Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 25 kwi 2012, 07:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Porażająca skala deportacji

35 tysięcy Polaków zostało deportowanych między 1944 a 1952 rokiem z terenu sowieckiej Białorusi w głąb ZSRS - ustalili historycy z uniwersytetu w Mińsku. Temat powojennych wywózek Polaków z Kresów Wschodnich jest niestety wciąż słabo zbadany.

Informacje te podano podczas konferencji naukowej "Deportacje Polaków z sowieckiej Białorusi i Litwy po drugiej wojnie światowej" w Białymstoku. Polscy historycy niemal zupełnie nie posiadają wiedzy na temat powojennych wywózek, gdyż nie mają dostępu do archiwów znajdujących się za naszą wschodnią granicą. Dlatego liczą na pomoc m.in. białoruskich historyków, którzy widzieli wiele ważnych dokumentów sowieckich. Specjalistą w sprawie deportacji ludności z terenów zachodniej Białorusi jest doc. Igor Kuzniecow (Białoruski Uniwersytet Państwowy w Mińsku), który pomagał wcześniej Polakom w ustaleniu białoruskiej listy katyńskiej. W Białymstoku Kuzniecow mówił o realizacji przez sowiecką bezpiekę deportacji ludności z terytorium zachodniej Białorusi od 1944 do 1952 roku. Okazuje się, że wyników swoich badań Kuzniecow nie może publikować na Białorusi, bo są one przez władze tego kraju postrzegane jako "dziwne i niepotrzebne". - Z powodu prowadzonych przeze mnie badań na temat deportacji chciano mnie nawet umieścić w zakładzie psychiatrycznym - powiedział wczoraj Igor Kuzniecow. Dlatego z chęcią przyjął zaproszenie do Białegostoku.
Historyk z Mińska mówił, iż mimo dostępu do archiwów bardzo trudno jest ustalić, ile wywieziono po wojnie Polaków, ponieważ podawane w dokumentach liczby są bardzo nieścisłe. Jednak podstawową trudnością w liczeniu jest po prostu niewpisywanie do dokumentów bardzo wielu osób, które zostały wywiezione na Syberię lub do Kazachstanu. - Nasze informacje na temat liczby Polaków deportowanych na Wschód w czasie wojny mogą być z tego powodu niedokładne - przyznaje Waldemar Wilczewski, naczelnik pionu edukacyjnego białostockiego IPN. Jego słowa wiążą się z podawaną oficjalnie przez IPN liczbą 320 tys. Polaków wywiezionych z Kresów II RP na Syberię w latach 1940-1941. Związek Sybiraków uważa, że deportowano wtedy 1 mln osób.

Wywózki po wojnie
Jeśli chodzi o Polaków deportowanych w głąb ZSRS po wojnie (do 1952 roku) z terenów zachodniej Białorusi, Kuzniecow podał tu w przybliżeniu liczbę około 35 tysięcy osób. Jego dane uzupełnił doc. Anatolij Wielikij, również pracownik mińskiego uniwersytetu, który badał akta represjonowanych znajdujące się w Narodowym Archiwum Republiki Białoruś. Wielikij podkreślił, że 50 procent deportowanych po wojnie Polaków nie zostało wywiezionych na podstawie postępowań prokuratorskich czy sądowych, ale jedynie po stwierdzeniu lokalnego szefa bezpieki, "iż jest to osoba niebezpieczna dla ZSRS". Docent udowadniał to, prezentując karty deportacji. Zawarte tam dane wskazują np., że rodzina Polaków tego samego dnia została jednocześnie uznana za kułaków, ich majątek przekazany państwu sowieckiemu, a oni deportowani. - Jak można aresztować, przeprowadzić proces i deportować jednego dnia? Przecież to niemożliwe - podkreślił Wielikij.
Badania nad kartotekami represjonowanych białoruscy naukowcy rozpoczęli już w roku 1992, tworząc bogaty zbiór prac i dokumentów na temat represji wobec ludności Białoruskiej SRS. - Te badania idą powoli, ale do przodu. Mamy nadzieję, że przy końcu tego roku będziemy mogli udostępnić państwu pierwsze ich podsumowanie - powiedział Anatolij Wielikij. Według niego, prace naukowe prowadzone w kierunku badania sowieckich represji znacznie zwolniły, gdyż nawet przed naukowcami białoruskimi władze państwowe zamykają teraz archiwa. Wielikij powiedział, iż kartoteka represji zarchiwizowana w Mińsku jest ogromna, liczy około 180 tysięcy kart. Na temat deportacji powojennych Polaków mówił, że wywożeni byli oni na Syberię, głównie za to, że uważano ich za kułaków. - Wystarczyło mieć kilka hektarów ziemi, dwie krowy i konia, żeby zostać uznanym przez władze za kułaka i deportowanym - mówił Wielikij na przykładzie danych zawartych w jednej z prezentowanych kart deportacji założonej dla Polaka o nazwisku Paczkowski, wywiezionego z całą rodziną na Sybir w 1952 roku. Waldemar Wilczewski zapowiedział, iż z referatów wygłoszonych podczas konferencji IPN przygotuje publikację w formie książki. Podczas konferencji z referatem wystąpił też dr Jerzy Grzybowski. Opowiedział o deportacji 4 tysięcy byłych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (tzw. andersowców) z Białorusi na Syberię w 1951 roku (były to osoby głównie narodowości białoruskiej). Z kolei o wywózce Polaków z sowieckiej Litwy mówiła dr Vitalija Stravinskiene z Litwy. Wiedzę na temat powojennych wywózek poszerzyły wystąpienia ks. dr. Tadeusz Krahela o zsyłkach kapłanów z archidiecezji wileńskiej oraz dr. Marcina Zwolskiego o deportacjach z terenów komunistycznej Polski w latach 1944-1945.
Powojenne wywózki odnoszą się do Polaków, którzy po roku 1945 nie zdecydowali się opuścić swych rodzinnych ziem, a na mocy postanowień konferencji w Jałcie znaleźli się za wschodnią granicą Polski. Deportacje Polaków z Białorusi, Ukrainy i Litwy odbywały się do 1952 roku. Największa, ostatnia wywózka odbyła się w kwietniu 1952 r., gdy według ustaleń Anatolija Wielikija zesłano 6 tys. Polaków.

Adam Białous, Białystok

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po13.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 05 cze 2012, 07:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Rząd obalony nocą

Co było rzeczywistym powodem obalenia rządu Jana Olszewskiego i jakie wynikają z tego dla nas konsekwencje - to pytanie, na które próbowali wczoraj w Sejmie odpowiedzieć zaproszeni przez PiS paneliści. Wszyscy byli zgodni co do tego, że rząd Olszewskiego, którego 20. rocznicę obalenia obchodzimy, był pierwszym, który pochodził z wolnych, demokratycznych wyborów.

Spotkanie, w którym uczestniczyli m.in. Jarosław Kaczyński, Andrzej Gwiazda, ministrowie rządu Jana Olszewskiego (Jan Olszewski kilka dni temu przeszedł ciężką operację i nie mógł uczestniczyć w spotkaniu), rozpoczęło się od przywołania pamiętnego wystąpienia Jana Olszewskiego w Sejmie w nocy 4 czerwca 1992 roku. Premier powiedział wówczas: "Oświadczam, że nie składam rezygnacji. I z pełną świadomością stawiam przed wami, państwo posłowie, to zadanie, abyście według własnego sumienia głosowali za lub przeciw odwołaniu tego rządu. Czynię tak w przekonaniu, że od dzisiaj stawką w tej grze jest coś innego niż tylko kwestia, jaki rząd będzie w Polsce wykonywał ten budżet do końca roku. Że w grze jest coś więcej - jest pewien obraz Polski, jaka ona ma być. Może inaczej - czyja ona ma być. Jest Polska, była Polska przez czterdzieści parę lat - bo to jednak była Polska - własnością pewnej grupy. Własnością może z dzierżawy, może przez kogoś nadanej. (...) I zdawało się, że ten czas się skończył. Skończył się wtedy, powinien się skończyć, kiedy uzyskaliśmy władzę pochodzącą z demokratycznego, prawdziwie demokratycznego wyboru. A dzisiaj widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to, czyja będzie Polska, to się dopiero musi rozstrzygnąć".

Prowadzący spotkanie Antoni Macierewicz zwrócił uwagę na fakt, że rząd Jana Olszewskiego nie był narzucony siłą, nie był też wynikiem żadnych parytetów i układów. - Został obalony nocą, po ciemku, tak żeby Naród nie mógł tego wiedzieć. Został obalony, bo prowadził politykę godną państwa niepodległego i na niepodległość się wybijającego - mówił Macierewicz. Poseł podkreślił, że 4 czerwca 1992 roku zmienił historię Polski. - Nie dlatego, że obalono rząd, który pochodził z wolnych wyborów i który wytworzył tak wielką nadzieję, że program wówczas zainicjowany stał się fundamentem programu patriotycznego po dziś dzień się rozwijającego. Stał się momentem zwrotnym w dużym stopniu dlatego, że zaczęto niszczenie fundamentu zależności, w którym Polska była trzymana i w jakim miała pozostać. Sieć agentur kontrolowała polskie życie gospodarcze, społeczne, medialne - przypomniał poseł PiS. W ocenie Jarosława Kaczyńskiego, Jan Olszewski przeszedł do historii Polski jako pierwszy premier, który starał się ten stan w Polsce podważyć. - Spotykamy się tutaj w 20. rocznicę obalenia rządu Olszewskiego w celu oddania hołdu tym, którzy zabiegali o lepszy, właściwy kształt Rzeczypospolitej, o budowę Rzeczypospolitej jako prawdziwej, sprawiedliwej wspólnoty. To był dobry rząd. Nie tylko dlatego, że jako pierwszy postawił jasno sprawy zasadnicze - polskiej niepodległości, demokracji, statusu polskich obywateli. To był rząd dobry także w tym wymiarze zwykłym - mówił Jarosław Kaczyński. Prezes PiS zaznaczył również, że rząd Olszewskiego stanął przed bardzo poważnym wyzwaniem w dziedzinie budżetu i finansów publicznych, gdyż od 1990 roku mieliśmy do czynienia ze spadkiem PKB, i dał sobie z tym radę.
Kaczyński stwierdził też, że choć dziś właściwie wszyscy politycy przyznają się do opcji NATO-wskiej, prozachodniej, "do tego wszystkiego, co miało sytuować Polskę po zupełnie innej stronie", to dwadzieścia lat temu, w okresie rządów Tadeusza Mazowieckiego i Krzysztofa Bieleckiego, ta opcja wcale nie była przyjmowana. - Pierwszym rządem, który tę sprawę postawił twardo i jednoznacznie, był rząd Jana Olszewskiego i to jest jego ogromna zasługa. Wreszcie ten rząd postawił także na sprawę niezmiernie istotną - sprawę oczyszczenia, likwidacji dwóch rodzajów sieci, które oplatały Polskę mimo formalnego rozwiązania PZPR. To była sieć dawnej nomenklatury komunistycznej, której rozbicie mogło nastąpić jedynie przez dekomunizację. I była jeszcze znacznie groźniejsza sieć tajna, tworzona przez służby specjalne i ich współpracowników, którzy byli, można powiedzieć, wszędzie - skwitował były premier. Historyk Sławomir Cenckiewicz przywołał agenturalną przeszłość Lecha Wałęsy oraz reakcję Donalda Tuska po ujawnieniu przez Macierewicza listy agentów. Obecny premier miał powiedzieć wtedy m.in.: "Nic innego nie pozostaje, trzeba obalić ten rząd". - Dwadzieścia lat temu byli przy władzy ci sami ludzie, ci sami dziennikarze i ten sam "przemysł pogardy", który kilkanaście lat później linczował medialnie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego - dowodził Cenckiewicz.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po27.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 14 cze 2012, 10:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Gorbaczow, Jaruzelski, a zrzeczenie się roszczeń

W 1989 r. Michaił Gorbaczow zaproponował na spotkaniu w Moskwie gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu zwrot Ziem Wschodnich w dwóch wersjach.


Pierwsza: zwrot Wilna, Lwowa i Krzemieńca;


Druga - okręg grodzieński z puszczą białowieską i dawne woj. Lwowskie z zagłębiem naftowym.



Powodem tej propozycji było unieważnienie umów jałtańskich i chęć wzajemnego zrzeczenia się roszczeń o odszkodowania.

Wkrótce gen. Jaruzelski przyjął propozycje Gorbaczowa w imieniu Polski.

Kiedy sprawa dotarła do Warszawy, panowie Geremek, Michnik, Kuroń i Mazowiecki pojechali w pośpiechu do Moskwy i prawie na klęczkach wybłagali Gorbaczowa, aby tego nie czynił. Jakich wpływów użyli nikt nie wie, w końcu Gorbaczow przystał na ich prośby.

Konsul generalny ZSRR w Krakowie p. Serdaczuk mówił o tym w obecności prof. Edwarda Prusa. Również potwierdził to poseł z Litwy do sejmu ZSRR Jan Ciechanowicz w rozmowie ze Stanisławem Sadowskim z Toronto. Podała to również prasa nowojorska. - Warto więc, by IPN zajął się tą sprawą i wyjaśnił, a sprawa jest bardzo poważna. Tak oto „wielki patriota polski” wałczył o Polskę.

Opublikowano to w Podstawach Narodowych Nr 4 (2) 2006 r.

http://www.upadeknarodu.cba.pl/falsz-histor.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 03 lip 2012, 18:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Grzegorz Braun - o konieczności "napisania historii" na nowo.



Zanany polski reżyser filmów dokumentalnych opowiada o filmie, który by nakręcił gdyby nie ograniczały go koszy i możliwości.

Polska potrzebuje napisania na nowo swojej historii. Nie dotyczy to tylko i wyłącznie historii najnowszej, ale całych, tysiącletnich dziejów naszego kraju. By poprawnie czytać historię musimy cofnąć się do czasów Mieszka I i odkryć dzieje na nowo. Zważmy bowiem na to, kto dotychczas uczył nas historii Polski - mówi przed kamerą PCh24.pl reżyser Grzegorz Braun.

http://www.pch24.pl/historie-trzeba-nap ... 723,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 08 sie 2012, 05:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Jak wydobyć teczki z archiwum FSB

Z prof. Nikitą Pietrowem, wiceprzewodniczącym stowarzyszenia Memoriał, rozmawia Adam Białous

Czy oprócz ujawnionych już dwóch szyfrogramów w rosyjskich archiwach znajdują się dokumenty, na podstawie których można ustalić chociażby miejsce pochówku ofiar obławy augustowskiej?
- Na podstawie ujawnionych przez FSB dwóch szyfrogramów gen. Wiktora Abakumowa można powiedzieć z pewnością, że muszą istnieć inne dokumenty dotyczące obławy augustowskiej. Chodzi mi o dokumenty mówiące o zgromadzeniu różnego rodzaju wojsk sprowadzonych dla przeprowadzenia tak ogromnej operacji. Są to dokumenty sporządzone przez pracowników kontrwywiadu 3. Frontu Białoruskiego "Smiersz" oraz rozkaz naczelnego dowództwa o przeprowadzeniu obławy. Nie wykluczam, że rosyjska prokuratura widziała te dokumenty. Jest prawie pewne, że jest w nich mowa o zgładzeniu osób zatrzymanych podczas obławy. Taki rozkaz mógł wydać tylko jeden człowiek - Stalin. Jeśli zaś chodzi o dokumenty wskazujące na miejsce rozstrzelania i pochowania ofiar obławy, na ujawnienie których tak bardzo w Polsce się czeka, to mogą one być w archiwum FSB, ale tego nie wiemy. I szczerze mówiąc, mam małą nadzieję, że będą w najbliższym czasie ujawnione. Skoro bowiem nie ujawnia się pozostających dotąd w ukryciu dokumentów w sprawie tak ogromnej jak zbrodnia katyńska, to raczej nie ma co liczyć na rychłe ujawnienie tych dotyczących obławy. My jako Memoriał chcielibyśmy bardzo, aby u nas w Rosji zapadła decyzja władz dotycząca ujawnienia wszystkich dokumentów na temat obławy. Jednak nie widzimy obecnie żadnych sygnałów, aby miało do tego dojść.


Dlaczego tak trudno uzyskać te informacje?
- Na wniosek, w którym polscy prokuratorzy zapytali po raz pierwszy stronę rosyjską, czy wiadomo coś na temat obławy augustowskiej, rosyjska prokuratura w 1994 roku przeprowadzała badania szyfrogramów gen. Abakumowa i odpowiedziała pismem w roku 1995. W piśmie tym przesłanym przez Główną Prokuraturę Wojskową Federacji Rosyjskiej do Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie potwierdzono aresztowanie podczas obławy przez organy "Smiersz" 3. Frontu Białoruskiego grupy 592 osób. W piśmie stwierdzono, że stronie rosyjskiej dalszy los aresztowanych jest nieznany, dla wyjaśnienia więc wielu pytań nic właściwie z tej odpowiedzi nie wynika. Już tą pierwszą odpowiedzią prokuratura rosyjska rozpoczęła blokowanie prawdy o obławie, gdyż nie odpowiedziała wprost, iż ma dokumenty dotyczące tej sprawy i ich nie ujawniła. Rosyjscy prokuratorzy już podczas - jak to się nazywa w rosyjskich postępowaniach - "sprawdzania faktów", czyli w tym przypadku oglądu szyfrogramów gen. Abakumowa, najwyraźniej musieli zrozumieć, że osoby, o których jest mowa w tych dokumentach, zostały zabite. Wówczas przestali być skłonni do udzielania informacji na ten temat.


Ma Pan wiedzę na temat konkretnych dokumentów, oprócz szyfrogramów Abakumowa, które mogłyby pomóc wyjaśnić sprawę obławy?
- Istnieje dokument ze stycznia 1995 roku wydany przez Generalną Prokuraturę Rosji. Napisano w nim, że 575 aresztowanym podczas obławy założono oddzielne teczki, w których jest protokół przesłuchań i postanowienie o aresztowaniu. Prokuratura, podając tę informację, musiała ustalić ją na podstawie dokumentów znajdujących się w rosyjskich archiwach. Osobiście nie widziałem tych 575 teczek sporządzonych przez pracowników kontrwywiadu 3. Frontu Białoruskiego, jednak wiem od osób, które je widziały, że są bardzo cienkie i znajdują się w archiwum FSB w Moskwie. W każdej jest postanowienie o aresztowaniu i jeden protokół. Z tych dokumentów można się m.in. dowiedzieć, kto był aresztowany, kiedy, gdzie. Było tak, że gdy osoba podczas przesłuchania przyznała się, iż należy czy należała do Armii Krajowej, kończono wobec niej całe postępowanie - i w tym momencie właściwie zapadał niepisany wyrok śmierci. Dlatego nie ma w teczce ani postanowienia o aresztowaniu, ani oświadczenia o zakończeniu postępowania, ani o zwolnieniu. Osoby te po prostu "znikły". Na podstawie tej informacji prokuratury możemy również powiedzieć, że spośród 592 osób przeznaczonych do rozstrzelania wobec 575 rozpoczęto sprawy, a 17 zgładzono bez rozpoczęcia postępowania prawnego. Można również przypuszczać, że kolejne 828 osób, które Abakumow przeznaczył w szyfrogramie na śmierć, zostało zgładzonych bez żadnych postępowań. Jednak aby to jednoznacznie stwierdzić, potrzebne jest ujawnienie np. następnej części korespondencji gen. Abakumowa.


Ma Pan swoje hipotezy dotyczące miejsca egzekucji i pochówku ofiar?
- Te bardzo ważne fakty można określić jedynie na podstawie dokumentów, które niestety nie zostały jeszcze ujawnione. Bez ich znajomości pozostaje jedynie snuć domysły. Jeśli chodzi o moje przypuszczenia, to opieram je na fakcie, iż wykonawcom takiej masowej egzekucji na pewno zależało najbardziej, żeby przeprowadzić ją tak, aby nikt się o niej nie dowiedział. Dlatego uważam, że ofiar nie transportowano gdzieś daleko od miejsca ich pojmania, bo ktoś mógłby ten konwój zobaczyć. Myślę więc o pobliskim lesie, Puszczy Augustowskiej. Za tą lokalizacją przemawia też kierunek, w jakim zawsze przewożono przeznaczonych na rozstrzelanie, tj. na wschód. Dla przykładu, osób aresztowanych w 1939 roku i później na Białostocczyźnie, w celu zebrania i przeprowadzenia masowej egzekucji, nie zabijano na miejscu, ale przewożono je na tereny Białorusi, do strzeżonych ośrodków i więzień NKWD. Moim zdaniem, myśląc o miejscu dokonania tej zbrodni, nie należy się sugerować tym, że wyznaczony do jej przeprowadzenia Gorgonow oraz specjalny oddział "Smiersz" lądowali na lotnisku w Olecku na Mazurach. To po prostu mogło być najbliższe rejonowi obławy lotnisko, na którym mogli bezpiecznie wylądować.


Po ujawnieniu szyfrogramów gen. Abakumowa można mówić, że w obławie augustowskiej zginęło więcej osób niż 592, jak pierwotnie przyjęto?
- Na podstawie tych właśnie ujawnionych dokumentów można przypuszczać, że rzeczywiście ofiar tej zbrodni było więcej. Szczególnie chodzi mi o podaną w szyfrogramie liczbę 828 osób, których zabicie, w przypadku ustalenia ich przynależności do AK, również planuje Abakumow. Trzeba też wiedzieć, że człowieka, którego zabito podczas przesłuchania, nie uważano za aresztowanego - dlatego takich osób Abakumow mógł w ogóle nie ująć w liczbach, które podawał w swoich szyfrogramach.


Jakie działania w sprawie obławy augustowskiej podjęło w ostatnim czasie stowarzyszenie Memoriał?
- W lutym tego roku przesłaliśmy jako stowarzyszenie Memoriał wniosek o rehabilitację 14 ofiar obławy augustowskiej, m.in. ojca i dwóch sióstr ks. Stanisława Wysockiego oraz S.N. Krupińskiego pseudonim "Grom", którego "Smiersz" uznał za najważniejszą osobę aresztowaną podczas obławy. Jesteśmy pewni, że wśród nich są ci, na których założono teczki. Jednak w czerwcu otrzymaliśmy odpowiedź na nasz wniosek od Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej, że nie może ona rehabilitować tych 14 osób, bo nie ma teczek ich spraw. Dlatego obecnie wysłaliśmy wniosek bezpośrednio do prokuratora generalnego FR o rehabilitację 592 ofiar obławy augustowskiej, bo przecież wiemy, że w archiwum FSB znajduje się 575 teczek ofiar obławy. Swoją drogą, po odmowie rehabilitacji 14 osób z pierwszego wniosku będziemy odwoływać się do sądu, ponieważ rosyjskie prawo nakazuje rehabilitację osób, w przypadku gdy postępowanie zostało rozpoczęte, a nie udowodniono podczas niego żadnego przestępstwa. Z informacji, które dotarły do stowarzyszenia Memoriał, nad decyzją dotyczącą naszego wniosku o rehabilitację 14 ofiar obławy zastanawiano się na najwyższych szczeblach władzy. Tam postanowiono, żeby nasz wniosek odrzucić, nie rehabilitować. Jest więc to decyzja polityczna, a nie prawna. My to odczytujemy jako decyzję bardzo przykrą, stanowiącą, że rosyjskie prawo dotyczące rehabilitacji nie obowiązuje wobec niektórych kategorii Polaków, w tym przypadku akowców. Tak jednak w rzeczywistości przedstawia się sprawa - jeżeli Kreml nie zdecyduje się rehabilitować ofiar represji, to decyzja o rehabilitacji nie zostanie podjęta.


Jakie kroki powinna obecnie podjąć strona polska?
- Trzeba zacząć od rehabilitacji ofiar obławy. Wnioski o to powinny do Rosji słać rodziny ofiar, a jeżeli zamordowane osoby nie mają już rodzin, to taki wniosek może skierować Instytut Pamięci Narodowej. Prawo rosyjskie stanowi, że właściwie każdy obywatel Polski może złożyć taki wniosek o rehabilitację, wówczas prokuratura będzie musiała udzielić mu odpowiedzi. Jeśli osoba zostanie zrehabilitowana, jej rodzina może obejrzeć teczkę sprawy, np. teczkę ofiary obławy augustowskiej. Muszę zaznaczyć, że bardzo dobre skutki dla wyjaśnienia zagadnień obławy augustowskiej może przynieść bezpośrednie pytanie o to na najwyższych szczeblach władzy. Myślę tu o pytaniach, wnioskach, które mogą być kierowane do władz Rosji przez prezydenta, premiera Rzeczypospolitej. Decyzja w tej sprawie należy do prezydenta Rosji. Gdyby za pierwszym razem się nie udało, to dla uzyskania tej decyzji trzeba nalegać.


Może należałoby pójść ścieżką podobną jak w przypadku zbrodni katyńskiej?
- Te sprawy - choć podobne - wiele różni, w tym sensie, że postępowanie w przypadku rehabilitacji ofiar obławy może być o wiele prostsze. Wynika to z obowiązującego w Rosji prawa, stanowiącego, że w przypadku, gdy są akta postępowań wobec 575 ofiar obławy i świadczą one o bezprawnym aresztowaniu, należy te osoby przynajmniej zrehabilitować. Natomiast odmowa rehabilitacji ofiar zbrodni katyńskiej bazuje na pewnej prawnej zagrywce - nie ma teczek ofiar katyńskich. Oczywiście to kłamliwe określenie. Jednak w sądzie trudno jest udowodnić, że to rosyjscy śledczy sami powinni ustalić liczbę ofiar zbrodni katyńskiej. A władza ukrywa wyniki śledztwa częściowo, dlatego że prokuratorzy nie wykonali tej pracy, na którą mieli 15 lat. Natomiast w sprawie obławy nie trzeba tworzyć żadnych teczek, wykonywać żadnej pracy, bo tych 575 teczek już jest. Wystarczy je tylko wydobyć z archiwum FSB.


Dziękuję za rozmowę.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... m-fsb.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 02 wrz 2012, 12:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Nowa witryna IPN

1 września, w dniu rocznicy agresji Niemiec na Polskę, Instytut Pamięci Narodowej uruchomił pod adresem www.truthaboutcamps.eu witrynę edukacyjną w językach angielskim i polskim poświęconą niemieckim obozom zagłady i obozom koncentracyjnym stworzonym przez III Rzeszę na ziemiach polskich. Portal powstał z myślą o odbiorcach zagranicznych, ponieważ wciąż jeszcze pojawiają się w światowych mediach i oficjalnych wystąpieniach polityków karygodne wypowiedzi o „polskich obozach śmierci”.

Na pierwszej stronie nowej witryny czytamy w tekście doktora Sławomira Kalbarczyka o misji, z jaką została ona utworzona:

Przeszłość jest elementem współczesności. Jeśli nawet bowiem nie „żyjemy” przeszłością, albo szczególnie nas ona nie interesuje, echa przeszłych wydarzeń raz po raz odzywają się w naszych czasach. Wtedy o przeszłości zaczynają rozmawiać politycy, piszą gazety, staje się ona tematem filmów i debaty publicznej. Tak dokonuje się „uwspółcześnianie” przeszłości, która staje się częścią naszego życia.
Jednym z jaskrawych przykładów zniekształcania prawdy o przeszłości, czyli prawdy historycznej, jest pojawiające się co jakiś czas pojęcie „polskich” obozów śmierci lub zagłady. Pojęcie to sugeruje, iż twórcami i zarządcami tych obozów byli Polacy.
Trudno się dziwić, że wywołuje ono w Polsce, kraju, który tak bardzo ucierpiał w latach II wojny światowej, gwałtowny odruch sprzeciwu. Przecież obozy te tworzone były w czasach, kiedy Polskę okupowali Niemcy, to oni byli ich twórcami. Oni nimi zarządzali. Oni odpowiadają za śmierć i cierpienie milionów ludzi, którzy się w nich znaleźli.
Ta prawda, oczywista w Polsce, winna się stać prawdą uznawaną na całym świecie. W okupowanej przez Niemców Polsce nie istniały i istnieć nie mogły „polskie” obozy zagłady, śmierci czy koncentracyjne. Obozy te tworzył niemiecki okupant w celu zrealizowania swej zbrodniczej polityki unicestwienia bądź zniewolenia ludzi różnych narodowości – również Polaków.
To, że historycznie błędne, a dla Polaków także obraźliwe pojęcie „polskich” obozów śmierci lub zagłady wciąż pojawia się w różnych wypowiedziach i publikacjach, nie może być obojętne Instytutowi Pamięci Narodowej, którego powinnością jest szerzenie wiedzy o najnowszej historii Polski. W ramach tej misji stworzyliśmy portal internetowy „Niemieckie obozy w Polsce”. Jego przesłanie jest jasne i zgodne z prawdą historyczną: nie było „polskich” obozów zagłady, śmierci czy obozów koncentracyjnych. Były to obozy niemieckie, gdyż założyli je i zarządzali nimi Niemcy, sprawujący w okupowanej Polsce krwawe rządy.
Portal składa się z tekstów wzbogaconych materiałami ikonograficznymi. Pierwszy z nich ilustruje oczywistą prawdę, że niemieckie obozy koncentracyjne nie narodziły się na ziemiach polskich, lecz w nazistowskiej III Rzeszy w latach trzydziestych XX w. Ukształtowane u siebie wzorce obozów Niemcy przenieśli potem na ziemie polskie - modyfikując je jedynie do nowych celów, którym miały służyć. Dwa kolejne artykuły pokazują dramatyczną sytuację Polaków pod okupacją niemiecką. Po ich lekturze Czytelnik szybko sobie uświadomi, że w zniewolonym kraju „polskie” mogły być różne elementy okupacyjnej rzeczywistości, np. ruch oporu, ale nie obozy.
Tekst o niemieckich obozach w Polsce pokazuje, że Niemcy stworzyli w okupowanym kraju obozowe uniwersum. Obok najbardziej znanych obozów zagłady funkcjonowały także inne, mniej znane a godne pamięci kategorie obozów. Ostatnie dwa artykuły opowiadają: o Zagładzie ludności żydowskiej - w jej realizacji kluczową rolę odegrały bowiem niemieckie obozy zagłady oraz o udziale Polaków w ratowaniu Żydów.
Mamy nadzieję, że strona, którą udostępniamy w rocznicę napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę, spełni nasze oczekiwania i przyczyni się do wyeliminowania fałszującego prawdę historyczną pojęcia „polskich” obozów śmierci czy zagłady.


Warto zaznajomić się z treścią portalu www.truthaboutcamps.eu, zwłaszcza że jest on przygotowany bardzo profesjonalnie także pod względem ikonograficznym.

http://bukojer.salon24.pl/444746,nowa-witryna-ipn


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 06 wrz 2012, 08:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Aleksander Ścios

O SOLIDARNOŚĆ Z KRZYSZTOFEM WYSZKOWSKIM

„Jeden drugiego brzemiona noście” — to zwięzłe zdanie Apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność — to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy „brzemię” dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich.”
Obchody 32 rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych stały się okazją do wysypu różnego rodzaju okolicznościowych publikacji, wspomnień i analiz. Szczególnie w blogosferze, najważniejsze polskie słowo –solidarność- odmieniano przez wszystkie przypadki, zastanawiając się niekiedy, na ile dziedzictwo tamtych czasów jest w nas nadal obecne, co pozostało z ideałów wielkiej „Solidarności” i jak dziś radzimy sobie z okazywaniem powszedniej, ludzkiej solidarności?
Być może odpowiedzi na te pytania nie trzeba szukać w zawiłych wywodach socjologów i rozprawach historyków. Znajdziemy ją w informacji, która wczoraj – za sprawą publikacji Cezarego Gmyza - przetoczyła się przez portale internetowe.
Dowiedzieliśmy się, że Krzysztofowi Wyszkowskiemu, współtwórcy Wolnych Związków Zawodowych grozi zlicytowanie przez komornika, w związku z wykonaniem wyroku za nazwanie Lecha Wałęsy „gorliwym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Bolek”. Ponieważ Wyszkowski odmówił wykonania wyroku nakazującego przeproszenie Wałęsy w głównym wydaniu „Faktów” TVN oraz lokalnej „Panoramie” TVP Gdańsk, Wałęsa może sam opublikować przeprosiny, a następnie zażądać zwrotu kosztów. Te zaś mogą sięgnąć nawet kilkuset tysięcy złotych. Skierowanie sprawy do komornika doprowadzi do wszczęcia postępowania egzekucyjnego i licytacji całego majątku dłużnika. Krzysztof Wyszkowski jest dziś człowiekiem schorowanym. Niedawno przeszedł w szpitalu poważną operację mózgu. Ciężko chore są również jego żona i matka.
Gdy w dzisiejszym wywiadzie dla portalu niezależna.pl przeczytałem wyznanie Wyszkowskiego – „Moja obecna sytuacja jest prawie beznadziejna i wydaje mi się, że nic mnie już nie uratuje przed komornikiem” – pomyślałem, że 32 lata po pamiętnych wydarzeniach znajdujemy się w takim punkcie naszej historii, w którym słowo –solidarność- staje się jakimś pokrętnym frazesem służącym usprawiedliwieniu nieczystych sumień, a świętowanie tamtych dni przypomina próbę stworzenia jednego z bezużytecznych mitów, pod którym polegną przyszłe pokolenia Polaków.
Nie tylko dlatego, że dopuściliśmy do zbudowania państwa opartego na zaprzeczeniu ideałów solidarności, w którym postaci pokroju Wałęsy mogą „w majestacie prawa” rujnować życie porządnego człowieka - za to tylko, że w naszym imieniu ośmiela się powiedzieć prawdę o załganym życiorysie jednego z „ojców” III RP. I nie tylko dlatego, że w podobnej sytuacji znajduje się dziś wielu odważnych ludzi, pozywanych do sądów przez samozwańcze „autorytety”, aroganckich esbeków i zgraje zuchwałych kapusiów.
Co moglibyśmy dziś odpowiedzieć na przytoczone na wstępie słowa Jana Pawła II, wypowiedziane 12 czerwca 1987 roku w Gdańsku, podczas pamiętnej Mszy św. dla ludzi pracy - gdy nie chcemy lub nie potrafimy pomóc człowiekowi, na którego nałożono tak niesprawiedliwe i nadmierne brzemię? O jakiej „solidarności” wolno nam dziś wspominać, skoro zostawiliśmy tego człowieka na pastwę ludzi zawistnych i pozwoliliśmy, by stanął samotnie na skraju wyczerpania i nędzy?
Jeśli nie stać nas na pomoc dla Krzysztofa Wyszkowskiego – cóż warte będą komunały o patriotyzmie i prawości środowisk opozycyjnych? I jaką miarą mierzyć historyczną „Solidarność”, gdy zabrakło jej w obszarze codziennych spraw i powinności?


Chciałbym wierzyć, że po wczorajszej informacji znajdą się po „naszej” stronie stowarzyszenia, partie polityczne, związki i grupy osób, które potrafią zorganizować stałą pomoc dla Krzysztofa Wyszkowskiego, w tym powszechną zbiórkę pieniędzy na zapłacenie kosztów haniebnego wyroku.
Zamiast wielkich słów i jałowych gestów, jedynym z elementów budowania prawdziwej solidarność mógłby stać się ogólnopolski fundusz pomocy ofiarom represji, służący organizowaniu godziwej obrony osób prześladowanych i skazywanych przez sądy III RP.
Sprawa Krzysztofa Wyszkowskiego - w której wielu z nas musi poczuć się pozwanymi i skazanymi, powinna zainicjować powołanie takiego funduszu.




Warto też przypomnieć, że na stronie internetowej Krzysztofa Wyszkowskiego, pod adresem: http://www.wyszkowski.com.pl/index.php? ... Itemid=103 znajdują się numery kont bankowych, na które można już dokonywać wpłat:


Z POLSKI i ZAGRANICY:


odbiorca: Krzysztof Wyszkowski
adres: ul. Andersa 12/5
kod i miasto: 81-831 Sopot
nazwa banku: BZWBK 0/Sopot
nr konta: PL20109010980000000109171939
Kod SWIFT (BIC code) BZ WBK S.A.: WBKPPLPP


WPŁATY W WALUCIE EURO:


odbiorca: Krzysztof Wyszkowski
adres: ul. Andersa 12/5
kod i miasto: 81-831 Sopot
nazwa banku: BZWBK 0/Sopot
nr konta: PL74109010980000000116331798 waluta: EUR
Kod SWIFT (BIC code) BZ WBK S.A.: WBKPPLPP


Linki:
http://www.rp.pl/artykul/10,929734-Komo ... alesy.html
http://niezalezna.pl/32482-wyszkowski-w ... karpetkach


http://www.wyszkowski.com.pl/index.php

http://bezdekretu.blogspot.com/2012/09/ ... wskim.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 17 gru 2012, 08:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Oficjalny Komunikat Rządu

"Zbrodnicza ręka dokonała w dniu dzisiej­szym zamachu w stolicy Państwa przez wysa­dzenie w powietrze prochowni w cytadeli warszawskiej. Sto kilkadziesiąt ofiar w zabitych i rannych, żołnierzy i robotników, a nawet kobiet i dzieci, oto widoczne następstwo tej zbrodni, poza szkodami, wiele miliardów wy­noszącymi i próbą osłabienia środków obrony i bezpieczeństwa Państwa. Szczęśliwemu przypadkowi jedynie zawdzięczać należy, że wybuch objął tylko część składów amunicji, a tym samym nie pociągnął za sobą nieobli­czalnych wprost ofiar w życiu ludzkim i zupeł­nego zniszczenia całych dzielnic miasta.

Rząd Rzeczypospolitej nie spełniłby obowiązku, gdyby w takiej chwili nie uświadomił całego Naro­du o niebezpieczeństwie, jakie zagraża już nie tylko rozwojowi, ale bodaj i samemu bytowi Państwa. Po próbach terroru przez rzucanie bomb w róż­nych miastach Polski i zamachach na urządzenia kolejowe, wybuch dzisiejszy jest nowym jaskrawym wyrazem bezwzględnej walki z państwowością polską – walki prowadzonej od długiego czasu na różnych polach życia państwowego. Oczernia­nie Polski za granicą, podkopywanie zaufania do naszego Państwa, szerzenie zamętu wewnętrznego wszelkimi środkami, wyzyskiwanie ciężkiego położenia oraz wytwarzanie ciągłych zaburzeń w życiu gospodarczym Państwa, przeszkadzanie naprawie skarbu przez nieliczące się z niczym spekulacje lichwiarskie i czarno giełdowe, sztuczne powiększanie drożyzny, wywoływanie niezado­wolenia i rozgoryczenia zmęczonej tym stanem ludności - oto drogi i środki tej walki z Państwem. Na tym tle dokonana dzisiaj w stolicy zbrod­nia miała sprowadzić w Państwie popłoch i zamieszanie, mające ułatwić żywiołom wywroto­wym zadanie Państwu od dawna zamierzonego ciosu.

Przyszedł na Polskę czas walnej rozprawy z Jej wrogami. Nie zastał on Rządu nieprzygoto­wanym. Ale w równej mierze z Rządem goto­wym do niej być musi cały Naród i okazać spokój i rozwagę, jakich przykład dała dziś Stolica. Rząd poczynił zarządzenia, podyktowane po­trzebą i interesem Państwa, a świadom odpo­wiedzialności i ciążącego nań obowiązku, wzy­wa wszystkich po polsku czujących obywateli do współdziałania i posłuchu".


13 października 1923 roku tuż przed godz. 9, Warszawą wstrząsnął potężny wybuch. "Kurier Warszawski" pisał: "W setkach domów w różnych dzielnicach miasta powypadały szyby. Za­nim cokolwiek można było sprawdzić, wstrzą­sające wrażenie sprawiały chodniki ulic zasypa­ne odłamkami szkła. W wielu domach w Śród­mieściu z murów domów czerniały otwory okienne w wyrwanymi ramami okiennymi".

Gdy tylko zagłębić się w dzieje II RP dość szybko odkrywamy, że aż się roi od zamachów, spisków i knowań. Już od samego jej zarania. Na przykład Zamach na Józefa Piłsudskiego we Lwowie 25 września 1921 , nieudany, więc knowaniom końca nie było:
... wiosną 1923 roku szef bolszewickiej rezydentury w Polsce Mieczysław Łoganowski zaproponował zamordowanie marszałka Józefa Piłsudskiego. Zamiar ten zaaprobował Józef Unszlicht, zastępca przewodniczącego OGPU* (...) Do akcji została wyznaczona specjalna bojówka terrorystyczna Komunistycznej Partii Polski. Jedyne informacje o planowanym zamachu pochodzą z pamiętników bolszewickiego dyplomaty Biesiedowskiego, który w tym czasie pracował w poselstwie bolszewickim w Warszawie. Według jego relacji terroryści przebrani za studentów jednej z endeckich korporacji mieli w nocy dokonać napadu na willę marszałka Piłsudskiego w Sulejówku i go zamordować. Akcja ta miała spowodować odwet zwolenników marszałka i doprowadzić do wojny domowej w Polsce. Z niewiadomych przyczyn zamach został odłożony w czasie.
z kolei również
... w kwietniu w Warszawie pojawił się wysłannik Kominternu Włodzimierz Milutin, który przywiózł bolszewickiej rezydenturze rozkaz zorganizowania akcji terrorystycznych, strajków oraz zamieszek ulicznych. Jednym z jej elementów miała być likwidacja przedstawicieli najwyższych władz państwowych II Rzeczypospolitej. I tak 3 maja 1923 roku w zamachu terrorystycznym mieli zginąć marszałek Piłsudski, prezydent Stanisław Wojciechowski i premier Władysław Sikorski. Do akcji tej szef bolszewickiej rezydentury Łoganowski wyznaczył bojówkę kierowaną przez dwóch oficerów Wojska Polskiego, którzy byli komunistami - porucznika Walerego Bagińskiego z Centralnej Szkoły Zbrojmistrzów w Warszawie i podporucznika Antoniego Wieczorkiewicza. Zadaniem grupy terrorystycznej było podłożenie ładunków wybuchowych w pomieszczeniach Pałacu Saskiego i zdetonowanie ich w czasie uroczystości odsłonięcia na pobliskim placu pomnika księcia Józefa Poniatowskiego. Ofiarą zamachu stałby się także przebywający wtedy w Warszawie francuski marszałek Ferdynand Foch. Na szczęście zamach w ostatniej chwili został odwołany przez Moskwę.

To tak w ramach symetrii, dla przypomnienie kilku faktów z dziejów II RP, gdyż ostatnio "wiodące media" straszą nas endecją, ONR-em, nacjonalistami czy zgoła faszystami, jakoś dziwnie zapominając o bolszewickim zagrożeniu, które wisiało nad odrodzoną Rzeczpospolitą przez cały międzywojenny okres, aby ostatecznie się zrealizować. Czego skutki niestety odczuwamy nadal. O ich przyczynach już sporo wiemy, więc może już czas najwyższy zacząć walczyć ze skutkami.


* OGPU (Objedinionnoje gosudarstwiennoje politiczeskoje uprawlenije) (ros. ОГПУ - Объединённое государственное политическое управление при СНК СССР) - Zjednoczony Państwowy Zarząd Polityczny – policja polityczna, zajmująca się również wywiadem i kontrwywiadem, działająca w ZSRR w latach 1922 - 1934.

linki:
Zamach_w_Cytadeli_Warszawskiej - Wikipedia
13 października 1923 r. Kościoły zadrżały. - Włodzimierz Kalicki, GW
Komuna wysadza Cytadelę - Zbigniew Wawer, URze Historia
Zamach na Józefa Piłsudskiego we Lwowie - Wikipedia

http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/ ... ikat-rzadu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 10 lut 2013, 20:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
NY Times "pożegnał" kard. J.Glempa. Odpowiedź prof.Chodakiewicza

"Odpowiadając na wypaczenie przez the New York Times obrazu Kościoła katolickiego w Polsce.

Redaktorze,

Pańskie wspomnienie Kardynała Józefa Glempa, emerytowanego Prymasa Polski, było dosyć nieuprzejme i nierzetelne.

Po pierwsze, poprzednik Glempa, kardynał Stefan Wyszyński nie był "grzmiącym autokratą" ale realistycznym politykiem, uprzejmym dyplomatą i stanowczym prałatem. Nie był kardynałem Mindszenty'm, który bronił katolickiego chrześcijaństwa na Węgrzech stawiając publicznie opór komunistom. Jego polski odpowiednik zazwyczaj unikał otwartej konfrontacji z marionetkowym rządem Sowietów, wolał pracować dla Kościoła i jego wiernych za kulisami. Pozostając nieugietym w kwestii zasad, które ostatecznie doprowadziły go do więzienia, Wyszyński wybierał taktyczny kompromis. Najbardziej jednak, Wyszyński chciał zapobiec rozlewowi krwi i zawsze był przeciwny przemocy. Był mistrzem Glempa. Kadencja tego ostatniego jako prymasa, powinna być postrzegana jako kontynuacja linii Wyszyńskiego, bez królewskiej charyzmy mistrza. Nietrafnym jest rozdzielanie polityki tych dwóch ludzi.

Po drugie, można rozwodzić sie nad niezrecznością wypowiedzi na temat żydowsko-katolickich/polskich relacji, które sprawiły, że duchowny jest "uparcie oskrżany o antysemityzm". Cytaty, których Pan używa o "drogich Żydach" i "cenionych Żydach" odzwierciedlają ducha miłości i pojednania, dzięki którym, jak myślał Glemp, dotrze do Żydów. Potem zaczął budować swoje przemówienia z nieszczęśliwych stereotypów, które, nawiasem mówiąc, funkcjonują powszechnie na całym świecie. Na przykład zostały niedawno powtórzone przez Ruperta Murdocha, który został z ich powodu upomniany przez ADL Abrahama Foxmana. Tak jak Murdoch, Glemp przeprosił kilkukrotnie z powodu uchybienia. Dajcie mu spokój, po śmierci chociaż.

Po trzecie, poruszył Pan temat klasztoru Karmelitanek przy Auschwitz. Nie udało się jednak Panu bezstronnie wyjaśnić kontrowersji. Wbrew Pańskiej opinii, Watykan nie zgodził się na przeniesienie klasztoru w 1987 roku. Samotny liberalny polski biskup katolicki wygłosił oświadczenie, życzliwie ale ogólnikowo, i w sposób nieuprawniony na szwajcarskim spotkaniu z przywódcami żydowskimi, które ci odebrali poważnie jako obietnicę i parli później zdecydowanie do tego celu. Powstał kryzys, gdyż nikt po stronie katolickiej nie był dobrze przygotowany do radzenia sobie z tym problemem. Tyle o początkach kampanii eksmitowania zakonnic, która została ostatecznie roztrzygnięta przez papieża Jana Pawła II w sposób odpowiadający żydowskiej wrażliwości.

Dalej, nie udało się również Panu wyjaśnić powodu obecności Karmelitanek przy Auschwitz. Większość ofiar tej fabryki śmierci, ponad 1,1 mln. (a nie "miliony" jak Pan napisał), było Żydami. Jednakże umknęło Panu, że około 150 000 z nich było polskimi Katolikami. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, siostry założyły klasztor blisko miejsca gdzie zabijano Chrześcijan, głównie Katolików, po to by modlić się za wszystkie ofiary. Ponieważ siostry nie były ekspertami od żydowskiej teologii, nie miały pojęcia że uczynienie tego może być obrazą dla ortodoksyjnych wyznawców judaizmu i ich zwolenników. W rzeczywistości, większość Chrześcijan była zdumiona dowiadując się tego. Zakonnice nie miały pojęcia, że duch ekumenizmu był w tym przypadku niemile widziany. Ponadto ich klasztor był w dość sporej odległości od głównego miejsca kaźni Auschwitz - obozu śmierci w Birkenau, gdzie zginęło większość żydowskich ofiar. To, że Auschwitz było także miejscem zagłady polskich Chrześcijan, przyznano nie gdzie indziej jak w US Holocaust Memorial Museum, które to w Dniu Pamięci Holocaustu, zbiegającym się z wejściem Sowietów do Auschwitz w styczniu 1945 r. uznaje jednego z polskich bohaterów ruchu oporu - kapitana Witolda Pileckiego, który aby trafić do Auschwitz, dał się jako ochotnik aresztować Niemcom by móc poinformować świat o tej tajnej niemieckiej instalacji. Kilka słów o tych zwykłych historycznych faktach przedstawiłoby kontrowersje wokół klasztoru Karmelitanek w właściwym kontekście i odpowiednio umocowało wsparcie Glempa dla sióstr.

Po czwarte, przytoczone przez Pana fakty na temat Jedwabnego są nieprawdziwe. Wstępne archeologiczne i kryminalistyczne dochodzenie, zakończone przedwcześnie przez władze polskie w wyniku presji kilku rabinów (z powodu ortodoksyjnych żydowskich nakazów co do postępowania z ludzkimi szczątkami), sugeruje, że ofiar nie było "1600" ale być może 300 , oraz, że na miejscu zbrodni znaleziono łuski pocisków. Jako że noszenie broni było zagrożone karą główną dla każdego kto nie był Niemcem w okupowanej Polsce, to sprawcami zbrodni musiała być policja lub wojsko. Moja własna praca wskazuje zdecydowanie na udział Niemców w morderstwie dokonanym z pomocą pewnej grupy miejscowych: The Massacre in Jedwabne, July 10, 1941: Before, During, After (Columbia University Press/East European Monographs, 2005)*. Ponieważ śledztwo w sprawie mordu w Jedwabnem nie było właściwie prowadzone, Glemp odmówił udziału w fałszywym pokazie wyciskającym łzy, z udziałem postkomunistycznego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, chcącego nabić sobie politycznych punktów i uchylić się od oskarżeń o współudział jego "socjal-demokratycznej" partii w antysemickiej kampanii 1968 roku, w tym niektórych osób z jego bezpośredniego otoczenia. Kardynał odmówił pomocy postkomunistom w legitymizowaniu siebie samych i oszukiwaniu Zachodu. Zamiast tego odprawił ważne nabożeństwo w Warszawie prosząc Żydów by wybaczyli polskie winy popełnione przeciw nim. To w jakiś sposób Panu umknęło.

Po piąte, oczernia Pan również pędzlem antysemityzmu polskie radio ewanelizacyjne - Radio Maryja. W 2007 roku zespół lewicowych absolwentów uniwersyteckich prowadzonych przez byłego członka partii komunistycznej, teraz wesołego naukowca nawrócnego na liberalizm, monitorowało radio 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, przez miesiąc i ku własnemu zaskoczeniu i przerażeniu, nie znaleźli śladu antysemityzmu w jego audycjach. Rezultaty zostały opublikowane jako Ireneusz Krzemiński, red., Czego nas uczy Radio Maryja (Warszawa: Wydawnictwo Akademickie i Profesjonalne, 2009). Proszę by sprawdzał Pan swoje informacje bardziej starannie.

Po szóste, napisał Pan, że "pomimo rosnącej sekularyzacji społeczeństwa, Kardynał Glemp utrzymywał swój program" wspierając w życiu publicznym katolicką edukację i legislację pro-life. To nie był prywatny program Glempa, ale raczej Kościoła katolickiego. A Kościół składa się zarówno z duchownych jak i ze świeckich, z ludzi. Ponieważ Polacy pozostają w przeważającej mierze katolikami, reformy wprowadzone w latach 1990-tych po upadku komunizmu wciąż się utrzymują. [Prawa te] Odwórciły demokratycznie wcześniejsze prawodawstwo, które zostało narzucone Polsce przez totalitaryzm. To powinno być oczywiste nawet dla Pana.


Opublikowanie listu mogłoby uczynić wiele aby odwrócić podłe dziedzictwo The New York Times - niemal niezmiennego od połowy XIX w. zapisu by negatywnie pisać o Polsce i jej sprawach. Proszę mi nie wierzyć na słowo. Paweł Styrna, asystent w IWP Kościuszko Chair, przygotował naukową monografię na ten temat. Czas stawić czoła tym nieprzyjemnym faktom.

Sincerely,

Marek Jan Chodakiewicz


http://kosciuszkochair.com/2013/01/28/r ... ork-times/

*Marek Jan Chodakiewicz, „Mord w Jedwabnem 10 lipca 1941 r. Prolog. Przebieg. Pokłosie”, Wydawnictwo Wingert, 2012 (pierwsze naukowe opracowanie)

***

Gazeta nie opublikowała listu byłego członka Rady Pamięci Holokaustu przy prezydencie USA, historyka, znawcy tematu od wielu lat zajmującego się badaniem relacji polsko-żydowskich. Dowodem na to, że NYT zapoznał się treścią listu jest fakt, że gazeta zmieniła część swojego artykułu, być może obawiając się oskarżeń o kłamstwo nt. zagłady Żydów. Pierwotnie napisała o "milionach" zamordowanych w Auschwitz, po dwóch dniach było już "obecnie większość historyków zgadza się, że ofiar było ok. miliona nie "miliony"."

Ale nawet to opisała w wyrachowanych, fałszywych i ponownie niegodziwych słowach:


"W artykule poświęconym zmarłemu w czwartek kard. Józefowi Glempowi, byłemu duchowemu przywódcy polskiego Kościoła katolickiego, błędnie podano liczbę Żydów zamordowanych przez Nazistów w obozie koncentracyjnym Auschwitz. w pobliżu klasztoru Karmelitanek, którego usunięciu przeciwstawiał się kard. Glemp w 1989 roku. Większość historyków zgadza się obecnie, że ofiar było ok. miliona a nie "miliony"."

http://www.nytimes.com/2013/01/24/world ... .html?_r=1

http://nick.salon24.pl/485788,ny-times- ... dakiewicza


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 04 mar 2013, 16:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wzzw.wordpress.com/2013/03/03/ni ... ce-ogniwo-☚-★-polecam/

NIEZŁOMNI – brakujące ogniwo ☚ ★ polecam !
Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 3 Marzec 2013

Obrazek

Lata osiemdziesiąte. Lekcja historii w podstawówce. Młody nauczyciel, zaraz po WSP, zapewne idealista wówczas, opowiada nam o Katyniu.

Jeden z kolegów (mieliśmy może po 12-13 lat), stoi na czatach na korytarzu, pod pretekstem, iż został wyrzucony z lekcji. Pełna konspiracja. Na lekcjach wychowawczych, nasz nauczyciel/Nauczyciel uczy nas piosenek ogniskowych, ale i patriotycznych. I później, na ocene z wychowania, śpiewamy np. “Pierwszą Brygadę”.

Mam wrażenie, że wówczas, ale i nawet dziś, mało jest takich wychowawców.
Dziś, rzecznik Partii Dariusz Joński, kompromituje się swoją elementarną wiedzą, dotyczącą historii Polski, a przy okazji, jest też samozwańczym rzecznikiem pomysłu likwidacji IPN.
Kiedy chronologicznie, doszliśmy w szkole, do czasów II Wojny Światowej, nauczyciel zabierał nas na piesze wycieczki, żeby nie mącić nam w głowie. Później, w średniej szkole (nadal lata 80te), na powrót wałkowanie i odbębnianie zakłamań.
I tylko jedno, nie dawało mi spokoju:
- jak to możliwe, że od 1918 roku, poprzez rok 1920 i całą okupację, Naród, który opierał się ideologiom totalitarnym, nagle, w 1945 roku tak łatwo i szybko oddaje się, we władanie bolszewików. Przecież walczyliśmy z tym. Walczyliśmy z komunizmem. Przecież “ich” była mniejszość. Jakiś Nowotko, jakiś Bierut. Jacyś spadochroniarze z Moskwy.
Musiało minąć 20 lat nowej Polski, żeby prawda zaczęła wychodzić, na jaw. Co prawda, jeszcze w “onych” latach osiemdziesiątych, babcia urodzona na Litwie, kiedy radośnie i beztrosko biegałem z patykiem, udającym karabin, po lesie, wołała za mną: “partyzant”. Co prawda, wujowie, urodzeni już na mazurach, opowiadali mi o Józefie Kurasiu “Ogniu” (z moich rodzinnych stron). Ale po co to wszystko, ilu ich było i jak zazwyczaj się to bieganie po lesie kończyło, nie zdążyłem się dowiedzieć.

Później nastały czasy GW i TVN.
I dopiero teraz, od parunastu miesięcy, wyłania się obraz ostatniego powstania, przeciw komunizmowi, przez które przewinęło się kilkaset tysięcy, najczęściej młodych ludzi. I które pochłonęło kilkadziesiąt tysięcy ofiar. Zabitych w obławach, po torturach, w kazamatach, znów na zsyłkach, czy strzałach w potylicę.
I tutaj odnalazłem brakujące ogniwo. Naród się nie poddał. Naród walczył. Naród został wyjałowiony, co do ostatniego wielkiego patrioty. Nastąpiła ostateczna eksterminacja. Dla oddania grozy tamtych czasów, niech przemówi fakt, iż po wojnie, w walce z obcym systemem, zginęło więcej ludzi, niż podczas wojny, w Katyniu i na Palmirach. KILKAKROTNIE WIĘCEJ.

Dziś, niepojęte dla mnie jest, że dla niekórych środowisk, Niezłomni są nadal bandytami.
Wszystkie wyssane z paluchów opowieści, o strzelaniu w plecy, do niewinnych ludzi, czy braku chęci budowania nowej ojczyzny, są żałosne. Innej drogi, niż konspiracja, nie było. Podam przykład Jana Rodowicza “Anody” z legendarnego batalionu “Zośka”, po którego przyszło UB i którego torturowano i którego na koniec, wyrzucono z okna na IV piętrze, pozorując samobójstwo.
Podam przykład Fieldorfa “Nila”, którego podstępnie zwabiono, aresztowano, a pózniej powieszono. To dwa przykłady, jak komuniści potraktowali bohaterów okupacji, a których nie złapano przecież, z bronią w ręku.
Przyszli po “Anodę”. Przyszliby i po “Alka” i “Rudego”. Przyszliby i po Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Ich “szczęście”, iż zginęli z rąk Niemców. W każdym innym przypadku, mogliśmy o nich usłyszeć, dopiero w nowej Polsce.
Chciałbym jeszcze o chwilę cierpliwości: będzie o wywołanym “Ogniu”.
Rewelacyjne opracowanie sporządził pan Andrzej Gwiazda.

Polecam:
http://niezalezna.pl/38675-kto-walczy-z-ogniem

Przytoczę tylko nieprawdopodobny fakt, iż Słowacja protestuje przeciwko jakielkolwiek formie upamiętniania “Ognia” na Podhalu, z powodu iż nękał on ludność słowacką. Przypomnę jednak iż od 1939 roku, do końca wojny, Słowacja była po stronie faszystowskich Niemiec i to Słowacja zaatakowała Polskę, od południa, we wrześniu ’39r. Jeśli jest to prawdą iż Słowacy blokują inicjatywę na Podhalu, to jest to powód do rozeznania sprawy przez nasz MSZ i interwencję.
Natomiast jeśli chodzi o formę upamiętnienia najsłynniejszego nowotarżanina: do dziś nie ma ulicy, nie można nazwać imieniem Kurasia, żadnej szkoły, nie ma muzeum. To dobry czas, żeby się zorganizować i na przyszłoroczne obchody 1 marca, odwdzięczyć się Partyzantowi Podhala.

Jay Miller • naszeblogi.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 07 mar 2013, 07:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Wyrok na „Zaporę”

Obrazek

Trzeba było rozkopać całe podwórko Jana Grączewskiego w Krężnicy Jarej, żeby po 46 latach, w sierpniu 1993 roku, wydobyć partyzancki arsenał.

Kapitan Stanisław Łukasik „Ryś”, jego zastępca Władysław Misztal „Bór” oraz porucznik Stanisław Misztal „Skała” i Marian Sobczyk „Gołąb” na rozkaz majora Henryka Dekutowskiego „Zapory” – dowódcy oddziałów WiN na Lubelszczyźnie, ukryli u Grączewskiego broń oddziału „Rysia”. Było lato 1947…

Zakopali go trzy metry od studni w wysmołowanej drewnianej skrzyni, z której po prawie pół wieku nie zostało prawie nic, ale pistolety, karabiny i amunicja (częściowo zdatna do użytku) przetrwały w ziemi, bo żaden z partyzantów nie zdradził kryjówki. „Gołąb” brał udział w zakopywaniu i odkopywaniu broni, którą przekazano do muzeum.

Jego dowódca, kpt. Stanisław Łukasik „Ryś”, został zamordowany katyńskim strzałem w potylicę, w ubeckiej katowni na Rakowieckiej w Warszawie 7 marca 1949 roku razem z mjr. Hieronimem Dekutowskim „Zaporą” i jego pięcioma podkomendnymi.

Oprócz komunistycznych zbrodniarzy nikt nie wiedział, gdzie zostali pochowani. Po 63 latach znaleziono grób „Rysia”. Kapitan Łukasik jest jednym z trzech pierwszych bohaterów podziemia, którego szczątki zostały zidentyfikowane wśród 117 ekshumowanych w 2012 roku z Łączki na Powązkach Wojskowych.

Od „Zapory” i „Uskoka”

Historia zbrodni na „Zaporze” i jego podkomendnych miała zostać ukryta. Ale prawda zawsze wyjdzie na jaw, niekiedy tylko trzeba bardzo długo czekać. Jest o tym przekonany ppor. Wacław Szacoń „Czarny”, łącznik w oddziałach „Zapory” i „Uskoka”, przyjaciel ostatniego poległego w walce żołnierza wyklętego Józefa Franczaka „Lalusia”. Byli umówieni na kolejne spotkanie we Wszystkich Świętych w 1963 roku, dziesięć dni wcześniej bezpieka jednak dopadła Franczaka.

Wacław Szacoń wierzy, że po „Rysiu” i por. Tadeuszu Pelaku ps. „Junak’’ odnaleziony zostanie ”Zapora„, któremu w 1945 roku robił zdjęcia ”w lesie„ w Lubelskiem, gdzie legendarny cichociemny, po walce z Niemcami w czasie wojny, przeciwstawiał się komunistycznemu zniewoleniu i terrorowi, dowodząc oddziałami Zrzeszenia ”WiN„. Miał pod sobą około dwustu, dwustu pięćdziesięciu ludzi dobrze uzbrojonych i wyszkolonych, zdyscyplinowanych, którzy ”trzęśli„ połową województwa.

Po kolejnej komunistycznej ”amnestii„ z lutego 1947 roku część ludzi ”Zapory„ ujawniła się, a on postanowił wyjechać na Zachód. W ostatnim rozkazie dowództwo nad oddziałami przekazał kpt. Zdzisławowi Brońskiemu ”Uskokowi„, do którego prywatnie napisał: ”Ja dziś wyjeżdżam na angielską stronę – jestem umówiony z chłopakami co do kontaktów, jak będę po tamtej stronie. Stary –najważniejsze, nie daj się nikomu wykiwać i bujać, jak tam wyjadę, załatwię nasze sprawy pierwszorzędnie – kontakt będziemy mieć i tak. Czołem – Hieronim„.

”Zapora„ i jego żołnierze nie zdołali wyjechać, bo ich przerzut okazał się ubecką prowokacją. Podporucznika Romana Grońskiego ”Żbika„, kpt. Stanisława Łukasika ”Rysia„, ppor. Jerzego Miatkowskiego ”Zawadę„ (adiutant ”Zapory„), Tadeusza Pelaka ”Junaka„, ppor. Edmunda Tudruja ”Mundka„ i Arkadiusza Wasilewskiego ”Białego„ oraz Władysława Siłę-Nowickiego (inspektor WiN) aresztowano na punkcie kontaktowym w Nysie. Major Dekutowski został zatrzymany 16 września 1947 roku, w czwartą rocznicę swojego skoku ze spadochronem do Polski.

Wszystkich przewieziono najpierw do Będzina, a potem do Warszawy, na Mokotów, do więzienia przy Rakowieckiej, gdzie przez ponad rok byli brutalnie przesłuchiwani przez owianych krwawą sławą śledczych: Eugeniusza Chimczaka i Jerzego Kędziorę. Zmarły w październiku 2012 roku Chimczak miał wtedy 26 lat. Przesłuchiwał m.in. rtm. Witolda Pileckiego i Tadeusza Płużańskiego.

W procesie Adama Humera, wicedyrektora Departamentu Śledczego MBP, został skazany na 7,5 roku więzienia, ale ze względu na stan zdrowia nie siedział. Kędziora w styczniu 2012 roku, w wieku 86lat, został skazany na trzy lata za bicie więźniów gumą i żelazem owiniętym w ręcznik, przypalanie im włosów, zamykanie w karcerze, nakazywanie przysiadów, kopanie po nerkach, ubliżanie i grożenie.

Nie wystarczyła kara śmierci

Rozprawie mjr. Dekutowskiego i towarzyszy, która rozpoczęła się 3 listopada 1948 roku przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Wartszawie, przewodniczył sędzia major Józef Badecki, przedwojenny absolwent prawa Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie, uczestnik wojny we wrześniu 1939 roku, od wkroczenia Sowietów w tzw. ludowym WP, znany z ”bardzo uprzejmego prowadzenia rozpraw i bardzo surowych wyroków„.

Jak zapamiętał Siła-Nowicki: ”Zimny morderca był cały czas bardzo grzeczny. Od początku zresztą wszyscy byliśmy dla niego morituri„. Badecki orzekł co najmniej 29 kar śmierci. Zawsze najpierw ogłaszał wyrok, a później go pisał. Zmarł w 1982 roku.

Aby jeszcze bardziej zhańbić oskarżonych, wszyscy zostali na rozprawę ubrani w mundury Wehrmachtu. ”Zapora„, mimo że nie skończył jeszcze 31 lat, wyglądał jak starzec – z siwymi włosami, wybitymi zębami, połamanymi żebrami, zerwanymi paznokciami. ”Do zarzuconych mi czynów przyznaję się częściowo – mówił na procesie – co do napadów, to oświadczam, że była to tzw. ’samoobrona’„. Podobnie wyjaśniali pozostali. Edmund Tudruj dodawał: ”Co zaś się tyczy zabójstw, to były one wykonywane, ale tylko na osobach złodziei i bandytów„.

Dla komunistycznych oprawców bohaterska przeszłość żołnierzy podziemia i ich rodzin nie miała znaczenia. Kapitan Łukasik zeznawał: ”Brat mój zginął przy zdobywaniu Berlina, będąc żołnierzem Wojska Polskiego. Rodzina moja przeszła więzienie, w związku z moją akcją na Izbę Skarbową w Lublinie. Cały majątek mojej rodziny został skonfiskowany i oddany komuś innemu w posiadanie. Żona moja siedziała przez siedem miesięcy w więzieniu„.

Swoje nieujawnienie się ”Zapora„ uzasadniał: ”Zaznaczam, że władze organizacyjne polecały mi, w czerwcu 1947 roku, ujawnić się osobiście. Oświadczyli mi, że dadzą mi pewną sumę pieniędzy, to jest około pół miliona złotych, i żebym się usunął z terenu i ujawnił się na innym terenie. Ta propozycja nie odpowiadała mi, ponieważ byłem związany ze swoimi ludźmi trudem i walką. Byłem przecież ich dowódcą, więc nie chciałem umyć rąk i pozostawić tych ludzi, jako grupy bandyckiej, w terenie, bez dowództwa„.

Sędzia Badecki ogłosił wyrok 15 listopada 1948 roku. Wszyscy otrzymali wielokrotne kary śmierci: ”Zapora„ – siedem, a Siła-Nowicki – cztery. W prasie tytuły artykułów krzyczały: ”Mordercy kobiet, starców i dzieci skazani na karę śmierci„.

Wszyscy wpadli i zginęli

Kapitan Zdzisław Broński ”Uskok„, który od roku nie dostał umówionej wiadomości od ”Zapory„, po prasowych doniesieniach już wiedział, że ”wszyscy wpadli i zginęli. Ciężko ’przetrawić’ taką wiadomość! Do żalu za ukochanymi współtowarzyszami niedoli dołącza się jakieś fatalistyczne przypuszczenie, że chyba ofiarom końca nie będzie! Że wszystko, co uczciwsze, skazane jest na zagładę. Jakiś okrutny los dotknął krwawą ręką nasz naród i wyszarpuje na stracenie wszystkie te elementy, które nie wahają się marzyć o wolności!„.

Podporucznik Wacław Szacoń ”Czarny„ do dzisiaj pamięta wstrząs i przygnębienie na wieść o wyroku. Sam wpadł w kwietniu 1949 roku. W trybie doraźnym dostał czterokrotną karę śmierci, zamienioną na dożywotnie więzienie. ”Uskok„, żeby nie dać się bezpiece, rozerwał się granatem.

O procesie ”Zapory„ zdążył jeszcze napisać w swoim pamiętniku, że ”był to bodajże jedyny z poważniejszych procesów, w którym nie udało się komunistom opluwać sądzonych przez samooskarżenie. Z tego powodu nie robili nawet rozgłosu z rozprawy. (…) Niewątpliwie naszym bohaterom przez rok czasu nie oszczędzano prób zmierzających do zrobienia szmaty z człowieka, a jednak pozostali ludźmi!„.

Skazani oraz ich rodziny wnieśli do Bieruta prośby o łaskę. O darowanie życia Tadeuszowi Pelakowi ”Junakowi„ prosili jego rodzice oraz sześć sióstr, z których najmłodsza miała zaledwie cztery lata. Najstarsza Krystyna pisała: ”Rodzice, po utracie jednego syna, zostali bezwładni, a dowiedziawszy się o losie drugiego – dla nich już nie ma życia. Więc bardzo proszę o zlitowanie się nad strapionym rodzeństwem, które prosi o przywrócenie mu życia i o szczęśliwy powrót do domu„.

Prosiła też mała Marianna: ”Niech Pan puści brata, bo nam bieda przez brata. Bardzo proszę Pana, żeby brat powrócił do nas, bo ja chodzę do szkoły i nie mam za co nieraz kupić zeszytu, bo tatuś jest chory i nie ma kto zarobić pieniędzy na zeszyt, a ja jestem jeszcze za mała. Jest mi bardzo przykro i piszę to wszystko ze łzami w oczach„.

Tylko jeden ze skazanych, Władysław Siła-Nowicki, został ułaskawiony. Wstawili się za nim: wuj Ignacy Dzierżyński i ciotka Aldona Dzierżyńska-Kojałłowicz, brat i siostra Feliksa, twórcy bolszewickiej, zbrodniczej czerezwyczajki.

Przed wykonaniem wyroku ”Zapora„ z podkomendnymi próbował jeszcze uciec z więzienia. Przez wywierconą w suficie celi dziurę mieli wyjść na strych i następnie z dachu na powiązanych prześcieradłach wydostać się z katowni. Plan zdradził jeden z więźniów kryminalnych.

Wobec nieskorzystania z prawa łaski przez Bieruta prezes Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie – płkWładysław Garnowski, zarządził bezzwłoczne wykonanie kary śmierci. ”Dr Garnowski„, jak się podpisywał, walczył z bolszewikami w 1920 roku, ukończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza, a w czasie wojny należał do AK, ale już w 1944 r. służył komunistom. Historyk dr hab. Krzysztof Szwagrzyk przypomina, że sądy, którymi kierował, skazały na śmierć prawie 60 osób. W latach 1947-1949 Garnowski był prezesem Najwyższego Sądu Wojskowego, przez co spada na niego szczególna odpowiedzialność.

Droga prosto otwarta do Nieba

Wieczorem 7 marca 1949 r. wywołano ”Zaporę„ i towarzyszy z celi. Żegnając się, miał powiedzieć: ”Przyjdzie zwycięstwo„. Na zamordowanie siedmiu bohaterów dowódcy plutonu egzekucyjnego, st. sierż. Piotrowi Śmietańskiemu wystarczyło zaledwie pół godziny. Najpierw strzelił w kark mjr. ”Zapory„, a potem co pięć minut uśmiercił kolejno: ”Rysia„, ”Żbika„, ”Mundka„, ”Junaka„, ”Białego„ i ostatniego – ”Zawadę„.

Sanitariuszka ”Zapory„ wspominała, że ”zawsze zastanawiał się, czy ktoś będzie o nas pamiętał, czy ktoś będzie pamiętał o tym, że walczyliśmy o Polskę i nie byliśmy bandytami„. Wacław Szacoń ”Czarny„, który do dzisiaj spotyka się z nielicznymi już swoimi kolegami z partyzantki, a także z synami ”Uskoka„, ”Lalusia„, ”Rysia„, jest zbudowany postawą lubelskiej młodzieży upamiętniającej ”Zaporę„ i jego żołnierzy.

W czasie odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej Hieronimowi Dekutowskiemu i straconym wraz z nim żołnierzom w kościele Ojców Dominikanów w Tarnobrzegu w marcu 1989 jeden z partyzantów majora, Wojciech Kozłowski ”Tomek„ mówił: ”Z żołnierską czcią całuję Twój Testament, skreślony na odwrocie starej, pożółkłej fotografii: ’My nigdy nie poddamy się’. Rozkaz, Panie majorze! Tak nam dopomóż Bóg! Żegnam i Was, żołnierze i oficerowie (…) Żegnam Was, którym droga prosto otwarta do Nieba – boście służyli Ojczyźnie!„.

Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa

http://www.naszdziennik.pl/mysl/26045,w ... apore.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 13 maja 2013, 22:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://polskawalczacastopsyjonizmowi.co ... ej-polsce/

TAJNE NAUCZANIE HISTORII W OBECNEJ POLSCE!

Tajne nauczanie i czarny rynek lub jak kto woli szara strefa to forma walki z okupantem judeo-satanistycznym w Polsce. Tym tajnym nauczaniem w dzisiejszych czasach są ci wszyscy, którzy ujawniają prawdę historyczną via internet ale także ci, którzy tę okrutną prawdę czytają i udostępniają rodzinie, znajomym za pomocą kliknięć komputera lub wydruków.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 05 cze 2013, 11:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Armia Ludowa – kłamstwo i propaganda

Dorobek tej organizacji w walce z Niemcami to mniej więcej w 90% powojenna mistyfikacja. Z drugiej strony formacja ta ma na sumieniu mordy i pacyfikacje polskich wsi wspierających AK lub NSZ, oraz liczne mordy na Żydach – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Piotr Gontarczyk historyk IPN. Kontynuujemy nasz cykl ukazywania prawdziwego oblicza komunistycznych patronów polskich ulic, placów i szkół.

Czy AL I GL zasługują na honorowanie tych formacji nazwami ulic, czy placów w Polsce AD 2013?

Absolutnie nie. Komunistyczna konspiracja, która działała na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej była tworzona polecenie Stalina i działała wyłącznie w interesie Moskwy. W 1942 r. Kreml miał nadzieję rękami prokomunistycznej partyzantki wywołać w Polsce powstanie i przerwać niemieckie linie zaopatrzeniowe. To skończyłoby się masakrą Polaków, w których interesie była wówczas możliwie najdłuższa i najbardziej wyniszczająca wojna obu okupantów.

Pod koniec wojny główne ostrze działań GL-AL skierowane było już w polskie podziemie niepodległościowe (głównie AK i NSZ). W Walce z komunistami lub po prostu zamordowanych zostało kilkuset żołnierzy polskiego podziemia. Co ciekawe, kierownictwo komunistycznej konspiracji prowadziło w czasie wojny tzw. „akcję dezinformacji” polegającą na zwalczaniu polskiej konspiracji donosami do Gestapo.

Tych sowieckich agentów mielibyśmy windować na patronów polskich ulic?

Kto był faktycznym decydentem w AL? Czyje interesy ona reprezentowała?

Jak już wspomniałem, o założeniu polskiej konspiracji w kraju zadecydował osobiście Józef Stalin. Latem 1942 r. nakazał on utworzenie w Polsce nowej partii komunistycznej i nawet podał jej nazwę: PPR. Gwardia Ludowa a potem Armia Ludowa były zbrojnym ramieniem tej partii i nie miały one nic wspólnego z polskimi interesami. Kierownictwo tych struktur, ściśle połączone z siatkami sowieckiego wywiadu, realizowały bieżące polecenia otrzymywane droga radiową z moskiewskiej centrali, choćby godziły one w najbardziej żywotne interesy polskie i wręcz ośmieszały PPR. Taka sytuacja miała miejsce chociażby wiosną 1943 r., po ujawnieniu sprawy mordu katyńskiego i zerwania stosunków polsko-sowieckich. Komunistyczna prasa powtarzała w tej sprawie wszystkie kłamstwa sowieckie obarczając za zbrodnię Niemców, a także ostro atakowała rząd polski zarzucając mu kolaborację z Niemcami. To była ostateczna kompromitacja tej formacji, której nikt już – od prawicy do lewicy - nie traktował w Polsce Podziemnej inaczej, niż jako sowiecką agenturę.

Co różni GL od AL?

Nazwę zmieniono w sylwestra 1943 r., kiedy komuniści, przygotowując się do przejęcia władzy w Polsce, i utworzyli w okupowanej Warszawie Krajową Radę Narodową. Struktura ta aspirowała do roli kierownictwa okupowanego kraju i jej utworzenie były wymierzone w legalne władze Polskiego Państwa Podziemnego. Oczywiście była to głównie propagandowa fikcja, bo wpływy KRN były w Polsce żadne. W ramach tej mistyfikacji KRN miało utworzyć „jedyne legalne wojsko polskie”, które od teraz miało nazywać się „Armia Ludowa”. Faktycznie była to dawna bojówka wojskowa PPR, która tylko zmieniła nazwę. Jeszcze raz powtórzę: to tylko propaganda, która wzbudzała głównie kpiny w polskiej prasie konspiracyjnej. Dość powiedzieć, że powołując „Armię Ludową” komuniści stosownym „dekretem” podporządkowali AL także... Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie. To wszystko to taki jeden wielki kabaret.

Czy AL miała „zasługi” w zwalczaniu AK?

Generalnie komunistyczna konspiracja ze względu na swój ideologiczny profil a przede wszystkim bardzo niski poziom nie walczyła z Niemcami zajmując się głównie pospolitym bandytyzmem, paląc polskie dwory, plebanie i przede wszystkim zwykłych chłopów. Dorobek tej organizacji w walce z Niemcami to mniej więcej w 90% powojenna mistyfikacja. Z drugiej strony formacja ta ma na sumieniu mordy i pacyfikacje polskich wsi wspierających AK lub NSZ, oraz liczne mordy na Żydach.

Wobec braku poważniejszej reakcji ze strony AK i zbliżania się Sowietów komuniści pozwalali sobie na coraz więcej. O ile w 1942 dochodziło do pojedynczych mordów na żołnierzach podziemia, o tyle w 1944 r. komuniści atakowali lub mordowali znienacka żołnierzy dużych oddziałów AK. Takie dwa przypadki miały miejsce na Lubelszczyźnie. Wiele grup komunistycznych było wcześniej rozbijanych przez polskie podziemie, ale głównie ze względu na bandytyzm. Regularnym zwalczaniem GL-AL zajmowała się głównie partyzantka NSZ. AK, głównie ze względów politycznych („sojusznicy naszych sojuszników”) na ogół reprezentowali w tym zakresie zadziwiającą pobłażliwość. To był błąd, za co wielu z nich zapłaciło potem aresztowaniami i wyrokami, bo byli rozpoznani przez komunistyczny wywiad i NKWD.

Co stało się z dygnitarzami GL i AL po wojnie, ich kariery rozwijały się?

Oczywiście, niemal z klucza dawnym partyzantom GL-AL w nowej „Polsce” nadawano stopnie oficerskie i wcielano do WP, MO i UB. To ostatnie jest ciekawe o tyle, że był to element często przestępczy, bo komuniści często werbowali w swoje szeregi działające niekiedy już przed wojną bandy rabunkowe. Ciekawa sytuacja: bandyci noszący po pięć obrączek na palcach, przedwojenni recydywiści, skazani nawet za morderstwa, zostawali funkcjonariuszami aparatu ścigania. Ale byli wygodni: związani z nową władza, pozbawieni specjalnych barier moralnych czy etycznych, świetnie nadawali się do ścigania „wrogów nowej władzy”. Przecież wielu z nich (ziemianie, żołnierze polskiego podziemia) było wrogami GL-AL. od dawna.

Wielu komunistycznych zbrodniarzy z GL-AL. zrobiło błyskotliwe kariery w czasach PRL. Wioskowi bandyci zostawali prokuratorami, wysokimi oficerami, nawet dyplomatami. Symbolem tej formacji może być Stefan Kilanowicz vel Grzegorz Korczyński, generał, członek Biura Politycznego, bliski współpracownik Władysława Gomułki, przez niemal połowę istnienia PRL jej wysoki dygnitarz. A Korczyński na przełomie lat 1942/43 dowodząc na Lubelszczyźnie oddziałem GL, w czasie wewnątrzpartyjnych porachunków kazał wymordować wszystkich ukrywających się w okolicy Żydów. W kilku wsiach i leśnych bunkrach wymordowano ponad 100 osób. Zachowały się drastyczne opisy gwałtów, profanacji zwłok i dzielenia się przez Korczyńskiego i jego kompanów mieniem pomordowanych bezpośrednio na miejscu zbrodni. A to tylko jedna z „gwiazd” firmamentu, na który składała się formacja środowiskowa nazywana w skrócie „partyzantami”, jedna z ważniejszych koterii politycznych lat 60 i 70 w PRL.

Rozmawiał Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/armia-ludowa---klam ... 313,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 11 cze 2013, 19:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kmn.info.pl/2013/06/04/jedwabne- ... maskowane/

Jedwabne oszustwo zdemaskowane.
Informację zamieścił MarkD

Zrobiło się gorąco w temacie roszczeń żydowskich za utracone mienie. Chodzi o niebagatelna sumę, bo żydowscy adwokaci wymyślili kwotę 65 miliardów (!) dolarów restytucji.
Restytucja – czytamy w Wikipedii – znaczy zwrot skonfiskowanego mienia. Zapytajmy więc adwokatów żydowskich kto skonfiskował mienie ich zleceniodawców? Myślę, że nie odpowiedzą, bo musieliby ujawnić że zleceniodawcy sami konfiskowali swoje mienie, bo prawie całe dowództwo wojska i zainstalowany przez bolszewików rząd byli żydami.
Żydo-komunistyczny rząd okupacyjny, zainstalowany u nas po II wojnie światowej, działał metodycznie, zabierał „kułakom” i dawał biednym – czyli sobie. Zagrabione mienie trafiało w ręce partii, a następnie rozparcelowywano je w rerce swoich. Polacy wyszli na tym jak zawsze – oszukani, ograbieni, zrujnowani.
Weźmy na przykład kamienice w Warszawie, które są przedmiotem restytucji żydowskich.

Obrazek

Jak widzimy na zdjęciu powojennej Warszawy, nie ma co oddawać żydom! A tak wyglądała większość miast Polskich.
Dużo z tego mienia było zniszczone w czasie wojny, a po wojnie zabrane przez komunistów – żydów. Więc czego ONI jeszcze chcą?
Jedwabne jest ICH kartą przetargową. Kwaśniewski/Stolcman przepraszał za Jedwabne w imieniu Polaków, a właściwie to kłamał w imieniu swoich ziomków, by mieć pretekst do oskarżania Polaków i wyłudzania wielkich odszkodowań

Obrazek
Prezydent Kwaśniewski w Jedwabnem w 2001 roku


Dziś dostałem informację, że misterny plan oskarżania nas za pogrom jest szyty grubymi nićmi i nie trzyma się kupy. Okazuje się że są świadkowie tamtych zdarzeń i stanowczo podważają historie rozsiewane przez żydów-cwaniaków.
Zapraszam do oglądania wypowiedzi syna naocznego świadka tamtego pogromu. Jerzy Karwowski, mieszkający obecnie na Wschodnim Wybrzeżu USA, dementuje kłamstwo Jedwabne.

http://www.youtube.com/watch?v=PnC7hivjT6I

Pewne jest, że czas gra na ICH korzyść, więc prosimy świadków, lub osoby spokrewnione o kontakt z redakcją. Chętnie zarejestrujemy wasze wypowiedzi, by dać świadectwo prawdzie.

http://www.youtube.com/watch?v=gmTDg1JXx9Q

Na koniec przytoczę rozmowę z nieżyjącym już Panem – „Świadek numer pięć z Apolinarym Domitrzem rozmawiał Waldemar Piasecki”
Przedstawiamy wierny zapis rozmowy z pochodzącym z Rostek koło Jedwabnego 72-letnim Apolinarym Domitrzem, obecnie mieszkańcem Greenpointu, polskiej enklawy Nowego Jorku. Poglądy rozmówcy na kwestię wydarzeń w Jedwabnem pozostawiamy bez komentarza. Apolinary Domitrz przebywa w USA od 1983 r. i jest obywatelem tego kraju. Mieszkają tu jego syn i córka wraz z rodzinami. Żona, Irena, pochodząca z odległej o 18 kilometrów od Jedwabnego Zbójnej, zmarła przed dwoma laty. Nasz rozmówca jest z zawodu krawcem. W Nowym Jorku pracował jako sprzątacz sklepów. Jest żarliwym katolikiem i aktywnym członkiem parafii Świętych Cyryla i Metodego na Greenpoincie.
Czy zechciałby się Pan przedstawić?
Domitrz Bolek. Syn Franciszka i Weroniki. Urodzony 14 lutego 1929 roku. W ciężką zimę…
W dokumentach ma Pan na imię Apolinary.
No tak… Ja się rodziłem w świętego Walentego. Powinni mi dać na chrzcie Walek. Ale był u nas taki Wiśniewski Apolinary, bogacz wielki i po nim dali imię. Wszyscy wołają jednak Bolek.
Pan pochodzi z Rostek. Ile to od Jedwabnego?
Kilometr będzie, może półtora. Tam rodzice mieli dwanaście morgów ziemi. Moja mama najpierw wyszła za Rakowskiego i mieli dzieci dwoje: Aleksandra i Pelagię. Z Domitrzem, drugim mężem, za którego poszła po śmierci Rakowskiego, było troje: Franciszek, Helena i ja najmłodszy.
Chodził Pan do szkoły?
Do Jedwabnego. Dwie klasy skończyłem. W domu u rejenta szkoła była.
Ilu ludzi mieszkało w Jedwabnem przed wojną?
O, na pewno więcej niż dwa tysiące. Z tego jakie sześćset Żydów. Mieli wszystko. Sklepy, warsztaty mieli. Na Łomżyńskiej ulicy, po lewej stronie, jak się z Łomży jedzie, bożnicę mieli. To dobre ludzie byli. Zgodnie żyli. Na kredyt dawali w sklepach. Dobroci ludzie…
Znał Pan wtedy osobiście jakiegoś Żyda?
Znałem, panie, Szmujła kowala. Miał kuźnię na rogu Przystrzelskiej i Cmentarnej, niedaleko od tej stodoły, co to teraz tyle krzyku po świecie robią. Brat u niego konie kuł, lemiesze klepał. Raz brat mnie zawołał po szkole, żebym przyszedł i pomagał drzewo piłować. To Szmujłowa zaraz nagotowała kapusty z gęsiną. Jedzenia, panie, było… Znało się też Żydów, co z nami chodziły do szkoły. Jak myśmy mieli modlitwę „Kiedy ranne wstają zorze”, to oni na korytarz wychodzili, a potem wracali i razem w ławkach z nami siedzieli. Zgoda była. W sobotę Żydki nie chodziły do szkoły, my tak. My nawet w niedzielę szliśmy i stamtąd do kościoła… Jak szliśmy, to ze śpiewem „Jeszcze Polska nie zginęła”. A kościół, panie, wielki był. Z daleka było widać. Nie wiem tylko teraz pod jakim wezwaniem. Dyrektor szkoły to był… zaraz, zaraz. Niech no sobie przypomnę… O, Skarżyński! Skarżyński. Zawsze z nami do kościoła maszerował. Żydki się tylko przyglądały. Myśmy się też im przyglądali, jak latali do bożnicy z poduszkami pod pachą.
Pamięta Pan jakieś konflikty polsko-żydowskie? Czas Wielkanocy ożywiał tu i tam „przypomnienie” o wydaniu Jezusa na śmierć przez Żydów.
Pod słowem, u nas nie było czegoś takiego. Nikt Żydom nie wypominał śmierci Chrystusa.
Jednym słowem – zgoda i przyjaźń?
Jakby pan zgadł. Gdzie tam komu było do awantur albo jakich pogromów.
Pamięta Pan wrzesień 1939 roku?
Dzieciak byłem, ale pamiętam. Najpierw weszły Niemce. Ale potem Ruskie i zaraz zaczęli swoje rządy zaprowadzać. Dużo ludzi wywozili. „Kułak” i „pomieszczik” – powiedzieli i zabierali na Sybir. Wtedy trochę młodych Żydów się do nich przyłączyło. Takie wyrostki po osiemnaście-dwadzieścia lat. Nosili czerwone opaski na prawej ręce, takie milicjanty czy co…
Prześladowali Polaków?
Tego bym nie powiedział. Chodzili po ulicy. Jak podatku się nie zapłaciło, to przyszli, kury wzięli albo gęsi. Ja bym powiedział, że oni raczej do interesów bardziej głowę mieli. Szmatów nazbierali, to potem talerzów przywieźli, organków, śledzi. Z Ruskimi kombinowali łatwiej niż Polacy.
Denuncjowali Polaków?
Tego nie mogę powiedzieć. Nie znam przypadku.
Czy można powiedzieć, że wejście Rosjan było dla Żydów jakimś wybawieniem?
Na pewno się ich mniej bali niż Niemców. Ale żeby wybawienie? Trochę tych młodych to się cieszyło. Większość cicho siedziała i czekała, co z tego ruskiego panowania wyniknie.
To panowanie zaczęło się od wystawienia pomnika Lenina?
To prawda. Odlali go z gipsu czy cementu i ustawili w parku przy ulicy Wizkiej naprzeciwko domu Kędziorka Kazimierza, co miał zlewnię mleka i był chrzestnym mojej siostry Heleny. Zresztą w Jedwabnem jedni mówili, że to Lenin, a drudzy, że Stalin. Kto ich tam odróżniał? Ja pamiętam, że miał wąsy. Z pomnika to się tylko te młode Żydy cieszyły, co przystały do Ruskich.
Co Pan wtedy robił? W tych, nazwijmy to, „ruskich czasach”?
Za Ruskiego, pamiętam, że poszedłem do terminu krawieckiego. Na krawca się uczyć do Mucharskiego Kazika. Trzeba było wieprzka sto pięćdziesiąt kilo wagi zarżnąć, żeby się zgodził mnie przyjąć. U niego się uczyłem. A potem u Boczkowskiego Janka, ale to już za Niemca. No i się w domu pomagało. Krowy pasło najczęściej.
Jak wyglądało ponowne przyjście Niemców w czerwcu 1941 roku?
Ruskie zwiewały w kierunku na Wiznę, że się kurzyło. Tam nie było jakiejś walki. Za parę godzin, jak Ruskie uciekły, a z nimi paru tych młodych żydowskich milicjantów, weszli Niemcy. Ludzie się cieszyli. Kwiaty im sypali. Witali. Kompot wynosili, żeby dać się napić. Radość, panie, była. A Niemce najpierw na motorach, potem samochody i czołgi na koniec. Wszystko na Wiznę szło.
Kto się tak cieszył z nadejścia Niemców?
Polacy! Przecież, że nie Żydzi.
Jak Pan myśli, dlaczego?
Ruskie na Sybir wywoziły. Jak im Niemce pogoniły kota, to wszyscy się cieszyli, że będzie koniec tych wywózek. Ludzie życzyli Niemcom, żeby jak najszybciej doszły do Moskwy. Radość, panie, była.
Z czym kojarzy się Panu ta „zmiana warty” w Jedwabnem?
Niemcy zajęli miejsce po Ruskich. Nad apteką był tych żandarmów posterunek. Nie wiem ilu, ale tak chyba z dziesięciu. Pamiętam, że zaraz się wzięły za ten pomnik Lenina. Zagnały Żydów i kazały im obalić Lenina na ziemię. Potem kazali podłożyć drągi i nieść go Żydom w kierunku Rynku. Nieśli „bidaka” aż na kirkut i tam go zakopali zdaje mi się. Tę rozbiórkę pomnika wszyscy pamiętali.
Pan to widział?
Ano tak… Stałem koło domu Mariaka z Jasiniakiem Stasiem, synem organisty i Szmulcem Heńkiem na Wizkiej ulicy. Ale jak tego Lenina ponieśli do Rynku, to myśmy już nie szli za nimi. Żandarmy wszystkiego pilnowały.
Pamięta Pan dzień, kiedy spalono stodołę?
Jakże nie pamiętać?! Zboże białe już było. Dostajało na słońcu. To było czwartego albo dziesiątego lipca. Paśliśmy krowy na łąkach między Rostkami a Jedwabnem. Jakie pół kilometra od stodoły Śleszyńskiego Bronka. Ze mną był Janek Rakowski, syn chrzestnego, i Zenek Ryszkiewicz. Oba już nie żyją. Jeden w Wałbrzychu, drugi w Bytomiu zmarł. Jak ta stodoła się zapaliła, było ciepło. Buchnęło w górę. To myśmy zaraz pobiegli do Jedwabnego. Przez Rynek lecieli my. Cicho było, pozamykane wszystko, nikogo na ulicy. A stodoła się pali. To my na Cmentarną. Koło kościoła i Przystrzelska. Skręt w Cmentarną. I tak stanęli my jakieś dwieście pięćdziesiąt metrów od tej stodoły. Paliło się strasznie. Jak drzazgi trzaskało. Była z desek, kryta słomą. Wszystko nagrzane. Wybuch się zrobił i poszedł żółty dym taki. A Niemce się odsunęli od tego żaru.
A inni?
Jacy inni? Panie, tam nie było żadnych Polaków. Same Niemce. Żadnego Polaka myśmy tam nie widzieli. Ilu było tych żandarmów? Najechało się ich, panie, pełno. Ze dwudziestu albo trzydziestu. Ja tam ich nie liczyłem, ale dużo ich było. Najechało ich się pewnie z Łomży, i z Wizny, i z Przytuł. No i te z Jedwabnego.
Która to była godzina?
Czwarta po obiedzie.
Czy widział Pan, jak Niemcy pędzili Żydów do stodoły?
Nie. Myśmy tego nie widzieli.
Jak długo obserwowaliście pożar?
Dwadzieścia, może dwadzieścia pięć minut.
Byli tam inni Polacy?
Nie. Tylko my. Tam nie było więcej Polaków.
Co było potem?
Uciekliśmy. Polecieliśmy po krowy i do domu. Przybiegłem i mówię do mamy: „Mamo, mamo, jak tam się ludzie palili. Żydzi się palili w stodole”. A mama zaczęła płakać, bo była wierząca…
Skąd Pan wiedział, że tam się palili Żydzi?
Mój Boże, jak oni to wszystko zgonili, to z opowieści, ze wszystkiego, mój Boże…
Ale Pan żadnych Żydów na oczy nie widział?
Nie.
Czy Niemcy byli uzbrojeni?
Karabiny mieli.
Czy strzelali do wnętrza stodoły?
Nie.
A jak tam się dostali? Samochodami?
A oni te… bryczki mieli. Tych bryczków my nie widzieli, bo oni zostawili za apteką…
Czy Niemcy robili jakieś fotografie?
Nie. Nic takiego nie było.
Czy widział Pan kogoś uciekającego ze stodoły?
Nie, takich tam nie było.
Czy może słyszał Pan jakieś odgłosy z wnętrza stodoły: krzyk, płacz, wzywania pomocy, jęki?
Nie, nie słyszałem.
Jak Pan myśli, dlaczego na miejscu z Polaków byliście tylko wy trzej?
Ja tam nie wiem. Ludzie pewnie się bali, żeby ich to samo nie spotkało.
Co było na drugi dzień?
Na drugi dzień byli tylko żandarmi z Jedwabnego. Polaków zebrali. Rów wykopać kazali i to wszystko do tego rowu kazali zasypać?
Co?
Te ciała spalone, prochy, kości…
Czy Polacy jakoś komentowali to, co się stało dzień wcześniej?
Panie, ludzie wystraszone były. Nic nie gadali, bo się bali, żeby im tego samego Niemce nie zrobiły… Ale biedaków żałowali. Mieli serce przecież…
Co się mówiło o mordzie w Jedwabnem? Przecież tych Żydów ktoś musiał wygnać z domów, pędzić do stodoły, zaganiać do niej. Trudno uwierzyć, że tego nikt nie dostrzegł.
No to, te miejscowi widzieli, jak tych Żydów gnali… Oknami patrzyli. Jak my tak na bosaka gnali, to my nikogo nie widzieli, bo wszystko było pozamykane. Ale oknami ludzie widzieli.
Czy o mordzie w stodole mówiło się coś po wojnie?
Wszystko zacichło. Zresztą w 1947 roku wyjechałem do Zbójnej za żoną.
Czy słyszał Pan o aresztowaniach mieszkańców Jedwabnego i procesie z 1949 roku, w którym zostali skazani za udział w paleniu Żydów w stodole?
Nie słyszałem, żeby kogoś z Jedwabnego sądzili. Tam nie było żadnych sądów. Ja nic nie wiem, nie będę brał na sumienie.
Słyszał Pan nazwisko: Karol Bardoń?
Nie, nie znam.
Skazano go na karę śmierci. A nazwiska braci Laudańskich?
Nie…
Dostali 15 i 12 lat. Bolesław Ramotowski?
Coś sobie przypominam, ale nie za bardzo.
Też 12 lat. Władysław Miciura?
Tego znałem.
Również 12 lat. Stanisław Zejer?
Znałem. Mieszkał, jak się na Przytuły jechało. Dom z czerwonej cegły mieli.
Dostał 10 lat. Czesław Lipiński?
Nie znam.
Też 10 lat. Władysław Dąbrowski?
Na Nowej Wsi mieszkał.
Osiem lat. Feliks Tarnacki?
Też mi się coś przypomina…
Osiem lat. Roman Górski?
Znałem.
Też osiem. Antoni Niebrzydowski?
Też mi się przypomina.
Także tyle samo. Józef Żyluk?
Pamiętam go.
Skazany na osiem lat. Ogółem oskarżono 22 osoby. Czy Pana zdaniem to była jakaś pomyłka?
Na pewno. Tam Polaków nie było. To robota Niemców była.
Uratowani z rzezi Żydzi twierdzą, że Polacy brali w niej udział, jako wykonawcy. Dlaczego tak mówią, skoro Polaków tam nie było?
Tego to ja nie wiem. W Jedwabnem żadnych problemów z Żydami nie było. Dobrzy ludzie byli. Zgodnie żyli. Co by im mieli Polacy robić krzywdę? To wszystko wymysły, panie…
W niemieckich dokumentach wojskowych z tamtego czasu jest raport, w którym mówi się, że w „Jedwabnem Polacy „załatwili” stodołę z Żydami”. Dlaczego tak mówią, skoro Polaków tam nie było?
Niemce kłamały. Oni zwalają na Polaków, żeby odszkodowań teraz nie płacić. A kto obozy zakładał, Oświęcim, Majdanek? Polacy? Jak im, panie, wierzyć? Kłamce i już!
Czy słyszał Pan o uratowaniu w Janczewie, niedaleko Jedwabnego, siedmiu Żydów przez rodzinę Wyrzykowskich? Też mieli pójść do stodoły.
Że w Janczewie, to słyszałem, ale nie wiem, kto ich chował. To jak ich tam uratowali od spalenia, to jak one mogą mówić, że Polacy złe ludzie? Od Niemca ich Polacy wybawili… Oni mówią, że Polacy od Polaków. To nieprawda. Jak mi Bóg miły!
Czytał Pan książkę „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa?
To nieprawda. Nieprawda… Jedno kłamstwo, panie. Jak on to mógł nazmyślać? Jak my to z kolegą czytali, to nie mogli się nadziwić, jak można tak nakłamać.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski i prymas Józef Glemp nie kwestionują winy Polaków. To, co ich różni, to forma wyrażania skruchy czy przeproszenia. Kwaśniewski zamierza przeprosić 10 lipca w Jedwabnem, Glemp modlić się za zamordowanych w synagodze wraz z rabinem Schudrichem. Co Pan na to?
A co, ten Kwaśniewski tam był, czy co? Ja tam byłem i widziałem, a nie on. Jego na świecie nawet nie było. Niech się on tak nie mądrzy teraz… A Glemp widział? Nic nie widział! To niech on się za nas nie modli u Żyda.
Żydów od długiego czasu spotyka wiele nieprzyjemności, plag, tragedii. Czy to możliwe, że to wciąż kara za wydanie na śmierć Jezusa?
Ja to, panie, samo powiedziałem do mego bossa w Nowym Jorku. Żyd z Łodzi. Bogacz, miliarder. Sklepy ma, magazyny. Sprzątałem u niego. No i raz mu mówię o zabiciu Jezusa. A on mi na to odpowiada: „To nie my. To nasze przodki zrobiły”. Tak mi odpowiedział. Jaki mądry, co?
Jest Pan piątym świadkiem wydarzeń w Jedwabnem, który się ujawnił. Zamierza Pan to wszystko opowiedzieć prokuratorom z Instytutu Pamięci Narodowej?
Jak na spowiedzi. Tu już nawet byli u mnie tacy, co to wszystko spisywali. Prawda, panie, jest najważniejsza. Ludzie ją muszą znać. Nie ma rady. Przed Bogiem nic się nie skryje.
Rozmawiał Waldemar Piasecki Wypowiedzi Apolinarego Domitrza publikujemy w oryginalnej formie, bez redakcyjnej „obróbki”. Ich autentyczność Apolinary Domitrz potwierdził przed notariuszem publicznym 12.04.2001 roku w Nowym Jorku.

z Apolinarym Domitrzem rozmawiał Waldemar Piasecki, Zycie Warszawy, 2001-04-22
Za niezaleznemediapodlasia.pl
http://niezaleznemediapodlasia.pl/jedwa ... maskowane/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 03 lip 2013, 06:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30680
Żywią i bronią

Piotr Szubarczyk

Przed 120 laty w Nowym Sączu powstał Związek Stronnictwa Chłopskiego. Była to pierwsza w Europie partia chłopska. Chłopi polscy odegrali wielką rolę w walce Polaków o świętą Sprawę, czyli niepodległy byt naszego państwa. W czasach Insurekcji Kościuszkowskiej na sztandarach kosynierów pojawiło się hasło „Żywią i bronią”. Do tych słów nawiązywały partie chłopskie, pojawiały się one na sztandarach powstań, na chłopskich kilimach i makatkach. W czasie II wojny światowej taki tytuł nosił biuletyn Batalionów Chłopskich, części sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego.

ZSCh powołali do życia bracia Jan i Stanisław Potoczkowie. Byli posłami do austriackiej Rady Państwa w Wiedniu, mieli doświadczenie polityczne. Partia działała przez 15 lat i miała wielkie zasługi dla rozbudzenia patriotyzmu wśród galicyjskich chłopów. Wytyczyła drogę dla polskich partii chłopskich, wiążąc ich działalność na wsi z pracą oświatową i współpracą z Kościołem katolickim.

Potoczkowie współpracowali z czasopismami dla ludu „Wieniec” i „Pszczółka”, z ich animatorem ks. Stanisławem Stojałowskim. Od niego uczyli się solidaryzmu narodowego i upominania się o chłopskie interesy bez naruszania interesów całego Narodu. Mottem dla obu pism ks. Stanisława były słowa wieszcza Zygmunta Krasińskiego: „Zpolską szlachtą – polski lud”.

Za obrońców spraw chłopskich uważali się po wojnie także sowieccy komuniści. W rzeczywistości nienawidzili polskiego chłopa za jego obronę własności prywatnej i „klerykalizm”, czyli wierność Kościołowi. Powojenna polska wieś była ostoją dla antykomunistycznego podziemia i wiele wycierpiała. W czasach PRL można było rozpoznać ubeka (esbeka) nawet po krótkiej rozmowie o wsi. Nienawidzili „ciemnych” chłopów, tak ich uczono.

http://www.naszdziennik.pl/wp/42696,zywia-i-bronia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /