Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 24 maja 2013, 06:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31123
Jak cię widzą, tak cię piszą

Stanisław Michalkiewicz

W latach trzydziestych odwiedził Warszawę Włodzimierz Majakowski, zażywający w Sowietach sławy największego poety proletariackiego – oczywiście do czasu, tzn. dopóki się nie zastrzelił albo dopóki to jego nie zastrzelono – bo różnie się o tym mówiło. Chcąc zaszokować tubylczych, burżuazyjnych literatów lekceważeniem wszelkich konwenansów, podczas wydanego na jego cześć przyjęcia w Bristolu sięgnął ręką do salaterki z ogórkami i ostentacyjnie zakąsił. Ale trafiła kosa na kamień, bo siedzący naprzeciw niego Słonimski nabrał z salaterki pełną garść sałatki majonezowej i zaczął ją pożerać, głośno mlaskając i siorbiąc. Majakowski popatrzył na niego, uśmiechnął się i odłożył nadgryziony ogórek na talerzyk. A i mnie samemu przytrafiła się podobna przygoda. Zaproszony zostałem do kablowej telewizji „Porion” na program poświęcony wstydliwości. Okazało się, że bierze w nim udział również pewna dama, zażywająca reputacji szalenie wyzwolonej. Zasiedliśmy tedy w studio, obejrzeliśmy przygotowany felieton filmowy, po czym mieliśmy rozstrzygnąć kwestię, czy istnieją jakieś granice wstydliwości, czy nie. Dama z wielką pewnością siebie oświadczyła, że żadnych granic nie ma. W tej sytuacji zaproponowałem jej, żeby przed kamerami zdjęła majtki. Na co ona zgorszonym tonem: No wie pan!? A ja wtedy: Ach, „no wie pan!?”. Więc jednak granice są! I na tym program się skończył, bo skoro majtek jednak nie zdjęła, to nie było już nad czym dyskutować.

W ubiegłą sobotę przez Warszawę przeciągnął „Marsz Szmat” z udziałem porozbieranych do pasa panienek oraz mężczyzn, wśród których wielu sprawiało wrażenie handlarzy żywym towarem. Oficjalnym celem marszu było zademonstrowanie sprzeciwu wobec poglądu, że przyczyną gwałtów bywa prowokacyjne zachowanie się przyszłych ofiar – ale tak naprawdę chodziło o zaszokowanie warszawskiej publiczności widokiem kobiet wyzwolonych. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc należy pochwalić organizatorów marszu za dobranie trafnej, samokrytycznej nazwy – chociaż, powiedzmy sobie szczerze – uczestniczki nie odważyły się pójść na całość, bo wprawdzie się rozebrały, ale tylko do pasa – zresztą tylko niektóre. „Poczciwe to i niewinne” – z jednej strony desperacko chciałyby stanąć na wysokości swoich snobistycznych, prowincjonalnych wyobrażeń o „światowości”, ale z drugiej – bagaż kulturowy trochę im przeszkadza w pełnym wyzwoleniu. Zatem „szmaty”, a jakże – ale wyrosłe w tradycji chrześcijańskiej.

W dodatku nie mają racji, sądząc, że ubiór, podobnie jak tzw. mowa ciała nie mają znaczenia. Jeśli nic nie wiemy o przypadkowo spotkanym człowieku, wyrabiamy sobie zdanie o nim na podstawie jego wyglądu. Czasami pozory mylą – ale za słusznością takiego podejścia przemawia siła konwenansu. Jak cię widzą, tak cię piszą. Dlatego też, kiedy na paryskiej rue Saint-Denis widzę damę w stroju eksponującym zalety cielesne, to prawie na sto procent wiem, że to prostytutka, podobnie jak stojący nieopodal w cieniu bramy atletyczny Murzyn jest jej alfonsem. W Warszawie, którą Stanisław Cat-Mackiewicz nazywał „małym żydowskim miasteczkiem na niemieckim pograniczu”, nie zawsze można mieć taką pewność, bo tutejsze celebrytki tylko się tak stylizują, sądząc naiwnie, że to właśnie najprawdziwszy chic parisien. Dlaczego uczestniczki „Marszu Szmat” nie zdają sobie sprawy z tego, o czym doskonale wiedzą wszystkie przydrożne „tirówki”? Przyczyna tkwi prawdopodobnie w fałszywej wiedzy, którą faszerują je rozmaite cwane „siostry”, obłażące dziś uniwersytety i media na podobieństwo insektów. W rezultacienie dość, że „szmaty”, to w dodatku głupie.

posting.php?mode=reply&f=7&t=28


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 31 lip 2013, 11:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prokapitalizm.pl/pomocy-jestem-d ... owana.html

Pomocy – jestem dyskryminowana!
2 lipca 2013 Publicystyka, Społeczeństwo, Temat dnia, Wiara 1 Comment

Od redakcji: Przedstawiamy tekst z niemieckiego portalu katolickiego, który opisuje zmagania z nowego rodzaju dyskryminacją w zachodnim społeczeństwie: Dyskryminacją kobiet, które chcą poświęcić się domowemu ognisku. Tekst opisuje między wierszami skalę upadku wartości rodzinnych w korporacyjnym społeczeństwie zachodnim – w świecie wszelkiej równości pomiędzy kobietami i mężczyznami, maksymalnej wolności, niezależności, emancypacji, samorealizacji. Oraz – samotności i braku poczucia sensu.

* * *

Także dzisiaj, my kobiety, jesteśmy poniżane i manipulowane. Czas by zacząć się bronić. Sama jestem dyskryminowana. Jako kobieta. W takim tolerancyjnym społeczeństwie. Chodzi o moje plany na przyszłość: Nie mogę zostać tym, kim chcę. Mam pewne życzenie co do mojego zawodu, który budzi oburzenie wśród starszych współobywateli, ci wiecznie wczorajsi ludzie mnie wyśmiewają. Myślałam zawsze, że wszystkie tabu zostały już przełamane – najwidoczniej nie jesteśmy jeszcze w tym miejscu.
Chcę wznieść samorealizację kobiety na wyższy poziom. Simone de Beauvoir wyczyściła tu przedpole, my możemy dużo więcej – ale to jeszcze nie wszystko! Czas na nowy, feministyczny szturm, gdyż jeszcze nie wszystkie bastiony zostały zdobyte.
Dużo czasu mi zajęło aby odkryć swój wymarzony zawód. Ciągle bowiem wmawiano mi, że ja jako kobieta muszę koniecznie zająć się samorealizacją. Zatem zajmowałam się w swoich poszukiwaniach między innymi propozycjami Ministra ds. Kobiet Gabrielą Heinisch-Hosek. Życzy sobie ona więcej kobiet w tradycyjnie lepiej opłacanych, męskich zawodach. Krytykuje, że fryzjerka zarabia dużo mniej od mechanika. Rozumiem jej starania o parytet. Ona chce rozbić męskie domeny. Wszystko dobrze! Ale moim problemem jest, że mechanika samochodowa nie bardzo mi się podoba – nie mogę zarazić się pasją dla motorów, a i fizyka niekoniecznie sprawia u mnie szybsze bicie serca.
Podczas moich poszukiwań natknęłam się na kościelne pismo z 2004: „Z podstawowych wartości, które są związane z konkretnym życiem kobiety, należy wymienić jej „umiejętność bycia dla innych”. Pomimo faktu, że pewien prąd feministyczny forsuje myślenie kobiety „dla niej samej”, zachowuje ona głęboką intuicję, że to, co najlepsze w jej życiu, to pokładanie starań o dobro innych, opieka nad nimi i troska o ich wzrost. Wspaniale! Tutaj odkryłam siebie na nowo, moje talenty, moje umiejętności, moją tęsknotę i moje marzenia.
Tak rozwijało się powoli moje marzenie, aby założyć firmę. Chcę się samorealizować. Na początku chcę zacząć jako małe przedsiębiorstwo, złożone z dwóch pracowników. Muszę przyznać, że faktycznie ciężko jest znaleźć odpowiedniego partnera do interesu. Planuję, że moje przedsiębiorstwo będzie się rozwijać i przerośnie mizerny europejski standard. Życzę sobie rosnącego zastępu pracowników, z którymi chce utrzymywać bardzo zażyłe osobiste relacje. Pracowników, których w ramach osobistego coachingu w tym wszystkim przeszkolę z tego, czego sama się nauczyłam. Zdaję sobie sprawę z tego, że moja samorealizacja wymaga wiele poświęcenia i zaangażowania, że muszę rozwinąć swoją umiejętność wielozadaniowości, ale da mi to na dłuższą metę maksymalny zysk!
Krótko: Jako swój główny etat widzę siebie przy opiece nad moim mężem i moimi dziećmi. Po to studiuję i rozwijam swojego ducha. Rodzina nie ma być dodatkiem do pracy, nie ma być żadnym hobby, ma być moją życiową misją. Nie chcę dzielić swojej uwagi, tylko skupić ją na moich ukochanych. Oni są mi drodzy, oni są moim kapitałem. Moim zyskiem jest szczęście żyjących ludzi: to mojego męża i, da Bóg, moich dzieci i wnuków. Maksymalizacja sensu zamiast gromadzenia bogactw, radość z relacji zamiast stres o czas wolny.
Moje marzenia o przyszłości spotykają się z zaskakująco pozytywnym odzewem ze strony rówieśników, kiedy to generacja dziadków z 68’ reaguje na moją wizję samorealizacji oburzeniem. Tak jak generacja, którą 68’ zwalczała przed 50 laty, tkwi ona skostniale na swoich wiecznie wczorajszych przesądach. Mój ideał zawodowy niestety nie występuje na długiej liście pani Minister. Starsi próbują mi wyjaśnić, co jest najlepsze dla mnie: Samotność. Wygląda na to, że dla ducha czasu nowoczesnej kobiety brakuje generacji 68’ jakiejś duchowej elastyczności. W czasie, gdzie coraz więcej ludzi zostaje odtrąconych do domów starców i żłobków, nasze społeczeństwo potrzebuje kobiet, które są w stanie dać ciepło i człowieczeństwo: Z jej „umiejętnością dla innych”.
Przed paroma tygodniami siedziałam z przyjaciółką i jej dwoma córeczkami. Bawiłam się z nimi w „wyścigi ślimaków”. Po trzeciej rundzie dzieciaki same zaczęły domagać się „jeszcze raz”, na co matka ze wzruszeniem w oczach powiedziała: „i po to się studiowało”.
Tak, moja przyjaciółka studiowała i zdecydowała się na to, aby z akademickim tytułem być wyłącznie dla swojego męża i swoich dzieci. Jej życie składa się obecnie z gotowania, prania, zakupów czy wspomnianych wyścigów ślimaków. I jest szczęśliwa. Czy jej studia były marnotrawstwem czasu? W żadnym wypadku! Jej dzieci zyskują z tego, że na swoich studiach była pilna i zdyscyplinowana. Dzieci będą wychowane przez wykształconą kobietę, która ma czas (i nerwy), aby je wspierać, gdyż nie musi martwić się o zarabianie pieniędzy.
Ma ona to szczęście, że znalazła męża, który potrafi sam utrzymać rodzinę i który docenia pracę kobiety i którą uważa za nie mniej wartościową od swojej. On widzi dokładnie, co ona robi, nawet gdy czyni to w ukryciu i jest szczęśliwy z powodu tego, że ktoś tę służbę czyni oddanie i z radością.
Młode kobiety, jak moja przyjaciółka, która jest moim żywym ideałem, mówią mi jednak, że są społecznie dyskryminowane. Agresywne pytania w stylu „kiedy w końcu pójdziesz znowu do pracy?”, albo „Co, jest Pani tylko pomocą domową?”, są na porządku dziennym, nawet gdy ma się więcej dzieci i przez to pracy więcej niż każdy zatrudniony na etacie. Te pytania pochodzą z ust przeważnie starszych kobiet, przeważnie rozwiedzionych, niemających żadnego dziecka lub mających jedno. Co jest takiego groźnego dla tych „kobiet pracujących”, że my na pełen etat chcemy troszczyć się o to, co nam najdroższe: o nasze rodziny?
Dzisiaj kobieta może wszystko: Letnia spódniczka albo dżinsy. Długie, rozwiane włosy lub fryzura na jeża. Homo, hetero albo bi. Wspinać się po drabinie kariery albo wytrzymywać podwójne obciążenie: rodzina i zawód. Kosmetyczka, pani pilot, pani profesor. Dlaczego patrzy się na mnie z takim niedowierzaniem, gdy mówię: „Ja chcę mieć dużo dzieci i zostać w domu”?
Niedawno pewna stara dama z oburzeniem ganiła mnie: „Tylko pomoc domowa? Tego nie możesz robić! Jesteś kompletnie zależna od twojego męża! Nie masz żadnego zabezpieczenia! Żadnej niezależności!”. Jej przesadność w tonie skłoniła mnie do refleksji: Przecież ja chcę relacji, a nie niezależności; zaufania, a nie samotnego bezpieczeństwa. Tylko w braku wszelkich relacji jest się absolutnie „pewnym i niezależnym” – ale ja nie chcę tak żyć. Egocentryczne „prawa kobiet” kosztem miłości, małżeństwa i rodziny mogę sobie odpuścić.
Naturalnie nie ma się nigdy pewności, że rodzina przetrwa. Jestem świadoma, że małżeństwo zawiera w sobie to ryzyko. Ale czy więzi, które zawiązuję i które mogę w każdej chwili przerwać, są w ogóle coś warte? Mam naprawdę od razu przy słowach „i póki śmierć nas nie rozłączy” myśleć o ewentualnym rozpadzie?
To była właśnie ta generacja dziadków 68’, która w 1973 z powodów ideologicznych zniosła opodatkowanie rodzinne – obciążając wówczas masowo ojców, którzy byli jedynymi zarabiającymi w rodzinie (chodzi o to, że „samotnie zarabiający” ojciec rodziny był w Niemczech przed 1973 zwalniany z części podatku dochodowego – przyp. tłum.) i zmuszając zastępy kobiet do szukania zarobku. Ta przymusowa praca masowo obciążyła małżeństwa i doprowadziła do rekordowej liczby rozwodów. Ta sama generacja 68’ zalegalizowała dwa lata później aborcję: Cóż za cyniczny eufemizm, żeby pod płaszczykiem praw kobiet dawać zielone światło na zabijanie własnych dzieci.
Jest kilka fajnych rzeczy z 1968. Np. Tammy Wynette zaśpiewała „Stand by Your Man”, przy każdym odsłuchaniu wzruszam się do żywego. Przeciwko tej życiowej, głębokiej mądrości ówczesny ruch kobiet wzniecił bunt. Czy typowa dzisiejsza feministka musi być bezdzietna, po aborcji, osamotniona i zgorzkniała po rozwodzie?
Victoria Fender (oryginał za www.kath.net/news/41901)

Tłum. Kamil Kisiel


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 07 sie 2013, 18:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2013/07/21/ ... eministki/

Anna Holocher: to mężczyźni są dyskryminowani przez feministki
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2013-07-21

Obrazek
Anna Holocher, for. prawy.pl.


Z Anną Holocher, liderką Sekcji Kobiet Ruchu Narodowego i działaczką Obozu Narodowo-Radykalnego, rozmawia Janusz Schwertner.
Janusz Schwertner, Onet: Kim jesteście? Feministkami o poglądach narodowych czy po prostu: antyfeministkami?

Anna Holocher: Sekcja Kobiet Ruchu Narodowego jest zdecydowanie antyfeministyczna. Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak prawicowy czy tradycyjny feminizm, ponieważ przy najlepszych chęciach tworzy się oksymoron. Nigdy nie myślałam o sobie jako feministce, jestem po prostu kobietą, nie chcę – tak jak dzisiejsze feministki – robić z kobiet pół-mężczyzn.
Takie zamiary mają według Was mainstreamowe feministki. A w zasadzie “feminazistki”, jak je nazywacie.
- Feminazizm to bardzo ciekawe i trafne określenie. Naziści na masową skalę eliminowali niepełnosprawnych, dopuszczali aborcję na Polkach i narodach “podludzi”. Dzisiaj tego samego chcą feministki. Dla nich człowiek niepełnosprawny nie powinien się rodzić, bo może być ciężarem dla matki. Natomiast moim zdaniem nie na tym polega człowieczeństwo. Mam wielki szacunek do osób które całe życie dźwigają ciężar zmagania się z niepełnosprawnością kogoś bliskiego, te osoby pokazują, że faktycznie są ludźmi.
A gdybyśmy poszukali jakichś punktów wspólnych? Tak samo jak znane feministki, chcecie wspomagać samotne matki, rodziny, edukować młodzież.
- Większość feministek walczy o śmierć dla nienarodzonych, pomoc kobietom w ciąży serwują w postaci porady, gdzie wykonać aborcję. A rozwiązanie problemu biedy to także mordowanie nienarodzonych. Nie wyobrażam sobie współpracy z ludźmi o poglądzie odmiennym od mojego i opartym na innym systemie wartości, a w zasadzie antywartości.
Spotkałybyście się – gdzieś na “neutralnym terenie” – z feministkami z Kongresu Kobiet?
- Absolutnie nie mam takiej potrzeby, mamy zupełnie inne podejście do sytuacji kobiet i inne metody pomocy. My uważamy, że kobiety są częścią narodu i cierpią podobnie jak mężczyźni. Feministki uważają, że kobiety są w Polsce dyskryminowane, a mężczyźni wręcz przeciwnie.
Korzystają z suchych danych. Udział kobiet w polityce czy w biznesie jest po 1989 roku zdecydowanie mniejszy niż mężczyzn. Tymczasem Pani uważa, że to… mężczyźni są dyskryminowani przez feministki.
- Kiedy oglądam wystąpienia kobiet (niezależnie od poglądów), które chcą iść do polityki, to doskonale rozumiem, czemu tak mało jest ich w parlamencie. A tak całkiem poważnie, to nie spotkałam się z tym, żeby kobiety “politykowały” przy spotkaniach towarzyskich, u mężczyzn to bardziej naturalne. Przecież nie ma sensu robić czegokolwiek na siłę.
A gdyby Polską rządziły kobiety…
Są tacy, którzy twierdzą, że rządy kobiet zmieniłyby świat. Może wiele z nich nie byłaby zainteresowana wywoływaniem kolejnych wojen…
- Nie sądzę. Zgadzam się za to z poglądem niektórych, że gdyby krajami rządziły kobiety, to mogło by dochodzić do wojen częściej. (śmiech) No, a gdyby znalazła się taka rozanielona-feministka-pacyfistka która rozbroiłaby kraj, to kolejne zagrożenie. Choć oczywiście wśród kobiet znajdowały się jednostki, które doskonale potrafiły poradzić sobie z dowodzeniem, czy kierowaniem państwem, chociażby św. Joanna dArc. Natomiast rządy kobiet – bez różnicowania na dobre i złe – były często bardziej brutalne, czy krwawe od rządów mężczyzn.
A kobiety na wysokich stanowiskach w biznesie? To miejsce zarezerwowane dla mężczyzn?
- Zadajmy sobie kilka pytań: czy kobiety, które mają ku temu predyspozycje, natrafiają na jakieś przeszkody? Osobiście się z tym nie spotkałam, wręcz przeciwnie. W Niemczech był swego czasu pomysł, aby stworzyć parytety na tego typu stanowiskach. Na szczęście ten absurdalny pomysł został odrzucony. Z tą dyskryminacją mężczyzn, o której mówiłam, to takie trochę przewrotne stwierdzenie. Feministki chciałyby być wszech-umiejętne, jak same często mówią, nie potrzebują “samca”. A prawda jest taka, że zarówno kobieta potrzebuje mężczyzny, jak i mężczyzna kobiety, nie mówiąc już o dzieciach.
Jest jeszcze inna możliwość: kobieta, która żyje bez partnera i świadomie odrzuca macierzyństwo. Wybiera karierę. A według sekcji kobiet Ruchu Narodowego gdzie jest jej miejsce w społeczeństwie?
- Nie jestem od tego by komuś coś nakazać. Natomiast jeżeli w kraju ma panować równowaga i ład to warto powrócić do modelu, w którym kobieta jest strażnikiem domowego ogniska. Niestety, dzisiaj, jeżeli kobieta chce się rozwijać zawodowo mając rodzinę, to może to robić, natomiast jeżeli nie chce, to musi to robić.
Kobieta-górnik, Pani zdaniem – przejdzie?
- Może by pan spróbował założyć kopalnię i dostosować ją dla kobiet pracujących pod ziemią. Jeżeli są kobiety, które na równi z mężczyznami przejdą testy siłowe i sprawnościowe np. na strażaka to proszę bardzo. Natomiast trzeba mieć wyobraźnię i wiedzieć z czym może się wiązać obniżenie kwalifikacji w takich zawodach dla kobiet. Nie wiem czy na przykład Kazimiera Szczuka poradziłaby sobie z wyniesieniem 100 kg mężczyzny z płonącego domu.
Pani jest aktywna społecznie, od lat działa w ONR-ze, dziś szefuje sekcji kobiet Ruchu Narodowego. Co Panią zauroczyło w środowisku narodowym?
- Zafascynowała mnie miłość młodych ludzi do ojczyzny, przywiązanie do tradycji, wytrwałość w dążeniu do celu, ideowość i szczerość ich intencji. Przedwojenne organizacje narodowe również miały swoje sekcje kobiece. Poza tym są tematy, w których kobiety czują się naturalnie, właśnie takie jak pro-life, rodzina, dyskusja o ruchach gender, czy nawet taka prozaiczna rzecz jak szycie flag.
W ONR-ze poznała Pani swojego obecnego męża. “Polityka” nazwała Was “wzorowym narodowym małżeństwem”. Inni zazdroszczą?
- Jak na to pismo był to nawet pozytywny artykuł, chociaż i tak bardzo tendencyjny. Nie mam pojęcia, czy ktoś nam zazdrości. Wątpię, bo takich małżeństw w Ruchu Narodowym jest więcej. Przy tego typu działalności wspólne poglądy małżeńskie bardzo pomagają.
A jak się Pani podobały niedawne wypowiedzi prof. Krystyny Pawłowicz, też antyfeministki, która stwierdziła po tzw. Marszu Szmat, że, cytuję, “szmaty zachowały się jak szmaty”.
- Jeżeli ktoś nazywa siebie szmatą, nawet prześmiewczo, to niech się później nie dziwi, że takie opinie się pojawiają. Zresztą ubiory tych pań pozostawiają wiele do życzenia.

A pod słowami przedstawicielki swojej grupy, która stwierdziła, że na salę, gdzie odbywał się niedawno Kongres Kobiet, została wpuszczona terrorystka (chodziło o księżną Arabii Saudyjskiej, która była gościem specjalnym – przyp.red.), za to Polki walczące z aborcją już nie – podpisałaby się Pani?
- To akurat nie jest wypowiedź członkini sekcji kobiet, a blogerki, która przyszła na Kongres Kobiet, aby zrobić kilka zdjęć i wesprzeć dziewczyny zbierające podpisy przeciwko aborcji. Ciężko mi się wypowiadać w temacie księżnej, ponieważ nie zapoznałam się z jej działaniami.
Z Kongresu Kobiet zostałyście wyproszone. Poczułyście się dyskryminowane?
- Przedstawicielki Sekcji Kobiet rozdawały ulotki oraz zbierały podpisy pod ustawą zakazującą aborcji. W momencie, gdy zauważono, że sporo uczestniczek kongresu popiera naszą akcję i chętnie się podpisuje – dziewczyny zostały wyproszone i jednej z obecnych zabrano kartę z aparatu. Uświadomiono im także, że na Kongresie dopuszczalne są jedynie poglądy związane z ideą Kongresu Kobiet…
Ale nie ma co ukrywać: gdyby na Waszym spotkaniu zjawiły się kobiety domagające się pełnej legalizacji aborcji, pewnie potraktowałybyście je podobnie…
- Ale środowisko feministyczne uważa się za wielce tolerancyjne, a jak widać na nagraniach dostępnych w internecie, prawda jest zupełnie inna. My przynajmniej nie głosimy wszech-tolerancji. Zresztą, gdyby ktoś z adwersarzy przyszedł na Kongres Ruchu Narodowego to pewnie zostałby werbalnie spacyfikowany. Oglądając materiały filmowe z debat w których uczestniczą nasi ludzie nie mam co do tego wątpliwości.
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... omosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 08 wrz 2013, 12:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31123
Feminizm jak choroba — trzeba z niego leczyć…

Ileż to razy miałyśmy wątpliwą przyjemność wysłuchiwania „męskich mądrości” w stylu: „Najlepszym przyjacielem człowieka jest pies i... kobieta”. Wynikają one bardziej z czystej głupoty, niż ze śledzonego pilnie przez feministki „historycznego kontekstu”, narzucającego cywilizacji zachodniej utożsamienie dwóch pojęć: „człowiek” i „mężczyzna”.

Jednak o wiele bardziej szokujący jest fakt pośredniej akceptacji takiej degradującej roli kobiety, sprowadzającej ją do animalistycznego funkcjonowania, przez współczesny ruch feministyczny.

Ruch ten uzurpuje sobie prawo do przemawiania w imieniu wszystkich kobiet. Feminizm od XIX wieku szermuje hasłami wyzwolenia kobiety z więzów patriarchalnego społeczeństwa, zbudowanego przez chrześcijaństwo. Doprowadziło to społeczeństwa zachodnie do zapaści, której zgubne efekty są łatwo zauważalne.

Zaś dla samych kobiet zakończyło się to zamknięciem w piekle obowiązkowej pracy zawodowej, odbywającej się kosztem wychowywania potomstwa i funkcjonowania rodziny. W tym kontekście musi dziwić rosnące zainteresowanie ruchem feministycznym w Polsce i szerząca się krzykliwa propaganda feministyczna w mediach. Warto przyjrzeć się bliżej feminizmowi i głoszonym przez niego poglądom.

Jak mężczyźni wymyślili feminizm
Od samego początku feminizmowi patronowali mężczyźni. Można powiedzieć, że gdyby nie wkład mężczyzn (tzw. feministów) w działania tego ruchu, nigdy feministyczna ideologia — do tej pory niespójna i nielogiczna — nie powstałaby i nie okrzepła. Feminizm jest tworem mężczyzn. Prekursorami „wyzwolenia kobiet” byli francuscy ideolodzy utopijnego socjalizmu J. A. N. Condorcet i Charles Fourier, odczytujący w dość oryginalny sposób zaangażowanie francuskich kobiet w czasie rewolucji francuskiej. W koncepcjach obu tych utopistów ważne miejsce zajęła likwidacja rodziny, stojącej na straży własności prywatnej. Zdaniem tych dwóch ideologów, w małżeństwie i rodzinie kobieta pełni rolę własności prywatnej męża, jest ciemiężona. W wyniku rewolucji powinno więc nastąpić „wyzwolenie” czyli „emancypacja” kobiet. Te dwa pojęcia, użyte po raz pierwszy przez Fouriera, stały się podstawowym elementem feministycznej retoryki. Ci dwaj postulowali zastąpienie małżeństwa i rodziny wolnymi związkami i kolektywnym wychowaniem dzieci, opartym na rygorystycznie przestrzeganej równości.

Sufrażystki, walczące o prawa społeczne i polityczne w połowie XIX wieku, mogły liczyć na poparcie rozwijających się ruchów socjalistycznych i komunistycznych, niejako stając się ekspozyturą tych rewolucyjnych organizacji. Engels na kartach wydanej w 1884 roku pracy Pochodzenie rodziny, własności i państwa rozwinął myśl utopijnych socjalistów o seksualnym zniewoleniu kobiet w patriarchalnej rodzinie wraz z pojawieniem się własności prywatnej. Sporo miejsca walce o „wyzwolenie kobiet” poświęcił w książce Kobieta i socjalizm niemiecki socjalista August Bebel, współpracujący przez pewien czas z Różą Luksemburg czy swarliwą towarzyszką Klarą Zetkin.

Socjalistyczne korzenie feminizmu
Postulowane przez socjalistów zrównanie w prawach mężczyzn i kobiet było w istocie instrumentalnym zagraniem politycznym, obliczonym na budowę szerszej bazy społecznej dla lewicowych ruchów. Nasilenie tego procesu nastąpiło zwłaszcza w czasach wewnętrznych walk w łonie międzynarodówki pomiędzy komunistami a zwolennikami reformizmu. Oba ruchy prześcigały się w politycznych postulatach dotyczących kobiet. O ile reformiści dążyli do budowy dużego elektoratu, zdolnego do wprowadzenia socjalizmu drogą demokracji, to komuniści, wyrastający z europejskich socjaldemokracji, musieli znaleźć nowe hasła, zdolne przyciągnąć pod swoje sztandary interesujące się polityką kobiety. Tymi „nowymi — starymi” hasłami były odgrzane postulaty Condorceta i Fouriera, wzywające do obalenia zastanego porządku hierarchicznego w rodzinie i wyzwolenia kobiet.

Niezależnie od politycznych działań lewicy w XIX wieku powstawały fundamenty naukowego światopoglądu feminizmu. Wśród jego twórców trzeba wymienić Karola Darwina, Jana Bachofena i Zygmunta Freuda. Wszyscy oni zostali ostatecznie przez wojujące feministki poddani miażdżącej krytyce, jako biali mizogini, ugruntowujący niewolę kobiet. Jednak ich wpływ na współczesny feminizm jest bezsporny.

Darwin dał podstawy nie tylko teorii ewolucji, ale także rozwiniętej przez jego następców koncepcji społecznej, opartej na istnieniu wewnętrznej walki w obrębie każdej wspólnoty: walki klas, narodów, ras, pokoleń i płci. Tak jak Marks wprowadził ją w obręb swoich poglądów społeczno-politycznych, tak samo uczyniły XIX-wieczne feministki, uzasadniając tym sposobem swoją walkę o równouprawnienie i społeczne wyzwolenie.

Gnostycyzm i neopogaństwo feminizmu
O ile wiktoriański, patriarchalny ojciec dziesięciorga dzieci — Karol Darwin — stał się filarem feministycznego światopoglądu zupełnie nieświadomie, to antropologiczne koncepcje szwajcarskiego protestanta Jana Bachofena były już całkiem świadome. Neognoza wyznawana przez Bachofena, klasyfikowana przez feministki jako mizoginistyczne poglądy, degradujące rolę kobiety do „dziedziny materialnej egzystencji”, przy przypisywaniu mężczyznom wyłączności w „dziedzinie idei”, przyznaje kobietom specjalną rolę w kwestii odrodzenia religijnospołecznego ludzkości.

Wydana przez szwajcarskiego religioznawcę w 1861 roku praca Das Mutterrecht, opiewająca już w swych pierwszych słowach „Matki wspaniały dom”, jako fundament równości, na którym powinno być zbudowane idealne społeczeństwo, stała się inspiracją nie tylko dla powstających wtedy ruchów gnostyckich, ale także dla feministek. Zdaniem Bachofena, dwoistości płci odpowiada religijny dualizm. Kobieta jest nierozerwalnie związana religijnie z kultem ziemi i księżyca, a więc kultem bóstw podziemia (religia teluryczna), natomiast mężczyzna — z solarnymi bóstwami nieba. Religia kobiety, kładąc nacisk na równość, jest w istocie religią śmierci, rozumianej nie jako negatywne unicestwienie, ale dotyczące każdego odejścia opartego na powinności natury. Według Bachofena, w obrębie chrześcijaństwa ścierają się dwie koncepcje — solarna i teluryczna. Aby uzasadnić swoje poglądy na ewolucję religii, dokonał on nowej interpretacji mitów europejskich, dochodząc do przekonania, że przytłaczająca większość symboliki europejskiej posiada ukryte znaczenie matriarchalne.

Mimo iż zapatrywania szwajcarskiego naukowca zostały zanegowane stosunkowo szybko przez religioznawców, a nawet przez samych gnostyków, jego sposób interpretacji i spora część poglądów zostały zaakceptowane przez feministki. Dotyczy to zwłaszcza odpowiedzi udzielonej przez Bachofena na pytanie, co stanowi siłę sprawczą działania ludzi. Dla szwajcarskiego naukowca Afrodyta napełnia człowieka popędem płciowym, który jest najważniejszą siłą tak u zwierząt, jak i u ludzi.

Freud i Jung ojcami feminizmu
Poglądy Bachofena znalazły miejsce w powstającej w XIX wieku psychologii. Za ojców współczesnego feminizmu można bez przesady uważać Zygmunta Freuda i Karola Gustawa Junga. Co prawda, feministki dokonują surowego rozrachunku z freudowską terminologią seksistowską i dokonują reinterpretacji jego poglądów w obrębie tzw. neopsychoanalizy, jednak autor słynnego pytania: „Was will das Wieb?” (Czego chce kobieta?’), cieszy się dużym szacunkiem w ich środowiskach. Jedna z czołowych feministek Toril Moi, omawiając nurty współczesnego feminizmu, powołuje się na europejskie działaczki, które w odróżnieniu od amerykańskich, pozytywnie odnoszą się do psychologicznych dociekań Freuda.

W pracy Totem i tabu, nazwanej nie bez ironii przez Mircea Eliadego „ewangelią zachodniej inteligencji”, Freud omawiał kwestie antropologiczne występującego w niektórych mitach ojcobójstwa, pojmowanego w teologiczny sposób. Pomimo tego, że antropolodzy, tacy jak Malinowski, Kroeber czy Schmidt, nie zostawili na pseudonaukowych koncepcjach Freuda suchej nitki, dała ona impuls do sprecyzowania tzw. ginekoteologii i feministycznych teorii społecznych. Zdaniem twórcy psychoanalizy, praprzyczyną powstania społeczeństwa i religii było zrytualizowane morderstwo dokonane przez synów „Adama” na swoim ojcu, w celu sięgnięcia po pozostające pod jego władzą (zawłaszczone) kobiety.

Synowie zabiwszy ojca zjedli go w czasie uczty, a ślady tego wydarzenia widzimy we wszystkich systemach religijnych na świecie — od Amazonii (uczty totemiczne) po bazylikę św. Piotra w Rzymie (Msza). Jednak już autor Złotej gałęzi (kolejnej książki promującej ginekoteologiczny sposób widzenia początków religii) James G. Frazer zwracał uwagę, że spośród ludów znających pojęcie uczty totemicznej jedynie cztery obchodzą ją jako dopełnienie mordu dokonanego na bogu. Freud, jak przystało na współczesnego intelektualistę, niezbyt przejął się tymi zarzutami.

Marlena Dietrich odrzuca wymysł mężczyzn — kobiecość
Nie mniejszym zainteresowaniem feministek cieszy się również traktat Freuda Kobiecość. Dzisiejsze feministki nie mogą darować Freudowi jego koncepcji psychologicznej „deprecjonującej kobiece ciało” jako „niekompletne”. Zdaniem Freuda, ten brak wywołujący zazdrość względem męskiego ciała, powoduje u kobiet potrzebę kompensacji. Jednak oburzenie oraz reinterpretację dyskusyjnej hipotezy Freuda przez dzisiejsze feministki, spowodowała nie publikacja pracy Freuda, a dosadne (a nawet wulgarne) wykorzystanie głównej myśli psychologa przez polemizującą z amerykańskimi feministkami ich skrajną przeciwniczkę, niemiecką aktorkę Marlenę Dietrich. To ona głośno nazwała ukryte kompleksy feministek, odrzucających ten „wymysł męskich szowinistów”, kaganiec seksizmu, czyli „kobiecość”.

Karen Horney, feministyczny teoretyk neopsychoanalizy, potępia freudowski sposób argumentacji oraz opis kobiecego ciała i jego reakcji psychofizycznych przy użyciu męskiej terminologii, zdominowanej przez patriarchalny kontekst. Wszak twórca psychoanalizy był nie tylko mężczyzną, ale do tego monogamicznym mężczyzną (!), a skoro 50-letni związek Freuda z Martą Bernays należy uważać za udany, musiał opierać się na niewolniczej zależności żony od męża. Karen Horney nie pozostaje dłużna swojemu mistrzowi.

Przewaga mężczyzn w świecie polityki, kultury i sztuki istniejąca przez wieki, jest efektem „kompulsywnej męskości”, czyli kompensacji, zazdrości wobec wyglądu i możliwości biologicznych kobiecego ciała. Podobny punkt widzenia, oparty na zwykłym, nienaukowym odwracaniu argumentu, prezentuje feministyczna przeciwniczka teorii Freuda Luce Irigaray. Przytłaczająca większość kobiet tworzących ideologię feministyczną sama produkuje amunicję łatwą do wykorzystania przez przeciwników. Cechą charakterystyczną feminizmu jest bowiem sekciarstwo, bezwzględna i krzykliwa walka o poważanie w obrębie swojej sekty (np. walka radykalnego odłamu „czerwonych pończoszek” z feministkami umiarkowanymi) oraz odrzucenie każdej myśli nie wyrażonej przy użyciu feministycznej nowomowy.

Wyzwolenie przez przemoc i powrót do poligamii
Feministki europejskie wdzięczne są Freudowi za zwrócenie uwagi na kobiece libido, które jest motorem działania kobiet, a swoją walkę definiują jako walkę w obronie swojego libido, zawłaszczonego przez patriarchalną cywilizację. Dalszego kroku nieświadomie dokonał Karol Gustaw Jung, który choć wrogo usposobiony do swojego nauczyciela Freuda, pociągnął niektóre wątki jego poglądów, włączając je w obręb neognostycyzmu. Postulat przebudowy chrześcijaństwa poprzez powrót do utraconego dziedzictwa wysunięty przez Junga, uzyskał spore zainteresowanie wśród kobiet, w tym tak wpływowych postaci jak Fanny Bodwitch Katz czy Katharine McCormick.

Ważnym elementem poglądów psychologa był postulat wyzwolenia seksualnej siły tkwiącej w człowieku, kobiecych atawizmów, poprzez powrót do religii misteryjnej i poligamii. Na sposób myślenia nowoczesnego feminizmu amerykańskiego, a pośrednio i europejskiego, miała silny wpływ również lewicowa Szkoła Frankfurcka (Max Horkheimer, Theodore Adorno, Herbert Marcuse), „wielka trójca” studenckiej rewolty 1968 roku. Wykreowany przez nich nowy typ lewicowości nadaje czytelne piętno dzisiejszemu feminizmowi. Według stworzonej przez Marcuse’a koncepcji „represyjnej tolerancji”, mniejszości żyjące w poniżeniu mają prawo do sprzeciwu przy wykorzystaniu środków pozaustrojowych, jeśli dostępne środki działania okażą się niewystarczające. Nawet użycie społecznej przemocy w takiej sytuacji jest uzasadnione, ponieważ nie rozpoczyna przemocy nowej, a rozbija istniejący już łańcuch gwałtu, nawet jeśli ten jest ukryty.

Walka garstki oświeconego embalonu (feministek) o prawa uciśnionej mniejszości gospodyń domowych, „nie mających od życia nic więcej poza mężem, dziećmi i domem” (Betty Friedan) i nieświadomych swoich praw, uzasadnia wszelkie działania radykalnego ruchu feministycznego. Lewicowość ta, dobrze zdiagnozowana przez Theodore’a Kaczynskiego w jego Manifeście, polega na wyraźnym poczuciu wyższości wobec uciskanej mniejszości, do której obrony się odwołują.

Co wybrać: pieluchy czy lot w kosmos?
Wspomniana już amerykańska feministka Betty Friedan w swojej pracy The Femine Mystique nie używa pojęcia housewife (gospodyni domowa) w innym kontekście niż negatywny. Potężny wpływ na sposób myślenia działaczki miał amerykański psycholog, twórca teorii „piramidy potrzeb”, prekursor New Age Abraham Maslow i piewca komunistycznego systemu edukacyjnego Benjamin Spock. Zdaniem Spocka, „radzieckie dzieci, których matki poza tą rolą mają jeszcze inne cele w życiu, gdyż zajmują się medycyną, nauką, edukacją, przemysłem, sztuką, a nawet rządzeniem, wydają się bardziej ustabilizowane, grzeczne i dojrzałe niż ich amerykańscy rówieśnicy, mający wciąż zabiegające o nie matki”.

Na kartach książki Friedan przyznaje rację swojemu przyjacielowi, zastanawiając się twórczo, czy „kobiety radzieckie nie są lepsze, ponieważ mają do osiągnięcia w życiu poważne cele”. Radziecki komunizm dawał bardziej „górnolotne” cele kobietom niż pieluchy, np. lot kosmiczny Walentyny Tiereszkowej, a feministki lubią przecież wyzwania, zwłaszcza gdy są one łatwiejsze niż przyzwoite wychowanie dzieci. Feministki z lubością przywołują swoje „siostry”, bojowniczki o „prawa kobiet”: Mary Wollstonecraft, George Sand, Wirginię Wolff, Fridę Kahlo, Marię Skłodowską czy Simone de Beauvoir. Jednak wpływ tych zaangażowanych kobiet — poza de Beauvoir — w tworzenie feministycznej ideologii był znikomy, by nie powiedzieć żaden.

Na próżno szukać w feministycznych publikacjach odwołania do równie zaangażowanych kobiet, poświęcających swoje prywatne życie dla spraw zawodowych, uzyskujących równie wielką sławę jako kobiety, takich jak Marlena Dietrich, Edith Piaff czy Leni Riefenstahl. Miały one pełną świadomość utraty czegoś niezwykle istotnego, nieodłącznej, akceptowanej przez nich kobiecości. Żadna z tych wielkich kobiet nie miała udanego życia małżeńskiego i rodzinnego — tak samo jak przytłaczająca większość feministycznych liderek.

Agresywna dynamika kobiecej świadomości
Tadeusz Kobierzycki klasyfikuje współczesny feminizm jako wyrastającą z tryumfującej po rewolucji francuskiej „wspólnotowej gnozy”, tzw. „gnozę rewolucyjną”, dążącą do radykalnej przebudowy zastanego porządku, obalenia istniejącego systemu wartości i zastąpienie go nowym. Wspólnym celem liberalizmu, komunizmu czy feminizmu jest utworzenie raju na ziemi poprzez zmiecenie starego porządku i budowę nowego człowieka. O ile dla komunistów raj na ziemi miał być osiągnięty poprzez zbudowanie komunizmu i stworzenie internacjonalistycznego społeczeństwa bezklasowego, to feministkom prześwieca idea budowy girlish culture („dziewczyńska” kultura), bez jakichkolwiek nakazów i zakazów.

Jak już pisałam, współczesny feminizm jest konglomeratem najprzeróżniejszych poglądów i koncepcji, które zazwyczaj ścierają się w getcie feministycznej cyberprzestrzeni, jednak coraz częściej goszczą na łamach tzw. prasy kobiecej. Wydana w 1949 roku książka Simone de Beauvoir Druga płeć jest, obok koncepcji „kobiety — profesjonalnego automatu” anarchistki Emmy Goldman, najważniejszą pracą tzw. feminizmu pierwszej fali. Autorka skrytykowała engelsowskie i freudowskie rozumienie zniewolenia kobiet, starając się sięgnąć głębiej w męsko-żeński system zależności.

W poszukiwaniu odpowiedzi, zdaniem de Beauvoir, należy sięgnąć do czegoś głębszego niż kobieca fizjologia, procesy ekonomiczne czy psychika kobiety — a mianowicie do dynamiki kobiecej świadomości. Kierunek wyznaczony przez nią kontynuuje duża część dzisiejszych feministek. Zdaniem de Beauvoir, kobieta i mężczyzna są istotami w pełni równymi pod względem biologicznym, a dopiero uwarunkowania społeczne kształtują „bycie kobietą”. Pojęcie „kobiecości” jest wytworem świadomości społecznej — zauważmy, że z dziwnych względów wyjątkowo jednomyślnej w różnych wysoko rozwiniętych kulturach na całym świecie — „jednostka nie rodzi się, lecz staje kobietą”.

Feminizm — jawny bądź ukryty kult męskości
Pojęcie „równości”, będące najważniejszym z dogmatów feminizmu, stanowi oś ideologii zarówno feminizmu politycznego czy emocjonalnego, jak też intelektualnego, wyznawanego przez de Beauvoir. „Nie ma różnicy pomiędzy kobietą a mężczyzną” — brzmi podstawowe hasło feminizmu trzeciej fali. Kobieta nie tylko może wykonywać czynności do tej pory zarezerwowane dla mężczyzn, co było postulatem feministek lat 60., ale pod względem reakcji biologiczno-psychicznych nie różni się od mężczyzn. Różnice zostały stworzone dopiero przez narzucone przez tradycję role społeczne.

Już w latach 70. feministki starały się dowieść niezbicie na gruncie psychosocjologii, że agresja kobiet nie różni się od agresji mężczyzn, a kobieta jest równie agresywnym stworzeniem co przedstawiciele „płci brzydkiej”. Badania niemieckiej feministki Christiane Schmerl dowodzą, wbrew współczesnym badaniom rozwoju funkcjonowania mózgu u dzieci obu płci, że dziewczynki, mające wyraźną przewagę ewolucyjną nad chłopcami, wykształcają bardziej wyrafinowane (wyżej stojące) metody słownej agresji (obmowę, upokarzanie, szyderstwo), a przy tym są bardziej agresywne niż skorzy do używania pięści chłopcy.

„Siostra” Schmerl ma bardzo proste wytłumaczenie naszych stereotypowych wyobrażeń na temat agresji: „Jeśli do dziś utrzymuje się wyobrażenie o silnie wykształconej agresji u mężczyzn, to jedynie dlatego, że przedfeministyczne badania agresji prowadzone były przede wszystkim przez mężczyzn i na mężczyznach”. Zdaniem amerykańskiej psycholog Ann Campbell, problem w odbiorze społecznym przemocy (proszę zwrócić uwagę na przeniesienie obiektu badania!) polega na tym, że mężczyźni odczytują agresję jako środek do uzyskania kontroli nad innymi, natomiast kobiety poprzez presję społeczną odczytują agresję jako chwilową utratę kontroli nad sobą.

Feministki zrobią wszystko, by udowodnić pełną równość płci. Schmerl pisze: „Instrumentalne używanie przemocy nie jest przewidziane dla roli, jaką odgrywają kobiety. Dziewczynki uczą się raczej, że jest ona wentylem, sposobem uporania się ze stresem, a dla kobiet oznacza utratę twarzy”. Na próżno poszukiwać u feministek przynajmniej teoretycznego rozważenia hipotezy o psychologicznym podłożu agresywnego odreagowywania stresu u kobiet, uzasadnionego z punktu widzenia współczesnych badań psychologii ewolucjonistycznej, którą feministki traktują co najmniej wrogo, ponieważ podważa wiarygodność feministycznych badań.

Prowadzone intensywne badania psychologicznego i fizjologicznego funkcjonowania człowieka jednoznacznie przekreślają „osiągnięcia naukowe” feministek. Feminizm jest ruchem na wskroś egalitarnym. W swoim deprecjonowaniu kobiecości feministki posuwają się na tyle daleko, że można postrzegać dużą część ideologii feministycznej jako jawny lub ukryty kult męskości.

Kobiecość wymyślili mężczyźni. Walczyć z tym!
Jacy są mężczyźni? W potocznym, feministycznym rozumieniu, mężczyźni są agresywnymi, kierującymi się płciowym popędem, w męskim znaczeniu „poligamicznymi” istotami, rządnymi władzy i dominacji. Ten obraz samca stworzył feminizm pierwszych dwóch fal, choć jest on obecny również w retoryce feminizmu współczesnego. Mężczyźni wyznaczyli kobiecie rolę „płci słabszej”, „płci pięknej”, która miała zaspokajać ich samczą próżność. Kulturowym tego efektem było wytworzenie się pojęcia „kobiecości”, wypaczającej biologiczny i psychiczny — równy mężczyznom — charakter kobiety.

W walce z „kobiecością” feministki zaatakowały dotychczasowe kanony estetyczne kultury europejskiej, podważyły tradycyjne role społeczne wyznaczane na podstawie płci, a nawet zanegowały wyznaczoną przez naturę rolę kobiety. Dotychczasowe wyobrażenia dotyczące kobiety, charakterystyczne dla naszego kręgu cywilizacyjnego, oparte na chrześcijaństwie, greckiej estetyce i rzymskim ładzie hierarchicznym, które stanowią podstawę sztuki europejskiej, zostały uznane za seksistowskie, czyli wyrażające szowinistyczne, męskie przekonania, ugruntowujące zależność kobiety od mężczyzny.

Feministki przystąpiły do produkowania nowej sztuki, tworzenia nowej „kultury gender” (oddzielającej biologiczność płci od kontekstu kulturowego, czyli „męskości” lub „kobiecości”). Przejawami takiej „sztucznej” tandety jest pornograficzna literatura Manueli Gretkowskiej, bluźnierstwa Doroty Nieznalskiej w Polsce lub orgiastyczny intelektualizm duńskiej pisarki Suzanny. Jednocześnie feministki kontestują wszelkie przejawy erotyzmu w sztuce europejskiej minionych epok, jako prezentujące „kobiecą sylwetkę”, odzwierciedlające „ideał pięknej kobiety” czy przedstawiające „męski punkt widzenia”.

Moda proponowana przez feministki powinna zrywać z dotychczasowymi wyobrażeniami o „kobiecości”. Jaki jest tego efekt? Proponowany ideał jest w istocie zakamuflowaną maskulinizacją. Unikanie obcisłych ubiorów uwypuklających kształty kobiety (feministki pierwszej fali odrzucały noszenie gorsetów i biustonoszy jako kajdan niewoli), aseksualność stroju, ma być drogą do odrzucenia kulturowego ideału kobiecości. W efekcie feminizm produkuje biologiczne kobiety z męską mentalnością, uformowaną według funkcjonującego wśród nich stereotypu samca.

Niezdobytym bastionem jest tylko katolickie kapłaństwo
Nie istnieją strefy pracy zawodowej zarezerwowane dla płci, twierdzą feministki. Nie istnieje również podział obowiązków w obrębie małżeństwa i rodziny. Wszystko jest efektem autorytarnej kultury białego człowieka. Feministki drugiej fali ruszyły do walki o wyegzekwowanie wprowadzonych prawnie po 1945 roku w większości krajów na całym świecie postulatów pierwszej fali. Uzyskały prawo do odbywania służby wojskowej, łącznie z najbardziej elitarnymi oddziałami wojskowymi na świecie. Uzyskały prawo do wykonywania zawodów niebezpiecznych i niezdrowych.

Kobiety zajęły się dyscyplinami sportu do tej pory uznanymi z przyczyn etyczno-estetycznych za zarezerwowane dla mężczyzn. Wszystko po to, aby nie tyle wykonywać te zawody (ich odsetek w dalszym ciągu jest śladowy), co udowodnić, że kobiety też mogą. Warto zauważyć, że dotyczy to wyłącznie zawodów cieszących się dużym prestiżem społecznym. Nikt nie słyszał jednak o kobietach pracujących w kopalniach, jako hydraulicy lub np. spawacze okrętowi w stoczniach. Do tej pory niezdobytym bastionem jest katolickie kapłaństwo.

Feministka, tak jak mężczyzna, musi być zdobywcą, musi się upodobnić do „samca”. Przekonanie o tym, że to mężczyźni (a nie natura!) wyznaczyli kobiecie konkretne obowiązki w obrębie rodziny, spowodowało deprecjonowanie przez nie macierzyństwa jak i samych obowiązków rodzinnych. Feministki nie zawahały się nazwać płciowości uzewnętrznianej przez małżonków „zalegalizowaną prostytucją”. Prof. Katharine MacKinnon nazwała feminizm ideologią występującą przeciwko „prostytucji, małżeństwu i seksualnemu poniżeniu kobiety”.

Obowiązki domowe feministki ukazywały jako czynności niższej rangi wobec obowiązków wypełnianych przez mężczyzn. „Jeśli kobieta twierdzi, że gotowanie sprawia jej przyjemność, to świadczy to tylko o tym, jak dalece pogodziła się ze swoim zniewoleniem” — napisała liderka feministek Joan Didion. Cytowana już wcześniej Betty Friedan stwierdziła, że „tak zwana kobieca troska o dom: mleko w dzbanku, płócienne serwetki przy talerzach i temu podobne bzdety — to w istocie wehikuł zniewolenia kobiet”.

Feministki w walce z własną kobiecością
Jednak przypisane kobiecie czynności można odrzucić. Zawsze można spisać, tak jak Alix Shulman, „kontrakt małżeński”, będący domową konstytucją opartą na małżeńskiej umowie społecznej, dzielącą równo obowiązki domowe pomiędzy męża i żonę. Co jednak zrobić z naturalnymi funkcjami ciała kobiety? Jak poradzić sobie z macierzyństwem?

Feministki jednoznacznie zaklasyfikowały macierzyństwo w obrębie rodziny jako ostateczny, najgorszy rodzaj zniewolenia, przykuwający kobietę do męża i domu. Seksualność mężczyzny jest pozbawiona konsekwencji — nie musi rodzić dzieci.

Dla Ann Crittenden urodzenie dziecka było jedną z najgorszych strat w życiu. „Decyzja o urodzeniu dziecka kosztowała mnie z grubsza 600 do 700 tysięcy dolarów, nie licząc luki na koncie w funduszu emerytalnym” — napisała bez ukrywania intencji. Wspomniana Joan Didion napisała: „Dzieci to wstrętne maszynki do trawienia pokarmów i brudzenia, pozbawiające kobiety ich wolności”. Feministki są głosicielkami wypaczonej męskiej wizji „seksualności bez konsekwencji” (takie podejście powoduje apoteozę miłości lesbijskiej rozpowszechnione wśród feministek). Z tego właśnie powodu występują przeciw naturze ciała kobiety, postulując walkę z „kobiecą dolegliwością”, czyli menstruacją.

Propagują używanie pigułek antykoncepcyjnych, dających wolność w sferze płciowości, są również zwolenniczkami aborcji bez ograniczeń. Do tego jednak, aby osiągnąć ten wymarzony przez feministki poziom wyzwolenia, kobieta musi się stać niezależna od narzuconych jej przez naturę ograniczeń — musi przestać obawiać się ciąży i wstydzić miesiączki. Musi stać się mężczyzną. Bo mężczyźni... są lepsi... Tako rzeczą feministki.

Bierzcie przykład ze zwierząt!
Feminizm radykalny jest ruchem występującym przeciwko naturze, przeciwko narzuconym przez nią ograniczeniom i regułom. Popiera i propaguje homoseksualizm, jako istotny składnik walki o równouprawnienie kobiet. Ale świat stworzony przez Boga jest celowy i uporządkowany. Wystąpienie przeciwko jakiemukolwiek prawu tej celowej „anarchotyranii” mści się stokrotnie... Negując swoją ludzką, uformowaną przez Boga naturę, feministki poszukują punktu odniesienia dla swojej argumentacji w świecie zwierząt. Zdaniem feministek „zwierzęcość” stanowi ideał, od którego, ze szkodą dla siebie, ludzie odeszli. Miejsce wspólnoty równych, jaką ich zdaniem tworzą stada zwierząt, zajęła autorytarna cywilizacja patriarchalna oparta na zniewoleniu kobiet, które opiera się na monogamii. Feministki są głosicielkami specyficznie pojmowanej poligamii kobiecej, która oddziela funkcje rozrodcze kobiety od podporządkowania mężczyźnie, jakie wedle ich poglądów występuje w małżeństwie i rodzinie. Pierwotny stan poligamii charakteryzował się pełną swobodą seksualną kobiet. Jednak, jak udowodniła nauka, stan taki nigdy w przeszłości nie istniał.

Feministki poszukują dziś swojej Arkadii już nie w odległej matriarchalnej przeszłości, ale w idealizowanym świecie zwierząt. Amerykańska umiarkowana feministka, antropolog Sarah Blaffer Hrdy, w książce Kobieta, która nigdy nie przeszła ewolucji, pisze: „Spośród naczelnych my, kobiety, obdarzone jesteśmy największą samoświadomością, ale mamy najmniej swobód. U innych naczelnych samice same dbają o swoje utrzymanie i rozmnażanie. Natomiast my, kobiety, jesteśmy pod tym względem zdane na męską pomoc. To wzmacnia pozycję mężczyzn”.

Zdaniem Hrdy, kobieta z natury, tak jak przytłaczająca większość ssaków, jest poligamiczna. Zmiana w obrębie zachowań nastąpiła jej zdaniem około 10 tys. lat temu, wraz z rewolucją neolityczną, czyli przejściem na osiadły tryb życia i wytworzeniem się struktury rodowej. Rzekome pozostałości tej poligamii są zauważalne w prymitywnych społecznościach dorzecza Amazonki.

Macierzyństwo jest końcem kariery
Donald Symons, przedstawiciel psychologii ewolucjonistycznej, obalił poglądy „siostry” Hrdy, udowadniając, że opisane przez nią przypadki „poligamii” mają w istocie charakter rytualnych gwałtów, a nie biologicznej taktyki rozrodczej. Od tego czasu Sarah Hrdy woli powoływać się na szympansy. Jej zdaniem kobieta nie jest obdarzona instynktownym pragnieniem posiadania dziecka, a wyrażenie „instynkt macierzyński” wywołuje u Hrdy zdecydowanie negatywną reakcję. Instynkt macierzyński jest wymysłem, ewentualnie dotyczy tak samo kobiety, jak mężczyzny, bo opiera się na wydzielaniu takiego samego hormonu — prolaktyny. Znacznie poważniejszą przyczyną posiadania potomstwa, wynikającą z obserwacji szympansów, jest zakodowana w kobiecie potrzeba fizycznego zbliżenia (zaspokojenia) z samcem.

Niejako statystycznie przypadkowo następuje zapłodnienie i potomstwo. Kobieta instynktownie poszukuje najlepszego samca, który gwarantuje przetrwanie jej potomstwa. Jeśli takiego znajduje, jest gotowa na zaakceptowanie monogamii. Natomiast w przypadku, gdy pojawia się niepewność bytu materialnego, sytuacja ulega diametralnej zmianie. W grę wchodzi strategia prokreacyjna, według której większa liczba potencjalnych ojców pomaga przetrwać potomstwu.

Do wszystkich tych „genialnych odkryć” Sarah Hrdy doszła obserwując przez długie miesiące szympansy. Na poparcie swoich tez przytacza „solidne” statystyki — w bogatych krajach, takich jak Szwajcaria, tylko mniej niż 1 proc. potomstwa pochodzi z pozamałżeńskich związków, natomiast w ubogich dzielnicach miast USA jedno dziecko na dziesięć nie pochodzi od mężczyzny, który uważa się za biologicznego ojca.

Chcemy być takie, jak małpy bonobo!
Jak łatwo zauważyć, ani poglądy amerykańskiej antropolog, ani przytaczane przez nią statystyki niczego nie udowadniają. Publicystka „New York Timesa” Maureen Dowd wzięła sobie jednak do serca ciężko wypracowane na afrykańskich sawannach „dowody” Sary Hrdy. „Gdyby tylko mężczyźni porzucili swoje głupie dążenie do panowania nad światem, byłby on o wiele przyjemniejszym miejscem do życia. Popatrzcie tylko na talibów, popatrzcie na Watykan... A teraz spójrzcie na społeczność małpek bonobo”.

Spoglądamy: bonobo górują, tak jak szympansy, nad ludźmi, ponieważ wśród nich „dominują samice. Jest to tylko lekka dominacja, a właściwie współrządzenie, na mniej lub bardziej równych zasadach”. Natalie Anger, która bynajmniej nie jest pracownicą ogrodu zoologicznego, a wziętą feminizującą publicystką amerykańską, nie ukrywa zachwytu nad bonobo: „Bonobo używają seksu do rozluźnienia, do umocnienia sojuszy...”.

Sprawa kobiecej płciowości jest osią feministycznej retoryki. Helene Cixous wzywa kobiety, by dały się kierować swemu własnemu libido. Tylko w ten sposób mogą wyzwolić się z narzuconych norm społecznych. „Ty decydujesz o swojej pozycji w przestrzeni zakazów lub przyjemności i rzeczywistości”. Seksualność w pojęciu radykalnych feministek jest metodą przeprowadzenia rewolucji. Stwarza ona świat rewolucji, a można ten stan osiągnąć wyłącznie poprzez odrzucenie tradycyjnej patriarchalnej etyki opartej na uświęconej religijnie monogamii. Wszak już Bachofen pisał, że Helena trojańska prowadzi swoją własną wojnę...

Feminizm niszczy cywilizację i chrześcijaństwo
Feminizm jest sztuczną ideologią stworzoną przez marksistów, nie tyle w celu obrony kobiet przed skutkami postępującej demokratyzacji i kapitalizacji życia, ale ze względu na wewnętrzne walki w łonie ruchu socjalistycznego, wobec których wymagana była totalna mobilizacja zwolenników. Hasło walki „o wyzwolenie kobiet” nie istnieje samodzielnie w oderwaniu od ogólnolewicowych sloganów o wyzwoleniu wszelkich ciemiężonych mniejszości — zostało wchłonięte przez lewacką retorykę, nieszczerą i pozbawioną głębszej refleksji.

Feminizm występuje radykalnie przeciwko chrześcijaństwu i podstawom cywilizacji grecko-rzymskiej, odwołując się często do „osiągnięć” prymitywnych społeczności pogańskich, czy mitycznych, nieistniejących nigdy kultur i wierzeń. Pogaństwo jest elementem stale występującym w feministycznej retoryce, w związku z czym feministki negują macierzyństwo, małżeństwo i rodzinę, pojmowaną w cywilizowany sposób. Ideologia feministyczna głosi ukryte hasła maskulinizacyjne, jest w istocie nienaturalnym kultem męskości, deprecjonującym pojęty fałszywie termin „kobiecości”. Feminizm ostatecznie neguje biologiczną naturę kobiety, opierając swoją retorykę na podkreślaniu animalistycznych aspektów fizyczności.

Ideologia ta, pomimo niekonsekwencji i sprzeczności, posiada poważne konsekwencje religijne. Jeśli zaklasyfikujemy mizoginię jako rodzaj męskiej choroby psychicznej, co czyni współczesna psychologia, to możemy uznać feminizm za poważny i rozpowszechniony rodzaj kobiecego schorzenia psychicznego, polegającego na odrzuceniu swojej natury i przeniesieniu obiektu nienawiści na pożądaną męskość. Le Bon miał rację. Feminizm, tak jak socjalizm, musi być leczony.

http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1901


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 18 sty 2014, 09:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31123
Walec genderowy pchany przez zdegenerowane środowiska lewicowe wjechał w tłum ludzkości i szaleje rozjeżdżając swoje ofiary.
Masakra jaką ma zamiar uczynić ta obłędna ideologia jest trudna w tej chwili do oszacowania. Mam nadzieję, że jako ludzkość pozbieramy się i podniesiemy się z tego sodomistycznego zdziczenia, i wrócimy do swoich ludzkich, i kulturowych korzeni. Że nie będzie po takiej lekcji obłędu już nigdy miejsca na ideologiczną anarchię i deptanie w jupiterach prawa ... ludzkiej godności.


Feminizm deprawuje

Obok tej wstrząsającej historii nikt nie może przejść obojętnie. W Argentynie, która pod rządami prezydent Cristiny Fernández de Kirchner tonie w ideologii gender, doszło do urzędowego okaleczenia dziecka.

Sześcioletniemu Manuelowi pod koniec września ubiegłego roku zmieniono dokument tożsamości. Z chłopczyka stał się dziewczynką, ponieważ matka uznała, że jej „córka, pomimo że ma męskie genitalia, od kiedy nauczyła się mówić, wyrażała się: ’ja dziewczynka, ja księżniczka’. Zawsze prosiła mnie o ubranka dla dziewczynek, spódniczki. Na początku myślałam, że jest to taka zabawa, ale zmieniłam zdanie po obejrzeniu na National Geographic programu o transseksualnym dziecku w Stanach Zjednoczonych. Wtedy zrozumiałam, że mam transseksualną córkę”. Do tak potwornego psychicznego okaleczenia dziecka doszło po raz pierwszy w świecie.

Genderprzemysł napędzany w Stanach Zjednoczonych i eksportowany do Kanady, Europy, Australii dokonał już wielu spustoszeń w umysłach ludzkich, co pociągnęło za sobą destruktywne działania społeczne na wielką skalę. Pranie mózgu metodą gender (realizacja programów równościowych), jakie przechodzą kobiety i mężczyźni zanurzani w ideologiczne nonsensy, przybierające coraz groźniejsze rozmiary deprawacji, prowadzi do takich tragedii jak historia Manuela.

Wraz ze wzrostem wprowadzania ideologii gender na obszary społeczno-polityczne wzrasta natężenie występowania innych niebezpiecznych zjawisk, jak legalizacja homoukładów, aborcji (w tym eugeniki i aborcji selektywnej), eutanazji czy zapłodnienia metodą in vitro. A wszystko w ramach programu równościowego. W Polsce przebiega to jeszcze w sposób umiarkowany, w porównaniu z Belgią, Francją, Wielką Brytanią czy RFN, ponieważ Polacy stanowczo i powszechnie reagują na ataki na nasze dzieci i rodzinę. Jednak opór będzie łamany, sprzeciw podmywany zachętą finansową, ośmieszaniem, szantażem, groźbami i karami.

Ideologia gender ingeruje w najdelikatniejsze obszary społeczne. Jej zadaniem jest zniszczenie naturalnej komórki społecznej, jaką jest rodzina składająca się z mamy, taty i dzieci. Promując homoukłady, feministyczne paradygmaty, dąży do deprawacji dzieci, które są bezbronne.

Chce zohydzić najważniejsze potrzeby człowieka, jakimi są założenie rodziny oraz posiadanie potomstwa. We wszystkich badaniach socjologicznych są to wszak priorytetowe wartości dla Polaków, co gryzie ideologów nowej lewicy. Dlatego ekstremiści mniejszości seksualnych, którzy nienawidzą tej naturalnej wspólnoty, bo sami cierpią w wyniku zaburzeń osobowości, seksualności, tożsamości, płciowości, atakują Kościół katolicki jako w tej chwili jedyną siłę, która nieugięcie broni normalności, promuje bezpieczny dla rozwoju Narodu status quo.

Zagłada kobiecości przebiega w myśl złotej zasady nieszczęśliwych feministek: „Wmówmy szczęśliwym kobietom, że są nieszczęśliwe”. Ideologia gender wykracza poza sferę badawczą, stając się narzędziem w dokonywaniu zmian społecznych. Odgórnie, za sprawą instytucji, którymi zarządza niebezpieczna mniejszość, czyli radykałowie ideologiczni.

Gender uderza przede wszystkim w kobietę, odziera ją z jej godności, jej naturalnych ról społecznych, determinowanych przez biologię i naturę. Kobiety mają ulec maskulinizacji, „odkobieceniu”, mainstreamowe media wmawiają im od rana do wieczora, że są „pokrzywdzone”, bo zostały skazane przez złych mężczyzn na wykonywanie roli matki czy żony. Najlepiej, by w ogóle zastąpiły mężczyzn, zrzucając z siebie narzucone przez układ patriarchalny ograniczenia. Kobiety wciela się więc do armii, szkoli do zabijania, sprawiania bólu, stosowania przemocy, kiedy ich powołaniem (naturalnym) jest dawanie życia, zapewnianie bezpieczeństwa duchowego, miłości, wygaszanie konfliktów i napięć.

Wrogiem klasowym był niegdyś burżuj i kapitalista-wilkołak, dzisiaj złem zwalczanym przez genderciotki jest mężczyzna. „Nowocześni” mężczyźni, w wyniku procesu przejmowania ich ról przez kobiety, niewieścieją, zaczynając od promowania relacji homo- seksualnych.

Z przesadnym wdziękiem pielęgnują swoje ciała, stroją się w modne ciuszki, wpatrują w modne żurnale, czytają podręczniki, jak się podobać samemu sobie, spędzają długie godziny w łazience na układaniu fryzur, oblewają dusznymi perfumami. Zamiast być ojcami, stają się ciociami, przyjaciółkami swoich dzieci, papciami-nianiami. A przecież w podtrzymywaniu ciepła tzw. ogniska domowego mężczyzna nigdy nie zastąpi kobiety.

Ponieważ zaś w rzeczywistości polskiej robienie kariery staje się celem samym w sobie, w tej strategii kobietę odciąga się od dzieci, aby ułatwić rozpad starego ładu, państwo pomaga małżonkom unikać domu, kontaktu z dziećmi, przekonując, że ono wychowa za rodziców dziecko, wyedukuje, odciąży od wszelkich obowiązków i w sposób najpełniejszy zastąpi powołanie matek i ojców. Tak powstaje państwo totalne.

Dr Tomasz M. Korczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/65668,f ... awuje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 22 lut 2014, 21:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/12/20 ... hiszpanii/

Bestseller o uległości kobiet doprowadza do szału feministki i polityków w Hiszpanii
Posted by Marucha w dniu 2013-12-20 (piątek)

Obrazek

Publikacja włoskiej dziennikarki głęboko wierzącej, matki czwórki dzieci, Costanzy Miriano przetłumaczona na j. polski pod znamiennym tytułem „Wyjdź za mąż i poddaj się. Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet” jest bestsellerem we Włoszech i w Hiszpanii. Książka, będąca kompilacją listów wysyłanych przez wiele lat przez autorkę do swojej koleżanki, inspirowana nauczaniem św. Pawła jest znienawidzona przez feministki i hiszpańskich polityków, którzy nie bacząc na śmieszność domagają się zakazu jej sprzedaży [!!! - admin].
Od kilku tygodni publikacja włoskiej autorki cieszy się niesłabnącym powodzeniem wśród włoskich i hiszpańskich czytelników. Miriano twierdzi, że przy pisaniu listów inspirowała się nauczaniem św. Pawła, podkreślającego potrzebę kobiecej uległości („Kobieta niechaj uczy się w cichości i z całym poddaniem”.)
Polskie wydawnictwo Esprit tak zachęca do jej przeczytania: „Poślubienie mężczyzny, który bez wątpienia należy do innego ‘gatunku’ i życie z nim, to poważne przedsięwzięcie. A jednocześnie… cudowna przygoda. To wyzwanie zmuszające do prawdziwego zaangażowania, rzucenia wszystkiego na jedną szalę, przyjęcia nowego życia. Takiemu wyzwaniu można sprostać tylko wtedy, gdy każdy spełnia się w swojej roli. Mężczyzna jest w rodzinie wcieleniem przewodnika, zasad, autorytetu. Kobieta powinna z radością przyjąć rolę tej, która pomaga i która przyjmuje, otacza opieką. To do kobiet należy – jest to wpisane w ich naturę – przyjęcie życia i pomaganie najbliższym, każdego dnia. Także wtedy, kiedy pokój dzieci po popołudniowych zabawach wygląda tak, że ma się ochotę walić głową w ich biurko…W tym zbiorze oryginalnych, błyskotliwych, ironicznych i rozśmieszających do łez listów Costanza Miriano pisze o miłości, małżeństwie i rodzinie. Żartobliwy styl, którym się posługuje, może przekonać i skłonić do przemyśleń nawet najbardziej opornych. Kiedy kobieta poddaje się nie po to, by zostać zdeptaną, ale by przyjmować innych, wskazuje drogę mężczyźnie i całej rodzinie. Kobieta wyprzedza mężczyznę, ponieważ on potrzebuje, by go przyjęła. Z taką kobietą – kobietą, która jest wierna, która nie jest rywalką, nie chce przejmować nad wszystkim kontroli i dominować, ale która nie pozuje na słabą kobietkę – mężczyzna może być płodny w szerokim tego słowa znaczeniu”.
W publikacji Miriano znajdziemy m.in. taki fragment: „To prawda, że nie jesteś jeszcze doświadczoną kucharką ani doskonałą gospodynią. W czym problem, jeśli on tak mówi? Przyznaj, że to prawda i że chcesz się uczyć. Widząc twoją słodycz i pokorę, twój wysiłek, aby to zmienić, on też zacznie się zmieniać”.
Książka z oczywistych względów wywołała furię hiszpańskich feministek, które demonstracyjnie drą ją na strzępy. Samozwańcze „obrończynie praw kobiet” uważają, że „promuje ona przemoc wobec kobiet” i podają za przykład cytat zaczerpnięty z publikacji o tym, iż „kobiety są upokarzane dla większego dobra”.
Książka na rynku hiszpańskim została wydana przez arcybiskupa Grenady, ks. Francisco Javiera Martineza. Zdaniem duchownego „jest ona bardzo intersująca z chrześcijańskiego punktu widzenia”.
Niektórzy czytelnicy uważają, że publikacja jest „rewolucyjna” i „odzwierciedla szczerą, optymistyczną wizję związku małżeńskiego uważanego dziś za wyjątkowo śmiałe wyzwanie”. Ktoś napisał, że publikacja jest „pełna humoru i zdrowego rozsądku”.
Inni są wściekli. Kobiety z grupy Anonymous w nagraniu udostępnionym na You Tubie napisały, że „mają dość Kościoła, który postrzega kobiety jedynie jako obiekty zaspokajania potrzeb mężczyzn i do celów reprodukcyjnych”.
Politycy hiszpańscy nie bacząc na podziały przemawiają jednym głosem. Minister zdrowia Ana Mato domaga się wycofania publikacji ze sprzedaży [sic!!! - admin]. – Myślę, że to jest niewłaściwe i brak w tym szacunku dla kobiet – mówiła o publikacji ostatnio. W podobnym tonie wypowiedział się minister ds. równości z rządzącej Partii Ludowej.
Arcybiskup Martinez nie przejmuje się żądaniami polityków. Stwierdził ostatnio, że to „śmieszne co oni mówią”. Dodał, iż są „hipokrytami”. Zwrócił uwagę na fakt, iż „aborcja jest bardziej ekstremalnym aktem przemocy wobec kobiet, niż treść książki”.

Źródło: thedailybeast.com, canada.com, esprit.com, AS

http://www.pch24.pl/bestseller-o-uleglo ... 937,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 08 mar 2014, 17:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/03/08 ... a-8-marca/

Trafna uwaga - feministki uważają kobiety za gorsze od mężczyzn i walczą o to, by kobiety miały prawo być mężczyznami.

Kopia artykułu:

Wróg ludu, o kobietach na 8 marca
Posted by Marucha w dniu 2014-03-08 (sobota)

Obrazek

Pewien czas temu zaczytywałam się w XVI-wiecznym dziele Henryka Korneliusza Agryppy „O ślachetności a zacności płci niewieściej”. Strona po stronie autor dowodził w nim wyższości kobiet nad mężczyznami, poczynając już od stworzenia świata: wszak Adam został ulepiony z gliny, a jego żona powstała z o wiele szlachetniejszego materiału.
I choć argumenty Agryppy były miejscami absurdalne, do dziś nie mogę przeboleć, że nie one legły u podstaw filozoficznych tak zwanego ruchu wyzwolenia kobiet.
Moim zdaniem feminizm jest bowiem z założenia wrogiem kobiet, a jego fundamentem jest głęboka pogarda dla płci pięknej i wszystkiego, co kobiece. Przekonanie, że tradycyjnie pojmowana „męskość” jest czymś lepszym i związana z tym zawiść sprawiają, że „bojowniczki o prawa kobiet” faktycznie walczą o prawo kobiet do bycia mężczyznami. Wmawiają przy tym sobie i całemu światu, że macierzyństwo upośledza, że zajmowanie się domem jest czymś gorszym niż prowadzenie biura, że rodzenie dzieci upokarza, podczas gdy walka na froncie wojennym uszlachetnia.
Oczywiście takie ujęcie sprawy może wręcz pochlebiać przynajmniej części mężczyzn, w związku z czym kobiety spełniające się w tradycyjnych rolach zostają pozbawione obrońców ich czci, honoru i wartości. Z jednej strony są atakowane przez tak zwane środowiska kobiece, czy też szerzej – postępowe, a z drugiej – deprecjonowane przez pogardliwe określenia typu „kura domowa”, jakże często wypowiadane również przez mężczyzn o poglądach konserwatywnych.
Feminizm jest pochodną rewolucji i dzieckiem marksizmu, a kobieta i rodzina w swych tradycyjnych rolach to współcześni „wrogowie ludu”. I tak samo, jak w PRL wycierano sobie usta troską o „klasę robotniczą”, tak teraz rozmaite organizacje walczą „w obronie kobiet”. Niestety ich propagandowa siła rażenia wydaje się być o wiele większa.
Jeśli jednak zastanowimy się głębiej, jak taka obrona wygląda, to można co najwyżej łapać się za głowę. Czy powszechnie lansowane prawo do aborcji i dostęp do refundowanej atykoncepcji nie sprowadza przypadkiem kobiet do obiektów seksualnych, z którymi można się zabawić bez żadnych konsekwencji, w dodatku za darmo? Czy „prawo do własnego brzucha” nie zdejmuje z mężczyzn odpowiedzialności za ich potencjalne potomstwo? Czy tak umiłowane przez feministki parytety nie upokarzają tych pań, które rzeczywiście chcą i potrafią odnosić sukcesy na przykład w polityce, równoczeście promując miernoty? Czy prawo do robienia kariery nie jest przypadkiem uciążliwym obowiązkiem dla wielu żon i matek, których mężowie nie są w stanie zapewnić bytu materialnego swojej rodzinie?
8 marca feministki jak zwykle zawładną przestrzenią publiczną, organizując swoje doroczne demonstracje i wznosząc rewolucyjne hasła.
Jako kobietę, żonę i matkę, hasła te osobiście mnie upokarzają. Sugerują bowiem, że praca, jaką wkładam w prowadzenie domu i wychowanie dzieci jest nic niewarta, że dla dobra ludzkości powinnam się faszerować chemią i prowadzić jak panienka lekkich obyczajów, że nie jestem w stanie samodzielnie wybić się na polu polityki czy biznesu, jeśli taka mnie najdzie fantazja. Dlatego za wszelkiej maści „manify” dziekuję bardzo.

Autor: Zuzanna Simon

http://prawica.net/37596


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 16 mar 2014, 12:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 07 maja 2014, 21:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2014/03/08/ma ... do-kobiet/

Marian Piłka: Nienawiść do kobiet
8 MAR 2014 O 12:21

Obrazek
Marian Piłka, Wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej. Fot. FB


Wbrew powszechnej opinii, że feministki nienawidzą mężczyzn, w rzeczywistości nienawidzą one przede wszystkim kobiet, które pragną mieć udane życie rodzinne, męża, dzieci i wnuki. Są one celem feministycznego ataku za swój „konserwatyzm”, a zwłaszcza za oddanie własnej rodzinie. Rodzina zaś, w której widzą one warunek swojego szczęścia, traktowana jest jak jarzmo, przeciwko któremu prowadzona jest feministyczna krucjata.
Feministki nie dzielą ludzi na proletariat i burżuazję, tak jak to robi tradycyjna dialektyka marksistowsko-leninowska, feministki dzielą ludzi na dominujących mężczyzn oraz zniewolone kobiety i wzywają do ich wyzwolenia z męskiej dominacji ucieleśniającej się w rodzinie. To echo marksistowskiej dialektyki, która rozwój społeczny widzi nie we współpracy społecznej czy twórczości, ale w konflikcie, agresji i nierozłącznej z nią nienawiści. Mechanizm walki klasowej został zastąpiony mechanizmem walki płci, walki z całym arsenałem agresji, nienawiści i obelg. Polskie feministki to przede wszystkim weteranki ruchu komunistycznego i ich postkomunistyczne towarzyszki, doświadczone w walce z wszelkimi strukturami społecznymi.

Fałsz feministycznej ideologii
wynika z fałszywej koncepcji osoby ludzkiej. Feminizm widzi kobietę jako wyabstrahowaną jednostkę, zniewoloną przez warunki społeczne ucieleśnione w płci męskiej. Tymczasem człowiek nie jest wyabstrahowaną jednostką, ponieważ Bóg stworzył go jako kobietę i mężczyznę. Ze swej natury człowiek nie jest istotą samowystarczalną, i to zarówno w płaszczyźnie biologicznej, jak i społecznej, kulturowej, psychicznej, ekonomicznej i moralnej. Każdy człowiek w swym istnieniu skazany jest na innego człowieka i na innych ludzi. Bez rodziny, bez społeczeństwa nie może on istnieć. Dlatego tak ważne jest, aby wszystkie struktury społeczne, w których człowiek żyje, funkcjonowały sprawnie, ponieważ od tego zależy jego rozwój osobowy. Najważniejszą, choć nie jedyną, taką strukturą jest rodzina: miejsce narodzin każdego z nas, wychowania, poznania języka i ojczystej kultury, pierwsze miejsce społecznej i kulturowej socjalizacji. Bez rodziny człowiek nie może się narodzić i bez rodziny nie może prawidłowo się rozwijać. Rodzina jest niszą, w której on żyje, ale jest także ochroną ludzkiej godności i rozwoju. Niewystarczalność osoby ludzkiej niejako „skazuje” zarówno mężczyzn, jak i kobiety na rodzinę. To właśnie w niej i kobieta, i mężczyzna odkrywają sens swego istnienia i potwierdzają swoją kobiecą i męską tożsamość. Rodzina jest niezbędnym warunkiem zrealizowania się zarówno kobiety, jak i mężczyzny – właśnie jako kobiety i mężczyzny. Tej tezy nie unieważnia celibat osób konsekrowanych, który wprowadza do ludzkiego powołania porządek nadprzyrodzony.
Natomiast marksistowskie podglebie feminizmu widzi w rodzinie przede wszystkim jarzmo współczesnej kobiety. Stąd różnorakie postulaty feministyczne, które są wymierzone w rodzinę, w rolę matki, żony i babci. Role, od których zależy samospełnienie się i szczęście każdej kobiety, role, które traktowane są jako zagrożenia „równoprawnego statutu kobiet i mężczyzn”. Feminizm przede wszystkim kwestionuje nierozerwalność małżeństwa. Wzywa do wyswobodzenia się z więzów małżeńskich w każdym przypadku, gdy pojawiają się rodzinne problemy, nie zważając na fakt, że ofiarą rozwodów są nie tylko dzieci zagrożone w swym osobowym, psychicznym i emocjonalnym rozwoju, ale także same kobiety. W takiej sytuacji to na kobietę najczęściej spada ciężar wychowania dzieci oraz wysiłek zapewnienia sobie i im ekonomicznej egzystencji. Rozwód w znacznie większym zakresie uderza w kobietę niż w mężczyznę, którego często zwalnia się z odpowiedzialności za rodzinę. Rozwód to przede wszystkim przywilej dla nieodpowiedzialnych mężczyzn, a nie prawo kobiety. Bo to „prawo” niszczy przede wszystkim ją samą. Pomimo empirycznego materiału ukazującego tragedię porzuconych żon feminizm wzywa same kobiety do działań rozbijających rodzinę, które w konsekwencji prowadzą do ludzkiego nieszczęścia. Podobnie jak inne postulaty ten także prowadzi kobiety na manowce.

Zabijanie dzieci poczętych
Następna kwestia to traktowanie zabijania dzieci poczętych jako „prawa kobiety”. Należy podkreślić, że kobieta realizuje się przede wszystkim w macierzyństwie, które jest dla niej wielkim powołaniem i szczęściem. Jeśli z przyczyn zdrowotnych nie może mieć dzieci, przeżywa ten brak macierzyństwa jako wielką tragedię. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że jej samorealizacja w macierzyństwie jest fundamentalnym warunkiem realizacji własnej kobiecości. Kobiety, które nie przeżyły macierzyństwa, czują się niezrealizowane jako kobiety. I to poczucie jest głęboko osadzone nie tylko w jej naturze psychicznej, ale i biologicznej.
Wezwanie do zabicia własnego dziecka przez feministki, to wezwanie do okaleczenia siebie jako kobiety. Jest to okaleczenie i degradacja własnej kobiecości. Można powiedzieć, że przestaje ona wtedy być kobietą. I sądzę, że jest to zasadniczy rys feminizmu. Pozbawia on kobiety kobiecości, ale tym samym degraduje je w ich ludzkiej godności. Nie można bowiem zrobić kobiecie większej krzywdy, niż skłonić ją do zabicia własnego dziecka. Ta degradacja ludzkiej godności w takich przypadkach przejawia się w różnorakich skutkach zdrowotnych (liczne schorzenia nowotworowe), ale przede wszystkim psychicznych, takich jak stany lękowe, psychozy, nerwice, a wreszcie nienawiść do tych, którzy nie doznali takiej tragedii. Dlatego też w celu samousprawiedliwienia się wiele kobiet, które uśmierciło własne dziecko, angażuje się w kampanie propagujące zabijanie dzieci poczętych i w ruch feministyczny. Poprzez upowszechnianie dzieciobójstwa dzieci poczętych, próbują przekonać same siebie, że są normalne, że dzieciobójstwo to powszechna norma i one zachowują się tak jak wszystkie inne kobiety. Agresja przeciwko dzieciom poczętym i kobietom w stanie błogosławionym pod pretekstem „życzliwej rady” zabicia dziecka jako rozwiązania problemu obrazuje zakres psychopatii tych kobiet. Kobietom, które zabiły własne dziecko, można współczuć, ale te, które chcą, aby inne postępowały tak samo, zasługują tylko na uczucie żałosnej litości.

Kariera i awans społeczny
Celem tzw. wyzwolenia kobiet ma być ich kariera i awans społeczny. W ich imię mają poświęcić rolę żony i matki. I wiele, niestety, poświęca. Ale kariera, podobnie jak pieniądze, tylko do pewnego stopnia daje zadowolenie. Później pozostaje pustka, zgorzknienie, uczucie niespełnienia, zazdrość wobec tych kobiet, które mają rodziny, i często nienawiść do nich. Aby zasłonić to narastające poczucie pustki, feministki próbują wydłużyć wiek emerytalny, tak aby praca zawodowa je zagłuszyła. I za nic mają odczucia zdecydowanej większości kobiet, które nie chcą później przechodzić na emeryturę.
Wypełnianie roli żony i matki nie musi stać w sprzeczności z karierą zawodową. Po odchowaniu dzieci kobiety mogą realizować się zawodowo i społecznie. I wiele tak robi. Uderzające jest to, że np. w amerykańskim Senacie i Kongresie jest tak wiele kobiet matek, które mają czworo lub pięcioro dzieci. Tym kobietom nie przeszkodziła własna rodzina i macierzyństwo. Nie trzeba walczyć ani z mężczyznami, ani z rolą matki i żony, żeby sprawdzić się w roli zawodowej i społecznej.
W pewnym sensie mężczyzna jest skazany na kobietę, a kobieta na mężczyznę, i tę solidarność feminizm próbuje zakwestionować poprzez stworzenie nowego powołania dla kobiet. Ale to powołanie jest próbą wyprowadzenia kobiet na manowce, jest ich unieszczęśliwianiem. W rzeczywistości marksistowska dialektyka nienawiści do grup społecznych prowadzi feministki przede wszystkim do nienawiści wobec kobiet. I to nienawiść do własnej płci jest istotą feminizmu.

Marian Piłka
historyk, wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej

Źródło: http://prawicarzeczypospolitej.org/aktu ... pokaz,1333 , 08-03-2014

POLISH CLUB ONLINE, 2014.03.08


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 29 maja 2014, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31123
Kobiety, do których feministki się nie przyznają

Dr Tomasz M. Korczyński

Na początku maja br. przez dwa dni ok. 9 tys. feministek na tak zwanym Kongresie Kobiet obradowało nad trudnym losem płci pięknej w Polsce. Zebrane panie, z prezydentową na czele i niemal jedynym panem, premierem Tuskiem (który notabene został przez feministki wygwizdany), słowem nie wspomniały o prawdziwych bohaterkach, jakimi są prześladowane chrześcijanki w ponad 50 krajach na świecie.

Trafnie zauważył ks. bp Antoni Dydycz w „Naszym Dzienniku”, że na tym kongresie zabrakło pełnej reprezentacji kobiet. Na przykład nikt „nie zabrał głosu w obronie kobiety, która od dwóch lat przebywa w więzieniu w Kanadzie – Mary Wagner, mającej 38 lat. Jej rzekomą winą ma być to, że broniła życia”.

Kanada
Mary Wagner, więźniarka sumienia, jest moją osobistą bohaterką. Ta katoliczka z Kanady od wielu lat angażuje się w obronę dzieci w prenatalnej fazie życia. Wagner zapowiedziała, że po wyjściu na wolność w dalszym ciągu będzie uczestniczyć w kampaniach pro-life. W Kanadzie można bezkarnie mordować dzieci nienarodzone, ale nie można ich bronić. „Zbrodnia” Mary Wagner, za którą poszła do więzienia, polegała na demonstrowaniu przez nią swoich poglądów wynikających z głębokiej wiary i nakazu sumienia. Modlitwa na różańcu też nie spodobała się sądowi, a prowadzone rozmowy z wchodzącymi do placówki aborcyjnej kobietami, które miały na celu odwieść je od zamiaru zabicia swoich dzieci, zostały zdefiniowane jako narażanie „pacjentek” na dodatkowy stres.

Pakistan
Asia Bibi (właściwie: Asii Noreen) ma 43 lata, pochodzi z wioski Ittanwali i jest kolejnym katolickim więźniem sumienia. Jest żoną 50-letniego Ashiqa Masiha i matką pięciorga dzieci. W ich wiosce żyje ok. 1,5 tys. rodzin, z czego tylko trzy wyznają Jezusa Chrystusa. Muzułmanki z jej miejscowości wielokrotnie naciskały na Asię, aby przeszła na islam. 19 czerwca 2009 roku w trakcie ożywionej dyskusji Asia opowiedziała im treść Ewangelii, podkreślając, że Jezus Chrystus umarł za nasze grzechy, a następnie zmartwychwstał, czego nie uczynił Mahomet. Po tej wypowiedzi została pobita przez muzułmanki, a potem uwięziona. Z głośników meczetu zapowiadano, że chrześcijanka za karę zostanie przewieziona przez wioskę na ośle (to częsta kara dla niewiernych w świecie islamu). Chrześcijanie poinformowali o pogróżkach policję, która zabrała Asię do aresztu, zanim dokonano samosądu. Nalegali też, aby policja zrezygnowała z oskarżenia jej o bluźnierstwo, ale urzędnicy zapowiedzieli, że muszą to uczynić, gdyż są naciskani przez islamskich przywódców.

7 listopada 2010 roku, po trwającym ponad szesnaście miesięcy procesie, Asia Bibi została pierwszą kobietą skazaną w Pakistanie na karę śmierci za rzekome bluźnierstwo przeciwko Mahometowi. Nałożono na nią także grzywnę w wysokości (w przeliczeniu na złotówki) ok. 3160 zł, co odpowiada dwuipółrocznym zarobkom robotnika w Pakistanie. Dla Asii Bibi i jej bliskich, którzy liczyli na szybki powrót do domu z więzienia żony i matki, wyrok ten jest szokujący i druzgocący. Do dziś dzielna katoliczka przebywa w celi śmierci. Nie wyparła się Jezusa, o co zabiegają urzędnicy. Nawet jeśli wyjdzie na wolność, ułaskawiona przez prezydenta (który się do tego nie pali) albo Sąd Najwyższy, to i tak duchowni islamscy i fanatycy wydali już na nią wyrok. Aby przeżyć, musiałaby uciec z kraju razem ze swoją liczną rodziną, podobnie jak uczyniła to 14-letnia i niepełnosprawna dziewczynka, Rimsha Masih, oskarżona w wyniku prowokacji o podobne „przestępstwo”.

Nigeria i Sudan
Uprowadzone przez islamskich terrorystów z Boko Haram nigeryjskie chrześcijanki cały czas przebywają w rękach porywaczy. Ponad dwieście nieletnich uczennic porwanych w połowie kwietnia br. z miejscowości Chibok należało do różnych wspólnot chrześcijańskich. Zostały porwane ze względu na swoją religię. Terroryści zapowiedzieli, że zostaną sprzedane jako niewolnice, inne oddane za żony muzułmanom. Matki dziewczynek przeżywają głęboką rozpacz. Pamiętajmy o nich.

Nie zapominajmy także o Meriam Yahia Ibrahim z Republiki Sudanu. Ta 27-letnia chrześcijanka aresztowana w Chartumie w lutym br., mimo że spodziewała się drugiego dziecka, została skazana na śmierć przez powieszenie za wiarę w Chrystusa. Jej ojciec jest muzułmaninem, co dla rządu i sądu jest wystarczającym powodem do zamordowania Ibrahim. Egzekucja ma zostać wykonana, gdy drugie dziecko Ibrahim, które urodziło się we wtorek, skończy dwa lata. Ale wcześniej, po jego urodzeniu, kobieta otrzyma jeszcze sto batów za „cudzołóstwo”, ponieważ wzięła ślub z chrześcijaninem. Muzułmanki nie mogą bowiem w Sudanie wychodzić za mąż za chrześcijan. Meriam przebywa w więzieniu od lutego br. Jest bita niemal codziennie. Jej 20-miesięczny synek Martin przebywa także w więzieniu, ponieważ oficjalnie jego ojciec nie może się nim zajmować. To zabronione, podobnie jak konwersja z islamu na chrześcijaństwo. Mąż Meriam, Daniel Wani, który jest chrześcijaninem z Sudanu Południowego, powiedział, że jego żona nigdy nie była muzułmanką, została wychowana przez samotną matkę, Etiopkę, i pomimo ucisku jest bardzo dzielna. Kiedy sędzia zapytał Meriam, czy wyrzeka się wiary i powraca do islamu, ta odważna kobieta odpowiedziała: „Jestem chrześcijanką i nigdy nie popełniłam apostazji”.

Korea Północna i Erytrea
Szkoda też, że feministki nie wspomniały o eksterminacji kobiet w obozach zagłady w Korei Północnej. Takie przypadki, jak ten chrześcijanki Hea Woo, która z powodu swojej wiary została zesłana do kolonii karnej, są codziennością wyznawców Chrystusa. Hea Woo w więzieniu spotykała się potajemnie z innymi chrześcijankami w toalecie, żeby się modlić, a wersetami z Pisma Świętego, które znała na pamięć, dzieliła się ze swoimi współwięźniarkami.

W 2009 roku odbyła się publiczna egzekucja chrześcijanki Ri Hion Ok, skazanej na karę śmierci za rozpowszechnianie Biblii. 33-letnia Ri została zamordowana 16 czerwca w mieście Riongczon na północnym zachodzie kraju, niedaleko granicy z Chinami. Dzień po wykonaniu wyroku na Ri jej rodzice, mąż i troje dzieci zostało wysłanych do obozu w mieście Heriong na północnym wschodzie Korei Północnej.

Pod koniec ubiegłego roku w Erytrei 30-letnia chrześcijanka Wehazit Berhane Debesai zmarła w więzieniu w miejscowości Adi Quala. Przez długi rok kobieta znosiła ciężkie więzienne warunki, po czym zmarła z wycieńczenia. W więzieniu znalazła się w wyniku łapanki, jaką zorganizował reżim Afewerki’ego poszukujący ukrytych wierzących. Wehazit nie wyrzekła się swojej wiary w Jezusa Chrystusa, przez co została pozbawiona koniecznej pomocy medycznej. Erytrejska chrześcijanka Helen Berhane, która spędziła w więzieniu ponad dwa i pół roku, a także przeżyła piekło pobytu w kontenerach okrętowych, powiedziała: „Myślę, że więzienie jest gorsze niż kara śmierci. Zabicie nas byłoby przejawem życzliwości. Więzienie jest niczym śmierć za życia. A nawet gorzej, jest śmiercią godności, nadziei i marzeń”.

Mógłbym napisać jeszcze o innych kobietach: z Arabii Saudyjskiej, Iranu, Egiptu, Iraku, Chin, Wietnamu, Kolumbii, Somalii, Indii czy Bhutanu, które potrzebują wsparcia, także tego symbolicznego. Na ich jęk, płacz i ból świat rzadko dziś reaguje.

Te prawdziwe bohaterki, o których walczące feministki z Kongresu Kobiet zapewne nic nawet nie wiedzą, gdyż są bardzo zajęte ratowaniem siebie z okowów męskich represji, dla nas są wyzwaniem i wzorem jako kobiety, które przechodząc próbę wiary, ukochały bardziej Boga i bliźnich niż siebie. Tym samym podsumuję ten artykuł słowami zacytowanego na wstępie ks. bp. Antoniego Dydycza, który stwierdził, że tzw. Kongres Kobiet ograniczał się wyłącznie i jedynie do kobiet o takich samych poglądach, i nie było na nim nie tylko miłości, ale nawet tolerancji. Przeciwnie, kongres wskazywał, że kobietami są jedynie te, które podzielają poglądy feministek. Jako chrześcijanie wiemy jednak, że prawda obroni się sama i nie potrzebuje do tego feministycznego poparcia Kongresu Kobiet. Nie zważając też na wrogów Kościoła, Boga i chrześcijaństwa, jako chrześcijanie mamy obowiązek modlić się za prześladowanych wyznawców Chrystusa i pomagać im.

Autor jest socjologiem, publicystą, ekspertem ds. zjawiska prześladowań chrześcijan.

http://www.naszdziennik.pl/wp/78628,kob ... znaja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 02 sie 2014, 10:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/lifestyle/207445-fe ... jnowsze%29

Feministki koniecznie chcą wyzwolić kobiety z dotychczasowego ciemnogrodu - tylko dom, rodzina, dzieci. Co to za życie. Po prostu kobieta niewolnicą mężczyzny. Za to po wyzwoleniu kobieta nie będzie się ograniczać do jednego jedynego - będzie brać każdego. Wolna od ograniczeń będzie bić rekordy seksualne, po kilkuset chłopa na dzień, albo i jeszcze więcej. Im więcej, tym bardziej wolna. Bo wedle feministek kobieta będzie wtedy wolna od męskiej dominacji, gdy stanie się jedynie seksualną maszynką dla mężczyzn.

Kopia artykułu:

Feministki biorą się za kręcenie filmów porno. Czy będą z nich korzystać w szkołach?
opublikowano: 31 lipca 2014, 18:50 · aktualizacja: 1 sierpnia 2014, 18:17

Czołowe feministki z „Fundacji Feminoteka”, a jednocześnie propagatorki obowiązkowej edukacji seksualnej w polskich placówkach, w wolnym od zawłaszczania szkół i przedszkoli czasie, zajmują się zbiórką pieniędzy na nowe przedsięwzięcie. Zamierzają „odczarować porno”.
Okazuje się, że bojowniczki o gender „rajcuje” nie tylko wychowywanie cudzych dzieci. Mają też inne zainteresowania. Tym razem panie postanowiły „odczarować porno”. Na profilu „Feminoteki” na Facebooku zachęcają swoich sympatyków do szczodrości i uiszczania wpłat, które zostaną przeznaczone na przetłumaczenie książki Eriki Lust „Jak nakręcić porno?” oraz na publikację polskiego e-booka, z którego można będzie bezpłatnie i do woli korzystać. Aktywistki zauważyły bowiem, że polskie porno jest zbyt toporne, głupie i tandetne, a przez to stanowi „wątpliwą przyjemność”. No i oczywiście postanowiły temu zaradzić.
Porno stanowi jeden ze sposobów opowiadania o naszej seksualności i dlatego warto samemu złapać za kamerę, by nieco wpłynąć na kształt tego gatunku
— tłumaczą właścicielki portalu „Feminoteka”.
Dalej reklamują autorkę książki, Erikę Lust i przekonują, że tak samo jak ona uważają, że „pornografia stanowi część kultury w której żyjemy”. A co w samej książce?
Jej autorka dzieli się z nami mnóstwem praktycznych porad i wskazówek będących owocem 10-letniego doświadczenia w kręceniu filmów dla dorosłych. Erika pokazuje jak kręcić podniecające, fajne, różnorodne filmy o zabarwieniu erotycznym
— piszą feministki, chwaląc Lust - pionierkę pornografii alternatywnej.
Zachęcamy do udziału w zbiórce. Dla osób wspierających projekt przygotowano liczne nagrody
— namawiają swoich sympatyków.
A co znajduje się na liście nagród? Oprócz zniżek w „queer sex shop” można wygrać książki. I tu znajdziemy pozycje takie jak „Związki miłosne między kobietami”, „Boskie przyrodzenie. Historia penisa” czy „Krótka historia waginy”. W puli nagród znajdziemy też filmy porno Eriki Lust, album męskich aktów „Eros”, pornograficzne komiksy i gadżety erotyczne. Z kolei na stronie odpowiedzialnej na zbiórkę datków możemy doczytać inne ciekawe informacje na temat książki i samej akcji. Otóż książka Lust okazuje się być dokładną instrukcją kręcenia porno. Porusza wszystkie aspekty z tym związane, od napisania erotycznego scenariusza, przez casting, finansowanie, po zgłaszanie filmów do festiwali i cyfrową dystrybucję. Czemu służy feministyczna akcja „odczarowywania porno”?
Amatorskie porno można uznać za formę sprzeciwu wobec represyjnych norm społecznych
— czytamy na portalu „Polak potrafi.pl”.
A dalej widnieje jeszcze głębsze przesłanie, mianowicie, że nieprofesjonalna pornografia charakteryzuje się między innymi wiarygodniejszym przedstawieniem seksu i prezentowaniem podczas niego ludzi w bardzo rozmaitym wieku.
Generalnie można by uznać, że seksualność i fantazja tych pań to wyłącznie ich sprawa, że mogą we własnym domu kręcić porno, a nawet robić sobie z niego na prywatnych zlotach aktywistek maratony filmowe. Niestety pozostaje jeden szkopuł - te zafascynowane pornografią feministki to te same bojowniczki o gender, które próbują na wszelkie sposoby przeniknąć z własnym programem do placówek edukacyjnych. To te same osoby, które zamierzają uświadamiać seksualnie dzieci w przedszkolach i szkołach. Istnieje zatem obawa, że owe panie zaczną swoje zainteresowania przerzucać na dzieci, a amatorskie filmy posłużą jako materiały dydaktyczne.

autor: wSumie.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 28 maja 2015, 13:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.myslkonserwatywna.pl/galeria ... sterton-7/



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 16 sty 2016, 09:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 20 sty 2016, 10:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.autonom.pl/?p=14694

Chorwackie feministki zaniepokojone ministerstwem rodziny i demografii
dodano dnia: 2016-01-19

Obrazek

Aktywistki chorwackich organizacji feministycznych są zaniepokojone planami nowej koalicji rządowej. W jej ramach ma powstać bowiem nowe ministerstwo rodziny i demografii, a kandydatem na jego szefa jest były działacz nacjonalistów.
Tomislav Karamarko, lider największej partii parlamentarnej czyli Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej (HDZ), poinformował w niedzielę, że wraz z partią MOST rozmawia on na temat utworzenia nowego resortu, roboczo nazwanego ministerstwem rodziny i demografii. Na jego czele miałby stanąć Stjepan Šterc, ekspert uniwersytetu w Zagrzebie, który w przeszłości był szefem lokalnego oddziału nacjonalistycznej Chorwackiej Partii Prawa (HSP).
Šterc w niedawnym wywiadzie dla dziennika „Jutarnji list” powiedział, że w Chorwacji wykonywana jest zbyt duża liczba aborcji. Dlatego zamierza on stworzyć opiekę medyczną, która w psychologicznym i prawnym zakresie będzie pomagała w podjęciu właściwej decyzji w tej sprawie.
Deklaracje kandydata na ministra zaniepokoiła chorwackie feministki, które wystosowały w tej sprawie list do Tihomira Oreszkovicia, który podjął się misji tworzenia nowego rządu. Obawiają się one bowiem, że nowy rząd będzie dążył do zakazu aborcji, o czym mają też świadczyć wypowiedzi kandydata na ministra zdrowia. Ante Corusić stwierdził bowiem, że chciałby skopiować w tej kwestii polskie prawodawstwo.

Na podstawie: balkaninsight.com.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Feminizm z bliska.
PostNapisane: 26 lut 2016, 08:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31123
Osiągnięto granice absurdu

Jeżeli ktoś kiedyś poszukiwał mitycznych granic absurdu, to te zostały osiągnięte przez organizatorki XVII Manify. Otóż feministki 6 marca przejdą ulicami Warszawy pod hasłem: „Aborcja w obronie życia”… Ot i radosna twórczość „wyzwolonych” kobiet…

Nie potrafię stwierdzić, czym kierowały się feministki, tworząc takie hasło. Czy nie mają już czym zainteresować społeczeństwo, dlatego wymyślają tak obłudne hasła? Może czują, że odchodzą do lamusa, dlatego postanowiły wspiąć się na palce i krzyczeć: „Hej! Tu jesteśmy!”? Feministki… same siebie ośmieszacie.

Ruchy feministyczne, homoseksualne i lewicowe miały się dobrze, gdy w Sejmie znajdowali się ludzie od Janusza Palikota. Teraz rzeczywistość polityczna jest inna. Zmienił się parlament, a w Sejmie prawie połowa posłów to są nowe twarze. Można zakładać, że dotacje dla lewackich inicjatyw oraz darmowa promocja w mediach publicznych stały się melodią przeszłości, toteż w inny sposób chcą przypomnieć o swoim istnieniu.

Hasło prezentowane przez feministki obraża nas wszystkich. Naprawdę uważają, że ludzie są tak głupi, że uwierzą, iż aborcja jest formą obrony życia? Feministki, człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia. Żadne krzyki i płacze tego nie zmienią. Kobieta, popełniając aborcje, zabija drugiego człowieka. Tego propagandowo się nie zmieni. Życie jest życiem, a aborcja jest zabójstwem.

Manifa jest po coś. Feministki organizują ją, bo m.in. walczą o aborcję i antykoncepcję, a także edukację seksualną. Wiele środków antykoncepcyjnych ma działanie poronne. Otóż uniemożliwia zagnieżdżenie się zarodka, przez co ten obumiera. To też odbywa się z troski o życie?

A edukacja seksualna? Wmawia się młodym ludziom, że z życia trzeba czerpać przyjemność. I do czego to prowadzi? Do wychowania ludzi, którzy nie są w stanie wziąć odpowiedzialności za swoje decyzje. Chłopak i dziewczyna decydują się na współżycie, dochodzi do poczęcia i co? Skoro ma być przyjemnie, to po co nam dziecko, które wymaga opieki i co by tu nie mówić także poświęcenia?

Nie wiem, kto jest autorem tego hasła, ale bardzo bym chciał, żeby przyszło do nas z zagranicy. To hasło jest tak absurdalne i świadczy o totalnym braku elementarnej wiedzy, że nie mogę uwierzyć, iż jego autorem może być osoba, która chodzi po tej samej ziemi co my i pochodzi z tego samego Narodu. Podążając tokiem myślenia feministek, można stwierdzić, że holokaust był w obronie Żydów. A to już najlepiej pokazuje, jak jest to absurdalne.

Jacek Kotula

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... surdu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /