Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 162 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 ... 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 06 lut 2014, 13:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/02/05 ... na-poreby/

Pogrzeb Bohdana Poręby
Posted by Marucha w dniu 2014-02-05 (środa)

Pogrzeb Bohdana odbędzie się w piątek 07.02.2014 r.
Msza święta odbędzie się w Katedrze św. Floriana na warszawskiej Pradze o godzinie 12:00,
ulica Floriańska róg alei Solidarności na przeciw Ogrodu Zoologicznego.
Pogrzeb odbędzie się na cmentarzu Północnym (tzw. Wólka Węglowa) o godzinie 14:00,
Brama Północna.
Dojazd autobusem 110 z pętli przy stacji metra Marymont
oraz autobusem 409 z Centrum Handlowego Arkadia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 14 lut 2014, 17:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31051
Odszedł człowiek walki o praworządność i prawa człowieka

Zbigniew Romaszewski jest symbolem walki o praworządność i prawa człowieka – powiedział Antoni Macierewicz, wiceprezes PiS-u, działacz opozycji antykomunistycznej.

Zbigniew Romaszewski zmarł wczoraj w szpitalu w wieku 74 lat. Był działaczem opozycji antykomunistycznej, Komitetu Obrony Robotników i Solidarności, twórcą podziemnego radia “Solidarność”, wieloletnim senatorem, członkiem Trybunału Stanu.
Wraz z żoną Zofią Zbigniew Romaszewski prowadził Biuro Interwencyjne, rejestrujące przypadki łamania praw człowieka i niosące ofiarom bezprawia pomoc prawną i materialną.

W 2011 r. prezydent odznaczył Romaszewskiego Orderem Orła Białego.
- Łączył w swoim działaniu te kwestie polityczne z kwestiami społecznymi, jako wicemarszałek Sejmu, człowiek zaangażowany w działanie na rzecz współtworzenie Prawa i Sprawiedliwości. Reprezentował wartości do realizacji których, po dzień dzisiejszy, dążył. Był człowiekiem niesłychanie zdeterminowanym, zdecydowanym, który nie cofał się przed najtrudniejszymi wyzwaniami. Dobrze zasłużył się Ojczyźnie, jest człowiekiem którego będzie nam niesłychanie brakowało, symbolem na miarę tych którzy współtworzyli i odbudowywali Rzeczpospolitą po 1918 roku – mówi poseł Antoni Macierewicz.

Ta śmierć to wielka strata osoby autorytetu i strata dla polityki opartej na prawdzie. Odszedł człowiek, na którego zawsze można było liczyć – wspomina Andrzej Gwiazda, działacz opozycji antykomunistycznej, współtwórca WZZW i NSZZ „Solidarność”.
- Ze Zbyszkiem Romaszewskim znamy się od 1976/1977 roku, później pamiętam jak żeśmy się spotkali. Przez ten cały czas, mniej więcej mamy wspólny kierunek. W chwilach straty kolegi, towarzysza walki i przyjaciela, trudno znaleźć słowa. Ze Zbyszkiem było tak: jeżeli coś się działo to w zasadzie mogliśmy być pewni, że Zbyszek zajmie prawidłową pozycję, prawidłowy kierunek. To jest ogromna ulga wiedzieć, że tacy ludzie są. Mieliśmy też Anię Walentynowicz, która do tego grona należała. Cokolwiek by się nie działo, to wiadomo było, że nie trzeba było się dowiadywać, nie trzeba było dywagować: a co Ania na to? Wiadomo co! Takich ludzi jest niewiele i strata każdego z tego grona jest niezwykle bolesna, jest to również duża strata polityczna – mówił Andrzej Gwiazda.

Zbyszek, był osobą rodzinną i ciepła. To człowiek honoru, który dotrzymywał danego słowa – wspomina Joanna Gwiazda, działaczka opozycji demokratycznej w PRL.
- Ubywa ludzi porządnych, ludzi na których można liczyć, ludzi wiarygodnych. Oprócz tego, że to jest dla nas strata osobista, bo bardzo lubiliśmy Zbyszka, nie mieliśmy ze sobą dużo wspólnego w czasie kiedy po Okrągłym Stole Zbyszek był w Senacie, ale ile razy się spotkaliśmy to było bardzo miłe przyjacielskie spotkanie. Bardzo współczuje Zosi i Agnieszce, to była przecież taka dobra zżyta rodzina. Jeszcze jest jedna taka rzecz, że oni też tak jak ja z Andrzejem, stanowili takie działające małżeństwo i to też dla mnie było takie sympatyczne i bliskie – tłumaczy Joanna Gwiazda.
RIRM

http://www.radiomaryja.pl/informacje/od ... czlowieka/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 17 lut 2014, 17:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31051
Zmarł ks. infułat Józef Wójcik

W wieku 80 lat odszedł do Pana zasłużony dla Kościoła w Polsce ks. infułat Józef Wójcik.

Kapłan zmarł w kieleckim szpitalu. O powrót do zdrowia modlili się wierni i kapłani parafii pw. św. Andrzeja Apostoła z Suchedniowa, gdzie od ponad trzech lat ksiądz infułat był rezydentem. Wcześniej kapłan kierował tą parafią przez 38 lat. O śmierci księdza infułata poinformowało Radio Plus Radom.

Zmarły dziś ks. infułat Józef Wójcik całe swoje życie wiernie trwał przy Chrystusie i Matce Bożej. Był nieugięty wobec nacisków władz PRL, za co osiemnaście razy był karany.

Nieugięty i pełny odwagi stawał w obronie krzyży, a także nauczał religii, za co dziewięciokrotnie skazywano go na karę więzienia.
W ubiegłym roku ks. Wójcik wystosował list otwarty do premiera Donalda Tuska, w którym wyraził swój sprzeciw oraz ubolewanie ze względu na dyskryminowanie katolików w Polsce.

„Doszedłem do wniosku, że moim moralnym obowiązkiem jest, aby napisać ten list otwarty do Pana Premiera, gdyż widzę, jak są poniewierani i dyskryminowani ludzie wierzący w Polsce, jak znieważane są przedmioty kultu. Tego samego doznawałem ja i moi parafianie w czasach komunizmu. Bo już w dwa miesiące po święceniach kapłańskich siedziałem w więzieniu za to, że stanąłem w obronie krzyża, usuwanego z sal szkolnych w Ożarowie k. Ostrowca Świętokrzyskiego” – napisał kapłan.

Ponadto były proboszcz suchedniowskiej parafii stanął w obronie Telewizji Trwam.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/zm ... ef-wojcik/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 18 lut 2014, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31051
Skromny bohater

O ks. infułacie Józefie Wójciku słyszałem wielokrotnie, zwłaszcza w kontekście uwolnienia więzionej przez komunistów kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, która dzięki brawurowej akcji księdza infułata mogła powrócić po sześciu latach na szlak nawiedzenia w 1972 roku.

Wielkim zaszczytem było dla mnie poznać osobiście tego bohaterskiego kapłana, gdy przybywał przy różnych okazjach do Radia Maryja, które od pierwszych chwil pokochał, stając się jego wiernym słuchaczem.

Poczułem się zaszczycony, gdy kilka lat temu, zanim ks. infułat przeszedł na zasłużoną emeryturę, mogłem poprowadzić rekolekcje wielkopostne w zastępstwie ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka, który bardzo pragnął pojechać do Suchedniowa osobiście, ale inne obowiązki mu na to nie pozwoliły.

Na miejscu mogłem poznać księdza infułata o wiele lepiej. Z wielkim zaciekawieniem i podziwem słuchałem jego opowieści o dziewięciu uwięzieniach i osiemnastu zasądzonych wyrokach, zwłaszcza za obronę krzyża. Opowiadał o tym z uśmiechem na ustach, choć przecież były to bardzo trudne doświadczenia.

Był człowiekiem niezłomnym i niezwykle odważnym. Był odważnym także wtedy, kiedy innym odwagi brakowało i gotów był za to ponieść konsekwencje z karą więzienia włącznie. Imponowała mi zawsze wielka serdeczność księdza infułata i wewnętrzna radość, która wyrażała się w życzliwym uśmiechu na twarzy.

Był bardzo skromnym człowiekiem, który o swoich bohaterskich przeżyciach opowiadał w taki sposób, jakby były one oczywiste i zupełnie zwyczajne. Zauważyłem, że jego plebania była domem, do którego chętnie przybywali goście i to nie tylko duchowni. Ksiądz infułat chętnie przyjmował polityków, samorządowców, artystów czy policjantów. Dla wszystkich miał otwarte serce i oni czuli się u niego i z nim bardzo dobrze.

o. dr Piotr Andrukiewicz CSsR

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... hater.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 19 lut 2014, 06:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31051
Pożegnaliśmy Barbarę Zakrzeńską

Choć pochodzili z dwóch różnych środowisk – pan Janusz z dworu z Przededworza, pani Barbara z Zakopanego – rozumieli się bez słów. Gdy mąż zginął w katastrofie smoleńskiej, robiła wszystko, by pamięć o nim nie zaginęła. Dziś są już razem.

Ich miłość zachwycała wiele osób. Zawsze razem, oddani swemu synowi Marcinowi. Mimo upływu lat stale zakochani. Gdy Janusz Zakrzeński zginął w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r., pani Barbara nie mogła znaleźć sobie miejsca. – Mój kochany Januszek, tak bardzo mi go brakuje – mówiła, gdy dzwoniłem zapytać, jak sobie radzi.

Wczoraj w kościele św. Katarzyny na warszawskim Służewie została odprawiona Msza Święta pogrzebowa w intencji zmarłej, której przewodniczył kuzyn pani Barbary ks. Leonard Polley. Homilię wygłosił ks. Jan Leon Mucha z Kielc. – Nigdy nie zapomnimy zarówno o znakomitym aktorze Januszu, mężu naszej siostry w Chrystusie Barbarze, w której pogrzebie uczestniczymy, jak i o niej samej. Przypominam sobie tę piękną rodzinę na Jasnej Górze, kiedy państwo Barbara i Janusz uczestniczyli w jednej z pielgrzymek Rodziny Radia Maryja – wspominał ks. Mucha. – Tuż przed Mszą Świętą dowiedziałem się, że śp. Janusz był rozmiłowany w Różańcu Świętym. Podobnie pani Barbara. Różaniec, pokuta i umartwienie są naszym ratunkiem i ocaleniem. Naśladujmy naszego brata i jego żonę w tej rzetelnej, zdrowej pobożności – wezwał kapłan.

Jan Józef Kasprzyk, prezes Związku Piłsudczyków, bardzo związany z rodziną Zakrzeńskich, podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że Barbara Zakrzeńska to postać niezwykła. – Pani Basia była kobietą bardzo ciepłą, o ogromnym sercu, wielkiej dobroci i wyrozumiałości, przepojoną troską o drugiego człowieka. Kiedy spotykaliśmy się zarówno przed śmiercią Janusza Zakrzeńskiego, jak i po 10 kwietnia 2010 roku zawsze była pełna pytań, czy czegoś komuś nie potrzeba, czy w czymś można komuś pomóc – mówi Kasprzyk. Jak podkreśla, po tragedii smoleńskiej pani Barbara chciała godnie upamiętnić swojego męża i całą delegację katyńską. Bardzo jej zależało także na dotarciu do prawdy, co stało się w Smoleńsku, o czym mówiła w wywiadach udzielonych „Naszemu Dziennikowi”. Gdyby nie jej determinacja, nie powstałyby zapewne miejsca upamiętniające Janusza Zakrzeńskiego.

– Bardzo bym chciała, by o Januszu pamiętano, bo naprawdę zasłużył na to swoim życiem, zarówno aktorskim, jak i rodzinnym. Byliśmy ze sobą zawsze razem, przez 46 lat. Był bardzo dobrym mężem i ojcem – wspominała dwa lata temu w rozmowie z nami. Przypomnijmy, że dzięki jej inicjatywie i funduszom przed niespełna dwoma laty została odsłonięta tablica memoratywna Janusza Zakrzeńskiego w kościele św. Katarzyny. Także w foyer Teatru Polskiego, czyli miejscu, gdzie Janusz Zakrzeński pracował aż do końca swoich dni, została umieszczona pamiątkowa tablica. – Z ogromnym entuzjazmem podchodziła też do wszelkich inicjatyw środowiska piłsudczykowskiego na rzecz pamięci pana Janusza, jak choćby dużego koncertu w Galerii Porczyńskich – wspomina prezes Związku Piłsudczyków.

W najbliższych miesiącach zostanie opublikowana książka poświęcona Januszowi Zakrzeńskiemu, na której szczególnie zależało pani Barbarze. – Ona powstanie, to jest nasze zobowiązanie w stosunku do pani Basi. Wielka szkoda, że już jej nie zobaczy – puentuje Jan Józef Kasprzyk.

W pogrzebie zmarłej uczestniczyła również Barbara Stasiak, żona tragicznie zmarłego w Smoleńsku Władysława Stasiaka, który przyjaźnił się z Januszem Zakrzeńskim. – Poznałam najpierw pana Janusza, a panią Barbarę znałam z jego opowiadań. Z racji przyjaźni mojego męża z panem Januszem Zakrzeńskim trochę czasu spędzaliśmy razem z nim. Bardzo dużo opowiadał wtedy o pani Barbarze, o tym, jak się poznali, jak wyglądało ich małżeństwo. Kiedy ją poznałam osobiście, miałam właściwie takie poczucie, jakbym znała ją od dawna – mówi Barbara Stasiak. Dodaje, że podziwia tę osobę zwłaszcza za energię i hart ducha oraz dar słowa.

– Potrafiła opowiadać niezwykłe historie o małżeństwie, o latach młodości spędzonych w Zakopanem w środowisku artystycznym. Jej korzenie góralskie były podwójne, bo z jednej strony zakopiańskie, a z drugiej szkockie, bo część rodziny stamtąd pochodziła – zaznacza Barbara Stasiak. – Pierwsza moja refleksja, gdy dowiedziałam się, że Basia zmarła, była taka, że państwo Zakrzeńscy wreszcie znów się spotkali. To byli ludzie stworzeni dla siebie. Basi będzie mi jednak bardzo brakowało. Pod pewnymi względami nasze wspólne losy sprawiły, że jeszcze bardziej zbliżyłyśmy się do siebie – podkreśla Barbara Stasiak.

Barbara Zakrzeńska zmarła 12 lutego w wieku 75 lat. Spoczęła na Starych Powązkach u boku swego męża.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... enska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 21 lut 2014, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31051
Rycerz dobrej sprawy

Artur Kowalski

W Alei Zasłużonych na cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach spoczął wczoraj Zbigniew Romaszewski, legenda antykomunistycznej opozycji, działacz Komitetu Obrony Robotników, „Solidarności”, senator siedmiu kadencji, kawaler Orderu Orła Białego.

W warszawskiej archikatedrze Świętego Jana i na Powązkach Wojskowych w Warszawie pożegnaliśmy wczoraj Zbigniewa Romaszewskiego. Pogrzeb legendy antykomunistycznej opozycji, bojownika o prawa człowieka miał charakter państwowy. Zbigniew Romaszewski zmarł 13 lutego. Miał 74 lata. – Żegnamy Zbigniewa Romaszewskiego nie tylko jako senatora 7. kadencji, wicemarszałka Senatu, kawalera Orderu Orła Białego, ale jedną z legend polskiej opozycji demokratycznej lat 70. i polskiego oporu lat 80., lat stanu wojennego, żegnamy jednego z bohaterów polskiej drogi do wolności – mówił Bronisław Komorowski podczas uroczystości pogrzebowej. Prezydent podkreślał, że Zbigniew Romaszewski niezwykle zasłużył się w kształtowaniu wrażliwości dla praw człowieka i obywatela. – Jestem przekonany, że każdy z nas i w modlitwie, i w myśli ma to samo poczucie wdzięczności i głęboką potrzebę powiedzenia głośno, jak najgłośniej, że Zbigniew Romaszewski dobrze zasłużył się Polsce – mówił prezydent Komorowski.

Zbigniew Romaszewski ukończył fizykę na Uniwersytecie Warszawskim, stopień doktora uzyskał w Instytucie Fizyki Polskiej Akademii Nauk. W latach 70. ubiegłego wieku działał w Komitecie Obrony Robotników (KOR), niosąc pomoc represjonowanym uczestnikom robotniczych protestów w Radomiu i Ursusie, prowadząc wraz z żoną Zofią biuro interwencyjne, gdzie odnotowywał przypadki łamania praw człowieka. Na początku lat 80. kierował Komisją Interwencji i Praworządności NSZZ „Solidarność”, został wybrany do Prezydium NSZZ „Solidarność” Zarządu Regionu Mazowsze, a następnie do Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Tworzył podziemne Radio Solidarność. Poszukiwany przez Służbę Bezpieczeństwa został aresztowany w sierpniu 1982 roku i w związku z działalnością opozycyjną skazany w lutym 1983 roku. Więzienie opuścił na mocy amnestii w sierpniu 1984 roku. Po zwolnieniu kierował reaktywowaną Komisją Interwencji i Praworządności NSZZ „Solidarność” organizującą – pod koniec lat 80. – pomoc dla strajkujących robotników. Od 1989 roku nieprzerwanie przez 7 kadencji, do 2011 roku, sprawował mandat senatora. W latach 2007-2011 był wicemarszałkiem Senatu, w 2011 roku Sejm powołał go na członka Trybunału Stanu. Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński podkreślał wczoraj, że swoją walkę o prawa człowieka Zbigniew Romaszewski kontynuował do końca, angażując się m.in. w sprawy Ukrainy. – Był człowiekiem czynu, w najlepszym tego słowa znaczeniu. (…) Był – chyba mogę użyć tego określenia – współczesnym rycerzem. Rycerzem w dobrej sprawie, w sprawie praw człowieka – powiedział Jarosław Kaczyński. Podkreślał, że Romaszewski cały czas kontynuował wysiłki zmierzające do tego, by pomagać zwykłym ludziom. – Może nie jednoosobowo, bo zawsze towarzyszyła mu Zofia – był biurem interwencyjnym, biurem pomocy dla pokrzywdzonych. Rację mają ci, którzy mówią, że można jego działalność porównać z działalnością Andrieja Sacharowa czy Martina Lutera Kinga. Był człowiekiem, który zapisał się w polskiej historii współczesnej, historii ostatnich 60 lat polskiej drogi do wolności, ale jednocześnie – jestem o tym głęboko przekonany – zapisał się w polskiej historii, tej, która trwa już prawie 1050 lat i pozostanie w niej na zawsze jako przykład rycerza, który walczył i umiał walczyć o dobrą sprawę –mówił Jarosław Kaczyński.

http://www.naszdziennik.pl/wp/68961,ryc ... prawy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 24 kwi 2014, 21:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/04/24 ... -nie-zyje/

Tadeusz Różewicz nie żyje
Posted by Marucha w dniu 2014-04-24 (czwartek)

Obrazek

W wieku 92 lat zmarł Tadeusz Różewicz, peta, dramaturg, autor “Kartoteki”, którego wymieniano niegdyś w gronie faworytów do literackiej Nagrody Nobla.
– Gigant literatury, noblista bez Nobla, poeta bez granic, dramaturg klasy światowej – powiedział o zmarłym pisarzu minister kultury Bogdan Zdrojewski.
O śmierci Tadeusza Różewicza poinformował wrocławski urząd miasta. Poeta zmarł 24 kwietnia we Wrocławiu, gdzie mieszkał od 1968 roku.
– Świat stracił jednego z największych poetów. To również olbrzymia strata dla wrocławskiej kultury – powiedział Jarosław Broda, dyrektor wydziału kultury wrocławskiego magistratu, którego cytuje “Rzeczpospolita“.
Tadeusz Różewicz urodził się 9 października 1921 w Radomsku. Podczas II wojny światowej, posługując się pseudonimem “Satyr”, walczył w szeregach Armii Krajowej. Jego poetycki debiut przypadł na rok 1947, kiedy opublikował tom “Niepokój”. Po wojnie Różewicz zdał także maturę i rozpoczął studia na Wydziale Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W późniejszych latach Różewicz wydawał kolejne zbiory wierszy, pisząc jednocześnie opowiadania i dramaty. Jego prace zostały przełożone na 49 języków. Pisarz współpracował także z Kornelem Filipowiczem i Stanisławem Różewiczem, swoim bratem, przy tworzeniu scenariuszy filmowych.
Poeta został uhonorowany wieloma nagrodami i wyróżnieniami. Za służbę w czasie II wojny światowej przyznano mu ustanowiony przez prezydenta RP na uchodźstwie Medal Wojska oraz Krzyż Armii Krajowej. W 1977 roku poeta otrzymał od władz PRL Order Sztandaru Pracy II klasy za “całokształt twórczości literackiej”. W 1996 roku Różewicza uhonorowano Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. 12 lat później pisarz dostał Europejską Nagrodę Literacką.

http://natemat.pl/99711,tadeusz-rozewic ... eku-92-lat


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 23 cze 2014, 12:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.deon.pl/wiadomosci/polska/ar ... 7-lat.html

Małgorzata Braunek nie żyje, miała 67 lat
23.06.2014 11:47, aktualizacja 23.06.2014 12:37

Obrazek
(fot. PAP/Roman Baliński)


Aktorka filmowa i teatralna Małgorzata Braunek zmarła w poniedziałek po długiej chorobie - poinformowano na oficjalnej stronie artystki na Facebooku. Braunek miała 67 lat.

Jej najbardziej znaną filmową kreacją jest rola Oleńki Billewiczówny w ekranizacji "Potopu" Henryka Sienkiewicza w reż. Jerzego Hoffmana (1974). W 1978 r. zagrała też, u boku Jerzego Kamasa, Izabelę Łęcką w serialu telewizyjnym "Lalka", wyreżyserowanym przez Ryszarda Bera na podstawie powieści Bolesława Prusa.

W kwietniu br. została uhonorowana Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za "wybitne osiągnięcia w pracy artystycznej i społecznej oraz za zasługi na rzecz przemian demokratycznych w Polsce".

Braunek urodziła się 30 stycznia 1947 r. w Szamotułach. W 1969 r. ukończyła studia aktorskie w warszawskiej PWST. Na dużym ekranie zadebiutowała już w czasie studiów, w filmie "Skok" Kazimierza Kutza z 1967 r., w którym też występowali Daniel Olbrychski i Marian Opania.

Na przełomie lat 60. i 70. młodą aktorkę dostrzegł Andrzej Wajda. Braunek wystąpiła wówczas w dwóch jego filmach - "Polowaniu na muchy" na podstawie scenariusza Janusza Głowackiego (1969), gdzie zagrała studentkę polonistyki - Irenę i w dramacie "Krajobraz po bitwie" (1970), zrealizowanym w oparciu o obozowe opowiadania Tadeusza Borowskiego.

W latach 1971-1974 Braunek występowała na deskach Teatru Narodowego w Warszawie.

Na początku lat 80. przerwała karierę aktorską. Na ekrany powróciła dopiero pod koniec lat 90. - od tamtej pory występowała m.in. w serialach telewizyjnych "13 posterunek" i "Glina".

W 2005 r. zagrała w filmie fabularnym "Tulipany" Jacka Borcucha, będącym opowieścią o przyjaźni trzech 60-latków, którzy wreszcie znajdują czas, by przyjrzeć się swojemu życiu i zastanowić się, jak wykorzystać dany im jeszcze czas. Braunek zagrała tam wspólnie z m.in. Janem Nowickim i Andrzejem Chyrą.

Rola w "Tulipanach" przyniosła jej duże uznanie - Braunek otrzymała za nią Polską Nagrodę Filmową Orła 2006 w kategorii najlepsza drugoplanowa rola kobieca. W 2009 r. zagrała w serialu telewizyjnym "Dom nad rozlewiskiem" na podstawie powieści Małgorzaty Kalicińskiej. Produkcja zdobyła sympatię widzów i w kolejnych sezonach realizowano jej kontynuacje. W 2010 r. Braunek wystąpiła w przedstawieniu Krystiana Lupy "Persona. Ciało Simone" w stołecznym Teatrze Dramatycznym.

Rok później odebrała Wiktora dla aktora telewizyjnego roku, a w roku 2014 została uhonorowana przez ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego złotym medalem Gloria Artis.

PAP / psd


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 24 cze 2014, 15:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://hej-kto-polak.pl/?p=48415

Nie żyje prof. Anna Pawełczyńska
Opublikowano 21 czerwca 2014, autor: emka

Obrazek
fot. wPolityce


W 92. roku życia odeszła śp. prof. Anna Pawełczyńska, profesor nauk humanistycznych, wielka patriotka i wybitna socjolog kultury. Studiowała socjologię pod kierunkiem prof. Stanisława Ossowskiego i prof. Jana Bystronia. Wspaniała i niezłomna Polka o życiorysie na scenariusze filmowe. Do końca swojego życia walczyła o wolną Polskę.

prof. Anna Pawełczyńska o Zygmuncie Baumanie
http://wpolityce.pl/polityka/172243-pro ... iek-obrony

strona [2] Ryszard Surmacz, o „Czasie człowieka”, recenzja książki
strona [3] Fragment ostatniej książki „O przewrotności współczesnego zła”

Śp. prof. Annę Pawełczyńską wspominają:

Antoni Macierewicz
http://wpolityce.pl/polityka/201705-ant ... st-mozliwa

Portal wPolityce
http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/20169 ... lna-polske

Portal Arcana
http://www.portal.arcana.pl/Odeszla-pro ... ,4265.html

Józef Darski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 06 paź 2014, 10:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.deon.pl/wiadomosci/polska/ar ... 6-lat.html

Anna Przybylska nie żyje. Aktorka miała 36 lat
05.10.2014 21:26

Obrazek
Na zdjęciu archiwalnym z 24.02.2009 r. aktorka Anna Przybylska w trakcie konferencji prasowej twórców filmu "Złoty środek". Anna Przybylska zmarła 5 października 2014r. (fot. PAP/Stach Leszczyński)


Anna Przybylska, która zyskała popularność rolą Marylki z serialu "Złotopolscy", zmarła w niedzielę po ciężkiej walce z chorobą - podała jej agentka na oficjalnej stronie internetowej aktorki.

"Z trudnym do wyrażenia bólem w sercu pragnę zawiadomić, że w dniu 5 października 2014 roku po ciężkiej walce z chorobą zmarła Anna Przybylska. Odeszła w spokoju, w gronie najukochańszej rodziny" - napisała Małgorzata Rudowska.

"W imieniu rodziny i najbliższych proszę wszystkich o zrozumienie i uszanowanie prywatności tych, dla których od dziś tak wiele się zmieniło" - zaapelowała.

Anna Przybylska zagrała w licznych filmach fabularnych i serialach telewizyjnych. Zadebiutowała w kinie w 1997 r. rolą Suczki w filmie "Ciemna strona Wenus". Szerokiej publiczności znana z roli Marylki w serialu TVP 2 "Złotopolscy". W 2000 zagrała również w filmie Bogusława Lindy "Sezon na leszcza", w którym wcieliła się w rolę "Laski".

Zagrała także w filmach: "Dzień świra" (2002), "Superprodukcja" (2002), "Kariera Nikosia Dyzmy" (2002), "Dlaczego nie!" (2007), "Złoty środek" (2009), "Sęp" (2012) i "Bilet na Księżyc" (2013).

Jej życiowym partnerem był piłkarz Jarosław Bieniuk, z którym miała córkę i dwóch synów. Aktorka zmagała się z rakiem trzustki. W lipcu br. szereg mediów podało nieprawdziwą wiadomość o jej śmierci.

PAP / slo




http://www.niedziela.pl/artykul/11749/A ... swiadectwo

Anna Przybylska nie żyje, a oto świadectwo, jakie dała
2014-10-06 11:24

Warto dziś przypomnieć te słowa. Niech odpoczywa w pokoju +
"Byłam skrajną pesymistką, wszystko widziałam w czarnych barwach i wiele niedobrych rzeczy sobie przepowiedziałam. Teraz jednak przesterowałam moją głowę na pozytywne myślenie, żeby cieszyć się życiem. I walczyć, bo mam o co. I wiesz co? Wyspowiadałam się pierwszy raz od 13 lat. Teraz znowu kumpluję się z Panem Bogiem, chodzimy co niedziela na kawę. Bardzo dobrze mi z tą przyjaźnią, lecz nie narzucam nikomu mojej wiary, nie manifestuję jej i nie zmuszam innych, aby razem ze mną na tę niedzielną kawę chodzili. Ale po tych spotkaniach jest mi naprawdę o wiele lżej. I myślę, że dostałam swoją lekcję od Niego w jakimś celu. Po coś"
Anna Przybylska

KAI


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 16 lis 2014, 21:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31051
Zmarła córka Józefa Piłsudskiego

Nie żyje Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska, młodsza córka marszałka Józefa Piłsudskiego. Zmarła dziś, miała 94 lata. Była pilotem m.in. szybowców, a w czasie II wojny światowej służyła w brytyjskim Air Transport Auxiliary (ATA).

O śmierci Jadwigi Piłsudskiej-Jaraczewskiej poinformowali przedstawiciele Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku w przesłanym komunikacie.

Muzeum informuje, że Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska urodziła się 28 lutego 1920 r. Była drugą córką Aleksandry i Józefa Piłsudskich. Dzieciństwo oraz młodość spędziła w Warszawie. W latach 1921-1922, wraz z rodzicami i starszą siostrą Wandą, mieszkała w Belwederze, potem od 1923 do 1926 r. w Sulejówku (to miejsce uważała za swój dom rodzinny). Po przewrocie majowym, w 1926 r. Piłsudscy ponownie wprowadzili się do Belwederu i mieszkali tam do śmierci Marszałka w 1935 r. Jadwiga – w domu nazywana Jagodą – była od najmłodszych lat świadkiem odbywających się w Sulejówku i Belwederze spotkań i uroczystości rodzinnych oraz państwowych.

Jadwigę Piłsudską już w gimnazjum zafascynowało lotnictwo. Interesowały ją zarówno konstrukcje lotnicze, samoloty, szybowce, jak i modelarstwo. Swój pierwszy model złożyła mając 12 lat. W 1937 r., w wieku 17 lat ukończyła kurs Wołyńskiej Szkoły Szybowcowej Ligi Powietrznej i Przeciwgazowej Sokola Góra koło Krzemieńca na Wołyniu. Szkoliła się wówczas na szybowcu Wrona. Podczas następnych dwóch lat zdobyła wszystkie szybowcowe kategorie, od A do D. Była członkinią Aeroklubu Warszawskiego, w którym latała m.in. na motoszybowcach Bąk. W 1939 r. jako najmłodsza w Polsce posiadaczka licencji szybowcowej kategorii D, Jadwiga Piłsudska pokonała na szybowcu Delfin 270 km z Bieszczad na Podlasie.

Jadwiga Piłsudska zamierzała rozpocząć studia na kierunku inżynierii lotniczej na Wydziale Mechanicznym Politechniki Warszawskiej. Planom tym przeszkodził wybuch wojny.

Po wybuchu wojny razem z matką i siostrą dotarła do Londynu i wkrótce rozpoczęła studia na wydziale architektury Uniwersytetu Cambridge. W 1942 r. została przyjęta do Air Transport Auxiliary (ATA), organizacji zajmującej się rozprowadzaniem wyprodukowanych lub wyremontowanych samolotów z fabryk i warsztatów na lotniska RAF. Tam przechodziła kolejne szkolenia i uzyskiwała uprawnienia do pilotowania różnych samolotów dwusilnikowych. Po konferencji tzw. wielkiej trójki w Teheranie pod koniec 1943 r., na której zapadły decyzje niekorzystne dla Polski, Jadwiga Piłsudska złożyła wniosek o zwolnienie ze służby w ATA. Odeszła z niej 20 stycznia 1944 r. w stopniu second officera (odpowiednik porucznika).

Za półtoraroczną służbę odznaczona została polskim odznaczeniem – Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Po odejściu z ATA podjęła przerwane studia, tym razem w Polskiej Szkole Architektury przy Uniwersytecie w Liverpoolu. Ukończyła je w 1946 r. Studiowała także urbanistykę i socjologię.

Pod koniec 1944 r. poślubiła kpt. Andrzeja Jaraczewskiego, oficera Marynarki Wojennej. Po zakończeniu wojny pozostała w Londynie jako uchodźca polityczny, nie przyjmując brytyjskiego obywatelstwa. Początkowo projektowała domy, ale później, wraz z mężem, otworzyła niewielką firmę produkującą lampy i meble.

Wraz z matką Aleksandrą Piłsudską oraz siostrą Wandą była zaangażowana w działalność polskiego wychodźstwa powojennego, wspierając działalność Instytutu Józefa Piłsudskiego w Londynie. Poza tym, jak poinformowano w komunikacie, organizowała pomoc dla „solidarnościowego” podziemia. Podejmowała też wraz z mężem i dorosłymi dziećmi, Joanną i Krzysztofem, działania na rzecz uwolnienia więźniów politycznych oraz wspierała demokratyczną opozycję w Polsce.

Jesienią 1989 r. Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska wraz z mężem i siostrą Wandą wróciła do Polski i zamieszkała w Warszawie. Razem z siostrą Wandą, córką Joanną Onyszkiewicz i synem Krzysztofem założyła Fundację Rodziny Józefa Piłsudskiego. Fundacji udało się odzyskać dworek Milusin w Sulejówku i utworzyć Muzeum Józefa Piłsudskiego. Otwarcie tego obiektu planowane jest na 2017 r., na 150. rocznicę urodzin Józefa Piłsudskiego.

W 2008 r. Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska została odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za „bohaterską postawę i męstwo wykazane podczas II wojny światowej, za wybitne zasługi w popularyzowaniu historii i tradycji Narodu Polskiego oraz pielęgnowanie pamięci o dokonaniach Marszałka Józefa Piłsudskiego”.

MM, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... kiego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 18 lis 2014, 12:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://forumemjot.wordpress.com/2014/11 ... torelacja-►polecam/

POLONIA W PÓŁNOCNEJ ANGLII ŻEGNA OSTATNIEGO HUBALCZYKA ppłk. ROMUALDA „ROMANA” RODZIEWICZA – Xenia Jacoby, Patriae Fidelis: ►POLECAM!!!
Opublikowano 17/11/2014 by emjot

Nadesłała: Xenia Jacoby, Patriae Fidelis



24 października 2014 roku Północną Anglię i Polskę obiegła wiadomość o śmierci niezwykłej osoby – Romualda „Romana” Rodziewicza, — który należał do grona „najwierniejszych z wiernych” legendarnego majora „Hubala.”
Wiadomość o śmierci ostatniego Hubalczyka była dla wielu Polaków dużym zaskoczeniem i spadła na nas zasłona smutku i żałoby.
„Wraz ze śmiercią ostatniego Hubalczyka skończyła się pewna epoka. Do swoich kolegów dołączył ostatni żołnierz oddziału majora Henryka Dobrzańskiego.
Oddziału, którego żołnierze na zawsze pozostaną symbolem haseł: Bóg, Honor i Ojczyzna ale także bezgranicznej, heroicznej odwagi i determinacji w walce o wolność Rzeczypospolitej. — Odwagi, która stała się i pozostanie na zawsze nieustającą inspiracją dla kolejnych pokoleń Polaków.”
— powiedział Pan Łukasz Lutostański, Konsul Generalny RP w Manchester, w swojej mowie pożegnalnej podczas mszy pogrzebowej.
W czwartek 6 listopada 2014 roku, polska emigracja żegnała wiernego syna polskiej ziemi.
O godz. 12:50 trumna z ciałem śp.Romana została przewieziona do Domu Opiekuńczego „Jasna Góra” w Huddersfield.
Tutaj na zewnątrz domu, pomimo dotkliwego chłodu, oczekiwały na ostatnie przybycie Romana – rezydentki wraz z personelem. Wieniec z biało-czerwonych kwiatów złożono na trumnę.



Kapelan domu „Jasna Góra” ks. Jan Wojczyński TChr modlił się i święcił trumnę z doczesnymi szczątkami niedawnego rezydenta. Po czym limuzyna z trumną ruszyła w drogę do polskiego kościoła pw. Matki Boskiej Częstochowskiej Królowej Polski w Huddersfield.
Na godz. 13:30 zaplanowano Mszę żałobną za śp. Hubalczyka. Limuzyna wraz z trumną zaparkowała przed głównym wejściem polskiego kościoła.
Po pewnym czasie z wnętrza świątyni wyszli księża celebransi. Na przodzie przewodził krzyż. Za nimi maszerowali żołnierze ze Stowarzyszenia Rezerwistów im. „Cichociemnych” w Wielkiej Brytanii.
Wysunięto trumnę, którą żołnierze położyli sobie na ramiona. Ruszył kondukt żałobny w uroczystej asyście księży, rezerwistów i innych żałobników.
Orszak pogrzebowy zatrzymał się przed ołtarzem głównym w kościele. Tam trumna spoczęła na katafalku.
Żołnierze pod komendą plutonowego rezerwy Przemka Kwiateckiego, zaczęli pełnić honorową wartę przy trumnie. — Trumnę przykryto flagą państwową, na której położyliśmy rogatywkę ułańską, z trudem zdobytą i znalezioną we Wrocławiu w sklepie militarnym dla kombatantów.



Pan Konsul Łukasz Lutostański złożył na trumnie wieńce z biało-czerwonych goździków. Prezes rezerwistów na czerwonych poduszkach przyniósł ordery, którymi został uhonorowany za życia Romuald „Roman” Rodziewicz, za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej.
Chciałabym je wymienić przy okazji tego artykułu: Polonia Restituta, Pro Memoria, Krzyż za Wojnę Obronną w 1939r. , Krzyż Walecznych, Krzyż AK, Honorowy Medal Federacji Stowarzyszeń Rezerwistów i Weteranów Sił Zbrojnych RP, Krzyż Oświęcimski, angielski medal za zaslugi z II wojny światowej.



Portret Hubalczyka spoczął obok rogatywki. Obok trumny postawiono zapalone świece. Żałobnicy wypełnili kościół.
Miejsce w ławce na przodzie zajęła córka śp. Romana – Helena Natalia z Australii wraz z przyjaciółmi oraz Pan Konsul. Syn Hubalczyka – Leon jeszcze nie dotarł ze Stanów Zjednoczonych. Wciąż był w drodze na pogrzeb.



Ksiądz Jan Wojczyński w imieniu własnym i ks. proboszcza Józefa Wacławika, przywitał wszystkich uczestników pogrzebu śp. Romualda Romana Rodziewicza. Rozpoczęła się uroczysta msza żałobna w obrzędzie katolickim.
Zgromadzeni w tym polskim kościele, z nadzieją polecaliśmy Bogu zmarłego, który był zawsze wierny Bogu i Ojczyźnie. — Prosiliśmy, aby Bóg przebaczył mu grzechy i obdarzył zbawieniem.
W międzyczasie żołnierze, co pół godziny, uroczyście zmieniali wartę.
Podczas homilii ksiądz Jan nazwał Hubalczyka „bohaterem nie tylko na polu chwały polskiego oręża ale również bohaterem wiary, przypominając jego postawę w obronie medalika w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie, który dostał od swojej siostry Zofii.”
Na podstawie książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm pt.: „Z miejsca na miejsce. W cieniu legendy Hubala”, — przytoczył historię, w której była scena obozowa z Medalikiem. Obecnie Medalik przechowuje w Polsce kuzynka Romana – Ewa.
Na prośbę księdza obiecała przekazać medalik do Izby Pamięci, którą ksiądz ma zamiar otworzyć.
„Relikwia ta ma przypominać światu o najbardziej koszmarnym okresie naszych najnowszych dziejów.”
Ks. kapelan zaświadczył, że
„Pan Roman wytrwał w wierze aż do końca swego długiego życia, nawet w momencie śmierci był ufny i umarł z wiarą na ustach, wypowiadając ostatnie słowa : „Boże, zlituj się nade mną ”.
Ksiądz Jan mówił, że
„odszedł piękny człowiek i bohater wierny do końca hasłom wypisanym na sztandarach „Bóg-Honor-Ojczyzna.”
Po homilii i po Komunii św. nastąpił czas na przemowy. Pierwsza zabrała głos osoba z Patriotycznego Stowarzyszenia Patriae Fidelis, która przeczytała życiorys zmarłego. Potem położyła na trumnie dla Romana rozkwitłe pąki białych i czerwonych róż.
Za nią głos zabrał Pan Konsul Generalny RP z Manchester. — W swojej przemowie mówił o Rodziewiczu, jako podpułkowniku, który pośmiertnie został awansowany.
— (Po bitwie pod Huciskiem został awansowany do stopnia wachmistrza kawalerii, przy okazji 100 urodzin awansowany do rangi majora, pośmiertnie awansowany do stopnia ppłk WP).
Pan Konsul pięknie ujął w słowa prawdę o ostatnim Hubalczyku, któremu należy oddać hołd, jako niezwykłej osobie. Powiedział, że:
„Widać dobitnie z perspektywy dzisiejszego dnia, że ofiarę w walce o wolność ojczyzny ppłk Rodziewicz wypełnił w sposób mężny i pełny.”
Dodał iż
„Pamięć o ppłk Romualdzie Rodziewiczu będzie trwała. Historia jego życia była i będzie natchnieniem dla wielu pisarzy, historyków.
O jego losach będą uczyły się kolejne pokolenia obywateli Rzeczypospolitej.
Będziemy pamiętali o darze jego życia tutaj w Północnej Anglii oraz w Polsce, gdzie tradycja Hubalczyków jest niezwykle pielęgnowana.”
Pan Konsul swą mowę zakończył cytując 30 Psalm Dawidowy z Pisma Św.
„…Panie wyprowadziłeś mnie z krainy umarłych i przywróciłeś do życia spośród schodzących do grobu.”
W pewnym momencie przybył także syn Hubalczyka – Leon, który został powitany głośno przez księdza Jana. Uroczystości Mszy pogrzebowej zaczęły dobiegać końca.
Przy końcu ceremonii zaśpiewano pieśń
— „Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie, uniesie z ziemi ku wyżynom nieba.”
Ostatni raz nastąpiła zmiana warty, po czym plut.(r) Kwiatecki zaczął składać flagę narodową z zamiarem wręczenia jej rodzinie Hubalczyka.
Ruszył z kościoła kondukt żałobny w uroczystej asyście żołnierzy rezerwy .



Ostatnia posługa dobiegała końca.
Przed Romanem ostatnim Hubalczykiem ostatnia droga. — Niestety ciało Romana nie spocznie w ziemi, ale ulegnie spopieleniu.
Taka była wola rodziny i wola Romana zawarta w jego testamencie. Ostatnia droga wiedzie do krematorium w Huddersfield, a my pokornie podążamy w autobusie za czarną limuzyną wiozącą ciało naszego bohatera narodowego — Niezłomnego Hubalczyka.
Biją się we mnie myśli…
Kiedy 2 sierpnia 2014 r. pojechałam do Domu „Jasna Góra”, by odwiedzić Romana Hubalczyka, podczas naszej rozmowy zadałam mu pytanie, które mieszało me uczucia, ale zadałam je…

— „ Czy może mi Pan powiedzieć co Pan pamięta z Auschwitz?
A Roman odrzekł krótko: — Wolałbym nie pamiętać…”
Pomimo, że Roman Hubalczyk podczas pobytu w obozach koncentracyjnych napatrzył się na krematoria a jego nozdrza drażnił ciężki tłusty dym z pieca i finał jego życia nie dobiegł tam za drutami koncentracyjnymi a jego życie nie wyszło kominem krematoryjnym
– dziś, jak na ironię jedziemy do krematorium, by tam zakończyła się ziemska wędrówka Romana ostatniego Hubalczyka.
Musimy się spieszyć, by zdążyć na godz. 15:15.
Zatem wjechaliśmy na duży teren należący do krematorium. Naokoło jakieś sztuczne wzgórza czy kopczyki, na których rośnie trawa i kwiaty. Autobus zaparkował w zatoczce parkingu a limuzyna z trumną Romana już czekała.
Tutaj tylko kilkanaście kroków dzieli od kaplicy krematorium i specjalnie wydzielonej wnęki przystosowanej do postawienia trumny na wysokim drewnianym katafalku.
— Jest to ostateczny punkt na mapie życia Romana, do którego dotarł aż tak daleko, żyjąc prawie 102 lata.
Pewnie jako młody żołnierz majora „Hubala” — nigdy nie myślał o takim zakończeniu swej drogi życiowej, którą w rezultacie obrał on i jego rodzina.
Żołnierze posłusznie wzięli trumnę na ramiona i po wojskowemu pomaszerowali, mijając drzwi kaplicy krematoryjnej.



Trumnę zostawiono we wnęce na katafalku. Portret Romana był na podłodze oparty o katafalk. Rozpoczęło się ostateczne pożegnanie.
Kiedy syn Romana – Leon przemawiał z mównicy – płakał. Mówił o kochającym ojcu, a my dusiliśmy łzy i połykaliśmy je.
Ksiądz Jan w szerokim geście błogosławił ręką doczesne szczątki zmarłego.
Nagle purpurowa kurtyna zaczęła się szybko i nieodwołalnie zasuwać, pochłaniając za sobą trumnę i szczelnie kryjąc do niej dostęp.
W ścianie za trumną wcześniej zauważyłam drzwiczki, przez które będzie wsunięta trumna, a potem spuszczona w dół i tam wszystko się dokona.



Na ścianie widniał napis po angielsku Emergency Exit i tym wyjściem bezpieczeństwa, my żyjący przechodziliśmy przez drzwi.
Szliśmy szklanym korytarzem do oszklonego pokoju, gdzie składaliśmy dzieciom Romana szczere kondolencje.
Stałam w kolejce.
Kiedy się w końcu „dobiłam” – nic nie mogłam wypowiedzieć. Tylko patrzyliśmy na siebie i w zrozumieniu objęliśmy się. — Byłam ostatnia, więc ponaglano nas do wyjścia, gdyż autobus już zapuścił silnik i czekał, aby ruszyć.
Kiedy jechaliśmy do Sali Parafialnej przynależnej do polskiego kościoła, zamyśliłam się patrząc wstecz.
— Myślałam o tym, że w tyle już zostawiliśmy wielkiego Hubalczyka. Doszłam do wniosku, że często mamy wpływ na swoje przeznaczenie. Przy końcu życia dopiero to daje się zauważyć, a na pewno widzą to inni patrząc na nas z perspektywy dystansu.
O godz. 16:00 zaplanowano spotkanie wspomnieniowe.
W Sali Parafialnej czekał na nas olbrzymi stół suto zastawiony wyśmienitym jedzeniem.
— Przy stole rozmawialiśmy o ostatnim Hubalczyku, zaśpiewaliśmy na głosy pieśń „Hubalczycy, ” czyli „ My, partyzanci majora „Hubala.” — Była to pierwsza pieśń partyzancka w okupowanej Polsce.
Spytałam Pana Konsula, gdzie spoczną prochy Romualda „Romana” Rodziewicza. Pan Konsul powiedział, że zrobi wszystko co w jego mocy, aby były pochowane na Wojskowym Cmentarzu na Powązkach w Warszawie.
Teraz tylko kwestia czasu i zebrania dokumentacji, ponieważ Konsulat RP w Manchester jest w kontakcie z Urzędem ministra Jana Ciechanowskiego, szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.
— Wiadomo mi było również, że miał przyjechać na pogrzeb reprezentant ministra Ciechanowskiego – ppłk Artur Frączek, — ale z powodu problemów logistycznych, nie mógł dotrzeć do Północnej Anglii.
Na sam koniec — już tylko słowa przysięgi, jaką mieli składać Hubalczycy.
„Przysięgam Bogu być wiernymOjczyźnie mojej Rzeczypospolitej PolskiejStać na straży honoru żołnierza polskiego Za sprawy Ojczyzny mej walczyć do ostatniego tchuI tak postępować, abym mógł żyć i umieraćJak prawy żołnierz polski.” ———————————–
Cześć Jego pamięci!
Konsultacja pod względem ceremoniału wojskowego – plut.(r) Przemysław Kwiatecki
Huddersfield, 6 listopada 2014
Tekst i zdjęcia Xenia Jacoby, Patriae Fidelis
Opr. emjot
____________________________
Zamiast komentarza…. emjot:
— Czy państwa polskiego nie stać na sprowadzenie trumny ze Szczątkami swojego Bohatera z honorami do Ojczyzny?
— Na mundur na ostatnią drogę dla Polskiego Żołnierza?… — Więźnia Auschwitz…?

Zobacz:
24 października 2014 r. — zmarł Ostatni Hubalczyk — Romuald „Roman” Rodziewicz
http://forumemjot.wordpress.com/2014/10 ... odziewicz/

Obrazek


Historia „Szańca Majora Hubala” w Anielinie koło Opoczna
http://forumemjot.wordpress.com/2014/10 ... o-opoczna/


W czerwcu 1945 roku, do anielińskiego lasu, — miejsca ostatniej bitwy Hubalczyków z Niemcami, — przybyło kilku z nich, z byłym adiutantem majora Hubala Henrykiem Ossowskim na czele.



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 27 lis 2014, 14:19 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7534
Lokalizacja: Podlasie
Zmarł Stanisław Mikulski.
Media nie mówią wszystkiego o „Stawce większej niż życie”


Obrazek

Stanisław Mikulski zmarł 27 listopada nad ranem. Był niewątpliwie znakomitym aktorem. Wspominające go media zaczęły jednak przypominać głównie jego rolę Hansa Klossa w serialu „Stawka większa niż życie”.

Popularność Mikulski zaczął zdobywać już rolą w filmie „Kanał” Andrzeja Wajdy. Ale sławę zapewniła mu – także obecnie – często emitowana w licznych telewizjach „Stawka większa niż życie”. Fragmenty tego serialu publikują też telewizje, wspominając Mikulskiego.

Serial ten – jak zresztą przeważająca większość wychodząca z rąk PRL-owskich twórców – zakłamywał historię Polski i głosił komunistyczną propagandę. Główny bohater filmu, Hans Kloss był bowiem współpracownikiem sowieckich służb, zainstalowanym w niemieckiej armii. Rosja była tam przedstawiona jako przyjaciel Polski, walcząca wraz z nią z nazistowskim agresorem.

ged

http://www.pch24.pl/zmarl-stanislaw-mik ... 391,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 05 gru 2014, 09:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31051
Pogrzeb matki trędowatych

MB, KAI, PAP

– To był, jak wielu uważa, człowiek święty, wrażliwy na Pana Boga, żyjący Eucharystią – mówił podczas uroczystości pogrzebowych śp. Wandy Błeńskiej ks. abp Stanisław Gądecki.

– Z Eucharystii, z modlitwy czerpała swoją siłę i moc, twierdząc, że nikt z nas nie żyje tylko dla siebie – podkreślił podczas Mszy św. pogrzebowej w katedrze poznańskiej ks. abp Gądecki.

W homilii ks. abp Henryk Hoser mówił, że dr Błeńska jest „niedościgłym wzorem doskonałości chrześcijańskiej”. – Nie żyła dla siebie. Ona żyła całą sobą dla innych – podkreślił. Przypomniał o jej poświęceniu, z jakim zaangażowała się w pomoc osobom chorym na trąd, choroby, która wyrzucała na margines. Zwrócił uwagę na delikatność i szacunek, z jakimi dr Błeńska podchodziła do chorych, z którymi porozumiewała się dzięki znajomości ich plemiennego języka.

Wanda Błeńska ma bardzo silne rysy chrystologiczne. – Ona szła śladami swojego Mistrza, w którego wierzyła i który ją prowadził. Ona była dobrym samarytaninem. Szła, lecząc chorych, kalekich, ślepców, paralityków, gnębionych przez rozmaite choroby – nawet opętanych – powiedział ks. abp Hoser. Widziała godność w każdym człowieku. – Mówiła: „Chory nie może widzieć, że się go boimy – to za bardzo boli. Brałam rękawiczki, gdy były jakieś zabiegi czy otwarte rany, ale nie chodziło o moje bezpieczeństwo, ale bezpieczeństwo chorego” – przypomniał słowa lekarki ks. abp Hoser. Jak ocenił, obecnie w kontaktach ze służbą zdrowia widzi się często postawę odwrotną. – To leczących się chroni, a nie chroni dostatecznie chorego – zauważył.

W pogrzebie dr Wandy Błeńskiej wzięły udział rzesze Wielkopolan, przedstawiciele środowisk lekarskich i misyjnych z całego kraju, uczniowie szkół i harcerze. Nad grobem misjonarki żołnierze Wojska Polskiego z Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu oddali salwę honorową.

Wanda Błeńska, lekarka i misjonarka, która przez 43 lata leczyła trędowatych w Ugandzie, zmarła 27 listopada w Poznaniu w wieku 103 lat. Trumnę z ciałem śp. Wandy Błeńskiej złożono 3 grudnia na cmentarzu poznańskiej parafii Dobrego Pasterza, tak jak życzyła sobie tego zmarła.

http://www.naszdziennik.pl/wp/116933,po ... atych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 05 gru 2014, 17:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/12/04 ... rz-switon/

Zmarł Kazimierz Świtoń
Posted by Marucha w dniu 2014-12-04 (czwartek)

https://www.youtube.com/watch?v=2rpYk_veLz8

Mirosław Chandrała

Pokój Jego duszy.
Admin




http://xportal.pl/?p=17779

Polska: Zmarł Kazimierz Świtoń
on 5 grudnia 2014 16:52 / 2 komentarze

4 grudnia w szpitalu w Katowicach w wieku 83 lat zmarł Kazimierz Świtoń, znany anty-establishmentowy działacz polityczny okresu PRL i Republiki Okrągłego Stołu.
Zmarły należał w młodości do prorządowego Stronnictwa Demokratycznego, skąd usunięto go w 1977 r. W tym samym roku zaangażował się w działalność świeżo założonego Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, powstałego w opozycji zarówno do rządu, jak i do KOR zdominowanego przez niedawnych „eurokomunistów”, a przyszłą „lewicę laicką”. Stefan Kisielewski w październiku 1977 r. charakteryzował ROPCiO następująco: „Jest to organizacja bardziej nacjonalistyczna, hurrapatriotyczna, niektórzy podejrzewają, że o nalocie z lekka moczarowskim (…).” Świtoń budował struktury ROPCiO wespół z takimi postaciami, jak sanacyjny dowódca wojskowy gen. bryg. Mieczysław Boruta-Spiechowicz (1894-1985) czy przedwojenny teoretyk i propagator katolickiego korporacjonizmu, znany z wrogości do „liberalnej żydokomuny” Stefan Kaczorowski (1899-1988).
W późniejszym okresie Świtoń był współzałożycielem Wolnych Związków Zawodowych oraz sekretarzem Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność”. Za swoją działalność płacił aresztowaniami, pobiciem przez milicję, a także internowaniem podczas stanu wojennego.
W 1989 r. Świtoń wszedł do władz nowopowstałego Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy, w których zasiadali również prorządowi działacze katoliccy z okresu PRL (Ryszard Bender, Janusz Zabłocki) oraz przedwojenny mocarstwowiec i powojenny chrześcijański socjalista Kazimierz Studentowicz (1903-1992). W latach 1991-1992 był posłem na Sejm. W 1998 r. zasłynął obroną krzyża umieszczonego na żwirowisku obozu w Oświęcimiu dla upamiętnienia wizyty św. Jana Pawła II. Protestując przeciw zamiarom usunięcia krzyża, którego domagały się organizacje żydowskie, założył strajk głodowy. Uruchomił też akcję stawiania nowych krzyży na żwirowisku, skąd w 1999 r. siłą usunęła go policja. W styczniu 2000 r. Sąd Rejonowy w Oświęcimiu skazał Świtonia na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata za znieważenie niższej izby parlamentu mianem „sejmu zdrady narodowej” oraz za „nawoływanie do waśni narodowościowych”. Zarówno proces, jak i uzasadnienie wyroku zostały utajnione, co sąd uzasadniał „możliwością wywołania niepokojów społecznych treścią zeznań ujawnionych na rozprawach”.
W 2005 r. Kazimierz Świtoń startował w wyborach do Sejmu z listy Polskiej Partii Narodowej, zaś w 2010 r. w wyborach do śląskiego sejmiku wojewódzkiego z listy Narodowego Odrodzenia Polski, w obu wypadkach bez powodzenia.
(Na podstawie solidarnosc.org.pl i rp.pl opracował A.D.)





http://toyah1.blogspot.com/2014/12/kazi ... epoki.html

Kazimierz Świtoń, czyli koniec epoki
piątek, 5 grudnia 2014

Pewnie każdemu z nas zdarzyło się choćby raz w życiu coś takiego, że ktoś nas zapytał, czy skoro mieszkamy w Łodzi, Szczecinie, Lublinie, Białej Podlaskiej, czy w Katowicach, zdarzyło nam się spotkać kogoś, kto mieszka w naszym mieście, a jest osobą znana i powszechnie rozpoznawaną. Z pewnością mamy tego rodzaju wspomnienia, ale również najprawdopodobniej, takie pytania traktowaliśmy, jako bardzo naiwne, no bo w końcu naprawdę niewiele trzeba, by akurat te osoby, które gdzieś tam coś znaczą, w swoich wędrówkach przez miasto nigdy nie skrzyżowali swoich kroków z naszymi. Ja oczywiście miałem okazję raz minąć na ulicy muzyka Rojka, dwa razy Jerzego Połomskiego, wiele razy zmarłego już Alfreda Szklarskiego, czy też zmarłego niedawno Wojciecha Kilara, natomiast już na przykład nigdy nie trafiłem (poza okazją szczególną, a te się, jak wiemy, nie liczą) na Kazimierza Kutza, pisarza Kuczoka, kompozytora Góreckiego, czy takiego ewidentnego katowiczanina, jak Edward Gierek. Podejrzewam zresztą, że słynnych mieszkańców Katowic, których nigdy w życiu nie spotkałem jest znacznie więcej, niż tych, co kiedyś tam minęli mnie na ulicy.
I oto dziś dowiadujemy się, że zmarł Kazimierz Świtoń, a ja od razu spieszę poinformować, że Świtonia nie dość, że w swoim życiu wielokrotnie spotykałem, to w dodatku byliśmy znajomymi, on wiedział, kim ja jestem, i to chyba od zawsze. Przede wszystkim moim kolegą w podstawówce był jego syn Rysiek Świtoń, z którym do dziś się lubimy i za każdym razem serdecznie pozdrawiamy. Poza tym, o czym może nie wszyscy już wiedzą, w latach 70-tych Kazimierz Świtoń był bardzo znanym i cenionym mechanikiem telewizyjnym, i było tak, że jeśli komuś zepsuł się telewizor, a chciał, żeby ktoś go skutecznie i w miarę tanio naprawił, walił jak w dym do Świtonia. Dodatkowo jeszcze wiadomo było, że jeśli to Świtoń przychodził do telewizora, to można było swobodnie i bardzo treściwie, no i bez obaw, że Świtoń na nas doniesie na milicję, popluć sobie na komunę, ruskich, Gierka i diabli wiedzą, kogo tam jeszcze.
Miał Świtoń za PRL-u życie ciężkie, głównie oczywiście przez tę swoją nienawiść do komuny, której ani nie ukrywał, ani nie starał się tonować. A zatem, był i wielokrotnie aresztowany, bity, dręczony, no i szykanowany, wraz z całą liczną rodziną, na dziesiątki różnych sposobów, no a przez to, że ostatecznie to on, a nie kto inny, stał się symbolem oporu tu w Katowicach, kiedy wprowadzono nam tę niby-demokrację, Świtoń został posłem i stał się już znany na całą Polskę. Nikt go nie promował, nikt nim nie manipulował, nikt go nigdzie nie musiał przywozić w teczce. Świtoń był zawsze kimś tak samodzielnym, że miejsce, jakie zajmował w historii antykomunistycznego oporu nie podlegało nigdy dyskusji, a gdy chodzi o Katowice, tak naprawdę był tylko on.
Przez wiele lat od roku 1990 spotykałem Kazimierza Świtonia przy różnych okazjach, najczęściej zupełnie przypadkowo, i zawsze się uprzejmie witaliśmy, rozmawialiśmy o polityce i rozchodziliśmy w zgodzie. Wszystko skończyło się pewnego dnia, już parę lat po słynnej aferze z krzyżami w Auschwitz, kiedy Świtoń zradykalizował się tak bardzo, że musiał uznać mnie zwyczajnie albo za Żyda, albo żydowskiego pachołka. Okazja ku temu nadarzyła się najlepsza, kiedy to z okazji jego 75 urodzin, w naszym garnizonowym kościele odbyła się msza, w której obok Świtonia udział wziął sam słynny Leszek Bubel plus cała grupa jakiś młodych żydożerców, doszło do ciężkiej awantury, w której ja oczywiście wziąłem stronę księdza proboszcza, a Świtoń się na mnie ostatecznie obraził, i to obraził śmiertelnie. Od tego czasu, czyli od dnia, kiedy mi zakomunikował, że się na mnie zawiódł (dokładnie tak), a było to, jak łatwo sobie możemy dziś policzyć, jakieś osiem lat temu, nie zamieniliśmy już ze sobą ani słowa. Widywaliśmy się stosunkowo często – on mieszkał o rzut beretem – ja mu zawsze grzecznie się kłaniałem, on jednak już na te moje gesty nie reagował. Patrzył na mnie zimnym wzrokiem i nie mówił słowa. Nigdy.
Ostatni raz go widziałem parę miesięcy temu przy którejś z okazji, kiedy to paliliśmy świeczki pod umieszczoną na murze katowickiego więzienia tablicą upamiętniającą pomordowanych przez komunistów polskich patriotów. Staliśmy parę kroków od siebie, ja jak zwykle powiedziałem mu „Dzień dobry”, ale on nawet na mnie nie spojrzał.
Dziś Kazimierz Świtoń, wielki polski bohater, polski patriota i dobry człowiek, nie żyje. A Polska ani nic od niego nie chce, ani nie ma mu nic do zaoferowania. A ja postanowiłem zamieścić to wspomnienie mimo, że najprawdopodobniej, gdyby on mógł, to by wyrwał mi ten laptop spod palców i wypieprzył przez okno. Ale co mi tam? Umarł wielki Polak i nie widzę powodu, bym miał udawać, że tego nie zauważyłem tylko dlatego, że ta walka doprowadziła go w końcu do miejsca, gdzie musiał uznać, że ja jestem zdrajcą.
Niech spoczywa w pokoju i niech Dobry Pan przyjmie go do Swojego Królestwa.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 162 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 ... 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /