Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 115 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 29 cze 2017, 06:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Gender na wszystkich przedmiotach

Z Mathiasem von Gersdorffem, niemieckim obrońcą praw rodziny, rozmawia Piotr Falkowski

Zanim w ogóle pojawiła się ideologia gender, w niemieckiej szkole od dawna obecna była tzw. edukacja seksualna. Czy wtedy przeszło to niezauważone, zlekceważone?
– Oczywiście, że nie. Szkolna edukacja seksualna została zapoczątkowana w 1970 roku i doprowadziła do silnych kontrowersji. Jedną z pierwszych tego oznak było silne ideologiczne nacechowanie programu. Pedagogicznym punktem odniesienia była tzw. seksedukacja emancypacyjna. Jest to wytwór myślenia neomarksistowskiego. Miała ona prowadzić do wyzwolenia człowieka z „burżuazyjno-kapitalistycznych wyobrażeń moralnych”. W ten sposób miał być budowany socjalizm. A zatem seksualność stała się obszarem polityki społecznej. Ze względu na protesty z biegiem dekad roszczenia ideologiczne zostały złagodzone, lecz dla wielu edukacja seksualna w szkołach pozostaje skandalem. Obecny program nauczania tego przedmiotu kontynuuje zakorzenienie w koncepcji „emancypacyjnej”, choć nie jest to już tak oczywiste jak we wczesnych latach 70.

Kto stał za forsowaniem tych zmian?
– Nowe koncepcje w odniesieniu do seksualności pochodziły przede wszystkim z kręgu tzw. szkoły frankfurckiej oraz rewolucji 1968 roku. Przejęły też pewne elementy neomarksistowskie. Jednym z ich największych projektów była „rewolucja seksualna”: społeczeństwo powinno odrzucić „zakurzone” wyobrażenia na temat seksualności i otworzyć się na stosunki seksualne przedmałżeńskie, wolne związki i homoseksualizm. W tym duchu powstała wspomniana „seksedukacja emancypacyjna”. Dalszymi konsekwencjami rewolucji seksualnej była liberalizacja aborcji i pornografii w połowie lat 70.

Rozumiem, że to rewolucyjne myślenie zyskało szerokie uznanie. Nie było sprzeciwu, protestów?
– Tak, były. Nawet doprowadziło to do wyroków Federalnego Sądu Konstytucyjnego, które dały rodzicom prawo do sporego wpływu na realizację edukacji seksualnej. Jednak to prawo musi zostać wyegzekwowane. W każdym przypadku szkoła i rodzice muszą się porozumieć, jak dziecko ma być uczone.

Jak wygląda edukacja seksualna w niemieckiej szkole obecnie? Kto decyduje o jej kształcie?
– W Niemczech edukacja leży w stu procentach w rękach państw związkowych i rząd federalny nie ma na nią żadnego wpływu, zatem funkcjonuje wiele różnych wytycznych. Są one sformułowane dość ogólnie i konkretna implementacja mocno zależy od właściwego nauczyciela. To sprawia, że edukacja seksualna w szkole jest bardzo zróżnicowana. W „lewicowych” jest odpowiednio bardzo liberalna, a w konserwatywnych rzadko kiedy w ogóle występuje. Katastrofa jest wtedy, gdy trafia się liberalny nauczyciel edukacji seksualnej w lewicowej szkole i jeszcze zaprasza zewnętrzne siły z organizacji takich jak Pro Familia lub nawet z państwowej Federalnej Centrali Edukacji Zdrowotnej (BZGA). Co do zasady jest to możliwe tylko za zgodą rodziców, ale w praktyce konserwatystom pozostaje jedynie przeniesienie dzieci do innej szkoły. W Niemczech szerokim echem odbiła się seria przypadków pedofilii w Belgii, co przyniosło trochę uspokojenia w latach 90. i władze stały się bardziej ostrożne.

Do Polski docierały informacje, że próba wprowadzenia ideologii gender do szkół wywołała w Niemczech protesty.
– Najpierw nowy program nauczania został wprowadzony w Berlinie w 2011 roku i bezpośrednio wymagał zajęcia się homoseksualizmem, biseksualizmem i transseksualizmem. To wywołało opór. Kolejna fala protestów wybuchła w Badenii-Wirtembergii w związku z nowym planem nauczania z 2015 roku. Obecnie protesty mają miejsce w Hesji, gdzie wytyczne dla edukacji seksualnej z końca lata 2016 roku zawierały akceptację „różnorodności płciowej”. Centrala BZGA ma fatalną reputację, ale jej materiały i wskazówki dla szkół nie są obligatoryjne, gdyż podlega ona ministerstwu zdrowia, które nie ma żadnego wpływu na szkoły w poszczególnych landach. Jednak niektóre materiały BZGA są wykorzystywane na przykład przez WHO.

W jakim wymiarze i od jakiego wieku obowiązuje edukacja seksualna z elementami teorii gender?
– To trzeba oddzielić. Przedmiot edukacja seksualna (niem. Sexualkunde) dotyczy wyjaśniania różnych aspektów ludzkiej płodności. Natomiast gender jest czymś innym i jedynie nakłada się na kwestie podejmowane podczas lekcji edukacji seksualnej. Gender to filozofia, czy bardziej ideologia, utrzymująca, że płeć jest „konstruktem” kulturowo-społecznym. W związku z tym może być wiele różnych tożsamości genderowych. Papież Benedykt XVI określił gender „rewolucją antropologiczną”. Gender może pojawić się w szkole zupełnie poza zajęciami z seksedukacji i w ogóle bez związku z tym tematem. To sprawia, że starcie z ideologią gender w szkole jest o wiele trudniejsze niż z ograniczoną do jednego przedmiotu edukacją seksualną. Idea „seksualnej różnorodności” może się pojawić choćby na matematyce, na przykład w zadaniu z treścią: „Peter i Hans na swój ślub zaprosili 20 przyjaciół. Każdy ma dostać dwa kawałki tortu weselnego. Na ile części trzeba go podzielić?”. Takie przykłady są wprowadzane dosłownie wszędzie do materiałów szkolnych. Podręcznik do angielskiego, którego autor jest znany ze swojego homoseksualizmu, zawiera rysunek życia wsi, na którym widać dwie dorosłe kobiety trzymające się za ręce. Taka „edukacja genderowa” jest obecna od pierwszej klasy szkoły podstawowej.

Co jest najbardziej destrukcyjne w praktycznej realizacji edukacji seksualnej w Niemczech?
– Według mnie, edukacja seksualna jest kompletnie zła, przede wszystkim ze względu na ideologiczne zakorzenienie w neomarksistowskiej „emancypacji”, którego nie da się usunąć. Najbardziej szkodliwa forma edukacji seksualnej występuje wtedy, gdy ma ona postać jedynie edukacji antykoncepcyjnej, czyli sprowadza się do metod zapobiegania ciąży. Wówczas w praktyce te lekcje są bezwstydne, łamiące poczucie intymności i niemoralne. Trzeba tu podkreślić, że to nauczyciel, teoretycznie w konsultacji z rodzicami, decyduje, jakich używa materiałów. Są wśród nich bardzo bezpośrednie w przedstawianiu fizycznej strony seksualności i odarte z wszelkiego wstydu. Debata publiczna zazwyczaj rozpala się, kiedy ktoś znajduje takie nieprzyzwoite materiały.

To naturalna reakcja.
– Według mnie, jest to problematyczne z wielu powodów. Po pierwsze, wiele materiałów do edukacji seksualnej nie ma żadnych nieprzyzwoitych przedstawień, ale cała ich wewnętrzna ideologia jest zła. Kiedy koncentrujemy się na tych bezwstydnych obrazkach, wygląda to tak, że inne materiały są mniej lub bardziej do zaakceptowania, tymczasem to nie o to chodzi. Powtarzam: edukacja seksualna w szkole jest zła w swoich korzeniach. Po drugie, oponenci edukacji seksualnej używają wyjątkowo nieprzyzwoitych materiałów, by pokazać, jak szkoła demoralizuje uczniów. Ale te najgorsze podręczniki są rzadko wykorzystywane w szkole, więc krytycy pozwalają odnieść wrażenie, że przesadzają. A problem nie leży w obrazkach, choćby najgorszych, ale w edukacji seksualnej jako takiej. To samo dotyczy ideologii gender. To ona sama jest nie do zaakceptowania, nie zaś demoralizujące materiały używane w szkole. Chodzi o to, że aktywiści gender potrafią przystosować swoją ideologię do wrażliwości odbiorcy. Nawet samo słowo „gender” jest rzadko używane. Raczej mówi się o „różnorodności płciowej” i eliminacji dyskryminacji mniejszości seksualnych.

Dokąd to wszystko zmierza?
– Musimy mieć na uwadze, że rewolucja genderowa jest rewolucją bez zaplecza w masach. Promuje ją bardzo wąska mniejszość, która ma wielką siłę oddziaływania na elity polityczne i na media. Do tego nie wyjaśniają oni dokładnie, czym jest gender, mówią tylko, że walczą z dyskryminacją. Ale to nie jest prawda. Chodzi o wykorzystanie sfery seksualnej do narzucenia neomarksistowskiej, pogańskiej i stąd antychrześcijańskiej koncepcji człowieka sprowadzającej go do zmysłowości. Dlatego powinniśmy zwalczać tę doktrynę ze wszystkich sił.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/184543, ... otach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 30 cze 2017, 09:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Jest to wytwór myślenia neomarksistowskiego. Miała ona prowadzić do wyzwolenia człowieka z „burżuazyjno-kapitalistycznych wyobrażeń moralnych”. W ten sposób miał być budowany socjalizm.


Hitler nazywał to "drobnomieszczańskimi przesądami" i promując dewiantów seksualnych zamierzał te "przesądy" zwalczać.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 30 sie 2017, 09:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Prawo faworyzujące środowiska LGTB

Grupa parlamentarzystów skrajnie lewicowego ugrupowania Podemos złożyła w maju br. w izbie niższej hiszpańskich Kortezów projekt ustawy zawierający szereg przepisów wykluczających z życia publicznego organizacje broniące tradycyjnych wartości w Hiszpanii. Kontrowersyjne prawo może wejść w życie już we wrześniu.

Projekt „Ustawy przeciwko dyskryminacji ze względu na orientację płciową, tożsamość lub wyrażanie płci i cech płciowych oraz o równości społecznej lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transseksualnych, transseksualnych i interseksualnych” zawiera 99 artykułów, których uchwalenie będzie skutkować rażącym wykluczeniem z życia społecznego organizacji pro-life i pro-family. Projekt zakłada m.in. ograniczenie wolności słowa oraz marginalizację organizacji broniących tożsamości rodziny i małżeństwa, także poprzez bardzo dotkliwe sankcje karne.

Przyjęcie projektu oznacza niebezpieczne cenzurowanie poglądów, a nawet sformułowań, które aktywiści subkultur LGBT uznają za obraźliwe (art. 65). Jednocześnie projekt przewiduje szereg instrumentów promujących ideologię gender. Przykładowo art. 25 („Promocja i wsparcie dla rodzin LGTBI”) zobowiązuje organy administracji publicznej do wprowadzenia specjalnych programów informacyjnych skierowanych zarówno do szkół, jak i do rodzin, promujących praktyki homoseksualne zrównywane z relacjami płciowymi między kobietą i mężczyzną. Jednocześnie wskazywanie na fundamentalną różnicę między tymi relacjami i praktykami homoseksualnymi ma stanowić dyskryminację. Art. 26 projektu („Ochrona dzieci w rodzinach LGTBI”) odmawia dzieciom urodzonym przez matkę pozostającą w związku lesbijskim prawa do posiadania ojca, przewidując automatyczne przyznanie praw rodzicielskich drugiej kobiecie.

Przyjęcie nowych przepisów, oprócz osłabienia pozycji rodziny oraz małżeństwa, będzie destrukcyjne dla debaty publicznej, z której usunięte zostaną organizacje reprezentujące większość społeczeństwa. Chodzi zwłaszcza o organizacje chrześcijańskie, obrońców życia i organizacje prorodzinne. W praktyce przyjęcie nowego prawa spowoduje lawinę postępowań sądowych oraz brak możliwości podejmowania jakichkolwiek działań obywatelskich w obronie tożsamości rodziny i małżeństwa (ogłaszania petycji, organizowania szkoleń prorodzinnych lub pro-life).

Za złamanie projektowanych przepisów przewidziano (art. 94) nawet do 45 000 euro kary oraz zakazy korzystania ze środków publicznych (przez okres do 2 lat albo do 5 lat w przypadku recydywy).

Centroprawicowy rząd Mariano Rajoya zapowiedział, że nie zgłasza uwag do projektu, co zostało przyjęte z satysfakcją przez hiszpańską Federację Lesbijek, Gejów, Transseksualistów i Biseksualistów (FELGTB) – faktycznego autora ustawy. FELGTB twierdzi, że wsparcie dla dalszych prac nad projektem zapowiedziały wszystkie ugrupowania parlamentarne oprócz rządzącej Partii Ludowej, która jednak nie posiada większości w izbie niższej Kortezów.

Organizacje prorodzinne i pro-life z całego świata wyrażają zaniepokojenie, uznając hiszpański projekt za radykalnie ograniczający wolności słowa i religii w Hiszpanii. Jednoznacznie negatywne stanowisko względem projektu zajął m.in. Kongres dla Życia i Rodziny, zrzeszający 600 organizacji pozarządowych z 16 różnych krajów iberoamerykańskich. Przewodniczący Kongresu w liście do hiszpańskiego MSZ stwierdza, że projekt stanowił „początek drogi do totalitaryzmu”, w którym uprzywilejowane byłyby grupy osób ze względu na ich nietypowe skłonności lub zaburzenia płciowe. Kongres zarzuca projektowi tendencję do drastycznego ograniczenia wolności słowa i narzucenia społeczeństwu ideologii gender wbrew woli większości Hiszpanów.

Źródło: strona internetowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

http://www.naszdziennik.pl/swiat/188339 ... -lgtb.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 01 paź 2017, 17:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Wszystko co nie normalne, co destrukcyjne dla ładu moralnego w świecie, wszystko to jest dzisiaj siłą napędową "polityki" gwałtu i przemocy wobec ludzkości, realizowanej przez lewacki półświatek. Genderostwo, mordy islamskie, aborcje, eutanazje, eugenika, poprawność polityczna, relatywizm moralny itd. Wszystko to stoi dzisiaj na świeczniku, a świat zmuszany jest do tańca oscylacyjnego wokół tych odchyleń, niczym Ziemia wokół Słońca.

Homoterror w Australii

Przemoc i agresja lewicy przed referendum w sprawie zrównania homozwiązków z małżeństwem

W Australii rozpoczęło się referendum w sprawie uznania związków homoseksualnych za małżeństwa. Towarzyszy mu ogromna kampania propagandowa środowisk popierających zmianę zapisanej w australijskiej konstytucji definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. W programach telewizyjnych nie ma debaty czy wymiany poglądów, jest natomiast promocja homoseksualizmu i atak na zwolenników tradycyjnie pojmowanego małżeństwa. Emitowanych jest bardzo wiele spotów reklamowych środowisk homoseksualnych, główne ulice wielu największych miast obwieszone są tęczowymi flagami i bannerami propagującymi „małżeństwa” jednopłciowe, włączają się w to nawet niektóre firmy. Na tęczowo zapaliła się ogromna reklama Coca-Coli w Sydney i port lotniczy w Canberze, a Liga Australijskiego Futbolu na swojej siedzibie zamieniła w swoim logo napis „AFL (Australian Football League)” na „Yes”. Poparcie dla głosowania na „tak” wyraziło wiele organizacji sportowych, w tym ARU, NRL, Krykiet Australii i Football Federation Australia. Nawet na lotniskach na wielkich ekranach cały czas emitowane są reklamy zachęcające do głosowania na „tak”. Ponadto prowadzona jest akcja telefoniczna, której organizatorem jest Kampania Równości i tą drogą nakłania się Australijczyków do głosowania na „tak”. Zadzwoniono już do 300 tys. osób. Choć według oficjalnych statystyk homoseksualiści w Australii stanowią zaledwie 0,2 proc. społeczeństwa, akcja propagandowa na rzecz ich poparcia z całą pewnością jest prowadzona przy ogromnym wsparciu finansowym, bo bez tego nie byłaby możliwa tak szeroka, w szczególności prowadzona w mediach, reklama. Warto dodać, że w medialnych dyskusjach nie uczestniczą przeciwnicy tzw. małżeństw homoseksualnych.

Środowiska homoseksualne nie tylko prowadzą nachalną propagandę, ale przede wszystkim są niespotykanie agresywne w stosunku do swoich przeciwników. Kilka dni temu przed uniwersytetem w Sydney odbyła się pikieta zachęcająca do głosowania w referendum na „nie”. Nie mogła odbyć się na terenie kampusu, bo uczelnia nie wyraziła zgody. W tym samym czasie pokazywana była tam przez kilka dni progejowska wystawa. Uczestnicy pikiety zostali zaatakowani przez blisko sześćdziesięcioosobową grupę zwolenników małżeństw homoseksualnych. Obrońcy tradycyjnego małżeństwa zostali zaatakowani fizycznie, powyrywano im i poniszczono tablice z napisami „Vote no”, a nawet produkty żywnościowe, którymi częstowali innych studentów. Przez pięć godzin agresywna grupa z tęczowymi flagami wykrzykiwała pod adresem organizatorów pikiety, że są „bigotami”, „neonazistami”, pojawiały się bluźnierstwa i groźby.

Całe to wydarzenie zostało zarejestrowane przez kamery i na profilu „Vote no” na Facebooku można obejrzeć to nagranie (http://www.dailytelegraph.com.au/rendez ... m=Facebook). Niestety władze uczelni wydały oświadczenie, w którym absolutnie nie widzą agresji w zachowaniu przedstawicieli środowiska LGBT.



Bezkarna przemoc
Podobną agresję aktywiści homoseksualni przejawiają bardzo często. Jej ofiarą padł były premier Tony Abbott, który zaangażował się w kampanię przeciwko uznaniu związków homoseksualnych za małżeństwa. Podczas wizyty Abbota na Tasmanii w Hobart mężczyzna ze znaczkiem „Vote yes” uderzył go w głowę. Jeden z senatorów Eric Abetz powiedział w ABC News Breakfast, że incydent ten jest właśnie przykładem na to, że slogan środowisk homoseksualnych „miłość jest miłością” nie ma nic wspólnego z praktyką, bo w rzeczywistości są one nietolerancyjne i „nie chcą, aby ludzie mogli mieć swój punkt widzenia”. Potwierdza to także wydarzenie z Canberry, gdzie 18-letnia kobieta została zwolniona z pracy za to, że na Facebooku umieściła napis „It was OK to vote no”. Jej pracodawca powiedział, że „homofobiczne poglądy podawane do publicznej wiadomości są szkodliwe dla firmy”. Przy czym tradycyjnie Facebook zablokował Madeleine (bo tak ma na imię wspomniana młoda kobieta). Koalicja na rzecz Małżeństwa wynajęła billboard na Royal Hobart Showgrounds w Glenorchy, ale pomimo że opłata za wynajęcie została wniesiona, treść wzywającą do głosowania na „nie” usunięto po pięciu godzinach.

Nie ma w Australii wolnej przestrzeni dla przeciwników małżeństw dewiantów seksualnych, bo nawet ich plakaty są zrywane przez homoseksualistów, choć – jak wspomniałam – wszędzie na ulicach widoczna jest nachalna propaganda LGBT.

Pomimo tej propagandy i agresji wyniki referendum wcale nie są przesądzone, bo wbrew pozorom i przekazowi medialnemu w Australii ciągle bardzo silne jest przywiązanie do tradycyjnie pojmowanego małżeństwa i nie brakuje zdecydowanych przeciwników propagowania ideologii homoseksualnej. W niedzielę, 17 września, rozpoczęto kampanię Koalicji na rzecz Małżeństwa. Jej pierwszym akcentem był doskonale widoczny napis „Vote no”, wykonany przez samolot na niebie nad Sydney aż w czterech miejscach. W wielu miastach Australii odbywają się spotkania i demonstracje organizowane przez Koalicję na rzecz Małżeństwa, np. w Sydney, gdzie blisko tysiąc osób w ICC (centrum konferencyjne) Darling Harbour zgromadziło się na spotkaniu pod hasłem „Dobrze powiedzieć NIE”. Organizatorzy spotkania podkreślali: „Zmiana ustawy o małżeństwie wpłynie na Ciebie, Twoją rodzinę i wszystkich Australijczyków”. Spotkania takie odbywały się też w Brisbane, Melbourne, Adelaide, Darwin i Perth. Sondaże publikowane w mediach mówią o poparciu dla związków homoseksualnych na poziomie 53 proc., natomiast sondy przeprowadzane przez gazety internetowe podają zupełnie inne wyniki. Przykładem może być sonda ze strony news.com, gdzie na „tak” głosowało 24 proc., a na „nie” 73. W ankiecie wzięło udział ponad 8 tys. osób (na dzień 23 września). Nawet jednak biura badania opinii podają, że poparcie dla zwolenników „małżeństw” homoseksualnych wyraźnie spada, co znajduje odzwierciedlenie w sondażach (http://www.news.com.au/national/norther ... news-story /ff1079b76083921f78fc02b6814cb2e4).

Knebel na katolików
Senator Cory Bernardi, który brał udział w spotkaniu Koalicji na rzecz Małżeństwa w Sydney, powiedział, że przeciwnicy zmian są „uczciwą stroną historii prawnej i moralnej” i z tego powodu budzą agresję oraz niechęć środowisk homoseksualnych. Przestrzegał też, że zmiana definicji małżeństwa pociągnie za sobą daleko idące konsekwencje, m.in. takie jak dyskryminacja katolików i osób przeciwnych polityce równości. Podkreślił też, że „radykalne gejowskie wychowanie seksualne” może stać się obowiązkowe w szkołach, a zmiana definicji małżeństwa pozwoli działaczom homoseksualnym (na podstawie prawa antydyskryminacyjnego) na powstrzymanie jakiejkolwiek krytyki lub sprzeciwu, a nawet debaty na ten temat.

Referendum odbywa się drogą pocztową – za pośrednictwem poczty tradycyjnej i e-mailowej. Od 12 września rozsyłane są ankiety z pytaniem „Czy prawo powinno zostać zmienione, aby pary małżeństw tej samej płci mogły się ożenić?”. Do 27 października ankietę należy odesłać, ale – co ciekawe – uznane zostaną również te ankiety, które będą wysłane do 7 listopada. Wyniki Australijskie Biuro Statystyczne ogłosi 15 listopada o godzinie 11.30. Biuro statystyk zaleca wypełnianie ankiety ołówkiem (!) lub czarnym długopisem. Oczywiście zostali też wprowadzeni tzw. pełnomocnicy osób, które same nie mogą głosować (np. niewidomi). Te działania budzą wiele obaw o uczciwość referendum.

Na profilu internetowym Koalicji na rzecz Małżeństwa na Facebooku pod nazwą „Vote no” Australia – Marriage Plebiscite obrońcy rodziny proszą o modlitwę za Australię.

Anna Kołakowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/189721, ... ralii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 09 lis 2017, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Czy jeżeli urzędnik państwowy jest zboczeńcem, albo przychylnie patrzy na zboczeńców, to czy my wszyscy też musimy być obligatoryjnie tacy sami? Czy to są te ich standardy, te ich wartości europejskie?
A co winne temu są nasze dzieci, abyśmy je obowiązkowo przyuczali do degeneracyjnych anomalii?


Forsują gender

Władze miejskie w Gdańsku wychodzą naprzeciw postulatom środowisk propagujących ideologię LGBT. Gdańscy samorządowcy rozważają m.in. wprowadzenie w lokalnych szkołach tzw. warsztatów antydyskryminacyjnych, stygmatyzujące oznaczanie aptek farmaceutów korzystających z wolności sumienia, a także podpisanie promującej ideologię gender Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym.

Od września w Gdańsku odbywają się cykliczne spotkania przedstawicieli władz miejskich z mieszkańcami miasta oraz przedstawicielami organizacji pozarządowych (tzw. panele obywatelskie). Panel obywatelski jest formą szerokiej debaty łączącej w sobie elementy konsultacji społecznych oraz wysłuchania publicznego. W ramach panelu zaproszeni goście i eksperci wygłaszają referaty tematyczne, które są następnie przedmiotem dyskusji wszystkich uczestników. W końcowym etapie sporządzane są rekomendacje, które, jeśli zostaną poparte przez 80 proc. uczestników panelu, stać się mają wiążące dla władz miasta.

W ramach trwającego panelu obywatelskiego przedmiotem dyskusji jest m.in. temat równego traktowania. Do udziału w debacie zaproszono wyłącznie organizacje propagujące ideologię feministyczną i LGBT, takie jak Trójmiejska Akcja Kobiet, Dziewuchy Dziewuchom, Tolerado, Miłość nie wyklucza, Transfuzja, Febra, Lambda, Akceptacja. Z panelu wykluczono organizacje prorodzinne, takie jak Fundacja Mamy i Taty.

W konsekwencji w trakcie panelu przyjęto projekt rekomendacji, w której proponuje się m.in. przyjęcie programu edukacji antydyskryminacyjnej, wprowadzenie obowiązku oznaczania aptek farmaceutów, którzy korzystają z konstytucyjnego prawa do sprzeciwu sumienia, a także podpisanie promującej ideologię gender Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Życiu Lokalnym.

W uwagach przedstawionych władzom miasta Instytut Ordo Iuris wskazuje, że ustanowienie warsztatów antydyskryminacyjnych w szkołach wykracza poza kompetencje gminy. Prawo oświatowe nie przewiduje bowiem prowadzenia takich zajęć w ramach edukacji szkolnej. Instytut zwraca również uwagę, że z dotychczasowych doświadczeń wynika, że tego rodzaju zajęcia stanowią z reguły zakamuflowaną formę wpajania uczniom ideologii gender oraz obliczone są na destabilizację tożsamości płciowej młodzieży. Należy przypomnieć, że szereg działań prezentowanych jako antydyskryminacyjne, a w rzeczywistości propagujących idelogię rodzaju (gender) jest nie do pogodzenia z polskim ładem konstytucyjnym. Orzecznictwo TK wyraźnie wskazuje, że polska Konstytucja afirmuje kobiecość i męskość, uznając zróżnicowanie i komplementarność kobiet i mężczyzn w życiu społecznym, co znajduje wyraz m.in. w konstytucyjnym poświadczeniu i ochronie tożsamości małżeństwa i rodziny.

Postulat wprowadzenia prawnego obowiązku oznaczania aptek farmaceutów, którzy korzystają z konstytucyjnego prawa do sprzeciwu sumienia, stanowi natomiast naruszenie art. 53 ust. 7 Konstytucji RP, który wprost zakazuje organom władzy publicznej nakazywać ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania. Prowadzi również do społecznej stygmatyzacji obywateli wykonujących zawód farmaceuty, utrudniając im korzystanie z chronionego przez art. 53 ust. 1 prawa do odmowy wykonania świadczenia sprzecznego z sumieniem, np. sprzedaży pigułek wczesnoporonnych.

Z kolei w przypadku propagującej ideologię gender Europejskiej Karty Równości Instytut Ordo Iuris zwraca uwagę, że poprzez zobowiązanie gminy do „sprawdzania materiałów edukacyjnych szkół i innych programów edukacyjnych oraz metod nauczania, w celu zapewnienia, że zwalczają one stereotypowe postawy i praktyki” (art. 13 ust. 3) wprowadza się kontrolę działalności placówek edukacyjnych w oparciu o ideologiczne kryteria, operujące prawnie niezdefiniowaną kategorią stereotypów genderowych („stereotypowych ról kobiet i mężczyzn we wszystkich formach edukacji”). Prowadzenie tego typu kontroli stanowiłoby z jednej strony niedopuszczalną ingerencję w kompetencje zastrzeżone dla Ministerstwa Edukacji Narodowej, zaś z drugiej strony, za stereotypy genderowe mogłyby być uznawane niekiedy instytucje i praktyki społeczne cieszące się ochroną konstytucyjną.

Jeszcze w listopadzie uczestnicy panelu mają głosować nad przyjęciem projektu wspomnianych rekomendacji.

Źródło: strona internetowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ender.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 14 gru 2017, 08:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Jak ma u nas być normalnie, skoro trzymamy palec w zboczonej d.... degeneratów lewackich i ulegamy ich dyktatowi?

Cenzura na życie

Pod naporem skrajnie lewicowej Partii Razem odwołano naukową konferencję pro-life.

XXVIII konferencję etyczną pt. „Prawo dziecka do życia”, która wczoraj miała się odbyć w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie, planowano od wielu miesięcy. Organizatorzy: Władze Collegium Medicum UJ i USD byli zmuszeni podjąć decyzję o jej odwołaniu pod wpływem lewicowej Partii Razem.

Obrazek

Sesje naukowe z cyklu „Etyka w medycynie” organizowane są od 1999 roku, dwa razy do roku. Wczoraj mieli wystąpić znamienici prelegenci, znawcy tematu. Sesje zawsze są bezpłatne dla uczestników. Każdorazowo gromadzą po kilkaset osób, zwłaszcza pracowników służby zdrowia i studentów zawodów medycznych. Wśród zapraszanych specjalistów z różnych dziedzin są nie tylko osoby wierzące. Jednak tym razem organizatorzy konferencji zostali oskarżeni o „niekompetencję, nietolerancję, fundamentalizm religijny”. W szpitalu ratuje się życie każdego dziecka. Profesjonalną opieką otoczono tu maleńkiego, półkilogramowego noworodka, urodzonego w piątym miesiącu życia prenatalnego. O tym właśnie mieli mówić wybitni specjaliści. Wystarczyło spojrzeć do programu, który był powszechnie dostępny.

Sesja na dzień przed jej terminem została odwołana.

Dyrektor szpitala prof. dr hab. med. Krzysztof Fyderek na dobę przed konferencją pisemnie poinformował kapelana szpitala – organizatora konferencji dr. hab. n. teol. ks. Lucjana Szczepaniaka SCJ o odwołaniu sesji. Tłumaczył, że ją odwołuje, kierując się bezpieczeństwem pacjentów. W tej sprawie kontaktował się z dyrekcją szpitala prorektor UJ do spraw Collegium Medicum, „wskazując na ewentualne zagrożenie dla prawidłowego funkcjonowania szpitala w trakcie jej trwania”.

Powód: publikacje medialne sugerujące ewentualne pikiety zarówno przeciwników, jak i zwolenników konferencji.

Powód: publikacje medialne sugerujące ewentualne pikiety zarówno przeciwników, jak i zwolenników konferencji.

„Chcemy nauki o zdrowiu, a nie o religii” – petycję do władz Uniwersytetu Jagiellońskiego o odwołanie konferencji „Prawo dziecka do życia” złożyli w poniedziałek przedstawiciele Partii Razem. Dzień przed konferencją Partia Razem na stronie internetowej obwieściła: „Sukces Razem w Krakowie! Collegium Medicum UJ odwołało pseudokonferencję naukową ’Prawo dziecka do życia’. Pokazaliśmy, że presja ma sens!”. Jej autorzy sugerowali, że „w programie konferencji zaplanowano wystąpienia osób bez wykształcenia medycznego oraz prezentacje lekarzy, którzy będą opowiadać o swoich prywatnych przekonaniach religijnych”.

Tymczasem na sześć zaplanowanych wykładów tylko jeden miał wygłosić człowiek bez wykształcenia lekarskiego, szanowany w różnych środowiskach dr inż. Antoni Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka. Pozostałe pięć prelekcji mieli głosić lekarze z Instytutu Pediatrii w Krakowie, w tym prof. dr hab. n. med. Janusz Skalski, który stał się jako dyrektor Instytutu Pediatrii CM UJ również jednym z adresatów petycji o odwołanie konferencji! W petycji do rektorów zaapelowano: „Uniwersytecki Szpital Dziecięcy cieszy się wielkim zaufaniem i prestiżem. Zbudowano je dzięki wysiłkowi pracujących tam lekarzy i lekarek, ich wiedzy i doświadczeniu oraz pionierskim badaniom. Nie roztrwońcie tego wspaniałego dorobku! Żyjemy w czasach realnego zagrożenia dla pozycji nauki oraz zdrowia i życia pacjentek”.

Autorzy petycji zupełnie zigno-rowali priorytety Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego, które wyraża zamieszczona nad głównym wejściem do szpitala łacińska sentencja „Vita infantis bonum superius” – Życie dziecka dobrem najwyższym.

Posłuchać specjalistów
– Dobro zostało ukrzyżowane. Przeciwnicy konferencji nie podjęli żadnej dyskusji akademickiej, a skutecznie przeszkodzili w zorganizowaniu spotkania, strasząc szpital pikietami – mówi dr n. hum. s. Bożena Leszczyńska, zaangażowana w przygotowania sesji z cyklu „Etyka w medycynie”. Na co dzień posługuje wśród chorych dzieci jako asystentka pastoralna. Przez pacjentów oraz ich najbliższych często nazywana jest aniołem.

– Kilka dni temu jeden z chłopców leżący na sali szpitalnej z kolegą, który ma zespół Dawna, zapytał mnie na ucho, pewnie gdzieś o tym usłyszał w radio czy telewizji, dlaczego dorośli chcą zabijać takie dzieci jak mój kolega, ja go tak bardzo lubię. Myślę, że przeciwnicy konferencji o prawie dziecka do życia wiele mogliby zyskać, gdyby wsłuchali się w głos dzieci, całkowicie zależnych od dorosłych, gdyby posłuchali tych, którzy na co dzień je ratują – mówi s. Bożena Leszczyńska.

Podkreśla konieczność organizacji tego typu sesji w szpitalu dziecięcym jako najwłaściwszym miejscu do upominania się o szacunek dla życia dzieci. – W czasach, kiedy pomija się prawa dziecka, tego typu konferencje naukowe zwracają uwagę dorosłych na odpowiedzialność moralną za życie i zdrowie dzieci. Nigdy nie możemy zapomnieć o tym, że czułym miernikiem człowieczeństwa jest wrażliwość na cierpienie dziecka i ochrona jego podstawowego prawa, czyli prawa do życia – zaznacza.

Nikt nie zapytał?
– Z ogromnym smutkiem przeczytałam informację na temat okoliczności odwołania sesji – wyznaje studentka VI roku Kierunku Lekarskiego UJ CM, która miała wziąć udział w konferencji.

Od dziewięciu lat pani Barbara, nauczycielka, uczestniczy w każdym spotkaniu z cyklu „Etyka w medycynie”. Z niedowierzaniem przyjęła informację o tym, że ta wczorajsza się nie odbędzie. – Każda sesja bardzo mnie ubogaca i choć tematy są nieraz bardzo specjalistyczne, znajduję też coś ważnego dla swojego życia i działania. W tym roku oczekiwałam na konferencję szczególnie, bo temat jest bardzo ważny, fundamentalny i nie podlega żadnej dyskusji – podkreśla pani Barbara. – Jestem zdruzgotana odwołaniem tej sesji – dodaje. W tym szpitalu uratowana została jej córka po ciężkim wypadku, inni lekarze nie dawali nadziei, że przeżyje.

W wielu sesjach uczestniczyła pielęgniarka pani Anna. – To bardzo wartościowe spotkania i zawsze bardzo na nie czekam. Nie mogę poradzić sobie z myślą, że konferencja o prawie dziecka do życia się nie odbyła, bo ktoś niezwiązany ze szpitalem po prostu sobie tego zażądał – mówi.

– Dlaczego nikt nas nie zapytał o zdanie. Przecież to przede wszystkim dla nas, tak wiele zawsze korzystamy z tych wykładów – dziwi się inna z pielęgniarek.

– Przykład krakowskiego szpitala dowodzi, że w Polsce istnieje cenzura uniwersytecka – ocenia prof. Bogdan Chazan. – Niedawno na Uniwersytet Jagielloński nie została wpuszczona amerykańska działaczka pro-life Rebecca Kiessling. Teraz w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie odwołana została sesja o prawie dziecka do życia – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem. – Zwolennicy feminizmu, surogacji, aborcji bez przeszkód ze strony władz uniwersyteckich mogą wygłaszać swoje poglądy. Jak się okazuje, mają też skuteczny wpływ na umniejszanie praw ludzi, wybitnych naukowców, specjalistów, którzy cenią życie i chcą je chronić od samego początku do naturalnego końca. Nie możemy dać się zastraszyć i musimy zdecydowanie domagać się równego traktowania – zaznacza prof. Bogdan Chazan.

Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zycie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 14 gru 2017, 09:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Groźba byle partyjki lewackiej o niewielkim znaczeniu wystarczyła, by odwołać tradycyjną od lat imprezę? Wierzyć się nie chce. Jak tak dalej pójdzie, to przed jednym lewakiem będą czmychać tysiące obrońców życia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 14 gru 2017, 16:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Na tym przykładzie każdy średnio myślący jest w stanie dostrzec jakim zakłamaniem, fałszem i cynizmem trącą lewackie hasła o prawach człowieka, o wolności słowa, o praworządności, o prawie do bycia sobą.
Lewactwo przyznaje sobie prawo do wszystkiego co im się uroi w ich rozideologizowanych łbach.
Ale prawo do naturalności, do normalności do szacunku dla każdej fazy życia ludzkiego jest niedopuszczalne. Czyżby należało to odczytać tak, że nas normalnych nie uznają za ludzi, skoro te ichne prawa człowieka nas nie dotyczą?
Im wolno, nam nie wolno.
Kim są ci ludzie, którzy ugięli się pod dyktatem dewiantów lewackich?
Dlaczego pozwalamy karłom moralnym, na dyktaturę ich patologii?
Ten chwast trzeba jak najprędzej wyplewić z naszego polskiego ogródka. Oni nie żartują. My też nie powinniśmy zaprzestać tylko na wyrażeniu naszych opinii.


Swoboda badań naukowych wg Partii Razem

Totalna opozycja, która pojawiła się, kiedy po demokratycznych wyborach w 2015 roku władzę w Polsce przejęła Zjednoczona Prawica, nie przestaje od kilkunastu miesięcy lamentować nad upadkiem demokracji w Polsce, objawiającym się łamaniem „podstawowych praw człowieka” i „ładu konstytucyjnego”. Na placach i ulicach polskich miast, słychać okrzyki „Konstytucja, Konstytucja”, wznoszone z przejęciem i wielkim zaangażowaniem przez osoby trzymające w dłoniach różne rekwizyty (zapalone świeczki, białe róże). Z narracji przedstawianej przez płomiennych obrońców konstytucji wynika, że źródłem zagrożenia dla konstytucji jest partia PiS kierowana przez Jarosława Kaczyńskiego. Zafiksowani na partii PiS i jej liderze,obrońcy demokracji i praw człowieka zdają się nie dostrzegać zagrożenia dla tak umiłowanej konstytucji, które stwarzają działacze innych partii.

Artykuł 73 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. stanowi:

Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.

Wczoraj małopolski oddział Partii Razem zakomunikował z tryumfem na Facebooku:

Sukces Razem w Krakowie! Collegium Medicum UJ odwołało pseudokonferencję naukową „Prawo dziecka do życia”. Pokazaliśmy, że presja ma sens!

Dziękujemy wszystkim osobom, które wsparły naszą petycję. Dziękujemy Uniwersytetowi, że nie stał się zakładnikiem w walce z prawami kobiet! Dziękujemy naukowcom i naukowczyniom z UJ za formalnie i nieformalne wsparcie. Wiemy, że jesteście pod presją, ale żadna władza nie jest wieczna!
Razem daliśmy radę!

[Na grafice widać w tle Uniwersytecki Szpital Dziecięcy oraz napis: "Collegium Medicum UJ odwołało pseudokonferencję. Dziękujemy 843 osobom, które wsparły naszą petycję i przyczyniły się do odwołania pseudokonferencji "Prawo dziecka do życia". Razem daliśmy radę!"]

Natomiast Gazeta Wyborcza (wersja małopolska) poinformowała, że „We wtorek dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie prof. dr hab. med. Krzysztof Fyderek oraz prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum prof. dr hab. med. Tomasz Grodzicki podjęli decyzję o odwołaniu konferencji z uwagi na „ewentualne zagrożenia dla prawidłowego funkcjonowania szpitala w jej trakcie”.

Konferencje naukowe z cyklu „Etyka w medycynie” są organizowane od 1999 r., dwa razy do roku. Sesje zawsze są bezpłatne dla uczestników. Każdorazowo gromadzą po kilkaset osób, zwłaszcza pracowników służby zdrowia i studentów zawodów medycznych. Konferencja pt. „Prawo dziecka do życia”, która 13 grudnia 2017 roku miała się odbyć w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie , byłaby XXVIII konferencją. Władze Collegium Medicum Uniwersytetu Jagielońskiego i Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego zdecydowały się ją odwołać, ustępując żądaniom Partii Razem. Dyrektor szpitala prof. dr hab. med. Krzysztof Fyderek na dobę przed konferencją pisemnie poinformował organizatorów konferencji o odwołaniu sesji. W tej sprawie kontaktował się z dyrekcją szpitala prorektor UJ do spraw Collegium Medicum, „wskazując na ewentualne zagrożenie dla prawidłowego funkcjonowania szpitala w trakcie jej trwania”. Powód: publikacje medialne sugerujące ewentualne pikiety zarówno przeciwników, jak i zwolenników konferencji.

Dewiza Uniwersytetu Jagielońskiego „Plus ratio quam vis” została podeptana. Zwyciężyła brutalna siła, wprowadzająca cenzurę badań naukowych.

Powyższy przypadek nie jest odosobniony, a cenzura na uczelniach stała się faktem. W listopadzie 2016 r. Warszawski Uniwersytet Medyczny i jeden z Instytutów PAN wycofały się z wynajmu sali przeznaczonej na konferencję pt „Prawa poczętego pacjenta”. Kilka miesięcy temu kolejne uniwersytety nagle odmawiały zgody na udział pani Rebekki Kiessling w cyklu wykładów dotyczących prawa dziecka do życia. Wcześniej problemy z wykładami miał psycholog dr Paul, podejmujący temat terapii homoseksualizmu. Natomiast zwolennicy feminizmu, surogacji, aborcji bez przeszkód ze strony władz uniwersyteckich mogą wygłaszać swoje poglądy.

Działacze środowisk lewicowych deklamujący na wiecach i ulicznych mityngach o prawach człowieka, z wielka łatwością łamią te prawa. Zapisane w 77 artykule Konstytucji RP prawo do wolności badań naukowych i publikowania rezultatów tych badań, jest jednym z praw człowieka. Środowiska walczące o wolność wypowiedzi, jednocześnie całkowicie zamykają się na racjonalną debatę.

Opublikowano: 14.12.2017 15:07.

https://www.salon24.pl/u/nanofiber/8295 ... rtii-razem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 11 sty 2018, 09:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Jeżeli ktoś nie liczy się z życiem dopiero co rozpoczętym, to nie będzie również liczył się z życiem już funkcjonującym samodzielnie, ani tym bardziej z życiem już przygasającym.
Nie koniecznie muszą zaraz mordować, ci lewaccy "obrońcy" praw człowieka, (choć patrząc na aborcję, eugenikę i eutanazję, widzimy że lubują się w zabijaniu), ale łatwo im okradać, okłamywać, oszukiwać, manipulować, deprawować, niszczyć farmakologicznie ludzkie zdrowie itd.
Lewak to wyuzdany z moralności zachłanny cyborg, pełen, dla zmyłki, proludzkich frazesów.


Dajmy przykład innym

Środowiska proaborcyjne nieustannie przekonują, że prawo do życia dzieci poczętych jest kwestią religijną albo światopoglądową. Dlatego bardzo ważne jest przypomnienie, które zawarte jest w oświadczeniu Prezydium Episkopatu Polski, że obowiązek obrony nienaruszalności życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci wynika z prawa naturalnego i niezbywalnej godności ludzkiej, a nie tylko z religii czy światopoglądu.

Nie chciałbym tutaj przypominać parlamentarzystom, którzy identyfikują się z katolickim systemem wartości, o ich zobowiązaniu sumienia do ciągłej troski o stanowienie prawa tak, aby życie ludzkie w pełni było chronione przez państwo. To powinno być dla nich oczywiste, jeśli są ludźmi wierzącymi, jeśli należą do Kościoła katolickiego, jeśli chcą mieć czyste sumienie.

Zastanawia mnie bardziej, gdzie podziała się intelektualna uczciwość tych, którzy manifestują swój niereligijny światopogląd, popierają przepisy proaborcyjne, a jednocześnie tak chętnie powołują się przy różnych okazjach na prawa człowieka. Fundamentem wszystkich praw człowieka jest przecież prawo podstawowe – prawo do życia. Za nim dopiero mamy prawo do prawdy, wolności, sprawiedliwości, miłości, szczęścia, wyznania.

Nauka jednoznacznie określa początek życia człowieka: w wyniku zapłodnienia powstaje nowy organizm ludzki, odrębny od organizmu rodzicielskiego. Od poczęcia mamy do czynienia z nowym człowiekiem. Nikt, kto jest uczciwy, kto chce pozostać wierny prawdzie, nie może temu zaprzeczać. Bez względu na wyznawaną religię czy światopogląd. Inaczej stawia się w szeregu barbarzyńców, ludzi dzikich, choć czasem ubranych w garnitury i zasiadających w parlamentarnych ławach.

Przyzwalanie na mordowanie, usprawiedliwianie tego różnymi politycznymi kalkulacjami i kompromisami, to działanie niegodne uczciwego polityka. Jak od kogoś, kto odmawia człowiekowi prawa do życia, oczekiwać, że będzie szanował inne jego prawa, nasze prawa?

W tym roku przypada 70. rocznica proklamowania Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Nie można sobie wyobrazić lepszego sposobu jej uczczenia, jak zagwarantowanie w systemie prawnym Polski, ale nie tylko, ochrony życia bez żadnych wyjątków. Ojciec Święty Franciszek na spotkaniu z ambasadorami z całego świata powiedział niedawno wprost, że po siedemdziesięciu latach wciąż łamane są podstawowe prawa człowieka – przede wszystkim prawo do życia, wolności i nienaruszalności każdej osoby ludzkiej. Przedstawicielom ponad 180 państw świata przypomniał o dramacie niewinnych dzieci, „odrzuconych jeszcze zanim się urodzą; czasem niechcianych, tylko dlatego, że są chore czy zdeformowane”. Czy my w Polsce coś wreszcie z tym zrobimy? Czy damy przykład innym? Mamy na to teraz kolejną szansę.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... innym.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Dyktatura dewiantów
PostNapisane: 25 cze 2018, 10:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30804
Europa w spirali homopropagandy. Czy Polacy też jej ulegną?

Na początku czerwca Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że państwa członkowskie „nie mogą naruszać prawa swoich obywateli do swobodnego przemieszczania się odmawiając tego prawa współmałżonkowi tej samej płci”. Środowiska LGBT okrzyknęły taki wyrok jako wielki sukces, bowiem TS uznał jako małżeństwo związek osób tej samej płci. Ingerencja w wewnątrzpaństwowy porządek prawa rodzinnego zdaje się więc bliska. Pojęcie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny być może nie będzie już chronione. Upadek moralności i radykalne próby zmiany prawa naturalnego stają się coraz bardziej widoczne i nachalne.

Unia Europejska, w trosce o obywateli preferujących homoseksualny tryb życia, nie zauważa, jak wielką krzywdę może wyrządzić rodzinom w tradycyjnym rozumieniu, czyli składającym się z mamy, taty i dzieci. Teraz próbuje się zrównać tę podstawową instytucję społeczną z homozwiązkami, a w przyszłości, być może, dojdzie do tego, aby te drugie przejęły dominującą rolę w pojmowaniu „małżeństwa” i „rodzicielstwa”. Jeszcze do niedawna lobby LGBT zapewniało, że chodzi tylko o to, aby osoby tej samej płci żyjące ze sobą funkcjonowały na zasadzie związków partnerskich. Okazało się jednak, że to im nie wystarcza, zażądano zatem zrównania małżeństwa z homozwiązkami. Podczas ostatniej parady równości w Warszawie główne hasło głosiło: „Małżeństwo dla wszystkich z prawem do adopcji”. Środowiska te już nawet nie kryją, że chodzi im o całościowy pakiet, czyli także o możliwość wychowywania dzieci. Wystarczy zapoznać się losem Katy Faust, Dawn Stefanowicz czy Roberta Oscara Lopeza, którzy byli „wychowywani” przez pary homoseksualne, aby zrozumieć, że w patologicznych u podstaw środowiskach nie ma szans na prawidłowy rozwój. Sodomia trwała w najlepsze, dzieci zaś cierpiały coraz bardziej, z jednej strony widząc całe zło, z drugiej – uzależniając się od dewiacyjnych zachowań swoich „opiekunów”. Pod płaszczykiem przyjaźni, kolorowych barw i uśmiechniętych twarzy osób ze środowiska LGBT kryje się wielkie zagrożenie dla przyszłości normalnych, zdrowych rodzin.

Aby nie szukać daleko, w Polsce trwa obecnie promocja homoseksualnego trybu życia jako fajnego, normalnego sposobu na codzienność przez jednego z polityków, Roberta Biedronia. Prowadzi on kampanię jeżdżąc po kraju i spotykając się z ludźmi, rozmawiając o ich sprawach, bolączkach itp. Z pozoru zdawać by się mogło, że to zwykła polityczna troska o obywateli, o państwo. Tylnymi drzwiami wtłaczana jest jednak myśl, że homoseksualizm to norma, coś, co należy uznać za prawidłowy styl życia, za wrodzoną orientację. Oczywiście, ktoś by mógł powiedzieć, że są osoby homoseksualne funkcjonujące normalnie, nie mające dewiacyjnych odruchów i nie krzywdzące nikogo. Zgoda, nie wszyscy popadają w skrajne, patologiczne zachowania. Jednak należy pamiętać, że homoseksualizm sam w sobie nie jest ani normą, ani wrodzoną orientacją. Zazwyczaj osoby o takich skłonnościach wychowywały się w niepełnych rodzinach, w których brak jednego z rodziców był nadmiernie rekompensowany przez drugiego z rodziców, były molestowane przez np. bliską osobę, miały kontakty homoseksualne z np. bliską osobą, były uczone masturbacji, miały kontakt z pornografią we wczesnym dzieciństwie lub też w rodzinie uważano, że homoseksualizm to coś normalnego i w związku z tym można nieco w swojej sferze seksualnej „poeksperymentować”. Owszem, w rodzinach w tradycyjnym rozumieniu dochodzi do patologii, każda krzywda dziecka powinna być napiętnowana. Jak widać, patologia rodzi kolejne destrukcyjne zachowania jak np. uwikłanie w homoseksualizm. Nie można zatem tej patologii rozszerzać uznając w niektórych przypadkach, że to norma. Tymczasem dziś pod żadnym pozorem nie wolno mówić o leczeniu czy pomocy dla osób homoseksualnych, ponieważ to nietolerancyjne i homofobiczne. W ten sposób spirala ta coraz bardziej się zapętla.

Opracowane w latach 80. abecadło homopropagandy, którego autorem był Marshall Kirk – jeden z propagatorów środowisk LGBT, wyraźnie wskazywało na to, jak krok po kroku doprowadzić do uznania przez społeczeństwa, że homoseksualizm jest normą. Na łamach pisma „Quide Magazine” Kirk pisał: „W krótkim czasie zręczna i bystra kampania medialna może przemienić wspólnotę gejowską w matkę chrzestną cywilizacji zachodniej”. W tym celu zalecił wykorzystanie filmów, telewizji, mediów, w których to homoseksualiści mieli być pokazywani jako wręcz celebryci, gwiazdy robiące kariery w wielu dziedzinach życia publicznego. Walka z dyskryminacją stała się naczelnym orężem środowisk LGBT, które jest stosowane do dziś. Co ciekawe, w wydanym przez Kampanię Przeciw Homofobii podręczniku dla nauczycieli „Lekcja Równości” można przeczytać m.in.: „Afirmuj obecność osób LGBT w społeczeństwie i ich wkład w naukę oraz kulturę. Orientacja seksualna nie powinna być pokazywana jako najważniejsza cecha osoby, ale ważne jest, by wszyscy uczniowie i uczennice poznali pozytywne postacie, z którymi mogą się identyfikować”.

Wypisz, wymaluj – przykład osoby Roberta Biedronia. Nie obnosi się ze swoim homoseksualizmem, nie musi o nim opowiadać, wszyscy o tym fakcie wiedzą. Chodzi o to, aby pokazać, że – jak to mówił w trakcie kampanii sexedpl – „gej jest ok.”. Można się zastanowić, jakie prawo może być ustanowione, gdyby Robert Biedroń został rzeczywiście prezydentem RP. Pod różowymi okularami już tak różowo nie jest. Środowiska LGBT coraz bardziej rozszerzają swoje postulaty nie zamierzając ustawać w dążeniu do całościowego „pakietu rodzinnego”. Usilnie próbują wprowadzać do szkół edukację seksualną, która jednak z edukacją ma niewiele wspólnego. To rozbudzenie seksualne dzieci już od najmłodszych lat. Nauka masturbacji, pozytywne nastawienie do różnych stylów życia, zwłaszcza do tego homoseksualnego, poznanie metod antykoncepcji ze szczególnym uwypukleniem praktycznego jej zastosowania, przybliżenie pojęcia bezpiecznego seksu i ogromu przyjemności z niego wynikających to prosta droga do nadmiernego, niezdrowego ukierunkowania na sferę seksualną, która – jak pokazują przykłady z krajów zachodnich – kończy się zwiększeniem przestępczości na tle seksualnym wśród nastolatków, wczesnym rozpoczęciem współżycia seksualnego, co z kolei doprowadza do wzrostu liczby dokonywanych aborcji (środki antykoncepcyjne nie działają w 100%), coraz większym lansowaniem mody na tzw. związki homoseksualne wśród młodych. Deprawacja trwa w najlepsze, także w Polsce próbuje się ją przeprowadzać pod płaszczykiem koniecznych lekcji o seksualności człowieka.

To, co kiedyś uznawane było za patologię i chorobę, dziś promowane jest jako coś „fajnego”, normalnego. „Ważne, by pod żadnym pozorem nie kojarzyć homoseksualizmu z patologią, brzydotą, chorobą czy uzależnieniem. Prezentowani homoseksualiści mają być atrakcyjni, a nawet wybitni. Model ten ma być przeniesiony także o edukacji”. Kirk ciężko się napracował, ale praca ta zrodziła „owoce”, które obecnie widzimy.

Pytaniem pozostaje to, czy dalej będziemy bierni wobec współczesnego wydania sodomii czy też zaczniemy czynić konkretne kroki w celu znormalizowania i przywrócenia porządków prawa naturalnego.

Agnieszka Jarczyk

https://www.pch24.pl/europa-w-spirali-h ... 092,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 115 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /