Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 18 lip 2009, 06:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Może dzięki takim książkom będziemy mogli usunąć z naszych głów resztki komunizmu... (Stanisław Fudakowski)
"Lechu, dlaczego nas okłamałeś?"

Wśród licznych dyskusji i spotkań poświęconych w ostatnim czasie książce "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" na szczególne zainteresowanie zasługuje spotkanie zorganizowane tydzień temu w Gdańsku przez Stowarzyszenie "Solidarni z Kolebki" oraz Koło Emerytów i Rencistów NSZZ "Solidarność" Stoczni Gdańskiej z autorami książki - dr. Sławomirem Cenckiewiczem i dr. Piotrem Gontarczykiem. Na miejsce spotkania wyznaczono historyczną salę AKWEN w siedzibie Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność" przy Wałach Piastowskich 24, która była świadkiem wielu ważnych, często dramatycznych spotkań i narad "Solidarności". Osoby związane z historyczną "Solidarnością", oprócz pytań zadawanych autorom, same miały wiele do powiedzenia i tworzyły w ten sposób jakby aneks do książki.

Autorzy książki właśnie zaplanowali urlop. Ale czy można odmówić "Solidarnym z Kolebki", ludziom niezłomnym, uczestnikom Grudnia '70 i Sierpnia '80, twórcom historycznej "Solidarności"? Pospiesznie zamówiono w centrali IPN kilkadziesiąt egzemplarzy książki, która mimo dodruku jest ciągle nieosiągalna w księgarniach i empikach. Spotkanie wyznaczono na czwartek, 10 lipca br., po południu. Zaproszeń nie wysyłano, ponieważ zainteresowanie książką jest ciągle ogromne i nawet duża sala AKWEN nie pomieściłaby wszystkich chętnych. Mimo braku zaproszeń i ogłoszeń w mediach sala na 10 minut przed spotkaniem była pełna, a 70 egzemplarzy książki zniknęło w ciągu 25 minut.

Chłodno o mediach
To miało być spotkanie kameralne dla członków stowarzyszenia i dla emerytów "Solidarności" ze Stoczni... - stwierdziła pani Alicja Kowalczyk, prezes gdańskiego Stowarzyszenia "Solidarni z Kolebki", a potem, patrząc na liczne kamery telewizyjne i mikrofony radiowe, powiedziała bez ogródek: - Nie zapraszaliśmy mediów. Nie interesowała ich przez lata działalność "Solidarnych z Kolebki", więc nie są tu mile widziane... Zaprosiliśmy Telewizję Trwam, która nam pomagała i którą serdecznie witamy.
Odpowiedzią były oklaski zgromadzonych osób, wśród których dostrzegłem wiele twarzy zapamiętanych z lat 1980 i 1981, zwłaszcza z trójmiejskich zjazdów NSZZ "Solidarność" - regionalnego w Gdyni i krajowego w gdańskiej hali "Olivia".
- Spotkanie dotyczy naszego byłego kolegi Lecha Wałęsy - kontynuowała pani Kowalczyk, dość wyraźnie akcentując słowo "byłego". Powitała dr. Sławomira Cenckiewicza, którego cała sala przyjęła wielkimi brawami. Doktor Piotr Gontarczyk, prosto z warszawskiego pociągu, przybył pół godziny później.

Hołd dla odwagi
Współprowadzący spotkanie Tomasz Moszczak, stoczniowiec z pierwszej "Solidarności", wezwał do poważnej rozmowy na temat książki, z uwagi na to, że problem jest istotny dla całej Polski. Prosił, by nie brać przykładu z "profesorów", którzy w telewizji zabierają głos na temat tej publikacji, choć jej nie czytali, kompromitując siebie i swoje środowiska. Wyraził podziw dla autorów za odwagę cywilną. "Są jak my, stoczniowcy, w roku 1980" - zakończył, a to porównanie bardzo się spodobało zebranym.
Sławomir Cenckiewicz powiedział: "Dziękuję za zaproszenie do tej sali i do tego grona, które szanuję nie tylko za Sierpień, ale i za rok 1970, bo przecież są tu także bohaterowie Grudnia. Miało być rzeczywiście kameralnie, ale dobrze, że jest tak, jak jest...".

"Prezent"
Zanim rozpoczęło się właściwe spotkanie, zebrani obejrzeli film dokumentalny Grzegorza Brauna dotyczący TW "Bolka", zawierający również szokujące fragmenty znanych już wcześniej filmów "Nocna zmiana" i "Plusy dodatnie - plusy ujemne". Kiedy na zbliżeniu pokazano dokument, notatkę ministra Milczanowskiego z informacją, że na wniosek Lecha Wałęsy z 28 września 1993 r. wypożyczono mu pilnie tajne dokumenty dotyczące TW "Bolka", ktoś na sali skomentował ironicznie: "To był prezent na urodziny, a prezentów się nie oddaje...".
W filmie autorzy książki podkreślali zwłaszcza najważniejsze dla obecnych awantur wokół książki kwestie: wszyscy zainteresowani mieli dostęp do tych dokumentów, ale zabrakło woli dociekania prawdy; żaden z historyków, dziennikarzy czy polityków, krytykujących dziś publicznie książkę i jej autorów, nie widział dokumentów TW "Bolka" na oczy. Łatwo to sprawdzić, bo w archiwach obowiązuje zasada wpisywania daty i nazwiska przeglądającego wypożyczony zbiór.
Po filmie wystąpił dr Piotr Gontarczyk, który powiedział, że zaproszenie do takiego miejsca jak sala AKWEN i do takich ludzi jest dla niego wielkim zaszczytem.

To był wielki zawód
Alojzy Szablewski, pierwszy przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "S" w Stoczni Gdańskiej i poseł na Sejm I kadencji, mówił o wielkim zawodzie, jakim był dla niego Lech Wałęsa jako prezydent RP. "Byłem zaszokowany wściekłością, z jaką Wałęsa reagował na wszelkie propozycje lustracji, co przecież było wówczas bardzo potrzebne Polsce, od czego zależało nasze bezpieczeństwo. Nie rozumiałem wtedy tych reakcji Wałęsy, byłem tylko coraz bardziej zawiedziony i zasmucony". Szablewski przypomniał także, że inicjatywa ustawowego odebrania ubekom i esbekom ich wysokich apanaży nie spotkała się z poparciem prezydenta, to się dokonało wbrew niemu, dzięki senatorom. Wałęsa jednak nie chciał tej ustawy podpisać. Alojzy Szablewski wyraził opinię - z perspektywy czasu i po uporządkowaniu pewnych wydarzeń, których wtedy do końca nie rozumiał - że Lech Wałęsa był szantażowany przez środowisko postesbeckie z powodu uwikłania we współpracę z bezpieką. To było szkodliwe nie tylko dla Wałęsy, ale i dla całej Polski. Szablewski zakończył swą wypowiedź gorzkimi słowami: "Straciłem dla niego szacunek. Unikałem go, żebym nie musiał podawać ręki. Szkoda, że się wtedy po prostu nie przyznał. Nie byłoby szantażu, nie byłoby tego zła, które z tego szantażu wynikało".
Bogusław Gołąb, członek prezydium historycznego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Gdańsku, stwierdził, że książka pracowników IPN, choć tak obszerna, jest dopiero przyczynkiem do zbadania wszystkich okoliczności i skutków współpracy Lecha Wałęsy z bezpieką dla późniejszych wydarzeń w Polsce. Za upokarzające i niedopuszczalne uznał wypowiedziane kiedyś publicznie słowa Wałęsy do Jaruzelskiego, by ten zaprzeczył jego współpracy z bezpieką! Jakby w tej sprawie Jaruzelski mógł być dla nas wiarygodny! Przypomniał rok 1988, ówczesne strajki i całkowitą obojętność Wałęsy wobec dyscyplinarnego zwolnienia z pracy całej komisji zakładowej "S" Stoczni Północnej w Gdańsku. Dla związkowców z tej stoczni był to sygnał ostrzegawczy, że z Wałęsą dzieje się coś złego.
Bogusław Gołąb wyraził swój niepokój z powodu nagonki na IPN, która rozwija się na naszych oczach po opublikowaniu książki "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii". Przedstawił wspólne stanowisko związków więźniów politycznych, internowanych i represjonowanych - w obronie IPN i autorów książki. Uznał, że sytuacja jest poważna i w razie potrzeby wymaga nadzwyczajnych środków: "Jeśli będzie trzeba, przeciwstawimy się fizycznie próbom zamykania IPN i zamykania ust Polakom!". To oświadczenie spotkało się z aplauzem zebranych.
Joanna Gwiazda, siostra Andrzeja Gwiazdy, radna w regionie pomorskim, stwierdziła, że książka otwiera oczy na smutną prawdę: w wolnej Polsce panują stosunki typowe dla stosunków w republikach bananowych. Ostatnim tego przykładem jest bezprawne wywiezienie akt WSI z polecenia wysokich urzędników rządowych, którzy powinni za to stanąć przed Trybunałem Stanu.
Stanisław Fudakowski z "Solidarnych z Kolebki" zwrócił się do obecnych na sali dziennikarzy, by wreszcie uświadomili sobie, że od lat są manipulowani. By zrozumieli, że "Solidarność" była dziełem milionów, a nie jednego człowieka. "Żyjemy w wielkim załganiu. Dziękuję autorom za tę książkę. Może dzięki takim książkom będziemy mogli usunąć z naszych głów resztki komunizmu". Fudakowski stwierdził, że Polska potrzebuje teraz prawdy o Magdalence i o Okrągłym Stole. Dopiero to stworzy pełny obraz sytuacji. To warunek demokracji w Polsce - demokracji dla całego Narodu, a nie tylko dla wybranych, dla kolesiów. Na koniec oświadczył: "Wałęsa nie sprawdził się jako przywódca. Opuścił swoich najlepszych żołnierzy. To jest najgorsze, co zrobił! Niech się jednak nikomu nie zdaje, że to już koniec. Walka trwa!". Te słowa sala skwitowała wielkimi brawami.

Nadzieja w młodych historykach
Sławomir Cenckiewicz, pytany o następne książki, powiedział, że razem z Piotrem Gontarczykiem przygotowuje obecnie książkę o niszczeniu dokumentów bezpieki w latach 1989-1990, z przyzwoleniem, a nawet z udziałem ludzi związanych z rządem Tadeusza Mazowieckiego. To problem, z którym autorzy nieustannie się stykali podczas kwerendy źródłowej do książki o Lechu Wałęsie i wymaga on osobnego opracowania. Drugi temat, którym zajmują się Cenckiewicz i Gontarczyk, dotyczy inwigilacji Anny Walentynowicz przez SB. Jeśli zaś chodzi o kontynuację innych ciekawych wątków, które pojawiły się w obecnej książce, a których nie można było rozwijać ze względu na ich rozległość i luźny tylko związek z głównym tematem, to - zdaniem Cenckiewicza - zrobią to "jeszcze młodsi historycy od nas", bezkompromisowi, poszukujący prawdy. Takich nie brakuje zarówno w IPN, jak i w całej Polsce.

Dlaczego?
Ryszard Czajkowski z Radiowej Agencji Solidarności wyraził pogląd, że 16 sierpnia 1980 r. Lech Wałęsa zakończył strajk w Stoczni Gdańskiej, a to, co potem się działo, było jakby wbrew jego stanowisku, za sprawą innych uczestników protestu. To również wymaga dokładnego zbadania, wiele już było relacji na ten temat.
Anna Kołakowska, nauczycielka historii z Gdańska, najmłodszy więzień polityczny w Polsce w okresie stanu wojennego, postawiła zebranym retoryczne pytanie: "Czy mamy uwierzyć, że człowieka uwikłanego przez 6 lat we współpracę z bezpieką nikt w sierpniu roku 1980 nie szantażował, nikt nim nie kierował?".
Andrzej Kołakowski, pedagog z Uniwersytetu Gdańskiego, pytał dr. Gontarczyka o okoliczności sprawdzania Wałęsy przez sąd lustracyjny przed wyborami prezydenckimi. Doktor Gontarczyk odpowiedział, że sąd dysponował dokumentami - także tymi, które autorzy pokazali w obecnej książce - ale nie wykazał woli ich wykorzystania i zinterpretowania. Najbardziej skandaliczne, zdaniem Gontarczyka, było to, że sąd nie zapytał Wałęsy, gdzie się podziały wypożyczone, niezwrócone akta. Procedurę lustracji zamknięto bez wykorzystania możliwości wyjaśnienia prawdy.
Prowadząca spotkanie prezes Alicja Kowalczyk zwróciła uwagę na forowanie przez Wałęsę pewnych ludzi od samego początku, co dziś, w świetle książki, łatwiej się tłumaczy. Symbolicznym tego przykładem była pierwsza wizyta delegacji "Solidarności" u Jana Pawła II. Nie pojechali tam tacy ludzie jak na przykład Henryk Lenarciak, przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Poległych Stoczniowców. Pojechali za to Celiński i Frasyniuk...
Henryk Jagielski z "S" Stoczni Gdańskiej, uczestnik strajku w roku 1970, jeden z tych, na którego donosił TW "Bolek", oświadczył, iż nieprawdą jest, jakoby Lech Wałęsa był przewodniczącym komitetu strajkowego w roku 1970. Nawiązując do donosów, nazywanych przez obrońców Lecha Wałęsy "poszlakami", Jagielski zapytał retorycznie zebranych: "Czy ja wyglądam na 'poszlakę'? A może my wszyscy jesteśmy tylko 'poszlakami'? Wałęsa niczego nie wyjaśnił, za to nieustannie ubliża nam wszystkim. Ubliża ludziom, którzy go wynieśli do wysokich godności. I on nosi w klapie marynarki wizerunek Matki Boskiej!".
Józef Szyler, dawny kolega Lecha Wałęsy ze Stoczni Gdańskiej, na którego również donosił TW "Bolek", zwrócił się do autorów książki, by podjęli także trud zbadania innych "autorytetów". Zaproponował, by tematem następnej książki był Adam Michnik... Wzbudziło to aplauz, potem ogólną wesołość na sali.
Doktor Sławomir Cenckiewicz, zabierając głos po raz ostatni, przyznał, że książka wywołała wiele nieprzychylnych, wrogich reakcji wobec autorów, jednak dziś umocnił się w przekonaniu, że warto ją było napisać. "Bronią nas tacy ludzie, jak Władymir Bukowski, Józef Szyler czy Henryk Jagielski, i to się liczy... Warto było choćby dla takich jak oni...".
Leon Stobiecki z "Solidarności" Stoczni Marynarki Wojennej w Gdańsku wypowiedział pod koniec spotkania słowa, które dobrze oddały ogólny nastrój sali. "Szkoda, że na końcu tej książki nie napisaliście panowie: 'Lechu, dlaczego nas okłamałeś?'"...


***

Kiedy spotkanie promujące książkę zakończyło się, pewien mężczyzna wzniósł ręce jak do modlitwy, popatrzył w górę, uśmiechnął się i coś wyszeptał. Spojrzałem w tym kierunku. Na przeciwległej ścianie sali AKWEN, wysoko, prawie pod sufitem, zobaczyłem wielki portret Sługi Bożego księdza Jerzego Popiełuszki, kapelana "Solidarności"...
Piotr Szubarczyk,
IPN Gdańsk

16.07.2008r.
Nasz Dziennik
http://www.rodaknet.com/rp_art_4001_lustracja_bolek.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 18 lip 2009, 15:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Gwiazdozbiór prawdy
Sławomir Cenckiewicz 18-07-2009, ostatnia aktualizacja 18-07-2009 14:08
Długa lista klęsk nie unieważni prawdziwych osiągnięć Joanny i Andrzeja Gwiazdów – architektów Sierpnia '80 i współtwórców „Solidarności”

„Gwiazdozbiór w »Solidarności«” to pierwsza książka wspomnieniowa, która w systematyczny, choć subiektywny sposób odkłamuje historię przedsierpniowego ruchu antykomunistycznego i „Solidarności”. Po latach prezentowania jedynie słusznej wersji dziejów oporu w PRL na podstawie wspomnień i relacji środowiska Jacka Kuronia i Adama Michnika, przy współudziale związanych z nim historyków, za sprawą Joanny i Andrzeja Gwiazdów otrzymaliśmy książkę fascynującą, prawdziwą i szczerą.

http://www.rp.pl/artykul/61991,336123_C ... rawdy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 20 lip 2009, 20:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Od końca 1945r. rodzimi komuniści podjęli się kontynuowania zbrodniczej wobec Polski polityki sowieckiej trwającej już od 1917 r. i będącej w tej materii kontynuacją polityki carów.
Przez lata PRL - u osiągnięto spore efekty i nawet data 1989 r. nic w tej kwestii nie zmieniła. Skoro Lenin, Stalin, czy też Hitler uznali, że Polskę należy unicestwić, to trzeba ich polecenia wykonać.
Kto więc dziś czuje się w naszej Ojczyźnie Polakiem i pracuje dla dobra swojego kraju, a kto z nas Polaków czuje się kontynuatorem polityki unicestwiania Polski własnym rękami? Rękami sterowanymi z zewnątrz. Nie ważne, że komunizm zastąpił liberalizm. Ludzie Polsce nieżyczliwi nie przywiązują do tego jakiejkolwiek uwagi.

Musimy sami to ocenić i niestety ale musimy ruszyć nasze ociężałe tyłki i ostro, i publicznie reagować, póki jest jeszcze o co zabiegać


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 30 lip 2009, 23:00 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 lip 2009, 23:02
Posty: 1580
Lokalizacja: Henderson-NV, Spring-TX
http://gegenjay.wordpress.com/2008/09/14/polska-rosja-odrobina-historii/

_________________
All the war-propaganda, all the screaming and lies and hatred, comes invariably from people who are not fighting. http://swobodnadyskusja.myfreeforum.org/index.php


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 31 lip 2009, 18:26 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 lip 2009, 23:02
Posty: 1580
Lokalizacja: Henderson-NV, Spring-TX
20 ty wiek byl wiekiem mordow a wiekszosc z nich byla wykonana na obywatelach wlasnych krajow w tym i Polski.


Niebagatelna role odegrali tutaj komisarze ludowi:

Dobry link:


http://www.hawaii.edu/powerkills/20TH.HTM

_________________
All the war-propaganda, all the screaming and lies and hatred, comes invariably from people who are not fighting. http://swobodnadyskusja.myfreeforum.org/index.php


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 31 lip 2009, 18:48 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 lip 2009, 23:02
Posty: 1580
Lokalizacja: Henderson-NV, Spring-TX
Obrazek

Lewacy maja na swoich rekach krew Polakow i nie wiem jakim cudem Polacy na nich glosuja.

_________________
All the war-propaganda, all the screaming and lies and hatred, comes invariably from people who are not fighting. http://swobodnadyskusja.myfreeforum.org/index.php


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 31 lip 2009, 19:06 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 13 lip 2009, 14:47
Posty: 604
Lokalizacja: Poznań
Bo oni liczą głosy , bo oni mają media , w końcu to oni tu rządzą od ponad 60 lat , nam się opowiada o wolności , a my nie mamy jak im odpowiedziec że w te bajki nie wierzymy!!!! , teraz mamy więcej do stracenia , w myśl starego przysłowia " koszula bliższa ciału" .... oni to wiedzą i śmialo realizują swój plan wysprzedarzy "rodowych sreber" , tak po krótce , wreście jeszcze nie udało nam się sprecyzowac wspólnego celu oraz ich sposobu aby ten cel osiągnąc.
Mniej więcej te tresci w różnych wariantach wciąż sobie piszemy po forach , czy to znaczy , że się budzimy!!!!! , czy ta garstka ludzi która odklamuje fikcje medialną jest w stanie dotrzec , ten proces sie zaczyna , jak widac , nie podoba sie to właścicielom :roll:

_________________
Polskie-Forum.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 25 lis 2010, 10:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Gibraltarskie ekshumacje

Będą kolejne ekshumacje dla potrzebśledztwa dotyczącego katastrofy gibraltarskiej, w której zginęli 4 lipca 1943 roku premier rządu RP i Naczelny Wódz generał broni Władysław Sikorski oraz towarzyszące mu osoby - poinformowało Radio RMF FM.
"Na początku grudnia na cmentarzu w Newark w Wielkiej Brytanii otwarte zostaną grobowce generała Tadeusza Klimeckiego, pułkownika Andrzeja Mareckiego i porucznika Józefa Ponikiewskiego. Ekshumację przeprowadzą Brytyjczycy, ale szczątki badać już będą specjaliści w Polsce" - czytamy na stronie internetowej RMF.
W ramach prowadzonego od września 2008 roku przez Katowicki Oddział Instytutu Pamięci Narodowejśledztwa w sprawie ustalenia przyczyn oraz okoliczności śmierci gen. Sikorskiego, dwa lata temu ekshumowano i przebadano jego szczątki, nie stwierdzając obrażeń mogących podtrzymać hipotezę o zamachu.
Naczelniczka pionuśledczego Oddziału Katowickiego IPN prokurator Ewa Koj poinformowała dziennikarza RMF,że bliscy trzech wymienionych wyżej oficerów wyrazili zgodę na ekshumację oraz zadowolenie,że ich szczątki zostaną złożone w kraju.
Zgodnie z decyzją brytyjskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, procedura ma się odbyć dyskretnie, bez udziału nieuprawnionych osób.
Zwłoki zostaną przetransportowane do Warszawy, a następnie z honorami wojskowymi przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie, w którym badano także ciało Naczelnego Wodza. Tam zostanie przeprowadzona sekcja zwłok i tomografia komputerowa. Badania rozpoczną się 4 grudnia; specjaliści przeprowadzą je za darmo. Koszt ekshumacji i sprowadzenia zwłok poniesie IPN.
- Spodziewamy się wyników badań podobnych, jak w przypadku generała Sikorskiego. Prowadząc takieśledztwo spoczywa jednak na nas obowiązek wyczerpania wszelkich możliwości dowodowych, to wynika wprost z przepisów. Jeżeli zdecydowaliśmy się na prowadzenie takiego postępowania, naszym obowiązkiem jest przeprowadzenie tych czynności- powiedziała RMF prok. Koj.
Śledczy IPN nadal nie wykluczają hipotezy o zamachu. Obecnie skupiają się na próbie ustalenia, czy do katastrofy Liberatora B-24 doszło wskutek samoistnego, wadliwego działania urządzeń, czy też miał miejsce sabotaż. Decydująca będzie ekspertyza lotnicza, której Instytut jeszcze nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie miał.
"Szczątki Ponikiewskiego zostaną złożone w rodzinnym grobowcu w Oporowie. Organizacją pochówku Klimeckiego i Mareckiego zajmuje się Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Szczątki tych oficerów spoczną na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W uroczystościach na Powązkach ma wziąć udział prezydent Bronisław Komorowski. Planowany termin ceremonii to jeden z dni pomiędzy 9 a 11 grudnia" - napisano na stronie Radia RMF FM.

http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/ ... ekshumacje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 09 gru 2010, 10:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Czy dowiemy się czegoś nowego o katastrofie gibraltarskiej?

Na początku stycznia powinien być gotowy raport z badań szczątków trzech oficerów, którzy wraz z Premierem RP i Naczelnym Wodzem Wojska Polskiego generałem Władysławem Sikorskim zginęli 4 lipca 1943 roku w katastrofie lotniczej w Gibraltarze - podała Polska Agencja Prasowa, powołując się na informacje kierownictwa Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie, w którym badane są ciała w ramachśledztwa wszczętego dwa lata temu przez Katowicki Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w sprawieśmierci gen. Sikorskiego i towarzyszących mu osób.
Specjaliści wykonali sekcję zwłok generała Tadeusza Klimeckiego (szefa Sztabu Naczelnego Wodza), pułkownika Andrzeja Mareckiego (szefa Oddziału Operacyjnego Sztabu Naczelnego Wodza) i awansowanego pośmiertnie do stopnia kapitana porucznika Józefa Ponikiewskiego (adiutanta gen. Sikorskiego).
- Z naszego punktu widzenia, czyli sądowo-lekarskiego, wyszły ciekawe rzeczy - powiedział dziennikarzom doktor Tomasz Konopka z ZMS. Nie chciał jednak zdradzićżadnych szczegółów.
Ciała oficerów były w stanie mocnego rozkładu, ale stan zachowania kości pozwolił na przeprowadzenie sekcji zwłok.
- Zostały zrekonstruowane szkielety, każde złamanie zostało opisane i zarejestrowane - powiedział Konopka.
"Przeprowadzono także tomografię komputerową, która w przypadku badań szczątków gen. Sikorskiego w 2008 r. okazała się bardzo pomocna. Tym razem będzie ona służyła m.in. jako dokumentacja. Pobrano także materiał genetyczny do dalszych badań, gdyż krewni jednej z osób wyrazili wątpliwość, co do tożsamości pochowanego" - czytamy w depeszy PAP.
- Analiza różnych złamań i uszkodzeń ciała, które mogą być typowe bądź nietypowe dla katastrof lotniczych, pozwalają nam na dalsze wyprowadzanie innych hipotez, niekoniecznie dotyczących tylko tych przypadków. Służą nam także na przyszłość - tłumaczyła kierownik Katedry Medycyny Sądowej CM UJ prof. Małgorzata Kłys.
Prokurator Piotr Nalepa z Katowickiego Oddziału IPN powiedział dziennikarzom,że jest za wcześnie, by mówić o wynikach badań szczątków gen. Klimeckiego, płk. Mareckiego i kpt.Ponikiewskiego.
- Po wynikach tych sekcji zwłok oprócz poznania mechanizmu i przyczyn zgonu osób, które razem z gen. Sikorskim uczestniczyły w wypadku, spodziewamy się, choć tego nie przesądzamy,że osoby te będą nosiły podobne obrażenia, jakie stwierdzono u gen. Sikorskiego - stwierdził Nalepa dodając,że planowana jest ekshumacja i badanie szczątków jeszcze jednej ofiary katastrofy gibraltarskiej: Jana Gralewskiego - kuriera pochowego w Gibraltarze.
Trwa również gromadzenie dokumentacji technicznej tej serii samolotów marki Liberator, którym leciał gen. Sikorski i informacji o przeróbkach, jakich dokonywali Anglicy, by przystosować je do transportu VIP-ów.
- Po przeprowadzeniu tych czynności wydaje się,że konieczne będzie w tym postępowaniu zasięgnięcie opinii biegłych od spraw katastrof lotniczych - mówił Nalepa.
Jak zaznaczyłśledczy mają dostęp do wszystkich materiałów, jakich potrzebowali z Anglii, obecnie trwa ich tłumaczenie.
Uroczystość wyprowadzenia trumien z nakrytymi mundurami galowymi z czasów ich służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie szczątkami gen. Klimeckiego i płk. Mareckiego z Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie odbyła się zgodnie z ceremoniałem wojskowym. Zostaną pochowani dzisiaj na Powązkach Wojskowych.
Kpt. Ponikiewski spoczął 7 grudnia w rodzinnym grobowcu w Oporowie (wielkopolskie).

http://bukojer.salon24.pl/257760,czy-do ... altarskiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 22 lut 2011, 13:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
@ Jana Grossa, żydowscy żołnierze Hitlera, grabież mienia żydowskiego

W wyniku masowej eksterminacji ludności żydowskiej pozostawały po niej dobra materialne, które zgodnie z hitlerowskim ustawodawstwem przechodziły na własność państwa nazistowskiego. Ubrania i rzeczy codziennego użytku przekazywane były do Głównego Urzędu Gospodarczo – Administracyjnego SS, a za jego pośrednictwem rodzinom niemieckim, które ucierpiały wskutek działań wojennych. Kosztowności i dewizy deponowano w Banku Rzeszy.
Prawna grabież mienia
Procedura odbierania mienia ofiarom zaczynała się w punkcie zbornym, z którego odchodziły transporty, a kończyła w obozie zagłady.
Zrabowane mienie pożydowskie, zgodnie z rozkazem Odilo Globocnika z dnia 15 lipca 1942 r., było wprowadzane do kartotek przez administrację w obozach zagłady. Na mocy powyższego rozkazu utworzono dwie centralne komórki przy sztabie „Akcji Reinhard”. Wszelkie pieniądze, dewizy, kruszce, kamienie szlachetne, biżuteria oraz inne rzeczy wartościowe trafiały do komórki podporządkowanej SS – Sturmbannführerowi Georgowi Wippernowi, który był jednocześnie odpowiedzialny za szczegółową ich kartotekę. Druga komórka została podporządkowana szefowi sztabu „Akcji Reinhard” SS – Hauptsturmführerowi Hermannowi Höflemu. W jego gestii znalazło się prowadzenie kartoteki ubrań, obuwia oraz urządzeń gospodarstwa domowego.
Jak wynika z raportu Odilo Globocnika z 5 stycznia 1944 r. w ramach „Akcji Reinhard” zagrabiono mienie żydowskie o łącznej wartości prawie 179 mln RM.

Procedura
Po dotarciu transportu do obozu zagłady rozdzielano wśród ofiar numerki za zdane mienie, co miało na celu oszukanie i uspokojenie więźniów. Specjalne komando więźniów dokonywało segregacji ubrań. Znalezione kosztowności i waluta wrzucane były do zaplombowanych skrzyń. Ubrania zagrabione Żydom z obozów zagłady początkowo trafiały drogą kolejową do obozu na Flugplazu w Lublinie, gdzie więźniowie po raz drugi dokonywali ich segregacji oraz pozbawiali ewentualnego żydowskiego oznakowania, a następnie odsyłano je do magazynów „Akcji Reinhard” przy ulicy Chopina 27 (obecnie główna biblioteka KUL). Ubrania i rzeczy codziennego użytku przekazywane były do Głównego Urzędu Gospodarczo – Administracyjnego SS, a za jego pośrednictwem rodzinom niemieckim, które ucierpiały w skutek działań wojennych. Kosztowności i dewizy deponowano w Banku Rzeszy.

Korupcja
Mienie zagrabione Żydom było pokusą dla nazistowskich urzędników, którzy byli zaangażowani w realizację „Akcji Reinhard”. Przywłaszczanie kosztowności zrabowanych zamordowanym Żydom było niezgodne z prawem i groziła za to kara śmierci. Mimo to korupcji ulegli zarówno Odilo Globocnik, jak również Christian Wirth i zapewne wielu innych SS-manów biorących udział w „Akcji Reinhard”. O przywłaszczaniu mienia zeznał podczas procesu były adiutant Globocnika SS – Sturmbannführer Runhof: Pewnego dnia [1942 r.] pod sztab „Akcji Reinhard” zajechały ciężarówki ze skrzyniami, które miały zostać przechowane w tym miejscu. Osobą, która dowodziła tą „akcją” był Werner Blankenburg, który stwierdził, że w skrzyniach jest: Ważne wyposażenie dla potrzeb frontu! Kiedy później powtórzyłem to Globocnikowi, trochę zamyślony odrzekł, że to bzdura, ale nie powinienem wtrącać się w cudze sprawy .
Na temat Wirtha w powojennym procesie zeznawał Erich Bauer. Wspomniał on o ogromnym przepychu w jadalni, będąc w willi Wirtha:

Pamiętam tę jadalnię, gdyż raz zostałem tam zaproszony na posiłek. Kelnerkami były młode, ładne Żydówki. Jak prawdziwe kelnerki nosiły białe fartuszki. Jadalnia była tak urządzona, że odnosiło się wrażenie, iż jemy w najlepszym hotelu .
Mienie pożydowskie przywłaszczali sobie również SS-mani, którzy służyli w obozach zagłady. Łatwość w zdobyciu dóbr materialnych oraz brak nadzoru ułatwiały ten proceder.
Korupcja nie była obca także Hiwis *, /Hilfswilliger /, którzy prowadzili handel wymienny z więźniami żydowskimi w obozach zagłady. W zamian za kosztowności dostarczali im jedzenie oraz wódkę.

Udział Żydów w nadużyciach finansowych
Dużą wiedzę o machinacjach finansowych wśród funkcjonariuszy aparatu SS posiadali „uprzywilejowani” Żydzi, którzy byli członkami Rady Żydowskiej, Żydowskiej Służby Porządkowej czy niemieckimi konfidentami. Ich wiedza była na tyle niebezpieczna, iż dowódca Policji i SS w dystrykcie lubelskim Odilo Globocnik wydał rozkaz, aby także ich wyeliminować. Zgodnie z wytycznymi Globocnika, podczas likwidacji getta na Majdanie Tatarskim śmierć ponieśli dr Marek Alten (prezes Judenratu), Moniek Goldfarb (komendant Żydowskiej Służby Porządkowej), Szama Grajer (niemiecki konfident). Osobiście zostali zastrzeleni przez SS – Obersturmbannführera oficera Służby Bezpieczeństwa (SD) Hermanna Worthoffa, odpowiedzialnego za likwidację lubelskiego getta.

Z początkiem kwietnia 1942 r., gdy naziści prowadzili akcję wysiedlania Żydów z getta na Podzamczu, część z nich miała uzyskać J – Ausweisy (zaświadczenia o zatrudnieniu wydawane przez okupantów niemieckich), co przynajmniej tymczasowo chroniło od śmierci. Miały być one rozdzielane przez Judenrat. Faktycznie znaczna ich część znalazła się w posiadaniu Szamy Grajera, który nimi handlował. Wszystko działo się za przyzwoleniem władz SS w dystrykcie lubelskim, co wiązało się z podziałem zysków.
Innym faktem potwierdzającym nadużycia było wesele Lagerälteste Friedli Aleksander w obozie na Flugplazu, w którym wzięli udział SS-mani. Odbyło się ono w atmosferze przepychu i luksusu, o czym mogą świadczyć zeznania Estery Kerżner:
Odbywały się nawet śluby w obozie. Wyszła na przykład za mąż nasza Lagerälteste Friedl Aleksander. Wyszła za pewnego jeńca. Odbyło się huczne wesele. Były kwiaty, wino i owoce, oczywiście tylko dla wyższych dostojników obozu. Ślubu pod baldachimem udzielił rabin . Informacje o weselu na Flugplazu pojawiły się również w zeznaniach sędziego SS Konrada Morgena, które złożył przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze. Podczas śledztwa, które prowadził w kwestii korupcji wśród aparatu SS w Lublinie w 1943 r. wielu jego rozmówców było niechętnych do współpracy, co rodziło podejrzenia.
Przeciwdziałanie korupcji
Informacje o malwersacjach finansowych musiały dotrzeć do najwyższych urzędników SS w Berlinie. W lecie 1943 r. przybył do Lublina SS – Obersturmführer Konrad Morgen, którego zadaniem było przeprowadzenie śledztwa w sprawie przywłaszczania żydowskiego mienia przez SS-manów. Podczas procesu przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze zeznał: Był to obóz Flugplaz, w którym przechowywano rzeczy zagrabione ofiarom lub pewną część tych rzeczy. Na podstawie ilości tego wszystkiego – w magazynach były m. in. niewiarygodne sterty zegarków – wywnioskowałem, że działo się tam coś potwornego. Pokazali mi też kosztowności. Mogę stwierdzić, że nigdy dotąd nie widziałem tak dużo złota, a zwłaszcza złota pochodzenia zagranicznego. Widziałem zgromadzone tam pieniądze z całego świata, a także przetopione złoto, całe sztabki złota .
Malwersacje wykryto także w obozie na Majdanku. Wiosną 1945 r. Sąd Specjalny SS skazał na karę śmierci dwóch komendantów obozu: Karla Otto Kocha oraz Hermanna Florstedta. Wyrok najprawdopodobniej wykonano w kwietniu. Postępowanie w ich sprawie prowadził Konrad Morgen.
Prawdziwego rozmiaru korupcji wśród SS-manów i aparatu nazistowskiego nigdy nie poznamy. Można jedynie przypuszczać, iż jej rozmiary były ogromne.

Judenrat w Lublinie

Judenrat (niem.) - rada żydowska lub rada starszych. Narzucony przez hitlerowców organ administracji żydowskiej funkcjonujący w gettach na mocy rozkazu Reinharda Heydricha z dnia 21. 09. 1939 r.

Judenrat jako instytucja administracyjna
Pierwsze Judenraty pojawiły się w zachodniej i centralnej Polsce. Istniały zasadniczo jako odrębne, niekontaktujące się ze sobą organy administracyjne. Miały być bezwolnym i posłusznym organem żydowskim na usługach hitlerowców. W ten sposób chciano usprawnić działania władz okupacyjnych. Judenraty były zmuszane do terminowego spełniania wszystkich zarządzeń wydanych przez władze okupacyjne. W ten sposób miały zostać zdyskredytowane w oczach współobywateli.

W dniu 28 listopada 1939 r. Generalny Gubernator Hans Frank wydał rozporządzenie określające funkcjonowanie Judenratów. Miały one składać się od 12 do 24 członków (w zależności od liczny mieszkańców getta), a w ich skład mieli wchodzić rabini oraz przedstawiciele życia społecznego, kulturalnego, politycznego. Wybór przewodniczącego oraz jego zastępcy należał teoretycznie do kompetencji Rady Żydowskiej. W rzeczywistości najczęściej władze niemieckie wskazywały odpowiednią osobę. Każdy skład Rady musiał być zatwierdzony przez władze okupacyjne.

Do zadań Judenratów należało m.in.:

wyznaczanie ludzi do prac przymusowych,
płaceniu kontrybucji, grzywien,
opieka nad przesiedlonymi mieszkańcami z małych miast i wiosek do dużych gett,
terminowym wykonaniem wszystkich zarządzeń,
przeprowadzenie ewidencji mieszkańców getta,
dostarczanie ludzi do wywózki do obozów zagłady,
organizowanie i utrzymywanie szkół dla młodzieży żydowskiej,
zapewnienie ochrony medycznej,
jadłodajni dla najuboższych oraz dzieci.
Judenratom pomagała Żydowska Służba Porządkowa. Funkcjonariusze nie mogli mieć broni, lecz często uczestniczyli w łapankach i rewizjach oraz pilnowali porządku na Umschlagplatzach.

Członkowie lubelskiego Judenratu

Radę Żydowską Gminy Wyznaniowej w Lublinie utworzono w pierwszych dniach stycznia 1940 r. Na jej czele stanął inż. Henryk Bekker. Jak podaje w swojej książce Tadeusz Radzik w pierwszym okresie Rada składała się z 25 członków, potem było ich 24. Od 25.01.1940 r. do marca 1942 r. radzie przewodniczyli: przewodniczący inż. Henryk Bekker , jego zastępcy: Salomon Kestenberg , członek Szloma Halbersztadt i sekretarz Dawid Hochgemajn. Drugim członkiem był Maurycy Szlaf, który w grudniu 1940 r. zmarł. Oprócz tych osób w skład Rady Żydowskiej wschodzili: Ajzyk Bursztyn, Aron Bach, Urysz Cymerman, Dawid Dawidsohn, Dawid Edelsztejn, Josef Goldsztern, Abram Goldsobel, Leon Hufnagel, Aron Jankiel Kantor, Jakub Kelner, Izaak Kerszman, Dawid Rechtman, Bencjan Tenenbaum, Josef Wajselfisz, Józef Siegfried.

Wszyscy radni byli osobami znanymi w przedwojennej gminie żydowskiej. Posiadali doświadczenie w pracy społecznej oraz politycznej. Część z nich była znanymi filantropami. Cały skład Rady można by podzielić na dwie grupy: dla pierwszej (jak np. dla przewodniczącego Henryka Bekkera) praca w Judenracie była misją społeczną, mającą na celu ochronę społeczności żydowskiej. Bekker oraz jemu podobni działacze starali się tak postępować, by prym wiodła troska o słabszych, a nie posłuszeństwo rozkazom hitlerowskim. Druga grupa osób kierowała się przede wszystkim chęcią ocalenia siebie oraz swoich bliskich, niektórzy z nich chcieli zdobyć majątek dzięki uprzywilejowanej pozycji. Do nich można zaliczyć Marka Altena, wpierw zastępcę Bekkera, po jego śmierci, przewodniczącego Judenratu.
Istotne zmiany w składzie Rady Żydowskiej zaszły pod koniec marca 1942 r. Większą część mieszkańców getta wywieziono do Bełżca. Niemcy rozkazali, by w wyniki zmniejszenia liczby ludności, ograniczyć Radę Żydowską do 12 członków. Sami obrali na przewodniczącego dr Marka Altena, jedynego człowieka w getcie, który miał prawo rozmawiania z władzami hitlerowskimi. Członkami Rady uczynili: Izaaka Kerszmana, Dawida Hochgemajna, Leona Hufnagela, Jakuba Kelnera, Nachmana Lernera, Wolfa Wienera, Ejzyka Brodta, Daniela Kupferminca, Józefa Rotrubina, Szulima Tajkefa i Bolesława Tenenbauma. Ostatni z wymienionych członków Rady uważany był za agenta niemieckiego, w kwietniu 1942 r. został zastrzelony za kradzież. Na jego miejsce przybył Izrael Kacenelenbogen, właściciel Fabryki Gilz „Ursus” oraz założyciel „Lubliner Tugblat” – gazety ukazującej się w Lublinie w latach 1917-1939.

Zadania lubelskiego Judenratu

Lubelski Judenrat miał te same zadania do wykonania, co inne Rady Żydowskie rozproszone po całym Generalnym Gubernatorstwie, a zatem m.in.: musiał opiekować się przesiedleńcami, ubogimi, jeńcami wojennymi, organizować życie religijne i społeczne Żydów, a przede wszystkim sprawnie wykonywać zarządzenia władz niemieckich dotyczących: kontrybucji, pracy przymusowej, spisów ludności i w końcu wywózek do obozów zagłady.

Rada Żydowska w ramach swoich struktur powołała do życia różne organa odpowiedzialne za poszczególne kwestie. I tak funkcjonowały m.in.:

Komisja Pomocy Uchodźcom
Wydział Mieszkaniowy
Komisja Pomocy Jeńcom Wojennym i Wysiedleńcom
Dział Opieki nad Dzieckiem „Centos”
Wydział Pracy Obowiązkowej Mężczyzn
Wydział Pracy Obowiązkowej Kobiet
Urząd Pracy
Wydział Stanu Cywilnego
Wydział Pomocy Prawnej
Drukarnia „Praca”.

Zatrudnienie w Judenracie i wynagrodzenia

Rada żydowska zatrudniała dużą liczbą urzędników - w marcu 1942 r. było to 398 osób. Nie wszyscy jednak dostawali wynagrodzenie za swoją pracę. Była spora grupa osób, która pracowała bez wynagrodzenia, licząc na to, że będąc urzędnikiem, mając odpowiednie dokumenty, nie zostanie deportowana do obozu. Przez długi czas faktycznie takie dokumenty chroniły daną osobą i jej rodzinę. Wynagrodzenie za pracę było różne, główny rabin, przewodniczący oraz jego zastępcy zarabiali w przedziale od 380 do 480 zł miesięcznie, pozostali pracownicy otrzymywali mniej, w zależności od zajmowanego stanowiska w granicach 80–200 zł.

Najdroższymi artykułami w getcie było jedzenie oraz lekarstwa (a także dokumenty umożliwiające przejście na aryjską stronę). Dla przykładu warto podać ceny niektórych produktów: 1 kg chleba – 10 zł., 1 kg ziemniaków – 2 zł, 1 kg słoniny – 8 zł, a litr mleka – 4 zł. Przeciętne zarobki w getcie innych mieszkańców wahały się pomiędzy 80 a 180 zł. Lepiej było tym, którzy mogli prowadzić jakiś handel lub mieli ukryte pieniądze oraz kosztowności (wcześniej na mocy rozkazów, władze niemieckie odbierały je Żydom).
W chwili, gdy getto zostało zlikwidowane, a pozostała część społeczeństwa zamieszkała w getcie na Majdanie Tatarskim liczba urzędników spadła do 38 osób i 12 radnych.
Świadectwem działalności lubelskiego Judenratu są przede wszystkim zachowane szczątkowo protokoły z posiedzeń, dokumenty niemieckie, wspomnienia osób ocalonych z Zagłady i zapiski, adnotacje zawarte w Archiwum Ringelbluma (dotyczą one w znacznej mierze dziejów warszawskiego getta, lecz archiwiści zbierali każdy dokument, spisywali każdą relację opowiadającą o losach społeczeństwa żydowskiego, dlatego i tam można znaleźć informacje dotyczące działalności Rady Żydowskiej w Lublinie). W 1952 r. w Paryżu została wydana Księga Pamięci ocalonych z Lublina (Dos buch fun Lublin). Jej autorzy pragnęli szczegółowo przedstawić dzieje gminy od początków, aż po zniszczenie. Nie szczędzili oskarżeń pod adresem Judenratu. Twierdzili, że był on zbyt lojalny wobec władz niemieckich i nie troszczył się wcale o mieszkańców lubelskiego getta. Podobne spostrzeżenia można spotkać we wspomnieniach innych ocalonych.

Ocena działalności Judenratów

Ocena działalności Juderatów jest trudna. Większość z nich próbowała godzić powinności wobec Niemców z możliwością ratunku społeczności żydowskiej. Część z nich jawnie współpracowała z hitlerowcami dla osiągnięcia własnych korzyści - przede wszystkich uratowania życia własnego i swoich bliskich. Jeśli Niemcy nie byli zadowoleni z pracy Judenratu potrafili w ciągu kilku godzin zabić wszystkich jego członków. Słynnymi przewodniczącymi Judenratów byli: Adam Czerniakow- przewodniczący warszawskiego Judenratu, który popełnił samobójstwo w chwili, gdy Niemcy zażądali przeprowadzenia wielkiej akcji wysyłki do obozu zagłady; Chaim Rumkowski – przewodniczący Judenratu w Łodzi, "pan życia i śmierci", nie wahał się ani minuty, by wysłać jednego dnia na śmierć kilka tysięcy dzieci i starców w imię ratowania ogółu, ustalił on pieniądze z własną podobizną i wymagał bezwzględnego podporządkowania się jego i niemieckim rozkazom; oraz Mojżesz Merin z Sosnowca - przewodniczący Rady Central Żydowskich Rad Starszych na Wschodnim Górnym Śląsku i getta, którego wcielenie do Rzeszy gwarantowało społeczności żydowskiej lepsze warunki. W swoim zachowaniu był podobny do Rumkowskiego, chciał decydować o wszystkim, był okrutny i chciwy.

Działalność Judenratów jest oceniana bardzo różnie. W swojej pracy Artur Eisenbach ostro skrytykował ich postępowanie. Uważał, że nigdy nie służyły one dobru społeczności żydowskiej, dały się omamić władzy niemieckiej i były jej narzędziem w Zagładzie Żydów. Podobny stosunek miała Hannah Arendt, nazywając funkcjonowanie Judenratów oraz policji żydowskiej „najczarniejszym rozdziałem ponurej historii”.
Obecnie badacze nie stawiają tak jednoznacznych ostrych sądów. Członkowie Judenratów nie mogli zbyt wiele uczynić. W ich gronie byli i tacy, którzy potrafili zorganizować i dobre sprawy, np. szkółki czy świetlice dla dzieci, jadłodajnie. Każdy z ludzi pracujący w Judenracie był inny, nie każdy za wszelką cenę doprowadzał do zguby bezbronnych. Niektórzy za swoją działalność na rzecz współobywateli płacili życiem.



Za: www.pamięćmiejsca.tnn.pl

Literatura

Berenstein T., Rutkowski A., Eksterminacja Żydów na ziemiach polskich w okresie okupacji hitlerowskiej. Zbiór dokumentów, Warszawa 1957.


Kuwałek R., Obóz zagłady w Bełżcu, Lublin – Bełżec 2005.

Kuwałek R., Żydzi lubelscy w obozie koncentracyjnym na Majdanku, „Zeszyty Majdanka”, t. XXII (2003).

Marszałek J., Majdanek. Obóz koncentracyjny w Lublinie, Warszawa 1987.

Tregenza M., Christian Wirth: Inspektrur der SS – Sonderkommando Aktion Reinhardt, „Zeszyty Majdanka”, t. XV (1993).

· Hiwis *, /Hilfswilliger czyli „chętny do pomocy” których nazywano także: czarnymi, askarami, wachmanami oraz Ukraińcami. Byli to jeńcy Armii Czerwonej, o różnym pochodzeniu etnicznym, z których zdecydowaną większość stanowili Ukraińcy - stąd wzięło się nieoficjalne nazewnictwo. Zdecydowali się oni służyć pod rozkazami nazistów w zamian za lepsze traktowanie

http://blogmedia24.pl/node/44943


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 07 maja 2011, 14:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Nie chcemy już czytać o „wyzwoleniu przez Armię Czerwoną”!

Portal ARCANA ogłasza... antykonkurs? Tym razem wskazujemy najbardziej oburzające przekłamania w podręcznikach do historii...Jak często zdarza się nam czytać w zachodniej prasie o „polskich obozach koncentracyjnych”? Jak często dezawuowane są osiągnięcia Polaków w ratowaniu Żydów w czasie okupacji hitlerowskiej? Jak mocno jeszcze pokutuje mit Polaka szarżującego „z szablami na czołgi”, który – jak twierdzi dr hab. Krzysztof Szczerski – jest przecież zmultiplikowaną wersją nazistowsko - komunistycznego upokarzania Polaków? Także ostatnie miesiące „śledztwa” smoleńskiego pokazały jak bardzo żywy jest negatywny i nieprawdziwy stereotyp Polaka, który z ułańską fantazją zachowuje się wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Bohaterska Armia Czerwona i jej wyzwolicielski marsz

Tymczasem nie trzeba wychodzić poza granice Polski, by znaleźć liczne przykłady zakłamywania naszej historii. Czy to z powodu zaniedbań, niewiedzy, czy też z powodu złych intencji, zbyt często w podręcznikach do historii Polski znajdujemy szokujące stwierdzenia. Dr Filip Musiał mówił o jednym z nich, w wywiadzie dla Portalu ARCANA:

To przekonanie, że Polska została w 1944 roku wyzwolona przez Armię Czerwoną. Dwadzieścia lat po roku 1989 wciąż możemy coś takiego przeczytać w podręcznikach akademickich! W jednym z najnowszych podręczników, wydanym w zeszłym roku, podrozdział "Wyzwolenie Polski" zaczyna się od opisu zajęcia Polskich Kresów przez Armię Czerwoną. Stosowanie tego terminu wobec Lwowa, czy Wilna musi wywoływać zgrozę.

My także możemy pochwalić się znajomością kilku takich przykładów. Wydany w 2007 (sic!) roku podręcznik akademicki (sic!) do okresu międzywojennego opowiada o wspaniałomyślności Związku Radzieckiego w dążeniach do polskiej niepodległości w 1918 roku:

Pod tym względem o wiele większe znaczenie miał inny akt: dekret ogłoszony w Moskwie 5 września 1918 r., ale datowany 29 sierpnia, wydany przez Radę Komisarzy Ludowych RFSRR, z podpisem Lenina, stwierdzający, że nowa Rosja unieważnia wszystkie traktaty dotyczące rozbiorów Polski, zawarte przez carat z Prusami i Austrią, jako sprzeczne „z nieodbieralnym prawem narodu polskiego do niepodległości". Co prawda ta doniosła uchwała nie została wtedy należycie ogłoszona, tak by o niej dowiedziano się w świecie, i nie dowiedziało się o niej wtedy również społeczeństwo polskie.

Wydawcy nie pofatygowali się, aby w przedmowach, w przypisach redakcji, czy gdziekolwiek indziej zweryfikować te „złotych myśli”, czy choćby wytłumaczyć je, np. powstawaniem książek w czasach PRL-u.

Takie będzie młodzieży chowanie, jakie ich podręczniki do historii

Ile jeszcze podręczników szkolnych i akademickich opowiada nam o „wyzwoleniu” przez Armię Czerwoną? Co jeszcze wpaja się uczniom w naszym szkolnictwie? Czy podobne bzdury możemy przeczytać o „grudniu '70”, albo o „Solidarności”? A może nasze wcześniejsze dzieje też doczekały się takich specyficznych ocen?

Tego mamy nadzieje się dowiedzieć dzięki ANTYKONKURSOWI. Dlaczego ANTYKONKURS? Bo będzie tu dwóch zwycięzców – osoba, która dostarczy nam fragment podręcznika z najbardziej przekłamaną treścią historyczną, oraz wydawnictwo, które ten podręcznik wydało! O ile Czytelnik Portalu wygrywa konkurs, o tyle wydawnictwo nolens volens wygrywa nasz ANTYKONKURS.

Zgłaszać wybrane fragmenty można do 15 czerwca 2011 roku. Spośród najciekawszych absurdów Czytelnicy wybiorą ten, który jest, ich zdaniem, najbardziej szokujący. Zwycięzcy nie pozostanie potem nic innego, niż delektować się książkami Wydawnictwa ARCANA, które wyślemy w podziękowaniu za udział w konkursie. W sam raz na wakacje!

Zachęcamy więc, by w czasie trwania tegorocznych matur, chwycić za podręczniki do historii i przejrzeć sformułowania dotyczące newralgicznych momentów w naszych dziejach.

Już w zeszłym roku pojawił się nowy podręcznik do najnowszej historii „Od niepodległości do niepodległości”, którego pomysłodawcą był śp. Janusz Kurtyka, a który mieli dostać do ręki wszyscy maturzyści. Fakt, że ostatecznie nie dostali, pozostawimy bez komentarza. Redakcja Portalu ARCANA sądzi, że powstanie takiego podręcznika, tak przecież potrzebnego, to jednak za mało, by wychować nowe pokolenia Polaków w duchu patriotyzmu. Włączmy się zatem w mozolne dzieło odkłamywania naszej historii! Może następnym razem wydawcy bardziej zadbają o prawdę w swoich książkach.

Pewnego dnia na zajęciach z historii Rosji u doktora Henryka Głębockiego jeden ze studentów powiedział: "Jak my się będziemy przed swoimi dziećmi tłumaczyć, że z takich podręczników się uczymy w 20 lat po upadku PRL?" Na to doktor Głębocki uśmiechnął się i odpowiedział: "Zapewne nie będziecie musieli się Państwo tłumaczyć, bo Państwa dzieci będą się uczyły z takich samych podręczników".

Może więc czas coś z tym zrobić?

Regulamin konkursu zamieszczamy tutaj:
http://www.portal.arcana.pl/antykonkurs,1171.htm...

http://portal.arcana.salon24.pl/303389, ... e-czerwona


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 01 sie 2011, 14:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
Okulicki i Berling -żywoty równoległe

Po przeciwnej stronie barykady

Generał Leopold Okulicki i gen. Zygmunt Berling to dwie postacie symbolizujące diametralnie odmienne postawy wobec sprawy najważniejszej dla Polaków - niepodległości ich Ojczyzny. Obie postawy miały szansę wyrazić się w czasie tragicznego Powstania Warszawskiego. Pomimo że obaj reprezentowali to samo pokolenie polskich oficerów, ich wojenne losy i ich stosunek do polskiej niepodległości usytuowały ich po zupełnie przeciwnych stronach. Dla jednego historia napisała rolę zapomnianego bohatera spoczywającego w nieznanym miejscu, dla drugiego rolę dezertera i kolaboranta, ale mającego swoje miejsce na Powązkach i swój pomnik w stolicy.

Generał Zygmunt Berling (1896-1980)
Był przedstawicielem tego samego pokolenia polskich wojskowych co gen. Leopold Okulicki. Ich przedwojenne wojskowe kariery wyglądały podobnie. Dopiero II wojna światowa napisała dla nich zupełnie inne role. W PRLBerling uchodził za bohatera czasów wojny. Dopiero w wolnej i demokratycznej Polsce, kiedy prawdzie zdjęto kajdany, uległo to zasadniczej zmianie. Wtedy Berling stał się synonimem zdrajcy polskiej niepodległości i kimś, o kim należałoby zapomnieć. Kimś, kto zdradził w najważniejszych momentach polskiej historii, gdy Polacy chcieli za wszelką cenę obronić swoją suwerenność i być wolnym narodem.
Berling w czasach gimnazjalnych zaciągnął się do Związku Strzeleckiego, by we wrześniu 1914 r. znaleźć się w szeregach najpierw 2., a potem 4. pp Legionów. Po tzw. kryzysie przysięgowym pełnił służbę w Polskim Korpusie Posiłkowym, a następnie w armii austro-węgierskiej. W listopadzie 1918 r. wstąpił do odtworzonego 4. pp Legionów, gdzie po raz pierwszy spotkał się z Okulickim. Od lutego 1919 r. razem ze swoim pułkiem brał udział w walkach na froncie polsko-bolszewickim. Za swój udział w walce został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Dalszą karierę związał również z wojskiem. W 1923 r. jako świeżo upieczony major razem z kpt. Okulickim rozpoczął studia w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Po jej ukończeniu pełnił służbę w dowództwie 15. DP, a następnie zajmował stanowisko szefa sztabu Dowództwa Okręgu Korpusu nr V w Krakowie. Jesienią 1932 r. został zastępcą dowódcy, a po trzech latach dowódcą 6. pp w 1. DP Legionów w Wilnie. Jednak w końcu lat trzydziestych jego stabilna kariera w wojsku uległa zahamowaniu. Kolejne małżeństwo Berlinga, z Rumunką Jolantą Magyarosi, skończyło się obyczajowym skandalem w środowisku oficerskim. Za niegodne oficera zachowanie został ukarany i stracił honor w środowisku. Popadł również w konflikt z gen. Stefanem Dąb-Biernackim, a następnie z gen. Michałem Tokarzewskim-Karaszewiczem. Skutkiem tego była jego depresja i podjęta decyzja odejścia z armii w stan spoczynku. Kampanię wrześniową 1939 r. mimo kierowanych próśb spędził bez przydziału. W drugiej połowie września znalazł się w Wilnie, gdzie podjął decyzję mającą zasadnicze skutki dla jego przyszłości. Dobrowolnie zgłosił się do przedstawiciela Armii Czerwonej z ofertą współpracy. W rezultacie trafił do więzienia na Łukiszkach, a następnie do obozu polskich oficerów w Starobielsku. Tam dokonał podobnego wyboru, decydując się na współpracę z NKWD. W ten sposób uniknął tragicznego losu swoich kolegów w Katyniu. Ze Starobielska wraz z grupą wyselekcjonowanych przez NKWD polskich oficerów trafił do więzienia na Butyrkach, a potem do willi w Małachówce koło Moskwy. Tam Berling jako pierwszy zgodził się na złożoną przez NKWD propozycję podpisania propagandowego listu, który de facto przekreślał polską niepodległość w przyszłości. Usiłował zmusić do tego czynu przebywających w ośrodku innych polskich oficerów. Nagrodą za to był jego udział w moskiewskiej defiladzie Armii Czerwonej w maju 1941 r. na trybunie honorowej w towarzystwie Stalina. Po podpisaniu układu Sikorski - Majski został skierowany przez NKWD do tworzącej się armii polskiej gen. Andersa, który mianował go szefem sztabu dowodzonej przez gen. Mieczysława Borutę-Spiechowicza 5. DP. Po konflikcie z nim w lutym 1942 r. został skierowany do polskiej bazy ewakuacyjnej w Krasnowodzku nad Morzem Kaspijskim. Gdy armia Andersa ewakuowała się, Berling pozostał na terenie Związku Sowieckiego. W rezultacie tej decyzji został zaocznie skazany za dezercję na karę śmierci. Na początku 1943 r. z polecenia Stalina Berling nawiązał kontakty z polskimi komunistami przebywającymi w Związku Sowieckim. Stalin złożył mu kuszącą propozycję utworzenia nowej polskiej jednostki wojskowej w ZSRS pod jego dowództwem. W połowie kwietnia 1943 r. zapadła ostateczna decyzja o rozpoczęciu organizowania 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, a Berling został jej dowódcą. Wkrótce dywizję Berlinga przekształcono w 1. Korpus PSZ, a samego Berlinga uchwałą Rady Komisarzy Ludowych awansowano do stopnia generała majora. W ten sposób pułkownik sanacyjnej armii został sowieckim generałem. 13 października 1943 r. dywizja Berlinga rozpoczęła swój szlak bojowy bitwą pod Lenino. Poniosła w niej ogromne straty, a z jej szeregów zdezerterowało kilkuset żołnierzy. Dla mającego coraz większe ambicje Berlinga bitwa była porażką. Wkrótce też popadł on w konflikt z komunistami z ZPP, którzy zarzucili mu m.in. antykomunizm i szerzenie idei legionowych w polskiej armii. Stalin nie miał zamiaru polegać dalej na Berlingu w układaniu polskich spraw. Był to dla niego tylko sanacyjny polski oficer i "agent Andersa", który odegrał już przewidzianą dla niego rolę w jego polskiej grze. Gdy w lipcu 1944 r. zaczęto scalać armię Berlinga z Armią Ludową, nowym naczelnym wodzem WP został gen. Michał Rola-Żymierski. Sfrustrowany tą decyzją Berling wrócił ponownie do zadań frontowych. Jego armia stała na lewym brzegu Wisły, patrząc na dramatyczną walkę powstańczej Warszawy. Widząc narastające napięcie w szeregach swoich żołnierzy i obawiając się ich buntu, Berling podjął nieudaną próbę sforsowania Wisły i uchwycenia przyczółków na warszawskim Czerniakowie i Żoliborzu. Jego decyzja na pewno nie była podyktowana chęcią pomocy walczącej Warszawie. Nie chciał walczyć o suwerenną Polskę, którą już dawno zdradził. Próba forsowania Wisły pogorszyła i tak jego słabnącą pozycję na Kremlu. Wkrótce Stalin zaaprobował decyzję o jego odwołaniu ze stanowiska dowódcy 1. Armii. W listopadzie 1944 r. na jego polecenie zaproponowano Berlingowi odbycie studiów wojskowych w słynnej sowieckiej "Woroszyłówce". Dla absolwenta Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie była to upokarzająca propozycja, ale Berling ją przyjął. Gdy w lutym 1947 r. wrócił do powojennej Polski, pełnił jeszcze różne funkcje, ale nie miały one już żadnego politycznego znaczenia i nie spełniały jego ambicji.

Generał Leopold Okulicki (1898-1946)
Jego droga wojskowa była typowa dla tego pokolenia oficerów. Jeszcze w czasach gimnazjalnych związał się z ruchem niepodległościowym, wstępując w 1913 r. do Związku Strzeleckiego. Swój pierwszy wojenny szlak rozpoczął w sierpniu 1914 r., wyruszając z krakowskich Oleandrów wraz z 1. Kompanią Kadrową. Potem były Legiony, Polska Organizacja Wojskowa i Wojsko Polskie. Jesienią 1918 r. jako żołnierz 4. pp Legionów brał udział w walkach o oswobodzenie Lwowa. Od lutego 1919 r. uczestniczył w walkach na froncie polsko-bolszewickiej wojny. Był trzykrotnie ranny, wyróżniał się męstwem i odwagą, za co został odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy. Wojnę z bolszewikami zakończył w stopniu kapitana. Po zakończeniu wojny postanowił pozostać w armii i w 1923 r. został skierowany na studia do Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie, którą ukończył w 1925 roku. W latach 1925-
-1939 pełnił różne funkcje w Okręgu Korpusu nr III w Grodnie, w Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie, a w 1935 r. został skierowany do służby w Sztabie Głównym, gdzie objął kierownictwo Wydziału "Wschód" w ramach Oddziału III. Zajmował się m.in. przygotowaniem planów operacyjnych na wypadek wojny ze Związkiem Sowieckim. We wrześniu 1939 r. jako oficer Sztabu Naczelnego Wodza znalazł się w centrum wojennych wydarzeń. Nie ewakuował się ze sztabem NW i od 8 września brał udział w walkach w obronie Warszawy. U schyłku kampanii wrześniowej oddał się do dyspozycji gen. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego i tworzącej się Służby Zwycięstwu Polski. W ten sposób został jednym z pierwszych żołnierzy Polski Podziemnej. Od października 1939 r. był komendantem Okręgu Łódzkiego SZP, a następnie, w październiku 1940 r., został skierowany do Lwowa, gdzie objął stanowisko komendanta Obszaru nr III i komendanta Okupacji Sowieckiej. W nocy z 21 na 22 stycznia 1941 r. został aresztowany przez NKWD i uwięziony. Przez ponad 6 miesięcy w więzieniu na Łubiance przechodził gehennę całego sowieckiego śledztwa, będąc przesłuchiwany m.in. przez zastępcę szefa NKWD gen. Iwana Sierowa. Jego los, podobnie jak wielu innych polskich oficerów przebywających w sowieckich więzieniach, uratował podpisany 30 lipca 1941 r. układ Sikorski - Majski. Po zwolnieniu z sowieckiego więzienia Lefortowo dowódca tworzącej się Armii Polskiej gen. Władysław Anders mianował Okulickiego swoim szefem sztabu, a następnie powierzył mu dowództwo 7. DP. Coraz bardziej dojrzewał do decyzji o powrocie do okupowanej Polski i potrzebie służby w szeregach konspiracyjnej AK. Po niezbędnym przeszkoleniu, w nocy z 22 na 23 maja 1943 r. został zrzucony w rejonie Krakowa. Wylądował już jako świeżo mianowany generał WP. Był jednym z 316 cichociemnych żołnierzy PSZ, którzy przedostali się do kraju, by właśnie tutaj - w okupowanej Polsce - prowadzić walkę. Na początku czerwca 1944 r. objął funkcję szefa operacji w Dowództwie KG AK.
W trudnych dniach lipca 1944 r. był zwolennikiem podjęcia bitwy z Niemcami w stolicy. Był przekonany, że Warszawa musi być wyzwolona przy udziale AK i że musi wystąpić wobec Sowietów w roli pełnoprawnego gospodarza. Jego głos w KG AK był jednym z tych, które przeważyły o podjęciu ostatecznej decyzji o wybuchu powstania. 27 lipca został mianowany szefem organizacji NIE, przygotowanej na ewentualność okupacji sowieckiej. We wrześniu 1944 r. przekazał tę funkcję gen. Emilowi Fieldorfowi. Został również przewidziany jako ewentualny następca komendanta głównego AK gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego. W trakcie powstańczych walk przejął okresowo obowiązki szefa Sztabu KG. Gdy 2 października 1944 r. nastąpiła kapitulacja, Okulicki wydostał się z Warszawy wraz z ludnością cywilną, by na nowo organizować siły konspiracyjnej AK. Przyszedł wtedy czas najtrudniejszy dla niego jako dowódcy. Sytuacja AK stawała się coraz trudniejsza. Na nowo trzeba było organizować łączność, kierować okręgami pod okupacją niemiecką i mieć wgląd na coraz trudniejsze położenie AK na terenach na wschód od linii Wisły. Tropienie i prześladowanie żołnierzy AK na terenach Polski Lubelskiej nasilało się z każdym miesiącem. Jego polityczne dramaty spotęgowała śmierć syna na froncie włoskim, o czym dowiedział się w grudniu 1944 roku. 19 stycznia 1945 r., chcąc pozbawić NKWD pretekstu do dalszych represji, wydał ostatni rozkaz o rozwiązaniu AK i zwolnił jej żołnierzy ze złożonej przysięgi. Miał wówczas przekonanie, że za wszelką cenę trzeba oszczędzić "substancję narodu", bo zwycięstwo sowieckie nie zakończy wojny o polską suwerenność.
Rozpoczynała się misterna gra Stalina o wyeliminowanie z życia podziemnego państwa jego przywódców, a następnie złamanie tego państwa jako legalnej konstytucyjnej polskiej władzy. W wyniku prowokacji NKWD w dniach 27-28 marca 1945 r., zaproszony wraz z członkami Delegatury Rządu przez gen. Iwana Sierowa na odbycie politycznych pertraktacji razem z 15 innymi przywódcami PPP, Okulicki został porwany i wywieziony do Moskwy. Tam ponownie trafił do znanego już sobie więzienia na Łubiance. Po śledztwie NKWD został w sfingowanym procesie szesnastu oskarżony o przestępstwa na zapleczu sowieckiego frontu. W trakcie procesu odważnie bronił idei Powstania Warszawskiego i podkreślał, że dobre stosunki z ZSRS w przyszłości nie będą możliwe bez zachowania niepodległości Polski. 21 czerwca 1945 r. został skazany na 10 lat więzienia, otrzymując najwyższą karę wśród oskarżonych. Ostatnie pewne informacje o losach gen. Okulickiego pochodzą z grudnia 1946 r., gdy przebywał w sowieckim więzieniu w Lefortowie.
Przez wiele lat jego dalsze losy były nieznane. Kuriozalne było także to, że Okulicki jako zaginiony został 8 października 1945 r. skreślony ze stanów Polskich Sił Zbrojnych. Dopiero gdy w 1955 r. rządy USA i Wielkiej Brytanii złożyły oficjalne noty dyplomatyczne w Moskwie i Warszawie z zapytaniem o los wszystkich oskarżonych w procesie szesnastu, którzy nie powrócili z ZSRS, władze sowieckie ogłosiły, że Okulicki zmarł w więzieniu na Łubiance 24 grudnia 1946 r. na skutek ataku serca i paraliżu, a jego ciało zostało spalone. Po kilkudziesięciu latach nadal nie znamy miejsca pochówku gen. Okulickiego. Wprawdzie IPN w prowadzonym śledztwie w sprawie procesu szesnastu ustalił okoliczności jego śmierci 24 grudnia 1946 r., ale wskutek odmowy pomocy prawnej przez obecne władze Federacji Rosyjskiej nie udało się dokonać innych ustaleń, w tym zwłaszcza miejsca jego pochówku. Dla Rosjan całkowicie bezprawny proces Okulickiego i jego towarzyszy to nadal przestępstwa, które z perspektywy ich kodeksu karnego dawno uległy przedawnieniu.

Dr Leszek Pietrzak

--------------------------------------------------------------------------------
Autor jest historykiem, byłym pracownikiem BBN.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=rx14.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 13 wrz 2011, 22:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://info.wiara.pl/doc/942286.Wraca-s ... entynowicz

Czy prokuratura III RP jest zdolna odkryć sprawców zamachu na Annę Walentynowicz?

Kopia artykułu:

Wraca sprawa próby otrucia Walentynowicz
DODANE 2011-09-13 14:47

Sąd Apelacyjny w Lublinie uchylił we wtorek postanowienie Sądu Okręgowego w Radomiu o umorzeniu postępowania w sprawie próby otrucia w 1981 r. Anny Walentynowicz przez SB i nakazał rozpoznanie tej sprawy przez radomski sąd.
Wraca sprawa próby otrucia Walentynowicz ROMAN KOSZOWSKI Anna Walentynowicz

W czerwcu Sąd Okręgowy w Radomiu orzekł, że oskarżeni w tej sprawie trzej byli funkcjonariusze SB popełnili czyny stanowiące zbrodnię komunistyczną, której karalność się przedawniła. Nie podzielił stanowiska IPN, że popełnili oni zbrodnię przeciwko ludzkości (która nie ulega przedawnieniu), bo taka kategoria zbrodni musi mieć wymiar zbliżony do zbrodni ludobójstwa. Dlatego postępowanie umorzono.
Według Sądu Apelacyjnego decyzja o umorzeniu była przedwczesna i wadliwa, a radomski sąd nie wziął pod uwagę uregulowań prawa międzynarodowego dotyczącego definicji zbrodni przeciwko ludzkości, w których uwzględniane są także prześladowania z powodu przynależności do określonej grupy np. politycznej.
Jak podkreśliła sędzia Barbara du Chateau, Sąd Apelacyjny nie rozstrzyga przez to postanowienia, że do zbrodni przeciwko ludzkości doszło; ma to ustalić radomski sąd okręgowy.
W sierpniu ub. roku pion śledczy IPN w Warszawie oskarżył trzech byłych oficerów SB: Tadeusza G., Marka K. i Wiesława S. o to, że wbrew przepisom zakazującym m.in. zlecanie tajnym współpracownikom zadań stanowiących przestępstwo uczestniczyli oni w opracowaniu i wdrożeniu operacji, by za pośrednictwem tajnego współpracownika o kryptonimie "Karol" podać Annie Walentynowicz środek farmakologiczny o nazwie furosemidum. Według IPN, SB chodziło "co najmniej" o uniemożliwienie Walentynowicz odbywania spotkań z załogami zakładów pracy. Spodziewanego celu SB nie osiągnęło, bo Walentynowicz, wcześniej niż zakładano, wyjechała z Radomia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 01 mar 2012, 11:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31055
A jak z odkłamywaniem radzą sobie Węgrzy?

Pół wieku terroru

Z Márią Schmidt, dyrektor muzeum Dom Terroru w Budapeszcie, rozmawia Piotr Falkowski

W czym najbardziej przejawia się fakt, że Węgry są krajem postkomunistycznym?
- Dwadzieścia lat już minęło. Wzrasta pokolenie, które nie ma doświadczenia życia w komunizmie, dyktaturze. Reżim na Węgrzech w ostatnich dwóch dekadach przed ostatecznym upadkiem też był raczej łagodny. Ale to doświadczenie wciąż jest w myśleniu i w pamięci. To dlatego wolność jest tak ważną wartością dla Węgrów - spędziliśmy pół wieku bez niej. A cała historia Węgier ma wpływ na nasze obecne życie. Nie tylko ciężkie czasy dyktatury. Poczucie, że jesteśmy pionkiem w grze wielkich mocarstw, świadomość bycia małym krajem pomiędzy Rosją i Niemcami - to trwa w nas, Węgrach i Polakach, od setek lat.

Jesteśmy w miejscu bardzo wymownie pokazującym, czym jest reżim totalitarny. Jakie jeszcze instytucje zajmują się na Węgrzech przechowywaniem prawdy o tym dziedzictwie?
- Jest jeszcze instytucja podlegająca parlamentowi, która przechowuje wszystkie archiwa dawnej tajnej policji. Ludzie mogą się do niej zgłaszać i uzyskać kopię materiałów na swój temat, historycy mogą tam prowadzić badania. Jest to odpowiednik polskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Mamy trzy ośrodki naukowe zajmujące się historią XX wieku i one robią dużo, by wyjaśnić białe plamy najnowszej historii i upowszechnić tę wiedzę.

Na Węgrzech przeprowadzono lustrację? Jak się tu traktuje tajnych współpracowników reżimu?
- Nie mieliśmy lustracji powszechnej, jedynie obejmującą ludzi na najwyższych stanowiskach. Jeżeli komuś z tego grona udowodni się współpracę, to musi albo zrezygnować, albo jego akta są ujawniane i publikowane. Ale Węgrzy nie wykazują wielkiego zainteresowania tymi problemami.

Może po obejrzeniu ekspozycji w Pani muzeum to się zmienia?
- Tak, ale to nie takie proste. Przede wszystkim dlatego, że najgorszy okres komunizmu był przed połową lat 60. XX wieku. A potem, jak już mówiłam, represje osłabły i ludzie nie odczuwali tak bardzo zniewolenia. Gdyby komunizm upadł zaraz po 1956 roku, jak chciał tego wtedy cały naród, to zapewne niechęć do sprawców krzywdy milionów Węgrów w okresie powojennym byłaby większa. A współpracy z władzą w latach 80. nie ocenia się już tak surowo, bo ta sama władza doprowadziła w końcu to pokojowej transformacji i zniesienia komunizmu. Nasze muzeum też, chcąc nie chcąc, koncentruje się na tej najciemniejszej przeszłości. Czyli okresie, gdy popełniano prawdziwe zbrodnie. Dla ich sprawców - zdrajców ojczyzny - nie może być przebaczenia i zapomnienia w sercach i umysłach Węgrów. To były czasy tortur, mordów politycznych. W połowie lat 60. te ciężkie represje ustały, a więc jest inaczej niż w Polsce, gdzie mieliście jeszcze za czasów Jaruzelskiego stan wojenny, morderstwa polityczne, terror ZOMO przeciwko ludziom.

Jak odpowiedziałaby Pani na argumenty, że rozliczenia z przeszłością są niepotrzebne, utrudniają pojednanie, budzą agresję, żądzę odwetu i nacjonalizm?
- Miłość do narodu jest dobrą rzeczą. Bardzo pozytywną. Trzeba być świadomym faktów. Tego, co spotkało nasz naród w przeszłości. Jeżeli zapomnimy o naszych cierpieniach albo o naszym heroizmie, o naszej walce, to kim wówczas będziemy?! Nie mielibyśmy wówczas siły, by walczyć o naszą niezależność i wolność w przyszłości, bo tego można dokonać tylko dzięki świadomości, że spod opresji i obcej przemocy można się wyzwolić.

Węgry mają wielką i piękną tradycję walki narodowowyzwoleńczej. Czy we współczesnych Węgrach wciąż jest duch walki?
- Myślę, że tak. Myślę, że bardzo jesteśmy w tym podobni do Polaków. Każdy naród, w tym Polska i Węgry, ma zadanie przetrwać, utrzymać swoją tożsamość. To najważniejsze. Myślę, że mamy w tym sporo sukcesów. I będziemy dzięki naszemu silnemu poczuciu przynależności także tacy w przyszłości. Walczyliśmy z narodowym socjalizmem, z dominacją sowiecką, ponieważ mieliśmy zawsze pewność, że jakoś przetrwamy. I przetrwaliśmy.

Cechą charakterystyczną Domu Terroru jest całkowicie równorzędne traktowanie obu reżimów: niemieckiego nazizmu i sowieckiego komunizmu. To zapewne szokujące dla zwiedzających z Zachodu?
- Ale nie dla Polaków, którzy doskonale wiedzą, czym był pakt Ribbentrop - Mołotow. Musimy położyć naszą wspólną historię na stół i wyjaśniać ją ludziom z Zachodu, którzy są nazbyt skłonni do usprawiedliwiania komunizmu. Dopóki oni nie zaakceptują naszego doświadczenia, nie możemy z nimi stworzyć wspólnej Europy. Sądzę, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat sporo osiągnęliśmy w tej dziedzinie. Wcześniej na Zachodzie uprawiano realizm polityczny, który wymagał, żeby jakoś żyć i dogadywać się ze Związkiem Sowieckim. Tylko nie chciano przyznać się, że chodziło jedynie o realizm. Zawsze lepiej jest udawać motywy czysto idealistyczne. Po upadku komunizmu pozostał skutek w postaci nierównego traktowania reżimów. Intelektualiści, którzy absolutnie potępili nazizm i z agresją traktują wszelką z nim kolaborację i brak oporu czy walki z nim, nie są gotowi zadawać takich samych pytań sobie w odniesieniu do komunizmu, do kolaboracji z Sowietami. Ale jestem optymistką. Sądzę, że nie potrzeba więcej niż 10 lat, by zrozumiano to w całej Europie.

Nie obawia się Pani, że dla przyszłych pokoleń komunizm nie będzie okresem strasznym, ponurym, a raczej śmiesznym, czymś w rodzaju komedii?
- W 1991 roku uchwalono u nas potępienie i usunięcie symboliki komunistycznej. Czerwone gwiazdy, sierpy i młoty zniknęły z przestrzeni publicznej jako zakazane symbole reżimu totalitarnego. Wciąż jednak są ludzie, którzy naruszają to prawo i nawet skarżą państwo do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Co gorsza, przegrywamy te sprawy, bo dla sędziów z Zachodu jest niezrozumiałe, jaką treść niesie dla nas na przykład czapka z czerwoną gwiazdą. I karzą Węgry za naruszenie wolności wypowiedzi. Musimy więc nad tym jeszcze pracować i stawiać kwestię cierpienia w czasach dyktatury komunistycznej także na forum Rady Europy i Unii Europejskiej. My, to znaczy wszystkie państwa postkomunistyczne razem, bo prawie wszyscy należymy do wspólnej Europy. Europa nie może tolerować czerwonej gwiazdy, która jest dla milionów ludzi źródłem lęku, znakiem ich poniżenia i zniewolenia.

A nazwy ulic, patronów szkół itd.? W Polsce ciągle jeszcze bywają w ten sposób honorowani "zasłużeni" komuniści i kolaboranci.
- Niestety, ludzie są leniwi, nie chce im się wymieniać dokumentów, załatwiać formalności. Na Węgrzech wszystkie pomniki sławiące sowiecki reżim zostały usunięte i zgromadzone w jednym miejscu, takim parku. A z ulicami jest tak jak w Polsce.

Czy przeszłość, ta bliska i ta bardziej odległa, ma wpływ na politykę, w szczególności obecnego rządu? Czy na przykład lata dominacji tureckiej w historii Węgier mogą zaważyć na stanowisku w sprawie przynależności Turcji do UE?
- No cóż. Mieliśmy tu Turków przez 150 lat i przeżyliśmy. Może więc nie musimy ich się tak obawiać. To chyba raczej Niemcy mają się czego obawiać ze strony Turcji. Akurat mamy dobre stosunki z Turcją, więc historia nie determinuje wszystkiego.

A z Rosją?
- To bardziej interesujące pytanie. Rosja jest bardzo ważnym państwem w Europie, częścią europejskiej historii. Nigdy nie można lekceważyć Rosji. Nie tylko ze względów historycznych. Należy z Rosją współpracować, bo jest to konieczne, ale zawsze do pewnych granic, jakie trzeba sobie postawić. Europa bardzo się zmienia, Ameryka traci nią zainteresowanie, a Niemcy i Rosja wzmacniają się. Trzeba stawiać pytanie o konsekwencje tego stanu rzeczy. Ale to niełatwe zadanie dla polityków - zarówno węgierskich, jak i polskich.

A jak Węgrzy patrzą na doświadczenie państwa Habsburgów, czyli Austro-Węgier? To był dobry projekt polityczny?
- Sądzę, że tak. Jest nawet spora tęsknota za tamtymi czasami. Były one okresem niezwykle ważnym w naszej historii. Na drugą połowę XIX wieku przypadł największy rozwój naszej kultury, gospodarki, zorganizowanego społeczeństwa. Mówiąc o projekcie politycznym, na pewno ma pan na myśli jego stosunek do Unii Europejskiej. Austro-Węgry to dobre doświadczenie z tego punktu widzenia. Jedenaście narodów żyło w tym wspólnym państwie raczej pokojowo i żaden nie utracił swojej tożsamości, języka i kultury. To dobra rzecz. To dlatego, że rząd w Wiedniu nie ingerował tak bardzo w życie poszczególnych regionów, jak robi to UE.

Jednym z tych narodów byliśmy my, Polacy, wcieleni do państwa Habsburgów w wyniku rozbiorów.
- Na szczęście nauka z przeszłości nie oznacza koniecznie jej powtarzania. Musimy decydować, co naśladujemy, a o czym tylko pamiętamy.

Dziękuję za rozmowę.
--------------------------------------------------------------------------------

Strona internetowa muzeum: www.terrorhaza.hu

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=sw19.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odkłamywanie historii Polski
PostNapisane: 06 kwi 2012, 17:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
PRZYPADKI MARSZAŁKA ŻYMIERSKIEGO

Głośno ostatnio wokół marszałka Michała Roli- Żymierskiego. I słusznie - najwyższy czas. Przypisywane mu powojenne zbrodnie(podpisywanie wyroków śmierci, udział w tworzeniu obozów koncentracyjnych dla członków AK) wcale mnie nie dziwią, zauważywszy jego podejrzaną działalność przed i w czasie wojny.

Zacznijmy od nazwiska. Prawdziwe brzmiało: Łyżwiński. Oczywiście nie w tym nie byłoby zdrożnego-wszak marszałek Łyzwiński brzmiałoby także nieźle - gdyby nie fakt, że jego zmiana na Żymirski (pierwotna pisownia ) wywołała mały skandal. Miało to miejsce w Wiedniu, gdzie nasz legionista kurował się z ran zadanych mu w krwawej bitwie pod Laskami (23-26.X1914). Wtedy to zaczął uchodzić za prawnuka gen. Żymirskiego- bohatera Powstania Listopadowego.

Kompromitacja nastąpiła w momencie wypełniania papierów w związku ze staraniem hrabiego Mycielskiego o wyrobienie Łyżwińskiemu orderu. Ale to tylko drobiazg.

Na początku lat dwudziestych odnajdujemy Łyżwiańskiego-Żymierskiego na eksponowanym stanowisku zastępcy szefa administracyjnego armii. I tu jego zamiłowanie do pospolitych szachrajstw ostatecznie wychodzi na światło dzienne. Za zakup we Francji bez kontroli 50 tysięcy masek gazowych, z których 42% było uszkodzonych- oczami wyobraźni widzę nieprzeliczone szeregi "szwejków" uczących się w czasie ćwiczeń- zostaje skazany na 5 lat więzienia i zdegradowany. Wyjeżdża do Francji. Tam prawdopodobnie przechodzi na żołd wywiadu sowieckiego. W czasie wojny, będąc w Polsce, nawiązuje, za zgodą Moskwy, kontakt z Gestapo. Prowadzi m.in. rozmowy z Alfredem Spilkerem, jednym z najniebezpieczniejszych i najinteligentniejszych funkcjonariuszy gestapo w Generalnym Gubernatorstwie, człowiekiem, który specjalizował się w tropieniu podziemnych struktur państwa polskiego. Współpraca ta była zresztą tylko fragment ogólniejszych działań tzw. komórki dezinformacyjnej Polskiej Partii Robotniczej (zorganizował ją Marceli Nowotko- za to prawdopodobnie rąbnęli go niepoinformowani o misternej grze bracia Mołojcowie), polegających na przekazywaniu Niemcom danych Armii Krajowej i Delegaturze Rządu.

Przy okazji: wcale bym się nie zdziwił, gdyby w przyszłości ktoś wykrył, że aresztowanie np. generała Grota- Roweckiego- przecież m. in. Spilker (niestety zaginął pod koniec wojny) rozpracowywał tę sprawę-było dziełem owej komórki, w tym i szanownego matuzalema komunistycznego oficerstwa. I na tym zakończę, kłaniając się nisko tym wszystkim postkomunistom, byłym poputcznikom i tej całej pseudo- naukowej hałastrze piszącej swego czasu:”pod ustrój”, którzy protestują przeciwko zniesławieniu imienia naszego kochanego marszałka. No cóż: taki marszałek-jakie czasy.

"Katolik" nr 44, 4 listopada 1990

Dariusz Ratajczak, "Tematy niebezpieczne"


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /