Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Kto tu wariat???

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 07 lut 2013, 10:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Cierpiący PiSowiec pisze do Gazety Wyborczej.

Nie wiem, czy na tych korytarzach pionowych i poziomych na ul. Czerskiej muszą się bardzo nudzić? Czy może na tych samych korytarzach ogłoszono konkurs na najgłupszy tekst? Czy może po prostu specjalisci od tzw. HR stosują nową metodę naboru do gazety, której nie jest wszystko jedno. A polega ona na tym, że należy napisać tekst i jeśli będzie miał dobre komentarze to kandydat/tka są zatrudnieni?

Tak, czy owak w każdym razie dziś w GW ukazało się prawdziwe kuriozum. rzekomy list MWzWM, który popiera o dziwo PiS i z tego powodu jest oczywiście rusofobem. A jego najwększy egzystencjalny problem polega na tym, że zakochał się w Rosjance i chciałby się z tego powodu odrusofobić. Chodząc więc z rozdartym sercem postanowił o pomoc poprosić GW. Nic nie odda niepowtarzalnego stylu tego dzieła sztuki epistolarnej przeczytajcie więc sami:

wyborcza.pl/1,126764,13352419,Jestem__mlodym__wyksztalconym__z_duzego_miasta___popieram.html

Polszczyzna, argumentacja, klisze zawarte w tym rzekomym liście aż powalają. W ogóle cały ten "list" przypomina wypociny gimnazjalisty na zadany temat. Na przykład weźmy takie oto określenie: "Jednak swoistym curiozum jest fakt, iż popieram PiS. Ale spokojnie, nie zamierzam nikogo w redakcji "Gazety" ani obrażać, ani o nic oskarżać." Klisze są rodem z Poradnika Agitatora Antypisowskiego by ul. Czerska.

•człowiek wykształcony popierający PiS - anomalia,
•Pisowiec - rusofob,
•Rosjanie są serdeczni,
•Rosjanie z polskiej kultury znają Brylską, Rodowicz i Olbrychskiego.
Sam pomysł żeby doroslych chłop pisał o swych rozterkach sercowo-politycznych do jakiejkolwiek gazety jest z gatunku księżycowych. Owszem mogę uwierzyć w to, że o swych sercowych rozterkach może pisać "zakochana" 12-latka go gazety typu Bravo. Tu jednak ktoś wyraźnie pojechał po bandzie. Świetnie to skomentował ktoś pod tym "listem" - "To, że zwolennik PiS zwierza się "Gazecie Wyborczej" ze swoich rozterek miłosnych jest tak prawdopodobne jak ciąża Anny Grodzkiej z Robertem Biedroniem." Część osób w komentarzach zauważa, że to zwyczajne wkręcanie czytelników. Są jednak też tacy co wierzą w te bajki! No jednak to już tylko świadczy o wyznawcach GW.

Ki diabeł? O co w tym wszystkim chodzi? Jak to mawiają nomen omen Rosjanie "Biez wodki nie razbieriosz". A ja dziś wódki nie mogę - jutro muszę do pracy :(

http://takiesobie.salon24.pl/484946,cie ... -wyborczej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 14 lut 2013, 10:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Światopogląd naukowy

Czesław Miłosz, jak wiadomo, uważany był za postać kontrowersyjną, mimo to jednak niekiedy publikował spostrzeżenia zadziwiająco trafne. Na przykład - że „wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie”. To oczywiście prawda, zwłaszcza gdy w dodatku jest osobą utytułowaną i zajmuje stanowisko, do którego przywiązane są zewnętrzne znamiona władzy. Niekiedy taka osoba przez całe lata funkcjonuje jak gdyby nigdy nic, bez zwracania na siebie niczyjej uwagi. Antoni Słonimski twierdzi na przykład, że austriacki generał Potiorek w taki właśnie, nie zwracający niczyjej uwagi sposób dowodził dywizją, czy nawet korpusem, chociaż miał zainteresowania naukowe. Badał mianowicie ciężar gatunkowy pojedynczego żołnierza. W tym celu zanurzał go w beczce z wodą w pełnym oporządzeniu, po czym zapisywał, ile wody taki żołnierz wypiera. I dopiero kiedy tę samą metodę zapragnął zastosować do zbadania ciężaru gatunkowego oficerów sztabowych, został w plecionce odwieziony do infirmerii, gdzie się okazało, że już od dawna miał fioła - ale dywizją, czy nawet korpusem dowodził bez zwracania niczyjej uwagi. Jaki impuls natchnął go do zgubnego pomysłu badania ciężaru gatunkowego oficerów sztabowych - tego nie wiemy, ale jakaś przyczyna musiała być.

W przypadku pani minister Barbary Kudryckiej jesteśmy w trochę lepszej sytuacji, bo obwieszczając swój pogląd na temat światopoglądów naukowych i nienaukowych dała do zrozumienia, jakim kierowała się kryterium. Jest nim pogląd na przyczynę katastrofy samolotu Tu-154 w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Akurat trwa wojna, a właściwie - rodzaj tzw. ustawki między kliką rządzącą (kliką - bo chodzi nie tylko o rząd, ale również o jego mocodawców z tajnych służb i tak zwany salon, pretendujący do rządu dusz naszego mniej wartościowego narodu tubylczego) i opozycją, w której obydwie strony okładają się na odlew komisjami i filmami. To oczywiście nikomu nie szkodzi i jeśli tylko obydwu stronom wystarczy pomysłowości, to mogą się tak okładać aż do 2015 roku, kiedy to odbędą się wybory do Sejmu. Dzięki temu wygrają i znowu będą się okładali, aż do następnych wyborów - i tak dalej. Z punktu widzenia partyjnego jest to strategia całkowicie racjonalna, więc nic dziwnego, że zarówno wspomniana klika, jak i opozycja rozhuśtują emocjonalnie - każda „swoją” część opinii publicznej.

Okazuje się jednak, że oprócz wytwarzania politycznej siły nośnej, która zarówno klikę, jak i opozycję wpycha do Sejmu, pojawiają się też skutki uboczne, które objawiły się właśnie w przypadku pani minister Barbary Kudryckiej. Jestem pewien, iż zdaje sobie ona sprawę, że ustawka, to ustawka - ale atmosfera emocjonalnego rozchwiania musiała w jakiś tajemniczy sposób na nią wpłynąć, wyzwalając osobliwość podobnie jak to miało miejsce w przypadku generała Potiorka. Czy w przeciwnym razie napisałaby, że „nie mniej ciężkim przewinieniem jest choćby próba zakażania studentów swoim światopoglądem - zwłaszcza gdy ten światopogląd wymyka się regułom uznawanej powszechnie wiedzy, dotychczasowym ustaleniom naukowym i rzetelnej metodologii.”?

Jestem pewien, że żaden normalny człowiek nic takiego by nie napisał - bo cóż to właściwie znaczy? Ano - po pierwsze - że istnieją światopoglądy naukowe i nienaukowe. To już raz słyszeliśmy za pierwszej komuny, kiedy światopoglądem naukowym był tak zwany marksismus-leninismus. Ten światopogląd miał bardzo wielu wyznawców nie tylko w kręgach partyjnych czy ubeckich, ale również w kręgach uniwersyteckich zwłaszcza od czasów, kiedy to - jak zauważył Władysław Tatarkiewicz - za sprawą Lenina i Stalina, marksizm w Związku Radzieckim został przyjęty „powszechnie i bez zastrzeżeń”. Uniwersyteckie kujony wypisywały rozmaite rzeczy, między innymi - rozprawy doktorskie i habilitacyjne z „centralizmu demokratycznego”, a więc czegoś, czego nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Niestety uzyskane w ten sposób tytuły naukowe zachowały również po transformacji ustrojowej, kiedy okazało się, że ten cały marksismus-leninismus to kupa g... - co, nawiasem mówiąc, skłoniło dotychczasowych wyznawców do przerzucania się na „uniwersalizm”.

W tej sytuacji opowieści pani Barbary Kudryckiej o regułach „uznawanej powszechnie wiedzy” można by uznać za rodzaj mimowolnej satyry, gdyby nie okoliczność, że została ona postawiona na stanowisku ministra szkolnictwa wyższego, gdzie może inicjować rozmaite administracyjne szykany wobec ludzi normalnych. Nie jest to możliwość czysto teoretyczna, bo pani minister już raz taką skłonność zademonstrowała, a - jak powiadają Francuzi - „kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat”.

Podobnie humorystyczny wydźwięk ma stwierdzenie pani minister Kudryckiej o „dotychczasowych ustaleniach naukowych”, z którymi nie może być sprzeczny światopogląd głoszony na podległych jej uczelniach. Gdyby ta zasada była przestrzegana, to Mikołaj Kopernik nigdy nie powinien podważać systemu geocentrycznego, a fizycy nie powinni podejmować prób rozbijania atomu, który wcześniejsza nauka tak właśnie nazwała z powodu jego rzekomej niepodzielności (atomos znaczy po grecku niepodzielny). Na szczęście pani Barbara Kudrycka nie miała na to najmniejszego wpływu, dzięki czemu nauka mogła się rozwijać.

A tak w ogóle, mówiąc nawiasem, nauka to rzecz bardzo względna. Na przykład Adam Mickiewicz wykładając w College de France literaturę słowiańską, przedstawiał słuchaczom improwizacje na różne tematy. Z żadną nauką nie miało to oczywiście nic wspólnego - ale uznawany przez większość utytułowanych kujonów za wybitnego naukowca Hegel był jeszcze gorszy, bo nie tylko tumanił ludzi swoimi idiotycznymi „systemami”, ale w odróżnieniu od Mickiewicza był nudny. Czyż trzeba nam lepszego świadectwa, niż opinia Stendhala, że ten cały Hegel to „ciemna i źle napisana poezja”?

Pani Barbara Kudrycka habilitowała się na podstawie pracy pod tytułem „Dylematy urzędników administracji publicznej. Zagadnienia administracyjno- prawne.” Pierwsza część tytułu brzmi nawet zachęcająco, sugerując różne pikantne rozterki, na przykład, czy brać łapówki, czy nie brać, a jeśli brać, to czy - jak mówią Rosjanie - „po czinu”, czyli według rangi, czy też - ile kto da, albo - czy doić Rzeczpospolitą indywidualnie i po cichu, czy też w jakimś gangu, a skoro np. w gangu, to - komu najlepiej się tam podlizywać i w jaki sposób - i tak dalej, i tak dalej - ale te „zagadnienia administracyjno-prawne” zapowiadają nudy na pudy, niczym u Hegla. Zresztą - powiedzmy sobie szczerze - w 1995 roku, gdy pani Kudrycka tę rozprawę przedstawiła, nie było jeszcze Platformy Obywatelskiej, więc dylematy urzędników administracji publicznej mogły być zupełnie inne niż teraz. Czy w takiej sytuacji można w ogóle mówić o jakichś „dotychczasowych ustaleniach naukowych”, a nawet - o „rzetelnej metodologii”? Wolne żarty!

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2745


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 08 mar 2013, 07:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Semikalia demokratyczne

Stanisław Michalkiewicz

Katolowi treści postępowe/ gej z lesbijką włożyć mieli w głowę/ w radio – lecz harda sztuka/ nie dał im się zacukać./ Trzeba było zaprosić niemowę…” – taki limeryk napisał pan Henryk Krzyżanowski, komentując audycję poświęconą propagandzie sodomii i gomorii w poznańskim Radiu Merkury. Onże, w nawiązaniu do mego poprzedniego felietonu, postuluje, by instytuty prowadzące „studia genderowe” przybrały imię Trofima Łysenki. Z całego serca postulat ten popieram, bo niezależnie od nawiązania do chlubnej tradycji, patrząc na patrona, każdy od razu będzie wiedział, że ma do czynienia z hucpą i blagą, z lekka tylko maskowaną naukowym żargonem.

Jak widzimy, każda akcja rodzi reakcję. Im gorliwiej uwija się wokół zleconych zadań znany z żarliwego obiektywizmu pan red. Lis, im bardziej podlizuje się sodomitom i gomorytkom następny amator prezydentury naszego nieszczęśliwego kraju Ryszard Kalisz, tym więcej ludzi zaczyna podejrzewać, że ktoś próbuje ich tutaj zrobić w konia, to znaczy – zoperować gwoli łatwiejszego osiągnięcia sobie tylko wiadomych celów. Dzisiaj, mimo oficjalnie zalecanego „dialogu”, mało kto może pochwalić się znajomością takiego np. Talmudu. Tymczasem uważany za znawcę Talmudu ks. Justyn Bonawentura Pranajtis w książce „Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim” twierdził, że chrześcijanie są tam przedstawiani jako rodzaj człekokształtnych zwierząt, a skoro tak, to nic dziwnego, że wspomniana operacja może mieć na celu doprowadzenie mniej wartościowych narodów europejskich do stanu bydlęcego, żeby tym łatwiej je eksploatować w charakterze użytkowej trzody. Z obfitości serca usta mówią. Coś musi być na rzeczy, skoro pani reżyserowa Agnieszka Holland twierdzi, że w demokracji podstawowym obowiązkiem większości jest ochrona praw mniejszości. Z pewnością nie zdaje sobie sprawy, że mówi prozą, to znaczy że ma na myśli demokrację socjalistyczną, w której podmiotem nie są równi wobec prawa obywatele, tylko „klasy” albo inne grupy, na przykład sodomici czy gomorytki, Żydzi, cykliści – i tak dalej. Ale kiedy już z ogółu obywateli zacznie się wydzielać takie grupy („najpierw jest tak; tworzą się grupki, tutaj Tuwimy, tam Kadłubki, tu nacje te, tu te”), to zaraz pojawia się konieczność nadania każdej z nich odpowiedniego statusu prawnego. W rezultacie, zamiast praworządności opartej za żelaznej zasadzie równości OBYWATELI wobec prawa, mamy nieustanne podchody, w ramach których jedna „mniejszość” próbuje uzyskać status korzystniejszy od innej „mniejszości”, a wszystkie razem – status korzystniejszy od sytuacji milczącej, bo zakneblowanej większości. A ponieważ i wśród „mniejszości” też panuje hierarchia, na której szczycie we wszystkich krajach niezmiennie plasuje się wiadoma mniejszość, a właściwie MNIEJSZOŚĆ, to okazuje się, że i postulat pani reżyserowej Agnieszki Holland pokrywa się z diagnozami i nadziejami MNIEJSZOŚCI, jakie ks. Justyn Bonawentura Pranajtis wydestylował z Talmudu. Ładny interes! Okazuje się, że tak czy owak – sierżant Nowak, to znaczy, że wszystko jedno – czy to w oparciu o Talmud, czy o socjalistyczną demokrację – większość ma być na usługach MNIEJSZOŚCI. Warto zwrócić uwagę, że ta MNIEJSZOŚĆ w każdym przypadku zorganizowana jest na zasadzie nacjonalistycznej, którą w odniesieniu do mniej wartościowych narodów tubylczych zdecydowanie potępia i zwalcza. Znaczy – wie, co dobre. Ale azaliż tylko dla grzeszników Pan Bóg stworzył rzeczy smaczne?

http://www.naszdziennik.pl/wp/26113,sem ... yczne.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 11 mar 2013, 07:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Prokuratorskie „sprawdzam”

Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, rozmawia Marta Ziarnik

Jak przyjął Pan decyzję prokuratury wojskowej, żeby po trzech latach od katastrofy smoleńskiej zlecić badania na obecność alkoholu w organizmach części ofiar?
– Te działania są dla mnie niezrozumiałe. Po pierwsze, są mocno spóźnione. Przecież można było wszelkie tego typu badania zrobić bezpośrednio po katastrofie, wykonując sekcje zwłok w Polsce bądź ewentualnie dokonując później ekshumacji. To byłoby racjonalne. Czekanie z takimi badaniami przez trzy lata jest w moim przekonaniu nie do zaakceptowania. Po drugie, musi zastanawiać, dlaczego strona polska tak długo czekała na przekazanie przez Rosjan tych próbek. Bo z tego, co rozumiem, próbki, na których prowadzone będą badania m.in. na obecność alkoholu we krwi, zostały przekazane stronie polskiej dopiero w ostatnich miesiącach. Dlaczego Rosja tak z tym zwlekała? Przecież tego typu materiał dowodowy łatwo ulega destrukcji, czyli jego wartość dowodowa wraz z upływem czasu jest coraz mniejsza. Ponadto rodzi się pytanie, czy ten znajdujący się dotychczas w Rosji materiał genetyczny był prawidłowo zabezpieczony – tak aby później można go było poddać podobnym badaniom. Biorąc więc pod uwagę te wszystkie problemy i zapytania, trudno pojąć, dlaczego tak długo czekano z tymi procedurami.

Zwłaszcza że badanie ma prawdopodobnie objąć jedynie część ofiar.
– Otóż to. Dlaczego prokuratura wojskowa zamierza badać pod kątem zawartości alkoholu we krwi właśnie 21 ofiar? Rozumiem badanie próbek należących do członków załogi, ewentualnie oficerów BOR. Dopuszczam także możliwość badania w przypadku gen. Andrzeja Błasika, gdyż od samego początku wnosiliśmy o zweryfikowanie rosyjskich badań w kwestii śp. dowódcy Sił Powietrznych. Aczkolwiek zaznaczam, że gen. Błasik, co przyznała sama prokuratura, był wyłącznie jednym z pasażerów lotu do Smoleńska. Natomiast prowadzenie badań na obecność alkoholu wśród pozostałych osób, które także były tylko i wyłącznie pasażerami tego tragicznego lotu, jest kompletnie obojętne z punktu widzenia ustaleń tego śledztwa. Albo też uważamy, że wszelkie badania strony rosyjskiej w trakcie sekcji zwłok wszystkich ofiar były wadliwe, w związku z czym ten materiał dowodowy jest bezwartościowy i należałoby przeprowadzić własne sekcje bądź teraz – ekshumacje. Natomiast badanie na zawartość alkoholu we krwi wybranych pasażerów jest, moim zdaniem, pozbawione logiki. Dlaczego te właśnie osoby zostały wyznaczone do tych badań? Jeśli chcemy zweryfikować wiarygodność strony rosyjskiej, to weryfikujmy ją w przypadku wszystkich 96 ofiar, a nie tylko wybranych osób. W przeciwnym wypadku mam obawy co do zasadności tych badań.



Na razie jednak nie można też zakładać złych intencji. Może prokuratura wojskowa chce stopniowo udokumentować błędy strony rosyjskiej?
– Uważam, że jedynym uzasadnieniem przeprowadzenia podobnych badań w tak późnym okresie jest to, że badania rosyjskie okazały się po prostu niewiarygodne. Polska prokuratura uznała, że materiał dowodowy przekazany przez stronę rosyjską jest niewiarygodny, i w związku z tym postanowiła wykonać własne badania. Jeśli byłaby w tym względzie jakakolwiek inna motywacja prokuratury, to pojawia się właśnie to pytanie, które postawiłem już wcześniej, czyli dlaczego trzy lata po katastrofie, a nie od razu. Bo jeżeli prokuratura, opierając się na zasadzie bezpośredniości, uznała, że należy zbadać próbki ciał na zawartość alkoholu we krwi, co jest powszechną praktyką, to powinna to zrobić bezpośrednio po katastrofie, ewentualnie bezpośrednio po otrzymaniu protokołów z sekcji zwłok, z których wynikało, że nie zostały wykonane określone badania. Innego uzasadnienia dla tego, żeby tak długo czekać z tymi badaniami, nie znajduję.

Dziękuję za rozmowę.
Marta Ziarnik

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... wdzam.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 17 kwi 2013, 19:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Raport w sprawie czynności nieistotnych

Premier Donald Tusk już od wczoraj może się zapoznawać z raportem dotyczącym spraw nieistotnych, o których zresztą nic nie wiedział. Chodzi oczywiście o memorandum w sprawie drugiej nitki gazociągu podpisane przez rosyjski Gazprom i polski EuRoPol Gaz. O małej wadze tego dokumentu zapewnia przyboczny minister Paweł Graś, niezwyciężony rzecznik premiera Tuska. Według niego bowiem „ memorandum jest czynnością na tyle nieistotną, że to jest zwykła czynność zarządu, o której nie ma on obowiązku informować swojej rady nadzorczej”.

Jednak skoro memorandum jest sprawą nieistotną, to dlaczego premier zażądał raportu od ministra spraw wewnętrznych? Oto jest pytanie. Graś odpowiada na to, że kwestia dotyczy wyłącznie sfery komunikacji. Ale to nadal jest wątpliwe, bo skoro sprawa jest mało ważna, to po co o niej informować premiera? Przecież premier niejednokrotnie mówił, że nie zajmuje się błahostkami, jak raporty NIK czy interpelacje poselskie, których według niego przychodzą do kancelarii setki a może tysiące. Dlaczego zatem Donald Tusk zażądał raportu o komunikowaniu się w sprawie jakiegoś nieistotnego kwitu?

Z drugiej strony wiemy przecież, że drugą nitką rurociągu przez Polskę osobiście i publicznie zajmował się prezydent Rosji Putin. Czyżby Putin zajmował się – excusez le mot – pierdołami? No, owszem, możemy sobie takie założenie przyjąć i wtedy Donald Tusk ma rację, że on nie zawracał sobie głowy jakimś mało znaczącym memorandum.

Na nieszczęście dla Grasia, który lekceważąco oświadczył, że memorandum to mały pikuś, o której zarząd EuRoPol Gazu nie ma nawet obowiązku informować swojej rady nadzorczej, to stało się dokładnie odwrotnie. Zarząd EuRoPol Gazu poinformował o tym nie tylko radę, ale także ministra Budzanowskiego oraz wicepremiera Piechocińskiego. I co jest dziwne, oni obaj nie bardzo się chcieli do tej wiedzy przyznać, a kiedy już oliwa na wierzch wypłynęła, to wicepremier nawet bąkał w swojej obronie, żeby odtajnić instrukcję negocjacyjną.

Bardzo dziwne ruchy jak na „czynność nieistotną”. Ale swoją drogą, Grasia można trochę zrozumieć, bo on nawet składane przez siebie podpisy na dokumentach uważa za niezbyt godne uwagi, co pokazała "afera podpisowa" z udziałem jego i żony. Minister Graś lata teraz po mediach i zapewnia, że „ jeżeli chodzi o te kwestie podstawowe dla Polski i związane z bezpieczeństwem energetycznym, związane z relacjami międzynarodowymi, zarówno z Rosją, jak i z Ukrainą, jak i z Unią Europejską tutaj rzeczywiście nic katastrofalnego dla tych relacji i dla priorytetów bezpieczeństwa energetycznego Polski się nie wydarzyło”.

Jednak pamiętamy, jak premier Tusk zapewniał w 2009 roku, że umowa gazowa z Rosją została „wynegocjowana perfekcyjnie”, tymczasem okazało się, że porozumienie to na horrendalnie długie lata uzależnia Polskę od rosyjskiego gazu. Dopiero interwencja Komisji Europejskiej, która dosłownie zdemolowała tę „perfekcyjną umowę”, pozwoliła na zmianę katastrofalnych dla Polski ustaleń rządu Tuska. Dlatego należy starannie śledzić poczynania ekipy Tuska, a już ze szczególną ostrożnością trzeba podchodzić do kwestii, o których premier „nic nie wie”.

Graś usiłuje odwrócić kota ogonem i argumentuje, że to nie jest żaden chaos na szczytach władzy, bo gdyby był chaos, to nie płacilibyśmy dzisiaj mniej za gaz, niż kilka miesięcy temu. Tyle, że patrząc na poczynania Rosji w sprawie drugiej nitki rurociągu przez Polskę i mając w pamięci ową „perfekcyjną umowę” wynegocjowaną poprzednio, to nie sposób nie pomyśleć o drugim dnie. A konkretnie, że mamy do czynienia z tajnym aneksem do umowy, w którym Rosja odrobinę ustąpiła w sprawie ceny, ale kto wie, czy to ustępstwo nie było ceną za zgodę na drugą nitkę rurociągu?

W sporze cenowym z Gazpromem przed Trybunałem Arbitrażowym w Sztokholmie, Polska jakoś zbyt skwapliwie i szybko wycofała swoje roszczenia i zaraz nastąpiło ustępstwo Gazpromu, które i tak nie zmieniło sytuacji, że płacimy ciągle jedną z najwyższych cen w Europie. To było w listopadzie 2012 roku. Mało kto pamięta konferencję prasową PGNiG, na której wiceprezes Radosław Dudziński właśnie tę obniżkę odtrąbił jako sukces. A przy okazji rozgadał się na dobre i oświadczył, że podpisane porozumienie „czyści nam pole do rozmów na inne tematy”. A potem już było właśnie o tym, że PGNiG zależy na budowie współpracy gazowej z Gazpromem i właśnie...tak, tak! - że możemy wrócić do projektu budowy drugiej nitki rurociągu jamalskiego.

Wypowiedź była bulwersująca do tego stopnia, że PGNiG wydało specjalne oświadczenie, w którym można przeczytać między innymi, że wiceprezes tylko informował, że „w efekcie poprawy relacji pomiędzy Spółkami i w przypadku utrzymania ich w dłuższym czasie mogą, ale nie muszą w przyszłości pojawić się możliwości współpracy przy projektach, które były dyskutowane już w latach 2009-2010”.

A takie dictum oznacza ni mniej ni więcej, iż rząd Donalda Tuska już w latach 2009-2010 toczył poufne rozmowy na temat wspólnych projektach z Gazpromem, a konkretnie o rurociągu Jamał II. I to może być właśnie cena, jakiej zażądała Rosja w zamian za piarowską, nieadekwatną do możliwości obniżkę ceny gazu.

Czy można się zatem dziwić, że premier zażądał raportu na temat komunikacji wewnątrzrządowej w sprawie czynności nieistotnych?

http://seaman.salon24.pl/501003,raport- ... eistotnych


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 29 lip 2013, 07:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Fobie z Czerskiej

Marcin Austyn

Wielkie oburzenie „Gazety Wyborczej” wywołała wypowiedź Jacka Kiełba, piłkarza Korony Kielce, który w „Przesłuchaniu” dla portalu 2x45.com.pl skrytykował obnoszenie się gejów ze swoją seksualnością. Jakby tego było mało, sportowiec, który w ubiegłym roku przeżył nawrócenie, sprzeciwił się „małżeństwom” homoseksualnym oraz adoptowaniu przez nie dzieci. A to wszystko – jak grzmi „GW” – w czasie, gdy na „stadionach całego świata organizowane są akcje przeciw homofobii w sporcie”.

Cóż zatem takiego powiedział Kiełb? Ano, że obnoszenie się gejów ze swoimi dewiacjami jest „absolutnie niedopuszczalne” i że „adopcja dzieci przez homoseksualistów to już byłaby tragedia”. „Nie wyobrażam sobie, że dziecko będzie kiedyś mówiło: ’Mam superrodziców, mili panowie’. Trzeba te dzieci chronić, to byłaby ich wielka krzywda, choćby ze względu na pociski w szkole” – mówi piłkarz. Oj, dziennikarsko-celebrycki światek zabolało, że wśród sportowców są jeszcze osoby niebojące się wyrażać poglądów, których wielu innych, obawiając się alergicznej reakcji homolobby, nie wypowie. A wszystko układało się już tak dobrze. I nawet nasza najlepsza tenisistka, już była twarz akcji „Nie wstydzę się Jezusa”, dołączyła do opcji „nie wstydzę się”. Aż tu naraz taki Kiełb się znalazł. Więc „Wyborcza” udowadnia, brnąc przy tym w oparach absurdu, że homofobia w sporcie to zaraza tocząca całe środowisko. Podawane są niepokojące dane, z których wynika, jakoby geje, biseksualiści i transseksualiści zajmujący się profesjonalnie sportem, „nie czują się wystarczająco pewnie, aby wyjawić swoją prawdziwą orientację”. To tak, jakby najważniejszym wydarzeniem pasjonującego meczu czy zawodów sportowych były intymne wyznania zawodników albo chociaż złożenie deklaracji umiłowania seksualnej odmienności.

A tu co? Wychodzi Jacek Kiełb i nie dość, że śmie publicznie deklarować, iż nie akceptuje tęczowych parad, to jeszcze twierdzi, że zdecydowana większość społeczeństwa myśli podobnie! Do tego na nic się zdało indagowanie rzecznika klubu, który wprawdzie przyznał, że Kiełb mógłby oddzielać sprawy prywatne od sportu i lepiej dobierać słowa, ale – o zgrozo – ukarany nie zostanie. Z pomocą „GW” musiał zatem przyjść „prawdziwy ekspert”, Vyacheslav Melnyk, koordynator projektu „No Place for Homofobia in Sports” z Kampanii przeciw Homofobii, który obwieścił, że tego rodzaju wypowiedzi sportowców są bardziej szkodliwe niż hasła wznoszone przez kiboli.

„Sportowcy muszą liczyć się z tym, że wiele osób, szczególnie młodych, wzoruje się na nich, może nawet mają ich za idoli” – oznajmia.

Tylko dlaczego w dobrym tonie jest mówić wyłącznie o uzurpacjach gejowskiego lobby? Cóż, może i „Wyborcza” wzorów normalności nie toleruje, ale podnoszenie larum z powodu złożenia deklaracji umiłowania życia w zgodzie z prawem naturalnym, bez konieczności publicznego eksponowania intymnych wątków, to już przejaw heterofobii.

http://www.naszdziennik.pl/wp/49377,fob ... skiej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 14 sie 2013, 05:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Nowe szaty...

Strach czyni więźniem. Nadzieja to wolność

Czytelnicy „Naszego Dziennika” wiedzą już dokładnie, czym jest gender. Prawdopodobnie dużo lepiej nawet niż główni odbiorcy tej ideologii. Poświęcam więc miejsce właśnie jej twórcom i odbiorcom, a nie samej gender. Wielcy światowi intelektualiści, poważni politycy europejscy, studenci, homoseksualiści, a także uzdolnieni ludzie mediów tak zaangażowali się w gender, że przestali przyglądać się intelektualnie tej ideologii. Z wzajemnym uznaniem przytakują sobie, rozpatrując podczas debat i kursów uniwersyteckich, jak znaczący i właściwy dla nowych czasów jest kierunek rozwoju jednostki zwany gender. Na polskich uniwersytetach nie ma kierunków, które noszą nazwę Tożsamość płciowa człowieka, są jednak kierunki Gender Studies. Takie to nowoczesne i rozintelektualizowane. Jedni ogłupieni, drudzy zaślepieni, a jeszcze inni tylko udają, że dostrzegają zalety bezpłciowej osobowości człowieka, zerwania więzów kulturowych i rodzinnych. Wszystko to przypomina polityczną satyrę Hansa Christiana Andersena „Nowe szaty cesarza”. Duński geniusz dziecięcego świata bajek rzadko sięgał po ten gatunek. Ale zawołanie: „Cesarz jest nagi!” przeszło zarówno do języka polityków, jak i oceniających ich obywateli. Jak wspaniale, stosując tę opowieść, można sprawdzać, kto ludziom mydli oczy.

Rzecz dzieje się w XIX wieku. Dwóch oszustów wmówiło cesarzowi, władcy niewiadomego państwa, że uszyją mu szaty z najlżejszej i najwspanialszej tkaniny. A fakt, że niektórzy jej nie zobaczą, będzie oznaczał, że nie nadają się na swoje stanowiska lub są głupi. I tak, gdy oszuści pracowali na pustych krosnach, a następnie cięli i szyli materiał, którego nie było, cesarz, wrażliwy na piękną garderobę, dawał im coraz większe wynagrodzenie za genialny surdut, spodnie i pelerynę. Posłał też najmądrzejszych ministrów, by ci przyjrzeli się powstającym strojom. A gdy ci żadnej tkaniny nie zauważyli, poczęli chwalić krawców: „Co za wzór! Co za kolory!”. Gdyby przyznali się, że niczego nie widzą, uznano by, że nie nadają się na swoje stanowiska lub są głupi. Tymczasem ani na krośnie, ani na manekinie niczego nie było. W końcu nadszedł cesarz. „Cóż to, nie ma szat?” – pomyślał. Ale on też w obawie, że zostanie uznany za niegodnego urzędu, zaczął „mierzyć” surdut. Tak mu się spodobał, że wyszedł w nim na ulicę, a szambelani szli za nim, podtrzymując niby tren peleryny. I nikt nie miał odwagi dać po sobie poznać, że nic nie widzi. Także ludzie na ulicy, widząc cesarza, a uprzednio słysząc o wspaniałym materiale, którego jeśli jest się głupim, to się nie zobaczy, krzyczeli pełni uznania: „Jak niezrównanie piękne są cesarskie szaty”. Tylko jeden mały, niewinny chłopiec ze zdziwieniem patrzył na dworzan i miejski tłum przytakiwaczy: „Przecież on nie ma ubrania!” – wykrzyknął.

Wracając do wieku XXI. Jest nadzieja i sposób na to, by dostrzec fałszywość gender oraz śmieszność jej przytakiwaczy. Warunek jest jeden. Do dyskusji należy dopuścić kogoś z zewnątrz. Kogoś, kto jak ten mały chłopiec wskaże prawdę. Konkludując, aż chce się powiedzieć: wsadźmy gender między bajki! Bo krawcy oszuści oczywiście odeszli z pełnymi torbami, by nabierać innych. I tak też będzie dziś. Gdy już wszyscy „kupią” gender, oszuści od nowoczesnego świata będą wciskać kolejne kłamstwa. Oczywiście z pełnymi torbami dotacji unijnych. Tytuł felietonu zawiera trzy kropki, bo ta opowieść dotyczy nie tylko gender i „cesarzy”.

Jest jednak coś pocieszającego. Autor tej opowieści, późniejszy geniusz literatury, wywodził się z najbiedniejszej dzielnicy Kopenhagi, a urodził się jako syn szewca i niepiśmiennej praczki. Właśnie on był zdolny do przeprowadzenia takiej obserwacji psychologicznej, społecznej i politycznej. Ten felieton dedykuję pamięci pani Anny Walentynowicz, w 84. rocznicę urodzin. Geniuszowi polskiego patriotyzmu. Kobiecie, której zdolności postrzegania rzeczywistości taką jaka jest, przez lata jej ciężkiej pracy, nie przesłoniły ani komunizm, ani Magdalenka.

Filip Frąckowiak

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... szaty.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 13 wrz 2013, 09:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Kto tu wariat, a kto tu perfidną świnią jest?

nowa przygoda Mikołajka

Dzisiaj nasza pani zachowała się bardzo dziwnie. Czekała na nas w klasie wydając głębokie westchnienia, a przecież zawsze jest wesoła. Wzdycha tylko, jak odpytuje Klotariusza, a wtedy Klotariusz robi się całkiem czerwony.

Powiedziała –„No dobrze, skoro pan minister, który zajmuje się naszą edukacją zdecydował odwołać się do młodzieży, by zmienić naszą mentalność, będziemy mieć lekcje wychowania seksualnego. A pierwszy, który zacznie się robić głupie żarty, pójdzie się zobaczyć z Rosołem”. Nikt nie miał ochoty robić głupich żartów, bo nasz Rosół też z nami nie żartuje.

Pani popatrzyła na nas i powiedziała, że najważniejsze w życiu, to być tolerancyjnym. My jesteśmy cholernie tolerancyjni. Więc wszyscy powiedzieli tak. A Ananiasz, który jest pieszczoszkiem naszej pani i zawsze siedzi w pierwszej ławce powiedział, że jest jeszcze bardziej tolerancyjny niż cała klasa, bo przecież ze wszystkiego jest najlepszy w klasie, z wyjątkiem w-f. Euzebiusz powiedział mu – „Nie bądź taki cwany kolego, bo zobaczysz, jaki ja jestem tolerancyjny” ! Myślę, że pani zrozumiała, że nie pójdzie łatwo.
Pani podeszła do tablicy, poczekała aż się uspokoimy i spytała z bardzo poważną miną : « Dobrze, kto jest dziewczynka, niech podniesie rękę”. Wszystkie dziewczynki podniosły ręce, także Klotariusz ale z trochę zakłopotaną miną.

Ale pani powiedziała tak : »Bardzo dobrze, Klotariusz, to twój wybór, jeśli chcesz być dziewczynką, masz prawo zadecydować”. Klotariusz zrobił się cały czerwony –„Nie proszę pani, ja chce iść siku”. Dobrze, powiedziała pani –„Możesz iść”. „Tylko nie wchodź do dziewczynek” – zawołał Euzebiusz. Ale pani uderzyła w biurko i powiedziała, że jeśli Klotariusz chce iść do toalety dziewczynek, to jego wybór i nie można sobie z tego robić żartów. Obowiązuje nas gender theory, która pozwala każdemu mógł wybrać płeć. I kazała nam napisać w zeszytach – „Każdy ma prawo wybrać płeć!”

„Jeszcze czego” - powiedział Rufus – „ja mam siusiaka, nie mogę zdecydować, że będę dziewczynką”. Pani mu wytłumaczyła, że to, co on robi, nazywa się heteroseksizm. I że trzeba wreszcie skończyć z heterokracją. Że jak tak dalej pójdzie, to nas wsadzą do ciupy jako homofobów. Popatrzyłem na Ananiasza, nawet on zrozumiał.

Wszystko się komplikowało, juz wolałbym chyba lekcję matmy. Pani wyczuła, że się trochę zgubiliśmy, postarała się wyjaśnić innym sposobem: „Macie ciała… to wy decydujecie… „ „A ja mam drugie śniadanie, a nie jakieś ciało !” zawołał Alcest. „Moje ciało to ja !” Muszę wam powiedzieć, że Alcest to taki kolega, który ciągle je, cały dzień coś przeżuwa, ma czas zastanawiać się nad życiem. Jak się z kimś bije, to mu trzymam rogalika, a potem zawsze mi daje ugryźć kawałek.

« Dobrze » - powiedziała pani –« kontynuuję ». Dziwne nam się to wydało, ale nic nie mówiliśmy, bo nie chcieliśmy jej robić przykrości. Zabrała się za rysowanie białego kółeczka na tablicy. „To jest spermatozoid”. I poprosiła mnie, żebym powiedział, co rozumiem przez to słowo. Dobrze się złożyło, bo właśnie tata w zeszłym tygodniu opowiadał mi, że jest kupa takich małych ziarenek, które tata daje w prezencie mamie i potem z tego rośnie dzidziuś i cyk ! - Dziecko się rodzi ! Wszyscy je całują i dzwoni się do babci, że została babcią.
„Dziękuję Mikołaju” – powiedziała pani. „Kontynuuję. Oczywiście myślicie wszyscy, że rodzina to tatuś, mamusia i dzieci. Jednak są inne modele i byłoby zupełnym wstecznictwem tego nie uznać. Jeśli dwaj panowie albo dwie panie kochają się nie ma powodu, żeby im zabronić zawrzeć związek małżeński i pozwolić adoptować dziecko”.

„To fajnie się składa” – zawołał Rufus. ”Ja bardzo kocham Leonię i Kloe, to się ożenię z nimi obydwiema, bo one też mnie kochają”. Leonia powiedziała, że absolutnie się nie zgadza, a Kloe powiedziała, że ożeni się ze swoim tatą. Jeśli dwaj panowie mogą się żenić, to ona może ze swoim tatą, bo ona bardzo kocha swojego tatę. ”Acha” – zawołał Rufus – „ale on już jest ożeniony z twoja mamą” !
Pani powiedziała, że nie jest to tematem lekcji, szkoda,akurat zaczęliśmy się fajnie bawić. Znowu zastukała w stół i dalej tłumaczyła, że postęp techniki pozwala nam robić, co nam się zamarzy. Można robić dzieci w szkle, trzymać w lodówkach i wynajmować sobie brzuchy.
Wytłumaczyła nam, że pan może dać te małe nasionko dwom paniom, które z pomocą pana doktora już sobie dalej same poradzą. Albo dwaj panowie pomieszają swoje nasionka i pójdą w odwiedziny do pani, żeby dała swoje nasionko i to wszystko można dać innej pani, która zrobi sobie dziecko w brzuszku i potem odsprzeda je tym panom.
« Ja » - powiedział Rufus –« widziałem reportaż w telewizji, że niedługo będzie można mieć swojego klona ! Jeśli ktoś siebie kocha, ma prawo mieć swojego klona !» Ananiasz powiedział, że byłoby najlepiej, żeby jego sklonować, bo się najlepiej uczy. Na pewno pan minister będzie wolał, żeby klonowac jego zamiast Rufusa.

Już mieli się zacząć bić, ale Geoffroy spakował się i założył plecak. ”Dokąd idziesz ? - spytała pani. „Idę sobie. Jeżeli można wybrać płeć, można wybrać i gatunek. Ja chce być pingwinem. Pingwiny nie chodzą do szkoły, idę do domu”. Popatrzyłem na Geoffroy’a, on naprawdę jest podobny do pingwina ! I zresztą to jego wybór ! Ale Geofrroy spojrzał na panią i zrozumiał, że lepiej wrócić na swoje miejsce.
Już mieliśmy znowu zacząć rozróbę, ale przestaliśmy, bo okazało się, że na końcu klasy płacze Julietka. Ona nigdy nic nie mówi. Julietka płakała, bo jeśli to jest tak, to ona rzuci się z mostu. I tak jest trudno żyć, jak się ma rodziców w separacji. A jeśli teraz zaczną robić dzieciaki bez taty i mamy, to ona uważa, że to niesprawiedliwe i głupie. I jeśli wszyscy mają prawo do miłości, to może nie należy zapominać, że dziecko ma prawo do mamy i taty. I że to jest po prostu równość wobec prawa. I że można dać tyle tatusiów dziecku, ile się chce, ale to nie zastąpi mamy !

Powiedziała to jednym tchem, pani patrzyła na nią z otwartymi ustami i widziałam, że zaraz zacznie płakać. Ale nie płakała. Przytuliła Julietkę, ucałowała jak mamusia czasem mnie i coś jej miłego szepnęła do ucha. Potem popatrzyła na nas, jednym ruchem wytarła tablicę i powiedziała -to wszystko jakieś głupoty, nie można pozwalać robić ludziom wszystkiego, co im się zamarzy. I żeby pan minister spróbował zrobić tę lekcję za nią. A na razie, to zrobimy lekcję gramatyki. No nie…

http://forum.gazeta.pl/forum/w,16714,14 ... a.html?v=2


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 25 wrz 2013, 18:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Upadek profesora Kleibera

seaman

Ponieważ dzisiaj chyba po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się być jedynym klientem w placówce Poczty Polskiej, uznałem to za dobry omen. Skoro bowiem dzień ma tak fortunny początek, to warto pójść za ciosem, jak mówili starzy pięściarze. Szczęśliwie także trafiła mi się dzisiaj okazja stanąć w obronie porządnego człowieka, a to już brzmi całkiem dumnie.

Jesteśmy bowiem świadkami stosowania przez czerskich pewnej, niejako już rutynowej procedury - profesor Michał Kleiber, Prezes Polskiej Akademii Nauk, jest właśnie w trakcie przerejestrowywania go z listy autorytetów społecznych i naukowych na listę smoleńskich oszołomów. Co w bardziej obrazowym przekładzie oznacza mniej więcej tyle, że Kleiber nie może już liczyć na referencje ani tym bardziej list polecający od redaktor Agnieszki Kublik w żadnej sprawie.

I nie pomoże Kleiberowi jego prezesostwo, profesorstwo, redaktorstwo. Nie ma znaczenia jego ministrowanie ani wykładanie. Nic to, że nauczał na uniwersytetach i politechnikach w Polsce, Niemczech, Japonii, Stanach Zjednoczonych. Nie liczy się redagowanie przez niego zagranicznych czasopism naukowych ani światowa sława w dziedzinie komputerowych metod badawczych w mechanice, medycynie i gdzie tam jeszcze.

Wystarczył głos jednego uczonego politologa Smolara i jednego zasłużonego towarzysza Millera, żeby profesor Kleiber spadł do ligi amatorskiej zarówno w dziedzinie problemów społecznych, jak i nauk technicznych. Okazuje się bowiem, że absolwent elitarnej Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR Leszek Miller oraz specjalista od ekonomii politycznej socjalizmu Aleksander Smolar, wiedzą dużo lepiej od Kleibera, kto się nadaje na eksperta do badania katastrof lotniczych. Tak więc socjalistyczny ekonomista Smolar zarzucił Prezesowi Polskiej Akademii Nauk, że nie odróżnia nauki od szalbierstwa; natomiast magister nauk politycznych(tak!) Miller ujawnił, że profesor nie odróżnia sensu od bezsensu.

Obaj ci giganci nauk politycznych dostali szału, ponieważ Kleiber ośmielił się wyrazić wątpliwość, czy „czy doświadczenie w badaniu wypadków lotniczych jest niezbędnym wymogiem, by móc zajmować się sprawą. Znam przypadki różnych katastrof lotniczych i tam o ekspertyzy proszono osoby, które nigdy nie miały z tym do czynienia(...) Piloci nie mogą decydować o tym, czy brzoza może przeciąć skrzydło. Muszą uczestniczyć w tym eksperci od badań materiałowych czy dynamiki uderzeń”.

Ponieważ powyższe stwierdzenie Kleibera, to jest dokładnie to, o czym ja pisałem dosłownie kilka dni temu, więc przy tej okazji składam serdeczne gratulacje tym wszystkim moim adwersarzom, którzy wyzwali mnie za to od idiotów. A gratulacje należą się im niewątpliwie, gdyż nie dość, że skatowali tym epitetem także Prezesa Polskiej Akademii Nauk, to jeszcze stanęli ramię w ramię z gigantami myśli socjalistycznej. Tak więc zarówno ja, jak i moi adwersarze znaleźliśmy się w świetnym towarzystwie, chociaż każdy z własnego punktu widzenia.

Oczywiście oba te demony politologii stosowanej, zarówno Smolar jak i Miller, podzielają pogląd niezrównanego w swojej prostolinijności doktora Macieja Laska, który uważa, że profesorowie-eksperci z zespołu parlamentarnego „podpierają się tytułami naukowymi w dziedzinach, które są niezwiązane z badaniem katastrofy”. Czyli doktor Lasek w przeciwieństwie do profesora Kleibera uważa, że wytrzymałość materiałów, dynamika uderzeń, termodynamika wybuchów, mechanika stosowana czy analiza defektów materiałowych nie są powiązane z badaniem katastrof.

Tak sobie myślę, że to powyższe zdanie starczy za komentarz na temat możliwości badawczych doktora Laska, ale ja nigdy nie mogę się powstrzymać, żeby dorzucić argument bardziej plastyczny czy obrazowy. Otóż moim zdaniem pojawienie się doktora Laska jako postaci zjawiskowej zostało już kiedyś niejako „przepowiedziane”. A było to w takim serialu, starsi zapewne pamiętają: „Szpital na peryferiach”. Tyle, że trudno było zgadnąć (znaczenie dobrej przepowiedni zawsze jest zakamuflowane), gdyż nasz Lasek był ukryty w tym filmie pod postacią siostry oddziałowej. Tej, którą doktor Strosmajer nie wiedzieć czemu kojarzył sobie z gołębicą.

I to byłoby właściwie na tyle, jeśli chodzi o doktora Laska oraz jego przymioty umysłowe. Natomiast jeśli chodzi o dalsze losy profesora Kleibera, to w jego przypadku żaden jasnowidz już nie jest potrzebny - stacza się w mainstreamowy niebyt na naszych oczach. Popaść w niełaskę u Smolara lub Millera – to brzmi niemalże jak hasło z Sennika Egipskiego.

http://niepoprawni.pl/blog/819/upadek-p ... a-kleibera


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 26 paź 2013, 10:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Nierówno pod żyrandolem

Utrzymuje się wysoka gorączka referendalna w kręgach zbliżonych do Platformy Obywatelskiej oraz wewnątrz ścisłego kręgu władzy. Z tym, że o ile na zewnątrz władza jest w temacie referendów silna, zwarta i gotowa, o tyle wewnątrz mamy do czynienia z poważnymi rozbieżnościami, szczególnie w Kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego. Sprzeczności są na tyle drastyczne, że właściwie tylko za pomocą dialektyki można pogodzić skrajnie odmienne stanowiska. I to dialektyki w najlepszym marksistowskim stylu, żadne tam namiastki. Próbkę dam przy końcu tekstu.

Jeszcze niecałe dwa miesiące temu, kiedy okazało się, że w Warszawie jednak odbędzie się referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, prezydenta Komorowskiego nagle olśniło, że referendum odwoławcze jest do kitu. W związku z tym, nie czekając aż zgaśnie błyskawica olśnienia, postanowił zmienić prawo. Oznajmił wtedy z całą powagą urzędu, że przygotuje projekt ustawy, który „zwiększy uprawnienia obywateli w zarządzaniu miastem, ale przez referenda merytoryczne".

Owe referenda merytoryczne(np. na co wydać pieniądze) według wizji Komorowskiego miały nie mieć żadnych progów frekwencyjnych, czyli byłyby ważne bez względu na ilość głosujących osób. Wyjątkiem miało być referendum odwoławcze, w którym prezydent chciał zwiększyć próg, gdyż według jego wizji akurat to referendum psuje demokrację. Tak się jakoś po prostu dziwnie składa, a prezydent nie wyjaśnił niuansów swojego rozumowania.

Wszyscyśmy się oczywiście ucieszyli, że demokracja będzie naprawiona, a najbardziej się ucieszyła partia żartobliwie zwana obywatelską, gdyż jej przywódca ma skądeś bardzo silne podstawy, żeby sądzić, iż porządzi jeszcze niejedną kadencję. Nie dziwota więc, iż nie w smak mu, że jakiś margines będzie mu odwoływał funkcjonariuszy. Margines może więc zadecydować na co wydać pieniądze, ale nie może podnieść świętokradczej ręki na faworyta naszego szczerego przywódcy.

No i jak wspomniałem, nie minęły dwa miesiące od tej historycznej wizji, już się wszyscy niemal pogodzili z nowym podziałem referendów na merytoryczne nieszkodliwe i niemerytoryczne szkodliwe. W końcu nie takie zmiany przeżyliśmy. Tymczasem dzisiaj miał miejsce występ pani minister Ireny Wójcickiej z Kancelarii Prezydenta, która postawiła na głowie całą wizję swojego szefa.

Otóż pani Wójcicka, która jest ministrem od spraw społecznych (a swoją drogą, jakaż to jest genialna fucha!), wypowiedziała się na gorący temat w sprawie referendum edukacyjnego, czyli kwestii sześciolatków w szkołach. Jak bowiem wiadomo zebrano ponad milion podpisów pod obywatelskim wnioskiem. Pani minister najpierw rozważała problem, ile z podpisanych pod wnioskiem osób ma dzieci i czy w ogóle widziało szkoły, a następnie przywaliła w referendum centralnie: - „Uważam, że nadużywanie referendów w takich decyzjach o zakresie merytorycznym, w których potrzebny jest dialog, współpraca, rozmowa, nie jest najlepszą formą”.

I tu dochodzimy właśnie do sytuacji, którą opisałem w tytule, że nierówno jest pod prezydenckim żyrandolem. Gdyż wychodzi na to, iż minister neguje wizję głowy państwa. A po drugie, już pomijając tę niesubordynację, skoro referendum merytoryczne też jest szkodliwe, to co zostanie nam, obywatelom? Oczywiście, kwestia nie jest przesądzona, bo na razie nie wiemy, czyje słowo będzie ostatecznie na wierzchu – prezydenta czy jego ministrowej?

Na razie zdania są podzielone, żeby nie powiedzieć skrajnie odmienne. I nic tu nie zmienia, że prezydent mówił o referendach samorządowych, a minister o ogólnokrajowym. Skoro decyzje merytoryczne mogą podejmować obywatele na szczeblu samorządowym, to jeszcze bardziej mogą to robić na szczeblu krajowym. Chyba nikt nie ma wątpliwości. Jedno wszak jest pewne, że nierówno jest pod prezydenckim żyrandolem, żeby już nie powiedzieć - pod sufitem pani minister.

Ciekawe jak to wszystko pogodzi kancelaria i sam prezydent, bo moim zdaniem bez dialektyki marksistowskiej na najwyższym poziomie się nie obędzie. Ja to sobie wyobrażam w następujący sposób, że referenda dzielą się na niemerytoryczne i merytoryczne. Niemerytoryczne są szkodliwe z natury, natomiast merytoryczne mogą być szkodliwe z nadania. Status szkodliwości nadaje władza, tak samo zresztą jak status merytoryczności. W tym rozumieniu referendum odwoławcze może być niemerytoryczne, czyli szkodliwe, a referendum edukacyjne może być merytoryczne i też szkodliwe. Co należało udowodnić.

http://seaman.salon24.pl/542925,nierowno-pod-zyrandolem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 14 gru 2013, 10:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
A ci wciąż swoje. Już od kilku tygodni wiadomo, że brzoza była złamana wcześniej niż 10.04.2010r., ale biegli i uczeni w prawie, próbują ustalić jaki wpływ miała nawet po wcześniejszym złamaniu (prawdopodobnie przez wiatr) na tragedię smoleńską. Tytułowe pytanie "kto tu wariat?", nie pozostaje więc bez odpowiedzi. Zgłaszają się po ten tytuł uczeni Tuska i chyba tylko oni, bo reszta uczonych zamilkła. Bo co tu gadać? Fakty przytłaczają.

Opinia z brzozy za chwilę

Marcin Austyn

Jeszcze w tym miesiącu biegli zakończą prace nad opinią fizykochemiczną i opiszą mechanizm powstania uszkodzeń smoleńskiej brzozy – dowiedział się „Nasz Dziennik”.

Obydwa badania prowadzi Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji w Warszawie. Jak informuje „Nasz Dziennik” Naczelna Prokuratura Wojskowa, opinia fizykochemiczna tworzona jest m.in. w oparciu o wyniki badań laboratoryjnych próbek pobranych ze zwłok ofiar katastrofy samolotu Tu-154M w toku przeprowadzonych czynności ekshumacyjnych, wyniki badań laboratoryjnych próbek zabezpieczonych w Smoleńsku na przełomie września i października 2012 roku oraz lipca i sierpnia 2013 roku, wyniki badań próbek (elementów metalu i powłok lakierowych tkwiących w brzozie) pobranych w Smoleńsku na przełomie lutego i marca 2013 roku, wnioski wynikające z oględzin wraku i miejsca katastrofy, jak również o całokształt zebranego w toku śledztwa materiału dowodowego.

– Biegli dysponują całością materiału potrzebnego do wydania zleconej opinii. Oczekiwany termin wydania opinii to koniec bieżącego roku. Jeśli zaś chodzi o opinię w zakresie mechanoskopii i metaloznawstwa, obejmującej m.in. określenie mechanizmu powstania uszkodzeń brzozy, ustalenie, w wyniku jakiego działania mechanicznego powstały ślady znajdujące się na zabezpieczonych kawałkach drewna oraz z jakiego materiału wykonane są odłamki znajdujące się w drewnie, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie otrzymała dotychczas tej opinii –tłumaczy kpt. Marcin Maksjan z biura prasowego NPW.

Prokurator zapewnia, że i w tym przypadku biegli dysponują całością materiału potrzebnego do wydania opinii i podobnie jak w przypadku opinii fizykochemicznej prokuratura otrzymała zapewnienie z CLKP, że dokument powstanie do końca roku.

http://www.naszdziennik.pl/wp/62454,opi ... hwile.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 21 gru 2013, 08:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Wprowadzanie w nasze normalne życia zboczonej ideologii genderyzmu, każe nam się zastanowić, kto i po co to robi?
Co, czy też jakie dewiacje będą następne w kolejce do wprowadzania i czym się ma to dla nas ludzi pragnących tylko spokojnie żyć, skończyć.
Będą nas przymusowo gwałcić, mordować, poniżać?
Po coś to wszystko jest robione i jako ludzie myślący musimy się nad tym zastanowić. Po co?
Musimy też z całych swoich sił przeciwdziałać temu. Ich nachalność nie może nas paraliżować, ani deprymować. Musimy im pokazać, że jesteśmy ludźmi cywilizowanymi, a nie taką jak oni dziczą genderowską.


TEN czy TA Kopciuszek?

Autorki genderowego programu przedszkolnego instruują, jak rugować rodziców z wychowania.

Chodzi o „Poradnik dla nauczycieli. Jak stosować zasadę równego traktowania kobiet i mężczyzn”, którego opracowanie zleciła Fundacja Edukacji Przedszkolnej w ramach programów realizowanych ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

„Nasz Dziennik” kilkakrotnie pytał fundację o pulę środków przeznaczonych na publikację poradnika, o liczbę przedszkoli w Polsce, które mają z niego korzystać, i czy program popiera resort edukacji. Za każdym razem odpowiedź była taka sama: „Pani pytania zostały odesłane do właściwej osoby. Jeśli ta osoba zechce odpowiedzieć, to odpowie, jeśli nie, to nie”.

Organizacja odsyła do oświadczenia, w którym deklaruje neutralność światopoglądową. W przedszkolach raz w miesiącu odbywają się zajęcia, których celem jest wspieranie równości szans. Scenariusze tych zajęć są przygotowane przez nauczycielki z poszczególnych placówek i są dostosowane do wieku oraz potrzeb rozwojowych dzieci. Rodzice przystępujący do projektu są szczegółowo informowani, że takie zajęcia będą odbywać się w przedszkolu, i często sami biorą w nich udział – tłumaczy fundacja, zaznaczając, że nauczyciele posługują się programami zgodnymi z wytycznymi MEN. Poza tym żadnych szczegółów.

– Najwidoczniej fundacja ma coś do ukrycia i nie chce ujawniać swoich mocodawców. Jestem pewna, że pieniądze na to się znajdują, to znany fakt, że z Unii idą pieniądze na programy równościowe. Podobno część tych środków pochodzi też z polskiego budżetu. Podczas gdy w szkołach i przedszkolach często brakuje środków na podstawowe środki higieniczne. To skandal, na pewno wystąpię w tej sprawie z interpelacją poselską. Rodzice powinni wiedzieć o tym, co się propaguje w przedszkolach – mówi Marzena Machałek (PiS) z sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

Autorkami poradnika są Anna Dzierzgowska, Joanna Piotrowska i Ewa Rutkowska. Te same, które napisały krytykowany przez nauczycieli i rodziców program „Równościowe przedszkole”. Żadna z nich nie jest jednak specjalistką od edukacji przedszkolnej, Dzierzgowska to nauczycielka historii, Piotrowska – trenerka genderowa, a Rutkowska jest nauczycielką filozofii i etyki.

Projekt „Równościowe przedszkole” jest finansowany w ramach Narodowej Strategii Spójności, na której fundusze składają się w większości środki z UE. Ale część pieniędzy wykłada polski budżet. Prezes Fundacji Edukacji Przedszkolnej Tadeusz Szmigielski przyznał swego czasu, że na program, którego część stanowi „Równościowe wychowanie”, jego fundacja dostała ok. 1,4 mln złotych.

„Poradnik” zaczyna się cytatem z wierszyka autorstwa Katarzyny Nowakowskiej z Fundacji Feminoteka: „Bawię się, z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie. Czy jestem dziewczynką, czy jestem chłopakiem, mogę być pilotką, mogę być strażakiem. Czy jestem chłopakiem, czy jestem dziewczynką, bawię się lalkami i olbrzymią piłką. Bawię się, z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie!”. W tym duchu opracowany został cały poradnik. Na ponad 60 stronach autorzy radzą, jak wychowawcy przedszkolni mają wdrażać gender wśród maluchów.

Charakter tych porad doskonale oddają tytuły poszczególnych rozdziałów: „Konsekwencje stereotypów płciowych”, „Zrozumieć płeć”, „Pułapka przekazów” czy też „Edukacja przedszkolna – zapobieganie stereotypom. Co możesz zrobić, żeby nie powielać stereotypów płciowych”.

Autorki publikacji wskazują, że równość płci jest zasadą fundamentalną w wychowaniu dziecka. Promują tezę, iż płeć biologiczna jest nieistotna, uczą, że różnice między chłopcami i dziewczynkami, jeśli chodzi o zachowania, zainteresowania czy nawet ubiór, to wynik narzucania nam szkodliwych stereotypów. A tych nauczycielki w przedszkolach powinny unikać.

„Niezwykle istotne jest tu uwrażliwienie nauczycielek i nauczycieli, pozwalające uniknąć nieświadomego, bezrefleksyjnego przekazywania w pracy z dziećmi stereotypowych postaw dotyczących płci. Bez tego nawet w równościowych zabawach czy ćwiczeniach nauczycielki mogą zupełnie nieświadomie wzmacniać stereotypowe role. (…) Namawiamy do tego, by wszelkim bajkom, wierszykom, inscenizacjom, zabawkom, ćwiczeniom, ale także swojemu zachowaniu przyglądać się przez równościowe okulary” – czytamy we wstępie do poradnika. Jak to zrobić? Na to pytanie autorzy odpowiadają fragmentem podstawy programowej zatwierdzonej przez szwedzkie ministerstwo edukacji.

Duch genderyzmu unosi się nad całą publikacją. I tak jest mowa o tym, że powielanie stereotypów związanych z płcią prowadzi do eskalacji przemocy seksualnej wśród młodzieży, do tego dochodzi kwestia braku zachwiania parytetów w pracy zawodowej – oczywiście akcentuje się tu motyw dyskryminacji kobiet, mimo ich często lepszego niż mężczyzn wykształcenia. Dominacja mężczyzn rozpoczyna się już jakoby w przedszkolu, to oni najczęściej przewodzą grupie, są wychowani tak, by nie okazywać żadnych słabości, dziewczynki podporządkowują się im, najczęściej tylko asystując w zabawie.

Oczywiście, zaznaczają autorki, projekty edukacji gender nie zawsze spotykają się z aprobatą i nauczycieli, i samych rodziców. „Dlatego szczególnie ważne jest więc, by pamiętać, że rodzice nie są do końca tymi, którzy powinni ostatecznie decydować o tym, czy w przedszkolach powinno się pracować na rzecz równouprawnienia, ponieważ często nie posiadają oni fachowej wiedzy na ten temat i sami również kierują się stereotypami” – doradzają.

Profesor Urszula Dudziak z Instytutu Nauk o Rodzinie i Pracy Socjalnej KUL podkreśla, że propagowanie tego typu tez burzy naturalny porządek, zgodnie z którym pierwszymi i niezastąpionymi wychowawcami dziecka są jego rodzice. To prawo gwarantuje też rodzicom Konstytucja.

– To rodzice są pierwszymi wychowawcami swego dziecka. To, co mu dają, to miłość i właściwa atmosfera w domu. Są w stanie to dziecku zapewnić właśnie dzięki temu, że są mamą i tatą. To dom jest właściwym miejscem dla kształtowania się tożsamości płciowej. Chłopiec uczy się, jak funkcjonuje mężczyzna, patrząc na swego ojca, dziewczynka, patrząc na matkę, uczy się, jak funkcjonuje kobieta Jest to nieodzowne dla kształtowania przyszłych relacji małżeńskich między mężem a żoną i dla przyszłego rodzicielstwa – dodaje. Profesor przypomina, że rodziców nie zastąpią żadne instytucje, stowarzyszenia czy organizacje, których rolą nie powinno być wyrywanie dziecka z rodzinnego gniazda.

Pan Kopciuszek
Poradnik to prawdziwy instruktaż gender. I tak, aby łamać „stereotypy płci”, autorzy ordynują wzmacnianie zachowań niestereotypowych; trzeba zachęcać chłopców do zabawy lalkami czy robótek ręcznych, a dziewczynki do zabawy samochodzikiem i pistoletem, zwracać uwagę, czy ojciec (partner matki) włącza się w prace domowe, wpajać dzieciom odpowiednie słownictwo, w formie męskiej i żeńskiej, np. lekarz i lekarka, policjant i policjantka, nauczyciel i nauczycielka, prezes i prezeska itp. Krok następny to „odkodowanie” świata bajek – promowanie postaci pięknego księcia, którego ratuje dzielna księżniczka; zamiana ról – Kopciuszek jest chłopcem, a książę księżniczką. Do tego dochodzą pogadanki na temat historii ruchów emancypacji kobiet.

– Taka rzecz jest niedopuszczalna. Zaburza tożsamość płciową dziecka. Wszelkie działania względem małego dziecka trzeba konsultować z psychologami rodzinnymi, opierać na psychologii rodziny. Nie mogą to być zalecenia grup, które z psychologią rozwojową, pedagogiką rozwojową nie mają nic wspólnego. Poza tym serwowanie tego typu treści odrywa dziecko od tradycji, od tego, na czym wychowała się ich mama czy babcia – ocenia prof. Dudziak.

Zdaniem prof. Dudziak, problem jakoby wyodrębniania zabawek typowo dziewczęcych i chłopięcych to kreowanie fałszywej rzeczywistości i brutalna ingerencja w świat dziecka. – Dzieci bawią się na ogół różnymi zabawkami, zwłaszcza jeśli w domach jest rodzeństwo obu płci: chłopiec i dziewczynka. Wtedy dzieci po prostu bawią się razem wspólnymi zabawkami. Ale też jest rzeczą oczywistą, że jeśli postawimy kosz z zabawkami, to dziewczynki częściej wybiorą lalki, a chłopcy – samochodziki. Jest to związane z płcią, a nie tylko uwarunkowane kulturowo. Błędem wychowawczym byłoby feminizować chłopców i maskulinizować dziewczęta. To brutalne wejście w świat dziecka, prowadzące do zaburzeń jego tożsamości. Nie można kreować dzieci na swoją modłę. Odrębność płci jest konieczna dla wzajemnej komplementarności w przyszłości – dodaje prof. Urszula Dudziak.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... uszek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 21 mar 2014, 09:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Siłom i godnościom osobistom

Stanisław Michalkiewicz

Przyłączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej wywołało oburzenie wszystkich ludzi dobrej woli na całym świecie, a w każdym razie w jego najlepszej części. Ale nie tylko oburzeniem zareagował świat. Świat, a przynajmniej ta najlepsza jego część, zareagował również potępieniem oraz sankcjami. Niestety! Zimny rosyjski czekista Włodzimierz Putin w swojej zatwardziałości nie tylko puszcza mimo uszu wszelkie wyrazy potępienia, ale w dodatku naigrawa się z sankcji, przez co stawia pana ministra Radosława Sikorskiego, podobnie jak innych Umiłowanych Przywódców, w sytuacji bez wyjścia. Przy innej okazji pisał przed laty w warszawskiej urzędówce „Kultura” komunistyczny parobek Hamilton: „Jak cenny jest prestiż! Nie chcą stracić prestiżu. Wolą, by setki ludzi straciło życie”. Ale może nie będzie aż tak źle, może jakoś unikniemy najgorszego, bo właśnie na ratunek ginącemu światu pośpieszył pan redaktor Adam Michnik. Pryncypialnie napiętnował wszystkie błędy i wypaczenia, niczym Aleks Wardęga w słynnym tekście „Oskarżam”, o którym wspomina Janusz Szpotański w poemacie „Szmaciak w mundurze, czyli wojna pcimska”. Jeśli nawet jego zimny rosyjski czekista Putin nie posłucha, jeśli nie opamięta się, gdy właśnie pan redaktor Michnik na oczach całego świata nie tylko wyliczył wszystkie jego kłamstwa, nie tylko scharakteryzował jego politykę, jako „imperialną” i „bandycką”, ale zadając niewątpliwy gwałt swemu znanemu na całym świecie pokojowemu usposobieniu, oświadczył, że „bandytyzm może być zatrzymany tylko przez siłę” – no to już nie wiadomo, co robić, to znaczy – oczywiście wiadomo. Trzeba będzie zimnego rosyjskiego czekistę zatrzymać siłą. A właściwie – jak zalecał Jan Kobuszewski w słynnym skeczu – „siłom i godnościom osobistom”. A skoro tak, to nikt nie zrobi tego lepiej niż pan redaktor Adam Michnik na czele batalionu maszyn do pisania z redakcji „Gazety Wyborczej”. Na widok straszliwej postaci bywalca Klubu Wałdajskiego, który – co prawda na innym etapie – poświęcając się dla wolności i demokracji, pozwalał zimnemu rosyjskiemu czekiście karmić się i poić, prezydent Putin powinien się zreflektować, zwrócić nowemu ukraińskiemu rządowi Krym i przekazać 15 miliardów dolarów obiecanych wcześniej ukraińskiemu tyranowi, no i dobrowolnie udać się na Syberię, by tam, wzorem cesarza Aleksandra I, do końca życia pokutować. Aha – no i zwrócić wszystko, łącznie ze łzami wylanymi po utracie rosyjskich alimentów, Michałowi Chodorkowskiemu.

Wprawdzie to pryncypialne wsparcie świętej sprawy integralności terytorialnej Ukrainy przez pana redaktora Michnika wynika wyłącznie z pobudek ideowych, ale co nam szkodzi zwrócić przy okazji uwagę na pewien unikalny w skali światowej fenomen, jaki objawił się właśnie na Ukrainie. Akurat Ogólnoukraiński Kongres Żydowski stwierdził, że na Ukrainie „nie ma antysemityzmu”. Na pewno tak jest, bo czyż Ogólnoukraiński Kongres Żydowski mógłby poświadczyć nieprawdę? To wykluczone, ale w takim razie fenomen ten („fenomen ten godzien rozbiorów”) zasługuje na tym większą uwagę już nawet nie dlatego, że Ukraina jest chyba jedynym państwem na świecie – jeśli oczywiście nie liczyć bezcennego Izraela – w którym nie ma antysemityzmu, ale przede wszystkim dlatego, że jeszcze niedawno – konkretnie 13 grudnia 2012 roku – Parlament Europejski potępił właśnie za antysemityzm ukraińskie ugrupowanie Swoboda, której przywódca Ołeh Tiahnybok jest nie tylko jednym z filarów ukraińskiej demokracji, ale również duszeńką Umiłowanych Przywódców. To pokazuje, jak szybko zmienia się sytuacja; jeszcze wczoraj („jeszcze wczoraj tokaj piłem, moja ty, miła ty dzieweczko”) Swoboda z powodzeniem krzewiła na Ukrainie rasismus i antysemitysmus, a dzisiaj – wszystko jakby ręką odjął. Co to robi z ludźmi demokracja, no i oczywiście mądrość etapu, której nie tylko wyznawcą, ale i najwybitniejszym krzewicielem jest właśnie pan redaktor Adam Michnik – Wielka, a może nawet Ostatnia Nadzieja Świata.

http://www.naszdziennik.pl/wp/72043,sil ... istom.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 25 mar 2014, 18:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Powstał portal dla osób bezdomnych. Skorzystają te, które mają laptopy

49 mln zł kosztowała budowa portalu internetowego dla bezdomnych i osób szukających pomocy społecznej. Na utrzymanie Emp@tii rocznie będą potrzebne 2 mln złotych - ustalił "Dziennik Gazeta Prawna". Tymczasem przez cztery miesiące skorzystało z niego kilkadziesiąt osób. W tym sam minister pracy i polityki społecznej, który dostał najnowszy model iPada.

Za 49 milionów złotych powstał portal dla osób bezdomnych /©123RF/PICSELBezdomni i inne osoby w trudnej sytuacji życiowej od połowy grudnia nie muszą osobiście odwiedzać ośrodków pomocy społecznej. Wystarczy, że mają internet, a kompleksową pomoc mogą znaleźć pod internetowym adresem empatia.mpips.gov.pl.

"Wejść na stronę było już ponad 35 tysięcy" - chwali się biuro prasowe Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w odpowiedzi na nasze pytania. Mniej imponująco wygląda odpowiedź na pytanie, ile realnych wniosków skierowano za pomocą Emp@tii. "W formie elektronicznej złożyło je kilkadziesiąt osób" - brzmi odpowiedź.

czytaj dalej



- Prawda jest taka, że każdy z tych wniosków automatycznie staje się podejrzanym o wyłudzenie świadczenia. Bo kto zna bezdomnego z tabletem z modułem 3G lub smartfonem z dostępem do internetu? - komentuje doświadczony pracownik pomocy społecznej, proszący o zachowanie anonimowości.

Co więcej, sama wizyta na portalu nie wystarczy, by złożyć wniosek o udzielenie pomocy np. ze względu na nagłe pogorszenie sytuacji życiowej. Kluczowy jest problem uwierzytelnienia wniosku, a do tego wymagane jest posiadanie bezpiecznego profilu w serwisie e-PUAP lub podpisu elektronicznego.

Z odpowiedzi, które przysłał nam resort pracy, wynika, że Emp@tia to cały system, z którego rozwiązań mają również korzystać pracownicy pomocy społecznej. W ramach projektu kupiono już 3,5 tys. laptopów, na których mogą oni przeprowadzać wywiady środowiskowe ze swoimi podopiecznymi.

"Długopisu i kartki nikt mi nie ukradnie. Za nowego laptopa jeszcze dostanę w twarz. U nas trafił do szafy pancernej" - napisał na specjalistycznym forum internetowym jeden z pracowników opieki. Komentarze utrzymane właśnie w tym tonie przeważają.

Kliknij i pobierz darmowy program PIT 2013

Resort tłumaczy, że Emp@tia ułatwi jednak wszystkim życie. "Dzięki temu rozwiązaniu informatycznemu zainteresowani świadczeniami rodzinnymi, świadczeniami z funduszu alimentacyjnego nie będą musieli pozyskiwać różnorakich zaświadczeń z innych urzędów: pracy, ZUS, Izby Skarbowej" - czytamy. Resort pisze o tych funkcjach w czasie przyszłym, choć projekt został już zakończony. Jak dotąd Emp@tia może wymieniać dane tylko z bazą PESEL, a w założeniach miała np. z bazami resortów gospodarki i finansów, a także ZUS.

Podobnie wygląda połączenie portalu z samorządowymi ośrodkami pomocy społecznej: spośród niemal 2,5 tys. gmin do Emp@tii podłączyło się 230. Niepodważalna jest dziś jedna funkcja Emp@tii. "Narzędzia statystyczne i analityczne wspomagające podejmowanie strategicznych decyzji, by lepiej dystrybuować środki przeznaczone na pomoce środowiskom, które tego najbardziej potrzebują" - napisał pion prasowy.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Takie jest również uzasadnienie dla zakupu na koszt projektu ministrowi pracy i polityki społecznej Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi najnowszej wersji iPada. "Zakup tabletu z wyposażeniem był niezbędny do zdalnego przeglądania przez ministra danych, analiz na posiedzeniach i spotkaniach poza siedzibą ministerstwa" - brzmi odpowiedź Ministerstwa Pracy. I jak się okazuje, nie będzie to jedyny kupiony w ramach tego projektu iPad, podobny dostęp będą miały również inne osoby z kierownictwa ministerstwa.

Robert Zieliński

25 marca 14 (nr 58)

Źródło informacji: Dziennik Gazeta Prawna

http://biznes.interia.pl/wiadomosci/new ... 03523,4199

Dobroć (nie)rządu PO wyraża się jedynie w gestach, a nie w działaniu. Coraz wiecej ludzi to dostrzega.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kto tu wariat???
PostNapisane: 16 maja 2014, 07:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Dyspensa i przebaczenie

Stanisław Michalkiewicz

Powiadają, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To oczywiście prawda, bo jakby nie patrzeć, jakby się nie wykręcać, siedzenie zawsze będzie z tyłu, więc od razu widać, że zwłaszcza w sytuacji rozpanoszonego relatywizmu lokalizacja siedzenia może okazać się jedynym stałym punktem we Wszechświecie. Nic zatem dziwnego, że siedzenie, a co za tym idzie – również punkt siedzenia, odgrywa taką ważną, a nawet jakby coraz ważniejszą rolę, zwłaszcza w życiu politycznym. Wystarczy, że taki jeden z drugim Umiłowany Przywódca przeniesie siedzenie z jednej partii do drugiej, a zaraz jesteśmy świadkami widowiska pod tytułem „palę wszystko, co kochałem, kocham wszystko, co paliłem”. Ta formuła ma szczególne zastosowanie do dziwnie osobliwej trzódki biłgorajskiego filozofa, bo wystarczy popatrzeć, nie mówiąc już o posłuchaniu jakiegokolwiek jej uczestnika, a człowiek zaraz się zastanawia, co taki mógł ostatnio palić. Z podobną metamorfozą mamy do czynienia w przypadku pana mecenasa Romana Giertycha, zwłaszcza od czasu, gdy próbuje przeflancować się na jasną stronę Mocy. Nie tylko sam złożył samokrytykę, ale udało mu się namówić do deklaracji nawet członków rodziny, co pokazuje, że odpowiedzialność zbiorowa w Salonie jest wiecznie żywa, niczym Lenin. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak gwoli przebłagania Mocy trzeba będzie złożyć w ofierze siedzenie.

Ale punkt widzenia zależy nie tylko od punktu siedzenia. Zależy on również od społecznego, a zwłaszcza – od politycznego zapotrzebowania. Przewidział to już Adam Mickiewicz, pisząc w „Reducie Ordona”, że „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”. Wynika z tego, że jeśli tylko sprawa jest dobra, to można śmiało zniszczyć wszystko dookoła. No, może niekoniecznie zaraz „wszystko”, ale w każdym razie – bardzo dużo. A kiedy sprawa jest dobra, skąd możemy wiedzieć takie rzeczy? Takie rzeczy możemy wiedzieć od autorytetów moralnych. Dla przykładu Ojciec Narodów Józef Stalin ustanowił medal za udział w Wojnie Ojczyźnianej, na którym zapisano: „Nasze dieło prawoje – my pobiedili”, co się wykłada, że „nasza sprawa słuszna – więc zwyciężyliśmy”. Dzisiaj Józefa Stalina nie ma wśród żywych, ale to nic nie szkodzi, bo właśnie pani Anna Applebaum udzieliła dyspensy nacjonalizmowi. Nie każdemu, co to, to nie, aż tak dobrze jeszcze nie ma, bo o ile taki na przykład nacjonalizm żydowski jest rzeczą chwalebną, o tyle już na przykład nacjonalizm polski godzien jest wiecznego i nieodwołalnego potępienia. Pani Anna Applebaum udzieliła dyspensy nacjonalizmowi ukraińskiemu. Według jego twórcy Dymitra Doncowa, naród jako kategoria biologiczna jest „ponad wszystkim”. No dobrze, ale co to właściwie jest, ten „naród”? To jest „Prowidnyk”, czyli wódz, w otoczeniu „mniejszości inicjatywnej”, która utrzymuje w ryzach „czerń” przy pomocy „twórczej przemocy”. Okazuje się, że wszystko jest gites tenteges, bo wprawdzie „funkcjonują wyobrażenia”, jakoby ci nacjonaliści trochę dokazywali, ale jeśli nawet, to w słusznej sprawie, a poza tym serduszka zasadniczo mają dobre. A dlaczego? A dlatego, że na obecnym etapie nacjonalistów tych można użyć przeciwko złemu Putinowi, na którego każda szanująca się dziewczyna, nie wspominając już nawet o damach, nie może patrzeć bez abominacji. Takie to ci dzisiaj mamy społeczne zamówienie. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak doczekamy się dyspensy i przebaczenia również dla złych „nazistów”, którzy z inspiracji wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera wprawdzie też dokazywali, ale czyż zasadniczo nie chcieli dobrze?

http://www.naszdziennik.pl/wp/77350,dys ... zenie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /