Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Rozważania o nas samych

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 131 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 20 cze 2010, 11:19 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
O. Pelanowski OSPPE: Znak Katynia, znak Smoleńska

http://fronda.pl/news/czytaj/o_pelanows ... _smolenska

Kilka fragmentów tego dość długiego artykułu:

"10 kwietnia 1940 roku Stalin razem z Berią szukali miejsca na posadzenie drzewa przy lotnisku w Smoleńsku – tak można przeczytać pod fotografią, która krąży w rosyjskiej sieci internetowej. Nie wiemy, czy zdjęcie jest autentyczne, ale gdyby tak było, to fakt ten nie byłby jedynie ponurym przypadkiem. Czyż nie z powodu smoleńskich drzew runął prezydencki Tupolew? Ludzie opętani duchem śmierci, nawet gdy sadzą drzewa, czynią je narzędziami śmierci. W ich rękach piece stają się krematoriami, praca torturą, wolność zniewoleniem.

Zastanawiające zrządzenie Opatrzności pognało dymy islandzkiego wulkanu tak daleko, że nie pozwoliły wzbić się w powietrze samolotom delegacji mających przybyć na pogrzeb prezydenta, który zginął w katastrofie lotniczej! Kiedy czytałem o tym w gazecie, przypomniał mi się 9. rozdział Apokalipsy, który wywołał najgorsze przeczucia – nie tylko związane z Polską. Trzeba bowiem pamiętać z historii, iż każda tragedia naszego narodu zwiastowała o wiele gorsze losy dla wielu innych narodów. Europa okryła się kirem wulkanicznego pyłu – czy jest to ostrzeżenie dla naszego kontynentu, który zbliża się do jakiegoś zaćmienia, gorszego niż to, które ogarnęło Europę w latach ostatniej wojny? Niekiedy mało istotne szczegóły kojarzą się i przeobrażają w poważną refleksję. Marcel Proust napisał kilka stron wnikliwych skojarzeń, smakując magdalenkę, słodkie ciastko. Nigdy byśmy nie wiedzieli, jak ważnym słowem jest Eureka, gdyby Archimedes nie udał się do kąpieli. Niekiedy spontanicznie nagrany filmik komórkową kamerą więcej mówi niż tony wydrukowanych artykułów w opłacanych przez zagranicznych potentatów gazetach."


"Ta straszna śmierć w Smoleńsku jest nie tylko czymś okropnym i skłaniającym do współczucia rodzinom zmarłych, ale też znakiem, przypomnieniem, że my również umrzemy. Być może zostanie ona odczytana tak przez wielu z nas, którzy z dumnym entuzjazmem pozbyliśmy się jedynej nadziei na uwolnienie się z owych szponów, które wcześniej czy później sięgną po nasze gardła. Jestem pełen smutnych przeczuć wobec naszego świata, w którym istnieją ludzie tak bardzo fascynujący się śmiercią innych, że są w stanie zlecić kradzież napisu z bramy w Auschwitz! Czy wróży to coś dobrego? Czy to też jest jakiś znak?

Ludzie pragną śmierci innych, gdy pragną usilnie wyprzeć się własnej śmierci. Hitler i Stalin panicznie bali się własnej śmierci, dlatego zepchnęli jej widmo na innych, na miliony. To jest prymitywna mentalność: nieśmiertelność za cenę śmierci drugich. Człowiek prymitywny chrupał czaszkę zabitego wroga, sądząc, że w ten sposób przejmie jego wiedzę i życie. Obserwujemy dziś bardzo podobne symptomy: eutanazja, aborcja, zdejmowanie krzyży, nawet palenie zwłok i umieszczanie ich w metalowych urnach przypominających opakowania z kawą czy urządzanie na cmentarzach estetycznych parków przypominających raczej spacerowe bulwary. Tak bardzo lękamy się śmierci, że nawet boimy się starzenia.

Wszyscy chcą być młodzi, po operacjach plastycznych, naszpikowani odżywkami podnoszącymi sprawność i potencję. Ale czy ten postęp nie jest podstępem na miarę zerwania owocu z drzewa poznania dobrego i złego? Badania nad komórkami macierzystymi pozwolą naukowcom zrekonstruować tkankę, co przedłuży nasze życie o kilkadziesiąt lat. A mimo to wszyscy ludzie, wierzący czy niewierzący, są – jak zauważył Jean-Didier Vincent – jedynymi ssakami wystraszonymi wiedzą o własnej śmierci.

Zastanawia mnie zjawisko coraz częstszych produkcji hollywoodzkich podejmujących tematykę apokaliptyczną: kiedy widzi się zagładę na ekranie, można utwierdzić się w przekonaniu, że to tylko film, a jeśli nawet nie, to i tak zginą wszyscy oprócz tego, który w sali kinowej chrupie popcorn niczym jego praprzodek czaszkę. Dopóki zagłada zdarza się na ekranach, mamy wrażenie, że jest czymś złudnym, nierzeczywistym, ale gdy spada samolot, wszyscy stajemy wobec faktu, który ściska nam gardło lękiem. Rok 2012 niebawem się zacznie, ale jak dowiadujemy się z filmu Rollanda Emmericha, uratować się chcą tylko najbogatsi i tylko oni uratują swoje obciążone sumieniem istnienie!"

"Nieszczęście jest jak kamień wyrzucony w górę, spada w końcu na tego, kto je wywołał."
"Ten świat niesprzyja ludziom prawym, choć tylko dzięki nim jeszcze istnieje. Sprawiedliwi są kolumnami podtrzymującymi cywilizację, która zawistnie ich zgniata i miażdży."
"Ludzie uczciwi są nie do zniesienia – u nielicznych budzą podziw, zaś u licznych niestety zawiść."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 06 lip 2010, 08:45 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Romantyczność, polityka i ŻAŁOBA: Trzy skrzydła ołtarza.

Dedykowane p. Arturowi Lewczukowi, ktory opatrzyl ten tekst STRUKTURA, KOREKTA i CENNYMI UZUPELNIENIAMI . No i dodal odwagi....

I. Salony Europy. Raj utracony.

Salon, I plowa XIX. w.: Dźwięki, wypływające z kartek nutowych rozfruwanych wokół brązowego pianina ze złotej brzozy, rozłożonych wśród pozłacanych, pachnących (zapraszająco) filiżanek z herbatą. W salonie grupa ludzi o artystycznie tęskniących duszach. Słuchają muzyki: Gra samotny, nieszczęśliwy Franz Schubert. Wniknijmy w te atmosfere...(popatrzmy na dolny fragment póznoromantycznego obrazu „Symfonia“ Moritza von Schwinda: Die Symphonie,1852, München, Nowa Pinakotheka, link:http://www.onlinekunst.de/januar/Schwind_Beethovensymphonie.jpg).

Zajrzyjmy do tego samego salonu kilka lat później: Ta sama,artystycznie rozbudzona grupa ludzi wsłuchuje się w misterne, toczące się perliście przez całą romantyczną Europe parafrazy kapryśnego geniusza, zdecydowanego NA WSZYSTKO łowcy damskich serc o lwiej grzywie i węgierskim temperamencie, Franciszka Lista (http://de.academic.ru/pictures/dewiki/6 ... Joseph.jpg).

A w następnym salonie graja...Robert i Clara Schumannowie, romantyczni kochankowie, oboje wielcy wirtuozi fortepianu, oboje kompozytorzy, usatysfakcjonowani swą liczną rodziną i radościa tworzenia SZTUKI: on doświadcza rzadkiego szczęścia geniusza, rozumianego przez swą połowicę; ona stwarza mu dom, w którym SZTUKA PULSUJE i przenika ich oboje.... Zobacz jak nie wierzysz: http://glareanverlag.files.wordpress.co ... humann.jpg . Tym szczęściem wspólnego BYCIA W SZTUCE, życia z nią na CODZIEŃ, dzielą się z innymi... koncertuja, tworzą.

Popatrzmy na trasę sławnych SALONOW 19.-towiecznej Europy miedzy Wiedniem a Paryżem, w ktorych zagrał Fryderyk Chopin, zegnając się NA ZAWSZE (o czym wtedy jeszcze nie wiedział) ze swa UKOCHAN OJCZYNĄ, gdy po krwawo stłumionym przez brutalnego agresora Powstaniu Listopadowym straciła ona SZANSE BYTU a on – sens zycia:

W tej TULACZCE WYGNANEGO ze swej zniewolonej OJCZYZNY, udręczonego swym patriotyzmem aż do utraty PŁUC poety fortepianu, jak i w tym biedeimaierowskim, przytulnym wystroju GOSCINNEGO SALONU, w ktorym tytani klawiatury graja swoej REWOLUCYJNE ETIUDY i PRELUDIA, uobecnia się DUCH EPOKI romantycznej.

To PRAWDZIWY SALON ROMANTYCZNEJ EUROPY. Romantycznej przez wszechogarniającą wszystkie jej ludy świadomość narodową, wyzwalającą pragnienie wolności i pragnienie MIŁOSCI i SZTUKI.

~

W tym salonie KAŻDY PATRIOTA, wyjeżdżający w rozpaczy ze swojego zniewolonego przez (jakbyśmy dziś powiedzieli: terrorystycznego) - AGRESORA i NAJEŹDŹCĘ , kraju, był na ustach i w sercach pomocnych ludzi - czy to w Paryżu, Wiedniu, czy całych ROMANTYCZNYCH PRUSACH: Z atmosfery tego salonu rodził się CZŁOWIEK WOLNOŚCI gotowy do prometejskiej ofiary, lub CZLOWIEK SOLIDARNY, rozumiejacy tego pierwszego. To w sztukach teatralnych niemieckich autorów dziewiętnastego wieku pojawiał się tak często na scenie przepełniony melancholia symboliczny POLSKI HRABIA, płaczący nad losem swej UTRACONEJ OJCZYZNY...

~

To artyści (i socjaliści) Niemieccy dołożyli w r. 1830 flagę Polska do niemieckiej w ramach solidarności z uciemiężonym sąsiednim narodem... To niemieccy artyści i pisarze udzielali POLSKIM EMIGRANTOM (na drodze do Paryża) pomocy i gościnności po upadku POWSTANIA listopadowego, gdy ich właśni PRUSCY KRÓLOWIE, czytając o sobie płomienne poematy w języku niemieckim, piętnujące ich jako ZABORCÓW, PILI wina i ucztowali z INNYMI ZABORCAMI...

A teraz?

GDZIE TA niegdysiejsza SOLIDARNOŚĆ i DUCHOWA HARMONIA NARODÓW, ARTYSTÓW I PISARZY EUROPY?

Kim są dzisiejsi "PRZEWODNICY DUCHOWI", czerpiący swe natchnienie z NAGŁÓWKÓW GAZET przedrukowywanych w MOSKWIE a powielanych w Wiedniu, Frankfurcie, Paryżu, Rzymie?



II. Ból. Pasja.

~~

Oni sa TUTAJ. U nas. W Twoim, moim domu. Dzis zwycieżyli, dzieki TOBIE.

Patrzą na Ciebie spokojnie, najpierw z ROZLENIWIONYM uśmieszkiem WYŻSZOŚCI, potem z szyderczym, zachłystującym sie rechotem, jak - na oczach całego ŚWIATA – Twojemu Narodowi, - ZABITO PREZYDENTA i USUNIĘTO – OKALECZONO - prawie całą ideową grupę ludzi, która tylko przez samo swoje istnienie, przez swój wkład w rozwoj - i obecność - PLURALIZMU - była tej WOLNOŚCI GWARANTEM.

To uczyniono jednemu z Narodów, którego oni widzą i piszą (a może TYLKO PISZĄ) jako ICH NARÓD, jako JEDEN Z NICH. Oni wiedza, ze ten tak ich dzis degenerujący i niecnie wykorzystywany DOBROBYT i pradziwą WOLNOŚĆ otrzymali m. in. dzięki (m.in.) krwawej OFIERZE TEGO NARODU, walczącego na przestrzeni całego poprzedniego (19.) stulecia pod hasłem „ZA WOLNOŚĆ WASZĄ i NASZĄ”, a jeszcze wczoraj, w wieku 20,ubarwiajacego historie Europy prawdziwym szklarłatem SOLIDARNOŚCI .

A oni?

Patrzą spokojnie, cynicznie i z rozbawieniem, JAK na zgliszczach "Stalowego Ptaka", pod którym spoczywają szczątki WALCZĄCYCH o UZNANIE PRAWDY SYNÓW jednego z NARODÓW EUROPY, SPLECENI ZE SOBĄ jak dwie TOKUJĄCE ŻMIJE OPRAWCY TAŃCZĄ MIŁOSNEGO OBERTASA wyśpiewując SZYDERCZE PIOSENKI O "miłości"i wdeptując te szczątki swymi WALONKAMI i GUMIAKAMI w Smoleńską Ziemie.

A oni?

Patrza spokojnie, moze nawet obojetnie, jak OBŚLIZGŁE MACKI GORGONY NIENAWIDZĄCEJ PROSTEJ, SZCZEREJ, pachnącej malwami z ogródka, leszczynowym orzechem znad furtki i jagodami przyniesionymi z pobliskiego lasu POLSKOŚCI- DOSIĘGAJĄ NAS WSZĘDZIE: w Wiedniu, Monachium, Stockholmie, Hadze, Neapolu...

Ich ostre JĘZYKI SZYDZĄ Z NASZEGO BÓLU, naszej SOLIDARNOŚCI z ofiarami i tymi, którzy po ich odejściu dziś cierpią. ONI nam cierpieć z NIMI nie pozwalają, zabraniaja okazac choc OKRUCHU ZROZUMIENIA: Jeśli się wyłamiesz, jeśli nie chcesz razem z FERAJNĄ PATROSZYĆ, STRZELAĆ, BYDLĘCIĆ - będziesz SIEKANY SZYDERCZYMI JĘZYKAMI na KAWAŁKI, będziesz nazwany TRĘDOWATYM.

TO ONI DZIS ZWYCIĘŻYLI. Nadzieja stracona. CO ROBIĆ, GDZIE UCIEKAĆ? Do nich, do "Europy"? Alez ONI (ci w tej "środkowej") też już zniszczyli, WYPARLI...ten swój piękny, bezpieczny Dom, dostatnie, NOBLIWE i szlachetne zacisze, ten niegdysiejszy BIEDERMEIEROWY SALON z Schubertem Schumanem Chopinem i Straussem.

Taka teraz jesteś EUROPO? Wyświechtane FRAZESY, fałszywe uśmieszki,

Łapówki za wrzucone do kosza strzępy UCZCIWEJ narodowości...

MĘDRKOWIE (z jedną nogą w Sex-shopie, a drugą tupiącą w rytm wypijanych KUFLI PIWA) pouczający innych. Tych INNYCH, niezrozumianych, którzy wolą swoje malwy w ogródku, kapliczkę w polu, pachnący las z jagodami i wiejską szkołę, pachnącą świeżym drewnem przywiezionym z lasu przez bogatego gospodarza, szkole, w której WOLNO jeszcze DZIECI uczyć słów: Boże, coś Polskę... ~~~~~~



III. Spojrzenie na Wschód. Zmartwychwstanie?



GDZIE UCIEKAĆ? Czy jest takie miejsce.... ZAPOMNIANE, ZATOPIONE głęboko w morzu NIEPAMIĘCI, lub UDAWANEJ PAMIĘCI?

- Jest! To ... KRESY. Kresy naszej utajonej Swiadomosci, Kresy naszej DUMY i HISTORII.

Skoro nie ma drogi WSZERZ ani WZDŁUŻ, WYPŁYŃMY na GLĘBIE: ODKOPAĆ drzemiące w niej SKARBY, wydobyć z powrotem na światło dzienne, przypomnieć TRADYCJE, HISTORIE, tamtejszą NATURĘ... i SZTUKĘ. Powróćmy do Świata lwowskich pagórków, białoruskich i litewskich kniei, gdzie szlachetne Niedźwiedzie kierują się prawami NATURY, i nie czytają ZESTAWU jej WYNATURZEŃ jak SZYDERCZEJ BIBLII...

ODTWÓRZMY ten rdzennie POLSKI ŚWIAT DUCHOWY, chłońmy go znowu jak "ZDROWIE", i pokażmy go całemu Światu, korzystając z technicznych i naukowych dobrodziejstw współczesności... Wróćmy do STARYCH WARTOŚCI, które nas PROWADZIŁY przez wieki i pozwoliły istnieć nawet w czasach oficjalnego...NIEISTNIENIA.

A potem - tak jak to potrafił TEN KTÓRY ZGINĄŁ W KWIETNIU - wyciągnijmy rękę do innych narodów, w których PULSUJE SŁOWIAŃSKA DUSZA i wspólna naszym narodom TĘSKNOTA, aby ŻYĆ szlachetnie i NORMALNIE.

Sięgnijmy do tej skarbnicy, i ZAPROŚMY też INNYCH do stołu, którzy chcą choć na chwile odpocząć od szyderczego zgiełku i zgrzytu kręconych na MATRYCACH, mielonych i od nowa lepionych STYROPIANOWYCH SŁÓW, ociekających BRUDNYM TŁUSZCZEM wyświechtanych zdań i tuszowanych fotografii, w których - zza emaliowanego błysku wyszczerzonych ZĘBÓW wyziera CZARNA, PRZEPASTNA PASZCZA WILKA-JAMOCHŁONA. To ta paszcza która niby to słodką, mdlą gumą na swym podstępnym przylepie, wciąga w swe czeluście STERANE post=komunistyczne i post-modernistyczne, miękkie, słabe, bezbronne mózgi... Zaprośmy je do stołu w ogrodzie, pod lipą, i dajmy im ochłonąć z tej szaleńczej gry BALONÓW wznoszących się ... nie, nie ku niebu, lecz do CZARNEJ chmury - jaka na nie czyha po drodze.

Sięgnijmy do tej cennej SKARBNICY naszej prasłowiańskiej gościnności, i schrońmy się w BOHATYROWICZACH dwudziestego PIERWSZEGO wieku. Chodźmy na grób Jana i Cecylii, tych z 10. 04., i na mogiłę powstańczą (1940), coby krzyże nie spróchniały. A potem trzeba wziąć sierp i trzeba będzie żąć zboże, aż do kropli potu i kropli krwi, która jak kropla krwi Justyny będzie poślubieniem codziennego trudu. Jeśli trzeba, odbudujmy je, razem z tymi, którzy nam je kiedyś ODEBRALI, zbudujmy wspólny język, (myślowy i uczuciowy), posadźmy polskie malwy w ukraińskich, litewskich i białoruskich ogródkach, weźmy od nich zaszczepki ichnich krzewów i ziół, spróbujmy wg ich recepty przygotować z nich ICHNIE aromatyczne nalewki, pełne zapachu Wschodu i Północy...pośpiewajmy razem ICH PIEŚNI drugim głosem ...

A potem nauczmy się wspólnie sprzątać w zachwaszczonym (moralnie) "DOMU EUROPEJCZYKÓW", którym pokażemy, gdzie i jak można znaleźć jeszcze - lub stworzyć - NOWĄ, ZDROWĄ EUROPĘ...

http://hrabina.idalia.mondsee.salon24.p ... la-oltarza


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 06 lip 2010, 10:15 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Piekny tekst..


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 06 lip 2010, 10:27 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
" Byc zwyciężonym i nie ulec,TO ZWYCIESTWO"
słowa Marszałka zacytował Prezes Jarosław
a ja za NIM je powtorzę,TAK
mimo koszmarnej nagonki
mimo Mediow,ktore wygrały tę wybory dla
platformy,to przypominam
poł Polski
nie uległo manipulacji merdialnej
nie dało się oszukać,ale miało własne zdanie
i zgodnie z nim TAK zagłosowało
i ztego jestem DUMNA.........
nie zal,nie rozpacz
lecz
ciężka praca i do przodu...........
ps na nie lubianej przeze mnie
witrynie Slawomi Nowak,jojczy,ze tak minimalna
wygrana,to wina KOSCIOŁA
:lol:
jstem dumna,ze jestem Moherem z Ciemnogrodu,
i słucham Radia Maryja,
czytam Nasz Dziennik Naszą Polską
Gazetę Polską i Najwyższy CZAS.......

panie sławomirze Nowak
i tak płomienne
mowy nie pomogą panu......bo nie.......
a niemyslący niech się martwią..........
juz oni zobaczą swoje obiecane CUDA,
oj zobaczą,ale
rachunki za GAZ,ENERGIE<CZYNSZ
i wyzsze opłaty za kredyty,ktorych nabrali niczym
ziemniakow........na zimę.
A emeryci rozowi? dostaną podwyzki,ale cisnienia.........
serd pozdr
dla MYSLĄCYCH


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 06 lip 2010, 12:23 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Jeszcze tylko słówko na koniec.

Ciekawe jest to jak wielu głosowało na marszałka bo np:
-ma żonę, a przeciwnik kota
-bo jak on wygra to nie wróci IV RP
-bo ten drugi to kaczor, kartofel, kurdupel... robota "niezależnych" mediów totalnie wielu i to na trwałe wyczyściła resztki szarych komórek z czegoś co nazywamy mózgiem.

Wśród nas jest mnóstwo umysłowych kalek, które mają zarejestrowane to co pokazywały w sposób nierzetelny i z pełną manipulacyjną premedytacją "niezależne" media. Trzeba będzie wielu pokoleń, aby chociaż w minimalnym stopniu wróciło trzeźwe i racjonalne myślenie. Nie wiem tylko czy jest to możliwe, gdyz te media są z ludźmi, którzy obecnie zgarneli wszystko. Ciekawe jak długo utrzyma się TVP i jak szybko przedsięwzięte zostaną kroki w celu zlikwidowania niby PIS-owskiej telewizji. Dobrze, że jest internet i niezależna prasa, ale jak długo?
Zadam jeszcze pytanie, czy wyśmiewanie się i szkalowanie osoby, która nie ma żony, a tylko wg. zdziecinniałego starca, którego wielu uważało za autorytet moralny ( z tego mu się chyba w globusie poprzewracało) hodowlę zwierząt futerkowych jest poprawne politycznie, nie mówiąc o moralnym podejściu do drugiego człowieka?

Drugie pytanie- kto się bał powrotu tzw. IV RP? Większość, bo nie ma w Polsce, gdyż jest to niemożliwe ze względów naleciałości życia w "cudownym" ustroju jakim była komuna ( łapówki, układy, ja tobie ty mnie,). Kto ma biznes to wie, że nie ma uczciwych przetargów, tylko są układy które załatwia się pod stołami. Przykłady mieliśmy ot pani poseł z PO, która taki biznes robiła, a że się zakochała się w agencie Tomku, bo miał świeży odddech, białe zęby...
A co powiecie o układach na cmentarzu Zbycha, Mira i innych z PO. Ludzie takiego pokroju bali się powrotu PIS, bo wzieliby się im za d... Owszem metody dość radykalne, ale jak byśmy udowodli tym "prawym" politykom, że chcą zarobić na jednorękich bandytach? Jeśli na tak wysokich stanowiskach ludzie robią machloje i przekręty, to ci co są niżej, aby funkcjonować na rynku, mieć pieniądze niejednokrotnie na utrzymanie rodziny, też np. stawiają obiad w knajpie tym od których zależy czy wezma tę czy inną robotę. Jak mawiał pewen polityk PO: "Polska to dziki kraj". I tu się zgadzam. Po ponad 40 letniej niewoli i praniu mózgów, aby coś załatwić to trzeba komuś coś dać, w dowód wdzięczności, więc jesteśmy dzikim, a nie cywilizowanym narodem. Bardzo dobrze coniektórzy w tej dzikiej głuszy się znajdują i są nadal bezkarni ( PYTAM - co z aferą hazardową?.... CISZA, bo wybory, a jak minie jeszcze troszkę czasu to ciemny lud z dzikiego kraju zapomni i będzie pozamiatane)

Śmiem wątpić, czy obecny prezydent wybrany przez większość, coś w tym kierunku zrobi. Ekipa u władzy jest wprost umazana skandalicznym układowym zachowaniem wielu jej ludzi, których niecne procedery przerwał szef CBA pan Kamiński, za co ma obecnie kłopoty.
Ostatnie pytania:
- co z obietnicami prezydenta... z tego co wiem ministrowie edukacji, zdrowia i polityki społecznej już się wycofują z tych rzucanych na rzecz kampanii słów
- co z wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej... nie robili nic i dalej nic nie zrobią, a to że Jarosław Kaczyński domaga się ( wcale mu sie nie dziwię, stracił przecież w niej brata i bratową) jej wyjaśnienia uznaje się za skandaliczne zachowanie i że żeruje na tragedii narodowej... no normalnie ręce opadają
- co dalej z wyjaśnianiem afer?
- co dalej z ... Polską...co dalej???????

http://gallanonim.bloog.pl/id,6139814,t ... caid=6a795


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 29 lip 2010, 08:43 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Nasza społeczność

Czy zwróciliśmy uwagę na to, że często mieszkamy obok siebie, czasem żyjemy w jednym mieście, w zasadzie należymy do jednego państwa, ale tak naprawdę to wcale nie tworzymy społeczności, a więc takiego zgranego organizmu, który połączony jest wspólnym celem? Mieszkamy razem, ale nie wiadomo dlaczego i po co? A przecież zbiór ludzi bez wspólnego celu, bez drożności we wzajemnych kontaktach, to nie jest społeczeństwo. To tylko gromada, zbiegowisko, ale nie społeczeństwo, a cóż dopiero mówić - naród.

Jeśli zaś nie umiemy być społeczeństwem, to liczyć się musimy z tym, że każda zorganizowana mniejszość będzie nas po wiek wieków eksploatować. Dlatego umiejętność samozorganizowania się narodu polskiego jest naszym - „być albo nie być"...

Co jest najważniejsze i od czego zacząć. Już dawno, bo w czasach antycznych, zauważono, że ludzie tworzą tylko wówczas społeczność, jeśli mają do siebie zaufanie. Nieufność rozdziela.

Ale jak zdobyć zaufanie?

Nie jest to wcale trudne, trzeba się po prostu poznać.
To dzięki wzajemnemu poznaniu budujemy wzajemne zaufanie, a tym samym zaczynamy tworzyć społeczność. Ktoś jednak powie: „Nie wyjdę na ulicę i nie zacznę krzyczeć, że szukam kontaktów, bo wszyscy pomyślą, że oszalałem". To prawda - i widzimy od razu, co się z nami stało. Mieszkamy i żyjemy razem, ale nie bardzo wiadomo, gdzie można się spotkać.

Czy to w Grecji, czy w Rzymie, czy w średniowiecznej Europie, było takie miejsce, które służyło wymianie myśli, a nazywało się forum. To tam zbierali się obywatele i dyskutowali o najrozmaitszych sprawach, zarówno drobnych jak i bardzo ważnych. Dzięki temu poznawali się bliżej i tworzyli społeczność. Nie musieli się we wszystkim zgadzać, ale na pewno się rozumieli.

To słowo forum tłumaczymy dzisiaj za pomocą słowa „rynek". Ale spójrzmy, co się stało. Dzisiejszy rynek to już nie jest dawne forum, to jest bazar, a to jest słowo perskie i należy do odmiennej cywilizacji. Bo na rynku-forum spotyka się ludzi i wymienia poglądy, zaś na bazarze kwitnie po prostu handel; chodzi o sprzedaż towarów i jak największy zysk. W ten sposób - pozbawieni rynku-forum - odchodzimy od cywilizacji łacińskiej, zachodniej, a wpadamy w objęcia Wschodu, gdzie główny sens życia to handel od dzieciństwa po starość.

Cywilizacja bazarowa nie utworzy społeczności ludzi wolnych; ją w ryzach ciągle trzymać musi despota zaopatrzony w doborowe oddziały policji, strażników, szpiegów i poborców podatkowych.

Powstaje więc pytanie: jak się bronić przed taką azjatyzacją Polski?
To wcale nie jest takie trudne. Chodzi o to, abyśmy mogli się spotykać, wymieniać poglądy i nabierać do siebie zaufania. Pod tym względem dziś niezastąpiona winna być nasza parafia, właśnie ta parafia, do której należymy, która ma swój kościół, sale katechetyczne i miłego księdza proboszcza z energicznymi i pełnymi zapału do pracy wikarymi.

W kościele parafialnym musimy się spotykać z różnych okazji, a jest ich mnóstwo; mogą mieć charakter bardziej religijny, albo bardziej narodowy, w zależności od święta, które w danym czasie przypada. A również znakomitą okazją może być spotkanie z jakimś profesorem, który zajmuje się katolicką nauką społeczną, a którego warto zaprosić. To wcale nie jest trudne. Prelekcja wcale nie musi być zbyt akademicka, bo nie chodzi o popis erudycyjny, ale chodzi raczej o przedyskutowanie bieżących i palących spraw w świetle nauczania społecznego Kościoła. Chodzi nie tylko o to jak modlić się po katolicku, ale jak pracować, jak spędzać czas wolny, jak traktować pieniądze i zysk, jak wychowywać dzieci...

To wszystko są nasze wspólne sprawy, które, niestety, przez mass media są deformowane, wskutek tego człowiek wierzący się gubi. A tymczasem możemy się spotykać osobiście, możemy w szczególnych wypadkach dyskutować nad jakąś znaczącą wypowiedzią, albo możemy też coś wspólnie poczytać. To jest takie proste; to właśnie - a nie rozdygotany spiker w telewizji - tworzy środowisko.

Pamiętajmy, że ludzie z natury lgną do siebie, a takim naturalnym spoiwem jest rozmowa. Jeśli będziemy się spotykali i rozmawiali ze sobą, to utworzymy społeczność i staniemy się narodem. A wtedy nasze życie razem, w Polsce, na nowo odzyska sens...

Piotr Jaroszyński
"Rozmyślania o mojej Ojczyźnie..."

http://iskry.pl/index.php?option=com_co ... 7&Itemid=4


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 13 sie 2010, 18:26 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Kazanie narodowe, Paryż 1861

Ks. Aleksander Jełowicki, przełożony misji polskiej w Paryżu:

"Wiara jest duszą społeczności, jest duszą narodu. Czem dusza dla ciała, tem jest wiara dla społeczeństwa, dla narodu. I jak ciało przez duszę, tak społeczeństwo, tak naród, żyje jedynie przez wiarę; a żyje takiem życiem, jaką jest ta wiara. A jako dusza ożywiająca ciało, przez styczność z niem ciężejąc, ku rzeczom ziemskim zbytnie się pochyla : Corpus quod corrumpitur, aggrauat animam: Ciało skazitelne obciąża duszę (Mądr : IX. 15.); podobnież wiara ożywiająca jaki naród, jakie społeczeństwo, przez styczność z niem kazi się, i kurzawą się świata przyćmiewa. Od którego to skażenia nawet spółeczeństwo wiernych, sam Kościół Boży na ziemi, nie może być wolen: Necessarium est, de mundano pulvere, etiam religiosa corda sordescere (S. Leo).
A jako dla oczyszczenia duszy od skażenia, którego doznaje w skutek swej łączności z ciałem, porządek Opatrzności poddaje toż ciało pod próby rozmaitych boleści, i nędz, i niemocy, co je aż do bram śmierci przywodzą; podobnież dla oczyszczenia narodów, a nawet i samegoż Kościoła na ziemi, od kurzawy świata, taż sama Opatrzność- dopuszcza na narody onych prób straszliwych, któremi są już to niezgody, już ucisk, czy to od swoich, czy też co gorsza od obcych; a zaś na Kościół święty dopuszcza albo zaburzeń, albo prześladowań, co zdają się już mu śmiercią nieomylna grozić. — Lecz jak Kościół święty, z każdej podobnej próby wychodzi zdrowszym i czystszym, i zawsze zwycięzcą; tak i nasz naród, do podobieństwa z Kościołem ze wszech narodów chrześciańskich najbardziej zbliżony, z każdej niemocy swojej wybija się czystszym i jakoby żywszym, i w każdej podobnej próbie młodnieje. A jak w Kościele Bożym, tak i w narodzie naszym dopóki jest Bożym, im cięższe przychodzą próby, tem większe koniecznie muszą być tryumfy. To porównanie doli naszej z dolą Kościoła , niech nas ukrzepia w cierpieniach naszych , niechaj nas uświęca, niech nas przeciw wszystkim nadziejom utrzyma w nadziei.
Wiek cały dobiega jak się, nie po raz pierwszy, jędze piekielne na nas wyźwierzyły. Rozdarły nas i rozszarpały, i wciąż drą i szarpią. Mówią żeśmy nieżywi, a boją się nas więcej, niż się boją żywych. I strzegą mniemanego grobu naszego, pilniej niż był strzeżony grób Chrystusa Pana. Przy naszym grobie, ci co indziej w niezgodzie, zawsze z sobą w zgodzie. Przeciwko nam wszystkie ich spiski, wszystkie ich roboty, wszystkie ich umizgi. Na nas, nibyto nieżywych, na nas jedynie oni sprzysiężeni. A tak, iż zda się że zaprawdę piekło się sprzysięgło. Ale przeciw Bogu nie przemoże ni siła, ni rada. Przy Bogu więc trwajmy. Trwajmy jak Job w cierpieniach i upokorzeniach, a jak Job odkwitniem ; badźmy przyjaciółmi jak Łazarz Chrystusowi Panu, a jak Łazarz do życia powrócim; bo mniemana śmierć nasza, bo niemoc ta nasza nie jest na śmierć, lecz na okazanie się nad nami większej chwały Bożej : Infirmitas hoec non est ad mortem, sed pro gloria Dei (Joan. XI. U.). Ta nam śmierć nie na śmierć, lecz na zmartwychwstanie. Bracia Polacy ! Czy słyszycie nad soba on głos Chrystusa Pana, on głos zmartwychwstania, co tam dla nas zabrzmiał przy grobie Łazarza: Resurget frater tuus. (Joan XI. 23.). Zmartwychwstanie brat twój — a do nas ten głos znaczy: Zmartwychwstanie Matka wasza ! — Uciszmy się więcej jeszcze w duchu, a usłyszym od Chrystusa i to słowo, co już rozerwie wszystkie więzy nasze: Lasare, veni foras ! Polsko moja ! Wstań !!!
Są, co wmawiają w siebie, i w nas chcą wmówić, żeśmy już umarli, żeśmy już trupem padli, żeśmy się rozpadli i w proch rozsypali. Prawda że ziemia nasza w gruzach i popiołach, że od kości naszych rycerzy, naszych męczenników i naszych niewinniątek, zabielały wszystkie pola ziemi. Umarliśmy, ale jak Abel, co przez wiarę i przez ofiarę jeszcze i po śmierci mówi: Defunclus adhuc loąuitur (Hebr : XI. h.). A kości nasze, jak kości Józefowe, i po śmierci prorokują i po śmierci żyją : Ossa ejus et post mortem prophetaverunt.(Eccli : XLIX. 18).
O kości Ojczyzny mojej, ogniem ucisku, prześladowania i niewoli jakoby spalone, usłyszcie słowo Pańskie : Ossa arida, audite rerbum Domini(Ezech : XXXVII lx.). *
Usłyszcie co mówi Pan : Hoec dicil Dominus Deus: Ecce ego intromittam in vos spiritum et vivetis :To mówi Pan Bóg: Oto ja wpuszczę w was ducha, a ożyjecie, i żyć już będziecie.
Miejmyż się więcej ku Bogu, Bracia Polacy, byśmy to słowo Pańskie nad Polską prędzej usłyszeli, i sprawdzili aż do końca to Mądrości słowo: Justitia elevat gentem:miseros autem facitpopulos peccatum.Sprawiedliwość wywyższy nas między narodami. A skończy się nędza nasza, gdy się skończy grzech. Co daj nam Boże, jak najrychlej, dla chwały Twojej, dla zbawienia dusz naszych, i dla zbawienia Ojczyzny.
AMEN."

Źródło: books.google.pl/books

http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/ ... paryz-1861


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 18 sie 2010, 08:32 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Czy jeszcze w nas bije serce

Różni ludzie różnie postrzegają to, co dzieje się wokoło. Co zabija serca bicie do drugiego człowieka, co wypala miłość zrodzoną wraz z każdym z nas, wypieszczoną i ukształtowaną jako malutka iskierka, pod sercem matek, iskierka w którą powinno się dmuchać z całych sił by buchnęła...

Ale wszyscy dobrzy ludzie widzą jednakowo, że szerzy się zło, mało tego, wielu jednak, co dociekliwszych i jaśniej widzących zauważa, że to zło jest świadomie rozsiewane w społeczeństwo by nas do niego przyzwyczaić, zobojętnić na to, co złe, byśmy zaczęli zło traktować jak normę sami je rozprzestrzeniając gdzie i jak się da, po to tylko by poprzez to nami zawładnąć.

Bo czyż nie łatwiej zawładnąć i rządzić skłóconym narodem?

Czy nie łatwiej wciskać ciemnotę, kłamstwa i wszelki „kit” ogłupionym, dla których zakłamanie jest normą?

Pewnie, że łatwiej, wygodniej i o wiele sprawniej można zawładnąć takimi, którzy nie czują i nie wiedzą, czym było i jest dobro, przyjaźń, szacunek i miłość.

Pamiętajcie zło pobudza tylko zło, a to w ostateczności rodzi nienawiść. Nienawiść natomiast burzy i rujnuje wszystko, co w każdym człowieku jest najcenniejsze. To, co zrodziło się wraz z nami z macierzyńską miłością. To szacunek i miłość do drugiego człowieka, miłość do ziemi, która dała nam życie i po której co dnia stąpamy, miłość do Ojczyzny, czyli patriotyzm, który dzisiaj jest wyśmiewany i którego co niektórzy zaczynają się wstydzić.

I o to właśnie chodzi tym, którzy od lat manipulują nie tylko nami, ale całym światem. Oni są już pewni swego, tak daleko posunęła się ich gra, którą prowadzą poprze podnajęte z różnych działających na pograniczu prawa organizacji i instytucji marionetek kukieł i małp. Te marionetki to rządy naszych państw i państewek na całej kuli ziemskiej.

Problem jest wielki, ale czy jest już za późno dla nas, czy jeszcze kiedykolwiek zrealizują się nasze marzenia o tym by każdy człowiek żył godnie a jego rodzina dostatnio?

Myślę że nie jest za późno, ale boję się że nie mam racji. Bo przecież w większość z nas wpojono to, czego nie powinno być w żadnym człowieku. Bo żaden człowiek nie powinien skupiać swojej uwagi na tym co złe, choćby tylko po to by to zło pokazywać. W ten sposób nie zwalczymy zła a tylko wspomożemy jego rozwój.

Aby osiągnąć cel musimy jedynie skupić się na tym, co dobre i czynić dobro. Tylko w ten sposób i jedynie w ten, zlikwidujemy zło, bo dobro, przyjaźń, szacunek i miłość to budulec to broń, która zabije zło i zniszczy nienawiść.

Ale czy nas, społeczeństwo stać na to, czy w naszych sercach tli się jeszcze, choć malutka iskierka, którą potrafimy w sobie rozdmuchać, czy znajdą się ludzie na tyle odważni, którzy nie przejmując się fałszywym wstydem pokażą że mają serca a w tych sercach tyle siły i miłości, by stanąć pewnie na ziemi i dobrem oraz miłością podeptać zło?

Ja wierzę, z całych sił i z całego serca wierzę w Was, ale czy wy uwierzycie w siebie samych?

Przemysław T. Kudliński,

http://iskry.pl/index.php?option=com_co ... 5&Itemid=1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 23 sie 2010, 07:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Bal u senatora

Ludzie, którzy nie potrafią dostrzec historycznej i metafizycznej rangi katastrofy smoleńskiej, mają kłopot z racjonalną analizą rzeczywistości – pisze Wojciech Wencel dla „Teologii Politycznej”.

Ksiądz Piotr. Scena z „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka

Co łączy Bronisława Komorowskiego i Nikołaja Nikołajewicza Nowosilcowa? Ryzykowne pytanie, bo czy godzi się zestawiać legalnie wybranego polskiego prezydenta z carskim namiestnikiem? Przyjazne gesty Komorowskiego wobec Kremla nie mają przecież nic wspólnego z lojalnością Senatora wobec cara. A przynajmniej większość Polaków takiego związku nie dostrzega.

Jest jednak coś, co ewidentnie łączy obu panów. To niechęć do odczytywania zdarzeń w perspektywie metafizycznej. „Woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do głównej rzeki i do Bałtyku” – mówi Komorowski o powodzi. „No i cóż w tym strasznego? – Wiosną idą chmury,/ Z chmury piorun wypada: – taki bieg natury” – powiada Nowosilcow o rażeniu piorunem.

Słowa te wkłada Senatorowi w usta Adam Mickiewicz w trzeciej części „Dziadów”. To publiczna reakcja na gwałtowną śmierć Doktora, senatorskiego zausznika. Przed grozą Bożej interwencji Nowosilcow usiłuje się bronić racjonalizmem. W gruncie rzeczy jednak boi się księdza Piotra, który przepowiedział czas i okoliczności zgonu Doktora. Zwłaszcza, że natchniony duchowny i dla niego ma przykre proroctwo: „Ty najwięcej zgrzeszyłeś! Kary nie wyminiesz,/ Lecz ostatni najgłośniej, najhaniebniej zginiesz”. „On bredzi!” – woła zirytowany Senator, ale nie decyduje się na ukaranie księdza. Pogroziwszy mu palcem na wypadek kolejnego spotkania, każe odejść.

Wszyscy jesteśmy księdzem Piotrem

Przerwany przez burzę bal u Senatora to dzisiejsza Polska. Przyjęcie zorganizowane przez Nowosilcowa jako żywo przypomina uprawianą przez PO politykę miłości. Damy i panowie tańczą, jak się im zagra. Jak nasze autorytety moralne i coraz większa grupa dziennikarzy, ale też jak zwykli wyborcy. Gdy orkiestra zaczyna grać menuet z „Don Juana”, w niepamięć idą wszystkie grzechy gospodarzy: nagonka na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, mowa nienawiści Janusza Palikota i Stefana Niesiołowskiego, afera hazardowa, polowanie na IPN, oddanie Rosjanom śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Wprawdzie po kątach słychać szepty: „Te szelmy z rana piją krew,/ A po obiedzie rom”, ale na głos wypowiadane są same komplementy: „Jaka muzyka, jaki śpiew!/ Jak pięknie meblowany dom!”.

Nic w tym dziwnego. W salonie ludzie chcą się bawić, a nie roztrząsać czyjeś winy i narażać się na kłótnie. Tańczyliby do białego rana, gdyby nie burze z piorunami. Ostatnio mieliśmy takich burz kilka. Katastrofa smoleńska, powódź, mobilizacja elektoratu Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, obrona krzyża – wszystkie te nieprzewidziane zdarzenia zaburzały na chwilę przebieg balu. W dodatku pojawił się współczesny ksiądz Piotr, traktujący je jako metafizyczne znaki. Są nim wszyscy ci, dla których katastrofa smoleńska jest czymś więcej niż wypadkiem lotniczym, powódź – czymś więcej niż skutkiem przegryzania wałów przez bobry, a renesans nastrojów patriotycznych i obrona krzyża – czymś więcej niż grą polityczną PiS-u.

Smoleńsk – źródło mitu

Reakcją salonu na pojawienie się księdza Piotra jest – jak w „Dziadach” – odwołanie się do racjonalizmu. Z postawy duchownego naśmiewają się już nie tylko politycy PO i służące im media. Równie ochoczo czynią to publicyści kojarzeni z prawicą: Janusz Korwin-Mikke, Paweł Milcarek czy Paweł Lisicki. Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” ubolewa nad naszą kondycją intelektualną: „Jedni mówią o męczennikach, inni o poległych pod Smoleńskiem, jeszcze inni o ofierze złożonej przez naród albo o zbrodni. Zamiast analizy króluje mętna mistyka. (…) Zamiast widzieć ludzkie błędy, bałagan, niechlujstwo, złą organizację, tromtadrację; zamiast próbować wyciągnąć wnioski na przyszłość, tak aby podobna katastrofa nigdy się nie powtórzyła, autorzy takich wypowiedzi dzień po dniu przegrywają walkę o rozum, pławią się w cierpiętnictwie i pseudomartyrologii”.

Ale czy wizjonerstwo księdza Piotra zaprzecza zdrowemu rozsądkowi? Kto naprawdę przegrywa walkę o rozum? W katastrofie smoleńskiej zginął prezydent Rzeczypospolitej, który wyjątkowo konsekwentnie realizował politykę zabezpieczenia polskiej niepodległości przez współpracę z państwami – podobnie jak my – narażonymi na wpływy Rosji. Zginęli także niemal wszyscy dowódcy polskiego wojska, szef Instytutu Pamięci Narodowej i liderzy środowisk patriotycznych. Bez względu na przyczyny katastrofy, jest to jedno z najważniejszych i najbardziej spektakularnych wydarzeń w historii Polski. Dlatego na naszych oczach staje się źródłem mitu. Funkcjonuje i będzie funkcjonować nie tylko w sferze faktów, ale i w przestrzeni symbolicznej, podobnie jak powstanie warszawskie, pontyfikat Karola Wojtyły czy Sierpień’80.

Ludzie, którzy nie potrafią dostrzec tej rangi, mają kłopot z racjonalną analizą rzeczywistości. Sprowadzając katastrofę smoleńską do „wypadku lotniczego, jakich wiele”, postępują nieracjonalnie, bo nawet jeśli był to wypadek lotniczy, trudno go porównać z jakimkolwiek innym. Wypadek, w którym ginie elita narodu, zmienia bieg historii, stając się wydarzeniem dziejowym, godnym własnej mitologii i interpretacji metafizycznej. Dlaczego więc niektórzy publicyści uparcie drwią z „mętnej mistyki”? Co zakłóca ich tok myślenia?

Psychoanaliza Putina

Z jednej strony, jest to przekonanie o końcu historii i bylejakości naszego życia. Dla wielu intelektualistów nie ma już bowiem niczego godnego pieśni. Są tylko notatki w serwisach informacyjnych. Choćby zaczęła się apokalipsa i „wszelkie stworzenie żyjące w morzu zginęło”, oni będą twierdzić, ze to przez wyciek ropy z tankowca. Rozsądek w ich ujęciu to fanatyczna obrona Przypadku, Usterki i Błędu Człowieka jako sił rządzących światem. Jak głęboko sięga ten dogmatyzm, doskonale widać w tekście Lisickiego, który nie ma żadnych wątpliwości co do przyczyn katastrofy smoleńskiej. Śmierć wspierającego Gruzję prezydenta na terytorium wrogiego jej państwa to dla niego nic nadzwyczajnego. Choć rozsądek nakazywałby przynajmniej wziąć pod uwagę możliwość zamachu, on już wie, że nic takiego nie miało miejsca. Poddał Władimira Putina psychoanalizie i stwierdził, że podjęcie takiego ryzyka by mu się nie opłacało.

Z drugiej strony, daje o sobie znać nienawiść do PiS-u, która zaciemnia obraz narodowego uniesienia po katastrofie smoleńskiej. Dotyczy to głównie sympatyków PO, ale też wielu zwolenników Marka Jurka, obrażonych na Jarosława Kaczyńskiego o to, że w wyborach prezydenckich ośmielił się odebrać głosy „prawdziwej prawicy”. Dobrą ilustracją jest stosunek obu grup do obrońców krzyża. Twierdzenie, że zmęczeni, poranieni, wyszydzeni ludzie pod pałacem prezydenckim prowadzą jakąś „grę polityczną”, to efekt partyjnego zaślepienia. Bo czy Jarosław Kaczyński kazał komukolwiek bronić krzyża? Czy namówił Ewę Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego do nakręcenia filmu „Solidarni 2010”? Czy aby osiągnąć partyjne cele, zmusił nas wszystkich do szczególnego celebrowania smoleńskiej ofiary? Przecież to absurd.

Biało-czerwony krzyż

Nic nie poradzę na to, że Smoleńsk stał się centralnym wydarzeniem mojego życia. Tak po prostu jest. Dla mnie i podobnie myślących ludzi tragedia ta nie ma żadnego związku z doraźną walką polityczną. Nieustannie o niej przypominając, wpisując ją w narodową historię, poszukując jej eschatologicznego wymiaru, pochylamy głowy nad tajemnicą śmierci i staramy się iść ścieżką, która przez to zbiorowe doświadczenie prowadzi nas do nowego życia. Nie godzimy się, by jedno z najważniejszych wydarzeń w naszych dziejach było trywializowane i uznawane za dzieło Przypadku, tego złotego cielca XXI wieku, który wszelkimi sposobami próbuje zastąpić nam Boga. Gdzie tu miejsce na partyjną interesowność, którą się nam zarzuca? Jeśli naszym celem jest polityka, to wyłącznie w rozumieniu Arystotelesa – jako dobro wspólne. W dodatku duchowe, a nie materialne.

– Tu nie chodzi o tajemnicę krzyża, lecz pewną wizję prezydentury Lecha Kaczyńskiego i niemal sakralizację jego pamięci – uważa ksiądz Adam Boniecki. Trudno pojąć, skąd ta skłonność do izolowania znaku zbawienia. Czyżby tajemnica krzyża kłóciła się z tajemnicą polskiej duszy? A może właśnie on jest kluczem do jej zrozumienia? I nie da się go ostatecznie wyprać z bieli i czerwieni, bo wciąż na nowo objawia się w naszej historii? A cóż złego jest w sakralizacji pamięci? Przecież o każdym zmarłym chrześcijaninie pisze się „świętej pamięci”. Czy poległy w Smoleńsku Lech Kaczyński na to nie zasługuje, tylko dlatego, że jego prezydentura nie była doskonała?

Obawiam się, że w sporze między dwoma duchownymi bardziej bezinteresowny i, mimo wszystko, logiczny jest ksiądz Piotr z „Dziadów” Mickiewicza. Może i miewa „odloty”, ale jego dystans wobec Nowosilcowa to kwestia sumienia, a nie osobistej niechęci. Dlatego uczestnikom balu u Senatora radzę przygotować się na długotrwałą dolegliwość. Jeszcze nie raz rozpęta się burza i będziecie słuchać, co ma wam do powiedzenia typ z posępnym wzrokiem. Wykrzykniecie: „On bredzi!”. Ale świece pogasną, damy się spłoszą i menuet z „Don Juana” nie będzie już brzmiał tak samo.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2010 ... atora.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 26 sie 2010, 09:31 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Wojciech Wencel: Laurowo i ciemno

Nie mamy drogowskazu. Tłumimy światło historii. W polityce, w kulturze i we własnym życiu. Zarówno biografie przodków, jak i dawne arcydzieła uznajemy za produkty jednorazowe. Szydzimy z tych, którzy wierzą, że mogą się one powtórzyć w naszej epoce.

Zwiedzić Wawel. Kupić bilet, mieć przewodnika, zachowywać się cicho. Doceniać dawnych królów i wieszczów, gardzić współczesnym prezydentem. Buntować się przeciwko wspólnej krypcie, oburzać się, stukać się w czoło.

Uczcić pamięć powstańców warszawskich. Zapalić znicz, stanąć na warcie. Żeby, broń Boże, nie wyszli z grobów. Żeby pozostali straconym pokoleniem, pobielonym wapnem, opisanym w podręcznikach. Żeby ich wiara w Boga nie kłóciła się z naszą wiarą w Przypadek, a poczucie misji nie zniszczyło poczucia świętego spokoju.

Czytać Biblię. Jeździć na urlop do Ziemi Świętej. Studiować historie Hioba, Abrahama, Jakuba. Widzieć w nich metaforę i nie brać ich do siebie. Negować misję wspólnoty. Nie wierzyć, że Bóg w XXI wieku chce czegoś od człowieka. Że go doświadcza, zawiera z nim przymierze, powołuje go i prowadzi, coś mu zabiera albo coś mu daje. Dokładnie tak samo, jak w czasach biblijnych.

„Po-obracanych w przeszłość niepojętę, / A uwielbionę – spotkałem niemało!” Szanowali martwe dzieje. Budowali cokoły, pomniki, muzea. Betonowali, szpachlowali, malowali, zamykali, konserwowali. Cytowali umarłe formuły. Kładli na grobach laurowe wieńce. Nie dostrzegali, że ta sama historia toczy się do dzisiaj. Z naszym udziałem.

Nie mamy drogowskazu. Tłumimy światło historii. W polityce, w kulturze i we własnym życiu. Zarówno biografie przodków, jak i dawne arcydzieła uznajemy za produkty jednorazowe. Szydzimy z tych, którzy wierzą, że mogą się one powtórzyć w naszej epoce.

Skąd się bierze ta niemal powszechna niechęć do wpisywania współczesnych wydarzeń w kołowrót dziejów? Do odczytywania ich sensów na podstawie wydarzeń z przeszłości. Do mierzenia tego, co było, i tego, co jest, jedną, odwieczną miarą prawdy, dobra i piękna. Czy tylko z fałszywej skromności? Z uznania własnej głupoty, egoizmu czy braku talentu? Z doświadczenia bylejakości swojego życia? A może odpowiedź jest prostsza. Może ta niechęć bierze się z wygody i lęku przed wielkimi wyzwaniami?

Niedawno przeczytałem czyjś komentarz w internecie: „Szczerze mówiąc, wolałbym żeby prawda w sprawie Smoleńska nigdy nie wyszła na jaw”. Żeby prawda nie wyszła na jaw? No jasne. Bo gdyby się okazało, że to nie był zwyczajny wypadek, trudno byłoby nadal żyć w hipermarkecie popkultury. Trzeba by zająć stanowisko i zrobić coś poważnego, w wymiarze wspólnotowym albo indywidualnym. Historia wyszłaby z muzeum i zaczęła nas ciągnąć za rękaw. A to dla wielu Polaków byłoby gorsze od życia w kłamstwie, do którego zdążyli się przyzwyczaić.

Wojciech Wencel

http://czterdziesciicztery.salon24.pl/2 ... o-i-ciemno

http://wojciechwencel.blogspot.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 29 sie 2010, 21:23 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Prawda o nas samych

Po planowej i metodycznej likwidacji polskich elit uzgodnionej przez Getapo I NKWD na trzech konferencjach: w październiku 1939 r. we Lwowie, w styczniu 1940r. w Krakowie i w marcu 1940r. w Zakopanem, koniec wojny zastał nas w opłakanym stanie.

Nie byliśmy ani pół, ani nawet ćwierć-sierotami, lecz sierotami pełnymi, zupełnie pozbawionymi ojca i matki, czyli elit narodu, które pomogłyby w jego szybkim odrodzeniu. Te niedobitki, które walczyły jeszcze w konspiracji po 1944 roku były systematycznie dobijane przez miejscowych renegatów przy udziale doświadczonych sowieckich jednostek i wsparciu Stalina.
Wszystkie polskie protesty, które miały miejsce w PRL-u i czczone są przez nas, jako „niepodległościowe” zrywy, tak naprawdę powodowane były jedną przesłanką, którą w skrócie i symbolicznie można określić „podwyżką cen kiełbasy”.

Wstyd nam samym to przyznać, ale w przeciwieństwie do NRD, Węgier czy Czechosłowacji u nas nie musiała interweniować armia czerwona gdyż w zupełności wystarczali miejscowi zaprzańcy, którym Kreml powierzył nadzór nad tym, co pozostało po polskim narodzie.
Przed Polską bardzo długa i niepewna droga, która tak naprawdę jeszcze się nie rozpoczęła. Polegać ona powinna na mozolnej pracy u podstaw. „Kto sadzi zboże, planuje na jeden rok. Kto sadzi drzewo planuje na lata. Kto otwiera uczelnie myśli pokolenie na przód” –mawia ojciec Tadeusz Rydzyk i chyba, dlatego jest uważany przez elity III RP za śmiertelnego wroga.

Ruch „Solidarność”, który dzisiaj czcimy z okazji okrągłej rocznicy, spacyfikowany został z taką łatwością, że zaskoczyła to nie tylko Jaruzelskiego i Kiszczaka, ale także Kreml. Liczono się z przynajmniej kilkakrotnie większym oporem. Taka jest smutna prawda o nas Drodzy Rodacy.
Skutki tego widzimy dzisiaj bardzo wyraźnie od Rysów już bez krzyża, przez Krakowskie Przedmieście w Warszawie po ruiny tego, co pozostało po polskich stoczniach, rybołówstwie i żegludze dalekomorskiej.

Szkoda 10 milionowego ruchu, który raczej nie prędko się w naszej historii powtórzy. Niestety opanowany on został w odpowiednim momencie przez tak zwanych „doradców”, którzy o zgrozo stali się „elitą” III RP i to oni dostali koncesję na produkcję i wypuszczanie na miejscowy rynek obowiązujące „autorytety”.
Czcimy dzisiaj porozumienia z Jastrzębia, Szczecina i Gdańska. Nie wiem czy wszyscy młodzi i dobrze wykształceni z dużych miast wiedzą, że z ramienia związku Solidarność podpisywali je trzej tajni, świadomi współpracownicy SB: Jarosław Sienkiewicz, Marian Jurczyk i Lech Wałęsa. Nic dziwnego, że wiele z tamtych postulatów nie zostało zrealizowanych do dziś.

http://kokos.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 31 sie 2010, 16:52 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
W polu dobra i zła

Marek Czachorowski

Życie pozorami?

Jeśli człowiek jest istotą rozumną, otwartą na prawdę, to przeszkadza nam w byciu sobą nade wszystko nie błądzenie, ale pielęgnowanie pozorów życia w prawdzie. Spragnieni prawdy z błędem sobie poradzą, a zadowalający się pozorami nawet z prawdy nie odnoszą duchowego pożytku.
Zdajemy się być obywatelami epoki, która wręcz nagradza za życie tylko pozorami. Politycy mają nade wszystko udawać przejętych dobrem obywateli, jak to widzimy w tzw. sprawie smoleńskiej, aferze hazardowej czy zaciskaniu pasa najbiedniejszym. Okradani, oszukiwani i zwodzeni są jednak w zupełności zadowoleni, jeśli na własne oczy widzą życzliwe uśmiechanie się do siebie, napinanie muskułów i robienie groźnych min do przeciwników powszechnej miłości.
Policja także ma nade wszystko udawać, że łapie bandytów i innych przestępców, a zatem siedzieć w krzakach na skraju wsi, aby drenować radarami kieszenie kierowców pozbawionych odpowiedniego nasłuchu, albo też prowadzić poszukiwania - kosztujące dziesiątki tysięcy - winnego stłuczki za 27 złotych. Wszyscy jednak zdają się być ukontentowani, bo sprawiedliwości stanie się zadość, a na drogach nade wszystko trzeba jeździć zawsze jak najwolniej, jak to czytamy na billboardach "Kierowco, zwolnij!", czyli także wtedy kiedy jedzie się 30 km/h. Nie ma co jednak przejmować się dużymi kwantyfikatorami, kiedy chodzi nie o prawdę, tylko o mocne wrażenie.
Ten kult pozoru wtargnął niekiedy także do duszpasterstwa. Ma się tu robić wrażenie odgrywania roli zawsze uśmiechniętego miłośnika ludzkości niż zainteresowanego trafnym wskazywaniem konkretnego dobra i zła, czyli dobra i zła na naszych ulicach, w gazetach, w telewizji. To jest realny świat, w którym dzisiaj żyjemy, a mówienie o "potrzebie miłości", której spragnieni jesteśmy wszyscy, zwłaszcza zaś wychowująca się młodzież, nie dodaje niczego odkrywczego do naszych umysłów, a spienia tylko pozory. To otwieranie jakoby zamkniętych drzwi stosuje się nieraz w serwowanych nam wywiadach. Pytający chociaż doskonale orientują się co do tego, ile jest np. komputerów w jakiejś sali ćwiczeniowej, to jednak pytają o to odpowiedzialnego za tę pracownię. Słuchacze mają wrażenie, iż odgrywane jest na ich oczach jakieś przedstawienie.
W mediach z rozkoszą pielęgnuje się też wrażenie dbałości o wysokie standardy moralne. Ileż zatem tam codziennie "troski", "wyrażania niepokoju", "pochylenia" się nad poziomem moralnym tzw. celebrytów! Zagląda się im w tym celu przez zasłonięte okna do domów, aby sprawdzić, czy zażywają narkotyki, piją alkohol i zdradzają żony. Ale to wrażliwość moralna tylko na niby. Rzekomo spragnieni wysokiego poziomu u księży, wierności małżeńskiej i trzeźwości aktorów i polityków, w tych samych miejscach otwarcie zachęcają do robienia czegoś innego.
To życie na niby przeniosło się także do szkół, gdzie często nauczyciel pozbawiony został dyscyplinarnych środków radzenia sobie z uczniami i studentami mającymi ambicję otrzymania nie tyle dobrego wykształcenia, ile jego pozorów. Wszyscy mają zatem "przechodzić", "zaliczyć" i "zdać", a nierozumiejący tej zasady nauczyciele są karani, a celebrujący pozory - nagradzani, nade wszystko wolnym czasem.
Nie wystarczy jednak tylko stwierdzać fakty, trzeba je jeszcze próbować wyjaśnić. Dlaczego nasza współczesność tak wysoko ceni sobie konformizm, uzgadnianie swojego postępowania z "tak się robi, a tak się nie robi", celebrowanie pozoru, a nie pasjonowanie się samą realną rzeczywistością? Wśród różnych przyczyn nie należy przeoczyć - zwłaszcza przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego - zaniechania przez szkołę uczenia łaciny i greki, na rzecz wyłącznego uczenia języków nowożytnych. Tak twierdzi profesor Tadeusz Zieliński - uznany wielokrotnie przez specjalistów za jednego z najlepszych w dziejach znawców greckiego i rzymskiego antyku - w swoich słynnych wykładach "Świat antyczny i my", wygłoszonych w 1901 roku i natychmiast przetłumaczonych i wydanych w 17 językach. Jan Parandowski twierdził, że po dziesięciu stronach lektury tej porywającej żarem, rzetelnością i trafnością książki - odnośnie do jej wołania o podjęcie i uszanowanie otrzymanego przez nas dziedzictwa greckiego i rzymskiego antyku - "był już katechumenem tej pogodnej wiary, spragnionym wszystkich jej święceń". Zieliński zwracał uwagę na niezastąpioną rolę pedagogiczno-moralną uczenia się łaciny i greki, bo przyswajanie sobie znajomości języków nowożytnych zawsze oparte jest na zasadzie "tak się mówi": a jeśli "to poddawanie się wyrokowi 'tak się mówi' weszło wam w krew i w ciało (...) to rezultatem tej zmiany będzie jedynie zanik zdolności do ulegania słusznym argumentom, zanik tolerancji, której brak już obecnie dotkliwie daje się we znaki w naszym społeczeństwie". Inaczej jest natomiast w intelektualistycznych językach łacińskim i (jeszcze bardziej) greckim, których przyswajanie rozwija rozum, karmiący się pytaniem "dlaczego?". Nie wystarczy naszemu rozumowi: "kazano", "tak się robi", "tak należy", "jakie coś jest".

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 24&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 05 wrz 2010, 10:59 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Smutne to wszystko...

Od nie wiem kiedy tematem prawie każdej rozmowy są Panowie Kaczyńscy. Ich podłość, agresja, niekompetencja, niechęć do kompromisów, a ostatnio zarzut w stosunku do p.J.Kaczyńskiego, że zawłaszcza sobie Solidarność i że nie chce osobiście przenieść krzyża. Inne tematy są mało ważne. A, że ja już zmęczona jestem tym pluciem, podżeganiem, tą nienawiścią propagowaną przez większość dziennikarzy, stacji TV i GW, pomyślałam, że poczytam sobie co tam w gospodarce słychać. I tak błądząc tu i tam wyczytałam, że mamy olbrzymią szansę stać się jedynym krajem, który nie będzie miał ani jednego państwowego banku. Sprzedajemy wszystko za przysłowiowe grosze.

Po II wojnie światowej straciliśmy tak wiele, że aż dziw, iż mogliśmy się podnieść pomimo, że u szyi mieliśmy uczepioną przyjaźń naszego sojusznika. A dzisiaj wojna nam nie jest potrzebna, aby stracić cały majątek narodowy. W tym wspaniałym okresie po 1989 roku mieliśmy afer wszelkiego rodzaju bez liku. Transakcje państwowe - prywatyzacje - mające zapewne na celu zapełnienie dziurawego budżetu, przyniosły w efekcie kolosalne straty, ale winnych brak. Trybunał Stanu odpoczywa. A wszystko wskazuje na to, że miałby co robić.

Gruba kreska, o której tak rozpoczynając tworzenie swojego rządu mówił p.Mazowiecki obowiązuje nadal. Teraz oddziela już Naród i PIS od PO i komunistów.

Pewnego dnia te rzesze Bezrobotnych, Ci mający po 1370zł. pensji brutto, Ci pozatrudniani na umowy zlecenia, w niepełnym wymiarze i Emeryci, którym listonosz nie przyniesie emerytury, wyjdą na ulicę. Tylko co to zmieni? Ile kolejnych pokoleń, będzie podnosić się z dna i będzie budować majątek narodowy? Czy to obecne młode pokolenie potrafi coś więcej poza zwoływaniem się na facebook-u na akcję opluwania ludzi stojących przy krzyżu? Czego ludzie potrzebują, aby przejrzeć na oczy, skoro ten olbrzymi deficyt budżetowy, ten brak reform, to szukanie pieniędzy nawet w OFE, podwyższenie VAT jest dla nich właściwą politką państwa?

Kiedy człowiek ukradnie bułkę jest afera, ale kiedy politycy okradają kraj, są uśmiechy, brawa, poklepywania i wiara w cuda. Problem w tym, że sama wiara w cuda nie wystarczy.

Smutne to wszystko.

http://polskieprzebudzenie.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 12 wrz 2010, 20:08 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Nad-tolerancja - czyli sen Makbeta

Mój ulubiony program, Sygnały Dnia, "zepsuto" mi kiedyś (i nie aż tak dawno) - zapraszając do rozmowy osoby niegodne wypowiadać się publicznie, bo nie dorosły do kultury mikrofonu, ani żadnej. Dlatego dziś, podobnie jak w Rocznicę Solidarności, znów posłuchałem Ewangelii... Wygląda na to, że w dobie zalewu tylu niby prężnych umysłów, wodą tak obficie produkowaną w Wytwórniach Oszołomstwa - organizm niejako samoczynnie, w odruchu samoobrony, nakazuje posłużyć się pilotem, wyłączyć co "dowcipniejsze" radiostacje i TV a włączyć o godzinie 9 rano w niedzielę I program (mam nadzieję, że jeszcze Polskiego) Radia i posłuchać w transmisji z Mszy spokojnych słów księdza. Słów mądrych, dla ludzi mądrych, czujących się Obywatelami naszego kraju, Polski. Dla ludzi obojętnie czy starych czy młodych, ale na pewno dla tych, którzy nie zaprzedali swojego umysłu, języka i postępowania Wytwórcom Piany, dla tych, którzy nie pozwalają zniewolić i zalać swoich umysłów fabrykantom Wody i Sieczki (umysłowej) ich wytworami.
Polska to kraj od wieków chrześcijański, a przynajmniej od kilku, tolerancyjny. Nie chodzi tu tylko o różne wiary, bo spotykamy w tych samych miastach i wsiach kościoły i meczety i synagogi i Domy Świadków Jehowy i inne świątynie, a ludzie wybierający różne ścieżki wiary idą do tych miejsc swobodnie w całej Polsce. Tolerancją znamionuje się też stosunek Państwa i Społeczeństwa do różnych kulturowych obyczajów w różnych regionach Polski. Szanujemy i cenimy miejscowe zwyczaje z tolerancją rzadko spotykaną i stosowaną wobec katolików i Polaków w państwach z których ludzie innej kultury lub wyznania mieszkający w Polsce pochodzą. To Polacy spotykają się jakże często z nietolerancją w świecie, nie wspominając agresji rasistowskich stosowanych przez inne nacje wobec innych nacji.
Naszej tolerancji próbują przeczyć poglądy i zachowania szerzone i w kraju i na świecie przez tych, którzy z dobrodziejstw tej polskiej tolerancji korzystali, korzystają i chcą korzystać; przez tych, którzy jakże często wyszydzają kraj, który był lub stał się ich azylem w trudnych chwilach, a często rajem dla ich dzieci…
Tolerancja nasza obejmuje zarówno sprawy wiary jak i tolerancji wobec niektórych zachowań czasem naruszających naszą etykę, moralność, obyczaj. Tolerujemy różne przypadki, lecz gdy zaczynają one przybierać formę przekraczającą dopuszczalną wytrzymałość naszych uczuć, gdy naruszać zaczynają spokój naszego domu, naszej rodziny, naszej tradycji – zaczynamy mieć dosyć, a gdy nadużywanie naszej tolerancji przebierze miarę – nie ma się co dziwić – chcemy egzekwować Prawo. Będziemy starać się posługiwać Prawem, mimo, że często prawo nasze w rozlicznych możliwościach interpretacji jakże często jest już naginane pod potrzeby tych, którzy chcą świadomie nadużyć naszej tolerancji. Tych, którzy często czują się aż tak bezkarni, że kpią sobie z Prawa.
Co się dzieje w kraju, gdy Prawo nie funkcjonuje?
Słuchałem kiedyś rzeczowych, spokojnych a jakże płomiennych kazań księdza J.Popiełuszki. To było w czasach, gdy Naród miał dość bezprawia, lekceważenia, arogancji władzy i wręcz tyranii, gdy zaczynał być Narodem odkrywającym na nowo poczucie swojej Godności. Naród się budził. To, co było tak zrozumiałe wtedy dla ludzi, a czego teraz nie ogarniają niektóre zalane obecną wszędzie pia-rową pianą mózgi można by sprowadzić do jednego: Ks. Jerzy, podobnie jak później całe swe życie Jan Paweł II - ukazywali ludziom PRAWDĘ , że "g... "przysypane piaskiem z bakaliami i powleczone cudami z lukru - pozostaje w rzeczywistości tylko "g..." I trzeba to umieć nazwać po imieniu!
By być człowiekiem i świadomym Obywatelem, by „mieć lepiej” rzeczywiście, a nie tylko na malowanym plakatowym obrazku - należy umieć odróżniać.
Bakalie ani lukier obiecanek, nie ukryją Prawdy, że Król jest nagi. Że w niwecz obraca się praca nadwornych krawców - cukierników.. Prawda przebija się przez "newsy" i rozchełstane golizną i chamskim żartem kłamstwo - rzucane w cukierkowej formie dla zamydlenia oczu i odwrócenia uwagi od istoty rzeczy! Prawda jest dla tych, co ją, wykorzystując naszą tolerancję, zagłuszają – niebezpieczna, bo Prawda nas wyzwala. Wyzwala naszą Godność, jakże często naruszaną, bo sami na to pozwalaliśmy - tolerując bezmyślnie tych, co naszej tolerancji nadużywają.
Pomijając bezczelność i inne atawizmy, podobno są na świecie dwie rzeczy nie znające granic: myśl oraz niewdzięczność ludzka! Obserwując od wielu lat, co się na świecie i w moim kraju dzieje - posługuję się myślą… i dlatego - choć wcale nie tęsknię do tych czasów z PRL, kiedy Naród się budził - nie chciałbym, żeby musiał, jeśli - zamiast lekceważenia, omijania prawa i tematów najważniejszych - nie otrzyma Prawdy.
Jakby nie patrząc – choć Shakespeare`a cenimy do dziś, bo jest ponadczasowy – jednak Las Birnamski wchodzący z misją deratyzacyjną i w obronie nie tyle Krzyża, ale Prawa i Prawdy na Krakowskie i w inne urocze żartobliwe zakątki...? Oby nie... To byłby najstraszniejszy sen niejednego współczesnego Makbeta.

Nad-tolerancja ...
Napisał _________ Maciej Krzysztof Dąbrowski
All right reserved!

_______________________________
Gdy ktoś w szyderstwach nie zna umiaru
bojąc się znaku krzyża -
niech wie, że nie pozwoli naród
bezkarnie mu ubliżać.
Po to wpisany jest w Konstytucji
szacunek dla religii
- by nie śmiał nikt dworować z wiary
i z Polski na wyścigi.
By nie śmiał nikt ukrywać prawdy,
choć obrzydzenie budzi.
W naszym to przecież kraju, nie w cudzym
żyjemy. To kraj ludzi.
Ten wyścig szczurów, by opluwać
wszystko, co dla nas święte
- to tak nie polskie. Znamy szczury!
Nie warte sentymentu,
a tolerancja ma swe granice.
Gdy ktoś zapomniał, nie wie,
niechaj przypomi sobie o hasłach -
kto wisieć miał na drzewie.
Wybaczyliśmy! Czy przysłowie
o kurze i o grzędzie
wychodzi bokiem, wykorzystane
znów przez tych… w pierwszym rzędzie?
Nam niepotrzebne dęcia, przedęcia,
ani na wierzbie gruszki
… by nigdy więcej takiej ofiary
- jak księdza Popiełuszki.
I nigdy więcej nad-tolerancji,
bo jak szacunek mamy
dla innych – tak szacunku dla nas
- od szczurów też – żądamy.

http://teksty.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rozważania o nas samych
PostNapisane: 15 wrz 2010, 06:38 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Dziewczynka z przytulonym pieskiem

1. W telewizji pokazali film i zdjęcia amerykańskiego reportera Juliana Bryana, który na polecenie Starzyńskiego filmował Warszawski Wrzesień 1939 roku.
Wstrząsający film. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jakie to było straszne. Historia pamięta bitwy, szturmy, obrony, odwroty, zapisuje nazwiska i czyny bohaterów, a film Bryana pokazuje prawdziwe oblicze tej wojny. Płonące domy, ludzi z tobołami, płacz nad ciałami zabitych.

2. Najbardziej wstrząsające sa na tym filmie dzieci, najmniejsze i zarazem największe ofiary tej wojny. Każdej wojny. Jest w filmie wstrząsająca scena dziesięcioletniej dziewczynki, która rozpacza nad ciałem starszej siostry, zabitej przez niemieckiego lotnika. - moja siostrzyczko, byłaś taka piękna...
Dawna dziewczynka, dzis staruszka, jeszcze żyje i drżącym głosem wspomina tamten straszny dzień, gdy znalazła zabitą siostrę na podwarszawskim kartoflisku.
Jest też scena z małym chłopcem, który wśród dymiących zgliszcz niesie klatkę z kanarkiem. I jest dziewczynka, trzymająca na rękach białego psa i patrząca w niemym przerażeniu na ruiny domu, pod którymi przed chwilą zginęła cała jej rodzina.
Taka to była wojna.

3. W filmie Kusturicy "Unerground" jest taka scena z bombardowanego przez Niemców Belgradu, gdy kulawy chłopiec ucieka spod bomb, niosąc na rękach małą małpkę ze zbombardowanego zoo i ta małpka tuli się do niego w przerażeniu. Wstrząsająca scena. Ale ta warszawska dziewczynka z tulącym się do niej psem jest po stokroć bardziej wstrząsająca, bo prawdziwa.
Boże mój, co ci nasi rodzice i dziadkowie przeżywali...

4. Ludzie ginęli tysiącami, a potem milionami, jednak nikt nie miał wtedy wątpliwości, że trzeba się bić do ostatka, dopóki sił starczy.
Tak, jak ci nad Bzurą, żołnierze Armii "Poznań i "Pomorze", którzy osaczeni przez 11 dni toczyli krwawą bitwę, dopóki nie zgniotły ich przeważające siły wroga. Dziś jadę na uroczystości do Łęczycy, gdzie Armia "Poznań" rozbiła w puch niemiecką dywizję.

5. Choć krew płynęła strumieniami, nikt wtedy nie pytał, czy warto się bić. Gdyby pytał, pewnie Zabrze nadal nazywałoby sie Hindenburg, jak z pocztówek posła Sekuły, a Polska, jesli by istniała, to podobna do Białorusi, w granicach między Narwią i Prosną..

Janusz Wojciechowski

http://januszwojciechowski.blog.onet.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 131 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /