Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 116 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 21 sty 2013, 08:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Powstanie w Czortkowie

Piotr Szubarczyk

To było pierwsze powstanie w okupowanej przez Niemcy i Sowiety Polsce. Piękne w swej symbolice, bo zaplanowane w 77. rocznicę Powstania Styczniowego. Bolesne w skutkach, bo Sowieci zabili lub wywieźli na Sybir 80 młodych Polaków, w większości jeszcze chłopców – licealistów…

Czortków to miasto w dolinie Seretu, na Podolu. Po agresji 1939 r. zajęte przez Sowiety. Sowieci przeprowadzili tu upokarzające „wybory” i wpisali powiat do ukraińskiej „republiki rad”. NKWD wywiozło na Sybir polską inteligencję, osadników wojskowych, urzędników, obywateli ziemskich.

Te działania budziły gniew młodych Polaków. Jednym z organizatorów konspiracji antysowieckiej był ich nauczyciel gimnazjalny, harcmistrz Józef Opacki. Tadeusz Bańkowski, Henryk Kamiński i Heweliusz Malawski założyli Stronnictwo Narodowe, które planowało akcje sabotażowe.

Na początku stycznia 1940 r. uznano, że jest szansa na ewakuowanie młodych Polaków z Czortkowa do Rumunii, by mogli stamtąd przedostać się do Wojska Polskiego we Francji. Część wojska sowieckiego z Czortkowa wyruszyła na front fiński, gdzie Armia Czerwona ponosiła ciężkie straty w walkach z dzielnymi Finami. Czortkowscy powstańcy chcieli opanować koszary, więzienie i dworzec kolejowy, skąd mieli ruszyć zdobytym pociągiem do Rumunii.

21 stycznia 1940 r. wieczorem w kościele Dominikanów zebrało się kilkudziesięciu młodych Polaków. Nie mieli prawie broni, liczyli na zdobycz w sowieckich koszarach. Niestety, nie udało się, nie było czym walczyć. Zaczęły się aresztowania. 24 powstańców zamordowano, 55 zesłano do obozów pracy. Przeżyli nieliczni, trafili później do wojska gen. Władysława Andersa.

W przeddzień 150. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego pamiętajmy i o nich – młodych powstańcach z Czortkowa, zapatrzonych w tych z roku 1863. Chcieli być ich godni.

http://www.naszdziennik.pl/wp/21560,pow ... kowie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 22 sty 2013, 07:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Do ostatniej kropli krwi

„Mors sola victris, gloria victis. Śmierć jedynym zwycięzcą, chwała zwyciężonym” – to tytuł wystawy z okazji 150. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego. Od wczoraj można ją oglądać w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie.

W uroczystym otwarciu ekspozycji wzięli udział m.in. dr Hubert Wajs, dyrektor Archiwum Głównego Akt Dawnych, Małgorzata Omilanowska, wiceminister kultury, dr Łukasz Kamiński, prezes IPN, Nikoloz Nikolozishvili, ambasador Gruzji, i Iurie Bodruga, ambasador Mołdawii.

– Archiwum Główne Akt Dawnych ma związki bardzo wszechstronne, wieloletnie z problematyką Powstania Styczniowego. Tutaj zgromadzono największą ilość źródeł i tutaj też toczyły się najbardziej zaawansowane prace nad dziejami zrywu niepodległościowego w roku 1863 i 1864 – wskazał prof. Władysław Stępniak, naczelny dyrektor Archiwów Państwowych.

Zaznaczył, że przez długi czas mówiło się, że jako Naród jesteśmy pogrobowcami Powstania Styczniowego, które bardzo głęboko wpisało się w literaturę, kulturę i tradycję. Ale nie tylko. Miało też wpływ na inne narody.

– Wiemy, że stoczono 1229 bitew i potyczek, że za broń chwyciło ponad 200 tys. osób. Wiemy także, że reperkusje powstania sięgały czasów bardzo od niego odległych. Są Polacy, którzy po dziś dzień, jako potomkowie zesłańców, żyją gdzieś w okolicach Irkucka. Wiemy też, że powstanie wpisywało się w pewien proces dziejów, który przyspieszył realizację aspiracji narodowowyzwoleńczych narodów Europy Środkowej i Wschodniej –zaznaczył Stępniak.

Wystawa prezentuje losy ludzi w kontekście wydarzeń wielkiej polityki, trudne wybory osobiste, tragedie rodzinne, ukazuje stosunek konkretnych osób do powstania. Zobaczymy pamiątki rodzinne, listy, fotografie, wspomnienia. Szczególną uwagę zwraca album ze zdjęciami z okresu żałoby narodowej (1861 r.), list pożegnalny Józefa Toczyńskiego do matki pisany tuż przed straceniem w Cytadeli Warszawskiej 5 sierpnia 1864 roku.

Archiwalia ukazują nastroje społeczne przed wybuchem powstania, okres walki zbrojnej, różne postawy jego uczestników, wreszcie represje i skutki zrywu. – Zaprezentowano m.in. sylwetkę ostatniego dyktatora powstania Romualda Traugutta oraz akta dokumentujące, w jaki sposób Powstanie Styczniowe przetrwało w pamięci uczestników i potomnych – powiedziała Dorota Lewandowska, komisarz wystawy.

Mołdawskie echa powstania
Otwarciu wystawy towarzyszyła prezentacja publikacji o mołdawskich echach powstania. Doktor Ion Varta, szef archiwów państwowych Mołdawii, przedstawił pierwsze efekty pracy, która ukaże się za dwa miesiące.

– Reprezentuję służbę archiwalną Mołdawii. Chciałbym dzisiaj przedstawić państwu naszą pracę, wkład w unaocznienie przebiegu Powstania Styczniowego, tego heroicznego wydarzenia w naszej historii. Publikacja nie jest jeszcze zakończona, to dopiero egzemplarz kontrolny, który przygotowaliśmy dzięki współpracy z wieloma instytucjami – powiedział Varta.

Zbiór przywieziony z Mołdawii, który stanowi jedynie wycinek pracy, powstawał przez miesiąc. Znalazły się w nim wydarzenia związane z udziałem Polaków mieszkających na terenie Besarabii i Guberni Podolskiej, którzy zaangażowali się w walkę.

– Wspierali powstańców moralnie, transportowali amunicję, przekazywali informacje, często byli śledzeni przez władze carskie. Osoby te nigdy nie zawahały się w swoich działaniach, wykazały się dużym męstwem i odwagą. W tomie tym znajduje się wiele nazwisk ludzi, o których nie wiedzieliśmy, że tak aktywnie uczestniczyli w działaniach powstańczych. Są to nie tylko Polacy, ale również Litwini, którzy działali na południowo-zachodnich rubieżach Rzeczypospolitej – relacjonował Varta.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -krwi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 22 sty 2013, 07:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Gloria victis!

Piotr Szubarczyk

Powstanie Styczniowe rozpoczęło się w czwartek, 22 stycznia 1863 roku, i trwało 15 miesięcy. Tyle co pierwsza „Solidarność”… Zaczynało się od stanu wojennego, „Solidarność” kończyła się stanem wojennym... Listy „internowanych” młodych Polaków (nocą z 14 na 15 stycznia 1863 roku) przygotowali współpracownicy Wielopolskiego. Listy „internowanych” nocą z 12 na 13 grudnia 1981 r. przygotowali współpracownicy Jaruzelskiego… Rosjanie nazywali powstańców „bandytami”. NKWD-UB nazywało tak żołnierzy wyklętych.

Za koniec powstania uważa się aresztowanie przez Rosjan ostatniego przywódcy Romualda Traugutta (10 kwietnia [!] 1864 roku). W wyobraźni zbiorowej Polaków koniec powstania wyznacza śmierć Traugutta i jego współtowarzyszy na stokach Cytadeli 5 sierpnia 1864 r., na oczach 30-tysięcznego, rozmodlonego i płaczącego tłumu, śpiewającego „Święty Boże”. 50 lat później z krakowskich Oleandrów ruszyła do walki Pierwsza Kadrowa.

Traumatycznym epilogiem powstania był wtorek, 23 maja 1865 roku, kiedy na rynku w Sokołowie Podlaskim Rosjanie zamordowali ks. Stanisława Brzóskę, dowódcę ostatniego oddziału na Podlasiu. Prezydent Lech Kaczyński nadał mu pośmiertnie Order Orła Białego. We wsi Krasnodęby-Sypytki wzniesiono w hołdzie kapłanowi kamienny pomnik z napisem: „Gdy pamięć ludzka gaśnie, mówią kamienie”…

Traugutt umierał w opinii świętości – jako człowiek walczący o niepodległość kraju oraz za świętą wiarę katolicką. Wiarę i wolność w tych romantycznych czasach uważano za dary Boże dla człowieka, których należy strzec i o które należy walczyć, jeśli zostały utracone. Żywa jest myśl o beatyfikacji Romualda Traugutta – jako męczennika świętej sprawy niepodległości. Świętej z Bożego nakazu życia w wolności. Popierał tę myśl Prymas Tysiąclecia. Chwała zwyciężonym!

http://www.naszdziennik.pl/wp/21660,gloria-victis.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 23 sty 2013, 08:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Konspiracja Powstania Styczniowego

Filip Frąckowiak

Tak się w naszej polskiej historii ułożyło, że jedną z narodowych cech, a nawet atrybutów, jest konspiracja. To, co było stałym elementem walki o niepodległość, w czasach obecnych zamieniło się w sposób na życie. Gdy przepisy nas, Polaków, ograniczają, znajdujemy sposób na ich obejście. Wtedy z dumą i przekornym uśmiechem powtarzamy sentencję: „Polak potrafi”. Można by powiedzieć, że patronem tej postawy był chłop z Wielkopolski Michał Drzymała, walczący sprytem w zaborze pruskim o prawo do budowy domu. Wóz Drzymały stał się symbolem walki z germanizacją Polaków. Historyczna konspiracja Polaków ma szczególne znaczenie w kontekście 150. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego. A dziedzictwo Powstania Styczniowego jest warte podkreślania i nauczania, bo nie kończy się ono w 1864 roku.

Polacy konspirowali w każdym zaborze. Szczególny był jednak zabór rosyjski, bez względu na to, czy była to autonomia Królestwa Polskiego, czy narodowy zryw. Rosjanie byli bowiem najbardziej brutalnymi zaborcami. Dlatego konspiracja Polaków odradzała się po upadku powstań: Listopadowego i Styczniowego. To ostatnie było szczególnego rodzaju konspiracyjnym sukcesem, tworząc w latach 1863-1864 skomplikowane i niepodległe struktury. Wszystko w utajeniu przed Rosjanami, którzy przywłaszczyli sobie Polskę.

To, co stworzyły kolejne rządy narodowe, a w szczególności rząd Romualda Traugutta, było wybitną konstrukcją. Powstało państwo jedynie wirtualne, ale ze swoją administracją i celami politycznymi. Korzystał z tego Józef Piłsudski, gdy powstawało nowe państwo w 1918 roku. Był on także tym, który pierwszy w wolnej Polsce uhonorował powstańców styczniowych. Tradycja konspiracji powstańców styczniowych znalazła też odzwierciedlenie w budowie jedynego w swoim rodzaju państwa podziemnego, jakim była Polska podczas II wojny światowej. Dziedzictwo tamtej konspiracji trwało przez lata komunizmu. Żołnierze oddziałów AK mordowani byli w tych samych miejscach i w taki sam sposób, jak robili to Rosjanie przed 1918 rokiem. Później tradycję irredenty niosły KPN, Polskie Porozumienie Niepodległościowe, ROPCiO.

Dziedzictwo powstańców styczniowych nosił także płk Ryszard Kukliński, przez 12 lat działając w konspiracji dla niepodległości Polski. Tak jak powstańcy był oficerem, którego Rosjanie albo Polacy pracujący dla Rosjan oskarżyli o zdradę i skazali na śmierć.

Konspiracja, niemalże polska cecha narodowa, odróżniała nas od postawy innych narodów wobec zaborcy, na przykład Czechów. Niektórzy krytykują postawę irredenty, uważając, że lepszy byłby serwilizm czy pasywność lub ugodowość. Jednak dla patriotycznego wychowania Polaków, dla naszej mentalności narodowej dużo ważniejsza jest tradycja związana z dążeniem do pełnej niepodległości. I trzeba powiedzieć jasno: odpowiedzialni za ofiary ludzkie są nasi zaborcy. Mordercy, a nie ci, co chcieli wolności. Odpowiedzialni są tak za poległych w XIX wieku, jak i w XX. Zarówno za powstańców listopadowych, styczniowych, jak i warszawskich.

Postawa konspiracji i oporu Polaków doprowadziła ostatecznie do upadku komunizmu w naszym kraju. Opór przeciwko zaborcom w XIX wieku przygotował Polaków bardzo dobrze do budowy nowego, niepodległego państwa. Dlatego tak ważne jest, by pamiętać o Powstaniu Styczniowym, a rocznicy jego wybuchu nadać właściwą, bardzo wysoką rangę.

Autor jest dyrektorem Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/21740,kon ... owego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 23 sty 2013, 11:52 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7533
Lokalizacja: Podlasie
Ks. bp Dydycz: To była godzina Polaków, nie możemy o tym zapominać

W Sokołowie Podlaskim odbyły się dziś uroczystości związane ze 150. rocznicą Powstania Styczniowego. Nieopodal tego miejsca został stracony ks. Stanisław Brzóska – ostatni przywódca Powstania Styczniowego. Eucharystii w Konkatedrze p.w. Niepokalanego Serca NMP przewodniczył ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz.

W homilii pasterz kościoła drohiczyńskiego akcentował, że było to zwycięstwo etosu polskiego powstańca, idei wolności i sprawiedliwości.

- Powstańcy ponieśli klęskę, ale tak naprawdę są zwycięzcami. Nikt przecież nie przyznał carskiej armii ostatecznego zwycięstwa. Jej bowiem założenia, cele i metody zostały odrzucone przez niemal cały świat. Zwyciężył etos polskiego powstańca. Zwyciężyła idea wolności i sprawiedliwości, nie bezpośrednio – z czasem. Dumni jesteśmy z bohaterstwa naszych żołnierzy. Wdzięcznością napawa nasze serca zachowanie się i mądrość Traugutta; jego wyjątkowo odważna i dalekosiężna wizja znaczenia moralnych wartości – powiedział ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz

Kaznodzieja nawiązał odwagę powstańców do osób walczących z dyskryminacją katolickiej Telewizji Trwam.

– „Bogu niech będą dzięki za Powstanie Styczniowe, za to że wspierało naszych przodków. Oby takich Polaków dziś nie brakowało i wierzę, że nie brakuje. O tym świadczą ci, którzy walczą o Telewizję Trwam, te wielotysięczne tłumy, które wychodzą dziś na ulice” –powiedział pasterz kościoła drohiczyńskiego.

Cały Naród uczestniczył w walce o wolną Polskę – zaznaczał Ordynariusz diecezji drohiczyńskiej.

- To był zryw, w którym uczestniczyło wielu świętych: brat Albert Chmielowski, Rafał Kalinowski, Honorat Koźmiński oraz sam dowódca powstania Romuald Traugutt, o którego procesie beatyfikacyjnym głośno się mówi. To była godzina Polski i dziś jesteśmy dumni z naszych przodków – mówił hierarcha i dodał, że determinacja Polaków przyczyniła się do tego, że Naród odzyskał upragnioną wolność i nie zapomniał o swojej tożsamości.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/ks ... zapominac/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 23 sty 2013, 21:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Ksiądz-generał (1)

Naczelnym kapelanem powstania styczniowego był ksiądz generał Stanisław Brzóska.
Ksiądz Stanisław Brzóska urodził się 30 grudnia 1834 roku w Dobudowie, nieopodal Białej Podlaskiej, zwanej wtedy Białą Radziwiłłowską, jako syn zubożałego szlachcica Marcelego oraz Karoliny z Enchajtów. Nazwisko „Brzóska” pisano rozmaicie: „Brzuska”, „Brzosko”, „Brzoska”, „Brzóska”. Ksiądz pisząc swój życiorys zapisał je w formie „Brzóska” i tak się przyjęło pisać jego nazwisko.

Przyszły ksiądz po ukończeniu w 1851 roku gimnazjum w Białej Podlaskiej rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie św. Włodzimierza w Kijowie. Po dwóch i pół latach, przerwał jednak studia i zadecydował o wstąpieniu do zakonu Marianów. Jednak „ojcowie klasztoru siedleckiego widząc w nim zbyt gwałtowne usposobienie nie przyjęli go” i poradzili mu wstąpienie do seminarium diecezjalnego. Brzóska złożył w 1854 roku wymagane dokumenty w konsystorzu diecezji podlaskiej i jesienią tegoż roku rozpoczął naukę w seminarium w Janowie. Po jego ukończeniu, 25 lipca 1858 roku przyjął święcenie kapłańskie z rąk biskupa podlaskiego Beniamina Szymańskiego.

Zaraz po święceniach ks. Brzóska został skierowany do pracy w charakterze wikarego do parafii sokołowskiej, której proboszczem był ks. Andrzej Karnicki, wybitny historyk Podlasia. Ksiądz Brzóska w swych kazaniach porywał wiernych, budził z letargu. Wedle opinii przełożonych „obowiązki spełniał przykładnie, gorliwie i z zadowoleniem tak miejscowego proboszcza, jako też parafian. Lecz ponieważ na wskutek silnej i sumiennej pracy w parafii liczącej ponad 3000 dusz nadwyrężył zdrowie, dla poratowania którego przez miesiące dwa znajdował się na urlopie, przeto Przewielebny Biskup diecezji przeniósł go na wikariat przy kościele parafialnym w mieście Łukowie”.

Powyższe przeniesienie nastąpiło w kwietniu 1860 roku. W tym czasie doszło w Królestwie Polskim do znacznego wzrostu nastrojów narodowych, czego wyrazem stały się polityczne manifestacje, spośród których pierwszą zorganizowano 12 czerwca 1860 roku na pogrzebie wdowy po obrońcy Woli z 1831 roku – generałowej Sowińskiej. Jawnie polityczny charakter nadano uroczystościom trzydziestej rocznicy wybuchu powstania listopadowego. Wystąpieniom towarzyszyły żądania przyznania autonomii Królestwu Polskiemu oraz przyłączenia do niego tzw. ziem zabranych (litewsko-białoruskich). Władze rosyjskie, aby położyć kres dalszym demonstracjom, które zyskały wsparcie wielu duchownych, wprowadziły w połowie października 1861 roku stan wojenny w Królestwie Polskim.

Pracę duszpasterską ks. Brzóski w Łukowie przerwało jego aresztowanie, będące wynikiem zatargu z rosyjskimi oficerami batalionu strzelców kostromskiego pułku piechoty stacjonującego w mieście. W trakcie trwania nabożeństwa 10 listopada 1861 roku rosyjscy oficerowie – korzystając z praw stanu wojennego - weszli do kościoła, śmiejąc się i prowokując wiernych. Tematyka kazania, głoszonego przez ks. Brzóskę dotyczyła ewangelicznej przypowieści o przepisy i kąkolu. Słowa o złym ziarnie wrzuconym przez diabła oficerowie odebrali jako aluzję pod swoim adresem. Uznano więc kazanie ks. Brzóski jako „podburzające umysły”, buntownicze.

Następnego dnia burmistrz Jackowski – znany ze służalczej postawy wobec Rosjan - wezwał ks. Brzóskę do stawienia się w magistracie. Ten jednak – wedle przysługujących mu praw stanu duchownego podlegał jurysdykcji władz kościelnych – odmówił spełnienia rozkazu. Proboszcz parafii złożył skargę na zachowanie oficerów do ich dowódcy mjr Ostachiewicza. Jednocześnie ks. Brzóska w raporcie dla biskupa Szymańskiego po przedstawieniu swych racji, prosił, „aby swą wysoką opieką od podobnie nieprawnych nadużyć zasłonić nas raczyła, w tym razie usilnie proszę, aby wyżej opisane nadużycie Majora i oficerów zakomunikować raczyła Jenerałowi Chruszczowowi, Gubernatorowi Wojennemu w Lublinie, a niewłaściwe kroki Burmistrza przedstawiła Jaśnie Wielmożnemu Panu Gubernatorowi Cywilnemu”.

Biskup Szymański w liście do gubernatora cywilnego ujął się za swym podwładnym, wskazując, iż „czyn zatem burmistrza łukowskiego, który ks. Brzóskę za kazanie pociągnął do tłumaczenia się w magistracie jest przekroczeniem, gwałtem publicznym pod zasłoną charakteru publicznego jako niesprawiedliwy, jako bezprawie nie może przyłączyć się do uspokojenia umysłów, ale przeciwnie tym więcej rozjątrza i opłakany stan kraju przedstawia”. Z kolei w piśmie do gubernatora wojennego podkreślił, iż ks. Brzóska, który „nie jest bynajmniej człowiekiem burzliwego i niespokojnego umysłu, odznaczał się zawsze wzorowym prowadzeniem się i duchem prawdziwej pobożności”, jedynie starał się zaprowadzić porządek w świątyni, naruszony przez rosyjskich oficerów.

Władze rosyjskie pragnąc zastraszyć polskie duchowieństwo zadecydowały o oddaniu ks. Brzóski pod sąd wojenny. 27 listopada 1861 roku policja rosyjska aresztowała ks. Brzóskę i osadziła go w siedleckim wojskowym odwachu. Śledczy stali się nie tylko dowieść, iż Ksiądz popełnił przestępstwo o politycznym charakterze, ale uzyskać również dowody winy biskupa Szymańskiego, który odmówił swego czasu wydania duchowieństwu zakazu uczestnictwa w manifestacjach o charakterze religijno-patriotycznym.

Biskup Szymański w kolejnym liście do gubernatora wojennego Chruszczowa, wytknął, iż oficerowie, z którymi obwiniony miał zatarg, a więc będący stroną w sporze, stają się świadkami i to jedynymi, po odrzuceniu świadków obrony. Wedle oficerów ks. Brzóska nazwał ich w kazaniu „rozbójnikami i judaszami” , którzy nie dość, że prześladują Polaków na ulicach i w mieszkaniach, to pod pretekstem modlitwy przychodzą do kościoła, aby szpiegować. W rzeczywistości – zdaniem biskupa – opacznie zinterpretowali oni jego słowa, „alboż to, doświadczenie nie uczy, że niekiedy inna się nauka wypowiada ludowi, a lud później wyszedłszy z kościoła, co innego mówi, o czem ani myślał kaznodzieja”.

Sąd wojenny pod przewodnictwem płk. Czernickiego, skazał 11 grudnia 1861 roku Księdza na dwa lata twierdzy. Surowe potraktowanie Księdza było dowodem, iż Rosjanie byli świadomi dużego wpływu wikarego łukowskiego na wiernych i pragnęli położyć kres jego działalności.
Ostatniego dnia 1861 roku Chruszczow zmniejszył wyrok do roku twierdzy,. Wyrok ten, po kolejnej interwencji biskupa Szymańskiego, zmniejszono do trzech miesięcy. Ksiądz odbył go w twierdzy w Zamościu.

Po odbyciu kary Ksiądz wrócił do Łukowa, pozostając pod stałym policyjnym nadzorem. Wiosną 1862 roku rozwinęła się na Podlasiu konspiracja podporządkowana Komitetowi Centralnemu Narodowemu, w której uczestniczyło wielu księży. Ks. Adam Słowiński został naczelnikiem powiatu, ksiądz Stanisław Brzóska naczelnikiem miasta Łukowa. Do współpracy wciągnięto także łukowskiego proboszcza, u którego na plebanii odbywały się ważniejsze narady konspiratorów.

W październiku 1862 roku ksiądz Brzóska został mianowany okręgowym łukowskim, a po reorganizacji władz konspiracyjnych w listopadzie tegoż roku powierzono mu funkcję naczelnika wydziału administracyjnego komitetu wojewódzkiego, którego szefem został Teodor Jasiński. Jednocześnie Ksiądz został członkiem specjalnego komitetu wojewódzkiego, którego zadaniem było zbieranie broni oraz pomoc osobom zagrożonym branką. W ciągu kilku tygodni zgromadzono 200 dubeltówek, 2 pistolety oraz kilkadziesiąt szabel i pałaszy.

Margrabia Aleksander Wielopolski chcąc spacyfikować kraj postanowił przeprowadzić brankę rekrutów do armii rosyjskiej, zmieniając zasadniczo jej zasady. Wcześniej pobór do wojsk odbywał się w drodze losowania, tym razem jednak pobór miano przeprowadzić wśród osób podejrzanych o zaangażowanie w konspirację, wedle list proskrypcyjnych ułożonych wcześniej przez służby specjalne.

W połowie listopada 1862 roku odbył się zjazd duchowieństwa diecezji podlaskiej, zorganizowany przez księży – uczestników konspiracji. Zdecydowana większość (78) zebranych opowiedziała się za Komitetem Centralnym Narodowym, jedynie trzech głosowało za Białymi. Księża uznali KCN za głos narodu i przyrzekli wspierać jego poczynania - „pouczać sprawy narodowej swych parafian, starać się oświecać lud, aby nie słuchał ajentów moskiewskiego rządu zachęcających do rzezi galicyjskiej”.

Dnia 18 stycznia 1863 roku odbyło się zwołane w trybie alarmowym zebranie konspiratorów w Łosicach, trakcie którego wobec bliskiego terminu rozpoczęcia powstania, postanowiono o uderzeniu na garnizon łukowski. Dowódcą operacji został ksiądz Stanisław Brzóska, który liczył na neutralna postawę części oficerów oraz element zaskoczenia. Nie miał niestety żadnego woskowego doświadczenia, podobnie jak większość jego podkomendnych.

Cdn

http://chris1991.salon24.pl/480533,ksiadz-general-1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 23 sty 2013, 21:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Ksiądz-generał (2)

Ksiądz Stanisław Brzóska był dowódcą ostatniego oddziału partyzanckiego w powstaniu styczniowym.
W nocy z 22 na 23 stycznia w Łukowie zebrało się zaledwie 350 ludzi, choć było ponad 3 tysiące zaprzysiężonych. Około godziny 2.00 w nocy spiskowcy dowodzeni przez ks. Brzóskę uderzyli na żołnierzy 5 kompanii kostromskiego pułku piechoty kwaterujących w Łukowie. „Szliśmy cicho – wspominał jeden z uczestników – grupami po dziesięciu i każda grupa nie dalej jako i sto kroków (…). Wszystko miasto spało snem sprawiedliwego, tylko kiedy niekiedy odezwał się jakiś Burek czy Łysek. Gdyśmy się zbliżyli do odwachu Józef Krasuski ze swoim zaczął kosić Moskali. Najpierw dostał kosą wartownik, który stał oparty o belkę. W środku, którzy leżeli, z pięciu zerwali się, ale nim się wzięli za karabiny już dostali kosami po łbach. Byłoby się odbyło bez strzelania, ale służący jednego z oficerów zrobił alarm, to my daliśmy ognia z karabinów ruskich, któreśmy zabrali z odwachu”. Niestety Rosjanie wycofali się na południową stronę miasta, gdzie zajęli pozycje obronne za murami starego klasztoru bernardynów. Nad ranem przybyła im z pomocą rota, stacjonująca w Jastrzębiach Mrocznych. W tej sytuacji ks. Brzóska nakazał wycofanie się.

Zamiast zachować oddział, zgodził się na rozejście się żołnierzy, a sam udał się w kierunku Żelechowa, gdzie zbierali się powstańcy. Ksiądz został kapelanem w oddziale wojskowego naczelnika województwa płk. Lewandowskiego, uczestnicząc m.in. w bitwach pod Siemiatyczami (7 lutego 1863 roku) ,Woskrzennicami (14 lutego) oraz Staninem (14 marca). W czasie tej ostatniej został dwukrotnie ranny i odtransportowany do łukowskiego szpitala.

W trakcie rekonwalescencji, którą odbywał pod Żelechowem, dotarła do niego w czerwcu 1863 roku wiadomość o nominacji go na Naczelnego Kapelana Wojsk Powstańczych i nadaniu mu rangi generalskiej.

Ksiądz został następnie „prawą ręką” Krysińskiego, dowodząc jednym z oddziałów kawalerii w sile 150 ułanów. Przydała mu się umiejętność jazdy konnej, nabyta w czasie kijowskich studiów. Ks. Brzóska uczestniczył w zwycięskiej bitwie pod Żyrzynem, w takcie której zabito i raniono 200 Rosjan, zdobyto 400 karabinów i 2 działa, przy minimalnych stratach własnych (10 zabitych i 50 rannych).

Wkrótce potem Ksiądz zapadł na tyfus i znów znalazł się w łukowskim szpitalu. Po długiej rekonwalescencji w majątku Levittoux w Kępkach, w grudniu 1863 roku został dowódcą oddziału, liczącego ok. 1000 żołnierzy, działającego w lasach parczewsko-włodawskich. Ścigany przez Rosjan przeniósł się w lasy jackie, obfitujące w uroczyska i tereny trudno dostępne. Jednocześnie powstańcy ciągłymi wypadami nękali rosyjskie garnizony.
Przeciwko Księdzu Rosjanie wysłali 5 rot wojska. Celem łatwiejszego ukrycia, podzielił swój oddział na cztery pododdziały.

W kwietniu 1864 roku, wskutek denuncjacji złożonej przez Artura Goldmana, udało się Rosjanom pochwycić dyktatora powstania Romualda Traugutta. Równocześnie, aby odciągnąć chłopów od powstania, car Aleksander II wydał ukazy uwłaszczeniowe. W maju 1864 roku ogłoszono amnestię dla tych, którzy dobrowolnie opuścili „bandy”. Dnia 13 maja 1864 roku namiestnik Królestwa Polskiego hr. Berg ogłosił kampanię wojenną za zakończoną. Zwycięskim żołnierzom rosyjskim nadano medale „za usmierjenije polskowo miatieża”.
Pomimo tej propagandowej kampanii na Podlasiu nadal operowały oddziały powstańcze.
We wrześniu 1864 roku ksiądz Brzóska przeniósł się ze swoim oddziałem w lasy seroczyńskie, organizując liczne wypadu przeciwko poddziałom rosyjskim. Wobec informacji o nadciąganiu nowych oddziałów Moskali, Ksiądz zdecydował o powrocie do lasów jackich. Późną jesienią 1864 roku pozostała przy Księdzu jedynie garstka najbardziej wytrwałych.

W połowie listopada 1864 roku ks. Brzóska z towarzyszami przeniósł się na kwatery w Siedleckie. Niestety Rosjanie aresztowali kilku b. podkomendnych Księdza, uzyskując od nich szereg cennych informacji. W celu jak najszybszego schwytania Księdza z Warszawy skierowano na Podlasie dowódcę dońskich kozaków płk. Zanikisowa, wprawionego w łapaniu powstańców. Przeprowadzone obławy nie przyniosły rezultatu – Ksiądz był bardzo ostrożny, często zmieniał miejsce swego postoju. Jednocześnie sam wysyłał dużo patroli w odległe miejsca z zadaniem niepokojenia Rosjan, co znakomicie dezorientowało przeciwnika.

Pomimo wyznaczenia wysokiej nagrody za głowę Księdza, tylko nieliczni Polacy szli na współpracę z Rosjanami. Zdecydowana większość mieszkańców Podlasia poważała go, a on sam urasta do roli bohatera, który jest niepokonany. Także rosyjscy żołnierze utwierdzali się w przekonaniu, że „Ksiądz jest święty” i nieuchwytny jak czarodziej. Imię Księdza siało postrach wśród Rosjan.

Rosjanie chcąc zniszczyć legendę Naczelnego Kapelana głosili, iż smaruje głowę fosforem, by wśród ludzi wzbudzić zabobonny lęk, a posłuch wymusza terrorem. W końcu listopada gen. Maniukin rozesłał za nim list gończy, w którym rozkazał podległym sobie oficerom by „przy spotkaniu każdej podobnej osoby, obejrzeć głowę i jeśli się ukaże tonsura i rany na nodze to aresztowanego oddać do najbliższego oddziału dla dostarczenia do Siedlec”.

Będąc przekonanym, iż Ksiądz cieszy się wsparciem chłopów, gen. Maniukin zaproponował hr. Bergowi wysiedlanie całych podlaskich wsi, podejrzewanych o udzielanie pomocy Księdzu. Żądał też zezwolenia na wyrąb lasu w błotach jackich i nagradzania żołnierzy dodatkowymi porcjami wina. Namiestnik zgodził się tylko na obdzielanie żołnierzy alkoholem.

W końcu grudnia Rosjanie okrążyli wieś Przewózki, w której ukrywał się Ksiądz. Ten jednak wypadł z ukrycia, oddał dwa strzału w kierunku kozaków i zbiegł do lasu. Kozacy odmówili pogoni za Księdzem. W czasie potyczki zginęło jednak dwóch powstańców. W odwecie Rosjanie okrutnie pobili mieszkańców wsi.

Po ciężkich przejściach ks. Brzóska zdecydował się opuścić niebezpieczny rejon i przeniósł się w okolice Stoczka Węgrowskiego, potem do powiatu sokołowskiego. Ukrywał się m.in. u majątku Stary Dwór, w lasach na północ od Kałuszyna. Wszelkie próby nawiązania kontaktu z Rządem Narodowym nie przyniosły efektu – takiego rządu już nie było. Nie uważał sytuacji za beznadziejną, pisząc: „Na Bóg żywy, bracia nie zasypiajmy sprawy, Bóg nam przybliża korzystna chwilę, katorga klasztorów poruszyła lud, a jeszcze więcej go poruszy pobór do Wojsk Moskiewskich. Bądźmy przezornemi. Potrzeba zawezwać z zagranicy naczelników oficerów, aby wszyscy byli gotowi, gdyby który wymawiał się pracy, skazać na banicję, broni jest jeszcze niemało między ludem. Moskwa ścigając mnie, rozłożyła się małymi oddziałami po pół roty, a najwięcej gdzie stoi kompania, nam to na rękę. Przy dzisiejszym usposobieniu ludu może wszystkich jednej wydusić oddział mój z 200 strzelców złożony, dziś przerzedzony, ale jeszcze wiele nim robić można”.
W kwietniu 1865 roku Rosjanie złapali kurierkę Księdza Annę Konarzewską, która okrutnie torturowana wskazała kryjówkę ks. Brzóski. 28 kwietnia wyruszyła obława, która następnego dnia otoczyła Sypytki Szlacheckie. Ksiądz z towarzyszącym mu Franciszkiem Wilczyńskim próbowali uciec do lasu, jednak ks. Brzóska otrzymał cięcie szablą w rękę i został otoczony. Widząc to Wilczyński zawrócił i dobrowolnie oddał się do niewoli.

Złapanych odstawiono do Sokołowa. Na wieść o aresztowaniu Księdza mieszkańcy miasta urządzili przed więzieniem manifestację, za co miasto ukarano nałożeniem kontrybucji. Księdza przewieziono następnie do Warszawy, gdzie przeprowadzono śledztwo. Oskarżeni stanęli przez Polowym Sadem Wojennym w Cytadeli.

Księdza Stanisława Brzóskę oskarżono o dowodzenie bandą, którą dopuściła się różnych gwałtów walcząc z wojskiem rosyjskim. 19 maja 1865 roku sąd skazał Księdza na pozbawienie praw stanu duchownego oraz karę śmierci przez powieszenie. Na karę śmieci skazano także Franciszka Wilczyńskiego. Na miejsce kaźni wyznaczono Sokołów. W czwartek 23 maja 1865 roku na rynku sokołowskim, gdzie spędzono około 10 tysięcy mieszkańców miasta i okolicznych wsi, doszło do egzekucji obydwóch. Przed śmiercią Ksiądz zawołał do ludzi: „Żegnajcie bracia i siostry i wy małe dziatki. Ginę za naszą ukochaną Polskę, która przez naszą krew i śmierć ….”.

Przy szubienicach Rosjanie wystawili warty. Dopiero po czterech godzinach ciała obydwu skazańców odcięto, włożono do skrzyń i wywieziono w kierunku Brześcia, ukrywając w nieznanym do dziś miejscu.

W ostatnim swym raporcie do nieistniejącego Rządu Narodowego, Ksiądz napisał: „Mnie tylko przysięga do ostatniej kropli krwi, mocna wiara w opatrzność Boga, ze tyle krwi nie może być na próżno, wreszcie myśli, że postęp, czas nie ścierpi zbrodni, jakich się dopuszcza Moskwa, zniewoli obojętną Europę dziś czy jutro do położenia nadużyciom końca, zatrzymywała w kraju”.

W maju 2008 roku prezydent Lech Kaczyński nadał pośmiertnie ks. Stanisławowi Brzósce order Orła Białego.

Wybrana literatura:

T. Krawczak – Ksiądz Generał Stanisław Brzóska
J. Skowronek – Powstanie Styczniowe na Podlasiu
S. Kieniewicz – Powstanie Styczniowe
B. Brodowski – Zbrojny czyn powstańców podlaskich w roku 1863
Z nieznanej przeszłości Białej i Podlasia

http://chris1991.salon24.pl/481034,ksiadz-general-2


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 24 sty 2013, 07:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Ryngraf na Krzyżu Traugutta

Kulminacyjnym momentem centralnych uroczystości 150. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego było zawieszenie na Krzyżu Traugutta Ryngrafu z Krzyżem Niepodległości z Mieczami oraz Krzyżem Virtuti Militari.

Uroczystości rozpoczęła Msza św. w katedrze polowej Wojska Polskiego. Po jej zakończeniu uczestnicy obchodów przeszli w pochodzie z flagami narodowymi, pochodniami i zapalonymi zniczami ulicami Nowego Miasta pod Krzyż Traugutta w pobliżu Cytadeli Warszawskiej. Tam na uczestników uroczystości czekały liczne poczty sztandarowe, grupy rekonstrukcji historycznych w strojach z czasów Powstania Warszawskiego oraz Powstania Styczniowego, kompania honorowa WP, a także członkowie grup odtwarzających tradycje chorągwi husarskich.

Podniosłym momentem uroczystości pod Cytadelą było zawieszenie na Krzyżu Traugutta Ryngrafu z Krzyżem Niepodległości z Mieczami oraz Krzyżem Virtuti Militari. Ryngraf ofiarował ojciec Eustachy Rakoczy ZP z Jasnej Góry. Swoje odznaczenia ofiarował prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej płk Stanisław Oleksiak.

W nadesłanym przesłaniu odczytanym przez prof. Wiesława Wysockiego prezes ŚZŻAK podkreślał, że ryngraf składa w imieniu wszystkich weteranów Polski Walczącej. „Pragnę symbolicznie, w imieniu weteranów Polski Walczącej, złożyć na pomniku Krzyż Traugutta zdobyty w boju Krzyż Wojenny Virtuti Militari oraz Krzyż Niepodległości z Mieczami. Jako prezes Światowego Związku Żołnierzy AK pragnę wyrazić głęboką więź między armią podziemną walczącą z wrogiem z Zachodu i Wschodu, a następnie żołnierzami drugiej konspiracji zwanymi Wyklętymi oraz poprzednikami, naszymi bojownikami styczniowymi insurekcji 1863 roku, a także Legionistami i POW-iakami, którzy wywalczyli wolną Polskę” – napisał szef ŚZŻAK.

Wcześniej w katedrze polowej Wojska Polskiego została odprawiona Msza Święta w intencji poległych powstańców i Ojczyzny. W wygłoszonej homilii biskup polowy WP ks. bp Józef Guzdek przypomniał okoliczności wybuchu powstania, carskie represje wymierzone w rozpalony patriotycznym uniesieniem lud Warszawy, a także w Kościół katolicki. Podkreślał, że to w polskiej dumie i nieustępliwości tkwi sekret polskich powstań. – Z tej dumy zrodziły się robotnicze protesty, z tej dumy powstała „Solidarność”. Przykład powstańców styczniowych inspirował do podejmowania dziejowych wyzwań – przypominał ks. bp Guzdek. Wspomniał również o tragicznych dla Narodu skutkach wydarzeń z 1863 roku. Zwrócił uwagę, że po powstaniu nadszedł czas narodowej pracy u podstaw, w której wzięli również udział zakonnicy, a zarazem byli powstańcy. – Rafał Kalinowski godzinami spędzał czas w konfesjonale, pomagając wyzwolić się z grzechu i słabości, by służyć Polsce. Brat Albert służył krakowskim nędzarzom, nie wołając do nienawiści, ale ratując godność człowieka – powiedział ordynariusz polowy WP. Przypomniał również, że ks. abp Zygmunt Szczęsny Feliński, choć niezaangażowany politycznie, upominał się w liście do cara o los rodaków, za co zapłacił cenę 20 lat katorgi w głębi Rosji.

Podczas Apelu Poległych pod Krzyżem Traugutta przywołano najważniejszych bohaterów powstania 1863 r.: przedstawicieli Rządu Narodowego straconych w tym samym miejscu w sierpniu 1864 roku wraz z Romualdem Trauguttem, dowódców oddziałów powstańczych, bohaterskich księży, młodzież zaangażowaną w konspiracyjne spiski, polskie kobiety, zesłańców, ofiary popowstaniowych represji, a także harcerki i harcerzy z drużyn, których patronem był właśnie Traugutt.

Uroczystość pod Krzyżem Traugutta rozpoczęła inscenizacja potyczki oddziału powstańczego z czasów Powstania Styczniowego z kozacką sotnią. Oddział partyzancki uzbrojony w karabiny i kosy został zaatakowany przez kozaków. Ich atak został odparty, a rosyjska jazda musiała walczyć z oddziałem jazdy powstańczej.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... gutta.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 24 sty 2013, 14:17 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7533
Lokalizacja: Podlasie
Pokolenie Powstania Styczniowego

Wszystkie nasze wielkie powstania były wielkimi zwycięstwami polskiej cywilizacji. Było bowiem tak, że po każdym powstaniu, po każdym rozlewie krwi polskość odradzała się i przemieniała – mówi Jarosław Marek Rymkiewicz. Rozmawia Joanna Lichocka.

Oficjalna wersja rządzących elit brzmi, że Powstanie Styczniowe to nieodpowiedzialne, szkodliwe marzycielstwo Polaków. Wypowiedzi niektórych rządowych publicystów właściwie niczym nie różnią się od wykładni obowiązującej po Powstaniu Styczniowym prezentowanej przez carskich urzędników.
„Podłe powstanie” – tak mówią, kilkanaście lat po Powstaniu Styczniowym, zruszczeni bohaterowie opowiadania Stefana Żeromskiego „Echa leśne”. Wcale bym się nie zdziwił, gdybym teraz usłyszał w reżimowej telewizji takie sformułowanie. No bo to przecież było podłe – wszyscy zginęli lub poszli na Sybir. Jak tak można – przelewać niepotrzebnie krew i ginąć za Polskę – kiedy można żyć wesoło i balować na salonach. Chyba tylko jakiś podlec nie chce żyć wesoło i wzywa do umierania. Telewizor z pewnością tak właśnie teraz myśli swoim przygłupim telewizyjnym rozumem. Historyczna prawda zaś jest taka, że każde nasze powstanie, każde zachwianie nie tylko polskiej tożsamości, ale w ogóle polskiej możliwości istnienia – przez pacyfikacje, masowe zsyłki na Sybir, przez przelew krwi – każde powstanie, mimo że każde było militarną klęską, było zwycięskie. Wszystkie nasze wielkie powstania były wielkimi zwycięstwami polskiej cywilizacji. Było bowiem tak, że po każdym powstaniu, po każdym rozlewie krwi polskość odradzała się i przemieniała. (…)

10 sierpnia 1863 r. pod Chromakowem, po nieudanej bitwie z Rosjanami, 120 powstańców schroniło się w owczarni. Moskale otoczyli ich i spalili żywcem.
W lutym tegoż roku 1863 urodziła się Maria Rodziewiczówna. Rok później przyszedł na świat Stefan Żeromski. Minęły jeszcze trzy lata i w roku 1867 urodził się Józef Piłsudski. Można ich nazwać – a wraz z nimi tych wszystkich Polaków, którzy urodzili się w połowie lub w drugiej połowie lat sześćdziesiątych – pokoleniem Powstania Styczniowego. Jak żyli i co zrobili w życiu oraz kim się dla nas później stali – to wszystko zostało bowiem zdeterminowane, można powiedzieć: zaprogramowane przez krwawe wydarzenia lat 1863–1865. To było pokolenie, które, korzystając z doświadczeń lat 60. – doświadczeń powstania, ale i doświadczeń pacyfikacji – miało wymyślić i stworzyć nowy kształt polskiej cywilizacji – nadać nowe kształty życiu polskiemu. Dokonało tego dzieła. Józef Piłsudski zakończył je, stając w roku 1918 na czele państwa polskiego, odrodzonej Rzeczypospolitej, która – zwrócona i ku przeszłości, i ku przyszłości – miała być formą nowej polskiej cywilizacji. Gdyby – mówiąc metaforycznie – nie tych stu dwudziestu spalonych w stodole, o których Pani opowiada, gdyby ich tam, pod Chromakowem, w sierpniu, Moskale nie otoczyli i nie spalili, gdyby nie wszystkie inne masakry, gdyby nie krew polska wtedy przelana, nie byłoby pokolenia roku 1863 – pokolenia zaprogramowanego przez ten rok. Rodziewiczówna, Żeromski i Piłsudski mieliby jakieś zupełnie inne (teraz dla nas niewyobrażalne) doświadczenia i mieliby jakieś zupełnie inne życiorysy – pewnie opuściliby Polskę i zamieszkaliby, nie chcąc pogodzić się z postępującą i coraz obrzydliwszą rusyfikacją, gdzieś na emigracji. Wszystko wyglądałoby więc zupełnie inaczej, Polska przez następne sto i dwieście lat wyglądałaby zupełnie inaczej. A i pani życie, pani Joasiu, i moje – bo i to trzeba wziąć tu pod uwagę – wyglądałoby zupełnie inaczej. W roku 1914 Pierwsza Kadrowa nie wyruszyłaby z Krakowa do Kielc, w 1918 r. Piłsudski nie zostałby Naczelnikiem państwa polskiego, które może w ogóle by nie powstało – bo kompletnie zrusyfikowani Polacy już nie chcieliby mieć swojego państwa, zrezygnowaliby na zawsze ze swoich szkodliwych marzeń o niepodległości. Niepodległa Polska nie byłaby im do niczego potrzebna. Jest w tym jakaś nauka i dla nas, teraz bardzo aktualna. Rozmawialibyśmy sobie z panią tutaj po rosyjsku – ale na jakiś inny, jakiś ruski temat. W roku 1895 nie ukazałoby się opowiadanie Żeromskiego „Rozdziobią nas kruki, wrony” – jedno z największych arcydzieł literatury polskiej – przerażająca, posępna analiza stanu polskiej duszy – opowiadanie, z którego Polacy dowiedzieli się wtedy, kim są oraz skąd się wzięli. W roku 1920 nie ukazałoby się „Lato leśnych ludzi” Marii Rodziewiczówny, wielki – najwspanialszy po „Panu Tadeuszu” – hymn ku chwale polskości. To wszystko by się nie stało, i jeszcze wiele innych rzeczy by się nie stało, bo nie byłoby pokolenia roku 1863 i cywilizacja polska nie odrodziłaby się, nie mogłaby się odrodzić dzięki krwi przelanej.

Cały wywiad w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”.
Autor: Joanna Lichocka
Żródło: Gazeta Polska Codziennie

http://niezalezna.pl/37627-pokolenie-po ... yczniowego

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 25 sty 2013, 07:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Obok Orła znak Pogoni

Teresa Worobiej dziennikarz „Tygodnika Wileńszczyzny”

Litwa wkroczyła w rok obchodów 150. rocznicy Powstania Styczniowego – zrywu niepodległościowego podyktowanego troską o Ojczyznę oraz wielką tęsknotą za wolnością.

Parlament Litwy, ogłaszając rok 2013 Rokiem Powstania Styczniowego – na co nie zdobył się Sejm Rzeczypospolitej Polskiej – był zgodny co do upamiętnienia tej daty, wyrytej na kartach historii obu narodów, które chwyciły za broń, walcząc przeciwko znienawidzonemu Imperium Rosyjskiemu.

Z okazji Roku Powstania Styczniowego na Litwie zaplanowano rocznicowe przedsięwzięcia: wystawy, konkursy, projekcje filmów o tematyce powstańczej. Tymczasem młodzież, wyprzedzając wszelkie oficjalne imprezy, uczciła pamięć bohaterów w dniu rozpoczęcia walk powstańczych – 22 stycznia. Harcerze Wileńskiego Hufca Maryi im. Pani Ostrobramskiej z kapelanem ks. Dariuszem Stańczykiem na czele zorganizowali w Wilnie Marsz Wolności.

Inicjator przemarszu ks. Dariusz Stańczyk zwrócił uwagę, że „im bardziej zgłębimy ducha tamtych wydarzeń, tym łatwiej będzie odnaleźć zrozumienie wzajemne i budowanie dobrych stosunków polsko-litewskich”. Bowiem idea „W imię Boga za naszą i waszą wolność” w tamtych czasach łączyła i budowała ówczesnych obywateli Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W młodzieżowym przedsięwzięciu wziął udział także poseł na Sejm RL Zbigniew Jedziński, prezes Święciańskiego Oddziału Rejonowego Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Przemawiając do zgromadzonych, podkreślił, że idee, za które powstańcy oddawali swoje życie, były, są i pozostaną aktualne.

Przemarsz ulicami wileńskiej Starówki rozpoczął się u stóp krzyża na placu Łukiskim – miejscu w roku 1863 będącym zamiejskim pustkowiem, gdzie z rozkazu Michaiła Murawiowa, gubernatora wileńskiego, wykonywano wyroki kaźni na powstańcach. Przy placu wznosi się okazała barokowa świątynia dominikańska, w której znajduje się tablica upamiętniająca pierwszą ofiarę terroru Wieszatiela na Litwie – ks. Stanisława Iszorę.

Ulicami Starówki uczestnicy marszu przeszli w kierunku Góry Zamkowej, gdzie złożono ciała wielu powstańców. Jeszcze w międzywojniu miejsce to upamiętniał krzyż będący dziełem tego samego autora, który zaprojektował pomnik Trzech Krzyży widniejących nad Wilnem – Antoniego Wiwulskiego. Marsz Wolności zakończył się na Górze Trzech Krzyży, gdzie w intencji poległych została odprawiona Msza Święta.

Uczestnicy przemarszu nieśli oprócz transparentów oraz polskich i litewskich flag relikwie powstańca i sybiraka – św. Rafała Kalinowskiego, którymi kapłan błogosławił wiernych. Podczas uroczystości przypomniano młodzieży sylwetki powstańców, m.in. Zygmunta Sierakowskiego, Konstantego Kalinowskiego, ks. Antoniego Mackiewicza. Młodzież, poznając bohaterów powstania, ich życie i działalność, wybiera wzór dla siebie. Powstańcy służą jej za przykład krzewienia rodzimych tradycji, poszanowania wartości.

Z kolei 23 stycznia hołd powstańcom złożyli przedstawiciele największej polskiej organizacji społecznej – Związku Polaków na Litwie. Prezes ZPL Michał Mackiewicz, poseł na Sejm RL z ramienia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, przypomniał, że pierwsze ofiary powstania padły już dzień po ogłoszeniu przez Tymczasowy Rząd Narodowy manifestu nawołującego do walki o niepodległość. Dlatego Związek Polaków na Litwie wybrał ten dzień na uczczenie bohaterów. W uroczystości złożenia wieńców u stóp krzyża na placu Łukiskim uczestniczyli także przedstawiciele innych polskich organizacji społecznych działających na Litwie.

Dziś w Litewskim Muzeum Sztuki Użytkowej w Wilnie zostanie otwarta wystawa „Powstanie Styczniowe w cyklach prac Artura Grottgera ’Polonia’ i ’Lithuania’”. Ekspozycja ma charakter edukacyjny i składa się z fotografii oryginalnych prac Grottgera ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/21950,obo ... ogoni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 26 sty 2013, 13:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2013/01/17/15 ... -zyrzynem/


150 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Legenda o skarbie okazała się prawdą. Bitwa pod Żyrzynem
17 STY 2013 O 0:48

O tym, jak do powstania ruszyła puławska młodzież, opowiada Mikołaj Spóz, regionalista.

To była zima jak się patrzy. Mówili ludzie, że ptaki zamarzały w powietrzu, a kora na drzewach pękała od mrozu. Drewniany chodnik na głównej ulicy Nowej Aleksandrii niewidoczny był spod śnieżnych zasp. Środkiem sunęły sanie brzęcząc janczarami. Dreptały baby otulone w grube, wełniane chusty, mężczyźni ubrani w baranice i bobrowe kołnierze. Do budynku Instytutu Politechnicznego też prowadziła ścieżka odcinająca się jak smuga w białym puchu. Studenci kręcili się niespokojnie, zatrzymywali po kilku, gadali o czymś niegłośno. Ale też nowiny były ekscytujące. Podobno oddział Leona Frankowskiego krąży po okolicy. I wójt gminy wreszcie złożył 24 stycznia 1863 roku raport, że „…studenci tutejszego instytutu dość licznie zebrani kupią się po ulicach osady głosząc, iż wojsko otoczyło Puławy". Ale wójt nie wiedział, że młodzi spotkali się już poprzedniej nocy i przysięgli.

Człowiek honoru
Powstanie Styczniowe tak odległe, a niektóre wydarzenia tamtego okresu wciąż ekscytują. Znamy najważniejsze fakty historyczne, ale niektóre sprawy są wciąż niewyjaśnione i wydają się niemal legendarne. Tak właśnie było m.in. z pieniędzmi, które powstańcy gdzieś zdobywali i ukrywali.
– W pierwszych dniach powstania kasę przewożoną przez zaborców zdobył oddział Frankowskiego – wyjaśnia Mikołaj Spóz. – Jakiś czas o jej sprzeniewierzenie posądzany był Józef Broniewicz, który przecież wyniósł te pieniądze z okrążenia. Jestem przekonany, że ich nie ruszył. Zresztą znałem dobrze Jurka Broniewicza – wnuka tamtego powstańca – mówi pan Mikołaj. – Nie raz rozmawialiśmy o tych wydarzeniach. Sam się śmiał, że chciałby odnaleźć ten rzekomy skarb. Józef Broniewicz, który mieszkał w folwarku „Walencja" w Kazimierzu Dolnym żył niezwykle skromnie. Jak patrzę dziś na fotografię jego domu, to zastanawiam się, czy to nie chłopska chałupa, tak był mizerny. To pewne, że gdyby choć część pieniędzy przywłaszczył, jego dom nie byłby aż tak ubogi. Poza tym, Broniewicz był człowiekiem honoru, a to wtedy coś znaczyło.
Jak pieniądze znalazły się w rękach Józefa Broniewicza?

Obrazek
Józef Broniewicz


Przysięga
– Niektóre źródła podają, że studenci zebrali się w nocy z 22 na 23 stycznia w parku przy świątyni Sybilli i tam złożyli przysięgę. Wątpię jednak, czy tak mogło być – uważa Mikołaj Spóz, – Przecież było tu dużo wojska rosyjskiego i z pewnością takie zgromadzenie byłoby szybko zauważone i spacyfikowane. Jestem przekonany, że złożyli przysięgę w kaplicy, w grocie.
Studenci Instytutu złożyli przysięgę braterstwa i walki z caratem na śmierć i życie, i znikli w ciemnościach nocy. Styczniowy śnieg skrzypiał pod nogami, a drogę oświetlał im księżyc. Poubierani jak się da najlepiej – jedni w półkożuszkach, inni nawet w ułankach, studenci przedarli się do oddziału Frankowskiego. Ich uzbrojenie to 2 strzelby myśliwskie, 2 pistolety i 1 pałasz.
– W większości mieli z sobą kije, noże kuchenne i ogromny zapał – wyjaśnia M. Spóz. – Szli w kierunku Kazimierza, po drodze dołączyło do nich kilku mieszkańców Włostowic.

Zdobyczna kasa
Wśród studentów – powstańców był młodziutki, zaledwie 18-letni Adam Chmielowski, który już wcześniej włączył się w działalność konspiracyjną. Późniejszy Brat Albert dołącza do oddziału Frankowskiego, przywódcy który miał wtedy niespełna 20 lat. Z Puław wyruszył też Jan Leon Nieciengiewicz, który po upadku powstania 12 lat cierpiał na Syberii nim wrócił do domu.
– Pod Kurowem oddział Frankowskiego stoczył wygraną potyczkę i zdobył furgon ze znaczną sumą rubli – mówi Mikołaj Spóz. – Potwierdza to raport Lubelskiego Gubernialnego Urzędu Pocztowego z 1863 roku, w którym czytamy, że „…poczta pieniężna w furgonie pocztowym z Warszawy do Lublina idąca, będąc napadniętą pod Kurowem przez kilkudziesięciu zbrojnych ludzi rozbita została i wszystkie pieniądze zabrane…". W kasie było około 50 tys. rubli.

Chwilowe zwycięstwo
Do niewoli wzięli tam kapitana żandarmerii w Lublinie niejakiego Gauerta, człowieka podłego, który budził powszechną pogardę i nienawiść. W Kazimierzu Dolnym Frankowski upojony zwycięstwem w szlachetnym odruchu darował mu wolność. Był jednak młodym przywódcą brawurowym, może zbyt wierzącym we własne siły i w to, że kolejne zwycięstwa przyjdą łatwo, a pieniądze, jakie teraz mieli, dawały mu poczucie władzy i bezpieczeństwa. Później to właśnie Gauert rozpoznał rannego Frankowskiego, wydał go zaborcom i młody dowódca został skazany na śmierć przez powieszenie.
Ale póki co, po zwycięskiej bitwie, na rynku Frankowski wygłosił płomienne przemówienie do zebranych. Mówił – „…na co wam karabiny, z kijami zdobędziemy na Rosjanach karabiny, z karabinami armaty, a z tymi Modlin i Warszawę".
Kazimierz Dolny, położony nieco na uboczu, oddalony od Lublina, wydawał się bezpiecznym siedliskiem dla powstańców. Rzeczywiście w Lublinie Rosjanie dopiero po tygodniu dowiedzieli się, że jest tam kilkusetosobowy oddział powstańczy.

Klęska
Dowództwo zatrzymało się w dworze „Walencja" w folwarku Józefa Broniewicza, jednego z najstarszych, którzy przystąpili do powstania.
– Według przekazów pieniądze zdobyte pod Kurowem dały zbyt wielką pewność młodym – opowiada Spóz. – Nawet bawili się, niektórzy lubili wypić, ale już o wystawieniu wart nie pomyślano. Tymczasem z Lublina wyruszyli Rosjanie – piechota i oddział Kozaków. Gdy doszła ta wiadomość do powstańców, nie pozostało już nic innego jak tylko wycofać się. Część zdążyła przedostać się na drugą stronę Wisły, część ruszyła innymi drogami w kierunku na Sandomierz i Dwikoz. 2 lutego Rosjanie wkroczyli do folwarku Walencja i zrównali wszystko z ziemią. Zostały jedynie dwie chałupy. Do jednej z nich, ale już po wyzwoleniu, przytwierdzono pamiątkową tabliczkę informującą, że tam mieściło się dowództwo powstania. Józef Broniewicz zdołał wymknąć się z pułapki i przedostać z grupką towarzyszy do oddziału Langiewicza, któremu przekazał pieniądze. Po upadku powstania wrócił do Kazimierza, ukrywał się i zdołał uniknąć aresztowania. Nikt go nie wydał. Tabliczka, która się zachowała na ocalałej chałupie potwierdza historyczny fakt, że w jego dworze stacjonował Frankowski.

Obrazek

Posag przepadł
bitwa_pod_zyrzynem_wg._rysunku_m._jaxy8 sierpnia 1863 roku pod Żyrzynem rozegrała się bitwa w której zwyciężyli powstańcy. Podobno trwała 5 godzin. Do zwycięstwa poprowadził ich Michał Jan Heidenreich, ps. Kruk.
– Powstańcy dowiedzieli się, że z Dęblina jedzie silny konwój rosyjski – opowiada Mikołaj Spóz. – Nieprzyjaciel był w sile 2 kompanii piechoty, mocnego oddziału kozackiego, dobrze uzbrojonego. Mieli też z sobą dwa działa. Dlaczego tak silna obstawa? Otóż w kasie Rosjanie wieźli 200 tys. rubli, a także posag córki komendanta twierdzy dęblińskiej i bogatą, srebrną zastawę. Polski dowódca zgromadził też niemało ludzi – 200 kawalerzystów, 500 pieszych z oddziału Grzymały i Jankowskiego. Powstańcy w lesie pod Żyrzynem zorganizowali zasadzkę i o świcie rozpoczęła się bitwa. Straty były po obydwu stronach. Swoich poległych powstańcy zabrali, Rosjanie zostali pochowani na skraju lasu. Oczywiście łupem bitewnym zwycięzców była kasa i posag córki komendanta.

A jednak był skarb
– Do mojego dziadka w Warszawie przychodzili weterani Powstania Styczniowego i opowiadali różne rzeczy – wspomina Mikołaj Spóz. – Między innymi o tym, że jak będzie wolna Polska, to pojadą do Puław i wydobędą ukryty skarb powstańczy, bo wiedzą, gdzie on jest.
I tak się stało – przyszła wolność i dziadek z jednym z nich wyruszył do Puław na poszukiwanie takiego skarbu. Miał on być zakopany blisko puławskiego domu Spózów przy ulicy Kazimierskiej.
– Podobno skrzynia została zakopana przy gościńcu prowadzącym z Puław do Kazimierza, blisko pałacu Marynki – mówi Spóz. – Miejsce to zaznaczono wetkniętą w ziemię, złamaną szablą, której rękojeść miała być tylko lekko przykryta, żeby łatwo było znaleźć.
Jednak dziadek Mikołaja Spoza wraz z towarzyszem na darmo chodzili ze szpikulcem i kłuli ziemię – nic nie znaleźli. Minęło kilka lat i na ulicę Kazimierską wjeżdżają auta z żołnierzami, oficerami, a z jednego z nich pomagają wysiąść staruszkowi. On rozgląda się, chodzi to tu, to tam, wreszcie pokazuje jakieś miejsce i żołnierze zaczynają kopać. Przyglądają się temu mieszkańcy ulicy, także matka pana Mikołaja, która mu to wszystko opowiedziała.
– W pewnym momencie na skrzyżowaniu dwóch wykopów, jakie zrobili coś zgrzytnęło i żołnierze za chwilę wyciągają skrzynię, w której były monety, banknoty, dokumenty – mówi Spóz. – Zabrali ją do samochodu i odjechali. Okazało się, że weterani mówili prawdę – był tam ukryty skarb powstańczy. Trudno jednak powiedzieć, z jakiej potyczki. Powstańcy często i w różnych miejscach w taki właśnie sposób zdobywali pieniądze na zakup broni, umundurowanie. W razie niebezpieczeństwa łup gdzieś zakopywali, a gdzie – wiedzieli o tym tylko wtajemniczeni.
Weterani Powstania Styczniowego cieszyli się ogromnym szacunkiem Marszałka Piłsudskiego. Mieli wiele przywilejów honorowych, mundury na koszt państwa, dożywotnie pensje. Jednak – co tam dużo mówić – niewielu z nich doczekało wolnej Polski.

Mikołaj Spóz, regionalista

Za: MM – Moje Miasto Pulawy , 15-01-2012

POLISH CLUB ONLINE, 2013.01.17




http://christophorosscholastikos.polacy ... czniowego/

Oto 150 rocznica wybuchu powstania styczniowego największego XIX wiecznego zrywu narodowowyzwoleńczego
2013.01.22 18:43 20:24

Obrazek

Rozmawiając o powstaniach nie przechodźmy w oka mgnieniu do postaw konfrontacyjnych ustawiając się za bądź przeciw. Przyjmijmy do wiadomości, że one się wydarzyły i wchodzą w skład naszej polskiej tożsamości narodowej. Tak jak i umiłowanie wolności nieprawdaż? Wspólna historia jest jednym z niewielu elementów, które nas łączą i to powinno być zawsze ważniejsze od różnic w jej postrzeganiu.

Materiał przygotowany przez kresy.pl Zapraszam do obejrzenia.
http://www.youtube.com/watch?v=5EeSdhSp ... r_embedded

"Po przegranej przez Rosję wojnie krymskiej, Polacy zobaczyli słabość swego zaborcy. Wzmocniło to tendencje niepodległościowe wśród młodego pokolenia Polaków, niepamiętającego już tragedii Powstania Listopadowego." Geneza, przebieg, skutki czytaj całość http://www.historia.azv.pl/powstanie-styczniowe.html
"Powstanie Styczniowe zostało przyspieszone przez pobór do wojska rosyjskiego ludności polskiej – tzw. branka." Najważniejsze wydarzenia i bitwy czytaj tu: http://www.dobroni.pl/wojna,powstanie-styczniowe,265

"Odrodzona po 1918 r. niepodległa Polska potrzebowała silnej tradycji, która mogłaby stanowić fundament myśli patriotycznej i propaństwowej, koniecznej do ideowego wzmocnienia Ojczyzny i wychowania młodych obywateli." O znaczeniu powstania styczniowego dla II RP czytaj tu http://histmag.org/Posiew-pod-ostatni-c ... II-RP-7526

"Chociaż ten zryw narodowy został krwawo stłumiony przez Rosję, jego legenda trwała, będąc żywą inspiracją dla tego pokolenia Polaków, które 50 lat później wywalczyło niepodległość. Dziś Sejmu III RP nie stać na proklamowanie roku 2013 Rokiem Powstania Styczniowego." Gorzka lekcja historii tu: http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/h ... torii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 02 lut 2013, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Bitwa pod Węgrowem

Piotr Szubarczyk

Nasza historia nasycona jest dramatycznymi bitwami o być albo nie być. Niektóre z tych bitew przeszły do historii jako Polskie Termopile – przez porównanie do bohaterstwa broniących swego kraju Spartan Leonidasa. W ten sposób mówiono o bitwie pod Olszynką Grochowską (25 II 1831), o Zadwórzu (17 VIII 1920), o Westerplatte (1-7 IX 1939) czy o Wiźnie (7-10 IX 1939), ale nie tylko o tych miejscach. Na szczególną pamięć zasługuje dziś bitwa pod Węgrowem, bo mamy Rok Powstania Styczniowego. Także dlatego, że miano Polskich Termopil nadał jej Cyprian Kamil Norwid w wierszu „Vanitas”: „U Polaka tyle Węgrów wart, Tyle!… co Termopile…”. Francuski poeta August Barbier sławił Węgrów na całą Europę wierszem „Atak pod Węgrowem”. Spartanami byli dla niego polscy kosynierzy atakujący Rosjan. O „boju pod Węgrowem” pisała też Maria Konopnicka.

Węgrów to miasto na pograniczu Mazowsza i Podlasia. 3 lutego 1863 r. słabo uzbrojeni, ale zdeterminowani powstańcy, wspierani przez chłopów z kosami i widłami, skutecznie odparli ataki tysiąca Moskali, wspieranych armatami. Do historii przeszli dowódcy obrony – Władysław Jabłonowski „Genueńczyk” i Jan Matliński „Sokół”. „Genueńczyk” poprowadził do ataku na rosyjskie armaty kosynierów. Była to największa tego rodzaju szarża od czasu bitwy pod Racławicami. Moskale, mimo przewagi uzbrojenia, byli tak przerażeni furią powstańców, że musieli się wycofać spod Węgrowa, nie wykonali rozkazu zajęcia miasta. Straty powstańców to blisko 150 poległych, straty Moskali nie są znane, bo uciekając, zabrali zabitych i rannych. Węgrowskie Termopile miały dla Polaków wielkie znaczenie moralne, gdyż były to pierwsze tygodnie powstania i każde zwycięstwo dodawało sił do walki. Na węgrowskim rynku odbywają się w rocznicę bitwy jej historyczne rekonstrukcje. Nie dajmy umrzeć pamięci!

http://www.naszdziennik.pl/wp/22756,bit ... rowem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 04 lut 2013, 20:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Kto się boi legendy o „Sztyletnikach”?

„Rano dnia 2 maja zakradli się do galeryi oszklonej, a gdy Miniszewski wychodził w szlafroku i naturalnie bez broni, wypadli z ukrycia i zadali mu trzy śmiertelne rany w szyję, serce i piersi, tak, że nie wydawszy najmniejszego okrzyku, jak piorunem rażony, runął na ziemię. Sztyletnicy najspokojniej zeszli z galeryi i napotkanemu w bramie policjantowi powiedzieli, by poszedł na górę, gdyż komuś tam zrobiło się słabo!”
– to słowa rosyjskiego historyka Nikołaja Berga, który tak opisywał typową i brawurową akcję „Sztyletników”, polskich komandosów tamtych czasów siejących powszechny postrach wśród rodzimych zdrajców oraz Rosjan. Ich zadaniem było egzekwowanie wyroków podziemnych sądów i dokonywanie zamachów na przedstawicieli carskich władz i polskich kolaborantów.

Zasztyletowany Aleksander Miniszewski to urodzony 19 marca 1821 w Orchowie polski publicysta i powieściopisarz. W okresie poprzedzającym powstanie styczniowe, jak i podczas jego trwania, służył wiernie swoim piórem zdrajcy margrabiemu Aleksandrowi Wielopolskiemu. Wyrok na nim został wykonany 2 maja 1863 roku.

„Sztyletnicy” wykonali w latach 1862-64 ponad tysiąc podobnych wyroków. Była to konspiracja w konspiracji i dlatego nie prowadzili oni żadnej dokumentacji, a historycy do dzisiaj nie znają większości ich nazwisk oraz dalszych losów.

Ci młodzi chłopcy byli zwykłymi czeladnikami z różnych warsztatów, dorożkarzami, szewcami i cyrulikami, a dla zwiększenia postrachu swoje akcje najczęściej przeprowadzali w biały dzień i nierzadko przy świadkach.

Ich brawura i pomysłowość doprowadziły do takiej sytuacji, że żaden miejscowy zdrajca albo generał lub oficer carskiej policji, poborca podatkowy czy ktokolwiek współpracujący z zaborcą nie był pewien dnia ani godziny i drżał ze strachu w obawie, że zbliżający się akurat policjant, urzędnik, lokaj albo dostojna dama niosą mu właśnie śmierć.

Mało kto wie, że słynny norwidowski fortepian Chopina spadający na bruk to była zemsta carskich władz, gdyż z okien kamienicy, w której się on znajdował, poleciały rzucone przez „Sztyletników” bomby na powóz wiozący Fiodora Berga, zastępcę carskiego namiestnika.

Legenda o „Sztyletnikach” żywa była w II Rzeczpospolitej, a także wśród żołnierzy Armii Krajowej i niepodległościowego podziemia zbrojnego.

Od kiedy na rosyjskich bagnetach zainstalowano w Polsce rządy zdrajców, zapadła o „Sztyletnikach” cisza, która w bardzo wymowny sposób obowiązuje także w III RP.

Gdyby podobna historia wydarzyła się w którymś momencie dziejów Stanów Zjednoczonych, to na ten temat do dziś powstałaby już niejedna hollywoodzka superprodukcja z gwiazdorską obsadą.

Czyżby od 1945 roku do dziś rządzący obawiali się legendy o „Sztyletnikach” niosących śmierć zdrajcom?

A kim dla środowiska z Czerskiej są polscy bohaterowie walczący za Ojczyznę?

W tekście zamieszczonym na portalu Gazeta.pl Warszawa, „Hotel na Starówce. Tu 150 lat temu zbrojono terrorystów” Jerzy S. Majewski pisze:

„Sztyletnicy"

„To nazwa zbrojnej (dziś powiedzielibyśmy: terrorystycznej) organizacji powołanej w powstaniu styczniowym przez Komitet Centralny Narodowy. „Sztyletnicy” byli bojowcami od mokrej roboty. Mieli wykonywać wyroki śmierci na rosyjskich agentach, prowokatorach, szpiegach i zdrajcach powstania oraz egzekwować wyroki orzeczone przez powstańcze sądy narodowe. Jak w antycznym Rzymie, posługiwali się sztyletami – stąd ich nazwa. Czasem mówiono też o nich „żandarmi wieszający”, co wiele mówi o ich metodach”.

Chyba od dziś już nikt się nie obrazi, jeżeli byłych premierów, Icchaka Szamira i Menachema Begina, uważanych za bohaterów Izraela, nazywać będziemy bandytami i krwawymi terrorystami. Zwłaszcza, że nie zabijali oni zdrajców, ale niewinnych ludzi.

Begin stał na czele tajnej organizacji żydowskiej Irgun Cwai Leumi zwanej Ecel, odpowiedzialnej za wysadzenie w powietrze 22 lipca 1946 roku hotelu King David w Jerozolimie. Zginęło 91 osób, a 45 zostało rannych.

Szamir z koleij należał do grupy Lehi nazywanej też bandą Sterna, która 9 kwietnia 1948 roku po wkroczeniu do palestyńskiej wioski Deir Jassin wymordowała 254 jej mieszkańców, w tym kobiety i dzieci.

Trzeba przyznać, że na tym tle nasi „Sztyletnicy”, jawią się jako rycerze bez skazy i prawdziwi bohaterowie godni naszego najwyższego szacunku i pamięci.

Źródło:http://www.rp.pl/artykul/971 485.html. http://m.warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,106 541,13 293 719,Hotel_na_Starowce__Tu_150_lat_temu_zbrojono_terrorystow.html

http://kokos.salon24.pl/484274,kto-sie- ... yletnikach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 06 lut 2013, 13:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/depesze/44773-w-pol ... tyce.pl%29

W Polsce pochowanych jest ponad 7,6 tys. powstańców styczniowych


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Powstanie Styczniowe
PostNapisane: 07 lut 2013, 22:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/01/22 ... -traugutt/

Najdziwniejszy z dyktatorów. Jak umierał Romuald Traugutt.
Posted by Marucha w dniu 2013-01-22 (wtorek)


CZĘŚĆ I

„Polska będzie katolicka albo jej wcale nie będzie” (Feliks Koneczny)

Obrazek
Romuald Traugutt


Był jednym z najpiękniejszych ludzi w naszych dziejach.
Jednym z tych prawdziwych bohaterów, o jakich dzisiaj śnimy. I — jednym z najdziwniejszych zarazem.
Zawodowy oficer, który za wszelką cenę uniknąć chciał losu powstańca — a co dopiero jego dyktatora!

Po nieprawdopodobnych cierpieniach spowodowanych osobistymi tragediami, wiedziony tajemniczą siłą, jakby wbrew sobie, decyduje się na czyn o nieobliczalnych konsekwencjach.

Jest przygotowany na wszystko. Wie, że udział w powstaniu, a zwłaszcza objęcie steru Rządu Narodowego, zakończy się — jeśli powstanie się nie powiedzie — jego męczeństwem. Gdy Rosjanie przyszli go w nocy aresztować w warszawskim mieszkaniu przy Smolnej, powiedział tylko dwa słowa: „To już…”.
Czyn paradoksalny — gdyby rozpatrywać go na zimno. To jest — w oderwaniu od tego wszystkiego, co oznacza łacińską cywilizację, pielęgnowaną przez Polaków na swoim terytorium przez wieki.
Po utracie niepodległości nadal, na tysiące sposobów, potajemnie ochranianą, kultywowaną, rozszerzaną.
Oto młody kapitan armii carskiej, odznaczony orderami za męstwo na polu bitwy (m.in. podczas tłumienia powstania węgierskiego 1849 roku). Człowiek dążący przez wszystkie lata młodości i dorosłego życia, z niezwykłą konsekwencją, do stabilizacji i spokojnej egzystencji na łonie rodziny. Porzuca dom, w którym zaznawał ogromnego szczęścia. Idzie do lasu.
Najpierw zostaje dowódcą powstańczej partyzantki na Wołyniu, potem — jednoosobowym „rządem narodowym”.
Wszystko — albo nic? Zwycięstwo — albo śmierć? Czyżby ten trzeźwy wojskowy, człowiek myślący w sposób ścisły i precyzyjny, ważący każde słowo, poważnie liczył na zwycięstwo podziemnej armii, złożonej głównie z wychowanych w dworach młodzieńców, którzy strzelać uczyli się na polowaniu?
To jasne, choć dziś coraz trudniejsze do pojęcia — chodziło o walkę w „straconej” świętej sprawie. O dumę i zaszczyt, z niczym nie dające się porównać, żeby stanąć w jednym szeregu z tymi, którzy w obliczu odkrytego do końca duchowego zła napastniczej siły nigdy się nie cofają. Nie ukrywają się, nie udają, że ich, tak naprawdę, nie ma. Że to zło ich nie dotyczy. Że trzeba wciąż wtulać głowę w ramiona, skoro jest się Polakiem. I tak być musi…
Romuald Traugutt nie potrafił udawać czegoś takiego. Rosyjski mundur, który nosił przez kilkanaście lat w niczym mu nie przeszkodził.

Pragmatyk wychowany przez „nowoczesne państwo” zapewne powiedziałby, że Traugutt to tylko jeden z tych szaleńców, których wcześniej czy później wypluwa świat. Groźnych szaleńców. Tacy ludzie nie mogą się podobać. Tu nie ma dla nich miejsca. Są zbyt ekscentryczni. Ta ich przesada…

Przecież podejmując udział w powstaniu, i nie uchylając się potem przed wzięciem za nie całkowitej odpowiedzialności, Romuald Traugutt ryzykował nie tylko osobistym szczęściem i życiem, ale i szczęściem i życiem — a przynajmniej zdrowiem — najbliższych. Całym dorobkiem solidnego, uporządkowanego, choć zarazem bardzo skromnego życia.

Wcześniej wspinał się krok po kroku po szczeblach jedynej kariery, jaka przysługiwała szlacheckim synom pod obcą władzą. Miał sukcesy. Widać jednak wyraźnie, że ta kariera mu ciążyła. Że była koniecznością spowodowaną ubóstwem rodziny.
Ten polski szlachcic chciał pozostać sobą. Musiał zrzucić to z siebie, jak zrzuca się zużyte ubranie. Potwierdzić radykalnym — jedynym możliwym — wyborem, że nie da się zdradzać duchowych treści życia w imię bezpieczeństwa. Że nie sposób wyprzeć się własnych ideałów. One nie są abstrakcją; konieczność ich obrony wynika z przyjętych własnym rozumem prawd katolickiej wiary.
Powstanie to „mus”, jak wyrazi się później.

W młodym, głęboko religijnym mężczyźnie w mundurze rosyjskiego oficera odezwało się z niezwykłą siłą przekonanie, że tu w Polsce bronić trzeba czynnie cywilizacji łacińsko — chrześcijańskiej, że tu nie może mieć miejsca żadna synteza Wschodu i Zachodu. Że Polska katolicka jest czymś absolutnie odrębnym i unikalnym w tej części świata. I z jej duchowego wnętrza, z jej historii, z jej chrztu bierze początek ta zadziwiająca siła stawiania oporu złu — złu w postaci przemocy, kłamstwa, barbarzyńskich obyczajów i praw — siła, której ulegało każde niemal kolejne pokolenie Polaków. I która przyprawiała o takie paroksyzmy lęku naszych imperialnych sąsiadów. I sprawiała im tak zadziwiająco wiele kłopotów. Bo wyrażała bynajmniej nie tylko lokalne tęsknoty. Ona ogarniała Europę i symbolizowała to wszystko, co było w niej szlachetnym prądem ku prawdziwej wolności. Profesor Oskar Halecki pisze:
Polska… reprezentowała wszystkie wielkie idee, które nadaremnie buntowały się wówczas przeciw porządkowi opartemu wyłącznie na sile [1]

Wiele uczyniono — w dziedzinie polityki, dyplomacji i ideologii — by tę nikczemną siłę poganizującego się państwa i międzypaństwowej zmowy nazwać dobrodziejstwem dla narodów i usytuować ją — kłamliwie i pokrętnie — w odwiecznym porządku zasad chrześcijańskich państwowości i „odwiecznego” prawa. W istocie chodziło jedynie o znalezienie alibi dla despotyzmu władzy.

Podobne zjawisko wcale nie tak rzadko ma miejsce w naszych dziejach. Polacy — m.in. w czasie powstań, ale nie tylko — demaskowali tę kłamliwą ideę. Wielkiego polskiego historyka prof. Oskara Haleckiego fascynował ten moralny nurt polskiego życia, oparty o zdrowe rozróżniania pojęć i wierność Ewangelii, podobnie jak Feliksa Konecznego. Dlatego jego nazwisko — tak jak i nazwisko Feliksa Konecznego — zostało wykreślone z polskiej historiografii przez komunistów tak starannie, że nie miało prawa się pojawić nawet w przypisie.

Przodkowie Romualda ze strony ojca, Ludwika Traugutta, pochodzili z Saksonii. Przybyli do Polski z Augustem II Mocnym. Ze strony matki, Ludwiki z Błockich — z książąt Szujskich (potomków carów, którzy przeszli na katolicyzm).
Romuald wcześnie osierocony przez matkę, wychowywany był przez Babkę, Justynę Błocką z Szujskich, gorącą patriotkę. W wieku kilkunastu lat był zdolnym, wybitnie inteligentnym uczniem znakomitego Gimnazjum w Świsłoczy, w powiecie Grodzieńskim, nad którym patronat przez wiele lat sprawował Uniwersytet Wileński. Ukończył je z odznaczeniem. Obdarzony był talentem plastycznym, zdolnościami lingwistycznymi i osobistym urokiem. Bezskutecznie próbował wstąpić do Instytutu Inżynierów Dróg Komunikacyjnych w Petersburgu. Okazało się, że jako 18­‑latek jest „za stary”, prawdopodobnie zabrakło też wymaganego potwierdzenia szlachectwa (Trauguttowie herbu Ślepowron); jego uzyskanie łączyło się z wysokimi kosztami, zbiedniała polska szlachta nie zawsze mogła sobie na to pozwolić. Jak wielu Polaków ze średnio zamożnych szlacheckich rodzin, żeby zdobyć wykształcenie umożliwiające samodzielne utrzymanie się (ojciec był dzierżawcą skromnego majątku w powiecie brzeskim), Romuald ukończył trzyletnią szkołę oficerską w Żelechowie. Studiując, budził zdumienie kolegów swoją codzienną, wytrwałą pobożnością.
Zaraz po ukończeniu szkoły wojskowej zostaje skierowany do tłumienia powstania na Węgrzech (1849). Tam zmuszony jest walczyć m.in. z oddziałami wspieranymi przez Legiony Polskie. Z Węgier wynosi jak najmilsze wspomnienia; pisze w swoim pamiętniku:
…poznałem i śliczny kraj Węgierski i co więcej szlachetny charakter mieszkańców jego jako też ich prawdziwą i gorącą miłość ku swej nieszczęśliwej i pognębionej piekielną przewrotnością ojczyźnie [2].

http://ewapolak-palkiewicz.pl/wp-conten ... znik-saperów-Romuald-Traugutt-z-żoną-Anną-729x1024.jpg
Podporucznik saperów Romuald Traugutt z żoną Anną z Pikielów, zdjęcie poślubne, lipiec 1852.

Po powrocie do kraju zakochuje się w niezwykłej osobie, Annie Emilii Pikiel. Ta urocza, młodziutka, wykształcona i utalentowana muzycznie oraz obdarzona towarzyskimi zaletami panna zwraca jednak jego uwagę, jak notuje w pamiętniku,
z powodu uderzającej prostoty, prawości i prawdziwej dobroci serca [3].
Anna dla niego porzuca luteranizm. Traugutt nigdy nie wątpił, że jego wybranka, osoba
tak miłująca Prawdę, łatwo i z radością oraz z wdzięcznością ku Bogu przyjdzie do jej poznania.

Data jej przejścia na łono Kościoła katolickiego jest odtąd co roku przez nią wspominana. W tym dniu, jak pisze Traugutt, zawsze
dziękowała Bogu za Jego niewypowiedziane dobrodziejstwa, iż ją powołał do prawdziwej Chrystusa nauki.
W dniu ślubu zanotował:
Zostałem szczęśliwym mężem Anioła.

W rok po ślubie z ukochaną, córką znanego warszawskiego jubilera, i narodzeniu pierwszej córki, Romuald Traugutt zmuszony jest wyruszyć na wyprawę wojenną do Turcji (grudzień 1853); bierze też udział — jak tylu Polaków — w wojnie krymskiej (1855)

Po czynach bojowych w kampanii tureckiej zdobywa kolejne ordery, awansuje na sztabskapitanai rozpoczyna wykłady w Petersburgu w szkole dla oficerów. Towarzyszy mu rodzina, staje się ojcem bliźniąt. Życie rodzinne jest dla niego źródłem ogromnej radości. Przychodzi jednak jej gwałtowny kres. Od listopada 1859 do maja 1860 roku Traugutt traci najbliższe osoby — kolejno: babkę Justynę, która od drugiego roku życia zastępowała mu matkę, córeczkę Justynę, ukochaną żonę Annę i jedynego syna Konrada. Jest załamany. Chroni się w majątku siostry, na Ukrainie, w okolicach Kobrynia. Myśli o wstąpieniu do zakonu.

Troska o osierocone córki i pragnienie szczęścia u boku kobiety jest jednak tak silne, że dwa lata po tej tragedii, poznawszy w dawnym majątku swojej babki Antoninę Kościuszkównę, córkę bliskiego krewnego Tadeusza Kościuszki, kobietę niesłychanych zalet charakteru, poślubia ją (O jej rękę bezskutecznie ubiegał się bratanek Adama Mickiewicza, Franciszek).

Już wtedy, w połowie 1862 roku, chce zdecydowanie zakończyć karierę w obcej armii. Polska jest w stanie patriotycznego wrzenia. Wrażliwy oficer nie jest w stanie przeoczyć niezliczonych zapowiedzi zbrojnego wystąpienia narodu o swoje prawa, nieustannie gwałcone przez azjatycką przemoc. Biografowie Traugutta podkreślają, że oficjalny motyw prośby o dymisję — stan zdrowia — to wybieg. Ma stopień podpułkownika i wojskową pensję.

Przejmuje niewielki rodzinny majątek — mocno zadłużony — w Ostrowiu, w okolicach Kobrynia na Polesiu. Przez krótki czas jest znów szczęśliwym mężem i ojcem. Anna rodzi mu syna, z oddaniem opiekuje się jego córkami z pierwszego małżeństwa. Więź między nimi jest czymś niezmiernie czułym i silnym zarazem. Traugutt był człowiekiem obdarzonym wielką delikatnością uczuć. W korespondencji, jaką małżonkowie wymieniają przed egzekucją Naczelnika, zostaje ukazana siła tego związku opartego na wiernej miłości, głębokim wzajemnym szacunku, wdzięczności i przywiązaniu i ich zakorzenienie w mocno ugruntowanej wierze.

Traugutt do ostatniej chwili życia nie rozstaje się z fotografią żony i dzieci, którą nosi w specjalnym etui na sercu. Spowiednik, który towarzyszył mu w czasie wykonywania wyroku, słyszy jego trzykrotny szept, wypowiedziany ze łzami w oczach:
Błogosławię żonę i dzieci!

* * *

Nic zupełnie nie łączy go ze stronnictwem „czerwonych”, które przygotowywało powstanie i aranżowało manifestacje religijno­‑patriotyczne w Warszawie.
Był typowym „białym”, statecznym ziemianinem, człowiekiem odpowiedzialnym za przyszłość rodziny i majątku. A jednak, mając doskonałe rozeznanie w sytuacji politycznej i moralnej w kraju, wie, że musi przyjść chwila, w której Polska chwyci za broń. Wie, że ta chwila czeka na niego. I gdy przychodzi, staje się chwilą zwrotu w jego życiu.

Szczęście rodzinne znów trwa zbyt krótko. Prawie równocześnie z objęciem przez Traugutta powstańczego oddziału jego dwuletni syn umiera na zapalenie płuc.
Co kryło się za porzuceniem sielskiego życia w Ostrowiu, w rodzinnym dworku, z młodą żoną i maleńkim dzieckiem, dla udziału w powstaniu? Był przecież powstaniu niechętny… Tę tajemnicę zna kapliczka na skraju wsi, gdzie Traugutt tak często modlił się przed wyruszeniem z leśnymi braćmi.

Dowiadujemy się o nim nieco z opisu Elizy Orzeszkowej, która poznała go w pierwszych tygodniach powstania. Był niewysoki, czarnowłosy, o śniadej cerze,
z oczyma myśliciela i uśmiechem dziecka (…). Oczy miał mądre, smutne — podobno bratem bliźniaczym mądrości bywa u ludzi smutek — uśmiech świeży perłowy, z kroplą słodyczy dziecięcej albo niewieściej [4].

http://ewapolak-palkiewicz.pl/wp-conten ... Wasyl-Mandżygura-Rusin.jpg
Wasyl Mandżygura, Rusin, furman z majątków Bożydar ziemi kobryńskiej. Wiernie służył w powstaniu 1863/64, stale dostarczał broń, odzież i żywność do oddziałów Romualda Traugutta i Walerego Wróblewskiego. Fot. z 1882 r.

Zanim podjął walkę — poproszony o objęcie oddziału przez Apolla Hofmeistra, wytrawnego spiskowca, naczelnika województwa brzeskiego — przez dwa tygodnie ćwiczył i musztrował w lesie swoich żołnierzy. Mówił, że zna się na dowodzeniu tylko regularnym wojskiem.

Był początek maja 1863 roku. Genialny zmysł strategiczny i męstwo w bitwach, mistrzowskie przygotowywanie zasadzek na wroga, energia, niewzruszony spokój, niebywała odwaga i przywódczy charyzmat zjednały mu ogromny autorytet i miłość żołnierzy. Eliza Orzeszkowa, właścicielka pobliskiego majątku Ludwinów, z bliska mogła obserwować leśne życie. Niezwykła więź żołnierzy z dowódcą zapadła jej głęboko w pamięć:

On serca ich w ręku trzymał i umiał podbijać je w górę. Odkrywał przed szeregami czarnowłosą głowę i za to, że były posłuszne jak dzieci, a jak lwy odważne, że sile przemagającej rozproszyć się nie dały, że wstydem nie splamiły krzyża, który przyjęły na swe ramiona — dziękował. Ale i wtedy jeszcze, gdy dziękował, głos jego rozlegał się jak bojowe dźwięki i nie było w nim ani słodyczy ani pieszczoty, hart tylko był i wola żelazna, trzymająca mocno wodze ich woli [5].

Wygrywał bitwy z wielokrotnie przeważającymi siłami Rosjan; stał się postrachem okolicy. Okupant był przekonany, że ma do czynienia z poważną siłą militarną, podczas, gdy powstańców było zaledwie 192 (160 ziemian i 32 urzędników z Kobrynia).

Po osłabieniu oddziału, wycieńczonego nieustanną walką i ukrywaniem się, zmuszony był ruszyć dalej na Wschód, na Pińszczyznę. Zmagał się tu — wraz z oddziałem Jana Wańkowicza­‑Leliwy — z wielokrotnie przewyższającymi siłami wroga, otoczony ponadto niechęcią miejscowej ludności, ulegającej łatwo antypowstańczej agitacji prawosławnych popów. Wszędzie ogłaszał uwłaszczenie i wyzwolenie włościan, zachęcając ich do poparcia powstania. Schorowany, półżywy ze zmęczenia, pomoc i oparcie znajdował w majątku Piotra i Elizy Orzeszków w ich dworze w Ludwinowie, gdzie przez pewien czas się ukrywał. Kozacy kilkakrotnie rewidujący domostwo nigdy go tam nie odkryli.

Gdy wróciły mu siły, Eliza Orzeszkowa odwiozła go własną karetą do granicy Królestwa, na użytek posterunków rosyjskich przedstawiając go jako ciężko chorego na tyfus. Ktoś ją później zadenuncjował, przypłaciła ten czyn konfiskatą majątku; mąż, Piotr Orzeszko, został zesłany do guberni permskiej.

Po przyjeździe do Warszawy Traugutt został poproszony przez Rząd Narodowy — w uznaniu jego zasług i dobrego rozeznania potrzeb powstańczego wojska — o podjęcie misji dyplomatycznej na rzecz walczącej Polski, przede wszystkim we Francji; wcześniej podniesiono jego rangę wojskową do stopnia generała. Widział się wtedy m.in. w Paryżu z Norwidem. Próbował uruchomić na wielką skalę prasę powstańczą. Łudził się, że walcząca Polska zyska przychylność zagranicznej opinii publicznej. Norwid skwitował to gorzko:
Pressa zagraniczna dzisiejsza zawsze usposobiona będzie dobrze dopóty, dopóki krew się leje [6].

Traugutt prowadził tu niezliczone rozmowy, słał listy i płomienne apele m.in. do papieża Piusa IX, który, by okazać solidarność z walczącą Polską, ogłosił kanonizację Jozafata Kuncewicza. Wywiózł stamtąd nadzieję, a może nawet przekonanie, że interwencja zbrojna Francji jest możliwa w przyszłości — ale na pewno nie zimą.
Po spotkaniu z nim Norwid, sceptycznie nastawiony do powstania, zaangażował się w pisanie not z postulatem zwołania międzynarodowego kongresu militarnego, by przyznać powstańcom prawa strony wojującej — a nie postrzegania ich jak buntowników — pilnie przeanalizować metody armii carskiej itd.

http://ewapolak-palkiewicz.pl/wp-conten ... ger-Przysięga-790x1024.jpg
Artur Grottger, Przysięga z cyklu Lithuania, 1863.

Przejęcie przez Traugutta Rządu Narodowego 17 października 1863 roku było aktem jego suwerennej woli. Został o to poproszony, ale zarazem nikt nie musiał go namawiać. Widział nieudolności, zaniedbania organizacyjne i gospodarcze przywódców powstania. Czuł, że jest w stanie sprostać temu zadaniu. Jego spokój, zrównoważenie, małomówność, prostota, konsekwentne działanie zawsze robiły jak najlepsze wrażenie w środowisku działającym nieco chaotycznie, rozemocjonowanym, skłonnym do radykalizmu, pełnym personalnych napięć.

Opis przejęcia steru Rządu Narodowego przez tego opanowanego człowieka należy do najbardziej niezwykłych historycznych relacji:
W sobotę 17 X 1863 r. zjawił się Traugutt na posiedzeniu Rządu Narodowego w towarzystwie Józefa Gałęziowskiego. Oprócz Fr. Dobrowolskiego, który akurat wyjechał ze stolicy, na posiedzeniu byli wszyscy pozostali członkowie «rządu wrześniowego». Traugutt zakomunikował im, iż «…od tej chwili mogą zupełnie swobodnie rozporządzać swojemi osobami, gdyż przestają być Rządem Narodowym, a on sam ster tego Rządu obejmuje». Po tym oświadczeniu trzej dotychczasowi członkowie rządu: A. Asnyk, J. Narzyński, P. Kobylański, pożegnawszy się, bez słowa protestu odeszli. Pozostali, podporządkowali się Trauguttowi i przyjęli z rąk jego stanowiska [7].

* * *

Tytułowany „prezesem” i „dyktatorem”, w gruncie rzeczy jednoosobowo kierował powstaniem. Z każdym ze swoich współpracowników rozmawiał i ustalał wszystko indywidualnie. Ustały jakiekolwiek kolegialne narady. Nie cierpiał podczas tej działalności z powodu dylematów moralnych, nie miał chwil wahań. Walka zbrojna wydawała mu się rzeczą słuszną i sprawiedliwą. Planował utworzenie regularnego wojska powstańczego i rozbudowę struktur podziemnego państwa. Chciał tak zreorganizować wojsko, by miało mocną podstawę finansową i organizacyjną.
«Właścicieli partii» powstańczych postanowił zamienić na dowódców jednostek regularnej armii [8].

Nie znosił działania połowicznego, chaotycznego, nieprzemyślanego. Był zdecydowany, żadne niepowodzenia go nie załamywały.
Dążnością Rządu Polskiego być powinno, jest i będzie zawsze prowadzenie ludu Polskiego drogą prawdy — pisał — drogą wskazaną przez Boskiego Nauczyciela naszego.

Wydawało się, że prowadzi go niewidzialna ręka, jakieś silne niezawodne ramię, na którym się opierał. Jakiś głos, który mu przewodził. Wszyscy, którzy z nim wtedy obcowali, podkreślają jego spokój i pewność. Była dla wielu ludzi źródłem otuchy.
Polska istnieć będzie — dodawał — bo istnienie jej dla postępu ludzkości nie tylko jest potrzebnym, ale i koniecznym, czas zmiłowania Bożego nad nią, jak mocno ufamy, już niedaleki… [9]

Przypisy:
1.O. Halecki, Historia Polski, Lublin–Londyn 1992.
2.Traugutt. Dokumenty, listy, wspomnienia, wypisy, zebrał i opracował ks. Józef Jarzębowski, Londyn 1970.
3.Tamże.
4.E. Orzeszkowa, Gloria victis.
5.Tamże.
6.C. K. Norwid, Memoriał o prasie wręczony 1 IX Karolowi Ruprechtowi, paryskiemu pełnomocnikowi Rządu Narodowego.
7.Traugutt…, op. cit.
8.R. Bender we wstępie do książki Traugutt…, op. cit.
9.Odezwa do rządów i ludów Europy, 18 marca 1864 r.


CZĘŚĆ II

Czy powstanie naprawdę musiało wybuchnąć? Jak patrzy na to wybitny XX-wieczny historyk — dziś, po latach komunistycznej cenzury, bardziej znany na emigracji niż w Polsce — prof. Oskar Halecki?
…program autonomii [Aleksandra Wielopolskiego, który stanął na czele rządu Królestwa Polskiego w 1862 roku — EPP] utrwalał zależność od Rosji i zdawał się porzucać wszelką nadzieję odzyskania niepodległości. Toteż Wielopolski pozostał odosobniony. Nawet konserwatywni «biali», ze swoim powszechnie szanowanym przywódcą hr. Andrzejem Zamoyskim, nie solidaryzowali się bynajmniej z margrabią (…) zerwał [bowiem]z wiekowymi tradycjami szlachty polskiej miłującej wolność, a jednocześnie głęboko przywiązanej do idei narodowej [1].
Bezpośrednią przyczyną rozpoczęcia powstania była zarządzenie przez Wielopolskiego branki, dotyczącej wskazanej przez policję młodzieży. Rekruci mieli przez 25 lat służyć w armii carskiej. Margrabia doskonale wiedział, że krwawe represje, które spotykają uczestników manifestacji patriotycznych — już od 1861 roku — doprowadzą prędzej czy później do ogólnonarodowego zrywu. I choć powstanie nie miało widoków powodzenia, „pamięć tego aktu rozpaczy jest święta dla każdego Polaka” — dodaje emigracyjny historyk (przypomnijmy, Polak z wyboru, po matce austriackiego pochodzenia).
Nawet «biali», którzy w duchu potępiali walkę przedsięwziętą w takich warunkach, przyłączyli się do niej przez patriotyzm. I, jak zawsze, Litwa powstała jednocześnie z etnograficzną Polską [2].
Kto to zrozumie?
Europa ówczesna poprzestała na uczuciu konsternacji.
W jej oczach działania Polaków zawsze nosiły piętno nadmiaru uczuć, jakiegoś nieokiełznania. Niepokoiły. Zbyt wiele egzaltacji, zbyt wiele krwi. Za wysoka cena, by burzyć słodki sen i szarpać się z potęgą cara.

…los Polski — dodaje prof. Halecki — był w rzeczywistości przesądzony, gdy Francja, Anglia i Austria, z których interwencją wiązała ona swe nadzieje, poprzestawały na przesłaniu carowi, w czerwcu 1863 roku, not dyplomatycznych, wstawiających się za Polakami. Zyskali sobie oni raz jeszcze sympatię powszechną, w szczególności Napoleona III i Piusa IX…[3]

Skąd, my, dzisiejsi Polacy, znamy ten mrożący krew w żyłach chłód świata zachodniego, przeświadczonego o konieczności działań wyważonych i pragmatycznych? Dziś zresztą, działań całkowicie poddanych pod uzgodnienia rzekomo demokratycznych procedur, w istocie sprzecznych z jakąkolwiek moralnością, i zdeterminowanych ustaleniami niejawnych, ponadpaństwowych gremiów.

http://ewapolak-palkiewicz.pl/wp-conten ... taniec.jpg
Stanisław Witkiewicz, Ranny powstaniec, 1884.

Teatralny spektakl owych „not dyplomatycznych”, wykalkulowanych na zimno półgestów, półsłów, lekkich skrzywień ust i wzruszenia ramion, gdy mowa o samotnej walce Polaków, towarzyszy nam od ponad dwustu lat.
Profesor Halecki pisząc swoją Historię Polski — przede wszystkim dla czytelnika zachodniego — zachęca go jednak, by nie poprzestawał na łatwych konstatacjach o szeregu ciężkich błędów politycznych, jakimi były wszystkie nasze walki orężne o niepodległość, zakończone klęską. Żeby mógł zrozumieć, czym w istocie były te nieprawdopodobne zrywy ducha polskiego, proponuje by rozpatrywał je w nawiązaniu do polskiej myśli owych czasów.
Uczony nie waha się stwierdzić, że powstania narodowe, ten wykwit romantycznej polityki Polski, stają się czymś oczywistym, gdy poznamy naszych narodowych poetów tej doby. Między bohaterami ich twórczości a losami ówczesnej Polski istnieje paralela. Polacy przystępując do powstania zdemaskowali kłamliwą ideę praworządności opartej o zmowę silniejszych i bardziej cynicznych, triumfującą w ówczesnej Europie. Tak jak robili to zawsze, manifestując czynnie swoje przywiązanie do wolności. W epoce powstań Polska raz jeszcze stała się
przedstawicielką idei wolności, która była kierowniczą zasada jej dziejów, a której pozorna klęska, choć przejściowa, była dla niej boleśniejsza niż dla jakiegokolwiek narodu [4].
Adam Mickiewicz nie jest — w oczach tego wybitnego historyka — twórcą jakiegoś niebezpiecznego bałwochwalstwa narodowego, jak określa go wielu ludzi, skrycie gardzących polskością opartą o katolicyzm. Przeciwnie, jeśli
wyłączymy z mesjanizmu polskiego przesadę, której sam Mickiewicz uległ pod wpływem wybryków mistycyzmu Towiańskiego, pozostanie jego istotna podstawa, którą można streścić w dwóch ideach, obydwu prawdziwych i wzniosłych: ofiary w znaczeniu chrześcijańskim i solidarności narodów [5].
Podobnie uważał Zygmunt Krasiński, który włączał
przeznaczenie Polski do ogólnego planu Opatrzności, głęboko przeświadczony, że w harmonijnej całości tego planu każdy naród, jako narzędzie woli Bożej, ma do spełnienia własną misję dla dobra wszystkich innych [6].
Profesor Halecki nie waha się przy tej okazji mówić o wyjątkowym powołaniu Polski. Powołaniu do tego, by była głosem upominającym się o zasady moralne w międzynarodowym życiu politycznym,
nie dlatego, że sama była bez zarzutu, jak głosili mesjaniści, ale ponieważ odpokutowała najstraszliwiej wszystkie poniesione winy.
Profesor uznaje, w tym kontekście, niezbędność powstań narodowych w naszej porozbiorowej historii, ponieważ stanowiły one
z całym ogromem cierpienia, przede wszystkim ekspiację, pełniejszą niż skutki rozbiorów (…), dobrowolną ofiarę okupującą długi szereg grzechów zaniedbania.
Wśród tych grzechów najbardziej wyróżnia się żałosny egoizm jednostek i „nie mniej szkodliwy egoizm klasowy” [7]

http://ewapolak-palkiewicz.pl/wp-conten ... sen-Powstańcy-z-roku-1863.jpg
Jan Rosen, Powstańcy z roku 1863Jan Rosen, Powstańcy z roku 1863.

Romuald Traugutt jako przywódca powstańczej Polski z wielkim realizmem traktował sprawę własności ziemskiej. Wiedział, że bez obrony własności nie da się obronić niepodległości. Zabiegał — w swoich odezwach do żołnierzy, w aktach prawnych, w projektach przyszłego ustroju społecznego — o poszanowanie także własności chłopskiej, którą osobiście im przyznawał dekretami uwłaszczeniowymi. I zapowiadał surowe kary, łącznie z karą śmierci, dla tych, którzy te dekrety łamali (i np. zmuszali włościan do opłaty, odrabiania czynszu, okupu lub pańszczyzny).

W Odezwie do Wojska z 14 grudnia 1863 roku pisał:
Święte prawa rodziny i własności codziennie deptane są przez wrogów z właściwą im bezczelnością i barbarzyństwem (…). Straż tych praw od napaści hord moskiewskich Ojczyzna Wam, Żołnierze Polscy, powierza (…) Pamiętajcie również, że szczęście ludu naszego jest węgielnym kamieniem przyszłości Ojczyzny. Stójcież wiernie na straży tych praw, które Rząd Narodowy nadal ludowi Polskiemu, a kto je czymkolwiek gwałcić ośmieli się, za wroga Ojczyzny nich poczytanym będzie.

W Instrukcji dla Wojska z 18 grudnia tego samego roku, dodawał:
Pamiętajcie (…), że powstanie bez ludu jest tylko wojskową demonstracją w większych lub mniejszych rozmiarach, z ludem dopiero zgnieść wroga możemy, nie troszcząc się o żadną interwencję, bez której oby Bóg miłosierny pozwolił się nam obejść.
Miał niezłomne przekonanie, że powstańcy nie walczą tylko o sprawę polską. Jego osobiste zaangażowanie w walkę zbrojną, w kierowanie rządem i jego ocena wielkości ofiar poniesionych przez naród, wyklucza jakikolwiek partykularyzm.
Jesteśmy przekonani — pisał po francusku w Odezwie do narodu angielskiego — że Europa dotąd nie będzie mieć zapewnionego spokoju ni trwałego postępu, dopóki ohydna zbrodnia rozbioru naszej Ojczyzny nie utworzy rdzenia polityki europejskiej. (…) Pozostawiamy światu pamięć o narodzie, który poświęcił się dla swoich obowiązków i dla sprawy cywilizacji.

http://ewapolak-palkiewicz.pl/wp-conten ... dlenie.jpg
Kacper Żelechowski, Wywłaszczenie.Kacper Żelechowski, Wywłaszczenie, 1888.

W Odezwie do Rządów i Ludów Europy z 8 marca 1864 roku nie szczędził gorzkich słów Austrii za dwuznaczną postawę tego, oficjalnie tylko katolickiego, mocarstwa.
Esencja zgruchotanego przez krzyż poganizmu, owo divide et impera w całej swej ohydzie doskonale się przechowało aż dotąd w tradycji rządu austriackiego. Dla takiego rządu prawdziwa wolność człowieka, równość wszystkich przed prawem, stosunki międzynarodowe, oparte na braterstwie i miłości chrześcijańskiej muszą wydawać się mrzonkami, a ci którzy w nie wierzą, ludźmi co najmniej słabego umysłu i godnymi politowania; my zaś z pokorą i zupełną szczerością wyznajemy, że dla nas te mrzonki są głównym prawidłem i kardynalnym prawem tak w stosunkach jednostek jak i całych narodów między sobą. Dla nas «nie pożądaj cudzego; nie czyń drugiemu, czego nie chcesz aby tobie czyniono» jest główną podstawą wszystkich stosunków społecznych (…), bo my w swej prostocie nie umiemy pojąć, jakim sposobem to, co obowiązuje każdego w szczególności, nie ma w równej że sile obowiązywać ogółu całego. Austria uważa siebie za państwo przeważnie katolickie, a cesarz jej tytułuje się cesarzem apostolskim. Otóż wiadomo dobrze, że w św. Kościele katolickim głównym warunkiem odpuszczenia krzywdy bliźnim wyrządzonej jest restytucja. Jakiego bądź rodzaju krzywda dopełniona została, to bez najściślejszej restytucji pokrzywdzonemu nic tej winy nie zmaże, nic nie rozbroi Najwyższej Sprawiedliwości.

Nie z powodu nienawiści do kogokolwiek Polacy chwycili za broń. Traugutt doskonale rozumiał, jakim nieszczęściem dla Rosjan jest despotyzm i pogaństwo samodzierżawia. Właśnie dlatego, że Polacy dogłębnie, jak żaden inny naród, zdawali sobie sprawę z tego nieszczęścia, trzeba było upomnieć się o prawa Boskie i ludzkie gwałcone także w sąsiednim narodzie.

Lud ten nieszczęsny — pisał Traugutt w tym samym dokumencie — systematycznie zbydlęcany przez rząd swój, który nadając powierzchowny polor, w rzeczywistości otacza go fałszem i w największej ciemnocie utrzymuje, żyjący życiem sztucznym kazionnym, nie pojmuje nawet strasznej degradacji. (… ) caryzm nie wahał się nawet użyć religii za narzędzie dla dopięcia swych celów. Pod panowaniem piotrowskiego caryzmu najświętsze obrządki i tajemnice wiary zostały sprofanowane i świętokradczo użyte do najohydniejszych rzeczy. Trybunał pokuty stał się magistraturą policyjną, a święty Sakrament spowiedzi jednym ze środków szpiegostwa i denuncjacji. (…) Tak straszny upadek moralny daje miarę tego, do czego caryzm doprowadził kilkadziesiąt milionów istot rozumnych, na obraz i podobieństwo Boże stworzonych.

http://ewapolak-palkiewicz.pl/wp-conten ... 1x1024.jpg
Kazimierz Alchimowicz, Na etapie, 1894.Kazimierz Alchimowicz, Na etapie, 1894.

My, Polacy, nie potrafimy zmienić skóry. Romuald Traugutt potwierdził tę prawdę swoim życiem i świętą śmiercią.
„Bóg miarkuje wiatr dla ubogiego” — jak pisał wódz powstania w Odezwie do Wojska.

* * *

Aresztowany w miesiącu Marcu r. 1864, w skutek zeznań wydobytych męczeństwami z uwięzionych osób, został osadzony wraz z całym prawie składem rządu narodowego w cytadeli, gdzie po kilku miesiącach więzienia, do niczego się przyznać nie chciał, nikogo nie wydał i stanowczością odpowiedzi zapierających wszystko, odsunął od członków komissyi śledczej wszelką myśl katowania go, która z taką gorliwością i barbarzyństwem wykonywaną była na wielu innych członkach organizacji [8].
Sam będąc ofiarą zdrady, nigdy nikogo nie zdradził.
Egzekucja Romualda Traugutta nastąpiła 5 sierpnia 1864 roku na stokach cytadeli warszawskiej. Wraz z nim powieszono czterech członków Rządu Narodowego: Jana Jeziorańskiego, Rafała Krajewskiego, Józefa Toczyskiego i Romana Żulińskiego.

* * *

Z listu do żony Antoniny pisanego w celi śmierci 27 czerwca 1864 roku:
…żeś przy tym pamiętała i nigdy, mój Skarbie najdroższy, nie zapomniała, że cokolwiek Ojciec nasz Niebieski zsyła na nas, z zupełnym poddaniem i z synowską wdzięcznością przyjąć winniśmy, i że to wszystko nie jest skutkiem ślepego przypadku, ale wolą Bożą zrządzone, jest karą za grzechy nasze, a zarazem i prawdziwym dobrodziejstwem, gdyż wszystko co Stwórca czyni z nami, dla dobra naszego prawdziwego czyni. (…) Nie zapominajmy, moje Dziecię, że Bóg, chociaż o szczęściu naszym doczesnym pamięta, przede wszystkim ma na celu nasze szczęście wieczne, do którego nas stworzył i przeznaczył… Taką to jedynie pociechę przesyłam Ci, Najdroższa moja, gdyż ta tylko człowiekowi w największym nieszczęściu i strapieniu prawdziwą być może. Z tego samego źródła i ja czerpię moc i ochotę…
W tym pożegnalnym liście prosi ją, by osobiście wychowywała córki (z pierwszego małżeństwa: 10­‑letnią Annę i 6­‑letnią Aloizę — EPP), by mogły „wzrastać w łasce u Boga i u ludzi”. Chciałby, żeby
ich dusze i serca podobne twemu sercu i twej duszy były. Dobra i pożyteczna uczoność, naturalnie prawdziwa uczoność i gruntowna, a nie powierzchowna, ale ważniejsza nad to wszystko uczciwość.

Obrazek
Etui-portfel z fotografią rodziny z końca 1862 roku.


Traugutt nie szczędzi nader praktycznych rad — zupełnie jakby wyjeżdżał właśnie w służbową podróż i musiał, jako ojciec i dobry gospodarz, zadbać o ład w swoim domu, udzielić ostatnich sugestii i wskazówek. Prosi, by Antonina wychowywała dziewczynki w poszanowaniu „poczciwości” i zdrowego rozsądku, a także w zamiłowaniu do porządku i czystości, co jego zdaniem
powinno być odbiciem porządku moralnego i czystości duszy.
Opisuje swój dzień w więzieniu. Oprócz modlitwy i rozmyślania czas poświęca na ręczną robotę:
Chcę koniecznie w chlebie wyrobić Twoją główkę. (… ) trafiłem na bardzo przyjemne zajęcie, bo w ten sposób Ciebie, mój Aniele, mam ciągle obecną w mej wyobraźni… Trzynastego czerwca obchodziłem dzień ślubu naszego, a zarazem dzień Twoich imienin. Pomodliłem się więcej jak zwykle, poleciłem Was Bogu i Matce Najświętszej, prosząc, aby Wam byli pociechą, nadzieją i pokrzepieniem.
Rozmawiałbym z Tobą bez końca, ale muszę kończyć, dodam więc tylko jeszcze, że Cię kocham, o ile tylko to jest w mocy ludzkiej… Tyś zawsze lubiła, aby Ci to powtarzać, Najmilsza moja… jeszcze Cię raz przyciskam z dziatwą do serca mego.
Twój mąż, Romuald Traugutt.
Spowiednik — był nim ojciec Łukasz, kapucyn — przekazał później w liście Antoninie, że skazaniec oświadczył mu, iż jest spokojny o dzieci,
kiedy je takiej żonie zostawiam, która kocha Pana Boga, bo się z Jego Świętą wolą umie zgodzić.
Przywieziono go na miejsce egzekucji w długim granatowym szynelu obszytym szeroką taśmą.
Ręce jego nie były skrępowane, jak zazwyczaj Rosjanie czynili to skazańcom.
Jak podkreślają naoczni świadkowie, był zupełnie spokojny. Zdawał się nie słyszeć wydawanych rozkazów i żadnych innych głosów. Na stokach cytadeli zebrał się tłum 30 tysięcy Polaków. Śpiewano pieśni religijne i głośno wznoszono modły. Żeby zagłuszyć ten nieprzytomny z boleści tłum, śpiewający Suplikację, Rosjanie rozkazali orkiestrze wojskowej grać walca „Na wzgórzach Mandżurii”.
Romuald Traugutt cały czas pogrążony był w rozmowie z księdzem, który mu towarzyszył.
Gdy padło pytanie, który z pięciu skazanych, którzy stanęli pod szubienicami, jest Traugutt, on wyciągnął do góry obie ręce, w których trzymał krzyż i zawołał dziwnie donośnym głosem:
Jam jest Traugutt!
Przed stanięciem na drewnianych schodkach pod szubienicą złożył w ręce spowiednika ostatnią pamiątkę po żonie i dzieciach, ich fotografię z 1862 roku, umieszczoną w portfelowym etui, z którą nigdy się nie rozstawał.
Ostatnim gestem Naczelnika było ucałowania krzyża. Tuż przed egzekucją, po nałożeniu śmiertelnej koszuli, wzniósł oczy w niebo i złożył dłonie.
Takim go ujrzano po zdjęciu z jego twarzy przepaski, którą nakładano na oczy skazańcom.
Miał 38 lat.
Krzyż, który stanął na miejscu jego kaźni nazwany został przez warszawiaków „Traugutt”.
Dziś nie ma po nim żadnej pamiątki oprócz tego krzyża. Dwór w Szostakowie (powiat brzeski, niedaleko Grodna), w którym się urodził, został wraz z parkiem zniszczony w 1951 roku. Przed wojną znajdowało się tu muzeum Traugutta. W tym miejscu, na skraju wsi rośnie las. Na głazie, który oznacza fundamenty dworu, nie ma nawet śladu napisu, co mianowicie on upamiętnia.
Po straceniu Traugutta majątek w Ostrowiu przejęli Rosjanie. Las wycięto, ziemię rozparcelowano.

* * *

Cyprian Kamil Norwid poświęcił Powstaniu Styczniowemu — a szczególnie „Dyktatorowi” — jeszcze jeden (oprócz Pieśni od ziemi naszej) wstrząsający wiersz. Rzadko cytowany, bo chyba dziś niezbyt dogłębnie pojmowany. Więcej w nim rozumienia Polski — jej wiary, rozeznania, czym jest jej powołanie do duchowego przywództwa w Europie, i zarazem odczucia jej niezgłębionej samotności — niż w niejednym traktacie.

Do wroga
Pieśń
1
Ty! prawd­-promienie wziąwszy za sztylety,
Śmiesz jeszcze mniemać, żeś wódz — żeś generał!
O! niewolniku — stój — cofaj bagnety —
Dopókiż będę za ciebie umierał?…
2
Czyż myśli każdej — każdej myśli prawie
Uczyć cię trzeba ciągłymi ofiary:
Patriotyzmu — na bruku w Warszawie,
A Chrześcijaństwa — u krwawych wrót Fary?!…
3
Czyż nigdy z siebie ty nic, własną siłą
Nie poczniesz nigdy: boś wszystko zabierał;
Cofnij się! — wołam — głucha lodu-bryło:
Dopókiż będę pod tobą umierał?…
4
Toć groszem twoim tuczne pułkowniki
Własnych cię uczą mordować proroków;
A wy — nas — wodzić śmiecie — niewolniki!…
Nie widząc Boga-ręki u obłoków.
5
Niechże wam szron raz rozstaje u powiek,
Niech roz-niewoli się ta ciemna góra;
Wrogi!… do nogi broń!…. kto jeszcze człowiek,
A bryłę-lodu na kosy!…. i hurraa!…

* * *

Powstanie styczniowe w liczbach:
Brało w nim udział 100 tysięcy Polaków.
Stoczono 1000 bitew.
10 tysięcy Polaków, uczestników powstania, zostało zmuszonych do emigracji.
40 tysięcy zesłano na Sybir.

Przypisy:
1.O. Halecki, Historia Polski, Lublin–Londyn 1992.
2.Tamże.
3.Tamże.
4.Tamże.
5.Tamże.
6.Tamże.
7.Tamże.
8.A. K. Nowolecki, Pamiątka dla rodzin polskich, Kraków 1867.

Ewa Polak-Pałkiewicz

http://ewapolak-palkiewicz.pl/najdziwni ... -traugutt/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 116 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /