Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 17 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 10 maja 2011, 12:04 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Jak się ustrzec przed zdradą małżeńską















gościem programu był: dr Mieczysław Guzewicz
program prowadził: o. Benedykt Cisoń

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 10 maja 2011, 12:40 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Jak dochować wierności w małżeństwie













- Jak dochować wierności w małżeństwie
gościem programu był: dr Mieczysław Guzewicz
program prowadził: o. Benedykt Cisoń

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 01 lut 2012, 22:36 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Małżeństwo na trzy sposoby

Jak dobrze wiadomo, chrześcijanie – i dawniej, i obecnie – różnią się w podejściu do małżeństwa. Różnie ujmują jego teologiczne znaczenie, a więc tym bardziej w praktyce różnie rozumieją duchowość małżeńską. W szczególny sposób dotyczy to podejścia do erotycznego wymiaru więzi małżeńskiej i jego związku z duchowością.

Na czym polegają te różnice? Jak określić różne style duchowości małżeńskiej? Jakie znaczenie mogą chrześcijańscy małżonkowie – świadomie lub nawet nie do końca świadomie – przypisywać swemu małżeństwu w drodze do świętości? Szukając odpowiedzi na te pytania, posłużę się metodą analogiczną do wyróżnienia przedstawionych przed chwilą różnych typów duchowości codzienności. Pytanie o chrześcijańskie przeżywanie małżeństwa jest bowiem w gruncie rzeczy częścią pytania o to, jak przeżywać sprawy doczesne, jak przeżywać codzienność.


Po pierwsze, istnieje zatem ś w i ę t o ś ć p o m i m o m a ł ż e ń s t w a. Przykładami mogą tu być liczni błogosławieni i święci, którzy traktowali swe małżeństwo jako ciężar, a prawdziwą duchową radość odnajdywali, gdy – czy to jeszcze za życia współmałżonka, czy też po jego śmierci – oddawać się mogli praktykom pokutnym i modlitwie. Dobitnie wyraziła taki model świętości św. Katarzyna ze Sieny, która – odpowiadając na prośbę pewnego adwokata z Florencji o kierowanie jego życiem wewnętrznym – obwarowała swą zgodę dwoma warunkami: jej rozmówca musiałby najpierw porzucić swe małżeństwo i pracę zawodową. Wśród świętych, którzy żyli w małżeństwie, wiele jest osób, które dopiero po śmierci współmałżonka odnajdywały duchowe szczęście – rzecz jasna, w klasztorze. Są też pary małżeńskie, które po wychowaniu dzieci rozstawały się, za obopólną zgodą udając się do klasztorów. Zawierali sakrament małżeństwa, ale w ich życiu religijnym odgrywał on minimalną rolę.

Po drugie, można mówić o ś w i ę t o ś c i w ż y c i u m a ł ż e ń s k i m. Tutaj wskazać można by zwłaszcza te kanonizowane osoby, które świadomie akceptowały małżeństwo i za wszelką cenę starały się w nim żyć „po Bożemu” – także cierpliwie znosząc nieznośnych współmałżonków. Uświęcały się one poprzez rozmaite praktyki duchowe. Opór współmałżonków sprawiał jednak, że drogą do świętości było tu nie małżeństwo jako takie, lecz sposób przeżywania go przez jedną ze stron. Łaska sakramentu małżeństwa dawała moc do heroicznej nawet wierności współmałżonkowi. Wśród świętych, dla których małżeństwo było drogą przez mękę, wbrew pozorom, są – jak wspominałem – nie tylko kobiety-mężatki, ale także żonaci mężczyźni.

Trzeci sposób przeżywania małżeństwa na drodze wiary – ś w i ę t o ś ć p o p r z e z m a ł ż e ń s t w o – wypływa ze wspólnego świadomego przeżywania łaski tego sakramentu, którego szafarzami są przecież sami małżonkowie. Całe życie małżeńskie staje się przeniknięte wymiarem świętości, a nie tylko jego wybrane fragmenty. Wszystko, co czyni człowiek wierzący, powinno być przecież święte; tym bardziej, gdy czynią to we dwoje – związani sakramentalnym węzłem małżeńskim. Przysięga małżeńska oznacza zaś wyznanie wiary w łaskę Chrystusa, która pozwoli wytrwać w zobowiązaniu wierności na dobre i na złe.


Czym byłaby duchowość małżeństwa w każdym z tych trzech ujęć? W jaki sposób można – według powyższej klasyfikacji – ująć relacje między duchowością a cielesnością w małżeństwie jako rzeczywistości cielesno-duchowej? Tymi kwestiami chciałbym się zająć bardziej szczegółowo.

Jeśli dąży się do świętości p o m i m o małżeństwa, to znaczy, że zakłada się (przynajmniej milcząco), iż między duchowością a cielesnością istnieje nieusuwalne napięcie, a może wręcz sprzeczność. Cielesność przeszkadza w osiągnięciu doskonałości, ku której mogą prowadzić wyłącznie akty duchowe niezwiązane bezpośrednio z małżeństwem – asceza, modlitwa, indywidualne praktyki pobożne i pokutne. Podkreślić należy i n d y w i d u a l n y charakter takiej pobożności. Jest on rezultatem założenia, że małżonkowie będą ze swego życia rozliczani indywidualnie, osobiście. Do świętości nie prowadzi zatem samo małżeństwo, lecz pobożność realizowana na jego uboczu. Małżeństwo w sumie jest tu bowiem rozumiane jako owoc ustępstwa Pana Boga wobec ludzkiej słabości – skoro już człowiek odczuwa pożądliwość, to lepiej ją zaspokajać w jakiś unormowany i bezpieczny sposób, czyli w małżeństwie. Głównym obowiązkiem małżonków jest poczęcie, zrodzenie i wychowanie dzieci. Spełniwszy ten obowiązek (zaciągany przede wszystkim wobec większej społeczności, a nie wobec samych siebie!), mogą zająć się sprawami wyższej wagi, np. oddać się modlitwie i umartwieniom, także w klasztorze.


Model drugi – uświęcania się w małżeństwie – charakteryzuje się ambiwalentnym stosunkiem do życia małżeńskiego. Właściwie to lepiej, by go nie było na drodze do świętości, bo chrześcijanin w małżeństwie musi przecież zajmować się wieloma sprawami mało wzniosłymi lub wręcz podejrzanymi. Ale skoro już małżeństwo istnieje, skoro wielu pobożnych ludzi żyje w małżeństwie, to trzeba szukać dróg uświęcenia się w tym stanie. Trzeba zatem dostrzec, że ten sakrament jest jednym z ważnych wymiarów życia chrześcijanina. Trzeba uczyć, jak dobrze i świątobliwie żyć w małżeństwie. Świętość staje się tu celem życia małżonków, ale wciąż rozumiana jest indywidualnie – stąd mamy na przykład podczas rekolekcji nauki stanowe oddzielnie dla kobiet i oddzielnie dla mężczyzn. Chrześcijańscy małżonkowie żyją, co prawda, w sakramentalnej wspólnocie, lecz przed Bogiem będą rozliczani indywidualnie. Zakłada się tu zatem, że nie małżeństwo jako takie, lecz sposób przeżywania go przez każdą ze stron może prowadzić ku świętości. Modlitwa małżonków jest ważna, ale – podkreślają autorzy duchowych poradników pisanych w tym stylu – najważniejsza jest rodzinna modlitwa z dziećmi. De facto rodzina jest tu ważniejsza od małżeństwa.


W trzecim ujęciu uświęcamy się p o p r z e z małżeństwo. Tym samym duchowość małżeńska to nie tylko „praktyki pobożne”, lecz wszystko, co pozwala wyrażać, umacniać i pogłębiać wzajemną więź małżonków – będzie to zatem i sposób dzielenia się codziennymi obowiązkami domowymi, i sposób przeżywania erotycznego wymiaru miłości; i wspólne „marnowanie czasu” przy domowej herbatce, i wspólna modlitwa. Budowanie więzi małżeńskiej zaczyna się jeszcze przed ślubem i trwa przez całe życie. Kluczową sprawą jest tu dialog małżeński. Małżeństwo to przecież dążenie do coraz głębszego zjednoczenia. W tym stylu myślenia powołanie małżeństwa chrześcijańskiego jest wezwaniem do specyficznego rodzaju więzi z Bogiem – jak żartują niektórzy autorzy, do stworzenia „trójkąta małżeńskiego”, który stanowić mają małżonkowie i Bóg, przed którym ślubowali sobie miłość i wierność. Nawet więcej ¬– oni nie tylko przed Bogiem ślubowali; ich miłość wyraża i symbolizuje Boga, który jest Miłością. Oni dwoje jako wspólnota małżeńska są sakramentem Miłości, która ich stworzyła i nieskończenie przerasta.

Celem jest tu wspólna świętość małżonków, a nie indywidualne uświęcenie. Wspólnota małżeńska jest postrzegana jako fundament rodziny. Istnieje wszak sakrament małżeństwa, a nie ma sakramentu rodziny. Kochający się rodzice to najpiękniejszy prezent, jaki mogą otrzymać dzieci. Specyfikę tego modelu duchowości małżeńskiej najwyraźniej widać w przypadku modlitwy. Powinna to być wspólna modlitwa małżeńska. Nie ma przecież innej sakramentalnej wspólnoty, w której dwoje chrześcijan mogłoby codziennie wspólnie stawać przed Bogiem w modlitwie. Para małżeńska to najmniejsza wspólnota Kościoła. Wspólna modlitwa małżonków staje się tym samym ważna nie tylko dla nich. Gdy wspólnie recytują psalmy, to włączają się w modlitwę liturgiczną Kościoła. Rzecz jasna, nie wyklucza to ani wspólnej modlitwy z dziećmi, ani modlitwy indywidualnej, ale najważniejsza staje się modlitwa małżeńska.

W tym ujęciu droga duchowości biegnie poprzez małżeństwo, a nie wbrew niemu czy tylko przygodnie obejmując małżeństwo. Jeśli tak się rozumie wspólnotę małżeńską, to małżonków trzeba zapraszać nie na nauki stanowe, lecz na rekolekcje małżeńskie. Najbardziej radykalnie ujmuje to ruch Spotkania Małżeńskie, który proponuje rekolekcje, w trakcie których małżonkowie prowadzeni są do tego, aby stanąć sam na sam ze sobą przed Bogiem – w owym „trójkącie małżeńskim”… Tam można doświadczyć, że w dialogu trzeba bardziej słuchać niż mówić, bardziej dzielić się sobą niż dyskutować, bardziej rozumieć niż oceniać, a nade wszystko przebaczać.

Istotą duchowości małżeńskiej staje się tu dialog małżeński. Niektóre ruchy duchowości małżeńskiej zalecają nawet swoistą instytucjonalizację dialogu małżeńskiego – Equipes Notre Dame i Kościół Domowy wprowadzają comiesięczny, specjalnie celebrowany „obowiązek zasiadania”, czyli wydzielania czasu przeznaczonego na dzielenie się swymi przeżyciami, emocjami, doświadczeniami, trudnościami, pytaniami. W ruchu Spotkań Małżeńskich taką funkcję spełniają rekolekcje wypełnione dialogiem. Niezależnie od tego, czy warto wprowadzać stały obowiązek, czy też regulować tę sprawę bardziej spontanicznie, kluczowe znaczenie dialogu małżeńskiego jest niezaprzeczalne. Specyfika małżeństwa jako najgłębszej i najbardziej intensywnej ludzkiej wspólnoty przejawia się w dziedzinie duchowości szczególnie poprzez ciągłą gotowość do dzielenia się sobą.

MISTYKA I EROTYKA

Wedle schematu trzech stylów duchowości można spojrzeć także na bardzo istotny wymiar każdego małżeństwa, również chrześcijańskiego: na seksualną więź małżonków.
W pierwszym ujęciu erotyczny wymiar małżeństwa wyraźnie stawał się przeszkodą. Seksualność człowieka to temat nie tylko wstydliwy, ale również świadczący o tym, jak daleko nam do aniołów. Pożądliwość cielesną widziano głównie jako energię prowadzącą najczęściej do grzechu. Aby jej nie ulec, należało ją odpowiednio „skanalizować” – w tym zapewne celu Pan Bóg wymyślił małżeństwo. Ideałem stawało się zatem porzucanie grzesznej cielesności, czyli rezygnacja w małżeństwie ze współżycia seksualnego, które traktowane było jako coś niegodnego ludzi oddanych Bogu. Jeszcze pokolenie moich rodziców było uczone, że następnego dnia po małżeńskim zjednoczeniu seksualnym nie należy przystępować do Komunii świętej… Seks, nawet pomiędzy małżonkami, brudził ich na tyle, że ich serca nie mogły być gotowe na przyjęcie Jezusa eucharystycznego. Małżeństwo było akceptowane z konieczności, w skrajnej postaci właściwie wyłącznie dla podtrzymania gatunku ludzkiego, który inaczej nie potrafi się rozmnażać. Refleksja moralna dotycząca seksu ograniczała się do zakazów. W katolickim myśleniu o erotyce nieobecne było pojęcie przyjemności. Wręcz niewskazane byłoby mówić o przyjemności czerpanej z czynności tak mało szlachetnej.

W drugim ujęciu współżycie cielesne jest już akceptowane – jako spełnianie, bardziej czy mniej przykrego, małżeńskiego obowiązku. Dostrzegano już, że małżeństwo ma na celu nie tylko płodzenie dzieci, ale spojrzenie na seksualność człowieka było wciąż jeszcze podejrzliwe (czy może wstydliwe). Seks to przede wszystkim obowiązek – coś, co małżonkowie są sobie winni ze względu na konieczność zaspokojenia popędów i uchronienia przed zdradą małżeńską. Przyjemność, jaka jest „ubocznym efektem” współżycia, to sprawa jeszcze bardziej podejrzana, bo życie chrześcijanina nie może przecież polegać na poszukiwaniu przyjemności. Dążenie do miłych przeżyć jest wszak sprzeczne z ascezą, bez której trudno mówić o prawdziwej duchowości. Przyjemność seksualna w tym rozumieniu nieuchronnie prowadzi do koncentracji uwagi na własnym „ja”.

Trzecie ujęcie znaczenia seksualności w małżeństwie to owoc wyciągnięcia wniosków z faktu, że małżeństwo jest także (a nawet przede wszystkim) wspólnotą miłości. Miłość erotyczna w ramach małżeńskiej wierności przestaje być postrzegana jako przeszkoda w osiąganiu doskonałości chrześcijańskiej – jest bowiem sposobem wyrażania i umacniania sakramentalnej więzi małżeńskiej. Seksualność jest piękna i dobra, bo tak chciał Bóg. To On tak stworzył człowieka – jako mężczyznę i kobietę – że wzajemne zjednoczenie małżeńskie tworzy najgłębszą możliwą jedność dwojga. Współżycie małżonków nie jest przeciwne ich świętości, lecz wręcz odwrotnie. Łaska Boża czyni bowiem wzajemny dar ciała znakiem świętej, sakramentalnej miłości małżeńskiej.
Istotą małżeńskiego zjednoczenia jest obdarowywanie się sobą nawzajem. Przyjemność płynąca z seksu nie jest tu ani wstydliwie przemilczana, ani oceniana negatywnie. W obdarowywaniu się chodzi zresztą nie tylko o przyjemność moją, lecz przede wszystkim o danie szczęścia drugiej osobie, współmałżonkowi. Dziełem Bożym jest też orgazm. To Pan Bóg go stworzył; to On tak nas „zaprogramował”, że możemy być wspólnotą szczęścia. Poznawajmy zatem siebie, uczmy się siebie i ofiarowujmy sobie siebie nawzajem, dając sobie szczęście. Rzecz jasna, rozkosz seksualna nie jest celem samym w sobie. Piękno stosunków intymnych jest odzwierciedleniem więzi łączących męża i żonę. Małżeńska mowa ciała – od spojrzenia poczynając, poprzez rozmaite formy czułości, aż po słodycz zjednoczenia ¬– potrafi, jak nic innego, wyrażać duchową więź łączącą ich oboje.

Obecnie coraz wyraźniej dochodzi w Kościele do głosu trzecie z zaprezentowanych tu podejść do ciała i seksualności. Znajduje ono silne zakorzenienie w tradycji biblijnej, zwłaszcza w niedocenianej Pieśni nad Pieśniami. Jak pisał w 1969 roku Joseph Ratzinger, faktu obecności tej księgi w biblijnym kanonie „w rzeczywistości ciągle jeszcze nie przyjęliśmy do wiadomości; od samego początku zaś obejmuje ona nierozdzielnie obie strony erosu: eros jako nieskończona tęsknota człowieka, który przyzywa Boga; eros jako wzajemny związek mężczyzny i kobiety”.
Nowe spojrzenie na seksualność można też dostrzec – nieco zaskakująco – jako pogłębienie istotnego tradycyjnego kościelnego aspektu rozumienia małżeństwa. Kościół nasz wierzy przecież, że sakrament małżeństwa udzielony sobie przez młodą parę staje się dopełniony dopiero w akcie współżycia małżeńskiego. Zazwyczaj patrzy się na to stwierdzenie pod kątem prawniczym albo moralnym. Prawnik wskazuje, że brak współżycia może być powodem do stwierdzenia nieważności związku. Moralista powie zaś, że dopiero w małżeństwie współżycie seksualne staje się moralnie godziwe i dopuszczalne. Bardziej subtelny teolog moralny doda wyjaśnienie, że zasada ta obowiązuje, bo nie ma już wówczas sprzeczności między rzeczywistością a znakiem, jaki ją wyraża – dopiero pełne sakramentalne wzajemne oddanie małżonków „na dobre i na złe” może być wyrażone w znaku pełnego współżycia.
Warto jednak zobaczyć jeszcze jeden wymiar powyższej zasady. Jeśli uznajemy, że bez współżycia seksualnego małżeństwo nie jest dopełnione, to znaczy, że zakładamy, iż seksualna miłość małżeńska jest teologicznym miejscem działania Ducha Świętego. Poprzez cielesne zjednoczenie młodej pary Bóg dopełnia łaskę sakramentu małżeństwa!
Ludzki związek małżeński jest, jak wierzymy, znakiem związku Chrystusa z Kościołem. Bóg zawarł z ludźmi przymierze miłości, przez które całkowicie się nam oddał, aż do ofiary krzyża. W analogiczny sposób chrześcijanie rozumieją przymierze małżeńskie – jako całkowite oddanie się sobie nawzajem, które znajduje wyraz w zjednoczeniu dwóch ciał.
W małżeństwie mistyka i erotyka przeplatają się ze sobą. Małżeńskie zjednoczenie seksualne staje się sakramentem jedności Boga z ludźmi. Niewierność małżeńska, nadużywanie seksu dla własnej korzyści czy przyjemności albo traktowanie współmałżonka w sposób uprzedmiotawiający okazuje się symbolem bałwochwalstwa i odwrócenia się od Boga. Wierność małżonków jest zaś obrazem i odbiciem wierności Boga wobec ludzi.
Wzajemny dar ciała w małżeństwie można porównać do Ciała Chrystusa, jakie otrzymujemy w darze w Eucharystii. Pisała Magdalena Węglewska: „Twój dar Ciała jest jak ofiarowanie swego ciała ukochanemu – nie na chwilę wzrostu, ale jako symbol i akt jednocześnie. Jako dar życia i obecności. Czyjeś ciało, wybrane, kochane – staje się naszym domem. To znak tego, że Ty stajesz się naszym domem, a my Twoim, Twoim tabernakulum. To dar powtarzany – aby coraz pełniej się oddać i coraz pełniej przyjąć, aby coraz pełniej być w Twoim Ciele jak w domu, aby moje ciało coraz bardziej było Twoim domem”.

Zbigniew Nosowski, Parami do nieba, Wydawnictwo Więź, s. 157-165


Zbigniew Nosowski (ur. 1961), dziennikarz, publicysta, działacz katolicki. Redaktor naczelny miesięcznika „Więź”. Konsulator Papieskiej Rady ds. Świeckich, audytor Synodu Biskupów w 2001 i 2005 roku. Członek zarządu warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Od marca 2007 roku współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.

http://www.szansaspotkania.net/index.php?pageid=11149

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 27 gru 2012, 09:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Wbrew polskiemu prawu

Ratyfikacja Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

Zasadność podpisania w imieniu Polski przez pełnomocnik rządu ds. równego traktowania A. Kozłowską-Rajewicz Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej budzi wiele wątpliwości.

Nie rozwiewają ich przy tym te rozwiązania prawne, które obiektywnie mogłyby przyczynić się do zapewnienia pomocy ofiarom przemocy, jak chociażby tworzenie schronisk czy ustanowienie zakazu zbliżania się. Te postanowienia wyważają jednak drzwi, które dawno były u nas otwarte na oścież, głównie za sprawą schronisk lub domów samotnej matki tworzonych przez organizacje obywatelskie oraz Kościół. Tymczasem Konwencja zawiera wiele postulatów niespójnych z polskim systemem prawnym i z leżącą u jego podstaw aksjologią. Wśród zasadniczych mankamentów tej Konwencji wskazać konkretnie należy:

1) sprzeczność jej założeń z polskimi rozwiązaniami prawnymi i aktualnymi zobowiązaniami międzynarodowymi Rzeczypospolitej,

2) obecne w Konwencji przeświadczenie, że postawy i zachowania społeczne opierające się na szacunku i zaufaniu w rodzinie da się kształtować na drodze biurokratycznej interwencji państwa wspartej działaniami organów przymusu,

3) tendencję do uniformizacji życia społecznego pod dyktando ideologicznych założeń obliczonych na eliminację tradycyjnych różnic cywilizacyjnych, będących wyrazem różnorodności kulturowej Europy,

4) wprowadzenie przez Konwencję scentralizowanego mechanizmu kontroli jej wdrażania, który może narzucać sposób rozumienia postanowień Konwencji niemożliwy do pogodzenia z polskim porządkiem konstytucyjnym.

W prawie polskim obowiązują już przepisy dotyczące przeciwdziałania przemocy w rodzinie i chociaż do niektórych uregulowań można podchodzić krytycznie, to jednak kontrowersje, które mogą one wzbudzać, są mało znaczące w porównaniu z rozwiązaniami narzucanymi przez Konwencję. Niezależnie od obecnych w niej sformułowań mówiących o stosowaniu w stosunku do wszystkich ofiar przemocy domowej, Konwencja wyraźnie skupia się na odrębnym i szczególnym traktowaniu kobiet jako ofiar przemocy, przy czym przez kobiety rozumie się także niepełnoletnie dziewczęta.

Należy zastanowić się, czy taka optyka jest zasadna, choćby dlatego, że ofiarami przemocy domowej stają się często także chłopcy. Nie jest też jasna relacja pomiędzy obowiązującym w polskiej ustawie pojęciem „przemocy w rodzinie” a konwencyjnymi terminami „przemoc domowa”, nie mówiąc już o takim ideologicznym żargonie jak „przemoc wynikająca z płci społeczno-kulturowej”.

Konwencja a Konstytucja RP
Wydaje się, że nie jest możliwe pogodzenie systemu aksjologicznego Konwencji z polskim porządkiem konstytucyjnym. Trudno nie zauważyć, że jej rozwiązania hołdują postulatom środowisk feministycznych i homoseksualnych.

Może to prowadzić wprost do działań podważających pozycję ustrojową małżeństwa chronionego przez art. 18 Konstytucji RP. Zgodnie z tym przepisem małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Jak zauważył Trybunał Konstytucyjny, przepis ten nakazuje podejmowanie przez państwo takich działań, które umacniają więzi między osobami tworzącymi rodzinę, a zwłaszcza więzi istniejące między rodzicami i dziećmi oraz między małżonkami.

W świetle tego unormowania rodzina i małżeństwo są wartościami, które zajmują szczególnie wysoką rangę w hierarchii wartości konstytucyjnych. Trudno by było inaczej.

Profesor Tadeusz Smyczyński podkreśla, że „w rodzinie odnawia się substancja biologiczna narodu, w niej kształtuje się osobowość młodych obywateli i ich postawy społeczne, w rodzinie przekazuje się nowym pokoleniom dziedzictwo kulturalne.

Rodzina spełnia więc wiele funkcji, które mają wpływ zarówno na funkcjonowanie państwa, jak i na zaspokajanie wielu potrzeb jednostki”. Stanowisko to w pełni afirmuje, wiążąca państwo polskie, Konwencja ONZ o Prawach Dziecka. Podkreśla ona znaczenie rodziny jako powszechnie uznanej za naturalną i podstawową komórkę społeczną, tworzącą niezastąpione środowisko dla rozwoju dziecka. Tymczasem Konwencja Rady Europy ukazuje rodzinę jako miejsce patologii społecznej.

Dlatego wydaje się, że procedury ratyfikacyjnej Konwencji nie należy wszczynać bez uprzedniej kontroli konstytucyjności jej rozwiązań.

Konwencja do Trybunału
Trybunał powinien sprawdzić, czy można pogodzić z polską Konstytucją nałożony na państwo w art. 12 pkt 1 Konwencji wymóg promowania zmian w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn, mających na celu wykorzenienie tego, co na gruncie ideologii feministycznej uznaje się za uprzedzenia i praktyki świadczące ponoć o niższości kobiet lub wyrażające rzekome stereotypy co do ról kobiet i mężczyzn.

Artykuł ten otwiera zarówno furtkę do kwestionowania i negacji tradycyjnego modelu rodziny, jak i do legalizacji związków osób tej samej płci, czego nie sposób pogodzić z polską Konstytucją. Jeśli dodać zawartą w Konwencji, silnie zideologizowaną, definicję płci jako konstruktu kulturowego, wówczas otrzymujemy obraz międzynarodowej regulacji głęboko niespójnej z polskim porządkiem ustrojowym.

W tym kontekście złożone przez Polskę zastrzeżenie o stosowaniu postanowień Konwencji zgodnie z zasadami polskiej Konstytucji wydaje się nie być wystarczającym zabezpieczeniem.

Należy pamiętać, że wykonywanie omawianych rozwiązań konwencyjnych będzie poddane międzynarodowej kontroli sprawowanej przez komitet GREVIO, w ramach której mogą być nam narzucane konkretne działania mające na celu wdrożenie Konwencji w kształcie niespójnym z polskim porządkiem konstytucyjnym.

Konfrontacja kobiety z mężczyzną
Istotne zastrzeżenia budzą też postanowienia Konwencji, które zobowiązują państwa do uwzględnienia w programach wszystkich poziomów nauczania, szeregu ideologicznie nacechowanych zagadnień, jak chociażby: „niestereotypowe role płci” lub „przemoc wobec kobiet uwarunkowana płcią”.

Wielokroć można mieć wrażenie, że postanowienia te pisane były z myślą o jakichś azjatyckich lub afrykańskich społeczeństwach, a z całą pewnością nie o naszym. W Polsce jednak przepisy te mogą dawać możliwość promowania skrajnych postaci ideologii feministycznej, które znamy z kadrów filmowej „Seksmisji”.

Tyle tylko, że to, co nas śmieszy w komedii s.f., jest całkowicie nieśmieszne w realnym życiu. Rada Europy uzurpuje sobie prawo do wpływu na programy kształcenia obowiązujące w państwach będących stronami Konwencji, a przecież Europejska Konwencja Praw Człowieka gwarantuje rodzicom prawo do zapewnienia wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi, nie wspominając nawet o Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka podkreślającej pierwszeństwo rodziców przy wyborze nauczania dla ich dzieci.

Czytając Konwencję, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z uzurpowaniem sobie przez radykalne środowiska feministyczne prawa do głoszenia „jedynie słusznej” wizji kobiecości i roli kobiety w życiu społecznym.

W imię równouprawnienia mylonego z uniformizacją, pod przykrywką pozornie neutralnych, a niekiedy wręcz oczywiście słusznych haseł, forsuje się agresywną ideologię gender, wydając bezpardonową walkę semantyczną tradycyjnym pojęciom i wartościom.

Paradoksalnie poza zakresem zainteresowania pozostaje godność kobiety i odkrywanie jej prawdziwej tożsamości w wymiarze rodzinnym, społecznym i zawodowym.

Radykalny feminizm, promujący rywalizację płci i postawę agresji wobec mężczyzn, nie pozostaje bez wpływu na strukturę rodziny. Dzieje się tak z prostego powodu – refleksję nad tym, kim jest kobieta, usiłuje się zastąpić nawoływaniem do konfrontacji z mężczyznami. W ten sposób niemożliwe staje się ukazanie powołania kobiety do bycia matką i żoną.

W miejsce podkreślania ontycznej godności kobiety proponuje się walkę z mężczyznami, co w nieunikniony sposób oznacza bezkrytyczne zalecanie kobietom, by prezentowały męskie postawy i męską mentalność, co stanie się rzekomą drogą do wolności.

Jutta Burggraf podkreśla, że przedstawicielki radykalnego feminizmu mylą wsparcie dla kobiety z wyzwoleniem z kobiecości i dlatego wmawiają nam, że znajdziemy spełnienie wyłącznie poza rodziną.

Rację ma w tym kontekście Marta Brancatisano, twierdząc, że trudno jest pogodzić postulaty docenienia pracy kobiety w domu z brakiem przeświadczenia w kobiecym środowisku o doniosłości tego zaangażowania. Trudno jest tymczasem przecenić wagę kobiecej pracy w domu, i to nie tylko na płaszczyźnie utylitarnej, ale również jako źródła satysfakcji pozwalającej kobiecie odkryć godność jej powołania.

Przyrodzone różnice
Wydaje się bowiem, że nie sposób urzeczywistnić równości i sprawiedliwości w relacjach kobiet i mężczyzn, nie afirmując przyrodzonych im różnic, które Konwencja chce deprecjonować i wykorzeniać. Najbardziej natomiast wyróżniającą cechą kobiety jest to, że może ona być matką.

Będąc zdolną do przekazania życia, kobieta pełni niezastąpioną rolę w opiece nad najbliższymi jej osobami, intuicyjnie wprowadzając ciepło i spajając relacje domowników.

Jednocześnie przez swoje postępowanie naznaczone z natury troską, delikatnością, zdolnością do empatii, poświęcenia, wpływa na zachowanie otaczającego ją środowiska, ucząc innych szacunku i podziwu właśnie dla kobiety. Zwróćmy uwagę, że wszystko to jest przedmiotem zawziętej krytyki ze strony feministek.

Należy docenić piękno wynikające z normalnie ukształtowanych relacji w rodzinie, gdzie mężczyzna jest osobą, przy której kobieta może odkryć i rozwijać swoją godność i tożsamość, nie zaś naturalnym wrogiem kobiety, z którym powinna ona toczyć nieustanny bój o dominację.

Jednocześnie należy stanowczo podkreślić, że afirmacja tradycyjnie pojmowanej kobiecości nie stoi w żaden sposób w sprzeczności z usprawiedliwionym dążeniem kobiet do rozwoju zawodowego. Przeciwnie – to dopiero poczucie bezpieczeństwa, mające swe źródło w silnej rodzinie, której gwarantem jest mężczyzna, otwiera przed kobietą pole do świadomego i pełnego rozwoju we wszystkich sferach życia.

Dr Joanna Banasiuk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/19211,w ... prawu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 20 lis 2014, 15:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30973
Małżeństwo jest nierozerwalne

Kwestie związków osób homoseksualnych, a także Komunii św. dla żyjących w związkach niesakramentalnych nie powinny być podejmowane podczas przyszłorocznego synodu biskupów - podkreślił ks. kard. Raymond Leo Burke, były prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej.

Hierarcha podczas konferencji poświęconej rodzinie i małżeństwu w Limerick wyraził zaniepokojenie chaosem wywołanym wokół małżeństwa i rodziny. Podkreślił, że to szatan wprowadza zamęt w pojmowanie, czym jest małżeństwo. – Nawet wewnątrz Kościoła są tacy, którzy chcieliby zniekształcić prawdę o nierozerwalności małżeństwa w imię źle pojmowanego miłosierdzia – zauważył ks. kard. Burke.

Amerykański kardynał skierował do Ojca Świętego wezwanie, by podejmować działania na rzecz ochrony małżeństwa jako nierozerwalnego związku kobiety i mężczyzny – relacjonuje portal catholicherald.co.uk.

Ksiadz kard. Burke, który od niedawna pełni funkcję patrona Zakonu Maltańskiego, odrzucił jednocześnie jakąkolwiek możliwość złagodzenia doktryny Kościoła dotyczącej Komunii św. dla osób rozwiedzionych, które żyją w związkach niesakramentalnych. – Nie jestem w stanie zrozumieć, jak ktoś, kto neguje nierozerwalność małżeństwa, może być dopuszczony do Komunii św. – zaznaczył hierarcha.

Ksiądz kard. Burke podczas konferencji zwrócił także uwagę na rozszerzającą się w świecie „mentalność antykoncepcyjną”, która jest wymierzona przeciwko życiu. – Ta dewastacja, która dokonuje się w świecie, jest finansowana przez wielomilionowy przemysł pornograficzny – zaznaczył kardynał, dodając jednocześnie, że duży udział w tym procederze ma „nieprawdopodobnie agresywne lobby homoseksualne”.

Catholicherald.co.uk podało także, że kolejnym zagadnieniem, na który zwrócił uwagę były prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, była sprawa wprowadzania do szkół ideologii gender. Hierarcha ostrzegł, iż ta „niecna” ideologia prowadzi do zdewastowania dziecięcego myślenia i nie może być zaakceptowana.

Kardynał przestrzegł także przed używaniem terminu „tradycyjne małżeństwo” w stosunku do małżeństwa kobiety i mężczyzny. – Moja odpowiedź jest taka: czy jest jakaś inna forma małżeństwa? Obawiam się, że stosowanie takiej terminologii stwarza wrażenie, iż są inne rodzaje małżeństwa – mówił kardynał.

Marta Milczarska

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... walne.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 09 cze 2015, 12:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://eremmaryi.blogspot.com/2015/05/w ... iekno.html

Wspólne piękno
poniedziałek, 25 maja 2015

Kobieta i mężczyzna postrzegają rzeczywistość odmiennie. Jest to zbawienna komplementarność, która ma na celu wzajemne wspieranie się na drodze życia. Pełne odczytanie prawdy jest niezbędnym warunkiem prawidłowych decyzji i sensownych działań. Oczywiście chodzi o pewne ogólne tendencje, od których w konkretnych przypadkach mogą występować odstępstwa.

Kobieta ma z reguły podwyższoną zdolność poznania intuicyjnego oraz lepszą wrażliwość uczuciową i percepcję wielorakich szczegółów i konkretów. Mężczyzna jest często bardziej obdarowany umiejętnością racjonalnych analiz oraz rozbudowanym myśleniem koncepcyjno-abstrakcyjnym. Z tego wypływa cenna „zasada współpracy”. Otóż bardzo dobrze, jeśli w różnych przedsięwzięciach kobieta prezentuje pewną pierwotną intuicję odnośnie tego, co robić, a czego unikać. To ściśle łączy się z dostrzeżeniem konkretnych spraw, które nie cierpią zwłoki. Mężczyzna dobrze uczyni , jeśli pokornie uzna, że nie dostrzegł czegoś, co kobieta potrafiła o wiele lepiej „wyłapać”. Następnie męska rola polega na tym, aby zaangażować rozum analityczny i posiadane siły we wcielanie otrzymanej intuicji w życie. Nie jest dla mężczyzny ujmą, że aktualizuje kobiecą intuicję. Najgłębiej chodzi bowiem o realizację prawdy, której kobieta jest przekazicielem. To zakłada, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta, są osobami w pełni dojrzałymi, a nie „dorosłymi nastolatkami”.

W historii istnieje wiele fascynujących przypadków świętej współpracy pomiędzy mistyczką i teologiem. Kobieta otrzymywała Boże objawienia, które potem były teologicznie analizowane przez mężczyznę; ewentualnie przeobrażane w konkretne czyny i przedsięwzięcia. Wielkie dzieło jednego ze współczesnych teologów ma u swych źródeł głębokie wizje mistyczne, otrzymywane przez kobietę. Jest wiele męskich inicjatyw, u początku których jest trafne kobiece dostrzeżenie jakiegoś konkretnego szczegółu bądź problemu.

Świetnym wzorcem takiej współpracy jest ewangeliczna scena w Kanie Galilejskiej (por. J 2, 1-11). Będąc na przyjęciu weselnym, Maryja dostrzega, że gospodarze nie mają już wina. Tym spostrzeżeniem dzieli się z Jezusem, który odpowiada: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Kobieto?”. Komentatorzy podkreślają fakt, że pada tu określenie: „kobieto”. Słowa te nie są odmową lub wyrazem obojętności, lecz akcentują konieczność bliższego przeanalizowania otrzymanego spostrzeżenia. Potwierdzeniem tego jest fakt, że Maryja niejako kontynuuje swoją „kobiecą misję”, mówiąc do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Polecenie to jest wyrazem świetnej intuicji, zarazem nie ma tu wchodzenia w kompetencje mężczyzny. Owocem tej „współpracy” było piękne dzieło, którego Jezus dokonał przemieniając wodę w wino.

Osobiście jestem bezgranicznie wdzięczny Maryi za wszystkie konkretne spostrzeżenia i trafne intuicje, które od Niej otrzymuję każdego dnia. Nazwa naszego Eremu, to oczywiście inspiracja Maryi, która użyczyła swego tytułu „Bramy Nieba”. Zasadniczo wszystko, co aktualnie robię (w tym oczywiście każdy tekst), ma u źródeł modlitwę przed wizerunkiem Maryi w kaplicy Eremu. Ufne słuchanie Maryi w żaden sposób nie jest ujmą dla mej męskiej tożsamości. Wręcz przeciwnie, dzięki temu mogę jeszcze bardziej być pustelnikiem, który realizuje twarde męskie życie. Maryja jest kobietą, która nie narzuca mi swoich „egoistycznych pomysłów”, ale serdecznie i rzetelnie pomaga odczytać wolę samego Boga. Genialna intuicja i wrażliwość. Zarazem Maryja nie wyręcza mnie w tym, co powinienem sam robić. Po otrzymaniu inspiracji, muszę maksymalnie uaktywnić moje szare komórki i wolę działania, aby wszystko możliwie najlepiej zrealizować.

W kontekście epizodu w Kanie Galilejskiej, kobieta otrzymuje zaproszenie, aby na wzór Maryi być „Bożą inspiratorką” w odniesieniu do mężczyzny. Cenne jest także to, aby potrafiła sprowadzić mężczyznę na ziemię, gdy ten ulega pokusie „kosmicznych pomysłów”. Z kolei mężczyzna w Jezusie odnajduje wzorzec, aby racjonalnie i konsekwentnie realizować Boże przedsięwzięcia. Kobieta w ten sposób otrzymuje poczucie bezpieczeństwa i solidne wsparcie, będące odzwierciedleniem Chrystusowej Skały. Wszelki ludzki brak jest wtedy przekształcany w Boży Dar Miłości, z pożytkiem dla wszystkich.

Maryjo, Matko Kościoła, módl się za nami…

Obrazek

Dziękuję bardzo Wszystkim, którzy dzielą się z innymi adresem tej skromnej strony internetowej www.eremmaryi.blogspot.com Niech Bóg Wam błogosławi za dobre serce i wspólną troskę! Serdecznie zapraszam także do spojrzenia na: https://www.facebook.com/EremMaryi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 11 paź 2017, 07:12 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Słowo do małżonków

Obrazek

Drodzy Małżonkowie, jeśli chcecie budować swoje życie małżeńskie i rodzinne na bezpiecznym Bożym fundamencie, miejcie za punkt odniesienia encyklikę Casti connubii papieża Piusa XI.

Częsta i cierpliwa lektura tego katolickiego dokumentu pozwoli Wam poznać pewną ewangeliczną doktrynę o małżeństwie, ukaże właściwe drogi, wyjaśni niejedną wątpliwość. Droga pewna, aby życie małżeńskie przeżyć pięknie z czystym sumieniem i – co najważniejsze – osiągnąć cel, którego Pan Bóg dla Was i Waszych Rodzin pragnie: wieczne zbawienie duszy.

Czytajmy!

Pius XI, encyklika Casti connubii : http://www.nonpossumus.pl/encykliki/Piu ... _connubii/

https://verbumcatholicum.com/2017/10/11 ... malzonkow/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 24 lut 2018, 08:20 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Zgoda diabelska

Quidquid agis, prudenter agas et réspice finem.
Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca.

(anonimowa złota myśl z czasów średniowiecza)

Ktoś łamie przysięgę małżeńską i zawiera drugi związek.
Bywa, że ten drugi związek jest bardzo zgodny. Zgoda złudna!

„A przeto, umiłowani moi, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem”
(Flp 2, 12).

https://sacerdoshyacinthus.com/2018/02/ ... diabelska/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 25 lut 2018, 20:09 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Coltrane napisał(a):
Ktoś łamie przysięgę małżeńską i zawiera drugi związek.
Bywa, że ten drugi związek jest bardzo zgodny. Zgoda złudna!

Żeby to wszystko było takie proste :roll:
Ogromny wir chaosu, niedostatku a zarazem pokus nowości technicznych,
manipulacja i huśtawka na emocjach,
narkotyzowanie jawne i podstępne, alkoholizacja
a co za tym idzie nałogi przezwyciężają odruchy człowieczeństwa
do tego ciągły stres i napięcia, brak szacunku z powodów strachu,
brak spełnianych oczekiwań
i co najgorsze ciągłe podrażnienie powoduje brak człowieczeństwa, normalnych odruchów i zachowań,
co potęgują chorobowe zatrucia żywnością, szczepieniami i tzw. lekami.
Wszystko degraduje nasze umysły i zdolności postrzegania z poziomu współczucia i miłosierdzia.
Do tego kiedy chce się odreagować i pofiglować, przerywać, zabezpieczać, zapobiegać,
bo Kościół K trzyma gilotynę nad sumieniem,

Cytuj:
„A przeto, umiłowani moi, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem”
(Flp 2, 12)


a kiedy pocznie się nowe życie Kościół K tylko ochrzci za odpowiednią opłatą i zaś strrrres
bo nie dla wszystkich liczy się +500 mimo wszystko.

Żeby to jeszcze odbijało się tylko na dwojgu małżonków, to pół biedy,
ale gdy na wszystko patrzą dzieci, patrzy młody człowiek nasiąkając tymi anomaliami
rozminiętymi oczekiwaniami i ucieczką w uzależnienia tak lekko podsuwane przez wszystko wokoło,
to nie oczekujmy sztywnego trzymania się zasad na zasadzie
nie bo nie!.
Tak wiele czynników powoduje, że człowiek po prostu jest jak akcelerator złości
bo ciągle nic nie może, bo ciągle tylko zakazy...
i żadnych hamulców, żadnej pomocy ani ulgi.



Strach nie jest ani dobrym doradcą, ani dobrym strażnikiem.
Strach pochodzi od zwątpienia, a zwątpienie nie pochodzi od Boga
(Jacenna).

Wiele osób np. z KK przechodzi na służbę u Świadków Jehowy. To też drugi związek.
Wiecie dlaczego?
Bo tam jest inne życie, wspaniali, uśmiechnięci ludzie, lepszy świat.

Tylko, że tam 80% ludzi jest na skraju depresji
ze względu na przedłużające się w nieskończoność oczekiwanie tego wspaniałego świata i
armagedonu.

Żeby to wszystko było takie proste :roll: Coltrane, ludzie nie szukaliby nowych związków
budując swój w wystarczająco znośnych warunkach.

Człowiek, który nie potrafi wczuć się w dramat drugiego człowieka,
aby zrozumieć, może sam być do niego wezwany....
(Jacenna).

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 25 lut 2018, 20:25 przez Jacenna, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 25 lut 2018, 20:11 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Coltrane napisał(a):
Ktoś łamie przysięgę małżeńską i zawiera drugi związek.
Bywa, że ten drugi związek jest bardzo zgodny. Zgoda złudna!

Powiedz, Coltrane, dlaczego Zgoda złudna!.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 26 lut 2018, 08:37 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Jacenna napisał(a):
Żeby to wszystko było takie proste :roll:
Ogromny wir chaosu, niedostatku a zarazem pokus nowości technicznych,
manipulacja i huśtawka na emocjach,
narkotyzowanie jawne i podstępne, alkoholizacja
a co za tym idzie nałogi przezwyciężają odruchy człowieczeństwa
do tego ciągły stres i napięcia, brak szacunku z powodów strachu,
brak spełnianych oczekiwań
i co najgorsze ciągłe podrażnienie powoduje brak człowieczeństwa, normalnych odruchów i zachowań,
co potęgują chorobowe zatrucia żywnością, szczepieniami i tzw. lekami.
Wszystko degraduje nasze umysły i zdolności postrzegania z poziomu współczucia i miłosierdzia.
Do tego kiedy chce się odreagować i pofiglować, przerywać, zabezpieczać, zapobiegać,
bo Kościół K trzyma gilotynę nad sumieniem...


No a od czego człowiek ma rozum? A gdzie zdolność odróżniania dobra od zła?
Ja rozumiem, że wszystko można na ludzki sposób wytłumaczyć.
Ale u Pana Boga wszystko jest jasne, proste i klarowne.
Ale człowiek odrzucając P.Boga chce żyć po swojemu. No i potem musi ponosić konsekwencje własnych wyborów.
Jeżeli ktoś składa przed Bogiem przysięgę, że ślubuje wierność, miłość, że dochowa wierności, że nie opuści aż do śmierci, to powinien zdawać sobie sprawę z wagi wypowiadanych słów.
Rozumiem, że są różne sytuacje, że wina jest tylko po jednej stronie, a ta druga cierpi - i co wówczas ma zrobić strona poszkodowana? Trudna odpowiedź - ja znam tylko jedną - przyjąć ten krzyż, modlić się za swojego współmałżonka, który zboczył z właściwej drogi. Cóż można innego doradzić. U Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
Różnie w życiu bywa to fakt. Ale jednak Pan Bóg stawia sprawę jasno. Przysięga jest rzeczą świętą. Zwłaszcza gdy się ją składa przed Panem Bogiem.
I jeżeli ktoś nie wywiązuje się z tej przysięgi, to znaczy, że nie zdaje sobie sprawy z wagi tej przysięgi, że nie rozumiał co mówi i co robi.

Nie tłumaczmy się tym, że pokusy (diabeł robi wszystko, aby niszczyć małżeństwa, rodziny), że chaos, niedostatek, manipulacja, nałogi.
Jak zaprosimy Pana Boga do swojej rodziny, to P.Bóg nie dopuści, aby działo się coś złego.
Ja będąc w Tradycji widzę naprawdę wspaniałe rodziny, Mają po 4-5 dzieci. Wszyscy razem uczestniczą we wspólnej Mszy Świętej. Chłopcy często są ministrantami.
Wszystko zależy od świadomości, od dojrzałości małżonków, od wychowania, i wielu innych czynników.
Na pewno trudno jest tym, którzy wychowywali się w patologicznych rodzinach. To nie jego wina - to wina jego rodziców.

Doprawdy, różne są przypadki. Ale Pan Bóg stawia sprawę jasno. Dał Przykazania, dał Kościół, dał nam Chrystusa, który umarł za nasze grzechy.
Idźmy drogą prostą, drogą bezpieczną, zaprośmy Pana Boga do swoich rodzin. I korzystajmy z pomocy które nam daje.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 26 lut 2018, 08:57 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
W uzupełnieniu przytoczę tutaj jeszcze raz słowa z listu do Tesaloniczan (czytanie z ostatniej niedzieli):
Albowiem wolą Bożą jest uświęcenie wasze, abyście strzegli się rozpusty i aby każdy z was ciało swe utrzymywał we czci i świątobliwości, a nie w żądzy zmysłowej, jak to czynią poganie, którzy Boga nie znają.

Jacenna napisał(a):
a kiedy pocznie się nowe życie Kościół K tylko ochrzci za odpowiednią opłatą i zaś strrrres
bo nie dla wszystkich liczy się +500 mimo wszystko.
Kościół więc nie może nie ochrzcić, bo celem naszego życia jest nasze uświęcenie. Poprzez Chrzest stajemy się dziećmi bożymi.
A jak to dziecko będzie wychowywane, w jakiej atmosferze - to wszystko zależy od rodziców.
Można cierpieć niedostatek, i być szczęśliwym człowiekiem, a można mieć duużo pieniędzy i popełnić samobójstwo.

Jacenna napisał(a):
Wiele osób np. z KK przechodzi na służbę u Świadków Jehowy.

Wie diabeł jak wyciągnąć człowieka niedojrzałego z rodzinnego gniazdka i wprowadzić do sekty, której celem jest odcięcie człowieka od Łask Bożych i w efekcie zniszczenie go (co często równa się potępieniu). Różne są pokusy diabelskie (patrz: kuszenie Jezusa na pustyni). Może też komuś wmówić, że Kościół Katolicki jest zły (że jest w nim wiele obłudy itd.), że są lepsze kościoły (czytaj: sekty). Diabeł bałamuci człowieka na różne sposoby. Jest w tym fachowcem, specjalistą, co pokazuje kuszenie Adama i Ewy w Raju. Jak dajemy mu posłuch, to potem kończymy tak jak kończymy.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 26 lut 2018, 09:00 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7530
Lokalizacja: Podlasie
Jacenna napisał(a):
Coltrane napisał(a):
Ktoś łamie przysięgę małżeńską i zawiera drugi związek.
Bywa, że ten drugi związek jest bardzo zgodny. Zgoda złudna!

Powiedz, Coltrane, dlaczego Zgoda złudna!.


No to chyba wszystko wyjaśniłem w dwóch poprzednich postach.
Wchodząc w drugi związek, podpada pod paragraf "Nie cudzołóż", pozbawia się Sakramentów Świętych i możliwości uświęcenia się.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 26 lut 2018, 15:27 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Coltrane napisał(a):
Wszystko zależy od świadomości, od dojrzałości małżonków, od wychowania, i wielu innych czynników.
No to w końcu wszystko, czy nie wszystko ;) ...
Coltrane napisał(a):
Na pewno trudno jest tym, którzy wychowywali się w patologicznych rodzinach
To nie jego wina - to wina jego rodziców.
Ale walka jest do końca życia i nie zawsze wygrana.
To tak, jakby ci w dzieciństwie obcięli dłonie i przez resztę życia kazali walczyć mieczem.
Odpowiedzialnością nie obarcza się rodziców mimo, że są przyczyną.
Coltrane napisał(a):
Doprawdy, różne są przypadki.
Idźmy drogą prostą, drogą bezpieczną, zaprośmy Pana Boga do swoich rodzin.
I korzystajmy z pomocy które nam daje.

Z tą religią to często bywa jak na studiach. Człowiek się zapisze i już...
myśli, że będąc studentem będzie miał zaliczone egzaminy i tytuł magistra.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Małżeństwo...partnerstwo
PostNapisane: 26 lut 2018, 15:44 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Coltrane napisał(a):
Jacenna napisał(a):
Coltrane napisał(a):
Ktoś łamie przysięgę małżeńską i zawiera drugi związek.
Bywa, że ten drugi związek jest bardzo zgodny. Zgoda złudna!

Powiedz, Coltrane, dlaczego Zgoda złudna!.

No to chyba wszystko wyjaśniłem w dwóch poprzednich postach.
Wchodząc w drugi związek, podpada pod paragraf "Nie cudzołóż", pozbawia się Sakramentów Świętych i możliwości uświęcenia się.

Jeżeli w tym drugim związku istnieje taka więź, która potrafi dawać miłość, oczyszczać i uświadamiać, naprawiać postrzeganie błędów
i nadal żyć godnie dążąc do pojednania właśnie z Bogiem
to czyż Bóg jest aż tak nieprzejednanym i tyranicznym Ojcem, który odegna Marnotrawnego Syna?

Nie bądźmy jak Żydzi, którym ortodoksja tak zeżarła umysły, że przegięła wartości całkiem w drugą stronę.

Wiemy, że wiele aspektów dekalogu jest uściślane ze względu na ZATWARDZIAŁOŚĆ SERC,
ale to nie znaczy, że Bóg jest despotyczny i nigdy nie zmienia swojego stanowiska.
Biblia temu przeczy wielokrotnie.
Czyż to nie ludzie czynią Go tak OKRUTNYM i BEZWZGLĘDNYM?
A nasi przywódcy duchowi narzucają nam ciężary na barki, a sami robią uniki.

Bóg daje szansę 2 razy
za trzecim
daje w kość.

;) (Jacenna)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 17 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /