Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 162 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 07 lis 2017, 10:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gosc.pl/doc/4297376.Zmarl-Roman-Bratny

Zmarł Roman Bratny
dodane 06.11.2017 15:11 Zachowaj na później

Obrazek
Roman Bratny (zdj. archiwalne) PAP/Zbigniew Matuszewski


W wieku 96 lat zmarł Roman Bratny, pisarz, autor takich powieści jak "Kolumbowie. Rocznik 20" "Szczęśliwi torturowani", "Śniegi płyną", "Brulion", "Na bezdomne psy". O śmierci pisarza poinformowała PAP jego córka Julia Bratny.

Roman Bratny (prawdziwe nazwisko Mularczyk) urodził się w 1921 roku, dzieciństwo spędził w Konstancinie i Garwolinie, gdzie jego ojciec był oficerem kawalerii. Maturę zdawał w Grudziądzu (po przeniesieniu ojca na stanowisko szefa szkoły podchorążych kawalerii w Centrum Wyszkolenia Kawalerii). W 1942 roku ukończył konspiracyjną szkołę podchorążych AK. Wydawał podziemne pisma literacko-społeczne - "Kuźnia" i "Dźwigary".

Po Powstaniu warszawskim znalazł się w oflagu, po powrocie do kraju tworzył pismo "Pokolenie". W 1949 roku wstąpił do PZPR.

Wśród kilkudziesięciu książek Romana Bratnego najważniejsza to "Kolumbowie. Rocznik 20" z 1957 roku, pierwsza duża powieść o Armii Krajowej i jej młodych żołnierzach, oparta na opowieściach najbliższych przyjaciół autora. Określenie "Kolumbowie" na lata przylgnęło do powstańczego pokolenia. Książkę w 1970 roku zekranizował Janusz Morgenstern według scenariusza pisarza.

Inne ważne powieści Bratnego to m.in. "Szczęśliwi torturowani", "Śniegi płyną", "Brulion", "Na bezdomne psy", "Nagi maj". Ostatnia książka to "Anioł w butach z ostrogami" - autobiograficzna opowieść, pokazująca losy rodziny na tle zmieniającego się w oszałamiającym tempie, coraz bardziej nieprzewidywalnego i groźnego świata.

Pisarz zmarł w niedzielę w wieku 96 lat.

PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 09 lis 2017, 09:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wmeritum.pl/zmarl-aktor-janusz-klosinski/208551

Zmarł aktor Janusz Kłosiński. Miał 96 lat
Opublikowano: 08 Lis 2017



Nie żyje kolejny przedstawiciel świata artystycznego. W wieku 96 lat zmarł Janusz Kłosiński. Znany z ról w serialach „Czterej pancerni i pies” i „Janosik”.
Janusz Kłosiński urodził się w 19 listopada 1920 roku w Łodzi. W 1948 roku ukończył PWST w Warszawie, która wówczas miała siedzibę w jego rodzinnym mieście. Od 1947 występował w teatrach Łodzi, a w latach 1964–1970 był dyrektorem Teatru Nowego. Od 1970 występował w Warszawie między innymi jako członek zespołu Teatru Narodowego. Bardzo często grywał żołnierzy – zarówno carskich, jak i z II wojny światowej, a także milicjantów. Wśród najważniejszych filmów i seriali, w których wystąpił Kłosiński były: „Żołnierz zwycięstwa”, „Rękopis znaleziony w Saragossie”, „Czterej pancerni i pies” (jako przyjazny tytułowym bohaterom Czernousow, pocieszny żołnierz Armii Czerwonej), „Stawka większa niż życie”, „Janosik” (jako zbójnik Kuśmider), „Czterdziestolatek”. „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”, „Ballada o Januszku”. Co ciekawe wcielił się także w postać mjr Antoniego Żubryda ps. Zuch w filmie „Ogniomistrz Kaleń”.
Kłosiński był członkiem PZPR. Był m.in. sekretarzem POP (Podstawowej Organizacji Partyjnej) PZPR w Teatrze Narodowym. W 1981 roku poparł decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego. Z tego powodu widzowie bojkotowali przedstawienia z jego udziałem. 29 stycznia 1982 roku został wyklaskany przez widzów podczas przedstawienia Wesela, w skutek czego zrezygnował ze wszystkich ról teatralnych. Ostatnim filmem w karierze była produkcja „Wszystko będzie dobrze” z 2007 roku. Ceniony także za role radiowe. Od 1961 roku w Polskim Radiu wcielał się w rolę Józefa Jabłońskiego w radiowej powieści „W Jezioranach”.
Otrzymał wiele odznaczeń zarówno państwowych jak i branżowych m.in. Odznaką „Zasłużony dla kultury”, Krzyżami Kawalerskim i Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2008 roku odznaczony przez Teatr Polskiego Radia za wybitne kreacje aktorskie w kilkudziesięciu słuchowiskach oryginalnych i adaptowanych Teatru Polskiego Radia.
20 listopada br. Janusz Kłosiński skończyłby 97 lat. Jak podał „Super Express” ostatnią wolą zmarłego miał zostać pochowany wraz z bezdomnymi. Miał żonę i dwie córki.

Źr.: se.pl; Filmweb.pl
Fot.: YouTube.com/ai.pictures wersja Polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 21 lis 2017, 09:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://www.deon.pl/wiadomosci/polska/a ... -lata.html

Były selekcjoner polskich piłkarzy Janusz Wójcik nie żyje. Miał 64 lata
20.11.2017 14:31, aktualizacja 20.11.2017 14:40

Obrazek
(fot. PAP / Grzegorz Michałowski)


W wieku 64 lat zmarł w poniedziałek trener piłkarski Janusz Wójcik. W 1992 roku wywalczył z reprezentacją olimpijską wicemistrzostwo igrzysk w Barcelonie, a w latach 1997-99 prowadził kadrę narodową biało-czerwonych.

Urodzony 18 listopada 1953 roku Wójcik był trenerem m.in. Jagiellonii Białystok, Legii Warszawa, Pogoni Szczecin, Śląska Wrocław i Widzewa Łódź.

"Piłkarze gryźli trawę"

Zmarły w poniedziałek były trener piłkarskiej reprezentacji Polski Janusz Wójcik był wielkim motywatorem - uważa jego podopieczny w kadrze Tomasz Wałdoch. "Potrafił przekonać zespół do takiej gry, że piłkarze gryźli trawę" - powiedział PAP.

Mieszkający w Niemczech były obrońca biało-czerwonych podkreślił, że Wójcik umiał trafić do swoich zawodników. "Miałem wielu trenerów, ale przedmeczowe przemowy Janusza Wójcika były wyjątkowe. Potrafił w niezwykły sposób zmobilizować zespół. Miał ogromną charyzmę, potrafił zawodników przekonać do tego, co mówił" - zauważył 74-krotny reprezentant Polski.

Wałdoch był w prowadzonej przez Janusza Wójcika srebrnej drużynie z igrzysk w Barcelonie (1992), grał też w seniorskiej reprezentacji Polski u tego trenera.

"Bywał czasem kontrowersyjny, nie przykładał może tak wielkiej wagi do taktyki, jak inni szkoleniowcy. Ale to nie oznaczało bynajmniej, że pozwalał nam na boisku robić, co sami chcieliśmy. Natomiast w jego drużynie każdy piłkarz walczył za drugiego, nawet w meczach towarzyskich" - dodał były gracz Górnika Zabrze, VfL Bochum i Schalke 04 Gelsenkirchen.

Jego zdaniem polska piłka nożna poniosła w poniedziałek wielką stratę.

"Ukształtował nas jako piłkarzy i ludzi"

Marek Koźmiński był podstawowym piłkarzem reprezentacji Polski, która po wodzą zmarłego w poniedziałek Janusza Wójcika wywalczyła w 1992 roku srebrny medal na igrzyskach w Barcelonie. "Ukształtował nas jako piłkarzy i ludzi" - powiedział obecny wiceprezes PZPN.

"Moje wspomnienia związane z Januszem Wójcikiem są bardzo dobre i skupiają się przede wszystkim na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy tworzył drużynę, która wywalczyła srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. Niedawno mieliśmy spotkanie całej drużyny z okazji 25. rocznicy jego zdobycia. Wtedy widziałem trenera Wójcika po raz ostatni. To wspomnieniowe spotkanie paradoksalnie okazało się dla medalistów z Barcelony, pożegnaniem z naszym trenerem. Wywarł on na nas ogromny wpływ. Ukształtował jako piłkarzy i ludzi. Dzięki jego metodom staliśmy się dobrymi zawodnikami. Jego śmierć to duża strata. Szkoda, że odszedł tak wcześnie" - powiedział Koźmiński.

"Związek włączy się do organizacji uroczystości pogrzebowych. Na razie jeszcze za wcześnie mówić o szczegółach, bo informacja jest bardzo świeża, ale na pewno polska piłka godnie pożegna Janusza Wójcika" - zapewnił Koźmiński.

Wójcik zmarł w poniedziałek w wieku 64 lat. W 1992 roku wywalczył z reprezentacją olimpijską wicemistrzostwo igrzysk w Barcelonie, a w latach 1997-99 prowadził kadrę narodową biało-czerwonych. Urodzony 18 listopada 1953 roku Wójcik był trenerem m.in. Jagiellonii Białystok, Legii Warszawa, Pogoni Szczecin, Śląska Wrocław i Widzewa Łódź.

PAP / ml


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 04 gru 2017, 10:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niedziela.pl/artykul/32579/Zmarl ... Kloczowski

Zmarł prof. Jerzy Kłoczowski
2017-12-02 21:22

Z głębokim żalem zawiadamiamy, że 2 grudnia zmarł jeden z najwybitniejszych historyków polskich - prof. Jerzy Kłoczowski. Mediewista, znawca kultury polskiej, historii chrześcijaństwa w Polsce i historii Europy Środkowo-Wschodniej, erudyta, świadek historii i wielki autorytet - poinformowała dziś popołudniu rzecznik prasowa KUL Lidia Jaskuła.

Obrazek
Fot. YouTube.com


Z głębokim żalem zawiadamiamy, że 2 grudnia zmarł jeden z najwybitniejszych historyków polskich - prof. Jerzy Kłoczowski. Mediewista, znawca kultury polskiej, historii chrześcijaństwa w Polsce i historii Europy Środkowo-Wschodniej, erudyta, świadek historii i wielki autorytet. Żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, zaangażowany w działania „Solidarności”, twórca i wieloletni dyrektor Instytutu Geografii Historycznej Kościoła w Polsce i Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej.

Urodził się w 1924 roku w Bogdanach koło Przasnysza. W czasie II wojny światowej był żołnierzem Armii Krajowej i uczestnikiem Powstania Warszawskiego, podczas którego został ciężko ranny (podczas ataku na Królikarnię). W latach 1945-1948 studiował na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu – gdzie w 1950 roku uzyskał stopień doktora.

W 1950 roku rozpoczął pracę na Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, z którym czynnie związał się na ponad pół wieku. Zbudował tu mocne i rozpoznawalne środowisko naukowe, przez lata wywierając kluczowy wpływ na rozwój badań historycznych. Mimo iż był intensywnie inwigilowany przez służby bezpieczeństwa PRL, nawiązał trwałe i owocne międzynarodowe kontakty naukowe, niezwykle istotne dla całego środowiska KUL, celowo wówczas izolowanego z dyskursu naukowego.
Reklama

Na uczelni podejmował także funkcje administracyjne, m.in. Kierował Katedrą Historii Średniowiecznej, Katedrą Historii Kultury Polskiej, Instytutem Geografii Historycznej Kościoła w Polsce (którego był inicjatorem), był wieloletnim kierownikiem Sekcji Historii, a także dziekanem Wydziału Nauk Humanistycznych.

Jest autorem lub redaktorem około tysiąca publikacji z zakresu historii, w tym wielu ważnych prac poświęconych dziejom Kościoła i chrześcijaństwa w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, historii średniowiecznej Polski i Europy, historii społeczno-religijnej i historii kultury polskiej.

Był współzałożycielem warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Od 1981 kierował pracami Wszechnicy Regionu Środkowowschodniego „Solidarności”, a po ogłoszeniu stanu wojennego współpracował z tajnymi strukturami „Solidarności”. W latach 1989-1990 przewodniczył Komitetowi Obywatelskiemu Lubelszczyzny.

Był twórcą i pierwszym dyrektorem Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej w Lublinie, jednym z inicjatorów idei powołania w Lublinie Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów.

Był zapraszany z wykładami, m.in. do College de France, Merton College Oxford University, Paris IV – Sorbonne, Institute for Advanced Study w Princeton, University of Madison-Winsconsin.

Zasiadał w wielu prestiżowych gremiach, m.in. był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, przewodniczącym Polskiego Komitetu UNESCO, wiceprzewodniczącym Międzynarodowej Komisji Historii Porównawczej Kościołów, przewodniczącym Polskiej Komisji Historii Porównawczej Kościołów w Komitecie Nauk Historycznych Polskiej Akademii Nauk, przewodniczącym Komitetu Wspólnego UNESCO i Międzynarodowego Komitetu Nauk Historycznych (CISH), sędzią Trybunału Stanu i Senatorem RP.

Otrzymał doktoraty honoris causa Uniwersytetu w Grodnie (1993), Akademii Kijowsko-Mohylańskiej (1998), Wolnego Uniwersytetu w Berlinie (1998) oraz Uniwersytetu Sorbona w Paryżu (1999).

Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami. W 2004 r. uhonorowany najwyższym polskim odznaczeniem - Orderem Orła Białego.

KUL / abd / Lublin (KAI)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 19 gru 2017, 17:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Cały był w poezji

W wieku 79 lat zmarł w Krakowie znany poeta i autor tekstów do wielu piosenek Leszek Aleksander Moczulski.

Obrazek

Urodził się w Suwałkach, od 1956 roku na stałe związał zaś swój los z podwawelskim grodem, w którym ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim i zadebiutował jako poeta w „Dzienniku Polskim”, bo - jak kiedyś powiedział - „Kraków jest idealnym miejscem dla poetów, malarzy i muzyków”. Publikował w „Tygodniku Powszechnym” i w „Gościu Niedzielnym”, wydał kilka tomików poetyckich (m.in. „70 widoków w drodze do Wenecji”, „Dziękczynienie po Komunii Świętej”) oraz kilkanaście książek dla dzieci przetłumaczonych na wiele języków, napisał też teksty do oratoriów Jana Kantego Pawluśkiewicza „Nieszpory ludźmierskie” i „Przez tę ziemię przeszedł Pan”.

Był aktywnym działaczem ruchu kultury studenckiej, m.in. współzałożycielem Teatru STU i redaktorem tygodnika „Student”. Aktywnie działał w opiekującej się osobami niepełnosprawnymi katolickiej wspólnocie „Wiara i Światło”.

- Był związany z Nową Falą i grupą Teraz. Znałem go wiele lat. Był przyjacielem moim, całej naszej grupy. Wiernie nam towarzyszył, my jemu. Podziwialiśmy jego teksty. On dużo zrobił, wiele po nim zostanie - wspominał go w rozmowie z Radiem Kraków przyjaciel Adam Zagajewski.

Wielu słuchaczy piosenek Skaldów („Cała jesteś w skowronkach”, „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokocha”, „Medytacje wiejskiego listonosza”), czy Marka Grechuty („Korowód”, „Magia obłoków”) z pewnością nie wie, że autorem tekstów do nich był właśnie L.A. Moczulski.

A oto jak opowiedział Wacławowi Krupińskiemu, autorowi tekstu o nim pt. „Cały w muzyce”, o genezie swojej chyba najsłynniejszej frazy poetyckiej: „Cała jesteś w skowronkach”, która stała się kanwą superprzeboju Skaldów i przeszła do języka potocznego jako synonim bycia radosnym, szczęśliwym. Wiersz powstał w 1968 roku, kiedy jechał pociągiem z Krakowa do Warszawy po żonę, która miała przylecieć samolotem z Paryża.

„Siedząc w wagonie restauracyjnym przy kawie, pomyślałem, że ona gdzieś tam wysoko nad chmurami, w samolocie... A potem on będzie zniżał lot, jak te skowronki, których chmary zapamiętałem z dzieciństwa znad Czarnej Hańczy, dokąd zabierał mnie dziadek. To on w czasie wakacji odsłaniał mi świat przyrody, ukazywał jej urodę. Skowronki pozostały jednym z najsilniejszych przeżyć, fascynowały mnie przez całe dzieciństwo, mogłem patrzeć na nie godzinami. I tak zapisywałem na serwetce: <One stoją w powietrzu, /wysoko nad chmurami, /one spadają z nieba, /z wiatrami, z obłokami>. A gdy dopisałem linijki <śpiewają twoje włosy, śpiewa twoja sukienka i pantofelek>, i słowa <cała jesteś w skowronkach> poczułem taką radość, że aż chciałem uściskać jakiegoś nieznanego mi, siedzącego naprzeciwko młodego człowieka. Chyba się wystraszył, bo odszedł pospiesznie.”

Wiersz „porwał” Andrzej Zieliński i już wkrótce była gotowa piosenka, która dała tytuł wydanej w 1969 roku płycie Skaldów.

Opublikowano: 19.12.2017 13:42.

https://www.salon24.pl/u/bukojer/830650 ... l-w-poezji


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 04 lut 2018, 19:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Zmarł aktor Wojciech Pokora

Obrazek

W niedzielę rano odszedł znany z wielu ról filmowych i teatralnych aktor Wojciech Pokora. Miał 83 lata.

Aktor grał w kilku warszawskich teatrach. Od 1958 r. występował w Teatrze Dramatycznym - przez 26 lat. W latach 1984-1990 występował w Teatrze Nowym, a od 1990 do 2001 r. w Teatrze Kwadrat. Jego najbardziej pamiętaną rolą był Horacy w "Szkole żon" Moliera. Jak pisano po premierze, aktor grał "z wdziękiem niefałszowanej młodości i naiwnością, jakiej przede wszystkim wymaga ta postać" ("Ekspress Wieczorny", 1966).

Występował również w spektaklach Teatru Telewizji, za co został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Grał m.in. w: Papkina w "Zemście" Fredry (1972), Żewakina w "Ożenku" Gogola (1976), Tobiasza w "Gwałtu, co się dzieje" Fredry (1992).

Sam także reżyserował teatralne komedie m.in. dobrze odebrany spektakl "Mayday" Cooneya.

Największą popularność przyniosły Pokorze jednak występy przed kamerą. Debiutował w komedii "Mąż swojej żony" Stanisława Barei, potem pojawił się w "Zezowatym szczęściu" Andrzeja Munka. Jego najbardziej pamiętane role to Zenobiusza Furmana z "Alternatywy 4" i hrabiego Żorża Ponimirskigo z "Kariery Nikodema Dyzmy". Wystąpił w "40-latku" i "Misiu".

We wrześniu 2015 r. ukazała się książka "Z Pokorą przez życie", która jest wywiadem-rzeką z aktorem.

W zawodowe ślady Wojciecha Pokory poszła jego wnuczka Agata Nizińska.

źrodło: PAP

https://www.salon24.pl/newsroom/841740, ... ech-pokora


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 03 maja 2018, 20:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Zmarł dr inż. Antoni Zięba

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, po długiej i ciężkiej chorobie, zmarł dr inż. Antoni Zięba

Obrazek

Doktor inż. Antoni Zięba był długoletnim wykładowcą akademickim, publicystą, działaczem pro-life. Był prezesem Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, wiceprezesem Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, wieloletnim wiceprezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Doktor inż. Zięba był również współzałożycielem Krucjaty Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci oraz Światowej Krucjaty Modlitwy w intencji obrony życia człowieka (World Prayer for Life). Był redaktorem Tygodnika Rodzin Katolickich „Źródło”, Tygodnika Młodzieży Katolickiej „Droga”, Miesięcznika Nauczycieli i Wychowawców Katolickich „Wychowawca”. To również autor licznych publikacji dotyczących m.in. obrony życia. Za swoją działalność otrzymał Medal Komisji Edukacji Narodowej, Medal Senatu Rzeczypospolitej Polskiej oraz nagrodę Fundacji Jana Pawła II.

Doktor inż. Antoni Zięba 19 marca – w uroczystość św. Józefa – za zaangażowanie w obronę życia otrzymał papieski medal Pro Ecclesia et Pontifice. Odznaczenie wręczył ks. abp Marek Jędraszewski w bazylice Mariackiej.

Jego współpracownicy podkreślają, że był wzorem do naśladowania dla wielu osób.

– Był zawsze dla mnie wzorem w Federacji. Poznałam go właśnie jako wiceprezesa Polskiej Federacja Ruchów Obrony Życia. Był godny naśladowania, zawsze pełen radości. Dla wielu wzór do naśladowania – i w obronie życia, i też jako człowiek, ojciec dzieci. Spędziłam z nim wiele spotkań, rozmów. Naprawdę będzie go nam brakowało – mówi w rozmowie z Radiem Maryja Anna Dyndul, sekretarz PFROŻ.

RP

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/196 ... zieba.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 08 cze 2018, 14:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Pisała sercem

Po ciężkiej chorobie odeszła wczoraj śp. Barbara Wachowicz, wielki przyjaciel „Naszego Dziennika”

Obrazek

Z bólem żegnamy znakomitą pisarkę, mistrza mowy polskiej. Żegnamy „Druhnę Basię” – oddaną harcerzom, polskiej młodzieży. Barbara Wachowicz jest szczególnie bliska Czytelnikom „Naszego Dziennika” jako autorka wspaniałych artykułów na naszych łamach. Pisała sercem i do serc Polaków.

– Jej postać, dokonania w dziedzinie kultury, historii są wielkie i wspaniałe, w pewnym sensie uniwersalne. To ona była tym heroldem, który nie pozwalał zapomnieć o przeszłości – wspomina pisarkę prof. Lech Ludorowski, prezes Towarzystwa im. Henryka Sienkiewicza.

Wszyscy, którzy mieli zaszczyt znać Barbarę Wachowicz, byli pod wielkim wrażeniem jej osobowości. – Wspaniała, odkrywcza, poszukująca, umiejąca objąć mnóstwo rzeczy. Ogarniała wielki obszar kultury w swoich książkach. Miała ogromną wiedzę, intuicję. To, co pisała, było genialnie przenikliwe, historycznie bardzo mądre, a jednocześnie bardzo oryginalne. Ktoś powiedział, że ona fotografuje przeszłość, była u niej tak wyraźnie obecna – zwraca uwagę prof. Ludorowski.

Wśród zasług Barbary Wachowicz nasz rozmówca zwraca uwagę na odkrycie nieznanej powieści matki Henryka Sienkiewicza pt. „Jedynaczka”. Przygotowane do wydania cimelium ukaże się niedługo drukiem, opatrzone m.in. wstępem Barbary Wachowicz. – Dzięki naszym poszukiwaniom literackim udało się też odnaleźć dwie znakomite nowele matki Sienkiewicza. Byliśmy też z Basią zaangażowani w budowę pomnika w Okrzei poświęconego matce Sienkiewicza i całej jego rodzinie, odkryliśmy metryki rodzinne, nieznane radomskie ślady genezy autora „Quo vadis” – podkreśla prof. Ludorowski.

Powiedzieć „patriotka” to za mało. – Kiedy przypominam sobie jej twórczość i jej osobę, to nade wszystko pani Barbara Wachowicz kojarzy mi się z jakąś niezwyczajną miłością do Polski i polszczyzny. W dzisiejszych czasach, kiedy na różny sposób akcentuje się pedagogikę wstydu, ona uważała, że w obrębie naszego polskiego doświadczenia są rzeczy, sprawy i osoby wspaniałe i my, idąc przez ten świat, nie powinniśmy spuszczać głowy – akcentuje prof. Kazimierz Nowosielski, literaturoznawca, poeta.

Dla Barbary Wachowicz punktem odniesienia w tej wędrówce przez życie i przez historię był polski dom. Urodziła się na Podlasiu, jej siedzibą rodzinną był dworek w Krzymoszach-Bajkach, gdzie ukochani dziadkowie Anna i Konstanty wprowadzali Barbarę w polskość, wiarę. – Ona, wędrując razem ze swoim czytelnikiem przez ten świat, nieustannie orientowała się na polski dom, powiedziałbym, że była nawet kronikarką polskiego domu. Zawsze pytała się tych, którzy to domostwo zamieszkują: skąd przychodzą, jak widzą przyszłość tych, którzy ten dom zamieszkują – zaznacza prof. Nowosielski.

Jej ulubioną epoką literacką był polski romantyzm, wyjątkowym kunsztem słowa i wiernością historii odznaczają się jej książki poświęcone pamięci naszych największych pisarzy: Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Cypriana Kamila Norwida. – Uważała, że historia to nie jest domena walki klas i ruchu anonimowych mas, tylko o jej sensie i treści decydują wybitne postaci. To może wydać się anachroniczne, bo dziś myślimy, że decyduje technologia, media, technika. Barbara Wachowicz była z pokolenia, które kładło akcent na rolę indywidualnych wyborów człowieka, które kształtują nasze człowieczeństwo i odciskają swoje piętno – mówi nam prof. Nowosielski.

Wielki talent
Posiadała dar, dziś zapomniany, a dawniej tak charakterystyczny dla kultury polskiej – prowadzenia gawędy, opowiadania cudowną, soczystą polszczyzną o polskiej historii, wielkich Polakach, pisarzach, artystach.

Zaczynała swoją pracę twórczą jako dziennikarka, potrafiła zresztą swój warsztat dziennikarski, doświadczenie polonistyczne wykorzystać w pisarstwie. Szukała w swoich bohaterach tego, co piękne i jasne w człowieku, a nie tego, co szare i marne.

– Miłość, z jaką przystępowała do pisania o nich, udzielała się i mam nadzieję, że będzie się udzielała czytelnikowi. Jej twórczość jest wspaniałą wyspą w morzu polskości, ocienioną wspaniałym drzewostanem, który stanowią wielkie postacie, które tak ukochała. Nie ukrywała tego, że kocha swoich bohaterów. Polskość widziała w osoczu kultury śródziemnomorskiej. To nie była wyspa wyizolowana, ale otoczona wodami, dopływami, powietrzem, wiatrami wielkiej kultury śródziemnomorskiej, której sercem jest chrześcijaństwo i tradycja grecko-rzymska – mówi prof. Nowosielski.

Dumna z młodych
Barbara Wachowicz to wielki autorytet dla harcerzy polskich. Pokazywała młodzieży najpiękniejsze wzory – bohaterów „Kamieni na szaniec”: „Alka, ”Rudego„, ”Zośkę„, przerzucała mosty pomiędzy pokoleniami. – Pamiętam Barbarę Wachowicz, gdy prowadziła wiele kominków w czasie Rajdu Arsenał, pamiętam jej wspaniałe gawędy dla młodzieży, które potrafiły wyciskać łzy z oczu. Później, po latach prowadziła promocję mojej książki o Szarych Szeregach na warszawskiej Pradze. Wtedy okazało się, jak wiele z tych harcerzy jest jej znajomymi. Uczestniczyła w naszych uroczystościach, ostatni raz widzieliśmy się 16 października 2017 r. na Wawelu, w 200. rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki. Będzie nam jej bardzo brakowało, wspominać ją dziś będziemy w modlitwie. Nasze życie jest wędrówką, ważne, żeby zostawić po sobie ślad. Pani Barbara Wachowicz zostawiła po sobie wspaniały ślad – wskazuje prof. Grzegorz Nowik, przewodniczący ZHR.

Była dumna z młodzieży, wszystkie rzeczy, które robiła, były z myślą o młodych. – Harcerze zajmowali w jej sercu szczególne miejsce. Wielka patriotka, kochała harcerzy, okazywała to na każdym kroku. Bardzo nas ceniła. Angażowała harcerzy we wszystkie przedsięwzięcia. To był zaszczyt jej pomagać – mówi Anna Dudzik, harcmistrzyni z Mazowieckiej Chorągwi Harcerek ZHR.

Młodzież ją kochała, z zapartym tchem słuchała barwnych opowieści. – Z perspektywy wielu lat znajomości widzę, jak była niezłomna w upowszechnianiu patriotyzmu, zakorzenianiu wartości wśród młodych ludzi. Była wierna temu przekazowi, wierna wartościom patriotycznym, które pokazywała na przykładach wspaniałych Polaków – wspomina red. Dariusz Pogorzelski z Telewizji Trwam. – Jako nastolatkowie byliśmy bardzo poruszeni, jak obrazowo, pięknie opowiada. Potem miałem to szczęście, że mogłem panią Barbarę zapraszać do ”Polskiego punktu widzenia„. Zawsze te programy cieszyły się wielką popularnością – dodaje nasz rozmówca.

Od wielu lat Barbara Wachowicz współpracowała z ”Naszym Dziennikiem„. To na naszych łamach ukazywały się cykle jej porywających artykułów o bohaterach Powstania Warszawskiego, matkach wielkich Polaków, siedzibach pisarzy i poetów. Ostatni artykuł – ”Bohaterowie Legionów i ojcowie bohaterów„, poświęcony ojcom Jana Bytnara ”Rudego„ i Krzysztofa Baczyńskiego, ukazał się 2 maja br. Niósł jak zawsze ponadczasowe przesłanie: miłość Ojczyzny stwarza silny Naród.

Mimo choroby pani Barbara miała nadzieję, że jeszcze napisze wiele tekstów dla ”Naszego Dziennika„. Obiecywała, że dalej będzie służyć nam swoim talentem. Dziękujemy za dar przyjaźni, za dobro, jakie swoim słowem siała w duszach śp. Barbara Wachowicz.

Małgorzata Rutkowska

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/198 ... ercem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 30 cze 2018, 13:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Zmarła Irena Szewińska

W piątek przed północą w wieku 72 lat zmarła Irena Szewińska, najwybitniejsza lekkoatletka w dziejach polskiego sportu.

Obrazek

„Irena zmarła około godziny 23.30 w Warszawie, w Wojskowym Instytucie Medycznym przy ulicy Szaserów. Od dłuższego czasu zmagała się z chorobą, ale dobrze się czuła. Niedawno była przecież na Pikniku Olimpijskim” – powiedział PAP mąż Janusz Szewiński.

Podczas pikniku 9 czerwca w rozmowie z PAP Szewińska podkreśliła, że „najważniejsze w tym wszystkim są dzieci. Jeśli zasmakują jakiejkolwiek konkurencji, dyscypliny czy aktywności fizycznej, to możemy mieć pewność i cieszyć się, że wchodzą na piękną drogę. Sport jest fantastycznym wynalazkiem”.

Jak wspomniała, jej kariera rozpoczęła się od... przypadku. „Przebiegłam na szkolnym sprawdzianie tak szybko, że nauczycielka poprosiła o powtórkę, bowiem sądziła, iż popełniła błąd przy pomiarze czasu. Lekkoatletykę zaczęłam uprawiać jesienią 1960 roku, mając 14 lat, w grupie uczniów Szkoły Podstawowej nr 37 w Warszawie, której trenerem był dawny oszczepnik, finalista igrzysk z Melbourne (1956) Jan Kopyto".

Dodała, że juniorski mecz w Hradec Kralove był jej pierwszym zagranicznym wyjazdem. Miała wówczas 16 lat, a dwa lata później, w 1964 roku, zdobyła w sztafecie 4x100 m złoty medal olimpijski w Tokio.

Od tamtego roku w stolicy Japonii była kilkakrotnie, działała w komisji MKOl nadzorującej przygotowania Tokio do igrzysk w 2020 roku. Jak przyznała, gospodarze mają drobne problemy, ale... „jestem przekonana, że ze wszystkimi sobie poradzą” – oceniła.

Wybitna lekkoatletka z początkiem 2014 roku przeszła chemioterapię, ponieważ wykryto u niej nowotwór, z którym walczyła już wcześniej. Wydawało się, że zwycięży bezwarunkowo, ale nowotwór wrócił. Szewińska nie poddała się, dalej walczyła z chorobą i nawet nie zrezygnowała z wyjazdu na zimowe igrzyska do Soczi.

W karierze zawodniczej zdobyła siedem medali olimpijskich: trzy złote, dwa srebrne i dwa brązowe. Ustanawiała rekordy Polski, Europy i świata w biegach na 100, 200, 400 metrów, w skoku w dal i sztafetach.

Prezydent RP Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Odeszła Pani Irena Szewińska – Pierwsza Dama polskiego sportu i Dama Orderu Orła Białego. Zdobywczyni 7 medali olimpijskich, wielokrotna rekordzistka świata. Wielka strata i wielki żal. Szanowna Pani Ireno, dziękujemy! Na zawsze pozostanie Pani w naszej wdzięcznej pamięci!”.

„Polska Rodzina Olimpijska oraz całe środowisko sportowe z niewyobrażalnym żalem odebrały w piątek 29 czerwca informację o śmierci Ireny Szewińskiej, członkini MKOl i wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, naszej najwybitniejszej lekkoatletce w historii” – napisano na stronie PKOl.

„Była Najwybitniejsza, prawdziwa Legenda, Dama, nasza Duma. Wydawała się zawsze silna, niezwyciężona” – napisał na Twitterze po śmierci Ireny Szewińskiej, najbardziej utytułowanej przedstawicielki polskiego sportu, minister Witold Bańka.

„Odeszła od Nas najwybitniejsza, wspaniała Pierwsza Dama sportu Irena Szewińska. Ogromny cios dla nas wszystkich. Pani Ireno, dziękuję za każde spotkanie, rozmowę... za wszystko...” – podkreślił szef resortu sportu i turystyki, były lekkoatleta.

„To tak bardzo boli, gdy umiera ktoś tak bliski. Ciężko się z tym pogodzić. Była Najwybitniejsza, prawdziwa Legenda, Dama, nasza Duma. Wydawała się zawsze silna, niezwyciężona. Przed metą, na tzw. kratach, śmierć Ją wyprzedziła... Już nigdy nie usłyszę: co słychać panie Witku?” – dodał Bańka.

RP, PAP

https://naszdziennik.pl/sport-pozostale ... inska.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 29 lip 2018, 18:19 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3223
KORA JACKOWSKA NIE ŻYJE. LEGENDA MUZYKI MIAŁA 67 LAT

Ostatnie przesłanie Kory: "W ŻYCIU NAJWAŻNIEJSZE JEST ŻYCIE"

Obrazek
https://www.pomponik.pl/plotki/news-kor ... Id,2612411

Kora o tym, że ma raka jajników dowiedziała się w 2014 roku. Wtedy też poinformowano opinię publiczną o tym, że zaczyna walczyć z chorobą, dlatego może na jakiś czas zniknąć ze sceny.

Jej walką z rakiem żyła cała Polska, która wspierała ją w tych trudnych chwilach.

W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" sprzed kilku miesięcy Kora opowiadała, że o chorobie dowiedziała się bardzo późno, choć badała się regularnie. Zawinili lekarze...

"Kilkanaście lat temu miałam okropne bóle, zginało mnie do ziemi, łykałam mnóstwo środków przeciwbólowych. Pewnie to już był rak, ale nikt pod tym kątem mnie nie zbadał. Nawet jak przeszłam operację, nikt nie szukał komórek rakowych. To było już po 1989 roku, ale nadal obywatel był gówno wart, a jak chory, to jeszcze mniej. No więc cały czas byłam leczona na żołądek.

Dzisiaj żaden lekarz nie powie, czy to wtedy było do zdiagnozowania. Chociaż w końcu tak fatalnie się poczułam, że poszłam do prywatnej firmy na całodzienne badania. Wszystko posprawdzali, ginekologicznie też, a na koniec mi powiedzieli, że mam zdrowie piętnastolatki. A ja byłam już w czwartym stadium raka!" - mówiła Kora.

Jackowska żaliła się także na nieprofesjonalne podejście lekarzy do chorych.

"Niestety, prawda jest taka, że jak już się zaczyna chorować, to się nie ma głowy do zdobywania wiedzy, jak chorować. Chcę podkreślić, to nie jest zła wola lekarzy. Nie widzę świadomie złej woli, natomiast widzę bałagan, bylejakość, brak procedur. Może ci wszyscy lekarze mają za dużo na głowie... Biedni, zamiast leczyć, siedzą przy papierkach i komputerze. (...) Z lekarzami szalenie trudno dochodzić sprawiedliwości" - żaliła się.

Jackowska w czasie chemii, by nie stracić włosów, zakładała specjalny hełm, który mroził jej mózg przez kilka godzin. Ból był nie do wytrzymania. Żaden lekarz nawet nie pomyślał, by temu zaradzić...

"To jest potworny ból. Coś po prostu całościowo potwornego. Bo i stopy są na lodzie, i dłonie są na lodzie, i jest hełm, który mrozi mózg. Przez trzy godziny. Nie można czytać. Rozmawiać. Słuchać. Myśleć. Nie można nic. Męka, tortura absolutnie. Dopiero od znajomych lekarzy dowiedzieliśmy się, że wystarczy wziąć dwie tabletki, by nie czuć tego koszmarnego bólu. Dwie tabletki! I to tanie tabletki. I nikt nam w szpitalu o tym nie powiedział" - opowiadała.

Głośno też było o jej walce o refundację leku, który jest bardzo skuteczny w walce z rakiem jajnika. Miesięczna dawka kosztuje jednak 24 tysiące.

"Powinnam go brać do końca życia, oby to było jak najdłużej. Więc albo pacjent zdobędzie receptę, płaci sam, albo się nie leczy. Jednak zdobycie recepty jest bardzo trudne. Czyli leczenie jest tylko dla bogaczy, bo to jest lek dla bardzo bogatych chorych kobiet. A śmierć nie wybiera, biedni też chorują" - mówiła.

By mieć na lek, Kora sprzedała mieszkanie. Na szczęście w końcu udało się wpisać go na listę NFZ. Inne kobiety chorujące na ten rodzaj raka będą wokalistce już na zawsze wdzięczne.

Lek z pewnością przedłużył życie Korze o kilka cennych lat. Niestety, nie na tak długo, jak wszyscy byśmy tego chcieli.

"Załamanie nastąpiło tydzień temu. Energia nie opuściła ją prawie do samego końca. Odeszła w najlepszych warunkach z możliwych, w domu, wśród przyjaciół" - powiedziała na antenie Radia TOK FM Magda Środa.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 29 lip 2018, 18:21 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3223
Tomasz Stańko nie żyje. Był ikoną polskiego jazzu

Dzisiaj, 29 lipca (13:06)
Jeden z najwybitniejszych muzyków w historii polskiego jazzu zmarł dziś nad ranem 29 lipca 2018 roku w szpitalu onkologicznym w Warszawie. Od kilku miesięcy chorował na raka płuc. Miał 76 lat.

O jego śmierci poinformowali Tomasz Tłuczkiewicz, przyjaciel artysty i Paweł Brodowski, redaktor naczelny "Jazz forum".

Był trębaczem, kompozytorem i aranżerem, liderem wielu zespołów. Muzykiem znanym i cenionym nie tylko na polskiej, ale i europejskiej scenie jazzowej. Doceniany był również w Stanach Zjednoczonych, gdzie często grywał z amerykańskimi muzykami i przez kilka lat mieszkał w Nowym Jorku.

Wybitnego artystę wspomina Magdalena Miśka-Jackowska, dziennikarka RMF Classic, która wielokrotnie rozmawiała z Tomaszem Stańko.

Spotykaliśmy się zawsze u niego w domu, w sercu starej Warszawy i widać było, że czuje się tam doskonale. Esteta, kolekcjoner, jego piękna kolekcja dywanów przeszła już do legendy. To był człowiek, któremu nie było wszystko jedno, ani to, co jest dookoła niego, ani to, co ma na sobie. Był wielkim miłośnikiem garniturów z Krakowa. To w Krakowie kilkadziesiąt lat temu, jak opowiadał, zobaczył na ulicy elegancko ubranych jazzmanów i tak postanowił się nosić. W jego muzyce także nie było bylejakości, zawsze zdumiewał mnie wiedzą. Wiedział doskonale kto w najmniejszym klubie jazzowym świata na końcu globu gra wspaniale i kogo trzeba do Polski przywieźć. Młodzi go uwielbiali, na scenie nie było podziału i nie było dystansu, chociaż ze swoim młodym zespołem bardzo długo był na "pan". Nauczył wielu Polaków słuchać jazzu, bo jego jazz nie był niedostępny. Mówił, żeby improwizować, trzeba popełniać błędy, dokładnie tak samo jest w życiu - mówi dziennikarka RMF Classic.

Pytany jesienią 2017 r., czy wystarczy w kolejnym kroku uzasadnić fałszywą nutę, aby wyjść z sytuacji obronną ręką przyznał: To bardzo ważna życiowa umiejętność. Człowiek popełnia błędy, ale sztuką jest później z tego błędu wybrnąć. W jazzie uzasadnia się błąd - przypuszczam, że robił to już Mozart, który nie poprawiał swoich partytur. Pisał bezbłędnie i dzięki temu miał tę świeżość pierwszego, intuicyjnego brzmienia. Później, gdy coś było niezgodne z prawidłami harmonii, uzasadniał to ciekawym rozwiązaniem, następną nutą. Wolał to zrobić niż poprawiać - to był geniusz!

Pytany, czy to dzięki improwizacji muzyka grana na żywo tak dalece odbiega od tego co słyszymy w nagraniu na płycie mówił o znaczeniu osobowości muzyka jazzowego. Ona jest ważna, odpowiada za styl, unikatowość. Charlie Parker gra na saksofonie inaczej niż John Coltrane. Ja lubię grać z młodymi - oni mają w sobie wszystko i jeszcze coś nowego, dzięki czemu sam mogę znaleźć się w nieco innym czasie niż jestem - mówił jazzman.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odeszli...
PostNapisane: 31 lip 2018, 12:37 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7524
Lokalizacja: Podlasie
Jacenna napisał(a):
Tomasz Stańko nie żyje. Był ikoną polskiego jazzu...


Jak na TT pisał Stanisław Janecki:
Było w Polsce trębaczy wielu,
Arcymistrz jeden - Tomasz Stańko.


R.I.P.+

Obrazek

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 162 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /