Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Odkłamywanie historii Polski

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 12 lip 2013, 06:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Marsz Kresowian

Kilka tysięcy ludzi przeszło w marszu pamięci z placu Trzech Krzyży na plac Zamkowy w Warszawie, aby oddać hołd ofiarom rzezi wołyńskiej. Z rąk ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA zginęło około 130 tys. Polaków
Maciej Walaszczyk

W południe, przed marszem, na placu Trzech Krzyży przed kościołem św. Aleksandra została odprawiona uroczysta Msza św. w intencji ofiar ludobójstwa na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce. – Boli nas to, że została zaplanowana i przeprowadzona eksterminacja polskiej ludności na Kresach. Zginęły dziesiątki tysięcy ludzi zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Zginęli mężczyźni i kobiety, starcy i dzieci. Zginęli tylko dlatego, że byli Polakami – mówił podczas homilii biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek. Przypomniał, że tragiczne wydarzenia niedzieli, 11 lipca 1943 roku, dotknęły nie tylko ludzi mieszkających we własnych domach, które zostały spalone i zrównane z ziemią, ale – co jeszcze straszniejsze – w wielu przypadkach do brutalnych mordów doszło w kościołach podczas Mszy Świętych.

Ukraińcy celowo, właśnie w niedzielę, 11 lipca 1943 roku, przeprowadzili najwięcej ataków na polskie wsie, bo wykorzystali to, że ludzie gromadzili się wtedy w jednym miejscu, w kościołach. Łatwiej było więc ich mordować. Świątynie były otaczane i często podpalane. Jeśli ludzie nie ginęli bezpośrednio z rąk oprawców, którzy szturmowali kościoły, to umierali w płomieniach. I dlatego 11 lipca jest symboliczną datą zbrodni wołyńskiej. – Krew Chrystusa, która była w kielichu ołtarzowym, mieszała się z krwią ofiar. Mam świadomość wielu niedokończonych Mszy Świętych tamtej niedzieli. Ta myśl przynagla nas dziś, by dokończyć tę niedokończoną Liturgię – podkreślał ks. bp Guzdek, który wezwał aniołów, „by pozbierali porozrzucane na ziemi wołyńskiej okruchy Ciała i rozlane krople Krwi Pańskiej”.

Tragiczne wspomnienia
Na uroczystości zorganizowane przez Społeczny Komitet Obchodów 70. Rocznicy Rzezi Wołyńskiej przybyli parlamentarzyści, przedstawiciele organizacji kombatanckich, stowarzyszeń. – Dziękuję wszystkim politykom, że nie zostaliśmy tutaj jak sieroty i znaleźli się wśród klasy politycznej ludzie, którzy wspierają walkę trwającą już dziesiątki lat – mówiła po zakończeniu Mszy Świętej dr Lucyna Kulińska, prezes Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego. Małgorzata Gośniowska-Kola, prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka, uważa, że udział przedstawicieli władz państwowych czy organizacji politycznych podczas tego rodzaju obchodów nie jest kwestią polityki, ale sumienia. – Im więcej osób będzie brało udział w takich zgromadzeniach, tym będzie mocniejsza pamięć o pomordowanych. Sprawy te są niestety zakładnikiem polityki. Albo wypada, albo nie wypada o tym mówić. To jest bardzo bolesne, że nie jest to kwestia sumienia, ale bieżących interesów – podkreślała Gośniowska-Kola. Jest ona córką kobiety, która jako dziecko przeżyła zagładę polskiej społeczności ze wsi Huta Pieniacka, gdzie w lutym 1944 roku Ukraińcy zamordowali około 1200 osób. – Prawie cała moja rodzina została tam zamordowana. Tylko dzięki mojej mamie przetrwała pamięć. Była ona zawsze przestraszona tym miejscem i wspomnieniami. To ostatni moment, by przejąć tę spuściznę i oddać hołd tym, których zamordowano, oraz tym, którzy są dziś u schyłku życia – podkreśla.

Straszne wspomnienia z tego czasu ma Szczepan Siekierka ze Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. – To są rzeczy, które trudno sobie wyobrazić – podkreśla. Urodził się w powiecie podhajeckim w województwie tarnopolskim. Jego wieś została zaatakowana w grudniu 1944 roku. Dla niego to, co się wydarzyło, jest ludobójstwem. – Miałem 17 lat, gdy ze sztachet ściągałem małe dzieci. Mojego stryja, mimo że miał żonę Ukrainkę, zarąbano siekierą. Jego serce nadziali na kij i chodzili po okolicznych wsiach i śpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła”. Mojego 2-letniego kuzyna upowcy oskalpowali w kołysce. Moją ciocię zakłuto widłami, a drugą podpalono naftą – opowiada pan Siekierka. Jak wspomina, ludzie, którzy dopuścili się tych zbrodni, byli ich sąsiadami. Nie pamięta, by przed wojną Polacy i Rusini darzyli się niechęcią. – To się pojawiło podczas wojny, oni byli agitowani i nastawiani wrogo do nas. Znam wydarzenie, gdzie mąż był Ukraińcem, a żona Polką. Syn został wciągnięty do UPA, gdzie w lesie złożył przysięgę, w której przyrzekł, że nie cofnie się przed najgorszą zbrodnią dla niepodległej Ukrainy. Więc wziął w nocy siekierę i zarąbał swoją mamę i siostrę. Gdy po trzech latach wrócił do domu, ojciec odrąbał mu głowę, kiedy ten spał. Takie rzeczy się działy – opowiada pan Siekierka. Jego stowarzyszenie zbiera od 15 lat relacje świadków zbrodni i dokumenty. – Mamy ich już ponad 20 tys. – mówi.

Uchwała z poprawką
Tymczasem nie są do końca znane losy sejmowej uchwały poświęconej 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej. Co ciekawe, wczoraj nieoczekiwanie sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu poparła poprawkę do projektu uchwały o zbrodni wołyńskiej. Zgodnie z nią „Zbrodnia Wołyńska na Polakach ze względu na jej zorganizowany i masowy wymiar to zbrodnia ludobójstwa” – głosi poprawka zaproponowana przez klub Solidarnej Polski, którą poparło 10 posłów, a 9 było przeciw. Niestety, większość odrzuciła poprawkę ustanawiającą 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej – Męczeństwa Kresowian.

– Jednym głosem, ale udało się i poprawka ze słowem „ludobójstwo” będzie pozytywnie rekomendowana przez komisję kultury, co zwiększa szansę na przyjęcie projektu z treścią, o jaką prosili Kresowiacy, zgodną z prawdą historyczną, że to, co wydarzyło się 70 lat temu, było okrutną skalą ludobójstwa – powiedział poseł Patryk Jaki (SP).

http://www.naszdziennik.pl/wp/47806,mar ... owian.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 13 lip 2013, 20:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wiernipolsce.wordpress.com/2013/ ... zy-rodacy/

Bohdan Poręba – Drodzy Rodacy!
Posted on 18 Czerwiec 2013 - autor: Adm

Obronić prawdę!
Drodzy Rodacy!
Zwraca się do Was Bohdan Poręba, „reżyser ” Hubala”, „Polonii Restituta”, „ Katastrofy w Gibraltarze”, producent „Nad Niemnem”, „Sekretu enigmy” i 86 innych polskich filmów fabularnych. Dwukrotny rekordzista frekwencji: jako reżyser „Hubala” – 12 milionów widzów tylko w kinach i kilkadziesiąt emisji telewizyjnych, oraz jako producent – 14 milionów widzów w kinach.
Po „Hubalu”, na dziesiątki lat została obezwładniona „szkoła szyderców” z polskości, polskiego czynu zbrojnego, polskiej historii, polskiej godności. Wiadomo, ze dzisiejsze władze , jak za stalinowskich czasów, znowu promują wszystko, co osłabia naszą narodową tożsamość. Po festiwalu chucpy, bezczelności i bezkarności Jana Tomasza Grossa, który Polakom przypisał wbrew faktom, niemiecki mord na Żydach w Jedwabnem, czego mimo ubeckich tortur, stalinowski sąd nie mógł udowodnić, mamy polakożerczy film, powielający tezy Grossa – „Pokłosie”.
Jeśli nie damy odporu jawnym fałszom, które przypieczętował autorytetem prezydenta RP Aleksander Kwaśniewski, to nasze władze z radością wypłacą żydowskim hochsztaplerom z USA, raz już wypłacone w 1960 roku przez PRL, miliardy dolarów odszkodowania za straty poniesione przez Żydów z rąk niemieckiego okupanta, na polskiej ziemi. A przybywać zacznie filmów, powieści, sztuk teatralnych, odzierających polską historię z prawdy historycznej i dzięki propagandzie wewnętrznej i zewnętrznej, nasz naród powoli zamieni się w opinii świata a co gorzej w umysłach polskiej młodzieży w sojusznika Hitlera.
Nasz film nie ma szans na wsparcie przez czynniki oficjalne. Powstanie drogą obywatelskiego mecenatu nad kulturą narodową.

Producentem filmu jest Fundacja „Polskie Gniazdo”.

Powołujemy Komitet Honorowy, w którym jak dotąd zgodzili się uczestniczyć:
Iwo Cyprian Pogonowski – profesor z USA - inżynier wynalazca, autor wielu książek i artykułów żarliwie broniących polskiej godności.
Ksiądz Stanisław Małkowski – legendarny kapelan „Solidarności”.
Alojzy Szablewski – inżynier budowy okrętów, przewodniczący Komitetu Zakładowego Stoczni Gdańskiej, w stanie wojennym przewodniczący Tajnej Komisji „Solidarności” Stoczni Gdańskiej.
Jan Niewiński – prezes Kresowego Ruchu Patriotycznego.
Artur Górski - poseł RP.
Jadwiga Stokarska - b. senator RP.
Zygmunt Wrzodak – b. poseł RP, b. przewodniczący Komitetu Zakładowego zakładów Ursus.
Zdzisław Jankowski – b. poseł RP.
Maria Loryś Mirecka – Dyrektor Kongresu Polonii USA.
Marek Stawiarski – b. prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Stanu Illinois.
Bolesław Szenicer – Przewodniczący Gminy „Starozakonni”.
Józef Goszczycki – wieloletni przewodniczący Rady Miasta Jedwabne.
Jan Grudniewski – generał, prezes Polskiego Ruchu Uwłaszczeniowego, naczelny komendant Polskich Drużyn Strzeleckich.
Adam Wądołowski – przedsiębiorca z miasta Jedwabne.
Ryszard Rudzki – przedsiębiorca z Kanady, pochodzący z Jedwabnego.
Wiesław Wielopolski – publicysta. Autor „Bez antysemityzmu” – wywiadu rzeki z oskarżonym w stalinowskim procesie Zygmuntem Laudańskim.
Mira Modelska – Creech – dziennikarka z USA.
Janusz Sanocki – redaktor Naczelny „Nowin Nyskich”.
Jerzy Ziomek – przewodniczący Rady Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Marian Jakubiszyn – prezes Zarządu Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Stanisław Draguła – Ks. Kanonik, kapelan Fundacji „Polskie Gniazdo”.

Zwracamy się do polskich Fundacji i Stowarzyszeń w kraju i poza jego granicami, a także do polskich firm i osób fizycznych o masowe przyłączanie się do współtworzenia filmu o tymczasowym tytule „Obronić prawdę”. Podajemy konto:
PKO BP S.A.
3 Odział we Wrocławiu
Nr konta:
84 1020 5242 0000 2002 0306 8905
Odbiorca wpłaty:
Fundacja „Polskie Gniazdo”
Adres odbiorcy wpłaty: 50-433 Wrocław ul. Generała Ignacego Prądzyńskiego 26B
Opis wpłaty: darowizna na film „Obronić prawdę”
Obywatelski mecenat nad kulturą.

Przewidujemy też zakup cegiełek w wysokości 200 zł wraz z imiennym certyfikatem oraz książką „Obronić polskość” Bohdana Poręby i Lecha Niekrasza, z załączoną płytą z wywiadami Bohdana Poręby z całego jego twórczego życia.
Przewidujemy też certyfikaty potwierdzające udziały w zyskach z filmu w zamian za wpłatę na produkcję w wysokości minimalnej 5000 zł.

Jaki to ma być film?
Po wielomiesięcznej kwerendzie w archiwach białostockiej prokuratury IPN, w tej chwili wraz z Janem Marszałkiem - poetą, pisarzem i publicystą, autorem wielu książek ,miedzy innymi trylogii „Ukrzyżować ks. Jankowskiego” i „Polska zdradzona” o Jedwabnem, pracujemy nad scenariuszem filmu, który ukaże Podlasie, jako ziemię kresową, położoną miedzy Prusami a Związkiem Radzieckim, z ludnością na poły szlachecką, na poły wieśniaczą, już wcześnie przed wojną narażoną na obustronną dywersję. Jednocześnie wcześnie mobilizowaną do obrony przez II Oddział Sztabu Generalnego. Tu, w twierdzy w Osowcu, dowodził dowódca Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”, generał Czesław Młot Fijałkowski. Tu zbudowano linię bunkrów Wizna, której tak bohatersko bronił kpt. Władysław Raginis. I właśnie za udział w budowie tych bunkrów, nastąpiły represje obu okupantów. Tu, już we wrześniu 1939, powstało na uroczysku Kobielno nad Biebrzą, zgrupowanie liczące niemal tysiąc partyzantów. W jego obronie przed obławą NKWD zginęła szwagierka bohatera naszego filmu. Ciekawe, że wśród oskarżonych o mord Żydów w Jedwabnem, czego nawet sad stalinowski w 1949 roku, mimo zastosowanych w śledztwie tortur, nie potrafił udowodnić, główni oskarżeni byli w większości zaprzysiężonymi żołnierzami ZWZ a później AK!

Bohaterami filmu będzie rodzina budowniczych kościoła i bunkrów Wizny, z której jeden z synów przeszedł tortury NKWD i Gestapo, oraz Oświęcim, Dachau
i Sachsenhausen. A w 1949 był oskarżonym w stalinowskim procesie.
Bohaterami filmu będą również dwaj proboszcze, organizatorzy ruchu oporu, zamordowani przez NKWD księża Marian Szumowski i Stanisław Cudnik.
W filmie wystąpią również biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski, sekretarz episkopatu oraz jego przyjaciele, księża Stefan Wyszyński i Maksymilian Kolbe. Ta ziemia i jej godność i dzisiaj szarpana, wymaga obrony nie przez polemikę z paszkwilantami, ile przez ukazanie prawdy, która ma tutaj taki ciężar, że zgniecie wieloletnią pracę nowej szkoły szyderców z polskiej historii. Nasz film rzuci ten skrawek kresowej, ziemi na szerokie tło machinacji politycznych Stalina, Churchilla i Roosevelta. A przez to powie prawdę o kraju, który pierwszy przyjął na swe piersi uderzenie Hitlera i Stalina w ludzkość, który najdłużej się bronił, przelewał krew na wszystkich frontach, był czwartą siłą antyhitlerowskiej koalicji , który zatknął swój sztandar na gruzach Berlina, który w ramach unikalnego w świecie podziemnego państwa, który mimo wyznaczonej za to kary śmierci dla całych rodzin, zorganizował przy całkowitym milczeniu zachodu, instytucjonalną iu spontaniczną pomoc dla swych żydowskich obywateli. I który w swej bohaterskiej walce, została cynicznie oszukany i osamotniony. To nasz mandat, nakazujący nam nie ugiąć się przed szantażem wewnętrznym i zagranicznym, mającym na celu usprawiedliwienie wyłudzenia raz już spłaconego odszkodowania w wysokości 65 miliardów dolarów , przed czym przestrzegał nas sprawiedliwy żydowski uczony z USA Norman Finkelstein w swej książce „Holocoust industry”.

Obrońmy razem PRAWDĘ!
Bohdan Poręba – reżyser filmu.
Tel. Kom: 501 394 583
b.poreba1@gmail.com

Jerzy Ziomek – przewodniczący Rady Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Tel. Kom: 601 710 774

fundacja@polskiegniazdo.pl
Marian Jakubiszyn – Prezes Zarządu Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Stanisław Draguła – ks. Kanonik, kapelan Fundacji „Polskie Gniazdo”.

Bohdan Poręba


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 24 lip 2013, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
„Wyzwolenia” nie było

Dr Maciej Korkuć

Opinie sądu w sprawie propagandowego charakteru obiektu wzniesionego w czasie komunizmu budzą szacunek jako wyrażające istotę rzeczy. Prokuratura także operuje pojęciem „pomnika upamiętniającego zdarzenie historyczne”. Należy w związku z tym zaznaczyć, że nie było takiego zdarzenia historycznego jak „wyzwolenie Polski przez Armię Czerwoną”. Armia Czerwona w latach 1944-1945 dokonała ponownego zaboru niemal połowy przedwojennego terytorium RP, zniewoliła całą resztę kraju, nie pozwoliła na odbudowę wolnej Rzeczypospolitej, reprezentowanej przez władze RP na emigracji i administrację Polskiego Państwa Podziemnego. W ramach niszczenia struktur państwowych Rzeczypospolitej Sowieci mordowali, aresztowali i wywozili w głąb ZSRS tysiące urzędników podziemnego państwa i żołnierzy Sił Zbrojnych w kraju, w tym dowódcę Armii Krajowej, wicepremiera rządu RP i przewodniczącego podziemnego parlamentu. Siły Zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego poniosły z rąk sowieckich większe straty niż z rąk III Rzeszy. Jak długo można to nazywać „wyzwoleniem”? Jak długo można składać tego rodzaju niewolnicze hołdy, jakich wyrazem są tego rodzaju obiekty? Co jeszcze ZSRS musiałby zrobić, żeby prokurator zrozumiał, że to, co gloryfikuje ten i jemu podobne obiekty, to nie są fakty, ale ukute na użytek propagandowy kłamstwa?

Ten obiekt nie upamiętnia faktów. To wyraz ówczesnej siły Sowietów i ich pogardy wobec zniewolonej przez nich Rzeczypospolitej Polskiej. Słusznie też w uzasadnieniu sąd nazywa to „pomnikiem” w cudzysłowie. Sąd zasadnie stwierdza, że tego rodzaju „pomniki” powinny zniknąć z krajobrazu Polski jako obiekty „wymuszone”, będące symbolami komunizmu, zakłamania historii Polski. Ich istnienie w krajobrazie Rzeczypospolitej Polskiej jest nie tylko niezgodne z faktami, ale też z art. 256 kodeksu karnego, który zakazuje publicznego propagowania ideologii totalitarnych. Identyczną funkcję spełniałyby podobne „pomniki” ku czci sił zbrojnych III Rzeszy wyposażone w symbole narodowego socjalizmu i inskrypcje wychwalające najeźdźczą armię niemiecką.

Prokurator ewidentnie nie poj- muje, co ten obiekt przedstawia i jaką funkcję pełni. Pisząc o tym, że nie ma tam figur Lenina ani Stalina, zdaje się kompletnie nie rozumieć ani roli mundurów i symboli, ani wyrazu inskrypcji z tego pomnika. To tak jakby twierdził, że pomnik ku czci umundurowanych esesmanów ze swastykami nie ma nic wspólnego z Adolfem Hitlerem, a nazistowskie znaki i propagandowe hasła o niczym nie świadczą.

Na pomniku ustawiono figury żołnierzy sowieckich i figury żołnierzy formacji utworzonych przy Armii Czerwonej. Formacje te były w pełni – militarnie i politycznie – podporządkowane Sowietom i wykorzystywane jako narzędzie polityki Stalina. Również tej polityki, która była skierowana przeciw niepodległości Polski. Wcielani w te szeregi zwykli żołnierze nie mieli żadnego wpływu na to, do jakich celów są wykorzystywani. I to nie ich, ale stalinowską politykę zniewolenia upamiętnia ten obiekt.

Opinie sądu rejonowego budzą szacunek – świadczą o zrozumieniu istoty rzeczy. Zażalenie prokuratury – delikatnie mówiąc – o braku znajomości faktów oraz tego, w jakich okolicznościach, kiedy i po co powstawały tego rodzaju propagandowe obiekty.

Autor jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/48949,wyz ... -bylo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 01 wrz 2013, 13:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2013/08/07/ ... em-prawde/

Bohdan Poręba: Obrońmy razem prawdę
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2013-08-07

Drodzy Rodacy!
Zwraca się do Was Bohdan Poręba, „reżyser ” Hubala”, „Polonii Restituta”, „ Katastrofy w Gibraltarze”,producent „Nad Niemnem”, „Sekretu enigmy” i 86 innych polskich filmów fabularnych. Dwukrotny rekordzista frekwencji: jako reżyser „Hubala” – 12 milionów widzów tylko w kinach i kilkadziesiąt emisji telewizyjnych, oraz jako producent – „Nad Niemnem” – 14 milionów widzów w kinach.
Po „Hubalu”, na dziesiątki lat została obezwładniona „szkoła szyderców” z polskości, polskiego czynu zbrojnego, polskiej historii, polskiej godności. Wiadomo, ze dzisiejsze władze, jak za stalinowskich czasów, znowu promują wszystko, co osłabia naszą narodową tożsamość. Po festiwalu chucpy, bezczelności i bezkarności Jana Tomasza Grossa, który Polakom przypisał wbrew faktom, niemiecki mord na Żydach w Jedwabnem, czego mimo ubeckich tortur, stalinowski sąd nie mógł udowodnić, mamy polakożerczy film, powielający tezy Grossa – „Pokłosie”.
Jeśli nie damy odporu jawnym fałszom, które przypieczętował autorytetem prezydenta RP Aleksander Kwaśniewski, to nasze władze z radością wypłacą żydowskim hochsztaplerom z USA, raz już wypłacone w 1960 roku przez PRL, miliardy dolarów odszkodowania za straty poniesione przez Żydów z rąk niemieckiego okupanta, na polskiej ziemi. A przybywać zacznie filmów, powieści, sztuk teatralnych, odzierających polską historię z prawdy historycznej i dzięki propagandzie wewnętrznej i zewnętrznej, nasz naród powoli zamieni się w opinii świata a co gorzej w umysłach polskiej młodzieży w sojusznika Hitlera.
Nasz film nie ma szans na wsparcie przez czynniki oficjalne. Powstanie drogą obywatelskiego mecenatu nad kulturą narodową.
Producentem filmu jest Fundacja „Polskie Gniazdo”.
Patronat medialny: Portal „Nowy Ekran”
Powołujemy Komitet Honorowy, w którym jak dotąd zgodzili się uczestniczyć:
Iwo Cyprian Pogonowski - profesor z USA - inżynier wynalazca, autor wielu książek i artykułów żarliwie broniących polskiej godności.
Ksiądz Stanisław Małkowski - legendarny kapelan „Solidarności”.
Ks. Dr Roman Piwowarczyk – Wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Katolickich
Ryszard Parulski – adwokat – 3 krotny mistrz świata w szermierce ( w każdej broni), członek P:olskiego Komitetu Olimpijskiego, prezes Towarzystwa Olimpijczyków Polskich
Piotr Radowski – Prezes Klubu „Sierpień 80” w Wiedniu
Alojzy Szablewski - inżynier budowy okrętów, przewodniczący Komitetu Zakładowego Stoczni Gdańskiej, w stanie wojennym przewodniczący Tajnej Komisji „Solidarności” Stoczni Gdańskiej.
Kazimierz Świtoń – prezes Ruchu Obrony Krzyża w Polsce. Obrońca Krzyża na Żwirowisku w Oświęcimiu. Założyciel Wolnych Związków Zawodowych 23 lutego1978 roku w Katowicach.
Jan Niewiński - prezes Kresowego Ruchu Patriotycznego.
Artur Górski - poseł RP.
Jadwiga Stokarska - b. senator RP.
Zygmunt Wrzodak - b. poseł RP, b. przewodniczący Komitetu Zakładowego zakładów Ursus.
Zdzisław Jankowski - b. poseł RP.
Maria Loryś Mirecka - Dyrektor Kongresu Polonii USA.
Marek Stawiarski - b. prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Stanu Illinois.
Bolesław Szenicer – Przewodniczący Gminy „Starozakonni” w Warszawie.
Kazimierz Józef Węgrzyn – poeta narodowy.
Maciej Wróblewski – bard narodowy.
Lech. Z. Niekrasz – pisarz – autor „Operacja Jedwabne”.
Wiktor Węgrzyn – prezes Stowarzyszenia Międzynarodowy Rajd Katyński.
Józef Goszczycki - wieloletni przewodniczący Rady Miasta Jedwabne.
Jan Grudniewski – generał, prezes Polskiego Ruchu Uwłaszczeniowego, naczelny komendant Polskich Drużyn Strzeleckich.
Adam Wądołowski - przedsiębiorca z miasta Jedwabne.
Ryszard Rudzki - przedsiębiorca z Kanady, pochodzący z Jedwabnego.
Wiesław Wielopolski - publicysta. Autor „Bez antysemityzmu” – wywiadu rzeki z oskarżonym w stalinowskim procesie Zygmuntem Laudańskim.
Mira Modelska – Creech - dziennikarka z USA.
Janusz Sanocki - redaktor Naczelny „Nowin Nyskich”.
Jerzy Ziomek - przewodniczący Rady Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Marian Jakubiszyn - prezes Zarządu Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Stanisław Draguła - Ks. Kanonik, kapelan Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Zwracamy się do polskich Fundacji i Stowarzyszeń w kraju i poza jego granicami, a także do polskich firm i osób fizycznych o masowe przyłączanie się do współtworzenia filmu o tymczasowym tytule „Obronić prawdę”.Podajemy konto:
PKO BP S.A.
3 Odział we Wrocławiu
Nr konta:
84 1020 5242 0000 2002 0306 8905
Odbiorca wpłaty:
Fundacja „Polskie Gniazdo”
Adres odbiorcy wpłaty: 50-433 Wrocław ul. Generała Ignacego Prądzyńskiego 26B
Opis wpłaty: darowizna na film „Obronić prawdę”

Obywatelski mecenat nad kulturą.
Przewidujemy też zakup cegiełek w wysokości 200 zł wraz z imiennym certyfikatem oraz książką „Obronić polskość” Bohdana Poręby i Lecha Niekrasza, z załączoną płytą z wywiadami Bohdana Poręby z całego jego twórczego życia.
Przewidujemy też certyfikaty potwierdzające udziały w zyskach z filmu w zamian za wpłatę na produkcję w wysokości minimalnej 5000 zł.
Jaki to ma być film?
Po wielomiesięcznej kwerendzie w archiwach białostockiej prokuratury IPN, w tej chwili wraz z Janem Marszałkiem - poetą, pisarzem i publicystą, autorem wielu książek ,miedzy innymi trylogii „Ukrzyżować ks. Jankowskiego” i „Polska zdradzona” o Jedwabnem, pracujemy nad scenariuszem filmu, który ukaże Podlasie, jako ziemię kresową, położoną miedzy Prusami a Związkiem Radzieckim, z ludnością na poły szlachecką, na poły wieśniaczą, już wcześnie przed wojną narażoną na obustronną dywersję. Jednocześnie wcześnie mobilizowaną do obrony przez II Oddział Sztabu Generalnego. Tu, w twierdzy w Osowcu, dowodził dowódca Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew”, generał Czesław Młot Fijałkowski. Tu zbudowano linię bunkrów Wizna, której tak bohatersko bronił kpt. Władysław Raginis. I właśnie za udział w budowie tych bunkrów, nastąpiły represje obu okupantów. Tu, już we wrześniu 1939, powstało na uroczysku Kobielno nad Biebrzą, zgrupowanie liczące niemal tysiąc partyzantów. W jego obronie przed obławą NKWD zginęła szwagierka bohatera naszego filmu. Ciekawe, że wśród oskarżonych o mord Żydów w Jedwabnem, czego nawet sąd stalinowski w 1949 roku, mimo zastosowanych w śledztwie tortur, nie potrafił udowodnić, główni oskarżeni byli w większości zaprzysiężonymi żołnierzami ZWZ a później AK!
Bohaterami filmu będzie rodzina budowniczych kościoła i bunkrów Wizny, z której jeden z synów przeszedł tortury NKWD i Gestapo, oraz Oświęcim, Dachau i Sachsenhausen. A w 1949 był oskarżonym w stalinowskim procesie.
Bohaterami filmu będą również dwaj proboszcze, organizatorzy ruchu oporu, zamordowani przez NKWD księża Marian Szumowski i Stanisław Cudnik.
W filmie wystąpią również biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski, sekretarz episkopatu oraz jego przyjaciele, księża Stefan Wyszyński i Maksymilian Kolbe. Ta ziemia i jej godność i dzisiaj szarpana, wymaga obrony nie przez polemikę z paszkwilantami, ile przez ukazanie prawdy, która ma tutaj taki ciężar, że zgniecie wieloletnią pracęnowej szkoły szyderców z polskiej historii. Nasz film rzuci ten skrawek kresowej, ziemi na szerokie tło machinacji politycznych Stalina, Churchilla i Roosevelta. A przez to powie prawdę o kraju, który pierwszy przyjął na swe piersi uderzenie Hitlera i Stalina w ludzkość, który najdłużej się bronił, przelewał krew na wszystkich frontach, był czwartą siłą antyhitlerowskiej koalicji , który zatknął swój sztandar na gruzach Berlina, który w ramach unikalnego w świecie podziemnego państwa, mimo wyznaczonej za to kary śmierci dla całych rodzin, zorganizował przy całkowitym milczeniu zachodu, instytucjonalną i spontaniczną pomoc dla swych żydowskich obywateli. I który w swej bohaterskiej walce, została cynicznie oszukany i osamotniony. To nasz mandat, nakazujący nam nie ugiąć się przed szantażem wewnętrznym i zagranicznym, mającym na celu usprawiedliwienie wyłudzenia raz już spłaconego odszkodowania w wysokości 65 miliardów dolarów , przed czym przestrzega nas sprawiedliwy żydowski uczony z USA Norman Finkelstein w swej książce „Holocoust industry”.

Obrońmy razem prawdę !

Bohdan Poręba – reżyser filmu.
Kom: 501 394 583
b.poreba1@gmail.com
Jerzy Ziomek – przewodniczący Rady Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Tel. Kom: 601 710 774

fundacja@polskiegniazdo.pl

Marian Jakubiszyn – Prezes Zarządu Fundacji „Polskie Gniazdo”.
Stanisław Draguła – ks. Kanonik, kapelan Fundacji „Polskie Gniazdo”.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 02 wrz 2013, 07:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Wolność i Niezawisłość

Piotr Szubarczyk

Zadaniem wojska polskiego w roku 1939 nie było zwycięstwo nad Niemcami. Dysproporcje sił były za duże. Naszym zadaniem było utrzymanie frontu po to, by alianci mogli zadać Niemcom ciosy na zachodzie, co wynikało z umów wojskowych z Francją i Wielką Brytanią. Miały one na froncie zachodnim ogromną przewagę nad Niemcami zaangażowanymi w Polsce: przewaga w czołgach 80:1, absolutne panowanie w powietrzu! Mimo to nie uderzyły. Ta polityka zemściła się w postaci hańby Vichy, a Wielka Brytania cudem uniknęła inwazji niemieckiej.

W czasach komunistycznych rocznice wybuchu II wojny światowej służyły utrwalaniu kłamstw sowieckich z roku 1939 o „upadku państwa”, „ucieczce rządu” i rzekomej gotowości Sowietów do przyjścia nam z pomocą!

To nieprawda, że Polska nie była do wojny przygotowana. Była przygotowana, nawet ponad swoje możliwości! Wydatki na zbrojenia sięgały 50 proc. budżetu! To wszystko na nic wobec postawy Wielkiej Brytanii i Francji, które nie wywiązały się z umów sojuszniczych, prowadząc „dziwną wojnę”. I to była ich, a nie nasza „klęska wrześniowa”. Marszałek Alphonse Juin ujął to dobitnie: „Cóż za hańba!”.

Początek września to okazja do refleksji zarówno o początku, jak i o końcu wojny. W niedzielę, 2 września 1945 r., Polacy – bardziej osamotnieni niż w roku 1939 – rozpoczęli nową walkę o „świętą Sprawę”. Tego dnia powstał Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji Wolność i Niezawisłość (WiN), wywodzący się z AK.

Kierownictwo WiN budowało swoje nadzieje na nieuchronnym konflikcie świata zachodniego z agresywnym sowietyzmem. Na niemożności tolerowania przez „wolny świat” żelaznej kurtyny przez środek Europy! Jakżeż się myliło co do „wolnego świata”! Wspominając bohaterów września 1939 r., pamiętajmy też o tych, którzy we wrześniu 1945 r. gotowi byli do kontynuacji walki o niepodległy byt państwa polskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/52708,wol ... slosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 02 wrz 2013, 12:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2013/08/31/bo ... swiatowej/

Bohdan Poręba: Rewizjonizm historyczny w służbie rewanżystowskiej polityki państw, pokonanych w II wojnie światowej.
31 SIE 2013 O 16:55

Polska była pierwszym krajem napadniętym przez Niemcy hitlerowskie, co opóźniło agresję Niemiec wobec państw zachodu. Po 2 tygodniach walk, w których Niemcy ponieśli wielkie straty w ludziach i sprzęcie, nastąpiło uderzenie ze strony Związku Sowieckiego, które miało dobić Polskę. Zostało ono poprzedzone agresywnym paktem Niemcy – Sowiety, podpisanym 23 sierpnia w Moskwie, zwanym paktem Ribbentrop – Mołotow. Pakt ten zawierał tajny protokół, stanowiący de facto czwarty rozbiór Polski. Niemcy akt ten przekazali drogą tajnej dyplomacji rządom Francji i Anglii, które od 3 i 4 września 1939 roku były sojusznikami Polski. Wiarołomni sojusznicy ukryli jednak przed nami ten plan podwójnej agresji przeciw Polsce. Polska broniła się 5 tygodni – potężna militarnie Francja, padła po dwóch. Już w pierwszych dniach po klęsce bez aktu kapitulacji, w Polsce zaczął się organizować ruch oporu, który w 1942 roku dysponował już ponad dwustutysięczną Armią Krajową. Polskie państwo podziemne, działające w warunkach ludobójczych okupacji, było jedynym w świecie fenomenem, który obejmował wszystkie dziedziny funkcjonowania normalnego państwa. Po 17 września, czyli po napaści Stalina, rząd polski i armia były ewakuowane przez Rumunię i Węgry do Francji, a po jej klęsce do Anglii. Lotnicy polscy wzięli udział w obronie Wielkiej Brytanii. To o nich wyraził się premier Winston Churchill, że „ Nigdy tak wielu, nie zawdzięczało tyle, tak małej garstce”. Armia polska szkoliła się w Szkocji. Okręty polskie wzięły wybitny udział w bitwie o Atlantyk, osłaniając sojusznicze konwoje do Murmańska. Biliśmy się na wszystkich frontach. Z wywiezionych do sowieckich lagrów Polaków, utworzyliśmy armię w ZSRR, która częściowo opuściła ZSRR by osłaniać pola naftowe w Iraku i jako I Korpus Polski toczyła boje w Tobruku i na Monte Cassino, otwierając armiom sojuszniczym drogę do serca Włoch. A polska I Dywizja Pancerna generała Stanisława Maczka wyzwalała Francję, Belgię i Holandię i wdarła się na teren Niemiec, zdobywając bazę marynarki wojennej Wilhelmshaffen. Powstała w ZSRR I Dywizja im. Kościuszki walczyła u boku sowieckiego sojusznika, oswobadzając ziemie polskie, przełamując Wał Pomorski i zatykając na Reichstagu w Berlinie, zwycięski polski sztandar. Do zwycięstwa aliantów walnie przyczyniła się praca polskiego wywiadu i kontrwywiadu. Do najbardziej spektakularnych osiągnięć, należy zaliczyć rozszyfrowanie przez polskich matematyków niemieckiej maszyny kryptograficznej „enigma”, co pozwoliło aliantom uprzedzać posunięcia strategiczne Niemców i dostarczenie do Anglii, przechwyconego przez polskich partyzantów pocisku V2, który stanowił dla Hitlera wunder waffe i nadzieję odwrócenia wojennej klęski.
Wreszcie problem zagłady Żydów polskich. Nigdzie poza Polską nie było w podbitej przez Niemców Europie, prawa kary śmierci za jakąkolwiek pomoc udzieloną Żydowi. I prawo to obejmowało nie tylko bezpośredniego „sprawcę” tego czynu, ale całą jego rodzinę. Mimo to mamy udokumentowaną ilość 150 000 uratowanych Żydów. Oznacza to, biorąc pod uwagę częstą konieczność zmiany kryjówek, i mnożąc ukrywających przez ilość członków ich rodzin, że codziennie około miliona Polaków, narażało życie dla ratowania żydowskich współobywateli. Niezliczona jest ilość Polaków rozstrzelanych za spełnienie chrześcijańskiego obowiązku wobec żydowskiego bliźniego. Niezliczona jest również ilość polskich wsi spalonych wraz z mieszkańcami za ratowanie Żydów. To o czym piszę, dotyczy spontanicznego ratowania z nakazu indywidualnych sumień. Ale w Polsce działała też jedyna w Europie oficjalna struktura Państwa Podziemnego o kryptonimie „Żegota”, która we współpracy z instytucjami Kościoła Katolickiego, zajmowała się ratowaniem zbiegów z getta, lub osób z getta wykradanych i przechowywaniem ich w katolickich klasztorach. Wreszcie należy powiedzieć, iż polski ruch oporu, już od listopada 1939 roku uczestniczył w tworzeniu żydowskiego ruchu oporu w postaci Żydowskiego Związku Wojskowego, składającego się z oficerów i podoficerów Wojska Polskiego oraz członków młodzieżowej organizacji „Betar”. Polacy uzbrajali żydowskich bojowców w swoją krwawo zdobywaną na Niemcach broń, szkolili do walk w mieście. Żydzi z tej organizacji stanowili ponad połowę powstańców getta. To oni w odruchu solidarności wywiesili na warszawskim Muranowie białoczerwony sztandar obok białoniebieskiego sztandaru żydowskiego. Ten akt tak rozgrzewał ducha i morale walczących, że zaniepokojony Himmler osobiście wydał katowi getta Stroopowi rozkaz bezzwłocznego zdobycia budynku z obu sztandarami. Te dwa sztandary były znakiem polsko – żydowskiej solidarności, bowiem przez 3 dni powstania, w getcie walczyły dwa oddziały Armii Krajowej: 20 kwietnia wszedł do getta oddział Józefa Lejewskiego a 27 kwietnia majora Henryka Iwańskiego. Pierwszy stracił w walce połowę swego stanu, a Henryk Iwański stracił osiemnastoletniego syna i brata. Po dwóch dniach walki oba oddziały wycofały się przez tunel, zabierając rannych swoich i żydowskich. Jednocześnie należy stwierdzić, że Polskie Państwo Podziemne nie dzieliło swych obywateli wg. narodowości. Dlatego też jakakolwiek współpraca z okupantem w tym wydawanie Żydów, było traktowane jako zdrada narodowa i było karane śmiercią. A wszystko to działo się przy pełnym milczeniu świata alianckiego i żydowskiej finansjery amerykańskiej, która w początkach kariery Adolfa Hitlera finansowała go. Nie pomogły też działania polskiego rządu w Londynie, osobiste przekazanie dokumentacji o zagładzie przez premiera RP gen Władysława Sikorskiego, złożonej na ręce prezydenta Roosevelta, ani kuriera z Polski delegowanego przez Polskie Państwo Podziemne i polskie organizacje żydowskie, Jana Karskiego, obłudnie dziś honorowanego przez te same siły, które nie chciały słuchać jego rozpaczliwego alarmu i żądań dywanowych nalotów na Niemcy w celu powstrzymania hekatomby zagłady. 28 kwietnia z płonącego getta wyszła depesza: „…Natychmiastowej, skutecznej pomocy, może teraz udzielić potęga aliantów. Imieniem milionów pomordowanych już Żydów, imieniem obecnie palonych i masakrowanych, imieniem heroicznie walczących i nas wszystkich na śmierć skazanych, wołamy wobec świata: niech już teraz, a nie w mrokach przyszłości, dokona się odwet aliantów na krwiożerczym wrogu – w sposób powszechny, jako rewanż zrozumiały. Niech najbliżsi nasi sprzymierzeńcy uzmysłowią sobie nareszcie, rozmiary odpowiedzialności wobec bezprzykładnej, na całym narodzie dokonanej zbrodni hitlerowskiej, której tragiczny epilog się teraz odbywa. Niech bohaterski, wyjątkowy w dziejach, zryw straceńców getta, pobudzi wreszcie świat do czynów na miarę wielkości chwili…”
Najtragiczniejszym świadectwem milczenia świata zachodu wobec tragedii Żydów polskich jest los Szmula Mordechaja Zygielbojma, radnego miasta Warszawy i Łodzi, działacza Bundu, sekretarza generalnego Centralnej Komisji Związków Zawodowych, sekcji żydowskiej, naczelnego redaktora pisma „Arbaiter Fragen”, wreszcie od 1942 roku członka Rady Narodowej przy rządzie polskim w Londynie, który w proteście przeciw milczeniu zachodniego świata, a przemawiał on w parlamencie belgijskim, słał listy do prezydenta Roosevelta, przemawiał na antenie BBC, żądał zrzucenia ulotek nad Niemcami informujących o zagładzie. po upadku powstania w warszawskim getcie, 12 maja 1943 roku, odebrał sobie życie pozostawiając list do prezydenta Polski Władysława Raczkiewicza i premiera Władysława Sikorskiego, w którym pisał: ”… Nie mogę pozostać w spokoju. Nie mogę żyć, gdy resztki narodu żydowskiego w Polsce, którego jestem przedstawicielem, są likwidowane. Moi towarzysze polegli z bronią w ręku w ostatnim, bohaterskim boju. Nie było mi sądzonym zginąć tak jak oni, razem z nimi. Ale należę do nich i do ich grobów masowych. Śmiercią swą pragnę wyrazić najsilniejszy protest wobec bierności, z którą świat przygląda się i dopuszcza zagłady ludu żydowskiego…”
Tak więc naród polski, ponosząc najwyższe ofiary był w owym czasie jedynym masowym „sprawiedliwym wśród narodów świata” i w Yad Vashem cały polski naród winien mieć jedno wielkie drzewo. Tak jak przyznano tytuł Narodu Sprawiedliwego Danii, której ruch oporu uratował 7 000 Żydów. Tych 5000 indywidualnych drzewek zasadzonych przez Polaków, nie odpowiada wielkości ofiary życia poniesionej przez dziesiątki tysięcy ratujących swych żydowskich współbraci! Takie są fakty, dające narodowi polskiemu prawo do dumy z postawy, jaką wykazał podczas wojny. Byliśmy czwartą pod względem wkładu siłą antyhitlerowskiej koalicji. Straciliśmy sześć milionów obywateli W tym 1,8 miliona dzieci do lat 16! Sama Warszawa straciła 800 000 mieszkańców. 200 000 dzieci uprowadzono w celu ich zniemczenia! Polska straciła 38% majątku narodowego sprzed 1939 roku. Sama Warszawa straciła 85% swego stanu posiadania. Straciliśmy 43% dóbr kultury, w tym 22 miliony książek!
Taka jest prawda o polskim narodzie, jego wkładzie w rozgromienie hitlerowskich Niemiec i jego ofiarach, za które nigdy nie otrzymaliśmy żadnych odszkodowań! A w 1946 roku obliczenia strat Polski po przeliczeniu na kurs dolara z roku 2004 wyniosły sumę 650 miliardów dolarów! Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego żaden rząd po tzw. transformacji, nie podnosi tego problemu? Może Jacek Vincent Rostowski winien usłyszeć te słowa?
Jeszcze kilkanaście lat temu Europa i świat znał jedną prawdę: polski naród, obok żydowskiego, poniósł największe ofiary w II wojnie światowej. Ale kilkanaście lat temu zaczęła się pojawiać myśl rewizjonistyczna wobec prawdziwej historii. Rozpoczęło ją, zdawałoby się niewinne podmienianie słowa „Niemcy” na jakichś nieokreślonych, nie posiadających narodowości „nazistów” i tak z dyskursu historyków zaczęła ulatniać się wina Niemiec. Przesiedlenia dokonywane na mocy postanowień państw zwycięskich z Teheranu, Poczdamu i Jałty zaczęto nazywać „wypędzeniami”. Powstała potężna organizacja „ wypędzonych”, której przywódczyni – Erika Sztainbach zapomniała, iż wychowała się w pod gdyńskiej Rumii w domu naprawdę wyrugowanych Polaków. Powstała nie tylko organizacja ale i muzeum wypędzonych. W wypowiedziach światowych środków przekazu zaczęto przebąkiwać o „polskich obozach koncentracyjnych”, co przy słabych reakcjach naszej, zwasalizowanej dyplomacji, rozpleniło się tak dalece, ze niedawno nawet prezydent Barak Obama pozwolił sobie na lapsus o polskich obozach. Do tego zaczęto dolepiać tezę, że Niemcy wybrali sobie Polskę na teren eksterminacji, bo mogli liczyć na akceptację Polaków, ze względu na ich rzekomo wrodzony antysemityzm! Nie wspominając, ze Polska była największym, liczącym ponad 3 miliony, skupiskiem Żydów świata, bo wtedy, gdy mordowano ich w całej Europie, Polska przyjęła ich, stwarzając warunki życia i rozwoju ekonomicznego i kulturalnego a także politycznego, tak, że sami nazwali Polskę „Paradis Judeorum”, czyli żydowskim rajem. Mimo to zaczęły się kształtować wypowiedzi historycznych rewizjonistów, że podczas niemieckiej okupacji, wprawdzie byli bohaterscy polscy obrońcy, ale cały naród tylko biernie się przyglądał! Korzystając z niechęci Unii Europejskiej do pojęcia narodów, zgodnie z planem amerykańskich żydowskich organizacji rewindykacyjnych, dążących do wyłudzenia od rządów Polski 65 miliardów za mienie utracone podczas niemieckiej okupacji przed czym przestrzega w swej książce „Holocoust industry” sprawiedliwy żydowski uczony z USA Norman Finkelstein, przypuszczono ostatnio szczególnie perfidny atak w książce Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”, w filmie dokumentalnym Agnieszki Arnold i fabularnym „Pokłosiu”, w których to książkach i filmach obciążono Polaków mordem na ludności żydowskiej w małym podlaskim miasteczku Jedwabne, eliminując z niemieckiej okupacji Niemców. Podczas gdy komendant Einsatzgruppen Herman Shaper, był sądzony za mord w Jedwabnem przed niemieckim sądem w Ludwigsburgu, skazany, a wyroku sześcioletniego więzienia nie wykonano ze względu na podeszły wiek oskarżonego. Jednym ze świadków oskarżenia była ocalała z pogromu Żydówka, Chaja Finkelsztajn i Żyd Izchak Feler, którzy przed sądem rozpoznali twarz mordercy. Doczekaliśmy się ostatnio takiego objawu hardości ze strony Niemców podnoszących głowę w akcie amnezji historycznej, jak dotowany przez niemieckie państwo serial „Nasze matki i nasi ojcowie”, który dla ułatwienia sobie rewizjonistycznego zadania pomija w eposie o II wojnie światowej… wojnę z Polską! Otóż w tym świadomym paszkwilu obraz Armii Krajowej, która była częścią walczących na całym świecie a więc i w kraju, Polskich Sil Zbrojnych jest ukazany przez dobrze nam znany pryzmat „polnische banditen”. Bezwładna, luzacka uzbrojona grupa Polaków, dyszy w tym filmie tylko jednym: antysemityzmem! Wszystko stało się jasne, gdy w popremierowej dyskusji zabrał głos niemiecko – żydowski konsultant filmu prof. Julius H. Schoeps zaatakowany za paszkwilancki obraz AK bronił się: „ ..przecież był u was antysemityzm, mieliście Kielce i Jedwabne! ” Powołał się na kielecki pogrom z 1946 będący prowokacją NKWD i UB, wymierzoną właśnie w AK i wszystkie żywioły patriotyczne, a w drugim planie mający napędzić „ochotników” do świeżo rodzącego się państwa Izrael, wtedy mocno popieranego przez Stalina. I doradca filmu powołał się na prowokację Himmlera jaką było Jedwabne. Zapomniał przy tym, że Niemcy, zaraz po wkroczeniu 27 czerwca 1941 roku do Białegostoku, zaczęli swą okupację od spalenia żywcem w tamtejszej, największej w Europie synagodze ( bo w Polsce znajdowało się najwięcej i najstarszych synagog w świecie ), około tysiąca ludzi? Bo palenie żywcem w synagogach , wsiach, stodołach, kościołach, było ulubioną niemiecką metodą likwidacji ludzi. I nie tylko w Polsce, ale i w Rosji, na Litwie, Ukrainie, Białorusi! A więc 27 czerwca całopalenie a 8 lipca przyjeżdża do Białegostoku Himmler i instruuje Einsatzkommando Shapera, które jeszcze tego samego dnia spędza na rynek Jedwabnego żydowskich mieszkańców, którzy za dwa dni spłoną w stodole którą niemieckie władze odebrały polskiemu właścicielowi.
Panowie rewizjoniści, usiłujący odwrócić koło historii w was wymierzonej! Do czego zmierzacie? Do odebrania nam godności a więc i wiarygodności międzynarodowej? To wiemy! To widać zewsząd, słychać i czuć! Do zmarginalizowania roli Polski, która winna przewodzić w Europie środkowej, jako kraj, który dokonał na tym terenie pierwszego międzynarodowego eksperymentu, tworząc Rzeczpospolitą Narodów, która odniosła wielkie wspólne zwycięstwo pod Grunwaldem w 1410, powtórzone w 1945 roku w Berlinie! Co nam jeszcze chcecie odebrać? Do czego dążycie? Do powtórki z historii? Ci którzy ją szybko zapominają dostają za to przeważnie „dwóję”! Tak było w Wersalu po pierwszej wojnie światowej i do tego zmierzacie dzisiaj, po drugiej! Czyżby według was przed trzecią???

Bohdan Poręba

Wirtualna Polonia, 31 sierpnia 2013

Za: http://wirtualnapolonia.com/2013/08/31/ ... ment-84646

POLISH CLUB ONLINE, 2013.08.31


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 15 lis 2013, 19:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/depesze/63642-na-po ... tyce.pl%29

Na Podkarpaciu powstanie Muzeum Polaków Ratujących Żydów

Półtora roku potrwa budowa Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej (Podkarpackie). W poniedziałek przekazany został plac budowy firmie Skanska, która wybuduje obiekt. Koszt powstania muzeum to prawie 5,6 mln zł.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 18 mar 2014, 07:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Odkłamać historię

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

W potocznym wyobrażeniu historia jest dziedziną dotyczącą wydarzeń, do których już doszło i które odeszły w przeszłość. Powinna zatem interesować tylko specjalistów, antykwariuszy. Nie jest to do końca prawda. Do historii trzeba wracać, i to z wielu ważnych powodów.

Po pierwsze, wydarzenia przeszłe mogą ciągle pozostawać nieznane albo ich obraz może być zafałszowany (Katyń, Żołnierze Niezłomni). Po drugie, wydarzenia przeszłe mogą rozciągać się w czasie, to znaczy, choć zaczęły się dawno temu, to trwać mogą nadal, np. proces budowania świadomości narodowej i suwerenności politycznej nie trwa dzień ani rok. A wreszcie to, co minęło, może być pewną matrycą tego, co wydarzy się później, dziś lub jutro. Na przykład proces kolonizacji jakiegoś państwa aż do zupełnego podbicia trwać może nawet wieki, ale przebiegać będzie wedle pewnych schematów. Inaczej podbija Rosja, inaczej Chiny.

Wniosek jest jeden: kto nie zna historii, ten nie tylko nie rozumie spraw ludzkich w ich wymiarze narodowym, międzynarodowym i globalnym, ale również sam, jego naród, jego państwo stać się mogą ofiarą spisku i podboju. Ta nauka i przestroga dotyczy szczególnie nas, Polaków, ponieważ od wieku trwa antypolski spisek, którego celem jest odebranie nam państwa i niepodległości.

Szeroki horyzont
Skoro znajomość historii, niezafałszowana i ciągle aktualizowana jest niezbędna dla prawidłowego odczytywania tego, co aktualnie dzieje się w świecie i w Polsce, to wiedza taka jest bezcenna. Nic dziwnego więc, że nie mamy zbyt wielu historyków, którzy przenikliwie i uczciwie potrafiliby historię nam przybliżać, zwłaszcza gdy chodzi o młode pokolenie.

Do tego pokolenia zaliczyć koniecznie trzeba Mieczysława Rybę, profesora KUL i WSKSiM, który od lat zgłębiając prawdę o tym, co minęło, pomaga rozumieć to, co jest, i ostrzega przed tym, co może się wydarzyć. Czyni to nie tylko w zaciszu gabinetu, ale bardzo aktywnie udziela się w takich mediach jak Radio Maryja, Telewizja Trwam i „Nasz Dziennik”. Ma to olbrzymie znaczenie społeczne, ponieważ w czasach celowego zamętu, jaki generują liczne media, jasność widzenia tego, co się dzieje, jest niemożliwa bez znajomości nie tylko istotnych faktów, ale i odpowiedniej perspektywy historycznej.

Więcej, potrzebna jest też znajomość filozofii i nauki o cywilizacjach, bo to dopiero umożliwia naprawdę głębokie spojrzenie. Cóż dają fakty, jeśli nie znamy ich wzajemnych powiązań, jeśli nie znamy ich bliższych i dalszych przyczyn, jeśli nie potrafimy odróżnić tego, co istotne, od tego, co drugorzędne? A takiej głębi nie zawiera sama historia traktowana jako nauka o faktach, ale dopiero w powiązaniu z filozofią i nauką o cywilizacjach.

Profesor Ryba miał wielkich mistrzów. Pierwszym był wieloletni rektor KUL i twórca Lubelskiej Szkoły Filozoficznej, o. prof. Mieczysław Krąpiec, światowej sławy specjalista w zakresie filozofii, a zwłaszcza metafizyki, którego mógł bezpośrednio słuchać i z nim rozmawiać. Drugim był prof. Feliks Koneczny, niezwykle oryginalny twórca nauki o cywilizacji. Obaj byli wielkimi Polakami, obaj byli przekonani, że Polska ma ciągle do spełnienia ważną rolę w Europie i w świecie, której podstawą są cywilizacja łacińska i Kościół katolicki.

Historyk uzbrojony w takie narzędzia i takie wzory wie, po jakim gruncie się porusza i jak należy odsłaniać prawdziwą sytuację Polski i naszego Narodu, jak odczytywać sytuację Kościoła, jak widzieć mechanizmy, które rządzą konfliktami w różnych częściach świata.

Blask dziejów
W wydanej właśnie książce prof. Mieczysława Ryby zatytułowanej „Odkłamać wczoraj i dziś. Wybór tekstów historycznych” czytelnik może zapoznać się z bardzo ciekawymi i różnorodnymi tematami, które są ważne i aktualne, a które bardzo często bywają właśnie zakłamane. Tematy te to m.in.: rozbiory Polski, prawdziwa historia PRL, Unia Europejska, nazizm i komunizm, Narodowa Demokracja, OUN-UPA w walce z polskością, a także sylwetki tak pięknych postaci jak Prymas Stefan Wyszyński czy pułkownik Witold Pilecki. To są tematy, o których prawdę musimy znać.

Przecież nieznajomość lub zafałszowywanie historii stanowi dziś groźne narzędzie manipulacji, a tym samym prowadzić może do zniewolenia, więc tym bardziej obowiązkiem każdego przytomnego i uczciwego Polaka jest aktywny udział w procesie odzyskiwania pamięci. Bo tu już nie chodzi tylko o osobistą satysfakcję, ale poprzez prawdę jest to walka o duszę Narodu. Naród nieświadomy lub żyjący w kłamstwie przestaje być narodem, traci wolność, a w wymiarze politycznym traci niepodległość. Dlatego właśnie takie publikacje, których przecież ciągle jest za mało, są tak ważne i potrzebne. Otwierają oczy, inspirują do dalszych poszukiwań, dają argumenty, wzmacniają godność i dumę. Bo Polak, który potrafi odczytać heroiczne dzieje własnego Narodu, katolik, który w pełnym blasku ujrzy wielkość i znaczenie Kościoła, nie będzie czuł się ani samotny, ani tym bardziej zakompleksiony. Przeciwnie, nabierze sił i wiary w to, co robili jego przodkowie, za co oddawali życie żołnierze, ku czemu prowadzili wielcy święci i mężowie stanu. To wszystko jest zapisane w naszych polskich dziejach. Musimy to odzyskać, a nie ma lepszej drogi niż dobra lektura.

Książka prof. Mieczysława Ryby odsłania i inspiruje. Dlatego warto się z nią zapoznać, przemyśleć zawarte w niej treści, dociekliwie uzupełniać wiedzę, a gdy trzeba, zabierać głos.

--------------------------------------------------------------------------------

Mieczysław Ryba, Odkłamać wczoraj i dziś. Wybór tekstów historycznych, Wydawnictwo Prohibita, Warszawa 2014. Książkę można nabyć w księgarniach „Naszego Dziennika”: w Warszawie, al. Solidarności 83/89, tel. (22) 850 60 20, e-mail: ksiegarnia.wawa@naszdziennik.pl w Krakowie, ul. Starowiślna 49, tel. (12) 431 02 45, e-mail: ksiegarnia@naszdziennik.pl e-mail: zamowienia@naszdziennik.pl

Prof. Piotr Jaroszyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/71633,o ... torie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 14 cze 2014, 06:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Leszka Żebrowskiego odtruwanie pamięci

Recenzja

Prof. Mieczysław Ryba

Leszek Żebrowski jest uznanym badaczem historii Żołnierzy Niezłomnych, w szczególności Narodowych Sił Zbrojnych. Prowadzi też wiele wykładów z tej tematyki, które cieszą się dużą popularnością. Jego publicystyka zawarta w najnowszej książce zatytułowanej „Zatruwanie pamięci” rozprawia się z naporem kłamstwa historycznego, z jakim mamy dziś do czynienia wręcz powszechnie.

Publikacje w rodzaju książek Jana Tomasza Grossa czy filmy takie jak „Pokłosie” Pasikowskiego Leszek Żebrowski słusznie nazywa mianem medialnego terroru. Wszak w mediach liberalnych, które całkowicie niemal dominują na polskim rynku, nie podejmowano w tej materii rzetelnej dyskusji, ale raczej jakąś antynarodową histerię. Tego typu pamflety, niemające nic wspólnego z nauką, uznano za wykładnię „odważnego” rozprawiania się z polską historią. Tymczasem rzekome obnażanie polskiej historii z jej ciemnych kart miało posmak manipulacji. Z taką właśnie manipulacją zmierzył się w swojej książce Leszek Żebrowski, uzbrojony w odróżnieniu od jego adwersarzy w rzetelną wiedzę i umiejętność logicznego wnioskowania.

Rozprawa z Grossem
Poczesne miejsce w „Zatruwaniu pamięci” zajmuje sprawa sporu o mord w Jedwabnem, który stał się modelowym przykładem manipulacji. Powołując się na cały szereg faktów i podając w wątpliwość postępowanie polskich organów ścigania, a w szczególności mediów, które uczyniły z mieszkańców Jedwabnego morderców, autor uczciwie kreśli obraz wydarzeń, do jakich doszło 10 lipca 1941 r., ukazując ich kontekst. Żebrowski zdaje sobie sprawę, że „Sąsiedzi” Grossa otworzyli furtkę do próby całościowej rewizji historii Polski w celu zdefiniowania Narodu Polskiego w kategoriach współodpowiedzialnego za holokaust. Ważne jest, że nie próbuje podchodzić do tematu na sposób emocjonalny, lecz wyłuszcza istotne argumenty, które dają ludziom bardzo wiele do myślenia. Autor nie ogranicza się do „Sąsiadów” Grossa, lecz próbuje się rozprawić z innymi jego publikacjami, w sposób perfidny mającymi na celu wywrócenie historii Polski do góry nogami.

Rozdział drugi „Zatruwania pamięci” dotyczy tzw. białych plam w polskiej i światowej historiografii dotyczących zbrodni na Polakach na Kresach Wschodnich. Leszek Żebrowski wie, że ataki na polską historię, wszelkie próby manipulacji, mają również na celu odwrócenie uwagi opinii światowej od faktu, że jesteśmy Narodem, który bodaj najbardziej konsekwentnie w Europie sprzeciwiał się obu systemom totalitarnym i który skazany został przez sąsiadów na śmierć. Wielkim problemem było tutaj również zachowanie się mniejszości narodowych wobec Polaków. O tym fakcie we współczesnej historiografii mówi się bardzo niewiele. Symbolem takich przemilczeń są wydarzenia w Nalibokach i Koniuchach oraz w innych miejscach. Najwięcej bardzo mało znanych zbrodni na Polakach dokonało się na Kresach Wschodnich. Żebrowski obala m.in. mit braci Bielskich (bardzo obecnych ostatnio w amerykańskiej kinematografii) i innych grup „partyzanckich”, pokazując ich prawdziwe oblicze, daleko odbiegające od heroizacji uprawianej przez postmodernistycznych historyków.

Antidotum na kłamstwo
Autor ma świadomość, że jego książka nie przezwycięży różnorakich kłamstw i manipulacji, jakie dominują w świecie w sferze historii. Niemiecki serial „Nasze matki, nasi ojcowie” doskonale obrazuje skalę problemu, a także skalę i siłę niesprawiedliwych oskarżeń skierowanych wobec polskiego Narodu. Żebrowski pisze: „Zaczynamy mieć do czynienia z nową wykładnią historii współczesnej. Oto kaci przedstawiani są jako dzielni żołnierze, którzy po prostu zdobywają, wygrywają, a w wolnych chwilach opiekują się ludnością cywilną, dostarczając jej rozrywek”. Z taką propagandą oczywiście musimy walczyć, a najskuteczniejszą metodą walki jest głoszenie prawdy.

Żebrowski ma nadzieję na obronę naszej polskiej młodzieży przed potężną manipulacją. Tę troskę wprost zdefiniował w rozdziale trzecim, opisując polską politykę edukacyjną. Pokazał tutaj różnoraką literaturę i różnorakie nieprawdziwe tezy, które wkładane są w głowy młodego pokolenia. Zachwala też wartościową literaturę, którą można polecić polskiej młodzieży, która – jak wiemy – w pewnych aktywnych kręgach wraca do prawdziwej historii, a nawet fascynuje się nią. To o świadomość tej młodzieży toczy się dziś na gruncie polskiej polityki historycznej ogromna batalia. Autor przestrzega: „Od nas zależy, czy damy się potulnie wodzić za nos i prowadzić w stronę pożądaną przez wiecznych rewolucjonistów i burzycieli cywilizacyjnych fundamentów”.

Biorąc pod uwagę opisane przez autora zmagania, tejże młodzieży, a także dorosłym śmiało można polecić „Zatruwanie pamięci” jako znakomitą lekturę dla tych, którzy chcą się bronić przed manipulacją w sferze tzw. polityki historycznej.

Autor jest kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL, wykładowcą w WSKSiM w Toruniu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/82146,les ... mieci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 30 cze 2014, 06:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Łup „wyzwolicieli”

Z Krzysztofem Filipem z gdańskiego oddziału IPN, współredaktorem książki pt. „Armia Czerwona/Radziecka w Polsce w latach 1944-1993. Studia i szkice”, rozmawia Zenon Baranowski

Dlaczego termin „wyzwolenie” w przypadku Armii Czerwonej operującej na terenie Polski jest nieadekwatny?
– Sowieccy żołnierze, co dokumentuje książka, dopuszczali się na masową skalę kradzieży i gwałtów podczas tzw. wyzwalania Polski. Faktycznego wyzwolenia naszego kraju przez Sowietów nie było. Termin „wyzwolenie” Polski przez Armię Czerwoną można stosować jedynie w przypadku stwierdzenia o jej wyzwoleniu spod okupacji niemieckiej, jednak należy wówczas doprecyzować, że w jej miejsce przyszła okupacja sowiecka. Niemal powszechnie wiadomo, że sowieccy żołnierze, wchodząc w 1944 r. na terytorium dzisiejszej Polski, nagminnie dopuszczali się gwałtów, kradzieży, a nawet zabójstw. Największą skalę tego zjawiska zanotowano na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Pisali o tym współcześni polscy historycy, m.in. Mirosław Golon i Marcin Zaremba. Na przykład wiosną 1945 r. na terenie powiatu starogardzkiego (Pomorze Gdańskie) skala zjawiska gwałtów na kobietach była wręcz gigantyczna. Tworzono tam oddziały samoobrony, żeby bronić kobiety przed napadami, zwłaszcza oddziałów kozaków. W maju 1945 r. powiatowe władze lekarskie orzekły, że aż 3 tys. kobiet zamieszkałych na terenie powiatu starogardzkiego było zarażonych chorobami wenerycznymi. Trudno dokładnie ocenić, jaki odsetek z nich zostało zarażonych w wyniku gwałtów, ale oddaje to w dużym stopniu skalę zjawiska. Zaskakujące może być jednak to, jak szczerze w tamtym czasie o tych przestępstwach informowali polscy urzędnicy i milicjanci.

Dochodziło także do bezceremonialnych grabieży zakładów przemysłowych i wywożenia całego ich wyposażenia na Wschód.
– Na terenach pomorskich było to codziennością. Także na terenach powiatów tzw. starych, należących przed wojną do Polski. Na przykład skradziono wyposażenie starogardzkich tartaków. Demontażom tym starała się przeciwdziałać milicja, a nawet UB. Dzięki takim staraniom zabezpieczono np. trzy gorzelnie. Na terenie powiatu i w Starogardzie tworzono straże obywatelskie z pracowników zakładów przemysłowych, np. w hucie szkła. Takie warty zabezpieczały zbiory muzeum gdańskiego w Rokocinie. Starano się zachować to, czego nie udało się zagrabić nawet Niemcom. Czasami udało się wręcz odbić z rąk Sowietów część wyposażenia przemysłowego. Zasadniczo nie zwracali oni uwagi na stanowisko władz polskich. Grabili wszystko, co było dostępne.

Traktowali to jako zdobycz wojenną.
– Dokładnie. Według raportów polskich władz, lato 1945 r. upłynęło pomorskim milicjantom na walce ze znacznymi grupami sowieckich maruderów gwałcących kobiety i rabujących po wsiach.

Przestępczość wśród żołnierzy sowieckich była znaczna również w późniejszym okresie. Jakieś dzikie polowania, podczas których ginęli ludzie, łowienie ryb metodą rzucania granatów, kradzieże…
– Przykłady takich spraw przytaczamy w książce w aneksie źródłowym. One dobrze ilustrują, jak wyglądała sytuacja Sowietów na terenie Polski. Dla nich była bardzo dobra. Nie czuli się niczym ograniczani.

Byli całkiem bezkarni?
– Milicja przekazywała sprawców jednostkom sowieckim, ponieważ to wynikało z umowy o stacjonowaniu wojsk. A co dalej się działo, to zależało od dowódców. Najczęściej szybko wysyłano ich do ZSRS. Późniejsza przestępczość miała oczywiście inny charakter. W 1945 r. było na terenie Polski około 1,5 mln żołnierzy sowieckich. W 1946 r. zostało już tylko 100 tys., a w latach pięćdziesiątych – ok. 66 tysięcy. Idopiero wówczas, w 1956 r., podpisano pierwszą umowę regulującą stacjonowanie żołnierzy sowieckich w Polsce. Poza tym przebywali już wówczas w garnizonach.

Ale te garnizony powstawały nieraz metodami wręcz zbójeckimi. Chociażby lotnisko w Kluczewie (Pomorze), gdzie wojsko sowieckie w 1947 r. wyrzuciło bezceremonialnie pracowników cegielni, aby mieć miejsca dla żołnierzy.
– Zupełnie się tym nie przejmowali. Sowieci mówili: „cieszcie się, że was wyzwoliliśmy, jesteśmy armią, która ma prawo tu być, to tereny poniemieckie, to się nam należy, to jest nasza zdobycz”. Takich działań specjalnie nie uzasadniali, po prostu wchodzili i zajmowali budynki prawem kaduka.

Odbiciem tej mentalności był chociażby pomysł spółek joint venture już w trakcie wycofywania się wojsk.
– Ten pomysł pojawił się podczas jednej z tur rozmów w Moskwie. Dotyczyły one warunków wyjścia wojsk sowieckich z naszego kraju. Rosjanie zaproponowali utworzenie mieszanych spółek, tzw. joint venture. Były kwestie dogadania się w sprawie odszkodowań za budynki, które wojska sowieckie zbudowały.

Chcieli wysokich kwot?
– W pewnym momencie mówiono o setkach milionów dolarów. Strona polska nie zgadzała się na jakiekolwiek odszkodowania dla Rosjan. Wówczas padła propozycja utworzenia tych mieszanych spółek. Rosjanie nie kwapili się, aby rozstawać się z pewnymi obiektami. Rząd uznał te umowy za niekorzystne dla gospodarki. To stanowisko popierał gen. Zbigniew Ostrowski jako pełnomocnik rządu ds. pobytu wojsk radzieckich w Polsce. I tak przedstawiał je np. prezydentowi Lechowi Wałęsie. Udało się doprowadzić do tego, że nie doszło do podpisania umowy w pierwotnym kształcie, przewidującej powstanie takich spółek. Po prostu byłoby to szkodliwe dla interesów Polski.

Dziękuję za rozmowę.
Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... cieli.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 02 lip 2014, 06:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Jak przegonić upiory

W Limanowej rozebrano pomnik Armii Czerwonej. Do demontażu upiora z przeszłości przymierza się też Nowy Sącz.

Choć uchwałę w sprawie usunięcia pomnika „wdzięczności Armii Czerwonej” radni Limanowej przyjęli już 2,5 roku temu, to jej realizacja mogła nastąpić dopiero teraz. Zwłoka nastąpiła z powodu wpisania bryły na listę pomników sowieckich w Polsce (figuruje na niej 300 obiektów), dołączonej do polsko-rosyjskiej umowy z 1994 r. o grobach i miejscach pamięci. Ten fakt zobowiązuje Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa do negocjacji w sprawie realizacji uchwały radnych ze stroną rosyjską. Konsultacje związane z demontażem w Limanowej, zakończone wydaniem pozwolenia na rozbiórkę, trwały prawie 2,5 roku. O tym, jak te rozmowy są trudne, świadczyć może sprawa pomnika generała Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie. Przyjęta na początku tego roku przez radnych miasta dotycząca tej kwestii uchwała do dziś nie może doczekać się realizacji z powodu braku zgody Moskwy.

Jak po grudzie idą też negocjacje dotyczące realizacji uchwały o zlikwidowaniu sowieckiego monumentu w Nowym Sączu. Radni przyjęli ją w 1992 roku. Sytuację komplikuje fakt, że przy pomniku pogrzebano sześciu żołnierzy Armii Czerwonej.

– Rosjanie mieli taką dziwną taktykę, że często poległych czerwonoarmistów chowali przy swoich pomnikach, nierzadko nawet nie oznaczali tych mogił, co teraz bardzo utrudnia usuwanie sowieckich monumentów – mówi „Naszemu Dziennikowi” Adam Siwek, naczelnik wydziału krajowego ROPWiM. Grób w Nowym Sączu został na szczęście oznaczony i opisany, co teraz ułatwia ekshumację, choć niestety jej nie przyspiesza.

Już od roku jest zgoda wojewody małopolskiego na przeniesienie szczątków czerwonoarmistów na cmentarz komunalny, gdzie istnieje taka kwatera. Rosjanie nie zgłaszali do tej pory żadnych zastrzeżeń. Chcą jednak sami wyznaczyć cmentarze dla przeniesionych szczątków.

– Mamy informacje od strony rosyjskiej, że zamierza w sprawie mogiły przy pomniku w Nowym Sączu oraz kilku innych mogił na terenie Małopolski przysłać tu delegację, żeby za jednym razem uporządkować sytuację ze wszystkimi obiektami. Niektóre mogiły są bowiem na terenach prywatnych lub w miejscach trudno dostępnych. Nasze wspólne rozmowy w tej sprawie są na dobrej drodze – zapowiada Siwek. – Teraz czekamy, aż Rosjanie przekażą nam swoją propozycję przeprowadzenia tych działań porządkowych, ekshumacyjnych i termin ich przyjazdu – dodaje.

Brak tych uzgodnień wiąże ręce polskim władzom. Służby wojewody już od dawna są przygotowane do przeprowadzenia ekshumacji. Decyzja wojewody jest wciąż aktualna, czekamy tylko na informację w tej sprawie od ROPWiM – tłumaczy Jan Brodowski, rzecznik prasowy wojewody małopolskiego.

Pomnik czerwonoarmistów w Nowym Sączu był już raz „usunięty”, tuż po wojnie, zaledwie rok po jego wzniesieniu. Wtedy, za pomocą dynamitu, uczynili to żołnierze Armii Krajowej. Monument został jednak odbudowany i przetrwał do dziś. Miesiąc temu, po fiasku rozmów z Rosją na temat pomnika w Pieniężnie, ROPWiM zdecydowała się wystąpić do Ministerstwa Spraw Zagranicznych o renegocjację umowy z Moskwą, tak by nie obejmowała pomników, a jedynie cmentarze. O losie brył decydowaliby samorządowcy.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... piory.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 25 wrz 2014, 07:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Historia bez fałszu

Zenon Baranowski

Formalne zniesienie komunistycznego Narodowego Święta Zwycięstwa i Wolności obchodzonego za PRL 9 maja przewiduje projekt ustawy, nad którym debatował Sejm. Dzisiaj głosowanie.

Złożony kilka miesięcy temu przez PiS projekt jest lakoniczny, zawiera tylko jeden artykuł. Chodzi o formalne wyeliminowanie z polskiego porządku prawnego dekretu komunistycznej Krajowej Rady Narodowej z 1945 r. o ustanowieniu 9 maja Narodowego Święta Zwycięstwa i Wolności.

Po upadku komunizmu Polska odeszła od uznawania, wzorem sowieckim, 9 maja za kapitulację Niemiec i powróciła do daty 8 maja. Jednak dekret, mimo że jest martwy, nadal formalnie obowiązuje. Potwierdza to chociażby wykaz aktów prawnych na stronie internetowej Kancelarii Sejmu.

„Ustanowienie święta 9 maja było jednym z aktów fałszowania historii oraz wyrazem podległości polskich władz komunistycznych sowieckiemu dysponentowi. W konsekwencji w III Rzeczypospolitej owe upamiętnienie nie może się ostać. Mając możliwość demokratycznego stanowienia o losie Ojczyzny, winniśmy unieważnić wciąż obowiązujący dekret, będący reliktem sowieckiego totalitaryzmu” – podkreślają posłowie PiS.

– Ustanowienie dekretem Krajowej Rady Narodowej takiego święta było de facto formą fałszowania historii – tłumaczy Tadeusz Dziuba (PiS).

Projekt został jednogłośnie przyjęty przez Komisję Ustawodawczą z rekomendacją uchwalenia go przez Sejm. Wczoraj debatowali nad nim posłowie w ramach drugiego czytania.

Posłowie zaznaczają, że nadal formalnie obowiązujące święto 9maja upamiętnia datę zakończenia II wojny światowej, „wymuszoną przez władze sowieckie w krajach należących do utworzonej w wyniku II wojny światowej strefy państw kontrolowanych przez Związek Sowiecki”.

– Po 1989 roku w Polsce powrócono do daty 8 maja, ale nikt nie zadbał o to, by problem tego oficjalnego święta państwowego unormować. Przez 25 lat nikt na ten problem nie zwrócił uwagi – wskazuje dr Andrzej Zawistowski, dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN.

Historyk zwraca uwagę, że dokument sowiecki zawiera datę 8 maja 1945 r., a 9 maja wyznaczono na święto jako pierwszy dzień po zakończeniu wojny. Był to także element wyróżniający państwa komunistyczne od Zachodu. – W Polsce świętowano 9 maja jako dzień zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami w II wojnie światowej, a w ZSRS był to dzień zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, która rozpoczęła się w 1941 r. –mówi Zawistowski.

– 9 maja świętowano dzień zwycięstwa i wolności, a przypomnę, że Polska wyszła z wojny ze stratą terytorialną. A czy wolność została w 1945 r. przyniesiona Polakom? Nikt już nie ma wątpliwości, że tak nie było – podkreśla historyk.

W PRL Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności było, na wzór sowiecki, hucznie obchodzone do lat 50. Miało ono charakter państwowy i było dniem wolnym od pracy. Przed pomnikami składano kwiaty i palono znicze, organizowano apele w szkołach. Podczas uroczystości gromko deklarowano sojusz ze Związkiem Sowieckim. –Zmieniono to dopiero później i było to święto państwowe, ale nie dzień wolny od pracy – mówi dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN.

http://www.naszdziennik.pl/wp/99587,his ... alszu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 13 lis 2014, 21:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Magdulka i cały świat

Robert Jarocki, Witold Kieżun

Wydawnictwo: Iskry
Data wydania: 2013-11-18
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN: 978-83-244-0325-7
Liczba stron: 604

Obszerny tom, będący zapisem wieloletnich rozmów Roberta Jarockiego ze świadkiem historii XX wieku, jakim jest wybitny ekonomista Witold Kieżun, jest epokowym i poruszającym do głębi dziełem. Profesor wraca wspomnieniami do dzieciństwa spędzonego na Kresach i na warszawskim Żoliborzu, porusza tematy rodzinne i nawet egzystencjalne, przede wszystkim jednak daje dwa świadectwa: o doświadczeniach wojennych i pobycie w sowieckim gułagu oraz o perypetiach życia w PRL. Bohater książki jawi się nie tylko jako twardy mężczyzna, bohaterski powstaniec warszawski, w trakcie Powstanie odznaczony osobiście przez naczelnego dowódcę AK, gen. Tadeusza Bór-Komorowskiego, Krzyżem Virtuti Militari, więzień NKWD zesłany do łagru, po wojnie - przeciwnik komunistycznego systemu, ale przede wszystkim jako wspaniały mąż, ojciec, przyjaciel, wykładowca i wielki patriota. Człowiek ciekawy świata i ludzi, o szerokich horyzontach intelektualnych, obdarzony wieloma talentami, w tym muzycznymi, uprawiający wiele sportów, aby - jak wyzna - wyzwalać się z małości codziennych kłopotów, a także prowadzący bogate życie towarzyskie. Z książki wyłania się też wizerunek osoby, która zrobiła międzynarodową karierę, odnosiła sukcesy akademickie, działała na zagranicznych misjach. Profesor Kieżun jest wizjonerem, a zarazem człowiekiem starej daty, odwołującym się do lat minionych. To najprawdziwszy Europejczyk. Mimo mocno podeszłego wieku (w lutym prof. Kieżun obchodził 92 urodziny!) wciąż jest czynny naukowo i społecznie. Jest cały czas au courant w tym, co ważne w świecie. To autorytet oraz strażnik i ucieleśnienie najwyższych wartości.

Mamy do czynienia z książką pasjonującą pod wieloma względami. Aż żal, że tylko do jednego tomu ograniczył się inicjator rozmów. Robert Jarocki wyraża przekonanie, że mogłyby powstać nawet trzy, ale musiał dokonać syntetycznej selekcji wątków z tak niezwykłej biografii. Wspominając swoje bogate w wydarzenia życie, nierzadko dramatyczne, Witold Kieżun tworzy malownicze portrety członków swojej kresowej rodziny: Gieysztorów i Bokunów - mocno rozgałęzionej rodziny. Szczególnie interesujący jest wizerunek matki jako wyjątkowej kobiety, świetnie wykształconej oraz do tego stopnia niezależnej i energicznej, że postanowiła się nauczyć jeszcze jednego języka obcego, gdy była już starszą panią, a raz nawet przepłynęła wpław morze daleko od plaży w Gdyni, by przywitać się z synem, wracającym z kolegami jachtem z Morza Północnego. Nie brakuje anegdot o innych krewnych bohatera książki, odznaczających się równie niepowtarzalnymi osobowościami i talentami. A trzeba wspomnieć, że wszyscy członkowie rodziny byli wybitnymi intelektualistami.

Ojciec Witolda, także Witold, urodził się w Tbilisi. Skończył studia medyczne w Dorpacie. Podczas I wojny światowej został wcielony do rosyjskiej marynarki wojennej i działał jako lekarz na krążowniku „Oleg”. W czasie przewrotu bolszewickiego marynarze wymordowali wszystkich oficerów, roztropnie zostawiając przy życiu lekarza. Tak wypadło mu służyć w sowieckiej flocie. Po zatopieniu krążownika przez brytyjską flotę w ramach tajnej akcji przeciwko bolszewikom jako jeden z trzech cudem wtedy ocalałych członków załogi otrzymał przydział do szpitala wojskowego w Rewlu (dziś w Tallinie). Na wieść o powstaniu państwa polskiego przedostał się do Wilna, a potem Grudziądza, biorąc udział w wojnie z bolszewikami. Po jej zakończeniu pozostał w polskim wojsku w randze kapitana i jako lekarz garnizonu wileńskiego. W Wilnie był lubianą i cenioną osobowością, bohaterem krążących w mieście anegdot, a ponadto najwyższym człowiekiem: miał 195 cm wzrostu (jego syn nie przekroczył 190). Stryj Witolda juniora, Jan, był jednym z pierwszych rosyjskich lotników wojskowych, zastępcą attaché lotniczego przy ambasadzie Mikołaja II w Paryżu. W kampanii 1920 roku uzyskał order Virtuti Militari. Po wojnie dowodził pierwszym pułkiem lotniczym w Bydgoszczy.

Matka pochodziła z zamożnej ziemiańskiej rodziny na Białorusi. Wiadomości o jej szlacheckiej rodzinie zebrał spowinowacony z nią prof. Aleksander Gieysztor. Jako szesnastoletnia dziewczyna straciła w tym samym roku oboje rodziców. Aby zapewnić osieroconym dzieciom środki na edukację, rada familijna zdecydowała sprzedać majątek i dzięki temu stworzyć fundusz stypendialny. Po edukacji domowej panna Leokadia Bokunówna zdała eksternistyczną maturę w Mińsku. Chciała studiować medycynę, a ściślej - stomatologię. Szwajcaria była wówczas jedynym krajem, gdzie dopuszczano kobiety na takie studia. W Lozannie okazało się, że Leokadia ma pewne kłopoty z łaciną, której znajomość jest niezbędna na studiach. W kręgu tamtejszych rosyjskich i polskich emigrantów polecono jej wówczas Rosjanina jako korepetytora. Był to jegomość koło czterdziestki, nudny, sztywny i mrukliwy, mól książkowy pochłonięty pisaniem. Nieduży, mocno wyłysiały i z ryżą bródką, mówił urywanymi gardłowymi zdaniami. Nie żądał opłat przekraczających jej możliwości. Włodzimierz Iljicz Uljanow, po 1917 roku znany pod pseudonimem Lenin, dawał jej lekcje przez cały rok akademicki. Dyplom lekarza zdobyła ostatecznie w 1916 roku na uniwersytecie w Kijowie. Dopiero rok później zdała sobie sprawę z tego, z kim miała do czynienia. Znajomość ta nie była jednak czymś, czym chciała się chełpić ani przed wojną, ani po wojnie, choć mogłoby to ułatwić jej wtedy życie. Unikała ujawniania tej historii, by nie znaleźć się w centrum zainteresowania władz i prasy. Swojego przyszłego męża poznała w 1913 roku w Druskiennikach, gdzie przebywała w ramach praktyk jako pielęgniarka. Jeszcze w tym samym roku się pobrali.

Witold Kieżun jako bardzo młody człowiek zetknął się z okrucieństwem sowieckiego systemu. 9 marca 1945 roku, przechodząc przez Rynek Główny, został zatrzymany przez patrol NKWD. Znalazł się w więzieniu na Montelupich. Więziony był najpierw w Polsce, a potem w radzieckim gułagu na pustyni Kara-Kum. Świadectwo o uwięzieniu w sowieckim łagrze cechują rzeczowość i powściągliwość ocen, a także szczerość opowiadania. Kieżun poddaje chłodnej analizie system łagrowy, posługując się sugestywnymi opowieściami o losach poszczególnych więźniów (m.in. księciu Bałutinie, jednym z adiutantów cara Mikołaja II, Japończykach, Francuzach z dywizji Charlemagne oraz… niemieckich gestapowcach i esesmanach), cierpieniach, jakie przechodzili w śledztwie, i obróbce, jakiej poddawani byli w obozie, niejako na dalszy plan spychając swoje dramatyczne doświadczenia. Wstrząsająca jest relacja o tym, jak cudem ocalał mimo kolejnych chorób: zapalenia płuc, tyfusu brzusznego i plamistego, beri-beri, dystrofii, świnki i świerzbu. Enkawudowski obóz w Krasnowodsku ukazuje Kieżun w całej grozie łagrowej egzystencji. Warto podkreślić, że w całości wyposażyli go… Amerykanie, co było szokującym odkryciem dla uwięzionych Polaków. Jak wspomina profesor: wszak byliśmy polskimi żołnierzami, kraju walczącego z Trzecią Rzeszą od 1 września 1939 roku, uczestnikami antyhitlerowskiej kolacji Zachodu! To Stany Zjednoczone tak bogato wyposażyły sowiecki aparat represji NKWD: namioty, ciężarówki, młotki, drut kolczasty na ogrodzenie, siekiery, łopaty, konserwy były produkcji amerykańskiej! Lokomotywa, która ciągnęła transport z profesorem Kieżunem z Taszkientu, również była amerykańska. Więźniowie poddawani byli przymusowej, wycieńczającej pracy, walczyli o przeżycie, przechodząc torturę głodu, wielu chorób, ataki tarantuli i wyzucie z wszelkich praw. Podlegali procesowi odczłowieczania. Zachowanie godności w takich warunkach przechodziło ludzkie siły, granicząc niemal z cudem. A jednak w tym morzu znieprawienia i hańbiącej przemocy znajdowały się enklawy ludzkich uczuć. Czasami jednak dobro zwyciężało. W puencie tej części wspomnień Jarocki spytał Kieżuna, czego się dowiedział po łagrowych przejściach o samym sobie i w ogóle o człowieku. Obszerna odpowiedź ściska za gardło. Zacytuję dwa zdania:

Skala zakłamania, a jednocześnie okrucieństwa systemu ugruntowała we mnie świadomość o głębokiej warstwie podłości i zła tkwiących w ludzkiej osobowości, a jednocześnie o równych głębokością pokładach dobra, życzliwości, nawet niejednokrotnie chęci poświęcenia się dla bliźnich. […] Dowiedziałem się też, że istnieje szeroko społecznie upowszechniona potrzeba istnienie sacrum: modlitwa, wiara były czynnikiem silnie podtrzymującym odporność psychiczną (s. 252).

A odporność psychiczna miała ogromne znaczenie, bo, jak wspomina Kieżun, umierali ludzie będący w miarę w dobrym stanie fizycznym, ale słabi psychicznie. Historia uwolnienia w wyniku listu Jana Strzeleckiego napisanego do Stalina jest niebanalna. 23 kwietnia 1946 przed północą doprowadzono Kieżuna do NKWD w Kaganie, gdzie kazano mu przetłumaczyć pismo z kancelarii Stalina. Znajdował się w nim załącznik w języku polskim. Papier był z nadrukiem: Związek Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej, adresowany do Towarzysza Generalissimusa Józefa Stalina, podpisany przez przewodniczącego Jana Strzeleckiego. Tekst brzmiał: Związek gorąco prosi o zwolnienie z obozu w Krasnowodsku naszego kolegi Witolda Kieżuna, zasłużonego w walce z hitlerowskim faszyzmem, którego przez jakąś tragiczną omyłkę aresztowano w Krakowie. Kieżun, nie wiedząc, czy był ZNMS, przebiegle oświadczył, że to polski Komsomoł. Enkawudzista przy okazji przeczytał mu donosy złamanej pary akowskiej, które przyczyniły się do uwięzienia. Dopiero po powrocie do Polski Kieżun dowiedział się, jakim cudem list ten dotarł do biura Stalina. Ostatecznie jednak to nie on zaważył w sprawie uwolnienia, ale opinia o tym, że jest nieuleczalnie chory, wystawiona przez rosyjskiego lekarza - jak się okazało: bliskiego kolegi ojca z czasów uniwersyteckich w Dorpacie oraz świadka na ślubie rodziców w Druskiennikach. Doktor Wasiliew zdążył mu wyszeptać: Pamiętaj, że my, Rosjanie, nie jesteśmy złymi ludźmi, to nie my wprowadziliśmy zło do naszego kraju.

Nie sposób w recenzji przybliżyć wszystkich intrygujących epizodów opowiedzianych przez świadka ubiegłego wieku i zapisanych przez Roberta Jarockiego w obszernym tomie. To trzeba koniecznie przeczytać! Rzadko ma się do czynienia z tak chwalebnym, niezwykłym i pełnym niesamowitych splotów okoliczności życiorysem. Takiej biografii nie trzeba fabularyzować czy podkoloryzować, by powstał porywający film. Do wspomnień Witolda Kieżuna nie potrzeba też beletryzatora. Magdulka i cały świat jest najbardziej zajmującą książką z czytanych w ciągu ostatnich paru lat - nie tylko z zakresu literatury faktu. Powinna stać się obowiązkową lekturą wszystkich myślących Polaków.

http://www.granice.pl/recenzja,magdulka ... wiat,10119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 26 sty 2015, 14:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/01/2 ... ezlomnego/

Sylwetka Kresowianina niezłomnego
Posted by Marucha w dniu 2015-01-23 (piątek)

Obrazek

27 grudnia ub.r. minęła 94. rocznica urodzin Płk. Jana Niewińskiego, przywódcy Ruchu Kresowego, niezmordowanego bojownika o prawdę historyczną dotyczącą Kresów Wschodnich, walczącego od lat kilkunastu o postawienie pomnika Ofiarom ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Polakach i innych narodowościach zamieszkujących Kresy Wschodnie.
To dzięki Niemu i Jego współpracownikom prawda o potwornych zbrodniach UPA na Polakach. dotarła wreszcie do opinii publicznej w Polsce. Zasługa to wiekopomna.Nasz tygodnik składa serdeczne gratulacje Panu Pułkownikowi w związku z Jego osiągnięciami i życzy jeszcze wielu długich lat. Nawiązując do tego jubileuszu poniżej przedstawiamy sylwetkę Płk. J. Niewińskiego.

Rodem z Wołynia
Urodził się w szlacheckiej wsi Rybcza na Wołyniu. Jego dziadek Karol w zaborze rosyjskim prowadził tajne nauczanie języka polskiego i historii ojczystej. Była to wieś uspołeczniona. Działało tam szereg organizacji: ZHP, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, Związek Strzelecki („Strzelec”), Koło Gospodyń Wiejskich oraz Ochotnicza Straż Pożarna. Po ukończeniu szkoły powszechnej Jan Niewiński podjął naukę w słynnym Liceum Krzemienieckim, gdzie pod troskliwą opieką wybitnych nauczycieli umacniał swoją postawę patriotyczną i społeczną.
W listopadzie 1939 r., w czasie okupacji sowieckiej, wstąpił do konspiracji. – najpierw SZP, a następnie ZWZ i AK. Na polecenie komendanta Obwodu Krzemienieckiego AK – por. Jana Skowronka zorganizował w Rybczy placówkę AK i został jej komendantem.12 maja 1940 r. NKWD dokonało rewizji w gospodarstwie Niewińskich. Ojciec Wawrzyniec został aresztowany, gdyż był narodowcem i „kułakiem”. Jan w tym momencie był nieobecny. Od tego czasu aż do połowy lipca 1941 r. ukrywał się, gdyż poszukiwało go i kilkakrotnie wzywało NKWD.
Po zajęciu Rybczy przez Wehrmacht Niemcy włączyli go do taborów jako woźnicę. Udało mu się zbiec w ostatniej chwili przed wcieleniem do armii niemieckiej. W tym czasie Niemcy dwukrotnie przeszukiwali gospodarstwo Niewińskich, ale niczego nie znaleźli.
W marcu 1943 r. wobec zagrożenia banderowskim ludobójstwem na bazie placówki AK zorganizował Samoobronę Polską, którą skutecznie dowodził. Wszystkie ataki i próby podstępnego zajęcia wsi przez bandy UPA podające się za partyzantów sowieckich zostały odparte lub udaremnione. 17 marca 1944 r. do Rybczy weszła Armia Radziecka. Następnego dnia Niewiński został wcielony do Istriebitielnych Batalionow, których celem na tym terenie była likwidacja band UPA.

Szlakiem I Armii WP
12 maja 1944 r. wstąpił jako ochotnik do I Armii dowodzonej przez gen. Zygmunta Berlinga, gdzie dostał przydział dowódcy plutonu CKM i rusznic przeciwpancernych w 4 Dywizji Piechoty im. J. Kilińskiego. Tak rozpoczął wraz z I Armią jego szlak bojowy, a wiódł on od Sum na Ukrainie przez Lublin, Warszawę i Bydgoszcz. Brał udział w przełamaniu Wału Pomorskiego i zdobyciu Kołobrzegu oraz walkach o Berlin. Wraz z armią dotarł do Łaby, gdzie nastąpiło spotkanie wojsko sowieckich i polskich z Amerykanami. Dywizję tworzyli prawie w całości Kresowianie, którzy nie zdążyli dotrzeć do Armii Andersa i ci, którzy uniknęli cudem ludobójstwa banderowskiego.
25 maja 1945 r. powołano do życia Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a jego trzon stanowiła właśnie 4 DP im. J. Kilińskiego w pełnym składzie. O tym rozkazie żołnierze Dywizji dowiedzieli się jeszcze w Niemczech, nie wiedząc w ogóle o celach i zadaniach KBW. Do kraju Dywizję skierowano w czerwcu 1945 r. W ten sposób Niewiński znalazł się w szeregach KBW.

Na sportowej niwie
Aby uniknąć udziału w walkach z antykomunistycznym podziemiem oraz ukryć swoją AK-owską przeszłość Niewiński postarał się o przeniesienie do pionu sportowego. Miał ku temu dane: wysoka sprawność fizyczna i umiłowanie sportu nabyte w Liceum Krzemienieckim pod okiem wspaniałych profesorów WF – Juliana Kozłowskiego i Ludwika Gronowskiego umożliwiły mu zawodowe kształtowanie tężyzny fizycznej młodych żołnierzy.
W rezultacie Niewiński został szefem Wydziału WF i Sportu w sztabie KBW. Był to etat przysługujący podpułkownikowi, natomiast Niewiński posiadał w tym czasie stopień kapitana. Mimo że spełniał odpowiednie warunki nie został awansowany, podczas gdy jego podwładny otrzymał w tym samym czasie stopień majora. Cały czas, bo do 1956 r., podejrzliwość wobec Niewińskiego przejawiał Zarząd Polityczny. Dwa razy próbowano postawić go przed sądem partyjnym – bez rezultatu; wreszcie w 1953 r. stanął przed partyjną „trójką”, która wtedy ferowała wyroki bez odwołania. Obronił się doprowadzając do konfrontacji z donosicielem.
Pełniąc tę funkcję jednocześnie pracował społecznie w związkach sportowych i Polskim Komitecie Olimpijskim. PKOl uhonorował go Złotym Medalem za Zasługi dla Polskiego Ruchu Olimpijskiego. W strukturach sportowych pełnił wysokie stanowiska. Był prezesem Polskiego Związku Gimnastycznego, Polskiego Związku Bokserskiego, reprezentował sport polski na światowych kongresach. Pełnił rolę gospodarza i organizatora Kongresu Europejskiego Boksu w Warszawie i organizatora Mistrzostw Europy w Boksie w Katowicach w 1973 r. Uczestniczył w czterech olimpiadach: w Rzymie, Tokio, Meksyku i Montrealu. Pierwszy w Polsce zainicjował i przeprowadził reformę polegającą na likwidacji centralnie sterowanych branżowych zrzeszeń sportowych. Na ich miejsce zostały utworzone samodzielne kluby sportowe z osobowością prawną. Program ten zrealizowano najpierw w KS „Gwardia”, a po sprawdzeniu rezultatów, po dwóch latach reformę tę GKKFiT wprowadził w całym sporcie polskim.

Walka o kresową prawdę
W 1973 r. rozpoczął się kolejny, równie bogaty etap w życiu wtedy już ppłk. Niewińskiego. Skorzystał wówczas z możliwości odejścia na wcześniejszą emeryturę. Zaciągnął pożyczkę, kupił 2 ha gruntu i założył plantację tulipanów. Trafił na wyjątkowo dobrą prosperitę. Wówczas nie było w Polsce holenderskiej konkurencji. Zainicjował utworzenie Związku Plantatorów Kwiatów Cebulowych przy Centrali Skupu w Ożarowie. Wybrano go prezesem tego Związku. Nastał dla niego okres wyjątkowo ciężkiej pracy fizycznej, ale i bardzo opłacalnej.
Po osiągnięciu niezależności finansowej i likwidacji plantacji zajął się upamiętnianiem i godnym uczczeniem Ofiar banderowskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich. Działalność ta wiązała się z innym wątkiem – walki o prawdę historyczną. Początkowo wydawało się, że okres transformacji ustrojowej sprzyja takim przedsięwzięciom. Wydarzenia polityczne w III RP szybko położyły jednak kres takim złudzeniom. Rozpoczęła się bowiem ofensywa sił postbanderowskich dotąd uśpionych w Polsce, ale istniejących w strukturach Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Ukraińców w Polsce, a następnie Związku Ukraińców w Polsce.
Z inicjatywy ZUwP zorganizowano w roku 1996 trwającą do 2001 r. konferencję „Polska Ukraina – trudne pytania”. Ze strony polskiej współorganizatorem został: Okręg Wołyński AK reprezentowany przez Andrzeja Żupańskiego – prezesa 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. W trakcie obrad rozpoczęto fałszowanie historii stosunków polsko-ukraińskich, ponieważ dokumentowanie faktów zastąpiono uzgodnieniami, co jest charakterystyczne dla działań politycznych, a nie naukowych. W przypadku braku zgody sporządzano protokół rozbieżności.
Konferencję tę nadzorowali i „ustawiali”: Myrosław Czech – wówczas sekretarz generalny Unii Demokratycznej, Jacek Kuroń – działacz KOR oraz Bronisław Geremek [sami Polacy… – admin]. Oni też zatwierdzali składy komisji obu stron. Ze strony ukraińskiej występowali wyłącznie historycy orientacji probanderowskiej, a ze strony polskiej historycy „poprawni politycznie”, wielu pochodzenia ukraińskiego. Organizatorzy nie zgodzili się na udział niezależnego historyka ukraińskiego, prawosławnego Ukraińca – dra hab. Wiktora Poliszczuka. Zabroniono również (co stanowi panopticum w obradach z założenia naukowych) powoływania się na jego prace. Właśnie w tym czasie Niewiński poznał Poliszczuka i odtąd zaczęła się ich współpraca w zakresie przywracania prawdy o współczesnej historii Kresów i demaskowania form ukraińskiego faszyzmu i ludobójstwa. Z czasem współpraca ta przerodziła się w przyjaźń.
Problematyka stosunków polsko-ukraińskich stanęła na porządku dziennym działań licznych organizacji kresowych, które nie były w stanie wypracować wspólnego stanowiska, koordynować swych działań i utworzyć wspólny front walki. Zwyciężyła jednak wola jedności. W 1997 r. Niewiński zorganizował I Forum Organizacji Kresowych i Kombatanckich, a rok później powołał Ogólnopolski Komitet Obchodów 55. Rocznicy Ludobójstwa Nacjonalistów Ukraińskich na Ludności Polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej, któremu przewodniczył również w 60 i 65 rocznicę.
22 maja 1999 roku z inicjatywy Niewińskiego powstał w Warszawie Kresowy Ruch Patriotyczny, jednoczący 37 organizacji kresowych, któremu przewodniczył do 2014 r. Powołał również w 2007 r. Ogólnopolski Społeczny Komitet Budowy Pomnika, mającego upamiętnić wszystkie ofiary banderowskiego ludobójstwa. Zarówno władze Warszawy, jak i decydenci szczebla centralnego sprzeciwiają się tej inicjatywie. Własny sumptem ufundował tablicę ku czci ofiar OUN-UPA w katedrze pw. Św. Jana w Warszawie. Tablicę poświecił w czasie uroczystej mszy 21 maja 1999 r. ks. bp. Józef Zawitkowski, mimo problemów z uzyskaniem zgody Kurii Warszawskiej. Natomiast Kuria nie wyraziła zgody na umieszczenie na frontonie kościoła pw. Wszystkich Świętych w Warszawie tablicy upamiętniającej pomordowanych przez UPA 200 księży katolickich. Proszony o taką zgodę kard. Kazimierz Nycz bijąc pięścią w stół oświadczył: „W pierwszym rzędzie musimy wyrównać krzywdy akcji Wisła”.
Poza tym płk Niewiński angażował się w działalność wydawniczą. Inicjował wydanie wielu publikacji na tematy kresowe, często własnym kosztem. W latach 2001 – 2007 organizował wydawanie periodyku „Głos Kresowian”. Płk Niewiński mówi:
„Większość postulatów Kresowian przez wszystkie rządy III RP oraz jej prezydentów została bądź zignorowana, bądź wręcz odrzucona. Natomiast już od zarania tzw. transformacji ustrojowej z nadgorliwością ekipy sprawujące władzę realizowały zlecenia swych amerykańskich czy zachodnioeuropejskich mocodawców. W sposób bezrozumny, wszechstronnie wspomagają szalejący na Ukrainie agresywny neobanderyzm, będący współczesną kontynuacją ukraińskiego szowinizmu, niemieckiego nazizmu i syjonizmu nowojorskich handlarzy holocaustem.
Zaopatrzeni w fundusze z Zachodu i USA szerzą kłamstwa, nienawiść do Polaków, a Rosjan mordują we wschodniej Ukrainie. Sprzyja im bezmózgowie tzw. pożytecznych idiotów z profesorskimi tytułami. Ci ostatni, aby zaszkodzić Rosji, godzą w żywotne interesy i godność narodu i państwa polskiego. 70 lat temu byłem świadkiem banderowskiego ludobójstwa Polaków, a obecnie w niby-niepodległej Polsce współtworzy się imperium Judeobanderlandu”.

Cena zaangażowania
Tacy ludzie, zaangażowani bez reszty w ich sprawę, nieugięci, do końca konsekwentni, „niepoprawni politycznie”, nadto głoszący niewygodne prawdy, niestety napotykają na swojej drodze, prócz poparcia, szacunku i wyrazów uznania, nieuzasadnione zarzuty, a nawet oszczerstwa. Nie zabrakło ich i płk. Niewińskiemu, szczególnie ostatnio, nawet na łamach tygodnika mieniącego się „patriotycznym”.
Cóż, podłość stanowi nieodłączny czynnik polityki, a w III RP święci triumfy nadzwyczajne. Chińczykom przypisuje się przekleństwo „Obyś żył w ciekawych czasach”. Do Polski pasuje inne przekleństwo: „Obyś działał społecznie”.

Zbigniew Lipiński
Myśl Polska, nr 3-4 (18-25.01.2015)

http://www.mysl-polska.pl/node/333

Podłość niekoniecznie jest nieodłącznym czynnikiem polityki – natomiast na pewno jest dominującą cechą polityki żydowskiej i jej bękarta, polityki banderowskiej.
Admin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 28 lut 2015, 13:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/z-kraju/8612-domaga ... zy-zaglady

Domagamy się kar za używanie sformułowań "polskie obozy zagłady"!
Karolina Maria Koter piątek, 27, luty 2015 10:30

Obrazek

Reduta Dobrego Imienia wystosowała petycję do marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego z wnioskiem o "odmrożenie" i rozpoczęcie procedowania projektu nowelizacji ustawy o IPN, która - jeżeli weszłaby w życie - penalizowała by używanie takich sformułowań jak "polskie obozy zagłady" oraz inne, które mianem polskich określają niemieckie obozy utworzone przez nazistów na terenie okupowanej Polski.

- Tylko od decyzji Radosława Sikorskiego zależy, czy ta tak potrzebna ustawa zostanie uchwalona jeszcze w tej kadencji Sejmu - zauważa prezes Reduty Dobrego Imienia-Polskiej Ligi Przeciw Zniesławieniom Maciej Świrski. Problem jednak w tym, że Radosław Sikorski, który zasłynął tym, że podczas pełnienia funkcji szefa polskiego MSZ promował za pośrednictwem placówek dyplomatycznych antypolski i ahistoryczny paszkwil "Piekło Wyborów" ("Inferno of Choices") jako podstawę do poznawania przez obcokrajowców dziejów Polski okresu II wojny światowej, bynajmniej nie jest zainteresowany ściganiem polskiej wersji kłamstwa oświęcimskiego. W tym kontekście słowa, na jakie powołuje się autor petycji, wskazując, iż w czasach, gdy był Sikorski Ministrem Spraw Zagranicznych wielokrotnie słyszeć można było z jego strony zapewnienia o tym, iż sprawa walki z używaniem tych zniesławiających Polaków określeń jest w centrum zainteresowania i troski jego oraz całego resortu, wydają się nie mieć żadnego znaczenia, jako że nie mają przełożenia na rzeczywistość.

Według zaproponowanych zapisów "kto publicznie używa słów „polskie obozy śmierci”, „polskie obozy zagłady”, „polskie obozy koncentracyjne” lub innych, które stosują przymiotnik „polskie” wobec niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i ośrodków zagłady, podlega grzywnie, ograniczeniu wolności lub karze pozbawienia wolności do lat 5. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości.” Od momentu powstania projektu nowelizacji aż do dnia dzisiejszego żaden z Marszałków Sejmu nie zdecydował się poddać dokumentu pod debatę, a później głosowanie. Co ciekawe, w zasadzie żaden z posłów, również spośród tych z tzw. prawicowej opozycji, nie naciska, aby sprawa "polskich obozów śmierci" wreszcie została pod względem prawnym uporządkowana.

"Jak pilna jest sprawa ustawowego uregulowania tej sprawy dowodzi wydarzenie dosłownie sprzed kilku dni: przed sądem w Olsztynie toczył się proces przeciwko redaktorom niemieckiego pisma ”Focus” wytoczony przez byłą więźniarkę niemieckiego obozu koncentracyjnego, która dochodziła odszkodowania za naruszenie swoich dóbr osobistych, ponieważ w piśmie tym użyto sformułowania „polski obóz koncentracyjny”." przypomniał Świrski we wspomnianej petycji, dodając, iż sąd oddalił ten pozew, nie uznając, żeby dobra osobiste powódki zostały naruszone i jednocześnie wskazując, że to do instytucji państwowych, a szczególnie do wymiaru sprawiedliwości należy walka z tym zniesławiającym Naród Polski określeniem.

"Panie Marszałku, składając ślubowanie poselskie na początku kadencji przyrzekł Pan „rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu”. Bez wątpienia takim obowiązkiem jest ochrona godności Narodu. W Pańskiej gestii jest skierowanie ustawy penalizującej użycie sformułowania „polski obóz koncentracyjny” na szybką ścieżkę legislacyjną i poparcie jej swoim autorytetem, tak aby została uchwalona" konkluduje Świrski. Sądząc jednak po zachwytach nad polakożerczym filmem "Ida" pozytywnego odniesienia się do tego wniosku ze strony Marszałka Sejmu oczekiwać raczej nie należy. Mimo tego warto jednak podpisać tę petycję, aby wybrzmiał głos Polaków w tej sprawie, nawet jeżeli nie zostanie wysłuchany.

Petycję można podpisywać poprzez kliknięcie w przycisk “Podpisz teraz” pod petycją. Jeszcze niżej znajduje się link do pobrania pliku z tekstem petycji.

http://reduta-dobrego-imienia.pl/

Karolina Maria Koter

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /