Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 25 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 18 kwi 2014, 16:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Deprawować od urodzenia, non stop, bez chwili oddechu, deprawować, aż do zadeprawowania eutanazyjnego, czyli na śmierć. Oto perspektywy nowoczesności, trendy i postępu. Świetlana przyszłość .....

Szkoła z garbem ideologii

Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Anna Ambroziak

Jak ocalić przestrzeń edukacji od garbu idei postmodernizmu? Odpowiedzi na to pytanie będą szukać prelegenci konferencji „Szkoła w rękach reformatorów”, która odbędzie się 17 maja br. na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Konferencję organizują Sekcja Historii Filozofii UKSW, Wydział Studiów nad Rodziną UKSW oraz Fundacja Dobrej Edukacji Maximilianum. Sympozjum skierowane jest do wszystkich zainteresowanych stanem polskiej edukacji, a zwłaszcza do rodziców.

Mimo upływu czasu szkolnictwo wciąż czerpie z nurtów filozofii nowożytnej, której centrum stanowił relatywizm, materializm i redukcjonizm. W ten sposób szkoła stała się zakładnikiem ideologii, pełnymi garściami czerpiącym z postulatów tzw. Nowej Lewicy, której prekursorem był choćby francuski wolnomyśliciel i liberał Jan Jakub Rousseau. Obecna edukacja szkolna zasadza się na wykształceniu nowego człowieka epoki postmodernistycznej, a więc nieposiadającego żelaznych zasad ani w sferze moralnej, ani w sferze poznawczej. Wyzuty z tradycyjnej kultury, bezkrytyczny wobec nowych projektów politycznych młody człowiek jest w stanie gładko, bezrefleksyjnie przyjmować wszelkie przekute w szkolne zadania projekty, choćby w rodzaju „edukacji do równości” spod znaku genderyzmu. Dla neomarksistów spod znaku Nowej Lewicy tradycyjne więzi społeczne –rodzinne, religijne, narodowe –są z natury złe, gdyż powodują zniewolenie człowieka. Dlatego trzeba je zniszczyć. Do tego dochodzi apoteoza państwa, które wkracza w najdrobniejsze, najbardziej prywatne dziedziny życia ludzkiego i w sposób idealny, a więc tak naprawdę utopijny usiłuje je regulować. Konsekwencje są drastyczne – coraz częściej dochodzi do odbierania dzieci rodzicom tylko dlatego, że są biedni, a wychowywaniem młodego człowieka coraz częściej nie zajmują się matka i ojciec, ale upaństwowiona szkoła realizująca – nie zawsze dobre –wytyczne ministerstwa.

Zdolność do miłości
Wszystkie te zależności przedstawią prelegenci majowego sympozjum. Ale zaoferują o wiele więcej. Zaprezentują bowiem alternatywę, jaką jest klarowna nauka św. Tomasza z Akwinu i wychowanie katolickie. Sympozjum rozpocznie Msza Święta, która zostanie odprawiona o godzinie 9.00 w kościele św. Józefa Oblubieńca mieszczącym się w kampusie UKSW. Następnie wysłuchamy dziewięciu referatów poświęconych tematyce edukacji. Wśród prelegentów znajdą się wybitni przedstawiciele świata nauki, jak ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz, członek Papieskiej Akademii św.Tomasza z Akwinu w Watykanie, który wygłosi referat pt. „Reforma Lutra i zanik wychowania”. – Nauka bazuje na najważniejszej zasadzie –to zasada osoby ludzkiej obdarzonej rozumem. Dzięki rozumowi człowiek może poznawać Prawdę. W wymiarze kształcenia intelektualnego, obok wychowania, jest to najważniejszy filar edukacji: ukierunkować rozum człowieka na Prawdę. Według nauki katolickiej rozum ludzki nawet po grzechu pierworodnym jest zdolny do poznania Prawdy. Z kolei Marcin Luter twierdzi, że jest inaczej – grzech pierworodny deprawuje całego człowieka, w aspekcie rozumu oznacza to, że nie jest on w stanie poznać Prawdy. Co więcej, w komentarzu do Księgi Psalmów Luter pisze, że zanim Prawda stała się Prawdą, musiała najpierw stać się kłamstwem. Jest to systemowe zakłamywanie Prawdy. Dlatego na myśli reformacji, która jest herezją, nie można budować właściwej edukacji człowieka w sensie teoretycznym, czyli edukacji intelektualnej – tłumaczy ks.prof. Tadeusz Guz.

Jak zaznacza uczony, jest jeszcze inny obszar edukacji – obszar wolnej woli jako podstawy do wychowania do miłości, do dobra. – Wolność ma swój cel w dobru. Wolna wola nie ma zasadniczego problemu z rozeznaniem dobra i zła. Ma w sobie zdolność do tego, by czynić miłość. To jest właśnie ta cała sfera wychowania. Luter i cała reformacja twierdzą z kolei, że wolna wola nie jest zdolna do czynienia dobra, do czynienia miłości, ponieważ jest istotowo zniewolona –zaznacza ks. prof. Guz.

Dlaczego nie bezstresowo
Tematem referatu dr. Andrzeja Mazana, dyrektora merytorycznego do spraw edukacji domowej w Fundacji Dobrej Edukacji Maximilianum, będą destrukcyjne skutki filozofii Jana Jakuba Rousseau, piewcy totalitaryzmu, głównego autora teorii bezstresowego wychowania, mentora współczesnej pedagogiki, który własnym życiem pokazał, jak daleko teorie mogą być rozbieżne z rzeczywistością: oddał przecież własne dzieci do przytułku. – Konferencja ma za zadanie ukazać korzenie tego, co się dzieje we współczesnej szkole, dlaczego ona odchodzi od ideałów wychowawczych człowieka. Ma na celu pokazać źródła owego znieprawienia, które coraz szerzej wchodzi w polską szkołę, a którego egzemplifikacją jest ideologia gender. Współczesna szkoła zaczyna odrzucać wszystko, co wartościowe w kulturze polskiej – tradycję, bohaterstwo, służebność i ofiarność – zauważa dr Mazan.

Podczas konferencji zostaną też omówione zagrożenia płynące z traktowania nauk przyrodniczych jako absolutnego kryterium w rozumieniu rzeczywistości oraz kwestie związane z zagrożeniami płynącymi z postawienia materii nad duchem, co w dalszej konsekwencji prowadzi do demoralizacji człowieka, który staje się więźniem materializmu i subiektywizmu.

Prelegenci chcą zaproponować alternatywę, jaką dla edukacji publicznej stanowi edukacja domowa. – To wciąż duży dylemat dla rodziców: czy oddać dziecko do szkoły publicznej, która będzie formowała myślenie w kierunku bezideowości i braku wymagań, czy też wybrać edukację domową, która zasadza się na wychowaniu katolickim, które jest bardzo realistyczne, ale i bardzo wymagające. Konferencja ma więc z jednej strony pokazać ślepą uliczkę współczesnego systemu oświaty, a z drugiej – być zachętą do wychowania katolickiego, w tym realizowanego poprzez edukację domową. Zasoby, które Pan Bóg złożył w rodzinie, są właściwie nieskończone – podsumowuje dr Mazan. Na październik planowana jest kolejna konferencja, tym razem poświęcona wyłącznie edukacji domowej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/74961,szk ... logii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 16 maja 2014, 08:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Zamiast pomocy zniszczenie rodziny. Na tyle i na tylko tyle stać rządzące Polską lewactwo.

Druga córka zabrana

Anna Ambroziak

Sąd Okręgowy w Legnicy odrzucił apelację w sprawie ograniczenia władzy rodzicielskiej Kornelii Zdańskiej. Matce odebrano już drugą córkę, pięcioletnią Anetkę.

Apelacja dotyczyła postanowienia Sądu Rejonowego w Lubinie z 20 grudnia ub.r. o ograniczeniu władzy rodzicielskiej Kornelii Zdańskiej nad dwiema córkami: pięcioletnią Anetą i półtoraroczną Małgorzatą. Postanowienie nie było prawomocne. Argumentacja sądu była taka, że matka nie zapewniła dzieciom właściwych warunków rodzinnych i mieszkaniowych: pani Kornelia mieszka we wspólnym domu ze schorowaną matką i dziadkami. Ponadto – podnosił lubiński sąd – jej zachowanie ma zagrażać bezpieczeństwu obu córek. Sąd powołał się m.in. na opinie personelu jednej z wrocławskich klinik, w której pani Kornelia przebywała z młodszą córką. Według relacji personelu tej lecznicy, matka zachowywała się niepokojąco (uporczywie czyściła sprzęty znajdujące się na sali), nieprawidłowo pielęgnowała niemowlę, tj. popełniała błędy w karmieniu, nieprawidłowo trzymała i układała dziecko. To właśnie takie argumenty stały się podstawą do wydania postanowienia o umieszczeniu wtedy zaledwie pięciomiesięcznej Małgosi w Domu Małego Dziecka w Jaworze, znajdującym się 60 kilometrów od miejsca zamieszkania matki. Dziewczynka przebywa tam od ponad roku.

Bez kontroli
Bulwersującą sprawę odebrania matce Małgosi Zdańskiej „Nasz Dziennik” ujawnił 2 maja 2013 roku. Sąd oparł się na przepisach kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, które pozwalają wydać postanowienie w sytuacji zagrożenia dziecka w sposób natychmiastowy, bez przeprowadzenia rozprawy. Na to postanowienie sądu Zdańska złożyła zażalenie. Sąd potraktował je jednak jako wniosek, uniemożliwiając tym samym kontrolę instancyjną decyzji i utrzymując w mocy dotychczasowe postanowienie o odebraniu dziecka matce. 25 marca ub.r. do Sądu Rejonowego w Lubinie trafił wniosek o przywrócenie opieki matce na czas trwania postępowania. Sąd jednak go oddalił.

Jednak już 30 kwietnia 2013 r. sąd w Legnicy nakazał lubińskiemu sądowi ponowne zbadanie sprawy. Ten podtrzymał postanowienie o zabezpieczeniu dobra Małgorzaty Zdańskiej, przyznając jednocześnie, że kobieta regularnie odwiedza młodszą córkę, która wyraźnie nie chce rozstawać się z matką, że starsza córka Anetka jest zadbana, chodzi regularnie do przedszkola, z którym matka ma stały kontakt. Wydawało się, że po tym, gdy sąd II instancji skrytykował odebranie dziecka pani Kornelii i zwrócił jej sprawę do ponownego rozpatrzenia do sądu rejonowego, skończy się ona szczęśliwie i Małgosia wróci do rodzinnego domu. Niestety, tak się nie stało. Sąd w Lubinie nie tylko nie zwrócił matce dziecka, ale odebrał jej też drugą córkę Anetę – dziewczynka od kilku dni przebywa w pieczy zastępczej. Sąd podjął taką decyzję, mimo że świadkowie, którzy zeznawali w tej sprawie: asystent rodziny i położna, pracownicy domu dziecka, wystawili kobiecie bardzo dobrą opinię.

Na tę decyzję pełnomocnik Zdańskiej złożył zażalenie – prawnik podnosił w niej m.in., że sędzia nie uwzględnił faktu, iż psychiatra konsultujący Zdańską wydał już zaświadczenie, z którego wynika, że kobieta nie wymaga kontynuacji leczenia, jest związana z dziećmi, regularnie odwiedza młodszą córkę, uczestniczy w treningu kompetencji rodzicielskich, podjęła pracę zawodową, a pracodawca 13 stycznia 2014 r. przedłużył jej umowę na kolejny okres. 14 maja br. Sąd Okręgowy w Legnicy apelację odrzucił. Sąd podparł się tu m.in. sprawozdaniem kuratora. Wynikało z niego, że w trakcie wizytacji na dwa tygodnie przed terminem rozprawy apelacyjnej nie zastał on pani Kornelii w domu, a jej babcia prosi o interwencję i przejęcie opieki nad starszą córką pani Kornelii. Na tej właśnie podstawie sąd odebrał kobiecie drugą córeczkę, Anetkę. – To jest psucie prawa. W mojej ocenie, jednorazowe, nie do końca potwierdzone zdarzenie nie może od razu skutkować odebraniem dziecka. Sąd jednak podszedł do całej sprawy emocjonalnie. Nie odniósł się do większości zarzutów stawianych w apelacji – stwierdza mec. Olgierd Pankiewicz. – Pani Kornelii odebrano już jedno dziecko, od dłuższego czasu żyła ona w ciągłym napięciu, że zostanie jej odebrana również druga córeczka. W sytuacji takiego napięcia i stresu trudno się dziwić, że mogła stracić motywację do tego, żeby bez przerwy się starać. Sąd zdaje się dysponować dzieckiem w oderwaniu od naturalnej więzi rodzinnej, która zawsze powinna być respektowana jako podstawowe środowisko zabezpieczające dobro dziecka – podnosi adwokat. Zaznacza, że nie wyklucza złożenia kasacji od wyroku legnickiego sądu do Sądu Najwyższego, po uzyskaniu pisemnego uzasadnienia postanowienia.

http://www.naszdziennik.pl/wp/77395,dru ... brana.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 27 maja 2014, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Wypychanie młodzieży, a nawet dzieci ze świata normalnego w świat zdegenerowany jest czasami działaniem nieświadomym, bądź przypadkowym, niedostrzeżonym. Twórzmy młodym komfort dojrzewania, rozwoju, uczłowieczania się. Pomagajmy im, angażujmy się w wychowanie naszych dzieci, bo gdy dorosną to na wychowywanie już będzie za późno.

Duchowe zbrodnie

Marek Czachorowski

Jeśli słyszymy, że nasza młodzież ma tzw. problemy, potraktujmy to jako wiadomość najpierw na nasz własny temat. Poziom moralny naszej młodzieży to przecież znak poziomu naszych własnych umiejętności i chęci wychowawczych. Słyszymy, że polska młodzież ma problemy między innymi z narkotykami. To oczywiście efekt działania złego ducha, złych kolegów i rządzących formacji partyjnych. Ale najpierw zajrzyjmy pod własne strzechy.

Może się zatem zdziwimy, ale na pewnym popularnym katolickim portalu mimowiednie – a zatem jeszcze bardziej zwodniczo – reklamuje się narkotyki, zachwalając popularną ostatnio wśród rozrywkowej młodzieży piosenkę pewnej młodej wokalistki, jakoby zniechęcającą do ich używania. Zdaniem zaś młodocianych konsumentów narkotyków, piosenka raczej znakomicie usprawiedliwia ich własne słabości i w ekspresowym tempie zebrano w internecie 8000 zł jako nagrodę dla artystki. Na katolickim portalu wyjaśnia się ten – jakoby błędny – odbiór piosenki koniec końców niskim poziomem umysłowym młodzieży nierozumiejącej w dodatku przestrzeni teatralnej. Takim argumentem zamykamy jednak każdą dyskusję, także ze sobą, również odnośnie do świętokradczych teatralnych występów.

Mam inną opinię na temat tego „muzycznego” występu sprowadzającego się do recytacji nazw kilku znanych narkotyków dziewczęcym głosem, próbującym naśladować przymulonego dilera z Dworca Centralnego. Cmentarze i psychiatryki są pełne tych, którzy najpierw przysłuchiwali się egzotycznym nazwom nieznanego i zakazanego świata albo z niego żartowali. Przypomnieli sobie o nim, kiedy realny świat zapełniał się nudą, mdłościami i lękiem. To słownik powojennej filozofii egzystencjalistycznej, a prekursor tej filozofii pod pustym niebem i bez dobra i zła – Fryderyk Nietzsche – kiedy wpadał w obłęd, tajemniczo opowiadał matce, że „zażył 20 kropel”. Jego biograf wyjaśnia, że „Antychryst” raczył się stale kropelkami pewnego narkotyku. Koniec końców skonał w obłędzie, a teraz dziewczę „śpiewa”, a duszpasterz „wyjaśnia”, że to zło, ale tylko głupi nie potrafi tego zrozumieć, bo teatr to nie życie.

Zapomina się zatem o elementarnej zasadzie pedagogiki (klasycznej), że dla zrozumienia zła, trzeba nieraz odwrócić od niego uwagę, a koncentracja uwagi na atrakcyjnym, ale złym przedmiocie czyni wobec niego bezbronnym, jeśli nie teraz, to w przyszłości, kiedy powinie się noga. Co wtedy może być lepszego niż oferta zapomnienia o realnym świecie, kiedy jawić się on będzie koszmarem? Nie trzeba zatem naszej młodzieży recytacji oferty narkotykowego dilera, a nawet jej to zdecydowanie zaszkodzi.

W narkotykowej agitacji biorą udział także polscy naukowcy. Z braku pieniędzy niektórzy z nich (z Poznania) zabrali się do handlu narkotykami. Dostali na to pozwolenia odpowiednich władz i pozytywne recenzje niektórych ośrodków naukowych (chociaż są także sprzeciwy, bo sprawiedliwych Polaków jeszcze nie brakuje). W poprzednim roku obsiali pole, a do jego pilnowania zatrudnili chłopaków z „wyzwolenia konopi” jako pracowników „naukowo-technicznych”. Miłując nade wszystko taką pracę, sprawnie zebrali plony wystarczające do codziennego palenia przez rok dla 10 000 ochotników. Opowiadają teraz, że gotowy towar przejęła tak naprawdę mafia związana z gdańską policją i jeszcze go nie oddała, powodując naukowe opóźnienia. Ale to nie scenariusz amerykańskiego filmu, tylko IIIRzeczpospolita 2014 roku.

Wyprzedzamy zatem resztę świata, bo nigdzie do tej pory nie zezwolono na potraktowanie własnych obywateli jako królików doświadczalnych, na których testuje się efekty dziesięcioletniego używania marihuany. Ludzkość od dawna już wie, że prowadzić to musi do nieodwracalnego odlotu w krainę własnej wyobraźni, a nic gorszego nie może się przytrafić istocie rozumnej. Znawca tego tematu Charles Baudelaire, autor „Litanii do szatana”, nazwał zioło polskich Frankensteinów „doskonałym narzędziem szatańskim”, a nim zniewolonych jako dźwigających na sobie „kajdany, wobec których wszystkie inne jak więzy obowiązku czy nieprawej miłości są zaledwie przepaskami z gazy – nićmi pajęczymi!”. Owo zniewolenie to „przerażający związek małżeński człowieka z samym sobą”, czyli z własnymi majakami. Tu już mi się kończą rozmiary felietonu, a nie chcę psuć lektury tego z życia wziętego kryminału – o duchowej zbrodni wobec Polaków. Najciekawszych szczegółów jeszcze nie opowiedziałem. Zapraszam zatem na ciąg dalszy za tydzień.

http://www.naszdziennik.pl/wp/78438,duc ... odnie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 13 cze 2014, 06:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Barbaria bolszewicka miała by przestać zabijać? Miała by posłuchać głosu sumienia? Miała by docenić i usankcjonować moralność?
Po stosunku do zabijania ludzi, a szczególnie tych bezbronnych poznać kto z lewackiego miotu, a kto prawy, kto dziki, a kto ucywilizowany.


Za ostro o aborcji?

Służba prasowa Pałacu Prezydenckiego „ocenzurowała” wystąpienie prefekta Kongregacji Nauki Wiary ks. kard. Gerharda Müllera.

Potępienie przez ks. kard. Gerharda Müllera aborcji i prób zmuszenia lekarzy do postępowania wbrew sumieniu okazały się gorzką pigułką dla prezydenckich urzędników. Chodzi o wystąpienie prefekta Kongregacji Nauki Wiary podczas debaty „Osoba i czyn w państwie demokratycznym i prawnym – Wolność i odpowiedzialność”, jaka odbyła się w Pałacu Prezydenckim. Choć ks. kard. Müller w swoim wystąpieniu nie szczędził mocnych słów krytyki wobec m.in. aborcji wykonywanych w sytuacjach przewidzianych prawem, to Kancelaria Prezydenta RP postanowiła je zignorować.

W zamieszczonej na prezydenckiej stronie relacji znalazła się jedynie lakoniczna informacja zaczerpnięta z PAP, że „w referacie duchownego mowa była m.in. o tym, że prawo sprzeczne z etyką i sumieniem człowieka w sposób oczywisty i bezdyskusyjny nie ma mocy wiążącej, toteż zwykle funkcjonuje na zasadzie przymusu czy przemocy, ale prawo zgodne z zasadami etyki ma walor moralny i obligatoryjny”. Całe wystąpienie prefekta można było obserwować podczas internetowej relacji „na żywo”. Tu słowa księdza kardynała, jak informuje portal PCh24.pl, wybrzmiały bardzo zdecydowanie. Kardynał Müller wskazywał m.in., że błędny jest pogląd, iż człowiek niewierzący w istnienie Boga nie popełnia grzechu. – Jest to błędne. Bóg jest bowiem wszystkich, nie tylko Kościoła. Toteż zabicie dziecka dotkniętego zespołem Downa jest grzechem nie tylko przeciwko osobie ludzkiej i przeciwko społeczności, ale także przeciwko Bogu. Prawo do życia nie wypływa ze światopoglądu, wiary czy Objawienia, ale z samego faktu życia. Sumienia błędne i znieprawione muszą być reedukowane poprzez przyjęcie poprawnych norm etycznych – mówił ksiądz kardynał.

Jak wskazywał, człowiek uważa się za homokreatora, który kształtuje prawo tak, by budować świat wszechwolny, pozbawiony etyki i religii. Tymczasem „prawo sprzeczne z etyką, z sumieniem człowieka w sposób oczywisty i bezdyskusyjny nie ma mocy wiążącej i często funkcjonuje na zasadzie przymusu czy przemocy”. Prefekt odniósł się też do obecnej sytuacji w Polsce i przypadku prof. Chazana, który korzystając z klauzuli sumienia, znalazł się na celowniku. – Rozwijające się dziś teorie, że prawo państwowe jest ponad etyką i moralnością lub że ono jest źródłem właściwej etyki bez względu na swe sformułowania i że na przykład państwo może zmuszać lekarza, wbrew jego sumieniu, do zabijania dziecka nienarodzonego, i to jeszcze pod sankcją wyrzucenia z pracy, są przestępcze i potworne – powiedział ks. kard. Müller. Jak zauważył, błędnie też pojmowane jest słowo „pacjent”. – Kobieta w błogosławionym stanie w normalnej sytuacji nie jest pacjentem. Jest nim bowiem osoba cierpiąca i chora – dodał. Prefekt zauważył też, że są ludzie, którzy uważają się za katolików, ale nie przyjmują „najdoskonalszej etyki wypływającej z ich wiary”. Jak dodał, traktują ją selektywnie, bo całość jest dla nich zbyt wymagająca, a na miejsce odrzucanych zasad konstruują sobie własne pseudonormy.

Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... orcji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 02 lip 2014, 15:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/z-kraju/6223-nowy-z ... ka-otwarty

Psychiatria to szarlataneria, wiedza na piaskach budowana. Niczym innym psychiatrzy się nie zajmują, tylko wymyślaniem coraz bardziej absurdalnych chorób.

Kopia artykułu:

Psychiatrzy uznali robienie selfie za zaburzenie psychiczne
Posted by Marucha w dniu 2014-07-01 (wtorek)

Obrazek

Jak widać, amerykańscy naukowcy nie zasypiają gruszek w popiele – a zwłaszcza osławione Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, które niedawno odkryło nową jednostkę chorobową.
Admin


Częste robienie selfie zostało oficjalnie uznane za zaburzenie psychiczne. Do takiego wniosku doszli naukowcy z amerykańskiego towarzystwa psychiatrycznego.
Zdaniem psychiatrów, selfies zostało określone jako zaburzenie obsesyjno-kompulsywne, charakteryzujące się ciągłą chęcią robienia sobie zdjęć i ich umieszczania na serwisach społecznościowych, aby zrekompensować brak szacunku do siebie.
Naukowcy wyróżnili trzy stopnie zaburzenia:
Pierwszy – epizodyczny. Człowiek robi sobie zdjęcia co najmniej trzy razy dziennie, ale jednocześnie nie umieszcza ich na portalach społecznościowych.
Drugi – ostry. Człowiek robi sobie zdjęcia co najmniej trzy razy dziennie i umieszcza selfie na portalach społecznościowych.
Trzeci – chroniczny. Człowiek odczuwa niekontrolowaną ochotę na robienie sobie zdjęć w ciągu całego dnia i umieszczanie zdjęć w internecie co najmniej sześć razy dziennie.

http://polish.ruvr.ru/news/2014_07_01/P ... czne-4867/

Nasz podziw wzbudza precyzyjne rozróżnienie trzech stopni zaburzenia. Oczekujemy na szybką produkcję środków farmaceutycznych zwalczających ww zaburzenie oraz pojawienie się paruliterowego skrótu, np. OCDTPOS (Obsessive Compulsive Desire to Take Photos of One’s Self).
Zob. też np.: http://voxxi.com/2014/06/17/selfies-men ... onnection/
Admin



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 01 sty 2015, 18:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Lęk odbiera człowiekowi godność

Z prof. dr. hab. med. Bogdanem Chazanem, lekarzem ginekologiem, byłym Dyrektorem Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Św. Rodziny w Warszawie rozmawia Mateusz Wójtowicz.

– Opadła już nieco presja ze strony mediów i środowisk lewicowo- liberalnych. Jak z perspektywy czasu ocenia Pan całą sytuację – było warto? Niektórzy sądzą, że to walka z wiatrakami.

Prof. Bogdan Chazan: - Wydawałoby się, że czas będzie tutaj czynnikiem, który zmniejszy poczucie krzywdy, żal czy smutek z powodu tych wydarzeń. Okazuje się, że nie tak bardzo, i że w odniesieniu do mnie nie ma to miejsca. Z perspektywy czasu uważam, że zostałem skrzywdzony – że decyzja, która została podjęta w stosunku do mnie była niesprawiedliwa, nieproporcjonalna, niewłaściwa etycznie. Została też podjęta w pośpiechu i z dużą dozą agresji. Chodzi o wydarzenia towarzyszące zwolnieniu mnie z pracy, a także o słowa, które były wówczas wypowiadane – a nawet o brak słów: np. nie podziękowano mi za wykonywaną pracę. Świadomie dopominałem się o to, ale podziękowania nie otrzymałem. Mimo upływu czasu, to poczucie skrzywdzenia i dyskomfortu może nie jest mniejsze, ale nie żałuję tego, jak się zachowałem. Bezpośrednio po utracie pracy pojawiała się wprawdzie myśl, że może trzeba było trochę stępić retorykę, nie stawiać takiego oporu – „nie odgryzać się”, a wtedy druga strona może nie zareagowałaby najwyższym wymiarem kary. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, uważam jednak, że postąpiłem słusznie. Wydaje się, że konsekwencje, których doświadczyłem i których doświadczam, są niczym wobec dobrych stron tej sytuacji. Dobrych nie tylko dla mnie, w sensie umocnienia wewnętrznego, ale też i dla innych ludzi. W dalszym ciągu bowiem, mimo że kurz bitewny opadł, to coś pozostało w umysłach, a przede wszystkim w sercach ludzi. Mam na myśli obce mi osoby, które nadal podchodzą do tej sprawy w sposób emocjonalny, z dużą dozą wrażliwości. Szczerze mówiąc, nie wiem czym to jest podyktowane, że jestem zapraszany w różne miejsca i wciąż spotykam się z ogromnym ciepłem, poparciem oraz solidarnością. Jest to dla mnie dużą pomocą, ale też i pewną niespodzianką, ponieważ nie czuję, abym zasługiwał na aż takie reakcje. Wydaje się, że w ostatecznym rachunku wszystko to przysłuży się dla Bożej chwały i dla wzmocnienia zasady obrony ludzkiego życia od momentu poczęcia. Wierzę, że doprowadziło to też do wyostrzenia wrażliwości na pewne kwestie i że w przyszłości okaże się to bardzo korzystne.

Tym, którzy uważają, że to walka z wiatrakami radziłbym, by nie tracili ducha. Nie możemy być bierni i grzeczni. Pozwolić się zastraszyć. Tylko na to czekają.

- Skąd tak stanowcza i, bez wątpienia, heroiczna postawa w kwestii obrony życia poczętego?

- Miałem przecież kłopoty w Instytucie Matki i Dziecka jako konsultant krajowy oraz kierownik kliniki. Działo się to 13 lat temu, a zatem jest to już dość długa historia. Można powiedzieć, że tę postawę w jakiś sposób „odziedziczyłem” po moich przyjaciołach, nauczycielach i mistrzach, takich jak prof. Michał Troszyński (w Polsce) czy prof. Robert Walley (w Kanadzie). Myślę, że w pewnym momencie, kiedy zostałem zapytany, czy wyrażam zgodę na aborcję, to odmowa wykonania tego „zabiegu” była czymś, co wydawało się normalne, naturalne. Zrobiłem to nie po to, aby obronić własne sumienie czy pozycję, ale żeby ochronić innych, młodszych lekarzy. Wydawało mi się, trochę naiwnie, że może lepiej będzie, jeżeli taką opinię wypowie ktoś cieszący się pewnym autorytetem czy dorobkiem, ponieważ wyciągnięte wobec niego konsekwencje będą mniejsze albo mniej dotkliwe. Nie stoję już bowiem u progu kariery i nie ubiegam się o specjalizację z położnictwa i ginekologii. Nie uważałem wówczas, że jest to decyzja „heroiczna”. Absolutnie nie. Wydała mi się ona naturalna, wyważona – zresztą atmosfera rozmowy z pacjentką też była dobra. Z pewnej perspektywy widzę jednak, że to, co mnie spotkało, wyrzucenie z pracy po dziesięciu latach kierowania Szpitalem Św. Rodziny, w atmosferze linczu, bez podziękowania, to nic innego jak prześladowanie. Nie mam co do tego wątpliwości.

- Jest wielu lekarzy, którzy swoje zdanie o rzekomej słuszności przerywania ciąży opierają na argumentacji medycznej, naukowej. Patrzą na istnienie ludzkie w kategoriach zarodka czy embrionu, płodu wreszcie dziecka – uzależniając od tego jego prawo do życia. Z drugiej strony Pan i Panu podobni – twardzi obrońcy życia, kategorycznie sprzeciwiający się zabijaniu nienarodzonych. Skąd taka rozbieżność i podział w świecie lekarskim?

- Pogląd, że życie ludzkie zaczyna się w momencie poczęcia, w chwili połączenia komórki jajowej z plemnikiem, jest logiczny, a także naukowo uzasadniony i obecny w pracach naukowych czy w podręcznikach. Kwestia wartościowania tego człowieka – czy jest on już w pełni osobą ludzką, czy zasługuje na szacunek i godność, jaka przysługuje człowiekowi już urodzonemu – to sprawa, która wciąż jest przedmiotem dyskusji. Rzeczywiście, wartościuje się godność i prawa osoby ludzkiej w zależności od tego, jaką ma wielkość, gdzie się znajduje – w jajowodzie, w macicy czy też na szklanej płytce podczas procedury in vitro, aż w końcu od tego, czy już się urodziło. Wartościuje się też w zależności od stadium życia wewnątrzmacicznego; od tego, czy u dziecka widzimy już czynność serca czy nie, czy dziecko osiągnęło już zdolność do życia poza organizmem matki oraz czy matka swoje dziecko akceptuje. Wiąże się z tym również sprawa jakości życia i oceny cierpienia. W obecnych czasach rewolucji kulturowej i postmodernizmu skłonni jesteśmy negować wartość życia, ale nie w systemie zerojedynkowym (jest życie albo go nie ma, wymaga ochrony lub nie). Istnieje pogląd, który polega na stopniowaniu wartości życia według różnych kryteriów oraz, o czym już mówiłem, na ocenie jakości życia. Otóż, ludziom wydaje się czasem, że w pewnych sytuacjach jakość życia jest tak marna i niewielka, że egzystencja może przysparzać komuś tylu cierpień, iż lepiej będzie dla niego nie żyć. Nie zawsze można o to zapytać. Jeżeli nie, to kierując się współczuciem i wrażliwością na cierpienie tej osoby, decydujemy w jej imieniu. Chodzi o nienarodzone dziecko z wadami rozwojowymi, o urodzonego chorego noworodka, o ciężko chorą osobę. Tak właśnie wyglądają dziś te dyskusje dotyczące wartości i jakości życia, współczucia oraz cierpienia.

- Pana przykład, Panie Profesorze, jest sztandarowy, jeżeli wziąć pod uwagę represjonowanie obrońców życia. Samo zjawisko jest jednak szersze – przypomnijmy choćby sprawę położnej Agaty Rejman z rzeszowskiego szpitala Pro-Familia. Jak postrzega Pan ten i inne incydenty?

- Uważam, że to element zdecydowanej, przemyślanej strategii, która ma na celu zdyskredytowanie tych, dla których życie ludzkie w każdym stadium jest wartością, pozbawienie ich godności, a jeżeli się uda, to także pracy. Skąd motywy do takich represji? Chodzi o przeoranie świadomości, wychowanie innego społeczeństwa, zbudowanie innego świata: bez Boga, bez wartości. Chcąc zrealizować ten cel, jego pomysłodawcy lub wykonawcy posługują się zarządzaniem strachem. Lęk jest tym, co odbiera człowiekowi godność. Odpowiednie dozowanie lęku, wzbudzanie go w pracownikach służby zdrowia powoduje, że aby utrzymać rodzinę, osiągnąć ukochaną specjalizację z położnictwa i ginekologii czy zachować pracę na stanowisku położnej, duża część tych pracowników godzi się na postawione warunki, na łamanie swoich sumień. Moim zdaniem takie postępowanie ze strony rządzących jest krótkowzroczne. W ten sposób wychowujemy kadrę lekarzy, położnych i pielęgniarek z osłabionym sumieniem, ze zmniejszonym poczuciem własnej wartości, pozbawionych kręgosłupa moralnego, co wpłynie na pogorszenie jakości opieki medycznej w przyszłości. Powinniśmy też pamiętać – zwłaszcza ta część naszego społeczeństwa, która wierzy w Boga – że jeśli taka sytuacja będzie się utrzymywać w dalszym ciągu, to dojdzie do tego, że uczciwi i zdolni lekarze o prawym sumieniu, nie będą podejmować specjalizacji z położnictwa i ginekologii z obawy, że nie będą mogli wykonywać jej w zgodzie ze swoim sumieniem. Jeżeli polskie społeczeństwo będzie pozwalało na prześladowanie ludzi sumienia pracujących w ochronie zdrowia matki i dziecka, to w przyszłości ich zabraknie. Pogorszy to sytuację przyszłych pacjentów, którzy w przypadku problemów ze zdrowiem będą chcieli spotkać lekarza czy położną o podobnym do nich systemie wartości. To może być dla nich ważne, ale już będzie za późno. Dlatego apeluję o bardziej energiczną obronę tych, którzy „cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości”.

- Wiele osób zastanawia się, co stało się z prof. Bogdanem Chazanem po odwołaniu ze stanowiska dyrektora Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie. Zapowiadał Pan działalność ekspercką i dydaktyczną…

- Od dwóch lat pracuję na uniwersytecie w Kielcach. Jestem członkiem jednego z komitetów Polskiej Akademii Nauk. Szczerze mówiąc, ciągle brakuje mi jednak pracy w centrum wydarzeń medycznych: kontaktu z pacjentem, z salą porodową. W końcu na tym polegało całe moje dotychczasowe życie zawodowe i pozbawienie mnie tego odczuwam w tej chwili boleśnie. Kara wymierzona mi przez panią prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz za odmowę zabicia dziecka przed urodzeniem okazała się bardzo dotkliwa.

A własna praktyka lekarska?

- Tak, ona również jest i bardzo się z tego cieszę. Kontakt z pacjentem to coś, co lekarzowi daje największą satysfakcję, jest to istota zawodu. Brakuje mi jednak tej szpitalnej atmosfery: porodów, operacji i problemów, dyskusji, konsultacji… Bardzo mi tego brakuje.

- Mówi się też o innych planach: o hospicjum, o działalności na rzecz kobiet…

- Tak, działam w ramach MaterCare International w Kenii. Musimy wciąż podejmować różne działania, żeby ten szpital prawidłowo funkcjonował, bo tam też są różnego rodzaju kłopoty z lokalnym odpowiednikiem naszego Narodowego Funduszu Zdrowia. Działalności charytatywnej w Afryce także muszę poświęcać czas. Ponadto, dużo czasu zajmują mi ostatnio spotkania z ludźmi, którzy chcą posłuchać tego, co mam do powiedzenia na temat obrony życia, na temat istoty zawodu lekarza, sumienia lekarskiego, klauzuli sumienia, a także o tym, co w tej chwili spotyka w naszym wolnym – podobno – kraju lekarzy, pielęgniarki i położne, którzy, wykonując swój piękny zawód, chcą pracować zgodnie z sumieniem.

- Opieka nad powierzonym życiem jest niezwykle odpowiedzialnym zadaniem. Jakie sytuacje podczas kariery lekarskiej utwierdziły w tym Pana najbardziej? Co było najpiękniejsze?

-Najczęściej wspomina się – i o tym się zwykle opowiada – różne sytuacje dramatyczne: trudne powikłania, wyczerpujące dyżury. Muszę jednak powiedzieć, że teraz moja pamięć coraz częściej sięga do sytuacji zwykłych, codziennych, normalnych. Na przykład wspominam rozmowy z pacjentkami, które powiedziały, że wynik próby ciążowej jest dodatni. Mamy są w tym momencie zwykle najpierw pełne niepokoju, lęku a wkrótce potem bardzo szczęśliwe. Wspominam atmosferę na sali porodowej, gdy rodzi się zdrowe dziecko; matka bierze je w ramiona, tuli do piersi, zaskoczona, że dziecko jest takie mokre, jej ręce i nogi drżą i mówi do niego pieszczotliwym, trochę wyższym tonem. Mąż jest tak wzruszony, że nie wie, jak się zachować – zapomina, że ma aparat fotograficzny w ręku, jest zapatrzony i zasłuchany, czasem uroni łzę – ale dyskretnie. A wszyscy obok czują, że dane im jest brać udział w misterium pierwszego spotkania rodziców z dzieckiem. Takie piękne zawodowe chwile teraz wspominam. Bardzo mi ich brakuje.

- Te piękne chwile są niejako nawiązaniem do Świąt Bożego Narodzenia. I tu można mówić o cudzie narodzin, o cudzie życia…

- Z pewnością to, co powiedziałem przed chwilą, ma jakieś odniesienie do zwiastowania Maryi wiadomości o nowym Życiu przez Archanioła Gabriela. Następną scenę można odnieść do tego, co działo się w stajence betlejemskiej. Ciche, pełne pokory i oddania macierzyństwo Maryi to wzór dla współczesnych matek.

- Czego życzy Pan czytelnikom portalu internetowego Radia Maryja na Święta Bożego Narodzenia?

- Ożywienia pięknych wspomnień z dzieciństwa, by nie zacierały się w pamięci wraz z upływem czasu. Życzę, żeby ciągle wracały i kształtowały naszą wiarę, odczucia i marzenia, kiedy jesteśmy dorośli; abyśmy nie pozbyli się całkowicie dziecięctwa w przeżywaniu Świąt. Niech Boża Dziecina przyniesie nam radość, pokój w sercu i nadzieję na pomyślne rozwiązanie tych wszystkich problemów, o których rozmawialiśmy.

- Uprzejmie dziękuję za rozmowę.

- Dziękuję bardzo, z Panem Bogiem!

http://www.radiomaryja.pl/informacje/le ... i-godnosc/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 13 sty 2015, 08:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Salomonowy wyrok

Izabela Brodacka 2015-1-12

Kilka lat temu byliśmy świadkami zdumiewającej sprawy sądowej. We wrześniu 2005 roku Ewa G., opiekunka wtedy 3,5 letniego Adriana, złożyła do sądu wniosek o ograniczenie władzy rodzicielskiej biologicznej matce. Sąd na czas trwania sprawy oddał Adriana pod jej opiekę. „Osoby, które nie znały sprawy od podszewki, uznawały, że niania uprowadziła matce dziecko. A dobrze wiemy, że tak nie było. Z punktu widzenia dziecka, to pani Ewa była matką” – raczyła zadecydować za sąd Beata Kolska-Lach z Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Poznaniu.

Otóż matka chłopczyka, właścicielka sieci hoteli została niespodziewanie wdową. Jej mąż zginął w wypadku. Zajęła się ratowaniem stanu posiadania. Do opieki nad małym synkiem wynajęła nianię. Chłopczyk faktycznie przywiązał się do niani i spędzał w jej domu dużo czasu. Zdarzało się, że nawet u niej nocował gdy matka była w rozjazdach. Czy oznacza to jednak, że chłopczyk zmienił matkę?

Okazało się jednak, że sąd w pierwszej instancji przyznał gosposi rację i oddał jej dziecko. Matka podjęła dramatyczną walkę o odzyskanie synka. Ostatecznie dziecko zostało jej zwrócone ale sąd rodzinny przyznał gosposi widzenia z chłopczykiem i prawo do kontroli nad jego wychowaniem. Tak jakby była bliską krewną. Argumentem była więź dziecka z gosposią.


Nie wiem czy wszyscy rozumieją jakim niebezpiecznym precedensem było to orzeczenie sądu. Pani która pastuje moją podłogę mogłaby się tak głęboko przywiązać do tej podłogi, że sąd w trosce o jej emocje przyznałby jej moje mieszkanie (to tylko figura retoryczna, nikt nie pastuje mi podłóg). Szofer przywiązałby się do samochodu, koniuszy do koni, a psiarczyk do karmionych i obrządzanych psów. Natomiast malarz pokojowy na pewno chętnie przywiązałby się do malowanych ścian ,ogrodnik do sadu, a księgowy do zarządzanych aktywów. Strach byłoby zatrudnić kogoś nawet do strzyżenia trawnika. Mógłby się do tego trawnika zbytnio przywiązać.

Jasne jest dla mnie, że dziecka nie wolno traktować jak samochodu, psa czy trawnika. Czy to znaczy, że ma być traktowane gorzej? Żaden sąd nie oddałby konia osobie, która w ramach umowy o pracę go obrządzała, ani psa osobie, która za pieniądze wyprowadzała go na spacery.

Natomiast oddał gosposi dziecko. To sady rodzinne traktują dziecko przedmiotowo zarządzając jego „udostępnienie” rozwiedzionemu rodzicowi. To sąd rodzinny nakazał i zaakceptował odbieranie dziecka, na podstawie nieistniejącego syndromu Gardnera, w taki sposób jak na filmie, do którego link podaję poniżej. Wyjący z przerażenia chłopczyk został wyniesiony w kocu jak worek grochu czy połeć słoniny, w asyście plutonu policji. Jakby on i jego matka popełnili ciężkie przestępstwo. http://www.smog.pl/odebranie-dziecka-ma ... sce-52276/

Co powiedziałby mądry król Salomon na przyznawanie praw rodzicielskich odprawionej służącej? Zupełnie absurdalny jest argument, że służąca spędzała z dzieckiem dużo czasu. W tym celu została przecież wynajęta. Otrzymywała za to wynagrodzenie. Na tej zasadzie każda wychowawczyni w żłobku czy przedszkolu miałaby większe prawa do dziecka niż rodzona matka.

Inna sprawa , która świadczy jak daleko zaszło ogłupianie społeczeństwa. Dramatyczny tytuł pewnego artykułu: „ Wyrodna matka ukradła własne dziecko” jest wbrew pozorom po prostu śmieszny. Niedouczony dziennikarz nie zdaje sobie sprawy, że jest to podręcznikowy przykład oksymoronu czyli sprzeczności w sobie. Jak można ukraść coś własnego? Ten tytuł jest prostą kopią sformułowania: „wyrodna matka zabiła własne dziecko”, gdzie słowo „własne” faktycznie wzmacnia efekt. Czy można ukraść własne dziecko?

Jest jednak gorzej niż myślimy. Wprawdzie prawo polskie przewiduje, że utraconą ruchomość, na przykład samochód czy torebkę mamy prawo zabrać tam gdzie ją znajdziemy. Jeżeli ktoś odprowadził twój samochód pod swój dom masz prawo gdy go odnajdziesz, odjechać nim nikomu się nie tłumacząc. To prawo nie dotyczy jednak nieruchomości. Jeżeli ktoś sprzeda posługując się twoim kradzionym dowodem twoje mieszkanie, tak zwanego „nabywcę w dobrej wierze” chroni rękojmia zaufania do ksiąg wieczystych. Nie możesz tego nabywcy wyrzucić, możesz dochodzić swoich strat od oszusta, który na ogół siedzi w więzieniu, co czyni dochodzenie odszkodowania iluzorycznym.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę jak bardzo kryminogenne jest to prawo. Umożliwia przejmowanie i sprzedawanie cudzych nieruchomości. Jeszcze gorzej jest z własnym dzieckiem. Ma prawo uprowadzić je z twego domu jakaś sfrustrowana albo głupia pracownica opieki społecznej jeżeli tylko stwierdzi, że jej zdaniem dziecko jest zagrożone. Te kryteria są tak płynne i niejednoznaczne, że łatwo o nadużycia. Może być tak, że funkcjonariuszka opieki społecznej chce się z tobą rozliczyć za jakieś uchybienie. Na przykład nie ukłoniłaś się jej na ulicy. Potem dziecko trafia w obce ręce i musisz czekać na orzeczenie sądu, żeby się z nim w ogóle zobaczyć.

Jeżeli sąd zadecyduje o oddaniu dziecka do rodziny zastępczej albo do domu dziecka, każda próba odzyskania go będzie traktowana jak ciężkie przestępstwo, wręcz kidnaping. To właśnie spotkało pewną rodzinę z Krakowa. Zgłosili się z dziećmi na płatną terapię psychologiczną, z której byli niezadowoleni więc z niej – jak każdy niezadowolony klient- zrezygnowali. W retorsji psychologowie kłamliwie oskarżyli rodzinę o przemoc. (Za coś takiego powinni swoją drogą być dożywotnio pozbawieni prawa wykonywania zawodu.) Dzieci spędziły pół roku w domu dziecka.

Wszyscy, którzy posługują się związkiem frazeologicznym „ salomonowy wyrok” powinni zastanowić się czy mądry król Salomon chciałby oddać dziecko mściwej służącej? Czy zgodziłby się, żeby zajmowali się nim wbrew woli rodziców i to odpłatnie obcy ludzie? Własna rodzina, nawet niezamożna i niewykształcona jest dla dziecka zawsze lepsza niż rodzina zastępcza. Prawie zawsze -z wyjątkiem pewnych skrajnych, kryminalnych przypadków, które zdarzają się przecież wszędzie, w rodzinach zastępczych także.

Tekst drukowany w numerze 2( 395) Gazety Warszawskiej

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 14 sty 2015, 13:32 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3279
Aerolit napisał(a):
Salomonowy wyrok
Izabela Brodacka 2015-1-12

Niestety, prawda jest taka, że dziecko nie zabawka i łączy swoje emocje w sposób naturalny, czyli z kim przystaje, takim się staje.
Zazwyczaj mocne związki emocjonalne są z osobami ciepłymi, kochającymi, pielęgnacyjnymi i takimi, które są w zasięgu ręki.
Matka, która oprzytomniała, że ma prawo własności do dziecka i jest typem egotyranozaura ma prawo do dziecka, tylko jak to prawo zadziała w przyszłości, zależy od mądrego wychowania, chociażby przez mądrą nianię.
Myślę, że Mądry Salomon dałby dziecko tej kobiecie, do której poszłoby dziecko.
A prawda jak zwykle pływa sobie pośrodku argumentów i uczuć.
Wniosek jest taki, że nie wystarczy mieć dziecko, ale trzeba jeszcze przy nim być, jak w każdej miłości.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 22 mar 2015, 11:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/03/2 ... escia-nwo/

Nowe gusło psychiatrii częścią NWO
Posted by Marucha w dniu 2015-03-20 (piątek)

Obrazek
Żryj GMO. Unikniesz podejrzeń o chorobę psychiczną.


Już sama chęć odżywiania się nieszkodliwą żywnością to choroba umysłowa – twierdzą psychiatrzy.
System, w którym przyszło nam żyć coraz bardziej zaciska pętlę na naszej szyi. Odbywa się to po trochu, metodą salami, czy jak kto woli użyć innej metafory – powolnego podgotowywania żaby, która wrzucona do wrzątku od razu by zeń wyskoczyła, ale umieszczona w zimnej ale stopniowo podgrzewanej wodzie, nawet nie zauważy, że jest już gotowa. Przyznam, że ten przykład bardziej mi odpowiada, gdyż moim zdaniem, jest bardziej adekwatny do sytuacji, ale to już szczegół.
Na obecnym etapie do akcji wkroczyła psychiatria. To dość kontrowersyjna specjalizacja medyczna, nie przez wszystkich uznawana za naukową, zaledwie od półwiecza mogąca posługiwać się lekami, a przez niektórych uznawana za rodzaj szamaństwa. Poza tym, psychiatria ma swoją czarną legendę uformowaną z jednej strony przez takie kultowe dzieła jak film „Lot nad kukułczym gniazdem” lub w formie real -–w postaci „psychuszek” dla opornych wobec socjalizmu w Związku Radzieckim. Na naszym gruncie psychuszki wprowadził nie tak dawno ówczesny poseł PO i z jej ramienia minister sprawiedliwości – Jarosław Gowin, dla „osób stwarzających zagrożenie”, ale to na marginesie.
Teraz nowym gusłem staje się nowa choroba – orthorexia (z gr. ortho – słuszny, poprawny, prawidłowy oraz orexis – apetyt, pragnienie) nervosa, którą definiuje się jako „patologiczną obsesję na punkcie biologicznie czystej i zdrowej żywności”.
Innymi słowy: zapotrzebowanie na pożywne i zdrowe jedzenie jest chorobą psychiczną, która musi być leczona, a symptomy choroby wykazują nawet ci, którzy przesadnie interesują się składem tego, co jedzą. Krótko mówiąc, ci, którzy odwrócą się od słabej jakościowo, za to obfitującej w toksyczne dodatki powodujące raka, żywności, cierpią na chorobę psychiczną. Bo czyż można nie uznawać produktów dużych korporacji preferujących zysk przed ludźmi? Pseudo-naukowcy idą dalej, bo przecież diagnoza choroby to jedno, a kuracja toksycznymi farmaceutykami produkowanymi przez takie same korporacje – to drugie.
I choć póki co orthorexia nie znalazła się w ostatnim wydaniach spisów chorób psychicznych, mimo to zaczyna żyć własnym życiem, za sprawą kampanii, jaką rozpoczęły CNN, Fast Company, Popular Science i inne czołowe publikatory.
Ale jeśli przyjrzymy się motywom tych, którzy to lansują, zobaczymy rzecz w innym świetle.
Psychiatria jako taka jest niemal całkowicie zależna od firm farmaceutycznych, produkujących „leki” do „leczenia” tych „chorób”. Często są to spółki działające w cieniu w celu wymyślania kolejnych kategorii chorób psychicznych (i nie tylko), na które nowe leki są odpowiedzią.
Opisywany właśnie nacisk na popularyzowanie orthorexii, ma na celu w najlepszym razie zdusić w zarodku a w najgorszym zmarginalizować, żywieniową rewolucję.
Gdy ludzie uciekają od sztucznego jadła (a w ostatnich 5 latach produkty non-GMO zwiększyły swój udział w rynku spożywczym), producenci „toksycznej” żywności znaleźli się w zagrożeniu. Nie tylko zresztą oni, także cały przemysł farmaceutyczny, dla którego ważni są chorzy a nie zdrowi. Naturalną więc rzeczą, korporacje, teraz już jawnie, muszą wykorzystać państwo jako narzędzie, do obrony swoich interesów. Ale element finansowy jest „oczywistą oczywistością”, dla nas ważniejszy jest inny wniosek jaki z tego wypływa. Korporacje są ponad państwem i żadne państwo nie jest w stanie z nimi wygrać. Z wielu różnych przyczyn, do których wrócę przy innej okazji.
I nie jest to zjawisko nowe. Korporacje istniały niemal od zawsze, ale do czasu reformacji, która podkopała pozycję Kościoła Rzymskokatolickiego, który też był swego rodzaju korporacją, utrzymującą tamte jeżeli nie w ryzach, to przynajmniej w równowadze w stosunku do państwa.
Głównym i rzeczywistym, a nie deklarowanym celem Reformacji było przejęcie majątku kościelnego oraz przejęcie „rządu dusz” w wyniku działań rewolucyjnych, a dalej – ustanowienia rządu światowego w ramach NWO.
Korporacje nie są celem, one są tylko narzędziem do wysysania pieniędzy i tresury społeczeństw. Orthorexia jest tu drobnym, choć ważnym elementem wskazującym niczym wskazówka kompasu, w którą stronę to wszystko zmierza.

http://menron.neon24.pl/post/119430,now ... zescia-nwo


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Przeciw człowiekowi
PostNapisane: 12 gru 2018, 16:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31345
Dlaczego PiS nie ratuje dzieci

Wszyscy, którzy poparli projekt znoszący aborcję eugeniczną, z niepokojem i oburzeniem patrzą na zapowiedź jego wygaszenia.

Obrazek

Z jednej strony gigantyczna mobilizacja, ciężka praca tysięcy wolontariuszy Fundacji Życie i Rodzina, która przyniosła wymierny skutek – rekordową liczbę podpisów zaniesionych rok temu do Sejmu wraz z projektem „Zatrzymaj aborcję”.

Z drugiej strony dwanaście miesięcy obstrukcji, uników i zaniechania w wykonaniu partii rządzącej. Mimo obietnic Prawo i Sprawiedliwość nie podjęło żadnego kroku w kierunku zmiany prawa na takie, które eliminuje z polskiego prawa przyzwolenie na zabijanie dzieci poczętych podejrzewanych o chorobę i niepełnosprawność.

Ignorowanie głosu prawie miliona obywateli domagających się ochrony życia dzieci nienarodzonych boli dlatego, że efekty politycznego zaniechania przekładają się na tragedię kolejnych tysięcy dzieci. Zgodnie z danymi rządowymi za lata 2016 i 2017, statystycznie w polskich szpitalach w wyniku aborcji ginie troje dzieci dziennie.

Przegrali, gdy kluczyli
Prawo i Sprawiedliwość już raz przegrało wybory po tym, jak zagłosowało za odrzuceniem poprawki do Konstytucji wzmacniającej ochronę życia w Polsce. Najwidoczniej kierownictwo partii nie wyciągnęło z tego żadnych wniosków.

Wyciągają je za to młodzi ludzie, którzy całym sercem zaangażowali się w zbieranie podpisów pod projektem „Zatrzymaj aborcję”. Jak Łukasz Duda, koordynator Fundacji Życie i Rodzina z Bielska-Białej. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zwraca uwagę, że ci, którzy zbierali podpisy, jak również ci, którzy podpisywali się pod projektem, to byli wyborcy PiS. Dlatego zadziwia go bierność partii w tej sprawie. – Przecież m.in. dzięki hasłom o obronie życia i rodziny ta partia zdobyła władzę. Nie wygrała ona głosami centrolewicy, ale tym, że udało jej się zmobilizować elektorat prawicowy. Jaki jest cel braku podejmowania działań w sprawie projektu? Do kogo kierują swój przekaz? – pyta Łukasz Duda.

Ponadto przypomina, że w 2015 r., tuż przed wyborami, Prawo i Sprawiedliwość zagłosowało za projektem chroniącym życie i jakoś nie przeszkodziło to partii zdobyć większości sejmowej. Wręcz przeciwnie. – Dziś dzięki tej większości realne staje się uchwalenie ustawy znoszącej przesłankę eugeniczną. Mamy prosty projekt, pod którym podpisała się rekordowa liczba obywateli. Za deklaracjami powinny iść konkretne czyny. Nie można mówić, że jest się za życiem i jednocześnie przyzwalać na to, aby w polskich szpitalach dalej ginęły niewinne dzieci. Tymczasem po raz kolejny silny głos społeczny w obronie życia nie interesuje partii rządzącej – zauważa Duda. Jego zdaniem, społeczeństwo oczekuje od posłów odważnej postawy. Takiej, jaką ostatnio wykazało się 79 parlamentarzystów, którzy zaapelowali do Trybunału Konstytucyjnego o rozpatrzenie – zalegającego również tam – wniosku dotyczącego aborcyjnej przesłanki eugenicznej.

Zaangażowana na rzecz projektu młodzież zapowiada, że nie spocznie, dopóki chore dzieci w Polsce nie będą chronione. – Zbieranie podpisów było dla nas wszystkich, czyli dla tysięcy wolontariuszy w całej Polsce, ogromnym przedsięwzięciem i wysiłkiem. Nasz cel był prosty: chcemy doprowadzić do tego, aby chore dzieci były w Polsce chronione – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Natalia Klamycka, koordynator lokalny Fundacji Życie i Rodzina. – Dziś różnymi drogami przypominamy posłom, aby jak najszybciej zajęli się projektem. Organizujemy również pikiety informujące wyborców o tym, kto konkretnie blokuje w Polsce ochronę życia. Nie ma naszej zgody na to, aby w cywilizowanym państwie człowiek był eliminowany tylko dlatego, że jego stan zdrowia prawdopodobnie nie jest taki, jak by sobie tego życzyli inni ludzie – podnosi Klamycka. Młoda kobieta przewiduje, że jeśli PiS odwróci się od nienarodzonych, spora część dotychczasowych wyborców odwróci się od PiS.

Nie było nic ważniejszego
Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny, do której trafił projekt „Zatrzymaj aborcję” po pierwszym czytaniu, zamiast podporządkować harmonogram obrad tej priorytetowej sprawie, na wszelkie sposoby wymigiwała się od pracy nad nim. Widząc to, Czytelnicy „Naszego Dziennika” apelowali do posłów komisji, aby dłużej nie zwlekali z procedowaniem ustawy. Do sekretariatu komisji dotarły tysiące kartek z tym postulatem.

Kiedy wreszcie po pół roku sejmowa komisja rzekomo postanowiła zająć się ustawą, powołano podkomisję nadzwyczajną do jej rozpatrzenia. Podkomisji przewodniczy poseł Grzegorz Matusiak, który do tej pory jej nie zwołał. Widoczna gołym okiem obstrukcja wynika z decyzji politycznej kierownictwa partii. Postawa polityków PiS, którzy przecież deklarowali gotowość zmiany prawa, rozczarowuje ogromną część jego dotychczasowego elektoratu.

– Jestem zaniepokojona całą tą sytuacją. Jestem za życiem i za ochroną życia. To dla mnie oczywista sprawa i nie wiem, nie rozumiem, dlaczego Sejm nie zajmuje się tym tematem. A przecież czasu było wystarczająco dużo. Czy obecna władza chce naśladować swoich poprzedników, którzy ignorowali głos społeczeństwa? – pyta Amelia Sołtysiak z Kielc, Czytelniczka „Naszego Dziennika”. – Albo jest się za życiem i odważnie podejmuje się konkretne kroki, albo nie – i wtedy nie ma sensu udawać i odwoływać się do wartości konserwatywnych. Partia prawicowa powinna uszanować wolę Narodu, który opowiedział się za życiem, podpisując tak licznie projekt – dodaje.

Komu ulega partia
To nie jest ustawa jedna z wielu. – Dopóki nie będzie ustawy o zakazie aborcji, żaden rząd ani parlament się nie ostoi. Prawo do życia to podstawowe prawo. Niektórzy posłowie w swoich wypowiedziach dotyczących dalszego procedowania ustawy bardziej przypominali polityków lewicy. Na co liczy teraz Prawo i Sprawiedliwość? – podnosi Maria Pańta z Łomianek pod Warszawą. – Myślę, że spora część tzw. żelaznego elektoratu nie zagłosuje w najbliższych wyborach na PiS, ponieważ jest zawiedziona zachowaniem partii. Poprzedni projekt również został odrzucony. Już wtedy dało mi to wiele do myślenia – komentuje nasza rozmówczyni.

Jej zdaniem, sama polityka socjalna i wsparcie finansowe nie mają i nie będą miały wpływu na zmniejszenie liczby aborcji wykonywanych w Polsce. – Naczelną zasadą powinna być etyka, prawo musi być moralne. Jeśli jest niemoralne, państwo jest słabe. W mojej ocenie, to wszystko świadczy o braku suwerenności w podejmowaniu decyzji przez naszych rządzących. Widzę ogromny nacisk ideologii liberalnej. Trzeba odważnie stawiać jej opór, a nie jej ulegać – konstatuje Czytelniczka „Naszego Dziennika”.

Paulina Gajkowska

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/203 ... zieci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 25 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /