Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 05 kwi 2014, 06:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Alchemicy ludzkiego ducha

Współcześni „alchemicy”, chcąc „zarazić” ludzi „filozofią” przypadkowości i dowolności, systematycznie przeprowadzają program przebudowy mentalności, zagospodarowują przestrzeń publiczną, przestrzeń mediów, architekturę, tzw. edukację własnym „przesłaniem”: oderwać wolność od dobra moralnego, rozum od prawdy o rzeczywistości, a estetykę od piękna harmonii!

„Kamieniem filozoficznym” przemiany ludzkich umysłów jest cała rzeczywistość. W niej subtelną ścieżką instrumentalizacji człowieka jest film, w filmie – sugestia, że człowiekiem włada wielopostaciowa „mroczna” namiętność, a nie rozum i wola. W ten sposób dokonuje się przekazanie idei, że człowiek jest popędem, a nie osobą, tzn. istotą rozumną i wolną, zobowiązaną prawdą, dobrem, pięknem.

Może się wydawać, że pułapki „magów” współczesnej kinematografii sięgnęły wyłącznie po „nad-klatkę” niezauważalną dla ludzkiego oka, zawierającą ukrytą treść. Tymczasem film często odwołuje się do pragnień, do nieuporządkowanych marzeń, również sennych, i takie treści wydobywa.

„Zróbmy zasadzkę”
Wola człowieka, która jest władzą jego ducha, może wyrazić zgodę lub odmówić. Z tego powodu w prawdziwych relacjach międzyludzkich odwoływanie się do argumentów, do prawdy umożliwia prawidłowe działanie woli, która po rozumnym rozpatrzeniu może powiedzieć: nie! Uznanie wolności drugiego jest respektowaniem jego człowieczeństwa, traktowaniem podmiotowo.

Inaczej, kiedy chce się mieć władzę nad człowiekiem, jak nad przedmiotem, wtedy miejsce argumentacji zajmuje przemoc manipulacji, sztuczek i gier, emocjonalnego zwodzenia, a nawet „parahipnotycznej formy propagandy na rzecz towarów, jak i polityków” oraz idei, byleby tylko pominąć wolę drugiego i użyć go do własnych celów. I właśnie uzyskanie władzy nad człowiekiem z pominięciem udziału jego woli jest punktem wyjścia w myśleniu i działaniu „alchemików” słowa, dźwięku i obrazu. I nie ma żadnego przypadku w tym, co jest emitowane oraz w jakiej formie, o jakiej porze dnia i w jakich barwach i tonach.

U podstaw pracy np. scenarzysty czy reżysera „na usługach utopii” leży konkretna myśl i konkretny cel i one mają „przejść” w opowieści stanowiącej dla nich jedynie pretekst.

Tacy twórcy są inspirowani ideą przemiany mentalności człowieka, tj. „zmianą uszeregowania (…) priorytetów i celów” odbiorcy. Chodzi o „warunki przekształcenia człowieka i cechy zasadniczo nowego człowieka” (E. Fromm, Mieć czy być. Duchowe podstawy nowego społeczeństwa, s. 109).

O takiej strategii i celach mówią sami „alchemicy”, np.: „(…) rzeczy, które nie posiadają ’natury’, lecz tylko są tak opisywane, aby odpowiadały naszym celom, potrafią niekiedy stawić opór tym celom, i to opór tak silny, że skutkujący zmianą systemu priorytetów i celów czytelnika” (Umberto Eco, Interpretacja i historia, [w:] Interpretacja i nadinterpretacja, red. S. Collini, s. 15).

„Majstrowanie” przy tożsamości
Na Konfrontacjach Filmowych w roku 1984 polscy widzowie obejrzeli film pt. „Zelig” w reżyserii i z udziałem Woody’ego Allena. Film opowiadał o człowieku „bez tożsamości”, który przyjmował cechy osób, przy których się zatrzymywał, jego ciało zachowywało się jak ciało kameleona: zmieniało barwę, a nawet potrafiło zmienić swój kształt – przy ciemnoskórym Zelig stawał się ciemnoskóry, przy tęgim stawał się tęgi.

Owo zjawisko utraty tożsamości opisał wcześniej Erich Fromm (szkoła frankfurcka) w książce pt. „Mieć czy być. Duchowe podstawy nowego społeczeństwa”. Frankfurtczyk pisał o tzw. osobowości marketingowej, którą zauważył w latach 30. XX wieku, po swoim przybyciu z Niemiec do Ameryki. Fromm spostrzegł, że człowiek w Ameryce żyje według strategicznego dla handlu programu: „Jestem takim, jakiego byś chciał mnie widzieć, żebym był”. Konsekwencją przyjęcia takiej postawy jest to, że człowiek sam, dobrowolnie rezygnuje z własnej tożsamości, dokonuje niejako „samobójstwa” własnej odrębności i wyjątkowości, by pozostać bez właściwości – jak „towar”, czyli uprzedmiotawia samego siebie i staje się towarem na „rynku osobowości”. Zasada oceniania jest taka sama, jak na rynku towarowym, z jedną tylko różnicą, że tu oferuje się „osobowość”, a tam towar. Decydująca jest w obu przypadkach wartość wymienna.

Okazuje się, że taka dobrowolna rezygnacja z własnej tożsamości nie pozostaje bez szkody, wymaga następnie leczenia psychiatrycznego. Po „dekonstrukcji” osobowości potrzebne jest ponowne „złożenie”. Tak właśnie dzieje się z Zeligiem, bohaterem filmu Allena.

Przewrotność ukryta w filmie „Zelig” polega jednak na tym, że chociaż obraz ukazuje rozpaczliwy problem utraty tożsamości, co dla głównego bohatera jest bolesnym doświadczeniem, wzbudzającym współczucie widza, to jednocześnie reżyser Woody Allen sięga po sztuczkę, która polega na opowiedzeniu fabuły filmu w sposób, który jest właśnie dekonstrukcją gatunku. Film „udaje”, że jest filmem dokumentalnym, tymczasem jest fabułą pozbawioną prawdziwej „gatunkowej” tożsamości, jest jedynie uprawdopodobnieniem dokumentu.

W ten sposób smutna opowieść o utracie tożsamości zostaje „włożona” w zafałszowaną formę, dokonuje się „oswajanie” widzów z taką możliwością – udawanie jest towarem, nietożsamość jest towarem. Opłaca się.

Tutaj świadoma refleksja nad problemem utraty tożsamości wygenerowuje antytożsamościowy film. Przekaz jest taki: „udawaj innego”, „pożegnaj się ze sobą, z tym, kim naprawdę jesteś, tożsamość nie istnieje, wszystko jest żonglerką – formą i treścią, igraniem”.

W ślad za tymi pytaniami idzie zasianie wątpliwości: czy istnieje prawda, czy istnieje „na serio”, czy „na serio” się opłaca? Jest jeszcze inny wątek – widz patrzy na Zeliga, na mężczyznę, który zwierza się terapeutce, i spostrzega człowieka zalęknionego, rozdygotanego, sfrustrowanego, samotnego, który chcąc uciec przed cierpieniem, „zlewa się” z otoczeniem. On jako on zanika. W takim stanie bada go jakaś obca kobieta, penetruje jego wspomnienia. I owo obnażanie ducha staje się tematem. Intymność zostaje upubliczniona, staje się tematem. To, co ma być ukryte – to, co jest ludzką tajemnicą – staje się tematem. To, co było sprawą konfesjonału lub innego rodzaju sekretu moralnego, staje się tematem publicznym, a dla producenta towarem.

Po trzydziestu latach, które upłynęły od nagrodzenia filmu „Zelig” Oscarem i Złotym Globem etc., etc., również w Polsce doszło do tego, że intymność stała się towarem mediów („Big Brother”, „Rozmowy w toku”).

Tymczasem również „majsterkowanie” przy „tożsamości” formy filmu otwiera furtkę do myślenia dopuszczającego takie działania poza filmem, w zwykłym życiu, ponieważ bezrefleksyjne „konsumowanie” filmowych fabuł i form, bez realistycznego „filtru”, może zmieniać i zmienia myślenie. Przy czym stan relaksu towarzyszący oglądającemu film jest tym momentem, w którym trudniej o czujność oraz o krytyczne myślenie, natomiast łatwiej o poddanie się sugestii, która „wmontowuje” gotowy, spreparowany obraz w umysł odbiorcy.

W konsekwencji różnych sztuczek filmowych przyjmowanych bezkrytycznie przez publiczność, w roku 2014, po wielu latach oddziaływań X muzy, powiedzenie o czymś, że jest tym, czym jest, przestaje być dla ludzi oczywiste.

Logika „transformers” przekonująca o tym, że tożsamości nie ma, doprowadza do oderwania człowieka od myślenia tożsamościowego, które mówi o tym, że nie ma tożsamości dwóch bytów, że każdy byt jest odrębny i tożsamy ze sobą, że człowiek jest powołany przez Trójjedynego Boga do bycia człowiekiem wielkich ideałów, do pełnienia woli Boga, aby po ścieżkach doczesności dotarł nareszcie do Nieba. Z kolei stosunek producentów filmowych do materii filmu spowodował, że miejsce sztuki reżyserii zajęła „zabawa” w Boga – wejście w pokusę zmiany norm obyczajowych i intelektualnych.

Widzimy to również w różnego typu telenowelach, które pokazują codzienność, a w niej pojawiają się po prostu postulaty ideologiczne: pragmatyzmu i dowolności, przebrane w filmową scenkę. Takie „rozpruwanie” podstaw kultury nie pozostaje obojętne, jest symptomem totalitaryzmu. Dzisiaj, kiedy gender uderza w prawdę o ludzkiej płciowości, przypomina się ostatnia scena z filmu „Pół żartem, pół serio” z 1959 roku i zdanie: „Nikt nie jest doskonały”, wypowiedziane jako komentarz po przyznaniu się do prawdy o własnej płci przebranego za kobietę mężczyzny, dla którego owo przebranie było szansą pracy i zarobku w kobiecej orkiestrze. Udawanie i niebycie sobą się opłaca.

Skoro film wyjątkowo sugestywnie imituje rzeczywistość i tworzy obrazy, to oddziaływanie tą drogą bywa nadużywane przez ideologów. Widać to wyraźnie w osłabieniu myślenia realistycznego, np. osoba patrząca na przedmiot, który jest np. talerzem, może mieć wątpliwość: czy to aby nie kapelusz, jeżeli ktoś z jakiegoś powodu postawi sobie talerz na głowie i zapyta, co to jest. Może kapelusz? A przecież talerz na głowie to nadal talerz.

Dom gry zamiast Domu Chleba
Szuler jest jednym z głównych bohaterów filmu „Dom gry”, który w Polsce ukazał się na Konfrontacjach w 1988 roku, w 1987 r. otrzymał nagrodę Złoty Glob za scenariusz.

Szuler początkowo szuka pomocy u psychiatry, którym jest kobieta, będąca jednocześnie autorem książek. Fabuła filmu ukazuje jednak, że gra toczy się od początku tego spotkania, w każdej chwili, że zwykłe relacje są grą, w której sprawniejszy oszust wygrywa. Tematem filmu jest kłamstwo. To ono okazuje się życiową przygodą słynnej kobiety. Dzięki spotkaniu szulera i „wejściu w grę” kobieta odkrywa i wchodzi w świat ludzi, którym pomagała, staje się jednym z nich. Uzależnia się od gry i gra staje się jej życiem. Widz obserwuje zamianę ról. W rezultacie to nie ona mu pomaga wyjść z uzależnienia od hazardu, lecz to on ją wprowadza w półświatek.

Film prowadzi myśl odbiorcy tak, że zło ukazuje się większe od dobra, przeciąga na swoją stronę osobę „biegłą” w wyprowadzaniu z uzależnień – uzależnia ją od siebie, wprowadza w grę, w fascynację grą, a w świecie gry nie ma miłości, jest spryt bezwzględny jak strategia węża. Nie ma daru z siebie, jest gra o przewagę, o władzę, jest obawa, jest podstęp.

Niemą narracją filmu jest światłocień „przekonujący” o tym, że w rzeczywistości nic nie jest albo światłem, albo cieniem, że człowiek jest jednocześnie i dobry, i zły, że zło jest cieniem, który w ludzkim życiu dominuje i zwycięża. „Upadek” w grę jest nieodwołalny.

Światłocień nie opuszcza twarzy aktorów – mówi: człowiek jest podzielony w sobie. Sprzeczny.

I taki obraz człowieczeństwa dociera do odbiorców: dobro jest słabe, przejściowe, zło jest mocniejsze, pociągające. W filmie „Dom gry” zaprezentowana została istota psychoanalizy Freuda i Junga – w człowieku ostatecznie decyduje to, co ciemne, mroczne…

Taki przekaz obrazu człowieczeństwa dotarł do odbiorcy: możesz być lekarzem od uzależnień, ale znajdzie się ktoś, kto ci udowodni, że nie jesteś wolny od zła, bo ono jest w tobie i jest większe od tego, co w tobie dobre. A przecież Bóg stworzył człowieka dobrym, grzech jest tylko „zranieniem natury”. Życie nie jest grą, ale szansą na miłość, o którą Bóg kiedyś zapyta człowieka: czy kochałeś? Są sakramenty i jest łaska. Jest Zbawiciel. Serce człowieka jest domem, w którym może odpocząć sam Bóg, jeżeli człowiek będzie pełnił Jego wolę.

„Magia obrazu”
Pedro Almodovar mówi o sobie, że jest dzieckiem grzechu, że dla niego nie istnieje prawo i norma, że nawet nie interesuje go transgresja, czyli przekraczanie granic, bo dla niego tych norm po prostu nie ma. Świat Almodovara jest oderwany od moralności, to żywioł, w którym decyduje pożądanie, żądza. „Zakaz w rozumieniu tradycyjnej moralności dla mnie nie istnieje”, mówi Almodovar („Rozmowy”, Świat Literacki, 2003, s. 67). Tę ideę widać w filmie „Porozmawiaj z nią”, nagrodzonym Oscarem w 2002 r. za najlepszy scenariusz filmowy.

Główny bohater budzi mieszane uczucia. Typ urody został tak dobrany przez reżysera, że ten człowiek może jednocześnie wywoływać obawę i współczucie. W jego twarzy spostrzegamy jakiś „brak”.

Jest pielęgniarzem młodej kobiety znajdującej się w śpiączce, którą wcześniej znał, obserwował ją i śledził – był nią w dziwny sposób zafascynowany. Pielęgniarz wie, jak troszczyć się o kobiety, można powiedzieć, że robi to w sposób wymarzony, idealny, z wprawą. Jednak ta jego troska jest dziwna, bo w pewnym momencie okazuje się, że dopuszcza się on gwałtu na swojej podopiecznej. Kobieta zachodzi w ciążę. W konsekwencji wybudza się ze śpiączki.

W narracji Almodovara gwałt okazuje się ozdrowieńczy. Zło okazuje się dobroczynne. Nowe życie „przywraca” życie. Reżyser kieruje myślą tak: gwałciciel jest ofiarą, jego czyn jest odebrany jako gwałt, choć przecież jest sprawcą wybudzenia.

Taki przekaz dociera do odbiorcy i poprzez uprawdopodobnienie nieprawdopodobnej historii zasiewa wątpliwość w to, co jest dobre, a co jest złe. I chociaż w wielu recenzjach mówi się, że jest to film o miłości, to w rzeczywistości jest to film „przemieniający” myślenie o ofierze. Kto jest tutaj ofiarą? Gwałciciel czy zgwałcona?

Działanie pod wpływem żądzy, popędu zostało „dowartościowane”.

Idea „poszła” w świat. I zmienia go.

Dr Aldona Ciborowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/73652,a ... ducha.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 01 maja 2014, 21:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Konwencja przeciw rodzinie. Kłamstwa Kozłowskiej - Rajewicz

Mariusz Dzierżawski

Zaraz po powrocie z kanonizacji, rząd Donalda Tuska, skierował do procedury ratyfikacyjnej „Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej". Nazwa jest wymyślona sprytnie – każdy, kto miałby zastrzeżenia wobec konwencji, musi na wstępie tłumaczyć się, że nie popiera damskich bokserów.

Jeśli jednak szantażowi „poprawności politycznej" nie ulegniemy, znajdziemy artykuł 12, a w nim istotny cel tego dokumentu.

1. Strony podejmą działania niezbędne do promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn.

W dalszej części tego dokumentu znajdziemy Artykuł 14, odnoszący się do edukacji, a w nim:

... Strony podejmują działania konieczne do wprowadzenia do oficjalnych programów nauczania na wszystkich poziomach edukacji ...dotyczących ... niestereotypowych ról przypisanych płciom.

W imieniu Rządu, p. Kozłowska-Rajewicz zapewniła, że "w konwencji nie ma artykułu, który by uderzał w tradycję; konwencja mówi jedynie, że przemocy nie można usprawiedliwiać tradycją ani religią". Powyższe cytaty pokazują, że jest to kłamstwo, ponieważ wykorzenienie „stereotypowej" rodziny, jest samoistnym celem dokumentu.

Pani Kozłowska-Rajewicz będzie zapewne argumentowała, że nikt nie musi interpretować dokumentu w taki sposób. Konwencja i inne akty prawne, które po jej ratyfikacji nastąpią, będą interpretowane przez „GREVIO", ciało złożone z kilkunastu zasłużonych na polu „walki z dyskryminacją" osób. Przedmiotem wątpliwości może być czy Polskę będzie reprezentować w nim poseł Biedroń czy posła Grodzka. Co do sposobu interpretacji ,wątpliwości nie ma.

48 godzin po entuzjastycznej obecności na kanonizacji Papieża Rodziny, polscy ministrowie, podejmują działania aby tę rodzinę zniszczyć. Zastanawiam się co jest większe: obłuda rządu Donalda Tuska, czy jego pogarda dla Polaków.

http://stopaborcji.pl/index.php/aktualn ... j-rajewicz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 04 sie 2014, 07:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Alkoholizm w łapach ludzi wyposażonych w złe zamiary wobec innych ludzi, stał się czymś w rodzaju płachty narzuconej na twarz, na oczy człowieka. Ofiary alkoholizmu tracą zdolność orientacji, trzeźwej oceny, godzą się na wszystko w zamian za możliwość kolejnego upojenia alkoholowego. Stadem pijaków, narkomanów, itp. łatwiej się rządzi, bo są wewnętrznie słabi, zawłaszczeni, ... skolonizowani. Nie mają oni wyższych potrzeb, ani własnej godności.

Abstynencja to nie dziwactwo

Jerzy Walczak, Koszalin

Abstynent to człowiek, który wyrzeka się alkoholu, bo widzi dalej i dostrzega więcej niż inni. To człowiek wolny, który wybiera abstynencję z motywów nadprzyrodzonych, dla Pana Boga i dla drugiego człowieka. Swoją postawą staje się wsparciem dla tych, którzy mają problem z alkoholem – mówił w sobotę, 2 sierpnia, na Górze Chełmskiej w Koszalinie ks. bp Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu ds. Apostolstwa Trzeźwości Konferencji Episkopatu Polski.

Hasło „Kochająca matka zawsze trzeźwa” ustanowione w dziewięcioletnim programie Apostolstwa Trzeźwości w Polsce stanowiło motto XXIV Ogólnopolskiej Pielgrzymki Trzeźwości, która w sobotni ranek, 2 sierpnia, o godz. 9.00 wyruszyła sprzed kościoła pw. Ducha Świętego w Koszalinie do sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej na Górze Chełmskiej. Na trasie 3-kilometrowej pieszej wędrówki ponad 200 osób uczestniczyło w nabożeństwie Drogi Krzyżowej prowadzonej przez ks. Karola Wnuka – duszpasterza trzeźwości archidiecezji gdańskiej.

Po dojściu na szczyt przy sanktuarium o godz. 11.00 ks. bp Tadeusz Bronakowski wygłosił konferencję „Kochająca matka zawsze trzeźwa”. O godz. 13.00 przy ołtarzu polowym – ustawionym na koronie Góry Chełmskiej – uroczystej Eucharystii w intencji trzeźwości Narodu przewodniczył ordynariusz koszalińsko-kołobrzeski ks. bp Edward Dajczak w koncelebrze z ks. bp. Tadeuszem Bronakowskim i ośmioma kapłanami z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, zielonogórsko-gorzowskiej i archidiecezji gdańskiej.

Ksiądz biskup Tadeusz Bronakowski cytował słowa św. Jana Pawła II, który w roku 1997 apelował w Poznaniu: „Trzeba umieć używać swojej wolności, wybierając to, co jest prawdziwym dobrem. Nie dajcie się zniewolić! Nie dajcie się skusić pseudowartościami, półprawdami, urokiem miraży, od których później będziecie się odwracać z rozczarowaniem, poranieni, a może nawet ze złamanym życiem”. – Po 25 latach tzw. przemian demokratycznych musimy z bólem powiedzieć, że Polska stała się w tym czasie bardziej browarna niż solidarna – stwierdził gorzko kaznodzieja. Zwrócił uwagę, że przyczyną rozprzestrzeniania się problemów z alkoholem jest jego łatwa dostępność. Nawiązując do rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, ks. bp Bronakowski zapytał: – A co z naszymi młodymi, podobnymi do tych, którzy w czasie zrywu powstańczego szli na barykady? Badania pokazują, że w ciągu ostatnich trzydziestu dni przynajmniej raz upił się co piąty uczeń III klasy gimnazjum i co trzeci z II klasy liceum. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja wśród naszych studentów. To przerażające!

Kaznodzieja podkreślił, że jednym ze sposobów walki z alkoholizmem jest postawa abstynencji. – To nie dziwactwo! – akcentował. Wskazał również, jak dużą wartość ma cnota trzeźwości praktykowana przez kobiety. – Jest podstawą ich duchowego piękna. Na tej urodzajnej ziemi ich wrażliwych serc zakwitną wtedy także inne cnoty chrześcijańskie – podkreślił ks. bp Bronakowski. Zapewniał, że Bóg, który nieustannie nad nami czuwa, wie, czego nam potrzeba i nigdy nie opuszcza nas w potrzebie. Kaznodzieja zachęcił do ofiarowania Bogu naszych modlitw w intencji polskich matek, trzeźwości rodzin i całego Narodu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/89351,abs ... actwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 23 sie 2014, 08:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Niszczenie człowieczeństwa, aby było skuteczne, powinno się rozpocząć jak najwcześniej, w jego dzieciństwie. Zboczeni psychopaci lewaccy siłowo wpychają się więc do naszych rodzin, domów, przedszkoli, szkół, w media, w literaturę, w Kościół, w wiarę, w komputery i narzucają podstępnie i przebiegle swoje zwyrodniałe doktryny, krok po kroku. Nie możemy pozwolić im na to, aby kolonizowali nas, nasze dzieci, aby uzależnili nas od spraw choć istotnych, ale nie najważniejszych, jak np. niekontrolowany seks, czy wegetatywne przyjemności.
Świat nie tylko seksem i to do tego zboczonym żyje, ma jeszcze inne i o wiele atrakcyjniejsze strony. Ukazujmy je dzieciom.
Zabrońmy im deformowania psychiki, umysłowości, natury naszych dzieci. Sami zadbajmy o właściwy, godny i ludzki rozwój tych małych istot, aby lewactwo ich nie dopadło i nie zniszczyło bezpowrotnie.


Sterowana neutralność

Każda wizja edukacji opiera się na jakiejś konkretnej koncepcji człowieka. Innymi słowy – politycy, którzy ją tworzą, mają w głowie wzór człowieka, którego chcą wychować. Jest to założenie a priori każdego systemu edukacji, bo trudno sobie wyobrazić, żeby jakieś państwo nauczało dzieci ot tak sobie, bez celu.

Jednak pomimo tej oczywistej prawdy jednym z podstawowych haseł współczesnych edukatorów jest postulat, by szkoły była… „neutralna światopoglądowo”. Wyobraźmy sobie zatem „idealne” funkcjonowanie szkoły wedle tej zasady.

Pakiety informacji
Spełniając powyższy postulat, nauczyciel musiałby przekazywać uczniom przefiltrowane z wszelkich zasad i wartości „pakiety informacji” na konkretny temat. W praktyce mogłoby wyglądać to mniej więcej tak: „Oto pogląd A, B i C. Wybierz sobie ten, który uznajesz za prawdziwy”. Narzucanie jakichkolwiek rozwiązań byłoby bowiem łamaniem zasady neutralności.

Ale przefiltrowanie każdej informacji pod kątem światopoglądowym mogłoby nie wystarczyć, bo nauczyciel gestem czy nawet intonacją słów mógłby naprowadzać ucznia na dany pogląd. Również w kontekście wychowania prawie każda relacja międzyludzka posiada wymiar etyczny, dlatego sposób prowadzenia rozmów nauczycieli z dziećmi, system kar i nagród (jego stosowanie bądź nie) wiąże się na ogół bezpośrednio lub pośrednio z opowiedzeniem się za jakimś dobrem bądź złem. Dlatego wypadałoby wprowadzić specjalne komisje monitorujące sposób przekazywania informacji czy zachowania się nauczycieli i sprawdzać, czy nie przekraczają zasad „neutralności”. Oczywiście to generowałoby koszty, ale czego się nie robi dla wielkiej idei?

Problem goni problem. Po przekazaniu uczniowi informacji musi on mieć jakieś kryterium, na podstawie którego opowie się za konkretnym rozwiązaniem. Poznał pogląd A, B i C, ale musi rozstrzygnąć, który jest prawdziwy? „Czysta wiedza” bez punktów orientacyjnych (bez żadnych nauczycielskich sugestii) sprawia, że może on zostać co najwyżej sprawnym „żonglerem idei”, porażonym intelektualnym czy etycznym daltonizmem, nieumiejącym odróżnić prawdy od fałszu, dobra od zła i w efekcie niepotrafiącym dokonać właściwego wyboru.

Tutaj z pomocą przychodzi „krytyczne myślenie”. Narzeka się, że szkoła nie uczy krytycznego podejścia do problemów. Problem jednak w tym, że krytyczna analiza w kwestiach światopoglądowych musi kierować się jakimś kryterium, które będzie z kolei oparte na… konkretnym systemie myślowym. Przykładowo: Czy można zabić człowieka przed urodzeniem, czy nie można? Odpowiedź na to pytanie uzależniona jest od tego, czy opowiadam się za prawem do życia jako fundamentem przyrodzonej każdemu – z faktu bycia człowiekiem – godności. A nie od enigmatycznego, ogólnego „krytycznego myślenia”.

Przedstawiona wyżej idealna wizja „neutralnej edukacji”, jak widać, jest utopią. Utopią, bo po pierwsze, realnie nie da się „przefiltrować” przekazywanych treści; po drugie, człowiek swoim zachowaniem coś „narzuca” mimowolnie, bo po trzecie, człowiek potrzebuje kryterium wyboru, które wypracowuje latami podczas dojrzewania intelektualnego.

Naukowość jako ideologiczny bicz
Twórcy współczesnych systemów oświatowych zdają sobie sprawę z przedstawionych powyżej sprzeczności. Idealna neutralność jest w praktyce niemożliwa, zatem trzeba ją obejść najlepiej przez stworzenie nośnego propagandowo kryterium. Tym kryterium jest naukowość: neutralne jest to, co naukowe. Byłoby to nawet rozsądne wyjście z sytuacji, gdyby zdobycze naukowe były obiektywnie interpretowane.

Jednak w praktyce „naukowe” jest to, co zgadza się z koncepcją człowieka preferowaną przez decydentów. Innymi słowy, pewna grupa ludzi arbitralnie uznaje dowolnie określony obszar treści, poglądów za naukowy i „wrzuca” go do systemu oświaty.

Argument naukowości jest bałamutny jeszcze z innego punktu widzenia. Szczególnie w obszarze nauk humanistycznych, gdzie w wyniku postmodernistycznego podejścia stosuje się dużą dowolność w interpretacji zjawisk czy faktów, to, co neutralne, oparte jest na dowolnej interpretacji. Co więcej, nie tylko treść, ale jej układ (kolejność, akcentowanie pewnych wątków, a pomijanie innych) ma wpływ na nauczanie. Jeśli zatem wśród lektur szkolnych pojawiają się jakieś tytuły, a inne się nie pojawiają, to już samo to jest złamaniem zasady „neutralności”.

Widzimy zatem, że kryterium naukowe i przechwycenie go przez daną grupę ideologiczną nie tyle służy tolerancji, ile wymierzaniu ciosów ludziom i środowiskom uznającym prymat wartości nad inżynierią społeczną. W tym znaczeniu neutralność jest fikcją. Stoi za nią określona ideologia, która przykleiła sobie nalepkę: „Tylko ja jestem neutralna” lub „Tylko ja jestem tolerancyjna”, i tym samym domaga się specjalnego traktowania!

Rodzice a neutralność
Takie podejście pociąga za sobą istotne konsekwencje. Owa ideologiczna, „naukowa neutralność” usiłuje przekroczyć ważną cywilizacyjną zasadę, że to rodzice odpowiadają za formację swoich dzieci. Jeśli jednak dany pogląd uzna się za „naukowy”, to rodzice nie mają tu nic do powiedzenia.

Wpisuje się to w filozofię totalitarnych systemów ograniczania wpływów rodzicielskich na wychowanie i generalnie edukację dzieci. W wersjach skrajnych takie postulaty pojawiały się już od czasów rewolucji francuskiej.

W komunizmie zdarzały się nawet pomysły „upaństwowienia dzieci” i zastąpienia rodziny partią komunistyczną. To ona miała dbać o wychowanie młodzieży nie tylko w szkołach, ale też w halach fabrycznych czy kołchozach. I choć dzisiaj sprawa nie jest tak radykalnie stawiana, to – jak widać – idea jest żywa i objawia się w nieco zmiękczonych wersjach. Rodzice w zasadzie mają tylko łożyć na utrzymanie dzieci, a edukacją zajmie się „neutralny system”.

Rozwiązanie – edukacja klasyczna
Może ktoś zapytać: No dobrze, ale jaka jest alternatywa? Optymalne byłoby zróżnicowanie oświaty, stworzenie wielu podmiotów szkolnych, które wychodziłyby z różną ofertą do rodziców. Jeśli zaś – patrzmy realnie – mamy tkwić w obecnym systemie, to zamiast tworzyć fikcyjną neutralność, trzymajmy się tego, co sprawdzone przez wieki, porzucając ideologiczne eksperymenty oświatowe.

Temat jest szeroki. Trudno go wyczerpać w kilku zdaniach. Zwróćmy tylko uwagę na trzy podstawowe filary, w oparciu o które powinniśmy budować szkolnictwo:

– w wymiarze moralnym formujmy charakter – tylko ktoś, kto panuje nad sobą, jest prawdziwie wolny; ktoś, kto ulega swoim zachciankom, słabościom, bo był wychowywany bezstresowo, nigdy nie będzie tolerancyjny, gdyż zawsze będzie w pierwszej kolejności dbał o własne ego;

– w kontekście sprawności (dziś mówi się o kompetencjach) – przede wszystkim dbać o wyposażenie uczniów w podstawowe umiejętności: czytanie, logiczne myślenie, sprawna pamięć, umiejętność argumentacji itp.; wbrew pozorom w czasach, gdy decydenci akcentują różne kompetencje („miękkie” i „twarde”), nie jest to takie oczywiste;

– w aspekcie nauczanych treści – przekazać podstawowy kanon wiedzy, np. w literaturze, w oparciu o klasykę, a nie sezonowe gwiazdy. Przy czym nie zapominajmy, że chrześcijaństwo wniosło olbrzymi wkład w rozwój naszej cywilizacji, dlatego musi mieć istotne miejsce w systemie oświaty (co nie wyklucza roztropnej wyrozumiałości dla uczniów o odmiennych poglądach).

Wizja modelu edukacji, po przejściu którego człowiek panuje nad sobą, potrafi sobie rozkazywać, posiada podstawowe sprawności oraz wiedzę ogólną o świecie, jest koncepcją optymalnie neutralną, bo daje człowiekowi to, co najważniejsze: narzędzia do wewnętrznej „obróbki” zdobywanej wiedzy i dzięki temu pomaga w wypracowaniu własnego poglądu (a nie „neutralnego”).

Dariusz Zalewski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/93053,s ... lnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 23 paź 2014, 06:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Stoczyć człowieka jak najniżej i uczynić z niego posłuszne zwierze, to jest cel nowej genderopatycznej rewolucji.

Homopropaganda z abonamentu

Spoty przygotowane przez organizację lobbującą na rzecz legalizacji homoukładów będą emitowane w kanałach TVP. Nieodpłatnie.

Władze Telewizji Polskiej podejmują kolejną próbę oswajania telewidzów z homoukładami. Spot pt. „Najbliżsi obcy” wyprodukowany przez Lowe Warsaw i Rochstar Prime Time na zlecenie Kampanii Przeciw Homofobii będzie pokazywany już za kilka dni. Filmik przedstawia wyidealizowany dzień z życia lesbijek, utrzymując, jakoby były krzywdzone przez polskie prawo.

Od rzecznika TVP Jacka Rakowieckiego uzyskaliśmy informację, że 30-sekundowa wersja spotu została zgłoszona do Komisji ds. Kampanii Społecznych TVP, która dopuszcza spoty organizacji pożytku publicznego do bezpłatnych emisji na antenach TVP, zgodnie z rozporządzeniem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z 2011 roku. Na wrześniowym posiedzeniu Komisja wydała zgodę na bezpłatną emisję spotu na antenach TVP1, TVP2, TVP INFO, TVP Kultura oraz TVP Historia. Po podpisaniu umowy licencyjnej i otrzymaniu materiałów spot będzie emitowany w czasach określonych w tym rozporządzeniu.

Rakowiecki zapewnia, że Telewizja Polska udostępnia bezpłatne czasy emisyjne różnym organizacjom pożytku publicznego, które spełniają kryteria. – Kampania Przeciwko Homofobii traktowana jest na równi z innymi organizacjami pożytku publicznego. Telewizja Polska jest nastawiona na propagowanie otwartości i tolerancji, a spot „Najbliżsi obcy” jest przykładem dobrze zrealizowanej kampanii –zarówno pod względem warstwy wizualnej, jak i merytorycznej –która naświetla ogólnospołeczny problem – przekonuje Rakowiecki. Wcześniej rzecznik TVP powiedział jednemu z portali internetowych, że według telewizji spoty tego typu są przeciwwagą dla programów katolickich w telewizji publicznej.

Strategia oswajania
Poseł Barbara Bubula (PiS), były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zauważa, że jeśli przyjąć taki punkt widzenia, to oznaczałoby, że TVP łamie przepisy ustawy o radiofonii i telewizji. Promocja homoseksualizmu jest sprzeczna chociażby z przepisem ustawy mówiącym o wartościach chrześcijańskich, które mają być chronione i respektowane w programach telewizyjnych. – Zasadne jest postawienie zarzutu prezesowi TVP, że w sposób jawny i ostentacyjny przeciwstawia się poglądom większości tradycyjnie myślących Polaków – uważa Bubula.

Parlamentarzystka już półtora roku temu zwracała uwagę na podobne elementy w głównym programie informacyjnym TVP, kiedy przygotowała monitoring „Wiadomości” z godz. 19.30. W Sejmie trwała wówczas dyskusja nad projektem ustawy o tzw. związkach partnerskich i TVP przedstawiła wtedy dwukrotnie w głównym wydaniu programu informacyjnego obrazki oswajające z parą mężczyzn homoseksualnych trzymających się za ręce, siedzących w kawiarni. – Było to w podobnym duchu jak ten spot, który wkrótce ma być w TVP emitowany. Jest to więc niestety już stała tendencja – ocenia Bubula.

Ustawa o radiofonii i telewizji jasno wylicza, co wpisuje się w misję programową telewizji publicznej. Prezentowane w niej programy i usługi powinny m.in. służyć umacnianiu rodziny i zwalczaniu patologii społecznych, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki.

– Spot, którego emisję zapowiedziała TVP, niewątpliwie przedstawia związek dwóch kobiet jako funkcjonalnie nieróżniący się istotnie od związku małżeńskiego, natomiast rzekomo gorzej – i przez to rzekomo niewłaściwie – przez prawo polskie traktowany. Ten przekaz bez wątpienia podważa ład konstytucyjny Rzeczypospolitej i dodatkowo jest całkowicie bezzasadny. Osoby, które chcą funkcjonować w związku całkowicie sprzecznym z naturą małżeństwa, mają możliwość kompleksowego uregulowania swoich relacji w ramach zasady swobody umów i czynią to, a o przypadku takim niedawno szeroko informowały media – skomentował dla KAI dr hab. Aleksander Stępkowski, szef Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Przekierować uwagę
Zdaniem medioznawców, sprawa ma dwa kontrowersyjne aspekty: pieniądze, których TVP rzekomo brakuje, i kontekst emisji spotów wyprodukowanych przez prywatne firmy. Nietrudno dostrzec, że spoty mają być zasłoną dymną dla poważnych spraw, które obecnie poruszają Polaków. Jak podkreśla dr Hanna Karp, medioznawca z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, bez względu na treść tych przekazów zdumiewa fakt, że TVP – w obliczu stałych kłopotów finansowych i braku pieniędzy na realizację misji – wyda pieniądze podatników na spoty stworzone przez prywatną firmę komercyjną, która utrzymuje się z działalności reklamowej. – Władze TVP mają świadomość, jak bardzo te tematy polaryzują opinię publiczną. Nietrudno przewidzieć, jaki efekt i wydźwięk będzie miała ta kampania. Pewnie spotka się z dużą dezaprobatą telewidzów. To wygląda na świadome działanie, mające na celu podsycanie konfliktu społecznego wokół tej tematyki –zauważa dr Karp. – Rząd zapewne z ulgą przyjmie odciągnięcie uwagi opinii publicznej od swoich kłopotów, zwłaszcza że każdego dnia zmaga się z ruchami tektonicznymi: codziennie wypływają kontrowersyjne informacje dotyczące finansów państwa, polityki zagranicznej i krajowej –dodaje.

W tym kontekście gra na emocjach telewidzów spotami o homoukładach przychodzi w samą porę. Z badań, na które powołuje się dr Karp, wynika, że ponad 80 proc. Polaków nie akceptuje legalizacji tego typu form życia.

Z kolei Elżbieta Kruk (PiS), członek sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu i była przewodnicząca KRRiT, uważa, że trzeba się zwrócić w tej sprawie do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. – Media publiczne mają za zadanie integrować społeczeństwo, a nie je rozbijać. To, co zamierza, i to, co robi od dawna TVP, jest wbrew interesowi Polski, jest wymierzone w podstawowe wartości konstytuujące polskie społeczeństwo, w zdecydowanej mierze katolickie społeczeństwo – podkreśla Kruk.

Rzecznik KRRiT Katarzyna Twardowska nie ma na razie w tej sprawie wiele do powiedzenia. Jak zaznacza, programy i inne usługi publicznej radiofonii i telewizji powinny m.in. umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej. Jak zastrzega, KRRiT nie stosuje praktyki oceny audycji przed jej emisją.

Izabela Borańska-Chmielewska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... mentu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 14 lis 2014, 07:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Sumienie gryzie Fuszarę

Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Małgorzata Fuszara chce, by seksinstruktaż był obowiązkowy na wszystkich szczeblach edukacji

Małgorzata Fuszara, feministka i propagatorka ideologii gender, odniosła się do projektu Sprawozdania Rady Ministrów z wykonania oraz o skutkach stosowania w 2013 r. ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Sprawozdanie co roku przygotowuje Ministerstwo Zdrowia, dokument za 2013 rok jest w fazie uzgodnień. Uwagi minister ds. równego traktowania są szokujące.

Minister ani słowem nie wspomina o ochronie życia dzieci czy ich matek. Skupia się wyłącznie na prawnych aspektach aborcji w różnych sytuacjach, dostępie do antykoncepcji i edukacji seksualnej. Wskazuje, że dokument nie zawiera wszystkich istotnych informacji w kwestii „prawa” do odpowiedzialnego decydowania o posiadaniu dzieci, edukacji i informacji. Według niej, w projekcie brakuje informacji dotyczącej liczby zgonów noworodków, których przyczyną było ciężkie bądź nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalna choroba zagrażająca jego życiu. To upomnienie o dane wskazujące na rzekome zaniechania lekarzy, którzy zamiast zabijać chore dzieci, podejmują się opieki nad nimi.

Klauzula pod ostrzałem

– Nie jest jasne, czy w tych przypadkach możliwe było wykonanie bądź czy wykonano stosowne badania prenatalne, przy czym należy mieć na względzie, że w określonych przypadkach, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, możliwe jest na gruncie polskiego porządku prawnego przerwanie ciąży – twierdzi minister. Jej zdaniem, informacje dotyczące powoływania się lekarzy na klauzulę sumienia należy uzupełnić i uściślić przez określenie, czy pacjentkom udzielono świadczenia w tej samej placówce, czy został im wskazany inny podmiot leczniczy, w której mogłyby legalnie poddać się aborcji i czy skorzystały z tej możliwości.

Jak napisała Fuszara, w sprawozdaniu wskazano, że w trzech podmiotach leczniczych w 2013 r. lekarz powołał się w trzech przypadkach na klauzulę sumienia, dwa podmioty udzieliły informacji, że nie wykonuje się w nich aborcji. – Nie jest jasne, czy oznacza to, że takie zabiegi nie zostały w tych podmiotach wykonane w 2013 r., czy też czy podmioty te z założenia i zasady nie wykonują tych zabiegów. Ta ostatnia sytuacja powinna ponadto podlegać ocenie co do zgodności tego postępowania z prawem oraz postanowienia kontraktu – twierdzi pełnomocnik.

Fuszara wyraża też wątpliwość, czy możliwość rezygnacji z zajęć edukacji seksualnej jest zgodna z ustawą o planowaniu rodziny.

Agresywne lobby

Aktywność Małgorzaty Fuszary oraz otaczającego ją wianuszka organizacji feministycznych przynosi Polsce duże szkody. Jak podaje Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, między 20 października a 7 listopada 2014 r. odbyła się 59. Sesja Komitetu CEDAW, organu monitorującego wykonywanie przez Państwa-Strony Konwencji ONZ w sprawie Likwidacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet z 1982 r., podczas której polski rząd zdał raport z wykonywania konwencji w latach 2007-2014. Na czele polskiej delegacji stała właśnie Fuszara. Minister przedstawiła sytuację w Polsce w sposób całkowicie jednostronny i fałszywy. Mówiono m.in. o szeroko jakoby rozpowszechnionej przemocy wobec kobiet, ignorując pierwsze porównywalne w skali całej UE badania Agencji Praw Podstawowych UE, z których niezbicie wynika, że jest ona na najniższym poziomie wśród państw Wspólnoty.

Z kolei w części poświęconej zdrowiu CEDAW wzywa polski parlament do osłabienia ochrony życia ludzkiego w prenatalnej fazie poprzez rozszerzenie przesłanek dopuszczalności aborcji i liberalizację w stosowaniu dotychczasowych. Tym samym pozbawiony jakiejkolwiek demokratycznej legitymacji biurokratyczny organ międzynarodowy pozwala sobie w oficjalnym stanowisku wywierać naciski na demokratycznie wybraną władzę ustawodawczą, by ta przeforsowała rozwiązania prawne, którym sprzeciwia się większość społeczeństwa polskiego. Co więcej, CEDAW domaga się jednocześnie, by ograniczyć możliwość korzystania przez lekarzy i personel medyczny z klauzuli sumienia. Rekomendacje w tej mierze powinny wywołać szczególnie stanowczą reakcję ze strony polskiego rządu i parlamentu, bowiem wzywa się w nich do ograniczenia ochrony praw gwarantowanych przez Konstytucję (prawo do życia i wolność sumienia) – ostrzega Instytut Ordo Iuris.

Jak podkreśla Karolina Dobrowolska, analityk Ordo Iuris, właściwie każdy zapis Obserwacji Końcowych Komitetu CEDAW podnosi ciśnienie u czytającego. Szczególnie niebezpieczne są otwarte naciski w kierunku rozluźnienia prawa aborcyjnego.

Innym kuriozum są żądania eliminacji ośrodków krytykujących politykę genderową, zwłaszcza tych, które wskazują na jej ideologiczny charakter.

Osobno wskazano tu na nauczanie Kościoła katolickiego, któremu rząd miałby skutecznie się przeciwstawić.

– Tymczasem tekst Konwencji o Zwalczaniu Wszelkich Form Dyskryminacji wobec Kobiet nic ani o aborcji, ani o płci społeczno-kulturowej nie wspomina. Polska, podpisując konwencję, nie wyraziła zgody na przyjęcie perspektywy gender w polityce antydyskryminacyjnej. Tym bardziej tekst konwencji nie pozwala na formułowanie żądań osłabienia ochrony życia ludzkiego – wskazuje Dobrowolska. I dodaje, że klimat kroniki filmowej z najbardziej przaśnego okresu PRL pojawia się, gdy CEDAW nakazuje polskiemu rządowi podjęcie działań zmierzających do zmiany stereotypowego wizerunku kobiety w mediach. – Za stereotypowy i krzywdzący wobec kobiet wizerunek uważa on naturalny podział ról społecznych na kobiece i męskie, szczególnie w kontekście rodziny. Czyżby czekała nas powtórka z filmowania kobiet na traktorach? – pyta Dobrowolska.

Jak podkreśla analityk Ordo Iuris, trudno przewidzieć, jak daleko jeszcze może posunąć się CEDAW. Wiele zależy tu od postawy polskiego rządu – czy ważniejsze dla niego będzie zdanie polskiego społeczeństwa, czy też zajmie pozycję przyzwalającą na eskalację postawy Komitetu.

Izabela Borańska-Chmielewska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... szare.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 01 sty 2015, 12:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Skolonizowany wewnętrznie człowiek to robot reagujący na bodźce. Śmieje się na zawołanie, bez powodu, gdyż tego się na widowni od niego oczekuje, gdy na scenie jest grupa udająca kabaret. Człowiek skolonizowany to już nie człowiek, to maszyna działająca tak jak ją zaprogramowano.

Młynarski: Naród kupuje żenujące żarty

Wojciech Młynarski w żołnierskich słowach recenzuje stan polskiego kabaretu.
"Nie ma dziś kabaretu politycznego, poetyckiego, są żenujące żarty na nieznośnym, amatorskim poziomie. Byle dostać brawa i zainkasować pieniądze. A naród, niestety, to kupuje" - ocenia Wojciech Młynarski, oceniając na łamach dziennika "Polska The Times" stan polskiego kabaretu.
Rozmowa dotyczy też kondycji polskiej rozrywki w ogóle. Były członek kabaretu Dudek przekonuje, że coraz gorzej jest z tym, jak polskie społeczeństwo odbiera medialny i artystyczny przekaz. "Kiedy dawałem recitale, to publiczność, także tu, w Krakowie, była wymagająca, wyrobiona, inteligentna. Przyjemnie było z nią obcować, czując jej odzew. A teraz - i to mnie, nie waham się powiedzieć, wręcz przeraża - pojęcie "kabaretu" kompletnie się zdewaluowało. (...) Ale nawet nie to mnie smuci. Bardziej smuci mnie rechoczący naród, któremu to się podoba, który to kupuje. Straszna przemiana zaszła pod tym względem".
A co z telewizją? "Powstał zamknięty obieg. Telewizja lansuje grono wykonawców, którzy korzystając z tej popularności, wypełniają jakieś masowe imprezy na stadionach pokazywane później przez telewizję. Koło się zamyka".

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 2618278953


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 09 sty 2015, 08:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
ELOJE

[ Po rzezi przyuczonych do bierności młodych ludzi na Utoya Norwegowie się „pokojowo” przechadzali z białymi różami. – Po rzezi w redakcji Charlie Hebdo teraz czas na elojów w Paryżu. Tym, którzy czytali Wehikuł Czasu – przypominam. Innych [----] - zachęcam do sięgnięcia po tę książkę. MD]

[czyli wyjątki z Wehikułu czasu]

Herbert George Wells, Wehikuł czasu

Świat w roku 802 701 widziany oczami uczonego, postępowca z końca XIX wieku.

[----]

Pomiędzy stołami leżały wielkie ilości poduszek. Rozsiedli się tam moi przewodnicy dając mi znak, abym uczynił to samo. Bez ceremonii, ale i nie bez wdzięku zaczęli jeść owoce, wrzucając skórki i korzonki w szerokie otwory, z boku stołów. Poszedłem za ich przykładem, bo czułem głód i pragnienie. Jednocześnie do woli przypatrywałem się sali.

Najbardziej może zaskoczyło mnie jej zniszczenie. Ułożone w geometryczne figury ramy zakurzonych okien były połamane w wielu miejscach, a na firankach osłaniających dolną ich część leżały grube pokłady kurzu. Zwróciło moją uwagę również to, że róg stołu marmurowego obok mnie był obtłuczony. Niemniej jednak widok ogólny sprawiał wrażenie bogactwa i malowniczości.
W sali biesiadowało około stu ludzi; większość, która usiadła, jak mogła, najbliżej, spoglądała na mnie z ciekawością, a ich oczy żywo błyszczały sponad owoców, które spożywali. Wszyscy byli odziani w tę samą miękką, lecz mocną jedwabną materię. Mimochodem muszę zauważyć, że owoce, były ich jedynym pokarmem..
Ten lud dalekiej przyszłości hołdował ścisłemu wegetarianizmowi. Dopóki byłem z nimi, wbrew ochocie na mięso musiałem również być owocożercą. I rzeczywiście, przekonałem się później, że konie, bydło, owce, psy za ichtiozaurem przeszły do niebytu. Ale owoce były doskonałe. Szczególnie jeden, dojrzewający prawdopodobnie w tym czasie, mączysty trójkątny owoc był wyjątkowo dobry i stał się mym przysmakiem. Z początku te dziwne owoce wprawiały mnie w kłopotliwy podziw; to samo było z osobliwy­mi kwiatami, jakie tam widziałem; później jednak zacząłem pojmować rację ich bytu... Mówię atoli o mym obiedzie z owoców w dalekiej dopiero przyszłości... Skoro więc tylko zaspokoiłem trochę apetyt, postanowiłem nieodwołalnie starać się o poznanie języka tych nowych ludzi. .

Była to, naturalnie; pierwsza rzecz do zrobienia. Owoce wydawały mi się właściwym tematem na początek nauki, trzymając więc jeden z nich w ręku, zacząłem wydawać z siebie cały szereg pytających dźwięków i gestów. Miałem niemałą trudność w wyrażaniu swych myśli. W pierwszej chwili usiłowania moje spotykały się z wejrzeniem pełnym zdumienia lub niewysłowienie wdzięcznym śmiechem. Zawsze jednak mała jakaś osóbka o jasnych włosach po chwili odgadywała mój zamiar i wymawiała żądaną nazwę.

Gawędzili i szeroko rozprawiali o swych sprawach. Na próżno siliłem się naśladować miłe dźwięki ich mowy; usiłowania moje wywoływały tylko szczerą, choć niezbyt uprzejmą wesołość. Ja jednak, zachowując się tak, jak bakałarz pośród dzieci, wytrwałem w postanowieniu i wkrótce już miałem do rozporządzenia około dwudziestu rzeczowników; następnie przeszedłem do zaimków wskazujących i nawet do czasownika "jeść". Lecz była to praca powolna i mały lud wkrótce znudził się i starał się unikać moich zapytań, tak iż z konieczności przystałem na to, że będą dawali lekcje w małych dozach, kiedy sami będą mieli na to ochotę. Ale przekonałem się niebawem, że nauka języka w takich dozach przeciągnie się w nieskończoność, bo nigdy nie spotkałem ludu gnuśniejszego i łatwiej ulegającego zmęczeniu.

Rychło odkryłem w moich małych gospodarzach rzecz zadziwiającą: zupełny brak ciekawości. Przychodzili do mnie z głośnymi okrzykami podziwu jak dzieci, lecz również jak dzieci szybko przestawali się mną zajmować i szli dalej poszukując nowej zabawki. Gdy skończył się obiad i moja pierwsza lekcja konwersacji, zauważyłem po raz pierwszy, że odeszli prawie wszyscy, którzy pierwej mnie otaczali. Dziwna rzecz, jak szybko przestałem być zajmujący dla tego małego ludu! Wyszedłem znowu przez bramę na światło dzienne, jak tylko zaspokoiłem głód. Idąc spotykałem coraz to więcej ludzi przyszłości, którzy szli za mną w niewielkiej odległości paplając i śmiejąc się ze mnie, a potem, uśmiechnąwszy się i zrobiwszy parę serdecznych gestów pozostawiali mnie własnemu przemysłowi.


[----] [ Pojęcie pojedynczego domu rozpłynęło się dawno we mgle. ]

Nawet i pojedyncza rodzina... Tu i ówdzie ponad zielonością wznosiły się budynki podobne do pałaców, lecz dom i zagroda wiejska, które stanowią tak charakterystyczny rys w krajobrazie angielskim, już znikły. - Komunizm! - rzekłem sobie.

Ale myśl tę zaraz spłoszyła inna. Patrzyłem na pół tuzina drobnych postaci, które szły moim śladem. Nagle dostrzegłem, że wszyscy mają jednako­wy krój szat, takie same słodkie twarze bez zarostu, taką samą dziewczęcą krągłość nóg. Może się to wydać dziwne, że nie zauważyłem tego poprzednio. Lecz wszystko tutaj było tak niezwykłe!

Teraz stwierdziłem ten fakt ponad wszelką wątpliwość. Odmienności w ubiorze, różnic w budowie i zachowaniu się, które dziś wyodrębniają jedną płeć od drugiej, ów lud przyszłości nie znał wcale; dzieci zaś, w moich oczach, były tylko miniaturowym odbiciem rodziców. Doszedłem do wniosku, że młode pokolenie przyszłości odznacza się przedwczesnym rozwojem, przynaj­mniej pod względem fizycznym, a późniejsze spostrzeżenia utwierdziły mnie w tym przekonaniu.

Widząc dobrobyt i bezpieczeństwo, w którym żył ten lud, zrozumiałem, że podobieństwo płci będzie ostatecznie tym, czego należy oczekiwać, bowiem siła mężczyzny i miękkość kobiety, instytucja rodziny i różnica zawodów są tylko konieczną potrzebą wojowniczego wieku siły fizycznej. Gdy przyrost ludności jest wyrównany i liczebnie obfity, wysoka liczba urodzeń staje się raczej klęską niż błogosławieństwem państwa. Kiedy klęski są rzadkością, a potomstwo żyje bezpiecznie, mniej potrzebna, a nawet zupełnie niepotrzeb­na staje się liczna rodzina. Znika też wśród obojga płci podział funkcji w związku z wychowaniem dzieci. Początki tego widzimy już nawet w naszych czasach, a w owych przyszłych wiekach taki stan rzeczy zupełnie się już ustali. Tak wówczas, powiadam wam, myślałem sobie. Później dopiero przekonałem się, jak dalece mijało się to z rzeczywistością.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 09 sty 2015, 08:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
MORLOKI

[na Utoya: Ci młodzieńcy czekali na śmierć w namiotach, z głowami wtulonymi w poduszki. Później, po rzezi przyuczonych do bierności młodych ludzi, Norwegowie się „pokojowo” przechadzali z białymi różami. – Po rzezi w redakcji Charlie Hebdo teraz czas na elojów w Paryżu. Tym, którzy czytali Wehikuł Czasu – przypominam. Innych [----] - zachęcam do sięgnięcia po tę książkę. Autor, jak przystało na postępowca, członka lóż, nie widzi SZEFA, który tym postępem rządzi. Przecież to nie „mechanizmy naturalne”... MD]

[czyli część II, wyjątki z Wehikułu czasu]

Herbert George Wells, Wehikuł czasu

Świat w roku 802 701 widziany oczami uczonego, postępowca z końca XIX wieku.

[----]

Uległem starej, instynktownej trwodze, jaką przejmują nas dzikie zwierzęta. Zacisnąłem pięści i patrzałem prosto w iskrzące się ślepia. Bałem się obrócić. Następnie przyszła mi do głowy myśl o owym zupełnym bezpieczeńs­twie, w jakim zdawała się żyć ludzkość. Przypomniałem sobie wówczas dziwny lęk przed ciemnością, jaki lud ten odczuwał.
Zapanowawszy do pewnego stopnia nad strachem, postąpiłem krok naprzód i przemówiłem. Przypusz­czam, że głos mój był twardy i niepewny. Wyciągnąłem rękę i dotknąłem czegoś miękkiego. W tej chwili oczy maje zwróciły się w bok i znowu przebiegło coś białego. Obróciłem się z duszą na ramieniu i ujrzałem, jak dziwna, podobna do małpy postać z dziwacznie zwróconą na dół głową przebiegła za mną przez kawałek oświetlanej dragi. Potknęła się o złam granitu, zatoczyła i po chwili znikła w czarnym cieniu poza urwiskiem rozwalonego muru.
Wrażenie moje nie jest z pewnością dokładne. Wiem tylko, że była barwy brudno-białej, o dziwnych oczach, dużych, szarawo-czerwonych; wiem również, że miała konopiaste włosy na głowie i karku. Lecz, jak powiadam, znikła zbyt nagle, bym mógł się jej przyjrzeć. Nie zdołam nawet powiedzieć, czy biegła na czworakach, czy też tylko ramiona opuściła bardzo nisko, cała podana ku przodowi.
Podążyłem za nią do drugiego rumowiska. Z początku nie mogłem jej znaleźć, ale po pewnym czasie dotarłem w głębokiej ciemności do jednego z okrągłych otworów podobnych do studni, o których już wspominałem, zasłoniętego powaloną kolumną. Zaświtała mi nagle myśl, czy nie znikła w otchłani studni? Zaświeciłem zapałkę i patrząc w dół ujrzałem małą białą postać z tymi samymi dużymi, jasnymi oczami, które patrzyły na mnie bez przerwy podczas owego. odwrotu. Dreszcz mną wstrząsnął.
Było to stworzenie podobne do pająka o ludzkich kształtach! Czepiając się ścian schodziło w dół studni. Teraz dopiero po raz pierwszy ujrzałem długi szereg metalowych szczebli i rączek, które tworzyły coś w rodzaju schodków prowadzących na dół. Zapałka poparzyła mi palce i wypadła z rąk, a gdym zapalił drugą, małego potworka już nie było...
Nie wiem, jak długo siedziałem patrząc w głąb studni. Dopiero po upływie pewnego czasu zdołałem dojść do przekonania, że istota, którą widziałem była ludzką istotą.
I tak stopniowo. objawiła mi się prawda, że człowiek nie pozostał gatunkiem jednolitym, lecz zróżnicował się na dwa odmienne typy zwierzęce; że piękne dzieci ziemskiego świata nie były jedynymi potomkami naszego pokolenia, lecz że te wybladłe, wstrętne stwory mroku, które uciekały przede mną, miały również prawo do dziedzictwa wieków.

[---]
Prace niezbędne do dogodnego życia rasy podsłonecznej są wykonywane w tym sztucznym świetle podziemnym? Przypuszczenie to wydało mi się tak nęcące, że przyjąłem je od razu i zacząłem się zastanawiać, dlaczego rodzaj ludzki rozszczepił się na dwie części. Sądzę, że już chwytacie zarys tej teorii, jakkolwiek ja sam wkrótce przekona­łem się, jak daleka jest ona od prawdy.
Patrząc na to z punktu widzenia problemów naszego wieku uznałem za całkiem jasne, że obecne stopniowe, lecz ograniczone jednak czasem zwię­kszanie się społecznej różnicy pomiędzy kapitalistą a robotnikiem jest kluczem do całego systemu. Zapewne wyda się to wam śmieszne, szalone i zupełnie nie do wiary, że istnieją już teraz pewne dowody na to, iż myśl ludzka dąży obecnie w tym kierunku. Już dzisiaj spostrzegamy tendencję do spożytkowania przestrzeni podziemnych dla mniej estetycznych celów cywilizacji. Istnieje na przykład w Londynie kolej podziemna, powstają nowe jej rozgałęzienia, tunele, podziemne pracownie i restauracje, a wszystko to mnoży się i rośnie.

Dążność powyższa, jak sądzę, wzrastała ustawicznie, aż wreszcie przemysł stracił stopniowo przyrodzone prawo do światła dziennego. Sądzę więc, że schodzono coraz głębiej i głębiej, tworzono coraz większe i większe fabryki i spędzano w nich coraz więcej czasu, aż w końcu... A czyż dzisiaj robotnik z East Endu nie żyje już w tak sztucznych warunkach, że odcięty jest faktycznie od naturalnej powierzchni ziemi?

Nieustanny pęd bogaczy do wykwintu, przy stale pogłębiającej się różnicy między nimi a rzeszą nieokrzesanych biedaków, sprawia, że bogacze dążą nieustannie, do zagarnięcia we własnym interesie znacznych obszarów na terenie kraju. Wokół Londynu na przykład prawie połowa ładniejszych okolic jest już niedostępna.

I właśnie owa stale pogłębiająca się przepaść, powstała na skutek stale powiększającego się wykwintu życia bogaczy i poziomu ich wykształcenia, udaremniać będzie coraz bardziej przenikanie ludzi z jednej warstwy do drugiej, uniemożliwiać awans społeczny przez zawarcie małżeńskich związ­ków, co opóźnia jeszcze w chwili obecnej proces rozdziału społeczności na dwie odrębne warstwy. W końcu na powierzchni ziemi pozostaną posiadacze, których celem życia będzie przyjemność, wygoda i piękno, a pod powierzchnią ziemi pracujący lud, przy czym ludzie pracujący będą się przystosowywali coraz bardziej do warunków pracy. A gdy już się przystosują, bez wątpienia będą potem musieli płacić czynsz, głównie za samą tylko wentylację swych jaskiń. Jeżeli zaś odmówią, zostaną zagłodzeni i uduszeni w podziemiach. Ci spośród nich, których sama natura urobi na nieszczęśliwych i buntujących się, wymrą, aż w końcu zapanuje równowaga; ci, co przetrwają, będą już tak dobrze przystosowani do warunków życia pod ziemią i tak szczęśliwi w swoim położeniu, jak lud na powierzchni ziemi w swoim. Podług mego zdania, zarówno wykwintną piękność, jak i chorobliwą bladość przyniósł wyłącznie naturalny rozwój stosunków.

Wielki triumf ludzkości, o którym marzyłem, w odmiennym mi się już teraz przedstawiał świetle. Takiego rozkwitu wychowania moralnego i współ­działania powszechnego, jaki sobie wyobrażałem, nigdy nie było. Zamiast tego dostrzegłem prawdziwą arystokrację uzbrojoną w udoskonaloną wiedzę i rozwijającą logicznie dalej system przemysłowy doby obecnej. W jej triumfie było nie samo tylko proste opanowanie przyrody, lecz owładnięcie zarazem przyro­dą i bliźnim. Taka w owym czasie była, uprzedzam, moja teoria. Nie miałem bowiem odpowiedniego przewodnika po idealnych obrazach książek utopij­nych.

Lecz nawet i w tym przypuszczeniu cywilizacja zrównoważona, którą w końcu osiągnięto, dawno już musiała minąć swój zenit i obecnie nieuchronnie chyliła się ku upadkowi.

Zbyt doskonałe bezpieczeńs­two Podsłonecznych zawiodło ich na powolną drogę degeneracji, doprowadzi­ło ich do ogólnego skarłowacenia pod względem wzrostu, siły i inteligencji. Teraz widziałem to już dostatecznie jasno. Nie wiedziałem jeszcze, jaki los spotkał Podziemnych, lecz z wyglądu Morloków - taką, nawiasem mówiąc, mieli oni osobliwą nazwę - których spotkałem, wnieść mogłem, że jako ludzie głębszej jeszcze ulegli przemianie niż Eloje, owa piękna rasa, którą naprzód poznałem.

=============

[Podróżnik w Czasie wszedł, potem wpadł na dno studni komunikacyjnej do krainy Morloków]
Wciąż słychać było łoskot machiny pompującej powietrze. Nie wiem, jak długo leżałem: Obudziła mnie ręka łagodnie głaszcząca po twarzy. Zrywając się w ciemnościach schwyciłem zapałki i, zapaliwszy jedną z nich pospiesznie, ujrzałem trzy białe istoty pochylające się nade mną a podobne do tej, jaką widziałem był na ziemi koło ruin. Wszystkie uskoczyły szybko przed światłem.
Ponieważ prawdopodobnie żyły zawsze w nieprzejrza­nym mroku, oczy ich miały nienormalną wielkość i wrażliwość tak jak źrenice ryb głębinowych i w taki sam sposób odbijały światło. Nie wątpię, że widziały mnie w tej bezbrzeżnej ciemności i, jak sądzę, nie mnie bynajmniej lękały się, lecz światła. Skoro potarłem zapałkę, aby im się przyjrzeć, uciekły natychmiast w ciemne kanały i tunele, z których oczy ich błyskały ku mnie dziwacznie.
Chciałem zawołać na uciekających, lecz język ich był widocznie różny od języka ludu z powierzchni ziemi, tak iż pozostawiony samemu sobie jeszcze raz pomyślałem, że najlepiej będzie dać spokój wszystkiemu. Powiedziałem sobie jednak po chwili: "Musisz teraz zbadać to wszystko" i poszedłem wzdłuż tunelu w stronę, skąd dochodził rosnący wciąż odgłos machiny. Tym razem ściany jakby się rozstąpiły przede mną i znalazłem się na dużej otwartej przestrzeni. Zapaliwszy zapałkę dostrzegłem, iż znajduję się w sklepionej grocie, której głąb nurzała się w ciemnościach. Widok, jaki mogłem ogarnąć okiem, sięgał tak daleko, jak daleko rozpraszało mrok światło i płomienia zapałki.
Wspomnienia moje będą z konieczności bardzo mgliste. Pamiętam jednak, że z ciemności tej wyrastały olbrzymie kształty, podobne do wielkich machin, i rzucały dziwne czarne cienie, w których ukrywali się przed światłem podobni do duchów Morlokowie. Ciężkie powietrze przepełniał mdły zapach świeżej krwi. W głębi stał niewielki stół z białego metalu, a na nim leżało coś podobnego do mięsa.
Morlokowie byli mięsożerni ! Pamiętam, że nawet w tamtej chwili zastanawiałem się, które to z wielkich zwierząt mogło jeszcze dochować się do owych czasów i dostarczyć krwawej masy, na którą patrzy­łem? Wszystko kłębiło się w mym umyśle: ciężki zapach, olbrzymie, niejasne kształty, wstrętne postacie przyczajone w cieniu i czekające na zapadnięcie ciemności, aby na nowe dobrać się do mnie.
W tej chwili zapałka się dopaliła parząc mi palce i upadła znacząc się czerwoną plamką w ciemności. [----]

Zrozumiałem, czemu mały lud tak się lękał ciemności. Snułem mgliste przypuszczenia, jakich to niecnych zbrodni dopuszczać się muszą Morlokowie na nowiu. Teraz już byłem prawie pewny, że moja druga hipoteza jest mylna: Lud na powierzchni ziemi mógł być niegdyś uprzywilejowaną arystokracją, a Morlokowie jej sługami spełniającymi mechaniczne czynności, ale było to dawno temu.
Dwa gatunki, które rasa ludzka stworzyła w swym rozwoju, staczały się wciąż niżej, aż każdy z nich znalazł się w końcu w zupełnie odmiennych warunkach. Eloje jak Karlowingowie zwyrodnieli w piękne, ale czcze marnoty. Zawsze przecież jeszcze władali na powierzchni ziemi, gdy tymczasem Morlokowie, lud od wielu pokoleń żyjący pod ziemią, doszli w końcu do tego, że nie mogą już żyć na powierzchni. Przypuszczałem, że robią odzież dla tamtych i zaspokajają inne potrzeby ich życia - prawdopodobnie na zasadzie odwiecznego nawyku służenia. Jak koń, który nawet gdy stoi, bije kopytem, lub jak człowiek, który się bawi zabijaniem zwierząt dla sportu, ponieważ konieczność, niegdyś rzeczywista, dziś już nie istniejąca, zakorzeniła się głęboko w jego naturze. Było więc jasne, że stary porządek rzeczy odwrócił się.
Ku zniewieściałym Elojom szybko zbliżyła się zaczajona Nemezis. Przed wiekami, przed tysiącami pokoleń pozbawiono bliźniego spokoju i słonecznego światła, a teraz bliźni ten powracał, ale jakże zmieniony! I oto z kolei Eloje zaczęli uczyć się starej lekcji; poznali na nowo - strach.
Przypomniało mi się nagle mięso, które widziałem w podziemnym świecie. W dziwny sposób pojawił się ów obraz przede mną: nie nadpłynął w potoku myśli, lecz wcisnął się z zewnątrz, jak czyjeś pytanie. Usiłowałem uprzytomnić sobie coś mgliście mi znajomego, lecz nie byłem w stanie określić, co to wówczas było.
Mały lud był bezbronny wobec grozy strachu, natomiast ja inaczej na strach reagowałem. Przybyłem tu z naszej epoki, w której ród ludzki wkroczył w dojrzałość, kiedy strach już nie paraliżuje sił, a tajemnica straciła swą grozę. Mogłem był w końcu pomyśleć o obronie. Postanowiłem bezzwłocznie zrobić sobie broń i zbudować fortecę, gdzie mógłbym sypiać. Gdy urządzę schronie­nie, będę mógł spojrzeć na ten dziwny świat z otuchą, którą utraciłem dowiedziawszy się, na jakie niebezpieczeństwo byłem wystawiony co noc. Czułem, że nie będę mógł zasnąć, dopóki snu swego nie zabezpieczę przed Morlokami. Drżałem z odrazy na myśl, że już nieraz, gdym spał, musieli się we mnie wpatrywać. [----]
W ciągu długiej nocy starałem się, o ile mogłem, nie myśleć o Morlokach i dla zabicia czasu zacząłem z chaosu nowych gwiazd na niebie w wyobraźni wydobywać dawne konstelacje. Całe niebo było bardzo jasne, z wyjątkiem jednego, może ciemnego obłoczka. Z pewnością też zdrzemnąłem się raz i drugi.

Ale w końcu moje czuwanie w ciemnościach skończyło się. Na wschodzie zjawiła się łuna niby odblask jakiegoś bezbarwnego ognia i wzeszedł księżyc w ostatniej fazie- cienki, ostry, biały. A niebawem zaćmiwszy księżycowe światło, podniósł się brzask, z początku blady, później coraz różowszy i cieplejszy. Nie zbliżył się do nas ani jeden Morlok. Znaleźliśmy owoce, mogliśmy się więc posilić. Wkrótce potem ujrzeliśmy miły ludek, śmiejący się i tańczący w świetle słońca, jak gdyby wcale nie było nocy w przyrodzie.

I wtedy znowu pomyślałem o owym mięsie w podziemiach. Wiedziałem niezawodnie, co to było za mięso i żal ścisnął mi serce nad tym ostatnim strumyczkiem pozostałym z wielkiego potoku ludzkości... Widocznie w długim łańcuchu wieków, gdy ród ludzki zaczął upadać, wyczerpały się Morlokom zapasy żywności. Żywili się prawdopodobnie szczurami lub podobnym plugastwem. Nawet obecnie człowiek jest mniej wybredny i wyłączny w swym pokarmie, niż był niegdyś i jeszcze mniej niż małpa. Odraza do mięsa ludzkiego widać nie, jest wcale tak głęboko zakorzenionym instynktem. O, ci nieludzcy dziedzice ludzkości!

Starałem się spojrzeć na rzecz ze stanowiska naukowego. Byli oni w każdym razie, bardziej od nas oddaleni i mniej ludzcy niż nasi przodkowie ludożercy sprzed trzech czy czterech tysięcy lat. Zanikła przy tym inteligencja, która budziłaby odrazę do takiego stanu rzeczy. Czemuż więc się tak martwię? Owi Eloje to wręcz tylko bydło tuczone, hodowane przez mrówczo skrzętnych Morloków, którzy później na nie polują, oszczędzając młode potomstwo. Ale przecież obok mnie pląsała Weena !

Starałem się nie ulegać przerażeniu, jakie mnie ogarniało na myśl, że taki stan rzeczy jest surową karą za samolubstwo ludzkie. Człowiek zadowolił się życiem w wygodzie i dostatkach kosztem pracy bliźnich, przyjął konieczność za hasło i wymówkę, ale z biegiem czasu Konieczność zwróciła się przeciwko niemu... Próbowałem wzbudzić w sobie carlyle'owską wzgardę dla arystokra­cji chylącej się ku upadkowi. Było to jednak niemożliwe: Eloje, przy całym swoim umysłowym niedorozwoju, zachowali jednak zbyt wiele cech człowie­czeństwa, aby nie mieli prawa do mego współczucia. To, na co patrzyłem, nie zdołało współczucia tego zniweczyć, ale nie mogłem przecież uczestniczyć w ich poniżeniu ani w ich strachu.
Nie zdawałem sobie jasno sprawy z tego, co powinienem zrobić. Pierwszą moją myślą było zapewnić sobie bezpieczne schronienie i broń z metalu łub kamienia, jaką tylko udałoby mi się zdobyć. To była konieczność nie cierpiąca zwłoki: Spodziewałem się znaleźć środki do rozpalania ognia, by mieć jako oręż pochodnię w ręku, gdyż wiedziałem, że nic nie działa skuteczniej na Morloków. Następnie chciałem zbudować przyrząd do rozbicia brązowych drzwi...
[---]

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 02 kwi 2015, 07:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Zmusza się nas abyśmy jako ludzie zaczęli iść drogą genderyzmu, a co za tym idzie drogami pedofilii, zoofilii, homoseksualizmu i wszelkiego innego sodomizmu. Kolejnymi etapami naszego "rozwoju" będzie obowiązek tarzania się w gównach, kąpiele w moczu i pełne usta tych ekstraktów. Świat skręcający z drogi rozwoju i brnący w manowce zwyrodniałych ideologii będzie ścigał z największą zajadłością ludzi chcących trzymać się drogi, którą wyznaczyła nam kultura cywilizacji łacińskiej.
W świecie nam organizowanym homoseksualiście, bluźniercy i innym zwyrodnialcom należy się najwyższy szacunek, taki jaki w naszej kulturze należy Bogu.
A kto wspomni o Bogu, lub upomni się o Boży ład w świecie ten będzie surowo karany. Obecnie mamy już przesłanki tego co nam szykują.
Ocknijmy się, jest jeszcze czas by zatrzymać staczanie się ludzkości, staczanie nas Polaków w otchłań wyuzdanej degeneracji.
Zacznijmy działać. Róbmy coś. Choćby tylko rozmawiając.


Odpowiada za bronienie wiary

Dla rodziny i obrońców wiary bohaterka, dla lewicowych aktywistów fanatyczka religijna. To licealistka z Gdańska Marysia Kołakowska, którą policja postawiła przed sądem za „chuligański" protest przeciwko bluźnierczemu spektaklowi „Golgota Picnic”.

– Moja córka jest bohaterem, że postanowiła bronić wiary katolickiej – podkreśliła w sądzie Anna Kołakowska, jej mama.

– Jest to sztuka, która w sposób niezwykle wulgarny ukazuje chrześcijaństwo – dodała.

Kołakowska wylicza, że Jezus Chrystus jest tam nazwany „Mesjaszem AIDS”, „tyranem”, padają również wulgarne przekleństwa wobec Niego. Ponadto aktorzy odgrywają sceny nacechowane seksualnie.

Dlatego rodzina Kołakowskich wraz z innymi osobami zaangażowała się w ubiegłym roku w zakazanie pokazywania tej pseudosztuki. Na jednym z portali społecznościowych powstała strona, pod którą jednak zamieszczono wiele wulgarnych wpisów, zawierających groźby.

– Pojawiały się pogróżki, wpisy jak: „Szkoda, że twoja matka nie utopiła cię w gnojówce”. Stwierdziliśmy, że z tymi ludźmi dialog jest niemożliwy – podkreśla Jan Kołakowski, brat licealistki. Na policję trafiło 60 zdjęć tych wpisów, ale sprawę umorzono.

Sąd na wczorajszej rozprawie wobec wyjaśnień Kołakowskich zasugerował, że psikanie śmierdzącym sprayem przez Marysię Kołakowską na odczytywaniu spektaklu w lewicowej Krytyce Politycznej w Gdańsku w czerwcu ubiegłego roku mogło być zwykłym zakłóceniem spokoju, a nie czynem chuligańskim. Obrońca Kołakowskiej mec. Kazimierz Smoliński uznał, że jest to sukces, ale będzie się domagał uniewinnienia.

Organizatorzy jednak nadal wytaczają ciężkie oskarżenia wobec Marysi. Lidia M. zeznała dziś w sądzie, że przed odczytaniem spektaklu doszło do „zwołania mszy” w siedzibie Civitas Christiana, mieszczącej się piętro niżej od Krytyki Politycznej. W jej ocenie, w tych protestach uczestniczyli „fanatycy”. Zrelacjonowała też rozmowę z Marysią, która zdecydowanie powiedziała do niej: „Tam się obraża Pana Boga i Pana Jezusa i ktoś musiał zareagować i to zrobiłam ja”. Lidia M. zeznała, że mówiąc to twarz licealistki stężała i wyglądała jak „z przekazów medialnych” różnych fanatyków religijnych czy szaleńców. Organizatorka dodała, że obawiała się, że licealistka może mieć nóż i ją zaatakować. Uczestnicy procesu zareagowali z oburzeniem na te słowa.

Ostatni świadkowie mają zostać przesłuchani 18 maja. Niewykluczone, że wówczas zapadnie wyrok w tej sprawie.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wiary.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 24 sie 2015, 16:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Dać sobie spokój z polityką...

Znajomy namawia mnie, żebym dała sobie spokój z polityką. Jasne, ja o polityce mogę zapomnieć, ale ona o mnie nie. To tak, jakby nie liczyć się z grawitacją w nadziei, że przekonanie o jej braku pozwoli mi latać na miotle. Była już taka Małgorzata co latała nad Moskwą, ale tylko w literaturze. Ja też do literatury pięknej wrócę, jak tylko przyjdzie na to pora.

Dam sobie spokój z polityką, kiedy Polska będzie Polską, a nie rusko-pruskim kondominium zarządzanym przez marionetki z PO, dla których najwyższym dobrem jest szmal i nic poza nim się nie liczy.

Bezideowość tej partii jest porażająca, zwłaszcza w zestawieniu z napastliwością wobec każdego, komu dobro Kraju leży na sercu. Ja ich nawet rozumiem. Po ośmiu latach rządów nie mogą tak nagle przestać kraść, czy choćby kłamać, bo co by ludzie powiedzieli?

Kiedy już zaczniemy być normalnym krajem, zajmę się pisaniem powieści. Mogłabym wziąć na warsztat III RP, tylko jak tu odróżnić rzeczywistość od groteski?

Małgorzata Todd

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 04 paź 2015, 12:50 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Abecadło homopropagandy, czyli 6 etapów manipulacji.
Jak środowiska LGBT programują nasze myślenie?




Prezes TVP publicznie wygłosił pochwałę homopropagandy, a KRRiT nie dostrzegła łamania prawa. Jakie będą następne kroki? Amerykańscy działacze już w latach 80. rozpisali precyzyjną strategię, która zmieniła myślenie milionów ludzi. Dziś co do joty realizowana jest u nas.

W krótkim czasie zręczna i bystra kampania medialna może przemienić wspólnotę gejowską w matkę chrzestną cywilizacji zachodniej

— pisał Marshall Kirk w 1987 r. na łamach gejowskiego pisma „Guide Magazine”. Swoje abecadło homopropagandy rozwinął w wydanej dwa lata później książce „Po balu. Jak w latach 90. Ameryka pokona swój strach i nienawiść wobec gejów”. Strategia obliczona na zawładnięcie mas, przetoczyła się ze Stanów, poprzez zachodnią Europę aż do Polski.

Kirk doskonale wiedział, że nie sposób zmienić ludzkiej mentalności z dnia na dzień. Namawiał do spokojnego i cierpliwego oswajania opinii publicznej z homoseksualizmem” tak, by społeczeństwa na problem zobojętniały.

Chodzi o to, aby ułatwić im spoglądanie na homoseksualizm z obojętnością, a nie z żywym zaangażowaniem. Byłoby najlepiej, gdyby zwykli ludzie zauważali różnicę w preferencjach seksualnych w ten sam sposób, w jaki zauważają fakt, że można mieć różne ulubione smaki lodów albo dyscypliny sportu

— pouczał Kirk, przestrzegając jednocześnie aktywistów LGBT przed stosowaniem zbyt nachalnej propagandy.

Darujcie sobie przekonywanie mas, że homoseksualizm to coś dobrego. Ale jeśli tylko potraficie sprawić, by pomyślały, że to coś innego i wzruszyły ramionami, to właściwie już wygraliście bitwę o prawa.

Jak to zrobić? Trzeba uruchomić umiejętnie przeprowadzoną kampanię społeczną i medialną, która zostanie przeprowadzona według następujących zaleceń:

ZADANIE 1: Uruchomić homoseksualną tubę

Bez zbędnych emocji, ale wytrwale. Mówić przy każdej okazji, ale nie szokować, np. nie pokazywać czynności seksualnych i traktować je jak abstrakcję. Celem jest przełamanie granic oburzenia, zniechęcenia czy jakichkolwiek innych poruszeń.

Żeby stłumić przewrażliwienie na punkcie homoseksualizmu, konieczne jest, aby wiele ludzi poruszało ten temat w sposób neutralny lub życzliwy. Nieustanne mówienie o nim tworzy wrażenie, że opinia publiczna jest przynajmniej podzielona i że istotny jej segment akceptuje lub wręcz praktykuje homoseksualizm

— pouczał Kirk.

Aby skutecznie przebić się z przekazem, trzeba dotrzeć do najbardziej konserwatywnych struktur za pomocą mediów i „pożytecznych idiotów”. Jak to zrobić? Bardzo prosto: „wykorzystać film i telewizję, atakować Kościoły”.

Przepisy szczegółowe mówią o tym, by wplatać wszędzie wątki homoseksualne, zwłaszcza w filmach, reklamach, literaturze, programach telewizyjnych, pismach kolorowych. Przy rozmiękczaniu przekazu medialnego, należy budować front walki z Kościołem – ośmieszać, pomawiać, kompromitować, lekceważyć, mówić o zacofaniu i zaściankowości. Gdy już uda się osłabić jego autorytet, oddawać głos pseudo-katolikom, którzy będą mówić o tolerancji, zgodności też tu nieustanną walkę z Kościołem katolickim. Lobby homoseksualne podkopuje jego autorytet, wyciąga na wierzch bolesne, ale jednostkowe skandale i rozdmuchuje je do monstrualnych rozmiarów, przedstawia Kościół jako średniowieczny zaścianek, który nie nadąża za nowoczesną psychologią.

ZADANIE 2: Ukazać homoseksualistów jako niewinne ofiary

Kirk zalecał, by nie pokazywać homoseksualistów jako agresywnych działaczy, walczących o swoje prawa. Znacznie skuteczniejsze jest manifestowanie niedoli, jakiej rzekomo doświadczają w heteroseksualnym społeczeństwie. Społeczne masy mają uwierzyć, że homoseksualizm jest wrodzony, a osoby LGBT nie ponoszą żadnej moralnej odpowiedzialności za swoje seksualne wybory.

Następnym krokiem jest przedstawianie homoseksualistów jako „ofiary losu i społeczeństwa”. Historii, które mają to uwiarygodnić jest zatrzęsienie. Wybite rzekomo okno w mieszkaniu transseksualisty Rafalali, rzekoma „napaść” na posła Biedronia, którego kurier nazwał „parówą”, brak zgody na Parady Równości.

ZADANIE 3: Wzbudzić wyrzuty hetero-sumień i namówić do walki w dobrej sprawie

Finalnym aktem kroku poprzedniego ma być skonfrontowanie dwóch wartości: Prawa człowieka przeciw wolności sumienia. Należy wmówić masom, że ich zasady, które wyznają, prawo do wolności sumienia w rażący sposób narusza prawa człowieka, którego domagają się homoseksualiści. Dzięki staraniom ONZ, wszelkie prawa homoseksualistów zostały podpięte do praw człowieka, więc sfinalizowanie tego kroku staje się wyjątkowo proste. Teraz wystarczy wzbudzić pragnienie walki z dyskryminacją i nowe zaplecze poparcia społecznego gotowe.

ZADANIE 4: Pokazać homoseksualistów jako atrakcyjnych ludzi sukcesu

Młodzi, piękni, wykształceni, gwiazdy, celebryci i co tam się komu zamarzy. Ważne, by pod żadnym pozorem nie kojarzyć homoseksualizmu z patologią, brzydotą, chorobą czy uzależnieniem. Prezentowani w mediach homoseksualiści mają być atrakcyjni, a nawet wybitni. Model ten ma też zostać przeniesiony do edukacji. W wydanym przez Kampanię Przeciw Homofobii podręczniku dla nauczycieli „Lekcja Równości” mamy szczegółowy instruktaż. Jeden z jego punktów brzmi:

Afirmuj obecność osób LGBT w społeczeństwie i ich wkład w naukę oraz kulturę. Orientacja seksualna nie powinna być pokazywana jako najważniejsza cecha osoby, ale ważne jest, żeby wszyscy uczniowie i uczennice poznali pozytywne postacie, z którymi mogą się identyfikować.

Wielkie nazwiska przypomniane w podręczniku KPH to m.in. Sokrates, Szekspir, Aleksander Wielki, Michał Anioł, Walt Whitman, Safona. Aktywistki uprawiające pseudonaukę na gender studies dokładają wszelkich starań, by ją poszerzyć o nowe nabytki. Bohaterowie „Kamieni na szaniec” już zostali ogłoszeni parą gejów. Tylko czekać na następnych.

Kampania Przeciw Homofobii skrupulatnie wypełnia zalecenia amerykańskich liderów LGBT. Jako organizacja pożytku publicznego zgłosiła Telewizji Polskiej projekt kampanii społecznej, a ta bez mrugnięcia okiem wyemitowała spot, łamiąc kilkanaście zapisów prawa:

CZYTAJ TAKŻE: Marzena Nykiel we „wSieci”: Homomisja TVP. Sprawdź, jak telewizja łamie prawo, promując homoseksualistów!

ZADANIE 5: „Zmieszać z błotem” przeciwników

Dalszy etap homopropagandy to już gra o wyższą stawkę. Gdy już spowszednieją gejowskie reklamy, gdy masy oswoją się coming outami i wszechobecnością homoseksualstów, nadejdzie czas rozprawić się z pozostającymi nadal przeciwnikami.

Mówiąc bez ogródek – trzeba ich zmieszać z błotem. Mamy przy tym dwojakie cele. Po pierwsze chcemy zastąpić pewną siebie homofobię ogółu wstydem i poczuciem winy. Po drugie chcemy sprawić, by wrogowie gejów wyglądali tak paskudnie, że przeciętny Amerykanin będzie chciał się od nich trzymać z daleka

— pouczał Kirk. Zalecał, by pokazywać przeciwników środowisk LGBT w sposób budzący odrazę.

Opinii publicznej trzeba pokazywać zdjęcia bluzgających homofobów, którzy mają poza tym cechy i poglądy budzące niechęć zwyczajnej Ameryki. Mogą to być zdjęcia (…) bandycko wyglądających chuliganów i kryminalistów opowiadających z ubawem o „pedałach”, których chętnie by pozabijali. I wreszcie obrazki z nazistowskich obozów zagłady, gdzie torturowano i gazowano homoseksualistów.

Skąd my to znamy?

ZADANIE 6: Zgromadzić fundusze

Aby osiągnąć zamierzone cele, trzeba mieć wypchaną skarbonkę. Kirk wychodził z założenia, że w każdym społeczeństwie żyje 10-15 mln zwolenników środowisk homoseksualnych. Jeśli każdy z nich wrzuci do skarbonki po dwa dolary na kampanię, będzie czym rządzić. Dziś, gdy za interesami środowisk LGBT wstawiają się międzynarodowe organizacje, firmy i instytucje, finansowanie ich interesów jest o wiele prostsze. Aby nie szukać za daleko, spójrzmy na samą Kampanię przeciw Homofobii, która – jako organizacja pożytku publicznego – emituje w publicznej telewizji lesbijski spot.

Z raportów finansowych organizacji wynika, że na tej społecznej działalności można nieźle zarobić. W 2013 KPH osiągnęła przychody w wysokości prawie 1 mln 314 tys. zł. Niespełna 180 tysięcy pochodziło z darowizn i odpisów podatkowych. Pozostała kwota, zapisana jako „inne źródła”, w większości pochodzi z grantów na realizację projektów. Jak wyglądają zarobki? Z raportu finansowego dowiadujemy się, że łączna kwota wynagrodzeń brutto w 2013 r. wyniosła ponad 453 tys. zł., co oznacza, że miesięcznie na same wynagrodzenia organizacja przeznaczyła prawie 38 tysięcy złotych. Najniżej wyceniona miesięczna płaca wyniosła 2600 a najwyżej 6100 zł.

Cóż, postęp kosztuje! Wiedzieli o tym wielcy tego świata, którzy nigdy nie szczędzili środków na propagandę. Gdyby nie one, działacze LGBT byliby skazani na produkcję takich wymownych dzieł.

Polecamy wSklepiku.pl książkę naszej publicystki Marzeny Nykiel „Pułapka Gender. Karły kontra orły, czyli wojna cywilizacji”.

autor: Marzena Nykiel

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/22045 ... e-myslenie

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 01 lut 2018, 15:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
KS. PROF. P. BORTKIEWICZ: TRAGEDIĄ WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA JEST PRZEDMIOTOWE TRAKTOWANIE CZŁOWIEKA

Tragedia współczesności wyraża się w tym, że na różne sposoby dokonuje się odejście od godności człowieka, potraktowanie go w sposób przedmiotowy – powiedział w środowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

„Zachód kolonizuje naturę ludzką, wywierając coraz większe naciski na rządy poszczególnych krajów, by zmieniały ustawy dotyczące prokreacji, życia i rodziny” – powiedział ks. abp Giampaolo Crepaldi z Triestu.

Ideologia gender stała się nową metodą kolonizacji świata. Portugalski rząd zalegalizował „usługi matek zastępczych”. Zmiana ról społeczno-kulturowych nie jest naturalna dla człowieka – podkreślił ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

– Ideologia gender wprowadza priorytet tzw. ról społeczno-kulturowych ponad funkcjami biologicznymi. Nie jest więc ważne macierzyństwo i ojcostwo wynikające z natury człowieka, ale ważne są pewne role. Oczywiście są to bzdury. Nie da się doprowadzić do tego, żeby mężczyzna przyjął rolę matki i realizował swoje macierzyństwo – zaznaczył ks. prof. etyk.

Pozwolenie na działalność matek-surogatek to kolejny przykład na przedmiotowe traktowanie człowieka. Często jest to po prostu finansowy biznes – dodał.

– Istnieje takie techniczne określenie, które wydaje mi się, że oddaje wszystko. Ono funkcjonuje w bioetyce, a także w przestrzeni dyskusji publicznych. Mianowicie, mówi się o matkach-surogatkach, że są to macice w leasingu. Zwróćmy uwagę na to określenie. Jak zostaje tutaj potraktowana kobieta? Podwójnie przedmiotowo. To absolutna degradacja macierzyństwa – podkreślił.

Przedmiotowe traktowanie człowieka to bolączka współczesnego świata – wskazał ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

– Tragedia współczesności wyraża się w tym, że na różne sposoby dokonuje się odejście od godności człowieka, potraktowanie go w sposób przedmiotowy – powiedział gość Radia Maryja.

Całość programu „Aktualności dnia” z udziałem ks. prof. Bortkiewicza można odsłuchać tutaj: http://www.radiomaryja.pl/multimedia/za ... ch-krajow/

RIRM

http://www.radiomaryja.pl/informacje/u- ... czlowieka/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 22 lut 2018, 09:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Obrzydliwa próba oswajania z zabijaniem

List pani poseł Anny Sobeckiej do redakcji „Wysokich Obcasów” w sprawie skandalicznej akcji „Aborcja jest OK”.

Redakcja Magazynu „Wysokie Obcasy”

Szanowni Państwo!

W miniony piątek byliśmy świadkami kolejnej obrzydliwej próby oswajania z tematem zabijania nienarodzonych dzieci poprzez zaprezentowanie na okładce „Wysokich Obcasów” trzech uśmiechniętych pań w koszulkach z napisem „Aborcja jest OK” oraz „Aborcyjny Dream Team”. Oba hasła tak samo skandaliczne, co słabe, i nie do przyjęcia nawet przez zwolenników prawa do aborcji czy uczestników czarnych protestów. Wielu dziennikarzy, także z redakcji uważanych za liberalne, skrytykowało publikację jako trywializującą temat aborcji, podkreślając, że przedstawianie jej w różowych kolorach jest czymś skandalicznym.

Szkoda, że zaślepieni w swoim przekazie pomijacie Państwo prawdziwe skutki aborcji, które zostały opisane już w 1985 przez dr. Speckhardfa na Uniwersytecie Minnesota. Według tych badań spośród kobiet, które przeszły aborcję: 100% – doświadczało smutku, poczucia utraty; 92% – przeżywało poczucie winy; 85% – było zaskoczonych intensywnością smutnych przeżyć postaborcyjnych; 81% – odczuwało obniżone poczucie własnej wartości; 81% – miało świadomość doznania krzywdy; 81% – wciąż myśli o abortowanym dziecku; 73% – cierpiało na depresję; 73% – czuje się nieswojo w obecności niemowląt i małych dzieci; 73% – odczuwa niemożność rozmawiania o przeżytej aborcji; 69% – przeżywa niechęć do współżycia seksualnego; 65% – miało tendencje samobójcze; 61% – zaczęło nadużywać alkoholu; 31% – podejmowało próby samobójcze; 23% – przeżywało skrajnie ciężkie poczucie winy.

Szanowni Państwo, aborcja to zabójstwo dziecka, a powyższe dane dobitnie pokazują, że nie była, nie jest i nigdy nie będzie OK niezależnie od tego, czy rozsypiecie konfetti z nieba i jak „fajne” napisy umieścicie sobie na koszulkach. Prawo do aborcji jest zawsze łamaniem praw człowieka, tego, który się jeszcze nie narodził. Niestety jak widać, uśmiechnięte panie oraz pomysłodawcy tej skandalicznej okładki nie są w stanie tego zrozumieć.

Z poważaniem

Anna Sobecka

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/194 ... aniem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kolonizacja natury człowieka
PostNapisane: 03 maja 2018, 16:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
To skolonizowane umysł i serce ludzkie głupieje, i się degeneruje w takt haseł lewackich.
Ludzie zarzuceni bzdurną wiedzą, chorą informacją, fałszywą intencją lewackiego pomiotu, zatracają zdolność rozumienia rzeczywistości i zdolność poruszania się w świecie w którym utopia i normalność są medialnie i poprzez tzw. kulturę mieszane w jednorodny chaos.
Ludzie o słabszej świadomości gubią swoją naturalną busolę moralności i tracą wyrazistość sumienia.
I tak zło kolonizuje człowieka, oddala go od Prawdy, od Dobra i od Piękna.


Cywilizacja życia to imperatyw prawicy

Rozmowa z Markiem Jurkiem, posłem do Parlamentu Europejskiego, liderem Prawicy Rzeczypospolitej

Poseł Joanna Lichocka z PiS stawia tezę, że osobom popierającym projekt „Zatrzymaj aborcję” – np. Kai Godek czy Panu – chodzi nie o dobro dzieci, ale o wykreowanie konfliktu, granie na społecznych emocjach.
– Kaja Godek cierpliwie przez wiele miesięcy czekała na konkretne działania w Sejmie. Ja sam wiele razy wskazywałem działania, które rząd mógłby podjąć dla obrony życia. Zawsze konstruktywnie, nigdy nie odmawiając rozmowy. Ale na cierpliwe oczekiwania władza odpowiada lekceważeniem, zaś na domaganie się konkretnych działań – złością.

W ocenie poseł Lichockiej, dzieje się to samo, co za czasów pierwszego rządu PiS, kiedy – jak to ujęła – próbował Pan rozbić prawicę.
– To opinia groteskowa. Pani poseł mówi o wydarzeniach, kiedy sama rozbijała prawicę, gdy wspólnie z Marią Czubaszek, Moniką Olejnik, Katarzyną Kolendą-Zaleską podpisywała osławiony Apel 8 Marca, by nie potwierdzać w Konstytucji, że dziecku przysługuje godność ludzka od momentu poczęcia. Wtedy tylko o to chodziło, o zapis skromniejszy niż w konstytucji Węgier. A przecież poseł Lichocka nie tylko wzięła udział w tym Apelu, ale także prowadziła aktywną kampanię publicystyczną przeciw zmianie Konstytucji, gdy byłem wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości, i przeciw projektowi, który podpisała jedna trzecia posłów PiS.

Pani poseł chciałaby, żeby jedyną powinnością obywatelską Polaków było oklaskiwanie jej partii. I złości się, gdy Polacy chcą wpływać na swoje państwo. Przecież kampania pani Lichockiej zaczęła się po prostu od rozmowy z działaczami i zwolennikami PiS w Bochni, którzy zareagowali na zwodzenie obrońców życia.

Jak zareaguje Pan na zarzut, że projekt „Zatrzymaj aborcję” jest wybiórczy, bo nie pozwala na aborcję eugeniczną, ale nic nie mówi o dzieciach poczętych w wyniku np. gwałtu? I że Polacy rzekomo go nie chcą.
– A projekt „Stop aborcji” z kolei, który pani poseł odrzucała wspólnie z kolegami z Platformy i Nowoczesnej, był według nich zły, bo chronił każde dziecko… Polacy domagający się efektywnej ochrony życia są częścią większości, która zdecydowała o zmianach w Polsce dwa i pół roku temu. A dobrowolną większością rządzić musi zasada uczciwej solidarności, a nie manewrowania władzy między własnymi wyborcami a opozycją.

Poseł Lichocka ostrzega, że uchwalenie projektu podzieli społeczeństwo. I jest przekonana, że większość z tych ponad 830 tys. osób, które go podpisały, nie znała jego treści.
– No właśnie, tu pani poseł występuje jako rzecznik tych, którzy chcą przejść na stronę liberalnej opozycji. A przecież powinna tym wyborcom powiedzieć: cywilizacja życia jest jednym z imperatywów prawicy i powinniście ją popierać, bo nie możemy się dzielić. Nawet jeśli do końca nie rozumiecie nakazu prawa do życia, szanujcie tych, którzy go bronią i nie rozbijajcie większości. Co do drugiej kwestii – mam wrażenie, że pani poseł nie zawsze wie, co mówi.

Działaczka PiS uważa, że także w zakazie eugeniki powinny być wyjątki, a kobieta nie może być zmuszana prawem do donoszenia „ciężko uszkodzonej ciąży”.
– Owo „prawne nienakazywanie donoszenia ciąży” oznacza po prostu propozycję aborcji. Ludzie, którzy o tym mówią, chyba nie zdają sobie sprawy, w jak ciężkie dylematy wpędzają kobiety, jak bardzo – zamiast proponować realną pomoc – zwiększają ciężary, które towarzyszą urodzeniu dziecka w trudnych sytuacjach.

Czy naprawdę, aby zapobiec zabijaniu dzieci z zespołem Downa, musimy – jak mówi poseł Lichocka – czekać na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego?
– To absurd. Dziecko z zespołem Downa nie jest żadnym „nieodwracalnie uszkodzonym płodem”. Tych ludzi znamy, są mniej samodzielni, ale funkcjonują społecznie, występują w mediach, a nawet przemawiają publicznie. Ich zabijanie jest łamaniem prawa, przeciwko któremu Ministerstwo Zdrowia powinno interweniować i przeciw któremu wymiar sprawiedliwości powinien reagować. A posłowie powinni się tego po prostu domagać, szczególnie jeśli mówią – jak poseł Lichocka – że popierają obecne prawo. Niestety, bardzo często popierają je tylko przeciw obrońcom życia.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Ambroziak

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/196 ... awicy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /