Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 04 gru 2012, 10:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Klątwa polska!

Zbliża się 13 grudnia i znów powraca wspomnienie, jak po ogłoszeniu dekretów stanu wojennego, moja Alma Matris Akademia Górniczo Hutnicza w Krakowie, jako jedna z trzech polskich uczelni przeprowadziła strajk czynny, za co wtenczas straszono więzieniem, z karą śmierci włącznie.

Wiele mnie wtedy życie nauczyło, bowiem za strajkiem głosowali wszyscy, a więc ponad dwa tysiące osób, a na zbiórce stawiły się trzy setki z niewielkim okładem. Reszcie rozchorowały się dzieci, pomarły teściowe, bądź dopadł ich atak woreczka.

Moja kochająca i troskliwa żona, zakopała w piwnicy pod węglem bibułę, spaliła ulotki, po czym mnie spakowała, jak przystało na wojnę, w brezentowy plecak wypchany środkami higieny, konserwami i zawekowanymi sznyclami domowej roboty. W progu ze łzami w oczach pobłogosławiła, a ja szybko wyszedłem spostrzegłszy, że mi wilgotnieją oczy.

Pierwszy dzień minął spokojnie i można powiedzieć, że nic się nie działo, gdyby nie to dręczące nas wszystkich pytanie, co będzie, gdy przyjedzie ZOMO.
Drugiego dnia było gorzej, gdyż nam wyłączyli światło, gaz i wodę, a dzień upływał pod znakiem zapchanych toalet i nieumytych zębów. Przyjadą czy nie przyjadą? Nie przyjechali, ale drugą noc z rzędu nikt oka nie zmrużył.
Trzeciego dnia zmęczenie pokonało nerwy i wszyscy zapadli w głęboki sen grudniowej nocy.

Aż raptem zbudził nas przeraźliwy okrzyk jednego z kolegów: - WSTAWAĆ!!! SZYBKO!!! WSTAWAĆ!!! ZOMO!!! CZOŁGI!!! JADĄ!!!

Wszyscy skoczyli do okien. To już nie były żarty. W świetle wojskowych reflektorów, po skutym mrozem śniegu sunęły wolno w naszą stronę wozy opancerzone z gotową do strzału bronią maszynową. A przed oddziałem pancernym szły na nas trzy kordony uzbrojonych po zęby zomowców skrytych za tarczami, w które walili miarowo długimi pałami.

Warkot wozów bojowych spowodował wybuch gwałtownej paniki i wszyscy się zaczęli ubierać po ciemku. Panikę wzmagał łomot dochodzący z dołu, gdzie wyważano bramę. Totalny zamęt powstał, kiedy dał się słyszeć odgłos buciorów biegnących po schodach żołdaków niesławnego generała w ciemnych okularach, który wydał narodowi wojnę.

Wtenczas włączono światło. Sala wykładowa, której strajkowaliśmy przypominała krajobraz po bitwie. Po rumowisku krzeseł, ławek, dmuchanych materacy, misek i kocherów przedzierali się ku nam zomowcy z odbezpieczonymi pistoletami maszynowymi. Pamiętam, że przeleciało mi przez głowę: żebym tylko się nie męczył, kiedy zaczną strzelać.

Wychodzić! Wychodzić! Ponaglali zomowcy. Nigdy nie zapomnę tego upodlenia, jak nas ustawiono w dwuszeregu przed biblioteką uczelnianą i kazano stać na trzaskającym mrozie prawie dwie godziny. Pamiętam, że przypomniała mi się wtedy scena z jakiegoś filmu o więźniach Auschwitz stojących na mrozie na rannym apelu.

W końcu przywieziono uczelnianego ubeka. Pamiętam, jak szedł z zomowcami wzdłuż szeregu i wskazywał palcem członków komitetu strajkowego, których aresztowano, a resztę, pomimo godziny milicyjnej rozpuszczono do domów..., tyle opowieści.

Niestety później, życie mi pokazało, co się stało z etosem, o który walczyłem. Bo w tym samym czasie, kiedy jedni narażali życie, nowe pryncypia Trzeciej Rzeczypospolitej tworzyli na sępa cwani dekownicy, którzy zdradzili Polskę przy okrągłym stole stawiając post-komunistów u władzy de facto do dnia dzisiejszego.

I co?

Znów władza zdeptała polityczny obyczaj. W dążeniu do partyjnej hegemonii wyzbyła się poczucia wstydu. Wprowadziła prawo dżungli. Kto silniejszy, ten lepszy. Cham chama chamem pogania. Wszystkie chwyty dozwolone. Zdemontowano prokuraturę. Dokonano skoku na emerytury. Wpędzono Polskę w monstrualne i praktycznie niespłacalne długi. Śledztwo smoleńskie bez zmrużenia oka oddano w obce ręce. Od szefa opozycji zażądano badań psychiatrycznych. A ostatnio władza użyła broni gładko lufowej przeciwko bezbronnym ludziom i wyrzucono z pracy niepokornych jej dziennikarzy. Byle tylko rządzić! Zagarnąć jak najwięcej stanowisk! Obsadzić przyczółki i usunąć niewygodnych, choćby byli genialnymi fachowcami.

Historia zatoczyła koło i wracamy do punktu wyjścia. Znów trzeba się szykować na „Marsz Solidarności” w Warszawie.

Czasami sobie zadaję bluźniercze pytanie, czy się od nas na dobre Pan Bóg nie odwrócił???

I tylko w pamięci pobrzękują strzępy ułańskiej piosenki, którą gdy byłem mały, mama z tatą śpiewali podgrywając sobie na naszym Steinwayu:

Więc pijmy zdrowie szwoleżerowie
Niech smutki zginą w rozbitym szkle,
Gdy nas nie będzie, nikt się nie dowie,
Czy dobrze było nam, czy źle.

Pomódlmy się za nich!

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)

Patrz również:
„Pieta polska, rządy Tuska i sposób na pojednanie”
http://salonowcy.salon24.pl/356648,piet ... pojednanie

http://salonowcy.salon24.pl/469270,klatwa-polska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 08 gru 2012, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
STAN WOJENNY I (PO)WOJENNY

Leszek Żebrowski

Stan wojenny odcisnął w Polsce swe piętno tak mocno, że jego skutki odczuwamy do dziś. Dziesiątki tysięcy poszkodowanych (skazanych, internowanych, aresztowanych i prześladowanych) to tyle samo ludzkich dramatów, a właściwie więcej, bo do tego doliczyć musimy ich rodziny. Około stu ofiar śmiertelnych, sprawców na ogół brak, winnych (w sensie prawnym, czyli skazania) tym bardziej. Nie wszyscy oczywiście tak to odbierają, są bowiem ludzie (w dodatku określający się jako nasze „elity”), którzy z Jaruzelskim przeszli na „ty” i uważają go – wraz z jego najbliższym otoczeniem – za „ludzi honoru”.
Środowisko, które nami obecnie rządzi (nie tylko politycznie, także np. medialnie), chciałoby zatrzeć jak najszybciej wszelkie różnice między komunistycznymi uzurpatorami a nami. Ma być to samo, co było, tyle że nieco inaczej. Dlatego zbrodni i grabieży osądzić nie można. Stan sędziowski i prokuratorski – ten stalinowski i ten „wojenny”, chroni się za immunitetem. Mamy „państwo prawa”, dlatego zupełnie inne prawa mają funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa niż my. I inny, nieporównywalnie lepszy, mają status materialny. Wysocy funkcjonariusze partii komunistycznej, onegdaj skrajnie czerwoni, dziś zaledwie różowi, na co dzień goszczą w „niezależnych” mediach jako eksperci, autorytety, osoby opiniotwórcze. W namnożonych pospiesznie spółkach Skarbu Państwa i prywatnych już korporacjach, wykwitłych na naszym majątku, siedzi dawna komunistyczna nomenklatura (czasem pod zmienionymi nazwiskami) i coraz częściej jej potomstwo, które w naturalny sposób wchodzi w „prawa” swych zaradnych i troskliwych przodków.
Dziś łatwiej można zostać skazanym za kilka złotych czy nawet groszy, gdy jesteśmy to winni fiskusowi na skutek księgowych niedoliczeń (i mamy tego przykłady!), niż za miliony czy dziesiątki milionów złotych przywłaszczonych w wyniku jawnej grabieży. Afery – z przydomkami, dla ich odróżnienia: spirytusowe, węglowe, akcyzowe, paliwowe itd. – kosztowały nas wszystkich miliardy złotych. Pieniądze pozostały w prywatnych rękach wszelkiego rodzaju „mafii”, my zaś możemy tylko narzekać, albowiem rzekomo już nic się nie da zrobić. Określenie „mafia” jest tu jednak całkowicie nieadekwatne, nawiązuje nazwą do podziemia całkowicie kryminalnego. W naszym przypadku ten haniebny proceder organizowany jest przez przedstawicieli dawnej komunistycznej nomenklatury, wspomaganej przez funkcjonariuszy dawnych (?) tajnych służb, przy czym ta kolejność może być odwrotna… Te środowiska – a właściwie siły, bo górują nad nami wyłącznie tym argumentem, zamieniły „Kapitał” Karola Marksa na kapitał w kieszeni. A jest to nasz kapitał, nikt bowiem przy zdrowych zmysłach nie uzna, że w Polsce w ciągu kilku pierwszych lat można było uczciwie zarobić miliardy. Mieliśmy przecież premiera na początku przemian po 1989 r. z pewnego efemerycznego ugrupowania, który wprost mówił, że „pierwszy milion trzeba ukraść”. Czy nie była to zachęta ze strony szefa rządu do takich działań?
Świat mediów nie sprzyjał i nie sprzyja u nas przemianom zgodnym z wymogami sprawiedliwości i moralności. O byle co słyszymy wrzask, że to „zoologiczny antykomunizm”, a domaganie się jakichkolwiek rozliczeń jest… niechrześcijańskie (tak jakby tam ktoś znał się na takich zasadach). Wystarczy przypomnieć o pewnej gwiazdeczce telewizyjnej dziennikarstwa, która w ubiegłym roku do nienawistnych haseł na Marszu Niepodległości zaliczyła przede wszystkim „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Dotyczy to również sfery wartości – tu zmiany mają być pospieszne, prawie natychmiastowe. Promowane są na siłę wynaturzenia i odchylenia, ukazywane jako nowa norma, już nie moskiewska, teraz jakoby europejska.
Na czym budujemy nową Polskę, tę po(wojenną), jaka ona miała być i jaka się okazuje? Fundamentem miała być solidarność społeczna. Wielki ruch pod tą samą nazwą – dziesięciomilionowy NSZZ „Solidarność” – poradził sobie z narzuconym nam siłą i krwawo utrwalonym ustrojem, ale zaniechał tego, co było najważniejsze, czyli odbudowy na fundamencie wartości i tradycji. Dziś nasi nowi właściciele (przez analogię do „właścicieli Polski Ludowej”) uzurpują sobie prawa nie tylko do naszych majątków, poglądów politycznych (pewien generał tajnych służb publicznie przyznał się do akuszerstwa rządzącej obecnie partii politycznej i… nic z tego nie wynika?), zachowań moralnych (wyrażających się w afirmowaniu wszelkich dewiacji), ale też sięgają po naszą tradycję. Nie podobają im się spontaniczne odruchy młodszych pokoleń sięgających do szczytnej przeszłości, maszerujących pod polskimi sztandarami i manifestujących patriotyzm.
Ważą się nasze losy na następne pokolenia. Jeśli zaniechamy wszelkich działań, jeszcze dopuszczonych i niezakazanych przez prawo dziś – to jutro, pojutrze możemy już tych praw nie mieć. I stracimy wpływ na losy naszych dzieci i wnuków. Nie róbmy im tego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17415,sta ... jenny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 12 gru 2012, 08:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Wojna z Narodem 13 XII 1981

Filip Frąckowiak

Pułkownik Ryszard Kukliński przekazał Stanom Zjednoczonym informacje dotyczące wprowadzenia stanu wojennego. W Sztabie Generalnym pełnił rolę jednoosobowego, roboczego sekretariatu kierownictwa MON ds. przygotowań stanu wojennego. "18 kwietnia 1981 roku, w Sztabie Zjednoczonych Sił Zbrojnych w Moskwie, marszałek Kulikow przeprowadził odprawę z grupą 60-80 członków tego sztabu i oświadczył im, że na prośbę rządu PRL zostają skierowani do Polski, aby udzielić pomocy polskim komunistom" - powiedział pułkownik Kukliński w wywiadzie "Wojna z Narodem" udzielonym "Kulturze" w 1987 roku.

Ryszard Kukliński przekazał te informacje Stanom Zjednoczonym, ale spotkał się z krytyką, dlaczego ta informacja nie trafiła do działaczy "Solidarności". Tak tłumaczył swoją decyzję: "Nie miałem najmniejszej wątpliwości, że ujawnienie planów uderzenia nie mogło ich w najmniejszym stopniu udaremnić lub choćby opóźnić. Mogło je tylko przyspieszyć. (...) Jeśliby w to ostrzeżenie "Solidarność" uwierzyła, wówczas niemal na pewno doszłoby do (...) zorganizowania oporu w setkach fabryk i uczelni. Wiedziałem, że dla złamania masowego oporu i osiągnięcia szybkiego sukcesu musiałyby nastąpić uderzenia sił pancernych, przede wszystkim czołgów. Do akcji wkroczyłyby również, pozostające w strategicznych rezerwach, dywizje radzieckie, a nawet czeskie i niemieckie. Skończyłoby się to nieprawdopodobną masakrą. (...) Zdawałem sobie sprawę, że powstrzymanie się od takiego ostrzeżenia może spotkać się w przyszłości z krytyką. Gdyby jednak moje obawy się spełniły, koszty poniosłoby społeczeństwo".

Według Ryszarda Kuklińskiego, gen. Wojciech Jaruzelski na przełomie października i listopada 1981 roku wysnuł następujący wniosek z informacji o tym, że ktoś z jego najbliższych współpracowników przekazuje Amerykanom tajemnice wojskowe: "W związku z tym, że nasze plany przeciekły na Zachód, musimy być przygotowani na dużo większe trudności. Jest bowiem pewne, że jeśli "Solidarność" zostanie ostrzeżona, to podejmie uprzedzające akcje obronne (...). Gdybyśmy do tego dopuścili (...) to naszych sił może nie wystarczyć i będą musieli pomóc nam inni".

Przekazanie przez pułkownika Ryszarda Kuklińskiego planów wprowadzenia stanu wojennego jest powodem umieszczenia w Izbie Pamięci Pułkownika Kuklińskiego ekspozycji "Stan wojenny 1981-1983 w dokumentach". Ta opierająca się na zbiorach pochodzących z Archiwum Akt Nowych wystawa składa się z dwunastu plansz. Ukazuje przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego, sposób, w jaki działały władze PRL wobec "Solidarności", represje wobec społeczeństwa, opór Polaków wobec represji komunistów. Oddzielna część jest poświęcona tym, którzy byli więzieni i represjonowani w okresie stanu wojennego. I tu na marginesie dodam, że wyrok skazujący mojego ojca Józefa Szaniawskiego na 10 lat więzienia za współpracę z Radiem Wolna Europa był wynikiem dokręcania śruby przez komunistów już po formalnym zakończeniu stanu wojennego. Wystawa w Izbie Pamięci Pułkownika Kuklińskiego przedstawia także prasę podziemną oraz humor i satyrę w czasie stanu wojennego - jak społeczeństwo próbowało psychicznie podnieść się w czasie tych trudnych lat. Na kilku planszach zaprezentowane są także dokumenty świadczące o reakcji Zachodu na stan wojenny oraz Polonii.

Autor jest dyrektorem Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17779,woj ... -1981.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2012, 08:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zapalmy świece wolności

Stan wojenny miał ostatecznie zniszczyć wolnościowe aspiracje Polaków, tak licznie i po raz pierwszy po wojnie zorganizowanych w ruchu o nazwie "Solidarność".

Polscy komuniści sprawujący w Polsce władzę z sowieckiego nadania zdawali sobie sprawę, że Naród upomni się w końcu o swoje prawa. Podpisując porozumienia kończące strajki najsilniejszych grup zawodowych (stoczniowców, górników, rolników), komuniści natychmiast przystąpili do tajnych przygotowań w celu ostatecznej rozprawy.

W nocy z 8 na 9 grudnia 1981 roku gen. Wojciech Jaruzelski informował osobiście o swoich planach wojennych marszałka ZSRS Wiktora Kulikowa, dowódcę Układu Warszawskiego. Zdecydowano uderzyć z soboty na niedzielę, 13 grudnia 1981 roku. Był to ostatni z możliwych terminów, gdyż 15 grudnia mijał dwumiesięczny okres, o który przedłużono służbę wojskową prawie 50 tysiącom żołnierzy rocznika "nieskażonego" jeszcze ideami "Solidarności". Z tych samych powodów nie przeprowadzono pełnego jesiennego poboru do wojska. Tej jednej nocy aresztowano prawie 5 tysięcy osób, a w następnych dniach uwięziono kolejne 5 tysięcy. Od 1981 roku do 1989 komuniści zamordowali ponad 100 Polaków. Większość tych zbrodni do dziś nie została wyjaśniona, a sprawcy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności, dotyczy to również tzw. autorów (choć należy mówić "sprawców") stanu wojennego.

Miałem ostatnio przyjemność rozmawiać z Ewą Kubasiewicz-Houée. W 1980 roku magister filologii polskiej, młoda bibliotekarka w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni, szefowa "Solidarności" na tej uczelni oraz członek władz Regionu Gdańskiego. W 1982 roku została skazana przez Sąd Marynarki Wojennej bez żadnych dowodów, za "działalność w celu osłabienia mocy obronnej PRL", na 10 lat pozbawienia wolności. Karę odsiadywała w Fordonie (dwukrotnie) oraz w Grudziądzu. Była to najwyższa kara w stanie wojennym, orzeczona przez sędziego komandora ppor. Andrzeja Grzybowskiego, który, jak się potem tłumaczył, wykonywał jedynie polecenie admirała Ludwika Janczyszyna, członka PPR od 1948 roku, wielokrotnego posła na Sejm, a potem członka WRON. Admirał Janczyszyn, tak jak Jaruzelski, uważał, że miał alibi, że gdyby nie stan wojenny, wojska sowieckie wkroczyłyby do Polski.

Dla Ewy Kubasiewicz i jej rodziny tamte dramatyczne dni trwały lata. Ostatecznie zakończyły się emigracją do Francji. Jej matkę stale nachodziła w domu ubecja, strasząc i robiąc rewizje. O związkach jej męża Marka Kubasiewicza z ubecją rozpowiadał bez żadnych podstaw Bogdan Borusewicz. Jej syn Marek Czachor, student III roku fizyki (dziś zaangażowany w wyjaśnienie tragedii smoleńskiej), siedział w więzieniu w Potulicach razem ze swoim przyszłym teściem Stanisławem Kowalskim, który wielokrotnie więziony umarł młodo na serce. Narzeczoną Marka, 20-letnią Madzię Kowalską, także uwięziono. W celi znalazła jeszcze młodsze od siebie "przestępczynie": 17-letnią Annę Sawicką (dziś Kołakowską) i Małgorzatę Chmielewską. Andrzej, starszy brat Ewy Kubasiewicz, stale bity i straszony przez ubeków, w 1988 roku został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu z głową wbitą w kaloryfer.

Ewa Kubasiewicz dowiedziała się po latach, że "przyjaciel domu", działacz "Solidarności" Janusz Molka był kapitanem SB. Dziś ubek przeprasza, że skrzywdził rodzinę Ewy Kubasiewicz, ale nie mówi wszystkiego. Nie wie, czy wciąż jest na służbie? A tak w ogóle, czy niektórzy ówcześni solidarnościowcy byli wtedy prawdziwi, gdy walczyli z komuną, czy dziś, gdy walczą z Narodem?

Zapalmy światło wolności, tak jak przed 31 laty, kiedy świecę w Watykanie zapalił Jan Paweł II. Zapalmy dziś w oknach świece wolności, o co prosił wszystkich ludzi kochających wolność prezydent Ronald Reagan. Odnajdźmy dziś znowu solidarność ze wszystkimi, których okrutnie doświadczył stan wojenny, szczególnie z ofiarami komunistycznej władzy w Polsce.

Wojciech Reszczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2012, 08:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zatruty duch

Jaroslaw Szarek

Co najmniej stu zabitych, tysiące aresztowanych, wyrzuconych z pracy, milion wypchniętych na emigrację. Gospodarcza ruina. To jedynie kilka odsłon tragedii, które przyniósł stan wojenny. Z mniejszą lub większą dokładnością wszystkie te dramaty możemy policzyć. Jest jeszcze jeden, który umyka w rachunku krzywd, jakie pozostawił po sobie Jaruzelski. Jego czołgi, zomowskie pałki, urbanowska propaganda, kłamstwa i upokorzenia trwające do końca lat 80. XX wieku skutecznie przetrąciły wspólnotowy kręgosłup Narodu.

Powstała po Sierpniu ´80 "Solidarność" połączyła Polaków w nadziei, że coś od nich zależy, że mogą sami naprawić swój kraj, że są tutaj - u siebie - gospodarzami. Było to doświadczenie odzyskanej wolności i podmiotowości. Ci, którzy nie przeżyli tego czasu, niech spojrzą na stare fotografie - w oczy utrwalonych na nich ludzi, na ich twarze, już nie szarej, zmęczonej, upodlonej masy. Miliony Polaków stawały się lepszymi - przynajmniej chciały nimi być - uwierzyły, że nasz wspólny wysiłek zmieni Ojczyznę. I zaangażowały się w tę pracę, nie licząc czasu, pieniędzy... Najlepiej wyraził to Ojciec Święty Jan Paweł II podczas swej pielgrzymki do Ojczyzny w 1983 roku, przypominając, iż podczas sierpniowej odnowy "chodziło przede wszystkim o sam ład moralny". "Obrazy, jakie w 1980 roku obiegały świat, chwytały za serce i dotykały sumienia. Stało się tak dlatego, że podstawowym pytaniem było nie - skądinąd ważne - pytanie: "ile?", lecz u podstaw znalazło się pytanie: "w imię czego?"".

I właśnie tego ducha zamordował stan wojenny. Kolejne lata jaruzelskiej normalizacji lat 80. skutecznie "wyleczyły" miliony Polaków z chęci wspólnotowego działania. Dla wielu cena płacona za wierność "Solidarności", za uczciwość, za prawość okazała się zbyt wysoka, a jak śpiewał jeden z solidarnościowych bardów - i "rodzimej dość jest kanalii"... Jaruzelski złamał siłę, jaką Polacy pokazali latem 1980 r. i w następnych miesiącach. Wykorzystał to, przeprowadzając operację pod nazwą Okrągły Stół. Bezpieka rozpisała jego scenariusz, generałowie dyktowali warunki, a wyselekcjonowani działacze opozycji je przyjmowali. Gdy wbrew temu układowi większość zmiotła za pomocą kartki wyborczej 4 czerwca 1989 r. ekipę PZPR, podali jej rękę kompanii z magdalenkowych rozmów. Pomogli też wybrać na ostatniego prezydenta PRL Jaruzelskiego. Polacy stali się przedmiotem politycznych gier. U progu wolności odrzucono możliwość nie tylko osądzenia win stanu wojennego i zła, jakie przyniósł, ale nawet jego oceny. Zbratanie części opozycyjnych działaczy z ekipą stanu wojennego do dzisiaj zatruwa całe obszary życia publicznego w Polsce. Na medialne salony powrócił "Goebbels stanu wojennego". Już nie sam, ale z gromadą swych wychowanków, gotowych na każdą nikczemność.

Autorzy stanu wojennego uniknęli odpowiedzialności, a ich ofiary wciąż czekają na sprawiedliwość. Pozostaje nasza pamięć. Dzisiaj tylko tak możemy oddać hołd tym, którzy po 13 grudnia 1981 r. zachowali się, jak trzeba...

Autor jest pracownikiem IPN Oddział w Krakowie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17943,zatruty-duch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2012, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zima wasza, wiosna nasza

Do wprowadzenia stanu wojennego użyto 13 i 14 grudnia 1981 r.: 70 tysięcy żołnierzy, 1636 czołgów, 2043 transportery opancerzone, 393 sztuki sprzętu artyleryjskiego, 39 samolotów, 110 śmigłowców oraz 86 okrętów bojowych. Za pomocą takich sił spacyfikowano 62 zakłady pracy.

Dr Marek Klecel publicysta

Pamiętać czy zapomnieć? Zapomnieć o około stu zabitych i tysiącach internowanych, o rozbitej wielomilionowej "Solidarności", nie pamiętać, kto był za to odpowiedzialny, kto odważył się najechać własny kraj? Pamiętać zaś to, że generałowie stanu wojennego, oddając (na jakich warunkach?) po części władzę po 1989 roku, zyskują rzekomo usprawiedliwienie i zatarcie win. III RP jest budowana na takim właśnie zapomnieniu, zatarciu przeszłości i odpowiedzialności, braku rozróżnienia sprawców i ofiar, na nowej, wybiórczej i niejako odwróconej pamięci, która ma rzekomo pomóc w budowie lepszego, demokratycznego i sprawiedliwego państwa.

13 grudnia był dla wszystkich zaskoczeniem. W Warszawie przed siedzibą Regionu Mazowsze "Solidarności" zebrało się około pięciuset protestujących osób, które zostały od razu zaatakowane przez oddziały ZOMO. Anonimowy obserwator zanotował: "Zomowcy nie patyczkowali się; kiedy tyraliera wypierająca tłum otaczała poszczególne grupki przechodniów, bito bez litości, nie zważając na wiek, płeć, kondycję".

Masowe protesty, których wszyscy się spodziewali, nie następują. 17 grudnia, w kolejną rocznicę masakry robotników na Wybrzeżu, zbiera się tysięczny tłum na placu Zwycięstwa, szybko rozproszony przez oddziały milicyjne. Jedna z grup gromadzi się pod kościołem Świętego Krzyża, naprzeciwko Uniwersytetu Warszawskiego. Świadek tak to zapamiętał: "Wszędzie śnieg, koło pomnika Kopernika kolorowo w tę czarno-białą noc. Niebiesko i czerwonawo - dyskoteka zomowców. Naprzeciw mój kościół. Ludzie stoją przed wejściem i na schodach, jak na trybunie, malutcy tacy w porównaniu z monumentalną rzeźbą Chrystusa pochylonego pod ciężarem krzyża. Śpiewają ledwo widoczni za tymi budami (ciężarówek ZOMO)".

Bitwy uliczne
Reakcje społeczeństwa na stan wojenny po pierwszym szoku w zimie 1981 roku objawiły się dopiero wiosną roku następnego podczas demonstracji, które zaczęto organizować 1 i 3 maja, później już systematycznie przy okazji kolejnych świąt i rocznic.

Demonstracje rozpoczęte 1 maja przybierają na sile 3 maja, ogarniając już całe centrum stolicy. Odbywają się w wielu punktach miasta naraz, głównie na placu Zamkowym i Starym Mieście, przemieszczają się w kierunku Krakowskiego Przedmieścia, Nowego Światu, wzdłuż ul. Marszałkowskiej, odbywają się w wielu innych rejonach: placu Krasińskich, Mariensztatu, Powiśla. Rozpędzają je oddziały ZOMO uzbrojone w armatki wodne oraz wyrzutnie petard i granatów z gazem łzawiącym. W uliczkach Starego Miasta, pod katedrą św. Jana i innymi kościołami toczyły się regularne bitwy uliczne, uzbrojone oddziały milicyjne miały jednak taką przewagę, że z łatwością rozpraszały i gazowały tłumy. Demonstranci przechodzili w sąsiednie rejony miasta i na nowo organizowali pochody przeciw ZOMO. Milicyjne oddziały nie poprzestawały na potyczkach z demonstrantami, organizowały jednocześnie obławy na mniejsze grupy mieszkańców, które wcale nie brały udziału w zajściach, lub na pojedynczych przechodniów, których pałowano, wrzucano do milicyjnych samochodów i przewożono do aresztów. Z relacji uczestników, a zwłaszcza poszkodowanych, wynika, że funkcjonariusze ZOMO traktowali zatrzymanych wyjątkowo brutalnie, wiele wskazuje na to, że byli pod wpływem nie tylko alkoholu, ale i jakichś środków odurzających lub dopingowych.

Bilans manifestacji 3 maja 1982 roku był tragiczny: w całym kraju zginęło przynajmniej kilka osób, w Warszawie, po pobiciu przez ZOMO zmarły trzy osoby. Wstrząsające są relacje przypadkowo poszkodowanych, bitych i maltretowanych psychicznie, także na posterunkach i w aresztach, stawianych przed doraźnymi sądami, skazywanych na drakońskie grzywny lub więzienie, tylko dlatego, że wpadli w ręce oprawców z ZOMO. Wielu świadków tych wydarzeń podkreślało bandytyzm i wandalizm tych oddziałów, które po rozpędzeniu demonstracji strzelały do okien mieszkań i bram granatami z gazem, demolowały samochody i autobusy. Na Rynku Starego Miasta powstał pożar w Muzeum Historycznym.

31 sierpnia odbyły się demonstracje w rocznicę porozumień sierpniowych. Na Targowej "ZOMO wyciąga pasażerów z tramwajów, po czym strzela do nich gazem i polewa wodą. Niektórych zabiera do wozów. Podczas ostrzałów funkcjonariusze nie zwracają uwagi na liczne przechodzące ulicami matki z dziećmi odbieranymi z przedszkoli i szkół". "Widziałem - relacjonuje dyspozytor komunikacji miejskiej - jak przedstawiciele "prawa i porządku" strzelali do samotnie idącej kobiety pchającej przed sobą wózek z małym dzieckiem". Około godziny 18.00 do pomieszczeń Pogotowia Ratunkowego przy ul. Hożej milicjanci wrzucają kilka pojemników z gazem. Na Pradze "około godziny 19 - podaje świadek - z komendy przy ulicy Cyryla i Metodego wyszło około stu zomowców w pełnym rynsztunku bojowym. Zajęli stanowiska wzdłuż torów tramwajowych (...), po czym zaczęli strzelać do ludzi będących na ulicy Wileńskiej. Szli po tej stronie, gdzie znajdują się budynki mieszkalne. Strzelali przy tym na oślep, nie patrząc, gdzie kierują petardy. Niszczyli parkujące samochody, wybijali szyby w mieszkaniach. Między innymi spaliło się mieszkanie na rogu ulicy Wileńskiej z Inżynierską. Około godziny 20 zomowcy zatrzymują koło pomnika "Czterech Śpiących" autobus linii 162, brutalnie wyrzucają z niego pasażerów i kierowcę. Rewidują bagaże i jednocześnie wielu, w tym kierowcę, biją". Późnym wieczorem "miasto jak po dżumie. Pustka".

Tego dnia w całym kraju zginęło osiem osób, sześć od postrzału, dwie w wyniku innych obrażeń.

Śmierć przechodnia
10 listopada 1982 r. przed gmachami Sądów na Lesznie odbyła się manifestacja w rocznicę rejestracji "Solidarności" i w dzień przed Świętem Niepodległości. Próbują ją rozproszyć oddziały ZOMO. Coraz liczniejszy tłum rusza w kierunku placu Dzierżyńskiego. Tam jednak zostaje zaatakowany i rozbity przez nowe oddziały ZOMO, uderzające także od strony Pałacu Mostowskich. "Za mną i przede mną - wspominał uczestnik wydarzeń - biegło mrowie osób. Nie było czym oddychać - dym, gaz, wycie syren milicyjnych wozów - to wszystko robiło przerażające wrażenie. Nad głowami uciekających ludzi co chwilę wystrzeliwane były petardy, pociski z gazem łzawiącym - które spadając z dużej wysokości, trafiały biegnących, przestraszonych ludzi w plecy, głowy, nogi". Pod Pałacem Mostowskich "rozpoczęło się prawdziwe piekło. (...) Bili każdego, kto był przed nimi, lub z boku, bili mocno - ludzie padali".

Rozbita demonstracja rozproszyła się po całym Śródmieściu, poszczególne grupy organizowały się na nowo w okolicach placu Teatralnego, Krakowskiego Przedmieścia, placu Zamkowego. W całym mieście oddziały ZOMO rozpoczęły regularne łapanki na przypadkowych przechodniów, zatrzymywano głównie ludzi młodych, studentów. Była wyraźna instrukcja milicyjnych dowódców: "Wszystkich studentów zatrzymujemy". Wciągano do ciężarówek milicyjnych i pałowano. Z relacji zatrzymanych: "Wmawiano mi udział w nielegalnej demonstracji, a ja nawet jej nie widziałem, gdy nas łapano, po ulicy chodziły pojedyncze osoby". "Wciągnięto mnie do samochodu - opowiadał student wracający do akademika - tam na ławeczkach siedzieli zomowcy i tajniacy z pałkami w rękach. Kazali kłaść się na podłodze twarzą do dołu. Przy końcu samochodu, na podłodze leżało już kilkunastu ludzi. Jedni na drugich. Zomowcy pomagali kłaść się, bijąc w plecy i w nogi. Jeśli ktoś chciał podnieść głowę, to otrzymywał kilka uderzeń pałką (...). Straszyli nas, że każdy podejrzany ruch może spowodować cios nożem w brzuch".

Stanisław Królik wyszedł z pracy około godziny 17.00. Szedł ulicą Świętokrzyską do przystanku autobusowego przed Uniwersytetem Warszawskim. Tam natknął się na grupę zomowców, którzy rozpędzali resztę demonstracji. Zaczął uciekać i schował się w bramie kamienicy naprzeciwko pomnika Kopernika. Tu dopadli go zomowcy i skatowali do nieprzytomności. W tym stanie przewieziono go do Szpitala Bielańskiego. Nie odzyskawszy przytomności, zmarł po kilku dniach.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17916,zim ... nasza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 14 gru 2012, 12:29 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Adamski: „Odpieprzcie się od generała” wciąż obowiązuje?

„Wyrok sądu nigdy nie usankcjonuje tego, jak Polacy pamiętają i oceniają stan wojenny. […]Pomysł, by sąd sądził historię - tak samo jak sądzi np. kieszonkowców - jest mocno dyskusyjny”- pisze Marcin Wojciechowski z Gazety Wyborczej. Cóż, dzisiejszy wyrok sądu niszczy „narrację” tej gazety, która od lat wciska Polakom, że stan wojenny był mniejszym złem.

W „Michnikowszczyźnie” Rafał Ziemkiewicz wyliczył ile przez lata w rocznice stanu wojennego było w gazecie Michnika tekstów wybielających Jaruzelskiego, a ile odmiennych. Wynik jednoznacznie pokazywał jaka była „narracja” Gazety w sprawie „ludzi honoru”, która do dziś pozostawała niezmienna. Dzisiejszy wyrok sądu skazujący komunistycznego funkcjonariusza, który robił karierę nawet w czasach stalinizmu jest namiastką sprawiedliwości, na którą kochający ten kraj Polacy czekali od lat. Jednak hasło „odpieprz się od generała” wciąż wydaje się funkcjonować w Gazecie Wyborczej. Dzisiejszy komentarz w tej gazecie autorstwa Marcina Wojciechowskiego jest nie tylko kuriozalny, ale wręcz żenujący i może jedynie wzbudzić politowanie. Według publicysty Gazety ważniejsze od wyroku jest to jak Polacy pamiętają stan wojenny. „Widać to zresztą w sondażach. Mimo generalnie krytycznej opinii o stanie wojennym ciągle większość Polaków (choć z latami i wymieraniem świadków malejąca) uważa, że był mniejszym złem i uchronił Polskę przed wkroczeniem Sowietów. Żaden wyrok sądu tego nie zmieni...”- pisze Wojciechowski. Trudno nie zauważyć, że gdyby nie propaganda "GW", która przez lata sączyła ludziom wizję Wojciecha Jaruzelskiego jako Konrada Wallenroda, który uchronił Polskę przez Sowietami, to Polacy inaczej patrzyliby na wojnę polsko- jaruzelską. Jednak nawet ostatni sondaż CBOS wśród młodych ludzi pokazuje jasno, że nieobciążeni sentymentami i komunistyczną propagandą Polacy negatywnie oceniają wprowadzenie stanu wojennego. Przeczy to więc poglądowi publicysty, że Polacy wciąż łykają brednie o sowieckiej interwencji. Wojciechowskiego jednak wyrok sądu i tak bulwersuje.

„Bulwersuje mnie fakt, że sąd uznał, iż w grudniu 1981 r. nie było groźby interwencji radzieckiej w Polsce. Tego się nie da jednoznacznie stwierdzić. […]Są bowiem sprawy, które nie poddają się ocenie prawnej. Na stan wojenny zawsze będziemy patrzeć przez pryzmat polityki. I nie ma się co oszukiwać, że jest inaczej”- pisze Wojciechowski. Z pewnością środowisko „GW” od zawsze traktowało stan wojenny jako sprawę polityczną. Opłacało się przecież, niektórym środowiskom nie oczerniać zbytnio postkomunistów, którzy mieli chronić Polskę przed drugim Iranem i klerykofaszyzmem. Prof. Antoni Dudek, który w przeciwieństwie do dziennikarza GW jest szanowanym historykiem, powiedział portalowi fronda.pl, że „ten wyrok ma znaczenie nie tyle w wymiarze edukacyjno-historycznym ile symboliczno- moralnym. Edukacyjno-historyczne znaczenie miało wystąpienie Kani w sądzie tydzień temu, gdy w mowie końcowej powiedział, że w drugiej połowie 1981 r. Polsce nie groziła interwencja sowiecka. Nikt wcześniej z aparatu władzy nie potwierdził tego, co mówiły dokumenty historyczne”. Pewnie dla Wojciechowskiego słowa Kani są nieistotne. Tak samo jak ustalenia rosyjskich i polskich historyków są niczym wobec dawno przyjętego dogmatu przez autorytety z Czerskiej. Ważna jest tylko prawda, która przedstawia od lat organ Michnika. „Opieprzcie się od generała”- to hasło będzie chyba zawsze aktualne.

Łukasz Adamski

http://www.fronda.pl/a/adamski-odpieprz ... 17151.html


_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 16 gru 2012, 22:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
STAN WOJENNY TRWA

Ks. Stanisław Małkowski

Warszawska Gazeta 14 - 20 grudnia 2012 r. KOMENTARZ TYGODNIA

10 grudnia w Ewangelii mszalnej czytane były słowa o uzdrowieniu paralityka (Łk 5, 17-26). Ów nieszczęśliwy człowiek miał przyjaciół (św. Marek powiada, iż „niosło go czterech” – Mk 1,3). Jezus nauczał w domu otoczony przez tłum faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Wejść z łożem, na którym leżał paralityk, nie można było przez drzwi z powodu tłoku, przyjaciele wnieśli więc łoże z paralitykiem na dach, zrobili dziurę w powale i tą drogą spuścili kalekę przed Jezusa. Wtedy stał się podwójny cud uzdrowienia duszy i ciała. Według Ojców Kościoła – czterej Ewangeliści niosą sparaliżowaną duchowo i cieleśnie ludzkość przed Jezusa.

W paralityku można zobaczyć naszą Ojczyznę – czy chce ona uzdrowienia, czy ma przyjaciół, czy wierzy w Jezusa, czy pokonuje przeszkody na drodze do domu, w którym Jezus naucza (a domem tym jest Kościół)? Spotkanie z Jezusem wymaga pokonania trudności na zewnątrz domu, ale i wewnątrz niego. Uczeni w Piśmie są przedstawicielami ówczesnego duchowieństwa, które nie rozpoznało czasu swojego nawiedzenia.

Dzisiejszą Polskę dotknął paraliż rozumu i woli. Wielu Polaków nie szuka prawdy, nie chce narodowego dobra, nie ufa Jezusowi, który pragnie nas ocalić i uzdrowić, ale czeka On na naszą zgodę, aby poddać się Jego woli i władzy, aby pozwolić działać przyjaciołom. Wśród przyjaciół widzimy nie tylko polskich patriotów na ziemi, ale i polskie niebo. Szczególne znaczenie ma dla nas wierna przyjaźń naszej Królowej Maryi, która prowadzi Polskę do Jezusa i uczy jak pokonać wszelkie przeszkody, zwłaszcza te, które czynią ludzie niby bliscy Jezusowi, ale sercem dalecy od Niego. Dzisiejszym samospełniającym się proroctwem, jeżeli w nie wierzymy, jest orędzie o intronizacji Jezusa na Króla Polski.

Są złe, samoniszczące się proroctwa, ale i dobre, które wobec naszej właściwej postawy mogą się spełnić. Każde Boże proroctwo jest wezwaniem, aby w nie uwierzyć i odpowiednio się zachować: przybliżyć urzeczywistnienie się dobra i oddalić, a nawet unicestwić prognozę zła. Samoniszczącym się proroctwem była zapowiedź z Księgi Jonasza: „za czterdzieści dni Niniwa będzie zburzona”, bo oto Niniwici zachowali się odpowiednio – nawrócili się i pokutowali, a przez to ocaleli. Samoniszczącym się proroctwem może okazać się treść felietonów Stanisława Michalkiewicza o służbach specjalnych, które to liczne służby prowadzą ku zniszczeniu naszą nieszczęśliwą Ojczyznę.

Są chrześcijańskie proroctwa ukazujące prawdę o tym, co było wczoraj, jest dzisiaj i będzie jutro. Są też pogańskie przepowiednie o sprawach przyszłych, a wśród nich przepowiednia Majów o rychłym końcu świata. Dla chrześcijan koniec świata jest tajemnicą ale nie są tajemnicą znaki, które to wydarzenie poprzedzają i zapowiadają, a wśród nich pojawienie się Antychrysta, czego jesteśmy świadkami. Jak się więc zachować? Trzeba iść do Jezusa i pozwolić aby przyjaciele nas do Niego zanieśli. Droga się znajdzie, tłum fałszywych przyjaciół Jezusa można i trzeba ominąć, chyba że owi nieprzyjaciele staną się przyjaciółmi.

„Z kim porównać to pokolenie?” – pyta Jezus w Ewangelii z piątku 14 grudnia i odpowiada: „Podobne jest ono do głupich dzieci. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swoje czyny” (Mt 11, 16-19). W rocznicę stanu wojennego, w czwartek 13 grudnia słyszymy w Ewangelii: „Ludzie gwałtowni zdobywają królestwo niebieskie” (Mt 11,12). O to, aby zdobyć królestwo niebieskie i poddać się władzy Jezusa Króla, trzeba walczyć i nie poddawać się złu („Nigdy, nigdy nie wolno się poddać, Krzyża, wiary nie wolno nam oddać”).

Szczególną postacią walki o królestwo Jezusowe w Polsce jest Krucjata różańcowa za Ojczyznę. Wkrótce po II wojnie światowej, gdy kraje Europy Środkowej znalazły się pod okupacją komunistyczną, prześladowany prymas Węgier, kardynał Josef Mindszenty powiedział – Węgry będą ocalone, jeżeli dziesiąta część Węgrów podejmie Krucjatę różańcową za Ojczyznę. Do tego proroctwa nawiązali kilka lat temu biskupi węgierscy. I tak się niedawno stało.

W Polsce już dziesiąta część biskupów włączyła się do naszej Krucjaty, trwającej od półtora roku. Bierzmy z nich przykład, a Polska ocaleje.

Wyniszczająca okupacja Polski i stan wojenny w nowej postaci trwa. Ale również trwa różańcowa bitwa o Polskę ku wyzwoleniu i uratowaniu Ojczyzny.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 17 gru 2012, 07:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zaplanowana zbrodnia

AKU, PAP

Śmierć górników z "Wujka" nie była zwyczajna - "była to zaplanowana zbrodnia, tym boleśniejsza, że zadana przez swoich" - powiedział wczoraj podczas obchodów 31. rocznicy pacyfikacji kopalni "Wujek" przywódca strajku górników w tym zakładzie Stanisław Płatek. W uroczystościach upamiętniających dziewięciu górników zastrzelonych w grudniu 1981 r. przez ZOMO uczestniczyły rodziny zabitych i rannych; byli przedstawiciele władz państwowych, regionalnych i lokalnych, związkowcy i dziesiątki mieszkańców regionu. - Władze nie chciały, by to miejsce stało się miejscem szczególnie upamiętnionym - miejscem pamięci narodowej. Starano się nie dopuścić, by prawda o mordzie na kopalni "Wujek" rozlała się na cały kraj - dodał Płatek. Szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" Dominik Kolorz zaakcentował, że brak pamięci o tragedii w "Wujku" będzie oznaczał utratę tożsamości. Jak mówił, obecnie często padają pytania, czy najwyższa ofiara złożona przez zamordowanych górników z "Wujka" nie poszła na marne.

http://www.naszdziennik.pl/wp/18339,zap ... odnia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2013, 08:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Przetrącony kręgosłup narodu

Obrazek
Bandyci Jaruzelskiego


Minęło już pokolenie, bohaterowie stanu wojennego coraz liczniej odchodzą na wieczną wartę.

Przy trumnie stanie grupa przyjaciół z tamtych lat, niekiedy pochyli się kilka pocztów sztandarowych, jakże często będących ostatnią pamiątką po zrujnowanych i rozkradzionych zakładach pracy, w których przed laty upominali się o godność, prawdę, wolność. Za wierność zrodzonemu w sierpniu 1980 roku ruchowi przyszło im zapłacić wysoką cenę.

Pogrzeby dużo mówią o Polsce, w jakiej żyjemy. Ordery na poduszkach, kompanie honorowe wojska, policji – w takiej scenerii żegna się wojewódzkich szefów bezpieki czy członków wojskowej junty z 13 grudnia 1981 roku. A urzędujący prezydent RP, w otoczeniu którego nie brakuje byłych pezetpeerowców, powiedział o generale Florianie Siwickim, członku WRON pacyfikującym wolnościowe marzenia Polaków w grudniu 1981 roku, a wcześniej Czechów i Słowaków w sierpniu 1968 roku: „Był bardzo miłym starszym panem”.

Nie sposób sobie wyobrazić, co się będzie działo, gdy dopełni się ziemski czas tych najważniejszych generałów. Zrodzona przez nich III Rzeczpospolita zadba o godne pożegnanie, tak jak od blisko ćwierć wieku dba o ich portfele oraz dobre samopoczucie, nie szczędząc komplementów i zapraszając na salony.

Dzisiaj już jasno widać, że Polska stan wojenny przegrała. Narodowi skutecznie przetrącono kręgosłup. „Solidarność” trwała za krótko. W 16 miesięcy nie można było odbudować kilkudziesięcioletnich spustoszeń pozostawionych przez komunizm. To tylko tyle, żeby się wyrwać z czerwonej topieli, w której nas zanurzono, wystawić głowę, złapać haust świeżego powietrza. Po 13 grudnia 1981 roku żołnierskie i bezpieczniackie łapy znów nas chwyciły, aby wepchnąć w to bagno.

W 1989 roku wydawało się, że osiem lat po „zimie waszej” wreszcie jesienią przyszła „wiosna nasza”. Wielosettysięczne manifestacje w Budapeszcie, Pradze, burzenie muru berlińskiego, domagający się niepodległości Litwini, Łotysze, Estończycy, śmierć rumuńskiego satrapy… Komunizm upadał tak widowiskowo, że niektórzy wieszczyli wręcz koniec historii.

Trudno się było oprzeć atmosferze zwycięstwa oczekiwanego od pokoleń. Miliony zachłysnęły się wolnością, co przesłoniło dokonującą się ponad ich głowami gigantyczną operację, której celem było zachowanie układów i powiązań starego systemu. Stan wojenny był przy niej prymitywną ruchawką – przeciwko bezbronnemu narodowi wyprowadzono czołgi i uzbrojone w pały hordy. Takie rozwiązanie było jednak krótkotrwałe i nie mogło przynieść efektów.

Komuniści doskonale wykorzystali zyskany po stanie wojennym czas. Represjami spacyfikowali i zmęczyli Naród. Te lata to nie tylko ofiary śmiertelne, więzieni, ale setki tysięcy, którym pogruchotano życie, złamano kariery, zepchnięto na margines. Do emigracji zmuszono ponad 800 tys. Polaków, i to tych najaktywniejszych, często zaangażowanych społecznie. Tę wyrwę w społecznej tkance zapełnili ludzie, którzy nie mieli oporów, aby zająć miejsce po wyrzuconych z pracy, represjonowanych. Dzisiaj możemy ich oglądać w niejednej telewizji…

Ile współczesnych uczonych „autorytetów” złożyło wtedy podpis, aby móc wyjechać. To w połowie lat 80. XX wieku agentura osiągnęła stan z czasów stalinowskich. Od innych wymagano tylko milczenia i to już wystarczyło komunistom. Takiej postawie części inteligencji poświęcił jeden ze swych utworów Jacek Kaczmarski: „Zaszczytami zaszczuci,/ obarczeni sławą/ Nie poznaliśmy strachu o skórę…”.

Śpiewanie go na koncertach w Chicago poprzedzał krótkim wstępem: „Piosenka pt. ’Artyści’ dotycząca również postawy wobec stanu wojennego, tym razem artystów, którzy przebywając na świecie na polskich paszportach służbowych, artystycznych, pagartowskich zapomnieli po 13 grudnia o wszystkim tym, co robili przed 13 grudnia. Zapomnieli swoich własnych piosenek, poematów, filmów, książek itp. W zamian za co mogą zarabiać na Zachodzie, żyć w Polsce i utrzymywać poprawne stosunki z nową władzą. Piosenka dedykowana oczywiście wszystkim tym artystom, ze szczególnym uhonorowaniem Andrzeja Wajdy”.

W marcu 1982 roku w jednym z instytutów UJ na zebraniu PZPR wybrano nowego I sekretarza POP PZPR (dzisiaj jest profesorem i wykłada na jezuickiej uczelni). Ostatni raz towarzysze zebrali się 13 stycznia 1989 roku. Przybyła połowa z 22 członków. Kilka lat temu przeczytałem te nazwiska jednemu z pracowników instytutu, nie mówiąc, co to za lista. Paru nie żyło, a reszta stanowiła radę naukową instytutu. To było przed kilku laty, dzisiaj są już dyrektorami katedr, prorektorami… Oczywiście, jak większość środowiska akademickiego pouczają, czym jest demokracja, brzydzą się lustracją, polskim zaściankiem i ciemnogrodem, jak zawsze w „awangardzie postępu…” i w budowie „nowego, wspaniałego świata”. Tylko jakie wzorce moralne może dać młodemu pokoleniu takie środowisko, jakich kształci następców?

13 grudnia 1981 roku każdy z Polaków musiał dokonać wyboru. Starły się dwa światy. Z jednej strony heroizm, wierność, odwaga, skromność, przyzwoitość, a z drugiej prywata, hipokryzja, cynizm, cwaniactwo, zwykłe tchórzostwo. Wybór tego drugiego nie pozostawał bez konsekwencji. Sumienie zagłuszano nihilizmem, pogardą dla tego pierwszego świata. Niestety, to ten drugi stał się fundamentem założycielskim III RP. Jak długo będziemy płacić za ten wybór, zależy już od naszego wysiłku i pracy. Tytanicznej pracy nad odbudową polskiej elity.

dr Jarosław Szarek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/62349,p ... arodu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 13 gru 2013, 22:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/historia/2220-dzien ... -wojennego

Dzień Pamięci Ofiar Stanu Wojennego
Paweł Brojek piątek, 13-12-13 05:35

Obrazek
na zdjęciu: 31.08.1982 Lubin, czterech mężczyzn niesie śmiertelnie rannego Michała Adamowicza / fot. Krzysztof Raczkowiak


Corocznie 13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Stanu Wojennego. Dokładna liczba ofiar śmiertelnych represji ze strony państwowego aparatu przemocy do dziś pozostaje nieznana.

Znaczna część ofiar śmiertelnych stanu wojennego była skutkiem tłumienia przez jednostki wojska, milicji obywatelskiej oraz Służby Bezpieczeństwa masowych protestów społecznych. Pierwszą z nich był członek NSZZ „Solidarność” w Okręgowej Dyrekcji Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, Tadeusz Kostecki, który uczestniczył w strajku na Politechnice Wrocławskiej. Podczas brutalnej pacyfikacji uczelni, nad ranem 15 grudnia 1981 r., zmarł na zawał serca.

Dzień później pluton katowickiego ZOMO otworzył ogień do strajkujących górników w kopalni „Wujek” w Katowicach. Na miejscu zginęło siedem osób — Józef Czekalski, Józef Giza, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Zbigniew Wilk i Zenon Zając. Kilkunastu protestujących raniono, dwóch z nich, Joachim Gnida i Jan Stawisiński, zmarło w styczniu 1982 r. w szpitalu.

17 grudnia w Gdańsku zginął Antoni Browarczyk, postrzelony w głowę podczas rozpędzania demonstracji w Gdańsku. W podobnych okolicznościach 13 lutego 1982 r. w Poznaniu został pobity przypadkowy przechodzień - Wojciech Cieślewicz, dziennikarz. Zmarł miesiąc później.

Kolejne ofiary przyniosła pacyfikacja masowych manifestacji, do jakich doszło 1 i 3 maja 1982 r. W Szczecinie we własnym mieszkaniu zmarł zatruty gazami łzawiącymi Władysław Durda, Ślusarz z Zarządu Portu Szczecin. W Warszawie podczas rozpędzania demonstracji trzeciomajowej zmarli: Joanna Lenartowicz, Mieczysław Radomski, ślusarz w Unitrze-Unimie, oraz Adam Szulecki.

13 lipca w Krakowie zmarł Włodzimierz Lisowski, powodem było pęknięcie wątroby po pobiciu milicyjną pałką podczas demonstracji, która miała miejsce dwa miesiące wcześniej.

31 sierpnia, w rocznicę porozumień sierpniowych, w różnych miastach od milicyjnych kul zginęli kolejni demonstranci. W Lubinie byli to Mieczysław Poźniak, robotnik w Elektromontażu i Andrzej Trajkowski, mechanik z Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Instalacji Przemysłowych. Po kilku dniach zmarł śmiertelnie ranny Michał Adamowicz, pracujący jako elektryk.

We Wrocławiu od kul zginął wracający z pracy Kazimierz Michalczyk, tokarz z Elwro.

W Kielcach śmiertelnie pobito Stanisława Raka, z zawodu zegarmistrza, w Gdańsku zmarł zatruty gazami łzawiącymi Piotr Sadowski, pracownik Portu Gdańskiego.

3 września w Częstochowie w wyniku pobicia przez ZOMO zmarł Eugeniusz Wiłomirski.

Kolejne ofiary pociągnęło za sobą tłumienie protestów związanych z delegalizacją NSZZ „Solidarność”. 12 października 1982 r. podczas manifestacji w Gdańsku petarda raniła w głowę Wacława Kamińskiego, spawacza Stoczni Gdańskiej. Podczas transportu do szpitala został on dodatkowo pobity przez zomowców i po kilku tygodniach zmarł.

Bogdan Włosik, elektryk z Huty im. Lenina, zginął 13 października, zastrzelony przez funkcjonariusza SB podczas demonstracji w Nowej Hucie. Jego pogrzeb był jedną z największych manifestacji stanu wojennego.

10 listopada przy Uniwersytecie Warszawskim milicjanci rozpędzający demonstrację pobili Stanisława Królika, pracownika Fotooptyki, który zmarł tydzień później.

Podobnie jak rok wcześniej, ofiary śmiertelne pociągnęła za sobą pacyfikacja protestów w rocznice świąt majowych w 1983 r. Podczas rozpędzania przez MO demonstracji 1 maja we Wrocławiu, po uderzeniu pojemnikiem z gazem w klatkę piersiową w następstwie zawału zmarł Bernard Łyskawa, mechanik z Poltegoru. Tego samego dnia, również po postrzeleniu petardą w szyję zginął w Nowej Hucie Ryszard Smagur, pracownik krakowskiej introligatorni.

3 maja na warszawskim Starym Mieście został zatrzymany i pobity przez milicjantów Marek Kuchta, który zmarł dwa dni później.

Ostatnią ofiarą pacyfikacji demonstracji była Janina Drabowska, 63-letnia rencistka, która zmarła 1 września 1983 r. na skutek obrzęku płuc spowodowanego użyciem gazu łzawiącego w Nowej Hucie 31 sierpnia tego roku.

Kolejną kategorie ofiar stanowią śmiertelnie pobici, skrytobójczo zamordowani oraz ofiary, także pozorowanych, samobójstw. Opozycjoniści, duchowni, działacze społeczni, ale też zwykli obywatele niekoniecznie zaangażowani w opozycyjną działalność, którzy znaleźli się „w złym czasie i miejscu”.

Już 13 grudnia 1981 r., na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego, targnął się na swoje życie były żołnierz Armii Krajowej i uczestnik powstania warszawskiego, działacz opozycji przedsierpniowej i „Solidarności”, Jerzy Zieleński.

4 stycznia 1982 r. po pobiciu w areszcie śledczym na ul. Rakowieckiej w Warszawie zmarła Wanda Kołodziejczyk.

2 lutego tego roku przez sierżanta MO został zastrzelony Franciszek Zdunek, rolnik z Sobolewa w województwie lubelskim.

21 marca w Przemyślu aresztowano pod zarzutem kolportażu ulotek Mieczysława Rokitowskiego, który kilka dni później został skatowany na śmierć w areszcie w Załężu.

2 kwietnia dwaj pijani żołnierze patrolujący ulice w Białej Podlaskiej zastrzelili bez powodu dziewiętnastoletniego Wojciecha Cieleckiego. Dzień później w Rzeszowie w wyniku pobicia przez patrol ZOMO zmarł Stanisław Kot, inżynier zakładach mięsnych. Również w kwietniu zmarł pobity przez dwóch zomowców Zbigniew Szymański ze wsi Hanna w województwie bielsko-bialskim.

11 maja w Poznaniu został wylegitymowany i pobity przez funkcjonariuszy ZOMO Piotr Majchrzak, uczeń miejscowego technikum ogrodniczego. Pobity prawdopodobnie z powodu wpiętego w ubranie opornika, zmarł w szpitalu tydzień później.

3 czerwca zginął, utopiony w Wiśle, uczeń jednego z warszawskich liceów, Emil Barchański, który w lutym 1982 r. wraz z grupą kolegów oblał farbą i podpalił pomnik Feliksa Dzierżyńskiego.

21 września zmarł pobity przez MO w Giżycku Zdzisław Jurgielewicz, pracownik ZSO Polam w Wilkasach.

29 października na skutek nieustannej nagonki, inwigilacji i gróźb pod adresem rodziny samobójstwo popełnił Kazimierz Majewski, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Jeleniogórskich Zakładach Narzędziowych. W tym samym miesiącu zmarł Adam Grudziński, pracownik Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, pobity w obozie dla internowanych w Załężu.

Według oficjalnej wersji 8 stycznia 1983 r. w celi białostockiego więzienia samobójstwo popełnił Zbigniew Simoniuk, internowany, a następnie skazany na dwa lata więzienia działacz białostockiej „Solidarności” i Komitetów Obrony Więzionych za Przekonania.

31 stycznia po zwolnieniu z ponadrocznego internowania, gdzie przeszedł „ścieżki zdrowia”, zmarł w nigdy niewyjaśnionych okolicznościach Jacek Jerz, wiceprzewodniczący „Solidarności” w Radomiu, członek władz krajowych Konfederacji Polski Niepodległej i Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. Podobny los spotkał Ryszarda Kowalskiego, przewodniczącego Komisji Zakładowej „Solidarności” w Hucie Katowice, który zaginął 7 lutego. Jego zwłoki wyłowiono z Wisły 30 marca tego samego roku.

1 marca w Poznaniu podczas przesłuchania został śmiertelnie pobity Jan Ziółkowski, współpracownik Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca ’56. Tydzień później po kolejnym przesłuchaniu przez katowicką milicję zmarł na zawał serca działacz pszczyńskiej „Solidarności”, Józef Larysz.

17 kwietnia, najprawdopodobniej w zaplanowanym wypadku samochodowym został ciężko ranny poznański duszpasterz akademicki o. Honoriusz Kowalczyk, znany ze wspierania podziemnej „Solidarności” i organizowania pomocy dla internowanych. Zmarł 8 maja 1983 r.

30 kwietnia odnaleziono w rzece ciało Bogusława Podborączyńskiego, młodego działacza „Solidarności” z Nysy.

12 maja na Starym Mieście w Warszawie patrol milicji zatrzymał maturzystę Grzegorza Przemyka. Brutalnie pobity zmarł dwa dni później w wyniku poniesionych obrażeń. W tym samym miesiącu zmarł Andrzej Szewczyk, robotnik z Nowej Huty, pobity przez ZOMO za naruszenie godziny milicyjnej.

3 czerwca po przesłuchaniu na posterunku MO w Nowej Miłosnej zmarł Zdzisław Miąsko, rolnik ze wsi Okuniewo w województwie warszawskim. Dwa tygodnie później w Warszawie został zamordowany Andrzej Gąsiewski, pracownik Instytut Badań Jądrowych, zatrzymany, gdy wracał ze sztandarem „Solidarności” z mszy świętej odprawianej na Stadionie Dziesięciolecia przez Jana Pawła II.

21 czerwca, w dzień po wizycie papieża we Wrocławiu, znaleziono w Odrze ciało Jerzego Marca, pracownika wrocławskich kolei.

30 czerwca znaleziono wiszące na ogrodzeniu jednego z gdańskich stadionów zwłoki Jana Samsonowicza, działacza gdańskiej „Solidarności”.

Dokładna liczba ofiar śmiertelnych stanu wojennego do dzisiaj pozostaje nieznana.

opr. Paweł Brojek
źródło: ipn.gov.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 14 gru 2013, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Pacyfikacja w Jastrzębiu

Piotr Szubarczyk

Kopalnia węgla kamiennego „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu, nazwana tak dla uczczenia 25. rocznicy moskiewskiego łżemanifestu, została oddana do eksploatacji 4 grudnia 1969 roku. Miała być jednym z symboli socjalizmu na Śląsku. 15 grudnia 1981 r. stała się jednym z symboli stanu wojennego i komunistycznego bezprawia. Tego dnia siły policyjne i wojskowe – wyposażone w ostrą amunicję – przeprowadziły krwawą pacyfikację strajku rozpoczętego po ogłoszeniu nielegalnego stanu wojennego.

Górnicy zbudowali barykady w pobliżu bramy głównej i zgromadzili narzędzia do obrony. Czuli się odpowiedzialni nie tylko za swoją kopalnię, ale za całą Polskę. Wszak to w ich kopalni 3 września 1980 r. podpisano porozumienia jastrzębskie, równie ważne jak te gdańskie z 31 sierpnia (upamiętnia je stojący dziś przy kopalni „Zofiówka” monument). Teraz WRON próbowała im to zabrać.

Na teren kopalni wjechały sowieckie czołgi T-55, na wyposażeniu wojska „ludowego”. Szturmani z ZOMO obrzucili strajkujących petardami i gazami łzawiącymi. Zaczęli strzelać do ludzi. Z góry to zaplanowali, strzelali przez okno wartowni i przez przeszklone przejście między budynkami łaźni. Byli ranni, ale przez godzinę napastnicy nie pozwolili karetkom pogotowia wjechać do kopalni.

Rannych przewieziono potem do szpitala górniczego. Kule wyjęte z ran operowanych górników zabierali „asystenci” lekarzy – esbecy. A nuż któryś umrze? Po co potem jakieś śledztwa, po co pamiątki?

Poranieni górnicy to Zdzisław Kraszewski, Franciszek Gąsiorowski, Bogusław Tomaszewski, Czesław Kłosek, Zdzisław Dudek. Wielu aresztowano.

Atak na sztandarową kopalnię PRL był pierwszym w stanie wojennym przypadkiem zbiorowego użycia ostrej amunicji. Następnego dnia bandyci, już po „chrzcie bojowym”, przenieśli się do Katowic, do kopalni „Wujek”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/62458,pac ... zebiu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 16 gru 2013, 21:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wzzw.wordpress.com/2013/12/16/32 ... lni-wujek-☚◙◙◙◙◙◙◙◙/

32 rocznica krwawej pacyfikacji Kopalni „Wujek” ☚◙◙◙◙◙◙◙◙
Opublikowany w ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ relacje przez Maciejewski Kazimierz w dniu 16 Grudzień 2013

Od milicyjnych kul zginęło tam dziewięciu górników, a kilkudziesięciu innych zostało rannych.

Obrazek
fot. IPN Katowice


Była to największa tragedia stanu wojennego. Właśnie mijają 32 lata od tragicznej w skutkach pacyfikacji katowickiej kopalni „Wujek”.

Protest w kopalni Wujek rozpoczął się po wprowadzeniu stanu wojennego, na wieść o zatrzymaniu szefa zakładowej Solidarności Jana Ludwiczaka. Został aresztowany w nocy z 12 na 13 grudnia. Zomowcy rozbili drzwi jego mieszkania i wdarli się do środka. Pobili dwóch górników, którzy pilnowali wejścia.
W niedzielny poranek, 13 grudnia, na prośbę górników, do kopalni przyszedł z pobliskiego kościoła ks. Henryk Bolczyk, który odprawił mszę w zakładzie. Po jej zakończeniu pracownicy rozeszli się do domów. 14 grudnia pierwsza zmiana rozpoczęła strajk. Górnicy domagali się zwolnienia z więzienia Ludwiczaka i innych działaczy “S” z całego kraju, respektowania Porozumienia Jastrzębskiego oraz niewyciągania konsekwencji wobec protestujących. Do strajku przyłączali się górnicy z dalszych zmian, którzy sformułowali kolejne postulaty – zniesienia stanu wojennego i przywrócenia działalności Solidarności. Przywódcą strajku wybrano Stanisława Płatka, sekretarza komisji rewizyjnej “S” w zakładzie. Negocjacje strajkujących z władzami nie przyniosły rezultatu. Zawiązał się komitet strajkowy. W pierwszych dniach stanu wojennego na Śląsku zastrajkowało w sumie ok. 50 zakładów. 15 grudnia do strajkujących zaczęły dochodzić wieści, że milicja i wojsko spacyfikowały niektóre strajkujące zakłady, m.in. kopalnię Manifest Lipcowy w Jastrzębiu Zdroju.
Górnicy, nie wiedząc jeszcze wówczas, że strzelano do robotników w „Manifeście”, rozpoczęli przygotowania do obrony swojego zakładu. Bronią stały się łopaty, kilofy, łańcuchy, zaostrzone pręty, cegły i śruby.
Następnego dnia kopalnię, gdzie strajkowało już ok. 3 tys. górników, otoczyły oddziały milicji, czołgi i wozy pancerne. Wokół zebrał się też tłum kobiet, młodzieży i dzieci. Do strajkujących poszli przedstawiciele wojska, by nakłonić ich do poddania się. Propozycja została odrzucona. Wtedy armatkami wodnymi, przy 16-stopniowym mrozie, zaatakowano ludzi otaczających zakład. Milicjanci obrzucili tłum gazami łzawiącymi i świecami dymnymi. Przed godziną 11 czołgi sforsowały kopalniany mur, a oddziały ZOMO wkroczyły na teren zakładu. Górnicy byli ostrzeliwani pociskami wypełnionymi gazem łzawiącym i polewani wodą. W czasie walki górnicy ujęli trzech milicjantów, a resztę pacyfikujących zmusili do wycofania. Gdy do akcji wprowadzony został pluton specjalny, padły strzały. Na miejscu zginęło sześciu górników, jeden umarł kilka godzin po operacji, dwóch kolejnych na początku stycznia 1982 r.
Dla Józefa Czekalskiego, Krzysztofa Gizy, Ryszarda Gzika, Bogusława Kopczaka, Zenona Zająca, Zbigniewa Wilka, Andrzeja Pełki, Jana Stawisińskiego i Joachima Gnidy była to ostatnia szychta w życiu. Ponad 20 innych górników zostało rannych. Straty drugiej strony to 41 rannych, z których 10 wymagało leczenia w szpitalu.
20 stycznia 1982 roku sterowane przez władze śledztwo w sprawie odpowiedzialności milicjantów za użycie broni palnej podczas pacyfikacji kopalni Wujek umorzono. Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach uznała, że milicjanci działali w obronie koniecznej.
Sprawa została wznowiona po upadku komunizmu. Prawomocny wyrok zapadł dopiero w 2008 r., po trzech procesach (dwa poprzednie wyroki uchylał sąd apelacyjny). Były dowódca plutonu specjalnego ZOMO Romuald Cieślak został skazany jedynie na 6 lat więzienia, dwaj jego podwładni na 4 lata, a 11 innych – na 3,5 roku więzienia.
Do dziś nie został osądzony były szef MSW generał Czesław Kiszczak, obciążany odpowiedzialnością za śmierć 9 górników z “Wujka”. Po kilku procesach, ostatecznie w 2013 roku Sąd Apelacyjny bezterminowo zawiesił jego sprawę.
Dziś w Katowicach odbędą się uroczystości upamiętniające tamto wydarzenie. Uczestnicy uroczystości spotkają się na mszy świętej w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Później przejdą pod Krzyż-Pomnik przy kopalni, gdzie odbędzie się Apel Poległych i zostaną złożone kwiaty. Podczas tegorocznych obchodów wystąpią uczniowie z miejscowości Rostarzewo w Wielkopolsce, z którą związany był Zenon Zając – jeden z zastrzelonych górników.

PAP, niezalezna.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 27 sie 2014, 06:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kania w juncie

„Nasz Dziennik” ujawnia: Stanisław Kania był członkiem grupy przestępczej, która wprowadziła stan wojenny – twierdzi w zdaniu odrębnym od wyroku sędzia Józef Dołhy z Sądu Najwyższego.

Kilka miesięcy temu Sąd Najwyższy odrzucił kasację złożoną przez IPN w sprawie uniewinnienia byłego komunistycznego premiera. „Nasz Dziennik” dotarł do zdania odrębnego od tego wyroku złożonego przez jednego z sędziów.

Z wyrokiem nie zgodził się sędzia Józef Dołhy, formułując zdanie odrębne.

„Zebrany w sprawie materiał dowodowy wskazuje jednoznacznie, w sposób tożsamy jak w odniesieniu do oskarżonego C. K. [Czesława Kiszczaka], na udział oskarżonego S. K. [Stanisława Kani] w zorganizowanym związku przestępczym o charakterze zbrojnym mającym na celu popełnienie przestępstw” – pisze Dołhy w sporządzonym niedawno pisemnym uzasadnieniu wyroku Sądu Najwyższego.

W jego ocenie, sąd pierwszej instancji dysponował jednolitym materiałem dowodowym, na podstawie którego, w ramach zarzutów aktu oskarżenia, przypisał Kani sprawstwo czynu z art. 258 par. 2 kk. To przestępstwo formalne. Jeśli oskarżony ma świadomość celu i form działania, sam udział w związku przestępczym jest wystarczający dla przypisania sprawstwa – wskazuje sędzia.

Przypomnijmy, że w 2012 r. sąd okręgowy uznał, iż stan wojenny wprowadziła zbrojna grupa pod kierownictwem Wojciecha Jaruzelskiego, której celem było utrzymanie się u władzy.

– Faktycznym motywem działania członków związku przestępczego, mającego na celu nielegalne wprowadzenie stanu wojennego, było zachowanie obowiązującego systemu ustrojowego i osobistej pozycji w hierarchii aparatu partii i państwa – mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Ewa Jethon.

Jednak z uczestnictwa w tym związku przestępczym sąd wykluczył Kanię, uznając, że „opowiadał się za politycznym rozwiązaniem sytuacji w kraju, nie akceptował rozwiązań siłowych”. „Jeżeli oskarżony ma świadomość celu i form działania, sam udział w związku jest wystarczający dla przypisania sprawstwa” – stwierdza, oceniając tę decyzję, Dołhy.

Z decyzją sądu okręgowego nie zgodził się Instytut Pamięci Narodowej, wnosząc apelację. Dołhy przypomina w uzasadnieniu zdania odrębnego, że prokurator IPN zarzucił wyrokowi błędną ocenę dowodów „polegającą na błędnym przyjęciu, że oskarżony S. K. nie działał z zamiarem nielegalnego wprowadzenia stanu wojennego”, „gdy wszechstronna, rzetelna i logiczna ocena całokształtu zgromadzonego materiału dowodowego prowadzi do wniosku przeciwnego”.

Sąd apelacyjny podtrzymał jednak uniewinnienie Kani. IPN złożył tym razem kasację do Sądu Najwyższego, twierdząc, iż sąd drugiej instancji nie zbadał wszystkich zarzutów apelacji IPN.

W Sądzie Najwyższym prok. Bogusław Czerwiński podkreślił, że Kania akceptował nielegalne działania planujące stan wojenny i bynajmniej nie przeciwstawiał się jego wprowadzeniu. – Bez jego podpisów 13 grudnia nie zaistniałby w takim kształcie – powiedział.

Sędzia Dołhy stwierdza, że IPN miał rację, zarzucając w kasacji, iż sąd apelacyjny nie rozpatrzył wszystkich dowodów. „Autor kasacji trafnie podnosi, że Sąd Apelacyjny nierzetelnie rozpoznał apelację, nie poddał wszechstronnej i rzetelnej analizie wszystkich zarzutów sformułowanych w środku odwoławczym oraz nie ustosunkował się do nich w sposób wystarczający” – twierdzi sędzia Sądu Najwyższego. I dlatego „kasację należało uwzględnić”.

Odrzucenie kasacji w kwietniu br. oznaczało, że nie będzie ponownego procesu Stanisława Kani za stan wojenny.

– Nareszcie finał; nie pozostało nic innego jak Sąd Ostateczny – skomentował wówczas wyrok sam Kania. Czerwiński zwrócił uwagę, że zdanie odrębne, którego treść nie została wówczas ujawniona, świadczy o tym, że w wymiarze sprawiedliwości są różne poglądy.

W styczniu 2012 r. sąd okręgowy skazał jedynie gen. Kiszczaka. Prokurator Piotr Piątek (IPN) ocenił, że – poza uniewinnieniem Kani – wyrok w tym procesie był „sukcesem”. – Najważniejsze zarzuty zostały potwierdzone przez sąd – wskazał. Sędzia Jethon dodała, że z chwilą mianowania Kiszczaka na ministra spraw wewnętrznych „związek uzyskał kontrolę nad wszystkimi uzbrojonymi formacjami, konieczną do nielegalnego wprowadzenia stanu wojennego”. Wyrok ten nie uzyskał prawomocności, ponieważ lekarze uznali, iż były szef bezpieki nie może nawet uczestniczyć w rozprawie apelacyjnej, która trwa zaledwie kilka godzin. Ostatnio na wniosek IPN sąd zarządził ponowne badania Kiszczaka.

Osądzenia uniknął również przywódca junty Wojciech Jaruzelski. Po opinii lekarzy proces wobec niego zawieszono.

– To zdanie odrębne potwierdza trafność naszej kasacji, jak również stanowiska prokuratora IPN w tej sprawie. Faktycznie powinno dojść do uchylenia tego wyroku uniewinniającego, przez co sprawa mogłaby zostać ponownie, tym razem prawidłowo, rozpoznana – podkreśla prok. Bogusław Czerwiński z IPN.

– Uzasadnienie pisemne postanowienia, które zostało wydane przez większość składu sędziowskiego, mnie nie przekonuje, gdyż powiela błędy rozumowania sądu I i II instancji, jak również nie odnosi się do wszystkich zarzutów przedstawionych w kasacji. Natomiast zdanie odrębne jest według mojej oceny trafne i adekwatne do stanu faktycznego i prawnego, który jest w sprawie – dodaje.

– Zdanie odrębne w Sądzie Najwyższym, czy w ogóle w sądownictwie, nie za często się pojawia, dlatego warte jest szczególnego odnotowania, tym bardziej że zasadniczo różni się od stanowiska pozostałych sędziów, którzy byli w składzie orzekającym. Warto też podkreślić, iż cała sprawa dotycząca osądzenia sprawców bezprawnego wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, z uwagi na jej bezprecedensowy aspekt prawny, jak też moralny, jest moim zdaniem bardzo istotna dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. Zatem dobrze się stało, że zdanie odrębne negujące zasadność uniewinnienia oskarżonego pojawiło się w tej sprawie – wskazuje prokurator Czerwiński.

Różnice zdań na temat oceny działań Kani występują także wśród historyków.

– Kania do pewnego etapu nadzorował i jakby firmował te przygotowania i podpisał tzw. myśl przewodnią stanu wojennego w marcu 1981 roku. Jego podpis był głównym punktem aktu oskarżenia, ale sądzimy nie za przygotowania, ale za wprowadzenie, a wprowadzał go Jaruzelski i grupa generałów, a Kania zwlekał, m.in. dlatego ustąpił z funkcji I sekretarza PZPR – mówi prof. Antoni Dudek. – Uważam, że Kania powinien odpowiadać za wiele rzeczy, ale nie za stan wojenny, byłoby absurdem, gdyby Kania dostał wyrok w sytuacji, kiedy nie dostał tego wyroku ani Kiszczak, ani Jaruzelski, którzy byli głównymi autorami stanu wojennego – dodaje.

Historyk widzi natomiast odpowiedzialność byłego szefa partii komunistycznej za lata 70. – Kania powinien być sądzony w innym procesie, który nigdy się nie zaczął i nigdy się nie zacznie, m.in. z powodu niestety ułomności działania pionu śledczego IPN, to jest słynne śledztwo w sprawie związku przestępczego w MSW, przy czym ono dotyczy od 1956 do 1989 roku. Ale powinno być odrębnie prowadzone za lata 70. i za lata 80. I gdyby było prowadzone śledztwo za lata 70., to Kania powinien odpowiadać za nadzór, a właściwie za przestępczy nadzór nad tym, co się działo w MSW, różne działania bezpieki wobec opozycji, i to by miało sens – uważa Dudek.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... uncie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: 13.12.1981r.
PostNapisane: 23 wrz 2014, 18:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/05/26 ... wojennego/

Ile ofiar stanu wojennego?
Posted by Marucha w dniu 2014-05-26 (poniedziałek)

Oficjalnie twierdzi się, że komuniści w okresie od 13 grudnia 1981 r. do 1990 r. zamordowali ponad sto osób. Myślę, że liczba ta, tak naprawdę, jest znacznie wyższa – mówi dla PCh24.pl historyk, prof. dr hab. Wojciech Polak.

Obrazek

Panie Profesorze, czy w grudniu 1981 r. była groźba zbrojnej interwencji Związku Sowieckiego i jego sojuszników w Polsce?
Sowieci odrzucali w tym czasie myśl o interwencji w Polsce. Zdawali sobie sprawę, że otwarcie drugiego frontu – pierwszy mieli już w Afganistanie – będzie dla nich zabójcze, zwłaszcza w wymiarze ekonomicznym.
Dlatego zależało im, żeby Wojciech Jaruzelski wprowadził stan wojenny wyłącznie własnymi siłami. W grudniu 1981 r. Jaruzelski usilnie domagał się od Związku Sowieckiego gwarancji, że jeżeli nie da rady pokonać „Solidarności” własnymi siłami, to wojska sowieckie wkroczą do Polski i udzielą mu pomocy. Sowieci takich gwarancji zdecydowanie odmówili, co przypieczętowało posiedzenie sowieckiego Biura Politycznego w dniu 10 grudnia 1981 r.
Przypomnijmy, jakie rozporządzenia zaczęły obowiązywać na terenie Polski od 13 grudnia 1981 r. Jakie ograniczenia dotknęły Polaków?
„Dekret o stanie wojennym” z 12 grudnia 1981 r. (antydatowany) wprowadzony formalnie przez Radę Państwa tworzył prawo stanu wojennego w Polsce. Poranek 13 grudnia 1981 r. przyniósł Polakom nową, dramatyczną rzeczywistość. Najwyższą władzą stanu wojennego była Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. W poszczególnych województwach powołano komisarzy wojskowych, będących formalnie pełnomocnikami Komitetu Obrony Kraju. Wielu działaczy „Solidarności” zostało internowanych w 52 obozach. Zawieszono działalność wszelkich stowarzyszeń, organizacji, związków zawodowych. Zakazywano organizowania strajków, akcji protestacyjnych i zgromadzeń (z wyjątkiem religijnych). Część zakładów pracy zmilitaryzowano i oddano pod zarząd wojskowych komisarzy. Osobom uchylającym się od pracy w tych zakładach groziło od dwóch lat więzienia do kary śmierci włącznie. Nie obowiązywał w nich ośmiogodzinny dzień pracy.
Militaryzacja objęła m.in. kolej, PKS, transport samochodowy, porty, straż pożarną, pocztę, radio, telewizję, przedsiębiorstwa obrotu paliwami naftowymi, komunikację miejską, zakłady zbrojeniowe, kopalnie, elektrownie. Zmilitaryzowano także część administracji państwowej. Na ulicach miast pojawiły się czołgi i bojowe wozy piechoty.
Zawieszono zajęcia w szkołach i na wyższych uczelniach. Zawieszono też funkcjonowanie teatrów, kin, filharmonii, itp. Na polecenie władz Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu wstrzymał wszystkie rozgrywki pierwszej i drugiej ligi piłkarskiej, lig międzywojewódzkich i eliminacji strefowych we wszystkich dyscyplinach sportu. Emitowano tylko pierwszy program telewizji i pierwszy program radia, z bardzo ograniczoną ilością audycji. Zamknięto przejścia graniczne. Wydano zakaz wydawania gazet, z wyjątkiem „Trybuny Ludu”, „Żołnierza Wolności” oraz przemodelowanych dzienników lokalnych. Wyłączono telefony prywatne i ustanowiono oficjalny podsłuch telefoniczny, wprowadzono zakaz przemieszczania się bez przepustki poza miejsce zamieszkania.
Po kilku dniach przepis ten zliberalizowano – bez przepustki można było się poruszać w obrębie województwa. Nie wolno było też nadawać paczek na poczcie, choć w niektórych przypadkach przyjmowano je jednak, pod warunkiem, że zostały zapakowane w obecności personelu pocztowego. Na ulicach miast rozwieszono „Obwieszczenie o wprowadzeniu stanu wojennego ze względu na bezpieczeństwo państwa”. Za organizowanie strajków lub np. druk ulotek można było każdego postawić przed sądem cywilnym lub wojskowym w tzw. trybie doraźnym. Przewidywał on m.in. tylko jedną instancje sądową (bez prawa apelacji) i wyrok – co najmniej trzy lata więzienia.
Ile ofiar pochłonął stan wojenny?
Trudno powiedzieć. Oficjalnie twierdzi się, że komuniści w okresie od 13 grudnia 1981 r. do 1990 r. zamordowali ponad sto osób. Myślę, że liczba ta, tak naprawdę, jest znacznie wyższa. Trudno poza tym oszacować, ilu ciężko chorych Polaków zmarło, bo nie działały telefony i nie można było wezwać karetki pogotowia.
Jaka rolę w czasie stanu wojennego pełnił Kościół?
Zarówno biskupi polscy, jak i papież Jan Paweł II protestowali przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Od pierwszych dni stanu wojennego Kościół prowadził różnorodną działalność: udzielając pomocy duchowej i materialnej internowanym, aresztowanym i więzionym oraz ich rodzinom, otaczając opieką rannych w pierwszych dniach stanu wojennego oraz interweniując u władz w przypadku drastycznych represji wobec opozycji.
Już 17 grudnia 1981 r. powstał Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Ze względu na miejsce urzędowania w kościele św. Marcina przy ulicy Piwnej nazywano go potocznie Komitetem na Piwnej. Podobne Komitety zaczęły szybko powstawać w innych diecezjach. Udzielały one osobom internowanym i uwięzionym oraz ich rodzinom pomocy duszpasterskiej, żywnościowej, materialnej, prawnej, lekarskiej.
Pierwsze paczki udało się dostarczyć do obozu internowania w Drawsku około 15 grudnia 1981 r. Interwencje w sprawie zwalniania osób internowanych (a także więźniów politycznych) podejmowali nieustannie biskupi wszystkich diecezji, jak i sekretarz Konferencji Episkopatu biskup Bronisław Dąbrowski. Często, chociaż nie zawsze, przynosiły one efekty. Wsparcie duchowe w tym trudnym czasie było nie mniej potrzebne niż pomoc materialna. Księża i biskupi próbowali walczyć z poczuciem beznadziejności i przygnębienia, które pojawiało się w umysłach wielu osób.
Kościół katolicki w Polsce udzielał też wszechstronnej pomocy powstającym podziemnym strukturom „Solidarności”. W pierwszych tygodniach liczni działacze związku ukrywali się w klasztorach i pomieszczeniach kurialnych. Np. przywódca dolnośląskiej „Solidarności” Władysław Frasyniuk ukrywał się przez pewien czas w Seminarium Duchownym w Łomży. Arcybiskup wrocławski ks. kard. Henryk Gulbinowicz przechowywał 80 milionów zł, wypłacone przez Józefa Piniora z kont dolnośląskiej „Solidarności”, na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. Pieniądze te zasilały podziemie w całej Polsce. Na wielu plebaniach i w klasztorach przechowywano sztandary i dokumenty Związku, a nawet wydawnictwa niezależne. Kościoły były miejscem zebrań i spotkań działaczy podziemia oraz „skrzynkami kontaktowymi”.
W 1982 r. powstała tradycja odprawiania w kościołach mszy św. za Ojczyznę. Pierwszą zapewne taką mszę w skali całej Polski odprawił 13 stycznia 1982 r. wrocławski duszpasterz ks. Mirosław Drzewiecki. Za przykładem Wrocławia poszły jednak dziesiątki innych miast Polski. W Warszawie pierwsza msza za Ojczyznę została odprawiona 13 marca 1982 r. w kościele św. Krzyża.
Oczywiście najgłośniejsze były Msze w intencji Ojczyzny w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, odprawiane od kwietnia 1982 r. przez ks. Jerzego Popiełuszkę, w ostatnią niedzielę każdego miesiąca. Warto dodać, że ks. Popiełuszko był w stanie wojennym niestrudzonym orędownikiem „Solidarności”. Uczestniczył w procesach wytoczonych działaczom, celebrował Msze za więzionych i internowanych, pomagał w organizowaniu pomocy dla represjonowanych itp.
Jakie były dla Polski skutki gospodarcze wprowadzenia stanu wojennego?
Stan wojenny pogłębił zapaść gospodarczą i spetryfikował niewydolny komunistyczny system funkcjonowania gospodarki. Wszelkie reformy gospodarcze, rzekomo wprowadzane przez ekipę Jaruzelskiego, były fikcją. Polska ubożała, a luka technologiczna, w porównaniu do Europy Zachodniej, pogłębiała się.
Kiedy dowiedział się Pan o wprowadzeniu stanu wojennego?
Dnia 13 grudnia rano usłyszałem przez ścianę fragment przemówienia Wojciecha Jaruzelskiego. Byłem wtedy w Olsztynie, w mieszkaniu moich rodziców.
W jakich strukturach konspiracyjnych podjął Pan działalność?
Wraz z Grzegorzem Górskim i kilkoma innymi osobami stworzyliśmy zimą 1982 r. struktury podziemnego Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Wydawaliśmy gazetki, ulotki, organizowaliśmy różne akcje. Współpracowałem także z podziemną „Solidarnością” w regionach toruńskim i olsztyńskim.
„Chcemy Lecha, nie Wojciecha”, to jedno z haseł, które demonstranci – zapewne również Pan – krzyczeli podczas patriotycznych manifestacji. Jak obecnie patrzy Pan na postać Lecha Wałęsy?
Krytycznie. Uważam, że utracił on wielki kapitał poparcia społecznego, który posiadał, a jego wypowiedzi są – delikatnie mówiąc – bardzo nieprzemyślane. Sądzę także, że gdyby na początku lat dziewięćdziesiątych opowiedział on szczerze o swojej przeszłości, to miał szansę ocalić dużą część swojego autorytetu.
Wielu działaczy niepodległościowych, również z lat stanu wojennego, jest obecnie ludźmi starszymi, schorowanymi, otrzymującymi bardzo małe renty czy emerytury. Tymczasem byli działacze partii komunistycznej czy też byli funkcjonariusze UB czy SB wiodą dostatnie życie.
To jest skandal. Uważam, że świadczenia dawnych funkcjonariuszy UB czy SB powinny być minimalne. Dawni działacze „Solidarności” będący w trudnych warunkach, co ma często związek z ich dawną działalnością, powinni zaś dostawać renty specjalne od państwa. Ponoć senat zgłosił jakieś ustawy w tej sprawie, ale wszystko toczy się stanowczo za wolno.
Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski

http://www.pch24.pl/ile-ofiar-stanu-woj ... 809,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /