Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 11 lis 2009, 12:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Droga do odzyskania przez Polskę niepodległości

11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna przekazała uwolnionemu z twierdzy magdeburskiej Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo podległych jej wojsk polskich. Tego samego dnia Niemcy podpisały zawieszenie broni kończące działania bojowe Wielkiej Wojny. Po ponad 120 latach Polska odzyskiwała niepodległość.

Na przełomie października i listopada 1918 r. wobec rozpadu monarchii austro-węgierskiej i zapowiedzi bliskiej klęski Niemiec Polacy coraz wyraźniej odczuwali, że odbudowa niepodległego państwa polskiego jest bliska.

Zaistniała sytuacja międzynarodowa była dla Polski wyjątkowo korzystna. Cztery lata wcześniej w chwili wybuchu I wojny światowej Polacy mogli jedynie pomarzyć o tym, że w momencie jej zakończenia wszystkie trzy państwa zaborcze będą właściwie bezsilne.

Ówczesne położenie Polski tak przedstawiał prof. Roman Wapiński: „W tym wszystkim, co się wydarzyło w latach 1914–1918, było coś, co w odbiorze współczesnych mogło mieć charakter mistyczny. Wybuch powszechnej wojny, z której wyłoniła się Polska, to spełnienie wezwania Adama Mickiewicza - o wojnę ludów prosimy Cię, Panie. Wcześniej o starciu między zaborcami marzył Adam Czartoryski. Mimo że wyczekiwano starcia, wszystkich zaskoczył bieg wypadków. Niewielu przewidziało sam wybuch wojny, powszechnie wierzono, że wszystko rozejdzie się po kościach. (...) Jednak ostateczny scenariusz - klęska mocarstw centralnych na zachodzie, bezowocne zwycięstwo na wschodzie, podwójna rewolucja w Rosji i do tego rewolucja w Niemczech - był absolutnym zaskoczeniem”. (Magazyn „Gazety Wyborczej”, 30–31.10.1998)
Szansy danej przez historię Polacy nie zmarnowali i aktywnie przystąpili do przejmowania władzy na ziemiach polskich okupowanych przez państwa centralne.

W Cieszynie już od 19 października 1918 r. działała i sprawowała funkcje rządowe Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego pod przewodnictwem księdza Józefa Londzina.

28 października 1918 r. w Krakowie posłowie polscy do parlamentu austriackiego powołali Polską Komisję Likwidacyjną, która dwa dni później przejęła władzę w Galicji. Na jej czele stanął Wincenty Witos, przywódca PSL „Piast”.

31 października rozpoczęto przejmowanie władzy w okupowanej przez Austro-Węgry części Królestwa. W nocy z 6 na 7 listopada w zajętym kilka dni wcześniej Lublinie powołano Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, którego premierem został Ignacy Daszyński, przywódca galicyjskich socjalistów.

W Warszawie od września 1917 r. działała powołana przez Niemcy i Austro-Węgry Rada Regencyjna. Jej członkami byli książę Zdzisław Lubomirski, arcybiskup Aleksander Kakowski i hrabia Józef Ostrowski. W grudniu 1917 r. Rada Regencyjna utworzyła gabinet ministrów, na czele którego stanął Jan Kucharzewski.

Prof. Andrzej Garlicki oceniając jej działania, stwierdzał: „Rada Regencyjna, szczególnie pod koniec swego istnienia, miała bardzo złą opinię w społeczeństwie polskim. Krytykowano ją za zbytnią uległość wobec zaborców, za konserwatyzm poglądów i były to opinie słuszne. Należy jednak docenić i to, że przejmowanie z rąk okupantów kolejnych dziedzin życia społecznego stanowiło znakomitą szkołę dla przyszłych funkcjonariuszy państwa polskiego. Zilustrować to można dziesiątkami przykładów, ale posłużmy się tylko jednym - pierwsze prace nad konstytucją niepodległej Polski zostały podjęte za czasów Rady Regencyjnej i wiele z ówczesnych ustaleń znalazło się następnie w ustawie zasadniczej. Niechętny stosunek większości społeczeństwa do rady i tworzonych przez nią instytucji wynikał również z gwałtownie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej ludności”. (A. Garlicki „Historia 1815–1939. Polska i świat”).

Na początku listopada 1918 r. regenci zdawali sobie sprawę, że ich polityczna rola dobiega końca i starali się powołać rząd, który miałby szerokie poparcie społeczne i któremu mogliby oddać władzę z przekonaniem, że w możliwie krótkim czasie przeprowadzi on wybory do Sejmu.

Sytuację polityczną w Warszawie zmieniło w sposób zasadniczy przybycie 10 listopada 1918 r. specjalnym pociągiem z Berlina uwolnionego z twierdzy magdeburskiej Józefa Piłsudskiego. Na Dworcu Głównym powitał go m.in. reprezentujący Radę Regencyjną książę Zdzisław Lubomirski.

Prof. Tomasz Schramm oceniając ówczesną pozycję Piłsudskiego pisał: „W jego osobie zjawiał się poważny czynnik polityczny: przywódca, za którym stała siła POW, opromieniony wspomnieniem długoletniej działalności, zsyłki, więzienia carskiego, wreszcie aktywności lat 1914–1917 i szesnastomiesięcznego więzienia w Magdeburgu, człowiek przez lewicę uznawany za swojego, przez prawicę - acz niechętnie - za klapę bezpieczeństwa chroniącą przed rewolucją; jego ofiarny patriotyzm mało kto mógł wtedy kwestionować” (T. Schramm „Wygrać Polskę 1914–1918”).

Tuż po przybyciu do Warszawy Piłsudski odbył rozmowy z członkami Rady Regencyjnej. W ich wyniku zrezygnował z planowanego wyjazdu do Lublina, gdzie od trzech dni na wyzwolonych terenach działał Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele. Rząd ten zresztą na wiadomość o jego powrocie z Magdeburga oddał mu się do dyspozycji.
Na decyzję Piłsudskiego o pozostaniu w stolicy bez wątpienia miał wpływ fakt, iż w dniu jego przybycia do Warszawy niemiecka okupacja była już w stanie rozkładu i perspektywa utworzenia Rządu Narodowego w stolicy wydawała się bardzo bliska.
Generalny Gubernator gen. Hans von Beseler potajemnie opuścił miasto, a POW razem z żołnierzami Polskiej Siły Zbrojnej, będącej pod rozkazami Rady Regencyjnej, przystąpiły do rozbrajania stacjonujących w Warszawie oddziałów niemieckich. Na ogół akcja rozbrajania przebiegała bez walki, choć zdarzały się również ostre starcia. Do zaciętych walk doszło m.in. przy opanowywaniu Ratusza i Cytadeli.

Żołnierzy niemieckich wraz z urzędnikami w Warszawie było ok. 30 tys., natomiast w całym Królestwie 80 tys. Jeśli dodać do tego wojska niemieckie stacjonujące na froncie wschodnim, których liczebność wynosiła ok. 600 tys., to widać wyraźnie, iż gdyby jednostki niemieckie zamierzały stawiać opór, to wówczas powstające państwo polskie znalazłoby się bez wątpienia w sytuacji krytycznej. Na szczęście większość niemieckich żołnierzy myślała wówczas przede wszystkim o tym, jak najszybciej powrócić do domów.

Problemem ewakuacji niemieckiej armii Piłsudski zajął się zaraz po przybyciu do stolicy. Jeszcze 10 listopada doszło do jego spotkania z niemiecką Centralną Radą Żołnierską. W wyniku zawartych porozumień do 19 listopada ewakuowano jednostki niemieckie z Królestwa.

Przyjazd Piłsudskiego do Warszawy wywołał powszechny entuzjazm jej mieszkańców i tylko o jeden dzień wyprzedził wiadomość o tym, że w okolicach Compiegne delegacja rządu niemieckiego podpisała zawieszenie broni, które kończyło działania bojowe I wojny światowej.

W tych dniach Polacy uświadomili sobie, że po latach niewoli odzyskali niepodległość. Atmosferę tej wyjątkowej chwili tak opisywał Jędrzej Moraczewski: „Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma ich. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. (...) Kto tych krótkich dni nie przeżył, kto nie szalał z radości w tym czasie wraz z całym narodem, ten nie dozna w swym życiu najwyższej radości” (J. Moraczewski „Przewrót w Polsce”).

11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna „wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednolicenia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju” przekazała władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu.

Trzy dni później Rada Regencyjna rozwiązała się, oświadczając jednocześnie, iż „od tej chwili obowiązki nasze i odpowiedzialność względem narodu polskiego w Twoje ręce, Panie Naczelny Dowódco, składamy do przekazania Rządowi Narodowemu”.

Piłsudski mając powszechne poparcie społeczne, zdecydował się przejąć władzę od regentów, podkreślając w ten sposób jej ciągłość i legalny charakter. Nie wszyscy byli zadowoleni z tej procedury, wskazując na to, iż Piłsudski nie powinien być sukcesorem instytucji powołanej do życia przez okupantów.

Bez względu na te komentarze Piłsudski stał się rzeczywistym przywódcą tworzącego się państwa polskiego. Rząd lubelski rozwiązał się, Rada Regencyjna ustąpiła, a Polska Komisja Likwidacyjna zaakceptowała istniejącą sytuację.

13 listopada właśnie szefowi rozwiązanego rządu lubelskiego Ignacemu Daszyńskiemu Piłsudski powierzył misję tworzenia nowego gabinetu. Zakończyła się ona jednak niepowodzeniem, przede wszystkim z powodu sprzeciwu stronnictw prawicowych, zwłaszcza Narodowej Demokracji.

Ostatecznie 18 listopada pierwszy oficjalny rząd niepodległej Polski utworzył inny socjalista Jędrzej Moraczewski, który nie wzbudzał tak wielkich obaw prawicy, jak Daszyński.

Cztery dni później 22 listopada 1918 r. nowy rząd opracował, a Piłsudski zatwierdził „Dekret o najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej”. Na mocy tego dekretu, który był swego rodzaju ustawą zasadniczą, Piłsudski obejmował, jako Tymczasowy Naczelnik Państwa „Najwyższą Władzę Republiki Polskiej” i miał ją sprawować do czasu zebrania się Sejmu Ustawodawczego.

Dekretem z 28 listopada 1918 r. wybory do Sejmu zarządzone zostały na 26 stycznia 1919 r.

Listopad 1918 r. był dopiero początkiem budowy niepodległej Polski i początkiem walki o jej granice. 29 listopada 1918 r. Piłsudski zwracając się w Belwederze do grona najbliższych współpracowników tak mówił o odzyskanej niepodległości: „Jest to największa, najdonioślejsza przemiana, jaka w życiu narodu może nastąpić. Przemiana, w której konsekwencji powinno się zapomnieć o przeszłości; powinno się przekreślić wielkim krzyżem stare porachunki (...) A czas przed nami jest krótki i tylko wspólnym wysiłkiem możemy zadecydować, na jakiej przestrzeni, w jakich granicach naszą wolność obwarujemy i jak silnie staniemy na nogach, zanim dojdą z powrotem do siły i pełnego głosu sąsiedzi ze wschodu i z zachodu” (B. Miedziński „Wspomnienia”, „Zeszyty Historyczne”, z. 37, Paryż 1976).

http://www.pis.org.pl/article.php?id=16183


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 11 lis 2009, 12:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
(Nie)podległa

Nasz Dziennik, 2009-11-11

Polska niepodległa rodziła się w bólach po I wojnie światowej i własnymi siłami Narodu, bo nikt z Polaków się nie łudził, że ktoś nam wolność i suwerenność podaruje. Teraz sami z tej suwerenności rezygnujemy w imię budowania "wspólnej Europy".

11 listopada 1918 roku Polska powróciła na mapę Europy, odzyskując niepodległość. To symboliczna data, bo w tym dniu Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu tylko władzę nad wojskiem. Trzy dni później otrzymał on władzę cywilną, która obejmowała niedużą część dawnych ziem polskich. Nasza niepodległość, granice dopiero się kształtowały i ten proces po licznych wojnach i powstaniach zakończył się praktycznie w 1923 roku. Zdaniem historyków, te pierwsze lata były kluczowe, bo nasza niepodległość wcale nie była pewna, kilka razy wisiała na włosku i gdyby nie wysiłek całego Narodu, Polska mogła znów popaść w niewolę albo bylibyśmy niewielkim kadłubowym państwem, bez dostępu do morza, całkowicie zależnym od europejskich mocarstw. Trzeba też docenić, że dość szybko udało się scalić w jedno państwo ziemie trzech zaborów, rządzące się odmiennymi systemami prawnymi, różniące się organizacją administracji, systemami monetarnymi, poziomem rozwoju gospodarczego itd. Co więcej, bilans II RP jest, uwzględniając tamte realia i poziom rozwoju państwa u progu niepodległości, pozytywniejszy niż III RP, bo od 1989 roku mamy do czynienia z ciągłym osłabianiem państwa, a nie jego umacnianiem.
Świętem narodowym 11 listopada stał się w 1937 roku, ale znaczenie tej daty wzrosło zwłaszcza w latach II wojny światowej i w okresie Polski ludowej, gdy najpierw Niemcy, a potem sowieccy i polscy komuniści zabronili świętowania rocznicy odzyskania niepodległości.
W tym roku po raz ostatni obchodzimy święto niepodległości w "starej" III RP. W 2010 roku Polska będzie już częścią nowego superpaństwa - Unii Europejskiej. To skutek zakończenia procesu ratyfikacji traktatu lizbońskiego. 27 państw członkowskich będzie częścią składową UE, a to oznacza, że nasza suwerenność zostanie znacznie ograniczona w zakresie nie tylko tworzenia prawa i gospodarki (co już widzimy od momentu przyłączenia Polski do struktur unijnych w 2004 roku), ale także w prowadzeniu polityki zagranicznej i obronnej - najważniejszych atrybutów suwerenności. Traktat z Lizbony w zasadzie wyklucza prowadzenie przez jakieś państwo, w tym Polskę, polityki niezgodnej z "celami Unii Europejskiej", ale niestety te cele nie będą ustalane w Warszawie, a w Berlinie, Brukseli czy Paryżu. - Unia pozostaje związkiem państw narodowych - mówił prezydent Lech Kaczyński podczas uroczystości ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Jednak będzie to suwerenność znacznie ograniczona, bo - jak zauważają prawnicy - przecież w UE będzie się podejmować coraz więcej decyzji, które Polska ma tylko realizować. Jeśli unijna biurokracja i elity będą w takim tempie poszerzać swoją władzę jak do tej pory, to już niedługo Polska stanie się w praktyce jedną z "prowincji Unii".
Ale wśród euroentuzjastów słychać nawet głosy, choć nie jest to artykułowane wprost, że rezygnacja z suwerenności to w tej chwili jedyna nasza droga, bo tylko UE może nam zapewnić bezpieczeństwo; Polska sama nie jest w stanie przeciwstawić się zapędom mocarstwowym Rosji, a poza tym bez pomocy UE nie będziemy mogli być partnerem dla coraz silniejszych Niemiec. I mało kto zauważa, że takie "geopolityczne myślenie" było aktualne przez cały okres PRL, gdy w podobny sposób tłumaczono nam, że jesteśmy skazani na sojusz z ZSRS i że jest on w naszym narodowym interesie. Najwyraźniej nasze elity państwowe przyzwyczaiły się już do kurateli: najpierw Moskwy, a teraz Brukseli. Innej możliwości sobie nie wyobrażają.

Krzysztof Losz

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=101572


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 11 lis 2009, 15:17 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
"Ojczyznę wolną racz nam rócić Panie"
i te palce w gorę w kształcie litery V
ach Aerolicie,łza się w oku kręci,ale nie wolno nam załamywać rąk,
kolejny raz musimy budować Ojczyznę od PODSTAW,a może TO jest potrzebne?
moze Bog tak chciał?
by nowe pokolenie
zaczęło się uczyć Historii i Pracy OD Podstaw,bo te,ktore zafundował PRL
okazały się zgniłe i robaczywe..............?
i jeszcze te słowa Aerolicie.............TAK nam dopomóż Bóg.............:)
one są jak pacierz Polaka.......i a Bóg kolejny raz ich wysłuchuje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 13 lis 2009, 16:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
"Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie"

Nasz Dziennik, 2009-11-13

Homilia wygłoszona podczas Mszy świętej w dniuŚwięta Niepodległości
Bazylika Mariacka w Gdańsku 11 listopada 2009 roku

Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony,
Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony.
Z Ciebie moc płynie i męstwo.
W Tobie jest nasze zwycięstwo.

Panie Wojewodo Pomorski!
Panie Prezydencie Miasta Gdańska!
Drodzy Kapłani Kościoła Gdańskiego
z Księdzem Infułatem Stanisławem, Proboszczem Bazyliki Mariackiej!
Kombatanci polskich dróg ku Niepodległej!
Czcigodne poczty sztandarowe!
Przedstawiciele władz państwowych i samorządowych!
Bracia i Siostry, uczestnicy Najświętszej Ofiary
sprawowanej w dniu Święta Niepodległości!
Wy wszyscy, którym drogie jest dziedzictwo 11 listopada 1918 roku
- dziedzictwo Rzeczypospolitej wiernej Chrystusowi
i tradycjom ojczystym!

11 listopada. Szczególna data w polskim kalendarzu. Święto Niepodległości. Dzień pamięci, wdzięczności i myśli kierowanych ku Ojczyźnie.

Sens tego dnia rozumieją dobrze ci, dla których pojęcia: naród, państwo, ojczyzna wciąż wiele znaczą. Nie są tylko abstrakcyjnymi terminami. Przeciwnie - budzą emocję, zakorzeniają we wspólnocie historii, kultury, tradycji.... Pisał przed laty Karol Wojtyła: " ... dziedzictwo, na które składały się pokolenia, stulecia, osiągnięcia i upadki, zwycięstwa i klęski, w każdym z nas jakoś się zakorzenia i nawarstwia. Nie żyjemy poza tym - to jest nasza dusza" ("Myśli o papiestwie i narodzie").

I. "Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie"

Te słowa: naród, państwo, ojczyzna, nas Polaków, prowadzą także ku dziedzictwu wiary. Polski naród - jesteśmy tego świadomi - od początków swych historycznych dziejów związał swe losy z Chrystusem. Z Jego Krzyżem, z Jego Zmartwychwstaniem, z Jego Matką, którą praojcowie nasi obrali za Królową Polskiej Korony, z Jego Kościołem. " Ty jesteś moim Ojcem, Bogiem moim i Skałą mojego ocalenia"(Iz 61, 27) - polskie pokolenia z ufnością i pewnością powtarzały te słowa zaczerpnięte z Psalmu 89 (88), które rozległy się przed chwila i w tej gdańskiej, czcigodnej świątyni.

"Ojczyznę wolną, racz nam zwrócić Panie". Poprzez XIX wiek - wiek niewoli narodowej - z wielu polskich serc biegło to błagalne wołanie. Wołanie ufnych serc. Wołanie zbrojnych, powstańczych czynów. Wołanie wywiedzione z myśli, pracy, twórczości przewodników i wychowawców narodu. Wołanie kapłanów, tych, co "opatrywali rany serc złamanych, zapowiadali wyzwolenie jeńców i więźniom swobodę" (por. Iz 61,1), głosili Ewangelię nadziei.

Przed miesiącem Ojciec Święty Benedykt XVI wyniósł do chwały świętych jednego z polskich kapłanów doby niewoli narodowej, arcybiskupa Warszawy Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Powiedział o nim podczas kanonizacji, że był "wielkim świadkiem wiary i duszpasterskiej miłości w czasach bardzo trudnych dla narodu i Kościoła w Polsce".

Święty Arcybiskup Warszawy. Jeden z kapłanów doby niewoli narodowej, wiernych prawom Bożym i wsłuchanych w głos Ojczyzny. Trzeci spośród świętych polskich - obok Adama Chmielowskiego i Rafała Kalinowskiego - w których życiu i posłudze tak mocno odcisnął się tamten zbrojny zryw narodu - Powstanie Styczniowe 1863 roku.

Z trudu i znoju pokoleń, Polska powstała, by żyć!

II. Dziękujemy Bożej Opatrzności za tamten dzień

11 listopada 1918 - pierwszy dzień polskiej wolności. Tego dnia Józef Piłsudski przyjął od Rady Regencyjnej najwyższą władzę wojskową, a po kilu dniach, 14 listopada, także cywilną.

Pierwszy dzień polskiej - tylko polskiej - odpowiedzialności za kształt państwa, za jego urządzenie, także za jutro ojczyzny.

Wielu ten dzień zaskoczył, wielu zdziwił, wielu uradował, wielu także pozostawił obojętnymi lub nie dającymi wiary.

Polska, powstała by żyć... A to zmartwychwstanie do życia w wolności było - powie Jan Paweł II - "dojmującym owocem duchowego dojrzewania oraz heroicznych poświęceń wielu".

Znamy wojenne czyny polskich formacji, które pod różnymi znakami toczyły dobry bój, aby z ich krwi, odrodziła się ta, co nigdy w sercach nie zginęła - Polska. Zarówno podczas Wielkiej Wojny, i wkrótce po jej zakończeniu, w walkach o granice państwa, w zmaganiach z bolszewicką Rosją. Tę ofiarną drogę ku Polsce symbolizuje Grób Nieznanego Żołnierza na warszawskim placu Marszałka Józefa Piłsudskiego - ołtarz Ojczyzny.

Altare della Patria - jak to określają Włosi.

W tym świątecznym dniu przywołujemy nazwiska tych najwybitniejszych: wodzów, polityków - przewodników polskich dróg ku wolności. Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Wincenty Witos, Jan Ignacy Paderewski, Józef Haller, Józef Dowbor-Muśnicki... Różnili się między sobą osobowościami, poglądami, drogami życia. Łączył ich przecież wspólny rys: troska o narodowy interes, o polską rację stanu, o państwo, które dopiero poczęło wznosić zręby swego gmachu.

Za wschodzącą jutrzenkę "zmartwychwstania Polski" dziękował Panu Ojciec Święty Benedykt XVI. Dziękowali pasterze Ojczyzny tamtej epoki.: "Spojrzał Bóg na ucisk swojego ludu w niewoli(...)oddał nam wolną, niezależną i zjednoczoną ziemię Ojców naszych.

Tak jest. Z łaski Boga jesteśmy wolni w wolnej naszej Polsce" - to słowa arcybiskupa Aleksandra Kakowskiego, metropolity warszawskiego.

Umiłowani!

Dziękujemy dziś Bożej Opatrzności za tamten dzień, który dał nam Pan dziewięćdziesiąt jeden lat temu. Dzień kluczowy, dzień graniczny, dzień symbol. To o tę graniczą datę - dzień 11 listopada 1918 roku - wspierało się później jakże wiele czynów synów i córek naszej ojczyzny - wywiedzionych z miłości, odpowiedzialności, służebnej postawy wobec Polski.

Bądźcie pozdrowieni obecni dziś w tej świątyni bracia spod znaku 11 listopada - kombatanci II wojny światowej, żołnierze polskich dróg ku Niepodległej.

Bądźcie pozdrowieni kombatanci antykomunistycznego podziemia, którzy w powojennych latach - mimo ofiar i prześladowań - nie zeszliście z drogi 11 listopada.

Bądźcie pozdrowieni ludzie "Solidarności". Otwieraliście swoje serca na dziedzictwo 11 listopada, na dziedzictwo Polski Niepodległej.

Bądźcie pozdrowieni wy wszyscy, przedstawiciele starszej generacji, którzy w latach zniewolenia i ucisku, kiedy nakazano nam iść drogą 22 lipca, pozostaliście wierni wartościom 11 listopada: wolności, niezawisłości, niepodległości, narodowej godności. Przekazywaliście te wartości swoim dzieciom. Nie traciliście nadziei, że Pan wyprowadzi nas z domu niewoli. Nie zawiedliście się. Nadszedł taki dzień, że do sytuacji jaka nastała w naszej ojczyźnie mogliśmy odnieść słowa z Księgi Kapłańskiej: "Ja rozbiłem drągi waszego jarzma i dałem wam możność chodzenia z podniesioną głową" (Kpł 16,13).

"Pan da siłę swojemu ludowi, Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju"(Ps 29 (28) 11).

III. "Nie dawajcie miejsca diabłu (Ef 4,32)"

Umiłowani!

Przez lata mej posługi Biskupa Polowego Wojska Polskiego głosiłem w dniu 11 listopada kazania, pierwszy raz w 1992 roku, w warszawskiej Archikatedrze pw. Świętego Jana Chrzciciela, później w Bazylice pw. Świętego Krzyża w obecności przedstawicieli najwyższych instytucji życia narodu.

Przypominałem z roku na rok, że wolność, ta która przyszła w 1918 i w 1989 roku - uzyskana kosztem tak wielkich ofiar, zobowiązuje. Trzeba z niej korzystać w sposób odpowiedzialny, szanować ją, nie pomniejszać jej. Nie należy mówić - bo to wielki fałsz - że była dziełem przypadku, rezultatem szczęśliwego zbiegu zewnętrznych okoliczności.

I nie dość tego powtarzać także dziś, wobec was, Drodzy Diecezjanie, szczególnie wobec młodego pokolenia. Mamy świadomość, że zbyt często neguje się dziś przydatność i wartość patriotyzmu, ojczyzny, świadomości narodowej. Niekiedy wręcz wartości te się deprecjonuje, ośmiesza, kpi z nich i urąga. Przeciwstawia im atrakcyjność tej innej, specyficznej "ojczyzny" - opatrzonej cudzysłowem - bez granic, bez paszportów, bez zobowiązań - otwartej na oścież Europy, utylitarnej i pragmatycznej, obojętnej dla narodowego dziedzictwa, dla wartości historycznych.

Umiłowani!

Tamten listopadowy dzień sprzed dziewięćdziesięciu jeden laty uświadomił - i dalej to czyni - wartość, znaczenie, potrzebę państwa. Własnego. Wolnego. Niezawisłego.

Ten budowany od podstaw gmach polskiego państwa nie był idealny, pojawiały się na nim rysy, pęknięcia. Były w tamtej Polsce rachunki krzywd, społeczne i polityczne napięcia, także dramaty. Ale obok tego, co było małe, niedoskonałe, niekiedy wręcz podłe, płynął wartki, mocny, dominujący nurt: patriotyzmu, zrozumienia i szacunku dla własnego państwa. Kształtowany w polskich rodzinach, w Kościele, w szkole. Ileż entuzjazmu, ofiarności, ciekawości wywoływała budowa Gdyni. Z najdalszych stron Polski ciągnęły wycieczki, aby zobaczyć ten cud budowy na nadmorskich piaskach nowoczesnego miasta i portu - okna na świat II Rzeczypospolitej.

Jakże bogate owoce ten system wychowawczy wydał w latach II wojny światowej! Fenomen Polskiego Państwa Podziemnego. Jego siła zbrojna - Armia Krajowa, konspiracyjne szkolnictwo, oświata, sądownictwo, prasa i wydawnictwa.... Na wołanie ojczyzny, na wezwanie Podziemnego Państwa Polskiego, poszły do żołnierskiej podziemnej służby tysiące - przysięgając na Chrystusowy Krzyż.

Inni szli pod polskie znaki, do polskiego wojska na obczyźnie, na Zachodzie, na Wschodzie. Znaczyli swą drogę ku polskiej wolności krzyżami na żołnierskich cmentarzach na Monte Cassino, w Bolonii, w Belgii, na Bliskim Wschodzie. Obrońcy Europy: jej chrześcijańskiego ładu, jej odwiecznej kultury czerpiącej z ewangelicznego źródła. Żołnierze, których zdradził świat. Żołnierze Polski Niepodległej, wiernych dziedzictwu 11 listopada 1918 roku.

Są dziś pośród nas. Cześć Wam i uchwala. Dobrze zasłużyliście się Ojczyźnie, która powstała z waszego trudu i znoju - by żyć!

Umiłowani!

Czy dziedzictwo 11 listopada stanowi wartość trwałą, mocną, bezdyskusyjną, fundamentalną, dla tych, co dziś stanęli za sterem polskiej nawy państwowej?

Dzień 11 listopada - poważna i głęboka refleksja nad nim - wyostrza, jakby jeszcze mocniej rozświetla prawdę znana, prawdę oczywistą. Państwo polskie nie jest własnością jakiejkolwiek rządzącej partii czy koalicji, choćby była jak najbardziej zadowolonej z siebie, przekonana o słuszności swojego programu, o umiejętności i skuteczności rządzenia.

Chciałoby się przestrzec naszych braci, którzy ster nawy Rzeczypospolitej trzymają: "Nie dawajcie miejsca diabłu (Ef 4, 32) - w instytucjach państwa, w parlamencie.

Przypomnieć dawno wypowiedziane, a przecież wciąż aktualne, słowa ks. Piotra Skargi, skierowane przed trzystu laty, do włodarzy tamtej Rzeczpospolitej, powołanych nie po to - przypominał kaznodzieja - "abyście swoich pożytków pilnowali ale dla ludu, który wam Pan Bóg powierzył, abyście nam sprawiedliwość i pokój, który od Pana Boga bierzecie spuszczali".

"Nie dawajcie miejsca diabłu" (Ef 4, 32) - powtórzę raz jeszcze.

Nie zapominajcie o dziedzictwie, które stanowi fundament naszej wolności. Dziedzictwie 11 listopada, dziedzictwie Polskiego Państwa Podziemnego, dziedzictwie "Solidarności", dziedzictwie Kościoła, który w najtrudniejszych czasach ducha nie gasił, głosząc Ewangelię nadziei. I dziedzictwa Jana Pawła II.

Potrzeba powiewu tego polskiego ducha - tak jak kiedyś potrzeba było ożywczego wiatru od morza, wiatru "Solidarności". Może pod jego działaniem osłabnie dominacja ideologii indywidualistycznej, która programowo ignoruje czy wręcz niszczy narodowe wartości i tradycje, może mniej agresywny stanie się antynarodowy kosmopolityzm, który powoduje erozję wartości, państwa, narodu, ojczyzny...

To tylko sygnały zagrożeń, wątpliwości, pytań, które stawiają różne środowiska zatroskane jutrem Polski, stawia je także Kościół.

Święto Niepodległości to właściwy czas, aby je stawiać. Bo to Święto Dziękczynienia, to dzień uważnego patrzenia na bieg polskich spraw, dzień refleksji i dzień troski, tej autentycznej, płynącej z polskich serc, ze źródła miłości do tego, co polskie, co nasze...

Wam, Bracia, którzy związani jesteście z instytucjami państwa, ze służbą publiczną, także z instytucjami samorządowymi, przypominam - ku refleksji - słowa Romana Dmowskiego jednego z najwybitniejszych budowniczych Polski Niepodległej:

"Bytu Polski ryzykować, jej przyszłości przegrywać nie wolno, ani jednostkom, ani organizacji jakiejkolwiek, ani nawet całemu pokoleniu. Bo Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu, ani nawet jednego pokolenia".

Przypominam te przenikliwe, ważne słowa w Gdańsku, mieście , które tak wielką role odegrało na polskich drogach ku wolności.

IV. Usuwanie krzyży to standard bezprawia i nowej niewoli

Umiłowani!

Niepodległość naszej ojczyzny kształtowalna się w znaku krzyża. Znaku Chrystusa. Znaku Odkupieńczej Miłości. Znaku Zwycięstwa. Znaku transcendentnej nadziei.

O crux, ave, spes unica - O Krzyżu, bądź pozdrowiony, jedyna nasza nadziejo!

Krzyż znak Polski. Znak polskich dróg ku Niepodległej. Stanął na pantyrskiej, karpackiej przełęczy, przez którą szli żołnierze Józefa Hallera - "Dla Ciebie, Polsko, i dla Twojej chwały". Znaczył mogiły młodych żołnierzy Powstania Warszawskiego - na warszawskich podwórkach kamienic, skwerach, trawnikach.

Wystrzeliły w niebo trzy gdańskie krzyże, upamiętniające ofiarę robotników Wybrzeża, tamtą godzinę, kiedy "za chleb i wolność, Janek Wiśniewski padł". I tylu innych!

Krzyż Chrystusa, na którym zawisło zbawienie świata.

Drzewo przenajszlachetniejsze, "gdzie Bóg, Król świata całego, dokonał życia swojego". Krzyż wzrasta w naszą niepodległość. Krzyż Niepodległości. Krzyż "Virtuti Militari" - cnocie wojskowej.

Krzyż - znak, któremu sprzeciwiać się będą!

Wiemy, co zdarzyło się kilka dni temu w Strasburgu, mieście Europy, której historia, kultura od stuleci rozwijała się w znaku krzyża.

Werdykt Europejskiego Trybunału Praw Człowieka: krzyż, który wisi we włoskiej szkole, jest nie do pogodzenia z zasadami demokracji. Obecność krzyża w szkolnej sali - zdaniem sądu - zagraża ludzkiej wolności, przynieść może "straty moralne" spoglądającemu na nie dziecku. Dziecku, którego rodzice są ateistami, zaangażowanymi w walkę z Bogiem, Kościołem, katolicką religią.

I to ma być wolność? Przecież to nowa niewola. Nowy dyktat. Ileż arogancji jest w tej decyzji podjętej przez instytucję Unii Europejskiej, która narzuca swoje prawa, swoje poglądy niezgodne z tradycją społeczności do których są kierowane. Pogarda dla 90% Włochów.

Życie narodów europejskich, kształtowało od wieków chrześcijaństwo, to z niego wyrastała europejska cywilizacja i kultura. Religia chrześcijańska ma wymiar społeczny, wspólnotowy. Ma prawo - właśnie w imię właściwie zrozumianej wolności ludzkiej - do umieszczania, także w miejscach publicznych, symboli swojej religii, do okazywania im czci. Dziękujemy Ks. Kard. Tarcisio Bertone za zdanie: "Nowa Europa zamiast krzyża chce dyni".

Jedna z gazet polskich napisała, że wyrok wydany w Strasburgu tworzy "standard rozumienia praw i wolności". To raczej standard bezprawia i nowej niewoli! To znak nienawiści skierowany przeciw chrześcijaństwu, przeciwko religii Miłości, przeciwko tej ogromnej liczbie obywateli Europy, którzy zawierzyli Krzyżowi i Temu, który na nim umarł - dla naszego zbawienia. "Umiłowawszy swoich... do końca ich umiłował" (J 13,1).

"Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym".

Pamiętamy to wołanie, to zalecenie, to zadanie, jakie postawił przed nami 6 czerwca 1997 roku Ojciec Święty - w Zakopanem, patrząc na krzyż umieszczony na szczycie Giewontu.

Był świadom zagrożeń, jakie płyną od destrukcyjnych sił, od nieuporządkowanego świata, od wrogów chrześcijaństwa.

"Brońcie krzyża!" - wołał. Obronimy Ojcze Święty! No pasarán!

Brońcie krzyża, Bracia i Siostry, jeśli przyjdzie taka potrzeba, taka godzina!

Brońcie krzyża, tak, jak niegdyś ojcowie wasi, bronili polskiej wolności!

Będziemy bronić krzyża, bowiem jest częścią naszej Niepodległości!

Brońcie krzyża, bo tylko pod tym znakiem Polska będzie Polską, a Polak Polakiem!

Brońcie krzyża!

"W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie. W krzyżu miłości nauka".

Umiłowani!

Ewangelia dzisiejszego dnia przybliża nam dzień Sądu, obraz Syna Człowieczego, zasiadającego na końcu dziejów "na swoim tronie pełnym chwały" (Mt 25, 31), przed którym gromadzą się "wszystkie narody". Ci, którzy tam staną będą sądzeni wedle miary Miłości.

Adresatem tej miłości, z której będziemy zdawać sprawę Chrystusowi, jest też ojczyzna, wspólnota wiary, jedności, miłości.

Idźmy jej drogami za Chrystusem i z Chrystusem. Idźmy z nadzieją, że tam, w ostatniej godzinie, usłyszymy słowa Syna Człowieczego:

"Pójdzie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata".

Boże, błogosław Ojczyźnie naszej - Polsce Niepodległej!

Amen.
Ks. Abp Sławoj Leszek Głódź Metropolita Gdański

DO GÓRY

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=101610


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 14 lis 2009, 16:22 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
re Aerolit
tego płomiennego kazania tak bardzo mi brakowało..
słuchając go przez RADIO,byłam szczęsliwa,ze mimo mijajacych kolejnych
trudnych LAT,KTOS kolejny raz Upomniał się o nas,
o dawną Solidarność,dawnych Stoczniowców i Portowców,Armię Krajową i Postanców Styczniowych,długa była droga do WOLNOSCI,długa i znaczona Krzyzami,po drodze doszedł do niej jeszcze TEN OSTATNI,z pod WUJKA..............Krzyż pełen górniczego bólu ale i pełen nadzieji..........bo nadzieja..........umiera ostatnia........
Drogi Aerolicie
prosba,wręcz grzechem jest pisanie pod TĄ piekną HOMILIĄ,czy mozna by Ją jakoś
uwypuklić ,by była sama dla siebie....?
Wszak to testament tamtych wszystkich minionych lat i nauka na przyszłość........:)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 15 lis 2009, 09:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
wędrowiec napisał(a):
....czy mozna by Ją jakoś
uwypuklić ,by była sama dla siebie....?
Wszak to testament tamtych wszystkich minionych lat i nauka na przyszłość........:)


Pomyślę jak to zrobić.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 05 maja 2010, 15:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie…

- Dziś prosimy Boga: Racz nam wrócić, Panie, Ojczyznę wolną od kłamstwa, hipokryzji, “politycznej poprawności” historycznej amnezji, partyjnego egoizmu i antykościelnej neurozy – mówił wczoraj w homilii ksiądz prałat płk Sławomir Żarski, administrator Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. W czasie Mszy św. w intencji Ojczyzny w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie przypomniał jakże aktualne dziś słowa ks. kard. Stefana Wyszyńskiego o prasie pełnej “gadulstwa, niesprawdzonych informacji, kłamstwa, sensacji, które odbierają nam ciszę, skupienie, szarpią nerwy i serca”. Centralne uroczystości ku czci Matki Bożej Królowej Polski odbyły się na Jasnej Górze.

W czasie Eucharystii w warszawskiej bazylice Świętego Krzyża, która rozpoczęła centralne obchody 219. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja, ksiądz prałat płk Sławomir Żarski podkreślił, że poprzez ostatnie wydarzenia Bóg otworzył Polakom oczy na nieśmiertelność, na Polskę, a tym samym obudził nadprzyrodzoną odpowiedzialność za “ojczysty dom” i wszystkich, którzy w nim mieszkają, i mieszkać będą. Zwrócił uwagę, że w ostatnich dniach patriotyzm w Polsce przestał być frazesem, stał się na powrót wartością, i to wartością cenniejszą niż życie. Ksiądz Żarski przestrzegł przed pojawiającymi się w mediach głosami o “budzącym się demonie polskiego patriotyzmu”. – To właśnie w dniach następujących po 10 kwietnia tego roku okazało się, że jako Naród nie jesteśmy “stadem baranów niemających pasterza” – stwierdził.
- Jako chrześcijanie zdajemy też sobie sprawę z mocy zła, które niszczy dobro, posługując się kłamstwem. Dramatem jest to, że wielu dziennikarzy i czytelników nie uświadamia sobie, że zamiast stanąć po stronie dobra, opowiedzieli się po stronie zła. Dopiero jakieś dramatyczne wydarzenia czy doświadczenia uświadamiają im życiową pomyłkę – podkreśla w rozmowie z “Naszym Dziennikiem”
ks. prałat Żarski. W homilii administrator diecezji wojskowej przypomniał słowa Prymasa Tysiąclecia: “Prasa jest pełna gadulstwa, niesprawdzonych informacji, kłamstwa, sensacji, które odbierają nam ciszę, skupienie, szarpią nerwy i serca. Kto dba o to, aby pisać prawdę? Kto czuwa, aby przez radio czy telewizję płynęła w świat prawda? Czemu właściwie służą te potęgi społecznego przekazu i o czym informują? Czemu to przypisać?”. Kaznodzieja pytał także: – Czy potrzeba aż katastrofy, płaczu, bólu, śmierci, żeby człowiek odgruzował własne sumienie i sumienie Narodu?
Na aktualność przypomnianych przez ks. Żarskiego słów ks. kard. Stefana Wyszyńskiego zwraca uwagę prof. Krystyna Czuba, medioznawca. – Nic się nie zmienia w tym względzie od 30 lat. Dziś prasa nie służy informacji, ale korzyściom: polityków, ludzi biznesu, ideologii – stwierdza. – Trzeba dziś jasno powiedzieć, że zarobki dziennikarzy nie idą za etyką, ale za sensacją, za newsami – dodaje.
Ksiądz pułkownik Żarski w homilii zachęcił do budowania państwa w imię “prawdy, miłości jedności i pokoju”. – Obserwowane obecnie zaspokajanie pragnienia prawdy – kłamstwem, pragnienia jedności – awanturnictwem, pragnienia miłości – uprawnianiem egoizmu powoduje, że zamiast oczekiwanego królestwa prawdy, jedności, miłości i pokoju żyjemy w królestwie kłamstwa, awantur, nienawiści i wojen – powiedział ksiądz prałat. Administrator diecezji wojskowej przestrzegł także przed “polityczną poprawnością” – “pozbawiającą honoru i dobrego imienia, a tym samym mandatu do piastowania jakichkolwiek urzędów w służbie dobra publicznego”.
O odwagę i życie prawdą zaapelował także wczoraj na Jasnej Górze ks. abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański. Stwierdził, że “gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapominała, co było dla niej prawdą jeszcze przed niespełna rokiem, stalibyśmy się Narodem wolnym duchowo już teraz”.
- Mieliśmy nadzieję, że walka toczyć się będzie o Polskę bogatą, dostatnią, wiarygodną i praworządną. Tymczasem od nowa musimy walczyć o duszę Narodu, którą zatruwają polskojęzyczne środki masowego przekazu – mówił z kolei w czasie uroczystości w Kielcach ks. bp Kazimierz Ryczan. W ostrych słowach w homilii ordynariusz kielecki odniósł się do podpisania nowelizacji ustawy o IPN przez marszałka Sejmu pełniącego obowiązki prezydenta. – Już IPN nie będzie bronił prawdziwej pamięci narodowej, przerażeni funkcjonariusze zakłamania z PRL mogą spać spokojnie – nie zagraża im wytykanie prawdy. Dziennikarze, wyżsi urzędnicy i profesorowie mogą się kryć za swoimi tytułami – mówił biskup. Wezwał jednocześnie do modlitwy o mądrego prezydenta Polski, który będzie służył Narodowi, a nie pragmatyzmowi partii.
Małgorzata Pabis

http://wirtualnapolonia.com/2010/05/04/ ... ment-26183


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 03 lip 2010, 12:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Krępulec - Lost Dream



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 16 sie 2010, 10:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
"Kto na ziemię ojczystą, chociażby grzeszną i złą, wroga odwiecznego naprowadził, zdeptał ją, stratował, splądrował, spalił, złupił rękoma cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny. Nie może ona być dla niego już nigdy domem, ni miejscem spoczynku. Na ziemi polskiej niema dla tych ludzi już ani tyle miejsca, ile zajmą stopy człowieka, ani tyle, ile zajmie mogiła".- Żeromski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 22 sie 2010, 20:59 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 05 sie 2010, 17:08
Posty: 604
Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie.
Dziś w Rozmowach niedokończonych czterej członkowie historycznej Solidarności zwrócili się: "Obudź się Narodzie"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 22 lis 2010, 10:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Adolf Bocheński o ustroju Polski

Punktem wyjścia dla rozważań Adolfa Bocheńskiego dotyczących ustroju politycznego Polski, których uwieńczeniem była publikacja „Ustrój a racja stanu” z 1928 roku, było założenie ze ustrój państwa jest jednym z najistotniejszych czynników decydujących o możliwości osiągnięcia przez nie odpowiedniej pozycji na arenie międzynarodowej.

Adolf Bocheński urodził się 13 kwietnia 1909 roku w Ponikwie w zamożnej rodzinie ziemiańskiej, jako najmłodsze dziecko Adolfa i Marii z Dunin-Borkowskich. Miał dwóch starszych braci – Franciszka (później ojca Innocentego) i Aleksandra, oraz siostrę Olgę. Podobnie jak bracia uczył się w domu, a maturę zdał jako ekstern w gimnazjum w Tarnopolu w 1927 roku. Już w wieku pięciu lat nauczył się czytać na książce Mariana Kukiela „Dzieje oręża polskiego w dobie napoleońskiej”. Nic więc dziwnego, iż Stanisław Cat-Mackiewicz określił go mianem „wunderkinda”.

W roku 1925, czyli w wieku 16 lat, napisał wraz z bratem Aleksandrem broszurę „Tendencje samobójcze narodu polskiego”, w której źródeł upadku państwa polskiego w XVIII wielu upatrywał w jego niezdolności do prowadzenia właściwej polityki zagranicznej. W latach 1926-1927 redagował i wydawał razem z bratem czasopismo „Głos Zachowawczy”, publikował również w „Myśli Mocarstwowej”. Owocem jego ówczesnych przemyśleń dotyczących spraw ustrojowych była wydana w 1928 roku książka „Ustrój a racja stanu”. Napisał ją w trakcie studiów w Paryżu na Wydziale dyplomatycznym Szkoły Nauk Politycznych. Po ukończeniu (z trzecią lokatą) w 1930 roku ww. szkoły, rozpoczął studia na Wydziale Prawnym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, które z przerwami kontynuował do 1936 roku.

W 1933 roku nawiązał współpracę z redagowanym przez Jerzego Giedroycia dwutygodnikiem „Bunt Młodych” (przekształconym potem w „Politykę”), gdzie z przerwą w 1atach 1934-1935, publikował do końca II RP, kierując m.in. działem polityki zagranicznej.

Po wybuchu wojny wstąpił do 22 pułku ułanów, z którego częścią przedostał się w drugiej połowie września 1939 roku na Węgry, a stamtąd do Francji. Tu wstąpił do Szkoły Podchorążych w Coetquidan, którą ukończył w marcu 1940 roku. Brał udział w bitwie o Narwik i walkach we Francji. Następnie wyjechał na Bliski Wschód i jako żołnierz Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich uczestniczył w całej kampanii w Afryce Północnej. Równocześnie publikował swe artykuły w „Orle Białym”.

Od końca 1943 roku jako oficer II Korpusu walczył na froncie włoskim. W bitwie o Monte Cassino został ranny. W trakcie służby wojskowej odznaczony został orderem Virtuti Militari oraz trzykrotnie Krzyżem Walecznych. Zginął w trakcie bitwy o Anconę 18 lipca 1944 roku.

Zdaniem Bocheńskiego stabilizacja stosunków wewnętrznych w Polsce po zamachu majowym, posiadanie silnej władzy wykonawczej warunkowały prowadzenie konsekwentnej, kierującej się wyłącznie polską racją stanu polityki zagranicznej, mającej umożliwić Polsce osiągnięcie statusu mocarstwa.

Przyjmując istnienie tak ścisłej zależności między pozycją międzynarodową państwa i jego ustrojem, a sytuacją wewnętrzną Bocheński odwoływał się do dziedzictwa krakowskiej szkoły historycznej, upatrującej przyczyny upadku I Rzeczypospolitej przede wszystkim w jej wadach ustrojowych.

Przejęcie władzy po zamachu majowym przez Józefa Piłsudskiego zasadniczo zmieniało funkcjonowanie systemu władzy w II RP. Po wyborach 1928 roku rozpoczęto prace nad zmianą konstytucji. Książka Bocheńskiego była więc jednym z głosów, w toczącej się debacie nad kształtem ustrojowym państwa.

Bocheński za główną wadę demokracji parlamentarnej uważał częste zmiany rządów, powodowane ich uzależnieniem od parlamentu i związane ze zmieniającym się układem sił na jego terenie. Pisarz dowodził, że ta niestałość rządów uniemożliwiała prowadzenie konsekwentnej i spójnej polityki, gdyż „dokonanie czegoś trwałego wymaga dłuższego czasu”, a rządy „nie będą dobre dla państwa o ile ludzie ze sprzecznymi programami będą się zmieniali co parę miesięcy u władzy”. Wskazywał także, że cechy, których posiadanie umożliwia danemu człowiekowi karierę w partii politycznej nie mają nic wspólnego z umiejętnością kierowania państwem. Do cech potrzebnych w karierze politycznej zaliczał: „zdolność prowadzenia agitacji, zjednywanie sobie opinii publicznej, talent oratorski i dziennikarski”, umiejętność prowadzenie rozgrywek międzypartyjnych. W efekcie „parlamentarzyści działają nie tyle dla dobra państwa, ile dla swojej popularności i przyszłych wyborów”. Ciągła zależność rządów parlamentarnych od wyborców, kierujących się emocjami, podatnymi na demagogię sprawia, iż ich polityka podlega nieustannym wahaniom w zależności od nastrojów opinii publicznej.

Dobry ustrój polityczny – to zdaniem Bocheńskiego, to taki, który daje wybitnej jednostce, zdecydowanej działać na rzecz interesów narodu nawet wbrew jego woli, jak największe możliwości działania, uniezależnia od konieczności liczenia się z opinia publiczną i zapewnia długotrwałe sprawowanie władzy.

Zasadę stałości władzy najpełniej realizował jego zdaniem ustrój monarchistyczny – monarchia dziedziczna. Dziedziczny monarcha od wczesnej młodości przygotowywany do rządzenia państwem, otrzymywał odpowiednie wykształcenie i wychowanie, oraz wcześnie zostawał wprowadzony w bieg najważniejszych spraw państwowych. Ponadpartyjny autorytet monarchy umożliwiał stworzenie silnych więzi między państwem a jego wszystkimi obywatelami, co było – wedle Bocheńskiego – szczególnie ważne dla tak młodego państwa jak Polska, w którym, jako spuścizna po okresie zaborów, istniałae tendencja do traktowania rządu jako wrogiej społeczeństwu siły.
Drogą do wprowadzenia monarchii w Polsce miało być powierzenie Piłsudskiemu dożywotniej regencji i „obranie kandydata na przyszłego króla w postaci jednego z młodszych członków najwybitniejszych dynastii europejskich”. Pochodzenie przyszłego króla Polski z obcej dynastii miałoby, jego zdaniem, sprzyjać pokojowemu współżyciu narodowości zamieszkujących terytorium państwa polskiego.

Koncepcje Bocheńskiego były bardzo bliskie poglądom Stanisława Mackiewicza i grupy wileńskiego „Słowa”. Nic więc dziwnego, że „Cat” powitał ukazanie się „Ustroju a racji stanu” z wielkim entuzjazmem. Był również zwolennikiem wprowadzenia w Polsce monarchii, a jako formę przejściową widział dyktaturę Piłsudskiego.

Do rozważań nad problematyką ustrojowa powrócił Bocheński na początku lat 30. w cyklu artykułów zamieszczanych w „Buncie Młodych” i „Problemach”. Jakkolwiek podtrzymywał swą negatywną ocenę klasycznego modelu demokracji parlamentarnej, to poddawał krytyce, nadmierne jego zdaniem wzmocnienie władzy wykonawczej w Polsce po wyborach 1930 roku, które dokonało się na skutek całkowitego ubezwłasnowolnienia władzy ustawodawczej. System taki, stwierdzał publicysta, miał skłonność do wyradzania się w dyktaturę, pozbawiał opozycję możliwości legalnego dojścia do władzy, zmuszając ją do usiłowania obalenia rządu na drodze zamachu stanu bądź rewolucji. „Długotrwałe rządy jednej grupy – pisał w 1933 roku - powodują coraz to silniejsze wzmocnienie opozycji. Zdaje się nie ulegać wątpliwości, iż po pewnym okresie czasu rządów jednej grupy masy słusznie czy niesłusznie, zwracają się do grupy przeciwnej. Gdyby wówczas nie istniała możność dojścia opozycji do władzy drogą legalną, prawdopodobnie dochodziłaby ona drogą nielegalną”. Zasadniczą zmianą w poglądach Bocheńskiego było dojście do wniosku, że „podstawowym zjawiskiem politycznym jest zmiana personelu rządzącego w państwie”.

Wychodząc z założenia o nadrzędności interesu państwowego uważał, iż dla uniknięcia niebezpieczeństwa przewrotu trzeba stworzyć możliwość dokonania zmiany grupy rządzącej na inną w drodze wyborów, a zarazem zapewnić stałość i możliwość prowadzenia konsekwentnej polityki w dwóch najważniejszych dla siły państwa dziedzinach – sprawach zagranicznych i wojskowych. System polityczny miałby więc polegać na tym, że „istnieje pewien stały czynnik kierowniczy, podczas gdy jednocześnie walczące ze sobą stronnictwa dochodzą kolejno do władzy”. Tym stałym czynnikiem w państwie miała być osoba Piłsudskiego, który stojąc ponad sporami politycznymi, posiadałby wyłączne uprawnienia do prowadzenia polityki zagranicznej oraz kierowania armią.

Poszukując możliwości realizacji takiego układu sił Bocheński skłaniał się ku podziałowi BBWR na dwa, uznające w równej mierze autorytet Marszałka, odłamy – jeden o charakterze lewicowym, drugi – prawicowym. Do tych tworów politycznych mogłyby dołączyć najważniejsze z istniejących stronnictw politycznych, do odłamu lewicowego – socjaliści i ludowcy, do frakcji prawicowej – narodowcy i chadecy. Jego propozycje związane były z coraz silniejszymi podziałami w BBWR i wzrostem aktywności lewicy sanacyjnej, która opowiadała się za szerszą ingerencją państwa w życie gospodarcze i coraz częściej atakowała konserwatystów i koła przemysłowe. Co warte podkreślenia, publicysta nie widział skłonności w grupie rządzącej do dokonania tego typu reformy, gdyż ludzi wchodzących w jej skład cechowała niechęć i brak zrozumienia dla mechanizmów demokratycznych oraz przeświadczenie, że i tak zdołają przez długi czas utrzymać się u władzy.

Równocześnie opowiadał się za zmianą ordynacji wyborczej z proporcjonalnej na większościową. Ujemnym skutkiem wyborów proporcjonalnych była bowiem silna zależność posłów od klubów poselskich, ścisłe podporządkowanie dyscyplinie partyjnej, tłumienie indywidualnej aktywności i sprowadzenie do roli wykonawców poleceń kierownictwa partii – czyli jak to określał dosadnie: „ordynacja proporcjonalna to dyktatura zarządu partii nad sumieniem posła”.

Wybory przeprowadzone w oparciu o okręgi jednomandatowe, w których głosuje się na konkretną, znaną wyborcom osobę, spowodowałyby rozbicie tego mechanizmu. Nastąpiłoby znaczne osłabienie zależności posłów od stronnictw i klubów poselskich, co wraz pojawieniem się w parlamencie osób nie związanych z partiami pozwoliłoby na „zbudowanie pomostu” między obydwoma skrzydłami BBWR a stronnictwami opozycyjnymi. Ponadto głosowanie na konkretne, reprezentujące ich osoby umożliwiłoby zwiększenie zainteresowanie obywateli sprawami politycznymi i ich aktywności politycznej, uwolniłoby ludzi niezadowolonych z polityki rządu z konieczności głosowania na stronnictwa stojące w bezwzględnej do niego opozycji.

Bocheński uwagę swoją skupiał głownie na zagadnieniach praktycznych, a nie stanowieniu nowych norm prawnych. W realizacji swych koncepcji widział szansę na pogodzenie istnienia silnego państwa z zagwarantowaniem jednostce możliwości realizacji jej podstawowych praw i wolności.
Ta zasada równowagi między siłą państwa a prawami obywateli uznawana była przez całe środowisko „Buntu Młodych” – „dobry ustrój to uchwycenie równowagi między interesem państwa a interesem jednostki, między jedną klasą społeczna a drugą, między różnymi prądami politycznymi, religijnymi i filozoficznymi”.

Sceptycznie oceniał wartość konstytucji kwietniowej, jako utrwalającej rządy jednego ugrupowania politycznego i przez to zwiększającej niebezpieczeństwo zamachów stanu. Uważał też, że nowa konstytucja nie była w stanie unormować sytuacji w obozie rządowym po śmierci Piłsudskiego. Fakt, iż różne grupy tego obozu, zdaniem Bocheńskiego, mogły liczyć na pewne poparcie w armii stwarzał niebezpieczeństwo, że „kolejne dochodzenie różnych grup obozu pomajowego do władzy drogą zamachów wojskowych, oto niebezpieczeństwo główne, które będzie zagrażać i Polsce i konstytucji”.

Wbrew jego obawom, w 1937 roku doszło do osłabienia konfliktów w łonie sanacji, co związane było niewątpliwie ze zwycięstwie grupy Rydza-Śmigłego.

W swych poglądach na sprawy ustrojowe Bocheński przeszedł ewolucję. Początkowo jako zwolennik niczym nie skrępowanej władzy jednostki (w ramach monarchii) reprezentował poglądy bliskie grupie wileńskiego „Słowa”, w późniejszym okresie wypowiadał się za umiarkowanym parlamentaryzmem, co zbliżało go do środowiska krakowskiego „Czasu”. Niezmienną i charakterystyczną cechą jego myślenia było odwoływanie się do kategorii czysto politycznych – racji stanu, nadrzędnego interesu państwa.


Wybrana literatura:

A. Bocheński, Ustrój a racja stanu
M. Król , Style politycznego myślenia. Wokół „Buntu Młodych” i „Polityki”
A. Wierzbicki, Naród-państwo w polskiej myśli historycznej dwudziestolecia międzywojennego
Kazimierz Michał Ujazdowski, Żywotność konserwatyzmu. Idee polityczne Adolfa Bocheńskiego

http://chris1991.salon24.pl/252391,adol ... oju-polski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 24 lut 2011, 09:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
MARIONETKI

Po 20 latach zmiany systemu politycznego wyglada na to, ze Polacy teraz juz dobrowolnie wybiora komunizm, ktory obecnie dostana w wersji liberalnej. Widac, ze spoleczenstwo polskie jest bezradne. Wieloletnie unicestwianie postepowej inteligencji polskiej od czasu II wojny swiatowej, ciagle ten sam tandem Rosja - Niemcy morduja Polakow.
Nalezy przypomniec: niemieckie obozy koncentracyjne, rosyjskie wywozki Polakow na Syberie, zamordowanie przez Rosjan w Katyniu (i innych miejscach) 20 tys. oficerow - inteligencji polskiej, zamordowanie przez Niemcow profesorow krakowskich, wymordowanie 120 tys. ludnosci cywilnej w czasie Powstania Warszawskiego, mordowanie inteligencji polskiej za Stalina przez NKWD i UB (40% pracownikow UB to Zydzi), i katastrofa smolenska (czyt. zamach) gdzie zginela prawie cala postepowa elita polityczna Polski.
Oczywiscie inteligencja polska ciagle sie odradza, ale ma coraz gorsza jakosc narodowo - patriotyczna. Po smierci Jana Pawla II Polska nie ma juz zadnych zywych wzorcow moralnych. Wydawalo sie, ze wejście do UE uchroni nas przed zakusami Rosji. Nie udalo sie. Niemcy sprzedali nas za cene wielkich pieniedzy w biznesach ktore robia z Rosja.
Wojskowe Sluzby Informacyjne, ktore rozwiazal Jaroslaw Kaczynski przy udziale Macierewicza znowu zwarly szeregi i jako wielki biznes w powiazaniu ze sluzbami rosyjskimi posiadajac glowne media manipuluja calym spoleczenstwem.
Jeden raz udalo sie Polakom wybrac politykow dzialajacych dla dobra Polski (PiS) i mozna powiedziec, ze sluzbom wymknela sie wladza spod kontroli. Wtedy zaczelo sie polowanie na czarownice, ktore trwa do dzisiaj. Transformacja miala dac bogactwo prominentom PRL i oni maja nam dyktowac zasady demokracji (kto przeciwko nim ten jest wrog do zniszczenia).
Raz im sie nie udalo - wygral PiS. Niestety zaczela sie straszna nagonka, sianie nienawisci. PiS zeby pracowac w Sejmie wszedl w koalicje z podejrzanymi partiami (powiazane ze sluzbami). W takiej zabagnionej sytuacji nie dalo sie rzadzic i Jaroslaw Kaczynski rozwiazal Sejm. I znowu wkroczyly sluzby bo teraz mogly wylansowac swoja marionetke czyli wielkiego klamce Donalda Tuska.
Prawie czteroletnie rzady partii PO zniszczyly potencjal Polski dokumentnie. Wiekszosc spoleczenstwa poddala sie calkowicie propagandzie medialnej. Brak autorytetow moralnych pograza mlodych Polakow w marazmie. Dla wielu brakuje pracy, kultura jest na niskim poziomie, sport nie cieszy, ksiazki nie porywaja, filmy i teatr nudne a czesto wulgarne. Widac bogactwo i nedze kraju. Tak rzadza sluzby.
Spoleczenstwo jest "rozmiekczone" a wiec sluzby moga wystawic juz wlasna marionetke z SLD. Wlasnie zaczela sie w mediach wielka manipulacja promujaca lidera SLD Napieralskiego z przybocznymi komunistami z PRL jak Miller, Oleksy, Kwasniewski i doradcy Kiszczak i Jaruzelski.
Polskie spoleczenstwo oslabione intelektualnie, nienauczone demokracji, nie umiejace odczytac medialnej manipulacji, z duzym prawdopodobienstwem wybierze (nieswiadomie) swoich katow, ktorzy kryja sie za marionetkami rzadowymi.
Walka Polski z tandemem Rosja - Niemcy rozlozona jest na pokolenia. Ja wierze gleboko w jasnosc Rzeczypospolitej kiedy czytam o bitwie pod Grunwaldem 1410, o bitwie pod Kluszynem 1610, o cudzie nad Wisla 1920.

http://ligia.salon24.pl/281338,marionetki


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 03 mar 2011, 18:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
DZIAŁAJĄC WSPÓLNIE I W POROZUMIENIU

Od kilku osób, osób które łączyła wspólna cecha – natychmiastowe mentalne dostosowanie się do ruskiej wersji tragedii pod Smoleńskiem, usłyszałem zniecierpliwione: „trzeba już z tym skończyć”. Skończyć z drążeniem, zapomnieć, w końcu jak to powiedział Władysław Bartoszewski: „nic się nie stało”. Nic się nie stało, bo w katastrofie zginęła polska elita, polska inteligencja – a więc ktoś, kogo Władysław się boi i zawsze bał. Bał się bardziej od Gestapo, bardziej od NKWD. Bał się, bo mogli donieść, że kupił więcej bułek, a każdy, kto zna czasy okupacji tak dobrze jak Władysław, wie że bułki były nie dla wszystkich, a już na pewno nie dla polskiej inteligencji. Jak Polak za okupacji kupował bułki, to mogli donieść. Na przykład do „bandytów z lasu”. Dzisiaj też mogą, a tragicznie zmarły prezes Kurtyka zawodowo zajmował się donoszeniem. Słynął też z niechęci do ukrywania przeszłości różnych „autorytetów” w zbiorach zamkniętych.

Z drugiej strony, po tragedii smoleńskiej, tragedii nie mającej precedensu w dziejach cywilizowanego świata, tak w czasie wojny jak i po niej, Polska jest jak ranne zwierze. Jeszcze nigdy z taką mocą nie ujawniły się całe pokłady tej ludzkiej szumowiny, tego marginesu, który też (zdumiewająca koincydencja) bał się „bandytów z lasu” bardziej niż Gestapo, bardziej niż NKWD; bardziej niż esbecji. Ten genetyczny łańcuch podłości, w którym nienawiść do polskiego munduru przenosi się z ojca na syna, chyba że to mundur „ludowy”. Nienawiść skorelowaną z miłością do innego munduru: szkopskiego, sowieckiego, nie ważne, do każdego, który zapewniał bułkę, wódkę, słoninę i ochronę. Za donos. Na Żyda, na „bandytę z lasu”, na Polaka, na antykomunistę.

Dzisiaj to bydło komentuje śmierć polskich elit tak: Tylko dlaczego całe społeczeństwo ma za to płacić wielkie odszkodowania. Niech ich rodziny to uregulują,pyskowały najbardziej żeby tylko zagmatwać sprawę i wyrwać kasę [ ... ] może jednak jego straszna chęć awansowania do NATO, z tąd pełna służalczość wobec prezydęta, tamte juz w gruzji pokazał jaki ma szacunek do pilotów, tutaj może nie chciał osobiście tylko wysłał do kokpitu kilka razy Błasika a ten pobiegł z podwiniętym ogonkiem, W końcu zwierzchnik sił powietrznych [ ... ]Wystarczy na zdjęcie popatrzeć kaczynski jak i wojskowy beton to psychole [ ... ] przeciez z tej twarzy aż bije nienawiść i tępota wojskowa, służalczość wobec prezydenta kosztowała polske wiele wartościowych istnień. Niech sie smazy w piekle! (zachowano ortografię jak w oryginale)
Bydło, bo przecież wiemy od Władysława, że nie ma co udawać, że bydło to nie bydło. Pisali tak samo w donosach do Gestapo, pisali tym samym stylem do NKWD. I zawsze z tymi samymi błędami ortograficznymi, z taką samą, pokręconą jak sumienia składnią. Tak rozmawiali w domach, tak rozmawiali z przyjaciółmi i kolegami z resortu. Tym głosem mówią wszystkie polskie taśmy z zarejestrowanymi rozmowami potomków KPP i Gwardii Ludowej. To żargon międzynarodowy. Tym samym językiem rozmawiał z podwładnymi prezydent Kuczma. Tym językiem rozmawiał z towarzyszami Ulbricht i Bierut. Takim językiem mówiło komunistyczne wojsko, komunistyczna milicja, ubecja i esbecja.

Temat katastrofy smoleńskiej trzeba będzie kiedyś zakończyć. Trzeba będzie kiedyś zakończyć, żeby Polska znów była krajem normalnym, żeby narodowi przywrócić godność. Bo naród jest w stanie upodlenia.
Tę godność przywrócą narodowi słowa: „Działając wspólnie i w porozumieniu”, „na szkodę Rzeczpospolitej Polskiej”, „W imieniu Rzeczpospolitej Polskiej”, „skazuję na...”
I jest dla mnie oczywiste, że to właśnie tak się skończy. Musi, nie ma innej, wyobrażalnej możliwości. Te słowa, przywracające godność, nie padną szybko. Najpierw setki ludzi odpowiedzą na pytania, dlaczego kłamały. Czy z chęci zysku, czy dla popularności, czy z nienawiści do wszystkiego co polskie, czy za pieniądze, i za czyje pieniądze?
Naród nie istnieje bez pamięci. Dlatego pamiętajmy, spisujmy czyny i rozmowy.
Pozdrawiam

http://hekatonchejres.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 23 kwi 2011, 15:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/3787/czy-mus ... icy-3-maja

Czy odbędą się centralne obchody w związku z rocznicą uchwalenia Konstytucji 3 Maja?

Kopia artykułu:

CZY MUSIMY ZORGANIZOWAĆ WŁASNE OBCHODY ROCZNICY 3 MAJA?
Maria Kowalska, 23 kwietnia, 2011 - 12:12

Bo oficjalnych, centralnych, zdaje się nie będzie. Grupy rekonstrukcyjne, tak pięknie uświetniające obchody za czasów Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego otrzymały mailowe zawiadomienia, że nie będą potrzebne.
Obejrzyjcie, jak wyglądał przemarsz grup rekonstrukcyjnych w 2009 r.
http://www.youtube.com/watch?v=0m9TeaGeZ2A
Pamiętacie, jakie wtedy były wspaniałe defilady?
http://www.youtube.com/watch?v=owob5yQIdpg
http://www.youtube.com/watch?v=OYNykPqG3Og&featu...
A tak świętowano przed wojną:
http://www.youtube.com/watch?v=An1u1xibQlM
Nigdzie nie słychać nic na temat programu centralnych obchodów rocznicy 3 Maja. Podobno mają się odbywać tylko imprezy lokalne. Chyba, że o czymś nie wiem. Proszę o uzupełnienie informacji.
Niemiłościwie nam panujący pewnie nie chcą powtórzyć wstydu, jakiego się najedli w zeszłym roku, kiedy na oficjalne obchody przyszła garstka, głównie zresztą dziennikarzy. Może to i lepiej, że nie będą brukać honoru Polski swoją obecnością.
A może czeka nas powtórka z rozrywki, kiedy władza robiła swoje obchody, a my swoje. Przeganianie namiotu po Krakowskim Przedmieściu to pikuś przy tamtych atrakcjach.
Fragment widać tu:
http://www.youtube.com/watch?v=wCoJfZoFWM0
Jeśli mamy zorganizować własne, niezależne od władz obchody, to trzeba by się już za to brać. Czy ktoś coś wie?
Mam już nowy składany kij do przymocowania flagi, tylko gdzie mam z nią pójść?

Maria Kowalska - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".
PostNapisane: 02 maja 2011, 14:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Elity nie potrzebują Polski

Zapraszamy do przeczytania artykułu wydrukowanego w Naszym Dzienniku w wydaniu Sobota-Niedziela, 13-14 listopada, Nr 265 (3891)

Z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, poetą, pisarzem, historykiem literatury, rozmawia Małgorzata Rutkowska


Przygotował Pan już swoją mowę na proces, który wytoczył Panu redaktor naczelny "Gazety Wyborczej"?

Mam wrażenie, że to może być Pana najważniejszy tekst w ostatnich latach.
- Najważniejsza jest poezja, bo jeśli coś z dzieł ludzkich może liczyć na długie trwanie, to tylko ona. A co do procesu, to jeszcze nie otrzymałem pozwu i bardzo jestem ciekawy, co w nim będzie. Sprawy, które wytaczają ci panowie, są często utajniane, więc nie wiem, czy będę miał okazję do publicznego wygłoszenia mowy. Ale jeśli nie wygłoszę jej publicznie, to wydrukuję ją jako mowę niewygłoszoną. Skutek będzie taki sam.

To będzie wielkie przemówienie w obronie wolności słowa?

- Prześladowanie i ograniczanie wolności słowa jest w naszym kraju rzeczą tak oczywistą, niemal codzienną, że właściwie nie warto już o tym mówić. W mojej mowie chciałbym raczej pokazać, w jaki sposób idee wczesnego komunizmu, czyli idee Róży Luksemburg, sformułowane na przełomie XIX i XX wieku, działają do dzisiaj i jaki mają wpływ na nasze życie. Róża Luksemburg była wybitną działaczką komunistyczną, najpierw w Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL), a potem w Komunistycznej Partii Niemiec, którą założyła. Siła jej idei była co najmniej równa sile idei Lenina. Potem nieśmiertelna Róża, jak ją nazywano (biessmiertnaja Roza), została trochę zapomniana, bo tak się złożyło, że ją zamordowano, a Lenin i Stalin potępili tzw. błąd luksemburgizmu, czyli wykluczyli jej pisma teoretyczne ze swojego dziedzictwa. Ale idee nieśmiertelnej Rozy, choć tępione przez komunistów, dalej działały. Gdy czyta się dziś jej arcyciekawe rozprawy, mówiące o tym, jak ma być rozwiązana w Europie kwestia narodowa, to widać, że jesteśmy u samych fundamentów Unii Europejskiej, że Unia Europejska została wymyślona właśnie wtedy, we wczesnym komunizmie. Idea stworzenia społeczeństwa globalnego, takiego, które nie będzie dzielić się na różne narody, a więc idea wynarodowienia, została sformułowana właśnie wtedy i właśnie przez Różę Luksemburg, i niemal nienaruszona, w różnych przebraniach, dotrwała do naszych czasów. Mamy więc obecnie do czynienia z ideami rdzennie komunistycznymi - zresztą nie tylko w tej dziedzinie życia, w innych też - które występują w przebraniach liberalnych, demokratycznych, socjaldemokratycznych, a niegdyś stanowiły fundament światowego ruchu komunistycznego. Biessmiertnaja Roza uważała, że Polacy nie powinni istnieć, nie powinni też domagać się niepodległości, ponieważ musi powstać w Europie jedna europejska klasa proletariuszy, a nie da się osiągnąć tego celu, jeśli będą istniały narody i narodowości. Roza przewidywała ponadto, że powstaną Stany Zjednoczone Europy, które będą początkowo tworem "burżuazyjnym", ale potem, kiedy wybuchnie rewolucja, zostaną przejęte przez klasę robotniczą, przez proletariat. No i teraz trochę to się sprawdza, co prawda nie ma klas, nie ma proletariatu, nie ma nieśmiertelnej Róży, niby nie ma i komunizmu, ale wszystko układa się właśnie tak, jak to zaprojektowała ta wielka Roza. Coraz częściej słyszymy, że narodów nie będzie, bo nie są potrzebne. Wydaje mi się, że ludzie Adama Michnika są propagatorami właśnie tej idei, idei Europy ponadnarodowej, takiej Europy, która będzie się obywać bez narodów. To bardzo poważna sprawa, która dla mnie przybiera kształt pytania: czy Polacy mają szansę na przetrwanie, czy będą istnieli? Chciałbym w swojej mowie na procesie pokazać korzenie tych przekonań, z których wynika, że nie muszą istnieć.

Jak Pan przekona audytorium, że to środowisko kontynuuje idee komunistki Luksemburg, skoro Michnik został kawalerem Orderu Orła Białego?

Prezydent uznał, że należy nagrodzić jego "znamienite zasługi" dla niepodległości Polski.
- Pragnę coś przypomnieć, na co może nikt nie zwrócił dotąd uwagi. Otóż Order Orła Białego został ustanowiony na początku XVIII wieku przez Augusta II, naszego pierwszego króla z dynastii saskiej. Początkowo kosztował 10 000 czerwonych złotych i mógł go dostać niemal każdy, kogo było na to stać. Wśród jego pierwszych kawalerów byli dygnitarze carscy, Aleksander Mienszykow i Nikołaj Repnin. Order Orła Białego został więc zhańbiony już na początku swojej historii. Potem przyznawano go w bardzo różny sposób - niekiedy prawdziwym bohaterom, niekiedy wielkim łajdakom. Pod koniec wieku XVIII otrzymywali go targowiczanie, czyli Stanisław August, król zdrajca, dekorował nim zdrajców. To była już tradycja ruska, wedle której im większy łajdak, tym większy ma order. W ogóle przyznawanie orderów jest ruską tradycją, a w naszej I Rzeczypospolitej noszenie jakichkolwiek orderów było zakazane przez prawo. Dobrze byłoby wrócić do tamtych naszych obyczajów. Po Powstaniu Listopadowym, po roku 1831, Orzeł Biały został włączony do hierarchii orderów carskich. Był trzecim pod względem znaczenia orderem imperium rosyjskiego: po św. Andrzeju i po Aleksandrze Newskim. Jeśli więc tak spojrzymy na dzieje Orderu Orła Białego, to będziemy mogli powiedzieć, że i w tym wypadku historia Polski zatacza teraz krąg - wciąż mamy do czynienia z czymś, co już się kiedyś wydarzyło.

Sugeruje Pan, że Order Orła Białego wyszedł z orbity polskości? Stajemy się krajem o coraz bardziej ograniczonej suwerenności, kondominium rosyjsko-niemieckim?

- Ja to widzę troszkę inaczej niż Jarosław Kaczyński. Wydaje mi się, że Polska jest krajem postkolonialnym, a pewne procesy, z którymi mamy u nas do czynienia, można lepiej zrozumieć, sytuując ją właśnie wśród krajów postkolonialnych - takich jak: Indie, Pakistan czy państwa afrykańskie. W tych krajach postkolonialnych, które wychodziły spod władzy francuskich czy angielskich kolonizatorów, było najczęściej tak, że o ich losie decydowali ci, którzy tym kolonizatorom uprzednio służyli. Prezydentami krajów afrykańskich po uzyskaniu przez nie niepodległości często zostawali oficerowie albo nawet sierżanci armii angielskiej. Łatwo zrozumieć, dlaczego elity w krajach postkolonialnych były elitami kolaboranckimi, które po uzyskaniu niepodległości stawały się elitami tego nowego tworu postkolonialnego. Jeśli spojrzymy na współczesną Polskę z tego właśnie punktu widzenia, to trzeba powiedzieć, że - dokładnie tak jak inne kraje postkolonialne - jest to taki twór, który jest niepodległy, ale tylko w połowie, jest demokratyczny, ale tylko w połowie, jest wolny, ale też nie całkiem - mamy tu trochę wolności obywatelskich, trochę wolności ekonomicznej, trochę wolności słowa, ale to wszystko jest bardzo ograniczone. Dlaczego? Bo ci ludzie, te elity utworzone tutaj w czasach kolonialnych - a mówiąc o czasach kolonialnych w Polsce, mówię o tym, co się tutaj wydarzyło przez ostatnie 200-300 lat, poza krótkimi okresami kruchej niepodległości - te elity zostały ukształtowane w tamtych warunkach. One są przyzwyczajone do niewoli, polubiły niewolę i nie potrzebują ani wolności, ani niepodległości, ani demokracji - bo wolność to jest trudna rzecz, życie w wolności nie jest łatwe.

A potrzebują Polski?

- Nie, nie potrzebują Polski. Albo - potrzebują jej po trosze. Potrzebują jakiegoś fantomu Polski, jakiejś zjawy. Jeśli na Polskę spojrzymy od tej strony, to będziemy musieli też uznać, że jej los nie rozstrzygnie się w najbliższym czasie, tak jak nie rozstrzygnął się w ciągu ostatnich 20 lat częściowej niepodległości. On się nie rozstrzygnie ani za 10, ani za 20 lat. Ten stan postkolonialny będzie trwał znacznie dłużej, może pół wieku, może jeszcze wiek. I Polacy muszą to przetrwać. A po drugie, trzeba powiedzieć, że jeśli w takim kraju, który dopiero co wyszedł spod jarzma kolonialnego, spod władzy kolonizatorów, powstała - w ciągu 20 lat jego postkolonialnego istnienia - niepodległościowa partia tubylców i jeśli tę niepodległościową partię popiera 30 procent tubylców, to jest to po prostu cud. Gdyby na niepodległościową partię Jarosława Kaczyńskiego, która reprezentuje interesy wolnych tubylców, głosowało 5 lub 10 procent Polaków, to też uważałbym to za cud.

To nie elity zatem decydują o polskości, ale zwykli ludzie, którzy wbrew nim trwają przy wartościach narodowych. Co jest siłą nośną tego marzenia o Polsce wolnej?

- Jestem przekonany, tak jak pani, że o tym, czym jest Polska, czym ona była i czym będzie, decydują ci, którzy chcieli, chcą i będą chcieli być Polakami. To znaczy ci, którzy rozumieją (lub tylko czują - to wystarczy), że ich życie uzyskuje sens dzięki temu, że są Polakami. Jest jakaś ogromna siła przymusu w tym naszym przekonaniu, że chcemy być Polakami. To jest stara, tysiącletnia siła, która ożywia pokolenie za pokoleniem. Nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego chcemy być Polakami, dlaczego to wydaje się nam najpiękniejsze, najlepsze na świecie, dlaczego to nam najbardziej odpowiada. Tak po prostu jest. Jest bardzo wielu ludzi, którzy od swojej polskości nie odstąpią, to jest oczywiste. Całe dzieje Polski to poświadczają. A jeśli są tacy ludzie, to polskość przetrwa wszystkie swoje dziwne (i niekiedy straszne) przygody.

A co z tymi, którzy wyjeżdżają masowo na Zachód? Nie mogą udźwignąć polskości, uciekają od zobowiązań? A może traktują polskość jak balast, który można zrzucić w każdej chwili?

- Także i tę sprawę, moim zdaniem, tłumaczy fenomen postkolonialnej sytuacji Polski. Sytuacja psychiczna hinduskiego lokaja obsługującego angielskich panów w Indiach czy sytuacja murzyńskiego tragarza, który w Rodezji czy w Nigerii nosił walizki za białym człowiekiem, była dwoista. Ci tubylcy jednocześnie nienawidzili swoich opresorów, a z drugiej strony podziwiali - ich siłę, ich przebiegłość oraz ich potęgę. To się łączyło z pogardą dla swojej słabości, dla swojej podrzędności. I to jest cechą wszystkich krajów postkolonialnych, że znaczna część zamieszkujących je tubylców (trzeba powiedzieć, że także znaczna część Polaków), po pierwsze, często nienawidząc swoich dawnych opresorów, jednocześnie podziwia ich siłę, potęgę, umiejętności. A po drugie, gardzi sobą i gardzi swoim podrzędnym krajem, który dał się podbić i stał się kolonią jakichś obcych mocarstw. Stąd właśnie bierze się polska ucieczka od polskości - wielu Polakom ich polskość wydaje się czymś podrzędnym, czymś gorszym, czymś godnym pogardy w porównaniu z siłą i potęgą kolonizatorów. Ci ludzie chcieliby uwolnić się od swojej (boleśnie odczuwanej) podrzędności, chcieliby uciec od swojej podrzędnej (w ich przekonaniu) polskości. Ze mną jest całkiem inaczej, bo mnie od dziecka wychowano w przekonaniu, że polskość to jest coś najlepszego i najwyższego; do późnej starości, w którą teraz wkroczyłem, zachowałem przekonanie, że dane mi zostało coś wspaniałego. Nie mam żadnego podziwu dla rosyjskiej siły ani dla niemieckiego porządku, bo wiem, że moja polska istota, czyli moje polska wolność (bo uważam, że wolność jest w samym centrum polskości) - to jest coś najlepszego z tego wszystkiego, co człowiek może mieć na świecie. Więc choć jestem postkolonialnym pisarzem (bo piszę dla postkolonialnych Polaków), to jestem wolnym tubylcem w kraju postkolonialnym. Dlatego patrzę z żalem, a nawet z litością na tych, którzy mówią, że polskość to jest coś gorszego, podrzędnego. Wiem, że oni są nieszczęśliwi. Nie trzeba nimi gardzić, oni są godni litości. Nie chcą być Polakami, bo nie rozumieją, co zostało im dane.

Są jakieś szanse na odzyskanie tych ludzi dla polskości?

- Myślę, że trzeba to zostawić czasowi, a właściwie historii. Jestem starym człowiekiem, 20 lat temu przez chwilę wydawało mi się, że umrę w wolnej Polsce, teraz wiem, że tak się nie stanie. Ale jestem przekonany, że moje wnuki - no może prawnuki - będą obywatelami wolnej Polski i będą szczęśliwe, że są Polakami.

W okresie niewoli narodowej byliśmy stale konfrontowani z potężnymi siłami antypolskimi w postaci rusyfikacji, germanizacji, a mimo to potrafiliśmy zbudować coś tak wspaniałego jak II RP.
- II Rzeczpospolita zrealizowała marzenia kilku pokoleń Polaków, ale ostatecznie okazało się, że był to twór kruchy i słaby. Zabrakło wtedy czasu, a okoliczności (kryzys światowy i powstanie państw totalitarnych) też temu nie sprzyjały, żeby zbudować silne państwo. Polskość jednak przetrwała, dzięki temu, co zrobiono - przede wszystkim w sferze edukacyjnej - w II Rzeczypospolitej. A trzeba pamiętać, że II Rzeczpospolita była dziełem garstki Polaków - tych młodych małopolskich inteligentów, którzy wyruszyli z Oleandrów z Pierwszą Kompanią Kadrową. Potem przyłączyli się inni, ale to Józef Piłsudski i jego legioniści zadecydowali o tym, że Polska stała się znowu krajem niepodległym. Prawo i Sprawiedliwość oraz Jarosław Kaczyński to jest teraz Pierwsza Kompania Kadrowa idąca z postkolonialnego Krakowa do postkolonialnych Kielc - właśnie tak trzeba o nich myśleć.

Młodzi żołnierze Kadrówki przegrali jednak w sierpniu 1914 r. bój o serca Polaków. "Witały" ich zatrzaskiwane okiennice.
- Ale potem była bitwa pod Rokitną, potem nad Stochodem, potem grali w szczypiorniaka w Szczypiornie, a potem zostali pułkownikami. Oczywiście były wtedy różne nurty polskości, trzeba je wszystkie docenić, ale Józefowi Piłsudskiemu udało się to, czego nie dokonali inni - w Oleandrach i nad Stochodem stworzył wielki teatr polskości, który zdobył serca Polaków. Trzeba uwierzyć, że stać nas teraz na zrobienie czegoś takiego, co oni zrobili. Jeśli po 1989 roku Polacy zostali haniebnie oszukani, bo obiecano im niepodległość, a okazało się, że ta niepodległość to będą rządy postkomuny w spółce z byłymi opozycjonistami, to musimy sobie powiedzieć, że uda się nam następnym razem i że następnym razem nie damy się oszukać.

Mimo że to może potrwać aż półwiecze?

- Reżim, który mamy tu obecnie, rozwieje się niebawem jak śmierdzący dym. Ale to jeszcze nie będzie oznaczało, że dzieje Polski potoczą się w tym kierunku, w którym chcemy. Upłynie jeszcze wiele czasu, zanim będziemy mieli tutaj taką Polskę, jakiej chcemy. A czego chcemy? Przede wszystkim Polski niepodległej, takiej, która nie musi się opierać o swoich możnych sąsiadów, która jest równorzędnym partnerem innych potężnych państw tego świata. I chcemy Polski, która strzeże naszej osobistej wolności, która jej w niczym nie ogranicza.

Przebłysk tej Polski widzieliśmy bezpośrednio po 10 kwietnia. Nagle objawiło się coś niezwykle pięknego, by zaraz zniknąć, wycofać się do niszy. Jak Pan widział ten czas jako pisarz, który dociera do najbardziej ukrytych sensów historii?

- Niemal przez całe moje życie zawodowe zajmowałem się tym, co działo się na Krakowskim Przedmieściu w różnych epokach życia polskiego. Pewnie dlatego natychmiast zrozumiałem, że to, co dzieje się pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim, to jest dalszy ciąg tego, co w tym samym miejscu działo się w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej, w czasie Powstania Listopadowego, podczas manifestacji religijnych przed Powstaniem Styczniowym. Czy tam były, jak zaraz po 10 kwietnia, tysiące Polaków, czy przyszło ich tylko kilkuset, czy tylko kilkunastu, to już nie miało wielkiego znaczenia. Tam było centrum polskości - tam decydował się jej los. Podobnie było wtedy, kiedy Czerkiesi szarżowali od Pałacu Staszica w kierunku placu Zamkowego, podobnie było wcześniej, kiedy w roku 1831 tłum ruszył spod Pałacu, ówcześnie Namiestnikowskiego, w kierunku Zamku, z zamiarem powieszenia zdrajców. Obrona krzyża jest jednym z takich wydarzeń, tego nic nie zatrze. Nawet ta ohydna agresja skierowana przeciwko ludziom, którzy bronili krzyża, też wejdzie do dziejów Polski, będzie pamiętana jako akt nikczemnej zdrady wartości polskich.

Dlaczego te narodowe rekolekcje wywołały tak olbrzymią agresję, a potem furię wobec obrońców krzyża?

- Ta agresja stanie się zrozumiała, jeśli jeszcze raz uprzytomnimy sobie, że żyjemy w kraju postkolonialnym - a więc takim, w którym błąkają się różne postkolonialne zmory nocne, upiory postkomunistycznego życia, widma naszej niedawnej przeszłości. One ciągle, jak zjawy z Mickiewiczowskich "Dziadów", mają do nas jakiś interes i próbują nas ugryźć. Trzeba je stąd przeganiać, cały czas przeganiać. Chciałbym przypomnieć pani scenę z drugiej części "Dziadów", która rozgrywa się na cmentarzu. Guślarz jako jedno z wcieleń poety mówi tam, przeganiając nocne zmory atakujące tę wspólnotę ludową zgromadzoną na cmentarzu: "Czy widzisz Pański krzyż?/ Nie chcesz jadła, napoju?/ Zostawże nas w pokoju./ A kysz, a kysz!". Powtarzajmy więc sobie: "A kysz, a kysz!" - i te zjawy wreszcie znikną. Powtarzajmy to, biorąc do ręki ich gazety, oglądając ich telewizję, słuchając ich upiornych polityków: "A kysz, a kysz!".

W Pańskiej historiozofii często pojawia się motyw krwi, ofiary, która staje się fundamentem wielkich wydarzeń, przesileń dziejowych. Czy 10 kwietnia 2010 r. będzie zaczynem dobra?

- Mało na ten temat wiemy, bo wielkie media swoim zwyczajem kłamią i nie zależy im na ustaleniu, jaka jest prawda, a innych źródeł informacji prawie nie mamy. Myślę, że Polacy dobrze wiedzą, czym był dzień 10 kwietnia i czym jeszcze będzie w historii Polski. Jestem też przekonany, że to wydarzenie nie pójdzie na marne i że Polacy też to wiedzą. Jakie będą skutki śledztwa, konsekwencje prawne, jakie zatem będą skutki dziejowe, to inna sprawa. To jest trochę tak, jak ze wszystkimi wielkimi wydarzeniami dziejowymi w historii narodów - nigdy nie wiemy do końca, co historia powie na ten temat. Jeśli natomiast spojrzy się z perspektywy długiego trwania historycznego, to dobrze widać, że takie wielkie wydarzenia mają zawsze swoje skutki w sferze duchowej, w sferze świadomości ludzkiej, bez względu na to, co się zdarzy w sferze materialnej. Myślę, że są one widoczne, tylko niewiele się o tym mówi. 10 kwietnia to będzie jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach Polski nowożytnej.

Przebiegając w myśli historię, z jakimi datami można porównać tragedię pod Smoleńskiem?

- Umysł postawiony wobec takiego pytania raczej szuka dat złowieszczych, dat klęski. Można by porównywać 10 kwietnia z dniem bitwy pod Maciejowicami w październiku 1794 roku. Julian Ursyn Niemcewicz opowiada w swoich wspomnieniach, że polskich żołnierzy, rannych w tej bitwie, ułożono w piwnicach pałacu w Maciejowicach i w nocy Rosjanie dobijali ich bagnetami. Niemcewicz, który był wtedy adiutantem Kościuszki, słyszał krzyki dobijanych. Ale myśląc o tej ostatniej wielkiej bitwie Kościuszki, trzeba pamiętać, że choć klęska pod Maciejowicami zadecydowała o klęsce Insurekcji, wyniknęło też z niej coś dobrego, bowiem inaczej nie stałaby się tak ważnym symbolem w dziejach Polski. Krew przelana pod Maciejowicami zaowocowała właśnie wymarszem Pierwszej Kadrowej. Musimy na historię Polski patrzeć z dalekiej perspektywy, widzieć ją w długich ciągach, nie możemy się spodziewać, że coś stanie się jutro czy pojutrze. Historia to zwalnia, to przyspiesza, a kiedy zwalnia, to tworzy się zaczyn przyszłych ważnych zdarzeń. W Polsce dzieje się teraz dużo rzeczy bardzo dobrych. Wyrwanie się z komunistycznych więzów i wejście w stan postkolnialny spowodowało, że uwolniona została energia życiowa Polaków. Nie może ona zmienić stosunków społecznych czy państwowych, kieruje się więc ku sprawom życia osobistego. Polacy odbudowują teraz swoje dawne sposoby życia, rekonstruują swoje (zniszczone przez komunizm) obyczaje. I bogacą się, a to też jest ważne. To wszystko jest bardzo dobre i stanie się trwałym fundamentem, na którym kiedyś zbudujemy państwo wolnych Polaków.

Uważa Pan, że ucieczka w prywatność, a tym jest w istocie dystansowanie się od spraw publicznych, służy wspólnocie?

- Ta odbudowa polskich sposobów życia to jest szlachetny wysiłek całej wspólnoty. Widać to dobrze w wioskach i w małych miasteczkach. To właśnie tam - powoli, powoli - zaczyna się teraz niepodległa Polska. Ja już ją widzę. Chodzi teraz o takie ukształtowanie życia polskiego, żeby każdy mógł powiedzieć - Polska to jest mój dom i ten dom jest w moim domu. A potem przyjdzie czas na inne zmiany.

Genotyp polskości tworzył katolicyzm, silny związek Narodu z Kościołem - do jego rozerwania dążyli zawsze zaborcy, nieprzyjaciele Rzeczypospolitej. Czy można sobie wyobrazić życie polskie bez tego pierwiastka?

- Nie można wyobrazić sobie Polski bez Kościoła, bo on jest nam koniecznie potrzebny. Uważam, że Kościół i wojsko to są dwie najważniejsze instytucje narodowe. Obie są odpowiedzialne za to, co stanie się z Narodem. Ludzie Kościoła zdają sobie oczywiście z tego sprawę, a jak jest w wojsku, tego nie wiem. Korpus oficerski to jest zapoznana siła, która jest teraz lekceważona i marginalizowana, a która w dziejach Polski wielokrotnie się Narodowi dobrze przysłużyła. Trzeba przywrócić jej dawne znaczenie i możliwość jawnego patriotycznego działania - także w czasach pokoju. Natomiast wszystkie ataki na Kościół są w gruncie rzeczy atakami na interes narodowy Polaków. Kto atakuje Kościół, atakuje Polskę. To jest tak jak z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Jak każdy krzyż, był to oczywiście symbol religijny, ale jednocześnie, jak to wielokrotnie w dziejach Polski się zdarzało, ten krzyż stał się symbolem naszego życia narodowego. Myślę, że obecne ataki na Kościół są bardzo dobrze przemyślane - tu nie chodzi tylko o ateizację społeczeństwa, może nawet w ogóle o nią nie chodzi. Ludziom, którzy tak widowiskowo atakują religię i lżą ludzi wierzących, jest z pewnością kompletnie obojętne, czy ktoś wierzy, czy nie wierzy w Boga, czy ktoś chce być zbawiony, czy nie chce. Im chodzi o coś innego - o to mianowicie, żeby zniszczyć podstawy polskości. To jest bardzo przemyślane, a nawet budzi domniemanie, że nad tym myśli się nie tylko w Polsce, lecz także w innych krajach europejskich. Wracam do początku naszej rozmowy - są w Polsce i w Europie siły, i to siły potężne, którym zależy, by zniszczyć narody, a z Europy uczynić krainę ufundowaną na komunistycznych ideach Róży Luksemburg - nieśmiertelnej Rozy.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło artykułu:

Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 13-14 listopada, Nr 265 (3891)

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my31.txt

http://www.polskie-wici.pl/index.php


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /