Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 25 mar 2010, 08:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Życie za życie

Wczoraj, w 66. rocznicę zbrodni na rodzinie Ulmów i ukrywanych przez nich Żydach z rodziny Szallów i Goldmanów, po raz pierwszy zaprezentowano wystawę "Samarytanie z Markowej. Ulmowie - Polacy zamordowani przez Niemców za pomoc Żydom" ilustrującą życie rodziny Ulmów. Wśród dokumentów zobaczyć można też wybrane fotografie z ok. 800 zachowanych zdjęć autorstwa ojca rodziny - Józefa, w tym też tę splamioną krwią w trakcie egzekucji. Wystawa została przygotowana przy współpracy IPN, Centralnej Biblioteki Rolniczej, Narodowego Centrum Kultury i Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego w ramach projektu "Życie za życie".

Ekspozycja znajduje się w Centralnej Bibliotece Rolniczej w Warszawie. Jej inauguracji towarzyszyła prapremiera filmu "Świat Józefa" w reż. Rafała Wieczyńskiego. W uroczystościach wzięła udział 50-osobowa grupa z Markowej. Wystawę otwierają zdjęcia ukazujące życie i losy rodziny Ulmów jeszcze sprzed II wojny światowej. Okres okupacji zaznaczony został obwieszczeniami władz niemieckich informującymi o karach za pomoc Żydom. Dokumentom towarzyszą fotografie Żydów z Markowej, a także wpisy w parafialnej księdze zmarłych potwierdzające tragiczną śmierć członków rodziny. Jest także dyplom o przyznaniu Wiktorii i Józefowi tytułu "Sprawiedliwych wśród Narodów Świata". - Myślę, że wyjątkową część tej wystawy stanowi mapa Markowej, na której po raz pierwszy przedstawiono miejsca, gdzie przed wojną mieszkali Żydzi, i polskie domy, w których byli ukrywani podczas wojny -- podkreślił Mateusz Szpytma z IPN, prywatnie wnuk siostry Wiktorii. Jak dodał, bardzo cennym elementem ekspozycji jest zdjęcie, które w czasie mordu znalazło się na podłodze domostwa Ulmów - zostało ono naznaczone krwią zamordowanych, która do dziś pozostała na fotografii.
24 marca 1944 r. Józef i Wiktoria Ulmowie zostali wraz z siedmiorgiem dzieci zamordowani przez żandarmerię niemiecką za ratowanie życia Żydom. U Ulmów schronienie znalazło ośmioro Żydów - Szallów i Goldmanów. W wyniku donosu pod dom w Markowej zjechali żandarmi niemieccy i policjanci, którzy najpierw zamordowali Żydów, a następnie Ulmów. Na końcu zginęły ich dzieci. W 1995 r. Ulmowie w uznaniu bohaterskich zasług zostali zaliczeni do grona "Sprawiedliwych wśród Narodów Świata". Od siedmiu lat toczy się także ich proces beatyfikacyjny. W czasie II wojny światowej w Polsce pod okupacją hitlerowską za ukrywanie Żydów groziła śmierć. Mimo wielkiego ryzyka, Polacy nie odmawiali pomocy. Według szacunków Instytutu Pamięci Narodowej dzięki temu poświęceniu uratowanych zostało od 50 do 100 tys. Żydów. Los Ulmów podzieliło ok. tysiąca Polaków, ale znamy nazwiska jedynie kilkuset z nich.
Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po02.txt

Po wykonanym mordzie na rodzinie Ulmów, ich ciała wrzucono do dołu i zasypano ziemią.
Miejscowi ludzie odkopali je i urządzili im godny pochówek. Niezwykle wzruszajacym momentem było odkrycie, że matka będąca wówczas w ciąży, urodziła w dole, w ziemi kolejne dziecko. Matka już nie żyła, ale dziecko jeszcze żywe pragnęło się narodzić.....


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 25 mar 2010, 08:15 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lip 2009, 18:26
Posty: 1342
A teraz szkopi, swoje zbrodnie i bestialstwo chcą przypisać nacji z księżyca, niejakim nazistom, sami stroją się w piórka pokrzywdzonych, szczególnie przez POLAKÓW. Ci niemieccy zbrodniarze, mordercy dzieci i kobiet w ciąży, swoje zbrodnie przypisują innym!

_________________
Uśmiech i życzliwość łagodzi obyczaje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 10 sie 2011, 13:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2011/08/08/pr ... treblinki/

Taka była rzeczywista postawa Polaków wobec Żydów podczas drugiej wojny światowej - dziś tacy Żydzi jak Gross czy Michnik swym podłym zachowaniem chcą przekonać Polaków, że ratowanie życia Żydom było złem.

Kopia artykułu:

Prof. Mieczysław Ryba: Przemilczani bohaterowie z Treblinki
WALDEMAR GLODEK, 8 SIE 2011 O 22:40

Edward Kopówka i ks. Paweł Rytel-Andrianik udokumentowali ofiarę ponad 310 Polaków (w tym 18 księży) z rejonu Treblinki, którzy oddali życie za pomoc Żydom, oraz dokonania 335 osób odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata


Przemilczani bohaterowie z Treblinki

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie szkody przynoszą "rewelacje" Jana Tomasza Grossa dla wizerunku Polski w świecie. Wielu historyków zniechęca się do podejmowania badań dotyczących relacji polsko-żydowskich w obawie, że ich ustalenia i tak nie przebiją się przez medialny zgiełk nabudowany na antypolskich stereotypach. Tym bardziej cieszy wydana przez Wydawnictwo Sióstr Loretanek książka "Dam im imię na wieki. Polacy z okolic Treblinki ratujący Żydów" (Oksford – Treblinka 2011) autorstwa Edwarda Kopówki, kierownika Muzeum w Treblince, i ks. Pawła Rytla-Andrianika, będąca rzetelnym studium historycznym ukazującym zupełnie inny od Grossowego obraz Narodu Polskiego.

Treblinka należy do jednych z najbardziej symbolicznych miejsc zagłady Żydów i Romów (ocenia się, że zginęło tam ponad 800 tys. ludzi). 1 września 1941 r. zapadła decyzja Niemców o powołaniu do życia obozu pracy Treblinka I, dodajmy obozu przeznaczonego głównie dla Polaków. Od 23 lipca 1942 r. do 19 sierpnia 1943 r. działał tam również obóz zagłady przeznaczony głównie dla Żydów i Romów (Treblinka II). Obóz ten zasłynął również tym, że 2 sierpnia 1943 r. wybuchło tam powstanie, nastąpiła wielka ucieczka więźniów (udało się uciec ok. 200 osobom). Na skutek tego w tym samym roku Niemcy podjęli decyzję o likwidacji obozu. Okoliczna ludność przeżywała gehennę, gdyż poddawana była nieustannej presji okupantów. Zdarzały się przykłady demoralizacji, ale o wiele ważniejsze były działania altruistyczne wielu mieszkańców tego terenu.

Co ważne, Treblinka stała się też jednym z symbolicznych miejsc w ostatniej publikacji Jana Tomasza Grossa, w której stara się on wykazać rzekome zezwierzęcenie okolicznej ludności, która jakoby obłowiła się na okradaniu ofiar holokaustu, organizując tzw. złote żniwa. Niestety jego opis Polski i Polaków jest w świecie uznawany za prawdziwy.

Oczywiście nie tylko Gross przyczynił się do takiego obrazu Polski, wiele nieprzychylnych nam mediów wciąż powtarza rewelacje o "polskich obozach koncentracyjnych". Wszystko to odbywa się na kanwie tzw. światowej polityki historycznej. Na tej płaszczyźnie toczy się dziś nieustanna wojna. Można to zaobserwować chociażby w kwestii stosunków polsko-rosyjskich (sprawa katyńska, kwestia jeńców sowieckich 1920 r. itp.), widać to bardzo mocno w sprawie obciążania winą Polaków za holokaust.

Tymczasem omawiana publikacja Biblioteki Drohiczyńskiej jest niezwykle cennym źródłowym materiałem pokazującym zupełnie inny obraz społeczeństwa polskiego. Rejon Treblinki nie był objęty szerszym zakresem działań Żegoty, tak więc pomoc Żydom, jaka tu była organizowana, miała charakter bardziej spontaniczny. Autorzy recenzowanej publikacji udokumentowali ofiarę ponad 310 Polaków (w tym 18 księży) z tamtego rejonu, którzy oddali życie za pomoc Żydom, oraz dokonania 335 osób odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Widzimy zatem, że książka "Dam im imię na wieki" jest owocem niezwykle ofiarnej, kilkunastoletniej pracy badaczy.

Książka składa się z dwóch części – pierwsza zawiera listę osób z krótkim opisem charakterystyki pomocy. Druga część poświęcona jest szerszemu opisowi wybranych postaci. Na końcu mamy relacje świadków – byłych więźniów Treblinki I oraz okolicznych mieszkańców. Obszar badań dotyczył 15 powiatów będących w sąsiedztwie obozu.

Jak podkreślają autorzy, książka ta nie ma wymiaru polemicznego, ale ma charakter faktograficzny. Nie ulega jednak wątpliwości, że ciężar tych faktów sam przez się skłania do refleksji polemicznych. Wszak autorzy zajęli się bardzo wąskim wycinkiem działalności pomocowej ludności polskiej. Jednak nawet to budzi podziw, a zarazem zdziwienie, że piszący o stosunkach polsko-żydowskich Jan Tomasz Gross nie zbadał i nie przedstawił w swojej pracy tych dokonań. Tym bardziej zestawienie siły faktu prezentowanego w książce z postmodernistyczną narracją Grossa musi szokować.

Należy podkreślić, że prezentowane w recenzowanej publikacji materiały źródłowe zostały gruntownie zweryfikowane, choć autorzy nie zdołali wyczerpać wszystkich źródeł. W Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince jest jeszcze dużo materiałów nieopracowanych, które z pewnością dopełniłyby obrazu zaangażowania Polaków w pomoc Żydom w rejonie Treblinki.

Dokumenty przedstawione w książce "Dam im imię na wieki" mówią zatem z jednej strony o zagładzie ludności żydowskiej, ale z drugiej – o bohaterstwie tych Polaków, którzy oddawali życie, ratując Żydów. Mało kto dzisiaj wie, szczególnie na Zachodzie, jakie kary groziły Polakom za pomoc ludności żydowskiej i jakie ofiary poniesiono. Na bazie rozporządzenia generalnego gubernatora Hansa Franka z 15 października 1941 r. przewidywano karę śmierci dla Żyda, który ucieknie z getta, ale taka sama kara groziła Polakom, którzy udzielali pomocy Żydom. Takiego prawa nie było w zachodniej Europie, a jednak skala pomocy dla ludności żydowskiej była w Polsce o wiele większa niż na Zachodzie.

Omawiana publikacja dowodzi jeszcze jednego, mianowicie tego, że Polacy byli narodem, który obok narodu żydowskiego wycierpiał bodaj najwięcej w czasie II wojny światowej. Podkreślił to Papież Benedykt XVI, który pielgrzymując do Polski w 2006 roku, powiedział (w Auschwitz, 28 maja): "Jan Paweł II był tu jako syn polskiego narodu. Ja przychodzę tutaj jako syn narodu niemieckiego i dlatego muszę i mogę powtórzyć za moim poprzednikiem: Nie mogłem tutaj nie przybyć. Przybyć tu musiałem. Papież Jan Paweł II pielgrzymował tu jako syn narodu, który obok narodu żydowskiego najwięcej wycierpiał w tym miejscu i ogólnie podczas wojny" (s. 32).
W świecie, w którym jest moda na antypolską historiografię, na uproszczenia w stylu: "polski obóz zagłady", tego rodzaju prace dokumentacyjne jak książka Edwarda Kopówki i ks. Pawła Rytla-Andrianika mają o wiele większe niż doraźno-propagandowe znaczenie. Do nich można wracać po wielu nawet latach, gdyż prawda się "nie przedawnia". Przedawniają się zaś kłamliwe nowinki propagandowe. Dlatego każdy wysiłek badawczy pokazujący prawdę o tamtych czasach ma potężne znaczenie dla współczesnych i przyszłych pokoleń Polaków. Tylko bowiem tak możemy uratować pamięć o naszych przodkach i tylko tak możemy uratować narodową dumę i honor.

Prof. Mieczysław Ryba

Autor jest kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, wykładowcą w WSKSiM, członkiem Kolegium IPN.

E. Kopówka, ks. P. Rytel-Andrianik, Dam im imię na wieki (Księga Izajasza 56, 5). Polacy z okolic Treblinki ratujący Żydów, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Oksford – Treblinka 2011.

Zrodlo: NASZ DZIENNIK, 9 sierpnia 2011, Nr 184 (4115)
http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 07 wrz 2011, 10:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Co powiedział ogień

Obrazek

Pamięci Ryszarda Siwca,
który 8 września 1968 roku dokonał samospalenia
podczas uroczystości dożynkowych
na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie







Co powiedział ogień
płonący na stadionie?

powiedział:
„Niech żyje wolna Polska!”

byli przygotowani
na różne scenariusze

lecz ten zdecydowanie
przerósł ich wyobraźnię

knebel zapalił się im w dłoniach
a grunt pod stopami

zawiodły niezawodne
metody przesłuchań

bo jak uwięzić żywioł
i czym go szantażować?

rozwodem? psychiatrykiem?
wywózką do lasu?

ojczyzna
wsparta na słupach ognia
trwa nieugaszona

mnoży się


Autor: Wojciech Wencel

http://wojciechwencel.blogspot.com/2011 ... ogien.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 30 wrz 2011, 07:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Duszpasterstwo Żydów katolików w getcie warszawskim. Ks. Marceli Godlewski i ks. Antoni Czarnecki

Księża ratujący Żydów

Prezentujemy materiały, które weszły do książki Karola Madaja i Małgorzaty Żuławnik "Proboszcz getta" (IPN 2010). Jej głównym bohaterem jest ks. Marceli Godlewski (1865-1945), proboszcz warszawskiej parafii Wszystkich Świętych przy pl. Grzybowskim. W czasie II wojny światowej kościół znalazł się na terenie dzielnicy żydowskiej. Dziś skupiamy się na udzielaniu przez ks. Godlewskiego oraz wikarego ks. Antoniego Czarneckiego (1906-1989) materialnej i duchowej pomocy Żydom. W 2010 r. "proboszcz getta" został odznaczony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Ksiądz prałat Marceli Godlewski należy do znanych przed wojną kapłanów - działaczy katolicko-społecznych. Druga wojna światowa zastała sędziwego księdza na planowaniu zasłużonej emerytury. Ostatnie lata jego życia nie miały być jednak czasem odpoczynku. Jego parafia wkrótce znalazła się w warszawskim getcie.
Marceli Godlewski urodził się w 1865 r. w Turczynie niedaleko Grajewa i w wieku 23 lat został wyświęcony na kapłana diecezji augustowskiej. W niedługim czasie wyjechał na studia do Rzymu, by w roku 1893 zakończyć je doktoratem. Trzydziestoletni ks. Godlewski został profesorem w warszawskim seminarium i napisał pierwszy polski podręcznik do archeologii biblijnej. Przede wszystkim jednak dał się poznać jako sprawny organizator i wszechstronny działacz. Przejęty wcielaniem w życie katolickiej nauki społecznej, zawartej w encyklice "Rerum novarum", zakładał stowarzyszenia robotnicze, w tym zwalczane przez socjalistów Stowarzyszenie Robotników Chrześcijańskich. Propagował wiedzę jako publicysta, redaktor i wydawca wielu tytułów prasowych, w tym "Kroniki Rodzinnej" i "Kuryera dla Wszystkich". W swojej działalności stanowczo bronił narodu polskiego przed zagrożeniami, jakie dostrzegał w tamtej epoce: pijaństwem niszczącym rodzinę, protestantyzmem odciągającym od katolickiej ortodoksji, nieuczciwą konkurencją ze strony Żydów oraz "nikczemnym" socjalizmem "znajdującym się pod komendą żydowsko-pruską" [1].
Kilka dni po swoich pięćdziesiątych urodzinach ksiądz doktor stanął przed nowym zadaniem: został proboszczem warszawskiej parafii Wszystkich Świętych. Ogromny kościół i takaż parafia, położona w dzielnicy zamieszkałej w większości przez ubogich ortodoksyjnych Żydów [2] i polskich robotników, stanowiła znakomite pole do rozwoju organizacyjnych talentów doświadczonego duszpasterza. Sześćdziesiąte i siedemdziesiąte urodziny świętował ksiądz prałat w wyremontowanym kościele razem ze swoimi licznymi nowo powstałymi grupami parafialnymi.
Niemiecka okupacja całkowicie zmieniła oblicze 75-tysięcznej [3] parafii przy pl. Grzybowskim. Nie chodzi o budynek kościoła, który po bombardowaniach z 12 i 13 września 1939 r. udało się odbudować, choć bez wieży nad prezbiterium. Główna zmiana w parafii następowała wraz z tworzeniem przez Niemców getta dla Żydów [4]. Żydowskie społeczeństwo Warszawy, stanowiące około jednej trzeciej populacji stolicy [5], stłoczono na 2,4 proc. obszaru miasta w nieco ponad 400-hektarowej "dzielnicy" [6]. Gdy w listopadzie 1940 r. odcięto ostatecznie getto od "strony aryjskiej", pl. Grzybowski znalazł się po drugiej stronie muru, a parafianie zostali podzieleni na Żydów i Aryjczyków. Polacy pozbawieni dostępu do swojej świątyni mogli spotykać się odtąd w przerobionym na kaplicę gabinecie dentystycznym przy ul. Siennej 83 [7] bądź w innych czynnych kościołach. Podobny los spotkał jeszcze dwie katolickie parafie: kościół Narodzenia NMP na Lesznie oraz kościół pw. św. Augustyna na Nowolipkach. Katolickie świątynie nie przestały być jednak potrzebne.

Parafia w getcie
W styczniu 1940 r. w getcie żyło 1540 katolików oraz 221 osób innych wyznań chrześcijańskich. Szacuje się, że w chwili zamknięcia getta za murami znalazło się ok. 2 tys. chrześcijan [8]. Z czasem ich liczba w getcie mogła wzrosnąć nawet do ponad 5 tys. [9]. Ci ludzie, choć sami uważali się przeważnie za Polaków [10], według hitlerowskich kryteriów rasowych byli Żydami. Ortodoksyjni wyznawcy judaizmu traktowali ich przeważnie jak apostatów niemających udziału w społeczności Izraela, natomiast dla syjonistów byli asymilantami, których należało dla żydostwa odzyskać [11]. Potocznie określano ich mianem mechesów, czyli "wychrztów". Konwersje z judaizmu na chrześcijaństwo były zauważalnym zjawiskiem w przedwojennej Polsce. Szerokie było spektrum powodów tych konwersji: od wyłącznie materialnych po czysto duchowe. Dla karierowiczów chrzest mógł być trampoliną na stanowiska niedostępne dla Żydów, dla wierzących był wyznaniem wiary w Jezusa Chrystusa. W Kościele katolickim [12] jedni i drudzy musieli przejść okres przygotowania do chrztu i ściślejszy niż w przypadku innych konwertytów egzamin [13]. Taki katechumenat trwał kilka miesięcy, a chrzest poprzedzało przeprowadzane przez proboszcza dochodzenie w sprawie szczerości intencji petenta i moralności jego życia prywatnego [14]. Nie wiadomo, ilu takich konwertytów wyrzekło się w obecności ks. Godlewskiego starej wiary i przyjęło nową, można jednak przypuszczać, że wielu "napływowych parafian" Godlewski znał wcześniej przynajmniej ze słyszenia, gdyż takie postacie, jak profesorowie Ludwik Hirszfeld czy Adam Ettinger, należały do elity polskiego społeczeństwa.
Część konwertytów została przywieziona do getta, gdyż figurowali na tzw. Liście Ronikiera. Przewodniczący Rady Głównej Opiekuńczej Adam Ronikier wśród swoich licznych działań pomagał także ukrywającym się po stronie aryjskiej ochrzczonym Żydom. Jego lista konwertytów znalazła się w rękach gestapo [15]. Emanuel Ringelblum [16] i Chaim Aaron Kaplan [17] notują w swoich zapiskach ich przyjazd do getta pod koniec lutego 1941 roku. Tragiczna sytuacja tej części elity polskiego społeczeństwa miała, zdaniem Kaplana, wzbudzić przerażenie u Adama Czerniakowa, przewodniczącego Żydowskiej Rady. Sceptycznie nastawiony do chrześcijan Kaplan uważał przybyłych na ogromnej przyczepie "ronikierów" za antysemitów, którzy przejęli całkowicie polskie zwyczaje i sposób życia [18].
Ochrzczeni Żydzi stanowili małą, ale widoczną grupę w getcie [19]. Często pochodzili z wyższych warstw społecznych i posiadali cenne administracyjne bądź organizacyjne umiejętności. Nie mógł tego nie zauważyć prezes Czerniakow i dlatego często zajmowali oni wysokie stanowiska w Judenracie i policji żydowskiej. Zdaniem Ringelbluma, w policji getta warszawskiego służyło około stu ochrzczonych Żydów [20]. Ich nadreprezentacja w zarządzie i administracji Gminy drażniła ortodoksyjnych żydów, którzy sporządzali listy chrześcijan w celu ograniczenia ich przywilejów [21]. Wzajemna niechęć powodowała podobno nawet rękoczyny. W jednej z relacji [22] wspomniano incydent, który miał miejsce przed kościołem Wszystkich Świętych. Grupa uzbrojonych w kije żydowskich ortodoksów zaatakowała wychodzących z kościoła wiernych. Miała interweniować Służba Porządkowa z okrzykiem: "Naszych Żydów biją!" [23].
Trudno się zatem dziwić, że wyznawcy Chrystusa z "małego getta" [24] chcieli się trzymać razem i utworzyli coś w rodzaju dzielnicy w getcie. Chrześcijanie różnych wyznań, inteligencja oraz inni zasymilowani Żydzi drogą wymiany mieszkań osiedlali się na ulicach w sąsiedztwie kościoła Wszystkich Świętych [25]. Tych ludzi ks. Godlewski chciał objąć opieką duszpasterską. Po udanych negocjacjach z Niemcami o pozostawienie w getcie czynnego kościoła ks. abp Stanisław Gall zadecydował o utworzeniu parafii dla Żydów katolików [26]. Na wniosek ks. Godlewskiego warszawski arcybiskup powierzył prowadzenie duszpasterstwa dla chrześcijan w getcie ks. Antoniemu Czarneckiemu, wikaremu parafii Wszystkich Świętych [27].
Na podstawie relacji świadków można jednak sądzić, że ks. Godlewski całym sercem zaangażował się w to dzieło i to on był motorem duszpasterstwa. Ksiądz Czarnecki nie miał takiego zapału [28] i jedynie wiernie realizował polecenia swojego 77-letniego proboszcza.
Kościół na Grzybowie na dwa lata stał się, być może jedyną na świecie, parafią oficjalnie przeznaczoną wyłącznie dla chrześcijan pochodzenia żydowskiego. Na terenie "dużego getta" funkcjonowała jeszcze parafia Narodzenia NMP na Lesznie, ale nie była oficjalnie zatwierdzonym kościołem dla konwertytów z judaizmu. W tym kontekście symboliczny jest fakt, że kościół Wszystkich Świętych oraz Wielką Synagogę na Tłomackiem zaprojektowali, w tym samym monumentalnym neoklasycystycznym stylu, ojciec i syn, Henryk i Leonardo Marconi [29]. Te dwie ogromne świątynie znalazły się na terenie getta i obie rozbrzmiewały liturgicznym - łacińskim i hebrajskim - śpiewem.
Kościół mógł być jednak otwierany tylko na jedną Mszę dziennie, i to zarówno w tygodniu, jak i w niedzielę, a wierni z getta mogli tam wchodzić jedynie pod kontrolą niemiecką [30]. Życie parafialne toczyło się więc w budynku plebanii i na placyku przed nią oraz w parafialnym ogrodzie. W wielu wspomnieniach przewija się obraz pełnego zieleni i kwiatów ogrodu przy kościele, który w getcie wydawał się prawdziwą oazą [31].
Na podstawie relacji można przypuszczać, że obaj księża [32] mieli mieszkania na plebanii oraz inne mieszkania poza gettem. Ksiądz Godlewski mieszkał na stałe w swoim domu w Aninie i do Warszawy dojeżdżał koleją, a kiedy to nie było możliwe, szedł pieszo [33]. Ksiądz Czarnecki najprawdopodobniej mieszkał stale na pierwszym piętrze plebanii [34], choć miał też mieszkanie na Nowym Mieście, dzięki czemu posiadał przepustkę i mógł codziennie wychodzić za mury getta [35].
Z relacji ks. Józefa Maja, który towarzyszył ks. Czarneckiemu w ostatnich latach życia, wynika, że ks. Czarnecki "niechętnie" podjął pracę w getcie [36]. Zapytany [37] o powód tej niechęci odpowiedział, że był nim strach. Przypomnijmy, że za jakąkolwiek pomoc okazaną Żydom groziła w okupowanej Polsce kara śmierci, a księża nie byli grupą, której by to nie dotyczyło. Młody kapłan, poza w pełni uzasadnionym strachem o własną głowę, mógł odczuwać, nieporównanie mniejszy, lęk przed "teologiczną konfrontacją" z "nowymi parafianami" [38].
Nie wiemy, jakie uczucia towarzyszyły ks. Godlewskiemu, gdy władza kościelna dała mu do wyboru pozostanie na probostwie w getcie albo objęcie parafii po "stronie aryjskiej" [39]. Ze wspomnień o nim i jego działalności możemy wnosić, że przyjął posługę wśród "nowych" parafian jako wolę Bożą.
W zdecydowanej większości relacji o ks. Godlewskim pojawiają się wzmianki o jego przedwojennym "bojowym antysemityzmie" [40]. Jako pierwszy użył tego sformułowania prof. Ludwik Hirszfeld w swojej, napisanej w 1943 r. i będącej najczęściej cytowanym źródłem na temat ks. Godlewskiego, książce "Historia jednego życia" [41]. Po Hirszfeldzie z zarzutem antysemityzmu rzadko polemizowano. Choć sam zainteresowany nie czuł się antysemitą [42], anonimowa mieszkanka plebanii określiła go mianem "żydożercy" [43]. Nawet jego najbliższy współpracownik, ks. Czarnecki, przyznał, że proboszcz znany był z "niechętnego nastawienia" do Żydów [44].
W tym kontekście łatwiej nam będzie zrozumieć wzmianki o "nawróceniu" ks. Godlewskiego. Profesor Hirszfeld napisał: "Prałat Godlewski. Gdy wspominam to nazwisko, ogarnia mnie wzruszenie. Namiętność i miłość w jednej duszy. Ongiś bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar swego kapłańskiego serca poświęcił Żydom. (...) Nie tylko myśmy go cenili. (...) prezes Gminy Czerniaków (...) opowiadał, jak się prałat rozpłakał w jego gabinecie, gdy mówił o żydowskiej niedoli i jak się starał pomóc i tej niedoli ulżyć. I mówił prezes Rady Żydowskiej, że ten ksiądz, były antysemita, więcej serca Żydom okazywał niż kler żydowski, któremu obca była idea pocieszyciela ogółu" [45]. Również ks. Czarnecki uważał, że jego proboszcz zmienił swoje nastawienie wobec Żydów w zetknięciu z ogromem ich cierpienia [46]. Ksiądz Godlewski był naocznym świadkiem wydarzeń, obok których nie można było przejść niezmienionym, zwłaszcza jeżeli miało się taką społeczną wrażliwość jak on.
Nie ma bezpośredniej relacji ks. Godlewskiego o motywach, jakimi się kierował w getcie warszawskim. Wnioski na ten temat można więc formułować na podstawie tego, co robił.
Ksiądz Godlewski, jak sam przyznawał, był typem społecznika, który "w swojej gorliwości wnika obok duchowych i w materialne potrzeby swoich parafian" [47]. Ekstremalna sytuacja w getcie wymagała adekwatnej reakcji. Parafianie w pierwszej kolejności potrzebowali chleba i dachu nad głową. Proboszcz dysponował dużym piętrowym budynkiem plebanii. Zamieszkało w nim około stu osób. Obok Żydów katolików mieszkali tam także Żydzi nieochrzczeni. Obydwie grupy będą dalej nazywane, za Hirszfeldem, "parafianami". Około połowy mieszkańców parafii stanowili ludzie spośród inteligencji i ci zajmowali głównie mieszkania w budynku plebanii, zaś w budynkach bocznych mieszkała "biedota żydowska, drobni kupcy, robotnicy bez stałego zajęcia i szmuglerzy" [48]. Zalewski-Zamenhof tłumaczy dużą liczbę inteligencji świadomym działaniem ks. Godlewskiego, który miał sobie postawić za cel opiekę nad znanymi rodzinami należącymi do elity polskiego społeczeństwa [49].
Niewiele wiemy o wzajemnych relacjach mieszkańców plebanii. Hermelin podaje, że mimo relatywnie dobrej sytuacji mieszkaniowej i żywieniowej plebania nie była wolna od wzajemnych niesnasek [50]. Niewiele w tym mogła zmienić rada parafialna, w skład której wchodzili m.in.: dr Jakub Wienkiper-Antonowicz, dr Julian Goldberg-Górecki, mec. Mieczysław Adam Ettinger, Rudolf Hermelin i Bronisława Pfau [51]. Wspomnianą "dobrą" sytuację żywieniową przypisywano zapobiegliwości ks. Godlewskiego [52]. W wielu relacjach wymieniana jest kuchnia parafialna, która uratowała niejedną osobę przed śmiercią głodową. Zdaniem Hermelina, korzystała ona z przydziałów Żydowskiego Towarzystwa Opieki Społecznej [53]. Inaczej twierdzi ks. Czarnecki przypisujący działanie kuchni kontaktom z archidiecezjalną Caritas.
Caritas miała przekazywać do parafii pomoc pieniężną i w naturze, która, mimo że legalna, była czasem konfiskowana [54]. Trochę żywności udawało się przemycać w teczkach księżom Godlewskiemu i Czarneckiemu, często przechodzącym przez "wachę" [55]. Relacje Hermelina i ks. Czarneckiego są mniej więcej zgodne co do liczby wydawanych posiłków. Prowadzona przez Bronisławę Pfau, a później przez Dionizego Gelbarta jadłodajnia rozdawała około stu porcji dziennie [56]. Jednodaniowe posiłki przeznaczone były w pierwszym rzędzie dla ubogich Żydów katolików, jednak kuchnia wydawała także jedzenie nieochrzczonym Żydom [57]. Choć liczba utrzymywanych w ten sposób przy życiu osób pokrywa się z liczbą "parafian", relacje sugerują, że posiłki rozdawane były potrzebującym także spoza plebanii. Stołówka funkcjonowała w ten sposób około roku. Swoją działalność zakończyła po ogłoszeniu przez Niemców, w początkach grudnia 1941 r., kary śmierci za pomoc Żydom. Po tej dacie pomoc żywnościowa udzielana była już tylko indywidualnie i opierała się na przemycie "drugiego śniadania" [58].
Mieszkańcy getta mieli możliwość przystępowania do prawie wszystkich sakramentów, z wyjątkiem tych, które wymagały obecności biskupa. Z relacji wynika, że wierni przyjmowali Eucharystię, sakrament pokuty i pojednania, małżeństwa, namaszczenia chorych. Udzielano też chrztu, co wśród ortodoksyjnych żydów mogło wywoływać największe kontrowersje.
Ksiądz Czarnecki wspomina, że wiele osób przystępowało do Komunii św. Wśród nich wymienia m.in. profesora kryminologii UW Mieczysława Adama Ettingera [59]. Dużą liczbę praktykujących katolików potwierdza także Ludwik Hirszfeld, pisząc, że nawet codzienna Liturgia cieszyła się popularnością. Wiernych nie odstraszał nawet chłód częściowo zniszczonego kościoła [60]. Z pewnością dużo cieplej było podczas Mszy św. niedzielnej. Wtedy ludzie gromadzili się w kościele z różnych motywów. W tłumie obok katolików można było znaleźć mieszkających w pobliżu chrześcijan innych wyznań, "katolików", którzy ochrzcili się tylko "dla interesu", a nawet nieochrzczonych, zasymilowanych Żydów, którzy uczestnicząc we Mszy św., chcieli zamanifestować swoje przywiązanie do polskiej tradycji [61]. Wielu przekraczających próg świątyni Żydów zdejmowało z ramion swoje opaski z gwiazdą Dawida, by choć przez półtorej godziny poczuć się znowu częścią polskiego społeczeństwa. Z pewnością wyjątkowe były te liturgiczne zgromadzenia, w których "religijni geniusze" [62] modlili się wspólnie z tymi, którzy nie bardzo wiedzieli, kiedy uklęknąć, a kiedy usiąść [63].
Trudno oszacować, ilu ludzi słuchało niedzielnych kazań ks. Godlewskiego. Czy "bardzo wielu" to 200 osób, czy może raczej 2 tysiące? Ksiądz Czarnecki wspomina jedną niedzielę, 26 lipca 1942 r., kiedy to, na kilka dni przed likwidacją getta, w kościele zgromadziły się prawdziwe tłumy [64]. W tym największym kościele Warszawy śmiało mogło pomieścić się 3-4 tys. ludzi [65]. Była to oczywiście wyjątkowa niedziela. Wydaje się jednak, że uczestników spotkań z Bogiem i polskością należy liczyć raczej w tysiącach niż setkach.
Nie bez przyczyny wspomniano o polskości, gdyż - jak pisze Hirszfeld - słuchaczy intelektualistów najbardziej wzruszały i napełniały otuchą śmiałe kazania dotyczące Ojczyzny [66]. Słuchając homilii, wierni niepokoili się o życie księdza prałata [67]. Co było w tych kazaniach, że za ich głoszenie groziła śmierć? Nie zachowały się żadne zapisy, jednak na podstawie relacji prof. Hirszfelda i ks. Czarneckiego [68] można podjąć próbę rekonstrukcji podstawowych elementów nauczania ks. Godlewskiego w getcie warszawskim. Ksiądz prałat nawiązywał do sytuacji zebranych, opowiadając o cierpieniach Jezusa Chrystusa. W tym duchu aktualizował pieśń o cierpiącym słudze Jahwe z Księgi Izajasza. Prałat głosił naukę o Synu Bożym, który z miłości do człowieka złożył na krzyżu ofiarę ekspiacyjną. Dokonane wtedy odpuszczenie win może stać się udziałem wszystkich grzeszników, nie tylko tych prześladowanych przez niemieckiego okupanta, ale i samych oprawców. Grzesznik, niezależnie od narodowości, musi zrobić jedno: wyznać swoją winę i zwrócić się do Najwyższego o przebaczenie. Przedstawienie prośby o zbawienie najlepiej powierzyć Maryi [69]. Ona jest nie tylko Matką Boga, lecz także Matką wszystkich ludzi.
Matką jest też Polska. Ona czasem bywała dla swoich dzieci, zwłaszcza tych żydowskich, niesprawiedliwa, niekiedy w zapamiętaniu je krzywdziła, ale w głębi serca kochała je i pragnęła ich dobra. Dzieci powinny matce przebaczyć i odpłacić miłością za miłość. To miłość do Ojczyzny tworzy więź narodową. Mało ważna jest rasa czy pochodzenie społeczne. Człowiek staje się Polakiem dzięki szlachetnej postawie wobec Polski. Zajętą przez hitlerowców Ojczyznę można odzyskać tylko dzięki "wspólnemu ukochaniu". Ukochaniu nie tylko bliskich, ale i "tych ludzi potwornych", którzy nie mają nic, za co można by ich było kochać. Dla miłości warto cierpieć, gdyż takie cierpienie prowadzi do wolności.
"Postawny mężczyzna o siwych włosach i okrągłej dobrej twarzy" stojący na ambonie "miał w wyglądzie coś szlachetnego" [70]. Gdy namiętnie rzucał słowa, przypominał zebranym ks. Piotra Skargę z obrazów Matejki [71]. Ortodoksyjni żydzi nie mogli, na poziomie dogmatycznym, zgodzić się z prezentowaną katolicką teologią. Z pewnością nie byli też zwolennikami odciągania żydów od judaizmu i mogli mylnie interpretować niektóre słowa ks. Godlewskiego [72]. Nie wydaje się jednak, by z ich strony groziło księdzu proboszczowi jakieś niebezpieczeństwo. Za to niemieckim okupantom jego słowa o polsko-żydowskim braterstwie w miłości do Polski z pewnością mogły się wydać wrogie i to prawdopodobnie ich reakcji najbardziej bali się słuchacze.
W parafii Wszystkich Świętych działał chór założony przez ks. Czarneckiego. Dyrygował nim student szkoły muzycznej Andrzej Dobrowolski. Z pewnością "w każdym zakątku" unosił się "duch patriotyzmu" niesiony słowami zabronionej przez okupanta pieśni "Boże, coś Polskę" [73].
Poza Eucharystią w getcie udzielane też były inne sakramenty. Sakrament pokuty, choć źródła zachowują w tej sprawie właściwą dyskrecję, należał do oczywistych posług duszpasterskich i mieścił się zapewne w tym, co Hirszfeld nazywa "pocieszaniem i pokrzepianiem" [74]. Grono osób przystępujących do Komunii św. świadczy o tym, że sakrament pokuty był udzielany.
Ksiądz Czarnecki wspomina w swojej relacji, że kilka par zawarło sakramentalny związek małżeński [75]. Wikary zaznacza, że były to skromne uroczystości w gronie przyjaciół i bliskich. Jachiel Górny w raporcie dla Ringelbluma opisał ślub w kościele na Lesznie. Przedstawiony przez niego obraz spacerujących po ścieżkach przykościelnego ogródka odświętnie ubranych ludzi, wesoło rozmawiających z księdzem można z pewnym prawdopodobieństwem odnieść również do parafii przy pl. Grzybowskim.
Według relacji ks. Czarneckiego sakramentem, któremu towarzyszyła szczególna łaska stanu, było namaszczenie chorych zwane dawniej ostatnim namaszczeniem. Ksiądz Godlewski powierzył trudne zadanie bezpośredniego przygotowania wiernych na spotkanie z Bogiem swojemu wikaremu. Udzielanie w getcie ostatniego namaszczenia wymagało dużej odporności psychicznej. By dotrzeć z wiatykiem i świętymi olejami do chorych parafian, trzeba było opuścić bezpieczny teren przykościelny i chodzić ulicami pełnymi trupów [76]. Z faktu, że właśnie widok ludzkich zwłok był dla młodego księdza najbardziej wstrząsającym wspomnieniem z udzielania tego sakramentu, można wnioskować, że w najbliższej okolicy kościoła nie praktykowano potajemnego nocnego wynoszenia martwych ciał. Widok ludzi umierających na dur plamisty też był wstrząsający. W czasie gdy ks. Czarnecki wypowiadał słowa formuły sakramentu: "Przez to święte namaszczenie...", i kciukiem znaczył chore ciało, po pościeli spacerowały sznureczki śmiercionośnych insektów [77].
W getcie odbywały się także katolickie pogrzeby. Uczestnicy pogrzebu brali udział w nabożeństwie i mogli towarzyszyć trumnie do bramy getta. Tam żegnali się ze zmarłym. Na cmentarz Bródnowski mogli udać się tylko księża posiadający przepustki [78]. Ostatnią posługę wypełnili księża parafii Wszystkich Świętych m.in. wobec nieznanej z imienia pani Czarnogórskiej, Zygmunta Pfaua [79] oraz Feliksy Birbaumowej [80].
Udzielanie sakramentów i nabożeństwa stanowiły posługę duszpasterską wobec żydowskich katolików w getcie i jako takie nie budziły większych kontrowersji. Najbardziej problematyczny był natomiast sakrament chrztu świętego. Do jego przyjęcia zgłaszały się przeważnie osoby dorosłe będące wcześniej wyznawcami judaizmu.
Motywacje Żydów przechodzących na chrześcijaństwo były różne. Ksiądz Czarnecki był ostrożny w ich ocenie [81]. Chrzty często tłumaczono pragmatyzmem. Czerniakow zapisał zdanie jednego z ochrzczonych, że "chrzest jest jak wygodne miejsce w tramwaju" [82]. Wielu Żydów w getcie uważało, że konwertyci będą lepiej traktowani przez niemieckiego okupanta. Nie było to jednak prawdą. Dla Niemców neofici pozostawali Żydami i w niczym nie zmieniało to ich stanowiska prawnego. Dla Żydów mechesi byli odszczepieńcami i, jak już wspomniano, nie mieli wcale łatwych relacji ze swoimi rodakami. Gdy padł rozkaz wyznaczenia transportów do Treblinki, jednym z pierwszych pojechali między innymi katolicy [83]. Jeżeli chrzest był "wygodnym miejscem w tramwaju", to ten tramwaj jechał w tym samym kierunku, co całe getto.
Mieszkańcy getta nie znali końca swojej historii i często żyli złudzeniami. Śmiało można przyjąć, że duża część neofitów przyjmowała chrzest, gdyż liczyła na uratowanie życia. Po stronie aryjskiej do oszukania Niemców czasem wystarczyła znajomość pacierza i katechizmu [84]. Jednak, jak informował papieża 29 sierpnia 1942 r. ks. abp Andrzej Szeptycki, greckokatolicki metropolita Lwowa, nie wszyscy neofici kierowali się wyłącznie pragmatyzmem [85]. Wiadomość tę potwierdza Ludwik Hirszfeld. Profesor wiele razy występował w roli ojca chrzestnego dla swoich uczniów i wierzył w szczerość motywów oraz autentyczną wiarę nowo ochrzczonych. Jego zdaniem, pociągał ich urok religii miłości, religii ich polskiej Ojczyzny [86].
Niezależnie od motywów do chrztu zgłaszało się bardzo wielu ludzi. Przeważnie byli to członkowie inteligencji i ludzie dorośli [87]. W większości mężczyźni, choć nie brakowało kobiet i całych rodzin. Młodzież do 18. roku życia chrzczono wyłącznie za zgodą rodziców [88]. Ksiądz Czarnecki wspomina, że z aprobatą ks. abp. Stanisława Galla, zasłużonego w ratowaniu księży pochodzenia żydowskiego, prowadzono w parafii Wszystkich Świętych szybkie, sześciotygodniowe kursy przygotowawcze do sakramentu chrztu. Katechezy dla katechumenów odbywały się na placyku przed plebanią. Przed niewielką figurą Matki Bożej Niepokalanej [89] stały wtedy trzy ławki, które nie były w stanie pomieścić kilkunastu słuchaczy. Takich kursów zakończonych egzaminem, po którym następował uroczysty obrzęd chrztu, odbyło się kilka [90]. Gdyby takie kursy odbywały się nie kilkakrotnie, jak twierdzi w swojej relacji z 1973 r. ich prowadzący, lecz bez przerwy, aż do likwidacji "małego getta", i gdyby w każdym wzięło udział 20 osób, to i tak liczba katechumenów nie przekroczyłaby 300. Skąd więc biorą się liczby 5 czy 7 tys. Żydów przyjętych w ten sposób do Kościoła, które padły w 1986 r. w rozmowie ks. Czarneckiego z ks. Wieteską, a której świadkiem i przekazicielem był ks. Maj? Być może winne były, wspominane w relacji, braki w pamięci ks. Czarneckiego [91], a może poza kursem sześciotygodniowym odbywały się także kursy przyspieszone, o których nie wspomniał ich prowadzący w roku 1973. Wzmiankę o takim przyspieszonym kursie znajdujemy w relacji ks. Maja. Pisze on, że wobec ekstremalnych warunków panujących w getcie, za zgodą warszawskiej Kurii Metropolitalnej, do przyjęcia chrztu wystarczyło złożenie przez kandydata wyznania wiary, wola przyjęcia chrztu i obecność przynajmniej jednego świadka [92]. Sam ks. Czarnecki w roku 1986 miał powiedzieć, że do grona ochrzczonych najwięcej ludzi przyjął po rozpoczęciu likwidacji getta [93]. Jeżeli uznać, że faktycznie tak było, to w czasie likwidacji musiałyby się odbywać jakieś masowe obrzędy chrztu, o których nie zachowały się wzmianki w źródłach. Hirszfeld wspomina tylko, że tuż przed oddaniem przepustki do getta ks. Czarnecki w niebezpieczeństwie śmierci zgodził się ochrzcić młodego prawnika Tadeusza Edelmana [94]. Możliwe, że w tym czasie odbyło się więcej przyspieszonych chrztów według zasady in articulo mortis, nic jednak nie potwierdza informacji o tysiącach takich praktyk. Wydaje się, że liczby 5 i 7 tys. prawdopodobnie nie dotyczyły katechumenów w parafii Wszystkich Świętych, lecz albo liczby fałszywych metryk chrztu [95], albo też ogólnej liczby chrześcijan w getcie warszawskim. Takie liczby mogły też pojawić się w kontekście pojemności kościoła pw. Wszystkich Świętych i przypuszczalnej liczby uczestników Mszy św. z 26 lipca 1942 roku. Jednak zdaniem ks. Zygmunta Króla, wieloletniego proboszcza parafii Wszystkich Świętych, kościół jest pełny przy 3 tys. osób, a przy 4 tys. można mówić o "wielkim niespodziewanym" tłumie, jaki widział z ambony ks. Czarnecki [96]. W tej liczbie potencjalnych uczestników Mszy św. znaleźli się nie tylko nowo ochrzczeni, ale także "starzy konwertyci" oraz sympatycy polskości. Wydaje się, że prawdziwych katechumenów mogło być co najwyżej kilkuset.
Pod koniec lipca 1942 r. ks. Godlewski wezwał z urlopu ks. Czarneckiego lakonicznym telegramem: "Wracaj - likwidują getto" [97]. Z relacji wiadomo, że ostatnia Msza św. została odprawiona w dziewiątą niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego [98], która w 1942 r. wypadała 26 lipca [99]. Pośród ogromnego tłumu zgromadzonego w świątyni wyczuwało się powagę chwili. Odczytywano wtedy w kościołach następujący fragment z Ewangelii: "W on czas: Gdy się przybliżył Jezus do Jerozolimy, patrząc na miasto, głośno nad niem zapłakał mówiąc: O gdybyś i ty w tym właśnie dniu twoim poznało to, co ci pokój przynosi, teraz jednak zakryte jest to przed oczyma twemi! Albowiem przyjdą na cię dni, a nieprzyjaciele twoi otoczą cię wałem, i oblegną cię, i ścisną cię zewsząd; a ciebie i twe dziatki, które są w tobie, powalą o ziemię i nie pozostawią w tobie kamienia na kamieniu; ponieważ nie poznałoś czasu nawiedzenia twego!" (Łk 19, 41-44) [100]. Tego dnia w kościele Wszystkich Świętych homilia nie była potrzebna. Jak wspomina ks. Czarnecki, sam Zbawiciel przemówił "potężnie i przejmująco", a w świątyni rozległ się wielki płacz i lament [101].
W poniedziałek, 27 lipca, miało miejsce rozczulające pożegnanie. Profesor Hirszfeld zapamiętał chwilę, gdy ks. Czarnecki przekazywał rozkaz zamknięcia kościoła oraz oddania kluczy i księżowskich przepustek. Parafianie mieli wtedy wrażenie, że otwiera się pod nimi otchłań. Wszyscy płakali, czuli, że jest to nie tylko ostatnie spotkanie z duszpasterzem, ale także pożegnanie z życiem. Wtedy w niebezpieczeństwie śmierci miał się odbyć chrzest Tadeusza Edelmana [102]. Potem ks. Czarnecki przeniósł Najświętszy Sakrament do kaplicy na Sienną 83 [103].
Być może tego samego dnia ksiądz zdemontował figurę Matki Bożej, świadka duchowych przemian mieszkańców getta, i uroczyście odprowadzany przez parafian wyszedł na zewnątrz. Żandarmi nie zaczepiali tej maryjnej "procesji" [104]. Niedługo potem, 6 sierpnia, plebania została zniszczona, a pozostający w getcie parafianie zapędzeni na Umschlagplatz i wywiezieni do Treblinki [105].
Nie wszyscy żydowscy katolicy zginęli. Z pomocą księży części udało się uciec, niektórym wprost w ostatniej chwili. Zdarzało się, że po wielu zakrętach losu znów spotykali swoich duszpasterzy [106]. Po wojnie biblijna "reszta" parafian wróciła do swoich zawodów i rozpoczęła "normalne" życie w Polsce Ludowej. Według niepotwierdzonych informacji ks. Maja niektórzy parafianie po latach spotkali się w Izraelu i dali początek grupie hebrajskich katolików używającej w liturgii języka hebrajskiego. Zdaniem ks. Maja, o. Daniel Rufeisen, duszpasterz hebrajskich katolików, prowadził dalej to, co zaczęli księża w parafii Wszystkich Świętych, ale to właśnie księży Godlewskiego i Czarneckiego należy uznać za ojców tej nowej drogi w Kościele katolickim [107].
Kwestią wymagającą osobnego omówienia jest ściśle ratownicza działalność ks. Marcelego Godlewskiego. Ksiądz prałat nie ograniczał się bowiem tylko do duszpasterstwa. Działalności konspiracyjnej ks. Godlewskiego w Warszawie, zarówno przed likwidacją getta, jak i po niej, poświęcono specjalny rozdział w książce "Proboszcz getta". Jest w nim mowa o zaangażowaniu w przemyt i ukrywanie osób pochodzenia żydowskiego, współpracę w dziele ratowania Żydów ze Zgromadzeniem Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi oraz żołnierzami ZWZ-AK. Pokazano też, jak ks. Godlewski organizował siatkę producentów fałszywych metryk chrztu. Intensywność tych i innych działań ratowniczych z chwilą likwidacji getta wcale nie zmalała, lecz wręcz wzrosła.




--------------------------------------------------------------------------------

Przypisy:
1 M. Godlewski, Stajemy na placówce, "Kuryer dla Wszystkich" 1914, nr 1, s. 1.
2 Więcej o żydowskim charakterze pl. Grzybowskiego można przeczytać w: P. Paziński, Plac w sercu Warszawy, "Midrasz" 2007, nr 127, s. 9-11.
3 A. Czarnecki, Parafia Wszystkich Świętych, [w:] Za to groziła śmierć. Polacy z pomocą Żydom w czasie okupacji, red. Władysław Smólski, Warszawa 1981, s. 206.
4 Wyczerpujące informacje na temat getta można znaleźć w: B. Engelking, J. Leociak, Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, Warszawa 2001.
5 P. Dembowski, Chrześcijanie w getcie warszawskim. Epitafium dla zapomnianych, Włocławek 2008, s. 58.
6 Potem jeszcze liczba ludności getta wzrastała w wyniku przesiedleń. Getto Warszawskie, [w:] Polski słownik judaistyczny, t. 1, red. Z. Borzymińska, R. Żebrowski, Warszawa 2003, s. 475.
7 A. Czarnecki, Parafia..., s. 206.
8 B. Engelking, J. Leociak, Getto..., s. 620; P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 80.
9 P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 80.
10 Prof. Hirszfeld napisał: "Nie znałem Żydów i nie wiedziałem, jak się trafia do ich serc. (...) Obcy temu narodowi. Odrzucony przez tłum jako chrześcijanin", L. Hirszfeld, Historia jednego życia, Warszawa 2000, s. 202-203.
11 P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 111.
12 Częste były konwersje na protestantyzm, z powodu prowadzonej przez protestantów misji wśród Żydów (W. Benedyktowicz, Nasi starsi bracia w wierze, "Pielgrzym Polski" 1995, nr 673, s. 12; por. D. Pałka, Kościół katolicki wobec Żydów w Polsce międzywojennej, Kraków 2006, s. 315).
13 D. Pałka, Kościół katolicki..., s. 315.
14 Ibidem..., s. 323-324.
15 Zdaniem Petera Dembowskiego (Chrześcijanie..., s. 63) okoliczności tego przecieku nie zostały ostatecznie zbadane. W znajdującym się w zbiorach ANN Raporcie z Getta dla Delegatury Rządu Polskiego na uchodźstwie znalazł on notatkę sporządzoną 25 IV 1941 przez "Lilkę": "Stefan Idzikowski albo Idźkowski, żydowskiego pochodzenia, pracownik warszawskiego oddziału RGO, jest podejrzany o przekazanie Niemcom listy ochrzczonych Żydów, którzy pozostali po aryjskiej stronie Warszawy".
16 E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939-styczeń 1943, Warszawa 1988, s. 236.
17 P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 50.
18 Za: P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 115.
19 B. Engelking, J. Leociak, Getto..., s. 622.
20 E. Ringelblum, Kronika..., s. 246.
21 P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 84-85; lista ważnych urzędników neofitów w Judenracie podana za Adlerem, s. 106. Ringelblum przytacza komentujący tę sytuację dowcip z getta: "Chcesz otrzymać posadę w gminie żydowskiej, no to wychrzcij się" (Kronika..., s. 327).
22 W relacji z Yad Vashem Stanisław Gajewski przekazuje tę informację usłyszaną od Milejowskiego; B. Engelking, J. Leociak, Getto..., s. 622.
23 Może właśnie wtedy jeden z nich krzyknął: "Precz z Żydami!" (E. Ringelblum, Kronika..., s. 246).
24 "Małym gettem" nazywano część zamkniętej dzielnicy po południowej stronie ulicy Chłodnej. Z "dużym gettem" rozciągającym się na północ od ul. Chłodnej połączone było jedynie wąskim przesmykiem skrzyżowania Żelaznej z Chłodną. Komunikacja między tymi dwoma częściami getta była utrudniona.
25 A. Czarnecki, Parafia..., s. 207.
26 F. Stopniak, Katolickie duchowieństwo w Polsce i Żydzi w okresie niemieckiej okupacji, [w:] K. Dunin-Wąsowicz (red.), Społeczeństwo polskie wobec martyrologii i walki Żydów w latach II wojny światowej. Materiały z sesji w Instytucie Historii PAN w dniu 11 III 1993 r., Warszawa 1996, s. 27.
27 A. Czarnecki, Parafia..., s. 206. Autorowi nie udało się dotrzeć do oficjalnego dokumentu zatwierdzającego ks. Czarneckiego na to stanowisko. Z ustnego przekazu warszawskiego duchowieństwa wynika, że był to jedyny taki przypadek w Polsce, gdyż w innych gettach nie było czynnych kościołów.
28 "Był to ksiądz młody, nie miał tego namiętnego stosunku do życia co prałat, ale posiadał słodycz i dobroć kapłana. Był przez wszystkich lubiany i szanowany. A jego miły i serdeczny sposób bycia działał kojąco" (L. Hirszfeld, Historia..., s. 254).
29 P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 77.
30 J. Maj, O Matce Bożej z Getta Warszawskiego i o pracy tam ks. Antoniego Czarneckiego, [w:] J. Maj (red.), Usiłowałem tym ludziom pomóc, Warszawa-Kielce 2004, s. 45, nieco inne dane podaje w swojej relacji R. Hermelin: "Zasadniczo kościół był czynny 3 razy w tygodniu. W niedzielę zbierało się do 100 (stu) wiernych" (R. Hermelin, Bez tytułu, Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego 349/2610, s. 26).
31 R. Dobrzyński, Ulica Zamenhofa. Rozmowa z wnukiem twórcy języka esperanto, Bielsko-Biała 2001, s. 143.
32 Według niektórych dokumentów posługę duszpasterską w parafii pełnił jeszcze ks. Tadeusz Nowotko (J. Doliwa Śledziński, Warszawskie getto żydowskie i kościół Wszystkich Świętych na placu Grzybowskim, AŻIH 301/6010, s. 1-3; Z. Król, Relacja, AŻIH 349/2610, s. 41). We wspomnieniach jednak wymieniani byli wyłącznie ks. Godlewski i ks. Czarnecki.
33 R. Hermelin, Bez tytułu, s. 26.
34 A. Czarnecki, Parafia..., s. 207.
35 J. Maj, O Matce Bożej..., s. 44-45.
36 J. Maj, O Matce Bożej..., s. 44.
37 Autor przeprowadził z ks. Józefem Majem wywiad 4 sierpnia 2008 r.
38 Niedługo przed swoją śmiercią w 1989 r. ks. Czarnecki opowiadał swojemu następcy o specyficznych problemach duszpasterskich "żydowskich katolików". Cechował ich "ogromny indywidualizm" i świetna znajomość Starego Testamentu. Obrona chrześcijańskiego monoteizmu była dla nich sprawą najistotniejszą. Jednocześnie wykazywali "nieco protestanckie" podejście do Maryi. Ksiądz Czarnecki wspominał swoje trudności w tłumaczeniu podstawowych zagadnień mariologii takich jak Niepokalane Poczęcie NMP. Maryję traktowali "bardziej historycznie niż mistycznie" (J. Maj, O Matce Bożej..., s. 50-51; wywiad z ks. J. Majem z 4 sierpnia 2008 r.).
39 Ks. J. Maj, Notatka o ks. Antonim Czarneckim, AŻIH 349/2610, s. 46-47.
40 L. Hirszfeld, Historia..., s. 253.
41 Zainteresowanym życiem tego wybitnego naukowca, którego jeszcze wiele razy będziemy przywoływać, można polecić książkę: W. Kozuschek, Ludwik Hirszfeld (1884-1954). Rys życia i działalność naukowa, Wrocław 2005.
42 Niedługo po objęciu probostwa tak bronił się przed zarzutem antysemityzmu: "Czyż jednak słyszał kto, abym kiedykolwiek wystąpił z nienawiścią do żydów? Czy wskażą mi choć jeden artykuł, w którym mogliby się dopatrzyć czegoś niezgodnego z nauką Chrystusową? Nie, zadaniem mojem było i jest, jako kapłana i obywatela kraju, uczyć, że kochać bliźniego jak siebie samego, to nie znaczy, abyśmy mieli dla obcych i wrogich sobie przybyszów samobójstwa się dopuszczać lub oddać w ich ręce ziemię i domy nasze, a samym do Ameryki wywędrować. Dzwonienie na trwogę, gdy niebezpieczeństwo nam zagraża ze strony żydów; chyba nie może być wzięte za nienawiść względem nich" [pisownia oryginalna] (M. Godlewski, Nie czyń tego nikomu, co tobie nie miło, "Kuryer dla Wszystkich" 1915, nr 102, s. 1).
43 Anonim, Wspomnienie o prałacie Godlewskim, AŻIH 349/2610, s. 21.
44 A. Czarnecki, Parafia..., s. 207.
45 L. Hirszfeld, Historia..., s. 253-254.
46 A. Czarnecki, Parafia..., s. 207.
47 M. Godlewski, Praca pasterska na parafii w czasach obecnych, "Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie" 1918, nr 10, s. 402.
48 R. Hermelin, Bez tytułu..., s. 24.
49 R. Dobrzyński, Ulica Zamenhofa..., s. 141.
50 Hermelin oskarżał np. B. Pfau o kradzież żywności (R. Hermelin, Bez tytułu..., s. 26).
51 A. Czarnecki, Parafia..., s. 207.
52 Hirszfeld pisał: "[Godlewski] stał na czele Caritasu dzielnicy. I kazał rozdawać zupę bez względu na to, czy głodny jest chrześcijaninem czy Żydem" (L. Hirszfeld, Historia..., s. 254).
53 R. Hermelin, Bez tytułu..., s. 26.
54 A. Czarnecki, Parafia..., s. 208, wersję Czarneckiego pośrednio potwierdza Ringelblum: "W dzień Hoszana Raba przyjęło chrzest ponad 50 osób (informacja z Gminy Żydowskiej). Przyczyna: Caritas troszczy się o neofitów" (E. Ringelblum, Kronika..., s. 327).
55 Pełen nieścisłości artykuł w "Słowie Powszechnym" nazywa to: "karmieniem umierających z głodu dzieci żydowskich drugim śniadaniem" (Misjonarze za murami ghetta, "Słowo Powszechne" 1947, nr 28, s. 7).
56 R. Hermelin, Relacja..., s. 26; A. Czarnecki, Parafia..., s. 208.
57 A. Czarnecki, Parafia..., s. 208; zob. też przyp. 62.
58 A. Czarnecki, Parafia..., s. 208.
59 A. Czarnecki, Parafia..., s. 209. Według relacji Stanisława Adlera, prof. Ettinger został wybrany na sędziego getta. Wzbudziło to protest środowiska ortodoksyjnego, które, mimo że kandydaturze Ettingera nie można było z formalnego punktu widzenia nic zarzucić, nie życzyło sobie, by praktykujący katolik pełnił takie ważne stanowisko w getcie. Poza uczestnictwem w radzie parafialnej Ettinger organizował też potajemne zajęcia z prawa w getcie (za Marianowiczem P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 105-106). Ettinger podobnie jak Hirszfeld zdawał sobie sprawę z niezmiernie ważnej roli edukacji dla przetrwania ducha w narodzie żydowskim. Hirszfeld mógł jednak swoje zajęcia z medycyny prowadzić legalnie, gdyż Niemcy w obawie przed epidemią zezwolili na kursy dla lekarzy (L. Hirszfeld, Historia..., s. 208).
60 L. Hirszfeld, Historia..., s. 254.
61 L. Hirszfeld, Historia..., s. 254.
62 Tak wysokie zdanie miał ks. Czarnecki o religijności córki profesora, Marysi Hirszfeldównie (J. Maj, O Matce Bożej..., s. 47).
63 Swój udział w liturgii opisuje niezwiązany z Kościołem historyk żydowski - Marian Małowist, za: P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 124.
64 A. Czarnecki, Parafia..., s. 211.
65 P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 81.
66 L. Hirszfeld, Historia..., s. 255.
67 R. Hermelin, Bez tytułu, s. 27.
68 L. Hirszfeld, Historia..., s. 254-255. Tam też można przeczytać jedyną w swoim rodzaju duchową interpretację części Mszy św.; J. Maj, O Matce Bożej..., s. 49-52; A. Czarnecki, Parafia..., s. 210.
69 Być może echa kazań słychać w wierszu Muriel Kordowicz: Maryi Niepokalanie Poczętej z warszawskiego getta, AŻIH 349/2610, s. 82.
70 R. Dobrzyński, Ulica Zamenhofa..., s. 142.
71 L. Hirszfeld, Historia..., s. 253.
72 Ringelblum przytacza plotkę, jakoby ks. Godlewski na kazaniu nakazał neofitom wyparcie się Żydów (E. Ringelblum, Kronika..., s. 341). Polemizuje z nią Dembowski, twierdząc, że Godlewski mógł tylko zachęcać do strzeżenia wiary chrześcijańskiej (P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 94).
73 Świadectwo Jachiela Górnego znajduje się w zbiorach ŻIH. Obszerny fragment cytuje P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 120-121.
74 L. Hirszfeld, Historia..., s. 254.
75 A. Czarnecki, Parafia..., s. 210.
76 Prawdopodobnie, zgodnie z utartą praktyką, ks. Czarnecki chodził do chorych z Najświętszym Sakramentem. Nie wiemy, czy towarzyszył mu ministrant z dzwonkiem, tak jak to było zalecane. Gdyby tak było, to z pewnością widok katolickiego księdza w szatach liturgicznych i cyborium oraz ministranta dzwoniącego na ulicy getta musiał budzić zdziwienie. Być może ślady pamięci takich procesji znajdują się w artykule ze "Słowa Powszechnego", który opisuje, jak ks. Godlewski codziennie wynosi Najświętszy Sakrament z getta.
77 A. Czarnecki, Parafia..., s. 209.
78 P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 109.
79 A. Czarnecki, Parafia..., s. 208.
80 A. Weksztein, Bez tytułu, AŻIH 302/204, s. 164.
81 A. Czarnecki, Parafia..., s. 208.
82 B. Engelking, J. Leociak, Getto..., s. 623.
83 J. Maj, O Matce Bożej..., s. 50.
84 Anonim, Wspomnienie..., s. 21.
85 F. Stopniak, Katolickie duchowieństwo..., s. 27.
86 L. Hirszfeld, Historia..., s. 255.
87 A. Czarnecki, Parafia..., s. 209.
88 J. Maj, O Matce Bożej..., s. 47.
89 Odlew cynowo-ołowiowy o wysokości 90 cm i szerokości 40 cm zwany "Matką Bożą z Getta" stoi obecnie na terenie kościoła św. Katarzyny w Warszawie.
90 Czarnecki, Parafia..., s. 208.
91 J. Maj, O Matce Bożej..., s. 47.
92 J. Maj, O Matce Bożej..., s. 46.
93 J. Maj, O Matce Bożej..., s. 50.
94 L. Hirszfeld, Historia..., s. 271.
95 Zaleski-Zamenhof w swoim piśmie do ŻIH wspomina, że przy wydawaniu świadectw chrztu dla uspokojenia własnego sumienia ks. Czarnecki dokonywał symbolicznego pokropienia wodą. Louis C. Zaleski-Zamenhof, Pismo z dnia 28 V 2002 do ŻIH na ręce Janiny Sacharewicz, AŻIH 349/2610, s. 20.
96 P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 81.
97 A. Czarnecki, Parafia..., s. 211. Zdaniem ks. Czarneckiego, prałata Godlewskiego nie było na ostatniej Mszy św., gdyż przepustkę zabrano mu kilka tygodni wcześniej. Nieco inaczej przedstawia tę sprawę Hermelin, który twierdzi, że żegnał się z ks. Godlewskim we wtorek, 28 lipca (R. Hermelin, Bez tytułu..., s. 26). Relację Czarneckiego potwierdza Hirszfeld.
98 A. Czarnecki, Parafia..., s. 211.
99 P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 148.
100 Najprawdopodobniej właśnie to tłumaczenie zostało przeczytane z ambony tamtej niedzieli. Cyt. za: Mszał Rzymski w skróceniu wydany z rozporządzenia Jego Eminencji Edmunda Kardynała Dalbora arcybiskupa gnieźnieńskiego i poznańskiego, prymasa Polski przez ks. Aleksandra Żychlińskiego, wyd. III uzup., Poznań-Warszawa-Wilno-Lublin 1931.
101 A. Czarnecki, Parafia..., s. 211.
102 L. Hirszfeld, Historia..., s. 271.
103 A. Czarnecki, Parafia..., s. 211.
104 J. Maj, O Matce Bożej..., s. 48.
105 Henryk Makower tak wspomina to wydarzenie: "Na początku Akcji Niemcy i Ukraińcy zniszczyli plebanię. Zabrali wszystkich mieszkańców, którzy nie zdołali przedostać się "na drugą stronę". Z okien mojego szpitala przy ulicy Leszno widziałem masę ludzi idących z "małego getta" przez Żelazną i Nowolipki na Umschlagplatz. Szli w milczeniu. Wszystko, co słyszałem, to dźwięk butów stąpających po chodniku. Zauważyłem wielu moich przyjaciół z parafii wśród tych ludzi". Cyt. za: P. Dembowski, Chrześcijanie..., s. 149.
106 Tak było w przypadku Dionizego Gelbarda, drugiego kierownika parafialnej kuchni. Na Umschlagplatz poszedł razem z żoną. Jemu udało się uratować, jej nie. Potem ukrywał się i był lekarzem "leśnych partyzantów" w Biłgoraju. Zadenuncjowany przeniósł się do Lwowa. Tam w roku 1943 spotkał swoją przyszłą drugą żonę, Helenę Gadomską (Hanneman), Żydówkę, która z fałszywym ausweisem przynosiła kiedyś jedzenie na pl. Grzybowski. Ksiądz Godlewski pobłogosławił ich małżeństwo i pomógł Dionizemu wyrobić fałszywe dokumenty, dzięki którym, jako Edward Gadomski, przeżył do końca wojny i został sekretarzem generalnym Gminy Żydowskiej w Lublinie. Rękopis relacji Heleny Gadomskiej w archiwum ŻIH, sygn. 301/5624.
107 J. Maj, O Matce Bożej..., s. 51-52. Wywiad z księdzem Józefem Majem 4 sierpnia 2008 r.
Skrócony przedruk z "Biuletynu IPN" 2009, nr 3.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=ip03.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 01 mar 2012, 15:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Inka (1928 - 1946) - pisane tej nocy

Obrazek

To przecież nastolatka tylko.
Śmieszny kołnierzyk przy sukience.
Jeszcze bawiła się przed chwilką,
Włosy spinała tak naprędce.
A tu przysięga - słowa wielkie!
I ona przy nich całkiem tycia:
"W obliczu Boga walczyć będzie
Aż do ofiary swego życia"
Już tatuś z mamą dali przykład
I czy jest wierna - patrzą z nieba.
Śmierć czasem to powinność zwykła,
Więc się zachowa tak, jak trzeba...

Jak to jest - zabić nastolatkę?
Blask zgasić w oczach, zamknąć usta?
Przerwać marzenia, co ukradkiem
Snuły się nawet w celi pustej?

Ktoś wydał wyrok i żył dalej.
Ktoś milczał - nie wydobył głosu.
Ktoś prawdy nie chce słuchać wcale.
Ktoś ma awersję do patosu...

Lecz to zdarzyło się pod słońcem!
Umarła pięknie jak natchniona!
Na krzyżu Chrystus konający
Otworzył Ince swe ramiona.


http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/na ... 928_-_1946)_-_pisane_tej_nocy_34399


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 23 mar 2012, 08:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Pamiętamy o Ulmach

24 marca 68 lat temu w Markowej na Podkarpaciu Niemcy za ukrywanie Żydów rozstrzelali Józefa i Wiktorię Ulmów wraz z ich siedmiorgiem dzieci: najstarszą Stanisławą (miała 8 lat), Barbarą, Władysławem, Franciszkiem, Antonim, Marią. Najmłodsze, jak wykazała ekshumacja, narodziło się po śmierci matki. Od 2003 roku trwa proces beatyfikacyjny Sług Bożych rodziny Ulmów. Dziś w Markowej rozpoczynają się uroczystości rocznicowe upamiętniające ich śmierć.

- Ulmowie nie byli jedyną rodziną, która ukrywała Żydów, ani jedyną rodziną, która zginęła w obronie Żydów. Wyniesienie ich na ołtarze będzie oddaniem hołdu tym wszystkim, którzy w dramatycznej sytuacji, nie zważając na grożącą śmierć, stawali w obronie pokrzywdzonych. Ta rodzina, ci ludzie zasługują na ukazanie ich dzisiaj nie tylko Kościołowi w Polsce, ale także Kościołowi powszechnemu jako bohaterskich wyznawców Chrystusa, męczenników, którzy ponieśli śmierć w obronie wartości wypływających z wiary - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. dr Józef Bar, wikariusz sądowy, delegat metropolity przemyskiego w procesie pomocniczym dotyczącym rodziny Ulmów. W lipcu akta sprawy w toczącym się postępowaniu kanonicznym trafiły do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, są tam rozpatrywane w ramach procesu beatyfikacyjnego drugiej grupy polskich męczenników II wojny światowej. Uroczyste zakończenie etapu diecezjalnego tego procesu odbyło się w maju zeszłego roku w Pelplinie.
24 marca 1944 r. po okrutnym mordzie ciała pogrzebano w ogrodzie, obok zabudowań gospodarstwa Ulmów, w jednym miejscu Żydów, w drugim Polaków. Przypomnijmy: gdy ekshumowano ciała rodziny Ulmów, aby pochować ich doczesne szczątki na cmentarzu, okazało się, że wśród zamordowanych jest siódme dziecko Wiktorii i Józefa. Świadek ekshumacji zeznał, że częściowo doszło do porodu siódmego dziecka w grobie.
Czy najmłodsze dziecko Ulmów zostanie także beatyfikowane? - Nie wiadomo jeszcze, jak Kongregacja rozstrzygnie sprawę odnośnie do najmłodszego nieochrzczonego dziecka Ulmów - zaznacza ks. dr Józef Bar. - Proces beatyfikacyjny dotyczy rodziny Ulmów, a dziecko to należy do rodziny od momentu poczęcia - podkreślił. Istnieje przekonanie, że dzieci, które umierają przed przyjęciem chrztu świętego, w wierze rodziców, pragnieniu dla nich chrztu, dostępują zbawienia.

Rocznica w Markowej
Dziś, w przeddzień tragicznej rocznicy, w Markowej odbędą się uroczystości upamiętniające wydarzenia sprzed 68 lat. Ksiądz arcybiskup Józef Michalik, metropolita przemyski, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, będzie przewodniczył Mszy św. o godz. 10.00 w intencji beatyfikacji Sług Bożych rodziny Ulmów. - W organizację tegorocznych uroczystości włączył się rzeszowski oddział IPN i Narodowy Bank Polski, który wydał monety poświęcone Polakom ratującym Żydów: rodzinie Ulmów, Baranków i Kowalskich. Monety zostaną zaprezentowane i wręczone rodzinom osób, które ratowały Żydów z Markowej i z Podkarpacia - mówi Mateusz Szpytma, krewny Wiktorii Ulmowej z domu Niemczak, pracownik krakowskiego oddziału IPN.
W Markowej powstaje Muzeum Polaków Ratujących Żydów na Podkarpaciu im. Rodziny Ulmów. Podczas uroczystości rocznicowych zostanie podpisany akt erekcyjny budowy tego muzeum. Jak zaznacza Mateusz Szpytma, obchody 68. rocznicy zamordowania rodziny Ulmów wraz z ukrywanymi przez nich rodzinami Szallów i Goldmanów zostaną również rozszerzone o złożenie kwiatów w miejscu pochówku obu rodzin żydowskich na cmentarzu w Jagielle-Niechciałkach koło Przeworska. - Po latach poszukiwań udało się historykom odnaleźć miejsce pochówku Żydów, którzy zostali zamordowani z Ulmami - wyjaśnia Mateusz Szpytma. - Ekshumacja ciał rodzin żydowskich odbyła się w 1947 roku, wówczas przeniesiono je właśnie na cmentarz wojenny w Jagielle-Niechciałkach - dodaje.

Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 25 lip 2012, 13:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Po­la­cy spa­le­ni żyw­cem za Po­moc Ży­dom

Gross nie na­pi­sał o ro­dzi­nie Ko­wal­skich...

Ca­ły świat sły­szał o sto­do­le w Je­dwab­nem. Nie usta­ją oskar­że­nia Po­la­ków o mor­do­wa­nie Ży­dów we­spół z „na­zi­sta­mi”. Istot­ny jest przy tym fakt, że od­po­wie­dzial­no­ścią za ho­lo­kaust nie są dziś obar­cza­ni Niem­cy a „hi­tle­row­cy” lub „na­zi­ści”. Nikt nie wa­ży się po­wie­dzieć, że na Wo­ły­niu mor­do­wa­li Po­la­ków Ukra­iń­cy, jest tyl­ko mo­wa o UPA. I nikt nie po­wie, że żoł­nie­rzy AK tor­tu­ro­wa­li i mor­do­wa­li Ży­dzi w ra­dziec­kich mun­du­rach. Mó­wi się tyl­ko o NKWD i UB. Za to nikt nie mó­wi o szmal­cow­ni­kach, tyl­ko o Po­la­kach. Gross na­pi­sał w „Są­sia­dach” o sto­do­le, w któ­rej spło­nę­li Ży­dzi. Nie na­pi­sał za to o Po­la­kach spa­lo­nych żyw­cem za ukry­wa­nie ży­dow­skich są­sia­dów. Dla­cze­go? Czy dla­te­go, że praw­da bu­rzy je­go cho­re wi­dze­nie świa­ta? Dla­cze­go Gross nie na­pi­sał o ro­dzi­nie Ko­wal­skich? O in­nych pol­skich ro­dzi­nach, któ­re od­da­ły ży­cie za ży­dow­skich są­sia­dów, cho­ciaż udzie­la­nie im po­mo­cy nie by­ło ich obo­wiąz­kiem, a by­ło sza­lo­nym ry­zy­kiem, za któ­re za­pła­ci­li naj­wyż­szą ce­nę?

Są­sie­dzi spa­le­ni żyw­cem, roz­strze­la­ni i mor­do­wa­ni

Cie­pie­lo­wo to wieś pod Ra­do­miem. Wieś ja­kich wie­le, któ­rej miesz­kań­cy, jak wie­lu in­nych w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej, ukry­wa­li Ży­dów. Za­pła­ci­li za to naj­wyż­szą ce­nę. W 1942 ro­ku Niem­cy za po­moc Ży­dom spa­li­li żyw­cem trzy­dzie­stu czte­rech miesz­kań­ców tej wio­ski. Wśród nich ca­łą ro­dzi­nę Ko­wal­skich – Bro­ni­sła­wę, Ada­ma i pię­cio­ro ich dzie­ci. Je­sie­nią 1942 ro­ku Adam i Bro­ni­sła­wa Ko­wal­scy przy­ję­li pod swój dach El­kę Cu­kier i Be­re­ka Pi­ne­che­sa, sy­na cie­pie­low­skie­go kraw­ca. Po­dob­nie zro­bi­ły ro­dzi­ny Obu­chie­wi­czów, Ko­sio­rów i Sko­czy­la­sów, któ­re rów­nież udzie­li­ły schro­nie­nia ży­dow­skim są­sia­dom. Nie na dłu­go. Już 6 grud­nia wio­skę oto­czy­li żan­dar­mi. Ada­ma Ko­wal­skie­go, je­go żo­nę Bro­ni­sła­wę oraz ich dzie­ci – szes­na­sto­let­nią Ja­ni­nę, dwu­na­sto­let­nią Zo­fię, sze­ścio­let­nie­go Ste­fa­na, czte­ro­let­nie­go Hen­ry­ka oraz rocz­ne­go Ta­de­usza – prze­pro­wa­dzi­li do drew­nia­ne­go do­mo­stwa Obu­chów po­ło­żo­ne­go w są­siedz­twie ich do­mu. Wrzu­ci­li ich do środ­ka, za­ry­glo­wa­li drzwi, oto­czy­li bu­dy­nek i pod­pa­li­li go. Z pło­ną­ce­go do­mu uda­ło się wy­biec moc­no po­pa­rzo­nej Ja­ni­nie. Niem­cy ją za­strze­li­li i cią­gnąc za war­kocz wrzu­ci­li spo­wro­tem do środ­ka. Spa­li­li żyw­cem ca­łą ro­dzi­nę, na­wet ma­lut­kie dziec­ko.
Za po­moc Ży­dom w Cie­pie­lo­wie i po­bli­skiej Rę­kaw­ce 6 i 7 grud­nia 1942 ro­ku Niem­cy za­strze­li­li lub spa­li­li żyw­cem tak­że in­nych Po­la­ków – sze­ścio­oso­bo­wą ro­dzi­nę Obu­chie­wi­czów (w tym sied­mio­mie­sięcz­ne dziec­ko), czter­na­ście osób z ro­dzi­ny Ko­sio­rów (w tym pię­cio­ro dzie­ci po­ni­żej 15. ro­ku ży­cia: ośmio­let­nie­go Ja­na, pię­cio­let­nie­go Mie­czy­sła­wa, czte­ro­let­nie­go Ma­ria­na, trzy­let­nią Te­re­sę oraz 13-let­nią Hen­ry­kę Kor­du­lę, któ­ra przy­pad­ko­wo zna­la­zła się w do­mu Ko­sio­rów) oraz Pio­tra Sko­czy­la­sa z ośmio­let­nią cór­ką Le­oka­dią. War­to zwró­cić uwa­gę, że na trzy­dzie­ści czte­ry za­mor­do­wa­ne oso­by po­ło­wa to by­ły dzie­ci. Dzie­ci, któ­rych ro­dzi­ce za­ry­zy­ko­wa­li ich ży­ciem, by po­móc ży­dow­skim są­sia­dom, cza­sem zu­peł­nie ob­cym lu­dziom, któ­rzy za­pu­ka­li do ich drzwi. Wo­bec tych fak­tów, za­rzu­ty, że Po­la­cy po­mo­gli zbyt ma­łej licz­bie Ży­dów są po pro­stu ha­nieb­ne. Dla­cze­go Gross ani je­mu po­dob­ni nie za­da­ją dość pro­ste­go py­ta­nia – ilu Ży­dów za­ry­zy­ko­wa­ło by ży­ciem swo­ich dzie­ci, by ra­to­wać Po­la­ków? A ilu z ura­to­wa­nych za­cho­wa­ło się jak Abram Tau­ber, któ­re­mu w cza­sie woj­ny żoł­nie­rze AK ura­to­wa­li ży­cie, a któ­ry ja­ko ko­men­dant Po­wia­to­we­go Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa w Cho­dlu oso­bi­ście za­mor­do­wał lu­dzi, dzię­ki któ­rym prze­żył woj­nę? Ilu ura­to­wa­nych Ży­dów zo­sta­ło ube­ka­mi, wiel­ce za­słu­żo­ny­mi w mor­do­wa­niu Po­la­ków? Dla­cze­go nikt nie pa­mię­ta dziś o Ja­dwi­dze Sa­łek – De­ne­ko, któ­ra wy­pro­wa­dza­ła z war­szaw­skie­go get­ta Ży­dów i ukry­wa­ła ich po „aryj­skiej” stro­nie, mię­dzy in­ny­mi w klasz­to­rach? Ja­dwi­ga nie tyl­ko po­ma­ga­ła Ży­dom, ale tak­że dzia­ła­ła w kon­spi­ra­cji. 25 li­sto­pa­da 1943 ro­ku punkt kol­por­ta­żo­wy, któ­ry pro­wa­dzi­ła, zo­stał od­kry­ty przez Niem­ców. Pod­czas re­wi­zji oprócz pra­sy zna­leź­li oni tak­że ukry­wa­ją­cą się w miesz­ka­niu ro­dzi­nę ży­dow­ską. 6 stycz­nia 1944 r. Ja­dwi­gę Sa­łek-De­ne­ko Niem­cy roz­strze­la­li w ru­inach get­ta wraz z 11 Ży­dów­ka­mi o nie­usta­lo­nych da­nych.

Ży­dzi też wy­da­wa­li

Za po­moc Ży­dom roz­strze­la­ne zo­sta­ły tak­że in­ne pol­skie ro­dzi­ny, w tym ro­dzi­na Ba­ran­ków. Łu­cja i Win­cen­ty Ba­ran­ko­wie, miesz­kań­cy pod­mie­chow­skiej wsi Sie­dli­ska, ukry­wa­li w swym do­mu 4 Ży­dów – kraw­ców z Mie­cho­wa. Nie wia­do­mo, jak na trop ukry­wa­nych wpa­dli Niem­cy – czy był to do­nos, czy Niem­cy prze­chwy­ci­li li­sty ro­dzin ży­dow­skich, czy wy­dał ich tor­tu­ro­wa­ny przez ge­sta­po czło­nek mie­chow­skiej ko­mór­ki AK. Fak­tem jest, że 15 mar­ca 1942 ro­ku nad ra­nem wpa­dli do go­spo­dar­stwa Ba­ran­ków. Szyb­ko zna­leź­li ukry­wa­ją­cych się w chle­wie Ży­dów. Roz­strze­la­li ich na po­dwór­ku, przy stud­ni. Łu­cja i Win­cen­ty oraz dwaj ich sy­no­wie dwu­na­sto­let­ni Hen­ryk i dzie­się­cio­let­ni Ta­de­usz zo­sta­li za­mor­do­wa­ni w sto­do­le. Po­dob­ny los spo­tkał czte­rech bra­ci któ­rzy wraz z in­ny­mi miesz­kań­ca­mi wsi Pan­ta­lo­wi­ce i Ha­dle Szklar­skie na Rze­szowsz­czyź­nie ukry­wa­li w le­śnym bun­krze kil­ko­ro Ży­dów. Nie mie­li dy­le­ma­tów Bar­to­szew­skie­go i nie za­sta­na­wia­li się, czy ktoś zo­ba­czy, ile chle­ba nio­są – do­star­cza­li Ży­dom je­dze­nie. Nie zdra­dził ich są­siad. Nie wy­da­li Po­la­cy. Niem­cy schwy­ta­li jed­ną z ukry­wa­ją­cych się w bun­krze Ży­dó­wek. Pod­czas prze­słu­cha­nia (za­pew­ne bar­dzo bru­tal­ne­go) zdra­dzi­ła na­zwi­ska swo­ich do­bro­czyń­ców. 4 grud­nia 1942 ro­ku Niem­cy roz­strze­la­li bra­ci: naj­star­szy, Wła­dy­sław miał
31 lat, naj­młod­szy Ta­de­usz 19. Wraz z ni­mi za tę sa­mą „zbrod­nię” zgi­nę­li też Emi­lia i Win­cen­ty Le­wan­dow­scy, Zo­fia i Ja­kub Ku­szek oraz Zo­fia Ku­bic­ka.

Wdzięcz­ność?

Za po­moc Ży­dom Po­la­cy gi­nę­li każ­de­go dnia przez ca­łą oku­pa­cję. Nie wszyst­kie przy­pad­ki zo­sta­ły od­no­to­wa­ne, nie wszyst­kie za­pa­mię­ta­ne. Część z nich ży­je tyl­ko w pa­mię­ci miesz­kań­ców wsi i mia­ste­czek, pa­mię­ta­ją­cych, że któ­ryś z są­sia­dów ukry­wał Ży­dów. I tyl­ko w ich pa­mię­ci. In­sty­tut Yad Ve­shem nie­ste­ty nie o wszyst­kich wie i chce pa­mię­tać. Oczy­wi­ście jest od­zna­cze­nie – „Spra­wie­dli­wi wśród na­ro­dów świa­ta” oraz drzew­ka dla lu­dzi, któ­rzy ra­to­wa­li Ży­dów. Hań­bą jest, że jest ich tak ma­ło. Hań­bą jest, że dzie­siąt­ki Po­la­ków, któ­rzy po­ma­ga­li Ży­dom ni­g­dy nie do­cze­ka­li się za to wdzięcz­no­ści. Nikt im ni­g­dy nie po­dzię­ko­wał, nie wrę­czył or­de­ru, nie za­pi­sał ich na­zwisk. Wy­ol­brzy­mia się kil­ku szmal­cow­ni­ków, za­chod­nie me­dia wciąż pi­szą o „pol­skich obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych” i nie­wie­le osób ma ty­le mą­dro­ści,
co Sze­wach We­is, któ­ry po­tra­fi do­strzec i do­ce­nić bo­ha­ter­stwo Po­la­ków. Ich głos zbyt czę­sto gi­nie w fa­li kry­ty­ki, któ­rej pod­da­wa­ne są na­wet pro­jek­ty upa­mięt­nie­nia pol­skich bo­ha­te­rów. Ar­ka­diusz Go­łę­biow­ski i Ma­ciej Paw­lic­ki na­krę­ci­li film pt. „Ro­dzi­na Ko­wal­skich” w zbe­le­try­zo­wa­ny spo­sób po­ka­zu­ją­cy ich mę­czeń­stwo.
Po je­go pre­mie­rze na stro­nie in­ter­ne­to­wej www.​sprawiedliwi.​org, pro­wa­dzo­nej przez Mu­zeum Hi­sto­rii Ży­dów Pol­skich moż­na by­ło zna­leźć… kry­ty­kę te­go fil­mu, a w je­go re­cen­zji prze­czy­tać o „na­zi­stach”, któ­rzy za­bi­li pol­ską ro­dzi­nę. Na­zi­stach, nie Niem­cach. Moż­na też by­ło prze­czy­tać, że twór­cy za­wy­ży­li licz­bę Po­la­ków po­ma­ga­ją­cych Ży­dom a je­go fa­bu­la­ry­zo­wa­ne frag­men­ty są „pro­pa­gan­do­we i sztucz­ne”. Cóż, każ­dy ma pra­wo do wła­snej oce­ny, ale mo­że w ta­kim ra­zie au­tor re­cen­zji od­niósł­by się z rów­nym za­cię­ciem do kłamstw opo­wia­da­nych przez Gros­sa?

Źró­dła: Mar­cin Ro­sa­lak: „Lu­dzie, któ­rych war­to pa­mię­tać” www.​rp.​pl 16.09.2008
www. sprawiedliwi.​org.​pl

http://www.warszawskagazeta.pl/historia ... pomoc-ydom


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 24 sty 2013, 14:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/01/24 ... -za-zydow/

Oddali życie za Żydów… a ilu Żydów oddało życie za Polaków?
Posted by Marucha w dniu 2013-01-24 (czwartek)

Nadesłał p. Zdziwiony – admin

Gorąco proszę o nagłośnienie tego filmu.
W 1968 roku ukazał się film “Sprawiedliwi”, który w świetle świadectw świadków i dokumentów ukazywał niezłomną postawę Polaków ratujących Żydów podczas II wojny światowej.
Film jeden jedyny raz wyemitowany w TVP dostał “pułkownika”, czyli leżenie na półce. A zatem przypominamy go, ale już z uwspółcześnionym wstępem.
Białka – wymordowani bo pomagali Żydom
Z filmu “Sprawiedliwi”, można usłyszeć – w relacji Kazimierza Sidora – o tragedii w Białce. To tu 7 grudnia 1942 roku Niemcy rozstrzelali prawie 100 mieszkańców wioski, która pomagała licznej ludności żydowskiej ukrywającej się w lasach parczewskich.
Po wymordowaniu ukrywających się Żydów, Niemcy zaczęli w okolicznych miejscowościach dochodzić, kto pomagał ukrywającym się. Mieszkańcy Białki nikogo nie wydali.
Wszyscy mężczyźni między 12. a 60. rokiem życia zostali ustawieni przed miejscową szkołą w piątkach i kolejno wyprowadzani za szkołę i rozstrzeliwani. Kolejni, zorientowawszy się zaczęli uciekać. Niemcy strzelali do Polaków, jak do kaczek. Następnie jeszcze dobijano tych, którzy leżąc we krwi jęczeli.
W tym czasie wszystkie dzieci, kobiety, dziadkowie zostali zebrani w szkole i pilnowani, by nie podchodzili do okien. Kiedy po rzezi mężczyzn, reszta mieszkańców została wypuszczona i zobaczyła pomordowanych mężów, braci, ojców… nie ma słów, by oddać ogrom bólu tych, którzy przeżyli; niektórzy żyją do dziś.
Warto dodać, że do dziś w Białce nie pojawiła się choćby najmniejsza delegacja przedstawicieli żydowskich, by choć na chwilę pochylić czoło przed tymi, którzy życie oddali za pomoc ich żydowskim braciom.
Warto, by pan Gross odwiedził to miejsce!
1. Kopiec usypany za szkołą gdzie rozstrzeliwano kolejne piątki Polaków.
2. Widok na szkołę i okoliczny plac gdzie strzelano do rozbiegających się i uciekających Polaków. W oddali kopiec – pomnik.
3. Pamiątkowy pomnik przed szkołą z nazwiskami pomordowanych Polaków.
Do tematu będziemy wracać. Być może uda się przygotować reportaż na ten temat.

Autor: Andrzej Wronka

Film dokumentalny Sprawiedliwi z 1968 / 2011 r. – II WŚ – Polacy – Żydzi
http://www.youtube.com/watch?v=eFSh_J6gLMU

Ryszard Gontarz – Komentarz do filmu Sprawiedliwi z 1968 r.
http://www.youtube.com/watch?v=N1R6NzmM78Y

“Rewolta marcowa ” marzec 1968
http://www.youtube.com/watch?v=SyQdd_V-UCQ

http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/20 ... 3/#respond


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 22 mar 2013, 07:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Rocznica śmierci Ulmów

Małgorzata Bochenek

W niedzielę minie 69. rocznica mordu Sług Bożych z rodziny Ulmów z Markowej na Podkarpaciu, rozstrzelanych przez Niemców za ukrywanie Żydów. Dokumentacja dotycząca procesu beatyfikacyjnego Ulmów jest badana w Rzymie od 2011 roku.

Józef Ulma, jego żona Wiktoria w stanie błogosławionym oraz ich dzieci: Stanisława, Barbara, Włodzimierz, Franciszek, Antoni, Maria, ratując życie innych, złożyli w ofierze własne. Ulmowie ukrywali Żydów z rodzin Szallów i Goldmanów, zginęli wraz z nimi w Markowej 24 marca 1944 roku. Mija 69 lat od tego tragicznego wydarzenia. Uroczystości ku ich pamięci to także hołd składany wielu polskim rodzinom, które zginęły, ratując żydowskie rodziny. W 1995 r. Józefa i Wiktorię Ulmów zaliczono do grona Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Hitlerowcy rozstrzelali rodzinę Ulmów – Wiktorię i Józefa wraz z ich siedmiorgiem dzieci: najstarsza Stanisława miała 8 lat, najmłodsze dziecko, zaczęło się rodzić w chwili egzekucji. Wiemy o tym, gdyż świadek ekshumacji zeznał, że częściowo doszło do porodu siódmego dziecka w grobie.

W 2003 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów, który na etapie diecezjalnym zakończył się w 2008 roku. Następnie akta sprawy zostały włączone do procesu beatyfikacyjnego II grupy polskich męczenników czasu II wojny światowej. Od 2011 r. jest on na etapie rzymskim. Jego postulatorem w Rzymie jest ks. dr Dariusz Drążek. Obecnie trwa formalne sprawdzanie dokumentacji, która została przekazana z Polski. – Akta zostały posegregowane, sprawdzana jest ich wartość prawna, następnym etapem będzie rozpoczęcie studium tych dokumentów – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. dr Dariusz Drążek. Zwraca uwagę, że poszczególne etapy wymagają czasu i trudno mówić o jakichkolwiek datach ich zakończenia.

– Rodzina Ulmów jest chlubą naszego Narodu – podkreśla ks. abp Józef Michalik. – Żeby żyć uczciwie, trzeba trudu i ofiary – mówi metropolita przemyski, który przed tygodniem uczestniczył w uroczystościach Dnia Sług Bożych Ulmów. Mieszkańcy Markowej modlili się o beatyfikację Sług Bożych przy ich grobie oraz przy pomniku poświęconym ich pamięci.

Dla upamiętnienia 70. rocznicy ich męczeńskiej śmierci, którą obchodzić będziemy w przyszłym roku, rada powiatu łańcuckiego 6 marca uchwaliła w powiecie obchody Roku Rodziny Ulmów z Markowej. Rozpocznie się on 24 marca br., a zakończy 24 marca 2014 r. – w 70. rocznicę męczeńskiej śmierci Sług Bożych.

W Markowej powstaje również Muzeum Polaków Ratujących Żydów na Podkarpaciu im. Rodziny Ulmów. 7 marca br. został ogłoszony przetarg na realizację tej inwestycji wg projektu autorstwa pracowni Nizio Design International z Warszawy. Prawdopodobnie już pod koniec kwietnia poznamy wykonawcę. Efekt prac, według zapowiedzi, będzie można zobaczyć około 18 miesięcy po jego wyborze. Akt erekcyjny nowego muzeum podpisany został uroczyście podczas ubiegłorocznych marcowych uroczystości w Markowej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/27544,roc ... ulmow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 16 kwi 2013, 07:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zabójstwo ok.40 granatowych policjantów.Nie chcieli pacyfikować?

Poniżej kilka informacji o śledztwie prowadzonym przez Instytut Pamięci Narodowej - Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, w Krakowie
"S 33/08/Zn – śledztwo w sprawie zbrodni wojennej, stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości i będącej ludobójstwem, popełnionej w bliżej nieustalonym dniu pod koniec 1943 r. lub na początku 1944 r. w Krakowie przez funkcjonariuszy III Rzeszy, którzy naruszając prawo międzynarodowe, dokonali zabójstwa przez rozstrzelanie około 40 funkcjonariuszy [tzw.] Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa, tzw. policji granatowej, i zarazem członków Armii Krajowej"

W toku prowadzonego śledztwa zgromadzono obecnie wystarczający materiał procesowy w postaci zeznań świadków oraz dokumentacji bibliograficznej potwierdzający, iż na przełomie 1943 r. i 1944 r. w Krakowie doszło do zorganizowanej akcji władz niemieckich polegającej na aresztowaniu około 40 funkcjonariuszy [tzw.] Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa - tzw. policji granatowej, którzy w szeregach tej formacji zawiązali struktury konspiracyjne podporządkowane kierownictwu Armii Krajowej. Aresztowani zostali następnie rozstrzelani przez okupanta w Krakowie, na tzw. Krzemionkach. Do chwili obecnej nie są znane losy pomordowanych, ich personalia, a zwłaszcza miejsce pochowania ciał. Prowadzone śledztwo zmierza do wyjaśnienia wszystkich okoliczności popełnienia tej zbrodni. W jego toku weryfikowane są także inne pojawiające się wątki, jak np. ten, iż powodem aresztowania grupy oficerów policji granatowej wiosną 1944 r. była odmowa wymienionych na niemiecką propozycję wyjazdu wraz z innymi formacjami do Bułgarii w celach pacyfikacyjnych. Podobne informacje były także powtarzane w innych dokumentach z tego okresu, choć jako miejsce docelowe wysłania funkcjonariuszy policji granatowej wskazuje się bliżej nieokreślony odcinek frontu wschodniego. Okoliczności te wynikają z odnalezionych dokumentów przechowywanych w Archiwum Akt Nowych w Warszawie, a pochodzą z byłego archiwum Zakładu Historii Partii, Delegatury Rządu na Kraj i archiwum Armii Krajowej." (13.12.2011)
Dokumentów poszukiwano także w niemieckich archiwach.

"Jedną z ostatnich czynności w śledztwie było przesłuchanie świadka Konrada M. W toku ostatnio realizowanych czynności, w trakcie innego równolegle prowadzonego śledztwa przez tut. Komisję, natrafiono na informacje, że w aktach Specjalnego Sądu Karnego, sygn. IPN Kr 502/2858 dot. Leona W. znajdują się istotne materiały dotyczące przedmiotu prowadzonego śledztwa. W związku z tym uzyskano z Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów w Krakowie powyższe akta, które zawierają wiele cennych, nieznanych dotychczas źródeł dowodowych w sprawie. Przeanalizowane dowody wskazują na celowość uzupełnienia materiału dowodowego o przesłuchania kolejnych świadków min. Krystyny W. i Bolesława W."
Sprawa została zakończona postanowieniem o umorzeniu śledztwa z dnia 09.10.2012 roku wobec niewykrycia sprawców przestępstwa."

http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/ ... ile/65.pdf

http://webcache.googleusercontent.com/s ... clnk&gl=pl
***

Żaden z trzech stopni alarmu przewidzianych przez okupanta na wypadek powstania w Warszawie nie przewidywał użycia PP. W trzecim stopniu alarmu Niemcy zakładali aresztowanie i rozbrojenie całej PP, a nawet jej fizyczną likwidację.

http://nick.salon24.pl/500677,zabojstwo ... acyfikowac


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 10 maja 2013, 11:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Hucpa w IPN

„Obojętność wobec Zagłady nie była neutralna moralnie, to postawa, z której wypada się wytłumaczyć” – mówił Jan Tomasz Gross podczas dwudniowej konferencji w Warszawie zorganizowanej w70. rocznicę powstania w getcie przez Instytut Pamięci Narodowej.Potem na imprezie, którą patronatem objął prezydent Bronisław Komorowski i wystosował do jej uczestników okolicznościowy list, było jeszcze ciekawiej. „Postawę ludzi określanych dotychczas jako „świadkowie Zagłady” lepiej opisuje sformułowanie „ułatwiacze” i „pomagacze” w Zagładzie” – kontynuował autor polakożerczych gniotów: „Strachu” i „Sąsiadów”.

Zaproszenie przez IPN Grossa, który w małej stodole w Jedwabnem zmieścił 1600 Żydów spalonych żywcem nie przez Polaków, jak wmawia nam ten przodownik pracy „przedsiębiorstwa Holokaust”, a przez Niemców w 1941 roku, to nie tylko skandal. Instytucja kierowana przez Łukasza Kamińskiego opowiedziała się w ten sposób za taką, a nie inną wizją historii stosunków polsko-żydowskich. Pewnie prezes naczytał się sentencji Napoleona Bonaparte i za swoją przyjął tę o historii jako o „uzgodnionym zestawie kłamstw”, ale mniejsza z tym. Tak, czy owak, zostaliśmy w Warszawie nakarmieni potężną dawką propagandy „holocaust business” trafnie opisanej przez prof. Normana Finkelsteina. Jak zwykle chodzi o pieniądze. „Będzie wielki atak na Jedwabne, idzie o pieniądze (…), na niewinnie przelanej krwi Żydów robi się najlepsze pieniądze. (…) Uruchomiono potężne mechanizmy i Jedwabne nie jest ostatnie’” – uczulał wiernych w Jedwabnem, w marcu 2001 roku, ks. bp Stanisław Stefanek. Nie mylił się. Eskalacja żądań żydowskich zbiegła się akurat w czasie z atakiem na Jedwabne. Zgodnie z dobrze już znanym scenariuszem: „Polacy to mega-mordercy i niech wie o tym każde dziecko na świecie. Jako tacy (czyli np. według A. Spiegelmana – jako „polskie świnie”) muszą przeprosić. A skoro tylko przeproszą, to znaczy, że są winni. Winnym zaś należy się kara. Niech więc zapłacą i choć w ten „symboliczny” sposób zadośćuczynią.”

Nie dziwi więc, że za przyzwoleniem IPN odgrzana też została stara kalka o tym ,że Armia Krajowa nie przeszkadzała Niemcom w eksterminacji Żydów. A ponieważ to jeszcze było za mało, to Grossowi dziękowano podczas dyskusji za uświadamianie, że liczba Polaków ratujących Żydów była niewielka. Puentując, autor „Strachu” dodał, że zaprzeczeniem teorii o ewentualnym współczuciu Polaków dla losu Żydów podczas wojny są powojenny antysemityzm i agresja Polaków wobec ocalałych z Holokaustu. Czekałam na przykłady owej „agresji” i „antysemityzmu”, ale się nie doczekałam. Może dlatego, że Gross zna słowa Władysława Bartoszewskiego cytowane przez portal pardon.pl z 11 sierpnia 2008 roku: „Proszę mi wymienić inny kraj Unii Europejskiej, który w ciągu ostatnich 15 lat miał trzech ministrów spraw zagranicznych – Geremka, Rotfelda, Mellera, pochodzenia żydowskiego (…). Proszę mi wymienić taki kraj w Europie”. Jakże tu polemizować z mentorem salonowej Polski, w dodatku nagradzanym w tych dniach medalem Elie Wiesela, najwyższym odznaczeniem przyznawanym przez Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie m.in. w imieniu tych wszystkich, którzy ratowali Żydów podczas II wojny światowej! Wiadomo jaki jest Bartoszewski, jego wypowiedzi jednych denerwują, innych cieszą, ale nie ma wątpliwości, że tym medalem zostali odznaczeni „zaocznie” m.in.: Żegota Zofii Kossak-Szczuckiej organizująca pomoc dla getta, Polacy ratujący Żydów i mający najwięcej Drzewek Pamięci w Instytucie Yad Vashem, księża, zakonnice, mieszkańcy wsi i miast, czy struktury Polskiego Państwa Podziemnego, które przerzucało broń do walczącego getta.

Pozostaje więc czarna propaganda. „Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów” – skonstatował genialnie Georg Wilhelm Friedrich Hegel. Otóż to! No bo co z tego, że Polska była jedynym krajem w okupowanej przez Niemców Europie, gdzie pomoc Żydom karano śmiercią? Co z tego, że kłamstwa Grossa w „Sąsiadach” obnażył posługując się niepodważalną faktografią prof. Jerzy Robert Nowak? Co z tego, że prasa prawicowa dotarła do wspomnień mieszkańców Jedwabnego i księdza Edwarda Orłowskiego, proboszcza tamtejszej parafii, jednoznacznie obalające Grossowe „rewelacje” i ujawniające żydowskie represje wobec polskich „Sąsiadów” ręka w rękę z sowieckim NKWD po wkroczeniu tam Armii Czerwonej w 1939 roku? Co z tego, że dwa lata później w okolicach Łomży operowała Einsatzgruppen z zadaniem likwidacji Żydów? Nic, skoro jeden z premierów Izraela, Icchak Schamir (czyli Icchak Jazienicki urodzony na Kresach II RP), oznajmił, iż „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki”.

Słynna pisarka żydowska Hannah Arendt w swojej pracy pt. „Eichmann w Jerozolimie” pisała: „Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu , stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział w historii”. I czyż tak nie było? W czasie wojny wpływowa żydowska finansjera nie zrobiła nic, by zapobiec eksterminacji swoich rodaków. „Wybitni przywódcy żydowscy” doskonale się orientowali z relacji Jana Karskiego, w następstwie działań emigracyjnego rządu gen. Sikorskiego, co Hitler wyprawia w okupowanej Europie, ale nie ruszyli palcem w bucie. Nie opłacało się. Dziś za to opłaca się szkalować Polaków i obłudnie zasłaniać się przy tym dobrem ofiar. Trzeba bowiem zagłuszyć własne sumienie wydawania współziomków Niemcom w gettach, wsadzania własnych dzieci i żon do transportów jadących do Auschwitz na śmierć. Polacy to widzieli, więc trzeba ich postawić do pionu i pisać tak jak recenzenci książki Grossa w Stanach. Według Thane Rosenbauma z „Los Angeles Times”, „Strach” to książka która „na zawsze odbiera Polsce prawo przedstawiania się jako niewinny obserwator nazistowskich okrucieństw. (…) Polska nie była państwem kolaborującym z Niemcami w tradycyjnym znaczeniu” i choć „niektórzy Polacy ratowali Żydów”, to nie umniejsza to ich win, skoro „aktywnie przyklaskiwali temu, co Niemcy planowali zrobić z miejscową żydowską ludnością”. Jednak ten tekst to i tak pestka w porównaniu z tym, co napisała Joan Mellen w „Baltimore Sun”: „Antysemityzm był tak głęboko osadzony w kulturze Polski, że nawet bycie świadkiem okropności Auschwitz i Treblinki nie odciągnęło szerokich odłamów polskiego społeczeństwa od morderczego planu oczyszczenia ich kraju z Żydów. Różnili się od swych nazistowskich okupantów tylko tym, że byli gorzej zorganizowani.”

„Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą” – zanotował w swoim pamiętniku w 1943 roku minister propagandy hitlerowskich Niemiec Josef Goebbels. A my mamy zawiązany przeciwko Polakom sojusz kata z ofiarą. W identycznym kierunku szkalowania Polski poszli nie tylko Gross, czy cytowani wyżej recenzenci jego książki, ale i niemieccy twórcy serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” emitowanego w telewizji naszego zachodniego sąsiada w czasie najwyższej oglądalności, w którym za wszystkie okropności wojny, w tym mordowanie Żydów odpowiadają enigmatyczni „naziści” wspomagani przez nacjonalistów i antysemitów z AK. Niemców brak, za to gdy niemiecki Żyd Wiktor ucieka z transportu do Auschwitz i dostaje się do oddziału AK, od razu spotyka się z antysemityzmem i zamiarem zamordowania go za pochodzenie. AK według twórców filmu to fabryka zbrodni równa SS i Gestapo. W trzeciej części filmu AK-owcy zostawiają Żydów zamkniętych w wagonach w zdobytym przez siebie transporcie i – jakby inaczej – rabują kosztowności odebrane żydowskim ofiarom przez nazistów.

Oliwy do ognia dolał jeszcze „Bild” w tekście „Najważniejsze kwestie dotyczące eposu telewizyjnego”: „Partyzanci w filmie to członkowie tak zwanej polskiej Armii Krajowej, którzy walczyli o niepodległą Polskę. Armia Krajowa, której jednostki operowały jak związki partyzanckie, składała się z polskich nacjonalistów. Antysemityzm w ich szeregach był ekstremalnie rozpowszechniony. W ogóle antysemityzm był mocno rozpowszechniony w Europie Wschodniej co ułatwiło nazistom wymordowanie europejskich Żydów”. A Niemcy są w tym artykule? Są, są, ale w kontekście „opieki nad niemieckimi żołnierzami do pełnienia której zobowiązane były znane aktorki i piosenkarki”, a „Marlena Dietrich, Niemka, ale z obywatelstwem amerykańskim, śpiewała znany przebój wojskom USA, który podobał się po obu stronach frontu.” Jakież to urocze, prawda? Mordowali naziści z Polakami, a Niemcy śpiewali i pili szampana. Cóż, jak uznał James Callaghan „kłamstwo zdąży obiec pół świata, zanim prawda włoży buty”. Szczególnie dziś, w dobie coraz szybszej informacji.

Mamy więc udokumentowaną prawdę czasu i propagandową prawdę ekranu i książki, zupełnie jak w „Matriksie” braci Wachowskich. A, że ta druga wygrywa, więc zanosi się na to, że niedługo żydowski oddział partyzancki Tewje Bielskiego – w istocie składający się z bandytów pustoszących polskie wsie – będzie się wyłącznie kojarzył się z filmem „Opór” z Danielem Craigiem, w którym grupka prawie nieuzbrojonych partyzantów posyła do nieba oddział niemiecki z czołgami, a nie z masakrą w Nalibokach.

http://jakuccy.pl
tekst opublikowany na portalu stefczyk.info

http://juliamariajaskolska.salon24.pl/5 ... ucpa-w-ipn


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 10 maja 2013, 12:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
W wolnej Polsce taki agent wpływu jak Gross dostałby wieloletnią odsiadkę za zdradę Polski i za szkalowanie Narodu Polskiego. Z czymś takim się nie dyskutuje. Przy tak ohydnych kalumniach jakikolwiek dialog jest wykluczony. Jest to po prostu jawna antypolska agresja o zbrodniczym, ludobójczym charakterze. Bo kłamliwe poniżanie narodu ma na celu jego zniszczenie - a to wchodzi w zakres pojęcia ludobójstwa.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 25 maja 2013, 06:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Być jak Pilecki

Bogusław Rąpała

O rotmistrzu Witoldzie Pileckim, skazanym przez komunistycznych oprawców najpierw na śmierć, a później na zapomnienie, z roku na rok jest coraz głośniej. Historia życia i przesłanie bohatera podziemia niepodległościowego są szczególnie żywe wśród młodego pokolenia. Rotmistrzowi bardzo zależało na odbudowie ducha Narodu. Podejmowane przez młodych inicjatywy świadczą o tym, że pamiętają o jego testamencie. Potrzebują postaci jednoznacznych – szlachetnych, odważnych i wiernych ideałom. Właśnie takich jak Witold Pilecki.

Wolontariusze na Łączce

Już drugi sezon z rzędu trwają prace ekshumacyjne w kwaterze „Ł” na warszawskich Powązkach. Wraz z odkrywaniem kolejnych szczątków na światło dzienne wychodzą kolejne fakty dotyczące morderstw popełnianych przez komunistycznych oprawców na bohaterach polskiego podziemia niepodległościowego. – Mamy całkowitą pewność, że rotmistrz Witold Pilecki jest pochowany na Łączce – podkreśla prof.Krzysztof Szwagrzyk, historyk IPN kierujący ekshumacjami. Wśród odkrywających kolejne jamy grobowe naukowców spotkać można młodych wolontariuszy. W zależności od potrzeby porządkują teren, wywożą ziemię, a nawet – tak jak Piotr Wilkowski, student piątego roku archeologii sądowej na Uniwersytecie Wrocławskim – pomagają przy pomiarach i usuwaniu wierzchniej warstwy ziemi przykrywającej ciała ofiar.

Piotr, który w ubiegłym roku skończył studia historyczne, pracę magisterską pisze na temat Stefana Półrula, żołnierza Wojska Polskiego, straconego za swoją antykomunistyczną działalność we wrocławskim więzieniu. Jego ciało, tak jak szczątki pomordowanych w więzieniu na Mokotowie, złożono w anonimowym grobie. Do tej pory postać Witolda Pileckiego znał tylko z książek i artykułów. Teraz być może będzie świadkiem wydobycia doczesnych szczątków rotmistrza. Według niego, Witold Pilecki wsławił się swoją wielką miłością do Ojczyzny. – Szerzył patriotyzm i dla Polski nie zawahał się poświęcić życia – podkreśla. Jest zszokowany brakiem szacunku, z jakim grzebano ofiary, i dlatego motywuje go świadomość, że rodziny wreszcie będą mogły odnaleźć i godnie pochować ciała swoich bliskich.

Dla Adama Sawczuka, studenta czwartego roku archeologii na UMCS w Lublinie, praca na Łączce to zaszczyt. – To niesamowite przeżycie móc zetknąć się z doczesnymi szczątkami największych postaci polskiego podziemia, w tym rotmistrza Pileckiego – przyznaje. Za co podziwia Witolda Pileckiego? – To człowiek, który miał możliwość uciec z komunistycznej Polski, a jednak wrócił, dalej działał dla jej dobra, w następstwie czego został schwytany, osądzony i stracony – odpowiada Adam. Nie tylko z racji wykształcenia (on również ma za sobą studia historyczne) jest miłośnikiem najnowszej historii Polski. Szczególnie interesuje go okres od 1944 do 1956 roku, na który przypadły najgorsze zbrodnie stalinowskie. – Wykopujemy szczątki osób, które walczyły o niepodległość Polski, a mimo to zostały osądzone i stracone zupełnie niesprawiedliwie. Traktuję to jako swego rodzaju ostatnią posługę wobec nich –przyznaje.

W szkole rotmistrza

Córka rotmistrza Pileckiego pani Zofia Pilecka-Optułowicz podkreśla w wywiadach, że największą radość sprawiają jej wizyty w szkołach noszących imię jej ojca.

Jedna z takich placówek znajduje się w Katowicach. Jest to XV Liceum Ogólnokształcące, od 1997 roku noszące imię rtm. Witolda Pileckiego, w którym młodzież ma możliwość nauki w klasach mundurowych – wojskowych i zarządzania kryzysowego. Trudno zatem o lepszego patrona dla tego typu placówki oświatowej.

W szkole znajduje się izba pamięci poświęcona rotmistrzowi, po której podczas dni otwartych wszystkich zainteresowanych oprowadzają uczniowie. Witoldowi Pileckiemu poświęcane są również lekcje historii i języka polskiego, konkursy oraz pokazy filmowe. Uczniowie dbają także o obelisk znajdujący się na skwerze im. rtm. Witolda Pileckiego na osiedlu Witosa. – Jesteśmy dumni z naszego patrona. Korzystamy z każdej okazji, by upowszechniać wiedzę o życiu i działalności rotmistrza, nie tylko wśród uczniów. Ślązacy powinni znać historię jednego z najodważniejszych żołnierzy II wojny światowej – podkreśla Katarzyna Tarnawa-Pieśniak, nauczycielka historii i opiekunka izby pamięci.

– Dążymy do tego, aby nasza młodzież znała historię życia Witolda Pileckiego, jego waleczność, odwagę i lojalność, oraz wyznawała wartości, którym on był wierny – podkreśla dyrektor szkoły Jerzy Jędrzejczyk.

– Na początku roku szkolnego pisaliśmy rozprawkę na temat Witolda Pileckiego. Wtedy doszłam do wniosku, że jego życie bardzo mi imponuje – opowiada Zofiya Leskiv, uczennica kl.I W. Podziwia rotmistrza za odwagę i poświęcenie dla innych. – Za to, że nie bał się na własne życzenie trafić do KL Auschwitz – zauważa.

Postacią rotmistrza zafascynowany jest również Patryk Skrzypacz, uczeń kl. I P o profilu policyjno-strażackim. – W dzisiejszych czasach brakuje ludzi, którzy tak jak on byliby zaangażowani w pracę na rzecz dobrego imienia naszego kraju oraz pomoc innym – zaznacza. Jego zdaniem, w Polsce o niektórych ludziach mówi się bardzo dużo, chociaż na to nie zasługują. – Witoldowi Pileckiemu, który jest jednym z najwybitniejszych Polaków, nie poświęca się tyle uwagi – ubolewa. – Warto starać się żyć tak jak on, kierować się jego zasadami – przekonuje. Po skończeniu nauki zamierza pracować jako policjant. – Chciałbym pomagać innym i w ten sposób służyć Polsce – deklaruje.

– Nasi uczniowie są wspaniałymi, wrażliwymi młodymi ludźmi, którzy kochają historię. Współczesny świat jest nastawiony na konsumpcjonizm, dlatego młodzież bardzo potrzebuje takich przykładów jak rotmistrz Pilecki. Przekazujemy im jego patriotyzm, hart ducha oraz wielkie człowieczeństwo – dodaje Katarzyna Tarnawa-Pieśniak.

Przekaz ze stadionu

Bardzo aktywnie w czczenie pamięci Witolda Pileckiego włączyli się kibice. Imponująco wyglądają oprawy meczów, gdy – tak jak to niedawno zrobili kibice Śląska Wrocław – na trybunach rozwijany jest olbrzymi transparent z wizerunkiem rotmistrza i polskim godłem, a kilka tysięcy osób krzyczy: „Cześć i chwała bohaterom!” oraz „Bóg, Honor i Ojczyzna!”. Hasła te skandują również kibice innych klubów piłkarskich. Dlaczego rotmistrz Pilecki jest tak bliski środowisku kibiców?

– Dlatego że był to człowiek, który nie szedł na żadne kompromisy z wrogiem i jego poplecznikami. Był wierny swoim ideałom i najwyższym wartościom i za nie poniósł śmierć – odpowiada kibic Śląska Wrocław, który uczestniczył w przygotowaniu poświęconej rotmistrzowi oprawy. Jego zdaniem, przekaz ze stadionu idzie do innych środowisk. – Chcieliśmy w ten sposób pokazać społeczeństwu, a przede wszystkim młodzieży, że taki człowiek był, że działał i był jednym z największych bohaterów II wojny światowej, a mimo to jest prawie nierozpoznawalny, mało tego, przez wiadome media przedstawiany w złym świetle – wyjaśnia. Jak podkreśla, cechą szczególnie potrzebną w dzisiejszych czasach, której można się uczyć od rotmistrza, jest wierność Bogu i niepodległej Rzeczypospolitej.

Według Wojciecha Wiśniewskiego, pełnomocnika Zarządu Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców, fani piłki nożnej w ten sposób domagają się prawdy na temat naszej polskiej historii. – Aby było wiadomo, że był rotmistrz Pilecki i żołnierze wyklęci, których więziono, a następnie zamordowano, i przez tyle lat nikt nie oddał im należytej czci ani nie docenił tego, co zrobili. Kibice zawsze próbowali dochodzić prawdy i są szalenie wyczuleni na fałsz i sztuczność, których w dzisiejszym świecie jest niezwykle dużo – podsumowuje Wiśniewski.

„Idź wyprostowany…”

Świetnym narzędziem krzewienia pamięci o Witoldzie Pileckim jest internet. Na portalach społecznościowych informacje o wszelkiego rodzaju inicjatywach rozprzestrzeniają się z szybkością błyskawicy i mają szansę dotrzeć do nawet przypadkowego odbiorcy. Dawid Hallman wraz z Rafałem Halskim z Fundacji Tradycji Miast i Wsi zapoczątkowali przed kilkoma tygodniami akcję „1000 kartek na urodziny rotmistrza Pileckiego”. Po ukazaniu się szokującego artykułu w „Polityce” nazwę zmieniono na „Rot.Mistrz – Prześlij dalej” i wydłużono jej czas trwania. Akcja polega na wysyłaniu tradycyjną pocztą kartki z wizerunkiem Witolda Pileckiego na wskazany przez zamawiającego adres. Najbardziej pożądani adresaci to osoby, które o rotmistrzu do tej pory w ogóle nie słyszały.

– Kilka dni temu otrzymałem e-maila od jednej pani, która napisała, że codziennie przechodziła obok więzienia na Rakowieckiej, ale nie wiedziała, z jaką historią jest ono związane. Dowiedziała się dzięki naszej akcji – opowiada Dawid, nie kryjąc satysfakcji z tego powodu. –Nawet jeśli kilka osób dowie się o rotmistrzu Pileckim, to już będzie duży sukces, bo one opowiedzą o nim innym – dodaje.

Dawid o rotmistrzu Pileckim może opowiadać długo. Fascynują go jego dokonania m.in. podczas wojny z bolszewikami oraz w czasie IIwojny światowej. Przypomina, że Pilecki ilustrował pisane do rodziny listy, a także pisał wiersze. I właśnie między innymi one, a także zdjęcia Pileckiego z rodziną w zwyczajnych sytuacjach najbardziej go poruszyły. – Jest to tak barwna postać, że trzeba na nią patrzeć całościowo – wskazuje, opisując z jednej strony jego odwagę i waleczność, a z drugiej wrażliwość i czułość wobec najbliższych. – Witold Pilecki to postać godna naśladowania. To człowiek, który żył pełnią życia – podkreśla. Dochód z akcji organizatorzy przeznaczają na obchody ku czci bohatera, jak chociażby koncert w Krakowie, który odbył się w przeddzień jego urodzin.

Jednak chyba najbardziej rozpowszechnioną formą propagowania pamięci o Witoldzie Pileckim są marsze. Kolejny rok z rzędu taki marsz przeszedł ulicami Rzeszowa. – Postanowiliśmy upamiętnić rotmistrza, a za hasło przewodnie przyjęliśmy „Przesłanie Pana Cogito” – wyjaśnia Kamil Sznajder, nawiązując do wiersza Zbigniewa Herberta, wzywającego do tego, aby być wiernym, odważnym i iść wyprostowanym „wśród tych co na kolanach”. Kamil, który jest harcerzem 51.Drużyny Harcerskiej „Żuawi”, w rotmistrzu najbardziej podziwia jego umiejętność odnalezienia się i wzorowego wypełniania swoich obowiązków w każdej sytuacji życiowej, zarówno w czasie wojny, jak i pokoju. – Jest dla mnie autorytetem, który mnie inspiruje. Kiedyś postanowiłem sobie, że przynajmniej w jakimś stopniu będę starał się być jak Pilecki – wyznaje.

Czeka nas dużo pracy

W 1947 r. w jednym ze swoich raportów Witold Pilecki, wyrażając obawę o przyszłość Polski, napisał: „Jeżeli proces niszczenia najlepszej części Narodu odbywać się będzie w tym tempie jak teraz przez okres kilkuletni, to w chwili obejmowania władzy w Polsce Rząd RP stanie wobec braku ludzi rozumiejących swe obowiązki w stosunku do państwa i przedstawiających odpowiedni poziom umysłowy i moralny (…). Trzeba będzie lat pracy i wysiłku, by Polak odnalazł swój właściwy stosunek do państwa”. Imłodzi ludzie, pamiętając o rotmistrzu i wyznając te same ideały, ten wysiłek podejmują. Rotmistrz Pilecki byłby z nich dumny.

http://www.naszdziennik.pl/wp/33715,byc ... lecki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 09 lip 2013, 12:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kiedy beatyfikacja wołyńskich męczenników?

Moim zdaniem na Wołyniu mieliśmy do czynienia z czymś co można nazwać zbiorowym opętaniem i to wzmożone działanie diabelskie doprowadziło do tak strasznych wydarzeń. Amok jaki ogarnął morderców, dosłowne pławienie się we krwi, może być tego najlepszym dowodem – twierdzi ks. prof. Józef Marecki wykładowca UP JPII.

Jaką rolę odgrywał Kościół na Kresach Rzeczypospolitej?

Okres międzywojenny, czyli to co się działo po I Wojnie Światowej, oraz po wojnie polsko-bolszewickiej doprowadził do krystalizacji sytuacji na tych terenach. Powstaje państwo polskie natomiast nie powstaje państwo ukraińskie. Przez Kresy przetacza się walec wojenny zabierając z Wołynia rosyjskich i później radzieckich urzędników, natomiast z Galicji czyli Małopolski Wschodniej urzędników austriackich ale także częściowo ludność polską. Na to miejsce przychodzą nowi ludzie.

Na Kresach mamy trzy, a miejscami cztery kościoły katolickie. Kościół obrządku łacińskiego funkcjonuje z metropolitą we Lwowie – im bardziej na zachód tym sieć parafii jego jest gęściejsza, im bardziej na wschód tym łacinników jest mniej. Na Wołyniu, czyli w diecezji łuckiej parafii łacińskich jest stosunkowo mało, dopiero w latach 20. i 30. następuje okres budowy wielu świątyń. Erygowane są parafie, na terenach zamieszkałych przez łacinników, gdzie dotąd na mocy ukazu carskiego nie wolno było rozszerzać działalności katolickiej.

Na terenie Galicji Wschodniej (Hałyczyna) istnieje kościół obrządku greckokatolickiego, ze stolicą we Lwowie i biskupstwem w Stanisławowie i diecezję przemyską z Jozafatem Kocyłowskim.

Ponadto na ziemiach wschodnich funkcjonuje Kościół obrządku ormiańskiego ze stolicą arcybiskupią we Lwowie. Na Wołyniu są obecni także wierni kościoła obrządku bizantyjsko-słowiańskiego (neounici), oraz prawosławni.

Kościół obrządku łacińskiego stanowi cement polskiej narodowości. Łacinnikami byli w ogromnej większości np. nauczyciele. Do tego kościoła parli ludzie wykształceni, także Ukraińcy. Kultura polska była dla nich pociągająca m. in. dlatego, że przewyższała ich rodzimą.

Elitę tych terenów stanowili także doskonale wykształceni księża obrządku łacińskiego. Do nich próbowali równać należący do wspólnot grecko-katolickich. Choć w literaturze ukraińskiej przeczytamy oczywiście, iż było odwrotnie. O sile duchowieństwa łacińskiego stanowią także wspólnoty zakonne i rozwijająca się sieć klasztorów. Wśród zakonników są ludzie z doktoratami, wykształceni na uniwersytetach w Rzymie, Fryburgu oraz w Polsce. Kościół łaciński był zatem ostoją patriotyzmu wspartego wiedzą i świadomością narodową. Polska mowa i książka znalazła schronienie w przyklasztornych szkołach. Siłę oddziaływania duchowieństwa pomnażali także ludzie ściśle współpracujący z kapłanami np. kościelni, organiści mający wpływ na środowisko, w którym mieszkali. Kapłani odgrywają rolę nauczycieli, są sadownikami, lekarzami. Niosą kaganek oświaty. Działają w kółkach rolniczych ale także aktywują organizacje patriotyczne.

Już wkrótce miał na tych terenach pojawić się cień… Jak zareagowali kapłani?
Kiedy na Wołyniu zaczyna się źle dziać w okolicach 1943 roku to właśnie duchowni stają się przywódcami narodowymi.

Czy wcześniej można było zauważyć symptomy nadchodzącej burzy?

Można wyróżnić kilka etapów w zależności od ziem. Na Wołyniu między Kościołem łacińskim a Cerkwią prawosławną stosunki układały się poprawnie, jednak granica była wyraźnie zaznaczona. Relacje były oparte na wzajemnym szacunku.

W Małopolsce Wschodniej relacja między łacinnikami a grekokatolikami była dużo bardziej skomplikowana, choć współpraca układała się także poprawnie. Duchowni współpracowali ze sobą. Ta wzajemna życzliwość płynęła z góry. Bp. Szeptycki posiadał bardzo dobre kontakty z księżmi. Na rodzące się tendencje nacjonalistyczne i szowinistyczne obie wspólnoty chrześcijańskie patrzyły z niepokojem. Starano się nie nagłaśniać tego typu incydentów.
Sytuacja ulega załamaniu gdzieś około 1938 roku. Duchowni grecko-katoliccy przestali odpowiadać na zaproszenia na odpusty i święta płynące ze strony łacinników. Są to skutki przenikania do Lwowa nacjonalizmu ukraińskiego kształtowanego w Berlinie i Gdańsku.

Jest to zatem nacjonalizm przesiąknięty antypolskością zatem skierowany także przeciw katolikom-łacinnikom.
Właśnie. Istnieje bowiem bardzo silne utożsamienie polskości z obrządkiem łacińskim. To przeświadczenie trwa na Ukrainie do dziś. Podobnie obrządek grecko-katolicki utożsamia się z Rusinami, a prawosławie z Rosjanami. W tamtym okresie takie uproszczenia nie były do końca zgodne z prawdą.

Dlatego nienawiść, która wybuchła w czasie wojny, ale także ta przedwojenna, skierowana była przeciwko duchownym łacińskim. Uważano ich za Polaków. Nieważne, że posiadali niepolskie nazwiska, dla nacjonalistów przez fakt przynależności do obrządku łacińskiego byli Polakami.

Mówi ksiądz, że sytuacja zaczęła się komplikować tuż przed wojną. Jak można wytłumaczyć ten proces?

Od około 1938 roku wzmaga się ukraińska akcja na rzecz budowy państwa. Idea samodzielnej Ukrainy pojawia się coraz silniej w świadomości Rusinów. Wzbudza ona niepokój wśród Polaków. Wybuch wojny wzmaga rozwój nacjonalizmu ukraińskiego. Ukraińcy kolaborują z Wehrmachtem. W skład armii słowackiej, która choć o tym często zapominamy także wkroczyła w 1939 r. do Polski wchodzi legion ukraiński, liczący kilkuset żołnierzy. W koszarach m. in. w Krynicy, ale także we Wrocławiu były większe czy mniejsze grupy Ukraińców współpracujących z Niemcami, gotujących się do walki z Polską o wolną Ukrainę.

Odbudowa Samostijnej Ukrainy rozpoczęła się do tworzenia armii, stąd właśnie obecność grup wojskowych przy oddziałach niemieckich czy słowackich. Ukoronowaniem tego procesu jest powstanie SS „Galizien”. Wolna Ukraina ma zatem powstać na terytorium wschodniej Polski, choć nie tylko. Ma objąć terytorium etnicznie ukraińskie. Wtedy dochodzi do poważnego spięcia. Pojawia się pytanie co w rzeczywistości obejmować ma takie terytorium? Skoro ¾ ziem, które wskazywali Ukraińcy były zamieszkiwane przez Polaków. W ramach akcji oznaczania terenu przez Ukraińców pojawiają się hasła: „Znaj Lasze po San nasze”. Rodzi się pytanie: kto był pierwszy na tych ziemiach? Są i tacy ukraińscy historycy, którzy twierdzą, iż najstarszym miastem ukraińskim jest… Jerozolima!

Ukraina miała powstać na terytorium przedwojennej Polski i na ziemiach zabranych przez Rosjan. Niemcy oferują Ukraińcom nadzieje na powstanie państwa. Uczestniczący w rozmowach toczących się m. in. w Gdańsku przedstawiciele OUN i UPA mówią Niemcom wprost: pójdziemy przy waszym boku i wywalczymy Ukrainę. Te nadzieje jeszcze bardziej wzmocniły się wtedy gdy Niemcy zaatakowali Rosję.

Pojawiają się różne koncepcje jak ma wyglądać państwo ukraińskie oraz w kwestii przyszłego losu Polaków. Są tacy, którzy uważają, iż należy naszych rodaków po prostu przepędzić. Jednak w dyskursie słychać też głosy opowiadające się za budową państwa wielonarodowego wespół z Polakami.

Zwycięża jednak głos nacjonalistów

Tak, przy boku Niemców nacjonalizm ukraiński staje się coraz bardziej nacjonalizmem militarnym. Powszechna staje się opinia, że wolną Ukrainę trzeba wywalczyć zbrojnie, dlatego mimo nieobecności państwa tworzy się armia i policja. Kwestia polska jawi się jako problem narodowy wymagający radykalnego rozwiązania.

Jak liczni byli w tym czasie Polacy na Wołyniu?

Absurd polega na tym, że Wołyń nie jest ukraiński. Jest prorosyjski, co wynika z zaszłości historycznych. Ludzie tam częściej mówią po rosyjsku niż po ukraińsku. Ale tam właśnie kumulują się oddziały UPA. Polacy są tam przetrzebieni na skutek wielkich wywózek dokonywanych przez władzę radziecką. Nie ma tam praktycznie nikogo, kto „nosiłby orzełka na czapce”. Młodych chłopców i dziewczyny masowo wywożono już wcześniej na roboty do Niemiec. Swoją obecność zaznaczają duchowni, których wywózki ominęły. Stają oni, jako element szczególnie patriotyczny na czele samoobrony.
W polskich gospodarstwach pozostały głownie kobiety lub dzieci. We wsiach na Wołyniu są mężczyźni i młodzieńcy ale głównie Ukraińcy. Część z nich jest przeszkolona przez Niemców, są karni i przygotowani do walki.

Polak-łacinnik, zatem dla nacjonalistów ukraińskich to kapłani otwierali listę potencjalnych ofiar?

Dlatego właśnie agresja skierowana jest głównie na duchowieństwo. Kulminacja mordów 11 lipca 1943 roku odbywa się w niedzielę. Nie oszukujmy, się grekokatolicy doskonale wiedzieli kiedy łacinnicy będą się gromadzić w swoich świątyniach. Jak bardzo szatański był to plan, by pójść do tych kościołów i wrzucać do ich wnętrza granaty, podpalać je! Liderem tego nieuszanowanego przez agresorów azylu świątynnego byli często kapłani wschodni lub ich synowie. W „krwawą niedziele” przy ołtarzu, bezpośrednio od ran zginęło 4 kapłanów. W następnych dniach giną kolejni duchowni. Na napady są wybierane szczególne dni: Wielki Piątek, Wielki Czwartek, wspomnienie św. Mikołaja. Kapłani giną w strasznych okolicznościach. Są torturowani i mordowani z zimną krwią.

Duchowni nie wierzyli, że z ręki ich sąsiadów może spotkać ich tak straszny los. To z czym mieliśmy do czynienia na Wołyniu trzeba nazwać czystką etniczną i ludobójstwem, a nie posługiwać się eufemizmami.

Czy można jakoś zrozumieć i wytłumaczyć ogrom wołyńskiego okrucieństwa?

Moim zdaniem na Wołyniu mieliśmy do czynienia z czymś co można nazwać zbiorowym opętaniem i to wzmożone działanie diabelskie doprowadziło do tak strasznych wydarzeń. Amok jaki ogarnął morderców, dosłowne pławienie się we krwi, może być tego najlepszym dowodem.

Warto przypomnieć słowa ks. bp Marcjana Trofimiaka, który kiedy zapytano go co się stało, odpowiedział używając pięknego zwrotu łacińskiego – „Mysterium Iniquitatis” – Tajemnica Nieprawości. Tak jak nie można zrozumieć „Misterium Fidei” – Tajemnicy Wiary, o której mówimy w trakcie każdej Mszy Św., tak i tajemnica zła pozostaje dla nas niewyjaśniona.

Jak szalona musiała być nienawiść do Polaków i utożsamianego z nimi Kościoła Rzymsko-Katolickiego, która kazała zburzyć wszelkie ślady po obecności ich na tych ziemiach! Kościoły były palone, dochodziło do notorycznych znieważeń - profanacji Najświętszego Sakramentu, o czym duchowni greko-katoliccy doskonale wiedzieli. Święte Świętych obecne na ołtarzu podczas Mszy zostało zmieszane z krwią ludzką.

Stąd powstała idea wypracowana przez bp. Trofimiaka „niedokończonych mszy wołyńskich”. Uczestniczą w nich od 10 lat nie tylko łacinnicy, także ludzie którymi kieruje poczucie przyzwoitości . Są to msze ciche, żałobne, odprawiane z użyciem czarnych szat liturgicznych.

Jak wielka jest skala niedokończonych Mszy Św.?

W Małopolsce Wschodniej ponad 120 kapłanów, na Wołyniu ok. 20 kapłanów zginęło; nie dokończyło Mszy Św. odprawianych lub w zamówionych intencjach. Duchowni ci zostali albo aresztowani przez ukraińską policję, bądź zginęli przy ołtarzu. Ileż to Mszy Św. nie dokończonych, ile gregorianek przerwanych, czy wreszcie ile hostii sprofanowanych! Ofiarami agresji padały także słynące cudami święte obrazy.

Krzywda ludzka domaga się wynagrodzenia, a co dopiero wszelkie akty profanacji. Ziemia ukraińska, mówiąc metaforycznie, wymaga oczyszczenia ze zła tam wyrządzonego.

Widziałem na Ukrainie miejsca gdzie do dziś według opowieści ludzi tam mieszkających z ziemi można wyorać szczątki ludzkie. Straszliwym memento tamtych wydarzeń są zgliszcza i ruiny - najczęściej są to same fundamenty, lub schody do nikąd…- zburzonych świątyń. Pokazywano mi miejsca, w których nie słychać śpiewu ptaków... Choć parę metrów dalej ich trel rozbrzmiewa. O tragicznych wydarzeniach przypomina jedynie krzyż i tablica upamiętniająca ofiary. Tam ziemia przestała rodzić i wydawać plony. Wszelkie próby obsadzenia tego miejsca roślinami uprawnymi skończyły się klęską.

Wielu z zamordowanych zginęło gdyż byli łacinnikami. Nie skorzystali z możliwości ucieczki lub przejścia na prawosławie. Tak zginął kapucyn, pracownik miejscowej misji bizantyjsko-słowiańskiej w Lubieszowie brat Sylwester Hładzio oraz dwie siostry bezhabitowe. Duchownemu roztrzaskano głowę na ołtarzu a siostry zhańbiono i zamordowano. Uczynili to ich pobratymcy, rodacy tylko za to, że nie wyrzekli się katolicyzmu i nie przyjęli prawosławia...

W czerwcu 1943 r. został zamordowany inny kapucyn z lubieszowskiej misji o. Kasjan Czechowicz, który prosił w imię Jezusa Chrystusa oficerów UPA by nie mordowali Polaków. Kiedy po ukraińsku recytował przykazania przerwano mu i oddano w ręce Niemców. Ci odmówili jego aresztowania i ponownie oddali go w ręce Ukraińców. Został zamordowany i wrzucony do Styru.

Budzi się świadomość, że tych ludzi warto by wynieść na ołtarze. Trwa to jednak długo. Trzeba pamiętać, że Kościół łaciński na Ukrainie dopiero się odradza, jest stosunkowo młody i ma wiele innych problemów. Jednak nie tracę nadziei, że podobnie jak ofiary hiszpańskiej wojny domowej, wołyńscy męczennicy zostaną beatyfikowani i kanonizowani.

Rozmawiał Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/kiedy-beatyfikacja- ... 120,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /