Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 98 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 10 paź 2015, 12:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://pl.sputniknews.com/opinie/201510 ... ediow.html

Informacyjne ataki amerykańskich mediów jako akcja wojny psychologicznej
17:59 09.10.2015(zaktualizowano 18:01 09.10.2015)


© Sputnik. Dmitriy Vinogradov


Akcją wojny psychologicznej nazwał doniesienie CNN w sprawie upadku rakiet rosyjskich w Iranie politolog Iran Press Emad Abschenass.
Federacja Rosyjska czeka na odpowiedź od krajów członkowskich koalicji międzynarodowej, kierowanej przez Stany Zjednoczone, w spawie ewentualnej wymiany danych na temat obiektów terrorystycznego ugrupowania Państwo Islamskie na terytorium Syrii. Równocześnie zachodnie media w dalszym ciągu, odwołując się do anonimowych źródeł, informują o jakoby znajdujących się w ich posiadaniu danych dotyczących szczegółów operacji powietrznej Federacji Rosyjskiej przeciwko terrorystom z Państwa Islamskiego w Syrii. Na przykład, kanał telewizyjny CNN, a także agencje informacyjne Reutera, Bloomberg i France Press donoszą, że cztery z 26 pocisków manewrujących wystrzelonych z pokładów okrętów rosyjskich na Morzu Kaspijskim w kierunku Syrii, eksplodowały jakoby na terytorium Iranu. Przy tym w Stanach Zjednoczonych brak oficjalnego potwierdzenia podobnych danych.

W międzyczasie ministerstwo obrony Rosji zareagowało na to doniesienie, podkreślając, że w odróżnieniu od CNN, powołującej się na jakieś „anonimowe źródła”, nasze dowództwo przedstawia starty i trafione cele praktycznie w reżimie realnego czasu. Podkreślił to oficjalny rzecznik ministerstwa obrony Rosji generał major Igor Konaszenkow:
— Mimo przykrości i zaskoczenia, jakimi był dla naszych kolegów w Pentagonie i Langley atak zadany wysoko precyzyjną bronią w infrastrukturę ISIS w Syrii, wszystkie wystrzelone z pokładów okrętów rakiety trafiły do celów. Jest to fakt. Inaczej trzeba było przyznać się, że znajdujące się na znacznej odległości od siebie obiekty terrorystycznego ugrupowania ISIS w Syrii eksplodowały wczoraj same przez się i to w sposób zsynchronizowany – podkreślił ekspert.

Sztab Generalny: zlikwidowano dwóch dowódców polowych i około 200 bojowników PI
Doniesienie amerykańskiej sieci telewizyjnej wywołało zdziwienie także w Teheranie. Irańskie ministerstwo obrony nazwało go częścią składową „wojny psychologicznej Zachodu” i oświadczyło oficjalnie, że żadne rakiety rosyjskie w ich kraju nie spadły.
Akcją wojny psychologicznej nazwał także to doniesienie CNN w wywiadzie dla agencji Sputnik politolog, redaktor naczelny irackiej gazety „Iran Press” Emad Abschenass:

— Operacja zbrojna wykonywana przez wojskowe lotnictwo rosyjskie, jak wiadomo wszystkim, jest sankcjonowana i uzgodniona z koordynacyjnym sztabem informacyjnym do spraw walki z ISIS, utworzonym przy udziale Iranu, Rosji, Syrii, Iraku i Libanu. Służby specjalne wykonały aktywną i poważną pracę, wobec tego widzimy, że ataki lotnicze bardzo precyzyjnie trafiają w pozycje terrorystów. Co dotyczy rozpowszechnionej przez szereg mediów informacji o rzekomym upadku rakiet rosyjskich na terytorium Iranu, to jest sprawą oczywistą, iż mamy do czynienia z wynikiem działalności zachodnich i innych sponsorów samych terrorystów w Syrii i Iraku. Sfabrykowano pewną informację dla uprawiania propagandy antyrosyjskiej. To z jednej strony. Z innej, Zachód usiłuje w ten sposób spowodować rozłam między Iranem a Rosją. Jednakże te próby będą daremne. Iran i Rosja w kwestii zwalczania Państwa Islamskiego są bardzo silnymi sojusznikami. Stany Zjednoczone i inne kraje Zachodu nie potrafią za pomocą podobnych ataków informacyjnych podzielić sojusz Iranu i Rosji – zaznaczył Emad Abschenass.
Jak się okazało, departament stanu USA także nie może potwierdzić informacji amerykańskiego kanału telewizyjnego. Przyznał się co do tego podczas tradycyjnego briefingu rzecznik resortu polityki zagranicznej John Kirby.

Równocześnie w centrum uwagi okazała się jeszcze jedna wypowiedź ze strony szefa Pentagonu Ashtona Cartera, który zapowiedział rosyjskiemu zgrupowaniu wojskowemu w Syrii straty wśród wojskowych. Według jego logiki, odpowiedzialność za to będą ponosić oni sami. Gdyż ataki ze strony terrorystów w odpowiedzi, według Cartera, staną się wynikiem działań Rosji w republice arabskiej. W ministerstwie obrony Federacji Rosyjskiej udzielono na to następującej odpowiedzi:

— W swych ocenach działań wojskowych amerykańskich w trakcie różnych operacji, jakie prowadzą oni na całym świecie, przedstawiciele ministerstwa obrony Rosji nigdy nie pozwalali sobie na publiczne oczekiwania zagłady żołnierzy amerykańskich, nie mówiąc już o cywilach amerykańskich. Oświadczenie szefa Pentagonu Ashtona Cartera, niestety, w sposób bardziej, niż przekonujący, wykazuje aktualny poziom kultury politycznej poszczególnych przedstawicieli władzy w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej mówiąc, poziom ich cynizmu wobec reszty świata — oświadczył Igor Konaszenkow.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 10 paź 2015, 14:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pracownia4.wordpress.com/2015/1 ... obiekty-i/

Zachodni podżegacze wojenni, którzy w „wojnie z terrorem” zabili 1,5 miliona muzułmanów, kłamliwie oskarżają Rosję o „zabicie 30 cywilów” w trakcie nalotów na obiekty ISIS
9 Październik 2015

Joe Quinn
Sott.net
2 października 2015

„Uważam, że naszym najbardziej niebezpiecznym wrogiem, z którym musimy się zmierzyć, jest postrzeganie [naszego kraju] przez pryzmat liczby ofiar wśród ludności cywilnej” – amerykański generał Stanley A. McCrystal w mowie inauguracyjnej z okazji mianowania go na dowódcę Międzynarodowej Siły Wsparcia Bezpieczeństwa w Afganistanie w czerwcu 2009 roku.
Pył nie osiadł jeszcze do końca po rosyjskich nalotach na obiekty ISIS w Syrii, a zachodnie media zdążyły już poinformować o ofiarach śmiertelnych wśród „cywilów”, w tym „kobiet i dzieci”.
Zdaniem Putina owe insynuacje o wątpliwej wiarygodności pojawiły się w mediach jeszcze przed rozpoczęciem rosyjskich nalotów, a zatem nie zawracajmy sobie nimi głowy. Politycy oraz zachodnie media na ich usługach nie mają podstaw, by wskazywać palcem na Rosję w sprawie domniemanych „strat pobocznych”.
Wybaczam wam, jeśli porównując ostatnie czołówki telewizji BBC z tymi sprzed 4 lat – kiedy to siły NATO obróciły w pył kilka libijskich miast – pomyśleliście sobie, że dziennikarze i edytorzy do tej pory nie wiedzieli o tym, że od bomb giną ludzie, w szczególności od rosyjskich (bo brytyjskie, francuskie czy amerykańskie zabijają tylko „złych kolesi” i to z „chirurgiczną precyzją”).

Obrazek
Bomby NATO w 2001 roku zniszczyły miasto Syrta, zabijając tysiące osób


4 lata temu prasa zachodnia ani jednym słowem, a tym bardziej w nagłówku, nie pisnęła o rzezi ludności cywilnej w Syrcie, dokonanej przez natowskie samoloty. Informacje na ten temat były dostępne, ale nie udało im się o tym napisać.
17 września 2011 roku libijski polityk Musa Ibrahim w rozmowie telefonicznej z biurem agencji Reuters w Tunisie powiedział:
„Ostatniej nocy NATO przy użyciu ponad 30 rakiet zaatakowało miasto Syrta; celem był główny hotel oraz budynek Tamin, w którym znajdowało się ponad 90 mieszkań”.
„Wskutek nalotów w ciągu jednej nocy zginęły ponad 354 osoby, 89 jest nadal zaginionych, a ponad 700 jest rannych”.
„W ciągu ostatnich 17 dni w wyniku ataków bombowych NATO śmierć poniosło ponad 2000 mieszkańców Syrty”.
Rzezie ludności libijskiej w wykonaniu Amerykanów, Brytyjczyków i Francuzów to względnie mało znaczący fakt w porównaniu z całkowitą liczbą ofiar śmiertelnych z ostatnich 12 lat „wojny z terrorem” pod dowództwem Stanów Zjednoczonych.

Waszyngtońskie masowe morderstwa na Bliskim Wschodzie
Według najlepszych naukowych szacunków liczba cywilów zabitych w nielegalnych wojnach prowadzonych pod dowództwem Stanów Zjednoczonych w Iraku, Afganistanie i Pakistanie wynosi co najmniej 1,5 miliona i obejmuje ona jedynie bezpośredni skutek takich czy innych operacji militarnych Zachodu. Do tego należałoby doliczyć jeszcze kilka milionów ofiar, które poniosły śmierć wskutek innych czynników, będących następstwami inwazji militarnych. Dodatkowo co najmniej 20 milionów musiało opuścić swoje domy.
Jak może niektórzy jeszcze pamiętają, pretekstem do rozpoczęcia „wojny z terrorem” przez Waszyngton były ataki 9/11, za które winą obarczono „Al-Kaidę”, zwalczaną przez rząd amerykański, jak początkowo utrzymywano, a obecnie sponsorowaną (wraz z innymi terrorystami) w celu obalenia syryjskiego rządu.

Obrazek
Ataki 9/11 stały się pretekstem do zamordowania przez siły zbrojne Stanów Zjednoczonych co najmniej 1,5 miliona muzułmanów


Może niektórzy z was pamiętają również, że większość rzekomych porywaczy samolotów zamieszanych w ataki 9/11 to rodowici Saudyjczycy. Żaden z nich nie pochodził z Iraku czy z Afganistanu. Senator Bob Graham powiedział w 2001 dla serwisu informacyjnego PBS, że ataki 9/11 były bez wątpienia sponsorowane przez państwo. Według członka komisji śledczej, badającej sprawę ataków 9/11, oraz jednego z współprzewodniczących innej komisji powołanej w tymże celu w przeprowadzenie tych zamachów był zaangażowany rząd Arabii Saudyjskiej, co obaj zeznali pod przysięgą. Jednak wobec tego państwa nigdy nie podjęto żadnych kroków w tym zakresie, a tym bardziej nie postawiono mu jakikolwiek zarzutów. Wręcz przeciwnie, rząd Stanów Zjednoczonych zadał sobie wiele trudu, by prawda o zaangażowaniu Saudyjczyków w ataki 9/11 nigdy nie wyszła na światło dzienne.
Kilka dni temu amerykański sędzia oddalił sprawę sądową przeciwko Arabii Saudyjskiej, założoną przez rodziny ofiar ataków 9/11, które oskarżyły to państwo o udzielanie materialnego wsparcie Al-Kaidzie. Sędzia powiedział, że przedstawianie nowych dowody w tej sprawie nic nie daje, gdyż szalonym królewskim „obcinaczom głów” przysługuje wynikający z suwerenności „immunitet jurysdykcyjny”.
Czy ktoś z was widzi tu jakąś prawidłowość? Arabia Saudyjska, w porozumieniu z agencjami wywiadowczymi Stanów Zjednoczonych, była zamieszana w wykorzystanie muzułmańskich terrorystów, którzy mieli zostać obarczeni odpowiedzialnością za przeprowadzenie ataków 9/11, które z kolei stały się pretekstem dla Stanów do rozpoczęcia „wojny z terrorem”, której celem było osłabienie wpływu Rosji na Bliskim Wschodzie (oraz wspieranie pozycji Izraela jako bastionu kolonialnego apartheidu) – czyli na obszarze przesiąkniętym obecnie agentami Arabii i Stanów, którzy finansują coraz więcej muzułmańskich terrorystów, by możliwe stało się obalenie syryjskiego rządu w nadziei na…, zgadnijcie sami, na popsucie szyków Rosji na Bliskim Wschodzie i dzięki temu zapewnienie ochrony Izraelowi, bastionowi kolonialnego apartheidu. Czy ktoś z was myśli, że Rosjanie nie pojęli tej gry już dawno temu?
A zatem, kiedy słyszycie wypowiedzi rosyjskich urzędników rządowych, z których wynika, że celem Rosji jest wyłącznie walka z „ISIS”, nie dajcie się zwieść. Lepiej zrozumcie (jak uczynili to już Rosjanie), że międzynarodowy protokół polityczny, ustanowiony przez rządy Zachodu, dopuszcza oszukiwanie współrozmówców, o ile robi się to z uśmiechem na ustach i z uściskiem dłoni.
Nie łudźmy się, rosyjskie odrzutowce mają na oku nie tylko „ISIS”, ale też wyjątkowo atawistyczne, „rebelianckie” monstrum, pochodzące z nikczemnego siedliska zła, jakim jest polityka zagraniczna Zachodu prowadzona na Bliskim Wschodzie, wliczając w to 5 ocalonych, szkolonych przez CIA „rebelianckich” przyjaciół senatora McCaina. I bardzo dobrze.

Podrobiona syryjska rewolucja
Wybuch „syryjskiej rewolucji” w 2011 roku nie polegał na masowym antyrządowym zrywie zwykłych mieszkańców Syrii, jak próbują wmawiać nam zachodnie rządy. Obok względnie niewielkich wieców antyrządowych miały miejsce nadzwyczaj liczne demonstracje, opowiadające się za urzędującą władzą. Te drugie zostały jednak szybko przyćmione przez brutalne ataki nie tylko na demonstrujących, ale też na syryjską policję oraz budynki rządowe przeprowadzone przez profesjonalne grupy, wyszkolone i uzbrojone przez wojsko i wywiad Zachodu, stacjonujące w Jordanii, Iraku i Turcji.
Od tego momentu w Syrii rozpętała się „wojna” i stało się to nie za sprawą Syryjczyków, lecz obcych grup najemników, przysłanych do tego kraju i kontrolowanych przez graczy politycznych ze Stanów Zjednoczonych, Turcji, Kataru i Arabii Saudyjskiej. Nawet sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon potwierdził w 2012 roku, że za licznymi zamachami bombowymi, w wyniku których zginęło wielu niewinnych Syryjczyków, stoi „Al-Kaida”. To, czego Ban być może nie był świadomy, jest fakt, że za co najmniej jedną z masakr przypisywanych Asadowi odpowiedzialność ponosi „agencja ochrony” pracująca na zlecenie rządu Stanów Zjednoczonych i bezpośrednio przez niego finansowana.

Obrazek
Prorządowa demonstracja w Damaszku w marcu 2011 roku


Rząd Stanów Zjednoczonych oraz jego sojusznicy z Bliskiego Wschodu spędzili 4 lata na prowadzeniu wojny zastępczej wymierzonej przeciwko syryjskim cywilom za to, że ci wybrali niewłaściwego prezydenta. Ale dlaczegóż to Asad był „złym wyborem”? W 2002 roku Asad – długoletni zwolennik przyznania praw Palestyńczykom, a jednocześnie krytyk izraelskiego terroryzmu – wraz ze swoją żoną złożył oficjalną wizytę w Wielkiej Brytanii. Prowadził tam rozmowy ze zbrodniarzem wojennym Tony Blairem i zniósł audiencję u Królowej w pałacu Buckingham. W owym czasie brytyjscy urzędnicy rozważali też uhonorowanie Asada tytułem szlacheckim. Asad na konferencji prasowej przy 10 Downing Street, w której wziął udział wraz z Blairem, przestrzegł Wielką Brytanię przed przystąpieniem do wojny przeciwko Irakowi pod przywództwem Stanów Zjednoczonych, twierdząc, że stworzyłoby to po prostu „podatny grunt” dla terroryzmu. „Nikt nie dąży do wojny… każdy, kto chce wojny i traktuje ją jako cel, jest psychicznie chory” – powiedział Asad.
Przyjęcie Asada z honorami na czerwonym dywanie z 2002 roku wkrótce rozstało zepchnięte do odległych zakątków pamięci i już w 2006 roku został on przemianowany przez Waszyngton i London na kolejnego „wspierającego terroryzm dyktatora”, co wiąże się z koniecznością „zmiany reżimu”. Powodem tej nagłej, radykalnej zmiany w postrzeganiu Asada zdaje się być jego decyzja nawiązania współpracy z historycznymi sojusznikami Syrii, przede wszystkim z Iranem, Libanem i Rosją, a jednocześnie odmowa jakiegokolwiek udziału w zachodniej „wojnie z terrorem” czy w powolnym ludobójstwie Palestyńczyków w wykonaniu Izraela. Aby stało się to dla wszystkich jasne, od 2006 roku państwowe transakcje zagraniczne Syrii zaczęto rozliczać w euro, a nie jak do tej pory w dolarze.
Skoro już mowa o radykalnych zmianach w układach politycznych, nie należy zapominać o Turcji. Powszechnie wiadomo, że w ciągu ostatnich kilku lat odegrała ona sporą rolę w ułatwianiu napływu dżihadystów do Syrii oraz że w tym samym czasie rząd Erdogana stał się głównym krytykiem Asada. Ale nie zawsze tak było. Do 2011 roku, przed wybuchem sztucznie wywołanej syryjskiej „rewolucji”, Turcja i Syria były wyjątkowo bliskimi sojusznikami przez co najmniej 10 lat. W latach 2002-2009 kraje te podpisały prawie 50 umów dotyczących współpracy, ogłosiły powstanie „Rady Seniorów ds. Współpracy Strategicznej”, jak również przeprowadziły pierwsze wspólne manewry wojskowe.
W 2010 roku Turcja i Syria podpisały historyczne porozumienie w sprawie przeciwdziałania terroryzmowi, a zaraz potem pakt dotyczący zwalczania rebelii. Do 2011 roku Turcja stała się największym partnerem handlowym Syrii. Relacje były tak bliskie, że w 2009 roku turecki minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoğlu stwierdził, że obydwa te kraje mają „wspólny los, historię i przyszłość”.
Co zatem spowodowało, że Turcy w tak drastyczny sposób odwrócili się od swojego dotychczasowego bliskiego sprzymierzeńca? Jak na razie trudno jednoznacznie wyrokować, ale niewykluczone, że słowa tureckiego ministra zaczęły nabierać coraz bardziej złowieszczego charakteru, kiedy Turcja zrozumiała, przy użyciu jakich środków Stany Zjednoczone, Arabia Saudyjska oraz Izrael zamierzają rozprawić się z Syrią. W końcu, skoro armię dżihadystów z Libii, Jordanii i Iraku można wysłać do Syrii, to nic nie stoi na przeszkodzie, by skierować ją również do Turcji. A jeśli turecki rząd miał w tej kwestii jakieś wątpliwości, to zostały one pewnie szybko rozwiane przez wpływowych dyplomatów z Zachodu i Izraela. A jako że Turcy nie są niedołęgami, to pewnie zgodzili się na współpracę z Zachodem, niewykluczone, że za cenę jakiś złudnych obietnic o aneksji północnych i północno-zachodnich części Syrii, zamieszkanych przez odwiecznych wrogów Turcji – Kurdów.

Putin zabił moje dziecko… wcześniej torturował je Asad!

Obrazek
Obywatele Syrii w marszu poparcia dla Asada i Putina we wrześniu 2015 roku


Zgodnie z podręcznikowym przykładem „teorii przypadku” jak na zawołanie wraz z rosyjskimi nalotami w Syrii w zachodnich mediach pojawiły się odświeżone, stare wyświechtane historie o Asadzie i torturach. Londyński Guardian opublikował długie i emocjonalnie prowokujące „exposé” na temat anonimowej postaci o pseudonimie „Cezar” – „dezerterze”, który uciekł przed syryjskim „reżimem” do Kataru, wraz z tysiącem zdjęć, przedstawiających „ofiary Asada, torturowane w syryjskich obozach dla internowanych”. Nie jest zaskoczeniem, że ów koleś na swój „bezpieczny port” wybrał właśnie Katar.
Katar gości na swojej ziemi największą bazę militarną Stanów Zjednoczonych w świecie arabskim, jest właścicielem połowy Londynu, sponsoruje i zbroi dżihadystów, którzy zajęli Libię i zabili amerykańskiego ambasadora Stevensa, a ponadto królewscy Katarczycy i ich saudyjskie odpowiedniki zainwestowały miliardy dolarów w wojnę zastępczą przeciwko Asadowi. A zatem kilka dodatkowych milionów dla kolesia, który zgodził się na upowszechnienie materiału zdjęciowego jako elementu wojny propagandowej przeciwko Asadowi, jest z pewnością dobrą inwestycją.
Przy czym kwestia tortur nie powinna być traktowana frywolnie, no chyba, że mowa o CIA.
W trakcie 14 lat trwania „wojny z terrorem” pod dowództwem Stanów Zjednoczonych CIA utworzyła około 50 ośrodków tortur w 28 krajach, jako dodatek do istniejących już co najmniej 25 w Afganistanie i 20 w Iraku. Do torturowania i mordowania setek, jeśli nie tysięcy niewinnych osób, wykorzystano też 17 okrętów, które stały się swoistymi pływającymi ośrodkami tortur.
Państwa, które zezwoliły na przeprowadzanie tortur na swoim obszarze to między innymi: Stany Zjednoczone (Zatoka Guantanamo), Bośnia, Izrael, Jordania, Kenia, Kosowo, Litwa, Mauretania, Polska, Katar, Rumunia, Arabia Saudyjska i Wielka Brytania.
Byłoby zatem miło, gdyby zachodnie media, w próbie oczernienia Rosji także na podstawie tego, z kim się zadaje, oszczędziły nam cynicznej bufonady i manipulujących emocjami sloganów na temat „brutalnego dyktatora Asada” i jego rzekomych „komnat tortur”. Każdy z chociaż dwoma aktywnymi neuronami bardzo dobrze wie, kto odpowiada za cierpienie Syryjczyków i wielu innych niewinnych osób na całym świecie: to ci sami gracze z obszernym udokumentowanym dorobkiem w zakresie dowodzenia plutonami egzekucyjnymi i komnatami tortur w Ameryce Południowej, a w czasach bardziej współczesnych – w Iraku, tylko po to, by osiągnąć swoje obłąkane „geopolityczne” cele panowania nad światem oraz by nie pozwolić Rosji, Chinom i wszystkim innym na zuchwałość kwestionowania toksycznego oddziaływania globalnej hegemonii Stanów Zjednoczonych.
Na szczęście, dzięki rosyjskiej pobłażliwości, cierpliwości, przenikliwości oraz wyczuciu czasu, ta dominacja zdaje się z dnia na dzień drastycznie kurczyć.

Tłumaczenie: PRACowniA


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 07 gru 2015, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/12/0 ... ormacyjna/

Wojna informacyjna
Posted by Marucha w dniu 2015-12-05 (sobota)

Wojny można podzielić na dwie kategorie: wojny energetyczne i wojny informacyjne.
Jeśli Kali palnąć kogoś maczugą, zgruchotać mu czaszkę i zabrać jego krowy, to jest to wojna energetyczna, ale jeśli Kali przekonać kogoś, żeby sam mu przyprowadził swoje krowy, to jest to wojna informacyjna.

Obrazek

W wojnach energetycznych pokonuje się wroga fizycznie w otwartej walce, maczugą, mieczem lub pociskiem samosterującym. Różnica polega tylko na stopniu stechnicyzowania użytego oręża. Skutkiem ubocznym wojny energetycznej są straty w ludziach i zniszczenia substancji materialnej.
W wojnie energetycznej walczące strony niszczą przeciwnika na jasno określonym froncie. Uderzenia są szybkie, potężne, widoczne i odczuwalne. Ideałem jest Blitzkrieg, „kiedy pancerne zagony przerywają linię frontu i omijając punkty oporu, zmierzają prosto przed siebie, w głąb terytorium wroga, do jego miast, mostów, fabryk, lotnisk, portów, magazynów, ośrodków łączności i dowodzenia.”[1]
W wojnach informacyjnych „narzuca się przeciwnikowi swoją wolę innymi środkami niż działania militarne”.[2] Obezwładnia się go informacją – otumania się działaniami wywiadu, podszeptem agentury wpływu, propagandą i manipulacją, a potem bierze się go w poddaństwo.
W wojnie informacyjnej zniewala się społeczeństwo stopniowo. Trwa to latami. Polem walki jest ludzka świadomość.
W pierwszej fazie, wyznaczona do podboju społeczność jest demoralizowana, żeby złamać jej moralny kręgosłup. W kolejnych fazach, burzy się obowiązujący w niej od wieków porządek wartości, potem pozbawia się ją poczucia własnej godności, zakłamuje osiągnięcia przodków, wpaja poczucie ogólnej niemożności, by wreszcie zniechęcić do stawiania oporu, przekonując, że wszelki sprzeciw jest bezsensowny, bo trzeba płynąć z prądem, a nie żyć zaściankową przeszłością.

* * *

W opinii rosyjskich analityków wojskowych informacjonnaja wojna, to w szerokim znaczeniu „środki stosowane głównie w czasie pokoju i skierowane nie tyle przeciwko siłom zbrojnym, co przeciwko ludności cywilnej i jej świadomości, przeciwko systemowi administracji państwowej, systemowi nadzoru produkcji przemysłowej, nadzoru nauki, kultury, itd.”
W węższym rozumieniu, są to działania, których zadaniem jest osiągnięcie przygniatającej przewagi nad przeciwnikiem w sferach:
skuteczności informacji,
pełni informacji,
wiarygodności informacji.
Działania destrukcyjne w tych trzech sferach prowadzone są osobno lub jednocześnie, w trakcie procesów:
przyjmowania informacji,
przetwarzania informacji,
wykorzystywania informacji.
Procesy przyjmowania, przetwarzania i wykorzystywania informacji są istotnymi elementami mechanizmu podejmowania decyzji. Dlatego podanie zafałszowanych, wypaczonych, zniekształconych, czy niewiarygodnych informacji utrudnia, a nawet uniemożliwia podejmowanie efektywnych decyzji administracyjnych oraz poprawną realizację tych decyzji.
Jedna z amerykańskich definicji wojny informacyjnej mówi o „ofensywnym i defensywnym wykorzystaniu informacji i systemów informacyjnych w celu odcięcia przeciwnika od dopływu informacji oraz w celu wykorzystania, zniekształcenia lub zniszczenia informacji już przez niego posiadanych”, przy jednoczesnej obronie własnych zasobów i systemów informacyjnych. W węższym, bardziej militarnym niż politycznym znaczeniu, mówi się o „wspartym przez działania wywiadowcze zintegrowanym wykorzystaniu środków operacyjnych, dezinformacji, operacji psychologicznych, walki elektronicznej i niszczenia fizycznego w celu pozbawienia przeciwnika dopływu informacji, wypaczania i degradowania otrzymywanych informacji, a także niszczenia jego zdolności dowodzenia i kontroli wykonywania rozkazów”.
Przekładając mądre definicje na język potoczny, wojna informacyjna sprowadza się to takiego otumanienia ludzi, żeby sami, z dobrej woli, wpakowali karki w jarzmo, przekonani, że jest to w ich najlepszym interesie.
Wielcy adwersarze toczonej przez blisko pół wieku „zimnej wojny” zgodnie uważają, że zwycięstwo w wojnie informacyjnej należy do tego, kto opanuje zasoby informacji i wiedzy przeciwnika. Przy czym, przeciwnikiem nie są siły zbrojne, lecz cały naród z jego administracją państwową, aparatem władzy, sferami gospodarczymi, kręgami opiniotwórczymi, naukowymi, kulturalnymi, itp. Przewagę osiąga ta strona, która zniszczy lub wypaczy wiedzę posiadaną przez zaatakowany naród i zmanipuluje tę wiedzę w takim stopniu, że zaatakowane społeczeństwo zacznie zachowywać się zgodnie z zamiarami agresora.
Informacyjna ofensywa może koncentrować się na wszystkich obywatelach danego kraju lub tylko na elicie rządzącej i środowiskach opiniotwórczych, które po „przełknięciu” poddanej im informacji wtórnie niejako manipulują współobywatelami. Przy czym, to „przełknięcie” może być świadome – w zamian za określone profity, lub nieświadome – wskutek podstępnego podsunięcia sprytnie „ulukrowanej” informacji.
Informacyjna inwazja obejmuje najczęściej zarówno wiedzę o własnym społeczeństwie, jak i o świecie zewnętrznym. Info-agresor chce bowiem pozbawić ofiarę najazdu nie tylko prawdy o sobie, ale także zrujnować jej układ odniesienia, czyli zasób wiadomości, w stosunku do którego ocenia się otrzymywaną informację. Konsekwencją braku układu odniesienia (swoistego kamienia probierczego, na którym można ocenić wiarygodność i wartość przyjmowanych wiadomości) jest informacyjny chaos. Kiedy rozpadną się naturalne, nawarstwione przez pokolenia „sita”, dzięki którym odruchowo odsiewa się informacje fałszywe lub nieistotne, nie można trafnie ocenić, czy informacja jest wartościowa, czy też jest to tylko szum informacyjny – atrakcyjne bzdury zamulające umysł.
Spranie mózgów wybranej do zdominowania społeczności jest podstawowym warunkiem zwycięstwa. Przejęcie kontroli musi bowiem odbywać się, nie jak w wojnie energetycznej poprzez okupację i jawny przymus, ale w możliwie niezauważalny sposób, skrycie, najczęściej przy pomocy zwerbowanej w tym społeczeństwie agentury wpływu oraz poprzez umiejętne użycie środków masowego przekazu. Wykorzystuje się przy tym własne media, odpowiednio sterowane globalne organizacje medialne (głównie telewizje i agencje prasowe), a przede wszystkim przejęte, często w sposób podstępny i niejawny, środki masowego przekazu przeciwnika.
Oddziaływanie musi mieć charakter masowy, bowiem dla przejęcia kontroli nad krajem wielkości Polski konieczne jest posiadanie około 1,5 miliona ludzi o podobnych poglądach, a jeszcze lepiej bez poglądów, których uplasuje się w aparacie administracji państwowej, gospodarce, szkolnictwie, służbach państwowych, itp. Ponieważ trudno jest infiltrować skrycie na terytorium przeciwnika tak wielką liczbę własnych obywateli, to info-agresor nie ma innego wyjścia jak posłużyć się (przynajmniej w okresie przejściowym) pozyskanymi dla siebie tubylcami, to znaczy wytresowanymi zwolennikami, albo świadomymi lub półświadomymi agentami.
Bez uciekania się do przymusu fizycznego, terroru i zniszczeń substancji państwa tak wielką liczbę zwolenników można zdobyć jedynie drogą sterowania społecznego.[3]

* * *

Sterowanie społeczne, to wywieranie wpływu na społeczeństwo dla osiągnięcia określonego celu. Sterowanie społeczne nie jest niczym złym, pod warunkiem, że wytyczony cel jest dobry. Przykładowo, prowadzony przez rząd program powszechnej edukacji jest sterowaniem społecznym, którego celem jest zwiększenie wiedzy i umiejętności obywateli, działalność ewangelizacyjna Kościoła jest sterowaniem społecznym prowadzącym do zbawienia, propagowanie podstawowych zasad higieny steruje społeczeństwo w kierunku dbałości o własne zdrowie, itp.
Sterować społeczeństwem można jednak również w złej wierze. Można na przykład wpędzać wybraną społeczność w kompleks winy za czyny niepopełnione, można zniechęcać do własnych korzeni, do historii, do tradycji, podsuwając w zamian inne wzorce warte naśladowania albo gloryfikując inne społeczności i modele społeczne.
Formą sterowania społecznego, zwłaszcza w złej wierze, jest manewrowanie społeczne, czyli intencjonalne sterowanie społeczeństwem dla osiągnięcia określonych korzyści. Ta forma sterowania społecznego wykorzystywana jest przede wszystkim w wojnie informacyjnej, kiedy jedno państwo, chce podporządkować sobie obywateli innego państwa i za ich pośrednictwem przejąć kontrolę nad całą strukturą i substancją państwową.
W manewrowaniu społecznym wykorzystuje się manipulację ludźmi, a więc specyficzne sterowanie, w którym prawdziwy cel, a nawet sam fakt sterowania, ukryte są przed sterowanymi. Jest to niesłychanie niebezpieczne działanie, bowiem ludzie poddawani umiejętnej manipulacji wyobrażają sobie często, że działają w najlepszej wierze, walczą o własne interesy i realizują szczytne cele. Przykładowo, budują ponadnarodową strukturę, której harmonizowany system polityczny, prawny i gospodarczy zapewni mieszkańcom lepsze życie oparte na fundamencie stabilizacji ekonomicznej i tolerancji.
Manipulacja ludźmi polega zazwyczaj na takiej inspiracji ludzi, żeby wyobrażali sobie, iż działają samodzielnie i niezależnie, bowiem są wówczas znacznie bardziej efektywni. Ludzi nieświadomi swej roli, marionetki, przekonani, że działają w najlepszej wierze i realizują własny pomysł, walczą skuteczniej o zadaną im przez manipulującego „sprawę” niż najlepsi agenci skaptowani honorarium. Ponadto w przypadku zdemaskowania manipulacji, „kukiełce” trudno jest wiarygodnie zdyskredytować manipulującego, natomiast agent może go po prostu zdradzić, ujawniając fakt i mechanizm werbunku. „Spalony” agent staje się bezużyteczny, natomiast umiejętnie manipulowaną marionetkę można wykorzystać ponownie, gdy ucichnie, lub zostanie wyciszona afera wywołana ujawnieniem manipulacji.
Do sterowania i manipulowania ludźmi wykorzystuje się najczęściej dezinformację, czyli rozpowszechnianie zmanipulowanych lub sfabrykowanych informacji (albo kombinacji jednych i drugich) w celu wywarcia wpływu na odbiorców i skłonienia ich do określonych zachowań korzystnych dla dezinformującego. Im większa liczba ludzi ulegnie dezinformacji i zacznie zachowywać się zgodnie z planami dezinformującego, tym dla niego lepiej. Podstawowym zadaniem info-agresora jest bowiem uzyskanie możliwie jak największego wpływu na ludzi i całe grupy społeczne, a poprzez nie na funkcjonowanie struktur państwowych atakowanego kraju.
Celem strategicznym jest zredukowanie ośrodków decyzyjnych atakowanego (np. rządu, parlamentu, najważniejszych instytucji) do roli figurantów, skłóconych, umotanych w rozwiązywanie nieważnych problemów, pozbawionych skutecznego wpływu na obywateli i bieg spraw państwowych.
Manipulacja informacją polega najczęściej na wykorzystaniu prawdziwych informacji, ale w taki sposób, żeby wywołać fałszywe implikacje. Np. drogą pomijania niektórych, istotnych, ale niewygodnych informacji, lub poprzez taki dobór informacji, żeby budziły fałszywe skojarzenia. Niektórzy twierdzą, że olbrzymi procent reklam, to informacje zmanipulowane. Uwypuklają one mniej lub bardziej realne zalety reklamowanego obiektu, natomiast maskują lub przemilczają wady.
Bardziej nachalną i z punktu widzenia info-agresora bardziej ryzykowną metodą, jest fabrykacja informacji, czyli świadome tworzenie fałszywej informacji i podawanie jej za prawdziwą. Do jawnych kłamstw można posuwać się praktycznie bezkarnie po uzyskaniu kontroli nad większością mediów i ośrodków opiniotwórczych przeciwnika. Przy czym istotniejsza jest kontrola nad mediami niż nad ośrodkami opiniotwórczymi. Bez mediów ośrodki opiniotwórcze nie mogą bowiem skutecznie demaskować fabrykacji, gdyż ich krąg oddziaływania jest niewielki, praktycznie nieistotny w skali państwa. Kontrolując media można przy tym wykreować posłuszne sobie ośrodki opiniotwórcze, które będą uwiarygodniać sfabrykowane informacje.
Informacje zmanipulowane i sfabrykowane wykorzystuje się w walce informacyjnej będącej specyficzną, agresywną, formą sterowania społecznego w złej wierze. Zadaniem prowadzącego walkę informacyjną jest zniszczenia przeciwnika za pomocą informacji. Podstawowym orężem w walce informacyjnej jest informacja niszcząca, która spełnia dwojakie funkcje:
a. osłabia strukturę przeciwnika – głównie utrudniając przekaz informacji między kierownictwem a wykonawcami,
b. inspiruje błędne decyzje kierownictwa i błędne działanie wykonawców przeciwnika, – co osłabia go, a w skrajnych przypadkach prowadzi do samozniszczenia.
Przykładem zastosowania informacji niszczącej do osłabienia struktury może być rozpowszechnianie na poły prawdziwych informacji dyskredytujących sprawnego, energicznego i kompetentnego polityka, żeby nie dopuścić go do wejścia w skład rządu, gdzie mógłby objąć resort kluczowy dla interesów państwa. Innym przykładem może być tworzenie takiego szumu informacyjnego wokół konkretnych działań rządu, żeby wykonawcy decyzji nie rozumieli lub rozumieli opacznie intencje ministrów.
Stosowaniem informacji niszczącej do inspirowania błędnych decyzji może być podsunięcie niewprawnym politykom tak spreparowanego programu reform, żeby jego realizacja prowadziła do osłabienia, a nie do wzmocnienia państwa. Program może być tak opracowany, żeby po jego wprowadzeniu dawał stopniowo coraz większą kontrolę nad państwem jego prawdziwym autorom, sprowadzając władze państwa do roli pionków pozbawionych realnego wpływu.
Planowe stosowanie informacji niszczących na szeroką skalę składa się na dywersję informacyjną, w której inspiruje się błędne decyzje przeciwnika po to, żeby wykorzystywać ich skutki dla podsunięcia kolejnych informacji niszczących, aż do kompletnego sparaliżowania ośrodków decyzyjnych państwa i w konsekwencji do jego samozniszczenia. Dywersja informacyjna jest najniebezpieczniejszą formą walki informacyjnej, gdyż jest to długofalowe ukryte sterowanie przeciwnika ku autodestrukcji, w którym wykorzystuje się manewrowanie społeczne, manipulację ludźmi i dezinformację.
Podstawowymi narzędziami w walce informacyjnej są:
propaganda, czyli planowe oddziaływanie na ludzi zmasowanymi bodźcami o charakterze informacyjnym,
wywiad – wyspecjalizowana służba zbierająca informacje o przeciwniku i prowadząca walkę informacyjną. Zgodnie z definicją NATO celem i zadaniem wywiadu jest dostarczyć potrzebna dane i informacje tym, którzy formułują główne założenia polityczne oraz przygotowują plany i decyzje na każdym szczeblu.[4]
Analogicznie – do obrony przed wrogimi działaniami informacyjnymi przeciwnika służy kontrwywiad, który winien być wspierany przez własną propagandę. Według Brytyjczyków zadaniem kontrwywiadu jest „ochrona bezpieczeństwa państwa…przed działaniami agentów innych państw i działaniami obliczonymi na zniszczenie lub osłabienie ustroju…środkami politycznymi, ekonomicznymi czy z wykorzystaniem środków przemocy.[5]
Główna rola w walce informacyjnej przypada kanałom sterowniczym, które oddziałują na strukturę państwową przeciwnika. Są to:
kanały agenturalne – zobowiązane do wykonywania wszystkich poleceń prowadzącego walkę w zamian za korzyści osobiste (materialne lub nie), albo z motywów ideowych, etycznych lub prawnych. Są to agenci wywiadu lub tajni współpracownicy policji i kontrwywiadu. Należy przy tym pamiętać, że agentem jest zwerbowany obywatel innego państwa. Zwerbowany obywatel własnego państwa nie jest agentem! Jest tajnym współpracownikiem służby specjalnej. Obywatel własnego kraju może być pracownikiem kadrowym służby lub jej współpracownikiem tajnym albo jawnym. Nigdy agentem!
Terminy te są często mieszane intencjonalnie, celem wywołania szumu informacyjnego lub dla zatarcia różnicy. Takie mieszanie pojęć utrudnia lub wręcz uniemożliwia poprawną kwalifikację moralną działalności pracowników lub współpracowników własnych służb i agentów obcego państwa. Przypisywanie terminu agent pracownikom kadrowym służb specjalnych świetnie maskuje działalność agenturalną na rzecz obcego państwa i w konsekwencji odbiorcy takiej dezinformacji tracą rozeznanie, kto jest kim, a co za tym idzie gubią możliwość dokonania właściwej oceny moralnej.
Z punktu widzenia działalności operacyjnej, agentów można podzielić na dwie kategorie: agentów podstawowych i agentów wspierających.
Do pierwszej kategorii zalicza się:
rezydentów i szefów siatek agenturalnych,
agentów stanowiących źródła informacji,
agentów egzekutorów,
agentów werbowników.
Do drugiej kategorii należą przede wszystkim:
agenci legalizacyjni,
kurierzy,
właściciele lokali konspiracyjnych,
prowadzący skrzynki korespondencyjne,
prowadzący skrzynki kontaktowe i skrytki,
Szefowie siatek lub rezydentur agenturalnych, to doświadczeni agenci o sprawdzonej lojalności, którzy kierują grupami agentów. Mają zazwyczaj sporą władzę i niezależność oraz dysponują budżetem przyznanym im przez tak zwaną Centralę. Podstawową różnicą jest zależność hierarchiczna. Szef siatki podlega zazwyczaj rezydentowi (agenturalnemu lub kadrowemu rezydentowi służby działającemu w danym kraju) natomiast rezydent agenturalny podlega bezpośrednio Centrali służby. W służbach rosyjskich szef siatki agenturalnej nie może też werbować nowych agentów, natomiast rezydent agenturalny może.
Zadaniem agentów będących źródłem informacji jest zbieranie wiadomości, dokumentów i innych materiałów wywiadowczych. Werbuje się ich pod kątem dostępu do tajemnic danego państwa. Zajmowane przez nich stanowisko ma mniejsze znaczenie. Bardzo często agent zatrudniony w powielarni, informatyk obsługujący komputery, czy sekretarka mają znacznie łatwiejszy i szerszy dostęp do tajemnic niż ich szefowie i to nawet najwyższych szczebli.
Agenci-egzekutorzy werbowani są zasadniczo w jednym celu – likwidacji wyznaczonych osób lub przeprowadzenia energetycznych, a nie informacyjnych, aktów sabotażu i dywersji.
Agenci-werbownicy należą do najbardziej zaufanych i bardzo często wywodzą się spośród sprawdzonych i doświadczonych agentów zbierających informacje, którzy z różnych względów utracili dostęp do tajemnic państwowych. Wykorzystuje się ich do wyszukiwania kandydatów na agentów i werbowania ich. Czasami jedynie do wyszukiwania kandydatów i wstępnego ich urabiania, a sama operację werbunku przeprowadza innych agent (np. rezydent agenturalny) lub pracownik kadrowy służby.
Wśród agentów wsparcia najistotniejszą rolę pełnią agenci legalizacyjni. Należą do nich policjanci, celnicy, pracownicy biur paszportowych i urzędów wydających dokumenty, urzędów stanu cywilnego i innych instytucji wydających obywatelom różnego rodzaju dokumenty i prowadzących ewidencję. Działają oni przede wszystkim na rzecz tak zwanych „nielegałów”, czyli kadrowych pracowników służby wysyłanych do obcego państwa, gdzie mają funkcjonować jako obywatele tego kraju.
Zadaniem agentów legalizacyjnych jest uwiarygodnić fałszywą tożsamość „nielegała”, zaopatrzyć go w odpowiednie dokumenty na autentycznych blankietach, wpisać do odpowiednich rejestrów i ewidencji, itp. Zadaniem agentów legalizacyjnych jest również pozyskiwanie pustych blankietów dokumentów, czystych formularzy, wzorów pieczątek, papierów firmowych urzędów, itp. Zdobyta przez nich oryginalna „papeteria” wykorzystywana jest później przez Centralę służby do produkcji podrobionych imitacji lub do tworzenia zestawów „autentycznych” dokumentów, w które wyposaża się własnych pracowników kadrowych wysyłanych i działających nielegalnie na terenie danego kraju albo lokalnych agentów. Dla uzyskania wzorów dokumentów werbuje się też kryminalistów, zwłaszcza kieszonkowców.
Agenci kurierzy przewożą materiał wywiadowczy przez granice państwowe i werbuje się ich zazwyczaj w środowiskach zajmujących się zawodowo transportem (kierowcy, obsługa pociągów, marynarze floty handlowej) lub często podróżujących – np. handlowców.
Właściciele lokali konspiracyjnych oddają (zazwyczaj za wynagrodzeniem) posiadane mieszkania lub lokale użytkowe na potrzeby służby. W lokalach tych odbywają się spotkania pracowników kadrowych z tajnymi współpracownikami lub agentami w warunkach gwarantujących wysoki stopień poufności. Lokale takie mogą również służyć za kwatery zastępcze w sytuacjach alarmowych lub za „przebieralnie”, w których pracownik kadrowy lub agent może szybko zmienić swój wygląd zewnętrzny.
Prowadzący skrzynki korespondencyjne, to zwerbowane osoby, które dysponują „bezpiecznym” adresem, telefonem, faksem lub innym środkiem łączności, umożliwiającym skrytą łączność między pracownikami kadrowymi a agentami. Bardzo często pośredniczą oni w korespondencji między Centralą a agentem działającym w innym kraju niż kraj zamieszkania prowadzącego skrzynkę. Przewidujące GRU na prowadzących skrzynki korespondencyjne wybiera najchętniej osoby w starszym wieku, które w przypadku konfliktu zbrojnego (niekoniecznie z Rosją) nie podlegałyby mobilizacji, co mogłoby przerwać łączność.
Rola prowadzących skrzynki kontaktowe i skrytki jest podobna do roli agentów pośredniczących w korespondencji, tyle, że obejmuje przede wszystkim materiały wywiadowcze, instrukcje, pieniądze i różne przedmioty przekazywane agentom przez pracowników kadrowych i odwrotnie. Na agentów prowadzących skrzynki i skrytki werbuje się przede wszystkim właścicieli małych sklepików i punktów usługowych, gdzie łatwo jest coś przekazać pod pozorem zakupów. „Żywe” skrzynki kontaktowe wypierane są coraz częściej przez „martwe”, czyli umówione miejsca, w których można pozostawić rzecz nie widząc się z nikim i nie będąc widzianym.
Specyficznymi rodzajami agentury, istotnymi z punktu widzenia wojny informacyjnej, są agenci wpływu oraz kategoria znana powszechnie w sowieckich służbach pod mało pochlebną nazwą „gównojady”.[6] Kto wymyślił ten termin, nie wiadomo. Używano go zarówno w KGB jak i w GRU.
Mianem tym obdarzano obywateli krajów zachodnich, którzy dobrowolnie, za darmo, niczym nie kaptowani, ani nie straszeni, byli gotowi zdradzać swój kraj i współpracować ze Związkiem Sowieckim. Byli to różnej maści zwolennicy jednostronnego rozbrojenia, postępowi radykałowie, pacyfiści, internacjonaliści, itp. Trudno ich było kwalifikować jako agentów, gdyż nikt ich nie werbował, ale wykorzystywano ich w możliwie najszerszym stopniu, gdyż ochotnie robili to, co im kazano.
Z punktu widzenia wojny energetycznej, czy prowadzenia dywersji zbrojnej, „gównojady” nie były wielce przydatne, ale ich rola w wojnie informacyjnej jest nie do przecenienia. Trudno bowiem znaleźć bardziej podatny materiał do manipulacji i medium bardziej żarliwie rozpowszechniające wszelką dezinformację i informację niszczącą. Co więcej „gównojady” są wspaniałymi roznosicielami plotek i pogłosek oraz krzykliwym mięsem armatnim każdej demonstracji, którą można później nagłośnić i wykorzystać we własnych celach. Ponadto łatwo odciąć się od nich bez ryzyka dekonspiracji, gdyż skruszony „gównojad” nie jest w stanie udowodnić, że został zwerbowany np. w drodze szantażu lub za wynagrodzeniem. Wręcz przeciwnie, łatwo jest wiarygodnie przekonywać, że czynił to, co czynił dobrowolnie, samodzielnie, bez podszeptów.
W wojnie informacyjnej najgroźniejsza jest agentura wpływu. Zgodnie z amerykańską definicją, agent wpływu to osoba, która może być wykorzystana do dyskretnego urabiania opinii polityków, środków masowego przekazu i grup nacisku w kierunku przychylnym zamiarom i celom obcego państwa.[7]
W przeciwieństwie do wymienionych wyżej rodzajów agentów, agenci wpływu nie zbierają, lecz rozpowszechniają informacje. Najczęściej prawdziwe, ale z niszczącym komentarzem, także informacje zmanipulowane i sfabrykowane. Można przyjąć, że agentura wpływu prowadzi szczególnie obliczoną na długie lata dywersję informacyjną. Swój jad sączy dyskretnie w środowiskach decyzyjnych i opiniotwórczych, sterując je powoli w kierunku samozniszczenia lub zniszczenia struktur państwa.
Wykrycie agentury wpływu jest niezmiernie trudne, a udowodnienie działania na rzecz obcego państwa praktycznie niemożliwe, gdyż każdy ma prawo do głoszenia własnych poglądów. Agent wpływu nie wykrada tajemnic z sejfów i nie sposób go przyłapać na „gorącym uczynku”. Najczęściej nie kontaktuje się potajemnie z oficerem prowadzącym i nie otrzymuje od niego instrukcji wywiadowczej lub wynagrodzenia. Wyjeżdża na jawne seminaria lub konferencje naukowe, pobiera stypendia naukowe lub wykłada na zagranicznym uniwersytecie, zagraniczni wydawcy publikują jego książki, otrzymuje nagrody twórcze, spotyka się z politykami, ludźmi ze świata gospodarki i nauki. Zebrane „wrażenia” ubrane we „własne przemyślenia” publikuje w mediach lub rozpowszechnia w „politycznych salonach” albo podczas spotkań z politykami i decydentami własnego kraju. Formalnie nie robi nic nielegalnego, tylko skutki jego działalności są niszczące.
W przeciwieństwie do kanałów agenturalnych, które obowiązane są do posłuszeństwa wobec prowadzącego, kanały współpracujące wykonują tylko te polecenia prowadzącego walkę informacyjną, które są zbieżne z ich własnymi celami.
Przykładowo w latach stanu wojennego podziemna „Solidarność” prowadziła swoją walkę informacyjną ze strukturami władzy PRL korzystając z pomocy finansowej i materiałowej CIA, bowiem obie organizacje miały wspólny cel – demontaż komunizmu.
Pracując na rzecz obcego państwa oba wymienione wyżej kanały działają w pełnej świadomości destrukcyjnego działania przeciwko strukturom państwa, którego są obywatelami. Odmienny jest charakter kanałów inspiracyjnych, które nieświadomie lub półświadomie wykonują polecenia prowadzącego walkę i tworzą chaos w strukturach przeciwnika, prowokując decyzje i działania sprzeczne z jego interesami oraz dostarczają przeciwnikowi informacje prowadzące do „samodzielnego” podejmowania szkodliwych dlań decyzji.
Odpowiednio zainspirowany człowiek, działaniem „w dobrej wierze” może często wyrządzić większe szkody niż agent. Jego działań nie ogranicza bowiem strach przed zdemaskowaniem. Lenin mówił o takich ludziach „pożyteczni idioci”, działacz Kominternu, niemiecki komunista Willi Muenzenberg nazywał ich „niewiniątkami”. Muenzenberg cynicznie wykorzystywał swoje „niewiniątka” – intelektualistów zwabionych duchową solidarnością z proletariatem, tak zwanych niezależnych pisarzy, wykładowców i uczonych do szerzenia komunistycznej propagandy oraz do uwiarygodniania kampanii „agit-prop” Kominternu, a także do kamuflażu sowieckich działań wywiadowczych. Opierając się na otumanionych intelektualistach Muenzenberg zakładał w latach dwudziestych gazety, wydawnictwa i kluby książki kontrolowane przez Komintern, produkował filmy i wystawiał sztuki teatralne gloryfikujące komunizm i Związek Sowiecki. Arthur Koestler pisał, że nawet w Japonii ekipa Muenzenberga kontrolowała bezpośrednio lub pośrednio 19 gazet i czasopism.[8]
Każdy z wymienionych wyżej kanałów sterowniczych dzieli się z kolei na dwa rodzaje różniące się od siebie postawionymi im zadaniami. Są to:
piony informacyjne, których zadaniem jest zbieranie informacji o przeciwniku i jego otoczeniu oraz przekazywanie zebranego materiału prowadzącemu walkę informacyjną. Pion ten najbliższy jest tradycyjnemu szpiegostwu, chociaż coraz częściej oparty jest na tak zwanym „białym wywiadzie”, czyli na zbieraniu i analizowaniu informacji pochodzących z ogólnie dostępnych źródeł.
piony sterowniczo-dywersyjne wywierające wpływ na system i struktury przeciwnika inspirując decyzje prowadzące do samozniszczenia i blokując decyzje obronne. Tym właśnie pionom powierza się m.in. zadanie opanowania środków masowego przekazu przeciwnika, a jeśli już nie opanowanie, to przynajmniej osiągnięcie maksymalnego wpływu na publikowane przez nie treści. Piony te rozpowszechniają również wszelkie pogłoski, prowadzą lub inspirują kampanie oszczerstw i półprawd, podsuwają informacje zmanipulowane, sfabrykowane i niszczące, plasują agentów na odpowiedzialnych stanowiskach państwowych, wprowadzają agenturę wpływu do środowisk decyzyjnych i opiniotwórczych, inspirują reformy i programy prowadzące do rozpadu struktur i samozniszczenia państwa.
Jednym z podstawowych zadań w walce informacyjnej jest rozpoznanie kanałów przeciwnika oraz ich pionów. Rozpoznanie pionów sterowniczo-dywersyjnych jest łatwiejsze, niż pionów informacyjnych, ponieważ można odwołać się do zasady „po owocach ich poznacie”. Z tego też względu w każdej profesjonalnej służbie wywiadowczej piony te rozgranicza się konsekwentnie, oddzielając przykładowo agenturę wywiadowczą od agentury wpływu.

Metody walki informacyjnej przeciwko państwu
Promocja centralizacji decyzji w obozie przeciwnika z równoczesnym osłabianiem powiązań poziomych.
Jest to swoista wertykalizacja państwa, do której należy dążyć, ponieważ struktury scentralizowane są znacznie podatniejsze na działania sterowniczo-dywersyjne od struktur horyzontalnych, opartych na sieciowych powiązaniach grup społecznych. Scentralizowane struktury odzwyczajają się szybko od samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji, przez co paraliżuje je sam brak bodźców płynących od centralnego kierownictwa. Dlatego łatwiej jest rozmontować metodami walki informacyjnej państwo totalitarne, niż państwo oparte na swobodach społecznych z wolnymi obywatelami, mającymi poczucie własnej wartości.
Inspirowanie błędnej polityki kadrowej, przede wszystkim na szczeblu decyzyjnym.
Nie jest przy tym konieczne plasowanie na decyzyjnych stanowiskach własnej agentury. Wystarczy promowanie osób ambitnych, kłótliwych, niekompetentnych i podatnych na szantaż. Cechy te wystarczą, żeby przy odpowiednim sterowaniu osoby te doprowadziły szybko do chaosu decyzyjnego i sporów prowadzących do decyzyjnego paraliżu, a w konsekwencji do stopniowej niewydolności struktur państwowych uwikłanych w walki wewnętrzne.
Penetracja centralnego ośrodka decyzyjnego i rozbudowa własnych kanałów inspiracyjnych, przede wszystkim agentury wpływu.
Najlepszymi agentami wpływu są doradcy, którzy inspirują decydentów, ale sami są mniej narażeni na zdemaskowanie, gdyż to nie oni podpisują decyzje i odpowiadają za ich ułomności.
Inspirowanie błędnych decyzji podejmowanych przez organa centralne przeciwnika,
co przy wertykalnej strukturze i braku mechanizmów samokontroli prowadzi do szybkiego przełożenia tych błędów na realne szkody dla interesu państwa
Inspirowanie nadmiaru decyzji podejmowanych przez organa centralne przeciwnika,
co skutecznie blokuje samodzielność i inicjatywę aparatu wykonawczego struktur państwowych i powoduje ich przeciążenie pracą nie przynoszącą wymiernych efektów.
Inspirowanie tarć i walk wewnętrznych.
Demontaż mechanizmów samosterowania społecznego,
zwłaszcza w centralnym ośrodku decyzyjnym przeciwnika. Szerzenie demoralizacji, dezinformacji, korupcji, indyferentyzmu ideologicznego pod przykryciem apolityczności. Rozkład tradycyjnego systemu prawnego opartego na odwiecznym systemie wartości oraz obywatelskim poczuciu sprawiedliwości i zastąpienie go tworzonymi masowo przepisami prawnymi. Należy pamiętać, że państwo prawa, to coś zupełnie innego niż państwo praworządne. Państwo prawa, to państwo przepisów regulujących wszystko aż do absurdu, ale niekoniecznie zgodnie z prawem naturalnym.
Blokowanie przepływu informacji i dezorganizacja tych elementów państwa przeciwnika, które zajmują się przetwarzaniem informacji.
Może to być przykładowo kampania zasypywania instytucji państwowych fałszywymi donosami, których sprawdzenie pochłania czas, środki i energię.
Nasyłanie masowej agentury, łatwej stosunkowo do wykrycia, ale odwracającej uwagę i pochłaniającej czas oraz środki kontrwywiadu.
Kampania taka pozwala działać swobodniej najcenniejszej agenturze uplasowanej na szczeblu decyzyjnym przeciwnika.
Przejmowanie dobrych inicjatyw kierownictwa przeciwnika przez piony informacyjne, a potem wypaczanie ich aż do karykaturalnych rozmiarów przez piony sterowniczo-dywersyjne,
co zniechęca do tych inicjatyw atakowane społeczeństwo.
Główne obiekty działań agresywnych w wojnie informacyjnej.
Wprawdzie ilość rozwiązań agresywnych w wojnie informacyjnej jest wielka, to jednak można wyróżnić pewne prawidłowości i ustalić listę obiektów, które są najczęściej atakowane. I takimi są: kręgi opiniotwórcze, media, partie polityczne, struktury państwa.
Kręgi opiniotwórcze: Początkowo kaptowane są poszczególne osoby, którym powierza się potrójne zadanie: typowanie kolejnych osób wartych skaptowania, urabianie osób wpływowych oraz urabianie szerokiej opinii publicznej drogą publikacji w mediach opinii sygnowanych przez siebie. W pierwszym rzędzie kaptowani są ludzie młodzi i ambitni, których karierą można sterować plasując ich w zaplanowanych miejscach struktur atakowanego państwa i dużym prawdopodobieństwem, że będą, z biegiem czasu, awansować.
Jednocześnie drogą jawną i tajną kreuje się skaptowanych na „autorytety”. Sposoby są różne. Od przyznawania prestiżowo brzmiących nagród i honorów, przez stypendia i pomoc w uzyskaniu stopni naukowych, po promowanie w ramach uprawianej profesji przy pomocy już posiadanej agentury wpływu.
Kiedy grupa skaptowanych staje się liczniejsza można przystąpić do urabiania całych środowisk opiniotwórczych tworząc sztucznie „modę” na pewne poglądy oraz organizując profesjonalny ostracyzm wobec myślących inaczej.
Media: W pierwszej fazie przejmowana jest kontrola nad treściami rozpowszechnianymi przez organizacje medialne. Do jej osiągnięcia wykorzystuje się skaptowane wcześniej osoby z kręgów opiniotwórczych oraz w środowiskach dziennikarskich. Wykreowanym przez siebie „autorytetom” poleca się umieszczać w środkach masowego przekazu artykuły, wypowiedzi, wywiady, opinie oraz zabiegać o udział w dyskusjach organizowanych przez media elektroniczne. Skaptowanym wcześniej dziennikarzom poleca się (a nie skaptowanym sugeruje się) publikować materiały wytypowanych osób, zapraszać je do udziału w debatach, robić z nimi wywiady.
Wbrew pozorom inspiracja taka nie jest trudna, nawet, jeśli nie ma się licznych dziennikarzy w swojej „stajni”. Środki masowego przekazu przejawiają „instynkt stadny” i z góry można liczyć, że umiejętnie wykreowany autorytet szybko stanie się „modny” i będzie chętnie zapraszany przed kamerę, mikrofon oraz na prasowe łamy. Kiedy moda na jeden „autorytet” minie (trwa zazwyczaj kilka miesięcy), to nie jest trudno podstawić mediom inny.
Na treści publikowane przez media można też wpływać za pośrednictwem własnej agentury wśród dziennikarzy. Taktykę tę od ponad 100 lat stosują Rosjanie. Działająca w Paryżu od lat 80-tych XIX wieku Agentura Zagraniczna carskiej Ochrany miała na swojej liście płac dziesiątki dziennikarzy oraz płaciła tysiące rubli miesięcznie w subsydiach m.in. dla gazet Le Figaro, Echo de Paris i Gaulois.[9] Równocześnie carskie ministerstwo finansów przepłacało francuskich dziennikarzy, żeby tworzyli przychylny klimat dla rosyjskich starań o kolejne pożyczki zagraniczne. Paryski przedstawiciel ministerstwa Artur Raffałowicz miał w kieszeni wszystkie liczące się gazety francuskie z wyjątkiem socjalistycznej (potem komunistycznej) L’Humanite. Po przegraniu wojny z Japonią w 1905 roku, Raffałowicz wydawał miesięcznie do 200.000 franków na łapówki dla dziennikarzy, żeby minimalizowali porażkę Rosji.[10]
Z doświadczeń Ochrany korzystała od swoich pierwszych dni CzeKa subsydiując dziesiątkami tysięcy funtów ukazujący się w Wielkiej Brytanii socjalistyczny dziennik Daily Herald[11], który „odpłacił się” w 1920 roku medialnym patronatem nad zorganizowanym przez skomunizowany związek zawodowy dokerów bojkotem transportów broni i amunicji dla armii polskiej.
Przygotowując globalne przywództwo Związku Sowieckiego, KGB miało na swych usługach tysiące dziennikarzy na całym świecie, dzięki czemu mogło prowadzić koronkowe operacje dezinformacyjne rozpisane na kilka lub kilkanaście krajów. Skutki tych operacji wracają echem nawet dzisiaj, jak choćby „działania aktywne” Służby A Pierwszego Zarządu Głównego KGB z lat 80-tych XX wieku obliczone na zrzucenie winy za pojawienie się wirusa HIV na amerykański program wojny biologicznej. Sfabrykowaną w Jaseniewie pod Moskwą historię AIDS przedrukowała w pierwszym półroczu 1987 roku prasa ponad 40 krajów rozwijających się. Na fabrykację KGB dały się nawet wziąć konserwatywny dziennik londyński Daily Express, brytyjski kanał telewizyjny Channel 4 oraz niemiecka Deutschland Rundfunk.[12]
Kupowaniem dziennikarzy zajmują się wyspecjalizowane służby wielu krajów i opis tylko najbardziej drastycznych przykładów zająłby gruby tom formatu książki telefonicznej.
W drugiej fazie przejmowania kontroli nad środkami masowego przekazu danego kraju następuje nabywanie już istniejących organizacji medialnych lub tworzenie własnych. Ponieważ otwarte przejęcie przez instytucje państwowe jednego kraju środków masowego przekazu w innym kraju nieuchronnie doprowadziłoby szybko do zdemaskowania wrogich zamiarów, kontrolę nad mediami zdobywa się za pośrednictwem firm prywatnych pod osłoną swobód gospodarki rynkowej. Można w tym celu założyć specjalnie firmę lub firmy o zakamuflowanym kapitale państwowym lub skłonić do współpracy i wykorzystać prywatne organizacje medialne własnego kraju w zamian za różnego rodzaju mniej lub bardziej utajnione subsydia. Mogą to być przykładowo zwolnienia podatkowe, ulgi celne, ulgi pocztowe, itp.
Kamuflaż można posunąć jeszcze dalej i przejmować media „pod fałszywą flagą”, czyli pozorując, że nabywający organizację medialną jest prywatną firmą z kraju trzeciego, o kapitale zupełnie nie związanym z info-agresorem.
Organizacje medialne, których nie można przejąć albo nie udało się opanować za pośrednictwem szeroko pojętej agentury, można kontrolować poprzez źródła informacji. Koszty pozyskiwania informacji – to znaczy koszty utrzymania korespondentów, współpracowników, wysyłania reporterów, prowadzenia archiwów, itp. – są wysokie i redakcje chętnie korzystają z usług agencji prasowych. Dlatego uzyskanie kontroli nad istniejącymi agencjami prasowymi lub założenie własnych należy do podstawowych zadań w programie przejmowania mediów.
Partie polityczne: Z uwagi na ich zhierarchizowanie oraz wymóg dyscypliny partyjnej opanowanie informacyjne partii najłatwiej przeprowadzić poprzez uzyskanie kontroli nad poszczególnymi działaczami oraz nad finansami ugrupowania. Udzielanie sekretnych subwencji może przybierać różne formy, od wręczonej dyskretnie paczki banknotów, po tani kredyt przed kampanią wyborczą udzielony dla niepoznaki przez bank w kraju trzecim.
Bardziej skomplikowane jest kontrolowanie ugrupowania politycznego za pośrednictwem uplasowanej wewnątrz agentury wpływu, gdyż z natury ambitni politycy zazwyczaj z trudem podporządkowują się linii myślenia narzucanej im przez partyjnych kolegów. Bardziej podatni są na opinie doradców, ekspertów, autorytetów, komentarze mediów oraz wyniki sondaży opinii publicznej. Stąd dla pionu sterowniczo-dywersyjnego łatwiej jest manipulować partią z zewnątrz niż wewnątrz. Natomiast wewnątrz powinni działać agenci pionu informacyjnego.
Struktury państwa: Atak na struktury państwa finalizuje agresję informacyjną. Jeżeli bowiem uda się wprowadzić chaos i spowodować erozję instytucji państwowych albo wypaczyć ich funkcjonowanie w takim stopniu, żeby działały przeciwko interesom państwa i jego obywateli, to państwo zostanie ubezwłasnowolnione i praktycznie nic już nie będzie stało na przeszkodzie w całkowitym podporządkowaniu go woli i interesom info-agresora.
Dlatego też w działaniach przeciwko strukturom państwa wykorzystuje się wszystkie wymienione dotychczas sposoby i formy walki informacyjnej. Powodzenie zależne jest przede wszystkim od odpowiedniego zgrania różnych elementów w jedną całość, która doprowadzi to rozpadu mechanizmów samosterowania społecznego i do samozniszczenia państwa, do stanu podobnego nieco do wojny domowej wszystkich z wszystkimi. W takiej sytuacji info-agresorowi nie będzie trudno skłonić społeczność międzynarodową do zaaprobowania przejęcia pogrążonego w wewnętrznym chaosie państwa w imię zachowania szeroko pojętego bezpieczeństwa międzynarodowego.

Główne obiekty działań niszczących w wojnie informacyjnej.
W wojnie informacyjnej obiektem wyznaczonym do zniszczenia może być praktycznie każda dziedzina życia społecznego, gdyż celem jest generalne osłabienie atakowanego społeczeństwa, aż do wprowadzenia go w stan uległości. Najczęściej atakowane są: materiał ludzki, struktury społeczne, gospodarka, nauka i kultura.
Materiał ludzki: Podobnie jak w wojnach energetycznych, celem ataków informacyjnych są ludzie. Interes agresora, zarówno energetycznego jak informacyjnego, wymaga biologicznego osłabienia atakowanego społeczeństwa, żeby uruchomić mechanizm instynktu samozachowawczego, który nakazuje podporządkować się posłusznie w imię przetrwania narodu. Stąd bierze się promocja aborcji i eutanazji, zachęcanie do emigracji, lansowanie modelu rodziny 2+1+pies, itp.
Struktury społeczne: Niemal wszystkie działania z zakresu manewrowania społecznego obliczone są na rozbicie porządku społecznego. Od opluwania uznanych autorytetów i podsuwania w zamian wykreowanych przez siebie, przez rozbijanie i niszczenie wpływowych środowisk, niezależnych a cieszących się szacunkiem stowarzyszeń, grup i organizacji profesjonalnych, aż po rozbijanie rodziny. Celem tych działań jest zatomizowanie zaatakowanego społeczeństwa w stopniu wykluczającym spontaniczne zorganizowanie oporu.
Ludzie pozbawieni zaplecza w postaci rodziny, krewnych, przyjaciół, sąsiadów są nie tylko podatniejsi na manipulacje, gdyż nie mają z kim skonfrontować własnych poglądów, ale również tracą wolę oporu nie widząc sensu w indywidualnym proteście.
Gospodarka: Ekonomiczne osłabienie atakowanego państwa i wprowadzenie chaosu w jego gospodarce zwiększa skuteczność działań informacyjnych. Zubożone społeczeństwo jest podatniejsze na manipulacje, gdyż dotarcie do informacji prawdziwej wymaga czasu, wysiłku i pieniędzy, a tego brak ludziom goniącym za chlebem. Wojna gospodarcza jest skrzyżowaniem zmagań informacyjnych i energetycznych, a zatem wymaga osobnego omówienia.
Nauka i kultura: Wiedza jest najlepszą tarczą przeciwko informacyjnej agresji, a zatem nauka i kultura są sferami życia społecznego niszczonymi szczególnie zajadle. W czasie II wojny światowej Niemcy starali się fizycznie wyeliminować polską elitę naukową i kulturalną, a życie naukowe i kulturalne ograniczyli do szkół zawodowych i półpornograficznych teatrzyków rewiowych.
W latach rządów Stalina w Związku Sowieckim odcięto środowiska kulturalne i naukowe (poza kompleksem zbrojeniowym) od kontaktów międzynarodowych. Współcześni info-agresorzy twórczo przetwarzają niemiecko-sowieckie osiągnięcia rezygnując tylko z działań energetycznych na rzecz stopniowego wymóżdżenia społeczeństw wyznaczonych do podporządkowania. Najbardziej wartościowe jednostki ze świata kultury i nauki skłaniane są do emigracji zachętami ekonomicznymi lub możliwością szerszego rozwoju profesjonalnego.
Działaniami z zakresu dywersji informacyjnej i manipulacji oraz kanałami agenturalnymi ogranicza się możliwości rozwoju naukowego i kulturalnego, zamyka instytuty naukowe, otwiera pseudouczelnie stanowiące konkurencję dla uznanych placówek akademickich. Pauperyzuje środowiska naukowe i twórcze, likwiduje biblioteki, placówki kulturalne i naukowe, obniża poziom nauczania w szkołach, itp.

Obrona przez info-agresją.
Z uwagi na nieskończoność rozwiązań agresywnych, trudno jest napisać skrypt obrony przez informacyjną agresją. Ponieważ w wojnie informacyjnej polem walki jest ludzka świadomość, najistotniejszym elementem obrony jest zdać sobie sprawę z tego, że jest się atakowanym. Info-agresor może sączyć swój informacyjny jad bezkarnie tak długo, jak długo zatruwani nie są świadomi zagrożenia. Potem skuteczność działań sterowniczo-dywersyjnych gwałtownie maleje.
Na poziomie państwa istnieją wyspecjalizowane służby, które winny bronić kraj i obywateli przed informacyjną agresją. Jeżeli robią to skutecznie, demontaż struktur państwowych i zniewolenie obywateli metodami walki informacyjnej staje się bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. II Rzeczpospolita miała taką wyspecjalizowaną służbę – Oddział II Sztabu Głównego, popularnie zwany „dwójką”. Był on tak skuteczny, że chociaż zniewolić Polskę metodami informacyjnymi usiłowały Niemcy i Związek Sowiecki, to nie potrafiły doprowadzić do erozji struktur państwowych. Trzeba było sojuszu i uderzenia dwóch najpotężniejszych wówczas na świecie armii lądowych, niemieckiej i sowieckiej, żeby Polskę opanować, a i tak Polaków nie udało się zniewolić.
Na poziomie obywateli możliwości obrony w sferze prawa są niewielkie. Poza nielicznymi wyjątkami (zeznania pod przysięgą) można bezkarnie kłamać publicznie. Konstytucja nie zabrania politykom uciekać się do kłamstw. Nawet prezydentowi i premierowi. „Autorytety” nie mają obowiązku szerzyć prawdy, mogą pleść bzdury pod warunkiem, że będą one mądrze brzmiały i będzie je ktoś publikować. Prawne ograniczenia, które obowiązują media są tak mało precyzyjne, że w zasadzie uchodzi im niemal każde kłamstwo lub inteligentne oszczerstwo.
W sytuacji, gdy brakuje formalnych zapór dla dezinformacji, rośnie gwałtownie znaczenie samoobrony obywateli, indywidualnego oporu przed zalewem kłamstwa. I w tej sferze można wyróżnić następujące czynniki obronne:
możliwie szeroka wiedza. Im więcej wiemy generalnie (o wszystkim), a także o przeciwniku, tym łatwiej nam rozpoznać i odeprzeć dezinformację, wykryć fabrykację i ustrzec się manipulacji.
korzystanie z różnorodnych źródeł informacji, ułatwia ich weryfikację, a po wykryciu informacji zmanipulowanych lub sfabrykowanych umożliwia lokalizację źródła dezinformacji.
wiedza o sobie, o swoich silnych i słabych stronach.
unikanie myślenia, że przeciwnik myśli i zachowuje się tak jak ja. Takie myślenie, to najpewniejsza droga do samo-dezinformacji. Należy zakładać, że przeciwnik jest inteligentny i przewrotny.
czujność – należy być zawsze przygotowanym na nieznane techniki, metody i rozwiązania.
ustawiczne kształtowanie i umacnianie porządku moralnego opartego o system odwiecznych wartości, gdyż jest to najskuteczniejszy mechanizm samosterowania społecznego zarówno na płaszczyźnie ośrodka decyzyjnego jak i całej społeczności (narodu). Porządek ten można i należy wpajać na poziomie rodziny, ponieważ wyniesione z domu solidnie ukształtowane zasady są niezwykle trudne do wykorzenienia.
Wiarygodność informacji bada się na kamieniu probierczym posiadanej wiedzy, wiarygodność posiadanej wiedzy ocenia się w konfrontacji z przestrzeganymi zasadami moralnymi, wiarygodność zasad moralnych sprawdza się w oparciu o prawdy odwieczne, np. w oparciu o 10 przykazań.

dr Rafał Brzeski

[1] Wiktor Suworow, Lodołamacz, Poznań, Rebis, 2008, str.31.
[2] Dyrektywa Biura Służb Strategicznych OSS (Office of Strategic Services), cyt. za: William Casey, The Secret War Against Hitler, Waszyngton, Regnery Gateway, 1988, str. 12
[3] Większość wymienionych poniżej terminów, pochodzi z prac cybernetyka doc. Józefa Kosseckiego, teoretyka i praktyka potajemnych działań inspiracyjnych.
[4] North Atlantic Treaty Organization, Intelligence Doctrine, paragraf 104
[5] Security Service Act, 1989, 1 (2)
[6] Wiktor Suworow, GRU, Warszawa, Adamski i Bieliński, 2002, s. 169-171
[7] Norman Polmar, Thomas B. Allen, Księga Szpiegów: Encyklopedia, Warszawa, Magnum, 2000, s.14
[8] Arthur Koestler, The Invisible Writing,London,Hutchinson, 1969, s. 253
[9] Rita T. Kronenbitter, Paris Okhrana 1885-1905, w Okhrana: The Paris Operations of the Russian Imperial Police, Central Intelligence Agency, 1997, s. 30
[10] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski, KGB, Warszawa, Bellona, 1997, s.38
[11] Christopher Andrew, Secret Service,London, Heinemann, 1985, s. 264
[12] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski, KGB, Warszawa, Bellona, 1997, s.551

http://www.eioba.pl/a/3jp0/wojna-informacyjna

Trochę szkoda, że autor cytuje przykłady wyłącznie z Rosji Carskiej i byłego ZSRR. Wiele dużo ciekawszych przykładów można by dać z Małego i Dużego Izraela, Wielkiej Brytanii, NATO, UE etc. Może Autor nie chciał popełnić samobójstwa w piątek?
Admin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 07 gru 2015, 12:03 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Asindziej napisał(a):
Wojna informacyjna

Wojny można podzielić na dwie kategorie: wojny energetyczne i wojny informacyjne.
Jeśli Kali palnąć kogoś maczugą, zgruchotać mu czaszkę i zabrać jego krowy, to jest to wojna energetyczna, ale jeśli Kali przekonać kogoś, żeby sam mu przyprowadził swoje krowy, to jest to wojna informacyjna.


Ofiarami tzw. wojny informacyjnej są ci, którzy idą na demonstracje z tabliczkami, na których jest napisane "Uchodźcy mile widziani" itp. :mrgreen: Ci ludzie łatwo dają się manipulować, gdyż mają wypaczoną świadomość. Dlatego w takiej wojnie stają się ofiarami. Bo dają się przekonać. Podobnie wyglada to także w innych ważnych kwestiach.

Gdyby cały Naród był odporny na manipulacje, to trudno by było z takim Narodem wygrać. Wówczas wrogowie musieliby sięgnąc po drugi rodzaj wojny, czyli wojnę energetyczną. W 1939 roku taki właśnie rodzaj wojny zastosowano. Dzisiaj nie ma potrzeby wprowadzać w życie wojnę energetyczną, gdyż wojna informacyjna w większości przypadków doskonale się sprawdza. Niedouczone i zmanipulowane społeczeństwa to idealny łup wrogów ludzkości.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 07 gru 2015, 17:21 
Offline
Czytelnik

Dołączył(a): 20 lis 2015, 22:03
Posty: 6
Myślę, że Polacy jako naród przez wiele wieków uciemiężony mają w sobie jeszcze wiele tego zwierzęcego instynktu samozachowaczego przekazanego przez rodziców lub co starsi wypracowanego samodzielnie. Natomiast duża grupa młodych ludzi, szczególnie z bogatych domów jest bardziej podatna na manipulacje, bo rodzice mają pieniądze, sami jeszcze nie pracowali i im się żyje dobrze...


Ostatnio edytowano 16 gru 2015, 13:16 przez terminatorjacek, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 07 gru 2015, 17:35 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
terminatorjacek napisał(a):
Myślę, że Polacy jako naród przez wiele wieków uciemiężony mają w sobie jeszcze wiele tego zwierzęcego instynktu samozachowaczego przekazanego przez rodziców lub co starsi wypracowanego samodzielnie. Natomiast duża grupa młodych ludzi, szczególnie z bogatych domów jest bardziej podatna na manipulacje, bo rodzice mają pieniądze, sami jeszcze nie pracowali i im się żyje dobrze.


Naszą ostoją jest Kościół Katolicki. To dzięki Niemu przetrwaliśmy. I dzisiaj Kościół pełni podobną rolę. Podtrzymuje nas Polaków na duchu, wskazuje na Tego, który daje nam siłę i moc. To dzięki Kościołowi trwamy, i nie damy się złamać. Niestety, wielu młodych odeszło od Kościoła, wybrali łatwe życie, luksus, i nie mają w sobie tego co posiadają wierzący. Nasza wiara to nasz skarb.

Wiara, Nadzieja, Miłość. Bóg, Honor, Ojczyzna.

To sprawia, że trudno Polakami manipulować. W historii Polacy wielokrotnie pokazali, że są silni duchowo, i próba złamania skończy się fiaskiem. Ciało mozna zabić, ale naszego ducha nikt nie zabije. Tylko słabi duchowo odpadają, i częstokroć przyłączają się do wrogów, w nadziei że wrogowie im to wynagrodzą.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 09 gru 2015, 13:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.eioba.pl/a/4z88/jakie-media- ... rtykuly%29

Jakie media taka demokracja
01.12.2015

Pierwsze trzy kroki w marszu po narodowe media
Za jedną z najważniejszych inicjatyw nowego rządu uważam zapowiedź przeprowadzenia „głębokich zmian” w mediach publicznych. Przygotowywana obecnie ustawa medialna ma trafić do Sejmu na przełomie roku.
Zasadnicze zmiany będą dotyczyły nowego systemu wyboru władz mediów publicznych, powołania Rady Mediów Narodowych oraz wprowadzenia powszechnej opłaty audiowizualnej, która zastąpi obecny abonament. Wybór dyrektorów i redaktorów naczelnych będzie należał do Rady, a główny nacisk ma zostać położony na „odbudowę funkcji edukacyjnej i misyjnej”.
Nazwanie tej inicjatywy „zmianami”, nie odpowiada jednak rzeczywistości. Jeśli ludziom nowego rządu nie zabraknie odwagi i determinacji, musimy mówić o stworzeniu mediów publicznych od podstaw. W tym wypadku nie jest to kwestią języka i nomenklatury.
Przez osiem lat reżim PO-PSL dokonał bowiem konsekwentnej likwidacji tych mediów. Wprawdzie w III RP nigdy nie spełniały one roli służebnej wobec społeczeństwa, to w latach 2008-2015 doszło do zniszczenia nawet tej namiastki misji publicznej. Powstała całkowicie nowa instytucja propagandowa, zbudowana na wzór peerelowskiego radia i telewizji. Nie ma potrzeby udawać, że szefowie i pracownicy tej instytucji wykonywali jakąkolwiek misję publiczną, ani przypisywać im cech cywilizowanego dziennikarstwa. Mieliśmy do czynienia z organem propagandowym i funkcjonariuszami, działającymi na rzecz zachowania „zdobyczy” reżimu.
Przekaz tych ośrodków – w warstwie informacyjnej i publicystycznej, został sprowadzony do nachalnej indoktrynacji, opartej na kłamstwie, manipulacji i dezinformacji.
Jeśli rząd PiS-u przyjmie taką diagnozę, nie można mówić o „zmianach” i „reformie”. Powodzenie akcji zależy tu od wstępnej kwalifikacji zjawiska i zastosowania narzędzi adekwatnych do potrzeb. Dlatego zakładam, że działania wiceministra Krzysztofa Czabańskiego – pełnomocnika rządu ds. przygotowania reformy publicznej radiofonii i telewizji, będą w pierwszej kolejności zmierzały do przeprowadzenia personalnych „czystek” i konsekwentnego pozbycia się funkcjonariuszy propagandy. Bez przeprowadzenia tej dezynfekcji, nie ma mowy o odbudowie mediów publicznych.
Nie ma też najmniejszych powodów, by pospolici oszuści i propagandyści nadal pracowali w instytucji utrzymywanej z naszych pieniędzy i korzystali z miana dziennikarzy. Pozostawienie takich osób, będzie widoczną i rażącą oznaką ignorowania interesu publicznego i dowodem fikcyjności projektu medialnego PiS.
Wartość „warsztatu dziennikarskiego” ludzi pracujących w TVP i PR, w niczym nie odbiega od normy peerelowskiej. Prekursorzy służyli „partii i socjalizmowi”, ci zaś służą triumwiratowi III RP i mitologii okrągłego stołu. Nie można popełniać tych samych błędów i wzorem fałszywej „transformacji ustrojowej” tworzyć mediów publicznych na starych, komunistycznych złogach. Nie udało się to w latach 90., nie uda się obecnie. Tylko „opcja zerowa” i zdecydowane wyrzucenie propagandystów daje szansę na odbudowę przekazu.
Nowa ustawa medialna i próba rekonstrukcji mediów publicznych to zaledwie fragment działań, jakie należy podjąć. Trzeba pamiętać, że rząd PiS –u nie ma żadnych narzędzi legislacyjnych, by ograniczyć lub zablokować aktywność prywatnych ośrodków propagandy.
O roli tych spółek w systemie władzy III RP, decyduje ich geneza.
W wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” w roku 2007, Antoni Macierewicz przedstawiając ustalenia Raportu z Weryfikacji WSI stwierdził m.in. -“Raport ujawnia nowe fakty i zeznania, które opisują mechanizm powstawania koncernu medialnego ITI, pokazują, jak był w to zaangażowany Zarząd II Sztabu Generalnego, czyli wywiad komunistyczny”. Ówczesny szef SKW powoływał się przy tym na zeznania Grzegorza Żemka złożone przed Sądem Okręgowym w Warszawie, podczas procesu FOZZ, z których wynikało, iż „firma należąca do Jana Wejcherta, ulokowana w Irlandii, której nazwę zmieniono później na I.T.I. (…)finansowała się z kredytów banku handlowego International w Luksemburgu”.
Żemek zeznawał –„Zapytałem służb wojskowych czy mogę podjąć kontakt z Wejchertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste.” Protokół zeznań został zamieszczony w Raporcie z Weryfikacji WSI, jako aneks nr.9. Z Raportu wynika, że „wywiad wojskowy PRL podejmował też wysiłki powołania firmy telewizyjnej. Pierwotnie zamierzonym celem tych działań miało być ułatwienie plasowania agentury na zachodzie. Tak tłumaczył swoje działanie Grzegorz Żemek, który na zlecenie wywiadu miał podjąć w tej sprawie rozmowy z firmą ITI i reprezentującymi ją Janem Wejchertem i Mariuszem Walterem.”
Od chwili powstania, dwie telewizje prywatne – TVN i Polsat oraz powiązane z nimi spółki medialne, są jednymi z najważniejszych przekaźników propagandy III RP. W ostatnich ośmiu latach, spółki utworzone przez Waltera, Wejcherta i Solorza usilnie wspierały działalność reżimu PO-PSL i przyjęły rolę wiodących „tub propagandowych”.
Ze względu na „preferencje informacyjne” oraz „skazę pierworodną” – genezę tych spółek, nie sposób uważać ich za rzetelne i profesjonalne media.
Jeśli nowy rząd myśli poważnie nad zbudowaniem mediów publicznych i odkłamaniem przekazu medialnego, musi też znaleźć sposób na ograniczenie oddziaływania prywatnych nadawców i obcych koncernów wydawniczych. Błędne jest przeświadczenie, jakoby takie działania podważały pluralizm informacyjny lub godziły w niezależne dziennikarstwo. Te wartości są całkowicie nieznane pracownikom spółek medialnych i dawno zostały podporządkowane interesom establishmentu III RP lub interesom obcych mocarstw.
Najprostszym i powszechnie dostępnym narzędziem, byłby całkowity bojkot ich przekazu. Ośrodkom tym należy odebrać widzów i czytelników, skazać je na marginalizację i finansowe „zagłodzenie”.
Krok pierwszy – polegałyby na wycofaniu wszelkich reklam i ogłoszeń spółek Skarbu Państwa i instytucji rządowych oraz zaprzestaniu prenumerowania gazet i wydawnictw rozpowszechnianych przez prywatne spółki handlowe, typu Agora czy Axel Springer. Żadne kampanie reklamowe i informacyjne nie mogą odbywać się za pośrednictwem takich ośrodków.
Jest to krok łatwy, zależny od decyzji poszczególnych ministrów i instytucji nadzorowanych przez państwo.
Krok drugi – to odmowa uczestnictwa przedstawicieli rządu i wyższych urzędników państwowych w audycjach i programach telewizyjnych oraz brak zgody na udzielanie wywiadów i wypowiedzi rozgłośniom i gazetom wydawanym przez obce koncerny.
Nie ma żadnych powodów, by premier lub jej ministrowie zabiegali o uwagę wrogich, niechętnych Polakom mediów. Nie znajduję też żadnego argumentu, który usprawiedliwiałby udział polityków PiS w seansach organizowanych przez te ośrodki. Nie jest takim argumentem stwierdzenie, że programy te są oglądane przez miliony Polaków. Przeciwnie – taka przesłanka powinna skłaniać do sformułowania dobitnego przekazu i zaakcentowania, że medialny ostracyzm podyktowany jest sprzeciwem wobec kłamstwa i troską o stan świadomość polskiego społeczeństwa.
Póki politycy PiS będą brylowali w TVN-ach i Polsatach, nikt nie przekona Polaków, że oglądanie tych telewizji uwłacza istotom rozumnym i nie przysparza wiedzy o rzeczywistości III RP. Tylko osobisty przykład i manifestacja postawy bojkotu, mogą wpłynąć na zmianę indywidualnych preferencji i skłonić Polaków do naśladownictwa.
Ośrodki te, pozbawione udziału czołowych postaci życia politycznego i odcięte od dostępu do informacji, zostaną skazane na marginalizację. Nietrudno zrozumieć, że programy publicystyczne i informacyjne, w których wystąpią wyłącznie przedstawiciele PO-PSL-SLD, nie przyciągną widzów i nie będą uznawane za wiarygodne. Ponieważ znaczenie tych ośrodków wynika ze wskaźnika tzw. oglądalności, już kilkumiesięczny bojkot może okazać się zabójczy dla największych stacji telewizyjnych i radiowych.
Krok trzeci – to zaprzestanie nagłaśniania, rezonowania i propagowania treści prezentowanych w tych mediach oraz odmowa prowadzenia jakichkolwiek polemik i dyskusji z pracownikami prywatnych spółek medialnych. W tym procederze przodują dziś media zwane „wolnymi” i „niezależnymi”. Po upadku reżimu PO-PSL to one są głównym przekaźnikiem propagandy i nagłaśniają niemal każdy produkt TVN-u, GW czy Polsatu.
Dość otworzyć portal internetowy braci Karnowskich lub nieopatrznie wejść na stronę niezalezna.pl., by dowidzieć się – co powiedział Michnik, jak chrząknął Żakowski lub co porabia T. Lis. Przeświadczenie, że są to informacje cenne, a ich nagłaśnianie jest formą walki z propagandą, jest wyrazem zabobonów i środowiskowych kompleksów. Podobnie, jak wiara, że nie ulega dezinformacji ten, kto staje się jej rezonatorem.
Czytelnicy i odbiorcy „wolnych mediów” mają prawo żądać zaprzestania tych gorszących praktyk i oczyszczenia witryn „wolnych mediów” z fizjonomii reżimowych graczy i z wypowiedzi funkcjonariuszy propagandy. Po ośmiu latach przymusu i dyktatu medialnych terrorystów, mamy prawo uwolnić się od ich obecności.
Póki będą istniały takie praktyki, a na „niezależnych” łamach będzie prowadzona polemika z tezami zawodowych łgarzy, nie tylko nie ma szans na autonomię przekazu i pokonanie przeciwnika, ale nie sposób marzyć o stworzeniu prawdziwie wolnych mediów. Tam, gdzie aktywność dziennikarska odbywa się wyłącznie w kontrakcji do tzw. mainstreamu i polega na podglądactwie i naśladownictwie, nie ma miejsca ma obszary wolnej myśli i samodzielną wizję rzeczywistości.
Przejście tych trzech kroków jest realne i łatwe. Nie wymaga żadnych nakładów finansowych, ustaw i regulacji prawnych. Wymaga natomiast woli politycznej, determinacji i odrobiny zdrowego rozsądku. Trzeba odważnie powiedzieć Polakom – dlaczego tak robimy i dlaczego wzywamy do bojkotu. Trzeba racjonalnie uzasadnić ten wybór i nie bać się medialnego jazgotu. Jest to forma protestu praktykowana w cywilizowanym świecie, oparta na mechanizmach ekonomicznych i społecznych.
Identyczne rozwiązania proponowałem przed czterema laty. Gdyby ten czas nie został stracony na roztrząsanie medialnego ścieku, mielibyśmy już fundamenty wolnych mediów.
Polski rząd i społeczeństwo nie mają interesu we wspieraniu obcych agend medialnych i uleganiu dyktatowi spółek prawa handlowego. Jeśli chcą one nadal istnieć, muszą respektować polskie powinności i służyć sprawom Polaków. Jeśli odmawiają takiej służby – nie ma dla nich miejsca w społeczności ludzi wolnych.
Jedynym medium, któremu Polacy mogliby zaufać, winny być narodowe media publiczne. Trzeba je stworzyć od podstaw i obdarzyć monopolem informacyjnym.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości słusznie podkreślają, że dysponują dziś mandatem społecznym do przeprowadzenia głębokich zmian w III RP. Domaga się tego ponad 5 milionów Polaków, którzy oddali swój głos na partię Jarosława Kaczyńskiego. Reprezentują oni potencjał, który trzeba docenić i wykorzystać. Po „drugiej stronie” – mamy garstkę politycznych frustratów, funkcjonariuszy propagandy i twardogłowych typów, złączonych strachem i nienawiścią. Ten bilans powinien wyzwalać odwagę i determinację.
Nie wyobrażam sobie, by można było dokonać dobrych zmian, bez stworzenia od podstaw mediów publicznych i odebrania wpływów prywatnym ośrodkom propagandy. Są one głównym „hamulcowym” polskich aspiracji i od ćwierćwiecza reprezentują najbardziej regresywne i wrogie Polakom środowiska.

Aleksander Ścios

http://bezdekretu.blogspot.se/2015/11/trzy-kroki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 10 sty 2016, 09:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605


Wojna informacyjna wymaga nie mało wysiłku i zaangażowania.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 09 mar 2016, 16:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/72243

Manipulacja medialna - przekaz dnia
Tymczasowy, wt., 08/09/2015 - 11:17

Manipulacja zeruje na mechanizmach funkcjonowania umyslu, normalnego czlowieka, ktorego myslenie opiera sie na zalozeniu prawdy i uczciwosci. Nie mozna zyc stale zakladajac, ze to co sie widzi i slyszy jest falszywe.Zycie byloby obledem.
Przekaz dnia znany w polskim zyciu publicznym za sprawa PO nalezy do manipulacji medialnych. Dzien po dniu polityce PO i usluzni dziennikarze wrzucaja jakis temat i uzywaja tych samych argumentow. Nie dla wszystkich jest to widoczne. Gdyby jednak zestawic ze soba w jednym ciagu krotkie fragmenty wypowiedzi, to obraz bylby zabawny. Okazaloby sie, ze gadajace glowy mowia jak kukielki pociagane za sznurki przez niewidzialnego rezysera.
Zabieg ten dokonano w Stanach Zjednoczinych, gdzie znany dziennikarz telewizyjny zestawil takie wypowiedzi. Osmieszyl on lokalne stacje telewizyjne, ktorych dziennikarze starali sie nadac swoj indywidualny rys temu, co musieli powiedziec. Reki pociagajacej za sznurki nie widac, ale widac zabawne tego rezultaty.
Pierwsze video dotyczy jakiejs wiadomosci medycznej. Gadajace glowy mowia nieodmiennie: "Don't worry, be happy" (Nie martw sie, badz szczesliwy).
Drugie video pokazuje gadanie dziennikarskie z kazji Walentynek. Przekaz brzmial: "I love you".
Trzeci z zalaczonych nizej materialow pochodzi z czasow zakupow przedswiatecznych. W porzadku, jesli kupisz prezenty dla samego siebie. Przekaz brzmi: "Buy an item or two or ten for yourself" (Kupic prezent lub dwa lub dziesiec dla samego siebie).
Zabawne to, choc smutne.

Tymczasowy - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 24 mar 2016, 11:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/03/2 ... y-w-sieci/

W jaki sposób powstają płatne wpisy w sieci?
Posted by Marucha w dniu 2016-03-21 (poniedziałek)

Przy okazji ostatnich wyborów dostrzeżono problem płatnych wpisów w internecie. Teksty pojawiają się na portalach, a także w social media. Problem jest na tyle duży, że europoseł Adam Szejnfeld zdążył już nazwać tych sponsorowanych autorów wpisów „wynajętymi skurwysynami” oraz „płatnymi zabójcami„. Skoro padają już takie słowa, postanowiliśmy przyjrzeć się sprawie bliżej.
Udało nam się dotrzeć do jednego z tych tzw.„płatnych trolli”, który opowiedział nam o kulisach całej akcji. Oddajemy mu głos:
Wiesz, trwa wojna informacyjna. Wszystkie chwyty są dozwolone, nie ma metod zakazanych. Ważne jest tylko to żeby osiągnąć skutek. Pisze się o wszystkim, liczy się ilość, szum informacyjny. Im większy odzew tym lepiej. Jak ktoś coś wytknie, to wtedy nie warto wdawać się w polemiki tylko trzeba przykryć to kolejnym niusem, twittem, memem. Im agresywniej i wulgarniej tym lepiej.
Przychylność i sponsoring załatwia się w sposób najprostszy z możliwych. Przez reklamy. Jest trzech największych graczy, domyślisz się raczej jakich. Budowanie zaufania trwa już kilka lat, według moich informacji poszło na to już ponad 12 mln zł. Największy zgarnął 6,8mln, drugi 4,3mln, trzeci trochę ponad milion. Reszta dostała od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych.
Za te pieniądze trzeba opłacić serwery, zapłacić za wykonanie grafik, trochę się płaci studentom za robienie researchu. To jest naprawdę potężna machina i zaangażowanych jest w to, w mniejszym lub większym stopniu, kilkaset osób. Ale zysk jest niezły i profity tak naprawdę zbiera kilkanaście osób. Da się z tego dobrze żyć :)
Tak to wygląda od podszewki. Możesz zrobić z tą wiedzą co zechcesz, kilka osób już o tym pisało, więc nie będzie to aż takie odkrycie :)
Nasz informator w załączniku do maila wysłał też grafikę. Nie wiemy czy przez pomyłkę czy jednak ma to jakiś związek z tekstem.

Obrazek

Źródło: http://wpolityce.pl/polityka/217350-szo ... mentarnego

http://www.zelaznalogika.net/ujawniamy- ... y-w-sieci/

Czy przypadkiem p. Szejnfeld nie pochodzi z plemiona, które wymyśliło hasbarę?
Admin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 12 kwi 2016, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawica.net/4013

Organizacje pozarządowe a walka informacyjna
Autor: Arkadiusz Miksa @ 11 kwietnia 2016

Od ponad 10 lat siedzę w problematyce działalności organizacji pozarządowych w Polsce. Miałem okazję zarówno przygotowywać raporty o ich stanie na poziomie województwa, brać udział w kontrolowaniu ich z wykorzystywania środków publicznych
Przygotowywania dla nich projektów o dofinansowanie, przygotowywania statutów fundacji i stowarzyszeń. Byłem również aktywnym członkiem kilku organizacji pozarządowych. Ot, można powiedzieć pełne spektrum doświadczeń umożliwiające mi wyrobienie sobie opinii na temat sensowności i potrzeby ich funkcjonowania w społeczeństwie.
Pomimo tego, iż część powstających organizacji ma na celu możliwość zarobkowania na ich głownie w ramach funkcjonującego prawa i przepisów oraz czasami w sprzeczności z nimi, uważam że organizacje trzeciego sektora spełniają ważna i potrzebną rolę społeczną. Aktywizują społeczeństwo wokół ważnych obszarów społecznych takich jak pomoc potrzebującym, przeciwdziałanie patologiom społecznym, pogłębianie patriotyzmu czy działalność na rzecz wzmocnienia obronności państwa.
Od pewnego jednak czasu z dużym niepokojem obserwuję funkcjonowanie na terenie Polski kilku organizacji pozarządowych o mniej lub bardziej zagranicznym rodowodzie. Mam na myśli organizacje finansowane pośrednio lub bezpośrednio przez Niemcy i USA. W wypadku Niemiec jest to kilka fundacji jawnie i wprost odwołująca się do swojej niemieckiej proweniencji. Są to polityczne fundacje o potężnych budżetach reprezentujące różne kierunki polityczne ale zadziwiająco zgodne w swojej działalności na rzecz wzmacniania pozycji Niemiec i wywierania wpływu zarówno na polskie elity polityczne, związki zawodowe, organizacje pozarządowe, środowiska akademickie, media i wreszcie ogół społeczeństwa.
Ponieważ w mediach pojawiały się już artykuły podejmujące problematykę funkcjonowania niemieckich politycznych fundacji w Polsce, zwrócę tylko uwagę na aspekt nie omawiany w tych artykułach a mianowicie na fakt, iż w przeciwieństwie do organizacji amerykańskich Niemcy działają w sposób dużo bardziej otwarty i bezpośredni a ich działalność na terytorium Polski ukierunkowana jest głownie na kierunek polski.
Zupełnie inaczej ma się rzecz z Amerykanami, ci oprócz organizacji wprost i otwarcie noszących znamiona agentury wpływu jak np. Fundacja Fulbrighta, dedykujący swój przekaz do naszego społeczeństwa, istnieją też fundacje polskie wspierane finansowo przez USA, których zadaniem jest nie tylko oddziaływanie na świadomość Polaków. Polska jest dla nich zarówno celem samym w sobie jak i pomostem do eksportu demokracji w stylu amerykańskim dalej na Wschód. Głównym obszarem penetracji są kraje będące dawnymi republikami ZSRR.
Szczególnie dużą wagę przykłada się do tych państw, w których istnieją silne wpływy rosyjskie. Sieje się tam ferment ideologiczny, dzieli społeczeństwo i korzysta ze stereotypów. Przygotowuje przewroty, które jeszcze od czasu zimnej wojny uchodzą w amerykańskich służbach specjalnych jako najtańszy i najskuteczniejszy środek sterowania stosunkami międzynarodowymi z ukierunkowaniem ich na wymierne korzyści dla USA (vide Ukraina ). Doskonałym przykładem takiej organizacji na terenie Polski jest Fundacja Edukacja dla Demokracji. Ze strony internetowej tej fundacji dowiedzieć się możemy, iż powstała w 1989 roku, z inicjatywy polskich działaczy opozycyjnych i pedagogów z American Federation of Teachers, że jest niezależna i niedochodowa.
"Naszym celem jest inicjowanie, wspieranie i prowadzenie działalności edukacyjnej służącej krzewieniu idei demokracji oraz przygotowującej do pracy na rzecz demokracji i do działalności w instytucjach demokratycznych." - tak o swoich celach pisze ww. fundacja. Mamy więc w jednym tylko zdaniu trzykrotne odniesienie się do demokracji . Rzekoma demokracja jest więc fundamentem działalności tej organizacji. Kiedy jednak dokonamy kwerendy zawartości strony fundacji bardzo szybko jesteśmy wstanie nakreślić główne obszary działania a właściwe oddziaływania .
Dalej czytamy "(...)Działamy w Polsce oraz za granicą: w Europie Wschodniej, Azji Środkowej i na Kaukazie w partnerstwie z lokalnymi organizacjami. W swoich działaniach kierujemy się ważnymi dla nas zasadami, do których należą: realne partnerstwo, trwałość rezultatów, dywersyfikacja środków, wykorzystanie nowoczesnych technologii informacyjnych."- w zasadzie nic dodać nic ująć no może tylko że w ramach tej dywersyfikacji środków pochodzą one głównie od Polsko - Amerykańskiej Fundacji Wolności.
Wśród realizowanych programów znajduje się między innymi program stypendialny im. Lane'a Kirklanda, zaciekawiony kim jest patron programu wertuje notkę na Wikipedii z której dowiaduje się, iż rzeczony Kirkland to działacz związkowy, popierający czynnie wojnę w Wietnamie, współpracujący z CIA w zakresie organizacji współpracy ze związkami zawodowymi w krajach Ameryki Łacińskiej w których USA chciało dokonać przewrotów. Organizował również przekazanie kilku milionów dolarów dla Solidarności, "darczyńcą" było CIA. W dowód zasług prezydent Kwaśniewski odznaczył go pośmiertnie najwyższym polskim odznaczeniem Orderem Orła Białego.
Kolejny program o nazwie RITA zakłada działania na rzecz wsparcia demokratycznych, społecznych i gospodarczych przemian w ww. krajach Europy Wschodniej, Kaukazu i Azji Centralnej. Pod płaszczykiem działań na rzecz aktywizacji lokalnych społeczności takich państw jak Kirgistan, Armenia Białoruś czy Rosja dokonuje się przebudowy w myśleniu lokalnych liderów, w odpowiednim momencie część z nich podatna na takie metody i obdarzona odpowiednią charyzmą odpowiednio zindoktrynowana na zachodnią modłę stać się może elementem przywódczym planowanych przewrotów i rebelii w imię demokracji obalając demokratycznie wybrane władze. Oczywiście USA mogłoby bezpośrednio utworzyć filie swoich organizacji w tych krajach którym dedykuje te programy ale USA woli się nie narażać władzom tych państw od brudnej roboty ma przecież Polskę.
Wyjątkowo cyniczny jest kolejny aspekt działalności tej fundacji którym jest edukacja globalna. W imię szczytnych idei wyczulenia bogatej Północy na sytuację biednego Południa prowadzi się działania edukacyjne wyczulające odbiorców między innymi na kwestię pozbywania się odpadów, które uprzemysłowione kraje Północy pozbywają się sprzedając do składowania biednym krajom Południa. Paradoksem jest jednak fakt, że te działania edukacyjne finansują Amerykanie, którzy jednocześnie sami jako podmiot międzynarodowy nie ratyfikowali Konwencji Bazylejskiej z 1992 roku o kontroli transgranicznego przemieszczania i usuwania odpadów niebezpiecznych i sprzedają swoje śmieci biednemu południu.
Ze wsparcia i szkoleń w ramach działań edukacji globalnej korzystają zarówno małe fundacje z okolic Niska na Podkarpaciu jak i starzy wyjadacze ze stolicy w postaci Polskiej Akcji Humanitarnej. Przy okazji wertując stronę dowiedziałem się dlaczego mimo iż na Europę napierają tysiące młodych mężczyzn z Południa w mediach pokazuje się ujęcia i zdjęcia na których pokazywane są głownie kobiety z dziećmi. Okazuje się, iż powstał "Kodeks w sprawie obrazów i wiadomości dotyczących krajów Południa", dokument mówi, iż we wszystkich komunikatach należy unikać obrazów i wiadomości szerzących stereotypy czy wywołujących sensację a stereotypem i sensacją jest przecież twierdzenie, że na Europę napierają młodzi agresywni mężczyźni wyznania islamskiego, ubrani w markowe ubrania i posiadający drogie telefony komórkowe.
I wreszcie ostatni aspekt działalności to stosunek organizacji do sytuacji na Ukrainie. Mimo iż od organizacji pozarządowej należałoby oczekiwać apolityczności ze zrozumieniem patrząc na ewentualne działania w zakresie pomocy humanitarnej dla stron konfliktu to w tym wypadku praktycznie od początku doszło do wsparcia zarówno w wymiarze materialnym jak i informacyjnym jednej stronie konfliktu. Agresywne działania na portalach społecznościowych wymierzone w organizacje czy osoby indywidualne nie popierające przewrotu na Majdanie połączone z czynnym udziałem w manifestacjach i pikietach popierających przewrót na Ukrainie. Apolityczna organizacja pozarządowa propagująca demokrację wzięła czynny udział w rozgrywce politycznej której celem było obalenie demokratycznie wybranych władz na Ukrainie.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż członkiem rady nadzorczej fundacji jest Janusz Onyszkiewicz oraz osoby pełniące wysokie funkcje państwowe między innymi w rządzie Mazowieckiego, co myślę wiele wyjaśnia. Martyna Bogaczyk będąca w ścisłym kierownictwie Fundacji nieprzychylne opinie w polskim internecie pod adresem liderów kijowskiego Majdanu skomentowała następująco: To pokazuje, że nasz kraj nie jest wolny od tzw. trolli, robiących przysługę Rosji.W lipcu 2015 roku władze Rosji działalność Fundacji Edukacja dla Demokracji uznały za niepożądaną na swoim terytorium co oburzyło środowiska Gazety Wyborczej i Gazety Polskiej.
Działalność Fundacji Edukacja dla Demokracji jest przykładem jak wielotorowo i głęboko można sterować społeczeństwem wykorzystując formułę organizacji społecznych. W dobie rosnącego zniechęcenia społeczeństwa do tzw. elit politycznych i braku ufności organizacje pozarządowe jawią się nam często jako oazy bezinteresowności, altruizmu, zaangażowania w problematykę społeczną. jesteśmy dużo bardziej skorzy do zaufania im niż politykom i z tego właśnie podejścia postanowiły skorzystać międzynarodowe struktury reprezentujące określone interesy stojące w sprzeczności z interesami naszego kraju. Na naszych oczach, pod naszym nosem urabia nam się dzieci i młodzież na określoną modłę a my albo w ogóle tego nie widzimy albo nie świadomi celowości tych działań przyklaskujemy im wierząc że chodzi tu o demokrację.
Takie działania wpisują się również w pojęcie wojny hybrydowej tak ostatnio popularne w mediach odniesieniu do Rosji, a pamiętać należy, że to USA jako pierwsze opracowało koncepcję tak prowadzonej wojny a Rosjanie tylko nieco inaczej definiują pojęcie wojny hybrydowej w której walka informacyjna stanowi jeden z najistotniejszych elementów.
W Afryce pod szyldem walki o prawa goryli agenci amerykańskich służb specjalnych doglądają interesów USA w zakresie ich dostępu do bogactw naturalnych, w Polsce nie ma goryli i nie ma surowców ale są ludzie gotowi służyć ideałom amerykańskiej demokracji, wzmacniać wpływy polityczne tego kraju w Polsce jak i innych krajach kosztem rzeczywistych interesów własnej ojczyzny.
W kolejnej odsłonie postaram się przybliżyć zakres funkcjonowania niemieckich fundacji w Polsce w kontekście ich powiązań z polską polityką oraz wpływem na aktualne wydarzenia społeczno-polityczne w naszym kraju.

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 06 cze 2016, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wolna-polska.pl/wiadomosci/grafi ... wa-2016-06

Obrazek

Taka właśnie wojna toczy się dzisiaj w ludzkich duszach i umysłach.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 08 cze 2016, 09:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawica.com.pl/index.php?opt ... powyborcze

Chodzi o to, by przekonać Kalego, że jak dają mu krowę, to żeby nie dał się przekupić i nie brał krowy. Wtedy krowę będą mogli zabrać "starsi i mądrzejsi". A Kali zostanie głodny, ale i przekonany, że "nie dał się przekupić".

Kopia artykułu:

Przekupni Polacy
Wtorek, 07 Czerwiec 2016 00:00 Jan Bogatko

Obrazek

„Polacy dali się przekupić PiS za 500 złotych”. Nędzarze! Opozycja natomiast chce całą pulę!

Paweł Kukiz, przedstawiciel opozycji parlamentarnej, uważa, że – cytat za wPolityce.pl. – „Ludzie dali się kupić za 500 zł. Za 500 zł sprzedali swoje życie i przyszłych pokoleń". Zna się na muzyce! Jednak wyborca to taki człowiek, który czeka, że jakaś partia go przekupi: że da mu więcej pieniędzy, lepszą emeryturę, niższe podatki czy po prostu perspektywy. Nie wydaje mi się żeby pan Kukiz (o opozycji totalitarnej nie wspominając) uważał, że zachęci do głosowania na siebie obiecując niższe płace, wyższe podatki, niższą emeryturę itp.

Z kolei w onet.pl, na stronie walczącej o to, by było, jak dawniej, przeczytałem, że beneficjenci programu 500+ wydają na wódkę! „Wot skandał, jej muż był gienierał”, jak mówią słowa piosenki dobrze znanej emerytowanym esbekom z KOD! Gdyby zamiast 500+ dla hołoty, nie pozbawiono by ich wyższych emerytur, a i owszem, dodano co nieco, to właściwym ludziom żyłoby się dostatniej! Tak, jak się żyło dawniej!

Post scriptum: ucieszył mnie transparent na manifie na rzecz islamskich osadników, dzięki którym Polska ma się uzachodnić: „Allah, Jezus dwa bratanki”. Niby dobrze pomyślane, tak ekumenicznie, ale jakby się o tym dowiedziała islamska policja, to by ich ukamieniowano!

500+? Gdyby zamiast płacić na od drugiego dziecka po 500 złotych dać pani Jandzie milion na teatr, to dopiero była sztuka! KOD i „totalitarna opozycja” mają jeden, prosty program: likwidacja dodatków na dzieci, redukcja emerytur nie resortowych, pełne poparcie dla islamskich osadników, nadzwyczajne prawa dla mniejszości seksualnych! Oczywiście głośno o tym nie mówią, bo to mogłoby zmniejszyć szansę na sukces. Więc wyrażaj to skrótowo: „walczymy o naszą demokrację”.

Miała miejsce manifa KOD w Warszawie w rocznicę zbudowania w Polsce demokracji przez generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego przy pomocy pożytecznych idiotów i spragnionych zmian obywateli, którzy dali się wystrychać na Bolka. Na większą uwagę zasługuje 22 lipca, dawniej E. Wedel.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 09 cze 2016, 08:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/polityka/295884-wyb ... jnowsze%29

„Wyborcza” bije na alarm. Kobiety nie chcą pracować za 1,3 tys. zł, bo mają 500+. Skąd w Agorze taka pogarda dla matek?

To straszne - polskie kobiety nie chcą być już niewolnicami. I co to będzie?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna informacyjna
PostNapisane: 14 sie 2016, 10:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://pl.sputniknews.com/swiat/2016081 ... cyjna.html

Zachodni analitycy stworzyli „podręcznik” do wojny informacyjnej z Rosją
20:48 12.08.2016

Waszyngtońskie Centrum Analiz Polityki Europejskiej (CEPA) i brytyjskie centrum analityczne Legatum Institute opublikowały wspólne badania, poświęcone wojnie informacyjnej z Rosją.

Fragmenty badań cytuje portal DELFI.
http://rus.delfi.lv/news/daily/story/12 ... d=47766351

Autorzy publikacji twierdzą, że celem Rosji jest nie zwycięstwo w „wojnie o umysły Europejczyków", a „atak na demokrację i europejskie wartości". Według autorów, niewielkie europejskie kraje potrzebują w tej sytuacji wsparcia.
W swoich badaniach analitycy dają kilka rekomendacji, które, według nich powinny doprowadzić do pokonania Rosji w wojnie informacyjnej.

Przede wszystkim, piszą, regulatorzy państwowi powinni „egzekwować dziennikarstwo wysokiej jakości". W tym celu autorzy nawołują do stworzenia organu, który będzie konsultował „rządy krajów bliskich Rosji" i pracował nad systemem „znaku jakości" dla miejscowych mediów.

Putin: wojna informacyjna przeciwko Rosji jest reakcją na jej umocnienie
Dalej pada propozycja stworzenia analogów państwowych i międzypaństwowych „agencji informacyjnych". Agencje odpowiadałyby za kontakty mediów ze strukturami państwowymi, aby te mogły dzielić się informacją, „pomagającą obalać rosyjską propagandę".
Poza tym, według autorów badania, niezbędna jest międzynarodowa organizacja „zajmująca się demaskowaniem rosyjskiej propagandy", podobna do Transparency International. Jednym z jej zadań byłoby wyłonienie „dobrych" rosyjskich mediów, które byłyby wspierane przez zachodnich sponsorów.

Kolejny punkt to stworzenie „grupy roboczej w celu pracy z traumą historyczną". Pod pojęciem „traumy" badacze najwidoczniej rozumieją zwycięstwo Związku Radzieckiego nad nazistowskimi Niemcami. Badacze zakładają, że grupa psychologów, historyków i socjologów powinna wypracować metody dotarcia do audytorium z „kontrargumentami wielu europejskich narodów".
Na portalach społecznościowych typu Facebook autorzy zachęcają do wpływania na „ofiary propagandy" w taki sposób, jak na radykalnych islamistów. „Adresatom rekomendujemy pokazywać specjalne, przeznaczone dla nich treści.

Poza tym autorzy radzą, aby stworzyć poza terytorium Rosji rosyjskojęzyczną agencję informacyjną, której „można wierzyć". Zachód potrzebuje agencji „Reuters lub Associated Press po rosyjsku", piszą autorzy badania.
Rosyjskie media, według analityków, przyciągają widzów „atrakcyjnym obrazkiem" — to samo powinien robić zachód, podkreśla się w badaniach. Przy tym zachodnie media powinny się bardziej koncentrować na codziennych potrzebach odbiorców, aby zdobyć ich zaufanie.
Na końcu autorzy radzą, aby mieszkańców krajów zachodnich uczyć „rozpoznawać przejawy rosyjskiej propagandy". Wzywają także do nacisków na firmy zachodnie, które reklamują swoje towary na kanałach telewizyjnych uprawiających „rosyjską propagandę i głoszących nienawiść do europejskich wartości".


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 98 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /