Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 02 gru 2011, 07:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
13 grudnia roku pamiętnego?

„Mamusiu, co ty tam w więzieniu robisz?” – pytał sześcioletni Cyprian, a dziesięcioletnia Magda pisała: „Czy masz w celi koleżanki? Śnisz mi się co noc. Wieczorem czuję tak – jakbyś mnie przytulała”. Takie i podobne listy wysyłały dzieci, których rodzice zostali aresztowani na rozkaz generała Wojciecha Jaruzelskiego w stanie wojennym w grudniu 1981 roku.

Wojna polsko-jaruzelska, bo tak nazwano stan wojenny, rozpoczęła się 13 grudnia 1981 roku o północy. Nagle przestały działać telefony, a telewizja przerwała nadawanie programu. Na ulice wyjechały czołgi i transportery opancerzone. Wprowadzono godzinę milicyjną (od 22.00 do 6.00), kontrolowano prywatną korespondencję. Zakazano opuszczać województwo, w którym się mieszkało. Zamknięto granice państwa. Za nieprzestrzeganie wprowadzonych nakazów i zakazów groziły surowe kary, nawet kara śmierci. W ten sposób komuniści zamierzali zniszczyć „Solidarność”, która chciała zmienić Polskę w wolny kraj i do której należało prawie 10 milionów ludzi, czyli co trzeci Polak.
Już w nocy, zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego, do biur i mieszkań działaczy „Solidarności” wkroczyli milicjanci, żeby aresztować wybrane osoby. Nie zważali na to, że w domach spały dzieci. Zabierali ich matki i ojców, kłamali, że wrócą rano, chociaż wiedzieli, iż zostaną uwięzieni na wiele miesięcy. Czasem dzieci zostawały w domu całkiem same i dopiero następnego dnia przychodzili do nich dziadkowie lub ktoś z rodziny. Wtedy dowiadywały się, że ich rodzice zostali internowani.
Niektórym działaczom udało się uciec z domu, zanim przyszło ZOMO, i uniknąć zatrzymania, ale potem musieli się ukrywać. Przez długi czas nie mogli widywać się ze swoimi dziećmi i żonami. W tajemnicy przekazywali im tylko listy: „Synku drogi! Za parę dni przyjdzie pewnie do Ciebie w nocy św. Mikołaj. Bardzo chciałbym być także przy Tobie, ale nie mogę przez tę wojnę” – pisał jeden z ukrywających się ojców.
Opuszczone dzieci pocieszał ks. Jerzy Popiełuszko, który w stanie wojennym odprawiał słynne Msze św. za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie. Mówił, że Jezus rozumie cierpienia najmłodszych, bo sam jako dziecko musiał z rodzicami uciekać z ojczyzny przed siepaczami Heroda. Dlatego zna ból dzieci, których rodzice muszą ukrywać się jak złoczyńcy, chociaż nimi nie są, lub są aresztowani, i zwraca się do nich: „Drogie dziecko. Znam twój ból, bo cierpiałem razem z tobą, kiedy w nocy przyszli źli ludzie uzbrojeni w paragrafy i przepisy stanu wojennego i zabrali ci ojca. Wiem, że nikt ci nie zwróci tych dni bez niego i jemu tych dni bez ciebie. Ale kiedyś dowiesz się, drogie dziecko, że zabrali go właśnie dlatego, że chciał, aby było sprawiedliwie. I będziesz z niego dumny”.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=dz20.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 07 gru 2011, 07:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Mołotow: "Jaruzelski nas wyręczył"

Trzydzieści lat temu komuniści wiarołomnie wypowiedzieli wojnę Narodowi! W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku, w środku nocy z soboty na niedzielę, kiedy ludzie śpią najspokojniejszym snem i kiedy są najbardziej bezbronni - grupa skomunizowanych, zsowietyzowanych, a nawet zrusyfikowanych na służbie Moskwy polskich generałów - znienacka i z zaskoczenia zaatakowała Naród i Polskę, wprowadzając stan wojenny. Był on wprowadzony na rozkaz z Moskwy. W imię sowieckiej racji stanu oraz imperialnych planów i globalnej polityki Kremla. I dlatego władcy Kremla już po zakończeniu stanu wojennego nagrodzili w 1984 roku swego wiernego sługę generała Jaruzelskiego platynowo-złotym orderem Lenina, najwyższym sowieckim odznaczeniem. Takiego orderu nie otrzymał nigdy żaden Polak poza Jaruzelskim! Podobnie jak inni komuniści rządzący przez pół wieku Polską, również Wojciech Jaruzelski bardzo starannie zacierał ślady swych zbrodni, a także ścisłe związki i powiązania ze swoimi mocodawcami w Moskwie. Jaruzelski oraz pozostali generałowie WRON, tak samo jak rządzący wcześniej PRL komuniści byli zdrajcami Narodu, renegatami, targowiczanami XX wieku. Pomimo zniszczenia najważniejszych dokumentów, pomimo zacierania śladów - strasznej prawdy o zbrodni stanu wojennego i zdradzie Ojczyzny nie da się ukryć!
Decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego zapadła w kwietniu 1981 r. w czasie tajnego spotkania w specjalnym wagonie kolejowym niedaleko Brześcia nad Bugiem po sowieckiej stronie granicy. W spotkaniu uczestniczyli przywódcy PRL Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski oraz szef sowieckiego KGB Jurij Andropow i minister obrony marszałek Dmitrij Ustinow. W imieniu sowieckiego politbiura polecili wprowadzenie stanu wojennego w Polsce w takim terminie i w takich warunkach, aby operacja się udała. Plan stanu wojennego w podstawowych zarysach był przygotowany w Moskwie, Kania i Jaruzelski mieli jedynie dopracować szczegóły i wybrać odpowiedni termin. W zachowanym sowieckim stenogramie dotyczącym spotkania w Brześciu znajduje się jednoznaczne zdanie - rozkaz marszałka Ustinowa: "Trzeba podpisać plan przygotowany przez naszych towarzyszy"! Co więcej, w trakcie tego spotkania, jak czytamy w stenogramie sowieckiego politbiura: "Towarzysz Jaruzelski ponowił prośbę o zwolnienie go ze stanowiska premiera (rządu polskiego). Przystępnie wytłumaczyliśmy mu, że koniecznie powinien pozostawać na tym samym stanowisku i z godnością pełnić powierzone mu obowiązki, bowiem przeciwnik mobilizuje siły, aby zagarnąć władzę". Tak właśnie było! Premier polskiego rządu podawał się do dymisji nie przed polskim Sejmem, ale przed swoimi faktycznymi zwierzchnikami z Moskwy, którzy wcześniej zrobili go generałem, ministrem obrony, premierem, a teraz w Brześciu wyznaczyli mu kolejną funkcję - dyktatora stanu wojennego przeciwko własnemu Narodowi. I Jaruzelski wykonał rozkazy z Kremla. To była zdrada Ojczyzny, to była targowica XX wieku!
Szczególnego rodzaju świadectwo wystawił Jaruzelskiemu nie byle kto - prawa ręka Stalina i współsygnatariusz IV rozbioru Polski z 23.08.1939 r. - Wiaczesław Mołotow. Dożył prawie 100 lat, a w swych (zupełnie w Polsce nieznanych) pamiętnikach pisał: "W ostatnich kilku latach wielkim naszym osiągnięciem, naszym, to jest komunistów, było pojawienie się dwóch ludzi. Pierwszą przyjemną niespodzianką był Andropow (...). Drugi człowiek to Jaruzelski. Ja, na przykład, nigdy wcześniej nie słyszałem takiego nazwiska, zanim nie ujrzałem go w roli pierwszego sekretarza" - wspomina sędziwy Mołotow. Po czym stwierdza, dosłownie komentując wprowadzenie stanu wojennego w Polsce: "Bolszewików było wśród Polaków niewielu. Jaruzelski nas wyręczył".

Józef Szaniawski
--------------------------------------------------------------------------------
Premier polskiego rządu podawał się do dymisji przed swoimi faktycznymi zwierzchnikami z Moskwy

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 07&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 07 gru 2011, 15:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Internowani „farciarze”

Zbliża się 30 rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Wśród stałych punktów programu obchodów nie zabraknie nocnego protestu pod domem Jaruzelskiego na ul. Ikara, a na ekranach telewizorów znów będą królowały koksowniki, zomowcy i wojskowe skoty.
Oczywiście nie zabraknie kombatanckich wspomnień internowanych, wśród których zawsze wiodą prym doświadczeni martyrologią w ośrodku internowania w Jaworzu.
Dziwi mnie zawsze, dlaczego akurat oni? Czyżby z powodu wyjątkowości tego miejsca?
Podczas gdy większość działaczy opozycji trafiało do zakładów karnych i aresztów śledczych „Jaworzanie”, można powiedzieć mieli mnóstwo szczęścia nie tylko z powodu warunków, jakie tam zastali, ale i dlatego, że większość z nich po 89 roku stało się elitą III RP.
Był to jeden z nielicznych ośrodków internowania znajdujący się w ośrodku wypoczynkowym. W tym wypadku domu wczasowym należącym do dowództwa wojsk lotniczych. W pokojach nie było krat i istniała swoboda poruszania się gdyż pokoje nie były zamykane.
Na tym tle los choćby takiego Antoniego Macierewicza można by nazwać tragicznym. Areszt Śledczy w Kielcach, więzienie w Rzeszowie i w końcu Zakład Karny w Nowym Łupkowie usytuowany na Przełęczy Łupkowskiej 10 km od Komańczy, z którego to więzienia Macierewicz brawurowo zbiegł.

Nie wszyscy nasi rodacy wiedzą, że oprócz ośrodków internowania istniały również wojskowe obozy specjalne, do których wcielano niewygodnych dla reżimu. Można tu wymienić takie miejscowości jak Czerwony Bór, Chełmno, Rawicz, Trzebiatów, Unieście, Budowo, Czarne, Wędrzyn, Węgorzewo.

Była to ukryta forma internowania i co ciekawe pełna dokumentacja dotycząca tych obozów nadal objęta jest klauzulą 30 i 50-letniej tajności. Dlaczego?
Myślę, że warto na koniec wymienić niektórych internowanych w Jaworzu, których na tle tysięcy pozostałych można określić, jako szczęśliwców czy prawdziwych farciarzy:
Tadeusz Mazowiecki, Władysław Bartoszewski, Bronisław Geremek, Stefan Niesiołowski, Bronisław Komorowski, Lesław Maleszka, Andrzej Drawicz, Andrzej Szczypiorski, Andrzej Celiński, Aleksander Małachowski, Waldemar Kuczyński, Jerzy Holzer, Henryk Karkosza, Piotr Amsterdamski, Stefan Amsterdamski, Wiktor Woroszylski, Piotr Wierzbicki, Maciej Rayzacher, Jerzy Jedlicki.

http://kokos.salon24.pl/371066,internowani-farciarze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 07 gru 2011, 17:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Myślę, że warto na koniec wymienić niektórych internowanych w Jaworzu, których na tle tysięcy pozostałych można określić, jako szczęśliwców czy prawdziwych farciarzy:
Tadeusz Mazowiecki, Władysław Bartoszewski, Bronisław Geremek, Stefan Niesiołowski, Bronisław Komorowski, Lesław Maleszka, Andrzej Drawicz, Andrzej Szczypiorski, Andrzej Celiński, Aleksander Małachowski, Waldemar Kuczyński, Jerzy Holzer, Henryk Karkosza, Piotr Amsterdamski, Stefan Amsterdamski, Wiktor Woroszylski, Piotr Wierzbicki, Maciej Rayzacher, Jerzy Jedlicki.


Skoro mieli pełnić rolę "bohaterów walki z komuną", to trzeba było stworzyć pozory. A przy okazji wczasy każdemu się przydadzą - przecież żydzi Bożego Narodzenia nie obchodzą.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 09 gru 2011, 11:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Prawda i pamięć o zbrodniach

- Spodziewamy się, że w tym roku na ul. Ikara 5 w Warszawie przyjdzie kilkanaście tysięcy ludzi - zapowiada Jan Kasprzyk, współorganizator tegorocznej pikiety przed domem Wojciecha Jaruzelskiego. Przypomina, by wszyscy chętni, którzy chcą wziąć udział w spotkaniu upamiętniającym 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, przynieśli ze sobą znicze oraz flagi narodowe.
- Z zapalonych zniczy zostanie ułożony krzyż. Zmówimy również modlitwę za dusze zamordowanych. Bądźmy razem i razem domagajmy się osądzenia zbrodni komunistycznych i uhonorowania ofiar stanu wojennego - podkreśla Kasprzyk. Podczas pikiety zostanie odczytany specjalny apel. Wygłosi go młoda osoba, a więc ktoś, kto urodził się już po wprowadzeniu stanu wojennego. Ma on symbolizować ciągłość pokoleniową między działaczami opozycji antypeerelowskiej a tymi, który na początku lat 90. podnosili problem nierozliczenia komunistycznych zbrodni i piętnowali udział ludzi związanych z systemem sowieckim w życiu publicznym III RP. "Mimo upływu ponad ćwierćwiecza osoby odpowiedzialne za gwałt zadany wówczas Narodowi nie poniosły żadnej odpowiedzialności, a większość działań przestępczych komunistycznego aparatu bezpieczeństwa nie znalazła finału w sądach wolnej Polski" - podkreślają organizatorzy pikiety przed domem Jaruzelskiego.
Organizatorem odbywającej się od 1995 roku pikiety jest Społeczny Komitet Upamiętnienia Ofiar Stanu Wojennego. Zgromadzenie pod domem twórcy stanu wojennego rozpocznie się o godzinie 23.30 w nocy z 12 na 13 grudnia. - O północy zostaną odczytane nazwiska wszystkich osób, które zostały zamordowane w tym czasie, a więc będzie to forma apelu pamięci tych wszystkich, którzy zginęli podczas stanu wojennego - zapowiada Kasprzyk. Porządku będzie pilnowała specjalna służba porządkowa.
W odezwie członkowie Komitetu wzywają do masowego uczestnictwa w corocznej pikiecie i apelu poległych. Przypominają, że ówczesne władze PRL z Wojciechem Jaruzelskim jako premierem i I sekretarzem PZPR wprowadziły stan wojenny z pogwałceniem ówcześnie obowiązującego prawa. "Zdławiono w ten sposób dążenia wolnościowe Narodu Polskiego wyrażone w wielkim zrywie "Solidarności"" - podkreślają. W wyniku działań komunistycznego aparatu terroru zamordowano blisko 150 osób, zdelegalizowano NSZZ "Solidarność", aresztowano i pozbawiono wolności ponad 10 tysięcy działaczy opozycji, zintensyfikowano działania aparatu bezpieczeństwa i cenzury - czytamy w tekście apelu. Tymczasem sprawiedliwości nie stało się zadość. Przez ponad 20 lat elity postkomunistyczne i te wywodzące się z "Solidarności" robiły wszystko, by nie tylko przestępcy uniknęli kary, ale by fałszować historię o tych wydarzeniach i konsekwencjach, jakie dla Polski przyniosły. Najbardziej wymownym tego przykładem jest lansowana w poczuciu kompletnej bezkarności autorska wersja wydarzeń przez samego Jaruzelskiego. Tymczasem prawda na temat okoliczności pacyfikacji "Solidarności" z trudem przebijała się do opinii publicznej. Jednak zdaniem historyka Piotra Gontarczyka, wraz z ujawnianiem kolejnych dokumentów po kolei padają wszystkie tezy lansowane przez pana generała, który - jak podkreśla Gontarczyk - "notorycznie posługuje się manipulacją i kłamstwem i na każdym kroku mija się z prawdą".
- Jaruzelski, wprowadzając stan wojenny, nie kierował się polskim interesem narodowym, ale dążył do utrzymania systemu komunistycznego w Polsce i własnej kariery politycznej - wskazuje historyk. Jak dodaje, to sam ówczesny I sekretarz KC PZPR zabiegał o zbrojną pomoc Moskwy, gdyby nie potrafił sobie poradzić ze zbuntowanym społeczeństwem. - Był bardzo jasno informowany przez władze Kremla, że ma tego dokonać własnymi rękami, ale na żadną pomoc zbrojną sowieckiej armii nie miał co liczyć. Mit generała, który chciał nas rzekomo uratować od hekatomby ofiar, jest sprzeczny z jego intencjami. Wprowadzając stan wojenny, przyczynił się do ofiar, a swoimi działaniami taką masakrę prowokował - tłumaczy Gontarczyk. - Decyzja polityczna leżała po stronie Kremla. Sowieckie dokumenty partyjne wskazują jasno na to, że inwazja na Polskę nam nie groziła. Związek Sowiecki był już wtedy uzależnionym od zachodnich technologii, żywności i sprzedaży gazu i ropy bankrutem, dla którego ryzyko sankcji gospodarczych byłoby zabójcze - dodaje badacz historii najnowszej.
W ocenie historyka, akceptacja dla stanu wojennego jest coraz mniejsza, ponieważ coraz więcej o nim wiemy. Dotyczy to szczególnie młodego pokolenia, które nie było poddane indoktrynacji w czasach PRL. Jak zaznacza, dla piszących historię kluczowe znaczenie ma swobodny dostęp do zasobów archiwalnych. W przypadku stanu wojennego i okoliczności jego wprowadzenia w 1981 roku chodzi o dokumenty wytworzone w tym czasie przez Armię Czerwoną oraz sowieckie służby specjalne. - To chyba dziś najbardziej istotne materiały źródłowe, które są nieznane. Jeśli jednak chodzi o dokumenty partyjne, a więc polityczne, to zasób, szczególnie polski, jest dość dobrze rozpoznany. W świetle tej wiedzy stan wojenny ma coraz mniej tajemnic - dodaje.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po27.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 12 gru 2011, 09:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Tolek, zginął 17 grudnia 1981

Tolek, chłopak z gdańskiej Zaspy, zafascynowany ruchem "Solidarności" i zagorzały kibic Lechii Gdańsk, został zastrzelony przez MO na Targu Rakowym 17 grudnia 1981 roku. Miał zaledwie 20 lat. Został trafiony strzałem prosto w głowę podczas rozpędzania demonstracji pod komitetem wojewódzkim PZPR w Gdańsku. Mimo że ludzie niemal natychmiast przenieśli go na ławce do szpitala, nie udało się go uratować. Ślady zbrodni były tuszowane, winni nigdy za nią nie odpowiedzieli.

Zdjęcie zamordowanego przez milicję Antoniego Browarczyka, pierwszej ofiary stanu wojennego w Gdańsku, zawiśnie w piątek na budynku Komisji Krajowej Solidarności w ramach obchodów wydarzeń grudniowych 70. roku i 30. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Baner o rozmiarach 6 na 16 metrów, zawiśnie w siedzibie NSZZ Solidarność w piątek o godz. 15. Przed siedzibą związku staną dodatkowo trzy duże plansze. To będzie rodzaj tryptyku, na jednej z plansz zobaczmy Browarczyka za życia, na kolejnej po śmierci, ostatnia plansza będzie pokazywać sytuację po śledztwie.

16 grudnia plansze te zostaną przeniesione w miejsce, gdzie zginął Antoni Browarczyk. Ma tam powstać tablica, upamiętniająca to zdarzenie. Pod wnioskiem o upamiętnienie tragedii sprzed lat podpisało się 3 tys. osób, zebrano też 35 tys. zł na wykonanie tablicy.

Obrazek

http://giz3.salon24.pl/371505,tolek-zgi ... udnia-1981

w zeszłym roku na rocznicę zawieszono baner "Bezkarne MOrdy"

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 12 gru 2011, 14:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://ussus.wordpress.com/2011/12/11/s ... ustrojowa/

Z perspektywy czasu widać, że stan wojenny 13 grudnia 1981 był głęboko przemyślaną akcją, zaplanowaną przez te same siły, które i dziś przysparzają światu tyle nieszczęść. Komuna była i jest nadal tylko podległą częścią tych sił - sił, które postanowiły zreformować komunę. Reforma ta, nazwana pieriestrojką, uczyniła z komuny jeszcze bardziej sprawną machinę powszechnej deprawacji i zakłamania. Dziś doświadczamy działania tej maszyny i trzeba ocenić, że komuna w postaci z przed pieriestrojki to było niewinne dzieciątko na tle potwora, który teraz nas ciśnie.

Za sytuację, w jakiej dziś jest Polska w ogromnym stopniu odpowiada Jaruzelski - bez jego stanu wojennego cała ta operacja nie mogłaby się udać. To dzięki Jaruzelskiemu komuna wygnała z Polski milion najbardziej aktywnych Polaków. Bez nich Polska jest dziś znacznie słabsza i trudniej jej opierać się ciśnieniu zakłamania wielokrotnie większemu niż w okresie tzw. PRL.

Kopia artykułu:

Stan wojenny – operacja specjalna mająca za zadanie przygotować transformację ustrojową
Opublikowano Grudzień 11, 2011 by ussus

Obrazek

Stan wojenny wprowadzony 13 XII 1981 r. był największą, najlepiej zorganizowaną i przeprowadzoną operacją specjalną w historii Europy Wschodniej, a być może i w dziejach całego kontynentu. Od wielu już przecież lat słyszymy o wspaniale przeprowadzonej transformacji ustrojowej w Polsce, która była stawiana za wzór innym krajom naszej części kontynentu, natomiast „obalenie” komunizmu w Polsce określane jest jako jedno z najważniejszych wydarzeń XX w.
Celem stanu wojennego było przygotowanie warunków odpowiednich do przeprowadzenia „transformacji ustrojowej”. Tylko tyle i aż tyle. Oburzeni z „Okupuj generała” oraz ipnowskie bojówki ideologiczne co roku podnoszą wrzask, że „sowieci by nie weszli” i o tym, że stan wojenny był próbą utrzymania się komunistów u władzy – „zneutralizowania” Solidarności (ale o tym, że Solidarność wcale a wcale nie była taka święta – zinfiltrowana przez masę agentów i szpicli, zainstalowana z inicjatywy komunistów i tylko dzięki ich akceptacji funkcjonująca, do której dołączyło wielu ludzi po prostu przeciętnych i intelektualnie miernych – sza!). To tylko część prawdy, a część prawdy to nie prawda!
Nawet w książce starego sowieckiego agenta (oczywiście uczciwego – zdradził swoją sowiecką ojczyznę i uciekł na zachód!) – Anatola Golicyna – „Nowe kłamstwa w miejsce starych: komunistyczna strategia podstępu i dezinformacji” (książkę w języku polskim wydała Służba Kontrwywiadu Wojskowego w 2007 r., a dwa lata później „Antyk”), obalono różne twierdzenia o przyczynach stanu wojennego podnoszone teraz przez funkcjonariuszy IPN. W swoich rewelacjach spisanych w 1984 r. Golicyn „przewidział” „rozpad” komunizmu i cały ten „okrągły stół”. Jednak stwierdził, że cała operacja była dużo wcześniej zaplanowana w Moskwie tzn. stan wojenny („zneutralizowanie” Solidarności, społeczeństwa) i „bezkrwawe” przejście z komunizmu w stan pokrewny komunizmowi, ale przystosowany do nowych czasów egro w neokomunizm. W większości to prawda. I zaprawdę wielce to dziwne, że nawet po wydaniu tych „rewelacji” historycy zdają się niczego nie dostrzegać! Przecież „Nowe kłamstwa…” były szeroko cytowane, opisywane zarówno w czasopiśmie „Wprost” jak i w „Gazecie Polskiej”, a redaktorzy byli mini wprost zachwyceni! Najwyraźniej „historycy” są odporni na wiedzę… „Rewelacje” Golicyna to w większej części prawda; poprawnie zinterpretował wiele wydarzeń, poczynając od lat 60., a kończąc na latach 90. Jednak książka ogólnie rzecz biorąc jest bardzo niebezpieczna. Otóż promuje przesłanie, że za całym złem XX w., że siłą decydującą w drugiej połowie XX w. był komunizm oraz jego genialna strategia dezinformacji. Jest to bzdura, kłamstwo, nieprawda! Książka Golicyna to tylko kolejne „zwierzenia” starego sowieckiego agenta (innym popularnym agenciurem jest Wiktor Suworow). Od deski do deski słowo „Bilderberg” pada chyba tylko 1 – 3 razy – co już wiele tłumaczy. To tylko kolejny podręcznik „poprawnej” historii. Mnóstwo rewelacji dla zwykłych bałwanów po licealno – uniwersyteckim kursie historii, ale… ani słowa o rzeczywistych przyczynach tj. o kompleksie jot, NWO, o tym , że komunizm jest tylko narzędziem w ręku rzeczywistych decydentów o wiadomej proweniencji. Czegóż jednak spodziewać się po książce do której pochwalny wstęp napisał Antoni Macierewicz (był też szefem SKW w czasie gdy służba ta wydała „Nowe kłamstwa…”)?! Stan wojenny wprowadzono nie dlatego, że zdecydował tak Jaruzelski czy ktoś w Moskwie, ale ponieważ taka była długoterminowa strategia wprowadzania Nowego Porządku Światowego.
13 XII 1981 r. wprowadzono stan wojenny, zawieszono go 31 XII 1982 r., zniesiono 22 VII 1983 r. Jednak cała dekada znalazła się w jego cieniu, praktycznie stan obowiązywał nadal, aż do roku 1989. Około 10000 osób zostało internowanych, MILION osób udało się na banicję, bieda, całkowity zastój gospodarczy, a ilu osobom złamano kariery, zdrowie fizyczne i psychiczne… (Znamienne, że historycy uwagę poświęcają bezpośrednim ofiarom stanu wojennego tj. około 55 zabitym osobom, rajdom na strajkujących itd. To ich dotyczą badania i biadolenia. Pomijają tym samym ofiarę jaką poniósł CAŁY naród, zamiatają ją pod dywan, ukrywają rzeczywisty wpływ tej operacji na postawę całego narodu). Było to ogromne „przemeblowanie” społeczeństwa, pranie mózgu. Tak jak podczas II wojny światowej, za Katynia, za okupacji, represje dotknęły patriotów, ludzi wartościowych, Polaków przez duże „P” (pewne „represje” spotkały też figurantów, ale był to zaplanowany margines). Dopiero po tak szeroko zakrojonej, kompleksowo wykonanej operacji (jeszcze raz powtórzę: MILION osób udało się na banicję!), można było przystąpić do organizowania demokracji. Naród został odpowiednio zniewolony, odmóżdżony, przygotowano odpowiednią atmosferę, stworzono „legendy” figurantom i… zaczęło się…
Transformacja była „bezkrwawym” przejściem z okupacji komunistycznej w okupację demokracji liberalnej. Oba potwory wyrosły z jednego korzenia. Tylko zewnętrznie różnią się o od siebie i to dość nieznacznie. W komunizmie władza jest sprawowana poprzez terror fizyczny z dodatkiem terroru psychiczno – intelektualnego, a w demokracji liberalnej poprzez terror psychiczno – intelektualny z dodatkiem terroru fizycznego. Demokracja liberalna to udoskonalona forma komunizmu.
Niestety „mafia historyczna” nigdy tego nie przyzna. Będzie powtarzać swoje stare śpiewki o przyczynach stanu wojennego. Cóż… by zostać doktorem historii wystarczy znaleźć źródło utrzymania i promotora, a etat na uczelni nie śmierdzi, a myślenie boli. „Eksperci” są bowiem integralną częścią aparatu władzy. Bez ich „pomocy” władza w „demokracji” praktycznie nie mogłaby rządzić. Pisząc o „ekspertach” mam na myśli ludzi z całego zastępu zawodów np. ekonomistów, psychologów, lekarzy, historyków, politologów itd. zaprzedanych systemowi. I tak ipnowsy bojownicy o prawdę stają ramię w ramię z obrońcami „schorowanego staruszka”, mimo że nie mają o tym bladego pojęcia, biorąc udział w wyreżyserowanej przez kompleks jot grze.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 12 gru 2011, 16:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Stan wojenny – przystanek na drodze do PRL-bis

Mija równo trzydzieści lat od wprowadzenia 13 grudnia 2011 roku stanu wojennego. Tak się jakoś złożyło, że właśnie w tę perłową rocznicę wydania wojny narodowi przez wojskową juntę, dowiedzieliśmy się, że procesy dwóch sowieckich generałów poprzebieranych w polskie mundury, Jaruzelskiego i Kiszczaka, będą po raz kolejny musiały rozpocząć się od początku. Oto symbol tego, czym jest III RP nazywana przez dowcipnisiów „demokratycznym państwem prawa”..

Znowu będziemy oglądać w telewizji zomowców i koksowniki. Nie ma wątpliwości, że pojawią się jak zwykle i ci, którzy będą przekonywali, że „zbawca narodu” Jaruzelski wybrał mniejsze zło.
Oczywiście gdzieś przemknie szybko lista ofiar tego „mniejszego zła”; zastrzelonych, skrytobójczo zamordowanych, zatłuczonych na przesłuchaniach, trafionych bezpośrednio pociskami gazowymi czy zmarłych po zatruciu gazem łzawiącym.
Nikt do dziś nie jest w stanie oszacować tych ofiar, które zmarły w wyniku zablokowania na całym obszarze Polski połączeń telefonicznych, przez co nie można było wezwać na czas pomocy medycznej, czy z powodu zakazu sprzedaży paliwa osobom prywatnym, dostarczyć samemu chorych do szpitali.
Jednak ja na tę rocznicę chciałbym spojrzeć z innej strony, równie dramatycznej i niosącej niedostrzegane, na co dzień, tragiczne dla narodu konsekwencje. One są widoczne do dziś.
Oto właśnie do dwóch powojennych pokoleń dorzuciliśmy przez te trzydzieści lat trzecie, które nigdy nie miało szansy żyć w prawdziwym i demokratycznym państwie prawa. Wymierają ostatni świadkowie czasów, kiedy zdrajcy byli przykładnie karani, patriotyzm był w cenie, a żyjącym jeszcze powstańcom styczniowym ludność i wojsko oddawało honory.
Dzisiejsze pokolenie ma zakodowane w głowach to, że od 1945 roku do dnia dzisiejszego patriotyzm i umiłowanie ojczyzny się po prostu nie opłaca. Takie postawy, bowiem mogą powodować strzał w tył głowy, długoletnie więzienie, wykluczenie, brak pracy, najróżniejsze szykany, szyderstwa i etykiety faszystów, nacjonalistów, szowinistów czy moherowych beretów.

Niezmiennie od opanowania naszej ojczyzny przez sowieckie hordy, do dnia dzisiejszego, bezkarność oraz drogę do kariery otwiera; zdrada, wysługiwanie się obcym, donosicielstwo, oportunizm, plucie na chrześcijańskie wartości, a nawet krew własnych rodaków na rękach.
Przez te trzy pokolenia, kiedy zbrodnia, zdrada i łajdactwo były nagradzane, a nie karane, Polskę zaludnili w dużej mierze ludzie zdeprawowani i nieumiejący odróżnić dobra od zła.
Taka demoralizacja narodu to idealna wprost sytuacja dla obozu rządzącego gdyż za pomocą panującej powszechnie nowomowy i propagandy można wmówić ludziom, że żyją w normalnym demokratycznym państwie prawa, podczas gdy tak naprawdę ta cała demokracja to tylko dekoracja, fasada, zza której rządzi i dzieli grupa trzymająca władzę.
Oczywiście mamy inne czasy, które nie wymagają już tak drastycznych metod, jak kiedyś. Bez procesów kiblowych, strzałów w tył głowy czy masowego wysyłania rodaków na Sybir można jednak i dziś kontrolować całkowicie sytuację.
Niezbędni są tylko, jak wtedy, ludzie o podobnej konstrukcji moralno-etycznej gotowi na każde świństwo i podłość.

W Polsce Anno Domini 2011 nie potrzeba już takich oddanych funkcjonariuszy systemu w wersji „hard”, jak śledczy Humer czy sędzia Widaj. To był wymóg tamtego etapu gdyż ówcześni patrioci byli bardziej ze stali niż z kruchej porcelany.
Dzisiaj w III RP wystarczy już tylko ich wersja „light”, czyli wyróżniający sie policjant Czajka i rozgrzana sędzia Konopka.
Kiedyś w mediach potrzeba było batalionu Tumanowiczów poprzebieranych w groźne mundury, a dziś sprawę załatwią lokaje salonu: Kuźniar, Sekielski i Morozowski w garniturkach.

Niestety, te trzydzieści lat, które minęły od wprowadzenia stanu wojennego powodują, że młodzi ludzie niestety nie mogą tamtych dni pamiętać. A skoro nie pamiętają to nie są także w stanie poczuć tamtej atmosfery poprzedzającej atak WRON-y, polegający na bezczelnym bezprawiu, złamaniu konstytucji i wprowadzeniu przez juntę stanu wojennego.
Dzisiaj ja, który doskonale pamiętam tamte czasy przeżywam złowróżbne déjà vu.
Zanim doszło do wojny wydanej narodowi przez zdrajców, podobnie jak dziś, całymi miesiącami bombardowano nas medialnie, zbliżającymi się zagrożeniami w postaci gospodarczego krachu, wojny polsko-polskiej, interwencji ruskich. Wszystkiemu oczywiście winna była „ekstrema Solidarności” dążąca do przelania niewinnej krwi poprzez wyprowadzenie na ulicę „warchołów”, „elementu chuligańskiego”, „zmanipulowanych wyrostków” i „wrogie elementy antypaństwowe”.

Stopniowo i metodycznie przygotowywano grunt pod to, aby Polacy wprowadzenie stanu wojennego przyjęli z ulgą i w dużej mierze się to udało.
Dzisiaj establishment III RP również potęguje napięcie, wieszczy klęskę oraz upadek nie tylko Polski, ale i całej Europy oraz tak tresuje miejscowy plebs, aby w razie masowych protestów wiedział, że ich uczestnicy to szkodnicy, których już dziś, a konto, są gotowe potępić „autorytety”, czyli etatowi sygnatariusze listów otwartych i protestacyjnych publikowanych na łamach Gazety Wyborczej.

Czy zastanawiacie się drodzy czytelnicy, w jakim celu rozpoczęto ten nasilający się ostrzał artyleryjski? Co tym razem mamy przyjąć ze zrozumieniem, by później odetchnąć z ulgą?
Co dzisiaj ma być tym „mniejszym złem”, dzięki któremu „polskie elity” ocalą nas od zła większego czy wręcz katastrofy i upadku?
Ja myślę, że chodzi o zbliżający się do finalizacji plan pozbawienia Polski suwerenności.
U zarania III RP na ekranach telewizorów pojawiali się masowo ówcześni celebryci recytujący z wzniosłym przejęciem i szklistym wzrokiem hasło: „Jesteśmy nareszcie we własnym domu. Nie stój! Nie czekaj! Co robić? Pomóż!!!”
Nadchodzi nowa epoka i „własny dom” stracił już atrakcyjność, aktualność, świeżość i siłę porywania tłumów. Był tylko etapem na drodze do „domu” właściwego.
Coś mi się zdaje, że całkiem niedługo, w dużej mierze nawet ci sami, co wtedy komedianci, zwani artystami przemówią do nas tymi słowy:
„Jesteśmy nareszcie w naszym europejskim, czyli niemieckim domu. Nie stój! Nie czekaj! Co robić? Pomóż!!!

To wystarczy. Przy dzisiejszej kondycji Polaków myślę, że nie trzeba nawet stanu wojennego czy wyjątkowego. Niech no tylko baca Tusk zakrzyknie znane nam – Pomożecie? – a polskie stado baranów pędzonych na rzeź odpowie radośnie – Pomożemy!

http://kokos.salon24.pl/372444,stan-woj ... do-prl-bis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2011, 08:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Ciąg dalszy stanu wojennego?

Przeprosiny generała Jaruzelskiego czekają na wypełnienie treścią konkretnych czynów, a wpierw przyznania się do winy wobec Narodu Polskiego i podjęcia działań naprawczych. Tego samego brakuje w milczeniu pozostałych twórców stanu wojennego. Wśród nich są nie tylko generałowie, towarzysze i dziennikarze z sierpem i młotem, zamiast pióra, ale także część środowisk naukowych, na czele z "filozofami marksistowskimi". Ich zadanie definiowano jako budzenie "nienawiści klasowej", co konkretnie znaczyło szerzenie lęku przed narażeniem się wszechobecnej władzy. Głęboko zakorzenione społeczne wady trudno jest wyplenić i na tych wciąż zalęknionych tłumach opiera się tajemnicza moc trwającego blokowania gruntownych reform naszego państwa. Pomimo nędzy, korupcji i głośnych afer politycznych tłumy lękają się zmian i wzięcia odpowiedzialności za nasze wspólne życie. Pytani o powody niechodzenia na wybory, odpowiadają jednakowo: "Nie chce mi się", "Nic się nie zmieni", "Nie interesuję się polityką" itp. Trudno jednak nie zauważyć elementu agresji i gniewu - nieraz kryjących się za kąśliwą ironią - związanych z tymi odpowiedziami. Czegoś się te rzesze boją, bo gniew to reakcja na świadomość jakiegoś rodzącego lęk zła, które należy zaatakować. Stąd ta widoczna w mediach agresja, jakaś paniczna nienawiść wobec np. Radia Maryja, braci Kaczyńskich i tego wszystkiego, co może uczynić z nas Naród decydujący o sobie samym. Widoczny jest tutaj syndrom platońskiego "człowieka z jaskini". Mamy w "Państwie" obraz kondycji człowieka jako istoty przyzwyczajonej do swoich małych złudzeń i na widok prawdy reagującej lękiem, gniewem i nienawiścią wobec tych wszystkich, którzy ową prawdę jakoś odkrywają. Nazywają to "wyższą koniecznością", całkiem zatem tak samo jak obywatele PRL mający w roli argumentu "słowo honoru" generała.
Gdyby nawet było to prawdą o owej epoce, to dzisiaj już nie ma takiej "konieczności" i nawet generał może wyprzedzać wszystkich innych w walce o prawdę i poparcie polityczne dla patriotycznych środowisk. Nie wszyscy jednak chcą przemienić się w Pawła, bo wolą być dalej Szawłem, prowadząc dzisiaj dokładnie tę samą działalność co w PRL. Zaraz na początku stanu wojennego (20 I 1982 r.) śp. ks. prof. Tadeusz Styczeń, znany filozof-etyk, skierował list do generała Jaruzelskiego, w którym wyraził swój "ludzki i obywatelski sprzeciw moralny" wobec dokonywanego przez funkcjonariuszy PRL "brutalnego aktu agresji na wewnętrzny stosunek człowieka do prawdy swoich przekonań, czyli aktu łamania sumienia" (zob. Ethos, nr 3 (95) 2011). Nie chwali się dzisiaj generał podjęciem jakiejś pozytywnej akcji wobec swoich esbeków łamiących także sumienia w stanie wojennym. Znaczy to pewnie, że także łamanie sumień - a nie tylko kości - generał uważał za "wyższą konieczność". Tak aż do dzisiaj uważają niektórzy filozofowie "postmarksistowscy" zdobywający swoje naukowe stopnie w okresie PRL. W III RP wprost wzywają do łamania sumień lekarzy i farmaceutów, niechcących uczestniczyć w mordowaniu dzieci poczętych. Gdyby jeszcze żył Ksiądz Profesor - zmarł 14 października 2010 r. - to pewnie nie milczałby w obliczu i tego "brutalnego aktu agresji" wobec sumień, formułowanego przez znane nazwiska w polskich środowiskach filozoficznych. Inni się tym jednak nie przejmują. Wolą oni zasadę pokoju z Augsburga (1555 r.), o której wielokrotnie na wykładach ze zgrozą wspominał Ksiądz Profesor, czyli zasadę (w moim sformułowaniu): "Zamiast posłuszeństwa sumieniu wypełniaj ślepo polecenia władzy". Dlaczego? "Bo to ci się opłaci". Oto logika i "etyka" PRL, stanu wojennego i "okrągłostołowej" krainy.

Marek Czachorowski
--------------------------------------------------------------------------------
Na wciąż zalęknionych tłumach opiera się tajemnicza moc trwającego blokowania gruntownych reform naszego państwa

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 13&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2011, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Skazano "ręce", a nie "głowę"

Proces w sprawie pacyfikacji kopalni "Wujek" i "Manifest Lipcowy" zakończył się w 2007 roku wyrokiem skazującym. Skazano jednak jedynie "ręce". Nie skazano natomiast "głów", które nimi kierowały. Wciąż jeszcze toczy się proces generała Kiszczaka. Po raz piąty sprawa rozpatrywana jest przez sąd pierwszej instancji. Przedmiotem oceny jest jednostronnie zadrukowana kartka papieru formatu A4 i z tym właśnie nie może sobie poradzić sąd. Jeśli w III Rzeczypospolitej nie funkcjonuje wymiar sprawiedliwości, oznacza to, że de facto nie funkcjonuje państwo. A jeżeli państwo nie może sobie poradzić z osądzeniem spraw tak ogromnej wagi, oznacza to, że znajduje się ono w głębokim kryzysie.
Kolejnym zagadnieniem jest kwestia uzyskania odszkodowań przez rodziny ofiar stanu wojennego. W czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości została podjęta próba uzyskania jakiejś formy zadośćuczynienia rodzinom zabitych górników. Wszystko było na dobrej drodze do ustalenia wysokości odszkodowań i do ich wypłacenia. Zmiana rządów spowodowała jednak usztywnienie stanowiska władz. Stały się one niechętne pozasądowej drodze uzyskania tych rekompensat. Krzywdy i szkody, które wyrządzili funkcjonariusze państwa rodzinom górników i oczywiście samym górnikom, wciąż domagają się ich wynagrodzenia. Jeśli spojrzymy na to przez pryzmat wielomilionowych odszkodowań, które państwo polskie wypłaca obecnie na przykład osobom poszkodowanym w wyniku katastrofy pod Mierosławcem, będziemy mogli dostrzec pewną niezrozumiałą niekonsekwencję. Dziwne jest to, że nasze państwo nie chce zadośćuczynić ofiarom swoich funkcjonariuszy. Poszkodowani tracą zaufanie do takiego państwa.
Od tragicznego wydarzenia, jakim była pacyfikacja kopalni "Wujek" i "Manifest Lipcowy", mija już 30 lat. Siedem lat mija z kolei od momentu, kiedy podjęliśmy bardzo zaawansowane rozmowy w sprawie wypłacenia odszkodowań. Tymczasem sprawa ta utknęła w miejscu i nie wiadomo, jak się zakończy. Jako że szkody zostały wyrządzone przez funkcjonariuszy ówczesnej milicji, podjęliśmy rozmowy z komendantem głównym policji Markiem Bieńkowskim. Chciał on wypłacić rodzinom odszkodowania. Sprawa utknęła jednak na poziomie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Nie zakomunikowano nam tego wprost, zastosowano metodę uników, przerwano rozmowy. Zostało wydane także sądowe wezwanie do zawarcia ugody pomiędzy rodzinami ofiar a instytucjami państwowymi powołanymi do tego, żeby wypłacić odszkodowania. To wezwanie także nie przyniosło rezultatu. Sprawa nadal wisi w powietrzu, co jest sytuacją skandaliczną i trzeba dla niej znaleźć rozwiązanie.
Nie poddajemy się. Rodziny górników muszą uzyskać odszkodowania, to nie ulega żadnej wątpliwości. Państwo polskie musi w końcu zrekompensować im straty. Im szybciej się to stanie, tym lepiej. Trudno jednak przewidzieć, co będzie dalej - czy dojdziemy jednak w końcu do porozumienia, czy też będziemy musieli sięgnąć po odpowiednie instrumenty prawne. Rodziny poszkodowanych znajdują się w bardzo trudnej sytuacji materialnej i także z tego powodu należy podjąć intensywne działania mające na celu uzyskanie odszkodowań. Trudno mi teraz powiedzieć, jakie będą nasze kolejne kroki, ponieważ właśnie przy okazji 30. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego chcemy się spotkać z rodzinami ofiar, porozmawiać i wypracować wspólne stanowisko. Spodziewam się, że podczas tego spotkania zapadną decyzje odnośnie do kierunku naszego dalszego postępowania.

Mec. Janusz Margasiński pełnomocnik rodzin górników w procesie milicjantów oskarżonych o zabójstwo górników w kopalniach "Wujek" i "Manifest Lipcowy"

posting.php?mode=reply&f=5&t=670


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2011, 08:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Sprawcy nadal są bezkarni

Z Katarzyną Kopczak, córką Bogusława Kopczaka poległego w czasie pacyfikacji kopalni "Wujek" 16 grudnia 1981 r., rozmawia Agnieszka Żurek


Od wprowadzenia stanu wojennego mija już 30 lat. Czy ma Pani poczucie, że wolna Polska umiała we właściwy sposób zatroszczyć się o dobro rodzin górników poległych w kopalni "Wujek"?
- Uważam, że zbrodnie stanu wojennego nadal nie zostały rozliczone, że osoby, które kierowały stanem wojennym i wysyłały oddziały specjalne do "Wujka", nadal są bezkarne. Podobnie rzecz ma się z zadośćuczynieniami dla rodzin - ta sprawa nadal pozostaje otwarta, mimo że mija dziś 30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego.

Jakie myśli towarzyszą Pani w tym dniu?
- Ta rocznica jest dla mnie smutna, ale zarazem pełna pięknych spotkań. Cieszę się, że możemy w tym dniu być razem - spotykamy się w gronie rodzin ofiar. Ma dla nas znaczenie także to, że odwiedzają nas politycy, którym zależy na upamiętnieniu ofiar zbrodni stanu wojennego. Ma to wymiar symboliczny, co także jest ważne. Bolesnym faktem jest natomiast to, że okoliczności pacyfikacji kopalni "Wujek" wciąż są dla nas niejasne, a osoby odpowiedzialne za masakrę nadal nie zostały pociągnięte do odpowiedzialności.

Co jest tematem rozmów rodzin górników podczas Państwa spotkań?
- Spotykamy się co roku, na ogół podczas uroczystości związanych z tą smutną rocznicą. Bardziej jeszcze niż 13 grudnia obchodzimy rocznicę pacyfikacji kopalni "Wujek", to jest 16 grudnia, kiedy zginęli nasi bliscy. Rozmawiamy głównie o tym, co się u nas zmieniło przez ostatni rok, o tym, co u nas słychać, a także o tym, jakie działania są podejmowane w celu rozliczenia tej zbrodni. Bardzo często wspominamy też naszych bliskich. Rozmawiamy o tym, jacy byli, co robili. Myślimy także o osobach, które odeszły w ciągu mijającego roku. Cieszymy się z tych naszych spotkań, utrzymujemy kontakt od lat i ważne jest dla nas, żeby móc razem przeżyć ten dzień.

Jak planuje Pani spędzić rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce?
- 13 grudnia będę w pracy. Mam przed sobą plik zaproszeń na rozmaite uroczystości związane z okrągłą rocznicą wprowadzenia stanu wojennego. W Katowicach odbędzie się koncert w katedrze Chrystusa Króla. Wybieram się tam, najprawdopodobniej pójdę tam z innymi rodzinami z "Wujka". Popołudnie spędzimy zatem, towarzysząc myślami naszym najbliższym. Cieszę się także, że w tym roku przed KWK "Wujek" odbędzie się koncert i że będzie on transmitowany na całą Polskę. Komitet Pamięci Górników działa sprawnie i nie pozwala na to, żeby zapomnieć o ofiarach Grudnia ´81.

Popiera Pani coroczne spotkania przed willą Wojciecha Jaruzelskiego w nocy z 12 na 13 grudnia w celu oddania hołdu ofiarom i przypomnienia o braku rozliczenia osób odpowiedzialnych za zbrodnie?
- To złożona sprawa. Z jednej strony uważam, że ta formuła spotkań jest dyskusyjna, z drugiej jednak - nie mogę zgodzić się na to, co mówi Jaruzelski odnośnie do "mniejszego zła", jakim miało być wprowadzenie stanu wojennego. Dziś już wiemy, że w tym czasie nie było mowy o istnieniu zagrożenia interwencją sowiecką, że chodziło po prostu o spacyfikowanie "Solidarności". Jeżeli Wojciech Jaruzelski twierdzi, iż "nie wiedział o strzałach na "Wujku", to świadczy to moim zdaniem tylko przeciwko niemu. Trudno mi przyjąć tłumaczenie, że nie wiedział on, co się dzieje w państwie, którym zarządza. Jest to już starszy człowiek, uważam jednak, iż wiek nie zwalnia go z odpowiedzialności za decyzje, jakie podejmował i których konsekwencje były dla wielu ludzi tak tragiczne.

Panią i inne rodziny poległych górników ta tragedia dotknęła w najbardziej osobistym wymiarze.
- Nic nie wróci tego czasu i nikt nie jest w stanie mi powiedzieć, w jaki sposób wyglądałoby moje życie, gdybym wychowywała się z tatą. Miałam 2,5 roku, kiedy zginął. Od czasu zamordowania mojego taty moja mama bardzo często chorowała. W zeszłym roku zmarła. Zostałam więc bardzo wcześnie sama.

Jaki jest, Pani zdaniem, stopień świadomości tego, czym w istocie był stan wojenny, że był w istocie wojną wypowiedzianą Narodowi?
- Ta świadomość jest bardzo nikła. Wiedza o stanie wojennym nie jest we właściwy sposób przekazywana w szkołach. Sama pamiętam, że kiedy chodziłam do szkoły i kiedy zaczęliśmy rozmawiać o stanie wojennym, niektórzy ludzie dziwili się i pytali: "jaki stan wojenny, jakie czołgi?". Nie wiedzieli, czym był stan wojenny i w jaki sposób oraz jakimi narzędziami był on wprowadzany. Uważam, że szkoła jest najwłaściwszym miejscem, gdzie powinno się taką wiedzę przekazywać. Drugim sposobem pozyskiwania informacji jest korzystanie ze środków przekazu. Moim zdaniem, część naszych mediów nie wywiązuje się we właściwy sposób z zadania przekazywania społeczeństwu najważniejszych informacji dotyczących stanu wojennego. Bywa, że ten temat jest omawiany w jakiś dziwny sposób, pewne aspekty są pomijane bądź przedstawiane na tyle niejasno, że często niemożliwe jest wyciągnięcie z medialnego przekazu właściwych wniosków. Takim "niewygodnym tematem" jest na przykład zagadnienie dotyczące rzekomej groźby interwencji w Polsce wojsk sowieckich. W niektórych mediach nie mówi się jasno o tym, iż takiego zagrożenia nie było. Świadomość tego, czym był stan wojenny, jest w naszym społeczeństwie zbyt mała.

Czy ma Pani poczucie, że ofiara życia Pani ojca i innych górników miała mimo wszystko sens?
- Myślę, że nie poszła ona na marne. Żyjemy w demokratycznej Polsce, która ma oczywiście swoje problemy, nie jest nam łatwo, będzie jeszcze trudniej ze względu na zbliżający się kryzys, ale mimo wszystko mieszkamy w wolnym kraju. I jest to zasługa między innymi tych osób, które poległy w kopalni "Wujek".

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=st04.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2011, 08:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Preludium do "polskiego laboratorium pierestrojki"

Wprowadzając 13 grudnia 1981 r. stan wojenny, gen. Wojciech Jaruzelski zdynamizował jedynie proces stopniowego podboju państwa i partii przez armię. Rozpoczął się on w istocie, jeszcze zanim wprowadzono stan wojenny. Już wówczas zwracał na to uwagę partyjny socjolog Jerzy Wiatr, który pod tym kątem analizował zjazd PZPR z lipca 1981 roku. Zauważył on, że "wojskowi byli na zjeździe jedyną grupą społeczno-zawodową, której przedstawiciele zostali w przeważającej większości (80 proc.) ponownie wybrani do Komitetu Centralnego. Na 21 członków i zastępców członków KC z VIII Zjazdu (1980) wybranych ponownie do KC na IX Zjeździe ośmiu, a więc ponad jedną trzecią, stanowili wojskowi". Symbolem coraz większej roli Ludowego Wojska Polskiego było powierzenie Jaruzelskiemu w lutym 1981 r. stanowiska premiera, zaś w październiku tego roku funkcji I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR. Państwo, partia i armia znalazły się w rękach jednego człowieka - Towarzysza Generała.


Jaruzelski, agent sowiecki?
Ważnym elementem marszu Jaruzelskiego po pełnię władzy było powierzenie w lipcu 1981 r. gen. Czesławowi Kiszczakowi stanowiska ministra spraw wewnętrznych. Nowy szef MSW - pełniący w przeszłości funkcje szefa wywiadu i kontrwywiadu wojskowego - gwarantował Jaruzelskiemu sterowność służb cywilnych. Dzięki Czesławowi Kiszczakowi "wywiadowcy" (i "kontrwywiadowcy") z LWP "kolonizowali" MSW. Rola Kiszczaka wykraczała zresztą poza formalnie pełnioną funkcję ministra spraw wewnętrznych. W rzeczywistości nadzorował nie tylko cywilną bezpiekę, ale także wywiad i kontrwywiad wojskowy, którymi kierowali ludzie związani z nim od lat. Szef MSW gromadził też wiedzę, którą nie chciał się z nikim dzielić. Przykładem może być informacja na temat związków agenturalnych Jaruzelskiego z Sowietami przekazana w lutym 1982 r. przez dyrektora Departamentu I MSW wyłącznie Kiszczakowi (jedyny adresat pisma): "Nasz punkt operacyjny w Belgradzie uzyskał od źródła, które w przeszłości przekazywało wielokrotnie wartościowe informacje, w szczególności z odcinka dywersji, informację o następującej treści: "Amerykańska Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) przekazała Departamentowi Stanu dowody - oparte na oświadczeniach swoich byłych agentów z lat pięćdziesiątych w Związku Radzieckim i Polsce - rzekomej współpracy gen. Wojciecha Jaruzelskiego z wywiadem radzieckim do 1956 r."".


Wola Moskwy
Proces militaryzacji partii i całego aparatu państwowego PRL była zgodna ze scenariuszem wypracowanym w Moskwie. Armia Polski Ludowej, a zwłaszcza jej tajne służby, były gwarantem wpływów i kontroli sowieckiej nad Polską. Wiele wskazuje na to, że podlegały one o wiele ściślejszej kontroli ze strony Sowietów aniżeli służby cywilne. Decydował o tym potencjał militarny PRL (druga co do wielkości armia Układu Warszawskiego) i planowany przez Sowietów udział LWP w przyszłej wojnie przeciwko Zachodowi. Dlatego wojskowe tajne służby były zarówno narzędziem dyscyplinowania armii, jak i do pewnego stopnia również kontrolowania aparatu państwa. W tym kontekście decyzja Moskwy o powierzeniu Jaruzelskiemu władzy w PRL wydaje się bardzo logiczna. Towarzysz Generał i jego armia ma ocalić wpływy sowieckie nad Wisłą. Pisał o tym przed laty były wysoki oficer KGB i współpracownik wywiadu brytyjskiego Oleg Gordijewski: "KGB pokładało znacznie więcej zaufania w kierownictwie wojska niż w kierownictwie partii. Większość polskich oficerów była wyszkolona w sowieckich akademiach wojskowych, a wielu wyższych stopniem było weteranami polskich jednostek utworzonych w czasie wojny w Związku Radzieckim. Centrala liczyła, że kiedy armia przywróci porządek i skruszy "Solidarność", możliwe będzie dokonanie czystki w partii i wybranie Komitetu Centralnego, na którym Moskwa będzie mogła polegać. Kandydatem KGB na przywódcę puczu był generał Wojciech Jaruzelski, członek Biura Politycznego PZPR i długoletni minister obrony. (...) W Centrali uważano, że zanim został pierwszym sekretarzem partii, umówił się wcześniej z Moskwą, że przeprowadzi wojskowy zamach stanu i rozpoczął do niego przygotowania. Ostateczne plany puczu zostały uzgodnione podczas dwóch sesji tajnych rozmów w Warszawie, które przeprowadzili generał Kriuczkow oraz dowódca sił Układu Warszawskiego marszałek Wiktor Kulikow".


"Będziemy musieli sami dać sobie radę"
Przygotowując się do wprowadzenia stanu wojennego, spiskowcy Jaruzelskiego skupieni przede wszystkim wokół Komitetu Obrony Kraju i Sztabu Generalnego LWP analizowali potencjał armii pod kątem sprawnej pacyfikacji solidarnościowego oporu. Mieli świadomość, że odpowiedzialność za rozprawę z "kontrrewolucją" spoczywa na armii, której wsparcia - ale jedynie pośredniego - udzielą Sowieci. Potwierdzały to także raporty wywiadowcze, których treść opierała się na rozmowach i kontaktach z oficerami GRU.
W lutym 1981 r. pisał o tym attaché wojskowy w Indiach, były zastępca szefa Zarządu II - płk Ryszard Iwańciow, po spotkaniu z przedstawicielami wojsk Układu Warszawskiego w New Delhi: "Jak już meldowałem, odpowiadając na toast, w którym podkreśliłem nierozerwalną więź, przyjaźń oraz niezłomną wolę współdziałania WP z Armią Radziecką i innymi armiami Krajów Socjalistycznych w ramach Układu Warszawskiego, attaché wojskowy ZSRR w imieniu własnym i pozostałych akcentował, że w trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska, KS udzielają jej wszechstronnej pomocy ekonomicznej, a ZSRR również wojskowej w uzbrojeniu, nowoczesnej technice i szkoleniu. Wyraził głębokie przekonanie, że obecne trudności Polska pokona, tak jak pokonały swoje inne KS w poprzednich okresach, nie wyłączając Związku Radzieckiego w latach dwudziestych i trzydziestych. Wojsko Polskie - druh bojowy Armii Radzieckiej z lat drugiej wojny światowej - dzisiaj najsilniejsza po radzieckiej armia Układu Warszawskiego, niewątpliwie udzieli swej partii i państwu, zagrożonym przez siły antysocjalistyczne i kontrrewolucyjne, odpowiedniej pomocy". Pułkownik Iwańciow usłyszał także zdecydowane zapewnienie, że Sowieci do Polski nie wkroczą: "Attaché radziecki (...) w rozmowie osobistej powiedział, że dobrze zrozumiał moje akcenty o niezłomnej woli WP współdziałania z Armią Radziecką i innymi armiami państw Układu Warszawskiego, ale przy całej pomocy, jakiej Związek Radziecki udziela nam i będzie udzielał, będziemy musieli sami dać sobie radę. "Związek Radziecki nie da się wepchnąć do interwencji, czego bardzo by chciały zwłaszcza USA, bowiem ma dość już jednego Afganistanu"".

Militaryzacja partii
Wojsko zaczęło z czasem zastępować partię, która przecież formalnie kierowała armią. W oparciu o Instrukcję kierowania partią w warunkach ogłoszenia stanu zagrożenia bezpieczeństwa państwa ekipa Jaruzelskiego zaczęła kierować partią w "sposób dyrektywny", przeprowadzając czystkę "poprzez kooptację, mianowanie i odwoływanie". Jeden z ówczesnych doradców gen. Jaruzelskiego, płk Stanisław Kwiatkowski, pisał: "Oficerowie wchodzili do struktur rządowych i partyjnych na stanowiska kierownicze, w miejsce zdejmowanych szefów instytucji czy organizacji. (...) Jednak wprowadzenie komisarzy w sferę polityki, do bezpośredniego sprawowania władzy, administrowania i zarządzania gospodarką, obiektywnie rzecz biorąc, niezależnie od dobrej czy złej woli kogokolwiek, spowodowało dalsze uszczuplenie wpływów partii (czytaj aparatu). Aparat partyjny dotąd monopolizujący władzę praktycznie utracił dotychczasowe możliwości kontroli kluczowych stanowisk w państwie. Chociaż partia już wcześniej nie panowała nad rozwojem sytuacji i sama uczyniła się niezdolną do oddziaływania środkami polityczno-perswazyjnymi. Komitety partyjne ulegały stopniowej marginalizacji na korzyść administracji państwowej, zwłaszcza rząd poczuł się samodzielnym podmiotem polityczno-gospodarczym. (...) Realną władzę sprawowali więc wojskowi, tym bardziej że zwierzchnik sił zbrojnych już był pierwszą osobą w partii i w państwie. Żołnierze dowodzeni przez Jaruzelskiego ratowali państwo, a nie partię rządzącą. Otwarcie tego się nie mówiło, ale faktycznie zapoczątkowany został proces kilkuletniego odsuwania partii od państwa i stopniowej zmiany systemu. Centrum decyzyjne przesunęło się wyraźnie z Komitetu Centralnego do Rady Ministrów. Symbolicznym tego wyrazem było miejsce pracy pierwszego sekretarza i premiera. Generał najchętniej pracował w Al. Ujazdowskich, a nie w gmachu KC PZPR".


"Arbitraż wojska"
"Arbitraż wojska" - jak ujął to kiedyś płk Kwiatkowski - zagwarantował "osłonę" dla całego pakietu przeobrażeń gospodarczych, politycznych i własnościowych, które w ciągu całej dekady lat 80. przeprowadzili komuniści pod wodzą Jaruzelskiego. Warto zauważyć, że właśnie w okresie zmiany stosunków własnościowych i uruchomienia - zwłaszcza w drugiej połowie lat 80. - procesu przepływu kapitału z sektora państwowego do rąk prywatnych zasadnicze funkcje kontrolne pełnili wojskowi. Można w tym względzie raz jeszcze wskazać na przykład Kiszczaka nadzorującego chociażby działalność spółek polonijnych i zagranicznych inwestycji kapitałowych, ale również prezesa Najwyższej Izby Kontroli, którym w 1983 r. został bliski współpracownik Jaruzelskiego, członek WRON i absolwent kursów strategiczno-operacyjnych w Moskwie gen. Tadeusz Hupałowski. Dominację wojskowych wspierali najbliżsi doradcy Jaruzelskiego, w różny sposób i w różnych okresach życia związani z tajnymi służbami LWP. Mam tu na myśli chociażby Stanisława Cioska, z którym wywiad wojskowy nawiązał konfidencjonalny kontakt już w 1969 r., a także Manfreda Gorywodę (współpracownik Zarządu II o ps. "Werk"), który w gabinetach Jaruzelskiego i Messnera zajmował stanowisko wicepremiera i przewodniczącego Komisji Planowania. Jaruzelskiemu doradzali także wojskowi: gen. Józef Baryła (wywodził się z Głównego Zarządu Politycznego), płk Wiesław Górnicki i wspomniany już płk Stanisław Kwiatkowski.


Polskie laboratorium pierestrojki
Pojęcia "laboratorium pierestrojki" w kontekście polskich przemian jako pierwszy użył Wojciech Jaruzelski w rozmowie z Michaiłem Gorbaczowem w 1985 roku. Zdaniem Jadwigi Staniszkis, Polska Ludowa miała w planach sowieckich stanowić swoiste "laboratorium" pierestrojki: "Polska może być potraktowana jako swoiste laboratorium rozkładu formacji i jej przechodzenia w nową jakość. (...) Co więcej, wydaje się, że rozkład dokonuje się jakby za przyzwoleniem centrali imperium: polska sytuacja pozwala bowiem zidentyfikować zagrożenia (które mogą ewentualnie pojawić się w skali całego obozu, jeżeli inne kraje wejdą w podobną fazę kryzysu) i przygotować z wyprzedzeniem środki zaradcze; równocześnie Polska nie jest krajem na tyle silnym, by nie można było siłą przywrócić "porządku". Na przykładzie Polski można też dostrzec skutki zwlekania z reformami i w tym sensie stanowi ostrzeżenie dla innych krajów".
Profesor Staniszkis pisała też o kształcie "rewolucji wojskowej" w Polsce, którą zainicjowała decyzja z 13 grudnia 1981 r.: "Po roku 1987 przedstawiciele biurokratyczno-wojskowego establishmentu już w skali masowej zaczęli przekształcać kontrolowane przez siebie agendy w wyłączone układy nastawione na prywatne formowanie kapitału. Główni aktorzy "odgórnej rewolucji" przejmowali kluczowe obszary materialnej metawymiany. W Polsce i w Rumunii, gdzie inicjatorem "kontrolowanego przejścia" (w odpowiedzi na kryzys komunizmu, połączony z rewolucją militarną w ZSRS) była część aparatu państwowego, a przede wszystkim - część technicznego i wywiadowczego zaplecza wojska, te właśnie podmioty opanowały banki czy handel zagraniczny. Między innymi po to, aby w nowych warunkach zachować chociaż część kontroli nad gospodarką, w tym nad manewrem otwarcia na świat. (...) W Polsce i w Rumunii "odgórnej rewolucji" przewodził segment militarno-biurokratyczny, w naszym kraju szczególnie rozbudowany ze względu na stan wojenny i wieloletnie rządy generała Jaruzelskiego. Odróżniało to zasadniczo ten manewr od "rewolucji wojskowej" w Związku Sowieckim, przeprowadzonej przeciwko segmentowi wojskowo-biurokratycznemu. Ma to dalekosiężne skutki dla postkomunistycznego porządku. Kształtujący się w Polsce fenomen "menedżerskiego korporatyzmu" (przy słabym politycznym centrum państwa i słabym społeczeństwie) jest jedną z konsekwencji specyficznej, z udziałem służb specjalnych wojska, polskiej drogi od komunizmu. Podobnie jak walka o koncepcję "zorganizowanych rynków" i nowe formy etatyzmu na styku społeczeństwa i państwa".

Scheda po Jaruzelskim
Plasowanie oficerów LWP i agentury wojskowych tajnych służb po 13 grudnia 1981 r. w Ministerstwie Handlu Zagranicznego, Centralach Handlu Zagranicznego, Ministerstwie Finansów, Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Polskiej Agencji Informacyjnej "Interpress", Komitecie ds. Radia i Telewizji i innych instytucjach państwowych okazało się szczególnie groźne dla Polski po 1989 roku. Najbardziej znanym, choć wciąż nie w pełni opisanym przez badaczy przykładem związanej z tym patologii, jest udział oficerów i agentury wywiadu wojskowego w aferze FOZZ. Nie przeszkodziło to wielu zakulisowym aktorom tej afery przejść w 1991 r. do pracy w Wojskowych Służbach Informacyjnych. Dawne struktury, kadra i sieć współpracowników służb wojskowych, połączone w dodatku z aparatem WSW, bez jakiejkolwiek weryfikacji zostały przejęte przez WSI. Sieć osobowych źródeł informacji postkomunistycznych służb wojskowych ulokowanych w urzędach centralnych i administracji publicznej, organizacjach społeczno-politycznych, na uczelniach, w mediach, bankach, firmach prywatnych, spółkach i przedsiębiorstwach państwowych liczyła w 1990 r. prawie 2500 osób. Po 1990 r. to środowisko tajnych służb dysponowało sporym zasobem wiedzy ekskluzywnej (tajnej i "hakowej" odnoszącej się zarówno do postkomunistów, jak i "solidarnościowców"), siecią agenturalną i bogatym doświadczeniem związanym z prowadzeniem działalności operacyjnej w kraju i za granicą (m.in. znajomość realiów gry rynkowej, umiejętność manipulowania ludźmi i opinią publiczną), kontaktami zagranicznymi i relacjami z elitami polityczno-biznesowymi w Polsce. Wykorzystując swój potencjał, ludzie dawnego reżimu konsekwentnie wspierali wypracowany przy Okrągłym Stole model transformacji ustrojowej, którego istotą była ciągłość, a nie zerwanie z PRL.
Należy się zatem zgodzić z dość smutną konstatacją Mariusza Jędrzejki i Wiesława Bożejewicza, autorów interesującego studium na temat aktywności biznesowej ludzi tajnych służb PRL w III RP. Pisali oni o funkcjonariuszach i współpracownikach komunistycznych tajnych służb, którzy stali się "rzeczywistymi finansowymi beneficjentami transformacji, jaka dokonała się w Polsce po 1989 roku. Zarówno indywidualnie, jak i w pewnych grupach podjęli oni duży trud organizacyjny, aby zaistnieć w nowej rzeczywistości. Wydaje się oczywiste, że do tych nowych ról przygotowywali się znacznie wcześniej, choć część z nich została zaskoczona głębokością i tempem zmian. Uprawnione jest postawienie tezy, że znacząca część opisywanego środowiska na wiele miesięcy przed czerwcem 1989 r. podjęła różne działania w celu zapewnienia sobie bezpiecznego "lądowiska". Otwarte pozostaje pytanie, czy te działania miały charakter zorganizowany, czy też było to "skrzyknięcie się" osób o podobnych życiorysach lub kwalifikacjach".
Jedno jest pewne - drogę do tej patologii utorował gen. Wojciech Jaruzelski, wprowadzając 30 lat temu stan wojenny.

Prof. Sławomir Cenckiewicz historyk
--------------------------------------------------------------------------------

Autor opublikował ostatnio książkę pt. "Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943-1991 (wprowadzenie do syntezy)", Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2011.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=st20.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2011, 08:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
Zamach na Temidę

Dekret o stanie wojennym konstruujący nowy system prawa wojskowego zamachu stanu z 12 na 13 grudnia 1981 r. był antydatowany na 12 grudnia, a został ogłoszony 18 grudnia 1981 roku. Tego dnia wszedł w życie. Jak stwierdził Trybunał Konstytucyjny (orzeczenie z 16 marca 2011 r.), poddawał karze i szczególnemu trybowi postępowania czyny, które nie były karane na gruncie wcześniejszych przepisów, zaostrzał odpowiedzialność karną z dopuszczeniem szczególnych sankcji i trybu postępowania z karą śmierci włącznie, kwalifikował jako przestępstwa niektóre czyny, które na gruncie dotychczasowych przepisów były wykroczeniem.
Od 13 grudnia 1981 r. do dnia rzeczywistego ogłoszenia ww. dekrety nie były legalną częścią polskiego systemu prawnego, ponieważ jako akty nieogłoszone nie obowiązywały. Tym niemniej władze wykonawcze Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) i sądy to niezalegalizowane prawo stosowały.

Bez prawa do obrony
Dekret o stanie wojennym formułował szereg norm prawa karnego, z których główne przewidywały karalność od roku do 8 lat za rozpowszechnianie wiadomości, mogących osłabić gotowość obronną Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, od 6 miesięcy do lat 5 za rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, mogących wywołać niepokój publiczny lub rozruchy oraz do lat 5 za sporządzanie, gromadzenie, przechowywanie, przewóz, przenoszenie lub przesyłanie pisma, druku, nagrania lub filmu, zawierających ww. wiadomości w celu rozpowszechniania, a także do lat 10 za użycie w tym celu druku lub innego środka masowej informacji.
W praktyce sąd nie badał przesłanki prawdziwości bądź nieprawdziwości głoszonych wiadomości ani ich niezgodności bądź zgodności z rzeczywistością, jako warunku sine qua non pociągania do odpowiedzialności. Sądowym składom orzekającym do wydania wyroku skazującego wystarczyło, że informacje, poglądy bądź inne przekazy były formułowane poza obiegiem dopuszczonym przez cenzurę.
Zgłaszanie wniosków dowodowych na okoliczność przeczącą zaistnieniu znamion "możliwości wywołania społecznego niepokoju" wprzypadku oskarżonego spotykało się z reguły znegatywnym stanowiskiem sędziów stanu wojennego. Powszechne łamanie prawa do obrony było nie tylko tolerowane przez sądy odwoławcze, ale i aprobowane.
Dochodziło tym samym do cynicznego łamania prawa materialnego i proceduralnych środków obrony, przewidzianych w obowiązującym PRL-owskim prawie.
W ramach przedstawionego wyżej zakresu zagrożenia dekretowego poddano tryb sądzenia na czas stanu wojennego postępowaniu doraźnemu. Przewidywał on dla sądów powszechnych i wojskowych, bez względu na rodzaj i granice ustawowego zagrożenia danego przestępstwa, możliwość wymierzenia kary śmierci lub kary 25 lat pozbawienia wolności, o ile sąd uznałby, że stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu przypisanego oskarżonemu jest szczególnie wysoki.
Postępowaniem doraźnym zostało objęte również niezaprzestanie działalności w NSZZ "Solidarność" lub innym stowarzyszeniu, zrzeszeniu lub organizacji, z których większość została zawieszona na czas stanu wojennego.
Najniższy wymiar kary, jaki mógł być orzeczony w postępowaniu doraźnym, to 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności i obowiązkowe pozbawienie wolności od chwili zatrzymania podejrzanego.

Prawo działało wstecz
"Wojenny prawodawca" znalazł sposób, aby czyny, które nie były przestępstwem w chwili ich popełnienia, poddać surowej karze. Nakazał, aby przekroczenie zakazów sformułowanych w nocnym wystąpieniu z 13 grudnia 1981 r. gen. Wojciecha Jaruzelskiego i następnego dnia, rozplakatowanych publicznie w obwieszczeniu, było traktowane jako podlegające surowej karze, zanim stanowiłoby o tym obowiązujące prawo. Ten tryb działania nosił wszelkie cechy wojskowego zamachu stanu.
Powielaczowy druk projektowanych do legalizacji norm prawa karnego, ogłoszonych 18 grudnia 1981 r., został rozesłany do przewodniczących wydziałów karnych sądów dopiero 19 grudnia 1981 roku. Stawiani przed sądem za działalność związkową członkowie NSZZ "Solidarność" byli tymczasem zatrzymywani w pacyfikowanych zakładach pracy 14 i 15 grudnia i nie mieli możliwości ogarnięcia swoją świadomością zapowiadanej dopiero treści prawa karnego, które w chwili ich uwięzienia nie obowiązywało.
Przewidziana prawem publikacja urzędowa dekretu o stanie wojennym w dzienniku ustaw była niezbędnym warunkiem jego obowiązywania. W opublikowanym ze znacznym opóźnieniem dekrecie o stanie wojennym zastosowano wobec tego formułę, że "dekret wchodzi w życie z dniem ogłoszenia z mocą od dnia uchwalenia".
Tym samym polski prawodawca złamał wiążący go obowiązek przestrzegania podstawowych praw człowieka - stanowiący, że nikt nie może być karany za czyn, który nie stanowił przestępstwa w chwili jego popełnienia (nullum crimen nulla poena sine lege i lex retro non agit), a prawo szczególnie w tym zakresie nie dopuszcza działania wstecz.
Obrona stała na stanowisku, że władza sądownicza (sąd) winna w indywidualnej ocenie warunków faktycznych i prawnych, w jakich działali oskarżeni, skorygować brak legalizmu w dacie popełnienia zarzucanych czynów (kontynuowanie działalności związkowej wbrew woli gen. Wojciecha Jaruzelskiego i jego ekipy), gdyż nakazy stały się obowiązującym prawem dopiero po ich popełnieniu - przez uznanie braku świadomości naruszania wiążącego charakteru nowo obowiązujących norm prawa.
Podnosiłem też brak w tych warunkach przesłanki winy po stronie oskarżonych, jako warunku sine qua non skazania, a jeżeli bezprawie można uznać za prawo, to nie można takiej oceny było wymagać w stosunku do praworządnej podstawy świadomości oskarżonych. Uzasadnione było według kryteriów subiektywnych i obiektywnych przyjęcie w ich działaniu dnia 14 i 15 grudnia, że ta forma ich działania nie była sprzeczna z obowiązującym porządkiem prawnym, ale zmierzała do jego obrony przed, ich zdaniem, nieuzasadnionym zamachem na ich dotychczasowe prawa.
A więc co najmniej sąd powinien ich uniewinnić na podstawie tzw. urojonej obrony koniecznej. Samo przywołanie instytucji obrony koniecznej jako tzw. kontratypu eliminującego możliwość przypisania winy wzbudziła wówczas konieczność reakcji sądu. Inspirowane odgórnie doniesienie sędzi skończyło się pierwszą z kolejnych ośmiu spraw dyscyplinarnych wobec adwokata, który zdaniem ministra sprawiedliwości naruszył taką oceną stanu rzeczy zasady etyki i godności wykonywania zawodu adwokata, negując legalizm działań władz stanu wojennego. Sąd w Warszawie rozpoczął stosowanie prawa działającego wstecz wobec działań mających miejsce przed jego formalnym opublikowaniem już od dnia 22 grudnia 1981 roku.

Sędziowie na straży bezprawia
Na wokandzie sądowej w trybie doraźnym stanęła sprawa przywódców NSZZ "Solidarność" Instytutu Badań Jądrowych na Żeraniu oskarżonych Zenona Nowaka i Tadeusza Pacuszki. Broniąc w tym procesie, podnieśliśmy fakty i oceny, które zyskały potwierdzenie dopiero po roku 1989, a w 1982 r. spowodowały odpowiedzialność dyscyplinarną broniących adwokatów. W tego typu procesach na nic zdało się przywoływanie wiążącego składy orzekające przyjętego przez Polskę bez zastrzeżeń do realizacji art. 15 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, który stanowił: "Nikt nie może być skazany za czyn lub zaniechanie, które w myśl prawa wewnętrznego lub międzynarodowego nie stanowiły przestępstwa w chwili ich popełnienia". Ówcześni sędziowie kładli uszy po sobie, przyjmując, że wszystko jest w porządku, skoro opublikowany po popełnieniu zarzucanych czynów dekret o stanie wojennym stanowił, że działa on również wstecz. Wprowadzając zobowiązanie przestrzegania Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych w 1976 r. do polskiego systemu prawnego, Rada Ministrów PRL stwierdziła, że polski socjalistyczny system prawny realizuje prawa człowieka szerzej i głębiej, aniżeli zostały one ujęte w Pakcie. W tym kontekście szczególnie brzmiały uzasadnienia orzeczeń Sądu Najwyższego oddalających wnioski Komitetów Założycielskich zakładowych związków zawodowych "Solidarność" o utworzenie związku w ich zakładzie pracy, zapadające jeszcze w roku 1987, stwierdzające, że nieprzestrzeganie przez polskie sądy zobowiązań Polski - przestrzegania i wdrażania podstawowych praw człowieka, wynika stąd, że "Konstytucja PRL nie zawiera jakiegokolwiek przepisu, który wyjaśniałby skuteczność norm prawa międzynarodowego w prawie wewnętrznym".
Taka to była praworządność ówczesnej władzy wykonawczo-ustawodawczej i sądowniczej. Zdawało się, że po przełomie roku 1989 nastąpił całkowity odwrót od tak służalczego politycznie funkcjonowania władzy sądowniczej.

Bezprawności państwa ciąg dalszy
Na skutek wnioskowanych przez skazanych i ich obrońców, wnoszonych za pośrednictwem I Prezesa Sądu Najwyższego bądź ministra sprawiedliwości już III Rzeczypospolitej rewizji nadzwyczajnych, wznawiano zakończone wyrokami skazującymi postępowania sądowe i uniewinniono skazywanych wówczas podsądnych, ze względu na ww. argumenty, jak i rażące naruszanie prawa do obrony oskarżonych.
Ale o dziwo, po latach powrotu do funkcjonowania demokratycznego państwa prawa.
Sąd Najwyższy 20 grudnia 2007 r. podjął uchwałę usprawiedliwiającą łamanie podstawowych zasad stanowienia i funkcjonowania prawa przez sędziów stanu wojennego w rozpoznawanych przez nich sprawach karnych, opartą na forsowanej przez Sąd Najwyższy tezie, że sądy winny stosować obowiązujące prawo również wstecz, jeśli wymaga tego politycznie motywowany ustawodawca. Teza nie do przyjęcia w zakresie stosowania materialnego prawa karnego, łamiąca podstawowe i kardynalne prawa człowieka przy funkcjonowaniu władzy sądowniczej. Uchwała ta uzasadniała takie stanowisko stwierdzeniem, że "analiza Konstytucji PRL-owskiej z 1952 r. prowadzi do wniosku, że nie było w niej zakazu uchwalania ustaw karnych działających wstecz".
Zadziwiająca jest ta solidarność dzisiejszych sędziów Sądu Najwyższego z łamiącymi przy orzekaniu podstawowej zasady funkcjonowania prawa karnego sędziami stanu wojennego. Trybunał Konstytucyjny, rozpoznając inicjatywę Rzecznika Praw Obywatelskich śp. Janusza Kochanowskiego, w swoim orzeczeniu z 16 marca 2011 r. wyraźnie potwierdził zasadność zarzutów formułowanych przez obrońców w procesach politycznych stanu wojennego co do braku legalizmu i łamania podstawowych praw człowieka przez skazywanie za czyny, które nie były przestępstwami w chwili ich popełnienia, a także stosowanie bezprawnych domniemań co do istnienia przesłanek karalności.
Trybunał Konstytucyjny potwierdził, że sądy stosowały normy aktu nieobowiązującego, jak i bezprawność działania organów państwa. Tym samym przekreślił zasadność stanowiska prezentowanego przez Sąd Najwyższy III Rzeczypospolitej w uchwale z 20 grudnia 2007 r., usprawiedliwiającego i uwalniającego od odpowiedzialności sędziów za bezprawne skazywanie oskarżonych w stanie wojennym.
Pozostaje pytanie: Czy dzisiaj polski wymiar sprawiedliwości i samorząd sędziowski, chroniąc słusznie zasadę niezawisłości sędziowskiej przy orzekaniu, wyciągnie praktyczne wnioski z tego stanu rzeczy?

Mec. Piotr Ł.J. Andrzejewski
--------------------------------------------------------------------------------

Autor, wieloletni senator RP, w okresie stanu wojennego był obrońcą w licznych procesach politycznych działaczy NSZZ "Solidarność".

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=st12.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2011, 11:48 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7534
Lokalizacja: Podlasie
"chuliganów będziemy tępić"

Tusk zaczyna gadać i zachowywać się jak rasowy bolszewik. Kiedyś "zaplute karły reakcji" dzisiaj "chuligani".

Kopia tekstu :

Kaczyński zapowiada na 13 grudnia marsz niepodległości i solidarności. Tusk: "chuliganów będziemy tępić"

Jarosław Kaczyński zapowiedział w TVP1, że PiS będzie protestowało przeciwko temu, co minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział podczas wystąpienia w Berlinie.

"13 grudnia, w 30. rocznicę stanu wojennego będzie marsz niepodległości i solidarności, właśnie wielki sprzeciw przeciwko tego rodzaju polityce. Podjęcie, także i tą metodą, sprawy obrony polskiej suwerenności i obrony polskiego państwa. Nie chcę i sądzę, że bardzo wielu Polaków nie chce tego, żeby polska niepodległość była znów incydentem, dwudziestokilkuletnim incydentem" - mówił szef PiS w TVP1.

Donald Tusk odpowiedział podczas dzisiejszej konferencji prasowej:
Jeśli chodzi o zapowiedź demonstracji: jak państwo wiecie są dziś dwie filozofie, i jedną można nazwać - bardzo przepraszam naszych bratanków, ale to nie był mój pomysł - budapesztańską. I jak widać prezes Kaczyński konsekwentnie ją realizuje. I ja zawsze twierdziłem, niestety okazało się, że mam rację, i to jest przykra konstatacja, że z jednej strony staramy się robić w Polsce wszystko, żeby opinia na temat Polski była jak najlepsza, że jesteśmy krajem stabilnym. (...)

Jeśli pamiętamy, co było w Budapeszcie, a na te doświadczenia powołuje się prezes Kaczyński, nikogo nie chce dotknąć, nikogo nie chcę obrazić, ale te działania szkodzą Polsce. Ja oczywiście mogę zagwarantować, że nie dojdzie do zdarzeń, które mogłyby zakłócić porządek publiczny. To znaczy policja będzie jeszcze bardziej zdecydowana, jeżeli miałoby dojść do zakłócenia porządku publicznego. I uprzedzam wszystkich, którzy mieli zamiar zrobić z tego marszu zrobić taką zadymę na ulicach Warszawy: na pewno do tego nie dopuścimy, i przestrzegam tych którzy chuligańskie działania nazywają patriotycznym odruchem i biją. Chuliganów będziemy tępić.

Natomiast polityczna ocena tego jest jednoznaczna. Mam nadzieję, że kiedyś w Polsce pan prezes Kaczyński zrozumie, że w takim momencie w jakim znalazła się Polska i Europa, budowanie, na tyle na ile to możliwe, budowanie jedności narodowej wokół głównych celów sprzyja Polakom i Polsce. (...) Przecież opozycja nie ukrywa, że nie uważa, że żyjemy w niepodległym kraju, że to jest kondominium. (...) To na pewno Polsce nie pomaga. Przykro mi że człowiek powołujący się na dobro ojczyzny, biało-czerwoną, orła białego, nie dostrzega tak podstawowej rzeczy jak interes narodowy w tych skomplikowanych czasach.

A więc możliwe, że 13 grudnia - w rocznicę stanu wojennego - policja z rozkazu Donalda Tuska będzie "tępiła" uczestników marszu.

Mamy nadzieję, że polska policja poradzi sobie sama.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/19046-ka ... iemy-tepic

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2011, 12:50 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7534
Lokalizacja: Podlasie
"Towarzysz generał idzie na wojnę"
Nasz Dziennik, 2011-12-13

Autorzy "Marszu Wyzwolicieli", "New Poland" i "Towarzysza Generała" Grzegorz Braun i Robert Kaczmarek nakręcili kolejny, świetny film dokumentalny. W 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego powinien obowiązkowo zostać wyemitowany w telewizji publicznej i pokazany we wszystkich liceach. Oczywiście tak się nie stanie, co jest namacalnym dowodem na swoiste piętno odciśnięte przez sowiecki aparat administracyjny na Polsce.

Dokument otwiera informacja o tym, kim jest Wojciech Jaruzelski. Oprócz tego, że działał w partiach komunistycznych - najpierw w PPR, a potem w PZPR, był odpowiedzialny jako polityk i wojskowy za najazd na Czechosłowację, masakrę robotników Wybrzeża w 1970 r., zwalczanie Kościoła katolickiego i antysemicką czystkę w wojsku.
"Towarzysz generał idzie na wojnę" to nie jest film tylko o ciemnej i mroźnej nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku, gdy wyłączono telefony, wprowadzono godzinę policyjną i internowano działaczy zdelegalizowanej "Solidarności". To opowieść o prowadzonej z wielką determinacją przez Jaruzelskiego i Kiszczaka operacji pacyfikacji wielkiego ruchu narodowego, jakim była "Solidarność". W latach 1980-1981 nie tylko skupił on wokół siebie ponad 9 mln Polaków, ale także odebrał komunistom i Sowietom na kilkanaście miesięcy kontrolę nad Polską. Odebrał również - co podkreśla Władimir Bukowski - monopol na prawdę, co kompletnie wywróciło logikę komunistycznego systemu. Historycy przyznają, że mając na względzie to, co działo się wówczas w Polsce, a także sytuację geopolityczną, można dziś mówić o realnej możliwości wyjścia PRL z bloku sowieckiego i rozpadu Układu Warszawskiego. Bogdan Musiał mówi wprost: była alternatywa. Jednak Jaruzelski się na nią nie zgodził, bo oznaczało to dla PZPR, i dla niego osobiście, utratę władzy i apanaży. - Jaruzelski tę szansę na 10 lat pogrzebał - podkreśla Musiał. Stało się tak dlatego, że był w istocie sowieckim funkcjonariuszem, który wraz z obcym mocarstwem przygotował pacyfikację własnego narodu; przy pomocy aparatu władzy, tajnej policji, telewizji i propagandy. A stawka była bardzo wysoka. W grę wchodziła "finlandyzacja" PRL i wejście w sferę oddziaływania Zachodu. Jak się okazuje, nie odbyłoby się to bezkonfliktowo. Już wówczas Kreml stawiał sprawę jasno: uzyskanie przez PRL suwerenności kosztowałoby państwo ograniczenie dostaw surowców energetycznych lub poważny dyktat cenowy. Podobnie jak dzisiaj, gdy próba prowadzenia przez Polskę samodzielnej polityki wschodniej i uniezależnienia się od rosyjskich dostaw doprowadziły do wzrostu cen gazu, zablokowania dostaw ropy do rafinerii w Możejkach i ostatecznie budowy Gazociągu Północnego z pominięciem naszego kraju. Już 30 lat temu unaoczniono więc nam, że za ambicje bycia niepodległym i porzucenie absurdalnego ustroju i systemu ekonomicznego narzuconego przez Moskwę trzeba zapłacić wysoką cenę.

15 miesięcy dezintegracji

Już pod koniec lat 70. władze dysponowały analizami mówiącymi wprost o zagrożeniu wielkim wybuchem społecznym na przełomie 1979 i 1980 roku. Ten z lata 1980 r. nie przebiegał jednak zgodnie z przewidywaniami. Jak podkreśla Wojciech Roszkowski, wybór Jana Pawła II na Stolicę Piotrową i pielgrzymka do Ojczyzny w 1979 roku spowodowały, że Polacy poczuli swoją siłę, obnażając jednocześnie słabość pogrążającego się w zapaści finansowej reżimu gierkowskiego. Choć pierwsze strajki na Lubelszczyźnie zostały wygaszone zgodnie z dotychczasową praktyką (podwyżki i ciche zwolnienia liderów), protesty sierpniowe wymknęły się władzy spod kontroli. Powstanie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej i postulat wolnych związków zawodowych kompletnie wywróciły dotychczasową logikę wydarzeń. Już wtedy w ramach operacji "Lato ´80" w MSW powstała grupa operacyjna mająca na celu przygotowanie wariantu siłowego odblokowania zakładów pracy. A na posiedzeniu Komitetu Obrony Kraju gen. Florian Siwicki otrzymał zadanie stworzenia planów wprowadzenia stanu wojennego. Jednak ekipa Gierka na stan wojenny się nie zdecydowała. Co ciekawe, od tego pomysłu odwodził Gierka sam Jaruzelski, tłumacząc, że na samym Pomorzu strajkuje 700 zakładów pracy i wojsko nie posiada takiej siły, by je spacyfikować. Wtedy też w Moskwie podjęta została decyzja o usunięciu Gierka i postawieniu na czele PZPR Stanisława Kani, z którym wówczas ściśle współpracował Jaruzelski. To oni zdecydowali się na stopniową i konsekwentną dezintegrację "Solidarności" metodami politycznymi i propagandowymi. Ich głównymi narzędziami były telewizja, SB i - w sytuacji zapaści gospodarczej - utrzymywanie stanu permanentnego konfliktu społecznego. W istocie chodziło o przeniknięcie do związku ogromnej liczby agentów Służby Bezpieczeństwa, prowokowanie konfliktów i doprowadzenie Narodu do stanu apatii, zmęczenia i zniechęcenia. A w konsekwencji wywołanie poczucia oczekiwania na silnego człowieka, który z wszystkim zrobi porządek. Poza tym sprawą kluczową było wykorzystanie konfliktów i ambicji w samym związku. Koordynatorem akcji był resort spraw wewnętrznych. Jak podkreśla prof. Sławomir Cenckiewicz, wokół płk. Władysława Kucy, szefa Wydziału III Departamentu III A, skupiła się wówczas grupa funkcjonariuszy, która miała przygotować całościowy plan walki z "Solidarnością". Jego oczekiwanym apogeum była prowokacja bydgoska, mobilizacja społeczna, której finałem miał być strajk generalny. Strajk, do którego już nie doszło. W filmie Brauna i Kaczmarka moment ten jest tak naprawdę kulminacją całego ciągu wydarzeń, po którym stan wojenny jest już postawieniem kropki nad i. "Solidarność" zaczyna tracić wpływy i pogłębiają się w niej konflikty. Autorzy filmu, skupiając się na osobie Jaruzelskiego, w pewien sposób oszczędzili Lecha Wałęsę. Jednak wiedza na temat przebiegu kryzysu bydgoskiego pokazuje jednoznacznie, że jest on wraz z Mieczysławem Wachowskim jednym z negatywnych bohaterów. Można powiedzieć, że to wtedy przetrącono "Solidarności" kręgosłup. Potem sytuacja się zagęszcza. Autorzy filmu przywołują kopię tajnego szyfrogramu uzyskanego z zasobów archiwalnych Instytutu Gaucka, gdzie przechowywane są materiały przejęte po wschodnioniemieckich służbach specjalnych. W tajnej korespondencji ambasady NRD, której nadano klauzulę najwyższej tajności z 2 grudnia 1981 r., a więc na 10 dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, relacjonowana jest rozmowa, jaką przeprowadzili ze sobą ówczesny minister ds. współpracy ze związkami zawodowymi, a późniejszy ambasador w Moskwie Stanisław Ciosek ze wschodnioniemieckim dyplomatą. "Boją się bardziej, niż zakładaliśmy, i zaczynają ratować własną skórę" - mówił Ciosek. "Właśnie miałem osobliwą rozmowę z szefem ekspertów "Solidarności" Bronisławem Geremkiem, który ma ścisłe kontakty z międzynarodówką socjaldemokratyczną i osobiste kontakty z zachodnimi politykami. Nie wierzyłem własnym uszom, że dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy "Solidarnością" w obecnej formie a socjalizmem realnym jest już niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieuchronna. Aparat "Solidarności" musi zostać zlikwidowany przez państwowe organy władzy. Po siłowej konfrontacji "Solidarność" mogłaby pozostać, ale bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego oblicza i bez ambicji sięgnięcia po władzę, być może. Tak umiarkowane siły jak Wałęsa mogłyby zostać zachowane - mówił Geremek".

Nie weszli, bo nie mieli zamiaru

Przede wszystkim autorzy filmu dowodzą jednak, że wbrew propagandzie w latach 1980-1981 Polsce nie groziła sowiecka interwencja wojskowa. Stan wojenny został wprowadzony przez Jaruzelskiego na prośbę "szanownego i drogiego Leonida Iljicza" [w ten sposób Jaruzelski zwracał się do Breżniewa]. Większość potwierdzających tę opinię dokumentów, m.in. z posiedzeń Biura Politycznego KPZR, pochodzi z archiwum Władimira Bukowskiego, który wszedł w ich posiadanie tuż po upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku. Jako ekspert w Trybunale Konstytucyjnym uzyskał na krótko dostęp do tajnych dokumentów KPZR. Sowiecka interwencja nie była możliwa z kilku powodów. Po pierwsze, nie przewidywano, by interwencja zbrojna w Polsce była powtórką w miarę bezkrwawego stłumienia Praskiej Wiosny w 1968 roku. Obawiano się zbrojnego oporu i przelewu krwi. A to spowodowałoby ostre restrykcje krajów zachodnich wobec Sowietów, w tym głównie Stanów Zjednoczonych. Chylące się ku bankructwu imperium było uzależnione od eksportu gazu i ropy oraz importu zboża. W razie obłożenia go sankcjami gospodarka sowiecka nie wytrzymałaby braku dewiz i technologii. - To, że generał po 1989 r. zaczął mówić o radzieckim zagrożeniu, kontrastuje z wypowiedziami Jaruzelskiego w trakcie wewnętrznych narad partyjnych, podczas których zakazywał towarzyszom mówienia, że istniało zagrożenie interwencją, bo to była "nasza własna inicjatywa" - podkreśla Antoni Dudek.

Tymczasem ugrzęźnięcie Sowietów w wojnie afgańskiej i - o czym świadczą wypowiedzi sowieckich dygnitarzy - zbliżające się bankructwo komunistycznego imperium po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat ograniczyły jego realne władztwo nad Polską. Do jej kontroli potrzebowali lojalnego i sprawnego człowieka. Wojciech Jaruzelski pasował idealnie. ZSRS stać było tylko na demonstrację siły w postaci koncentracji wojska i przeprowadzenia manewrów, które w ocenie historyków były skuteczną presją na opozycję.

Maciej Walaszczyk

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=1140806

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /