilka z tych szerzej nieznanych utworów przypominamy również w spektaklu.

Talent, atmosfera przedwojennego Lwowa – co jeszcze wpłynęło na unikalny charakter twórczości Hemara, która niezmiennie bawi, wzrusza, ale i wychowuje?
– Pan Bóg obdarzył Mariana Hemara ogromnym talentem. Poeta potrafił niezwykle umiejętnie łączyć patos z humorem, czasem nawet w jednym utworze. Z całą pewnością na charakter jego twórczości wpłynął przedwojenny Lwów, miejsce wielokulturowe, wielonarodowe, ale i naznaczone ogromnym piętnem patriotyzmu, znamieniem swego rodzaju stanicy kresowej. Patriotyzm Lwowa, podobnie jak całych Kresów, przybierał tam od wieków bardzo silny charakter. Doświadczenie historyczne Lwowa i Kresów powodowało, że patriotyzm okrzepł tam niezwykle silnie, bo wykuwał się w nieustannych wojnach, ogniu, krwi. Kresy ukształtowały też Hemara, tak jak ukształtowały wcześniej Mickiewicza, Słowackiego czy Piłsudskiego. Hemara ukształtowało także pokolenie, w którym wzrastał. Hemar to wielki miłośnik poezji Juliusza Słowackiego, polskich romantyków, prozy Stefana Żeromskiego, to wreszcie z punktu widzenia sympatii politycznych piłsudczyk przywiązany do tych wartości, które były udziałem pokolenia II Rzeczypospolitej. To pokolenie potrafiło zarówno służyć Ojczyźnie w czasie wojennym, jak i umiało budować patriotyzm dnia codziennego. A Hemar swój patriotyzm rozumiał jako służbę polskiej kulturze i polskiemu językowi. Rozumiał go też jako budowanie rozumnej refleksji nad polskimi wadami, które piętnował satyrą. Wysoko podnosił Polakom poprzeczkę. Mam nadzieję, że podnosi nam ją również współcześnie.

Co chciałby Pan, aby zostało w widzach po obejrzeniu „Hemara” w wykonaniu „Naszego Teatru”?
– Po pierwsze, chcemy przywracać pamięć o Marianie Hemarze. To zresztą zadanie, które od wielu, wielu lat przyświeca Barbarze Dobrzyńskiej, twórczyni „Naszego Teatru” i autorce scenariusza. Chcemy, aby widz dotknął niejako polskiego Lwowa, przedwojennej Warszawy i trudów oraz dramatów, jakie były udziałem Hemara w wojennej i powojennej rzeczywistości. Po drugie, pragniemy przekazać publiczności wspaniałą polszczyznę, która przepełnia całą twórczość Hemara. Chcemy, aby widz, który przychodzi na spektakl, mógł obcować ze wspaniałym polskim słowem, zarówno w treści, jak i w formie. Aktorzy hemarowscy w Londynie opowiadali nam, że Hemar był perfekcjonistą, że tworząc swój teatr, godzinami – jak wspominała Irena Delmar – ćwiczył aktorów, aby równie perfekcyjnie przekazali myśl i przesłanie tkwiące w jego utworach. Chcemy dążyć do takiego właśnie wzorca teatru. Bardzo nam zależy, aby w tym zalewie bylejakości w kulturze, bluźnierstw, przerostu formy nad treścią widz mógł obcować z tym, co w polskiej kulturze jest najpiękniejsze – ze słowem. Pragniemy, by widzowie, przychodząc na nasze spektakle, znaleźli się w oazie polskiej kultury i wspaniałego języka.

Dziękuję za rozmowę.
Beata Falkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/65213,hemar-krzepi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 16 sty 2014, 08:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Hemar zdumiewająco aktualny

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Z Barbarą Dobrzyńską, aktorką, śpiewaczką, założycielką „Naszego Teatru”, rozmawia Temida Stankiewicz-Podhorecka

Najnowsze przedstawienie „Naszego Teatru” – „Hemar semper fidelis” jest polską premierą. Spektakl był już pokazywany prawie rok temu w Londynie.
– Premiera odbyła się w słynnym Ognisku Polskim w Londynie, gdzie Marian Hemar stworzył scenę swojego emigracyjnego teatru, w którym to miejscu występowały takie gwiazdy teatru Hemara jak Włada Majewska, Renata Bogdańska-Anders, Irena Delmar, Zofia Terné, Lola Kitajewicz, Tola Korian, Stanisław Ruszała, Szczepcio i Tońcio. Akompaniowali im Jerzy Kropiwnicki i Maria Drue. Na te słynne Hemarowskie przedstawienia przychodziła niezwykle wykwintna emigracyjna publiczność z prezydentem Edwardem Raczyńskim, generałem Władysławem Andersem, późniejszym prezydentem Ryszardem Kaczorowskim i jego żoną Karoliną i wielu innych. Teksty i piosenki Hemara przenosiły ich wszystkich do utraconej Ojczyzny, Polski. W tym kontekście występ „Naszego Teatru” na tej scenie i przed równie współcześnie znamienitą publicznością, z panią Barbarą Kaczmarowską-Hamilton na czele, był dla nas niezwykle zobowiązujący. Po spektaklu aplauz publiczności wynagrodził nam naszą artystyczną tremę.

Gdyby chcieć sklasyfikować twórczość Hemara, to pierwsze miejsce zajmuje satyra polityczna?
– Tak, tą satyrą walczył o niepodległą Polskę. Weźmy na przykład wiersz: „W nowym cudnym, rajskim świecie,/ Co rozwiera się przed nami,/ Tak będziemy suwerenni,/ Jak życzymy sobie sami./ Politycznie – niepodlegli/ Ustrojowo – szmer podziwów/ (Naturalnie pod warunkiem,/ że w sowieckiej strefie wpływów)./ Wolni, silni, katoliccy./ Aż się serca w nas weselą./ (Z tym warunkiem, że…/ Pod sowiecką [i niemiecką, i brukselską] – kuratelą)”.

Oczywiście, w nawiasie kwadratowym jest współczesne dopowiedzenie?
– Każdy utwór Hemara, jeśli się głęboko w niego wczytać, może być współczesnym dopowiedzeniem. Dlatego Hemar jest tak niezwykle aktualny. Tym spektaklem, a zwłaszcza pierwszą częścią poświęconą Lwowowi, pragnę oddać hołd wielkiemu polskiemu kompozytorowi, śp. Wojciechowi Kilarowi, który także urodził się we Lwowie. Hemar pisał: „Nie idę z biegiem mody, na żadne jakieś ugody/ Z żadnymi reżymieszkami./ Mam dwa ważne powody:/ Raz, że jestem ze Lwowa./ Lwów – tak wmówiłem sobie/ Polega na mnie, że mu/ Do śmierci świństwa nie zrobię./ Że się nie będę bratał/ Z żadną rodzimą szują,/ Tych, co się Lwowa wyparły/ I jeszcze zbójom dziękują,/ Za to, że nam go ukradli”.

11 lutego minie 41 lat od śmierci poety. Gdyby żył, jak reagowałby na dzisiejsze niszczenie patriotyzmu, kultury słowa i inteligentnej satyry?
– Odpowiem wierszem Hemara: „Gdy mój wiersz rwie z kopyta/ A wasz na pysk pada –/ To nie moja zasługa/ Ani wasza wada,/ Gdy mój wiersz wasze wiersze/ W puch i proch rozpieprza/ Ja nie lepszy poeta/ Moja sprawa lepsza”. I dalej, pozostając w tej myśli Hemarowskiej, zacytuję jego motto, że „myśl na uwięzi w totalnym ustroju może rodzić jedynie gryzmoły kadzidlane i pochlebne mętne śmiecie”. Ponieważ żyjemy obecnie w totalnym ustroju liberalnym, przyglądamy się różnym mętnym śmieciom na scenach teatralnych, stykamy się z gryzmołami kadzidlanymi różnych pseudodziennikarzy, dlatego twórczość Hemara jest tak niezwykle współczesna i tak ogromnie mi bliska.

Zważywszy na to, co ostatnio oglądamy na scenach teatralnych, wręcz zbójecka wobec Polaków i polskiego dziedzictwa kulturowego jest działalność ministra Bogdana Zdrojewskiego.
– Ministerstwo kultury to jedna z najważniejszych instytucji w życiu społeczeństwa polskiego. Chronić powinno dorobek wielu wybitnych polskich twórców kultury na przestrzeni wieków, aby całe to dziedzictwo narodowe w nieskażonej formie przekazać kolejnym pokoleniom Polaków. Dlatego na ministrze kultury i dziedzictwa narodowego ciąży ogromna odpowiedzialność przed Narodem i historią, czy potrafi sprostać temu zadaniu. Niestety, obecny minister Bogdan Zdrojewski, według mnie, nie dorasta do tej niezwykle odpowiedzialnej funkcji. Być może nie posiada odpowiedniej wiedzy, bo gdyby ją miał, nie pozwoliłby na profanowanie wybitnych dzieł twórców polskiej kultury i nie broniłby jak Rejtan pseudoartystów – skandalistów. Wiedziałby, że wybitni polscy artyści swoją sztuką apoteozowali Boga i Ojczyznę, służąc swoim talentem pięknu i szlachetności: w poezji, dramacie, muzyce, malarstwie czy rzeźbie. Bo jak pisał Norwid: „Piękno na to jest, by zachwycało”.

Ale minister Zdrojewski wyraźnie kieruje się innymi priorytetami.
– Popiera i finansuje antysztukę, szmirę, pseudoartystów i oddaje im we władanie kierownictwo narodowymi placówkami artystycznymi, jak narodowe teatry, opery, galerie czy muzea. To świadczy, niestety, o jego wątpliwym smaku i guście artystycznym. Dlatego żeby wytwory różnych Nieznalskich nie bulwersowały i nie straszyły nas i naszej nieszczęsnej polskiej młodzieży, proponuję, żeby pan minister ozdabiał nimi swój własny dom, skoro tak bardzo mu się podobają, a nie zgadzał się zapełniać nimi państwowe galerie i muzea, na które łoży pieniądze polskie społeczeństwo.

Wbrew własnej woli. To jest rodzaj zniewolenia.
– Byłoby niewątpliwie z korzyścią dla polskiej kultury i polskiego społeczeństwa, gdyby pan minister wybrał się na przykład do Wielkiej Brytanii, do Londynu, i zobaczył, jak Anglicy, z królową na czele, dbają o swoją młodzież, która przyprowadzana przez nauczycieli do British Museum ogląda i kopiuje najwspanialsze dzieła mistrzów malarstwa. Także Królewska Opera Covent Garden czy Teatr Szekspirowski, prezentując najwyższy światowy poziom, kształtują smak i gust przyszłych młodych pokoleń Brytyjczyków. A w Polsce nastąpił tragiczny wręcz upadek polskiej sztuki teatralnej. Przestałam chodzić do teatru, żeby nie popsuć sobie wspomnienia niegdyś wspaniałego polskiego teatru, który tworzyli tak wybitni aktorzy jak Tadeusz Fijewski, Tadeusz Łomnicki, Gustaw Holoubek, Zbigniew Zapasiewicz i wielu innych niezapomnianych kreatorów prawdziwej sztuki aktorskiej. Obecnie nie mam ochoty za własne pieniądze męczyć się, słuchając i oglądając na scenie wulgarne, obsceniczne zachowania różnych osobników, których publiczność kojarzy z aktorstwem. Świetnie ujął to Hemar: „Merdać ogonem i uciekać,/ Pod stół wleźć i hau-hau odszczekać./ Wolno ze słowa robić łajno –/ Jak tylko wierszem, to już fajno!”.

Wiele zależy także od samych artystów, reżyserów, aktorów.
– Ale skoro w Polsce pan minister lansuje patologiczne przedstawienia teatralne, popiera szmirowate, bluźniercze wystawy, zachwyca się pseudoreżyserami i pseudoartystami, to nic dziwnego, że cała rzesza polskich artystów światowej klasy skazana jest na niebyt i musi szukać swojego miejsca poza Ojczyzną. Minister swoją polityką wyrzuca ich z kraju, przez co odcina nas wszystkich, a zwłaszcza polską młodzież, od kontaktu z nimi i ich genialną niekiedy twórczością. Każdy cywilizowany naród dba o swoich artystów i dziedzictwo kulturowe, gdyż wie, iż to ono wyróżnia go wśród innych narodów świata. A Polska ma ogromny dorobek. Zarówno w dziedzinie muzyki, plastyki, jak i literatury. I to jest jej wielki wkład w światowe dziedzictwo kultury. Dlatego należy je chronić. To jest obowiązek każdego ministra kultury, każdego twórcy, każdego obywatela. Już Hitler powiedział „Odebrać narodowi kulturę, historię, tożsamość – nie ma narodu”. I rzeczywiście, to wszystko jest odbierane młodemu pokoleniu Polaków. Na naszych oczach wykorzeniani są z własnej historii, tożsamości i kultury. Są wynaradawiani przez „specjalistów” od edukacji czy kultury. Ja się nie boję ministra kultury, ja się boję kultury ministra kultury.

Dziękuję za rozmowę.
Temida Stankiewicz-Podhorecka

http://www.naszdziennik.pl/mysl/65434,h ... ualny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 19 lut 2014, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Bliska miłość z dystansu

Dr Tomasz M. Korczyński

Tytan literatury, który nie miał ani jednej wolnej chwili i przerwy w tworzeniu. Nawet siedząc w kawiarni, zapisywał serwetki przybywającymi wciąż pomysłami do swoich kolejnych utworów. Stworzył ponad pół tysiąca dzieł.

Obrazek
Józef Ignacy Kraszewski (1812-1887) (FOT. ARCH.)


W związku z niezliczoną ilością książek, jakie stworzył Józef Ignacy Kraszewski – pisarz, poeta, malarz, dziennikarz, publicysta urodzony w Warszawie, trudno pokusić się o dokonanie w krótkim artykule syntezy jego dorobku. To niemożliwe. Skupię się więc na wybranej przeze mnie książce o znamiennym tytule „My i oni” z 1865 roku, która jest dziś w Polsce zapomniana, a która jest ważna z kilku powodów. W rozważaniach tych uwzględnię także zbiór publicystyki i reportaży zawartych w „Wieczorach drezdeńskich” z 1866 roku.

Na obczyźnie
Zazwyczaj, gdy myślimy o Józefie Ignacym Kraszewskim (1812-1887), przychodzą nam na myśl jego wielkie eposy historyczne, klasyczne dzieła, takie jak „Stara baśń”, trylogia saska (spośród tych trzech dzieł najlepszy jest oczywiście „Brühl”), „Bracia Zmartwychwstańcy” czy „Waligóra”. Nieprzypadkowo. Polski Homer snuł pieśń długiej, pięknej, ale i bolesnej historii Narodu Polskiego, którą opiewał w stu powieściach, pisząc bez przerwy w Warszawie, a potem w Dreźnie.

W styczniu 1863 roku (znamienna data, pisarz miał wówczas 51 lat) wygnany z Warszawy jako persona non grata w wyniku swojej dość jawnej i ostrej krytyki wobec polityki prowadzonej przez margrabiego Aleksandra Wielopolskiego osiadł w Dreźnie, gdzie z dystansu i z punktu widzenia „obcego” prowadził obserwacje socjologiczne swojej epoki, narodu niemieckiego, polskiego oraz sytuacji geopolitycznej w Europie. I właśnie tę perspektywę wybrałem do opisania twórczości mistrza.

Józef Ignacy Kraszewski zmarł na obczyźnie, w Genewie, wierząc, że nadejdzie moment odnowy i odbudowy Ojczyzny. Przez całe emigracyjne życie czuje się wyobcowany, jest niechętny zachodnim nowinkom i modom, odrzuca nihilistyczną, militarystyczną filozofię Okcydentu, nie podoba mu się także koncepcja chrześcijaństwa w wersji luterańskiej, zimna, samolubna, wręcz egoistyczna w porównaniu z katolickim duchem miłosierdzia, ofiarności, otwartości i powszechności.

W zbiorze tekstów publicystycznych „Wieczory drezdeńskie” wyraża cały swój smutek, ciężar bycia u obcych, wrogich, nieprzyjaznych Sasów, u których nawet jedzenie jest niesmaczne, a w Dreźnie najweselszym miejscem miasta jest „cmentarz nasz katolicki, kwiatów na nim pełno, cicho, napisy mówią znanym językiem”. Po czym ze swoistą ironią wskazuje na przesadną, maniakalną potrzebę nieustannego nakazywania legitymowania oraz bycia legitymowanym w tym państwie policyjnym („Oddawszy ducha, każdy jest już doskonale wylegitymowanym”).

W wielu swoich pracach rysuje konkretny program odnowy ducha narodowego, dostrzegając, że zbrojne zrywy niepodległościowe nie przynoszą oczekiwanego skutku w postaci upragnionej wolności. Już w pierwszych zdaniach powieści „My i oni”, dzieła, które powinno zwrócić naszą baczniejszą uwagę w aktualnej sytuacji geopolitycznej, odzwierciedla problem Ojczyzny w przededniu Powstania Styczniowego. Oto stary Jeremi mówi do powstańca Władysława, nie widząc szans na powodzenie styczniowej rewolty: „Uderzcie się w piersi, uderzmy wszyscy, popatrzmy na społeczność naszą okiem chłodnem, bezstronnem, nie Polaka, co kocha aż do zaślepienia wszystko swoje, ale człowieka, który ma sądzić wedle sumienia i rozsądku. Płomienia dosyć w was, ale tylko płomienia… rzucicie nań garść słomy, buchnie ogień wielki i spłonie. Niestety, niestety! posypmy głowy popiołem, rozedrzyjmy szaty – Polska nie ma kim, przez kogo zrobić i prowadzić wojny o niepodległość. Nie karabinów nam braknie, ani tych, coby je chwycili, mogą się oni znaleźć, znajdą się tacy, co z dobrą poginą wiarą, ale kto będzie prowadził? kto pokieruje? gdzie dłonie? gdzie głowy? gdzie wodzowie?”.

Ta powieść, trudna w odbiorze dla współczesnych mu rodaków, krytyczna, wyzywająca, karcąca, ukazuje jednocześnie, gdzie leżą zasadnicze problemy w zarządzaniu Polską. Kraszewski wskazał w niej także, w jaki sposób jesteśmy traktowani przez kraje Europy. W gruncie rzeczy nigdy nie mogliśmy na nie liczyć, ponieważ one prowadzą partykularne gry, kierując się wyłącznie swoim narodowym interesem, a tylko my staramy się im ciągle przypodobać, zaprzedając całą swoją istotę.

Jest to podkreślone bardzo mocno podczas kolejnej rozmowy Władysława z Jeremim. Na słowo „Europa” w ustach młodego powstańca starzec reaguje żywo: „Cicho! cicho z Europą, jej podłości później się dopiero dowiecie, gdy wygnańcami nie znajdziecie nigdzie przytułku, zgłodniali chleba, wycieńczeni pracy (…). Powie wam Europa, żeście głupi, oplwa mogiły naszych męczenników, odwróci się tyłem, rachując, o ile zyska na kursach banknotów, gdy nas diabli wezmą… oto masz, co myśli Europa… Podniósł oczy w niebo i dodał ze łzami prawie: – Garść naszych rozproszeńców żebrać będzie powietrza i wody, a narody jej odmówią… Będziemy Hiobem ludów, Łazarzem uczty bogacza… odwrócą się od nas przyjaciele i rodzina”. Mowa ta wprawia w przerażenie rozmówcę starca. Jeremi – można powiedzieć – jest radykalnym pesymistą, Kasandrą nieszczęśliwie zakochaną w Ojczyźnie, której zgubny los przewiduje. Jednak nie można mu odmówić trafności punktu widzenia, jasności i przenikliwości, jego szczerość budzi niestety sprzeciw młodego pokolenia (konflikt pokoleniowy jest także ważnym motywem tej książki).

Wizjoner
Czy coś się zmieniło od tego czasu, czego nie dostrzegają albo nie chcą dostrzec euroentuzjaści z PO i SLD na czele, którzy w żółtych gwiazdkach na niebieskim tle widzą swoją świetlaną przyszłość. Swoją, bo przecież nie Polski. Nie, nic się nie zmieniło. We wspomnianych „Wieczorach drezdeńskich” Kraszewski skarży się tak: „W Polsce cudzoziemiec znajdował cały kraj na usługi; nadskakiwania, ofiary, ułatwienia, pomoce; osiadał w niej, zbogacał się, a odchodząc, oplwał w nagrodę”. Wyprzedawanie dóbr narodowych, powszechna prywatyzacja na rzecz obcego kapitału, obsypywanie przywilejami „kolonistów”, jak firmy zagraniczne, to znana polityka centrolewicowego rządu, który dla Brukseli i Berlina jest gotowy zaprzedać duszę Narodu, ogołocić go z majątku, aby wzbudzić udawane zresztą uznanie poszczególnych komisarzy i kolejnych kanclerzy.

Kraszewski nie łudził się. W swej twórczości odzwierciedlał antagonizm niemiecko-polski, z akcentem na słowo „niemiecki”. Nad Europą lat 60. XIX wieku, przypomnę, zawisł wówczas cień zmory Bismarcka, pruscy zaborcy byli wyjątkowo brutalni w wyniszczaniu polskości. Represje po Powstaniu Styczniowym, jakie dotknęły Polaków, nie stanowiły wyłącznie domeny strony rosyjskiej, ale także pruskiej, działającej solidarnie w tym aspekcie, w pełnym porozumieniu z carem, gdy na tereny „niemieckie” napływali pobici powstańcy. To właśnie na terenach zaboru pruskiego w połowie XIX wieku pojawiła się słynna wizja „Drang nach Osten”, tak zawzięcie demaskowana przez Kraszewskiego w jego polemikach, m.in. z Freytagiem (zwolennikiem „szybkiego końca z Polską”).

Na marginesie dodam, że właśnie w tym momencie można szukać istotnego zaczynu pod narodowy socjalizm i wielką tragedię Europy, i łączyć ją należy bezpośrednio z takimi nazwiskami jak Gustav Freytag (na obszarze publicystyki i literatury) i Otto von Bismarck (na obszarze polityki).

Warto zatem wciąż na nowo odczytywać ostrzeżenia wizjonera Kraszewskiego, piętnującego szowinistyczną, antysłowiańską, nacjonalistyczną koncepcję „misji niemieckiej” i rasy panów. Wraz z postępującym procesem germanizacji, agresywnej i bezlitosnej antypolskiej kampanii Kraszewski staje się głównym adwersarzem pruskiej polityki w swojej celnej publicystyce. Jego teksty czytane były w polskich pismach wychodzących w Rosji, Austrii, jak i na terenie zjednoczonych Niemiec. Czytajmy go zatem i dzisiaj, w „zjednoczonej” Europie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/68669,bli ... tansu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 26 lut 2014, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Ambasador

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Ignacy Jan Paderewski

Należę do ludzi istotnie wyjątkowo szczęśliwych. Przez całe życie mogłem pracować jak mało kto na świecie. Niejedno z pragnień mych młodzieńczych najgorętszych stało się rzeczywistością. Najżarliwsza modlitwa została wysłuchana. Pacholęciem jeszcze prosiłem Boga, iżby mi pozwolił pracować skutecznie dla dobra Ojczyzny. I oto stałem się i byłem przez lat blisko trzydzieści wędrownym ambasadorem polskim za granicą, w przeróżnych najodleglejszych krajach świata przypominającym o istnieniu Polski, usiłującym na każdym kroku i każdym czynem zjednać szacunek i życzliwość dla jej imienia. Byłem tylko artystą muzykiem, ale moja muzyka nie była jako miedź brzęcząca lub cymbał brzmiący… Dźwięczało w niej zawsze czyste uczucie miłości dla uciśnionej ziemi ojców i może dlatego słuchano jej chętniej niż innych. Przez lat trzydzieści zawierałem znajomości, zawiązywałem stosunki, zaprzyjaźniałem się z ludźmi wybitnymi a dobrymi. Wierzyłem, że zechcą z czasem dopomóc Polsce – i dopomogli wielce.

Przemówienie I.J. Paderewskiego na spotkaniu z delegatami stowarzyszeń i organizacji, przybyłymi dla wręczenia mu adresu hołdowniczego, Warszawa 1 stycznia 1920 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Paderewski był jednym z największych mistrzów fortepianu, jego koncerty gromadziły niezliczone rzesze słuchaczy na całym świecie. O jego przyjaźń zabiegali przedstawiciele najwyższych sfer, na czele z rodami arystokratycznymi i królewskimi, a także wpływowymi politykami. Dla Paderewskiego znaczyło to wiele, bo było potwierdzeniem słuszności obranej drogi, nie mówiąc już o pochwałach, na które łasy jest każdy artysta. A jednak nie samouwielbienie czy kariera były celem, lecz służba Polsce, by dzięki zdobytej sławie i kontaktom przypominać o naszym prawie do niepodległości, by odkłamywać prawdę o naszych chlubnych dziejach i wspaniałej kulturze.

http://www.naszdziennik.pl/wp/69396,ambasador.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 27 lut 2014, 15:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mmwiblog.wordpress.com/2014/02/2 ... f-chopina/

204 rocznica urodzin Fryderyka F. Chopina
POSTED ON 26 LUTY 2014 UPDATED ON 27 LUTY 2014

W dniu 1 marca, mija 204 rocznica urodzin największego polskiego kompozytora i pianisty Fryderyka Franciszka Chopina. Za datę swych urodzin, Fryderyk F. Chopin podawał 1 marca 1810 roku, choć w metryce chrztu sporządzonej w kościele w Brochowie widnieje data 22 lutego.

Obrazek

Fryderyk Franciszek Chopin (ur. 22 lutego lub 1 marca 1810 roku↓ w Żelazowej Woli, zm. 17 października 1849 roku w Paryżu) – polski kompozytor i pianista. Od roku 1830 zamieszkały we Francji. Chopin jest uważany za jednego z najważniejszych kompozytorów romantycznych, a także za jednego z najważniejszych polskich kompozytorów w historii. Był jednym z najsłynniejszych pianistów swoich czasów, często nazywany poetą, wirtuozem fortepianu. Elementem charakterystycznym dla utworów Fryderyka Chopina, jest pogłębiona ekspresja oraz niewyczerpany wzorzec oraz stylistyka polskiej muzyki ludowej. Fryderyk Franciszek Chopin (ur. 22 lutego lub 1 marca 1810 roku w Żelazowej Woli, zm. 17 października 1849 roku w Paryżu) – polski kompozytor i pianista. Od roku 1830 zamieszkały we Francji.
Chopin jest uważany za jednego z najważniejszych kompozytorów romantycznych, a także za jednego z najważniejszych polskich kompozytorów w historii. Był jednym z najsłynniejszych pianistów swoich czasów, często nazywany poetą, wirtuozem fortepianu. Elementem charakterystycznym dla utworów Fryderyka F. Chopina, jest pogłębiona ekspresja oraz niewyczerpany wzorzec oraz stylistyka polskiej muzyki ludowej.
newRozbieżność ta do dzisiaj nie została ostatecznie rozstrzygnięta, choć współcześnie pierwszeństwo oddaje się dacie obchodzonej przez samego kompozytora i jego najbliższych. Miejsce urodzenia Fryderyka Franciszka Chopina jest bezsporne – Chopin przyszedł na świat w Żelazowej Woli pod Warszawą, w majątku hrabiostwa Skarbków, gdzie mieszkał i pracował, jako guwerner jego ojciec, Mikołaj Chopin (Francuz z pochodzenia). 23 kwietnia Fryderyk Franciszek Chopin został ochrzczony w kościele św. Rocha w niedalekim Brochowie.
Regularną naukę gry na fortepianie sześcioletni Chopin rozpoczął u prywatnego nauczyciela muzyki, czeskiego imigranta Wojciecha Żywnego. Niebawem, w 1817 roku, pojawiły się pierwsze kompozycje Chopina: polonezy, marsze i wariacje. Pierwszy utwór skomponowany przez Chopina zapisał jego ojciec – jest to “Polonez B-dur”. Powstały w tym samym czasie “Polonez g-moll” wyszedł wkrótce drukiem. W roku 1818 w piśmie naukowo-literackim “Pamiętniku Warszawskim” odnotowano: “prawdziwy geniusz muzyczny: nie tylko, bowiem z łatwością największą i smakiem nadzwyczajnym wygrywa sztuki najtrudniejsze na fortepianie, ale nadto jest już kompozytorem kilku tańców i wariacji, nad którymi znawcy muzyki dziwić się nie przestają”.
Kilkuletniego Fryderyka Chopina okrzyknięto cudownym dzieckiem – geniuszem fortepianu - zaczął grywać w warszawskich salonach arystokracji i dawać koncerty publicznie. Pierwszy publiczny koncert ośmioletni Fryderyk F. Chopin zagrał w 1818 r. w Pałacu Radziwiłłowskim w Warszawie, obecnym Pałacu Prezydenckim.
W latach 1826-1829 uczył się u Józefa Elsnera w Szkole Głównej Muzyki w Warszawie. Na świadectwie jej ukończenia znalazła się adnotacja “Fryderyk Chopin – szczególna zdolność, geniusz muzyczny”. W 1829 podczas pobytu w Wiedniu Chopin dał dwa koncerty w Kaertnertortheater. Prasa wiedeńska pisała: “W panu Chopinie poznaliśmy jednego z najznakomitszych pianistów, pełnego delikatności i najgłębszego uczucia”.

Obrazek
Bukiet dla Chopina


Rok później, w 1830 r. powstał “Koncert f-moll op. 21″, wykonany 17 marca na pierwszym własnym koncercie Chopina, w Teatrze Narodowym pod dyrekcją Karola Kurpińskiego. 11 października Chopin dał pożegnalny koncert przed swoim wyjazdem z Warszawy do Wiednia i Paryża. W programie znalazł się nowy “Koncert fortepianowy e-moll op. 11″. “Jest to utwór geniusza” - napisano w prasie.
2 listopada 1830 r. Fryderyk Chopin opuścił Warszawę żegnany kantatą “Zrodzony w polskiej krainie” Józefa Elsnera. Wybuch Powstania Listopadowego zastał Chopina w Wiedniu. Znajomi i rodzina powstrzymali go przed powrotem do kraju, a on sam pisał: “Przeklinam chwilę wyjazdu”. Kiedy upadło Powstanie Listopadowe, Chopin był w Stuttgarcie, tam powstała “Etiuda c-moll op. 10 nr 12” nazywana “Rewolucyjną?. We wrześniu 1831 r. artysta przyjechał do Paryża. W 1832 r. Chopin zagrał swój pierwszy koncert w tym mieście. W Salle Pleyel wykonał m.in. “Koncert f-moll”. W prasie napisano o “odrodzeniu muzyki fortepianowej”.
W stolicy Francji Fryderyk Chopin spędził resztę życia (poza krótkim pobytem na Majorce na przełomie 1838 i 1839 roku oraz w Anglii i Szkocji w 1848 r) . Podczas pobytu na Majorce chorujący na gruźlicę artysta przeszedł ostry atak tej choroby. Po długotrwałym leczeniu nie odzyskał już dawnej sprawności, przy wzroście ok. 180 cm ważył zaledwie 52 kg. Fryderyk Chopin przebywając po zagranicami swej ojczyzny, nigdy nie wyrzekł się swego Polskiego pochodzenia.
Cmentarz Père-Lachaise (fr. Cimètiere du Père-Lachaise) – największy i najsławniejszy cmentarz paryski, założony w 1804 roku w ogrodach przylegających do willi Mont-Louis, podarowanej przez Ludwika XIV swojemu spowiednikowi, Père Lachaise (ojcu Lachaise), francuskiemu jezuicie, François de Lachaise.

Obrazek

Cmentarz Père-Lachaise (fr. Cimètiere du Père-Lachaise) – największy i najsławniejszy cmentarz paryski, założony w 1804 roku w ogrodach przylegających do willi Mont-Louis, podarowanej przez Ludwika XIV swojemu spowiednikowi, Père Lachaise (ojcu Lachaise), francuskiemu jezuicie, François de Lachaise.
Szczególne piętno na życiu i twórczości Fryderyka Chopina odcisnął jego burzliwy związek z jedną z najbardziej popularnych kobiet Paryża, pisarką George Sand. Romans trwał dziewięć lat. Kolejną partnerką życiową Chopina została jego była uczennica, Jane Stirling. Na jej zaproszenie, w kwietniu 1848 r., koncertował w Anglii. Chopin zmarł w stolicy Francji 17 października 1849 r., w wieku 39 lat. Następnego dnia Cyprian Kamil Norwid napisał w nekrologu w “Dzienniku Polskim”: “Rodem Warszawianin, sercem Polak, a talentem – świata Obywatel, Fryderyk Chopin, zeszedł z tego świata”. Został pochowany na paryskim cmentarzu Pere Lachaise, a jego siostra, Ludwika Jędrzejewiczowa, zabrała serce kompozytora do Warszawy, gdzie umieszczono je w kościele Świętego Krzyża.
Fryderyk Chopin – dał przykład twórcy skromnego w swym ograniczeniu jedynie do fortepianu, zadziwiającego nieustannym dążeniem do doskonałości – napisał Mieczysław Tomaszewski, autor monografii artysty. Jego twórczość inspirowała także przedstawicieli innych dziedzin kultury, m.in. Henryka Heinego, Eugeniusza Delacroix, Sand i Norwida. Fascynowali się nim później m.in. Lew Tołstoj, Fryderyk Nietzsche, Karol Baudelaire.
Fryderyk F. Chopin był bardziej polski niż sama Polska. O jego polskości mówiono wówczas w Paryżu: „Serce jego narodu biło w jego piersi. Nie znamy drugiego muzyka, który by był bardziej patriotą od niego. Jest on Polakiem znacznie więcej niż którykolwiek Francuz był Francuzem, Włoch Włochem lub Niemiec Niemcem. Jest Polakiem, niczym innym tylko Polakiem, a z tego zniszczonego, mordowanego kraju polskiego wyłania się jak nieśmiertelna jego dusza, jego muzyka”. To piękne słowa oraz bardzo szczere, płynące z serca.
Fryderyk F. Chopin był wrażliwym i delikatnym mężczyzną, typowym przykładem romantycznego artysty, którego olśniewająca
Ratujmy serce Chopina! "Przetrwało carat, wojnę i komunizm. Na litość boską, niech nie zginie w wolnej Polsce!" Ratujmy serce Chopina! “Przetrwało carat, wojnę i komunizm. Na litość boską, niech nie zginie w wolnej Polsce!”
gra i głęboko osobiste kompozycje zdominowały sztukę gry na fortepianie na prawie pół wieku. Bardziej niż jakiegokolwiek innego kompozytora, Chopina kojarzy się zwykle z jednym zwykle instrumentem “fortepianem”. Mówiono, że jako instrumentalista przerastał on wszystkich swym geniuszem XIX-wiecznych wirtuozów, pomimo tego, że lubił koncertować i w ciągu całego swojego życia zaledwie 30 razy wystąpił publicznie. Jako kompozytor przyczynił się zmiany oblicza muzyki fortepianowej? Swoja grą czarował wszelkie salony w Europie i w Anglii. Jego przyjaciel Rober Schumann określił nowatorski styl Chopina, jako “działa ukryte w kwiatach”. To czar Polskości.
Słój z sercem Fryderyka Chopina może być rozszczelniony. Ostatni raz zaglądano do niego prawie 70 lat temu. – Jeśli płyn konserwujący wyparuje do tego stopnia, że będzie ledwie, ledwie kontaktować się z sercem, zacznie się ono zmieniać w grudkę czarnej, pomarszczonej substancji. Gdy zniknie reszta płynu, serce Chopina ulegnie nieodwracalnemu zniszczeniu – alarmują naukowcy pionu medycznego we Wrocławiu.
Serce Fryderyka F. Chopina – zgodnie z jego wolą – trafiło do Warszawy w 1850 roku. Początkowo jego siostra Ludwika przechowywała je w urnie w swoim domu, potem umieszczono je w kościele św. Krzyża w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, gdzie znajduje się obecnie. Pamiątka po kompozytorze przetrwała ponad 150 lat pełnych zawirowań historycznych. Jeśli nie zajmiemy się nią dziś, możemy ją stracić w czasach wolnej Polski – ostrzega prof. Tadeusz Dobosz.

Obrazek
Ratujmy serce Chopina! “Przetrwało carat, wojnę i komunizm. Na litość boską, niech nie zginie w wolnej Polsce!”


PS., Stulecie śmierci kompozytora, rok 1949, UNESCO ogłosiło Rokiem Chopinowskim. Rok 2010 – z okazji przypadającej rocznicy 2oo urodzin został ogłoszony w Polsce Rokiem Chopina.

Bolesław Jasmin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 12 mar 2014, 07:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Maria Rodziewiczówna: Pani z Kresów

Obrazek

Lektury, których nie może zabraknąć w Twojej biblioteczce Książki, które fascynują i uczą

Gdy w wieku zaledwie 22 lat Maria Rodziewiczówna napisała powieść „Straszny dziadunio”, by wkrótce dodać swe sztandarowe dzieło, „Dewajtis”, szybko zdobyła uznanie i popularność. Jednak ta popularność, wzrastająca wraz z kolejnymi utworami (w sumie napisała ich ok. 30), zaczęła przysparzać jej coraz to nowych przeciwników. Już w roku 1902 ktoś pisał, że umysł Rodziewiczówny jest… „zdziczały”, potem ktoś inny dodawał, że jest ona „ograniczona intelektualnie”; twierdzono też, że „Dewajtis” to plagiat, nie mówiąc już o tak ulubionych zarzutach jak „wtórność” czy brak pomysłowości w doborze tematów. Tak było przed wojną. A po wojnie?

W okresie PRL książki Marii Rodziewiczówny nie tylko wycofano z zestawu lektur szkolnych, nie tylko przestano je wznawiać, ale również skrupulatnie oczyszczono z nich biblioteki publiczne. Takie działania oznaczały bardzo czytelny zamysł: Rodziewiczówna w świadomości pokoleń powojennych ma po prostu nie istnieć. Ponieważ jednak nie można ocenzurować bibliotek domowych, a pokoleń przedwojennych pozbawić pamięci, to trzeba zrobić wszystko, żeby jej nazwisko miało skojarzenia wyłącznie negatywne. Temu z kolei służyły opinie różnych „krytyków”, którymi posługiwał się system wówczas, gdy chciał zniszczyć wpływ zbyt znanego i uznanego wcześniej autora. Owi krytycy mieli w zestawie różne epitety i formułki, takie jak „Rodziewiczówna kłamie, jest dewocyjna i klerykalna, nie ukończyła studiów”, i inne, których nawet nie ma co powtarzać (T. Dworak, Rodziewiczówna i polskie piekło, 1993).

Wydawało się, że ten spisek przeciwko Marii Rodziewiczównie osiągnął swój cel i że nikt już nie pamięta, kim była i co napisała. Ale jak tylko było to możliwe, czyli po roku 1989 ruszyła lawina wznowień wydań przedwojennych. I tu okazało się, że Maria Rodziewiczówna jest nadal żywo odbierana, a powieści są wręcz rozchwytywane. Ukazała się też piękna biografia „Strażniczka kresowych stanic” (Jan Głuszenia) oraz wspomnienia Jadwigi Skirmunttówny (kuzynki i przyjaciółki) pt. „Pani na Hruszowej”. Rodziewiczówna wróciła.

Kresowe dziedzictwo
Dlaczego pewne kręgi aż tak Rodziewiczówny nienawidziły? Odpowiedź łatwo znaleźć: musiała nie tylko swoją twórczością, ale również swoim życiem reprezentować taką postawę i takie wartości, z którymi system komunistyczny i środowiska lewicowe walczyły. Musiała w niej być i polskość, i katolicyzm. Ale nie w sposób letni lub powierzchowny, lecz bardzo wyrazisty, przemyślany i szczery. Tego pragnęła dusza polska, okaleczona przez zabory i wojny, zdezorientowana przez różne ideologie i trendy literackie, skazywana na niepamięć. Rodziewiczówna przemawiała głosem czystym i zasadniczym, bo nie musiała zastanawiać się, kim jest. Ona, córka zesłańców (rodzice przez siedem lat więzieni byli na Syberii), wychowana i wykształcona w Jazłowcu przez Siostry Niepokalanki, na czele z matką Marceliną Darowską, dziś błogosławioną, potomkini zasłużonego dla obrony polskości rodu – nie musiała zastanawiać się, czy jest Polką i czy Kościół katolicki jest dla niej schronieniem. To było jasne, opłacone daniną krwi, uświęcone starodawnym zwyczajem, zasłużone ciężką pracą, uproszone żarliwą modlitwą. W niej była Polska od pokoleń. W niej były Kresy.

Właśnie, tu pojawia się ten trzeci element: Kresy. Jej rodzina od dawna mieszkała na Kresach, w jakże malowniczej Pińszczyźnie, na Polesiu, pośród puszcz, moczarów i rzek, gdzie przeniosła się w początkach wieku XVII z Oszmiany. Pani Maria odziedziczyła dom po przodkach w Hruszowej. Dom, który był oazą kultury polskiej najwyższych lotów. Więc mamy i czwarty element: wysoka kultura polska, która jaśnieje pośród mroku ludów niełatwych do podźwignięcia na wyższy poziom. Dom, który daje ciepło, serdeczność, otwartość i styl, własny, nieobcy, dumny, nielękliwy.

Polesia czar
A wreszcie przyroda. Rodziewiczówna była rozkochana w przyrodzie, która za jej życia była na tamtych terenach wyjątkowo bogata, tajemnicza i trudno dostępna, ale zawsze pociągająca. Mówiła o sobie, że należy do starodawnego rodu tych, którzy mają „przodków we wszystkich wiekach i tradycję we wszystkich szczepach ludzkości”. Jest to bowiem ród nie ciała, „lecz duszy, nie ród lasu mieszkańców, lecz lasu miłośników, przyrody czcicieli”. Książką, która to zauroczenie przyrodą wyraża najpiękniej, jest „Lato leśnych ludzi”. Można ją czytać bez końca, zwłaszcza gdy z nadejściem wiosny przyroda po zastygłej zimie wraca do cudu życia.

Rodziewiczówna była człowiekiem ciężkiej pracy. Utrzymanie majątku na odpowiednio wysokim poziomie wymagało niezwykłego poświęcenia i pracy, również fizycznej. Bo Rodziewiczówna, choć była panią na włościach, to, by majątek utrzymać, sama musiała również zakasać rękawy i po prostu pracować. W domu naprawiała meble, malowała podłogi, reperowała sprzęt. Ale musiała też myśleć, co robić, jak planować, aby całość mogła dobrze prosperować, więc musiała też być zarządcą. A wreszcie pomagała, pomagała bez końca. Tu przekazuje 120 hektarów na osadnictwo wojskowe, tam ofiarowuje drewno pogorzelcom, opiekuje się też chorymi, utrzymuje szkołę. Kieruje się zasadą: „Są dwie potęgi, którym trzeba dać wszystko, a w zamian nie brać nic – to Bóg i Ojczyzna”. Tej zasadzie wierna była do końca życia.

Powrót
Rodziewiczówna nie pasowała do schematu, jaki na polskie społeczeństwo narzucali najpierw zaborcy, a potem komuniści. Chodziło o to, żeby Naród się nie zjednoczył, lecz żeby jawił się jako dwie zantagonizowane siły: panowie i chłopi, ciemiężyciele i ciemiężeni, wyzyskiwacze i wyzyskiwani. To nic, że już od Konstytucji 3 maja tendencja była zupełnie inna, że po Powstaniu Styczniowym dwór otwierał się na wioskę, by poprzez oświatę i opiekę pomóc ludowi w osiągnięciu odpowiednio wysokiego poziomu, a zwłaszcza by zaszczepić w nim patriotyzm – nasi wrogowie z całą determinacją szukali wyjątkowych przypadków lub kłamali w żywe oczy. Liczył się schemat, a nie prawda.

Wykładnia taka obowiązywała również w PRL, a kto wie, czy nie gnieździ się dotąd w wielu nieświadomych umysłach. Tym bardziej więc, odzyskując naszą pamięć i budując jedność, musimy odkłamywać to, co ciągle jest zakłamane. Jadwiga Skirmunttówna, odpowiadając na lewicowe kalumnie zwolenników walki klas, tak wyjaśniała: „Ani moi, ani Rodziewiczówny dziadowie z pewnością nikogo batem nie siekli. Niedola, jaką Pan przedstawia, była może w wyjątkowo zapadłych kątach, gdzie właśnie dworów nie było. Na ogół za czasów polskiego dwudziestolecia dobrobyt podniósł się znacznie. Zamiast tych batów, wszystkie chyba dwory nasze leczyły, mieli książki dla tych, co czytać chcieli. Chłopi zawsze mieli wstęp do dworu, nie czekali godzinami na dziedzińcu. Nie byliśmy świętymi, ale chcieliśmy żyć z nimi po chrześcijańsku, świadcząc dobro jakeśmy mogli…”. I w zakończeniu zadaje kluczowe pytanie: „Na miejscu hruszowskiego domu Rodziewiczówny, na jego gruzach stanęła stacja traktorów. Czy ona promieniuje jak dawny dwór?”.

No właśnie, zniszczono dwory – została po nich albo pustka, porosła krzakami, albo postawiono tam ohydne baraki, magazyny czy bloki. Wysiedlono mieszkańców, którzy swoją postawą potrafili być wzorem przynajmniej dla okolicznej ludności. Jednak robiono wszystko, by właścicielom odebrać dobre imię. A jeśli wybijali się ponad przeciętność, starano się ich zamknąć w lochach nienawiści. Robiono wszystko, żeby na pozbawiony własnych elit lud nic już nie promieniowało, by nie docierał żaden blask przypominający o dumie bycia Polakiem i o godności bycia człowiekiem. A ponieważ Maria Rodziewiczówna była i w życiu, i w twórczości zaprzeczeniem takiej właśnie ideologii i jej fałszywych schematów, dlatego wielokrotnie wydawano na nią wyrok: w czasie zaborów, w okresie międzywojennym, w PRL. Ale Naród pamiętał, bo co światlejsi jego synowi i córki wiedzą, kogo przywracać pamięci, kogo czytać, kim się inspirować, by się odrodzić. A naszym zadaniem jest właśnie odrodzenie Narodu w blasku miłości i myśli tych twórców, którzy wiedzieli, kim są i dla kogo pracują. Do tego grona należy z pewnością Maria Rodziewiczówna, dlatego serce rośnie, gdy widzimy, jak powraca. Bo to znaczy, że Naród żyje.

Prof. Piotr Jaroszyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/70952,m ... resow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 22 kwi 2014, 20:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mmwiblog.wordpress.com/2014/02/2 ... rewskiego/

Marzenie Ignacego Jana Paderewskiego
POSTED ON 20 LUTY 2014 UPDATED ON 5 MARZEC 2014

„Król pianistów”, „Poeta fortepianu”, „Czarodziej klawiatury”, „Lew Paryża”, „Geniusz muzyczny”, „Nowy Chopin”. Ignacy Jan Paderewski, gdy postanowił kupić dwór w miejscowości Kąśna Dolna, w dolinie rzeki Biała Dunajcowa na Podkarpaciu, miał lat 37 i stąpał po prawdziwym kobiercu światowej sławy… Niełatwa doń wiodła droga.
Urodził się 6 listopada 1860 roku na Podolu, które pozostanie dla niego „jednym z najcudowniejszych miejsc na świecie”.

Obrazek

Ignacy Jan Paderewski herbu Jelita – polski pianista, kompozytor, działacz niepodległościowy i polityk. W 1919 r. sprawował funkcje premiera i ministra spraw zagranicznych RP. Profesor konserwatorium w Warszawie.Ignacy Jan Paderewski herbu Jelita – polski pianista, kompozytor, działacz niepodległościowy i polityk. W 1919 r. sprawował funkcje premiera i ministra spraw zagranicznych RP. Profesor konserwatorium w Warszawie.
Dziad macierzysty Ignacego, Zygmunt Nowicki, przyjaciel Adama Mickiewicza, po Powstaniu Listopadowym, w którym wziął czynny udział, został zesłany w głąb Rosji. Na wygnaniu urodziła mu się córka, której nadał oryginalne imię – Poliksena. To matka Paderewskiego, obdarzona talentem muzycznym, która osierociła synka, gdy miał zaledwie kilka miesięcy. „Mój ojciec był dla nas wszystkim” – powiedział Ignacy. Jan Paderewski pochodził z Podlasia nadbużańskiego, rodzinna wieś rodu – Paderew, istnieje do dzisiaj.
„Miałem zaledwie trzy lata, gdy ojciec mój został uwięziony” – opowiadał Ignacy Jan. Był rok 1863. Powstanie Styczniowe. Ojciec pomagał powstańcom. Gdy kozacy otoczyli dom i aresztowali ojca, a mały Ignacy zapytał, dlaczego go zabierają, w odpowiedzi kozak zdzielił dziecko nahajką, przecinając mu skórę.

Nowy Chopin
„Zawsze chciałem walczyć o Polskę… Od szóstego roku życia – miałem głowę pełną planów i marzeń o Polsce! – pragnąłem wyswobodzić Ojczyznę” – oto credo dziecka. Ojciec, który odsiedział rok w więzieniu i szczęśliwie powrócił do osieroconych dzieci, rychło zauważył muzyczny talent syna. Ignacy Jan miał lat zaledwie 12, gdy zaczął studia w Instytucie Muzycznym w stolicy, skąd dwukrotnie go wydalano „za krnąbrność”. W czerwcu 1878 roku ukończył jednak klasę fortepianu, uzyskując najwyższą ocenę – rzymskie piątki.
Miał ledwo lat 20, gdy w 1880 roku poślubił pannę Antoninę Korsakównę, także studentkę Instytutu Muzycznego, śpiewaczkę. „Pragnąłem mieć swój dom – opowiadał. – Miałem już teraz własne małe ognisko domowe i byłem szczęśliwy”. Szczęście to trwało nader krótko. 9 października 1880 roku Antonina urodziła syna i dziesięć dni potem umarła. Na domiar nieszczęścia okazało się, że synek jest niepełnosprawny, nie chodzi. Przeżyje 21 lat, a ojciec będzie się nim opiekował z największym oddaniem i miłością.
W roku 1883 na drodze życia Ignacego Jana pojawiają się dwa dobre duchy – doktor Tytus Chałubiński i Helena Modrzejewska. Z wędrówek u boku „Tatrzańskiego króla” narodzi się „Album tatrzańskie”. W poczytnej „Biesiadzie Literackiej” odnajdujemy portret Ignacego Jana z owego zakopiańskiego lata: „(…) wysmukły jak góral, gwałtowny jak wicher, serdeczny jak dziecko”. Pod Tatry przybywa gwiazda gwiazd – Helena Modrzejewska – po oszałamiających sukcesach w Ameryce. Wedle jej wspomnień, doktor Chałubiński „przyprowadził pięknego chłopca o fantazyjnej czuprynie gorejącej jak słońce”. Odtworzone wnętrze dworku w klimacie z czasów Paderewskiego (FOT. Z. ŻYBURTOWICZ)Powiedział: – Pokochajcie go! To nowy Chopin!

Obrazek

„Spotkanie moje z nią w Zakopanem, gdy byłem jeszcze biednym, nieznanym studentem, stało się punktem zwrotnym w moim życiu” – powie o wielkiej artystce Paderewski.
Wielkodusznie Modrzejewska zaproponuje mu wspólny koncert w Krakowie, który odbędzie się 3 października 1884 roku i przyniesie taki dochód, że Ignacy Jan będzie mógł wyjechać do Wiednia na studia.
Gdy przyjaciel zatrudniony w reprezentacyjnej francuskiej orkiestrze symfonicznej proponuje mu wspólne koncerty w Paryżu, Paderewski odpowiada żartobliwie: „Gotów jestem grać, tańcować, przewracać karty lub koziołki na waszych koncertach”. Zanim zaczął wywracać koziołki w Paryżu, zagrał zimą 1888 roku w Brukseli z ogromnym powodzeniem. Uszczęśliwieni rodacy uczcili go słowy: „Twa gra nas brata z niebem i z krajem”.
3 marca 1888 roku Ignacy Jan Paderewski wystąpił w Paryżu. „Zmartwychwstał Chopin!” – zakrzyknęła prasa. Przyjaciele z bannerfans_10526283Warszawy grzmią: „Przysyłaj nam dzienniki paryskie, żeby wykłuć oczy wszystkim tutejszym durniom – dowodami, że Paderewski nie jest zwyczajnym człowiekiem, tylko prawdziwym, genialnym pianistą…”.
Koncertuje w Ojczyźnie. Toruń, Poznań, Kraków, Lwów, Tarnów witają go owacyjnie. „Przybył, zagrał i zwyciężył serca nasze”. Koncertuje w Niemczech, Rumunii, Szwajcarii, Holandii, Anglii… Londyn – wiosną 1890 i latem 1891 – przyjmuje go wśród „wybuchów dzikiego entuzjazmu”, jaki „zadaje kłam przysłowiowej oziębłości” Anglików. Królowa Wiktoria zapisała w diariuszu: „Gra tak cudownie, z taką siłą i z takim głębokim uczuciem. (…) Jest młody, a głowę jego otacza coś w rodzaju czerwonej aureoli”. Wokół tej aureoli narosła legenda. Sławny malarz angielski Edward Burne-Jones zakrzyknął: – Spotkałem archanioła kroczącego londyńskim chodnikiem w aureoli złocistych włosów! I namalował świetny portret „archanioła”.
Natomiast rodacy, jak zawsze, z zawiścią „uwierzgną i obcasem poczęstują” (jak rzekł Norwid), więc w piśmie „Kraj” ukazała się anonimowa kąśliwość, której autor oświadczał, że czupryna wirtuoza robi na nim wrażenie „fury siana wywróconej na głowie”. Ale żądła rodacze już nie mogły Paderewskiego dotykać. Świat stał przed nim otworem.

Czarować ludzkie serca
W listopadzie 1891 roku wyruszył, by podbić Amerykę. Dał 107 recitali. W nowojorskim Carnegie Hall zachwyceni słuchacze
“ Muzyka należy do najbardziej podstawowych potrzeb ducha ludzkiego. ”(by Bolesław Jasmin)“ Muzyka należy do najbardziej podstawowych potrzeb ducha ludzkiego. ”(by Bolesław Jasmin)
nagradzają go burzliwą, ogromną owacją.
Modrzejewska pisze do przyjaciół w Polsce: „Paderewski gra tu z olbrzymim sukcesem. Kobiety szaleją za nim. Krytycy chwalą go bez granic. (…) Paderewski czasem drży jak spłoszony kochanek, ale umie się jeżyć z gniewu jak rozzłoszczona chryzantema”.
„Chryzantema” wzdycha: „Nie kończy się ciężar pracy… Czy zdołam dopłynąć do brzegu, czy starczy mi sił?”. Zagrał w Białym Domu entuzjaście „Trylogii” Sienkiewicza – prezydentowi Teodorowi Rooseveltowi. „Jego spojrzenie na sprawy mej Ojczyzny podniosło mnie na duchu” – zapisze z radością. Amerykańskie trasy to także niebywały sukces finansowy. Księga Guinnessa podaje rekord polskiego pianisty – najwyższe światowe honorarium w przeliczeniu na jedną zagraną nutę.
Ale ten, który jeszcze tak niedawno klepał biedę i czasem bochenek chleba musiał mu wystarczyć na 10 dni, ma gest książęcy. Całe honorarium za koncert w Metropolitan Opera w Nowym Jorku ofiarowuje na pomnik Waszyngtona. Rodakom do Chicago przekazuje potężną sumę na pomnik Kościuszki. I 10 tysięcy dolarów (suma na owe czasy olbrzymia) ofiarowuje na nagrody i stypendia dla młodych muzyków amerykańskich. Filantropijnym działaniom Paderewskiego należałoby poświęcić osobną księgę.
W 1895 r. prezentuje w Carnegie Hall utwór na fortepian i orkiestrę „Fantazja polska”. Gra ją w Dreźnie, Lipsku, Paryżu, Australii i Nowej Zelandii. Gra w Rzymie o przedwiośniu 1897 roku.
Gdy wręczano mu w imieniu króla order Korony Włoskiej, Paderewski mówił o radości, „jakiej winni doznawać synowie Leonarda da Vinci i Michała Anioła, czując się po tylu nieszczęściach wolnymi i wcielając w życie, w ojczyźnie całej i niepodległej, najwyższe ideały artystyczne”. Nigdy nie przestał wierzyć w swą Ojczyznę – całą i niepodległą!

Poznać szczęście kochania
„Ignasieńku – czy to jest szczęściem kochać tak – jak ja kocham? – kochaj mnie – kochaj – zobaczysz – będziemy bliscy nieba”. Autorka tych słów, ponętna brunetka o szafirowych oczach, Helena Górska, zaproponowała Paderewskiemu, że zaopiekuje się jego kalekim synkiem. Z biegiem czasu przywiązanie przerodziło się w miłość.
Opinie o pani Helenie są bardzo różne. Wedle jednych – była „milutką, słodziutką, inteligentną osóbką”. Wedle innych – „nie miała rozumu więcej niż kury, które z zapałem hodowała”. Faktem jest, że z jej inicjatywy Paderewski powierzył swe interesy w Polsce kuzynowi pani Heleny, które to pełnomocnictwo przyniosło artyście same kłopoty i straty.
Zawsze marzył o domu w Ojczyźnie. Wreszcie 13 sierpnia roku 1897 zawarto akt zakupu dóbr Kąśna Dolna. „Jeśli będziesz mogła wpaść do Kąśnej, to nie zapomnij, duszeńko, powiedzieć ogrodnikowi, ażeby nam zasadził sporo starszych świerków, trochę modrzewi i nad stawem wierzb płaczących” – prosił żonę z Anglii jesienią 1897 roku. I dodawał z tlo.jpgczułością: „Zresztą możesz się tam rządzić jak szara gąska”.
Kąśna kosztowała krocie! Pełnomocnik pani Heleny sprowadził ze Szkocji stado rasowego bydła, ze szkockich posiadłości królewskich w Balmoral przyjechały do Kąśnej… owce. Postanowił też zakupić sto tysięcy małych pstrągów i wpuścić je do rzeczki Białki. Biografowie nazwą Kąśną „kosztowną idyllą”. Paderewski stał się błogosławieństwem dla wsi. Ufundował ochronkę dla dzieci, zbudował dom dla Klubu Inteligencji Obywatelskiej, wyposażył bibliotekę.
Przez sześć lat (1897-1903) Kąśna stała się dla Paderewskiego miejscem wytchnienia, wymarzonym domem. Tu powrócił latem 1902 r. po kolejnym tournée amerykańskim, gdzie w Metropolitan Opera prezentował swoją operę „Manru” – a jest to jedyne polskie dzieło operowe wystawione na tej scenie. Po zgiełku owacji, po trudach dalekich podróży – Kąśna wydawała się oazą ciszy, wytchnienia, spokoju.
Niestety, nadużycia niewydarzonych pełnomocników i nieuczciwych rządców spowodowały, że artysta powiedział z goryczą: „Proszę mi wierzyć, jam dość bogaty na Szwajcarię, Paryż i Londyn, ale stanowczo za ubogi, aby osiąść na wsi i gospodarzyć w Galicji”.

Hej, Orle Biały!
15 lipca 1910 roku do Krakowa przybyło 150 tysięcy Polaków z całej rozdartej Polski, by przeżyć odsłonięcie pomnika ufundowanego przez Paderewskiego na pięćsetlecie zwycięstwa pod Grunwaldem. „Praojcom na chwałę, braciom na otuchę” – jak głosi napis. Majestatyczny król Władysław Jagiełło unosił miecz nad pokonanym Krzyżakiem.
Fundator pomnika powiedział: „Dzieło, na które patrzymy, nie powstało z nienawiści! Zrodziła je miłość Ojczyzny – i wdzięczność dla przodków naszych, co nie po łup, ale w obronie słusznej sprawy zwycięskiego dobyli oręża”. Popłynęły dźwięki „Roty” i „Mazurka Dąbrowskiego”. A wkrótce miała zabrzmieć pieśń Ignacego Jana Paderewskiego:
Hej, Orle Biały, pierzchły dziejów mroki,
Leć dziś wspaniały, hen, na lot wysoki,
Nad pola chwały, nad niebios obłoki,
Ponad świat cały – wielki i szeroki…
Ten „Hymn bojowy” (wykonywany teraz w wolnej Polsce mistrzowsko przez Chór Wojska Polskiego) był poetycką transpozycją odezwy Paderewskiego do żołnierzy polskich w Stanach Zjednoczonych: „Idźcie na bój, na wielki, na sławny, na ziemię polską”.

Obrazek

6 listopada 1916 roku – w swoje 56. urodziny – Paderewski spotkał się z prezydentem USA Woodrowem Wilsonem, by żarliwie przez dwie godziny apelować na rzecz niepodległości Polski. 11 listopada 1918 roku wyruszył do Ojczyzny. W styczniu 1919 r. jechał u boku Marszałka Józefa Piłsudskiego ulicami Warszawy. Maria Dąbrowska notowała w „Dzienniku”: „Witany był jak panujący narodu! Nieprzebrane tłumy idące z szumem morza – z krzykiem entuzjazmu – z morzem ogni nad głowami…”.
Do wiwatujących rodaków rzucił swoje credo: „Stronnictwo powinno być jedno – Polska, i temu jedynemu służyć będę do śmierci. Żadne stronnictwo z osobna nie odbuduje Ojczyzny – odbudują ją wszyscy”.
Mianowany prezydentem Rady Ministrów (czyli premierem) i ministrem spraw zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej wyjednał bardzo znaczącą pomoc amerykańską dla zrujnowanego wojną kraju. Był jednym z czołowych sygnatariuszy traktatu pokojowego w Wersalu. Powrócił do sal koncertowych, znów grał w Europie, USA, Australii, na Kubie. Koronowane głowy wstawały i chyliły się, gdy wychodził na scenę.

Duch miłości dla Polski
„Tragiczna chwila, jaką Polska przeżywa, stawia przed nami jedyny cel wszystkich naszych wysiłków, ostateczne zwycięstwo i uwolnienie Kraju od wrogów. (…) walczymy o Polskę całą, jedyną, wielką, niepodległą”. Tak przemawiał Ignacy Jan Paderewski w ambasadzie polskiej w Paryżu 23 stycznia 1940 roku jako przewodniczący Rady Narodowej – substytutu Sejmu na emigracji.
Gdy Wrzesień 1939 rozżagwił się łunami nad Polską – Paderewski ogłosił „Apel do narodów świata”: „W chwili dziejowej, w której Naród Polski składa dowody niezrównanego bohaterstwa, zwracam się ku Niemu – z głębi udręką ogarniętego serca, wraz z hołdem i podziwem – to posłanie nadziei i ufności w Boga i Jego sprawiedliwość”. 6 listopada 1940 roku – w swoje osiemdziesiąte urodziny – Paderewski przybył do Nowego Jorku. „Czas mej ziemskiej pielgrzymki dobiega już swego kresu – powiedział melancholijnie – lecz wdzięczny jestem Bogu Najwyższemu, że mi sił użyczył, by jeszcze służyć Polsce”. Będzie jej służył do ostatniego tchu.
Zmarł w Nowym Jorku 29 czerwca 1941 roku. Prochy złożono z honorami wojskowymi na cmentarzu bohaterów narodowych USA Arlington w Waszyngtonie. Serce artysty, odnalezione po latach poszukiwań, spoczęło w sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown, zwanym Amerykańską Częstochową. Do Polski powrócił 5 lipca 1992 roku, by spocząć w krypcie rozearchikatedry św. Jana w Warszawie.
Miał prawo powiedzieć: „Poświęciłem życie dla Ojczyzny. Służyłem jej z całego serca i ze wszystkich sił… To ona wezwała mnie do służby!”. Aleja wiodąca do szwajcarskiego miasteczka Morges zowie się „Avenue Ignace Paderewski” i stoi na niej pomnik naszego wirtuoza. Ale jego piękna posiadłość Riond Bosson już tam nie istnieje. Zburzono ją w roku 1965, by przeprowadzić autostradę. Ostał się tylko… kurnik pani Paderewskiej.
Lecz w Ojczyźnie ocalał dwór, który przez sześć lat był polską przystanią artysty – Kąśna Dolna.
Po wojnie dwór niszczał, wycinano aleje, park zarastał… Na szczęście w listopadzie roku 1976 powstało Tarnowskie Towarzystwo Muzyczne. Grupa entuzjastów rozpoczęła bój o uratowanie domu Ignacego Jana Paderewskiego. Doprowadziła do objęcia obiektu ochroną zabytków. Rozpoczęła – wsparta finansowo przez Ministerstwo Kultury – kapitalny remont. W roku 1990 stworzyła Centrum Paderewskiego Tarnów – Kąśna Dolna. Rok potem dwór odremontowany, jaśniejący nieskazitelną bielą ścian i kolumienek patrzył znów ku zielonej łące opadającej w stronę błękitnej tafli stawu. Odtworzono z pomocą Muzeum Narodowego wnętrza, aranżując je w klimacie i kształcie z czasów Paderewskiego.

Barbara Wachowicz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 26 kwi 2014, 13:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=10674

Gdyby żył w XX w., dziś szukalibyśmy jego kości w dole z Żołnierzami Wyklętymi. Wielki polski wieszcz, zdyskredytowany w PRL-u jako „wróg rewolucji”
lut 23, 2014 Admin Bez kategorii 1

155 lat temu zmarł Zygmunt Napoleon Krasiński (19 II 1812 – 23 II 1859, Paryż). Był jednym z naszych wieszczów narodowych czasów niewoli. Nie pomogło dyskredytowanie go przez „marksistów” w czasach peerelu jako „konserwatysty” i wroga „rewolucji”. Zachował swą wielkość i miejsce w historii polskiej literatury.
Różnił się od Słowackiego i Mickiewicza tym, że nie był „demokratą”. Nie łudził się co do tego, czym jest rewolucja. W genialny sposób przewidział jej przebieg i skutki!
Katolik, konserwatysta, piewca Ewangelii, konsekwentwie propagował narodowy solidaryzm, przeciwstawiany „rewolucji społecznej” i bratobójstwu, podsycanemu przez zaborców. W jego Psalmie miłości znalazły się pamiętne słowa – warunek wskrzeszenia Polski:


Jeden tylko, jeden cud: Z Szlachtą polską – polski Lud!

Obrazek

Gdyby żył w XX w., szukalibyśmy dziś jego kości w jakimś dole z „żołnierzami wyklętymi”! Niechęć Polaków do bolszewickich metod „rozwiązywania problemów społecznych” to także jego zasługa. W finale dramatu Nie-Boska komedia zawarł swoje największe pragnienie zwycięstwa nauki Chrystusowej i miłości na świecie: Galilaee vicisti!(Zwyciężyłeś, Galilejczyku!).
Pochodził z rodziny arystokratycznej. Był synem generała napoleońskiego Wincentego Krasińskiego i Marii z Radziwiłłów. Po upadku Napoleona generał Krasiński – ze względów pragmatycznych, by nie utracić rozległych rodowych dóbr, przyjął postawę lojalności wobec cara Rosji. Pod wpływem ojca 18-letni Zygmunt nie weźmie udziału w Powstaniu Listopadowym, co pozostanie bolesnym cierniem do końca jego życia.
Jako chłopiec był wychowywany w kulcie Napoleona i świętej Sprawy – niepodległości Polski. Z upadku Napoleona i tragedii Powstania Listopadowego oraz tułaczki polskich emigrantów politycznych uczynił sprawę osobistą.
Jako poeta i dramaturg wychował się na twórczości George’a Byrona, Adama Mickiewicza, Johanna Wolfganga Goethego i Waltera Scotta. Jego utwory mają charakter filozoficzny i historiozoficzny, ich fabuła oparta jest na obrazach z historii. Największe dzieła to dramaty Nie–Boska komedia (1835) iIrydion (1836), poemat Przedświt (1843), cykl poetycki Psalmy przyszłości (1844-48) oraz fascynujące listy.
Studiował prawo i administrację na Uniwersytecie Warszawskim, potem w Genewie. Powroty do kraju będą coraz rzadsze, wreszcie na dobre osiądzie w Paryżu. W środowisku polskiej emigracji politycznej czuł się najlepiej, był wolnym człowiekiem.
Zwiedził Włochy, Francję, Austrię, Niemcy, Szwajcarię i inne kraje europejskie, obserwacje ze swoich podróży wykorzystał w twórczości i w listach.
W roku 1833 – podczas podróży do Wiednia, Wenecji i Rzymu – powstało opus vitae Krasińskiego – dramat Nie-Boska komedia. Utwór składa się z 4 części, z czego dwie pierwsze to dramat rodzinny z romantycznym poetą (outsiderem) w roli głównej. Trzecia i czwarta część to dramat społeczny i filozofia dziejów Krasińskiego.
To przerażający obraz rewolucji. Genialny, ponieważ pokazane tam obrazy zbrodni i zniszczenia ewokują przyszłą rewolucję bolszewicką! Dramat stawia ważne dla twórców romantycznych pytanie o rolę Boga w historii. Zakończenie jest pełne wiary: w ostatniejscenie dramatu pojawia się Chrystus, co należy rozumieć optymistycznie nie jako Apokalipsę, raczej jako odrodzenie chrześcijaństwa. Zwyciężyłeś, Galilejczyku! – woła pokonany przywódca krwawej rewolty, walczący ze „starym” światem i z Bogiem.
Wielkie znaczenie dla zrozumienia wizji świata Zygmunta Krasińskiego mają jego Psalmy przyszłości. Pierwsze trzy mają charakter historiozoficzny. Pokazują znaczenie cnót kardynalnych (wiara, nadzieja, miłość) w życiu nie tylko poszczególnych ludzi, ale przede wszystkim społeczeństw. Krasiński rozprawia się z ideami „rewolucyjnymi”, opartymi na zbrodni, zniszczeniu i niesprawiedliwości. Odwołuje się do wartości ewangelicznych, miłości, braterstwa, solidaryzmu społecznego, niezależnie od klasy społecznej. Przywołuje w modlitewnym Psalmie dobrej woli ideał Polski czystej, nieskalanej, mocnej duchem, gotowej do zmartwychpowstania na gruncie nauki Chrystusowej, nie poprzez niszczącą „rewolucję”.
Zygmunt Krasiński umarł przedwcześnie (całe życie przewlekle chorował) 23 lutego 1859 w Paryżu. Ciało przewieziono do Polski i pochowano w Opiniogórze koło Ciechanowa, gdzie był majątek Krasińskich, a obecnie jest Muzeum Romantyzmu.


Psalmy przyszłości (1844-1848)


Psalm miłości
(1845, wyd. 1850)

[fragment]

1. Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, stałem się jako miedź brząkająca albo cymbał brzmiący.
2. I choćbym miał proroctwo i wiedziałbym wszystkie tajemnice i wszelką umiejętność, i choćbym miał wszystką wiarę, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, nicem nie jest.

Św. Paweł, List 1 do Koryntian, rozdz. XIII

Przeciw piekłu podnieść kord!
Bić szatanów czarny ród!
Rozciąć szablą krwawy knut
Barbarzyńskich w świecie hord!
Lecz nie nęcić polski Lud,
By niósł Szlachcie polskiej mord!
Marne wrzaski – próżne mowy -
Z krwi i z błota stary świat!
My do innych idziem lat,
Promień z Niebios spadł już nowy!
Gdy z kolebki Duch się budzi,
Niemowlęctwem wolnych ludzi
Giliotyna i grabieże!

[…]

Czas już przejrzeć Boga wolę!
Czas anielski podjąć trud,
Czas odrzucić wszelki brud
I tym samym znieść niewolę! -
Nie jest czynem – rzeź dziecinna!
Nie jest czynem – wyniszczenie!
Jedna prawda Boska, czynna,
To przez miłość przemienienie!
Jeden tylko, jeden cud:
Z Szlachtą polską – polski Lud.
Jak dwa chóry – jedno pienie! -
Wszystko inne – złudą złud!
Wszystko inne -plamą plam!
I Ojczyzna tylko tam! -
Jeden tylko, jeden cud:
Z Szlachtą polską – polski Lud.
Dusza żywa z żywym ciałem,
Zespojone świętym szałem;
Z tego ślubu jeden Duch,
Wielki naród polski sam,
Jedna wola, jeden ruch,
O! zbawienie tylko – tam! -
Kto chce iskier z czarta kuźni,
By przepalić czarta moc,
Ten świat w gorszą wpycha noc,
Ten mądrości wiecznej bluźni. -
Choćby nie był Moskal rodem,
Ten Moskalem stał się z ducha,
Ten mongolskich natchnień słucha -
Moskwa-piekło mu narodem. -

*

Szata Polski nieskalana,
Przenajczystsza i świetlana -
Jak niewinność trudu trudów,
Jako odkup wszystkich Ludów,
Dotąd w Polski grobie leży! -
Ten, kto wzniesie pierwszy rękę,
By śnieg zetrzeć z tej odzieży,
Kto przemieni w zbrodnią – mękę!
Kto przekuje w nóż kajdany,
A nie w szablę – ten przeklęty! -
Tego straszna gna pokusa -
Ni mu rozwój światów znany -
Ni objawień mu Duch święty,
Ni pamiętan duch Chrystusa! -
On bez myśli, on bez serca -
W Boga skarbcach nic nie kupi -
On nieszczęsny i on głupi,
Jak kat każden i morderca!

[…]

Hajdamackie rzućcie noże
I oszczerstwa, i bluźnierstwa!
By Carycy w grobie kości
Nie skleiły się z radości,
Trup nie parsknął w śmiech szyderstwa!

[…]

Będzie Polska zmartwychwstała
Wszystkich zbójców przeklinała!


Psalm dobrej woli
(1846, wyd. 1850)

[fragment]

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie,
Z skarbu wiecznego miłościwej łaski!
Tysiącoletnie dałeś panowanie,
Ubrane w śnieżne, przechrześciańskie blaski
Nadeuropejskiej cnoty! -Twego Syna
Dałeś nam pierwszym w świeckie wpoić dzieje -
Z Polski – ojczyzna w przeszłości jedyna,
Co z piersi miłość, a nie rozbój, sieje;
Co mieczem – tylko świat ewangieliczy,
Gardzi grabieżą – nie garnie zdobyczy -
Spaja się z braćmi – a dumnych roztrąca,
Lecz i tych jeszcze w jawnym świetle słońca!
Teraz gdy rozgrzmiał się już sąd Twój w niebie.
Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,
Daj nam, o Panie, świętymi czynami
Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!

[…]

Błagamy Ciebie, Ojcze, Synu, Duchu,
Z prostotą dzieciąt, w niewieściej pokorze,
Przed Tobą dzieci i niewiasty, Boże -
A światu męscy – my, co się nie boim
Od wieków walczyć przeciw wrogom Twoim,
Błagamy Ciebie razem z naszą Panią,
Co za nas Twego doprasza się słuchu,
My, zawieszeni pomiędzy otchłanią
A twym królestwem, Ojcze, Synu, Duchu!
Błagamy Ciebie z wrytym w ziemię czołem,
Skronią już w wiosen Twych kąpani dmuchu.
Czasów pryśniętych otoczeni kołem
I państw ginących – Ojcze, Synu, Duchu,
Błagamy Ciebie – stwórz w nas serce czyste -
Odnów w nas zmysły – z dusz wypleń kąkole
Złud świętokradzkich – i daj wiekuiste
Śród dóbr Twych dobro – daj nam dobrą wolę;
Teraz gdy rozgrzmial się już sąd Twój w niebie
Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,
Daj nam, o Panie, świętymi czynami
Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!


Piotr Szubarczyk, źródło: wolnapolska.pl




Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 15 maja 2014, 14:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wolnapolska.pl/index.php/item/14 ... gory_id=10

Aktor serdeczny i mądry

Obrazek

Przed 90 laty urodził się aktor, który zaskarbił sobie wielką miłość Polaków. Był chętnie oglądany, niezależnie od tego, w jakiej występował roli: czy to jako żołnierz sowiecki, czy jako Ulrich von Jungingen, czy jako ojciec Augustyn Kordecki... Są takie twarze, które przez wyraz powagi, refleksji i jakiś nieokreślony rys wydają nam się bliskie, jakby nasze własne. Stanisław Jasiukiewicz (*1921 †1973) miał taką wyrazistą, a zarazem pełną smutku i namysłu nad życiem twarz. Do tego piękna barwa głosu, pełne wyrazu, głęboko osadzone oczy, wyraz wewnętrznego napięcia. Zaliczany był w polskim aktorstwie do nurtu romantycznego. do Odszedł przedwcześnie, nie doczekał ról, których pragnie aktor dojrzały.
Urodził się w Postawach na Wileńszczyźnie (dziś na pograniczu Białorusi i Litwy). Był synem Jana i Michaliny z Sienkiewiczów. W Postawach (miasto powiatowe) uczył się i stąd wyruszył na wojnę w 1939. Po powrocie z wojny do domu dowiedział się, że nie mieszka już w Polsce, tylko na sowieckiej Białorusi… Uczył się w sowieckiej szkole średniej, bo polskiej już nie było. Gdy Wileńszczyznę zajęli Niemcy (1941), pracował jako malarz szyl­dów, robotnik i urzędnik w magistracie. Został zaprzysiężony w Armii Krajowej, od początku 1944 był żołnierzem 4 Brygady Wileńskiej.
Po ponownym wkroczeniu sowieciarzy na Wileńszczyznę (lipiec 1944) aresztowany wraz z innymi żołnierzami wileńskiej AK i przetrzymywany w obozie w Miednikach Królewskich, potem wywieziony do Kaługi, gdzie usiłowano zrobić z niego żołnierza sowieckiego, ale z miernym skutkiem. W styczniu 1946 szczęśliwie wrócił z Rosji, ale w rodzinnych Postawach nie mógł już przebywać, groziło mu ponowne aresztowanie i wcielenie na siłę do armii czerwonej. Razem z tysiącami Polaków z Wileńszczyzny decyduje się na „repatriację”, czyli właściwie ekspatriację, dobrowolne opuszczenie stron rodzinnych, by nie zostać sowietą.
Trafia do Torunia, miejsca zatrzymania się wielu przedstawicieli wileńskiej inteligencji, wśród nich profesorów wileńskich uczelni. Studiuje na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Jako aktor debiutuje w Ślubach panieńskich (Jan) w Teatrze Domu Żołnierza. W latach 1947-49 studiował na Wydziale Aktor­skim PWST w Łodzi. Od jesieni 1949 w Teatrze Dramatycznym we Wrocławiu. Grał m.in. w Henryku VI na łowach i w Skąpcu.
Jesienią 1955 zagrał Gustawa-Konrada w Dziadach Adama Mickiewicza w Teatrze Polskim w Warszawie i związał się z tą sceną do końca życia. Grał tu m.in. w Marii Stuart, Mazepie, Śnie srebrnym Salomei Juliusza Słowackiego, ponownie w Dziadach (znów jako Konrad), w Nocy listo­padowaej (Wielki Książę) i Weselu (Poeta) Stanisława Wyspiańskiego, w Bra­ciach Karamazow Fiodora Dostojewskiego. Miał zawsze znakomite recenzje.
Popularność ogólnopolską przyniosły mu role telewizyjne i kinowe. Świetne role sowieckich sołdatów, Konrada Guderskiego w Wolnym mieście, Ulricha von Jungingena w Krzy­żakach, Wła­dysława Tarkowskiego w W pustyni i w puszczy, znakomita, przejmująca rola przeora Augustyna Kordeckiego w Potopie. Te ostatnie dwie role grał już jako człowiek chory, cierpiący. Umarł, zanim filmy dotarły do kin. Śmierć dopadła go w Warszawie 27 czerwca 1973, miał ledwie 52 lata. Pozostał we wdzięcznej pamięci Polaków, zwłaszcza starszego już dziś pokolenia. Odwiedźmy go czasem na Powązkach.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 16 maja 2014, 20:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=12059

Piękno Tatr na obrazach Walerego Eljasza Radzikowskiego. Giewont, Morskie Oko, panorama Tatr… [galeria obrazów]
mar 16, 2014 Admin Sztuka 0

Walery Eljasz-Radzikowski (Kraków 1841 – Kraków 1905)

Studiował w latach 1856-1862 w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, głównie pod kierunkiem Władysława Łuszczkiewicza. Następnie uzupełniał studia na Akademii w Monachium.
W 1866 roku osiadł na stałe w Krakowie. Przyjaźnił się z Józefem Ignacym Kraszewskim, pod którego wpływem zainteresował się tematyką historyczną.
Malował głównie sceny historyczne, zajmował się także malarstwem sakralnym. W 1871 roku wykonał freski w nowym kościele w Chochołowie, a w 1898 obraz św. Andrzeja do kościoła w Zakopanem.
Sławę przyniosła mu działalność artystyczna i społeczna związana z Tatrami. Już od 1861 roku rysował i malował widoki tatrzańskie oraz podobizny górali. Od 1870 roku pisał artykuły o Tatrach i wydawał przewodniki – pierwszy w roku 1870 Ilustrowany przewodnik do Tatr i Pienin i Szczawnic ozdobiony jego rysunkami. Był zapalonym turystą i współzałożycielem Towarzystwa Tatrzańskiego. Zajmował się scenografią i ilustrował książki.

Obrazek
Koleba księdza Stolarczyka w Tatrach

Obrazek
Giewont

Obrazek
Morskie Oko

[img]http://niezlomni.com/wp-content/uploads/2014/03/Przewodnik-i-turyści-w-Tatrach.jpg[/img]
Przewodnik i turyści w Tatrach

Obrazek
Przy Morskim Oku

Obrazek
W Tatrach

[img]http://niezlomni.com/wp-content/uploads/2014/03/Jan-Krzeptowski-Sabała.jpg[/img]
Jan Krzeptowski Sabała


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 28 maja 2014, 12:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://naszdziennik.pl/mysl/72533,czwarty-wieszcz.html

Czwarty wieszcz
Środa, 26 marca 2014 (02:12)

Obrazek

Tak nazywano go już za życia, dodając, że jest niezrównanym geniuszem. Współcześnie jeden z najwybitniejszych polskich aktorów, Janusz Zakrzeński, powtarzał, że bez lektury dzieł Wyspiańskiego nie można zrozumieć Polski i nie można pojąć, czym powinny być teatr i sztuka.
Jego twórczość wycisnęła piętno na wrażliwości Karola Wojtyły. Dramaty wieszcza wystawiane były często na scenie wadowickiego teatru w gmachu „Sokoła”, gdzie zapamiętana została zwłaszcza tytułowa rola zagrana przez przyszłego Papieża w „Zygmuncie Auguście”. Po Wyspiańskiego sięgał także Teatr Rapsodyczny Mieczysława Kotlarczyka. A niezwykły witraż „Stań się” w kościele Ojców Franciszkanów, vis-à-vis krakowskiej kurii biskupiej, arcydzieło, w którym Wyspiański przedstawił Boga Ojca w akcie stworzenia świata, stał się przedmiotem kontemplacji poety, aktora, kleryka, księdza i wreszcie metropolity krakowskiego. I może dlatego do opisanego tak celnie przez Wyspiańskiego „polskiego snu”, także w wymiarze duchowym, nawiązywał później wielokrotnie już jako Ojciec Święty Jan Paweł II.

Mocarz ducha
Stanisław Wyspiański żył zaledwie 38 lat, ale pozostawił po sobie nieprzebraną spuściznę. Jego twórczość stała się przełomem dla polskiego malarstwa i teatru. Był obdarzony wieloma talentami, dzięki czemu mawiano o nim „polski Leonardo da Vinci”. Pisał mistyczne dramaty o dziejach dawnych („Bolesław Śmiały”, „Skałka”) i bliższych („Noc Listopadowa”, „Warszawianka”). Malował i rysował niezwykłe portrety, a wśród nich najbardziej ujmujące są te, na których przedstawiał swoich najbliższych – żonę i dzieci („Macierzyństwo”). Projektował scenografię i kostiumy do sztuk teatralnych. Wykonał wspaniałe ilustracje do „Iliady” Homera. Podejmował się reżyserii. Tworzył niezwykłe projekty witraży, polichromii, projektował meble i wnętrza. Pod koniec życia, marząc o Polsce niepodległej, stworzył projekt przebudowy wzgórza wawelskiego, uwzględniając w nim budynki przyszłego polskiego parlamentu i amfiteatru narodowego. Szkoda, że w okrojonym dzisiaj kanonie lektur szkolnych młodzi ludzie obcują zaledwie z fragmentami twórczości Wyspiańskiego. A przecież tworzy on nasz polski kod kulturowy, bez którego nie tylko nie pojmiemy przeszłości, ale trudno nam będzie budować teraźniejszość i przyszłość. Wyspiański potrafił bowiem niezwykle celnie opisywać polskie wady. Wierzył, że jego twórczość przyczyni się do refleksji Polaków nad sobą. Miał nadzieję, że obudzi się w Narodzie duch, który wyzwoli rodaków z marazmu, że powstaną ze snu niewoli, i to nie tylko niewoli w znaczeniu politycznym. Dał temu wyraz w „Wyzwoleniu”, gdy Konrad prosi Boga w noc wigilijną:

Daj nam poczucie siły
I Polskę daj nam żywą,
by słowa się spełniły
nad ziemią tą szczęśliwą.
Jest tyle sił w narodzie,
Jest tyle mnogo ludzi,
Niechże w nie duch Twój wstąpi
I śpiące niech pobudzi.


„A to Polska właśnie”
Obrzęd weselny Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny stał się dzięki Wyspiańskiemu najsłynniejszym polskim weselem. Tam Wyspiański zobaczył Polskę w jej wymiarze ponadczasowym. Wszak bronowicka chata to nie tylko Polska z początku XX wieku, to także Polska współczesna. Wyspiański niezwykle celnie zdiagnozował w „Weselu” naszą narodową mentalność, która, niestety, rzadko podlega zmianom. Dlatego winniśmy sięgać po ten utwór często, aby przejrzeć się w nim jak w narodowym lustrze. Aby odnajdując się w tłumie tańczących weselników, zmienić nasze myślenie o dobru wspólnym. Aby nie powielać słów wyniosłej Radczyni: „Wyście sobie, a my sobie, każdy sobie rzepkę skrobie”. By nie być jak Dziennikarz, który kaduceuszem błazeńskim „mąci narodową kadź”. I wreszcie, by w tanecznym szaleństwie nie powierzać spraw dla wspólnoty najważniejszych ludziom nieodpowiedzialnym, tak jak czyni to Gospodarz. Daje Złoty Róg Wernyhory Jaśkowi, który gubi go, bo ważniejsza jest „czapka z pawim piórem”… „Wesele” to jedna z najgłębszych literackich refleksji nad darem wolności i nad wyzwalaniem się z „chocholego tańca” niemocy.

„Umierać musi, co ma żyć”
Wyspiański kształtował sposób myślenia o niepodległości kilku pokoleń Polaków. Bolesne doświadczenie historyczne XIX i XX wieku, jakie było udziałem Narodu Polskiego, nabierało nowego znaczenia dzięki jego utworom. W „Nocy Listopadowej”, niezwykłym dramacie, w którym realna historia spisku podchorążych z 1830 roku przenika się ze światem greckiej mitologii, Wyspiański wskazuje wyraźnie, że krew przelewana za wolność nie idzie na marne, że jest ziarnem, z którego wyrośnie niepodległość. Wprowadzając do polskich dziejów postacie mitologiczne – Demeter i Kory, artysta dawał nadzieję pokoleniom strzelców, legionistów, żołnierzy podziemia i żołnierzy niezłomnych, że ich trud nie jest daremny.

Nauczyciel Niepokornych
W sposób szczególny Wyspiański ukształtował postawę pokolenia, które na początku XX wieku tworzyło w Galicji polską irredentę. Ludzi, których prof. Bohdan Cywiński określił jakże trafnie mianem „Niepokornych”. Wyspiańskiego czytał Józef Piłsudski, czytali inni działacze niepodległościowi. Nawet sposób salutowania w oddziałach strzeleckich – dwoma palcami, a nie pełną dłonią – miał komendant Piłsudski zaczerpnąć z salutu, jaki składa Stary Wiarus w przejmującej, bezgłośnej scenie „Warszawianki”, utrwalonej w pastelu Wyspiańskiego. Jak wielkim był dla nich autorytetem, świadczy historia, którą przywoływał we wspomnieniach Stefan Żeromski. Otóż Piłsudski poprosił autora „Popiołów”, aby ten wyjednał u Wyspiańskiego podpisanie odezwy, która miałaby wesprzeć dążenia niepodległościowe. Był to rok 1905 i w powszechnym odczuciu społecznym marzenia o czynie zbrojnym, prowadzącym do odzyskania wolności, uważane były za mrzonki i swoistą fanaberię ludzi „chorych na Polskę”. Żeromski odbywa ze schorowanym już Wyspiańskim długą rozmowę w jego krakowskim mieszkaniu przy ul. Krowoderskiej. Wyspiański pisze w obecności rozmówcy prośbę o dymisję z Akademii Sztuk Pięknych. Zaskoczonemu rozmówcy odpowiada, że nie może być przecież jednocześnie profesorem podległym rządowi jednego z państw zaborczych i wpierać dążenia powstańcze. Wybiera to drugie. Ofiaruje jedenaście swych prac przedstawiających widok z pracowni na kopiec Kościuszki, aby wsparły skarb przyszłego polskiego wojska… Deklaruje, że na swój koszt wykona sto tysięcy litografii z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, aby wsparły duchowo i materialnie przyszłą insurekcję. I wreszcie wyjmuje z szuflady utwór, który jest jego hymnem na rzecz wolności. Jest to jedna z najgłębszych i najpiękniejszych modlitw, jakie zna polska literatura:

Zstąp Gołębico, Twórczy Duch,
Byś myśli godne wzbudził w nas,
Ku Tobie wznosim wzrok i słuch,
Spólnie żyjący, wzrośli wraz. (…)
Odwołaj wroga z naszych dróg (…)
Zwól w Tobie Światłość światu dać
Zwól z Wiarą wieków podjąć CZYN.


Wyspiański nie doczekał wymodlonego Czynu. Trawiony nieuleczalną chorobą zmarł przedwcześnie w 1907 roku. Siedem lat później z położonych niedaleko jego krakowskiej pracowni Oleandrów w bój o niepodległość ruszyli młodzi strzelcy Józefa Piłsudskiego. Kształtowani przez geniusz i idee Wyspiańskiego przerwali polski „taniec chocholi”, wyrywając Naród z niemocy! W stulecie czynu niepodległościowego warto sięgnąć po dzieła czwartego wieszcza! By wyrwał nas ze snu i pomógł odrodzić Ducha…

Jan Józef Kasprzyk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 04 cze 2014, 06:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30981
Przesłanie Herberta

Obrazek

W roku 1840 Juliusz Słowacki napisał w Paryżu słynny „Testament mój”. Wiersz genialny, przesłanie dla potomnych zawierające w sobie summę doświadczeń osobistych i narodowych wieszcza i jego „Kuzynki” – jak w listach do matki nazywał Polskę, chroniąc matkę przed rosyjskimi represjami, gdyby te listy wpadły w łapy carskich cenzorów.

Było w tym wierszu tyrtejskie wezwanie do walki o świętą sprawę niepodległości: „Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec; a kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec”! Było Horacjańskie przekonanie, że non omnis moriar: „Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna, co mi żywemu na nic… tylko czoło zdobi; lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna, aż was, zjadacze chleba – w aniołów przerobi”.

Kongenialny
Poezja polska czekała 134 lata na równie wyrazisty i równie mistrzowski poetycki manifest ideowy. „Przesłanie Pana Cogito” (1974) Zbigniewa Herberta jest kongenialnym powtórzeniem testamentu wieszcza Juliusza Słowackiego, wzbogaconym o doświadczenia Narodu Polskiego w radosnym najpierw, a potem upiornym dla sprawy narodowej XX wieku. Jest bez wątpienia najważniejszym polskim manifestem ideowym minionego wieku. Wieku kłamstwa i zbrodni, „dialektycznego” glajszachtowania ludzi i wartości. Odnosi się do upadlającej rzeczywistości sowieckiego komunizmu. Zostało napisane na 30-lecie Polski „ludowej”, sowieckiego dominium, którego końca nie było wtedy widać. To dominium przeżywało wówczas okres pozornej prosperity opartej na kredytach z Zachodu. Poeta nie miał jednak wątpliwości, że nie zmienia to istoty systemu. Pisze uniwersalny manifest człowieczeństwa, prawdy, uczciwości, godności. Formułuje ideowe credo ludzi dzielnych, nietracących nadziei: „Idź wyprostowany wśród tych, co na kolanach, wśród odwróconych plecami i obalonych w proch (…). Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny, w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy (…). Bądź wierny. Idź”…

W polskim nurcie
Pięć lat później do Słowackiego i do Herberta nawiąże św. Jan PawełII, gdy żegnając się z nami – na koniec pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny – będzie wołał na lotnisku w Balicach (10 czerwca 1979 r.): „Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię ’Polska’, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością (…), abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy (…); abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości”. Lecz zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei… Bądźcie wierni, idźcie… Gdyby dodał te słowa, nawet byśmy nie zauważyli, że to cytaty! Słuchaliśmy tego papieskiego przesłania ze zdumieniem. To było takie polskie déjà vu. To był Słowacki i Herbert, i kamienie na szaniec, i bądź wierny, i święta sprawa tożsamości i niepodległości. To była Polska. To były najważniejsze słowa o polskości wypowiedziane przez świętego Papieża w tak krótkiej formie.

Jeszcze jedna rzecz łączy trzy cytowane wypowiedzi. Mają charakter testamentalny, lecz powstały na długo przed kresem ziemskiej wędrówki ich autorów. Wypowiedzieli je w pełni sił witalnych i twórczych (Słowacki na 9 lat przed śmiercią, Herbert 24 lata, św. Jan Paweł II 25 lat). Jakby w obawie, że nie zdążą tego powiedzieć później, a to ważne. W przypadku św. Jana Pawła II było to może przeczucie 13 maja 1981 roku…

Nobel nie dla Herberta
W roku 1980, po Wielkim Sierpniu, świat oszalał na punkcie Polski. Komitet Literackiej Nagrody Nobla doskonale to wyczuwał. W listopadzie czekaliśmy na Nobla dla Polaka. Dla znawców polskiej poezji współczesnej było to oczywiste! Herbert! Nobel dla poety, wyraziciela losu polskiego; dla poety zanurzonego w tradycji i kulturze cywilizacji śródziemnomorskiej i jej chrześcijańskiej kontynuacji. Ale Nobla otrzymał Czesław Miłosz – sprawny, niezwykle płodny poeta i pisarz, lecz ideowy krętacz bez tożsamości, były aparatczyk Polski sowieckiej „na odcinku kultury”. Mitoman (zakłamany wiersz „Campo di Fiori”, szkodzący do dziś sprawie polskiej), niepotrafiący się wyzwolić z młodzieńczej fascynacji komunizmem. „Wieszcz” dla środowiska „Gazety Wyborczej”. Internacjonał szydzący przy różnych okazjach z polskości, mający z nią „problem”, nieraz wprost odżegnujący się w sposób złośliwy od związków z Polską, co wykazał w swojej książce prof. Jan Majda z UJ. Profesor Bożena Chrząstowska cytowała jego niechętne polskości wypowiedzi, reasumując: „Miłosz jest w ciągłym konflikcie z polskością”. Profesor Aleksander Fiut pisał: „Miłosz oskarża tyleż naród, co jego język. Widać u niego sprzeczność pomiędzy miejscem urodzenia a kulturą przynależnościową, językiem i etnicznym pochodzeniem”… Profesor Jacek Trznadel cytował szokujące wypowiedzi Miłosza, dyskredytujące nie tylko niepodległą II RP, ale także Polskie Państwo Podziemne, AK i wojenny rząd RP na uchodźstwie!

Wtedy nie wiedzieliśmy, że w trosce o polityczną poprawność i promowanie „słusznych” autorytetów Komitet Noblowski może posunąć się jeszcze dalej. W roku 1996 literackiego Nobla otrzyma Wisława Szymborska, w powszechnej opinii polskich filologów grafomanka! Dziś nabrali wody w usta… Herbert przeżył kolejne upokorzenie. Na Nobla w roku 1996, na dwa lata przed śmiercią, nie miał już jednak zupełnie szans, ponieważ znane były jego krytyczne wypowiedzi o Miłoszu i Michniku. W tym drugim przypadku postawi kropkę nad i: „Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca. Oszust intelektualny. Ideologia tych panów, to jest to, żeby w Polsce zapanował ’socjalizm z ludzką twarzą’. To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia! Jak jest potwór, to powinien mieć twarz potwora. Ja nie wytrzymuję takich hybryd, ja uciekam przez okno z krzykiem!”.

Nie na salony
Próbowano wcześniej zrobić z Herberta poetę salonowego, gdyż jako szlachetny idealista wykazał pewną naiwność w ocenie ludzi. W czasach Polski sowieckiej przyjaźnił się z Czesławem Miłoszem i miał wysokie mniemanie o Michniku jako „opozycjoniście”. Był przekonany, że oni zrozumieli zło, jakie w Polsce zasiał komunizm. Był przekonany, że świętą sprawę niepodległości rozumieją podobnie jak on sam. Boleśnie się zawiódł.

W roku 2000 powstał film Jerzego Zalewskiego „Obywatel Poeta”. Cenzorzy z TVP byli przerażeni cytowaną wypowiedzą Herberta o Michniku. Zażądali „cięć” ze względu na „wątpliwości natury etycznej”. Ocenili etykę jednego z najwybitniejszych Polaków naszych czasów. Zaaresztowali film na rok! Ostatecznie film pokazano, ale z udziałem dobranych „komentatorów”, których zadaniem było osłabienie jego wymowy.

Herbert i o Herbercie
Czytajmy Herberta, zwłaszcza cykl wierszy „Pan Cogito”, zwłaszcza „Przesłanie Pana Cogito”. Cytujmy go, wykorzystujmy te cytaty w inskrypcjach na pamiątkowych tablicach: „Bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”… „Bądź wierny, idź”… „Powtarzaj wielkie słowa, powtarzaj je z uporem jak ci, co szli przez pustynię i ginęli w piasku”… „Nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych, których zdradzono o świcie”.

Piotr Szubarczyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/79237,p ... berta.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 27 lip 2014, 17:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... helmonski/

JÓZEF CHEŁMOŃSKI
KLUB INTELIGENCJI POLSKIEJ 26 KWIETNIA 2014

100- lecie śmierci malarza.



WSŁUCHANY W POLSKĄ NATURĘ
U góry: „Czwórka (po stepach)” z 1881 r. to jeden z najsłynniejszych obrazów Józefa Chełmońskiego, o którym Tadeusz Dobro­wolski, znawca XIX-wiecznego malarstwa napisat, że „demonstruje takie napięcie żywiołowego wprost ruchu, że może uchodzić za typowy przejaw polskiego tempera­mentu i szlacheckiego zawadiactwa”.
Nazywany jest ojcem polskiego re­alizmu. Wszedł na stałe do pan­teonu kultury narodowej. Jego płótna są wyjątkowe i niezwykle polskie, są wzruszające. Artysta chciał w nich jak najwierniej pokazać piękno i prawdę natury. Antoni Sygietyński, znany krytyk artystyczny i przyjaciel Józefa Chełmoń­skiego, w jednym z listów napisał: Cheł­moński nie po to się urodził, aby naturę przeinaczać, ale aby malować jej dzisiejszy charakter, który do jego duszy przemawia. Wybitny historyk sztuki i pisarz Maciej Masłowski jakże trafnie określił jego twórczość: Chełmoński zaklął w swoim malarstwie tajemnicę polskości.
Józef Chełmoński, herbu Prawdzie, urodził się 7 listopada 1849 r. w folwar­ku Boczki koło Łowicza w rodzinie z tra­dycjami patriotycznymi, artystycznymi i literackimi. Z powodu słabego zdrowia, jak zaznaczono w akcie chrztu świętego, sakramentu tego udzielono mu dopiero 27 kwietnia 1850 r. – w kolegiacie łowic­kiej. Protoplastą rodu, który wywodził się z pięknej Ziemi Chełmińskiej (stąd zapewne nazwisko), był Hieronim Cheł­moński, urodzony ok. 1630 r. Chełmoń­skim zawsze były drogie nieprzemijające wartości chrześcijańskie. Wiara ojców stała na pierwszym miejscu w ich domu, a tuż za nią – umiłowanie Ojczyzny. Dzie­ciom i wnukom opowiadano o wielkich czynach patriotycznych i narodowych powstaniach, obchodzono regularnie pa­triotyczne rocznice. Dziadek malarza był mocno zaangażowany w powstanie listo­padowe, zaś ojciec wraz z bratem stry­jecznym Józefem oraz jego synem Maksymilianem Chełmońskim brali czynny udział w powstaniu styczniowym.
Ojciec i dziadek przekazali przyszłe­mu wielkiemu polskiemu malarzowi wrażliwość na to, co subtelne i piękne. Matka zaś, Izabella z Łoskowskich, na­uczyła go pracowitości, wytrwałości i ob­darowała pogodą ducha. Po maturze Józef uczył się malarstwa w słynnej prywatnej szkole Wojciecha Gersona w Warszawie, a następnie w warszawskiej Klasie Ry­sunkowej. W latach 1869-72 namalował swoje pierwsze obrazy – „W ogródku”, „Rankiem w puszczy”, „Żurawie”, „Odlot żurawi”, „Matula są”.



U góry: Portret Józefa Chełmońskiego na­malowany pastelami przez Leona Wyczółkowskiego w 1900 r.

Sycił wzrok widokiem pól, mokradeł i potoków
Na malarstwie Józefa Chełmońskiego nie poznano się na początku ani w Polsce, ani w Niemczech, gdzie w latach 1871-74 studiował malarstwo. Dla mieszkańców tych drugich w jego obrazach było „za dużo życia”. Choć artysta zdążył spotkać się za życia z uznaniem, to nim przyszły sława i zaszczyty, zaznał najpierw wiele goryczy, krytyki, upokorzenia, a nawet głodu. Studiując w Monachium, namalo­wał w 1873 r. żywiołowy „Powrót z balu”, który przyniósł mu uznanie tylko wśród tamtejszych polskich malarzy, do któ­rych należeli tak wybitni twórcy jak Józef Brandt, bracia Aleksander i Maksymilian Gierymscy, Stanisław Witkiewicz, Adam Chmielowski (późniejszy Brat Albert). Stanisław Witkiewicz, obejrzawszy ten obraz, napisał: Wśród bezbarwnego spoko­ju czerniły się potężne karki olbrzymich karych koni, powiewały ogony i grzywy, rzu­cały się kopyta, krwawiły się oczy i nozdrza, leciała w powietrze peleryna furmańskiego płaszcza – wszystko to na tle ciemnego nieba, od którego odbijała się twarz jasnej dziewczyny siedzącej w sankach.
W 1874 r. Józef Chełmoński powrócił do ojczyzny z niespełnionymi nadziejami. Wraz z przyjaciółmi Stanisławem Witkie­wiczem, Antonim Piotrkowskim i Ada­mem Chmielowskim założył pracownię malarską na najwyższym piętrze Hotelu Europejskiego w Warszawie. Zyskała ona sławę jako „kuźnia realizmu” popierana przez postępową inteligencję, w tym He­lenę Modrzejewską, Henryka Sienkiewi­cza, Cypriana Godebskiego. W tym czasie powstały należące do najlepszych dzieł artysty obrazy „Babie lato”, „Na folwar­ku”, „Stróż nocny”. Z największym uznaniem Cheł­moński spotkał się dopiero w Paryżu, gdzie przebywał w latach 1875-87. Tam bowiem, już jako malarz dojrzały, od­ważny, zrywający z konwencjonalno – ścią w sztuce, namalował swe najlep­sze płótna, takie jak „Przed karczmą”, „Czwórka”, „Napad wilków”, „Sanna”, „Noc na Ukrainie zimą”. Obrazy po­wstałe w stolicy Francji trafiły w więk­szości do Ameryki Północnej i Anglii, gdyż kupowali je pochodzący stamtąd zamożni miłośnicy sztuki. Malarstwo Chełmońskiego stało się zdecydowanie nastrojowe, ukazywało melancholij­ne krajobrazy. Artysta sycił tam wzrok widokiem pól, olch, piasków, mokradeł, potoków i królestwa ptaków, czemu dał wyraz w obrazach „Cisza nocna”, „Krzyż w zadymce”, „Dniestr w nocy”, „Bocia­ny”, „Burza”, „Orka”, „Kuropatwy”, „Pod Twoją obronę”.



W roku 1878 wziął ślub z Marią Korwin-Szymanowską (1861-1942), z którą w latach 1879-1892 miał siedmioro dzie­ci (troje zmarło w dzieciństwie). Rodzina wróciła do kraju w 1887 r. i zamieszkała najpierw w Warszawie. Później artysta osiadł już na stałe w niewielkim dworku w Kuklówce koło Grodziska Mazowieckie­go, który nabył w roku 1889.
Chełmoński otrzymał wiele meda­li i wyróżnień, m.in. zloty medal Grand Prix na Exposition Universelle w Paryżu w 1889 r., złoty medal na Internationale Kunstausstellung w Berlinie w 1891 r., srebrny medal na Międzynarodowej Wy­stawie w Monachium w 1892 r., złoty me­dal na amerykańskiej wystawie California Midwinter International Exposition w 1894 r. Zaszczyty te nie miały jednak dlań większego znaczenia. Do początku­jącej malarki Pii Górskiej (Górscy miesz­kali w sąsiednim majątku) powiedział: Sztuka to nie byle co! Trzeba się namęczyć, żeby zostać malarzem.
Artysta miał wyjątkową pamięć wzro­kową. Jego orle oczy chwytały z szybkością błyskawicy to, co napotkały – twierdził Stanisław Witkiewicz. Niektóre, trwa­jące ułamki sekund ruchy koni potrafił wychwycić i przelać na płótno z taką dokładnością, że dopiero poszczególne kadry filmowe wiele lat potem potwierdziły ich prawdziwość. U Chełmońskiego malowanie z natury nie polegało na tym, że ustawiał on sztalugi we wsi czy w lesie, lecz na tym, że jeździł, obserwował, szki­cował, potem zaś tworzył, już w pracowni, obraz – wspominał Stanisław Witkie­wicz. Ten przyjaciel Chełmońskiego pisał w innym miejscu: Dążność do wyrażenia ruchu, zmienności i nagłości zjawisk życia, drgających w koniu, trawie, w wodzie, słoń­cu czy dziewczynie, jest istotną treścią jego malarskiego temperamentu. Innym razem powiedział o twórcy „Babiego lata”: Kon­wencja! To, czego najbardziej nie cierpiał ten wyzwolony człowiek i to, przed czym uciekał za młodu na wiślane piaski. Co go dusiło wśród ludzi, gnębiło w salonach, wściekało w sztuce.
Znawcy malarstwa twierdzą, że Jó­zef Chełmoński należy do tych artystów, których sztuka nigdy się nie starzeje, a malarski geniusz wciąż fascynuje miło­śników i krytyków. Zawiera ona bowiem w sobie coś nieuchwytnego, co każe py­tać, jak Chełmoński to namalował, jak udało mu się wyrazić nastrój, oddać urok, wydobyć ten a nie inny kolor?
Romantyczna natura artysty oraz jego silne, emocjonalne związki z wsią sprawiały, że kochał wszystko, co go ota­czało – przyrodę, spracowanego chłopa, ziemię. Potrafił zachwycić się drobną kro­plą rosy na trawie. Mówił, że jako malarz czuje się mały i pokorny wobec niedości­gnionego piękna natury. Potrzebował sze­rokiej przestrzeni, bez której „wysycha się na wiór”. Inspiracją były też dalekie, wielokrotne wyprawy na ukraińskie ste­py, które zaspokajały jego wyobraźnię. Po jego śmierci inny wybitny malarz, Leon Wyczółkowski, wyraził o nim tyleż wiel­ką, co i smutną zarazem refleksję: Naj­większy malarski talent polski, wielki poeta, wsłuchany w polską naturę. Gdyby był sy­nem innego narodu, innego kraju, byłby na ustach wszystkich, podziwiany w muzeach, publikowany w reprodukcjach, opisywany przez literatów i estetyków.
Odpustowe Matki Boskiej blaski na oczy
Ludzie zasłużeni są złączeni ze swym narodem, są niejako kwiatem jego kul­tury duchowej. Poznawanie ich życia to wrastanie we własny naród, w jego misję dziejową, to włączanie się w nurt tego, co nasze, co ma trwać i rozwijać – mówił Jan Paweł II. Józef Chełmoński, wielki Polak i malarz, był człowiekiem głębokiej wia­ry. Z zachwytem mówił o nauce Chrystu­sa, rozczytywał się w pismach znanych mistyków. Pia Górska, biografka mala­rza, widziała Chełmońskiego głęboko wzruszonego w czasie Gorzkich Żali i skupionego podczas procesji Bożego Ciała, którą uważał za coś „najpiękniej­szego na świecie”.



Jakim człowiekiem był na co dzień Chełmoński? Otóż był jedną z tych świą­tobliwych osób, o których tego nie wiemy, choć żyją wśród nas. W postępowaniu był zawsze szlachetny, szczery i dobrotli­wy, a w pracy twórczej – niestrudzony. Mimo że namalował setki obrazów, nie miał w sobie ani cienia zarozumiałości. Motywy religijne odbijają się w jego ma­larstwie częstokroć jak w lustrze. W jed­nym z pierwszych obrazów, powstałych po ukończeniu szkoły malarskiej, przed­stawił we wnętrzu wiejskiego kościółka łowicką kobietę z małym dzieckiem na ręku, która swe drugie, starsze dziecko podsadza, by ucałowało stopy Ukrzy­żowanego. Warto też zwrócić uwagę na znany obraz Chełmońskiego „Babie lato”. Artysta, malując pastuszkę, uwidocznił wiszący na jej szyi medalik. Na obrazie „Burza” widzimy, że uciekający z pastwi­ska chłopiec kreśli znak krzyża.
Większość obrazów o tematyce reli­gijnej Chełmoński stworzył po powrocie z Paryża, kiedy osiadł w swojej pustelni w Kuklówce. Gorąca religijność sprawia­ła, że malował pod jej wpływem obrazy przesycone mistycznym nastrojem. Na­leżą do nich: „Cisza nocna” – z aniołem idącym po zaoranej roli na tle uśpionej wioski; „Pod Twoją obronę”, przedsta­wiający podczas księżycowej nocy uno­szącą się nad wsią i czuwającą nad jej mieszkańcami Maryję, a także „Niedziela w Polsce”, „Przed figurą” czy „W koście­le”. Artysta ofiarował klasztorowi na Ja­snej Górze dwie kopie obrazu Matki Bo­żej Częstochowskiej, które znajdują się w tamtejszym skarbcu. Do nurtu mistycz­nego nawiązuje również obraz „Krzyż w zadymce”, namalowa­ny z ascetyczną niemal prostotą, a ukazujący sa­motny krzyż opierający się silnym podmuchom wiatru. Pia Górska, autor­ka książki „Paleta i pió­ro”, napisała: Dwie rzeczy, które wówczas najbardziej obchodziły Józefa Cheł­mońskiego: wspaniałość przyrody, którą zapamię­tale, niemal panteistycznie uwielbiał, a także poszuki­wanie żywego, niekłamliwego stosunku do religii.
Na religijność w ma­larstwie Chełmońskiego miał wpływ niewątpliwie jego przyjaciel, znany artysta Adam Chmielow­ski, późniejszy św. Brat Albert, który karierę ma­larską zamienił na służ­bę najbiedniejszym bra­ciom. To on umacniał go w trudnym, samotnym okresie życia w Kuklówce, krzepiąc go li­stami przepełnionymi miłością do Boga. W jednym z nich pisał: (…) pragnąłbym, aby jesienne włókna babiego lata, które nas wiążą, zmienić na łańcuch nie do zerwa­nia przyjaźni duchowej. (…) posyłam Ci obraz Matki Boskiej, który mam po Matce. Powieś’ go nad łóżkiem, żeby ta dobra Pani, którą przedstawia, strzegła Ciebie i Twojego domu. Ów obraz wisiał nad łóżkiem Józe­fa Chełmońskiego aż do jego śmierci.
O głębokiej religijności wielkiego ar­tysty niech świadczą też słowa listu, jaki napisał z Paryża do matki: Wszystko, co mam, z naszego dostałem nieba nade mną - a w uszy dziadowskie pieśni i odpustowe Matki Boskiej blaski na oczy, a potem co tyl­ko pomyślę, to wszystko stamtąd poszło.
Józef Chełmoński zmarł 6 kwietnia 1914 r. w Kuklówce. Pochowany został na cmentarzu wiejskim w Ojrzanowie (parafia Żelechów) zgodnie z jego wolą – z dala od zgiełku miejskiego. Jak wiemy, niewielu pospieszyło ze stolicy, by oddać artyście hołd w jego ostatniej drodze. Twórczość jego wszakże jest nieprzemi­jająca.

Piotr Szczepankowski -Chełmoński

Autor od dziesięciu lat zajmuje się ży­ciem i twórczością Józefa Chełmońskiego, swego krewnego ze strony ojca. Prowadzi stronę internetową http://www.chelmonskijozef.republika.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 16 paź 2014, 17:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/06/25 ... ezpieczny/

Poemat politycznie niebezpieczny
Posted by Marucha w dniu 2014-06-25 (środa)

Obrazek

Hebanowa szkatuła z 1873 r, w której przechowywano „Pana Tadeusza”, trzy popiersia Mickiewicza – sprowadzone ze Lwowa i z Muzeum w Śmiełowie, ikonografia i pamiątki, ukazujące, w jaki sposób pamięć o wieszczu czciły kolejne pokolenia.
Na trwającej do końca czerwca wrocławskiej wystawie, przygotowanej z okazji 180-lecia pierwszego wydania epopei, zobaczymy także jak wygląda słynny rękopis.
„Pan Tadeusz” był bardzo niebezpiecznym poematem – dowiemy się między innymi z wystawy. Władze zaborców dostrzegały w nim realne zagrożenie i podejmowały świadome działania przeciw jego rozprowadzaniu.
Całość ekspozycji została przygotowana tak, by ukazać wielowątkową materię skojarzeń i reminiscencji, które odnajdziemy w utworze oraz to, w jaki sposób i na jakich płaszczyznach odbierano utwór i kultywowano pamięć o autorze w kolejnych pokoleniach.

Poemat o przemijaniu
Centralną część ekspozycji stanowi salonik, w którym możemy przyjrzeć się, jak wygląda strona rękopisu „Pana Tadeusza” z opisem koncertu Wojskiego. Obok – drobiazgi należące do Mickiewicza i jego żony, Celiny.

Obrazek

- Poemat mówi przede wszystkim o przemijaniu, o przeszłości i o tradycji i jej roli w kształtowaniu tożsamości narodowej – podkreśla Małgorzata Orzeł, kustosz wystawy i pracownik Zakładu Narodowego Ossolińskich. – O przemijaniu opowiadają trzy popiersia Adama Mickiewicza, ukazujące go na różnych etapach życia. Pierwsze, najpiękniejsze chyba, jakie istnieje, popiersie dłuta Davida d’Angers (sprowadzone z Galerii Sztuki we Lwowie), powstało, gdy Mickiewicz miał 34 lata. Dwa późniejsze: Władysława Oleszczyńskiego i Henryka Stattlera – twórców związanych z Wielką Emigracją – ukazują poetę w późniejszym wieku.

Na cenzurowanym
Nad tym, jak epopeja kształtowała tożsamość naszego narodu, możemy zastanowić się, zwiedzając drugie piętro wystawy.
„(…) znany polski poeta Mickiewicz wydał niedawno nowy podburzający poemat pt. „Pan Tadeusz” w celu rozpowszechnienia go między mieszkańcami Królestwa Polskiego i Galicji. Zgodnie z życzeniami Jego Ekscelencji, by zostały użyte wszelkie możliwe środki zapobiegające rozpowszechnianiu wzmiankowanego utworu, wydałem odpowiednie oficjalne rozporządzenia w podlegających mi jednostkach (…)” – czytamy w tajnym piśmie warszawskiego gubernatora wojskowego hrabiego gen. lejtnanta F. Nesselrode’a do gen. lejtnanta E. A. Gołowina, naczelnego dyrektora rządowej komisji spraw wewnętrznych i oświecenia publicznego.
- Nesselrode po powstaniu listopadowym został naczelnym dowódcą żandarmerii w Królestwie Polskim, czyli jemu podlegały wszystkie zapisy cenzury i śledzenie tego, co się dzieje w sprawach politycznie podejrzanych – wyjaśnia kurator wystawy, zwracając uwagę, że to na życzenie samego księcia namiestnika Paskiewicza zostały podjęte wszelkie możliwe środki zapobiegające rozpowszechnianiu utworu.
– Nazwisko Mickiewicza znajdowało się wówczas na cenzurze, a informacja o wydaniu przedarła się bezpośrednio z Paryża, gdyż wśród emigrantów byli agenci policji carskiej – dodaje.

Hołd poecie
W sąsiedniej sali wyeksponowano wspomniane pierwsze wydanie, sporządzone w Paryżu w czerwcu 1834 r. przez drukarza Aleksandra Jełowickiego. W formie kieszonkowej, w dwóch tomach, by łatwiej je było ukrywać po przemyceniu na ziemie polskie.
Obok – instalacja z ponad 40 kart tytułowych rozmaitych wydań, także tłumaczeń „Pana Tadeusza” na języki obce. Jest tu kilka pierwszych wydań po polsku, premierowa edycja niemiecka, która otwarła poematowi drogę na europejskie salony, egzemplarze wydane po rosyjsku, hiszpańsku czy… koreańsku.
Wrażenie robi sprowadzone z Muzeum Mickiewicza w Śmiełowie sporych rozmiarów płótno „Mickiewicz na łożu śmierci” i artystyczne przedstawienie maski pośmiertnej poety (1867 r., autor: Auguste Préault; obecnie w Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki). – Wszystkie późniejsze wizerunki poety powstawały w oparciu o nią – podkreśla Małgorzata Orzeł.
- Jestem pod wrażeniem ilości medali i plakietek, które przygotowywano z okazji kolejnych związanych z Mickiewiczem rocznic. Stulecia urodzin, dwudziestopięciolecia i stulecia śmierci, z okazji sprowadzenia zwłok. Z portretami poety, scenami z ‘Pana Tadeusza’, dworem w Soplicowie – mówi jedna z osób zwiedzających wystawę.
Do coraz liczniejszych wyrazów pamięci okazywanej wieszczowi przyczynił się także wzrost znaczenia „Pana Tadeusza” dla literatury polskiej. Już w latach 60. utwór trafił w Galicji do programu szkolnego, a jego fragmenty w pewnym momencie także w Królestwie Polskim.

Hebanowa szkatuła
Na wystawie zaprezentowano m.in. hebanową szkatułę, wykładaną kością słoniową, która od lat 70. XIX w. służy do przechowywania poematu. Wykonał ją na zamówienie Stanisława Tarnowskiego krakowski snycerz Józef Brzostowski. Na jej bokach sceny z poematu, na wieczku – pamiątkowe napisy.
- Były na niej także figurki, które zniknęły w 1944 r., podczas plądrowania przez Rosjan Muzeum w Dzikowie – wyjaśnia kustosz. – Szczęśliwie skrzynka ocalała. Trafiła do Biblioteki Jagiellońskiej i stamtąd w momencie gdy podjęto decyzję, że „Pan Tadeusz” zostanie we Wrocławiu, w 1947 r. przyjechała do nas.
Na dwóch tablicach obok – opis losów manuskryptu i kopia listu hrabiny Zaleskiej do hrabiego Tarnowskiego – w którym pisze m.in. o tym, jak wspomagała Mickiewicza, kupując od niego rękopis i oddając mu po kilku dniach z powrotem. Na ścianach – portrety przyjaciół Mickiewicza.

Reminescencje
Dopełnienie rozważań o „Panu Tadeuszu” stanowią liczne nieopisane tu eksponaty, np. egzemplarze z XIX-wiecznej światowej poezji i prozy, ilustracje i nagrania. Są wśród nich teksty kultury, z których Mickiewicz świadomie czerpał, pisząc swoje dzieło oraz te, nawiązujące do „Pana Tadeusza”. W ekspozycji przypomniano także salony pierwszej połowy XIX w., w których spotykali się możni i artyści, i które – jak salon Marii Szymanowskiej – umożliwiły Mickiewiczowi zdobycie sławy wielkiego artysty, który tworzy dzieła na miarę światową.
- „Pan Tadeusz” zyskał rangę narodowej epopei, stał się dla polskich czytelników tym, czym dla Greków była „Iliada” czy „Odyseja” – podkreśla Adolf Juzwenko, dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, właściciela rękopisu i twórcy wystawy. – Wydawany w wielotysięcznych nakładach, czytany przez kolejne pokolenia, potęgował pragnienie niepodległości, zaszczepiając szacunek i dumę z ojczystej historii.
Wystawę można zwiedzać we Wrocławiu, w Kamienicy pod Złotym Słońcem – Rynek 6, od wtorku do niedzieli w godz. 10:00-18:00. Ekspozycja jest czynna do 30 czerwca 2014 r.

Tekst i fot. Dorota Niedźwiecka

http://www.pch24.pl/poemat-politycznie- ... 710,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /