Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 01 mar 2017, 15:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Obrońcy honoru Rzeczypospolitej

List prezydenta RP do uczestników uroczystości upamiętniających bohaterów powstania antykomunistycznego

Organizatorzy i Uczestnicy
uroczystości upamiętniających
bohaterów powstania antykomunistycznego
organizowanych w 2017 roku

Szanowni Państwo!

Uczestnicy walk o niepodległość Ojczyzny są od wieków otaczani szczególnym szacunkiem Polaków. Obrońcy granic i honoru Rzeczypospolitej, żołnierze regularnej armii i powstańcy należą do najważniejszych postaci w panteonie naszych bohaterów narodowych. Suwerenne państwo polskie zawsze pielęgnowało pamięć i oddawało cześć tym, którzy z narażeniem własnego życia stawali do boju o wolność rodaków. Tak było w czasach II Rzeczypospolitej, kiedy wyjątkową atencją darzono sędziwych weteranów zrywu 1863 roku. I tak jest również teraz, kiedy my, współcześni, oddajemy honory kombatantom Armii Krajowej
i innych formacji podziemnych, walczących z dwoma zbrodniczymi totalitaryzmami.

Niepodległa Polska dokłada starań, aby należycie honorować swoich najlepszych synów, którzy w czasach terroru i zniewolenia dali wspaniałe dowody męstwa i odwagi, patriotyzmu i dzielności żołnierskiej. Od lat uroczyście świętujemy rocznice utworzenia Polskiego Państwa Podziemnego i wybuchu Powstania Warszawskiego. A jednocześnie w świadomości społecznej coraz bardziej upowszechnia się wiedza o tym, że klęska hitlerowskiej III Rzeszy Niemieckiej nie przyniosła nam prawdziwego wyzwolenia. Dlatego uwaga Polaków, zwłaszcza młodego pokolenia, zwraca się także ku tym, którzy kontynuowali opór zbrojny i działalność konspiracyjną przeciw reżimowi komunistycznemu.

Heroiczna walka Żołnierzy Wyklętych była kolejnym aktem w dziejowym dramacie zmagań o wolną Polskę. Wobec braku realnych szans powodzenia i nadziei na zmianę położenia politycznego kraju jej dramatyzm przypomina sytuację znaną z historii powstańców styczniowych. Zarazem zaś niezłomna postawa tych ostatnich obrońców suwerennej Rzeczypospolitej jednoznacznie wskazuje na najważniejsze dla naszego narodu wartości, które my, Polacy, cenimy wyżej niż własne życie: wolność i honor, solidarność z bliźnimi i poświęcenie dla sprawy narodowej.

Jestem przekonany, że pamięć o Żołnierzach Wyklętych umacnia w nas, Polakach, wolę trwania przy tych imponderabiliach. Jako Prezydent Rzeczypospolitej składam dzisiaj hołd bohaterom powstania antykomunistycznego. Chcę także docenić wysiłki osób, środowisk i instytucji, które upowszechniają znajomość tego ważnego rozdziału historii najnowszej Polski.

Wierzę, że ta praca buduje ducha patriotycznego Polaków i przyczynia się do zapewnienia pomyślnej, bezpiecznej przyszłości Ojczyzny. Cześć i chwała bohaterom!


Z wyrazami szacunku i sympatii

Andrzej Duda
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... litej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 24 lut 2018, 15:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Generał „Nil” i jego mordercy

Dnia 24 lutego 1953 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie na mocy wyroku sądu PRL został zamordowany gen. bryg. August Emil Fieldorf, legendarny „Nil”. Człowiek wielkich zasług i niezwykłej odwagi, szlachetny i prawy Żołnierz Niepodległości.

Z bronią w ręku od 1914 r. śnił piękny romantyczny sen o wolnej Polsce, bronił jej suwerenności w 1920 i 1939 r., następnie uczestniczył w tworzeniu zrębów Polskiego Państwa Podziemnego, a zwłaszcza jego siły zbrojnej – Armii Krajowej. Jako dowódca Kedywu Komendy Głównej AK i organizacji „NIE” stał się symbolem walki z okupantami, wzorem niezłomnego żołnierza-obywatela wszystko poświęcającego Ojczyźnie.

Jeden z jego przyjaciół z niedoli syberyjskiej Jan Hoppe tak napisze: „Pan Walenty [Walenty Gdanicki – nazwisko przykrywkowe gen. ”Nila„] to specjalna i nieszablonowa konstrukcja. Jego największa świętość to honor własny i narodu. Jego absolut to Polska. Jego program to czyn dla niej, ofiara i nieustanne spalanie się. Jego styl na co dzień to wzorowe koleżeństwo i przyjaźń okazywana ludziom, z którymi wiązał go los. […] Wychowany w atmosferze Legionów potrafił do religijnej niemal żarliwości doprowadzić swą filozofię czynu. Jego ’na stos’ nie było frazesem. Chociaż nie był teoretykiem, to jednak świat jego pojęć o prawdzie, dobru i pięknie był żywy i głęboki, a kryteria ocen w tej dziedzinie były wyraźnie określone i bezkompromisowe. Nie znosił moralizowania, ale był głęboko moralny. […] Takim był Pan Walenty – generał Emil Fieldorf. Trochę Skrzetuski, a trochę Kmicic, a znów w innym wymiarze Zawisza”.

Za ofiarną służbę Rzeczypospolitej „Polska lubelska” i PRL sowietnika Bolesława Bieruta „nagrodziła” gen. Fieldorfa zsyłką do sowieckich łagrów i oskarżeniem o zdradę oraz wyrokiem śmierci. „Nil” był najwyższym stopniem dowódcą Armii Krajowej, który pozostawał w ręku funkcjonariuszy komunistycznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Skazany został na karę śmierci na mocy dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 r. „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy i zdrajców Narodu Polskiego” – o ironio – za współpracę z okupantem niemieckim. Zbrodnia sądowa na generale w sowieckiej Polsce stała się zbrodnią stanu, gdy najwyżsi aparatczycy komunistycznego reżimu – z pełną świadomością jej zbrodniczości – ją akceptowali.

W kazamatach bezpieki
Aresztowanie gen. Fieldorfa zostało wyreżyserowane przez bezpiekę; 10 listopada 1950 r., wychodząc z budynku Wojskowej Komendy Rejonowej w Łodzi, wpadł w pułapkę. „Nil” po zatrzymaniu został natychmiast przewieziony do Warszawy do aresztu śledczego MBP przy ul. Koszykowej, gdzie trwały „wstępne przesłuchania”. Chciano go złamać wiadomością o aresztowaniu żony i dzieci. Osobiście „badał grunt” dyrektor Departamentu Śledczego MBP, płk Józef Różański, zwany „krwawym Jackiem”. W śledztwie „pracował” nad „Nilem” kpt. MBP Lutosław Stypczyński, por. MBP Zygmunt Krasiński, ppor. MBP Kazimierz Górski. Nakaz o aresztowaniu tymczasowym pod zarzutem działalności antypaństwowej podpisała prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk Helena Wolińska, nazywana w ubeckim półświatku „warszawską Dolores”. To ona sformułowała zarzut, który stał się wyrokiem śmierci na generała: usiłowanie zmiany przemocą ustroju państwa.

„Nila” osadzono w X Departamencie więzienia mokotowskiego przy ul. Rakowieckiej. Przebywał w celi nr 11, wyjątkowo małej, bez okna, stołu i stołka, gdzie siedzieć można było tylko na podłodze. Był głodzony i dręczony przesłuchaniami.

Nie ma powodu sądzić, by śledztwo wobec generała odbiegało od innych podobnych spraw, w których brutalność, sadyzm, przemoc fizyczna i psychiczna były dominującym elementem życia więźnia. Zeznawał – wedle zachowanych protokołów przesłuchań – dość ogólnie, drugorzędnym sprawom poświęcając nieporównanie więcej uwagi, zasłaniał się brakiem pamięci, gdy pojawiały się personalia, rolę niektórych współpracowników bagatelizował i marginalizował, byle nie dawać podstaw do aresztowania tych osób.

W śledztwie starano się wmówić Fieldorfowi, że jako szef Kedywu KG AK, a więc także i struktur terenowych, wydawał rozkazy nakazujące likwidowanie aktywistów lewicowych i partyzantów sowieckich i otrzymywał w tej sprawie raporty o wykonaniu zadań. „Nil” konsekwentnie zaprzeczał zarzutom. Nie mając materialnych dowodów, funkcjonariusze MBP wypróbowanymi metodami postarali się je uzyskać. Wymusili je na dwóch zmaltretowanych oficerach AK: Tadeuszu Grzmielewskim i Władysławie Liniarskim. Zeznali oni, że „Nil” wydawał pisemne rozkazy terenowym oddziałom AK likwidowania działaczy lewicowych i partyzantów sowieckich i o wykonaniu tychże rozkazów otrzymywał meldunki. Generał domagał się nowych świadków: płk. Jana Mazurkiewicza „Radosława” i płk. Franciszka Niepokólczyckiego „Teodora”, którzy mogli zaprzeczyć wymuszonym oszczerstwom, ale funkcjonariusz śledczy, Górski, uznał to za całkowicie zbędne.

Operacja „Cezary”
Bezpieka rozgrywała w tym czasie operację „Cezary”. Po zlikwidowaniu IV Zarządu WiN z ppłk. Łukaszem Cieplińskim na czele na szczytach MBP przygotowywano się do rozbicia podziemia niepodległościowego przez wyrafinowaną prowokację przez kontrolowany ośrodek, czyli V Komendę WiN – całkowicie pozorowany i inwigilowany przez bezpiekę. Gra prowadzona była z Delegaturą Zagraniczną WiN w Londynie i wywiadem amerykańskim. W tej prowokacji funkcjonariusze bezpieki zamierzali wykorzystać legendarnego „Nila”. Trzeba było go tylko złamać. Przygotowana przez komunistyczną bezpiekę operacja „Cezary” nie zakończyła się sukcesem. Generał Fieldorf pozostał niezłomny.

Wiele wskazuje na to, że liderzy bezpieki zagrali z „Nilem” w otwarte karty, bo nie mieli wątpliwości, że i tak przejrzy ich grę. Można domniemywać, że istniały dwa warianty ubeckiego werbunku generała. Jeden – minimalistyczny – zakładał zwerbowanie go na tajnego współpracownika i zwolnienie z więzienia, by rozpracowywał dla bezpieki struktury podziemia niepodległościowego. Drugi wariant – według płk. Konrada Świetlika i płk. Luny Brystygierowej – zakładał zwerbowanie „Nila” i wykorzystanie go jako agenturalnego prezesa ubeckiej V Komendy WiN w rozgrywce z Zachodem.

Niedługo po aresztowaniu zaproponowano generałowi podpisanie apelu do byłych akowców o ujawnianie się i zaufanie „władzy ludowej”, ale spotkano się ze zdecydowaną odmową z jego strony. Tak pisał o tym współwięzień generała Wincenty Broniwoj-Orliński: „Najbardziej zaszokowały Fieldorfa i wywołały u niego gniewne uczucia apele tych katów narodu polskiego do patriotycznego sumienia więźnia. Po takim wstępie przeczytano Fieldorfowi odezwę do byłych akowców, wzywającą ich do zdekonspirowania się i obdarzenia tzw. władzy ludowej pełnym ich zaufaniem. Odezwa apelowała także do patriotycznych uczuć całego społeczeństwa polskiego, by wiernie wykonywało polecenia nowej władzy. Zwrócono się do Fieldorfa o podpisanie tej odezwy. Miała się ukazać w prasie i zostać ogłoszona w radio jako produkt generała polskiego Fieldorfa. Ten ostatni odmówił kategorycznie firmowania tej odezwy. […]”. Rozmowa z generałem zakończyła się groźbą: „…najwyższy stopniem przerwał ciszę i odezwał się szyderczo do więźnia: ’Jeśli tak, to między nami wszystko skończone. Nie skorzystaliście z niesamowitej okazji. Za prawie że nic mogliście uratować życie. Teraz już nam nie jesteście potrzebni. Pożałujecie. Będziecie wisieć”.

Wszystko, co nastąpiło później w sprawie gen. „Nila”, było konsekwencją jego postawy, dokonanego wyboru i… zemsty funkcjonariuszy MBP.

Odmówił współpracy
Wszystko wskazuje na to, że prawdziwe powody skazania na karę śmierci, a ściślej zemsty sądowej, ujawnił gen. Fieldorf podczas widzenia z żoną 3 lutego 1953 r. „Czy wiesz, dlaczego mnie skazali? Bo odmówiłem współpracy z nimi”.

24 lutego 1953 r., po doprowadzeniu więźnia na miejsce egzekucji w więzieniu mokotowskim, prokurator Witold Gatner odczytał sentencję wyroku Sądu Najwyższego, wcześniejszy wyrok Sądu Wojewódzkiego i odmowną decyzję Rady Państwa w sprawie skorzystania z prawa łaski oraz zarządził wykonanie wyroku przez powieszenie. Kiedy lekarz więzienny Maksymilian Kasztelański stwierdził zgon, obecni przy egzekucji podpisali – o godzinie 15.25 – protokół.

Ale tak naprawdę nie wiemy, czy inna wersja wyniesiona zza murów Mokotowa nie jest prawdziwa, że generał został zmuszony do wysłuchania wyroku, klęcząc, a że się opierał, to został zakatowany, połamano mu kości i powieszono już zwłoki. Wersji tej zaprzeczył w 1990 r. przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce prokurator Witold Gatner, obecny przy egzekucji. Ponieważ jego przesłuchanie nie miało rygorów prawnych, a i wiarygodność byłych funkcjonariuszy aparatu stalinowskiego bezprawia pozostawia wiele do życzenia, nie sposób przejść obojętnie nad mniej oficjalną wersją więźniów mokotowskich o egzekucji „Nila”.

Egzekucji towarzyszyło kłamstwo. Kilka godzin przed wykonaniem wyroku córce Marii w Prokuraturze Generalnej powiedziano, że w sprawie jej ojca nic się nie zmieniło. Dopiero za kilka dni poinformowano ją o wszystkim, później wydano drugiej córce, Krystynie, stare, bardzo sfatygowane ubranie, ale bez rzeczy osobistych. Potwierdzenie urzędowe o wykonaniu wyroku śmierci na generale przesłano… 9 marca 1957 r.

Śledztwo w sprawie mordu sądowego dokonanego na gen. Fieldorfie zostało wszczęte w 1992 r. przez Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Postępowaniem objęto prokuratorów Naczelnej Prokuratury Wojskowej: ppłk Helenę Wolińską, Prokuratury Generalnej – Benjamina Wajschblecha i Paulinę Kern, sędzię Sądu Wojewódzkiego – Marię Górowską (Gurowską), i dwóch ławników – Bronisława Malinowskiego i Mieczysława Szymańskiego oraz sędziów orzekających w Sądzie Najwyższym – Emila Merza, Gustawa Auscalera i Igora Andrejewa. Akt oskarżenia zdołano sformułować jedynie wobec Heleny Wolińskiej i Marii Górowskiej. Innych uchroniła litościwa śmierć. Ekstradycji Wolińskiej odmówiła Wielka Brytania. Najbliżej procesu była Górowska.

Zabójstwo sądowe okresu peerelowskiego nie doczekało się osądzenia przez wymiar sprawiedliwości III Rzeczypospolitej.

Apel wciąż aktualny
Córka generała Maria Fieldorf-Czarska wobec kolejnych niegodziwych oskarżeń Narodu Polskiego o „pomocnictwo Hitlerowi” w mordowaniu Żydów 28 maja 2009 r. wystąpiła z apelem „Uczcijmy Żydów, którzy z narażeniem własnego życia ratowali Polaków”.

„Moim zdaniem, należy podziękować wszystkim Żydom, którzy po wojnie pomagali polskim patriotom, prześladowanym i mordowanym przez sowieckie siły ’bezpieczeństwa publicznego’ tylko dlatego, że chcieli Polski wolnej, suwerennej – wzywała Maria Fieldorf-Czarska. – Żydzi mieli duże możliwości pomagania, ponieważ wielu z nich zajmowało wysokie stanowiska w aparacie partyjnym i policyjnym Polski sowieckiej. Co prawda, mojemu Ojcu nie pomogli, lecz uczestniczyli w mordzie sądowym. Pisali akt oskarżenia i wydali dwa razy wyrok śmierci na Ojca, wysługując się Związkowi Sowieckiemu za stanowiska i ordery. Ale ja, z powodu Auscalera, Merza, Wajsblecha czy Górowskiej, nie mogę sobie wyrabiać opinii o całym narodzie żydowskim. […]

Zorganizujmy wspólnie – Polacy oraz Żydowski Instytut Historyczny – akcję upamiętniania Żydów, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków z rąk NKWD-UB i KGB-SB w latach 1939-1989, szczególnie w okresie okrutnej sowieckiej okupacji Kresów oraz w pierwszym dziesięcioleciu po wojnie. Mam nadzieję, że teren niezbędny do sadzenia drzew upamiętniających szlachetne czyny zostanie udostępniony przez odpowiednie władze. Szlachetność i odwaga ludzka winny być zauważone i nagrodzone nie tylko przez Izrael, ale i przez Polskę”.

Apel Marii Fieldorf-Czarskiej, zapewne jako mało poprawny politycznie, został całkowicie zignorowany, toteż warto – choćby dla pamięci – przywołać go w szczególnym kontekście sprawy gen. Fieldorfa, by świadczył o trwałości stereotypów wzniesionych z kłamstwa, nienawiści, uprzedzenia oraz w kontekście żywotności tych stereotypów obecnie.

Prof. WiesławJan Wysocki

https://naszdziennik.pl/mysl/194787,gen ... dercy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 20 kwi 2018, 16:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Tajemnica skrytki za szafą

Z Jerzym Płudowskim, mieszkańcem wsi Popławy-Rogale, którego rodzina ukrywała Antoniego Dołęgę „Znicza”, rozmawia Andrzej Kulesza

Obrazek

Antoni Dołęga „Znicz”, jeden z bohaterów książki Jacka Karczewskiego „Śladami Niezłomnych”, po rozwiązaniu swojego oddziału w 1955 roku nie ujawnił się przed komunistycznymi władzami. Do końca życia się ukrywał. Schronienie znalazł także u Pana rodziców.
– Z przekazów rodzinnych wiem, że Antoni Dołęga ukrywał się u nas od połowy lat 50. Pamiętam jego pierwszą wizytę u nas w 1969 roku. Miałem wtedy 7 lat. Widziałem, że ojciec chodził z koszykiem lub wiadrem do stodoły. Pewnego razu poszedłem za nim sprawdzić, po co tam coś nosi, gdyż w miejscu tym nie było zwierząt. Zobaczyłem, że ojciec siedział na snopku słomy z jakimś mężczyzną. Antoni Dołęga pierwszy mnie zauważył. Ojciec mnie zawołał i wytłumaczył: przyjechał wujek, który będzie szył kożuszki i tobie też jeden uszyje. Od tego czasu często przebywałem z Dołęgą. Nazywałem go wujkiem. Utkwiły mi w pamięci szczególnie historie o tematyce religijnej, które opowiadał. Bardzo lubiłem ich słuchać. W ostatnim czasie taką samą opowieść, jaką słyszałem z ust Dołęgi, przytoczył ksiądz podczas rekolekcji.

Kożuszek Panu uszył?
– Nie, ale gdy ukrywał się u innej osoby, która zajmowała się garbarstwem, to rzeczywiście pomagał szyć kożuchy. Osobom, u których się ukrywał, często pomagał w drobnych pracach przy segregacji warzyw. Pamiętajmy też, że nie miał nogi, poruszał się o kuli i na drewnianej protezie.

Jak często ukrywał się u Państwa?
– Co najmniej raz w roku przebywał u nas dwa, trzy tygodnie. Czasami miesiąc. Nikt nigdy nie wiedział, kiedy przyjdzie Dołęga. Odchodził też bez zapowiedzi. Czasami ojciec szedł ze śniadaniem, a jego już nie było. Jak był starszy i mniej sprawny, to ojciec odwoził go wozem. Zazwyczaj siedział z tyłu, niepostrzeżenie zeskakiwał z wozu i szedł do następnej kryjówki. Do końca życia zacierał za sobą ślady. Poruszał się zawsze tylko nocą. Zachowywał daleko posuniętą konspirację. Aby zmylić tropy, co jakiś czas dawał osobom jadącym do Częstochowy kartkę, aby ją stamtąd wysłały. I do Łukowa przychodziły pocztówki z pozdrowieniami podpisane przez „Małego Franka”.



To jest wręcz nieprawdopodobne. Dołęga ukrywał się ponad 30 lat u wielu osób i nie znalazł się zdrajca, który by go wydał. To wystawia bardzo dobre świadectwo mieszkańcom ziemi łukowskiej.
– Ukrywał się dokładnie od 6 maja 1945 roku, kiedy zdezerterował z komunistycznej 2. Armii Wojska Polskiego pod Budziszynem, aż do 1982 roku. W naszej miejscowości Popławy-Rogale ukrywał się u większości mieszkańców. Nie wszyscy też mieli warunki, by go przetrzymywać. Jednak u nas we wsi każdy go znał. Ale o tym, gdzie w danym momencie się ukrywa, zazwyczaj nikt nie wiedział. Kiedyś mama poszła do sąsiadki i opowiedziała, że śnił się jej Antoni. Wkrótce ona przyszła do nas i powiedziała, że Antoni był za drzwiami i wszystko słyszał.

Innym razem doszło do dramatycznego wydarzenia dla mojej matki. Dołęga przebywał wtedy w naszym domu w specjalnej skrytce za szafą i zwijał włóczkę. Na nasze podwórko przyjechało dwóch milicjantów. Matka struchlała ze strachu. Nie mogła z tego stresu wyjść na zewnątrz. Myślała, że za chwilę będzie strzelanina, rzucanie granatu, bo Dołęga często powtarzał, że nie da się wziąć żywcem. Tymczasem milicjanci zapytali o adres zupełnie kogoś innego, bo wtedy jeszcze nie było na domach tabliczek z numerami, i odjechali. Dołęga też musiał się wystraszyć, bo jeszcze tego samego dnia poszedł do innej kryjówki.

Dołęga zawsze miał ze sobą teczkę z pistoletem i granatem?
– Tak, nosił ze sobą również modlitewnik, pamiętniki. Miał zdolności plastyczne. Ładnie rysował. Często kupowałem dla niego bloki rysunkowe. Pamiętniki szczęśliwie ocalały. Po jego śmierci Artowiczowie, u których zmarł, przekazali je swojej rodzinie w Sokołowie Podlaskim. Oni je przechowali i w ubiegłym roku oddali rodzinie Antoniego Dołęgi. U nas zachowało się 21 jego rysunków.

Czy bezpieka szukała Dołęgi?
– Wiem, że UB, a potem SB przez swoją agenturę próbowały dotrzeć do Dołęgi. Na szczęście to im się nie udało. Jeszcze w stanie wojennym SB wypytywała o niego.

Raz doszło do dramatycznej sytuacji. Gdy przebywał u pewnej rodziny w Łęcznowoli, SB otoczyła budynki. Nakazali sołtysowi zgonić mieszkańców i wynieść słomę ze stodoły. Esbecy stali przy drzwiach i wszystko obserwowali. Tymczasem Antoniego Dołęgę chłopi wynieśli na podwórko związanego w pęk słomy i przyłożyli następnymi snopkami.

Pewnego razu przyszedł do gospodarstwa, które miało już innych właścicieli. Kobieta weszła do komórki, a tam siedzi Antoni Dołęga. Przestraszyła się. Przybiegła do nas z krzykiem, że złodziej przyszedł. Ojciec zorientował się, co się stało. Wytłumaczył, że to nie złodziej. Z drugim sąsiadem zabrali Antoniego i nie zakładając mu już protezy, przenieśli go po kryjomu do innej stodoły.

W latach 80. przestał przychodzić.
– Tak, podejrzewaliśmy, że zmarł. Ojcu powiedział, żeby go pochować u tego gospodarza, gdzie umrze, najlepiej na polu. I tak został pochowany przez Artowiczów w Popławach-Rogalach.

Mój ojciec przez 30 lat szukał grobu Dołęgi. Mieliśmy ślad, że mógł być pochowany w Łęcznowoli. Ojciec tam się wypytywał, ale nic nie znalazł. Większość mieszkańców przypuszczała, że jednak zmarł u Artowiczów i te przypuszczenia okazały się trafne.

Dziś wiemy, że potajemnie pogrzebał go Paweł Artowicz wraz z Henrykiem Popławskim i Czesławem Gryczonem. Jedynym żyjącym świadkiem pogrzebu jest Marek Artowicz, syn Pawła Artowicza. Złożył on ojcu przysięgę, że nie wyjawi miejsca, gdzie jest pochowany Antoni. Ojciec powiedział mu, że jak nie dotrzyma przysięgi, to jest komunistą.

Zresztą pierwotnie planowali pochować go na cmentarzu w Zembrach, do którego można było z naszej wsi polnymi drogami łatwo dojechać. Jednak ze względu na to, że wówczas obowiązywał stan wojenny, pogrzebali go w sosnowym lasku tuż przy budynkach swojego gospodarstwa. Miał to być tylko grób tymczasowy. Później chcieli przenieść go na cmentarz.

Marek Artowicz, kiedy zgłosiła się do niego rodzina Dołęgi, długi czas nie chciał nic powiedzieć. Dopiero 1 marca, rok temu, wyjawił długo skrywaną tajemnicę. W czerwcu przeprowadzono ekshumację.

Był Pan przy niej obecny?
– Tak, Antoni Dołęga został pochowany w trumnie zrobionej z nieheblowanych desek. Ponieważ w trumnie były szpary, przykryto ją workami po nawozie. Nawet można było odczytać jeszcze, jaki nawóz w nich był. Zachowały się szczątki protezy.

Jak zapamiętał Pan Antoniego Dołęgę?
– Był miłym, ciepłym, wesołym człowiekiem. Bardzo dobrze się z nim rozmawiało. Zawsze ogolony, czysty, schludnie ubrany. Był człowiekiem religijnym. Rysunki przez niego wykonane są oparte głównie na motywach religijnych i patriotycznych. Opowiadał mi, że w tajemnicy księża dla niego organizowali konspiracyjne Msze Święte.

Był dla nas swego rodzaju nauczycielem. Mówił o sprawach, których nie mogliśmy wtedy znaleźć w książkach. Dla zaufanych osób organizował nawet wieczory poetyckie.

Dziękuję za rozmowę.
Andrzej Kulesza

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/196 ... szafa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /