Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 03 lis 2009, 20:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.blogmedia24.pl/node/20648

Obrazek
Wojciech Halczyn, gazda z Lendaku na Spiszu, walczył dzielnie o przynależność do Polski Spiszu i Orawy. Za to spotkały go szykany ze strony Czechosłowacji. Szykany te trwają aż do dziś.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 04 lis 2009, 16:37 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Asindzieju,a mozna w tym bardzo potrzebnym temacie dodać wspołczesnych bohaterow,
patriotów i buntowników w najlepszym słowa znaczeniu........?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 04 lis 2009, 18:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Tak naprawdę to wszyscy skazani jesteśmy na zapomnienie, tylko że nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę.

Niektórzy z nas skazani są jeszcze na coś więcej niż zapomnienie. Skazani na utratę dobrego imienia, na szarganie godności, a może nawet na fizyczne cierpienia, badź unicestwienie. Taką mamy "demokratyczną" rzeczywistość. Mamy też taki wolnościowy wybieg, od płota do płota, bo dalej nie wolno.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 06 lis 2009, 17:43 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Aerolit napisał(a):
Tak naprawdę to wszyscy skazani jesteśmy na zapomnienie, tylko że nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę.

Niektórzy z nas skazani są jeszcze na coś więcej niż zapomnienie. Skazani na utratę dobrego imienia, na szarganie godności, a może nawet na fizyczne cierpienia, badź unicestwienie. Taką mamy "demokratyczną" rzeczywistość. Mamy też taki wolnościowy wybieg, od płota do płota, bo dalej nie wolno.


smutno mi sie zrobilo po przeczytaniu Twojego Tekstu...
smutno,
bo masz rację,TAK niewiele czasu upłynęło a juz zacierają sie nazwiska
tych bardziej znanych,nie mowiac o anonimowych,o nas wszystkich z TAMTYCH LAT..?
kto dzisiaj pamieta Michała Fallzmana
Waleriana Pankę
płk Kuklinskiego
Karpia i innych, czy tych,ktorzy na ZAWSZE zostali na polskich drogach ginąc w "wypadkach samochodowych"?
kto jeszcze wspomina Grzesia,Syna poetki Basi Sadowskiej i JĄ samą.....?
a Pyjas.........?
kiedy palę znicze pod krzyzem na Wszystkich Swietych,zawsze modlę sie o nich i
o tych,ktorzy tworzyli Solidarność wtedy ,gdy groziło to więzieniem,śmiercią "dziwną<czy
udreczeniem moralnym,finansowym,...a często i smiercią samobojczą..........
PIEKNYCH mielismy KOLEGOW i wspaniale POLSKIE Dziewczęta ,Matki,Córki
a gdzie są dzisiaj..?
tylko stary przyjaciel z trudem raz na rok odnajduje ich cichy,zapomniany grob
i drżącą ręką zapala znicz,roniąc łzę.......spijcie spokojnie,
poki my żyjemy,póty
nie umarła o WAS pamięć........


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 11 lut 2010, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Do ilu razy koniecznym będzie apelowanie do człowieczeństwa europosłów, ludzi ponoć tak wrażliwych na niesprawiedliwości wszelkie?

PiS walczy, by legendarny Polak został bohaterem Europy

Europosłowie PiS walczą w Brukseli o upamiętnienie rotmistrza Pileckiego, który dobrowolnie dał się uwięzić w Auschwitz - pisze "Rzeczpospolita". Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów przyjęła jednogłośnie projekt ustanowienia 25 maja Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Ta data to rocznica egzekucji oficera.

Eurodeputowani Prawa i Sprawiedliwości mają nadzieję, że procedury zostaną szybko zakończone, by obchody mogły się odbyć jeszcze w tym roku.

Dziennik wyjaśnia, że zamysłem inicjatorów jest, by 25 maja upamiętniano wielu bohaterów Europy - między innymi Belgijkę Andree de Jongh, która pomagała ewakuować alianckich więźniów z okupowanej Europy, Brytyjczyka Harry'ego Peuleve'a, który organizował ruchu oporu we Francji, czy Czeszkę Miladę Horakovą, która walczyła z Niemcami, by potem zginąć z rąk komunistów.

Rotmistrz Witold Pilecki brał udział w kampanii wrześniowej i powstaniu warszawskim. W 1940 roku dobrowolnie dał się uwięzić w Auschwitz, gdzie założył siatkę konspiracyjną. Z obozu zbiegł w 1943 roku. Pięć lat później został zamordowany przez ubeków.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1022301,tit ... prasa.html

Nie tak zaraz przez ubeków, ale przez zdrajców, zaprzańców i swołocz bolszewicką. To nie ubecy wydali wyrok śmierci na rotmistrza Pileckiego. Zrobili to bolszewicy. Ubecy wykonali jedynie ich polecenie. A bolszewicy, to już określona, konkretna filozofia, etyka, ideologia. Dziś o takim, a nie innym traktowaniu pamięci Witolda Pileckiego też decyduje określona i konkretna filozofia, etyka i ideologia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 11 lut 2010, 08:01 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lip 2009, 18:26
Posty: 1342
Aerolit napisał(a):
Do ilu razy koniecznym będzie apelowanie do człowieczeństwa europosłów, ludzi ponoć tak wrażliwych na niesprawiedliwości wszelkie?

PiS walczy, by legendarny Polak został bohaterem Europy

Europosłowie PiS walczą w Brukseli o upamiętnienie rotmistrza Pileckiego, który dobrowolnie dał się uwięzić w Auschwitz - pisze "Rzeczpospolita". Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów przyjęła jednogłośnie projekt ustanowienia 25 maja Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Ta data to rocznica egzekucji oficera.

Eurodeputowani Prawa i Sprawiedliwości mają nadzieję, że procedury zostaną szybko zakończone, by obchody mogły się odbyć jeszcze w tym roku.

Dziennik wyjaśnia, że zamysłem inicjatorów jest, by 25 maja upamiętniano wielu bohaterów Europy - między innymi Belgijkę Andree de Jongh, która pomagała ewakuować alianckich więźniów z okupowanej Europy, Brytyjczyka Harry'ego Peuleve'a, który organizował ruchu oporu we Francji, czy Czeszkę Miladę Horakovą, która walczyła z Niemcami, by potem zginąć z rąk komunistów.

Rotmistrz Witold Pilecki brał udział w kampanii wrześniowej i powstaniu warszawskim. W 1940 roku dobrowolnie dał się uwięzić w Auschwitz, gdzie założył siatkę konspiracyjną. Z obozu zbiegł w 1943 roku. Pięć lat później został zamordowany przez ubeków.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1022301,tit ... prasa.html

Nie tak zaraz przez ubeków, ale przez zdrajców, zaprzańców i swołocz bolszewicką. To nie ubecy wydali wyrok śmierci na rotmistrza Pileckiego. Zrobili to bolszewicy. Ubecy wykonali jedynie ich polecenie. A bolszewicy, to już określona, konkretna filozofia, etyka, ideologia. Dziś o takim, a nie innym traktowaniu pamięci Witolda Pileckiego też decyduje określona i konkretna filozofia, etyka i ideologia.


Gwoli przypomnienia kanalii którzy wydali wyrok śmierci na BOHATERA, ROTMISTRZA PILECKIEGO:
Prokuratorem oskarżającym Pileckiego był major Czesław Łapiński, przewodniczącym składu sędziowskiego podpułkownik Jan Hryckowian (obaj byli dawnymi oficerami AK), sędzią kapitan Józef Badecki. Skład sędziowski (jeden sędzia i jeden ławnik) był niezgodny z ówczesnym prawem.

_________________
Uśmiech i życzliwość łagodzi obyczaje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 11 lut 2010, 11:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
adsenior napisał(a):

Gwoli przypomnienia kanalii którzy wydali wyrok śmierci na BOHATERA, ROTMISTRZA PILECKIEGO:
Prokuratorem oskarżającym Pileckiego był major Czesław Łapiński, przewodniczącym składu sędziowskiego podpułkownik Jan Hryckowian (obaj byli dawnymi oficerami AK), sędzią kapitan Józef Badecki. Skład sędziowski (jeden sędzia i jeden ławnik) był niezgodny z ówczesnym prawem.



Rodzi się pytanie. Jaka niewygodną tajemnicę skrywa w sobie Rotmistrz Pilecki, że jest tak zawzięcie prześladowany nawet 60 lat po swojej śmierci?

Lub inaczej. Jaką moc, jaką magię zawiera w sobie Rotmistrz Pilecki, że po 60 latach od bestialskiej zbrodni na nim, jego nazwisko budzi taki paniczny lęk tych wszystkich autorytetów moralnych i innego lewackiego robactwa?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 11 lut 2010, 14:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Cytuj:
Dziennik wyjaśnia, że zamysłem inicjatorów jest, by 25 maja upamiętniano wielu bohaterów Europy - między innymi Belgijkę Andree de Jongh, która pomagała ewakuować alianckich więźniów z okupowanej Europy, Brytyjczyka Harry'ego Peuleve'a, który organizował ruchu oporu we Francji, czy Czeszkę Miladę Horakovą, która walczyła z Niemcami, by potem zginąć z rąk komunistów.

Belgijka Andree de Jongh - bardzo chwalebna postać i Belgowie mogą czuć się dumni, ale Polska może się pochwalić tysiącami bohaterów o podobnych dokonaniach, którzy z narażeniem życia własnego i bliskich pomagali w ratowaniu Żydów bądź innych zagrożonych przez okupanta osób.
Brytyjczyk Harry Peulev również niezwykle dzielny człowiek, ale w Polsce dziesiątki tysięcy oficerów i podoficerów zajmowało się organizacją ruchu oporu.
Czeszka Milada Horakova walczyła z Niemcami i zginęła z rąk komunistów - jak dziesiątki tysięcy członków AK.

Cytuj:
Rotmistrz Witold Pilecki brał udział w kampanii wrześniowej i powstaniu warszawskim. W 1940 roku dobrowolnie dał się uwięzić w Auschwitz, gdzie założył siatkę konspiracyjną. Z obozu zbiegł w 1943 roku. Pięć lat później został zamordowany przez ubeków.

Jednak w porównaniu z Witoldem Pileckim wszystkie te niewątpliwie dzielne i godne przykładu osoby zdecydowanie bledną. Obiektywnie rzecz biorąc Pilecki nie ma żadnej konkurencji.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 16 mar 2010, 19:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Zapomniane polskie Termopile (z 1920 r.)

Dzięki skandynawskim metalowcom wielu Polaków dowiedziało się o bitwie pod Wizną. Warto jednak przywołać inną bitwę, którą w II RP określano mianem "polskich Termopil". w przeciwieństwie do bitwy pod Wizną bitwa pod Zadwórzem była przemilczana w okresie PRL-u, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że miała miejsce w trakcie przemilczanej wojny z bolszewikami w 1920 r. Jednak po 1989 r. też jakoś nie dbano o to by o tej bitwie przypomnieć. A jej przebieg jest gotowym scenariuszem filmowym - tytuł "330" byłby odpowiedni. Zamiast tego w III RP powstają filmy o żołnierzach z Westerplatte popijających w bunkrach wódę i onanizujących się przy pornosach.

Bitwa pod Zadwórzem – bitwa, która miała miejsce 17 sierpnia 1920 roku w czasie wojny polsko-bolszewickiej pomiędzy oddziałem 330 polskich Obrońców Lwowa pod dowództwem kpt. Bolesława Zajączkowskiego a siłami bolszewickiej Pierwszej Konnej Armii Siemiona Budionnego. Rozegrała się ona na dalekim przedpolu Lwowa, 33 km od miasta w pobliżu wsi Zadwórze, znajdującej się obecnie na terytorium Ukrainy. Celem obrońców było opóźnienie podejścia wojsk bolszewickich do Lwowa. Heroiczna obrona zakończyła się sukcesem wojsk polskich.

Pomimo zdobycia stacji kolejowej Zadwórze Budionny zrezygnował z kontynuowania walki o Lwów kończąc marsz na zachód. Skierował się na północ na odsiecz wojskom w rejonie Wieprza i Warszawy, ale po klęsce pod Komarowem wycofał się na wschód. W bitwie poległo 318 Polaków i z uwagi na heroiczną walkę obrońców nazywana jest polskimi Termopilami.

17 sierpnia batalion młodych lwowskich ochotników ze zgrupowania rotmistrza Romana Abrahama, pod dowództwem kapitana Bolesława Zajączkowskiego, maszerował z Krasnego wzdłuż linii kolejowej na Lwów. Gdy oddział dotarł do wsi Kutkorz, został znienacka ostrzelany z broni maszynowej od strony Zadwórza. Kapitan Zajączkowski rozwinął baon w 3 tyraliery i skokami przemieszczał oddział ku Zadwórzu, zajętemu już przez wojska bolszewickie.

W pobliżu stacji kolejowej w Zadwórzu doszło do wymiany ognia. Porucznik Antoni Dawidowicz poprowadził oddział na stojące obok stacji działa. Wówczas spod pobliskiego lasu ruszyła na Polaków sowiecka kawaleria. Polacy odparli ten atak i w południe zdobyli stację kolejową. Brakowało już amunicji, zabierali ją więc zabitym i rannym. Bolszewicy wzmagali natarcie. Orlęta lwowskie broniły się już tylko bagnetami, tocząc do wieczora krwawy boj. Ponosząc wielkie straty, ostrzeliwani przez ciężką artylerię, odparli sześć konnych szarż.

Porucznik Dawidowicz po raz kolejny zdobył stację kolejową, a pierwsza kompania opanowała pobliskie wzgórze. W nierównej walce wzięły udział także trzy polskie samoloty, które nadleciały od strony Lwowa. Zaatakowały one siły bolszewickie ogniem karabinów maszynowych oraz bombami.

Nadeszły jednak nowe siły bolszewickie. Otoczeni przez wroga żołnierze nie poddali się nawet wtedy, kiedy zabrakło amunicji. Kapitan Zajączkowski o zmierzchu rozkazał pozostałym przy życiu ok. 30 żołnierzom wycofywanie się grupami do borszczowickiego lasu. Ostrzeliwani z broni maszynowej przez sowieckie samoloty, bezbronni, otoczeni przez Rosjan, walczyli jeszcze krótko na kolby w pobliżu budki dróżnika. Sowieci, rozwścieczeni oporem Orląt, rąbali ich szablami, rannych dobijali kolbami.

Podsumowanie

W walce zginęło 318 polskich żołnierzy, nieliczni dostali się do niewoli. Aby nie wpaść w ręce wroga, kapitan Zajączkowski wraz z kilkoma żołnierzami popełnił samobójstwo. Zginął wówczas m.in. 19-letni Konstanty Zarugiewicz, uczeń siódmej klasy pierwszej szkoły realnej, obrońca Lwowa z 1918 roku, kawaler krzyża Virtuti Militari i Krzyża Walecznych. Jego matka, Jadwiga Zarugiewiczowa w 1925 wybrała jedną z trzech trumien ze zwłokami Nieznanego Żołnierza. Zwłoki wybranego bohatera przewieziono z najwyższymi honorami do Warszawy i umieszczono w Grobie Nieznanego Żołnierza.

Oddziały Budionnego wycofały się na wschód 20 sierpnia. Na pobojowisko przybyły polskie oddziały i rodziny poległych. Leżących w sierpniowym słońcu, obdartych z odzieży i zmasakrowanych ciał nie można było zidentyfikować. Rozpoznano jedynie 106. Wszystkich poległych pochowano początkowo w zbiorowej mogile w pobliżu miejsca bitwy. Zwłoki 7 poległych obrońców:

* kapitana Bolesława Zajączkowskiego, dowódcy
* kapitana Krzysztofa Obertyńskiego,
* podporucznika Jana Demetera,
* podchorążego Władysława Marynowskiego,
* porucznika Tadeusza Hanaka,
* kaprala Stefana Gromnickiego,
* szeregowca Eugeniusza Szarka

pochowano później uroczyście na Cmentarzu Obrońców Lwowa w oddzielnej kwaterze Zadwórzaków. Potem ostatnich dwóch wymienionych ekshumowano i pochowano prawdopodobnie na kwaterach rodzinnych. Pozostali polegli obrońcy Zadwórza zostali pochowani na wojskowym cmentarzyku w Zadwórzu, u stóp kurhanu.

Obrazek

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Zadw%C3%B3rzem



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 20 sie 2010, 06:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Życzę Polsce wolności i niepodległości

Dostawałam mnóstwo przemycanych listów od najróżniejszych osób. Zdarzały się także prezenty, np. wypchana kukła Rokossowskiego lub bransoletka od lotników polskich, którym podobał się nie tylko mój głos, ale także to, o czym mówiłam. A komuniści poświęcili Głosowi Ameryki całą książkę, nazywając mnie w niej "słowikiem w złotej klatce amerykańskich rekinów"

--------------------------------------------------------------------------------

Fragmenty jednej z ostatnich rozmów ze zmarłą 16 sierpnia br. w Waszyngtonie Zofią Korbońską, żoną i najbliższą współpracowniczką Stefana Korbońskiego, polityka, działacza Polskiego Państwa Podziemnego, uczestniczką Powstania Warszawskiego, redaktorem i spikerem polskiej sekcji Głosu Ameryki, działaczką Kongresu Polonii Amerykańskiej, przeprowadzonej przez Mateusza Szpytmę z krakowskiego oddziału IPN.

Pani mąż Stefan Korboński był jedną z głównych postaci wojennego podziemia z lat 1939-1945 oraz jednym z przywódców polskiej emigracji politycznej po wojnie w Stanach Zjednoczonych. Jakie jego funkcje w Polskim Państwie Podziemnym uważa Pani za najważniejsze?
- Mówiąc ogólnie, za najważniejsze uważam to, że był on współzałożycielem Polskiego Państwa Podziemnego i jego ostatnim szefem w najcięższym, końcowym okresie po porwaniu 16 polskich przywódców przez Sowietów w marcu 1945 roku. W ramach PPP mój mąż był m.in. szefem Kierownictwa Walki Cywilnej z ramienia Komendanta Głównego AK i Delegata Rządu na Kraj. Organizowaliśmy wówczas m.in. łączność radiową z Rządem Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie, dostarczaliśmy regularnie (najczęściej codziennie) wiadomości dla radiostacji "Świt", która nadając z Londynu, z powodzeniem udawała, że nadaje z kraju. Stefan był także organizatorem cywilnego wymiaru sprawiedliwości oraz inicjatorem i współautorem kodeksu postępowania Polaka pod okupacją.

Pomagała Pani mężowi we wszystkich działaniach, a szczególnie przy łączności z Rządem Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie. Na czym polegała Pani praca?
- Praca z radiostacją to było moje główne codzienne zadanie. Była to przede wszystkim robota typowo radiowa, która zajmowała mnóstwo czasu. Trwała ona od momentu, gdy stworzyliśmy w Kierownictwie Walki Cywilnej własną łączność radiową aż do samego końca wojny, a nawet i dłużej. Szyfrowanie, odszyfrowywanie. Moja praca polegała na tym, że w początkach organizacji tej łączności radiowej z Londynem byłam - jak to się mówi - "do wszystkiego", tzn. do przewożenia sprzętu, omawiania planów, przeprowadzania prób w towarzystwie męża i jego współpracowników. W miarę postępu musiałam najpierw nauczyć się sama szyfru, jaki dostaliśmy do dyspozycji, a następnie dokooptować kilka pomocnic do szyfrowania i rozszyfrowywania depesz. Zajmowałam się również obserwacją okolicy w czasie, gdy radiostacja nadawała. Dodatkowo często przychodziło mi karmić naszą załogę, no i pomagałam mężowi w jego codziennej pracy pozaradiowej, przede wszystkim pisałam na maszynie.

Pamięta Pani, które z najważniejszych depesz były szyfrowane przez Panią osobiście?
- Szyfrowałam lub rozszyfrowywałam wszystkie depesze poufne zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Dla przykładu depesze o miejscu kwatery Hitlera, depesza o V2. A także te, które były mniej tajne, jak np. depeszę dotyczącą likwidacji getta warszawskiego.

Po wyparciu Niemców, podobnie jak innych bohaterów podziemia, zamiast orderów czekało Państwa więzienie...
- Zamiast radości z wyparcia Niemców - gorycz nowej okupacji. Możemy być jednak szczęśliwi, że nie podzieliliśmy losu naszych kolegów z podziemia i nie zostaliśmy wywiezieni do Związku Sowieckiego. Stefan nigdy Rosji nie wierzył i ponieważ nie dostał rozkazu (jedynie go do tego zachęcano), by spotkać się z Sowietami w Pruszkowie, to nie poszedł na to spotkanie. Dzięki temu uniknął aresztowania, a być może i śmierci. My zostaliśmy aresztowani kilka miesięcy później, 29 czerwca 1945 r. w Krakowie. Jednym z najboleśniejszych dla mnie wspomnień jest głośne zatrzaśnięcie bramy aresztu w Krakowie, gdzie nas osadzono. Dostaliśmy się w ręce UB i ich sowieckich doradców. Na szczęście komuniści, łagodząc na moment politykę wobec ludowców, wypuścili nas. Stefan zaangażował się całkowicie w działalność Polskiego Stronnictwa Ludowego. Został m.in. szefem stołecznego PSL, Rady Naczelnej, a w 1947 r. wszedł w skład Naczelnego Komitetu Wykonawczego - najściślejszego grona kierowniczego PSL. Pozwolono mu nawet znaleźć się w Sejmie, po sfałszowanych wyborach ze stycznia 1947 roku. Stało się to możliwe, podobno, dzięki Jakubowi Bermanowi, który miał powiedzieć, że "mimo reakcyjnej działalności w czasie wojny ratował Żydów". Jednak gdy komuniści przystąpili do likwidacji jawnie działającej opozycji - w związku z pracą konspiracyjną w czasie wojny, aktywnością w PSL oraz odważnymi wypowiedziami w Sejmie, planowali jego aresztowanie i pokazowy proces. Uciekliśmy więc z Polski.

Które spośród podejmowanych przez Państwo zadań na emigracji uważa Pani za najważniejsze?
- Najważniejszy był przede wszystkim ACEN - Zgromadzenie Europejskich Narodów Ujarzmionych, które powstało m.in. z inspiracji mojego męża, który początkowo był szefem polskiej delegacji, a potem przez wiele lat szefem całego zgromadzenia. Dodać należy, że tworzyli je ludzie, którzy mieli mandaty swoich społeczeństw z 9 krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Za bardzo ważne uważam także pisarstwo męża. Jest autorem 10 książek oraz wielu tekstów publicystycznych. Ja pracowałam od 1948 r. w polskiej sekcji Głosu Ameryki. Nie była to zwykła rozgłośnia, ale instytucja rządowa służąca do walki w zimnej wojnie z Rosją sowiecką. Zimna wojna trwała kilka ładnych lat i przez ten długi czas pełniłam tam stanowisko redaktora oraz spikera, co było dla mnie dużą satysfakcją, gdyż pozwalało na kontynuowanie pracy w duchu, w jakim pracowałam w Polsce. Byłam dzieckiem wojny i nim pozostałam.

Czy miała Pani dowody na to, że ktoś w kraju Panią słucha?
- O, bardzo liczne! Dostawałam mnóstwo przemycanych listów od najróżniejszych osób. Zdarzały się także prezenty, np. wypchana kukła Rokossowskiego lub bransoletka od lotników polskich, którym podobał się nie tylko mój głos, ale także to, o czym mówiłam. A komuniści poświęcili Głosowi Ameryki całą książkę, nazywając mnie w niej "słowikiem w złotej klatce amerykańskich rekinów".

Nie bali się Państwo, że komuniści, mając "długie ręce", będą próbowali Państwa zabić? Chcieli porwać Pani męża...
- Jeżeli nie baliśmy się, że zabiją nas Niemcy, to nie baliśmy się też komunistów. Nie odczuwałam wobec nich szczególnego strachu, tak samo jak podczas okupacji niemieckiej. Uważałam, że to wielkie szczęście, jeśli można się narażać. Względem komunistów miałam jednak inne uczucia niż względem Niemców. Komuniści wytwarzali poczucie lęku, a ja to traktuję jak zamach na moją duszę. Na emigracji oczywiście obawialiśmy się o nasze życie, ale to było niczym w porównaniu z tym, co działo się w Polsce. Gdy w czasach stalinowskich Stefan jechał do Berlina Zachodniego, to bardzo się o niego bałam. Jeździł tam uzbrojony w ręczny nóż. W kwietniu 1953 r. nastąpiła próba porwania, ale jego były przyjaciel z czasów okupacji, który miał go zwabić, w ostatniej chwili zdradził mu, co ma się stać.

Czy mieli Państwo kontakty z opozycją w kraju, a od 1980 r. z "Solidarnością"?
- Śledziliśmy z największą uwagą powstawanie "Solidarności", tak jak i śledziliśmy wcześniej działalność KOR, gdyż były to oznaki nadchodzącej nowej epoki. "Solidarność" była dla nas kontynuacją dążeń niepodległościowych, takich jak za Niemców i Sowietów. Powodem wielkiej radości i cichej nadziei było to, że wyrośnie z tego potężny ruch wolnościowy, podobnie jak to się stało w 1945 i 1946 r. z PSL. W tej pierwszej bitwie o niepodległość z Sowietami przewodzili wprawdzie ludowcy, ale był to ruch ogólnonarodowy z udziałem wszystkich warstw społecznych. Mieliśmy tylko nadzieję, że jego działalność zakończy się sukcesem, a nie - jak w przypadku PSL - jego zniszczeniem. Przeżywaliśmy szaloną radość z powodu "Solidarności". Pamiętam doskonale, jak początkowo przybysze z "Solidarności" przyjeżdżający do USA wypierali się, mówiąc, że nie jest to ruch polityczny, a jedynie zawodowy. Rozumieliśmy jednak, że mówi się to z przymrużeniem oka. Jeden z młodych przywódców "Solidarności" zapewniał męża, że są ruchem robotniczym i niczym więcej. Mąż odpowiedział, że to i tak będzie ruch polityczny, ale dodał: "rozumiem, że nie można o tym mówić głośno". Przychodzili czasem do męża prosić o kontakty z administracją Białego Domu. W "Solidarności" był stary przyjaciel męża, Ludwik Cohn. Na temat "Solidarności" stale przynosiłam do domu wiadomości z Głosu Ameryki; działacze związkowi przemawiali przez nasze radio. Pamiętam, że pod koniec 1981 r. byliśmy na przyjęciu u Billa Toneska, byłego attaché wojskowego w ambasadzie USA w Warszawie. Był na nim obecny także Richard Davies, ambasador USA w PRL, i kilku znanych w Waszyngtonie polityków polskich i amerykańskich. Głównym tematem rozmów była sytuacja w Polsce. Stawiano prognozy, większość amerykańskich gości, w tym Richard Davies i kilku kongresmenów, było zdania, że ze strony sowieckiej inwazja nie grozi; inni - w tym nasz gospodarz - uważali, że nie jest to wcale wykluczone. Mój mąż twierdził, że nie ma wprawdzie niepodważalnych dowodów, ale jest przekonany, że jeśli Sowieci uznają sprawę z Polską za zagrażającą w danej chwili żywotnym interesom Moskwy, to mogą uderzyć na Polskę. Nazajutrz rano dostaliśmy wiadomość, że łączność z Polską została przerwana i wprowadzono środki alarmowe. Ogłoszono stan wojenny. Przeżywaliśmy wszystkie te wydarzenia związane ze stanem wojennym może nawet intensywniej niż Polacy w kraju, gdyż znaliśmy już smutny fakt - Jałta nas czegoś nauczyła.

Czego życzyłaby Pani dzisiaj Polsce i Polakom?
- Tego, czego życzę i sobie - a więc wolności i niepodległości.

Dziękuję za rozmowę.

http://iskry.pl/index.php?option=com_co ... 4&Itemid=1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 27 sie 2010, 18:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Katolik Witold Pilecki

Położone 200 km na zachód od Chicago, stutysięczne Davenport w stanie Iowa, to ważny port nad rzeką Missisipi, a także siedziba katolickiego biskupstwa. Tydzień temu wierni obejmującej terytorium dwudziestu hrabstw Diecezji Davenport, dowiedzieli się, kim był rotmistrz Pilecki. I że jego świadectwo z Auschwitz dostępne jest w Internecie w języku angielskim.

A wszystko za sprawą opublikowanego 18 sierpnia b.r. w diecezjalnym Kurierze Katolickim - „The Catholic Messenger”, artykułu Judith Costello pt. „Katolik Witold Pilecki: ochotnik do Auschwitz”. W przekonaniu redaktor naczelnej Barb Arland-Fye, historia polskiego bohatera, a także informacje o projekcie przywrócenia jego pamięci współczesnym, w tym o prośbie do Benedykta XVI o rozważenie beatyfikacji „chrześcijańskiego rycerza XX w.”, to tematy, które katolickiego czytelnika zainteresować mogą.

Z polskiego punktu widzenia jest to stanowisko nadzwyczaj oryginalne. Na podobne treści nie ma bowiem miejsca, i to od ponad dwóch lat, na łamach takich tytułów jak np. „Nasz Dziennik”, „Gazeta Polska”, „Niedziela”, „Gość Niedzielny”. Ich redakcje były o postępach akcji społecznej „Przypomnijmy o Rotmistrzu” („Let’s Reminisce About Witold Pilecki”) informowane wyczerpująco i wielokrotnie.

Skoro jednak na temat pewnych faktów polskie media konsekwentnie milczą, warto zastanowić się nad przyczynami owego stanu rzeczy. Czyżby nad Missisipi standardy wolności słowa i dziennikarskiej rzetelności, a także stosunek do oddolnych inicjatyw obywatelskich (czytaj: nie koncesjonowanych przez partyjniacko-gazetowo-urzędnicze kliki), były aż tak odmienne od tych jakie panują nad Wisłą? Z całą pewnością nie. Jeśli jest inaczej, dotyczy to przecież wyłącznie mediów katolickich.

Ale artykuł Judith Costello stanowi wydarzenie nie tylko ze względów wymienionych wyżej. Po pierwsze sam tytuł tekstu, w którym obok siebie pojawiają się słowa „katolik”, „ochotnik” i „Auschwitz” brzmi dla Amerykanów zaskakująco. Zdziwienie narasta w trakcie lektury, gdy czytelnik dowiaduje się, że przebywając w Auschwitz (w owym „polskim obozie koncentracyjnym”, o którym Amerykanie tyle razy słyszeli) Pilecki nie tylko nie był „nazistowskim”(marsjańskim, saturnińskim itp.) mordercą, ale wręcz przeciwnie – był twórcą podziemnej organizacji więźniów! Że w owym piekle na ziemi znalazł się dobrowolnie i – co w Ameryce brzmi już całkiem nieprawdopodobnie – że był katolikiem narodowości polskiej…

Po wtóre wierni z Iowa mają okazję dowiedzieć się o stworzonym przez konspiratorów planie oswobodzenia obozu, o reakcji przywódców Sił Sprzymierzonych na raporty z Auschwitz, o polskiej daninie krwi pod okupacją niemiecką i o tym czym dla ojczyzny Rotmistrza, i dla niego osobiście, okazało się zakończenie II wojny światowej. Costello zauważa:

„Na fotografii z procesu [Pilecki] wygląda na spokojnego. To twarz kogoś kto wie, że zrobił co do niego należało, by wyzwolić ducha swoich ziomków. Było to ponad 30 lat przed tym, nim inny Polak wypowiedział potężne wezwanie: ‘nie lękajcie się!’”

Charakterystyczne, że dla amerykańskiej autorki, tym co zdaje się łączyć polskiego Papieża z wyrugowanym z pamięci bohaterem jest odwaga, ale także umiłowanie wolności. Judith Costello pisze:

„Pilecki doświadczył brutalności, głodu i zniewolenia. Ale one nie mogły zgasić w nim światła ani osłabić dążenia ku wolności.”

Po trzecie, autorka nie tylko cytuje (podobnie jak uczynił to Marco Patricelli) fragmenty “Raportu Witolda”, ale także podaje link do anglojęzycznej strony, na której można zapoznać się ze świadectwem Rotmistrza i dowiedzieć o projekcie ustanowienia rocznicy jego śmierci świętem Bohaterów Zmagań z Totalitaryzmem w Unii Europejskiej.

Po czwarte, warto wspomnieć co było bezpośrednią inspiracją dla autorki do napisania tekstu. Okazała się nią wycieczka syna Judith Costello do amerykańskiej stolicy. Ważnym akcentem szkolnej wycieczki stało się zwiedzanie waszyngtońskiego Muzeum Holocaustu. Po powrocie do domu w Nowym Meksyku, czternastoletni Peter zadał matce pytanie: czy w tych czasach byli jacyś bohaterowie – katolicy?

Piszący te słowa nie jest zaskoczony, że odpowiedzi na podobne pytania nie sposób znaleźć w najlepszym na świecie muzeum poświęconym upamiętnieniu zagłady narodu żydowskiego. Kiedy przed dwunastoma laty miałem okazję odwiedzić Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, długo i na próżno szukałem w nim bodaj najbardziej zdawkowej wzmianki o twórcy Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz.

Czym ów znaczący brak tłumaczyć? Jeśli nawet, w co doprawdy trudno uwierzyć, amerykańscy historycy Holocaustu w dostępnych źródłach nigdy nie zetknęli się z postacią jedynego „ochotniczego” więźnia Auschwitz, można by w tym miejscu spytać, czy kiedykolwiek polskie władze sugerowały waszyngtońskiej placówce uzupełnienie ekspozycji o biogram i wizerunek Witolda Pileckiego. Czy zwracały się w tej sprawie do Muzeum Holocaustu Instytut Pamięci Narodowej, albo Państwowe Muzeum Auschwitz Birkenau, które – zapewne w trosce o narodową pamięć – od dawna zwalczają akcję społeczną „Przypomnijmy o Rotmistrzu” („Let’s Reminisce About Witold Pilecki”)?

Po piąte i jak mówią Anglosasi - last but not least (nie najmniej istotne), artykuł Judith Costello dostępny jest również w Sieci. Znajdziecie go na internetowej witrynie „Kuriera Katolickiego”.

Jeśli zatem wśród waszych anglojęzycznych znajomych są tacy, których postać Rotmistrza może zainteresować, nic nie stoi na przeszkodzie, by wysłać im link do tekstu o katolickim ochotniku do piekła:

Catholic Witold Pilecki: volunteer for Auschwitz

Przypomnijmy o Rotmistrzu! Trzeba dać świadectwo..

P.S. Cenzura obejmująca akcję “Przypomnijmy o Rotmistrzu” (“Let’s Reminisce About Witold Pilecki”) dotyczy jedynie polskich mediów katolickich. Tych, którzy o naszej inicjatywie nie słyszeli, a chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej, informuję (ewentualnie przypominam), że w dostępnym w empikach wydaniu kwartalnika „Obywatel” można znaleźć m. in. rozmowę pt. „Na tropach zaginionej pamięci”. Wszystkich, którzy dotąd tego nie uczynili zachęcam także do wsparcia podpisem apelu do europosłów: http://www.petycje.pl/4376

http://mementomori.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 26 maja 2011, 16:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Najodważniejszy wyklęty - kłopotliwy dla miasta niezłomnego

25 maja 1948 r. zamordowany został przez komunistów w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej jeden z największych żołnierzy Polski Podziemnej - rtm. Witold Pilecki, nazwany przez angielskiego historyka M.R.D. Foota, jednym z sześciu najodważniejszych postaci z lat II wojny światowej. Warto przy tej okazji tę sylwetkę wybitnego żołnierza, obywatela, społecznika i patrioty przypomnieć, bowiem wciąż wiedza o tym niezwykłym bojowniku niepodległości jest niedostateczna.

Witold Pilecki wywodził się z kresowego ziemiaństwa, które płaciło za zaangażowanie w działalność niepodległościową pauperyzacją i represjami, m.in. zsyłką. Był oficerem rezerwy Wojska Polskiego, zmobilizowanym ponownie w 1939 r., współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, dobrowolnym więźniem KL Auschwitz, oficerem Komendy Głównej Armii Krajowej i organizacji "NIE", wreszcie więźniem politycznym okresu stalinowskiego i ofiarą komunistycznego mordu sądowego.
Znany był pod pseudonimami: "Witold", "Tomek", "Romek", i pod nazwiskami konspiracyjnymi (pokrywkowymi): "Tomasz Serafiński", "Roman Jezierski, "Leon Bryjak", "Jan Uznański", "Witold Smoliński" oraz kryptonimem w organizacji "NIE": "T-IV".
Dziś jest legendą Polski Walczącej z obu okupantami; legendą, która nie znajduje należnego blasku... w wolnej Polsce.

Przed wojną
Urodził się 13 maja 1901 r. w Ołońcu w Karelii na północy Rosji nad Morzem Białym, w rodzinie ziemiańskiej Juliana i Ludwiki z Osiecimskich. Rodzice byli dziećmi zesłańców po insurekcji styczniowej i na zsyłce, daleko od stron rodzinnych, założyli rodzinę. Ojciec w Karelii, na pograniczu rosyjsko-fińskim, z czasem doszedł do stanowiska rewizora leśnego. Po liberalizacji, jaka nastąpiła w cesarstwie rosyjskim na krótko w wyniku rewolucji 1905 r., Pileccy wykorzystali sytuację i matka z dziećmi - by uchronić potomstwo przed rusyfikacją - przeniosła się do Wilna. Witold wkrótce został członkiem skautingu; od 1914 do 1923 r. działał w konspiracyjnym harcerstwie i Polskiej Organizacji Wojskowej, ochotniczo wstąpił też do Samoobrony Wileńskiej. Od 1918 r. również ochotniczo walczył w szeregach odrodzonego Wojska Polskiego w wojnie polsko-bolszewickiej. W grupie gen. Lucjana Żeligowskiego odbierał Wilno i następnie do 1921 r. pełnił służbę w korpusie wojsk Litwy Środkowej aż do momentu zjednoczenia ziemi wileńskiej z Rzeczpospolitą. Od 1921 r. był komendantem oddziału nowoświęciańskiego Związku Bezpieczeństwa Kraju.
Po uzyskaniu matury rozpoczął studia jako wolny słuchacz na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, ale sytuacja rodzinna zmusiła go do podjęcia pracy zarobkowej; zatrudnił się m.in. w Związku Kółek Rolniczych Ziemi Wileńskiej i jako sekretarz sędziego śledczego w Okręgu m. Wilno. W latach 1922-1924 studiował zaocznie na Wydziale Rolnym Uniwersytetu Poznańskiego. Po odbyciu kursu w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu i służby stażowej w 26. pułku ułanów w 1926 r. otrzymał promocję na stopień oficerski - podporucznika rezerwy (ze starszeństwem z 1923 r.).
Od 1926 r. gospodarował na odzyskanej części rodzinnego majątku Sukurcze koło Lidy, gdzie inicjował wiele działań społecznych, m.in. kierował Strażą Ogniową oraz konnym Przysposobieniem Wojskowym "Krakusi". Wiele okoliczności wskazuje na to, że związany był ze strukturami II Oddziału Sztabu Generalnego i wykonywał zadania wywiadowcze po drugiej stronie wschodniej granicy; to dotąd wciąż najmniej znana strona aktywności ziemianina sukurczańskiego. Witold Pilecki obdarzony był wieloma talentami, miał m.in. uzdolnienia artystyczne, czego przykładem są zachowane do dziś obrazy świętych w kościółku parafialnym w Krupie. Pozostało też kilka rysunków, zarówno artystycznych, jak i technicznych; te ostatnie jako formy instruktażowe dla syna Andrzeja.
Sukurcze były miejscem rodzinnego szczęścia; 7 kwietnia 1931 r. Witold poślubił nauczycielkę z pobliskiej szkoły, Marię (Mariannę) z Ostrowskich, i doczekał się dwojga dzieci - Andrzeja i Zofii, którą z czułością nazywał "Generałką". Rodzinną sielankę przerwała jednak wojna.

Dobrowolny więzień Auschwitz
Witold, zmobilizowany z końcem sierpnia 1939 r., uczestniczył w kampanii polsko-niemieckiej w 19. Dywizji Piechoty w ramach Armii "Prusy", następnie w 41. Dywizji Piechoty Rezerwowej. Walczył na szosie piotrkowskiej i na Lubelszczyźnie. Nie poszedł do niewoli, powrócił w mundurze i na koniu do Ostrowii Mazowieckiej, gdzie mieszkali jego teściowie, i dalej podążył do okupowanej Warszawy. Na ziemię lidzką - choć bardzo się starał - nie zdołał się przedrzeć, bo na Bugu obaj okupanci ustanowili pilnie strzeżoną zonę graniczną między III Rzeszą a Sowdepią.
W listopadzie 1939 r. w stolicy ppor. Witold Pilecki wraz z mjr. Janem Włodarkiewiczem współtworzył Tajną Organizację Wojskową (TAP), był szefem jej sztabu, szefem Oddziału I i inspektorem organizacyjnym. Dobrowolnie zgłosił się do misji wojskowej w obozach koncentracyjnych i po uzgodnieniach z kierownictwem Związku Walki Zbrojnej 19 września 1940 r. oddał się w ręce niemieckie podczas drugiej wielkiej łapanki warszawskiej na Żoliborzu. W nocy z 21 na 22 września jako Tomasz Serafiński trafił do KL Auschwitz (zarejestrowany został w kacecie jako nr 4859), gdzie z czasem zainicjował opartą na systemie piątkowym konspirację obozową, a następnie scalił z innymi grupami obozowego podziemia, tworząc Związek Organizacji Wojskowych (ZOW). Meldunki z obozu docierały do władz ZWZ-AK, skąd wysyłane były do Londynu i przekazywane aliantom. Wśród tych meldunków były także te, dotyczące zbrodni dokonywanych przez Niemców na Polakach, Rosjanach, Żydach i innych. O upamiętnienie kacetowych dokonań Pileckiego w muzeum obozowym na terenie byłego KL Auschwitz starał się nieżyjący już dr Józef Garliński i na początku lat 90. dokonano stosownego retuszu ekspozycyjnego, choć dość połowicznego. Nadal nie ma - a powinno być - w jerozolimskim Lesie Sprawiedliwych Yad Vashem drzewo życia jego imienia, bo Pilecki był z tych, którzy pierwsi podnieśli larum o zagładzie Żydów. W latach wojny Zachód, zwłaszcza amerykańscy Żydzi, nadzwyczaj zobojętnieli na los swych ziomków w okupowanej Polsce, by po latach bezpodstawnie oskarżać tych, którzy nieśli pomoc, choć sami dzielili los ofiar holokaustu.
W Święta Wielkanocne 27 kwietnia 1943 r. - po 947 dniach pobytu za drutami - Pilecki wraz z dwoma więźniami (Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim) zbiegł z kacetu i szczęśliwie, choć po wielu dramatycznych przygodach, dotarł do Bochni i Nowego Wiśnicza, gdzie niezwykłym zbiegiem okoliczności odnalazł autentycznego i żywego por. Tomasza Serafińskiego, pod którego nazwiskiem przebywał w Auschwitz. W jego domu, Pilecki przez pewien czas przemieszkiwał, zadzierzgając dozgonną przyjaźń z Serafińskimi. Później "Witold" w Warszawie złożył obszerny raport o sytuacji w obozie i został włączony do prac w Oddziale III "Kedywu" Komendy Głównej AK o kryptonimie "Kameleon". 11 listopada 1943 r. awansowano go do stopnia rotmistrza (wcześniej gen. "Grot" Rowecki 11 listopada 1941 r. awansował Pileckiego - w czasie jego pobytu w kacecie - do stopnia porucznika, co było wprawdzie niezgodne z pragmatyką konspiracyjną, ale niewątpliwie wyrażało wielkie uznanie dla misji obozowej "Witolda" w KL Auschwitz).

Konspiracja w konspiracji
Jako doświadczonego konspiratora włączono Pileckiego (pod krypt. "T-IV") do grupy organizującej struktury "NIE", czyli "konspirację w konspiracji" na czas okupacji sowieckiej. Otrzymał on wtedy zakaz uczestniczenia w walce w ramach akcji "Burza" i dlatego początkowo w Powstaniu Warszawskim walczył jako zwykły strzelec, z czasem dopiero wtedy - gdy walki powstańcze się przedłużały i brakowało oficerów - ujawnił swój stopień wojskowy i ostatecznie dowodził 2. komp. I baonu Zgrupowania "Chrobry II", formacji powstańczej skupiającej głównie żołnierzy Narodowych Sil Zbrojnych, broniąc skutecznie przez cały czas reduty w gmachu Wojskowego Instytutu Geograficznego w Alejach Jerozolimskich.
Po kapitulacji poszedł do niewoli i ostatecznie trafił do obozu w Murnau; po uwolnieniu oflagu znalazł się w 2. Korpusie Polskim we Włoszech, w II Oddziale sztabu gen. Władysława Andersa. Zameldował gotowość powrotu do kraju i prowadzenie dalszych prac konspiracyjnych w ramach wcześniejszych zadań i po otrzymaniu przyzwolenia generałów: Andersa i Pełczyńskiego, na początku grudnia 1945 r. powrócił do niewolonej przez Sowietów i ich komunistycznych rodzimych popleczników Polski.
Koncepcja oparcia działalności konspiracyjnej na strukturze "NIE", na co liczył rotmistrz, okazała się nierealna, toteż Pilecki po zalegalizowaniu się w nowych warunkach, zaczął organizować nową siatkę współpracowników. Organizacja miała charakter kadrowy. Rotmistrz nawiązał kontakt z dowódcami leśnych oddziałów poakowskich, jakie w ramach samoobrony podejmowały walkę z reżimem komunistycznym, przekazując instrukcje władz Rzeczypospolitej na wojennym wychodźstwie o konieczności rozwiązywania oddziałów partyzanckich i legalizacji ludzi pozostających pod bronią, głównie po to, by chronić najbardziej wartościowe siły Narodu Polskiego i nie narażać ich na nieuniknione represje ze strony nowych okupantów i ich rodzimych komunistycznych sługusów.

Proces
5 lub 8 maja 1947 r. "Witold" został aresztowany, wraz z nim w sprawie zatrzymano 23 osoby, z których tylko kilkoro później zwolniono. Aresztowanie było wynikiem dłuższej inwigilacji i prowokacji dokonanej przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Śledztwo nadzorowane przez osławionego kata Urzędu Bezpieczeństwa płk. Romana Romkowskiego, zostało zamknięcie 10 grudnia 1947 roku. Naczelnik Wydziału II Departamentu Śledczego MPB, równie ponurej sławy mjr Humer, 23 stycznia 1948 r. zaakceptował akt oskarżenia, zatwierdzony 5 lutego przez wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. M. Dytrę. 7 lutego akta sprawy znalazły się w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie. Proces, w którym oskarżono oprócz Witolda Pileckiego także Marię Szelągowską, Tadeusza Płużańskiego, Szymona Jamontt-Krzywickiego, Maksymiliana Kauckiego, Jerzego Nowakowskiego, Witolda Różyckiego i Makarego Sieradzkiego, odbył się w dniach 3-15 marca 1948 roku. Składowi sędziowskiemu przewodniczył ppłk Jan Hryckowian (wcześniej żołnierz AK, który się zaprzedał komunistom), członkami byli - sędzia kpt. Józef Badecki, ławnik kpt. Stefan Nowacki, protokolant por. Ryszard Czarkowski. Oskarżycielem był wiceprokurator Naczelnej Prokuratury WP mjr Czesław Łapiński, również sprzedajny akowiec.
Akt oskarżenia opierał się na dekrecie z 13 czerwca 1946 r. (tzw. małym kodeksie karnym) oraz na kodeksie karnym WP i kodeksie karnym cywilnym. Pileckiemu zarzucano: kierowanie wywiadem na rzecz obcego mocarstwa, czynienie przygotowań do gwałtownego zamachu zbrojnego na funkcjonariuszy MBP, przyjęcie korzyści majątkowych (pobieranie gaży oficerskiej i dotacji z 2. Korpusu Polskiego na przygotowanie szlaków przerzutowych na Zachód), posiadanie trzech składów broni i amunicji na terenie Warszawy, niezgłoszenie się jako oficer na publiczne wezwania do rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień, używanie fałszywych dokumentów na nazwisko Roman Jezierski. Oskarżony zaprzeczał, by był rezydentem wywiadu, choć przyznawał, iż jako oficer pozostający w służbie wypełniał zadanie kierowania komórką wywiadu, a posiadaną broń określił jako pamiątkową (pochodziła z okresu Powstania Warszawskiego), odrzucił też zarzut o przygotowywanie zamachów na funkcjonariuszy bezpieki (tego rodzaju podsunięty pomysł był w istocie prowokacją bezpieki). "Witold" podkreślał fakt żołnierskiej służby w dobrej sprawie.
Oskarżyciel, wbrew dowodom i okolicznościom przypisywanych "zbrodni", żądał dla rotmistrza (podobnie jak dla M. Szelągowskiej, T. Płużańskiego i M. Sieradzkiego) kary śmierci, dla dwóch innych - dożywotniego więzienia, dla pozostałych - wysokich wyroków.

Mord sądowy
Rotmistrz Pilecki został skazany z różnych artykułów na karę śmierci trzykrotnie, z innych artykułów - na 15, 10 i 2 lata więzienia; łącznie wymierzono mu karę śmierci oraz pozbawiono go praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze wraz z przepadkiem mienia. Szelągowska i Płużański skazani zostali również na kary śmierci, zamienione następnie na dożywocie, inni otrzymali wieloletnie kary więzienia. Drastyczny wyrok był motywowany przez reżimowe kolegium orzekające faktem, iż oskarżeni dopuścili się najcięższej zbrodni stanu i zdrady Narodu, cechowało ich wyjątkowe napięcie złej woli, przejawiali nienawiść do Polski Ludowej i reform społecznych, zaprzedali się obcemu wywiadowi oraz wykazali szczególną gorliwość w akcji szpiegowskiej. Motywy i stylistyka wyroku (zarzuty o dywersji politycznej, płatnej służbie, rezydenturze i szpiegostwie) wyraźnie wskazują na polityczny, a ściślej - propagandowy charakter procesu i zasądzonych wyroków. Był to w istocie zbrodniczy mord sądowy.
Wyrok wobec Pileckiego utrzymał w mocy Najwyższy Sąd Wojskowy (płk Kazimierz Drohomirecki, ppłk Roman Kryże, mjr Leo Hochberg, por. Jerzy Kwiatkowski, mjr Rubin Szwajga) na posiedzeniu 3 maja 1948 roku. Wniosków o łaskę mec. Lecha Buszkowskiego, obrońcy procesowego, żony Pileckiego - Marii, oraz samego skazanego (rotmistrz przesłał "do pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej" bardziej raport ze służby niż prośbę o ułaskawienie) Bolesław Bierut nie uwzględnił (taka decyzja jest w aktach sprawy z 20 maja 1948 r.). Pismo Pileckiego ujawnia, iż rotmistrz nie musiał otrzymać kary śmierci, o ile by publicznie oskarżył swoich przełożonych na Zachodzie i pozostające na emigracji konstytucyjne władze RP. Nie spełnił tych oczekiwań funkcjonariuszy MBP, stąd otrzymał najwyższy wymiar kary. Wiele wskazuje, że sprawą mordu sądowego osobiście zainteresowany był ówczesny reżimowy premier Józef Cyrankiewicz, były więzień KL Auschwitz, gdzie - jak wiele wskazuje - stał się konfidentem obozowego gestapo, a później zaciągnął się - jak zresztą czyniło to wielu - pod sztandary innego lewicowego totalitaryzmu, który odpłacił się mu za służalstwo dygnitarstwem i tytułem "żelaznego premiera".
W związku z różnymi wątkami, jakie komuniści łączyli ze sprawą Pileckiego i jego nowym dossier, rotmistrz już po wyroku skazującym był poddany drugiemu śledztwu - i to dalece bardziej brutalnemu. Ile trzeba człowiekowi zadać cierpień, by uznał, że pobyt w Auschwitz to sanatorium - w porównaniu do ubeckiego piekła; a właśnie takie było doświadczenie Witolda Pileckiego, o czym powiedział żonie podczas ostatniego widzenia.
25 maja 1948 r. o godzinie 21.30 w obecności wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. S. Cypryszewskiego, naczelnika więzienia por. R. Mońko, lekarza por. K. Jezierskiego i kapelana ks. kpt. W. Martusiewicza w więzieniu mokotowskim dokonano egzekucji - według protokołu wykonania wyroku śmierci - przez rozstrzelanie. Plutonem egzekucyjnym - według tego samego dokumentu - dowodził Piotr Śmietański, choć powszechną praktyką był strzał w tył głowy na sposób "katyński". Ciała nie wydano rodzinie, ale złożono w jednym z miejsc zbiorowych pochówków więźniów mokotowskich, choć wiele wskazuje na to, iż było to pod płotem wojskowego cmentarza powązkowskiego (dziś kwatera "Ł" w obrębie powązkowskiej nekropoli).
Wśród tych, których obciąża dokonana na rotmistrzu Pileckim zbrodnia sądowa, jest także wspomniany wcześniej ówczesny premier Józef Cyrankiewicz. Powodem jego zainteresowania "Witoldem" była przeszłość obozowa obu; Cyrankiewicz za milczenie gotów był Pileckiego "materialnie urządzić", ale rotmistrz wzgardził ofertą. Wśród więźniów Mokotowa i Wronek kursowało przekonanie, że Pilecki o pewnych prominentach wiedział za dużo z okresu Auschwitz. Oświęcimiacy, z Tadeuszem Pietrzykowskim "Teddym" - znakomitym sportowcem, interweniowali w sprawie rotmistrza u Cyrankiewicza, ale nic nie osiągnęli, podobnie jak wielu innych przyjaciół "Witolda". "Żelazny premier" osobiście i przez organy administracji państwa komunistycznego starannie zacierał prawdę o swojej przeszłości i "pisał" nową - wedle swojej miary - historię.

Batalia o prawdę
Przez lata wielu podejmowało sprawę rotmistrza Witolda Pileckiego, w kraju i na emigracji politycznej. Nie sposób pominąć choćby niepospolitej postaci dr. Józefa Galińskiego. Jednakże to Zofia, córka rotmistrza, którą on sam nazywał "Generałką", najbardziej domagała się przywrócenia dobrej pamięci o ojcu. "Drapała" z determinacją dygnitarzy peerelowskich i elity rodzącej się III Rzeczypospolitej. Jakże długa i wielka była gorycz jej, brata Andrzeja i najbliższych, zanim nastąpiła tzw. rehabilitacja sądowa (choć samo określenie rehabilitacja jest uwłaczające dla postaci rotmistrza).
Mimo wielokrotnych i długoletnich starań o rewizję wyroku, dopiero w drugim procesie - 28 września 1990 r. - nastąpiło "uniewinnienie" Witolda Pileckiego. Podkreślono niesprawiedliwy charakter wydanych wyroków oraz bezsporny fakt, iż rotmistrz nie był szpiegiem, a żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i wykonywał powierzone sobie zadania. Sąd III RP docenił wysoce patriotyczną postawę niesłusznie skazanych wraz z Witoldem. Mimo tego wyroku pozostaje nieodparte przeświadczenie, że to nie rotmistrz Pilecki potrzebował rehabilitacji.
W roku 2006 - pomijając niezrozumiały sprzeciw niektórych członków kapituły orderowej, w tym także z kacetową przeszłością - prezydent RP prof. Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie rtm. Witolda Pileckiego (i gen. Augusta Emila Fieldorfa) Orderem Orła Białego, najwyższym odznaczeniem Rzeczypospolitej, w uznaniu jego zasług w wiernej, niezłomnej i "usque ad finem" służbie Polsce Niepodległej. Szczęśliwie w kilkunastu szkołach może pamiętać o nim, jako swoim patronie, nowe pokolenie Polaków okutych w powiciu, ale zrodzonych w wolności i dla wolności.
Od ponad roku, co najmniej, u władz Warszawy złożony jest wniosek o nadanie miejscu, dotychczas nazywanemu placem Defilad, imienia rtm. Witolda Pileckiego. Konkurentem do nazwy jest też genialny kompozytor Fryderyk Chopin. Nie umniejszając nic wielkiemu artyście, wydaje się, że teren obciążony tak złowróżbnym ideologicznie wianem, może być historycznie skontrowany przez pamięć o człowieku, który walce z totalitaryzmem narodowego socjalizmu i internacjonalnego komunizmu poświęcił wszystko, łącznie z życiem. Byłby to akt dziejowej sprawiedliwości, ale być może sukces odniesie niewygasły duch czasu "błędów i wypaczeń".

Prof. Wiesław Jan Wysocki

--------------------------------------------------------------------------------
Autor jest historykiem, profesorem UKSW.

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=111953


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 31 lip 2011, 15:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/50620

Rotmistrz Pilecki na pewno swoją postawą mierzi taką osobę jak rządząca Warszawą HGW - bo żeby ryzykować swe życie dla jakiejś hołoty, którą taka Hanka pałuje z pomocą hord Zubrzyckiego? By poświęcać się dla jakiejś tam ojczyzny, która właściwie nie wiadomo czym jest, bo nikt czegoś takiego za rękę nie chwycił? By wierzyć w jakiegoś tam Boga, i to w naszych czasach światłego rozumu? Nie ma żadnych szans by Hanka i jej podobni kogoś takiego, kim dogłębnie pogardza, mogła w jakikolwiek sposób uhonorować. Gdyby chociaż był bolszewickim najeźdźcą albo zarezał jakieś niemowlę na Wołyniu, zrobiłby zapewne na HGW jakieś dodatnie wrażenie i może wtedy dałaby się przekonać. Ale poświęcenie swego życia dla Polski, dla świata, dla ludzkości? Toż z takim faszyzmem antifa od Michnika walczy dniami i nocami. A tu jeszcze chcą by place w stolicy imieniem takiego frajera chrzcić? Krętacze lodów i ich miłośnicy nigdy czegoś takiego nie pojmą.

Kopia artykułu:

Najodważniejszy wyklęty rtm. Witold Pilecki - wciąż kłopotliwy dla władz miasta niezłomnego
Maryla, sob., 30/07/2011 - 18:17

Od ponad roku w warszawskim magistracie zalega wniosek o nadanie imienia rtm. Witolda Pileckiego obecnemu placowi Defilad. Czy ten, który walce z totalitaryzmem narodowego socjalizmu i internacjonalnego komunizmu poświęcił wszystko, łącznie z życiem, doczeka się upamiętnienia w stolicy?

PROTOKÓŁ NR 58/10
POSIEDZENIA
PODKOMISJI DS. NAZEWNICTWA ULIC
KOMISJI KULTURY I PROMOCJI MIASTA
RADY M. ST. WARSZAWY
z dnia 10 maja 2010 roku.
PROTOKÓŁ NR 42/09
Podkomisja ds. Nazewnictwa Ulic
W posiedzeniu udział wzięli członkowie Podkomisji oraz zaproszeni goście:
1. Mariola Rabczon – Przewodnicząca Komisji,
2. Olga Johann – Wiceprzewodnicząca Podkomisji,
3. Adam Cieciura,
4. Michał Grodzki,
5. Jolanta Gruszka,
6. Paweł Turowski.

Wniosek Fundacji Paradis Judeorum w sprawie zmiany nazwy pl. Defilad na pl. rtm Witolda Pileckiego.
Zespół uważa, że rozpatrywanie propozycji nazewniczych mających zastąpić nazwę Placu Defilad może nastąpić dopiero po ustaleniu koncepcji zagospodarowania terenu. W Warszawie od roku 1995 jest duża ulica dedykowana rtm. Witoldowi Pileckiemu zlokalizowana w Dzielnicy Ursynów. W związku z powyższym Zespół negatywnie zaopiniował ww. wniosek.
Podkomisja ds. Nazewnictwa Ulic w głosowaniu jednogłośnie (4 głosami „za”), przychyliła się do opinii Zespołu Nazewnictwa Miejskiego.

Biogram
http://www.pilecki.ipn.gov.pl/portal/rp ... lecki.html

Rotmistrz Witold Pilecki

Obrazek

Konspiracja w konspiracji
http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my02.txt
Jako doświadczonego konspiratora włączono Pileckiego (pod krypt. "T-IV") do grupy organizującej struktury "NIE", czyli "konspirację w konspiracji" na czas okupacji sowieckiej. Otrzymał on wtedy zakaz uczestniczenia w walce w ramach akcji "Burza" i dlatego początkowo w Powstaniu Warszawskim walczył jako zwykły strzelec, z czasem dopiero wtedy - gdy walki powstańcze się przedłużały i brakowało oficerów - ujawnił swój stopień wojskowy i ostatecznie dowodził 2. komp. I baonu Zgrupowania "Chrobry II", formacji powstańczej skupiającej głównie żołnierzy Narodowych Sil Zbrojnych, broniąc skutecznie przez cały czas reduty w gmachu Wojskowego Instytutu Geograficznego w Alejach Jerozolimskich.

Obrazek
Zdjęcia zrobione po aresztowaniu w warszawskim więzieniu mokotowskim (1947)


Proces
5 lub 8 maja 1947 r. "Witold" został aresztowany, wraz z nim w sprawie zatrzymano 23 osoby, z których tylko kilkoro później zwolniono. Aresztowanie było wynikiem dłuższej inwigilacji i prowokacji dokonanej przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Śledztwo nadzorowane przez osławionego kata Urzędu Bezpieczeństwa płk. Romana Romkowskiego, zostało zamknięcie 10 grudnia 1947 roku. Naczelnik Wydziału II Departamentu Śledczego MPB, równie ponurej sławy mjr Humer, 23 stycznia 1948 r. zaakceptował akt oskarżenia, zatwierdzony 5 lutego przez wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. M. Dytrę. 7 lutego akta sprawy znalazły się w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie. Proces, w którym oskarżono oprócz Witolda Pileckiego także Marię Szelągowską, Tadeusza Płużańskiego, Szymona Jamontt-Krzywickiego, Maksymiliana Kauckiego, Jerzego Nowakowskiego, Witolda Różyckiego i Makarego Sieradzkiego, odbył się w dniach 3-15 marca 1948 roku.

Obrazek
Ława oskarżonych w procesie Witolda Pileckiego (marzec 1948)


Składowi sędziowskiemu przewodniczył ppłk Jan Hryckowian (wcześniej żołnierz AK, który się zaprzedał komunistom), członkami byli - sędzia kpt. Józef Badecki, ławnik kpt. Stefan Nowacki, protokolant por. Ryszard Czarkowski. Oskarżycielem był wiceprokurator Naczelnej Prokuratury WP mjr Czesław Łapiński, również sprzedajny akowiec.
Akt oskarżenia opierał się na dekrecie z 13 czerwca 1946 r. (tzw. małym kodeksie karnym) oraz na kodeksie karnym WP i kodeksie karnym cywilnym. Pileckiemu zarzucano: kierowanie wywiadem na rzecz obcego mocarstwa, czynienie przygotowań do gwałtownego zamachu zbrojnego na funkcjonariuszy MBP, przyjęcie korzyści majątkowych (pobieranie gaży oficerskiej i dotacji z 2. Korpusu Polskiego na przygotowanie szlaków przerzutowych na Zachód), posiadanie trzech składów broni i amunicji na terenie Warszawy, niezgłoszenie się jako oficer na publiczne wezwania do rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień, używanie fałszywych dokumentów na nazwisko Roman Jezierski. Oskarżony zaprzeczał, by był rezydentem wywiadu, choć przyznawał, iż jako oficer pozostający w służbie wypełniał zadanie kierowania komórką wywiadu, a posiadaną broń określił jako pamiątkową (pochodziła z okresu Powstania Warszawskiego), odrzucił też zarzut o przygotowywanie zamachów na funkcjonariuszy bezpieki (tego rodzaju podsunięty pomysł był w istocie prowokacją bezpieki). "Witold" podkreślał fakt żołnierskiej służby w dobrej sprawie.
Oskarżyciel, wbrew dowodom i okolicznościom przypisywanych "zbrodni", żądał dla rotmistrza (podobnie jak dla M. Szelągowskiej, T. Płużańskiego i M. Sieradzkiego) kary śmierci, dla dwóch innych - dożywotniego więzienia, dla pozostałych - wysokich wyroków.
Mord sądowy
Rotmistrz Pilecki został skazany z różnych artykułów na karę śmierci trzykrotnie, z innych artykułów - na 15, 10 i 2 lata więzienia; łącznie wymierzono mu karę śmierci oraz pozbawiono go praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze wraz z przepadkiem mienia. Szelągowska i Płużański skazani zostali również na kary śmierci, zamienione następnie na dożywocie, inni otrzymali wieloletnie kary więzienia. Drastyczny wyrok był motywowany przez reżimowe kolegium orzekające faktem, iż oskarżeni dopuścili się najcięższej zbrodni stanu i zdrady Narodu, cechowało ich wyjątkowe napięcie złej woli, przejawiali nienawiść do Polski Ludowej i reform społecznych, zaprzedali się obcemu wywiadowi oraz wykazali szczególną gorliwość w akcji szpiegowskiej.
Wyrok wobec Pileckiego utrzymał w mocy Najwyższy Sąd Wojskowy (płk Kazimierz Drohomirecki, ppłk Roman Kryże, mjr Leo Hochberg, por. Jerzy Kwiatkowski, mjr Rubin Szwajga) na posiedzeniu 3 maja 1948 roku. Wniosków o łaskę mec. Lecha Buszkowskiego, obrońcy procesowego, żony Pileckiego - Marii, oraz samego skazanego (rotmistrz przesłał "do pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej" bardziej raport ze służby niż prośbę o ułaskawienie) Bolesław Bierut nie uwzględnił (taka decyzja jest w aktach sprawy z 20 maja 1948 r.). Pismo Pileckiego ujawnia, iż rotmistrz nie musiał otrzymać kary śmierci, o ile by publicznie oskarżył swoich przełożonych na Zachodzie i pozostające na emigracji konstytucyjne władze RP. Nie spełnił tych oczekiwań funkcjonariuszy MBP, stąd otrzymał najwyższy wymiar kary. Wiele wskazuje, że sprawą mordu sądowego osobiście zainteresowany był ówczesny reżimowy premier Józef Cyrankiewicz, były więzień KL Auschwitz, gdzie - jak wiele wskazuje - stał się konfidentem obozowego gestapo, a później zaciągnął się - jak zresztą czyniło to wielu - pod sztandary innego lewicowego totalitaryzmu, który odpłacił się mu za służalstwo dygnitarstwem i tytułem "żelaznego premiera".
W związku z różnymi wątkami, jakie komuniści łączyli ze sprawą Pileckiego i jego nowym dossier, rotmistrz już po wyroku skazującym był poddany drugiemu śledztwu - i to dalece bardziej brutalnemu. Ile trzeba człowiekowi zadać cierpień, by uznał, że pobyt w Auschwitz to sanatorium - w porównaniu do ubeckiego piekła; a właśnie takie było doświadczenie Witolda Pileckiego, o czym powiedział żonie podczas ostatniego widzenia.
25 maja 1948 r. o godzinie 21.30 w obecności wiceprokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. S. Cypryszewskiego, naczelnika więzienia por. R. Mońko, lekarza por. K. Jezierskiego i kapelana ks. kpt. W. Martusiewicza w więzieniu mokotowskim dokonano egzekucji - według protokołu wykonania wyroku śmierci - przez rozstrzelanie. Plutonem egzekucyjnym - według tego samego dokumentu - dowodził Piotr Śmietański, choć powszechną praktyką był strzał w tył głowy na sposób "katyński". Ciała nie wydano rodzinie, ale złożono w jednym z miejsc zbiorowych pochówków więźniów mokotowskich, choć wiele wskazuje na to, iż było to pod płotem wojskowego cmentarza powązkowskiego (dziś kwatera "Ł" w obrębie powązkowskiej nekropoli).
Prof. Wiesław Jan Wysocki
W roku 2008, w sześćdziesiątą rocznicę mordu na Pileckim wiele instytucji państwowych i organizacji pozarządowych podjęło działania mające na celu rozpropagowanie dziejów Pileckiego. Powstały w tym czasie witryny internetowe, odsłonięto tablice pamiątkowe, ukazały się liczne artykuły prasowe. 7 maja 2008 Senat RP podjął uchwałę w sprawie przywrócenia pamięci zbiorowej Polaków bohaterskiej postaci rotmistrza Witolda Pileckiego. Senatorowie uczcili w ten sposób 60. rocznicę śmierci jednego z największych bohaterów drugiej wojny światowej

Quote-alpha.png Jego heroiczny czyn, jakim było dobrowolne i celowe poddanie się uwięzieniu w KL Auschwitz, a także powojenny, okupiony śmiercią powrót do Ojczyzny stawiają Witolda Pileckiego wśród najodważniejszych ludzi na świecie i powinny stać się dla Europy i świata wzorem bohaterstwa oraz symbolem oporu przeciw systemom totalitarnym. Pilecki został bowiem, jak wielu Polaków, poddany straszliwej próbie niszczącej machiny systemu hitlerowskiego, a po wojnie stalinowskiego. Z obydwu tych prób wyszedł zwycięsko, choć za swoja postawę zapłacił życiem
Historia Polski Kotwica
Ten artykuł jest częścią cyklu:
Polskie Państwo Podziemne
http://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Pilecki

22 polskich eurodeputowanych zaglosowalo przeciwko ustanowieniu dnia 25 maja - rocznicy smierci Witolda Pileckiego - Europejskim Dniem Bohaterow Walki z Totalitaryzmami
iech zloza mandaty


fot. E. Sadej<br />



Obrazek

Przeciwko uhonorowaniu rotmistrza Witolda Pileckiego glosowal takze byly premier Jerzy BuzekNiech wszyscy polscy europoslowie, ktorzy nie poparli w Parlamencie Europejskim uhonorowania rotmistrza Witolda Pileckiego, publicznie zrezygnuja z dalszego udzialu w zyciu politycznym - wzywa Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodleglosciowych w Krakowie. Kombatanci ubolewaja, ze przepadla poprawka autorstwa deputowanej Hanny Foltyn-Kubickiej o ustanowieniu 25 maja - dnia smierci Pileckiego, dniem Bohaterow Walki z Totalitaryzmami, ale za skandal uwazaja to, ze przeciwko jej przyjeciu glosowali takze deputowani z Polski.
"Oto ich nazwiska: Czarnecki, Onyszkiewicz, Piskorski, Staniszewska, Wielowieyski, Buzek, Chmielewski, Gacek, Jalowiecki, Lewandowski, Olbrycht, Protasiewicz, Saryusz-Wolski, Siekierski, Zaleski, Zwiefka, Geringer de Oedenberg, Grabowska, Liberadzki, Masiel. Sonik i Gierek w jednym glosowaniu wstrzymali sie, w drugim byli przeciwko przyjeciu zgloszonej przez Foltyn-Kubicka poprawki"

Maryla - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 28 sie 2011, 17:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Małkowski wśród wielkich Polaków

Po każdym jubileuszu powinien pozostać jakiś trwały ślad. I taką właśnie pamiątkę zafundował krakowianom Zlot Stulecia Harcerstwa, o którego przebiegu szerzej pisałem wczoraj.
Oprócz zamontowanych na kilkudziesięciu miejskich podwórkach urządzeń do zabaw dla dzieci, druhny i druhowie ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej oraz kilku współpracujących z nim stowarzyszeń polskiego skautingu w kraju, na Litwie i na Ukrainie doprowadzili do odsłonięcia w alei Wielkich Polaków parku im. doktora Henryka Jordana popiersia Andrzeja Małkowskiego autorstwa Macieja Zychowicza. Jego fundatorami są ZHR i prywatni sponsorzy (głównie harcerki i harcerze wielu pokoleń), którzy odpowiedzieli na apel kierownictwa Związku o wpłaty na ten cel.
Uroczystego odsłonięcia popiersia twórcy harcerstwa dokonały jego wnuczka - podharcmistrz Krystyna Małkowska-Żaba oraz córka ostatniego Prezydenta II Rzeczypospolitej harcmistrza Ryszarda Kaczorowskiego - hm Jagoda Kaczorowska; obie reprezentowały na jubileuszowym zlocie Związek Harcerstwa Polskiego Poza Granicami Kraju. Poświęcił je naczelny kapelan ZHR ksiądz hm Kazimierz Chudzicki.
- Jest to specyficzny moment. Chyba moi dziadkowie - Olga i Andrzej Małkowscy - muszą się w tej chwili bardzo cieszyć, bo sto lat temu, gdy zakładali harcerstwo, gdy mój dziadek tworzył tę ideę, chyba nie mogli przewidzieć,że w tym dniu tyle nas tutaj zgromadzonych będzie w wolnej Polsce służących Bogu, Polsce i bliźnim. A jednak stało się. Dla harcerzy mało jest rzeczy niemożliwych - powiedziała wzruszona Krystyna Małkowska-Żaba, dziękując wszystkim, którzy przyczynili się do powstania pomnika, a także osobom pomagającym jej babci po powrocie do Polski, gdy osiedliła się w Zakopanem (tam zmarła w 1979 roku i tam została pochowana).
Ceremonię w parku Jordana uświetniła młodzieżowa orkiestra dęta ze Skomielnej Czarnej. Licznie stawili się harcerscy kombatanci z Szarych Szeregów i z okresu tzw. drugiej konspiracji z lat 40., a także weterani z niezależnych struktur harcerskich działających w obrębie i poza ZHP w latach 70. i 80. (przede wszystkim z Kręgów Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego, zwanych popularnie harcerską "Solidarnością"). Byli wśród nich m.in. senator Kazimierz Wiatr, przewodniczący Rady Miasta Krakowa Bogusław Kośmider, były wojewoda wielkopolski Maciej Musiał, były ambasador RP w Estonii Wojciech Wróblewski.
W alei Wielkich Polaków znajdują się popiersia m.in. Jana Pawła II, prymasa Stefana Wyszyńskiego, kardynała Adama księcia Sapiehy, księdza Jerzego Popiełuszki, Tadeusza Kościuszki, marszałka Józefa Piłsudskiego, generałów Władysława Andersa, Leopolda Okulickiego, Emila Fieldorfa-"Nila", pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, rotmistrza Witolda Pileckiego, Ignacego Paderewskiego, Karoliny Lanckorońskiej, Zbigniewa Herberta. Większość osłonięto w ostatnich latach z inicjatywy niestrudzonego w tym chwalebnym dziele prezesa Towarzystwa Parku im. dr. Henryka Jordana Kazimierza Cholewy, który jest też fundatorem wielu z nich.
Andrzej Małkowski (1888-1919) działał wniepodległościowych organizacjach młodzieżowych "Zarzewie", "Sokół" i "Eleusis".W 1909 roku przetłumaczył (podobno w formie kary za spóźnienie na zajęcia w jednej z nich) fundamentalne dzieło generała Roberta Baden-Powella pt. "Scouting for boys" i zafascynowany zawartymi w niej pomysłami wychowawczymi, opartymi na doświadczeniach wojny burskiej, rozpoczął tworzenie polskiej wersji skautingu, czyli harcerstwa.
Pierwsze zastępy powstały w 1910 roku, a pierwsze drużyny rok później we Lwowie. Data powołania tych drugich: 22 maja 1911 roku przyjmowana jest umownie za początek zorganizowanej działalności polskiej odmiany skautingu, w dużej mierze zorientowanej na działalność niepodległościową.
Zagrożony aresztowaniem przez władze austriackie, Małkowski wyjechał w 1915 roku wraz zżoną Olgą z Drahonowskich (również aktywną skautmistrzynią) do USA, a następnie do Kanady, gdzie zakładał polonijne drużyny harcerskie i brał udział w tworzeniu tam polskich oddziałów wojskowych.
W latach 1916-1918 służył w armii kanadyjskiej, a od listopada 1918 roku w Błękitnej Armii generała Józefa Hallera, który wysłał go z misją wojskową do Odessy. Statek, którym płynął Andrzej Małkowski zatonął po uszkodzeniu przez minę w nocy z 15 na 16 stycznia 1919 roku. Wśród nielicznych osób ocalałych z katastrofy nie było twórcy harcerstwa.

http://bukojer.salon24.pl/337228,malkow ... ch-polakow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Patrioci skazani na zapomnienie
PostNapisane: 27 lis 2011, 18:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Kibice uczcili pamięć bohaterskiego partyzanta

Blisko 40-osobowa grupa kibiców Sandecji uczciła w Piwnicznej-Zdroju pamięć majora Juliana Zubka-„Tatara” (1912 - 1981) w 30. rocznicę jego śmierci - poinformowała „Polska-Gazeta Krakowska”.
Zubek był w okresie Dwudziestolecia zawodnikiem tego klubu, a w czasie II wojny światowej oficerem Armii Krajowej, organizatorem sieci kurierskiej na Węgry, kawalerem orderu Virtuti Militari.
Kibice, złożyli wieniec na jego grobie, zapalili znicze, pomodlili się i odpalili race.

http://bukojer.salon24.pl/368159,kibice ... partyzanta



Cześć tym, którzy mają odwagę pamiętać.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 63 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /