Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 27 paź 2009, 19:30 
Offline
Stażysta

Dołączył(a): 10 wrz 2009, 14:29
Posty: 162


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 27 paź 2009, 19:30 
Offline
Stażysta

Dołączył(a): 10 wrz 2009, 14:29
Posty: 162


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 27 paź 2009, 19:31 
Offline
Stażysta

Dołączył(a): 10 wrz 2009, 14:29
Posty: 162


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 27 paź 2009, 19:32 
Offline
Stażysta

Dołączył(a): 10 wrz 2009, 14:29
Posty: 162


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 21 sty 2010, 11:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
ks. prof. Waldemar Chrostowski: "Obecni żydzi nie są naszymi starszymi braćmi w wierze"

Od Redakcji: Z uwagi na haniebny "XIII Dzień Judaizmu w Kościele katolickim", który był prawdziwym "świętem" dla progresistów, publikujemy wywiad z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, konsultorem Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego. Rozmawia Irena Świerdzewska.

Jak przyjął Ksiądz Profesor słowa redaktora naczelnego „L’Osservatore Romano” Giovanniego Marii Viana, że nazywanie Żydów naszymi „starszymi braćmi” jest już nieaktualne?


Z satysfakcją i wielką ulgą, bo to ważny element samoświadomości chrześcijańskiej. Wyrażenie Jana Pawła II „starsi bracia” wypowiedziane w 1986 r. w synagodze rzymskiej, doprecyzowane potem jako „starsi bracia w wierze”, wymagało od początku bardzo ostrożnego stosowania. Problem w tym, że wypaczono przekład tych słów z włoskiego na inne języki, w tym również na polski i wielokrotnie zafałszowywano ich rozumienie. Chociaż wiele razy w ciągu kilkunastu ostatnich lat postulowałem i prosiłem, także w rozmowie z ks. Adamem Bonieckim, ówczesnym redaktorem naczelnym polskiego wydania „L’Osserwatore Romano”, żeby te słowa papieża podawać we właściwym brzmieniu, te nawoływania pozostawały bez odzewu. Dobrze się więc stało, zwłaszcza w kontekście zapowiadanej wizyty Benedykta XVI w tej samej synagodze rzymskiej, w której przemawiał Jan Paweł II, że pojawiło się oficjalne i tak potrzebne doprecyzowanie.


Skąd wzięło się to wypaczenie?

W przemówieniu w synagodze rzymskiej Jan Paweł II powiedział: „Religia żydowska nie jest dla naszej religii «zewnętrzna», lecz w pewien sposób «wewnętrzna». Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią. Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”. W przekładach tego przemówienia wyrzucono słowa „w pewien sposób”, na skutek czego formuła stała się bezwarunkowa. I to jest właśnie ów wielki teologiczny błąd, który oznacza poważne zafałszowanie wypowiedzi papieskiej i wypaczenie samych podstaw teologicznych relacji chrześcijańsko-żydowskich.


Jakie skutki niosło bezwarunkowe określanie Żydów jako naszych „starszych braci”?

Współczesny judaizm, czyli judaizm rabiniczny bądź talmudyczny, jest traktowany przez większość chrześcijan, co gorsza przez wielu teologów chrześcijańskich, jako religia Starego Testamentu. Sądzą oni, że współczesna religia żydowska jest kontynuacją religii biblijnego Izraela. W związku z tym twierdzą, że stanowi proste przedłużenie wiary i pobożności Starego Testamentu, co sprzyja traktowaniu chrześcijaństwa jako swoistej na nim narośli. Tymczasem, o czym doskonale wiedzą Żydzi, a często nie chcą wiedzieć teologowie chrześcijańscy, współczesny judaizm nie jest zwyczajną kontynuacją religii biblijnego Izraela! Na jej glebie wyrosły dwie religie: ta, która uznała Jezusa za Mesjasza, czyli chrześcijaństwo, oraz ta, która tego nie uczyniła i w dużej mierze ukształtowała się w konfrontacji z chrześcijaństwem, czyli judaizm rabiniczny. Dość paradoksalnie judaizm rabiniczny okrzepł i rozwinął się już po zaistnieniu chrześcijaństwa, a także w opozycji do niego. Ten paradoks historyczny ma ogromne konsekwencje teologiczne. Obie religie polegają na Starym Testamencie i w równym stopniu nie mogą się bez niego obyć! Dziedzictwo biblijnego Izraela to nie tylko dziedzictwo żydowskie, lecz w najpełniejszym tego słowa znaczeniu także dziedzictwo chrześcijańskie. Bezwarunkowe uwypuklanie „starszeństwa” wyznawców judaizmu prowadzi do zupełnego wydziedziczenia wyznawców Chrystusa z tej życiodajnej gleby, jaką również dla nas stanowi Stary Testament.

W grę wchodzą też inne przesłanki. „Starsi bracia” oraz „starsi bracia w wierze” to dwa wyrażenia, które weszły do obiegu podczas pontyfikatu Jana Pawła II, lecz nie miały precedensu w wielowiekowym nauczaniu Kościoła. Powstaje pytanie: jakie są ich źródła oraz jak należy je poprawnie rozumieć? Znamienne, że im mocniej katolicy wskazywali, że wyznawcy judaizmu są naszymi „starszymi braćmi”, tym mocniej oni odżegnywali się od tej formuły. Nie znam nikogo reprezentatywnego po stronie żydowskiej, kto by głośno i z równą siłą przyznawał, że chrześcijanie są „młodszymi braćmi” żydów. Ta powściągliwość wynika przede wszystkim z utrwalonego żydowskiego spojrzenia na chrześcijaństwo, które nadal pozostaje bardzo nieprzychylne. Jednym ze skutków tego stanu rzeczy jest fakt, że w ujęciu żydowskim nie traktuje się chrześcijan jako bratnich wyznawców wiary w jedynego Boga. Tego spojrzenia nie wolno lekceważyć, bo jeżeli formuła tak chętnie powtarzana przez część chrześcijan ma istotne znaczenie teologiczne i ma służyć zbliżeniu wyznawców obu religii, to powinna być dobrze zrozumiana, zaakceptowana i upowszechniana przez obie strony.


Czy ostatnie stwierdzenia mogą osłabić dialog z judaizmem?

Zbliżenie z Żydami i ich religią nie może polegać na prawieniu tanich komplementów, ani tym bardziej na ignorancji czy wypaczaniu nauczania chrześcijańskiego. Musi polegać na prawdzie! W przeciwnym wypadku nie przynosi pożytecznych rezultatów, a tylko deformację, która w naszych czasach stanowi przejaw judaizacji chrześcijaństwa, równie niebezpiecznej jak tendencje judaizujące, które miały miejsce w pierwszych wiekach, zwalczane przez Ojców Kościoła oraz apologetów i pisarzy wczesnochrześcijańskich. W tym miejscu warto przytoczyć słowa św. Ignacego z Antiochii: Jest rzeczą bezsensowną mówić o Jezusie Chrystusie i zarazem żyć po żydowsku, ponieważ to nie chrześcijaństwo przyjęło judaizm, lecz judaizm chrześcijaństwo, w którym zgromadzili się wszyscy ludzie wierzący w Boga” („List do Magnezjan”, VIII, 3).

(...)

http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka ... ykul/4940/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 20 sie 2010, 20:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Raj Żydów

W książce W. Sobieskiego Dzieje Polski, tom 1 znajdują się ciekawe uwagi dotyczące roli naszych "starszych braci". Tom 1 obejmuje dzieje Polski do 1696 roku. Sanacja historyka nie kochała, co nie powinno dziwić z uwagi na jego poglądy polityczne. Dzisiaj gdyby ktoś odważył się napisać coś podobnego naraziłby się na zarzut antysemityzmu. Ale jak wiemy zarzut antysemityzmu to łata przyszywana każdemu, kto się narazi. Sobieski pisze tak:

"Obok Niemców wślizgnął się do Polski inny obcy element i bardziej wyłączny- żydzi. Biegli w gospodarce pieniężnej, byli na wysługach książąt- Piastów, kierowali nawet ich mennicą. Książeta, ciągnąc z nich zyski, osłaniali ich swą opieką, tak, że wszelki odruch przeciwko tym obcym przybyszom karano niezwykle surowo jakoby za "świętokradztwo", jak o tym wspomina z oburzeniem kronikarz Wincenty. Żydów jednak w Polsce naogół było mało, i duchowieństwo było im niechętne, szczególnie synod wrocławski z r. 1266 ostro przeciw nim wystąpił. Przywilejem, jaki im wystawił w r. 1264 Bolesław, książe kaliski, przyznał im wolność handlu, wyłączył od innych sądów, brał ich pod swą opiekę (np. przed posądzeniem o fałszowanie monety). Co prawda podobne przywileje dostawali współcześnie żydzi w krajach sąsiednich, ale były też kraje zachodnie, jak Anglia, z której właśnie pod koniec XIII w. wypędzono ich raz na zawsze (właściwie na 4 wieki)."

Za: W. Sobieski, Dzieje Polski, tom 1 do roku 1696, Warszawa 1938, s. 59- 60.

"Do postaci Kazimierza przyczepiła się legenda, którą rozwiali nowi historycy- legenda, jakoby był specjalnym protektorem żydów. Przywileje, które miał im dać Kazimierz, są, zdaje się, w przeważnej mierze fałszerstwem, urobionym dopiero w XV w. Przywileje, te są w sprzeczności ze statutami Kazimierza, w których bronił chrześcijan przed wyzyskiem tych "nieprzyjaciół naszej wiary świętej." Kazimierz zresztą musiał się liczyć z gwałtownym ruchem antysemickim, jaki wybuchł w Polsce w r. 1350. Bajką jest również, jakoby jego nieślubni synowie urodzili się z żydówki Esterki", ibidem, s. 98.

"Na domiar złego, miasta w rdzennej Polsce za czasów Kazimierza Jagiellończyka zalać miał nowy- cudzoziemski żywioł i język niemiecki pomnożyć swym napół-niemieckim narzeczem- żydzi. Był to największy błąd Kazimierza Jagiellończyka, że łakomiąc sie na opłaty, jakie jemu składali żydzi, otworzył wrota Polski dla nich na oścież. On to zatwierdził żydom przywileje, które Zbigniew Oleśnicki uważał za zmyślone, a które też, wskutek wzburzenia szlachty, musiał odwołać. Tym nie mniej jednak imigracja żydów była coraz większa, a już w XV w. Polskę zagranica nazwała "rajem dla żydów." Zagranica ze zdziwieniem nazwała Kazimierza największym opiekunem żydów- gdyż w chwili właśnie, gdy w XV w. z całych Niemiec, Czech, krajów austriackich, Hiszpanii i Portugalii wypędzono żydów- on na przekór ogólnemu prądowi właśnie ich do swego kraju przygarnął i to całymi masami. W chwili, gdy zagranica pozbyła się kwestii żydowskiej, Polska ją sobie sama stworzyła. Szczególnie około r. 1475 przybylo dużo żydów do Polski (Długosz), a do tego później od wschodu przybędą w roku 1495 do Korony całe rzesze żydów wschodnich, wypędzonych z Litwy", ibidem, s. 136.

"Polacy porwani walką z najeźdźcami, z których wszyscy byli wrogami katolicyzmu, nie mogli teraz pohamować chęci odwetu na tych w kraju, którzy się łączyli ze Szwedami, czy Siedmiogrodzianami. Czarniecki miał za zdradę karać setkami żydów. Sejm w r. 1658, wahając się, czy wydalić z Polski żydów czy arian, w końcu wyznaczył arianom 3 (później tylko 2) na ostateczną z kraju emigrację. Tegoż roku Jan Kazimierz zarządził konfiskatę dóbr żydów krakowskich za zdrady i związki ze Szwedami", ibidem, s. 235.

http://cybertrasher.o7.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 27 sty 2013, 23:24 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3235


Profesor Jerzy Robert Nowak podczas spotkania z czytelnikami w Łodzi opowiada o żydach, którzy doświadczyli prawdziwych tragedii za sprawą swych braci. Ten przemilczany aspekt II wojny światowej stanowi bardzo niewygodny temat na tle polityki szkalowania Polaków i notorycznego oskarżania o antysemityzm. Jak się jednak okazuje są także Żydzi, którzy z wielkim uznaniem wspominają poświęcenie i bohaterstwo narodu polskiego. To właśnie na podstawie ich opowieści profesor Nowak buduje niesamowity obraz czasów okupacji, gdy wielu Żydów stawało się katami swych rodaków, a Polacy okazywali się bohaterami.

„To policja żydowska była najokrutniejsza wobec skazanych" - autor przemilczanego w Polsce wstrząsającego dziennika z getta warszawskiego Chaim A Kaplan

„Okrucieństwo policji żydowskiej było często większe niż Niemców, Ukraińców, Łotyszy" - Najsłynniejszy kronikarz getta warszawskiego Emanuel Ringelblum

[Spotkanie zorganizował Łódzki Klub Gazety Polskiej]

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 01 kwi 2014, 13:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/01/31/ ... iemcewicz/

Rok 3333, czyli sen niesłychany – J.U. Niemcewicz
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-01-31

Rok 3333 po raz pierwszy czytałem jako 10/11 letni chłopak. Wyssałem z rodzinnej biblioteki. „Sen niesły­chany” Niemcewicza wydawał mi się wtedy „niesłychanym”, nawet za tysiąc lat! Minęło parę dziesięcioleci i wczoraj wyciągnąłem z piwnicy i .. i to nie w r. 3333-cim, ale… Zapraszam do lektury.
Admin


Obrazek

W niedawnych czasach, gdy wiele wybor­nych pism wychodziło o urządzeniu żydów, gdy materyę tę jako bytu lub z czasem zatracenia rodu i imienia polskiego tyczącą się, po wszyst­kich roztrząsano zgromadzeniach, ja również z innemi czytałem, słuchałem doświadczeńszych ode mnie, nieraz nawet odważałem się i sam odezwać.
Czytanie różnych pism, rozumowanie nad przedmiotem ich, długo zajmowały wszystkich umysły, a mnie do tego stopnia, iż czyli to u siebie, czy idącemu przez ulicę, czy w do­branych towarzystwach, gdzie i pół pejsaka na­wet nie znajdowało się, mnie w rozognionej imaginacyi mojej snuły się same starozakonne postacie, a nawet W wytwornych pięknych dam przybytkach, kędy w porcelanowych donicach same tylko tchnęły jaśminy i róże, mnie zala­tywał zapach, jednym tylko łapserdakom wła­ściwy.
Nie dziw więc, że tak gwałtownie, tak długo myśl moja na jawie jednemi zajęta przed­miotami, też same stawiała mi i we śnie, lecz w jak dzikim, w jak niesłychanym sposobie, co sama tylko nieograniczona nadana wolność drzymaniom wytlómaczyć i wymówić potrafi.
Zdało mi się naprzód, żem był we Wło­chach, wiosce o pół mili od Warszawy.
Tam obejrzawszy przykładne gospodar­stwo, wprowadzone w rolnictwie i narzędziach wynalazki, wypiwszy szklannicę wybornego mle­ka, do Warszawy wracałem; lecz jakie było po- dziwienie moje, gdy zbliżając się do stolicy, postać miasta tego inną wcale od dzisiejszej w oczach moich stawała. Im bardziej zbliżałem się, tembardziej odmienność ta uderzała mię i zadziwiała.
Napróżno wolskich rogatek szukałem; na miejscu ich znalazłem nieforemną bramę, a ra­czej potężne wrota z okopconego wiekiem ka­mienia, na szczycie ich, była herbowa tarcza przez dwóch lewiatanów trzymana. Długo sta­rałem się rozeznać coby się w polu jej mieści­ło, aż nareszcie odkryłem, że to były cycełe (poświęcone sznureczki, które żydzi w kraju łapserdaków swoich noszą), dość kunsztownie wyryte. Na gzemsie dwa wiersze w hebrajskim języku, a pod niemi te słowa łacińskiemi literami: Moszkopolis A. 5353.
Mimo przywileju snów, w których naj­dziksze rzeczy zdają się rzetelnemi, nie mo­głem się pojąć w zdumieniu mojem. Następu­jące jednak snu tego opowiadanie dowiedzie, te z każdym prawie krokiem com uczynił, wzrastało smutne zadziwienie moje.
Wjechawszy w miasto ujrzałem po obu stronach domy, na wzór karczem dzisiejszych stawiane, z wystawami i stajniami. W niektó­rych miejscach sterczały żerdzie. Od nich od jednego domu do drugiego naprzeciw przecią­gnięte były sznury, na znak, że właściciele tych domów powinowactwem byli złączeni.
Przed domami siedziały żydówki, a przed niemi macki z obarzankami, kukiełkami i solą. Nigdzie nie było bruku, lecz natomiast błoto niezmierne. Około domów mnóstwo kaczek, gęsi, kur, indyków babrzących się w tern bło­cie. Wszędy snuły się ćmy brudnych żydów, naprzód i w tył, na lewo i na prawo.
— Przebóg! zawołałem: gdzież ja to je­stem? jakże się zżydziło to miasto? jakże? nie ujrzęż i jednego chrześcianina-polaka.
Ledwiem wyrzekł te słowa, alić spostrze­głem małą, brudną dryndulkę, a na niej siedzą­cego woźnicę, przecież nie W żydowskim ubio­rze. Kiwnąłem i przybył. Wsiadłem umyślnie, bym od tego człowieka mógł powziąść obja­śnienie względem tego wszystkiego com wi­dział, i czegom pojąć nie mógł.
Ze dorożka w niezmiernem na ulicach błocie postępowała powoli, a niedostatek bru­ku wszelki hałas oddalał, ja i woźnica mogliś­my się wybornie słyszeć i wygodnie rozmawiać.
— Mój przyjacielu — rzekłem — zaklinam cię, powiedz mi co się znaczy, tak niepojęta, tak prędka odmiana. Niedawno Warszawa by­ła miastem chrześciańskiem, polskiem, skądże dzisiaj w mieszkańcach, w domach, słowem we wszystkiem tak się zżydziła?
— Albo jegomości musi się śnić — odpowie­dział trochę z żydowska Woźnica, albo z innego kraju musiałeś tu przybyć. Gdzie tam niedaw­no! ludzie powiadają, że tu już z tysiąc lat, jak żydowstwo opanowało tę niegdyś polską ziemię.
— Jakimże sposobem — zawołałem — wo­jenny lud dał się podbić tym kapcanom?
— To mędrsi i uczeńsi doskonalej wam powiedzą, ja tylko wiem to, czegom się z ustnego podania, od dziadów i naddziadów mych nauczył. Nie orężem oni podbili Polaków, lecz sztuką, podstępami, przekupstwem; nie wiem dokładnie jak to było, lecz gdy raz otrzymali prawo wchodzenia do wszystkich urzędów, na­
bywania własności ziemskich, nic niezmordo­wanej przebiegłości ich i wykrętom tamy po­łożyć nie mogło, tak, że z wiekami zgnietli Polaków chrześcian, sami opanowali wszystko, a gdy nikt nie chciał brudno zaszarganego Królestwa, wybrali sobie króla i starożytną Pol­skę Palestyną nazwali.
Osłupiałem na te słowa, i byłbym długo w zdrętwiałości mojej pozostał, gdyby dorożka nie przejeżdżała wedle miejsca gdzie bywał, „pałac błękitny”.
Tu westchnął głęboko Woźnica mój i rzekł:
— Ten dom co widzicie po prawej ręce, należał przed wiekami do przodków moich, na­przód był książąt Czartoryskich, a potem prze­szedł do imienia mego, do Zamoyskich.
— Co ja słyszę! — zawołałem — ty jesteś Zamoyski?
— Nieinaczej — powtórzył z westchnie­niem — jestem Zamoyski i poganiam tę dryndulkę. Żona moja jest Zosia Czartoryska, ko­bietka, jak ludzie powiadają, wcale ładna, mój szwagier Czartoryski ma ogródek na przed­mieściu, który uprawia i z którego żyje.
— Przedwieczny Boże!—zawołałem — do czegóż to przyszło.
— Nie dziwcie się – przydał dorożkarz — to samo się stało z wszystkiemi dawnemi rodami polskiemi. Radziwiłłowie są mularzami, Potoccy i Sanguszkowie bawią się furmanką i drzewo wożą do Wisły, Chodkiewicze, Krasińscy, Lubomirscy, Sapiehy pośli na cieślów. Nikomu z chrześcian nie wolno mieć ni ziem­skiej, ni miejskiej własności, chyba, że żydem zostanie. Jakoż niejeden przyciśniony biedą, znużony i upodlony uciskiem, zapomniawszy co winien Bogu i sobie, został żydem, zapuścił pejsaki i tak się dobrze kiwa nad talmudem jak Jud najlepszy.
Ledwie skończył te słowa, gdyśmy spo­strzegli tłum żydów na koniach z włóczniami w ręku, w lisich czapkach i ładownicach, bez żadnego porządku jadących, dwóch trębaczów w podobnymże ubiorze jechało przodem, mieli oni trąbki, mało co większe od tych, któremi się dzieci bawią, i raptem tak przeraźliwie zapisknęli w te trąbki, iż konie zaczęły się trwo­żyć i kręcić, jeźdźcy gubić pantofle, zsiadać, szukać ich po błocie. To zastanowiło i poczet ów wojenny, a zarazem i dorożkę moją.—Cóż to się znaczy?—zapytałem przewodnika mego.
— Jest to — rzekł — gwardya konna królew­ska, powracająca z zamku, zawsze taka bieda, kiedy się ich napotka, bo ustawnte coś zgubić lub upuścić muszą, gorzej kiedy na ćwiczenia wyjadą w pole, jak się to paskustwo puści kłu­sem, to pada jak gdyby gruszki jakie.
Nie wiem jak długo trwałby ten nieporzą­dek, gdyby się nie pokazał zdaleka w karecie wspaniałej stary żyd z dużemi utrefionemi pejsakami, w opończy, którą potężne srebrne okry­wały haftki. Wielu żydków w samym kwiecie młodości harcowało koło karety na konikach.
Jak tylko poczet konny spostrzegł go, wraz czy, który znalazł pantofle, czy nie, czy który dopadł konia lub nie, wierzchem, piechotą, jak kto mógł, porwali się z miejsca i uciekli w po­boczną ulicę. Mój dorożkarz, korzystając z oczyszczonej na ulicy luki, ruszył naprzód, a prze­jeżdżając około wielkiego owego starego Pa­na, zdjął czapkę i schyliwszy głowę aż na ko­lana długo w tej pozyturze zostawał. Zapyta­łem ktoby był ów żyd bogaty?
— Jest to — odpowiedział – Książę Wojewo­da Icek Szmulowicz, prezes rady stanu, jeden z największych panów naszych. Oprócz znacz­nych dóbr ma pałac na Krakowskiem Przedmieściu, i blisko miasta Wilanów.
— Co — zawołałem — żyd jest panem Wi­lanowa?
— A zkądźe znów Jegomość jedzie? — zapytał z zadziwieniem woźnica—jużci zapew­ne nie będzie go miał żaden z chrześcijan, tym nie wolno tylko za pańszczyznę uprawiać rolę, albo po miastach prowadzić podlejsze rze­miosła.
— W jakimże stanie jest dzisiaj Wilanów, czy tak piękny i porządny jak był za dawnych właścicieli, czy ta murowana wioska, ten fol­wark, ta nowa część ogrodu, co ją pani Potoc­ka założyła, dobrze są utrzymane?
— Nie wiem ja — odpowiedział dryndulkarz — co było wprzódy, to wiem, że dziś stoi tam wielka gorzelnia, browar, wołownia. Pałacysko brudne strasznie, zachowano nad Wi­słą dwa drzewa, pod któremi Icek Szmulewicz kuczki swoje odprawia, król go bardzo kocha.
— To macie króla, i któż jest tym królem?
— A któż ma być? juźci żyd.
— Jakże się zowie?
— Moszko XII — odpowiedział mój prze­wodnik.
Wpadając raz po raz z zadumienia w zadumienie, już się nakoniec (jako w snach by­wa) przekonałem, że to wszystko prawda, zo­stała tylko mocna ciekawość widzenia wszyst­kiego co się działo w tem czarnem królestwie.
— Nie mógłbyś mnie — rzekłem do doroż­karza — zawieść do zamku, po dykasteryach, teatrach, etc. a zapłacę sowicie.
— Do wszystkich tych miejsc — odpowie­dział dorożkarz—chrześcijanom zabroniony jest przystęp.
— Co to za nieszczęście — rzekłem — dał­bym wiele żebym te wszystkie niewidziane dzi­wy mógł widzieć.
— Jeśli Jegomość chce odłożyć pienię­dzy, to wszystko zobaczy.
— Jakże gdy mówisz, że to zakazane.
— Zakazane to prawda, ale za pieniądze u nas wszystko wolno.
Pomacałem się po kieszeni i kazałem się wieźć do zamku. W samej bramie zatrzymał mię zaraz żyd grenadyer z ogromną lisią czap­ką i z upudrowanemi pejsakami, wrzeszcząc co miał głosu:
— Stój Waść.
Tu dryndulkarz obróciwszy się rzekł mi:
— Dajcie mu talara.
Uczyniłem jak radzono, i natychmiast ta­lar przełamał zaporę. Jak całego miasta, tak też nie poznałem i dawnego zamku Zygmun­tów. Bóg tam wie, co to było za straszydło! Stało na dziedzińcu mnóstwo teleg, koszlawych karet i koczów. Przy wnijściu na wschody, druga przeszkoda, podobnież z mej strony uła­twiona jak pierwsza. Wszedłem nakoniec na pokoje królewskie. Pokazanie się moje, strój, postać, nie małe sprawiły zadziwienie, zaczęło żydowstwo szeptać, krzywić się, gdy dwóch młodych żydków w popielatych łapserdakach z czarną aksamitną lamówką, zbliżyło się do mnie. Spostrzegłem, że to były szambelany, gdyż przy wiszących cycełach nosili u kolan dwa złote klucze.
— Waści tu nie wolno wchodzić! — rzekł mi jeden dość przykro.
Nie tracąc przytomności, pamiętny na ra­dy dorożkarza dobyłem dwa dukaty i po je­dnym każdemu z szambelanów nieznacznie wścibiłem do ręki. Natychmiast wypogodziły się czoła młodych izraelitów, jeden z nich po­biegł do Wielkiego Marszałka, jak rozumiem z doniesieniem o mnie, drugi pozostawszy:
— Uważam — rzekł — że waść jesteś cu­dzoziemcem, ciekawym zapewne widzieć dwór Najjaśniejszego Judy, szczęśliwie wcale trafi­łeś, ujrzysz go w całej okazałości, dziś bowiem jest uroczystość obrzezania Najjaśniejszego królewicza Lejby. Król okaże się w całej oka­załości, jeżelibyś waść znał się na grzeczno­ści, tobym ja mu służył za przewodnika, oka­zał i oprowadził wszędy.
Lubo przymówienie się to ze strony szambelana dworskiego zdawało mi się cokolwiek niedelikatnem, z tem wszystkiem rzuciwszy oko na pejsaczki przestałem się dziwić, i dobywszy
dwa jeszcze dukaty wsunąłem w dłoń szambelanowi.
Ściskając mię za rękę, rzekł:
— Nie odstąpię waści aż wszystko obej­rzysz. Pójdźmy do drugiego pokoju, gdzie są zebrani panowie radni i ministrowie.
Żydziak szepnął do ucha na prawo i na lewo, Wraz nam uczyniono miejsce. Weszliś­my do wielkiej sali pozłacanej, lecz brudnej, po jednej i drugiej stronie siedziały żydy w bo­gatych łapserdakach. Acz kosztownie ubrani, uważałem jednak, że pantofle ich nie były wychędoźone, i nie było jednego coby nie miał pończoch granatowem suknem na piętach ła­tanych. Przy samych drzwiach stało dwóch żołnierzy z lejb gwardyi, mający na łapserda­kach blaszane posrebrzane zbroje i włócznie w ręku.
Wkrótce uwagę moją obudziło mocne, potrójne uderzenie we drzwi. Na ten hałas porwały się wszystkie żydy z ław swoich, a mój przyjaciel szambelan szepnął mi:
— Pójdź waść w tę stronę, a wygodnie wszystko zobaczysz.
Jakoż otworzyły się podwoje i zaczął iść dwór królewski, pazie, szambelanowie, pano­wie radni. Nakoniec ukazał się sam król Moszko, a w tem wszystkie żydy, co tylko ich było, jęli się kiwać na kształt chińskich bałwan­ków. Mój przyjaciel szambelan powiedział, że ten był sposób witania króla. Osoba monarchy wielce mi się okazałą wydała. Był to pan, mogący mieć około lat czterdziestu, niezmier­nie czerwony, tłusty i piegowaty, pejsaki miał rudo-kasztanowate i brodę tejże samej maści. Łapserdak i opończa były z czarnego aksamitu z potrzebami dyamentowemi jak najpiękniejszej wody. Jarmułkę otaczał szereg pereł różowych, z których każda po 50 karatów mieć mogła; u szyi freza obyczajem żydowskim, z tej na złotym łańcuchu zwieszał się order na kształt Złotego Runa, lecz przyjaciel mój powiedział mi, że to był order Icka Wielkiego. Nic atoli nie zastanowiło bardziej blaskiem nadzwyczaj­nym oczu mych, jak cycełe wiszące u kolan królewskich, były to sznurki z samych soliterów, z których najmniejszy jako orzech duży. Szambelan powiedział mi, iż ojciec królewski Moszko XI dał za te cycełe 10 milionów zło­tych holenderskich.
— Nie dziwuj się temu — mówił dalej szam­belan—Najjaśniejszy Pan sam handluje drogiemi kamieniami i wiele na nich zarabia (tu szep­nął mi do ucha): a czasem nawet fałszywe za prawdziwe sprzedaje.
Za danym znakiem żydy przestały się ki­wać i przedniejsi panowie uczynili koło. Wten­czas król obchodząc krąg cały, rozmawiał z każ­dym prawie, niektórych faworytów familiarnie targał za pejsaki i brodę, w konwersacyi mięszając dowcipne żarciki, jak mnie przynajmniej zapewniał przyjaciel mój szambelan, cała bo­wiem rozmowa była w żydowskim języku. Po skończonych powitaniach, choć stałem zdaleka, król spostrzegł mnie, a zdziwiony figurą moją, kazał do siebie przystąpić. Powiedziano mu żem był z dalekich krajów wędrownik. Mo­narcha z nieporównanym wdziękiem rozśmiawszy się do mnie, podał mi swą rękę, którą ją z najżywszem uczuciem pocałowałem.
Odprowadził mnie przyjaciel mój szambe­lan aż do dorożki mojej, a żegnając oświad­czył, iż życząc by pobyt mój w Moszkopołis był jaknajprzyjemniejszym, zaprasza mię na bal do ciotki swojej hrabiny Rachel, na ulicy Łokszyn mieszkającej.
— Nim wieczór nastąpi — przydał grzecz­nie — będziecie może chcieli widzieć ciekawo­ści Moszkopołis. Oto jest bilet — rzekł dając mi kartę — za którym wszędzie wolny przystęp otrzymasz. Trzeba jednak — przydał ze zna­czącą miną — znać się na grzeczności.
Pożegnawszy się, wsiadłem do pojazdu,nie mogąc pojąć jak do tyła można było łą­czyć z dostojeństwem tak niedelikatną chciwość pieniędzy.
— Jakże się tam długo Jegomość bawił — rzekł mi mój dorożkarz — miałem czas i konie paść i napoić i jeszcze nie widziałem końca. Dokądże teraz pojedziem?
— Jedź na sądy — rzekłem — wszędzie mię teraz puszczą, bo mam bilet.
Lubo postać cała Warszawy, ulice jej na­wet odmieniły się, rozeznałem jednak, że do­rożka zajechała na dziedziniec, gdzie niegdyś stał pałac Krasińskich, a dziś stała ogromna karczma.
— Gdzież mię to wieziesz? — zapytałem.
— Na sądy — odpowiedział woźnica.
I tu na wnijściu, mimo okazanego biletu, były trudności, lecz za daniem dwóch talarów zniknęły. A nadto tłum żydków z faktorskiem prawdziwie narzucaniem się obstąpił mię, ofia­rując się być przewodnikiem i tłomaczem moim. Wybrałem najpocześniejszego i dobrzem trafił, był to bowiem jeden z sławnych mecenasów żydowskich.
Weszliśmy po schodach pełnych śmieci i brudów do obszernego przedsionka, napeł­nionego tłumem żydowstwa. Sędziowie byli na ustępie. Usiedliśmy w kącie na ławie, co dało mi czas rozmawiać z uczonym mecenasem moim i wiele światła zasięgnąć od niego.
— Panie — rzekłem mu — dlaczegóż tak nie­miłosiernie zburzyliście gmachy miasta tego i na miejscu wielu niegdyś, jak słyszałem, wspania­łych, tak nikczemne popostawiali?
— Uczyniliśmy to — odpowiedział mece­nas — na mocy zakonu Mojżesza: „Zburzycie do szczętu, mówi Mojżesz wszystkie miejsca, na których mieszkali narodowie, a które wy posia­dacie i porozwalacie ołtarze ich, i połamiecie słupy ich, spalicie Bogi ich, i wygładzicie imię z miejsca onego“.
— Przyznasz waść — mówił mecenas — że prawo to jest dosyć wyraźne. Jeśli wam niedosyć na niem, przytoczę więcej. Tenże Mojżesz tak mówi: „Wytracisz naród, który Pan Bóg twój poda tobie, nie sfolguie mu oko twoje, bo poszle Pan Bóg twój na naród ten szerszenie i zetrze je starciem wielkiem, aż będą wyniszczeni, a po­da krocie ich w ręce twoje i wygubisz ich pod niebem, nie ostoi się żaden przed tobą, aż ich wytracisz. W ziemi, którą Pan Bóg twój dawa to­bie w dziedzictwo, byś ją posiadał, wygładzisz pamiątkę Amalekową pod niebem. Ani się nie zlitujesz nad niemi, ani się spowinowacisz z niemi, albowiem Pan wybrał ciebie, abyś był osobnym ludem. Nie zapominajże tego”.
— Mógłbym—mówił dalej mecenas — ty­siąc podobnych praw, podobnych zakazów cy­tować.
— Jakże — zawołałem — toście wytępili całe plemię dawnych Polaków chrześcijan?
— Talmudziści nasi—odpowiedział mece­nas—którzy jeszcze więcej mają rozumu jak Mojżesz, tak słowa patryarchy tego wytłoma- czyli: „Wygładzicie wszystkich właścicieli ziem­skich i miejskich, zabierzecie dobra ich, lecz możecie zachować wieśniaków ubogich i wy­robników, aby pracowali dla was”.
— Jakimźe sposobem— zawołałem — mo­gliście tak waleczny naród częścią wytępić, częścią obrócić w niewolę?
— Jak nam przykazał Mojżesz „po lekku i po trochu”; przekupstwem, podejściem i wy­trwałością. Najprzód przekładaliśmy, że to nic nie szkodzi gdy nam nadadzą prawo nabywa­nia własności ziemskich i miejskich. Skorośmy to otrzymali, pomnożyły się sposoby nasze otrzy­mania i więcej. Pchaliśmy się do nabycia wszystkich praw obywatelstwa i piastowania wszystkich urzędów; kosztowało nas to niema­ło, lecz czego złoto i wytrwałość nie zmogą? Spełnione życzenie nasze; już najpiękniejsze majątki były w rękach żydowskich. Senat, ministerya, rady najwyższe, najpierwsze dostojeń­stwa państwowe piastowane były przez Moszków i Leybów. Ze wszystkich końców Euro­py potokami jęło się do Polski cisnąć żydowstwo. Nie zważano długo, że naród nasz przez samo prawo religii swojej spoić się z innym narodem nie może, że wiara nasza nie stowa­rzyszać się z ludźmi innego wyznania nakazu­je, lecz wytępiać ich i niszczyć; postrzegło się potem chrześcijaństwo, lecz to już było zapóźno.
Gdy mecenas mój kończył te słowa, potrójne uderzenie we drzwi dało znać, że się ustęp zakończył, i natychmiast otworzyły się podwoje.
— Jakiemiż prawami, jakimże sądzicie się kodeksem?
— Kodeksem Mojżesza — odpowiedział mecenas mój.
Weszliśmy do sądowej izby.
Stał pośrodku stół około którego jedena­stu sędziów siedziało. Dwunasty najwyższy, może ministra sprawiedliwości zastępujący’ sie­dział na wyższem nieco krześle od innych. Był to otyły, siwy starzec, tak już latami znękany, że ni słyszeć, ni widzieć, ni zatem wiedzieć mógł o co rzecz szła. Młode żydki pisarzów i sekretarzów miejsca zastępujący uwijali się
koło niego i sędziów i podobno całą sprawie­dliwością podług woli swojej rządzili. Przywo­łano sprawę kobiety i mężczyzny, obojga chrześcijan. Była to przekupka około pięćdziesiąt lat mająca, niezmiernie tłusta, czerwona, sło­wem jak się pospolicie mówi „wyszczekana” w najwyższym stopniu. Sama ona indukowała sprawę swoją po żydowsku, gdyż lud nasz ję­zyka tego uczyć się musiał.
— Kodeks Mojżesza—rzekła—w rozdzia­le XXV powtórzenia zakonu, nakazuje, że po mężu bracie bez potomstwa, brat męża tego z wdową żoną jego koniecznie ożenić się po­winien. Ja się w tym przypadku znajduję, je­stem wdową po mężu zeszłym bez syna, brat jego nie chcę się żenić ze mną, oskarżam go przed najjaśniejszym kahalem i upraszam, aby rozkazał, by mię wraz pojął, i kochał z całej duszy swojej.
W czasie tej indukty tłusty prezes zwie­siwszy siwą brodę na piersi chrapał i nic nie słyszał. Młody pisarz zbliżył się do ucha jego i jak gdyby odpowiedź odebrał, przywołał oskarżonego. Był to ubogo lecz czysto ubrany mło­dy człowiek bardzo przystojnej postaci.
— Jakóbie — rzekł pisarz — sąd cię zapy­tuje, czy prawda, że się sprzeciwiasz prawu Mojżesza i nie chcesz bratowej twojej pojąć za żonę?
— Prawda — odpowiedział — bo zakon no­wy nie zaś prawo Mojżesza, chrześcijanina wią­zać powinny.
Na te słowa porwały się z zapalczywości wszystkie żydy.
— Co za zuchwalstwo! — krzyknęli — ty się śmiesz z nowym zakonem odzywać?
Gniew i zgroza od sędziów przeszły do słuchaczów; młode nawet żydki, jak żygawki zaczęli przyskakiwać do Jakóba, i pazurami drapać go, szczęściem wszczęty wrzask obu­dził zgrzybiałego prezesa. Zadzwonił więc i na­kazał spokojność.
Jakób dalej mówił:
— Prócz przywiedzionej przyczyny, nie chcę pojąć stojącej tu Małgorzaty, naprzód, że jest pijaczka, powtóre, że jest brzydka, po trze­cie, że jest stara, po czwarte i ostatnie, że ko­cham inną dziewczynę, i już z nią zaręczony jestem.
— Więc tedy nie chcesz jej pojąć?—za­pytał Kahał.
— Przez żaden sposób — odpowiedział Jakób.
Tu pisarz kahalny otworzywszy zakon czy­tał następujące prawo: „A jeśliby mąż jaki nie chciał pojąć bratowej swojej i nie chciał wzbu­dzić bratu swemu imienia w Izraelu, tedy przy­stąpi bratowa jego do niego, przed oczyma starszych i zrzuci trzewik jego z nogi jego i plunie na twarz jego, a dom jego zwać się będzie domem wyzutego”.
Pisarz trybunalski skończywszy czytać:
— Małgorzato — zawołał — czyń co masz czynić.
Natychmiast Małgorzata zdjęła but Jakóbowi i plunęła mu na twarz: a Jakób otarł się i skończyła się sprawa.
Przywołano potem dwóch żydów oskarżo­nych, że w domu swoim mieli obrazy i posą­gi, i stawiono je przed sądem. Z miłem za­dziwieniem ujrzałem między rzeźbami kilka sta­rożytnych posągów pięknego dłuta, wśród obra­zów zaś kilka najznakomitszych malarzy. Prze­czytano prawo zakonu, nakazujące kruszenie wszelkich bałwanów i wizerunków, i w tejże chwili powyrzucano z okien wszystko, gdzie stojące już z oskardami i motykami żydowstwo, wszystko w kawałki potłukło i podarło. Prze­jęty do żywego takiem barbarzyństwem, nie chciałem słuchać dłużej tak mądrych wyroków i dawszy dwa talary mecenasowi, wyszedłem.
Natura i we śnie nawet trzyma się prze­pisanego biegu: uczułem apetyt gwałtowny, po­ kazał mi dorożkarz najsławniejszego restaura­tora. Wszedłem; przez długą i wązką izbę cią­gnęły się po obu stronach małe osobne stoliki, przykryte niezmiernie brudnemi serwetami, sta­ły na każdym talerze z cynowemi sztućcami. Żydziaki, połowę z żydowska, połowę gadający z francuska, obskoczyli mię natychmiast, podając mi kartę potraw, i zapytując czegobym so­bie życzył. Wziąłem kartę, na której z pomię­dzy wielu przysmaków te tylko przypominam sobie:
Łokszyna la Machabeje, Kugiel au Szmelc, Kaczkes a la Jerćmie, Maces, obarzankes. Na spodzie napisano było po francusku: zapewnia się, że wszystko jest koszerne.
Przyniesiono mi wiele z tych potraw, lecz wszystkie tak czosnkiem zaprawne, tak okrop­nie brudne, iż zjadłszy tylko kilka jaj i dwie mace bez soli zapłaciłem i wyszedłem.
Już też była godzina szósta wieczorna, wychodząc spostrzegłem wiele pojazdów, sto­jących przed dużym szkaradnym gmachem, a woźnica mój oznajmił mi, że to był teatr na­rodowy żydowski. Jak ciekawy wędrownik nic, co jest ciekawego nie chcąc opuścić, wsze­dłem. Górne ganki i poziom (parter) dość by­ły próżne, lecz w lożach pełno. Dawano operę w żydowskim języku podtytułem: „Abigal grze­jąca Dawida”.
Sytuacje w tym dramacie nie były naj­przystojniejsze, w orkiestrze najwięcej cymbały słyszeć się dawały, głos pierwszej śpiewaczki, choć trochę przeraźliwy miał wielką rozcią­głość. Sztuka ta była jednego z aktorów, i dla­tego ustawicznie ją grano.
Po skończonej operze grano krotochwilę czyli farsę, lecz mogę wyrazić zgrozę i głębo­kie oburzenie moje, gdym postrzegł, że w sztu­ce tej naigrawano się, wyszydzano najświętsze tajemnice wiary naszej chrześcijańskiej. Pełen żalu i gniewu wyszedłem z teatru, lecz na sa­mem wsiadaniu spotkałem szambelana mego.
— Czemuż waść tak zapyrzony?—rzekł mi.
Opowiedziałem mu przyczynę zgorszenia i gniewu mego.
— Nie dziw się — rzekł — trzeba czem ba­wić pospólstwo, a nadto polityką jest naszą utrzymywać wzgardę dla religii katolickiej. Dzie­je się to z przyczyn stanu, a wiesz, że w ta­kim razie nikt się nie pyta o słuszność, spra­wiedliwość, a nawet rozum. Jedź raczej do ciotki mojej na bal, ten wypogodzi zachmurzo­ne czoło twoje.
Tak byłem rozgniewany, żem się długo szambelanowi memu opierał; przemógł na koniec naleganiem swojem i pojechaliśmy na gody.
Stanęliśmy przed obszerną karczmą czyli pałacem JW. hrabiny Rachel. Blask niezmier­ny w oknach uwiadomił nas, że się już bal rozpoczął. Szambelan wziąwszy mię za rękę, wprowadził do sali. Trafiliśmy właśnie, gdy młody książę Icek z hrabianką Szlomą tańco­wał solo narodowy taniec, to jest, że każde z nich wziąwszy koniec chustki podskakiwało do siebie.
Gdy wszyscy unosili się nad gracyą i łu­bem ułożeniem tej pięknej pary, ja tymczasem prowadziłem oczyma po sali i gościach zebra­nych. Izba była obszerna i bogato ustrojona, lecz podłoga niewymieciona, na wszystkich meblach pełno kurzu, postrzegłem nawet w ro­gach pozłacanych gzemsów kilkoletnie gęste pajęczyny, z których pająk niezmierny spuszczał się na jedwabnej swej nici, i już siadał na gło­wie księżniczki Joselówny, gdy młody hrabia Chaim, piorunem się ze stołka porwawszy i poskoczywszy naprzód, lisią swą czapką przeciął nić pajęczą i samego brzydkiego robaka pan­toflem zagniótł.
Oklask powszechny okrył czyn zwycięz­cy, a szambelan, przyjaciel mój, powiedział mi, że hrabia był jednym z najwaleczniejszej mło­dzieży izraelskiej i że nie był to pierwszy do­wód nieustraszonego męstwa jego.
Tymczasem ta pojedyncza bitwa hrabiego z pająkiem przerwała taniec i przyjaciel mój miał sposobność przedstawienia mię szanownej ciotce swojej.
Była to wysoka żydówka około lat czter­dziestu mająca, jeszcze świeża i dosyć ładna; miała ona drojetową suknię w winogrona, na głowie czerwoną chustkę, z pod której wycho­dzące skrzydła z dużych pereł zakrywały znacz­ną część twarzy, na piersi wisiał duży kanak z dyamentów.
Pani ta przyjęła mnie z grzecznością bar­dzo blizko graniczącą z przymiotem, który my kokieteryą nazywamy.
Siostrzeniec jej, szambelan, chciał mnie innym damom przedstawić, lecz nie dopuściła do tego hrabina Rachel i owszem, wziąwszy mnie w rekwizycyę dla siebie samej, usiadła ze mną na boku i, jakgdybyśmy się znali od wieków, zaczęła mi opowiadać historyę życia i obyczajów wszystkich zaproszonych przez sie­bie dam i kawalerów, Bawiła mnie wprawdzie jej rozmowa, lecz nie mogę powiedzieć, by do­broć jej wyrównywała dowcipowi.Untitled

Obrazek

Podług twierdzenia hrabiny Rachel, nie było jednej kobiety, któraby przynajmniej dwudziestu miłosnych awantur nie miała, nie było żydka, któregoby tysiącem nie obłożyła śmiesz­ności.
— Czy wiesz — mówiła, pokazując mi mło­dą parę — ten hrabia Lejbuś, co to niby trzyma tylko tę damę za rękę, w tym momencie oto daje baronowej Nuche ustrzyżone z pejsaków swych włosy. Lejbuś jest strasznie głupi, a ona największa w świecie kokietka.
Uważałem ogólnie, że im piękniejsza by­ła żydówka jaka, tem ostrzejszemi obmowy gro­tami obsypywała ją dobra ta pani.
Niejeden może zapyta: jakżem z hrabiną tak długą mógł prowadzić rozmowę, nie umie­jąc ni słowa po żydowsku?
Przypominam czytelnikom naprzód, że to był sen, a zatem marzenie pełne przeciwieństw i niedorzeczności; powtóre, o ile pamiętam, nietylko hrabinę, ale wszystkie damy izraelskie, wszystKie nawet młode bachorzęta nie trzepały jak po francusku.
Na dowód tego jeszcze jedna okoliczność przychodzi mi na myśl. Pamiętam, że hrabina, opisując mi łaskawie charaktery wszystkich snujących się przed oczyma naszemi osób, wskazując na jednego starego żyda, rzekła:
To jest osobliwy oryginał, zawsze kwa­śny i opryskliwy; dzikie jakieś urojenie opano­wało głowę jego: koniecznie chce, żeby żydzi po żydowsku gadali, i lak to ustawicznie po­wtarza, iż wszystkich już na śmierć zanudził; zresztą i z innych względów nieznośne to jest stworzenie.
Postrzegłszy, że długa moja z hrabiną roz­mowa nie podobała się kilku żydkom, co się koło niej kręcili, wstałem, by zobaczyć co się po innych izbach dzieje.
I tam, jak wszędzie, pokątne rozmowy, zawiść, szepty.
Roznoszono na dużych tacach wódkę, miód i wiśniak, tudzież pieczone mace, obwa­rzanki. Między konfiturami najwięcej widziałem cebul w cukrze smażonych, na kształt naszych kasztanów.
Nic wyrównać nie mogło pieczołowitości matek około córek swoich; ta szeptała swojej do ucha, żeby się prosto trzymała, owa zgrza­nej po tańcu nie dozwoliła pić piwa, tamta swo­ją zakrawała chustką, trzecia nakoniec intry­gowała, żeby córka jej, nie kto inny, tańczyła solo (znaczy sama jedna) ulubiony taniec na śliczną nutę Majufes.
Wśród tych tańców i śmiechów, ministro­wie rozmawiali o sprawach publicznych, a sy­nowie ich szeptali o miłości.
Kamerdynerowie roznosili chłodniki. Wkrótce jeden z nich, niosący na niezmiernej tacy kubki z czosnkowemi lodami, poślizgnął się i z całym ładunkiem padł na ziemię jak długi. Brzęk tyła potłuczonego szkła tak był przeraź­liwy, iż mnie, acz twardo śpiącego obudził.
Otworzyłem oczy. Silnie zwodniczemi ma­miony obrazami, długo pojąć nie mogłem gdzie byłem. Dalsze dopiero zebranie zmysłów prze­konało mnie, iż smutne przedmioty, które mnie przez całą noc dręczyły, snem tylko były zni­komym.

Pisane w 1817 roku J.U. Niemcewicz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 14 kwi 2014, 15:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://ojczyzna.pl/Arch-Teksty/BRODA-R_ ... Polacy.htm

Żydzi i Polacy - po prostu nie pasujemy do siebie

Od autora

Poniższy artykuł został napisany prawie dokładnie cztery lata temu, w reakcji na atak na Polskę związany z wydarzeniami w Jedwabnem. W zamyśle miał on zainicjować polsko-polską debatę nad wyborem drogi naszego postępowania wobec ustawicznych anty-polskich prowokacji środowisk żydowskich. Artykuł ten został przesłany do redakcji Naszego Dziennika, a później do tygodnika Głos - jednak w żadnym z tych pism do dzisiaj nie został opublikowany.
W związku z kolejnym, bezprecedensowym atakiem na Polskę, zainicjowanym oszczerczymi tezami nowej książki J.T.Grossa, artykuł stał się dzisiaj jeszcze bardziej aktualny i podkreślił wagę zawartego w nim twierdzenia, że my Polacy i tak nie unikniemy rzetelnej debaty na ten temat. Dlatego cieszę się, że twórca ważnego dla naszych narodowych spraw portalu Ojczyzna - Zbyszek Łabędzki, zdecydował się przedstawić publicznie ten tekst.
Gdyby istotnie wywiązała się proponowana debata, to wydaje się, że forum dyskusyjne portalu Ojczyzna byłoby właściwym miejscem wymiany zdań. Najważniejszym wątkiem takiej dyskusji musiałyby być myśli dotyczące głównie wniosków, t.j. naszego sposobu postępowania, wobec nauk płynących z historycznych doświadczeń.

Rafał Broda
Kraków 31 lipca 2006



"Żydów w Polsce dzisiaj nie ma" - tym stwierdzeniem rozpoczyna się prawie każdy artykuł na temat stosunków polsko-żydowskich. W wielu wypowiedziach publicznych zdanie to powtarzane jest z namaszczeniem sugerującym objawienie oczywistej prawdy, na ogół prawdy służącej wygłoszeniu politycznie użytecznego, choć beznadziejnie głupiego sloganu: "Żydów w Polsce nie ma, a antysemityzm jest".

Istotnie, gdy przywołać obrazy z przedwojennej Polski, nie ma w dzisiejszym polskim krajobrazie charakterystycznych postaci w chałatach, nie ma miejscowości w których pobrzmiewa gwar obcej mowy, a w sobotę ustają wszelkie zajęcia. Nie ma skupisk krzątających się ludzi, którzy ze swą odmiennością w jakiś sposób budzili respekt upartym dążeniem do trwania jako odrębny naród, ze swoimi tradycjami obyczajami, religią i kulturą. Nawet w książce telefonicznej tylko z rzadka odnajduje się dzisiaj typowe dla Żydów nazwiska; giną one w gąszczu pięknie brzmiących polskich nazwisk, tak niezwykle licznych, jakby polskich rodów nie dotknęły hekatomby tragicznej historii. I powinna ta tragiczna nieobecność tkwić wśród nas jako wymowny ślad barbarzyństwa niemieckiego najeźdźcy. Tak jak w każdej polskiej rodzinie tkwi cierń bolesnej pustki i gasnących już wspomnień o tych, którzy padli ofiarą zbrodniczego okupanta, tak Naród jako całość powinien odczuwać brak tej części społeczności, która przez wiele stuleci zamieszkiwała obok nas polskie ziemie.

Powinien...., ale coś temu przeszkadza, coś się dzieje niedobrego, co nakazuje przytłumić w sobie naturalny dla chrześcijan, prosty odruch dobrej pamięci, pozbawiony wspomnień o trudnych czasem zaszłościach i dyktowany piękną zasadą - de mortuis nihil nisi bene. Jest coś co zmusza do myślenia bardziej realistycznego, do bardziej dogłębnego zaglądania w przeszłość, także do chłodnej oceny teraźniejszości, by snuć wnioski pozbawione tej pozytywnej naiwności z jaką podchodziliśmy dotychczas do spraw narodowych. Nie sposób nie zastanawiać się nad prawdziwością tezy, że Żydów w Polsce dzisiaj nie ma, gdy w życiu publicznym dzisiejszej Polski bardzo aktywni i widoczni są Żydzi, którzy na co dzień dają nam odczuć swą obecność, a zarazem obcość, w sposób niezwykle agresywny, pozbawiony jakiejkolwiek delikatności. Ich nie liczące się z niczym brutalne wypowiedzi i działania tak wymownie potwierdzają najgorsze opinie z przeszłości, że potrzeba niezwykłej wprost odporności, by ustrzec się przed uogólnieniami.

Od wielu lat mamy do czynienia z intensywną obecnością tematów żydowskich w polskich środkach masowego przekazu. Gdyby tą miarą mierzyć obecność Żydów w Polsce, to można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z niezwykle liczną mniejszością, która manifestuje swoją odrębność, a nawet wrogość, a mimo to chce uznania jej za tak ważny element polskiej społeczności, że ma prawo pretendować do kształtowania podstawowych elementów życia w Polsce. Ambicje te najwyraźniej nie ograniczają się do artykulacji spraw, czy choćby nawet pretensji dotyczących nielicznej grupy Żydów w Polsce. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z destrukcyjnym zachowaniem uderzającym raz po raz w samą istotę polskości, z działaniami, które w ewidentny sposób koordynowane są z hałaśliwymi akcjami inicjowanymi przez prawdziwie antypolskie środowiska żydowskie poza granicami naszego Kraju. Polska opinia publiczna raz po raz wstrząsana jest bulwersującymi oskarżeniami, niesprawiedliwą i kłamliwą propagandą, dyskredytującą Polskę, działaniami, które wprost deprecjonują naszą suwerenność i uderzają w naszą godność.

W Polsce na poważną skalę to zjawisko zaczęło się w 1987 roku kiedy Tygodnik Powszechny artykułem Jana Błońskiego zainicjował wielką akcję oskarżania Polaków. Dysponując wyjątkową w tym czasie licencją na niezależność Redakcja TP poprowadziła jednokierunkową "debatę", która już wtedy ujawniła wyjątkowy stopień zakłamania i hipokryzji i nadała trwały kierunek sterowanemu polsko-żydowskiemu "dialogowi". Po tym wstępnym przygotowaniu mieliśmy do czynienia z licznymi prowokacjami, których autorami byli Żydzi - prowokacjami na tyle przejrzystymi, że stało się oczywiste, że wcale nie chodzi o autentyczny dialog. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może przyjąć, że ta wczesna "debata" Tygodnika Powszechnego, a później następujące rozliczne prowokacyjne wypowiedzi A.Michnika, B.Geremka, J.Urbana, K.T.Toeplitza, T.Pacewicza, E.Milewicz, A.Bikont, P.Śpiewaka i wielu, wielu innych, że wyrzucenie S.S.Karmelitanek z Oświęcimia, ponawiane próby usunięcia stamtąd Krzyża, profanacje katolickich symboli religijnych, bluźniercze prowokacje A.Rottenberg, monstrualne produkcje O.Lipińskiej, żałosna "twórczość" I.Cywińskiej....itd., że te działania zmierzają do wyjaśnienia czegokolwiek, co mogłoby służyć poprawie stosunków polsko-żydowskich. Intensywność i skalę demonstrowanej niechęci do Polaków, a mówiąc językiem tego środowiska, "zoologicznej nienawiści" do Polski, trzeba uznać wprost za przejrzysty zamiar budzenia w Polakach niechęci do Żydów - nie sposób tego inaczej interpretować.

Może wydać się paradoksalne - po co Żydom jest potrzebne budzenie w dzisiejszej Polsce wrogości do Żydów, po co jest im potrzebny antysemityzm? Być może chodzi o ciągłe wywoływanie poczucia zagrożenia, które jest najlepszym spoiwem dla utrzymania jedności i wymuszenia nieograniczonego wzajemnego wspierania się. Nie próbujmy jednak nawet zastanawiać się nad wyjaśnieniem tego paradoksu, porzućmy wszelkie spekulacje - jesteśmy z innego kręgu cywilizacyjnego i możemy z tym mieć wielkie trudności. Zbyt wiele zasadnych pytań z przeszłości pozostało bez odpowiedzi - dlaczego niektórzy Żydzi wspierali finansowo Hitlera? Dlaczego tylu z nich funkcjonowało na wysokich szczeblach NSDAP? Dlaczego maszynerię administrowania ostatecznym rozwiązaniem powierzono Żydowi- Eichmanowi? Dlaczego Żydzi amerykańscy wykazali tak paskudną obojętność na los swoich rodaków? Dlaczego Żydzi wciąż z taką łatwością przemilczają zbrodnie Żydów-gestapowców, Judenratów, żydowskich kapo i służb obozowych wykonujących egzekucje? A ileż podobnych pytań dostarcza całe doświadczenie totalitaryzmu komunistycznego? Pozostawiając zatem bez odpowiedzi pytanie - dlaczego niektórzy Żydzi chcą w Polsce wywołać eksplozję antysemityzmu? musimy zastanowić się jak temu przeciwdziałać, jak odpowiedzieć na te coraz wyraźniejsze próby wielkiej manipulacji socjologicznej.

Jak dotąd Polacy niezwykle cierpliwie znoszą wszelkie upokorzenia i prowokatorzy nie osiągają swojego celu. Nie możemy jednak zapominać o ułomnościach natury ludzkiej i nie możemy bezczynnie przyglądać się procesowi, w którym ludzka wytrzymałość może osiągnąć stan graniczny, a spójne oddziaływanie wielu czynników może doprowadzić do pęknięcia norm. Musimy koniecznie ten proces zatrzymać, zanim będzie za późno, bo nikt z nas nie zna miejsca, w którym kończy się ludzka odporność. Prowokacyjne kłamstwa związane z tragicznymi wydarzeniami w Jedwabnem są najważniejszym jak dotąd sygnałem ostrzegawczym, że nie ma tutaj żadnych zahamowań. Nie ma wątpliwości, że te nękające akcje będą się powtarzać. To właśnie brak dostatecznie mocnych reakcji na wcześniejsze prowokacje zachęca stronę żydowską do ataków, ale ten dotyczący Jedwabnego ma całkowicie nowy jakościowo wymiar. To już nie są oskarżenia o niechęć, o bierność, o "wielowiekowy, wyssany z mlekiem matki antysemityzm", to już są próby wciągania Polaków w odpowiedzialność za ludobójstwo. Ktoś powiedział: " Po Jedwabnem stosunki polsko-żydowskie już będą inne". Całkowicie się z tym zgadzam. Tutaj już nie ma miejsca na milczenie, na bezsilne zaciśnięcie zębów, machnięcie ręką i przejście do normalności. Teraz już naprawdę potrzebna jest rzetelna debata o stosunkach polsko-żydowskich, debata, która pozwoli wyciągnąć właściwe wnioski na dzisiaj i na przyszłość. My Polacy tej debaty nie unikniemy, a ona się przecież jeszcze nie odbyła, mimo że temat tak często poruszano w rozlicznych publikacjach.

Gdy spojrzeć na dotychczasowy przebieg tzw. "dialogu polsko-żydowskiego", to trzeba stwierdzić, że nie ma chyba przykładu innej dyskusji, w której tak bardzo uciekano by od prawdy. Przykładu hipokryzji dostarczają sami uczestnicy dotychczasowego "dialogu". Jakże często się zdarza, że w dwustronnej wymianie zdań uczestniczy wyłącznie jedna strona, bo również w imieniu Polaków wypowiada się Polak pochodzenia żydowskiego, przy czym często jest to osoba, która przy innych okazjach demonstruje swą żydowskość jako główną identyfikację. W tej wczesnej "debacie" Tygodnika Powszechnego było to zjawisko nagminne i nikomu nie przyszło do głowy, by przy rozmowie na taki właśnie temat, uczciwie uściślić na samym początku z jakiej pozycji autor się wypowiada. Zresztą ówczesny redaktor naczelny Jerzy Turowicz też tego nie zrobił, a nawet, jak się później okazało, nie miał oporów, by jako reprezentant polskich katolików, mimo klasycznej sytuacji konfliktu interesów, uzgadniać z Żydami usunięcie SS.Karmelitanek z Oświęcimia. Z drugiej strony dotychczasowy "dialog" nigdy nie był dyskusją równoprawnych stron - ze strony polskiej pełen dobrej woli, delikatności, unikający wysuwania choćby najbardziej zasadnych oskarżeń - ze strony żydowskiej pełen tupetu, arogancji, zawsze atakujący, dążący do upokorzenia strony przeciwnej. Nie dziwne więc, że nawet najbardziej odporni (np. Ks. W.Chrostowski) rezygnowali z udziału w tej fikcji. Potrzebny jest zatem najpierw polsko-polski dialog, bo chodzi o wypracowanie wspólnego stanowiska, jak my Polacy w tej sytuacji mamy się zachować? Jak w imię minionych i przyszłych pokoleń Polaków trzymać się chrześcijańskich norm moralnych, nie rezygnując ani trochę z Prawdy? Czy wolno "dla świętego spokoju" rezygnować z Prawdy, zwłaszcza gdy w grę wchodzi dobre imię własnego Narodu?

Niniejszym artykułem pragnę pobudzić do takiej polsko-polskiej dyskusji. Niech ona będzie publiczna, bo nie mamy niczego do ukrycia. Zdając sobie sprawę z trudności związanych z tak szczególną debatą, pragnę rozpocząć od kilku uwag wstępnych:

1. Wypowiadam się w duchu prawdy, tak jak ją widzę na podstawie własnej wiedzy i obserwacji. W kwestiach polsko-żydowskich nie mam żadnych kompleksów i nie dbam o to, czy ktoś nazwie mnie antysemitą. Swój stosunek do Żydów znam najlepiej ja sam i nie dotkną mnie żadne oskarżenia, zwłaszcza te, które są tak powszechnie szafowane, by uniemożliwić wyraźną artykulację argumentów. Nie mam do Żydów żadnych uprzedzeń, raczej jest to stosunek dość neutralny, który jest następstwem własnych doświadczeń. Spotkałem wielu Żydów mądrych, czasem wybitnych, przyjaznych, ciekawych i wewnętrznie dobrych, spotkałem też beznadziejnie głupich, małych, a nawet nikczemnych, szczycących się "osiągnięciami", za które normalny człowiek powinien się wstydzić. Te doświadczenia dają mi komfort unikania uogólnień w stosunkach z pojedynczymi ludźmi, natomiast nie można tego komfortu przenosić na rozważania relacji dwóch narodów, bo tutaj uogólnienia są niezbędne.

2. Stosunek wzajemny dwóch narodów jest pochodną indywidualnych relacji zachodzących pomiędzy ich członkami, ale próba jego całościowego ujęcia wymaga oderwania się od pojedynczych doświadczeń. Nie można swoich osobistych wrażeń utożsamiać z bardziej ogólnymi zjawiskami. A jednak indywidualne doświadczenia mają tutaj zasadniczy wpływ. Nikt nie jest wolny od uogólnień, bo natura myślenia człowieka jest indukcyjna - na podstawie wielu podobnych przypadków formułujemy na własny użytek wnioski. Nikt się nie dziwi, gdy oceniamy złe postępowanie swego rodaka, mówiąc że "robi nam złą opinię", podobnie, gdy jesteśmy dumni z osiągnięć Polaka, mimo że poza przynależnością do tego samego narodu mamy niewiele wspólnego z tymi osiągnięciami. Wszyscy przyjmujemy te zachowania jako całkowicie naturalne, ponieważ wiemy, że inni oceniając nas jako naród opierają swoją ocenę na uogólnieniu obserwacji dotyczących wielu pojedynczych przypadków. Także na opinię o Żydach zasadniczy wpływ muszą mieć indywidualne doświadczenia i obserwacje. I dobrze, że tak jest, bo możemy się oprzeć także na swoich, często pozytywnych doświadczeniach. Gdybyśmy mieli w Polsce poprzestać na ocenie tych Żydów, którzy biorą aktywny udział w życiu publicznym, opinia byłaby zapewne skrajnie negatywna.

3. Proponowana debata musi mieć znaczny stopień ogólności, bez zbędnego wnikania w szczegółowe przykłady historyczne, czy współczesne. Jednak znajomość szczegółów dotyczących zarówno historii, jak i współczesności stosunków polsko-żydowskich, jest niezbędna dla kompetentnego udziału w dyskusji. Tylko taka pełniejsza wiedza umożliwia oderwanie się od subiektywizmu, który wynika z własnego, z natury rzeczy bardzo wąskiego, doświadczenia. Na szczęście istnieje bogata faktografia dotycząca tematu, z którą każdy może się zapoznać, a sama współczesność przynosi nowe zjawiska, których medialne nagłośnienie zapewnia ich powszechną znajomość. Historia mojego osobistego zainteresowania się tematem stosunków polsko-żydowskich sięga okresu mego pobytu w Stanach Zjednoczonych w latach 1982/84. Zetknąłem się wtedy z objawami tak bardzo intensywnej antypolskiej kampanii środowisk żydowskich, że musiałem sobie postawić pytania: O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego Polskę, powaloną na kolana stanem wojennym, kopie się tak brutalnymi i niesprawiedliwymi oskarżeniami? Ile w tych oskarżeniach jest prawdy? Skąd bierze się u amerykańskich Żydów tak zajadła nienawiść do Polski? Od tej pory przeczytałem wiele książek, artykułów i opracowań, także na bieżąco śledziłem wszystkie istotne wydarzenia związane z polsko-żydowskimi stosunkami. Z biegiem czasu narastała jednak moja irytacja demonstrowaną skalą zakłamania i ewidentnym unikaniem prawdziwego, uczciwego dialogu. Prowokacje J.T.Grossa w sprawie Jedwabnego uznałem za punkt zwrotny, za moment, w którym należy sprawy podsumować.


Przedstawiam więc moje indywidualne podsumowanie stosunków polsko-żydowskich, a także wnioski, jako głos w debacie, która być może zostanie podjęta. Udział w takiej debacie Polaków, którzy podobnie jak ja nie należą do grona ekspertów w dziedzinach historycznych, byłby bardzo pożądany. W gruncie rzeczy chodzi o wypracowanie wspólnego stanowiska, które mogłoby dać jasne wskazania dla naszych przyszłych zachowań.

Niezależnie od subiektywnych odczuć, na podstawie powszechnie uznanych faktów historycznych można ustalić zasadnicze, ogólnie obiektywne prawdy dotyczące stosunków polsko-żydowskich:


Tysiąc lat gościnności

Przez blisko dziesięć wieków Żydzi masowo osiedlali się w Polsce, gdzie znajdywali dla siebie przystań i dobre warunki do normalnej, godnej człowieka egzystencji. Prześladowani i wypędzani zewsząd, właśnie w Polsce znajdywali schronienie, warunki do przetrwania i pełne możliwości rozwoju. Tolerancyjna katolicka Polska, nazywana przez nich samych Paradisus Judeorum, dawała im przywileje stwarzające warunki często lepsze niż te, którymi musiała się zadowolić miejscowa ludność, będąca gospodarzem polskich ziem. Bez względu na sporadyczne występowanie przypadków przeczących ogólnej zasadzie, los Żydów w Polsce był nieporównanie lepszy niż w jakimkolwiek innym kraju. Dowodem na taki stan rzeczy jest fakt niezależny od wszelkich spekulacji historycznych, mianowicie niezaprzeczalny fakt, że na terenach Rzeczpospolitej przed drugą wojną światową zgromadziło się 80% całej populacji Żydów. Tylko dzięki Polsce Żydzi przetrwali jako naród, zachowali swoją odrębność, rozwinęli własną kulturę, religię i wykształcili elity, które później umożliwiły im budowę własnej państwowości.


Brak lojalności wobec Polski

Pozytywny stosunek Polaków do Żydów był w znacznym stopniu utrudniony słabą skłonnością Żydów do asymilacji, ich demonstracyjną obcością i wewnętrznie kultywowaną wrogością do nie-Żydów, która była wręcz dyktowana nakazami Talmudu. Nielojalność wobec państwa i narodu polskiego zawsze przeważała w postawach Żydów. Tej generalnej cechy społeczności żydowskiej, która ujawniała się w szczególnie trudnych momentach historii, nie mogą zrównoważyć jasne przykłady patriotyzmu i identyfikacji z Polską niektórych ich przedstawicieli. Skrajnych przykładów zbiorowej nielojalności dostarczają potwierdzone fakty historyczne np. skandaliczny pomysł utworzenia Judeopolonii, współpraca z zaborcami, a zwłaszcza, powszechnie z irytacją odnotowane, demonstracyjnie przyjazne zachowanie się Żydów wobec najeźdźców Polski. Sporadycznie witano nawet wkraczających na tereny polskie Niemców, natomiast entuzjazm większości Żydów i współpraca z najeźdźcą sowieckim w pełni wyczerpała znamiona masowej zdrady Polski. Także powszechne wśród Żydów wsparcie dla komunizmu, bez względu na motywację, było faktem ujawniającym wrogość wobec narodu polskiego, który w swej przeważającej części uznawał komunizm za zagrożenie. Nielojalność wykazana przez Żydów w czasach powojennych zasługuje na osobne omówienie.


Polacy wobec Zagłady - test Człowieczeństwa

Mimo tej nielojalności, a często jawnej wrogości Żydów, Polacy tolerowali taki stan rzeczy z wielką wyrozumiałością. W przeciwieństwie do innych krajów, w Polsce nie było pogromów, ani atmosfery zagrożenia dla Żydów. W okresie międzywojennym narastała niechęć, która miała podłoże czysto ekonomiczne i polityczne, wiążące się z zagrożeniem komunistycznym. Ta rodząca się niechęć nie stwarzała wszakże żadnego fizycznego zagrożenia - wykazują to liczby Żydów napływających do Polski w całym okresie międzywojennym. Zwiększająca się liczebność Żydów zaczynała zresztą przekraczać 10-procentowy próg, uznawany jako socjologiczny próg, przy którym rodzą się trudności współżycia z agresywną mniejszością. W tej trudnej i skomplikowanej sytuacji historia poddała Polaków najcięższej próbie, stawiając ich wobec zagłady Żydów realizowanej przez okupanta niemieckiego, przy całkowitej obojętności świata, przy obojętności przywódców antyhitlerowskiej koalicji, a zwłaszcza przy zdumiewającej bezczynności Żydów amerykańskich. Ten skrajnie wymagający test człowieczeństwa Polacy zdali celująco. Jeżeli ktoś dzisiaj próbuje kwestionować zachowanie się w tej sprawie narodu polskiego w latach okupacji, to jest łajdakiem niegodnym podejmowania jakiejkolwiek rozmowy. Głupota i brak wyobraźni nie jest tutaj żadnym usprawiedliwieniem, nie sposób tolerować tak żenującej pogardy dla prawdy. W obliczu własnej tragedii i stanu permanentnego zagrożenia udzielano Żydom pomocy w każdej części kraju. Była to często pomoc nie na miarę możliwości, ale znacznie przekraczająca tę miarę, aż do granicy bohaterstwa, aż do poświęcenia własnego życia, a nawet życia własnej rodziny, czy lokalnej społeczności. Pretensja o to, że za mało było bohaterów, że wszyscy Polacy winni byli ryzykować swoje życie dla ratowania Żydów, jest przyznaniem się do prawdziwie rasistowskiego przekonania, że życie Żyda jest wartością bardziej cenną, niż życie Polaka. W tym trudnym czasie okazało się, że nawet Polacy, którzy wcześniej okazywali swą niechęć do Żydów, brali powszechny udział w ich ratowaniu, także w strukturach organizacyjnych, takich jak Żegota.

Jest rzeczą zdumiewającą jak rzadko Polacy chwalą się tą pomocą i poświęceniem, jak często wykazują wręcz niezrozumiałą skromność, która powinna wywołać rumieniec wstydu na twarzach obłudnych oskarżycieli. Jakże wymowne jest milczenie o tych sprawach ze strony duchowieństwa i zgromadzeń zakonnych w Polsce. Ich ofiarność w tym okrutnym czasie próby jest najbardziej dobitnym świadectwem wierności swemu powołaniu. I jeżeli marginalne w skali narodu postawy szmalcowników stawia się jako przeciwwagę temu bohaterstwu, to ręce opadają. Nawet nie jest znana przynależność narodowa anonimowych szmalcowników, a tych, którzy nie byli anonimowi po prostu fizycznie, z pełną odpowiedzialnością i nagłośnieniem, eliminowano. Narzuca się retoryczne pytanie - czy znane są udokumentowane przypadki, gdy Żyd oddał, a choćby ryzykował swoje życie dla Polaka? A przecież nie chodzi tutaj tylko o czasy wojny. Trudno pominąć milczeniem rzecz bardzo szczególną - Żydzi bezpośrednio uratowani przez Polaków, także Żydzi, których rodziny zostały ocalone dzięki pomocy Polaków - ci właśnie Żydzi też biorą udział w haniebnej deformacji prawdy o czasie zagłady. Nie warto przytaczać przykładów, bo tych prawdziwie żałosnych postaci jest bardzo wiele, często są to osoby tak bardzo publiczne, że trudno uniknąć uogólnienia prawdy o "żydowskiej wdzięczności".

Jak na to wszystko reagować, jakie wyciągać wnioski? Bodaj najbardziej tragiczną w swej symbolice refleksję, wyrażoną po wielu latach od tamtych wydarzeń, miałem okazję zauważyć w zakończeniu pewnego dokumentalnego filmu o prostym wieśniaku, który za uratowanie Żydów został odznaczony medalem "Sprawiedliwy wśród narodów świata". Autor reportażu na koniec zapytał: "Czy dzisiaj, wiedząc to wszystko..., czy zrobiłby pan to samo jeszcze raz?" Odpowiedź była krótka, zdecydowana i najwyraźniej już wcześniej przemyślana: "Nigdy!" Ta prawdziwie tragiczna konkluzja zmusza nas do powstrzymania się od wszelkich wyobrażeń, jak zdalibyśmy dzisiaj tak wymagający egzamin.


Udział Żydów w zniewalaniu Polski po wojnie

Po zdradzie Polski dokonanej u schyłku wojny przez sojuszników rozpoczęto budowanie narzuconego Polsce systemu, który początkowo budził powszechny i rozpaczliwy opór Polaków. Zmęczone wojną, pozbawione elit przywódczych, zmaltretowane niewyobrażalnym terrorem, polskie społeczeństwo nie było w stanie przeciwstawić się kolejnej agresji. Wielu Polaków zaangażowało się w tworzenie nowej rzeczywistości z mniejszym, lub większym entuzjazmem, ale bezradna większość musiała się po prostu przystosowywać do nowej sytuacji.. Fałszowane wyniki wyborów i referendum, eliminacja fizyczna najbardziej wartościowych elit, a także ogólne zastraszenie i nędza ekonomiczna zmuszająca do zabiegów o biologiczne przetrwanie, a zwłaszcza świadomość ciągłego zagrożenia ze Wschodu, to warunki nie dające żadnych szans Polakom.

W tej szczególnie opresyjnej dla Polaków sytuacji, przed egzaminem stanęli także Żydzi. Negatywny wynik tego egzaminu jest w zasadzie całkowicie do dzisiaj przemilczany w ogólnych rozważaniach stosunków polsko-żydowskich. Są liczne publikacje omawiające udział i zbrodnie dokonywane przez konkretnych Żydów w czasach powojennych, ale nikt nie odważa się podsumować tego okresu w ogólnym kontekście stosunków polsko-żydowskich. Nie ma zresztą nawet żadnej dyskusji na ten temat, bo tak właśnie zaplanowano rozwój "debaty". Dość przypomnieć, że owa, wspomniana już "debata" w Tygodniku Powszechnym w 1987 roku odbywała się w czasie, gdy publicznie nawet nie było wolno krytykować komunizmu. Wiemy jednak dzisiaj dużo o tych czasach, znamy nazwiska i narodowość ludzi, którzy skupiali w swych rękach pełnię władzy, znamy nawet skład narodowościowy list prokuratorów wojskowych, kierownictwa różnych szczebli Urzędu Bezpieczeństwa, publicystów i twórców tworzących oprawę propagandową. Znamy na tyle, że nie wnikając w szczegóły, stwierdzenie, że "Żydzi mieli znaczący udział w zniewalaniu Polaków po wojnie" można uznać za dalsze od prawdy, niż stwierdzenie, że "Żydzi stanowili główną siłę realizującą zniewolenie narodu polskiego". Przecież świadomość tej decydującej roli istniała także w kręgach ówczesnej władzy, która starała się ukrywać dominację Żydów w kręgach decyzyjnych. Nawet anegdotyczne wspomnienia o Zofii Gomułkowej (dziwnym zbiegiem okoliczności Żydówce), która osobiście lustrowała profile kandydatów na stanowiska, by zanadto nie zdradzały ich pochodzenia, jest też dokumentem przekazującym prawdę o sytuacji. Nie chodzi tutaj o analizę działań poszczególnych osób, o rozważanie kto był zbrodniarzem, kto tylko łajdakiem, a kto, być może nawet chciał służyć Polsce. Chodzi o stwierdzenie faktu, że system zniewolenia Polski po drugiej wojnie światowej, realizowany przy aktywnym uczestnictwie niektórych Polaków, był w całości przez Żydów kontrolowany. Mimo wielu fal wyjazdów z Polski, a w niektórych okresach nawet ucieczki przed odpowiedzialnością za zbrodnie, udział Żydów w rządzeniu i dalszym zniewalaniu Polski pozostał znaczący w całym powojennym czasie. Przecież to nie Polacy wymyślili lapidarne określenie: "Chamy i Żydzi", by opisać sytuację frakcyjnych podziałów w wyższych kręgach partyjnych. Istnienie dwóch frakcji, walczących ze sobą, a więc dysponujących porównywalnymi siłami, gdy w jednej z nich dominują Żydzi, to kuriozalna sytuacja w kraju, w którym "Żydów nie ma". I chociaż wciąż głosi się takie hasło, dzisiejsza obecność Żydów w kręgach decydujących o Polsce, dalece przekracza jakiekolwiek rozsądne proporcje, które mogłyby wynikać z naturalnych dróg awansu.

Często przytacza się bardzo słuszne rozumowanie: "Przecież pochodzenie człowieka nie ma żadnego znaczenia, ważne jest, czy ludzie dobrze spełniają swoje zawody, funkcje, stanowiska". Tylko, że rozumowanie takie nie dotyczy sytuacji, z jaką mamy do czynienia. Wszystko zaczyna się od problemu, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy w oczywisty sposób niedobrze spełniają swoje funkcje. Rozumowanie idzie całkiem innym torem. Najpierw stwierdzamy, że Gazeta Wyborcza, czy Tygodnik Powszechny kłamie i manipuluje, a potem dopiero zastanawiamy się kim są ludzie, którzy to realizują. I nagle odkrywamy na podstawie całkowicie oficjalnych, publicznych przekazów, że w jakiś szczególny sposób w grupie tej dominują osoby pochodzenia żydowskiego. Możemy się zastanawiać jak to się stało, że przy tak nielicznej mniejszości, całkiem przypadkowo i fluktuacyjnie, właśnie w tak wrogich Polsce środowiskach, zebrała się grupa ludzi, których łączy żydowskie pochodzenie. Przy powszechności takich obserwacji, nie da się utrzymać złudzenia, że w grę wchodzi przypadkowość - zatem mamy do czynienia ze świadomym doborem, ze wszystkimi wypływającymi z tej konstatacji wnioskami.
Dzisiaj narasta świadomość, że mamy do czynienia z kolejnym, być może najgroźniejszym historycznie procesem zniewalania Polski. Na podstawie licznych obserwacji nie da się uniknąć przykrego uogólnienia, że znaczący udział Żydów w tym procesie jest faktem. Jest to fakt tym bardziej złowieszczy, że często chodzi o ludzi bezpośrednio rodzinnie powiązanych ze znienawidzoną grupą powojennych realizatorów totalitarnego zniewolenia.

Jeżeli komuś takie podsumowanie najważniejszych elementów stosunków polsko-żydowskich wyda się być zbyt negatywnym przejaskrawieniem, to polecam mu uruchomienie wyobraźni i zastanowienie się, jak wyglądałyby oskarżenia, gdyby historię odwrócić, gdyby to Żydzi mieli podstawę do wysunięcia tej rangi zarzutów wobec Polaków. Można tylko wierzyć, że prawdziwi Polacy żydowskiego pochodzenia, a więc ci, którzy nie zapominając o swoich korzeniach, uznają się za Polaków, oceniają sytuację bardzo podobnie, choć jest to dla nich na pewno znacznie trudniejsza, wręcz bolesna synteza. Ale to właśnie istnienie tej grupy Żydów, którzy od pokoleń wybrali i ukochali Polskę jako swoją Ojczyznę i stali się pełnoprawnymi członkami Polskiego Narodu, to właśnie ich obecność ratuje nas przed uogólnieniem do końca, które może rodzić autentyczny antysemityzm. Wielu z nich nieśmiało i z rzadka zabiera głos, wielu bardziej zdecydowanie sprzeciwia się samozwańczym uzurpatorom, którzy swym postępowaniem świadomie i bezkarnie budują niechęć do Żydów. Niestety, są to głosy bardzo słabo słyszalne i bardzo jednostkowe, pozostające zasadniczo bez wpływu na ogólny obraz stosunków polsko-żydowskich. Ton nadają najbardziej negatywne elementy, w przedziwny sposób postępujące tak, jakby chcieli kierować się instrukcjami podanymi im przez prowokatora, który spisał dla nich falsyfikat pod tytułem "Protokoły Mędrców Syjonu". Bieg spraw pokazuje, że z tymi uzurpatorami dialog jest najzwyczajniej niemożliwy, pozostaje poczekać na czas, gdy Żydzi wewnętrznie uporają się z problemem, kto ich naprawdę powinien reprezentować, kto rzeczywiście wyraża ich prawdziwą wolę życia w harmonii z Polakami.


Dzisiaj dialog polsko-żydowski jest niemożliwy

Jeśli naprawdę chcemy wierzyć, że w swej przeważającej większości Żydzi pragną dobrych stosunków z Polakami, to przecież musimy tę wiarę podeprzeć rzeczywistymi argumentami, które ukażą, że dotychczasowe obserwacje i praktyka dają fałszywy obraz sytuacji. Ale ta abstrakcyjna, bo niewidoczna większość, milczy, a wszystkie zorganizowane grupy, czy jednostki, wypowiadające się w jej imieniu zniechęcają do podjęcia dialogu. Czy można podejmować dialog według schematu, w którym żydowska strona wymyśla kolejne nieprawdopodobne oskarżenia, a strona polska skupia się na wysiłkach, by wykazać, że są to oskarżenia nieprawdziwe? Spójrzmy na znaczące przykłady:

Przez całe dziesięciolecia funkcjonuje obezwładniający mit o odpowiedzialności Polaków za pogrom kielecki - mit, który jest wciąż przytaczany w większości wypowiedzi jako symbol krzywd, których doznali Żydzi od Polaków. Dzisiaj, choć wciąż nieoficjalnie, znamy całkiem inną prawdę o tej zbrodni, wiemy nawet kto uczestniczył i kto dzisiaj uczestniczy w tuszowaniu tej, niewygodnej dla użytkowników mitu, prawdy. Gdyby ktoś naprawdę musiał dokonać beznamiętnego uogólnienia odpowiedzialności za tę zbrodnię, to sam skład narodowościowy Urzędu Bezpieczeństwa w tym czasie uprawniałby go do stwierdzenia większej odpowiedzialności Żydów, niż Polaków - nikt jednak nie ma zamiaru wdawać się w dialog na tym poziomie.

Przez wiele lat książka Jerzego Kosińskiego "Malowany ptak" funkcjonuje w świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, jako autentyczna autobiografia, ukazująca okrutne przeżycia dziecka żydowskiego w latach okupacji - oddziaływanie tej powieści na opinię o antysemityzmie Polaków jest nie do przecenienia. Nie jest łatwo podważać oskarżenia oparte na jednostkowych losach - przecież wszystko może się zdarzyć. Szczęśliwy traf, połączony z wielkim wysiłkiem i uporem pani Joanny Siedleckiej, pozwolił ujawnić mistyfikację. Prawda okazała się być skrajnie negatywna, wręcz zabójcza dla autora, ale kłamstwo spełniło swoją rolę.

Gdy, z namaszczeniem redaktora naczelnego Gazety Wyborczej, Michał Cichy bezpardonowo oskarżył powstańców warszawskich o dobijanie resztek Żydów z getta warszawskiego, obalenie tego paskudnego oskarżenia wymagało kilku miesięcy pracy Leszka Żebrowskiego i napisania obszernej książki p.t. "Paszkwil Gazety Wyborczej". A potem cisza - Michnik i Cichy funkcjonują dalej i zapewne poszukują jeszcze bardziej "wyrafinowanych", trudnych do obalenia, fałszywych oskarżeń - a dlaczegóżby nie, przecież nie ponieśli żadnych konsekwencji.

Prowokacja Grossa w sprawie Jedwabnego jest kontynuacją tej samej metody. Jednak sama istota, światowy zasięg i potencjalne skutki tej właśnie prowokacji muszą nas doprowadzić wreszcie do zdecydowanego powstrzymania tego procederu. Ujawnienie, w sposób nie budzący wątpliwości, wielu kłamstw Grossa powinno już dawno doprowadzić go przed sąd - opinia publiczna powinna stosownie potraktować wszystkich odpowiedzialnych za wsparcie tej prowokacji, w której ujawniła się niegodna postawa wielu osób publicznych.

Żaden dialog nie jest możliwy, gdy nawet ustalenie faktów i obalenie oskarżeń nie rodzi odpowiednich skutków. Mit odpowiedzialności Polaków za pogrom kielecki nadal funkcjonuje, "autobiografia" J.Kosińskiego nadal jest czytana z nieznajomością prawdy, Gazeta Wyborcza jest nadal kupowana, a dobre samopoczucie Grossa i jego otoczenia wydaje się nie maleć. Jest trochę tak, jak z fikcyjnym obrazem z wiersza Miłosza o Polakach bawiących się na karuzelach w tle płonącego getta. Sam poeta już dawno sprawę jednoznacznie wyjaśnił jako własną poetycką wizję, nie opartą na rzeczywistych faktach. Gdy w debacie Tygodnika Powszechnego z 1987 roku przedstawiono tę metaforę jako rzeczywistość, odezwali się świadkowie. Mimo generalnej jednostronności debaty dopuszczono wtedy krótką wypowiedź oburzonego świadka wydarzeń, który przypomniał fakty i uznał takie fałszerstwo za tryumf propagandy Goebbelsa. Wydawało się, że przynajmniej ta sprawa jest definitywnie zamknięta. Mimo to w jednym z ostatnich artykułów tej samej debaty fałszerstwo zostało jeszcze raz powtórzone. Jeśli w dyskusji nie można ustalić wspólnego spojrzenia nawet na wyjaśnione do końca sprawy, to nie da się uniknąć konkluzji, że chodzi chyba o coś całkiem innego niż dialog.

W tym miejscu muszę jeszcze raz powrócić do wniosku sformułowanego w początkowej części tego artykułu. Właśnie wśród Żydów są osoby, które różnymi metodami, ustawicznie i świadomie budzą niechęć do wszystkich Żydów - to właśnie ich społeczność żydowska powinna uznać za skrajnych antysemitów. Milczenie tej społeczności wobec ciągłych prowokacji A.Michnika, J.Urbana, K.Geberta, J.T.Grossa i wielu innych jest poważnym zaniedbaniem.


Kontekst zewnętrzny

Nie można w podsumowaniu stosunków polsko-żydowskich pominąć doświadczeń innych narodów w stosunkach z Żydami. Tropienie antysemityzmu, lub niechęci do Żydów dotyczy prawie wszystkich - w zależności od potrzeb i aktualnej koniunktury oskarżenia falują w różne strony, chociaż Polacy są "wyróżniani" w sposób szczególny. Nikomu z oskarżających nawet nie przeszkadza narzucający się w tej sytuacji wniosek, że powszechność niechęci do Żydów każe w nich samych poszukiwać problemu. Często się mówi, że niechęć do Żydów wynika z rozpaczliwych poszukiwań kozła ofiarnego, gdy ludzie nie potrafią rozwiązać swoich problemów. Przytacza się bzdurny slogan, że "nawet gdyby Żydów nie było - niektórzy by ich wymyślili", który rzekomo opisuje sytuację. Być może istnieją bezmyślni ludzie kierujący się prostackimi argumentami, nie miałyby one wszakże żadnej nośności, gdyby zabrakło autentycznie niepokojących obserwacji, które skłaniają ludzi myślących do zastanowienia.

Przed laty "obdarowano" Japonię falą zarzutów o antysemityzm - mieliśmy klasyczny przykład kraju, w którym Żydów nie ma, a antysemityzm jest. Z całej serii artykułów na ten temat można było jednak wywnioskować, że popularność "antysemickiej literatury" wystawianej w wydzielonych miejscach japońskich księgarni, co było głównym objawem zjawiska, ograniczała się do Japończyków działających na rynkach finansowych, którzy nie "wymyślili" Żydów, a raczej się z nimi konkurencyjnie zetknęli.

Przed ponad półwieczem można by spekulować na temat - jak współżyliby Żydzi z innym narodem, gdyby mieli własne suwerenne państwo i możliwość bezpośredniego decydowania o własnym losie i zachowaniu. Dzisiaj już nie trzeba spekulować - cały świat obserwuje sytuację na Bliskim Wschodzie, gdzie już trzecia generacja Palestyńczyków doświadcza koszmaru tego współistnienia. Wymowa faktów jest oczywista, demokratycznie dokonywane wybory wyznaczają też zbiorową odpowiedzialność, chociaż także tej odpowiedzialności nie wolno przenosić na poziom indywidualny. Nie sposób jednak marginalizować wpływu tego wyrazistego i smutnego przykładu na generalny stosunek do Żydów, gdziekolwiek by nie zamieszkiwali. W przypadku Polaków, aż skóra cierpnie na myśl o możliwych konsekwencjach realizacji pomysłu z Judeopolonią.



Wnioski

Rodzi się zatem pytanie - jak my Polacy mamy się w tej sytuacji zachować? Jak mamy na to wszystko odpowiedzieć, by przerwać ciąg prowokacji, które stale pogarszają polsko-żydowskie relacje?

Na pewno nie możemy się poddawać prowokacjom, trzeba więc unikać wchodzenia na drogę wzajemnych oskarżeń i awantur. Nie możemy przecież w odpowiedzi na kłamstwa o Jedwabnem domagać się, by w całej Polsce, w miejscu każdej katowni UB wmurować tablicę z nazwiskami zbrodniarzy żydowskich, którzy torturowali i zabijali najlepszych polskich patriotów, mimo że byłoby to zgodne z logiką drugiej strony. Musimy postępować inaczej, by okazać swoją zdolność do miłosierdzia, naszą gotowość do częściowej rezygnacji ze sprawiedliwości. Nie wolno nam jednak rezygnować z prawdy, a okazanie miłosierdzia musi być poprzedzone gotowością drugiej strony do zmiany postępowania. Na to się jednak dzisiaj nie zanosi i trzeba cierpliwie czekać.

Dzisiaj natomiast musimy uznać, że wielowiekowe doświadczenie naszego współżycia z Żydami po prostu się nie udało, że jest coś co sprawia, że do siebie nie pasujemy. Gdy analizujemy własną postawę, to mamy prawo powiedzieć, że nie ma w historii ludzkości podobnego przykładu, by inny naród dał od siebie drugiemu narodowi tyle, ile Polacy dali Żydom. Jeżeli więc nawet to nie przyczynia się do zmiany nastawienia, jeżeli nie ma elementarnej wdzięczności, a są fałszywe i niesprawiedliwe oskarżenia, jeżeli nie ma przeproszenia, a są niekończące się pretensje i w ślad za tym obłędne, często bezczelne żądania, to...., ....to trzeba powstrzymać emocje i nie wystawiać drugiej stronie rachunku, w którym nawet nie jesteśmy w stanie wycenić ani własnych zasług, ani krzywd. Trzeba postąpić tak, jak postępuje się w stosunkach międzyludzkich, gdy pojawiają się autentyczne trudności i wyczerpane są wszystkie racjonalne możliwości ich przezwyciężenia - trzeba się rozstać, nie zamykając drogi do zmiany tego stanu rzeczy w przyszłości. Trzeba więc zamrozić wszelkie kontakty ze zorganizowanymi środowiskami żydowskimi, które realizują obecną linię, trzeba odsunąć z polskiego życia publicznego wszystkie osoby, które obrażając nas świadomie budują niechęć do Żydów. Takiego podejścia nie wolno zadekretować, a tym bardziej instytucjonalizować - to należy realizować praktyką powszechnego bojkotu. Jednocześnie trzeba otwierać się na wszelkie pozytywne objawy, które obiecują wejście na drogę Prawdy i tworzenie warunków do harmonijnego współżycia. W takiej sytuacji szczególnie ważnym zadaniem musi być pielęgnowanie kontaktów i przyjaźni z Polakami, którym świadomość i duma z własnych żydowskich korzeni nie przeszkadza identyfikować się w pełni z Polskim Narodem. Bardzo chciałbym, by ktoś znalazł lepsze rozwiązanie - to rozwiązanie musi jednak uwzględniać pilną potrzebę przełomu. Dzisiejsza sytuacja nie może już trwać - nasz drugi policzek jest bardzo obolały, a trzeciego naprawdę nie mamy.

Kraków, 25 sierpnia 2002 Rafał Broda

Prof. dr hab. Rafał BRODA


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 31 maja 2014, 12:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://wolna-polska.pl/wiadomosci/pocz ... ce-2014-03

Początki religii żydowskiej w Polsce
OPUBLIKOWANO MARZEC 28, 2014PRZEZ A303W INNE

Broszura polskiego historyka dr Maksymiliana Gumplowicza (prawdopodobne korzenie żydowskie od strony matki), urodzonego w Krakowie w 1864 r. i wydana sześć lat po jego śmierci w 1903 r.
To, co w broszurze poraża, to zgłębienie tematyki – historii chazarskiej, która dziś stanowi tabu, a jest nierozerwalna w zrozumieniu pochodzenia większości współczesnego żydostwa.

Klik:
Początki religii żydowskiej w Polsce
http://wolna-polska.pl/wp-content/uploa ... owicz-POCZĄTKI-RELIGII-ŻYDOWSKIEJ-W-POLSCE-wyd.1903.pdf

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 24 lip 2014, 12:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://wolna-polska.pl/wiadomosci/e-bo ... e-w-polsce

E-book: „Żydowskie ugrupowania wywrotowe w Polsce”
OPUBLIKOWANO LIPIEC 23, 2014PRZEZ A303W POLSKA

Prezentujemy mająca 223 stron książkę z 1925 roku (praca w dzisiejszych czasach stanowi historyczną perełkę!) pod wymownym tytułem: „Żydowskie ugrupowania wywrotowe w Polsce” do wglądu on-line z możliwością ściągnięcia na dysk twardy:

Żydowskie ugrupowania wywrotowe w Polsce
http://wolna-polska.pl/wp-content/uploa ... polsce.pdf

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 03 sie 2014, 19:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/?media=605901

E s k i m o s i z m
Anty_modernista 2014-05-04 16:57:23

Brak miłości do Eskimosa jest antyeskimosizmem a krytyka Eskimosów, to już holokaust. Można opluwać dowolny naród, ale krytyka narodu "Eskimoskiego" to antyeskimosizm!

Świat ma obowiązek kochać Eskimosów

Natomiast Eskimosi mają obowiązek nie kochać świata.

Od zawsze z jakiegoś - tylko Eskimosom nieznanego - powodu, byli wszędzie i przez wszystkich prześladowani.
Oni nie chcą znać powodów, nie przyjmują ich do wiadomości. A powód jest banalny, logiczny, do bólu prawdziwy i nie do podważenia.

Trudno nadal kochać owieczkę, gdy odkrywamy, że to wilk w owczej skórze !

Nazwiska, narodowość i zwyczaje zmieniają ludzie, którzy ukrywając prawdziwą tożsamość chcą ukryć swoje niecne czyny i niecne zamiary. Tak robią ścigani przez prawo, zbrodniarze, przestępcy, szpiedzy, oszuści, ludzie o złych intencjach wobec tych wszystkich, przed którymi tę swoją tożsamość ukrywają.

Taki rodzaj podłej asymilacji, udawania kogoś innego, nazywa się skażaniem narodu. Nikt nie chce mieć nic wspólnego z kimś, kto przez lata udawał, że jest kimś innym niż rzeczywiście jest!

Nie możemy ukryć naszej złości, niechęci a nawet nienawiści wobec osobników, którzy latami nas okłamywali, co do swojego pochodzenia i nazwiska. Dlatego w dowodach osobistych nie ma juz ani narodowości ani pochodzenia .

Tacy ludzie nie zasługują na szacunek. Ich istnienie pośród nas staje się zagrożeniem dla naszego państwa, naszej jedności, wartości, własności i patriotyzmu.

Polacy nie zmieniają nazwisk osiedlając się poza swoim krajem, podobnie jak inne narody Europy tego nie robią.

Wtopić się pod fałszywą tożsamością w obcy naród potrafią tylko Eskimosi.

To nie wstyd przynależności narodowej każe im zmieniać tożsamość, udawać kogoś innego, podszywać się pod narodowość, pośród której zamieszkali.

To chęć obrabowania, zawłaszczenia cudzej własności, zdominowania obcego narodu , rozsadzenia go od wewnątrz, zawłaszczenia majątku, objęcia nad nim przywództwa, dla swoich i tylko swoich korzyści!

Takim aktualnym przykładem eskimoskiej asymilacji , jest nie tylko obecny minister finansów w rządzie kosmopolitów udający Polaka nijaki "Jacek Rostowski", który jest Eskimosem o nazwisku Vincent Rothfeld.

Zjawił się w Polsce jako golas, z długiem 200 tysięcy funtów. W Polsce było co kraść, a bezkarność zapewniała i nadal zapewnia przynależność do słusznej przestępczej organizacji szumnie przezywanej rządem.

Rothweld Vincent - już jako "Polak," Jacek Rostowski, zapisał się do partii słynącej "z uczciwości" w szeregach której był sam kwiat uczciwych inaczej.

Najpierw Zapisał się do KLD,słusznie zwanej partią aferałów, pod przywództwem Donalda T. znanego z wrodzonej normalności Polski i uczciwości.

Rabunek mienia narodowego był w pełnym toku bez potrzeby zabijania. Pod hasłem prywatyzacji, to, co było nasze, stawało się moje. I tak eskimoskie golasy, z dnia na dzień stali się milionerami!

Po czterech latach intensywnej "politycznej" działalności, "Jacek Rostowski" stał się zamożnym Eskimosem Vincentem Rothfeld!

Pod prawdziwym eskimoskim nazwiskiem nie zrobiłby takiej "biznesowej" kariery nawet w Polsce. Wybór właściwych kosmopolitycznych organizacji przestępczych, KLD, UW, AWS, PO pozwolił mu dorobić się geszeftu i oto Eskimos, z Trybuny Sejmowej instruuje okradany przez siebie naród , jak ma żyć!

To Eskimos, za sprawą kosmopolitycznego rządu PO - PSL decyduje o poziomie naszego bytu! To nienawidzący wszystkiego co polskie Eskimos, decyduje o losie milionów Polaków!

Wrzask o antyeskimosizm wywołują Eskimosi. W naszym kraju z polskimi nazwiskami, w Niemczech z nazwiskami niemieckimi, na Węgrzech z węgierskimi itd., itp.

wrzask sprawia wrażenie, że eskimosi mają obrońców w innych narodach które ich miłują.... Nie mają, ich nikt nie lubi, bo ich nie można lubić, nie da się ich lubić!. Kto raz się zetknął z Eskimosem od razu ma powód by od niego stronić.....

Łatwiej jest Eskimosowi w przebraniu Polaka, głosić potrzebę tolerancji wobec narodu eskimoskiego, łatwiej jest potępić antyeskimosizm, łatwiej zwalczać antyeskimosizm! Do czasu, aż odkrywamy że ten postępowy "Polak" to Eskimos, to Shralek Wajnberger, który 30 lat udawał Nowaka!

Odkrycie kłamstwa zawsze i wszędzie kończy przyjaźń. Gdyby Shralek nie udawał Polaka, nie byłoby powodu do nienawiści. W naszym kraju, co najmniej 60% tzw. polskich nazwisk należy do Eskimosów!

Taka jest prawda i taka jest skala tego zjawiska. Polska jest zarażona Eskimosami. Świat nie lubi Eskimosów i wg nich, to świat ma się zmienić, nie oni!

Jako Polak od zawsze tak lubię Eskimosów, jak oni Polaków, dokładnie i tak samo!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 02 wrz 2014, 17:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://popisowyprzekret.hvs.pl/kim-byly ... -l-walesy/

Kim były matki D.Tuska i L.Wałęsy
Zamieszczone przez Liga Świata w dniu sie 27, 2012 w Masoneria, PO, Syjonizm

Obrazek

Kim były matki D.Tuska i L.WałęsyLIST OTWARTY DO NIEMIECKIEGO ŻYDA DONALDA TUSKA I AGENTA ROSJI BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO
W związku z podejmowanymi przez Pana i pana rząd, oraz posłów Platformy Obywatelskiej działań na niekorzyść Rzeczpospolitej oraz jej obywateli, miedzy innymi brak udzielania przez Sejm i rząd RP zgody na ratyfikacje Traktatu Reformującego z udziałem społeczeństwa Polski wyrażonego w drodze referendum, nadto szkalowaniem Polaków (twierdzenie, jakoby ci nie wiedzieli co zawierają zapisy Traktatu.), próba zwrotu mienia lub wypłaty rekompensaty osobom, które w czasie II wojny światowej kolaborowały z okupantem hitlerowskim (zaznaczam, iż podnosi Pan, ze projektowana ustawa miała by dotyczyć wszystkie te osoby, które do 1939 roku, posiadały obywatelstwo polskie, a więc i osoby narodowości żydowskiej lub niemieckiej, które chcąc uniknąć odpowiedzialności za zbrodnie hitlerowskie porzuciły na terenie RP swoją własność i nigdy do 1972 roku nie podnosiły w tym zakresie roszczeń), następnie uchwalonej w jeden dzień w oczywistej sprzeczności z Konstytucja RP, w sposób wyczerpujący znamiona niedopełnienia przy stanowieniu prawa obowiązków służbowych, ustawy Karta Polaka, co po zestawieniu wszystkich tych argumentów wskazuje na wyczerpanie znamion czynu zabronionego – zbrodni zdrady stanu, spenalizowanej w art. 127 kodeksu karnego, przejawiającego się próbą scedowania znacznej części suwerenności RP – w sposób arbitralny, przez wąski krąg osób narodowości żydowskiej – którym pan, Donald Tusk,Bronisław Komorowski, oraz Marek Borowski, przewodzicie w sposób zorganizowany, działając wspólnie i porozumieniu z osobami z poza granic RP, na rzecz obcego, obecne projektowanego państwa – jakim miała by być zreformowana UE, zwracam się do Pana w formie listu otwartego z następującymi pytaniami: Jakiej narodowości było każde z Pana czworga dziadków?
Proszę podać pochodzenie etniczne, a nie jedynie to formalne wynikające z przynależności państwowej. Z dostępnych mi dokumentów wynika, iż wszystkie te osoby były narodowości żydowskiej, w tym Anna Liebke, matka Ewy Tusk z domu Dawidowska.
Jakiego wyznania były w.w osoby? Jakiego wyznania jest Pan? Tu może Pan odpowiedzieć ale nie musi, zaznaczam jednak, iż awizował się Pan w czasie ubiegania o urząd prezydenta, iż zawarł Pan ślub kościelny, nadto uważam, iż społeczeństwo RP ma prawo wiedzieć, jakiego wyznania jest premier Rzeczpospolitej. Nie jest wystarczy twierdzenie, iż jest się chrześcijaninem bowiem jak Panu wiadomo, kościół Ewangelicko- Augsburski, w szczególności ten reformowany na ziemiach polskich to skupiska konwertowanych Żydów. Vide zbiór archiwalny w WBC – Bracia Czescy Czy Pana dziadkowie, zarówno ci ze strony matki Ewy Tusk z domu Dawidowska oraz Jozefa Tuska, podpisały tzw.
Volkslistę i tym przyjęły od III Rzeszy niemiecką przynależność państwową ? Jeżeli tak, to z jaka datą? Ile osób, zarówno ze strony ojca i matki korzysta dziś z prawa do obywatelstwa nadanego na mocy konstytucji RFN, która takie osoby jak Pan traktuje jako Volksdeustchy. Zaznaczam, iż to pytanie jest jedynie formalności bowiem zarówno Tuskowie jak i Dawidowscy Volkslistę przyjęli Czy ktokolwiek z w.w osób zmieniał na wniosek brzmienie nazwiska, w szczególności rodzina Dawidowskich i Lalowskich? Czy może Pan wyrazić dla ogółu społeczeństwa RP zgodę na przeglądnie w zakresie w.w prawa zasobów Bundesarchiv w Berlinie oraz WASt (Wermacht Auskunftstele)?
Czy taką zgodę może Pan wyrazić w zakresie przeglądania zasób metrykalnych oraz USC, datowanych po 1908 roku? Jaki status miał w obozie koncentracyjnym Stuthoffu a następnie w Neuengame Jozef Tusk?
Z jaką datą i za jakimi powodami został przeniesiony z pierwszego do drugiego obozu Pana dziadek? Czy dysponuje pan jakąkolwiek korespondencją z tych obozów potwierdzającą, iż Jozef Tusk był jednie i tylko więźniem. W jakim trybie i w jakiej dacie każde z czworga dziadków przechodziło rehabilitacje w związku z odstąpieniem od narodowości Polskiej? Czy była to rehabilitacja, powiązana z podpisaniem deklaracji wierności, bo nie wszyscy mogli być polskiej przynależności państwowej lub narodowości polskiej, czy też było to nadania obywatelstwa Polskiego w drodze ustawy?
Czy szczególnie w przypadku Jozefa Tuska albo Franciszka Dawidowskiego ówczesne władze wszczynały jakakolwiek procedura karna, np. z przynależność do Wehrmachtu lub inna działalność na rzecz okupanta hitlerowskiego. Czy inne osoby z bliskiej rodziny, wujków, ciotek, podpisywały Volkslistę, zmieniały nazwiska na niemieckie? Na przykład Leon Lalowski! Takie samo pytanie dotyczy dziadków Pana małżonków. Ilu osób narodowości żydowskiej lub pochodzenia żydowskiego znajduje się w kierowanym przez Pana rządzie oraz klubie parlamentarnym ? Czy przy układaniu list wyborczych do Sejmu, Senatu, tworzeniu rządu, kierował się Pan kryterium etnicznym, to jest preferował Pan osoby pochodzenia żydowskiego, w tym w szczególności zaś tych, które mają prawo do obywatelstwa RFN lub Izraela? Takie samo pytanie dotyczy członków PO lub osób rekomendowanych do samorządu? Szczególnie rzuca się na pierwszy plan przypadek Gdańska, Warszawy, Łodzi oraz Wrocławia. Czy jest Pana znana wiedza, która mówi, ile osób z kierownictwa PO oraz innych liderów ma przodków, mających prawo do obywatelstwa RFN wynikającego z Volkslisty, lub dziadkowie albo rodzice czynnie współpracowali z okupantem hitlerowskim ?
W jakim czasie zostanie wprowadzony do porządku obrad Sejmu punkt związany ze zmianą ustawy Ordynacja Wyborcza do Sejmu, a mianowicie projekt zawierający opcją zmiany ordynacji wyborczej na mieszaną, tj. wprowadzenia prawa wyboru co najmniej polowy posłów w trybie większościowym? Czy jest Pan osobiście za tym, aby osoby publiczne, szczególnie parlamentarzyści oraz członkowie rządu mieli obowiązek ujawniania swojej narodowości, wyznania, posiadanego obywatelstwa i prawa do obywatelstwa krajów trzecich, również daty uzyskania polskiej przynależności państwowej przez przodków lub nich samych ? Kim się pan bardziej czuje – Niemcem, Żydem (osobą pochodzenia żydowskiego) czy też Polakiem? Czy kiedykolwiek publicznie wypowiadał się pan w sposób noszący znamiona antypolonizmu? Syndrom Kurta Waldheima… Dziadek Tuska, dziadek Klicha, Palkot, Sikorskiego i ojciec Wałęsy. Czy naszych polityków można szantażować? Nikt nie odpowiada za przodków! Można się jednak ich wstydzić. Obawiać się jak Kurt Waldheim? Syndrom Kurta Waldheima… kim byli dziadkowie?
WYKAZ KONFIDENTÓW GESTAPO W ŁÓDZI VOLKSDEUTSCHE -GDAŃSK TUSKi w Getto Łódz Gunter WALTZ, zbrodniarz hitlerowski. Jest śledztwo w sprawie Listy Dankowskiego. Dnia 12.12.2008 roku IPN wszczał śledztwo syg. S 61/06/ZK, o to, że funkcjonariusze SB, działając wbrew dyspozycjom par. 27 pkt. 3 Instrukcji o pracy opracyjnej SB resortu spraw wewnetrznych, kierowali wykonywaniem i podejmowali czynności wykonawcze, zlecone pismem Podsekretarza Stanu MSW z dnia 26.06 1989 r. Nr SVD- 001427/89, polegające na usunięciu z ewidencji operacyjnej informacji o osobach wybranych wówczas do Sejmu X kadencji i Senatu RP, zarejestrowanych jako TW i osobami nierejestrowanymi jako TW, ale z którymi utrzymywano kontakty operacyjne oraz prowadzenia poza ewidencją resortu kontaktów operacyjnych z opisanymi wyżej osobami, co stanowilo poświadczenie nieprawdy w ewidencji operacyjnej MSW co do okoliczności mających znaczenie prawne, na szkode intersu publicznego i prywatnego. W roku 1901 na wielkim wiecu Żydów poznańskich, znany działacz polityczny, Jaffe, powiedział do zebranych: „Zwracam uwagę na stanowisko, jakie my, Żydzi zajmujemy na pruskim wschodzie. Przed prawie tysiącem lat przodkowie nasi przed grozą prześladowań przywędrowali z Zachodu do Polski. Nigdy nie wyparli się sprawy niemieckiej, po niemiecku mówili, mówili niemczyzną swej francuskiej i szwabskiej ojczyzny, kiedy ojcowie niejednego, co nas odsądza od niemczyzny, głęboko jeszcze tkwili w słowiańszczyźnie. A kiedy ten tu kraj przyłączono do Prus, wtedy to ojcowie nasi przejęli na swoje barki wielką część kulturalnego dzieła. Jeżeli miasta poznańskie stały się głównie warowniami niemszczyzny, to właśnie ojcowie nasi spełnili w tym kierunku dobrą, a może najlepszą część pracy.
Tysiącami polonizowali się chrześcijańscy Niemcy, lecz żaden Żyd tego nie zrobił i nie zerwał związku swego z niemiecką ideą. Nie tylko więc stoimy na naszym prawie, ale stoimy też na szmacie ziemi, którą pomogliśmy zniemczyć, a na to dziś głównie kładziemy nacisk.” Dziadek Tuska, dziadek, Litwaka-żyda Sikorskiego,żyda-Litwaka Palikota,Myszkiewicza-Nussbaum-Niesiołowskiego, ojciec Wałęsy-Leiba Kohne,ojciec żyda Tadeusza Mazowieckiego ur.w PŁocku – Bronisława Mazowieckiego -wykładowcy szkółki rabinackiej i członka KPP i matki T.Mazowieckiego żydówki – Jadwiga Szempliński . Czy naszych polityków można szantażować? Nikt nie odpowiada za przodków! Można się jednak ich wstydzić. Wstydzić o to bardzo! Palikot to wie i selektywnie wykorzystuje. Fakty, mity, wątpliwości. Czy służby specjalne państw trzecich, np. Ameryka ,Niemcy,Rosja,Wielka Brytania lub Izrael wykorzystują przeciw polskim politykom poniemieckie dokumenty tzw BDC (Berlin Captured Dokuments) lub bezposrednio w zasobach CIA TUSK Dziadek Tuska nie został siłą wcielony do Wehrmachtu. Poszedł dobrowolnie bo był podobnie jak Franciszek Dawidowski, drugi dziadek byli „filcowanym Niemcami” zwykłymi folksdojczami Rdzennych Polaków, bez tzw. udziału krwi niemieckiej, nie przyjmowano na VL, co najwyżej byli kategoria – „LeistungsPole” i nie wcielano nigdy do wojska niemieckiego. Życiorysy przodków Tuska są o tyle przykre, że byli oni etnicznymi Żydami, zresztą drugi dziadek też był z narodu wybranego.
Tuskowie to nie żadni Kaszubi, to ród Żydów z okolic Bełchatowa, środkowej Polski Na przełomie XIX i XX wieku w tych okolicach żyło około 1000 osób o tym nazwisku. W getto Łódź około 50 osób narodowości żydowskiej o tym nazwisku zostało zamordowanych. Dziś wg portalu moikrewni.pl nie ma ani jednej osoby w tym regionie, zaś około 700 można wyszukać na północy Polski.
W archiwum IPN znajduje się wiele akt paszportowych, które wskazują, ze Tuskowie masowo wyjeżdżali z Polski na pobyt stały do Niemiec. Jechali jaki folksdojcze. To nie są zarzuty! Może VL i Wehrmacht jest żadnym zarzutem, jednak otwartą kwestią pozostaje życiorys Josefa z lat 1939- 1944. Był rzekomo więźniem obozu koncentracyjnego w Stutthofie, następnie w Neuengame pod Hamburgiem. Komendantem tych obozów był folksdojcz Max Pauly. Ktoś powie Niemiec! W Polsce żyje obecnie 46 osób o takim nazwisku Bynajmniej nie na Pomorzu. W Tarnowskich Górach! . W 1942 ten Polak został przeniesiony do Hamburga. O dziwo, w tym samym czasie został też przeniesiony do tego obozu dziadek Tuska. Jako kto? Dlaczego wypuszczono i a zarazem przyjęto do Wehrmachtu?
Tu nasuwa kawał o dziadku w obozie… mój dziadek też był w obozie… ale na wieżyczce. Profesor Aleksander Lasik napisał niedawno w książce „Sztafety ochronne w systemie niemeckich obozów koncentracyjnych” że w załogach obozów służyło co najmniej 220 folksdojczy z Gdańska. Jak było z dziadkiem Tuska? Na prawdzie nie polega też twierdzenie, że dziadek z marszu zjawił się na progu domu. Albo kłamie premier, albo jego rodzina. Żeby moc przyjechać do Polski, trzeba było w takim przypadku złożyć deklaracje wierności bądź to w Konsulacie PRL lub jakieś Misji Wojskowej. Otwarta pozostaje kwestia powojennego życiorysu Tuska – dziadka. Jeżeli był w Wehrmachcie, to musiała zostać wdrożona jakaś procedura karna. Tego nie póki co nie wiemy, a Tusk – premier, z wykształcenia historyk, zamiłowany badacz historii Gdańska udaje, ze nic nie wie w tym temacie. A może mu wszystko darowano bo był Żydem. Nie można zapomnieć, iż przed sądami nie stanęło nigdy około 1800 osób z załogi obozów Stutthof i jego podobozów. Dlaczego? Byli zwykłymi Niemcami, czy tez zniemczonymi Żydami? Przeszłość Józefa przy poświeceniu mu odrobiny czasu wyjdzie jak szydło z worka. Myślę tez, ze nie premiera nie dotyczy syndrom Kurta Waldheima.. Jednak jak widzę, co jak platforma uchwaliła 9 marca br, ustawę o zwrocie obywatelstwa hitlerowcom, to nie byłby taki pewny. FRANEK DAVIDOWSKI Z jednej strony folksdojcz, z drugiej przymusowy robotnik w Gierłoży. Uległ wypadkowi, a leczony był w szpitalu Wehrmachtu, gdzie do zdrowia przywracał go głaskaniem sam Adolf Hitler. Jak mówimy o dziadku Kaczyńskim z KPP, to zapytajmy! Kiedy i w jakim trybie Matka Tuska i babcia po kądzieli otrzymali jako Niemcy w Polsce obywatelstwo!
Osobna kwestia jest to, ze Steinbach twierdzi, ze wypędziliśmy z Polski Niemców. Informacje, że Davidowski był folksdojczem podała Marta Tusk w rozmowie z „Wysokimi Obcasami” w kwietniu 2008 roku. BOLEK WAŁĘSA – LEIBA KOHNE-ojciec Lecha Wałęsy link do www I w tym przypadku jest masa wątpliwości. Ważniejszych wątpliwości…i nie z kategorii ojcostwa czy kapowania do SB. Ex prezydent twierdzi na forach w necie, że ojca w czerwcu 1945 roku zabili mu Niemcy. Z rożnych dokumentów wynika, ze miał jednak zejść z ziemskiego padołu w łóżku. Umarł w wieku lat 39. Umarł czy go zabito? Prezydent na to nie chce odpowiedzieć. Ojciec Bolek urodził się w 1907 roku w miejscowości Michałkowo koło Dobrzynia nad Wisłą. Kim był etnicznie? Kim była Matka Feliksa Kamińska, i babcia po kądzieli urodzona w 1916 roku, druga żona Leopolda Kamińskiego, nieznana z pochodzenia i dokumentów – Franciszka Glonek. Nieznanego pochodzenia bo wiemy tle, ze urodziła urodziła córkę Felixe w Ludwikowie. Zapewne w tym na wschód od Płocka. Genealodzy milczą w tej sprawie i podają – brak danych. Zatem nie wiemy nic na temat przodków Wałęsy od strony babci po kądzieli. Wschodnie okolice Płocka były siedzibą zboru ewangelickiego, dużą osada zniemczonych Żydów. (Maszewo) Czym było Michałkowo na początku XX wieku wieś w której na świat przyszedł Bolek? Było osadą kolonistów niemieckich. I nie chodzi tu bynajmniej o Niemców nawiezionych przez Himmlera oraz „polaka” Bach-Żelewskiego w ramach wzmacniania niemieckości i germanizacji Polski przez Einwandererzentrale Lietzmannstadt. Zarówno Dobrzyń nad Wisła i jego okolice, podobnie jak Wyszogród były ziemią obiecaną „niemieckich kolonizatorów… również zniemczonych Żydów. Ostatnio w archiwach „odnaleziono” metry archiwaliów dotyczących ziemi lipnowsko – dobrzyńskiej, które prawdopodobnie pokażą kim byli przodkowie Wałęsy.
Tych archiwaliów nie można było odszukać jeszcze dwa lata tamu. Do tego trzeba dodać, iż archiwalia dotyczące okresu międzywojnia wytworzone przez starostwa powiatowe dla tej części Kujaw prawie się nie zachowały. Służba w SS i obozach… była tego powodem? Konwersje Żydów? Są bogate obszerne zespoły prorosyjskie, ale tych polskich po 1919 brak. ZAGINEŁY!? Podobnie jest na Podlasiu! Zbór, w którym Piłsudski wziął ślub ewangelicki liczył 1500 takich Niemco-Zydów. Z lektury książki prof. Lasika wynika, że największy procent SSmanów do obozów koncentracyjny dostarczyli… kujawscy folksdojcze. Wałęsa chwali się drzewem genealogicznym po mieczu, specyfikuje przodków aż do 1800 roku, ale jakoś się nie kwapi do pokazania przodków Feliksy Kamińskiej. Ktoś jednak zrobił mu drzewko. Już jego pobieżna analiza i konfrontacja z bazą JEWISHGEN.org pokazuje, że Kamińscy po matkach byli Żydami. A kim była babcia Wałęsy… Franciszka Glonek?
W okolicy Włocławka żyje obecnie ponad 100 osób z takim nazwiskiem. Z bazy moikrewni.pl widać, iż największa ilość Glonków mieszka we… Włocławku. Inne miasta to takie typowo niemieckie: Tomaszów Mazowiecki, Piotrków Trybunalski, Sosnowiec. Można kpić z określenia tych miast jako niemieckie, ale uwaga! W Piotrkowie mieszkało 2 tys VD, w polskim Sosnowcu – 7 tyś, a jeszcze więcej w Będzinie i jego okolicach, prawdziwym zagłębiu zniemczonych Żydów. Co zatem w czasie II wojny robił Bolek Wałęsa, co robiła jego rodzina, jakie było prawdziwe nazwisko Wałęsów w XIX wieku? Dlaczego go zabito? Skąd filosemityzm Wałęsy i pokłady zaufania Rady Mędrców Europejskiego Syjonu? Zaufanie Sarkozego? Są rożne domniemania. Ja ich powtarzać póki co nie będę. To trzeba materialnie sprawdzić, wykluczyć albo potwierdzić. Czy byli na tej „niemieckiej ziemi” też niemieckim kręgiem kulturowym? To z tego powodu miłość Donka, niemieckiego Żyda? Jedno jest bardzo pewne. Wszyscy przodkowie Wałęsy po matce Kamińskiej byli halahicznymi Żydami. To Stąd milczenie Wałęsy na temat matki i jej przodków. Podobnie jest zaufaniem żydowskiej części SB z Gdańska w latach 1970 i 1980. Nie można zapomnieć, iż w archiwum IPN w Gdańsku są archiwalia wskazujące na to, że Wydarzenia Gdańskie, to w zasadzie zamach stanu na rząd Gomułki, to skuteczna próba zdekapitowania „Prawicowego Odchylenia” , to w końcu odwet za próbę rozliczeń, zbrodniarzy hitlerowskich, stalinowskich i zwykłych aferzystów żydowskiego pochodzenia. Zrodniarzy nigdy nie ściganych, rozliczeń zapowiedzainych na Zjazd w listopadzie 1968 r. W tym okresie Archiwim Państwowe dla m. Warszawy zniszczyło wszystkie sygnatury dotyczące warszawskich folksdeuczy – w zespole archiwalnym Starostwo Powiatowe Warszawskie z siedzibą w Aninie (1945 -50) Kto mógł go zrobić? Jaki jest udział Wałęsy w wywołaniu tych wydarzeń? (Tym się zajmijmy!!!!!) Jak to się stało, że ten na ówczas młody czowiek znalazł sie w samym centrum gdańskich wydarzeń? Tak blisko Gierka?
Proces za 1970 rok to nie wszystko! Ważne są intencj, kto i po co to wywołał? Wałęsa to nie zwykły kapuś, to pierwsza linia nacjonalistow w żydowskiej diasporze w Polsce. Wg mnie od dość dawna! PAUL SARKOZY Babcia była z domu Thomas, Toht. Była protestantką. To ewidentnie wskazuje na to, że mogła i powinna być, i raczej była ona węgierskim folksdojczem. Prawdopodobnie ona sama lub jej cała rodzina została przesiedlona do Polski w ramach jej germanizacji. Baza ODESSA3.org pokazuje, pokaźną liczbę węgierskich Niemców o tym nazwisku przerzuconych z Polski w czasie II wojny swiatowej. Zapewne z tego powodu ojciec obecnego prezydenta Francji, węgierski emigrant, nie mógł bezpośrednio – nawet jako Żyd zamieszkać zaraz po wojnie we Francji. Musiał za to wstąpić do Legii Cudzoziemskiej. Nie jest to dziwne i nie budzi wątpliwości?
Żyd pozbawiony ojczyzny, tzw. DPs, nie może zostać wpuszczony do Francji?! Baza nazwisk moikrewni.pl pokazuje w Polsce: 750 nazwisk Thomas, zamieszkałych okolice Złotowa, oraz 90 osób o nazwisku Toth – zamieszkałych glównie w Świdnicy. W Polsce mieszka też 135 osób o nazwisku Nagy. Kim są te osoby. Są rodziną Sarkozych? Byli folksdojczami? Wg Steinbach wypędzeniu… a tu proszę! Tylu „Niemców”. Czy z powodu takich Niemców marzy się francuskiemu prezentowi wspólna Europa? W granicach II RP mieszkało milion Niemców. Ze spisu mozna wyczytać, ilu Żydów podawało się z Niemców Inne osoby. Centralny Rejestr Osób Poszukiwanych za zbrodnie hitlerowskie pokazuje, ze Niemcami w Bydgoszczy byli też… Sikorscy, jeden z nich był zbrodniarzem wojennym, inna baza pokazuje, że niejaki Gunter Waltz z Warszawy dostał w RFN wyrok 13 lat za zbrodnie na Podlasiu, za mordowanie Polaków, jeszcze inna wskazuje na prawie 15 tyś procesów sądowych w Warszawie prowadzonych przeciwko osobom działającym na rzecz okupanta hitlerowskiego, ostatnio na wielu poszukiwaniach odnalazła się 10 mb. decyzji o pozbawieniu obywatelstwa łodzian. Dotyczy i to jedynie dla Łodzi – Śródmieścia., VD w Łodzi byli Polańscy, Gąsiorowscy, Bartoszewscy, Bautzitp. W Warszawie na współpracę z Hitlerem poszli Bartoszewscy -rodzona siostra pseudo profesora (zwolniony przez Niemców z obozu w Oświęcimiu!) bez legalnej matury wyszła za mąż w czasie okupacji za oficera Wermachtu!!!.

Obrazek
dydymus, Ligaswiata



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 06 paź 2014, 14:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/477/o-tym-ja ... zed-zydami

O tym, jak papież Benedykt XIV przestrzegał Polaków przed Żydami
Rebeliantka - 5 Października, 2014 - 16:44

Obrazek

Warto przeczytać tą encyklikę. Jej przesłanie jest aktualne mimo upływu czasu. Nie wolno lekceważyć różnic cywilizacyjnych, gdy zaprasza się gości w swoje progi.

Encyklika Bendykta XIV "A quo primum" o nadmiernej roli Żydów w Królestwie Polskim.

do Prymasa, Arcybiskupów i Biskupów Polski dotycząca tego, co jest zabronione żydom mieszkającym w tych samych miastach i okręgach, co i chrześcijanie
Miłościwi Bracia,
Zdrowie i Apostolskie Błogosławieństwo
Dzięki wielkiej Boskiej Dobroci pierwsze fundamenty naszej Świętej Katolickiej Religii zostały, za panowania Naszego poprzednika Leona VIII, założone pod koniec dziesiątego wieku dzięki usilnej działalności księcia Mieszka i jego chrześcijańskiej małżonki Dąbrówki. Tak dowiadujemy się od Długosza, autora Waszych roczników (Księga II, strona 94). Od tego czasu naród polski, zawsze religijny i pełen poświęcenia, w swej wierności do przyjętej przez niego Świętej Religii pozostał niewzruszony i omijał z odrazą wszelki rodzaj sekciarstwa. Im bardziej różne sekty nie szczędząc wysiłków, starały się usadowić w Królestwie Polskim, w celu szerzenia tam ziarna ich błędów, herezji i wykolejonych opinii, tym bardziej Polacy lojalne i stanowczo opierali się tym wysiłkom, dając coraz więcej dowodów swej wierności.
Rozpatrzmy tu kilka przykładów tej wierności. Przede wszystkim musimy wspomnieć o tym, co powinno być uważane za szczególnie właściwe i dla naszych celów zdecydowanie najważniejsze. To jest parada nie tylko chwalebnej pamięci tych miłościwie uwielbionych w świętym kalendarzu Kościoła, męczenników, spowiedników, dziewic i ludzi odznaczających się się świątobliwością, którzy rodzili się, żyli i umierali w Królestwie Polskim, ale także wielu chwalebnie odbytych w tymże królestwie i owocnych w dobre wyniki soborów i synodów. Dzięki usilnym staraniom tych zebrań zostało odniesione wspaniałe i sławne zwycięstwo nad luteranami, którzy próbowali wszelkich sposobów i środków, by uzyskać prawo wstępu i zabezpieczyć swe pozycje w tym królestwie. Przykładem tego jest wielki Sobór w Piotrkowie, który odbył się za pontyfikatu Naszego światłego poprzednika i rodaka Grzegorza XIII pod przewodnictwem Lipomanus'a, biskupa Verony i Nuncjusza Apostolskiego.
Na tym soborze, ku wielkiej Chwale Boskiej, zasada „wolności sumienia” została potępiona i stanowczo wykluczona z zasad regulujących publiczne życie w Królestwie. Poza tym jest pokaźna ilość konstytucji powziętych na synodach prowincji gnieźnieńskiej. W tych konstytucjach nakazano spisywać wszelkie mądre i pożyteczne decyzje i ostrzegawcze zarządzenia polskich biskupów, wydane w celu zachowania katolickiego życia ich 'owieczek', przed zatruciem żydowską perfidią. Te konstytucje były komponowane z uwagi na fakt, że warunki życia tak się układały, iż chrześcijanie i żydzi mieszkali w tych samych miastach i osiedlach. To wszystko niewątpliwie i w pełni wyraźnie wskazuje, na jaką chwałę polski naród zasłużył przez to, że zachował w niesprofanowanym i nietkniętym stanie Świętą Religię, którą narodu tego praojcowie przyjęli wiele wieków temu. Czujemy, że nie możemy narzekać na żaden z wielu tematów poruszonych, z wyjątkiem tego ostatniego; lecz odnośnie tego punktu zmuszeni jesteśmy płakać ze łzami w oczach. 'Najpiękniejszy kolor zmienił się' (Lament. Jer. IV. L). Krótko mówiąc, dowiedzieliśmy się od osób, których świadectwo jest godne zaufania i które są dobrze obznajomione ze stanem spraw w Polsce, a także od ludzi, mieszkających w Królestwie Polskim, którzy z żarliwości religijnej przesłali swe żale do Nas i do Stolicy Apostolskiej o następujących faktach:
Ilość żydów znacznie się powiększyła w Polsce. Mianowicie pewne miejscowości, osiedla i miasta, otoczone niegdyś wspaniałymi murami (czego dowodzą obecnie ruiny), i które, jak dowiadujemy się ze starych, wciąż istniejących list i rejestrów, były zamieszkane przez dużą ilość chrześcijan, obecnie są zaniedbane i w brudnym stanie i są zamieszkane przez wielką ilość żydów i niemalże pozbawione chrześcijan. Poza tym w tymże królestwie jest pewna ilość parafii, w których ludność katolicka bardzo się zmniejszyła. Konsekwentnie dochód z tych parafii, skurczył się do tego stopnia, że zachodzi niebezpieczeństwo, iż zostaną pozbawione księży. W dodatku cały handel artykułami ogólnego użytku, jak napoje, a nawet wina, jest w rękach żydowskich. Pozwala im się także administrować publicznymi funduszami. Oni są dzierżawcami karczm i gospodarstw wiejskich, a także nabywają majątki ziemskie. We wszystkich tych wypadkach oni (żydzi) nabywają uprawnienia właścicieli dworów nad nieszczęśliwymi chrześcijańskimi robotnikami rolnymi; i korzystają oni nie tylko ze swych uprawnień w bezlitosny i nieludzki sposób, zmuszając chrześcijan do uciążliwej i męczącej pracy przez nakładanie na nich nadmiernych ciężarów, lecz w dodatku poddają chrześcijan karom cielesnym, jak bicie i zadawanie ran. A więc ci nieszczęśliwi ludzie są w stanie poddaństwa względem żyda tak, jak niewolnicy są zdani na kaprysy ich władcy i pana. Prawda, że jeżeli chodzi o wykonanie kary, to żyd musi odnieść się do chrześcijańskiego oficjalisty, któremu ta funkcja jest powierzona. Z chwilą jednak, gdy oficjalista jest zmuszony podporządkować się zarządzeniom żydowskiego pana pod rygorem utraty stanowiska, tyrańskie rozkazy żyda muszą być wykonane.
Dowiedzieliśmy się, że zarząd funduszami publicznymi, dzierżawa zajazdów, dóbr i gospodarstw wiejskich jest w rękach żydowskich, ku wielkiej krzywdzie chrześcijan pod wieloma względami. Lecz musimy także zwrócić uwagę na inne skandaliczne anomalie, po dokładnym zbadaniu których, zobaczymy, że anomalie te mogą stać się źródłem jeszcze większego zła i bardziej rozpowszechnionej ruiny niż te, o których już wspomnieliśmy. To jest sprawa brzemienna w poważne konsekwencje, że żydzi są dopuszczeni do arystokratycznych domów w charakterze pełnomocników lub zarządców w zakresie spraw domowych lub gospodarczych. A więc żydzi żyją na warunkach zażyłej poufałości pod tym samym dachem, co i chrześcijanie, których traktują w arbitralny sposób, nie ukrywając swej dla nich pogardy. W miastach i innych osiedlach żydzi są wszędzie widziani wśród chrześcijan; i, co jest bardziej pożałowania godne, żydzi wcale nie obawiają się angażować chrześcijan obu płci w charakterze służby domowej. W dodatku, żydzi, zaangażowani w przedsiębiorstwach handlowych, kumulują z tych przedsiębiorstw olbrzymie masy pieniędzy i przez nadmierny lichwiarski wyzysk dążą do systematycznego pozbawienia chrześcijan ich dóbr i własności. Chociaż żydzi jednocześnie pożyczają pieniądze od chrześcijan na niezwykle wysokie oprocentowanie, a synagogi ich służą jako zabezpieczenie spłaty, to jednak nie trudno jest zrozumieć powody ich postępowania. Po pierwsze żydzi uzyskują od chrześcijan pieniądze, które, po zaangażowaniu w handlu, przynoszą im dochód, pozwalający na spłatę zgodzonych procentów, a poza tym pieniądze te pomnażają ich własny dobrobyt. Po drugie oni pozyskują sobie tylu protektorów, opiekujących się synagogami i żydami, ilu mają kredytorów.
Słynny zakonnik Radulphus był w przeszłości tak uniesiony nadmierną żarliwością i tak wrogo ustosunkowany do żydów, że w XII wieku jeździł po Francji i po Niemczech wygłaszając kazania przeciwko nim i w końcu podburzał chrześcijan, by spowodowali całkowitą zagładę żydów. W wyniku jego nieutemperowanego fanatyzmu duża ilość żydów poniosła śmierć. Ciekawe, co ten zakonnik uczyniłby lub co by powiedział, gdyby żył obecnie i widział to, co się dzieje w Polsce. Wielki św. Bernard przeciwstawiał się dzikim wybrykom szału Radulphusa i w swym 363 liście do kleru i do ludności wschodniej Francji pisał jak następuje: 'żydów nie można prześladować; nie wolno ich mordować lub ścigać jak dzikie zwierzęta. Zobaczcie, co Biblia o nich mówi. Ja wiem, co jest przepowiedziane o żydach w Psalmach. Kościół mówi: 'Pan Bóg objawił mi Jego wolę odnośnie mych wrogów: Nie zabijaj ich, aby moi ludzie pamiętali'. Oni na pewno są żywymi dowodami, które przypominają mękę Zbawiciela. Tym bardziej, że oni są rozproszeni po całym świecie, tak że w tym czasie, gdy cierpią karę za tę wielką zbrodnię, mogą być świadkami naszego Odkupienia'.
Znowu w swym 365 liście adresowanym do Henryka, arcybiskupa Mayence św. Bernard pisze: 'Czyż przez udowadnianie im ich błędów lub przez nawracanie ich na chrześcijaństwo, Kościół nie tryumfuje codziennie nad żydami w sposób szlachetniejszy niż przez mordowanie ich? (podkreślenie Wandei).Przecież nie na próżno Kościół powszechny ustanowił na całym świecie odmawianie modlitwy za uparcie niewierzących żydów, aby Bóg odkrył ich serca i wywiódł ich z ciemności do światła prawdy. Jeżeliby Kościół nie miał nadziei na to, że ci co nie wierzą, mogą uwierzyć, to modlitwa za nich wydawałaby się być naiwna i bezcelowa'.
Piotr przeor klasztoru w Cluny (Francja) pisał przeciwko Radulphusowi z podobnych pobudek do Ludwika, króla Francji. Nakłaniał on króla, aby zabronił mordowania żydów. Niemniej jednak, jak zanotowano w rocznikach przewielebnego kardynała Baroniusa, w roku Chrystusowym 1146 on (tenże Piotr, przeor Cluny) ponaglał, aby król wydał ostre zarządzenia przeciwko żydom, z powodu ich wybryków, a w szczególności, by zabrać żydom ich bogactwa nabyte od chrześcijan lub nagromadzone za pomocą lichwy i dochód z tego użyć dla dobra i na korzyść religii.
Jeżeli chodzi o Nas, to my w tej sprawie, tak jak i w innych sprawach, idziemy po linii postępowania przyjętej przez Naszych przewielebnych poprzedników, papieży rzymskich. Aleksander III zabronił chrześcijanom, pod rygorem surowych kar, pozostawać na służbie u żydów przez jakikolwiek okres czasu lub przyjmować pracę u żydów w charakterze służby domowej. Pisał: 'Oni (chrześcijanie) nie powinni pozostawać na służbie u żydów'. Ten sam papież wyjaśnił powody tego zakazu jak następuje: 'Nasze formy życia i żydowskie są zupełnie różne i żydzi łatwo nakłonią dusze prostych ludzi do ich przesądów i niewiary, gdy ci prości ludzie będą mieszkać w stałych i zażyłych z nimi stosunkach'. Ten cytat, odnośnie do żydów, można znaleźć w papieskim dekrecie 'Ad haec'.
Papież Innocenty III wspominając o tym, że żydzi bywają dopuszczani przez chrześcijan do ich miast, ostrzegał chrześcijan o tym, że sposób i warunki tego dopuszczenia żydów powinny być takie, by uniemożliwić żydom odpłacanie się złem za dobroć. 'Gdy oni są dopuszczeni z litości do poufałego współżycia z chrześcijanami, oni odpłacają się gospodarzom, zgodnie z przysłowiem, jak szczur ukryty w worku lub jak wąż w piersiach lub jak płonąca głownia w fartuchu'. Ten sam papież mówi, że właściwym jest, gdy żydzi służą u chrześcijan, a nie żeby chrześcijanie służyli u żydów i dodaje: 'Synowie wolnej matki nie powinni służyć synom matki niewolnej. Przeciwnie. Żydzi, jako słudzy odrzuceni przez Tego Zbawiciela, którego śmierć oni w tak podły sposób spowodowali, powinni uznać siebie w fakcie i w czynie sługami tych, którzy przez śmierć Chrystusa zostali uwolnieni, tak jak gdyby ta śmierć uczyniła żydów niewolnikami'. Te słowa można przeczytać w dekrecie papieskim 'Etsi Judaeas'. W podobny sposób w innym dekrecie papieskim 'Cum sit nimis', pod tym samym tytułem 'De Judaeis et Saracenis' (O żydach i saracenach) tenże papież zabrania wyznaczania żydów na publiczne stanowiska: 'Zabraniamy nadawania żydom stanowisk publicznych, ponieważ oni korzystają z udzielonych im możliwości, by ujawnić zaciekłą wrogość wobec chrześcijan'.
Z kolei Papież Innocenty IV pisał do św. Ludwika, króla Francji, który nosił się z zamiarem wygnania żydów z jego królestwa, aprobując plany króla, z tego powodu, że żydzi nie dotrzymywali postawionych im przez Stolicę Apostolską warunków: 'My, którzy pragniemy z całego serca zbawienia dusz, niniejszym listem całkowicie Cię upoważniamy do skazania na banicję wyżej wspomnianych żydów, czy to przez Twoje osobiste zarządzenia, czy też za pośrednictwem Twoich namiestników, specjalnie z tego powodu, że jak nam wiadomo, żydzi nie przestrzegają regulaminów dla nich ustanowionych przez Stolicę Apostolską'. Ten tekst można znaleźć u Raynaldusa w rocznikach za rok Pański1253 pod numerem 34.
Jeżeli teraz ktokolwiek zapyta się, co zostało przez Stolicę Apostolską zabronione żydom mieszkającym w tych samych miastach, co i chrześcijanie, odpowiemy, że żydom nie wolno czynić właśnie tego, co jest im dozwolone czynić w Królestwie Polskim, a mianowicie wszystko to, co zostało powyżej wyszczególnione. Poza tym wcale nie jest konieczne badanie wielu książek, by przekonać się o prawdzie tego oświadczenia. Wystarczy bowiem zapoznać się z działem dekretów papieskich: 'De Judaeis et Saracenis' (O żydach i saracenach) i studiować prawa i dekrety papieży rzymskich, Naszych poprzedników: Mikołaja IV (1288-1294), Pawła IV (1555-1559), św. Piusa V (1566-1572), Grzegorza XIII (1572-1585) i Klemensa VIII (1592-1605), z których z łatwością można skorzystać, gdyż można je znaleźć w 'Bullarium Romanum'. W każdym razie, Wy, Czcigodni Bracia nie potrzebujecie aż tak dużo czytać, aby jasno zrozumieć sytuację. Wystarczy bowiem, jeżeli zapoznacie się z regulaminami i statutami ustanowionymi na synodach Waszych poprzedników, gdyż oni bardzo troszczyli się o to, by ich prawami i dekretami objąć wszystko, co rzymscy papieże zarządzili i ustanowili odnośnie tej sprawy. Poza tym istotną trudnością jest fakt, że dekrety tych synodów zostały zapomniane lub nie były wykonywane i wobec tego to jest Waszym obowiązkiem, Czcigodni Bracia, by przywrócić te prawa do pierwotnej mocy. Zakres bowiem Waszego świętego urzędu wymaga, abyście troskliwie starali się wymusić wykonanie tych dekretów.
Odnośnie do tej sprawy wydaje się być właściwym i odpowiednim, aby zacząć od kleru, mając na uwadze, że to jest obowiązkiem księży, aby dali wskazówki innym, jak należy prawidłowo postępować i aby uświadomili wszystkich własnym przykładem. Jesteśmy bowiem przekonani, że z łaski Bożej dobry przykład kleru skieruje zbłąkanych laików na właściwą drogę. Wszystko to uda się Wam zarządzić i wprowadzić z większą łatwością i pewnością siebie, ponieważ wiemy z raportów godnych zaufania i honorowanych ludzi, że Wy nie wydzierżawialiście żydom ani Waszych dóbr ani Waszych praw i że unikaliście wszelkiej z nimi styczności, jeżeli chodzi o udzielanie kredytu lub zaciąganie długów. A więc, jak nam wiadomo, Wy jesteście od żydów niezależni i nie jesteście z nimi związani żadnymi handlowymi sprawami.
Systematyczny sposób postępowania przewidziany przepisami świętych kanonów, odnośnie zmuszenia przekornego do posłuszeństwa w sprawach tak wielkiej wagi jak obecna, nigdy nic wykluczał użycia potępienia i pochwały, podanych do pewnej ilości spraw zarezerwowanych (do decyzji wyższych władz kościelnych), co do których zachodzi możliwość, że mogłyby stać się przyczyną niebezpieczeństwa lub poważnego ryzyka dla religii. Dobrze wiecie, że Sobór Trydencki (1545-63) uczynił wszystko w jego mocy, by wzmocnić Waszą władzę, w szczególności przez zatwierdzenie Waszych uprawnień odnośnie spraw zarezerwowanych. Sobór nie tylko powstrzymał się od ograniczenia Waszych uprawnień wyłącznie do zarezerwowania dla Was przestępstw naruszających porządek publiczny, ale poszedł znacznie dalej i rozszerzył Wasze uprawnienia do rezerwowania groźniejszych aktów podłości, które nie są aktami czysto wewnętrznej natury. Z różnych okazji w poszczególnych dekretach i okólnikach kongregacje Naszej świętej Stolicy Apostolskiej oświadczyły i zadecydowały, że tytuł: 'poważniejsze i podłe przestępstwa' obejmuje przestępstwa, do których ludzkość jest najbardziej skłonna i które przynoszą szkodę dyscyplinie kościelnej i zbawieniu dusz powierzonych pasterskiej opiece biskupów. Myśmy opracowali szerzej ten punkt w Naszym 'Traktacie o Diecezjalnym Synodzie', ks. V, rozdz. V.
Uprzejmie zapewniamy, że wszelka pomoc jaką możemy dać będzie do Waszej dyspozycji, aby zabezpieczyć powodzenie w tej sprawie.
W dodatku, abyśmy mogli przeciwstawić się jakimkolwiek trudnościom, które niewątpliwie zaistnieją w wypadku konieczności wszczęcia postępowania przeciwko wyjętym z pod Waszej jurysdykcji członkom kleru, damy odpowiednie instrukcje Waszemu Czcigodnemu Bratu, Arcybiskupowi Nicei i Naszemu Nuncjuszowi w Waszym Kraju, w wyniku których to instrukcji będziecie w stanie uzyskać od niego wszelkie upoważnienia do działania w zaistniałych sprawach. Jednocześnie uroczyście Was zapewniamy, że gdy okoliczności na to pozwolą, będziemy, z całym zapałem i energią w Naszej dyspozycji, pertraktować z tymi osobami, przez których władze i autorytet wspaniałe Królestwo Polskie zostanie oczyszczone z tej hańbiącej plamy. Przede wszystkim, czy Wy, Czcigodni Bracia, z całą żarliwością Waszej duszy zwracacie się z prośbą o pomoc do Boga, Stwórcy wszelkiego dobra? Także błagajcie w szczerej modlitwie o Jego pomoc dla Nas i dla Stolicy Apostolskiej. Obejmując Was pełnią miłości bliźniego, miłościwie udzielamy apostolskiego błogosławieństwa Wam i trzodzie powierzonej Waszej opiece.
Wydano w Castel Gandolfo dnia 14 czerwca 1751 w 11 roku Naszego Pontyfikatu.
P.P. Benedykt XIV

Rebeliantka - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Żydzi na ziemiach polskich
PostNapisane: 16 lis 2014, 00:37 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Antysemityzm, z którego jestem dumny

Jedenasty listopada to, oprócz innych sensów tego święta, dla części tutejszych tzw. elit doroczna okazja do odcinania się od polskości i prezentowania pogardy dla "tego kraju", jego historii oraz tubylczej ludności. Jak często przypominam, jesteśmy typowym społeczeństwem postkolonialnym (a może już wręcz na powrót kolonialnym), a takie zachowania są dla społeczności skolonizowanych dość typowe. Okazanie pogardy dla miejscowych "czarnuchów" pozwala celebrycie czy innemu autorytetowi podkreślać swą kreolską wyższość nad nimi i udawać, że on sam jest, no, jeśli nie zupełnie biały, to w każdym razie zdecydowanie w odcieniu jaśniejszym.

Jedna celebrytka deklaruje więc rocznicowo, że ona wychowuje dziecko na Europejczyka, a nie na Polaka, inna przebija ją deklaracjami, że "ma w nosie boga, honor i ojczyznę" (pisownia oryginału), w tle salony brzęczą mnogością utyskiwań na Polaków, że są tacy, śmacy i owacy, zawistni, niewdzięczni, brudni, smrodzą w samolocie kanapkami, i tak dalej.

W Święto Niepodległości szczególną modą jest napluć na polską historię. Najlepiej w mediach niemieckich, zawsze chętnych dopieścić Polaka, który zapewni potomków nazi-matek i nazi-ojców, że nie mają się czego wstydzić, bo naziści byli wszędzie. W Polsce zwłaszcza. A zwłaszcza wśród polskich patriotów, tych, którzy doprowadzili do oddzielenia się państwa polskiego od opiekuńczych państw ościennych - ze szczególnym uwzględnieniem ojca polskiej niepodległości, Romana Dmowskiego.

Z takimi właśnie mądrościami pospieszył w tym roku do bratnich niemieckich mediów niejaki Rafał Pankowski, zawodowy "antyfaszysta" - być może po to, aby okazać Niemcom wdzięczność za przysłanie swego czasu, na między innymi jego wezwanie, swoich "antyfaszystów" do bicia świętujących Polaków. Pan Pankowski to rzadki przypadek odrażającego fanatyka, który z wpierania Polakom faszyzmu zrobił sobie intratny sposób na życie, nawet się z "antyfaszyzmu" doktoryzował i habilitował - przypadek analogiczny, jakby kibol habilitował się z rzucania kamieniami, i dowodzący skretynienia polskich uniwersytetów.

Ale Pankowski nie jest sam, w sukurs przyszła mu w tym roku grupka lewicowych działaczy, która zaapelowała do prezydenta Komorowskiego, aby pod pomnikiem Dmowskiego, jako rzekomego antysemity, nie składał kwiatów, i nawet pod swoim pełnym idiotyzmów apelem zdołała zebrać kilkaset "lajków".

Ponieważ osoba i dzieło Romana Dmowskiego są w dzisiejszej Polsce niemal zupełnie zapomniane, można o nim bezkarnie wygadywać dowolne brednie. Dopiero gdy się pokaże bredzącym fakty - brakuje im w gębie języka. Wiem, bo kilkakrotnie już to przetestowałem.

Ilekroć mówiłem, że z takiego antysemityzmu, jaki prezentował Dmowski, możemy być jako naród dumni, zamiast się go wstydzić, budziło to niesamowity jazgot. Ha! Odsłonił się faszysta, chwali antysemityzm, jeszcze z dumą! Ale gdy przedstawiałem argumenty - zapadała cisza. I dopiero po czasie historyczni oszczercy wracali do swojego ujadania, ale gdzieś na swoich wewnętrznych forach.

No bo, co tu gadać, argumenty są nieodparte. Różnica pomiędzy antysemityzmem Dmowskiego a współczesnym mu antysemityzmem dominującym w życiu publicznym Francji, Wielkiej Brytanii, silnym w USA, nie mówiąc już o antysemityzmie niemieckim czy rosyjskim, dowodzi po prostu ogromnej moralnej przewagi Polski nad tymi krajami. I daje nam powód do dumy. Nie z samego faktu, że byliśmy wrodzy Żydom, bo to, oczywiście, powodem do chwały nie jest (ale i do przesadnego wstydu też nie - była to swego czasu powszechna przypadłość i ci, którzy próbują nas z niej rozliczać, sami mają więcej na sumieniu). Ale z faktu, że ta wrogość niczym nie przypominała rasowych szaleństw Rosenberga.

W ogóle, Dmowski od antysemityzmu stanowczo się odżegnywał - nie dlatego, by walkę z Żydami uważał za coś złego, przeciwnie, ale dlatego, że antysemityzm rozumiał jako rodzaj namiętności, emocjonalnej niechęci do tego akurat narodu, gdy on - biolog z wykształcenia - chciał, aby do narodowych spraw podchodzić chłodno i rozumowo. Stosunek ruchu narodowego do Żydów, pisał, jest tylko logicznym skutkiem przyjętych założeń, a te założenia nie byłyby ani odrobinę inne, nawet gdyby Żydów w ogóle na świecie nie było.

I tak naprawdę rzecz się miała. Rzeczpospolita Obojga Narodów była dla Żydów, na tle ówczesnego świata, rajem i ściągała ich licznie. Z jednej strony wynikało to z panującej u nas tolerancji, swobody kultywowania własnej wiary, obyczaju i rządzenia się we własnej wspólnocie. Z drugiej - specyficzny układ społeczny tej Rzeczypospolitej otwierał przed Żydami gigantyczne pole do działalności.

Na Zachodzie mogli być tylko bankierami królów i hrabiów, tu, w kraju bez miast, bez klasy średniej, stali się wręcz podstawą ustroju ekonomicznego. Każdy szlachcic miał swojego Żyda, każdy Żyd swojego szlachcica - a ofiarą tego sojuszu byli oczywiście zepchnięci do stanu niewolniczego chłopi i niewiele od nich lepiej przędący "łyczkowie".

Odradzanie się polskości po Powstaniu Styczniowym polegało na podniesieniu tych warstw z błota, w które były przez wieki wdeptywane, i uczynieniu z nich polskiej "klasy średniej". Walka endecji, ludowców i socjalistów była walką o umożliwienie Polakom masowego awansu społecznego. O to, by z niewolników czynić drobnych przedsiębiorców, kupców, rzemieślników, farmerów, broniących się przed wyzyskiem pośredników współdziałaniem w spółdzielniach i kooperatywach.

A miejsce klasy średniej było zajęte - i Polacy, dążąc do awansu, musieli się zderzyć z tymi, którzy handel, rzemiosło i drobną przedsiębiorczość zmonopolizowali.

Proste? Marzę o wydawcy, który by wznowił fascynujące pamiętniki Jana Słomki, chłopa spod Tarnowa, który w stylu godnym Paska i z większą jeszcze od niego wnikliwością opisał życie polskiej wsi od pańszczyzny po wolną Polskę. To kopalnia wiedzy o różnych sprawach, także o rzeczywistych stosunkach polsko-żydowskich. Nie ma tam ani słowa, że Żydzi są tacy czy owacy - jest multum konkretów o wyzysku, szwindlach, spekulacjach, których ofiarą padali konkretni Polacy z rąk konkretnych Żydów. Jeśli chcieli żyć lepiej, musieli z tymi żydowskimi wyzyskiwaczami walczyć, tak samo jak musieli walczyć z pruskimi rugami i carskimi czynownikami. Kto jak kto, ale ludzie lewicy powinni to rozumieć i aprobować, tym bardziej, że ich ideowi przodkowie byli wtedy nie mniej antysemiccy niż współczesna im prawica.

Poza tą rywalizacją - zaostrzaną świadomie przez zaborców, pierwszym posunięciem Prusaków po zajęciu Warszawy wskutek III rozbioru było przymusowe osiedlenie w niej tysięcy Żydów, sto lat później masowego wypędzenia swoich Żydów na ziemie polskie dokonała Rosja - jest w dziełach Dmowskiego jeszcze jeden sens wielokrotnie powtarzanego słowa "żydostwo".

To strasznie dziś brzmiące słowo, w oczach współczesnego czytelnika upodobniające Dmowskiego do wariatów układających jakieś "listy Żydów", w analizach ojca polskiej niepodległości oznacza po prostu finansową plutokrację. Gdyby zastąpić je obecnie używanym określeniem "rynki finansowe", no i nieco uwspółcześnić gramatykę, całe analizy Dmowskiego można by dziś drukować w dowolnej gazecie - a szczególny poklask, co zabawne, wzbudziłyby zapewne w różnych "Krytykach Politycznych".

Na konflikt z ogromnie liczną (nigdzie na świecie nie stanowili Żydzi 10 proc. społeczeństwa) mniejszością, monopolizującą niezbędne dla nowoczesności dziedziny gospodarki, Polacy byli więc skazani. O ich klasie świadczy to, jak do niego podchodzili.

A więc, uwaga! Weźmy do ręki najbardziej antyżydowskie dzieło największego polskiego żydożercy, na jakiego wykreowała ojca polskiej niepodległości wspólnym wysiłkiem propaganda komunistycznego betonu, Michnikowego salonu i pisowskich "żelaźniaków" zadurzonych w Piłsudskim. I przeczytajmy, jak się jego straszliwa antysemicka nienawiść objawiała.

Rok 1932, dzieło "Żydzi w wieku XX", można rzec - summa poglądów Dmowskiego w tej kwestii. Rozdział pierwszy:

"Kwestia żydowska nigdy nie była poważnie dyskutowana między Żydami a nieżydami. Wobec prób jej poruszenia Żydzi albo milczą, albo podejmują taki wrzask, że przy nim żaden głos spokojniejszy, głos rozumu nie może dojść do ucha słuchaczy. Wobec tego wszakże, co się dziś dzieje (rok 1932, przypominam!), wobec ujawniającego się znaczenia tej kwestii, nie powinniśmy pozwolić ażeby otaczające ją mroki nadal trwały. Potrzebna jest szeroka dyskusja, która by te mroki rozproszyła. Obowiązuje ona zarówno tych, którzy walczą z Żydami, jak Żydów i tych nieżydów, którzy z Żydami stoją w jednym szeregu. Ci, którzy uchylają się od niej, czy to przez milczenie, czy też przez jej zakrzykiwanie, wobec obrotu, jaki sprawa żydowska w świecie bierze, mają wszelkie widoki zapłacenia dużych kosztów za tę taktykę".

I co, zatkało? Tak, ten straszny polski antysemityzm tym się różnił od zbrodniczego, rasowego antysemityzmu państw zachodnich, że wychodził od obiektywniej istniejącej sprzeczności interesów - a nie rasowych rojeń - i chciał wynegocjować jej rozwiązanie. Do czego wzywał rzekomy antysemita Dmowski? Do zabijania Żydów, ich wypędzania, wywłaszczania? Nie - do jakiegoś "okrągłego stołu". Chciał ich zmusić do dyskusji i do wspólnego z "nieżydami" znalezienia kompromisu, bez którego, przewidywał - historia pokazała, jak bardzo trafnie - może się zrobić bardzo nieciekawie.

Pewnie, że to były intelektualne wyżyny, na który nienawidzący "żydka" prosty Polak, rwący się do społecznego awansu i do okupowanych przez Żydów zawodów, nie wspinał się, jemu wystarczały antyżydowskie emocje. Ale proszę bardzo, pokażcie mi w innym kraju myśliciela, który w konflikcie z Żydami wysunąłby takie hasła - antysemityzmu, że tak go nazwę, negocjacyjnego.

Ja takiego przypadku nie znam. I dlatego, powtórzę - nawet w antysemityzmie przejawiała się nasza moralna wyższość nad narodami, do których dziś jeżdżą się przymilać pluciem na "polski antysemityzm" rozmaici zawodowi "antyfaszyści", żałośni nieucy, których historyczna ignorancja kompromituje tytuły naukowe, jakie im nieopatrznie podarowano za nie wiadomo co. Wbrew heroldom "pedagogiki wstydu", którzy z oskarżenia Polaków o prześladowanie Żydów uczynili główny dowód naszej rzekomej niższości - z takiego antysemityzmu, jaki propagował Dmowski, Polska może być tylko dumna.

Rafał Ziemkiewicz

http://fakty.interia.pl/felietony/ziemk ... Id,1551984

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /