Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 29 kwi 2015, 13:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://nwonews.pl/artykul,4155,prawda-o ... eckim-1946

Prawda o pogromie kieleckim 1946
Prof. Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 04.07.2002

CZĘŚĆ I

Mija już kolejna, 56. rocznica zajść antyżydowskich w Kielcach, które tak mocno zostały wykorzystane przez komunistyczną propagandę dla oczernienia Polski i Polaków w świecie. Rozliczne świadectwa i udokumentowane książki szeregu autorów (m.in. byłego oficera WP żydowskiego pochodzenia Michaela Chęcińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego i ks. Jana Śledzianowskiego) wyraźnie wskazały na prawdziwy charakter zbrodni kieleckiej.

Zajścia antyżydowskie w Kielcach były prowokacją sowiecką, zorganizowaną dla odwrócenia uwagi Zachodu od sfałszowanego referendum w Polsce i od niewygodnej dla Rosji debaty nad Katyniem w czasie Procesu Norymberskiego. Sprawa pełnego odkrycia przebiegu zbrodni pod względem prawnym miałaby więc tym większe znaczenie dla obalenia kłamstw na temat najnowszej historii Polski. Tym bardziej oburzający jest więc fakt, że świadomie blokowano działania prawne, zmierzające do ustalenia prawdy o wydarzeniach kieleckich. Prezentowany tu kilkuodcinkowy cykl ma na celu syntetyczne przedstawienie prawdy o zajściach kieleckich 1946 r. w świetle dotychczasowych badań.

Przebieg zajść kieleckich

Badania naukowców i innych autorów, próbujących odkryć prawdziwe kulisy zbrodniczych zajść kieleckich (m.in. książka znakomitego reportera Krzysztofa Kąkolewskiego "Umarły cmentarz"), całkowicie obaliły twierdzenia komunistycznej propagandy o rzekomej roli "reakcyjnego podziemia", andersowców itp. w przygotowaniu napaści na Żydów. Nie zdołano udowodnić tej roli, pomimo, stosowania tortur wobec uwięzionych, zastraszania świadków i adwokatów w zorganizowanym i sfabrykowanym przez reżim procesie rzekomych winowajców - procesie, w którym nie skazano żadnego z faktycznych sprawców kieleckich zajść antyżydowskich. Z nagromadzonych przez dziesięciolecia świadectw wyraźnie wyłania się faktyczna sprawcza rola NKWD W ZBRODNI KIELECKIEJ. Tej roli podporządkowane były uczestniczące w zajściach kieleckich różne komunistyczne "siły porządku", w tym wojsko, milicja, KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego).

A oto jak wyglądał przebieg zbrodniczych zajść kieleckich 4 lipca 1946 roku. Pod pretekstem szukania rzekomo zaginionego chłopca, Henryka Błaszczyka, do domu na Plantach, w którym mieszkała liczna grupa Żydów, dwukrotnie wchodzili w różnych fazach milicjanci, wojsko, KBW, oficerowie wywiadu wojskowego i sześciu współdziałających z nimi cywilów. Innych osób nie wpuszczano, umundurowani chcieli bowiem sami obrabować upatrzone ofiary. Krzysztof Kąkolewski na dowód premedytacji, z jaką przeprowadzono całą zbrodniczą akcję, podaje fakt, że Żydzi byli wyraźnie mordowani wybiórczo. W pierwszej kolejności zastrzelono trzy osoby: rabina Kahande, najbogatszego kieleckiego kupca, pragnącego reaktywować w mieście działalność handlową (a więc ożywić "kapitalizm" w Kielcach), i adwokata, upominającego się o żydowskie mienie zagrabione w czasie wojny. Rabina zastrzelił niezidentyfikowany oficer. Wszystkie zabójstwa zostały popełnione przez wojsko, milicję i wspomnianych sześciu cywilów, prawdopodobnie należących do specjalnych oddziałów, powołanych przez wojsko dla celów dywersyjnych.

Pomimo skoncentrowania w Kielcach wielkich jednostek wojska, milicji, UB, KBW i oddziałów sowieckich, przez wiele godzin świadomie nie zorganizowano skutecznej pomocy dla Żydów osaczonych w budynku na Plantach. Wystarczyłaby zaś do tego mała część posiadanych środków. Szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, major Władysław Subczyński, odmówił wysłania na miejsce gromadzenia się tłumu kompanii szturmowej WUBP pod pretekstem, że żołnierze są zmęczeni nocną akcją w terenie. Uniemożliwiono przybycie na miejsce zajść przedstawicieli duchowieństwa i prokuratora. Nawet nieduże jednostki wojska czy UB mogłyby z łatwością rozproszyć stosunkowo niewielkie zbiorowisko ludzi, gromadzące się wokół budynku na Plantach. Zbierający się tam tłum - wbrew późniejszym zafałszowaniom - nigdy nie był większy niż paręset osób. Zbrodnicza bezczynność stacjonujących w mieście wielkich jednostek wojskowych polskich i sowieckich (przy równoczesnym udziale niektórych przedstawicieli oficjalnych "sił porządku" w mordach) spowodowała zabicie kilkudziesięciu Żydów.

Warto w tym kontekście przytoczyć opinię Bożeny Szaynok, autorki książki "Pogrom Żydów w Kielcach 4 VII 1946", Warszawa 1991. Pisała ona, iż "działania milicji służyły niewątpliwie rozwojowi wydarzeń pogromowych. Działania szefa WUBP [Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego - J.R.N.] były niewątpliwie skierowane na spotęgowanie wydarzeń pogromu." (s. 108).

Major Subczyński, stary agent Moskwy sprzed wojny, uważany za głównego organizatora masakry ze strony polskiej bezpieki, uratował się od wszelkiej odpowiedzialności dzięki stanowczej interwencji władz sowieckich w jego sprawie. A później robił dalej przyśpieszoną karierę wojskową, mimo braku nawet matury (zrobił ją dopiero w 1956 roku).

Na czym polegała jednak rola NKWD w pogromie i kto je reprezentował? Szczegółowo udokumentowaną ocenę na ten temat przyniosła wydana w 1982 roku w Nowym Jorku książka Michaela Chęcińskiego "Poland. Communism - Nationalism - Antisemitism", ciągle jeszcze zbyt mało znana w Polsce. Jej autor, były oficer Wojska Polskiego żydowskiego pochodzenia, związany ze służbami specjalnymi, wyemigrował z Polski w 1968 roku. W swej książce jako pierwszy dowodził, że główną rolę w całej sprawie odegrał z ramienia NKWD oficer sowieckiego wywiadu Michaił Aleksandrowicz Diomin. Chęciński wskazał na interesującą współzależność: fakt, że Diomin został przysłany do Kielc, miejsca raczej "mało prawdopodobnego" jako cel pobytu dla wykwalifikowanego oficera sowieckiego wywiadu, na kilka miesięcy przed antyżydowskimi zajściami 1946 roku w Kielcach, a wyjechał w dwa tygodnie po nich. Jak zbadał Chęciński, Michaił Diomin był oficerem wyraźnie wyspecjalizowanym w sprawach żydowskich. W latach 1964-1967 był oficerem wywiadu sowieckiego w Izraelu, pracując tam jako sekretarz attaché handlowego w ambasadzie sowieckiej w Tel Awiwie. Według Chęcińskiego, właśnie Diomin nadzorował działania wspomnianego majora Subczyńskiego, który już poprzednio próbował zorganizować - w prowokatorskim celu - podobne do kieleckich zajścia antyżydowskie w Rzeszowie i Krakowie.Wtedy miały one mierne powodzenie, tym razem przyniosły oczekiwany przez jego rosyjskich mocodawców potworny skutek.

Powołując się na opinię pani Lewkowicz-Ajzenman, szefa sekretariatu w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa w Kielcach, Chęciński pisał:

"Pani Lewkowicz-Ajzenman dodała: 'Kiedy po latach znalazłam się w Izraelu, w gazecie natknęłam się na to nazwisko Dyomin, sekretarza attaché handlowego w ambasadzie radzieckiej w Tel Avivie. Wzbudziło to moją ciekawość i postanowiłam popatrzeć na tego człowieka. Bez wątpienia był to ten sam Dyomin. Ciekawe, prawda? Przysłanie Dyomina do Izraela mogłoby sugerować, że był specjalistą w sprawach żydowskich (...)'. To, że Dyomin był wykorzystywany do bardzo ważnych zadań, zostało potwierdzone przez amerykańskiego historyka zajmującego się KGB. Wymienia on Michaiła Aleksandrowicza Dyomina (pisanego również Demin) jako oficera wywiadu wojskowego w Izraelu w latach 1964-1967 i w Republice Federalnej Niemiec od 1969 r. (...)." (cyt. za polskim przekładem fragmentów książki M. Chęcińskiego w: Antyżydowskie wydarzenia kieleckie 4 lipca 1946 roku. Dokumenty i materiały, oprac. Stanisław Meducki, Kielce 1946, tom II, s. 102-103).

Chęciński wskazywał, że bezsprzecznie największą korzyść z zamieszania wywołanego zajściami antyżydowskimi w Kielcach, tak w Polsce, jak i za granicą, wyciągnęli sowieccy komuniści.

Zbrodnia kielecka stała się dla nich okazją dla nagłośnienia wśród liberałów i lewicowców na Zachodzie gromkich oskarżeń o antysemityzm wobec polskiego podziemia, kręgów emigracyjnych i hierarchii katolickiej. Zdaniem Chęcińskiego, dowód o udziale polskich i rosyjskich oficerów bezpieczeństwa w zajściach antyżydowskich "jest zgodny z ich dobrze znanymi globalnymi celami i taktyką. Masowa emigracja Żydów z Polski ułatwiła zadanie (dała broń do ręki) Związkowi Radzieckiemu przez przeładowanie obozów dla uchodźców w zachodnich strefach Niemiec i Austrii oraz wystawienie na próbę rządów brytyjskich w Palestynie, dokąd większa część tych Żydów chciała się udać. Antyżydowskie wybuchy w Polsce służyły jako pretekst do wzmocnienia kontroli nad polskim aparatem bezpieczeństwa poprzez wskazanie, że Polacy, nawet komuniści, nie są w stanie sami utrzymać prawa i porządku (...). Co więcej, mogli usprawiedliwiać wszystkie przyszłe represje polityczne jako konieczne dla zahamowania antysemickich sentymentów ludności (...)".

Głównym celem tak efektywnie zaplanowanej przez Sowiety zbrodniczej prowokacji kieleckiej było jednak odwrócenie uwagi Zachodu od dokonanego przez komunistów zaledwie parę dni przedtem gigantycznego fałszerstwa wyników referendum. Na ten motyw kieleckiej zbrodni zwrócono bardzo szybko uwagę już w pierwszych komentarzach uczciwych obserwatorów wydarzeń w Polsce.

Już 7 lipca 1946 roku, a więc zaledwie kilka dni po zbrodni antyżydowskiej w Kielcach, grono polskich intelektualistów, po części osób pochodzenia żydowskiego, w USA wydało deklarację jednoznacznie akcentującą jako motyw zbrodni to, że: "Reżimowi warszawskiemu zależy na odwróceniu uwagi światowej opinii publicznej od swoich ogromnych problemów w administrowaniu krajem - ponieważ nie opiera się on na woli większości Narodu Polskiego - lecz potężnej policji bezpieczeństwa, za którą stoi okupacyjna armia sowiecka. W chwili, kiedy opinia publiczna krajów demokratycznych zaczyna sobie zdawać sprawę z oszustw i nadużyć, jakie popełnia w Polsce prosowiecki reżim (by wspomnieć tylko ostatnie, oszukańcze referendum), rząd warszawski sprowokował morderstwa w Kielcach - ubierając się w togę obrońcy społeczności żydowskiej - aby upozorować, że jest za obroną demokracji". (Porównaj zamieszczony w aneksie pełny tekst deklaracji polskich intelektualistów z Nowego Jorku). Warto zwrócić szerszą uwagę na tę bardzo często przemilczaną dziś przez niektórych tendencyjnych autorów deklarację polskich i żydowskich intelektualistów z USA, tak szybko wskazującą na prawdziwe źródła mordu na Żydach.

Bardzo istotnym podskórnym celem zajść antyżydowskich w Kielcach w 1946 roku było szukanie przez NKWD swoistego "anty-Katynia". Akurat na 3 dni przed krwawymi zajściami w Kielcach - 1 lipca 1946 roku - rozpoczęło się postępowanie dowodowe Trybunału Narodów w Norymberdze w sprawie Katynia. 4 lipca, tj. w dniu pogromu, zaczęły się przemówienia stron w tej sprawie. Osoby dobrze poinformowane wiedziały już wtedy, że nie ma szans dowiedzenia Niemcom hitlerowskim udziału w zbrodni na polskich oficerach. Zostawał jedyny faktyczny winny - Związek Sowiecki (szerzej uwagi K. Kąkolewskiego na ten temat w książce "Umarły cmentarz", Warszawa 1996).

Przemilczane zajścia antyżydowskie w innych krajach

Co najbardziej zdumiewa w sprawie zbrodni kieleckiej 1946 roku, to fakt skrajnego przemilczenia przez ogromną część badaczy w Polsce tego, że podobne zbrodnie miały miejsce po 1944 roku także w innych krajach, które znajdowały się pod kontrolą sowiecką, a więc na Słowacji, na Węgrzech i na Ukrainie. Co więcej, wszędzie tam wydarzenia rozgrywały się wyraźnie według bardzo podobnego scenariusza jak w Kielcach. Bardzo podobne było w nich zachowanie wojska i milicji oraz wyraźna rola sprawców o komunistycznej proweniencji, których nigdy nie ukarano. Bardzo podobne były też cele polityczne zajść antyżydowskich w innych krajach. Tak jak zajścia w Kielcach miały odwrócić uwagę Zachodu od monstrualnie sfałszowanego referendum, tak zajścia na Węgrzech czy Słowacji miały odwracać uwagę od przejawów skrajnego bezprawia i gwałtów, dokonywanych przez wojska sowieckie - rozprawy z prozachodnią opozycją. Docierające na Zachód wieści o zlinczowaniu Żydów w Kunmadars, Azd czy Miskolcu miały skutecznie przesłaniać sprawy wielu tysięcy gwałtów, popełnionych przez żołnierzy sowieckich na Węgrzech, czy nawet bestialstw w stylu zamordowania przez pijanych żołdaków sowieckich katolickiego biskupa Gyórmosa Apora (za to, że próbował udzielić schronienia w swym pałacu biskupim kobietom uciekającym przed sowieckimi gwałcicielami). Nieprzypadkowo seria gwałtownych zajść na Węgrzech (od Kunmadars po Miskolc) przypadła na czas wiosny - lata 1946, gdy sowieckie władze okupacyjne rozpoczęły z pomocą węgierskiej komunistycznej milicji i bezpieki kampanię aresztowań i zastraszeń dla osłabienia bazy politycznej prozachodniego rządu Ferenca Nagya.

W opracowanej przez grupę wybitnych żydowskich badaczy na Zachodzie monografii historii Żydów w państwach zależnych od Związku Sowieckiego zwrócono szczególną uwagę na znamienne zachowanie pozostających pod nadzorem komunistów "sił porządku": wojska i policji. W czasie zajść antyżydowskich w mieście Velke Topolcany 24 września 1945 r. w toku sześciogodzinnych zamieszek zniszczono wszystkie mieszkania żydowskie, raniono 49 osób. Policja przez cały ten czas nie tylko nie interweniowała w obronie napadniętych Żydów, lecz przeciwnie, uczestniczyła wraz z wojskiem w pogromie (por. The Jews in the Soviet Satellites by Peter Meyer, Bernard D. Weinryb i in., Westpoint, Connecticut 1953, s. 105).

Podobnie jak w Słowacji, a później w Polsce, także i na Węgrzech wiosną 1946 r. w miejscowościach, w których dochodziło do krwawych zajść antyżydowskich, umocnione jednostki kontrolowanej przez komunistów milicji nie były skłonne do interweniowania (tak było w Kunmadars w maju 1946 r. czy w Diósgyör w czerwcu 1946 r.). We wspomnianej historii Żydów w państwach satelickich pisano, iż pomimo faktu, że śledztwo wykryło, że sprawcami pogromu w Kunmadars byli członkowie partii komunistycznej, faktyczni sprawcy uniknęli kary (The Jews in the Soviet Satellites, s. 425).

Na Węgrzech do pierwszych gwałtowniejszych zajść antyżydowskich po wojnie doszło w "zd i Sajószentpeter 23 lutego 1946 r. Koncentrowały się one głównie na grabieży sklepów i mieszkań. 23 maja 1946 r. chłopi w Kunmadars, podburzeni przez ewidentnego prowokatora (Zsigmonda Totha), zabili trzech kupców żydowskiego pochodzenia i ciężko poranili osiemnastu innych. W czerwcu 1946 podpalono synagogę w Mak. 30 lipca 1946 r. wielotysięczny tłum w Miskolcu (drugim po Budapeszcie pod względem liczebności mieście Węgier) zlinczował dwóch kupców - Żydów, a w kolejnych zajściach zamordował również Żyda - oficera bezpieki (wszystkich uczestników zajść antyżydowskich w Miskolcu wypuszczono na Węgrzech na wolność po niecałym roku).

Na łamach popularnego węgierskiego dziennika "Magyar Nemzet" z 15 marca 1991 r. przytoczono wymowne oceny węgierskiego historyka Marii Schmitd. Stwierdzała ona, że to ręka sowieckich tajnych służb kryła się za histerią wokół mordów rytualnych, wzniecaną w Słowacji w kwietniu 1946 r., na Węgrzech w maju 1946 r. (obok Kunmadars także w Mezökövesd i Hajduhadhaza) oraz w Polsce w lipcu 1946 r. Zdaniem Marii Schmidt: "Sowieckie kierownictwo chciało uwolnić się od żydowskich warstw religijnych, burżuazyjnych i mieszczaństwa, które traktowali jako bazy 'kapitalizmu'; pragnęło zaostrzyć problemy mocarstw zachodnich, przyjmujących żydowskich uchodźców, a w szczególności Wielkiej Brytanii, zajmującej Palestynę. I wreszcie, przypisując pogromy manipulacjom prawicowej 'reakcji', chciano umocnić na wschodzie i zachodzie Europy obóz komunistów, członków partii i sympatyków żydowskiego pochodzenia (...)" (cyt. za Janos Pelle, A kunmadarasi pogrom. Shylock Hunniban II, "Magyar Nemzet" 15 marca 1991 r.).

Trzeba przyznać, że wszędzie władzom komunistycznym udało się osiągnąć zamierzone efekty. Wśród Żydów na Węgrzech, w Polsce czy Słowacji umacniały się sympatie prokomunistyczne, poczucie, że tylko Armia Czerwona jest w tych krajach jedynym prawdziwym obrońcą Żydów wobec miejscowych "nacjonałów" i "reakcjonistów". Nader wymowny pod tym względem był list Móra Reinhardta do prezesa religijnej wspólnoty żydowskiej na Węgrzech Lajosa Stöcklera z dnia 5 sierpnia 1946 r., wkrótce po pogromie Żydów w Miszkolcu: "Niech rosyjskie władze wojskowe wypuszczą Żydów z kraju. Tak jednak, aby nie musieli się oni starać nielegalnie o wydostanie. Do czasu zaś, gdy będzie trwał proces ich emigracji - a może on ze względu na sytuację w Palestynie przeciągnąć się nawet do roku, dwóch lat - niech Armia Czerwona okupuje ten kraj w celu bronienia nas." (cyt. za J. Pelle: A kunmadarsi pogrom...). A więc doszło do jednoznacznego postulowania, by Armia Czerwona bezprawnie okupowała dłużej Węgry, tylko w celu bronienia Żydów przed niebezpiecznymi Madziarami! Powstawanie tego typu odczuć było szczególnie cennym dla Sowietów efektem ich pogromowych prowokacji.

Najwyższy czas, by badający sprawę antyżydowskich zajść w Kielcach naukowcy polscy i żydowscy odeszli wreszcie od swoistego wąskiego "polonocentryzmu" w tej sprawie i zwrócili uwagę na badania nad przebiegiem i inspiracją dla podobnych pogromów w Słowacji czy na Węgrzech. Może łatwiej trafi się w ten sposób na ślady sprawców wydarzeń.

Prof. Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 04.07.2002

Wszystkich zainteresowanych tematem kieleckiej prowokacji zachęcam do zapoznania się z pełnym cyklem publikacji prof. Jerzego Roberta Nowaka:

http://nwonews.pl/docs/prawda-o-kielcac ... -nowak.pdf


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 25 cze 2015, 12:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://justice4poland.com/2015/06/24/po ... -historii/

„Polskie obozy śmierci”. Internauci mają dosyć fałszowania historii

Na ulicach polskich i zagranicznych miast zawisną billboardy i plakaty, a rodzimi politycy będą się gęsto tłumaczyć – 1 września szykuje się kulminacja wielkiej kampanii polskich internautów, którzy nie godzą się na padające często w zagranicznych mediach określenie: „polish death camps”. Rozmawiamy z organizatorami całej akcji, o komentarz poprosiliśmy też administrację portalu Wykop.pl, gdzie rozpoczęła się mobilizacja internautów. Na nasze pytania odpowiadają też historycy z Muzeum II Wojny Światowej.
– W ciągu ostatnich kilku lat odnotowano około 630 incydentów, kiedy zagraniczne media napisały o „polskich obozach śmierci”. Walczymy z taką narracją historyczną, którą ktoś świadomie lub nieświadomie przedstawia – mówi portalowi Histmag.org Michał Wlazło z Fundacji Tradycji Miast i Wsi, znanej między innymi z tworzenia mapy miejsc pamięci Żołnierzy Wyklętych, wspierania polskiej działalności na Kresach, opiekowania się zapomnianymi cmentarzami czy zapoczątkowania akcji wysyłania kartek pocztowych z rotmistrzem Pileckim.

Obrazek
Jedna z propozycji grafik przygotowanych przez internautów (źródło: Wykop.pl)


Trwa mobilizacja, 1 września kulminacja
Teraz od strony organizacyjnej Fundacja wspiera akcję internautów, którzy protestują przeciwko używaniu frazy „polskie obozy śmierci”. Sprzeciw rozpoczął się od mobilizacji użytkowników popularnego portalu Wykop.pl. Internauci mówią krótko: nie godzimy się na zakłamywanie historii i oczernianie Polski.

Zobacz też:
Użytkownicy Wykop.pl walczą z „polish death camps”
http://histmag.org/Uzytkownicy-Wykop.pl ... amps-11280

Określenia „polish death camps” często używają zagraniczne media. Mniej poinformowani czytelnicy, na przykład ze Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii, mogą sądzić, że to Polacy organizowali obozy śmierci w czasie drugiej wojny światowej.
Akcja zakłada tworzenie grafik, plakatów, billboardów i to nie tylko w internecie. Taka graficzna ofensywa ma dotrzeć również na ulice polskich i zagranicznych miast. Na to potrzeba oczywiście pieniędzy. Fundacja Tradycji Miast i Wsi zapoczątkowała już zbiórkę niezbędnych funduszy. Jak mówią jej przedstawiciele, do tej pory udało się zebrać ponad 10 tysięcy złotych. Są to oczywiście dobrowolne darowizny rozsianych po kraju, ale i mieszkających zagranicą ludzi. Warto też dodać, że wzór plakatów i billboardów zostanie wybrany w konkursie internetowym.
Na początku czerwca pisaliśmy o akcji, która narodziła się na Wykopie, a którą wspieramy zajmując się stroną formalną…
Posted by Fundacja Tradycji Miast i Wsi on 18 czerwca 2015
)
– Naszym zdaniem takie działanie wykopowiczów warto wspierać. Wiemy, że Wykop Efekt jest w stanie wydatnie zwiększyć zasięg różnych społecznych akcji. Tak było chociażby, kiedy wykopowicze zbierali pieniądze na aparat do masażu serca dla ratowników czy kiedy wspierali akcję Pajacyk. Nie mieliśmy jednak takiej akcji, która ma takie podłoże historyczne – dla portalu Histmag.org komentuje Michał Białek, członek Zarządu wykop.pl.

Chcemy, by polski rząd zdecydowanie reagował!
Z Wykop Efekt skorzystał już szereg społecznych akcji, ale jak będzie z protestem przeciwko frazie „polish death camps”? Widać, że zainteresowanie wykopowiczów jest tutaj spore. Liczba „wykopów” przy artykułach (jak w przypadku naszego ostatniego tekstu) z „polskimi obozami śmierci” w roli głównej idzie w tysiące wykopów i setki komentarzy.
Cel całej akcji jest jasny: 1 września billboardy i plakaty mają już być gotowe. – To symboliczna data. Jest to również czas przed wyborami parlamentarnymi w Polsce, dobry moment na kulminację naszej akcji – uważa Wlazło. – Odezwiemy się do wszystkich partii w Polsce i poprosimy je o komentarz do naszych postulatów. Odpowiedzi polityków zamieścimy w internecie – dodaje przedstawiciel Fundacji.
Wlazło jest realistą i wie, że żadna akcja nie wyruguje z publicznej przestrzeni frazy „polish death camps”. – Będę zadowolony, jeżeli polski rząd na każdy taki incydent będzie podejmował kroki prawne, na przykład składając pozwy przeciwko gazecie, która użyła takiego określenia – precyzuje.

Obrazek
Brama obozowa z napisem 'Arbeit macht frei' Brama obozu Auschwitz. Wiele środowisk w Polsce i za granicą walczy o to, by uświadomić ludzi na całym świecie, że nie był to obóz polski (fot. Logaritmo).


Po co sądzić się z całym światem? A nie lepiej…
Nie wiem, czy sądzenie się z całym światem i ludzką głupotą przyniesie odpowiedni efekt. Stawiałbym raczej na akcję edukacyjną, na stopniowe przenikanie do świadomości Europy i świata – w rozmowie ze mną komentuje dr Janusz Marszalec, zastępca dyrektora Muzeum II Wojny Światowej, któremu akcja internautów w sprawie „polish death camps” bardzo się podoba.
Zdaniem wicedyrektora Muzeum, skuteczniejsze od pozwów sądowych są w tym przypadku inne działania.
– Społeczne akcje takie jak ta, o której mówimy, to jedno. Zdecydowana reakcja odpowiednich instytucji państwowych, na przykład poprzez żądanie sprostowań, to drugie. Trzecia ważna sprawa to właśnie działalność edukacyjna. Przygotowujemy się do otwarcia wielkiego muzeum, które pokaże genezę wojny i jej straszne skutki. Sprawa obozów śmierci będzie mocno zaakcentowana i nikt nie będzie miał wątpliwości, że to Niemcy je wybudowali i odpowiadają – wspólnie ze stalinowskim totalitaryzmem – za katastrofę ludzkości w pierwszej połowie XX wieku. Nasze Muzeum będzie dawało odpór wszystkim niewykształconym środowiskom, które historię drugiej wojny światowej opisują na skróty.
Kiedy pytam, jak to możliwe, że zagraniczne media tak często powtarzają określenie „polish death camps”, słyszę: – Nie węszyłbym tutaj żadnego spisku, raczej powodu szukałbym w brakach wykształcenia, głupocie i w pośpiechu formułowania pewnych sądów. Nie jest też tak, że na takim określeniu korzystają Niemcy. Jest wiele opiniotwórczych środowisk w Niemczech, jest wielu historyków niemieckich, którzy oburzają się razem z nami na takie stwierdzenie – uważa dr Marszalec.

Tłumaczą po angielsku, ale „polish death camps” mają się dobrze
W sieci znaleźć można fanpejdże i strony, które w języku angielskim tłumaczą absurd frazy „polish death camps”. Funkcjonuje też oficjalna strona przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej, która przekazuje prawdę o obozach.
If you ever see or hear anyone use the term “Polish death camps”, do not hesitate to share it on this page, we will try to do everything that’s possible to highlight the problem and make it stop!
Posted by No more “Polish death camps” on 14 lipca 2012
A to że problem istnieje, obrazuje chociażby fragment dyskusji, jaka wywiązała się pod jednym z artykułów „The New Yorker”.

Obrazek

Akcję można wesprzeć finansowo poprzez zbiórkę na portalu zrzutka.pl lub wpłacając pieniądze na konto:
Fundacja Tradycji Miast i Wsi
ul. Handlowa 5, 43-230 Goczałkowice
16 1090 1740 0000 0001 2088 2593 (BZ WBK)
Tytułem: Dar na cele statutowe – bilbordy.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz
===================

http://www.wykop.pl/ramka/2616771/polsk ... -historii/

===================
===============================
Obrazek



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 11 sie 2015, 10:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2015/08/10/ ... ach-video/

Byłoby to dobre, gdyby nie nadmiar wulgaryzmów. Bo tu wygląda na to, jakby pod pozorem odkłamywania historii Polski plugawiono polski język i usiłowano degenerować Polaków.

Kopia artykułu:

Nowy hit sieci, czyli „Hitler dowiaduje się o polskich obozach” (video)
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-08-10

Sieć podbija nowy film, który jest przeróbką kultowej sceny z filmu „Upadek”, opowiadającego o ostatnich dniach życia Adolfa Hitlera, podczas których upadała niemiecka, zbrodnicza machina. W dowcipny sposób przemycono problem „polskich obozów zagłady”.
Wielokrotnie przerabiano już kultową scenę z filmu „Upadek”. Teraz postanowiono wykorzystać internetowe trendy, by nagłośnić problem „polskich obozów zagłady”. Użyto prostego motywu, czyli podłożenia lektora, który mówi co innego niż aktorzy.
– My Niemcy, jesteśmy zniesławiani. Już nie jesteśmy Niemcami tylko jakimiś nazistami. Nawet obozy… nawet obozy już nie są nasze. Nazywane są polskimi. Przegraliśmy wojnę o pamięć – słyszymy na początku materiału.
– Polskie?! Co to kur*a jest? Może jeszcze żydowskie obozy koncentracyjne? Sami sobie wrzucali Cyklon B do komór? Wszyscy kłamią, kim byli naziści, kosmitami? – ma krzyczeć Hitler.
– Taką wydajność w zabijaniu mam tylko ja i Stalin – dodaje.
– Polaków też gazowaliśmy, a Polska nawet nie istniała. Ile razy mam Wam mówić. Nie żadne polskie, nie nazistowskie, tylko nasze niemieckie obozy koncentracyjne – kończy.

Ostrzegamy, że materiał zawiera wulgaryzmy.
http://www.youtube.com/embed/Vujv5IwrR7U

Pikio.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 16 lis 2016, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Odkłamać historię

Pokazywanie prawdy o pamięci XX w. jest inwestycją w pozycję naszego kraju i Narodu w przyszłości – mówił wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak na konferencji w Sejmie poświęconej zwalczaniu kłamstwa o „polskich obozach koncentracyjnych”.

Organizatorem konferencji – jednego z elementów projektu „Jak było naprawdę? Niemieckie obozy, polscy bohaterowie”, którego celem jest przeciwdziałanie używaniu kłamliwego formułowania „polskie obozy koncentracyjne” i upowszechnianie wiedzy o bohaterskiej postawie Polaków podczas II wojny światowej – była Fundacja Instytutu Łukasiewicza.

W opinii wiceministra spraw zagranicznych Jana Dziedziczaka, „walka o prawdę i pamięć dotyczącą okresu drugiej wojny światowej” to nie tylko oddanie hołdu bohaterom XX wieku, ale też „element spajający naszą wspólnotę”. Wiceszef resortu podkreślił, że pokazywanie prawdy o pamięci XX w. polskim partnerom zagranicznym – i przebicie się z tą informacją szerzej – jest inwestycją w „pozycję naszego kraju i naszego Narodu w przyszłości”.

– Mamy świadomość, że klasyczna dyplomacja (…) nie odgrywa tak dużej roli, jak odgrywała na przełomie XIX i aż do połowy XX wieku – mówił Dziedziczak. – Dzisiaj ogromną rolę odgrywają społeczeństwa, które mają realny wpływ na rządzących (…). Celem naszych działań jest dotarcie do najszerszego grona opinii publicznej. Mamy oddziaływać nie tylko na innych dyplomatów, ale na inne społeczeństwa, na inne kraje, gdzie mamy placówki – dodał.

– Robimy to po to, żeby inne społeczeństwa w swoich decyzjach wyborczych, za pośrednictwem mediów, za pośrednictwem swoich decyzji konsumenckich wpływały na swoje rządy, aby te podejmowały życzliwe dla Polski decyzje (...). Dużo łatwiej jest założyć, że pomoc ze strony innych narodów przyjdzie, jeśli będziemy w opiniach publicznych tych narodów postrzegani jako wierny sojusznik, który zawsze stawał po stronie dobra i powiedział „nie” totalitaryzmowi – podkreślił wiceminister.

– Zwalczanie terminu „polskie obozy śmierci” czy„polskie obozy koncentracyjne” wiąże się z powtarzaniem tego terminu – zauważył w rozmowie z PAP Maciej Zdziarski, prezes zarządu Fundacji Instytut Łukasiewicza. – Trzeba bardzo cierpliwie, krok po kroku wyjaśniać rzeczywistość historyczną. Trzeba pokazywać szeroki kontekst – mówił.

Jego zdaniem, obecnie trzeba przede wszystkim „definiować sposób zwalczania tego terminu”. – To musi być otwarta dyskusja, w której ścierają się poglądy ludzi często niezgadzających się ze sobą, jeśli wspólnym mianownikiem tej dyskusji jest przekonanie, że tego rodzaju sformułowanie wyrządza Polsce ogromną krzywdę – argumentował.

Taka dyskusja – jak mówił Zdziarski – to krok w dobrą stronę, jeśli chodzi o budowanie świadomej, wieloelementowej i nastawionej na długi dystans polityki historycznej. – Niezwykle ważne jest też mówienie o takich postaciach jak Jan Karski, Witold Pilecki, Maksymilian Kolbe i rodzina Ulmów. Należy pokazywać ich (…) w gronie tysięcy przypadków heroicznych postaw Polaków w ratowaniu Żydów. Świadectwem tego heroizmu są choćby drzewka w Yad Vashem – dodał.

Prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski ocenił, że „działalność związana z obroną dobrego imienia Polski jest jednym z elementów bezpieczeństwa narodowego”. Jak zastrzegł, ważne jest „przejście z dyskursu sentymentalno-patriotycznego (…) na twardy język polityki związany z obecnością Polski w NATO i pozycji Polski w tym traktacie, a także w innych organizacjach międzynarodowych czy – w ogóle – postrzegania Polski wśród narodów świata”. – To kwestia kluczowa związana z polską niepodległością – podkreślił.

Zwrócił uwagę na to, „jak komunikować polską narrację i polską prawdę”. Powołał się na doświadczenia reprezentowanej przez niego organizacji. – Odwoływanie się do naszej urażonej dumy i mówienie, że to są kłamstwa, niewiele daje. Tak naprawdę nikogo nie interesuje polski punkt widzenia. Ludzi interesuje to, jak sami funkcjonują w świecie – mówił. – Należy posługiwać się w komunikacji do mediów – i w ogóle do świata zachodniego (…) – językiem politycznej poprawności, dlatego że jest to w tej chwili jedyny język zrozumiały dla ludzi Zachodu i Stanów Zjednoczonych – dodał.

Z kolei senator PiS, prof. Jan Żaryn zauważył, że prowadzenie polskiej polityki historycznej ma oddziaływać nie tylko zewnętrznie, ale przede wszystkim wewnętrznie.

– Jako Polacy po 1989 r. zostaliśmy zdominowani przez elity, dla których polskość nie stanowiła wymiaru istotnego – mówił.

– Prowadzenie polityki historycznej jest elementem większej strategii, której celem jest przebudowanie elit polskiego Narodu, które – prędzej czy później – muszą zbudować taki zestaw osób odpowiedzialnych za wizerunek państwa polskiego, które nie będą się wstydziły państwa polskiego, historii otrzymywanej w krzywym zwierciadle przez obcych, a będą prostowały i dawały świadectwo – dodał.

Zdaniem europosła Ryszarda Czarneckiego, „naszym obowiązkiem – nie tylko jako państwa polskiego, ale też jako ludzi – jest, aby nie zapominać i nie chorować na amnezję, gdy chodzi o niemieckie obozy na naszym terytorium i o Polakach, którzy w tych obozach jako pierwsi ginęli”.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... torie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 13 gru 2016, 17:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Stan wojenny? Bezpodstawny

Teza o słuszności wprowadzenia stanu wojennego jest nie do obrony, nie miał on żadnego uzasadnienia – ocenił prezes IPN Jarosław Szarek. Podkreślił, że to, co stało się 13 grudnia 1981 r., skutkowało nie tylko ofiarami i internowaniami, zabiło też aktywność społeczną.

Prezes IPN uczestniczył we wtorek w Katowicach w konferencji naukowej zorganizowanej w 35. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego.

– To, co stało się 13 grudnia 1981 r., było dokładnie przygotowywaną od wielu miesięcy operacją. Władza tylko czekała, aby skutecznie uderzyć, aby zniszczyć „Solidarność”, bo to „Solidarność”, to wolnościowe aspiracje milionów Polaków były głównym celem stanu wojennego – powiedział dziennikarzom Szarek.

Przekonywał, że choć łatwo policzyć ofiary komunistycznej władzy z lat 80. – około 100 zabitych, 10 tys. internowanych, nawet milion osób zmuszonych do emigracji – konsekwencje stanu wojennego są znacznie poważniejsze, niż się powszechnie wydaje.

– Jest jeszcze jedna rzecz, najważniejsza – odcięcie na blisko dekadę od kontaktów z Zachodem, ruina gospodarcza, ale przede wszystkim zabicie aktywności społecznej, obudzonej od czasu powstania „Solidarności”. Takiej aktywności już nigdy później nie udało się odbudować – wskazał.

Pytany, czy uda się kiedyś zmienić świadomość społeczną i ocenę stanu wojennego, prezes wyraził nadzieję, że tak się stanie. Przypomniał, że PRL trwał dwa i pół pokolenia; miliony ludzi budowały ten system i korzystały z jego przywilejów, bardzo dużą rolę odegrała też propaganda. Skala kłamstw, jakie narosły wokół stanu wojennego, była ogromna i robiono to w sposób profesjonalny, później podtrzymując tezę o mniejszym złu – powiedział.

– Nadzieją jest to, że to zmienia się, szczególnie w młodym pokoleniu, bo tak naprawdę stan wojenny jest nie do obrony. Przemocą zdławiono wolnościowe aspiracje społeczeństwa i ruchu, który działał bez przemocy – podkreślił.

W swoim wystąpieniu Szarek przypomniał, że choć prawnicy są w stanie ocenić i wydać wyrok za konkretne przestępstwa, to twórcy stanu ostatecznie wojennego nie ponieśli zasłużonej kary. W jego ocenie, rekompensatą może być pamięć o ofiarach i represjonowanych.

Otwierając konferencję, dyrektor katowickiego oddziału IPN Andrzej Sznajder podkreślił, że miejsce organizacji spotkania jest nieprzypadkowe – właśnie na Śląsku opór wobec stanu wojennego był największy i właśnie tam doszło do największej zbrodni z tego okresu – masakry w kopalni „Wujek”, gdzie od milicyjnych kul zginęło dziewięciu górników.

Sznajder przypomniał, że wielu Polaków wciąż nie dostrzega bezprawia i krzywdy, z jaką wiązał się stan wojenny. Badania opinii społecznej, według których znaczna część Polaków – 43 proc. – uważa stan wojenny za uzasadniony, ocenił jako „gorzką informację”. – Do świadomości Polaków wciąż nie przebiła się prawda o skali przestępstw łącznie z podstawową tezą o bezprawności jego wprowadzenia – zauważył.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tawny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 17 sty 2017, 10:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gosc.pl/doc/3656820.Niemieckie-o ... ohaterowie

Niemieckie obozy, polscy bohaterowie
dodane 16.01.2017 15:45 Zachowaj na później

Obrazek
Obóz koncentracyjny Auschwitz - Birkenau. Piotr Duma / Foto Gosc


Uruchomiony w ub. roku projekt "Jak było naprawdę? Niemieckie obozy, polscy bohaterowie" zaczyna przynosić efekty - twierdzą jego organizatorzy. Materiały prostujące kłamstwa o "polskich obozach" trafiły do mediów, polityków i instytucji w Polsce i na świecie.

Projekt, którego celem jest przeciwdziałanie używaniu kłamliwego sformułowania "polskie obozy śmierci" i upowszechnianie wiedzy o bohaterskiej postawie Polaków podczas II wojny światowej realizowany jest przez Instytut Łukasiewicza.

Jak powiedział w poniedziałek w Poznaniu na konferencji prasowej prezes Instytutu Maciej Zdziarski, w ramach przedsięwzięcia powstał folder informacyjno-edukacyjny, wydany w języku polskim, niemieckim i angielskim, działa też strona internetowa jakbylonaprawde.pl, która ma swoje niemieckie i angielskie odpowiedniki.

Przygotowana w ramach projektu publikacja została rozesłana do korespondentów zagranicznych w Polsce akredytowanych przy MSZ. Materiały trafiły m.in. do stu najważniejszych niemieckich redakcji - także tych, które w przeszłości użyły stwierdzenia o polskich obozach.

"Adresaci tych materiałów, czyli dziennikarze mediów anglojęzycznych i niemieckojęzycznych żywo zareagowali na naszą wysyłkę, dziękując za te materiały. Mam wrażenie, że one docierają do właściwych osób, takich, które, uczestnicząc w debacie publicznej, publikując swoje teksty, mogą skorzystać z atrakcyjnych dziennikarsko źródeł w ich językach. Od dyrektorów polskich placówek historycznych, które bywają odwiedzane przez zagranicznych dziennikarzy wiem, że te materiały trafiają także do nich" - powiedział Zdziarski.

Jak dodał, w przypadku akcji, które mają cel profilaktyczny dosyć trudno mówić o mierzalnych efektach, ale są one niezmiernie istotne z punktu widzenia upowszechniania prawdy historycznej.

"W naszym przypadku jest jak z profilaktyką zdrowotną: nie nastąpi coś, co mogłoby nastąpić, gdyby tej działalności nie podejmowano. Ta profilaktyka jest niezwykle ważna, chociaż trzeba pamiętać, że jest ona uzupełnieniem innej istotnej działalności, jaką jest bieżące reagowanie na każdy przypadek użycia w mediach terminu +polskie obozy śmierci+ , czy choćby wprowadzenie przepisów karnych, które pozwalają państwu polskiemu w sposób bardzo mocny reagować na użycie takiego sformułowania" - powiedział Maciej Zdziarski.

Do udziału w projekcie zaproszeni zostali m.in. byli więźniowie obozów koncentracyjnych.

"To ludzie, których osobiste świadectwo ma ogromne znaczenie. Wśród bohaterów naszej opowieści jest b. więzień Auschwitz Karol Tendera. W ostatnich tygodniach media mówiły o nim za sprawą wyroku krakowskiego sądu, który nakazał niemieckiej telewizji ZDF przeproszenie go na swej stronie internetowej za użycie sformułowania o polskich obozach śmierci" - powiedział Maciej Zdziarski.

Jednym z partnerów projektu jest Polsko-Niemiecka Grupa Parlamentarna. Przewodniczący grupy, poznański poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk powiedział w poniedziałek, że wydane w ramach przedsięwzięcia niemieckojęzyczne publikacje sukcesywnie docierają do niemieckich parlamentarzystów, niedawno wydawnictwo otrzymał też wiceszef niemieckiego MSZ Stephan Steinlein.

"Staramy się robić z tych materiałów maksymalny użytek, bo uważam, że sytuacja w której w latach 2008 - 2014 mieliśmy do czynienia z ponad 600 zidentyfikowanymi przypadkami użycia w mediach na całym świecie sformułowania +polskie obozy śmierci+ jest sytuacją, w której trzeba podejmować działania. Najwięcej takich przypadków było w USA, potem w Wielkiej Brytanii i w Niemczech" - powiedział Szynkowski vel Sęk.

Jak dodał, według wyliczeń fundacji Reduta Dobrego Imienia - Polska Liga Przeciw Zniesławieniom ok. 70-80 procent przypadków użycia w mediach słów o polskich obozach śmierci jest wynikiem niewiedzy, czy lekceważącego podejścia do tematu. W pozostałych przypadkach "jest to działanie, któremu można przypisać pewną celowość i mającą na celu rozmywanie historii" - powiedział poseł.

Honorowy patronat nad projektem objął prezydent Andrzej Duda.

PAP


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 23 sty 2017, 22:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Wojna o dobre imię Polski

Z dr. Jerzym Bukowskim, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk

W sieci coraz popularniejsza staje się akcja #GermanDeathCamps – mająca na celu poinformowanie światowej opinii publicznej o tym, że Polska nie ma nic wspólnego z obozami zagłady zakładanymi przez Niemców.
– To znakomity pomysł, chociaż niemiecka stacja telewizyjna ZDF, która do tej pory nie wykonała w sposób właściwy prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie nakazującego jej przeprosić więźnia byłego obozu śmierci Auschwitz-Birkenau Karola Tenderę za użycie kłamliwego określenia „polskie obozy zagłady”, usuwa ze swojej strony zgodne z prawdą historyczną wpisy polskich internautów. Dużą rolę w informowaniu światowej opinii publicznej o tym, że Polska nie ma nic wspólnego z obozami zagłady zakładanymi przez Niemców na terytorium II Rzeczypospolitej odgrywają też społecznicy, skupieni m.in. w Stowarzyszeniu Pro Patria i w Reducie Dobrego Imienia – Polskiej Lidze Przeciw Zniesławieniom. Nie zwalnia to jednak instytucji państwa polskiego z podejmowania energicznych działań w tej kwestii. Zwłaszcza nasze placówki dyplomatyczne na całym świecie muszą wychwytywać takie kłamstwa i natychmiast na nie reagować.

Akcja jest tworzona przez zwykłych obywateli. O czym to świadczy? Czujemy się coraz bardziej odpowiedzialni za los naszej Ojczyzny?
– Jest część osób aktywnych w tej ważnej materii, a ci, którzy sami nie angażują się czynnie, w większości popierają działania zmierzające do piętnowania kłamstw i uwypuklania prawdy historycznej. Widać to szczególnie w internecie. Niestety, nie dostrzegam „pospolitego ruszenia” wśród młodzieży, ale mogę się mylić, bo przecież w sieci wiele osób pozostaje anonimowych, więc mogą w niej funkcjonować także studenci i licealiści. Niewątpliwie powinni ich uwrażliwiać na te sprawy wychowawcy i nauczyciele.

Od lat Polska jest obarczana odpowiedzialnością za mordowanie Żydów. Jakie są źródła tych kłamliwych ataków?
– To jest bardzo sprytne działanie Niemców. Według profesora Grzegorza Kucharczyka, wciąż używany przez wiele mediów na całym świecie kłamliwy termin „polskie obozy zagłady” świadomie utworzyli pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku funkcjonariusze wywiadu Republiki Federalnej Niemiec, którzy wcześniej służyli III Rzeszy, a po jej kapitulacji znaleźli się w strefach okupowanych przez aliantów zachodnich. To oni zainicjowali cyniczną politykę historyczną, wedle której Żydów mordowali nie Niemcy, ale tajemniczy naziści. Ten sprytny zabieg semantyczny powiódł się – jak powiedział w jednym z wywiadów prof. Kucharczyk – w myśl zasady opracowanej przez ministra propagandy III Rzeszy Josepha Goebbelsa, że kłamstwa ciągle powtarzane, stają się prawdą.

Dlaczego Niemcy nie chcą się przyznać do pełni odpowiedzialności za eksterminację milionów ludzi w obozach śmierci podczas II wojny światowej?
– Niemcy niezbyt chętnie rozliczali się po 1945 roku ze zbrodni popełnionych przez ich obywateli w czasach II wojny światowej. Udawali, że III Rzesza to zupełnie inne państwo, z którym ani RFN, ani tym bardziej NRD nie miały żadnych związków. Ta niechęć wynikała też z masowego poparcia, jakiego większość Niemców udzielała Hitlerowi. Opór wobec wodza i jego kamaryli był po 1933 roku nieznaczny, aczkolwiek dzisiaj wyolbrzymia się go ponad miarę. Ten wstyd hamował podejmowanie postępowań prokuratorskich wobec rodaków – morderców w mundurach i zza biurka.

Poseł Nowoczesnej Paweł Rabiej na Twitterze stwierdził, że za obozy śmierci odpowiadają nie Niemcy, a „naziści”. Jak Pan odbiera tego typu stwierdzenia, wypowiedziane przez posła RP?
– Panu posłowi Rabiejowi należy zadać jedno proste pytanie: czy w tramwajach jeżdżących w polskich miastach w okresie okupacji niemieckiej był napis „nur für nazi” czy „nur für Deutsche”?

Ojciec dr Tadeusz Rydzyk CSsR poinformował, że nową inicjatywą Radia Maryja jest działający od 1 stycznia br. Instytut im. św. Jana Pawła II „Pamięć i Tożsamość”. Jego celem jest badanie historii Polaków, którzy z narażeniem życia ratowali Żydów w czasie okupacji niemieckiej. Jako wykładowca akademicki, jak ocenia Pan tę inicjatywę?
– Znakomicie. Znając energię i konsekwencję Ojca Dyrektora jestem przekonany, że będzie to jego kolejne ważne dzieło, które przyniesie wiele pożytku i dobra. Każda inicjatywa ukazująca i podkreślająca bohaterstwo Polaków ratujących z narażeniem życia Żydów w czasie II wojny światowej zasługuje na uznanie. Ważną rolę mają do odegrania w tej materii Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytut Pamięci Narodowej oraz Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Na ich czele stoją obecnie ludzie doskonale czujący tę problematykę i potrafiący przekuć piękne idee w konkretne działania, więc jestem dobrej myśli.

Prawda o tych wspaniałych ludziach ma szansę przebić się do świadomości światowej opinii publicznej? Jak wykorzystać te piękne karty naszej historii?
– Trzeba zrobić wszystko, aby tak się stało. Nasza historia jest powodem do dumy i musimy to umiejętnie wykorzystywać na światowym forum, używając wszelkich środków przekazu, ze szczególnym uwzględnieniem internetu. Nie możemy sobie pozwolić na grzech zaniechania w tej materii, bo wciąż wielu polityków i dziennikarzy w wielu krajach powiela kłamstwa o „polskich obozach śmierci” i zastępuje Niemców nazistami. Trzeba zrobić wszystko, aby prawda zatriumfowała.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 27 sty 2017, 08:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Sowieckie, nie polskie

Z prof. Grzegorzem Kucharczykiem, historykiem z Polskiej Akademii Nauk, rozmawia Anna Ambroziak

Jak Pan jako zawodowy historyk ocenia sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne” w odniesieniu do łagrów założonych na naszych ziemiach przez Sowietów i komunistów?
– To kolejny zabieg niemieckiej propagandy historycznej, która próbuje zneutralizować proces budzenia się polskiej świadomości społecznej w tej kwestii. Wydawany przez niemieckiego wydawcę „Newsweek Polska” włącza się w tę akcję. Nie sądzę jednak, by tego typu komentarze były akcją spontaniczną. Nieprzypadkowo zbiegły się one w czasie, gdy ruszyła pewna inicjatywa państwa polskiego, a z drugiej – inicjatywa oddolna, po to, by zapobiegać fałszowaniu historii, by zapobiegać mówieniu o rzekomych polskich obozach zagłady.

Ma Pan na myśli propozycje nowelizacji ustawy o IPN, w której przewidziano kary za użycie sformułowania „polski obóz koncentracyjny”?
– Tak. Oraz akcję internetową „German Death Camps”, która ruszyła po tym, jak publiczna niemiecka telewizja skandalicznie zachowała się w sprawie wykonania wyroku polskiego sądu – przeprosin więźnia Auschwitz za użycie określenia „polski obóz koncentracyjny”. Kolejne publikacje o polskich obozach zagłady to po prostu kontra wobec tych właśnie akcji.
Obozy, które przetrzymywały polskich patriotów po 1945 r., nie były obozami polskimi. Przede wszystkim były to obozy komunistyczne. Państwo polskie po 1945 r. nie było państwem wolnym, nie było państwem demokratycznym. Było państwem, które znajdowało się pod nową okupacją, okupacją sowiecką. Funkcjonujący wtedy aparat władzy wykonywał jedynie polecenia płynące z Moskwy. Nie można tu w żadnym razie mówić o polskich obozach śmierci.
W podobny sposób można byłoby mówić o anglosaskich obozach koncentracyjnych funkcjonujących na terenie powojennych Niemiec. Zdarzało się, że wykorzystując infrastrukturę niemieckich obozów koncentracyjnych, alianci przetrzymywali w nich osoby podejrzane o związki z nazizmem.

Jak powinno zachować się w tej sytuacji państwo polskie?
– Na pewno powinny zareagować polskie służby dyplomatyczne. Mają naprawdę szerokie pole do działania, by przeciwdziałać tej fałszywej propagandzie. Potrzebna jest też prawdziwa edukacja historyczna w szkołach. Reformując polskie szkoły, należałoby postarać się o to, by polskie dzieci uczyły się prawdziwej historii swojego kraju, tej historii, która rozegrała się po 1939 roku. Może należałoby więcej czasu poświęcić właśnie tym zagadnieniom. W takich przypadkach zawsze gra się na pewnej ignorancji. Aby propaganda, jakakolwiek, była skuteczna, musi się opierać na prawdzie. Ale – nie na całej prawdzie. Tak jest i w tym wypadku. Ci, którym zależy na podawaniu nieprawdy, uciekają się do faktu, że komuniści wykorzystywali obozy, więzienia, w których wcześniej Niemcy dręczyli Polaków. Po to, by z kolei więzić tam żołnierzy podziemia niepodległościowego, wszystkich, którzy zagrażali władzy ludowej. Tak było m.in. w przypadku Zamku Lubelskiego.
Wykorzystuje się prawdziwe fakty, umieszczając je w fałszywym kontekście. Chodzi tu o wymieszanie prawdy z fałszem. Zgodnie z powiedzeniem, że w mętnej wodzie łatwiej łowić ryby.

Pojawiły się też sugestie, że sprawa ta powinna stać się przedmiotem bezpośrednich rozmów podczas najbliższej wizyty kanclerz Angeli Merkel.
– Jak najbardziej. Ponieważ nie chodzi tu tylko o to, co robi strona niemiecka, ale też o to, czego nie robi. Gdzie jest oświadczenie niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych informujące, że odcina się od wszelkich publikacji na temat rzekomych polskich obozów zagłady? Tego nie ma. I ta bierność jest – można powiedzieć – głośno bijącą ciszą.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lskie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 01 mar 2017, 15:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Żołnierze Wyklęci na ziemiach odzyskanych

Gdy na stacjach kolejowych zatrzymywał się pociąg przewożący „Wyklętych” na pytanie ludności, kto jest tam wieziony, strażnicy z KBW odpowiadali, że folksdojcze, bandyci i terroryści. W odpowiedzi Wyklęci więźniowie zaczynali śpiewać, ile sił w gardłach piosenki partyzanckie, czym przekonali do siebie wiele osób – mówi Bartłomiej Ilcewicz, sekretarz Zarządu Głównego Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.


Temat Żołnierzy Wyklętych na tak zwanych ziemiach odzyskanych jest w III RP traktowany, najdelikatniej mówiąc, po macoszemu. Dlaczego?

Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze: działalność Żołnierzy Wyklętych na innych terenach Polski jest dużo lepiej udokumentowana. Powodem jest przede wszystkim to, że na ziemiach odzyskanych Wyklęci nie stoczyli tak wielu walk jak ich towarzysze broni na Lubelszczyźnie, na północnym Mazowszu czy w Małopolsce.

Po drugie: na terenie ziem odzyskanych było znacznie mniej Żołnierzy Wyklętych niż na wschodzi czy w centrum Polski i dlatego ich działalność dla polskiego podziemia niepodległościowego miała mniejsze znaczenie.

Po trzecie: na ziemiach wchodzących przed wojną w skład III Rzeszy polskie podziemie, mówiąc najogólniej, czuło się niepewnie. Nie stała za nim tak bohatersko jak w centrum i na wschodzie Polski ludność cywilna, bez której ciężko było funkcjonować i przeżyć w konspiracji przez dłuższy czas.

Na szczęście cały czas odnajdywane są nowe dokumenty, cały czas prowadzone są poszukiwania i ekshumacje Żołnierzy Wyklętych na ziemiach odzyskanych i jestem przekonany, że już niedługo temat ten będzie „odkryty” dla szerszego gremia Polaków.


Sprawa nie wydaje się taka prosta, zważywszy m.in. na to, że co najmniej połowa dokumentów UB na temat działalności Żołnierzy Wyklętych na ziemiach odzyskanych została sfałszowana. Komuniści w swoich archiwach obarczali ich odpowiedzialnością za swoje kradzieże, gwałty i mordy dokonywane na ludności cywilnej.

To prawda, a dużą rolę w tym procederze odegrało to, że ziemie odzyskane traktowano jako tereny nowe i komuniści przez pierwsze lata nowej okupacji nie bardzo wiedzieli jak przekonać tamtejszą ludność do „mądrości” zawartych w ideologii Marksa, Engelsa i Lenina.

W moim przekonaniu fałszowanie na tak wielką skalę archiwów UB na Pomorzu Zachodnim, w zachodniej Wielkopolsce czy na Dolnym Śląsku było spowodowane tym, że komuniści po prostu bali się działalności polskiego podziemia niepodległościowego. Ziemie odzyskane bardzo długo były „oczkiem w głowie” nowych okupantów. Nie wyobrażali oni sobie, że na terenach stanowiących przykład „wzorcowego działania komunizmu”, na których przesiedla się ludzi, na których powstają Państwowe Gospodarstwa Rolne może dziać się coś - z ich punktu widzenia - niedobrego.

Działalność Żołnierzy Niepodległości była czymś niedopuszczalnym i dlatego od początku wszelkimi możliwymi sposobami UB tworzyła „krwawy mit” bestii wywodzących się z AK i NSZ.


Żołnierzom Wyklętym na ziemiach odzyskanych zarzuca się dzisiaj przede wszystkim to, że likwidując posterunki komunistycznych służb i komitety PPR-u mieli na celu przede wszystkim eksterminację „niewinnych funkcjonariuszy”, którzy wstąpili do służb lub partii „za chlebem”.

Tego typu przesłanie było efektem komunistycznej propagandy jakże gorliwie wówczas wprowadzanej. Tytuły ówczesnych gazet codziennie „krzyczały”, że bandyci z AK zamordowali z zimną krwią dzielnego PPR-owca. Chodziło o to, żeby pokazywać tych żołnierzy, którzy złożyli przysięgę obrony Ojczyzny przed okupantem niezależnie od tego, czy przyjdzie on z Niemiec czy ZSRR, jako terrorystów.

W wielu wspomnieniach Żołnierzy Wyklętych walczących na Pomorzu Zachodnim pojawia się obraz, jak żołnierze byli przewożeni np. z aresztu w Szczecinie do więzienia we Wronkach. Często ostentacyjnie prowadzono ich przez miasto i przedstawiano jako folksdojczy współpracujących z Niemcami Adolfa Hitlera, którzy „na szczęście” zostali pokonani przez zatroskanych o losy Polski komunistów.

Żołnierze Wyklęci w miarę swoich możliwości bronili się przed tymi fałszywymi oskarżeniami. Podam przykład: gdy na stacjach kolejowych zatrzymywał się pociąg przewożący „Wyklętych” na pytanie ludności, kto jest tam wieziony strażnicy z KBW odpowiadali, że folksdojcze, bandyci i terroryści. W odpowiedzi „Wyklęci” więźniowie zaczynali śpiewać, ile sił w gardłach piosenki partyzanckie, czym przekonali do siebie wiele osób.


Jak powstawały oddziały Żołnierzy Wyklętych na ziemiach odzyskanych? Co spowodowało, że było wśród nich tak wielu nastolatków i osób, które nie ukończyły 25. roku życia?

Młodzież odegrała ogromną rolę w kształtowaniu się podziemia niepodległościowego na ziemiach odzyskanych.

Działo się tak przede wszystkim dlatego, że oddziały po-AK-owskie działały głównie w centralnej i wschodniej Polsce. Tam były skupiska żołnierzy, które miały oparcie w środowiskach związanych z podziemiem w czasie II Wojny Światowej. Ziemie odzyskane były zupełnie nowymi terenami, na które część żołnierzy AK próbowała uciec w poszukiwaniu schronienia przed komunistami. Ze względu na to, że siatka AK-owska nie była dobrze rozbudowana, można powiedzieć, że mieliśmy tam do czynienia z trzecią konspiracją, skupiającą przede wszystkim nastolatków.

Na ziemiach odzyskanych powstało wiele grup młodzieżowych związanych z podziemiem, które prowadziły tzw. „mały sabotaż”, będący kontynuacją tego, co miało miejsce w czasie II Wojny Światowej. Wielu z tych młodych ludzi wywodziło się z rodzin o tradycjach patriotycznych, AK-owskich i narodowych. To właśnie oni zasilali podziemne organizacje niepodległościowe tworzone przede wszystkim w szkołach, w harcerstwie i środowiskach przykościelnych.

Na samym Pomorzu Zachodnim istniało wiele takich organizacji, skupiających młodych ludzi w wieku od 14 do 20 lat m.in. „Związek Młodych Patriotów” z Myśliborza, „Związek Rewolucyjnej Młodzieży Polskiej” z Kamienia Pomorskiego czy „Trzej muszkieterowie” ze Szczecina.

Trzeba zaznaczyć, że niemal wszyscy nastolatkowie, którzy zostali złapani przez bezpiekę, byli traktowani jak ich starsi koledzy czy ci, którzy byli czynnie zaangażowani w „drugą konspirację”. Dla nich również prowadzono specjalne obozy, że wymienię tylko słynny obóz w Jaworznie.


Jak kształtowały się struktury komunistyczne na ziemiach odzyskanych? Czy tam również były tak potężnie rozbudowane jak w centrum i na wschodzie Polski?

Jak najbardziej. Komuniści na ziemiach odzyskanych próbowali przejąć całkowitą kontrolę. Trzeba pamiętać, że na zachodnie ziemie Polski przybywali wówczas ludzie ze wschodu Rzeczypospolitej, gdzie stracili wszystko. Część z nich niewątpliwie przenosiła ze sobą polskie tradycje, a tego bała się władza komunistyczna. Nie mogła ona pozwolić, aby na nowym, poniekąd „dziewiczym” obszarze powstały jakiekolwiek struktury czy też organizacje niepodległościowe. Dlatego właśnie m.in. Pomorze Zachodnie zostało bardzo mocno obsadzane przez komunistów i od początku na dużą skalę infiltrowano jego mieszkańców.

Jeśli popatrzymy na późniejsze procesy społeczne jak np. obecne preferencje wyborcze, to zauważymy, że w wielu miejscowościach na ziemiach odzyskanych przeważają ludzie z poprzedniej nomenklatury. Komuniści odpowiednio „zagospodarowali” bowiem ziemie odzyskane, dzięki czemu mogli wprowadzać „modelową” dyktaturę w postaci PGR-ów, osadników wojskowych etc. Ziemie odzyskane były dla nich niezwykle ważne i każdy przejaw buntu, jak chociażby skromna działalność konspiracyjna Żołnierzy Wyklętych był momentalnie pacyfikowany.

Jednym z ciekawszych wydarzeń to potwierdzających był tzw. zlot młodzieży w Szczecinie w 1946 roku. Przybycie bardzo dużej liczby młodych ludzi, głównie harcerzy, nastawionych patriotycznie zaskoczyło komunistów. W odpowiedzi na ten „incydent” na polską młodzież spadły represje w postaci m.in. maksymalnej kontroli i infiltracji nastolatków.


Na szczęście Żołnierze Wyklęci również mieli swoich agentów w Urzędzie Bezpieczeństwa i komitetach PPR, że wspomnę tylko o ludziach ppor. Zdzisława Badocha ps. „Żelazny”.

Oczywiście. Żołnierze „Żelaznego” to jeden z przykładów takich działań. Na ziemiach odzyskanych, tak jak i w innych miejscach Polski, przyjęto taktykę polegającą na przenikaniu do struktur komunistycznych, aby sprawdzić jak bardzo są one rozbudowane, w jaki sposób będzie prowadzona walka z podziemiem etc.
Infiltracja UB stanowiła „wyższy poziom” tego typu działalności, ale bardzo wielu Żołnierzom Wyklętym udało się obsadzić stanowiska na komisariatach MO. Pozwoliło to na zdobywanie broni i amunicji, pozyskiwaniu informacji i przestrzeganiu przed nadchodzącymi obławami.


„Żelazny” to jednak nie tylko infiltracja, ale również walka na śmierć i życie z komunistami.
Odkąd okupant sowiecki zaczął coraz mocniej infiltrować polskie społeczeństwo i wprowadzać zasady „dyktatury proletariatu”, coraz dynamiczniej „rozwijała się” PPR. Komuniści byli bardzo gorliwi w swoich działaniach i dlatego dostawali „upomnienia” od polskiego podziemia niepodległościowego. Jeśli to nie pomogło, wówczas następowała likwidacja osób, które walczyły z „Wyklętymi” czy też, co jest warte podkreślenia, z Kościołem katolickim.

W większości przypadków „upomnienia” nie przyniosły żadnego skutku. Komuniści nie reagowali na sygnały typu: „Człowieku, możesz się jeszcze nawrócić! Nie donoś! Nie organizuj pogadanek! Nie walcz z Kościołem!”. Nie robiły na nich wrażenia ani listy upominające, ani „przestrogi oko w oko”, nie przemawiały do nich kary cielesne i dlatego byli oni likwidowani, m.in. przez szwadron „Żelaznego”.


4 grudnia 1948 roku strzałem w tył głowy zostają zamordowani Wacław Borodziuk ps. „Orzeł” (lat 23), Edward Kokotko ps. „Wrzos” (lat 29), Zenon Łozicki (lat. 20), Waldemar Klimczewski (lat 20) i Edward Kozieradzki (lat 20). Ich śmierć była komunistycznym pokazem siły, czy też istniała dla nich jakakolwiek szansa na przeżycie?

Same wyroki i morderstwa dokonane na żołnierzach Bojowego Oddziału Armii wskazują, że komuniści nie zamierzają tolerować jakichkolwiek walk niepodległościowych i jakiejkolwiek „reakcji”, jak władza „ludowa” nazywała konspirację antykomunistyczną. Pokazem siły i bezwzględności miały być pokazowe procesy, relacjonowane przez prasę i radio. Organizowano je po to, by utwierdzić społeczeństwo, że ze stalinowską dyktaturą nikt nie wygra.

W 2009 roku, na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie ekshumowano i zidentyfikowano szczątki pięciu osób, wśród nich byli: Zenon Łozicki, Wacław Kasprzyński, Edward Kokotko, Edward Kosieradzki i Waldemar Klimczewski. Wydobyto ich z tak zwanego dołu śmierci. Pod koniec tego samego roku odbył się ich uroczysty i godny pogrzeb. W ten sposób mogliśmy podziękować za ich walkę o wolną, niepodległą i w pełni suwerenną Polskę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Kolanek

http://www.pch24.pl/zolnierze-wykleci-n ... 794,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 16 kwi 2017, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/33574 ... +Najnowsze)

Żydzi kłamią, że Polacy mordowali żydów dlatego, że są katolikami. Było odwrotnie - Polacy ratowali wszystkich ludzi, w tym żydów, swoich śmiertelnych wrogów, głównie dlatego, że są katolikami.

Kopia artykułu:

TYLKO U NAS! Odkryto 40 tys. nowych świadectw o Polakach ratujących Żydów. "Chcemy upamiętnić jak najwięcej osób". WIDEO
opublikowano: 2017-04-15 14:19:37+02:00 · aktualizacja: 2017-04-15 15:28:07+02:00

Fundacja Lux Veritatis posiada obecnie około 40 tysięcy nowych, dotychczas niepublikowanych świadectw świadków oraz liczne dokumenty źródłowe, w tym ponad 8,5 tysiąca nagrań video i audio, obrazujących bohaterskie zachowania ludności polskiej przeciwstawiającej się okrucieństwu Niemców wobec narodu żydowskiego
— mówi w rozmowie z portalem „wPolityce.pl” Lidia Kochanowicz-Mańk, dyrektor Fundacji Lux Veritatis, która powołała Instytut im. św. Jana Pawła II „Pamięć i Tożsamość”, zajmujący się udokumentowaniem świadectw o Polakach, którzy nieśli pomoc Żydom.
wPolityce.pl: Rozmawiamy przed zbliżającą się, 74. rocznicą powstania w getcie warszawskim, która przypada 19 kwietnia. Jakie znaczenie ma to wydarzenie dla współczesnych relacji polsko-żydowskich?
Lidia Kochanowicz-Mańk: W Polsce przez wieki Żydzi mogli swobodnie kultywować swoją tradycję, zwyczaje, wiarę swoich przodków. To nie Polacy tylko Niemcy w okupowanej Warszawie utworzyli getto, w którym zamknęli ludność żydowską. Polacy, Warszawiacy nieśli pomoc swoim sąsiadom, znajomym, którzy byli po drugiej stronie muru. Czy powstańczy zryw miałby miejsce, gdyby nie pomoc Warszawiaków, Armii Krajowej? Moi dziadkowie i mama przeżyli okupację niemiecką w Warszawie na Woli. Udało im się przeżyć pierwsze dni Powstania Warszawskiego. Czas niemieckiej okupacji to czas cierpienia Polaków i Żydów, to wspólna historia męczeństwa i bohaterstwa. Dlatego współczesnych relacji między naszymi narodami nie można oderwać od historii.
Skąd pomysł, aby zająć się tematem Polaków ratujących Żydów?
Z obowiązku ukazania prawdy, odkłamania historycznej propagandy, oddania hołdu bohaterskiemu narodowi polskiemu. W wielu krajach jednym z najbardziej rozpowszechnionych stereotypów niszczących wizerunek Polski w świecie jest stereotyp polskiego antysemityzmu. Na potrzeby wykreowania polskiej odpowiedzialności za zagładę ukuto m.in. terminy „polskie obozy zagłady” i „polskie obozy koncentracyjne” oraz szereg innych terminów, które u ludzi niezorientowanych w tym, co naprawdę wydarzyło się w Europie w latach drugiej wojny światowej, dość skutecznie wyrobiło mylne wrażenie, że dramat zagłady rozegrał się właściwie pomiędzy Polakami i Żydami. Taki niekorzystny obraz historii Polski i Polaków jest kreowany i podsycany przez znaczną część mediów zagranicznych, na co wskazują liczne publikacje prasowe, książkowe i internetowe. Obecnie mamy również do czynienia z bardzo niskim poziomem wiedzy historycznej wśród ludzi młodych. Brak świadomości historycznej ma także ujemny wpływ na ocenę teraźniejszości i rozumienie stosunków międzynarodowych we współczesnym świecie. Od zakończenia II wojny światowej minęło już przeszło 70 lat. Świadkowie tamtych wydarzeń odchodzą. Nie można było pozwolić, by pamięć o tych ludziach, o bohaterskich postawach Polaków zaniknęła wraz z ostatnim żyjącym świadkiem tamtych dni. Dlatego w 2013 roku Ojciec Dyrektor Tadeusz Rydzyk na antenie Radia Maryja zaapelował do słuchaczy, by zgłaszali się świadkowie tamtych wydarzeń. Podany został specjalnie przeznaczony do tego celu numer telefonu. Odzew przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Do dziś otrzymujemy zgłoszenia. Mamy ich około 40.000. Powołaliśmy zespół ludzi, którzy spisują każdą relację. W styczniu tego roku Fundacja Lux Veritatis utworzyła Instytut im. św. Jana Pawła II „Pamięć i Tożsamość”, którego celem jest realizacja i ukończenie tego dzieła. Odwiedzamy świadków w całej Polsce, aby zarejestrować opowiadane przez nich historie. To już ostatni moment, by z nimi rozmawiać i poznawać bohaterskie postawy Polaków, którzy nie zważając na grożące im niebezpieczeństwo, wyciągnęli pomocną dłoń i pomagali prześladowanym Żydom.
Wciąż słyszy się krzywdzące dla nas słowa, że do holocaustu swoją rękę przyłożyli także Polacy. Wasze badania pokazują, że statystyki wyglądają inaczej?
Nie wiem, jak pokazują to statystyki i w oparciu o jakie dane. Wiem, że 6 706 Polaków zostało odznaczonych medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” przez izraelski Instytut Yad Vashem i że żaden inny naród nie otrzymał tylu. A przecież to zaledwie drobna cząstka wszystkich tych, którzy nieśli Żydom pomoc. Nazwiska 1059 Polaków, którzy stracili życie, by ratować Żydów, zostały wyryte na ścianach Kaplicy Pamięci w Toruniu. Mniej niż 10 % z nich zostało odznaczonych tytułem „Sprawiedliwy…”. Nie jest to lista zamknięta, cały czas zgłaszają się kolejne osoby, weryfikowane są kolejne nazwiska. Tak jak powiedziałam wcześniej, posiadamy około 40 tysięcy zgłoszeń, za którymi kryją się jeszcze niezweryfikowane historie ludzi. Każda z nich jest ważna, każda inna. Pomagali ludzie w miastach, na wsiach, pomagały całe rodziny, wsie, pojedyncze osoby. Ludzie nieśli pomoc w różny sposób: kromka chleba, szklanka wody, miska ciepłej zupy, czysta koszula, czy kryjówka na strychu na jedną noc, nierzadko na kilka, czy kilkanaście miesięcy. Pomagano sąsiadom, przyjaciołom, albo zupełnie obcym osobom. Każdy przypadek powinien być traktowany indywidualnie, by dać pełen obraz bohaterskich postaw Polaków wobec Holokaustu.
Jakie znaczenie ma Kaplica Pamięci, zarówno dla Polaków jak i Żydów?
Kaplica mieszcząca się w Świątyni pw. Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II jest miejscem pamięci, unikalnym w skali międzynarodowej pomnikiem powstałym z pragnienia oddania czci Polakom, którzy z narażeniem życia swego i swoich rodzin ratowali Żydów w czasie II wojny światowej. Jej znaczenia nie da się przecenić zarówno ze względu na zwykłą sprawiedliwość oddaną pomordowanym, jak też ze względów ogólnonarodowych. Wyryte w Kaplicy Pamięci słowa z ewangelii św. Jana „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” oddają cały sens naszego działania. W styczniu br. Kaplicę odwiedził Oren Hazan – izraelski parlamentarzysta. Powiedział on, że projekt Ojca Tadeusza Rydzyka daje szansę na stworzenie trwalszej więzi między Polakami a Żydami oraz pokazuje, jak jest jeszcze wiele do zrobienia, by pamięć o tym, co się wydarzyło i o tych, którzy umarli, trwała. Pamięć ta ma trwać także po to, by już nigdy więcej nie doszło do takiej tragedii. Rozumiemy wszyscy, że ta tragedia dotknęła oba narody. Oba straciły miliony swoich obywateli a wśród nich tych, którzy oddali swoje życie, ratując życie innych.

Można porównać to miejsce z instytutem Yad Vashem?
Myślę, że w jakimś sensie tak. Gromadzimy relacje świadków. Dokumentujemy historie pomocy, jaką Polacy nieśli Żydom. Chcemy upamiętnić jak najwięcej osób i opisać ich historię. Oprócz przekazów od świadków robimy kwerendy w archiwach i pozyskujemy dokumenty świadczące o takiej pomocy.
Wiemy, że prowadzone są badania, trwają poszukiwania świadków. Możemy mówić o tym, że te badania są wkładem w badania nad holocaustem?
Zależy to od tego, co rozumiemy pod określeniem „badania nad holokaustem”. Jeśli nie zawężamy tych badań wyłącznie do odpowiedzi na pytanie, dlaczego Hitler stworzył plan wymordowania europejskich Żydów, ani do pytania: jak to się stało, ale chcemy poznać prawdę o tych, którzy nie bacząc na grożące im konsekwencje, ratowali życie Żydom - to odpowiedź brzmi: tak - badania prowadzone przez nasz Instytut „Pamięć i Tożsamość” są wkładem w badania nad holokaustem. Badamy historie, które dotychczas nieznane były opinii publicznej. Pozyskujemy dokumenty, zdjęcia, listy, pamiątki, które spoczywały w rodzinnych, domowych archiwach. Świadkowie w rozmowach z nami mówią, że nie opowiedzieli nigdy wcześniej nikomu swojej historii. Otworzyli swoje serca, myśli, wspomnienia dopiero na apel Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka, ponieważ mają do niego ogromne zaufanie.
Kaplica jest kolejnym punktem łączącym dwa narody: Polaków i Żydów?
Polacy w czasie II wojny światowej ofiarnie nieśli pomoc prześladowanym Żydom. Kaplica jest po to, byśmy nigdy o tych ludziach i ich postawach nie zapomnieli. Jest to nasza wspólna historia.
Jakie są plany na przyszłość?
Jak mówiłam wcześniej, Fundacja Lux Veritatis posiada obecnie około 40 tysięcy nowych, dotychczas niepublikowanych świadectw świadków oraz liczne dokumenty źródłowe, w tym ponad 8,5 tysiąca nagrań video i audio, obrazujących bohaterskie zachowania ludności polskiej przeciwstawiającej się okrucieństwu Niemców wobec narodu żydowskiego. W dalszym ciągu napływają do Fundacji kolejne zgłoszenia. Udostępnienie wyników badań jest naszym obowiązkiem wobec tych, którzy oddali swoje życie za drugiego człowieka. Dlatego powołaliśmy Instytut im. św. Jana Pawła II „Pamięć i Tożsamość”, który jest placówką użyteczności publicznej o znaczeniu ogólnonarodowym. Instytut współpracuje z Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, która wspiera nasze działania swoim potencjałem naukowym. Będziemy sukcesywnie badać każdą zgłoszoną do nas informację. Chcemy, by z zasobów Instytutu mogły korzystać instytucje krajowe, działające w szczególności w sferze nauki, edukacji, kultury i sztuki. Chcemy również udostępnić nasze badania instytucjom zagranicznym, dlatego będziemy tłumaczyć zbadane i udokumentowane historie na język hebrajski, angielski i niemiecki. To plany najbliższe.

Rozmawiała Weronika Tomaszewska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 08 maja 2017, 06:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Odkłamać polską historię

Przestrzeń historyczna, podobnie jak polityczna, jest zaśmiecona ogromną liczbą fałszów i manipulacji.

Wielką krzywdą dla młodego pokolenia Polaków było realizowanie programu ahistoryzmu, który oznaczał marginalizację procesu nauczania historii. Młodzież w ogromnej mierze pozbawiona była podstawowej wiedzy o najnowszej historii Polski. Starsze pokolenie z kolei odcięte było od niezakłamanej historii poprzez komunistyczny system, który prawdziwych bohaterów odsądzał od czci i wiary, a na piedestał stawiał różnych zbrodniarzy i zdrajców. Walka z dziedzictwem komunizmu w zakresie historii była po 1989 roku ograniczona ze względu na dominującą ideologię multikulturalizmu. Pokazywanie przykładów prawdziwych bohaterów kreuje postawy patriotyczne, a te nie mieściły się w perspektywie budowy kosmopolitycznego społeczeństwa.

Naród nieznający własnej historii jest podatny na manipulacje, również idące z krajów ościennych. Różnorakie ataki i przekłamania dotyczące polskiej przeszłości pojawiają się tak na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Nagle zaczęto Polaków oskarżać o zbrodnie holokaustu, o wymordowanie jeńców sowieckich w 1920 roku, o kreowanie postaw ksenofobicznych i szowinistycznych. Owe oskarżenia były przyjmowane przez środowiska lewicy liberalnej z niezrozumiałą radością. I tak przez długie lata III Rzeczypospolitej mieliśmy do czynienia z postawą służalczości podszytej potężnymi kompleksami.

Lekcja patriotyzmu
Na szczęście ostatni okres przyniósł ogromne ożywienie zainteresowania historią. Dotyczy to nie tylko młodego pokolenia. Pojawiła się też żywa potrzeba zdefiniowania na nowo polskiej polityki historycznej. Olbrzymią rolę do odegrania mają tutaj zarówno dzieła naukowe, filmy dokumentalne i fabularne, jak i publicystyka historyczna. Takie również zadanie spełnia książka Anny Zechenter „Bohaterowie i oprawcy”, wydana przez Wydawnictwo Księgarnia „Naszego Dziennika”. Autorka poruszyła w niej różnorodne spektrum zagadnień, niezwykle ważnych z edukacyjnego punktu widzenia.

Książka Anny Zechenter stanowi zbiór publicystyki, na który składają się artykuły opublikowane na łamach „Naszego Dziennika” w latach 2012-2017. Teksty historyka krakowskiego oddziału IPN mają charakter popularno-naukowy, pisane są językiem niezwykle sugestywnym, tezy tam stawiane głęboko poruszają umysł i serce czytelnika. Dzięki temu wypełniana jest luka w naszej wiedzy o najnowszej historii Polski.

Autorka zajęła się przede wszystkim opisem dokonań największych polskich bohaterów, takich jak gen. Stefan Rowecki „Grot”, gen. August Emil Fieldorf „Nil”, pułkownik Antoni Szacki „Bohun” i wielu innych. Stara się opisywać te postaci w całym kontekście ich życiorysu. Heroiczne czyny z czasów okupacji niemieckiej i sowieckiej nie brały się znikąd. Były one owocem formacji patriotycznej, którą zaczerpnęli w latach młodzieńczych, a zarazem z ich dokonań w czasach niepodległości. Wszystko to daje czytelnikowi obraz niezwykły ludzi, którzy dla Ojczyzny byli gotowi poświęcić wszystko. Silny akcent został postawiony na religię jako najważniejszy element duchowej formacji wielu bohaterów.

Portrety ludzi niezłomnych
Anna Zechenter nie ograniczyła się jednak tylko do opisu bohaterstwa osób wojskowych. Takim przykładem jest postać Feliksa Konecznego, którego dokonaniom pisarskim poświęciła autorka osobny artykuł. Analizując jego pozycję „Napór Orientu na Zachód”, bardzo zręcznie zanalizowała sytuację współczesnej ideologii multi-kulti. Powrót do cywilizacji łacińskiej jako antidotum na kryzys cywilizacji Zachodu – oto główna myśl tego artykułu.

Spośród innych postaci bohaterskich, które odegrały ogromną rolę w czasach komunizmu, autorka wymienia ludzi Kościoła. Niezwykle ciekawy jest opis postaci ks. bp. Antoniego Baraniaka, który przeszedł gehennę więzienia stalinowskiego i który jako niezłomny bohater nie uległ prześladowcom, chroniąc w ten sposób Prymasa Stefana kardynała Wyszyńskiego. Zeznania ks. bp. Baraniaka miały być podstawą do wielkiego procesu pokazowego księdza kardynała. Biskup Baraniak to wielki, aczkolwiek cichy bohater Kościoła i Polski, prawdziwy „Niezłomny żołnierz Kościoła”.

Ku przestrodze
Drugą część swojej książki Anna Zechenter poświęciła oprawcom i propagandzistom. Na tle zbrodniarzy, takich jak Iwan Sierow, postawy polskich bohaterów wyglądają jeszcze bardziej doniośle. Autorka pokazuje również zbrodniczą działalność różnych sowieckich organizacji, np. Smiersza. Rozprawia się także z przekłamaniami dotyczącymi polityki historycznej tak w wydaniu niemieckim, jak i rosyjskim.

Książkę „Bohaterowie i oprawcy” czyta się niezwykle lekko z trzech powodów. Po pierwsze, mamy tam bardzo ciekawą tematykę. Po drugie, autorka pokazuje różne postaci, organizacje i wydarzenia w bardzo interesującym, w wielu wypadkach mało znanym kontekście. Po trzecie wreszcie – publicystyka Anny Zechenter jest pisana barwnym językiem, co jest ogromnie ważne w popularyzacji historii. Warto zatem po tę pozycję sięgnąć zarówno dla siebie, jak i po to, by ją podarować w prezencie swoim bliskim.


KSIĄŻKĘ MOŻNA ZAMAWIAĆ:
e-mail: zamowienia@naszdziennik.pl
tel. (22) 850 60 20, (22) 850 60 00

ZAPRASZAMY DO KSIĘGARŃ NASZEGO DZIENNIKA:

WARSZAWA

al. Solidarności 83/89
pn.-pt. w godz. 9.00-19.00, w soboty w godz. 9.00-14.00

KRAKÓW

ul. Starowiślna 49
pn.-pt. w godz. 10.00-18.00


prof. Mieczysław Ryba

http://www.naszdziennik.pl/mysl/181409, ... torie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 23 sie 2017, 09:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/3542 ... +Najnowsze)

"Słowa mają znaczenie". Wymowny klip polskiej ambasady w USA o niemieckich obozach koncentracyjnych. WIDEO
opublikowano: 2017-08-22 11:20:41+02:00 · aktualizacja: 2017-08-22 16:19:06+02:00

Słowa mają znaczenie. Słyszymy to cały czas. dlaczego jednak nie ma to zastosowana w przypadku niemieckich obozów koncentracyjnych z czasów II wojny światowej?
— mówi lektor na nagraniu w języku angielskim, zamieszczonym w internecie przez ambasadę Polski w Waszyngtonie.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Słowa mają znaczenie. Nie możemy pozwolić Niemcom, by swoją neurozę leczyli kosztem historycznej prawdy
https://wpolityce.pl/swiat/325053-slowa ... nej-prawdy

Ten krótki, niespełna dwuminutowy klip to reakcja na kłamstwo powtarzane w zagranicznych mediach o „polskich obozach zagłady”.
To nie tylko kwestia semantyki. To kwestia historycznej integralności i dokładności
— słyszymy na nagraniu.
Wideo przedstawia w formie rysunkowej historię Polski z czasów II wojny światowej. Zagraniczny widz, bo to do niego skierowane jest nagranie w języku angielskim, może dowiedzieć się, ilu ludzi zginęło w czasie wojny, w czasie Holokaustu oraz o niemieckich obozach śmierci - przede wszystkim o Auschwitz Birkenau.
Nagranie szczególną uwagę zwraca na język, jakim w tej kwestii posługują się zagraniczni dziennikarze, którzy piszą o polskich obozach lub obozach znajdujących się w Polsce.
Te słowa są niewłaściwe. Nie ma polskich obozów. One były budowane przez Niemców w okupowanej Polsce
— podkreśla lektor.
Przypomnijmy, że polska dyplomacja cały czas reaguje na fałszywe informacje o „polskich obozach koncentracyjnych / polskich obozach zagłady” pojawiające się za granicą, zwłaszcza w mediach.
Jak informuje Ambasada Polski w Waszyngtonie, każdego roku w interwencjach żąda zastąpienia tego kłamliwego sformułowania odpowiednim określeniem: „Niemiecki hitlerowski obóz koncentracyjny / zagłady w okupowanej Polsce” lub „Hitlerowski obóz koncentracyjny / obóz zagłady na terenie okupowanej przez Niemców Polski”.

wkt/twitter

autor: wSumie.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 09 wrz 2017, 07:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/09/0 ... -o-prawde/

Będziemy walczyć o prawdę
Posted by Marucha w dniu 2017-09-07 (czwartek)

„To jest prawdziwa wojna i mam nadzieję, że filmy, które powstaną przechylą szalę zwycięstwa na stronę prawdy i sprawiedliwości dziejowej. Nie będzie to jednak proste zadanie. Oprócz standardowej pracy filmowej naszym celem będzie jak najszersza dystrybucja i promocja wyprodukowanego filmu” – mówi Tomasz Grzegorz Stala, scenarzysta filmu „German Death Camps”.
Często słyszymy głosy oburzenia na kłamliwe sformułowania „polskie obozy zagłady”, jednak produkcją – która ma dać kres tym pomówieniom – media w Polsce wydają się specjalnie nie interesować. Wyłamujemy się. Proszę opowiedzieć co to za projekt?
– Parę razy udało nam się zaistnieć w mediach – m.in. w programach publicystycznych TVP. Jednak nie odbiło się to szerokim echem w opinii publicznej. Mam nadzieję, że dzięki tej rozmowie, a także wielu innych, które odbywamy, uda przełamać się pewną barierę i akcja German Death Camps zostanie dostrzeżona i rozpropagowana w jak najszerszych kręgach.
Nie działamy przecież w swoim interesie – jesteśmy głosem oburzonego narodu, który opluwany i lżony jest przez zachodnie koncerny medialne, poprzez – chcielibyśmy wierzyć – skróty myślowe mówiące o „polskich obozach śmierci”. Jesteśmy również głosem ofiar – zarówno tych nazwanych z imienia i nazwiska, ale też rzeszy bezimiennych, którzy zginęli w niemieckich obozach śmierci.
Pod nazwą German Death Camps (oprócz innych akcji, m.in. koordynowanych przez Fundację Tradycji Miast i Wsi) kryje się także projekt filmowy, którego celem jest walka o odkłamanie historii, zakrzywianej nieustannie przez zagraniczne media i polityków. Narzędziami do tego działania będą dwa filmy: 22-minutowy oraz jego wersja rozszerzona 55-minutowa, traktujący o niemieckich obozach koncentracyjnych.
Kłamliwe sformułowania powielane są głównie zagranicą. Czy wzięliście pod uwagę fakt, kogo trzeba uświadamiać?
– Tak, oczywiście. Film będzie skierowany przede wszystkim do widzów z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, a zatem musi być w języku angielskim. Nagrane zostaną także wersje językowe niemiecka i polska. O ile pozwolą na to fundusze całość ma być wzbogacona o inscenizacje, animacje, i kolejne ścieżki dźwiękowe z lektorem w innych językach.
Pytanie kluczowe w takich sprawach – kto stoi za finansowaniem produkcji?
– Za projekt odpowiedzialny jest pomysłodawca i reżyser – Artur Nawojski. W produkcję filmu zaangażowała się także Fundacja im. Kazimierza Wielkiego. Co do finansowania, to jak zwykle wszystko rozbija się o koszty – na portalu zrzutka.pl [zrzutka.pl/german-death-camps] prowadzona jest zbiórka na ten cel. Internauci mogą wspierać nas i wspierają poprzez dobrowolne datki na działanie. Producenci są również po rozmowach z różnymi podmiotami, jednak jest jeszcze za wcześnie, żeby informować o konkretach. Jednak przede wszystkim liczymy na hojne serce, i modlitwy naszych rodaków, którzy w wielu takich sytuacjach spisali się na medal. I tak zapewne będzie tym razem.
Kogo zaangażujecie w roli ekspertów?
– Boża opatrzność pozwoliła mi na pomoc przy tym projekcie i napisanie scenariusza, który na tyle spodobał się producentom, że dane jest mi działać przy tej niezwykle ważnej, patrząc z perspektywy interesów narodu polskiego produkcji. Nie chcę zdradzać scenariusza filmu, jednak mogę Szanownych Czytelników zapewnić, że wypowiedzi udzielą nam historycy z „górnej półki”. Jednak to nie na nich opierać się będzie rdzeń filmu.
Kim jest reżyser?
– Artur Nawojski ma spore doświadczenie w krótkiej formie i produkcjach na zlecenie. Uczestniczył w kilku większych projektach, ale „German Death Camps” to jego pierwsza samodzielna produkcja w charakterze reżysera.
Przypuszczam, że nie tylko dla mnie jest to kompletnie nieznana postać. To przypomina walkę Dawida z Goliatem. Przecież mowa o filmie wypowiadającym wojnę potężnej machinie, za którą stoją ogromne siły polityczne i miliardowe środki finansowe. Na ile ocenia Pan realne szanse, że wygracie to starcie?
– To jest prawdziwa wojna i mam nadzieję, że filmy, które powstaną przechylą szalę zwycięstwa na stronę prawdy i sprawiedliwości dziejowej. Nie będzie to jednak proste zadanie. Oprócz standardowej pracy filmowej naszym celem będzie jak najszersza dystrybucja i promocja wyprodukowanego filmu. Mamy na to kilka innowacyjnych pomysłów, w które zaangażowani będą nasi partnerzy w różnych krajach, z którymi jesteśmy w trakcie zaawansowanych rozmów.
Jak wyglądać będą prace nad filmem?
– Widząc dotychczasowe efekty zbiórki (zebrano już 25% minimalnego budżetu filmu – przyp. red.) podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu zdjęć. Odwiedzić chcemy niemieckie obozy na terenie Europy, a także spotkać się z bezpośrednimi uczestnikami tamtych dramatycznych wydarzeń. Zdjęcia będą trwać do końca pierwszego kwartału przyszłego roku, a premiera filmu w trzecim – czwartym kwartale 2018 roku. Wszystko można śledzić na oficjalnej stronie filmu: germandeathcamps.film
Poznaliśmy Pana jako reżysera „Serca Polski”, filmu dokumentalnego o Grodzieńszczyźnie. Jak wyglądają Pana inne plany zawodowe?
– Miałem przyjemność pracować z Grzegorzem Braunem w jego najnowszym filmie „Luter i rewolucja protestancka”, który jest już w fazie zaawansowanego montażu. Nad całością czuwa Fundacja Osuchowa, która za pośrednictwem strony internetowej http://www.braunmovies.com zbiera fundusze na jego produkcję.
Moje najbliższe plany jako reżysera to kontynuowanie tematyki Polaków za granicą – tą bliższą (Litwa, Ukraina) jak i dalszą (Kazachstan). Nie chciałbym też pominąć ważnego aspektu ostatniego exodusu Polaków na Wyspy Brytyjskie. Ale to melodia przyszłości – teraz jestem skupiony na działaniu przy German Death Camps, ponieważ jest to spore wyzwanie, które poświęci sporo mojego wolnego czasu.
Ale nie zajmuje się Pan tylko filmem?
– Nie (śmiech). Posiadam małe Wydawnictwo o enigmatycznej nazwie 3DOM (czyt. fridom – z angielska – wolność), gdzie staram się wyszukiwać nowych i ciekawych autorów i publikować ich dorobek intelektualny. Jak na razie udaje się to z całkiem dużym sukcesem. Sprawia mi to wszystko niesamowitą frajdę i możliwość połączenie przyjemnego z pożytecznym.
Wszystkich Państwa serdecznie zachęcam do wsparcia produkcji filmu „German Death Camps”, Wasza pomoc finansowa i duchowa jest dla nas nieoceniona i stanowi spory motor do dalszego działania.

Dziękuję za rozmowę
Rozmawiała Agnieszka Piwar
Myśl Polska, nr 37-38 (10-17.09.2017)

http://mysl-polska.pl/1333


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 09 wrz 2017, 13:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Historia bez schizofrenii

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) dr Jarosław Szarek podkreślił, że dekomunizacja ulic jest konieczna, bo nie może być w historii schizofrenii. Ocenił, że niestosowanie się do nowych przepisów przez władze niektórych miast to element spuścizny PRL.

Prezes IPN uczestniczył w piątek w Toruniu we wręczeniu Krzyży Wolności i Solidarności.

– Dobrze, że pytanie jest postawione dzisiaj, gdy honorujemy naszych bohaterów, którzy poświęcali się i walczyli, żeby Polska była wolna. W historii nie może być schizofrenii, ona też opiera się na systemie wartości. Ktoś był po dobrej stronie, a ktoś po złej. Przestrzeń publiczna jest tym, co przekazujemy przyszłym pokoleniom, formą pamięci, uhonorowania. Nazwy ulic należą się osobom godnym. System komunistyczny dławił wszystko – wolną, niepodległą Polskę, był systemem niedemokratycznym, represji, systemem, który upadł – wyjaśnił dr Szarek.

Wojewodowie od 2 września mają 3 miesiące na zmianę nazw ulic, jeżeli nie zrobiły tego wcześniej samodzielnie gminy. Prezes Szarek dodał w Toruniu, że oczywiście osoby tworzące system komunistyczny pozostaną w naszej pamięci, ale tej „złej”. Ci, którzy przyjdą po nas, jego zdaniem, nie mogą mieć takich wzorców do naśladowania.

– Dlatego dekomunizacja ulic jest konieczna. Instytut Pamięci Narodowej wskazuje nazwy ulic do zmiany z pełnymi uzasadnieniami. Te samorządy, które dotychczas tego nie zrobiły, będą to musiały zrobić na mocy ustawy – wyjaśnił jednoznacznie. Brak zmian jest zdaniem prezesa IPN także wynikiem pewnego przyzwyczajenia.

Doktor Szarek analizował, że system komunistyczny poprzez to, że trwał kilkadziesiąt lat, stworzył własną elitę.

– Mimo że upłynęło już wiele lat od jego upadku, spuścizna nadal istnieje w umysłach i karierach ludzkich. Przecież wielu ludzi zawdzięcza temu systemowi kariery, których by nie zrobiły w demokratycznym ustroju. Zrobiły je w systemie niedemokratycznym, służąc obcemu mocarstwu. Ten system najtwardszy pozostał w umysłach ludzkich. Stąd ten problem – podsumował dr Szarek.

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... renii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 15 wrz 2017, 10:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/niemi ... ze-nazisci

Niemiecka polityka historyczna legła w gruzach! Świat dowiedział się w końcu, że naziści to Niemcy
autor: admin (2017-09-14 13:10)

Obrazek
Źródło: 123rf.com


Dekady wybielania Niemców z odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej spełzły na niczym. Przyjęło się już haniebne sformułowanie "polskie obozy zagłady". Niemiecka telewizja ZDF wyjaśniła swoim kłamliwym serialem, że Wehrmacht był dobry, a złe było polskie AK. Doszło już do tego, że zagraniczne gazety pisały o "nazistowskiej Polsce". Teraz przez żądanie reparacji wojennych ta mozolnie budowana przez Niemców narracja runęła jak domek z kart.

Nagle światowa prasa odkrywa, że Polska, kraj który przegrał II wojnę światową dwukrotnie, nigdy nie dostał żadnych reparacji wojennych, a Izrael, kraj, który nie istniał podczas II Wojny Światowej, z jakiegoś powodu do dzisiaj pobiera miliardy euro odszkodowań. Reparacje otrzymali też oczywiście Brytyjczycy i Francuzi, czyli ci sami, którzy tak podle nas zdradzili w Poczdamie sprzedając nas Stalinowi. To właśnie on był łaskaw zrzec się polskich reparacji, ale na sczęście w sposób bezskuteczny prawnie. Po prostu nie dość, że w 1953 roku Polska de facto było pod okupacją sowiecką, to jeszcze nie ma na to żadnych dowodów, że do zrzeczenia doszło. Niemcy wspominają o ustnej deklaracji Smile

Sądząc po reakcjach medialnych, z tego powodu Niemcy wpadli w lekką panikę. Nagle okazało się, że pod względem prawnym rzeczywiście istnieje możliwość domagania się wypłaty ponad biliona dzisiejszych dolarów ( 1000 x 1 000 000 000 $). Jest to jednak ciągle niepełna kwota, bo szacowanie strat trwa. Polacy domagają się również zwrotu polskich zabytków, czyli na przykład obrazów lub rzeźb ukradzionych w Polsce przez Niemców i przetrzymywanych w ich muzeach.

Obrazek

Bez względu na to czy Polska otrzyma reparacje czy nie, będzie to klasyczna win-win situation, czyli zyskamy mniej albo więcej Niemcy, atakujący nas jawnie i poprzez swoich popleczników z Brukseli i z Paryża, nagle przekonali się, że nie są wszechwładni. Mocno wyartykułowany sprzeciw polskiego rządu względem prób implementacji multikulturalizmu w naszym kraju jest czymś nowym dla Berlina przyzwyczajonego do tego, że Warszawa grzecznie wykonuje ich polecenia.

Wniesienie tematu reparacji należnych Polsce jest niewątpliwie formą retorsji dyplomatycznych na Niemcach, które są odpowiedzią naszych rządzących na totalitarne zapędy Berllina, który narzucając kwoty tak zwanych "uchodźców", zamierza manipulować składem narodowościowym nowych państw członkowskich UE. Jawne postawienie się Niemcom i werbalizacja oczekiwań reparacji należnych Polsce, jest więc czynnikiem wzmacniającym nasz kraj na arenie międzynarodowej.

Obrazek

Kwestia reparacji wojennych przyniesie nieocenioną pomoc w walce z kłamliwymi określeniami o "polskich obozach zagłady". Sformułowanie to było konsekwentnie promowane i to niestety nie tylko przez zainteresowanych wybieleniem się ze swoich zbrodni Niemców. Medialny atak na Polskę w kwestii jej rzekomej odpowiedzialności za Holokaust trwa od lat i do tej pory trudno nazywać walkę ze stosowaniem sformułowanie "polskie obozy" za skuteczne.

Ta narracja była skuteczna, bo szła w parze z wybielaniem Niemców poprzez stwarzanie wrażenia, że naziści nie byli Niemcami, a jeśli już byli to nie mordowali tylko dzielnie sabotowali złych nazistów niczym znany polakozerca wyniesiony do rangi ikony walki z nazizmem - Claus Schenk von Stauffenberg - któy dokonał nieudanego zamachu na Hitlera. Ciężka praca Hollywood z filmami edukacyjnymi takimi jak Lista Schindlera, Pianista czy Walkiria wbiła do głów wizerunek poczciwych Niemców zagubionych w totalitaryzmie. Stąd tylko krok do uznania, że Niemcy byli ofiarą II wojny światowej, co zresztą publicznie powiedział były już "wicekanclerz Niemiec" we Francji, prezydent Francois Hollande.

Obrazek

Konsekwentne wskazywanie Polski jako winnej Holokaustowi dokonanemu wraz z beznarodowymi nazistami wytworzyło w przestrzeni międzynarodowej sytuację, w której z Polakami wolno zrobić wszystko, bo są winni holokaustowi, który dokonał się w "polskich obozach zagłady". Taka "wiedza" obecnie dominuje na zachodzie i nie ma innej metody na to, aby to odkłamać, bez międzynarodowej dyskusji o winie Niemiec, o pogwałceniu konwencji haskiej, konwencji genewskiej, zniszczeniu stolicy i ludobójstwie Polaków zorganizowanym przez Niemców.

https://www.youtube.com/embed/7AhCjWv_Dms

Niech świat się wreszcie o tym dowie, bo założenie, że niewyedukowani mieszkańcy zachodu zanurzeni od dekad w jedynie słusznej propagandzie, wiedza, że Polska nie była sprawcą ale pierwszą i największą ofiarą II Wojny Światowej, bynajmniej nie jest powszechna i warto umiędzynarodowić tę kwestię, choćby tylko po to aby zawalić kłamliwą narrację promowaną przez Niemców.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /