Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 112 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 09 cze 2014, 07:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Mróz kontra atom

ŁS, PAP

Na terenie dawnej elektrowni Fukushima 1 rozpoczęto budowę podziemnej bariery ze zmrożonej gleby, która ma ograniczyć wyciek toksycznych substancji. Technologia stosowana przy budowie metra po raz pierwszy będzie wykorzystana na taką skalę.

Z początkiem czerwca teren nieczynnej elektrowni atomowej w Fukushimie stał się gigantycznym placem budowy. Wspierany przez japoński rząd operator siłowni, Tokyo Electric Power Company (TEPCO), rozpoczął realizację przedsięwzięcia, które ma ograniczyć skalę skażenia środowiska substancjami radioaktywnymi.

Spływające do oceanu wody gruntowe wsiąkają w ziemię i mieszają się z silnie skażoną wodą służącą do chłodzenia uszkodzonych reaktorów, co prowadzi do rozprzestrzeniania się toksyn. Głęboka na 30 metrów bariera ze zmrożonej gleby ma w znacznym stopniu ograniczyć to zjawisko. Pod czterema reaktorami siłowni powstanie sieć ponad 1500 rurociągów, które będą transportowały chłodziwo o temperaturze minus 40 st. C, utrzymując grunt w stanie hibernacji. Napotykające barierę wody gruntowe będą pompowane na powierzchnię i odprowadzane do oceanu. Planowo rozciągająca się na długości półtora kilometra instalacja ma zostać uruchomiona w marcu 2015 roku. Przez pierwsze sześć miesięcy gleba będzie systematycznie schładzana, aż osiągnie pożądaną temperaturę. Bariera ma funkcjonować do 2020 roku.

Technologia zmrażania gleby w celu powstrzymania przesiąkania wód gruntowych była już wcześniej wielokrotnie wykorzystywana w przemyśle konstrukcyjnym i górniczym, między innymi przy budowie korytarzy metra czy kopalnianych szybów, aby zapobiec obsuwaniu się fundamentów, dopóki nie zostaną wzmocnione. Jednak projekt TEPCO w porównaniu z poprzednimi tego typu instalacjami cechuje nie tylko gigantyczna skala przestrzenna, ale i czasowa. Z reguły grunt zmraża się przejściowo, na okres zaledwie kilku miesięcy. Utrzymanie lodowej bariery aktywnej do 2020 r. oznacza ogromne koszty. Chłodziwo w rurociągach musi być poddane stałej cyrkulacji. Szacuje się, że instalacja pochłaniać będzie tyle samo energii, co 13 tys. gospodarstw domowych. Koszt finansowanego przez rząd projektu szacowany jest na 32 miliardy jenów (około 950 mln zł).

http://www.naszdziennik.pl/wp/81624,mro ... -atom.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 16 lip 2014, 15:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://polish.ruvr.ru/news/2014_07_14/W ... mida-2681/

Wygląda na to, że piramidy budowano nie tylko w Egipcie czy w Meksyku, ale także i na asteroidach. :lol:

Asteroidy to drugi obok żydomasonerii czynnik zagrażający istnieniu życia na Ziemi. Dlatego koniecznie ludzkość powinna spieszyć się z kolonizacją innych planet, a takich nadających do zasiedlenia ostatnio odkrywamy krocie. Czekają na pierwszych osadników.

Kopia artykułu:

W kierunku Ziemi leci asteroida z czarną piramidą
14 lipca, 12:49

Obrazek
Zrzut ekranu: YouTube


Kanadyjski satelita NEOSSat sfotografował tajemniczy przedmiot na asteroidzie 101955 (1999 RQ36). Na zdjęciu można się przyjrzeć czterem krawędziom przedmiotu i płaskiemu wierzchołkowi, innymi słowy - piramidzie.
Na jednej z krawędzi piramidy można zauważyć jasną prostokątną plamę, którą ufolodzy wzięli za iluminator. Ich zdaniem, piramida jest niczym innym jak tylko środkiem transportowym z obcej planety. Na korzyść tej teorii przemawia fakt, że piramidy i pozostałe obszary asteroidy znacznie się różnią kolorem.
Asteroida leci w kierunku Ziemi i przybliży się w 2182 roku. NASA uważa to ciało niebieskie za jedno z największych zagrożeń dla naszej planety.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 31 lip 2014, 14:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/cie ... orow-ziemi

Ciemna materia może wywołać katastrofalny deszcz meteorów na Ziemi
admin, śr., 2014-04-30 10:13

Obrazek
Źródło: 123rf.com


Naukowcy z Harvard University, Lisa Randall i Matthew Reece sugerują, że w naszej Galaktyce muszą istnieć strefy ciemnej materii. Ich zdaniem może ona wystrzelić w stronę Ziemi, jak z procy dużo ciał niebieskich, co prowadziłoby do globalnej katastrofy jak ta z czasów dinozaurów.



Czym jest ciemna materia? Jest pojęciem astronomicznym wprowadzonym, aby cokolwiek pasowało w równaniach grawitacji. Po prostu konwencjonalnej materii jest zbyt mało, aby wywierała obserwowane efekty grawitacyjne. Przyjęto zatem, że około 27% wszechświata to ciemna materia nieemitująca promieniowania elektromagnetycznego, czyli na przykład światła.



Całkiem niedawno zaproponowano istnienie cienkich dysków ciemnej materii o grubości około 35 lat świetlnych, które mogą się znajdować w centralnej płaszczyźnie Drogi Mlecznej. Zdaniem uczonych gwiazdy przechodzą przez ten pas i wtedy mogą się odbywać oddziaływania. Słońce jest jedną z takich gwiazd.



Naukowcy sugerują, że dysk ciemnej materii może mieć wpływ na orbity komet w zewnętrznym Układzie Słonecznym. Po prostu są wyrzucane w kierunku centrum. To z kolei może znacznie podwyższyć ryzyko zderzenia asteroidy z Ziemią.

Obrazek

Już wcześniejsze badania sugerowały, że bombardowania z kosmosu zdarzają się na Ziemi cyklicznie. Proponowano cykl 35 milionów lat. Naukowcy sugerują, że ten mechanizm musi mieć jakiś mechanizm aktywacyjny, na przykład hipotetyczną Nemezis, gwiazdę towarzyszącą Słońcu.



Randall i Reece zwracają uwagę na fakt, że wahania w cyklu pokrywają się z przejściem Słońca przez środek płaszczyzny Drogi Mlecznej. Ich zdaniem sugeruje to istnienie hipotetycznego dysku ciemnej materii.

Obrazek

Gdy badano kratery poimpaktowe o średnicy większej niż 20 km pojawiające się w ostatnich 250 mln lat okazało się, że występowały bardzo regularnie z cyklem 35 mln lat. Ustalono, że prawdopodobieństwo impaktu w tych okresach było trzykrotnie wyższe.



Warto wspomnieć, że trwa aktualnie misja kosmiczna europejskiego teleskopu Gaia, która ma za zadanie dokonanie dokładnego mapowania wszystkich gwiazd widocznych w naszej galaktyce. Dzięki takim informacjom da się obliczyć oddziaływania grawitacyjne, co z kolei może się pomóc ostateczne potwierdzić hipotezę o dysku ciemnej materii w naszej Galaktyce.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 15 lis 2014, 18:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
ŚMIERCIONOŚNE DŹWIĘKI

Było to coś doskonale makabrycznego: czarne fundamenty, niebieskie filary i tęczowy sufit. Ultrachromatyczne akordy wyłaniały się jak kamienne mury z czarnych głębin, zaś olbrzymie gwiezdne krystaliczne konstrukcje emitowały toniczne wonie poprzez głęboką, czarną, promieniującą przestrzeń. Przepiękne, liryczne melodie unosiły się w kierunku niezmierzonej dali. Podstawą każdej z nich były ultrabasowe tony głęboko ukorzenionej głębi. Basso profundo Messiaena stanowiło zasadniczy element wspierający potężne filary architektury rozciągającej się poza ograniczenia narzucone ramami koncertu.

Olivier Messiaen, mistrz kompozycji, stosował głębokie tony organów paryskiej katedry do wywołania wrażeń, które można jedynie określić jako nie z tego świata. Przeszukiwał głębokie i nieosiągalne korzenie światów, by spoić nimi swoje katedralne kompozycje. Jakiż majestat i wspaniałość dźwięków! To coś wypełnionego inteligencją, która rozlała się i stworzyła świat, prądy muzyczne i atmosferę tonacji – fluidalną muzykę i znaczenia.

Jednak najbardziej podstawowe tony, którymi przesycony jest ten świat, leżą poniżej granicy słyszalności, umykają naszemu narządowi słuchu, lecz przenikają nasze jestestwo. Infradźwięki[1] naturalnego pochodzenia codziennie dudnią wokół nas. Objawiają się, na szczęście, niezbyt często i niezbyt składnie. Infradźwięki są niesłyszalne dla ludzkiego ucha, ich częstotliwość mieści się poniżej granicy słyszalności, która wynosi 15 herców. Infradźwięku nie słyszymy, lecz go odczuwamy. Infradźwięki zawierają straszną tajemnicę w swym bezdźwięcznym ryku.

Infradźwięki wytwarzają różnorodne sensacje psychologiczne, które rozpoczynają się od rozdrażnienia. Przy pewnej określonej częstotliwości infradźwięki są przyczyną fizycznego nacisku, zaś przy szczególnie niskich częstotliwościach wywołują strach i dezorientację. Twórcy propagandy nazistowskiej metodycznie stosowali infradźwięki w celu wywołania uczucia wrogości w masach ludzkich, które zbierano, aby wysłuchały obłąkańca. Wynikiem tego jest historyczny koszmar. Przy pewnej określonej częstotliwości infradźwięki powodują rozerwanie materii – organizm pęka i wybucha. Przy innych częstotliwościach infradźwięki ubezwłasnowolniają i zabijają. Stworzenia żyjące w morzach stosują je do ogłuszania i zabijania swojej zdobyczy.

Narastające basowe tony w katedrze zdają się mieć możliwość zdruzgotania filarów, które podtrzymują sklepienie. Wiadomo, że witraże rozpryskiwały się w deszcz kolorowych odłamków, kiedy dosięgło ich organowe basso profundo. Gdzieś, w niemalże niesłyszalnej nawale tych podstawowych dźwięków, tych ultrabasowych tonów tego grzmotu, kryła się niszcząca i przerażająca moc.


INFRADŹWIĘKI GENEROWANE PRZEZ ZJAWISKA NATURALNE

Zjawiska o charakterze naturalnym – grzmoty, trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów, fale oceaniczne, wodospady, wiatry i zorze – stanowią źródło potężnych infradźwięków.

Potężne, zazwyczaj odległe efekty powstające w czasie naturalnych eksplozji powodują powstawanie skutków o wręcz legendarnym charakterze. Kiedy wybuchł wulkan Krakatoa, w budynkach odległych o setki mil popękały pod wpływem fali infradźwiękowej szyby. „Dzwonienie” zarówno ziemi, jak i atmosfery trwało godzinami. Uważa się, że infradźwięki wytworzyły górny ton tego naturalnego zjawiska o wręcz niemierzalnie niskiej częstotliwości stanowiący „środkową harmoniczną” całego wydarzenia. Wyspa Krakatoa została niemalże wyrzucona na orbitę w trakcie tego tragicznego wybuchu.

Analitycy utrzymują, że infradźwięk jest złożony z bardzo szerokiej gamy tonów. Charakteryzujące się ogromnym ciśnieniem i okresem trwania tony te „wspierają się” nawzajem, kiedy natykają się na rezonansową przestrzeń. Wszystkie takie rezonansowe przestrzenie ulegają „odnalezieniu i zniszczeniu”, kiedy właściwe fale ciśnieniowe wejdą z nimi w rezonans. Infradźwięk jest okrutnym tonalnym gigantem rozdzierającym wszystko, co napotyka na swojej drodze.

Badania dowodzą, że nagły wstrząs spowodowany eksplozją wytwarza złożony sygnał infradźwiękowy daleko od strefy wybuchu. Mimo iż te fale uderzeniowe mogą być niespójne, to jednak ich destrukcyjna moc rozczłonkowuje odległe ściany i okna w ułamku sekundy po zetknięciu się z nimi tego dźwiękowego śmiercionośnego szrapnela. Obiekty wszelkich kształtów, rozmiarów i kompozycji rozpadają się, kiedy infradźwiękowy impuls przemieszcza się przez przestrzeń, w której się znajdują. Przed infradźwiękiem nie ma osłony. Fizycy badali szczątki pozostałe po spowodowanym przezeń rozpadzie. Bardzo niewiele z nich zachowało swoją spójność. Te, którym udaje się ujść cało z eksplozji, określane są mianem infradźwiękowych „oporników”. Ekrany wykonane ze zbrojonego betonu niełatwo poddają się naporowi infradźwiękowego uderzenia ładunków wybuchowych.

Pewne rodzaje trzęsień ziemi wytwarzają duże i nieprzewidywalne pionowe przemieszczenia powierzchniowe, które w ekstremalnych przypadkach sięgają kilku metrów w czasie jednego wstrząsu. W takim przypadku powierzchnia ziemi przypomina powierzchnię bębna, wydzwaniającą swoje śmiercionośne, infradźwiękowe tony na godziny przed głównym wydarzeniem. Ziemia faluje w takt infradźwiękowych tonów z elastycznością, która w końcu załamuje się wraz ze wzrostem ciśnienia.

Te ultraniskie dźwięki trzęsienia ziemi są z niepokojem wychwytywane przez zwierzęta i wyczulonych na nie ludzi. Infradźwiękowe wstrząsy wywierają charakterystyczny ciśnieniowy wpływ, zarówno na struktury martwe, jak i żywe organizmy. Wpływ ten powoduje spłaszczenie ciała, tak jakby ktoś został uderzony twardą, niewidzialną ścianą, od której nie ma ucieczki. Niepokój, strach, ekstremalny stres emocjonalny i mentalna niewydolność – to tylko niektóre czynniki składające się na to zjawisko. Często wśród ludzi wystawionych na związane z trzęsieniem ziemi infradźwięki występują wstępne mdłości; ta silna reakcja sprawia, że uczulone na to ofiary stają się bezradne.

Fale oceaniczne, które tłuką w atmosferę na olbrzymich przestrzeniach, wytwarzają akustyczną energię o średniej częstotliwości 16 herców. Zjawisko „armat Barisal”[2], „mgielnych armat” i „jeziornych armat” to dobrze udokumentowane formy niezwykłych zjawisk akustycznych. Niektóre z tych „grzmiących” tonów manifestują się w absolutnie przypadkowych okresach, inne mają charakter periodyczny. Rozmiary zatok i fal, geologiczny układ warstw w zatokach i na wybrzeżu składają się na złożony wzór w mechanistycznych próbach wyjaśnienia tego, w jaki sposób te tajemnicze głosy są generowane w poszczególnych środowiskach. Te naturalne głosy zatokowe zawierają w sobie dużą porcję infradźwięków i zdarzało się, że wybijały szyby, a nawet wstrząsały małymi miasteczkami.

Tajemnicze i nagłe zmiany barometryczne wskazują, że źródłem naturalnych infradźwięków są nie tylko warstwy podpowierzchniowe ziemi lub zbiorniki wodne. Zarówno solarne rozbłyski, jak i normalny, jednostajny wiatr słoneczny generują infradźwiękowe drgania w atmosferze. Są doniesienia o napowietrznych dźwiękach podobnych do generowanych w czasie trzęsień ziemi. Co jest typowe dla infradźwięków, to niemożność dokładnej lokalizacji ich źródła. Wysokim, skwierczącym tonom zorzy polarnej towarzyszy głębokie i złowieszcze dudnienie. Te głębokie tony przenikają na wskroś ciała słuchaczy i wytwarzają podrażnienie oraz zawroty głowy. Infradźwiękowe fale wstrząsowe nie są słyszalne w normalnych warunkach, za to są odczuwalne.

Przenoszeniu się infradźwięków nie przeszkadza ani wiatr, ani burza, co więcej, te ostatnie czynniki mogą być również ich źródłem. Potężne, harmoniczne wirowanie sztormów rozrywa atmosferę wypromieniowując cykloniczną serię narastających infradźwięków. Uczucie lęku, które poprzedza huragan, jest spowodowane infradźwiękami. Infradźwięki wytwarzane przez sezonowe wiatry i zmiany pogody wprowadzają niektóre osoby w stan chorobowy. Symptomami są tu niepokój, depresja, napięcie emocjonalne, rozdrażnienie, dezorientacja, czasami nagłe wybuchy płaczu, nudności i biegunka.

Infradźwięki mogą przemieszczać się na duże odległości i to praktycznie bez utraty siły. Ich ciśnienie o nie zmienionej sile pojawia się daleko od ich źródła. Atmosfera podtrzymuje potężne infradźwiękowe drgania. Do wytworzenia u człowieka tych niekorzystnych fizjologicznych i psychologicznych objawów wcale nie potrzeba infradźwięków o szczególne dużej mocy.


EFEKT DRGAŃ WYTWARZANYCH PRZEZ MASZYNY

Drgające konstrukcje będące dziełem człowieka stymulują powstawanie sztucznych niebezpiecznych infradźwięków. Pokonując zakręty z prędkością 60 mil na godzinę (96 km/h) karoseria samochodu staje się źródłem infradźwięków. Choroba lokomocyjna może być związana z wystawieniem na przedłużone działanie wibrującej karoserii. Samochody, autobusy, pociągi, motocykle i odrzutowce – wszystkie one wydzielają niebezpieczne infradźwięki. Każdy ze środków transportu ma swój własny, charakterystyczny dla siebie, rodzaj infradźwięku będącego nieuniknionym wynikiem pokonywania mechanicznego tarcia i oporów wynikających z bezwładności.

Istnieją duże trudności z zapisem i odtwarzaniem ultraniskich tonów w celu ich badania. Muszą być one generowane w miejscu przeznaczonym do eksperymentów. Teatralne systemy dźwiękowe nie są w stanie wytworzyć wszystkich wrażeń dźwiękowych związanych z naturalnymi infradźwiękami, niemniej zdarzają się przypadki, kiedy publiczność doznaje uczucia przerażenia w wyniku przypadkowego powstania określonego infradźwięku w sali teatralnej.

Zasadniczą rolę odgrywa tu tolerancja człowieka na infradźwięki. Wojskowe zespoły medyczne od dawna badają wpływ wibracji maszyn na ludzkie osądy i zachowania, które wykraczają poza dopuszczalne granice. Jeśli piloci odrzutowców i rakiet popełnią nawet najmniejszy błąd w ocenie sytuacji w wyniku działania infradźwięków, może to doprowadzić do katastrofy. Odnotowano popełnianie pewnych krytycznych rodzajów błędów w ocenie sytuacji, nawet podczas krótkotrwałych lotów.

Potężne infradźwiękowe drgania kadłuba odrzutowca całkowicie przenikają ciała pilotów. Szybkość reakcji pilotów nieustannie poddawanych działaniu tej infradźwiękowej energii zostaje w znaczący sposób wydłużona. Wojskowe regulaminy znają to zjawisko i ograniczają czas lotów. Jest znanym faktem, że nadmierne wystawienie pilota na działanie infradźwięków zagraża zarówno jemu, jak i zadaniu, które ma on do wykonania. Do szkodliwych przejawów oddziaływań infradźwięków na pilotów należą między innymi: pogorszenie wzroku, mowy, orientacji, równowagi oraz zdolności do dokładnej oceny sytuacji i wyciągania logicznych wniosków.


ŚMIERCIONOŚNE BRONIE ZIMNEJ WOJNY

Trwała Zimna Wojna. Jedynie Stany Zjednoczone posiadały tajemnicę. Najstraszliwsza broń, jaką dotychczas stworzono, była własnością jednego rządu. Istnienie bomby atomowej stanowiło zagrożenie dla państw, których motywy nie były zupełnie altruistyczne.

Uzyskanie tajemnicy jej budowy stanowiło priorytet wielu agresywnie nastawionych, imperialistycznych państw. Jedyną drogą jej uzyskania przez niektóre państwa była ordynarna kradzież. Kiedy stalinowscy specjaliści stworzyli w końcu duplikat amerykańskiej bomby atomowej, wszystkie pozostałe narody europejskie również odczuły nagłą potrzebę jej posiadania, a nawet czegoś jeszcze lepszego.

Kiedy komuś zależy na obronie swoich granic, konsekwencje użycia broni mogących zniszczyć świat, schodzą na dalszy plan. Broń jest ze swej natury nastawiona na niszczenie, niemniej jednak istnieją moralne różnice między bronią ofensywną i defensywną.

Przed rozprzestrzenieniem się mody na broń atomową, narody koncentrowały swoje poszukiwania i badania na bardzo dziwacznych i równie śmiercionośnych środkach mających służyć obronie ich granic. Szybko doskonalono śmiercionośne wariacje i kombinacje broni gazowych, bakteriologicznych i radiacyjnych. Zespoły badawcze Stalina badały moce o charakterze psychicznym jako środek na zniszczenie wroga. Rozwijała się wojna psychotroniczna między licznymi grupami, zarówno o charakterze prywatnym, jak i państwowym, z wyraźnymi skutkami. Ostatnio dzięki narastającemu procesowi sowieckiego otwarcia światło dzienne ujrzały informacje o pewnych prostych broniach psychotronicznych.

W rzeczywistości im większy jest arsenał broni, tym mniej bezpieczne są granice. W czasie gdy supermocarstwa koncentrowały się na wytwarzaniu broni masowej zagłady, inne kraje kierowały swoją uwagę na cele bardziej praktyczne – bronie konwencjonalne, które zdawały się spełniać potrzeby mniejszych, bardziej ograniczonych pól bitewnych.

Rozwijając własny arsenał atomowy, Francja poszukiwała jednocześnie defensywnych broni taktycznych wszelkiego rodzaju. Chociaż bronie krótkiego zasięgu stanowiły najlepszą obronę przeciwko napaści o charakterze konwencjonalnym, poszukiwano również systemów, które byłyby równie skuteczne, jak broń atomowa. Poszukiwano nowego młota, który obroniłby Francję przed nowymi agresorami, podobnie jak wielki średniowieczny frankoński król Charles Martel zwany „Młotem”[3] obronił ją przed bezwzględnymi najeźdźcami ze wschodu. Ten nowy „młot” wyłonił się z przypadku.


DR VLADIMIR GAVREAU

Głównym tematem badań dra Vladimira Gavreau były zdalnie sterowane automaty i roboty. W celu kontynuowania prac w tym zakresie stworzył w roku 1957 zespół naukowców [w Elektroakustycznym Laboratorium w Marsylii]. Zespół ten, w którego skład wchodzili między innymi Marcel Miane, Henri Saul i Raymond Comdat, opracował cały szereg robotów przeznaczonych do wykonywania zadań, zarówno cywilnych, jak i wojskowych.

W trakcie badań zespół dra Gavreau dokonał bardzo dziwnej i niesłychanej obserwacji, która nie tylko zakłóciła tok ich prac, ale stała się głównym tematem ich dalszych dociekań. Zakwaterowany w wielkim, betonowym budynku zespół od czasu do czasu odczuwał powodujące dekoncentrację nudności, często dzień po dniu, a bywało, że i całymi tygodniami. Wezwani na pomoc przemysłowi lekarze przypisywali winę jakiejś chorobie. Sądzono, że objawy te są wynikiem jakichś patogennych czynników – „choroby budynkowej”. Nie wykryto jednak żadnych czynników biologicznych, mimo iż objawy utrzymywały się. Tok badań został poważnie zakłócony i zespół zażądał dokładnego zbadania budynku.

W trakcie badań odkryto, że tajemnicze mdłości ustają po zamknięciu pewnych okien. W związku z tym przyjęto, że przyczyną mdłości była „emisja jakichś gazów” i podjęto drobiazgowe przeszukanie całego budynku. Próby wykrycia środków chemicznych nic nie dały, niemniej ostatecznie znaleziono źródło dolegliwości. Okazał się nim niewłaściwie zainstalowany wentylator. Początkowo sądzono, że emituje on trujące opary pochodzące z oleju lub smaru, ale badania nie potwierdziły tego przypuszczenia. W końcu odkryto, że to luźno zamocowany niskoobrotowy silnik wentylatora umieszczony w przewodzie wentylacyjnym biegnącym przez wiele pięter wytwarzał „powodujące mdłości wibracje”.

Tajemniczość tego zjawiska wzrosła, kiedy zespół dra Gavreau usiłował zmierzyć natężenie i wysokość tonu wytwarzanego dźwięku. Kiedy nie udało się mu zmierzyć jego parametrów akustycznych, zespół poddał w wątpliwość ustalenie inżynierów budowlanych. Tak czy inaczej zamykanie okien prowadziło do zaniku mdłości.

W kolejnym kroku genialnego naukowego wnioskowania dr Gavreau i jego koledzy skonstatowali, że mają do czynienia z dźwiękiem tak niskim, że żaden mikrofonowy detektor nie jest w stanie go zarejestrować. Ta konkluzja kosztowała zespół bardzo wiele, bowiem przez długie okresy czasu nie byli w stanie kontynuować badań próbując go zmierzyć. W trakcie jednego z poszukiwań przypadkowe bezpośrednie wystawienie na jego wpływ wyłączyło ich na wiele godzin z dalszych prac.

Kiedy w końcu udało się im zmierzyć ten „dźwięk”, okazało się, że podstawowy ton miał częstotliwość siedmiu herców. Co więcej, ten infradźwięk wcale nie miał dużej mocy. Stało się jasne, że drgający z małą częstotliwością silnik wymuszał drgania rezonansowe w dużym, betonowym szybie wentylacyjnym.

Działając jak drgający „język” olbrzymiej „organowej piszczałki” turkoczący silnik wytwarzał infradźwięki powodujące mdłości. Ta tunelowa przestrzeń z wibrującą kolumną powietrza sprzężona z resztą betonowego budynku stała się osobliwym wzmacniaczem infradźwięków.

Zrozumienie tego infradźwiękowego układu pozwoliło również wyjaśnić, dlaczego zamknięcie okien przynosiło umiarkowany efekt „blokady objawów chorobowych”. Okazało się, że okna powodowały zmianę ogólnego profilu rezonansowego budynku podnosząc wysokość infradźwięków i ich intensywność.

Od tamtego czasu odkryto ujemny wpływ tego rodzaju infradźwięków w innych biurowcach i zabudowaniach o charakterze przemysłowym. Oddziaływanie niskoczęstotliwościowych naturalnych lub będących dziełem człowieka źródeł drgań infradźwiękowych powodujących nudności jest obecnie doskonale znane. W architekturze stało się już rutyną poszukiwanie i zmiana otworów i wnęk stanowiących ewentualne źródło drgań infradźwiękowych powstających w wyniku rezonansu. Występują one często w starych budynkach z powodu błędów konstrukcyjnych wynikających z braku wiedzy o tym zjawisku. Wszelkie tego rodzaju „niewłaściwe” formy architektoniczne są modyfikowane poprzez dodanie materiałów dźwiękochłonnych.


EKSPERYMENTY Z INFRADŹWIĘKAMI

Dr Gavreau i jego zespół badawczy zajął się następnie uważnym badaniem efektów ich „infradźwiękowego organu” zmieniając intensywność i częstotliwość generowanych dźwięków. Zmieniając napięcie sprężyn w amortyzatorach utrzymujących silnik wentylatora można było uzyskać zmianę wysokości dźwięku. Określono różne infradźwiękowe częstotliwości rezonansowe w całym budynku. Zamykanie okien blokowało większość objawów, lecz powtórne ich otwarcie, bez względu na moc źródła, powodowało, że cały zespół ponownie zaczynał odczuwać mdłości.

Dr Gavreau uważał, że dokonał odkrycia dotychczas nie znanej broni w postaci infradźwięków. Świadom tego, że naturalne eksplozje są źródłem infradźwięków, zaczął zastanawiać się nad zastosowaniem ich jako broni defensywnej. Wpływ przypadkowych źródeł infradźwięków w postaci uderzeń piorunów wystarczał do zobrazowania, czego mogłyby dokonać wytwornice sztucznych piorunów – problem polegał jednak na tym, jak je stworzyć. Tego rodzaju rozważania stymulowały teoretyczne dyskusje nad możliwością wytwarzania koherentnych (spójnych) infradźwięków, a co za tym idzie skonstruowania infradźwiękowego „lasera”.

Pierwsze urządzenia skonstruowane przez zespół dra Gavreau były zbudowane na wzór źródła infradźwięków, za sprawą którego zetknęli się oni z nimi po raz pierwszy. Zespół skonstruował piszczałki organowe o olbrzymiej szerokości i długości, z których pierwsza miała średnicę 6 stóp (1,8 m) i długość 75 stóp (22,5 m). Wykonano je w dwóch odmianach: w pierwszej na jej końcu zastosowano napędzany mechanicznie tłok, a w drugiej – bardziej konwencjonalnej – sprężone powietrze. Obie przetestowano na zewnątrz umieszczając je za ochronnymi, dźwiękochłonnymi ścianami, przy czym badacze stali w dużej odległości od nich.

Główna częstotliwość rezonansowa tych piszczałek okazała się należeć do „zakresu śmiertelnego” – 3–7 herców. Dźwięki te były niesłyszalne dla człowieka, co stanowiło dużą zaletę w przypadku zastosowania ich jako broni obronnej. Rezultaty ich oddziaływania były wyraźnie odczuwalne.

Mimo iż piszczałki działały jedynie przez kilka sekund, symptomy ich oddziaływania pojawiły się u badaczy natychmiast i zupełnie niespodziewanie. Ciśnieniowe fale powietrza objęły ich ciała nieznośnym i niemożliwym do uniknięcia uściskiem – ciśnienie, które natarło na nie ze wszystkich stron jednocześnie, zamknęło je w śmiertelnym kokonie, po czym wystąpił tępy ból będący skutkiem nacisku infradźwięku na oczy i uszy. Zaraz potem nastąpiła przerażająca manifestacja na wspornikach urządzenia. Dalsza jego praca doprowadziła do potężnego grzmotu, który zakołysał wszystkim, nieomal niszcząc przeznaczony do testów budynek. Każdy filar i złącze masywnej konstrukcji poruszyło się. Jednemu z techników udało się mimo bólu odciąć zasilanie.

Te doświadczenia z infradźwiękami były równie niebezpieczne, jak wczesne próby z energią jądrową, przy czym infradźwiękowe ataki na ciało są jeszcze bardziej śmiercionośne, ponieważ następują w śmiertelnej ciszy. Po tych pierwszych testach dr Gavreau i jego współpracownicy byli poważnie chorzy przez całą dobę, a zaburzenia wzroku utrzymywały się przez kilka dni. Co gorsze, uszkodzeń doznały również ich narządy wewnętrzne – serce, płuca, żołądek i otrzewna doznawały powtarzających się bolesnych skurczów przez równie długi czas. Dodatkowymi symptomami wystawienia na działanie infradźwięków były skurcze mięśni, zawroty głowy i łzawienie oczu. Wszystkie rezonujące przestrzenie w ciele wchłonęły destrukcyjną energię akustyczną i z pewnością zostałyby rozerwane na strzępy, gdyby nie wyłączono zasilania.

Efektywność infradźwięków jako broni defensywnej o przerażającej mocy została udowodniona ku „satysfakcji” twórców ich generatora. Przy okazji zrodziło się jednak wiele pytań. Po tym przykrym wypadku samo zbliżenie się po raz drugi do aparatury stanowiło niezbyt przyjemne przeżycie. Jak potężna energia musiała znajdować się na wyjściu tego infradźwiękowego urządzenia, skoro zadziałała nawet na sterujących nim inżynierów?

Z największą ostrożnością i respektem dla potęgi, z którą ma do czynienia, dr Gavreau przeliczył wszystkie parametry swojej konstrukcji. Nie docenił mocy wyzwalanej przez piszczałki – w rzeczywistości znacznie zaniżył wartości wyjściowe dla celów diagnostycznych. Nie przyszło mu do głowy, że wartości te i tak były o wiele za duże jak na infradźwięki!

Ponieważ zebranie danych empirycznych a następnie ich analiza stanowiły jedyną drogę do określenia wpływu infradźwięków na organizmy żywe i materię nieożywioną, ponownie przystąpiono do badań, tym razem jednak generując infradźwięki o minimalnej mocy. Po pierwsze, należało znacznie zmniejszyć rozmiary aparatury, jako że jej dotychczasowe parametry były nie do przyjęcia. Aby zapewnić całkowitą kontrolę śmiertelnych uderzeń, zamontowano cały szereg awaryjnych wyłączników, które uruchamiane były przez ciśnieniową falę infradźwięku. Natężenie, przy którym następowało odcięcie zasilania, można było regulować przy pomocy automatycznych wyłączników barometrycznych.

Dążąc do zbudowania mniejszych i łatwiejszych w obsłudze generatorów infradźwięków dr Gavreau przetestował cały szereg specjalnych rogów i syren różnej wielkości. Każde tych urządzeń było nadzwyczaj prostym, płaskim, okrągłym pudłem rezonansowym z bocznym przewodem wyjściowym. Były to najczęściej powiększone modele mgłowych i policyjnych syren. W kolejnych próbach systematycznie je zmniejszano, ponieważ ich moc na wyjściu wciąż była za duża. Infradźwiękowe syreny mgłowe były zdolne do wytwarzania 2 kilowatów energii infradźwiękowej o częstotliwości 150 herców. Znacznie łatwiej do wymaganych parametrów dawały się dostosować płaskie „syreny policyjne”. Ich ogólne parametry było łatwo określić i stworzono nawet w tym celu odpowiednią formułę matematyczną. Rezonansowy ton syreny obliczano dzieląc jej średnicę przez stałą o wartości 51. Zwiększanie głębokości syreny powodowało wzrost amplitudy. Syrena o średnicy 1,3 m wytwarzała infradźwięki o częstotliwości 37 herców. Ten rodzaj fali infradźwiękowej z powodzeniem wstrząsnął ścianami całego kompleksu budynków laboratorium, mimo iż jej moc wynosiła niespełna dwa waty energii infradźwiękowej.


BADANIA TESLI I WOJSKOWE TESTY MEDYCZNE

Do wywołania objawów choroby infradźwiękowej wystarczy niewielka moc. Wielu badaczy naraziło siebie na poważne obrażenia, kiedy rozmyślnie lub przypadkowo udało się im wygenerować infradźwiękowe drgania.

Nikola Tesla stosował drgające platformy jako kurację zwiększającą witalność. Lubował się w „harmonizowaniu ciała” przy pomocy drgających platform własnej konstrukcji. Zamontowane na mocnych, gumowych wspornikach platformy były wprawiane w drgania przy pomocy napędzanych mechanicznie „ekscentrycznych” kół. Ich umiarkowane używanie, na przykład przez około jedną minutę, mogło przyjemnie pobudzić całe ciało do działania na kilka godzin. Nadmierne ich stosowanie mogło jednak prowadzić do śmiertelnej choroby, przy czym najgroźniejsze było nadzwyczajne pobudzenie akcji serca. Całe ciało wręcz „dzwoniło” godzinami przy mocno podwyższonym rytmie pracy serca i znacznym nadciśnieniu. Skutki mogły być wręcz zabójcze.

Pewnego razu bliski przyjaciel Tesli, Samuel Clemens, odmówił zejścia z wibrującej platformy mimo wielokrotnie powtarzanych ostrzeżeń. Tesla żałował potem, że pozwolił mu na nią wejść. Kilka sekund później rozradowany Clemens niemal strzelił kopytami w kalendarz. Przyczyną były infradźwięki.

Tesla często obszernie opisywał wpływ infradźwięków dziennikarzom, którzy naśmiewali się za jego plecami z tego, że taki „malutki dźwięk” może spowodować tak wielkie szkody. A jednak to właśnie przy pomocy tego „malutkiego dźwięku” Tesla o mało nie zrównał z ziemią swojego laboratorium na Houston Street. Zbudowane przez niego kompaktowe generatory infradźwiękowych impulsów miały niesamowitą wydajność. W późniejszym okresie skonstruował i przetestował bronie wykorzystujące infradźwięki zdolne do obrócenia w perzynę całych budynków i miast.

Pewnego razu Walt Disney i jego współpracownicy rozchorowali się, kiedy przewidziany do zilustrowania jednej ze scen efekt dźwiękowy został spowolniony przy pomocy magnetofonu i jednocześnie kilkakrotnie wzmocniony przy pomocy aparatury nagłaśniającej. Oryginalny dźwięk pochodził z urządzenia do łączenia metali – było to brzęczenie o częstotliwości 60 herców, które zostało pięciokrotnie spowolnione do częstotliwości 12 herców. Ten dźwięk wywołał wśród członków zespołu mdłości, które utrzymywały się przez kilka dni.

Infradźwięki zdają się wręcz paraliżować funkcje fizjologiczne organizmu. Wywołują zakłócenia w uchu środkowym pozbawiając organizm poczucia równowagi i unieruchamiając swoje ofiary. Efekt jest taki jak w przypadku przedłużającego się, ostrego stanu chorobowego. Powrót do normalnego stanu wymaga wielu godzin, a nawet dni. Wystawienie na umiarkowane natężenia infradźwięków wytwarza stan chorobowy, z kolei jego zwiększone natężenie może skończyć się śmiercią.

Alarmujące reakcje na infradźwięki w zakresie częstotliwości od 40 do 100 herców opisali dokładnie wojskowi eksperci medyczni. Wyniki te są bardzo niepokojące Wraz z obniżaniem częstotliwości infradźwięku narastają niekorzystne objawy w postaci zmienionego rytmu pracy serca i wzrostu częstotliwości pulsu o około 40 procent, które są objawem stanu przedśmiertnego. Przy częstotliwości 100 herców występują umiarkowane mdłości, zawroty głowy, zaczerwienienie skóry i mrowienie w całym ciele. Zawroty głowy, niepokój, niezwykłe zmęczenie, ucisk na gardło oraz zapaść systemu oddechowego to kolejne objawy. Kaszel, silny ucisk podmostkowy, dławienie, nadmierne wydzielanie śliny, niesamowite bóle przy przełykaniu, trudność w oddychaniu, ból głowy oraz bóle żołądka występują przy częstotliwościach od 60 do 73 herców. Infradźwięki wywołują także stan zmęczenia. Niektórzy ludzie kaszlą przez ponad godzinę, a zaczerwienienie skóry utrzymuje się u wielu przez szereg godzin. Infradźwięki w zakresie od 43 do 73 herców wywołują u ludzi znaczny spadek ostrości widzenia, a tak zwany iloraz inteligencji spada prawie o jedną czwartą. Kompletnemu zburzeniu ulega także zdolność orientacji przestrzennej. Zmniejsza się również koordynacja pracy mięśni i poczucie równowagi. Tuż przed utratą przytomności stwierdzano także spadek sprawności manualnej i bełkotliwą wymowę.

Odkrycia dra Graveau dotyczące infradźwięków z zakresu od 1 do 10 herców są prawdziwie szokujące. Ton śmiercionośny wynosi około 7 herców. Mała amplituda drgań w tym zakresie powoduje zmiany w zachowaniu człowieka. Aktywność umysłowa ulega najpierw zahamowaniu a następnie zablokowaniu i całkowitemu zniszczeniu. Wraz ze wzrostem amplitudy występuje szereg niepokojących objawów, które zapoczątkowuje pełna neurologiczna interferencja. Działanie rdzenia przedłużonego zostaje zablokowane i ustają jego autonomiczne funkcje.


DOŚWIADCZENIA Z DETEKTORAMI INFRADŹWIĘKÓW

Infradźwięki trzymają się ziemi – jest to dobrze znane ze świata zwierząt zjawisko. Żeńskie wokalizy i ich młodych przenoszą się powietrzem, jako że tony wysokie mają naturę napowietrzną. Oznacza to, że osobniki żeńskie i ich małe stanowią naturalne ofiary mięsożerców. Niskotonowe dźwięki trzymają się ziemi, są „przewodzone” przez warstwy ziemi. Męskich dźwięków nie mogą zlokalizować drapieżcy, ponieważ „tulą” się one do ziemi i rozpraszają wraz z oddalaniem od źródła. Niektóre osobniki męskie uderzają w ziemię swoimi nawoływaniami i kopytami – są to sygnały porozumiewawcze, które tylko one są zdolne zrozumieć.

Fakt, że ziemia przyciąga i przewodzi niskie tony stanowi duży dar dla środowiska zwierząt, bowiem zwiększa szanse przetrwania męskich przywódców. Kiedy stada są atakowane przez drapieżniki, osobniki męskie są w stanie dowodzić swoimi towarzyszami pozostając całkowicie „niewidzialnymi” i nieuchwytnymi. Drapieżniki nie są w stanie zlokalizować nawoływań i „dudnień” męskich przywódców, ponieważ nie mają możliwości przechwytywania ich niskotonowych sygnałów. Są więc oni dla nich trudnym do zaatakowania celem. Drapieżnikom często przewodzą liderzy rodzaju męskiego, którzy również komunikują się ze sobą poprzez ziemię.

Tego samego rodzaju analogie stosują się do infradźwiękowego systemu obronnego. Po pierwsze, infradźwięki nie tracą intensywności w miarę oddalania się na dużą odległość, ich moc pozostaje prawie taka sama jak w chwili wyemitowania ze źródła. Jest również prawdą, że ze względu na ich ziemiolubną naturę nie można zlokalizować źródła infradźwięków nie posiadając przeznaczonej do tego celu specjalistycznej aparatury. Te fakty stanowią zaletę dla tych, którzy chcieliby użyć infradźwięków w charakterze broni. Przypuśćmy, że jakieś wrogie nam siły zastosowały infradźwięki. Co wtedy? Infradźwięki są niesłyszalne. W tej sytuacji bitwa skończy się, zanim ktokolwiek zorientuje się, że się zaczęła. Jak rozpoznać, że się jest obiektem infradźwiękowego ataku? W takim wypadku detektorem ataku „nierozpoznawalnego wroga” byłaby pierwsza linia obrony. To oznacza, że rozwijanie skutecznego systemu broni infradźwiękowej wymaga w pierwszym rzędzie opracowania detektora infradźwięków.

Dr Gavreau po raz pierwszy przystąpił do opracowania detektorów infradźwięków w celu ochrony przed nimi swojego personelu, a dopiero potem zaczął myśleć o ich ewentualnym bojowym zastosowaniu. Z początku eksperymentował z różnymi urządzeniami, które naśladowały wykrywacze fal radiowych. Jedno z tych urządzeń wykorzystywało płomień w zamkniętej przestrzeni. Było podobne do płomieniowych detektorów skonstruowanych przez Lee de Foresta tuż przed wynalazieniem przezeń triody. Płomieniowe detektory Gavreau wykorzystywały różne przestrzenie rezonansowe – przy określonej wysokości infradźwięków płomień unosił się do góry. Detektory te pozwalały mu określić amplitudę i wysokość dźwięku. Niestety, płomienie są niebezpieczne i kapryśne i nie bardzo nadają się do użycia na polu walki.

Potem dr Gavreau eksperymentował z ulepszonymi barometrami mechanicznymi. Były to duże pudła rezonansowe połączone z bardzo delikatnymi rurkami barometrycznymi. Okazało się, że przyrządy te są bardzo czułe. Odnotowywały równomierny przyrost ciśnienia barometrycznego, kiedy duże miechopodobne pudła rezonansowe były ściskane przez infradźwięki. Czułość tych urządzeń rosła wraz ze wzrostem objętości miechów. Były skuteczne, lecz zbyt delikatne.

Kolejne przyrządy przypominały wyglądem wczesne telewizyjne, mechaniczne konstrukcje Johna Logie Biarda. Do ich budowy zastosowano duże membrany stosowane w kotłach muzycznych, lustra, światła i fotoogniwa. Do membrany było przymocowane lustro powodujące migotanie światła, ilekroć w membranę uderzały infradźwięki. Fotoogniwo dokonywało zapisu migotania w postaci sygnału elektrycznego. Ten typ detektora cechował się dużą niezawodnością.

Najdoskonalszymi detektorami konstrukcji Gavreau okazały się jednak te, które wykorzystywały zjawisko elektrolizy. Były one oparte na przyrządach skonstruowanych przez Fessendena do pomiaru słabych sygnałów radiowych. Wykorzystywały roztwory związków chemicznych oraz punktowe kontakty elektryczne. Ilekroć infradźwięki przenikały przez to urządzenie, znajdujące się w nim roztwory chemiczne przechodziły przez oddzielającą je barierę osmotyczną. Następnie za pomocą czułego galwanometru dokonywano pomiaru przewodności elektrycznej powstałej mieszaniny. Układ ten był niezawodny i dokładny.

Mimo swoich zalet wszystkie detektory miały jednak jedną wadę: ofensywne zastosowanie infradźwięków o dużej amplitudzie powodowało ich rozpad, wręcz ich wyparowywanie.


OBRONA PRZED INFRADŹWIĘKAMI

Francuskie władze wydały oświadczenie mówiące, że dr Gavreau wcale nie pracuje nad opracowaniem broni, jednak wiele patentów przeczy temu twierdzeniu. Mimo iż nie jest możliwe dotarcie do faktycznych patentów dotyczących generatorów infradźwięków, drowi Gavreau przypisuje się rozwój „infradźwiękowej zbroi”. Na co miałby bowiem „tracić” tyle czasu i pieniędzy, jeśli nie na antyinfradźwiękowe badania?

Jest oczywiste, że broń infradźwiękowa powoduje konieczność opracowania i sprawdzenia tarcz antyinfradźwiękowych i dr Gavreau poświęcił temu zagadnieniu znacznie więcej czasu niż na skonstruowanie skutecznych rogów infradźwiękowych. Dr Gavreau już na początku swoich badań odkrył, że infradźwięku nie da się całkowicie zablokować. Infradźwiękowe urządzenia wymagają bardzo dużych ekranów. Co więcej, nikt nie odważyłby się na postawienie zapory infradźwiękowej przeciwko jakiejkolwiek armii bez odpowiedniej osłony. Infradźwiękowe rogi mogą wysyłać dźwięki w zadanym kierunku, lecz naturalne środowisko pozwala na ich „przeciekanie” we wszystkich kierunkach. Infradźwięki w ciągu kilku sekund przenikają swoje generatory. „Zawracają” w kierunku tych, którzy je wysyłają. Infradźwięki „tulą się” do ziemi i rozprzestrzeniają wokół swojego źródła. I ci, którzy je wysyłają, sami mogą stać się ich ofiarami.

Pierwszą metodą, jaką zastosował Gavreau, było zwiększanie ich częstotliwości, aż do utraty przez nie infradźwiękowych własności. Udało się to uzyskać przy pomocy pasywnej metody „strukturalnej” – ustawionych warstwowo rzędów ekranów i przestrzeni rezonansowych. Forma ta nosi nazwę „pasywnej”, ponieważ urządzenia stoją i czekają na infradźwiękowy atak, absorbują go i zamieniają na nieszkodliwe, słyszalne dźwięki.

Jego druga metoda miała charakter bardziej „agresywny” i polegała na aktywnym działaniu. Zastosowano w niej dobrze znaną zasadę fizyczną. Polega ona na wysyłaniu tonów, których czoło jest w fazie przeciwnej w stosunku do fali atakującej. W ten sposób obie fale znoszą się i atak infradźwiękowy zostaje wytłumiony lub przynajmniej znacznie osłabiony. Metoda ta wymaga jednak systemu szybkiego wykrywania infradźwięków i odpowiednio szybkiej reakcji. Cały proces polega na określeniu wysokości tonu fali atakującej i wygenerowaniu identycznej fali o przeciwnej fazie. Metoda aktywnej redukcji nie jest jednak dostatecznie dokładna i nie zapewnia stuprocentowej ochrony. Nie da się w pełni zneutralizować wysoce zmodulowanego, mobilnego źródła infradźwięków bez wyszukanych układów elektronicznych.

Gavreau wpadł jednak na inny, elegancki w swej prostocie, pomysł, który sprawił, że obrońcy nie muszą już narażać się na działanie wysyłanych przez siebie infradźwięków. Pracując nad stałymi instalacjami broni i stanowisk, Gavreau i jego zespół zupełnie zapomnieli o pierwotnym celu swoich badań – robotyce.


PRZENOSZONA PRZEZ ROBOTY BROŃ INFRADŹWIĘKOWA

Jak pamiętamy, dr Gavreau i jego zespół zajmowali się początkowo robotyką i opracowywaniem systemów automatyzacji operacji przemysłowych i wojskowych. W końcu zaczęli się zastanawiać nad połączeniem tej nowo wynalezionej broni z robotami.

Dr Gavreau połączył formę organowej piszczałki z syreną. Urządzenie umieszczono w betonowym bloku o pojemności niespełna metra sześciennego. Syrenę umieszczono z przodu, a wzdłuż rozszerzających się ku przodowi boków usytuowano kilka rezonansowych piszczałek. Urządzenie było zasilane powietrzem o wysokim stopniu sprężenia i miało przerażającą moc na wyjściu. W konwencjonalnym zastosowaniu było zdolne do całkowitego unicestwienia nieprzyjaciela. W ramach eksperymentu ustawiono ten zestaw syren na czterystakilogramowym betonowym postumencie z betonową osłoną na wyjściu. Mimo tych zabezpieczeń urządzenie z powodzeniem zatrzęsło sporą częścią Marsylii. Infradźwięki przebiły się przez wspierający je blok betonowy i w ciągu sekundy zniszczyły betonową osłonę. Makabra! Wszystko odbyło się w kompletnej ciszy. Urządzenie to charakteryzowało się dużą selektywnością doboru wysokości tonu, mocy i kierunku. Ta ostatnia cecha – dobór kierunku – pozwoliła Gavreau i jego zespołowi osiągnąć najwyższy współczynnik bezpieczeństwa. Można było teraz defensywne urządzenia infradźwiękowe tak nakierować, aby nie zagrażały swoim operatorom. Ta broń była stosunkowo zwartym i wydajnym urządzeniem. Jej wydajność była określana przez stosunek wyjściowej mocy destrukcyjnej do objętości całego urządzenia.

Późniejsza jego wersja zawierała kolejny sześcian z infradźwiękową syreną w środku. Na przedniej płaszczyźnie umieszczonych było 60 piszczałek z rozszerzającymi się ku przodowi rogami tworzącymi coś w rodzaju tablicy. Mówiono, że to jedno zdalnie sterowane, nakierowane na sztuczne pole bitewne, urządzenie z niezwykłą łatwością rozdarło solidne mury obronne oraz wnętrza czołgów. Co więcej, wywołało ono jeszcze inne, bardziej przerażające, wręcz nie nadające się do opisu, skutki. Co gorsze, nie towarzyszyły temu żadne dźwięki.

Urządzenie umieszczone było na pojeździe-robocie napędzanym przez silniki dieslowskie lub sprężony gaz. Ta prawie niezauważalna jednostka stanowiła dziwnego przeciwnika. Jako broń defensywna była przerażająca i nadzwyczaj skuteczna. Ten system stanowił prawdziwy czynnik odstraszający dla tych, którzy byliby na tyle głupi, aby zaryzykować naziemny atak na tak uzbrojonego nieprzyjaciela. Zrównywał on armie z ziemią. Z chwilą nakierowania jego infradźwiękowych rogów na wroga bitwa musiałaby być z miejsca zakończona i zapewne skończyłaby się, jeszcze zanim by się na dobre zaczęła. Takiej machiny wojennej nie dałoby się zlokalizować. Nikt, kto by ją ujrzał, nie uwierzyłby, że kryje ona w sobie tak śmiercionośną moc. Większość w ogóle nie zwróciłaby na nią uwagi. Bateria takich urządzeń, z których każde emitowałoby odpowiedni infradźwięk, stanowiłaby niemożliwą do pokonania barierę. Zdalnie sterowane czołgi wyposażone w infradźwiękowe generatory mogłyby omiatać teren śmiercionośnymi infradźwiękami niszcząc wszystkich przeciwników w promieniu od 5 do 10 kilometrów. Tę przerażającą broń można by umieszczać na samolotach i szybko i skutecznie niszczyć z powietrza atakujące armie.

Równie odstraszająca mogłaby być ta broń dla powietrznych napastników. Infradźwiękowe wiązki mogą omiatać niebo z dużą dokładnością, jako że infradźwięki rozchodzą się w każdym ośrodku z jednakową skutecznością niszcząc napotykane cele.

Intensywność, z jaką urządzenia dra Gavreau wyrzucają swoją energię do otaczającego środowiska, jest przerażająca. Widzimy tu doprowadzone do perfekcji wykorzystanie zjawiska, które w warunkach naturalnych nigdy nie występuje w tak zabójczym nasileniu. Właśnie dlatego ta broń – jeśli zostanie użyta – musi być zdalnie sterowana, działając jak automat wykonujący swoje zadania z dala od swoich operatorów.

Sam Gavreau określił to następująco: „Nie istnieje pełna ochrona przed infradźwiękami. Nie absorbują ich zwykłe materiały, także żadne zapory ani schrony nie są w stanie ich zatrzymać”.

Tak więc po raz kolejny stajemy na rozdrożu. Na jednej z możliwych ścieżek napotkamy Messiaena i jego muzyczne przesłanie pokoju, a na drugiej dra Gavreau i jego muzyczne przesłanie wojny. Czyją muzykę wybierzemy?


PRZYPISY

[1] Infradźwięki (poddźwięki) fale sprężyste nie wywołujące u człowieka wrażenia dźwięku, o częstotliwości mniejszej od 16 herców. Źródłem infradźwięków są: wyładowania atmosferyczne (pioruny), wiatr, różnego rodzaju eksplozje, trzęsienia ziemi, duże elementy drgające konstrukcji i urządzeń mechanicznych itp. Infradźwięki są słabo tłumione i rozchodzą się na duże odległości. Wykorzystuje się je do wyznaczania miejsc wybuchów, w badaniach warstw atmosfery, hydrosfery i skorupy Ziemi. Infradźwięki o dużych natężeniach wpływają ujemnie na organizmy żywe. – Przyp. red.

[2] Barisal – miasto w południowo-środkowym Bangladeszu położone w delcie rzeki Ganges na zachodnim brzegu rzeki Barisal. Od nazwy tego miasta wywodzi się określenie dziwnego naturalnego zjawiska, które ochrzczono mianem „armat Barisal”. Przejawia się ono w postaci rozlegających się w delcie dźwiękach przypominających dochodzące od strony morza grzmoty. Pochodzenie tych dźwięków nie zostało dotychczas dostatecznie wyjaśnione. Najbardziej rozpowszechniony pogląd mówi, że są one pochodzenia sejsmicznego. – Przyp. tłum.

[3] Charles Martel, znany jako Karol Młot (688?–741), król frankoński, twórca potęgi Karolingów (715–741), który w roku 732 powstrzymał inwazję Maurów na Europę. Dziadek Karola Wielkiego. – Przyp. tłum.

O AUTORZE

Gerry Vassilatos jest badaczem specjalizującym się w naukach pogranicza i stałym współpracownikiem „Journal of Borderland Research”. Jest autorem programów dokumentalnych z cyklu „Ray of Discovery” oraz książek „Vril Compendium, Secrets of Cold War Technology: Project HAARP and Beyond, Declassified Patents of the Cold War and SDI i Lost Science”.

Autor: Gerry Vassilatos
Tłumaczenie: Jerzy Florczykowski
Źródło: Nexus / Wolne Media

http://www.paranormalne.pl/topic/31481- ... e-dzwieki/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 06 lut 2015, 01:17 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3235

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 06 lut 2015, 01:17 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3235

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 06 lip 2015, 11:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Znikanie pszczół a trwałe smugi – Chemtrails.

Też o prostacie.

Z cyklu: „ 52 Stan - z prawami dla ludności w rezerwatach”.

dr J. Jaśkowski

Tylko małe sekrety muszą być ukrywane.

Wielkie trzymane są w sekrecie dzięki niedowierzaniu tzw. opinii publicznej.

Marshall Mc Luhan

Nie masz czasu na czytanie?

Będziesz miał na płakanie.

Już od ponad 100 lat wiadomo, że wojsko ukrywa zdecydowaną większość swoich operacji pod szyldem bezpieczeństwa narodowego. Bez wątpienia do takich „eksperymentów” należy sprawa zasypywania ziemi proszkiem z samolotów, ukrywana pod pojęciem geoinżynierii. Jeszcze kilka lat temu pewien naukowiec z prestiżowej instytucji w Polsce spierał się na forum, że pojęcie geoinżynierii odnosi się tylko do budowy kanałów, tam itp. Co mogą wynieść z takiego nauczania studenci? Sam musisz sobie na to pytanie odpowiedzieć, Szanowny Czytelniku. Ale jednocześnie zrozumiesz, dlaczego uczelnie zwane wyższymi w tym „wesołym baraku”, notowane są w świecie na 20 000 miejscu i dalszych.

Takich przykładów maskowania negatywnych skutków swojej działalności przez kompleks militarny, mamy całe serie.

False Flag, lub bardziej opisowo, działanie pod fałszywą flagą, to według Wikipedii działania prowadzone przez rządy, korporacje, lub inne organizacje. Operacja ta wywodzi się z militarnej koncepcji false colors - czyli wykonywanej w obcych barwach.

Operacje takie nie ograniczają się do działań wojennych, ale mogą występować także w czasie pokoju. Celem ich jest odwrócenie uwagi od właściwego problemu, lub /i obarczenie odpowiedzialnością kogoś innego: organizacji, grupy etnicznej za zamieszanie.

Takim typowym przykładem była operacja CIA z 1962 roku, skrywana pod kryptonimem “Northwoods”. Miała ona na celu, poprzez liczne ataki terrorystyczne w miastach USA, zmienić nastawienie społeczeństwa do Fidela Castro.

Medycznym przykładem takiego działania, czyli dezinformacji społeczeństwa, czytaj podatników, jest wmawianie społeczeństwu, że palenie papierosów jest główną przyczyną raka płuc, w celu odwrócenia uwagi od opadu promieniotwórczego, spowodowanego przez ponad 3000 wybuchów tzw. doświadczalnych.

Wybuchy te można porównać do zrzucenia 50 000 bomb atomowych o mocy bomby hiroszimskiej. Po podzieleniu tej liczby przez liczbę lat i dni, okazuje się, że chłopcy dokonywali około 3 eksplozji atomowych w dziennie, okresie 40 lat, tj. do 1985 roku. Czyli bawili się zdrowiem ludzkości, oczywiście w imię wyższych celów zabezpieczenia bytu narodowego danego kraju. Cokolwiek to znaczy. Oczywiście, straty biologiczne były wliczone w koszta bezpieczeństwa narodowego. Nie można przecież powiedzieć, że byli takimi nieukami, że nie wiedzieli, co robą. Wszyscy mieli wyższe wykształcenie!

Wojsko, a właściwie przemysł wojskowy, dysponując olbrzymimi kwotami, jest w stanie zapewnić sobie dostateczna osłonę mass mediów oraz usłużnych uczelni, aby sprawy nie wydostawały się na światło dzienne.

Przypomnę, że takimi sprawami Fałszywej Flagi, było usuwanie odpadów fluorków z produkcji aluminium i bomby atomowej w pastach do zębów, pod pretekstem walki z próchnicą. Na świecie robiono to przez prawie 3 pokolenia, czyli ponad 70 lat. I proszę zauważyć, że w Polsce jeszcze obecnie istnieje pod bokiem Ministerstwa i Izb Lekarskich, w samej WARSZAWIE, KILKADZIESIĄT PRZYCHODNI ZAJMUJĄCYCH SIE TYM TRUCIEM LUDZI FLUOREM.

I co najciekawsze, żadna z tych instytucji nie reaguje, czyli uważają, że trucie jest wpisane w działalność tych atrap.

Co ma wspólnego fałszywa flaga operacji wojskowych z ginięciem pszczół? Bardzo dużo. Ginięcie pszczół jest bowiem, według dostępnych danych, spowodowane rozsypywaniem materiałów ferromagnetycznych w powietrzu.

Już w 2009 roku rozpoczęliśmy badania tzw.. trwałych smug. Wynikiem była publikacja na konferencji Bezpieczeństwo Narodowe w Poznaniu. Praca ta znalazła się w obiegu m.in. internetowym.

Udowodniliśmy, że smugi te są wynikiem realizacji wojskowego planu obniżenia jonosfery, w celu poprawy działania tzw. radarów horyzontalnych.

W 2014 roku udało się nam na radarze pogodowym Sat 24 uchwycić loty niezidentyfikowanych samolotów, kreślących na niebie znajome pasy. Nie tylko nam udało się udowodnić takie akcje za pomocą radaru pogodowego. W internecie znaleźliśmy zdjęcia potwierdzające nasze obserwacje.

Wiadomo od 2003 roku, że pszczelarze na świecie zgłaszają masowe ZNIKANIE pszczół, z angielskiego zwane CCD - Colon Collapse Disorder. Nie umieranie z powodu zatrucia, ale ZNIKANIE. Obserwacje wykazują, że pszczoły opuszczają ule, chociaż czerwie jeszcze się nie wykluły, królowa zostaje w ulu i zapas miodu jest spory.

Usłużne trolle, lub tzw. pracownicy masowej dezinformacji, oczywiście z tytułami naukowymi, zarówno w Unii Europejskiej jak i w Kraju, w licznych publikacjach usiłują wmówić społeczeństwu, że to umieranie pszczół spowodowane jest przez a to pestycydy, a to roztocza Varroa, a to inne pasożyty, na przykład pasożyta jelita Nosema, przez zimno, czy neonikotynoidowe pestycydy, etc.

Wykorzystując niewiedzę społeczeństwa, mieszają pojęcia: umieranie pszczół ze znikaniem pszczół. Prasa dla pszczelarzy pełna jest takich dezinformacji pisanych na zamówienie. I o dziwo, nikt nie protestuje.

Pierwsze zniknięcia pszczół, podane do publicznej wiadomości, miały miejsce już przed ponad 20 laty w Kalifornii. Największe straty ponieśli plantatorzy migdałów. Migdały są zapylane tylko przez pszczoły. Zniknięcia pszczół dotyczyły 50 % pasiek.

Obecnie plantatorzy kalifornijscy, a w szczególności plantatorzy migdałów, muszą sprowadzać pszczoły z Kanady i z Alaski. Znacznie podnosi to koszty upraw.

Podobnie, około 10 lat po wojnie jugosłowiańskiej, zaczęto podawać do publicznej wiadomości informacje o ginięciu pszczół na Bałkanach. Wiadomo, że radar horyzontalny w czasie wojny był w stałym użyciu. Opracowany przez NATO program pozwalał pokryć sztuczną jonosferą całą Europę, w okresie krótszym niż tydzień. Obecnie jest to za pewne znacznie krótszy okres.

Jak wiadomo, pszczoła posiada zmysł pozwalający jej orientować się w przestrzeni za pomocą zmian pola magnetycznego. Każdy może sobie przeprowadzić proste doświadczenie. Należy położyć na stole zwykły kompas i potem obok na przykład siekierkę. Okazuje się, że w zależności od odległości siekierki od kompasu, igła magnetyczna zmienia kierunek.

Znany jest skład chemiczny oprysków - trwałych smug. W większości badanych przypadków jest on następujący, wraz ze wzrostem w procentach po opylaniu:


Aluminium powyżej 5120% normy

Bar wzrost powyżej 44480%

Bor powyżej 13100 %

Wapń 16600%

Chrom 28,2 mg/kg wobec śladowych ilości w kontroli

Miedź 78800%

Żelazo 33600%

Magnez 4320%

Mangan 11240%

Nikiel 672%

Ołów 202%

Stront 4900%

Wanad 1248%

Cynk 1186%

Ferromagnetyki zostały wytłuszczone. To one właśnie są odpowiedzialne z zmianę kompasu wewnętrznego owadów.

Pszczoła, zarówno w powietrzu jak i na kwiecie, styka się z tym “trującym” opadem. Nanocząstki przyklejają się do niej, mogą dostawać się do tchawek, dostają się do przewodu pokarmowego. Każda pszczoła “oblepia” się indywidualną ilością opadu. Tak więc jej zaburzenia kierunku i natężenia pola magnetycznego będą indywidualne. Po wylocie z ula, pszczoła udaje się w poszukiwaniu kwiatów. Każda w trochę innym kierunku. Oblepianie się nanocząstkami powoduje zaburzenie odbioru pola magnetycznego.

Pszczoła więc lata i lata, aż padnie z powodu wyczerpania. Jeżeli na obszarze 1 ha, czyli 10 000 metrów kwadratowych, padnie 1000, czy też 10 000 pszczół, to nikt nie jest w stanie ich znaleźć, ponieważ na obszarze 10 metrów kwadratowych jedna pszczółka leżąca w trawie jest niewidoczna. A nawet jak ktoś znajdzie taką jedną pszczółkę, to nie skojarzy z padnięciem całej kolonii.

O tym, że sprawa znikania pszczół zależy od oblepiania nanocząstkami ferromagnetycznymi świadczy fakt, że także trutnie i inne owady reagujące na pole elektromagnetyczne również znikają. Po prostu pszczoły w ulach mogą być lepiej obserwowane i stanowią dochód pszczelarzy, są wiec bardziej kontrolowane.

Dezinformacje dobiegają do społeczeństwa w pierwszym rzędzie z oficjalnych organów rządowych i administracyjnych. Nawet komisja europejska wydała już dokument stwierdzający, że główną przyczyną znikania pszczół są opryski.

Problem polega na tym, że po pierwsze: opryski chemiczne istnieją od wielu, wielu lat, a pszczoły zaczęły zanikać około 10 lat temu, najbardziej na terenach działań wojennych.

Jest wyraźna korelacja pomiędzy stosowaniem trwałych smug, a znikaniem pszczół.

Poza tym, u ludzi zamieszkujących teren, na którym wojsko broni granic za pomocą trwałych smug, występuje choroba zwana Morgellons. Okres utajenia wynosi około 10 lat.

Zmiany notowane u ludzi są tak samo powszechne, jak znikanie pszczół i występują na całym świecie w tych samych regionach, tylko u ludzi po dłuższym czasie stosowania “oprysków”.

Proszę zauważyć, pomimo, że oficjalnie wiadomo o rozpylaniu nad naszymi głowami rozmaitego rodzaju związków chemicznych, państwowe instytucje powołane do ochrony środowiska, a opłacane przez podatnika, na swoich stronach internetowych nie zawierają nawet śladu informacji o chemtrailsach i morgellons. Taki jest zakres zacofania podstawowej wiedzy u urzędników.


W ostatnim okresie sytuacja staje się dramatyczna. 19 maja 2015 roku David Gutierrez opublikował artykuł, w którym podał, że w minionym roku, w takich stanach jak Iowa, Maine, Maryland, Oklahoma, Wisconsin, zniknęło 60% pszczół.

Najwięcej pszczół znika w okresie letnim, kiedy zbierają one pyłek. Średnio, w okresie od kwietnia 2014, do kwietnia 2015, zniknęło w USA 42% rodzin pszczelich.

Musisz pamiętać, Szanowny Czytelniku, że spośród 100 różnych roślin, które stanowią 90 % światowej diety, pszczoły zapylają 70 spośród nich.

Pszczoły są niezbędne do „produkcji” jabłek, cebuli, awokado, marchwi, mango, cytryn, cukinii, bakłażanów, ogórków, selera, kalafiora, pory, jarmużu, brokuł, gorczycy itd.

W 1940 roku w USA było 5 000 000 rodzin pszczelich, obecnie jest tylko 50 % tej wielkości.


Amerykanie, jak to oni, wszystko przeliczają na dolary. Uważają, że straty w wysokości 33% czyni hodowlę pszczół nieopłacalną. Tak wysokie straty w lecie są bardzo niepokojące. Autorzy podkreślają, że straty te zwiększają się właśnie w lecie.

W Chinach powstał już specjalny zawód zapylacza drzew. Świadczy to o tym, że ktoś chce przejąć monopol na żywność i na całym świecie doprowadza do zmniejszenia produkcji żywności: a to poprzez GMO, czyli rośliny nie wytwarzające nasion, a to przez pestycydy, czyli środki chemiczne zmniejszające produkcję, czy to poprzez niszczenie pszczół.

P.S.

Jak zacofana jest polska nauka świadczy patent nr 6315213 US złożony przez Armię USA w dniu 13 listopada 2002 roku dotyczący polimeru rozpraszanego w trwałych smugach w celu wchłaniania wody. Polimer taki zmniejsza zdolność chmur do „produkcji” deszczu.

Innymi słowy można w dowolnym miejscu na świecie, poprzez modyfikację sypanego proszku powodować albo deszcze albo suszę.

To znaczy, że można kontrolować uprawy żywności a więc i jej ceny.

Dlatego właśnie to Armia patentuje takie wynalazki.

Można wygrać wojnę bez wojny!


I dlaczego o tym w Polsce tzw. eksperci nic nie wiedzą i nie ostrzegają ludności zamiast tego durności opowiadają o smugach kondensacyjnych? W internecie pełno jest takich telewizyjnych ekspertów wypowiedzi. Nie będę im robił reklamy.

Jest to jednocześnie dowód jak tworzy się od 1945 roku tzw . naukowców.


http://www.guardian.co.uk/environment/2 ... redspecies

Federalny Urząd Ochrony Konsumentów i Bezpieczeństwa Żywności

http://www.guardian.co.uk/environment/2 ... tomb-hives

powszechny spadek populacji pszczół

"zaburzenia upadku Colony" ,

http://www.grist.org/article/2011-01-21 ... de-harmful

http://www.beeuntoothers.com/index.php/ ... crobe-refs
http://www.kirkwebster.com/index.php/collapse-and-recovery-the-gateway-to-treatment-free-beekeeping
http://www.kirkwebster.com/index.php/a-practical-plan-for-removing-all-treatment-from-commercial-apiaries

http://spectregroup.wordpress.com/2011/ ... honeybees/

https://www.youtube.com/watch?v=5WIhZBAosfQ



https://www.youtube.com/watch?v=fZqrMaAzYco

https://www.youtube.com/watch?v=UWeOvUGKwZY

https://www.youtube.com/watch?v=moqys6WeSyg

https://www.youtube.com/watch?v=cxM2MQShOoE

https://www.youtube.com/watch?v=f7Z35pSUPC4

https://www.youtube.com/watch?v=SpVFv4NwWLQ

https://www.youtube.com/watch?v=PiBiXvLXDS4

https://www.youtube.com/watch?v=ldGuW6MbvVw

https://www.youtube.com/watch?v=J_-Afcb7Ya8

https://www.youtube.com/watch?v=BxCrtsranP8

https://www.youtube.com/watch?v=OZtbxFoI0kY

https://www.youtube.com/watch?v=GUVrD5pkZ_4

https://www.youtube.com/watch?v=y4IPBzXfkYs

https://www.youtube.com/watch?v=s_7s07tg7ww

https://www.youtube.com/watch?v=6rJqLnCaPHs

https://www.youtube.com/watch?v=VWBueYWLB6M

https://www.youtube.com/watch?v=sDtWdZ4pbHk

https://www.youtube.com/watch?v=ZTbSVDfIPXM

naukawpolsce.pap.pl/ z 26 kwietnia 2015 roku.

http://www.polishclub.org/2013/07/21/dr ... m-czesc-1/

http://www.dailymotion.com/video/x1yune ... rails_tech

http://www.prisonplanet.pl/multimedia/g ... 2021997870

http://www.prisonplanet.pl/multimedia/g ... 2021997870

https://www.youtube.com/watch?v=E_BcIf855FE

http://gloria.tv/?media=592317&language=YiwzPCkSG6u

http://educodomi.blog.pl/2014/07/13/50- ... istorii-2/

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_tech ... 1649349431

http://chemtrailswielun.blogspot.com/20 ... rials.html


Rady praktyczne dla panów. Prostata.

Rady starego lekarza.

Ostatnio nasila się reklama, czyli wyłudzanie pieniędzy z kieszeni naiwniaków, czyli starszych panów. U ludów azjatyckich seks jest szczególnym priorytetem. Obrzezanie powoduje bowiem stan, który można porównać do, mówiąc obrazowo, powstania modzeli na dłoniach od ciężkiej pracy. W tej sytuacji potrzeba coraz większych bodźców do wywołania erekcji i ejakulacji. To z kolei wymaga czasu, a starsi panowie już go nie mają. Czyli spada aktywność seksualna. Spadek aktywności seksualnej powoduje stan, który, znowu obrazowo, można porównać do długiego przetrzymywania jajek i powstania zbuków. Czyli produkcja gruczołu prostaty, nie usuwana, doprowadza do jego przerostu i stanu zapalnego i ucisku na cewkę moczową. To powoduje trudności w oddawaniu moczu. Fizycznie, siłą ucisku pęcherza moczowego wypełnionego moczem, musimy przewyższyć siłę ucisku prostaty na cewkę. Jak siła pęcherza jest większa, to mocz wypływa. Jak ciśnienie spada, to przestaje. Stan taki powoduje stałe zaleganie moczu w pęcherzu, a to może być przyczyną stanów zapalnych i dalszych problemów. Co robić?

Są dwie proste metody. Jedna polega na masażu gruczołu krokowego. W zależności od stopnia powiększenia wystarczy raz/ dwa razy w tygodniu taki masaż przeprowadzać przez kilka tygodni/miesięcy. Potem gruczoł sam zaprzestaje produkcji. Po prostu osoba druga musi włożyć palec do odbytu. Pacjent stoi w pozycji zgiętej do przodu, oparty o krzesło. Opuszka palca natrafia na mały twardy guzek. Wystarczy go pomasować przez kilka minut. O tym, czy dobrze masujemy, świadczy uczucie parcia i wypływ kropelek cieczy z cewki.

Drugi sposób polega na piciu preparatów z korzenia i kłącza pokrzywy. Jak się przygotowuje taki preparat, w następnym odcinku. Trzeba tylko pamiętać, że równocześnie powinniśmy wykonać badanie 25 OHD i poziom powinien być w granicach 50 - 60 ng.

Badanie PSA, masowo zalecanie w Polsce od 20 lat, jest tylko historyczną pozostałością reklamy producentów. Nie ma żadnej wartości diagnostycznej. jest doskonałym sposobem na wyciąganie pieniędzy z kieszeni przestraszonego pacjenta.

W internecie na hasło prostata pojawia sie ponad 400 000 rekordów reklamowych, żaden nie podaje prostego badania i sposobu leczenia. Wszystkie chcą twoich pieniędzy.

Gdańsk 05.07.2015

kontakt: jerzy.jaskowski@o2.pl

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 01 sie 2015, 07:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Jedź dziś nad Morze Czarne – jutro będzie za późno! „Junkom” kopalnia radioaktywna.

Obrazek

W nieczynnej kopalni „Junkom” na Ukrainie w latach 70-siątych armia sowiecka zdetonowała bombę atomową, po której powstała potężna radioaktywna jama. Kopalnie, które funkcjonowały w pobliżu odpompowywały wodę podczas normalnego procesu eksploatacji, dlatego woda gruntowa tam się nie dostawała i obiekt nie stanowił ekspansyjnego zagrożenia ekologicznego. 30 czerwca 2015 r. w pobliskiej kopalni „Juzowska” nastąpiła katastrofa – w tej chwili jest już całkowicie zatopiona. Z niej zaczęła się dostawać woda do kopalni z radioaktywną jamą. Jak wody zaleją ją i zaczną się przedostawać do pobliskiej rzeki…

Skażona woda ze starych radioaktywnych szybów zacznie się wkrótce przedostawać do pobliskiej rzeki Buławinki, która wpada do Morza Azowskiego. To będzie katastrofa ekologiczna na wielką skalę. Zostanie skażony cały Donbas, część Rosji, a potem Morze Azowskie i Czarne.

W wyniku wojny wstrzymało pracę ponad 10 kopalń poziom podziemnych wód w całej okolicy zaczął się podnosić, aż w końcu przerwały one podziemne chodniki i zaczęły spływać ze wszystkich kopalń. Eksperci potwierdzają: zagrożenie jest realne. Do skażenia obu mórz może dojść już na początku 2017 roku – pisze Obozrevatel.

„Na podstawie prędkości napływania wody obliczyliśmy, że już za rok, najpóźniej dwa, podziemne wody z „Junkomu” przedostaną się do pobliskiej rzeki Buławinki” – przewiduje ukraiński ekspert-geolog, który chce zachować anonimowość, gdyż jego rodzina mieszka na terenach kontrolowanych przez separatystów.

„Te wody nie muszą nawet wypływać na powierzchnię, wystarczy, że podniosą się do poziomu 300 m pod ziemią. Grunt zacznie się rozmywać, powstanie radioaktywne bagno. Wszystkie okoliczne domy zaczną się zawalać.

Ale nie to jest najgorsze. Poziom wody w Buławince podniesie się gwałtownie i zaleje pobliskie składowisko trującego żużlu z Jenakijewskich Zakładów Metalurgicznych. W efekcie skażona radioaktywnie, a potem dodatkowo trującym żużlem Buławinka popłynie do Morza Azowskiego, którego wody łączą się z Morzem Czarnym.

Skażonej wody będzie tyle, że mała Buławinka zamieni się w żeglowną rzekę” – kończy ponurym żartem swoją straszną prognozę ukraiński ekspert.


na podstawie

Kresy24.pl / Obozrevatel

http://www.piens.pl/jedz-dzis-nad-morze ... ioaktywna/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 02 sie 2015, 13:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Inteligentne bakterie siedzą w… lodówkach

Drożdżaki, ziarniaki, pałeczki, laseczki. Jedne pożyteczne inne śmiertelnie niebezpieczne. Wszystkie inteligentne i silne, a raczej „oporne”. Naukowcy z Lublina prowadzą badania nad mechanizmem oporności na antybiotyki szczepów bakterii i grzybów.

Obrazek
KS. RAFAŁ PASTWA /FOTO GOŚĆ
Prace nad opornością drobnoustrojów


Zakład Mikrobiologii Farmaceutycznej w Collegium Universum UM w Lublinie przy ul. Chodźki. Na korytarzach cisza. Studenci mają wakacje. Pracują tylko zespoły badawcze.

Niemal każdy z podziwem spoglądał na to, co robiła serialowa doktor i agentka - Dana Scully. Wystarczył jej mikroskop i odwołanie się do wiedzy medycznej, by przeprowadzić skomplikowane analizy w poszukiwaniu trudnych i niewytłumaczalnych zjawisk, za które odpowiadały nieznane drobnoustroje.

Bardzo podobnie wyglądają pracownice Zakładu Mikrobiologii UM w Lublinie. Wykształcone, skupione i rzetelne. Analizują proces oporności niektórych bakterii na antybiotyki. Mogłyby opowiadać o swojej pracy bardzo długo. Pobranie bakterii, namnażanie, przeniesienie na podłoże z pożywką, rozpoznanie i wreszcie analiza szczegółowa, gotowa do zastosowania w szpitalach.

Można tu spotkać otoczki Klebsiella pneumoniae, czyli pałeczki zapalenia płuc czy chociażby pałeczki ropy błękitnej, które pojawiają się m.in. u pacjentów po transplantacji.

Praca zespołu naukowców jest wymagająca, odpowiedzialna i trudna. Jest przede wszystkim ogromnie pożyteczna dla funkcjonowania szpitali, przemysłu farmaceutycznego i w ostateczności dla całego społeczeństwa.

Profesor Anna Malm jest mikrobiologiem. Od 33 lat pracuje na Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Jej działalność związana jest z farmacją i analityką medyczną. Kieruje Zakładem Mikrobiologii Farmaceutycznej, w którym pracuje na co dzień zespół trzynastu osób.

Obrazek
KS. RAFAŁ PASTWA /FOTO GOŚĆ
Pseudomonas aeruginosa - czyli pałeczka ropy błękitnej


- Zajmujemy się izolacją bakterii - od osób zarówno zdrowych, jak i chorych. Chcemy przyporządkować obecność pewnych grup bakterii do stanu zdrowia i choroby. Drugi kierunek naszych analiz związany jest z badaniem różnych substancji, zarówno pochodzenia naturalnego jak i syntetyzowanego – w kontekście ich działania przeciwbakteryjnego i przeciwgrzybicznego – wyjaśnia prof. n. farm. Anna Malm.

- W świecie drobnoustrojów mamy cały czas do czynienia z procesem ewolucji, którego wynikiem jest powstawanie nowych gatunków. A dodatkowo, to co człowiek robi w kontekście zmian środowiskowych, prowadzi do wyselekcjonowania drobnoustrojów, które obracają się przeciwko nam – tłumaczy.

- Wydawało się, że za pomocą antybiotyków człowiek jest w stanie skutecznie eliminować drobnoustroje. Ale te, jak każdy żywy organizm, wytworzyły mechanizmy obronne – tworząc nowe szczepy – i tak powstał problem oporności drobnoustrojów na antybiotyki, na antyseptyki, środki konserwujące i dezynfekujące – wyjaśnia pani profesor.

- Nasza praca jest przekładaniem niektórych teorii na praktykę. Przed chwilą sprawdzałam aktywność niektórych substancji chemicznych na biofilm bakterii, czyli strukturę złożoną z wielu gatunków bakterii i grzybów. Jest to istotne z punktu widzenia pacjenta - mówi mgr Sylwia Andrzejczuk, asystentka w Zakładzie Mikrobiologii Farmaceutycznej.

- Rozstrzygamy problemy, z którymi nie radzą sobie praktycy, zwłaszcza klinicyści. Wyniki naszych badan naukowych przenoszone są potem na grunt szpitala. W szpitalach z biofilmami borykają się zarówno lekarze jak i pacjenci – mówi dr Beata Chudzik-Rząd, asystentka w Zakładzie Mikrobiologii.

- Niekiedy szpitale nie radzą sobie z tzw. zakażeniem szpitalnym. Jest to wynik powstawania właśnie struktur bakterii zwanych biofilmem. Bakterie są inteligentną formą życia. Nauczyły się żyć w każdym środowisku. Uodporniły się też na antybiotyki. Rolą naszego zakładu jest poznawanie mechanizmów rządzących zasadami oporności drobnoustrojów – dodaje.

- Biofilm jest nową formą życia. Przez wiele lat uważano, że za zakażenia są odpowiedzialne pojedyncze komórki drobnoustrojów. Dzisiaj wiemy, że za zakażenia odpowiedzialny jest właśnie biofilm. To kilka różnych gatunków bakterii, żyjących w tym samym środowisku –odpowiada za zakażenia. Bakterie się ze sobą świetnie komunikują, przenoszą między sobą również geny oporności. Jedne bakterie potrafią przejąć gen odporności od innych, nawet tych, które należą do innego gatunku - wyjaśnia.

- Wygląda to tak, że dzisiaj dany szczep bakterii możemy zniszczyć za pomocą konkretnego antybiotyku, ale już za tydzień ten antybiotyk nie zadziała na ten sam szczep. Dlatego nasza praca jest niezwykle potrzebna. Można powiedzieć, że człowiek jest o krok za aktywnością drobnoustrojów – podsumowuje dr B. Chudzik-Rząd.

http://lublin.gosc.pl/doc/2610944.Intel ... -lodowkach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 02 lis 2015, 19:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Odpady tranzytem przez Polskę?

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za sprawą Stanów Zjednoczonych Ukraina może się stać składowiskiem zużytego paliwa jądrowego. Jest Pan zaskoczony takim obrotem sprawy?
– Nie, nie jestem zaskoczony. Nie dalej jak przed rokiem w prasie czeskiej i rosyjskiej ukazały się artykuły mówiące, iż w zamian za wsparcie finansowe Ukrainy Stany Zjednoczone i Unia Europejska będą mogły składać odpady z elektrowni jądrowych w rejonie Czarnobyla. Po kilku miesiącach w jednym z regionalnych dzienników na Podkarpaciu zamieszczono mały tekst mówiący, iż Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Rzeszowie robi ocenę oddziaływania na środowisko związaną z działaniem elektrowni atomowych na Ukrainie. To tylko potwierdziło moje przypuszczenia, że prawdopodobnie chodzi o transport odpadów z elektrowni atomowych przez Podkarpacie na Ukrainę.

Co jest powodem lokalizacji radioaktywnych śmieci akurat na Ukrainie?
– Bardzo trudno znaleźć na świecie miejsca na składowanie tego typu odpadów. Szuka się takich miejsc, gdzie jest jak najmniejsze zagrożenie, że osoby niepowołane wejdą w kontakt z tymi odpadami. Muszą to być również obszary, gdzie nie występują ruchy tektoniczne i związane z nimi wstrząsy sejsmiczne. Warunkiem jest także zabezpieczenie tych odpadów przed środowiskami przestępczości zorganizowanej, a zwłaszcza terrorystami – czyli odpowiedni monitoring. Detonacja „brudnej bomby” zrobionej z odpadów promieniotwórczych stanowiłaby ogromne zagrożenie, zwłaszcza dla dużych aglomeracji. W ubiegłym roku służba bezpieczeństwa Ukrainy i Mołdawii przejęła takie nielegalne transporty odpadów. Ukraina ze względu na zagrożenie upadku państwa i jego dezintegracji stanowi szczególne wyzwanie dla bezpieczeństwa Polski.

Kijów odwdzięcza się Amerykanom… no, właśnie za co…?
– Trzeba sobie powiedzieć jasno, że bez wsparcia Stanów Zjednoczonych obecny układ na Ukrainie prawdopodobnie nie utrzymałby się u władzy. Zresztą Waszyngton kilkakrotnie zapobiegł już bankructwu państwa ukraińskiego. I to jest cena tego wsparcia.

Jeszcze niedawno słyszeliśmy, że Ukraina chce się pozbyć odpadów radioaktywnych jako pozostałości po Związku Sowieckim…
– Chęci to jedno, a realia i możliwości to drugie. Pytanie brzmi: gdzie Ukraina miałaby ten cały arsenał wyekspediować? Przecież wiąże się to również z gigantycznymi kosztami, tymczasem Ukraina nie ma pieniędzy. Ponadto, jak powiedziałem wcześniej, ten asortyment jest także poszukiwany na rynku przestępczym, zwłaszcza że nie da się tych odpadów całkowicie zneutralizować. Proszę też zwrócić uwagę, że obecnie Ukraina posiada kilka elektrowni atomowych, a to oznacza, że nie tylko redukuje się już istniejące odpady, ale powstają kolejne, które prawdopodobnie składowane są w Czarnobylu.

Czy i jakim zagrożeniem takie składowisko może być dla Polski?
– Bezpośrednio w warunkach pokoju i przy zapewnieniu odpowiednich środków bezpieczeństwa nie stwarza to szczególnego zagrożenia. Zresztą w Polsce także są składowane odpady radioaktywne w miejscowości Różan, gdzie jest Krajowe Składowisko Odpadów Promieniotwórczych. Natomiast problem jest to, którędy te odpadki będą transportowane i w jakich warunkach. Geografia i logika mówią, iż musi się to odbywać przez wschodnią Polskę. Jest jeszcze jedna kwestia, a mianowicie na Ukrainie w grudniu ubiegłego roku było kilka awarii w elektrowniach atomowych, głównie w Zaporożu. To pokazuje, iż do podobnych awarii może dochodzić także w innych miejscach. Jedna z elektrowni znajduje się w Równem, czyli niecałe dwieście kilometrów od granicy z Polską. Przy obecnych przeciążeniach tego typu zakładów oraz braku środków na ich konserwację i modernizację występuje niebezpieczeństwo kolejnych awarii. Dodatkowo jeżeli na Ukrainie doszłoby do kolejnego „Majdanu”, który może wywołać katastrofalną sytuację socjalną społeczeństwa, to wówczas może się pojawić problem nadzoru nad tego typu składami i elektrowniami jądrowymi. Tym samym zagrożenie dla Polski może być olbrzymie.

Wszyscy mamy w pamięci Czarnobyl. Czy spodziewa się Pan jakiejś reakcji polskich władz i na ile może być ona skuteczna?
– Wielu polskich specjalistów twierdzi, iż nie jesteśmy przygotowani na kolejny Czarnobyl, a nawet na ataki „brudnymi bombami”. Jedynym sposobem jest prewencja i odpowiednie zabezpieczenie magazynów, gdzie się składuje takie odpady. To, iż w państwie niestabilnym będą lokowane duże ilości tego niebezpiecznego materiału, musi niepokoić. Nie ulega dla mnie wątpliwości, iż władze koalicji PO – PSL musiały o całej tej sprawie wiedzieć. To, że Polska jest w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, jest jednym z fundamentów naszego bezpieczeństwa, ale sojusz nie oznacza narażania naszego bezpieczeństwa ponad miarę. I polskie władze powinny mieć tego świadomość.

Czy to współdziałanie Waszyngtonu i Kijowa to tylko jednostkowy akt czy może element szerszej gry geopolitycznej prowadzonej przez administrację Baracka Obamy?
– Ukraina chce związać Stany Zjednoczone nie tylko pod względem geopolitycznym, ale także wspólnymi interesami gospodarczymi. Interes jest tu obopólny. Dla Waszyngtonu było jasne, iż nie da się Rosji wyszarpnąć całej Ukrainy. Gra idzie o to, gdzie nastąpi linia rozgraniczenia interesów. Dopóki taka stabilna linia nie powstanie, nie ma co mówić o trwałym pokoju w tym państwie. Dla mnie nie ulega wątpliwości, iż musi się to wiązać z podziałem Ukrainy. Problem tylko w tym, kiedy to nastąpi i czy to się odbędzie poprzez krwawe przewroty czy też poprzez „dogadanie” się na innym polu interesów. Polska musi w tym wszystkim wykazać się wstrzemięźliwością, gdyż nie ma większego wpływu na wynik tej rywalizacji, a może tylko stracić w nadmiernej konfrontacji z Rosją.

Można zatem powiedzieć, że znów ktoś próbuje załatwiać swoje interesy ponad naszymi głowami…?
– Jeżeli dobrze przeanalizować wypowiedzi rosyjskich i amerykańskich strategów, to można zobaczyć, iż dla Waszyngtonu Polska jest istotnym elementem w grze o wpływy na kontynencie europejskim oraz w rozgrywce przeciw Rosji. Natomiast dla Moskwy nasz kraj jest problemem na linii współpracy z Berlinem i utrwalaniem swoich wpływów w tej części kontynentu. Dopóki nie zaczniemy w istotny sposób artykułować naszych interesów i pokazywać granic solidarności sojuszniczej, to ciągle będziemy państwem biorącym na siebie dużą część konfrontacji pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olske.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 11 gru 2015, 08:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Jakie masz powietrze?

Główny Inspektorat Ochrony Środowiska uruchomił nowy portal, na którym każdy może znaleźć rzetelne i aktualne informacje na temat jakości powietrza w swojej okolicy.

Portal prezentujący dane o jakości powietrza dostępny jest pod domeną – http://powietrze.gios.gov.pl/pjp/home Informacje na nim zawarte pochodzą bezpośrednio z blisko 140 automatycznych stacji pomiarowych Państwowego Monitoringu Środowiska rozmieszczonych na terenie całego kraju.

Jak informuje Ministerstwo Środowiska, w porównaniu z poprzednią wersją nowy portal prezentuje dużo szerszy zakres informacji. Można znaleźć na nim m.in. bieżące i archiwalne wyniki pomiarów jakości powietrza, informacje o stacjach pomiarowych, wyniki ocen jakości powietrza, prognozy krótko- i długoterminowe, analizy i raporty z przeprowadzonych w ramach Państwowego Monitoringu Środowiska badań jakości powietrza czy informacje na temat uchwalonych programów ochrony powietrza.

Informowanie społeczeństwa o jakości powietrza nie kończy się na portalu. Pod koniec grudnia ruszy aplikacja na urządzenia mobilne informująca na podstawie danych autoryzowanych przez GIOŚ o stanie powietrza w okolicy.

RS

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... etrze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 20 mar 2016, 12:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://piotrbein.wordpress.com/2016/03 ... -w-polsce/

[2001] Piotr Bein: BROŃ URANOWA W POLSCE?
19/03/2016

BROŃ URANOWA W POLSCE?
Na międzynarodowej konferencji przeciw zubożonemu uranowi (ZU) w Manchesterze na początku października 2000 r. uzyskałem niepokojące informacje dot. możliwości stosowania tej broni w Polsce. Tlenki powstające w wybuchu broni ZU lub w procesie korozji niewypału są bardzo szkodliwe. Niech świadczy o tym fakt, ze w 1943 r. rozpatrywano możliwość zastosowania ZU jako bojowego środka trującego. Po wojnie nad Zatoką Perską w 1991 r. rodzą się kombatantom i miejscowej ludności potworki bez kończyn, oczu, twarzy, albo z ogromną wątrobą na wierzchu. Zachorowalność na rozmaite rodzaje raka i inne, często śmiertelne choroby, wzrosła wielokrotnie. Najczęstszymi ofiarami padają dzieci i płody, bo nowe komórki są najbardziej podatne na zniszczenie przez ZU. Nawet w najdzikszych miejscach ZU niesie w końcu śmierć i cierpienie nie tylko dla zwierzyny i roślin, ale też dla przyszłych pokoleń ludzi, bo okres półrozpadu ZU wynosi tysiące milionów (dokładnie 4,5 miliarda) lat!
ESKALACJA BRONI ZU

Paru delegatów z Europy Zachodniej wyraziło zaniepokojenie możliwością rozprzestrzeniania broni ZU do nowych państw członkowskich NATO. Wraz ze wzrostem sprzeciwu społecznego wobec ZU w krajach zachodnich można spodziewać się przeprowadzki ćwiczeń z bronią ZU na poligony w Polsce, Czechach i na Węgrzech. W grę wchodzi również Europa południowo-wschodnia, gdzie wojska NATO coraz silniej są obecne w państwach utworzonych po rozkładzie Jugosławii (Słowenia, Chorwacja, Bośnia-Hercegowina, Macedonia) oraz w innych państwach, jak Albania, Bułgaria i Rumunia i Mołdawia przez tzw. Partnerstwo dla Pokoju (Partnership for Peace). W miarę przyłączania nowych terenów do strefy wpływu NATO, kraje bałtyckie, Ukraina i Białoruś mogą również stać się terenem prób broni ZU wojsk NATO.

O przenoszeniu ćwiczeń bronią ZU z Europy Zachodniej do Środkowej, Wschodniej i Południowej decydować mogą:

* nieświadomość społeczeństwa i małe prawdopodobieństwo oporu (np. w krajach najbiedniejszych),
* istnienie warunków klimatycznych i naturalnych potrzebnych do naśladowania warunków bitwy (np. “zima w Rosji”),
* połączenia kolejowe z bazami czołgowymi na Zachodzie, gdzie stacjonuje broń ZU.

Profesor Günther z Niemiec i jego kolega Herr Schott poinformowali, że niemiecki czołg Leopard II ma pancerz warstwowy wykonany ze ZU i stali oraz może strzelać pociskami uranowymi. Niemcy produkują wieże czołgowe ze ZU z działem na amunicję ZU do amerykańskich czołgów M1 Abrams. Broń NATO jest znormalizowana, co umożliwia produkcję w różnych krajach i wymienialność części oraz zaopatrzenie w pociski z różnych wytwórni. Niemcy produkują broń uranową, ale nie wiadomo gdzie nią ćwiczą – być może za granicą (USA, W. Brytania?) swego gęsto zaludnionego kraju. Luftwaffe ma bazy w USA, więc zastosowanie specjalnej broni Bundeswehry także mogłyby odbywać się na poligonach amerykańskich. Profesor Günther powiedział, że czołgiści niemieccy uczą się o broni uranowej w bazie w Guben. Nie jestem pewien nazwy miejscowości, ale zaczyna się na “G”. W przypadku Guben po polskiej stronie jest Gubin.

Wiadomo, że jedyne środki finansowe otrzymane z zewnątrz przez PKP w 1999 r. to ok. 20 mln zł na remont linii Runowo Pomorskie – Drawsko Pomorskie, by możliwy był dowóz koleją wojsk NATO na tamtejsze poligony. Tylko przewóz czołgów i innego ciężkiego sprzętu usprawiedliwiałby taką potrzebę. Inwestycja świadczy o militarnych priorytetach rządu (pod wpływem NATO i UE) przed względami bardziej naglącymi, jak bieda i bezdomność. Podobne względy (plus straszak rosyjsko-białoruski) mogą skłonić polskie władze do przymknięcia oczu na skażenie ZU pozostawione przez ćwiczenia NATO. Po oddaniu majątku narodu za bezcen obcym “inwestorom”, obce mocarstwa mogą również zastosować szantaż gospodarczy dla wymuszenia wstępu broni ZU do Polski. Jeśli nie mogą jej powstrzymać “demokratyczne” społeczeństwa Zachodu, zapewne i polski rząd nic nie zrobi, nawet gdyby chciał.

Poligony w Polsce są atrakcyjne dla NATO, bo może przeprowadzać tam manewry w warunkach “wschodniej zimy”. Najbardziej nadawałby się do tego poligon w Orzyszu na Pojezierzu Suwalskim. Na obu terenach znajdują się systemy jezior, przez które ZU z łatwością przedostałby się do osad, miasteczek, przetwórni żywności, wód powierzchniowych i gruntowych oraz do łańcuchów pokarmowych.

Innym, tym razem pewnym źródłem ZU będą w Polsce myśliwce F-16 z demobilu amerykańskiego. ZU to metal 1,7 razy cięższy od ołowiu, więc świetnie nadaje się na przeciwwagi w konstrukcjach samolotów. Wyczynowe jachty mają obciążenie ze ZU w kilu. Wiele typów samolotów cywilnych (np. Boeing) i większość wojskowych mają dziś przeciwwagi ze ZU. Znany jest mi osobiście przypadek mechanika Lotnictwa Kanady, który nie był na froncie nad Zatoka Perską ani na Bałkanach, a nabawił się symptomu znad Zatoki Perskiej. Nieświadom niebezpieczeństwa pracował 10 lat temu przy przeciwwagach myśliwców, piłując i szlifując je. Dziś oczekuje rychłej śmierci. Rząd wypiął się na niego i nawet nie pomógł mu zdobyć specjalnych leków.
CO ROBIĆ?

Należy niezwłocznie powołać grupy społeczne, które zajęłyby się badaniem sprawy i pilnowaniem wstępu do Polski przeciw ZU. Jeśli zajdzie potrzeba, naród może sięgnąć po znane mu metody konspiracji, skoro służby specjalne NATO tak żarliwie strzegą prawdy o ZU. Wszyscy powinni wziąć udział w akcji ochrony przed jednym z największych zagrożeń biologicznych dla obecnych i przyszłych pokoleń narodu.

1. Polskie grupy powinny nagłośnić sprawę w kraju, utrzymywać kontakt z międzynarodową siecią anty-ZU, zainicjować badania oraz organizować sprzeciwy społeczne, akcje ostrzegające ludność i inne w zależności od stwierdzonych faktów. Grupy brytyjska, amerykańska, koreańska i japońska dysponują ekspertyzą nt. kampanii przeciw ZU.
2. Kolejarze i ludność miejscowa mogą sprawdzić, jakie czołgi przywozi się na polskie poligony. Czołg Leopard II jest przedstawiony w katalogach sprzętu wojskowego i literaturze wojskowej ogólnie dostępnej w księgarniach i antykwariatach. Czołgi uranowe innych państw NATO wyglądają identycznie lub podobnie. W identyfikacji pomogą polscy wojskowi.
3. Konwencjonalne liczniki Geigera nie wykryją ZU, bo nie wysyła on promieniowania gamma i beta, tylko alfa. Potrzebne są specjalne liczniki. Istnieje niezależna światowa sieć badaczy, którzy służą ekspertyzą, jeśli z jakiegoś powodu polscy atomiści nie mogliby pomóc.
4. Piękne polskie dziewczyny nie powinny mieć problemu z lokalizacją jednostek niemieckich, gdzie uczą czołgistów o ZU. Sprzęt najprawdopodobniej byłby przewożony do Polski stamtąd.
5. Należy sporządzić listę poligonów udostępnionych do ćwiczeń Bundeswehrze (czołgi holenderskie i innych państw NATO także mogą strzelać pociskami uranowymi) i sprawdzić poprzez pobranie próbek gleby, czy istnieje już skażenie ZU. Tak udowodniono skażenie w USA, Korei Południowej, Japonii i Puerto Rico.
6. Służba zdrowia w okolicach poligonów winna sporządzić bazę danych zachorowań z objawami pochodzącymi od ZU przed wstąpieniem do NATO oraz notować dokładnie takież zachorowania od tego czasu.

OSTROŻNOŚĆ NIE ZAWADZI

USA, bez względu na ludność miejscową, produkuje broń uranową w skupiskach ludzkich, źródeł wody i żywności (lub blisko) oraz ćwiczy broń ZU na poligonach w kontynentalnej części kraju i w bazach wojskowych na całym świecie. W Japonii (m.in. wyspa Okinawa), Puerto Rico (wyspa Vieques) i w Korei Południowej (wyspa Mae-Hyang Ri) samoloty amerykańskie A-10 strzelają ostrą amunicją uranową w pobliżu osad.

Samoloty brytyjskie Harrier oraz jednostki marynarki wojennej używają amunicji uranowej. Poza tym istnieją bomby kasetowe, miny i rakiety przeciwpancerne zawierające ZU. Manewry z udziałem tych broni mogą przynieść skażenie gleby, wody i powietrza na teren ćwiczeń. W użyciu są także pociski mniejszego kalibru do rozmaitej broni palnej. Zapewne marynarka stosuje broń uranową, jak np. pokazano w programie telewizyjnym z wybrzeża Nowej Szkocji w Kanadzie, gdzie istnieją miejscowości oraz rozwinięte rybołówstwo. Nawet na terenach niezaludnionych pozostałości po broni ZU są niezwykle niebezpieczne, bo przenikają z łatwością do środowiska naturalnego. Skażenie radioaktywne ZU (jest on również silnie trującym metalem ciężkim) przeniosło się już drogą wodną z poligonów czołgowych w Szkocji na przeciwległe brzegi Morza Irlandzkiego, gdzie badacze wykryli wzrost promieniowania i zachorowalności na raka.

Wielka Brytania, Niemcy i Francja również produkują broń ze ZU w tajnych wytwórniach. Pożar w jednej z nich, w Featherstone w Anglii 8.2.1999 wydobył na światło dzienne niebezpieczeństwo dla okolicznej ludności. Spaliło się kilka do kilkadziesiąt kg ZU z ogólnej ilości 34 t. Strażacy nie mogli zwalczać pożaru, bo nie znali rozplanowania zakładu i dowiedzieli się o obecności ZU dopiero po paru godzinach walki z żywiołem. Kolumna dymu uniosła się na wys. 1 km nad zaludnionym terenem. Użyto miliony litrów wody gaśniczej, która wyciekła do kanalizacji i na tereny przyległe. Istnieje możliwość przenoszenia produkcji broni ZU do nowych członków NATO, szczególnie dobrze uprzemysłowionych jak Polska, Węgry i Czechy, aby ochronić własną ludność.
MIĘSO URANOWE

Władze polityczne i wojskowe są ogromnie nieodpowiedzialne w stosunku do niebezpieczeństw stwarzanych przez ZU. Nie dba się ani o własnych żołnierzy, ani o ludność, ani o przyszłe pokolenia. Powód jest prosty: broń uranowa daje USA i NATO przewagę taktyczną nad przeciwnikiem. Gdyby przyznać oficjalnie niebezpieczeństwo, rządy, wojsko i wytwórcy stanęliby wobec roszczeń setek tysięcy kombatantów oraz ludności na pobojowiskach ZU. Trzeba by wtedy również zająć się składowiskami ZU na całym świecie, gdzie materiał nagminnie wycieka z kontenerów oraz oczyścić wszystkie pobojowiska po ZU, co jest niezmiernie kosztowne, jeśli w ogóle możliwe. Obrano więc tańszy sposób: propagandę negacji i kłamstw o ZU. Przedstawiłem na konferencji w Manchesterze referat o metodach tuszowania sprawy ZU na wzór innych akcji służb specjalnych i wojny informacyjnej. Były ekspert nt. ZU z Pentagonu, dr Doug Rokke, potwierdził moje tezy.

Można się więc spodziewać w Polsce kampanii kłamstw o ZU, szczególnie jeśli NATO już stosuje tą broń na naszych poligonach lub jeśli to planuje. Zamachy i zastraszenie działaczy przeciw ZU nie jest wykluczone. Pod nieobecność dra Rokke służby specjalne zdemolowały mu dom i komputer, gdzie miał materiały przeciw ZU. Przy następnej okazji strzelono z przejeżdżającego samochodu do sypialni, w której był w tym czasie z żoną. Profesora Günther władze niemieckie również potraktowały brutalnie. Jest chory na raka, a odmówiono mu pomocy lekarskiej należnej każdemu obywatelowi tego bogatego państwa. Najprawdopodobniej zachorował od przebywania w środowisku skażonym przez ZU. Po wojnie nad Zatoką Perską Günther był pierwszym naukowcem, który przywiózł na Zachód próbki ZU z pola bitwy.

Na Bałkanach tragedia po pozostałościach amerykańskiej i brytyjskiej broni ZU na polach walk zaczęła się od pojawienia się syndromu znad Zatoki Perskiej wśród ludności w Bośni. Belgia zanotowała 3 tys. przypadków “syndromu bałkańskiego” (tak teraz nazywa się “syndrom znad Zatoki Perskiej”) wśród swoich żołnierzy wysłanych na Bałkany od rozpoczęcia konfliktu w l. 1990. Latem 2000 r. zaczęto wycofywać wojska holenderskie z Kosowa z powodu ZU (podano pod koniec października 2000, że z powodu kopalin azbestu w Kosowie). W ślady Holandii poszły Portugalia, Włochy i inne państwa, które kolejno ogłaszają wycofywanie sił pokojowych z Kosowa z powodu skażenia ZU, choć nie zawsze wolno im otwarcie podać prawdziwą przyczynę. Tak namiętnie chronionej przez NATO populacji Albańczyków kosowskich nawet nie powiadomiono o ryzyku, gdy ta powróciła do domów. Imigracja z Albanii w Kosowie jest w podobnej sytuacji.

Staliśmy się wszyscy “mięsem uranowym”, jak to nazwał portugalski, minister ogłaszając wycofanie swych wojsk z Kosowa. Rząd nas nie chroni, musimy za własną ochronę zabrać się sami. Niewiele jest narodów, które stanęły w przeszłości wobec wielkiej zmory i wyszły zwycięsko. Jeśli zajdzie potrzeba, Polacy poradzą sobie również z widmem ZU. Gra idzie o biologiczne przetrwanie.

Piotr Bein

PS Proszę o najszersze rozpowszechnienie artykułu

Źródło: Zielone Brygady nr 1(159)/2001, marzec 2001 http://www.zb.eco.pl/zb/159/military.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 25 kwi 2016, 20:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Czarnobyl, 26 kwietnia. Trzy dekady od wybuchu. JĄDROWEGO. 30 lat ciągłego kłamstwa, ukrywania zbrodni - i jej skutków.

Do takich, co to ciągle widzą 32 ofiary „awarii”:

...A któż ci to, ciemniaku i łobuzie, profesurę nadał ?? Czy tam doktorat, czy licencjat, poziom kłamstwa ten sam...

Mirosław Dakowski, 25 kwiecień 2016

Artykuł ma nam uświadomić ogrom tej katastrofy, też ogrom jej skutków dla zdrowia i życia milionów. Pomijam stronę gospodarczą. Ogrom trwającego kłamstwa świadczy o potędze finansowej ciągle stojącej za nim. Dwukrotnie użyłem słowa nam, bo przypominanie sobie i formułowanie twierdzeń sprawia również mi, również teraz, dużo bólu. Poniższe działy się przeplątają ze sobą, wprowadzam tyuły dla pewnej klarowności. Powtórzenia częściowo celowe.

========================

O dobrodziejstwie mutacji dla ewolucji

Sprawę mutacji po-promiennych spróbuję tu potraktować chłodno, statystycznie. Wiemy bowiem [dostępne są liczne relacje] , ile nieszczęścia i rozpaczy spowodowały przez narodziny dzieci z mózgiem poza czaszką, czy z drugą główką na piersi. Były ich tysiące, wiele tysięcy. Szpitale Homla, Mińska, Kijowa i innych miast były ich pełne. Osoby zainteresowane, a z silnymi nerwami, mogą to znaleźć przez google. Wolę nie podawać adresów. Bo straszne.

Matematyka ewolucji (por. Hoyle, Czy ewolucjonizm jest nauką - Matematyka ewolucji a logika ewolucjonistów ) , no i zdrowy rozsadek wskazują, że częstość występowania mutacji szkodliwych, destrukcyjnych dla organizmu przekracza miliony miliardów razy ew. „mutacje pozytywne”.

Obserwacje mutacji po-promiennych, tak przez 70 lat po Hiroszimie i Nagasaki, jak po 30-tu latach po Czarnobylu też wskazują, że geniusze czy szybkobiegacze w tych milionowych populacjach napromieniowanych się nie pojawili, a ludzie kalecy, ciężko poszkodowani, impotenci itp. - tak. W ogromnych ilościach.

Po Czarnobylu ludzie wchłaniali ogromne dawki promieniowania beta i gamma [najpierw jod 131J, później 137Cs , 134Cs, 90Sr] głównie z zewnątrz, choć ten pierwszy osadza się w tarczycy, a ostatni może zostać wchłonięty i wbudowany w układ kostny [chemicznie jest podobny do wapnia] . Są to setki keV na jeden rozpad. Wchłonięto również ogromne, zwykle nie mierzone, tylko oceniane ilości pierwiastków alfa- aktywnych [4 do 5 Mega eV] , jak wiele izotopów plutonu [ Pu 236-244] i uranowców powstających w reaktorach. Po katastrofie wchłaniano je z powietrzem i z jedzeniem. Cząstki alfa zatrzymuje bowiem nawet kartka papieru, ale w płucach, żołądku czy krwi spalają, niszczą całe komórki. Poniżej opiszę źródła takich „gwiazd”: hot spots. Paradoksalne – wyklucza to przyszłe mutacje, bo komórka spalona nie zmutuje. Promieniowanie alfa daje inne ogromne objawy chorób popromiennych.

Tak więc mutacje przechodzące na następne pokolenia są głównie skutkiem promieniowania beta i gamma. Następne pokolenie albo jest zupełnie niezdolne do rozrodu, albo wydaje duży ułamek dzieci chorych, czy bezpłodnych. Ten efekt napromieniowań widać już teraz, w 30 lat po początku napromieniowań. Bo przecież wchłanianie promieniowań na Białorusi, Ukrainie i w południowo- zachodnich częściach Rosji [dalej : BUR] trwało latami... [por.: 'Chernobyl is not finished, it has only just begun' ].

ZGONY

Podsumuję najwiarygodniejsze źródła danych o licznych zgonach po Czarnobylu.

Badania porównawcze, statystyczne (prof. Jabłokow i inni, por.: Poprawna ocena śmiertelnych ofiar Czarnobyla: PÓŁTORA MILIONA. ) wskazują, że śmiertelność na terenach silnie skażonych (najpierw 131J, potem 134Cs, 137 Cs, Sr, ciągle też promieniowanie alfa, szczególnie różnych ciężkich izotopów Plutonu) przewyższa o 3.8% - 4% śmiertelność na analogicznych pod innymi względami terenach nieskażonych (próbka odniesienia, tj. podobny poziom biedy, alkoholizmu, ciemnoty itp).

Daje to ok. 1 000 000 nadliczbowych śmierci.
Osoby dezawuujące te dane i analizy [por. dyskusja pod: http://zielonewiadomosci.pl/tematy/ener ... ieczenstwa ] są anonimowe, jak to trolle. Przestudiowałem jednak prace krytyków anglojęzycznych, które wg. tych trolli ukazują błędność analiz profesorów Jabłokowa [książki napisane i wydane po rosyjsku, a potem w renomowanym wydawnictwie amerykańskim po angielsku wraz z profesorem Wasilijem Nesterenko z Mińska]. Starałem się znaleźć reakcje krytyczne po paru latach od ukazania się tych książek, czyli dojrzałe.

Metody analizy statystycznej z regionów różniących się jedynie, czy głównie, stopniem skażenia, nie podważano. Okazało się, że autor recenzji głównie skarży się, że cytowane w książkach Jabłokowa prace (jest ich ok. 500 !!), są w językach słowiańskich, czyli po białorusku, rosyjsku i ukraińsku.. To zarzut najcięższy...

Muszę dodać z żalem, że prac po polsku tam, w odnośnikach bardzo mało – w PRL i potem, po „przemianach”, nie było klimatu , ani pieniędzy na takie badania. Do mediów w PRL i potem mieli dostęp notoryczni kłamcy, jak propagandzista Strupczewski i ideolog „dobroczynnych małych dawek” Jaworowski. Piszę „kłamcy” z zupełna pewnością. Bo dane przeczące ich tezom są ogólno dostępne, pewne, łatwo sprawdzalne.

W Rosji, na Białorusi i na Ukrainie, z trudem i bólem, ale czasem prawda o tragedii się przebije. W Polsce – raczej nie. Nie wiem, czemu. To jednak boli.

Badania martwych urodzeń i poronień na terenach skażonych – wskazują na dalsze kilkaset tysięcy- jak uważa nie­miecki badacz H. Scherb, cytowany przez prof. Jabłokowa. Nie znaleźliśmy ścisłych danych statystycznych dotyczących spędzeń płodu, czyli celowego uśmiercenia ludzi nienarodzonych. Lekarze szacują te ofiary na kolejne kilkaset tysięcy. Ściślej, oceny takich ofiar Czarnobyla, uzgodnione z lekarzami na Białorusi, dają dodatkowo ponad 500 tysięcy ofiar w BUR.

Z wyrywkowych danych od lekarzy położników pochodzą szacunkowe dane mówiące, że w Polsce w latach 1986-889 dokonano aborcji „ze strachu przed Czarnobylem” 2-3% od żywych urodzeń. Urodzeń żywych mieliśmy wtedy ok. 600 tysięcy rocznie. Daje to szokująca ocenę ok. 50 tysięcy... Konieczne są ściślejsze badania – ale.. nie są dobrze widziane, więc pewnie nie będzie finansowania.
Według cząstkowych danych [bo to okryte tajemnicą!] z rejonów Białorusi, Ukrainy i Rosji [BUR] w promieniu 400 km od Czarnobyla ten ułamek wynosił ok. 10%. Oczywiście [?? dlaczego dla nich to oczywiste??] dane oficjalne zostały rozmyte, więc schowane wśród ogromnej w tych państwach liczby aborcji stosowanej jako „antykoncepcja”.
Przypomnę lub uświadomię: W Zw. Sowieckim przez dekady 1960-2000 na tysiąc żywych urodzeń jest 1800 - 2600 aborcji. Inaczej licząc: 60-73% ciąż kończy się aborcją. [Por. na przykład Statystyki "aborcji": zamilczana zbrodnia trwa. Oraz : http://www.johnstonsarchive.net/policy/ ... oland.html ]

Tragedia likwidatorow i KGB-sznikow.

Wokół Czarnobyla w 1986 i 87 roku zmuszono do przenoszenia i zakopywania wysoko-skażonych materiałów (co samo w sobie było i jest absurdem) ponad 600 tysięcy młodych ludzi (rekruci, wojsko, wojska wewnętrzne), którzy w większości nie mieli dozymetrów indywidualnych. Rozkazem „władz” sowieckich zabroniono wpisywania do ich książeczek zdrowia informacji o pracy w Czarnobylu i o otrzymanych dawkach (jeśli takie dane były). Organizacje takich ludzi, jednoczących się po latach, gdy terror władz zmalał, w grupie „LIKWIDATORY”, oceniły śmiertelność w pierwszych dwudziestu latach po katastrofie na 20 % tej populacji, czyli na ok. 120 tysięcy ludzi.

Dane te ( i podobne) nie doczekały się źródłowego i krytycznego opracowania ze strony Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w Wiedniu.

Gdy więc ktoś z Państwa zobaczy w telewizorze Autoryteta czy Celebrytę, mówiących, że na skutek Czarnobyla zginęło „32” lub „kilkadziesiąt” osób, po wysłuchaniu steku nieprawdziwych, a wyświechtanych sloganów o „bezpieczeństwie EJ”, wygłaszanych np. na tle zdjęć wybuchających reaktorów Fukushima Dai-ichi [to Łukasz Turski, profesor...], będzie mógł zasadnie zadać sparafrazowane pytanie, jakie zadał w TVN porażony bezczelnością rozmówcy prof. Władysław Mielczarski (energetyk)

„A któż ci to, ciemniaku i łobuzie, profesurę nadał ??”

I „prawo” do drwin z męczarni ludzi? Oraz ze zdrowego rozsądku Polaków? Czy tam doktorat, czy licencjat, poziom kłamstwa ten sam.

==========

Tu echa amerykańskie. Dla DOCIEKLIWYCH.

The Chernobyl Catastrophe Consequences on Human Health

http://zielonewiadomosci.pl/tematy/ener ... ieczenstwa

http://www.nyas.org/publications/annals ... 3f44b3bfc1

The book by Yablokov (Volume 1181 of the Annals of the New York Academy of Sciences) is a 327-page volume and is an English translation of a 2007 publication in Russian by the same authors titled ‘Chernobyl’. seeks a correlation of health

effects with levels of contamination or dose. They believe this approach is ‘impossible’ due to lack of measurements in the first few days, lack of information on ‘hot spots’ and lack of information on all of the isotopes involved.

[Samo to zdanie jest strasznym oskarżeniem “władz”]

=============



Teoria reaktorów a „pokojowe wybuchy”.



Przed dziesięcioleciami [ w latach 60-tych i 70-tych zeszłego wieku] wykładałem na paru uczelniach “Fizykę rozszczepienia i teorię reaktorów”.

To pierwsze dlatego, że to nauka, dociekanie prawdy o Naturze, a drugie, bo sądziłem wtedy, że EJ to przyszłość energetyki na planecie.

Wtedy jeszcze prognozy (też te uczciwe) wskazywały na ciągłe zmniejszanie kosztów energetyki jądrowej.

Wypisując studentom równania reaktorów udowadniałem, że reaktor nie może wybuchnąć w jądrowej reakcji lawinowej.

Jedynie z anty-sowieckiej przekory dodawałem, że „no chyba, że będzie to przodujący reaktor radziecki”.

Dopiero po strasznym dla fizyków kwietniu, maju i czerwcu 1986 roku z przerażeniem zobaczyłem, że ten ostatni dowcip to okrutna prawda. Wtedy dopiero dowiedzieliśmy się, że reaktory RBMK [( Реактор Большой Мощности Канапный - Reaktor Kanałowy Wielkiej Mocy ) K – kanałowe] po to mają te 60 czy 70 niezależnych kanałów, czyli wiązek prętów paliwowych, by można było na biegu, bez wygaszania reaktora, wyjmować pręty paliwowe z optymalna ilością zsyntetyzowanych właśnie izotopów Plutonu [ Pu 238 do 244]. Bo przy dłuższej eksploatacji również ten Pu, powstający z uranu U238 przy pracy reaktorów, ulega rozszczepieniu, czyli nie można go wyekstrahować.

Czytamy w wiki jeszcze w 2016 roku: „Rozwiązania konstrukcyjne reaktora RBMK są bardzo korzystne pod względem ekonomicznym” [sic!!] .



Hamulce samochodu Żiguli

„Uczeni radzieccy” pomyślnie spełnili nakazy Biura Politycznego, by wykonać takie reaktory, które jednocześnie dadzą Armii pluton na bomby, a proletariatowi miast i wsi – tani prąd. Koszty bezpieczeństwa się nie liczyły. Zdecydowano się więc na rozwiązanie, jakby częściowo niezależnych od siebie kanałów. Tymczasem wiązki prętów paliwowych („kanały”) oczywiście nie miały identycznych parametrów. Tak, jak w Żiguli (to sowiecka wersja Fiata 124 – starsi samochodziarze pamiętają) , gdzie cylindry, nawet nowego silnika, miały różne stopnie sprężenia mieszanki od 8.5 (chyba?) do 11.0.

Te fakty już uwzględniłem w wykładach po 1986 roku. Mówiłem: Sterowanie RBMK przypomina sytuację, w której 76 samochodów Żiguli ma, ze względów oszczędnościowych, wspólny pedał hamulca oraz drugi, gazu. To porównanie robiło wrażenie wśród studentów.

Dopiero po latach dowiedziałem się, że sytuacja realna była jeszcze o wiele tragiczniejsza. Początek tych dociekań miał miejsce dopiero po kłamliwych referatach radzieckich w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej jeszcze pod koniec 1986 roku [pięciogodzinny referat wygłaszał tam biedny akademik Legasow] . Zaczęto więc krytycznie badać projekt RBMK. Więcej o kłamstwach od strony technicznej zob.: PRZYCZYNY KATASTROFY W CZARNOBYLU: Konstrukcja RBMK.

Dopiero po tych kłamstwach, jawnych już dla fachowców, energetyków jądrowych, fizycy amerykańscy i potem kanadyjscy zauważyli i policzyli, że w niestabilnych warunkach, np. „eksperymentów” na zduszonej mocy górna część rdzenia ma inną reaktywność niż dolna! W dolnej już było już blisko reakcji lawinowej, gdy w górnej – jeszcze ‘wsio w pariadkie” ! A gienierały właśnie nakazały przeprowadzać takie eksperymenty na zmniejszanej mocy na reaktorze nr. 4 w Czarnobylu.

Budowa rdzenia, zgodnie z projektem (sic!) powodowała parę wad wrodzonych takich reaktorów.

1) Jedną z nich było zwiększanie reaktywności przy wzroście temperatury [o tym dowiedzieliśmy się jeszcze w 1986 roku].

2) Jak również o tym , że RBMK ma zwierciadło (neutronów) grafitowe, co dodatkowo znacznie pogarsza sytuacje w razie zaniku chodzenia, bo powoduje wzrost strumienia neutronów, gdy trzeba go błyskawicznie zmniejszyć!

3) Najgorsza [ i ukrywana!!] wada to to, iż w razie sytuacji niestabilnej, gdy należy natychmiast wstrzelić pręty awaryjne, mające zatrzymać reakcję łańcuchową, ta czynność, wbrew swemu celowi, zwiększa reaktywność.

Tę wadę, jak się okazało po latach, wcześniej sygnalizowali fizycy radzieccy, ale Dowództwo Partyjne to zignorowało [szerzej por. PRZYCZYNY KATASTROFY W CZARNOBYLU: Konstrukcja RBMK. ]

WYBUCH JĄDROWY !

Nic dziwnego więc, że mój ponury dowcip o „jądrowych pokojowych wybuchach reaktorów” stał się w 86-tym – FAKTEM najbardziej przez dziesięciolecia ukrywanym –.

Bo to nie wybuch chemiczny, jak mówiono oficjalnie, nie eksplozja wodoru z dysocjacji pary wodnej zniszczyły reaktor nr. 4 w Czarnobylu. Zniszczyła go lawinowa jądrowa reakcja roszczepienia, zachodząca dodatkowo różnie w różnych partiach rdzenia. Pisywałem i dowodziłem tego już w 1986 roku – ku oburzeniu propagandystów piszących , że przecież jądrowo -„nic się nie stało”.

Czyli stało się coś, w co fizykowi reaktorów naprawdę trudno uwierzyć! Moc wzrastała lawinowo wiele tysięcy razy – i to wreszcie musiało spowodować wybuch, rozerwanie rdzenia, budynku, i w konsekwencji reakcje chemiczne. Dopiero po podniesieniu temperatury do wielu tysięcy stopni, po stopieniu rdzenia itp – nastąpiła dysocjacja resztek wody, wybuch wodoru i potem pożar nieszczęsnego zwierciadła grafitowego.

Paradoksalnie – gdyby była w Czarnobylu osłona bezpieczeństwa, to wybuch byłby jeszcze silniejszy (bo później by nastąpił, czyli lawina mocy byłaby większa), ale skażenie nie rozeszłoby się po świecie tak mocno, tak daleko.

Zbrodnicze decyzje PÓŹNIEJSZE.

Do dalszego rozprzestrzeniania się wszelkich produktów radioaktywnych przyczyniły się rozkazy Władzy :

Zasypać roztopiony i żarzący się, nagi, widoczny z góry rdzeń reaktora ołowiem i gliną, piaskiem!

Zginęło na skutek tego kilkudziesięciu młodych pilotów helikopterów i ich załogi, żołnierzy, którzy ten obłędny rozkaz wykonywali. Nawet spisu nazwisk tych ofiar barbarzyństwa nie można znaleźć, ani ich ilości...

Ale co gorsze – piasek, ołów i glina w zetknięciu z rozżarzonym rdzeniem, w temperaturze paru tysięcy stopni, parując natychmiast, porwały za sobą najpierw do troposfery, potem do stratosfery ogromne ilości wrzącego paliwa [U, Pu, fragmenty rozszczepienia, Sr, Cs...]

GWIAZDY ALFA

To wyniesione aż do wysokości 13 kilometrów paliwo, po zestaleniu się w atmosferze, wiatry rozniosły na cały świat. W ogromnej ilości na Białoruś, Ukrainę, południowo -zachodnią Rosję. Dostało się też Polsce, szczególnie w okolicach Suwałk, Siedlec, a także Opola, pod Warszawą w Jankach (ogromne gorące plamy - ich powstawanie związane było z kierunkiem wiatrów i deszczem).

Były też niespotykane w historii dotychczasowych wybuchów jądrowych „Hot spots”, jądrowo „gorące” (czyli silnie radioaktywne) kawałki paliwa, o rozmiarach mikronowych, zawierające dużo alfa-aktywności [Pluton, wyższe izotopy Uranu, w większości w postaci metalicznej]. One to, po każdym miłym spacerze w lesie, szczególnie przy wietrze, osiadały w płucach i w nich wypalały dziurki. Podobnie po zjedzeniu skażonych warzyw, grzybów itp, tu głównie podgrzybków, wypalały takie dziurki w żołądku i jelitach. Z płuc nie można było tego wykasłać, bo się przyklejały. Jeszcze w pamięci widzę wyniki auto-radiografii ( naświetleń błon rentgenowskich) na sekcjach zwłok z licznymi gwiazdami torów cząstek alfa. Wykonane gdzieś w Białymstoku. Nie potrafiliśmy się przebić z tą informacją do TV. Mówiono: „Nie straszcie ludzi!!”.

Tu dodam, że udało nam się wtedy wymusić na Biurze Politycznym, by zakazali sprzedaży mleka bardzo skażonego. Miały być utylizowane przemysłowo. Jakaż była nasza wściekłość, gdy po tygodniu czy dwóch przyszła do nas, fizyków na Hożą jakaś „zwariowana mamuśka” niemowlaka i żądała sprawdzenia aktywności mleka w proszku, które uzyskała na kartki... Przecież cóż może być bezpieczniejsze, niż mleko w proszku?? Zmierzyliśmy dla świętego spokoju –a to mleczko miało kilkanaście tysięcy Bq na kilogram!! Było to mleczko z mleczarni w Płońsku – durnie uznali, że produkcja mleka w proszku to utylizacja przemysłowa. Wiele mleczarni tak wtedy robiło. Jedynie przez znajomości udało się zaalarmować i przekonać Rakowskiego, wtedy I Sekretarza, zdaje się. Więc później bezczelnie upychali to mleko w proszku w różnych „dzikich krajach”, - a w Pakistanie się wydało. Por.:http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/atom-kosztowny-przestarzaly-niebezpieczny/ : w czerwcu 1987 r. Bangladesz zwrócił Polsce 1600 ton mleka w proszku ze względu na jego niebezpieczną radioaktywność.

Strasznie się pisze takie rzeczy. Bolesne, nawet po latach .

Upór kłamców

Propagandziści pisują od lat te same kłamstwa. Tu parę przykładów:

O godz. 1:24 i 40 sekund doszło do potężnej eksplozji pary wodnej. Chwilę później doszło do wybuchu uwolnionego wodoru. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... byla/4thwc

...naukowcy z tzw. Forum Czarnobylskiego, w skład którego wchodzą Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, Światowa Organizacja Zdrowia, agendy ONZ oraz rządy Białorusi, Rosji i Ukrainy. W 2005 r. opublikowano raport, z którego wynika, że skutki zdrowotne awarii nie są tak tragiczne, jak prognozowano. Podawana przez specjalistów całkowita liczba ofiar śmiertelnych wynosi około 30 osób.

Mit Czarnobyla - Skutki rzeczywiste są takie, że wśród ludności - moim zdaniem - nie ma żadnych skutków - mówił kilka lat temu prof. Zbigniew Jaworowski,

===========

GÓRNICY

Do nas, fizyków polskich szukających w latach 1986-89 prawdy o ofiarach Czarnobyla w podziemiu, czyli nielegalnie doszły wieści o górnikach z Donbasu. Ryjących tunele pod rozlanym, wrzącym rdzeniem R-4, schodzącym, to jest przebijającym się przez gruzy reaktora i podłoże W DÓŁ... China SYNDROM stanął nam przed oczami.

Chciano więc tam, pod spodem, chłodzić grunt przy użyciu ciekłego azotu, ale zadowolono się wlewaniem do wydrążonych tuneli ciężkiego, szybkoschnącego betonu. Górnicy dostawali dawkę rzędu 10 Sv w ciągu paru minut, wyciągano ich – i szli następni. Dzięki tym pracom (i dzięki Bogu!) „noga słonia”, w jaką rozlał się rdzeń, w temperaturze tysięcy stopni, nie przebiła się do warstw wodonośnych, co powiększyło by rozmiar katastrofy o rząd wielkości co najmniej.

Okazało się, że ogromne dawki promieniowań dostało tam ponad dziesięć tysięcy górników. Śmiertelność była ogromna. Czy któryś z nich jeszcze żyje? Nie wiemy. Do żadnych danych dotyczących ich zdrowia czy śmierci nie dotarliśmy. Był wtedy „ukaz” władzy, by w papierach likwidatora czy górnika zatajać, usuwać dane o obecności w Czarnobylu i o dawkach zmierzonych. Każdy zawiózł swą tragedię na nowe miejsce pobytu - bez dokumentacji.

„Czarnobylskie AIDS”. Impotencja. Ofiar, władz, mediów.

Wśród tych ponad 600 tysięcy likwidatorow i też w setki tysięcy idącej ilości żołnierzy KGB, którzy bez sensu stali „w zonie” na straży tajemnicy – ogromna część stała się impotentami. A ci, którzy zdążyli spłodzić potomstwo, zobaczyli wśród nich sporo „potworków”, czyli mutantów. Jak dokumentuje Aleksijewa w książce „Czarnobylska modlitwa”, żony tych nieszczęśników rzuciły ich – i oddawały się komukolwiek spoza zony, by jednak mieć dzieci.

Jest wiele wstrząsających reportaży – których propagandyści w POlsce nie czytali, a „idą w zaparte” – kłamią jak z nut, dostęp do mediów mają nieograniczony.

Jeszcze jeden aspekt tragiczny: „Czarnobylskie AIDS”.

Większość dzieci i młodzieży ze stref silnie napromieniowanych zaczęło chorować na wszystkie możliwe choroby, zwykle nie łączone z irradiacją. Utrata odporności organizmu – jak w AIDS. Nazwano tam to zjawisko „Czarnobylskie AIDS”. Zwolennicy „atomu” o zgrozo – nawet lekarze – przezwali to zjawisko „radiofobią”, czyli objawiającym się fizjologicznie, lecz nie uzasadnionym radiacją strachem, paniką. Liczne prace wskazują jednak, że na „Czarnobylskie AIDS” choruja też krowy, gęsi, zające, dziki, żółwie, nawet żaby i ślimaki. Czyżby i one tak uważnie słuchały radia i oglądały TV?

W 1986-tym dogorywająca „władza rad” wydała ukaz, polecenie, by w dokumentacji likwidatorow i żołnierzy KGB nie zapisywać że byli pod Czarnobylem, i jakie dawki zostały im zapisane. Dawki realne były oczywiście inne, wyższe, ale dozymetry osobiste były drogie, „nie daj Boże zgubić”, a pozatem – za pracę w zonie chłopcy dostawali niewielkie premie. Więc dozymetry pozostawiali bezpiecznie w szafach pancernych sztabu, tam, gdzie spali. Pozatem, zona została zdefiniowana przez urzędników jako koło o promieniu 30 km wokół Czarnobyla. A promieniowanie rozłaziło się jak chciało, czy jak wiatr je poniósł. W Sławutyczach, gdzie większość spała po namiotach i barakach, akurat była intensywna plama dużej radioaktywności, szczególnie alfa.

Samobójstwa jako rozpaczliwe protesty.

Ateiści, na jakich wychowywano przez parę pokoleń tresury ludzi radzieckich, jeśli byli jeszcze uczciwi, mieli sumienie, to sprzeciw wobec zbrodni i nadmiernego kłamstwa wyrażali w postaci samobójstwa. Tak postąpił akademik Legasow, chemik, silnie napromieniowany w Czarnobylu w akcji likwidacji skutków [bo nie ratunkowej]. Polecono mu wygłoszenie w Wiedniu, w MAEA referatu „ujawniającego prawdę” o przyczynach katastrofy. Mówił chyba pięć godzin –urzędnicy Zachodu byli zachwyceni „prawdą”. Tam w referacie napisano o zaniedbaniach, niedopatrzeniach, też o „winie obsługi” itp.

Legasow jednak wiedział już, że to wady konstrukcji rektorów tego typu były JEDYNĄ prawdziwą przyczyną. Gdy nie pozwolono mu później ujawnić prawdy - powiesił się na klatce schodowej swego bloku. Wtedy czytałem jego wstrząsający testament; już nie mam doń dostępu.

Również Pierwszy Sekretarz KC Ukrainy Wołodymyr Szczerbycki popełnił samobójstwo z powodu swych szkodliwych i głupich decyzji w kwietniu i maju ’86 [defilady!!], oraz późniejszych kłamstw o Czarnobylu. [viki: Jest on odpowiedzialny za ukrywanie rzeczywistej skali katastrofy w Czarnobylu oraz za zorganizowanie pochodu pierwszomajowego w Kijowie, podczas którego wszyscy uczestnicy narazili się na chorobę popromienną. Targany wyrzutami sumienia popełnił samobójstwo w ​​1990 roku]

Kłamcy w Polsce

Propagandyści „atomu” w Polsce, takich ofiar też nie zaliczają do skutków „awarii”, jak z uporem i bezczelnie nazywają tragedię.

Dlaczego tak ciągle kłamał prof. Jaworowski, nie wiem. Pytałem go o to wielokrotnie tak publicznie, jak też prywatnie. Trzymał się tych „32 ofiar”, resztę nazywał radiofobią. Sądzę, że rzeczywiście wierzył w swą mrzonkę, którą nazywał „hormeza”, tj w dobroczynne działanie małych dawek promieniowań na organizmy. A na argumenty logiczne, np. te powyższe z żabami, był zupełnie głuchy.

Podobie A. Strupczewski, główny propagandysta „atomu” co najmniej od stycznia 1982 roku, tj. od „twardych praw stanu wojennego” nakazanych nam przez Jaruzela. Ta sytuacja umożliwiła decyzję (KC??) o budowie sowieckich WWER w Żarnowcu, wcześniej ciągle torpedowaną przez specjalistów fizyków i energetyków.

Ze Strupczewskim nie mogę dyskutować, bo robiłem to już dziesiątki razy – jest zupełnie niepodatny na argumenty logiczne. A sam wielokrotnie, publicznie używa np. porównań, że dawka od Czarnobyla jest równoważna różnicy dawek od promieniowania kosmicznego u kobiety na wysokim obcasie [8 cm] , -i na płaskiej podeszwie. Czyli – że dawka od Cz. to tyle, ile zajdzie reakcji promieni kosmicznych w 8- centymetrowej warstwie powietrza...

To brednia obezwładniająca.

Pisze też i mówi publicznie – że „dawka w Rosji po Cz. jest mniejsza niż w Bułgarii” – bo uśrednia skażenia po całym obszarze tych krajów. Nie chce zruzumiec praw statystyki. Jeśli tonę śrutu ołowiowego rozsypię równomiernie po Polsce, to efekt będzie inny, niż gdybym zrzucił ją na głowę człowieka.

Jego argumenty ekonomiczne na temat EJ zostały już dziesiątki razy obalone – więcej nie warto tego dyskutować, wobec potopu jego kłamstw, którymi ciągle zalewa media. Ale – jest tam ciągle pupilkiem. Z zabawnych cech – bezczelnie od dwóch chyba dziesięcioleci uzurpuje sobie tytuł profesora. [por.: Polowanie na profesurę profesora - a poszukiwanie prawdy ]. Wreszcie interwencje u dyrektora ośrodka w Świerku prof. Wrochny, gdzie niezmiennie pobiera pobory, trochę to ukróciły – ale ciągle o sobie pisze: prof. dr inż. Andrzej Strupczewski

Pytałem przed laty, też publicznie oczywiście, u którego kacyka plemienia afrykańskiego sobie ten tytuł kupił, bo był to czas, gdy Murzyni oferowali tanio różne tytuły, a za 100 dolarów poza profesurą, może można było dostać w pakiecie, czy może w promocji, też księcia krwi, zupełnie jak Kali i M’Rua u Sienkiewicza.

Autorzy [w PL] gęgający ciągle, że nic się nie stało, przemilczają nie tylko publikacje i książki naukowe, jak prof. Jabłokowa, ale też filmy dokumentalne, czy reportaże, jak Czarnobylska modlitwa Swietłany Aleksijewej [wyd. Czarne, 2012]. Zadziwia fakt, że autorka pisząca mądrze, odważnie i zrozumiale, dostała w 2015 roku nagrodę Nobla. To gremium od lat wielu nagradza beztalencia: lesbijki, marksistów (Fo), prostackich kłamców (al Gore), czy.. „przyszłe osiągnięcia” (Barak Hussain Obama).

Więc dla komitetu noblowskiego nagroda dla Aleksijewej to zapewne wypadek przy pracy.

Ale dla nas to nieoceniona możność poznania realiów wojny, tragedii po- czarnobylskiej czy życia na Białorusi.

Powiew prawdy.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=44


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 25 cze 2016, 09:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wolna-polska.pl/wiadomosci/polno ... wy-2016-06

Północny Pacyfik jest martwy
OPUBLIKOWANO CZERWIEC 24, 2016PRZEZ NSW ŚWIAT

Północny Pacyfik dotknięty w największym stopniu skutkami katastrofy z 2011 roku został właśnie opisany w relacji żeglarza, który od wielu lat pływa po tym akwenie.

Obrazek

Niepokojące informacje: „Pacyfik jest zniszczony!”
Ostatnio ukazały się artykuły, które twierdzą, że katastrofa nuklearna w Fukushima to jakaś nowa „brednia”. I rzeczywiście przez jakiś czas oglądałem te materiały, jakie przedstawiały kilka bardzo interesujących faktów i dowodów rzeczowych, wspierających wniosek, że nie było katastrofy w Fukushima, Japonia. Ale się na to nie kupiłem …. Widziałem raporty i zdjęcia szkód zadanych na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych i Kanady, widziałem też oczywiście wszystkie raporty o zamieraniu życia morskiego w północnej części Pacyfiku z powodu napromieniowania …. Mam raporty o wysokich pomiarach promieniowania w całej Japonii … Przede wszystkim, promieniowanie i źródło szkód musi pochodzić z jakiegoś miejsca …. Często zadawałem pytanie tym, którzy nazywają Fukushimę „oszustwem”, aby wyjaśnili, co dokładnie zabija Ocean Spokojny?

Obrazek

A teraz natknąłem się na najbardziej interesujący i bardzo niepokojący artykuł, który pochodzi z Herald Newcastle, serwisu informacyjnego internetowego z Australii, www.theherald.com.au, jaki jest lekturą obowiązkową dla wszystkich …. Ma tytuł: „Ocean Is Broken” i przedstawia zaskakujące szczegóły o rozmiarach szkód, z jakimi mamy rzeczywiście do czynienia na północnym Pacyfiku.
Autor: Greg Ray

Obrazek
Ivan Macfadyen na pokładzie Funnel Web

Była cisza, jaka sprawiała, że ten rejs różnił się od wszystkich poprzednich.
Zupełny brak dźwięku, dokładnie niczego.
Wiatr wciąż targał żaglami i gwizdał w takielunku. Fale wciąż waliły o kadłub z włókna szklanego.
Było wiele innych odgłosów: stłumione zgrzytanie, głuche uderzenia i łoskot, gdy łódź uderzała w przepływające kawałki śmieci.
Brakowało krzyku ptaków morskich, które w czasie wszystkich poprzednich podobnych rejsów, zawsze otaczały łódź.
Ptaki zniknęły, ponieważ nie było ryb.
Dokładnie 10 lat temu, kiedy żeglarz z Newcastle, Ivan Macfadyen płynął dokładnie tym samym kursem z Melbourne do Osaki, wszystko, co musiał zrobić, aby złapać rybę z oceanu między Brisbane a Japonią, polegało na zarzuceniu przynęty.
„Nie było nawet jednego dnia z 28 dni w tej części podróży, żeby nie złapać ryby dobrej wielkości, ugotować i zjeść z jakimś ryżem” przypomina sobie Macfadyen.
Ale tym razem, podczas tej całej długiej podróży morskiej, całkowity połów wyniósł dwie sztuki.
Żadnych ryb. Brak ptaków. Ledwie widzialny znak życia w ogóle.
„W minionych latach przywykłem do tych wszystkich ptaków i ich odgłosów”, powiedział.
„Podążały za łodzią, czasem odpoczywały na maszcie przed ponownym startem. Można było zobaczyć stada krążące nad powierzchnią morza w jakiejś odległości, żywiące się sardelami”.
Ale w marcu i kwietniu tego roku, tylko cisza i pustka otaczała jego łódź, Funnel Web, gdy przemierzał powierzchnię ugodzonego oceanu.
Na północ od równika, powyżej Nowej Gwinei, namiar oceaniczny wypatrzył wielką łódź rybacką pracującą na rafie w oddali.
„Cały dzień tam byli, trałowali tam i z powrotem. Był to duży statek, jakby statek matka”, powiedział.
I całą noc również pracowali przy oświetleniu reflektorów. Nad ranem Macfadyena obudził jego załogant wołając, aby natychmiast stawił się na pokład, bo statek zwodował łódź motorową.
„Oczywiście, że byłem zaniepokojony. Byliśmy nieuzbrojeni, a piraci są prawdziwym problemem na tych wodach. Myślałem, jeśli ci faceci mają broń, to będziemy w poważnych tarapatach”.
Ale oni nie byli piratami, przynajmniej nie w tradycyjnym sensie tego pojęcia. Łódź motorowa spokojnie przepłynęła obok nas, a Melanezyjczycy na pokładzie oferowali nam dar z owoców i słoików z dżemem i przetworami.
„Dali nam pięć dużych worków po cukrze pełnych ryb”, powiedział.
„Były to dobre, duże ryby, wszelkiego rodzaju. Niektóre były świeże, a inne najwyraźniej poleżały chwilę w słońcu.
„Powiedzieliśmy im, nie ma sposobu, abyśmy mogli wykorzystać wszystkie te ryby. Było nas tylko dwóch, nie było miejsca na przechowanie ich lub zamrożenie. Oni po prostu wzruszyli ramionami i powiedzieli, aby wyrzucić je za burtę. I tak by z nimi zrobili dokładnie to samo.
„Powiedzieli nam, że to tylko niewielka część jednego dnia połowów. Że byli zainteresowani tylko tuńczykiem i dla nich reszta to śmieci. Tam wszystko było zabite, wszystko powyrzucane. Oni po prostu trałowali rafę dzień i noc i zabrali stamtąd wszystko, co żyło”.
Macfadyenowi niedobrze się zrobiło. To tylko jeden kuter wśród niezliczonej liczby innych skrytych za horyzontem, a wiele z nich robi dokładnie to samo.
Nic dziwnego, że morze było martwe. Nic dziwnego, że na przynętę nic nie złowili. Nie było co łowić.
Jeśli brzmi to przygnębiająco, to potem było tylko gorzej.
Kolejny etap długiej podróży odbywał się z Osaka do San Francisco i większość tej podróży po pustce oceanu była przyprawiona mdłościami z powodu okropieństwa i pewnym stopniem strachu.
„Gdy wypłynęliśmy z Japonii, poczułem jakby sam ocean był martwy”.
„Prawie nie widzieliśmy żadnych żywych istot. Widzieliśmy jednego wieloryba, płynął, jakby bezradnie po powierzchni z czymś, co wyglądało jak wielki guz na głowie. To było obrzydliwe.
„Zrobiłem wiele mil po oceanie w mym życiu i jestem przyzwyczajony do widoku żółwi, delfinów, rekinów i ogromnych stad ptaków. Ale tym razem, przez 3000 mil morskich nie było nic, niczego żywego nie widziałem”.

Obrazek

W miejsce życia wszędzie były śmieci w zdumiewających ilościach.
„Część z nich to były skutki tsunami, które nawiedziło Japonię kilka lat temu. Fala wdarła się na ląd, zabrała niewiarygodne ilości rzeczy i zaniosła je do morza. I to wciąż tam pływa, wszędzie, wszędzie to zobaczysz”.
Brat Ivana , Glenn, który wsiadł na Hawajach w drodze do Stanów Zjednoczonych, podziwiał „tysiące tysięcy” kawałków żółtego plastiku. Ogromne gmatwaniny syntetycznej liny, sieci rybackich i lin. Kawałki styropianu w milionach sztuk. I plamy oleju i benzyny, wszędzie.
Niezliczone setki drewnianych słupów energetycznych, wyłamanych zabójczą falą i wciąż ciągnące swoje przewody w dryfie po środku oceanu.
„W minionych latach, kiedy byłeś zastopowany przez brak wiatru, musiałeś po prostu uruchomić silnik i płynąć na silniku”.
Nie tym razem.
„W wielu miejscach nie mogliśmy nawet próbować włączyć naszego silnika w obawie przed oplątaniem śruby w masy kawałków lin i kabli. To niespotykana sytuacja na środku oceanu.
„Gdybyśmy się na to zdecydowali, to bardzo ostrożnie i na pewno nie w nocy, tylko w dzień z rozpoznaniem na dziobie, obserwując śmieci.
„Stojąc na dziobie, na wodach powyżej Hawajów, można było spojrzeć w głębinę. Widziałem, że zanieczyszczenia nie są tam już na powierzchni, ale poszły na dno. I to wszystkich rozmiarów, od butelek z napojami po kawałki wielkości dużego samochodu lub ciężarówki.
„Widzieliśmy komin fabryczny wystający z wody, jakiś kocioł wciąż włączony pod powierzchnią wody. Widzieliśmy duży kontener, który przewracał się na falach na wszystkie strony.
„Przedzieraliśmy się przez pola tych kawałków gruzu. To było jak żeglowanie na górze śmieci.
„Pod pokładem można stale było usłyszeć uderzania o kadłub, i wciąż się bałem, że walniemy w coś naprawdę dużego. Tak właśnie było, bo potem widziałem kadłub cały porysowany i wgnieciony na całej powierzchni, i miał powbijane różne kawałki, nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy”.
Plastik był wszechobecny. Butelki, torby i wszelkiego rodzaju artykuły domowe, jakie tylko można sobie wyobrazić, połamane krzesła, kosze i pojemniki na śmieci, zabawki i przybory.
I coś jeszcze. Łódź jest pomalowana w żywy żółty lakier, jaki nigdy nie wyblaknął od słońca i morza w poprzednich latach, teraz wchodził w reakcję z czymś w wodzie, co pochodziło z Japonii, tracił swój blask w sposób dziwny i bezprecedensowy.
Po powrocie do Newcastle, Ivan Macfadyen nadal nie potrafi pogodzić się z szokiem i przerażeniem podczas tego rejsu.
„Ocean jest zniszczony„, powiedział, potrząsając głową oszołomiony i z niedowierzaniem.
Widząc rozmiary problemu, ogromne zniszczenia, i to, że żadne organizacja albo rząd nie przejawiają szczególnego zainteresowania, Macfadyen sam szuka pomysłów.
Planuje lobbowanie wśród ministrów w nadziei, że to może pomóc.
Ostatnio zwrócił się do organizatorów wielkich wyścigów oceanicznych w Australii, starając się pozyskać organizacje żeglarskie do międzynarodowego programu, który zrzesza żeglarzy wolontariuszy do monitorowania zanieczyszczeń i życia morskiego.
Macfadyen wpisał się do tego programu, gdy był w USA w odpowiedzi na apel naukowców amerykańskich, który poprosili te organizacje o sporządzanie codziennych raportów badawczych i pobierania próbek do badań promieniowania – znaczącego zagrożenia powstałego w wyniku tsunami i w konsekwencji awarii w elektrowni atomowej w Japonii.
„Zapytałem ich, dlaczego nie naciskacie na flotę, aby tam popłynęli i posprzątali ten bałagan„.
„Ale oni powiedzieli, że wyliczyli, iż szkody dla środowiska ze spalenia paliwa, aby wykonać takie zadanie, byłyby gorsze niż po prostu pozostawienie tych resztek na oceanie„.
Uwagi NTS: Od ponad dwóch lat ostrzegam ludzi, że oglądamy właśnie koniec życia morskiego w północnej części Oceanu Spokojnego … Część tego problemu to z pewnością z powodu szkód ekologicznych wskutek nadmiernych odłowów i śmieci na Pacyfiku, jak wskazuje ten artykuł …. Ale jest oczywiście niepokojący aspekt związany z promieniowaniem po katastrofie w Fukushimie, co wyraźnie autor pokazuje w swej relacji!
Szczerze mówiąc, po przeczytaniu tego artykułu, zacząłem znowu myśleć o tym, co będzie oznaczać ta katastrofa dla życia na tej planecie. Pacyfik jest tak ważną częścią naszego łańcucha pokarmowego, a teraz oglądamy jego bolesną śmierć z powodu naszej głupoty… Skutki tej katastrofy będą widoczne wszędzie, na całym świecie i bardzo szybko ….
Ponownie zastanawiam się, dlaczego nasze rządy nadal kłaniają się woli żydów i kryminalnego państwa izrahell i poświęcają większość naszych zasobów na wojny tego chorego psychicznie zbiorowiska przestępców…. To jest imperatyw, żeby domagać się niezwłocznego końca tej śmierci i zniszczenia, i skoncentrować nasze wysiłki na rozwiązaniu tej sytuacji zagrażającej życiu światowemu na Pacyfiku …. Ten czas już dawno nadszedł, a my wciąż zwlekamy.

NTS

This Is Disturbing: „The (Pacific) Ocean Is Broken”!
źródło: http://northerntruthseeker.blogspot.com
przygotował: Pluszowy Miś


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Promieniowanie, skażenia, zagrożenia
PostNapisane: 11 lut 2017, 10:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.wyszperane.info/2017/02/07/18547/

Fukushima zaatakowała! Reaktor nr. 2 poza kontrolą. Paliwo się wylewa.

Promieniowanie 100-krotnie przekroczyło śmiertelną dawkę”

[to ostatnie to żurnalistyczne : Chodzi o to, że tam, wewnątrz budynku, jest już 530 Sv/h, a człowiek umiera po 4 Sv. Ale tam ludzi nie ma, tylko rosnąca dziura w ścianie reaktora. Mirosław Dakowski]

4 lutego 2017

Poziom radioaktywności stał się „niewyobrażalny” – alarmują eksperci.

Najnowsze odczyty pokazują gwałtowny skok promieniowania na terenie japońskiej elektrowni jądrowej w Fukushimie zniszczonej 6 lat temu w wyniku tsunami spowodowanego przez trzęsienie ziemi – donosi „The Guardian”.

W ciągu ostatnich lat radioaktywność utrzymywała się tam [tj w budynkach zniszczonych reaktorów md] poniżej poziomu 73 Sv/h (siwertów). Tymczasem najnowszy pomiar przeprowadzony wewnątrz osłony otaczającej reaktor nr 2 wykazał 530 Sv/h.

Japońscy uczeni oceniają go jako „niewyobrażalny” – najwyższy od czasu katastrofy.

Przypominają, że już dawka 1 siwerta powoduje chorobę popromienną, a powyżej 4 siwertów – zabija.Zdaniem ekspertów, mógł nastąpić wyciek stopionego paliwa uranowego. „Uran mógł się stopić i zrobić dziurę w obudowie bezpieczeństwa” – przypuszcza rzecznik firmy TEPCO, do której należy zniszczona elektrownia w Fukushimie.

TEPCO wysłało do wnętrza reaktora nr 2 zdalnie sterowanego robota z zamontowaną kamerą. Na zdjęciach, które wykonał, widać dziurę znajdującą się w osłonie wielkości ok. metra. Na kratownicy obudowy widać stopione paliwo uranowe.

Była to pierwsza i ostatnia misja tego robota – pięciu jego poprzedników „zmarło śmiercią mechaniczną”. Miały zbierać i utylizować stopione pręty paliwowe, ale ogromne promieniowanie uszkodziło ich instalację elektryczną. Utknęły w środku i nie udało się nawet zlokalizować ich wraków.

Japoński koncern postanowił w ub. roku użyć kamery, która – teoretycznie – może przetrwać promieniowanie 1000 Sv/h. Okazało się jednak, że również ona nie wytrzymuje dłużej niż godzinę. [w oryginale: najnowsze nagranie z rejonu skażenia: MD]

Sytuacja jest dramatyczna, gdyż przy takim promieniowaniu nie ma żadnej koncepcji demontażu zakładu, który stanowi śmiertelne zagrożenie dla środowiska. Początkowo planowano przynajmniej przygotować do 2018 r. plan usunięcia radioaktywnego paliwa. Teraz jest to nierealne.

Jeszcze kilka dni temu eksperci mieli nadzieję, że paliwo nie wydostało się poza osłonę. Teraz okazało się, że sytuacja jest gorsza niż przypuszczano. Japoński rząd oszacował dwa miesiące temu koszt likwidacji elektrowni w Fukushimie aż na 200 mld USD.

Przypomnijmy, że do katastrofy elektrowni w Fukushimie na wyspie Honsiu doszło w marcu 2011 r. w wyniku potężnego trzęsienia ziemi o sile ponad 9 stopni w skali Richtera. Wywołało ono ogromne 10-metrowe tsunami, które zabiło co najmniej 20 tys. osób.

Fala wody i błota zniszczyła systemy chłodzenia elektrowni przez co stopiły się pręty paliwowe [co najmniej w trzech reaktorach. md]. Była to największa katastrofa jądrowa od wybuchu w elektrowni w Czarnobylu w 1986 r.

http://reporters.pl/5250/fukushima-zaat ... wke-wideo/

Tekst wzięty z http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=44


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 112 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /