Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 672 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 41, 42, 43, 44, 45  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 18 paź 2017, 07:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/dwie- ... awitacyjne

Dwie gwiazdy zderzyły się produkując ogromne ilości złota i powodując grawitacyjne "kołysanie" Wszechświata
autor: John Moll (2017-10-16 23:55)

Obrazek
Źródło: NASA


Kilka dni temu naukowcy zapowiadali konferencję prasową, na której mieli podzielić się z nami wielkim odkryciem. Jak się dziś dowiedzieliśmy, międzynarodowy zespół badawczy znów odkrył fale grawitacyjne. Jednak najnowsze odkrycie jest inne od poprzednich - tym razem dokonano detekcji fal powstałych w wyniku zderzenia się dwóch gwiazd neutronowych.

Najnowsze piąte wykrycie fal grawitacyjnych miało miejsce 17 sierpnia. Zdarzenie zostało oznaczone jako GW170817. Po raz pierwszy udało się namierzyć sygnał, który został wyemitowany podczas kolizji dwóch gwiazd neutronowych, podczas gdy wcześniejsze sygnały miały związek z kolizją dwóch masywnych czarnych dziur.

Jednak to jeszcze nie wszystko. Gdy detektory LIGO i Virgo zarejestrowały fale grawitacyjne, liczne obserwatoria rozmieszczone na całej planecie oraz w kosmosie wykryły fale elektromagnetyczne w różnych zakresach długości fal, które najprawdopodobniej pochodzą z tego samego źródła. To oznacza, że w wyniku kolizji dwóch gwiazd neutronowych zaobserwowaliśmy fale grawitacyjne i elektromagnetyczne jednocześnie.

This animation from NASA captures the discovery of a truly remarkable cosmic event. https://t.co/zhhgxvDUC1 #GravitationalWaves pic.twitter.com/RQj0vF1143
— USA TODAY (@USATODAY) 16 października 2017
Zderzenie nastąpiło około 130 milionów lat świetlnych od Ziemi w galaktyce NGC 4993 w gwiazdozbiorze Hydry, czyli znacznie bliżej niż podczas poprzednich detekcji fal grawitacyjnych. Co więcej, sygnał był słabszy i trwał przez 100 sekund, w porównaniu do około jednej sekundy podczas poprzednich tego typu zdarzeń. Omawiane gwiazdy neutronowe posiadały masy 1,1 i 1,6 masy Słońca.

Kolizja tych ciał niebieskich doprowadziła do wybuchu tzw. kilonowej - jest to wybuch tysiąc razy jaśniejszy od wybuchu gwiazdy nowej. Kilonowe mogą być odpowiedzialne za rozprzestrzenianie w kosmosie ciężkich pierwiastków chemicznych, takich jak złoto i platyna. Naukowcy twierdzą, że mamy do czynienia z początkiem nowej ery tzw. astronomii wieloaspektowej, która polega na zbieraniu danych w różnych formach, czyli łączy astronomię fal grawitacyjnych oraz astronomię fal elektromagnetycznych.

https://www.youtube.com/embed/e_uIOKfv710

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

Źródło:
http://tylkonauka.pl/wiadomosc/wykryto- ... ku-koliz...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 24 paź 2017, 09:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/nauko ... kontynentu

Naukowcy prowadzą ekspedycję w celu zbadania tajemniczego zatopionego kontynentu
autor: admin (2017-10-21 21:22)

Obrazek
Źródło: NASA


Międzynarodowa grupa naukowców podjęła ekspedycję, której celem jest zbadanie hipotetycznego nowego kontynentu o nazwie Zelandia. Już jakiś czas temu naukowcy odkryli skamieliny, które pozwoliły potwierdzić jego istnienie, oraz fakt, że kontynent ten nie zawsze znajdował się w większości pod wodą, jak obecnie.

Na początku roku geolodzy z Nowej Zelandii, Nowej Kaledonii i Australii zaproponowali, że mieszkają na kontynencie o nazwie Zelandia. Ich zdaniem jego powierzchnia wynosi 4,9 miliona kilometrów kwadratowych, czyli mniej więcej połowę powierzchni Australii.

Szkopuł w tym, że pod wodami Oceanu Spokojnego znajduje się aż 94% tego kontynentu. Nowa Zelandia i Nowa Kaledońska to największe części Zelandii, które pozostają położone nad poziomem morza. Jednym z dowodów istnienia nowego kontynentu było to, że skorupa ziemska w podwodnej części tego regionu jest raczej typu kontynentalnego, a nie oceanicznego.

Zbadaniem Zelandii ma się zająć zespół, złożony z 32 naukowców z 12 krajów. Eksperci podjęli 9-tygodniową ekspedycję, aby lepiej poznać zatopiony kontynent. W sześciu miejscach wykonane zostaną odwierty w celu zebrania próbek dennych osadów na głębokości 1250 metrów. Ma to umożliwić zrozumienie zmian klimatycznych i geograficznych, jakie Zelandia przeszła w ciągu ostatnich 70 milionów lat.

Obrazek

W trakcie zbadano tysiące skamieniałych szczątków i zidentyfikowano setki gatunków, które wskazują, że ląd ten nie zawsze znajdował się pod wodą. Z obecnych informacji wynika, że Zelandia zatonęła około 80 milionów lat temu, kiedy rozłączyła się z Australią i Antarktyką. Badanie wykazało także, że powstawanie pacyficznego pierścienia ognia na Pacyfiku, które miało miejsce 40-50 milionów lat temu, doprowadziło do poważnego odkształcenia już zatopionego lądu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 25 paź 2017, 10:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://news.astronet.pl/index.php/2017/ ... a-tytanie/

Zespół NASA odkrył niebezpieczne lodowe chmury na Tytanie
Posted on 24 października 2017, 11:45 am24 października 2017 by Karolina Bargieł 591 odsłon

Badania przeprowadzone przez sondę Cassini potwierdziły obecność toksycznego lodu hybrydowego w małej chmurze wysoko nad biegunem południowym największego księżyca Saturna, czyli Tytana.
Odkrycie to stanowi zupełnie nową odsłonę skomplikowanych procesów chemicznych jakie zachodzą w atmosferze Tytana. W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z procesem chmurotwórczym odbywającym się w stratosferze, będącym częścią cyklów dostarczających cząsteczki organiczne na powierzchnię księżyca.
Niewidzialna dla ludzkiego oka chmura została wykryta dzięki spektrometrowi uzbrojonemu w detektor podczerwieni (Composite Infrared Spectrometer – CIRS), który był częścią wyposażenia sondy Cassini. Chmura znajduje się na wysokości od 160 do 210 kilometrów nad powierzchnią księżyca – wysoko ponad deszczowym obłokiem metanu charakterystycznym dla troposfery Tytana. Nowa chmura pokrywa duży obszar w pobliżu bieguna południowego (od 75 do 85 stopni szerokości geograficznej południowej).

Obrazek
Obraz Tytana w podczerwieni wykonany przez VIMS, znajdujący się na pokładzie Cassiniego, podczas trzech bliskichprzelotów sondy nad powierzchnią księżyca.NASA/JPL-Caltech/Space Science Institute


Dzięki eksperymentom laboratoryjnym przeprowadzonym na powierzchni Ziemi wiemy, że egzotyczny lód w chmurze jest kombinacją prostych organicznych cząsteczek cyjanowodoru (HCN) i aromatycznych pierścieni benzenu. Wydaje się, że te dwie substancje chemiczne uległy zestaleniu jednocześnie, a nie warstwa po warstwie.
„Ta chmura reprezentuje nową chemiczną formę lodu w atmosferze Tytana. Co ciekawe, ten szkodliwy lód składa się z dwóch cząsteczek, wyodrębnionych i skroplonych z bogatej mieszanki gazów na biegunie południowym” w ten sposób zjawisko komentuje Carrie Anderson z GSFC NASA, współtwórca CIRS.
Wcześniejsze dane przesłane przez CIRS pomogły zidentyfikować zarówno zamrożony cyjanowodór znajdujący się w chmurach nad południowym biegunem Tytana, jak również inne toksyczne chemikalia w stratosferze księżyca. W tej części atmosfery zachodzi zjawisko globalnej cyrkulacji dzięki któremu podczas lata ciepłe gazy z równika zostają przesyłane w kierunku zimnych biegunów. Ten cykl odwraca kierunek, gdy zmieniają się pory roku, co zimą prowadzi do gromadzenia się chmur na obydwu biegunach. Krótko po przylocie, Cassini znalazła dowód tego zjawiska na biegunie północnym. A po niemalże 13 latach dostrzegła ten sam proces na biegunie południowym.


Widok Tytana jest jednym z ostatnich zdjęć, jakie sonda Cassini wysłała na Ziemię, zanim pogrążyła się w atmosferze olbrzymiej planety.NASA/JPL-Caltech/Space Science Institute


Najprostszy model ilustrujący strukturę chmury zakłada, że różne typy gazu będą skraplać się i zamrażać na różnych wysokościach. Niestety rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, ponieważ każdy rodzaj chmury tworzy się na różnej szerokości geograficznej, więc możliwe jest jednoczesne skroplenie niektórych substancji.
Anderson oraz inni naukowcy użyli CIRS, aby posortować złożony zestaw sygnałów emitowanych przez liczne cząsteczki w atmosferze Tytana. Instrument ten rozdzielił światło podczerwone na kolory składowe (tak jak krople deszczu rozdzielają światło widzialne tworząc tęczę) i mierzył siły sygnału w różnych długościach fal.
„CIRS działa zarówno jako teledetekcyjny czujnik, jak i sonda chemiczna, zbierająca promieniowanie cieplne emitowane przez poszczególne gazy w atmosferze”, tłumaczy F. Michael Flasar, główny opiekun CIRS. „Instrument robi to wszystko zdalnie, przelatując obok planety czy księżyca.”
Nowa chmura, którą naukowcy nazywają wysoką chmurą południowo-polarną, charakteryzują się wyraźną i bardzo silną sygnaturą chemiczną. Wyznacznik ten zaobserwowano już trzykrotnie (pomiędzy lipcem, a listopadem 2015). Ze względu na to, że rok na Tytanie trwa siedem lat ziemskich, przez cały ten okres naukowcy mieli do czynienia z późną jesienią.
Zaobserwowane pasma widmowe nie odpowiadały żadnym pojedynczym cząsteczkom chemicznym, więc zespół naukowców zaczął eksperymenty laboratoryjne w celu jednoczesnego skroplenia mieszaniny gazów. Używając komory lodowej, symulującej warunki panujące w stratosferze Tytana, testowano pary związków chemicznych, których widmo w podczerwieni było zbliżone do zaobserwowanego.
Południowy biegun Tytana – kłębowisko chmur lub gazowy wir uchwycony przez Cassiniego 27. czerwca 2012 roku.NASA/JPL-Caltech/Space Science Institute


Południowy biegun Tytana – kłębowisko chmur lub gazowy wir uchwycony przez Cassiniego 27. czerwca 2012 roku.


Początkowo zespół stworzył warunki w których jeden gaz był skraplany przed drugim. Jednak najlepszy wynik osiągnięto poprzez wprowadzenie zarówno cyjanowodoru, jak i benzenu do komory, i umożliwienie im skraplania się w tym samym czasie. Sam benzen nie ma charakterystycznego widma w dalekiej podczerwieni. Natomiast kiedy pozwolono na kondensację tego pierwiastka wraz z cyjanowodorem, otrzymane widmo było bardzo zbliżone do tego z obserwacji CIRS. Niemniej jednak w celu dokładnego określenie struktury cząsteczek lodu potrzebne będą dodatkowe badania.
Zespół Andersona znalazł podobny przykład skroplonego lodu w danych CIRS z 2005 r. Te obserwacje zostały wykonane w pobliżu bieguna północnego, około dwa lata po przesileniu zimowym na półkuli północnej Tytana. Ta chmura ukształtowała się na znacznie niższej, poniżej 150 km, i miała inny skład chemiczny: oprócz cyjanowodoru, zawierała cyjanoacetylen – jedną z bardziej złożonych cząsteczek organicznych znalezionych w atmosferze Tytana.
Anderson wnioskuje iż różnice w obserwowanych obłokach muszą wynikać ze zmian sezonowych na biegunach północnych i południowych. Obłok północny został zaobserwowany dwa lata po zimowym przesileniu, podczas gdy obłok południowy naukowcy mieli okazję zbadać dwa lata przed przesileniem letnim. Możliwe, że mieszanki gazów były nieco inne w obu przypadkach lub temperatura wzrosła w momencie gdy pojawiły się chmury północno-polarne.
Sonda Cassini zakończyła swoją misję 15. września 2017 roku. Jedną z jej zasług jest fakt, iż mogliśmy obserwować zmiany jakie występują zarówno na powierzchni planety jak i na jej księżycach przez okres 13 lat, co umożliwiło naukowcom dokonanie takich niesamowitych odkryć.

Source :NASA

http://news.astronet.pl/index.php/2017/ ... 1926105340


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 28 paź 2017, 09:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/son ... -3717.html

Sonda Dawn bada pozostałości oceanu na Ceres
Wysłane przez iwanicki w 2017-10-27 13:29

Obrazek
Krater Occator


Czy Ceres w odległej przeszłości była pokryta oceanem? Autorzy najnowszych badań sugerują, że jest to bardzo prawdopodobne. Być może pozostałości tego oceanu wciąż zalegają pod powierzchnią tej planety karłowatej.
Ceres została odkryta w 1801 r. i z początku była określana mianem planety. Po licznych odkryciach innych obiektów krążących w pasie między orbitami Marsa a Jowisza, zdegradowano ją do miana planetoidy. Od 2006 r. uznawana jest wraz z Plutonem i innymi obiektami transneptunowymi za jedną z planet karłowatych. Mimo, że jest kilkukrotnie mniejsza od naszego Księżyca, wydaje się być obiektem o skomplikowanej przeszłości geologicznej.
Większość szczegółowych danych o budowie Ceres posiadamy dzięki sondzie Dawn, która krąży na jej orbicie od marca 2015 r. Niedawno przedłużono misję sondy, dzięki czemu będzie przesyłać dane co najmniej do połowy 2018 r., o czym informowaliśmy w artykule sprzed tygodnia. Tymczasem, zespół naukowy dowodzony przez Antona Ermakova z Jet Propulsion Laboratory (JPL), w swoim najnowszym artykule opublikowanym w Journal of Geophysical Research: Planets, sugeruje, że Ceres może być aktywna geologicznie.
Swoje przypuszczenia Ermakov opiera na wynikach analizy ukształtowania powierzchni Ceres oraz pomiarach siły grawitacji. Badając w ten sposób strukturę wewnętrzną Ceres, zespół doszedł do wniosku, że anomalie grawitacyjne pokrywają się z charakterystycznymi strukturami: Ahuna Mons (najwyższym szczytem) oraz trzema kraterami (Occator, Kerwan i Yalode). Odkrycie to powoduje rozbieżności z przyjętymi modelami grawitacji dla Ceres, a wyjaśnienie zagadki może tkwić pod powierzchnią planety karłowatej.
Ermakov uważa, że Ceres jeszcze niedawno była aktywna geologicznie, a być może nadal jest. Wymienione anomalie grawitacyjne mają być tego dowodem. Dodatkowo, analiza tych anomalii ma pomóc w lepszym zrozumieniu genezy Ahuna Mons oraz krateru Occator, obiektów uważanych za różne formy kriowulkanizmu. Zespół Ermakova zwrócił również uwagę na stosunkowo niską gęstość skorupy Ceres, bliższą gęstości lodu niż skał.
Jednak zgodnie z wcześniejszymi założeniami, lód nie może być głównym składnikiem skorupy Ceres, ponieważ charakteryzuje się ona większą twardością. Wyjaśnienie tej zagadki być może przynosi publikacja zespołu naukowców z Uniwersytetu Harvarda. Grupa, której liderem jest Roger Fu, przeprowadziła analizę składu skorupy Cerees, oraz jej głębszych warstw.
Badanie przeprowadzone na podstawie analizy topografii planety karłowatej, wykazało, że jej skorupa jest prawdopodobnie mieszaniną lodu, sól i skał z dodatkiem klatratów. Klatraty stanowią związki o strukturze nadcząsteczkowej, najczęściej złożone z molekuł wody tworzących "klatkę" z uwięzionymi w środku molekułami gazu. Takie struktury są do tysiąca razy mocniejsze od częsteczek lodu, zachowując przy tym podobną gęstość. Ich obecność na powierzchni Ceres wyjaśniałaby rozbieżności pomiędzy charakterystyką skorupy a jej relatywnie niską gęstością.
Skąd się wzięły klatraty w skorupie Ceres? Naukowcy uważają, że są one, wraz z solami i lodem, zamarźniętą pozostałością po rozległym oceanie. Uważa się, że ocean ten zniknął z powierzchni planety karłowatej ok. 4 miliardy lat temu, pozostawiając po sobie jedynie "skamieniałości" w postaci wspomnianych związków. Jeśli istnieje podpowierzchniowa warstwa wody, być może nie jest w całości skuta lodem, co zakłada większość teoretycznych modeli. Przedłużona do połowy 2018 r. misja sondy Dawn z pewnością przybliży nas do rozwiązania tej zagadki.

Więcej informacji:
Artykuł o szczegółach wyników badań
https://www.nasa.gov/feature/jpl/dawn-f ... s-at-ceres
Więcej o sondzie Dawn na stronach NASA
https://www.nasa.gov/mission_pages/dawn/main/index.html

Źródło: NASA
Na ilustracji: Krater Occator sfotografowany przez sondę Dawn. Źródło: NASA


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 07 lis 2017, 11:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kopalniawiedzy.pl/dwutlenek-wana ... etal,25882

Przewodzi prąd, ale nie ciepło
27 stycznia 2017, 18:28 | Astronomia/fizyka

Obrazek
Lawrence Berkeley National Laboratory

Specjaliści z Lawrence Berkeley National Laboratory (LBNL) i Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley odkryli, że metaliczny dwutlenek wanadu przeczy kolejnemu znanemu prawu fizycznemu. Okazuje się bowiem, że przewodzi on elektryczność bez jednoczesnego przewodzenia ciepła.
Dla większości metali zależność pomiędzy przewodnictwem cieplnym a elektrycznym jest opisana za pomocą prawa Wiedemanna-Franza, które mówi, że w dowolnym metalu stosunek przewodnictwa cieplnego i elektrycznego jest wprost proporcjonalny do temperatury. Jednak, jak się okazało, prawo to nie odnosi się do dwutlenku wanadu, materiału znanego choćby z tego, że już w temperaturze 67 stopni Celsjusza zmienia się z izolatora w metal.
To było zupełnie niespodziewane odkrycie. To całkowite odejście od przyjętego prawa fizycznego, które wielokrotnie udowodniło swoje zastosowanie w przypadku standardowych przewodników. Odkrycie to ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia podstawowych właściwości nowych przewodników - mówi główny autor badań profesor Junquiao Wu.
Uczeni badając właściwości dwutlenku wanadu wykorzystali zarówno symulacje komputerowe jak i technikę rozpraszania promieniowania rentgenowskiego, które pozwalają na badanie przewodnictwa cieplnego związanego z wibracjami struktury krystalicznej oraz ruchem elektronów. Ku zdumieniu eksperymentatorów okazało się, że przewodnictwo cieplne zależne od elektronów jest 10-krotnie mniejsze niż wynikałoby to z prawa Wiedemanna-Franza. Elektrony poruszały się zgodnie względem siebie, jak płyn, zamiast poruszać się jak indywidualne cząstki, tak jak w metalach. [...] Metale efektywnie transportują ciepło, gdyż występuje w nich tak wiele możliwych mikroskopijnych konfiguracji, że elektrony swobodnie pomiędzy nimi przeskakują. Skoordynowany ruch elektronów w dwutlenku wanadu ogranicza transport ciepła, gdyż jest mniej konfiguracji, pomiędzy którymi elektrony mogą swobodnie się przemieszczać.
Bardzo interesującą cechę dwutlenku wanadu jest fakt, że mieszając ten materiał z innymi można manipulować jego przewodnictwem ciepłym i elektrycznym. Gdy naukowcy domieszkowali wolfram do pojedynczego kryształu dwutlenku wanadu, obniżyli temperaturę przemiany fazowej, w której materiał staje się metalem. Jednocześnie elektrony w fazie metalicznej lepiej przenosiły ciepło. Dzięki temu, manipulując temperaturą kryształu, naukowcy mogli decydować, jak wiele ciepła będzie on rozpraszał. Ten i podobne materiały mogą zostać użyte do przechwytywania i wykorzystywania ciepła odpadowego z silników czy do pokrycia szyb w budynkach, co pozwoli na efektywniejsze używanie w nich energii.
Możemy go użyć do ustabilizowania temperatury. Po odpowiednim dobraniu przewodnictwa cieplnego materiał może efektywnie rozpraszać ciepło w lecie, gdyż będzie charakteryzował się wysokim przewodnictwem w wysokich temperaturach, a w zimie, w niskich temperaturach, będzie zatrzymywał ciepło wewnątrz budynku - mówi Fan Yang z LBNL.
Dodatkową zaletą dwutlenku wanadu jest fakt, że w temperaturze poniżej około 30 stopni Celsjusza jest on przezroczysty, a powyżej 60 stopni absorbuje podczerwień. Znamy też inne materiały, które transportują ciepło lepiej niż elektryczność, ale działają one w bardzo niskich temperaturach, przez co trudno je zastosować w praktyce.

Autor: Mariusz Błoński

Źródło: Lawrence Berkeley National Laboratory
http://newscenter.lbl.gov


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 07 lis 2017, 11:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kopalniawiedzy.pl/metaliczny-wod ... sity,25879

Udało się uzyskać metaliczny wodór? Nie wszyscy w to wierzą
27 stycznia 2017, 13:23 | Astronomia/fizyka

Obrazek
R. Dias, I.F. Silvera

Niemal sto lat po tym, jak został przewidziany teoretycznie naukowcy z Uniwersytetu Harvarda uzyskali najrzadszy i potencjalnie jeden z najcenniejszych materiałów na Ziemi. Atomowy metaliczny wodór, bo o nim mowa, został stworzony przez profesora Issaca Silverę i doktora Rangę Diasa. Stworzenie metalicznego wodoru pozwoli nie tylko odpowiedzieć na wiele podstawowych pytań dotyczących natury materii, ale materiał może znaleźć wiele unikatowych zastosowań. Teoretycznie z tej formy wodoru mogłyby powstać nadprzewodniki pracujące w temperaturze pokojowej.
To Święty Graal fizyki wysokich ciśnień. To pierwsza na Ziemi próbka metalicznego wodoru, więc jeśli na nią patrzysz, to widzisz coś, co nie istniało nigdy wcześniej - mówi Silvera.
Materiał uzyskano poddając wodór ciśnieniu 495 gigapaskali. To ciśnienie wyższe niż we wnętrzu Ziemi. W tak ekstremalnych warunkach molekularny wodór, który składa się z molekuł umieszczonych na ciele stałym, zostaje porozrywany, a molekuły rozpadają się w wodór atomowy, który jest metalem. Jedno z bardzo ważnych założeń teoretycznych mówi, że taki wodór jest metastabilny. To oznacza, że jeśli zmniejszymy ciśnienie, pozostanie on w formie metalicznej. Podobnie dzieje się z grafitem, gdy zostanie poddany wysokiemu ciśnieniu i temperaturze i pozostaje diamentem, gdy ciśnienie i temperatura zostają zmniejszone - stwierdza Silvera. Sprawdzenie tych teoretycznych przewidywań jest niezwykle ważne, gdyż teoria mówi, że metaliczny wodór byłby nadprzewodnikiem działającym w temperaturze pokojowej. To byłaby rewolucja. W czasie przesyłania traci się nawet 15 procent energii. Jeśli można by z tego materiału zrobić kable do sieci przesyłowych dużo by to zmieniło.
Nadprzewodnik działający w temperaturze pokojowej pozwoliłby na budowę szybkich systemów transportu wykorzystujących lewitację magnetyczną, zwiększyłby efektywność samochodów elektrycznych i wydajność wielu urządzeń elektronicznych. Doszłoby też do rewolucji na rynku przechowywania energii. Jako, że nadprzewodniki mają zerową oporność możliwe byłoby przechowywanie energii w obwodach elektrycznych, w których krążyłaby ona do czasu, aż byłaby potrzebna.
Metaliczny wodór potencjalnie może nie tylko zmienić życie na Ziemi, ale również ułatwić podbój kosmosu. Uzyskanie metalicznego wodoru wymaga olbrzymich ilości energii. A gdy zamieniamy go z powrotem w wodór molekularny, cała ta energia jest uwalniania, możemy więc stworzyć najbardziej wydajne paliwo rakietowe znane człowiekowi - wyjaśnia Silvera. Impuls właściwy silnika napędzanego tym paliwem wynosiłby 1700 sekund. Obecnie powszechnie używa się wodoru i tlenu, a impuls właściwy takich silników to 450 sekund. To pozwoliłoby na eksplorację zewnętrznych planet Układu Słonecznego. Moglibyśmy wysyłać na orbitę rakiety jednostopniowe, w miejsce obecnych dwustopniowych i wynosić ładunki o większej masie - dodaje Silvera.
Niektórzy specjaliści ostrożnie podchodzą do wyników pracy Silvery i Diasa i domagają się mocniejszych dowodów. Z naszego punktu widzenia nie jest to przekonujące - mówi Mikhail Eremets z Instytutu Chemii im. Maksa Plancka w Moguncji. W wyniki badań bardzo wątpi też Eugene Gregoryanz z University of Edinburgh.
Wątpliwości są związane z faktem, że bardzo trudno jest prowadzić eksperymenty z wodorem poddanym wysokiemu ciśnieniu, a jeszcze trudniej jest interpretować ich wyniki. Najpierw pomiędzy dwoma diamentowymi ostrzami naukowcy z Harvarda umieścili metalową podkładkę. Jej zadaniem było utrzymanie wodoru w odpowiednim miejscu w czasie, gdy jest on ściskany przez diamentowe ostrza. Pod wpływem wysokiego ciśnienia wodór może przedostawać się do diamentów, przez co dochodzi do ich pękania. Silvera i Dias pokryli więc diamenty przezroczystą warstwą ochronną z tlenku glinu. Jednak dodatkowa warstwa utrudnia interpretację laserowych pomiarów zjawisk zachodzących w ściskanym materiale. Ponadto przy ciśnieniu wyższym od 400 gigapaskali wodór staje się czarny i nie przepuszcza światła lasera. Problemy te powodowały, że wcześniejsze próby uzyskania metalicznego wodoru paliły na panewce.
Silvera i Dias mówią, że ich eksperyment był udany dlatego, że zachowali niską temperaturę i zrezygnowali z ciągłego próbkowania wodoru laserem o wysokiej intensywności. Jak mówią, światło laserowe również może uszkodzić diamentowe ostrza. Przy ciśnieniu około 500 GPa kolor próbki zmienił się z czarnego na czerwonawy. Wówczas uczeni oświetlili wodór laserem podczerwonym o niskiej intensywności i stwierdzili, że doszło do znacznego zwiększenia współczynnika odbicia światła tak, jak się można tego spodziewać po metalach. Dopiero wówczas uczeni użyli spektroskopii ramanowskiej do dokładnego sprawdzenia ciśnienia, jakiemu został poddany wodór. Silvera i Dias obawiają się, że uzyskana próbka może być w stanie płynnym, dlatego nie uwolnili jej z diamentowego kowadełka. Sa jednak przekonani, że uzyskali metal. Neil Ashford, fizyk z Cornell University, który przed 50 laty przewidział nadprzewodzące właściwości wodoru mówi, że twierdzenia obu naukowców są bardzo przekonujące.
Inni specjaliści wzywają do przeprowadzenia kolejnych eksperymentów. Dotychczas widzieliśmy tylko jeden, trzeba go powtórzyć - stwierdza Eremets. Uczony zastanawia się też, skąd Silvera i Dias wiedzą, że uzyskali ciśnienie 495 GPa, skoro zwykle określa się je za pomocą ciągłego monitorowania techniką spektroskopii ramanowskiej. Tymczasem Silvera i Dias przewidywali ciśnienie na podstawie liczby obrotów śrub podczas zbliżania do siebie diamentowych ostrzy ściskających wodór. Powtórzenia eksperymentów chciałby też Raymond Jeanloz z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Uczony przypomina, że metalowe podkładki, które w nich wykorzystywano, pękały pod dużym ciśnieniem i reagowały z próbką, co prowadziło do zafałszowań wyników.
Silvera i Dias są jednak przekonani, że prawidłowo przeprowadzili eksperyment. Mówią, że chcieli poinformować o uzyskanych wyników już po pierwszej próbie, gdyż planują dalsze badania swojej próbki, podczas których może ona ulec zniszczeniu. Wkrótce chcą ją dodatkowo zbadać za pomocą spektroskopii ramanowskiej, by przekonać się, czy ma ona regularną strukturę atomową, jaką powinien mieć metal. Z czasem zmniejszą ciśnienie, by przekonać się, czy próbka jest metastabilna.

Autor: Mariusz Błoński

http://www.sciencemag.org


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 08 lis 2017, 13:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/dro ... -3747.html

Droga Mleczna bardziej niezwykła niż nam się wydaje
Wysłane przez musiuk w 2017-11-04 09:00

Obrazek

Droga Mleczna jest jak dotąd najlepiej zbadaną galaktyką. Jednak im więcej się o niej dowiadujemy, tym bardziej odbiega ona od tego, co przyjęliśmy za normę. Najnowsze dane pochodzące z analizy SAGA zmieniają sposób w jaki postrzegaliśmy Drogę Mleczną porównując nasza galaktykę z innymi, które są obecnie badane.
Wyniki najnowszej analizy SAGA (ang. Satellites Around Galactic Analogs) wskazują, że satelity Drogi Mlecznej są dużo spokojniejsze niż te w innych galaktykach. Wiele satelitów z naszych “siostrzanych” galaktyk dynamicznie produkuje nowe gwiazdy, przeciwnie do ich odpowiedników w naszej galaktyce. Ta obserwacja skłania naukowców do przypuszczeń, że Droga Mleczna nie jest tak “normalna” jak do tej pory uważaliśmy.
Droga Mleczna od początku była naszym punktem odniesienia przy badaniu innych galaktyk. Początkowo przyjęta jako typowy przedstawiciel galaktyk spiralnych, wraz ze wzrostem naszej wiedzy o wszechświecie, galaktykach i ich ewolucji, postrzeganie naszej galaktyki stopniowo się zmienia. Naukowcy twierdzą, że zestawienie Drogi Mlecznej z innymi galaktykami umożliwi nam umiejscowienie jej w szerszym kontekście i porównanie jej z innymi (mniej lub bardziej podobnymi) obiektami.
Droga Mleczna posiada na obrzeżach mniejsze galaktyki satelitarne, które dzięki siłom grawitacji krążą wokół niej. Są wśród nich takie obiekty jak Obłoki Magellana – Wielki i Mały, SagDEG czy też Karzeł Psów Gończych. Wiele z tych satelitów ostatecznie wpadnie do naszej galaktyki lub też stanie się jej częścią.
Co jest jednak zaskakujące, po badaniach 8 galaktyk podobnych do Drogi Mlecznej w ciągu ostatnich 5 lat, analiza SAGA wykazała, że galaktyki satelitarne Drogi Mlecznej są zdecydowanie mniej aktywne (przez co mają też mniejszą jasność) niż satelity innych zbadanych galaktyk.
“Każdego roku publikuje się setki badań na temat ciemnej materii, kosmologii, powstawania gwiazd i galaktyk, które opierają się na tym, co wiemy o Drodze Mlecznej” – mówi Marla Geha, profesor z Yale University i autorka badań. “Jest jednak całkiem możliwe, że nasza galaktyka nie jest normą”. Jeśli okaże się to prawdą, ten fakt poważnie zmieni postrzeganie naszych siostrzanych galaktyk. “Dlatego tak ważne jest określenie czy Droga Mleczna jest wyjątkowa czy raczej zwyczajna” – dodaje profesor Geha.
SAGA będzie badała w sumie 100 galaktyk podobnych do Drogi Mlecznej. Grupa 8 z nich, którą do tej pory przeanalizowano, mimo, że już pokazuje tendencję w aktywności galaktyk satelitarnych i ich jasności, jest jeszcze zbyt mała, aby na jej podstawie wyciągać konkretne wnioski. Na przestrzeni następnych 2 lat zbadanych ma zostać kolejnych 25 galaktyk, które w przyszłości powiększą bazę danych SAGA.
Wyniki dotychczasowych badań na bazie bieżących danych uzyskanych przez SAGA zostały opublikowane w czasopiśmie Astrophysical Journal.

Źródło: Yale University

Więcej informacji:

Is our galaxy normal?
http://www.astronomy.com/news/2017/09/i ... way-normal 
Is the Milky Way an 'outlier' galaxy? Studying its 'siblings' for clues
http://news.yale.edu/2017/09/20/milky-w ... ings-clues 

Na zdjęciu: zdjęcie Wielkiego Obłoku Magellana, największej galaktyki satelitarnej Drogi Mlecznej. Źródło: NASA.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 10 lis 2017, 09:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/co- ... -3758.html

Co napędza wyjątkową aktywność geologiczną Enceladusa?
Wysłane przez iwanicki w 2017-11-09 14:36

Obrazek
Pióropusze pary wodnej na Enceladusie


Naukowcy związani z misją Cassini opublikowali wyniki swoich najnowszych badań, które w najpełniejszym stopniu z dotychczasowych opracowań wyjaśniają skomplikowaną aktywność geologiczną na księżycu Saturna.
Enceladus jest lodowym księżycem, pod którego powierzchnią skrywa się globalny ocean. Jest jednym z najbardziej geologicznie aktywnych obiektów Układu Słonecznego. Aktywność ta objawia się nieustannymi erupcjami pary wodnej, drobnych cząstek lodu oraz innych substancji, które niczym z gejzerów wyrzucane są z okolic południowego bieguna księżyca w przestrzeń kosmiczną na ogromną wysokość. W porównaniu z erupcjami na Enceladusie, największe ziemskie gejzery wyglądają skromnie.
Przez wiele lat Enceladus traktowany był przez naukowców jako zamarznięty, martwy w geologicznym żargonie, księżyc krążący wokół Saturna. Odkrycia sprzed kilkunastu lat, związane z misją Cassini, zmieniły jednak nasze wyobrażenie o tym odległym świecie. Sonda Cassini wykryła wielkie pióropusze pary wodnej wydobywające się z południowego bieguna, a inne badania wykazały obecność oceanu zalegającego pod grubą, lodową skorupą. W ten sposób Enceladus dołączył do innych lodowych księżyców, które rozpatrywane są jako potencjalne miejsca, gdzie mogło rozwinąć się życie. Przez ostatnią dekadę naukowcy zastanawiali się co może być źródłem ciepła, które utrzymuje rozległy ocean i powoduje wzmożoną aktywność geologiczną.
Wśród przyczyn wyjątkowych procesów na Enceladusie podawano najczęściej rozkład pierwiastków promieniotwórczych wewnątrz księżyca oraz siły pływowe, powodujące tarcia w lodowej skorupie. Szczegółowe obliczenia jednak wykazywały, że wytwarzana przez te procesy energia jest niewystarczająca. Ocean zamarzłby w ciągu kilkudziesięciu milionów lat (biorąc pod uwagę same tarcia w skorupie), a według najnowszych danych ciepło podtrzymujące ocean może być nieustannie wytwarzane od miliardów lat. Gdzie więc należy szukać źródła tego ciepła?
Zespół naukowców prowadzony przez Gaela Chobleta z Uniwersytetu w Nantes twierdzi, że rozwiązanie zagadki tkwi w strukturze jądra Enceladusa. Najprawdopodobniej zbudowane jest z dość luźno przylegających do siebie skał, przez co od 20 do 30 procent jego objętości stanowi pusta przestrzeń. Podczas cyklicznej wędrówki Enceladusa wokół Saturna, siły pływowe "wymuszają" nieustanne tarcie pomiędzy składnikami jądra, co generuje wysoką temperaturę. Woda z oceanu przenika w puste przestrzenie wnętrza księżyca, rozgrzewając się i reagując chemicznie z zawartymi tam minerałami, powodując wysoką aktywność hydrotermalną na dnie oceanu. Być może występują tam kominy hydrotermalne przypominające ziemskie struktury na dnach oceanów.


Schemat struktury wewnętrznej Enceladusa, wyjaśniający potencjalne źródło ciepła, z widocznymi erupcjami pary wodnej na południowym biegunie. Źródło: ESA/NASA/JPL-Caltech/SSI/LPG-CNRS/U. Nantes/U. Angers


Zgodnie z przyjętym modelem, wzmożona aktywność hydrotermalna powinna występować w okolicach biegunów księżyca. Model ten sprawdza się w przypadku południowej części globu. Masy rozgrzanej wody wydobywające się z dna oceanu rozgrzewają lodową skorupę od spodu, powodując, że jest znacznie cieńsza niż w innych rejonach. Następnie przez szczeliny w skorupie kawałki lodu, wraz z parą wodną i produktami reakcji chemicznych wyrzucane są w przestrzeń kosmiczną tworząc spektakularne pióropusze.
Hipotezy wiążące aktywność geologiczną Enceladusa z jego porowatą strukturą jądra pojawiły się już we wcześniejszych latach. Jednak artykuł zespołu Chobleta, opublikowany na łamach Nature Astronomy, jako pierwszy łączy wszystkie najnowsze dane w spójną całość. Przyjęty model nie wyjaśnia natomiast różnic pomiędzy biegunami Enceladusa. Północna część księżyca, w porównaniu z południową, nie przejawia aktywności geologicznej, czego dowodem są liczne, stare kratery uderzeniowe. Skąd bierze się ta różnica? Na odpowiedź będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.

Więcej informacji:
Artykuł w Nature Astronomy
https://www.nature.com/articles/s41550-017-0289-8
Artykuł w NASA
https://www.nasa.gov/feature/jpl/poweri ... ocean-moon
Więcej o misji Cassini na stronach NASA
https://www.nasa.gov/mission_pages/cass ... index.html

Źródło: NASA

Na ilustracji tytułowej: pióropusze pary wodnej na Enceladusie. Źródło: NASA/JPL/Space Science Institute


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 10 lis 2017, 09:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/cze ... slonecznym

Czerwony karzeł może wywołać chaos w naszym Układzie Słonecznym
autor: John Moll (28 Styczeń, 2017 - 14:00)

Obrazek
Źródło: NASA/JPL-Caltech


Od dłuższego czasu wiadomo, że czerwony karzeł Gliese 710, który znajduje się gwiazdozbiorze Węża około 64 lata świetlne od Ziemi, zmierza prosto w kierunku naszego Układu Słonecznego. Gwiazda może doprowadzić do sporego zamieszania i dokonać drastycznych zmian w orbitach wielu asteroid a część z nich może uderzyć w naszą planetę.

Zespół badawczy z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu postanowił obliczyć kiedy ten czerwony karzeł zawita do naszego Układu Słonecznego. Specjaliści skorzystali z danych, dostarczonych przez sondę kosmiczną Gaia, która przeznaczona jest do wykonania precyzyjnych pomiarów astrometrycznych.

Obliczenia, które pojawiły się na łamach czasopisma Astronomy & Astrophysics wskazują, że Gliese 710 porusza się z prędkością około 51 000 km/h. Czerwony karzeł dotrze do nas za około 1,35 miliona lat i zbliży się do Ziemi na odległość 77 dni świetlnych. Zatem ciało niebieskie nie zderzy się z naszą planetą, ale będzie przemieszczać się przez Obłok Oorta i z całą pewnością wywoła chaos. Asteroidy i komety zostaną wytrącone ze swojej orbity i niewielka część z nich może ewentualnie uderzyć w Ziemię.

Naukowcy zaznaczają, że ich pomiary mogą być niedokładne. Gliese 710 może znaleźć się od 40 do ponad 100 dni świetlnych od nas. Im bliżej Ziemi, tym większe zamieszanie w Układzie Słonecznym. Na szczęście, katastrofa tak wielkich rozmiarów nie nastąpi za naszego życia.

Źródło:
http://www.independent.co.uk/news/scien ... stem-kno...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 12 lis 2017, 08:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/alm ... -3762.html\

ALMA odkrywa chłodne pasy pyłu wokół Proksimy Centauri
Wysłane przez kuligowska w 2017-11-10 15:52

Obrazek

Sieć radioteleskopów ALMA znalazła cząstki pyłu otaczające gwiazdę położoną najbliżej Układu Słonecznego - Proksimę Centauri. Nowe obserwacje radiowe ukazują poświatę pochodzącą od chłodnego materiału znajdującego się w obszarze położonym w odległości odpowiadającej mniej więcej odległości Ziemi od Słońca w naszym Układzie Słonecznym.
Proxima Centauri jest czerwonym karłem położonym "zaledwie" cztery lata świetlne stąd. Można ją odnaleźć w widocznym na południowym niebie gwiazdozbiorze Centaura. Wiemy od paru lat, że okrąża ją zbliżona rozmiarami do Ziemi planeta Proxima b, która jest w tej sytuacji najbliższą Ziemi planetą pozasłoneczną. Ale być może planet tych jest więcej. Nowe obserwacje z udziałem sieci radioteleskopów ALMA pośrednio na to wskazują.
Zebrane dane dowodzą obecnoś chłodniejszego i bardziej zewnętrznego pasa pyłu wokół gwiazdy. A to świadczy o możliwości występowania tam... rozbudowanego układu planet. Zaobserowane pyłowe struktury przypominają po prostu te, które znaleźliśmy już dawno temu w naszym Układzie Słonecznym - mowa tu o Pasie Kuipera i pasie planetoid pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza. Także w przypadku Proksimy uważa się, że otaczające ją pasy zbudowane są z małych cząsteczek skał i lodu, które pozostały po długotrwałym procesie formowania się planet.
Pierwszy autor opublikowanej właśnie pracy na ten temat, Guillem Anglada z Instituto de Astrofísica de Andalucía (CSIC) w Hiszpanii, uważa, że odkrycie to ma ogromne znaczenie. Po niedawnej detekcji krążącej tam planety typu ziemskiego (Proxima b) stanowi ono obecnie ważne potwierdzenie wcześniejszych przypuszczeń, że układ ProximaCentauri jest zbliżony budową do naszego układu. Jak wiele może być jednak jego nieznanych jeszcze planet? Na odpowiedź będziemy zapewne musieli jeszcze trochę poczekać.

Obrazek
Na zdjęciu: mapka południowego gwiazdozbioru Centaura. Źródło: ESO/IAU and Sky & Telescope


Pyłowe pasy stanowią pozostałości po materiale, który nie wszedł w skałd większych ciał takich jak planety. Skladają się z obiektów różnych pod względem wielkości, począwszy od ziaren zbliżonych rozmiarmi do piasku i skończywszy na planetoidach o średnicy kilku kilometrów. W przypadku Proksimy Centauri główny pas takich ciał rozciąga się na odległość kilkuset milionów kilometrów od gwiazdy, a jego średnią temperaturę oszacowano na –230 stopni Celsjusza. Podobną temperaturę ma Pas Kuipera należący do Układu Słonecznego. Dane zebrane przez anteny ALMA wskazują też na obecność innego, jeszcze bardziej oddalonego od Proksimy i jeszcze chłodniejszego pasa drobnych obiektów. Jeśli hipoteza ta doczeka się potwierdzenia, będziemy mieli do czynienia z niezwykle ciekawym zjawiskiem. Warto dodać, że oba pasy pyłowe znajdują się daleko poza orbitą znanej planety Proxima b.
Proxima Centauri i jej ewentualne nowe planety są interesujące z jeszcze jednego powodu - mówi się już dziś o planach wysłania w te rejony miniaturowych i napędzanych pulsami laserowymi sond kosmicznych w ramach nowatorskiego projektu Breakthrough Starshot. Znajomość dokładnych warunków panujących w tym pełnym pyłu i okruchów skalnych otoczeniu gwiazdy będzie bardzo istotna dla konkretnego planowania takiej misji.
Otrzymane wyniki potwierdzają też to, co naukowcy zakładali od pewnego czasu: sieć interferometrów radiowych ALMA faktycznie jest w stanie wykryć pyłowe struktury wokół innych gwiazd. Dalsze obserwacje tego układu przyniosą więcej szczegółów na temat hipotetycznych planet Proksimy. W połączeniu z innymi badaniami dotyczącymi dysków protoplanetarnych młodych gwiazd powie nam to zapewne wiele o tym samym lub podobnym procesie, który mniej więcej 4600 milionów lat temu doprowadził do narodzin planet Układu Słonecznego.

Czytaj więcej:
Artykuł “ALMA Discovery of Dust Belts Around Proxima Centauri” (Guillem Anglada et al, ApJ)
https://arxiv.org/abs/1711.00578
Artykuł prasowy na stronie ALMA
http://www.almaobservatory.org/en/press ... rest-star/
Planeta w układzie Proxima Centauri
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/pro ... -2446.html

Źródło: ALMA Observatory

Na zdjęciu: nocne pogodne niebo ponad 3.6-metrowym teleskopem ESO w Obserwatorium La Silla w Chile; pod spodem zdjęcia gwiazd Proxima Centauri (na dole, po prawej) i układu podwójnego Alfa Centauri AB (na dole, po lewej) zrobione przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Proxima Centauri jest najbliższą nam gwiazdą, którą okrąża planeta Proxima b. Odkryto ją właśnie przy pomocy instrumentu HARPS zainstalowanego na tym 3.6-metrowym teleskopie. Źródło: Y. Beletsky (LCO)/ESO/ESA/NASA/M. Zamani


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 16 lis 2017, 11:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/abe ... -3769.html

Abell 2744: gdy zderzają się gromady galaktyk
Wysłane przez kuligowska w 2017-11-13 18:40

Obrazek

Co dzieje się, gdy zderzy się ze sobą kilka wielkich gromad galaktyk, z których każda złożona jest z setek poszczególnych galaktyk? Jedno jest pewne: wyzwala się wówczas bardzo dużo energii. Zaobserwowana niedawno przez naukowców kolizja tego rodzaju wytworzyła potężne fale uderzeniowe. Wyzwoliły one kosmiczny "pokaz fajerwerków", w tym silne fale radiowe uwidaczniające się w czerwieni i barwach pomarańczowych. Na pokazanej tu ekspozycji widać także fiolet - zaznacza on obszar silnego promieniowania rentgenowskiego, które jest rezultatem pojawienia się wysokich temperatur.
Cały pokazany poniżej obszar znany jest jako region Abell 2744 i znajduje się w odległości mniej więcej 4 miliardów lat świetlnych od Ziemi. Widoczne na zdjęciu promieniowanie radiowe pochodzi z najnowszych obserwacji wykonanych z użyciem interferometru radiowego VLA (ang. Very Large Array). Nałożono je na wcześniej pozyskane dane rentgenowskie zebrane przez należące do NASA orbitalne obserwatorium Chandra. Dodatkowo dane radiowe i rentgenowskie połączono z obserwacjami wykonanymi w świetle widzialnym - przez teleskop VLT.

Obrazek
Na zdjęciu: Obszar nieba Abell 2744 widziany na falach radiowych, w promieniowaniu X i w świetle widzialnym. Zdjęcie jest połączeniem obrazów zarejestrowanych w tych zakresach widma przy pomocy różnego typu instrumentów astronomicznych.
Źródło: Pearce et al.; Bill Saxton, NRAO/AUI/NSF; Chandra, Subaru; ESO.


Nowe dane radiowe wyraźnie ukazują nie wykryte dotąd obszary emisji. Naukowcy sądzą, że są one związane z szokami (falami uderzeniowymi) wywoływanymi obecnością silnie przyśpieszonych cząsteczek subatomowych. Astronomowie badają obszar Abell 2744 na różnych częstotliwościach, gdyż umożliwia to lepsze zrozumienie następstw zderzeń zachodzących pomiędzy poszczególnymi gromadami galaktyk, oraz ich złożonej historii.
Naukowcy opublikowali to odkrycie w prestiżowym czasopiśmie Astrophysical Journal (Connor Pearce et al.). Badania te były udziałem międzynarodowego zespołu astronomów. Zaangażowana w nie organizacja NRAO (ang. National Radio Astronomy Observatory) jest amerykańskim oddziałem Narodowej Fundacji Nauki.


Czytaj więcej:

Cały artykuł
https://public.nrao.edu/news/image-rele ... ollisions/
Abell 2744 na stronie APOD
https://apod.nasa.gov/apod/ap110629.html
Abell 2744 (NASA)
https://www.nasa.gov/content/hubble-fro ... abell-2744

Źródło: NRAO/ESO

Na zdjęciu powyżej: Obraz radiowy obszaru Abell 2744. Widzimy na nim charakterystyczne przejawy emisji radiowej wywoływane subatomowymi cząsteczkami przyspieszanymi do bardzo wysokich prędkości w efekcie zderzeń wielkich gromad galaktyk.

Źródło: Pearce et al., NRAO/AUI/NSF


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 18 lis 2017, 09:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/po- ... lym-karlem

Po raz pierwszy odkryliśmy pulsar, który jest białym karłem
autor: John Moll (9 luty, 2017 - 15:25)

Obrazek
Źródło: ESO/Kadr z YouTube


Naukowcy potrzebowali ponad pięciu dekad aby potwierdzić istnienie pulsaru, który jest białym karłem. Omawiany obiekt astronomiczny został odkryty w układzie podwójnym AR Scorpii, który znajduje się 380 lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze Skorpiona.


Obecność białego karła w AR Scorpii została potwierdzona już w latach 70. poprzedniego wieku. Astronomowie dostrzegali regularne zmiany jasności i zaklasyfikowali to ciało niebieskie jako gwiazdę zmienną. W 2015 roku, gdy jeszcze bardziej zainteresowano się tym układem zauważono, że ten biały karzeł zachowuje się nietypowo i emituje promieniowanie, które dociera do powiązanego grawitacyjnie czerwonego karła, oświetlając go w regularnych odstępach.

Dzięki najnowszym badaniom, przeprowadzonym przez naukowców z University of Warwick i South African Astronomical Observatory, uzyskaliśmy kolejne cenne informacje. Okazało się, że biały karzeł to pulsar, który jest wielkości Ziemi ale posiada 200 tysięcy razy większą masę oraz 100 milionów razy silniejsze pole magnetyczne. To pierwsze takie odkrycie w historii astronomii.

Pulsar krąży wokół czerwonego karła i potrzebuje niemal 3,6 godziny aby wykonać jeden pełny obieg oraz dwie minuty aby wykonać obrót wokół własnej osi. Obiekt ten emituje silny strumień promieniowania i naładowanych elektrycznie cząstek, oświetlając co dwie minuty sąsiednią gwiazdę i cały układ AR Scorpii. Energia uwalniana jest w wąskim strumieniu. Badacze zwracają uwagę, że pulsar zachowuje się niczym akcelerator CERN. Emitowane cząstki rozpędzają elektrony w atmosferze czerwonego karła niemal do prędkości światła.

Jest to pierwsze tak fascynujące odkrycie. Poniższa animacja to wizja artystyczna, która przedstawia jak funkcjonuje układ AR Scorpii.

https://www.youtube.com/embed/YdFi2qX9Hek

Źródło:
http://www2.warwick.ac.uk/newsandevents ... ite_dwarf/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 21 lis 2017, 10:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/na- ... -3797.html

Na gorącej superziemi wykryto atmosferę podobną do ziemskiej
Wysłane przez iwanicki w 2017-11-20 10:27

Obrazek
Wizja artystyczna planety Janssen


Zagadkowa egzoplaneta Janssen (55 Cancri e) prawdopodobnie posiada atmosferę złożoną z azotu, pary wodnej i tlenu. Naukowcy sądzą, iż obecność gęstej atmosfery może wyjaśniać obserwowane różnice w temperaturze globu.
Egzoplaneta Janssen, nazywana tak od nazwiska holenderskiego optyka (wynalazcy mikroskopu, a być może także teleskopu), krąży wokół jednej z gwiazd ciągu głównego. Została odkryta w 2004 r. metodą tranzytu. Częściej prezentowana jest pod nazwą 55 Cancri e, i jest jedną z pięciu planet krążących wokół gwiazdy 55 Cancri, odległej od nas o 40 lat świetlnych.
Janssen jest dwukrotnie większa od Ziemi i ośmiokrotnie masywniejsza. Obiega swoją macierzystą gwiazdę po bardzo bliskiej orbicie, w ciągu zaledwie 18 godzin. Z powodu silnych oddziaływań grawitacyjnych, jedna jej strona jest cały czas zwrócona ku gwieździe, osiągając temperaturę 2300°C. Jej nocna strona jest chłodniejsza, jednak nadal bardzo gorąca w porównaniu z ziemskimi standardami.
Naukowcy od dłuższego czasu uważają, że powierzchnia dziennej strony planety pokryta jest potokami lawy, które odbijają część promieniowania gwiazdy, co ma wpływać na obserwacje prowadzone w zakresie podczerwieni. Według przyjętego wcześniej modelu, chłodniejsza temperatura na nocnej stronie globu sprawia, że lawa w tych rejonach zastyga, z czasem tworząc skorupę. Pogłębione badania danych przesłanych przez Teleskop Spitzera poddają w wątpliwość wcześniejsze ustalenia.
W najnowszym artykule autorstwa Isabel Angelo i Renyu Hu, opublikowanym w The Astronomical Journal, określono temperaturę nocnej strony planety na ok. 1300-1400°C. Jest więc tam cieplej niż pierwotnie sądzono. Przyczyną tego stanu ma być obecność grubej atmosfery, która może powodować ciśnienie atmosferyczne dochodzące do 1,4 bara. Gdyby na planecie nie było atmosfery, obserwowalibyśmy większe różnice w temperaturze pomiędzy obiema stronami globu.
Kolejnym dowodem na obecność atmosfery na 55 Cancri e ma być rozkład temperatur na dziennej jej stronie. Gdyby planeta nie miała gazowej otoczki, występowałyby tam "wyspy" o podwyższonej temperaturze. Według autorów najnowszego badania, lawa musiałaby pokrywać niemal całą powierzchnię aby zachodziła zgodność z danymi pochodzącymi z obserwacji, więc model zakładający istnienie grubej atmosfery jest bardziej prawdopodobny.
Z powodu temperatur panujących na 55 Cancri e z pewnością nie zastaniemy tam życia, jednak najnowsze badanie Angelo i Hu rzuca nowe światło na ten odległy obiekt. Dotychczas sądzono, że Janssen jest skalistą, pokrytą lawą planetą, pod względem braku atmosfery podobną do Merkurego. Pozostając przy porównaniach odnośnie naszego Układu Słonecznego, najprawdopodobniej bardziej przypomina jednak Wenus lub Ziemię. Jest jednak od nich dużo większa i gorętsza.
Obecność grubej atmosfery na 55 Cancri e jest zagadką dla naukowców. Ponieważ planeta krąży bardzo blisko swojej gwiazdy, gazowa otoczka powinna zostać "zdmuchnięta" przez silne promieniowanie. Być może ponowne, bardziej szczegółowe obserwacje wykonane za pomocą obecnie budowanych, potężnych teleskopów ostatecznie pomogą rozwiązać zagadkę 55 Cancri e, oraz przyczynią się poznania procesów ewolucji planet skalistych.
Więcej informacji:

Artykuł w NASA
https://www.nasa.gov/feature/jpl/lava-o ... atmosphere
Informacje o Janssen w Encyklopedii Planet Pozasłonecznych
http://exoplanet.eu/catalog/55_cnc_e/
Animacja przedstawiająca Janssen krążącą wokół swojej gwiazdy
https://www.youtube.com/watch?v=CdJSiy9vuz4
Artykuł w The Astronomical Journal
http://iopscience.iop.org/article/10.38 ... a9278/meta

Źródło: NASA
Na ilustracji: Wizja artystyczna planety Janssen. Źródło: NASA/JPL-Caltech


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 22 lis 2017, 10:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/pie ... -3796.html

Pierwsza międzygwiazdowa planetoida niczym statek obcych
Wysłane przez czart w 2017-11-20 17:00

Obrazek

Wizualizacja zaprezentowana przez Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO) pokazuje bardzo wydłużony, skalisty obiekt, nieco przypominający kształtem statki kosmiczne z niektórych filmów lub gier science-fiction. Tak właśnie może wyglądać niedawno odkryta międzygwiazdowa planetoida 1I/2017 U1 (`Oumuamua), która przybyła spoza Układu Słonecznego.
"Coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy", tak zatytułowało swój komunikat prasowy Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO) przedstawiając własności obiektu 1I/2017 U1 (`Oumuamua) ustalone na podstawie obserwacji największymi teleskopami. Wyniki badań ukażą się dzisiaj w "Nature". Swoje komunikaty wydały też inne duże obserwatoria i instytucje, w tym NASA, Gemini, Uniwersytet Hawajski.
Patrząc na wizualizację przygotowaną przez grafika z ESO, można odnieść wrażenie, że jest trochę podobna do niektórych koncepcji filmowców lub projektantów gier komputerowych dotyczących możliwego wyglądu statków kosmicznych innych cywilizacji lub ziemskich statków kosmicznych przyszłości. Można się nawet zacząć zastanawiać czy kiedyś takie międzygwiezdne asteroidy, po umieszczeniu na nich jakiejś sondy, nie będą wykorzystywane do eksploracji przestrzeni międzygwiazdowej.
Ale wracając do rzeczywistości, samo wykrycie międzygwiezdnej planetoidy nie jest zaskoczeniem dla astronomów. Istnienie takich obiektów było przypuszczane od dawna. Po prostu do tej pory nie udawało się ich wykrywać, gdy od stosunkowo krótkiego czasu teleskopy do przeglądów nieba są wystarczająco potężne, aby móc tak słabe obiekty skutecznie dostrzegać.
19 października 2017 r. teleskop Pan-STARRS-1 dostrzegł słaby obiekt poruszający się po niebie. Początkowo sklasyfikowano go jako kometę. Jednak wobec braku aktywności kometarnej przy przejściu przez peryhelium orbity (punkt orbity najbliższy względem Słońca), zmieniono klasyfikację na planetoidę. Na dodatek obliczenia pokazały, że planetoida ta nie może pochodzić z wnętrza Układu Słonecznego, tylko musiała do nas przylecieć z przestrzeni międzygwiazdowej. Tym samym jest to pierwsza dostrzeżona międzygwiazdowa planetoida (albo: planetoida pozasłoneczna)
W związku z tym, że w miarę oddalania się od Słońca, jasność obiektu gwałownie spada, konieczne była szybka reakcja większych teleskopów, aby dokładniej poznać własności tego galaktycznego przybysza. Wśród instrumentów obserwujących planetoidę `Oumuamua znalazł się teleskop VLT w Obserwatorium Paranal, stanowiącym część Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO). Obserwacje prowadzono także innymi dużymi teleskopami w różnych obserwatoriach.
Po analizie zebranych w ten sposób zdjęć zespół badawczy, którym kieruje Karen J. Meech (Institute for Astronomy, Honolulu, Hawai`i, USA), odkrył, iż jasność obiektu zmienia się w bardzo dużym stopniu (o czynnik dziesięć) z okresem 7,3 godziny. Skala zmienności jest bardzo duża jak na planetoidy. Jest skutkiem obrotu ciała dookoła swojej osi, przy czym `Oumuamua musi mieć bardzo wydłużony kształt. Szacuje się, że jej długość jest około dziesięciu razy większa niż szerokość. Rozmiar obiektu to co najmniej 400 metrów długości.
Obiekt wydaje się być gęsty, prawdopodobnie skalisty albo z dużą zawartością metali i z brakiem istotnych ilości wody lub lodu. Powierzchnia ciała jest ciemna i poczerwieniona. To skutek długotrwałego oddziaływania na nią promieniowania kosmicznego.
Aktualnie planetoida znajduje się około 200 milionów kilometrów od Ziemi, około 20 stopni nad płaszczyzną ekplityki. 1 listopada obiekt przeciął orbitę Marsa, a w maju 2018 r. minie orbitę Jowisza. Z kolei w styczniu 2019 r. znajdzie się poza dystansem orbity Saturna i opuści Układ Słoneczny lecąc w stronę gwiazdozbioru Pegaza.
Wstępne kalkulacje wskazują, że planetoida przybyła do Układu Słonecznego z kierunku gwiazdy Wega - jednej z najjaśniejszych gwiazd nocnego nieba, widocznej obecnie w Polsce wieczorem po zachodniej stronie nieboskłonu. Jednak wnioskowanie na tej podstawie, że może to być planetoida z systemu Wegi, byłoby błędne. Przy prędkości obiektu około 95 000 km/h potrzebowałby on 300 000 lat na dotarcie do Układu Słonecznego. A tak dawno temu Wega znajdowała się na niebie daleko od jej obecnego położenia. Nie jest to więc "przybysz" z systemu Wegi. Naukowcy sugerują, że bardziej prawdopodobne jest błąkanie się `Oumuamua w przestrzeni międzygwiazdowej przez setki milionów lat, zanim natrafiła na Układ Słoneczny.
„Nieustannie obserwujemy ten unikatowy obiekt i mamy nadzieję jeszcze dokładniej ustalić skąd przybył i gdzie zmierza w ramach swojej podróży przez galaktykę. A teraz, gdy odnaleźliśmy pierwszą międzygwiazdową skałę, jesteśmy gotowi na kolejne!" mówi Olivier Hainaut z ESO w Garching w Niemczech.
Według szacunków astronomów, przez nasz Układ Słoneczny może przelatywać średnio jedna taka międzygwiazdowa planetoida rocznie. `Oumuamua jest pierwszą, którą udało się zaobserwować.



Orbita międzygwiazdowej planetoidy 1I/2017 U1 (`Oumuamua) na tle orbit planet Układu Słonecznego. Źródło: ESO/K. Meech et al.



Artystyczna wizja międzygwiazdowej planetoidy 1I/2017 U1 (`Oumuamua). Obserwacje wskazują, że obiekt jest bardzo wydłużony – ma około dziesięć razy większą długość niż szerokość. Źródło: ESO/M. Kornmesser.

Więcej informacji:
ESO: Obserwacje ESO pokazały, że pierwsza międzygwiazdowa planetoida wygląda jak coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy
https://www.eso.org/public/poland/news/eso1737/?lang
Gemini: First Known Interstellar Visitor is an “Oddball”
http://www.gemini.edu/node/12729
Uniwersytet Hawajski: Earth's First Known Interstellar Visitor Unmasked
http://ifa.hawaii.edu/info/press-releases/Oumuamua/
NASA: Solar System’s First Interstellar Visitor Dazzles Scientists
https://www.nasa.gov/feature/solar-syst ... scientists
Publikacja naukowa w "Nature"
https://www.eso.org/public/archives/rel ... o1737a.pdf
"Urania" nr 2/2017 z o łowcach planetoid (ludzie kontra automaty) i polskich planetoidach (wydanie cyfrowe na smartfony i tablety)
"Urania" nr 2/2017 - wydanie papierowe
"Urania" nr 2/2014 o polskich planetoidach, asteroidach i planetkach (wydanie elektroniczne)
"Urania" nr 2/2014 - wydanie papierowe

Źródło: ESO


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nauka
PostNapisane: 25 lis 2017, 13:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/na-an ... nych-drzew

Na Antarktydzie odkryto pozostałości gigantycznych, pradawnych drzew
autor: Scarlet (2017-11-18 18:58)

Obrazek
Źródło: Internet


Jak wiemy, Antarktyda nie zawsze była pokryta lodem – miliony lat temu obszar ten był zielony. Niedawno grupa naukowców odkryła na Antarktydzie pozostałości po drzewach, które porastały ten kontynent około 280 milionów lat temu. Drzewa, które odkryto, mogły mieć wysokość do 40 metrów i rosły na Ziemi jeszcze przed pojawieniem się dinozaurów.

Podczas wyprawy, która trwała od listopada 2016 roku do stycznia bieżącego roku, naukowcy z University of Wisconsin-Milwaukee badali zbocza Gór Transantarktycznych. Na tym terenie badaczom udało się znaleźć pozostałości po 13 drzewach, które mogą mieć ponad 280 milionów lat. Rosły więc jeszcze przed dinozaurami, pod koniec permu – ostatniego okresu ery paleozoicznej.

Według ustaleń geochronologicznych, Perm zakończył się największym masowym wymieraniem w dotychczasowej historii Ziemi. Co ciekawe, naukowcy uważają, że po masowym wymieraniu drzewa na Antarktydzie nie zniknęły całkowicie, uległy jednak przekształceniu. Rosły wówczas na przykład drzewa zimozielone oraz drzewa liściaste.

Obrazek

Po zbadaniu zachowanych słojów jednych z ostatnich drzew, które rosły na Antarktydzie, eksperci doszli do wniosku, że przejście roślin od stanu letniej aktywności do spoczynku zimowego było bardzo szybkie – trwało to mniej niż miesiąc. Czym jeszcze zaskoczy nas ogromny, mroźny kontynent?


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 672 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 41, 42, 43, 44, 45  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /