Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie
http://polskie-forum.pl/

SPORT
http://polskie-forum.pl/viewtopic.php?f=7&t=245
Strona 34 z 34

Autor:  Coltrane [ 26 mar 2018, 08:28 ]
Tytuł:  Re: SPORT

Alexander Stoeckl o Kamilu Stochu. "Właśnie takiego ambasadora chcą mieć skoki narciarskie"

Obrazek

- Właśnie takiego ambasadora chce mieć cała rodzina skoków narciarskich - mówi o Kamilu Stochu trener kadry Norwegii, Alexander Stoeckl. Po ostatnim konkursie w Planicy Austriak zdjął przed Polakiem czapkę z głowy i pogratulował świetnego sezonu.

Grzegorz Wojnarowski, WP SportoweFakty: Jak może pan podsumować sezon, w którym pana zawodnicy jako drużyna byli nie do pokonania, a indywidualnie też spisywali się świetnie?

Alexander Stoeckl, trener kadry Norwegii w skokach narciarskich: Jestem bardzo zadowolony. Trener ma dużo satysfakcji, kiedy wielu zawodników z grupy, którą prowadzi, wykorzystuje swój potencjał. W skokach pokazuje to Puchar Narodów, a my wygraliśmy go dosyć wyraźnie. Można to uznać za dowód na to, że wydobyliśmy z naszych skoczków to, co w nich najlepsze.

Trzech lub nawet czterech Norwegów w pierwszej dziesiątce konkursów Pucharu Świata było niemalże normą. Do tego wygrywaliście niemal wszystkie zawody drużynowe, ostatnie dwa z ogromną przewagą. Utrzymanie takiego poziomu w kolejnym roku startów będzie dużym wyzwaniem.

Oceniając to na chłodno, będzie to ekstremalnie trudne, jeśli nie niemożliwe. Wszystko układało się nam świetnie. Może brakowało nam skoczka, który byłby trochę lepszy od innych i wygrywał więcej konkursów indywidualnych, ale i tak powtórzenie sukcesów, jakie osiągnęliśmy, zapowiada się na niesamowicie trudne zadanie. Wiem, że inne drużyny pracują równie ciężko jak my, starają się rozwijać. Jeśli ktoś znajdzie jakieś nowe rozwiązanie, w przyszłym sezonie układ sił może być całkiem inny. My musimy znaleźć sobie nowe wyzwania, nowe cele i pamiętać o tym, co dało takie dobre efekty. Mam na myśli ciężką pracę latem, otwartość na nowe rozwiązania i wiedzę. Nie zakładaliśmy, że to co wiemy jest wystarczające, a że chcemy się cały czas uczyć i polepszać. Dotyczyło to zarówno trenerów i sztabu, jak i skoczków.

Po ostatnim konkursie w Planicy poczekał pan aż Kamil Stoch skończy udzielać wywiadu, zdjął pan przed nim czapkę z głowy i przez chwilę z nim porozmawiał. Co usłyszał od pana nasz zawodnik?

Oczywiście pogratulowałem mu fantastycznego sezonu i podziękowałem za to, że jest wzorem dla innych skoczków i znakomitym reprezentantem naszego sportu. Jest ambasadorem tej dyscypliny, właśnie takiego ambasadora chce mieć cała rodzina skoków narciarskich.

Czy jako trener wolałby pan mieć w kadrze jedną wybitną postać, jak Stoch, i trochę słabszych pozostałych zawodników, czy może bardzo mocną i wyrównaną grupę, jaką są Norwegowie?

To bardzo trudne pytanie. Myślę, że idealne byłoby połączenie jednego i drugiego (śmiech).

Bardziej niż Stocha zazdrości pan Polsce kibiców?

Kibiców zazdroszczę wam na pewno, a to dlatego, że są nieprawdopodobnie oddani. Podróżują po całym świecie, żeby dopingować swoim skoczkom. Nieważne, czy pogoda jest zła, czy wasi zawodnicy akurat spisują się gorzej. Zawsze są na zawodach i wspierają Polaków całym sercem. Obserwowanie tego jest niesamowite. Na dodatek oni nie kibicują tylko Kamilowi, nie tylko swoim reprezentantom, ale całym skokom narciarskim. Są fantastyczną publiką. Gdziekolwiek jedziemy, są tam polscy fani i nagradzają aplauzem każdego, kto skacze daleko. Jestem trochę zazdrosny, bo w Norwegii tak to nie wygląda. Tam bardziej popularne są inne sporty zimowe, jak biegi narciarskie. Pracujemy jednak nad tym, żeby to się zmieniło. Jeśli pewnego dnia trafi się nam taki talent i taka postać jak Kamil Stoch, na pewno ułatwi to nam zadanie.

Sam Kamil mówił po zawodach w Oslo, że dla niego to była dziwna i smutna sytuacja, gdy norwescy kibice wrócili po zawodach w biegach do domu, choć przecież zaraz obok mieli skocznię. Zwłaszcza, że mają najlepszą drużynę na świecie. W trakcie rozgrywanego w Norwegii Raw Air trybuny w dużym stopniu zapełniali Polacy.

To prawda i szkoda, że tak było. Jesteśmy wdzięczni Polakom, gdyby nie oni, brakowałoby nam widzów. Żałuję, że niewielu Norwegów zdaje sobie sprawę z tego, jak fantastyczny jest nasz sport. Jednak jak już mówiłem, pracujemy nad tym. Staramy się reklamować i pomóc ludziom w dostrzeżeniu uroku skoków. To musi trochę potrwać.

Pana kolega Stefan Horngacher przedłużył o rok kontrakt z Polskim Związkiem Narciarskim.

To mądra decyzja, zarówno ze strony Stefana, jak i waszej federacji.

Wcześniej sporo mówiło się o tym, że ktoś z dwójki Stoeckl-Horngacher zostanie nowym trenerem Austrii. Miał pan ofertę ze swojego kraju?

Na razie mam ważny kontrakt z norweską federacją, a Austriacy tylko się mnie pytali, czy w przyszłości planuję wrócić, bo chcą wykorzystać moje doświadczenie. Konkretnej oferty jednak nie dostałem.

https://sportowefakty.wp.pl/skoki-narci ... -skoki-nar

Autor:  Coltrane [ 13 cze 2018, 07:54 ]
Tytuł:  Re: SPORT

Świadectwo wiary Arkadiusza Milika: modlę się codziennie i wiem, że Bóg pomaga mi na boisku

Obrazek

- Modlę się codziennie i wiem, że Bóg pomaga mi na boisku. Nie wstydzę się mojej wiary –wyznał Arkadiusz Milik. Jak dodał reprezentant Polski, receptą na sukces jest systematyczna praca.

Z modlitwą za polską reprezentację w piłce nożnej oraz z podziękowaniem za swoje sukcesy i osiągnięcia na Jasną Górę przybyła 28. pielgrzymka sportowców. Wzięli w niej udział głównie przedstawiciele uczniowskich klubów i ich trenerzy, ale nie zabrakło także doświadczonych zawodników i olimpijczyków. Punktem kulminacyjnym było złożenie przed Cudownym Obrazem Matki Bożej ślubowania: sumienności, pracowitości na treningach, przestrzegania zasad fair play i bycia wzorem sportowca. Organizatorem spotkania corocznie jest Katolickie Stowarzyszenie Sportowe Rzeczypospolitej Polskiej.

Specjalne świadectwo na jasnogórskie spotkanie przygotował Arkadiusz Milik. Zostało ono zamieszczone w magazynie sportowym „Mistrz”. Piłkarz podkreśla w nim, że wiara w Boga jest dla niego bardzo ważna i ma duży wpływ na życie. - Modlę się codziennie i wiem, że Bóg pomaga mi na boisku. Nie wstydzę się mojej wiary - czytamy w artykule „Wzór sportowca”.

Arkadiusz Milik podkreśla, że receptą na sukces jest systematyczna praca. - Sam się o tym przekonałem. Wszystkim młodym chłopakom mówię, żeby ciężko pracowali. Determinacja i ciężka, czasem mordercza praca, na każdym treningu to bardzo ważne – twierdzi reprezentant Polski.

- Dawanie świadectwa o wierze jest bardzo ważne - mówią obecni na pielgrzymce młodzi sportowcy. Paweł Zawisza z Parafialnego Klubu Sportowego w Bojszowicach Nowych powiedział, że filmik z Robertem Lewandowskim ukazującym go z krzyżykiem na piersi dodał mu odwagi i przekonania, że warto głośno mówić i pokazywać swoją przynależność do Kościoła.

Punktem kulminacyjnym pielgrzymki sportowców była Msza św. i złożenie przed Cudownym Obrazem Matki Bożej ślubowania: sumienności, pracowitości na treningach, przestrzegania zasad fair play i bycia wzorem sportowca. Hasłem spotkania były słowa: „Maryjo, obudź w narodzie troskę o wychowywanie dzieci i młodzieży poprzez sport oparty na etyce wiary katolickiej”.

Dominik z Klubu Sportowego Rawa Siedlce zapytany o połączenie wiary i sportu mówi: „jest to bardzo ważne, podczas ciężkich etapów na treningach, kiedy już nie ma sił, bardzo pomaga pomodlenie się albo pomyślenie, że jest ktoś nad nami, że ktoś czuwa”.

Walor wychowania przez sport doceniają nie tylko młodzi sportowcy, również ich opiekunowie, starający się zaszczepić im zasady fair play w sporcie i zdrowej rywalizacji. Pielgrzymka jest też okazją do podsumowania działalności Stowarzyszenia w roku szkolnym i do wręczenia wyróżnień trenerom, zawodnikom i działaczom. Podczas pielgrzymki tradycyjnie wręczane jest Ogólnopolskie Wyróżnienie dla wszystkich osób, które w naszej Ojczyźnie bezinteresownie wdrażają ideę wychowywania dzieci i młodzieży poprzez sport i rekreację, opartą na zasadach etyki i wiary katolickiej, a przez to przybliżają ich do Boga.

Źródło: KAI
MA

https://www.pch24.pl/swiadectwo-wiary-a ... 904,i.html

Autor:  Aerolit [ 15 cze 2018, 12:22 ]
Tytuł:  Re: SPORT

Dwa razy trzecia

Piłkarska reprezentacja Polski wystąpiła do tej pory na siedmiu mistrzostwach świata. Największy sukces odniosła w 1974 oraz 1982 roku, gdy zakończyła zmagania na trzecim miejscu. W dwóch ostatnichwystępach odpadła już po fazie grupowej.

1938, Francja
Pierwszy mundial w udziałem Polski. Jeden mecz, ale za to wspominany do dziś. W 1/8 finału nasza reprezentacja zmierzyła się z Brazylią. Nie była faworytem, ale postawiła się rywalowi niesamowicie. Po regulaminowym czasie gry wynik brzmiał 4:4, sędzia zarządził dogrywkę. W niej minimalnie lepsi okazali się piłkarze z Ameryki Południowej, którzy zwyciężyli ostatecznie 6:5, ale Polacy, na czele ze strzelcem czterech bramek Ernestem Wilimowskim schodzili z boiska z podniesionymi głowami. To w tym spotkaniu narodziła się legenda „bosonogiego” Leonidasa, wielkiej gwiazdy brazylijskiej piłki. Prawdziwa… częściowo. W pewnym momencie król strzelców tego turnieju ściągnął buty, by je przeczyścić (padał deszcz, murawa była grząska) i po chwili wrócił do gry, oczywiście w butach. Po latach wspominano, że z Polakami biegał na bosaka, co oczywiście miejsca mieć nie mogło.

1974, Niemcy
Najbardziej niezwykły turniej w historii polskiego futbolu. Turniej, w którym Biało-Czerwoni oczarowali świat, zapisując się na stałe na kartach dziejów. Wielu nie dawało im szans na wyjście z grupy, w której rządzić i dzielić miały Argentyna i Włochy. A jednak naszych nie zatrzymał nikt. 3:2 z Argentyną, 7:0 z Haiti i 2:1 z Włochami wstrząsnęło futbolową społecznością. Nie chodziło bowiem o suche wyniki, ale styl gry i jakość prezentowaną przez podopiecznych niezapomnianego, genialnego Kazimierza Górskiego. Potem przyszło 1:0 ze Szwecją i 2:1 z Jugosławią – i Polska znalazła się o krok od wielkiego finału. „Gdyby” – to chyba najczęściej powtarzane słowo po decydującym o tym meczu, w którym naprzeciw Orłów Górskiego stanęli Niemcy. Gdyby nie spadł deszcz, gdyby murawa nie zamieniła się w grzęzawisko, gdyby sędziowie uznali, że w tych warunkach grać się nie da. Nie uznali, a w błocie nasi nie byli w stanie skorzystać ze swej bezsprzecznej przewagi technicznej. Przegrali 0:1 i za kilka dni zmierzyli się z Brazylią w meczu o trzecie miejsce. Wygrali, a decydujące trafienie, po solowym rajdzie, zadał Grzegorz Lato, który z siedmioma golami na koncie został królem strzelców mistrzostw.

1978, Argentyna
Po tym, co pokazali cztery lata wcześniej, po tym, co wydarzyło się pomiędzy mundialami, Polska poleciała do Argentyny w roli jednego z faworytów. W kraju oczekiwania też były ogromne, skład aż roił się od gwiazd, niektórzy wręcz uważają, że Jacek Gmoch miał do dyspozycji najlepszą drużynę narodową w historii polskiego futbolu. W grupie nasi rozpoczęli od remisu 0:0 z Niemcami, a potem pokonali Tunezję 1:0 oraz Meksyk 3:1. Trafili do kolejnej grupy, w której przyszło im zmierzyć się jedynie z ekipami z Ameryki Południowej. Z Peru 1:0 wygrali, ale porażki 0:2 z Argentyną (swój wielki dramat przeżył w nim legendarny Kazimierz Deyna, który nie wykorzystał rzutu karnego) i 1:3 z Brazylią oznaczały pożegnanie z marzeniami. Nie udało się ponownie znaleźć w czołowej czwórce, nie udało się zdobyć medalu, co w kraju zgodnie przyjęto z rozczarowaniem.

1982, Hiszpania
Reprezentacja Polski stanowiła wtedy pewną niewiadomą, m.in. z tego powodu, że przez stan wojenny nie rozgrywała długo meczów towarzyskich. Same mistrzostwa też rozpoczęła nieszczególnie, bo po remisach 0:0 z Włochami i Kamerunem stała pod ścianą. Musiała wygrać z Peru, by pozostać w grze i wygrała – po kosmicznej grze – 5:1. Potem, po trzech wyjątkowej urody golach Zbigniewa Bońka, pokonała Belgię 3:0, zremisowała 0:0 z ZSRS i znalazła się w półfinale. Naprzeciw niej znów stanęli Włosi i tym razem Biało-Czerwoni, grający bez pauzującego za żółte karki Bońka, nie zatrzymali Paolo Rossiego i przegrali 0:2. Ale medal i tak zdobyli, brązowy, bo w dramatycznym pojedynku o trzecie miejsce wygrali z Francją 3:2.

1986, Meksyk
Reprezentację Polski na drugim kolejnym mundialu prowadził Antoni Piechniczek. Oczekiwania może nie były spektakularnie duże, ale kibice w Biało-Czerwonych wierzyli. Zaczęli od 0:0 z Marokiem, by po golu Włodzimierza Smolarka pokonać Portugalię 1:0. W kolejnym spotkaniu nasi przekonali się o strzeleckim instynkcie Gary'ego Linekera. Napastnik reprezentacji Anglii zapisał na koncie efektownego hat-tricka, a jego drużyna wygrała 3:0. W 1/8 finału Polacy stanęli naprzeciw Brazylii. Chwilami grali naprawdę dobrze, w poprzeczkę trafił Jan Karaś, blisko szczęścia wspaniałą przewrotką był Zbigniew Boniek, ale do statki trafili tylko rywale – i to czterokrotnie.

2002, Korea Południowa i Japonia
Na kolejny występ na mistrzostwach świata reprezentacja Polski kazała sobie czekać długie 16 lat. Kiedy jednak awansowała, wokół prowadzonej przez Jerzego Engela drużyny zapanowała wręcz euforia. Do granic możliwości napompowano balonik oczekiwań, który – jak to często w sporcie bywa – pękł z hukiem. Presji, pod wieloma względami, nie sprostał nikt. Trener, nieumiejący wymyślić taktyki, sami zawodnicy, posiadający mniemanie o sobie i ego takie, że gdyby decydowało o sukcesie, zostaliby mistrzami świata. Nie zostali, po dwóch wstydliwych porażkach z Koreą Płd. 0:2 i Portugalią 0:4 już wiedzieli, że muszą pakować walizki. Wtedy Engel zmienił skład, rozkapryszone gwiazdki zostawił na ławce i na pocieszenie Biało-Czerwoni wygrali z USA 3:1 (już po pięciu minutach prowadzili 2:0 po golach Emmanuela Olisadebe i Pawła Kryszałowicza).

2006, Niemcy
Kolejny mundial oczekiwany z nadziejami, kolejny z napompowanym balonikiem, kolejny, z którego zapamiętaliśmy porażki, kłótnie, konflikty i rozczarowania. Tak na dobrą sprawą iskrzyć zaczęło jeszcze przed turniejem, gdy Paweł Janas zaszokował składem 23-osobowej kadry. Kilka dni później drużyna przegrała w Chorzowie sparing z Kolumbią, w którym Tomasz Kuszczak przepuścił piłkę… wykopaną przez bramkarza rywali z własnego pola karnego. Już wtedy można było wyczuć, że mundial nie będzie miłą przygodą. Nie był. Wpierw nasi przegrali 0:2 z lekceważonym Ekwadorem, a Janas na oczekiwaną przez wszystkich konferencję prasową, na której miał wytłumaczyć przyczyny niepowodzenia, przysłał kucharza. Potem było 0:1 z Niemcami i kolejny mecz już tylko o honor, wygrany 2:1 z Kostaryką. Jego bohaterem okazał się Bartosz Bosacki, strzelec obu bramek.

Siedem turniejów, 31 meczów
Reprezentacja Polski wystąpiła do tej pory w siedmiu turniejach finałowych mistrzostw świata. Zagrała w nich 31 meczów, w których odniosła 15 zwycięstw, pięć razy zremisowała i 11 przegrała. Strzeliła 44 bramki, tracąc 40. Dwukrotnie ukończyła zmagania na trzecim miejscu. Raz, w 1974 roku, Polak został królem strzelców – a konkretnie Grzegorz Lato, który na niemieckich boiskach zdobył siedem goli. Lato na mundialach rozegrał też 20 spotkań, o jedno mniej od krajowego rekordzisty, Władysława Żmudy.

Piotr Skrobisz

https://naszdziennik.pl/sport-fifa-2018 ... zecia.html

Autor:  Coltrane [ 18 cze 2018, 12:27 ]
Tytuł:  Re: SPORT

Mundial 2018

Niemcy - Meksyk 0:1 !!!

Brawo Meksyk!

Obrazek

;)

Autor:  Aerolit [ 25 cze 2018, 09:20 ]
Tytuł:  Re: SPORT

Polska miała piłkarzy, ale nie miała drużyny. Senegal i Kolumbia miały i piłkarzy i drużynę.
Miały też jakiś plan gry, chęci i umiejętności.
Ambicją Senegalu było aby grać dla swojego kraju, dla Senegalczyków. Podobnie było z Kolumbią, też grali dla Kolumbii i dla Kolumbijczyków. W naszej drużynie nie odczuwało się motywacji patriotycznych do gry. Orły Nawałki nawaliły na wszystkich frontach.
Kondycyjnie, taktycznie, motywacyjnie ...
Bez ducha walki, bez radości gry, bez chęci gry dla Ojczyzny, bez planu gry, bez współpracy na boisku i ... bez umiejętności (tak to wyglądało) nie da się wygrywać.
Dobrze że wygrali lepsi....


Nokaut

Piłkarska reprezentacja Polski po porażce 0:3 z Kolumbią straciła szansę na awans do 1/8 finału mistrzostw świata. W ostatnim swym meczu, z Japonią, zagra o to, by mundial w Rosji nie okazał się dla niej najgorszym w historii.

Biało-Czerwoni na boisko w Kazaniu wyszli ze świadomością, że nie mogą sobie pozwolić na porażkę. Podobno. Podobno też mieli walczyć jak lwy przez 90 minut, nie odstawiać nogi, realizować założenia taktyczne, gryźć trawę, walczyć, strzelać, wręcz bić się o zachowanie szans na awans. Przez kilkanaście początkowych minut nawet dawali nadzieję, że tak faktycznie grać będą. Poczynali sobie bowiem ostro, często na pograniczu przepisów, niekiedy je przekraczając, ale takiej właśnie gry oczekiwaliśmy.

Gorzej, że im bliżej pola karnego przeciwników, tym słabiej sobie radzili. Udanych ofensywnych akcji, strzałów, sytuacji nawet nie dało się policzyć na palcach jednej ręki, bo takowych... nie było w ogóle. Z czasem dało się zauważyć, iż to Kolumbijczycy przejęli kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Że są szybsi, bardziej dynamiczni, że mają więcej pomysłów na to, jak grać i co robić, by osiągać wyznaczone cele. W 40. min padł pierwszy gol. Po dośrodkowaniu w pole karne fatalnie zachował się Jan Bednarek, Wojciech Szczęsny za późno ruszył się z linii i wysoki niczym wieża Yerri Mina wykorzystał to bezlitośnie – strzałem głową zdobywając prowadzenie.

Wtedy jeszcze liczyliśmy, że po przerwie Polacy się podniosą. Że ruszą do ataków, dadzą z siebie wszystko. W 58. min stworzyli sobie pierwszą sytuację – Robert Lewandowski przejął dalekie podanie, znalazł się sam na sam z Davidem Ospiną, ale nie miał miejsca i czasu, by dokładnie przymierzyć i przymierzył – w bramkarza rywali. Był to jednak wyjątek od reguły, bo poza tym Polacy grali tak, jakby nie mieli pomysłu. Za to Kolumbijczycy czyhali na okazję do kontry i w 70. min pozbawili naszych złudzeń.

Radamel Falcao znalazł się sam przed Szczęsnym i płaskim strzałem podwyższył na 2:0. Niedługo później było już po wszystkim, gdy rywale ośmieszyli polskich defensorów, a Jose Cuadrado, znów w sytuacji sam na sam, uderzył nie do obrony. 3:0 to już był nokaut, katastrofa, klęska i koniec marzeń. Jeszcze w końcówce świetnej okazji nie wykorzystał Krychowiak, Lewandowski postraszył Ospinę „bombą” z dystansu, ale wynik się nie zmienił. A oznaczał, że Kolumbia pozostała w grze o awans do 1/8 finału, a Polska, jako pierwsza reprezentacja z Europy, z takimi marzeniami, już po drugiej kolejce, się pożegnała. Najgorsza w tym wszystkim nawet nie była porażka, najgorsze było to, że Biało-Czerwoni ponownie zaprezentowali tak fatalny futbol. Z Japonią zagrają o to, by mundial w Rosji nie okazał się dla Polski najczarniejszy w historii.

Polska – Kolumbia 0:3 (0:1). Bramki: Yerri Mina (40), Radamel Falcao (70), Jose Cuadrado (75). Żółte kartki: Jan Bednarek, Jacek Góralski. Sędzia: Cesar Arturo Ramos (Meksyk). Widzów: 42 873.

Polska: Wojciech Szczęsny – Bartosz Bereszyński (72. Łukasz Teodorczyk), Łukasz Piszczek, Jan Bednarek, Michał Pazdan (80. Kamil Glik), Maciej Rybus – Dawid Kownacki (57. Kamil Grosicki), Grzegorz Krychowiak, Jacek Góralski, Piotr Zieliński – Robert Lewandowski.

Kolumbia: David Ospina – Santiago Arias, Davinson Sanchez, Yerri Mina, Johan Mojica – Juan Cuadrado, Wilmar Barrios, Abel Aguilar (32. Mateus Uribe), Juan Fernando Quintero (73. Jefferson Lerma) – James Rodriguez, Radamel Falcao (78. Carlos Bacca).

Piotr Skrobisz

https://naszdziennik.pl/sport-fifa-2018 ... okaut.html

Strona 34 z 34 Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/