Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 09 mar 2013, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Zakłamana odyseja

Małgorzata Rutkowska

Nieprzypadkowo doświadczenie przez miliony Polaków gehenny wypędzenia i deportacji sowieckich, dotknięcia zorganizowanych struktur zła zyskało miano Golgoty Wschodu. Bezmiar cierpienia i ofiary naznaczył bolesnym stygmatem całe pokolenia, które przez dziesiątki lat samotnie niosły swój ból, nie mogąc wypowiedzieć prawdy zawartej w słowie „Syberia”. Oni na pewno najbardziej czekali na film, który niejako zbierając w jeden epos indywidualne, bardzo różne biografie, odda hołd ich męczeństwu i przywróci pamięć o wywiezionych, zmarłych z głodu, niewolniczej pracy, zimna.

Niestety, „Syberiada polska” przedłuża ten dziwny stan szarości, półtonów i półcieni, przy pomocy których kreślona jest historia martyrologii Polaków. To widać było już przy „Katyniu”, gdzie perfekcyjnie rozmyto odpowiedzialność i narodowość oprawców, ukrywając przy tym istnienie całego aparatu państwowego, który organizował zbrodnię katyńską. Szczytem odwagi dla Andrzeja Wajdy, a także Janusza Zaorskiego – reżysera „Syberiady”, jest pokazanie funkcjonariuszy NKWD i na tym kończy się świat władzy ZSRS, bo o Stalinie nie warto wspominać – jako tyran ma zastąpić legion architektów Imperium Zła.

Bez kontekstu

To oczywiste powielanie kłamstw komunistycznej propagandy, mistyfikacja rzeczywistości. Z „Syberiady” nie dowiemy się, dlaczego Polacy zostają deportowani, jaki jest cel zbrodniczych zsyłek. Historia rodziny Dolinów „dzieje się” jakby sama, zupełnie wyabstrahowana z kontekstu historycznego, który musi tworzyć ramę kompozycyjną takich produkcji. Czy można sobie wyobrazić opowieść o Cudzie nad Wisłą bez przywołania postaci Józefa Piłsudskiego? Oczywiście nie. Czy da się uczciwie pokazać losy Polaków w „domu niewoli” bez wzmianki o generale Władysławie Andersie, który z tułaczy utworzył armię i ocalił tysiące ludzi – w tym dzieci – od śmierci? Zaorski dokonał tego, twórczo rozwijając pełen pogardy dla dowódcy 2. Korpusu demonstracyjny unik Wojciecha Jaruzelskiego na cmentarzu na Monte Cassino, gdy ominął grób Andersa. Cały wielki rozdział związany z ratowaniem Polaków przez agendy rządu RP na uchodźstwie, ambasadę polską w Kujbyszewie i jej rozsiane po bezkresnych obszarach delegatury jest kompletnie nieobecny w „Syberiadzie”. Zastanawia też ostatnia scena – powrót Doliny w mundurze przypominającym te noszone przez ludowe Wojsko Polskie – jakby przypieczętowująca „dobrą” drogę, jaką obrał sowiecki agent Berling i jego towarzysze z willi Małachówka. Cały arsenał starych sztuczek sowieckich.

Mentor kadr LWP

Kluczową sprawą dla zrozumienia, dlaczego „Syberiada” wpisuje się i powiela prymitywne kłamstwa oraz manipulacje, jest osoba Zbigniewa Dominy, którego książka posłużyła za podstawę scenariusza. Stalinowski prokurator wojskowy, gorliwy wykonawca rozkazów zbrodniarzy, m.in. Heleny Wolińskiej, politruk zwalczający podziemie niepodległościowe, ideologiczny mentor kadr LWP – dostąpił na koniec życia tak oddanego „ludowej” ojczyźnie zaszczytu opowiedzenia szerokiej publiczności historii polskich wypędzonych. Ot, cała III RP w pigułce. Jakby nie było tysięcy poruszających wspomnień zesłańców i łagierników z „Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego, „W domu niewoli” Beaty Obertyńskiej, „Jeśli zapomnę o nich” Grażyny Lipińskiej, „Kwiatami na stepie” Barbary Piotrowskiej-Dubik czy wstrząsającą „Rodziną Korzeniowskich” Melchiora Wańkowicza na czele. Nie mówiąc o tomie relacji zebranych jeszcze podczas wojny i wydanych w zbiorze

„W czterdziestym nas, Matko, na Sibir zesłali”. Dlaczego z tego przebogatego katalogu wybrano właśnie powieść Dominy, a Państwowy Instytut Sztuki Filmowej wyłożył pieniądze na zakłamany film? Dlaczego scenariusz napisał Michał Komar, owszem, krytyk literacki i pisarz, ale również syn generała Wacława Komara, dowódcy Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego – zbrodniczej formacji używanej do rozprawy z żołnierzami wyklętymi. Tej samej, w której powojenną karierę po powrocie ze zsyłki z Syberii rozpoczynał Zbigniew Domino. Czy ci panowie, bez uprzedniego dokonania rachunku sumienia, skonfrontowania się z własną przeszłością, mogą być wiarygodnymi przewodnikami po świecie polskich męczenników? Bo jakkolwiek to nie zabrzmi patetycznie i będzie drażniło uszy postmodernistycznych wyznawców „końca historii”, to są dzieje męczeństwa naszego Narodu. Ofiary składanej za Polskę.

Haniebna potwarz

W Golgocie Wschodu ukryty jest ogromny potencjał wychowawczy młodego pokolenia. Cierpienie i ofiara Polaków to prawdziwy skarbiec duchowej mocy, z którego trzeba czerpać. Wspaniałe sylwetki ludzi, którzy w ekstremalnych warunkach przetrwali. Dzięki czemu, co dawało im siłę, skąd płynęła ich nadzieja? To przecież temat na wielką, arcypolską opowieść. Ale w „Syberiadzie” nie ma ani Polski, ani Boga. Jest przeraźliwie płaska historia, bez najmniejszego śladu metafizycznego wymiaru, momentami traktowana jak ciekawostka przyrodnicza, kartka z folderu reklamującego piękno Syberii, doprawiona sosem poprawności politycznej. A przecież Polacy, nie dość, że zostali wyrwani przemocą z rodzinnych gniazd, to jeszcze zetknęli się w totalitarnym państwie sowieckim ze światem bezbożnym, który ogłosił, że Boga nie ma i zgotował wyznawcom Chrystusa najokrutniejsze prześladowania. W łagrach i obozach nie wolno było wyznawać swojej wiary, księża zesłańcy prowadzili duszpasterstwo katakumbowe. Ale w specposiołku Kołucze, dokąd przywieziono mieszkańców Czerwonego Jaru, deportowani swobodnie, przy stołach nakrytych białym obrusem, obchodzą Wielkanoc, spożywają jakieś skromne dania. Nikt ich nie niepokoi, niczego nie zakazuje, strażnicy NKWD są w ogóle nieobecni. Stoi to w jaskrawej sprzeczności z relacjami i świadectwami sybiraków. Zlekceważony został też w „Syberiadzie polskiej” problem zła moralnego, które stoi u genezy każdej przemocy. Zderzenie Polaków wychowanych w kulturze łacińskiej, w prawdzie i wolności, z komunistycznym nihilizmem mogło zdynamizować akcję, ożywić papierowe postaci. Nic z tego nie wyszło, bo ofiary nie stoją wyżej moralnie od prześladowców, skoro polskie kobiety pokazane zostały jako prostytutki. Trudno o bardziej haniebną potwarz. Polscy zesłańcy byli pozbawieni wszystkiego, ale nikt nie zdołał im odebrać godności osobistej i chrześcijańskiej. Tylko dzięki wierze zdołali przetrwać. Szkoda, że nie dowiemy się o tym z „Syberiady polskiej”.
--------------------------------------------------------------------------------

„Syberiada polska”, reż. Janusz Zaorski, 2012

http://www.naszdziennik.pl/wp/26227,zak ... yseja.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 11 mar 2013, 08:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Dywersjada, a nie „Syberiada”

Tadeusz Chwiedź Prezes Zarządu Głównego Związku Sybiraków ul. Mazowiecka 12 00-048 Warszawa
Tadeusz Kaźmierczak sybirak z 20-letnim stażem (1939-1959) pobytu w ZSRS

Środki masowego przekazu poinformowały o filmie Janusza Zaorskiego, zrealizowanym na podstawie książki Zbigniewa Domino pt. „Syberiada polska”. Większość sybiraków pomyślała: „Wreszcie po 73 latach nasze społeczeństwo, a zwłaszcza młodzież, doczekało się chwili prawdy”. W internecie zobaczyłem migawki z tego filmu. I cóż tam widzę? Wagon z dużym, niezakratowanym oknem. Dwoje uśmiechniętych dzieci wygląda przez okno. Faktycznie wieziono nas na Syberię wagonami przeznaczonymi dla bydła, okienka były umieszczone wysoko, kilka razy mniejsze i zakratowane. Dzieci były wystraszone, głodne i brudne. Piękne krajobrazy Krasnojarska mogła oglądać ekipa realizująca film. Przebywający tam polscy zesłańcy nie mieli na to ani czasu, ani siły, gdyż głodni i wyczerpani nieludzko ciężką pracą widzieli w lesie jedynie drzewa i pilnujących ich brygadzistów lub enkawudzistów. Na nocleg wlekli się prawie na czworakach. Na próżno pan Dolina szuka lekarstw – wszyscy wiedzieli, że ich w ogóle nie było, żadnych. Film pokazuje czystych ludzi i ogolonych mężczyzn. Mydła nie było, chyba że zrobiliśmy je sami, a ogolić można się było nożem. Gryzły nas wszy, pchły, pluskwy, komary, dokuczała meszka, wchodząc do oczu, uszu i nosa. Chodziliśmy w łachmanach. Mam jeszcze podanie mojej Cioci Antoniny Pasek do dyrektora magazynu buraków, aby wydał jej dwa worki, z których mogłaby uszyć sobie sukienkę, bo nie ma w czym iść do pracy. Nie dostała. Buty wyglądały tak, jak na załączonej fotografii, a nie tak jak na filmie „Syberiada polska”. Dlatego to nie Syberiada, tylko DYWERSJADA. Jak naprawdę na Syberii wyglądały dzieci, widać na załączonej fotografii – szkielety powleczone skórą! Najpierw spuchlizna głodowa, później kościotrupy z kurzą ślepotą i szkorbutem, i wreszcie śmierć głodowa. Wymierały z głodu całe rodziny, np. pięcioosobowa rodzina Opielów, z której chłopcami przyjaźniłem się, Adlerów, Antonowów, Tabaczków, Mrozów… Można zapisać całe strony nazwisk tych, którzy tam na zawsze zostali, setki tysięcy! Setki ciał wrzuconych do wiecznej zmarzliny, gołych. Panowie filmowcy powinni byli pokazać losy choćby jednego cmentarza na terenie byłego ZSRS, a pozostały tam ich setki! Miejscowi na pewno pokazaliby, gdzie chowano zesłańców Polaków. Tam, gdzie był polski cmentarz, teraz jest dyskoteka, market lub inny budynek, aby zatrzeć pamięć polskich sybiraków. To trzeba było pokazać w „Syberiadzie”, bo to PRAWDA. Sceny krajobrazowe i miłosne można umieszczać w innych filmach, a w tym być nie powinny. Pan Domino otrzymywał od ówczesnych władz radzieckich i Związku Patriotów Polskich (ZPP) pomoc. Zapamiętałem jedynie, jak przedstawiciele ZPP zbierali od nas pieniądze na pomnik w Katyniu. Na tym pomniku, rzeczywiście postawionym w miejscu kaźni Polaków przez NKWD, widniał napis (dosłownie, z tymi błędami i rusycyzmami!):

„TU SĄ POGRZEBANI NIEWOLNICY OFICEROWIE WOJSKA POLSKIEGO W STRASZYCH MECZENIACH ZAMORDOWANYCH PRZEZ NIEMIECKO-FASZYSTSKICH OKUPANTOW JESIENIĄ 1941 ROKU”.

Ile tu kłamstwa, podobnie jak w „Syberiadzie polskiej”. Półprawda to gorzej niż kłamstwo! Cóż, po zrzeczeniu się obywatelstwa polskiego i przyjęciu radzieckiego, co uczyniła zaledwie garstka sybiraków, władze radzieckie i ZPP dbały o tych obywateli. Większość jednak została Polakami, nie zrzekła się obywatelstwa polskiego i nie przyjęła paszportu rosyjskiego oraz obywatelstwa radzieckiego, mimo prześladowań, poniżeń i aresztów.

Istnieje wiele wspomnień napisanych przez sybiraków – prawdziwych świadków gehenny Polaków, tych, którzy przeżyli zsyłkę do Kazachstanu i Syberii. Ten film należało oprzeć na ich świadectwach, na prawdzie, a nie na półprawdzie i kłamstwie. Filmem „Syberiada polska” napluto w twarz tysiącom jeszcze żyjących sybiraków. Stalinowski prokurator pułkownik Zbigniew Domino tryumfuje i nadal zbiera nagrody.

Sądzę, że wyśle Pan Prezes odpowiednie pismo do stosownych władz, aby zahamowały zakłamywanie historii Polski. Mam nadzieję, że prezesi Oddziałów Związku Sybiraków wszystkich województw kraju wystosują pisma w sprawie tego kłamliwego filmu do ministrów kultury, oświaty, szkolnictwa wyższego, wreszcie do prasy, radia i telewizji. Jeżeli nie będzie reakcji – okaże się, w jakim państwie nadal żyjemy.

Z poważaniem

http://www.naszdziennik.pl/wp/26369,dyw ... riada.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 10 maja 2013, 21:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/artykuly/52868-pola ... tyce.pl%29

Polacy nawet w najtrudniejszych warunkach byli pionierami. Nasi rodacy zesłani na Syberię jako pierwsi badali Bajkał
opublikowano: 5 maja, 11:07

Obrazek
Fot. Andrzej Barabasz (Chepry)/Wikipedia.org na lic. GNU oraz lic. CC BY-SA 3.0


Polacy zesłani na Syberię po powstaniu styczniowym 1863 r. byli pierwszymi, którzy prowadzili systematyczne badania Bajkału. Wśród odkrywców fauny i flory tego najstarszego i najgłębszego jeziora na świecie był Benedykt Dybowski.
Pod koniec kwietnia minęła 180. rocznica urodzin Dybowskiego, badacza, który wspólnie ze swoim przyjacielem Wiktorem Godlewskim, także zesłańcem styczniowym, odkrył ponad 100 gatunków organizmów, najczęściej żyjących w Bajkale skorupiaków.

Rok 1863 zapisał się w historii nie tylko jako data wybuchu powstania styczniowego w Polsce, ale również jako rok, po którym następują przełomowe badania Bajkału. Polacy zainicjowali zupełnie nowy etap w odkrywaniu geografii oraz świata zwierząt i roślin tego najstarszego i najgłębszego jeziora na świecie
- powiedział współczesny badacz Bajkału, hydrobiolog dr Dmitrij Wiktorowicz Matafonow z uczelni w Ułan-Ude we wschodniej Syberii, miasta położonego ok. 100 km na południe od Bajkału.

Wśród najbardziej zasłużonych odkrywców "błękitnego oka Syberii", którzy po 1863 r. zostali zesłani na daleki wschód Rosji, Matafonow wymienił pochodzącego z okolic Mińska Benedykta Dybowskiego. W czasie powstania styczniowego był on komisarzem Rządu Narodowego na Litwie i Białorusi. Po aresztowaniu carskie władze Rosji skazały go na karę śmierci. Uratowali go jednak niemieccy zoolodzy za pośrednictwem "żelaznego kanclerza" Prus Ottona von Bismarcka i kara ostatecznie wyniosła 12 lat zesłania na Syberię.

Rosyjski badacz podkreślił, że nikt wcześniej przed Polakiem z takim powodzeniem nie odkrywał endemicznej fauny Bajkału.

Wiek Bajkału szacuje się na ponad 25 mln lat, co spowodowało, że wytworzyły się w nim wyjątkowe gatunki. To zafascynowało polskiego badacza, który łącznie opisał ponad 100 nieznanych dotąd gatunków zwierząt
- relacjonował Matafonow, który udzielił wywiadu podczas studyjnego wyjazdu dziennikarzy na Syberię, zorganizowanego przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Wyjaśnił, że w Bajkale ponad 70 proc. gatunków zwierząt i roślin to endemity, czyli organizmy żyjące wyłącznie w jego wodach.

Wspólnie z Wiktorem Godlewskim, jego przyjacielem i też zesłańcem, Dybowski prowadził badania w małej miejscowości Kułtuk nad południowymi brzegami Bajkału, gdzie do dziś pamięta się o polskich odkrywcach. Badania były prowadzone za pomocą ich własnej, pomysłowej metody na tzw. martwą rybkę. W głębinę jeziora, czasem w bardzo ciężkich warunkach, bo przy ponad trzydziestostopniowych mrozach, spuszczali przez przerębel martwą rybę, na której żerowały różne gatunki skorupiaków
- tłumaczył rosyjski hydrobiolog.

Hydrobiolożka dr Natalia Władimirowna Bazowa, również z uczelni w Ułan Ude, zwróciła uwagę na jeszcze jedno odkrycie Dybowskiego.

Mało osób wie, że "firmowym znakiem" Bajkału wcale nie jest smaczna rybka omul, ale odkryta przez Dybowskiego ryba gołomianka. To najliczniej występujący gatunek ryby w jeziorze, która ma zadziwiające właściwości. Gołomianka żyje bardzo głęboko i jest niemal przezroczysta. Wyjęta z wody i położona na słońcu zamienia się w oleistą ciecz. W dawnych czasach tym olejem palili w lampach żyjący nad brzegami Bajkału Buriaci, dla których jest on świętym morzem
- mówiła Bazowa.

Przebywając nad Bajkałem i badając jego wody Dybowski stał się współtwórcą nowej dyscypliny naukowej - limnologii, obejmującej kompleksowe badania wód śródlądowych - geologiczne, hydrologiczne i przyrodnicze.

Po odbyciu kary polski badacz dobrowolnie kontynuował naukowe pasje na dalekiej Rosji, odkrywał m.in. Kamczatkę. Zasłużył się także jako lekarz i etnograf wśród żyjących na Syberii Buriatów i Ewenków. W końcu polski badacz osiadł we Lwowie, gdzie zmarł w 1930 r. Pochowany jest na Górce Powstania 1863 r. na Cmentarzu Łyczakowskim.

Innym wybitnym pionierem syberyjskiej nauki był geolog Jan Czerski, którego carska Rosja również zesłała na Syberię za udział w powstaniu styczniowym. Nazwisko Czerskiego, który opisał całe wybrzeże Bajkału wraz z wpadającymi do niego rzekami, upamiętnia Góra Czerskiego, czyli najwyższy szczyt Gór Bajkalskich oraz tzw. Kamień Czerskiego - góra położona w pobliżu Listwianki nad Bajkałem, gdzie w tamtejszym muzeum można obejrzeć wiele pamiątek po polskich odkrywcach.

Syberia miała wielkie szczęście, że tacy ludzie jak Dybowski czy Czerski znaleźli się nad Bajkałem i zaczęli go systematycznie badać
- mówił w rozmowie z dziennikarzami geolog prof. Aleksiej Tichonowicz Korolkow z uczelni w Irkucku.

Podkreślił też, że polscy badacze Syberii w XIX w. z powodu swojej naukowej pasji zaprzeczyli utartemu przekonaniu, że wszyscy polscy zesłańcy po powstaniu styczniowym "o niczym innym nie myśleli, jak tylko o powrocie do kraju". Przypomniał, że Czerski jak i Dybowski po odkryciu bogactwa syberyjskiej przyrody dobrowolnie wrócili na Syberię, by kontynuować swoje prace.

Lata po 1863 r. to punkt zwrotny w historii badań Bajkału. Polacy byli pierwszymi, którzy go systematyczne badali
- podsumował irkucki naukowiec.

Norbert Nowotnik,PAP,KL


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 11 wrz 2013, 16:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Dzień Sybiraka

AKU, PAP

Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu przyjęła wczoraj uchwałę dotyczącą ustanowienia 17 września Dnia Sybiraka, zgodnie z sugestią Związku Sybiraków. „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd wszystkim Polakom zesłanym na Syberię, do Kazachstanu, Rosji oraz innych części Związku Sowieckiego” – głosi tekst projektu uchwały. Posłowie PO Iwona Śledzińska-Katarasińska i Rafał Grupiński uważali, że zbieżność tego święta z datą agresji sowieckiej na Polskę nie jest dobrym rozwiązaniem. Sugerowali, by byłby to 10 lutego (rocznica pierwszej deportacji, do której doszło w 1940 r.). Prezes Związku Sybiraków Tadeusz Chwiedź przypomniał, że związek tradycyjnie obchodzi swoje święto 17 września. Data ta została ustalona jako, dotąd nieformalny, Dzień Sybiraka 23 lata temu podczas spotkania sybiraków z ks. kard. Józefem Glempem.

http://www.naszdziennik.pl/wp/53507,dzien-sybiraka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 16 wrz 2013, 06:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Santa Rosa kończy działalność

W Chicago odbyło się wczoraj ostatnie spotkanie Klubu Santa Rosa. To organizacja polskich sybiraków, którzy w 1943 roku znaleźli się w obozie w Meksyku. Dziś z dwu tysięcy kobiet i dzieci żyje już tylko około 30 osób.

Klub postanowił zawiesić działalność z powodu wieku członków. Najmłodsi skończyli już 80 lat.

– Mieszkamy nie tylko w Chicago. Co roku na spotkaniu było coraz mniej osób, właściwie to samych mieszkańców Santa Rosa przyjeżdżało kilku, kilkunastu, a większość to ich dzieci, wnuki i prawnuki – mówi Stanisława (Stella) Synowiec-Tobis, skarbnik klubu.

Wczoraj było łącznie prawie 150 osób, w tym 20 sybiraków. W kościele Sióstr Felicjanek została odprawiona w ich intencji Msza św., a następnie w polskiej restauracji w Niles (obok Pomnika Katyńskiego) odbyło się zebranie klubu.

Uczestnicy spotkania to mieszkańcy obozu Santa Rosa w Meksyku założonego dla uciekinierów z Syberii. Z armią Andersa do Persji (Iranu) przedostało się ok. 56 tys. cywili. Wśród nich grupa kobiet z dziećmi i sierot.

W Persji nie mogli zostać. Armia zaczęła się ewakuować na zachód, w kierunku Palestyny, Afryki i dalej Włoch, ale nie wiadomo było, co zrobić z kobietami i dziećmi. Niespodziewanie pomoc zaoferował ambasador Meksyku w Londynie Alfonso Rozenzweig Diaz.

Namówił swój rząd do przyjęcia części polskich uchodźców. Amerykanie dali 3 mln dolarów pożyczki na ich utrzymanie. W ten sposób Meksyk stał się jedynym poza Wielką Brytanią i jej byłymi koloniami państwem oficjalnie przyjmującym Polaków podczas drugiej wojny światowej. Nigdy wcześniej ani później Meksyk nie przyjął też imigrantów spoza obszaru języka hiszpańskiego.

Tymczasem dwa tysiące polskich kobiet i dzieci znalazło się w Karaczi, a stamtąd brytyjski statek „The Old City of London” zabrał ich do Bombaju, a następnie trafili do Los Angeles na pokładzie amerykańskiego statku transportowego USS „The Hermitage”.

Jak wspominają, wrażenie, jakie zrobiła na nich Ameryka, było negatywne. Wcale nie kojarzyła im się z wolnością: Polacy byli przewożeni wojskowymi ciężarówkami z uzbrojoną eskortą i traktowani niemal jak więźniowie. Wolność znaleźli w Meksyku – był listopad 1943 roku.

Kolonia Santa Rosa była urządzona nowocześnie i wygodnie. Były mieszkania dla rodzin i sierociniec, duża stołówka, plac zabaw dla dzieci, duży ogród.

Niedługo dzięki wsparciu meksykańskiej i amerykańskiej Polonii w ośrodku było już wszystko, co potrzeba – ubrania, książki, zabawki. Rozpoczęło się normalne życie małej polskiej społeczności. W zgodzie i dobrych relacjach z meksykańskimi sąsiadami. Problem pojawił się w 1946 roku.

Meksyk nawiązał stosunki dyplomatyczne z PRL, a nowy, komunistyczny ambasador zażądał likwidacji kolonii i repatriacji mieszkańców do Polski. Zdecydowali się na to nieliczni, dla których była to jedyna szansa na połączenie się z najbliższą rodziną. Części pozwolono zostać w Meksyku, przede wszystkim kobietom, które wyszły za mąż za miejscowych obywateli. Większość postanowiła przenieść się do USA: najwięcej trafiło do Chicago i stanu Illinois.

Większość osiągnęła w nowym kraju sukces. Żyjąca w León Anna Żarnecka Santos de Burgoa jest do dziś uznaną artystką. Czesław Sawko, który poślubił sierotę z Santa Rosa Stanisławę Grodzką, okazał się wybitnym wynalazcą.

Sprężyny wyprodukowane przez jego firmę były stosowane w statkach Apollo. Był on jednym z fundatorów sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach i pomnika Prymasa Tysiąclecia na Jasnej Górze. Zmarł w czerwcu tego roku, w wieku 83 lat.

Nieliczni żyjący mieszkańcy Santa Rosa to głównie tamtejsze sieroty. Ale starają się nie zapomnieć o swoich korzeniach. Pani Stanisława Synowiec-Tobis w 1988 roku była nawet w rodzinnych Brantowcach (obecnie na Białorusi).

Jednym z tematów ostatniego posiedzenia Klubu Santa Rosa w Chicago był los pamiątek pozostałych po sybirakach. Tobis ma jeszcze swoją polską książeczkę z Pierwszej Komunii Świętej z 1938 roku.

– Jest bardzo zniszczona, ale traktuję ją jak relikwię. Przeszła ze mną Gułag, Persję, Indie, Meksyk. Musimy się zastanowić, gdzie te pamiątki można oddać, żeby zostały uszanowane i miały godne miejsce, kiedy nas już zabraknie – tłumaczy.

Jeden z planów to sanktuarium w Licheniu prowadzone przez Księży Marianów. Marianinem był ks. Józef Jarzębowski (1897-1964), przez pewien czas duszpasterz w Santa Rosa.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-polon ... lnosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 17 wrz 2013, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Za linią śmierci

Z Piotrem Pocałujką, sierżantem Armii Krajowej, sybirakiem, rozmawia Adam Białous

Gdzie mieszkał Pan przed wywózką na Sybir?
– Razem z rodzicami mieszkaliśmy w miejscowości Zapurwie niedaleko Grodna. W naszej wsi było przed wojną 50 domów. W roku 1939 Sowieci wywieźli na Sybir trzy rodziny. W roku 1943 Niemcy rozstrzelali 12 rodzin. Zginęło wówczas 48 osób, wszyscy byli Polakami.

Należał Pan do którejś zbrojnej organizacji niepodległościowej?
– Byłem członkiem-łącznikiem wileńskiej Armii Krajowej. Po zakończeniu wojny nasza drużyna miała za zadanie pomagać oddziałom AK, które przedzierały się z Wileńszczyzny na teren Grodzieńszczyzny i później za linię Curzona, do Polski – w granicach wyznaczonych przez Stalina. Kiedy byłem więźniem jednego z łagrów, spotkałem tam wielu żołnierzy AK, którym wcześniej pomagaliśmy przechodzić, m.in. Antoniego Rymszę ps. „Maks”, który dowodził 3. plutonem 5. Wileńskiej Brygady AK Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszko”. Rymsza sam przeprowadzał oddziały za linię Curzona, w sumie około 200 osób. Z tych osób, które przeprowadzaliśmy, niemało trafiło później do oddziałów AK operujących na Augustowszczyźnie. Wiele zostało ujętych i zamordowanych podczas obławy augustowskiej.

Jak doszło do aresztowania Pana przez NKWD?
– Mnie i moich kolegów z naszej drużyny AK dopadli dopiero 23 marca 1949 roku. Siedzieliśmy wówczas w leśnym bunkrze. Wydał nas konfident, który później – w roku 1952, z wyroku sądu podziemnego, został za to zlikwidowany. Żołnierze NKWD przez komin, który był ukryty w drzewie i miał wylot w dziupli, wrzucili granat. W tym czasie w bunkrze było nas siedmiu. Wiem, że jeden kolega zginął na miejscu, drugi został ciężko ranny. Niewiele jednak pamiętam, bo przywaliło mnie cegłami i straciłem przytomność, enkawudziści dziwili się, że przeżyłem. Potem postawiono mnie przed sowieckim sądem wojskowym. Dali mi nawet adwokata z urzędu. A to był jakiś bardzo dziwny adwokat. Na procesie zamiast mnie bronić – oskarżał, bardziej chyba niż prokurator. Wyroku można więc było łatwo się domyślić. Dali mi najpierw w sumie 105 lat łagrów, ale potem, ponieważ byłem sądzony na terenie Białorusi, zmienili wyrok na 25 lat łagrów.

W jakich łagrach był Pan więziony?
– Początkowo wywieźli mnie do łagru o zaostrzonym rygorze w Irkucku. Wcześniej więziono tam Niemców. Kiedy byłem w tym obozie, większość więźniów stanowili członkowie AK. Byłem tam 2,5 roku. Praca makabrycznie ciężka. Kazali nam wycinać las, gdzie rosły bardzo stare, olbrzymie drzewa. Do najcięższych robót kierowali osoby, które na tzw. komisji zdrowia otrzymały pierwszą kategorię. To badanie polegało jedynie na tym, że każdemu kazano zrobić trzy przysiady. Kto był w stanie tego dokonać – otrzymywał kategorię pierwszą. Przy tym kazano nam się rozebrać do naga, chociaż było kilkadziesiąt stopni poniżej zera. Chcieli ludzi upokorzyć. Nadawali nam nawet numery, które były wypisane na ubraniach. Miałem numer P 94. Podczas katorżniczej pracy w lesie umierało wielu ludzi. Najszybciej ci, którzy nie byli przyzwyczajeni do ciężkiej pracy fizycznej, w trudnych warunkach. Mnie udało się przeżyć, głównie dzięki temu, iż pracowałem od wczesnych lat w lesie i wiedziałem, jak się do tego zabrać. Do tego wykańczały ludzi głodowe racje żywnościowe. Dochodziło też do zabójstw. Byłem świadkiem, jak obozowi strażnicy zabili dwie osoby. Podczas pracy w lesie nasi nadzorcy wyznaczali sznurkiem granicę, której pod karą śmierci nie można było przekroczyć. Te dwie osoby jedynie zbliżyły się do sznurka. Strażnicy i tak ich zastrzelili, a później sznur przesunęli, tak aby ciała znalazły się poza linią śmierci. Konwojenci nie mieli żadnych skrupułów. Według przepisów obozowych, za zabicie więźnia, który chciał uciec, należała się im nagroda, dlatego zabijali. Było też razem z nami również dwóch niemieckich generałów – ich bardzo szybko wykończyli.

To nie był koniec łagrowej gehenny?
– Kolejne łagry, jakie „zwiedziłem”, znajdowały się na Kołymie. Byłem tam w sumie 5 lat i 3 miesiące. Pierwszy obóz znajdował się przy kopalni ołowiu. Straszne warunki pracy. Ten łagier był posadowiony na wysokiej górze, więc ciągle przeraźliwie wiało. Budowle, w których kazano nam mieszkać, były zrobione z łupanych skał. W otworach okiennych nie było szyb, a jedynie wypełniały je szklane słoiki, ustawione jeden na drugim. Wodę pitną pozyskiwaliśmy ze śniegu. Ciężko zachorowałem tam na żółtaczkę, w kopalni złamałem nogę. Po kuracji w szpitalu przewieziono mnie do kopalni. Tam wszyscy pracowaliśmy w maskach, bo inaczej szybko byśmy poumierali, głównie od pylicy płuc. W tej kopalni wydobywano zwłaszcza wolfram, ale pozyskiwano też promieniotwórczy uran, a wiadomo, czym grozi praca przy wydobyciu tego ciężkiego pierwiastka. Pod koniec mojego pobytu w tej kopalni wybuchł strajk. Ludzie nie chcieli dalej pracować, bo było dużo zgonów. Pod ziemią klimat był taki, że nawet metalowe rury po pewnym czasie rozsypywały się w proch. Wtedy do kopalni przyjechała komisja z Moskwy. Zapewniali nas, że władze rozważają możliwość amnestii, ale musimy wznowić pracę. Pamiętam taką scenę, kiedy w odpowiedzi na te słowa jeden z rosyjskich więźniów, którzy pracowali z nami w kopalni, chwycił gaśnicę, uruchomił ją i zaczął pianą opryskiwać wszystkich członków „naczalstwa”. Nie bał się, bo do kopalni nikt nie mógł wejść z bronią, takie były przepisy. To był najweselszy moment w czasie całej mojej katorgi w łagrach. Członkowie sowieckiej rządowej komisji, pokryci pianą, uciekali jak zające. Śmieliśmy się do rozpuku.

Kiedy zakończyła się Pana katorga na Sybirze?
– W roku 1956 Sowieci uznali, że za swoje „odpokutowałem” i zwolniono mnie z łagru. Od razu chciałem wyjechać do Polski, ale robiono mi ogromne trudności, jako że moje rodzinne Zapurwie znalazło się po wojnie na terytorium ZSRS i automatycznie władze sowieckie uznały mnie za obywatela swojego państwa. Ponad dwa lata starałem się o uzyskanie pozwolenia na wyjazd do Polski. Zgodę otrzymałem dopiero w roku 1958. Trafiłem do Białegostoku, ponieważ tu miałem kuzyna, u którego początkowo zamieszkałem. Po wielu staraniach do Polski udało się również sprowadzić moich rodziców i młodszą siostrę, którzy także byli więzieni w sowieckich łagrach.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/54064,za- ... ierci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 19 wrz 2013, 07:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Ważne źródła z Kazachstanu

W dokumentach z kazachskich archiwów prokuratorzy IPN znajdują ważne, nieznane dotąd informacje o Polakach deportowanych w czasie wojny na Wschód. Właśnie zakończono tłumaczenie spisów akt. W październiku do Kazachstanu trafi wniosek o przekazanie kolejnych materiałów.


W aktach znajdują się takie dane, jak liczba deportowanych czy miejsca ich katorgi – dowiedział się „Nasz Dziennik”. Prokuratorzy pionu śledczego białostockiego IPN, którzy prowadzą szeroko zakrojone śledztwo dotyczące wywózek w głąb ZSRS obywateli polskich z Białostocczyzny w latach 1939-1941, szykują już następny wniosek do Prokuratury Generalnej Republiki Kazachstanu.

Tym razem oczekują przekazania kopii archiwaliów zawartych w uzyskanych już spisach, a istotnych dla tego dochodzenia.

Spisy dokumentów z kazachskich archiwów dotyczące Polaków deportowanych przez Sowietów do Kazachstanu zajmują około 200 kart. Wyszczególnione w nich dokumenty pochodzą z 18 różnych archiwów Republiki Kazachstanu, w tym z Centralnego Archiwum Państwowego, archiwum obwodów: Akmolińskiego, Astrachańskiego, Karagandyjskiego, Pawłodarskiego, Mangistauskiego, oraz miast Astany i Ałmaty.

Materiały te trafiły do IPN w toku realizacji skierowanego w ubiegłym roku do Kazachstanu wniosku o pomoc prawną. – Republika Kazachstanu przesłała nam na początek olbrzymie spisy dokumentów dotyczących Polaków wywiezionych tam wskutek sowieckich deportacji.

Zostały właśnie przetłumaczone. Zapoznałem się z tymi spisami i na początku października wyślemy wniosek o przekazanie nam już konkretnych dokumentów ze spisów – informuje prokurator IPN Białystok Dariusz Olszewski, który prowadzi śledztwo w sprawie sowieckich deportacji.

Na podstawie spisów prokuratorzy wnioskują, że materiały z kazachskich archiwów są dla śledztwa bezcenne. – Są to dokumenty bardzo szczegółowe, podające chociażby, w jakich łagrach i kołchozach Polacy zostali rozmieszczeni, ilu ich w poszczególne miejsca trafiło, a nawet gdzie zostali zakwaterowani i jakie prace wykonywali – mówi prok. Olszewski.

W kazachskich archiwach przechowywane są też raporty szefów łagrów i kołchozów podające, jak Polacy się zachowywali, np. podczas brutalnych akcji nakłaniania do przyjęcia obywatelstwa ZSRS. Jest tam wiele przykładów bohaterstwa – więźniowie nie chcieli się wyrzec obywatelstwa polskiego za cenę więzienia, a nawet śmierci.

Dokumenty, o których mówią spisy, to również wykazy przesiedleńców i osób przebywających w domach dziecka, listy osób repatriowanych z Kazachstanu do Polski, a także źródła obrazujące sytuację materialną obywateli polskich w Kazachstanie czy dotyczące rozpatrywania wniosków o wycofanie obywatelstwa ZSRS osób narodowości polskiej w celu umożliwienia powrotu do kraju.

Prokuratorzy z pionu śledczego białostockiego oddziału IPN zwracali się też o pomoc prawną w sprawie deportowanych m.in. do władz Białorusi.

Przewidując, że prośba o udostępnienie wszystkich dokumentów na ten temat z archiwum tego państwa może spotkać się z odmową, wnioskowano o przekazanie kopii materiałów dotyczących jedynie rodzin trzech osób aresztowanych przez NKWD i wywiezionych z ziemi augustowskiej. Śledczy wiedzą, że takie dokumenty znajdują się w grodzieńskich archiwach. Strona białoruska odpowiedziała, że sprawy te się przedawniły i dlatego wniosek nie zostanie zrealizowany.

Podobne wnioski wysyłano do Federacji Rosyjskiej. Strona rosyjska twierdzi, że nie ma podstaw prawnych do realizacji próśb prokuratorów IPN.

– Białoruś oraz Rosja na nasze wnioski o pomoc prawną z reguły odpowiadają negatywnie, chociaż nasze kraje [wodróżnieniu od Kazachstanu – przyp. red.] obowiązuje umowa o pomocy prawnej – mówi prok. Dariusz Olszewski.

Priorytetem śledztwa IPN Białystok w sprawie wywózek jest m.in. stworzenie komputerowej bazy danych osób deportowanych z dawnego województwa białostockiego i podjęcie próby ustalenia ich dokładnej liczby.

Bazując na danych z sowieckich archiwów, historycy określają liczbę wszystkich deportowanych z terenów zajętych przez Sowietów na 340 tys., natomiast środowiska sybirackie – nawet na 1,3 miliona osób.

– Jak wiadomo, różne środowiska czy instytucje podają różne liczby wywiezionych na Wschód. Są między nimi bardzo poważne różnice. Dlatego śledztwo jest jednocześnie próbą ustalenia obiektywnej liczby deportowanych –mówi prokurator IPN Dariusz Olszewski. Podczas śledztwa IPN Białystok stara się ustalić liczbę wywiezionych w tym czasie jedynie z dawnego województwa białostockiego, gdyż tego terenu dotyczy to postępowanie.

Przesłuchiwani często podają, kto z ich rodziny lub znajomych również był wywieziony na Wschód, te osoby są również uwzględniane w bazie. – Świadkowie podają nam często dane deportowanych osób, a nawet całych rodzin, o których wcześniej nie wiedzieliśmy – przyznaje prokurator.

Do tej pory w śledztwie przesłuchano ponad 3400 świadków. Już na podstawie ich zeznań do tworzonej bazy danych osób deportowanych wprowadzono około 30 tys. osób wywiezionych z Białostocczyzny. Przesłuchania cały czas trwają.

– Proszę bardzo osoby wywiezione na Wschód albo osoby, które mają wiedzę na temat deportowanych, aby kontaktowały się z Instytutem Pamięci Narodowej. W ten sposób nasze śledztwo szybciej pójdzie do przodu –apeluje prok. Dariusz Olszewski.

Przed powstaniem IPN wszystkie śledztwa dotyczące deportacji Polaków na Wschód prowadziła Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu w Białymstoku. Kiedy powołano do życia IPN, poszczególne śledztwa, ze względu na to, jakich terenów dotyczyły wywózki, zostały rozdzielone po poszczególnych oddziałach tej instytucji. Śledztwo dotyczące czterech deportacji w głąb ZSRS (do roku 1941) obywateli polskich z okupowanego przedwojennego województwa białostockiego trafiło do białostockiego oddziału IPN.

Prowadzone jest więc już 20 lat. To obecnie najobszerniejsze postępowanie, jakim zajmuje się pion prokuratorski białostockiego IPN. Zgromadzone materiały liczą 103 tomy. Każdy tom zawiera około 200 kart. Są to głównie protokoły przesłuchań świadków, ale również zdjęcia z wywózek czy nawet zeszyty szkolne z zajęć w sowieckich szkołach, w jakich uczestniczyły deportowane dzieci.

Gromadzony jest też materiał na temat osób aresztowanych przez NKWD za działalność patriotyczną, gdyż rodziny takich osób z reguły trafiały na Sybir. Pożyteczne okazują się też inne dokumenty. – Korzystamy m.in. z ważnych dla śledztwa dokumentów sowieckich, jakie swego czasu trafiły do IPN. Są one tłumaczone i okazują się bardzo pomocne –mówi prok. Dariusz Olszewski.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... stanu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 30 wrz 2013, 07:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Mural o wywózkach

Adam Białous, Białystok

Na ścianie jednego z dawnych magazynów wojskowych w Białymstoku odsłonięto w sobotę mural poświęcony sowieckim wywózkom Polaków na Wschód. W tym miejscu powstanie pierwsze w Polsce Muzeum Pamięci Sybiru.

Obrazek
Mural będzie częścią tworzonego w Białymstoku Muzeum Pamięci Sybiru (FOT. A. BIAŁOUS)


Miejsce przy ul. Węglowej jest symboliczne, gdyż podczas sowieckich deportacji w latach 1940-1941 wywieziono w głąb ZSRS z pobliskiego dworca fabrycznego 20 tysięcy mieszkańców Białegostoku. Autorem muralu jest Jerzy Muszyński. Dominuje w nim czerń nocy wywózek. Na jej tle jaskrawo kontrastują światła parowozu oświetlające fragment kolejowego szlaku. Są też dmuchawce symbolizujące tragiczne losy zgotowane przez władzę sowiecką wywiezionym.

Malowidło powstało w ramach projektu „Wyrwa Pamięci” realizowanego przez Muzeum Wojska w Białymstoku. Jego celem jest przekazanie młodym ludziom za pomocą nowoczesnej sztuki street art wiedzy na temat wywózek Polaków na Wschód. Projekt zakończy się za kilka tygodni multimedialnym pokazem na ścianie budynku Politechniki Białostockiej dotyczącym sowieckich deportacji.

Mural zapowiada też powstanie pierwszego w Polsce Muzeum Pamięci Sybiru – ma być zbudowane do roku 2016. Jest już gotowe opracowanie architektoniczne obiektu, który stanie na terenie dawnych magazynów wojskowych. Organizacją ekspozycji zajmuje się Muzeum Wojska w Białymstoku. Od ponad roku funkcjonuje tam specjalny oddział, którego pracownicy i woluntariusze nagrywają relacje sybiraków, zbierają zdjęcia i inne eksponaty, które znajdą się w zbiorach przyszłej siedziby muzeum. Została już uruchomiona jego strona internetowa: sybir.com.pl.

Do końca 2014 roku mają zostać ukończone prace nad tworzeniem portalu internetowego, na którym będzie można znaleźć ogromny materiał historyczny dotyczący wywózek. Z projektów wynika, że w głównym budynku znajdą się sale wystawowe, konferencyjna i multimedialna. Według założeń, w skład wystaw stałych, oprócz ekspozycji poświęconej czterem wielkim wywózkom białostoczan w latach 1940-1941, mają się znaleźć ekspozycje dotyczące wcześniejszych, od czasów zaborów, zesłań Polaków na Sybir.

http://www.naszdziennik.pl/wp/55396,mur ... zkach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 10 gru 2013, 16:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/pomnik-sybirakow-i- ... z2iMDWclCR

Pomnik Sybiraków i ofiar NKWD? Zbyt monumentalny!
Data publikacji: 2013-10-21 12:00
Data aktualizacji: 2013-10-21 08:26:00

Obrazek
Artur Grottger [Public domain], via Wikimedia Commons


W Kuźnicy odsłonięto i poświęcono memoriał „Golgota Wschodu”. Inicjatorzy tego projektu nie otrzymali jednak wsparcia finansowego ze strony Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Radzie nie spodobał się… krzyż, jak i monumentalność projektu.

Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa sugerowała także, aby upamiętnić jedynie powstańców styczniowych i rosyjskie ofiary z XIX wieku, pomijając milczeniem ofiary Katynia i zbrodnie popełnione na Polakach w wieku XX – ujawnił Dariusz Piontkowski w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie”. W oficjalnej odpowiedzi przedstawiciel Rady Ochrony Pamięci dementuje, to nie krzyż był powodem negatywnej decyzji w sprawie współfinansowania. Przyznając równocześnie, że Rada faktycznie zachęcała do „korekty” projektu.

Memoriał „Golgota Wschodu”, odsłonięty i poświęcony w październiku, upamiętnia wszystkie ofiary carskich i sowieckich represji, w tym także Polaków zamordowanych po zakończeniu drugiej wojny światowej. Pomnik powstał z inicjatywy środowisk lokalnych. W uroczystościach wzięli udział zesłańcy: Genowefa Freling, Leokadia Kunda, Romuald Kiczuk oraz Tadeusz Chwiedź oraz Jolanta Hryniewiecka z Zarządu Głównego Związku Sybiraków.


Źródło: niezalezna.pl

mat


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 24 sty 2014, 08:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Syberia cierpienia i wiary

Dr Jarosław Szarek

Po klęsce Powstania Styczniowego blisko 40 tysięcy jego uczestników zesłano na Syberię. Podążyli tam drogą cierpienia rzesz Polaków: konfederatów barskich idących z pieśnią „Zawitaj, Królowa!/ Bądź zawsze gotowa/ Mieć nas w opatrzności/ W wszelakiej trudności…”, powstańców listopadowych, marzących o niepodległej Rzeczypospolitej, uczestników antyrosyjskich wystąpień i konspiracji.

Obrazek
Aleksander Sochaczewski „W drodze do katorgi”. Obraz malarza-zesłańca przedstawia katorżników w drodze do kopalni i warzelni soli, polskich zesłańców z Usola: pierwszy to Józef Kalinowski – św. Rafał Kalinowski, drugi Kamelski, następna para Tomasz Ilnicki z Jakubem Giejsztorem, w głębi ks. L. Godlewski


W 1883 roku władze rosyjskie ogłosiły amnestię. Umożliwiła ona Polakom zesłanym na Syberię powrót w rodzinne strony. W wydawanej w Irkucku gazecie „Sybir” ukazał się z tej okazji artykuł „Poljaki w Sibiri”. Napisano w nim, iż połowa z tysięcy, którzy tam trafili po 1863 roku, nie doczekała tej chwili – zabiły ich warunki życia, nędza, klimat. Ci, którzy przeżyli, mogli dopiero teraz wracać. W związku z tym autor tekstu pytał: „Co oni dali Syberii?”. W odpowiedzi podkreślał wiele zasług w rozwoju miejscowego handlu, rzemiosła, rolnictwa: „Wędlarnie, cukiernie i kilka innych przemysłów wyłącznie tylko Polakom zawdzięczają swoją egzystencję i rozwój następny na Syberii. Przedtem nie było w Syberii ani restauracji, ani kawiarń, ani porządnych hotelów”.

Warto, aby te słowa pisane w rosyjskiej gazecie, dowodzące, czego Polacy dokonali w niewoli – niejako przy okazji odbywania zasądzonych przez Moskali kar – przeczytali ci, którzy już od ćwierćwiecza próbują narzucić nam pogardę dla nas samych: „nienormalnego” narodu „nieudaczników”. Dalej czytamy: „Do obyczajów i stosunków narodu i społeczeństwa sybirskiego przez czas swego 20-letniego pobytu na Syberii wnieśli Polacy zesłańcy polityczni niektóre swe narodowe sympatyczne przymioty, jako to grzeczność, wstrzemięźliwość, takt i nadzwyczaj ludzkie, od razu w oczy się rzucające obchodzenie się ze służbą. Polacy bez wątpienia przyczynili się do podniesienia poziomu umysłowego i rozwinięcia dwóch niższych klas społecznych. Niepodobna pominąć milczeniem prac uczonych…” – lista tych ostatnich jest długa i znana. Upamiętniają ich do dzisiaj nazwane na ich cześć górskie pasma, gatunki flory i fauny… „Lud syberyjski i cała społeczność będą im za to wdzięczni… i na drogę do ojczyzny towarzyszą Polakom uczucia jak najżyczliwsze”.

Od 35 lat nie widzieli kapłana
Gdy na początku XIX wieku Jan Nepomucen Potocki służący na dworze rosyjskiego cara uczestniczył w poselstwie do Chin, w Irkucku spotkał grupę polskich zesłańców, co opisał w liście do księcia Adama Czartoryskiego, ówczesnego ministra spraw zagranicznych Rosji: „W Syberii znajdują się polscy konfederaci, którzy nie widzieli księdza rzymskokatolickiego od 35 lat i że nie mała liczba prestupnikow tego wyznania znajduje się tam bez wszelkiej opieki duchownej… tak czy inaczej, trzeba dla nich coś zrobić”.

Dzięki wstawiennictwu Czartoryskiego na Syberii pojawili się jezuici. W Irkucku pierwszą katolicką parafię zaczęli organizować ks. Wincenty Łaszkiewicz, ks. Marceli Kamieński, ks. Tadeusz Maszewski i ks. Tomasz Drozdowicz. Z kolei w Tomsku duszpasterzowali księża: Marceli Kamieński, Teodor Walużynicz i Konstanty Kozakiewicz. W 1820 roku zostali jednak zmuszeni do wyjazdu. Na ich miejsce udało się przybyć bernardynom. Posługę w Irkucku – w największej na świecie parafii sięgającej Pacyfiku – rozpoczęli księża: Modest Romaszkiewicz i Anastazy Ihnatowicz, którzy podjęli się budowy w tym mieście drewnianego kościoła pw. NMP. Z kolei do Tomska trafili ks. Jakub Juriewicz i ks. Remigiusz Apanasewicz. W 1833 roku zbudowali pierwszy na Syberii kościół murowany istniejący do dzisiaj. Wkrótce udało się erygować kolejne parafie w Tobolsku i Omsku.

Tymczasem kościół w Irkucku z czasem powoli podupadał. Poza dużymi skupiskami Polacy pozbawieni opieki duchowej tęsknotę za Ojczyzną koili w niewyszukanych rozrywkach. Główną i jedyną zabawą jest gra w karty – a grają starzy i młodzi, mężczyźni i kobiety…”.

Dzieło ks. Krzysztofa Szwernickiego
Wtedy na Syberię przyjechał marianin ks. Krzysztof Szwernicki. Za prowadzenie działalności patriotycznej kilka lat więziono go w warszawskiej Cytadeli, po czym zesłano do Irkucka, gdzie z czasem zezwolono mu prowadzić działalność duszpasterską. „Był duchownym z powołania, miał serce otwarte dla potrzeb rodaków i swojego kościoła, cieszył się też szacunkiem swoich i obcych” – notował Michał Janik. Jeszcze przed Powstaniem Styczniowym odbudował i powiększył irkucki kościół, sprowadził z Petersburga organy. Za zgodą miejscowego gubernatora, odbył w 1859 roku podróż misyjną po Dalekim Wschodzie, w czasie której spotkał wielu Polaków. W samym Irkucku założył ochronkę dla dzieci. Po 1863 roku był oparciem dla wielu zesłanych powstańców, poznał się też z późniejszym świętym – ojcem Rafałem Kalinowskim. W 1884 roku w Irkucku stanął nowy kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, nazywany też „polskim”.

Pod koniec XIX wieku na Syberii przebywali nie tylko zesłańcy i ich potomkowie. Przybyły też tysiące „za chlebem”, aby korzystać z większej swobody niż w spacyfikowanym Królestwie Polskim. Niektórzy doszli do ogromnych majątków. Wśród nich był Alfons Koziełł-Poklewski, właściciel kopalń, fabryk, kolei. Duże fundusze łożył na potrzeby polskich zesłańców, fundował ochronki, szpitale, jadłodajnie. Sfinansował budowę nowych kościołów w Jekaterynburgu, Tobolsku, Permie, Tomsku. Pomagał zesłanym za udział w Powstaniu Styczniowym, wielu wykupywał z robót i zatrudniał ich w swoich fabrykach.

Po latach – w 1908 roku – te kościoły i zarazem polskie skupiska odwiedzili redemptoryści. W swej misji trwającej ponad pół roku przebyli kilkanaście tysięcy kilometrów. Administrator diecezji mohylewskiej ks. Stefan Denisiewicz wysłał na tę syberyjską wyprawę trzech redemptorystów: ojca Władysława Bohosiewicza z Warszawy, Józefa Palewskiego z Mościsk i Marcina Nuckowskiego z krakowskiego Podgórza. Wyruszyli latem 1908 roku. Po drodze ich uwagę zwracały liczne cerkwie. „Cudzoziemiec patrząc na to musi wynieść przekonanie, że jedzie przez kraj ludu wierzącego, a nas żal ściskał, że to lud od Kościoła oderwany” – notował po powrocie ks. Palewski w artykule w miesięczniku „Chorągiew Maryi”.

„Jak miło brzmiała mowa ojczysta”
Ich pierwszym etapem był Czelabińsk, tuż za Uralem. Zaraz po opuszczeniu pociągu otoczyła ich gromada z pozdrowieniem: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. „Jak miło brzmiała mowa ojczysta na tej ziemi… ich radość wlała w serca nasze otuchę, że nie na darmo przyjechaliśmy. Zabrzmiała pieśń ’Boże w dobroci’” – zapamiętali.

Początek czelabińskiej parafii dali unici z Podlasia zesłani za obronę swej wiary. Jeszcze żyli pierwsi z nich, ale byli już starcami: Andrzej Szaniawski z żoną Anną. Zachariasz Jakubowski, Mikołaj Szubarczyk z dwoma synami, z których jeden był syndykiem. Moskale najpierw wywieźli Mikołaja, gdy żona nie godziła się na porzucenie religii, przybyli kozacy, aby ją zabrać z synami. „Mężna kobieta nie ulękła się tego, ani nie żałowała dla Boga i wiary opuścić swej zagrody. Zapytała tylko, czy ją daleko powiozą. Gdy jej powiedziano, że bardzo daleko, pytała znowu, czy jest tam powietrze, czy jest woda, czy świeci słońce i gwiazdy i księżyc, a kiedy jej odpowiedziano, że jest to wszystko, jeszcze zapytała, czy jest tam Bóg, a kiedy i na to jej powiedziano, że jest, tedy już nas zabierzcie, odrzekła: ’bo nam nic więcej nie trzeba, wieźcie nas, gdzie się wam podoba, Bóg wszędzie będzie z nami’”.

Starzec z siwą brodą Józef Bartoszuk opowiadał, jak został wygnany do guberni chersońskiej w 1875 roku, żona została w domu – dopiero po 13 latach obydwoje znaleźli się w Czelabińsku. Obok nich mieszkali: Józef Kuczyński, Błażej Kossowski oraz Dominik Czeczot. „Na obcej ziemi czują się szczęśliwi, gospodarstwa wzorowo prowadzą, miejscowi od nich nauczyli się sadzić ziemniaki, siać pszenicę, koniczynę. Rodzinie Szubarczyków w szczególny sposób Bóg pobłogosławił: kupili znaczny szmat ziemi, a teraz pokazało się, że znajdują się tam piękne pokłady węgla”.

Z Czelabińska redemptoryści wyruszyli do Jekaterynburga, a potem do Tobolska. W obu miastach kościoły ufundował Poklewski. W Tobolsku pierwszy drewniany z 1848 roku zastąpił okazały murowany, zbudowany przez ks. Wincentego Przesmyckiego. Był kapłanem w Lublinie, ale za pomoc unitom uwięziono go w Cytadeli, a potem wywieziono w okolice Archangielska. Gdy odbył karę, pozwolono mu wrócić do pracy kapłańskiej, ale nie do kraju, wtedy osiadł w Tobolsku. Redemptoryści przybyli do miasta ze swą misją w Boże Ciało. Urządzono procesję do czterech ołtarzy. „Mieszkańcy Tobolska nie mogli się nacieszyć, że na tę uroczystość mają aż pięciu kapłanów. Wielu Rosjan było obecnych na tej uroczystości, przychodzili i na kazania, a zwłaszcza ci, którzy lepiej po polsku rozumieli”.

Trzy tygodnie w drodze do spowiedzi
W 80-tysięcznym Tomsku, gdzie kościół stale powiększali zesłańcy z 1831 i 1863 roku, mieszkało 3 tysiące katolików. Ksiądz Józef Demkis urządził szkółkę parafialną, przytułek dla sierot, towarzystwo dobroczynności. Na misje niektórzy przybyli z daleka. Wśród nich ciężko chory starzec. Jego żona radziła mu, aby wyspowiadał się przed księdzem prawosławnym, ale on odpowiedział: „Moi rodzice byli katolicy i ja, chociaż mię przy wojsku zapisano do prawosławnych, chcę jako katolik umierać. Wreszcie wśród tej słabości zdało mu się, że Matka Najświętsza kazała mu iść pieszo do Tomska; gdy to żonie powiedział, że wstanie i pójdzie, żona myślała, że w gorączce będąc, chce łóżko opuszczać, na to nie pozwoliła. Gdy żona wyszła do miasta, on wstał, wziął kostur do ręki i 3 tygodnie wędrował. Zdążył do Tomska z początkiem misji zupełnie zdrów, chodził na kazania, zrobił wyznanie wiary i przystąpił do św. spowiedzi”.

Opuszczając Tomsk, redemptoryści ubolewali, iż pożądanym byłoby stworzenie seminarium w mieście. Najbliższe znajduje się w Petersburgu, a tam „droga daleka, podróż ta równa się prawie naszej podróży do Ameryki, bo mało mniej trwa i mało mniej kosztuje. Jeszcze lepiej byłoby tu dla katolików, gdyby Syberia miała chociaż jednego biskupa katolickiego”.

Równie duże skupisko Polaków zastali w Krasnojarsku, gdzie zesłańcom udało się zbudować murowany kościół. Swą misję w 1908 roku redemptoryści zakończyli podróżą do Charbina w Mandżurii i na końcu do Władywostoku, gdzie postawili krzyż misyjny. „Dziwnie nastrajało nas nabożeństwo, gdy śpiew polski zawsze tak pięknych i rzewnych melodii wychodząc z kościoła unosił się nad wodami morskimi i w nich ginął. Wychodźcy nasi tak daleko zanieśli krzyż Chrystusowy, wiarę i pobożność, a Królestwo Chrystusowe pierwej tam zaszczepili, nim noga misjonarzy stanęła. My tylko ich w wierze utwierdzić przyszliśmy i znaczenie krzyża przypomnieli” – notował ks. Palewski i podkreślał: „Zajmują się liczni misjonarze Murzynami, Indianami, a tym ludom nikt nie spieszy z duchowną pomocą; a ludy to ciche i spokojne, łatwo dałyby się pozyskać dla prawdziwej wiary Chrystusowej. Potrzeba tylko kapłanów w dostatecznej ilości, aby dla katolików porozrzucanych pracując, mogli i innowiercami się zająć”.

Wierni „Chrystusowemu krzyżowi”
Pod koniec XIX wieku od Uralu po Kamczatkę istniało około 50 kościołów. Po bolszewickim przewrocie rozpoczął się czas represji wobec skupionych wokół nich katolików. Wielu podzieliło los choćby duszpasterzy z Krasnojarska.

W 1926 roku administratorem Wikariatu Apostolskiego Syberii Zachodniej mianowano ks. Juliana Grońskiego. Pięć lat później oskar- żono go o „działalność kontrrewolucyjną” i osadzono w łagrze. Zastąpił go ks. Hieronim Cerpento, wielokrotnie więziony w następnych latach. W 1936 roku Wojenny Trybunał Syberyjskiego Okręgu Wojskowego w Krasnojarsku skazał go na 10 lat więzienia. Postawiono mu zarzut, iż przy kościele „organizował kontrrewolucyjne grupy i aktywnie prowadził robotę szpiegowską na korzyść wywiadu polskiego”. Jeszcze w więzieniu wytoczono mu nowy proces i zarzucono rzekomą przynależność do Polskiej Organizacji Wojskowej na Syberii. W styczniu 1938 roku ks. Hieronima Cerpento skazano na śmierć i rozstrzelano za „związek z polskim sztabem generalnym i Watykanem oraz za to, że przez szereg lat prowadził kontrrewolucyjną powstańczą działalność w polskich koloniach na Syberii”. Wraz z nim stracono grupę Polaków. Pół wieku później zostali zrehabilitowani.

Dzisiaj znów – jakże często wokół odzyskanych i wyremontowanych kościołów zbudowanych jeszcze w XIX wieku – gromadzą się katolicy wierni „krzyżowi Chrystusowemu” na tej dalekiej ziemi.

http://www.naszdziennik.pl/wp/66179,syb ... wiary.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 10 lut 2014, 08:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Niczym niezawiniona krzywda

Nie zrozumiemy polskiej historii oraz kultury bez świadomości kresowego dziedzictwa wyrażonego nie tylko w literaturze i sztuce, ale także w losach mieszkańców wschodnich ziem Rzeczypospolitej – również tych najtragiczniejszych, będących konsekwencją sowieckiej agresji z 17 września 1939 roku. Wśród nich szczególnym doświadczeniem są wywózki-deportacje na „nieludzką ziemię”.

Mija właśnie kolejna rocznica pierwszej z nich, przeprowadzonej 10 lutego 1940 roku, kiedy nocą w bydlęce wagony zapędzono ponad 200 tysięcy polskich urzędników, kolejarzy, leśników, wojskowych, osadników – aparat państwowy II Rzeczypospolitej. Spośród czterech deportacji, jakie NKWD przeprowadziło do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, właśnie ta przyniosła najwięcej ofiar. Wyjątkowo mroźna zima, zupełne zaskoczenie, wywózka w odległe, trudne klimatycznie rejony, mordercza praca, brak wyżywienia zbierały obfite żniwo.

– Wraz z początkiem sowieckiej okupacji wszystko przestało działać, zapanował chaos. I w tym bałaganie przeprowadzili tak perfekcyjnie zaplanowaną i przemyślaną operację. Jej celem było uderzenie w warstwy ludności najbardziej świadome swej polskości, aby móc sowietyzować zajęte ziemie – tłumaczy Aleksandra Szemioth, prezes krakowskiego Oddziału Związku Sybiraków.

Jako kilkuletnia dziewczynka została wywieziona w kolejnej deportacji, 13 kwietnia 1940 roku. Objęła m.in. rodziny oficerów więzionych w Kozielsku, Starobielsku i Miednoje, ich żony, dzieci. A potem były jeszcze dwie następne wywózki i kolejne już „za drugiego Sowieta”. Większość tych, którym dane było przeżyć, nigdy nie wróciła do rodzinnych domów. Do niezawinionych niczym krzywd, jakich doznali, dołączyła następna – tułaczka w poszukiwaniu nowego domu. Część wyszła z generałem Andersem, ale została skazana na emigrację. Większość zamieszkała w PRL, gdzie nie mogła mówić o swoich doświadczeniach.

Ale pamiętali. W 1989 roku, kiedy już było można, założyli swój Związek Sybiraków. Wstąpiło do niego 100 tysięcy tych, którzy doczekali. – Wtedy dopiero mogliśmy się wyprostować, zdeptani przez lata nakazem milczenia. Każdy przychodził i wreszcie mógł opowiedzieć swoje przeżycia. I mówił to ludziom doskonale to rozumiejącym, gdyż ich też dotknął ten los. To tworzyło niezwykłą wspólnotę – mówi o tamtym czasie Aleksandra Szemioth.

Takich opowieści były tysiące. Zapamiętała jedną z nich. Syberyjskie losy 13-letniej dziewczynki. Po śmierci mamy musiała się opiekować młodszym rodzeństwem i zapracować na ich wyżywienie. Jako nocny stróż pilnowała szopy w lesie. Nagle usłyszała czyjeś ciężkie kroki. Chwilę później odetchnęła. To był tylko niedźwiedź…

Na początku było dużo zainteresowania i nadziei, a później coraz więcej niezrozumiałych i gorzkich decyzji. Historia odsłoniętego w 1995 roku w Warszawie pomnika Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, wzniesionego tylko dzięki uporowi i determinacji Wojciecha Ziembińskiego, doskonale ilustruje stosunek III RP do tego środowiska. Dopiero teraz powstaje w Białymstoku Muzeum Pamięci Sybiru. Tymczasem kilkanaście dni temu sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny odrzuciła w całości projekt ustawy przyznającej rekompensaty ofiarom sowieckich zsyłek. Dzisiaj czeka na nią już tylko ponad 30 tysięcy sybiraków.

Nie ustają jednak w przekazywaniu prawdy o swych losach. Młodzież słucha z zainteresowaniem, ale co z tego zrozumie? Gdy w szkole średniej pada pytanie: „Czy wiecie, co się stało 1 września 1939 roku” – odpowiedzią jest milczenie klasy i spuszczony wzrok zawstydzonej nauczycielki. Tym bardziej nic nie powiedzą o 17 września 1939 roku, nie wspominając o 10 lutego 1940 roku. Degradacja polskiej oświaty przynosi już pierwsze owoce, a to dopiero początek. Efekty usuwania nauki historii, a tam, gdzie pozostała – „uatrakcyjniania” jej grami czy komiksami bądź edukacyjnymi nowinkami w miejsce solidnych podręczników i przemyślanych programów szkolnych, są już widoczne. Istnieją jednak środowiska, instytucje rzetelnie działające na rzecz zachowania narodowej tożsamości. W tę aktywność wpisuje się chociażby małopolskie kuratorium oświaty organizujące wraz ze Związkiem Sybiraków historyczne konkursy oraz zachęcające młodzież do udziału w rocznicowych uroczystościach.

Jednakże obojętność państwa polskiego tym bardziej jest rażąca, gdy zestawi się ją z działaniami Niemiec czyniącymi z kwestii „wypędzonych” sprawę europejską. Tym samym „wypędzeni”, którzy sami zgotowali sobie ten los, wynosząc do władzy i popierając Hitlera, zarazem wyrządzili niewyobrażalne cierpienia innym narodom, teraz kreują się na ofiary.

Natomiast sybiracy „ukarani” tylko za to, że byli obywatelami Rzeczypospolitej, pokazania prawdy o swym losie nie mogą doczekać się we własnym kraju. Finansuje się film, powstający na podstawie książki stalinowskiego prokuratora. Jeden z zesłanych Tadeusz Kaźmierczak stwierdza wprost: „’Syberiadą polską’ napluto w twarz tysiącom jeszcze żyjących Sybiraków…”.

Syberyjski zesłańczy los to nie tylko zimno, głód, śmierć, ale i upokorzenia. Tego wszystkiego doznała Aleksandra Szemioth, która zwraca uwagę na powszechną wulgarność, z jaką zetknęła się na zesłaniu. – Nie rozumiałam wielu z tych plugawych słów wypowiadanych nie tylko przez mężczyzn, ale również kobiety. Czułam jednak odstręczającą ich ohydę i ona pozostała do teraz – opowiada.

Przyzwolenie na wulgarność, obecnie niemal powszechną, to tylko jedna z pozostałości długoletniej sowietyzacji. Polskę przesunięto geograficznie na Zachód, ale Polacy powędrowali mentalnie na Wschód. Jednym z warunków powrotu jest odzyskanie pamięci. Także tej o losie naszych zesłanych przodków. Wołał o nią jeden z ocalonych z „nieludzkiej ziemi”, nieżyjący już ks. prałat Zdzisław Peszkowski, ocalały więzień Kozielska, wzywając, aby 10 lutego zapalić w oknach świecę.

Dr Jarosław Szarek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/67771,n ... zywda.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 12 maja 2014, 21:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/03/14 ... ym-jezyku/

Rdzenne narody Ameryki i Syberii mówiły w tym samym języku
Posted by Marucha w dniu 2014-03-14 (piątek)

Od dawna znany jest fakt pokrewieństwa genetycznego tubylców Ameryki Północnej i rdzennych narodów Rosji. Najnowsze badania dowodzą także językowej więzi między nimi.

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/c ... b/5/51/Dené-Yeniseian.svg/800px-Dené-Yeniseian.svg.png
Rozmieszczenie języków dene-jenisejskich w XVII wieku

Naukowcy z Georgetown University, wykorzystując metody lingwistycznej filogenii, odkryli bezpośredni związek między indiańskimi językami na-dene a jenisejską grupą językową.
Odkrycie to dowodzi także, że przesiedlenie narodów z Azji Środkowej do Ameryki Północnej 13 tys. lat temu najprawdopodobniej nie było ostateczne. Wiele plemion migrowało później z powrotem na Syberię, zachowując swoje języki.

http://polish.ruvr.ru/news/2014_03_14/R ... zyku-5311/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 21 maja 2014, 05:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Projekt „Exodus”

Pod egidą IPN powstaje międzynarodowa platforma badawcza dotycząca wywózek Polaków na Sybir.

Jutro w Białymstoku rozpocznie się Międzynarodowa Konferencja Naukowa „Sybir: Doświadczenia – Pamięć”. Zaplanowano ponad 50 referatów. Głównym organizatorem konferencji jest Instytut Pamięci Narodowej, wspierany przez białostockie Muzeum Wojska, przy którym powstaje pierwsze w Polsce Muzeum Pamięci Sybiru, Instytut Historii i Nauk Politycznych Uniwersytetu w Białymstoku i Archiwum Państwowe.

– Ideą przewodnią konferencji jest stworzenie płaszczyzny międzynarodowej wymiany naukowej pomiędzy instytucjami badającymi zagadnienia zesłań mieszkańców ziem polskich na obszary Imperium Rosyjskiego (później ZSRS) oraz problem dobrowolnej emigracji w XIX i XX wieku – mówi Tomasz Danilecki, rzecznik prasowy białostockiego IPN, który od kilku lat prowadzi, związany z wywózkami na Wschód, projekt badawczo-edukacyjny „Exodus”.

Już pierwszy referat wygłoszony podczas sesji mówić będzie o potrzebie wspólnych działań dla zachowania pamięci o wywózkach. Wygłosi go dr hab. Albin Głowacki z Uniwersytetu Łódzkiego. Ważnym wątkiem, do którego nawiążą prelegenci, jest też współczesna pamięć o doświadczeniach Sybiru, wyrażana zarówno w publikacjach naukowych, jak również językiem sztuki czy aktywnością środowisk sybirackich. W tym nurcie dr hab. Joanna Getka z Uniwersytetu Warszawskiego wystąpi z wykładem „Przed ’pierwszą falą’. Losy zesłańców barskich: XVIII-wieczne świadectwa literackie”.

W konferencji weźmie udział kilkudziesięciu badaczy z ośrodków naukowych z całej Polski, Litwy i Rosji. Wśród prelegentów z zagranicy, którzy przybliżą słuchaczom z Polski wiedzę im znaną, mało znaną lub całkiem nieznaną, jest m.in. dr Vitalija Stravinskienė z Instytutu Historii Litwy, która będzie mówić na temat „Litwa – Sybir: Polscy zesłańcy”. Elena Niżnik z Rosji (Orskie Muzeum Krajoznawcze) wygłosi referat „Polacy w Orsku”, natomiast Maria Iwanowna (Nadzieja Ułan Ude) naświetli temat Polaków w Buriacji. „Dyrektywy prawne NKWD dotyczące deportacji ludności polskiej w 1940 r.” omówi Krzysztof Łagojda (Uniwersytet Wrocławski). Białystok, z którego Sowieci w latach 1940-1941 wywieźli na Wschód ponad 20 tys. osób, jest miastem, które w sposób szczególny chce utrwalić i rozpowszechniać wiedzę na temat deportacji. W tym celu powstaje tu Muzeum Pamięci Sybiru, pierwsze w Polsce archiwum i ośrodek badawczy kompleksowo zajmujący się tematyką wywózek. Od ponad roku w muzeum funkcjonuje wydzielona grupa pracowników i wolontariuszy, którzy zajmują się sprawami nowego oddziału. Nagrywają relacje sybiraków, zbierają zdjęcia i inne eksponaty, które znajdą się w zbiorach ośrodka. Jego siedzibą będzie jeden z ogromnych magazynów wojskowych położonych na działce o niebagatelnej powierzchni 1,5 hektara. Muzeum ma zostać otwarte w roku 2016.

Również w Białymstoku od 12 lat odbywa się Międzynarodowy Marsz Pamięci Polskiego Sybiru. Dwudniowe uroczystości związane z tym największym światowym spotkaniem sybiraków odbywają się zawsze we wrześniu. W ubiegłym roku zgromadziły kilkanaście tysięcy osób. Marsz kończy się przy Grobie Nieznanego Sybiraka, jedynym takim pomniku w Polsce. Przy tym sybirackim mauzoleum złożone są urny z prochami nieznanych osób, które zginęły w czasie wywózek do ZSRS. Na murze okalającym Grób znajdują się tablice z nazwiskami sybiraków.

Adam Białous

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... xodus.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 03 wrz 2014, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Dzicz lewacka zawsze jest pełna frazesów o tolerancji, o miłości, o sprawiedliwości nawet dziejowej itd, a tymczasem gdy ma realizować to o czym tak plecie nieustannie w mediach to już zaczynają pojawiać się trudności....

Sybiracy pukają do premiera

Sybiracy nie zamierzają odpuścić sprawy uchwalenia odszkodowań za lata zsyłek na nieludzkiej ziemi. Wystosowali już apel do premiera.

„Należymy do osób cierpliwie oczekujących – tego nauczono nas na wygnaniu, gdzie trafiliśmy za narodowość, przekonania i status społeczny naszych Rodziców. Nie będziemy przed Urzędem Rady Ministrów rozstawiać namiotów czy budować lepianek, ale liczymy, że mimo trudnego okresu Pan Premier spowoduje, że nasze starania w tej kadencji zostaną ze skutkiem pozytywnym rozpatrzone” – czytamy w liście Zarządu Głównego Związku Sybiraków z 26 sierpnia br. do premiera Donalda Tuska.

Sprawa dotyczy projektu ustawy autorstwa posłów PiS o przyznaniu świadczenia pieniężnego i renty inwalidzkiej sybirakom kombatantom, obywatelom polskim przebywającym w latach 1939-1956 na przymusowym zesłaniu lub deportacji w byłym Związku Sowieckim z przyczyn politycznych, religijnych lub narodowościowych. Projekt przewiduje wypłatę świadczenia dla ofiar sowieckich zsyłek w wysokości 400 zł za każdy pełny miesiąc trwania represji. Świadczenie wypłacałby Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych po uzyskaniu zaświadczenia potwierdzającego rodzaj i okres zesłania lub deportacji. Projekt zakłada też przyznanie ofiarom deportacji uprawnień do renty inwalidzkiej inwalidy wojennego – w wysokości ok. 1,3 tys. zł miesięcznie. Miałaby ona być przyznawana decyzją kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych na wniosek osoby zainteresowanej.

Ustawa miała wejść w życie w styczniu br., ale prace nad nią zablokowała Platforma Obywatelska, która już dwukrotnie wnioskowała o odrzucenie jej w całości. Pierwszy taki wniosek klub PO złożył w październiku ub.r. podczas pierwszego czytania projektu. Później jednak go wycofał. Dokument trafił do sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, która na jednym z posiedzeń rekomendowała Wysokiej Izbie jego odrzucenie. Z takim wnioskiem wystąpiła Magdalena Kochan (PO), wiceszefowa komisji, argumentując to tym, że właściwym adresatem roszczeń są instytucje rosyjskie, a nie polskie. Ostatecznie komisja, głosami posłów koalicji, opowiedziała się za przyjęciem wniosku poseł PO i odrzuceniem projektu w całości.

Projekt ustawy wpłynął do Sejmu w ubiegłym roku. Od tego czasu sybiracy trzykrotnie spotkali się z marszałek Sejmu Ewą Kopacz, która – co podkreślają w liście – zapewniała ich, że ustawie trzeba nadać jak najszybszy bieg. Odbyły się także dwa spotkania z ministrem pracy Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, a także z wicepremierem Januszem Piechocińskim oraz ekspertami Kancelarii Prezydenta i z przewodniczącym klubu PO Rafałem Grupińskim. Projekt spotkał się też z przychylnym stanowiskiem prawników z Biura Analiz Sejmowych.

„Na wszystkich spotkaniach przyjęto nasze starania ze zrozumieniem […]. Dlatego zaskoczeniem było dla nas stanowisko przedstawicieli rządzącej koalicji na posiedzeniu Komisji Polityki Społecznej i Rodziny w dniu 8 stycznia 2014 roku zupełnie inne niż to, które było prezentowane w czasie ww. spotkań” – czytamy w liście do Donalda Tuska. Uprawnień inwalidy represjonowanego pozbawionych jest obecnie ok. 4 tys. sybiraków. Średni wiek tych ludzi to 80 lat. Liczba odejść wzrasta. Uchwalenie przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustawy byłoby przynajmniej częściową satysfakcją – podkreślają sybiracy. Jaka będzie reakcja premiera? Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk sprawą już się nie zajmie.

Biorąc pod uwagę, że rekomendacja Komisji Polityki Społecznej i Rodziny dla projektu ustawy jest negatywna – a takie przecież stanowisko komisji będzie rozpatrywał Sejm – los dokumentu jest niepewny. Tego obawia się poseł Krzysztof Jurgiel (PiS), wnioskodawca projektu. – Jest jeszcze nadzieja w przyszłym marszałku Sejmu, który może tak pokierować sprawą, że projekt zostanie ponownie skierowany do prac w komisji, co dałoby nadzieję na kolejną nad nim dyskusję. Byłby to ukłon w stronę sybiraków. Być może sprawa przybierze dobry obrót, zważywszy na zbliżające się kolejne wybory parlamentarne – rozważa Jurgiel.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... miera.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Syberia
PostNapisane: 17 wrz 2014, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Zachować pamięć Sybiru

Sybir to jeden z symboli polsko-rosyjskich relacji ostatnich stuleci. Ilekroć następowała ich złowroga eskalacja – otwierała się przymusowa droga na Wschód dla setek, potem tysięcy, a w końcu milionów Polaków. Ostatni – oby – ich akord stanowiły zsyłki z okresu II wojny światowej kontynuowane jeszcze do połowy lat pięćdziesiątych. Ten stały element imperialnej polityki Rosji zawsze wiązał się z niewyobrażalną skalą rodzinnych i osobistych tragedii, których pamięć zamierza kultywować i zachować dla potomnych powstające w Białymstoku Muzeum Pamięci Sybiru.

– Chcemy być największym w Polsce miejscem pamięci Sybiru, które w sposób najbardziej kompleksowy zajmie się tym tematem – wskazuje Sylwia Trzeciakowska, kierownik Muzeum Pamięci Sybiru będącego obecnie oddziałem Muzeum Wojska Polskiego w Białymstoku.

Jednym z najważniejszych działów Muzeum Sybiru jest Archiwum Historii Mówionej, w którym gromadzone są relacje odchodzącego już pokolenia Sybiraków.

Prawdziwe polskie drogi
Historia rodziny pani Krystyny Świrniak-Mateuszuk to jakby los polskiej inteligencji kresowej w czasie niemieckiej i sowieckiej okupacji zawarty w skondensowanej postaci dramatu kilku osób.

Pani Krystyna, dziś aktywna działaczka Związku Sybiraków i funkcjonującego w jego ramach Ogólnopolskiego Klubu Pawłodarczyków, pochodzi z rodziny nauczycielskiej. Wywodzący się z Drohobycza ojciec, Józef Świrniak, absolwent Uniwersytetu Jana Kazimierza i obrońca Lwowa, oficer rezerwy 71. pułku piechoty w Zambrowie, był kierownikiem szkoły w leżącym nieopodal Białegostoku Kruszewie, gdzie pełnił też funkcję komendanta miejscowej drużyny „Strzelca”. Tu ożenił się z nauczycielką z Białegostoku Weroniką Topolewiczówną, absolwentką słynnego seminarium nauczycielskiego w Grodnie. Mieli dwoje dzieci – Krystynę i Jerzego.

W ich dostatnie i szczęśliwe życie rodzinne wojna wkroczyła wyjątkowo brutalnie. W styczniu 1940 r. do mieszkania państwa Świrniaków w Kruszewie, które znalazło się pod okupacją sowiecką, załomotali enkawudziści.

– Pamiętam, jak zabierali tatę, gdyż byłam wówczas ośmioletnim dzieckiem – wspomina pani Krystyna. – Jeden z tych Sowietów miał na głowie charakterystyczną spiczastą czapkę z czerwoną gwiazdą. Powiedzieli, że ojciec wróci za trzy dni, ale już go więcej nie widziałam.

Józef Świrniak nie przepadł jednak bez wieści jak tysiące polskich oficerów. Korzystając z zamieszania po ataku hitlerowskich Niemiec na swojego sojusznika sowiecką Rosję, uciekł z rąk Sowietów. Przedostał się do Białegostoku, gdzie pod pseudonimem „Zew” aktywnie działał jako szef wywiadu AK, a potem zastępca komendanta obwodu Białystok-miasto. Zginął na skutek zdrady w kwietniu 1944 roku.

Jego najbliższa rodzina jeszcze przez długie lata nic o tym nie wiedziała, gdyż w kwietniu 1940 r. została wywieziona do Kazachstanu.

Była to druga wywózka mieszkańców Białegostoku i okolic, w której deportowano głównie rodziny inteligenckie.

– Przyszli o drugiej w nocy – wspomina pani Krystyna. – Zabraliśmy z domu niewiele, gdyż Sowieci krzyczeli „skorieje, skorieje”, a dorośli potracili głowy. Tylko babci Mariannie doświadczonej w czasie I wojny światowej udało się zapakować w poszewki trochę rzeczy z szafy. Nie pozwolono nam jednak zabrać ani naczyń kuchennych, ani niczego z dobrze zaopatrzonej spiżarni.

W jednym wagonie znalazła się pani Weronika Świrniak z dwojgiem dzieci Krystyną i Jerzym, jej mama Marianna Topolewicz oraz teściowie Szymon i Paulina Świrniak.

Całą podróż do Kazachstanu pani Krystyna przeżyła na pograniczu śmierci. Była bardzo ciężko chora po niedawno przebytej rozległej operacji płuc. Była tak słaba, że do bydlęcego wagonu, w którym wraz z mamą, bratem i babcią dostali miejsce na górnej narze, została wniesiona na rękach.

– Byliśmy upchani jak śledzie i nie pamiętam, żebyśmy coś poza gorącą wodą dostawali w czasie transportu – zaznacza. – Raz tylko, i był to jedyny taki ludzki gest w czasie całego mojego sześcioletniego zesłania, jakiś młody żołnierz przyniósł w czapce herbatniki, mówiąc, że to dla chorej dziewczynki.

Na początku maja dotarli do Pawłodaru w północnym Kazachstanie, skąd ciężarówką zostali dowiezieni do odległego o 110 km kołchozu we wsi Kaczyry nad rzeką Irtysz. Zamieszkali w wynajętej od Kazachów głębokiej i schludnie pobielonej ziemiance.

– Pierwszej nocy obudził nas jakiś szelest i okazało się, że na ścianach dosłownie roiło się od karaluchów, które o świcie gdzieś znikały – mówi sybiraczka.

W urządzaniu się i kupnie jedzenia pomogły rzeczy zabrane w pośpiechu przez babcię Mariannę. Wymieniano je na mąkę, proso, łój do lampki służącej jako jedyne oświetlenie.

Wszyscy dorośli zesłańcy dostali przydziały do pracy. Obowiązywała prosta zasada – kto nie pracuje, ten nie je. Mama pani Krystyny została sprzątaczką w zakładzie fryzjerskim, którego kierownik, Azjata, od razu przedstawił jej niedwuznaczną propozycję: „Bądź ze mną, a twoje dzieci nie będą głodowały”. – Mama natychmiast zmieniła pracę – wskazuje pani Krystyna.

Weronika Świrniak imała się różnych zajęć. Pracowała również w szpitalu, gdzie nabawiła się tyfusu i nieomal nie straciła życia. Mimo wznoszenia się na szczyty pomysłowości w zdobywaniu środków do życia, rodzinie przez cały czas zesłania nieodłącznie towarzyszył głód. Jedzenie było też głównym przedmiotem dziecięcych marzeń na zesłaniu.

– Gdy widziałam płynący Irtyszem statek, to moją pierwszą myślą była ta, że tam pewnie ludzie dostają coś do jedzenia i nie są głodni – wspomina pani Krystyna.

Zagrażali sowieckiemu ustrojowi
Wkrótce trudne warunki bytowe zaczęły zbierać swoje żniwo. W 1941 r. umiera Szczepan Świrniak, dziadek pani Krystyny. Jego żona Paulina reaguje na ten fakt całkowitą afonią. Porusza ustami, lecz nie wydaje dźwięku. W swoim przeżyciu trudnego czasu zesłania mimo ciężkiej choroby – rosyjski lekarz zapowiedział jej bliską śmierć – pani Krystyna widzi działanie Opatrzności Bożej. Dzięki babci Mariannie, która kurowała domowymi sposobami jej z trudem gojącą się ranę pooperacyjną, udało się odzyskać zdrowie.

Mimo skrajnie trudnego osobistego położenia Weronika Świrniak nie zapomina o swoim nauczycielskim powołaniu. Pod bokiem NKWD organizuje spotkania i nauczanie polskiej młodzieży, w jej lepiance Polacy spotykają się na modlitwie, a apogeum tej działalności stanowiły uroczystości święta narodowego 11 listopada 1941 roku.

– Zorganizowała je moja mama wraz z inną nauczycielką, panią Edmundą Załuską – wskazuje pani Krystyna Świrniak-Mateuszuk. – Był wywieszony kilim, na nim dwie biało-czerwone chorągiewki, godło narodowe, krzyż i ucharakteryzowana postać w bieli z rozpuszczonymi włosami i koroną na głowie symbolizująca naszą Ojczyznę.

Zdjęcie z tej uroczystości to jedyna pamiątka pani Krystyny z zesłania.

Ta patriotyczna działalność nie uszła uwagi NKWD. Pewnego dnia obok ich lepianki pojawiło się czterech uzbrojonych enkawudzistów, którzy aresztowali Weronikę Świrniak. Kobieta przepadła jak kamień w wodę i dopiero po pewnym czasie dzieci dowiedziały się pocztą pantoflową, że ich matka została skazana na osiem lat łagru w kopalniach Karagandy.

Na małą Krystynę spadły nowe obowiązki, a także ogromny strach, by wraz z bratem nie zostali rozdzieleni i umieszczeni w sowieckich domach dziecka.

W strachu i permanentnym głodzie, żyjąc z dnia na dzień i doświadczając wielu uwłaczających ludzkiej godności upokorzeń, jednak doczekali momentu, gdy u brzegu Irtyszu zacumował statek mający zabrać polskich zesłańców.

– Do ostatniej chwili tak się bałam zatrzymania przez NKWD, że wraz z bratem zaszyłam się na najniższym pokładzie statku, gdzie trzymano węgiel, i nie wychodziłam stamtąd przez cztery dni – przypomina sobie pani Krystyna. – Udało nam się dostać do ostatniego transportu Polaków wyjeżdżających do Ojczyzny z okręgu pawłodarskiego. Do Polski dobiliśmy w czerwcu 1946 roku. Na mamę czekaliśmy jeszcze trzy lata. Wynędzniała, wychudzona wróciła w listopadzie 1949 roku.

W zdobytym przez panią Krystynę po latach odpisie wyroku wydanego na jej matkę przeczytać można, że ta kobieta opiekująca się na zesłaniu dwójką dzieci i staruszkami – matką i teściową, „zagrażała ustrojowi sowieckiemu”.

Zesłany w 1952 roku!
Mimo upływu powojennych lat Sybir pochłaniał kolejne tysiące polskich rodzin. Wywózki dotyczyły głównie Polaków, którzy pozostali na terenach oderwanych przez Stalina od Polski.

Gdy gehenna rodziny Świrskich dobiegała końca, czarne chmury zaczęły zbierać się nad rodziną pana Witolda Koleśnika gospodarującą na 50-hektarowym gospodarstwie w Julianowie w pobliżu Możejek w powiecie oszmiańskim, na przedwojennej Wileńszczyźnie zaanektowanej na zasadzie zdobyczy wojennej przez Sowietów.

– Nie wiem, dlaczego historycy zajmują się głównie pierwszymi wywózkami z lat 1939-1941, a o powojennych zsyłkach niewiele się u nas pisze – dziwi się Witold Koleśnik. – W efekcie często spotykam się z niedowierzaniem, gdy mówię, że moją rodzinę wywieziono na Sybir w 1952 roku, dokładnie 18 kwietnia. I była to trzecia, największa deportacja z powiatu oszmiańskiego, w ramach której jednego dnia zesłano do Kazachstanu 190 osób.

Po wojnie, gdy Sowieci dążyli do skolektywizowania obszarów wiejskich, Polacy nie chcąc oddać swojej ziemi, przeciwstawili się grabieży. Wielu z nich przypłaciło ten opór wyrokami w sfingowanych procesach i morderczą pracą w łagrach.

Ojciec pana Witolda, ostrzeżony przed aresztowaniem, przez cztery lata ukrywał się przed sowiecką władzą w lesie, u sąsiadów i rodziny. Tymczasem sowiecki okupant szalał, wywożąc w kolejnych deportacjach co zamożniejsze polskie rodziny na Wschód. Na rodzinę Koleśników przyszła pora w 1952 roku.

– Ojciec widział z lasu, jak nas ładują na furmanki, lecz nie dołączył, bojąc się aresztowania – wskazuje pan Witold.

Jego rodzina upchnięta w przepełnionych wagonach towarowych po dwóch tygodniach znalazła się w Kazachstanie na stepie czy raczej pustyni Kyzył-kum, co znaczyło Czerwony Piasek, w odległości ok. 70 km od Taszkientu. Zesłańcy i tak dziękowali Bogu, że nie trafili pod koło podbiegunowe na Syberii.

Przez cztery długie lata rodzina Koleśników w 50-stopniowych upałach uprawiała kołchozową bawełnę za miskę strawy.

– Mama otrzymywała jako zapłatę za dniówkę pracy kilogram pszenicy, a ja jako małoletni połowę tej stawki – wskazuje pan Witold. – Młodsze siostry Wanda i Krystyna były za małe do pracy.

Ratunkiem okazywały się paczki żywnościowe otrzymywane od rodziny. Po roku dobrowolnie dołączył do nich ukrywający się ojciec, który też dostał pracę w kołchozie.

Wyraźne złagodzenie represji odczuli po śmierci Stalina w 1953 roku. – Trzeba przyznać, że w porównaniu z latami wojny i okresem tuż po niej, to jednak było już inaczej, nikomu pistoletu do głowy nie przystawiano, za samowolne oddalenie się nie groziła śmierć, lecz pięć dni aresztu – wskazuje pan Witold. – Ale jeśli chodzi o głód, nieprzystosowanie do klimatu, insekty, choroby, to przeżywaliśmy to samo. Gdy zapadłem na jakąś azjatycką chorobę, przez sześć tygodni leżałem ze sparaliżowanymi kończynami dolnymi.

Możliwość wyjazdu do Polski otworzyła się przed rodziną Koleśników w 1956 roku. Warunkiem było udowodnienie polskiego pochodzenia. Uratowała ich przedwojenna książeczka wojskowa ojca, służącego w kawalerii wileńskiej.

– Choć enkawudziści zarekwirowali nam wszystkie rodzinne dokumenty, ten jeden udało się mamie schować za pazuchą, dzięki czemu dostaliśmy paszporty i w czerwcu 1956 r. wyjechaliśmy do Polski – wyjaśnia pan Witold. – A naszej radości po przekroczeniu granicy nie sposób opisać słowami.

Kompendium wiedzy o Sybirze
Już od 14 lat Związek Sybiraków organizuje we wrześniu w Białymstoku Marsze Żywej Pamięci Polskiego Sybiru upamiętniające wywiezionych na Wschód, zwłaszcza tych, którzy nie wrócili z „nieludzkiej ziemi”. Od trzech lat współorganizatorem marszu jest Muzeum Wojska Polskiego w Białymstoku, pod którego egidą powstaje największe w Polsce Muzeum Pamięci Sybiru. Nowoczesna, multimedialna placówka ma powstać do końca 2016 r. kosztem 36 mln złotych. Przebudowany zostanie w tym celu jeden z powojskowych magazynów przy ulicy Węglowej w Białymstoku. Znany jest już projekt architektoniczny obiektu, w najbliższych dniach zostanie wyłoniony zwycięzca w konkursie na aranżację wnętrz i wystaw.

– Naszą misją jest opowiadanie o obecności polskiej na Wschodzie, a więc np. na Syberii czy w Kazachstanie, na przestrzeni wieków, bo ta obecność datuje się od czasów cara Iwana IV, kiedy brani byli do niewoli polscy jeńcy – zaznacza Sylwia Trzeciakowska, kierownik muzeum.

Muzeum zamierza podejść do tematu Sybiru w sposób maksymalnie kompleksowy, pokazując zarówno kolonizację, jak i odkrywanie Syberii, w czym doniosłą rolę odegrali Polacy, jej geografię, faunę, florę, kulturę zamieszkujących ją ludów, a także rolę tych obszarów w polityce caratu. Istotne miejsce zajmie okres powstań narodowych XIX wieku i związanych z nimi zsyłek na Sybir, odnotowane zostanie także dobrowolne osadnictwo na przełomie XIX i XX wieku.

– Szczególne miejsce będą zajmowały oczywiście zesłania lat 40. i późniejszych, czyli temat, który jest nam najbliższy i w związku z którym mamy najwięcej materialnych świadectw – wskazuje Sylwia Trzeciakowska.

Obecnie muzeum znajduje się w fazie gromadzenia zbiorów. Działa już Archiwum Historii Mówionej dysponujące 230 nagraniami relacji Sybiraków z całej Polski. Stale napływają też pamiątki materialne nieodzowne przy tworzeniu zbiorów muzealnych. Muzeum posiada już kilkaset artefaktów, przekazywanych z kraju i zagranicy. Najwięcej z nich stanowią dokumenty i fotografie, ale nie brakuje też przedmiotów codziennego użytku przywiezionych z zesłania, a także takich osobliwości, jak choćby rozgwiazda z Oceanu Indyjskiego.

– Jedna z Sybiraczek, wówczas kilkuletnia dziewczynka, ewakuowana z armią Andersa, czekając na statek do Polski podniosła rozgwiazdę z brzegu oceanu i zasuszyła na pamiątkę – opowiada Sylwia Trzeciakowska. – Niedawno wzruszona przekazała ją do muzeum.

Adam Kruczek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/97731,z ... ybiru.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /