Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 507 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 22 sie 2016, 16:24 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Semenya odpowiada na oskarżenia. I dzwoni do żony z dobrą nowiną...

Powinna rywalizować z kobietami czy nie powinna? Oto jest pytanie. Ogólnoświatowa dyskusja na ten temat, uwłaczająca dla zainteresowanej, trwa już siedem lat. W czasie igrzysk w Rio wróciła na czołówki, bo Caster Semenya w imponującym stylu sięgnęła po złoto na dystansie 800 m. A to obudziło jej przeciwników i zwolenników.

Piąta w tym finale była Joanna Jóźwik. Kobieta 25-letnia. Kobieta filigranowa i delikatna. Czyli biegunowo odmienna i od Semenyi, i od dwóch pozostałych medalistek z Rio - Francine Niyonsaby i Margaret Wambui.

Jóźwik - tuż po biegu, czyli w emocjach – mocno skomentowała to wydarzenie. - Trzy zawodniczki, które były na podium, wzbudzają bardzo dużo kontrowersji. Nie ukrywam, że dla mnie to też jest trochę dziwne, że władze nic z tym nie robią. Koleżanki mają po prostu bardzo wysoki poziom testosteronu, podobny do męskiego, dlatego wyglądają, jak wyglądają i biegają tak, jak biegają. Semenya jest nie do pobicia w tym sezonie i myślę, że jeśli światowe władze nic z tym nie zrobią, do końca tak pozostanie – oceniła polska biegaczka.

I dodała, że czuje się wicemistrzynią olimpijską.

Obrazek

"Kwestia rywalizacji, nie praw człowieka"

Dla Semenyi takie słowa nowością nie są. Mniej więcej to samo słyszy od 2009 roku, kiedy sięgnęła po tytuł mistrzyni świata. Zaraz potem poddano ją skomplikowanym testom płci. Przez 11 miesięcy, kiedy trwały procedury, nie startowała. Wiadomo, że cierpi na hiperandrogenizm. Ma ogromnie podwyższony poziom testosteronu, czyli męskiego hormonu płciowego należącego do androgenów. Po długim oczekiwaniu dostała zgodę na powrót do sportu, zaaplikowano jej jednak kurację hormonalną. I wyniki sportowe poleciały w dół. Do akcji wkroczył wtedy Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu - zażądał, by lekarze udowodnili, że biologiczne uwarunkowania dają zawodniczce przewagę nad rywalkami. I kuracji zaprzestano. A wątpliwości i pytania zostały.

ObrazekNie ma mocnych na Semenyę

W czasie igrzysk obrońcy biegaczki odświeżyli hasztag #HandsOffCaster. Byli gotowi, by murem stać za Caster i chronić ją przed nieustającymi pytaniami i oskarżeniami. Twierdzą, że skoro dziewczyna została dopuszczona do startów, to sprawa powinna zostać zamknięta raz na zawsze.

Akcja działała już przed igrzyskami 2012 w Londynie. Wtedy była odpowiedzią m.in. na materiały zamieszczone w dwóch prestiżowych amerykańskich magazynach. Jeden z biorących udział w dyskusji stwierdził, że "Semenya oczywiście nie powinna startować z kobietami, bo to kwestia rywalizacji sportowej, a nie praw człowieka".

Zawodniczka z RPA zdobyła w Londynie srebro.

Obrazek

A teraz najciekawsze ...

W domu czeka żona


W Rio było jeszcze lepiej. Wygrała. I zapewniła, że ta niekończąca się dyskusja o jej tożsamości i życiu prywatnym nic a nic jej nie rozprasza. – Staram się być dobrą biegaczką. Dostaję wsparcie od bliskich mi ludzi i tylko to się liczy – wyznała.

Na fali entuzjazmu nawet się rozgadała.

- Wszystko polega na tym, by człowiek kochał bliźniego. Na tym, by nie dyskryminować ludzi tylko dlatego, że inaczej wyglądają, inaczej mówią lub inaczej biegają. Ten świat może być piękny – mówiła.

Swój olimpijski triumf nazwała dobrą okazją, by sport wreszcie się zjednoczył.

Potem przeprosiła. Czas kończyć wywiady. – W domu czeka na wiadomość moja żona – wyjaśniła. Pod koniec 2015 roku Semenya poślubiła swoją wieloletnią przyjaciółkę, Violet Raseboy. Tradycyjna ceremonia odbyła się w prowincji Limpopo, czyli rodzinnych stronach biegaczki.

ObrazekSemenya z małżonką

http://www.tvn24.pl/rio2016/caster-seme ... zineId=143

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 22 sie 2016, 22:08 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Nie dla mężczyzn w kobiecych konkurencjach sportowych! Nie dla niszczenia sportu ideologią gender #FairnessAtRio

110.850 osób podpisalo petycję. Pomóż nam osiągnąć cel 200.000 podpisów.

W programie ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro znalazło się wyeksponowane miejsce dla transseksualisty. Do tego w ostatnich tygodniach głośno było o możliwości wystąpienia dwóch mężczyzn - brytyjskich lekkoatletów, którzy mieli "zmienić płeć", w kobiecych konkurencjach. Nie zostało to oficjalnie potwierdzone (brytyjska federacja sportowa twierdziła, że ze względu na ochronę tych osób nie podaje ich nazwisk), ale faktem jest, że Komitet Olimpijski poświęcił sprawie swoją uwagę.

Komitet Olimpijski na początku tego roku wydał oświadczenie, mówiąc o tym, że do zakwalifikowania mężczyzn uważających się za kobiety do kobiecych konkurencji olimpijskich nie jest nawet wymagana operacja chirurgiczna, gdyż uderzałoby to w prawa człowieka. ("To require surgical anatomical changes as a precondition to participation is not necessary to preserve fair competition and may be inconsistent with developing legislation and notions of human rights.") Warunkami zakwalifikowania mężczyzny do kobiecej konkurencji ma być jedynie przejście terapii hormonalnej i kilka wymogów z tym związanych (np. odpowiedni poziom testosteronu i brak możliwości "zmiany" deklaracji o płci w ostatnich 4 latach).

Czytając takie doniesienia wydaje się, że dotyczą one sytuacji absurdalnej. Zachęcamy do podpisania się pod listem, który wysyłamy mailowo do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Nie negujemy faktu, że są osoby cierpiące na zaburzenia percepcji płci, lecz prosimy jednocześnie, aby sport pozostał wolny od ideologii Gender. Igrzyska Olimpijskie nie są miejscem dla ideologicznej wojny prowadzonej przez środowiska LGBT.

Mówimy nie dla startów mężczyzn z kobiecych konkurencjach. Mężczyźni powinni rywalizować z mężczyznami.


Szanowni Państwo,

Domagamy się od Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego uwolnienia sportu od ideologii gender. Jeśli jakiś mężczyzna chce startować w damskiej konkurencji sportowej, to nie powinien być do tego dopuszczony, gdyż wypacza to rywalizację. To, co wydaje się oczywiste, próbują negować środowiska LGBT, a Komitet Olimpijski - niestety - pozwala się wciągać w ideologiczną wojnę. Zachęcam Państwa do podpisania petycji, a jeśli już to Państwo zrobili, to do podzielenia się nią ze znajomymi. Link:

http://www.citizengo.org/pl/sc/36224-ni ... gia-gender

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 23 sie 2016, 07:53 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Przypomnijmy tekst z 2014, a dotyczący olimpiady w Soczi.


Gigantyczny gender-skandal na igrzyskach olimpijskich. Cały świat bezczynnie patrzy na potworną dyskryminację: dlaczego tylko dwie płcie?!

Obrazek

To nie do uwierzenia, ale tysiące postępowych dziennikarzy, miliony komentatorów i miliardy widzów – udają, że nie widzą wstrząsającego gender-skandalu, jaki na naszych oczach dzieje się na igrzyskach olimpijskich w Soczi.

Oto są one rozgrywane – wobec najnowszych osiągnięć nauki to nie do uwierzenia, ale jednak – tylko w dwóch gender-kategoriach: kobiet i mężczyzn. Już sam fakt, że wciąż trwa ta średniowieczna segregacja płciowa i gender-kobiety oraz gender-mężczyźni zamiast wspólnie cieszyć się sportowym świętem, są zmuszani by startować oddzielnie, zasługuje na najwyższe potępienie.

Ale skoro jeszcze przez pewien czas ową segregację musimy akceptować, to dlaczego tylko dwie płcie?! Przecież to przecież skandaliczna dyskryminacja.

Płci jest wiele, będąca w awangardzie postępu administracja amerykańskiego Facebooka właśnie wprowadziła dla każdego użytkownika możliwość wyboru spośród 56 różnych płci. Swą decyzję wyjaśnia bezkompromisowo:

Użytkownicy prosili o danie im możliwości odzwierciedlenia ich płci. Facebook ich wysłuchał. Nowe opcje tożsamości płciowej będą mieć ogromne znaczenie dla wielu transpłciowych użytkowników, którzy wreszcie mogą zdefiniować swoją tożsamość.

Co prawda w polskiej wersji (przed chwilą sprawdzałem) wciąż jeszcze trwa staroświecki, jedynie dwupłciowy wybór, ale to już kwestia dni, gdy wreszcie przygarniemy pozostałe kilkadziesiąt płci. Jednak w oburzający sposób przeszkadzają nam w tym cywilizacyjnym skoku dyskryminacyjne igrzyska olimpijskie, podtrzymując nienaukowy zabobon o istnieniu zaledwie dwóch płci.

Proponuję więc ogólnoświatową (czyli facebookową) akcję „Olimpijczyku, ustal swą płeć!”. Każdy z zawodników startujących w Soczi będzie miał obowiązek natychmiastowego zadeklarowania swej płci, a organizatorzy pozostałych do końca igrzysk zawodów będą mieli obowiązek zorganizowania zawodów dla każdej z zadeklarowanych przez zawodników kategorii. Czy rozumiecie jak wielkie możliwości to otwiera? Jest szansa, że liczba mistrzów olimpijskich, medali i ludzkiej radości - zwiększy się kilku-,a może nawet – kilkudziesięciokrotnie.

Koniec jednak ze skandalicznym kontrolowaniem, z testami płci, z zaglądaniem do spodenek. Jak wyjaśnił nam krajowy autorytet w tej dziedzinie, Anna Grodzka (do niedawna Krzysztof Bęgowski), „ustalanie płci na podstawie genitaliów to patologia”. Wie, co mówi.

Jak możemy na to bezczynnie patrzeć, że sportowcom narzucany jest tak wąski jak w Soczi wybór jakiej niby są oni płci? Przecież sami wiedzą najlepiej, tylko boją się mówić. Odtąd każdy nowoczesny sportowiec będzie deklarował jaką płcią się czuje i sam decydował w zawodach jakiej płci chce startować. Na igrzyskach olimpijskich – tak jak na fejsiku i we wszystkich innych instytucjach i miejscach nowego, wspaniałego świata.

Ja osobiście najchętniej oglądał będę transmisje olimpijskich zmagań z konkurencji rozgrywanych w kategoriach (według listy 56 płci Facebooka): Płeć Płynna (Gender Fluid), Płeć Nonkonformistyczna, Płeć Pytająca (Gender Questioning), Wszystkopłeć (Pangender) oraz Gender Neither czyli Płeć Żadna.

Zwłaszcza w tej ostatniej liczę na wielkie emocje.

autor: Maciej Pawlicki

http://wpolityce.pl/polityka/185808-gig ... dwie-plcie

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 23 sie 2016, 08:20 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Jeszcze jeden przykład genderowej paranoi - bieg w Anchorage na Alasce.
Najwyższy czas położyć kres tej genderowej paranoi.
Bo będziemy mieli totalny wysyp chłopo-babów w konkurencjach sportowych dla kobiet.



Genderowa paranoja! Mężczyzna wygrał w biegu dla... kobiet!

Obrazek

Czy wolno mężczyznom konkurować z kobietami w zawodach sportowych? - zastanawiają się rodzice dziewczyn, które brały udział w biegu. Zawody wygrał chłopiec, który uważa siebie za "kobietę".

Nattaphon Wangyot to chłopiec, który twierdzi, że jest "Kathleen Ice". Wziął udział w żeńskich zawodach i je wygrał.

"To nie fair wobec naszych żeńskich uczestniczek" - uważają rodzice dziewczyn.

Bieg miał miejsce w Anchorage na Alasce. To jedna z większych imprez sportowych.
reklama

Stowarzyszenie ds. Aktywności Szkół na Alasce (ASAA) pozostawia kwestię płci do indywidualnego rozpatrzenia dla każdej szkoły. Uczniowie nie muszą przechodzić terapii hormonalnej, jeśli chcą wziąć udział w zawodach sportowych innej płci.

"Naszym obowiązkiem jest chronić nasze zawodniczki, które ciężko pracują na swoje osiągnięcia sportowe, aby móc uzyskać stypendium." - mówi Stephanie Leigh Golmon Williams, z Alaskiej Rady ds. Rodziny

"Zawodnicy byli nagradzani do 4 miejsca, moja córka uzyskała piąte. Do końca nie wiedziała, że rywalizuje z mężczyzną. Jak mam jej teraz powiedzieć, że aby wygrać musi nie tylko trenować tak, aby pokonać inne dziewczęta, ale i też mężczyzn?" - mówi Jennifer Van Pelt, matka zawodniczki, która nie zakwalifikowała się na podium z powodu awansu transseksualnego "Kathleen"

gb/gosc.pl

http://www.fronda.pl/a/genderowa-parano ... 73042.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 23 sie 2016, 08:36 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Kukiz o biegu na 800 metrów w Rio: "To są jakieś jaja"

Obrazek
Trzy Dziewczynki ... :mrgreen:

"Durna filozofia gender doprowadziła do jakiejś paranoi" - uważa polityk.


Kukiz: To są jaja! Zawodniczki z NRD wyglądają przy nich jak Barbie.

Obrazek

Paweł Kukiz komentuje wygląd czarnoskórych medalistek z Rio.

„To są jakieś (w przenośni i dosłownie) jaja!” - pisze na swoim Facebooku Paweł Kukiz komentując awanturę wokół finału biegu kobiet na 800 metrów podczas Igrzyszk Olimpijskich w Rio.

W finale na 800 metrów reprezentantka Polski Joanna Jóźwik zajęła 5 miejsce. Nasza biegaczka stwierdziła, że „wśród kobiet zajęła 2 miejsce”. Kontrowersje wynikały z faktu, że zdobywczynie medali, 3 Afrykanki, miały jej zdaniem mieć zbyt wysoki poziom testosteronu. Wielu komentatorów sugeruje, że wszystkie trzy mogą być tak naprawdę mężczyznami.

Za kuriozalną sytuację, w której w kobiecym biegu udział biorą zawodniczki wyglądające jak mężczyźni, Kukiz wini „filozofię gender”.

„Durna filozofia gender doprowadziła do jakiejś paranoi. Na zdjęciu "dziewczynki", które zajęły podium w biegu na 800 metrów” - pisze Kukiz.

Polityk porównuje sytuację do czasów, gdy podobne kontrowersje budziły reprezentantki NRD.

„Pamiętam czasy komuny i reprezentację kobiecą Niemieckiej Republiki Demokratycznej w pchnięciu kulą. Przy Semenyi wyglądały jak lalki Barbie” - czytamy.

Mly/Facebook

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... z4I8enppWG

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 05 wrz 2016, 09:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2016/09/04/janin ... go-sportu/

Janina Kurkowska-Spychajowa (1901-1979). Sylwetka multimedalistki MŚ w łucznictwie, wielkiej patriotki i nieznanej legendy polskiego sportu
Norbert Borzęcki | 4 września 2016 17:29

W historii polskiego sportu pojawiło się mnóstwo wybitnych sportowców, lecz ilu z nich może konkurować z dokonaniami kalibru Janiny Kurkowskiej-Spychajowej? W latach 30., 40. i 50. sięgnęła ogółem po 63 medale1 mistrzostw świata w łucznictwie sportowym, wielokrotnie ustanawiała rekordy globu, zdominowała mistrzostwa kraju. Prywatnie była zaś skromną, pracowitą i uczynną osobą, w całości oddaną Polsce – gdy w 1939 r. zaistniała historyczna potrzeba, ochoczo oddała swoje bezcenne trofea „na rzecz dozbrojenia Ojczyzny”. Z okazji 85. rocznicy utworzenia Międzynarodowej Federacji Łuczniczej (4 września 1931 r. we Lwowie2 ) przedstawiamy Państwu tekst poświęcony najbardziej utytułowanej zawodniczce w dziejach tej dyscypliny.

Obrazek
Międzynarodowe Zawody Łucznicze w Londynie. Janina Kurkowska-Spychajowa wyjmuje strzały z tarczy (sierpień 1933 r.). Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, zesp. Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji, sygn. 1-M-1300-1.


Na świat przyszła 8 lutego 1901 r. w Starosielcach k. Białegostoku. W młodości uprawiała m.in. szermierkę, pływanie, wioślarstwo, tenis, siatkówkę, koszykówkę i strzelanie z broni, lecz ostatecznie jej sercem zawładnęła inna dyscyplina – łucznictwo. Sport ten, uprawiany w Polsce od dawna w – nomen omen – Bractwach Kurkowych, istniał w programach szkolnych, lecz nie w formie zorganizowanej. Poważniejszy kształt nadano mu w okresie II RP za sprawą światowej sławy podróżników po Ameryce Łacińskiej: Mieczysława Fularskiego oraz Apoloniusza Zarychty3.

Kurkowska-Spychajowa zaczęła trenować łucznictwo w wieku 25 lat. Wkrótce, zwłaszcza z inicjatywy Związku Strzeleckiego, powołano do życia Polski Związek Łuczniczy (dalej: PZŁucz). Od 1928 r. zaczęto organizować coroczne mistrzostwa Polski w łukach klasycznych. Janka, jako zawodniczka KS Rodziny Wojskowej Warszawa, po raz pierwszy triumfowała w nich w 1930 r. Od roku 1931 zaczęła z kolei kolekcjonować międzynarodowe laury. Na trwających od 23 sierpnia do 6 września we Lwowie zmaganiach w ramach pierwszych mistrzostw świata wyśmienicie spisali się zresztą inni Polacy (najlepszym zawodnikiem czempionatu był Michał Sawicki). 4. miejsce na dystansie 30 metrów, 3. na 40 m i 2. na 50 m dało głównej bohaterce artykułu srebrny medal wieloboju indywidualnego, a wyniki koleżanek – brąz w wieloboju drużynowym. Kurkowska-Spychajowa ustępowała w powyższych klasyfikacjach tylko mężczyznom, początkowo rywalizowano bowiem bez podziału na płeć. Pierwsze mistrzostwo, po raz ostatni bezpośrednio rywalizując z panami, wywalczyła już rok później w Warszawie w strzelaniu z 50 m. W ogólnej klasyfikacji indywidualnie była trzecia (za Belgiem Laurent Rethem i rodakiem Zbigniewem Kosińskim) a drużynowo – druga (za... Polakami w składzie z Kosińskim, Sawickim i Zygmuntem Łotockim).

„Łucznictwo jest jednym z najzdrowszych i najbardziej estetycznych sportów. Nie wyczerpuje organizmu, nie jest ćwiczeniem męczącym. (...) Z powodzeniem uprawiać go może zarówno mężczyzna, jak kobieta i dziecko, zarówno młodzieniec lub dziewczyna, jak i osoba w starszym wieku. (...) Kobiety mogą stosować sport łuczniczy bez żadnych zastrzeżeń. Często się zdarza, że osiągają one w tym sporcie lepsze wyniki niż mężczyźni”4.

Pani Janina odnosiła regularne sukcesy na mistrzostwach świata, narodowych zawodach o mistrzostwo Polski i turniejach lokalnych do końca dwudziestolecia międzywojennego. Najważniejsze z nich to oczywiście zwycięstwa w wieloboju łuczniczym na MŚ w Londynie (1933 – indywidualnie i w drużynie oraz 1938 – druż.), Båstad (1934 – ind. i druż.), Pradze (1936 – ind.) i Oslo (1939 – ind. i druż.). Nawiasem mówiąc, medale zdobywała na każdej z najważniejszych imprez od 1931 do 1939 r., nawet gdy z powodu choroby odradzano jej starty. Nawiązanie z nią równorzędnej walki było niezmiernie ciężkim zadaniem dla zawodniczek klasy światowej, do których w owym czasie zaliczały się także rodaczki Kurkowskiej-Spychajowej: Anna Moczulska, Maria Trajdos-Osiecka, Irena Skorupska, Zofia Bunschowa, Natalia Szczycińska, Maria Pańkow-Łotocka, Ludmiła Dubajowa, Kazimiera Świstelnicka czy Krystyna Guzianka. Najbardziej utytułowana z Polek zdobyła przed wojną 19 tytułów indywidualnej mistrzyni kraju, w tym pięć w wieloboju (1930, 1932, 1933, 1934, 1937; kolejne dwa mistrzostwa po wojnie – 1947 i 1953) i dwa w trójboju długodystansowym (1935, 1936).

Dynamiczną karierę najzdolniejszej podopiecznej warszawskiej Rodziny Wojskowej przerwała II wojna światowa. Warto wspomnieć o tym, iż jeszcze w czasie gorączkowych przygotowań na wypadek wybuchu konfliktu zbrojnego Kurkowska-Spychajowa zdecydowała się na wspaniałomyślny gest. Dnia 6 maja 1939 r. łuczniczka wystosowała list otwarty do Ministerstwa Spraw Wojskowych. Następującymi słowami informowała w nim gen. Leona Berbeckiego o gotowości wsparcia powszechnej społecznej zbiórki na Fundusz Obrony Narodowej:

„Panie Generale! Składam na ręce Pana zdobyte przeze mnie na boiskach całego świata nagrody sportowe, drogie pamiątki triumfów odnoszonych z Białym Orłem na piersiach. Deklarując na każde wezwanie swoje życie, oddaję obecnie oprócz subskrypcji POP [Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej – dop. aut.] do dyspozycji Pana, Panie Generale, na ukochane Polskie Lotnictwo 8 (osiem) srebrnych pucharów, które otrzymałam jako mistrzyni świata, i wzywam jednocześnie wszystkich sportowców polskich, aby ze swych trofeów mających wartość jako kruszec uczynili ofiarę na rzecz dozbrojenia Ojczyzny w powietrzu”5.

O kolejach losu polskiej królowej łuku podczas wojennej zawieruchy wiemy tylko tyle, że w 1944 r. została wywieziona na roboty przymusowe do Rzeszy, gdzie pracowała w kamieniołomach6. Wróciła do zrujnowanej Warszawy, a następnie do uprawiania ukochanego sportu; trenowała w Szwecji, łącząc to z pracą w polskim poselstwie w Sztokholmie. Właśnie tam odbyły się pierwsze powojenne MŚ w łucznictwie (1946). Dumna reprezentantka Polski nie odniosła na nich spektakularnych sukcesów („zaledwie” 4. miejsce w wieloboju ind.), lecz niepowodzenie powetowała sobie z nawiązką już rok później. Na mistrzowskim turnieju w Pradze gwiazda niezłomnej zawodniczki znów lśniła pełnym blaskiem.

Obrazek
Kurkowska-Spychajowa prezentuje zdobyte trofea. Fotografia wykonana w jej mieszkaniu (listopad 1934 r.). Źródło: NAC, Ilustrowany Kurier Codzienny, sygn. 1-S-1308.


Strzały posyłała najcelniej na pięciu z sześciu dystansów (jedynie na 60 m wyprzedziła ją Dunka Astrid Trølsen). Zgarnęła także ten najcenniejszy złoty medal za pierwsze miejsce w wieloboju – po raz dziewiąty (piąty indywidualnie) i ostatni w karierze. Była ponoć pierwszą polską zawodniczką, która po II wojnie światowej wywalczyła tytuł mistrzyni świata7. Spektakularne sukcesy przykuły należytą uwagę kibiców i dziennikarzy. Mistrzyni świata udzieliła interesującego wywiadu dla „Przeglądu Sportowego”. Opowiadała w nim m.in. o kulisach zawodów w Czechach, instruowała redaktora o arkanach perfekcyjnej techniki strzału, ekscytowała się swoimi przyszłymi startami i spodziewanym wprowadzeniem swojego sportu do programu letnich igrzysk olimpijskich, a także wyrażała nadzieję na większą popularność i intensywniejszy rozwój łucznictwa w Polsce8.

Kurkowska-Spychajowa nie ograniczała się do startów, aktywnie działała również w PZŁucz (jeszcze przed wojną wchodziła w skład jego zarządu) i OZŁucz w Warszawie. Czynne uprawianie sportu zakończyła natomiast w 1957 r. Od czasu XI Międzynarodowych Mistrzostw Łuczniczych w Pradze powiększyła swój dorobek o jeden złoty, jeden srebrny i osiem brązowych medali najważniejszej imprezy w łuczniczym kalendarzu. Jej występ w 1955 r. pozwolił reprezentantkom Polski na zajęcie 3. miejsc w trójbojach i wieloboju drużynowym w Helsinkach. Wówczas wydawało się, że doświadczona zawodniczka doczekała się godnej następczyni – jej koleżanka z teamu, Katarzyna Wiśniowska, która w stolicy Finlandii wywalczyła złoto w wieloboju indywidualnym, podobnego sukcesu jednak już nie powtórzyła9.

Zasłużona Mistrzyni Sportu (tytuł ten nadano jej jako jednej z pierwszych sportsmenek) zmarła w Szwecji 6 czerwca 1979 r., pozostawiając po sobie pokaźną spuściznę – multum pucharów, medali i dyplomów, które przekazała Muzeum Sportu. Zasłużenie trafiła na listę najlepszych zawodniczek, zawodników, działaczy, arbitrów i szkoleniowców w historii polskiego łucznictwa – takową ogłoszono na spotkaniu z okazji 85-lecia PZŁucz10. Była zawodniczką sławną i podziwianą, pierwszym wzorem, osobą otaczaną w środowisku ogromnym szacunkiem, niemal kultem.11 „Wszyscy, którzy ją znali osobiście, wspominają panią Janinę jako nie tylko wielkiego, w skali światowej, sportowca, lecz także niezwykle uczynną koleżankę, zawsze służącą radą i pomocą, człowieka wielkiej uczciwości”12 – pisano w pośmiertnym wspomnieniu. Szczegółowy obraz jej dokonań jest na tyle bogaty, że niemal niemożliwy do scharakteryzowania w jednym akapicie. Niech zatem przemówią liczby: reasumując Janina Kurkowska-Spychajowa w ciągu długotrwałej kariery zdobyła 63 medale łuczniczych mistrzostw świata (w tym 34 złote, 15 srebrnych i 14 brązowych)13, niezliczoną ilość razy zwyciężała w mistrzostwach Polski (siedmiokrotnie w samym wieloboju), poprawiała długo obowiązujące rekordy świata. Wśród konkurencji, w których z powodzeniem rywalizowała figurują: strzelanie z łuku na dystansie 25, 30, 35, 40, 50, 60 i 70 m, trójbój krótkodystansowy (25, 35 i 50 m lub 30, 40 i 50 m), trójbój długodystansowy (50, 60, 70 m) i wielobój (wszystkie dystanse łącznie).

Obrazek
Kurkowska-Spychajowa w trakcie jednej z konkurencji łuczniczych mistrzostw Polski w Krakowie (czerwiec 1936 r.). Źródło: NAC, Ilustrowany Kurier Codzienny, sygn. 1-S-1316-2.


Dlaczego więc postać Janiny Kurkowskiej-Spychajowej dla przytłaczającej większości sympatyków sportu jest kompletnie nieznana? Wydaje się, że wszystko rozbija się o pewien istotny brak w bogatej kolekcji sportsmenki. Gdyby tylko sięgnęła (czytaj: mogła sięgnąć!) po medal igrzysk olimpijskich... Na jej nieszczęście łucznictwo zostało wycofane z programu IO po zmaganiach w Antwerpii w 1920 r. Co za tym idzie – długo pozostawało w cieniu i cieszyło się znikomą popularnością. Bohaterka niniejszego artykułu była fenomenalną łuczniczką, ale podziwiało i wielbiło ją wąskie grono pasjonatów. Adekwatnym przykładem może być chociażby incydent z Wielkiej Rewii Asów Sportu, którą zorganizowali warszawscy dziennikarze pod koniec czerwca 1939 r. Wzięła w niej udział także Kurkowska-Spychajowa, której występ dziennikarz spuentował słowami: „(...) Potem zobaczyliśmy na placu legendę. Wiemy wszyscy, że istnieje mistrzyni świata Kurkowska-Spychajowa. Że ta pani świetnie strzela z łuku... Ale kto z nas kiedykolwiek widział jej kunszt i kto miał pojęcie do jakich dochodzi się wyników? Kurkowska złożyła swą kartę wizytową wobec pełnego stadionu: słomiana tarcza najeżyła się strzałami. Ten pokaz „nieznanego sportu” pokwitowała publiczność gromkimi brawami. Z pewnym zażenowaniem myśleliśmy, że to po raz pierwszy publiczność polska oklaskuje znaną na całym świecie łuczniczkę”14. Znamienne.

Łucznictwo (od)zyskało swój zasłużony prestiż dopiero w 1972 r. Od Igrzysk XX Olimpiady w Monachium sport ten ma stałe miejsce w programie zawodów olimpijskich. Początkowo największe sukcesy święcili Amerykanie, obecnie zaś hegemonami łuku są zawodnicy z Korei Południowej. W dyscyplinie, w której zorganizowaniu Polacy mieli w latach 30. XX w. niebagatelny udział, zdobyliśmy dotychczas zaledwie dwa olimpijskie krążki – dwukrotnie zasługą kobiet. W 1972 r. po srebro sięgnęła Irena Szydłowska (ustąpiła Doreen Wilber z USA) a 24 lata później w Atlancie brąz, po zaciętej walce z Turczynkami, wywalczyła reprezentacja Polski kobiet w składzie: Iwona Dzięcioł, Katarzyna Klata i Joanna Nowicka. Trudno jest nawiązać do wybitnych osiągnięć Kurkowskiej-Spychajowej sprzed wielu dekad, ale – przyznajmy – legendarna łuczniczka poprzeczkę zawiesiła nadzwyczaj wysoko.

Bibliografia:

1. Dymecka J., J. Kurkowska-Spychajowa [et al.], Szermierka, łucznictwo, strzelanie. Praca zbiorowa, Warszawa 1935.
2. Gawkowski R., Sport w II Rzeczypospolitej, Warszawa 2012.
3. Lipoński W., Dzieje sportu polskiego. Od średniowiecznego łucznictwa do ostatniej olimpiady, Poznań 1997.
4. Łucznictwo. Teoria i praktyka szkolenia, oprac. Polski Związek Łuczniczy – Zespół ds. Wyszkolenia, Warszawa 2002.
5. Mała Encyklopedia Sportu, t. I – A-K, pod red. K. Hądzelka, Warszawa 1984.
6. Michalik M. B., Kronika sportu, Warszawa 1993.
7. Polski Związek Łuczniczy 1927-2012 (folder okolicznościowy), Warszawa 2012.
8. Szulecki K., Życie sportowe w drugiej Rzeczypospolitej, Warszawa 2012.

Czasopisma:

1. Drozdek-Małolepsza T., Sport łuczniczy kobiet w Polsce w latach 1925-1939, „Studia Humanistyczne”, 2011, nr 11.
2. Mleczko J. K., Maria Mączyńska, „Sportowiec”, 1979, nr 20.
3. „Przegląd Sportowy” – numery archiwalne z lat 1931-1939, 1945-1955 i 1979. Zob. zwłaszcza: nr 64 z 1933 r. (s. 6), 88 z 1935 (s. 6), 75 z 1936 (s. 5), 64 i 65 z 1938 (odpowiednio: s. 6 i 5), 63 i 64 z 1939 (odp.: s. 3 i 1), 6 z 1945 (s. 4), 65, 66, 67 i 71 z 1947 (odp.: s. 1, 1, 1 i 4) oraz 111 z 1979 (s. 1-2).
4. „Tempo”, 1979, nr 45.
5. Zaborniak S., Król P., Rożek H., I Archery World Championships in Lvov in 1931, „Scientific Review of Physical Culture”, 2013, vol. 3, nr 2.

Strony internetowe:

1. http://www.olimpijski.pl/pl/bio/1421,ma ... iwona.html, [dostęp 14 marca 2016].
2. http://www.olimpijski.pl/pl/bio/2159,sz ... irena.html, [dostęp 14 marca 2016].
3. http://archeryforever.blogspot.co.ke/, [dostęp 15 marca 2016].
4. http://www.muzeum-ak.pl/slownik/formatka.php?idwyb=46, [dostęp 17 marca 2016].
5. http://sportowefakty.wp.pl/lucznictwo/3 ... uczniczego, [dostęp 17 marca 2016].
6. http://www.archery.pl/strona-18.html, [dostęp 20 marca 2016].
7. Czy król Zygmunt kopał piłkę?, http://dzieje.pl/rozmaitosci/czy-krol-z ... opal-pilke, [dostęp 25 marca 2016].
8. http://archerykon.blogspot.nl/2011/11/s ... -lasu.html, [dostęp 26 marca 2016].

1. Uwzględniono krążki zdobyte w poszczególnych konkurencjach (od 25 do 70 m), trójbojach oraz wieloboju indywidualnym i drużynowym. [↩]
2. Siedziba FITA mieściła się w Warszawie przy ul. Myśliwieckiej 3. Jej pierwszym prezesem został kpt. Mieczysław Fularski, następnie – do 1939 r. – funkcję tę sprawował dr Bronisław Pierzchała. [↩]
3. Szerzej o początkach łucznictwa na świecie i w Polsce: Łucznictwo. Teoria i praktyka szkolenia, oprac. Polski Związek Łuczniczy – Zespół ds. Wyszkolenia, Warszawa 2002, s. 3-6. [↩]
4. J. Dymecka, J. Kurkowska-Spychajowa [et al.], Szermierka, łucznictwo, strzelanie. Praca zbiorowa, Warszawa 1935, s. 57-58. [↩]
5. Cyt. za: R. Gawkowski, Sport w II Rzeczypospolitej, Warszawa 2012, s. 134. [↩]
6. „Przegląd Sportowy”, 1945, nr 6, s. 4. [↩]
7. „Tempo”, 1979, nr 45, s. 3. [↩]
8. „Przegląd Sportowy”, 1947, nr 71, s. 4. [↩]
9. Od tej pory jedyną reprezentantką Polski, która zdobyła mistrzostwo świata w wieloboju łuczniczym, była Maria Mączyńska (1967 r.). [↩]
10. http://sportowefakty.wp.pl/lucznictwo/3 ... uczniczego, [dostęp 17 marca 2016] [↩]
11. J. K. Mleczko, Maria Mączyńska, „Sportowiec”, 1979, nr 20, s. 20. [↩]
12. „Przegląd Sportowy”, 1979, nr 111, s. 2. [↩]
13. Zob. Mała Encyklopedia Sportu, t. I – A-K, pod red. K. Hądzelka, Warszawa 1984, s. 317-318. Dane częściowo zweryfikowano. [↩]
14. „Przegląd Sportowy”, 1939, nr 52, s. 3. [↩]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 18 wrz 2016, 15:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/sport/276480-nie-zy ... krzesinska

Nie żyje jedna z najwybitniejszych polskich lekkoatletek - Elżbieta Krzesińska
opublikowano: 2015-12-29 12:19:55+01:00 · aktualizacja: 2015-12-29 14:09:44+01:00


fot. PAP/Archiwum


W wieku 81 lat zmarła w nocy po długiej chorobie Elżbieta Krzesińska, wybitna polska lekkoatletka - poinformował PZLA. „Złota Ela”, której znakiem rozpoznawczym był długi warkocz, wywalczyła w skoku w dal złoty medal olimpijski w Melbourne i srebrny w Rzymie.
Krzesińska (z domu Duńska) z powodzeniem rywalizowała także na arenie krajowej w skoku wzwyż, biegu na 80 m przez płotki i pięcioboju.
Urodzona 11 listopada 1934 roku w Młocinach (wówczas koło Warszawy) lekkoatletka do tej dyscypliny sportu trafiła nieco przypadkowo. W Elblągu, pod koniec roku szkolnego, z powodu licznych nieobecności na lekcjach wychowania fizycznego (wstydziła się przebierać w strój sportowy), nauczyciel postawił jej warunek. Dostanie na świadectwie maturalnym piątkę, jeśli przeskoczy poza wytyczoną przez niego na piasku linię.
Wylądowałam tak daleko poza linię, że zaszokowałam nie tylko nauczyciela
— wspomniała była rekordzistka świata w skoku w dal (6,35 m dwa razy w 1956 roku - w Budapeszcie i Melbourne).
Z wykształcenia była lekarzem stomatologiem - studiowała na Akademii Medycznej w Gdańsku i tam też trenowała. W 1952 roku jej szkoleniowcem został Andrzej Krzesiński, za którego trzy lata później wyszła za mąż.
Sławę zdobyła przede wszystkim … włosami. Mimo znakomitego skoku podczas igrzysk w Helsinkach w 1952 roku, została przesunięta z drugiej na dwunastą pozycję. Przyczyną degradacji był długi warkocz, który przy lądowaniu, gdy miała odchyloną do tyłu głowę, pierwszy dotknął piasku, zostawiając na nim ślad długości ok. 60 cm. Konkurs przerwano, a sędziowie dyskutowali, jaką odległość skoku uznać - od belki do początku śladu warkocza, czy do śladu ciała. Mając mało czasu i wobec ostrego protestu Węgrów, orzekli, że „warkocz jest częścią ciała”. Po tym zdarzeniu w Polsce wywiązała się wielka debata, a warkocz miał zarówno zwolenników, jak i przeciwników.
Przed następnymi igrzyskami Krzesińska przezornie skróciła warkocz i zdobyła w Melbourne złoty medal. W 1960 roku w Rzymie, mimo osłabienia kontuzją i kradzieży butów (skakała w pożyczonych męskich kolcach, które były o dwa numery za duże), zdołała wywalczyć olimpijskie srebro. Swoje wspomnienia opisała w wydanej w 1994 roku książce „Zamiatanie warkoczem”.
Do dziś żona imponuje mi żywotnością. Gdy idzie ze mną na trening skoku o tyczce, to muszę ją przywiązywać, by nie „szalała”. Rwie się do prowadzenia zajęć, a przecież ma problem z kręgosłupem od lat. Dyskopatia postępuje. Ale entuzjazmu jej nie brakuje
— powiedział PAP w ubiegłym roku Krzesiński.

lap/PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 30 paź 2016, 10:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/the-powerful-son-o ... arodowosc/

,,The powerful son of Poland” – mocarz, który rozsławił Polskę. Z dumą podkreślał swoją narodowość
Opublikowane 2016/10/28 w Polska pod zaborami

Obrazek

Naprawdę miał na imię Stanisław, ale przybrał przydomek „Zbyszko”, bo jeszcze w gimnazjum upodobał sobie postać Sienkiewiczowskiego Zbyszka z Bogdańca herbu Tępa Podkowa. Chciał być tak samo silny i odważny jak jego bohater, który nie bał się chodzić samopas na niedźwiedzia, a kuszę naciągał bez pomocy korby.

Miejscem narodzin Zbyszka była spora (dwa kościoły) galicyjska wieś Jodłowa koło Jasła, a nauki gimnazjalne zaczął pobierać w Stanisławowie. Już wtedy, przy wzroście 175 centymetrów, ważył 110 kilogramów – bez grama tłuszczu – i nikt z kolegów nie miał ochoty z nim zadzierać. Wszystkich kładł momentalnie na łopatki.

Obrazek

Pewnego razu do Stanisławowa przyjechał cyrk. Występował w nim austriacki siłacz Adolf Specht. Łamał podkowy jak zapałki, rozrywał żelazne łańcuchy, giął sztaby. Gdy mu doniesiono o młodym miejscowym atlecie, któremu nikt nie mógł sprostać, wyzwał Cyganiewicza do walki. Obiecał chłopcu 10 koron, jeśli wytrwa z nim tyleż minut. Zbyszko bez trudu zainkasował tę kwotę. Zarobił ją też i następnego dnia, mimo że Specht przedłużył okres próby do kwadransa. Trzeciego dnia Specht oznajmił, że da tysiąc koron temu, kto go zwycięży. Była to nadmierna już bufonada, gdyż Cyganiewicz rozprawił się z nim w ciągu dwóch minut. Ale nie otrzymał obiecanej nagrody. Gdy po nią przyszedł, rozwścieczony dyrektor przepędził go z cyrku.

Zdarzenie to wykorzystał przeszło osiemdziesiąt lat później reżyser Filip Bajon w psychologicznym filmie Aria dla atlety. Wzorowany na Zbyszku zapaśnik Góralewicz (grał go Krzysztof Majchrzak) pochodzi ze Stanisławowa i też walczy w cyrku z przeciwnikiem o nazwisku Specht. I tak samo jak Cyganiewicz jedzie w młodości do Niemiec, gdzie debiutuje walkami w cyrkach.

Człowiekiem, który przyhołubił Cyganiewicza i wprowadził go w arkana zapaśnictwa, był legendarny „Pytlas”, czyli Władysław Pytlasiński. To pod jego nadzorem trenował i dzięki niemu po krótkim czasie odnosił sukcesy w Wiedniu, Sewastopolu, Bukareszcie. Niebywale dramatyczny pojedynek stoczył w berlińskim cyrku Buscha z Belgiem Omarem de Bouillon. Opisał tę walkę szczegółowo w swych pamiętnikach Na ringach całego świata (1937).

„Po 46 minutach podniosłem go w górę i z krótkiego zamachu rzuciłem tak silnie na arenę, że podłoga jęknęła po jego ciężarem. Upadł tak nieszczęśliwie, że stracił przytomność. W takim stanie przeleżał 12 minut i policja otoczyła mnie, sądząc, że stałem się mimowolnym zabójcą. Na szczęście, dzięki wysiłkom lekarzy doszedł do siebie i mógł stanąć do dalszej walki”.

Po tej wygranej Cyganiewicz wyrobił sobie wielki mir wśród konkurentów i popularność na skalę globalną. Tłumy ciągnęły na jego występy nie tylko w Warszawie i innych polskich miastach, ale i na drugiej półkuli. W międzynarodowym turnieju wolnoamerykanki na stadionie w Argentynie stoczył 119 pojedynków.

Ostatniego dnia zawodów jego przeciwnikiem był doświadczony Amerykanin Abe Kaplan. Walczono według zaostrzonej formuły do trzykrotnego obalenia na łopatki. Nie doszło do tego, bo gdy Polak wyrzucił Kaplana w publiczność daleko za sznury ringu, ten legł nieruchomo i nawet nie próbował wstać. Arbiter odliczył przepisane regulaminem 20 sekund, lecz Kaplan nadal leżał, jakby wyzionął ducha. Po odczekaniu pięciu minut sędzia zachęcał go bezskutecznie do powrotu na matę, a po ponownym odliczeniu dwudziestu sekund ogłosił Cyganiewicza mistrzem świata.

Wcześniej – po walce w Paryżu z silnym jak tur Ukraińcem Iwanem Poddubnym – Zbyszko uzyskał mistrzowski pas w stylu klasycznym. Pod koniec pierwszej dekady XX wieku miał na koncie ponad 900 walk bez porażki. A potem jeszcze poprawi ten rekord do zawrotnego poziomu 1093 zwycięstw. Do dziś żaden zawodnik sportów walki nie zbliżył się nawet do tego wyniku.

W czasie, gdy Polski jeszcze nie było na politycznych mapach Europy, Cyganiewicz zawsze podkreślał swoją narodowość, występując jako Stanislaus Zbyszko. W Chicago kilkunastotysięczna sala wypełniana była w połowie polskimi widzami.

The powerful son of Poland – tak nazywali go dziennikarze. On sam pisał:

„Moje zwycięstwa imponowały Amerykanom. A wtedy Polakami nikt się nie zajmował. Wobec żywiołu niemieckiego rzesza Polaków nie stanowiła żadnego czynnika”.

W Ameryce jego przeciwnikiem był między innymi sławny Frank Gotch. Zbyszko raz z nim zremisował, drugi raz przegrał, ale Gotch później zawsze go unikał. Do historii przeszły zmagania Cyganiewicza z niepokonanym Wielkim Gamą, indyjskim siłaczem, zwanym Lwem Pendżabu. Pewien patriotycznie motywowany maharadża jednego z indyjskich księstw finansował zagraniczne tournée Gamy, chcąc, by upokarzał zawodników z Zachodu, szczególnie Anglików. Cyganiewicz nie dał się jednak pokonać. Po prawie trzech godzinach walki toczonej pod gołym niebem przerwano ją, bo zapadał już zmrok, i ogłoszono remis. Po latach Zbyszko, mający już 48 lat, pojechał do Indii na rewanż i tam, niestety, błyskawicznie przegrał, ku radości pięćdziesięciu tysięcy widzów.

Odwagi i ambicji nigdy mu nie brakowało. Ofiarą jego potężnych bicepsów padł między innymi Anglik Ed Lewis, zwany Dusicielem, bo dławił przeciwników zakleszczającym szyję „krawatem”. Cyganiewicz zbliżał się już do sześćdziesiątki, gdy pokonał w Buenos Aires Argentyńczyka Gardiniego. Przekroczył siedemdziesiątkę, kiedy wezwał do walki olbrzymiego Włocha Primo Carnerę, który, nim został bokserem, uprawiał zapasy. Chciał dowieść, że Carnera jest tylko dużym i ciężkim brutalem bez talentu i klasy. Nie doszło jednak do tej konfrontacji, bo nie zgodziła się na nią nowojorska federacja zapaśnicza ze względu na wiek Polaka.

Konikiem Zbyszka były języki obce. Znał ich dziewięć i uczył się kolejnych nawet na emeryturze w stanie Missouri, gdzie kupił farmę.

Miał 87 lat, gdy przegrał walkę z chorym sercem.

talia-niezwyklych-postaci-ii-rpW lipcu 2010 roku na mównicę sejmową wszedł poseł Jan Warzecha i zaskoczył Wysoką Izbę oświadczeniem, że pragnie jej przedstawić sylwetkę zapaśnika Cyganiewicza, który wsławiał Polskę na arenach całego świata.

Opisując jego karierę, przypomniał szkolną przynależność mistrza zapasów (w Stanisławowie i Krakowie) do drużyn Sokoła. To właśnie uprawiane tam ćwiczenia sportowe pod okiem wybitnych instruktorów były zalążkiem jego wielkich sukcesów. „Ale ma to również znamienny – kontynuował poseł – podkład romantyczno-patriotyczny”.

„Żyliśmy Sienkiewiczem i jego bohaterami. Byli nam bliscy i umiłowani – pisał w swej książce Cyganiewicz. – Pod tym właśnie wpływem zakładaliśmy kluby szermiercze i wstępowaliśmy do gniazd Sokolich”. Sienkiewicz naprawdę krzepił serca w czasach, gdy było to Polakom bardzo potrzebne.

A co skłoniło posła Warzechę do wygłoszenia tej oracji?

Aż dwie okoliczności. Po pierwsze, przypadała właśnie sto trzydziesta rocznica urodzin Cyganiewicza. Po drugie, poseł czuł się do swego wystąpienia szczególnie uprawniony, przyszedł bowiem na świat, tak samo jak Zbyszko, we wsi Jodłowa opodal Jasła.

fragment książki Jerzego Chociłowskiego „Talia niezwykłych postaci II RP”

KSIĄŻKĘ MOŻNA KUPIĆ TUTAJ
http://www.wydawnictwoerica.pl/sites/books/183


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 04 lis 2016, 08:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/40244-dynamo-wroclaw-pi ... ukraincow/

Ukraińcy to w 80% potomkowie polskich chłopów, którzy skuszeni szansą otrzymania własnego gospodarstwa dali się skusić królewiętom i osiedli na Ukrainie w XVI i XVII wieku. Lud to słowiański i Polakom bliski, więc jeśli ich dusz i umysłów nie zakaził banderyzm, nie mamy nic przeciwko ich działalności w Polsce. W sumie osiedlając się w Polsce wracają na ziemie swoich polskich przodków.

Kopia artykułu:

Dynamo Wrocław – pierwszy w Polsce klub tylko dla Ukraińców
Michał Miłosz Opublikowano 3 listopada 2016

Kierownik i bramkarz Dynama Wrocław Maksym Siabro mówi, że – Jesteśmy pierwszą drużyną we Wrocławiu, a także chyba w całej Polsce, w której grają wyłącznie Ukraińcy.
– Jesteśmy pierwszą drużyną we Wrocławiu, a także chyba w całej Polsce, w której grają tylko sami Ukraińcy. Kiedyś podobny zespół powstał w Czechach, ale się rozpadł – opowiedzał polskim mediom Siabro. Zespół Dynama Wrocław występuje w klasie C i liczy w tym sezonie na awans do klasy B. Wszystko zaczęło się przez ogłoszenie w internecie, że poszukiwani są chętni Ukraińcy do gry w piłkę. Najpierw trenowali kilka miesięcy, a następnie po selekcji utworzona została drużyna i zgłoszona do oficjalnych rozgrywek.
Zawodnicy Dynama skarżą się mediom, że nie wszyscy rywale ich przyjmują przyjaźnie. – Niektórzy wspominają historię. My jesteśmy jednak młodzi i o tym, co oni mówią wiemy tylko ze szkoły. To już było, a teraz są nowe, inne czasy – (o Wołyniu – przyp. red.) kapitan Dynama Vasil Salo.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 13 lis 2016, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/sport/315109-adam-n ... jnowsze%29

3:0 z Rumunią w Bukareszcie to imponujący rezultat.

Kopia artykułu:

Adam Nawałka dumny z podopiecznych: "Byliśmy nie do zatrzymania!"
opublikowano: 2016-11-12 00:08:28+01:00


fot. PAP/EPA


„Rumuni zagrali dobry mecz, ale byliśmy nie do zatrzymania”
— powiedział selekcjoner reprezentacji Polski Adam Nawałka po piątkowym zwycięstwie w Bukareszcie nad Rumunią 3:0 w eliminacjach piłkarskich mistrzostw świata.
„Zespół Rumunii postawił nam bardzo trudne warunki. Wynik 3:0 można odbierać jako łatwy mecz. Gospodarze jednak mieli plan na to spotkanie, grali ofiarnie i tworzyli dobrze zorganizowaną drużynę. My graliśmy konsekwentnie, mądrze i z dużym poświęceniem. Po przerwie czekaliśmy na kontrataki. Jednak dobrze radziliśmy sobie również w ataku pozycyjnym. Za taką postawę i mobilizację do końca należą się brawa”
— powiedział Nawałka na pomeczowej konferencji prasowej.
Po przerwie jedna z petard spadła tuż obok Roberta Lewandowskiego. Kapitan biało-czerwonych ogłuszony hukiem padł na murawę i nie podnosił się z niej przez kilka minut, a mecz został przerwany.
„Jest nam wszystkim bardzo przykro, że na meczach reprezentacji mają miejsce takie wydarzenia. Nieodpowiedzialni ludzie zachowują się w niedopuszczalny sposób. To mogło zakończyć się tragedią i jestem pewny, że UEFA zareaguje odpowiednio na to, co się stało. Sędziowie decydują o tym, czy mecz będzie przerwany”
— dodał.
Po mistrzostwach Europy we Francji reprezentację Rumunii objął Niemiec Christph Daum.
„Oczywiście, że nastąpiły zmiany w sposobie gry Rumunii. Trener Daum jest jednym z najlepszych szkoleniowców, których osobiście znam. Widać, że jego zespół jest dobrze zorganizowany. Rumuni przed meczem z nami stracili tylko jedną bramkę w tych eliminacjach. Dobrze z nami zagrali, ale byliśmy nie do zatrzymania”
— ocenił szkoleniowiec.
W 80. minucie dokonał dosyć zaskakującej zmiany, bo przy prowadzeniu 1:0 Piotra Zielińskiego zastąpił Łukasz Teodorczyk.
„Łukasz wywiązał się bardzo dobrze ze swojej roli. Chcieliśmy dodać drużynie świeżej krwi i pozytywnych emocji. Łukasz cały czas udowadniał na treningach, że walczy o miejsce w składzie. Jego gra w klubie spowodowała, że wcześniej zaplanowaliśmy tę zmianę. Łukasz ciężko pracował też w defensywie i ta zmiana była bardzo udana”
— podkreślił Nawałka.
Dzięki temu zwycięstwu biało-czerwoni z dorobkiem 10 punktów zimę spędzą na pierwszym miejscu w grupie E eliminacji. Wykorzystali bowiem porażkę Czarnogóry z Armenią (2:3). Tym samym bałkański zespół wciąż ma siedem punktów. Trzecia jest Dania po zwycięstwie z Kazachstanem 4:1.
„Widać, że ta grupa jest bardzo wyrównana. Ormianie nie są tak słabi jak niektórzy ich oceniali. Zawsze okazujemy szacunek rywalom i tak było również przed meczem z Rumunią. Jednak na przedmeczowej konferencji zapowiedziałem, że rozegramy jeden ze swoich najlepszych meczów i tak się stało”
— ocenił selekcjoner.

ansa/PAP

autor: zespół wSumie.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 13 lis 2016, 11:08 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
te Trzy bramki długo będziemy pamiętać,ale również zapamiętamy paskudne zachowanie bandytów z racami,dobrze ,ze Lewy jakoś wyszedł z tej opresji,ale zemścił się też okrutnie ,dwie bramki,to super odpowiedz,za kopanie i race


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 24 lis 2016, 09:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/historii-ligi-mist ... oli-wideo/

Najbardziej efektowna klęska polskiego klubu w europejskich pucharach.

Kopia artykułu:

W historii Ligi Mistrzów nie było takiego meczu: trzy rekordy pobite w szalonym spotkaniu Legii. Zobacz kanonadę goli [WIDEO]
Opublikowane 2016/11/23 w Sport/Wiadomości ze świata

Obrazek

Po emocjonującym meczu Legia Warszawa przegrała w Dortmundzie 4-8 (2-5) z Borussią w swoim piątym meczu w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Dla statystyków był to również wyjątkowy mecz. Piłkarze pobili trzy rekordy.
Pięć bramek w pierwszych 25 minut – to pierwszy rekord, jaki został pobity podczas spotkania Borussia Dortmund – Legia Warszawa w Lidze Mistrzów.
Dodatkowo zaledwie raz – w 2003 roku piłkarze byli w stanie strzelić 7 goli w 1. połowie. Piłkarze Legii i BVB wyrównali rekord z meczu Monaco – Deportivo La Coruna.
Nikt jeszcze w Lidze Mistrzów nie strzelił 5 goli w 16 minutach, co udało się we wtorkowy wieczór.
Ostatnim rekordem, który został pobity, to 12 goli w spotkaniu. Monaco wygrało z Deportivo ,,zaledwie” 8:3.
A jak padały gole we wtorkowym starciu?

https://www.dailymotion.com/embed/video/x532mkf

wszystkie gole Legii:
Skrót meczu:

Borussia Dortmund 8-4 Legia Warszawa
Shinji Kagawa 17, 18, Nuri Şahin 20, Ousmane Dembélé 29, Marco Reus 32, 52, Felix Passlack 81, Jakub Rzeźniczak 90 (s) – Aleksandar Prijović 10, 24, Michał Kucharczyk 57, Nemanja Nikolić 83
Borussia: 1. Roman Weidenfeller – 18. Sebastian Rode, 28. Matthias Ginter, 5. Marc Bartra (62, 37. Erik Durm), 30. Felix Passlack – 7. Ousmane Dembélé (72, 21. André Schürrle), 27. Gonzalo Castro, 8. Nuri Şahin (70, 17. Pierre-Emerick Aubameyang), 23. Shinji Kagawa, 22. Christian Pulišić – 11. Marco Reus.
Legia: 33. Radosław Cierzniak – 19. Bartosz Bereszyński, 4. Jakub Czerwiński, 2. Michał Pazdan, 25. Jakub Rzeźniczak – 18. Michał Kucharczyk, 15. Michał Kopczyński, 6. Guilherme (55, 3. Tomasz Jodłowiec), 8. Vadis Odjidja-Ofoe (75, 11. Nemanja Nikolić), 32. Miroslav Radović – 99. Aleksandar Prijović (69, 52. Mateusz Wieteska).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 01 gru 2016, 18:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/1-grudnia-1970-rok ... oncewicza/

1 grudnia 1970 roku, Kazimierz Górski został selekcjonerem reprezentacji Polski w piłce nożnej. Kazimierz Górski zastąpił na tym stanowisku Ryszarda Koncewicza
1 grudnia 2016 00:03

Obrazek

Urodził się 2 marca 1921 roku we Lwowie. Grał jako napastnik w Robotniczym Klubie Sportowym Lwów (1936-1939), Spartak Lwów (1940-1941), Dynamo Lwów (1944) oraz Legia Warszawa (1945-1953). 26 czerwca 1948 zdażyło mu się również wystąpić w jednym meczu reprezentacji Polski (z Danią). Karierę w RKS Lwów przerwała mu II wojna światowa.
Po wojnie (w 1952 r.) ukończył kurs trenerski w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego w Krakowie. Pierwszą samodzielną pracę szkoleniową rozpoczął w 1954 roku, trenował klub Marymont Warszawa, który w latach 1955-1956 występował w II lidze (to największe osiągnięcie klubu). W latach 1956-1960 szkolił polskich juniorów. Następnie prowadził Legię Warszawa, której trenerem był od 1959 do 1962 roku (dwukrotnie), a następnie w latach 1981-1982. Z Legii trafił do Lublinianki (1963/1964), a następnie do Gwardii Warszawa (1964-1966 rok). Od 1966 do 1970 roku trenował reprezentację Polski do 23 lat.
W latach 1970-1976 był trenerem kadry narodowej z którą odniósł historyczne sukcesy: Monachium 1972 – złoty medal Igrzysk Olimpijskich, RFN 1974 – srebrny medal Mistrzostw Świata (mecz o 3 miejsce z Brazylią odbył się na Stadionie Olimpijskim w Monachium), Montreal 1976 – srebrny medal Igrzysk Olimpijskich. W tym samym czasie (1973 r.) przez krótki czas był również trenerem ŁKS-u.
Po odejściu ze stanowiska selekcjonera trenował kluby greckie: w latach 1977/1978 Panathinaikos AO (z którym zdobył Mistrzostwo Grecji), w latach 1980/1981 oraz 1983 Olympiakos SFP (z którym również zdobył Mistrzostwo Grecji) oraz w latach 1983-1985 Ethnikos Pireus.
Kazimierz Górski zmarł 23 maja 2006 roku po ciężkiej chorobie nowotworowej. Pogrzeb odbył się 2 czerwca a ciało zostało złożone w grobie rodzinnym na Cmentarzu Powązki Wojskowe w Warszawie.

Obrazek
Zdjęcie: Kazimierz Górski
Źródło zdjęcia: http://www.kazimierzgorski.p



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 06 gru 2016, 10:43 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Tego jeszcze w historii polskich skoków narciarskich nie było !


Historyczny sukces polskich skoczków!

Obrazek

Polska reprezentacja w skokach narciarskich, w niemieckim Kliengenthal, pierwszy raz w swojej historii wygrała drużynowe zawody.

Nasza reprezentacja wystąpiła w składzie: Piotr Żyła (134 m. w pierwszej serii i 134 m. w drugiej serii), Kamil Stoch (139 m. i 140 m.), Dawid Kubacki (132,5 m. i 134,5 m.) i Maciej Kot (139 m. i 139 m.). Łącznie uzyskaliśmy 1128,7 pkt, wyprzedzając Niemcy (w składzie Eisenbichler, Wellinger, Freitag i Freund) z 1087,2 pkt i Austrię (Hayboeck, Kraft, Kofler, Fettner) z 1086,3 pkt.

To potwierdzenie wysokiej formy skoczków trenowanych przez Stefana Horngachera i wspaniały prezent urodzinowy dla Adama Małysza, który dzisiaj ukończył 39 lat.

Piotr Zyla, Kamil Stoch, Dawid Kubacki and Maciej Kot wins in #Klingenthal!#skijumping #skispringen #worldcup #skijumpingfamily pic.twitter.com/gZxQNPt0ud
— Newsskijumping (@Newsskijumping) 3 grudnia 2016

Obrazek

Obrazek

Źródło: eurosport

http://telewizjarepublika.pl/historyczn ... 41485.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 06 gru 2016, 11:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/sport/318147-jestem ... jnowsze%29

"Jestem wrogiem numer jeden". Justyna Kowalczyk o skandalicznym zachowaniu norweskich kibiców. Zemsta za uwagi o "chorobach astmatycznych"?
opublikowano: 2016-12-05 16:40:23+01:00 · aktualizacja: 2016-12-05 18:54:01+01:00


fot.youtube.pl


Dziękuję za wszystkie „k..wy” i buczenie na trasie moim norweskim „kibicom” Dzięki takim jak Wy chce mi się walczyć na wielu frontach - napisała Justyna Kowalczyk na Twitterze.
O co chodzi?
Biegi narciarskie w Norwegii nie mają dobrej prasy i przeżywają kryzys. Najpierw skandal ze zbyt dużą dawką leków na astmę u Martina Johnsruda Sundby’ego, potem pozytywny wynik testu dopingowego u Therese Johaug, a na koniec informacje o podawaniu medykamentów na astmę zdrowym zawodnikom, w dodatku nie tylko dorosłym, ale nawet juniorom. Polka o astmie u norweskich biegaczy i przyjmowanych przez nich lekach mówi od 5 lat, jednak ostatnio ataki na nią przybrały na sile. Wiele wskazuje, że teraz norwescy kibice nie radzą sobie z sytuacją i mszczą się na polskiej biegaczce.
W czasie weekendu nasz zawodniczka napisała na Twitterze, że podczas biegu na 5 km techniką dowolną była wyzywana i obrażana. W niedzielę w swoim felietonie dla serwisu wyborcza.pl ujawniła, że niestety również jej rodzice byli obrażani przez pijanych fanów biegów narciarskich.

Byłam przez tubylców wyklinana i po norwesku, i po angielsku, i pokracznie po polsku w tak obraźliwy sposób, że gdybym zacytowała, to pewnie tekst by się nie ukazał. Podczas zwykłych treningów, podczas testowania nart, podczas rozgrzewek przed zawodami. Nawet gdy robiłam zakupy. Dwa tygodnie ciągłego mieszania z błotem
—tak Kowalczyk opisuje sytuacje z 2010 roku.
Teraz, gdy czas przyznał nam rację, gdy na światło dzienne wychodzą co rusz nowe norweskie praktyki astmatyczne, znów jestem wrogiem numer jeden
—zaznacza i dalej opisuje tegoroczną skandaliczną sytuację:
Moich rodziców, którzy dopingowali na jednym z podbiegów, pijani Norwegowie zmusili do zwinięcia polskiej flagi. Nie mówiłam o tym, bo z drugiej strony miałam wielkie wsparcie Polaków, których przecież w Norwegii żyje i pracuje wielu. Głównie ze względu na nich nie chciałam większej wojny.
Justyna Kowalczyk pokazała klasę, nie tylko sportową. Stwierdziła, że skandaliczne zachowania norweskich kibiców nie robią na niej wrażenia, a Norwegię… nawet lubi, ponieważ są tam również życzliwi dla niej ludzie.

ann/wyborcza.pl

Kibicom Justyny Kowalczyk polecamy album fotograficzny pt.”Bieg Życia Justyny”. Można go kupić szybko i wygodnie w naszej internetowej księgarni „wSklepiku.pl”.
http://www.wsklepiku.pl/bieg-zycia-justyny-tw/

autor: wSumie.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 507 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /