Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 157 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Odeszli...
PostNapisane: 30 paź 2010, 14:19 
Offline
Redaktor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2009, 19:11
Posty: 808
Zmarł Ludwik Jerzy Kern - polski pisarz, poeta, satyryk, tłumacz, autor kilkudziesięciu książek dla dzieci m.in. "Ferdynanda Wspaniałego". Przez wiele lat był dziennikarzem i redaktorem krakowskiego "Przekroju". Miał 90 lat.

Ludwik Jerzy Kern zmarł w Krakowie w szpitalu po długiej i ciężkiej chorobie - poinformowała PAP żona pisarza Marta Stebnicka.

Ludwik Jerzy Kern - urodził się 29 grudnia 1920 r. w Łodzi na ul. Piotrkowskiej. - Dwieście metrów ode mnie urodził się Tuwim, a kolejne dwieście metrów w drugą stronę - Artur Rubinstein - wspomina

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 02 lis 2010, 13:42 
Offline
Redaktor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2009, 19:11
Posty: 808
Do dziś nie wiadomo, dlaczego i jak zginął. Niektórzy mówią o nieszczęśliwym wypadku, inni - o morderstwie politycznym. W tym roku mija 30. rocznica śmierci Jerzego Zielińskiego, jednej z legend życia artystycznego lat 60. i 70. w Warszawie.
W oficjalnej wersji prokuratura mówiła o samobójstwie. Ale ani w to ani w nieszczęśliwy wypadek rodzina malarza nie wierzy. - To był mord. Ale kto? Nie wiadomo - mówi Marian Zieliński.

I dodaje, że jego brat "wiecznie był na bakier z władzą ludową i milicją", co wyrażało się nie tylko w jego obrazach, ale też zachowaniu - w knajpach i na ulicy. - Nie krył się ze swoimi poglądami - podkreśla brat Jurrego.

Wiesława Zielińska-Janiak, żona malarza nic nie wie jednak o tym, czy jej mężowi grożono. - Tylko na kilku wystawach obrazy były odwrócone do ściany przez cenzurę - wspomina.

Jednak Marta Tarabuła, kuratorka wystawy Jurrego oraz współautorka pierwszej monografii malarza, która dotarła do teczki artysty założonej przez władze PRL, nie ma wątpliwości, że był on inwigilowany. - Próbowano go skaptować jako tajnego współpracownika, ale nic z tego nie wyszło - mówi.

Do dziś wersji śmierci malarza jest kilka, nie wiadomo, która prawdziwa. Po artyście zostały jednak obrazy i wspomnienia o czułym buntowniku. - Bardzo ładny mężczyzna, podobał się. Miły, ujmujący i czarujący. Taki bardziej zawadiacki Tom Cruise - mówi Tarabuła.

- Był wrażliwy, uczuciowy, dobry i bardzo uśmiechnięty. Lubił ludzi - dodaje żona malarza.

Zieliński urodził się w 1943 r. w Kazimierzowie w Kieleckiem, zmarł w 1980 w Warszawie.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 02 lip 2011, 00:31 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
24 czerwca 2011r. zmarł prof. Aleksander Ożarowski

Obrazek


95-letni doc. dr hab. Aleksander Ożarowski należy do najwybitniejszych na świecie znawców i badaczy leczniczego działania roślin. Jest twórcą dziewięciu patentów oraz 21 dokumentacji technologicznych do produkcji nowych leków, a także autorem kilkunastu książek poświęconych leczniczym właściwościom roślin, w tym kilkakrotnie wydawanego i wznawianego Ziołolecznictwa – Poradnika dla lekarzy. Działalności tej poświęcił kilkadziesiąt lat swojego pracowitego życia, a propagowanej przez niego niestrudzenie fitoterapii zawdzięczają powrót do zdrowia dziesiątki tysięcy ludzi. Efekty pracy naukowej i popularyzatorskiej na tym polu doc. dr. hab. Aleksandra Ożarowskiego okazują się wręcz niewyobrażalne i nie jest w stanie ich oddać żadna, nawet najbardziej prestiżowa nagroda.

Jednocześnie był on człowiekiem szlachetnym i głęboko zaangażowanym w misję, która przypadła mu w udziale. Właśnie dlatego cieszy się tak wielkim szacunkiem nie tylko w kręgach medycyny akademickiej i wśród farmaceutów, lecz również w środowisku naturalnych terapeutów, spośród których wielu w swojej pracy dla dobra chorych posługuje się jego wskazówkami i zaleceniami.

Wiadomość ze strony http://www.aloetech.pl/?go=porady&category=546&id=977

SPŁACAM DŁUG

Z doc. dr hab. Aleksandrem Ożarowskim - laureatem Nagrody Honorowej Nieznanego Świata za 2009 r. rozmawiają Anna Ostrzycka, Marek Rymuszko i Anna Grabska-Walczuk

Powiem szczerze, że za temat zabierałem się od bardzo dawna, ale dopiero artykuł z grudniowego numeru 'Nieznanego Świata' w poważniejszy sposób mnie do tego zmobilizował, a to z racji Honorowej Nagrody "Nieznanego Świata" za 2009 r. przyznanej doc. dr. hab. Aleksandrowi Ożarowskiemu, nestorowi naukowego podejścia do ziołolecznictwa Polsce.
Mam nadzieję, że wywiad z laureatem zamieszczony poniżej zainspiruje wiele osób, bo postać to nietuzinkowa i nie uwikłana w zależności.

doc. dr hab. Aleksander Ożarowski
- ur. 16 stycznia 1916 r. w Proskurowie (obecnie Chmielnicki) na Ukrainie, w rodzinie ziemiańskiej herbu Rawicz.
Jego pradziadek, Michał Ożarowski - hetman koronny zginął w powstaniu listopadowym.

Aleksander w latach 1936-1939 odbywał studia na Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Wskutek wybuchu wojny musiał je przerwać i ostatecznie ukończył w latach 1945- 1948 na Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Łódzkiego. W 1951 r. uzyskał na tej uczelni stopień doktora, a 22 lata później (1973 r.) tytuł doktora habilitowanego chemii farmaceutycznej.
Uczestnik kampanii wrześniowej (dowodził kompanią w walkach obronnych w Modlinie i Warszawie we wrześniu 1939 r.), oficer Armii Krajowej i żołnierz Powstania Warszawskiego odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
W 1946 r. przeszedł w armii w stan spoczynku ze stopniem wojskowym: major.

Długoletni pracownik naukowy oraz wykładowca wielu instytucji i uczelni, również zagranicą.
Od 1985 r. na emeryturze. Wiceprezes i członek honorowy Polskiego Komitetu Zielarskiego, Prezes Honorowy Polskiego Towarzystwa Terapii Chelatowej. Prezes Honorowy Fundacji Antynowotworowej AMST i członek honorowy Polskiej Rady Leku Roślinnego.

Autor kilkuset artykułów oraz opracowań poświęconych leczniczemu działaniu roślin.
Najważniejsze książki: Vademecum Fitoterapii (Zrzeszenie Przemysłu Zielarskiego, trzy wydania w latach 1955-1959),
Farmakodynamika Surowców Roślinnych, (Przemysł Lekarski i Spożywczy, 1960),
Ziołolecznictwo - Poradnik dla Lekarzy, (PZWL, cztery wydania w latach 1976- 1982),
Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie (Instytut Wydawniczy, dwa wydania 1987 i 1988),
Leksykon Roślin Leczniczych (Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, 1990).

Jest także współautorem 14 innych książek (ich ogólny nakład wyniósł 763.000 egzemplarzy).

. Panie Profesorze, przede wszystkim proszę przyjąć serdeczne gratulacje z powodu przyznania Nagrody "Nieznanego Świata " jak równie pozwolić nam wyrazić radość z możności odbycia z Panem z tej okazji osobistej rozmowy.
- Jestem głęboko poruszony uhonorowaniem mnie przez tak znaczące czasopismo. Chcę jednak sprostować, że nie mam tytułu profesora, lecz docenta doktora habilitowanego nauk farmaceutycznych.
. Dobrze o tym wiemy niemniej nieprzypadkowo wszyscy zwracają się do Pana w taki właśnie sposób. Panu nie wypada tego powiedzieć, my natomiast mamy prawo stwierdzić, że ca4"m swoim dorobkiem badawczym i naukowym dawno zapracował Pan na tytuł profesora, a jedyną przyczyną lego, że tak się nie stało, jest - jak można domniemywać - fakt, iż obiektem swojego zainteresowania uczynił Pan właśnie lecznicze właściwości roślin, co nie wszystkim się podoba. Niektórzy woleliby, żeby Pan zajął się farmaceutykami w ścisłym znaczeniu tego słowa (czytaj: chemią syntetyczna). Wówczas wszelkie zaszczyty znalazłyby się w zasięgu ręki.
- Nie dbam o to. Zawsze byłem, jestem i pozostanę niezależny. Moja życiowa oraz zawodowa droga nie pozostawia co do tego wątpliwości; nigdy z niej nie zejdę.

. Tym większy nasz - i nie tylko nasz - szacunek dla Pana i Pańskich dokonań. Zacznijmy jednak od początku. Jak to się stało, że zainteresował się Pan właśnie ziołami?
- Już od dziecka kochałem przyrodę. Odwiedzałem różne piękne miejsca, często wyjeżdżałem w góry (Howerla, Worochta), wędrowałem po terenach, które są dziś poza granicami Polski. Dolina Prutu i Czeremoszu to był rodzaj małego raju na ziemi. Wraz z kolegami z gimnazjum ze Lwowa często organizowaliśmy wspólne piesze wycieczki w te rejony.
Tak naprawdę jednak przełomem okazało się moje spotkanie z Janem Muszyńskim - profesorem farmakognozji oraz dziekanem Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Łódzkiego. Kiedy przekonał się, że ciężko pracuję, by nadrobić przerwane - wskutek udziału w walkach na froncie i działalnością w Armii Krajowej - lata studiów, pomógł mi w dwóch sprawach.
Po pierwsze, włączono mnie do grona naukowego Uniwersytetu Łódzkiego w okresie, kiedy profesor Kotarbiński organizował na tej uczelni wydział farmaceutyczny. Najpierw byłem tzw. studentem asystentem wolontariuszem, po pół roku awansowałem na starszego asystenta, a po niedługim czasie zostałem mianowany adiunktem.

W tym okresie profesor Muszyński wystąpił z propozycją stworzenia w jednej z łódzkich dzielnic ośrodka rekreacyjnego "Zdrowie". Gdy otrzymał na to zgodę władz, wydzielił tam część nazwaną ogrodem pokazowym roślin leczniczych, podobnym do tego, jaki dziś znajduje się w Ciechanowcu. Pełniłem wtedy rolę asystenta profesora, który oprowadzał po ośrodku wycieczki szkolne i studenckie. Kończąc studia zostałem również zatrudniony w Zarządzie Miejskim w Łodzi; pracowałem jako kierownik laboratorium, w którym przygotowywano wyciągi roślinne dla szpitali. W całe to przedsięwzięcie byłem mocno zaangażowany, mogłem obserwować, jak te rośliny dojrzewają. Z czasem zaś profesor Muszyński zezwolił mi na samodzielne prowadzenie grup. Od tego wszystko się zaczęło.

W międzyczasie otrzymaliśmy od Amerykanów glukozę (umieszczoną w wojskowych pojemnikach), która okazała się bardzo potrzebna. W tym celu powstała specjalna "ampułczarnia" z potężnymi fiolkami, w której wiele osób pracowało przy palnikach, tworząc wyjałowione roztwory.

Chcę dodać, że profesor Muszyński pełnił funkcję doradcy naukowego w słynnej warszawskiej firmie "Gobiec", gdzie przygotowywano roślinne wyciągi płynne (proszę nie mylić ich z mieszankami ziołowymi, których było wówczas wszędzie pełno na rynku). Stanowiło to w tamtym czasie wielką nowość, a ja miałem w tym wszystkim swój udział. Nie tylko doradzałem, lecz również pracowałem w laboratorium nad analizami.


. Po wojnie dotkliwie brakowało leków, tzw. syntetyków. Kiedy rozpoczęła się ich produkcyjna eksplozja i jak ten proces się rozwijał?

-W latach 60. chemicy-syntetycy zaczęli intensywnie pracować nad nowymi lekami. Prekursorami w tej dziedzinie okazali się specjaliści niemieccy, którzy przygotowywali wówczas farmaceutyki dla szpitali i ogromnej rzeszy inwalidów wojennych. Można powiedzieć, że dysponowali dużym doświadczeniem, jeśli chodzi o syntezy. Te "pobory" zostały rozwinięte najpierw na modelach roślinnych. W międzyczasie trwało również izolowanie "modelowych" środków czynnych, z których tworzono liczne pochodne. Był to zarazem okres, kiedy leki powstawały na bazie naturalnej przyrody.
Obecnie, ze względu na znaczny rozwój znajomości fizjologii człowieka, przemysł farmaceutyczny produkuje syntetyczne związki kompletnie niezwiązane z Naturą zewnętrzną.


. Mimo szybkiego rozwoju farmakologii syntetycznej nie zrezygnował Pan ze swojej idei i pozostał przy roślinach leczniczych...
- Leki syntetyczne zostały z samej swej istoty stworzone dla człowieka.
Natomiast leki naturalne są związane z zieloną przyroda , gdzie podstawową reakcją okazuje się fotosynteza, która warunkuje życie wszystkich organizmów żywych. Chlorofil pod wpływem światła słonecznego przekształca dwutlenek węgla i wykorzystuje go do budowy organizmu roślinnego.
Przede wszystkim wytwarzana jest w ogromnych ilościach glikoza, w nocy pobierany CO2, natomiast w dzień wydzielany tlen, który w ten sposób wzbogaca powietrze.
Warto dodać, że badania bezspornie udowodniły, w jak wielkim stopniu zależymy od Natury. Mam na myśli chociażby glikozę, która jako materiał energetyczny roślin i człowieka jest wytwarzana jedynie przez świat zielony.


Nie jesteśmy tworem doskonałym, gdyż np., aby budować białka, potrzeba dwudziestu aminokwasów, lecz brakuje nam ośmiu. Uzupełniamy je spożywając białka roślinne. Sam nasz mózg wymaga dziennej dawki glukozy w ilości 120 gramów. Jeśli chodzi o tłuszcze roślinne i zwierzęce, człowiekowi niezbędne są nie tylko zwierzęce tłuszcze nasycone, lecz również roślinne tłuszcze nienasycone.

Przeciętny człowiek ma 100 trylionów komórek, z czego ok. tryliona codziennie ginie, a w ich miejsce powstają nowe. Są one otoczone błoną komórkową, którą wypełniają właśnie nienasycone kwasy tłuszczowe. Najwięcej ich, podobnie jak cholesterolu, znajduje się w mózgu, ponieważ ma on gigantyczną ilość połączeń między poszczególnymi komórkami.
Organizmy ludzkie i roślinne zawierają wiele analogicznych związków - mam na myśli m.in. enzymy trawienne, niektóre hormony, sterydy. Dlatego człowiek tak dobrze przyswaja pokarmy i leki pochodzenia roślinnego.

Wszystko, o czym mówię, świadczy o tym, że ludzie są nierozerwalnie związani ze światem przyrody.
I to właśnie sprawia, że, gdy przyjmujemy wyciągi z roślin, nasz układ immunologiczny nie traktuje ich jako składnika obcego, zewnętrznego, lecz coś własnego, naturalnego.

W wyciągach roślinnych zbadano dotychczas podstawowe związki, które są łatwo izolowane. Została jednak jeszcze ich ogromna ilość o wielkościach homeopatycznych, których dotąd nie poznaliśmy. Aby pomóc choremu, wystarczą ich nanoilości, czyli milionowe części gramów. I to właśnie stanowi wielką tajemnicę wyciągów czerpanych ze świata roślinnego.

Zarazem to nieprawda, że tylko część roślin jest "dobra", gdyż nie zawiera trucizn, a pozostałe okazują się nieużyteczne i szkodliwe. Takie twierdzenia propagują laicy, którzy nie mają pojęcia, o czym mówią. Jest rzeczą powszechnie znaną i od dawna dowiedzioną naukowo, że
o skuteczności leku roślinnego decydują bardzo małe jego ilości, które mogą być powtarzane wielokrotnie bez większych problemów. Taka zasada przyświeca m.in. homeopatii,
Zgodnie z tym, co głosił Paracelsus, to, co toksyczne w dużej ilości, w małej okazuje się dobre (czytaj: nieszkodliwe).
Przykładem mogą być tu strychnina czy kurara, które stosowane w minimalnych ilościach (ułamkach miligramów) są z punktu widzenia ludzkiego organizmu znakomitymi lekami.

Na tej prawidłowości medycyna akademicka wielce skorzystała, gdyż wyizolowane zostały właśnie takie związki, które były silnie trujące i zielarze się nimi nie posługują a podawanie ich w odpowiedniej dawce pozostaje tylko w gestii lekarzy. Można powiedzieć, że świat roślinny oddał te składniki medycynie konwencjonalnej.

Chemicy stworzyli szereg związków syntetycznych - pochodnych w stosunku do roślinnych - i one oczywiście działają.
Wielkim nieporozumieniem jest natomiast twierdzenie, że mają nad tymi drugimi przewagę.

Podstawową rolę w przyjęciu takiego podejścia odgrywają kwestie finansowe. Każdego dziś można kupić, a pieniądze okazują się ważniejsze, niż ludzkie zdrowie. Na rynku pojawiły się wielkie międzynarodowe koncerny farmaceutyczne, prawdziwe giganty, które mają swoje wytwórnie niemal we wszystkich państwach. Dysponują one ogromnymi możliwościami przekonywania odbiorców o zaletach produkowanych przez siebie leków i słuszności kreowanych założeń, przy czym swoimi wpływami obejmują praktycznie cały Zachód, a więc Europę, Amerykę Północną (USA i Kanada) oraz Australię.
Ze statystyk amerykańskich wynika, że wśród ogromnej rzeszy naukowców, których ściągnięto - i ściąga się nadal - do tego państwa z zagranicy, 45% stanowią badacze uzależnieni od przemysłu farmaceutycznego. Nieprzypadkowo też trzon tego przemysłu znajduje się w Stanach Zjednoczonych.



. Ile roślin na świecie, Pana zdaniem, posiada właściwości lecznicze?
- Około 20 tysięcy, z czego stosowanych jest zaledwie jakieś 2 tysiące. W samej Polsce rośnie ich kilkaset.

. Dlaczego więc medycyna akademicka tak często je lekceważy, podobnie jak np. witaminy?

- Powód jest prosty: ziół i witamin nie można opatentować .

Weźmy np. onkologię, która stanowi całe odrębne królestwo.

To gigantyczny przemysł medyczny, który opiera się na współdziałających z nim branżach. Sama aparatura kosztuje tu średnio milion dolarów. W ogóle obecnie na świecie panuje kult aparatury i wszelkiego rodzaju analiz.
Dzieje się tak w sytuacji, gdy dwie trzecie ludności, czyli 4,5 miliarda osób, żyjących zwłaszcza na Wschodzie i w Afryce, jest leczonych za pomocą medycyny ludowej. W Indiach np. funkcjonują 124 szkoły homeopatyczne, a w Chinach jest ponad milion lekarzy, którzy przez sześć lat uczą się tradycyjnej medycyny chińskiej, liczącej 7-8 tysięcy lat przed narodzeniem Chrystusa plus 2 milenia naszej ery.

Oni badając chorego oglądają m.in. jego język, mierzą puls, a w tradycyjnym chińskim szpitalu pacjenci leżą na łóżkach przykryci po szyje kocami, obok zaś stoi kroplówka, w której znajduje się wyciąg ziołowy przygotowany indywidualnie dla każdego z nich.


. Chodzi o rodzaj chelatacji?

- Tak. To ja zaproponowałem wprowadzenie jej do polskiej praktyki medycznej.
Powstało Polskie Towarzystwo Terapii Chelatowej, a grono lekarzy - założycieli nadało mi przez aklamację zaszczytny tytuł honorowego prezesa PTTCh.

Człowiek, żyjący w świecie, w którym woda, żywność oraz powietrze są przesycone chemią, potrzebuje oczyszczenia. Taką szansę oferuje właśnie chelatacja, która odtruwa ciało, pomagając mu w pozbyciu się szkodliwych toksyn. Cały proces polega na chelatowaniu aminokwasem syntetycznym, który jest podawany za pośrednictwem kroplówki dawkowanej w ciągu ok. 2,5 godziny (zabieg ten należy wielokrotnie powtarzać).

Ludzki organizm posiada dziewięćdziesiąt sześć tysięcy kilometrów naczyń krwionośnych, czyli niemal tyle, ile wynosi 2,5- krotny obwód kuli ziemskiej. Tworzą je przede wszystkim niewidzialne gołym okiem naczynia kapilarne, które docierają do każdej odrębnej komórki.
Zadam proste pytanie: dlaczego komar kłuje od razu człowieka w wybrane przez siebie w mgnieniu oka miejsce, a nie szuka go?
Bo on "wie", jak dostać się właśnie do naczynka włosowatego, które zbudowane jest z jednej warstwy komórek.

Ludzie w wieku 60-80 lat dzięki chelatacji nie tylko pozbywają się wielu kłopotów zdrowotnych, ale również młodnieją. Osobiście odbyłem w kilkuletnich odstępach trzy takie kuracje i ich efekty oceniam jako znakomite.
Podam też inny przykład. Ostatnio, gdy odwiedziłem klinikę doktora Zbigniewa Markiewicza na warszawskim Żoliborzu, gdzie leczy się za pomocą chelatacji, miałem możność porozmawiać ze starszą kobietą która odbyła 17 jej sesji z 20 przepisanych przez lekarza. Już po kilku poczuła się o wiele lepiej, a trzeba dodać, że uprzednio borykała się z poważnymi kłopotami zdrowotnymi, o których szczegółowo mi opowiedziała.
Np., gdy wychodziła na spacer, zawsze musiała ją "ubezpieczać" inna osoba (była prowadzona "pod rękę"). Nie korzystała też z komunikacji miejskiej, gdyż niesprawne nogi nie pozwalały na to, by wejść na schodki tramwajowe czy autobusowe. Obecnie sama odbywa piesze wędrówki, a jej sprawność zwiększyła się tak dalece, że bez problemu jeździ autobusami czy tramwajami.

Dla odmiany opowiem pewną historię szeroką opisaną w medycznej literaturze niemieckiej.

Mianowicie trzech tamtejszych znakomitych chirurgów przed 30 laty uczestniczyło w Szanghaju w operacji usunięcia ślepej kiszki (czy też pęcherzyka żółciowego - w moim wieku pamięć bywa już nieco zawodna) prowadzonej przez chińskich lekarzy.
Ich pacjentką była kobieta, której zastosowali akupunkturę, nakłuwając ciało igłami w odpowiednich miejscach.
W takiej sytuacji po pewnym czasie mózg wytwarza endorfiny, czyli swoiste związki przeciwbólowe. Wówczas możliwe okazuje się otwarcie brzucha pacjentki skalpelem bez użycia uśmierzających ból farmaceutyków. I tak właśnie stało się we wspomnianym przypadku. W trakcie całej operacji chora była przytomna i nawet rozmawiała z lekarzem o jej przebiegu. Podobnych zabiegów przeprowadza się w Chinach bardzo wiele, a rana pooperacyjna goi się wówczas szybko, gdyż tamtejsi lekarze nie stosują żadnej chemii.

Wracając zaś do chelatacji, chcę dodać jeszcze jedną istotną informację.
Zazwyczaj wykorzystuje się w niej aminokwas, gdy jednak użyje się do tego celu witaminę C, która jest dla człowieka witaminą uniwersalną, działa ona m.in. przeciwnowotworowo, Jej skuteczność jest wręcz niesamowita!

I znów odwołam się do przykładu zaczerpniętego z życia.
Mój znajomy, doktor medycyny z Gdyni miał przyjaciela, któremu w przeszłości usunięto jedną nerkę. Niestety, z biegiem lat nastąpił przerzut ogniska nowotworowego do wątroby i kręgosłupa. Kiedy medycyna konwencjonalna "rozłożyła ręce", spisując pacjenta na straty, lekarz, o jakim mówiłem, chcąc go uratować, zaproponował ordynatorowi oddziału onkologicznego, na którym leżał chory, by zaaplikowano mu za pomocą chelatacji dużą ilość witaminy C.
Niestety, ze względu na obawę przed reakcją innych lekarzy ordynator odmówił, twierdząc, że musi zachować sztywne standardy leczenia.

Nalegania i tłumaczenia, że mogłoby to chorego uratować, nic nie dały. Klamka zapadła, a po kilkunastu dniach pacjent zmarł.


. Czy po kilkudziesięciu lalach poświęconych badaniu właściwości leczniczych ziół i witamin nie jest Pan rozgoryczony faktem, że obecnie są one obiektem tak nieuczciwych i zajadłych ataków? I czy istnieje jakiś sposób, by temu zaradzić?

- Za wszystkim kryją się pieniądze, ogromne pieniądze. Jak już wspomniałem, ziół ani witamin nie da się opatentować i właśnie to stanowi przyczynę niechętnego stosunku do nich koncernów farmaceutycznych oraz znacznej części świata lekarskiego. Tu także tkwi powód zwalczania naturalnych metod terapii, które mogą chorym pomóc.

Jestem - o czym także już mówiłem - niezależnym, wolnym człowiekiem. Dlatego nigdy nie integrowałem się z żadnymi strukturami politycznymi czy farmaceutycznymi. Najważniejsze dla mnie było i pozostanie ludzkie zdrowie. Oczywiście więc martwi mnie to, co się obecnie dzieje.
Najlepszym przykładem podejścia do wspomnianych problemów jest zlikwidowanie czasopisma Wiadomości Zielarskie, z którym wiele lat byłem związany, i które miało jeszcze tradycje przedwojenne. Tytuł ten zniknął z rynku pod pretekstem nieopłacalności finansowej jego wydawania.


. W trakcie działalności badawczo-naukowej współpracował Pan z licznymi praktykami-zielarzami Jak z perspektywy lat ocenia Pan kontakty z nimi?

- Wśród tych, którzy stosowali zioła w celach leczniczych, było wiele osób duchownych, zwłaszcza zakonników. Przez pewien czas np. związałem się z łódzkimi bonifratrami, którzy kiedyś prowadzili szpital, ale później im go zabrano i prosili mnie o radę, co robić, gdyż nadal pragnęli leczyć chorych za pomocą ziół. Zaproponowałem im, żeby poprawili "bazę" i sposoby przygotowywania mieszanek ziołowych, co - jak uważałem - mogłoby w przyszłości zaowocować reaktywowaniem działalności szpitala. Ostatecznie jednak mimo mojego zaangażowania naukowego nic z tego nie wyszło.

Później współpracowałem na tym polu z franciszkanami, m.in. z ojcem Grzegorzem Sroką z Rychwałdu koło Żywca, którego poznałem przed 40 laty w Krośnie, kiedy był jeszcze młodym, początkującym księdzem. Dysponował receptami ludowymi na mieszanki ziołowe i zaproponował, żebym pomógł mu w ich udoskonaleniu i unowocześnieniu. Trwało to przez kilka lat, a nasze współdziałanie polegało na tym, że ja pracowałem nad tymi ludowymi recepturami leczniczymi, a następnie po usystematyzowaniu i modyfikacji posyłałem ojcu Sroce ich nowe "wersje". Jeszcze później współpracowaliśmy przy stworzeniu kalendarza ludowego, w którym znalazły się porady i recepty na różne schorzenia. W przedmowie napisałem, co nam daje przyroda i w jaki sposób należy podchodzić do opartej na niej medycyny naturalnej. Te kalendarze ukazywały się przez kilkanaście lat.


. Czy mógłby Pan Profesor wymienić fitoterapeutów, których uważa za szczególnie ciekawych, znaczących?
- To trudne pytanie. Ci, wywodzący się ze starej gwardii, których osobiście znałem i ceniłem, z reguły dawno już nie żyją. Własnych następców, niestety, nie mam.
Aby doświadczenie i praca poprzedników nie odeszła wraz z nimi, w latach 60. zaproponowałem m.in. zorganizowanie kursu ziołolecznictwa w Instytucie Wojskowym przy ul. Szaserów
w Warszawie. Jeden z ówczesnych lekarzy, który bardzo przychylnie odniósł się do mojej propozycji, zgodził się na udział w realizacji tego przedsięwzięcia. Kursy, na których obaj wykładaliśmy, zostały uznane przez Ministerstwo Zdrowia. a Instytut Szkolenia Zawodowego wydawał certyfikaty zielarskie. Z tamtej grupy żyje do dziś doktor Jadwiga Górnicka (którą znamy i bardzo cenimy - przyp. red. NŚ).


. Wiemy, że usilnie popiera Pan homeopatię...
Jestem z nią od zawsze za pan brat.
Wiele pisałem na ten temat i konsekwentnie homeopatię propaguję, gdyż uważam ją za przyszłość medycyny.
Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, a ludzie, którzy homeopatię wyśmiewają i atakują, nie próbując nawet zrozumieć jej założeń oraz odmawiając tej metodzie leczenia - wbrew faktom - terapeutycznej wartości, są godni pożałowania.

Medycyna akademicka, alopatyczna walczy przeważnie z objawami choroby.
Dlatego uważa się, iż 45% ludzi Zachodu jest już uzależnionych od leków syntetycznych.
Natomiast medycyna czerpiąca z Natury, w tym homeopatia, zmierza do usunięcia przyczyn choroby, często metodami "informacyjnymi". Ą to przecież informacja i informatyka zaczynają pełnić coraz ważniejszą rolę w życiu współczesnego człowieka. Wiedzą o tym doskonale światłe umysły reprezentujące różne dziedziny nauki.

A teraz powiem coś bardzo osobistego. Pewnie Państwo zapytacie, dlaczego robię to, co robię, czyli całe życie walczę w obronie medycyny naturalnej, ziołolecznictwa i ludzkiej godności. Otóż czynię tak, gdyż w ten sposób spłacam dług, jaki zaciągnąłem u Opatrzności.
W swoim życiu bowiem wielokrotnie znajdowałem się w sytuacjach, kiedy powinienem zginąć, a mimo to ocalałem, zawdzięczając swój ratunek właśnie Opatrzności. Tak było wielokrotnie podczas wojny, a także i później (profesor Ożarowski szczegółowo opowiedział nam o kilku tego rodzaju zdarzeniach, ale to już temat na odrębną publikację przyp. NŚ).
To Ona podarowała mi również, mimo zaawansowanego wieku (a mam prawie 95 lat), zdrowe ręce, nogi i nadal sprawny mózg. Wszystko to traktuję jak zaciągnięty dług, który staram się spłacać swoją pracą naukową i badawczą, licznymi książkami oraz obroną medycyny naturalnej.


. czy "zielona medycyna "jest ciągle dla chorego medycyną żywą i atrakcyjną?
- Naturalnie! Co więcej, ona jest żywa i atrakcyjna także z punktu widzenia naukowego. Trzeba tylko chcieć i umieć ją wykorzystać dla dobra chorego.

. Istnieje wiele badań potwierdzających skuteczność metod medycyny naturalnej, tyle że nie są odpowiednio nagłaśniane, a tym samym lekarze i pacjenci nie dysponują w tej mierze właściwymi informacjami. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że często właśnie o to chodzi, by takie informacje nie były upowszechniane, w efekcie czego są one nierzadko ukrywane i kwitowane stwierdzeniami o rzekomym braku skuteczności terapii naturalnych. Czy nie jest Panu z tego powodu przykro?

- Oczywiście, że jest. Czy mamy jednak załamywać ręce? Musimy bronić naszego punktu widzenia i przekonywać do niego.
Do ziół, witamin, homeopatii, chelatacji - tego wszystkiego, co czerpie z Natury i służy człowiekowi, a nie doraźnym korzyściom finansowym. Ze swej strony - z perspektywy kilkudziesięciu lat własnych badań i pracy naukowej - nie mam żadnych wątpliwości, że to właśnie medycyna naturalna stanowi klucz do ludzkiego zdrowia i będę bronił tej tezy do końca swoich dni.


. Dziękujemy za rozmowę.

http://www.aloetech.pl/?go=porady&category=546&id=977

Co ciekawe, a wręcz niewiarygodne, informację o śmierci znalazłam przypadkowo w komentarzach na stronie dr Różańskiego.
Ani media, ani internet, ani ośrodki niegdyś współpracujące z dr Ożarowskim nie podały informacji o jego odejściu z tego świata.
Czy to już zawsze takie niewdzięczne będzie społeczeństwo dla tych, którzy dla niego poświęcili swoje życie?
Może robię jakiś błąd, ale nie znalazłam nawet strony Wikipedii o tym naszym wybitnym fitoterapeucie.
A pamiętam, jak zaglądałam w początkach mojej przygody w walce z choróbskami do książki prof. Aleksandra Ożarowskiego i jak cieszyłam się, że mam takie bogate opracowanie i pomoc z Jego strony. Osobiście dziś za to dziękuję. To były moje pierwsze kroki, gdy podążałam za Jego nauką.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 26 lip 2011, 01:46 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
Janusz Gniatkowski

Nie żyje legenda polskiej piosenki!
Kobiety go uwielbiały, godzinami wpisywał autografy. U szczytu kariery dawał 300 koncertów rocznie. Janusz Gniatkowski zmarł w niedzielę w Poraju
25.07.2011

Obrazek

Mówili o nim Wielki Gniady, co było wyrazem najwyższego uznania. Dziennikarz muzyczny Marek Gaszyński pisał: "Janusz Gniatkowski ze względu na swój miękki, czarujący głos, nazywany był polskim Bingiem Crosbym". A jak śpiewaka zapamiętali najbliżsi, jego współpracownicy i fani?

* Krystyna Maciejewska, żona Janusza Gniatkowskiego: Odszedł spokojnie we własnym domu. To była naprawdę nieoczekiwana śmierć. Mimo przebytej choroby i zaawansowanego wieku był ciągle młody, pełen energii. W ostatnich tygodniach jeździł na wycieczki. Pracował też z młodzieżą, przygotowując się do kolejnego Festiwalu Piosenki Janusza Gniatkowskiego, na którym znów miał wystąpić na scenie. Był zawsze niezwykle skromny, dziwił się, że tyle osób przychodzi na jego koncerty, stoi w kolejce po autograf. Musimy teraz zrobić wszystko, żeby jego spuścizna została doceniona.

* Janusz Sołtysik, muzyk, jeździł ze śpiewakiem po Polsce z orkiestrą Estrady Śląskiej: Janusz Gniatkowski był wielką gwiazdą. Wśród męskich wykonawców tamtego czasu był numerem 1. Mimo że przecież śpiewali Fogg, Kurtycz. Muzycy z orkiestry mówili o nim „Balon”, bo w końcu lat 60. był mężczyzną okazałym, a nie dlatego, że był nadęty. Nie było w nim za grosz gwiazdorstwa. Wręcz przeciwnie: sama bezpośredniość i poczucie humoru. Z każdym od razu przechodził na ty. Autobus wożący na koncerty to najlepszy tester zachowań. „Balon” nigdy nie schodził poniżej poziomu. To były inne czasy niż dzisiaj. Nie było telewizji, kolorowych gazet. Twarze wykonawców nie były tak znane, informacje nie przepływały tak szybko, więc fanki nie wynosiły go na rękach z autobusu. Ale uznanie się czuło.

* Renata Bocian, jedna z założycielek Stowarzyszenia Apasjonata, organizującego m.in. Festiwal Piosenki Janusza Gniatkowskiego: Kiedy mama powiedziała mi, że Janusz Gniatkowski mieszka w naszym Poraju, nie wiedziałam, kto to jest. Słyszałam nie raz jego piosenki, ale nie zwracałam na nie uwagi, nie to pokolenie. Kiedy jednak napisałam o Januszu w internecie okazało się, że odzew przyszedł z całego świata. Ludzie wpominali go z miłością jako wielkiego artystę. Później przygotowaując pierwszy festiwal posłuchałam jego piosenek. I zrozumiałam tę fascynację. Co więcej, w tych piosenkach zakochały się moje dzieci, śpiewamy je razem przy różnych okazjach. Kiedy dzieciaki wystartowały w „Szansie na sukces” dla najmłodszych, wywołały zdziwienie jury: jak to, tacy młodzi i śpiewają Gniatkowskiego? Na dwóch edycjach festiwalu Gniatkowskiego widziałam, że inne nastolatki też pociąga ten repertuar, że te piosenki są znakomite do nowatorskich interpretacji. Gniatkowski żył w kolejnych pokoleniach, bo mamy wokalistek z wypiekami ustawiały się do niego po autograf. Teraz przygotowujemy trzecią edycję festwalu. Myślę, że tym bardziej powinina się odbyć.

* Karolina Rećko, lauretka I Konkursu Piosenki Janusza Gniatkowskiego w 2007 roku: Kiedy zaproponowano mi udział w tym konkursie nie bardzo wiedziałam, o jakie piosenki chodzi. Nazwisko śpiewaka było mi znane, bo babcia słuchała jego nagrań z magnetofonu. Miałam jednak 12 lat, więc ta muzyka nie bardzo mnie interesowała. Przygotowując się do festiwalu musiałam wybrać dwa utwory, więc przesłuchałam dostępne płyty. Przynam, że wybór był trudny, bo odkryłam mnóstwo pięknych piosenek. Wybrałam m.in. „Maleńka Ewo”, za którą dostałam nagrodę. Przy okazji poznałam Janusza Gniatkowskiego. To był miły, ciepły starszy pan. Gdyby nie ten festiwal nigdy bym się nie dowiedziała, ile piękna kryją utwory, które Gniatkowski wykonywał nawet 50 lat wcześniej. Na pewno warto, żeby ta muzyka nie została zapomniana i wracała również w innych wykonaniach.

Janusz Gniatkowski

Pochodził ze Lwowa, gdzie urodził się w 1928 roku. Po wojnie osiadł w Katowicach. Jego talentem zainteresował się Waldemar Kazanecki. Efekt - pierwsze nagrania w 1954 roku z katowickim zespołem Jerzego Haralda. Rok później z Nataszą Zylską i Janem Dankiem ruszył na podbój Polski, ZSRR, NRD, Czechosłowacji, Mongolii, RFN, Francji i Austrii. Potem często wyjeżdżał do Polonii w USA, Kanadzie, Australii. Był obok Mieczysława Fogga najpopularniejszym piosenkarzem lat 50. i 60. Wylansował wiele przebojów: "Apasjonata", "Bella Bella Donna", "Arrivederci Roma", "Mexicana", "Volare", "Błękitny mały kwiat", "Kobieta i mężczyzna", "Za kilka lat", "Zimowa piosenka"...

W 1967 roku zamieszkał w Częstochowie. W 1991 został potrącony przez samochód. Długo dochodził do zdrowia pod opieką żony Krystyny Maciejewskiej. W 2004 roku w Filharmonii Częstochowskiej świętował 50-lecie działalności artystycznej. Koncert zarejestrowała i emitowała TVP. W 2007 i 2008 roku odbyły się dwie edycje Festiwalu Piosenek Janusza Gniatkowskiego z udziałem samego śpiewaka. Ostatnio mieszkał w Poraju.

http://czestochowa.gazeta.pl/czestochow ... kolen.html

W 1999 roku za swoje zasługi na rzecz kultury został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W 2004 roku w Filharmonii Częstochowskiej świętował 50-lecie działalności artystycznej. We wrześniu 2007 roku odbył się I Festiwal Piosenek Janusza Gniatkowskiego. W czerwcu 2008 roku wziął udział w uroczystym koncercie z okazji swoich 80. urodzin.


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 07 gru 2011, 01:32 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
Violetta Villas

Tak wielkich głosów powinno się tylko słuchać...
nie mówiąc nic...

Jacenna











[center]Każda nutka dośpiewana od początku do końca dokładnie tak, jak była zaplanowana, wyuczona, wyćwiczona; a zarazem jej interpretacja stwarza wraz ze swobodą głosu perfekcyjne piękno.
I to właśnie świadczy o wielkości nie tylko talentu, ale przede wszystkim o artyzmie.

Wiem, że Violetta Villas już nie była aktywna, ale tak trudno pogodzić się z tym,
że tej "złamanej gałązki oliwnej" nikt nie włoży w wieniec laurowy.

To, co o kimś wiemy, to nasze domysły...one nie mają znaczenia...
liczy się tylko to, (tak też uważała Violetta...)
liczy się tylko to, co z serca naszego płynie...

Oprócz koloratur i sopranu miała w swoim głosie możliwość przerabiania go na dziecinny, podlotka, kobiecy, kokieteryjny, a także twardy jakoby męski...

Ta jej zabawa głosem a zarazem odwaga w interpretacyjności dawała jej największy atut.

Przy tym arie i idealnie dobrane tonacje były dla niej wielką przygodą.
Można powiedzieć, że jej kobieca kokieteryjność sięgała szczytu artyzmu wykazywanego właśnie w piosenkach i pieśniach.

Dlatego drugiej Violetty darmo i długo czekać.

Takie perły rodzą się raz.

Ona na pewno będzie z tego powodu szczęśliwa, że może pozostawić po sobie tyle uśmiechu na naszych ustach i ciepła w naszych myślach.
Zapewne dla niej będzie to najwyższa nagroda...

Mamy wielką możliwość jako Polacy, szczycić się takim darem jakim była Violetta,
a szczególnie tym, że brzmiał on w języku polskim.
W nim brzmiał najpiękniej.


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 18 gru 2011, 17:16 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
Vaclav Havel nie żyje

Obrazek


Zmarł Vaclav Havel, były prezydent Czechosłowacji oraz Czech, dawny dysydent, dramaturg, pisarz i reżyser. Przed dwoma miesiącami skończył 75 lat. W marcu przeszedł ciężkie zapalenie dróg oddechowych - od tamtego czasu był osłabiony.

Były prezydent zmarł w swym wiejskim domu w Hradeczku, na pogórzu karkonoskim. Jak podało czeskie radio publiczne, Havel zmarł w nocy z soboty na niedzielę, we śnie. - Były prezydent Czech, działacz antykomunistyczny Vaclav Havel zmarł w niedzielę - potwierdziła w oświadczeniu jego asystentka Sabina Tanczevova. Przy umierającym czuwała żona Dagmar i kilka zakonnic.

Na początku grudnia kancelaria Havla informowała, że były prezydent czuje się gorzej z powodu infekcji wirusowej. Był wciąż osłabiony po zapaleniu dróg oddechowych, doznanym wiosną tego roku i większość czasu spędzał w swym domu na wsi. W Pradze ostatni raz był przed tygodniem, aby spotkać się ze swym przyjacielem Dalajlamą XIV, duchowym przywódcą tybetańskich buddystów.

"Nie mogę zrobić jednej dziesiątej tego, co wcześniej"

Największy wpływ na zdrowie Havla wywarły pobyty w więzieniu, na które skazały go komunistyczne władze Czechosłowacji. Później były prezydent Czech był kilkakrotnie był hospitalizowany, a z powodu nowotworu wycięto mu kawałek prawego płuca. Skarżył się również na dolegliwości sercowe.

W ostatnich dwóch latach Havla wyczerpała praca nad filmem "Odejścia" ("Odchazeni"). Havel stopniowo zaczął odwoływać swoje spotkania i wystąpienia, znów z powodu problemów z drogami oddechowymi trafił do szpitala. W marcu wziął udział w uroczystej premierze swego filmu, jednak wtedy po raz pierwszy widziano go z laską, którą się podpierał.

Według lekarzy powrót do zdrowia się przedłużał. Od wiosny do jesieni były prezydent publicznie pojawił się zaledwie kilkakrotnie. Po raz pierwszy uznano, że zdrowie Havla jest naprawdę w złym stanie, gdy nie przybył w tym roku na swój ulubiony festiwal filmowy w Karlowych Warach. Później w wywiadzie prasowym powiedział, że "nie jest w stanie zrobić nawet jednej dziesiątej z tego, co wcześniej".

Havel do końca aktywnie bronił praw człowieka w świecie i odniedawna znów uczestniczył w różnych wydarzeniach publicznych. Havel to jedna z największych postaci najnowszej historii Czech i Czechosłowacji. Intelektualista, który najpierw piętnował, a później zdołał w swym kraju obalić komunizm, a także myśliciel, który miał odwagę stanąć na czele państwa.

Ogromnym szacunkiem Havel cieszył się zagranicą. W kraju opinie na jego temat były podzielone. W 2003 roku, gdy po 12 latach urzędowania opuścił fotel prezydenta, słowacki dziennik "Hospodarske noviny" napisał, że dla Czech Havel w świecie "był większą reklamą niż drużyna hokejowa, piwo, czy semteks".
Jego pasją był teatr

Przyszedł na świat w Pradze 5 października 1936 roku w rodzinie inteligenckiej, obecnej w biznesie. Z tego powodu po drugiej wojnie światowej komuniści, którzy przejęli władzę, uznali go za "burżuja" i utrudniali wybór szkoły. Trafił więc do pracy w laboratorium chemicznym, a szkołę średnią ukończył w trybie wieczorowym. Wkrótce po maturze debiutował jako literat. Swoje pierwsze teksty, głównie poezje, w latach 50. i 60. nieprzerwanie publikował w czasopismach literackich. Po obowiązkowej służbie w wojsku Havel zatrudnił się jako technik sceniczny w teatrach "ABC" i "Na zabradli". Już wówczas pisał sztuki teatralne; jego drugą sztukę - "Festyn" (z 1963 roku) - teatr "Na zabradli" wystawił na swych deskach.

W połowie lat 60. Vaclav Havel ożenił się z Olgą Szplichalovą. Znali się od kilku lat. Vaclav podziwiał jej urodę i pewność siebie. Łączyła ich wspólna pasja - teatr. Związek zaowocował m.in. pisanymi później z więzienia w latach 70. i 80. wieku bardzo osobistymi "Listami do Olgi" ("Dopisy Olze"). Pisarz mówił, że listy, choć nie miał pewności, czy dotrą do żony, pozwoliły mu przetrwać w celi, były jego "kotwicą" osadzoną w rzeczywistości.

W komunistycznych więzieniach spędził pięć lat

W okresie praskiej wiosny - próby demokratyzacji życia publicznego w komunistycznej Czechosłowacji z 1968 roku - Havel wystąpił z ostrą krytyką cenzury. Usunięto go za to ze Związku Pisarzy Czechosłowackich. To zmotywowało go do większego zaangażowania się w politykę: stanął na czele organizacji pisarzy niezależnych oraz ogłosił manifest, w którym wzywał komunistów do podzielenia się władzą i przywrócenia systemu wielopartyjnego.

Po wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego i zdławieniu czechosłowackiej próby reform, Havla zwolniono z pracy w teatrze, zakazano publikacji i wystawiania jego dzieł. Zaczął działalność w podziemiu, gdzie powołał wydawnictwo "Edice Expedice".

Kiedy w 1977 roku Czechosłowacja - bez żadnego rozgłosu w mediach państwowych - podpisała Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, grupa czechosłowackich myślicieli, twórców i opozycjonistów powołała Kartę 77, inicjatywę mającą na celu monitorowanie postanowień dokumentu i krytykującą władze państwowe za niedotrzymywanie podpisanych zobowiązań, łamanie praw człowieka i naruszanie swobód.

Havel - obok filozofa Jana Patoczki, pisarza Pavla Kohouta, czy dziennikarza Perta Uhla - należał do najważniejszych przedstawicieli Karty i był też jednym z jej pierwszych rzeczników. Za zaangażowanie w jej działalność spędził pięć miesięcy w areszcie śledczym i skazano go w zawieszeniu na 14 miesięcy więzienia. W sumie w komunistycznych więzieniach spędził około pięciu lat. Tam też znacząco pogorszył się stan jego zdrowia.

Prezydent załamany podziałem kraju

Gdy w 1989 roku w Czechosłowacji wybuchła aksamitna rewolucja stanął na czele antykomunistycznego Forum Obywatelskiego (OF). Wkrótce też został prezydentem, jako niekwestionowany lider opozycji antykomunistycznej. Z tego okresu wywodzi się spór Havla z Vaclavem Klausem; obie osobowości ścierały się w kwestiach koncepcji rozwoju kraju, choć łączył ich sprzeciw wobec komunizmu i totalitaryzmu. Później konflikt pogłębiał się. Najwyraźniej dawał o sobie znać w okresie podziału Czechosłowacji na dwa państwa: Havel był za utrzymaniem wspólnoty Czechów i Słowaków, Klaus - już jako premier - się jej sprzeciwiał.

Podział kraju z 1993 roku Havel głęboko przeżył i na kilka miesięcy wycofał się z życia publicznego. Wkrótce jednak wrócił na fotel prezydenta Czech, gdy parlament wybrał go na ten urząd. Drugim dotkliwym ciosem była śmierć żony Olgi w 1995 roku. Rok później drugą małżonką Havla została aktorka Dagmar Veszkrnova.

Jako prezydent skutecznie realizował cele aksamitnej rewolucji - pod hasłem "Z powrotem do Europy". W pierwszej kolejności doprowadził do wyjścia z Czech wojsk Związku Radzieckiego, a w 1999 roku wprowadził kraj do NATO. Za jego kadencji Republika Czeska uczyniła również znaczne postępy w integracji z Unią Europejską.

Kontrowersje w kraju - szczególnie wbrew opinii rządu - wzbudzało jego poparcie dla międzynarodowych interwencji zbrojnych w Kosowie oraz Iraku.

Vaclav Havel nie żyje. Zobacz jego życie na zdjęciach >>

"Wciąż wpływa na czeskie społeczeństwo"

Fotel prezydencki Vaclav Havel opuścił w 2003 roku. Wówczas powrócił do pisania, wraz z małżonką powołał fundację swego imienia i działał na rzecz obrony praw człowieka w świecie. W ubiegłym roku wyreżyserował swój pierwszy film na podstawie własnej sztuki "Odejścia" ("Odchazeni"), mówiąc, iż chce w ten sposób spełnić swe chłopięce marzenie.

Ogólny bilans prezydentury Havla wypada pozytywnie. - Jego działania w polityce zagranicznej, autorytet u zagranicznych polityków, głównie po upadku muru berlińskiego, pozwoliły na przykład na szybkie rozwiązanie Układu Warszawskiego i pomogły Europie Środkowej na wejście do NATO - twierdzi czeski politolog Milan Struna. - Ponadto w polityce krajowej jego moralna postawa, jak i historia życia, wciąż wywierają wpływ na czeskie społeczeństwo - dodaje.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... _byly.html

Ostatni prezydent Czechosłowacji i pierwszy prezydent Republiki Czeskiej. Obrońca praw człowieka i demokracji - należał do Karty 77. Jest pisarzem i autorem wielu sztuk teatralnych. Jarosław Kurski powiedział o nim: "Václav Havel to ostatni dowód na to, że człowiek z talentem literackim i wrażliwością etyczną może uprawiać politykę".

Vaclava Havla wspominają

Krystyna Krauze, dokumentalistka

Vaclava Hacla poznałam jesienią 1988 roku - jako młoda dziewczyna, byłam zafascynowana jego mądrością, spokojem i... przede wszystkim - elegancją - tak różną od mody, której hołdowali znani mi polscy dysydenci, kiedy paradowali w tych swoich powyciąganych swetrach we wzorki.

Był uprzejmy - z cierpliwością tłumaczył mi rzeczy, które dla jego pokolenia były oczywiste. Zachwycała też mnie jego codzienna nieporadność: męskimi sprawami zajmowała się w domu jego pierwsza żona, Olga. Pamiętam dzień jego urodzin w 1989 roku, w tym samym dniu Komitet Noblowski miał ogłosić, czy Havel dostanie nagrodę pokojową.

Havel chciał wkręcić żarówkę - wszedł na stół i zaczął dramatyczną i co mówić - nierówną, walkę z żyrandolem.

Obecni rzecznicy Karty 77 kategorycznie ściągnęli go ze stołu z twierdzeniem, że lepiej kiedy będzie się zajmować działalnością dysydencką, a tak przyziemne sprawy pozostawi nam - śmiertelnikom. Dwa miesiące później został Prezydentem Czechosłowacji.

Uwielbiał gotować. Kiedy byliśmy u niego na wsi na Hradeczku serwował najlepszy gulasz z knedlikami, jaki kiedykolwiek jadłam.

W zeszłym roku poprosiłam go o wypowiedź w z okazji 30. rocznicy powstania Solidarności. Powiedział: "Świetnie pamiętam moment, kiedy dowiedziałem się, że w Polsce powstała Solidarność. Byłem wtedy w więzieniu. Mieliśmy tam utrudniony dostęp do informacji, ale mimo to wiedziałem, że powstał ten ruch społeczny. A kiedy dowiedziałem się, że wśród jego doradców są moi starzy przyjaciele: Jacek Kuroń, Adam Michnik i inni, powiedziałem - jest dobrze. Myśl ta pomagała mi przetrwać więzienie. Było to wielkie wydarzenie i cała ta historia jest godna podziwu. Z tej okazji i w ogóle życzę Polakom wszystkiego najlepszego i świetlanej przyszłości."

Po tych słowach wyłączyłam kamerę, choć byłam umówiona na półgodzinny wywiad - widziałam, jak był zmęczony i słaby. Będę pamiętać Go zawsze z ciepłym spojrzeniem, pełnego mądrego taktu i zafrasowanego przyszłością świata. Panie Prezydencie, Wacławie- dziękuję Ci za wszystko co dla nas zrobiłeś! Pokazałeś nam ludzkie oblicze władzy.

Były premier Tadeusz Mazowiecki:

Vaclav Havel był zarazem wielkim politykiem i humanistą. Jego odejście to wielka strata. On wytyczał drogę swojemu narodowi i Europie. Żałuję, że nie mogłem przyjąć jego niedawnego zaproszenia do Pragi. Byłoby to nasze ostatnie spotkanie. Teraz mogę wyrazić tylko ogromny żal.

Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz:

Z wielkim żalem przyjmuję wiadomość o odejściu tego wielkiego człowieka. Vaclav Havel był wielki autorytetem nie tylko dla Czechów i Słowaków, ale także dla nas Polaków. W czasach opozycji wielokrotnie współpracowałem z Havlem.

Był on nie tylko wybitnym politykiem oraz pisarzem i dramaturgiem, ale przede wszystkim bardzo dobrym człowiekiem, ciepłym i miłym. Patrzył nie tylko na własne podwórko, ale zawsze reagował na niesprawiedliwość i rzeczy złe dziejące się na całym świecie. Nie sądziłem, że tak szybko odejdzie.

Były prezydent Aleksander Kwaśniewski:

Straciliśmy człowieka wyjątkowego, straciliśmy intelektualistę, dramaturga, polityka, który współtworzył nadzwyczajne czasy, który przyczynił się do zwycięstwa opozycji nad reżimami. Był politykiem wielu sukcesów i dramatów.

Kwaśniewski: Z Havlem graliśmy u Scorsese



Zaznaczył, że Havel był politykiem, który tak jak wielu innych nie uzyskiwał zrozumienia często wśród własnej elity politycznej i wśród własnych rodaków, ale - jak podkreślił - "zostawił trwały ślad w historii Czech, Europy Środowej i historii świata".

- Odszedł bardzo szczególny i wyjątkowy człowiek, wspaniały rozmówca i dobry przyjaciel Polski, przyjaciel wielu ludzi w Polsce. Wiem, że dzisiaj oni są wszyscy niezwykle zasmuceni" - mówił Kwaśniewski.

W jego ocenie, Havel na trwałe zapisał się na kartach historii. "Odszedł, ale będziemy o nim pamiętać, zostawił trwały ślad. Odszedł, ale mam nadzieję, że pozostawił ludzi, którzy będą podążać jego tropem (...), którym na sercu leża ideą demokracji, wolności, szacunku dla drugiego człowieka, poszanowania różnorodności i także tej wspólnej drogi europejskiej. Dzisiaj odszedł Vaclav Havel wielki Europejczyk" - powiedział Kwaśniewski.

Józefa Hennelowa, Tygodnik Powszechny:

Jest mi strasznie żal, że ziemia jest uboższa o tego człowieka. Każdy człowiek tego formatu, tego wymiaru duchowego, ze swoją odwagą, ze swoją głęboką uczciwością, która zupełnie nie przypomina dzisiejszego sprawowania władzy, jest w dzisiejszych czasach bezcenny.

Niezależnie od mojej wiary, że to nie jest koniec jego życia, że on ma już poza sobą wszystkie zgryzoty i niepokoje, to po prostu tutaj czuję się jeszcze bardziej samotnie niż dotąd, bo takich ludzi nie ma za dużo.

To wielka strata, póki żyją ludzie tego pokroju, to każdy z nich jest bezcenny.

Władysław Frasyniuk:

Odchodzi jedna z najwybitniejszych postaci Unii Europejskiej, wybitny intelektualista, wspaniały przedstawiciel społeczeństwa czeskiego. To był człowiek oddany społeczeństwu polskiemu, życzliwy człowiek, którego łączyła wielka przyjaźń z wieloma polskimi intelektualistami.

Havel to część odchodzącego pokolenia Europy Wschodniej, reprezentującego wartości z innego świata: pęd do wolności, tolerancja, otwarcie się na drugiego człowieka, miłość do ludzi - może trochę naiwna. Umiał, nawiązując do tradycji, wskazywać Czechom drogę w przyszłość.

To duża strata. Odeszła wizytówka Czechów i ich sumienie.

Reżyser Andrzej Wajda:

Odszedł jeszcze jeden człowiek, który odgrywał wielką rolę w życiu każdego, kto go spotkał. Miałem szczęście razem z Krystyną Zachwatowicz odwiedzić Pragę, krótko po tym jak Havel objął urząd prezydenta. To spotkanie wryło się głęboko w moją pamięć, bo nagle zobaczyłem inny świat niż ten, do którego byliśmy przyzwyczajeni w Polsce. Całe otoczenie prezydenta, osoba Vaclava Havla i horyzonty, jakie się otwierały podczas tego spotkania, budziły wielkie emocje. Pamiętam nasze rozmowy i jego głód wiedzy, to jak wielu rzeczy chciał się dowiedzieć ode mnie, jako reżysera.

W jego biurach zobaczyłem coś, co mnie zachwyciło. Nagle okazuje się, że jeden z jego urzędników jedzie na hulajnodze po korytarzu, żeby szybciej doręczyć papiery. Havel właściwie przyjął nas jak u siebie w domu, a na obiad zaprosił do restauracji na Hradczanach. Nie widziałem, żeby koło niego chodziła jakaś ochrona - wręcz przeciwnie, wszyscy go znali i bardzo lubili.

Nie chcę powiedzieć, że odszedł ktoś z innej epoki, bo chciałbym, żeby ona jeszcze długo istniała w naszym życiu. To był niezwykły artysta i bardzo szczególny polityk. W przyszłości chciałbym widzieć u władzy właśnie takich ludzi jak on. Miałbym do nich bezgraniczne zaufanie - Havel takie zaufanie właśnie budził.

Reżyser Kazimierz Kutz:

Havel był niezwykłym przypadkiem polityka-intelektualisty. Czechosłowacja w przeciwieństwie do Polski miała bohatera przemian związanego z kulturą, który później stał się głową państwa. Havel był najlepszy w konstruowaniu myśli i gdy trzeba było coś napisać zawsze on był o to proszony.

Całe życie marzył by zostać reżyserem. W poprzednim ustroju nie było mu to dane i dlatego pracował w teatrze jako osoba od obsługi technicznej. Kiedy przestał być prezydentem nadal marzył o reżyserii i w końcu zrobił swój film.

Havel był wielkim przyjacielem Polski i Polaków. Miał słabość do polskiej inteligencji. Był przy tym człowiekiem niezwykle sympatycznym. Miał w sobie ciepło i wdzięk. Człowiekiem, którego ma się ochotę zaprosić do domu. Nie popisywał się swoją wiedzą i talentem. To rzadki przykład polityka, który mógł się urodzić tylko po tej stronie Odry.

Były senator Zbigniew Romaszewski:

Na zawsze zapamiętam go z 1977 r., kiedy na jesieni spotkaliśmy się na Śnieżce - ludzie KSS KOR i ludzie Karty 77. I tam została nawiązana ta współpraca, która się potem rozwijała, która była rozwijana przez Solidarność Polsko-Czechosłowacką z główną siedzibą we Wrocławiu. Ta współpraca była bardzo daleko idąca. To dotyczyło wydawnictw, to dotyczyło kolportażu, maszyn poligraficznych itd.

Potem takie spotkania mieliśmy gdzieś w Sudetach w pobliżu miejsca, w którym Havel miał willę. W tych wszystkich spotkaniach uczestniczył Havel i on był nieformalnym przywódcą Karty 77. Dla nich przyszły w roku 1979 r. bardzo ciężkie czasy. Cała Karta została aresztowana i wtedy my wspólnie z grupą Sacharowa z Moskwy podjęliśmy wspólną uchwałę solidaryzującą się z aresztowanymi działaczami Karty.

To były bardzo bliskie stosunki. Muszę powiedzieć, że mi największą chyba frajdę, jaką miałem w związku ze współpracą z Kartą, sprawiło zdarzenie z 1983. Siedziałem w więzieniu i nagle dostałem widokówkę, którą przysłali mi przyjaciele właśnie z Karty 77. Wtedy Petra Uhla wypuścili z więzienia. Oni się zebrali na takim spotkaniu i tam kilkanaście osób podpisało się na kartce z życzeniami pomyślności dla mnie. Zostało to dopuszczone do mnie i tę kartkę zachowuję jako wielką pamiątkę.

Były prezydent Lech Wałęsa:

Rzeczywiście to wielka strata, w momencie, kiedy Europa dyskutuje jak ma wyglądać, jak ma wyglądać globalizacja; on był teoretykiem, takim spostrzegawczym i w tych dyskusjach wszelkich był niezbędny.

A przecież zawsze najpierw było słowo a słowo potem stawało się ciałem i dlatego wielka to strata. Czy ktoś go zastąpi? Nie, takiego doświadczenia, jakie on miał, ma mało ludzi.

Ale chyba po tamtej stronie są też jakieś potrzeby i moje pokolenie, do którego należał, przechodzi do wieczności.

Chciałbym uczestniczyć w pogrzebie i teraz wszystko jest ustalane i wszystko zależy od tego, jak to się poukłada.

Przewodniczący PE Jerzy Buzek:

Vaclav Havel to człowiek, który przez dziesięciolecia kształtował rzeczywistość Europy Środkowo-Wschodniej i jeden z niewielu, którzy tak pozytywnie wpłynęli na całą Europę. Był niepodważalnym autorytetem dla wszystkich.

Każde spotkanie z nim było wielkim przeżyciem intelektualnym, wzbogacającym człowieka w wiedzę o świecie i ludziach. Cieszę się, że tych spotkań miałem z prezydentem Havlem dużo. Wszystkie wspominam, jako niezwykłe ciepłe i serdeczne.

Intelektualna potęga Vaclava Havla nie przeszkadzała mu w kontaktach ze zwykłymi ludźmi. To była wielka i podziwiana umiejętność. Był zarówno wielkim artystą, jak i trybunem ludowym. Będzie nam go bardzo brakowało.

Vaclav Havel był na moje zaproszenie gościem honorowym obchodów 20. rocznicy obalenia komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej jesienią 2009 r. w Parlamencie Europejskim. Jeszcze nie tak dawno pisaliśmy do siebie przyjacielskie listy. Nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie po raz ostatni.

Antoni Macierewicz:

Nie ma wątpliwości, że Vaclav Havel był jedną z głównych postaci Karty 77. Mam go po dzień dzisiejszy przed oczami, kiedy w dżinsowych spodniach i w dżinsowej bluzie wchodzi na Śnieżkę, gdzie się spotkaliśmy w 1978 r. To pierwsze spotkanie przerodziło się później w stałe konsultacje i spotkania między opozycją polską a czeską.

Oczywiście były różnice w stylu działania, były różnice także w podejściu do spraw religijnych, w jakimś wymiarze też do niektórych innych kwestii. Ale generalnie rzecz biorąc, ten front opozycyjny polsko-czeski był bardzo istotnym elementem późniejszego obalenia komunizmu i Vaclav Havel odgrywał w tym czasie niesłychanie istotną rolę.

Nawet jeżeli później mieliśmy inne spojrzenia na sprawę lustracji i dekomunizacji, to trzeba pamiętać, że w tym okresie najtrudniejszym, w latach 70., zarówno jego działanie, jak i jego esej "Siła bezsilnych", odegrały olbrzymią rolę w obaleniu komunizmu.

Z olbrzymim smutkiem dowiaduję się o jego śmierci. To wielka postać narodu czeskiego, wielki Europejczyk i wielki przyjaciel narodu polskiego.

Mariusz Szczygieł o Havlu [WIDEO]

"Nawet jak został prezydentem, to pozostał człowiekiem"

http://wyborcza.pl/1,75478,10836776,Vac ... &startsz=x


Jak największy Czech zrzucał siebie z pomnika

Obrazek


Havel - śledzona osoba

Gdy władze komunistycznej Czechosłowacji zorientowały się o czym jest "Opera żebracza" - nowa sztuka Václava Havla, natychmiast zakazały jej wystawiania. Premiera w 1975 r. przygotowywana była tajnie. Za każdym razem próba odbywała się w innym mieszkaniu, zaś przedstawienie miało miejsce w gospodzie pod Pragą, gdzie wszystkie okna zasłonięto materacami. Żadne dźwięki nie mogły wydostać się na zewnątrz. A i tak nie uchroniło to twórców przed represjami Służby Bezpieczeństwa.

Kiedy w 1983 r. po ponad trzech latach siedzenia w więzieniu (za zainicjowanie opozycyjnej Karty 77 i założenie Komitetu Obrony Niesprawiedliwie Prześladowanych) Havel zachorował ciężko na płuca, kierownictwo zakładu karnego postanowiło karać go nieleczeniem.

Poskutkowała dopiero międzynarodowa interwencja i więźnia warunkowo wypuszczono na wolność. Wtedy na półpiętrze klatki schodowej w jego kamienicy władze postawiły krzesło, na którym dzień i noc siedział dyżurny mundurowy. Kiedy "śledzony obiekt" wychodził z psem, mundurowy - pięć metrów za nim. Legitymował każdego z kim "ś.o." rozmawiał na ulicy. Jeśli Havel kupował bułki, funkcjonariusz spisywał z dowodu nawet sprzedawczynię. Zresztą przeważnie tę samą. Naprzeciw jego letniego domu na Hradeeku esbecja zbudowała swój letni dom, gdzie umieszczono sprzęt podsłuchowy i nagrywający.

W sierpniu 1985 roku "ś.o" wybrała się w tygodniową podróż samochodem z Pragi do Bratysławy. Niedawno widziałem dokument o tej absurdalnej podróży ("Obywatel Václav Havel jedzie na wakacje"). Za samochodem Havla cały czas podąża drugie auto, oba samochody są przez tajniaków filmowane zza drzew i z mostów. Kobietę, która z nim podróżowała, esbecy w połowie drogi porwali i wrzucili do powrotnego pociągu. Gdy dojechał do Bratysławy, był natychmiast wezwany na przesłuchanie, gdzie mu oznajmiono, że ma opuścić miasto i nie ma prawa do niego przyjeżdżać przez 20 lat.

Havel obliczył, że w jego tygodniową wakacyjną podróż zaangażowanych było 300 funkcjonariuszy tajnej policji.

Majster, który zajmował się letnim domem Havlów opowiada w filmie, że pewnego dnia esbecy pod nieobecność gospodarzy zalali substancją o właściwościach betonu wszystkie rury odpływowe. Niestety, nie można było znaleźć w okolicy żadnego hydraulika, który zgodziłby się do tego domu pojechać. Kiedy znalazł się jeden bohaterski hydraulik, majster przewiózł go w bagażniku samochodu, a wysadził dopiero, kiedy wjechali do stodoły Havlów.

W filmie pada informacja, że w 1985 r. w Czechosłowacji mieszkało 15 mln. obywateli. 17 tys. pracowało w Służbie Bezpieczeństwa. Kartę 77 podpisało 1228 osób.

Jak widać Václav Havel był w tym kraju bohaterem na wagę złota.

Havel - człowiek, który bał się środy

"Najgorsza była środa" - napisał w książce, którą podsumował swoją prezydenturę "Tylko krótko, proszę". Dzięki tej książce mieliśmy do czynienia ze swego rodzaju reality show z życia Havla na Hradczanach. Ale nie chodzi o ekshibicjonizm Havla, chodzi o niespotykaną szczerość.

Otóż Vaclav Klaus, kiedy był premierem, zaproponował prezydentowi, żeby spotykali się co środę na godzinę. Zawsze ten sam scenariusz: 20 minut bardzo przyjaznej rozmowy, a potem cios, dla którego wszystko to było zainscenizowane - czyli zarzut wobec czegoś, co Havel w ostatnim czasie zrobił. "Za każdym razem chodziło o bzdury. Sens polegał na tym, żeby zapędzić mnie do kąta. Tysiąc razy mogłem mieć rację, ale na nic to się zdało, bo i tak wiedziałem, że z każdym nowym tłumaczeniem coraz bardziej robię z siebie błazna".

Te godziny stały się dla Havla koszmarem. "Śnił mi się po nocach - pisze - tak, że miałem zepsuty już wtorkowy wieczór".

Czeska prasa żartowała, że w tak długo oczekiwanej książce byłego prezydenta Havla obecny prezydent Klaus jest wspominany rzadziej niż nietoperz. ("W składziku, gdzie jest odkurzacz, mieszka też nietoperz. Żarówka jest dozwolona, ale tylko taka, żeby go nie budziła i nie drażniła" - pouczał Havel pisemnie swoje biuro).

Że Havel skrytykuje w swoich wspomnieniach ciemne strony cywilizacji albo to, że wzrost gospodarczy Czech nie idzie w parze z rozwojem moralnym - tego mogliśmy się spodziewać. Natomiast odkrycie, jak wiele banalnych spraw dręczy prezydenta państwa, było dla czeskich czytelników szokiem.

Jeśli pisanie to ciągłe dopytywanie się, "kim jestem" (jak powtarzał Hrabal), to Havel w swojej książce dopytuje się o to nieustannie. Oczywiście nie wprost. Ze strony na stronę wychodzi portret polityka, lecz bohatera mimo woli. Pisarza, lecz latami pozbawianego przez politykę prawa do szczerości. Wreszcie trapionego depresją, niewiarą w siebie i wątpliwościami neurotyka.

"Trwa zwykle dość długo, zanim codziennie pogodzę się z tym, że żyję". "Rano najbardziej wstydzę się tego, że istnieję. W ciągu dnia to trochę mija i najwięcej pewności siebie mam wieczorem".

Szczerość Havla jest fascynująca. I nie sposób nie zauważyć, jak bardzo widoczna jest u Havla hrabalowska "chęć zrzucenia się z piedestału".

Havel - chłopiec do bicia

Kiedy w czeskim dzienniku "Lidove nowiny" napisałem: "Jak ja wam go zazdroszczę! Dystans do siebie samego, który w politycznym mikrokosmosie nie ma odpowiednika, czytelnicy czescy przysłali mi kilka maili. Od: "Niech pan nie przesadza z tym Havlem, co wy, Polacy, w nim takiego widzicie?" po: "Wychwala pan lokaja Niemców". Chęć sprowadzenia największego żyjącego Czecha do parteru u jakiejś części Czechów (większość go bardzo szanowała i uwielbiała) bierze się pewnie z tego, że swoją postawą przypominał im, że w najgorszych czasach byli bierni i obojętni.

Havel-prezydent jest też w Czechach idealną figurą dla wierzących w potęgę spisku i pełni tam rolę podobną do roli Adama Michnika w Polsce. Paranoicy, którzy - jak wiadomo - zawsze dysponują odpowiednimi faktami, antysemickie pociski zastępują w czeskiej wersji pociskami kolaboracyjnymi.

Oskarżali rodzinę Havlów o jakąś współpracę z hitlerowskim okupantem, zarzucali Havlowi, że przepraszając Niemców za wypędzenie z Sudetów, celowo obudził rewizjonizm ziomkostw itd.

Część opinii publicznej od lat oskarżała go o układ z komunistami, który rzekomo spowodował, że na różnych szczeblach władzy po 1989 roku pozostało tak dużo ludzi poprzedniego systemu. Tropili zawzięcie jego prawdziwe i urojone grzechy. Kiedyś znalazłem ogłoszenie, że ktoś pilnie poszukuje fotografii, na której Vaclav Havel przemawia na zjeździe pisarzy w 1967 roku, a za nim widnieje sierp i młot.

Eksprezydent zawsze wyjaśniał, że nie można było zlikwidować w 1989 roku państwa ze wszystkimi jego instytucjami i zbudować od zera nowe. "Brak odpowiednich ludzi na różne stanowiska był bardzo dotkliwy - musieliśmy namawiać muzyków rockowych, tłumaczy, prezenterki telewizyjne, naukowców, pisarzy, a nawet kolegów z knajpy, żeby zgodzili się objąć pewne funkcje. Aparat państwowy miał dziesiątki tysięcy pracowników, a tylu dysydentów tu naprawdę nie było".

- Gdyby Czesi chcieli zwolnić z pracy wszystkich członków partii komunistycznej, nie mieliby - przekonuje Havel - ani jednego policjanta kryminalnego, ani jednego członka Akademii Nauk, a może nawet ani jednego nawigatora na lotnisku pasażerskim.

Havel - prezydent, który został człowiekiem

Była w nim zawsze wyrozumiałość i aprobata dla cudzych grzechów.

W próbach zrozumienia drugiego człowieka Vaclav Havel był nie do pobicia. To on przecież jeszcze w latach 80. twierdził, że politykę trzeba uprawiać sercem. Kiedyś spytałem jego przyjaciela, pisarza i dysydenta Pavla Kohouta, jak to możliwe, że w tym, co obaj piszą, nie ma oskarżeń. - Przecież pisarz - powiedział Kohout - musi zrozumieć człowieka w całości.

Chociaż bywały momenty, kiedy wyrozumiałość Havla się kończyła. 30.11.2000. zapisał w prezydenckim notatniku: "Wyczyścić wstrętne dywany przy windzie koło tunelu. Księciu, jak je zobaczył, zrobiło się niedobrze".

http://wyborcza.pl/1,75248,10837054,Jak ... &startsz=x

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 18 gru 2011, 17:24 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
Václav Havel pisze do Polaków ostatni list. 24.11.2011

Obrazek


Dosłownie kilka dni temu, 15 grudnia 2011 miała miejsce we Wrocławiu promocja najnowszej książki Vaclava Havla "Siła bezsilnych i inne eseje". Autor nie przybył na spotkanie z powodu choroby. Wysłał nam jednak list:

"Drodzy Przyjaciele

Pozwólcie mi, żebym najpierw przeprosił Was za moją nieobecność, ale choroba uniemożliwia mi podróżowanie i bycie tu dziś z Wami. Dlatego chciałbym Was pozdrowić na odległość i powiedzieć, że jestem wzruszony faktem wydania tej książki z okazji moich niedawnych urodzin.

Zawsze mnie zaskakuje, że po tylu latach moje eseje czy nawet prezydenckie przemówienia wciąż jeszcze budzą czyjeś zainteresowanie i zmusza mnie to do zastanowienia, skąd się to bierze. Dla mnie jako pisarza najmilsze byłoby stwierdzenie, iż dzieje się tak dlatego, że są one dobrze napisane. Gdyby natomiast chodziło o zainteresowanie minionym okresem, czasami dyktatury komunistycznej czy postkomunizmu, byłoby to z pewnością działanie godne pochwały, ale chyba żaden wydawca nie podjąłby się tak ryzykownego przedsięwzięcia.

Obawiam się więc, że wytłumaczenie jest bardziej skomplikowane i mniej optymistyczne: niektóre cechy totalitaryzmu czy totalitarnego manieryzmu, jakim była czechosłowacka normalizacja, a także cechy postkomunizmu są wciąż obecne, aktualne, są ciągle z nami, a więc i w nas. Jeśli w latach dziewięćdziesiątych słyszeliśmy echa komunistycznego totalitaryzmu w postaci postkomunizmu, to i dziś dobiegają tu do nas echa tych ech. I chociaż w nowych warunkach słychać je inaczej, to chyba nadal trzeba je wyłapywać, trzeba je sobie przypominać i zajmować się nimi.

Dlatego pozwólcie mi podziękować wszystkim, którzy mają zasługi w wydaniu tej książki i którzy się do tego przyczynili. Będę z niecierpliwością czekał na wieści, czy tego jednak nie żałują."

Wasz Vaclav Havel


http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,10836794,Václav_Havel_pisze_do_Polakow_ostatni_list__24_11_2011.html

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 18 gru 2011, 18:24 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Całe życie walczył i tępił komunę. Cześć Jego pamięci.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 18 gru 2011, 18:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Coltrane napisał(a):
Całe życie walczył i tępił komunę. Cześć Jego pamięci.

Ale w Polsce stanął po stronie Wiertniczej i Czerskiej.
Myślał o nas tak jak myśli Michnik.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 18 gru 2011, 19:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Z tego co wiem Havel walczył z komuną równie zawzięcie, jak Adam Michnik - to ten sam zespół. Michnik "obalił" komunę w Polsce, a Havel "obalił" komunę w Czechach. A dziś Czesi prześladowani są za miłość do Czech, a Polacy prześladowani są za miłość do Polski. W taki to sposób ci "obalacze" obalili komunę... na cztery łapy.

Jeśli mimo wszystko Boga się nie zaparł, to piekło mu nie grozi, ale za to "obalanie" komuny to pewnie mu się dostanie... no może ta poezja trochę tych tych milionów lat w czyśćcu oszczędzi, ale zależy jaka to poezja, bo ja nie czytałem, więc nie ocenię. No, ciężką teraz ma sprawę i żadne kruczki prawne pewnie nie pomogą, a i przedawnień nie ma.

Michnik stale Polsce szkodził i szkodzi, z zaciekłą nienawiścią - pod tym względem Havel był zapewne zupełnie inny. Czeska komuna wykorzystała słabość jego charakteru, a Michnik za to działał i działa z nadgorliwością. Choć spotykali się i przyjaźnili się, to jednak Havla i Michnika dzieli przepaść.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 18 gru 2011, 20:09 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Chyba macie rację. Nie wiem czemu, ale pisząc o Havlu myślałem o Klausie... Zapewne ze względu na zbieżność imion .. Zawsze mi się myliły te dwa nazwiska.
Czeski film, nikt nic nie wie. ;)

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 18 gru 2011, 22:16 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
Asindziej napisał(a):
Z tego co wiem Havel walczył z komuną równie zawzięcie, jak Adam Michnik - to ten sam zespół. Michnik "obalił" komunę w Polsce, a Havel "obalił" komunę w Czechach. A dziś Czesi prześladowani są za miłość do Czech, a Polacy prześladowani są za miłość do Polski. W taki to sposób ci "obalacze" obalili komunę... na cztery łapy.

Choć spotykali się i przyjaźnili się, to jednak Havla i Michnika dzieli przepaść.
Czasami przybiera się wilczą skórę, żeby tańczyć z wilkami, jednakże po owocach ich zawsze najłatwiej poznać.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 30 gru 2011, 12:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2011/12/23 ... to-subito/

Vaclav Havel - bohaterski obalacz czeskiego komunizma.

Kopia artykułu:

Havel Santo Subito
Posted by Marucha w dniu 2011-12-23 (piątek)

Havel był tylko symbolem

Vaclav Havel nie był – według mnie – najwybitniejszym Czechem. Wcześniej byli więksi (Tomasz Masaryk), obecnie także (Vaclav Klaus).
Nie podzielam więc medialnej biegunki, tych „ochów” i „achów”, zachwytów i budowania pomniczków.

Havel był politykiem ulepionym z tej samej gliny [i genów - admin] co u nas Adam Michnik – wyznawał prymat interesów międzynarodówki nad interesami narodowymi, dla swoiście pojętych „praw człowieka” był gotów akceptować przemoc i zło. Mało kto pamięta, że to właśnie Havel, przedstawiany obecnie jako uosobienie pokoju i dobroci – poparł bez żadnych wahań brutalną agresję NATO na Serbię, poparł bombardowania miast i wsi serskich, i zabijanie cywilów. W cztery lata później także bez wahań poparł atak USA na Irak.
W tym samym czasie Vaclav Klaus ostentacyjnie odwiedził ambasadę Serbii w Pradze, solidaryzując się z losem masakrowanych Serbów.

Nie ma więc nic dziwnego, że na pogrzeb Havla przybyła sama Madeleine Albright, która była jednym z architektów amerykańskiej polityki zagranicznej w latach 90. i która zasłynęła powiedzeniem, że nie po to Ameryka wydaje tyle pieniędzy na armię, żeby nie czynić z niej użytku. Havel wysługiwał się też Amerykanom, będąc zaciekłym krytykiem Rosji, rzucając w ten sposób kłody pod nogi prezydenta Vaclava Klausa. Dodajmy też, że w roku 2007 domagał się przysłania do Polski obserwatorów zagranicznych mających pilnować „demokracji”.

Havel był zaprzeczaniem Klausa – i walkę z nim o rząd dusz Czechów przegrał. To Klaus bowiem okazał się bardziej „czeski”, to on wyznaczył kierunki polityki czeskiej, charakteryzującej się realizmem i konserwatyzmem. To Klaus nie dopuścił do tego, żeby Czechy stały się amerykańskim pionkiem na europejskiej szachownicy, dopilnował, by nie tzw. prawa człowieka, ale interes narodowy stał się wytyczną postępowania dla kolejnych rządów. To wreszcie Klaus zahamował bezkrytyczne rzucanie się na szyję Brukseli, do czego dążył Havel.

Owszem, wokół Havla panował zawsze większy zgiełk medialny, pozostawał ulubieńcem salonów, był obsypywany nagrodami i hołdami. Klaus nigdy na to nie mógł liczyć, pewnie nawet tego nie oczekiwał. Ale to on jest przywódcą Czechów. Havel był gwiazdą sezonu w 1989 roku – potem już tylko symbolem, i niczym więcej.

Jan Engelgard

http://mercurius.myslpolska.pl/2011/12/ ... -symbolem/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 01 lut 2012, 21:36 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3191
Wisława Szymborska nie żyje. Noblistka zmarła po długiej chorobie

01.02.2012
Wisława Szymborska nie żyje.

Obrazek

Obrazek
Wisława Szymborska i Czesław Miłosz


Poetka zmarła dzisiaj we śnie w swoim krakowskim mieszkaniu. Informację o godz. 21.48 przekazał sekretarz noblistki Michał Rusinek. Noblistka od miesięcy ciężko chorowała, w listopadzie przeszła poważną operację.

Wisława Szymborska była ciężko chora, w ostatnich dniach została przewieziona ze krakowskiego szpitala do domu. Cały czas czuwał przy niej lekarz oraz sekretarz i najbliższy współpracownik Michał Rusinek.

Noblistka w ostatnich latach bardzo rzadko pojawiała się publicznie. Jedno z ostatnich spotkań z czytelnikami odbyło się w 2009 r. w Krakowie. Poetka promowała wówczas swój najnowszy autorski tomik "Tutaj", recytowała wiersze. Spotkanie było bardzo wzruszające.

Szymborska urodziła się 2 lipca 1923 r. w Wielkopolsce. Później jej rodzina przeniosła się do Krakowa. Jako poetka zadebiutowała w marcu roku 1945 wierszem "Szukam słowa", który ukazał się na łamach "Dziennika Polskiego". Pierwszy opublikowany tomik to "Dlatego żyjemy" z 1952 r.

Krytycy oceniają, że dopiero wydany pięć lat później tom "Wołanie do Yeti" stał się jej właściwym debiutem; widoczne stały się już charakterystyczne cechy jej poetyki - aforystyczność i stosowanie paradoksu jako podstawowej figury retorycznej. Szymborska opublikowała zaledwie około 350 wierszy. Jej ostatni tom "Tutaj" ukazał się w 2009 r.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... ugiej.html

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 01 lut 2012, 23:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Wisława Szymborska godne ma dokonania na polu poezji i poza nią - jej wiekopomne dzieła mówią same za siebie. Dzięki pani Wisławie dowiedzieliśmy się, co warta jest dzisiejsza nagroda Nobla.

http://www.bibula.com/?p=51196

Kopia artykułu:

Która skrzywdziłaś człowieka prostego …
Aktualizacja: 2012-02-1 4:05 pm

“W ostatnich dniach toczył się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną. My zebrani w dniu 8 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM [Katolickiem Stowarzyszeniu Młodzieży] działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję.
Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne.
Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu – dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej”.

Obrazek

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się kłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze dzień jeden przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świat zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.

Obrazek
Biskup kielecki Czesław Kaczmarek


CZYTAJ. RÓWNIEŻ:
Szymborska: zabić księży Kurii Krakowskiej
Nasz człowiek w Warszawie
Order Orła Białego dla Wisławy Szymborskiej
Lustracja zaszkodziła Szymborskiej?
Żydzi z Marca ’68 chcą zwrotu obywatelstwa

Za: Młot na posoborowie (1 lutego 2012)
http://przedsoborowy.blogspot.com/2012/ ... stego.html


http://narodowcy.net/nie-zyje-wislawa-s ... 012/02/01/

Kopia artykułu:

Nie żyje Wisława Szymborska
INFORMACJE Z POLSKI | LUTY 1, 2012 O GODZINIE 22:03

Obrazek

Zmarła poetka Wisława Szymborska. Laureatka Nagrody Nobla z 1996 roku w chwili śmierci miała 88 lat. Warto przypomnieć, że zaczynała ona karierę już w drugiej połowie lat 40. Była członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej do 1966 roku, w tym czasie popierała komunistyczne władze w sfingowanym procesie przeciwko krakowskim duchownym, który zakończył się wyrokami za rzekomą działalność szpiegowską czterech księży. W 1964 roku potępiała Radio Wolna Europa podpisując się pod listem w którym stwierdzano: wyrażamy stanowczy protest przeciwko uprawianej na łamach prasy zachodniej zorganizowanej kampanii oczerniającej Polskę Ludową W najbardziej krwawych czasach epoki komunizmu, nie szczędziła pochwał pod adresem tego systemu. Oto kilka próbek z części jej twórczości, o której zapewne w mediach nie usłyszymy za wiele.

Lenin:
Że w bój poprowadził krzywdzonych,
że trwałość zwycięstwu nadał,
dla nadchodzących epok
stawiając mocny fundament -
grób, w którym leżał ten
nowego człowieczeństwa Adam,
wieńczony będzie kwiatami
z nieznanych dziś jeszcze planet.

Wstępującemu do partii:
Pytania brzmią ostro,
ale tak właśnie trzeba,
bo wybrałeś życie komunisty
i przyszłość czeka
twoich zwycięstw.
Jeśli jak kamień w wodzie
będzie twe czuwanie,
gdy oczy zamiast widzieć
będą tylko patrzeć,
gdy wrząca miłość w chłodne
zmieni się sprzyjanie,
jeśli stopa przywyknie
do drogi najgładszej.

Na powitanie budowy socjalistycznego miasta:
Miasto socjalistyczne –
miasto dobrego losu.
Bez przedmieść i bez zaułków.
W przyjaźni z każdym człowiekiem.
Najmłodsze z miast, które mamy.
Najstarsze z miast, które będą.
Najmłodsze na jutro bliskie.
Najstarsze na jutro dalekie.

Ten Dzień:
(…)
Póki nikt z was nie wypowie pierwszych słów,
brak pewności jest nadzieją, towarzysze…
Milczę. Wiedzą, że to czego nie chcę słyszeć -
muszę czytać z pochylonych głów.

Jaki rozkaz przekazuje nam
na sztandarach rewolucji profil czwarty?
- Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
Wzmocnić warty u wszystkich bram!
Oto Partia – ludzkości wzrok.
Oto Partia: siła ludów i sumienie.
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
Jego Partia rozgarnia mrok.

MM


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 157 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /