Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 31 lip 2013, 06:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Dzisiejsi bolszewicy, podobnie jak ich ojcowie i dziadowie starannie dbają o to aby prawda o ich prawdziwym stosunku do Polski i do Polaków nigdy nie wyszła na jaw. Jednak świadomość jest jak powietrze i występuje wszędzie i dociera do wszystkich. Otwórzmy okna naszych dusz i naszych umysłów na ten ożywczy powiew, może szybciej się ockniemy i ... wyzwolimy.

Co ma gitara do obławy?

Adam Białous

Share on emailShare on facebookShare on twitterMore Sharing ServicesW Suwałkach od kilku lat odbywa się jeden z największych festiwali bluesowych w Polsce. Podczas festiwalu występują gwiazdy tego gatunku muzyki z Polski i ze świata. Ich fani zjeżdżają więc do Suwałk tłumnie. Dlatego władze miasta promują festiwal bluesowy jako swego rodzaju turystyczną wizytówkę miasta. Podczas tegorocznej edycji muzycznej imprezy suwalski ratusz postanowił umieścić na terenie miasta jakiś stały emblemat festiwalu bluesowego. Uradzono, że będzie to gitara, ponieważ jest to dla bluesa instrument najbardziej charakterystyczny. Artysta plastyk wykonał więc pomnik gitary. Teraz powstało pytanie, jaką lokalizację powinno mieć to dzieło sztuki i reklama festiwalu w jednym. Najprawdopodobniej podczas dyskusji na ten temat musiało dojść do jakiejś przesadzonej burzy mózgów i bluesowych improwizacji, gdyż gorszego miejsca na gitarę wybrać już chyba nie można było. Padło bowiem na plac Ofiar Obławy Augustowskiej. Obecnie więc, dojeżdżając do tego okazałego placu, najpierw widzimy wielką gitarę, a później, na jej tle, tablicę z napisem „Plac Ofiar Obławy Augustowskiej w Lipcu 1945 roku”. W jaki jednak sposób obławę skojarzyć z festiwalem bluesowym, a gitarę z obławą augustowską? To zagadka wszech czasów. Najwyraźniej jednak urzędnicy wcale nie zawracają sobie tym gitary.

http://www.naszdziennik.pl/wp/49553,co- ... blawy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 31 lip 2013, 06:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Cytuj:
Co ma gitara do obławy?


Zapewne ma to być sprytnie umieszczony symbol bolszewickiej radości z udanej akcji. Nie chcą tej radości objawiać zbyt ostentacyjnie, więc wybrali taki sposób.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 01 sie 2013, 08:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Bartoszewski to coś więcej niż tylko kpina i szyderstwo....

Pouczanie przez obrażanie

Jan Józef Kasprzyk

W przededniu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego Władysław Bartoszewski na łamach „Gazety Wyborczej” zapowiedział, że nie weźmie udziału w uroczystościach na Powązkach Wojskowych. Jako powód podał rzekome „upartyjnienie” uroczystości oraz reakcje ludzi, którzy „buczą”, gdy na obchodach pojawiają się przedstawiciele obecnego rządu. Z właściwą sobie poetyką określił tych ludzi mianem „motłochu”. Insynuuje też, że tych „obcych mentalnie i moralnie” osobników przywożą jakieś autokary z rejestracją toruńską…

Jako syn żołnierza ZWZ – AK i byłego więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych od wielu lat jestem 1 sierpnia o godz. 17.00 pod pomnikiem Gloria Victis. Cieszę się, że przybywają tam tysiące patriotów, a z roku na rok także rzesze młodych ludzi. Także tych, którzy o zrywie 1944 r. dowiedzieli się dzięki Muzeum Powstania Warszawskiego, powstałego z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Muzeum, które Bartoszewski określa w wywiadzie mianem „klubu towarzyskiego”, z którym nie chce mieć już nic wspólnego. Obecnych na Powązkach ludzi łączy wola oddania hołdu Bohaterom naszej Wolności. Oczywiście, cmentarz to nie miejsce do wyrażania emocji politycznych. Ale nie wolno przedstawiać marginalnych incydentów jako celu, który łączy przybyłe na Powązki tłumy. Czy też jako zmasowanej i zorganizowanej akcji, za którą stoi opozycyjna partia czy – jak sugeruje redaktor „Gazety Wyborczej” przeprowadzający wywiad – ojciec Tadeusz Rydzyk! To już naprawdę wyimaginowany świat zanurzony w oparach absurdu! I za te słowa Władysław Bartoszewski powinien po prostu przeprosić, tak jak domaga się tego w swym apelu krakowskie Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych.

Zastanawiające jest to, że z podobną żarliwością Bartoszewski nie bronił pamięci o Powstaniu Warszawskim, gdy opluwane było w mediach i niektórych publikacjach po 1989 roku. Nie przypominam sobie, żeby reagował na artykuł „GW” z 1994 r. pt. „Polacy – Żydzi. Czarne karty Powstania”, na wpis Radosława Sikorskiego na Twitterze, nazywający Powstanie „narodową katastrofą”, czy na okładkę jednego z tygodników, gdzie powstaniec ma twarz Myszki Miki. Pamiętam natomiast jego sławetny wywiad dla niemieckiej gazety „Die Welt”, gdzie stwierdzał, że w czasie okupacji często bardziej bał się polskiego donosicielstwa niż niemieckich żołnierzy. Władysław Bartoszewski, chroniąc się za parawanem swego wieku i doświadczeń, szafuje nie od dziś obelżywymi słowami, kierowanymi pod adresem adwersarzy („bydło”, „dyplomatołki”). Teraz znów poucza i upomina, używając przy tym insynuacji i słów obraźliwych. Sprawdza się maksyma: „Milczenie jest złotem”.

Autor jest prezesem Związku Piłsudczyków.

http://www.naszdziennik.pl/wp/49733,pou ... zanie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 10 sie 2013, 12:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Fikcja desowietyzacji

Z prof. Nikitą Pietrowem, historykiem stowarzyszenia Memoriał, rozmawia Piotr Falkowski

Rosyjska prokuratura odmówiła pomocy prawnej w sprawie obławy augustowskiej, o którą wnosił polski IPN. Spodziewał się Pan takiej odpowiedzi?
– Szczerze mówiąc, zupełnie nie. To akt tchórzliwy i nienawistny. Pomoc w dochodzeniu w sprawie jakiejkolwiek zbrodni popełnionej przeciwko ludności, tym bardziej zakończonej masowym mordem, to nie tylko prawny obowiązek, ale moralny dług. Nie potrafię sobie wyobrazić, że Rosja zwraca się do Niemiec w sprawie jakiejś zbrodni nazistowskiej z czasów wojny, do której doszło na terenie ZSRS, a RFN odmawia. Wszystkie państwa powinny współpracować w takich sprawach, a nie je ukrywać. Wykorzystywanie takich czy innych paragrafów do unikania konkretnych odpowiedzi jest nieprzyjazne i – powiedziałbym – bardzo źle charakteryzuje obecne rosyjskie stanowisko.

Dotąd rosyjskie organy twierdziły, że nie mają żadnych dokumentów na temat Polaków aresztowanych w obławie. Teraz nie mogą tak twierdzić, m.in. dzięki Pana poszukiwaniom i procesowi, jaki Memoriał wytoczył w sprawie rehabilitacji ofiar.
– Tak, prokuratorzy sami przyznali w sądzie, że są akta spraw przeciwko Polakom z obławy augustowskiej. Teraz już nie można napisać, że dokumentów nie ma. Zresztą tak naprawdę przyznano to już w 1995 roku. Główna Prokuratura Wojskowa wprost napisała, że istnieją akta spraw karnych przeciwko poszczególnym osobom. A więc mogłyby one zostać im wydane w postaci kopii lub zaświadczeń. Mogłoby to się stać w ramach jakiejś formy pomocy prawnej, tak jak cały czas urzędy wydają obywatelom rozmaite zaświadczenia. Stwierdzenia o braku dokumentów dotyczą natomiast protokołów rozstrzelania i pochówku. A to jest bardzo ważne ze względu na rodziny ofiar. Wiem, że rodziny przysyłają pisma w tej sprawie do różnych instancji. Zdziwienie budzi to, co dzieje się na poziomie państwowym. Wszystkie zapewnienia o chęci rozliczenia się z przeszłością, tworzenie różnych instytucji jak Centrum Dialogu i Porozumienia zamieniają się w deklaratywną fikcję, która wcale nie wynika z chęci polepszenia atmosfery relacji między naszymi narodami.

Jest szansa na odnalezienie miejsca ukrycia ciał ofiar obławy bez pomocy oficjalnych organów Federacji Rosyjskiej?
– Wciąż pozostaje otwarte – i dla mnie bardzo problematyczne – pytanie, czy naprawdę zachowały się dokumenty z procedury mordu i pochówku. W tej sytuacji nie wiadomo, czy właściwie strona rosyjska naprawdę może pomóc w poszukiwaniu tych miejsc. Raczej nie mam nadziei, że żyją jacyś uczestnicy tej zbrodniczej akcji. Z drugiej strony Rosja powinna przynajmniej zademonstrować gotowość do pomocy w zbadaniu tej bezprecedensowej inieludzkiej zbrodni.

Rosyjska Duma Państwowa ma się zająć projektem ustawy zakładającej surowe kary więzienia i grzywny za podważanie dobrego imienia Armii Czerwonej, kwestionowanie tego, że wszystkie jej działania były słuszne, związane z obroną ojczyzny i pokoju itd. Teraz będzie jeszcze trudniej zajmować się takimi sprawami, bo ktoś może uznać je za „rehabilitację nazizmu”.
– Rzeczywiście ogólne tło dla wyjaśnienia obławy staje się nieprzyjemne. Rzecz w tym, że zabrania się stawiania trudnych pytań o przeszłość, bo ktoś mógłby zacząć wątpić w osiągnięcia Armii Czerwonej. Rodzi się szalony zamiar, żeby nie znać historii, ukryć ją i napisać nową. A przecież jest tylko jedna historia – to, co naprawdę się stało. Niektórzy nasi politycy nie chcą tego zrozumieć.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/50537,fik ... zacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 25 paź 2013, 08:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Jak zostałam „karłem reakcji”

Z Marianną Krasnodębską, łączniczką AK, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Jak Pani ocenia wystąpienie posła Tadeusza Iwińskiego z SLD, który z mównicy sejmowej powiedział wczoraj, że Józef Franczak prowadził działalność terrorystyczną?
– To skandaliczna wypowiedź. W środowisku „Lalka” nie było żadnego bandytyzmu. Oni musieli się z czegoś utrzymać, ale nie napadali, nie zabijali, tylko walczyli w obronie własnej. To nie była żadna banda. Projekt uchwały czczący pamięć Józefa Franczaka jest jak najbardziej słuszny. W niedzielę, w 50. rocznicę śmierci „Lalka”, odbyła się w Piaskach uroczystość przy jego pomniku, w której uczestniczyłam. Zjechały się władze wojewódzkie i powiatowe, była również orkiestra wojskowa, nikt nie uznaje go za jakiegoś bandytę.

Była Pani łączniczką w oddziale sierżanta Józefa Franczaka ps. „Lalek”, ostatniego poległego w boju żołnierza podziemia niepodległościowego?
– Franczak był w tej samej Placówce Piaski nr 7, co ja, ale nie byłam łączniczką w jego oddziale. Byłam natomiast łączniczką między nim a innymi, gdy trzeba było mu w jakiś sposób pomóc. Gdy się ukrywał po wojnie, pomagała mu zarówno moja rodzina, jak i rodzina mojego męża, za co była też prześladowana. Franczak na początku lat 60. kilkakrotnie nocował u nas w Lublinie. Zapamiętałam go jako bardzo dzielnego i uczciwego człowieka. Był kolegą mojego brata Aleksandra, razem służyli w wojsku. Gdy NKWD zaczęło ich szukać, Franczak pierwszy do nas przyjechał i dał znać, że brat żyje. Później Aleksander z bratem Maksymilianem udzielali mu pomocy materialnej.

Jak wyglądała Pani służba w konspiracji?
– Gdy wybuchła II wojna światowa, trzech starszych braci wstąpiło do wojska, by walczyć w obronie Ojczyzny. Brali udział w ciężkich walkach obronnych. My, młodsze rodzeństwo (rodzice mieli sześciu synów i dwie córki), zgłosiliśmy się do służby pomocniczej w Piaskach koło Lublina, skąd pochodzę. Kopaliśmy schrony, rowy obronne, udzielaliśmy pomocy ludziom, którzy jej potrzebowali. Po klęsce wrześniowej zaangażowaliśmy się w tajną działalność konspiracyjną. W Piaskach i okolicznych wioskach powstały dwie organizacje pod nazwą „Unia” i „Bataliony zemsty”. Należałam do tej drugiej. Szybko pojawiły się tajne gazetki „Zemsta” i „Polska żyje”. Redakcja początkowo mieściła się w naszym domu na strychu, potem – ze względów bezpieczeństwa – została przeniesiona na wieś Młodziejów. Każdy z nas, rodzeństwa, miał swoje zadanie w tych tajnych organizacjach, byliśmy m.in. zaangażowani do roznoszenia podziemnej prasy. W lutym 1941 r. nastąpiła tzw. wsypa, w wyniku której rozpoczęły się aresztowania. Ludność cywilną wywożono na Zamek Lubelski, skąd po przesłuchaniach i torturach przewożono na śmierć do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Pozostali „rozbitkowie”, którzy uniknęli aresztowań, zostali przejęci przez Związek Walki Zbrojnej, przekształcony potem w Armię Krajową.

Była Pani jedną z tych kobiet, które organizowały wówczas Wojskową Służbę Kobiet?
– Tak. Na początku 1943 r. podczas narady w Komendzie Placówki Piaski zapadła decyzja o powołaniu Wojskowej Służby Kobiet. Komendantem Rejonu została Alicja Szlązak ps. „Miłka”, a jej zastępczyniami Kazimiera Tracz ps. „Kazia”, „Teczka”, i Mania Marszałek „Mizerska” – instruktorka oraz nauczycielka. Organizacja Wojskowa Służba Kobiet podlegała komendantowi Okręgu Armii Krajowej Danucie Magierskiej ps. „Weronika”, która mieszkała w Lublinie. Kazimiera Tracz, znając mnie bardzo dobrze, jeszcze z szeregów „Orląt” (była wówczas komendantem organizacji „Strzelca” i „Orląt”), wezwała mnie do siebie i po długiej rozmowie poleciła zwerbowanie dziewcząt i utworzenie drużyny. Łączyła nas ścisła współpraca z dziewczętami z plutonu Ignasin – Placówka Piaski.

Co należało do Pani obowiązków?
– Dziewczęta oprócz pełnionych już funkcji (sanitariuszki, łączniczki) organizowały również noclegi, wyżywienie, przygotowywały teren, lokum do szkolenia. Z wielkim poświęceniem udzielały pomocy ukrywającym się członkom ruchu oporu. Na naszym terenie prowadzone były narady, szkolenia bojowe plutonów, drużyn męskich i żeńskich w zabudowaniach zamieszkałych przez gospodarzy. Na terenie Placówki Piaski powstały jeszcze dwie drużyny Wojskowej Służby Kobiet, które skupiały dziewczęta z okolicznych wsi – Cyganka, Józefów, Majdan Brzezicki, Ludwików i Siedliszczki. Zebrania oraz szkolenia teoretyczne naszej drużyny odbywały się w domu Anieli Łysakowskiej w Piaskach przy ul. Lubelskiej, w pokoju jej córek Marii i Teodory. Pomieszczenie to nazywaliśmy „kapliczką”. Z ramienia Armii Krajowej nawiązany był kontakt z Żydami, których reprezentował fotograf Izaak Kochen ps. „Warszawiak”, z którym miałam kontakt.

Niemcy urządzili w Piaskach getto. Przedostawała się Pani do niego?
– Tak. Dostarczałam gotowe dokumenty, które mogły posłużyć do ucieczki, a potem bezpieczniejszego poruszania się w terenie. Razem ze Stanisławą Wrońską przemycałyśmy żywność i leki dla Żydów w zamkniętym getcie, wśród których znajdowali się znajomi, koledzy i koleżanki szkolne czekające na taką pomoc. Komenda Placówki Piaski Armii Krajowej współpracowała z Żydowską Organizacją Bojową i Samoobroną Żydowską, dostarczając im broń i amunicję. Przed utworzeniem w Piaskach getta moi rodzice przyjęli do domu trzyosobową rodzinę żydowską – Wolfa Lewina z córkami Gertrudą i Hanną, którzy pochodzili spod Szczecina. Pomoc z naszej strony była bezinteresowna, po prostu ludzki obowiązek. W domu otrzymaliśmy bowiem wychowanie w oparciu o wiarę chrześcijańską – Boga, głęboki patriotyzm i poszanowanie bliźniego. To było dewizą naszego życia. Z rekomendacji osób, którym pomagaliśmy i które przeżyły, zostaliśmy później odznaczeni Medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Ponadto od pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego otrzymałam wraz z bratem Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Pomagaliśmy też ludziom, którzy przeżyli rzeź wołyńską. Tym, którzy uciekli UPA, staraliśmy się znaleźć miejsce zamieszkania, pracę i pomagaliśmy materialnie.

Kiedy do Pani rodzinnego domu zapukało NKWD?
– Z Armią Czerwoną wracali polscy żołnierze z tzw. armii Berlinga. Nie zastanawialiśmy się, co to za wojsko. Witaliśmy polskich żołnierzy, rodaków więzionych w Związku Sowieckim i zmobilizowanych mieszkańców Kresów. Pamiętam jednak, jak podczas jednego z takich powitań podszedł do mnie młody porucznik i szeptem powiedział: „Nie przyszło to, na co czekaliście. Bądźcie ostrożni podczas prowadzonych rozmów, są wśród nas politruki”. Zachwyt nad wolną Polską trwał więc krótko. Wkrótce zaczęły się pierwsze aresztowania AK-owców. Na szczęście, gdy do domu przyszło NKWD, nie było w nim mojego brata Aleksandra, który walczył z II Armią Wojska Polskiego. Życie w naszej rodzinie stało się jednak wielką udręką, walką o byt i przetrwanie. W czasie wojny zamordowanych zostało czterech moich braci – Jan i Wacław zginęli w Oświęcimiu, zaś Czesław i Stanisław w Piaskach. Zginął też mój dziadek, u którego był punkt kontaktowy, oraz szwagier, który zostawił moją siostrę Helenę z czworgiem małych dzieci. Byliśmy odtąd wrogami Polski Ludowej, „zaplutymi karłami reakcji” i żołnierzami wyklętymi.

Była Pani przesłuchiwana?
– Tak. Kilkakrotnie byłam wzywana na przesłuchania na posterunek Milicji Obywatelskiej. Proponowano mi współpracę polegającą na dostarczaniu informacji o byłych konspiratorach. Dawano mi do podpisania dokumenty będące deklaracją o współpracy z władzami. Cały czas odmawiałam, tłumacząc, że nie mam żadnych kontaktów ani też nie posiadam żadnych informacji. Trzykrotnie przewożono mnie na przesłuchanie do Lublina. Ostatnim razem myślałam już, że mnie aresztują i osadzą na Zamku Lubelskim, funkcjonującym wówczas jako więzienie. Przesłuchania przez różne służby nie przyniosły jednak żadnego rezultatu, nie zgodziłam się na współpracę.

Dziękuję za rozmowę.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... akcji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 13 lis 2013, 08:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
To co dla niezliczonych pokoleń ludzkich było, jest i będzie święte, gdyż utożsamia ich ze sobą i daje im (nam) siłę dla przetrwania wszystkich okoliczności i zawieruch dziejowych, dla dziczy lewackiej jest godne profanacji. Oni tylko wyznają kolory tęczowych flag, symbolu upodlenia człowieka i utożsamienia go z funkcjami narządów płciowych. Dziś światem rządzą zredukowane do emocji seksualnych osobniki spod znaku wszelkich zwyrodnialstw. Cały dorobek ludzkości dla nich się nie liczy, żyją niczym zwierzaki w "tu i teraz" i wszystkich chcą w tę ciasnotę kulturową wcisnąć i upchać, ugnieść przez deptanie po naszej godności.

Lewacy hańbią flagę

Doszło do znieważenia polskiej flagi – tak prawnicy oceniają transparent niesiony w sobotę na manifestacji środowisk lewicowych w Warszawie. Sprawę ma wyjaśnić policja.

– Na pewno można to rozważać w kategorii przestępstwa z art. 137 kodeksu karnego – uważa poseł Stanisław Piotrowicz (PiS), prokurator w stanie spoczynku. Podobnego zdania jest Bogdan Święczkowski, były prokurator Prokuratury Krajowej. Artykuł ten mówi o publicznym znieważaniu polskiej flagi, za co grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub do roku więzienia. Z treści przepisu wynika, że znieważenie może nastąpić w różny sposób, niekoniecznie odnosząc się bezpośrednio do flagi jako sztandaru, ale także do jej wyobrażenia.

Na zdjęciu fotoreportera „Naszego Dziennika” z sobotniej manifestacji zorganizowanej „z okazji rocznicy nocy kryształowej” widać transparent z napisem „Odruch odnarodowy”. Slogan jest zobrazowany głową człowieka, który wymiotuje na flagi państwowe Polski, Francji, Chin, Izraela czy Stanów Zjednoczonych. Znajdują się tam też różne symbole, jak tryzub ukraiński, krzyż celtycki kojarzony ze środowiskami nacjonalistycznymi, a nawet swastyka. Transparent o tej treści został też odnotowany w depeszy Polskiej Agencji Prasowej.

Obrazek

– Policja powinna to wyjaśnić – uważa Święczkowski.

– Nie widziałem tego zdjęcia, proszę o przesłanie, zobaczymy, jak to wygląda – mówi rzecznik prasowy komendanta stołecznego policji st. asp. Mariusz Mrozek. Na razie nie otrzymaliśmy stanowiska komendy policji.

Mowa nienawiści

– Jest to przejaw języka nienawiści – nie ma wątpliwości Piotrowicz. – Tak właśnie wygląda tolerancja w wydaniu pewnych ludzi. Mają usta pełne frazesów o konieczności walki z nienawiścią, a sami tą nienawiścią emanują poprzez tego typu transparenty – dodaje poseł.

Policja zaznacza, że manifestacja środowisk lewicowych odbywała się spokojnie. – Zgromadzenie, które było zorganizowane w sobotę, przebiegło spokojnie, nie było żadnych incydentów – akcentuje Mrozek.

Stanisław Piotrowicz zaznacza, że z art. 137 kk trudno ścigać znieważenie flag innych państw, ponieważ flagi te muszą być „wystawione publicznie przez przedstawicielstwo tego państwa lub na zarządzenie polskiego organu władzy”.

Ale można zastosować inne przepisy, jak art. 257 kk, gdzie mowa jest o publicznym znieważaniu grupy ludności z powodu jej przynależności narodowej, czy art. 256 mówiący o nawoływaniu do nienawiści „na tle różnic narodowościowych”. Są to przestępstwa zagrożone karą do dwóch lub trzech lat więzienia.

Manifestacja z 9 listopada została zorganizowana przez „antyfaszystowską” koalicję Razem Przeciwko Nacjonalizmowi. Brali w niej udział także członkowie partii politycznych, jak SLD, Federacja Młodych Socjaldemokratów i związkowcy z OPZZ i Pracowniczej Demokracji. Uczestniczyło w niej około tysiąca osób. Niesiono również transparenty: „Precz z faszyzmem i nacjonalizmem”, „Warszawa wolna od faszyzmu”, „Nacjonalizm to wojna i terror”. Zgromadzenie domagało się delegalizacji ONR i Młodzieży Wszechpolskiej.

– Tendencje nacjonalistyczne, czasem trącące o faszystowskie, pojawiają się i narastają w Polsce – perorowała na manifestacji wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka. – Nacjonaliści utrudniają debaty na uniwersytecie, wyrzucają cudzoziemców z domów, posuwają się do strasznych zachowań wobec cudzoziemców, gejów, lesbijek i feministek, i na to nie ma zgody – dodała znana działaczka feministyczna i proaborcyjna.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... flage.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 08 maja 2014, 06:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Na miejscu zbrodni wybudowano chlewnię. Tak po bolszewicku, bo tylko nieczłowiek ludzki, w tym wypadku bolszewicki, nie ma szacunku dla drugiego człowieka, a co dopiero dla zmarłego, czy zamordowanego.

Dzieci w katowni

W górnej warstwie grobu na terenie dawnego więzienia UB w Białymstoku odkryto szkielety dwóch młodych kobiet. Jedna z nich była w zaawansowanej ciąży.

W tej samej jamie odkryto szkielet około 10-letniego dziecka i ślady po szczątkach noworodka.

Zagadkowego znaleziska dokonano w grobie wchodzącym pod fundament dawnej chlewni. Obiekt stojący na tych fundamentach przed rozpoczęciem prac wyburzono.

To jeden z sześciu dołów, jakie udało się zlokalizować podczas poprzedniego etapu poszukiwań w październiku 2013 roku. Aby dotrzeć do tej jamy, trzeba było zdjąć około metra ziemi, jest więc ona położona głęboko.

– Znaleźliśmy na razie szczątki pięciu osób. Szkielet kobiety, obok szkielet dziecka 10-15 lat. Między tymi szkieletami są szczątki noworodka. Z uwagi na fakt, że kości noworodka są miękkie i szybko ulegają rozkładowi, zachowały się tylko nieliczne ich ślady. Pod spodem jest szkielet kobiety i kolejne szczątki noworodka – mówi „Naszemu Dziennikowi” antropolog Natalia Szymczak.

Ułożenie szkieletów wskazuje na to, że ofiary zostały bezładnie wrzucone do grobu.

Fragmenty kości drugiego noworodka znaleziono w okolicy miednicy szkieletu młodej kobiety. To wskazuje, że dziecko w chwili śmierci znajdowało się w łonie matki. Kobieta była w zaawansowanej ciąży.

Odnalezienie szczątków kobiet i dzieci w jamie grobowej na terenie ogrodu dawnego więzienia UB jest zagadkowe. Teraz specjaliści będą dociekać, w jaki sposób zginęły ofiary i dlaczego zostały w tym miejscu pogrzebane. Brakuje dolnych części szkieletów nóg; zostały odseparowane w równej linii. Archeolodzy przypuszczają, że zostały odcięte podczas prowadzenia wykopów pod fundament chlewni jeszcze w 1957 roku. Robotnicy szukali miejsca, gdzie będzie można postawić fundamenty, nie natrafiając na ludzkie szczątki. Nie udało im się to, więc zbudowali je bezpośrednio na jamach grobowych. Zlokalizowane na terenie dawnego więziennego ogrodu doły z ludzkimi szczątkami eksplorowane są po kolei. Rozmiary terenu, na którym prowadzone są prace poszukiwawcze i ekshumacyjne, wynoszą około 40 na 30 metrów. Do zbadania pozostaje bardzo duża część powierzchni odkrytej po wyburzeniu budynku stojącego na fundamentach dawnej chlewni. Zbadany we wtorek i środę pierwszy dół śmierci, położony pod wyburzonym budynkiem, okazał się tzw. dołem posekcyjnym. – W tym miejscu znajdowała się pierwotnie zbiorowa jama grobowa, którą najpewniej podczas prac ziemnych przy budowie chlewni w 1957 r. opróżniono ze szkieletów. Widać jednak, że robiono to w wielkim pośpiechu, bo pozostawiono bardzo wiele kości, a nawet fragmenty szkieletów w układzie anatomicznym – mówi dr Marcin Zwolski.

Z materiałów archiwalnych wiadomo, że podczas budowy budynków gospodarczych na terenie ogrodu dawnego więzienia UB w latach 60., 70., a nawet 80. wykopywano wiele ludzkich szczątków. Historycy IPN ustalili, że wiele ciał osób pogrzebanych w ogrodzie mogło być wówczas wydobytych i następnie przewiezionych i pochowanych w innych miejscach. Z opisów świadków wynika, że kiedy w trakcie budów natrafiano na szczątki, teren natychmiast zabezpieczały MO i SB. Bezpieka wywoziła kości samochodami dostawczymi.

Pięć szkieletów znajdowało się w górnej, wierzchniej warstwie jamy grobowej. Eksploracja w głąb odsłonić może kolejne szkielety, bo mamy do czynienia z pochówkiem zbiorowym.

– Niewykluczone, że pod tymi szkieletami znajdują się kolejne szczątki – dodaje Zwolski. Badanie jamy grobowej zajmuje dużo czasu. Archeolodzy nie mogą się spieszyć, by nie uszkodzić kości i nie zatrzeć ich pierwotnego położenia. Wszystkie prace są na bieżąco dokumentowane w postaci zdjęć i opisów. Każda czynność jest również protokołowana, bo poszukiwania prowadzone są w ramach śledztwa białostockiego pionu prokuratorskiego IPN.

W trakcie wczorajszych prac odsłonięto też dwa, najpewniej męskie, całe szkielety w układzie anatomicznym. Przy jednym widoczny był skórzany pas. Według historyków IPN, na terenie dawnego więzienia NKWD, a później UB, i ogrodu położonego między więzieniem a koszarami przy ul. Bema dokonywano pochówków więźniów straconych na mocy wyroków sądowych oraz przekazanych do pochowania osób zamordowanych w trakcie obław UB – MO – KBW. W latach 1944-1947 straconych grzebano w więzieniu oraz innych miejscach na terenie Białegostoku i jego okolic. W latach 1948-1956 teren przywięzienny wraz z ogrodem był prawdopodobnie jedynym miejscem grzebania straconych w Białymstoku więźniów. Zwłoki swoich ofiar grzebali tu również okupanci – Rosjanie (1939-1941 i 1944-1945) i Niemcy (1941-1944) Według ostrożnych szacunków spoczęło tu co najmniej około dwustu osób.

Adam Białous, Białystok

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... towni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 14 maja 2014, 21:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
4 czerwca – Dzień Ciecia

Podczas obchodów 10-lecia naszego członkostwa w UE prezydent Bronisław Komorowski uraczył nas kolejnym błyskiem swego geniuszu. Otóż według niego blisko 90 procentowe poparcie Polaków dla naszej obecności w unii to bezpośredni dowód na to, że tyle samo Polaków popiera wszystko, co wydarzyło się w naszym kraju po 4 czerwca 1989 roku.

Ja sądzę, że ten kolejny spektakularny wybuch intelektu w mózgoczaszce prezydenta niczym nie różni się od postrzegania rzeczywistości przez komunistyczne władze PRL-u. Skoro ludzie idą i głosują na komunistów przy przeszło 90 procentowej frekwencji to znaczy, że propaganda działa perfekcyjnie, a Polacy popierają stworzony przez towarzyszy raj i akceptują wszystko, co wydarzyło się po 1945 roku łącznie z osiągnięciami NKWD, UB, SB, ZOMO oraz krwawym tłumieniem przy aktywnym udziale wojska masowych robotniczych buntów.

Wypadałoby jednak zadać sobie pytanie, co tak naprawdę wydarzyło się po tym 4 czerwca 1989 roku, bo sprowadzanie tego tylko do pamiętnych słów Joanny Szczepkowskiej, która wygłosiła swoje krótkie orędzie o końcu komunizmu, czy epatowanie bohaterami opozycji typu Lech Wałęsa, Henryka Krzywonos i Krzysztof Skiba z Big Cyca jest tylko wygodnym wybiegiem i fałszywym skrótem myślowym wykorzystywanym przez System III RP już niemal ćwierć wieku.

Właśnie ogłoszono z wielką pompą, że rocznicę 25-lecia kontraktowych wyborów uświetni swoją obecnością w Warszawie sam prezydent USA, Barak Obama. To bardzo piękny i historyczny gest spinający niejako klamrą inną wizytę głowy amerykańskiego państwa w naszym kraju. Otóż w lipcu 1989 roku tuż przed wyborem Jaruzelskiego na urząd prezydenta przybył do Warszawy prezydent Georg Bush senior, który spotykając się i strzelając sobie fotki z dyktatorem przyklepał tym samym porozumienie możnych tego świata, na mocy którego wiadomo już było, że polska suwerenność będzie widniała jedynie na papierze, a dzięki zmasowanej propagandzie powinna również zostać wtłoczona w głowy zdezorientowanego nadwiślańskiego ludu.

Warto przypomnieć, że miesiąc wcześniej Jerzy Urban ujawnił, że przy okrągłym stole ustalono, że prezydentem zostanie Jaruzelski, co wywołało protesty członków „Solidarności”, gdyż oficjalnie taka kandydatura nigdy wcześniej nie padała. Wszelkie próby manifestacji po hasłami „Jaruzelski musi odejść” kończyły się pałowaniem ich uczestników przez zwarte oddziały ZOMO. Przypominam, że to wszystko działo się już po „okrągłym stole”.

Można, więc powiedzieć, że Georg Bush senior przybył, aby ugasić pożar i zademonstrować poparcie Stanów Zjednoczonych dla polskich przemian, według których obalenie dyktatury ma polegać na wywindowaniu krwawego komunistycznego dyktatora na najwyższy urząd w „wyswobodzonym” spod jego władzy państwie. Nie jestem historykiem, ale nie sądzę, że historia zna wiele takich przypadków, w których obalanie władzy tyranów polegało na obsadzaniu nimi najwyższych stanowisk w państwie.

Nie oszukujmy się. Komuniści dzięki sprytnie dobranej i dokładnie przez nich wyselekcjonowanej „reprezentacja opozycji”, po raz kolejny sprzedali Polskę w zamian za zagwarantowanie im bezkarności oraz dostępu do konfitur.

Ktoś może zapytać, dlaczego wolny świat się na to zgodził?

Otóż Polacy dążąc do pełnej suwerenności mogli pójść zupełnie inną, niebezpieczną dla naszych wrogów drogą. Mogli potępić i odrzucić cała spuściznę PRL-u, systemu narzuconemu Polsce siłą, łącznie z podjęciem decyzji o niespłacaniu długów zaciągniętych przez moskiewskich pachołków oraz wprost odwołać się do ciągłości z II Rzeczpospolitą. Żyli jeszcze wtedy na emigracji dyplomaci II RP, doświadczeni „dwójkarze” z przedwojennego wywiadu.

To do ich patriotyzmu i doświadczenia mogła odwołać się wolna Polska, wykorzystując posiadaną przez nich wiedzę do budowy nowej suwerennej Polski. Niestety to nie było na rękę nie tylko Związkowi Radzieckiemu i sposobionym do zjednoczenia Niemcom. To nie podobało się również bankierom, czyli lichwiarskiej międzynarodówce, która kredytowała komunistyczny reżim i obawiała się utraty pożyczonych miliardów. To w jej interesie przybył do Polski w lipcu 1989 roku, Georg Bush senior ukazując się światu u boku renegata i sowieckiego generała w polskim mundurze.

To w jej imieniu w czerwcu przybędzie do Warszawy Barak Obama by wychwalać pod niebiosa wszystkich twórców oraz dorobek III RP.

Dzisiaj, kiedy rozgrywana jest kolejna partia na geopolitycznej szachownicy zaczynamy powoli dowiadywać się skąd wyrastają nogi „naszej klasie politycznej” i jakie zagraniczne ośrodki finansowały ich kariery.

Pamiętajmy, że szykowane huczne obchody ćwierćwiecza III RP to nie jest żaden powód do radości dla milionów Polaków. To jest święto tylko tych, którym udało się przy finansowej pomocy zagranicznych protektorów po raz kolejny oszukać Naród i przy okazji wypełnić swoje sakwy judaszowymi srebrnikami.

Paweł Graś, który w Warszawie do polskich dziennikarzy, wyraźnie wystraszony przemawiał po rosyjsku i jednocześnie były rzecznik prasowy rządu robiący za ciecia u Niemca jest najlepszym przykładem i symbolem tego, czym są rządzące nami „elity” III RP i co sobą reprezentują.

Pamiętajmy o tym 4 czerwca, kiedy całą Polskę zaleje propaganda sukcesu wzmacniana przez zagraniczne ośrodki.

Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności, którzy przemieniają gorycz na słodycz, a słodycz na gorycz!

Księga Izajasza 5:20

Zapraszam wzięcia udziału w plebiscycie na Prawego Polaka ostatniego 25-lecia zorganizowanego przez Warszawską Gazetę, Polskę Niepodległą i Zakazaną Historię. Głos można oddać także na Facebooku: https://www.facebook.com/prawypolak?fref=ts

http://kokos.salon24.pl/583790,4-czerwca-dzien-ciecia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 19 wrz 2014, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Zbrodniarze tyranizujący i mordujący bezkarnie nas Polaków są w III RP pod ochroną.

Stalinowiec w sądowym kokonie

Sąd zabronił utrwalania obrazu i dźwięku na procesie byłego szefa stalinowskiej NPW generała Mariana R.

Oskarżony o bezprawne pozbawienie wolności 17 więźniów w latach 1951-1954 generał Marian R. ma być ponownie poddany badaniom lekarskim – postanowił wczoraj Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie. Biegli, którzy orzekali już w tej sprawie trzy lata temu, znów mają ocenić, czy były szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej może być sądzony.

Wczorajszej rozprawie przewodniczył ppłk Paweł Więcek. Sąd orzekał w składzie jednoosobowym. Posiedzenie było jawne. Sąd nie zezwolił jednak dziennikarzom „Naszego Dziennika” i Polskiej Agencji Prasowej na rejestrację dźwięku i obrazu z rozprawy. Wnioskował o to oskarżony. Marian R. uznał, że publikacje na jego temat są „kłamliwe, a mediom nie wierzy”, i dlatego wnosi o zakaz nagrywania.

– Media osądzają mnie ostrzej niż prokurator – mówił. O zakaz rejestracji obrazu wnosił też obrońca oskarżonego mec. Andrzej Lemieszek, argumentując to złym stanem zdrowia swojego klienta. – Co do kwestii nagrywania dźwięku, pozostawiam decyzję sądowi – uznał prawnik.

Żadnych zastrzeżeń co do obu sposobów rejestracji rozprawy nie miała natomiast prokurator IPN Małgorzata Kuźniar-Plota, która w nieoficjalnej rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przypomniała, że takie decyzje nie zapadały na wcześniejszych rozprawach. Sąd przychylał się wcześniej co najwyżej do prośby oskarżonego, by jego twarz na zdjęciu prasowym była nierozpoznawalna.

– Sprawa zbrodniarzy komunistycznych w togach jest szczególnie bolesna w III RP, która – być może na skutek uzgodnień Okrągłego Stołu, a być może z własnej woli – szczególnie ochrania tychże zbrodniarzy. W sprawie niniejszej mamy do czynienia z uznaniową rolą sądu. Oskarżonym w sprawach karnych przysługuje oczywiście prawo do anonimizacji nazwiska czy do ochrony wizerunku – to wynika z ogólnych regulacji procesowych. Natomiast ograniczanie jawności przebiegu rozprawy przez sąd poprzez zakaz nagrywania jej przebiegu może być traktowane jako element szczególnego traktowania zbrodniarzy komunistycznych w togach. Ci ludzie są dziś poza wszelką odpowiedzialnością, a ich procesy cieszą się szczególną atencją ze strony sędziów. Trudno aprobować tak daleko idącą ostrożność sądów przed piętnowaniem tego, co oficjalnie jest piętnowane, natomiast w szczegółach – jest rozgrzeszane – komentuje zakaz rejestracji mecenas Piotr Łukasz Andrzejewski.

Badania co trzy lata
Sąd przychylił się też do wniosku obrońcy Mariana R. co do powtórzenia badań lekarskich. O stanie zdrowia byłego naczelnego prokuratora wojskowego mają się wypowiedzieć biegli z Zakładu Medycyny Wojskowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego z zakresu chorób wewnętrznych, kardiologii i neurologii. Opinia ma zostać sporządzona w ciągu miesiąca od zakończenia badań lekarskich. Lekarze mają ocenić, czy R. może brać udział w rozprawach i samodzielnie odbywać podróże do sądu.

Sąd dysponuje już jedną opinią na temat zdrowia Mariana R. z 30 marca 2011 roku. Biegli orzekli wówczas, że stan zdrowia mężczyzny zezwala na jego uczestniczenie w rozprawach, z zastrzeżeniem, że ich czas nie może przekraczać trzech godzin dziennie, a co godzinę ma być ogłaszana krótka przerwa. Biegli stwierdzili przy tym, że należy liczyć się z nieprzewidywalnym pogorszeniem się stanu zdrowia oskarżonego. Sędzia ppłk Więcek uwzględnił tę argumentację. Biegli mają ocenić, czy były prokurator może być sądzony w ponownym procesie.

Sąd bezterminowo odroczył proces – decyzja o terminie kolejnej rozprawy zapadnie po zapoznaniu się sądu z najnowszą opinią biegłych lekarzy. Przed wydaniem postanowienia sąd przesłuchał oskarżonego w kwestii jego kondycji zdrowotnej.

Marian R. wielokrotnie powtarzał, że cierpi na wiele dysfunkcji: niedosłyszy (sąd wielokrotnie musiał powtarzać mu kolejne pytania), niedowidzi, ma niewładną prawą rękę, a po upadku, w wyniku którego stracił przytomność, lekarz zakazał mu samotnie opuszczać dom. Po opuszczeniu sali sądowej generał Marian R. nie sprawiał już jednak wrażenia zniedołężniałego starca; był uśmiechnięty, rozluźniony, jakby wrócił mu słuch, opowiadał dziennikarzom o swojej karierze w prokuraturze wojskowej. Tłumaczył, że pewne decyzje podejmował jakoby z obawy przed utratą życia.

Polskie prawo karne nie przewiduje wprawdzie sztywnych reguł co do częstotliwości powtarzania badań lekarskich oskarżonych, jednak zdarza się, że w ten sposób przeciąga się procesy. Tak było choćby przy sprawie byłego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka sądzonego w procesie masakry górników z kopalni „Wujek”.

Jak łamano więźniów
Akt oskarżenia przeciwko Marianowi R. sformułował pion śledczy IPN w grudniu 2012 roku. Prokurator zarzucił mu, że przez trzy lata, tj. od września 1951 r. do września 1954 r., jako prokurator wojskowy dopuścił się zbrodni komunistycznej, będącej jednocześnie zbrodnią przeciw ludzkości. Chodziło o niedopełnienie obowiązku kontroli zasadności i terminowości aresztów. IPN podnosił, że oskarżony był szefem Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Warszawie i szefem VII oddziału Naczelnej Prokuratury Wojskowej, a więc organu, który zajmował się przestępstwami szczególnie niebezpiecznymi dla ówczesnego państwa. R. miał też obowiązek sprawowania kontroli nad zasadnością i terminowością środków zapobiegawczych. Jako urzędnik państwowy dopuścił się czynów, które nie tylko były przestępstwem urzędniczym, ale pociągały za sobą bezprawne pozbawianie wolności. R. usankcjonował bezprawne pozbawienie wolności 17 osób (jedna z nich spędziła w areszcie 44 dni bez formalnej decyzji o aresztowaniu). Wszyscy zatrzymani należeli do antykomunistycznych formacji niepodległościowych: Oddziałów Pomocniczych Armii Krajowej, Obrońców Korony, a następnie Podziemnej Organizacji Wolność i Niepodległość, Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Pod postanowieniami o czasowym aresztowaniu podpisywał się ówczesny major Marian R.

Pion śledczy IPN żądał dla niego kary 3,5 roku więzienia. W ocenie prokurator Kuźniar-Ploty, jako wykształcony prawnik R. był świadom zarówno bezprawności swojego działania, jak i systemowego stosowania niepraworządnych środków w okresie stalinowskim. Jego czyny wypełniają znamiona i zbrodni komunistycznej, i zbrodni przeciw ludzkości. Były to represje w celu „złamania” więźniów, podejmowane z przyczyn politycznych.

Jednak 15 listopada 2013 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie pod przewodnictwem ppłk. Roberta Gmyza umorzył proces byłego stalinowskiego naczelnego prokuratora wojskowego. Sąd argumentował m.in., że Marian R., będąc tylko urzędnikiem, nie akceptował stosowanych przez aparat bezpieczeństwa brutalnych metod śledztw oraz fikcyjnych oskarżeń i wyroków skazujących, a tylko… podpisywał dokumenty. Ten wyrok zaskarżył IPN i wniósł o jego uchylenie, do czego ostatecznie przychylił się Sąd Najwyższy, nakazując ponowne zbadanie sprawy.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... konie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 31 sty 2017, 19:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Kłamstwo biega na krótkich nóżkach. Przez cały czas trwania III RP, kłamczuchy bolszewickie kreowały Wałęsę na bohatera. On sam też siebie kreował.
Miał szansę być narodowym bohaterem, ale duchowo nie dorósł do POLSKOŚCI.
Skończył jak skończył, a mi jest szkoda, bo tak nie wiele brakowało, aby wpisał się do narodowego panteonu bohaterów.
Zabrakło pokory, uczciwości, godności no i ... prawdy.
Tym razem bolszewicy zakpili nie tylko z Polaków, ale i z samego Wałęsy, najpierw go wykorzystali, a potem Kiszczak, pośmiertnie, ostatecznie go zdemaskował.


Wałęsa game over

Stało się to co stać się musiało...Fachowcy z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w swym raporcie nie pozostawili żadnych wątpliwości-Wałęsa to TW Bolek. Nikogo nie mogło to zaskoczyć-prawda jest jedna.

Dziś obrońcy Wałęsy piszą o jakimś linczu na Wałęsie, o triumfie oskarżycieli...

To nie żaden lincz, to nie żaden triumf-to potwierdzenie prawdy. Tylko prawda nas wyzwoli, Wałęsę zresztą też. Mogę zrozumieć jego obrońców, oni bronią jego zakłamaną postawę z racji swojej linii polityczno-światopoglądowej. Dal nich bohaterem byli Jaruzelski, Kiszczak, Baumann oni bronią i bronili każdą świnię przed przed rozliczeniem i przed stanięciem w prawdzie. Czy to sbek czy to ubek ważne by pluł na prawicę.

Tragedia jest to to że Wałęsa dał się omamić temu środowisku. Mógł już dawno przyznać się że donosił, zerwać swą zależność, stanąć po jasnej stronie prawdy. Po stronie bohaterów..Niestety wybrał stronę różnych Nowaków, Mazgułów, Stefanów Michników, stronę różnych krętaczy i cwaniaczków z prlowskich układów.

To środowisko niszczy mit Wałęsy. To oni ściągają go z pomnika w śmietnik historii. Prawda zawsze wypływa i zawsze wyzwala. Może to trwać jak np. w sprawie Żołnierzy Wyklętych 70 lat, ale zawsze prawda wygra z kłamstwem.

Dziś dla każdego młodego człowieka-Wałęsa jest Bolkiem-małym donosicielem oraz śmieszna postacią z memów. Z każdym rokiem takich ludzi będzie przybywać. Piewcy kłamstwa spychają go na margines.

Oni to robią dla osiągnięcia swych małych, brudnych interesików politycznych. Po to by chronić innych krętaczy w cieniu Wałęsy.

A mógł stanąć w prawdzie podczas swej prezydentury. Przyznać się w jej pierwszym roku i działaniem pokazać że się urwał. Poprzeć lustrację, dekomunizację. Dziś byłby bohaterem dla ludzi młodych..

A tak dziś definitywnie się skończył. Zostanie Bolkiem. Nie dlatego że przez kilka lat donosił. Dlatego że przez prawie 50 lat kłamie w tej sprawie. To pogrąża go bardziej...

PS. Na koniec coś z innej beczki. Konkurs Telekamer w którym na 11 kategorii, w ośmiu wygrywa TVP. Kolejny cios w medialnych histeryków. Wygranych wybierają czytelnicy i widzowie. Istny pogrom.

http://zuberegg.salon24.pl/752607,walesa-game-over


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Kpina i szyderstwo bolszewickie
PostNapisane: 09 mar 2018, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30964
Marzec 68. Izrael wojujący z Arabami potrzebuje żołnierzy, przede wszystkim dowódców. Gomułka "wyrzuca" z Polski Żydów głównie mundurowych. Ta sytuacja sugeruje, że to sami Żydzi mogą stać za tymi decyzjami. Gomułka nie koniecznie musiał być świadomy tego co naprawdę robi.
Inna pieczeń marcowa: Polska wyrzuciła poza swoje granice Żydów, więc Polacy niczym naziści pokazali swój antysemityzm. Obecnej nagonce na Polskę mocno się przysłuża ta sytuacja. Wrobienie Polski w antysemityzm wyraźnie służy niechętnym nam światowym siłom.
Przerzucanie z Niemiec na Polskę odpowiedzialności za II wojnę światową, też służy i Niemcom i innym wrogim nam nacjom. A marcowy antysyjonizm i antysemityzm wspaniale wspiera antypolskie argumenty.


Zatruta pamięć

Marzec ’68 był starciem o władzę różnych komunistycznych koterii.

We wtorek Sejm przyjął niemalże jednogłośnie uchwałę dotyczącą uczczenia pamięci o Marcu ’68. Enigmatyczna treść uchwały nie wyjaśnia istoty wydarzeń sprzed 50 lat. Także trudności z przyjęciem jednolitego tekstu uchwały Senatu pokazują, że środowiska liberalne i postkomunistyczne nadal próbują lansować przekaz tych wydarzeń w kształcie zideologizowanym, przedstawiając je jako konflikt polsko-żydowski. Spośród zgłoszonych projektów jedynie projekt autorstwa senatora Jana Żaryna pozbawiony jest tych odniesień. Ma on na celu upamiętnienie młodzieży, która przeciwstawiła się komunistycznej cenzurze i podjęła działania na rzecz wolności słowa. Bunt młodzieży przeciwko komunistycznej władzy objął przede wszystkim studentów, a także młodych robotników i uczniów szkół średnich. Ich wystąpienie przeciwko kłamstwom komunistycznej propagandy zostało brutalnie spacyfikowane przez Służbę Bezpieczeństwa i milicję.

W projekcie uchwały autorstwa senatora Żaryna znalazły się też zapisy dotyczące uhonorowania Kościoła katolickiego i Episkopatu Polski, który jako jeden z nielicznych wsparł polską młodzież. Projekt uchwały podkreśla także, że lata Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nie były okresem polskiej państwowości. Liczne zastrzeżenia do tego projektu zgłosili senatorowie PO, m.in. Bogdan Borusewicz i postkomunistyczny senator Marek Borowski. Zdaniem Borusewicza, wśród 20 tys. osób zmuszonych do wyjazdu „zbrodniarzy stalinowskich” było zaledwie dwudziestu. Zarzucił, że Episkopat nie potępił antysemickiej kampanii. Borowski uznał, że w uchwale Senatu powinny znaleźć się nazwiska ówczesnych liderów młodzieży studenckiej, takich jak Adam Michnik i Henryk Szlajfer. Tymczasem kreowani na przywódców marcowego protestu akademiccy nauczyciele, np. Leszek Kołakowski, Zygmunt Bauman, Włodzimierz Brus i studenci najczęściej pochodzenia żydowskiego, tzw. komandosi, np. Adam Michnik, Henryk Szlajfer, Karol Modzelewski, Jan Gross, Barbara Toruńczyk, Jan Lityński, realizowali cele rewizjonizmu marksistowskiego. W marcu 1965 roku Kuroń i Modzelewski upowszechnili na Uniwersytecie Warszawskim „List otwarty do członków PZPR” utrzymany w duchu skrajnie lewackim, w którym krytykowali władze PZPR za zbyt wolne wprowadzanie komunizmu.

Starcie partyjnych frakcji
Marzec 1968 roku od kilkudziesięciu lat wykorzystywany jest przez środowiska żydowskie – zarówno za granicą, jak i w kraju – do przedstawiania Polaków jako narodu antysemitów, odpowiedzialnego również za rzekomy exodus polskich Żydów w 1968 roku. Taki obraz nie ma nic wspólnego z rzeczywistym przebiegiem tych wydarzeń, które miały charakter wielowątkowy. Marzec 1968 był przede wszystkim kolejnym etapem realizowanej przez Związek Sowiecki strategii zdominowania Polski. W tym czasie w Moskwie skonstruowana została przez Leonida Breżniewa doktryna ograniczonej suwerenności państw Układu Warszawskiego. Walki frakcyjne wewnątrz PZPR odbywały się co najmniej za przyzwoleniem władz sowieckich.

5 czerwca 1967 roku wybuchła wojna sześciodniowa państw arabskich z Izraelem. Kraje bloku wschodniego na rozkaz Kremla wspierały (poza Rumunią) państwa arabskie. Na polecenie Moskwy rząd PRL zerwał stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Zgodnie z wolą przywódców Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego marzec 1968 roku był konsekwencją przegranej przez kraje arabskie wojny. Władysław Gomułka podczas wizyty na Kremlu usłyszał od Breżniewa, że „towarzysze żydowscy otwarcie krytykują politykę Kraju Rad wobec państwa Izrael”. Bezpośrednio po powrocie z Moskwy I sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Patrii Robotniczej wygłosił 19 czerwca 1967 roku prawie dwugodzinne przemówienie na Kongresie Związków Zawodowych. Mówił, że izraelska agresja na kraje arabskie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem w syjonistycznych kręgach żydowskich. Gomułka w stosunku do komunistycznych aktywistów pochodzenia żydowskiego używał sformułowania piąta kolumna i syjoniści.

W prymitywnych propagandowych przekazach odcinano się od antysemityzmu za pomocą haseł typu: „Antysemityzm – nie! Antysyjonizm – tak!”. Dla kierowniczych kręgów partyjnych i aparatu policyjnego, kierowanego przez szefa komunistycznego MSW Mieczysława Moczara, protest polskich studentów stał się pretekstem do walki wewnątrzpartyjnej. Działania propagandowe były wymierzone w funkcjonariuszy PZPR pochodzenia żydowskiego. W pewnym zakresie była to kontynuacja walk frakcyjnych z 1956 roku między „natolińczykami” a „puławianami”. Potwierdzają to słowa Gomułki: „W wydarzeniach aktywny udział wzięła część młodzieży akademickiej pochodzenia żydowskiego. Rodzice wielu z nich zajmują odpowiedzialne, a także wysokie stanowiska w naszym państwie”. Trzeba jednak podkreślić, że walka między komunistami pochodzenia żydowskiego a komunistami pochodzenia polskiego to tylko jedna z płaszczyzn brutalnego starcia frakcji grup interesu i koterii w aparacie władzy. Spór ten został wykorzystany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i podległe mu formacje do przeprowadzenia własnych interesów.

Prawda o pomarcowych wyjazdach
Według danych MSW, w następstwie protestów z marca 1968 r. zatrzymano 2732 osoby, setki osób znalazło się w więzieniach. Sporą grupę studentów karnie powołano do wojska, kilka tysięcy relegowano z uczelni.

Mówienie o deportacji ludności żydowskiej jest propagandowym nadużyciem. Szacuje się, że z Polski wyjechało od 13 do 20 tysięcy Żydów, w tym osiemnastu wysokiej rangi dygnitarzy partyjnych i 729 wyższych urzędników partyjnych, ponad 176 ubowców, 55 oficerów (przede wszystkim politycznych) Ludowego Wojska Polskiego, 28 sędziów, ponad 200 dziennikarzy prasy partyjnej, w tym 15 redaktorów naczelnych itd. Wielu z tych, którzy wyjechali, uniknęło ewentualnej odpowiedzialności karnej za zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu, np. Stefan Michnik, prokurator wojskowy, czy Helena Wolińska, prokurator, która przyczyniła się do zamordowania generała Emila Fieldorfa „Nila”. Jednak wielu zbrodniarzy komunistycznych pochodzenia żydowskiego pozostało w Polsce, korzystając aż do śmierci z przywilejów, w tym z przywłaszczonych mieszkań i wysokich emerytur ubeckich prokuratorskich czy sędziowskich. Marzec 1968 roku nie był „wybuchem tradycyjnego, polskiego antysemityzmu”, lecz wielką grą o władzę różnych koterii partyjnych. Sprowadzanie tych wydarzeń do walki między polskimi komunistami a komunistami pochodzenia żydowskiego nie oddaje prawdy o tamtych czasach. Zdecydowana większość Polaków pozostawała poza konfliktem partyjnych towarzyszy.

Dr Krzysztof Kawęcki

https://naszdziennik.pl/mysl/195205,zatruta-pamiec.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 11 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /