Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 116 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 09 lut 2013, 00:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mirekkabala.pl/?p=755

Powstanie Styczniowe 1863
Styczeń 21, 2013 Mirek Kabala Aktualności, Historia No comments

MANIFEST TYMCZASOWEGO RZĄDU NARODOWEGO

Nikczemny rząd najezdniczy, rozwścieklony oporem męczonej przezeń ofiary, postanowił zadać jej cios stanowczy: porwać kilkadziesiąt tysięcy najdzielniejszych, najgorliwszych jej obrońców, oblec w nienawistny mundur moskiewski i pognać tysiące mil na wieczną nędzę i zatracenie.
Polska nie chce, nie może poddać się bezspornie temu sromotnemu gwałtowi, pod karą hańby przed potomnością powinna stawić energiczny opór. Zastępy młodzieży walecznej, młodzieży poświęconej, ożywione gorącą miłością Ojczyzny, niezachwianą wiarą w sprawiedliwość i w pomoc Boga, poprzysięgły zrzucić przeklęte jarzmo lub zginąć.
Za nią więc, Narodzie Polski, za nią!
Po strasznej hańbie niewoli, po niepojętych męczarniach ucisku Centralny Narodowy Komitet, obecnie jedyny legalny Rząd Twój Narodowy, wzywa Cię na pole walki już ostatniej, na pole chwały i zwycięstwa, które Ci da i przez imię Boga na niebie dać przysięga, bo wie, że Ty, który wczoraj byłeś pokutnikiem i mścicielem, jutro musisz być i będziesz bohaterem i olbrzymem!
Tak, Ty wolność Twoją, niepodległość Twoją zdobędziesz wielkością takiego męstwa, świętością takich ofiar, jakich lud żaden nie napisał jeszcze na dziejowych kartach swoich.
Powstającej Ojczyźnie Twojej dasz bez żalu słabości i wahania, wszystką krew, życie i mienie, jakich od Ciebie zapotrzebuje.
W zamian Komitet Centralny Narodowy przyrzeka Ci, że siły dzielności Twojej nie marnuje, poświęcenia nie będą stracone, bo ster, który ujmuje, silną dzierżyć będzie ręką. Złamie wszystkie przeszkody, roztrącić wszelkie zapory, a każdą nieprzychylność dla świętej sprawy, nawet brak gorliwości, ściągać i karać będzie przed surowym, choć sprawiedliwym trybunałem Ojczyzny.
W pierwszym zaraz dniu jawnego wystąpienia, w pierwszej chwili rozpoczęcia świętej walki, Komitet Centralny Narodowy ogłasza wszystkich synów Polski, bez różnicy wiary i rodu, pochodzenia i stanu, wolnymi i równymi obywatelami kraju. Ziemia, którą Lud rolniczy posiadał dotąd na prawach czynszu lub pańszczyzny, staje się od tej chwili bezwarunkową jego własnością, dziedzictwem wieczystym. Właściciele poszkodowani wynagrodzeni będą z ogólnych funduszów Państwa. Wszyscy zaś komornicy i wyrobnicy, wstępujący w szeregi obrońców kraju, lub w razie zaszczytnej śmierci na polu chwały, rodziny ich, otrzymują z dóbr narodowych dział bronionej od wrogów ziemi.
Do broni więc, Narodzie Polski, Litwy i Rusi, do broni, bo godzina wspólnego wyzwolenia już wybiła, stary miecz nasz wydobyty, święty sztandar Orła, Pogoni i Archanioła rozwinięty. A teraz odzywamy się do Ciebie, Narodzie Moskiewski: tradycyjnym hasłem naszym jest wolność i braterstwo Ludów, dlatego też przebaczamy Ci nawet mord naszej Ojczyzny, nawet krew Pragi i Oszmiany, gwałty ulic Warszawy i tortury lochów Cytadeli.
Przebaczamy Ci, bo i Ty jesteś nędzny i mordowany, smutny i umęczony, trupy dzieci Twoich kołyszą się na szubienicach carskich, prorocy Twoi marzną na śniegach Sybiru. Ale jeżeli w tej stanowczej godzinie nie uczujesz w sobie zgryzoty za przeszłość, świętych pragnień dla przyszłości, jeżeli w zapasach z nami dasz poparcie tyranowi, który zabija nas, a depcze po Tobie! biada Ci, bo w obliczu Boga i świata całego przeklniemy Cię na hańbę wiecznego poddaństwa i mękę wiecznej niewoli, i wyzwiemy na straszny bój zagłady, bój ostatni europejskiej cywilizacji z dzikim barbarzyństwem Azji.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 09 lut 2013, 12:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawica.com.pl/index.php?opt ... &Itemid=94

Rok 2013 - Rokiem Powstania Styczniowego
Wtorek, 22 Styczeń 2013 00:00 Andrzej Fidelis

150 lat temu, 22 stycznia 1863 roku wybuchło Powstanie Styczniowe. Kolejny akt walki o zrzucenie jarzma zaborów, który mimo klęski militarnej stał się zaczynem odzyskania niepodległości w roku 1918.

Dziś, historycy, politycy i komentatorzy nadal pozostają podzieleni w swoich ocenach Powstania Styczniowego. Nadal, bo podział ten nie jest wynalazkiem współczesności, ale w całym swoim tragizmie był obecny 150 lat temu, gdy Biali (mimo zbrojnego uczestnictwa) czynili wiele by powstrzymać Czerwonych w ich dążeniu do wolnej, ale i sprawiedliwej Polski. Z biegiem czasu Biali, tak jak dzisiaj stronnictwo grubej kreski pod przywództwem Adama Michnika, stali się sceptykami zbrojnej walki o niepodległość, a Czerwoni, tak ja później Legioniści Piłsudskiego i Powstańcy Warszawscy wiedzieli, że choćby przegrali bitwę, to nie ulegną, a ich krew będzie nektarem dla kolejnych pokoleń patriotów, dając im siłę do ostatecznego zwycięstwa.

Obstrukcyjne działa przywódców Stronnictwa Białych (szczególnie nieudolne działania pierwszego Dyktatora – Ludwika Mierosławskiego) praktycznie uniemożliwiły zwycięstwo, jednak bez Powstania Styczniowego nie byłoby prawdopodobnie wolnej Polski w wieku XX.

Podobnie zresztą samo Powstanie też miało swoje źródło w poprzednim niepodległościowym zrywie. 11 czerwca 1860 w Warszawie odbyła się pierwsza od 30 lat wielka manifestacja patriotyczna zorganizowana w związku z pogrzebem wdowy po bohaterze powstania listopadowego generale Józefie Sowińskim. 29 listopada 1860, w rocznicę Nocy Listopadowej zorganizowano kolejną wielką manifestację i odśpiewano pieśń skomponowaną niegdyś przez Alojzego Felińskiego, zmieniając jej refren na: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Irytującą władze rosyjskie pieśń śpiewano następnie przy okazji wszystkich manifestacji (co nota bene wyjaśnia również dzisiejsze irytacje niektórych publicystów i polityków).
27 lutego na Krakowskim Przedmieściu od salwy rosyjskiej padło pięciu manifestantów, których pogrzeb 2 marca przeistoczył się w wielką manifestację solidarności wszystkich stanów Królestwa. Wydarzenia w Warszawie odbiły się szerokim echem na prowincji. W wielu miastach ludność przepędziła skorumpowanych urzędników, na co władze nie zawsze mogły reagować, gdyż wojska ściągnięte zostały z prowincji do Warszawy.

27 marca margrabia (tfu!) Aleksander Wielopolski został mianowany dyrektorem głównym prezydującym w Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Zdecydowany był rozwiązać Towarzystwo Rolnicze i Delegację Miejską oraz podjąć represje wobec konspiracji narodowej przy jednoczesnym równouprawnieniu ludności żydowskiej. Po serii krwawo stłumionych manifestacji patriotycznych w roku 1861, kościół katolicki ogłosił żałobę narodową.

15 października, mimo zakazów warszawiacy wzięli udział w obchodach rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki, co skończyło się rozbiciem manifestacji przez wojsko rosyjskie i porywaniem ludzi z kościołów. Wówczas właśnie wojska rosyjskie dokonały pacyfikacji ludności cywilnej zebranej w katedrze św. Jana w Warszawie. Na znak protestu przeciwko aresztowaniu 1878 wiernych w katedrze warszawskiej, do której wtargnęło wojsko, administratorzy diecezji nakazali zamknięcie wszystkich kościołów i kaplic w Warszawie, a 17 października 1861 Apollo Korzeniowski zawiązał Komitet Miejski, który zajął się przygotowaniem wybuchu powstania.

W latach 1861–1862 w Królestwie Polskim Polacy coraz bardziej domagali się reform agrarnych, demokratyzacji władzy i niezawisłości państwa od Rosji. W tej sytuacji radykalne ugrupowanie patriotyczne, zwane czerwonymi, opowiadało się za podjęciem otwartej walki i przystąpiło do przygotowywania powstania. W końcu 1862 r. konspiracja czerwonych obejmowała ok. 20–25 tys. członków i planowała przeprowadzenie insurekcji wiosną 1863 roku. Spiskiem kierował Komitet Centralny Narodowy, który 18 października 1862 roku wydał dekret o podatku narodowym, którego pobór przeznaczony został na zakup broni. W tym kontekście warto pamiętać, że w grudniu 1862 roku w Paryżu agent prowokator rosyjski naprowadził policję francuską na przebywających tam polskich agentów zakupu broni, którzy zostali aresztowani, podobnie jak powracający z Londynu emisariusze Komitetu Centralnego Narodowego. Francuzi przekazali też Rosjanom (co powtórzyło się również w czasach Solidarności) dokładny wykaz osób i objętych siecią konspiracji pułków nad Wisłą oraz opis dróg przerzutów broni zza granicy.

Odrębnie rozwijała się ogólnokrajowa niepodległościowa konspiracja białych, grupująca ziemiaństwo, arystokrację i bogate warstwy mieszczaństwa. Biali byli zwolennikami pracy organicznej, wymuszania na państwach zaborczych koncesji i praw autonomii, a walkę zbrojną o niepodległość odkładali na czas sprzyjający, czyli do świętego Nigdy.

W obliczu wzmagających się represji, 3 stycznia 1863 Komitet Centralny Narodowy pod wpływem Stefana Bobrowskiego podjął decyzję o wybuchu powstania z chwilą ogłoszenia branki (poboru do carskiego wojska), której inicjatorem był margrabia (tfu!) Aleksander Wielopolski. Przygotowane przez niego imienne listy, objęły 12 tysięcy osób, podejrzanych o przynależność do organizacji patriotycznych, w szczególności stronnictwa Czerwonych.

W styczniu 1863 w Królestwie Polskim stacjonowała 100 tysięczna armia rosyjska. Zamierzona „branka” do wojska została zbojkotowana i 22 stycznia 1863 roku wybuchło zbrojne powstanie ogłoszone manifestem przez Komitet Centralny Narodowy, który wyłonił Tymczasowy Rząd Narodowy, pod kierownictwem Stefana Bobrowskiego. KCN dekretami uwłaszczył chłopów i obiecał ziemię bezrolnym uczestniczącym w walce. Bobrowski, w celu rozszerzenia zasięgu powstania, ogłosił odezwy Do braci Litwinów i Do braci Rusinów, w których wzywał do powszechnej insurekcji.

Po kilku tygodniach – w marcu – do powstania przyłączyli się Biali, przejmując w krótkim czasie kierownictwo powstania. Stało się to możliwe dzięki zamordowaniu przywódców „czerwonych” - Stefana Bobrowskiego (który zginął w pojedynku ze zwolennikiem Białych, hrabią Adamem Grabowskim) i Zygmunta Padlewskiego, rozstrzelanego przez Rosjan.

Taki przebieg wypadków i przejęcie kierownictwa przez stronnictwo niechętne walce zbrojnej, musiało doprowadzić do klęski Powstania Styczniowego. Warto o tym pamiętać, przyglądając się dzisiejszym sporom politycznym.


Kilka słów o śmierci Stefana Bobrowskiego
Julian Łukaszewski tak pisał po tych wypadkach (Zabór pruski w czasie powstania styczniowego):

„Jeśli w ogóle zamazanie hańby lub obelgi w naszym stuleciu przez poranienie lub śmierć jest anachronizmem barbarzyńskim, to pojedynek w takich okolicznościach i z takim człowiekiem jak Boborowski był po prostu – wyrafinowanym mordem. Nie cofam wyrazu, dodaj jeszcze, że nie tyle przeciwnik, co własny sekundant i przyjaciel Bobrowskiego zasłużył wobec sądu historii i własnego nawet sumienia na wyrok wiekuistego potępienia. Cały ten wypadek tyle w sobie mieści potwornej zbrodni, że pióro wypada z drżącej ręki, a myśl ze wstrętem odwraca się od zagłębiania w tę ciemnię występku. O! biada narodowi, który obojętnie patrzy na swoich bohaterów i przewodników! po trzykroć biada tym, którzy przyczynili się do ich zgłady. Cześć pamięci Stefana Bobrowskiego! Gdy inni zginęli z rąk tłuszczy moskiewskiej – on jeden poniósł śmierć od własnych rodaków, i to wedle wszelkich form usankcjonowanych przez – dobrze i wysoko urodzonych.”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 10 lut 2013, 11:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/joomla/index.ph ... o&Itemid=4

Hekatomba powstania styczniowego - kto o niej pamięta, kto o niej wie
Niedziela, 20 Styczeń 2013 19:23 Pamięć Walka i Męczeństwo

22 stycznia obchodzimy kolejną rocznicę jednego z najbardziej tragicznych wydarzeń w dziejach Polski, jednej z naszych największych narodowych klęsk – rocznicę wybuchu powstania styczniowego. Powstania – trzeba to powiedzieć od razu jasno i dobitnie – całkowicie Polsce niepotrzebnego, nie służącego też żadnym rozumnie pomyślanym celom polskim, lecz w istocie tak naprawdę interesom jej śmiertelnych wrogów, wreszcie, w ostatecznym rozrachunku, dla sprawy polskiej niezmiernie szkodliwego.
Powstanie to, podobnie jak powstanie listopadowe 1830-31, krakowskie 1846, ruchy powstańcze 1848, było typowym przedsięwzięciem z kategorii działań: „za Wolność waszą i naszą”, tzn. było mocno podszyte wpływem międzynarodowego ruchu rewolucyjnego, inspirowanego przez takie siły, jak choćby masoneria i węglarstwo. Zostało ono podyktowane nie żadną trzeźwą kalkulacją polityczną, ale głównie przez emocje i swego rodzaju niezdrową patriotyczną egzaltację.

Powstanie styczniowe wybuchło w chwili, gdy w Europie wyraźnie zarysowywał się proces zmiany układu sił, idący w kierunku odwrócenia dotychczasowych sojuszy. Jego istotą było daleko posunięte zbliżenie się Rosji do Francji, wyrażone w tajnym układzie zawartym przez te dwa państwa w marcu 1859 r. Układ ten miał wielki wpływ przede wszystkim na rozwój wydarzeń we Włoszech – ułatwił ich zjednoczenie. Pociągnął też za sobą bardzo poważne konsekwencje w płaszczyźnie stosunku Rosji do Polaków. Mianowicie, ponieważ Francja od czasów napoleońskich tradycyjnie przejawiała sympatię wobec polskich dążeń niepodległościowych (mimo często instrumentalnego wykorzystywania ich dla własnych celów), dla Rosji stała się koniecznością zmiana kursu wobec swoich polskich poddanych z represyjnego na politykę pewnych koncesji, zwłaszcza w stosunku do obszaru Królestwa Kongresowego. To był w istocie niezbędny warunek trwałej przyjaźni i sojuszu z Francją. Była to rzecz bardzo pożądana także i z czysto polskiego punktu widzenia, gdyż rozluźniały się tym samym więzy łączące państwa zaborcze i zachodziło prawdopodobieństwo ich istotnego poróżnienia się, co było warunkiem wstępnym jakichkolwiek skutecznych starań na rzecz odzyskania w przyszłości niepodległości.

W wyraźnym związku z owym zwrotem profrancuskim Rosja około 1860 r. rozpoczęła działania w kierunku stopniowego wycofywania się z prowadzonych po stłumieniu powstania listopadowego działań burzących odrębność Kongresówki od reszty imperium. Wedle niektórych źródeł, miano nawet rzekomo rozpatrywać projekt przywrócenia stanu z 1830 r., a nawet jeszcze dalej idący, bo przewidujący nadanie jej całkowitej niepodległości, na czele z bratem carskim, Wlk. Ks. Konstantym jako osobnym królem. Jeśli nawet jednak źródła te nie kłamią i taka opcja była rzeczywiście w rosyjskich kręgach rządzących rozpatrywana, to należy uznać ją jako od początku mało realną. W rzeczywistości w grę wchodziło raczej wyłącznie nadanie Królestwu pewnego zakresu autonomii, mniej lub dalej idącej. Nie było to z pewnością rozwiązanie przez Polaków wymarzone i zbytnio dla nich pociągające, jednak w istniejących warunkach i możliwościach ewidentnie korzystne i pożądane, zwłaszcza że nie wymagało żadnych specjalnych wysiłków z ich strony, a zwłaszcza przelewania krwi. Mogło też być wstępem do starań o rzeczywistą niepodległość na przyszłość, gdyby pojawiły się ku temu odpowiednie warunki i widoki. W sumie więc, pojawiała się pewna szansa, ale zasadniczym warunkiem skorzystania z niej było pójście na pewien kompromis i porozumienie z Rosją; z tą samą Rosją, która w ramach represji popowstaniowych dotychczas brutalnie dławiła i ograniczała polskość na całym swoim terytorium, zaś wcześniej trzymała Polskę w stanie uzależnienia już od początków XVIII w.

Takie rozwiązanie było bardzo trudne do zaakceptowania dla większości świadomych Polaków, a zwłaszcza dla bardzo licznych wyznawców nurtu powstańczo-spiskowego, którzy działali na miejscu, w kraju, w konspiracyjnych organizacjach, skupionych w owej chwili w stronnictwie „czerwonych”. Ludzie ci, powiązani za pośrednictwem Ludwika Mierosławskiego z pokrewną masonerii sektą węglarską, mieli od dawna na oku tylko jeden, jedyny cel – wywołanie kolejnego antyrosyjskiego powstania, bez względu na jego skutki. Tak byli przyjęci wspólną całemu temu ruchowi ideą „burzenia tronów i ołtarzy”, że myśl o jakichkolwiek rozwiązaniach polityczno-dyplomatycznych, a zwłaszcza rokowaniach z będącą czystym uosobieniem despotyzmu i reakcji carską Rosją była im nie tylko niemiła, ale wręcz nienawistna. Wśród nich rej wodziły szczególnie radykalne grupy studentów.

To właśnie „czerwoni” wywołali ostatecznie powstanie styczniowe. „Roman Dmowski powiedział, że powstanie 1863 roku narzuciły Polsce dzieci. W chwili zgonu Bobrowski (Stefan – szef sztabu i faktyczny dowódca powstania w pierwszej jego fazie) miał lat 22, a Padlewski (Zygmunt – razem z Bobrowskim przesądził w istocie o decyzji wywołania powstania ) 28 lat. Ich wiek i gest powiększają tragiczny patos owych straszliwych dni” (L. Stomma). Także i inni czołowi przywódcy „czerwonych”, decydujący o wybuchu powstania, byli w podobnym wieku.

Drugim głównym współsprawcą tej tragedii był margrabia Aleksander Wielopolski. Był to człowiek kierujący się w przeciągu całej swej aktywności politycznej wyłącznie stanowym interesem szlacheckim, a nie dobrem Polski jako takim. Zasłynął szczególnie na tym polu, ale wyłącznie negatywnie, swoim listem „szlachcica polskiego” do cara Mikołaja I. Występując, przez nikogo zresztą nie proszony, w imieniu stanowych interesów szlachty, błagał cara, by wziął ją w obronę w razie wystąpienia buntu poddanych, podobnego do „rabacji” galicyjskiej, na terytorium Rosji oraz pomścił na Austriakach krzywdy tamtejszej polskiej szlachty. W zamian ofiarował jej włączenie się tej szlachty w „Wielkie Cesarstwo Słowiańskie”, tzn. Rosję. Był to nie tylko program wyrzeczenia się idei niepodległości i tym samym oczywisty akt zdrady narodowej, ale i propagowanie oczywistych utopii.

Można przypuszczać, że to właśnie z powodu tego skrajnego swojego rusofilstwa i stanowego egoizmu, posuniętych aż do wyrzeczenia się własnej Ojczyzny, człowiek ten został wybrany na głównego realizatora programu reform zmierzających do nadania Królestwu Kongresowemu statusu autonomicznego. Ułatwiły tą nominację niewątpliwie również jego bliskie stosunki z masońskim emigracyjnym „Hotelem Lambert” A. Czartoryskiego oraz nadzwyczajna ruchliwość margrabiego. To on pierwszy wystąpił mianowicie publicznie z konkretnym projektem autonomii i wręczył go rosyjskiemu namiestnikowi w Warszawie, Gorczakowowi. Rzecz osobliwa, że człowiekiem, który skutecznie zaprotegował Wielopolskiego u tegoż Gorczakowa, i potem u samego cara, był żydowski neofita-przechrzta Juliusz Enoch – piastujący natenczas wybitne stanowisko w rosyjskiej biurokracji rządowej.

Z chwilą wyboru tej właśnie postaci na głównego realizatora planowanych reform były one już zasadniczo z góry skazane na klęskę. Wielopolski nie wyrażał bowiem – jak to sobie rosyjskie czynniki oficjalne naiwnie wyobrażały – rzeczywistych dążeń polskiego społeczeństwa ani nawet znacznego jego odłamu. Przeciwnie, był w swej postawie prawie całkowicie odosobniony. Był postrzegany powszechnie jako zaprzedany carowi narodowy renegat, z tego też powodu nie budził żadnego zaufania wśród szerszych kręgów społecznych. Był poza tym też bardzo nie lubiany z powodu wielu typowo negatywnych cech czysto osobistych, jak: niespotykana pycha i arogancja, całkowity brak taktu i zdolności dyplomatycznych, gruboskórność, nieliczenie się z ludźmi i pomiatanie nimi itd.

Car i jego otoczenie, stawiając na Wielopolskiego, popełnili już na wstępie kardynalny błąd. Programu reform, mających zjednać Polaków, nie mógł absolutnie skutecznie przeprowadzić człowiek, który nie tylko nie był rzeczywistym reprezentantem polskiego narodu, ale który był w nim wręcz zwykłym wyrzutkiem, zwłaszcza że miał już on serdecznie dosyć 30-letniego otwartego rosyjskiego ucisku i był psychicznie dużo bardziej przygotowany do kolejnego ślepego buntu, czy protestu niż do jakiegokolwiek kompromisu. Na domiar wszystkiego Wielopolski, choć znakomity administrator, był zarazem bardzo nieumiejętnym, niezręcznym, słowem: złym politykiem.

Inna rzecz, że do tego wielce niefortunnego w skutkach faktu przyczyniła się w dużym stopniu także i bierna postawa czołowych przywódców rdzennie polskich elit, którzy ulegli nastrojom wzburzonych mas i nie potrafili się zdobyć na kroki niewdzięczne i niepopularne, niemniej w wytworzonej sytuacji pożądane i konieczne – na podjęcie wyciągniętej rosyjskiej ręki i rozpoczęcie konkretnych rokowań. W owej chwili zdecydowanie najpopularniejszym i najbardziej szanowanym działaczem polskim był Andrzej Zamoyski (siostrzeniec A. Czartoryskiego), prezes Towarzystwa Rolniczego – najważniejszej podówczas polskiej organizacji społeczno-gospodarczej. Ten jednak odmówił kategorycznie podjęcia się tego zadania, wyrażając wobec Rosjan tylko jeden postulat: „wynosić się”. Ci może by się i z Kongresówki wynieśli, ale nie od razu, tylko stopniowo, poza tym takie żądania należało stawiać w bardziej dyplomatycznych formach. Tym samym Zamoyski sam wyeliminował się i odsunął od możliwości spełnienia jakiejś wybitniejszej roli. To ostatecznie otworzyło Wielopolskiemu drzwi na oścież.

Obrazek
Artur Grottger, Nokturn (1864). Foto: otkritka-reprodukzija.blogspot.com


Wielopolski zaczął przeprowadzać, za przyzwoleniem carskim, autoryzowane przez siebie reformy w marcu 1861 r. Od samego początku nie liczył się jednak, zgodnie ze swoim usposobieniem i przyjętymi metodami działania, z niczym i nikim; w szczególności nie brał pod uwagę nastrojów społecznych. Toteż szybko wywołał wzburzenie całego polskiego ogółu. Nie mogło być inaczej, skoro np. w ciągu kilku dni zdołał porozwiązywać wiele autentycznie polskich organizacji społecznych, na czele z samym Towarzystwem Rolniczym. Wywołało to całą serię wielkich demonstracji ulicznych. By je spacyfikować, Wielopolski przeforsował u namiestnika specjalną ustawę o zbiegowiskach, dającą rosyjskiemu wojsku możliwość użycia broni wobec manifestantów, po wyczerpaniu określonych procedur, mających służyć ich rozproszeniu.

Konsekwencją tego była wielka masakra w dniu 8 kwietnia 1861 r. w Warszawie na Placu Zamkowym, kiedy to wojsko rosyjskie, po uprzednich przepisowych ostrzeżeniach w języku polskim, otwarło ogień z broni do zgromadzonej tam ciżby demonstrantów. Rezultat ponury – blisko 200 zabitych i około 400 rannych. To dodatkowo zaostrzyło atmosferę i wzmogło ruch rewolucyjny, który, wyparty z ulic, zaczął się teraz gromadzić m.in. po kościołach, które Rosjanie brutalnie pacyfikowali. Car wprowadził w Królestwie i również zresztą na pozostałej części zaboru rosyjskiego stan wojenny. Kariera Wielopolskiego wydawała się skończona. Został wezwany do Petersburga, przed carskie oblicze.

Wizyta ta przyniosła jednak wynik zgoła nieoczekiwany. Zamiast zasłużonej dymisji, dostał Wielopolski dodatkowe pełnomocnictwa, znacznie powiększające zakres jego władzy. Wedle większości współczesnych historyków, był to tylko rezultat dyplomatycznych talentów margrabiego, który potrafił rzekomo przekonać cara i jego otoczenie, że jedynym sposobem zapobieżenia grożącej rewolucji są ustępstwa wobec Polaków. Naga prawda wygląda trochę inaczej. To prawda, że Rosja nadal zamierzała kontynuować obrany kurs, a Wielopolski nie miał specjalnych kontrkandydatów do swojej roli. W generalnym rozrachunku utrzymał się jednak w niej dzięki poparciu określonych kół w ramach rosyjskiego establishmentu. „Głównymi protektorami Wielopolskiego na gruncie petersburskim byli rosyjscy wrogowie Gorczakowa i polityki profrancuskiej, a przyjaciele Bismarcka i zwolennicy polityki propruskiej, rodowici Niemcy, Nesselrode i Meyendorff. Wniosek, jaki należałoby z tego wyciągnąć, jest tylko ten, że koła propruskie w Petersburgu uważały Wielopolskiego za wygodnego dla siebie, a może wręcz uważały go za dogodne narzędzie do storpedowania polityki francusko-rosyjskiego zbliżenia, to znaczy polityki Gorczakowa i Napoleona III” (J. Giertych). Tak na marginesie, Wielopolski uzyskał wtedy także poparcie pruskich dyplomatów. Ten fakt nie dziwi, bo zawsze był wielkim sympatykiem Prus, a samego Bismarcka w szczególności. Miał okazję poznać go już wcześniej i zawsze był pod jego wielkim wrażeniem. O jego proberlińskim zaślepieniu najlepiej świadczy fakt, że wyrażał zadowolenie ze zwycięstwa koalicji państw niemieckich pod przewodem Prus nad Francją w wojnie 1870-71.

Na mocy specjalnego ukazu Aleksandra II z czerwca 1862 r. Wielopolski został mianowany naczelnikiem (premierem) jakby osobnego polskiego rządu w Królestwie. Z kolei stanowisko namiestnika objął sam wspomniany Wlk. Ks. Konstanty, brat carski, pretendujący wyraźnie do roli wicekrólewskiej na tym obszarze, wzorem Konstantego sprzed 1830 r. Na podstawie tegoż ukazu rozpoczął też Wielopolski energiczne działania zmierzające do znacznego wyodrębnienia Kongresówki od reszty państwa rosyjskiego. W efekcie jego starań uzyskała ona ustrój zbliżony do statusu z 1830, choć bez tak istotnej cechy odrębności, jaką jest własne wojsko. Czynnikiem, który wielce ułatwiał mu zadanie, były rosyjskie obawy przed wybuchem powstania.

Margrabia jednak, zamiast zręcznie i umiejętnie płynąć na tej fali i wykorzystywać wiszącą w powietrzu groźbę powstania do polskich potrzeb, w swoim zacietrzewieniu, stanowym egoizmie i krótkowzroczności parł przede wszystkim do jak najszybszej rozprawy z całym nurtem rewolucyjnym, który określał mianem „czerwońców”. Odrzucał z góry jakąkolwiek formę współpracy albo nawet tylko współistnienia. Odrzucał zresztą także i wszelkie propozycje współpracy ze strony „białych”, nawet już po wybuchu powstania, gdy sytuacja była doprawdy dramatyczna. Przeciwnie, chciał element podziemny całkowicie wytępić, zmuszając go do wyjścia na powierzchnię, a następnie likwidując go w walce, w masowych egzekucjach, a w ostateczności zamykając w więzieniach. Dlatego w swej głupocie sam pozbawiał się najcenniejszego atutu w grze z Rosjanami i dążył we własnym zakresie do wywołania powstania, które – jak mu się wydawało – będzie łatwe do stłumienia: „Wrzód zebrał i rozciąć go należy. Nie liczył się z konsekwencją polityczną: gdy wrzód raz przyjdzie rozcinać, operację chirurgiczną przeprowadzać będą carscy generałowie i będzie to kres jego polityki i jego reform” (M. Kukiel). Chcąc koniecznie sprowokować powstanie, skorzystał z okazji, że władze rosyjskie przeprowadzają akurat pobór do wojska i zarządził brankę do wojska wielkiej liczby imiennie wybranych osób spośród młodzieży, szczególnie uniwersyteckiej, podejrzewanej o przynależność do ruchu rewolucyjnego. Tym samym postawił tych ludzi w sytuacji prawie bez wyjścia. Branka stała się ostatecznym detonatorem powstania.

Tak więc winnymi wybuchu powstańczego 22 stycznia 1863 są na równi Wielopolski, jak i rozagitowani i lekkomyślni młodzi radykałowie. Nie ulega żadnej wątpliwości, że na jedną i drugą stronę szły zgubne wpływy zewnętrzne, szczególnie pruskie. Wydatną rolę, zdaje się, odegrał również wpływ żydowski, idący zarówno od Żydów-ortodoksów, jak też zwłaszcza żydowskich neofitów. Chodzi nie tylko o osobę wspomnianego Enocha. Takich neofitów była znaczna liczba w kierownictwie obozu „czerwonych”, a nawet „białych”, i na ogół ludzie ci w pierwszym rzędzie parli do powstania. Wielce istotną, a do końca niezbadaną jeszcze rolę w tych wydarzeniach odegrał również największy bankier i finansista warszawski, Leopold Kronenberg, również neofita żydowski (kalwin), założyciel „Gazety Codziennej”, przemianowanej następnie na „Polską” – pism służących głównie jego własnym celom i skupionych wokół niego kręgów neofickich. Tenże Kronenberg, pozostając cały czas na zewnątrz lojalnym poddanym cara, pozostawał jednocześnie w bliskim kontakcie z „białymi”, a szczególnie protegował i wspierał Wielopolskiego. Nie bez winy są i „biali”, którzy, będąc początkowo przeciwnymi powstaniu i wstrzymując się od niego, potem do niego się przyłączyli, i to wtedy, gdy była szansa jego wygaszenia na zasadzie powrotu do status quo. W ostatecznym rozrachunku powstanie styczniowe było więc efektem typowej rosyjskiej nieumiejętności postępowania z Polakami oraz niemożności i nieumiejętności porozumienia się samych Polaków między sobą, na co nałożyły się intrygi czynników obcych, żywotnie zainteresowanych takim właśnie rozwojem wydarzeń.

Od strony czysto wojskowej powstanie styczniowe było od samego początku czynem rozpaczliwym. Gdy powstanie listopadowe dysponowało w punkcie wyjścia liczącym się i dobrze uzbrojonym polskim wojskiem regularnym, tu trzeba było tworzyć polską siłę zbrojną od podstaw, dysponując na początku zaledwie kilkuset sztukami broni palnej. Nigdy też nie zdołano w praktyce utworzyć jednolitej armii powstańczej, największe oddziały osiągnęły liczbę maksymalnie kilku tysięcy żołnierzy. W tym stanie rzeczy powstanie miało od początku do końca charakter typowej wojny partyzanckiej. Stoczono ponad 1000 potyczek, z których tylko niektóre można określić małymi bitwami.

To fakt, że powstańcy odznaczyli się wielkim poświeceniem i bohaterstwem. Wystarczy powiedzieć, że w szeregach powstańczych skupiło się maksymalnie do 30 tys. ludzi, podczas gdy rząd rosyjski wprowadził na teren objęty działaniami powstańczymi olbrzymie siły: ponad 300 tys. żołnierzy. To, że w tej sytuacji, przy takiej dysproporcji sił, walki przeciągnęły się ponad rok, do wiosny 1864 r., należy uznać prawie za cud. A jednak walki tej wygrać żadnym sposobem nie było można – już same zacytowane liczby dowodzą, że była ona szaleństwem.

Powstanie miało szereg wielkich osiągnięć, nie tylko czysto militarnych. Wielkim, kto wie czy nie największym z nim, było wyłonienie się podziemnego Rządu Narodowego, i przede wszystkim pozostającej do jego dyspozycji podziemnej administracji, która miała powszechny posłuch u obywateli, potrafiła skutecznie wybierać podatki, karać zdrajców itd. Nad tym wszystkim góruje zaś wspaniała, bohaterska postać Romualda Traugutta.

Obrazek
Artur Grottger, Pojednanie (1864); występuje też pt. „Zjednoczeni”[1]. Foto: polski.blog.ru


Jednak mimo tych taktycznych sukcesów powstanie styczniowe przyniosło narodowi polskiemu straszliwe wprost konsekwencje, i to we wszystkich płaszczyznach: politycznej, demograficznej, kulturalnej, gospodarczej itd. Właściwie miało tylko jeden bardzo poważny skutek dodatni: zniesienie pańszczyzny. Władze carskie uszanowały i podtrzymały powstańcze dekrety w tym zakresie. Jednakowoż owo uwłaszczenie nastąpiłoby wcześniej, czy później, nawet bez powstania.

Natomiast skala rosyjskich represji i odwetu po stłumieniu powstania była ogromna. Nie tylko wycofano wszystkie dotychczasowe koncesje, ale rozpoczęto politykę zacierania jakiejkolwiek odrębności Kongresówki od reszty państwa. Ją samą nazwano oficjalnie Prywislańskim Krajem. Władzę w Warszawie sprawowali odtąd w miejsce namiestników kolejni generał-gubernatorzy (aż do I wojny światowej). Już po kilku latach wprowadzono jako język urzędowy rosyjski, także w szkolnictwie. Polskiego nie wolno było nauczać nawet prywatnie, który to zakaz był zresztą powszechnie i skutecznie omijany. Władze rosyjskie usiłowały na wszelkie sposoby zrusyfikować żyjących tu Polaków, co było oczywiście działaniem niewykonanym i z góry chybionym. Jednakże te usiłowania przyniosły bardzo poważne skutki uboczne – zastój cywilizacyjny i upadek kultury, a nawet analfabetyzm wśród szerokich mas ludowych.

Niemniej poważne były straty w ludziach. Wedle szacunków Agatona Gillera (członka władz powstańczych, który jednak stanowczo sprzeciwiał się wszczynaniu powstania i przystąpił do niego, gdy było już nieodwracalnym faktem) w powstaniu poległo nawet do 30 tys. ludzi. Dalszych ponad tysiąc powstańców, przeważnie tych wybitniejszych, Rosjanie osądzili w trybie doraźnym i następnie stracili, zwykle przez powieszenie. Często takie egzekucje zachodziły bez żadnego sądu, na prosty rozkaz carskich dowódców. Było to prostą konsekwencją traktowania powstańców jako zwykłych rebeliantów, zbuntowanych poddanych, bez praw kombatanckich i jenieckich. Należy doliczyć do tego jeszcze około 150 (tys.) aresztowanych, w tym znaczna liczba zesłanych na Syberię. Straty materialne były również ogromne – skonfiskowano m.in. kilka tysięcy polskich majątków ziemskich, co ogromnie uszczupliło polski stan posiadania.

Szczególną klęską stało się powstanie dla polskości na wschodzie, na tzw. Ziemiach Zabranych, zwłaszcza na Litwie. Nazwisko tłumiącego ruchy powstańcze na tym terenie gen. Murawiowa-Wieszatiela do dzisiaj jest symbolem iście azjatyckiego okrucieństwa. Silne skrępowanie polskości na Kresach na okres kilkudziesięciu lat, obejmujące m.in. zakaz rozmawiania na ulicy po polsku, spowodowało odcięcie jej dostępu do mas społecznych. Skutkiem tego całe połacie ziem dotychczas językowo i cywilizacyjnie polskich albo uległy zewnętrznie przynajmniej rusyfikacji, albo wykształciły się na nich całkiem odrębne narody: litewski, łotewski, białoruski, albo wreszcie, jak w przypadku Pińszczyzny, zostały niepodzielnie zdominowane przez ludność żydowską. Utratę tych ziem zawdzięczamy właśnie w niemałej mierze już sprawcom wybuchu powstania styczniowego. Tylko na części utrzymała się – do czasu, a częścią do dnia dzisiejszego – polskość w charakterze odosobnionych wysp.

Komu więc tak naprawdę było potrzebne to powstanie? Przede wszystkim Prusom. Powstanie to przyniosło bowiem w efekcie załamanie się profrancuskiego kursu w polityce rosyjskiej i ponowne przejście Rosji, za sprawą zręcznych działań Bismarcka, na stronę Prus. Dzięki temu Prusy otrzymały z je strony wolną rękę w kolejnych agresjach na Danię, Austrię i Francję. W efekcie powstało potężne Cesarstwo Niemieckie. Zaś sprawa polska została zlikwidowana i znikła z areny europejskiej polityki na całe półwiecze. Warto o tym pamiętać, gdy nawołuję się nas dalej z różnych stron do hucznego świętowania tej straszliwej klęski.

P.S. Wyczerpujące informacje na temat powstania styczniowego znajdzie czytelnik w następujących książkach autorstwa Jędrzeja Giertycha: Kulisy powstania styczniowego, 1965; Tysiąc lat historii polskiego narodu, wydanie londyńskie 1986, wydanie krajowe: Poznań 1997. Inna rzecz, że obie pozycje są trudno dostępne.[2]

Jan Matusiewicz

Źródło: „Nowy Przegląd Wszechpolski” nr 1-2-3/2012, s. 32-36.
http://piastpolski.pl/npw/2012/1-2-3.pdf

* * *

Przypisy:

[1] – Obrazy Grottgera pt. „Nokturn” i „Pojednanie” („Zjednoczeni”) obok szkicu olejnego Matejki „Jan III Sobieski pod Wiedniem” były jedynymi dziełami skradzionymi podczas bandyckiego napadu na Lwowską Galerię Obrazów (ob. Lwowska Galeria Sztuki) w 1992 r., kiedy to zginęli wicedyrektor galerii Jarosław Wołczek i historyk sztuki Dymitr Szelest. Los tych obrazów pozostaje nieznany.

[2] – „W 150. rocznicę powstania styczniowego oraz w 110. rocznicę urodzin Jędrzeja Giertycha, przypadającą 7 stycznia 2013 roku, środowiska narodowe (m.in.: Dom Wydawniczy „Ostoja”, prezydent miasta Stalowa Wola, księgarnia CapitalBook oraz pisma „Myśl.pl”, „Myśl Polska”, „Polityka Narodowa”) postanowiły wspólnie wydać reprint pracy „Kulisy powstania styczniowego”. Jest to w dorobku narodowego ideologa i historyka praca chyba najmniej znana. Książka pierwotnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Towarzystwa imienia Romana Dmowskiego w 1965 roku i w okresie późniejszym nie była praktycznie wznawiana (poza drugoobiegowymi wydawnictwami).” – pisze Maciej Motas w recenzji zatytułowanej „Bismarck, Prusy, powstanie styczniowe” („Myśl Polska” nr 1-2/2013, s. 16-17), podreślając, że środowiska narodowe traktują wznowioną dziś pracę J. Giertycha „jako wykładnię ważnego w dziejach Polski wydarzenia w ujęciu jednego z najwierniejszych uczniów ze „szkoły Dmowskiego”.”

Zob. także:

Bratobójcza katastrofa 1863 roku
http://www.owp.org.pl/index.php?option= ... 4&Itemid=1

Cata-Mackiewicza spojrzenie na rok 1863
http://sol.myslpolska.pl/2013/01/cata-m ... -rok-1863/ (14.01.2013)

Prof. Andrzej Nowak na pierwszej linii powstańczego frontu
http://sol.myslpolska.pl/2013/01/prof-a ... go-frontu/ (15.01.2013)

Opracował - Grzegorz Grabowski

Za: http://www.owp.com.pl/index.php?option= ... 2&Itemid=1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 11 lut 2013, 10:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Asindziej napisał(a):
Powstania – trzeba to powiedzieć od razu jasno i dobitnie – całkowicie Polsce niepotrzebnego, nie służącego też żadnym rozumnie pomyślanym celom polskim, lecz w istocie tak naprawdę interesom jej śmiertelnych wrogów, wreszcie, w ostatecznym rozrachunku, dla sprawy polskiej niezmiernie szkodliwego.
Powstanie to, podobnie jak powstanie listopadowe 1830-31, krakowskie 1846, ruchy powstańcze 1848, było typowym przedsięwzięciem z kategorii działań: „za Wolność waszą i naszą”, tzn. było mocno podszyte wpływem międzynarodowego ruchu rewolucyjnego, inspirowanego przez takie siły, jak choćby masoneria i węglarstwo. Zostało ono podyktowane nie żadną trzeźwą kalkulacją polityczną, ale głównie przez emocje i swego rodzaju niezdrową patriotyczną egzaltację.

Komu więc tak naprawdę było potrzebne to powstanie? Przede wszystkim Prusom. Powstanie to przyniosło bowiem w efekcie załamanie się profrancuskiego kursu w polityce rosyjskiej i ponowne przejście Rosji, za sprawą zręcznych działań Bismarcka, na stronę Prus. Dzięki temu Prusy otrzymały z je strony wolną rękę w kolejnych agresjach na Danię, Austrię i Francję. W efekcie powstało potężne Cesarstwo Niemieckie. Zaś sprawa polska została zlikwidowana i znikła z areny europejskiej polityki na całe półwiecze. Warto o tym pamiętać, gdy nawołuję się nas dalej z różnych stron do hucznego świętowania tej straszliwej klęski.


Surowo, tendencyjnie i jednoznacznie ocenił autor Powstanie Styczniowe. Jest w tej ocenie wiele prawdy, ale nie dopowiedzianej do końca. Prawdą jest że wylano sporo krwi polskiej w czasie powstania. Ale ci sami ludzie powołani do armii carskiej na 25 lat służby, też przelali by swoją krew ale już nie w walce o wolną Polskę, ale w walce o silną i zwycięską Rosję. Kongresówka w okresie od Powstania Listopadowego, do ok. 1870 r. dała Rosji aż ok. 230 tys. młodych polskich żołnierzy, z czego w stanie scherlałym powróciło do domów ok. 25 do 30 tys. Polaków. Pozostali umarli, bądź zginęli za carską Rosję. Car w 1863 r. miał do swojej armii wcielić ukazem ok. 100 tys. Polaków.
Nie ma się co dziwić, że wybrali oni śmierć za Polskę niż walkę o Rosję, gdzieś na Kaukazie, czy w Kazachstanie i niemal pewną śmierć.

Inną sprawą jest moralne odrodzenie Polaków po Powstaniu. Przepiękna karta historii związana z tragedią walk wyzwoleńczych.
Narodziła się wspaniała legenda, która niesiona przez pokolenia pozwoliła odzyskać w 1918 r. Niepodległość, a w 1920 r. obronić Ojczyznę. Białorusini, Ukraińcy nie mieli tych tradycji i nie dali rady w 1918 r. zawalczyć o swoje.

Pojawił się też proces przenoszenia polskości, odpowiedzialności za Ojczyznę na masy chłopskie, robotnicze. To procentowało w 1918, 1920 i 1939, a zwłaszcza po 1944 r.
Powstawała literatura, sztuka, tzn. kultura, której tak bardzo boją się, szczególnie dziś, nasi wrogowie.
Poszerzyła się kultura, która była naszą wielką potencjalną energią zawsze grożącą wybuchem i przez to siejącą grozę wśród naszych wrogów.

Polacy, jako pierwsi w Europie nauczyli się prowadzenia wojny partyzanckiej i tworzenia struktur państwa podziemnego.

Powstanie Styczniowe, jakkolwiek tragiczne (ale tragedią było również życie pod zaborami, a ofiar tego życia i przelanej krwi było nawet więcej niż w Powstaniu Styczniowym) było wielką szkołą dojrzałości narodowej. W sposób przyspieszony kształtowała się i rozwijała świadomość narodowa, ta sama, która tak bardzo przeszkadza obecnym władcom Polski i ich zagranicznym przełożonym.

A skoro już tak autor pochyla się nad lekkością ducha Polaków i wynikającymi stąd szkodami dla Polski, to czy nie warto zajrzeć w naszą niedawną przeszłość i nie ujrzeć w niej straszliwego katyńskiego mordu na elitach, które poddały się Rosji Sowieckiej bez walki. Jaką winę za tę zbrodnię ponosi Naród Polski, czy Jego Patriotyzm?

A Smoleńsk? Dlaczego zginęła nasza elita, choć nie była Ona na ścieżce wojennej wobec swojego oprawcy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 11 lut 2013, 12:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Asindziej napisał(a):
Komu więc tak naprawdę było potrzebne to powstanie? Przede wszystkim Prusom. Powstanie to przyniosło bowiem w efekcie załamanie się profrancuskiego kursu w polityce rosyjskiej i ponowne przejście Rosji, za sprawą zręcznych działań Bismarcka, na stronę Prus. Dzięki temu Prusy otrzymały z je strony wolną rękę w kolejnych agresjach na Danię, Austrię i Francję. W efekcie powstało potężne Cesarstwo Niemieckie. Zaś sprawa polska została zlikwidowana i znikła z areny europejskiej polityki na całe półwiecze. Warto o tym pamiętać, gdy nawołuję się nas dalej z różnych stron do hucznego świętowania tej straszliwej klęski.

Jeszcze na ten wątek należałoby spojrzeć właściwie.
Otóż Polska i polskość leżą zawsze w poprzek naszym sąsiadom i jednocześnie naszym odwiecznym wrogom. Zawsze też starają się oni poprzez różne swoje układy wpływać na nas, mając na uwadze stałe i konsekwentne osłabianie i wyniszczanie nas. Zawsze wrogowie nasi zaprzestaną walk ze sobą, gdyż działania przeciw nam są ich celem nadrzędnym. Tak było podczas Powstania Warszawskiego, tak też było podczas Powstania Styczniowego. Gdy wybijaliśmy się na Niepodległość w 1918 r. dotychczasowi "wrogowie" Niemcy i Rosja, już bolszewicka, dogadywali się (jak zawsze) w celu unicestwienia nas. Anglicy też byli zdecydowanie przeciw nam, Francuzi chwilowo nas wspierali, gdyż nie wiedzieli z którą Rosją trzymać "czerwoną", czy "białą". Czesi byli przeciw nam, choć walka nasza o naszą wolność i walka z sowietami i jej (Niepodległości) zwycięstwo gwarantowały Czechom, Słowakom, Rumunom, Estończykom, Łotyszom, Litwinom ich niepodległość. Czechy, Ukraina, Litwa były przeciw nam, chodź logika nakazywała co innego. W Jałcie też nas zdradzono, mimo iż walczyliśmy w jednym szeregu z aliantami.
Zrzucanie winy na Powstanie Styczniowe za dogadanie się Prus i Rosji jest dużym nadużyciem. Gdyby Polska wybijała się na Niepodległość np. drogą dyplomatyczną, a nie walką powstańczą to Prusy i Rosja też by się trzymały razem przeciw Polsce. Tak mówi nam historia i jej wielowiekowe doświadczenia. Karty historii nie kłamią, a jedynie ostrzegają przed tym co może nastąpić, gdy nie będziemy na tyle silni by móc się obronić. Jeżeli będziemy słabi, tak jak jesteśmy choćby obecnie, to nasi wrogowie nas na 100% wchłoną i złączą „na zawsze” ze sobą.
Tym razem najprawdopodobniej chcąc zapobiec naszym buntom postarają się nas wynarodowić, a opornych unicestwić.
Nie ma obecnie Powstania Styczniowego, a wrogowie są skumani i nas niszczą rosnąc w potęgę naszym kosztem, panie autorze tego artykułu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 11 lut 2013, 16:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Zrzucanie winy na Powstanie Styczniowe za dogadanie się Prus i Rosji jest dużym nadużyciem. Gdyby Polska wybijała się na Niepodległość np. drogą dyplomatyczną, a nie walką powstańczą to Prusy i Rosja też by się trzymały razem przeciw Polsce. Tak mówi nam historia i jej wielowiekowe doświadczenia. Karty historii nie kłamią, a jedynie ostrzegają przed tym co może nastąpić, gdy nie będziemy na tyle silni by móc się obronić. Jeżeli będziemy słabi, tak jak jesteśmy choćby obecnie, to nasi wrogowie nas na 100% wchłoną i złączą „na zawsze” ze sobą.
Tym razem najprawdopodobniej chcąc zapobiec naszym buntom postarają się nas wynarodowić, a opornych unicestwić.
Nie ma obecnie Powstania Styczniowego, a wrogowie są skumani i nas niszczą rosnąc w potęgę naszym kosztem, panie autorze tego artykułu.


Każda walka o wolność, o odzyskanie utraconej niepodległości jest z natury rzeczy sprawiedliwa i szlachetna, a winny jest tylko zaborca.

Tragedią dla Polski nie był wybuch Powstania Styczniowego, które było konieczne i bez którego Polska w 1918 nie odzyskałaby niepodległości, bo chłop pańszczyźniany, jak każdy niewolnik, nie zna co to przynależność narodowa. Rosja poznała to sama na sobie w 1917, płacąc za utrzymanie pańszczyzny. Pozbawieni poczucia narodowego chłopi łatwo szli w szeregi armii czerwonej, łatwo dawali posłuch żydokomunistycznym agitatorom. W Polsce w 1920 ci sami agitatorzy niczego nie osiągnęli dzięki Powstaniu Styczniowemu, które uwolniło Polskę od pańszczyzny, przywracając chłopom polskim poczucie narodowości.

Tragedią Powstania Styczniowego było przejęcie nad nim kontroli przez żydomasonerię, która dla własnych, obcych Polakom celów przedłużyła czas trwania Powstania zupełnie niepotrzebnie. Z chwilą zniesienia pańszczyzny Powstanie osiągnęło swój cel, w tym momencie było zwycięskie, po to właśnie wybuchło, by zlikwidować pańszczyznę na ziemiach polskich pod rosyjskim zaborem. Ci, co zorganizowali to powstanie nie byli szaleńcami i doskonale rozumieli, że niepodległości w tamtym okresie nie można było odzyskać. Celem była pańszczyzna - cel osiągnięto i powstanie powinno być zakończone po negocjacjach zapewniających powstańcom pełną amnestię. Przedłużenie powstania rozwścieczyło carski rząd, który niszcząc Polskę z żydowską pomocą odciął Polaków od Rosjan przepaścią nienawiści, która trwa do dziś.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 15 lut 2013, 21:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/208/dzis-mij ... -sosnowiec

Dziś mija 150. rocznica bitwy o Sosnowiec
Jadwiga Chmielowska, 6 lutego, 2013 - 22:44

Obrazek
Pomnik Powstańców Styczniowych w Sosnowcu


Polecam Kartkę z kalendarza NGO: Dziś mija 150. rocznica bitwy o Sosnowiec
Sosnowiec był miejscem walk powstańczych w lutym 1863 r. Bitwę o Sosnowiec stoczyły w nocy z 6 na 7 lutego 1863 r. wojska oddziału Apolinarego Kurowskiego.
Z pamiętnika Franciszka Gorczyckiego wiemy, że atak na Sosnowiec przeprowadził oddział Kurowskiego:
„W pierwszych dniach lutego (daty nie pamiętam) przed samym południem kazano się szykować do wymarszu. Dwa plutony kawalerii pod dowództwem rotmistrzów: Mięty-Mikołajewicza i Nałęcza-Brudzewskiego, a pod zwierzchnią komendą b. oficera wojsk polskich z r. 1831 Lipczyńskiego, niewielka garstka piechoty uzbrojonej w zabrane w Szycach karabiny i dubeltówki oraz garstka kosynierów, stanowiące oddział pod naczelnym dowództwem Kurowskiego, wyruszyły z Ojcowa w stronę Olkusza. Od Przegini do Olkusza padał śnieg z deszczem, wskutek czego przemokliśmy do nitki. Oddział przyszedł do Olkusza już wieczorem; przyjęli nas Żydzi z latarniami, a wszyscy mieszkańcy pomieścili nas wygodnie. Wiem, że tej nocy nie były nigdzie rozstawiane pikiety konne. Na drugi dzień około 9 rano wyruszyliśmy w stronę Sławkowa i tu był odpoczynek.
Teraz dowództwo nad oddziałem Kurowski zdał oficerowi rosyjskiemu Nikiforowi i mnie kazano być przy nim ordynansem-adiutantem. Pierwsze więcej jak szorstkie obchodzenie się z żołnierzami, a zwłaszcza z kawalerią, Nikiforowa, zauważyłem zaraz w Sławkowie, a potem po drodze do Maczek, a raczej stacji Granica (austriacka), gdzie pociągnęliśmy, a przybyli już wieczorem tegoż dnia wśród deszczu ze śniegiem. Kawaleria dała jeść koniom w remizach kolejowych, piechota pomieściła się w domach przy dworcu kolejowym.
W dwie godziny później zaszedł pociąg, do którego powprowadzano konie i wsiadał też cała piechota. Następnie przez Ząbkowice i Dąbrowę pociągiem tym podjechaliśmy pod sam Sosnowiec. W ciągu pół godziny, a może nieco prędzej, cały ten oddział mogący wraz z kawalerią liczyć niecałe dwieście ludzi, zaszedł od granicy pruskiej kierując się ku komorze celnej. Piechota zaczęła ogień do strażników granicznych i kozaków, jacy tam się znajdowali; byli oni już przygotowani do stawiania oporu w razie napadu powstańców nocną porą. Niecałe dwie godziny trwała strzelanina w Sosnowcu, część żołnierzy rosyjskich bez broni zdołała uciec za granicę, reszta poddała się. Piechota, a głównie kosynierzy pod dowództwem Cieszkowskiego, dali najwięcej dowodów odwagi i im należy zawdzięczyć, że z Sosnowca wywieziono dosyć broni, około 20 koni i zabrano kasę komory celnej, w której była znaczna suma pieniędzy. W bitwie tej został ranny Cieszkowski, dowódca kosynierów, zginęło siedmiu powstańców i było kilkunastu rannych. Straty nieprzyjaciół nie są mi dobrze wiadome, ale nie były większe”.

opracował i foto: Tomasz Kwiatek

http://www.ngopole.pl/2013/02/06/kartka ... sosnowiec/


Jadwiga Chmielowska - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 16 lut 2013, 18:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/1671/legenda ... yczniuowym

Legendarna zapomniana jednostka walcząca w Powstaniu Styczniuowym
40plus, 5 lutego, 2013 - 12:42

W nieoficjalnym - nieogłoszonym przez Sejm Roku Powstania Styczniowego pamiętajmy o bohaterach.
Nie można znaleźć wielu informacji na temat Żuawów Śmierci- walczących o wolność w 1863 roku.

Na szczęście istnieje grupa rekonstrukcyjna, która o nich pamięta.
http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/ar ... /130129670

Chwała bohaterom.
P.S. Kiedy swego czasu zamawiałam w kwiaciarni wiązankę do złożenia pod tablicą Żołnierzy Wyklętych , pani w kwiaciarni zapytała- przepraszam, ale jak to się pisze ?- pierwsze ch ? a drugie...
Ale za drugim razem pani już wiedziała.
I stąd wniosek-mówmy,przypominajmy aż do znudzenia.
Róbmy swoje.

40plus - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 22 lut 2013, 15:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/artykuly/47322-o-ud ... tyce.pl%29

O udziale Ślązaków w Powstaniu Styczniowym milczano tyle lat. Na szczęście na Śląsku przetrwały pomniki i skromne nagrobki na cmentarzach
opublikowano: 17 lutego, 14:30

Obrazek

Już w końcu stycznia 1863 r. docierały na Śląsk informacje o powstaniu w Kongresówce. Rozprawiano o zamachu na Księcia Konstantego. W pierwszych dniach lutego, konne patrole żołnierzy niemieckich pilnowały granicy. Była to nowość, gdyż granica nie była wcześniej strzeżona przez wojsko.
Już na początku lutego walki toczyły się coraz bliżej granicy.

7 lutego 1863 r.
gdy o pół do szóstej rano, jak zwykle, rozległ się głos sygnałów kopalnianych, wzywających na poranną szychtę, zjawiło się bardzo niewielu robotników, chociaż w domach robotniczych kopalni „Jutrzenka" już wcześnie zapanował ruch i robiło się coraz głoś¬niej. Słyszało się lament kobiet i krzyk dzieci: polscy powstańcy przeszli granicę!

- napisał w swoim pamiętniku A. Oskar Klaussmann (Oberschle¬sien vor 55 Jahren und wie ich es wiederfand, Katowice 1911 r.).

Dalej opisuje, że w drodze na dworzec kolejowy mijały ich „setki ludzi idących do granicy, którą tworzyła rzeka Brynica”. W oddali płonął dworzec kolejowy w Sosnowcu. Rosyjscy żołnierze w panice, uciekali przez zieloną granicę do Prus.
Nad ranem, 7 lutego 1963 r., dwustuosobowy oddział powstańców styczniowych płk. Apolinarego Kurowskiego, zdobył po ciężkiej, kilkugodzinnej walce Sosnowiec. Po raz pierwszy w historii świata wykorzystano pociąg opancerzony. Użyto podkłady kolejowe do wzmocnienia ścian. Polacy zawdzięczali swoje zwycięstwo odwadze Teodora Cieszkowskiego, którego awansowano na polu walki do stopnia podpułkownika. (http://www.muzeumwp.pl/kalendarium/11/)

Franciszek Gorczycki tak opisał tą bitwę w swoim pamiętniku:

W pierwszych dniach lutego (daty nie pamiętam) przed samym południem kazano się szykować do wymarszu. Dwa plutony kawalerii pod dowództwem rotmistrzów: Miętty-Mikołajewicza i Nałęcza-Brudzewskiego, a pod zwierzchnią komendą b. oficera wojsk polskich z r. 1831 Lipczyńskiego, niewielka garstka piechoty uzbrojonej w zabrane w Szycach karabiny i dubeltówki oraz garstka kosynierów, stanowiące oddział pod naczelnym dowództwem Kurowskiego, wyruszyły z Ojcowa w stronę Olkusza. Od Przegini do Olkusza padał śnieg z deszczem, wskutek czego przemokliśmy do nitki. Oddział przyszedł do Olkusza już wieczorem; przyjęli nas Żydzi z latarniami, a wszyscy mieszkańcy pomieścili nas wygodnie. Wiem, że tej nocy nie były nigdzie rozstawiane pikiety konne. Na drugi dzień około 9 rano wyruszyliśmy w stronę Sławkowa i tu był odpoczynek.
Teraz dowództwo nad oddziałem Kurowski zdał oficerowi rosyjskiemu Nikiforowi i mnie kazano być przy nim ordynansem-adiutantem. Pierwsze więcej jak szorstkie obchodzenie się z żołnierzami, a zwłaszcza z kawalerią, Nikiforowa, zauważyłem zaraz w Sławkowie, a potem po drodze do Maczek, a raczej stacji Granica (austriacka), gdzie pociągnęliśmy, a przybyli już wieczorem tegoż dnia wśród deszczu ze śniegiem. Kawaleria dała jeść koniom w remizach kolejowych, piechota pomieściła się w domach przy dworcu kolejowym.
W dwie godziny później zaszedł pociąg, do którego powprowadzano konie i wsiadła też cała piechota. Następnie przez Ząbkowice i Dąbrowę pociągiem tym podjechaliśmy pod sam Sosnowiec. W ciągu pół godziny, a może nieco prędzej, cały ten oddział mogący wraz z kawalerią liczyć niecałe dwieście ludzi, zaszedł od granicy pruskiej kierując się ku komorze celnej. Piechota zaczęła ogień do strażników granicznych i kozaków, jacy tam się znajdowali; byli oni już przygotowani do stawiania oporu w razie napadu powstańców nocną porą. Niecałe dwie godziny trwała strzelanina w Sosnowcu, część żołnierzy rosyjskich bez broni zdołała uciec za granicę, reszta poddała się. Piechota, a głównie kosynierzy pod dowództwem Cieszkowskiego, dali najwięcej dowodów odwagi i im należy zawdzięczyć, że z Sosnowca wywieziono dosyć broni, około 20 koni i zabrano kasę komory celnej, w której była znaczna suma pieniędzy. W bitwie tej został ranny Cieszkowski, dowódca kosynierów, zginęło siedmiu powstańców i było kilkunastu rannych. Straty nieprzyjaciół nie są mi dobrze wiadome, ale nie były większe.


Ślązacy z nadgranicznych miejscowości nie tylko słyszeli odgłosy walk, ale widzieli łunę nad Sosnowcem. Dworzec kolei Warszawsko - Wiedeńskiej płonął.

Okazuje się więc, że mieszkańcy Szopienic i Mysłowic jakoś dziwnie uzewnętrzniali swój strach i obawę przed spotkaniem z powstańcami, jeżeli przez nikogo nie przymuszeni i jedynie tylko z własnej ochoty szli gromadnie nad granicę, gdzie właśnie znajdowali się powstańcy, gdzie toczyła się jeszcze walka i gdzie w zamieszaniu bitewnym — prócz tych rzekomo wzbudzających lęk polskich powstańców — mogły nawet grozić zabłąkane kule. Nie, to chyba nie strach pędził Ślązaków nad Brynicę i nie tylko zwykła chyba ciekawość. Na pewno ciągnęło ich tam jakieś inne, o wiele przemożniejsze uczucie!
– napisał Edmund Odorkiewicz w swoim artykule „Śląsk a Powstanie Styczniowe” ( „Zaranie Śląskie” XXIII, 1960r.)

Po zwycięstwie Kurowskiego, powiaty przy¬raniczne były we władaniu oddziałów powstańczych. W pierwszym okresie powstania, granica była wolna. Należało jedynie pokonać pruski kordon. Sprzyjało to zwiększonemu napływowi ochotników z Galicji, Śląska i Wielkopolski. Rząd Narodowy w odezwie „do Polaków w zaborze pruskim i austriackim” z 7. 2. 1863 roku stwierdził, że „w zaborze pruskim, jak i austriackim powstania być nie może i nie powinno”, oraz wezwał, iż tylko „szczególnie ludzie wojskowo uzdolnieni niechaj dążą w szeregi narodowe.”
Wzmocnione na granicy pruskie straże miały wspomóc Rosjan i utrudnić powstańcom aprowizację w Prusach, czyli uniemożliwić przerzut broni, amunicji, koni, oraz werbunek ochotników.

Po całym Śląsku krążyły legendy o Langiewiczu i wyczynach bohaterskich rodaków. Opowiadano, jak oddziały pod jego dowództwem odbierają Rosjanom broń, a nawet armaty. Z adiutanta Anny Henryki Pustowójtównej zrobiono w legendach narzeczoną Langiewicza, która także walczy. Zachwycano się kosynierami, zwykłymi chłopami, którzy dzielnie walczą o wolność Polski i swoją. Rząd Narodowy zniósł pańszczyznę.

W cytowanym już pamiętniku Niemca - Klaussmanna czytamy:

Wszędzie na Górnym Śląsku były portrety dzielnego wodza Polaków i jego kobiecego adiutanta, oraz barwne, chociaż brzydkie obrazki, sławiące bohaterskie czyny kosynierów. (str. 186).

Warto wspomnieć, że Langiewicz był na Śląsku znany. Wielu studentów z Górnego Śląska należało do Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego, działającego na wrocławskim uniwersytecie. Byli wśród nich ks. Konstanty Damrot, ks. Norbert Bonczyk i Franciszek Szrajer. Należeli do niego również Marian Langiewicz i członek powstańczego Rządu Narodowego - poeta Adam Asnyk.

Na Śląsku powtórzyła się w pewnej mierze znana historia z bamberskimi wioskami w Poznańskiem, gdzie „Bam- berger Deutsche" całkowicie się spolonizowali i wraz z Polakami tworzyli zaporę dla dążeń germanizacyjnych. Także na Śląsku wiele osób o niemieckich imionach i nazwiskach tak dalece uległo polonizacji, iż umiało mówić tylko po polsku; spotykamy je nawet w szeregach powstańczych 1863 roku
– czytamy w cytowanej już pracy Edmunda Odorkiewicza (s.14)

Źródła niemieckie wykazują, że pomoc udzielana carskiej Rosji przez Prusy w tłumieniu powstania, zgodnie z konwencją Alvenslebena, od samego początku napotykała na ogólny sprzeciw wśród ludności śląskiej. Ówczesna niemiecka prasa w korespondencjach z Górnego Śląska (Katowic, Tarnowskich Gór, Woźnik, Lublińca) donosiła, że „owa konwencja szczególnie na naszym uprzemysłowionym pograniczu wywołuje wszędzie (an allen Orten) głośno wypowiadane niezadowole¬nie” oraz, że „nie da się ukryć nieprzyjemnego wrażenia, jakie prusko-rosyjska konwencja wywołała na Górnym Śląsku”. Pisano wręcz, że stoso¬wanie tej konwencji „może wśród ludności śląskiej wzmóc sympatie dla Polaków”, a „dalszych tego następstw nie trudno jest przewidzieć”. („Breslauer Zeitung” z 23. 2. 1863).
Ściągnięto na Górny Śląsk dodatkowe oddziały wojska z całych Prus. Niemcy czuli się jak na beczce prochu.

Gdy wskutek interwencji austriackiej rząd pruski zatrzymał w Mysłowicach i internował młodzież litewską, udającą się masowo z Krakowa przez Prusy na Litwę, aby tam wstąpić w szeregi powstańcze — ludność Mysłowic, jak podawały gazety niemieckie, nie szczędziła im dowodów sympatii. Dowódca oddziałów powstańczych województwa krakowskiego Apolinary Kurowski, skoro przepędził Moskali z południowo-zachodniej części Kongresówki, przystąpił do tworzenia jawnych władz rewolucyjnych. Instalacja władz polskich odbywała się zazwyczaj skromnie, lecz uroczyście i gdy taka właśnie uroczystość odbywała się w Modrzejowie, pospieszyli tam tłumnie Ślązacy z Mysłowic i okolicy, dając tym samym zarówno nowy wyraz swego patriotyzmu i poczucia jedności z braćmi zza kordonu, jak i najwymowniejsze świadectwo kłamliwości pruskich wieści, jakoby Ślązacy bali się powstańców. Opis uroczystości powstańczej w Modrzejowie zamieściła Schlesische Zeitung 12. 2. 1863 roku
- napisał E. Odorkiewicz w swoim artykule (s. 18).

Powstańcom udało się kupić w Bytomiu sukno i dwoma wozami przewieźli przez granicę. W Dąbrowie uruchomiono powstańczą szwalnię. Będzińscy Żydzi po kosztach własnych sprzedali kożuchy. Zrezygnowali ze swojego zarobku. Mieli nadzieję, że w wolnej Polsce, będzie tak, jak kiedyś. Rzeczpospolitą znali jedynie z opowieści dziadków. Nie było w niej antysemityzmu, jaki królował w Rosji. Wielu mieszkańców Mysłowic zgłosiło się do pomocy w Dąbrowie. Szyli dla powstańców mundury i kożuszki.

Juliusz Ligoń z Zawadzkiego koło Strzelec, poeta śląski „często wspominał z czułością, jak pewnego wieczoru podczas powstania w roku 1863 trzech wygnańców przybyło do niego, jak ich pod strzechą przyjął i jak ci wygnańcy wspólnie zaśpiewali »Boże coś Polskę« i »Z dy¬mem pożarów<<. Wzruszająca to była chwila — owi trzej oparli się na izbie, a Juliusz oparł się o piec i trzymając za rękę syna Jana, płakał jak dziecko”...E. Odorkiewicz przytacza w swym artykule opis ks. Jana Kudery w książce „Juliusz Ligoń” s. 16.

Bardzo silna była propaganda pruska. Kładziono podwaliny pod przyszłą politykę historyczną. Udowadniano już wtedy, że żaden Ślązak nie brał udziału w powstaniach. Twierdzono, że być może ludność napływowa z Kongresówki i Galicji, oraz Żydzi wspierają powstańców. Przedstawiano Ślązaków, jako wiernych Prusaków. Dzisiaj, wbrew faktom, RAŚ-owcy powtarzają te niemieckie brednie. I znów powołam się na Odorkiewicza, przedwojennego dziennikarza Radia Katowice. W swojej pracy pisze:

Tymczasem i Laubert, i Lattermann sami zdradzają swe wątpliwości, czy tak rzeczywiście — jak oni twierdzą — było. Laubert formułując swe opinie na temat udziału Ślązaków w powstaniu, pisze przecież dosłownie: >>Ani jeden Ślązak ze względów narodowych nie pospieszył przez granicę do walki z bronią w ręku<<. U Lattermanna wątpliwość czy ostrożność nadała jego tezie formę mniej kategoryczną: >>Nie jest znany ani jeden prawdziwy wypadek, żeby jakiś Ślązak istotnie przeszedł (do Kongresów¬ki) z zamiarem uczestniczenia w powstaniu w poczuciu przynależności narodowej<<. Z tych sformułowań wynika wyraźnie, że obaj autorzy nie są pewni, czy Ślązacy nie walczyli w powstaniu z innych względów niż polskie poczucie narodowe — ot, może dla zaszczytów i ko¬rzyści, a może wreszcie tylko dla żądzy przygód, narażając się przy tym na śmierć lub na katorgę w syberyjskich tajgach.
To brutalne i perfidne odzieranie Ślązaków z ich uczuć narodowych spotyka się na każdym kroku. Lattermann pisze, jak to z oburzeniem władze pruskie odrzucały skargi rosyjskie, że ludzie urodzeni w śląskim okręgu przemysłowym gromadzą się, aby przejść przez granicę i wstąpić do szeregów powstańczych, że w tym samym celu zbierają się ochotnicy w majątkach rolnych koło Olesna, że wreszcie werbunek ochotników do powstania odbywa się także w powiecie pszczyńskim.
Wszystkie te wiadomości Niemcy określają jako wyssane z palca, a przecież musiały one zawierać wiele prawdy, Rosjanie bowiem mieli w Prusach swój własny wywiad i byli żywo zainteresowani w tym, aby jak najdokładniej wiedzieć, co się na pograniczu po pruskiej stronie dzieje. ( s. 17)


Dowodem na to jest proces, który toczył się przed trybunałem w Berlinie. „Na rozprawie w dniu 17. 7. 1864 r. padło jawne oskarżenie, że Rosjanie prócz oficjalnych przedstawicieli mają w Prusach „licznych szpiegów do śledzenia projektowanych zaciągów”.( tamże s. 18)

Rosjanie mieli suto opłacanych szpiegów i w Paryżu i w Londynie, a nawet na Śląsku. Wykryli oni próby zakupu przez Polaków broni w Anglii i Francji. Jeszcze przed powstaniem, Centralny Komitet Narodowy ustanowił specjalny podatek. Wyznaczona przez polski Centralny Komitet - Komisja Broni - pod wodzą generała Wysockiego, kupiła w Londynie 5 000 karabinów. Urzędnicy policji francuskiej, przekupieni zostali przez ambasadę rosyjską, aresztowali kuriera i dostarczyli ambasadorowi Rosji kopie skonfiskowanych dokumentów. W rosyjskie ręce wpadły w ten sposób dokładne dane osób, które miały broń przewieźć przez Niemcy, oraz przechowywać ją w kraju. Ujawnione zostały również osoby, pochodzące ze Śląska. Jedną z nich był Józef Berger, z Baranowa, w pow. rybnickim. Wraz z 143 osobami, stanął na ławie oskarżonych w procesie berlińskim. W maju 1863 roku „landrat pszczyński, baron von Seher-Thoss, uznał za wskazane przypomnieć rzekomo ultra lojalnym Ślązakom, § 97 kodeksu karnego, który głosił, że >> kto bez upoważnienia tworzy uzbrojone oddziały lub nimi dowodzi oraz kto zaopatruje w broń i rynsztunek takie oddziały, o których wie, że zebrały się bez urzędowego zezwolenia, podlega karze więzienia do 2 lat. Kto przystępuje do takich uzbrojonych oddziałów podlega karze więzienia do 1 roku<<.”- czytamy w cytowanym już artykule E. Odorkiewicza (s. 20).

Powstańcom udało się w Warszawie 6 czerwca 1863r. zdobyć połowę zasobów Kasy Głównej. 3,6 mln rubli dzięki Aleksandrowi Waszkowskiemu, Stanisławowi Janowskiemu, Stanisławowi Hebdzie, Sebastianowi Bielińskiemu i Mateuszowi Tyszkowskiemu, trafiło w polskie ręce. Do prowadzenia wojny potrzebne są pieniądze. Wpadka paryska spowodowała, że zakupiona broń nie dotarła na czas do spiskowców. Warto wspomnieć, że w chwili wybuchu powstania nie było w Kongresówce ani jednego karabinu. („Wydawnictwo materiałów do historii powstania 1863/1864“, Lwów 1890, t. IV, str. 74.)

Wielu Ślązaków po powrocie do domu z Kongresówki, tłumaczyło się, że zostali siłą wcieleni do powstańczych oddziałów. Chcieli uniknąć kary z § 97 pruskiego kodeksu karnego.

W ten sposób tłumaczył się na przykład Kulawik, syn ogrodnika z Wędzin w powiecie lublinieckim, który po powrocie z Kongresówki do domu, codziennie chodził w powstańczej czamarze. W XIX w. czamara uważana była za polski strój narodowy i patriotyczny.

Edmund Odorkiewicz w swojej pracy powołuje się na księgę pamiątkową wydaną w 40 rocznicę Powstania Styczniowego, która „zawiera setki nazwisk uczestników powstania i członków organizacji powstańczej, wśród których wymienieni są: August Hartmann ur. na Śląsku w 1843 (bez podania miejscowości),Franciszek Rumer ur. w Bobrku, Czech Józef Basok z oddziału Langiewicza; Henryk Gramowski, który poległ 5. 2. 1863 roku pod Tomaszowem Lubelskim (rodzina Gramowskich — to stary ród śląski, wsławiony małżeństwem jednej z jego przedstawicielek z królem Władysławem Jagiełłą; między innymi byli oni przed kilkuset laty właścicielami dóbr mysłowickich); drugi Czech, niejaki Sojka, Tadeusz Hampel ur. w 1840 r. w Cieplicach, Franciszek Łabrycki ur. w Głogowie itd.
Album pamiątkowy „Ostatni z 1863“ wymienia Ejbisza, stolarza, po¬chodzącego ze Śląska oraz Walentego Koleczkę - urodzonego w Beskidach.
Z Górnego Śląska pochodził także Adolf Szrajer, który w wieku lat 28 poległ 29. 4. 1863 roku pod Brdowem.

Ojciec jego miał się nazywać Krzykała i był włościaninem, ale zostawszy pruskim podoficerem przechrzcił się na Szrajera, co go później tak korciło, iż się powiesił, a wdowa po nim wraz z synem udała się w Poznańskie do krewnych. Tu ukończył Adolf chlubnie gimnazjum w Trzemesznie, a następnie przerywając dla braku środków materialnych kilkakrotnie nauki uniwersyteckie, zajmował się nauczaniem w domach możniejszych, zdał egzamin nauczyciela historii i filozofii, odsłużył wojskowość i wyszedł z niej w stopniu oficerskim. Po wybuchu powstania wyruszył natychmiast w pole i w pierwszej zaraz bitwie zginął śmiercią walecznych.

W szeregach powstańczych znalazł się także górnik Stanisław Kandziora, który służył w oddziale Oksińskiego (Niemcy piszą błędnie „Okrzyński“), ujęty potem przez Prusaków, czy też wydany Prusakom przez Ro¬sjan. Kandziora zeznał, iż Oksiński (który pisał swoje nazwisko przez „x“ Oxiński) mówił swym podkomendnym i towarzyszom broni, że >>gdy skoń¬czymy z Rosjanami, wówczas pójdziemy przeciw Prusakom. Prusak będzie musiał oddać każdy kawałek ziemi, jaki nam zabrał <<).” ( tamże s.22-23)

W berlińskim procesie przewinęło się nazwisko „Górnoszląski". Pod takim pseudonimem występował Franciszek Szrajer - absolwent uniwersytetu wrocławskiego. Był on oficerem w oddziale Anglika Younga. Poległ 26. 4. 1863 roku pod Nową Wsią. W tej pamiętnej bitwie zginął także Władysław Szrajer z Górnego Śląska. Prawdopodobnie pochodzili z jednej rodziny, tak samo jak Adolf Sztajer, poległy trzy dni później pod Brdowem. Śląski ród Krzykałów-Szrajerów oddał życie za wolną Polskę.

Rosyjski sąd wojskowy skazał na zesłanie na Sybir Smitka, obywatela Prus, który w Warszawie „pracując w konsulacie pruskim i mając obowiązek wydawania paszportów poddanym pruskim, zamieszkałym w Warszawie, opatrywał w nie powstańców udających się za granicę, rządowi zaś swemu donosił kłamliwie, że blankiety owe zaginęły podczas przesyłki". - czytamy w akcie oskarżenia ( tamże s. 23)

Żychliński opisuje w swych wspomnieniach rodzinę Szmytów spod Wrocławia. Syn introligatora z Olesna, W. Süssmann, który brał udział w powstaniu, napisał w liście do rodziny, iż w pewnej bitwie poległ praktykant myśliwski, Ad. Bertram z Osowca Śląskiego k. Olesna. Pisał też, że w jego oddziale powstańczym, znajduje się jeszcze dwóch innych mieszkańców Olesna, Murra i Jatzik. Walczyli oni pod dowództwem Chmielińskiego. Süssmann przyjechał nawet raz potajemnie na Śląsk. Jego zadaniem był zakup karabinów oraz werbunek ochotników.
Ciekawą postacią był Emanuel Jasik z Siemianowic. Po rozbiciu od¬działu Langiewicza wydany został władzom pruskim. Kolejny raz przeszedł granicę i znów walczył w szeregach powstańczych. Dostał się po raz drugi do niewoli rosyjskiej i został zesłany na Ural do Orenburga.

Oddając po 150 latach cześć i honor bohaterom, warto za E. Odorkiewiczem przytoczyć choć fragmentaryczną listę nazwisk Ślązaków, walczących w Powstaniu Styczniowym. “Sołtysek z Chełma pod Pszczyną poległ 17. 2. 1863 roku w bitwie pod Miechowem; wskrzeszenia Polski w roku 1918 doczekał się Franciszek Zawierucha, który mieszkał w Rudzie Śląskiej przy ul. Hallera 3; w Rybniku mieszkał Józef Chudoba, który w roku 1898 był tam prezesem „Sokoła"; z Żyglina, powiat Tarnowskie Góry, po¬chodził Andrzej Dziewierz, syn Jana, ur. 1836 roku.
Poza tym lista powstańców obejmuje następujące nazwiska: Koleczko Walenty (972); Mender Stanisław (1433) ur. 1841; Pietras Michał (1745) ur. 1842; Sznyter Franciszek (2240) ur. 1642; Szrajer Franciszek (2248) ur. 1838; Trzciński Ignacy (2337) ur. 1846; Zientek Jan (2678) ur. 1838; Mańka Ludwik (910) ur. 1835 w Szarlocińcu; Nater Andrzej (1023) ur. 1840 w Opolu; Rzepkiewicz (1294) ur. 1842 w Wodzisławiu; Wojciech August (1821) ur. 1845 we Wrocławiu; Abramowski Andrzej z Turisza; Miniczowski Jan ze Strumienia; Ritter Maurycy był zesłany na Sy¬bir; Dobrowolski August z Lublińca i Jenczke (Jenschke), syn Anto¬niego, ur. 1838 w Kłodzku; Weinrich i jego trzej synowie, z których dwaj byli zesłani na Sybir; Kiełbus Józef ur. 1842 (walczył pod dowództwem Chmielińskiego i Kurowskiego, brał udział w kilku bitwach, był ranny w nogę, zesłany na Sybir przebył tam 4 lata; Ważny Jan ur. 1842 w Lublińcu; niejaki Kulawik chłop z Wendzin spod Lublińca; Tyka Piotr z Opola (walczył w oddziale Younga, dostał się do niewoli; Brzezina Piotr z Nysy (dostał się do niewoli i został wydany Prusakom; Blum Wilhelm z Nysy, szewc; Gartler Juliusz Henryk, technik z Katowic; Jasik Emanuel, czeladnik kowalski z Siemianowic (był początkowo w oddziale Langiewicza); Knopf Teodor, kelner z Raciborza (walczył pod gen. Nullo - 5. 5. 1863 pod Krzykawką, był ranny); Tomala Karol czeladnik szewski z Raciborza; Zakrzewski Franciszek, czeladnik ślusarski z Hajduk (obecnie Chorzów-Batory); Walczyk Franciszek, cze¬ladnik kowalski z Wierzbia, pow. Niemodlin; Zazdrazil Karol, kupiec z Pawłowic, pow. Pszczyna; Szlenzog Jan, robotnik z Libiszowa, pow. Brzeg; Buchta Jan Marcin, parobek z Rydułtowic, pow. Pszczyna; Siegroth Fedor, ekonom ze Zdziechowic, pow. Olesno; Walasz Wilhelm, leśnik z Dąbrówki, pow. Oleśnica; Gongolski Alojzy (chyba Kąkolski?) robotnik z papierni Babice, pow. Racibórz; Kreczmer (Kretschmer) Ferdynand, robotnik z Pawłowic, pow. Koźle; Grzondziel Józef, hutnik z Szopienic, pow. Bytom; Kopeć Feliks, hutnik z Małej Dąbrówki, wówczas pow. Bytom; Drzyzga Franciszek, hutnik ze starych Tarnowskich Gór, wówczas pow. Bytom; Wieczorek Józef, hutnik z Szopienic, pow. Bytom — wszyscy aresztowani i wydani władzom pruskim za udział w powstaniu; Kuczewicz Jan i Kuczewicz Piotr z Imielina, pow. Pszczyna — aresztowani i wydani Prusakom za przemyt prochu; Henszel Daniel, chłop ze wsi Libiszów, pow. Brzeg; Herman Franciszek z Kłodzka; Miller Herman z Brzegu i Michalski Wincenty z Bytomia — zesłani byli w głąb Rosji do rot aresztanckich i pracowali przy budowie kolei Moskwa—Orłów; Olszewski Hieronim z Prudnika i wyżej wspomniany Józef Chudoba z Rybnika byli ze¬słani do rot aresztanckich i zatrudnieni przy budowie kolei Orłów—Kursk; Rost Wilhelm, chłop ze wsi Machowika, powiat Lubliniec; Skrobek Franci¬szek z Woźnik, pow. Lubliniec, Filipowicz Jan z Opola i Fuldscher Franciszek z Kęt, pow. Opole byli zesłani do rot aresztanckich w Tule.(tamże s.22- 26) ”

Ciekawa jest historia kolejnego Ślązaka - Skoniecznego. W Powstaniu Styczniowym walczył po pseudonimem Edward Wroński. Został zesłany na Sybir. Tam wstąpił do konspiracyjnego „Syberyjskiego legionu wolnych Polaków". Skoniecz¬ny vel Wroński był jednym spośród 9 głównych organizatorów i przywódców powstania nad Bajkałem 8 lipca 1866 r. Polscy zesłańcy - Powstańcy Styczniowi, chcieli się przebić na chińską granicę. Większość pojmanych powstańców rozstrzelano w Irkucku. Skoniecznemu sąd wojenny wymierzył karę śmierci, lecz został on wraz z czterema innymi powstańcami ułaskawiony przez gubernatora.

Edmund Odorkiewicz podaje też częściową listę Ślązaków - dezerterów z pruskiej armii. Jak pisze - „niewiele nazwisk dało się ustalić. Są to: Michał Dolina z Lędzin, który zdezerterował 20. 2. 1863 z 1 górnośląskiego pp. nr 22; niejaki Sitek z Pszczyny — 20. 3. 1863 z 3 p. grenadierów gwardii im. królowej Elżbiety, stacjonowanego wówczas w Siemianowicach; kanonier L. Nachlik z Borucina, powiat Racibórz — 28. 3. 1863 z 3 p. gren. gwardii z Koszęcina; Jan Adam Wehner z Bierunia — 8. 7. 1863 z 2 komp. 2 batalionu jegrów nr 6 z Bibieli koło Bytomia (później skazany na 2 lata do karnej kom¬panii — pisał o nim konsul pruski w Warszawie; Teodor Wojtczyk z zamku w Mysłowicach — 21. 6. 1863 z 4 gśl. pp. nr 63 z Opola; Karol Hatschin (Haczyn) z Rozenbach, pow. Niemodlin — 7. 7. 1863 z 10 komp. 4 dśl. pp. nr 51; kanonier Jan Sieworra z Gaszowic, pow. Rybnik — 24. 8. 1863 z 1 baterii haubic śl. bryg. art. nr 6 z Bytomia; Ludwik Magiera — 14. 9. 1863 z 12 komp. 4 gśl. pp. nr 63 z Opola; kanonier Jan Sobala ze Starych Rept, wówczas pow. Bytom — z baterii z Nysy; Józef Switlik (student Uniwersytetu Wrocławskiego i członek Tow. Literacko-Słowiań¬skiego przy Uniwersytecie, wymieniony w cytowanym pamiętniku tego Towarzystwa pod nr 461) — 20. 4. 1863 z 2 p. gren. z miejsca postoju w Mysłowicach.” ( tamże s. 28)

„Kreisblatty“ z 1863r. zawierają szereg listów gończych za Ślązakami. W ten sposób poszukiwano np. 29-letniego Tomasza Pisarskiego, parobka z majątku Mokre w pow. pszczyńskim, który zniknął 29. 4. 1863r.

Przez Śląsk szły transporty broni. Wzdłuż całej granicy były przenoszone przez przemytników, wysyłane koleją w specjalnych skrytkach. Oksiński opisał swoją wyprawę w okolice Praszki. Tam miał przejąć transport broni ze Śląska. „Prasa niemiecka często donosiła o przychwyceniu broni, amunicji, prochu itp. w różnych miejscowościach, jak np. w Bodzanowicach w pow. Olesno, w Mysłowicach, gdzie skrzynki z prochem przechowywał piekarz Kluska, w Gliwicach, w Katowicach. Dnia 28. 5. 1863 r. w powracającym bez ładunku do Kongresówki wagonie towarowym wykryto między podwójną podłogą różną broń, która częściowo nie miała znaków fabrycznych, częściowo zaś pochodziła z pruskich magazynów wojskowych. Fakt ten obala twierdzenie dra Józefa Buzka, że „są na to dowody", iż rząd pruski potajemnie popierał ruch powstańczy w Królestwie, opierając swój sąd na świadectwie austriackiego pułkownika Angeli, który rozbroiwszy pewien rozbity oddział powstańczy, znalazł amunicję, pochodzącą „według ostemplowania i opakowania bez wątpienia z pruskich magazynów wojsko¬wych”. Sporo broni i amunicji pruskiej w różny sposób nabywali agenci powstaniowi, ludność potajemnie zabierała ją kwaterującym u niej żołnierzom lub z posterunków policyjnych, w końcu zaś przecież wielu pruskich żołnierzy - Polaków zdezerterowało z wojska z bronią i amunicją.” – napisał w swym artykule E Odorkiewicz s. 31.

Często transporty wpadały, gdyż jak wspomniano, wywiad rosyjski posiadał olbrzymią ilość szpiegów i współpracował z Prusakami, przekazując im informacje. Niekiedy od odpowiedzialności ratowała Polaków niemiecka praworządność. Franciszka Mandrella z Czarnuchowic w powiecie pszczyńskim, 19. 6. 1863 r. schwytano na gorącym uczynku - z transportem prochu. Sąd powiatowy w Pszczynie wymierzył mu sporą karę. Mandrell odwołał się. Sąd Okręgowy - oddział apelacyjny w Raciborzu pod przewod¬nictwem prezesa von Kirchmanna, uchylił zaskarżony wyrok. Następnie odwołał się prokurator, lecz Königl. Obertribunal — Senat für Strafsachen w Berlinie, utrzymał w mocy wyrok sądu raciborskiego.
Zdrajców karali Ślązacy sami. „Pewien restaurator z Bierunia wydał władzom transport 5 cetnarów prochu, przeznaczonego dla powstańców. Restaurator otrzymał wkrótce list z po-gróżkami, a po pewnym czasie spalono mu stodołę z plonami”(tamże s.32)

Stanisław Maciejewski prowadził w Katowi¬cach punkt przerzutowy broni. Z pisma Centralnego Komitetu Narodowego do Komisji Broni w Paryżu, wysłanego z War¬szawy 11. 12. 1862 r. wynika, że był on jednym z najważniejszych ogniw. Maciejewski pracował jako kierownik filii przedsiębiorstwa handlu wyrobami tytoniowymi B. Ostrzyckiego z Wrocławia.

Zajmował się też spedycją. Przerzucał broń do Kongresówki przez Dąbrowę Górniczą. Tam trafiała do Goldmana i Twarzyńskiego. Oni wysyłali ją dalej. W Katowicach z Maciejewskim współpracowali piekarz Ferdynand Zips i Karol Lehman „Na ślad Maciejewskiego niemiecka policja wpadła po zagarnię¬ciu dokumentów Działyńskiego w Poznaniu, skąd Maciejewski — jak cała organizacja powstańcza na Śląsku — otrzymywał rozkazy i fun¬dusze.” ( tamże s. 32-33). Stanisław Maciejewski był jednym z oskarżonych w procesie berlińskim.

To podporządkowanie centrali w Poznaniu jest pewnym wytłumaczeniem, dlaczego przyszli powstańcy śląscy w 1918r., niemal każde posunięcie próbowali uzgadniać w Wielkopolsce. Przekaz rodzinny z Powstania Styczniowego był jeszcze żywy.
Zarzut handlu i transportu broni Niemcy stawiali wielu osobom. Przyłapano Posenera z Katowic, Lustiga i Olszowskiego z Woźnik koło Lublińca. Co ciekawe, pomimo licznych aresztowań, czasem nie wymierzano kary. Wygląda na to, że Niemcom chodziło o uniemożliwienie dalszej działalności. Procesy byłyby głośne, pozostawałaby dokumentacja i nie udałoby się zamilczeć faktów licznego udziału mieszkańców Śląska w Powstaniu Styczniowym. Przekreślałoby to rozpowszechniany “mit o rzekomym pruskim patriotyzmie Ślązaków”.

Szymon Kuźnicki, kupiec z Mysłowic, 17.11.1863r, został w Sosnowcu aresztowany przez Rosjan za przemyt broni. Przewieziono go do Warszawy. Tam sądzono.

Odorkiewicz opisuje też ciekawy incydent z pierwszych tygodni powstania:

Do pomocy Ślązaków uciekł się w pierwszym okresie powstania jeden z najdzielniejszych dowódców powstańczych, ten, który osobiście prowadził kosynierów do decydującego, zwycięskiego natarcia na dworzec w Sosnowcu — płk Teodor Cieszkowski. Będąc komendantem obozu powstańczego w Dąbrowie Górniczej, Cieszkowski chciał produkować armaty i w związku z tym rozpoczął werbunek wykwalifikowanych hutników artylerzystów. Wtedy to właśnie sprowadził stolarza z Bogucic, z którego nazwiska znamy tylko pierwszą literę „T“. Wspomina o tej sprawie ks. Szulc, a dzienniki ówczesne doniosły o zatrzymaniu przez huzarów jakiegoś powstańca, który poszukiwał fachowców do lania armat; aresztowanego powstańca odprowadzono do Bytomia.
Nie wykazał, niestety, takiej inicjatywy jak Cieszkowski jego zwierzchnik Apolinary Kurowski, któremu kupcy bytomscy oferowali dostarczyć 10 000 karabinów, a który nie wykorzystał tej okazji, jaka już nigdy się nie powtórzyła; zapłacił za to klęską w bitwie pod Miechowem, a kto wie, czy nie stał się w ogóle współwinnym upadku powstania.
Decyzja Kurowskiego jest tym mniej zrozumiała, że po oczyszczeniu z wojsk rosyjskich trójkąta między granicą pruską i austriacką, broń można było dość łatwo tędy przewozić szlakiem na Sosnowiec, Czeladź czy Modrzejów przez Siemianowice, Szopienice lub Mysłowice. „Wtedy to dostała się do kraju część karabinów zakupionych w grudniu zeszłego roku przez paryską Komisję Broni", ale nowych zakupów nie zdołano już na czas uczynić. (tamże s.33-34)


Na Górnym Śląsku przez cały czas trwania Powstania Styczniowego, prowadzono skup i potajemną zbiórkę broni. Funkcjonowały też punkty przerzutowe. Jeszcze w marcu 1864 r. podano informację. że „broń z Gliwic nie może być jeszcze wzięta, zbyt ma być przez policję strzeżona". Tę tak aktywną działalność nie mogli prowadzić żadni przybysze z zewnątrz. Wszystko to organizowali jedynie rodowici mieszkańcy Śląska.

Teodor Henneczek, drukarz z Piekar Śląskich, wydawał tajne ulotki nie tylko dla Ślązaków, ale i dla Kongresówki. Warto wspomnieć, że na Śląsku wydrukowa¬no 18. VI. 1863r. broszurę pt. „W tył”, której jeden egzemplarz zachował się w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. (Bolesław Limanowski: Historia powstania narodu polskiego 1863—64, tom. II, str. 285).

Przez Śląsk trafiały też wydawnictwa emigracyjne - „Przegląd rzeczy polskich” i „Głos z Paryża i Genui”. Ze Śląska „przerzucono” do Kongresówki nawet maszynę drukarską.

Niemcy często powtarzają ukutą na własny użytek tezę, że Polacy nigdy nie wysuwali roszczeń co do Śląska, a już na pewno nie uczynił tego Rząd Narodowy w roku 1863.
Tymczasem właśnie z okresu powstania styczniowego mamy szereg dowodów, że Rząd Narodowy uważał Śląsk za prowincję polską i objął ją pod swą władzę za pośrednictwem Wydziału Wykonawczego na zabór pruski.
Już współczesna prasa donosiła, że Polacy wysuwają plany, aby do wskrzeszonego państwa polskiego przyłączyć Śląsk aż po Odrę, lecz plany te — bez względu na ich ówczesną realność — sięgały nawet dalej: oto „projekt organizacji władz wojskowych z czerwca 1863 roku, znale-ziony przez policję austriacką w papierach Adama Sapiehy” przewidywał, że siedzibą jednego z korpusów wojskowych będzie Wrocław.
Gdy kapelani powstańczy wołali w kazaniach: >>Witaj nam orle nasz polski! [...] bujaj swobodnie w powietrzu nad naszą starą Wisłą [...] i spocznij na żelaznych słupach, które wbijał Bolesław Chrobry, naznaczając granice naszej Ojczyźnie <<, Rząd Narodowy sformułował swój program w sprawie granic w instrukcji z 15. 5. 1863 r. nieco ostrożniej. Instrukcja poleca „określać granice przyszłej Polski na podstawie praw historycznych w 1772r., zasięgu terytorialnego obecnego ruchu zbrojnego oraz potrzeb i woli ludności krajowej po zabezpieczeniu jej nie krępowanej niczym swobody wypowiedzenia się [...] Instrukcja ta pozostała najważniejszym nakazem dla przedstawicieli powstania aż do jego upadku, a cyrkularz Traugutta z 29 października do agentów zagranicznych tylko pogłębił i rozwijał jej idee....

– czytamy w artykule E. Odorkiewicza s. 35-36.

Humorystyczna była rozprawa Mateusza Niemczoka z Chełmka i Jana Dłubisza z Gamroth przed „Königl. Gerichts-Commision", która odbyła się 26. 4. 1864, w Nowym Bieruniu. Podstawą oskarżenia było śpiewanie piosenki „Matko Boska Polska, wspomóż Polaków,
„A tych Niemców - Szwabów pociepaj do krzaków... (Archiwum Państwowe w Katowicach, Zespół Landratsamt Pszczyna, sygn. P 1166).

Od lat się wmawia Ślązakom, że nie brali udziału w Powstaniu Styczniowym. Niemiecka i RAŚ-owa polityka historyczna są w tych sprawach zbieżne. Na szczęście na Śląsku przetrwały pomniki i skromne nagrobki na cmentarzach. Staraniem wojewodów śląskich - Zygmunta Łukaszczyka i Piotra Spyry, a także b. marszałka województwa Adama Matusiewicza, opracowano w oddziale terenowym Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Katowicach informator „Ślady Powstania Styczniowego w województwie śląskim 1863-2013.” Zawiera on opis ok. 60 miejscowości związanych z Powstaniem Styczniowym.

O udziale Ślązaków w Powstaniu Styczniowym milczano tyle lat. Niestety, do powszechnej świadomości przebiła się wersja niemiecka. Może 150 rocznica Powstania Styczniowego sprawi, że na uniwersytetach w Poznaniu i Krakowie, ktoś rozpocznie rzetelne badania. Niestety, na Uniwersytet Śląski na razie liczyć nie można - to matecznik Gorzelika – przewodniczącego RAŚ. Dlaczego Polacy nie mają poznać bohaterskich Ślązaków, biegnących na pomoc rodakom w Kongresówce? Czy w III RP historia ma być nadal zakłamywana?

Pieśń akademików Warszawskich (Leon Kapliński, Edmund Wasilewski)

Zgasły naszych nadziei promienie,
Zanim zorza zaświeci nam blada,
Stańmy jako upiorów gromada,
We krwi wrogów nasyćmy pragnienie.

Wzgardźmy życiem, tem nędznie pędzonem,
Nam pioruny niech grają i gromy,
A na niebie od łuny czerwonem,
Anioł śmierci przeleci widomy.

Cóż my winni, że kochać nie możem,
Gdy się wszystko tak płaszczy i karli,
My dla ziemskich rozkoszy umarli,
Żyjmy zemstą i święćmy ją nożem.

Albo lepiej precz z bronią nożami,
Bo z nas każdy nożowi zazdrości,
My pragniemy własnemi zębami,
Szarpać ciało i kąsać do kości.

Czas już żale i skargi porzucić,
Bo wstyd czoła już od nich nam pali,
Czyż nie lepiej się zemstą rozjuszyć,
W krwi niemieckiej i ścierwach Moskali.

W noc spokojną do domów wpadniemy,
Gdzie szczęśliwi cichemi śpią snami,
Naszą pieśnią ich spokój skłóciemy,
Niech się zerwą i idą za nami.

Więc gdy zgasły nadziei promienie,
Zanim zorza zaświeci nam blada,
Stańmy jako upiorów gromada,
We krwi wrogów nasyćmy pragnienie.


Bibliografia: Edmund Odorkiewicz w swoim artykule „Śląsk a Powstanie Styczniowe” („Zaranie Śląskie” XXIII, 1960r.)

Foto z akcji obywatelskiej:
http://www.dladziedzictwa.org/2013/01/2 ... niowego-2/

Jadwiga Chmielowska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 27 lut 2013, 08:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Przysięga księdza Brzóski

Obrazek

A wtem z owej mglistej otoczy wychylił się oddział kosynierów. Szli chłopi w sukmanach z drągami osadzonych sztorcem kos na ramionach. W pierwszym szeregu szedł ksiądz z krzyżem w ręku. Taki obraz jawi się w noweli Henryka Sienkiewicza „We mgle” – grottgerowskim powstańczym zwidzie.

Oto dwóch młodych chłopców jedzie na Podlasie zimowym zmierzchem i nagle widzą, jak z mgły wychodzi oddział powstańców. Powiewa nad nimi chorągiew z Orłem Białym. To widma zmarłych, którym tajemnicza siła kazała wrócić na świat i iść przez śniegi w pośmiertnym zamyśleniu. To przypomnienie przelanej tutaj krwi. Ten ksiądz, który prowadzi powstańców z krzyżem w dłoni, to największa legenda i chwała naszych podlaskich borów – ksiądz Stanisław Brzóska.

Jego zdjęcie stoi do dzisiaj na honorowym miejscu w moim domu, obok krzyża powstańczego mego prapradziada Władysława Kuleszy, który walczył u boku księdza Brzóski w oddziale Romana Rogińskiego. Ten pierwszy dowódca w powstaniu ujęty z bronią w ręku po 35 latach syberyjskiej kaźni napisał w swoim pamiętniku o podlaskich żołnierzach: „Gdy patrzę w przeszłość i przypominam sobie zastęp, co poszedł ze mną z kosami tylko w ręku przeciw armatom – łza nabiega mi do oczu jako wyraz czci dla owych ludzi, którzy z miłości dla kraju gotowi byli zdobyć się na najwyższe poświęcenie. Naród, co takich posiada synów, nie zginie nigdy”.



„Dłońmi kapłańskimi wzniesione kielichy”
Ksiądz Stanisław Brzóska, rodem ze skromnego szlacheckiego rodu, przyszedł na świat 30 grudnia roku 1834. Do gimnazjum uczęszczał w Białej Podlaskiej. Mając lat 19, wstąpił do seminarium duchownego w Janowie na Podlasiu. Jeden z jego przyjaciół o nierozszyfrowanym kryptonimie natychmiast po powstaniu, w roku 1865, wspominając swoich towarzyszy broni, pisze o latach seminaryjnych księdza: „Umysł dziwnie wrażliwy, widziano księdza Stanisława całe godziny klęczącym, pogrążonym w zadumie”.

Zaczął swą kapłańską drogę w parafii w Sokołowie Podlaskim pod wezwaniem Niepokalanego Serca Najświętszej Panny Maryi. Potem przeniesiono go do Łukowa. Właśnie wtedy powrócił z Syberii z zesłania ksiądz pijar Adam Słotwiński, który wspomina młodego wikarego jako „bardzo kochanego, prawego, odważnego człowieka i kapłana, który miał w sobie karną i korną wiarę żołnierza Chrystusowego”.

Jest rok 1861. Zaczynają się żarliwe przedpowstańcze manifestacje. W archiwum parafialnym miejscowości Bodzentyn w Górach Świętokrzyskich odnaleziono i przekazano mi bezcenne dokumenty mówiące o zaangażowaniu młodych kapłanów w działania przygotowujące wybuch walki o wolność. W zbiorach księdza Izydora Ciąglińskiego znajdują się teksty różnymi charakterami przepisanych pieśni i wierszy.

Wszechmocny Boże,

ojców naszych Panie,

W Tobie nadzieja, siła i odwaga;

O Twoje wsparcie

na swe zmartwychwstanie

Twój lud Cię błaga!

Ocalały w świętokrzyskim archiwum: „Pieśni do Matki Boskiej” – „O Matko! Matko! Wysłuchaj swe dzieci – wskrześ nam Ojczyznę jakimkolwiek cudem”; „Pieśń do Zbawcy Świata” – „Wolność Ojczyzny na zawsze wróć”; „Zorza” – „Polsko! Czy Ty już widzisz krwawy blask swej zorzy? I oręż nasz gotowy, grom pieśni, błysk kosy i dłońmi kapłańskimi wzniesione kielichy”; „Hymn do Boga” – „Tylko Ojczyznę odzyskać pragniemy, tylko być wolni, być wolni”.

27 lutego 1861 roku, podczas manifestacji w Warszawie, która była uroczystym obchodem trzydziestej rocznicy zwycięstwa Polaków w Olszynce Grochowskiej, kozacy otworzyli ogień do manifestantów i tak padło pierwszych Pięciu Poległych. Warszawa okryła się kirem. 2 marca przepłynął jej ulicami demonstracyjny pogrzeb, który przeszedł do historii. Mowę pożegnalną miał wygłosić ksiądz Franciszek Bonawentura Mikulski z parafii Góra w guberni kaliskiej, słynący ze swych kazań żarliwych, ale oczywiście policja zakazała jakichkolwiek przemówień nad grobem. Odpis tej mowy (niewystępującej nawet w bibliografii druków powstańczych!) znalazłam w zbiorach księdza Izydora z Bodzentyna. Kończyła się ona słowami: „Święta Ojczysta ziemio, nie gniećże kulami przeszytych twych dzieci, ale jako ukochana Matka weź je w swoje miłosierne objęcia, aby duszę Bogu oddać, a śmiertelne prochy złożyć w tych drogich mogiłach, około których najpóźniejsze pokolenia uczyć się będą, jak mają żyć i umierać za Kraj Rodzinny, za Kraj Ukochany. Amen”.

Na powązkowskiej mogile, gdzie spoczęli obok siebie bratnio: robotnik, ziemianie, czeladnik krawiecki i młodziutki gimnazjalista, wyryto znamienne słowa: „Dulce et decorum est pro patria mori” – Słodko i chwalebnie jest umierać za Ojczyznę.

Ten grób istnieje do dzisiaj na cmentarzu cywilnym na Powązkach. Stoi nad nim krzyż przeniesiony z symbolicznej mogiły prezydenta Stefana Starzyńskiego i jak pięknie napisał młody Stefan Żeromski: „Nie zapomniano im miłości ku Matce, nad grobem pięciu nieznanych gorzko i cicho płaczesz i słyszysz szept Ojczyzny”.

W kościele łukowskim pw Przemienienia Pańskiego śpiewano:

Boże najświętszy

przez Chrystusa rany

Świeć wiekuiście

nad braćmi zmarłymi,

Wejrzyj na lud Twój

niewolą znękany,

Przyjmij ofiary synów

polskiej ziemi,

Przed Twe ołtarze

zanosim błaganie,

Ojczyznę, wolność

racz nam wrócić, Panie!

Ksiądz Stanisław Brzóska wygłasza płomienne kazanie. Oskarżony o „podburzanie i hardość” zostaje aresztowany i w Siedlcach, gdzie do dziś znajduje się jedno z najsurowszych więzień, oddany pod Wojenny Sąd Polowy. Wyrok zapada 10 grudnia 1861 roku. Zostaje skazany na 1,5 roku ciężkiej twierdzy w Zamościu. Władze kościelne usiłują bronić swego kapłana, który „zwracał zawsze na siebie uwagę prawdziwą pobożnością i nieposzlakowaną prawością charakteru”. Ksiądz wychodzi z więzienia po sześciu miesiącach, ciężko chory. I oddany pod nadzór policyjny.

W jednej z najpiękniejszych książek poświęconych księdzu Brzósce, a szczęśliwie ocalonych z rozgrabionej biblioteki mego rodzinnego dworu na Podlasiu, zatytułowanej „Kryjaki” autorstwa Marii Jehanne-Wielopolskiej, jest opis Mszy św. w Łukowie, gdy na księdza Brzóskę patrzy „lud – podlaski, cichy, zadumany” i mówi do niego w sercu ksiądz Brzóska: „Pobłogosław mnie, Ludu polski, siermiężny, abym wszedł czysty między chaty twoje”.



„Wiernie pełniąc zadanie świętego powołania”
Stanowcza chwila wybiła 22 stycznia roku 1863. Ksiądz Brzóska został mianowany Naczelnikiem Powstańczym Łukowa, a 22 lipca roku 1863 – naczelnym kapelanem wojsk powstańczych województwa podlaskiego. Zaczęto go też tytułować generałem. I taki wybrał sobie pseudonim – „Generał Brzeziński”.

Pełni swą służbę kapelańską w różnych oddziałach dowodzonych przez sławnych podlaskich dowódców: pułkownika Marcina Lelewela-Borelowskiego, kapitana Karola Krasińskiego, generała Michała Heydenreicha-Kruka, którego wielkie zwycięstwo w bitwie pod Żyrzynem 8 sierpnia 1863 roku było jednym z największych sukcesów powstańczych. Ksiądz Stanisław Brzóska opiekuje się rannymi, spowiada, podnosi na duchu.

Ksiądz biskup Paweł Kubicki, autor znakomitej wielkiej pracy „Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i Ojczyzny w latach 1861-1915”, pisze, że Stanisław Brzóska „przemawiał wszędzie, w kościele, pod krzyżem przydrożnym, pod drzewem polnym. Jego czyste żywe słowa były symbolem miłości Boga i Ojczyzny, więc lgnęli do niego wszyscy. Tyle było w tym, co mówił, siły, prawdy i mocy”. Towarzysze broni zapamiętali go z otwartym brewiarzem, zatopionego w modlitwie, od której odrywał się tylko, by ogarnąć pełnym miłości i zachwytu wzrokiem urodę podlaskich borów.

We wrześniu 1863 roku Papież Pius IX z okazji procesji po Rzymie z cudownym obrazem Zbawiciela polecił w specjalnym piśmie: „Jest wolą Ojca Świętego, ażeby przy tej okazji zanoszono modły za nieszczęśliwą Polskę, którą z boleścią widzi wydaną w tej chwili na łup tylu mordów i krwi przelewu. Naród Polski, który był zawsze katolicki, zasługuje ze wszech miar, by się zań modlono, ażeby z trapiących klęsk został wyzwolony i wytrwał niezachwianie przy posłannictwie nie tylko strzeżenia, ale zachowania jednomyślnej całego kraju zgodzie, chorągwi wiary katolickiej i religii swoich ojców”.

29 października Romuald Traugutt w imieniu „Rządu Narodowego Polski” podziękował Ojcu Świętemu wspaniałym listem: „Ojcze Święty! Walcząc dla wywalczenia wolności Ojczyzny przeciwko najzawziętszym nieprzyjaciołom sprawiedliwości i cnoty, otrzymaliśmy najweselszą wiadomość, że Ty, Ojcze Święty, dałeś dowód łaskawości Twojej względem nas i względem naszej sprawy, nakazując w Rzymie publiczne modły w celu uproszenia miłosierdzia Bożego dla Narodu Polskiego. Będąc u steru spraw publicznych w tych najtrudniejszych okolicznościach, chcemy, Ojcze Święty, złożyć Ci największe dzięki w imieniu całego ludu polskiego za postawienie sprawy naszej wobec Najwyższej Sprawiedliwości”.

15 grudnia 1863 roku wydał Traugutt odezwę „Rząd Narodowy do Duchowieństwa Polskiego”, które „przekazało dzisiejszemu pokoleniu naszemu drogą spuściznę starożytnych cnót i niezłomne przywiązanie do religii, będące dla prawego Polaka podporą w walce, ochłodą w cierpieniu, nadzieją lepszej przyszłości. Z kazalnic rozległy się słowa miłości, które wniosły ducha jedności, zgody. (…) Dzięki Opatrzności chwała niespożyta Duchowieństwu naszemu, które idąc za prawdziwym duchem swego powołania, broniąc religii i najświętszych praw Narodu, stanęło po stronie pokrzywdzonego i uciśnionego.

Gorliwość o wiarę i wierność Ojczyźnie nie mogły nie ściągnąć na duchowieństwo zemsty barbarzyńskiego wroga. Więzienia moskiewskie zapełniły się sługami Ołtarza, rusztowania moskiewskie zbroczyły się krwią niewinnych kapłanów. (…) Prześladowanie i ucisk nie złamią ducha Pasterzy naszych. Wiernie pełniąc zadanie swego świętego powołania, będą oni nadal przewodniczyć Narodowi na drodze poświęceń dla dobra powszechnego i dla zbawienia Ojczyzny”.

Car Aleksander II, wysyłając do Polski swego brata – wielkiego księcia Konstantego, który stał się kolejnym moskiewskim namiestnikiem, pisał: „Okazuj we wszystkich wypadkach należny szacunek katolickiemu Kościołowi, lecz nie dozwalaj pod żadnym pozorem duchowieństwu mieszać się w sprawy polityczne i nie zostawiaj podobnych zapędów bez należnej kary”. Te należne kary spadały na polskie duchowieństwo, począwszy od aresztowania i skazania na dwadzieścia lat zesłania ks. abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, poprzez mordowanie wielu kapłanów, którzy ginęli na szubienicy, jak piszą historycy – „powieszeni z wyrafinowanym okrucieństwem”.

Profesor Stefan Kieniewicz w swej monumentalnej pracy o powstaniu, oceniając udział w nim księży, pisze: „Wielu z nich poniosło śmierć w bitwie, nawet jeśli sam ich udział w walce z bronią w ręku był zjawiskiem wyjątkowym. Blisko trzydziestu księży rozstrzelano lub powieszono, około stu zesłano na katorgę, kilkuset na zesłanie, mało która grupa zawodowa poniosła tak ciężkie straty. Władze stosowały wobec księży najwyższy wymiar kary”.



„I krzyż Polaków – to szubienica”
Powstanie gasło. Ksiądz Brzóska trwał na reducie. W raporcie do Rządu Narodowego z 1864 roku napisał, że mimo iż ofiarowywano mu szansę ucieczki z Polski, pozostał w Ojczyźnie i na placu boju, bo tak nakazywały mu „przysięga do ostatniej kropli krwi, mocna wiara w opatrzność Boga, że tyle krwi nie może być na próżno”.

Apelował: „Na Bóg żywy, Bracia, nie zasypiajmy sprawy (…), broni jest jeszcze niemało między ludem”. Był nieuchwytny. Przemykał ze swoim oddziałkiem wśród wsi i lasów podlaskich. Jeden ze ścigających go Moskali raportował z furią 23 września 1864 roku: „W Królestwie jest jeszcze złoczyńca ukrywający się w lasach, Brzóska, który z godziny na godzinę, z minuty na minutę powiększa swoją szajkę i nie ma możności go schwytać”.

Żołnierze moskiewscy zabobonnie uważali księdza za czarownika, który unosi się ze swoim wojskiem w powietrze i znika. Do dzisiaj trwa nad Bugiem i Liwcem piękna legenda o „latającym Wojsku Polskim”. Jeżeli ktoś ma czyste serce i na to zasłużył, to o zachodzie słońca może ich zobaczyć, jak idą w konfederatkach i czamarach, z kosami. Tak jak w noweli Henryka Sienkiewicza.

Historyk Stanisław Góra w znakomicie udokumentowanej pracy „Partyzantka na Podlasiu 1863-1864” pisze o ks. Brzósce: „Był on ostatnim dowódcą, który w szeregach Powstania walczył z bronią w ręku przez dwadzieścia siedem miesięcy. Miał dar zjednywania dla Powstania nie tylko chłopów i mieszczan, ale też drobnej szlachty. W krytycznych okresach, kiedy oddziały były rozbite, potrafił zawsze zebrać ochotników i z nimi dołączał do większego oddziału. (…) Walcząc, zawsze dawał przykład odwagi i męstwa (był ciężko ranny), przez co zdobył sobie uznanie dowódców oraz autorytet i zaufanie szeregowych. Nazwisko jego było znane prawie we wszystkich wsiach, dworach i miasteczkach. Gdzie się pojawił, otrzymywał pomoc i schronienie, co szczególnie uwidoczniło się w ostatnim okresie Powstania”.

Ukrywano go w chacie z podwójną ścianą, we wsi Krasnodęby-Sypytki pod Sokołowem Podlaskim. I tam wytropili go żołnierze moskiewscy. Ranny, aresztowany ze swoim adiutantem – kowalem Franciszkiem Wilczyńskim, został skazany na śmierć przez powieszenie.

W piśmie „Wolność” z 1863 roku był wiersz:

I szubienica stała się krzyżem,

I krzyż Polaków – to szubienica

23 maja 1865 roku na rynku w Sokołowie Podlaskim stanęła szubienica. W tym samym Sokołowie, skąd rozpoczął swoją kapłańską drogę. Szedł ku szubienicy, jak relacjonują świadkowie, z modlitwą na ustach i wzrokiem wzniesionym ku niebu. Obok niego prowadzono Franciszka Wilczyńskiego, który ukończył właśnie 21 lat. „Kryjaki” Marii Wielopolskiej opowiadają o owej chwili majowej roku 1865, gdy strumieniami padał deszcz, ale jego szum zagłuszył modlący się na rynku sokołowskim tłum przybyłych Polaków. Zdążył jeszcze ksiądz Brzóska powiedzieć Wilczyńskiemu: „Wolno nam już umrzeć. Gdy ona będzie potrzebowała rąk, znajdą się inne, zawsze gotowe do broni”. I chciał jeszcze krzyknąć: „Niech żyje Ojczyzna!”, ale już zabrzmiały bębny i zawiśli obydwaj w swoich białych, śmiertelnych giezłach, jak ofiarne komunikanty podawane ręką ziemi płaczącemu deszczem niebu.

W jedynej świetnie udokumentowanej biografii księdza Brzóski pióra historyka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Eugeniusza Niebelskiego jest cytowany nekrolog, który ukazał się na łamach prasy galicyjskiej: „Ostatni to żołnierz Powstania, któremu z zapałem, wiarą, poświęceniem służył od początku do końca życia. Energiczny, niezmordowany, dzielił wszystkie trudy obozowe, nie zrażony żadną klęską, ogniem swej duszy i wiarą w żywotność sprawy zagrzewał do wytrwałości innych. Nigdy nie spoczął, był pierwszy w opatrzeniu rannych i pocieszaniu umierających. (…) Wychodząc z łona ludu, posiadał nieograniczone zaufanie i miłość, które do ostatnich chwil go otaczały i przed Moskwą zasłaniały”.

„Widzę go jeszcze…”
Ma ksiądz Brzóska kilka pomników. W miejscu, gdzie stała szubienica na rynku w Sokołowie, stanął pomnik z orłem i wieńcem laurowym, a wykuty napis mówił: „Powstańcom 1863 roku, Księdzu Stanisławowi Brzósce i Franciszkowi Wilczyńskiemu, straconym na tym miejscu dnia 23 maja 1865 roku przez Moskali, i poległym na Podlasiu. Rodacy w 1924 roku”. Wielkie uroczystości odbyły się tam w 60. rocznicę śmierci księdza Brzóski 23 maja 1925 roku. Niemcy w czasie okupacji zniszczyli orła i wieniec. Piękny kształt pomnika przywrócili Podlasiacy 23 maja 1984 roku. Lasy w Jacie, gdzie ukrywał się oddział księdza Brzóski, a w czasie ostatniej wojny działali tam partyzanci Armii Krajowej Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych, ozdobiono pomnikiem w roku 1928.

Najcenniejszą pamiątką pozostałą po księdzu Stanisławie Brzósce jest jego stuła polowa znajdująca się w jednym z najznakomiciej działających muzeów polskich – Muzeum Regionalnym w Siedlcach. A najbardziej wzruszający pomnik, jaki postawiono naczelnemu kapelanowi powstańczych wojsk na Podlasiu, znajduje się we wsi Krasnodęby-Sypytki, gdzie ukrywano księdza Brzóskę. Mieszkańcy tej niezamożnej, skromnej wioski wydobyli kamienny stopień z chaty, która skrywała księdza i wyryli na nim słowa nawiązujące do przesłania Prymasa Tysiąclecia: „Gdy pamięć ludzka ginie, dalej mówią kamienie. Tu ukrywał się i został aresztowany gen. ks. Stanisław Brzóska, ostatni komendant Powstania 1863 roku na Podlasiu, oraz jego adiutant Franciszek Wilczyński. Wielka chwała Bohaterom”.

Nie ma ksiądz Brzóska mogiły. Jego prochy rozsypali Moskale podobno kędyś w fortach Brześcia. Ale ten głaz w Krasnodębach jest jego symboliczną mogiłą.

Za tydzień opowieść o św. Bracie Albercie Chmielowskim i Ludomirze Benedyktowiczu

Barbara Wachowicz

http://www.naszdziennik.pl/mysl/25244,p ... zoski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 08 mar 2013, 13:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/publicystyka/1963- ... trwa-nadal

Czy Powstanie Styczniowe trwa nadal?
piątek, 01 marca 2013 14:21 Marcin Niewalda

82% Polski zajęte w czasie zaborów przez Rosję
200.000 powstańców styczniowych pod bronią
200.000 wspomagających powstanie
Znanych dzisiaj jest ok. 18%
82% potomków nie wie, że ma przodków powstańców

„Wspaniała prezentacja. Chętnie poprę każdą inicjatywę. Szczęść Boże!"
(ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski)

„Chętnie poprę projekt utworzenia bazy uczestników Powstania”
(Anna Buchmann - Muzeum Polskie w Rapperswilu)

Szanowni Państwo
W załączeniu przesyłam prezentację na temat źródeł historycznych i genealogicznych Powstania Styczniowego. Jest to prezentacja, którą można z udzielonym tutaj pozwoleniem dowolnie wyświetlać – np. w szkołach podczas lekcji historii, albo spotkań czy wykładów.
Ta prezentacja zawiera skrótowe informacje dot. Powstania Styczniowego, ale za to ciekawe materiały źródłowe. Jeśli by ktoś potrzebował prostszej prezentacji – bardziej ogólnej – taka również jest za darmo do pobrania )link poniżej).
Jest też do zamówienia wystawa składająca się z 20 fotogramów, a dodatkowo można przygotować fotogramy na temat konkretnej rodziny, czy miejscowości.

Poniżej linki do wszystkich informacji:
Prezentacja ogólna (wersja PowerPoint2007 – 9 MB) – http://www.genealogia.okiem.pl/material ... _1863.ppsx
Prezentacja ogólna (wersja PowerPoint2003 – 17 MB) – http://www.genealogia.okiem.pl/material ... _1863s.pps
Prezentacja – źródła historyczne (PP 2007 – 12 MB) – http://www.genealogia.okiem.pl/material ... iczne.ppsx
Prezentacja – źródła historyczne (PP 2003 – 16 MB) – http://www.genealogia.okiem.pl/material ... giczne.pps
Wystawa Powstanie Styczniowe – http://www.fotografia.okiem.pl/ps1.htm (tu więcej informacji)
Wszystkie materiały zostały przygotowane w ramach jedynej ogólnoświatowej społecznej akcji, niezwiązanej z żadnymi instytucjami i funduszami – Wielka Baza Wiedzy o Powstańcach Styczniowych
www.powstanie.okiem.pl
Z bazą współpracuje wiele miejsc pamięci takich jak Muzeum Polskie w Rapperswilu, jak też historycy z KUL, czy UJ i wiele innych.
W bazie obecnie jest ponad 35.000 wpisów, kilka tysięcy zdjęć, 1200 miejsc potyczek, Do bazy aktywnie nadsyła informacje ok 200 osób. Na bazę składają się – wypisy z publikacji, kwerendy archiwalne i informacje rodzinne. Planowane jest przez okres kilku lat kilkakrotne zwiększenie objętości bazy. To JEDYNE tak szerokie opracowanie tego materiału.

Akcję prowadzi portal Genealogia Polaków.

Z poważaniem
Marcin Niewalda
Administrator akcji


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 12 mar 2013, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Generał Langiewicz

Piotr Szubarczyk

Był drugim przywódcą, czyli jak wtedy mówiono – dyktatorem Powstania Styczniowego. Krótko (11-19 marca 1863 r.), ale jego imię zawsze będzie się kojarzyć Polakom z tym, co było w powstaniu najszlachetniejsze i najdzielniejsze.

Obrazek

Generał Marian Langiewicz urodził się w Krotoszynie. Sztuki wojennej uczył się podczas wyprawy Garibaldiego na Sycylię. Jeszcze przed wybuchem powstania sprowadził znaczną ilość broni z Niemiec i z Belgii, co miało duże znaczenie w pierwszych bitwach i potyczkach. Dowodził w zwycięskich bitwach w Świętokrzyskiem –począwszy od pamiętnego 22stycznia 1863 roku. W klasztorze pocysterskim w Wąchocku urządził regularny obóz wojskowy.

To piękne miasteczko związane jest i z Langiewiczem, i z legendą cichociemnych – Janem Piwnikiem „Ponurym”. Pewnie dlatego komuniści szydzili z Wąchocka w prymitywnych dowcipach układanych w komitetach partyjnych.

Dla Rosjan stał się Marian Langiewicz wrogiem publicznym. Pobił ich 11 lutego 1863 r. w bitwie pod Słupią, gdzie zdobył na wrogu karabiny i armaty. Prawdopodobnie w tej bitwie uczestniczył Adam Chmielowski – późniejszy św. Brat Albert.

Dzielnego dyktatora wspierali w kampanii zdolni oficerowie – dowodzący częścią obozu Langiewicza Dionizy Czachowski (poległ 6 listopada 1863 r.) i dzielny Francuz François Rochebrun – dowódca legendarnych „żuawów śmierci”.

Po zwycięskich bitwach pod Chrobrzem i pod Grochowiskami Langiewicz musiał się wycofać do Galicji. Został aresztowany przez Austriaków, przebywał w twierdzy Josephstadt, potem ruszył na emigrację. Nie zaniechał służby dla „świętej Sprawy”. Tak jak wielu polskich oficerów trafił do armii tureckiej, znany był jako Langie Bey. Z Turcją Polacy wiązali nadzieje na wspólną, zwycięską walkę ze znienawidzonymi Moskalami. Generał umarł w Konstantynopolu i tam został pochowany.

http://www.naszdziennik.pl/wp/26505,gen ... ewicz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 13 mar 2013, 08:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Dla nas nie ma róż!

Barbara Wachowicz

Bohater „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego, zakochany w pięknej i tajemniczej Birucie, otrzymał pamiętnik, w którym wśród „drewnianych sentymentów gimnazistek” odnalazł „piosnkę” Mieczysława Romanowskiego wpisaną dłonią ukochanej:



Ach, kiedyż wykujem

strudzeni oracze

Lemiesze z pałaszy skrwawionych

Ach, kiedyż na ziemi

już nikt nie zapłacze

Prócz rosy łąk naszych zielonych Ten wiersz – piosenkę przywołały mi wieśniaczki znad Wiernej rzeki z piękną legendą, że o północy powraca nad tę rzekę ostatni dowódca Powstania Styczniowego – Hubert Olbromski z powieści Stefana Żeromskiego i spotyka się tu z majorem Henrykiem Dobrzańskim – Hubalem. „I oni obaj – tamten, który skarby Powstania Wiernej zawierzył, i ten, który nie zdjął munduru w 1939 roku, o Polsce sobie uradzają”. A „uradzają” słowami wiersza Mieczysława Romanowskiego.

Młodzież nazwała tego poetę, powstańca Krzysztofem Kamilem Baczyńskim Powstania Styczniowego. Bo tak jak Krzysztof mógł się ocalić, nie musiał walczyć i narażać życie… Baczyński poległ w Powstaniu Warszawskim. W jego wspaniałym poemacie „Mazowsze” jest fraza:



Wisło, pamiętasz?

Lesie, w twych kartach

widzę ich, stoją

– synowie powstań

w rozdartych bluzach

– ziemio uparta – – jak drzewa prości. W sercach rozwianych,

z hukiem dwururek

rok sześćdziesiąty trzeci.

„Nam Polska się rodzi!”

Jan Julian Mieczysław Romanowski, używający tylko trzeciego imienia, urodził się 12 kwietnia 1833 roku, w rodzinie szlacheckiej herbu Boża Wola. Jego rodzice – Agnieszka i Erazm, gospodarowali w majątku Żuków we wschodniej Galicji. Siostra Mieczysława – Józefa, która będzie jego najserdeczniejszą przyjaciółką i powierniczką, pisze: „Dom rodziców Mieczysława był prawdziwie patriarchalny, polski. Oboje Romanowscy byli gościnni, serdeczni, miłosierni (…). I to wyrabiało w Mieczysławie miłość dla ludzkości, dla ludu, serce zacne, gorące dla wszystkiego, co dobre”.

Obrazek
Mieczysław Romanowski (12 kwietnia 1833 r. – 24 kwietnia 1863 r.) – poeta, powstaniec, bohater


Przyszedł na świat tuż po Powstaniu Listopadowym. Tradycja walk o Ojczyznę była bardzo żywa w domostwie jego rodziców. Na swoim chrzcie, który odbywał się bardzo późno, pięcioletni chłopiec był ubrany w strój Krakusa z pałaszem u boku i szedł przez kościół pod skrzyżowanymi szablami. Siostra wspomina: „Uczucie miłości Ojczyzny, które Bóg wlał w niego, potęgowało się w otoczeniu rodzinnym. Oboje rodzice gorąco kochali kraj i nie skąpili ofiar i trudów. Od niemowlęctwa nasłyszał się młody poeta od nich o krzywdach, jakie nasz naród doznaje od zaborców, o niezliczonych ofiarach, które poniósł”. Matka chłopczyka „opowiadała mu życie naszych królów, bohaterów, ludzi, którzy wszystko dla kraju poświęcili. Uczyła go wierszy i piosenek z czasów powstania 1830”.

Nauki rozpoczął Mieczysław Romanowski w gimnazjum w Stanisławowie. Nie był zbyt pilnym uczniem. Mając 22 lata, tak wspomni swoje pacholęce lata: „Od 9 do 20 roku życia prawie ideałem i szczęściem moim były: koń, psy i strzelba – o tym marzyłem, o tym śniłem, czułem się szczęśliwym, jak w lesie ze strzelbą lub na koniu z chartem, polowałem do woli, ale za to umysł leżał odłogiem”. Szkolna ława „była mu nieznośna”. 14 lutego 1855 roku dwudziestodwuletni Romanowski wracał pamięcią do swego pierwszego wiersza: „Była wiosna – wieczór kwietniowy, cichy, piękny (piękniejszego może mieć nie będę, chyba na pobojowisku) (…). Błądziłem po łozach, marząc o wolności Ojczyzny mojej, o czynach, bitwach, zwycięstwach, o poświęceniu się, o śmierci bohaterskiej (…). Ukląkłem, zdjąłem czapkę i modliłem się rzewnie”. I napisał swój pierwszy wiersz. Była to „Modlitwa Polaka na wiosnę”.

Miał 17 lat, gdy w jego wierszach pojawiło się pragnienie: „Z chwałą imienia twego, daj mi za kraj mój umrzeć, Wielki Boże”. Na kartach szczęśliwie zachowanego, młodzieńczego dziennika czytamy inwokację: „Polsko! Ojczyzno moja! Przyjmij synowskie poświęcenie się moje. Każda myśl moja, każde uczucie, każda chęć – niech będą zwrócone ku Twemu dobru; moje życie, każdą kroplę krwi mojej – kładę na Twym ołtarzu. Niech zginę nieznany, byle myśl i uczucia moje stały się Tobie – Ojczyzno moja – ozdobą i pożytkiem!”.

Miastem jego młodości, które kształtować go będzie, jest Lwów zwany słusznie gorącym sercem Polski. Grupują się tam młodzi, utalentowani ludzie, a wśród nich trzech wybitnych Mieczysławów: Dzieduszycki, Pawlikowski i Romanowski. Współpracują z pismem „Dziennik Literacki”, zaczytują się w romantycznej poezji. Wychowanek wielkich romantyków – Romanowski, prosił przyjaciół z Paryża o grudkę ziemi z grobu Juliusza Słowackiego, o śmierci Mickiewicza powiedział, że został po nim Naród sierocy. Nazwali siebie pokoleniem przedburzowców. „Obecną chwilę można by porównać do ciszy przed burzą, głuchej, posępnej, strasznej” – napisze Romanowski do siostry. Charakterystyczne jest dla tych młodzieńców poczucie służby i straży dla Ojczyzny. Romanowski powie, że służba ta zaczyna się w kolebce, a kończy w mogile. Przyrzekał, że nigdy nie opuści „bratnich szeregów szermierzy”. Pisał siostrze: „Wolę, aby powiedziano: ’Brakło mu tchu – padł’, niż aby mię pomówiono: ’Przeląkł się trudów i cofnął się’ (…). Ci szkodzą, co się cofają; ci, co padają, kładą się jako podwaliny przyszłej budowy”. Na Boże Narodzenie roku 1857 swój wiersz „Z opłatkiem” kończy słowami pełnymi nadziei:



Gdy się w poranku

niebo wypogodzi

Pieśniarzy polskich

doleci was pienie:

„Nam Bóg!

Nam Polska się rodzi!”

„Jutro będziesz bohaterem”

Był bardzo urodziwy. Zofia Romanowiczówna, piękna lwowska panna, zaprzyjaźniona z Romanowskim, zostawiła cenne wspomnienia: „Uroda jego była swojską, miłą dla oka i sympatyczną (…). Usta miał pełne i pąsowe, żywy rumieniec, oczy szafirowe, pełne blasku, włosy ciemno blond, bujne, kędzierzawe… Głowę nosił wysoko (…), lubił życie, towarzystwo, przyrodę (…). Była to natura zdrowa i świeża, bujna a czysta, bogata, silna. Wielką miał wiarę, wielki hart woli, a panującym w tej duszy był entuzjazm”.

Odniósł wielki tryumf swoim dziełem „Dziewczę z Sącza”, historią pięknej Basi z epoki szwedzkiego potopu. Podobał się także bardzo jego poemat „Popiel i Piast”, który sam Józef Ignacy Kraszewski ocenił: „Ton jego jest wyborny, prostoty pełen i wzniosłości”.

O dziwo, ani sukcesy literackie, ani wdzięk, ani uroda nie zapewniły poecie sercowych sukcesów. Nie mógł jakoś zdobyć względów swoich wybranek. Zazdrościł swoim przyjaciołom, którzy tak jak obaj Mieczysławowie: Dzieduszycki i Pawlikowski, byli szczęśliwi w narzeczeństwie oraz małżeństwie. Helena – narzeczona Mieczysława Pawlikowskiego, pisze do przyjaciółki o Romanowskim: „Nie uwierzysz, jaki to wykształcony i miły chłopiec (…). Mój Ktoś powiada, że będzie jednym z pierwszorzędnych poetów naszych”. Ten „Ktoś” to Mieczysław Pawlikowski. Gdy urodzi mu się syn, Romanowski napisze doń: „Odkąd ten gość do Ciebie zawitał – stał Ci się każdy kąt Twojego domu świętszym (…). Pytasz siebie: co z niego będzie? I słyszę pierwszą odpowiedź Twoją: ’To mój syn. Nauczę go kochać Polskę i świat kochać przez Polskę’”.

Mieczysław Romanowski pracuje w Ossolineum – to wielki bastion polskości zawierający dokumenty pokoleń, to wspaniała biblioteka, jak żartują lwowiacy – „Pod wezwaniem Świętego Ossolina”. To właśnie do Ossolineum oddała pani Salomea Słowacka rękopisy swojego genialnego syna, z tym testamentem:



Lecz zaklinam – niech żywi

nie tracą nadziei

I przed narodem

niosą oświaty kaganiec;

A kiedy trzeba – na śmierć

idą po kolei,

Jak kamienie przez Boga

rzucane na szaniec!…

Prośba o orła

Od roku 1861, od śmierci Pięciu Poległych w Warszawie, zaczyna się we Lwowie czas przed burzą. Mieczysław pisze siostrze: „Wiesz, co się działo i dzieje w Warszawie. Patrzaj, duch się tam podniósł. U nas słychać, że wnet wyjdzie najsurowszy zakaz nabożeństw i pieśni; nikt go nie słucha (…). Korespondent warszawski powiedział, ’że to już ostatnia próba, ostatni dowód cierpliwości dany Moskalom i Europie’. Czy wiesz, co znaczą te słowa? (…) Tyle wiemy, że trzeba być na każdą godzinę gotowym. Jeśli tam wybuchnie Powstanie, wszyscy ruszamy tam tłumnie, musimy tam być”. Rodzicom, podpisując się: „Szczerze kochający i wdzięczny syn”, powie, że to już nie jest spisek. „Tu jest tylko jeden spiskowiec nazywający się: Cały Naród”.

Do siostry „kochanej, drogiej Józieńki”, która wyszyła mu przy szkaplerzu krzyż, napisał „Prośbę o orła”:



A jeśli krzyż mi wyszyć

chcesz koniecznie

Wyszyjże orła

na odwrotnej stronie –

Orła, co biały,

a ku słońcu wiecznie

Patrzy i trzyma miecz

ostrzony w szponie (…)

Jam ptak – od Boga

szablę mam na wroga;

Mnie walczyć – w walce,

patrząc w słońce, ginąć! W tym burzliwym 1861 roku Mieczysław Romanowski drukuje na łamach „Dziennika Literackiego” swoją rozprawę „O legionach polskich”. Do siostry napisał: „Twardy to orzech. Donieś mi, jakie robi wrażenie ta moja historyczna – dziennikarska poważna praca. (…) Wolałbym mniej poważnie uwijać się w tej chwili na koniu, ale trzeba być poważnym, więc jestem. Gdyby tylko ta powaga nie zabiła mojej poezji, bo wtedy i ze mnie nic”. Na wieść o masakrze, której dopuścili się 8 i 9 kwietnia 1861 roku Moskale w Warszawie, mordując bezbronnych manifestantów, Romanowski pisze:



W górę serca! Świat się pali,

Sądy Boże głosi dzwon,

Próchno zbrodni w gruz się wali,

W gruz przemocy leci tron

Dość już kajdan,

łez i kłamstwa dróg,

W piersiach ludu zmartwychwstaje Bóg! 22 stycznia 1863 roku docierają do Lwowa słowa manifestu: „Rząd Twój Narodowy wzywa Cię na pole walki już ostatniej, na pole chwały i zwycięstwa! Bo wie, że Ty, który wczoraj byłeś pokutnikiem i mścicielem, jutro będziesz bohaterem i olbrzymem”. W ostatnich listach Romanowskiego, jakie się zachowały, czytamy słowa skierowane do brata: „W Koronie powstanie! Ruszamy w pochód. Przygotuj na to rodziców. Idziemy pełnić naszą powinność”. Do siostry: „Czemuż ja Cię nie mogę uścisnąć i klęknąć przed Tobą, abyś mnie pobłogosławiła na drogę walk i bojów! (…) Bóg powróci mnie do Was zdrowego! Ale błagam Was! Nie płaczcie za mną i nie żałujcie mnie. (…) Ja wrócę!”. I w tym liście do siostry jest prośba o miłość dla ukochanej, która tym razem odwzajemniła uczucia poety. Była to panna Modesta Krasnopolska, zwana Modunią. „Kochaj ją, Józiuńciu – woła do siostry Mieczysław – bo ona mi bardzo jest drogą, bo kocham ją i skoro tylko wrócę, rodzicom jej do nóg o nią padnę, aby dali mi ją za Anioła stróża cichego szczęścia mego. (…) Łzy pisać mi nie dają – a ja przecież idę wypełnić najświętszy obowiązek, staję do boju za Polskę”.

Zofia Romanowiczówna wspomina, że dała mu „święcony medalik Matki Boskiej i listek zielony, o który mnie prosił jako godło nadziei”. Do sztambucha Zofii wpisał słowa pożegnania: „Idziemy z wiarą w Boga, w naszą broń i w dobrą sprawę. Wy, siostry, pamiętajcie o nas i módlcie się za nami. Na odchodnym dnia 1 lutego 1863 roku”. Poprowadził ze sobą, jako dowódca, grupę młodzieży. Nie zdołali jednak przekroczyć granicy. Austriacka policja aresztowała ich i zamiast na polu walki Mieczysław Romanowski znalazł się w lwowskim więzieniu. Był w rozpaczy. Zagroził rodzinie, że jeśli „nie postarają się o jego uwolnienie, to powiesi się na strzępach własnej bielizny”. Uwolnili go 11 marca 1863 roku. Wyruszył do powstania prawdopodobnie 17 marca. W wierszu „Do modlącej się Polski” pisał o tych, którzy idą do boju:



A wonczas jak piorun,

co kruszy i pali,

W bój lećmy zwyciężać

z nadzieją na stali

Lub gińmy szlachetni,

jak ojce konali,

Polski synowie.

„Ziemią niech piersi przysypią mi młode”

Wiadomo na pewno, że Mieczysław Romanowski był w oddziale pułkownika Marcina Borelowskiego – Lelewela, okrytego już sławą kampanii na Podlasiu, naczelnika województw podlaskiego i lubelskiego. Ten rzemieślnik, blacharz, pełen prostoty i rozsądku, bardzo przypadł do serca Romanowskiemu. Z wzajemnością. Lelewel mianował poetę swoim adiutantem, awansował do stopnia kapitana. Towarzysze broni Mieczysława śpiewali jego piosenkę:



Co tam marzyć o kochaniu

O bogdance, o róż rwaniu –

Dla nas nie ma róż!

My – jak ptacy na wędrówce –

Dziś tu, jutro na placówce

Może staniem już. (…) Szczęście, dola później może –

Ach, lecz tylko Ty wiesz, Boże,

Co tam spotka nas,

Ty wiesz, komu uśmiech miły,

Komu kwiaty na mogiły

Niesie przyszły czas. 16 kwietnia 1863 roku oddział Lelewela jest już na Lubelszczyźnie i dowódca dostaje meldunek, że od strony Janowa Lubelskiego nadchodzi nieprzyjaciel. W tej pierwszej swojej walce Romanowski spisuje się jak prawdziwy bohater. Mamy cenne świadectwo jego towarzysza broni i uczestnika walk poety Wincentego Rudnickiego. Pisze on: „To, że był w stopniu kapitana i dowódcą gwardii przybocznej Lelewela, nie przeszkadzało temu bohaterowi ze sztućcem i bagnetem stawać w pierwszych szeregach walczących strzelców naszych”. Bitwa była nierozstrzygnięta. Mieczysław dodaje otuchy powstańcom, organizuje pomoc dla rannych, rozstawia straże. Ale jest już ciężko przeziębiony, ma gorączkę i męczy go kaszel. Odrzuca jednak stanowczo propozycję przejścia granicy, żeby wypocząć i wrócić do zdrowia. Wiosna tego dramatycznego roku 1863 jest fatalna. W kwietniu pada śnieg i lodowaty deszcz. Żołnierze brodzą w wodzie po kolana. Istnieje pewien tajemniczy utwór zatytułowany „Niewiasta na sądzie (przez Mieczysława Romanowskiego, w obozie pod Józefowem, w r. 1863)”. Nie jest to rękopis poety, jak informuje objaśnienie, dzieło: „napisał z pamięci towarzysz broni”. Niewiasta to Polska, która ma na swoim sumieniu wiele grzechów, między innymi „domową niewolę ludu”. Wyrok sądu nad Polską przeważa Matka Boża, która składa na szali zasług męczeństwo Narodu.

Kamień pamięci

24 kwietnia oddział Lelewela stanął w miejscowości Józefów, której obecna nazwa brzmi: Józefów Biłgorajski. Tam zaatakowali ich Moskale. Lelewel, zdając sobie sprawę, że nie zdoła odeprzeć ataku o wiele silniejszego nieprzyjaciela, daje rozkaz do odwrotu. Krzyczy: „Kto mężny, na ochotnika zasłaniać odwrót!”. Zgłosiło się siedemdziesięciu z Romanowskim w pierwszym szeregu. Ochotnicy bohatersko bronią wycofujących się powstańców. Zostaje ich trzynastu. Ta garstka dociera do lasu i spędza noc na śniegu, który świeżo spadł. O świcie, gdy Moskale odeszli z pola bitwy, garsteczka powstańców powraca, by pochować poległych. Znajdują Mieczysława Romanowskiego. Ciało jest odarte z odzienia i skłute bagnetami.

Mieczysław Pawlikowski, gdy dotrze doń wieść o śmierci przyjaciela, napisze dramatycznie do żony: „Ty wiesz, jak mnie serce boli. (…) W znakomitego urósł człowieka i zabito go. (…) Łzy mi się cisną ciągle do oczu. (…) O, będę Cię pamiętał – do grobu, mój przyjacielu”.

Mieczysław Romanowski grobu nie ma. Prawdopodobnie wszystkich poległych pochowano w jednej wspólnej mogile gdzieś w lesie. Na miejscu bitwy stoi pomnik z Orłem. Za jedyne epitafium wystarczyć im musi poetycki testament poety:



Jeśli polegnę,

niechaj mi w nagrodę

Za was nie kładą

pamięci kamienia

Ziemią niech piersi

przysypią mi młode

Mój kurhan

niech mi trawa ozielenia.

I gdy majowy deszcz

ten kurhan zrosi,

Niech ptak się nad nim

jak mój duch unosi.

http://www.naszdziennik.pl/wp/26606,dla ... a-roz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 20 mar 2013, 07:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
BOHATEROWIE POWSTANIA STYCZNIOWEGO

Nasz Czachowski, nasz kochany!

Obrazek
Dionizy Czachowski (5 V 1810 – 6 XI 1863) – naczelnik województwa sandomierskiego. Zdjęcie z roku 1861, gdy był delegatem na pogrzeb Pięciu Poległych (FOT. ARCH.)

Ten las jest jeszcze dzisiaj bardzo piękny. Można spotkać tam sarny, łosie, a nawet czarne bociany. I można leśną drogą dotrzeć do jedynego chyba w Polsce miejsca, gdzie trwa drewniany krzyż, na którym zawisła tabliczka: „Mogiła Powstańców 1863 roku. Polegli w Grochowiskach 18 marca 1863 r.”. To na znak pamięci powstańczej w Grochowiskach na Kielecczyźnie, wsi utajonej w pięknej, leśnej przestrzeni, a położonej bardzo blisko Buska-Zdroju, sławnego uzdrowiska, do którego przybywają pacjenci z całej Polski, Europy i USA.

Moja pierwsza wyprawa do Grochowisk to było odkrycie na skraju wsi dużej, zadbanej mogiły z potężnym betonowym krzyżem, na którym widniał napis: „W 140. rocznicę Powstania Styczniowego i Bitwy na Grochowiskach, w której walczył Adam Chmielowski – późniejszy Św. Brat Albert. Bitwy i potyczki 1863 r. na Ziemi Pińczowskiej – Chroberz 17 III – Grochowiska – 18 III – Góry Pińczowskie 18 VI, 5 XI – Bugaj – 13 VIII – Pińczów 15 X”. Podpisano: „Mieszkańcy Ziemi Pińczowskiej. Marzec 2003”.

Miałam wielkie szczęście poznać fundatora krzyża – potomka bohatera spod Grochowisk, miłośnika historii i tradycji – kapitana Wacława Żelichowskiego. W białym dworku należącym do jego córki Barbary – znakomitej przewodniczki po Nadnidziańskim Parku Narodowym, i jej męża Witolda Kani – burmistrza miasta Pińczów, przeżywaliśmy wspaniałe wieczory pamięci. Czas powstańczo-styczniowy przenikał się w opowieściach pana Wacława z jego niezwykłym losem. Jako młodziutki uczeń przeżywał pierwsze boje legionistów komendanta Józefa Piłsudskiego w miejscowości Czarkowy, gdzie dziś możecie także zobaczyć przepiękny pomnik z orłem i mogiły tam poległych.

Opowiadał mi kapitan Żelichowski: – Niezapomniane lata szkoły w Kielcach, gdzie pedagodzy wpajali nam wiarę w zbliżającą się wolną, niepodległą Ojczyznę wyśnioną przez naszych dziadów, a wywalczoną przez moje pokolenie. Wychowywało mnie harcerstwo, prawdziwe przysposobienie do walki, a także wycieczki w świętokrzyskie lasy, gdzie odnajdywaliśmy ślady powstańczych biwaków. W lipcu 1920 roku znalazłem się w Kompanii Harcerskiej 14. Pułku Piechoty i przeszedłem szlak bojowy w wojnie z bolszewikami. Dziś już wymarło moje pokolenie. Ja mam 86 lat i dwie kule, żeby się poruszać i przynajmniej dawać świadectwo pamięci.

Na stole dworu w Grochowiskach wśród książek i bezcennych dokumentów z Powstania Styczniowego leżała karta powołania dla starszego strzelca Wacława Żelichowskiego: „I. Warszawski Batalion Obrony Narodowej”. Ze zmagań bojowych we wrześniu 1939 roku starszy strzelec wychodzi z Krzyżem Walecznych i Srebrnym Virtuti Militari. Po upadku Warszawy udaje mu się przedrzeć w swoje strony świętokrzyskie – do Buska-Zdroju. Natychmiast włącza się do działań konspiracji jako żołnierz Armii Krajowej. Po wojnie nie ustaje w owej szlachetnej walce o pamięć. Dzięki niestrudzonym, upartym staraniom udaje mu się wywalczyć i postawić własnym sumptem ten potężny betonowy krzyż, który w 110. rocznicę wybuchu powstania i bitwy pod Grochowiskami 18 marca 1973 roku poświęcił przyjaciel kapitana Żelichowskiego i towarzysz broni z AK – sławny ksiądz pułkownik Walenty Ślusarczyk z Nowej Słupi, którego ogromne zbiory z Powstania Styczniowego znajdują się obecnie w klasztorze w Wąchocku. Wsparty o swoje dwie kule kapitan Wacław Żelichowski ze swoją córką Basią zaprowadził nas pod ogromny szumiący dąb, któremu nadał imię „Dyzma” na cześć jednego z czołowych bohaterów bitwy pod Grochowiskami i dowódców Powstania Styczniowego – Dionizego Feliksa Czachowskiego, o którym do dzisiaj śpiewa się na ogniskach w Puszczy Jodłowej:

Kiedy zagrzmi trąbka nasza

– pocwałują konie.

Powiedzie nas nasz Czachowski – na ojczyste błonie!

„Na ołtarzu Ojczyzny”

„Jeden z najdzielniejszych wodzów powstańczych, który nigdy nie tracił zimnej krwi, nikomu nie dał się zbić z raz obranej drogi i nie szukał ocalenia za granicą” – oto ocena Czachowskiego, która wyszła spod pióra… rosyjskiego historyka Mikołaja Berga.

Urodził się Dionizy 5 kwietnia roku 1810 nieopodal Białobrzegów na ziemi radomskiej w skromnym szlacheckim dworze. Ciekawa jest parantela przyszłego bohatera z jego rówieśnikiem Fryderykiem Chopinem, który jesienią 1825 roku pisał, że w pensjonacie dla szlacheckich synów prowadzonym przez jego ojca „mamy nowego skubenta (czyli studenta) (…), a naszego siostrzeńca Juliusza Czachowskiego, który (…) na mnie wujcio Frycio wołając, śmiechem cały dom napełnia”. Otóż ów wesoły kuzynek naszego genialnego kompozytora był rodzonym bratankiem bohatera spod Grochowisk, matka Dionizego Czachowskiego to Joanna Krzyżanowska, matka Fryderyka Chopina to Justyna Krzyżanowska – bliskie kuzynki. Do dworu państwa Czachowskich docierały w epoce Powstania Listopadowego, jeśli nie piorunujące tony Etiudy Rewolucyjnej, to na pewno pieśń Fryderyka Chopina „Leci liście z drzewa, co wyrosło wolne…”.

W roku 1831, gdy jeszcze płoną ognie Powstania Listopadowego, 21-letni Dionizy Czachowski żeni się z panną Eufenią Kaliszówną, z którą doczeka się siedmiorga dzieci. Niestety, przy porodzie ostatniej córki w roku 1849 umiera mu żona. Czachowski ma zaledwie lat 39 i jest wedle zachowanych relacji i portretów bardzo przystojnym mężczyzną. A jednak nie decyduje się na powtórny ożenek, co świadczy o jego żarliwej miłości do zmarłej żony.

W burzliwej epoce manifestacji przed Powstaniem Styczniowym do dworu Dionizego Czachowskiego w Sandomierskiem dociera odezwa z 27 września 1861 roku „Głos Narodu do Obywateli Ziemskich w Królestwie Polskiem”. Kopię tej odezwy udało nam się odnaleźć w zbiorach kościelnych świętokrzyskiego Bodzentyna. Odezwa ostrzega: „Czas bieży – świat na nas patrzy – wróg nie śpi i sieje kąkol niezgody, nieufności i zemsty. (…) Zanosimy prośbę do Was szanowni Obywatele, abyście przykładem wszystkich cnót obywatelskich innym torowali drogę, abyście raz na zawsze wyklęli zarazę kart, wina i wszelkich zbytków (…) nie wymodlimy bowiem Ojczyzny naszej modlitwą bez czynów, nie wyśpiewamy jej najświętszemi słowy, nie zdobędziemy jej kontuszami, ale pracą, jednością i najzupełniejszą obyczajów reformą. (…) Złóżcie na ołtarzu Ojczyzny i świętej sprawiedliwości ofiarę osobistych i materialnych interesów (…), a da nam Bóg rozum dobry, a przyjaźń ludzką, siłę woli i moc ramienia do odzyskania całej zjednoczonej niepodległej Polski. (…) Gdy czas nadejdzie, męstwem na polu bitwy będziemy niezwyciężeni! Bóg z nami! Niech żyje Polska!”.

Świadectwem, iż Dionizy Czachowski umiał zdobyć sobie „cnotami obywatelskimi” zaufanie i szacunek Sandomierzan, jest fakt, że został wybrany jako delegat województwa, by reprezentować je na uroczystym pogrzebie sławnych Pięciu Poległych. Gdy wybuchło Powstanie Styczniowe, 53-letni Czachowski staje w szeregach, a z nim obaj jego synowie Karol i Adolf, dwaj bratankowie Julian i Antoni. Zachowało się w pamiętnikach powstańczych wiele opisów wyglądu Dionizego. Wysoki, barczysty, bardzo przystojny, „wzrok miał ognisty i bystry”, włosy mocno osrebrzone już siwizną. Bitewny szlak prowadzi przez wiele pól Kielecczyzny. 11 lutego 1863 roku powstańcy stoczyli bój na Świętym Krzyżu. We wnikliwej, cennej biografii Dionizego Czachowskiego pióra Ryszarda Pietrzykowskiego (a wydanej przez Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej w znamiennym roku 1983, a więc w 120-lecie Powstania Styczniowego, gdy właśnie w Polsce trwał stan wojenny!) znajduje się opis jednego z żołnierzy batalionu Czachowskiego: „Zajęliśmy mury klasztorne i tam przyjęliśmy Moskali atakujących. Dionizy Czachowski okazał się dzielnym wodzem, na swoim gniadoszu był ciągle czynny i rozkazujący nam i ukazujący, gdzie i jak uderzać (…). Moskwa uciekła – zwycięzcy powrócili”.

Anna Borkiewicz-Celińska, córka generała, bohaterska łączniczka powstańcza Batalionu AK „Zośka”, po wojnie więziona, dziś wybitny historyk, ofiarowała mi opracowane przez siebie wspomnienia jednego z żołnierzy oddziałów walczących u boku Czachowskiego. Kronikarz nazywał się Jan Słowacki. Opowiada on, iż na Świętym Krzyżu, „korzystając z zapadającej mgły, kładliśmy czerwoną na mur konfederatkę, do której Moskale jak do celu palili, a tymczasem nasi wyborowi strzelcy brali ich na cel. Oblężeni w klasztorze otworzyli furtę klasztorną, do której strzelcy nasi przekradli się na ochotnika pod ogniem, zasilając garnizon klasztoru. Klasztorni zaś przekradali się do nas, zasilając amunicją”. Słowacki opowiada, jak „dzwonili zębami z głodu i chłodu”, ale klasztor przyszedł im z pomocą, przygotowując tak upragniony posiłek. Bitwa na Świętym Krzyżu była ogromnym sukcesem powstańców. Regularnej rosyjskiej armii przeciwstawił się młody debiutujący żołnierz. Całością dowodził Marian Langiewicz, występujący jako naczelnik wojskowy województwa sandomierskiego. Miał on za sobą chlubną walkę o wyzwolenie Włoch pod dowództwem legendarnego Garibaldiego. W odezwie z 18 lutego 1863 roku relacjonuje trasę swoich potyczek: „Towarzysze Broni! Wasza dzielność ocaliła miasto i zmusiła wroga do haniebnej ucieczki. Jesteście kilkanaście dni pod bronią, a odwaga Wasza, spokojność, karność, wesołość Wasza i trwoga Moskali nakazują mi sądzić, że jesteście osiwiałymi w boju żołnierzami. Jedlnia, Szydłowiec, Bodzentyn, Suchedniów, Wąchock, Święty Krzyż i Staszów w ciągu 27 dni okryły sławą Was obdartych, ogłodzonych, zziębniętych i strudzonych marszami i biwakami. Kraj, który ma takich żołnierzy, musi być wolnym i potężnym. Towarzysze Broni! Ojczyzna i historia Was nie zapomną!”.

W „Wiernej rzece” Stefana Żeromskiego jest dramatyczny opis bitwy o Małogoszcz 24 lutego, w której batalion Dionizego Czachowskiego odegrał ogromną rolę. Otoczeni przez przeważające siły nieprzyjaciela ocalili oddziały Langiewicza, umożliwiając im odwrót. Małogoszcz należała do najkrwawszych bitew w Powstaniu Styczniowym. Moskale dobijali wszystkich rannych. Pisze Żeromski: „Obdarci przez wojsko, roztrzęsieni na bagnetach – do ziemi przybici sztychem oficerskiej szpady, porozgniatani przez pędzące koła armat…”.

Antoni Jeziorański, jeden z czołowych dowódców walczących w powstaniu, pisze: „Bił się Czachowski, nie uważając na to, co się naokoło niego działo. Z dubeltówką w ręku, idąc naprzód, zagrzewał pułk swój przykładem”. Udało mu się ocalić większość swoich dzielnych strzelców. Po tej bitwie, jak pisze Jeziorański, chciał Czachowski przebić się w lasy świętokrzyskie, „w których była mu dobrze znaną każda drożyna, gdzie nie raz za sarną lub zającem cały dzień uganiał”. Te lasy jeszcze w przyszłości chronić go będą.

„Nasz ukochany ojciec”

18 marca roku 1863 widzimy Czachowskiego w pochodzie ku Grochowiskom. Po straszliwej nocy w zimnym, marcowym wichrze, głodni i przeraźliwie zmarznięci dotarli do lasów w Grochowiskach. Ze wszystkich stron szły kolumny moskiewskie, osaczając wyczerpanych powstańców. Historycy uważają, że jednak mimo zdecydowanej przewagi wroga bitwa nie stała się tak straszliwą hekatombą jak Małogoszcz. Miała natomiast dramatyczny epilog, ponieważ Marian Langiewicz postanowił opuścić swoje wojsko. „Ojczyzna i historia” zapomniały mu tę dezercję i jak Polska długa i szeroka, od Szczecina do Bodzentyna, spotkacie ulice Langiewicza. 19 marca 1863 roku wydał rozkaz dzienny, w którym czytamy: „Opuszczam obóz, nie żegnając się z Wami, gdyż zamiar mój, aby był spełniony, wymaga tajemnicy. Dlatego nie wolno mi jest wypowiedzieć, jaką drogą i dokąd zmierzam (…). Towarzysze Broni! Wobec Boga i Was złożyłem przysięgę, iż walczyć będę do ostatniego tchnienia: przysięgi tej nie złamałem i nie złamię.

W imię więc Boga i Ojczyzny walczyć będziemy dalej, dopóki nie wywalczymy wolności i niepodległości Ojczyzny”.

Po przekroczeniu granicy Austrii Langiewicz został natychmiast aresztowany i tak zakończyła się jego walka o niepodległość Ojczyzny. Jeden z czołowych kapelanów powstańczych ksiądz Serafin Szulc pisze: „Czachowski został odcięty z jednym Batalionem i udał się w Świętokrzyskie Góry, jemu się cześć należy, że ze znacznego oddziału Langiewiczowskiego przynajmniej część uratowaną została od zmarnienia. Oręż polski odniósł tu zupełne zwycięstwo”. Tenże sam kapelan pisze: „Wojsko wyjazdem Langiewicza do najwyższego stopnia oburzone było: krzyczano, że zdradził, że wszystko przepadło, i ten nieszczęśliwy wyjazd był powodem, że ten zawiązek armii zniknął (…). Powstanie Sandomierskie, które po upadku dyktatury Langiewicza prawie zupełnie przygasło, staraniem Czachowskiego znowuż się dźwignęło i od Wielkiejnocy aż do 30 czerwca wzmagało się ciągle w siły i rosło (…). Czachowski dalej prowadził wojnę, obozu nie odstępował na chwilę. Czasami proszony bywał przez szlachtę na obiady do dworu, ale nigdy zaprosin nie przyjął (…), chłopi go kochali i nazywali ’nasz ukochany ojciec’”. Wszyscy pamiętnikarze są zgodni co do tego, że Dionizy Czachowski uratował losy powstańczego oddziału po bitwie grochowiskiej. Władysław Zapałowski, pseudonim „Płomień”, jeden z kronikarzy powstania, pisze, że stary zagończyk brawurowo przedarł się niedostrzeżony przez wroga w tak dobrze mu znane lasy świętokrzyskie, gdzie „miał czas dać możność odpocząć swym zmordowanym żołnierzom, zorganizować oddział, broń naprawić i okryć prawie nagich swych podkomendnych. Trzeba było widzieć oddział, gdy dostał się w świętokrzyskie strony. Sam Czachowski obdarty, opalony, usmolony, a żołnierze istne duchy z dantejskiego piekła, brudni, w łachmanach, boso, pokaleczeni, z przyschniętą krwią na twarzy”.

Mamy wiele relacji o tym, jak Czachowski konsekwentnie towarzyszył swoim podkomendnym we wszystkich trudach dramatycznej wojaczki, sypiał na gołej ziemi oparty o swe siodło. Syn rolnika z Bodzentynia Antoni Drążkiewicz, autor „Wspomnień Czachowczyka”, opisuje: „Ujrzeliśmy Czachowskiego siedzącego na kłodzie, w swym sławnym krótkim kożuszku baranim, juchtowych butach i czarnej konfederatce. Przez ramię i piersi miał przewieszoną szeroką amarantową na białym tle szarfę, przy boku kawaleryjski pałasz. Na plecach spoczywała u niego dubeltówka wyborna. Na smyczy przez szyję, ze sznurów zielonych zrobionej, wisiały w futerałach przyczepionych do szerokiego pasa rzemiennego z wielką klamrą na przodzie, na której widniał Orzeł Biały, dwa rewolwery. Zza cholewy prawego buta wyglądała rękojeść schowanej tam sławnej nahajki”. Tą nahajką Czachowski porywczy niejednokrotnie potrafił złoić jakichś chciwych panków – szlachciców zasobnych, którzy skąpili jadła wycieńczonym powstańcom.

Był prawdziwym mistrzem walki partyzanckiej. W kwietniu potrafił zorganizować wielką demonstrację swego oddziału, prowadząc go brawurowo i sprytnie nieopodal Radomia. Dysponował już wówczas imponującą siłą ponad półtora tysiąca żołnierzy. Godzi się też powiedzieć, że unikał potyczek we wsiach i miasteczkach, żeby nie ściągać zemsty moskiewskiej na ich mieszkańcach. Wielkim zwycięstwem Czachowskiego stała się bitwa pod Stefankowem, którą stoczył w kwietniu 1863 roku. Udało mu się rozbić potężny oddział świetnie uzbrojonych żołnierzy moskiewskich. Rząd Narodowy mianował go naczelnikiem województwa sandomierskiego i wydał rozkaz 3 lipca 1863 roku. „Czujemy się w obowiązku oświadczyć w imieniu Ojczyzny i Narodu, którego wolę najwyższą wypadło nam reprezentować, że spomiędzy wielu, bohatersko pasujących się z wrogiem, Wy i oddział Wasz potrafiliście się wyróżnić ilością stoczonych potyczek, nieustraszonym męstwem i wytrwałością. Oświadczamy Wam, Pułkowniku, i żołnierzom Waszego oddziału, żeście się dobrze zasłużyli Ojczyźnie”.

We „Wspomnieniach Czachowczyka” widzimy ich, jak idą drogami kieleckiej ziemi w upalne lato „znużeni, paleni pragnieniem, po szpilkach, gałęziach i cierniach”, widzimy ich, jak zimą brną „przy mroźnym wichrze szronem okrytą i lodem ziemią”.

Miał się ku końcowi rok sławny 1863. W październiku Romuald Traugutt zatwierdza Czachowskiemu stopień. Zapałowski „Płomień” jest świadkiem, jak po krwawej potyczce pod Klimontowem nieugięty „siwy starzec z wąsem zawiesistym” prosi księdza, który zawsze święcił kosy przed bitwą: ’Błogosław, błogosław naszą garstkę’”.

„Noc ciemna, bezgwiezdna, cisza dokoła – a tylko świeca oświetla ten ponury, a dziwny obraz – pisze „Płomień”. Zdawało się, że nawet konie zatrzymały oddech. Ścisnęliśmy po raz ostatni dłoń Czachowskiego, żegnając słowami – Do miłego i prędkiego zobaczenia! Nie przypuszczaliśmy wtedy, że to ’do widzenia’ będzie na innym świecie”. Wkrótce po Dniu Zadusznym, 6 listopada roku 1863, Dionizy Czachowski znajduje się ze swoim niewielkim już oddziałkiem na północno-zachodnim krańcu ziemi kieleckiej w okolicach Jawora Soleckiego. Tam miał przyjść kres starego dowódcy, o czym do dziś mówi pieśń gminna:

Nasz Czachowski, nasz kochany

Pod Jaworem zarąbany…

Oparty o pień gruszy polnej, siekąc młyńcem szabli i strzelając, zarazem bronił się zaciekle. Gdy zabito pod nim konia, któryś z młodych powstańców podbiegł, by go ratować, ale Czachowski zawołał: „Już na mnie czas. Wy się ratujcie!”. Opis jego śmierci posłużył Żeromskiemu do wstrząsającej sceny, gdy ginie nad wierną rzeką Hubert Olbromski broniący się „jak osaczony tygrys”. Tak właśnie Moskale rozsiekali Czachowskiego, gdy upadł i ostatnia kropla jego krwi wsiąkała w ziemię – jeszcze go cięli szablami. Jego porąbane ciało rzucone na wóz obwozili po wioskach i ulicach Radomia z szyderczymi okrzykami: „Oto wasz Czachowski – król polski!”. Przypomina to dokładnie scenę, jak Niemcy obwożą tymi samymi świętokrzyskimi drogami ciało majora Hubala Dobrzańskiego. Moskale nakazali pogrzebać Czachowskiego nocą na wsi pod eskortą kozaków i nie wolno było na mogile postawić nawet krzyża. W wolnej Polsce w roku 1937 prochy jednego z najsławniejszych dowódców Powstania Styczniowego złożono uroczyście w Radomiu, w mauzoleum przy kościele Ojców Bernardynów. Niemcy zniszczyli pomnik. Odbudowano go w setną rocznicę chwili, gdy Dionizy Czachowski wyruszał w bój.

Barbara Wachowicz

http://www.naszdziennik.pl/wp/27303,nas ... chany.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 20 mar 2013, 19:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/wydarzenia/46482-bi ... tyce.pl%29

Białorusini stworzyli pierwszą na świecie interaktywną internetową mapę Powstania Styczniowego


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 116 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /