Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 494 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 29, 30, 31, 32, 33
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 22 maja 2017, 08:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37506
Jego gaża jest tak ogromna, że na pewno nie chodzi o pieniądze, bo ma ich tyle, że może w nich pływać jak w oceanie. Albo robi to z czystego zła, jakie opanowało jego duszę, albo dostał propozycję nie do odrzucenia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 22 maja 2017, 09:38 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30218
Asindziej napisał(a):
Jego gaża jest tak ogromna, że na pewno nie chodzi o pieniądze, bo ma ich tyle, że może w nich pływać jak w oceanie. Albo robi to z czystego zła, jakie opanowało jego duszę, albo dostał propozycję nie do odrzucenia.

Myślę, że lewacki szatan wykorzystuje w ten sposób jego wielką popularność.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 03 lip 2017, 11:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37506
http://www.bibula.com/?p=96464#utm_sour ... medium=rss

Jawny satanista promuje walkę z rodziną. Nie dziwi więc to poparcie dla islamu.

Kopia artykułu:

Potwór z dziećmi
Aktualizacja: 2017-06-30 7:16 pm

Choć wykroczymy w ten sposób poza główny obszar zainteresowań bloga, warto byłoby powiedzieć słówko o jednym z najlepszych piłkarzy świata, Cristiano Ronaldo.

Świat obiegła wiadomość, że CR7 ponownie został ojcem, tym razem bliźniąt. Osobnik ten ma ponadto siedmioletniego synka. Dzieci za każdym razem urodziły surogatki, które pozostają anonimowe. Media głównego nurtu mając problem z tą informacją, chyba najczęściej wybierają formułę neutralną pisząc, że „Cristiano Ronaldo pokazał światu bliźniaki”. Tymczasem taka forma powiększania rodziny nie jest dobra ani nawet obojętna. To nienormalność.
Trzeba być POTWOREM, by odmówić własnym dzieciom posiadania matki.
Patrzcie, tak wygląda potwór z dziećmi.

Obrazek

Nie chcę wnikać, jakie są przyczyny nienormalności CR7. Czy przewróciły mu w głowie pieniądze, czy jest kryptohomoseksualistą, czy stało się z nim cokolwiek innego. Cristiano Ronaldo jest wybitnym piłkarzem, nikt mu nie odbiera ani nie odbierze osiągnięć na murawie. Ale na jego pozaboiskowe poczynania po prostu nie chce się patrzeć.

Krusejder

Za: Młot na posoborowie (30 czerwca 2017)
http://przedsoborowy.blogspot.com/2017/ ... iecmi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 03 lip 2017, 12:27 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7358
Lokalizacja: Podlasie
Asindziej napisał(a):
Potwór z dziećmi


I weź daj takiemu miliony. W głowie mu się później przewraca.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 04 sie 2017, 07:13 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30218
Światowe echa oprawy meczu Legii

Kibice i internauci chwalą, a dziennikarze zwracają uwagę, że polski klub musi się liczyć z reakcją UEFA – informacje i zdjęcia nawiązującej do rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego oprawy meczu Legii Warszawa z FK Astana (1:0) w piłkarskiej Lidze Mistrzów obiegły światowe media.

Obrazek

„W czasie Powstania Warszawskiego Niemcy zabili 160 000 ludzi, tysiące z nich były dziećmi” – głosił napis, który został zobrazowany ilustracją oficera w niemieckim mundurze z pistoletem skierowanym w głowę dziecka w czapce z biało-czerwoną flagą. 73. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, która przypadła dzień przed spotkaniem, uczczono także kartoniadą w narodowych barwach i napisem „1944”, minutą ciszy, krótkim wyciem syren i chóralnym odśpiewaniem „Mazurka Dąbrowskiego”.

Brytyjski „Daily Record” napisał o „uderzającym antynazistowskim” pokazie przed meczem Legii, ale i zwrócił uwagę, że kibice stołecznej drużyny w przeszłości byli już autorami kontrowersyjnych opraw. Przypomniano transparent, na którym UEFA porównano do świni i podpisano, że „futbol nie ma znaczenia, liczą się pieniądze”. Była to reakcja fanów warszawskiego zespołu na walkower w meczu z Celtikiem Glasgow, co oznaczało wykluczenie Legii z rozgrywek Ligi Mistrzów w sezonie 2013/2014.

Zdaniem bulwarówki „The Sun”, banner opuszczony z dachu trybuny był prowokacyjny. Oprawę zauważono też we Włoszech, m.in. portal calciomercato.com, który informacyjnie wyjaśnił, że fani chcieli uczcić kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego, w Czechach i na Bałkanach.

Strona chorwackiej gazety „24sata” napisała, że kibice oddali hołd uczestnikom Powstania Warszawskiego, podczas którego Niemcy dokonali masowych zbrodni na cywilach, a Hitler nakazał zrównać miasto z ziemią. Jednocześnie zaznaczono, że UEFA nie toleruje nawiązań i odniesień politycznych, dlatego Legia może się spodziewać kary.

Informacja wywołała lawinę komentarzy czytelników. „Najlepsza choreografia, jaką kiedykolwiek widziałem” – to jeden z wpisów chorwackich internautów, a inny dodał: „Nie rozumiem, dlaczego UEFA miałaby karać Legię? Oni tylko przypominają historię i potworny nazizm”.

Z kolei niemiecki portal sport1.de napisał m.in. o „szokującej oprawie” dla przypomnienia zbrodni nazistowskich, a belgijski „7sur7” ocenił inscenizację jako „mrożącą”.

Jak ustaliła PAP, w stołecznym klubie przed środowym meczem delegat UEFA Anglik Mike Foster na odprawie przedmeczowej wyraził zgodę na minutę ciszy oraz oprawę, która miała uczcić ofiary Powstania Warszawskiego. Nie znał jednak szczegółów scenografii.

Autorzy oprawy odmówili komentarza. Wiadomo jednak, że do jej stworzenia zainspirowała ich fotografia z Powstania Warszawskiego.

Legia wygrała z FK Astana 1:0, ale nie odrobiła strat z pierwszego meczu w Kazachstanie, który zakończył się jej porażką 1:3. Mistrzowie Polski wystąpią teraz w czwartej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/sport-pilka- ... legii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 08 sie 2017, 09:44 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7358
Lokalizacja: Podlasie
Anita Włodarczyk - ZŁOTO
Malwina Kopron - BRĄZ


Brawo biało-czerwone dziewczyny !

Obrazek

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 10 sie 2017, 09:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37506
http://niezlomni.com/kolejna-odslona-to ... elu-wideo/

Kolejna odsłona totalnej dominacji Polaków. To nasz sport narodowy od wielu lat [WIDEO]
Opublikowane 2017/08/09 w Wiadomości ze świata

Obrazek

Skoki narciarskie, siatkówka, rzut młotem i kilka innych dyscyplin obwołano polskim sportem narodowym. Nikt nie wymienia latania precyzyjnego, a to w nim Polacy odnoszą największe sukcesy!

Polscy piloci zdominowali mistrzostwa świata. ZŁOTO dla Krzysztofa Skrętowicza indywidualnie, ZŁOTO w lądowaniach, ZŁOTO w nawigacji i ZŁOTO drużynowe. Całe podium obstawili Polacy! Brawo, brawo, brawo!!!

– dowiadujemy się z wpisu na facebookowym profilu Air Sports Promotion.

Obrazek

Na podium stanęli też wielokrotny mistrz świata Janusz Darocha i Michał Wieczorek. Co więcej 4. miejsce zajął inny Polak – Bolesław Radomski. Kolejni Polacy byli na 7., 11. i 13. miejscu.

Obrazek

Można powiedzieć, że nie zdobyliśmy na tych mistrzostwach tylko dwóch medali

– stwierdził właśnie Radomski, wyliczając sukcesy Polaków.



Sukcesy w austriackim Spitzerbergu to kolejne potwierdzenie precyzji polskich pilotów, którzy od lat zostają mistrzami świata. Najlepsi po kilka razy byli Wacław Nycz, Janusz Darocha i Krzysztof Wieczorek, a na najwyższym stopniu podium stawali też Krzysztof Lenartowicz, Włodzimierz Skalik, Michał Wieczorek i Bolesław Radomski.

W Austrii wystartowało 63 pilotów – 56 mężczyzn i 7 kobiet. Reprezentowali 15 państw z czterech kontynentów. Najdalej mieli piloci z Nowej Zelandii. Najstarszy pilot miał 76 lat, najmłodszy 25.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 16 sie 2017, 13:34 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7358
Lokalizacja: Podlasie
Nic śmiesznego ...


_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 02 wrz 2017, 08:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37506
https://wpolityce.pl/sport/355645-warsz ... +Najnowsze)

Warszawska Skra zostanie zlikwidowana. "W najgorszych koszmarach nie śniło mi się, że będę ostatnim prezesem RKS Skra Warszawa"
opublikowano: 2017-08-31 16:23:02+02:00

Prezes Skry Warszawa Krzysztof Kaliszewski oficjalnie zapowiedział likwidację tego klubu sportowego. To wynik decyzji miasta St. Warszawa o przekazaniu nieruchomości, na której działa klub do 30 września.
Zostaliśmy zobligowani do przekazania nieruchomości do 30 września. Nie wiem z czym to się wiąże i czy zawodnicy będą mieli możliwość trenowania. W najgorszych koszmarach nie śniło mi się, że będę ostatnim prezesem RKS Skra Warszawa
— powiedział Kaliszewski na czwartkowej konferencji prasowej.
Wcześniej utworzony został inny klub działający na tym samy obiekcie OKS Skra Warszawa. To wybieg prawny z powodu zadłużenia RKS Skra.
Zamierzamy dalej prowadzić działalność sportową jako OKS. Jeżeli będą dogodne warunki ze strony miasta na działalność klubu, to jest możliwe, że sport przetrwa na tym obiekcie
— przyznał Kaliszewski.
Obiekt jest jednak w opłakanym stanie. Jedyne inwestycje przeprowadzone w ostatnich latach to wymiana parkietu w hali sportowej (300 tys. zł) oraz budowa bieżni tartanowej (150 tys. zł). Miasto za zaniedbania obiektów sportowych wini klub sportowy, z tego powodu zdecydowało się nie przedłużać umowy o użytkowaniu wieczystym.
Wszyscy zarzucają nam, że taki stan rzeczy jest od wielu lat. Ale ten teren nie jest naszą własnością. Dlaczego wcześniej nikt nie reagował, kiedy ten obiekt niszczał. Nie jest realne, aby stowarzyszenie było w stanie utrzymać taki obiekt. Oczywiście biorę na siebie odpowiedzialność za ostatnie lata, ale teraz trwa likwidacja klubu. Spłacaliśmy zadłużenia, ale w momencie, kiedy obłapili nas komornicy wysłani przez urzędników miasta st. Warszawa, to straciliśmy płynność finansową
— tłumaczył prezes klubu.
Miasto planuje gruntownie zmodernizować obiekt. Według szacunków koszt inwestycji może wynieść ponad 400 mln zł; miasto liczy na wsparcie Ministerstwa Sportu. Władze klubu krytycznie oceniają ten plan.
Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że Warszawa zamierza wybudować samodzielnie stadion lekkoatletyczny na Skrze. Jednak, aby wybudować nowoczesny stadion sportowy należy zmodyfikować lub uchylić obecny plan. Przede wszystkim trzeba ustalić jakie są potrzeby społeczeństwa i klubu, a potem dostosować do nich ten plan
— podkreślił Kaliszewski.
Wątpliwości budzi głównie budowa stadionu w kształcie podkowy z otwartą przestrzenią na południe - czyli od strony zawietrznej. Na terenie natomiast jest wiele dróg trawiastych, które uniemożliwiają budowę stadionu rozgrzewkowego. Plan nie uwzględnia natomiast budowy parkingów.
Miasto traktowało nas jako klub komercyjny, ale my takim nie jesteśmy. To nie jest tylko nasz problem, ale całego sportu w Warszawie. W sumie trenuje u nas na stałe 243 zawodników oraz drużyna rugby Legii Warszawa. Nie jest więc prawdziwa opinia miasta, że u nas nie ma sportu. Przedstawiciele miasta cały czas rzucają nam kłody pod nogi
— zakończył Kaliszewski.

wkt/PAP

autor: wSumie.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 06 wrz 2017, 19:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37506
http://www.infonurt3.com/index.php?opti ... 6-12-23-37

Na mistrzostwa Europy poleciała na swój koszt. Wróciła ze srebrnym medalem: Mam duszę wojown

Sylwia Kusiak podczas listopadowych mistrzostw Europy w boksie wywalczyła srebrny medal. Niewiele brakowało, a utalentowanej zawodniczki zabrakłoby na czempionacie Starego Kontynentu. Do Bułgarii musiała polecieć na swój koszt.
http://www.ebay.pl/itm/252584959175?ssP ... 1555.l2649

Obrazek

WP SportoweFakty: Przywiozła pani z Bułgarii wspaniałą pamiątkę - srebrny medal mistrzostw Europy seniorek. Plan wykonany w stu procentach i maksymalny poziom satysfakcji osiągnięty?

Sylwia Kusiak: Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, ponieważ dokładnie 5 lat temu również sięgnęłam po srebro mistrzostw Europy. Teraz ponownie czuję pewien niedosyt, bo do pełni szczęścia zabrakło tak niewiele. Oczywiście, cieszę się z wicemistrzostwa, bo przecież jako jedyna Polka boksowałam w finale mistrzostw Starego Kontynentu, ale przyznam, że celowałam w złoto. Medal może i jest pamiątką, którą zdążyłam się już nacieszyć. Z chęcią podaruję go na cele charytatywne, chociażby na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Sposób na panią znalazła dopiero w finale Zenfira Magomedalijewa, zwyciężając jednogłośnie na punkty. Rosjanka była poza zasięgiem czy chłodna analiza tego startu wskazuje na to, że można było zrobić coś więcej?

- Tego dnia Rosjanka była poza moim zasięgiem. Z pewnością jest najsilniej bijącą zawodniczką, z jaką kiedykolwiek boksowałam, jej mistrzostwo świata z 2014 roku na pewno nie było przypadkowe. Finał z najlepszą zawodniczką na świecie tylko pokazał, jak niewiele brakuje mi do mistrzyni globu. Każdą rundę przegrałam z niewielką stratą, co bardzo dobrze rokuje na przyszłość. Dodam jeszcze, że ze wszystkich medalistek mistrzostw Europy w swojej wadze jestem najmłodsza.

Z drugiej strony, skoro wspomniałem o ewentualnym niedosycie, warto zaznaczyć, że niewiele brakowało, a w Bułgarii w ogóle by pani zabrakło. Zastanawiam się, ile trzeba mieć w sobie samozaparcia, żeby przejść przez te problemy związane z wyjazdem na mistrzostwa Europy.

- Mam duszę wojownika i gdy tylko dowiedziałam się, że jednak nie jadę na mistrzostwa Europy - niby z braku pieniędzy w Polskim Związku Bokserskim, a było to na kilka dni przed odlotem - postanowiłam, że zrobię absolutnie wszystko, co tylko mogę, by na nie pojechać. Walczyłam do samego końca. Prosiłam i błagałam każdego, kto miał choć niewielki na to wpływ. Wiedziałam, że to w rękach byłego już prezesa Polskiego Związku Bokserskiego, Zbigniewa Górskiego, był mój los. Pan prezes w końcu zgodził się na wyjazd, jednak tylko na swój koszt.

Zbieranie funduszy na wyjazd do najłatwiejszych zadań nie należało?

- Jako że nie było już czasu na szukanie potencjalnych sponsorów - zapłaciłam 4,5 tysiąca złotych z własnych pieniędzy, które dość długo odkładałam. Proszę pomyśleć, jak bardzo musiałam w siebie wierzyć. Nigdy nikogo nie prosiłam o pomoc, nigdy też nie miałam i nie szukałam sponsorów. Boks jest moją życiową pasją od jedenastu lat. Nie mam z tego pieniędzy, ale głęboko wierzę, że w przyszłym roku się to zmieni, bo jest szansa, że otrzymam stypendium z Ministerstwa Sportu. Ale to jeszcze nic pewnego. Może znajdzie się też niebawem jakaś firma, która zaoferuje swoją pomoc, chociażby w odżywkach i suplementach dla sportowców lub sprzęcie i ubraniach. Byłabym niezwykle wdzięczna.

W ostatnich kilkunastu miesiącach przeszła pani prawdziwą przemianę. Czytałem, że udało się zgubić sporo kilogramów dzięki odpowiedniej diecie i ciężkiej pracy na sali treningowej. To chyba kolejny, obok tego srebra, powód do dumy?


- Największym dla mnie powodem do dumy jest powtórzenie sukcesu sprzed pięciu lat. To dopiero wyczyn, gdyż od 2013 roku do połowy bieżącego nie trenowałam boksu. Skupiłam się na studiach i dorywczej pracy, przez co sporo przytyłam i się zaniedbałam. Rok temu postanowiłam wziąć się za siebie i zrzuciłam 28 kg - dietą i treningami na siłowni. Dopiero ważąc 80 kg - pół roku temu, wróciłam na salę bokserską. I jak już wróciłam, to z niebywałym głodem walki. We wrześniu zdobyłam mistrzostwo Polski, w październiku wygrałam turniej Feliksa Stamma, a w listopadzie wywalczyłam wicemistrzostwo Europy.

Treningi łączy pani ze studiami dziennikarskimi. Zatem w przyszłości Sylwię Kusiak zobaczymy pracującą w telewizji przy okazji wydarzeń pięściarskich? To jest pomysł i drogowskaz, czy zupełnie inne nadzieje wiąże pani ze studiami?

- Uwielbiam rozmawiać z ludźmi, uwielbiam ich poznawać. Każdy człowiek ma swoją historię, ma coś do powiedzenia. Zobaczymy, jak dalej potoczy się moje życie i co będę robić w przyszłości, może i będę związana z dziennikarstwem. Przede mną w końcu jeszcze ponad dwa lata studiów.

Obrazek
Sylwia Kusiak zrzuciła aż 28 kg i została wicemistrzynią Europy


Wracając do sportowej przyszłości - jakie plany na najbliższy czas? Te bliższe to zapewne kolejne międzynarodowe starty, a te dalsze - sięgają Igrzysk Olimpijskich Tokio 2020? W końcu na medal w pięściarstwie czekamy od 1992 roku.

- Od niedawna nowym prezesem PZB jest były trener kadry narodowej kobiet, twórca boksu kobiet w Polsce - Leszek Piotrowski. Mam głęboką nadzieję, że coś się zmieni w działaniu PZB, co przyniesie korzyści trenerom jak również zawodnikom. Znam pana Leszka Piotrowskiego i wiem, że jest szansa na pozytywne zmiany i co najbardziej istotne, zobaczymy polskich bokserów na igrzyskach w Tokio. A ja obiecuję, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by się w Tokio pojawić i zdobyć medal.

Rozmawiał Piotr Jagiełło


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 02 paź 2017, 14:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37506
http://historia.org.pl/2017/01/11/jerzy ... ch-czasow/

Jerzy Pawłowski – „szablista wszech czasów”
Iwona Gornicka | 11 stycznia 2017 19:48

Jerzy Pawłowski był wybitną postacią polskiego sportu. Odnosił sukcesy zarówno drużynowo, jak i indywidualnie. Był sześciokrotnym olimpijczykiem. Na swoim koncie miał wiele medali Mistrzostw Świata oraz Polski. Warto przyjrzeć się tej niezwykłej postaci, która zapisała niezwykłą kartę w historii polskiej i światowej szermierki.


Szukanie własnej drogi

Jerzy Pawłowski urodził się w październiku 1932 r. jako syn Władysława oraz Eleonory. Jego rodzina była bardzo patriotyczna. Dziadek służył w Legionach Piłsudskiego, ojciec Jerzego zaś brał udział w wojnie obronnej w 1939 r. Uczestniczył także działaniach w jednym z batalionów Armii Krajowej „ Zośka”. Również sam Jerzy w dzieciństwie udzielał się w formacjach pomocniczych AK1 . Zainteresowanie sportem wykazywał już od dzieciństwa. Grał w piłkę, interesował się lekkoatletyką. Zaczął nawet skakać o tyczce, jednak przygodę z tą dyscypliną zakończył po jednym z upadków, kiedy to podczas skoku tyczka uległa złamaniu. Coraz bardziej skłaniał się za to ku szermierce. Z pewnością, wydarzeniem istotnym było znalezienie szabli, podczas kopania dołu na śmieci. Owa szabla od razu przypadła mu do gustu. Mógł podobnie jak bohaterowie sienkiewiczowskich powieści (Wołodyjowski, Skrzetuski) toczyć wielkie pojedynki. Z pewnością połączenie tych dwóch rzeczy zaowocowało faktem, iż Jerzy postanowił w końcu zapisać się na zajęcia z szermierki.

Początek sportowej przygody

W lutym 1949 r. trafił do stołecznego klubu Ogniwo, później do Gwardii, a od 1952 r. do CWKS Legia2 . Na pierwszy trening przyjęli go Irena Nawrocka, którą obserwował podczas treningu oraz węgierski trener, Janos Kevey3 . Jego umiejętności oraz postępy, jakie robił podczas treningów, spowodowały, iż z każdym rokiem stawał się coraz bardziej znaczącym zawodnikiem. Tym bardziej, iż ćwiczył się w dwóch broniach – szabli i florecie. Najlepiej o jego postępach świadczyć może fakt, że już rok po rozpoczęciu treningów zdobył tytuł wicemistrza Polski seniorów. W wieku 18 lat trafił do kadry narodowej.

Sukcesy i porażki

Pierwszy tytuł mistrza Polski we florecie udało mu się zdobyć w 1952 r. Miał wtedy również miejsce jego pierwszy start na olimpiadzie w Helsinkach. Dotarł wtedy wraz z Wojciechem Zabłockim do półfinału indywidualnego turnieju w szabli. Wysoki poziom techniki, temperament oraz zaciętość sprawiły, iż mimo braku sukcesów na Olimpiadzie polscy zawodnicy zostali okrzyknięci „cudownymi dziećmi„. W przyszłości udowodnili, że w pełni zasłużyli na to miano. Duża zasługa przypadła węgierskiemu trenerowi, gdyż to on postawił na młodych zawodników. Ciężka praca Jerzego zaowocowała już w 1953 r. Na Mistrzostwa w Paryżu dostał się do swojego pierwszego finału. Zajął wówczas 7. miejsce. Rok później, na Mistrzostwach Świata w Luksemburgu, Pawłowski bliski był medalu. Eliminacje i półfinały przeszedł bez większych kłopotów. Swą decydującą walkę o medal wygrał z Węgrem Berczellym 5:1. Jednak po obliczeniu trafień zadanych uplasował się na czwartej pozycji. Podium w całości przypadło zaś Węgrom. Przed kolejnymi mistrzostwami, tym razem we Włoszech, jego start stał pod znakiem zapytania. Wskutek zachorowania na żółtaczkę na kilka miesięcy musiał zaprzestać treningów. Jednak po wyjściu ze szpitala udało mu się szybko wrócić do formy. W Rzymie startował aż w czterech konkurencjach: we florecie - indywidualnie i drużynowo oraz szabli, również indywidualnie i w drużynie. We florecie indywidualnym doszedł do półfinału. Drużynowo zaś uplasowali się na 4. miejscu. W szabli poszło mu znacznie lepiej. Eliminacje i półfinały przeszedł ponownie bez większych komplikacji. W finale ostatecznie zajął 5 miejsce. Na kolejnych igrzyskach w Melbourne w 1956 r. zdobył srebro w turnieju indywidualnym oraz drużynowym. Po raz pierwszy po tytuł Mistrza Świata sięgnął w Paryżu w 1957 r. Finał ten przeszedł do historii nie tylko z powodu zwycięstwa Polaka, lecz także niekompetencji organizatorów. W epoce dominacji węgierskich szablistów nikt nie spodziewał się, że tytuł może trafić w ręce zawodnika innego niż węgierski. Organizatorzy nie posiadali więc nagrania z polskim hymnem. Z pomocą przyszli jednak polscy kibice, którzy stanęli na wysokości zadania i sami odśpiewali hymn, dając tym niezwykły dowód swego zaangażowania. Dwa lata później węgierska hegemonia została przełamana i polscy szabliści wywalczyli złoty medal w drużynie. W finale pokonali ekipę węgierską. Zwycięstwo było o tyle cenniejsze, iż zdobyte zostało w Budapeszcie. Indywidualnie zaś Pawłowski zajął 3. miejsce, zdobywając brązowy medal. W 1960 r. na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie sukces osiągnął drużynowo, zdobywając srebro. Indywidualnie dobrze szło mu do półfinału. W finale, jak sam mówił: ”Mówią mi, że jestem dobry i technicznie i taktycznie, a jak przyjdzie co do czego, to tak się usztywniam, że nie mogę walczyć”4 . Na kolejnym turnieju w Turynie Polacy sprawili dużą niespodziankę. W finale mistrzostw znalazło się bowiem aż trzech naszych reprezentantów – Pawłowski, Ochyra i Zabłocki. W półfinale Pawłowski zamierzył się z Emilem Ochyrą i przegrał 5:2. W kolejnych walkach pozbierał się i je zwyciężył. W decydującej zaś walce z Rylskim przegrał. E. Ochyra zdobył srebro, a W. Zabłocki brązowy medal. Pawłowski ostatecznie uplasował się na 4. miejscu. Drużynowo udało się wywalczyć polskiej ekipie złoty medal. W 1963 r. Mistrzostwa Świata organizowane były w Gdańsku. Z tego powodu J. Pawłowskiemu oraz całej drużynie zależało na osiągnięciu jak najlepszych wyników. Ich celem stało się zdobycie złotych medali. Niestety, mistrzostwa te miały słodko – gorzki przebieg. Pawłowskiemu nie udało się wywalczyć złotego medalu. W finałowej walce uległ reprezentantowi Związku Radzieckiego - Jakowi (Jaszy) Rylskiemu. Zdobył srebrny medal. Cel udało się natomiast osiągnąć polskiej drużynie, która wywalczyła upragniony złoty medal. Po gdańskim turnieju Pawłowski jeszcze ciężej pracował na treningach, by móc na zbliżającej się olimpiadzie w Tokio urzeczywistnić swe marzenie o olimpijskim tytule. Niestety, występ w Tokio zakończył się dla niego bez upragnionego złota. Na swoją szansę musiał poczekać kolejne cztery lata. Lepiej natomiast wypadł start polskiej drużyny, która wywalczyła brązowy medal. W obliczu rozczarowania doznanego w Tokio kolejne Mistrzostwa Świata w Paryżu były dla polskiego zawodnika bardzo pomyślne. Udało mu się kolejny raz sięgnąć po upragniony złoty medal. W finałowej walce pokonał Węgra - Miklosa Meszena 5:0, zostając tym samym Mistrzem Świata. Sukces ten powtórzył także rok później w Moskwie, gdzie kolejny raz był najlepszy.


„Musisz być mistrzem”

Owe słowa, wypowiedziane przez mjr. Kervey’a na początku sportowej drogi Jerzego Pawłowskiego, spełniły się w 1968 r. na Igrzyskach Olimpijskich w Meksyku. Pawłowski zdawał sobie sprawę, iż tej szansy nie może zmarnować. Po tylu latach ciężkiej pracy i wyrzeczeń był gotowy na upragniony sukces. Eliminacje i półfinały przechodzi, jak w większości wypadków, bez większych kłopotów. Finałowe starcie miał z Markiem Rakitą. Była to zacięta walka, w której losy złotego medalu ważyły się do samego końca. Tę walkę udało się mu jednak zwyciężyć. Nie dał się ponieść nerwom i utrzymał skupienie do samego końca. Olimpijskie złoto było uwieńczeniem wieloletniej kariery. Gratulacje płynęły ze wszystkich stron. Nawet ówczesny Minister Obrony Narodowej – gen. Wojciech Jaruzelski posłał swój telegram z gratulacjami.

Sukcesy turniejowe

Oprócz igrzysk olimpijskich oraz mistrzostw świata i Polski, Jerzy Pawłowski uczestniczył także w licznych turniejach, odbywających się w różnych zakątkach świata. Jednym z nich był odbywający się corocznie w Nowym Jorku turniej Martini Rossi. W swym debiucie zajął 3. miejsce. W kolejnych startach systematycznie poprawiał swoje wyniki. Z czwartego miejsca stopniowo przesuwał się ku pierwszemu. W latach 1967- 1969 trzykrotnie z rzędu udało mu się zwyciężyć ów turniej. Startował także w Challenge „Martini” rozgrywanych w Brukseli. Były to prestiżowe zawody, w których startowali czołowi zawodnicy z całego świata. We wszystkich pięciu startach Pawłowski dwa razy był drugi, raz trzeci i dwukrotnie pierwszy. W 1968 r. zdobył puchar turnieju. Klasyfikacja obejmowała bowiem wyniki z pięciu lat.

Życie pozasportowe

Od 1954 r. pełnił wojskową służbę zawodową, pracując m.in. jako asystent w Instytucie Badań Społecznych przy Wojskowej Akademii Politycznej w Warszawie, następnie zaś w Wojskowym Instytucie Prawniczym przy WAP. W 1968 r., czyli przed samą olimpiadą w Meksyku udało mu się zdać wszystkie egzaminy i obronić tytuł magistra prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Był dwukrotnie żonaty. Pierwszą żoną Pawłowskiego była aktorka - Teresa Szmigielówna. Mieli syna Piotra. Z drugą żoną, Iwoną, miał także syna – Michała.

„Dżentelmen planszy”

Jerzy Pawłowski był lubianym i cenionym zawodnikiem, nie tylko ze względu na posiadane umiejętności, ale także z powodu swojej postawy. Nazwany został „dżentelmenem planszy„. Przestrzegał zasad czystej sportowej rywalizacji. Dał temu wyraz m.in. w 1955 r. w Rzymie podczas Mistrzostw Świata. Podczas walki z Rudolfem Karpatim, sędziowie niesłusznie przyznali mu punkt. Pawłowski zwrócił sędziom na to uwagę, przyznając, iż to Węgier trafił go pierwszy. Tym samym Pawłowski przegrał tę walkę. Zdobył jednak wielki szacunek kibiców oraz zawodników. W 1967 r. Międzynarodowa Federacja Szermiercza nagrodziła go prestiżową nagrodą Challenge Chevalier Feyerick, przyznawaną za ”rycerską i koleżeńską postawę na planszy”5 . Sam Pawłowski mówił, iż „jest to najważniejsze sportowe wyróżnienie w światowej szermierce”6 .

Eduardo Mangiarotti

Zdobyte tytuły

W 1967 r. Międzynarodowa Federacja Szermiercza przyznała mu tytuł szablisty wszech czasów. W światowej klasyfikacji wszystkich broni zajął drugie miejsce, zaraz za Włochem, Eduardo Mangiarottim. Dwukrotnie zwyciężył plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski w 1957 oraz 1968 r. Odznaczony został również Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Był międzynarodowym sędzią w szermierce. W latach 1973-1974 pełnił funkcję prezesa Polskiego Związku Szermierczego, jak również był członkiem Komisji Statutowej FIE7 . Zyskał także miano Najlepszego Sportowca 25 i 30-lecia PRL. W 2012 r. Polski Związek Szermierczy obchodził rocznicę 90-lecia. Jerzy Pawłowski został wówczas uznany szablistą 90-lecia polskiej szermierki.

Przerwana kariera

Jerzy Pawłowski z planszy zniknął nagle w 1975 r8 . Został bowiem aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Stanów Zjednoczonych. W latach 1964–1974 Pawłowski związał się z wywiadem amerykańskim (CIA) pod pseudonimem „Paweł”. Został on prawdopodobnie zwerbowany w Nowym Jorku przy okazji turnieju Martini Rossi. W kwietniu 1976 skazany został na 25 lat więzienia wyrokiem Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Po odbyciu 10 lat kary został ułaskawiony przez Radę Państwa. W 1985 r. na moście pomiędzy Poczdamem a Berlinem doszło do wymiany między CIA a KGB. Miał wtedy zostać wymieniony na agentów obozu wschodniego. Pawłowski miał szansę opuścić wtedy Polskę, zdecydował się jednak zostać w swojej ojczyźnie. Próbował także wrócić do szermierki. W wieku 57 lat Pawłowski wystartował w turnieju kadry w Łodzi. Zajął wówczas czwarte miejsce, przegrywając tylko z aktualnym wicemistrzem olimpijskim, Januszem Olechem. Po tym turnieju, na wniosek prezesa PZS9 Ryszarda Parulskiego, władze sportowe zakazały mu udziały w jakichkolwiek zawodach. W ostatnich latach życia poświęcił się malarstwu i bioenergoterapii. Zmarł 12 stycznia 2005 r. w Warszawie.

W otchłani zapomnienia

Sportowe osiągnięcia Jerzego Pawłowskiego w obliczu współpracy z amerykańskim wywiadem zostały zepchnięte na boczny tor. Po zdemaskowaniu jego nazwisko zostało przez ówczesną władzę wymazane z encyklopedii i opracowań. Na wniosek prokuratury usunięto z wystaw jego trofea w Muzeum Sportu i Turystyki. W materiałach i książkach o tematyce olimpijskiej pozostawiano puste miejsce przy medalach przez niego zdobytych. Stał się wrogiem systemu. Władze postanowiły więc wymazać go z pamięci społeczeństwa. Po 1989 r. jego sytuacja nie uległa poprawie. Dalej nie mówi się za dużo o jego osobie. Kilka artykułów przybliżających postać tego wybitnego sportowca ukazało się w 2005 r. po jego śmierci. W dalszym ciągu jednak jest to postać niedoceniana i częściowo także zapomniana.



Medale:

Mistrzostwa Polski

indywidualnie:

14-krotny mistrz Polski: we florecie (1952) i szabli (1953, 1956, 1958, 1961, 1963, 1965, 1967- 1972, 1974)

7-krotny wicemistrz kraju: we florecie (1951, 1956) i szabli (1950, 1952, 1959, 1964, 1973)

3-krotny brązowy medalista Mistrzostw Polski w szpadzie (1951) i szabli (1954, 1962)

drużynowo:

21-krotny drużynowy mistrz Polski we florecie (1953, 1955, 1956) i szabli (1953, 1955-1966, 1968-1970, 1972, 1974)

Mistrzostwa świata

drużynowo:

- złote medale: Budapeszt (1959), Turyn (1961), Buenos Aires (1962), Gdańsk (1963)

- srebrne medale: Luksemburg (1954), Hawana (1969)

- brązowe medale: Bruksela (1953), Paryż (1957), Filadelfia (1958) i Ankara (1970)

szabla indywidualnie:

- złote medale: Paryż (1957), Paryż (1965), Moskwa (1966)

- srebrne medale: Buenos Aires (1962), Gdańsk (1963), Montreal (1967), Wiedeń (1971) - brązowe medale: Budapeszt (1959)

Sześciokrotny olimpijczyk:

Helsinki (1952) – dotarł do półfinału turnieju indywidualnego w szabli.

Melbourne (1956) – srebrny medal (szabla ind.) , srebrny medal (szabla drużynowo - M. Kuszewski, Z. Pawlas, A. Piątkowski, W. Zabłocki, R. Zub, J. Pawłowski)

Rzym (1960) - srebrny medal (drużyna - M. Kuszewski, E. Ochyra, A. Piątkowski, W. Zabłocki, R. Zub, J. Pawłowski)

Tokio (1964) - brązowy medal (szabla drużynowo) – E. Ochyra, A. Piątkowski, W. Zabłocki, R. Zub, J. Pawłowski

Meksyk (1968) – złoty medal (szabla ind.), 5 miejsce (szabla drużynowo) – Z. Kawecki, J. Nowara, E. Ochyra, F. Sobczak, J. Pawłowski

Monachium (1972) – 5 miejsce (szabla drużynowo) – K. Grzegorek , Z. Kawecki, J. Majewski, J. Nowara, J. Pawłowski

Bibliografia :

1. Głuszek Z., Polscy Olimpijczycy 1924-1984, Warszawa 1971.
2. Nowak P., „ Zaśniedziała złota polska szabla – wizerunek medialny Jerzego Pawłowskiego” [w] Igrzyska Olimpijskie w mediach masowych: 1948-1984, red. E. Pawlak-Hejno, M. Piechota, P. Nowak, Lublin 2016, s. 155 – 166.
3. Pawłowski J., Najdłuższy pojedynek. Spowiedź szablisty wszechczasów-agenta CIA, Warszawa 1994.
4. Pawłowski J., Trud olimpijskiego złota, Warszawa 1953.
5. Polakowski M., Precyzyjne triumfy,[w] Magazyn Olimpijski. Pismo Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Warszawa, nr 3(108) Wrzesień/ Październik 2014, s. 38-40.
6. Zabłocki W., Walczę więc jestem, Warszawa 2006.

Strony internetowe :

Bodziachowski M., Michał Pawłowski: Historia upomni się o Jerzego Pawłowskiego, http://legionisci.com/news/48975_Michal ... kiego.html [2.01.2017]

Tenże, Jerzy Pawłowski szablistą 90-lecia, http://legionisci.com/news/48854_Jerzy_ ... lecia.html [dostęp 2.01.2017]

http://www.mat-fencing.com/ [dostęp 2.01.2017]

http://www.olimpijski.pl/pl/bio/1730,pa ... yslaw.html [dostęp 2.01.2017]

http://www.rp.pl/artykul/945084-Jerzy-P ... ostwo.html [dostęp 2.01.2017]

https://www.facebook.com/JERZY-PAW%C5%8 ... e_internal [dostęp 2.01.2017]

Pluta, Jerzy Pawłowski: Człowiek o kilku twarzach, http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/ ... ,id,t.html [dostęp 2.01.2017]

Korekta: Klaudia Orłowska

1. P. Pluta, Jerzy Pawłowski: Człowiek o kilku twarzach, „gazetawroclawska.pl” z 22 kwietnia 2011 r., http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/ ... ,id,t.html (dostęp 2 stycznia 2017 r.) [↩]
2. CWKS Legia – Centralny Wojskowy Klub Sportowy „Legia” Warszawa. [↩]
3. Major Janos Kevey – węgierski szermierz i trener szermierki. W latach 1947 – 1957 pełnił funkcję trenera polskich szablistów. [↩]
4. J. Pawłowski, Trud olimpijskiego złota, Warszawa 1953, s. 185. [↩]
5. M. Polakowski., Precyzyjne triumfy „Magazyn Olimpijski. Pismo Polskiego Komitetu Olimpijskiego”, nr 3 (108) Wrzesień/ Październik 2014, s. 38 – 40. [↩]
6. J. Pawłowski, Trud olimpijskiego złota…, s. 235. [↩]
7. FIE - Międzynarodowa Federacja Szermiercza (Fédération Internationale d’Escrime) [↩]
8. Celem artykułu jest ukazanie sportowych osiągnięć Jerzego Pawłowskiego. Z tego powodu w kwestii jego współpracy z CIA podane zostały jedynie podstawowe fakty. [↩]
9. PZS- Polski Związek Szermierczy [↩]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 14 paź 2017, 09:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37506
http://historia.org.pl/2017/01/15/gdy-m ... -w-polsce/

Gdy Madziarzy uczyli nas futbolu... Sukcesy węgierskich trenerów w Polsce

Dzieje sportu i wychowania fizycznego w Polsce, Historia najnowsza, Historia sportu, Powszechne dzieje sportu i wychowania fizycznego | Norbert Borzęcki | 15 stycznia 2017 12:00

Aż jedenastu z nich sięgało ze swoimi drużynami po tytuł mistrza Polski, pięciu współpracowało z kadrą narodową. Przed II wojną światową i aż do połowy lat 70. szkoleniowcy z Węgier kształtowali siłę naszej piłki. Ich osiągnięciom poświęcona jest kolejna już odsłona serii o sportowej rywalizacji polsko-węgierskiej.

Obrazek
Imre Pozsonyi (pierwszy od lewej) z reprezentacją Polski przed pierwszym oficjalnym meczem międzypaństwowym z Węgrami

Pionierem był Imre Pozsonyi, w przeszłości napastnik m.in. stołecznego MTK i jednokrotny reprezentant kraju. Do historii polskiego futbolu przeszedł z dwóch powodów – w 1921 r., już jako trener, bardzo pewnie triumfował z Cracovią w pierwszych mistrzostwach Polski, oraz poprowadził naszą reprezentację w jej pierwszym międzypaństwowym meczu (o czym szerzej w dalszej części artykułu). Pod koniec 1922 lub w 1923 r. zdecydował się na przenosiny do słonecznej Katalonii – z Barceloną wywalczył Puchar Króla. Co ciekawe, jego podopiecznym był tam Ferenc Plattkó, znany także jako Franz/Francisco Platko. Po zakończeniu kariery zawodowej również i ten legendarny bramkarz przez kilka miesięcy 1938 r. prowadził krakowskie „Pasy”. Pod Wawelem, w przeciwnym obozie, ciepło wspominany był natomiast Imre Schlosser, który w okresie 1924–1925 ukształtował schematy gry Wisły Kraków.

Jednym z najbardziej znanych w Europie węgierskich szkoleniowców jest niewątpliwie Lajos Czeizler. Zanim otrzymywał angaże w Milanie, reprezentacji Włoch (prowadził „Squadra Azzurra” na MŚ 1954), Sampdorii, Fiorentinie czy Benfice, w latach 1921, 1923–1926 i 1935–1936 był trenerem odpowiednio: Jutrzenki Kraków i ŁKS-u Łódź (dwukrotnie). W Polsce nie odniósł jednak sukcesów, choćby na miarę swojego rodaka, Béli Fűrsta, który w 1929 r. dosyć niespodziewanie sięgnął po tytuł mistrzowski z Wartą Poznań.

Jeszcze tuż przed wojną w naszym kraju pojawili się osławieni bracia Fogl. Najstarszy, Ferenc, objął posadę w Ruchu Wielkie Chajduki (Chorzów), Károly – 51-krotny reprezentant Węgier – zakotwiczył w Warcie, József miał zaś poprowadzić AKS Chorzów (ostatecznie wrócił do ojczyzny). O ile pierwszy z wymienionych opuścił Polskę już po premierowym sezonie, zakończonym zresztą zdobyciem mistrzostwa1, o tyle drugi pracował tutaj długie lata po „wyzwoleniu”. Jego drugie z trzech podejść pod trenowanie poznańskiej Warty zakończyło się drugim i ostatnim w jej historii prymatem w lidze (1947). Pod koniec lat 40. i do końca 50. podopiecznymi Károlya Fogla byli piłkarze Polonii Warszawa, Brdy Bydgoszcz, Czarnych Nakło, Polonii Chodzież i Olimpii Poznań.

Współpracy z Madziarami wiele zawdzięczała także warszawska Legia. W latach 1928–1929 jej szkoleniowcem był Elemér Kovács i dzięki jego pracy klub zajmował czołowe miejsca w lidze. Prawdziwe sukcesy tego zespołu rozpoczęły się wszak dopiero za sprawą Jánosa Steinera. Choć „Wojskowych„ prowadził jedynie w 42 meczach w latach 1954–5519, udało mu się w tym okresie wywalczyć zarówno mistrzostwo, jak i Puchar Polski. Przy okazji warto wspomnieć o tym, że to on sprowadził na Łazienkowską Lucjana Brychczego i nadał mu charakterystyczny przydomek ”Kici”. O zwolenniku nieznanych dotąd nad Wisłą metod treningowych (na wzór stosowanych przez sztab potężnego wówczas Honvédu Budapeszt) dawni podopieczni po latach wypowiadali się w samych superlatywach. Wspominano jego otwartość, towarzyskość, pasję oraz... zabawne łączenie czterech różnych języków: węgierskiego, niemieckiego, rosyjskiego i polskiego w jedną całość (jak np. Szibkie labda, duszo rucha, gut spiel, dobra robi gol, Epin, Kici, pikum pakum, Ernest szus, eins nul CWKS czy też Zuerst Legia jechacz do Bundesrepublik, potem... nach Amsterdam, Paris, London... Dann Madrid! Legia immer zwyczaenzacz... Janosz ist zufrieden, Herr Generale tesz, bo miecz duszo Geld!).

Obrazek
János Steiner, „złoty” trener Legii, Górnika i Ruchu

Steiner sięgał następnie po laury z klubami śląskimi: Górnikiem Zabrze (MP 1959) i Ruchem Chorzów (MP 1960; jego dzieło zwieńczył rodak, Lajos Szolar2. W międzyczasie prowadził też Zawiszę Bydgoszcz i Wawel Kraków. Na drodze do kolejnych spektakularnych sukcesów Steinera w Polsce stanęła na pozór niewinna choroba – w 1960 r. zmarł na skutek powikłań po operacji wyrostka robaczkowego w jednym z chorzowskich szpitali.

W Zabrzu po wojnie pracowało zresztą wielu innych wybitnych fachowców z Węgier. Szlaki przecierał Zoltán Opata, mistrz Polski z Górnikiem w 1957 r. Na początku lat 60. trenerem bramkarzy był tutaj sam Gyula Grosics, golkiper „złotej jedenastki” z okresu 1950–1954. Potęgę KSG na krajowym podwórku tworzyli ponadto Ferenc Farsang3 (osiągnięcia: dwukrotne MP – 1964, 1965; PP – 1965), Géza Kalocsay (sylwetka poniżej), wyśmienity przed laty napastnik Ferenc Szusza (MP – 1971; dwukrotny PP – 1970, 1971; później był szkoleniowcem m.in. Betisu Sevilla i Atlético Madryt) oraz Gyula Szűcs.

Na szersze omówienie zasługuje zwłaszcza postać Kalocsaya. Urodzony na terenie monarchii austrowęgierskiej, doktor prawa (studiował na uniwersytetach w Pradze i Budapeszcie), grał w ataku w dwóch reprezentacjach narodowych: Czechosłowacji (wicemistrz świata z 1934) i Węgier. Prawdziwy obieżyświat – przed znakomitym epizodem szkoleniowym w Polsce przebywał m.in. w Jugosławii, Belgii i Algierii, był asystentem Gustava Sebesa. Jego trzyletni pobyt w Górniku to dla tego klubu nieprzerwane pasmo sukcesów. Węgier zapoczątkował grę systemem 4-4-2 i zdobył z zabrzanami mistrzostwo kraju (1967) oraz dwa Puchary Polski (1968, 1969).

Co ważniejsze, dzięki temu ostatniemu trofeum „Trójkolorowi” mieli okazję do występu w pamiętnym Pucharze Zdobywców Pucharów 1969/1970. Pod jego wodzą rozpoczęli triumfalny marsz zakończony dotarciem do finału tych rozgrywek. W starciach ćwierćfinałowych z Lewskim Sofia, dramatycznych półfinałowych meczach z AS Roma, a następnie w finale z Manchesterem City na ławce szkoleniowej zasiadał już Polak, Michał Matyas. Wielu piłkarzy tamtej drużyny – a byli wśród nich m.in. tacy gracze, jak Jerzy Gorgoń, Stanisław Oślizło, Zygfryd Szołtysik, Jan Banaś, Erwin Wilczek czy wspaniały snajper Włodzimierz Lubański – po latach zgodnie twierdziło, że potyczka z Anglikami zakończyłaby się zwycięsko, gdyby tylko na ławce zasiadał nieobawiający się odważnych decyzji taktycznych i personalnych Kalocsay4... Wspomnijmy choćby o tym, że z grą z Wyspiarzami miał całkiem udane doświadczenia – dwa lata wcześniej jego Górnik niemal wyeliminował z Pucharu Europy Mistrzów Krajowych wielki Manchester United (0-2 na Old Trafford, 1-0 na Stadionie Śląskim). „Czerwone Diabły” odniosły później triumf w całych rozgrywkach.

Obrazek
Géza Kalocsay, legendarny szkoleniowiec Górnika Zabrze

W niniejszym tekście nie mogło także zabraknąć miejsca dla jedynego zagranicznego trenera w historii Stali Mielec. Károly Kontha – bo o nim mowa – trafił do FKS-u przed sezonem 1972/19735 i to właśnie pod jego wodzą „Biało-Niebiescy” sięgnęli po swój pierwszy tytuł mistrzów Polski i wywalczyli przepustkę do europejskich pucharów. Przed rozpoczęciem zmagań w PEMK i kolejnymi rozgrywkami ligowymi Kontha powrócił na Węgry, tłumacząc się złym stanem zdrowia, lecz zbudowany przezeń zespół – z takimi zawodnikami, jak Zygmunt Kukla, Włodzimierz Gąsior, Henryk Kasperczak, Jan Domarski, Stanisław Stój i Grzegorz Lato (król strzelców I ligi) – jeszcze przez długie lata liczył się w walce o czołowe lokaty w kraju.

Niezbyt chlubnie natomiast Madziarzy zapisali swoje nazwiska na kartach historii polskiego futbolu jako członkowie tzw. kapitanatów związkowych (do 1966 r., z przerwami, pełniących rolę dzisiejszych selekcjonerów) i trenerzy reprezentacji (funkcja ograniczająca się właściwie do przygotowania nominowanych piłkarzy do meczu). W premierowym spotkaniu międzynarodowym, notabene z Węgrami w Budapeszcie (18 grudnia 1921 r.), grą Polaków dyrygował wspominany już Pozsonyi. Desygnował do gry następującą jedenastkę: Jan Loth – Ludwik Gintel, Artur Marczewski – Zdzisław Styczeń, Stanisław Cikowski, Tadeusz Synowiec – Stanisław Mielech, Wacław Kuchar, Józef Kałuża, Marina Einbacher, Leon Sperling. Debiut ten, mimo porażki jego podopiecznych (0:1), był całkiem okazały; zdecydowanym faworytem ekspertów była bowiem kadra gospodarzy.

W kolejnych latach bywało tylko gorzej. Gyula Bíró, późniejszy wicemistrz Polski z Wartą Poznań, zakończył swoją przygodę z „Biało-Czerwonymi” w 1924 r. po dwóch pogromach (1:5 ze Szwecją i szczególnie bolesne 0:5 z Węgrami na IO w Paryżu6, István Szeder-Seidl w 1950 r. doprowadził zaś do porażki z Czechosłowacją (1:4). Współpracownikiem Ryszarda Koncewicza i M. Matyasa był w 1952 r. Tivádar Király – jego bilans przedstawia się równie dramatycznie. Po przegranych 0:1 z Bułgarią i 1:5 z Węgrami przyszła wprawdzie skromna wygrana 2:1 w nieoficjalnym spotkaniu z amatorską ekipą Francji na IO w Helsinkach, ale z olimpijskiego turnieju na szczeblu 1/8 finału wyeliminowali nas Duńczycy (0:2). Na eksperyment z kraju „bratanków„ postawiono jeszcze raz w roku 1954 – wówczas to Andor Hajdú, we współpracy z Edwardem Cebulą, jeden raz poprowadził ”Orły” w starciu z Bułgarią. Mecz ten zakończył się rezultatem 2:2.

W okresie postępującego kryzysu węgierskiego futbolu (koniec sukcesów reprezentacji po powstaniu 1956 r. oraz dobrych występów Ferencvárosu, Honvédu czy Videotonu w europejskich pucharach) na przełomie lat 70. i 80. w polskich klubach pojawiła się tendencja do rezygnacji z usług zagranicznych trenerów na rzecz zatrudniania rodzimych szkoleniowców – z dosyć oczywistych względów. Ze względu na ograniczenia artykułu nie sposób nakreślić pełne życiorysy, a nawet poświęcić co najmniej jedno zdanie każdemu szkoleniowcowi z Węgier, który próbował swoich sił w naszej lidze7. Na koniec należy jednak dojść do konstatacji, iż wkład ich wszystkich w historię polskiej piłki jest niezaprzeczalny, niekiedy nawet godzien najwyższych wyrazów uznania.

Bibliografia:

1. A. Gowarzewski, Biało-czerwoni. Piłkarska reprezentacja Polski 1921–2001. Ludzie, mecze, fakty, daty, Katowice 2001.
2. A. Gowarzewski [et al.], Encyklopedia piłkarska Fuji, t. 25: O tytuł mistrza Polski 1920–2000, Katowice 2000.
3. A. Gowarzewski [et al.], Encyklopedia piłkarska Fuji. Kolekcja klubów, t. 1: Ruch Chorzów, Katowice 1995.
4. A. Gowarzewski [et al.], Encyklopedia piłkarska Fuji. Kolekcja klubów, t. 3: Wisła, Katowice 1996.
5. A. Gowarzewski [et al.], Encyklopedia piłkarska Fuji. Kolekcja klubów, t. 6: Górnik Zabrze. 50 lat prawdziwej historii (1948–1998), Katowice 1998.
6. A. Gowarzewski [et al.], Encyklopedia piłkarska Fuji. Kolekcja klubów, t. 10: Cracovia. 100 lat prawdziwej historii. [1906–2006], Katowice 2006.
7. A. Gowarzewski [et al.], Encyklopedia piłkarska Fuji. Kolekcja klubów, t. 13: Legia najlepsza jest... Prawie 100 lat prawdziwej historii, Katowice 2013.
8. K. Górski, Sekrety trenera Górskiego. Moje 70 lat, Warszawa 1992.
9. J. Hałys, Piłka nożna w Polsce, t. 1, Kraków 1981.
10. S. Mielech, Gole, faule i ofsaidy, Warszawa 1957.
11. H. Niedzielski, Upadki i wzloty piłkarskiej diwy, [w:] K. Piech, 100 lat KS Warta Poznań. Historia w 1000 obrazkach, Poznań 2012, s. 174–209.
12. S. Szczepłek, Moja historia futbolu, Polska, t. 2, Warszawa 2016.

Czasopisma:

1. „Piłka Nożna” – numery archiwalne.
2. „Przegląd Sportowy” – numery archiwalne.

Strony internetowe:

1. http://olemagazyn.pl/imre-pozsonyi-od-m ... aru-krola/, [dostęp 6 grudnia 2016].
2. http://kuriergalicyjski.com/spolechenst ... lki-noznej, [dostęp 6 grudnia 2016].
3. http://rfbl.pl/lajos-czeizler-obiezyswiat-z-lks-u/, [dostęp 6 grudnia 2016].
4. http://historiawisly.pl/wiki/index.php? ... _Schlosser, [dostęp 6 grudnia 2016].
5. http://www.fcbarcelona.es/club/historia ... enc-platko, [dostęp 6 grudnia 2016].
6. http://www.poznan.sport.pl/sport-poznan ... ostu-kocha„13.html, [dostęp 7 grudnia 2016].
7. http://www.echodnia.eu/podkarpackie/wia ... ,id,t.html, [dostęp 9 grudnia 2016].
8. http://rfbl.pl/rudolf-patkolo/, [dostęp 9 grudnia 2016].
9. http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1, ... 36487.html, [dostęp 9 grudnia 2016].
10. http://legionisci.com/news/34379_Janos_ ... ublet.html, [dostęp 7 grudnia 2016].
11. http://www.sport.pl/sport/1,67926,3499464.html, [dostęp 7 grudnia 2016].
12. http://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/ ... uja-wegrzy, [dostęp 8 grudnia 2016].
13. https://historia.org.pl/2016/03/23/kont ... 1948-1956/, [dostęp 8 grudnia 2016].
14. http://www.hppn.pl/reprezentacja/trener ... ekcjonerzy, [dostęp 8 grudnia 2016].
15. http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1, ... 89900.html, [dostęp 9 grudnia 2016].
16. http://www.gornik.zabrze.pl/page.php?id=7449&a=more, [dostęp 9 grudnia 2016].
17. http://www.sport.pl/sport/1,67926,3122717.html, [dostęp 9 grudnia 2016].
18. http://www.gornikzabrze.pl/aktualnosci/ ... o-i-gornik, [dostęp 9 grudnia 2016].
19. http://www.przegladsportowy.pl/pilka-no ... 1,716.html, [dostęp 9 grudnia 2016].
20. http://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/ ... wym-sercem, [dostęp 9 grudnia 2016].
21. http://www.pilkanozna.pl/index.php/Wyda ... ielec.html, [dostęp 10 grudnia 2016].

Korekta: Edyta Chrzanowska

1. Zastąpił go krajan Péter Szabó. [↩]
2. Wkrótce po nim zatrudniono natomiast Sándora Tátraia. Pracował z piłkarzami Ruchu Chorzów od 1961 do 1963 r. [↩]
3. W latach 70. także trener Zagłębia Sosnowiec. [↩]
4. Do Zabrza wrócił wiosną 1971 r., jako „konsultant” współpracował ze swoim rodakiem F. Szuszą. [↩]
5. Po ponad dwuletnim (1968, 1969–71) epizodzie w Stali Rzeszów. [↩]
6. Dwie bramki strzelił nam wówczas Z. Opata, później trener Górnika Zabrze (mistrz Polski z 1957 r.) [↩]
7. Przed wojną w polskiej lidze pracowali: [?] Bardy (1921 – Pogoń Lwów), Ödön Bodor (nie mylić ze słynnym lekkoatletą) (1927–1930 – Hasmonea Lwów, 1927–1928 i 1933 – Czarni Lwów), František Sedláček / Ferenc Szedlacsik (1929 – Garbarnia Kraków), Vilmos Nyúl (1934 – Wisła Kraków), György Molnár (1935–1936 – Pogoń Lwów), László Marcai (1936–1938 – Lech Poznań) i Vilmos Kertész (Garbarnia K.). Po wojnie: Károly Kósa (1959–1960 – Wisła K.), László Fenyvesi (1957–1958 – Warta Poznań), Tibor Kemény (1968–1969 – Zagłębie Sosnowiec), Gyula Teleký (1969–1970 – Wisła Kraków), Nándor Hidegkuti (członek słynnej „złotej jedenastki„ z okresu 1950–1954) (1972 – Stal Rzeszów), Tibor Kemeczy i Nándor Bányai (lata 70. – Zagłębie Sosnowiec) oraz Mihály Vasas (1972–1975 Szombierki Bytom). Węgrami z pochodzenia byli również Mikołaj Bejlung i Rezső (Rudolf) Patkoló. Pierwszy z nich, postać iście nieszablonowa, w latach 50. szkolił piłkarzy Podlesianki, RKU Sosnowiec, Piasta Gliwice, WMKS Katowice, Górnika Radlin i Ruchu Chorzów, następnie zaś został pierwszym dyrektorem Stadionu Śląskiego. Drugi – filigranowy Patkoló – po II wojnie światowej wrócił z robót przymusowych z Niemiec, ożenił się z Polką i trzykrotnie zagrał w koszulce o ”biało-czerwonych” barwach. Po zakończeniu kariery piłkarskiej w końcówce lat 50. zajął się trenowaniem młodzieży (Kujawiak Włocławek, Stal Stalowa Wola, Skarżysko-Kamienna, Radom, Tarnobrzeg, Nowa Sarzyna). [↩]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 07 gru 2017, 11:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37506
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/sensa ... jongczangu

Czy w tych warunkach olimpiady mają jeszcze jakiś sens?

Kopia artykułu:

Sensacja! Rosja wyrzucona z igrzysk olimpijskich w Pjongczangu!
autor: admin (2017-12-05 21:51)

Międzynarodowy Komitet Olimpijski, podjął decyzję o wyrzuceniu z igrzysk olimpijskich w koreańskim Pjongczangu, całej reprezentacji Rosji. Przyczyną tak radykalnego kroku jest oskarżenie o zinstytucjonalizowany przez Federację Rosyjską, doping sportowców.

Radykalną decyzję ogłosił dzisiaj przewodniczący MKOl-u, Thomas Bach. Jest ona konsekwencją szeregu skandali dopingowych, których dopuściła się rosyjska reprezentacja Olimpijska w poprzednich igrzyskach w Rio de Janeiro. Okazało się wtedy, że doping w Rosji osiągnął poziom podobny do tego w jaki kiedyś pojawiło się wiele do dzisiaj niepobityc rekordów sportowców wyhodowanych w NRD. Tylko kwestią czasu było odkrycie, że problem zinstytucjonalnego dopingu nie dotyczy tylko uczestników letniej Olimpiady. Właśnie z tego powodu zawieszono cały rosyjski Komitet Olimpijski, a poza tym postanowiono usunąć ze struktur ruchu olimpijskiego rosyjskiego ministra sportu Witalija Mutko.
Międzynarodowy Komitet Olimpijski uznał że nie ma innego wyjścia jak dyskwalifikacja Rosjan. Po analizie całego procederu dopingowego stwierdzono, że rozpoczął się on jeszcze przed poprzednią olimpiadą, która odbyła się w Rosji w Soczi. Oczywiście Rosjanie mają teraz możliwość odwołania się od tej decyzji do Trybunału Arbitrażowego do spraw sportu. Możliwe, że zostanie ona cofnięta. Nawet jednak gdyby pozostała w mocy, poinformowano, że rosyjscy sportowcy, którzy nie mają udokumentowanych żadnych przypadków stosowania dopingu, w Pjongczangu będą mogli startować pod neutralną flagą.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: SPORT
PostNapisane: 12 gru 2017, 18:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37506
http://historia.org.pl/2017/02/28/pogro ... edenastki/

Pogromy Złotej Węgierskiej Jedenastki
HISTORIA SPORTU, POWSZECHNE DZIEJE SPORTU I WYCHOWANIA FIZYCZNEGO, ROZMAITOŚCI | DAVID HAMPEJS | 28 LUTEGO 2017 12:00

Od 4 czerwca 1950 do 19 lutego 1956 r. reprezentacja Węgier w piłce nożnej przegrała tylko jeden mecz – finał Mistrzostw Świata w 1954 r. W dwumeczu z Anglią strzeliła aż 13 goli. Całkowicie zmieniła oblicze futbolu. To wszystko spowodowało, że stała się jedną z legendarnych drużyn w historii tego sportu. W latach 1948-1956 rozegrała z reprezentacją Polski sześć spotkań. W każdym z nich zdobyła przynajmniej cztery gole i wygrała różnicą przynajmniej trzech goli.

[obraz]https://historia.org.pl/wp-content/uploads/2017/02/wegry-300x218.jpg[/obraz]
Węgierska Złota Jedenastka

Złota jedenastka nie powstała z niczego. Już w okresie międzywojennym Węgrzy osiągali wielkie sukcesy. Największym było zajęcie 2. miejsca na Mundialu w 1938 r. Sárosi, Zsengeller, Kohut, Lázár czy Toldi należeli do największych gwiazd ówczesnego futbolu. Z kolei Ferencváros i Ujpest wygrywali prestiżowy Puchar Środkowoeuropejski, który można nazwać prekursorem dzisiejszej Ligi Mistrzów.
W 1949 r. trenerem węgierskiej reprezentacji został Gustaw Szebes. Zebrał on fenomenalny zespół, który całkowicie ignorował wcześniej powstałe schematy i wprowadził piłkę nożną w nową erę. Powstał dream team, którego niektórzy członkowie, jak na przykład Puskás, Hidegkuti, Koscis i Bozsik są nadal uznawani za najwybitniejszych graczy w dziejach. I nie chodziło tylko o ich zwycięstwa - raczej o styl destrukcji linii obron rywali.
Do tej pory niemal wszyscy grali tzw. systemem WM., który w 1925 r. wprowadził trener Arsenalu Chapman. Polegał on na tym, że ustawienie zawodników przypominało te dwie litery. Literę M tworzyła piątka, której głównym zadaniem było zablokowanie drogi do własnej bramki. Pozostała ofensywna piątka rzadko wracała pod własne pole karne. Obrońcy wykopywali piłkę do przodu, zadaniem skrzydłowych było podprowadzenie piłki i dośrodkowanie w kierunku środkowego napastnika, który mógł strzelać albo podać do łączników. System ten powodował dość schematyczną grę pozbawioną własnej inicjatywy. Węgrzy zaczęli grać inaczej.


Nowy styl

Trener Szebes był bez wątpienia znakomitym strategiem i organizatorem. Anulował znane schematy, zaś zawodnikom pozwolił improwizować. Oczywiście nie oznaczało to, że jego podopieczni mogli robić wszystko, co chcieli. Przestali jednak być mechanicznymi zabawkami. Okazało się, że trener ten miał do dyspozycji ekipę, która bardzo szybko otrzymała przydomek złotej (po węgiersku „Aranycsapat”). Składała się z: Grosics (1) - Buzánszky (2), Lantos (4), Lórant (3), Zakarias (6) - Bozsik (5), Hidegkuti (9) - Budai (7), Puskás (10), Kocsis (8), Czibor (11). Nie było to jeszcze klasyczne rozstawienie 4-2-4, wykorzystane później przez Brazylijczyków, ale ci nie ukrywali, że czerpali inspirację od Węgrów. W tej jedenastce pojawiali się naturalnie też inni zawodnicy, m.in. Palotás, J. Tóth, Szojku, Szilagyie, Sándor i Csordas.
Z pewnością, styl Węgrów przypominał holenderski futbol totalny z lat 70. Zawodnicy lub nawet całe formacje często zamieniali się miejscami. Środkowy napastnik został cofnięty, dzięki czemu stał się bardziej kreatywny i wszechstronny. Dotyczyło to również dwóch pomocników - pozwoliło to obrońcom ruszać do przodu. Węgrzy swoimi zmianami rytmu, systemu i tempa dosłownie rozrywali szyki przeciwników. Podstawę reprezentacji tworzyli zawodnicy dwóch klubów – Honvedu Budapeszt i MTK Budapeszt. Oba kluby oczywiście zdominowały rodzimą ligę, ten pierwszy nawet w 1954 r. uznawano za najlepszy na kontynencie.


Początek i koniec ery

Pierwszy mecz złotej ery odbył się 4 czerwca 1950 r. w Warszawie. W tym towarzyskim meczu oglądanym przez 60 tys. widzów Polacy przegrali 2-5. Hattricka ustrzelił Gyula Szilagyi, pozostałe dwie bramki przyjezdnych zdobył Ferenc Puskas. Dla gospodarzy trafili Zdzisław Mordarski i Gerard Cieślik. Jednak trzeba wspomnieć również o dwóch polsko-węgierskich spotkaniach bezpośrednio poprzedzających złotą erę. Już 19 września 1948 r. Nandor Hidegkuti poprowadził swój zespół do zwycięstwa w Polsce 6-2. Z kolei 10 lipca 1949 r. w Debreczynie głównym aktorem był strzelec czterech goli Ferenc Deak. Wtedy wygrana Madziarów była jeszcze bardziej okazała (8-2). Szkielet polskiego zespołu tworzyli wówczas Henryk Borucz, Antoni Barwiński, Mieczysław Gracz oraz Gerard Cieślik. W następnych latach nikt nie potrafił im się przeciwstawić. Z łatwością wygrali turniej olimpijski w Helsinkach w 1952 r. W finale pokonali bardzo silną wówczas Jugosławię 2-0. Przegrali dopiero 33. mecz z rzędu. Był to akurat finał Mistrzostw Świata w 1954 r. Bilans bramkowy tamtej epoki był imponujący: 142-31. Z Węgrami bali się grać wszyscy, z wyjątkiem Anglii. 25 listopada 1953 r. na Wembley odbył się mecz stulecia. Anglicy nigdy do tej pory nie przegrali meczu u siebie z drużyną z kontynentu. W tym przypadku, mimo porażki 3-6, mogli się cieszyć. Brytyjskie media przyznały, że w tym meczu dumni synowie Albionu zostali zmasakrowani. Głównym bohaterem tego spotkania był autor hat-tricka - Hidegkuti. Anglicy byli żądni rewanżu, doszło do niego dość szybko - na Népstadion. Węgrzy wygrali 7-1, a to i tak był najniższy wymiar kary.
Droga do Mistrzostw Świata była dla Węgrów łatwa. Polacy bowiem zrezygnowali z kwalifikacji z powodu wcześniejszych klęsk. 27 maja 1951 r. wracali znad Dunaju z wynikiem 0-6, zaś 15 czerwca 1952 r. na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie polegli 1-5. Puskas wbił im łącznie cztery gole, Kocsis zaś trzy. Jedyne trafienie Polaków zanotował Henryk Alszer. Trener Polski - Ryszard Koncewicz - miał później o czym opowiadać, zarówno swoim przełożonym, jak i uczniom. Z pewnością tak duże porażki mogły być spowodowane wieloma zmianami w zespole - właściwie tylko Cieślik cieszył się pewnym miejscem w wyjściowej jedenastce.

https://historia.org.pl/wp-content/uplo ... puskas.jpg
Ferenc Puskas, legenda węgierskiej piłki nożnej

W meczach grupowych Mistrzostw w Szwajcarii Węgrzy najpierw pokonali Koreę Południową 9-0, następnie RFN 8-3. W tym drugim meczu Liebrich uszkodził kostkę Puskasa, co mogło mieć wielki wpływ na kolejne wydarzenia. W ćwierćfinale trafili na Brazylię, finalistę poprzedniego Mundialu. W spotkaniu pełnym kartek wygrali 4-2. Takim samym rezultatem zakończył się półfinał z aktualnym mistrzem - Urugwajem, jednak potrzebna była dogrywka. Finał w Bernie miał zostać jednym z najbardziej pamiętnych meczów w historii. Nikt się nie spodziewał, że drużyna, która parę dni wcześniej przegrała 3-8, ma jakiekolwiek szanse. Zaczęło się zgodnie z planem, faworyci szybko zdobyli prowadzenie 2-0. Stali się jednak zbyt pewni siebie i w wyniku prostych błędów defensywy rywal wyrównał wynik. Zawodnicy Szebesa zaczęli grać jak sparaliżowani. Po latach wszyscy wspominali, że pojawiały im się wizje własnej klęski i dlatego nie wytrzymali odpowiedzialności. Decydująca akcja zaczęła się od straty Bozsika na rzecz Schaefera. Ten szybko dośrodkował w pole karne, piłka odbiła się do ustawionego za polem karnym Helmuta Rahna, a ten nie mając innego wyboru zdecydował się na strzał. Padł gol, dzięki któremu zdobył nieśmiertelną sławę. Puskas zdążył jeszcze przechytrzyć niemieckiego bramkarza, ale w momencie strzelenia gola znajdował się wtedy na pozycji spalonej.
Srebrny medal wywołał gniew zarówno zwykłych kibiców, jak i władzy komunistycznej dla której drużyna ta była wizytówką. Obwiniano przede wszystkim najlepszego gracza turnieju -Puskasa oraz trenera Szebesa. Mimo kolejnych 18 wygranych meczów z rzędu (bilans 69-20) ich porażka nie została zapomniana. 3 kwietnia 1956 r. w Turcji zakończyła się era złotej jedenastki. Przegrana 1-3 była w dużym stopniu winą tureckiego bramkarza, ale później wszystko trzeba było budować od nowa. Oczywiście z Węgrami wciąż trzeba było się liczyć, o czym 15 lipca 1956 r. jeszcze raz przekonali się Polacy z Ernestem Pohlem i Lucjanem Brychczym na czele. Choć ci drudzy niespodziewanie objęli prowadzenie po bramce Henryka Kempnego, mecz zakończył się wyraźnym zwycięstwem ówczesnych gospodarzy 4-1. Wkrótce jednak wybuchło powstanie ludowe w 1956 r., które spowodowało, że niektórzy piłkarze nie wrócili do ojczyzny z zagranicznych wyjazdów. Na przykład Puskás i Kocsis wybrali zagraniczne kluby i życie w demokratycznych państwach.

Bibliografia:
Gawkowski R., Historia polskiej piłki nożnej, Warszawa 2012.
Hesse U., Tor! Historia niemieckiego futbolu, Otwock 2014.
Kopalnia. Sztuka futbolu, Warszawa 2014.
Nagy Z., Piłkarska Historia Węgier (1951-1975), Budapeszt 2001.
http://www.eurofotbal.cz/clanky/zlata-m ... ka-166018/ (dostęp: 25.01.2017)
http://www.hppn.pl/reprezentacja/bilans ... y/25,Wegry (dostęp: 25.01.2017)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 494 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 29, 30, 31, 32, 33

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /