Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 18 lip 2012, 17:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Jak się kręci lody i robi długie kiełbasy ?

Twór pomagdalenkowy, jakim jest III RP - która miała być (zgodnie z Konstytucją) demokratycznym państwem prawnym - po 23 latach od Magdalenki okazuje się być postkomunistycznym państwem tolerowanego bezprawia. Co gorsza, obszary bezprawia, jak na przykład działalność organów skarbowych, które stają się „państwem w państwie” - rozszerza się z roku na rok. Dziedziną nieruszoną od czasów PRL-u, jest przecież PZPN i ….produkcja żywności.

Tu nie obowiązują żadne normy i „wolna amerykanka” stosowana jest na niebotyczną skalę. Nie umilkły przecież echa dodawania soli drogowej do żywności ( za co nikt nie „beknął”), gdy dowiedzieliśmy się, z czego produkowane są kiełbasy – w tym ulubione przez dzieci cielęce paróweczki. Rację miał więc premier Jan Olszewski – usunięty w noc 4 czerwca 1992 roku przez anty-polską mafię - głoszącą „postęp” i „wolny rynek” - mówiąc, że „niewidzialna ręka wolnego rynku jest w istocie ręką aferzysty”.

Bo przecież od tego czasu, z krótką przerwą na rządy PIS-u, które też nie ustrzegły się aferzystów – sensem istnienia III RP jest w istocie tolerowanie bezprawia i powolne zabijanie Polaków. Bo to co Polacy jedzą, zabija prędzej lub później - czego przykładem jest gwałtowny wzrost chorób na raka – w tym raka jelita i żołądka. Rak jelita grubego jest PIERWSZYM pod względem częstości występowania nowotworem u kobiet i mężczyzn w Europie, dzięki temu, że dynamika wzrostu tej choroby jest w III RP najwyższa ! Czy to ma na myśli premier i jego pomazaniec, gdy podkreślają, że cała Europa mówi dziś o Polsce ? Obiektywny fakt, że nawet w przypadku stwierdzenia raka, brak jest w III RP leków refundowanych dowodzi, że chorzy Polacy zostali przeznaczeni do przysłowiowego „odstrzału”, co zapewne poprawi napięty budżet, z którym boryka się nasz Geniusz Kaszub i rozpierany przez dumę p.rezydent....

Powracając do paróweczek cielęcych, to jak wszyscy pamiętamy - ostatnia ich partia zaginęła w czasie kręcenia filmu pt. „Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta”. Było to w czasach, gdy byliśmy odcięci od emulgatorów, enzymów, i zdobyczy chemii spożywczej - jednak z pełnym jeszcze dostępem do polskiego cukru i soli. Teraz nawet sól drogowa jest produktem chemii, a nie kopalni Wieliczka. Z chwilą przekształcenia PRL w PRL wolnorynkowy, zastosowano „wolną amerykankę”, która jednak w samej Ameryce, czyli w USA zniknęła z końcem lat 60-tych – gdy wprowadzono normy na produkcję żywności. Jak mówią w Ameryce, wynikało to z faktu nagłej śmierci producenta lodów i parówek cielęcych które sam spożywał, w celach reklamowych. Podejrzewano, że został otruty. Jednak autopsja wykazała, że otruł się sam, produkowanymi przez siebie wyrobami, w których w istocie nie było śmietany, ani też mięsa. Ale za to było to, czym dzisiaj faszerowani są Polacy, którzy „z entuzjazmem i dumą odnotowują kolejne sukcesy na drodze do integracji europejskiej”….

Bo po wejściu do UE, w „postępowej” i liberalnej Polsce wymyślono, że skoro Unia nie wymaga żadnych norm, to przecież nasza „ niewidzialna ręka wolnego rynku” te normy wprowadzi i wreszcie wyroby na eksport będą identyczne z tymi, które będzie można kupić w Polsce w licznych – zagranicznych nota bene marketach. Teraz okazuje się, że celem konkurencji jest znalezienie się na półce zagranicznego supermarketu, który takiego świństwa, jakie jedzą Polacy – nie wpuścił by do najtańszego dyskontu w Berlinie czy w Paryżu. Ze względu na brak polskich norm na żywność (które jednak w czołowych krajach europejskich i USA obowiązują), trudno jest znaleźć kiełbasę z mięsa a lody z zawartością śmietany oraz naturalnych produktów. Sery to także domena polskiej myśli chemicznej, podobnie jak margaryny i tzw. masła, w których nie ma masła.

Na przykład - wsad do kiełbasy składa się z masy MOM (mięso odkostnione mechanicznie), którą pozyskuje się, przeciskając szkielet przez sita różnej wielkości pod wysokim ciśnieniem, albo podgrzewając kości i je mieląc. Do tego dodaje się skórki wieprzowe, tłuszcz i maski, czyli to, co zdejmuje się z głowy zwierzęcia. Do tego idą przyprawy i związki chemiczne, które absorbują wodę. Tak samo robi się tanie parówki i pasztety. Ostatnim akordem są chemiczne związki smakowe, które decydują o tym, czy będziemy mieli paróweczkę cielęcą dla dziecka, kiełbasę wieprzową na grilla, pasztet z zająca, czy też gotowy do podgrzania kotlet de volaille.

Kolejnym – bo przecież nie ostatnim słowem „niewidzialnej ręki aferzysty” są lody, gdzie głównym składnikiem tzw. masy lodowej jest mleko. Żeby powstała taka masa producenci dodają jeszcze śmietanę, cukier i tłuszcz, a bardzo często też zagęszczacze i wodę. Dopiero potem do masy dodawane są aromaty i barwniki. Dodatki powinny być oczywiście naturalne, ale często zastępowane są przez przemysłowe odpowiedniki - dużo tańsze, a zapewniające odpowiedni smak i zapach lodów. Na takiej zasadzie funkcjonuje zresztą cały przemysł spożywczy, a producenci lodów nie są tu wyjątkiem. Tu stosuje się całą paletę substancji - od zagęstników i emulgatorów (np. glikol dwuetylenowy, stosowany w lodach, jako substancja emulgująca, a będący również składnikiem płynów niezamarzających i rozpuszczalników do farb), poprzez sztuczne barwniki czy aromaty, a kończąc na chemicznie utwardzanych tłuszczach roślinnych...

Te ostatnie to np. olej palmowy, dodawany do masy lodowej zamiast np. masła, bo jest dużo tańszy. Z reguły olej palmowy jest chemicznie utwardzony, a to może powodować, że lody będą zawierały szkodliwe dla zdrowia tłuszcze, zwiększające np. ryzyko miażdżycy, a nawet powstawanie nowotworów. Nie trzeba być też wielkim znawcą, by dostrzec, że niektóre lody faszerowane są sztucznymi barwnikami i aromatami. To widać na pierwszy rzut oka, gdy lody mają kolor np. atramentu, a do tego pozostawiają kolorowy osad na języku. Zgodnie z „niewidzialną ręką aferzysty” - producenci nie muszą podawać nazw składników i chemicznych dodatków używanych do produkcji tych mrożonych smakołyków.. Dla zysku producenci zrobią wszystko. Wymyślają nowe smaki, które nawet nie próbują udawać naturalnych składników. No bo jak smakują np. lody smerfowe, albo whisky bez dodatku whisky ? - W tym przypadku mówimy już właściwie o czystej chemii - mówi osoba znająca branżę lodziarską od środka.

Na koniec – specjalnie dla smakoszy lodów, podaję składniki niezbędne do otrzymania najbardziej popularnych lodów:

1. Aldehyd C-17 – lodom nadaje smak wiśniowy, ale w przemyśle stosowany jest do produkcji gumy i barwników. 2. Piperonal – stosowany w przemyśle perfumeryjnym i jako środek do zwalczania wszy. Lodom nadaje smak waniliowy. 3. Octan etylu – w lodach ma imitować smak ananasowy, ale używany jest również do czyszczenia skór. 4. Aldehyd masłowy – używany jest do produkcji klejów kauczukowych, a lodom nadaje smak orzechowy. 5. Octan anylu – lodom nadaje smak bananowy, ale używany jest również jako rozpuszczalnik farb olejnych. 6. Octan benzylu – używany jest jako rozpuszczalnik azotanów. W lodach imituje smak truskawkowy. I wreszcie Aldehyd C-18 – używany do produkcji detergentów, który lodom nadaje smak czekoladowy….

Ja także należałem do smakoszy lodów, ale jakoś mi to ostatnio przeszło…

http://niepoprawni.pl/blog/705/jak-sie- ... e-kielbasy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 06 sie 2012, 17:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Wprawdzie woda z kranu to nie przemysł spożywczy, ale podobnie jak cała branża spożywcza podlega globalistom i pozwala im realizować swoje psychopatyczne działania skierowane przeciw ludzkości, czyli przeciw nam.

Dr Jerzy Jaśkowski: Fluor – cichy zabójca

Już w latach 60-tych z fluorowania wody wycofały się takie kraje jak Szwecja i Dania. W latach 70-tych ubiegłego wieku wycofały się z fluoryzowania wody Niemcy i Holandia. Także Francja, Austria, Norwegia i Belgia nie fluoryzują wody.

Fluoryzacja jest przypadkiem największego oszustwa medycznego w XX wieku.- Robert Carlton 1992 * W 1946 roku, CIA rozpoczęło tajną operację pod kryptonimem “Spinacz- Paperclip”. Operacja polegała na tajnym przewożeniu naukowców niemieckich do USA.

Operacja polegała na tajnym przewożeniu naukowców niemieckich do USA. Niektóre publikacje podają, że operacja rozpoczęła się już w 1945 roku. Rezultatem praktycznego wykorzystania wiedzy uczonych niemieckich, były między innymi doświadczenia polegające na podawaniu fluoru do wody pitnej. Eksperymenty te przeprowadzano w ramach projektu Manhattan.[1]

“Manhattan” był to kryptonim projektu budowy bomby atomowej. Niemcy podawali fluor w obozach koncentracyjnych i obozach pracy przymusowej. Celem było stłamszenie woli więźniów. Fluor jest pierwiastkiem tej samej grupy, co brom, podawany w wojsku w celach sedatywnych- uspokajających.
Fluor spełnia tę rolę lepiej, ponieważ jest bezwonny i bez smaku, łatwiej, więc może być ukryty w wodzie.Wojsko USA stworzyło specjalny program “F”, który miał ocenić odlegle skutki oddziaływania fluoru na ludzi. Zdawano sobie sprawę z negatywnej reakcji opinii społecznej na takie eksperymenty.

Wydano więc, np. w szpitalach weteranów, rozkaz, aby w przypadku wykonywania na chorych eksperymentów, opisywać je jako obserwacje rannych. (Podobnie postępowali Sowieci wydając zakaz uwidaczniania w kartach chorobowych faktu uczestnictwa w akcji ratunkowej po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku.)[2]

Zawrotna, błyskawiczna historia fluoru rozpoczęła się wkrótce po podpisaniu transkontynentalnego porozumienia pomiędzy koncernem niemieckim IG Farben, a korporacjami amerykańskimi takimi jak H. Ford i American Standard Oil-ROCKEFELLER, w 1928 roku.

Już na początku lat 30-tych ponad 100 amerykańskich firm dołączyło do listy współpracowników nowo powstałego giganta, zwanego American IG Farben. W skład zarządu tej korporacji międzykontynentalnej wchodzili m.in. – Edsel Bryant Ford – “Ford Motor Company”, Chas E. Mitchell – prezes banku Rockefellera – “City of New York”, Walter Teagle – prezes “Standard Oil New York”, Paul Wartburg – przewodniczący “Rezerwy Federalnej” i jego brat Max (twórca Lenina-Goldmana i rewolucji w Rosji, szef policji w Cesarstwie Niemieckim).

W 1939 roku dołączył do kooperacji główny producent aluminium ALCOA-Amerykańskie Przedsiębiorstwo Aluminiowe, należące do rodziny Mellonów, Colgate, Kellogg i Dupont.

Na marginesie chciałbym dodać, że protoplasta tego rodu – pan Pierre Samuel du Pont de Nemours – zaczynał karierę jako reformator oświaty w latach 70 – tych XVIII wieku. Był on także zasłużonym dla Polski. Rozpoczął reformy oświaty od Francji, przed rewolucją 1789 roku. Następnie kontynuował reformy oświaty w Polsce, pod szyldem księdza Konarskiego, co zakończyło się zamachem stanu w 1792 r. pod nazwą Konstytucji 3 Maja.

Du Point skończył na reformie oświaty w USA – u gen. Washingtona. Te wybitne zdolności edukacyjne zaowocowały otrzymaniem monopolu na handel prochem dla armii amerykańskiej.[3]

Sprowadzeni niemieccy chemicy do USA, wtajemniczyli Charlesa Eliota Perkinsa – eksperta rządu USA w program realizowany na zlecenie armii niemieckiej. Program polegał na dodawaniu fluorku sodu do wody, w takim stężeniu, aby więzień był “głupi i potulny” (Stephen 1995).

Podobnie postępowali Sowieci podając fluorek sodu do wody w lagrach. Niemcy wiedzieli, że fluoryzacja powoduje uszkodzenia mózgu. Konsekwencją tego uszkodzenia jest ograniczenie możliwości samoobrony i człowiek staje się bardziej potulnym w stosunku do “rządzących”.
Połowa pochłoniętego fluoru z dziennej porcji się kumuluje w organizmie.

Program był tak obiecujący, że zainteresowało się nim CIA włączając do programu prania mózgów zwanego MK – ultra.[4]

“Prawdziwym celem fluoryzacji wody jest zapanowanie nad ludźmi, ich kontrola i całkowite ubezwłasnowolnienie”.[5] Charles Eliot Perkins

Dentystyczny mit o tym, że fluor zapobiega próchnicy powstał w 1939 roku, kiedy to “naukowiec” Gerald J. Cox, pracujący dla największego producenta aluminium – ALCOA, “odkrył”, że fluor zmniejsza ubytki w zębach.

W 1947 roku pracownik Alcoa – Oscar R. Ewing został mianowany szefem Federalnej Agencji Bezpieczeństwa odpowiedzialnym za Publiczną Służbę Zdrowia – PHS. W okresie od 1947 do 1950 roku, aż w 87 miastach wprowadzono dodawanie fluorku do wody.

W ten sposób jeszcze przed opracowaniem wyników testów działania fluoru na organizm człowieka, wprowadzono go do powszechnego użytku. “Edukacja” społeczeństwa, a przede wszystkim wprowadzanie w błąd służby zdrowia, było opłacane z funduszy korporacji aluminium, korporacji nawozów sztucznych i przemysłu zbrojeniowego, szukających zbytu dla swoich odpadów. Wmówienie społeczeństwu o rzekomych korzyściach spożywania fluoru przynosiło przemysłowi dodatkowe olbrzymie zyski.[6]

W ten prosty sposób fluor, produkt odpadowy i wysoce toksyczny, stał się niemal z dnia na dzień poszukiwanym surowcem, aktywnym składnikiem pestycydów, fungicydów, środków znieczulających, leków psychiatrycznych i dermatologicznych, wszelkich płukanek do zębów, past. Fluor znajduje się w takich preparatach medycznych jak: Valium, Rohypnol, produkowanych przez F. Hoffmann-La Roche AG (IG FARBEN).[7]

Fluor jest stosowany także w takich lekach jak: Atorwastatyna, Deksametaziol, Ezetymib, Nebiwolol, Riluzol, Sparfloksacyna, Triamcinolon.Taki sposób zagospodarowania tego odpadu przyniósł przemysłowi dodatkowe miliardy zysku.

Dr Edward Bernays, finansowany przez korporacje aluminiowe, aby przekonać opinię publiczną rozpoczął kampanię oszustwa (engineering of consent.) Mottem działania Bernaysa było:”każdy pomysł zostanie zaakceptowany przez społeczeństwo o ile lekarze go wprowadzą.”
Edward Bernays- 22.XI1891 – 09.III.1995r. wprowadzał w życie idee swego wuja Zygmunta Freuda

Odkrycie toksyczności fluoru jest trudne, ponieważ uszkadza cały szereg narządów od mózgu, poprzez kości, trzustkę (cukrzyca), wątrobę, układ hormonalny i immunologiczny. Przenikając przez łożysko ciężarnych kobiet powoduje nieobliczalne szkody w płodzie.

“Każda osoba pijąca sztucznie fluorowaną wodę przez okres ponad roku, nigdy nie będzie tą samą osobą fizycznie i psychicznie”- Charles E.Perkins [8]

Dzięki wpływom wojskowych, realizujących “Projekt Manhattan” zlecono Uniwersytetowi w Rochester w ramach programu “F”, badanie mieszkańców miasteczka Newburgh. W miasteczku tym, bez wiedzy mieszkańców podawano fluor do wody pitnej. Badania były sponsorowane przez Komisję Energii Atomowej.[9]

Fluor powoduje niżej wymienione uszkodzenia organizmu człowieka:

1. zaburza syntezę kolagenu, prowadząc do rozpadu kolagenu w kościach, mięśniach, płucach, nerkach, ścięgnach,
2. wyczerpuje rezerwy energii i zmniejsza zdolność krwinek białych do fagocytozy. Nawet stężenie poniżej 1ppm, może poważnie obniżyć zdolność białych krwinek do niszczenia czynników chorobotwórczych,
3. fluor powoduje dezorientację układu odpornościowego, skutkuje to atakiem własnych komórek na tkanki i zwiększa wskaźnik wzrostu guza w raku,
4. fluor hamuje powstawanie przeciwciał we krwi,
5. fluor obniża aktywność tarczycy,
6. fluor jest konkurentem dla magnezu. Powoduje to zaburzenia pracy ok 300 enzymów,
7. fluor promuje rozwój raka kości,
8. fluor powoduje przedwczesne starzenie się ludzkiego organizmu,
9. fluor jest szczególnie niebezpieczny w rozwoju dzieci,
10.fluor powoduje większe spustoszenie w organizmie, wnikając poprzez układ oddechowy,
11.fluorki są stosowane jako protoplazmatyczne trucizny np. do zabijania gryzoni,
12.fluorki nie mają żadnego wpływu na próchnicę zębów u ludzi.

Badania wykonane przez Amerykański Narodowy Instytut Stomatologiczny udowodniły, że fluorkowanie wody nie ma ŻADNEGO znaczenia na powstawanie próchnicy u dzieci. W ramach programu przebadano ponad 40 000 dzieci z regionów z fluorkowaniem wody i z niskim poziomem fluoru w wodzie, nie znajdując żadnej różnicy w występowaniu próchnicy u dzieci.
Nawet UNICEF w 1999 roku podał, że rządy państw nie były wystarczająco informowane o tym, jak bardzo trującą substancją jest fluor szczególnie, dla dzieci.

Już w latach 60-tych z fluorowania wody wycofały się takie kraje jak Szwecja i Dania. W latach 70-tych ubiegłego wieku wycofały się z fluoryzowania wody Niemcy i Holandia. Także Francja, Austria, Norwegia i Belgia nie fluoryzują wody.

Pomimo faktu, że wiedza ta jest znana od 20-30 lat, w Polsce nadal przeprowadza się fluoryzację zębów u dzieci.

Zezwolono nawet na prowadzenie fluoryzacji bez zgody rodziców, tylko i wyłącznie za zgodą dyrekcji szkoły. Samorządy reprezentują niestety tak niski poziom informacji, że za nowy telewizor w szkole gotowe są na każdą durnotę.

W województwie pomorskim szeroko zakrojone badania nad toksycznym działaniem fluoru prowadzono od 1994 roku. Niestety były wojewoda M. Płażyński, 1990-1996, wstrzymał finansowanie badań w chwili, kiedy okazało się, że jedynym emiterem fluoru są Gdańskie Zakłady Nawozów Fosforowych usadowione w centrum miasta. Zakłady te od 1983 roku działały bez zezwolenia.

Także następni wojewodowie: Henryk Wojciechowski (1996-1997), Tomasz Sowiński (1998-2001), J. Kurylczyk (2001-2004), Cezary Dąbrowski (2004-2006), nie podjęli akcji badania dzieci pod kątem zatrucia fluorem.

W publikacji Badania wykonywane na zlecenie GZNF przez prof. J. Krechniaka i prof. B. Klepacką – Adamkiewicz wykazywały ( wersja w języku polskim) brak oddziaływania fluoru, a w wersji angielskiej masowe występowanie fluorozy w badanym regionie. Prof. B. Klepacka-Adamkiewicz awansowała na pełnomocnika prezydenta do spraw fluoryzacji.

Sanepid, jak również Wydziały Ochrony Środowiska nie ostrzegały społeczeństwa o przekroczeniu norm skażenia fluorem. W jednej z dzielnic Gdańska, notowano w powietrzu 200 krotne przekroczenie dopuszczalnej wartości. Pomimo wielokrotnych apeli środowisk naukowych o wprowadzenie zakazu sprzedaży past z fluorem w regionie, administracja, zarówno samorządowa jak i rządowa uchylała się od podjęcia decyzji.

Jedyny zakład w Pomorskiem Gdańskie Zakłady Nawozów Fosforowych emitujący toksyczny fluor na teren całej gdańskiej aglomeracji


Wykonane już w latach 1964-1967 przez prof. Fryderyka Pautscha z AMG i jego zespół badania wykazały teratogenne, rakotwórcze i mutagenne działanie fosfogipsów -wiceprzewodniczący (1967–1968) Międzynarodowej Komisji Oceanograficznej UNESCO. [10]
Powtórzone przez zespół J. Jaśkowskiego w latach 1995-2000r., badania ponad 2000 dzieci i mieszkańców zagrożonych dzielnic potwierdziły wszystkie elementy działania fluoru na ludzi, wymienione powyżej. W okresie ok. 25 lat działania GZNF umieralność na raka, w rejonie składowiska odpadów niebezpiecznych “Wiślinka”, wzrosła z 11% w latach 60-tych, do 45% w latach 90-tych.[11]

Prowadzona w tym okresie ( od 1994 do 2004r) przez sędziego Miastkowskiego, sprawa w Sądzie Gospodarczym w Gdańsku o zaniechanie skażenia środowiska przez GZNF, zakończyła się po 10 latach oddaleniem powództwa. Ciekawostką jest fakt, że 15 lat wcześniej ten sam sąd, ale inny sędzia, jeszcze w stanie wojennym, uznał szkodliwość działalności zakładu.

Nawet ówczesny wojewoda gen. Cygan, wydając w 1982 roku, zezwolenie na podwyższenie wysokości składowiska odpadów niebezpiecznych napisał, że generalnie zakład nie ma prawa działać ale otrzymał polecenie z Ministerstwa, zmuszające do wydania zgody.

Sędzia sądu Apelacyjnego, sprowadzony z Elbląga – J. Machoj (sygn.akt IACa312/06), odrzucił apelację w 2008 roku. W celu uwiarygodnienia sprawy powołał dodatkowych biegłych z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w osobach: prof. prof. Bolesław Bieniek, Zdzisław Ciećko, Jerzy Czapla i dr Zbigniew Brudziński, którzy jak to zeznali do akt, nigdy nie badali wcześniej fluorozy, co zresztą było wyraźnie widoczne w czasie przesłuchania.

Doszło nawet do fałszowania protokołu z wizji lokalnej i badań.
Udowodniono, że pomimo, iż badań nie przeprowadzono, wyniki badań znalazły się w aktach sprawy. Gdańska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa.

Wojewódzki inspektor Ochrony Środowiska, p. Halina Czarnecka, a uprzednio dyr. Wydziału Urzędu Wojewódzkiego skutecznie blokowała wszelkie negatywne dla GZNF posunięcia. Nawet w momencie przerwania wałów ochronnych i dostania się wieluset tysięcy metrów sześciennych zatrutej wody do Wisły, nie podjęła żadnych działań.
Widoczne chmury pyłu z hałdy odpadów niebezpiecznych w Wiślince zasypujące teren, aż do odległego o 30 km, w linii prostej Elbląga. Dla Urzędu Wojewódzkiego, ani dla sądu zdjęcia te, nie były dowodem, że hałda pyli.

W tym samym czasie Raport Greenpeace dotyczący Gdańskich Zakładów Nawozów Fosforowych nosił nazwę, cyt.:”CICHY ZABÓJCA”.

W wymienionym okresie zachorowalność na raka w regionie pomorskim, wzrosła z ok. 3000 przypadków rocznie do ponad 17 000. Liczba zgonów na raka potroiła się z ok. 1500 do ponad 5000. Finanse natomiast jakimi dysponuje NFZ na leczenie nowotworów w regionie, tj. ok 70 milionów złotych, wystarczają na leczenie co 200- go chorego. Powoduje to legalną, lecz ukrytą eutanazję.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wszelkie próby zamknięcia truciciela odbijają urzędnicy wydziału “Ochrony Środowiska” twierdzeniem cyt.:“nie zabija się kury która znosi złote jaja”.

Świadomość szkodliwego działania fluoru jest zadziwiająco MAŁA w Polsce!

Powodem jest brak informacji. Czasopisma medyczne unikają tego tematu. Publikują raczej reklamówki koncernów farmaceutycznych oraz lobby przemysłowego dysponującego grantami dla wyższych uczelni. Także w podobny sposób postępuje Urząd Wojewódzki, dofinansowując badania pod kątem swojej polityki regionalnej.

Duże przedsiębiorstwa dbają o to by ich byli pracownicy zostawali zatrudnieni w odpowiednich urzędach. Podobnie jak to ostatnio robi koncern Monsanto w stosunku do wyższych uczelni USA, o czym szeroko donosiła prasa.

Na żadnej z konferencji pediatrycznych w minionym okresie 20 lat nie poruszano sprawy trucia dzieci fluorem np. z powodu przymusowej fluoryzacji czy też pastami do zębów zawierającymi fluor.

Podobnie Towarzystwo Diabetologiczne podając gwałtowny wzrost cukrzycy, szczególnie u młodocianych, w ogóle nie odnosi się do fluoryzacji. Największy wzrost zachorowań na cukrzycę w Polsce, szczególnie u młodocianych notuje się w województwie pomorskim.


Niniejszy artykuł jest próbą informacji społeczeństwa o szkodliwości fluoru. Wszyscy od ponad 30 lat doświadczamy NA SOBIE jego skutków w mniejszym lub większym stopniu. Potwierdzają to także wielokrotnie przeprowadzane badania. Wpływ szkodliwych substancji na środowisko w którym żyjemy, jest niemal zabójczy.

Mimo tego, nie można wyegzekwować jego ograniczenia, – ani drogą ustawodawczą, ani sądową, ani poprzez publikacje w czasopismach fachowych.

Pozostaje więc szeroko zakrojona akcja informacyjna – przekazywana drogą internetową – dopóki można jeszcze to uczynić.

P.S.
Najnowsze doniesienie “Rynek Zdrowia” z 30 maja 2012roku[12]:
“w szpitalach województwa pomorskiego lekarze zgłaszają braki dwóch leków stosowanych w hematologii: alkeranu i leukeranu. Zapasy produktów kończą się, a szpitale mają problem z zaopatrzeniem”
A to dopiero maj, co będzie do końca roku?

Podsumowanie:
Fluor jest bardziej trujący aniżeli ołów. Jego koncentracja w wodzie nie powinna przekraczać 0.5ppm. Polska norma podaje 1.5 mg/l ale w temperaturze 18C. W UE taka wartość może być akceptowana w temperaturze 10C.

Polska norma nie uwzględnia metody pomiaru!
Roztwór fluorku potasu o stężeniu 0.45ppm wystarczy do znacznego spowolnienie reakcji sensorycznych i umysłowych.Do tej pory nie uwzględnia się sumy fluorków ze wszystkich źródeł, a przede wszystkim z powietrza.

więcej:

http://www.frech.org.pl

[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Paperclip

http://en.wikipedia.org/wiki/Paper_clip

[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Manhattan_ ... g_District

http://en.wikipedia.org/wiki/Manhattan_Project

http://www.projekt-manhatan-pl.com/

[3] http://pl.wikipedia.org/wiki/IG_Farben

http://en.wikipedia.org/wiki/IG_Farben

http://reformed-theology.org/html/books ... ter_02.htm

http://pl.wikipedia.org/wiki/Alcoa

http://en.wikipedia.org/wiki/Alcoa

http://pl.wikipedia.org/wiki/DuPont

[4] http://en.wikipedia.org/wiki/Charles_Elliott_Perkins

http://en.wikipedia.org/wiki/Project_MKULTRA

http://pl.wikipedia.org/wiki/MKULTRA

[5]http://www.era-zdrowia.pl/strefa-toksyczna/dodatki-do-zywnosci/fluor-cichy-zabojca-z-kranu.html

[6] http://www.fluoride-history.de/cox.htm

http://www.fluoride-history.de/official.htm

[7] http://www.theforbiddenknowledge.com/ha ... dation.htm

[8] http://www.indigenousrights.net.au/person.asp?pID=983

http://www.kuchnia-kuchnia.pl/pl15/teks ... _lekarstwo

[9] http://pl.wikipedia.org/wiki/Manhattan_ ... g_District

[10] http://www.google.com/search?client=saf ... 8&oe=UTF-8

[11] http://www.simpgda.pl/simpgda/pliki/fluor.pdf

http://www.worldcat.org/identities/lccn-n94-57452

http://books.google.pl/books/about/Źródła_i_skutki_działania_promieniow.html?id=xOBMHQAACAAJ&redir_esc=y

http://www.interwencja.polsat.pl/Interw ... index.html

http://gdansk-wyspa-sobieszewska.mojeos ... php?t=2623

[12] http://www.rynekzdrowia.pl/Finanse-i-zarzadzanie

http://gazetawarszawska.com/2012/07/01/ ... y-zabojca/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 10 paź 2012, 13:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Zobacz, co ukrywa etykieta. Świństwa, które dodają do jedzenia

Do żywności dodaje się 13 tys. składników. Mają ją konserwować, nadawać smak i kolor

E100 – E199 to barwniki mające dbać o żywą kolorystykę produktów, E200 – E299 to konserwanty zapobiegające psuciu, a E600 – E699 to polepszacze smaku i aromatu. Są jeszcze emulgatory i zagęszczacze (E300 – E499) i słodziki (E900 – E999). Wszystkie – jeśli wierzyć producentom i unijnym regulacjom – są całkowicie bezpieczne dla zdrowia. Naukowcy mają na ten temat inne zdanie.

Włoscy badacze już w 2005 r. udowodnili, że aspartam (E951) może powodować białaczkę i nowotwory węzłów chłonnych. A używany do produkcji napojów gazowanych kwas ortofosforowy (E338) wypłukuje z organizmu magnez i niekorzystnie wpływa na szkliwo. Bromek potasu występujący w chipsach zatrzymuje syntezę testosteronu w jądrach, silnie hamując popęd płciowy u mężczyzn.

Ale nawet jeżeli „E” nie powoduje zmian w organizmie, to często samym swoim pochodzeniem budzi niesmak. E407a wykorzystywany do zagęszczania czekolady to naturalny polisacharyd wytwarzany przez żyjące w wodach Europy i Ameryk wodorosty. Z wodorostów wytwarza się też alginian sodu E401 używany do zagęszczania margaryn. Ale wszystkich bije barwnik E120 – tzw. koszenila otrzymywana z suszonych mszyc rodzaju Dactylopius coccus. Używana jest np. do zabarwiania jogurtów.

Uważać trzeba też na produkty niezawierające sztucznych konserwantów. Taka adnotacja oznacza jedynie, że w produkcie nie ma chemii. Ale są inne konserwanty, np. kwas mlekowy E270, produkowany przez bakterie w żywności poddanej fermentacji.

Najgorsze są jednak konserwanty sztuczne uzyskiwane metodami chemicznymi. Najpopularniejszy to sorbinian potasu (E202) hamujący rozwój pleśni i drożdży. Może powodować silne reakcje alergiczne. Z kolei E250 to azotyn sodu wykorzystywany do konserwowania wędlin. Może wchodzić w reakcję z białkiem, wytwarzając rakotwórcze nitrozoaminy. Mięs z azotynem sodu nie powinno się grillować. Jest jeszcze E239 – urotropina produkowana z formaldehydu i amoniaku, środek ochronny przeciw grzybom w serze i rybach. W przemyśle używana jest do usuwania korozji.

Na tle tego nieszkodliwe wydają się substancje, jakimi producenci słodzą żywność. Bywa, że na głównej etykiecie deklarują, że produkt nie zawiera cukrów, a w jego składzie odnaleźć można E950 (acesulfam K), E951 (aspartam) bądź E952 (cyklaminian sodu). Substancje te są kilkaset razy bardziej słodkie od cukru, a przy tym znacznie mniej kaloryczne niż on.

Łukasz Bąk
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

http://zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/ ... zenia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 31 gru 2012, 17:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Szok! Sprawdź jak zmienili skład Ptasiego Mleczka. Teraz pełno w nim...

To jeden z uwielbianych przez Polaków słodyczy, i to od wielu pokoleń. Okazuje się jednak, że kultowe Ptasie Mleczko niby nazwę ma tą samą, jednak skład już nie ten co przed latami. Sami sprawdźcie co się zmieniło!

Ot wystarczy porównać opakowanie Ptasiego Mleczka z roku 1994 i tzw. rocznik bieżący :) Okazuje się, że piękny ptasior zdobiący słodycz przed 18 latami - to nie jedyna różnica, na którą możemy zwrócić uwagę. Największe zmiany zaszły bowiem w środku pudełka - chodzi oczywiście o recepturę Ptasiego Mleczka i jego skład. W 1994 roku producent informował na pudełku, że Ptasie Mleczko składa się z: kuwertury naturalnej, cukru, syropu skrobiowego, masła, mleka, albuminy, agaru, żelatyny, kwasu cytrynowego i etylowaniliny. Co ciekawe - okres ważności do spożycia wynosił tylko miesiąc, a zacne pudełko ważyło aż 0,5 kg!Dziś z pudełka Ptasiego Mleczka zniknął już ptak i diametralnie zmieniła się nie tylko jego waga (to już tylko 420 g), ale i skład! Dziś na opakowaniu możemy wyczytać, że Ptasie Mleczko składa się z: czekolady deserowej 26 % (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, emulgatory, lecytyna sojowa, E 476, aromat), cukru, syropu glukozowego, masła, mleka zagęszczonego słodzonego, białek jaj w proszku, substancji żelującej (agar) regulatora kwasowości (kwas cytrynowy), roztworu cukru inwertowanego, substancji konserwującej E 202, aromatu, naturalnego aromatu waniliowego. Ptasie Mleczko, którego opakowanie zaś zamierzamy spożyć - ma datę ważności do marca 2013 roku (nie ma natomiast informacji o dacie produkcji).Czy nam się zdaje, czy też w naszym słodkim przysmaku na przestrzeni lat pojawiło się więcej chemii? Smacznego :P

http://pieniadze.fakt.pl/Ptasie-Mleczko ... 911,1.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 03 sty 2013, 17:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Czy te działania są przypadkowe, czy są przeoczeniem tylko, czy też świadomym działaniem wymierzonym w zdrowie i w życie ludzi?
Czy ktoś za tym stoi, czy nikt za tym nie stoi? Jeżeli jednak ktoś za tym stoi, to musimy się zmobilizować i wyjaśnić to. Ale czy jeszcze nam się tego chce? Czy jak niewolnicy zgodzimy się na każdy los?


Cichy morderca w białej mące? ... i białym chlebie?

[jest to wyjątek ze strony promującej i sprzedającej „zdrowe zioła” (zdaje sie). Nie cytuję, ale radze sie zastanowić i poczytać. MD]

Czy wiedziałeś, że pewna substancja w białym chlebie może niszczyć wątrobę?

Do wybielenia pszennej mąki używa się gazu chlorowego. Jak podaje Narodowa Biblioteka Medycyny, przeprowadzono 4 eksperymenty badawcze na szczurach szczepu Wistar w celu zbadania, czy taka mąka i produkty na jej bazie faktycznie niszczą wątrobę.

CO SIĘ OKAZAŁO: Dodanie 1% chloru do niewybielonej jeszcze mąki zmniejszyło tempo wzrostu szczurów aż o 85,2%. Co gorsza, zwiększyło masę wątroby o 25,3%!

Kiedy chodzi o wątrobę - rozmiar ma znaczenie: jej powiększenie skutkuje uciskaniem żołądka i jelit, co objawia się nieznośnym kłuciem w boku.

To pytanie nasuwa się samo: czy tak bielona mąka niszczy też ludzką wątrobę? Cóż, jak inaczej wytłumaczyć niealkoholowe stłuszczenie?

Szczęśliwie, Matka Natura jak zawsze oferuje pomoc - zainteresowanym ...

Aby uchronić wątrobę od nowoczesnej technologii i przemysłu XXI wieku, po prostu jedz regularnie Ostropest Plamisty - jako antidotum, prócz odnowienia wątroby na poziomie komórkowym, dodatkowo będzie działał jak tarcza osłonowa przed innymi szkodliwymi substancjami.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=53


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 23 mar 2013, 08:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Nabici w konserwanty

Bogusław Rąpała

Ile jest cukru w cukrze – to niemal kultowe w czasach PRL powiedzenie można dziś parafrazować na wiele sposobów. Gdy chleb smakuje jak gąbka, a mleko z kartonu prędzej wyparuje, niż się skwasi, warto zwracać uwagę na to, co znajduje się w tym, co jemy. Bo sklepowe półki aż uginają się od żywności nafaszerowanej chemią.

Skład wielu produktów żywnościowych jest podyktowany w znacznej mierze oczekiwaniami samych konsumentów. Chcemy mieć zupę w 3 minuty? Proszę bardzo, kupujemy zupkę w proszku. Chcemy, żeby mięso było przydatne do spożycia nawet kilka lat od zakupu? Nie ma problemu, wystarczy zaopatrzyć się w konserwy. Jednak wybierając produkty o wysokim stopniu przetworzenia, musimy się liczyć z tym, że na naszym stole pojawią się konserwanty, wzmacniacze smaku, polepszacze, zagęszczacze, barwniki i sztuczne konserwanty, czyli tzw. substancje dodatkowe. Wprawdzie zagwarantują one atrakcyjny wygląd potrawy, łatwość jej przygotowania, wyrazistszy smak oraz dłuższy termin przydatności, ale spożywane regularnie i w nadmiarze mogą nam po prostu zaszkodzić. Generalna zasada zdrowego żywienia to spożywanie produktów jak najmniej przetworzonych. Niestety, coraz rzadziej ją stosujemy.

Konserwanty do wyboru, do koloru

Wykaz substancji dopuszczonych do stosowania w procesie produkcji żywności unijnymi przepisami prawnymi liczy ponad 300 substancji dodatkowych. Producenci żywności mają zatem w czym wybierać. Substancje te w nazwie posiadają literę E (na znak, że są dozwolone na terenie Unii Europejskiej) oraz trzy- lub czterocyfrowy numer nadawany według systemu międzynarodowego. Mają też różne funkcje technologiczne. – I tak na przykład przeciwutleniacze zapobiegają jełczeniu tłuszczu, stabilizatory i emulgatory pozwalają na uzyskanie odpowiedniej konsystencji produktu, a stosowane zamiast cukru substancje słodzące umożliwiają uzyskanie produktów o obniżonej wartości energetycznej – wyjaśnia mgr Alicja Walkiewicz, starszy specjalista badawczo-techniczny Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie.

Dziś polscy producenci żywności muszą przestrzegać przepisów będących implementacją dyrektyw Unii Europejskiej. Z dniem 1 czerwca br. wejdzie w życie rozporządzenie unijne, które bezpośrednio ureguluje stosowanie tych substancji.

Kiedyś Polska miała zdecydowanie bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące produkcji żywności, jednolite na terenie całego kraju. Po wejściu do Unii Europejskiej zostały one dopasowane do norm unijnych, przez co stały się dużo bardziej liberalne. W tej chwili każdy zakład produkcyjny ma swoje normy. Dlatego ten sam produkt zakupiony w Warszawie poza nazwą może mieć niewiele wspólnego z tym nabytym w innej części kraju.

Klucz do produkcji

O dopuszczeniu danej substancji do produkcji żywności decydują badania. Przy ocenie ryzyka bierze się pod uwagę to, czy nie stwarza ona zagrożenia pod względem toksykologicznym. Następnie dla każdej substancji ustala się wskaźnik ADI (Acceptable Daily Intake), czyli akceptowane dzienne pobranie. – Określa on, jaka ilość danej substancji spożywana w jednym dniu nie stanowi zagrożenia dla naszego zdrowia – wyjaśnia Alicja Walkiewicz. Oceną tych substancji zajmuje się Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) oraz Wspólny Komitet Ekspertów FAO/WHO ds. Dodatków do Żywności JECFA. W modelach statystycznych brane są pod uwagę również osoby, które w dużych ilościach spożywają produkty przetworzone. Oprócz tego kraje członkowskie UE są zobowiązane do samodzielnego monitorowania spożycia substancji dodatkowych. – Jeśli w naszych badaniach stwierdzimy, że jest ono za wysokie, to może być to powód do zmiany dopuszczalnej dawki danej substancji w środkach spożywczych – informuje specjalista z IŻiŻ.

Eksperci zajmujący się tematyką żywności i żywienia zwracają uwagę, że niezwykle trudno jest udowodnić szkodliwość danej substancji dodatkowej. Można jednak podejrzewać, że spożywanie produktów wysokoprzetworzonych, zawierających substancje chemiczne, jest przyczyną wzrastającej liczby chorób cywilizacyjnych (np. otyłości) lub nowotworów. Mogą one również powodować wystąpienie lub nasilenie się takich problemów zdrowotnych jak: reakcje alergiczne, bóle żołądkowe, astma, zapalenia skóry, migrena, katar sienny i nadwrażliwość sensoryczna. Jednak udowodnienie tego trwa czasami bardzo długo. – Są to bardzo skomplikowane badania, ponieważ oddziaływanie danego czynnika na ludzki organizm rozciąga się często w czasie na wiele lat. A przecież człowiek nie spożywa tylko jednego produktu. Dlatego bardzo ciężko jest ocenić, co odpowiada np. za zmiany w mózgu – wyjaśnia dr n. med. Agnieszka Jarosz, kierownik Centrum Promocji Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej z Instytutu Żywności i Żywienia.

Nie da się jednak nie zauważyć, że częstotliwość występowania schorzeń dietozależnych jest większa w porównaniu z okresem sprzed kilkunastu lat. Dzieje się tak dlatego, że preferujemy żywność wygodną, szybką do przygotowania, tanią i z reguły o niskiej wartości odżywczej. Według dr inż. Danuty Gajewskiej, prezes Polskiego Towarzystwa Dietetyki, gdy spożywamy duże ilości produktów wysokoprzetworzonych, nawet minimalne ilości substancji dodanych mogą w dawce skumulowanej stanowić problem zdrowotny. – Tak jest chociażby w przypadku chętnie konsumowanych przez dzieci produktów zbożowych, które są wzbogacone w witaminy i składniki mineralne, a dodatkowo zawierają duże ilości cukru. Istnieją również badania, dowodzące, że duża ilość substancji dodatkowych w spożywanych produktach, szczególnie konserwantów i barwników, może być powiązana z występowaniem ADHD u dzieci.

Zaszkodzić nam może także glutaminian sodu, wzmacniacz smaku szczególnie powszechny w tzw. zupkach chińskich. Spożycie dużej ilości produktów zawierających tę substancję przez osoby na nią wrażliwe w skrajnych przypadkach może prowadzić nawet do krótkiej utraty przytomności.

Coraz trudniej spotkać też napój słodzony, w którym zamiast cukru nie stosowano by o wiele bardziej szkodliwego dla naszego zdrowia syropu fruktozowo-glukozowego. Substancja ta metabolizuje się w wątrobie, nie ulega spaleniu podczas wysiłku fizycznego i może być przyczyną cukrzycy oraz otyłości.

Ile mięsa w kiełbasie

Jednak nie wszystkie substancje dodatkowe są syntetyczne. Wiele z nich ma swoje odpowiedniki w środowisku naturalnym. I tak na przykład lecytyna (E 322) może być produkowana z soi, a kwas benzoesowy (E 210) możemy znaleźć w żurawinie, malinach czy w jagodach. Niektóre z nich pozwalają uchronić się przed tak szkodliwymi dla zdrowia, a nawet życia substancjami, jak jad kiełbasiany. Chodzi o stosowane do wędlin peklowanych w celu zapewnienia odpowiedniej jakości mikrobiologicznej azotyny. Ponadto dodatki te chronią dany produkt przed zepsuciem, co może być spowodowane obecnością mikroorganizmów (tj. pleśni czy bakterii), oraz niszczą drobnoustroje, tak aby był on bezpieczny dla konsumenta i posiadał odpowiednią jakość zdrowotną.

Konserwanty powinny być jednak stosowane w jak najniższej dawce umożliwiającej osiągnięcie efektu technologicznego, tj. przedłużenia okresu przydatności do spożycia. – Według unijnych regulacji prawnych producent odpowiada za jakość i bezpieczeństwo produktu żywnościowego. Na podstawie badań przechowalniczych decyduje on również, jaki jest termin przydatności do spożycia danego produktu. Tę informację zobligowany jest podać na etykiecie – wyjaśnia mgr Alicja Walkiewicz. Podkreśla ponadto, że taka żywność jak oleje, mąki, kasze, cukier, masło, świeże mięso, świeże ryby, mrożone warzywa i owoce nie powinny zawierać dodatków E.

Ale przecież trudno uwierzyć w to, że skład kiełbasy, w której zawartość mięsa jest na poziomie 55 proc., a resztę stanowią substancje dodatkowe, został opracowany w trosce o nasze zdrowie. Z pewnością nie służy nam całe mnóstwo wypełniaczy: białko sojowe, różnego rodzaju emulgatory czy skórki zwierzęce. Dlatego zdaniem dietetyków, powinniśmy szukać wędlin, gdzie zawartość mięsa wynosi przynajmniej 80 procent.

Szukajmy składu produktu

Im wyższy stopień przetworzenia danego produktu, tym substancji dodatkowych jest w nim więcej. Dlatego powinniśmy nauczyć się czytać etykiety i nie ograniczać się tylko i wyłącznie do sprawdzenia terminu przydatności do spożycia.

Jednak czytanie etykiet wcale nie jest prostą sprawą. Dlatego dietetycy radzą – jeśli mamy jakąś grupę produktów, które często kupujemy, sprawdźmy, jakie jest działanie zawartych w nich substancji dodatkowych i na tej podstawie zdecydujmy, czy będziemy je nadal kupować, czy też nie.

Wykaz składników danego produktu podawany jest na etykiecie w kolejności malejącej. Powinna się tam znaleźć również funkcja technologiczna danej substancji, np. substancja konserwująca E 249, przeciwutleniacz E 300 (np. kwas askorbinowy).

Co ciekawe, nie zawsze mamy świadomość, że unikając składników oznaczonych literą E, uda nam się wyeliminować z naszej diety wszystkie konserwanty. Bowiem najstarszymi konserwantami są sól, cukier i ocet. – Obawiamy się różnych substancji dodatkowych, a jednocześnie nadużywamy soli, która nie jest obojętna dla zdrowia, zwłaszcza dla osób znajdujących się w grupie ryzyka wystąpienia nadciśnienia tętniczego – zauważa dr Jarosz.

Etykiety etykietami, ale czasem wystarczy zdrowy rozsądek. Słodyczy lub napojów w kolorze niebieskim nie da się wyprodukować bez zastosowania sztucznego barwnika. Nawet nie będąc nazbyt dobrze zorientowanymi w tematyce zdrowego żywienia, jesteśmy również w stanie znaleźć na opakowaniu informacje mówiące nam o zawartości tłuszczu czy cukru w tym, co zamierzamy kupić.

Bo jak wskazują specjaliści, jemy za dużo i za tłusto. – Największym zagrożeniem jest ilość spożywanych kalorii (np. w fast-foodach). Zaczynamy tyć, a to powoduje szereg innych chorób. Dotyczy to szczególnie młodego pokolenia – wskazuje dr Jarosz.

Warto zatem zapamiętać prostą zasadę, że żywność mniej przetworzona z reguły jest zdrowsza. Wzorem diety współczesnego konsumenta powinien być sposób żywienia naszych przodków. – Spożywajmy jak najwięcej produktów naturalnych. Mogą to być produkty pełnoziarniste: pieczywo, makarony, płatki zbożowe oraz grube kasze – radzi dr Gajewska. Nie zawsze tego rodzaju żywność musi być bardzo droga. Zapłacimy znacznie mniej, robiąc zakupy bezpośrednio u producenta. Przygotowanie zdrowych posiłków niekoniecznie jest trudne i czasochłonne. A nawet jeśli zabierze nam to trochę więcej czasu i wysiłku, to w myśl powiedzenia: jesteśmy tym, co jemy, czasem po prostu nie warto iść na łatwiznę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/27652,nab ... wanty.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 13 kwi 2013, 12:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Czy jemy ryż faszerowany ołowiem i innymi truciznami?

Czy ryż nafaszerowany ołowiem może być lekko strawny ? Okazuje się że importowany ryż zawiera trujące substancje : ołów, arsen . Czy powinniśmy znać skład chemiczny produktów i pokarmów ?

Co chwilę gdzieś czytamy, że produkty sprowadzane z Chin zawierają trucizny . Nie tylko produkty żywnościowe ale też ubrania, zabawki, praktycznie wszystko . Wszystko trujące a Chińczyków coraz więcej i wyglądają zdrowo.

Z badań American Chemical Society a opublikowanych przez BBC wynika, że ryż importowany do USA zawiera poziom ołowiu wielokrotnie wyższy od uznanego za dopuszczalny. Należy przypuszczać że Polska importuje ryż nie lepszej jakości. Badano próbki pochodzące z Butanu,Chin,Tajwanu, Indii, Izraela, Tajlandii i Czech. Okazało się że ryż z Tajwanu i Chin ma najwyższy poziom zawartości trującego dla człowieka ołowiu.

Dla obliczenia poziomu "konsumpcji" ołowiu przyjęto ilość ryżu konsumowanego przez daną społeczność - dziennie. Poziom spożycia ołowiu wyższy dziesieciokrotnie od dopuszczanej dawki PTTI ("provisional total tolerable intake") uważa się za szkodliwy dla zdrowia.

Badania wykazały że poziom ołowiu u nie Azjatów wynosi od 20 do 40 razy więcej niż norma, ale u Azjatów (dzieci) odnotowuje się poziom wyższy 120 razy. .

Ryż jest bardzo podatny na zatrucia środowiskowe w procesie nawadniania, wiele krajów producentów ryżu używa do tego skażonej ( niedoczyszczonej) wody.

"Jeśli prześledzić literaturę naukową, szczególnie dotyczącą Chin i Indii, podlewają oni uprawy wodą która pochodzi nieoczyszczonych ścieków domowych i przemysłowych" - stwierdza Dr. Tsanangurayi Tongesayi z Monmouth University .

Około 10% ryżu produkowanego w Chinach zawiera metale ciężkie które prawdopodobnie dostają się do żyznych pól uprawnych z odpadów przemysłowych i ścieków. Ołów jest szkodliwy dla organów ciała i systemu nerwowego, szczególnie dla dzieci.

Produkty ryżowe zawierają umiarkowane lub wyższy poziom arszeniku ( który jest niezwykle trujący).Tak wynika z analizy danych publikowanych w Consumer Reports.. Dr.Tongesayi pracuje nad określeniem poziomu zanieczyszczenia arszenikiem oraz stara się ustalić obecność innych metali ciężkich w produktach ryżowych. .

" Teraz gdy dochodzi do globalizacji rynku żywnościowego , docierają do nas produkty z różnych zakątków świata w których wystepuja różne poziomy zanieczyszczeń. Wiedzę o nich jednak lekceważymy a produkt produktowi nie jest równy. Importerzy starają się kupić jak najtaniej i jak najdrożej sprzedać. A najtaniej jest wówczas gdy nie przestrzega się standardów produkcji.

Służby sanitarne zamiast liczyć ile jest mięsa (końskiego) w mięsie , powinny zajmować się w szerszym stopniu tym co naprawdę może szkodzić naszemu zdrowiu.

http://nathanel.nowyekran.pl/post/90872 ... truciznami


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 13 kwi 2013, 12:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Czy jemy ryż faszerowany ołowiem i innymi truciznami?

Czy ryż nafaszerowany ołowiem może być lekko strawny ? Okazuje się że importowany ryż zawiera trujące substancje : ołów, arsen . Czy powinniśmy znać skład chemiczny produktów i pokarmów ?

Co chwilę gdzieś czytamy, że produkty sprowadzane z Chin zawierają trucizny . Nie tylko produkty żywnościowe ale też ubrania, zabawki, praktycznie wszystko . Wszystko trujące a Chińczyków coraz więcej i wyglądają zdrowo.

Z badań American Chemical Society a opublikowanych przez BBC wynika, że ryż importowany do USA zawiera poziom ołowiu wielokrotnie wyższy od uznanego za dopuszczalny. Należy przypuszczać że Polska importuje ryż nie lepszej jakości. Badano próbki pochodzące z Butanu,Chin,Tajwanu, Indii, Izraela, Tajlandii i Czech. Okazało się że ryż z Tajwanu i Chin ma najwyższy poziom zawartości trującego dla człowieka ołowiu.

Dla obliczenia poziomu "konsumpcji" ołowiu przyjęto ilość ryżu konsumowanego przez daną społeczność - dziennie. Poziom spożycia ołowiu wyższy dziesieciokrotnie od dopuszczanej dawki PTTI ("provisional total tolerable intake") uważa się za szkodliwy dla zdrowia.

Badania wykazały że poziom ołowiu u nie Azjatów wynosi od 20 do 40 razy więcej niż norma, ale u Azjatów (dzieci) odnotowuje się poziom wyższy 120 razy. .

Ryż jest bardzo podatny na zatrucia środowiskowe w procesie nawadniania, wiele krajów producentów ryżu używa do tego skażonej ( niedoczyszczonej) wody.

"Jeśli prześledzić literaturę naukową, szczególnie dotyczącą Chin i Indii, podlewają oni uprawy wodą która pochodzi nieoczyszczonych ścieków domowych i przemysłowych" - stwierdza Dr. Tsanangurayi Tongesayi z Monmouth University .

Około 10% ryżu produkowanego w Chinach zawiera metale ciężkie które prawdopodobnie dostają się do żyznych pól uprawnych z odpadów przemysłowych i ścieków. Ołów jest szkodliwy dla organów ciała i systemu nerwowego, szczególnie dla dzieci.

Produkty ryżowe zawierają umiarkowane lub wyższy poziom arszeniku ( który jest niezwykle trujący).Tak wynika z analizy danych publikowanych w Consumer Reports.. Dr.Tongesayi pracuje nad określeniem poziomu zanieczyszczenia arszenikiem oraz stara się ustalić obecność innych metali ciężkich w produktach ryżowych. .

" Teraz gdy dochodzi do globalizacji rynku żywnościowego , docierają do nas produkty z różnych zakątków świata w których wystepuja różne poziomy zanieczyszczeń. Wiedzę o nich jednak lekceważymy a produkt produktowi nie jest równy. Importerzy starają się kupić jak najtaniej i jak najdrożej sprzedać. A najtaniej jest wówczas gdy nie przestrzega się standardów produkcji.

Służby sanitarne zamiast liczyć ile jest mięsa (końskiego) w mięsie , powinny zajmować się w szerszym stopniu tym co naprawdę może szkodzić naszemu zdrowiu.

http://nathanel.nowyekran.pl/post/90872 ... truciznami


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 17 sty 2014, 09:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Pęd do zysku środowisk trzymających władzę odebrał drobnym producentom, czy przetwórcom, jak również gospodarstwom wiejskim możliwość bytowania na rynku ze swoimi produktami. O tym co jemy decyduje obecnie zysk producentów żywności i lobby farmakologiczno - medyczne, które jest za podtruwaniem ludzi i napędzaniem sobie kasy od leczących się ludzi. Za takimi rozwiązaniami rynkowymi stoi również przemysł (tak przemysł) ubezpieczeniowy, gdyż szybko umierający emeryci to wielkie zyski dla tego przemysłu. Czy takiego świata pragniemy, czy tego chcemy? Czy to jest jeszcze nasz świat, nasz wymarzony świat?

Ile śmietany w śmietanie?

Paweł Sztąberek

Przez jakiś czas dość regularnie kupowałem śmietanę w jednym z marketów znanej i bardzo popularnej wśród Polaków sieci. Któregoś dnia po tym, jak żona stwierdziła, że coś chyba jest nie tak z tą śmietaną, że taka jakby „proszkowa”, coś mnie podkusiło, by przeczytać jej skład. I co tam znalazłem? Skrobia modyfikowana kukurydziana, mączka chleba świętojańskiego, guma guar oraz substancje zagęszczające: pektyny.

Próbując zebrać informacje na temat poszczególnych składników „wzbogacających” śmietanę, okazało się, że zarówno pektyny, guma guar, skrobia, jak i mączka chleba świętojańskiego spełniają rolę zagęszczaczy. Po co aż tyle tych zagęszczaczy, czy jeden by nie wystarczył? I do tego jeszcze ta nieszczęsna mączka chleba świętojańskiego, zwana również gumą karobową, produkowana z szarańczynu strąkowego, wykorzystywana także w przemyśle… kosmetycznym, papierosowym, przy produkcji syropów, a nawet w przemyśle papierowym.

Ile tak naprawdę w tej „śmietanie” jest prawdziwej śmietany? Nie czekając na fachową, niezależną analizę poświęconą temu tematowi, przestałem ją kupować.

Świadomy wybór
„Wolny rynek to demokracja konsumentów” – pisał przed laty klasyk gospodarczego liberalizmu Ludwig von Mises. Maksyma ta może wydawać się dziś nieco przestarzała, zwłaszcza w świecie wielkich koncernów o zasięgu globalnym, często powiązanych ze światem polityki i wywierających na niego potężny wpływ, kreujących trendy w poszczególnych branżach, określających standardy technologiczne i przeznaczających olbrzymie pieniądze na reklamę mającą przekonać konsumenta do tego, że ich produkt jest najlepszy i niezbędny do funkcjonowania, niczym lek ratujący życie.

Konsument wydaje się dziś bezwolnym pionkiem niemającym na nic wpływu, a jedynie skazanym na to, co wielcy gracze różnymi, mniej lub bardziej podstępnymi metodami mu wcisną. Ale czy do końca tak jest?

Epidemia otyłości
Czy to, co obecnie jemy, może mieć wpływ na nasze przyszłe życie bądź życie naszych dzieci? Tak do końca nie mamy pewności, czy np. guma guar nie wpływa negatywnie na ludzkie zdrowie. Zapewne nie wiedzą tego nawet w stu procentach naukowcy, a zapewnienia tych, którzy twierdzą, że nie ma wpływu, nie muszą być do końca wiarygodne. Wielkie koncerny są w stanie opłacić dowolną liczbę ekspertów, którzy wydadzą pozytywną opinię na temat danego produktu. Gdyby było inaczej, nie mielibyśmy do czynienia z wybuchającymi co jakiś czas aferami, np. z zepsutym mięsem sprzedawanym jako świeże, mimo ciągłego nadzoru weterynaryjnego.

Amerykańscy naukowcy już kilka lat temu zaczęli dowodzić, że ludzie źle się odżywiają. Otyłość w Stanach Zjednoczonych to zjawisko dość powszechne, a z badań wynika, iż w dorosłość wejdzie już wkrótce pokolenie, które może zmienić dotychczasowy trend cechujący się jak dotąd powolnym, jednak systematycznym wzrostem długości życia. Pokolenie dzisiejszych nastolatków może być pierwszym od lat, które zapoczątkuje tendencję spadkową, a średnia ich życia może być o 5 lat krótsza niż ich rodziców.

Naukowcy zwracają uwagę na złe odżywianie, które idzie w parze z brakiem ruchu. Dzisiejsza młodzież zbyt wiele czasu spędza przed komputerem, przed telewizorem, nie uprawia żadnych sportów. Rośnie pokolenie stuprocentowych zawałowców. Ludzie z nadwagą stanowią – według badań – aż 2/3 populacji Amerykanów. Ci najbardziej otyli mogą żyć nawet 20 lat krócej niż ich rodzice.

Szybko i tanio
Kto odpowiada za taki stan rzeczy? Modne dziś stało się twierdzenie, że za różne patologie współczesności odpowiedzialność ponosi gospodarka wolnorynkowa, kapitalizm. Lansuje się pogląd, że gdyby prywatne przedsiębiorstwa nie kierowały się żądzą zysku, wówczas świat byłby dużo lepszy. Czy rzeczywiście tak jest i czy to właśnie wolny rynek i żądza zysku odpowiadają za to, że ludzie niezdrowo się odżywiają?

Jeśli mielibyśmy spojrzeć na ten problem z perspektywy naszego kraju, jedno wydaje się pewne: olbrzymia rzesza ludzi osiąga niskie dochody i nie stać ich na zakup produktów o podwyższonej jakości. Ale czy w Polsce AD 2014 panuje wolny rynek? Jeśli ponad 50 procent dochodów obywateli konfiskowanych jest przez państwo w formie podatków, czy to się komuś podoba, czy nie, siła nabywcza większości konsumentów jest ograniczona. To samo dotyczy przedsiębiorców. Opodatkowanie pracy czy biurokracja wpływają na wzrost kosztów produkcji. Minimalizacja tych kosztów dokonuje się często poprzez redukcję jakości wytwarzanych produktów. Chodzi o to, by było szybko, tanio i aby – mimo to – klient był zadowolony. Śmietana, o której wspomniałem na początku, nie musi gęstnieć naturalnie. Zagęszczacze przyspieszają ten proces, natomiast utrwalacze sprawiają, że może ona jakiś czas postać w lodówce, zanim ulegnie zepsuciu, jednak nie za długo. W końcu interes musi się kręcić.

Czy ingerencja państwa może wpłynąć na nasz styl życia, na sposób odżywiania się? Od wystąpienia premiera w tej sprawie, choćby nie wiadomo jak przekonującego i emocjonalnego, od nie wiadomo jak widowiskowej kampanii społecznej finansowanej przez rząd, nasze zarobki na pewno nie wzrosną. W interesie zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów (w końcu każdy przedsiębiorca jest również konsumentem) leży wspólne wywieranie presji na polityków, by wycofali się z ingerowania w gospodarkę, by zmniejszyli opodatkowanie i dali przedsiębiorcom szansę na wykazanie się większą odpowiedzialnością wobec swoich klientów, klientom zaś dali możliwość autentycznego wyboru tego, co chcą kupić. Ingerencja państwa jest natomiast pożądana i oczekiwana wówczas, gdy popełniane jest przestępstwo. Jan Paweł II w encyklice „Centesimus annus” pisze o państwie, iż ma ono „obowiązek określania ram prawnych, wewnątrz których rozwijają się relacje gospodarcze, i w ten sposób stworzenia podstawowych warunków wolnej ekonomii, która zakłada pewną równość pomiędzy stronami, tak że jedna z nich nie może być na tyle silniejsza od drugiej, by ją praktycznie zniewolić”. Czyż może być bardziej trafna ocena tego, jakie powinny być granice ingerencji państwa w gospodarkę?



Sukces gwarantowany
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy: interesy państwa a interesy przedsiębiorców i konsumentów są całkowicie sprzeczne. W dłuższej perspektywie czasowej, w warunkach naprawdę wolnej gospodarki przedsiębiorcom będzie zależeć na tym, by ludzie odżywiali się zdrowo i by żyli jak najdłużej. Im więcej ludzi, tym większy rynek. Współczesne państwo natomiast ma interes zupełnie inny. Biorąc pod uwagę kondycję systemów ubezpieczeń społecznych, w interesie utrzymujących je rządów jest, by ludzie żyli jak najkrócej. Krótkie życie oznacza olbrzymie oszczędności dla instytucji zajmujących się wypłatą emerytur, w naszym przypadku dla ZUS.

Jeśli sprawdzą się i u nas prognozy amerykańskich badaczy, wówczas nie trzeba będzie po raz kolejny podwyższać wieku emerytalnego, żeby ratować bankrutujący system ubezpieczeń społecznych.

Górą wolny rynek
Ludwig von Mises pisał o wolnym rynku, że jest on miejscem wyboru preferencji konsumentów: „Wyniki głosowań oraz ilość wydanych na rynku pieniędzy są dwoma sposobami wyrażania opinii przez konsumentów. Kupując lub powstrzymując się od zakupu, konsumenci decydują o sukcesie lub porażce przedsiębiorców. Biednych przedsiębiorców czynią bogatymi, a bogatych biednymi”. Mimo że diagnoza ta może się wydawać naiwna, ja – jak już wspomniałem – po zapoznaniu się ze składem wspomnianej na początku śmietany przestałem ją kupować. Nawet jeśli zawarte w niej substancje są neutralne dla zdrowia (choć gdzieniegdzie można o niektórych z nich przeczytać, że mogą powodować wzdęcia lub skurcze żołądka), tak duże nagromadzenie owych zagęszczaczy sprawiło, że postanowiłem wykorzystać władzę, którą jako konsument posiadam.

Poza tym uważniej teraz czytam składy poszczególnych produktów i z kupowania wielu z nich już zrezygnowałem (np. niektórych jogurtów, serków homogenizowanych czy zagęszczanych napojów o różnych smakach produkowanych na bazie mleka). Fakt, produkty te są stosunkowo tanie, to jest największa ich zaleta skłaniająca wielu ludzi do ich kupowania. Przekonałem się jednak, że na pobliskim targu mogę zakupić śmietanę, sery itp. produkty bezpośrednio od wiejskich producentów. I dopóki nie zostaną oni usidleni przez biurokrację, będę u nich kupował. Na wolnym rynku.

Autor jest członkiem Zarządu Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego PAFERE.

http://www.naszdziennik.pl/wp/65509,ile ... tanie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Czym nas karmi przemysł spożywczy?
PostNapisane: 30 lis 2017, 17:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
TASIEMIEC w mięsie firmy „Kraina Mięs” czyli „Morliny” z Biedronki!

http://pikio.pl/tasiemce-w-najpopularni ... biedronki/

To obrzydliwe, co znalazł jeden z klientów Biedronki. W produkcie, który kupił znalazł sporego tasiemca. Okropny widok tylko dla ludzi o mocnych nerwach. [zdjęcie w oryginale. Nie radzę patrzeć... MD]

Jeden z internautów pochwalił się swoich nieudanym zakupem w sieci sklepów Biedronka. Chciał zrobić sobie smaczny i pożywny obiad, ale to co zobaczył w środku, zmroziło mu krew w żyłach. Robal, którego zobaczył, był ogromny.

Na zdjęciu jakie zamieścił na serwisie Wykop.pl klient Biedronki można zobaczyć mięso firmy „Kraina Mięs” czyli „Morliny”. Spodziewał się smacznej tylnej ćwiartki z kurczaka, a dostał zepsute mięso z tasiemcem w środku.

Jak pisze internauta, robal miał koło 10 centymetrów. Data przydatności mięsa jest do 3 grudnia tego roku. Czyli jeszcze 5 dni, od momentu wstawienia wpisu. Jak widać na załączonym zdjęciu, już dawno nie nadaje się do spożycia.

Internauci są zszokowani tym, co zobaczyli. Nie mogą uwierzyć, że w Biedronce można kupić coś równie okropnego. Zwracają również uwagę na to, że ktoś powinien to mięso sprawdzać przed zapakowaniem. Firma nie ustosunkowała się do tego, co możemy zobaczyć, ale na pewno zdjęcia wpłyną na sprzedaż produktu.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=55


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /