Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 158 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Książki historyczne
PostNapisane: 10 lut 2017, 11:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=93664&utm_sour ... medium=rss

Recenzja książki “Bestialstwo UPA pod Lubomlem na Wołyniu”
Aktualizacja: 2017-02-8 5:11 pm

Książka „Bestialstwo UPA pod Lubomlem na Wołyniu”, autorstwa Krzysztofa Kołtuna, jego dużym wysiłkiem i ogromnym zaangażowaniem, wydana została w końcu 2016 roku przez lubelskie Wydawnictwo Norbertinum. Stanowi zbiór 41 opowiadań-relacji świadków ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu. Tematyka wspomnień dotyczy obszaru położonego niedaleko, tuż za graniczną obecnie rzeką Bug. Opisano w niej tragiczne, wstrząsające i traumatyczne przeżycia ludzkie, przyporządkowane terytorialnie do miejsc, po często nieistniejących dzisiaj wioskach, które zniknęły z powierzchni ziemi – spalone często razem ze swoimi mieszkańcami, świątyniami i zabudowaniami. Często nawet z wykarczowanymi sadami owocowymi (zgodnie z zaleceniem prowidu OUN o bezlitosnym zacieraniu wszelkich śladów polskości na tej ziemi).
Spisane relacje można podzielić na 3 grupy: tragiczne wspomnienia naocznych świadków z okrutnej rzezi Polaków, współczesne relacje z ekshumacji i ponownych pochówków po latach, oraz znajdujemy tam także opowiadania stanowiące legendy upamiętniające zatracony klimat dawnego Wołynia z jego kulturą, wierzeniami, obyczajami i tradycjami. Jest to niezmiernie cenne, wręcz unikatowe uzupełnienie w zestawieniu z tragicznymi relacjami ludzi – mieszkańców dawnego Wołynia.
Ukazany bezmiar i groza ludobójstwa… poraża.
Współczesna pustka Wołynia, smutne ugory niegdyś uprawnych pól, ciągnące się kilometrami przy samej głównej szosie do Lubomla, dziwne kępy krzaków i chaszcze w miejscach po wymordowanych i spalonych wioskach, dają nieme wyobrażenie o bezmiarze ludzkiej tragedii.
Powszechna wiedza historyczna na temat „Rzezi Wołyńskiej” była i jest dalece niewystarczająca, ale dziś – z perspektywy minionych lat – staje się to wytłumaczalne: bezwzględna, podła i cyniczna cenzura komunistyczna okazała się w tym względzie jeszcze bardziej skuteczna niż wobec Katynia, ale też skala ukraińskiego okrucieństwa została po wielokroć przekroczona ponad wszelkie wyobrażenie.
Relacje spisane zostały w oryginalnej gwarze ludowej, stanowiącej mieszaninę językową języka polskiego w potocznej odmianie ludowej (odbiegającej od poetyckiego, literackiego języka polskiego), typowej dla Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, a także są liczne fragmenty w języku chachłackim, będącym lokalną gwarą miejscową, opartą na języku tzw. tutejszym, czyli rusińskim. Są także liczne wtrącenia w językach rosyjskim, żydowskim, czeskim i niemieckim, czyli prawie pełny przegląd mieszaniny językowej narodów zamieszkujących ówczesny Wołyń, w latach drugiej wojny światowej bestialsko zniszczony i spalony przez banderowskich zbirów. Trzeba przyznać, że w związku z tą osobliwością czytanie zaprezentowanego tekstu nastręcza pewne trudności, stanowiąc zwłaszcza dla młodego pokolenia istotną trudność językową. Dlatego korekta edytorska tego dość obszernego tekstu okazała się… dużym wyzwaniem. Przeżycia i doznania związane z czytaniem zebranych relacji stanowiły wstrząsające doświadczenie, pomimo dobrego zahartowania posiadaną wiedzą naukową o opisywanej rzezi, często już po przeczytaniu 30-40 stron tekstu stan emocjonalny niebezpiecznie dryfował na granice bezdroży obłędu.
W recenzowanej książce przywracane są do pamięci narodowej historyczne nazwy polskich wsi na Wołyniu, po których tylko czasem zostały miejsca (najczęściej jako mniejsze lub większe chaszcze), opisywane na współczesnych mapach jako uroczyska o swojsko brzmiących nazwach: Ostrówki, Wola Ostrowiecka, Jankowce, Kupracze, Terebejki, Kąty, Kokorawiec, Bliźnice, Zamostecze, Piotrówka, Przekurka, Sawosze, Binduga, Bystraki. Są także miejscowości, które stały się banderowskim pochodniom, choć utraciły bardzo wiele ze swej dawnej świetności: Kisielin, Borki, Sztuń, Czmykos, Nowiny, Rymacze, Jagodzin, Luboml. Są też przytoczone nazwy miejscowości ocalonych, ale istniejących obecnie pod zmienionymi nazwami i ze znacznie ograniczoną zabudową, takie jak na przykład: Opalin (dzisiejsza Вишнівка), Wilczy Przewóz (dzisiejsze Старовойтове), Rakowiec (dzisiejsze Приріччя). Jednocześnie trzeba podkreślić, że dokonane na tym terenie zmiany w strukturze etnicznej są ogromne! Pociągnęło to za sobą nieunikniona w takim przypadku degradację cywilizacyjną – ziemie dotychczas rozwijające się gospodarczo, stały się swoistą pustynią. Zmiany były nieporównywalnie większe niż w jakimkolwiek innym regionie Polski dotkniętej gehenną drugiej wojny światowej.
Relacje są autentycznymi przywołaniami historii, często występują powtórzenia wobec poszczególnych wsi – pokazane z różnej perspektywy kilku świadków, bo trzeba wskazać, że na szczęście przeżyli świadkowie tego bezprzykładnego ludobójstwa, którzy zechcieli dać świadectwo prawdzie, mimo traumy wspomnień tkwiących pod powiekami i w głębi umysłu oraz duszy. Podobnie osobliwe są tytuły każdej relacji, jak wyjątkowy i niepowtarzalny jest każdy człowiek, tak jak różni byli ludzie doświadczający przeżyć – zapierających oddech i odbierających zmysły. W zależności od ogromu doznanych przeżyć oraz od indywidualnych predyspozycji osobowych, poszczególni świadkowie różnie opisują swoje przeżycia, jedne są lakonicznym przekazem przeżytych zdarzeń, a inne są szczegółową i często bardzo emocjonalną relacją z widzianego na własne oczy bestialstwa zwyrodniałych sadystycznych zbrodniarzy.
Smutną prawdą jest to, że o polskim Wołyniu ciągle trzeba przypominać. Przypominać i pamiętać, bo niewinne ofiary naszych Rodaków potrzebują szczerego wspomnienia – tak samo jak potrzebują uczciwego upamiętnienia i… w większości przypadków – godnego pochówku. Natomiast niezbywalnym obowiązkiem żyjących potomnych jest, by pamiętać, kultywować i przekazywać kolejnym pokoleniom tę tragiczną pamięć, pozostawiając kwestię wybaczenia komu innemu – na sądzie ostatecznym.

Jacek Jarosław GAJ
ppłk rez. dr inż.

Posłuchaj także wypowiedzi Autora
https://polakpotrafi.pl/projekt/bestial ... na-wolyniu

Za: isakowicz.pl (8 lutego 2017)
http://isakowicz.pl/recenzja-ksiazki-be ... a-wolyniu/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Książki historyczne
PostNapisane: 17 mar 2017, 20:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.org.pl/2016/05/23/winni ... -recenzja/

„Winni. Holokaust i fałszowanie historii” - D. Walusiak - recenzja
II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE | SZYMON NOWAK | 23 MAJA 2016 08:00

Kiedy w ostatnim czasie coraz częściej czytam lub słyszę o „polskich obozach śmierci”, zastanawiam się jak wielkiej góry pieniędzy należało użyć i jaką zmyślną propagandę uruchomić, aby przekonać świat, że w czasie ostatniej wojny Holokaustu dokonali wespół z nazistami (broń Boże z Niemcami) właśnie Polacy. To się nie mieści w głowie, że to właśnie z naszych rodaków, żyjących w okupowanej przez niemiecką Rzeszę Hitlera Polsce, robi się na siłę współodpowiedzialnych za barbarzyńską zagładę Żydów.

Obrazek

Boję się, czy nie jest już czasem za późno, aby zdołać przekonać świat zachodni jak było naprawdę. Ale walczyć o prawdę zawsze trzeba do końca. Należy karać sądownie za kłamstwa i wołać w świat, że nie było „polskich obozów zagłady„ i „polskich obozów koncentracyjnych„. Że pierwsze obozy na terenie okupowanej Polski Niemcy wybudowali w celu eksterminacji polskich grup ludności. Że nie było złych „sąsiadów„ w Jedwabnem, a całą akcję inspirowali i prowadzili Niemcy. Że nie było ”krwawych żniw” po wojnie. Że Polacy podczas wojny wcale nie zabili ”więcej Żydów niż Niemców”, a w powstańczej Warszawie AK nie dobijała ocalałych z getta.
Jednym z takich właśnie głosów prawdy puszczonych w Polskę i (mam nadzieję) w świat, jest najnowsza książka krakowskiego Domu Wydawniczego Rafael – Winni. Holokaust i fałszowanie historii. Autorem niniejszej publikacji jest Dariusz Walusiak, polski historyk, publicysta i reżyser filmowy. Mający na swym koncie ponad 60 filmów dokumentalnych i reportaży opowiadających o najnowszej historii Polski, w tym pierwszy film o polskiej rodzinie Ulmów oraz cykl produkcji o Żołnierzach Wyklętych – Niezłomnych. Dariusz Walusiak w latach 80 – tych był związany z opozycją antykomunistyczną. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, natomiast w 2016 r. Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Autor podzielił swoją pracę na pięć głównych części zatytułowanych: Geneza zbrodni, Ofiary, Sprawcy, Sprawiedliwi czyli miłosierni oraz Winni. W pierwszym bloku tematycznym Dariusz Walusiak zajął się Niemcami i III Rzeszą, gdzie narodziła się koncepcja aryjskiej „rasy panów„ i „podludzi„ reprezentowanych przez Żydów, Cyganów i Słowian. W kolejnym rozdziale możemy prześledzić stosunki pomiędzy Polakami a Żydami w II RP. Autor nie waha się wspomnieć chociażby o jawnej kolaboracji niektórych przedstawicieli religii mojżeszowej z bolszewikami zalewającymi Polskę w 1920 roku. Następna odsłona recenzowanej pracy opowiada o niemieckim działaniu prowadzonym przeciw Żydom w czasie wojny na terenach okupowanej Polski. Ale należy podkreślić, że część ta zaczyna się od niemieckiej agresji na nasz kraj i od represji prowadzonych przeciwko Polakom. W dalszej części tego obszernego rozdziału jest mowa o żydowskich gettach, o ”ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”, o mordach i pogromach przeprowadzanych przez Niemców na Żydach (również tych organizowanych np. przez Ukraińców). Autor nie waha się i pisze o Żydach współpracujących z Niemcami przy eksterminacji własnego narodu. Kolejna część pracy powinna nas, Polaków, szczególnie zainteresować. Mówi ona o naszych rodakach pomagającym Żydom, a więc o polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. W ostatniej odsłonie książki autor pokusił się o opisanie wydarzeń dotykających bezpośrednio Polaków, jako rzekomych współsprawców zagłady. W tym fragmencie mowa jest o Jedwabnem, o żydowskiej partyzantce, o prowokacji kieleckiej.
Wszędzie Dariusz Walusiak obala kolejne mity, uogólnienia, kłamstwa i fałszywe stereotypy. Jak chociażby w historii o Jedwabnem: w ostatniej fazie akcji uczestniczyło tylko kilku Polaków (w tym burmistrz mianowany przez Niemców i miejscowy volksdeutsch); na miejscu zbrodni znaleziono łuski pochodzące z niemieckich karabinów i pistoletów; do spalenia stodoły potrzebowano ok. 400 litrów benzyny, której mieszkańcy miasteczka nie mogli posiadać; podczas ekshumacji znaleziono szczątki około 300-400 zamordowanych (a nie jak się mówi 1600 osób); niestety niemożliwe było dokładne zbadanie tych szczątków (np. na okoliczność śladów postrzałów czy innych ran), ponieważ prace ekshumacyjne zostały nagle wstrzymane – sprzeciwił się temu rabin, według którego „wykopywanie zwłok jest sprzeczne z religią żydowską1”.
I chociaż autor opisuje tragiczne wydarzenia, książkę czyta się wyśmienicie. Z prawdziwą przyjemnością pochłaniałem kolejne kartki, radując się w duszy, że wreszcie ktoś w tak wspaniały (również skondensowany) sposób daje opór kłamstwom na temat współodpowiedzialności Polaków za Holokaust.
Warto jeszcze podkreślić znakomite wydanie książki: twarda oprawa i szyte kartki gwarantują trwałość publikacji i wiele, wiele godzin spędzonych podczas lektury. W pracy nie znalazłem błędów i literówek, co oznacza, że korektorzy i redaktorzy poprawnie wykonali swoją pracę. Okładka książki z obrazem Mariana Kołodzieja Ściana Płaczu od razu wskazuje czego dotyczy temat publikacji. Uważam, że książka D. Walusiaka Winni skierowana jest do szerokiego grona czytelników. Po pracę Domu Wydawniczego Rafael koniecznie powinny sięgnąć osoby zainteresowane ogólnie historią Polski, w tym także ludzie młodzi. Jest to prostowanie kłamstw, rażąco krzywdzących przedstawicieli naszego narodu.
Na zakończenie recenzji, nie sposób nie zgodzić się z autorem, który na zakończenie swej książki pisze:
„Żywię nadzieję, że po latach bezpodstawnych ataków dojrzeliśmy do tego, by stanowczo przeciwstawić się fałszowaniu historii. Każde kłamstwo w tej sprawie musi być napiętnowane, a polityka historyczna wspierana przez rządzących winna budować prawdziwy obraz Polski i Polaków. Możemy być dumni z naszych przodków, którzy w tych nieludzkich czasach zdobyli się na bohaterstwo, okazując miłosierdzie wobec prześladowanych Żydów. Po zakończeniu drugiej wojny światowej, zdradzeni przez aliantów za ofiarność, poświęcenie i przelaną krew, otrzymaliśmy »nagrodę« – długoletnie sowieckie zniewolenie2″ .
Tak. My Polacy nie mamy się czego wstydzić. Nie splamiliśmy się żadną formą jawnej kolaboracji z Hitlerem, z III Rzeszą. Pierwsi daliśmy opór napaści dwóch totalitaryzmów we wrześniu 1939 roku. Nie było polskich oddziałów SS i - powtórzę jeszcze raz - nie było „polskich obozów śmierci„. A Żydów w okupowanej Polsce mordowali Niemcy. Nie żadni bezosobowi i beznarodowi ”naziści”, ale właśnie Niemcy.

Plus/minus:
Na plus:
+ temat książki: Holokaust a Polacy
+ wartość merytoryczna pracy
+ zapis zbrodni ludobójstwa przeprowadzonego przez Niemców na Żydach
+ obalanie fałszywych mitów krążących np. na zachodzie Europy i w USA
+ pomysł na książkę
+ porządne wydanie
Na minus:
- brak
Tytuł: Winni. Holokaust i fałszowanie historii
Autorzy: Dariusz Walusiak
Wydawca: Dom Wydawniczy Rafael
Rok wydania: 2016
ISBN: 978-83-7569-861-9
Liczba stron: 448
Oprawa: twarda
Cena: 44,90 zł
Ocena recenzenta: 9/10

Korekta: Patrycja Grempka
D. Walusiak, Winni. Holokaust i fałszowanie historii, Kraków 2016, s. 387. [↩]
Tamże, s.435 [↩]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Książki historyczne
PostNapisane: 11 kwi 2017, 18:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/jazda-kozacka-w-ar ... -recenzja/

Jazda kozacka w armii koronnej 1549-1696 | Recenzja
18 czerwca 2016 05:27

Obrazek

Z dużym zainteresowaniem przyjąłem wydanie w tym roku pracy Bartosza Głubisza Jazda kozacka w armii koronnej 1549-1696. Temat to wszak szalenie interesujący, do tego bardzo ambitny cel – opisanie formacji która była swoistym koniem roboczym armii koronnej. Co prawda nieco mnie zdziwiło zdanie na obwolucie, mówiące o tym że jazda kozacka walnie się przyczyniła do zwycięstw pod Kircholmem i Kłuszynem – pomyślałem jednak, że może to być tylko reklama ze strony wydawcy, nijak mająca się do treści. Spójrzmy więc co możemy znaleźć w samej pracy.
Oprócz wstępu i zakończenia, praca podzielona jest na trzy rozdziały (każdy liczący mniej więcej podobną ilość stron):
Pierwsze roty kozackie. Jazda kozacka w latach 1549-1579.
W cieniu husarii. Jazda kozacka w latach 1598-1647.
III. Kawaleria uniwersalna. Jazda pancerna w latach 1648-1696.
W każdym z nim możemy znaleźć podobne podrozdziały: Organizacja, Uzbrojenie, Skład społecznyu i narodowościowy, Finanse i sytuacja materialna żołnierzy, Udział jazdy kozackiej/pancernej w działaniach zbrojnych w wybranym okresie. Do tego w rozdziale trzecim mamy jeszcze „Przyczyny upadku jazdy pancernej pod koniec XVII wieku.
Tym razem zacznę jednak od końca, czyli kwestii bibliografii. Jest to o tyle ważne, że od razu pokazuje sposób w jaki do badań nad tematem podszedł autor. Na liście bibliograficznej mamy rozliczne źródła drukowane, jeszcze więcej opracowań (czasami dość zaskakujących, jak np. wiele prac popularno-naukowych z serii „Historyczne Bitwy”) za to w pozycji „starodruki” znajdziemy zaledwie dwie (sic!) pozycje, dotyczące zresztą tylko jednego konfliktu (powstań kozackich z okresu 1637-38). Porównajmy to teraz z buńczucznymi zapowiedziami autora, który we wstępie pisze o „kompleksowym obrazie jazdy kozackiej” i „wnikliwiej analizie wojskowości staropolskiej”, od razu możemy zacząć podejrzewać, że coś tu jest nie tak. Temat niezwykle obszerny, co najmniej na pracę doktorską czy habilitację (podczas gdy mamy do czynienia z pracą magisterką), napisany bez wizyt w archiwach? Żadnego studiowania dostępnych listów przypowiednich, komputów, rozlicznej korespondencji? Autor wspomina we wstępie o używaniu w swoich badaniach komputów, popisów wojska oraz akt wojskowo-skarbowych -problem tylko, że korzystał wyłącznie z tych które już ktoś przed nim opracował i opublikował, brak tu więc jakiegokolwiek wkładu własnego.
Widać to zwłaszcza przy okazji – zupełnie jak dla mnie bezsensownego – publikowania obszernych fragmentów komputów, które jednak nic nie wnoszą do treści pracy. Chyba że mają służyć jako wypełniacz miejsca? Kilka przykładów:
– przy wyprawie mołdawskiej Zamoyskiego autor serwuje nam (oczywiście za artykułem opracowanym przez kogoś innego) listę pułków i wymienia wszystkie obecne tam chorągwie kozackie
– absolutnie kuriozalne to publikowanie na stronach 123-132 pełnego komputu na wojnę chocimską, który opracowali Z. Hundert i K. Żójdź (źródło to zresztą jest źle opisane w przypisie, gdzie autor zignorował Z. Hunderta jako jednego z redaktorów). Mamy więc wypis wszystkich pułków, włącznie z husarią, rajtarią czy piechotą. Po co to? Czemu to ma służyć?
– jeszcze gorzej jest w przypadku drugiego rozdziału, gdzie mamy wszystkie chorągwie kozackie pod Żółtymi Wodami i Korsuniem (str. 194-195), wszystkie z zaciągów wojewódzkich 1648 roku (str. 196-198), Beresteczkiem (205-209) czy Batohem (210-211). Totalne wodolejstwo, nic nie wnoszące do treści pracy.Aż się prosiło o jakąś analizę liczebności jazdy kozackiej na tle innych formacji jazdy w armii: tak w przypadku całej armii jak i poszczególnych pułków. Zamiast tego mamy przydługi fragmenty przepisane z innych prac.
Co gorsza, autor nie zadał sobie trudu i nie próbował identyfikować oficerów jazdy, pozostawiając oryginalne zapisy jak ‘chorągiew pancerna jp. wojewody sandomierskiego” czy „chor. pancerna jp. podczaszego”. Podpowiem: spisy urzędników koronnych są dostępne, opracowano je lata temu i wydano drukiem, naprawdę można je znaleźć i wyjaśnić czytelnikom kim jest ów tajemniczy podczaszy w danym roku. Rozumiem jednak, że jak nie było tego w opracowaniu na którym oparł się autor, to już nie było sensu marnować na to czasu?
Autor w swej „wnikliwej analizie” pełnymi garściami czerpie od innych autorów, podając po prostu swoimi słowami to co inni napisali już przed nim. Klasyczny przykład to str. 63-66, gdzie dwanaście kolejnych przypisów odnosi się do pracy M. Plewczyńskiego, czy też str. 103-105 z kolejnymi dwunastoma przypisami do innej pracy M. Plewczyńskiego.
We wstępie wspomniano o „kompleksowym obrazie”, nic więc dziwnego że autor stawia różne tezy dotyczące jazdy kozackiej. Przyjrzymy się niektórym, bo też są niezwykle ciekawe:
– dla okresu 1598-1647 jazda kozacka to według autor a tylko roty zaciężne służące w armii koronnej, otrzymujące żołd, formowane sposobem towarzyskim, których dowódca wybierany był przez króla bądź hetmana wielkiego koronnego. Oznacza to więc, że np. chorągwie lisowczyków wchodzące w skład w armii koronnej (np. w czasie wojny o ujście Wisły) już nie były kozackimi? A co z chorągwiami powiatowymi czy pospolitym ruszeniem służącym po kozacku? Jazdą kozacką nie były też według takiej definicji chorągwie prywatne, nieprawdaż? Oj kłania się brak znajomości źródeł…
– lisowczycy to tu zupełnie odrębna formacja, a jednym z ich wyróżników jest poruszanie się komunikiem. Tak jakby oddziały kwarciane czy komputowe nigdy komunikiem nie maszerowały na wroga
– nie wiedzieć czemu autor upiera się, by całość jazdy kozackiej od 1648 roku nazywać jazdą pancerną. Ech, znów należy odesłać do źródeł, chociażby komputów i popisów armii, gdzie nazwa kozacy czy jazda kozacka występuję nagminnie
– według autora od 1647 roku jazda kozacka zaczęła ewoluować w kierunku formacji średniozbrojnej . Podstawą tej tezy nie jest jednak analiza listów przypowiednich czy źródeł ikonograficznych, a fakt wyodrębnienia w ramach jazdy kwarcianej dwóch chorągwi wołoskich. Dziwny tok rozumowania…
– z wojny o ujście Wisły autor wysnuwa wniosek, że jazda polska miała małą odporność na zmasowany ostrzał z broni strzeleckiej. Naprawdę, nie chcę się nad tym rozwodzić, bo czy jest sens?
Co do składu społeczno-narodowościowego chorągwi kozackich: dopóki autor może korzystać (dla XVI wieku) z pracy M. Plewczyńskiego wszystko jest w porządku, wszak badacz ten wszechstronnie zanalizował owo zagadnienia. W dwóch kolejnych rozdziałach mamy jednak na ten temat bardzo ogólne informacje, bez żadnej dogłębnej analizy. Autor nie podjął próby przeanalizowania rolli popisowej chociażby jednej chorągwi kozackiej – znów kłania się podejście do źródeł.
Bardzo słabe są fragmenty dotyczące udziału jazdy kozackiej w działaniach bojowych. Oparte głównie o opracowania (np. „Historyczne Bitwy”), są bardzo pobieżne a i dobór starć dziwi. Przykład z mojego podwórka: z wojny o ujście Wisły mamy pierwszą fazę bitwy pod Trzcianą i walki pod Malborkiem w 1629 roku, do tego dwa zdania o podjazdach jazdy kozackiej w sierpniu i wrześniu 1626 roku, a także trzech chorągwiach kozackich pod Puckiem. A aż się prosi o działanie Moczarskiego w 1626 roku (chociaż pewnie według autora, jako że to chorągiew lisowczyków, to już nie jest to jazda kozacka), udział kozaków w operacji zakończonej tryumfem pod Hammerstein w 1627 czy „małą wojną” w 1628 roku. Powtórzę niczym popsuty zegar: wystarczyłoby poczytać więcej źródeł…
Uwaga do korektora i redaktora: w tekście można znaleźć nieco literówek, nie jest jednak ich zbyt wiele. Za to za stwierdzenie, że w 1626 roku w Prusach wylądował król Gustaw August to ktoś powinien się mocno zaczerwienić… Polacy w Danii nie zdobyli Koldingu, a Koldyngę (jak się kiedyś pisało), ewentualnie Kolding.
Rozpisałem się chyba nawet za mocno, pora więc na podsumowanie. Praca Jazda kozacka w armii koronnej 1549-1696 niestety mocno rozczarowuje. Jest to kompilacja różnego rodzaju opracowań, często już mocno nieaktualnych, bez oparcia się o ważne materiały źródłowe. Wbrew szumnym zapowiedziom nie jest gruntowana analiza. Być może gdyby autor ograniczył się raptem do jednego z trzech omawianych przez siebie okresów i wykonał porządną kwerendę, można by jego wysiłek jakoś docenić. Na dzień dzisiejszy jednak jest to rozczarowująca i raczej nieudana próba kompleksowego ujęcia historii jazdy kozackiej w armii koronnej.

Michał Paradowski – autor bloga kadrinazi.blogspot.com


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Książki historyczne
PostNapisane: 07 lip 2017, 19:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/zmarnowana-szansa- ... -recenzja/

Zmarnowana szansa? Możliwości obrony Czechosłowacji jesienią 1938 roku | Recenzja
1 września 2016 06:00

Piotr M. Majewski, Zmarnowana szansa? Możliwości obrony Czechosłowacji jesienią 1938 roku
Ilekroć mowa jest o groźbach III Rzeszy kierowanych pod adresem Czechosłowacji w 1938 rok, tylekroć automatycznym skojarzeniem jest konferencja monachijska. Czasami też ktoś, z uśmieszkiem wyższości, odpowie, że przecież mogli się bronić. Jednak czy możliwa była obrona? Czy zmarnowano szansę na zwycięstwo, które niewątpliwie osłabiłoby Adolfa Hitlera?
Książka Zmarnowana szansa? Możliwości obrony Czechosłowacji jesienią 1938 roku jest poszerzonym i poprawionym wydaniem wcześniejszej pracy Piotra Majewskiego Nierozegrana kampania. Możliwości obronne Czechosłowacji jesienią 1938 roku. Do najważniejszych uzupełnień wprowadzonych w nowym wydaniu należą przede wszystkim sprawy niemieckie, w tym obszerna analiza przygotowań III Rzeszy do wojny z Czechosłowacją. Szczególnie ciekawym aspektem są wątpliwości niemieckiej generalicji czy planowany atak nie wplątałby Niemiec w wojnę europejską. Choć oczywiście na otwarty sprzeciw nikt się nie zdecydował.
Warto zwrócić także uwagę na położenie geopolityczne Czechosłowacji oraz na problemy mniejszości narodowych, z którymi to państwo musiało się zmierzyć. Problem lojalności m.in. Niemców Sudeckich w momencie wybuchu konfliktu był bardzo ważny już w momencie opracowywania planów mobilizacyjnych. Sytuacji nie polepszała także postawa sojuszników, którzy pomimo podpisania wcześniej stosownych umów międzynarodowych nie zamierzali udzielić Czechom i Słowakom pomocy. W tym miejscu trzeba też się zastanowić, dlaczego w obliczu oczywistego pozostawienia Czechosłowacji samej sobie przez Francję, Polska rok później pokładała tak wielkie nadzieje w pomoc Zachodu i atak francusko-angielski na III Rzeszę.
Autorowi należą się słowa uznania za kompleksowe przedstawienie sytuacji militarnej Czechosłowacji w przededniu konfliktu. Opisał on nie tylko założenia systemu mobilizacyjnego czy wspomnianych wcześniej problemów narodowościowych, ale także szczegółowo przedstawił organizację, wyposażenie, uzbrojenie i możliwości prowadzenia walki przez poszczególne rodzaje broni. Nie zabraknie też opisu systemów umocnień i opracowywanych przez czechosłowacki sztab wojskowy planów operacyjnych. Dzięki tak szczegółowemu podejściu do zagadnienia, a także umieszczeniu dużej liczby map, schematów, tabel oraz Ordre de Bataille czechosłowackich sił zbrojnych na 30 września 1938 roku, godzina 12.00 nawet słabo zorientowany w temacie wojskowości czytelnik jest w stanie wynieść z lektury potężną dawkę wiedzy. Dodatkowym atutem książki jest umieszczona na końcu refleksja jak potoczyłyby się losy Europy (a może i świata) gdyby Czechosłowacja w 1938 roku podjęłaby walkę. Choć nie jest to może standardowe dla opracowań historycznych to jednak niejednemu czytelnikowi uzmysłowi jak ważna była konferencja monachijska i przyjęcie jej dyktatu przez rząd czechosłowacki.
Imponująco przedstawia się także bibliografia. Stopień wykorzystania archiwaliów, zbiorów dokumentów, pamiętników, wspomnień, opracowań, materiałów niepublikowanych etc. powoduje, że trudno w portalowej recenzji doszukać się jakiekolwiek pominiętego materiału czy źródła.
Książkę Zmarnowana szansa? Możliwości obrony Czechosłowacji jesienią 1938 roku można polecić każdemu, niezależnie od stopnia zainteresowania naszymi południowymi sąsiadami. Trzeba tylko uzbroić się w odrobinę cierpliwości i przedrzeć się przez gąszcz wojskowej specjalistycznej terminologii.

Muzeum II Wojny Światowej

Ocena recenzenta: 6/6

Daria Czarnecka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Książki historyczne
PostNapisane: 08 lis 2017, 13:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/45114-juz-w-ksiegarniac ... u-parasol/

Już w księgarniach biografia Gryfa – Janusza Brochwicza-Lewińskiego, dowódcy batalionu Parasol
Jan Bodakowski Opublikowano 28 stycznia 2017

Obrazek

Staraniem wydawnictwa Fronda ukazała się 520 stronicowa, niezwykle bogato ilustrowana, biografia dowódcy batalionu Parasol Janusza Brochwicza-Lewińskiego „Gryf. Pałacyk Michla, Żytnia, Wola” autorstwa Jarosława Wróblewskiego.

Jak można przeczytać na stronie Instytutu Zamieci Narodowej „Janusz Brochwicz-Lewiński urodził się 17 września 1920 r. w Wołkowysku w rodzinie ziemiańskiej. We wrześniu 1939 r. walczył w stopniu kaprala podchorążego. Po agresji Związku Sowieckiego na Polskę dostał się do niewoli sowieckiej, z której zbiegł. Jesienią 1939 r., po kilkutygodniowej tułaczce dotarł do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie włączył się w działalność Związku Walki Zbrojnej – późniejszej Armii Krajowej.

Tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego, 10 lipca 1944 r. dowodził akcją na aptekę Wendego przy Krakowskim Przedmieściu 55, podczas której zdobyto narzędzia chirurgiczne, lekarstwa, środki znieczulające i materiały opatrunkowe dla żołnierzy AK (…)

W dniach 4–5 sierpnia 1944 r. wsławił się obroną kompleksu zabudowań „Getreide Industrie-Werke”, czyli: młyna, fabryki makaronów, magazynów oraz „pałacyku”, a właściwie kamieniczki Karola Michlera przy ul. Wolskiej 40. Powstańcy czterokrotnie odparli atak, jednak natarcie 6 sierpnia, wsparte przez niemieckie czołgi, zmusiło Polaków do odwrotu. Za walkę na Woli otrzymał Order Virtuti Militari (…)

8 sierpnia 1944 r. Brochwicz-Lewiński został ciężko ranny (postrzał twarzy), co wyeliminowało go z dalszych walk. Trafił do szpitala Jana Bożego na Starym Mieście, następnie kanałami przeszedł do Śródmieścia.

Po kapitulacji powstania dostał się do niewoli. Po wyzwoleniu przez Amerykanów niemieckiego obozu jenieckiego w Murnau pozostał na Zachodzie. Wstąpił do armii brytyjskiej (3. Pułk Królewski Huzarów), służył m.in. w gwardii przybocznej Jego Królewskiej Mości Jerzego VI. Działał również m.in. w Palestynie i Sudanie jako agent wywiadu.

Brochwicz-Lewiński wrócił na stałe do Polski w lipcu 2002″

Niezwykle atrakcyjnie napisana praca Wróblewskiego o Gryfie zawiera informacje o: tradycjach rodzinnych Brochowicza-Lewińskiego, rodzicach, dzieciństwie i młodości w II RP, II wojnie światowej, Powstaniu Warszawskim, emigracji, służbie w brytyjskiej armii i wywiadzie, prócz informacji związanych z bohaterem biografii także informacje o ważnych dla Polski postaciach.

IPNtv – gen. Janusz Brochwicz – Lewiński „Gryf” – wspomnienie

https://www.youtube.com/watch?v=YpuxkQh0eUE

Jan Bodakowski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Książki historyczne
PostNapisane: 14 gru 2017, 09:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mysl-polska.pl/1423

Wincenty Witos: „Żydzi a Polska”

Obrazek

W ramach projektu „Sen, który się ziścił” realizowanego przez Muzeum Niepodległości i Fundację Dialogu Kultur i Religii ukazało się pięć zarysów biograficznych współtwórców polskiej Niepoległości: Romana Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego, Ignacego Jana Paderewskiego, Wincentego Witosa i Wojciecha Korfantego.
Autorem biografii Wincentego Witosa jest dr Janusz Gmitruk, dyrektor Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego. W aneksach zamieścił on szereg ciekawych dokumentów związanych z działalnością Witosa, a wśród nich artykuł prezesa PSL „Piast” na temat relacji polsko-żydowskich. Poniżej treść tego mało znanego artykułu z 1921 roku:
„Doniesiono nam z wiarygodnego zupełnie źródła, że na jednym ze zjazdów Syonistów postanowiono tępić PSL w kraju, a dyskredytować za granicą. Wiadomość ta ani nas nie zdziwiła, ani też nie przeraziła. Ani nie szukaliśmy walki z Żydami, ani nam nie trzeba ich przyjaźni. Krótko powiedziawszy, niewiele zajmowaliśmy się nimi.
Traktat wersalski zagwarantował im tak zwane prawa mniejszości w Polsce. Uważaliśmy to za zbyteczne, gdyż Żydzi zawsze w Polsce nie tylko mieli równe prawa, ale owszem mieli w wielu dziedzinach życia duże i wyłączne do niedawna przywileje.
By nie być gołosłownym zaznaczam, że do nich niemal wyłącznie należały wszystkie szynki, cały handel, dostawy, wielka część przemysłu, przedsiębiorstwa, trafiki, słowem to wszystko, co daje wielki i łatwy zarobek.
Dziś niewiele się jeszcze pod tym względem zmieniło. Żydzi panują niepodzielnie we wszystkich niemal bankowych przedsiębiorstwach, dzierżą cały wielki handel, wielką część przemysłu, dostawy wciąż jeszcze mają w ręku, wielkie hurtownie tytoniu i znaczna część drobnych trafik do nich też należy. Siedzą na bardzo wielu obszarach dworskich i jako właściciele i jako dzierżawcy, paskują drzewem, sianem, węglem, płótnem i wszelkimi towarami. Szmuglują zboże, konie, bydło, pieniądze złote i wszelkie wartości za granicę państwa.

Obrazek

Mają wszelkie, konstytucją zastrzeżone prawa obywatelskie, ochronę tych praw i mienia, jak rzadko w którym państwie. To wszystko dało im państwo. A teraz co oni temu państwu dają? Od początku jego powstania szkalują je na każdym kroku za granicą, szerząc oszczercze wiadomości o pogromach, braku tolerancji, ucisku, dzikości niemal narodu polskiego.
Mając w ręku banki i czarną giełdę, obniżają tendencyjnie kurs marki polskiej, chcą przez to Skarb Państwa doprowadzić do bankructwa, a państwo samo do upadku. W czasie wojny z bolszewikami stanęli wyraźnie po ich stronie, nawet z bronią w ręku; obecnie stale spiskują na wszystkie strony przeciw państwu, robią wewnątrz ferment na wszelki sposób. Przy robocie państwowej nie ma ich prawie nigdzie; przy robocie przeciwpaństwowej są oni prawie wszędzie.
O Żydach zawsze myśleliśmy to, co i obecnie. Jeżeli milczeliśmy, to ze względu na stosunki międzynarodowe. Aż do znudzenia, że załatwienie przychylne wielu spraw zewnętrznej natury, dla naszego państwa koniecznych, od Żydów zależy, że w ich rękach jest sprawa podniesienia i uregulowania naszej waluty, naszego przemysłu, handlu, pożyczek zagranicznych, układów handlowych.
Myśmy wierzyli, bo zresztą fakta przemawiały za tym. A jeśli tak było, to dlaczegóż marka spadła w sposób wprost niesłychany, dlaczego ceny towarów, szczególnie w dniach ostatnich, podnieśli kupcy żydowscy do niebywałych wprost granic, dlaczegóż pokazują nam przed oczyma widmo utraty Wilna i Galicji Wschodniej, dlaczego nas męczą latami całymi ze Śląskiem Górnym? Czy chcą znowu doprowadzić nas do ostatniego upadku, czy chcą zrobić nas swoimi niewolnikami? Jeśli tak myślą, to się grubo pomylili.
Mieliśmy różnych i to wielkich i zaciętych wrogów, mimo to nie zginęliśmy, a przeciwnie – tych wrogów brakło; stać nas jeszcze na to, abyśmy obronili się i od nich i stali się nareszcie panami we własnym domu”.
Wincenty Witos

„Piast”, nr 41, 9 października 1921


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Książki historyczne
PostNapisane: 16 gru 2017, 10:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://rzymski-katolik.blogspot.com/20 ... KI+KATOLIK)

Recenzja książki "Helena Pelczar. Zapomniana stygmatyczka"
Autor: Rzymski Katolik piątek, 15 grudnia 2017

Obrazek

W wieku 24 lat wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Pracowała jako służąca. Wykazywała się pobożnością i skromnością. Należała do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Z czasem zaczęła doznawać cierpień ukrzyżowanego Jezusa: najpierw niewidzialnie, później poprzez stygmaty. Na polecenie Zbawiciela i Maryi ofiarowała swoje cierpienia za nawrócenie grzeszników. Cierpiała także za dusze czyśćcowe, z którymi miała szczególną więź. Zmarła w opinii świętości 27 kwietnia 1926 r. Tak w wielkim skrócie można by opisać życie Heleny Pelczar, zapomnianej polskiej stygmatyczki, której poświęcona jest wydana w 2014 roku przez wydawnictwo Rosemaria książka ks. Jarzembowskiego "Helena Pelczar. Zapomniana stygmatyczka. Książka jest reprintem wydania z 1936 r, opatrzonego imprimatur arcybiskupa Chicago.

Nie będę tutaj opisywał historii życia Heleny Pelczar, bo szczegółowo jest ona omówiona w książce ale pozwolę sobie zwrócić uwagę na pewien rys tej Służebnicy Bożej.

Jest nim tajemnica męki Chrystusa szczególnie odczuwana przez nią podczas Mszy Świętej. W czasach gdy Mszę Świętą traktuje się jako radosne spotkanie czy ucztę to wydarzenia z życia Heleny przypominają tradycyjną naukę katolicką o tym, że każda Msza Święta jest uobecnieniem ofiary krzyżowej Chrystusa, której ona sama doświadczała każdego dnia. Dzień w dzień o godzinie wpół do szóstej rano czy to leżała czy siedziała stawała się sztywna i nieruchoma. Twarz jej napełniała się nowym życiem, rumieńce wstępowały na policzki , szeroko otwarte oczy błyszczały jak gwiazdy. Wyglądała tak pięknie, że bardziej była podobna do anioła niż do człowieka. Taki stan trwał godzinę. Gdy ekstaza kończyła się, powracały wielkie cierpienia. O godzinie siódmej rozpoczynała się zazwyczaj Msza św. w parafialnym kościele. Mimo, że Helena leżała w łóżku wiedziała doskonale, którą część Mszy w danej chwili odprawia celebrans i odczuwała narastającą Mękę Pana Jezusa w kolejności następujących po sobie części Mszy świętej. Im dalej kapłan sprawował ofiarę Mszy, tym boleśniejsze stawały się cierpienia Heleny. Do momentu rozpoczęcia konsekracji, ręce, nogi i bok cierpiącej przybierały kolor ciemnoczerwony. W chwili gdy kapłan podnosił Hostię świętą, rany momentalnie się otwierały jakby ktoś przebił je ostrym narzędziem i płynęła z nich krew. Sączyła się ona z ran aż do Komunii świętej. Gdy kapłan spożył Hostię krew przestawała płynąć, rany zamykały się i goiły a po 10-15 minutach pozostawały po nich tylko ślady, jakby dawno zagojone zadraśnięcia.

Książka ta, to niezwykła historia zapomnianej stygmatyczki, spisana przez naocznych świadków jej życia i cierpienia poczynając od czasów dzieciństwa, przyjazd do Ameryki i pierwsze krwawe plamy na rękach i nogach a później łaska stygmatów. W książce także świadectwo objawień Pana Jezusa i Maryi oraz poruszających łask i podróży do czyśćca. Historia przyjaźni Heleny z Aniołem Stróżem i jego pouczenia.

Jest to kolejny reprint wydany przez poznańskie wydawnictwo RoseMaria, który z czystym sumieniem mogę Państwu polecić.

https://www.youtube.com/embed/CnQ9szouB4I

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Książki historyczne
PostNapisane: 22 maja 2018, 07:41 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu

Ks. Krzysztof Bielawny

29,00zł

Autentyczna, znakomicie udokumentowana historia. Świadkowie objawień, rzesze pielgrzymów ze wszystkich zaborów, nawrócenia, próby ośmieszenia orędzia Matki Bożej. W książce przedstawiona jest prawda oraz co powinniśmy czynić, żeby Polska była niepodległa.

Obrazek

Księgarnia
Naszego Dziennika

al. Solidarności 83/89
00-144 Warszawa
tel. (22) 850 60 20
tel. (22) 850 60 00
e-mail: zamowienia@naszdziennik.pl

Księgarnia jest czynna:
pn.-pt. w godz. 10.00-18.00
w soboty w godz. 10.00-15.00
Opłaty za wysyłkę książek
za pobraniem pocztowym:
- do 2 kg – 12 zł
- od 2 kg do 5 kg – 18 zł

Od 199 zł koszty wysyłki pokrywa księgarnia.

https://naszdziennik.pl/ksiegarnia


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 158 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /