Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 21 gru 2012, 12:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Jak naprawdę działa pigułka RU-486

Pigułka RU-486 jest środkiem poronnym. Nie zapobiega ciąży, lecz niszczy poczęte życie ludzkie.

Eksperci od seksu Sejm zajmie się projektami o aborcji Córka J. F. Kennedy’ego poparła aborcję Antykoncepcja w kranie Fortele aborcyjne A gdzie tu rola ojca? Dyrektor szpitala grozi sądem obrońcom życia Pod prąd Przesądy wpływają na aborcje w Japonii "Aborcja to najstraszniejszy holokaust" PE potępił przymusową aborcję w Chinach In vitro to nie to samo co aborcja One powiedziały swojemu dziecku TAK USA: sukcesy obrońców życia w kilku stanach Bohaterowie codzienności Mississippi stanem bez kliniki aborcyjnej? Globalne kłamstwo Powinnam być martwa. Przeżyłam aborcję Udało się. Jestem szczęśliwa Zapłaciłam swój "rachunek" za aborcję
Środki wczesnoporonne zabijają nie tylko dziecko. Pigułka RU-486 reklamowana na całym świecie jako całkowicie bezpieczny sposób przerwania ciąży, spowodowała śmierć kilkunastu kobiet.

Wobec działań Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny w kierunku dopuszczenia do sprzedaży w Polsce pigułki poronnej RU-486 warto zapoznać się z następującymi faktami:

1. Pigułka RU-486 jest środkiem poronnym. Nie zapobiega ciąży, lecz niszczy poczęte życie ludzkie. Tymczasem aborcja w Polsce jest nielegalna (poza szczególnymi przypadkami zapisanymi w ustawie z 7 stycznia 1993 r.). O niezgodności z Konstytucją RP rozszerzania warunków legalnej aborcji świadczy orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z dnia 28 maja 1997 r.

2. Aborcja dokonana za pomocą pigułki RU-486 zabija dziecko do 63. dnia ciąży. Dziecku na tym etapie rozwoju bije już serce, pracuje mózg. Pojawiają się pierwsze odruchy nerwowe, tworzą się mięśnie i szkielet. Na twarzy dziecka można rozróżnić oczy, uszy, nos i wargi.

3. Komplikacje zdrowotne po zażyciu pigułki RU-486 są częste. W literaturze medycznej opisany jest przypadek z USA wykrwawienia się na śmierć kobiety po zażyciu pigułki. 99 % kobiet zgłasza niepożądane efekty, prawie wszystkie doznają bólu (Spitz, 1998). Hospitalizacja, interwencja chirurgiczna oraz dożylne podawanie płynów były konieczne nawet u 8 % przypadków (Spitz, 1998). Według francuskich badań, transfuzje krwi były konieczne u 2 % kobiet. Zanotowano wymioty u 44 % przypadków, biegunkę u 36 % (El-Refaey 1995), bóle głowy u 32% kobiet, zawroty głowy u 12%, gorączkę i infekcje u 4%, na niepokój i bezssenność skarżyło się 2% kobiet, tabletka spowodowała anemię u 2% (Spitz,1998).

W znaczącej ilości przypadków (od 8% do 23%, w przypadku aborcji między 57 a 63 dniem ciąży) aborcja za pomocą pigułki wczesnoporonnej jest nieskuteczna i kobieta poddaje się aborcji chirurgicznej (Larkin, 1998).

Szacuje się, że ból psychiczny, związany z poczuciem winy u kobiety, może być porównywalny, w przypadku aborcji poprzez zażycie RU-486, do tego, który kobieta odczuwa po aborcji chirurgicznej. Kobieta sama zażywa pigułkę, więc odpowiedzialność w większym stopniu spoczywa na niej niż na lekarzu, poza tym ma kontakt ze zwłokami dziecka. Widać więc, że wbrew opiniom rozpowszechnianym przez zwolenników RU-486, ta metoda aborcji nie jest "prosta, szybka i bezpieczna".

4.W wyniku nieskuteczności działania pigułki wczesnoporonnej dochodzi do urodzeń ciężko upośledzonych dzieci. Francuskie badania dostarczają dowodów na urodzenie przynamniej kilku dzieci poważnie uszkodzonych (Barnett, 1996). Statystycznie kilka procent kobiet odchodzi od zamiaru aborcji po rozpoczęciu zażywania RU-486 (trwa ono kilka dni), a ich dzieci są narażone na poważne deformacje ciała, w związku z zażytymi już dawkami środka poronnego.

5. Dostępność pigułki RU-486 zwiększa ilość aborcji nawet w krajach, gdzie aborcja chirurgiczna jest legalna. Dostępność pigułki RU-486 de facto zniechęca kobiety do systematycznej dbałości o planowanie rodziny, gdyż w razie zajścia w ciążę "mogą po prostu zażyć tabletkę". Przykładem są tu Chiny, gdzie z pigułki tej rocznie korzysta aż 2 mln kobiet (Wojtasiński, 1999).

6. Propagowanie pigułki wczesnoporonnej w krajach Trzeciego Świata - co dokonuje się m.in. w Afganistanie z ramienia Funduszu Ludnościowego ONZ - zasługuje na wyjątkowe potępienie, gdyż w krajach tych nie ma odpowiednio rozwiniętej infrastruktury medycznej, co nie pozwala na zahamowanie i leczenie poważnych powikłań zdrowotnych. Kobiety Trzeciego Świata często cierpią na anemię, zwiększa to ryzyko komplikacji. Taka sytuacja miała miejsce podczas konfliktu w Kosowie. Kobiety w Prisztinie określały wtedy działania Funduszu jako ludobójstwo (KAI, 2001).

7. Producent pigułki RU-486 jest kontynuatorem producenta cyklonu B, gazu, którym dokonywano ludobójstwa w obozach koncentracyjnych III Rzeszy. Francuska firma Group Roussel-Uclaf - producent RU-486 jest filią zachodnioniemieckiego giganta farmaceutycznego Hoechst. Ten drugi pierwotnie nazywał się I. G. Farben, a nazwę zmienił po II wojnie światowej, by zapomniano o złej reputacji firmy (Clowes, 1997: 52). Teraz spadkobiercy I. G. Farben zarabiają pieniądze na zabijaniu milionów nie narodzonych dzieci.

*oprac. Katarzyna Urban, Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka, Kraków

Literatura:
• 1. Barnett A., Mifepristone clears US regulatory hurdle, The Lancet 27. 07. 1996;
• 2. Clowes B., The Facts of Life, Virginia 1997;
• 3. El-Refaey et al., Induction of abortion with mifepristone (RU 486) and oral or vaginal 4. misoprostol, The New England Journal of Medicine, 13. 04. 1995;
• 5. KAI, Wśród afgańskich uciekinierów rozprowadzane są wraz z lekarstwami pigułki aborcyjne, 27. 11. 2001;
• 6. Larkin M, Mifepristone-misoprostol effecitvely terminates pregnancy, reports US trial, The Lancet 09. 05. 1998;
• 7. Spitz I. et al., Early pregnancy termination with mifepristone and misoprostol in the United States, The New England Journal of Medicine, 30. 04. 1998;
• 8. Wojtasiński Z., Pigułki zastąpią kalendarzyk, Rzeczpospolita 10. 07. 1999

http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/z ... u-486.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 09 sty 2013, 08:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Eutanazja to zabójstwo

Małgorzata Pabis

W zdecydowanych słowach Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia oraz Krajowe Duszpasterstwo Chorych odniosło się do wypowiedzi Jerzego Owsiaka dopuszczającej eutanazję. Nazywając takie działanie zabójstwem, w specjalnej deklaracji jej sygnatariusze przypomnieli, że jest ono moralnie niedopuszczalne.

Jak podkreślił w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. bp Stefan Regmunt, przewodniczący Zespołu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia KEP, deklaracja powstała, aby przypomnieć wszystkim, czym jest zło eutanazji. – Nie możemy słuchać błędnych wypowiedzi osób, które odgrywają w życiu społecznym jakąś rolę, i nie reagować. Musimy głosić prawdę i pokazywać pozytywną naukę Kościoła – podkreśla ksiądz biskup. Taka wypowiedź padła z ust Jerzego Owsiaka, który stwierdził, że dopuszcza on tę praktykę, gdyż – według niego – stanowi ona „pomoc starszym w cierpieniach”.

Ksiądz biskup Regmunt przypomina, że wypowiedź Owsiaka o eutanazji odbiła się szerokim echem w mediach. Do wycofania się z niej wezwali szefa WOŚP polscy parlamentarzyści reprezentujący różne środowiska polityczne. Z kolei wydana deklaracja podkreśla nauczanie Kościoła w tej sprawie. „Eutanazja bezpośrednia, czyli działanie lub zaniechanie działania, które samo w sobie lub w zamierzeniu zadaje śmierć, by zlikwidować ból, stanowi zabójstwo i dlatego – niezależnie od stojących za nią motywów – jest moralnie niedopuszczalna”, czytamy w niej. W dokumencie podkreślone zostało, że osoby starsze i chore, dotknięte nierzadko wielkim cierpieniem, oczekują ze strony swoich rodzin i całego społeczeństwa autentycznej troski i konkretnej pomocy. Eutanazja nie jest tu żadnym rozwiązaniem. „Życie ludzkie jest zbyt wielką wartością, by lekkomyślnymi wypowiedziami można je było narażać na ryzyko społecznej dewaluacji” – napisali w deklaracji ks. bp Stefan Regmunt oraz ks. Stanisław Warzeszak, krajowy duszpasterz służby zdrowia.

http://www.naszdziennik.pl/wp/20372,eut ... jstwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 16 sty 2013, 07:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Jeśli refundować, to naprotechnologię

Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji rozpatrzy dziś petycję zobowiązującą polskich parlamentarzystów do podjęcia inicjatywy ustawodawczej w sprawie refundacji naprotechnologii oraz wprowadzenia zakazu stosowania procedur zapłodnienia metodą in vitro.

Petycja zbiorowa została wniesiona przez osoby reprezentujące środowisko naukowe oraz przez Radę Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich przy Kurii Diecezjalnej Bielsko-Żywieckiej. Pierwsze gremium reprezentuje Krystyna C., drugie – Irena O.

Autorem petycji jest przedstawiciel grupy 300 sygnatariuszy apelu naukowców w sprawie zapłodnienia pozaustrojowego, który jesienią ub.r. został skierowany do polskich parlamentarzystów. „Apelujemy o wprowadzenie ustawowego zakazu stosowania procedury in vitro jako drastycznie niehumanitarnej oraz o szerokie upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie jej pełnej refundacji z NFZ” – wnosili przedstawiciele świata nauki.

Treść petycji jest w zasadniczych punktach zbieżna z tym apelem. Podkreśla się w niej, że życie człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia.

„Jest to fakt biologiczny, naukowo stwierdzony. Procedura in vitro, która ma służyć przekazywaniu życia ludzkiego, nieodłącznie wiąże się z niszczeniem życia w fazie prenatalnego rozwoju, jest głęboko nieetyczna, a jej stosowanie winno być prawnie zakazane” – postuluje dokument, podkreślając, że w przypadku metod sztucznego rozrodu ginie nawet 80 proc. dzieci poczętych w ten sposób.

Jak wskazano, „procedura in vitro, na różnych etapach jej stosowania, narusza trzy przepisy Konstytucji RP: artykuły 30, 38 i 40 oraz art. 157 Kodeksu karnego”. Kolejne przepisy Ustawy Zasadniczej stwierdzają, że przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona stanowią obowiązek władz publicznych. Konstytucja zapewnia każdemu obywatelowi prawną ochronę życia.

Stanowi ponadto, że nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnej zgody. Sygnatariusze petycji podnoszą m.in., że procedura zapłodnienia metodą in vitro zastępuje naturalne środowisko poczęcia oraz początkowego rozwoju człowieka, jakim jest łono matki, przez system głębokiego zamrażania (do temperatury -195 stopni C).

„To naruszenie ekologii prokreacji skutkuje prawie 2-krotnym wzrostem śmiertelności niemowląt, 2-3-krotnym wzrostem występowania różnych wad wrodzonych, a także opóźnieniem rozwoju psychofizycznego dzieci poczętych metodą in vitro w porównaniu do dzieci poczętych w sposób naturalny” – argumentują autorzy petycji.

Oporna większość
Jak zauważają sygnatariusze, faktyczną metodą pomocy małżonkom pragnącym poczęcia i urodzenia dziecka jest naprotechnologia. To nowoczesna metoda diagnozowania i leczenia niepłodności na podstawie tzw. modelu Creightona, służącego precyzyjnej obserwacji organizmu kobiety w czasie jej naturalnego cyklu.

„Na żadnym etapie stosowania tej metody nie dochodzi do niszczenia poczętych istot ludzkich, naruszenia godności małżonków i poczętej istoty ludzkiej oraz zachowane są ekologiczne zasady prokreacji. Ponadto metoda ta w porównaniu do procedury in vitro jest bardziej skuteczna i kilkakrotnie tańsza” – podnoszą autorzy petycji. Postulują w związku z tym podjęcie inicjatywy ustawodawczej zakazującej stosowania procedury in vitro oraz promującej upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie pełnej jej refundacji z Narodowego Funduszu Zdrowia.

18 października ub.r. marszałek Senatu Bogdan Borusewicz skierował petycję do rozpatrzenia przez senacką Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. 5 grudnia komisja rozpatrzyła dokument. Podczas dyskusji, jaka się wtedy wywiązała, ze strony polityków Platformy Obywatelskiej padły głosy, że procedowanie w komisji senackiej jest o tyle bezpodstawne, że w Sejmie zostały już złożone projekty ustaw dotyczące procedur in vitro.

– Wobec tak wyraźnej chęci ze strony Sejmu (…) nie ma potrzeby, abyśmy podejmowali jakąś dodatkową inicjatywę – mówił Aleksander Pociej.

Poparł go kolega klubowy Jan Rulewski, który zasugerował, że petycja powinna być przekazana do prac w innej komisji. Ostatecznie jednak formalnego głosowania nie podjęto – z powodu zbyt ograniczonego składu komisji dyskusję nad petycją zawieszono i przeniesiono ją na kolejne posiedzenie. Ma się ono odbyć dzisiaj.

– Petycja trafiła do naszej komisji i trzeba się będzie tą sprawą zająć. Dyskusja na pewno będzie trudna. Jestem pełen obaw – przyznaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przewodniczący komisji Michał Seweryński (PiS).

– Kto ma większość, może zasugerować pewne rozwiązanie i przeforsować je – dodaje. A wiadomo, że większość Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji stanowią senatorowie Platformy Obywatelskiej (jest ich pięciu, z PiS – trzech). Los petycji jest więc bardzo niepewny – komisja albo będzie nad dokumentem pracowała, albo podejmie uchwałę o jej odrzuceniu. Możliwy jest też scenariusz, że marszałek Borusewicz skieruje dokument do prac innej komisji senackiej.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... logie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 17 sty 2013, 10:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Nazistowski program T-4, czyli "uśmiercanie bezwartościowych ludzi", wiecznie żywy, niczym Lenin

Magdalena Środa, jedna z ideologów polskiej lewicy, mieni się przedstawicielką oświeconych, postępowych grup. A tymczasem okazuje się, że to zwykła konserwa. I to już taka mocno zjełczała.

Na antenie programu 1. Polskiego Radia Środa zaproponowała uśmiercanie osób, które – według niej – jedynie cierpią. Według niej potrzeba, aby:
temu cierpieniu ulżyć w sposób ostateczny.

Jej zdaniem na taką łaskę zasługują:

dzieci, które się rodzą, no, powiem w skrócie, bardzo zdeformowane, bez mózgu, z rozszczepieniem kręgosłupa

I Środa sądzi, że wymyśliła coś nowego? Nic z tego. Adolf Hitler i spółka, a wcześniej Spartanie, już na to wpadli. I jedni i drudzy wyprzedzili uniwersytecką etyczkę w dziele „Vernichtung von lebensunwertem Leben”, czyli „likwidacji życia niewartego życia”. Spartanie zrzucali chore, "bezwartościowe" noworodki ze skały. Bardziej cywilizowani Niemcy zaprzęgli w imię "postępu" chemię.

Wychodzi więc na to, że Magdalena Środa urodziła się za późno i nie w tym kraju. Gdyby była „etyczką” w latach 30. na jakimś niemieckim uniwersytecie, to rozwinęłaby skrzydła, że aż strach.

Ot np. mogłaby dorzucić coś do okólnika opracowanego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rzeszy, które uznało, że dzieci dotknięte

idiotyzmem i mongolizmem, ułomnościami wszelkiego rodzaju, a w szczególności brakiem całych kończyn, ciężkim rozszczepieniem głowy i kręgosłupa należy zgłaszać w miejscu urodzin takiego dziecka.

Potem następowało to, co Środzie łazi po głowie, czyli cierpienie skracano w „sposób ostateczny” poprzez podanie barbituranów lub morfiny.

I w tym miejscu trzeba zapytać. Dlaczego lewica, nie tylko w Polsce, tak histerycznie wyszukuje u prawicowych przeciwników śladów po Adolfie i jego kompanach? Przecież wy towarzysze, naprawdę macie bliżej. W swoich łazienkach posiadacie chyba lustra?

http://wpolityce.pl/dzienniki/dziennik- ... czym-lenin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 02 lut 2013, 00:38 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3223
W Izraelu przeprowadzano przymusową antykoncepcję dla etiopskich emigrantów
pt., 2013-02-01 11:36

Władze Izraela po raz pierwszy przyznały, że wiedziały o wprowadzeniu u etiopskich imigrantów długo działających hormonalnych środków antykoncepcyjnych bez ich zgody a czasami wymuszając ją. Pierwsze informacje o tej praktyce pojawiły się już 5 lat temu, ale zostały szybko wyciszone.

Cel takiego traktowania czarnoskórych wyznawców Judaizmu z Etiopii jest nieznany. Wszystko to jednak wygląda na zorganizowaną akcję, której celem jest eugenika, czyli dopuszczanie do rozrodu populacji o pożądanym zestawie genów. Widocznie geny etiopskie nie są pożądane przez Izrael.

Sprawa stała się na tyle głośna, że powstało specjalne rozporządzenie Ministra Zdrowia Izraela, Rona Gamzu, zobowiązujące do zaprzestania aplikowania kobietom emigrantkom zastrzyku antykoncepcyjnego zwanego DEPO-PROVERA. W tej chwili ginekolodzy obsługujący emigrantki z Etiopii podają zastrzyk tylko, jeśli kobieta wyrazi na to zgodę przedtem dostawała to jak kolejną szczepionkę często nie zdając sobie sprawy z jej przyjęcia. Poza tym przyjmowanie preparatów hormonalnych nigdy nie pozostaje bez uszczerbku dla zdrowia a każdy lek ma działania uboczne.

Rozporządzenie Gamzu jest odpowiedzią na potrzeby Stowarzyszenia Praw Obywatelskich w Izraelu, które reprezentuje kilka grup walczących o prawa kobiet i etiopskich emigrantów. Przedstawiciele stowarzyszenia zażądali, aby władze zakończyły tą praktykę i przeprowadziły skrupulatne dochodzenie.

Kobiety były zmuszane do wstrzyknięcia środka antykoncepcyjnego w obozach dla przesiedleńców, w których znajdowały się w drodze do Izraela. Według nich, lekarze twierdzili, że to, co dostają to szczepionka, którą należy powtarzać, co trzy miesiące. Ginekolodzy wytłumaczyli ich konieczność tym, aby kobiety, które rodzą wiele razy nie cierpiały z powodu różnych chorób.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba urodzeń w etiopskiej społeczności w Izraelu spadła o około 50 procent. Możliwe, że programowo wdrażana antykoncepcja jest tutaj główną siłą mającą znaczenie w tym negatywnym procesie. Od 1980 roku, do Izraela przeniosło się około 100 tysięcy etiopskich Żydów, którzy mają prawo do życia w państwie żydowskim.

Gdyby taki skandal zdarzył się w jakimkolwiek kraju byłby on potępiony w społeczności międzynarodowej. Trudno sobie wyobrazić, że na przykład polscy lekarze celowo ograniczają wzrost populacji polskich Romów tak, aby wyginęli. Poza tym czy tego typu praktyki w dużym stopniu różnią się od tych, które w latach czterdziestych ubiegłego wieku wdrażali ochoczo niemieccy socjaliści?

Źródło: http://www.lifesitenews.com/news/israel ... o-provera/


Komentarze:

Już w 1917 r Andrzej Niemojewski głośno ostrzegał, że

"... Żydostwo, które nas otacza na ziemiach dawnej

Rzeczypospolitej Polskiej, jest żydostwem faryzejskim w znaczeniu żydów-rytualistów, czyli skrupulatów w przestrzeganiu przepisów rytualnych. Ci właśnie żydzi są talmudystami..."



Cyt.

„…W każdym razie naród ów, czy też owa kasta, ma w Talmudzie księgę nie tylko znaczenia religijnego i etycznego, ale przede wszystkiem prawnego.

To tylko w naszym wyobrażeniu kodeks cywilny reguluje stosunki pomiędzy wszystkiemi obywatelami naszej ziemi.

Wedle wyobrażeń pospólstwa talmudycznego stosunek między Żydami a Gojami reguluje Talmud.

Ale gdy kodeks cywilny, regulujący wedle naszych wyobrażeń stosunki obywatelskie, jest nam znany a przynajmniej znany jest naszym prawnikom, Talmud, regulujący wedle Żydów stosunek żydostwa do gojostwa, znany jest tylko Żydom.

Ogół nasz nie zna go, nie znają go nasi prawnicy, nasi działacze społeczni i nasi politycy…”

„…Wedle pojęć chrześcijańskich wszyscy ludzie powinni poznać Boga, bez względu na narodowość i barwę skóry. Wedle ideału chrześcijańskiego ludzkość ma stanowić CIVITAS DEI, Państwo Boże. Chrześcijaństwo niesie skarby swych idei wszystkim. Każdego chce uczynić swoim bratem. Religja chrześcijańska jest tedy społeczna, ona ludzi socjalizuje, tworzyć chce z ludzkości jedną wielką rodzinę, przeciwstawiającą się jedynie światu zwierzęcemu i naturze.

Inaczej u Żydów.

Rodzinę Bożą stanowią tylko Żydzi prawowierni. Religja jest ich wyłącznym spadkiem, którym nie mają się z nikim dzielić (*). Rodzina ta przeciwstawia się całej reszcie świata…”

“Wy jesteście mojemi owcami, owcami mego pastwiska; ludźmi jesteście”; wy się nazywacie ludźmi, ale narody świata nie nazywają się ludźmi, lecz zwierzętami“.

“Najlepszego z Gojów zabij“, poucza rabbi Szymon w księdze Mechilta

przysięga wobec Goja niema żadnego znaczenia

sędzia żydowski powinien zawsze brać w sądzie stronę Żyda przeciwko Gojowi

„…Czy możemy się zgodzić na to, aby młodzież żydowska i może jeszcze na koszt państwa polskiego uczyła się w szkołach żydowskich całego tego haniebnego systemu etycznego, naturalnego u jakiegoś plemienia koczującego, ale wprost potwornego wobec tych ideałów etycznych, które nam od kolebki przyświecają?…”

Odczyt wygłoszony został w dniach 3 i 10 października 1917 r. w Warszawie w sali Stowarzyszenia Techników.

http://stopsyjonizmowi.files.wordpress. ... odczyt.pdf

Wykład pana Niemojskiego, choć nieco przydługi - wart jest jednak naszej uwagi gdyż przedstawia problem niejako >od podszewki<


http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-izr ... emigrantow

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 13 cze 2013, 06:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Zatrzymać eugenikę

Joanna Najfel, publicystka, działaczka pro-life

W polskich szpitalach, w majestacie prawa, abortuje się rocznie setki dzieci zdiagnozowanych jako chore. Każdego roku coraz więcej.

Chore dzieci zabijane są często w szóstym miesiącu życia płodowego, kiedy są duże i dobrze rozwinięte. Lekarze wywołują wczesny poród, żeby dziecko zmarło. Jeśli przeżyje, oficjalna procedura każe zostawić je bez pomocy, na śmierć.

Na ten horror pozwala obecne prawo. Chociaż zakazuje aborcji jako przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, jednocześnie uchyla karalność w trzech przypadkach. Jednym z nich jest tzw. aborcja eugeniczna, z powodu diagnozy choroby u dziecka. Tak ginie 90 proc. ofiar „kompromisu aborcyjnego” – kilkaset dzieci rocznie. Od kilku lat ta liczba gwałtownie rośnie.

Bo miała zajęczą wargę
Ministerstwo Zdrowia nie ujawnia danych o tym, kogo zabito i w związku z podejrzeniem o jaką chorobę. Można jednak obliczyć, że większość dzieci po niepomyślnej diagnozie jest abortowana.

Najczęściej rozpoznawany jest zespół Downa. Na Zachodzie ok. 95 proc. takich dzieci ginie w łonach matek. Prawie nie widać ich na ulicy, rodzą się praktycznie tylko te, których nie zbadano, testy się pomyliły, lub rodzice obronili je przed presją aborcyjną.

Wiele dzieci ginie z błahych powodów. Dodatkowy paluszek, zajęcza warga, zniekształcone stopy – problemy, które współczesna medycyna koryguje.

Polska ustawa mówi o „ciężkim i nieodwracalnym upośledzeniu” lub „nieuleczalnej chorobie zagrażającej życiu”, ale w praktyce zabija się na przykład dziewczynki z zespołem Turnera. – Zespół Turnera dotyczy prawie wyłącznie kobiet, nie mają one jednego z chromosomów płci, są niskie, krępej budowy, zwykle bezpłodne. Ale nie są upośledzone umysłowo – tłumaczy Malina Świć, studentka ostatniego roku medycyny.

Malina Świć sama ma zespół Turnera, który wykryto u niej dopiero w wieku 14 lat. Dziś kończy studia medyczne. – Na co dzień nie myślę o tym, że mam zespół genetyczny. Prowadzę normalne życie. Jestem trochę powolniejsza, niższa od rówieśników, prawdopodobnie nie będę mieć dzieci. Ale tego że żyję, nie żałuję – mówi Świć.

Zabici przez przypadek
Z 620 dzieci zabitych w polskich szpitalach w 2011 r. z powodu niepomyślnej diagnozy kilkadziesiąt najprawdopodobniej było zdrowych.

Ustawa pozwala zabić, kiedy „wynik badań prenatalnych” lub „inne przesłanki medyczne” wskazują na „prawdopodobieństwo” wystąpienia wad. Prawdopodobieństwo, bo pewności nie ma nigdy. Badania określają tylko stopień ryzyka.

Nawet 95 proc. ciężarnych wytypowanych przez badania przesiewowe ma tak naprawdę zdrowe dzieci. USG myli się w kilkudziesięciu procentach przypadków. Wraz z badaniami krwi sugeruje wady nawet u 1 na 20 matek, w zdecydowanej większości fałszywie. Ale nawet po tak pobieżnej diagnozie można dostać „kwit” na aborcję.

Zaawansowane badania inwazyjne też nie dają 100 proc. pewności. – Dziecko może być tzw. mozaiką, to znaczy mieć zarówno komórki zdrowe, jak i charakteryzujące wadę genetyczną. Diagnosta interpretuje taki wynik jako chorobę, podczas gdy jest to zdrowe dziecko – mówi dr Marek Ślusarski, ginekolog, i dodaje, że pomyłki zdarzają się też przez błędy człowieka.

Niebezpieczne badania
Same badania inwazyjne też zbierają śmiertelne żniwo. Wymagają pobrania materiału z łona, przez powłoki brzuszne lub kanał rodny, czym narażają matkę na krwotok i infekcję, a dziecko na uszkodzenie ciała i śmierć. Ryzyko poronienia, średnio 1-2 proc., u mniej doświadczonego lekarza może sięgać nawet kilku procent.

W Polsce w 2011 r. badaniom inwazyjnym poddało się kilka tysięcy kobiet. Zdecydowana większość z nich nosiła pod sercem zdrowe dziecko, ale co najmniej kilkadziesiąt przez badania straciło ciążę.

W Wielkiej Brytanii obliczono, że na każde troje dzieci, u których wykrywa się zespół Downa, dwoje zdrowych umiera w łonie z powodu badań. Mimo to w wielu krajach promuje się badania genetyczne, a organizacje medyczne zalecają, aby oferować je wszystkim ciężarnym.

Chce urodzić, ma taką fanaberię
Matki skarżą się, że doświadczają presji, aby robić badania genetyczne i od wyników uzależniać „losy ciąży”.

9

Kaja Godek pięć lat temu dowiedziała się, że jej synek urodzi się z zespołem Downa: – Lekarz powiedział, że jeśli choroba się potwierdzi, być może trzeba będzie usunąć ciążę. Zabicie dziecka było traktowane jak normalna kolej rzeczy. W drugiej ciąży byłam w grupie wysokiego ryzyka. Miałam wrażenie, że moja córka musi zdać egzamin ze zdrowia, zanim dadzą jej spokój –wspomina Godek.

Jej zdaniem, lekarze dzielą się na dwie grupy. Jedni cieszą się, że kobieta donosi ciążę. Inni są przesiąknięci mentalnością aborcyjną: – Oni robią w tym interesie. Patrzą na kobietę, która nie chce zabić chorego dziecka jak na kogoś, kto ma fanaberię. Pewna ginekolog zrobiła mi scenę, bo odmówiłam badań genetycznych. Dowiedziałam się później, że ona pracuje w szpitalu, w którym abortują dzieci z zespołem Downa.

Doświadczenia Kai Godek to nie wyjątek. Doktor Brian Skotko, pediatra ze szpitala dziecięcego w Bostonie, przeprowadził ankiety wśród tysiąca matek dzieci z zespołem Downa. Te, które zdiagnozowano w ciąży, skarżyły się, że lekarze udzielili im nieprawdziwych, przesadnie negatywnych informacji o zespole Downa i że namawiali je na aborcję.

W innej anonimowej ankiecie przeprowadzonej wśród 499 amerykańskich lekarzy 23 proc. przyznało się do aktywnego nalegania na aborcję lub do celowego podkreślania negatywnych aspektów zespołu Downa wobec pacjentek. Tylko 4 proc. powiedziało, że namawia takie matki do urodzenia.

Kto chce aborcji?
– Jeśli ktoś twierdzi, że rodzice dzieci niepełnosprawnych popierają aborcję eugeniczną, to mnie obraża. Trudniej się wychowuje dziecko chore niż zdrowe, ale to nie powód, żeby chore zabić – mówi Kaja Godek.

Organizacje skupiające rodziców dzieci niepełnosprawnych nie walczą o dostęp do aborcji eugenicznej. Wręcz przeciwnie.

Rok temu dwadzieścia kilka takich grup z różnych krajów zmobilizowało się w ramach inicjatywy Stop Eugenics Now (ang. Zatrzymać eugenikę), aby zapobiec uznaniu aborcji eugenicznej za prawo człowieka przez Trybunał w Strasburgu.

W Nowej Zelandii grupa rodziców oskarżyła własny rząd o presję aborcyjną na matki dzieci z zespołem Downa przez nachalną promocję badań genetycznych. Wykrycie tej wady przed urodzeniem nie pomaga dziecku, służy jedynie do jego likwidacji, a to eugenika, argumentowali.

Głównym motorem szerzenia aborcji eugenicznej nie są ci, których temat niepełnosprawności bezpośrednio obciąża, ale lobby aborcyjne i sprzyjający mu dygnitarze o zapędach eugenicznych.

Po równi pochyłej
Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat liczba aborcji eugenicznych w Polsce wzrosła jedenastokrotnie. – To już nie furtka, ale brama aborcyjna – mówi Mariusz Dzierżawski, obrońca życia.

Działacze biznesu śmierci robią wszystko, aby aborcji w majestacie prawa było jak najwięcej. Nie tylko załatwiają poszczególnym kobietom „zabiegi”. Manipulują też opinią publiczną, szerząc mity o „prawie do aborcji” i obowiązku uczestniczenia w niej lekarzy.

Tymczasem każda aborcja to przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu. Prawo jedynie uchyla karalność w szczególnych przypadkach. – W przestrzeni publicznej często pojawia się hasło „prawo do aborcji”. W lekarzach też wytworzyło się przekonanie, że kobiety mają „prawo do aborcji”, kiedy przesłanki z ustawy są spełnione. A to nieprawda – tłumaczy prawnik Joanna Potocka.

Konsekwencją przekonania o „prawie do aborcji” są międzynarodowe procesy sądowe o „krzywdzące urodzenie”, w związku z tym, że dziecko, które mogło być abortowane, jednak się urodziło.

Mariusz Dzierżawski przypomina, że to kolejny raz, kiedy każdy obywatel zmuszany jest do finansowania aborcji: – Płacimy za to, że dzieci zabijane są w państwowych szpitalach, płacimy za powikłania u matek, w końcu płacimy grzywny za to, że jakieś dziecko nie zostało zabite. To haniebne prawo trzeba znieść.

Stop aborcji eugenicznej
W Holandii legalnie zabija się chore noworodki. Według embriologa Boba Edwardsa, pioniera in vitro, aborcja eugeniczna to nie prawo, tylko obowiązek, a rodzenie chorych dzieci to „grzech”. Za przymusem aborcji eugenicznej opowiedział się również pewien brytyjski polityk.

– Hitler też rozpoczął eksterminację ludzi od kalek i upośledzonych. Zgoda na aborcję chorych dzieci to zaproszenie do Polski kolejnych etapów tego horroru – ostrzega Mariusz Dzierżawski.

Aby zawrócić Polskę z tej drogi, powstał obywatelski projekt zakazu aborcji eugenicznej. Komitet Inicjatywy Ustawodawczej Stop Aborcji zbiera w całym kraju podpisy poparcia. Potrzeba ich sto tysięcy, aby projekt trafił do Sejmu.

Pełnomocnikiem Komitetu jest Kaja Godek. Czy to się może udać? – Dwa lata temu projekt całkowicie zakazujący aborcji poparło 600 tysięcy obywateli. W Sejmie zabrakło wtedy tylko 6 głosów. W tym roku też mamy piękny odzew. Jako mama chłopca z zespołem Downa cieszę się, że jest wielu ludzi, którzy dzieciom takim jak moje chcą przywrócić prawo do życia. Wierzę, że to się uda.

Organizatorzy apelują o składanie podpisów do 23 czerwca. Po informacje zapraszają na stronę RatujDzieci.pl.

http://www.naszdziennik.pl/wp/35554,zat ... enike.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 18 paź 2013, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Czarna lista

Anna Ambroziak

www.eugenicy.pl – tak będzie się nazywać strona internetowa, na której znajdą się informacje o posłach głosujących za uśmiercaniem dzieci w ramach tzw. przesłanki eugenicznej.

Stronę opracowuje Fundacja PRO – Prawo do Życia; są na niej zdjęcia posłów, którzy nie tak dawno opowiedzieli się za prawem do zabijania dzieci niepełnosprawnych. Obok nich będą fotografie małych ofiar aborcji eugenicznych – zabitych chorych dzieci.

– Chodzi o to – tłumaczy Mariusz Dzierżawski, członek Rady Fundacji PRO – Prawo do Życia, by i posłowie, i ich wyborcy zdali sobie sprawę z tego, że to głosowanie ma przełożenie na konkretne realia. – Będziemy pokazywać skutki tego głosowania. Osobną kategorią będą posłowie, którzy z tchórzostwa w ogóle nie głosowali, tak jak m.in. poseł Ireneusz Raś, który tak często podkreśla swoją przynależność do wspólnoty Kościoła katolickiego – mówi Dzierżawski.

– Liczymy na współpracę środowisk lokalnych, mamy nadzieję, że uzyskamy konkretne informacje o posłach, którzy lubią pokazywać się publicznie jako katolicy, a popierają mordercze ustawy – dodaje.

Na stronie znajdą się też ulotki poświęcone każdemu posłowi, pokazujące zabójcze skutki obowiązującego prawa. Będzie można je wydrukować i rozpowszechnić w lokalnym środowisku.

Fundacja powołuje się na najnowsze badania CBOS pokazujące, że aż 75 proc. Polaków potępia aborcję. Tymczasem wybrani przez społeczeństwo parlamentarzyści opowiedzieli się za jej legalizacją. Mowa oczywiście o odrzuconym już w pierwszym czytaniu obywatelskim projekcie ustawy uszczelniającym prawo aborcyjne; pod koniec września koalicja Platformy Obywatelskiej, SLD, Ruchu Palikota i części PSL odrzuciła obywatelski projekt nowelizacji ustawy O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, wprowadzający zakaz aborcji eugenicznej. Zabrakło 52 głosów. Projekt powstał z inicjatywy Fundacji PRO – Prawo do Źycia. Zebrano pod nim 450 tys. podpisów. Za jego odrzuceniem opowiedzieli się wszyscy obecni na sali posłowie Ruchu Palikota (34), SLD (22) oraz zdecydowana większość posłów Platformy (169).

– Aż 233 posłów głosowało za utrzymaniem prawa do zabijania dzieci niepełnosprawnych jeszcze przed narodzeniem. Zamierzamy dotrzeć do wyborców z informacją o każdym z tych posłów, którzy zagłosowali za prawem do zabijania chorych dzieci – podkreśla Dzierżawski.

http://www.naszdziennik.pl/wp/57166,czarna-lista.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 18 paź 2013, 08:40 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
Czarna lista

http://www.eugenicy.pl – tak będzie się nazywać strona internetowa, na której znajdą się informacje o posłach głosujących za uśmiercaniem dzieci w ramach tzw. przesłanki eugenicznej.


Dawno już należało to zrobić !

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 23 paź 2013, 07:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Eugenika poza statystyką

Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że nie dysponuje żadnymi danymi na temat chorób, które są ustawową przesłanką do aborcji eugenicznej.

– W ramach statystyki publicznej gromadzone są dane o przerwanych ciążach, natomiast nie są zbierane dane o rozpoznanych chorobach płodu – przyznaje Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy resortu zdrowia, odpowiadając na pytanie „Naszego Dziennika”.

Jak wynika z oficjalnego sprawozdania Rady Ministrów z wykonywania oraz o skutkach stosowania w 2011 r. ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego oraz warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, z racji tzw. przesłanki eugenicznej wykonano aż 620 takich „zabiegów” – tyle dzieci zabito legalnie.

W kontekście deklaracji ministerstwa, że nie wie, jakiego rodzaju schorzenia zdecydowały o zabiciu chorych dzieci, nasuwa się pytanie o rzetelność rządowych statystyk.

Zdaniem mec. Piotra Kwietnia, resort nie ma obowiązku normatywnego uzyskiwania szczegółowych analiz na temat poszczególnych wskazań do przeprowadzenia aborcji. Ministerstwo zdaje tylko sprawozdanie z realizacji trzech przesłanek do tzw. legalnej aborcji.

– Wskazanie jest objęte decyzją diagnostyczną lekarza prowadzącego. Przedmiotem analizy mogłaby być prawidłowość tych wskazań. Ale tym powinny zajmować się izby lekarskie – twierdzi prawnik.

Tyle że – co potwierdza Maciej Hamankiewicz, szef Naczelnej Rady Lekarskiej, samorząd lekarski danych na temat przyczyn tzw. legalnych aborcji nie ma. – Nie mamy takich statystyk, bo nie ma takiej sprawozdawczości – przyznaje Hamankiewicz.

W ocenie mec. Pawła Śliwy, zachodzi w tym przypadku pewna niekompatybilność. – Jeżeli w raporcie Rady Ministrów jest wskazana przyczyna, a resort zdrowia nie prowadzi statystyki na temat chorób będących wskazaniem do aborcji, to skąd ta wiedza? – pyta prawnik.

Zgodnie z obowiązującymi obecnie przepisami ustawy z 1993 r. aborcji można dokonać legalnie w sytuacji zaistnienia jednej z określonych przesłanek: gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, i gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Zdaniem obrońców życia, stan faktyczny jest taki, że w polskich szpitalach zabija się więcej chorych dzieci, niż mówią o tym oficjalne statystyki.

– Informacja Ministerstwa Zdrowia potwierdza nasze obawy. Nikt nie kontroluje tzw. aborcji eugenicznych w Polsce. Jeśli w naszym kraju praktykuje ktoś w rodzaju Kermita Gosnella, amerykańskiego zabójcy dzieci, nie jest poddany żadnej kontroli. Ginekolog-aborter Romuald Dębski, w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów”, oskarżył kolegów z branży o fałszowanie dokumentacji medycznej związanej z aborcjami. Nie słyszałem o żadnej reakcji ministra zdrowia na te słowa. Najwyraźniej prawda o aborcji zupełnie go nie interesuje. Pan Arłukowicz ponosi odpowiedzialność, nie tylko moralną, za każde dziecko zabite w polskich szpitalach. Dobrze byłoby, gdyby to sobie uświadomił – komentuje Mariusz Dzierżawski, członek Rady Fundacji PRO – Prawo do Życia.

Dzierżawski nawiązuje do wywiadu pt. „Nie mówię o aborcji. Mówię: Ma pani wybór”. Doktor Dębski ze Szpitala Bielańskiego w Warszawie wspólnie z żoną mówią tam o legalności zabijania chorych dzieci, bezzasadności ich reanimacji, którą nazywają „uporczywą terapią, która nie powinna być rozpoczynana”, ale nadmieniają przy tym także o procedurze fałszowania dokumentacji – zamiast „aborcja” w rubryki szpitalne wpisuje się często „poronienie samoistne”.

Powściągliwość resortu nie dziwi, wystarczy tylko przypomnieć postawę ministra podczas głosowania nad obywatelskim projektem wyłączającym z obowiązującego prawa tzw. przesłankę eugeniczną. Bartosz Arłukowicz nie tylko nie potrafił odpowiedzieć na pytanie o statystykę chorób, które są przesłanką do legalnej aborcji eugenicznej, ale uprawiał swoistą demagogię, oburzając się na słowa, jakie padły wtedy na temat metod zabijania dzieci w polskich szpitalach. O tym, że abortowane żywe dzieci odkłada się do metalowej miski lub na chustę chirurgiczną, gdzie powoli w męczarniach umierają, mówiła Kaja Godek, przedstawiciel wnioskodawców.

– Na jednym wydechu mówi się o godności kobiet i dzieci i zaraz potem mówi się o tym, że powinno być prawo do zabijania dzieci. Kiedy mówię o zabijaniu dzieci, próbuje mi się kneblować usta i narzuca mi się cenzurę. To jest ta wolność i tolerancja dla dzieci niepełnosprawnych, którą mają państwo po lewej stronie sali – mówiła wtedy Godek, na co jedyną reakcją Arłukowicza była sugestia, żeby takie sprawy zgłaszać do prokuratury.

Skierowanie dla położnej

A co z położnymi, które uczestniczą przy dokonywaniu aborcji? Dopytywany o to, jaką pomoc im ze swojej strony zapewnia resort zdrowia, tłumaczy, że uczestniczenie przy aborcji to przede wszystkim jej wybór.

– W sytuacji, kiedy dokonywane jest przerwanie ciąży, położna może samodzielnie podjąć decyzję, czy chce asystować przy zabiegu. Pielęgniarka i położna mogą odmówić wykonania zlecenia lekarskiego oraz wykonania innego świadczenia zdrowotnego niezgodnego z ich sumieniem lub z zakresem posiadanych kwalifikacji, podając przyczynę odmowy na piśmie przełożonemu lub osobie zlecającej – ocenia resort, powołując się na zapisy ustawy z 15 lipca 2011 r. o zawodach pielęgniarki i położnej.

Ponadto – zapewnia MZ – zagadnienia dotyczące radzenia sobie w sytuacjach trudnych w wykonywaniu zadań zawodowych zawarte są w programach kształcenia podyplomowego pielęgniarek i położnych. – Jest to obligatoryjny temat bloku ogólnozawodowego szkoleń specjalizacyjnych i kursów kwalifikacyjnych – informuje ministerstwo.

Zapewnia, że „planowane jest włączenie do nowo opracowywanych programów kształcenia podyplomowego, treści związanych z radzeniem sobie ze stresem wynikającym z pracy zawodowej w wybranych obszarach pielęgniarstwa”. Położne przeżywające traumę z racji asystowania przy zabijaniu dzieci resort odsyła do samorządu zawodowego pielęgniarek i położnych, który organizuje szkolenia w zakresie radzenia sobie w różnych sytuacjach stresowych, i do psychologa.

Gdy teoria styka się z praktyką

Ministerstwo Zdrowia dużo mówi o wyborach, których często położne po prostu nie mają. Wiele z nich godzi się na to z obawy przed utratą pracy, zastrasza się je wypowiedzeniem umowy, obniżeniem pensji. Tak naprawdę niewiele o tym wiemy, bo te osoby po prostu milczą. Najczęściej ze strachu.

– Rzeczywiście w świetle obowiązującego prawa teoretycznie położna może odmówić asystowania przy procedurach, których wykonywanie jest niezgodne z jej systemem wartości. Ale słyszałem o tym, że niektórzy z kierowników oddziałów, gdzie wykonuje się tego typu zabiegi, w sytuacji kiedy położna nie chce przy nich asystować, mówią jej: „To proszę iść sprzedawać marchewkę na targu” – przyznaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Bogdan Chazan, ginekolog-położnik, dyrektor Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie.

– Z rozmów z byłymi pracownicami szpitali wiem, że położne boją się mówić innym osobom o traumie asysty przy aborcjach. Boją się również skarżyć na przełożonych, którzy wymuszają na nich konkretne zachowania. Te kobiety często są jedynymi żywicielami rodziny, boją się mówić o tym, co dzieje się przy aborcjach, żeby nie stracić pracy – dodaje Maria Bienkiewicz, obrońca życia.

– A propos pomocy psychologicznej, najczęściej jej nie ma. Żaden psycholog nie pomoże ukoić bólu kogoś, kto był świadkiem zabójstwa dziecka! Zresztą, można by zapytać o sens takiej rozmowy w sytuacji, gdy położna jest potem znowu zmuszana do uczestniczenia przy aborcjach – mówi Bienkiewicz.

Zawsze można byłoby zapytać, czy położna musi pracować na takim oddziale. – Oczywiście może tam nie pracować, ale jeśli już pracuje, to powinna mieć możliwość skorzystania z klauzuli sumienia czy też możliwość zmiany oddziału na inny – zaznacza prof. Chazan. I dodaje, że słyszał o historii kobiet, które rezygnowały z zawodu, bo nie mogły znieść koszmaru asysty przy aborcjach i późniejszego traktowania ciał dzieci; bywa, że są wyrzucane jako szpitalne odpady i kremowane w szpitalnych kotłowniach.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... styka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 23 paź 2013, 09:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Czas rządów zbrodniarzy nie jest już tylko przypuszczeniem. Fakty rozwiewają mgłę wątpliwości i wyłania się nam cała prawda o dzisiejszych władcach całego niemal świata.
Przerażające jest jak arogancki głupek - człowiek chce poprawić (po swojemu) naturę.


Ułuda „idealnego życia”

Paulina Gajkowska

To, że eugenika nie jest pojęciem z przeszłości, ale jako zorganizowana ideologia i system na niemałą skalę dokonuje się we współczesnym świecie, jest oczywiste dla tych, którzy z obawą obserwują zachodzące zjawiska i procesy. Każdy, kto w to wątpił, może swoją niepewność rozwiać, dowiadując się o tym, że jedna z firm przygotowała program komputerowy, za pomocą którego przyszli rodzice będą w stanie „zaprojektować” (już samo to określenie budzi grozę) profil genetyczny swojego dziecka. Wygląd, cechy osobowości, predyspozycje, umiejętności. Taki od początku i w całości „wymyślony” nowy człowiek to marzenie postępowego świata. Problem jednak leży nie tylko w całkowitym oderwaniu owego marzenia od moralności i głębokiej ingerencji w naturę, czyli to, czemu człowiek powinien być wierny, a nie czym dowolnie może manipulować. Ogromnym zagrożeniem jest przekonanie, że nauka może wszystko. Jeśli można „naukowo” stwierdzić, że homoseksualizm jest wrodzony (co jest jedną z największych manipulacji współczesności), jeśli „etycy” i naukowcy z niezrozumiałą i niczym niepopartą pewnością artykułują tezy o tym, że płeć kształtuje się kulturowo, a zatem nikt nie rodzi się ani kobietą, ani mężczyzną, to czemu nie można iść jeszcze dalej i nie dać spragnionym idealnego życia ludziom możliwości „tworzenia” profilu genetycznego własnego dziecka, a w przyszłości być może również klonowania? Jest w tym wszystkim jednak i hipokryzja, i przewrotność. Z jednej bowiem strony materializm, karierowiczostwo i promocja hedonizmu spychają na margines małżeństwo i rodzinę, z drugiej strony, jeśli już nagle się one pojawią, to w wymiarze chwilowej potrzeby, którą trzeba zrealizować szybko i za wszelką cenę. Najczęściej tradycyjne pojęcia i wartości są przekształcane w jakąś karykaturę i ich sens całkowicie się zatraca. Bo czy można nazwać rodzicem kogoś, kto traktuje dziecko przedmiotowo i egoistycznie, kogoś, kto dla realizacji własnych wyobrażeń, za pomocą narzędzi eugenicznych, chce zaprojektować idealnego potomka? Miłość rodzicielska jest bezinteresowna, nie zależy ani od zalet dziecka, ani tym bardziej od jego wyglądu. Jednak pojęcia takie jak miłość, odpowiedzialność, poświęcenie nie pasują do szablonu postępu. Przyjemność, sukces i satysfakcja – oto triada celów i dążeń ofiar wynaturzonej ideologii. A to wszystko kosztem niewinnych istot ludzkich traktowanych jak trybiki w machinie postępu na drodze do budowy idealnego społeczeństwa i nowej cywilizacji. I to jest właśnie eugenika.

A tak na marginesie: czemu dziennikarze, naukowcy, obserwatorzy nie mają problemu z mówieniem o „dziecku” w przypadku, gdy dopiero ma być ono „zaprojektowane” przez przyszłych rodziców, a niemożliwe jest dla nich używanie tego samego słowa w stosunku do milionów zabijanych na całym świecie już istniejących dzieci nienarodzonych? Czy kluczowe jest tu kryterium „dziecka chcianego”? Jak daleko jeszcze w swej obłudzie zabrną obrońcy nowego ładu?

http://www.naszdziennik.pl/wp/57609,ulu ... zycia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 10 gru 2013, 19:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Jak nas uczy historia, stworzenie nowej wersji człowieka przez ideologów, nie służy nauce samej w sobie, a jest motywowane potrzebami chorej wyobraźni światowych patologów - ideologów, czyli głównie polityków.
Człowiek ideologom potrzebny jest jedynie do czegoś, lub nie potrzebny jest im wcale.
W ramach ideologii życie człowieka musi stać się podporządkowane głównemu nurtowi realizowanej patologii.
Wolni wewnętrznie ludzie, niechcący brać udziału w patologii muszą, albo się ukrywać, albo są mordowani.
To wszystko od ponad 200 lat tworzy nam światowe lewactwo. Jest to największa i najstraszniejsza epidemia zagrażająca zarówno człowiekowi, jak i całej ludzkości.


Stalin chciał stworzyć krzyżówkę człowieka i małpy

[Przypominam, to może się przydać nowym pretendentom do władzy nad światem. MD]

The American Association for the Advancement of Atheism zaczęła zbierać fundusze na ten cel

Sigma

Sowiecki dyktator Józef Stalin chciał w połowie lat 20-ych zeszłego wieku wzmocnić Czerwoną Armię batalionami krzyżówek ludzi z małpami.

Pewien naukowiec sowiecki specjalizujący się w hodowli hybryd, Ilia Iwanow miał wyprodukować owego super-wojownika. Stalin powiedział mu: „Chcę nowego, niezwalczonego człowieka, niewrażliwego na ból, odpornego i obojętnego na jakość przyjmowanego pożywienia.”

W 1926 roku Politbiuro przekazało rozkaz stworzenia „żywej maszyny wojennej” Akademii Nauk. Akademia Nauk zaangażowała Iwanowa i wysłała go do Afryki zachodniej z odpowiednią gotówką, aby tam przeprowadzał eksperymenty sztucznej inseminacji ludzkim nasieniem na szympansach Bonobo. W Związku Sowieckim centrum podobnych eksperymentów powstało w Gruzji.

Eksperymenty Iwanowa w zachodniej Afryce zakończyły się totalną klęską.

Dalsze próby przeprowadzane w Gruzji, gdzie dla odmiany używano małpiego nasienia do sztucznej inseminacji ludzkich ochotniczek również zakończyły się klęską.

Ilia Iwanowicz urodził się w roku 1870, ukończył studia weterynaryjne na uniwersytecie w Charkowie w 1896 i został profesorem w 1907. Udoskonalał metody sztucznej inseminacji w hodowli koni. Był również pionierem sztucznej inseminacji do tworzenia krzyżówek zwierząt domowych i ich dzikich odpowiedników. Jako pierwszy skrzyżował zebrę z koniem Przewalskiego.

W 1910 wygłosił wykład na Światowym Kongresie Zoologów w Graz (Austria) na temat możliwości wyhodowania krzyżówki człowieka z małpą. W 1924 otrzymał zezwolenie z Instytutu Pasteura w Paryżu na skorzystanie z ich eksperymentalnej placówki we francuskiej Gwinei celem przeprowadzenia tego eksperymentu. Iwanow starał się również o poparcie dla jego eksperymentu przez rząd sowiecki. Wreszcie w 1925 otrzymał od sowieckiej Akademii Nauk $10 000 na ten cel. Na owe czasy była to suma olbrzymia. Placówka we francuskiej Gwinei nie dysponowała żadną dojrzałą do rozrodu szympansicą, więc w 1926 roku otrzymał zezwolenie od gubernatora Gwinei na przeprowadzenie swojego eksperymentu w ogrodach botanicznych w Conakry.

Tutaj Iwanow dokonał sztucznej inseminacji trzech szympansic, jednak wszystkie inseminacje zakończyły się porażką. Żadna z szympansic nie zaszła w ciążę.

Iwanow powrócił do Związku Sowieckiego i w 1930 roku podczas wielkiej czystki został aresztowany, dostał wyrok pięciu lat zsyłki do Kazachstanu, gdzie zmarł w 1932 w wieku lat 62.

Otrzymanie na ów obłąkany projekt niewyobrażalnej na owe czasy sumy $10 000 wymagało solidnego poparcia u Stalina. Stalin jako wyznawca ewolucjonizmu, wierzył że ludzie i małpy są ze sobą blisko spokrewnione.

Zgodnie z teorią Darwina Afrykanie byli w łańcuchu ewolucyjnym bliżsi małp, niz biała rasa, w związku z czym w Afryce do sztucznej inseminacji Iwanow używał spermy tubylców. . Zresztą, jak wyznawał, sam nie chciał mieć dzieci z małpami. [Ale jego syn, towarzyszący mu w Gabonie, był tam „honorowym [??] dawcą spermy”. MD]

Specjalista historii Rosji z uniwersytetu w Cambridge, urodzony w ZSRR Aleksander Etkind w artykule „Meandry eugeniki: Zapomniany skandal krzyżowania ludzi z małpami” napisał że Iwanow przedstawiając swój eksperyment do akceptacji twierdził, że w ten sposób udowodni, że człowiek pochodzi od małpy. Dodatkowym argumentem była wizja, jakim ciosem okaże się to dla religii.

Zresztą zainteresowany jego eksperymentem był nie tylko rząd sowiecki. Również w USA The American Association for the Advancement of Atheism zaczęła zbierać fundusze na ten cel.

By Russell Grigg http://creation.com/stalins-ape-man-superwarrior ...

Patrząc na ekscesy ruskich kiboli nie jestem pewna, czy Stalinowi jednak nawet bez biednych małp nie udało się dopiąć swego celu.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=48


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 20 sty 2014, 16:26 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Chesterton a nowa odsłona eugeniki*

Wprowadzenie: dwie strony orderu pośmiertnego

Celem artykułu(1) nie jest wyczerpujące przedstawienie współczesnych kwestii bioetyki (zakładam, że czytelnik jest w tej sprawie przynajmniej trochę zorientowany), ale jedynie ich zasygnalizowanie i to w perspektywie eugenicznej mentalności. Ponieważ Gilbert Keith Chesterton zajmował się właśnie zagadnieniem eugeniki, dzięki temu będzie można wskazać te kierunki myślenia zaproponowane przez sympatyka Polski, które okazać się mogą aktualne również w wartościowaniu dzisiejszych problemów bioetycznych związanych z nową odsłoną eugeniki. Niniejszy tekst opieram przede wszystkim na polskim tłumaczeniu książki Eugenics and Other Evils(2), ale zaczerpnięte stamtąd treści inkrustuję cytatami pochodzącymi z bogatej spuścizny pisarza, który wydaje się, że przeżywa swoją „drugą młodość” (jeśli tak można powiedzieć o zmarłym), przynajmniej w Polsce.

Chesterton zasadniczą partię pierwszej części książki napisał przed pierwszą wojną światową. Wybuch wojny spowodował, że uznał temat za nieaktualny, bowiem „w przypadku zwycięstwa prusactwa, opór byłby beznadziejny; w przypadku klęski prusactwa, byłby niepotrzebny” (s. 28). Z wielkim zdziwieniem i bólem skonstatował, że eugeniczne idee nie zostały jednak pogrzebane razem z ofiarami wojny, i dlatego zdecydował się dokończyć książkę. Jeśli pamiętać, że w roku 1922 (na marginesie: w tym właśnie roku w Polsce środowiska preeugeniczne przyjmują nazwę: Polskie Towarzystwo Eugeniczne) pisał Chesterton, że „niektóre fragmenty tej książki mają prawie dziewięć lat” (s. 29), to znaczy, że w roku 2013 mija już 100 lat od ich sformułowania. Tym większy podziw należy się znanemu polemiście za to, że jego idee pozostają i dziś żywe.

Warto jednak pamiętać, że jeśli dziś przyznajemy Chestertonowi wirtualny pośmiertny order naszego uznania za aktualność myśli, na którym to orderze wypisujemy złote pochwały „Apostołowi zdrowego rozsądku”, to medal ten ma drugą stronę, na której trzeba by czytać, że także współczesna głupota ludzka nie jest dziś mniejsza niż 100 lat temu. Można by więc nazwać Chestertona „Don Kichotem zdrowego rozsądku”, które to określenie użył zasłużony polski anglista Roman Dyboski, zresztą ponoć w obecności pisarza i ku jego zadowoleniu(3). Ale czy jedynie o zdrowy rozsądek Chestertona i ludzką głupotę chodzi? Mam nadzieję wykazać, że nie.

Ewolucja eugenicznej mentalności

„Ewolucjonizm nauczył ludzi myśleć, że jeśli oddalają się coraz bardziej od stadium małpy, to coraz bardziej zbliżają się do stadium anioła. Można jednak przestać być małpą i zamiast stać się aniołem, całkiem zwyczajnie pójść do diabła”(4). Właśnie w tę stronę poszli zwolennicy eugeniki, z którymi polemizował pisarz, oraz ich dzisiejsi epigoni. Niedaleko pada banan eugeniki współczesnej od bananowca eugeniki prymitywnej, do której odnosił się angielski myśliciel. Spójrzmy na ewolucję eugeniki.

O pochodzeniu eugeniki darwinistycznej

Francis Galton, kuzyn autora O pochodzeniu gatunków, zachwycony objawieniem Darwinowskiej teorii doboru naturalnego postuluje wprowadzenie sztucznej selekcji, która winna wesprzeć selekcję naturalną odbywającą się jakoby zbyt wolno. Polepszeniu kondycji gatunku ludzkiego ma służyć genetyka (powiększanie dobrego materiału genetycznego, a eliminowanie złego) oraz selekcja medyczno-techniczna, której zadaniem byłaby eliminacja osób obciążonych niepożądanymi wadami. Ten „ojciec eugeniki” wyznaczył swojego następcę, którym był Karl Pearson – człowiek, który wydatnie przysłużył się sprawie rozszerzania się eugenicznych poglądów.

Na tej bazie rodzą się nieludzkie pomysły, a nawet stanowi się odpowiednie ustawy. Chesterton w swojej książce odnosi się Mental Deficiency Act, ustawy o osobach niedorozwiniętych, która pozwalała przetrzymywać ich dowolnie długo w zamknięciu, rozważano wtedy również pomysł ich przymusowej sterylizacji(5). W odniesieniu do tego typu postulatów Chesterton próbował ukazać, że w ten sposób relacje rządzący-rządzeni kształtują się na podobieństwo hodowli koni lub niewolników, przy czym to oczywiście rządzący mieliby być właścicielami stadniny czy stada niewolników: „Eugenika oznacza w rzeczywistości kontrolę niektórych ludzi nad zawieraniem bądź niezawieraniem małżeństwa przez innych i zapewne kontrolę nielicznych nad zawieraniem bądź niezawieraniem małżeństwa przez wielu” (s. 45).

Tego rodzaju anarchia odgórna, jak ją nazywa Chesterton, szaleństwo państwa czy raczej opętanie rządzących, w pierwszej chwili wydaje się nam nieaktualna. Ale niech nas nie zwodzą pozory – trzeba by sprawdzić, czy przypadkiem anarchia nie stała się dziś powszechna, w myśl przysłowia, że ryba psuje się od głowy. I jeśli Chesterton widział niewolników przymuszanych do realizowania diabelskich pomysłów rządzących, to być może dziś po prostu mamy do czynienia z niewolnikami, którzy sami zapragnęli nieludzkich eksperymentów, co zresztą autor Eugeniki przewidział w słowach: „Otóż jest oczywiste, że ten rodzaj chaosu może równie łatwo ogarnąć rządzących społeczeństwem, jak i rządzone społeczeństwo” (s. 63).

Co wyewoluowało z eugeniki prymitywnej

Zwróćmy uwagę, że współcześni niewolnicy (nieświadomi, że stanowią igraszkę w rękach władców ich sumień czy umysłów) mówią dziś o swoich prawach, ale tak się składa, że w ten sposób dobrowolnie realizują to, co kiedyś trzeba było wymuszać siłą. „Wolny” niewolnik daje swojemu panu (odgrywającemu rolę sługi) możliwość eugenicznego harcowania nie z przymusu, ale dobrowolnie. Oparta na ewolucji eugenika pozytywna, której celem było „tworzenie nowego typu człowieka (homo creator) i społeczeństwa” wyewoluowała do postaci eugeniki negatywnej, której przedstawiciele „w miejsce programu »nowego społeczeństwa« proponują (…) opcję skierowaną raczej na troskę o »zdrowie poszczególnego człowieka« (homo patiens)”(6). Powiedzmy to samo, tyle że inaczej. Ewolucja społeczeństwa nie musi odbywać się pod przymusem, skoro sami zainteresowani (a właściwie ich rodzice) przejęli się postulatem doskonalenia genów.

Eugenika to nie przeszłość, uległa ona jedynie ewolucji, dlatego i dziś trzeba zwrócić uwagę – i czyni to Kongregacja Nauki Wiary w Instrukcji „Dignitas personae” dotyczącej niektórych problemów bioetycznych, za którym to dokumentem będziemy podążać(7) – na przedstawicieli „środowisk filozoficznych i naukowych, którzy coraz większy rozwój technologii biomedycznych rozpatrują w perspektywie zasadniczo eugenicznej” (nr 2). Spójrzmy więc na przejawy współczesnej mentalności eugenicznej zauważone przez autorów instrukcji.

Zapłodnienie in vitro jest związane z selekcjonowaniem, odrzucaniem i niszczeniem embrionów, u których wykryto wady. Notabene mamy do czynienia z ciekawym zjawiskiem: to, co miało służyć życiu, stanowi zamach na nie (por. n. 12-15). „Coraz częstsze są przypadki, że pary, które nie są bezpłodne, korzystają z metody sztucznego przekazywania życia jedynie w tym celu, by móc dokonać genetycznej selekcji swoich dzieci” (n. 15). Część powstających embrionów zostaje poddana kriokonserwacji (zamrożeniu), wykorzystuje się je również do celów badawczych czy terapeutycznych. Są traktowane jak przedmiot, ulegają zniszczeniu (por. n. 18-19). Niektóre warianty tego barbarzyństwa realizującego się w białych lekarskich rękawiczkach (ewolucja barbarzyństwa!), pod którymi skrywają się kosmate łapy, polegają na przeniesieniu większej ilości embrionów do łona matki, a następnie dokonaniu tak zwanej redukcji embrionów, co jest po prostu „zamierzoną aborcją selektywną” (n. 21).

Jawną odsłoną eugeniki będzie diagnoza przedimplantacyjna stosowana w tym celu, „by mieć pewność, że do łona matki przeniesione zostały jedynie embriony pozbawione wad albo o określonej płci bądź posiadające pewne szczególne cechy” (n. 22). Oczywiście niepożądane (czy nawet tylko „podejrzane”) embriony zostają zniszczone. „Tak więc diagnoza przedimplantacyjna jest wyrazem tej mentalności eugenicznej, «która dopuszcza selektywne przerywanie ciąży, aby zapobiegać narodzinom dzieci dotkniętych przez różnego rodzaju anomalie. Tego rodzaju mentalność jest haniebna i w najwyższym stopniu naganna, ponieważ rości sobie prawo do mierzenia wartości ludzkiego życia wyłącznie według kryteriów »normalności« i zdrowia fizycznego…” (n. 22).

Wspomnijmy również o nowych formach „przechwytywania” (które nie pozwalają embrionowi zagnieździć się w macicy) i „zapobiegania ciąży” (zniszczenie embrionu już zagnieżdżonego), a także o środkach mających, jak to się ładnie mówi, przywrócić menstruację – pod tymi wszystkimi eufemizmami kryją się po prostu praktyki aborcyjne (por. n. 23).

Idźmy dalej, do technik inżynierii genetycznej stosowanych już nie tylko w celach terapeutycznych (por. n. 25-26), ale rozszerzonych do celów pozaterapeutycznych, czyli do manipulacji mających jakoby prowadzić do doskonalenia wyposażenia genetycznego. Czytelnik, który ma uszy do słuchania, usłyszy, jak pada jabłko gatunku „eugenika”; pac. „Owe manipulacje sprzyjają mentalności eugenicznej i pośrednio nakładają społeczne piętno na osoby nie posiadające określonych cech” (n. 27).

Kolejne uderzenie jabłka – tym razem z gatunku „Galton” – klonowanie reprodukcyjne, które miałoby umożliwiać: kontrolę ludzkiej ewolucji, selekcję osobników o cechach wybitnych, wybór płci dziecka, „produkcję” dziecka dla par bezpłodnych czy też „produkcję” dziecka-kopii drugiego (por. n. 28). W ten sposób niewolnik klonuje niewolnika, i nie chodzi tu tylko o pewnego rodzaju abstrakcyjną a żartobliwą metaforę, ale o poważny konkret: „podmiotowi klonowanemu narzucałoby się z góry określony materiał genetyczny, skazując go w rzeczywistości (…) na swego rodzaju niewolnictwo biologiczne” (n. 29).

Z kolei klonowanie w celu terapeutycznym lub badawczym (produkcja embrionalnych komórek macierzystych) polega na tworzeniu embrionów z zamiarem ich zniszczenia, co sprzeciwia się godności człowieka (por. n. 30). Również wykorzystywanie komórek macierzystych z ludzkiego embrionu prowadzi do jego zniszczenia, a więc nie wolno się na nie godzić (por. n. 32).

I na deser coś, co może stanowić dobrą ilustrację trujących owoców eugeniki: zaczynamy jako ludzie, którzy chcą pomóc ewolucji w doskonaleniu człowieka, a kończymy jako ludzko-zwierzęca hybryda… Podejmuje się bowiem próby hybrydyzacji, w których dochodzi „do wymieszania ludzkich i zwierzęcych elementów genetycznych, co może doprowadzić – uważają autorzy dokumentu – do zaburzenia specyficznej tożsamości człowieka” (n. 33). A więc nie mylą się ewolucjoniści wskazując na związek człowieka ze zwierzętami; człowiek jednak nie tyle pochodzi od nich, co dopiero staje się jak one.

Wracając do cytatu, od którego zacząłem ten rozdział: jeśli nawet eugenika uległa ewolucji od stadium małpy do stadium anioła, to jest to anioł upadły, ojciec kłamstwa, ten który potrafi tylko małpować. W każdym razie w najnowocześniejszych laboratoriach wciąż panuje Darwinowskie prawo najlepiej przystosowanego (tyle że jest wspomagane przez człowieka), barbarzyństwa nie zmienia przecież postęp technologiczny czy przejście od przymusu dawnego do dzisiejszej dobrowolności. Za nowoczesną eugeniką wciąż skrywa się ta sama zredukowana, biologistyczna wizja człowieka. Ale trudno oczekiwać od tego, co pada z bananowca, że wyewoluowało w inny owoc…

Przejawy rewolucji wywracającej wszystko na lewą stronę

Chesterton zwraca uwagę na swego rodzaju rewolucję, której konsekwencją jest pojawienie się człowieka zafascynowanego eugeniką – pisarz nazywa go „Eugenikiem”. A skoro potomstwo tegoż ma się dobrze, możemy podejrzewać, że podobne procesy sprzyjają i dziś popularyzowaniu mentalności eugenicznej.

Desakralizacja małżeństwa a rewolucja moralna

Chesterton zwraca uwagę na sprawę, która w pierwszej chwili wydaje się nienajważniejsza, ale być może dlatego, że nie jest dla nas oczywista, bo sprawy już tak daleko zaszły: wskazuje na powstanie nowej moralności, która zobowiązania wobec nieistniejącego dziecka stawia ponad zobowiązaniami wynikającymi z małżeństwa – odtąd hipotetyczne niemowlę stoi (raczej leży i płacze; a może nie płacze, bo właśnie usuwa mu się gen płaczu?) na pierwszym miejscu. Chesterton pyta językiem parafrazy biblijnej: „Jeśli ktoś nie miłuje swojej żony, którą widzi, jak może miłować swoje dziecko, którego nie widzi?” (s. 142; por. 1J 4,19). Można by odwrócić pytanie: a jeśli troska o zdrowie czy najlepsze wyposażenie genetyczne potomstwa nie wypływa wcale z miłości do dziecka, ale z innych pobudek? Skoro jedynie z miłości do żony wynika miłość do dziecka, wtedy zgodnie z prawem logicznym zwanym transpozycją można powiedzieć, że gdy brakuje miłości do dziecka, nie ma też miłości do małżonka.

Zauważmy, że współczesne terapie genowe również świadczą o tej desakralizacji małżeństwa: nie przyjmuje się dziecka jako owocu małżeńskiej miłości, ale szczęście faktycznych małżonków stanowić ma pochodną hipotetycznej szczęśliwości ich dziecka. W ten sposób realizuje się „niedojrzałe marzenie o hołubieniu (a raczej rozpieszczaniu) dziecka, które jeszcze się nie poczęło” (s. 143). Ale może tak naprawdę chodzi o hołubienie samych siebie? Bo można pójść dalej i zanegować uznawany dziś za pewnik związek szczęścia małżonków z posiadaniem dziecka (stąd popularność sztucznego zapłodnienia) lub z nieposiadaniem (aborcja!). We wszystkich tych przypadkach małżeństwo nie jest już święte i szczęściodajne samo w sobie. Zamieńmy słowo „wierność” na „szczęście” w następującym cytacie, a myśl pozostaje aktualna: „Wprowadzenie etyki, w której wierność lub niewierność są zależne od jakiejś kalkulacji co do dziedziczności, jest czymś absolutnie niesłychanym, rewolucją, która dotąd nie miała miejsca” (s. 40).

Pewny siebie scjentyzm a panująca religia wątpliwości

Drugą przyczynę popularności eugeniki widzi Chesterton w modzie na naukowy biurokratyzm oraz ścisłe organizowanie społeczeństwa. Eugenikoentuzjaści „nie mają nam do zaoferowania nic poza tą samą duszną nauką, tą samą tyrańską biurokracją i tym samym terroryzmem miernych profesorów, którzy poprowadzili imperium niemieckie ku jego niedawnemu spektakularnemu triumfowi” (s. 29). I znów, w pierwszej chwili wydawałoby się, że słowa te nie przystają do nowej rzeczywistości, dopiero dłuższy namysł skłania ku przyznaniu, że wciąż panuje ta sama moda, tyle że jak przystało na modę, by być trendy, musi się czymś odróżniać od zamierzchłego trendu: dziś nikt nie zmusza, ludzie sami poddają się grupie wtajemniczonych; bo nawet jeśli rodzice sami wybierają sobie płeć czy cechy dziecka, nad którymi później będzie majstrował specjalista genetyk, i tak prawdopodobnie osąd co do tego, jakich cech powinno się pożądać, został wcześniej wypracowany w oparciu o jakąś naukową (?) koncepcję.

Jednak genetyka, choćby nie wiem jak się rozwijała, nigdy nie obejmie złożoności wszystkich czynników wpływających na człowieka. Właśnie to aprioryczne zredukowanie człowieka do genotypu oraz upatrywanie szczęścia jego (a może ludzkości) w inżynierii genetycznej jawi się niedopuszczalną ingerencją – gwałtem dokonanym na tajemnicy człowieka i świata. Ale nawet gdyby człowiek był niewolnikiem jedynie genów, czy odpowiedzialność nie wymaga czegoś więcej niż zaufania do zawsze cząstkowych i hipotetycznych wyników naukowców? „Nie interesuje nas jednak to, czy mają powody sądzić (jak to bywa u antropoida Homo), że racja jest po ich stronie. Interesuje nas, czy my wiemy wystarczająco wiele, by jako odpowiedzialni obywatele oddać taką władzę w ręce ludzi, którzy mogą sami się mylić lub wprowadzać w błąd innych” (s. 145).

Największym, a przez to najmniej śmiesznym paradoksem jawi się to, że nawet sami naukowcy nie twierdzą, jakoby poznali w sposób pewny całą rzeczywistość. W charakterystyczny dla siebie sposób Geniusz Paradoksu buduje błyskotliwą analogię pomiędzy dawnymi wyznawcami religii prześladującymi innych ze względu na swoją wiarę, a dzisiejszymi wyznawcami nauki, którzy stosują środki przymusu ze względu na swoje hipotezy(8). I nawet jeśli moglibyśmy wątpić w to, czy dzisiejsza nauka stosuje terror urzędowy, to na pewno wymaga totalnego zaufania (a jeśli nie sama nauka, to usłużne media kształtują taką mentalność), tak więc i dziś moglibyśmy się podpisać pod słowami Chestertona, który pisał o eugenikach, że „pragną nowego rodzaju religii panującej – kościoła wątpliwości zamiast kościoła wiary. Nie mają wcale żadnej nauki eugenicznej, ale naprawdę sądzą, że kiedy zgodzimy się, by nas pokroili żywcem, to pewnego dnia ją wypracują. Pozwolę sobie zauważyć, że to już lekka przesada” (s. 146). No cóż, embrion nie pozwoli sobie powiedzieć, że to już przesada…

Dziś naukowcy – zauważa współczesny niemiecki teolog i psychiatra – „uprawiają poważną naukę tylko wtedy, gdy nie twierdzą, że mogą poznawać prawdę, lecz jedynie falsyfikowalne prawdopodobieństwa”(9). Szkopuł w tym, że ludzie dobrowolnie oddają przyszłość swoją i swoich dzieci w ręce „falsyfikowalnych prawdopodobieństw” formułowanych przez naukowców, którzy mieliby stanowić o sensie życia ich i ich dzieci, a także – nie bądźmy małostkowi dla wybujałych ambicji – całej ludzkości. „Tylko głupiec zaprzeczy, że specjaliści, którzy przewidują wielkie i rzeczywiste ludzkie nieszczęścia, mają do odegrania szczególną i praktyczną rolę. Ale wcale nie oznacza to, że należy dać im prawo ustalania, co jest nieszczęściem albo nazywania nieszczęściem tego, co według zdrowego rozsądku nim nie jest” (s. 87).

Ryba psuje się od głowy, a wyjątek potwierdza regułę

Trzecia sprawa to anarchia, czyli „stan umysłu lub sposób działania, który sprawia, że człowiek nie może się zatrzymać. To utrata samokontroli umożliwiającej powrót do normalności” (s. 61). W tamtym czasie przejawiało się to w tworzeniu ustaw o upośledzonych umysłowo, które pozwalały rozszerzyć szaleństwo (zjawisko wyjątkowe) na osoby nieszalone. To „szaleństwo osób nieszalonych” przejawia się dzisiaj na różne sposoby, między innymi w tym, że wynikające z godności każdego człowieka prawa rozciąga się również na pragnienia ludzkie (stąd in vitro kojarzy się z realizacją „prawa do dziecka”) lub nieludzkie (aborcja jako „prawo kobiety” postawione ponad prawem do życia dziecka).

Chesterton wskazuje, że „współczesne zło polega w dużej mierze na niezrozumieniu tego, że wyjątek potwierdza regułę. Być może mamy prawo zabić mordercę, a być może nie; ale jeśli wolno zabić mordercę, to dlatego, że nie wolno zabijać człowieka” (s. 72). Eugenicy chcieliby jednak rozciągać wyjątek jak swoje sumienia, tak że w końcu wyjątek przestaje się różnić od reguły – eugenik patrzy na wszystkich jak na szaleńców. Współczesne terapie genowe nie ograniczają się dziś do leczenia „szaleństwa” chorób genetycznych, ale rozszerza się je o udoskonalanie „obłąkanego” materiału genetycznego podejrzanego z punktu widzenia „specjalistów od zdrowia”.

Nowoczesna religia zdrowia a tradycyjne leczenie chorób

Na jeszcze jedną dziś niezwykle aktualną sprawę zwraca uwagę Chesterton: społeczeństwo nie dzieli się na ludzi pozostających przy zdrowych zmysłach, którzy mieliby być większością, oraz na mniejszość, czyli tych szalonych: „rodzaj ludzki (jak wskazuje samo to wyrażenie) jest rodzajem, a nie stopniem. Szaleństwo jest czymś innego rodzaju od wszystkich mniejszości i większości” (s. 73). Podobnie trzeba by powiedzieć o ogólniejszym podziale na zdrowych i chorych: owszem da się stwierdzić chorobę, ale nie udało się jeszcze nikomu podać definicji zdrowia. To nie gierka słów, bowiem uświadomienie sobie tego faktu ma całkiem praktyczne przełożenie: jeśli terapie genowe mają sens, to tylko w celu eliminowania chorób (choć i tu można by dyskutować, a w każdym trzeba by stawiać granice), ale już nie mogą rościć sobie prawa do „produkowania” zdrowych osobników.

Chesterton, któremu nie dane było dożyć do czasów panującej dziś niemiłościwie (dla swoich wyznawców) religii zdrowia(10), zauważył pierwsze symptomy jej powstawania. Bo właśnie naukowcy parający się eugeniką zrewolucjonizowali tradycyjne podejście polegające na leczeniu i zamienili je w zapobieganie. Jednak – po swojemu punktował takie myślenie autor Eugeniki – „zapobieganie nie jest lepsze niż leczenie. Odcięcie komuś głowy nie jest lepsze niż leczenie bólu głowy, choćby nieudane (…) Zapobieganie nie tylko nie jest lepsze niż leczenie, ale nawet gorsze niż choroba” (s. 106). To, co nazywamy zdrowiem, nie jest czymś, co można „złapać” w laboratorium czy odziedziczyć; zdrowie to pewnego rodzaju równowaga zależna od zbyt wielu zmiennych, żeby dało się ją planować.

Nie mogą więc istnieć specjaliści od zdrowia, są jedynie profesjonaliści od chorób. Z kolei specjalizacja w jakiejś konkretnej i konkretnie wąskiej dziedzinie wyklucza szerokie spojrzenie, które mogłoby stanowić ewentualną bazę dla formułowania wniosków sięgających czegoś ponad przedmiot specjalizacji: „Specjalista nie może być autorytetem, jeśli nie ograniczy zakresu swoich kompetencji. Nie może istnieć doradca do spraw zdrowia społeczeństwa, bo nie może istnieć specjalista od wszechświata” (s. 109). Na człowieku, który chce pisać przyszłość człowieka językiem genów ciąży ponadludzka odpowiedzialność. I jeśli kiedyś można było powiedzieć, że „każdy człowiek uchyliłby się od takiej odpowiedzialności, z wyjątkiem najgorszych, którzy by ją przyjęli” (s. 144), to dziś ze smutkiem trzeba by dopowiedzieć: są tacy, którzy oczekują pomocy ze strony tych najgorszych, którzy ją przyjmują.

Z kolei jeśli przyjmuje się założenie, że to rząd ma dbać o zdrowie, wtedy siłą rzeczy nawet najbardziej prywatne sprawy (płciowość) muszą stać się publiczne. „Słyszeliśmy o rewolucji, która wywraca wszystko do góry nogami. To jest jednak niemal dosłownie rewolucją, która wywraca wszystko na lewą stronę” (s. 237). Co współczesne rządy zrobią z tymi, którzy woleć będą prawą stronę rzeczywistości? Pozostawi im się wybór czy w imię postępu i dobra ludzkości każe dołączyć do innych?

Skończeni naiwniacy, czyli charakterystyka eugenikoentuzjastów

Chesterton twierdził, że eugeniczny kierunek myślenia mógł się rozwijać tylko dlatego, że „zło zawsze zwycięża za sprawą skończonych naiwniaków i we wszystkich wiekach spotyka się tragiczny w skutkach sojusz potwornej naiwności i potwornego grzechu” (s. 34). Zanim przeszedł do diagnozy tego „potwornego grzechu”, zajął się najpierw „skończonymi naiwniakami”, których podzielił na kilka grup i określił hasłami: „eufemizm, kazuistyka, autokracja, precedens i przedsięwzięcie” (s. 45/46). To właśnie ci „pożyteczni idioci” (by użyć tu sformułowania przypisywanego Leninowi) zarówno wtedy, jak i dziś, służą sprawie rewolucji eugenicznej. Nie mam miejsca, żeby streścić tę Chestertonowską charakterystykę, warto jednak sięgnąć do książki – wypisz wymaluj wszystkie stereotypy powtarzane dziś na ulicy i w mediach (zresztą te same i tam, i tu) znajdują w niej swoje odbicie.

Ponoć jeśli wrzucić żabę do garnka z wrzącą wodą, ta z niego wyskoczy. Jednak jeśli żabę włoży się do chłodnej wody i stopniowo ją podgrzewa, pozostanie w garnku i zginie. Zdaje się, że nie tylko żaby, ale również ludzie są w stanie zaakceptować wszystko, jeśli tylko będzie się im odpowiednio dawkować rewolucyjne zmiany (może więc człowiek pochodzi od żaby, a ni małpy?). „Co do reszty, niewątpliwie istnieje wielka rzesza rozsądnych, choć raczej bezmyślnych ludzi, wśród których zakorzenione jest przekonanie, że wszelkie głębokie zmiany w naszym społeczeństwie muszą być nieskończenie odległe. Nie potrafią uwierzyć, że podobni do nich ludzie w płaszczach i kapeluszach mogą przygotowywać rewolucję” (s. 55). A w czasach, gdy diabeł ubiera się u Prady, rewolucję robią być może ci w drogich garniturach oraz ci w fartuchach laboratoryjnych sponsorowanych przez tych w garniturach lub zakupionych z państwowych grantów przyznawanych przez innych (też w garniturach).

Gdzie tak naprawdę znajduje się centrum dowodzenia?

Cała druga część książki poświęcona została poszukiwaniom prawdziwych (najgłębszych a może właśnie najprymitywniejszych) motywów stojących za eugeniką. Bo – twierdzi Chesterton – „nawet jako sprawiedliwa rewolucja byłaby zbyt rewolucyjna dla współczesnych mężów stanu, gdyby nie kryło się za nią coś jeszcze. Nawet jako prawdziwy ideał, byłaby zbyt idealistyczna dla naszych »praktycznych ludzi«, gdyby nie kryło się za nią coś jeszcze. Cóż, rzeczywiście kryje się za nią coś jeszcze. Eugenika nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia, ale ma mnóstwo motywów. Jej zwolennicy mówią ogólnikowo o jej teorii, ale będą do bólu praktyczni przy jej realizacji” (s. 148).

Zatwardziałość serca i umysłowa niezdolność

Próbuje Chesterton pokazać, jak doszło do tego, że bogaty człowiek symbolizowany przez Eugenika stopniowo się degenerował, tak że „zaczął mówić o degeneracji” (s. 186). Wcześniej rzeczywiście wierzył, że jego praca stanie się błogosławieństwem również dla biednych, jednak później dokonał przerażającego odkrycia: „chodziło nie tylko o to, że jego bogactwa ich zubożyły, ale i o to, że tylko ich ubóstwo mogło go wzbogacić” (s. 191). To nie pociągnęło jednak za sobą poszukiwania rozwiązania problemu, ale stało się powodem jeszcze większego zatwardzenia serca. Co najciekawsze, autor Eugeniki widzi w tym coś więcej niż winę intelektualną: „Jest to nie tylko umysłowa niezdolność do zrozumienia popełnionego błędu, ale także duchowa odmowa przyznania się do popełnienia błędu” (s. 158). Wtedy to „wielu bogatych sięgało po sceptycyzm, dokładnie tak jak biedni sięgali po butelkę – dlatego, że była to ucieczka. W każdym razie człowiek, który popełnił błąd nie tylko nie chciał go naprawić, ale postanowił dalej go popełniać. Ale w ten sposób popełnił jeszcze jeden niezwykle zabawny błąd, który był początkiem całej eugeniki” (s. 198).

Eugenik „odkrył Boski bumerang; własny grzech go dosięgnął. Eksperyment indywidualizmu, polegający na utrzymywaniu pracownika w stanie pośrednim między zatrudnieniem i jego brakiem, był zbyt sprytny, by nie zawierać jakiegoś błędu (…) Był to desperacki plan, by mógł się całkowicie opierać na desperacji. W miarę upływu czasu, ta straszna prawda powoli stawała się oczywista; poniżona klasa naprawdę się degenerowała” (s. 204). A do tego nie przestawała się rozmnażać, tak że w końcu zaczęło to obciążać również wystraszonych pracodawców. Być może jeszcze wtedy mógł kapitalista „cofnąć swoją machinę i popuścić długą linę, którą przywiązał do siebie proletariat (…) mógł pozwolić, aby sami osiągnęli – proszę zwrócić uwagą na to piękne sformułowanie użyte przez Anglika – eugeniczne wskrzeszenie” (s. 209-210), jednak wybrał inny sposób: zechciał „zmienić małżeństwo w taki sposób, by rodziła się jak największa ilość tego rodzaju dzieci, który mu odpowiadał i jak najmniejsza ilość tego rodzaju, który mu nie odpowiadał” (s. 211). Zamachnął się na to jedyne, co pozostało biednemu – na wolność posiadania potomstwa: „…jak dziecię Jezus zostało ukryte przez Herodem, tak dziecko, które jeszcze się nie poczęło jest wciąż ukryte przed wszechwiedzącym ciemiężcą. Ten, który jeszcze nie żyje, on sam tylko został, a oni godzą jeszcze i na jego życie” (s. 181-182).

Oczywiście Chesterton był świadom tych wątpliwości, które muszą rodzić się w czytelniku opowieści o tragicznej historii Eugenika: czy aby na pewno zamożni ludzie mogli podjąć się realizacji tego nieludzkiego planu? Chesterton odpowiada: „Opisana przeze mnie eugeniczna sposobność jest ostatecznie jedynie analizą kierunku myślenia człowieka, który nie analizuje swoich myśli” (s. 212); „mówię o tym, jak pracują ich umysły, o instynktownych kierunkach ich myślenia, o założeniach, które formułują przed dyskusją i przeczuciach co do tego, w którą stronę podąża świat” (s. 216). Ale – pytajmy dalej – czy w takim razie proces ten stanowił pewnego rodzaju „konieczność”, albo – powiedzmy to samo w języku marksistów – czy „byt kształtuje świadomość”? Czy Chesterton sławiący ludzką wolną wolę byłby jednak w tej sprawie wyznawcą determinizmu?

Oczywiście każdy, kto zna przynajmniej pobieżnie całość poglądów Chestertona, nie może posądzić go o takie przekonanie(11). Wydaje mi się, że „apostoł zdrowego rozsądku” zwraca uwagę na splot kilku czynników, który stoi za tym stanem rzeczy, m.in.: bezmyślności (bogaty nie myśli, jak rzeczywiście pomóc biednym, bo traktuje za rzecz normalną obecny stan rzeczy; można by powiedzieć za Janem Pawłem II, że brakuje mu wyobraźni miłosierdzia) i dobrobytu, który „nie sprzyja przeprowadzaniu rachunku sumienia” (s. 212). Tak więc nie o samą bezmyślność chodzi (wina intelektualna), ale również o winę moralną (powiedzmy to wprost: o grzech chodzi, o grzech!).

Determinizm przeciw wolnej woli, sceptycyzm przeciw wolności

Jeśli jednak mówimy o determinizmie, to nie Chesterton jest jego wyznawcą, co raczej właśnie taki deterministyczny kierunek myślowy panuje we współczesnej (tak Chestertonowi, jak i nam) mentalności: „Mógłbym zapełnić tę książkę przykładami podświadomego założenia, że życie i płciowość muszą kierować się prawami »biznesu« czy też industrializmu, a nie vice versa” (s. 214) (12). I tak wtedy, jak i dziś, pierwsza myśl wielu w obliczu ludzkiego ubóstwa wydaje się nieodparcie kierować ku antykoncepcji i aborcji (rozumianej często jako ostateczna postać antykoncepcji). Pewnie pewną ręką moglibyśmy podpisać się pod wciąż aktualną diagnozą, że „całym tym nowoczesnym zamętem rządzi ciekawa reguła, zgodnie z którą trzeba odrzucić dawny sposób używania danej rzeczy, jeśli nie pasuje do nowoczesnego sposobu jej nadużywania” (s. 256). To dlatego było możliwe zaistnienie tego paradoksu – kapitaliści w imię ochrony swoich interesów przejęli to, co krytykowali w socjalizmie – do „tyranii państwa kapitalistycznego dodali całą biurokratyczną tyranię państwa socjalistycznego” (s. 251-252).

W ten sposób pogrzebano zarówno liberalny ideał wolności, jak i socjalistyczny postulat równości. Oczywiście eugeniczna rewolucja nie byłaby możliwa, gdyby nie towarzyszył tym wszystkim przemianom upadek wolności. „Wolność zrodziła sceptycyzm, a sceptycyzm zniszczył wolność (…) Ludzie poczuli się wolni, na tyle, by zakwestionować wartość wolności. W tym reakcyjnym sceptycyzmie istotne jest to, że jest nieograniczony zarówno w teorii, jak i w praktyce. Inaczej mówiąc, współczesna umysłowość nie cofnie się nie tylko przed eugenicznym prawodawstwem, ale przed żadnymi wyobrażalnymi lub niewyobrażalnymi eugenicznymi absurdami” (s. 230-231). Wciąż modny sceptycyzm – któremu początek dał Piłat swoim „cóż to jest prawda”, a którego współczesnym rozwinięciem są prychania typu: „czym jest życie?”, „co to jest wolność?”, „skąd wiadomo, kiedy pojawia się człowiek?” – w gruncie rzeczy umożliwia usprawiedliwienie każdej zbrodni, zanim się ją popełni.

Zresztą, czy ktoś poza Bogiem będzie chciał pamiętać o eugenicznej przemocy? Chesterton kończy mocnym akcentem: „To błahe tragedie, które znikną w odmętach czasu, krzyki zagłuszane przez gwałtowny i nieustający wiatr, dzikie słowa rozpaczy pisane jedynie na płynącej wodzie. Chyba że, jak twierdzą uparcie niektórzy, są one wszystkie ukryte gdzieś głęboko w skale – w czerwonym granicie Boskiego gniewu” (s. 271). Tak kończy Chesterton, a my wiemy, że wiek później nawet Bogu zabroni się słusznego gniewu. „Biblijne stwierdzenie »Bóg jest miłością« – zauważa niemiecki teolog – stało się dominującą wszędzie zasadą, niepisanym teologicznym prawem, niezdefiniowanym uroczyście dogmatem. Teksty biblijne, które nie zawierają tego stwierdzenia, zostają odsunięte na bok” (13).

Na zakończenie – drugi raz o odznaczeniu

Nie podejmuję się oceniać zawartej w drugiej, najbardziej dyskusyjnej części książki, Chestertonowej analizy tego, w jaki sposób mogło dojść do pojawienia się mentalności eugenicznej i realizacji jej postulatów. Z pewnością można jednak wyciągnąć z tej lekcji naukę dotyczącą współczesnych kwestii bioetycznych. Baczniejszą uwagę zwróciłbym na ten „tragiczny w skutkach sojusz potwornej naiwności i potwornego grzechu”, z akcentem jednak na grzech.

Bo jeśli zdajemy sobie sprawę z „potwornej naiwności”, jeśli tropimy ją w mediach (ale czy trzeba ją tropić, skoro sama się ujawnia) czy staramy się przyłapać w rozmowach ze „skończonymi naiwniakami” (ale czy trzeba ją łapać, skoro sama wpada w uszy), to musimy również być świadomi tej zatwardziałości, na którą zwrócił uwagę Chesterton, a ona dotyczy każdego serca. Współczesnym niewolnikom pozwolono popełniać te same zbrodnie, do których kiedyś zmuszano ich przemocą. W pewnym sensie każdy z nas współczesnych może stać się Eugenikiem, który z powodu bezmyślności i zatwardziałości, z powodu przyzwyczajenia do życia na takim a nie innym poziomie(14), albo sięga po środki nieetyczne w realizacji swoich pragnień dobrych (marzenia o dziecku) lub złych (dziecko jako intruz(15)), albo stosuje środki godziwe w niegodziwym celu (przykładem mentalność antykoncepcyjna zwolenników NPR(16)).

Dlatego jeśli dziś przyznajemy Chestertonowi order pośmiertny naszego podziwu, zwróćmy uwagę, że otrzymuje go apostoł nie tylko zdrowego rozsądku, ale i wiary; a druga strona orderu przypomina, że nie tylko głupota ludzka jest dziś równie aktualna, co 100 lat temu, ale problemem jest również (przede wszystkim) niewiara i grzech ludzki. Dlatego przed wręczeniem odznaczenia upewnijmy się, czy przypadkiem nie należymy do „pożytecznych idiotów” i pożytecznych (dla kogo?) grzeszników.


*Niniejszy tekst ukazał się pierwotnie w 66 numerze Kwartalnika "Fronda" (1/2013)

(1)Treść artykułu opieram na prelekcji „Chesterton a bioetyka katolicka współcześnie” wygłoszonej w czasie konferencji „Chesterton a sprawa polska” dn. 26 października 2012 r. w Krakowie.
(2)G.K. Chesterton, Eugenika i inne zło, tłum. M. Reda, Sandomierz 2011. Tam, gdzie nie zaznaczono, wszystkie cytaty pochodzą z tej właśnie książki (w nawiasie podaję strony). Skrót dwóch rozdziałów książki Eugenics and Other Evils w tłumaczeniu na język polski znajduje się również w: G.K. Chesterton, Prawo na straży anarchii, w: tenże, Obrona wiary. Wybór publicystyki (1920-1930), tłum. Jaga Rydzewska, Warszawa 2012, s. 295-301.
(3)Te informacje podaję za: P. Mroczkowski, G. K. C., w: G.K. Chesterton, Gilbert Keith Chesterton. 1874-1974. Pisma wybrane, wybór i wstęp: P. Mroczkowski, tłum. H. Malewska [i In.], Kraków 1974, s. 18.
(4)G.K. Chesterton, Ortodoksja. Romanca o wierze, tłum. M. Sobolewska, Gdańsk-Warszawa 1996, s. 161.
(5)Te informacje podaję za: G.K. Chesterton, Prawo na straży anarchii, w: tenże, Obrona wiary, dz. cyt., s. 297, przypis nr 1 (6)E. Kowalski, Osoba i bioetyka. Zagadnienia biomedyczne dla duszpasterzy i katechetów, Kraków 2009, s. 102-103.
(7)Wszystkie cytaty i odwołania w tekście za instrukcją wydaną przez Pallotinum (Poznań 2008); w nawiasie podaję numery według numeracji zastosowanej w tym dokumencie.
(8)Co zresztą nie dowodzi, że naukowcy nie mają swoich dogmatów! Chesterton niejednokrotnie podkreślał, że wszyscy w jakimś sensie wyznają dogmaty – por. np.: G.K. Chesterton, Obrona wiary, dz. cyt., s. 149-150: „Na świecie żyją dwa rodzaje ludzi – świadomi wyznawcy dogmatów i nieświadomi wyznawcy dogmatów. Moje doświadczenie uczy, że ci drudzy są dużo bardziej dogmatyczni. Skutek wygląda tak, że w każdej chwili przemieszczają się po kuli ziemskiej wielkie gromady nieświadomych misjonarzy (…) Uprawiają dogmatyzm, choć stracili dogmat”; tenże, Zabobon rozwodu + Osąd doktora Johnsona, Sandomierz 2012, s. 70: „Współczesny świat nie przyjmie bowiem żadnych dogmatów na podstawie autorytetu, ale przyjmie każdy dogmat bez żadnego autorytetu. Powiedzieć, że papież lub Biblia mówią to czy tamto, a z miejsca będzie to odrzucone jako przesąd. Ale wystarczy poprzedzić swoje stwierdzenie słowami »podobno« albo »wiesz, że?« bądź przypomnieć sobie nazwisko jakiegoś profesora wspomnianego w jakiejś gazecie, a przenikliwy racjonalizm współczesnego umysłu przyjmie każde słowo”.
(9)M. Lütz, Bóg. Mała historia największego, tłum. M. Zielińska, Kraków 2009, s. 208.
(10)Por. znakomitą diagnozę takiego stanu rzeczy w książce: M. Lütz, Szczęście w pigułce. Kiedy troska o zdrowie staje się chorobą, tłum. M. Dobija, Kraków 2012.
(11)Por. np.: G.K. Chesterton, Marksizm, w: tenże, Obrona wiary, dz. cyt., s. 321: „Marksista głosi, że byt określa świadomość; czyli, innymi słowy, świadomość zależy od sytuacji ekonomicznej – co oznacza, że ludzki umysł zostaje pozbawiony elementarnego prawa do własnych myśli i własnych wyborów. To przerażający koszmar, w którym wóz wlecze za sobą konia. I w tym sensie jest prawdą, że nie może być żadnej rozmowy, lecz wyłącznie wojna z ludźmi, którzy myślą, że nie są zdolni do myślenia. Ten właśnie materialistyczny dogmat sprawia, że obywatele stają się bierni. Ateizm to opium dla ludu”; tenże, Wiatr i drzewa, w: Obrona człowieka. Wybór publicystyki (1909-1920), tłum. Jaga Rydzewska, Warszawa-Ząbki 2008, s. 45-46: „Kiedy ludzie zaczynają twierdzić, że materialne okoliczności samorzutnie stworzyły moralność, przekreślają jakąkolwiek szansę na zmiany (…) Ten, kto uważa, że myśl jest przypadkowym produktem środowiska, dyskredytuje również wszystkie własne myśli – włącznie z wyżej opisaną. Uznanie ludzkiego umysłu za ostateczny autorytet, stojący ponad materią, jest niezbędnym warunkiem myślenia, nawet wolnomyślicielstwa. Żadne reformy nie odniosą skutku, dopóki nie zrozumiemy, że to fakty moralne są pierwotne wobec materialnych”.
(12)Chesterton bliski katolickiej nauce społecznej wykazywał, że powinno być na odwrót, że to ekonomia powinna zapewnić możliwość realizacji tego, co wynika z natury człowieka; to właśnie według tego znanego konwertyty powinno stanowić podstawę oceny systemu ekonomicznego – por. np.: G.K. Chesterton, Ekonomia wolnej miłości, w: Obrona człowieka, dz. cyt., s. 317: „Uczciwy mężczyzna zakochuje się w uczciwej kobiecie; chce się z nią ożenić, być ojcem jej dzieci i zapewnić bezpieczeństwo jej i sobie. Sprawdzian dla każdego systemu rządów polega na tym, czy mężczyzna jest w stanie to uczynić”.
(13)K.-S. Krieger, Przemoc w Biblii, tłum. A. Wałęcki, Kraków 2004, s. 77.
(14)Por. G.K. Chesterton, Ortodoksja, dz. cyt., s. 126: „najniebezpieczniejszym środowiskiem jest dla człowieka środowisko wygodne (…) życie w bogactwie oznacza wyjątkowe ryzyko moralnej ruiny”.
(15)Por. diagnozę dzisiejszego społeczeństwa podaną przez socjologa i psychoanalityka: C. Risé, Mały intruz. Dziecko i chore społeczeństwo, tłum. P. Borkowski, Poznań 2010.
(16)Por.: G.K. Chesterton, Przerwa na reklamę: reklama złej moralności, w: tenże, Obrona wiary, dz. cyt., s. 375: „Ludziom współczesnym chodzi w gruncie rzeczy nie o kontrolę urodzeń, lecz o zapobieganie urodzeniom”.

Sławomir Zatwardnicki

http://gkchesterton.pl/wokol/zatwardnic ... t1AGNKtbGh

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 24 lip 2014, 06:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Eugeniczna ustawa na zamówienie

Wiemy już, dlaczego w sprawie kobiety, która w wyniku in vitro poczęła chore dziecko, obowiązywał w mediach mainstreamu całkowity nakaz milczenia na temat możliwego związku wad wrodzonych z tą procedurą. Fakt ten nie mógł psuć przygotowań do pisanej w jego cieniu ustawy. 16 lipca do konsultacji społecznych trafił projekt ustawy „o leczeniu niepłodności” przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia, który legalizuje procedurę in vitro.

Wśród adresatów, którym przesłano projekt celem zaopiniowania, oficjalnie wymieniono Business Center Club, Konfederację Lewiatan. W piśmie podpisanym przez podsekretarza stanu Igora Radziewicz-Winnickiego nie znalazły się żadne organizacje pozarządowe broniące życia, w tym Polska Federacja Ruchów Obrony Życia skupiająca 136 ruchów i organizacji. Wymieniono natomiast lobbystów in vitro, m.in. Stowarzyszenie Nasz Bocian, Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu, Sekcję Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, Związek Polskich Ośrodków Leczenia Niepłodności i Wspomaganego Rozrodu, ponadto Krajowe Centrum Bankowania Tkanek i Komórek.

Szokujące, że wśród adresatów poproszonych o opinię znalazła się aborcyjna Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Kalka taktyki przemysłu aborcyjnego
Metoda działania lobby in vitro i sprzyjającego mu aktywnie Ministerstwa Zdrowia jaskrawo przypomina modus operandi środowisk aborcyjnych. Na drodze do legalizacji zabijania dzieci poczętych aborcjoniści najpierw stosowali nielegalne praktyki, łamiąc prawo zakazujące aborcji w danym kraju. Następnie wymuszali uregulowania prawne, tłumacząc je koniecznością podyktowaną prawami kobiet i ograniczenia podziemia aborcyjnego.

Obecnie mamy sytuację w pełni analogiczną. Rządowy projekt leczenia niepłodności, finansowany w wysokości 170 mln zł, od roku funkcjonuje poza jakimikolwiek ramami prawnymi (podziemie in vitro), na co wskazują prawnicy z Instytutu Kultury Prawnej Ordo Iuris (średnio 28 tys. zł na urodzone dziecko. Dla porównania – becikowe 1000 zł).

Chociaż sprawa dotyczy kwestii fundamentalnych, tj. życia ludzkiego, program został przepchnięty w ramach zwykłego rozporządzenia z pominięciem procesu legislacyjnego w Sejmie. Nie przeszkadza to lobbystom zrobić kolejny krok. Na zarzut, że in vitro funkcjonuje w Polsce nielegalnie, zamiast wstrzymania procederu, mają gotową odpowiedź w postaci projektu ustawy legalizującej sztuczne wspomaganie rozrodu, który ma wpłynąć na „podwyższenie jakości usług”. Dodatkowym argumentem ma być wymóg uregulowań, których oczekuje Unia Europejska.

Ustawodawstwo w kwestii zapłodnienia pozaustrojowego w krajach UE jest zróżnicowane, mniej lub bardziej liberalne. Polska powinna stać się przykładem nowoczesnej ochrony życia, nie zezwalając na manipulacje in vitro. Paradoksem jest, że ceni się (także w środowiskach liberalnych) metody ekologicznej produkcji żywności, przestrzegając przed zbiotechnologizowaniem jej produkcji. W przypadku prokreacji człowieka forsuje się natomiast metody reprodukcyjne oparte na brutalnej ingerencji biotechnologicznej w najbardziej subtelne podstawy jego istnienia. Nie można godzić się na tryb postępowania, w którym manipulowanie ludzkim rozrodem i zarodkami ludzkimi, działania uderzające w godność ludzką, w dodatku pozaprawne, mają być punktem wyjścia na drodze do legalizacji tego procederu.

Manipulacje w tle
Projekt „ustawy o leczeniu niepłodności” określa ogólne zasady stosowania procedury medycznie wspomaganej prokreacji, funkcjonowanie banków komórek rozrodczych i zarodków oraz centrów leczenia niepłodności. Powołuje Radę ds. Leczenia Niepłodności oraz Rejestr Dawców Komórek Rozrodczych, przeznaczając na ich funkcjonowanie ponad 9 mln złotych. To sumy dodatkowe, niemające nic wspólnego z rządowym programem leczenia niepłodności.

Projekt nie podejmuje tak „drobnych” zagadnień, jak dopuszczalna liczba tworzonych zarodków lub dopuszczalna liczba wszczepianych zarodków. Celowo nie ogranicza pola manewru ośrodkom in vitro.

Artykuł 4.1 projektu zobowiązuje organy administracji państwowej do edukacji w zakresie „stylu życia chroniącego potencjał rozrodczy człowieka” (por. również art. 60 ustawy, pkt 1 i 2) oraz „ograniczenia emisji czynników mających wpływ na potencjał rozrodczy”, a także „zapewnienie dostępu do informacji na temat czynników mających wpływ na potencjał rozrodczy człowieka”. Wątpię, czy w ślad za projektem pójdzie szeroka kampania informacyjna o szkodliwości także w tym zakresie środków antykoncepcyjnych. Co ma oznaczać ponadto „uwzględnianie problematyki zdrowia rozrodczego […] w odniesieniu do osób przewlekle chorych i niepełnosprawnych”? Obecnie spotykane praktyki „edukacyjne” budzą poważne wątpliwości.

W myśl art. 5 „leczenie niepłodności” ma odbywać się z „poszanowaniem godności człowieka” oraz „ze szczególnym uwzględnieniem ochrony zdrowia i praw dziecka, które urodzi się w wyniku procedury”. To słowa bez pokrycia wobec manipulacji embrionami ludzkimi oraz narażania dzieci, którym udało się urodzić, na komplikacje zdrowotne wynikłe ze stosowania procedury in vitro. Trudno mówić również o godności małżeństwa niweczonej przez techniki sztucznej reprodukcji.

Anonimowi rodzice, anonimowe sieroty
Artykuł 12 legalizuje zarówno sztuczną inseminację, zapłodnienie pozaustrojowe, jak i wszczepianie zarodków do organizmu biorczyni. W projekcie nie zostało wprowadzone ograniczenie do małżeństw, stąd procedura dotyczyć może w ramach dawstwa partnerskiego zarówno małżeństw, jak i związków „pozostających we wspólnym pożyciu” (konkubinat). Dostępna ma być również w ramach dawstwa niepartnerskiego, co prowadzić będzie do procederu macierzyństwa zastępczego i dawstwa komórek rozrodczych. Projekt legalizuje proceder pobierania nie tylko plemników, ale komórek jajowych.

Kuriozalnie brzmi art. 13.1, pkt 5, według którego „niedopuszczalne jest zastosowanie komórek rozrodczych pobranych od dawcy”, jeśli „w wyniku wcześniejszego zastosowania komórek rozrodczych pobranych od dawcy w celu dawstwa innego niż partnerskie urodziło się już 10 dzieci”. Tak więc w myśl „odpowiedzialności” ustawodawcy po świecie chodzić może „co najwyżej” 10 anonimowych biologicznych sierot lub półsierot, poczętych z anonimowych dawców komórek rozrodczych, tj. ojców lub matek.

Artykuł 23.1 dopuszcza dawstwo na rzecz anonimowej biorczyni. W praktyce może to prowadzić do późniejszych przypadków kazirodztwa między osobami poczętymi w wyniku in vitro, które będą chciały zawrzeć małżeństwo (tj. pochodzącymi od tego samego biologicznego ojca, niewiedzącymi jednak o tym). Z tego względu projekt ustawy oparty na anonimowości dawcy i biorcy powinien być odrzucony w części dotyczącej dawstwa pozapartnerskiego.

Eugenika dopuszczona
Artykuł 19 zabrania genetycznej diagnostyki preimplantacyjnej (PGD) w celu wyboru płci, ale z jednym wyjątkiem, tj. sytuacji, w której „wybór taki pozwala uniknąć ciężkiej nieuleczalnej choroby dziedzicznej”. Wyjątek ten podkreślony jest w art. 67.1, wyłączającym jego karalność. Projekt nie wymienia, czy wyjątek zezwalający na eugeniczną selekcję dotyczy chorób sprzężonych z płcią (np. hemofilia), czy też zaburzeń w liczbie chromosomów płciowych (np. zespół Turnera lub Klinefeltera).

Przebiegły wyjątek sankcjonuje w praktyce szerokie sito eugeniczne obejmujące co najmniej kilkadziesiąt jednostek chorobowych, z którymi można żyć. W projekcie nie ma ponadto żadnych formalnych ograniczeń selekcji eugenicznej w przypadku chorób niewiążących się z płcią. Oznacza to wyrok na zarodkach z zespołem Downa, Edwardsa, Pataua lub innych. W tekście pojawia się też enigmatyczne „testowanie” w celu „określenia przydatności komórek rozrodczych lub zarodków do stosowania w procedurze medycznego wspomagania rozrodu”.

Jak przemycić kasę
Artykuł 21.1 zabrania „żądania lub przyjmowania zapłaty, innej korzyści majątkowej lub korzyści osobistej” za „pobrane od dawcy komórki rozrodcze lub zastosowane zarodki”.

Ten bardzo niejasny zapis rodzi wątpliwości interpretacyjne. Niejasność wychodzi naprzeciw praktyce stosowanej przez ośrodki in vitro, które oferują sumę 3 tys. zł „rekompensaty” czy „zwrotu poniesionych kosztów” dawczyniom komórek jajowych. Warto zauważyć, że chociaż art. 63 i 64 projektu penalizują rozpowszechnianie ogłoszeń o zbyciu komórek rozrodczych (kara do jednego roku pozbawienia wolności), pośredniczeniu w ich obrocie w celach majątkowych (kary od 3 do 5 lat), to nie wymieniają „rekompensaty” lub „zwrotu kosztów”. Pod tymi pretekstami można regulować wszelkie należności!

Pogwałcenie godności pacjenta
Według art. 22.3 i art. 22.4 komórki rozrodcze pobierane mogą być w celu zabezpieczenia „zdolności płodzenia na przyszłość” (por. również art. 6) w ramach dawstwa partnerskiego, jeśli zachodzi „niebezpieczeństwo utraty zdolności płodzenia w wyniku urazu lub choroby”.

Oczywiście chodzi tu o tzw. praktyki oncofertility, w ramach których składane są niemoralne propozycje pobrania komórek rozrodczych od chorego, np. przed zabiegiem chemioterapii. Przykład pokazuje, jak przemysł sztucznego rozrodu potrafi kreować zapotrzebowanie na swoje „usługi” i jaką mentalność wprowadza do standardów postępowania.

Wyjątkowe zażenowanie budzi treść art. 22.4, zgodnie z którym „jeśli kandydat na dawcę jest niezdolny do świadomego wyrażenia zgody, wymagane jest zezwolenie sądu opiekuńczego”. Stanowi to pogwałcenie autonomii pacjenta w najbardziej intymnych kwestiach. Osoby trzecie mają mieć więc prawo do ingerencji w rozrodczość, decydując, np. na wniosek „partnera”, o pobraniu komórek rozrodczych od osoby nieprzytomnej, a może chorej psychicznie? Po co i jakim sposobem – o tym już autorzy projektu nie wspomnieli. Być może absurdalność tego zapisu mieści się w założeniach procesu legislacyjnego. Zapewne zostanie on usunięty pod wpływem silnych protestów, podczas gdy zaakceptowana ma zostać zasadnicza część ustawy legalizująca metody sztucznego wspomagania rozrodu.

Dzieci bez tożsamości
Założenia projektu utrudniają dostęp do informacji dziecka o swoim pochodzeniu, przez co projekt powinien być również odrzucony. Osoba urodzona w wyniku procedury medycznie wspomaganej prokreacji, w wyniku dawstwa innego niż partnerskie ma prawo zapoznać się z danymi dotyczącymi osoby dawcy wymienionymi w art. 24 ust. 2 pkt 2 i 5, a więc jedynie datą i miejscem urodzenia oraz stanem zdrowia dawcy (czyli w dalszym ciągu bez poznania, kim był biologiczny ojciec lub matka), ale dopiero po osiągnięciu formalnej pełnoletności. Można sobie wyobrazić, do jakich dramatów psychicznych może prowadzić nieodpowiedzialność ustawodawcy stwarzającego takie sytuacje.

Biorczyni zapoznać się może natomiast jedynie ze stanem zdrowia anonimowego dawcy, i to pod pewnymi warunkami, tj. tylko wówczas, gdy wiedza ta „przyczyni się do uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia urodzonego dziecka”.

Realizacja założeń projektu prowadzi do degeneracji relacji społecznych. Dawstwo i biorstwo komórek rozrodczych należy odbierać w moralnych kategoriach cudzołóstwa, a z punktu widzenia prawnego – poligamii.

Wątpliwy rejestr
Nie wiadomo, dlaczego w art. 24.1 powołuje się Rejestr Dawców Komórek Rozrodczych i Zarodków, a nie powołuje się również rejestru biorczyń. W ust. 2 art. 24, w pkt 12-18 mowa jest przecież o danych biorczyni komórek rozrodczych lub zarodków, w tym o imieniu i nazwisku, adresie zamieszkania, numerze PESEL, danych medycznych, tj. dacie zastosowania i rodzaju metody sztucznej prokreacji, przebiegu ciąży i stanu zdrowia dziecka. Być może to wynik pisania ustawy na kolanie, a może chodzi o niestraszenie klientek faktem, że ich dane będą rejestrowane i nie wiadomo, kto będzie miał do nich później dostęp.

Chociaż art. 30 wspomina o „konieczności zapewnienia bezpieczeństwa biorczyń i dziecka urodzonego w wyniku medycznie wspomaganej prokreacji”, w kwestii konkretów odsyła do przyszłego rozporządzenia. Wątpię, czy minister zdrowia nałoży na ośrodki in vitro obowiązek monitorowania całego okresu ciąży, a także okresu pourodzeniowego, z uwagi na opisywany wzrost ryzyka takich ciąż oraz częstości powikłań poporodowych. Na razie konsekwencjami za nieodpowiedzialność ustawodawcy obarczane są przepełnione kliniki neonatologii i pediatrii oraz całe społeczeństwo.

Wyjaśnienia wymaga fakt, dlaczego placówka in vitro „Novum” opiekowała się matką tylko do 9. tygodnia ciąży, wiedząc zapewne, że była to jej piąta ciąża, a poprzednio poroniła w 20. tygodniu, jak czytamy w raporcie upublicznionym przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz.

Dokumentacja do wyrzucenia
Dlaczego art. 34 nakazuje prowadzenie dokumentacji niezbędnej do monitorowania komórek rozrodczych i zarodków przez jedynie 30 lat? Jest to okres stanowczo zbyt krótki w przypadku danych na temat genealogii ludzkiej i w związku ze stosowaniem procedury wiążącej się z powikłaniami, także do tej pory nieznanymi. Dokumentacja ma znaczenie dla potencjalnych roszczeń prawnych urodzonych tą drogą ludzi oraz przyszłych pokoleń.

Jeśli natomiast artykuł ma na myśli monitorowanie przechowywanych zarodków w banku komórek, to rodzi się pytanie, co stanie się z nimi po 30 latach przechowywania, jeśli dokumentacja może być zniszczona po tym okresie.

Handel dziećmi
Artykuł 44 oraz art. 53.4 legalizują wywóz z terenu Rzeczypospolitej oraz przywóz na teren Rzeczypospolitej komórek rozrodczych i zarodków z dowolnego kraju, w myśl dogmatu o „wolnym obrocie towarami i usługami”. Można wyobrazić sobie stopień nadużyć, które będą się z tym wiązać. Przedmiotowe traktowanie zarodków ludzkich sprowadza je do poziomu towaru z półki w sklepie. Bez względu na istniejące dyrektywy europejskie nie można się na to godzić. Problemu nie rozwiąże nakaz uzyskiwania pozwolenia na obrót transgraniczny zarodkami i komórkami rozrodczymi, nawet pod sankcjami (art. 71.1).

Groteskowo brzmi zobowiązanie ministra zdrowia w art. 53.7 do „upowszechniania […] zasad deontologicznych obowiązujących w zakresie medycyny wspomaganej prokreacji”. To zupełnie tak, jakby wymagać od aborcjonisty stosowania się do zasad etyki.

Artykuł 59 powołuje natomiast Radę do spraw Leczenia Niepłodności. Odwołanie członka rady powinno być możliwe na skutek złamania przez niego zasad etyki, w szczególności zasad kodeksu etyki lekarskiej. O tym w projekcie nie ma mowy. Wątpliwości budzi również sposób dobierania członków rady (klucz ideologiczny?) i dyscyplin, które mają reprezentować. Nie wymieniono ich w ustawie.

Należy przyjrzeć się zapisowi art. 68, w myśl którego „kto niszczy zarodki zdolne do prawidłowego rozwoju, podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do 5 lat”. Można sądzić, że lobby in vitro będzie dążyło do obniżenia tych wyjściowo przyjętych kar. Istota leży jednak zupełnie gdzie indziej. Czy zarodki ze zdiagnozowanym zespołem Downa lub innymi chorobami, z którymi przecież można żyć, zostaną uznane za „zdolne do prawidłowego rozwoju”? Co stanie się z zarodkami z cięższymi wadami? Odpowiedź jest jednoznaczna i z tego względu cały projekt ustawy o „leczeniu niepłodności” jest nie do zaakceptowania.

Dość refundacji antykoncepcji
Jeśli intencje Ministerstwa Zdrowia przedstawione w „ocenie skutków regulacji” autentycznie miałyby wynikać z troski o „sytuację niskiego przyrostu naturalnego”, należałoby zacząć od rozporządzenia wycofującego dofinansowanie hormonalnych środków antykoncepcyjnych. Z samej definicji przyczyniają się one do niszczenia trendów demograficznych, zarówno bezpośrednio niszcząc płodność, jak i prowadząc do odsuwania decyzji o poczęciu na wiek późniejszy.

Ministerstwo doskonale wie, że przyczyną „rosnącej liczby niepłodnych par w naszym kraju” jest właśnie „coraz późniejsze decydowanie się na potomstwo”. Nie wyciąga jednak wniosków z tego stwierdzenia, ale dalej trzyma się linii biznesu sztucznego rozrodu. Czytamy więc w uzasadnieniu do projektu: „W związku z powyższym, w kolejnych latach będzie się zwiększać liczba przeprowadzonych procedur wspomaganej prokreacji”. Ustawa wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy ją zamówili. Mentalność in vitro łudząca możliwościami techniki łamiącej bariery wieku będzie napędzać negatywne trendy demograficzne, a ośrodkom sztucznego rozrodu dochody.

Bubel prawny pod osłoną wakacji
Przepychanie wątpliwego projektu w miesiącach wakacyjnych to wyraz braku odpowiedzialności i kierowania się partykularnym interesem biznesu reprodukcyjnego. Projekt ma wejść po 12 miesiącach od jego ewentualnego przyjęcia, z okresem przejściowym 2 lat. Tymczasem niezbędna jest rzeczowa dyskusja na temat meritum problemu, tj. oceny bioetycznej, konsekwencji medycznych dla zdrowia dziecka (wrodzonych wad rozwojowych, zaburzeń psychicznych związanych z procedurą in vitro), zdrowia matki (hiperstymulacja jajników) oraz odległych problemów socjologicznych związanych z metodami sztucznie wspomaganego rozrodu. Do tej pory tej dyskusji nie ma, co więcej – jest ona szczelnie blokowana, czego jesteśmy świadkami.

Przyjęcie projektu spowoduje zło trudne do naprawienia. Krótki termin na zgłaszanie uwag (do 18 sierpnia 2014 r.) świadczy o niepoważnym traktowaniu zagadnień życia ludzkiego. Przy pisaniu projektu nie prowadzono przecież konsultacji poprzedzających przygotowanie projektu (prekonsultacji).

Poważnych konsultacji wymaga konieczność szczegółowej analizy przypadku dziecka z ciężkimi wadami poczętego w przychodni „Novum” wskutek in vitro. Na temat ryzyka, które niesie ta procedura, powinni wypowiedzieć się niezależni od biznesu in vitro eksperci z zakresu genetyki i neonatologii.

Dr hab. Andrzej Lewandowicz

http://www.naszdziennik.pl/mysl/87365,e ... ienie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 01 lip 2016, 20:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Eutanazja to bestialska siostra bestialskiej eugeniki.

A kim dla eutanazji i eugeniki jest transplantologia?


Taki „trup” może odczuwać ból. Dlatego w Niemczech przed pobraniem narządów podaje mu się środki znieczulające

za: http://blogpublika.com/2014/06/11/o-jac ... czulajace/

Dla większości z Państwa transplantologia z pewnością kojarzy się z ratowaniem ludzkiego życia. Tymczasem za procederem tym kryją się wielkie dramaty dawców i ich rodzin. Doktor nauk medycznych o. Jacek Norkowski OP, w rozmowie z KSD opowiedział o wstrząsających praktykach towarzyszących pobieraniu organów do przeszczepów.

Okazuje się, że dawcy, od których pobiera się narządy ukrwione wcale nie umarli, a definicja tzw. śmierci mózgowej została wymyślona przez grupę osób w celu zalegalizowania transplantacji, za którą kryją się potężne pieniądze. O. Norkowski nawet podaje cennik – „W Stanach Zjednoczonych z jednego ciała ludzkiego można uzyskać kwotę w wysokości dwóch milionów dolarów. W cenę wliczane są narządy człowieka z bijącym jeszcze sercem: wątroba, nerki, płuca, serce itp. Następnie po śmieci, z martwych już zwłok pobiera się: skórę, ścięgna, powięzie, chrząstki, kości, soczewkę, rogówkę itp. To razem uruchamia potężny biznes. W Europie jedna nerka kosztuje do kilkudziesięciu tysięcy euro”.

alt

Z doktorem nauk medycznych o. Jackiem Norkowskim OP, autorem książek „Człowiek umiera tylko raz” i „Medycyna na krawędzi” rozmawia Agnieszka Piwar z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

W Polsce od lat dziewięćdziesiątych obowiązuje definicja śmierci oparta na kryteriach mózgowych. Występuje Ojciec jako zdecydowany jej przeciwnik. Dlaczego?

O. Jacek Norkowski: Definicja ta jest przedmiotem mojej krytyki, z powodów etycznych i naukowych uważam ją za całkowicie niesłuszną. Definicja śmierci mózgowej zawarta jest w dokumencie harwardzkim. Jego kryteria sprowadzają się do umożliwiania orzekania śmierci człowieka na tej podstawie, że stwierdzono u niego śpiączkę określoną jako nieodwracalna i w ramach tej śpiączki bezdech oraz brak odruchów nerwowych w obrębie głowy.

W samym raporcie harwardzkim nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia dla uznania stanu śpiączki za stan śmierci człowieka. Jego autorzy podali jako uzasadnienie dla takiej decyzji to (nie było uzasadnienie od strony medycznej) brak miejsca w szpitalach, i że w przypadku chęci pobrania narządów brak takiej definicji śmierci powodowałby kontrowersje. Zatem do rozwiązania tych kontrowersji wprowadzono nową definicję śmierci. Potem tylko autorzy dokumentu podali, jak to technicznie wykonać, żeby postępowanie lekarza zmieściło się w ramach obowiązującego prawa. Generalnie nawet nie trzeba zmieniać prawa, ponieważ jeśli uznamy ten stan za śmierć, to on wchodzi w te rubryki prawne, które mówią o śmieci.

Kryterium tzw. śmierci mózgowej po raz pierwszy pojawiło się w 1968 r. Jakie były kulisy powstania tej definicji i kto ją zatwierdził?

To była stosunkowo nieduża, dwunastoosobowa grupa, powołana po zrobieniu pierwszego przeszczepu dokonanego w 1967 r. przez Christiaana Barnarda w Afryce Południowej. To była taka próba, żeby wykorzystać moment, kiedy cały świat się zachłysnął sukcesem Banranda – choć był to wątpliwy sukces, gdyż biorca bardzo szybko umarł. Zatem, żeby Banrand nie poszedł do więzienia, trzeba było wymyślić jakieś uzasadnienie prawne dla tego, co zrobił. Przecież zrobił to niezgodnie w prawem – nie można żyjącemu pacjentowi tak po prostu wyrwać serca z klatki piersiowej. A przynajmniej do niedawna jeszcze było to niemożliwe. Trzeba więc było wymyślić jakąś formułę. Wymyślono zatem formułę „śmieci mózgowej” i nazwano, że to jest zwykła śmierć. Dzięki temu nie potrzeba było zmieniać prawa. Jeżeli śmierć mózgowa jest jednym ze sposobów umierania, to w takim razie uznajemy, że poza tym, system prawny jest taki, jaki był. Sprowadzało się to do tego, że umożliwia to pobranie narządów od człowieka, którego serce bije, po uznaniu go uprzednio przez odpowiednią komisję za zmarłego.

Jakaś mała grupa ustala między sobą własne „prawo”, umożliwiające legalne wyrwanie serca czy wątroby żyjącemu jeszcze człowiekowi. Tymczasem przeciętny człowiek myśli, że transplantologia jest czymś pozytywnym i kojarzy się jedynie z ratowaniem czyjegoś życia. Czy świat medycyny przyglądał się temu bezkarnie? Gdzie byli etycy? Czy ktoś w ogóle to oprotestował?

Protestów trochę było. Poznałem osobiście dr. Paula Byrne’a, który jeszcze na początku lat 70-tych zaczął o tym pisać. Publikował artykuły i książki. Potem dołączyli do niego inni, Schewmon, Coimbra, Evans, Potts, Hill, Breul i grupa lekarzy japońskich (Watanabe, Abe, Shinzo, Morioka). Spośród filozofów: Seifert, Spaeman, Beckman. To oczywiście tylko wybrane nazwiska. W Polsce samotnym walczącym przez cale lata o prawdę na temat chorych z śpiączce i stanie wegetatywnym był prof. Jan Talar. To jest już w tej chwili taki międzynarodowy ruch ludzi, którzy domagają się prawdy na temat śmieci mózgowej. Niemniej jednak, to jest także sprawa mediów. To media powodują, że do ludzi docierają tylko pozytywne informacje na temat transplantacji, transplantologii oraz tego, że kryteria są absolutnie pewne, dobre i ścisłe. Na to odpowiadają ci lekarze, których przed chwilą wymieniłem. Np. Coimbra mówi, że jeśli zastosujemy te metody, które już medycyna od dość dawna ma, typu: kontrola ciśnienia śródczaszkowego, w tym hipotermia, kraniotomia, zastosowanie suplementacji hormonalnej, oprócz zadbania o ustabilizowanie krążenia u chorego, co zwykle jest robione, jeśli zacznie się leczyć pod tym kątem, to wtedy możemy uzyskać wyleczenia, powrót do normalnego stanu zdrowia – według różnych danych 50-70 proc. – u ludzi, którzy obecnie stają się dawcami na zasadzie kryteriów śmierci mózgowej.

Czy zna Ojciec osobiście jakiś przypadek, kiedy osoba zakwalifikowana do zostania dawcą obudziła się ze śpiączki i odzyskała zdrowie?

Takich przypadków jest dużo, także w Polsce. Osobiście znam Agnieszkę Terlecką, która była już kandydatką do zostania dawcą. Jej ojciec w pewnym momencie dowiedział się o prof. Janie Talarze, który wybudza chorych z uszkodzeniem mózgu. W ostatniej chwili rodzice Terleckiej zmienili decyzję i przewieźli córkę do kliniki prof. Talara w Bydgoszczy. Po pięciu dniach dziewczyna otworzyła oczy, a po kilku miesiącach rehabilitacji wróciła do całkowitego zdrowia.

Czy organy autentycznie martwego człowieka w ogóle nadają się do przeszczepu?

Po śmierci człowieka nie można pobrać narządów ukrwionych. Wszystkie takie narządy pobiera się od osoby z bijącym jeszcze sercem, która formalnie jest nazywana osobą zmarłą. W Polsce nie ma obowiązku znieczulenia takiej osoby, tylko podaje się jej środki zwiotczające, czyli powodujące, że człowiek nie będzie się ruszał. W każdym kraju procedury są inne. W Polsce są bardzo liberalne. W Niemczech natomiast, osobom przeznaczonym do pobrania organów, a więc formalnie martwym, podaje się środki znieczulające.

Po co „oficjalnemu trupowi” środki znieczulające?

Ponieważ może odczuwać on ból. Właściwie prawie nic nie wiemy na temat stanu jego świadomości; człowiek w śpiączce może rozumieć ludzką mowę, co wykazał Kotchoubey i co potwierdzają historie niektórych chorych. Jednym z nich był Zachariasz Dunlap w Stanach Zjednoczonych, który słyszał jak komisja lekarska orzekała, że on nie żyje. Jest z nim sporo wywiadów w internecie na ten temat, opublikowanych potem jak już wrócił do zdrowia.

Zatem wychodzi na to, że serce, wątrobę, nerkę itp. pobiera się tylko i wyłącznie od żywych jeszcze ludzi?

Tak. Oni są w śpiączce, sami nie oddychają i zostali zdiagnozowani jako nieżyjący w myśl obowiązujących kryteriów ale równocześnie osoby takie mogą być w tym stanie nawet przez 3 miesiące i reagują ma podawane środki lecznicze tak jak każdy inny chory. Mam tu na myśli kobiety oczekujące potomstwa i diagnozowane jako będące w stanie śmierci mózgowej, którym pozwolono żyć, aby mogły wydać na świat swoje dziecko. Często jednak pobiera się potem od nich narządy, choć mogłyby one przeżyć i tym potomstwem się cieszyć. Taki przypadek miał prof. Talar.

Jakie pieniądze kryją się za transplantologią?

W Stanach Zjednoczonych z jednego ciała ludzkiego można uzyskać kwotę w wysokości dwóch milionów dolarów. W cenę wliczane są narządy człowieka z bijącym jeszcze sercem: wątroba, nerki, płuca, serce itp. Następnie po śmieci, z martwych już zwłok pobiera się: skórę, ścięgna, powięzie, chrząstki, kości, soczewkę, rogówkę itp. To razem uruchamia potężny biznes. W Europie jedna nerka kosztuje do kilkudziesięciu tysięcy euro.

A co z biorcą?

Musi pobierać leki immunosupresyjne, aby jego organizm nie odrzucił przeszczepu. Ściśle biorąc jego organizm to w końcu zrobi, ale chodzi o spowolnienie tego procesu.

Ile wynoszą roczne koszty utrzymania takiej osoby?

Systemy ubezpieczeniowe płacą do kilkudziesięciu tysięcy euro roczne na jednego pacjenta.

Jeśli pomnożymy to przez ilość osób, którym przeszczepiono cudzy organ, i dodamy lata przez które takie leki będą im podawane, to sumują się nam potężne kwoty. Kto robi na tym największy interes?

Producenci i dystrybutorzy tych leków.

Kto za to płaci?

Ten, kto jest ubezpieczycielem, ale często oznacza to sięgnięcie po fundusze budżetowe.

Te wszystkie przerażające dane, które Ojciec przytoczył, z pewnością sprowokują u niejednej osoby pytanie: czy lekarze będą mnie ratować, kiedy ulegnę jakiemuś poważnemu wypadkowi! Czy możemy się jakoś zabezpieczyć przed spisaniem na straty?

Aby nie być potraktowanym jako dawca na zasadzie tzw. zgody domniemanej należy się zgłosić do Centralnego Rejestru Sprzeciwów na stronie Polstransplantuhttp://www.poltransplant ... /crs1.html Formularz należy pobrać i wydrukować, wypełnić i wysłać na wskazany adres. To ważne, bo po wypadku można być uznanym za dawcę czasem nawet pomimo sprzeciwu rodziny. Chorych w śpiączce należy leczyć ( i rodzina zawsze powinna się tego domagać) a nie biernie obserwować jak pogarsza się ich stan a potem zabijać podczas pobierania narządów.

Dziękuję za rozmowę.


Biuro Prasowe
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy

http://ksd.media.pl/aktualnosci/2195-tr ... iat-milczy

http://www.wyszperane.info/2016/06/27/t ... czulajace/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: EUGENIKA - GENETYKA
PostNapisane: 10 lip 2016, 22:52 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3223
Odkrywca przyczyny zespołu Downa nie miał wątpliwości:
ludzkie życie zaczyna się od poczęcia

Obrazek

W roku 1959 profesor Jerome Lejeune odkrył genetyczną przyczynę występowania zespołu Downa. Uczony zaobserwował pod mikroskopem w laboratorium w Paryżu trzeci mały ślad na 21. chromosomie. W 1962 roku otrzymał za swoje osiągnięcia nagrodę z rąk amerykańskiego prezydenta Johna F Kennedy’ego. Chociaż profesor całe swoje życie wykorzystał do obrony nienarodzonych, także tych dotkniętych wadami genetycznymi, jego odkrycie stało się pretekstem dla wielu, by uśmiercić tysiące nienarodzonych. Król Belgii, który nie podpisał ustawy aborcyjnej, modlił się z uczonym w intencji dzieci poczętych.

Po odkryciu amerykańskie władze wydały miliony dolarów na tworzenie warunków w klinikach ginekologicznych, pozwalających na wczesne wykrywanie wad chromosomowych w celu eliminacji dzieci z zespołem Downa jeszcze w łonie kobiety.

Lejeume, zaproszony do Ameryki w 1962 r., aby odebrać nagrodę William Allen Memorial, zdecydował się skorzystać z okazji, by wypowiedzieć się w obronie „swoich pacjentów”. Francuski uczony – wbrew namowom kolegów, by poruszał jedynie kwestie naukowe – przemówił w obronie eksterminowanych dzieci.

- Przez tysiące lat, medycyna skupiała się na walce o życie i zdrowie ludzi, próbując eliminować chorobę i zapobiegać śmierci. Każde odwrócenie tego stanu rzeczy, całkowicie zmieni medycynę – ostrzegał. Jeszcze tego samego dnia napisał do żony: „Dzisiaj straciłem Nagrodę Nobla”.

Tak jak przewidział, „elity” naukowe, medyczne i polityczne we Francji natychmiast zareagowały wstrzymaniem funduszy na badania zespołu Lejeune. Ważyła się wtedy kwestia legalizacji aborcji we Francji. Na murach zrewoltowanej Sorbony studenci pisali: „Śmierć Lejeune”.

Właśnie ukazał się film pt.: „Jérôme Lejeune: To the Least of These My Brothers and Sisters” (odniesienie do słów Chrystusa: „Cokolwiek uczynicie jednemu z tych braci moich najmniejszych…”), w którym główną rolę tytułowego medyka zagrał François Lespés.

Film pokazuje, jak papież Paweł VI powołał w 1974 roku Papieską Akademię Nauk, umożliwiając profesorowi pracę wraz ze światową elitą nauki i etyki.

Profesor był bliskim przyjacielem kardynała Wojtyły. Po raz pierwszy spotkał się on z przyszłym papieżem w Polsce w 1975 roku. W 1997 r. Jan Paweł II spotkał się z rodziną zmarłego przyjaciela na wspólnej modlitwie w intencji jego duszy.

W czasie gdy w wielu krajach trwały intensywne zabiegi na rzecz legalizacji aborcji, francuski uczony niestrudzenie podróżował po świecie, broniąc godności człowieka od poczęcia.

W Maryville, w stanie Tennessee, w sierpniu 1989 r. zapadł wyrok w sprawie opieki nad zamrożonymi zarodkami. Lejeume poproszony o opinię ekspercką dot. początków życia wyraźnie wskazał, kiedy ono się zaczyna.

Sprawa dotyczyła pary, która rozwiodła się i każda ze stron walczyła o opiekę nad siedmioma zamrożonymi embrionami. Matka chciała zachować przy życiu zarodki, by w przyszłości je wykorzystać. Ojciec chciał zniszczenia embrionów.

Poproszony przez prawników Lejeune wyraził swoją opinię przed sądem. Mówił wówczas z przekonaniem, że „życie ludzkie nie jest czyjąś własnością” i „zaczyna się ono w momencie poczęcia”.

W obszernym zeznaniu dr Lejeune, genetyk i pediatra wyjaśniał: Jeśli mogę tak powiedzieć, rzekłbym, że życie ma bardzo długą historię, ale każdy z nas ma niepowtarzalny początek, to jest moment poczęcia. Wiemy i cała genetyka, cała zoologia mówi nam o tym, że istnieje związek między rodzicami i dziećmi. Ten związek to długa nić DNA, która zawiera informacje przekazywane z rodziców na dzieci przez pokolenia.

Uczony wyjaśnił skomplikowany mechanizm przekazywania życia, zwracając uwagę na chromosomy matki i ojca, które po połączeniu – co następuje w momencie zapłodnienia - zawierają komplet informacji niezbędnych do uformowania nowego człowieka. To nie jest już zarodek, ale konkretna Joanna czy Paweł – przekonywał.

- Wewnątrz chromosomów jest zapisany program i wszystkie definicje. W rzeczywistości, połączone chromosomy są, że tak powiem, konstytucją życia. Od tej konstytucji rozpoczyna się twoje życie (…) Jeśli informacje niesione przez plemnik i komórkę jajową napotkają siebie, połączą się, zdefiniowana jest nowa istota ludzka. Ludzka konstytucja jest już całkowicie określona. (…) Ta konstytucja jest wyjątkowa, niepowtarzalna i charakterystyczna dla danej osoby. Nigdy wcześniej nie wystąpiła i nie powtórzy się więcej – tłumaczył.

Profesor użył także pięknego porównania informacji zapisanych w chromosomach do mini kaset z rejestrem „symfonii życia”. Tylko niepowtarzalny organizm ludzki jest zdolny grać tę symfonię, zanim zostanie ona w pełni ukończona.

Lejeune stanowczo potwierdził, że nie wolno niszczyć zarodków. Sędzia pod wpływem jego opinii zakazał zniszczenia embrionów. Sąd apelacyjny decyzję jednak zmienił. Francuski uczony leczył najbardziej odrzucone dzieci, ukazując ich wartość rodzicom i społeczeństwu.

W 1989 roku, gdy belgijski parlament debatował nad ustawą, legalizującą aborcję, król Belgii Baldwin poprosił o wizytę prof. Lejeune, jako przedstawiciela Papieskiej Akademii Nauk. Po przyjęciu haniebnej ustawy, monarcha odważnie odmówił jej podpisania. Król na zakończenie spotkania zapytał profesora Lejeune: - Czy miałby pan coś przeciwko temu, żebyśmy razem się pomodlili? Ci dwaj mężczyźni, którzy zawstydzili odwagą moralną miernych polityków, są obecnie kandydatami na ołtarze.

Fundacja Jerome Lejeune w Paryżu kontynuuje dzieło profesora od czasu jego śmierci, która nastąpiła w Niedzielę Wielkanocną 1994 roku. Jego żona, Birthe Lejeune jest nadal bardzo aktywnym członkiem Fundacji, podobnie, jak jej dzieci i ich małżonkowie.

Prowadzi klinikę, w której leczą się mali pacjenci cierpiący z powodu różnych chorób genetycznych. Uczeni związani ze szpitalem kontynuują badania, mające polepszyć ich warunki życia.

Źródło: llifesitenens.com

Read more: http://www.pch24.pl/odkrywca-przyczyny- ... z4E2rAqsGj

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /