Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 21 paź 2017, 11:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Ta wojna (patologii lewackiej z nami) budowana jest na fałszu pojęciowym i na kłamstwie.
W odwodzie stoją siły zastraszające.


Abp Hoser: współczesny świat potrzebuje ludzi którzy mają odwagę mówić prawdę

– Współczesny świata potrzebuje ludzi którzy mają odwagę mówić prawdę , obiektywną prawdę o Bogu i człowieku – podkreślił abp Henryk Hoser. Hierarcha powiedział, że prawda jest fundamentem na którym powinno być budowane społeczeństwo. Abp Hoser przypomniał w tym kontekście postać bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Abp Henryk Hoser pzywołując przykład polskich męczenników zwrócił uwagę, że ci którzy decydują się mówić głośno prawdę wbrew powszechnej opinii, władzy czy modzie - są potępiani, prześladowani, a nawet mordowani. Wskazał postać bł. ks. Jerzego Popiełuszki. – On nikomu nie zrobił krzywdy, nikogo nie prześladował, ale ciągle mówił za św. Pawłem by zło dobrem zwyciężać - tłumaczył abp Hoser. – Mówił to do robotników, którzy w Polsce komunistycznej mającej być krajem robotników i chłopów - byli w niej prześladowani za to, że nie chcieli przyjąć komunizmu w swoim życiu prywatnym – dodał hierarcha.

Podkreślił, że życie zgodne z Ewangelią wymaga od człowieka odwagi cywilnej z której nikt go nie zwolni. – Musimy umieć w każdej sytuacji, także tej dzisiejszej, mówić prawdę, całą prawdę obiektywną. Prawda subiektywna jest bowiem prawdą ideologiczną, którą nieustannie jesteśmy karmieni. Wcześniej była epoka ideologii marksistowskiej zaś współczesne są najczęściej jej pochodną i nazywamy je neomarksizmem – powiedział ordynariusz warszawsko-praski.

Abp Hoser zachęcał młodzież by budując swoje dorosłe życie pozostała wierna fundamentalnym ideałom i wartościom, których symbolem jest bł. ks. Jerzy oraz patron ich szkół - Zbigniew Herbert. – Reżimowi zależało na przychylnej elicie, tymczasem wasz patron miał odwagę nie iść na kompromisy i mówić prawdę o człowieku, o Polsce - mówił duchowny. Jak dodał, pasją Herberta była dobra literatura i poezja, które budują jednostkę ukazując wielkość ludzkiej osoby, jej piękno i przeznaczenie.

Zaapelował do uczniów by z dumą przyznawali się do swojej wiary. – Prawda o Bogu i człowieku, którą wyznaje Kościół jest głoszona od ponad dwóch tysięcy lat i się nie zmienia – podsumował abp Hoser.

źródło: KAI
WMa

http://www.pch24.pl/abp-hoser--wspolcze ... 509,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 30 paź 2017, 16:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Europejska kultura umiera

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Postanowieniem Rady Stanu, najwyższego organu sądownictwa administracyjnego we Francji, z pomnika św. Jana Pawła II w Ploermel w Bretanii ma zostać usunięty krzyż. Francja tkwi w ideologicznym absurdzie?
– Z całą pewnością mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju dyktatury ateizmu raz za razem pojawiającej się w dziejach Francji. Pierwszy taki moment nastąpił po rewolucji francuskiej, później – na przełomie XIX i XX wieku – mieliśmy do czynienia z wciąż zresztą obowiązującą bardzo agresywną ustawą o laicyzacji państwa z 1905 r. zakładającą rozdział Kościoła od państwa. Jest i trzecia fala, która jest konsekwencją rewolucji kulturowej, neomarksistowskiej, symbolicznie datowanej na rok 1968, która w istocie jest w stanie wojny z religią – szczególnie z religią katolicką. Decyzja o usunięciu pomnika św. Jana Pawła II w Ploermel jest wypadkową, objawem tych trendów obowiązujących we Francji. Wszystko to dzieje się w sytuacji, kiedy we współczesnej Europie tak głośno i zdecydowanie podnoszone są hasła wolności wyrażania religii, praworządności, demokracji, poszanowania praw człowieka. Natomiast fakty są takie, że te prawa i wolności obywatelskie są łamane chociażby na poziomie władzy sądowniczej i wszystkie gremia, które mają stać na straży praworządności jak chociażby Komisja Wenecka czy inne, które są napastliwe wobec Polski, milczą, jeśli chodzi o faktyczne zagrożenia. Unia Europejska funkcjonuje dziś – niestety – podobnie jak państwo francuskie. Jest to praktyka samobójcza, która polega na konsekwentnym, metodycznym odcinaniu się od własnych korzeni. Przykro to stwierdzić, ale nasza kultura, kultura starej Europy umiera na naszych oczach, bo brakuje jej życiodajnych soków, które byłyby ją w stanie ożywiać, podtrzymywać i pozwalać jej wzrastać.

Do czego może doprowadzić stopniowe rugowanie Boga i symboli chrześcijańskich z przestrzeni publicznej w Europie?
– Ostatnio byłem w Ziemi Świętej i tam doskonale widać inny wymiar tolerancji. Owszem, mamy tam do czynienia z dużymi napięciami czy to narodowościowymi, czy religijnymi, ale to, co jest pozytywne, to wzajemne zrozumienie przynajmniej w zakresie uznania Pana Boga za Stwórcę i oddawania Mu czci. I w tym względzie nikogo nie dziwi, że załóżmy chrześcijanin, muzułmanin czy żyd publicznie wyraża swą wiarę. Natomiast dla muzułmanów kompletnie niezrozumiały jest świat bez Boga. Jest czymś, co im się bezwzględnie kojarzy z przestrzenią działania szatana i co powinno zostać zniszczone. Ta nienawiść do świata i cywilizacji zachodniej, która się rodzi szczególnie wśród fundamentalistów islamskich, jest w ogromnej mierze potęgowana ateizmem, negacją i wyrzucaniem Boga z przestrzeni publicznej, z życia indywidualnego i wspólnotowego. Islamiści tego nie rozumieją, dla nich taki świat jest wrogi, jest światem, który trzeba zniszczyć, a następnie zbudować go na nowo, tyle że z dominacją islamu. I wydaje się, że jeśli nie nastąpi refleksja, to taka przyszłość może nas czekać.

Z jednej strony mamy usuwanie symboli chrześcijańskich i dyskryminowanie katolików w Europie, a z drugiej przyzwolenie na epatowanie i ochronę obcych nam kulturowo symboli muzułmańskich. Czy można powiedzieć, że chrześcijaństwo jest zwalczane w zachodniej Europie?
– Oczywiście nie wszędzie, ale w wielu miejscach tak rzeczywiście jest. Szczególnie dotyczy to funkcjonowania chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej. Symbolika chrześcijańska niesie w sobie przesłanie, pozytywne treści, np. nadbudowę etyczną, a więc zwalczając religię, nie chodzi jedynie o negację czy zwalczanie symboli, ale w praktyce nie respektuje się klasycznej etyki w przestrzeni prawnej w życiu publicznym. Wystarczy tylko wspomnieć istotne kwestie – począwszy od aborcji, na eutanazji kończąc, które są sprzeczne z etyką chrześcijańską. I to wszystko powoduje niewiarygodny chaos, a jednocześnie tego typu utopijne ideologie skutkują spotęgowaną niechęcią do tego, co nazywamy tradycją chrześcijańską. Reasumując, ci tzw. postępowi rewolucjoniści – w sensie kulturowym – nienawidzą nawet siebie samych, swojej tradycji, a ich cały wysiłek jest skoncentrowany na tym, żeby się od tego odciąć, ale w tym akcie podcinają gałąź, na której wszyscy siedzą.

Z czego to wynika?
– Myślę, że mamy do czynienia z obojętnością w tym zakresie. Społeczeństwo zachodnie zbytnio uwierzyło w dobra materialne, w kult ciała, gdzie wszystko jest zredukowane do wymiaru doczesności. Proszę zwrócić uwagę, że nawet tam, gdzie pojawia się temat wieczności, gdzie jest zaduma, a więc uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, usiłuje się wprowadzić pusty wewnętrznie Halloween, po to żeby wszystko, nawet rzeczy ostateczne, sprowadzić do groteski i ośmieszyć także temat śmierci. Taka kultura, która jest mało twórcza, zmierza ku śmierci, gdzie wszystko się kończy, jest de facto skazana na klęskę, a jak bardzo jest bezpłodna, to najlepiej widać po demografii. Są to wszystko postawy hedonistyczne, które nie wykraczają poza zwykłą prostą konsumpcję. Ludzie, którzy wyznają taką kulturę, mają bardzo niską motywację, dla nich nie istnieje życie wspólnotowe, rodzinne. To z kolei sprawia, że zanika przyjaźń, więzy międzypokoleniowe, zanika wspólnota kulturowa i to wszystko niestety widać, to jest policzalne. Natomiast jeśli ktoś tego nie widzi, to albo jest ślepy, albo nie chce tego dostrzec.

Poruszyliśmy temat przyczyn, które hamują życie religijne, stwarzając przestrzeń do takich zachowań jak w Ploermel. Natomiast na politycznej polskiej scenie zawrzało po deklaracji premier Beaty Szydło o ewentualnym przeniesieniu tego pomnika do Polski...
– Moim zdaniem, zapowiedź Beaty Szydło – bądź, co bądź premiera w ojczyźnie św. Jana Pawła II – to bardzo cenna inicjatywa, a zarazem manifestacja tego, czym powinna być europejskość, a czym w istocie jest. Ta wypowiedź szefowej polskiego rządu wskazuje wyraźnie, że Europa – czy to się komuś podoba, czy nie – była i jest chrześcijańska, a św. Jan Paweł II, którego nie da się zrozumieć bez krzyża, Papież, który jednoczył Europę, wskazując drogę jej rozwoju, którego zasługi dla Europy i świata są nieocenione, był Polakiem. Oczywiście próba usunięcia krzyża z pomnika św. Polaka Papieża jest przejawem toczącej się walki na symbole. Pokazuje nie tylko Francji, ale także całej Europie, gdzie w swojej ideologii zabrnęła. I ten gest premier Szydło dowodzi, że mimo wysiłków wielu lewackich środowisk, także mimo swoich wewnętrznych problemów, Polska wciąż jest silna Bogiem, że jest oazą katolicyzmu. I jest to ważne nie tylko dla nas, Polaków, ale ta zapowiedź polskiego premiera, ten gest powinien mówić wiele całej Europie. Deklaracja Beaty Szydło nie powinna być wykorzystywana do podsycania sporów na polskiej scenie politycznej.

Głosu w obronie krzyża nie zabierają władze kościelne we Francji. Czy nie brakuje Panu tego głosu?
– To jest m.in. efekt obowiązującej we Francji od ponad stu lat ustawy o laicyzacji państwa. Być może jest również tak, że wielu katolików w tym państwie przywykło do tego, że przestrzeń publiczna jest oczyszczana z symboli religijnych. Jest także coś, co określiłbym mianem grzechu bierności, który dotyka zachodnie społeczeństwa, ale po części także polskie. To nie jest tylko tak, że się grzeszy tylko uczynkiem i myślą, ale również zaniedbaniem. Często też bywa tak, że to zaniedbanie, to milczenie w różnych kwestiach jest brzemienne w skutkach. Na razie nie znamy szczegółów dotyczących milczenia władz kościelnych francuskich, ale tak czy inaczej zajmowanie wycofanego stanowiska jest skutkiem grzechu zaniechania czy zaniedbania.

Jest także coś, co nazywamy poprawnością polityczną…
– Poprawność polityczna jest pewnym hasłem, którym określa się pewne zachowania czy też ich brak. Jednak bardzo często łączy się ono z pewnym tchórzostwem, brakiem poczucia misyjności, ale z drugiej strony także z chaosem teologicznym, gdzie podważane są nawet najbardziej fundamentalne treści, co łączy się z fałszywym rozumieniem humanizmu. Tak czy inaczej powodów takiego zachowania może być wiele, ale tym bardziej warto pojechać chociażby do Ziemi Świętej, gdzie różne religie, kultury przenikają się, jednocześnie nawzajem się nie wykluczając. Przecież w Betlejem na Boże Narodzenie mamy wielką choinkę i nikomu to nie przeszkadza. Również muezin co kilka godzin wzywa do modlitwy i to jest przykład współistnienia religii. Mamy zatem do czynienia z czymś, co dla każdego jest niezwykle ważne, ale nie narusza niczyich uczuć religijnych. Tymczasem w zachodniej Europie są środowiska, które się odcinają od swoich religijnych i kulturowych korzeni, wiara w Pana Boga jest dla nich wręcz powodem do wstydu i w tej pustce toną w otchłani różnych absurdów jak chociażby mitologie czy wróżbiarstwo. Z drugiej strony – w wymiarze społecznym – to życie religijne zanika, człowiek pogrąża się w autodestrukcji. Skutek tego jest dramatyczny. I ta wspaniała kultura, która przez wieki czerpała ze źródeł chrześcijańskich, jest dzisiaj zagrożona i za kilkadziesiąt lat może zniknąć.

Wspomniał Pan Profesor, że w Betlejem na Boże Narodzenie nikomu nie przeszkadza choinka. Tymczasem w Belgii, aby nie drażnić wyznawców islamu, z przestrzeni publicznej znikają bożonarodzeniowe szopki…
– Nie tylko bożonarodzeniowe szopki, ale również choinki znikają z zachodnioeuropejskich miast w imię poprawności politycznej. Takie zlaicyzowane postawy, takie traktowanie religii wzbudza w świecie muzułmańskim, który nie jest zateizowany, niewyobrażalną pogardę. Dla nich wyrzekanie się wiary i symboli z nią związanych jest niepojęte. Nie dziwmy się zatem, że za jakiś czas w Europie Zachodniej bożonarodzeniowe szopki zastąpią minarety.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... miera.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 15 gru 2017, 15:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Jedynie człowiek zdziczały, bądź nienormalny może być lewakiem. Człowiek taki jest nieukorzeniony w duchowym dorobku ludzkości i swobodnie dryfuje po płyciznach kultury, traktując każde napotkane urojenie jako przewodnik po życiu. Stąd ich wielkie wsparcie połączone z zajadłym zaangażowaniem się w każdą podsuniętą im akcję antykulturową, antyludzką, amoralną. Przy czym wektor rozumienia problemu jest w lewackim mózgu skierowany w przeciwnym kierunku do wektora rozumienia będącego osiągnięciem dorobku wieków, pokoleń, cywilizacji, kultury, nauki, wiary, tradycji, zdrowego rozsądku, moralności, ...itp.
Lewak to taki współczesny niedorób, pół, albo i cały główek, i człowiek bezrefleksyjny. Lewactwo to wielkie obciążenie ludzkości na drodze jej rozwoju. Lewactwo to nie tylko hamulcowy rozwoju, ale i kombinator - koordynator, starający tak zmanipulować ludzkość, aby zeszła z drogi rozwoju i wkroczyła na manowce kultury, czyli w obszar zdziczenia.


Lewacy nie umieją uszanować ludzkiego życia

Obrazek

Lewacy nie umieją uszanować ludzkiego życia. Ich ideologie, niekiedy krzykliwe i związane z przemocą fizyczną i medialną, zwyciężają. Większość potulnie spuszcza głowy i przyjmuje „politykę strusia”. A przecież chodzi tu o ludzkie życie – mówił ks. abp Marek Jędraszewski w czwartkowy wieczór podczas „Dialogów u św. Anny”, odnosząc się do oprotestowania konferencji nt. obrony życia przez zwolenników Partii Razem. W jego ocenie, mamy do czynienia z dyktaturą mniejszości.

Spotkanie w kolegiacie św. Anny dotyczyło troski o rodzinę we współczesnych czasach. Ksiądz abp Jędraszewski został zapytany, co sądzi na temat oprotestowania przez lewicową Partię Razem konferencji „Etyka w medycynie – Prawo dziecka do życia”, która miała odbyć się 13 grudnia w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu, a która została odwołana przez dyrektora szpitala prof. Krzysztofa Federka oraz prorektora UJ ds. Collegium Medicum.

Zdaniem księdza arcybiskupa, argument, że konferencja i ewentualne pikiety przeciwników mogłyby zakłócić normalną pracę szpitala, nie jest poważny. Metropolita krakowski przypomniał, że w tej placówce przez dłuższy czas odbywał się strajk rezydentów, który nie spowodował zagrożenia dla funkcjonowania szpitala i był szeroko relacjonowany przez media.

W jego ocenie, szczególnie niebezpieczne jest to, że podniesiono zarzut przeciwko naukowości dochodzenia do konieczności obrony życia dzieci nienarodzonych. – Jest dla mnie rzeczą przejmującą, że protest ośmiuset osób związanych z Partią Razem zaowocował taką decyzją władz, oraz to, że partia ta, o charakterze jak najbardziej lewackim, ogłasza na portalach społecznościach swój tryumf – podkreślił ksiądz arcybiskup. Jak dodał, w konferencji mieli wziąć udział wybitni naukowcy, wskazujący, że w okresie prenatalnym można leczyć różne choroby i zagrożenia życia, dlatego są to problemy naukowe. – Mamy do czynienia z tym, co wielokrotnie piętnował Benedykt XVI – z dyktaturą mniejszości oraz z lękiem tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za życie społeczne i uczelniane przed wzięciem odpowiedzialności wobec ideologii lewackiej – tłumaczył, dodając, że nie ma ona nic wspólnego z nauką, a częstokroć jest nauce przeciwna.

– Lewacy nie umieją uszanować ludzkiego życia. Ich ideologie, niekiedy krzykliwe i związane z przemocą fizyczną i medialną, zwyciężają. Większość potulnie spuszcza głowy w dół i przyjmuje „politykę strusia”. A przecież chodzi tu o ludzkie życie – stwierdził. – Nie ma większego kryterium człowieczeństwa niż solidarność i nieobojętność na los istot, których życie jest zagrożone. Jeśli umywa się od tego ręce, to powtarza się gest Piłata – podkreślił ks. abp Jędraszewski.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... zycia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 11 lut 2018, 18:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Odrzucenie zasad kulturowych, tradycji, własnej narodowej duszy, czyni człowieka na powrót barbarzyńcą.
Barbarzyńcy jednak bardzo chcą być siłą dominującą. Łączą się w różne bojówki, gangi, mafie, w końcu budują totalitaryzmy i ad hoc narzucają reszcie narodu swój bulgot. Tak powstał nazizm, faszyzm, bolszewizm, jakobinizm i inne wersje zdziczenia w tym obecne; feminizm, seksualizm, genderyzm.
Te patologie namiętnie walczą z kulturą, z dobrem, z prawdą, z pięknem, z człowiekiem, z narodami, z moralnością, ..... Narody nie dające zdominować się lewackim zdziczeńcom, są napiętnowane, opluwane i przeznaczone do ... likwidacji.


Proletariusze wszystkich krajów siedzą dziś na uniwersytetach

Niecałe dwa tygodnie temu, na plaży z Izraelu, grupa polskich turystów została zbluzgana przez jakiegoś przypadkowego tubylca. Jak przekazują portale podobno facet wpadł w furię kiedy się dowiedział, że turyści ci pochodzą z Polski. Nic natomiast nie wiadomo czy ów napastnik pytał najpierw czy są to może czytelnicy światłej Gazety Wyborczej lub wielbiciele dorobku Agnieszki Holland czy też wyborcy tzw „ciemnogrodu” - wystarczyło mu że są to przybysze z Polski: siedliska ksenofobii, rasizmu i antysemityzmu. Niestety, jak się okazuje, poniewieranie i szkalowanie własnego narodu, po to żeby napisać na tym wstrętnym tle legendę własnej wyższości, może się polskim lewicowo – liberalnym elitom wymknąć spod kontroli. I jakkolwiek przyjemnie było przez trzy dekady dzielić społeczeństwo na wstrętny zacofany i zbrodniczy motłoch oraz na światłą, szlachetną i cywilizowaną, europejską elitę, tak dziś może się okazać że za chwile Adam Michnik czy Tomasz Lis mogą przypadkowo dostać na drugim końcu świata kamieniem za przynależność do narodu o którego podłości z zamiłowaniem informowali.Jak bowiem sądzili - niezależnie od tego ile błota wyleją na własny naród, to błoto to nie zdoła ochlapać im nawet nogawek, bo z tym podłym narodem - jako ogółem, się nie utożsamiali.

Ale, jak się okazuje, światowa opinia publiczna nie wnika w niuanse - co więc pozostanie? Albo zadeklarować że się do tego narodu nie należy – albo przyznać że się latami kłamało i manipulowało faktami, tylko po to żeby zbudować sobie dominującą pozycję „przyzwoitych wśród motłochu”.
.
Temat jest jednak ciekawy jeszcze z innej strony. Otóż od czasu głosowania nad uruchomieniem wobec Polski słynnego artykułu 7.1 w Parlamencie Europejskim, poprzez oskarżenia Polski o budowę totalitaryzmu i łamanie praw człowieka, a Polaków o skłonności do faszyzmu, aż po jedno zdanie nowelizacji ustawy o IPN które okazało się być jak „papierek lakmusowy” pokazujący dramatycznie niesprawiedliwe wyobrażenia zagranicznej opinii publicznej o Polsce, przewija się jedno zdziwienie: dlaczego w obliczu tych naprawdę nieprawdziwych i niesprawiedliwych oskarżeń, które mogą nam wszystkim na dodatek zrobić krzywdę, nie ma żadnej jedności ani poczucia solidarności narodowej. Mimo że przecież to nie nowelizacja ustawy o IPN spowodowała że świat zaczął nas uważać za zbrodniarzy i beneficjentów (lub wręcz sprawców) Holocaustu – to jedno zdanie tej ustawy pokazało tylko za kogo nas uważano od dekad. Przed czym zresztą - trzeba to wreszcie uczciwie przyznać - od lat przestrzegali krytycy postawy Grossa, Michnika czy choćby takich filmów jak "Ida" czy "Pokłosie".
.
Dlaczego więc ani narodowa solidarność, ani patriotyzm ani nawet poczucie polskiej racji stanu nie mają dziś w wielu środowiskach żadnego znaczenia? Odpowiedź nie wydaje mi się wcale odkrywcza – szczególnie że szukanie analogii obecnych postaw do tych które leżały u podstaw totalitaryzmów XX wieku nie dotyczy przecież tylko nurtów narodowościowych. W równym stopniu demaskuje też optykę lewicową – czy też liberalno – lewicową, bo takie zmiękczenie brzmi dziś lepiej propagandowo. Zmieniają się formy wyrazu i modele ustrojowe – ale ludzkie namiętności pozostają stałe od tysięcy lat. I tak jak przed wiekiem, także dziś są środowiska dla których naród, tradycja czy państwo nie ma najmniejszej wartości – liczy się wyłącznie żądanie władzy dla swojego środowiska – w nagrodę za ferowanie szlachetnych haseł i słusznych wyroków. Po latach komunizmu deptanie zasad przyzwoitości nie stanowi już jednak bariery przed przyjęciem do poziomu elit. Dziś proletariusze wszystkich krajów siedzą na uniwersytetach i w szlachetnych fundacjach (z bardziej lub mniej jawnymi źródłami finansowania). I w tej walce o władzę, dla współczesnej międzynarodówki nacja czy tradycja państwa – jak przed stu laty – jest wyłącznie niepotrzebnym przeżytkiem.

Opublikowano: 11.02.2018 14:17.

https://www.salon24.pl/u/waw75/843686,p ... ersytetach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 06 maja 2018, 20:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Metody niszczenia elit w Polsce - prof. Piotr Jaroszyński



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 13 cze 2018, 12:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
To że lewacki świat jest okrojony, niepełny, czy wręcz cząstkowy to fakt i do tego niezaprzeczalny fakt.
Ale że jeden z drugim wysoko postawiony lewak narzuca innym swoje ograniczenia i to pod przymusem, to jest nie do przyjęcia.
Nie będzie lewak pluł nam w twarz i nas ateizował....
Sam jest kaleką bo tak chce, bo nie dorósł, bo nie rozumie, bo ... , w końcu tak mu się bardziej opłaca, to niech nim jest, ale od ludzi szerzej widzących życie, świat, człowieka niech trzyma się z daleka.

Jak by to było, gdyby pies tresował człowieka?


Wolność dla piłkarzy

Rozpoczynające się jutro mistrzostwa świata w piłce nożnej w Rosji zdominują na kilka tygodni przekazy medialne w wielu krajach. W jakimś stopniu potwierdzać się będą przypisywane św. Janowi Pawłowi II słowa: „Ze wszystkich rzeczy nieważnych piłka nożna jest najważniejsza”.

Popularność tej dyscypliny sportowej sprawia, że może stać się ona także źródłem wartości pomocnych w naszej ludzkiej formacji. Jest jednak jeden warunek: ludzie świata sportu powinni być wzorami cnót, takich jak poświęcenie, wytrwałość, ale też wielkoduszność i pokora. Niewątpliwie dla chrześcijańskich sportowców taka misja włącza się w realizację szerszego powołania – powołania do świętości. „Dla sportowca chrześcijańskiego świętość będzie zatem przeżywaniem sportu jako okazji do spotkania, kształtowania osobowości, dawania świadectwa i głoszenia radości bycia chrześcijaninem z otaczającymi go ludźmi” – wskazał niedawno w swym przesłaniu Ojciec Święty Franciszek.

Każda okazja jest dobra, aby nieść orędzie Chrystusa „w porę czy nie w porę”. Wielu sportowców czyni to zarówno swoją godną postawą w czasie rozgrywek, jak i np. znakiem krzyża wykonywanym publicznie. Niestety, władze federacji piłkarskich różnych szczebli nie ukrywają swej niechęci do religijnych demonstracji na stadionach. Dołączył do nich ostatnio sztab trenerski reprezentacji Brazylii, który zakazał zawodnikom tego kraju na mistrzostwa świata w piłce nożnej w Rosji praktykowanych dotychczas gestów religijnych. Zabroniono im wspólnej modlitwy zarówno na boisku przed rozpoczęciem gry, jak i w hotelu. Decyzję kierownictwo uzasadniło tym, że chcą w ten sposób uniknąć „niepotrzebnych napięć w kadrze”.

Na szczęście piłkarze, ale także sportowcy innych dyscyplin, nie ulegają takiej presji. Dlatego na pewno nieraz zobaczymy znak krzyża wykonywany przez piłkarzy na stadionach w Rosji. Jednak próby wyeliminowania gestów religijnych z ważnych imprez sportowych wpisują się w szerszy kontekst antyewangelicznej walki z obecnością symboliki chrześcijańskiej w przestrzeni publicznej. Ci, którzy chcieliby świata bez Boga i religii, nie mogą znieść, że do milionów ludzi, którzy na całym świecie oglądają transmisję z jakiegoś meczu czy zawodów, dociera obraz zawodnika wykonującego znak krzyża albo ze wzniesioną ku Niebu dłonią dedykującego Stwórcy zdobytą bramkę. Wielu chyba pragnęłoby, aby futbol sam w sobie stawał się jakąś parareligią, a stadiony jej jakimiś pseudosanktuariami.

Antychrześcijańska presja międzynarodowa widocznie jest tak duża, że federacje sportowe są w stanie poświęcić już nawet wolność swych reprezentantów, aby sprostać ateizującej zasadzie sportu bez Boga. Bo zakaz modlitwy, przeżegnania się przed meczem, po nim czy po zdobytej bramce to przecież wprost odbieranie wolności religijnej piłkarzom. Warto przypomnieć w tym miejscu, że wolność sumienia i wyznania jest podstawowym prawem człowieka, potwierdzonym dokumentami międzynarodowymi. Ale czy ktoś protestuje przeciw łamaniu tego prawa w przypadku sportowców?

Brońmy prawa do publicznego wyznawania swej wiary! Jako chrześcijanie wierzymy, że znak krzyża wykonany z szacunkiem sam w sobie staje się modlitwą wyrażającą także to, co kryje się w naszym sercu. To prośba o Bożą opiekę, a także o łaskę wytrwania w chwilach trudnych. Nie trzeba się z tym chować po kątach czy w stadionowych szatniach.

Wielu polskich sportowców, także piłkarzy, nie wstydzi się swej wiary i wyznaje ją publicznie. Na razie spotyka się to nie tyle z negatywną reakcją działaczy i decydentów, ile raczej z alergiczną agresją lewicowo-liberalnych mediów. To, co dla jednych jest czymś naturalnym – znak krzyża przed ważnym wyzwaniem – nie do zniesienia jest dla innych. Warto tu przypomnieć, jaką furię wywołał w 2012 r. bramkarz polskiej reprezentacji Przemysław Tytoń, gdy przed obroną karnego w meczu z Grecją ukląkł i przeżegnał się. Niektórzy twierdzili nawet, że to rzekomo skompromitowało całą polską reprezentację na Euro 2012. Wściekłość wzbudził nie tylko sam znak krzyża, ale także publiczne wyznanie sportowca, że ten znak coś ważnego dla niego znaczy – prośbę o błogosławieństwo Boże.

Nie fundujmy wierzącym sportowcom jakiejś schizofrenii duchowej, która nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. Bo chrześcijaninem, katolikiem albo się jest cały czas, albo cały czas się tylko udaje, że się nim jest. Innej drogi nie ma, także dla świata sportu, dla którego zasady chrześcijańskie nie są zagrożeniem, ale ocaleniem jego autentycznej misji i powołania.

Sławomir Jagodziński

https://naszdziennik.pl/sport-fifa-2018 ... karzy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 28 sie 2018, 17:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Sekularyzacja pustoszy Zachód

W dniach 8-10 czerwca w kościele seminaryjnym w Szczecinie odbyły się rekolekcje dla mężczyzn, które poprowadził ks. kard. Raymond Leo Burke.

– Żyjemy w czasach największego niepokoju na świecie, jak również w Kościele. Sekularyzacja spustoszyła kulturę wielu narodów, szczególnie na Zachodzie, odcinając ją od jej jedynego prawdziwego źródła w Bogu, Jego planów dla nas i całego świata – wskazuje ks. kard. Raymond Leo Burke. – Jest codzienny, zakrojony na szeroką skalę, atak na niewinne i bezbronne życie ludzkie. Skutkujący niespotykaną dotąd przemocą w życiu rodziny i w ogóle w społeczeństwie. Jest coraz bardziej zajadliwa ideologia gender propagująca całkowite pomieszanie naszej tożsamości, jako mężczyzny i kobiety. Prowadząca do głębokiego nieszczęścia, a nawet samozagłady wielu społeczeństw – dodaje ks. kard. Burke.

Szczecin, cz. 7

Cała konferencja tutaj:
https://naszdziennik.pl/galeria/200649, ... achod.html



https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... achod.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 08 wrz 2018, 19:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Agenda 2030. Zrównoważony rozwój depopulacji

Inżynieria populacyjna albo hodowla ludzka – pod takimi terminami skrywają się różne „techniki” depopulacyjne propagowane przez wykładowców renomowanych uczelni na świecie, walczących ze „zmianami klimatycznymi” rzekomo powodowanymi przez ludzi. Znajdują oni uzasadnienie dla oenzetowskiego programu zrównoważonego
rozwoju, czyli Agendy 2030.

28 kwietnia 2015 roku – jeszcze przed podpisaniem Agendy 2030 i porozumienia klimatycznego – w Watykanie odbyło się ważne spotkanie współfinansowane przez oenzetowską grupę SDSN (Sieć Rozwiązań na rzecz Zrównoważonego Rozwoju), która wezwała watykańskich urzędników do prowadzenia propagandy na temat wpływu zmian klimatycznych i potrzeby zrównoważonego rozwoju. W konferencji wzięli udział między innymi ówczesny sekretarz generalny ONZ Ban Ki‑moon, dyrektor SDSN i IIASA (Międzynarodowy Instytut Stosowanej Analizy Systemów), profesor Jeffrey Sachs (ten od terapii szokowej dla Polski), watykański sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin i dyrektor generalny IIASA profesor Pavel Kabat.

Ban Ki‑moon pochwalił uczestników sympozjum za podnoszenie świadomości na temat pilnej potrzeby przeciwdziałania zmianom klimatycznym i promowanie zrównoważonego rozwoju. „Owocem” konferencji było oświadczenie, w którym stwierdzono, że zmiany klimatu wywołane działalnością człowieka są faktem naukowym i ich zdecydowane łagodzenie jest moralnym oraz religijnym obowiązkiem ludzkości.

Sęk w tym, że nie istnieją badania, które potwierdzałyby, iż tak jest. Wręcz przeciwnie, w marcu ubiegłego roku ponad trzystu klimatologów zaapelowało do prezydenta USA Donalda Trumpa, by nie wprowadzał żadnych zmian, które miałyby ograniczyć zawartość dwutlenku węgla – gazu życia – w atmosferze (inicjatywa profesora Richarda Lindzena, fizyka atmosfery).

Watykańska deklaracja przynaglała rządy światowe do zawarcia porozumienia klimatycznego w Paryżu pod koniec 2015 roku. Ogromne zaangażowanie Watykanu w propagowanie neomarksistowskiej koncepcji zrównoważonego rozwoju zadziwi niejednego katolika. Oficjalnie koncepcja ta głosi, że wszelkie aspekty działalności człowieka nie tylko powinny, ale wręcz muszą być podporządkowane warunkom środowiska, by nie szkodzić planecie i nie umniejszać szans przyszłych pokoleń na zaspokojenie ich potrzeb. Zakłada ona radykalne przekształcenie obecnego porządku społecznego tak, aby – zgodnie z terminologią oenzetowską – powstał nowy porządek ludzki. Za tym „nowym porządkiem” w istocie skrywa się stara maltuzjańska ideologia depopulacji.

W roku 1972 Klub Rzymski wydał opracowanie zatytułowane Granice wzrostu, w którym straszono przeludnieniem i domagano się natychmiastowego wdrożenia polityki ograniczającej przyrost naturalny. Jednym z koniecznych warunków osiągnięcia zrównoważonego modelu gospodarki było  według autorów opracowania  umożliwienie ludzkości dostępu do stuprocentowo skutecznych metod kontroli urodzin. W roku 1976 opublikowano drugie wydanie tego opracowania pod zmienionym tytułem Ludzkość w punkcie zwrotnym z groźnym mottem: Świat choruje na raka, a tym rakiem jest człowiek (Mihajlo Mesarovic and Eduard Pestel, Mankind at the Turning Point: The Second Report to The Club of Rome, 1974).

W latach osiemdziesiątych – jak zauważył nieżyjący już radiolog, profesor Zbigniew Jaworowski – stworzono fikcyjnego wroga globalnego: dwutlenek węgla – gaz życia, z którego zbudowane jest wszystko, co żyje na Ziemi – uznając go za najgorsze skażenie powodowane przez człowieka, rzekomo zagrażające planecie. Na początku lat osiemdziesiątych – jak wspomniał przed komisją senacką USA jeden z promotorów agendy zrównoważonego rozwoju Maurice Strong – zapał do realizacji celów środowiskowych znacznie przygasł, dlatego Zgromadzenie Ogólne ONZ podjęło decyzję o utworzeniu Światowej Komisji Środowiska i Rozwoju pod przewodnictwem byłej premier Norwegii Gro Harlem Brundtland. W roku 1987 komisja ta przedstawiła raport zatytułowany Nasza wspólna przyszłość wyjaśniający, dlaczego świat musi wkroczyć na ścieżkę zrównoważonego rozwoju jako jedynego bezpiecznego i trwałego szlaku dla przyszłości ludzkiej wspólnoty.

Dzięki impetowi politycznemu wytworzonemu przez komisję Brundtland zwołano w roku 1992 konferencję na temat środowiska i rozwoju w Rio de Janeiro, podczas której powstał jeden z najważniejszych dokumentów związanych ze zrównoważonym rozwojem – mianowicie: Agenda 21. Tam też zapadła decyzja o podjęciu prac nad tak zwaną Kartą Ziemi, którą zaprezentowali w roku 2000 Maurice Strong oraz były sowiecki przywódca Michaił Gorbaczow, na konferencji ONZ dotyczącej środowiska i rozwoju. Karta Ziemi to, zdaniem jej twórców, nowe Dziesięć Przykazań w celu zbudowania sprawiedliwego, trwałego i pokojowego społeczeństwa globalnego XXI wieku.

Antyludzka ideologia na świeczniku
Podstawową wartością owej nowej religii jest zabijanie dzieci nienarodzonych. W Karcie napisano wszak: Bezprecedensowy wzrost populacji ludzkiej przeciąża ekologiczne i społeczne systemy. Fundamenty globalnego bezpieczeństwa są zagrożone. To niebezpieczne tendencje, ale nie do uniknięcia.

Wzywa się zatem do zrównoważonej reprodukcji oraz zdrowia seksualnego, co w praktyce oznacza dostęp do aborcji, antykoncepcji i edukacji seksualnej. Padają liczne postulaty przyjęcia wzorców produkcji, spożycia i reprodukcji, które zabezpieczą zdolności regeneracyjne Ziemi, prawa człowieka i dobrobyt społeczności, a także internalizacji kosztów środowiskowych i społecznych w towarach i usługach w cenie sprzedaży, ponadto zapewnienia powszechnego dostępu do opieki zdrowotnej, która wspiera zdrowie reprodukcyjne i odpowiedzialne rozmnażanie i oczywiście wyeliminowania dyskryminacji we wszystkich jej formach poprzez promowanie kultury tolerancji, niestosowania przemocy i pokoju.

W roku 2000 przyjęto Milenijne Cele Rozwoju, które miały zostać osiągnięte do roku 2015. Niezadowoleni z ich realizacji propagatorzy zrównoważonego rozwoju doprowadzili – z niemałą pomocą i zaangażowaniem Watykanu – do przyjęcia we wrześniu 2015 roku, na słynnej sesji ONZ w Nowym Jorku z udziałem papieża Franciszka, Nowej Agendy na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030.

Ta Agenda – można przeczytać w dokumencie – dotyczy wszystkich ludów, nikogo nie pomijając. Jest planem działań na rzecz eliminacji ubóstwa we wszystkich jego formach na całym świecie, nieodwracalnie i raz na zawsze. Zawiera ona siedemnaście celów i sto sześćdziesiąt dziewięć zadań do realizacji w ciągu najbliższych piętnastu lat.

Agenda 2030 wprost domaga się ograniczenia liczby ludności na świecie, zniszczenia klasy średniej, własności prywatnej (ziemia nie może być traktowana jako zwykły aktyw, dopuszcza się jej zabieranie w celu tworzenia higienicznych warunków życia dla innych ludzi, w interesie całego społeczeństwa, i tym podobne), wprowadzenia pełnej kontroli nad obywatelami, ale w taki sposób, by oni sami to zaakceptowali. Dwa z siedemnastu celów Agendy 2030 zakładają zapewnienie szeroko pojętych praw reprodukcyjnych i seksualnych na świecie.

Antykoncepcja poprzez… sterylizację
W roku 2015 ONZ opublikowała raport zatytułowany Trendy w stosowaniu antykoncepcji na świecie, w którym stwierdzono, że środki antykoncepcyjne są stosowane przez większość małżeństw lub kobiet pozostających w nieformalnych relacjach niemal we wszystkich regionach świata. W 2015 roku 64 procent kobiet na świecie w wieku do 49 lat stosowało jakąś formę antykoncepcji. Podkreślono, że przynajmniej jedna dziesiąta kobiet w większości regionów świata ma niezaspokojone potrzeby dotyczące planowania rodziny i prognozowano, że docelowo do roku 2030 aż osiemset milionów kobiet na świecie będzie używało nowoczesnych metod antykoncepcji.

Raport wskazuje, że w roku 2015 najpopularniejszą z owych metod była… sterylizacja. Zastosowało ją aż 19 procent kobiet korzystających z nowoczesnych metod antykoncepcji (sic!). Sterylizacja jest najbardziej rozpowszechniona w Ameryce Północnej i Azji, a zastrzyki hormonalne i pigułki poronne – w Europie i Afryce. Więcej niż jedna trzecia kobiet pozostających w związkach używa długoterminowej antykoncepcji (wkładki, implanty i sterylizacja). Właśnie te środki stanowiły średnio aż 56 procent wszystkich środków antykoncepcyjnych stosowanych w roku 2015, a w niektórych krajach – nawet 77 procent!

Raport wprost stwierdza, że upowszechnienie antykoncepcji pomogło w realizacji podstawowego prawa par i osób indywidulanych do posiadania tylu dzieci, ile chcą, dzięki czemu również ograniczono śmiertelność matek i dzieci (po prostu rodzi się ich mniej), a także poprawiono sytuację ekonomiczną kobiet i dzieci (walka z ubóstwem to główny cel Agendy 2030).

Przypomniano jednocześnie, że Międzynarodowa Organizacja na rzecz Ludności i Rozwoju zaleciła w roku 1994, aby wszystkie kraje do roku 2015 wywiązały się z zadania umożliwienia powszechnego dostępu do „planowania rodziny.” Ponieważ jednak nie osiągnięto zamierzonych celów, przyjęto program Agenda 2030, w którym potwierdzono zobowiązanie do zapewnienia powszechnego dostępu do nowoczesnych metod antykoncepcji do roku 2030.

Hodowla gatunku ludzkiego
W ostatnim czasie bioetycy i filozofowie oferują „etyczne” rozwiązania depopulacji pod pretekstem konieczności ochrony Ziemi przed ociepleniem. Tak więc bioetyk S. Matthew Liao  profesor wykładający na nowojorskim uniwersytecie, absolwent Oksfordu i Princeton University pełniący eksponowane stanowiska w wyższych szkołach medycznych, redaktor czasopisma „Global Public Health” proponuje stosowanie przez rządy daleko idącej inżynierii populacyjnej. W opracowaniu zatytułowanym Engineer Humans To Stop Climate Change (Inżynieria ludzka, aby zatrzymać zmiany klimatu) mówi wprost o potrzebie hodowli rasy ludzkiej, która ma doprowadzić do rodzenia się dzieci niższych o 15 cm i lżejszych o co najmniej piętnaście kilogramów, aby zużywały one mniej energii i produkowały mniej dwutlenku węgla (sic!).

Zaproponował on także indukowanie alergenów do mięsa, aby pomóc ludziom zmniejszyć jego spożycie. Po prostu osoba uczulona musiałaby zrezygnować z jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego, bo inaczej groziłoby jej to śmiercią spowodowaną wstrząsem anafilaktycznym. S. Matthew Liao proponuje wreszcie podawanie ludziom hormonów oksytocyny i seratoniny oraz zmniejszanie ilości testosteronu, tłumacząc, że manipulacja tymi hormonami radykalnie zmieni zachowanie społeczeństwa na… bardziej ugodowe.

We wrześniu 2016 roku w czasopiśmie „Social Theory and Practice” ukazał się artykuł Colina Hickeya, Travisa Riedera i Jake’a Earla (bioetyka z Johns Hopkins University i dwóch filozofów z Georgetown Uniwersity), którzy wprost stwierdzili, że co prawda dzisiaj nie można stosować polityki przymusu jak w Chinach czy Salwadorze, ale rządy mogą, a nawet muszą zachęcać do tworzenia małych rodzin w celu zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych. Prokreacja jest niebezpieczna – czytamy w artykule – ponieważ produkuje więcej ludzi, którzy generują więcej gazów cieplarnianych. Autorzy więc proponują, by mieszkańców krajów biednych – jak to się obecnie czyni w Indiach – zachęcać do sterylizacji pomocą finansową lub sprzętem AGD. W mediach i za pośrednictwem szeroko pojętej kultury winno się promować antykoncepcję i sterylizację oraz zniechęcać do posiadania rodziny w ogóle.

W przypadku zaś osób zamożnych, które chciałyby mieć więcej dzieci, postuluje się wprowadzenie podatku progresywnego, wyższego opodatkowania artykułów dziecięcych, likwidacji ulg (jak w Indiach i Singapurze), likwidacji urlopu macierzyńskiego po drugim dziecku oraz podobnych rozwiązań. Autorzy artykułu przekonują ponadto, że redukcja liczby dzieci jest łatwiejsza niż rezygnacja z pewnego standardu życia. W wielu przypadkach łatwiej będzie zmniejszyć reprodukcję i przez to obniżyć emisję gazów cieplarnianych niż ograniczyć konsumpcję – piszą Hickey, Rieder i Earl.

Agenda wszechogarniająca
Agenda 2030 dotyczy każdej dziedziny ludzkiego życia. Zmiany, które rządzący wprowadzają już w wielu krajach, obejmują na przykład tworzenie zrównoważonych miast, czyli ścieśnianie ludzi na jak najmniejszej powierzchni, likwidowanie przedmieść i rozproszonej architektury, gospodarkę cyrkulacyjną (obrót bezgotówkowy i pełną kontrolę obywateli), partnerstwa publiczno‑prywatne faworyzujące w dostępie do dotacji z budżetu korporacje posiadające tak zwane zielone technologie oraz wiele podobnych rzeczy. Szczególnie ciekawymi jawią się w tym kontekście strategie przygotowywania się na rebelie społeczne jak na przykład promowany przez Fundację Rockefellera program 100 Resilient Cities (100 Odpornych Miast), który zakłada pojawienie się w każdym z takich miast liderów zdolnych zaprowadzić w nich rządy silnej ręki.

Gdy w roku 2015 fizyk i obrońca życia Stefano Gennarini zapytał arcybiskupa Marcelo Sáncheza Sorondo, kanclerza Papieskiej Akademii Nauk, dlaczego instytucje watykańskie współpracują z depopulatorami, hierarcha ów stwierdził: – Projekt zrównoważonego rozwoju nawet nie wspomina o aborcji lub kontroli ludności. Mówi o dostępie do planowania rodziny oraz zdrowiu seksualnym i reprodukcyjnym czy prawach reprodukcyjnych. Jego interpretacja oraz zastosowanie zależy od woli rządów.

Agnieszka Stelmach


Jakie są cele Agendy 2030?

Do 2030 roku zapewnić powszechny dostęp do usług medycznych w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, w tym planowania rodziny, informacji i edukacji, a także włączenia zdrowia reprodukcyjnego do krajowych strategii i programów opieki zdrowotnej.

Do 2030 toku zapewnić, że wszyscy uczący się nabędą wiedzę i umiejętności potrzebne do promowania zrównoważonego rozwoju, w tym, między innymi, poprzez edukację na rzecz zrównoważonego rozwoju i zrównoważonego stylu życia, praw człowieka, równości płci, promowania kultury pokoju i niestosowania przemocy, globalnego obywatelstwa i uznania wartości różnorodności kulturowej oraz wkładu kultury do zrównoważonego rozwoju.

Zapewnić powszechny dostęp do opieki zdrowotnej w obszarze zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, zgodnie z ustaleniami Programu Działań Międzynarodowej Konferencji na rzecz Ludności i Rozwoju, Pekińskiej Platformy Działania i dokumentami końcowymi ich konferencji przeglądowych.

Ułatwiać przemyślaną, bezpieczną, systematyczną i odpowiedzialną migrację oraz możliwość przemieszczania się ludzi, między innymi poprzez realizację zaplanowanej i dobrze zarządzanej polityki migracyjnej.

Wprowadzić na stałe do krajowych polityk, strategii i planów środki i działania na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym.

Promować i wzmacniać obiektywne, niedyskryminujące prawa i polityki na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Rozwój Polski? Tak, ale zrównoważony
25 września 2015 roku Polska przyjęła Agendę 2030. A wraz z nią – 17 celów zrównoważonego rozwoju i 169 związanych z nimi zadań. Sygnatariusze zobowiązali się do zapewnienia powszechnego dostępu do świadczeń w zakresie zdrowia seksualnego i prokreacyjnego, w tym planowania rodziny, rozpowszechniania informacji i edukacji.
W przypadku Polski główną rolę w realizacji tych zobowiązań przyjęło ministerstwo rozwoju. Uwzględniając je zresztą w zakresie najważniejszych planów na kolejne dekady. Czyli także w Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju do roku 2020 (z perspektywą do 2030 roku) wskazującej cele polityki państwowej na najbliższe lata. Strategia ta – prezentowana przez media jako „plan Morawieckiego” – miała być odpowiedzią na wyzwania stojące przed Polską. Wyzwanie postrzegane oczywiście zgodnie z przyjętymi poprzednio zobowiązaniami. (mz)

* * *

Agenda 2030 na rzecz zrównoważonego rozwoju (Transforming our world: the 2030 Agenda for Sustainable Development) – została przyjęta przez 193 państwa członkowskie Organizacji Narodów Zjednoczonych podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w N owym Jorku we wrześniu 2015 roku. Dokument wskazuje 17 celów oraz 169 powiązanych z nimi zadań, które oddają trzy wymiary zrównoważonego rozwoju – gospodarczy, społeczny i środowiskowy. Jest to program działań o bezprecedensowym zakresie i znaczeniu, definiujący model zrównoważonego rozwoju na poziomie globalnym. (…)

Określenie nowych celów i zadań ma wskazywać kierunek decyzji podejmowanych przez państwa członkowskie w ciągu najbliższych piętnastu lat. Powinny one dążyć do wdrożenia Agendy 2030 w ramach polityki krajowej, a także na poziomie regionalnym i globalnym, z poszanowaniem wewnętrznych zasad i priorytetów, biorąc pod uwagę specyfikę gospodarek, odmienne realia krajowe oraz możliwości i poziomy rozwoju. Polska zadeklarowała realizację Agendy 2030 oraz implementację Celów Zrównoważonego Rozwoju przyjętych wraz z Agendą, podobnie jak wszystkie kraje sygnatariusze porozumienia. Jest to zadanie wymagające rzeczywistej współpracy całej administracji i wszystkich zainteresowanych stron. Nowy model rozwoju dla Polski, nakreślony w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wychodzi naprzeciw oczekiwaniom sformułowanym w Agendzie.

Strategia na rzecz odpowiedzialnego rozwoju do roku 2020 (z perspektywą do 2030 roku), przyjęta przez radę ministrów i podpisana przez premier Beatę Szydło 14 lutego 2017 roku.

https://www.pch24.pl/agenda-2030--zrown ... 1,pch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 04 gru 2018, 15:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Izabela Brodacka

Schizofreniczny system

Opisywałam swego czasu dramatyczną historię mego sąsiada, skazanego wbrew własnej woli na pobyt w domu opieki tylko dlatego, że pani kurator nie podobał się wystrój jego pokoju. Sąsiad miał ogromne ilości książek, które w pewnym nieładzie zajmowały liczne regały. Kurator sądowa, patrząc na książki powiedziała: „ proszę usunąć mi te wszystkie śmiecie”. Kiedy nieśmiało napomknęłam, że nie mam prawa ani zamiaru niczego wyrzucać bez zgody sąsiada, a poza tym w jego pokoju są tylko książki a nie śmiecie pani kurator oświadczyła, że dla niej osobiście książki są to śmiecie, a poza tym to ona podejmuje wiążące decyzje. Sąsiad był tylko przewlekle chory, nie był ubezwłasnowolniony, miał z naszej strony pełną opiekę. Pomimo wszystko decyzją sądu rodzinnego umieszczono go w domu opieki w Józefowie gdzie przeżył niespełna dwa miesiące. Zmarł na gangrenę, spowodowaną zaniedbaniem przez personel właściwej pielęgnacji cukrzycowych ran na nogach. Według opinii lekarza domowego mógł żyć jeszcze przynajmniej dziesięć lat w swoim zagraconym pokoju.
Przerażające dla mnie było, że o naszym losie, o życiu i śmierci może decydować osoba, dla której książki są to śmiecie, czyli najdelikatniej mówiąc jest z zupełnie innego niż my kręgu kulturowego. To co w jej oczach jest wręcz przestępstwem, to znaczy bałagan w pokoju sąsiadowi zupełnie nie przeszkadzało, zresztą za takie „przestępstwo” nie należy się kara śmierci.
Opisywałam również historię pani Teresy, którą w zimie, w nocy w samej koszuli i boso wywlekli z mieszkania policjanci i przewieźli do domu opieki na Solcu gdzie przywiązano ją pasami do łóżka, założono cewnik i zaopatrzono w pampers. Resztę swego żywota miała spędzić w małym pokoiku w towarzystwie pięciu nieprzytomnych, bezwiednie się zanieczyszczających ( jak to się fachowo mówi - w stadium terminalnym) osób. Panią Teresę udało się nam uratować. Żyła jeszcze dobrych kilka lat w komforcie swego własnego mieszkania ( próbowała ukraść to mieszkanie wspólnota mieszkaniowa) chodziła na koncerty do Filharmonii , uczęszczała na zajęcia Uniwersytetu III wieku. Faktycznie nie była zbyt elegancka i schludna, ale jak powiadam nie jest to czyn zagrożony karą śmierci.
Jak mi kiedyś powiedziała mądra adwokatka osoby powyżej siedemdziesiątego roku życia są w Polsce praktycznie ubezwłasnowolnione przy czym nikt nie troszczy się nawet o ich ubezwłasnowolnienie formalne czyli przez sąd. O podstawowych sprawach życiowych tych starszych ludzi decyduje opiekunka społeczna czy kurator sądowy. Bardzo często są to osoby niezwykle prymitywne, bez żadnych kwalifikacji formalnych i jak to już napisałam z zupełnie innego kręgu kulturowego. Nie widzę żadnych przyczyn abym miała podzielać gusta pani kurator w kwestii wystroju wnętrz, sposobu ubierania się czy sposobu spędzania czasu. Nie godzę się na to żeby książki nazywać śmieciami. Nie przeszkadzają mi okruchy na stole czy muszki owocówki w kuchni. A jednak okruchy na stole i muszki owocówki w kuchni bywały podstawą odbierania przez sąd rodzinny dzieci i umieszczania ich w placówkach tak zwanej pieczy zastępczej gdzie bywały ofiarami prawdziwej przemocy poniżania i molestowania seksualnego.( przypominam, że w Pucku dwoje dzieci z niezamożnej rodziny zostało zatłuczone na śmierć przez opiekuna z zawodowej rodziny zastępczej). O wyroku sądu rodzinnego decyduje opinia kuratora, a kurator to jak pisałam najczęściej osoba bez zawodu, bez wykształcenia często niezwykle prymitywna, dla której jedynym sposobem zarobkowania jest wtrącanie się w sprawy innych ludzi.
Osobnym problemem są dyspozycyjni biegli sądowi. W sprawie pani Teresy biegła psychiatra nie wchodząc do mieszkania staruszki orzekła, że ma ona wszawicę, grzybicę i świerzb i wymaga odosobnienia w domu opieki. Pani Teresa oczywiście nie cierpiała na żadną z tych dolegliwości, poza tym biegła była psychiatrą a nie dermatologiem. Jej orzeczenie wystarczyło jednak sądowi.
W czasach stalinowskich tak zwana „psychuszka” była karą za niewłaściwe poglądy polityczne a także sposobem pozbywania się z życia społecznego niewygodnych osób. Coś takiego spotkało Władysława Broniewskiego po samobójczej śmierci jego córki Anki gdyż miał zamiar rozliczyć za tę śmierć Bogdana Czeszkę pupila komunistycznej władzy w którym Anka była zakochana, ale jak się okazało jej kochanek sypiał jednocześnie z jej matką. Wydawałoby się że ta haniebna praktyka czyli „psychuszka” powinna zniknąć wraz z przodującym komunistycznym ustrojem. Okazuje się jednak, że psychuszka nadal działa i ma się doskonale.
Kilka tygodni temu pisałam o dziewczynie w której samochód w 2000 roku wjechał prominent PO Wiesław Pszczółkowski. Został za ten czyn skazany prawomocnym wyrokiem. Choć od tego czasu minęło osiemnaście lat poszkodowana czyli pani Paula Powązka nie otrzymała żadnego odszkodowania z Warty, w której ubezpieczony był sprawca wypadku. Pomimo orzeczonej niepełnosprawności nie otrzymuje też należnej jej pomocy z Opieki Społecznej. Jedynym jej „przewinieniem” wobec systemu jest fakt, że od lat upomina się o swoje. Nie godzi się również na przedmiotowe traktowanie jej i jej matki przez wizytatorki z Opieki Społecznej, które pozwalają sobie na wrzaski, fałszują kwestionariusze wywiadów, rozpowszechniają kłamliwe oskarżenia.
System zamiast udzielenia pomocy postanowił pozbyć się kłopotliwej osoby klasyczną metodą „psychuszki”. W sądzie toczy się obecnie postepowanie w sprawie jej ubezwłasnowolnienia. Znalazła się oczywiście dyspozycyjna biegła sądowa z zakresu psychiatrii Ewa Marciniak. Według pani Marciniak Paula Powązka ma "rozwój psychozy paranoicznej: urojenia prześladowcze i interpretacje prześladowcze faktów". Wypisz wymaluj „schizofrenia paranoidalna bezobjawowa”, epidemiczna choroba, która prześladowała sowieckich dysydentów”.

https://naszeblogi.pl/52107-schizofreniczny-system


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 05 mar 2019, 17:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Koronnymi argumentami patogenów lewackich są (jak zawsze) szlaban na prawdę, kłamstwo i przemoc (terror).

Sojusz techno-liberalny. Jak się walczy z przeciwnikami lewackiej utopii

YouTube miało być lekarstwem na chorobę współczesnej telewizji. Zamiast sztampowych, przewidywalnych programów skrupulatnie obliczonych na dotarcie do jak największej ilości odbiorców, mieliśmy otrzymać platformę telewizyjną nowej generacji. Nieograniczony dostęp do materiałów z całego świata, decyzja o doborze treści należąca wyłącznie do użytkownika czy możliwość tworzenia interaktywnej społeczności miały być wyznacznikami medialnej rewolucji; przestrzenią, gdzie myślący nieszablonowo, z dala od głównego nurtu otrzymają prawdziwe pole do popisu. Okazuje się, że nie dotyczy to wszystkich.

19 lutego YouTube „uciął” transmisję na żywo wywiadu z Grzegorzem Braunem na kanale wRealu24, a medium prowadzone przez Marcina Rolę otrzymało tymczasowy zakaz prowadzenia relacji „live”. Co ciekawe, zablokowana rozmowa dotyczyła bieżącej sytuacji międzynarodowej, a rozmówca poruszał kwestie niedawnego szczytu bliskowschodniego; słynnych już, kłamliwych wypowiedzi prominentnych izraelskich polityków oraz upomnienia Polski przez stronę amerykańską przypominającą o konieczności wypełniania zapisów ustawy 447. Kanał Marcina Roli otrzymał jednorazowego „strike'a”, którego oficjalnym powodem było „szerzenie mowy nienawiści”.

„Twój film (…) został zgłoszony do sprawdzenia. Po jego sprawdzeniu stwierdziliśmy, że narusza on nasze wytyczne. Usunęliśmy go z YouTube i (…) nałożyliśmy tymczasową karę na Twoje konto. JESTEŚMY ORĘDOWNIKAMI WOLNOŚCI SŁOWA i bronimy prawa każdego użytkownika do wyrażania opinii, nawet tych niepopularnych. Jednakże wypowiedzi szerzące nienawiść są w YouTube niedozwolone” - brzmi oficjalny komunikat. Z taką argumentacją nie zgadza się sam pokrzywdzony: „w mojej opinii jest to zwyczajne łamanie prawa polskiego, łamanie wolności słowa (…) to jest kłamliwa narracja.” Zablokowanie kanału wRealu24 klasycznie wpisuje się w praktykę walki z bliżej nieokreśloną, enigmatyczną „mową nienawiści”, której zasady, granice i definicje można dobierać jak karty z talii, używane w zależności od tego co jest w danym momencie potrzebne. „Kto teraz będzie tym cenzorem, który będzie mówił o czym można a o czym nie można mówić?” - pyta Rola.

Zdaniem prowadzącego wRealu24, nałożenie na jego kanał „bana” jest elementem pewnej gry politycznej, a niezadowolenie części użytkowników (jak sam podkreśla, często pochodzące z inspirowanego źródła) wyrażone w skrajnie antysemickich komentarzach, ma na celu potwierdzenie kłamstw o Polakach „wysysających antysemityzm z mlekiem matki”. Warto zaznaczyć, że sprawa dotyczy wypowiedzi czynnego polityka, kandydata na fotel Prezydenta Gdańska, na którym nie ciążą żadne zarzuty, a prezentowane treści jak i forma znane są szerszej publiczności od lat. W usuniętej transmisji nie można było dostrzec niczego co odbiegałoby od dotychczasowej retoryki stosowanej przez znanego reżysera.

Oskarżenia o wiele cięższego kalibru usłyszał o godzinie 6.00 w piątek 22 lutego z ust funkcjonariuszy ABW Rafał Mossakowski, prowadzący swoją publicystyczną działalność na kanale Centrum Edukacyjne Powiśle. Pracownicy służb bezpieczeństwa zażądali zabezpieczenia nośników elektronicznych oraz wszystkich materiałów: „plakatów, nalepek, koszulek i innych przedmiotów służących do propagowania nazistowskiego ustroju totalitarnego i nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych”. Wynik poszukiwań? Szalik Legii Warszawa z krzyżem celtyckim, dwie nalepki antyimigranckie, czapka za przekreślonym sierpem i młotem oraz…kreda służąca do napisania na drzwiach K+M+B 2019, którą funkcjonariusze chcieli zakwalifikować jako „proszek o nieznanym pochodzeniu”. Dla każdego widza kanału CEPowiśle oskarżenia Mossakowskiego o propagowanie nazizmu ocierają się co najmniej o absurd.

Kilkukrotnie zatrzymywany przez urzędników imigracyjnych w podróży do Australii i Nowej Zelandii był popularny publicysta Stanisław Michalkiewicz. Wypytywano go o poglądy na temat mordowania nienarodzonych dzieci, mniejszości oraz jego stosunek do polityki Izraela oraz Żydów. Jeden z przewidzianych wykładów został odwołany. Najprawdopodobniej jest to pokłosie nagonki jaka miała miejsce na łamach lewicowo-liberalnej gazety „The Australian”, która nazwała Michalkiewicza „polskim antysemitą”. Powodem takiej oceny było stwierdzenie publicysty, że „Żydzi chcą okraść Polaków na 65 milionów dolarów”.

Do tego warto dodać całą gamę zablokowanych, zgłaszanych czy raportowanych profilów o charakterze prawicowo-konserwatywnym w mediach społecznościowych typu Twitter czy Facebook. W sieci znajdziemy tysiące przypadków cenzury prawicowej narracji; nie czas i miejsce aby je wszystkie wymieniać. O „mowie nienawiści” jako narzędziu w rękach liberałów będącego kagańcem nałożonym w przestrzeni publicznej na zwolenników konserwatyzmu, tradycji, religii czy wolności gospodarczej pisano już wcześniej. W tym miejscu warto zaznaczyć, że w Polsce widać jedynie symptomy dużo szerszego zjawiska, które w krajach Zachodu osiągnęło już orwellowskie standardy.

Statek obiera kurs na totalitaryzm. Wszyscy jesteśmy na pokładzie
„To tak jakby cała historia ludzkości sprowadziła nas do tego momentu, że dzięki technologii wszyscy możemy mieć udział w największej konwersacji w historii, której przedmiotem są wartości, prawda, poszukiwanie szczęścia i dobra (…) ale każda możliwość w historii ludzkości jest także potencjalną katastrofą, a technologiczni giganci, którzy umożliwiają tą konwersację stoją przed zagrożeniem jej wyciszenia. Całkowitego odłączenia. I to jest ogromne wyzwanie” – mówił w Parlamencie Europejskim Stehpan Molyneux, mający wieloletnie doświadczenie w branży IT filozof, prowadzący popularny program na YouTube.

Zaznaczył, że internetowe media społecznościowe już dawno przestały być neutralnymi platformami komunikacyjnymi. Dzisiaj to przede wszystkim inwestorzy i partnerzy biznesowi dysponujący miliardami dolarów, w których świecie czymś naturalnym jest występowanie konfliktu interesów. Dlatego nie mogą być obiektywni w stosunku do osób uderzających pośrednio lub bezpośrednio w system kreowany przez ich biznesowych wspólników; czyli bardzo często podmioty o nastawieniu lewicowym.

Dzięki badaniu przeprowadzonym przez Uniwersytet Stanforda wiemy, że najbardziej wpływowi przedsiębiorcy z branży współczesnych technologii należą także do grupy największych darczyńców przekazujących środki na działalność Partii Demokratycznej. O ile w 2014 r. kwota pochodząca z tego źródła ta wynosiła 20 milionów dolarów, to w roku 2016 wzrosła już do 60 milionów. 75.2 proc. z nich otwarcie wspierało Hillary Clinton podczas wyborów w 2016 r. Jeżeli chodzi o poglądy na temat kondycji współczesnego świata, zarówno darczyńcy na rzecz Demokratów jak i przedsiębiorcy z branży high-tech należą do grupy najczęściej opowiadającej się za globalizmem, redystrybucją dóbr czy zwróceniem uwagi na problemy socjalne.

Co ciekawe, liderzy rynku nowoczesnych technologii opowiadają się także za jak najmniejszymi regulacjami czy ingerencją państwa w sferę własności prywatnej. Są w zdecydowanej większości zwolennikami zmniejszenia roli związków zawodowych oraz stopniowym ograniczaniem nadmiernego - w ich mniemaniu - fiskalizmu. Na zgoła coś zupełnie innego wskazują działania czołowych przedstawicieli social mediów, którzy zarządzanie wewnętrznymi regulacjami zdają się mieć opanowane do perfekcji.

Fake newsowa kampania i dezinformacja
W ostatnim czasie jednym z nadrzędnych celów technologicznych gigantów stała się wojna z fake newsami, teoriami spiskowymi czy informacjami, które zagrażają „życiu, zdrowiu i dobru użytkowników”. O ile w niektórych przypadkach taka kampania jest jak najbardziej uzasadniona, to w całym procesie uderza zaskakująca dysproporcja w działaniach. Wobec prominentnych przedstawicieli medialnego świata takich jak: CNN, FOX News, ABC, NBC, New York Times czy Washington Post cenzura wydaje się nie obowiązywać. Natomiast z pełną gorliwością, zarówno z wykorzystaniem zasobów ludzkich jak i coraz doskonalszych algorytmów tłumi się nie tylko płaskoziemców, poszukiwaczy yeti czy niewygodnych „dziennikarzy nadających ze schowka na szczotki”, ale także osoby śledzące proces wprowadzania globalistycznej agendy ONZ, ideologię zrównoważonego rozwoju czy plany zaprowadzania na świecie Rządu Światowego.

„Wiecie czego nigdy nie zrobił nastolatek nadający z piwnicy? Nigdy nie wywołał wojny”- wskazał Molyneux jednocześnie dodając, że tego samego nie można powiedzieć o liberalnych mediach. Raporty „New York Times” z początku XX w. odegrały istotną rolę w rozpoczęciu działań zbrojnych w Iraku. Dzisiaj znamy bilans jednego z najdroższych konfliktów zbrojnych w historii; brak odnalezienia broni masowej zagłady (której posiadanie miało być bezpośrednim powodem rozpoczęcia działań zbrojnych), setki tysięcy zabitych oraz destabilizacja całego regionu, będąca bezpośrednią przyczyną powstania ISIS.

W 2016 r. liberalne media w swoich sondażach obliczały zwycięstwo Hillary Clinton w prezydenckich wyborach na ponad 90 proc.! Amerykańska gazeta była także orędowniczką działań Hillary Clinton w Libii, które doprowadziły do upadku reżimu Kadafiego i rozpoczęcia kryzysu imigracyjnego.
Warto także wymienić przejawiającą się w największych amerykańskich mediach narrację sugerującą udział funduszy rosyjskich we wpływaniu na wynik prezydenckich wyborów. Do tej pory wyniki dwóch oficjalnych śledztw zostały zakończone z powodu braku dowodów, a według zeznań dyrektora Google, Sundar Pichai znaleziono jedynie ślad 4700 dolarów przeznaczonych na reklamy polityczne pochodząc ze źródeł rosyjskich. Dla porównania; Hillary Clinton wydała na swoją kampanię wyborczą ponad 1,5 MILIARDA dolarów.

„Ale według internetowych gigantów to dziennikarz nadający z piwnicy jest większym zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego” – konkluduje filozof. Warto zadać pytanie czy ktokolwiek odpowiedział za te – mające przecież ogromne konsekwencje – fake newsy?

Wizja przyszłego świata. Kość niezgody
Szeroko pojęta lewica wierzy w możliwość zaprowadzenia raju na ziemi. Celem lewicowych ideologów na przestrzeni lat było nic innego jak próba zbudowania rzeczywistości doskonałej – utopii. Jeżeli tylko zmienimy środowisko, jeżeli zmienimy język, jeżeli obierzemy właściwy kierunek, jeżeli tylko pozbędziemy się tych, którzy się z nami nie zgadzają. Historia nauczyła nas jak kończą się pomysły zbudowania raju na świecie, który skażony jest grzechem pierworodnym, a więc z natury poddanym zepsuciu. Idea użycia dostępnej władzy do zaprowadzania raju na ziemi jest niebywale kusząca. W porównaniu z pychą sugerującą, że skorumpowanie jakie niesie nieograniczona władza kogoś nie dotyczy, jest drogą do absolutnej samozagłady. Giganci świata internetowych mediów; Google, Facebook, Twitter czy YouTube stoją przed niezwykle ciężkim zadaniem. Skupili w swym ręku władzę o jakiej niegdysiejsi cesarze mogli tylko pomarzyć. Jednak to, jaką drogę obierają w celu zmieniania tego świata powinno budzić uzasadnione obawy i pilny, stanowczy sprzeciw.

Piotr Relich

https://www.pch24.pl/sojusz-techno-libe ... 461,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 20 mar 2019, 14:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
Ks. prof. Bortkiewicz o standardach WHO: deprawacja i seksualizacja dzieci

Nie przypisujmy Panu Bogu naszych poglądów absurdalnych i złowrogich. Pan Bóg stwarzając nas wyznaczył nam zadanie - uczynienie z życia wartości, godne wykorzystanie wolności, wskazał też, że sensem życia jest miłość. To odczytujmy i realizujmy – mówi w rozmowie z PCh24.pl Ks. prof. Paweł Bortkiewicz.



W roku 2018 przez ulice polskich miast przeszła niespotykana wręcz liczba tzw. parad czy też marszów równości. Z kolei rok 2019 rozpoczął się od podpisania przez prezydenta Warszawy – Rafała Trzaskowskiego – tzw. deklaracji LGBT+. Czy oznacza to, że nasza ojczyzna wchodzi w fazę rewolucyjnego przyśpieszenia i już niedługo „dogonimy Zachód”, jeśli chodzi o „gender-standardy”?

W jakiejś mierze równamy po 50 latach do Zachodu, do jego rewolucji obyczajowej albo rewolucji seksualnej. Tylko, że to znaczy, iż równamy do momentu, o którym niemiecki komunista Willy Muenzenberg powiedział: „Uczynimy Zachód tak zepsutym, że aż będzie śmierdział”.



No więc, zaczęliśmy równać do Zachodu z jego smrodem, zepsuciem i chaosem aksjologicznym.



Oczywiście, ktoś powie, że woli żyć na zasobnym, choć śmierdzącym Zachodzie niż w pachnącej, ale biedniejszej Polsce. Nie sądzę jednak, żeby w niedalekiej przyszłości utrzymał taki ktoś taką opinię.



Psucie się Zachodu sprawia, że w te zgniłe tkanki wchodzi coraz mocniej infekcja islamu. I trzeba to w końcu powiedzieć wyraźnie - jesteśmy świadkami być może śmiertelnej choroby cywilizacji zachodniej.



Dlaczego właśnie teraz ideolodzy gender i wszelkiej maści rewolucjoniści postanowili zaatakować? Skąd ta ofensywa promująca homoseksualizm, aborcję i wszelkiego rodzaju dewiacje?

Kluczem wydaje mi się tutaj użyte przez Pana słowo „ideologia”. Ona jest narzędziem walki z cywilizacją zachodnią – cywilizacją chrześcijańską. To oczywiście proces bardzo długi i odwieczny. Znamy z własnej perspektywy czasu walkę ideologii komunistycznej z chrześcijańskim światem. Rzecz w tym, że marksizm, który gromił katolicyzm za „alienację człowieka” dokonał najbardziej radykalnego wyobcowania człowieka, wyobcowania z jego człowieczeństwa. Produkt „homo sovieticus” to synonim niewolnika bez imienia, twarzy, podmiotowości.



Skoro ta metoda się zdyskredytowała, marksizm wcielił się w neomarksizm. Zamiast proletariatu mamy homoseksualistów, zamiast alienacji mamy dyskryminację. Walka musi trwać, walka nie znosi pustki. A wiadomo, że dla marksizmu i neomarksizmu, walka jest sensem istnienia, jest wszystkim.



Ideolodzy gender mają co najmniej kilka parasoli ochronnych w postaci liberalnych mediów, części polityków oraz przedstawicieli Brukseli. Co gorsza: codziennie można odnieść wrażenie, że liczba „sojuszników LGBT” rośnie. Dlaczego tak się dzieje?

Można oczywiście rozgrywać i ugrywać w ten sposób cele polityczne. Jeśli ktoś mi powie, że lud pracujący miast i wsi jest w Polsce gnębiony, wyzyskiwany, alienowany, to mogę to sprawdzić. Nie twierdzę przy tym, że nie ma w Polsce problemów ze standardami pracy, ale nie ma masowego wyzysku. Mogę się przekonać, jak wyglądają warunki pracy, jaka jest płaca.



Natomiast, jeśli ktoś powie, że 200 tysięcy warszawiaków to zwolennicy homoideologii, to - jak to sprawdzić? Jeśli ktoś twierdzi, że homoseksualiści są dyskryminowani i nietolerowani, to według jakich kryteriów mogę to zweryfikować?



Szukam informacji o zwolnionych z pracy za homoseksualizm, o wyrzuconych ze sklepu czy pociągu za poglądy homoseksualne… I co mogę znaleźć? Raczej informację o pisarzu, publicyście, krytycznie wyrażającym się o homoseksualizmie i jego roszczeniach, wyrzuconym z pociągu na trasie Wrocław - Poznań, o aktywistce - obrończyni życia ciąganej do sądu za nazwanie homoseksualizmu dewiacją…



Mimo tego, rośnie narracja o biednych, prześladowanych homoseksualistach… A ponieważ żyjemy w czasach pogardy dla rozumu i prawdy, taka propaganda zyskuje podatny grunt.



Jednym z głównych postulatów ideologów gender jest walka o legalizację tzw. małżeństw homoseksualnych? Z drugiej strony ci sami ludzie krytykują normalną rodzinę i normalne małżeństwo – związki kobiety i mężczyzny – jako symbole ciemnogrodu i zacofania. Czy jest w tym jakakolwiek logika?

Wydaje mi się, że w pewnym sensie jest w tym logika – logika destrukcji. Myślę, że od czasów Hobbesa i Malthusa toczy się walka z rodziną. Hobbes orzekł, że to nie natura racjonalna, ale Lewiatan wyznacza standardy życia społecznego, a Malthus zasiał w nas fobię „bomby demograficznej”. I zaczęła się walka z małżeństwem jako naturalną instytucją służącą przekazowi życia. Antykoncepcja, eugenika w wydaniu Galtona czy współcześnie Singera, aborcja - stały się elementami tej walki. A potem przyszedł etap orzekania co jest „małżeństwem”, a co nim nie jest.



W tej perspektywie antypopulacyjnej „małżeństwem” może być wszystko i cokolwiek, tylko nie małżeństwo – wspólnota życia i miłości, kobiety i mężczyzny. Ta wspólnota jest zwalczana, a konfiguracja dowolna jest promowana. Oczywiście, ta promocja nie jest efektem zmienionej natury racjonalnej człowieka, ale hobbesowskiego Lewiatana, np. instytucji ONZ-owskich czy unijnych.



W jednej z wypowiedzi znany homo-aktywista Robert Biedroń powiedział, że warszawska Karta LGBT+ to tak naprawdę nic nowego, ponieważ on sam, pełniąc urząd prezydenta miasta Słupska wprowadził tzw. Kartę Różnorodności. Fakt ten przeszedł bez większego echa. Dlaczego?

Może dlatego, że wciąż błędnie myślimy kategoriami miast, ośrodków, instytucji i liczb, a nie osób. Jeśli homoinfekcja dotyka Warszawę myślimy od razu – „stolica”. I dostrzegamy prestiż, zakres oddziaływania, skalę propagandową takiego wydarzenia. I trudno odmówić temu racji.



Ale niewielki Słupsk to także ludzie, małżeństwa, rodziny, dzieci… To człowiek, jego miłość, jego wolność… I nie można lekceważyć destrukcji i dewastacji wartości w takim środowisku. Nie jest tak do końca istotna ilość i skala. Istotny musi być człowiek!



Prezydenci kolejnych polskich miast poinformowali, że pójdą śladami Warszawy i również wprowadzą własne „Karty LGBT+”. Czy ta operacja może się powieść? Czy ktokolwiek może przerwać to szaleństwo?

Istotnie, mamy do czynienia w ostatnich latach z procesem „wyzwalania” miast. Jest to „wyzwalanie” miast z Polski. „Wolne miasto Gdańsk”, „wolne miasto Poznań”, już wyzwolona „powstańczą walką” Warszawa. Samo takie nazewnictwo jest skandaliczne. Jest antypaństwowe i antypolskie. Ono bezcześci pamięć przeszłości i dzieje narodu polskiego. Niestety, takie operacje się dzieją i rozrastają.



Efektem wyborów samorządowych są postacie prezydentów wielkich miast w Polsce - takich, jakimi są. I nie chodzi tutaj o to, że są to postacie tzw. opozycji. To są postacie opozycyjne wobec polskości, wartości narodu jako takiego i wartości narodowych.



Myślę, że potrzebna jest gruntowna praca nad określeniem kompetencji samorządów, w szczególności nad zasadą subsydiarności. Ona jest zasadą kompetencyjną. Zatem przyznaje priorytet samorządom w ich działaniach przed państwem (o ile jednak nie naruszają te działania dobra wspólnego). Ale też ta sama zasada domaga się priorytetowych kompetencji rodziców w sferze na przykład wychowania. To trzeba precyzyjnie określić i egzekwować.



Na marginesie, warto zauważyć, że istnieje pewna zależność między tą autonomizacją „wolnych miast” a pojęciem „małych ojczyzn”, które jest nagminnie stosowane, także z strony konserwatywnej. Trzeba raczej wrócić do pojęcia regionów, które tworzą jedną wolną Ojczyznę - dobro wspólne narodu.



Czym są standardy WHO, na które powołują się twórcy „Karty LGBT+”? Kto, na jakiej podstawie i po co je stworzył?

Odpowiedź na to pytanie jest dość rozlega, jednak najkrócej ujmując warto sięgnąć do wspomnianego już reaktywowanego marksizmu. Jego konkretny kształt w postaci szkoły frankfurckiej postawił sobie za cel demontaż chrześcijańskiego dziedzictwa Zachodu. Rozpoczął się tzw. marsz przez instytucje, zawłaszczanie szkół, sądów, uniwersytetów. W tym procesie szczególnie ważnym było przejęcie rodziny. A głównym wrogiem w tym procesie był i pozostaje Kościół.



Przejęcie rodziny oznaczało przejęcie wychowania dzieci. Z grona frankfurtczyków wywodzili się przedstawiciele BZgA (Federalnego Biura Edukacji Zdrowotnej w Niemczech), którzy opracowali źródłowo „Standardy edukacji seksualnej w Europie” - przejęte przez WHO. Najlepiej zacytować w tym miejscu fragmenty standardów. Dzieci w okresie rozwoju 0-4 lata powinny nabyć wiedzy tak określonej: „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa”. Dzieci w wieku 4-6 lat powinny posiąść wiedzę określoną: „Związki osób tej samej płci Różne rodzaje związków (rodzinnych). Różne koncepcje rodziny”. Kolejny etap rozwoju - 6-9 lat to zdobycie kolejnej wiedzy: „Podstawowe wiadomości dotyczące antykoncepcji. Różne metody antykoncepcji”. Edukacji w zakresie wiedzy towarzyszy formacja w zakresie postaw i umiejętności.



To nie jest edukacja - to są standardy deprawacji, seksualizacji, demoralizacji dziecka!



Ile aktualnie postępowcy wyróżniają płci? Jak je „odkryli”?

Chciałbym zażartować: „Pan Bóg jeden wie”, ale … Pan Bóg stworzył człowieka mężczyzną i kobietą. Nie ma niczego innego poza tym binarnym układem. Postępowcy mają natomiast wysyp płci, orientacji seksualnych, opcji seksualnych… Na amerykańskiej wersji Facebooka, przy rejestracji widniało kilka lat temu do wyboru 56 orientacji seksualnych. Ale ich enumeracja i rozumienie to problem dla psychiatrów…



Dlaczego edukacja seksualna jest tak ważna dla lewicowych rewolucjonistów? Po co chcą ją wprowadzać już w żłobkach i przedszkolach?

Chodzi, najprościej ujmując, o zniszczenie tożsamości. Jest taka publikacja „Ślepa na płeć. Edukacja równościowa po polsku”. We wprowadzeniu do niej prof. Magdalena Środa napisała: „Społeczność przyszłości to społeczność otwarta (a nie konglomerat narodów), to społeczność spluralizowana (a nie homogeniczna), multikulturowa (a nie monokulturowa), zindywidualizowana (a nie rodzinocentryczna), laicka (a nie fundamentalistyczna) oraz egalitarna (a nie hierarchiczna). I szkoła powinna przygotowywać do bycia członkiem takiej właśnie społeczności. Tymczasem polska szkoła jest narodowa, konserwatywna, unifikująca, a jedyne uznanie dla „różnicy” widać w uznaniu różnicy płci: szkoła socjalizuje bowiem młodzież do zajmowania tradycyjnych ról płciowych”.



Zauważmy - społeczność przyszłości ma być nie narodowa, pluralistyczna, nie rodzinocentryczna, zdezynfekowana z religii, pozbawiona autorytetów. Czy tego już w dużej mierze nie osiągnięto? Kto ty jesteś? Polak mały! - tak było kiedyś. Dziś wielu powie z dumą - „ja jestem Europejczyk, polskość to nienormalność… Ja jestem multikulti, a nie żaden przedstawiciel cywilizacji euroatlantyckiej.. Jestem „odjanopawłowiony” i odszedłem od Boga i Kościoła”… Został ostatni bastion - najbardziej podstawowy, elementarny wręcz. I ten fundament próbuje się naruszyć, zniszczyć…



Kiedy wymyślono coś takiego jak „płeć kulturowa”? Czym różni się ona od płci męskiej bądź żeńskiej?

To bardzo ciekawe pytanie. Pozornie można by się spodziewać jednoznaczności odpowiedzi, bo ten wymysł nie jest tak stary jak świat. To historia, która wpisuje się na przykład w moje życie. Ale w przypadku gender, czyli płci kulturowej nic nie jest takie proste. Sami genderyści powiedzą, że „zaczęto używać” tego pojęcia w latach sześćdziesiątych… To znaczy kto zaczął używać? Jakieś konkretne elity, partia polityczna, koło gospodyń wiejskich? Ale przecież ktoś musiał pierwszy to pojęcie wprowadzić w obieg.



Zacytuję p. Magdalenę Grabowską: „W naukach społecznych uznaje się iż twórcą pojęcia „gender” był psycholog amerykański Robert Stoller. Chociaż koncepcja płci społeczno-kulturowej była obecna w naukach społecznych na długo przed badaniami prowadzonymi przez Stollera, to on jako pierwszy użył w roku 1968 tego słowa w odniesieniu do niezgodności pomiędzy płcią biologiczną a poczuciem, czy też tożsamością płci reprezentowanym przez osoby transseksualne”.



Nie jestem z pewnością specjalistą, ale wydaje mi się, że jednak prymat w zakresie tego pojęcia należy do nowozelandzkiego psychologa i seksuologa Johna Moneya, pracującego w Baltimore, który zdecydowanie przed Stollerem wprowadził rozróżnienie sex i gender - płci biologicznej i kulturowej. Dlaczego genderyści pomijają Money’a? Może dlatego, że Money miał wyjątkową okazję weryfikacji swojej teorii głoszącej, że dziecko do 2 lat życia jest pozbawione poczucia tożsamości płciowej, tak więc jego tożsamość może być zmieniona bez konsekwencji wstrząsu psychologicznego. Można bez problemu przekształcić płeć biologiczną (sex) na płeć kulturową.



Okazja się nadarzyła w 1965 r., kiedy jeden z bliźniaków kanadyjskich Bruce Reimer został okaleczony przy zabiegi laserowego obrzezania. Money przeprowadził na nim eksperymentalnie swoją teorię - dokonał chirurgiczno-kosmetycznego zabiegu korekty narządów płciowych, zmienił imię Bruce na Brenda, chłopca ubierano w sukienki, przymuszano do zabawy lalkami… Finał? Bruce Reimer w 2004 r. popełnił samobójstwo. Jego brat bliźniak Brian, emocjonalnie zaniedbany przez rodziców przedawkował nieco wcześniej antydepresanty. Warto sięgać do początków, do założyciela gender… To tragicznie pouczające.



Dlaczego rewolucjoniści dla uzasadnienia swoich pomysłów powołują się na Pana Boga? Niejednokrotnie słyszeliśmy przecież słowa „to Bóg mnie takim stworzył”....

Cóż, Bóg stworzył nas mężczyzną lub kobietą. Nie znam żadnego kodeksu biblijnego, żadnego tekstu, w którym byłoby napisane „homoseksualistą i biseksualistą stworzył ich” albo „stworzył ich male to female, transgender oraz cis gender”. Chyba, że coś się nowego pojawiło w biblistyce…



A mówiąc poważniej, nie przypisujmy Panu Bogu naszych poglądów absurdalnych i złowrogich. Pan Bóg stwarzając nas wyznaczył nam zadanie - uczynienie z życia wartości, godne wykorzystanie wolności, wskazał też, że sensem życia jest miłość. To odczytujmy i realizujmy.



Politycy PiS bardzo krytycznie odnoszą się do zapisów „Karty LGBT+” i często podkreślają, że będą bronić tradycyjnego małżeństwa i rodziny. Z drugiej strony do dzisiaj rządzący nie wypowiedzieli podpisanej przez prezydenta Komorowskiego „Konwencji Stambulskiej”, która daje zielone światło m.in. takim ruchom, jakie podejmuje w Warszawie Rafał Trzaskowski. Zakrawa to co najmniej na hipokryzję… Dlaczego władza nie ma odwagi wykonać stanowczego kroku i wypowiedzieć tego dokumentu odbierając jednocześnie podstawy dla rewolucyjnych zapędów lewicy?

Te działania istotnie niepokoją. Można próbować zrozumieć polityków prawicy, że prowadząc walkę na wielu frontach w słusznej sprawie, nie chcą otwierać nowego frontu. Ale muszą sobie zdawać sprawę, że ten front jest otwarty i że walka się toczy. Nie sposób tego ignorować. Oczekuję, że w przypadku reelekcji rządów Dobrej Zmiany, ta dobra zmiana faktycznie dotknie wreszcie tematów życia i rodziny.



Jak ocenia ksiądz dotychczasowe dokonania partii rządzącej na kanwie obrony małżeństwa, rodziny i dzieci? Czy zrobiono wystarczająco dużo w tych kwestiach, czy też mamy jedynie do czynienia z działaniem na zasadzie „pospolitego ruszenia”?

Staram się być obiektywny w ocenie dotychczasowych działań rządu. Rozumiem, że rząd stanął od początku przed pewnym wyborem - albo działanie na zasadzie radykalnej rewolucji, to znaczy demontażu zastanego porządku bezprawnego, niesprawiedliwego prawa, albo działania „okrężne” zmierzające do dobrego celu, poprzez zmiany cząstkowe. Jak rozumiem, rządzący wybrali ten drugi sposób dokonując niewątpliwie zmian prorodzinnych.



To oczywiście kwestia programu 500+, który stanowi pomoc dla rodzin, ale i zachętę do prokreacji. To także konkretna pomoc dla rodziców dzieci niepełnosprawnych. Nie sposób odmówić jej charakteru pro-life i charakteru prorodzinnego.



To również program Mieszkanie Plus, który jest także programem w istocie prorodzinnym. Ale te działania, które - jak rozumiem - miały być porzuceniem walki rewolucyjnej spotkały się z takim, a nie innym odzewem tzw. opozycji.



Wulgarną zadymą, agresją słowną, falangą rewolucyjną, nie mającą nic wspólnego z cywilizacją polityczną. A skoro tak już jest, to nie sposób łudzić się, że zaniechanie sprawy ustawy antyaborcyjnej czy Konwencji Stambulskiej usatysfakcjonuje tzw. opozycję. W tym momencie, wiemy, że jest walka i trzeba w tej walce działać w sposób planowy, zorganizowany i zarazem odważny.



Wiceprezydent Warszawy stwierdził w jednym z wywiadów, że jest konserwatystą i dlatego popiera… małżeństwa homoseksualne. Dawno nie słyszałem czegoś równie absurdalnego…

Przyznaję, że trudno o jakiekolwiek zrozumienie. To jest absurd, który może tylko świadczyć o jego autorze. Nie będę tego komentował, bo przekracza to moje kompetencje…



„Konserwatyzm” Pawła Rabieja to nie wszystko. Homoaktywista zdradził plany środowisk LGBT: najpierw legalizacja w Polsce tzw. związków partnerskich, następnie zrównanie ich z małżeństwami, a następnie przyzwolenie na adopcję przez nie dzieci. Wszystko ma odbywać się spokojnie, subtelnie, etapowo, aby odpowiednio „urobić” społeczeństwo. Na Zachodzie właśnie tak wprowadzono tego typu „standardy obywatelskie”. Czy w Polsce też może się to udać?

No więc może tutaj jest cień zrozumienia dla owego „konserwatyzmu”. Konserwatysta jest z zasady człowiekiem uczciwym. I gdyby przyjąć to jako kryterium konserwatyzmu, to p. Rabiej faktycznie uczciwie odsłania plan totalnej destrukcji życia społecznego, porządku prawnego, ładu moralnego. To uczciwe powiedzenie - chcę zrobić rewolucję w takich oto krokach. Rewolucję, która ma zniszczyć ten wasz znienawidzony przeze mnie i pogardzany porządek.



Niestety, ten plan jest jeśli nie wdrażany, to sączony w nasze życie. Przecież już przeżyliśmy w minionej kadencji sejmowej ustawę o osobach transseksualnych, mieliśmy sygnalne próby forsowania ustawy o związkach homoseksualnych. Media lewicowe i neoliberalne zaczęły judzić krytyką „związków małżeńskich” i lobbowaniem na rzecz „małżeństw (sic!) homoseksualnych”. Telewizja emituje filmy czy seriale żartobliwie opowiadające o przyjemnych gejach czy lesbijkach i odrażających homofobach. Proces trwa. Rewolucja pełza… Dlatego potrzebny jest obecnie zdecydowany sprzeciw.



Jak ocenia Ksiądz profesor stanowisko, jakie w sprawie „Karty LGBT+” zajęli biskupi Konferencji Episkopatu Polski?

Oczywiście jest to stanowisko słuszne, ważne i potrzebne. Biskupom należy się wdzięczność. Ale trzeba powiedzieć - dziele się tutaj myślą jednego z zaprzyjaźnionych księży - że w tej obecnej sytuacji niezbędne jest nie tylko krytykowanie stanu rzeczy, ale promocja Karty Praw Rodziny. To bezcenny, a mało znany i mało wykorzystywany dokument kościelny doby pontyfikatu św. Jana Pawła II. Przypomnę tylko pryncypialne stwierdzenia: „rodzina zbudowana jest na małżeństwie, głębokim i uzupełniającym się związku mężczyzny i kobiety, który opiera się na nierozerwalnej więzi małżeństwa zawartego dobrowolnie i publicznie, otwartego na przekazywanie życia:

„[…] rodzina, związek naturalny, pierwotny w stosunku do państwa czy jakiejkolwiek innej wspólnoty, posiada swoje własne, niezbywalne prawa; rodzina, będąca czymś znacznie więcej niż tylko zwykłą jednostką prawną, społeczną czy ekonomiczną, stanowi wspólnotę miłości i soli­darności, jedyną pod względem możliwości nauczania i przekazywania wartości kulturalnych, etycznych, społecznych, duchowych i religijnych, istotnych dla rozwoju i powodzenia własnych członków oraz społeczeństwa”. Trzeba te elementy przypominać i nagłaśniać, bo one właśnie są dziś przedmiotem prymitywnych ataków.



Na koniec pozwolę sobie prosić Księdza profesora o obalenie tak często powtarzanego przez lewicę kłamstwa i obelgi, że Kościół Katolicki potępia i nie akceptuje homoseksualistów. Mimo, że jest to oczywista nieprawda to żyje ona swoim życiem i wierni często mają problem, aby się jej przeciwstawić. Co mamy odpowiadać manipulatorom rzucającym takie oszczerstwa?

Trzeba się jasno i zdecydowanie sprzeciwiać takim bredniom i oszczerstwom. Kościół nie potępia człowieka, ale potępia grzech, grzeszne i wrogie człowiekowi ideologie. Trzeba może najprościej odsyłać do Katechizmu Kościoła Katolickiego. Przypomnę kluczowe punkty: „Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie (Por. Rdz 19,1-29; Rz 1, 24-27; I Kor 6, 9;1 Tm 1, 10). zawsze głosiła, że ‚akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane’ (Kongregacja Nauki Wiary, dekl. Persona humana, 8). Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane.



Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji” (KKK 2357-8).



Akty homoseksualizmu są sprzeczne z prawem naturalnym i nie mogą być zaaprobowane. Powinno się unikać wobec osób homoseksualnych jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Może warto, by aktywiści homoideologii przepisali - każdy z osobna i ręcznie - te punkty Katechizmu po 1000 albo 2000 razy. Taka repetycja może być zbawienna w przypadku kłopotów ze zrozumieniem.

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek
DATA: 2019-03-19 08:03
AUTOR: ROZMOWA PCH24

https://www.pch24.pl/ks--prof--bortkiew ... 941,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 08 kwi 2019, 20:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31397
KS. PROF. D. OKO: GENDERYŚCI W NIEMCZECH UCZĄ DZIECI, JAK KORZYSTAĆ Z DOMÓW PUBLICZNYCH

Miałem okazję przyjrzeć się temu w Niemczech. Z pierwszej ręki wiem, jak wygląda genderyzm w szkołach niemieckich. W podręczniku o pedagogice seksualnej jest jednostka lekcyjna pt.: „Nowy burdel dla wszystkich”. To ćwiczenie jest przewidziane dla dzieci powyżej 15 roku życia. Polega ono na tym, że dzieci otrzymują plan domu publicznego, który został poddany renowacji. Mają zaprojektować ten dom publiczny tak, żeby każda orientacja była zadowolona – powiedział w „Rozmowach niedokończonych” ks. prof. Dariusz Oko. Przytoczył on przykłady, czego nauczać mogą genderyści w polskich szkołach i zaprezentował przykłady ze szkół niemieckich.

Co jakiś czas w mediach, samorządach czy programach edukacyjnych pojawia się wzmożona fala ideologii gender. Taka sytuacja ma miejsce na przykład w Warszawie.

– Genderyzm jest powiązany z marksizmem. Te same osoby, które głosiły marksizm, głoszą teraz genderyzm. Jest on pełną mutacją marksizmu i podobnie – jest z gruntu fałszywą teorią wyznawaną przede wszystkim przez ateistów, czyli ludzi, którzy już są w błędzie, odrzucając Boga. Tak fundamentalny błąd musi powodować następne błędy. Genderyzm jest kolejną ideologią ateistów, w której na miejscu Boga stawia się seks – podkreślił ks. prof. Dariusz Oko.

– LGBT, w którym na końcu zazwyczaj jest plus, ma jednoczyć wszystkie osobliwości seksualne, między innymi kazirodztwo, prostytucję czy pornografię. Według nich każde zachowanie seksualne jest akceptowalne. Jeżeli da się im palec, to wezmą całą rękę – dodał.

Co kryje się zatem za hasłami o ideologii gender w szkołach?

– Miałem okazję przyjrzeć się temu w Niemczech. Z pierwszej ręki wiem, jak wygląda genderyzm w szkołach niemieckich. W podręczniku o pedagogice seksualnej jest jednostka lekcyjna pt.: „Nowy burdel dla wszystkich”. To ćwiczenie jest przewidziane dla dzieci powyżej 15 roku życia. Polega ono na tym, że dzieci otrzymują plan domu publicznego, który został poddany renowacji. Mają zaprojektować ten dom publiczny tak, żeby każda orientacja była zadowolona. Mają zastanowić się, jak przyciągnąć ludzi do tego miejsca, ile powinno się tam płacić itd. Tak właśnie będzie to wyglądać w polskich szkołach, jeśli nie zatrzymamy tych maniaków seksualnych – zaznaczył ks. prof. Dariusz Oko.

– Celem tego ćwiczenia jest to, żeby dzieci zdobyły osobistą wolność korzystania z usług seksualnych, a także ofiarowywania tych usług, czyli korzystać z domów publicznych, a nawet sami tam pracować – wskazał.

RIRM

http://www.radiomaryja.pl/informacje/ty ... blicznych/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /