Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 82 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Miłość
PostNapisane: 13 sty 2015, 07:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Miłość, miłość, miłość

ks. Artur Stopka

Miłość niejedno ma imię – mówimy często. Benedykt XVI w pierwszej encyklice mówi co innego: jednym słowem „miłość” nazywamy różne rzeczy. Czasami go nadużywając.

Miłość, miłość, miłość
Jan Paweł II napisał czternaście encyklik. Podobno chciał napisać piętnastą – o miłości. Nie zdążył. Encyklikę o miłości napisał jego następca. Jej pierwsze słowa to przypomnienie najważniejszej wiadomości, o której współczesny świat coraz częściej zapomina – Bóg jest miłością.

To nie przykazanie?
Już w pierwszych zdaniach encykliki Benedykt XVI mówi rzeczy zaskakujące: „Miłość nie jest już przykazaniem”. Wszystkim, którzy wiedząc, że pierwsze i największe przykazanie to właśnie przykazanie miłości Boga i bliźniego, wpadają w zdumienie. Papież wyjaśnia: „Ponieważ Bóg pierwszy nas umiłował, miłość nie jest już przykazaniem, ale odpowiedzią na dar miłości, z jaką Bóg do nas przychodzi”. To jedno z ważniejszych zdań w całym dokumencie, który w zamyśle Ojca Świętego powstał po to, „aby pobudzić świat do nowej, czynnej gorliwości w dawaniu ludzkiej odpowiedzi na Bożą miłość”.

Benedykt XVI przypomina, że Bóg jest miłością, ponieważ dostrzegł, że dziś w świecie z imieniem Bożym czasami łączy się zemsta, a nawet obowiązek nienawiści i przemocy. A przecież Bóg napełnia nas miłością i chce, abyśmy ją przekazywali innym.

Eros sprowadzony do seksu
Zastanawia mnie, że pierwsza encyklika Benedykta XVI jest dyskusją. Papież dyskutuje z ocenami wystawianymi chrześcijaństwu przez różne środowiska, polemizuje też z niektórymi prądami ideologicznymi. Co dziwniejsze, potwierdza niektóre zarzuty pod adresem wyznawców Chrystusa. Na przykład ten, który mówi, że chrześcijaństwo było w przeszłości przeciwnikiem cielesności. Ale nie spuszcza pokornie głowy. Od razu pokazuje błąd, jaki świat obecnie popełnia. „Sposób gloryfikacji ciała, jakiego dzisiaj jesteśmy świadkami jest zwodniczy. Eros sprowadzony jedynie do »seksu« staje się towarem, zwykłą »rzeczą«, którą można kupić i sprzedać, co więcej sam człowiek staje się towarem”.

Aż miło się człowiekowi robi, gdy czyta, że chrześcijaństwo nie tylko nie „otruło erosu”, ale przez oczyszczenie i dojrzewanie uzdrawia go „w perspektywie jego prawdziwej wielkości”.
Podobnie, gdy odnajduje w tekście encykliki stwierdzenie, że „ścisły związek między erosem i małżeństwem występujący w Biblii prawie nie znajduje sobie podobnych w literaturze pozabiblijnej”. Nareszcie ktoś jasno powiedział, że chrześcijaństwo nie jest wrogiem seksu. Ale nie sprowadza miłości tylko do niego.

Państwo nie zastąpi miłości
Większość encykliki poświęcona jest caritas, czyli „dziełu miłości dokonywanemu przez Kościół jako »wspólnotę miłości«”. Moją uwagę przykuły zwłaszcza fragmenty mówiące o tym, czy działalność charytatywna nie jest swoistym „rozgrzeszaniem” niesprawiedliwości społecznej. Czy w państwie sprawiedliwości społecznej potrzebne jest miłosierdzie? Odpowiedź Papieża nie pozostawia żadnych złudzeń: „Nie ma takiego sprawiedliwego porządku państwowego, który mógłby sprawić, że posługa miłości byłaby zbędna. Kto usiłuje uwolnić się od miłości, będzie gotowy uwolnić się od człowieka jako człowieka”.

Bardzo cenne są również nadzwyczaj precyzyjne ustalenia dokonane przez Ojca Świętego w kwestii zaangażowania Kościoła w kształtowanie sprawiedliwych struktur społecznych. Papieskie wskazania – moim zdaniem – nabierają szczególnego znaczenia w aktualnej sytuacji w naszej ojczyźnie. „Kształtowanie sprawiedliwych struktur nie jest bezpośrednim zadaniem Kościoła, ale przynależy do sfery polityki” – podkreśla Benedykt XVI. I przypomina, że chrześcijańska działalność charytatywna musi być niezależna od partii i ideologii. Nie jest ona „środkiem do zmieniania świata w sposób ideologiczny i nie pozostaje na usługach światowych strategii, ale jest aktualizacją tu i teraz miłości, której człowiek potrzebuje zawsze”.

Matka Teresa na wzór
I jeszcze jedno zaskoczenie. Jako przykład chrześcijańskiej miłości Benedykt XVI wskazuje najpierw bł. Matkę Teresę z Kalkuty. Tę, która bardzo mocno podkreślała, że nie traktuje swych dzieł charytatywnych instrumentalnie, jak wstępu do nawrócenia podopiecznych i ochrzczenia ich. Niektórych postawa Matki Teresy gorszyła. Według Benedykta XVI jest dokładnie tym, co Kościół powinien czynić.
Chrześcijanie, tak jak Matka Teresa, powinni czerpać swoją zdolność do miłowania bliźniego ze spotkania z Chrystusem Eucharystycznym, a to spotkanie powinno nabierać „swego realizmu i głębi” właśnie dzięki posłudze innym.

http://gosc.pl/doc/793399.Milosc-milosc-milosc


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Miłość
PostNapisane: 21 maja 2017, 12:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Bez umysłu nie ma pełni człowieczeństwa.
Bez moralności nie ma pełni człowieczeństwa.
Bez miłości nie ma pełni człowieczeństwa.
Miłości, moralności, mądrości uczymy się od naszych rodziców, dziadków, opiekunów już we wczesnym dzieciństwie.
Uczymy się ich też w szkole od nauczycieli, nieraz od rówieśników.
Uczymy się ich w Kościele od kapłanów.
Powinniśmy też uczyć się ich z mediów, z literatury, z prasy.
Ale prawdziwą szkołę miłości, mądrości, i moralności daje nam samo życie i otwarte obcowanie z ludźmi, i ze wszystkim, co Bóg stworzył, i co stanowi najistotniejszy kontekst dla naszego życia.

Czy potrafimy się w tym kontekście odnaleźć, czy oddzielamy się od niego w izolującym egoiźmie?


Miłość otwiera nasze oczy

Obrazek

Miłość otwiera nasze oczy i nasze serca na drugiego człowieka – podkreślił ks. abp Henryk Hoser podczas obchodów 25-lecia Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej. Centralnym punktem jubileuszu była uroczysta Msza św. w bazylice katedralnej św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika. Zgromadziła ona liczne grono wolontariuszy, którzy na co dzień angażują się w pomoc potrzebującym na terenie parafii i szkół.

W czasie liturgii ks. abp Hoser podkreślił, że miłość – caritas ukazuje prawdę o człowieku i jego niezbywalnej godności.

– Miłość otwiera nam oczy na drugiego – na jego życiowe uwikłania, uwarunkowania, zawody i nadzieje, na to, że jest on osobą miłowaną przez Boga, która wraz z przyjściem na ten świat otrzyma również jakąś szczególną misję do spełnienia – zwrócił uwagę kaznodzieja.

Pasterz warszawsko-praski przyznał, że wielu jest takich, którzy nie byli w stanie jej podjąć i wykonać ze względu na własne wybory, jak również z tego powodu, że takimi uczynili ich inni ludzie.

– Są oni dla nas „niemym krzykiem”, którego głos winien docierać do naszych serc, pobudzając do wyjścia im naprzeciw, tam gdzie się znajdują – powiedział ks. abp Hoser.

Kaznodzieja przestrzegł przed instrumentalnym podejściem do ubogich i potrzebujących.

– Nie jesteśmy tylko dystrybutorami rzeczy materialnych, ale jako osoby wchodzimy w relacje z drugim człowiekiem. I tak jak Bóg nigdy nie traktuje ludzi jako masy, ale dostrzega każdego, znając go po imieniu, tak i my powinniśmy w ten sam sposób pochodzić do każdego, którego spotykamy – podkreślił biskup warszawsko-praski i jako przykład wskazał postać św. Brata Alberta, którego rok w tym czasie przeżywamy.

Kapłan zwrócił uwagę, że miłość uzdalnia człowieka do pochylenia się z szacunkiem nad drugim i zaakceptowania wejścia w jego nędzę – zarówno tą nędzą materialną, związaną z utratą środków niezbędnych do przeżycia, jak również tą, której wyrazem jest bezdomność, a więc zerwanie relacji rodzinnych.

Ksiądz abp Hoser podziękował również wszystkim duchownym i świeckim, którzy w ciągu ostatnich 25 lat angażowali się w działalność diecezjalnej Caritas.

W Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej pracuje etatowo 200 osób, w tym 10 w centrali i 190 w placówkach.
Wspiera ich 150 wolontariuszy związanych z Parafialnymi Zespołami Charytatywnymi, Szkolnymi Kołami Caritas oraz niektórymi placówkami.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... -oczy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Miłość
PostNapisane: 12 paź 2018, 14:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Refleksja nad miłością

Podczas obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości w Krasnymstawie w środę, 8 września 2018 r., Mszę św. odprawił i homilię wygłosił ks. prof. Tadeusz Guz.

– Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny jest wprost wymarzonym dniem do zadumy i refleksji nad miłością Boga jako Stwórcy do Maryi Dziewicy, której Niepokalanemu Sercu Bóg Ojciec w Niebie zawierzył swojego wiecznego Syna na ziemi, oraz do zadumy nad naszymi narodzinami jako osób i całego Narodu w naszej Ojczyźnie, Polsce. Jest to także bardzo dobra okazja do odnowienia i pogłębienia naszej osobistej i narodowej miłości do Ojczyzny i do państwa. Również do odnowienia naszej miłości do Kościoła w naszej umiłowanej Polsce – wskazał w homilii ks. prof. Tadeusz Guz.



https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... oscia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Miłość
PostNapisane: 18 mar 2019, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Miłość najwyższą zasadą (cz.1)

Obrazek
Komunia św. Apostołów, Fra Angelico, 1451-1452, Muzeum św. Marka we Florencji Zdjęcie: / -


„Powiedz mi, jaka jest Twoja miłość – a powiem Ci, kim jesteś” (św. Jan Paweł II)

Głębokie zawirowania ideologiczne dosięgające samych korzeni nauki oraz gigantyczne mechanizmy manipulacji ludzkością na przeróżne sposoby, a właściwie na wszelkie sposoby wstrząsają ludzkością, ponieważ cała kultura ludzka, czyli każde dzieło człowieka jest poddane rewolucyjnej sile niszczenia tego, co globalna rewolucja kulturowa po prostu zastaje, na czele z człowiekiem i samym Panem Bogiem chrześcijańskim. Stąd nie zaskakuje fakt, że pojawia się – też z najprzeróżniejszych racji, w tym również na wskroś ideologicznych – w przestrzeni publicznej pytanie o „miłość” i „nienawiść”, chociaż wydaje się, iż ta ostatnia uzewnętrzniająca się dzisiaj pod konstruktem neomarksistowskim „mowy nienawiści” jest paradoksalnie jedyną wspólną i najwyższą opcją ideologów świata, o czym warto najpierw wspomnieć – przynajmniej w zarysie, zanim przejdziemy do systematycznej wykładni katolickiej nauki o miłości – także w sensie społecznym.

Zygmunt Freud: „Nienawiść […] jest starsza niż miłość” oraz „miłość przemienia się […] w nienawiść i nienawiść przemienia się w miłość”
Twórca psychoanalizy wychodzi od podstawowej tezy, przyjętej wbrew najprostszej logice ludzkiego umysłu naturalnego, nie mówiąc już o nauce katolickiego chrześcijaństwa, w którym każde życie we wszechświecie pochodzi od Osobowego Boga jako Stwórcy, iż „celem wszelkiego życia jest śmierć”, ponieważ wszystko jest według Freuda „popędem”, który przejściowo rozpada się na „popęd seksualny” i „popęd śmierci”, tzn. konkretnie, że zużyta seksualnie ofiara zasługuje już tylko na śmierć, czyli niebyt. Człowiek nie jest pojęty jako osoba, bo nie ma ducha, a zatem nie jest zdolny ani do miłości, ani de facto do nienawiści w chrześcijańskim sensie. Jest to forma ideologiczna panseksualizmu.

Czyżby Freud nie znał nauki Chrystusa o istnieniu prawdziwego Boga oraz o przykazaniu miłości Boga i każdego człowieka jak siebie samego? Wprost przeciwnie, on doskonale zna katolicką naukę Jezusa z Nazaretu o miłości „bliźniego swego jak siebie samego”, czyli „miłuj” innych ludzi tak, „jak Chrystus ich umiłował”, ale zarówno samego Chrystusa, jak i ludzi interpretuje on w świetle swojego panseksualnego mitu, który nazywa „naukowym mitem o ojcu pierwotnego stada”. Tenże „mit” wyniósł „ojca” do „stwórcy świata”. Ów praojciec miał rzekomo „zrodzić wszystkich synów”, którzy utworzyli „pierwszą masę” istot ludzkich, ale jednak w procesie usamodzielniania się „zabili i posiekali” swojego ojca na „części”. Dlaczego? Z racji ich „seksualnej potrzeby”, którą Freud utożsamia z „miłością”. Wskutek tej seksualnej „miłości do matek i sióstr” ci „synowie” czuli się zmuszeni, aby „zamordować ojca”, bo według Freuda „pierwszym przedmiotem miłości” – zawsze pojętej jako seksualna – dziecka „jest matka”, więc żyjący ojciec byłby główną przeszkodą dla dziecka w zaspokojeniu jego popędu seksualnego. W dalszym etapie tego procesu jako zbrodni pojawili się więc „matka” oraz „mężczyzna” jako syn, który staje się „ojcem” i „głową rodziny”, która dążyła do „rozłączenia się” z pierwotną „masą”. W samym pojęciu „masy” tkwi ideologia uprzedmiotowienia, czyli zezwierzęcenia człowieka. To potwierdza Freud w swoim negatywnym osądzie „dziewiczości” i „kobiecej nietykalności”, które działają na niego „wyobcowująco”, i takie „narody”, gdzie praktykuje się wnoszenie „dziewiczości” do „małżeństwa z jednym mężczyzną” w „monogamii”, nazywa on „prymitywnymi”.

Innym etapem rozwoju mitu było utworzenie „herosa” jako, według Freuda, wybranego i „ubóstwionego” człowieka i ten „ubóstwiony heros był wcześniej bogiem ojcem” i „dopiero z wywyższeniem nigdy niezapomnianego ojca pierwotnego” stada „boskość uzyskała te rysy, które znamy jeszcze dzisiaj” głównie w postaci chrześcijańskiej religii katolickiej. To jednak Freud nazywa „kłamstwem”, które byłoby prawdą, gdyby prawdą był ten mit o konieczności ubóstwienia Boga chrześcijańskiego. To jest jednak wykluczone, ponieważ nasz Bóg objawiony w Starym i Nowym Testamencie jest wiecznie Sam z Siebie Bytem-Bogiem i zarazem wieczną Prawdą bez początku i bez kresu, stąd Jego Miłość jest również wieczna oraz jest Praźródłem, Światłem i Mocą naszej ludzkiej miłości. A zatem fałszywie twierdzi Freud, że naturalną koniecznością jest „przemienianie się miłości w nienawiść i nienawiści w miłość”, ponieważ nienawiść sprzeciwia się miłości i tylko w miłości oraz przez miłość człowiek jest prawdziwym i wolnym człowiekiem. W przeciwnym razie, czyli stawiając na opcję „nienawiści”, którą Freud pojmuje jako nawet „starszą od miłości”, każdy człowiek wynaturza się, co Freud trafnie opisuje, ale zasadniczo błędnie interpretuje w aspekcie genetycznym, istotnym i celowościowym oraz sprzęga w sposób niedozwolony dialektycznie miłość i nienawiść w jedną całość bytową. To będzie niestety kontynuowane w różnych ideologiach po Freudzie, np. w socjalizmie germańskim III Rzeszy w Niemczech i neomarksistowskim genderyzmie obecnej globalnej i kulturowej rewolucji seksualnej, która byłaby bez Zygmunta Freuda w gruncie rzeczy nie do pomyślenia.

Socjalizm rasistowski III Rzeszy Niemieckiej i całkowita eliminacja miłości chrześcijańskiej na rzecz bezmyślnej i niewolniczej „czci” dla rasy nordyckiej
Alfred Rosenberg nie miał wątpliwości, że „religia Jezusa” jest „kazaniem miłości”, ale skoro naziści niemieccy utożsamiają boskość z ich rasą, to jasne jest, że ten „ideał” miłości musi być „koniecznie podporządkowany” „idei czci narodu” niemieckiego, który pojęty jest w tej ideologii jako „wieczny”. Ta mitologizacja rasy nordyckiej konfrontowała „najwyższe wartości”, jak „miłość i cześć”, które stanowiły „kryterium, według którego mierzono całe myślenie i postępowanie” człowieka; „wartości zakorzenione w woli, o których pierwszeństwo zmagano się od dawna w Europie”, a które według Rosenberga „od dwóch tysięcy lat ukazywały całe przeciwieństwo pomiędzy Kościołem a rasą, teologią i wiarą, przymusem dogmatu wiary i dumą charakteru” rasowego.

Ten ideolog światopoglądu rasy nordyckiej ocenia jako dziwne „panowanie” Kościołów w oparciu „o miłość”, podczas gdy „Europejczycy nordyccy chcieli wolno żyć lub wolno umierać we czci”. Rosenberg przyznaje, że takie „poznanie zarezerwowane zostało dla naszego czasu” jako „przeżycie mityczne” i „nigdzie walka pomiędzy tymi obydwoma ideałami nie była tragiczniejszą aniżeli w rozprawach pomiędzy rasą nordycką” a „każdorazowym rasistowskim i światopoglądowym otoczeniem”. Nazizm hitlerowski nie ukrywa, że „charakter jego rasy” w „pierwszej linii” określają pojęcie „czci” i „nierozerwalnie z nią związana idea” „obowiązku”, przy czym „cześć” jest „wartością najwyższą”. Rosenberg pisze: „Ta idea czci […] jest dla nas początkiem i końcem naszego myślenia i postępowania. Ona nie znosi obok siebie żadnego równowartościowego centrum mocy, niezależnie od rodzaju, ani chrześcijańskiej miłości, ani wolnomularskiego humanizmu, ani dogmatyki rzymskiej”. Cześć jest nowym „mitem, który musi określić typ Niemca przyszłości”. Interesujące jest, że również ci ideolodzy, podobnie jak Freud swoją psychoanalizę, pojmują nazizm jako „mit”.

Nawet jeśli „miłość i współcierpienie podają, że obejmują ’świat cały’, ukierunkowują się stale na pojedyncze lub cierpiące istoty”, to według Rosenberga jest to „czysto osobiste uczucie, które nie zawiera żadnego mocnego elementu, tworzącego naród i państwo”, ponieważ jest „duchową mocą, która dotyczy pojedynczego”, a nie całej rasy. W przeciwieństwie do „miłości w sensie pokory, miłosierdzia, poddaństwa i ascezy” „pojęcie czci było centrum całej egzystencji na nordyckim, germańskim Starym Kontynencie”.

Według Rosenberga, „Kościoły Paulińskie nie są w istocie chrześcijańskie” i trzeba je zastąpić innymi, by nie „fałszowały prostej, radosnej Nowiny” o Jezusie jako życiu i jego „religii […] miłości”. Ten „ideał miłości bliźniego należy bezwzględnie podporządkować idei nauki o narodzie”, bowiem nie można respektować żadnej nauki „niemieckiego kościoła”, który nie służyłby w „pierwszej linii zabezpieczeniu narodu” albo nie głosiłby jakiegokolwiek „dogmatu wiary”. Rosenberg pisze dalej: „Ta duchowo-religijna przemiana wydaje mi się jako szczególnie rewolucyjna”, która ucieleśnia „tęsknotę nordyckiej duszy rasowej w znaku mitu narodu, by dać jej formę niemieckiego kościoła, co jest największym zadaniem naszego stulecia”.

Radykalizacja nienawiści w ideologii seksualnej rewolucji kulturowej à la gender
Jeszcze radykalniejsze tezy o przydatności nienawiści w dziejach świata głosiła i wciąż głosi w ramach obecnej seksualnej rewolucji kulturowej ideologia neomarksizmu „Szkoły Frankfurckiej”, że trzeba radykalnie zerwać z resztkami „rajskiej przyszłości duszy na tym lub na innym świecie”, z „teologicznym charakterem historii”. Idee „chrześcijańskie” o „narodzinach Chrystusa i oczekiwanym końcu świata” oraz zdania takie jak: „Bóg jest w Niebie”, „Bóg stworzył świat” czy „każdy z nas ma duszę nieśmiertelną” są wyłącznie produktami wypaczonej „sprawami ziemskimi” psychiki ludzkiej. Należy zerwać, według neokomunizmu, z „najciemniejszą moralnością Kościoła”, która zamiast poddać wszystko „krytyce”, czyli nienawiści jako negacji zastanej rzeczywistości, zobowiązuje ludzi do miłości Boga i drugiego człowieka jako bliźniego. Wówczas Max Horkheimer pogardzał „Domem Boga” Miłości i utożsamiał Go z „ideologicznym światem pozoru”, do którego tylko „głupcy przynależą”, ale on wraz z towarzyszami-neomarksistami tego czynić nie chce.

Tym pojęciem obok pojęcia „Boga”, które najbardziej intrygowało neomarksistów, było pojęcie „miłości”, ale zrozumianej na gruncie psychoanalizy Freuda, którą oni pierwszy raz w historii nauki „usprawiedliwili” jako „naukową” (Theodor Wiesengrund Adorno). Nauka stałaby się antynauką, gdyby istota mitycznie określonej psychoanalizy Freuda była obiektywnie naukowa, jak twierdzą tylko z racji ideologicznych Adorno i inni neokomuniści, co potwierdza jego przyjaciel i współzałożyciel „Szkoły Frankfurckiej” – ale niestety dopiero przed jego śmiercią.

Przedśmiertna refleksja Maksa Horkheimera o konieczności Boga dla „usprawiedliwienia” miłości jako ważniejszej od nienawiści
A jednak pod sam koniec życia nastąpił, przynajmniej w poglądach Maksa Horkheimera, pewien wyłom, a mianowicie zwątpienie w sensowność „procesu likwidacji religii” jako najważniejszej gwarantki dla sprawy miłości Boga i miłości człowieka – każdego człowieka jako siostry i brata. Bo przecież, pisze dalej Horkheimer, bez „teologicznej podstawy”, czyli bez Boga, który w Jezusie objawił się jako „Miłość”, „zdanie, że miłość jest lepsza od nienawiści” jest niemożliwe do „usprawiedliwienia”. Pojęcie Boga np. jako Kreatora nadawało nie tylko „miłości”, lecz również „wiedzy ideę znaczenia”, ale jest ono (pojęcie Boga) „wydalone z nauki”, która przecież wszechstronnie kształtuje człowieka. Czy jest Ktoś lub coś, kto mocen jest złamać nienawiść jako ten najtragiczniejszy ze wszystkich dotychczasowych paradygmatów, czyli „zasad” zniewalania ludzi, narodów i państw oraz kultury ogólnoludzkiej z nauką na jej piedestale?

Ponadnarodowe i ponadepokowe pytanie Papieża Polaka o miłość w kontekście socrealistycznej promocji nienawiści
Jan Paweł II postawił młodzieży polskiej, zgromadzonej wokół szczytu Jasnogórskiego Sanktuarium Matki Bożej jako Królowej Polski w 1983 roku podczas Jego drugiej pielgrzymki do Ojczyzny kluczowe pytanie, czego byłem naocznym świadkiem: „Powiedz mi, jaka jest Twoja miłość – a powiem Ci, kim jesteś”. Pamiętamy kontekst ideologiczny tego pytania papieskiego. Otóż wówczas szalała systemowa nienawiść PRL-owskiego socjalizmu względem Narodu Polskiego (także względem pozostałych Narodów świata w Europie i na innych kontynentach), Kościoła św. w Polsce i nade wszystko nienawiść systemu ateistycznego materializmu marksistowsko-leninowskiego względem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Ideologia komunizmu ma wpisaną w swoją istotę nienawiść jako ewolucyjny i bezsprzecznie priorytetowy motor istnienia i rozwoju świata.

Jakże naszemu Narodowi w Polsce i na świecie oraz całemu społeczeństwu polskiemu potrzeba katolickiego namysłu nad Miłością samego Pana Boga w Trójcy Świętej Jedynego i nad miłością bliźniego, do czego niniejszym za sprawą niezwykle owocnego i już ponad 21-letniego posługiwania Redakcji „Naszego Dziennika” bardzo serdecznie zapraszam.

Wraz z zacnym gronem Czytelników z serca gratulujemy tego znaczącego Jubileuszu i życzymy hojnych darów Ducha Świętego na dalszą równie bogatą treściowo służbę naturalnemu i nadprzyrodzonemu Dobru Wspólnemu wszystkich Polaków „ad multos et faustissimos annos”.

Ks. prof. Tadeusz Guz

https://naszdziennik.pl/mysl/206817,mil ... -cz-1.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Miłość
PostNapisane: 01 kwi 2019, 19:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Miłość najwyższą zasadą (cz. 2)

Obrazek
Trójca Święta, Andriej Rublow, ok. 1410-1427 Zdjęcie: / -


Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/mysl/207307,mil ... -cz-2.html

„Powiedz mi, jaka jest Twoja miłość – a powiem Ci, kim jesteś” (św. Jan Paweł II)

Szczytową, tzn. najdoskonalszą naukę o miłości, przedkłada Urząd Nauczycielski Kościoła św. zbudowanego na św. Apostole Piotrze, ponieważ jego nauka o miłości opiera się na pełni Objawienia jedynie prawdziwego i wiecznego Boga-Miłości w Jezusie Chrystusie. W pierwszym rzędzie skupimy naszą uwagę ducha na tym Bogu Osobowym, aby rozważyć odwieczne wewnętrzne relacje Miłości Bożej zachodzące pomiędzy Osobami Boskimi: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Najpierw zapytajmy o to, kim w aspekcie Miłości jest Osoba Boga Ojca?

Bóg Ojciec – Praźródłem Miłości Bożej
Jezus z Nazaretu naucza w Ewangelii św., w Swojej Modlitwie Arcykapłańskiej skierowanej do Boga Ojca, który „umiłował Go (Syna) przed założeniem świata” (J 17,24), że Jego Ojciec Niebieski jest Miłością bez początku i bez kresu. Skoro Syn Boży jest „współistotny Ojcu”, to i Syn jest Miłością równie wieczną. Podobnie jest z Trzecią Osobą Trójcy Przenajświętszej, Duchem Świętym, który „od Ojca i Syna pochodzi” poprzez akt „tchnienia”, który również zakorzeniony jest w Miłości Boga Ojca i Syna Bożego. Stąd Ducha Świętego nazywamy w języku teologii katolickiej Uosobioną Miłością.

Słowo Pisma św. oraz słowo nauki Bożej w Tradycji np. Ojców i Doktorów Kościoła przekazują nam prawdę o naszym Bogu chrześcijańskim jako Bogu-Miłości w interpretacji katolickiej, co św. Aureliusz Augustyn wyraża następującymi słowami: „Wieczną jest [w Nim] Miłość”, „prawdziwą jest [w Nim] Miłość i Wieczność oraz Miłością wypełniona jest [w Nim] Prawda i Wieczność”. Dlaczego? Ponieważ w Boskiej Naturze obok Boskiego „Rozumu” istnieje Boska wolna „Wola”, która nie stanowi o jakimś podziale w Panu Bogu, co byłoby rozumieniem Boskości na sposób istnienia człowieka jako stworzenia, lecz wszystko, co stanowi Istotę Boską, jest absolutnie tożsame ze sobą. Święty Tomasz z Akwinu tłumaczy to tak, że skoro w Bogu „Rozum jest Jego istnieniem”, to podobnie „Wola” Boża jest również „Jego Istnieniem”, bo Pan Bóg jest Jeden przez tę jedną Boskość, w której są Rozum, Pamięć i Wola Boża. Z tej racji, iż w Bogu jest „Wola”, Doktor Anielski naucza o „konieczności przyjęcia istnienia Miłości w Bogu”, stosownie do słowa 1 Listu św. Jana: „Bóg jest Miłością” (1 J 4,16). Starożytni greccy filozofowie, chociaż odkryli wielką prawdę o doskonałości i wieczności Rozumu Boskiego oraz o nieśmiertelności rozumu człowieka, to obawiali się przypisania wolnej Woli zarówno Bogu, jak też i ludzkiemu duchowi, i to z racji na zarzut złożenia bytowego w Duchu Boga i duchu człowieka. Objawienie się Jezusa jako Boga i zarazem Człowieka umożliwiło ludzkości głębsze poznanie Pana Boga w Jego Naturze i podmiotach Osobowych: Ojca, Syna i Ducha Świętego jako Jednego i zarazem Trójosobowego Pana – pełnego Prawdy i Miłości.

Osoba Boga Ojca jest według św. Hilarego „niezrodzoną”, czyli „od nikogo nie pochodzi” (św. Tomasz z Akwinu), lecz stanowi „principium” (zasadę, początek), z której narodzi się z Miłości Ojca w wieczności Syn Boży, oczywiście „współistotny Ojcu” (Credo), czyli równy Istocie, Naturze, Majestatowi Boga Ojca. „Niezrodzony” w odniesieniu do Ojca Niebieskiego oznacza również według św. Jana Damasceńskiego „bycie niestworzonym”. Skoro przez Ojca i Syna Bożego tchnięty jest w wieczności z Ich Miłości Duch Święty, to świadczy On jako Trzecia Osoba Boska wraz z „narodzinami” Syna jako Drugiej Osoby Boskiej o jakiejś cudownej „pełni” i wiecznym porządku Bytu Boga Ojca, którego można nazwać też „Źródłem”, tzn. „pierwszym początkiem, który od nikogo nie pochodzi”.

Konsekwentnie należy jednak pamiętać o tym, aby w to poznanie Prawdy i Miłości Boga Ojca i wewnętrznego życia Bożego pomiędzy Trzema Osobami Boskimi nie wprowadzać czasu, co uczyniło niestety wielu teologów i myślicieli – także chrześcijańskich – i tym samym popadło w herezję, np. „teologia po Auschwitz” o ewolucji (zmienności) Pana Boga, czyli o niedoskonałości Osób Boskich, ponieważ wieczność Boga wymieszali ze stworzonym przez Boga czasem i popadli w przeróżne sprzeczności interpretacyjne, o czym rozprawialiśmy już częściowo w pierwszej części tego cyklu. Uczasowienie Bytu Boga bowiem z konieczności prowadzi albo do istotnego osłabienia doskonałości Boga – w szczególności Jego Miłości albo nawet, czego dowodem jest rozliczna rzesza myślicieli: wierzących i niewierzących, do pojęcia Boga jako „sprzeczności”, co tylko może prowadzić do wręcz zaprzysiężonego ateizmu czy nawet satanizmu, bo trudno być rozumnym i wolnym człowiekiem oraz wierzyć w „paradoks” niemożliwych do powiązania sprzeczności! Od Osoby wiecznie miłującego Boga Ojca przejdźmy do Jego odwiecznego Syna.

Osoba Boska Syna – „zrodzona, a nie stworzona” (Credo) w wieczności z Miłości Boga Ojca
Odwieczny Syn Ojca z Nieba i zarazem jako wcielony Syn Człowieczy, który od Niepokalanej Matki Bożej Maryi otrzymał ludzkie Ciało, zwraca się do swojego Ojca słowami pełnymi Miłości: „Ojcze […], objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich” (J 17,26). Syn Boży jako odwieczne Słowo doświadcza tej Miłości Ojca wiecznie – także przez fakt bycia „zrodzonym” przez Ojca, „a nie stworzonym”, jak mówi nasze „Wyznanie wiary”, ponieważ zrodzenie Syna z Boga Ojca zostało dokonane w wieczności, czyli jeszcze przed stworzeniem czasu. Święty Augustyn nadmienia relację Ojca i Syna jako Tego, który „rodzi”, i tym jest Bóg Ojciec, oraz Tego, który „został zrodzony”, i tym jest „Syn”, tzn. „bycie urodzonym” jest tym samym, co „być od Ojca”. Stąd w Trójcy Przenajświętszej „Rodzący jest praracją dla Zrodzonego” i dlatego „Ojciec jest Praracją dla Syna, ponieważ On Go zrodził”. Dlatego Pan Jezus mówi: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30) przez to samo i jedno Bóstwo, czyli „jestestwo” Boże, ale „odrębność” osobowa istnieje w „relacji”, co oznacza, iż Ojciec jest Osobą Boską odrębną od Osoby Boskiej Syna, a Syn od Osoby Ducha Świętego. Czym są właściwie „narodziny” Syna w wieczności Domu Bożego Życia?

„Zrodzić” w przypadku Boga Ojca oznacza wypowiedzieć „Słowo”, ale to „Słowo” jako „zrodzone, a nie stworzone” jest Osobą Syna Bożego i jako takie różni się istotnie od słów Bożych np. o stworzeniu świata, ponieważ to jedno „Słowo” we „właściwym znaczeniu żadnym sposobem nie jest nazwą istotową, lecz osobową”, czyli nazwą określającą Syna Bożego. Święty Augustyn naucza więc, że „Słowo oznacza samego Syna”. Bóg Ojciec wypowiada Syna-Słowo swoim Rozumem Boskim i ten akt Ojca „zwie się: rodzeniem. Wychodzi zatem na to, że właściwie biorąc w Bogu sam tylko Syn musi zwać się: Słowo” (św. Tomasz z Akwinu).

Warto wyjaśnić prawdę o tym, że w Panu Bogu Jego „Istnienie” (Byt) i Jego „Myślenie stanowią jedno, stąd też Słowo Boga nie jest w Nim przypadłością ani też jakimś Jego skutkiem, ale stanowi Jego naturę”, czyli jest Osobą Syna Bożego. Ważne jest przy tym, jak przestrzega w odniesieniu do Syna-Słowa św. Augustyn, zwrócenie uwagi na pojęcie „Słowo Boże”, a nie „rozumowanie Boże”, po to by wykluczyć z Boga wszystko, co zmienne, a więc co i raz przyjmuje taką postać, że staje się słowem, to znów może ją porzucić i jeszcze dalej bez postaci się zmieniać, co jest typowe dla poznania i myślenia oraz języka rozumu ludzkiego, który poszukuje prawdy i wyraża ją w języku, ale precyzyjniejsze jej poznanie zmusza do zmiany postaci słowa. Tego o Synu Bożym absolutnie powiedzieć nie wolno, bo Ono wiecznie jest Święte i wiecznie jest Osobą Boską i nie ma rozumu ludzkiego, lecz Boski, który wiecznie jest Prawdą.

W tym odwiecznym Słowie-Synu wyraża się nie tylko Syn jako Osoba, lecz także wszelka prawda o stworzeniach, bo Syn posiada tę samą wiedzę, co Ojciec. Dlaczego? Z tej racji, że skoro Bycie Synem jest tym samym co „Bycie zrodzonym Bogiem”, a to oznacza również „Bycie zrodzonym Stwórcą”, ponieważ w akcie stworzenia wszystkie Osoby Boskie działają razem, o czym powiemy jeszcze nieco później. A więc Bóg Ojciec, rodząc Syna, czyli wypowiadając Go jako „Słowo”, wypowiedział w wieczności prawdę o całym stworzeniu. To jest klucz do zrozumienia odpowiedzi na pytanie: dlaczego Syn stał się Człowiekiem? Bo w akcie zrodzenia Go przez Ojca wszystko o stworzeniu zostało również wypowiedziane. Jeżeli w Boskości objawionej wszystko jest absolutnie tożsame ze sobą, to Prawda i Miłość są realnie tym samym, a zatem narodziny Syna-Słowa w wieczności zostały dokonane przez Ojca z Miłości i dla Miłości, o czym „zaświadcza” (1 J 5,6) Osoba Ducha Świętego, jak pisze św. Jan Apostoł.

Osoba Ducha Świętego – tchnięta przez Ojca i Syna z Miłości
Nieprzypadkowo św. Augustyn nazywa Osobę Syna Bożego „zrodzoną Mądrością”, bo jego „zrodzenie” w wieczności nastąpiło poprzez Boski Rozum Ojca Niebieskiego. Umiłowany Uczeń Jezusa pisze o tym, iż „Trzej dają świadectwo” (1 J 5,7), tzn. obok Osoby Ojca, Syn Boży i Duch Święty. Święty Augustyn pyta: „Kim są Ci Trzej? Mówi się: trzy Osoby, ponieważ wspólnym jest Im to wyrażenie Osoby”. Dlatego Doktor Anielski naucza: „Duch Święty jest imieniem Osoby Boskiej” i pochodzi poprzez tchnienie, dokonane przez Boga Ojca i Syna Bożego „na sposób miłości”, ale w wieczności, czyli poza czasem, ponieważ uczasowienie Ducha Świętego byłoby antropomorfizacją Jego Bytowości Boskiej, czyli przedstawieniem Jej na sposób istnienia człowieka jako stworzenia w czasie. Skoro Trzecia Osoba Boska „od Ojca i Syna pochodzi” i skoro Ojciec jest „Duchem” i Syn jest „Duchem” oraz Ojciec jest „Święty” i Syn jest „Święty”, to zasadne jest, aby Ona zachowała swoje Imię jako „Duch Święty”, który inspiruje i ożywia miłość. Stąd przysługuje Jej imię „Miłość”.

Ta właśnie Osoba Ducha Świętego z jednej strony jako „Duch” wyraża „niematerialność Boskiego Jestestwa” w każdej z Trzech Osób Boskich, a z drugiej strony jako „Święty” wyraża „nieskalaność” jakimkolwiek brakiem czy złem moralnym i nade wszystko wieczną oraz cudowną „szlachetność Bożej Dobroci” oraz Bożej Miłości.

Święty Atanazy podkreśla bardzo mocno, że „Duch Święty”, który „od Ojca i Syna pochodzi, nie jest ani uczyniony, ani stworzony, ani zrodzony, lecz pochodzący” od dwóch pierwszych Osób Boskich. Jeżeli Trzecia Osoba Boska byłaby np. „uczyniona”, to byłaby pojmowana na sposób czasu, a to należy wykluczyć z rozumienia Bytu Boskiego Ducha Świętego, który jako Boski jest bezwzględnie wieczny i niewymieszany z czasem, który mówi o początku i ewentualnie o kresie bytu, co byłoby w odniesieniu do Osoby Ducha Świętego niedorzecznością, co wyjaśnia św. Tomasz z Akwinu: „Jak rodzenie Syna jest współwieczne Rodzicielowi, a więc nie było żadnej przestrzeni czy różnicy czasu między istnieniem Ojca a urodzeniem Syna, tak i pochodzenie Ducha Świętego jest współwieczne swojemu początkodawcy, a więc nie było żadnej przestrzeni czy różnicy czasu między urodzeniem Syna a pochodzeniem Ducha Świętego, jedno bowiem i drugie jest wieczne”. Ta prawda o Duchu Świętym jest niezmiernie ważną w obliczu różnych prób uczasowiania Boga, stąd ten jeden akt „tchnienia” Boga Ojca i Syna Bożego Osoby Ducha Świętego został dokonany w wieczności, co jest samą doskonałością.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię dotyczącą z jednej strony imienia Osobowego „Ducha Świętego” jako „Miłości” oraz na właściwość Istoty Boskiej, czyli Boskości jako Miłości. To imię „Miłość”, które przypisujemy Trzeciej Osobie Boskiej, jest „imieniem własnym Ducha Świętego”, podobnie jak przypisujemy imię „Słowa” Osobie Boskiej Syna. Ale jeżeli mówimy o Bogu Ojcu, że jest Miłością, i o Synu Bożym, że też jest Miłością, to mówimy na sposób „Istoty Bożej”, czyli Natury Boga, która jest w swojej pełni Miłością. To jest naturalnie inne określenie i nie jest ono imieniem Osoby Boskiej, lecz właściwością Boską.

Zamiast podsumowania kontemplujmy naukę Doktora Anielskiego, który w „Sumie teologicznej” pisze tak: „Jak Ojciec wypowiada Siebie i wszystko stworzenie Słowem (tzn. Synem i w Synu), które zrodził, a to dlatego, że Słowo zrodzone w pełni przedstawia Ojca i wszystko stworzenie, tak sam również miłuje Siebie i wszystko stworzenie Duchem Świętym, a to dlatego, że Duch Święty pochodzi jako Miłość tej pierwszej Dobroci, według której Ojciec miłuje Siebie i wszystko stworzenie”. Jakże życiodajną nauką jest nauka Kościoła Chrystusowego o wewnętrznym życiu Trójcy Przenajświętszej, w której wszystko jest oparte, przeniknięte, zakorzenione i określone wieczną Miłością Boga Ojca do Syna Bożego i Ducha Świętego oraz odwrotnie. Ta Miłość Boża jest absolutnie doskonała i niezmienna oraz wiecznie miłująca wszelkie stworzenie, nawet jeżeli niektórzy aniołowie i ludzie pogardzili nią i na wieki odrzucili. Naśladujmy jako Polacy i katolicy mądrość i miłość św. Jana Apostoła i Ewangelisty i żyjmy Jego Bożym Słowem, abyśmy mogli szczerze wyznać: „Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4,16). Niech nasza umiłowana Ojczyzna będzie domem dla Miłości Bożej i miłości bliźniego, a wtedy Polska będzie Boża i Pan Bóg jako odwieczna Miłość będzie mieszkał w Polsce, a to będzie oznaczać dla nas pełnię szczęścia w Bogu.

Ks. prof. Tadeusz Guz Wydział Matematyki, Informatyki i Architektury Krajobrazu KUL

https://naszdziennik.pl/mysl/207307,mil ... -cz-2.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Miłość
PostNapisane: 13 kwi 2019, 20:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Miłość najwyższą zasadą (cz. 3)

Obrazek

„Powiedz mi, jaka jest Twoja miłość – a powiem Ci, kim jesteś” (św. Jan Paweł II)

Wcześniej rozważaliśmy katolicką naukę o tym, że nasz Pan Bóg, objawiony w Panu Jezusie Chrystusie jako Jeden i zarazem istniejący wiecznie w Trzech odrębnych Osobach Boskich: Ojcu, Synu Bożym i Duchu Świętym, jest wieczną Miłością, ponieważ, jak naucza św. Edyta Stein, sam Ojciec „Bóg jest Miłością”, zrodzony przez Niego w wieczności „Syn” jest „Miłością” i dlatego Trzecia Osoba Boska jako Duch Święty jest też „Miłością”: „Jeżeli Syn i Ojciec miłują się wzajemnie, to i Ich wzajemne darowanie się jest również wolnym czynem Osoby Miłości”, czyli Ducha Świętego.

O wewnętrznej Miłości w Osobach Boskich mówiliśmy poprzednio, a obecnie przejdźmy do szkicowej refleksji nad tą samą Bożą Miłością, ale ad extra, czyli do wielkiego dzieła Trójcy Świętej, które nazywamy stworzeniem aniołów, ludzi i całego kosmosu, czyli Miłością Boga Kreatora „na zewnątrz”.

Dlaczego Pan Bóg chrześcijański w interpretacji katolickiej uzewnętrznia swoją Boską Miłość w stworzeniu, co stanowi o ostatecznej racji istnienia wszechświata?
Gdy sięgniemy po nauczanie nawróconej z judaizmu, a dokładniej z ateizmu, na katolicyzm Edyty Stein, późniejszej karmelitanki oraz Męczennicy niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu-Brzezince św. Teresy Benedykty od Krzyża, która swoją myśl w dziele „Byt skończony a byt wieczny…” opiera na Piśmie Świętym Starego i Nowego Testamentu, na nauczaniu Ojców i Doktorów oraz Urzędu Nauczycielskiego Kościoła (nie pomijając zdrowej nauki wielu ludzkich umysłów wierzących i niewierzących o Bogu jako „Pierwszej Przyczynie” powstania świata), to zrozumiemy, że ta Boża „Miłość jest Życiem w najwyższej doskonałości: Bytem, który się wiecznie daruje drugiemu, bez doświadczenia pomniejszenia” i jako taki jest „nieskończonym owocowaniem. Duch Święty jest dlatego Darem: nie tylko darowaniem się Boskich Osób pomiędzy sobą, lecz darowaniem siebie jako Boskości ’na zewnątrz’”, czyli Miłością do każdego stworzenia. To dotyczy także Osoby Boga Ojca i Syna Bożego, które są równie odwieczną Miłością jak Duch Święty. Innymi słowy, Pan Bóg chrześcijaństwa katolickiego jest tak wielką i świętą Miłością, że dzieli się Nią pomiędzy sobą wiecznie i poprzez to w żaden sposób nie umniejsza się w swojej Boskiej doskonałości, lecz, co więcej, dzieli się swoją odwieczną Miłością z całym stworzeniem, nie doświadczając żadnego umniejszenia.

Pan Bóg objawiony w Panu Jezusie jest Stwórcą kosmosu z Jego Miłości, a nie jak twierdzą zasadniczo błędnie wszyscy materialiści i ateiści ewolucjonistyczni, iż świat powstał nie z Boskiej Miłości, lecz z tragicznie sprzecznie uwiecznionej „materii” lub neodarwiniści ze „ślepego przypadku”, lub Zygmunt Freud ze ślepego „popędu seksualnego”, lub neomarksiści-genderyści z „popędu śmierci”, względnie postmoderniści z „nicości”. Jakież zderzenie intelektualne musi przeżywać każde dziecko polskie i młodzież polska, którzy są zobligowani państwowym systemem kształcenia do studiowania niedorzeczności tzw. teorii ewolucji Darwina czy też jego „teorii doboru naturalnego” jako praprzyczyny powstania człowieka i pozostałych istot żywych na świecie! Przecież sama nauka mówi, że jeżeli coś jest sprzeczne w sobie i nie ma na to dowodu naukowego, to taka myśl ludzka jest absurdalna i należy ją w badaniu naukowym odrzucić. Teorią można nazwać tylko to, co wytrzymuje kryterium prawego rozumu, tj. też dowodu naukowego i dowodu z łaski Bożej, czyli wiary prawdziwej, tzn. katolickiej, natomiast coś uznane za błąd musi zostać odrzuconym w obydwóch porządkach poznania prawdy. A zatem świat to „creatio”, czyli Boże Dzieło, bo tylko Panu wszechświata przysługuje tytuł Stwórcy, który bez żadnych współautorów, bez żadnych narzędzi i bez żadnych materiałów powołał wszelki byt widzialny i duchów niewidzialnych do życia, które nazywamy naturalnym Objawieniem się Boga-Miłości. Powstaje pytanie, jak konkretnie ten jedynie prawdziwy Bóg kreuje świat?

Czy Pan Bóg chrześcijański swoją odwieczną myśl o całym stworzeniu przeniknął swoją Miłością odwieczną?
Z Miłości Bóg Stwórca pomyślał człowieka i wszechświat w swoim Boskim Rozumie, który jest zarazem odwieczną „Mądrością”. A skoro św. Augustyn naucza, że w Bogu „Mądrość jest Miłością” a „Miłość jest Mądrością”, to oznacza, że wieczna myśl o stworzeniu trzech Osób Boskich jako Stworzyciela (w działaniu Trójca Święta jest zjednoczona) jest przeniknięta wieczną Miłością Bożą. Święta filozof Edyta Stein naucza, że „ponieważ Mądrość Boga przewidziała wszystko stworzone, dlatego Logos”, czyli Syn Boży, „jako Mądrość-Osoba, jest wszystko obejmującym Praobrazem wszelkiej określoności istoty stworzeń, wszystkiego tego, czym one powinny być”. Tę Mądrość-Syna wypowiedział Bóg Ojciec w narodzinach Syna Bożego, stąd św. Paweł Apostoł naucza o Panu Jezusie: „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie” (Kol 1,15-17). Skoro jasne jest, że Pan Bóg myśli wiecznie o stworzeniu z Miłością, to powstaje następne pytanie: czy stworzenie jest wiecznie chciane przez Boga Stwórcę z wieczną Miłością?

Z wiecznego Rozumu Boskiego, bądącego Mądrością, i z Wolnej Woli Boskiej, będącej wieczną Miłością, jak z najszystszego i ostatecznego Źródła Istnienia pochodzi człowiek wraz ze wszechświatem
Święty Augustyn jako pierwszy rozwinął naukę o tym, iż w Panu Bogu Jego Rozum i Jego Wolna Wola są jedną i niepodzieloną bytowością, stąd wszystko, co Bóg wiecznie myśli w Jego Rozumie, jest wiecznie chciane, czyli miłowane Jego Wolną Wolą. I tak jak Boski Rozum jest odwieczną Mądrością, tak Boska Wolna Wola jest odwieczną Miłością, czyli miłuje wszystko, co stanowi o Boskiej Mądrości. Święty Tomasz z Akwinu napisze, iż „Natura Boga sama sobą jest Miłością, jak i Mądrością i Dobrocią”. Całe stworzenie jest najpierw pomyślane przez Boski Rozum i dlatego jest „mądre Mądrością, którą jest Bóg”, stąd Boska Wola miłuje je również, o czym św. Teresa Benedykta od Krzyża napisze tak: „Ponieważ Boska Wola Stwórcza, Jej Miłość, budzącą do istnienia i dającą życie z Wieczności, przypisała stworzeniom władzę i moc bytu do rozwoju ich istot, to dlatego Duch Święty jako Osoba Życia i Miłości jest Praobrazem wszelkiego stworzonego życia i działania i tamtego duchowego promieniowania własnej istoty”. Dlatego też wszelkie stworzenie na czele z człowiekiem jest „obrazem i podobieństwem” zarazem jednej „Boskości” i Trzech Osób Boskich, które ani z jakiegoś kaprysu, którego w Bogu nie ma; ani z braku, który też w Bogu nie ma racji bytu; ani z przymusu, bo ten jest niegodny wiecznej Wolności Boga Osobowego; ani też, aby się przez człowieka i świat i z pomocą świata dalej rozwijać, bo jest wiecznie Doskonałością i Pełnią, lecz wyłącznie z cudu Swojej Boskiej i absolutnie Pełnej Miłości i dla Niej zostało stworzone.

Jak stwarza Boski Stwórca – Jeden i zarazem Trójosobowy – jako pełen Prawdy i Miłości?
Księga Rodzaju jest najświętszym dokumentem, który daje najprecyzyjniejszą odpowiedź na pytanie o sposób działania Boskiego Kreatora w interpretacji katolickiego chrześcijaństwa: „Bóg rzekł” i „stało się”, tzn. jeżeli Pan Bóg mówi, że „coś” powinno zaistnieć, np. „rośliny”, „zwierzęta” czy „człowiek”, to wtedy ta rzeczywistość staje się faktem, czyli pojawia się jako ta oto istota żywa: konkretna roślina, konkretne zwierzę i konkretny człowiek „Adam”.

Z Miłości Bóg stwarza każdy ziemski byt, wypowiadając go jako ten oto realny, tzn. że sam Pan Bóg „czyni wszystko” (św. Jan Chryzostom) mocą swojego Słowa. Czy można mieć jakiekolwiek wątpliwości w tej kwestii, że Słowem Wszechmocnym Bóg Stwórca powołuje wszystko do realnego istnienia? Otóż najznamienitszym dowodem na potwierdzenie słuszności Słów „Księgi Rodzaju” są fakty cudów Pana Jezusa, co wyśmienicie zrozumiała Matka Najświętsza Maryja, gdy prosząc o pierwszy cud w Kanie Galijejskiej swojego i zarazem Bożego Syna, rzekła: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Co wcielony Syn Boga Ojca powiedział? „’Napełnijcie stągwie wodą’. I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: ’Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu’” (J 2,7-8), a woda dzięki cudownemu działaniu Syna Bożego poprzez i z pomocą Jego Bożego Słowa jako Wszechmocnego i zarazem pełnego Miłości stała się „winem” (J 2,10). Podobnie świat przez stwórcze Słowo – pełne Mądrości i pełne Miłości Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego – stał się rzeczywistością. Każda zatem bytowość, począwszy od najmniejszej cząstki atomu aż po pełne istnienie, jak np. aniołów i ludzi, może powiedzieć: „z Miłości Bożej jestem…”, bo początkiem mojej egzystencji i całego kosmosu jest wiecznie miłujący Pan i Bóg – nikt i nic innego!

Nieraz stawiane jest pytanie, w szczególności w chwilach tragedii i katastrof ludzkich, przyrodniczych czy historycznych, o to, czy tenże Boski Stwórca podtrzymuje świat w istnieniu i czy opiekuje się rodziną ludzką, tzn. czy Pan Bóg miłuje świat i ludzi po ich stworzeniu?
Boska Miłość jako wieczna jest niezmienna, a więc jeżeli Stwórca umiłował wszelkie stworzenie przed stworzeniem i przy stwarzaniu go, to z całą pewnością możemy powiedzieć, że Boski Stwórca miłuje stworzenie – wszystkich i wszystko – również po akcie stworzenia świata, czyli obecnie i zawsze. Wieczność Miłości Bożej ma to do siebie, że miłuje cały wymiar czasu z jego przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Z Miłości bowiem Bóg podtrzymuje świat w istnieniu, tzn. także czas i przestrzeń świata, w których rozgrywa się życie wszystkich ludzi i pozostałych stworzeń w kosmosie. A zatem jak odpowiedzieć na nurtujące wielu ludzi pytania o Opatrzność Boskiej Miłości podczas wszelkich dramatów i prześladowań, jak choćby podczas istnienia niemieckich obozów zagłady i śmierci dla milionów ludzi? Oczywiście, że pozytywnie, tzn. że Bóg miłuje ludzi w każdym stadium ich istnienia i w każdym ich położeniu, nawet wtedy kiedy grzeszą, nie miłując naturalnie samych grzechów i różnego typu upadków ludzkich prawno-moralnych czy religijnych, bo to byłaby sprzeczność w Panu Bogu. A więc kto jest sprawcą obozów śmierci i zagłady wielu niewinnych ludzi? Pierwszym architektem tych „fabryk śmierci” i wszelkiego zła na świecie jest diabeł, a drugim – w odniesieniu do całego rozmiaru katastrofy II wojny światowej III Rzesza Niemiecka i jej aktywni współpracownicy, do których na nasze wielkie szczęście nie przynależy Naród Polski, i to głównie z racji przyjętej wiary katolickiej, która m.in. słowami Doktora anielskiego uczy nas, że „Bóg jest Sprawcą życia duszy przez miłość, jak i Sprawcą życia ciała przez duszę. Jednakże życie duszy pochodzi z treści, jaką jest miłość, tak jak treść duszy daje życiu ciału”.

Czyżby po katolicku rozumiany Pan Bóg jako Miłość był jedynym Gwarantem prawdziwego rozwoju człowieka w oparciu o fundament Jego Boskiej Miłości?
Święty Paweł Apostoł uświadamia nam, iż pochodzimy jako dzieci Boże z „Miłości” Najwyższego i w życiu oraz czynieniu dobra powinniśmy „mieć tę samą miłość” (Flp 2,1-2), do której Bóg Ojciec wzywa nas w Chrystusie i w Duchu Świętym.

Po co człowiekowi Bożemu potrzebna jest strategia życia i powołania oparte na Miłości Pana Boga? Po prostu po to, aby w takim właśnie człowieku bogatym w Bożą Miłość „Bóg” był „sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą”, tzn. także z Jego Boską Miłością. I w tej swojej Miłości Osobowy Bóg daje człowiekowi i światu wzrost do ich najdoskonalszych kształtów, tzn. „porusza wszystkim” (św. Jan Chryzostom) do szczytów perfekcji, do spełnienia się przekraczającego wszelkie ludzkie myśli i wyobrażenia o doskonałości. W tym sensie „Jezus Chrystus” jako „PAN” (Flp 2,11)) objawia nam „samego Boga”, który jest dla nas już teraz i tutaj „osiągalny” przez „miłość” (św. Tomasz z Akwinu), będącą „matką innych cnót”, czyli pozostałych doskonałości moralnych i innych. Jest to jednak nie tylko miłość naturalna jako skutek naszej wolnej woli, czy „nabyta siłami przyrodzonymi, lecz jest nam wlana przez Ducha Świętego, będącego Miłością Ojca i Syna” (św. Tomasz z Akwinu), i to po to, abyśmy się na wieki mogli zjednoczyć z Bogiem jako „Podmiotem szczęśliwości wiecznej” (św. Tomasz z Akwinu) w Królestwie Niebieskim. Podsumowując, można powiedzieć, że nasza miłość ludzka: osobista i wspólnotowa, zależy istotnie od prawdziwego pojęcia Boga Stwórcy, jakie mamy w naszym ochrzczonym człowieczeństwie. Jego brak lub jakaś deformacja może spowodować, że taki człowiek na ziemi i w przyszłym życiu rozminie się z Miłością Bożą i nie zazna żadnej miłości na wieki, lecz permanentną nienawiść diabła i piekła. Do każdego z nas należy wolny wybór. Wybierajmy jako Polacy Boga chrześcijańskiego i jego Miłość, abyśmy żyli, i to żyli na ziemi i w Niebie dla Miłości Trójcy Świętej oraz dla miłości aniołów i świętych, bowiem ze Stwórczej Miłości Bożej wszyscy jako Polacy i wszystko jako Polska jesteśmy i do Niej zdążamy w przestrzeni Kościoła. Niech Polska pozostanie wierna tej Miłości Bożej aż do Dnia Ostatecznego i na wieki.

Ks. prof. Tadeusz Guz

https://naszdziennik.pl/mysl/207677,mil ... -cz-3.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Miłość
PostNapisane: 15 kwi 2019, 14:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31467
Miłość najwyższą zasadą (cz. 4)

Obrazek
Trójca Święta - Luca Rossetti da Orta_1738_St Gaudenzio at Ivrea_Torino Zdjęcie: / -


„Powiedz mi, jaka jest Twoja miłość – a powiem Ci, kim jesteś” (św. Jan Paweł II)

Załamanie się doskonałości stworzenia poprzez upadek grzechowy naszych prarodziców, Adama i Ewy w raju, i to wyłącznie z racji na słabość i niedoskonałość moralną stworzeń rozumnych i wolnych, tj. niektórych aniołów i ludzi, zadecydowało o drugim wielkim dziele Pana Boga, które nazywamy Zbawieniem oraz Odkupieniem. Ono – podobnie jak cud stworzenia – jest następnym objawieniem się Miłości Boga w Trójcy Świętej Jedynego i to jako Miłości miłosiernej, czyli takiej, na którą wcale nie zasłużyliśmy – nawet najbardziej heroicznymi myślami, słowami i czynami. A może zasłużyliśmy na powołanie nas do istnienia w doskonałym dziele stwórczym naszego wiecznego Pana? Także nie i dlatego Miłosierdzie Boże nie może być rozumiane jako skutek zmartwychwstania Pana Jezusa, lecz jako przyczyna tych dwóch wielkich cudów Trzech Osób Boskich: stworzenia i zbawienia-odkupienia, stąd również uroczystość Miłosierdzia Boga chrześcijańskiego w interpretacji katolickiej powinna być pojęta w Kościele św. jako najważniejsze święto każdego Roku Pańskiego. Czymże jest więc to uwolnienie nas od winy (Zbawienie) i od kary (Odkupienie) – z Miłości i dla miłości?

Boża Miłość w aspekcie zbawienia jako nadprzyrodzone Objawienie się Boga-Miłości w Synu Bożym i zarazem Synu Człowieczym Jezusie Chrystusie
Z uwagi na fakt, iż aniołowie, ludzie i kosmos pochodzą od Osobowego Boga i Personalność tego Kreatora oznacza, że wszelkie stworzenie jest pomyślane, zachowane w pamięci Boskiej, umiłowane w wiecznie wolnej Woli Pana Boga oraz powołane aktem stwórczym Osób Boskich do realnego istnienia na „obraz” w przypadku osób anielskich i ludzkich i „podobieństwo” do samego Stwórcy w przypadku pozostałych stworzeń, to dlatego stworzenie nazywamy „naturalnym Objawieniem Bożym”. Pan Bóg bowiem w naturze całego wszechświata objawia nam swoją Mądrość, Dobroć, Miłość i Świętość – Sam nie będąc kosmosem, lecz absolutnie odrębnym od świata Bytem Boskim. Stąd w odniesieniu do Zbawienia i Odkupienia Urząd Nauczycielski Kościoła głosi prawdę o nadprzyrodzonym Objawieniu się Boga jako Miłości, ponieważ odwieczny Syn Boga Ojca w Jego Boskiej Osobie staje się prawdziwym Człowiekiem (w sensie przyjęcia natury ludzkiej).

Czy zatem Pan Jezus przyszedł na świat w „postaci ludzkiej” z konieczności, przymusu czy ze swojej odwiecznej Miłości miłosiernej?
Gdyby wcielony z Niepokalanej Matki Bożej Maryi Syn Najwyższego Ojca Nieba i Ziemi stał się Człowiekiem z konieczności, to nie byłby to Jego akt doskonały. Co więcej, to byłby dowód na niedoskonałość Pana Boga. Podobnie jak twierdzenie np. reprezentantów protestanckiej teologii i filozofii, że Jezus przyszedł na świat z przymusu, który rzekomo miał uprzyczynowić sam Ojciec Niebieski, jest też interpretacją błędną, bo insynuuje „sprzeczność” już w relacji Boga Ojca i Syna Bożego. Dlatego też najwspanialszą naukę przedkłada nam Kościół św. zbudowany na św. Apostole Piotrze, że z Miłości Bóg Ojciec posyła Syna jako „gratia increata” (łaskę niestworzoną, bo Jezus jest przecież również wiecznym Bogiem jako Syn Ojca w Niebie – wszystkie inne łaski i dary są także jak nasza bytowość osób ludzkich stworzone przez Pana Boga dla naszego dobra), by stał się Człowiekiem na Ziemi oraz w czasie i przestrzeni tego świata, a nie dopiero w wieczności dla naszego wyzwolenia z winy i naszego odkupienia z obciążeń kary jako drugiego skutku grzechu obok samej winy jako winy. Święty Augustyn napisze w dziele „O Trójcy Świętej”, że „to jest ten cel, dla którego Syn Boga jest posłany”. Co to konkretnie znaczy?

Tak jak diabeł jest „pośrednikiem śmierci” i w jego grzechu „pychy” doprowadził „pysznego człowieka” przez grzech „do śmierci”, czyli „oddalenia się od Boga”, tak Jezus Chrystus jest „Pośrednikiem Życia” i w Jego „pokorze” Miłości Bosko- -Człowieczej doprowadził „posłusznego”, czyli miłującego „człowieka do życia” i to do „życia wiecznego” (św. Augustyn)
Święty Ambroży naucza, iż „Ten, który przyszedł dla zbawienia wszystkich” z odwiecznej Miłości, jest „Tęsknotą świata; On narodził się dla mnie” z Miłości, „był za mnie przybity do krzyża” z Miłości. „Dla mnie przyjął On na siebie śmierć” także z Miłości, „dla mnie powstał z grobu w pełni glorii” – również z Miłości. Ze względu na tę Miłość zbawczą św. Bonawentura rozumie „całe życie Chrystusa jako przykład cierpienia i męczeństwa”. Zaś wielki i święty uczeń św. Ambrożego, Augustyn, jest pewien, że upadły anioł światłości przeżył jako pierwszy „śmierć ducha”, ponieważ jako pierwszy zgrzeszył śmiertelnie, czyli zerwał z Miłością Bożą oraz miłością do aniołów i ludzi i dlatego definitywnie został oddzielony od Boga i Nieba, tworząc krainę potępionych duchów anielskich i ludzkich w piekle jako krainie nienawiści. Kto zatem przez grzech, czyli przez nienawiść, oddala się od Boga Życia, ten ulega szatanowi jako „pośrednikowi śmierci” i zmierza ku śmierci jako skutkowi grzechu ciężkiego. „Także nasza śmierć jest karą za grzech”, natomiast „Jego”, tj. Chrystusa Pana, „śmierć” „została dokonana jako Ofiara” Jego Miłości „za grzech” wszystkich upadłych ludzi.

Interesującym jest fakt, że Sokrates z Platonem inspirowali swoich uczniów, aby uczyli się „oczekiwania aż nadejdzie ktoś, kto nas nauczy, jak musimy ofiarowywać się”, a mędrzec chiński Konfucjusz zapewniał uroczyście w jakiejś przedziwnej intuicji ducha, że „z Nieba nadejdzie Święty, który zna wszystkie rzeczy i przejmie wszelką władzę w Niebie i na Ziemi”. Właśnie takie słowa wypowiedział Jezus m.in. do św. Małgorzaty Marii Alacoque: „Ucz się ode Mnie, że jestem Nauczycielem, który naucza świętości. Jestem czysty i nie znoszę nawet najmniejszego błędu”. Dlatego tylko ON, tj. Chrystus Pan, jest „Pośrednikiem Życia”, który jako Syn Boży z Miłości do nas przychodzi z wiecznego Nieba na świat, żyje, pracuje, cierpi, umiera i zmartwychwstaje, dostarczając ludzkości w tym cudzie koronnego dowodu na Jego Boskość: „Przez Jego Zmartwychwstanie przeznaczył On nas i powołał” (św. Augustyn) do Domu Ojca. Ale zanim to się stanie faktem w wieczności, to, jak uczy św. Tomasz z Akwinu za św. Janem Apostołem i Ewangelistą, powołując się na Słowo Pana Jezusa jako Zbawiciela: „’Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać’” (J 14,23). To „zamieszkanie całej Trójcy Świętej w duszy” człowieka żyjącego jeszcze na ziemi dokonuje się „dzięki łasce uświęcającej”, która przyszła na świat w Mesjaszu Panu, Jezusie Chrystusie i którą rozdziela w dzieciach Bożych od momentu Jego zesłania na Matkę Najświętszą Maryję i Apostołów Duch Boga Ojca i Syna Bożego jako Duch-Miłość odwieczna.

Z Miłości Ojciec i Syn Boży posyłają Ducha Świętego Kościołowi, by strzegł dzieła Zbawienia i Odkupienia Jezusa Chrystusa oraz wprowadzał nas w jego pełnię, czyli w ostateczne wymiary Bożej Miłości – w czasie i w wieczności
Wcielony Syn Boży zapewnia Apostołów przed zakończeniem się Jego misji mesjańskiej na świecie o Jego Miłości do nas: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (J 15,9-10). Odejście Zmartwychwstałego Pana było zgodne ze świętym planem Bożym wyzwolenia świata z niewoli szatana, grzechu i śmierci ciała, ale wraz z Wniebowstąpieniem Chrystusa nie kończy się realnie obecna pośród nas Miłość Syna Bożego i Boga Ojca, lecz trwa ona w Osobie Boskiej Ducha Świętego i Jego posłaniu do nas w Kościele św.: „Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie” (J 15,26), „a ponieważ Duch Święty to Miłość, dlatego tym darem upodabniającym duszę” człowieka miłującego Boga i ludzi jako bliźnich jest „dar miłości” (św. Tomasz z Akwinu). Tak jak w Panu Jezusie Bóg w Trójcy Świętej jest Sprawcą naszego zbawienia i odkupienia z Miłości, tak też w Duchu Świętym tenże Pan Bóg jest Tym, który podtrzymuje w nas ten dar Bożej Miłości przebaczającej i odradzającej nas do przyjaźni z Panem oraz w Osobie Ducha Świętego uświęca nas tym darem Miłości wszystkich Osób Boskich, miłujących nas „do końca”, tj. aż po Krzyż Syna Bożego na Golgocie i aż po nasz zwykły ludzki i zasłużony krzyż za nasze zranienie albo może nawet odrzucenie na jakiś czas tejże Przenajświętszej Miłości Najwyższego, która ma już tylko jeden cel, mówiąc za św. Augustynem, „uświęcenie stworzenia” w Duchu-Miłości Ojca w Niebie i Syna Bożego. Ono właśnie skutkuje heroizmem czynów z wiary świętej katolickiej w Duchu Miłości Bożej, jak np. gdy ktoś „dostępuje łaski czynienia cudów czy prorokowania, lub gdy z żaru miłości wystawia się na męczeństwo czy odrzuca wszystkie posiadane dobra; w ogóle”, jak naucza Doktor anielski, „gdy porywa się na jakiekolwiek trudne dzieło” (Sth t. 3, s. 220). Warunkiem prawdziwości i świętości takich czynów jest dokonywanie ich z Miłości Bożej oraz ludzkiej, tj. także ze względu na miłość do Trójcy Świętej i każdego drugiego człowieka jako naszego bliźniego. W ogóle drugi człowiek ukazuje się nam jako „bliźni” tylko i wyłącznie na gruncie i ze względu na odwieczną Miłość prawdziwego Boga Kreatora i Redemptora. Jeśli Jej brak, to i drugi człowiek zatraca w naszej duchowości status „bliźniego” i dzieje ludzkości są tego wierną ilustracją. Stąd „znakiem uświęcenia”, czyli przeniknięcia naszego jestestwa Miłością z góry, jest „Duch Święty”. Także „posłanie widzialne” Ducha Świętego do nas dokonuje się w postaci specjalnie dla tego aktu uczynionych stworzeń, jak np. gołębicy czy języków jakby z ognia w wieczerniku. One pełniły tylko przelotną funkcję dla „zobrazowania” realnego przybycia Osoby Ducha Świętego, a wraz z Nim przybycia również Boskich Osób: Ojca i Syna Bożego, które „mieszkają w duszy przez łaskę” i doprowadzają człowieka obdarzonego Łaską Najwyższą, jeśli on ją z miłością przyjmuje, do adekwatnego „skutku”, czyli wspólnoty i przyjaźni z Miłością stwórczą, zbawczą i odkupieńczą, która „skutkuje” (św. Tomasz z Akwinu) w nas miłością pokorną, wybaczającą wszystkim ludzkim winowajcom wszystko, bezwarunkową, bezgraniczną i permanentną, której trwanie, pomimo nawet największych wyzwań i prób tego świata i szatana jako „księcia” nienawiści, zapewnia odwieczna Miłość Trójjedynego Pana Boga.

Jaka nauka dla Polski naszych pokoleń wypływa ze zrozumienia zbawienia jako dzieła Osobowego Boga-Miłości Trójcy Świętej?
Przyjęcie zatem Jezusa Chrystusa najpierw aktem naszej wiary świętej, katolickiej i apostolskiej za prawdziwego Zbawiciela i Odkupiciela całego stworzenia, czyli także naszej umiłowanej Ojczyzny i Narodu, Kościoła i Państwa w Polsce, jest warunkiem koniecznym i kluczem do przybycia Ducha Świętego do naszego polskiego jestestwa, który utrwala dzieło zbawcze Mesjasza Pana w naszym Narodzie, zakorzenia je coraz głębiej w nas jako synach i córkach ojczystej Ziemi, uświęca nas Nim i Bogiem Ojcem w życiu sakramentalnym oraz daje wzrost poprzez swoją Boską Miłość w różnych postaciach łask i darów. Wszystko po to, abyśmy byli lub stali się godnymi Nieba jako Królestwa Bożej Miłości dla wszystkich uświęconych Krwią Boskiego Odkupiciela i wiecznie opiewali hymnami Nieba – Oblicze Pana Boga jako Miłości, oblicze „nowej Ziemi i Nowego Nieba” pełnych miłości, w tym także oblicze Polski zbawionej jako Polski, która postawiła na miłość jako zasadę istnienia, co żarliwie przypomniał nam Papież Polak i upomniał się u ówczesnych władz ideologii komunistycznej jako wrogiej Panu Bogu chrześcijańskiemu i Jego Miłości w interpretacji katolickiej, w swoim niezapomnianym przemówieniu-błaganiu o nowe Zesłanie Ducha Świętego na Polskę w Warszawie na placu Zwycięstwa w 1979 roku. Niech cała Polska będzie bogata Duchem Świętym, a nade wszystko Jego Przenajświętszą Miłością do Boga i wszystkich ludzi, aby pozostać na wieki – w pełni odrestaurowaną i doskonałą Polską Chrystusowego odkupienia.

Ks. prof. Tadeusz Guz

https://naszdziennik.pl/mysl/207767,mil ... -cz-4.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 82 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /