Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 286 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17 ... 20  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 23 kwi 2015, 20:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... -nie-mowi/

Dlaczego Wielka Brytania i USA pozwoliły mordować Żydów. Niewygodna prawda, o której się nie mówi.
KLUB INTELIGENCJI POLSKIEJ 21 KWIETNIA 2015

W związku ze szkalującą Polskę i Węgry wypowiedzią szefa FBI Jamesa Comey’a pani premier Ewa Kopacz otrzymała od Andrzeja H. Willmanna z Toronto poniższy tekst autorstwa dr Leszka Pietrzaka. Nadawca jest znanym od lat w Kanadzie i USA wybitnym autorem książek na tematy finansowo-ekonomiczne oraz darczyńcą organizacji polonijnych.

Obrazek

Przywódcy Wielkiej Brytanii i USA wiedzieli, że Niemcy dokonują zagłady Żydów. Mimo to nie zrobili nic, aby temu zapobiec. Ta szokująca prawda, niewygodna dla zachodnich demokracji, jest dziś przemilczana.
70 lat temu polski rząd w Londynie powiadomił aliantów o masowym mordowaniu Żydów przez Niemców. Przez kolejne kilka lat żądał podjęcia działań, które powstrzymałyby ludobójstwo. Bez efektu. Owo milczące przyzwolenie światowych potęg to do dziś wstydliwa i niewyjaśniona karta historii. Trudno się dziwić, że w państwach tych ochoczo wspiera się próby przerzucenia na Polaków współodpowiedzialności za Holocaust przez lansowanie tezy, że rzekomo współdziałali z hitlerowcami, korzystali finansowo na zagładzie (obrzydliwa teza Jana Tomasza Grossa) lub przynajmniej biernie się jej przyglądali. Fakty są inne: Polacy z narażeniem życia ratowali Żydów i domagali się od aliantów położenia kresu rzezi. Tymczasem USA i Wielka Brytania świadomie postanowiły nie reagować. Pora zacząć głośno o tym mówić.

Na ochotnika do Auschwitz
Już na początku 1940 r. dowództwo konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej poinformowało polski rząd w Londynie o prześladowaniu ludności żydowskiej. Premier i wódz naczelny Władysław Sikorski podzielił się tą informacją z premierem Wielkiej Brytanii Winstonem Churchillem i brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Anthonym Edenem.
W kwietniu 1940 r. zapadła decyzja o utworzeniu obozu Auschwitz-Birkenau. Parę miesięcy później zaczęto zwozić Żydów. Do poznania prawdy o Auschwitz potrzebne były bezpośrednie relacje. W połowie 1940 r. podporucznik Witold Pilecki, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, przedstawił plan przedostania się do Oświęcimia, by zebrać niezbędne dane na temat funkcjonowania obozu i zorganizowania w nim ruchu oporu. 19 września 1940 r. Pilecki dał się ująć podczas łapanki w Warszawie. To on przekazywał pierwsze informacje o ludobójstwie. Jego sprawozdanie przesłano do Londynu za pośrednictwem konspiracyjnej komórki „Anna” w Szwecji.
3 maja 1941 r. gen. Sikorski wystosował notę w językach angielskim, francuskim i hiszpańskim zatytułowaną „German occupation in Poland”, w której powiadomił o eksterminacji Żydów. Informacje te były jeszcze później wielokrotnie powtarzane przedstawicielom rządów Wielkiej Brytanii i USA.

Bezskuteczne błagania o pomoc
Jesienią 1941 r. władze III Rzeszy postanowiły „ostatecznie rozwiązać kwestię żydowską”. Nim opracowano założenia tej polityki (nastąpiło to podczas tzw. konferencji w Wannsee 20 stycznia 1942 r.) na ziemiach polskich zabijano już masowo Żydów. Komenda Główna AK dowiedziała się, że w Chełmnie ludzie są mordowani za pomocą spalin w zamkniętych ciężarówkach. I o tej sprawie w grudniu 1941 r. poinformowano przedstawicieli zachodnich rządów. Na przełomie 1941 i 1942 r. rząd Sikorskiego czynił wszystko, co mógł, aby zmusić aliantów do działania. Polskie Ministerstwo Informacji wydało broszurę dotyczącą zagłady „Bestialstwo nieznane dotąd w historii”. Zmęczony biernością aliantów, gen. Sikorski wygłosił w czerwcu 1942 r. w BCC dramatyczny apel do Anglików o podjęcie działań w celu zapobieżenia ludobójstwu. Jego przemówienie rozesłano też jako notę dyplomatyczną do rządów sprzymierzonych.
Bezdyskusyjnych dowodów zagłady dostarczyła misja Jana Karskiego (właściwie: Kozielewskiego). Dwukrotnie przedostał się on do warszawskiego getta, przebywał też w obozie przejściowym w Izbicy. Jesienią 1942 r. powrócił do Wielkiej Brytanii, gdzie opowiedział o eksterminacji. Na podstawie przywiezionych przez Karskiego dokumentów w grudniu 1942 r. minister spraw zagranicznych Edward Raczyński przygotował i przedstawił aliantom szczegółowy raport o Holocauście. Karski został również przyjęty przez prezydenta USA F.D. Roosevelta i spotkał się z wieloma osobistościami Ameryki – politykami, przedstawicielami mediów i artystami. Wszędzie apelował o ratunek dla Żydów. Bez skutku.
10 grudnia 1942 r. Sikorski wysłał kolejną notę do aliantów, nawołując do przeciwstawienia się eksterminacji „obywateli polskich żydowskiego pochodzenia”. Noty dyplomatyczne w tej sprawie dwukrotnie przesyłał sprzymierzonym Raczyński. Podobny apel wystosowała do międzynarodowej społeczności również Polska Rada Narodowa w Londynie. 18 grudnia 1942 r. prezydent Rzeczypospolitej Władysław Raczkiewicz wezwał Piusa XII do wzięcia w obronę mordowanych Żydów i Polaków.

Na własną rękę
Polska była jedynym okupowanym państwem, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci. Zabijano nie tylko „winowajców”, ale też ich rodziny. Mimo to od początku władze podziemne pomagały Żydom. Od początku 1941 r. w Komendzie Głównej AK funkcjonował Referat Żydowski. 4 grudnia 1942 r. utworzono Radę Pomocy Żydom przy Delegacie Rządu RP na Kraj (działała pod kryptonimem „Żegota”). Była kontynuatorką założonego we wrześniu 1942 r. Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom. W marcu 1943 r. powołano Referat Żydowski przy Delegaturze Rządu na Kraj. Przekazywał on „Żegocie” między innymi fundusze na pomoc i przesyłał raporty rządowi w Londynie.
W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. kwietnia Pilecki uciekł z Auschwitz i wysłał na Zachód kolejne dowody świadczące o ludobójstwie Żydów. Polacy rozważali także desperacki atak na obóz (broniło go 8 tys. esesmanów). W lipcu 1943 r. „Żegota” zasugerowała, by polski rząd w Londynie oficjalnie poprosił aliantów o wymianę ludności żydowskiej na obywateli niemieckich.
Polski Kościół katolicki też nie pozostał obojętny. 14 grudnia 1942 r. przebywający w Londynie biskup włocławski Karol Radoński ostro potępił w radiowym przemówieniu działania Niemców. „Jeżeli chodzi o ludność żydowską, to męka jej przewyższa wszystko, co cokolwiek nienawiść i dzikość ciemiężcy zdolna jest wymyślić. (…) Jako biskup polski z całą stanowczością potępiam zbrodnie dokonywane w Polsce na ludności żydowskiej”.

Dlaczego milczeli Brytyjczycy?
Rządy USA i Wielkiej Brytanii były głuche na informacje o zagładzie Żydów w okupowanej Polsce. Gdy na początku grudnia 1942 r. Sikorski po raz kolejny nawoływał do zniszczenia bombami torów dojazdowych, komór gazowych i krematoriów w obozach zagłady w okupowanej Polsce, Churchill enigmatyczne obiecywał zajęcie się tą kwestią. Fakty są takie, że naloty na obóz w Oświęcimiu były technicznie możliwe od 1942 r. W 1944 r. o bombardowanie szlaków komunikacyjnych wiodących do obozów prosili już nie tylko Polacy, lecz także przedstawiciele amerykańskich organizacji żydowskich.
Brytyjczycy wiedzieli o eksterminacji Żydów także z innych źródeł. Przechwycili np. depesze chilijskiego konsula w Protektoracie Czech i Moraw o rozpoczęciu masowych mordów.
Churchill nie tylko milczał. Firmował także politykę brytyjskich władz w Palestynie, które skrupulatnie pilnowały, aby nie napływali tam uciekający europejscy Żydzi. Gdy w grudniu 1940 r. do brzegów Palestyny dopłynął statek „Salvador” z kilkuset nielegalnymi żydowskimi imigrantami, nie pozwolono mu wpłynąć do Hajfy. Statek zatonął. Takich incydentów na palestyńskim wybrzeżu w latach 1940–1942 było wiele.
Aby zrozumieć obojętność Brytyjczyków, trzeba znać realia epoki. Nie tylko Niemcy, lecz także Anglicy uważali się za lepszych (rasę panów). Churchill wielokrotnie powtarzał: „We are superior!” („Jesteśmy najlepsi!”). Dla brytyjskiej elity Żydzi, Arabowie, Hindusi i Murzyni byli jedynie lesser races, czyli niższymi rasami. Holocaust zwyczajnie ich nie interesował.

Dlaczego milczeli Amerykanie?
Podobnie zachowywał się rząd i elity USA. Franklin D. Roosevelt był cynicznym politykiem. Zgodził się, aby Stalin przypisał Niemcom odpowiedzialność za mord w Katyniu, bo nie chciał tłumaczyć wyborcom, dlaczego pomaga jednemu zbrodniarzowi w walce z drugim. W sprawie Holocaustu dostrzegał zagrożenie dla swojego wizerunku. Wiedział, że gdyby podjął jakiekolwiek działania, mogłyby być uznane za niewystarczające, więc wolał milczeć. Gdy pod koniec października 1943 r. do Białego Domu przybyła delegacja amerykańskich rabinów, uciekł, aby po raz kolejny uniknąć rozmowy na ten temat. O tym, że była to przemyślana polityka, świadczą działania amerykańskiego Departamentu Stanu. Na początku 1943 r. urzędnicy odcięli amerykańskiej prasie dostęp do informacji o zagładzie, jakie napływały ze strony środowisk żydowskich ze Szwajcarii. Kilka tygodni później na tajnej konferencji amerykańsko-brytyjskiej na Bermudach postanowiono, że alianci nie będą reagować na ludobójstwo. Przebieg tej konferencji do tej pory owiany jest tajemnicą. Dokumenty brytyjskie wciąż są tajne. Amerykańskich odtajniono niewiele.
Rządy USA i Wielkiej Brytanii tylko raz oficjalnie odniosły się do zagłady Żydów. 17 grudnia 1942 r. wydały notę dyplomatyczną, że po wojnie „winni zbrodni nie unikną odpowiedzialności”.
„Jeśli Stany Zjednoczone chciały coś zrobić dla polskich Żydów, dobrym momentem były lata 1943–1944, gdy większość z nich jeszcze żyła i ustami Jana Karskiego Polska o to błagała” – powiedział w marcu Radosław Sikorski. Był to komentarz do wspierania przez USA roszczeń organizacji żydowskich domagających się odszkodowań od Polski za majątki należące do ofiar Holocaustu. Szkoda, że znany z ciętego języka szef MSZ poprzestał na tym jednym zdaniu. To bowiem doskonała okazja do przypomnienia światu, kto naprawdę był kibicem Holocaustu. Mimo że nawet dzięki najbardziej zdecydowanej akcji nie zdołano by ocalić wszystkich Żydów, to zaangażowanie USA i Wielkiej Brytanii umożliwiłoby uratowanie przynajmniej setek tysięcy, jeżeli nie milionów istnień.

dr Leszek Pietrzak

Opublikowano za: http://zakazanahistoria.neon24.pl/post/ ... owac-zydow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 12 cze 2015, 19:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nowastrategia.org.pl/polskie ... 1941-1942/

POLSKIE SIŁY ZBROJNE W ZSRR W LATACH 1941-1942

Po wybuchu wojny pomiędzy III Rzeszą i ZSRR, a następnie zawarciu układu Sikorski-Majski, na terenie Związku Radzieckiego powstały oddziały Wojska Polskiego podporządkowane legalnemu rządowi Rzeczpospolitej na emigracji. Poznajmy genezę i etapy formowania armii pod dowództwem generała Władysława Andersa.

Agresja ZSRR na Polskę
17 września 1939 roku Związek Sowiecki złamał cztery obowiązujące go umowy międzynarodowe, a jego wojska dokonały agresji wkraczając na terytorium Rzeczpospolitej. W związku z tą napaścią do niewoli radzieckiej trafiło 230 tys. polskich żołnierzy. Rok później, 17 września 1940 r. komisarz korpusu frontu ukraińskiego Siergiej Kożewnikow, w artykule „Wyzwolenie zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi” zamieszczonym na łamach „Krasnej Zwiezdy” podał iż oddziały frontu ukraińskiego wzięły do niewoli 10 generałów, 52 pułkowników, 72 podpułkowników, 5131 oficerów niższych stopni, 4096 podoficerów i 181 233 szeregowców. W dalszej części artykułu podano, że „przy likwidacji grupy gen. Andersa wzięto do niewoli 2 generałów, że brygada Bogołomowa wzięła do niewoli 15 tys. jeńców, w rejonie Włodzimierza Wołyńskiego-1500 oficerów i 12 tys. szeregowców, w okolicy Dubna 500 oficerów i 5,5 tys. szeregowców”. Łącznie, według tego artykułu, oddziały radziecki wzięły do niewoli 242 870 polskich żołnierzy i 12 generałów[1].
Władze Związku Radzieckiego zorganizowały 139 obozów, w tym na wschodnich ziemiach Polski 90 obozów i na terenach Związku Radzieckiego 49 obozów. Rząd sowiecki w 1939 r. zwolnił z obozów 42 420 jeńców mieszkających na terenach Polskich zajętych przez Armie Czerwoną. Po tych zwolnieniach i po wymianie jeńców z Niemcami na terenach ZSRR pozostało około 160 tys. polskich jeńców. Umieszczano ich w obozach na wschodnich terenach Rzeczypospolitej, pracowali oni przy budowie szos, lotnisk czy też w kamieniołomach. W chwili napaści Niemiec na Związek Radziecki na wschodnich terenach Polski istniało 45 obozów, w których przebywało około 55 tys. jeńców. Zostali oni ewakuowani na wschód. W głębi ZSRR istniało wtedy 25 obozów, w których przebywało około 118 tys. polskich jeńców.

Początek rokowań radziecko-polskich
Atak Rzeszy na ZSRR rozpoczęty 22 czerwca 1941 roku miał kolosalne znaczenie nie tylko dla losów wojny, lecz także dla tysięcy polskich żołnierzy znajdujących się w państwie radzieckim. 24 czerwca premier i Naczelny Wódz gen. Sikorski wygłosił przemówienie radiowe w którym wyłożył zasadnicze postulaty dające możliwość porozumienia polsko- sowieckiego. 4 lipca 1941 r. radziecki ambasador w Londynie Iwan Majski poinformował ministra Edena o gotowości rządu ZSRR do podjęcia rozmów z rządem polskim. Jednocześnie oświadczył, że jego rząd wypowiada się za utworzeniem niepodległego i demokratycznego państwa Polskiego. Sikorski zgodził się na rozmowy ze stroną radziecką i sformułował własne postulaty dotyczące:
Unieważnienie wszystkich umów radziecko-niemieckich zawartych w 1939 r.
Przywrócenie ważności umów polsko-radzieckich obowiązujących przed 1 września 1939 r. i traktatu ryskiego z 18 marca 1921 r.
Zwrot całego zagarniętego mienia polskiego.
Zwolnienie wszystkich jeńców, deportowanych i więźniów, z których miła powstać Armia Polska.

Obrazek
Podpisanie układu, Londyn 30 lipca 1941. Od lewej: Sikorski, Eden, Churchill i Majski/ Źródło: Wikimedia


„Kością niezgody” pomiędzy dyplomatami była sprawa granic. Radziecki ambasador otwarcie wspominał o tym, że jego rząd nie może zgodzić się na uznanie granicy z września 1939 r. Podpisanie układu nastąpiło w wyniku nacisków ze strony Brytyjczyków uczestniczących w rokowaniach na prośbę polskiego premiera. Układ Sikorski – Majski stanowił prawno – polityczną podstawę wzajemnych stosunków opartych na sojuszu, a skierowanych przeciwko III Rzeszy, zawierał zastępujące artykuły:

Z układu pomiędzy rządami polskim a sowieckim z 30.07.1941 roku
Rząd Rzeczypospolitej Polskiej i rząd Związku Socjalistycznych Republik Rad zawarły niniejszy układ i postanawiają co następuje:
Rząd Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich uznaje, że traktaty sowiecko-niemieckie z r.1939, dotyczące zmian terytorialnych w Polsce, utraciły swą moc. Rząd Rzeczpospolitej Polskiej oświadcza ,że Polska nie jest związana z jakimkolwiek trzecim państwem żadnym układem zwróconym przeciwko Związkowi Socjalistycznych Republik Rad.
2.Stosunki dyplomatyczne między obu rządami będą przywrócone po podpisaniu niniejszego układu i nastąpi niezwłocznie wymiana ambasadorów.
Oba rządy zobowiązują się wzajemnie do udzielania sobie wszelkiego rodzaju pomocy i poparcia w obecnej wojnie przeciwko hitlerowskim Niemcom.
4 Rząd Związku Socjalistycznych Republik Rad oświadcza swą zgodę na utworzenie na terytorium Związku Socjalistycznych Republik Rad armii polskiej, której dowódca będzie mianowany przez Rząd Polskiej w porozumieniu z rządem Związku Socjalistycznych Republik Armia Polska na terytorium Związku Socjalistycznych Republik Rad będzie podlegać w sprawach operacyjnych Naczelnemu Wojskowemu Dowództwu Związku Socjalistycznych Republik Rad, w składzie którego będzie się znajdować przedstawiciel armii polskiej. Wszystkie szczegóły dotyczące organizacji dowództwa i użycia tej armii będą ustalone dalszym układem.
Układ niniejszy wychodzi w życie natychmiast po jego podpisaniu i nie podlega ratyfikacji[…]

PROTOKÓŁ
Art.1. Z chwilą przywrócenia stosunków dyplomatycznych rząd Socjalistycznych Republik Rad udziela amnestii wszystkim obywatelom polskim, którzy są obecnie pozbawieni swobody na terytorium ZSRR, bądź jako jeńcy wojenni, bądź z innych odpowiednich powodów.
Art.2. Stosunki dyplomatyczne będą przywrócone między obydwoma rządami po podpisaniu tego układu i wymianie ambasadorów, która natychmiast nastąpi.
Protokół niniejszy wchodzi w życie równocześnie z Układem z 30 lipca 1941”[2]
Po podpisaniu układ wkroczył w fazę realizacji. Generał Sikorski wyznaczył misję wojskową, aby parafowała umowę o stworzeniu armii w składzie: gen. Zygmunt Szyszko-Bohusz, mjr dypl. Leon Bortnowski i Wiesław Arlet którzy mieli udać się do ZSRR. 6 sierpnia 1941 roku delegacje polską przyjęto w Moskwie, gdzie przystąpiła do rozmów z szefem sztabu Armii Czerwonej marszałkiem Borysem Szaposznikowem. Negocjacje dotyczyły spraw umowy wojskowej, rozwoju polskich jednostek oraz zasad rekrutacji do Armii Polskiej. Po rozmowach doszło do spotkania, w którym brali udział ze strony radzieckich władz wojskowych: gen. Żukow, gen. Aleksander Wasilewski, gen. Aleksiej Panfiłow i płk Jestigniejew; ze strony polskiej: gen. Z. Szyszko – Bohusz, mjr Leon Bortnowski i zwolniony z więzienia sowieckiego na Łubiance gen. Władysław Anders. 8 sierpnia gen. Szyszko-Bohusz przedstawił projekt umowy wojskowej, opracowany na podstawie przywiezionego z Londynu planu, który poprzez gen. Żukowa został dostarczony Stalinowi do akceptacji. Generalissimus po dokonaniu kilku poprawek zaakceptował całość. 14 sierpnia 1941r. podpisano umowę o organizacji Armii Polskiej na terenach ZSRR i powołaniu do niej wszystkich obywateli polskich znajdujących się terenie Związku Radzieckiego: to jest jeńców wojennych, aresztowanych bądź deportowanych w latach 1939. Umowę sygnowali: gen. Zygmunt Szyszko-Bohusz z strony polskiej, a ze strony sowieckiej zastępca szefa Sztabu Generalnego gen. Aleksander Wasilewski. Umowa wojskowa między naczelnym dowództwem ZSRR i Polskim naczelnym dowództwem składała się z 16 punktów regulujących wzajemne stosunki w sprawie współpracy przeciw Niemcom.
Pierwszy punkt mówił o tym, że „Umowa wojskowa jest naturalnym następstwem umowy politycznej z dnia 30.VII.1941r.”[3] Punkty od 2 do 6 informują o formowaniu polskich sił zbrojnych na terytorium ZSRR. Podkreślone jest znaczenie wojsk polskich jako wiernych i suwerennych Rzeczypospolitej Polskiej, przeznaczonych tylko do wspólnej walki przeciw Niemcom. Wojsko te pod względem operacyjnym podlegała Naczelnemu Dowództwu ZSRR, a organizacyjnie i personalnie polskiemu naczelnemu wodzowi. Formowane miały być tylko lądowe jednostki polskie w zależności od możliwości personalnych i zaopatrzenia materiałowego, natomiast ochotnicy, którzy służyli w lotnictwie lub marynarce wojennej będą uzupełniali jednostki polskie w Wielkiej Brytanii. Naczelne Dowództwo ZSRR wskazuje miejsca formowania oddziałów polskich, natomiast oficerowie i szeregowi powoływani będą przez komisje poborowe lub jako ochotnicy spośród Polaków przebywających w ZSRR.
Wszyscy żołnierze Armii Polskiej na terytorium ZSRR podlegać będą polskiemu prawu wojskowemu i ustawom. Przy oddziałach będą ustanowione polskie sądy polowe, które wyrokować będą w sprawach wykroczeń i przestępstw wojskowych dotyczących wewnętrznego ustroju, bytu, pełnienia służby i dyscypliny w Armii Polskiej. Za przestępstwa państwowe żołnierze Armii Polskiej na terytorium ZSRR odpowiadać będę przed sądami wojennymi ZSRR.
Wyekwipowanie wojenne, sztandary, oznaczenia broni i stopni wojskowych miały odpowiadać wzorom ustalonym dla Armii Polskiej w Wielkiej Brytanii. ZSRR miało zapewniać traktowanie chorych i rannych żołnierzy Armii Polskiej na równi z własnymi żołnierzami leczyć ich w sanatoriach i szpitalach oraz zabezpieczać, jeśli chodzi o renty i zasiłki.
Uzbrojenie Armii Polskiej miało być dostarczane przez ZSRR oraz częściowo przez Wielka Brytanię. Uzupełniane ono było także o dostawy, jakie rząd RP otrzymywał w „ramach amerykańskiej pomocy Lend – Lease
Wydatki na utrzymanie Armii Polskiej miały być kredytowane przez rząd ZSRR podlegać zwrotowi po zakończeniu wojny, regulować je będzie osobne finansowe porozumienie.
Dla celów łączności ustalono Polska Misję Wojskową przy Naczelnym Dowództwie ZSRR oraz Sowiecka Misję Wojskową przy Polskim Naczelnym Dowództwie w Londynie.
Wszystkie zagadnienia i szczegóły nieprzewidziane niniejszą umową będą regulowane bezpośrednio przez dowództwo Armii Polskiej na terytorium ZSRR i odpowiednie władze ZSRR.[4]
Porozumienie polsko- radzieckie spisano w 2 kopiach w językach obydwu krajów oraz podkreślono jednakowe znaczenie obydwu tekstów.

Obrazek
Władysław Anders


Dowódca Armii Polskiej w ZSRR, miał być wyznaczony przez Naczelnego Wodza PSZ, a jego kandydatura miała być uzgodniona z rządem radzieckim. Początkowo dowódcą miał być gen. Stanisław Haller, lecz gdy go „nie odnaleziono”, gen. Sikorski zdecydował się mianować na to stanowisko gen. Władysława Andersa. Wydawało się że jest to właściwy człowiek na właściwym miejscu – służba w elitarnych jednostkach kawaleryjskich w Rosji przed rewolucją, szef sztabu Armii Wielkopolskiej w powstaniu 1919r. ,”właściwa postawa podczas przewrotu majowego” itd. Anders posiadał również „dobre notowania” na Kremlu co pozwoliło mu objąć stanowisko dowódcy. Gen. Anders zapewnił o swojej lojalności wobec gen. Sikorskiego w telegramie z 21.VIII.1941 r. „Mogę zapewnić pana Generała, że uczynimy wszystko, co w naszej mocy, aby nie zawieść pokładanych w nas nadziei i walcząc ramię przy ramieniu ze sprzymierzonymi armiami, uwolnić Polskę od Najeźdźcy(…) Zapewniam, iż będziem się starali być godnymi naszych braci, poległych i walczących za Polską.”·
Prace komisji polsko-radzieckiej
16 sierpnia 1941 roku powołano specjalną wojskowa komisje mieszaną polsko –radziecką, miała zająć się sprawami dotyczącymi organizacji i zaopatrzenia formującej się armii. Obrady mieszanej komisji odbywały się kolejno 16, 19, 22, 26, i 29 VIII. Ze strony polskiej udział brali: gen. Anders, płk Sulik – Sarnowski i ppłk Stanisław Pstrokoński. A ze strony radzieckiej uczestniczyli: gen. G. Żukow, płk Jewstigniejew i mjr Kolesow. Podczas spotkań komisji omawiano problemy związane z rejestracją i poborem Polaków do wojska, wyznaczeniu miejsca na formowanie jednostek oraz sprawami wyżywienia, umundurowania i uzbrojenia itd.
Rząd sowiecki wyznaczył gen. Żukowa na pełnomocnika do spraw formowania Armii Polskiej z ZSRR a jego oficerem łącznikowym przy sztabie armii został płk Wołkowyski. Oficerem łącznikowym brytyjskiego Sztabu Imperialnego przy dowództwie Armii Polskiej w ZSRR został ppłk R. Leslie Hullsa.
Na pierwszym posiedzeniu 16 sierpnia 1941r. gen. Panfiłow podał, że w obozie Griazowcu w rejonie Wołogdy znajduje się około 1000 oficerów, w obozie Juże (Pawliszczew Bór) i Suzdalu (w rejonie iwanowskim) około 10 tys. szeregowców, w obozie starobielskim też około 10 tys. szeregowców i pewna, nie ustalona liczba żołnierzy polskich na Syberii i Uralu. Gen. Anders po wysłuchaniu gen. Panfiłowa uznał, że będzie można zorganizować dwie dywizje piechoty i oddziałów tyłowych. Rząd radziecki zapowiedział przedłożenie prośby generała do akceptacji Sztabowi Generalnemu. Jako rejon formowania wyznaczono Powołże, rejon o surowym, ale podówczas dość jeszcze zdrowym klimacie. Zapewniono także polskich przedstawicieli, że dowództwo Armii Czerwonej dostarczy pieniędzy, instruktorów i zaopatrzenia żywnościowe dla obu dywizji i oddziałów tyłowych jak i uzbrojenie dla tych dywizji. 19 sierpnia odbyło się drugie posiedzenia, na którym gen. Panfiłow poinformował stronę polską o zgodzie na utworzenia dwóch dywizji piechoty oraz jednego pułku rezerwowego. Terminem wyruszenia pierwszej dywizji na front miał być 1 października, co oczywiście niebyło możliwe do właściwego zrealizowania. Zobowiązano się również do oddania polskim dywizjom „obywateli polskich” wcielonych do Armii Czerwonej w latach 1940 – 1941, czego oczywiście nie zrealizowano. Ustalono również miejscowości, w których miały być organizowane dywizje i oddziały. Rejony formowania poszczególnych dowództw i jednostek leżały między Wołgą a Uralem. W Buzułuku niedaleko Orenburga rozmieszczało się dowództwo armii. W sąsiednim Tockoje stanąć miała 6 dywizja piechoty a opodal, w Tatiszczewie koło Saratowa, wyznaczono miejsce postoju 5 dywizji piechoty. 21 sierpnia 1941 r. dowództwo armii wydało rozkaz nr 1 o rozpoczęciu formowania Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR:
24 sierpnia 1941 r. płk Sulik przyjechał do obozu w Suzdalu gdzie przebywało 1962 jeńców, w tym 19 oficerów. Podczas prac komisji 9 osób zostało uznanych za nie zdolnych do służby.
26 sierpienia 1941 r. płk Sulik przybył do obozu w Talicy w obwodzie Iwanowskim gdzie znajdowało się 9508 jeńców. Komisja poborowa uznała za zdolnych do służby 8653 osoby. Z Tylicy skierowano:
IX. 1000 osób do Buzułuku;
Od 3.IX. do 6.IX. 8488 osób do Tatiszczewa;
24 sierpnia 1941r. płk Kazimierz Wiśniewski przyjechał do obozu w Starobielskim gdzie przebywało 11 952 jeńców. Podczas prac komisji ujawniło się 13 oficerów, którzy ukrywali swoje stopnie przed władzami obozu. Łącznie z tego obozu wcielono do jednostek 11 600 osób.
Z obozu w Griazowcu do wojska wcielono ok. 1300 oficerów oraz kilkudziesięciu podchorążych i funkcjonariuszy policji.
Ogółem wcielono do powstających polskich dywizji około 28 tys. byłych jeńców polskich na z wziętych do niewoli około 230 – 240 tys. żołnierzy.

Obrazek
Byli więźniowie łagrów zgłaszający się do służby wojskowej w Armii Polskiej w ZSRR – 1941/ Źródło: Wikimedia


W gmachu polskiej ambasady w Moskwie 27.VIII.1941 r. odbyła się odprawa oficerów powołanych do pracy w dowództwie. Gen. Anders powiadomił zebranych o obsadzie personalnej dowództwa i sztabu armii, która przedstawiała się następująco:
„dowódca armii -gen. dyw. Władysław Anders
Szef sztabu -płk dypl. Leopold Okulicki
Kwatermistrz – płk dypl. Stanisław Pstrokoński
Szef oddziału I organizacyjno-szkoleniowego -płk dypl. Władysław Rogulski
Szef oddziału II (rozpoznania bojowego) – ppłk dypl. Jan Giełgud-Asentowicz
Szef oddziału III (operacyjnego) – ppłk dypl. Kazimierz Wiśniowski
Szef saperów – płk Eustachy Gorczyński
Szef uzbrojenia -ppłk Jan Mara-Mayer
Szef służby intendentury – płk Adam Kosiba
Naczelny chirurg -płk dr Bolesław Szarecki
Szef sanitarny -ppłk dr Feliks Zalewski
Szef sądownictwa – mjr Adam Kipiano
Referent kulturowo-oświatowy – por. dr W. Charkiewicz
5 Wileńska Dywizja Piechoty:
Dowódca -gen. Mieczysław Boruta – Spiechowicz
Zastępca dowódcy -płk dypl. Jerzy Grobicki
Szef Sztabu – ppłk dypl. Zygmunt Berling
6 Lwowska Dywizja Piechoty:
Dowódca -gen. bryg. Michał Karaszewicz-Tokarzewski
Zastępca dowódcy -gen. Jerzy Wołowicki
Szef sztabu – mjr dypl. Ludwik Domoń
Dowódca ośrodka zapasowego -płk dypl. Janusz Gaładyk”[5]
Na posiedzeniu komisji z 28 VIII 1941 r. gen. Pamfiłow oświadczył, że organy radzieckie będę w stanie zaopatrywać od 1 września dywizję polskie (około 25 tys. żołnierz) w żywność i uzbrojenie. Umundurowaniem i wyekwipowaniem miał zajęć się rząd brytyjski.
Uzgodniono również zasady powołania ochotniczej służby kobiet oraz potrzeby kulturalno – oświatowej w armii. Wojskowe władze radziecki zobowiązały się m. in. do dostarczenia regulaminów, instrukcji oraz sprzętu do uruchomienia kasyn, bibliotek, aparatury kinowej i drukarni.
28 sierpnia 1941 r. wydano rozkaz nr 2 dotyczący formowania jednostek. Anders wygłosił radiowe przemówienie do Polaków w Związku Radzieckim, w którym nawoływał do wstępowania w szeregi wojska.
Grupy techniczne zostały ulokowane w Kołtubance. Siedzibą dowództwa i sztabu Armii stał się Buzułuk. W obozach żołnierskich panowały bardzo ciężkie warunki, głównie, dlatego, że były to obozy letnie nie przystosowane do warunków zimowych. Temperatura zimą spadała do -500 C. Około 20% żołnierzy miało odmrożenia uszu, policzków itd. W tej sytuacji dowódca armii poprosił, władze radzieckie o przyznanie dodatkowych miejsc na zakwaterowanie przystosowanych do warunków zimowych dla 12 tys. ludzi. Prośba ta została odrzucona 12 października, a dowódca okręgu powiadomił gen. Andersa o wyznaczeniu miejsca na budowę obozu w Kołtubance. Obóz ten budowany był przez żołnierzy od podstaw, zaczynając od namiotów, ziemianek, kuchni i dróg dojazdowych.

Obrazek
Gen. Władysław Sikorski, Gen.Władysław Anders, płk Leopold Okulicki, Stanisław Kot i Andriej Wyszynski przyjmują defiladę polskich oddziałów, Buzułuk , grudzień 1941/ Źródło: Wikimedia


Rozbudowa Armii
4 września 1941 r. do Moskwy przybył prof. Stanisław Kot ambasador Polski w ZSRR mianowany przez gen. Sikorskiego. Przywiózł on ze sobą instrukcję Naczelnego Wodza dla generała Władysława Andersa, w której zalecał: tworzenie większej liczby jednostek lekkich (mieszanych samodzielnych brygad), aniżeli dywizji piechoty dawnego typu, tworzenia jak największych jednostek pancernych, motorowych jak i oddziałów spadochronowych. Rozmieszczenia obozów na terenach umożliwiających ewentualna ewakuacje. 6 XII 1941 r. zostały wydane przez dowódcę armii wytyczne o organizacji 5 i 6 DP. Wytyczne te zostały oparte na wojennych etatach dywizji radzieckiej w składzie:
Dowództwo miało składać się z 61 oficerów i 65 szeregowych.
Miały powstać trzy pułki piechoty: dowództwo pułku z plutonem sztabowym i oddziałem gospodarczym, kompanie przewozowa, warsztaty zaopatrzenia bojowego i taborowego, dwa plutony zwiadu konnego pieszego, kompania łączności o czterech plutonach, kompania sanitarna, ambulans weterynaryjny, kompania saperów o dwóch plutonach, kompania karabinów maszynowych przeciwlotniczych o dwóch plutonach, bateria armii 76 mm, bateria działek 45 mm, pluton miotaczy min 120 mm, pluton przeciwgazowy,
– 3 plutony piechoty, każda batalion składał się z dowództwa batalionu, trzech kampanii strzeleckich, jednej kampanii karabinów maszynowych i jednego plutonu miotaczy min. Stan liczebny miał wynosić 139 oficerów i 2694 podoficerów i szeregowych.[6]
W skład pułku artylerii miał wchodzić dowódca pułku z baterią sztabową, plutony oraz dwie dywizje. Stan liczebny pułku: 65 oficerów i 970 podoficerów szeregowych.
W składzie dywizjonu przeciw lotniczego: miały znajdować się 2 baterie 37 mm armat przeciwlotniczych, jedna bateria 76 mm przeciwlotnicza oraz kolumna amunicyjna. Stan liczebny: 22 oficerów i 212 podoficerów i szeregowych.
Batalion łączności: dowództwo z kompanią sztabową, dwie kompanie łączności kablowej, park łączności. Stan liczebny: 26 oficerów i 233 podoficerów i szeregowych.
W skład batalionów saperów wchodził dowództwo, trzy kompanie saperów. Stan liczebny: 23 oficerów i 388 podoficerów i szeregowych.
W skład dywizjonu kawalerii: dowództwo i dwa szwadrony liniowe oraz pluton ciężkich karabinów maszynowych. Stan liczebny: 11 oficerów i 310 podoficerów i szeregowych.
W dywizji miały znaleźć się: zmotoryzowana kampania zwiadowców o trzech plutonach. Stan liczebny: 4 oficerów i 116 podoficerów szeregowych; pluton miotaczy ognia- 1 oficer i 37 podoficerów i szeregowych, batalion sanitarny – 24 oficerów i 186 podoficerów i szeregowych+ 18 ochotniczek Służby kobiet: kampania samochodowa dywizji – 9 oficerów i 109 podoficerów i szeregowych: polowa piekarnia chleba – 2 oficerów i 157 podoficerów i szeregowych.
Ogółem dywizja miał liczyć 686 oficerów i 10 874 podoficerów i szeregowych.
Napływ osób zgłaszających się do wojska był od samego początku masowy. Liczba chętnych już na początku września 1941r. to 983 oficerów i 21 662 podoficerów i szeregowych wojska oraz funkcjonariuszy byłej policji państwowej. Do początku października przybyło jeszcze 800 oficerów i 12 tys. szeregowców. 15 października stan liczebny armii wynosił 38 173 żołnierzy i przekroczył ustalony przez rząd radziecki limity osobowe i wyżywieniowe dwóch dywizji.
6 września w czasie konferencji polsko-radzieckiej ustalono, że zostanie podniesiona racja żywnościowa do 44 tys. oraz zostanie utworzona 7 Dywizja Piechoty i oddziały armijne.
Organizowanie Armii Polskiej odbywało się w okresie ciężkich działań wojennych dla Armii Czerwonej. Wojska III Rzeszy zajęły ziemie zwane „spichlerzem” ZSRR(Ukrainy, Białoruś) a także republiki nadbałtyckie, co spowodowało braki żywnościowe, a produkcja spadła o połowę. 10 września rząd radziecki ogłosił, że jest w stanie wyposażyć tylko 5 Dywizje Piechoty. Uzbrojono ją w lekką broń strzelecką. W grudniu dywizja ta posiadała w stosunku do etatu zaledwie: 10% samochodów, 45% wozów sanitarnych, 60% wozów konnych, 85% koni. 5 Dywizja nie otrzymała żadnej broni ciężkiej. Gen. Panfiłow zaproponował, aby 6 dywizję piechoty uzbroiła Wielka Brytanie w ramach sojuszniczych dostaw „Lend- lease act”. Premier Sikorski już w połowie września podjął działania u sojuszników brytyjskich i amerykańskich w celu uzyskania pomocy w uzbrojeniu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. Sikorskiemu obiecywano, że na zbliżającej się konferencji w Moskwie sprawa uzbrojenia Armii Polskiej zostanie pozytywnie rozpatrzona. Problem uzbrojenia podjęto na konferencji moskiewskiej 29 wrzesień- 1 październik 1941r. Sprawę rozpatrywali przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego. Armia Polska jednak nie otrzymała pomocy, mimo wcześniejszych obietnic ze strony rządu brytyjskiego. Lord Beaverbrook nie zgodził się na przyznanie pomocy „Lend-lease”. Na konferencji uzgodniono, że całość dostaw należy przekazać Związkowi Radzieckiemu, i od niego zależeć będzie decyzja ile sprzętu zostanie przydzielone Armii Polskiej. Mimo braku w dostawach uzbrojenia, formowanie Wojska Polskiego w ZSRR odbywało się do połowy października. W drugiej połowie września 1941 r. dywizje otrzymały umundurowanie i uzbrojenie radzieckie. Od 22 września 1941r. rozpoczęto normalne szkolenia przewidziane programem. Organizacja dywizji została zakończona do końca września. Na dzień 15 października 1941 r. stan osobowy 5 dywizji wynosił: 660 oficerów i 12 369 szeregowców. W Ośrodku Zapasowym, którym dowodził płk Leon Koc było 141 oficerów i 4036 szeregowych. W skład 6 Dywizji Piechoty w połowie października weszło 393 oficerów, 11 344 podoficerów i 69 kobiet. Dywizja przyjęła nazwę: Lwowskiej Dywizji Piechoty. W myśl gen. Andersena z 6 września 1941 r. Ośrodek Zapasowy Armii w Tocku organizował oddziały wyszkoleniowe oficerów, podchorążych, podoficerów specjalistów służby. Jego dowódcą został płk dypl. Bronisław Rakowski, a szefem sztabu ppłk Tadeusz Felsztyn.
Napływ ludzi do Ośrodka Zapasowego pozwolił na formowania 7 Dywizji Piechoty. Dokonano obsady personalnej dowództw trzech pułków: 19 dowódca płk Dypl. Leon Koc, 20 Aleksander Idzika i 21 ppłk Aleksander Schmidta oraz 7 pułk artylerii lekkiej pod dowództwem ppłk Zygmunta Kaznowskiego. Ostatecznie formowanie 7 Dywizje Piechoty ukończono 1942 r. a jej dowódcą został w kwietniu 1942 r. Leopold Okulicki. W drugiej połowie listopada 1941 r. przybył z Wielkiej Brytanii transport umundurowania i oporządzenia dla jednostek polskich. W sumie dostawy umundurowania z ZSRR i Wielkiej Brytanii wystarczyły na pokrycie potrzeb jednostek polskich na ich ówczesnym etapie rozwoju organizacyjnego(w 1941 r.). Jednakże w dalszym ciągu brakowało uzbrojenia dla Armii Andersa. Sikorski oceniając ta sytuacje krytycznie postanowił udać się do Związku Radzieckiego i w rozmowach ze Stalinem uzgodnić wszystkie sprawy. Do spotkania Stalina z gen. Sikorskim doszło na Kremlu 3 grudnia 1941 r.. Naczelny Wódz starał się przekonać Stalina do powiększenia ilości Wojska Polskiego, swoją prośbę motywował rezerwę ludności w ZSRR. Zapewniał, że Prezydent Roosevelt i premier Churchill dostarczą uzbrojenia polskim dywizjom. Wspominał również o przeniesieniu jednostek w obszar o lepszych warunkach klimatycznych, a nawet wyprowadzenia całej całego wojska do Iranu, celem jego uzbrojenia. Sikorski zaproponował również ewakuacji części wojska tj. 25 tys. żołnierzy z przeznaczeniem dla lotnictwa, marynarki, wojsk pancernych w Wielkiej Brytanii oraz jednostek na bliskim wschodzie. Uzgodnione, że:
Stan Armii Polskiej w ZSRR zostanie podniesiony
Strona Polska uzyska zgodę na ewakuacje 25 tys. żołnierzy na Bliski Wschód i do Wielkiej Brytanii
Przeniesienie wojska do południowo-azjatyckich republik w ZSRR.
Zwolnienie Polaków służących w Batalionach Pracy i przekazanie ich do dyspozycji władz polskich
Przeprowadzone rozmowy między Stalinem, a gen. Sikorskim zapoczątkowały nowy okres w organizacji Armii Polskiej w ZSRR.
Już 4 grudnia w czasie narady przedstawicieli Armii Czerwonej i Armii Polskiej w sprawie dalszego organizowania jednostek polskich, gen. Anders przedstawił projekt formowania siedmiu dywizji o stanie osobowym 110 tys. ludzi. Przedstawiciele dowództwa radzieckiego wyrazili zgodę na organizacje sześciu dywizji i ośrodka zapasowego o ogólnej liczbie 96 tys. żołnierzy, poza 25 tys. którzy mieli być ewakuowaniu do Szkocji i na Środkowy Wschód. Wyrazili również zgodę na uzupełnienie uzbrojenia dla 5 i 6 dywizji piechoty, pozostałe dywizje miały otrzymać zaopatrzenie od Stanów Zjednoczonych i Wielkej Brytanii. Na nowe miejsce lokalizacji polskich dywizji wyznaczono środkowoazjatyckie republiki ZSRR: Kirgiską, Uzbecką, oraz południowe okręgi Kazachstanu. Termin zakończenia organizacji wyznaczono na koniec lutego 1942 roku.

Obrazek
Gen. Władysław Anders dokonuje inspekcji oddziałów Armii Polskiej w ZSRR / Źródło: NAC, sygn. 18-307-3


Ewakuacja żołnierzy polskich na Bliski Wschód miała rozpocząć się w grudniu 1941 r., a zakończyć w styczniu lutym 1942 r. Wśród ewakuowanych mieli być żołnierzy w wieku do 36 lat, a mniejszości narodowe miał stanowić nie więcej niż 5 % ogólnego stanu. Do Wielkiej Brytanii miano skierować 15 tys. żołnierzy (w tym 5 tys. do lotnictwa polskiego, 10 tys. do wojsk lądowych) 10 tys. miało udać się na Środkowy Wschód celem wzmocnienia formujących się tam jednostek polskich. W Teheranie zorganizowano ośrodek ewakuacyjny, którego dowódcą został ppłk Feliks Machnowski. Sikorski zalecił również ewakuację rodzin żołnierzy pełniących służbę w ZSRR, w Wielkiej Brytanii, i na Środkowym Wschodzie, roztoczenia opieki nad rodzinami w Związku Radzieckim oraz wykorzystanie w armii Pomocniczej Służby Kobiet.
5 grudnia 1941 r. rząd ZSRR wydał rozkaz o tym, że 5 i 6 dywizja utrzymają na razie dotychczasową organizację, a nowo formowane dywizje i ośrodki zapasowe mają być tworzone według etatów brytyjskich i posiadać po dwa pułki piechoty. Formowania miało przebiegać w dwóch etapach:
zorganizowanie i przeprowadzenie rejestracji i poboru ochotników i obywateli polskich znajdujących się na terenie ZSRR
zorganizować 7, 8, 9, i 10 dywizje piechoty, i uzupełnić je pod względem personalnym i wyposażyć materialnie.
wydzielić i zorganizować centra wyszkoleniowe
wydzieli 25 tys. ludzi dl uzupełnienia jednostek polskich poza ZSRR
zorganizować obsługę transportu i dróg zaopatrzeniowych.
Na dowódców nowo formowanych dywizji wyznaczono :7 DP – gen. Zygmunt Szyszko-Bohusz, 8 DP – płk dypl. Bronisław Rakowski, 9 DP – płk dypl. Aleksander Schmidt, 10 DP – płk dypl. Marian Bolesławicz. Komendantem ośrodka zapasowego został płk dypl. Leon Koc, a komendantem ośrodka wyszkoleniowego – płk dypl. Nikodem Sulik.
W rozkazie wyznaczono zostały także miejsca zakwaterowanie dla poszczególnych dywizji:
Dyslokacja armii polskiej:
Sztab armii i służby sztabowe – Jangi-Jul (Uzbecka SSR)
Szkoła oficerska – ST. Wrewskaja (Uzbecka SRR)
Jednostki zapasowe – ST. Guzar (Uzbecka SSR)
Armii jednostki wsparcie – ST. Otar (Kazachska SRR)
Kara-Bałty (Kirgiska SRR)
Kara-Su (Kirgiska SRR)
5 Dywizja Piechoty – Dżalal-Abad (Kirgiska SRR)
6 Dywizja Piechoty – Szachrysiabz (Uzbecka SRR)
7 Dywizja Piechoty – Kermine (Uzbecka SRR)
8 Dywizja Piechoty -Sowchoz Pachta-Arał (w okręgu Czimkent Kazachskiej SRR)
9 Dywizja Piechoty – Margełan (Uzbecka SSR)
10 Dywizja Piechoty – ST. Ługowaja (Kazachska SRR)[7]
Warunki o tych obozach były karygodne, rząd radziecki miło świadomości tego, że tereny te są siedliskiem chorób epidemicznych, postanowił wysłać tam Wojsko Polskie. Już w lutym 1942 r. stan zdrowia żołnierzy zaczął się pogarszać. Liczba zachorowań na dur plamisty wzrastała, zachorowało 3400 żołnierzy, na schorzenia jelito – żołądkowe chorowało 2750 osób w sumie stan chorych w armii wynosił 38.9% ogółu. Sytuacja sanitarna w tym, regionie była katastrofalna. Śmiertelności w stosunku do liczby chorych była duża, wynosiła 17,5 %. Brakowało niezbędnych narzędzi, materiałów, środków transportu, bielizny, lekarstw, a także wody i odpowiednich urządzeń sanitarnych. Władze radzieckie wysłały specjalne ekipy medyczne celem zwalczania epidemii, a także przysłano szczepionki.
W połowie marca 1942 r. 5 i 6 Dywizja Piechoty osiągnęły pełne etaty. W 5 Dywizji dodatkowo zorganizowano: pułk artylerii przeciwlotniczej, pułk artylerii przeciwpancernej, szpital wojenny w Dżałał – Abadzie w republice Kirgiskiej, batalion saperów, ośrodek szkolenia (szkoła podoficerska) oraz szefostwo służby samochodowej, które organizowało i wyszkalało około 2500 kierowców.
Rozbudowa armii w ZSRR nabrała tempa. Napływ obywateli polskich do wojska umożliwił osiągnięcie stanów osobowych 7, 8, 9 i 10 dywizji piechoty. Na dzień 1 III 1942 roku stan armii wynosił już 73 tys. żołnierzy. W wyniku braku zgody dowództwa PSZ na wysłanie na front 5 DP, Naczelne Dowództwo Armii Czerwonej negatywnie ustosunkowało się do dalszego powiększania Armii Polskiej. Wkrótce w wyniku rozkazu gen. Andrieja Chrulewa nastąpiło zmniejszenie racji żywnościowych do stanu 26 tys. żołnierzy.18 III na Kremlu gen. Andersa przyjął Józef Stalin, ustalono, że na terenie ZSRR pozostanie 44 tys. żołnierzy zaś reszta będzie ewakuowana. Generał domagał się rozbudowania bazy w Krasnowodzku oraz środków do przeprowadzenia ewakuacji.
18 marca wieczorem, bezpośrednio po rozmowie Andersa ze Stalinem, do dowódcy Armii Polskiej przybył gen. Żukow z przygotowanym planem ewakuacyjnym[8] . Zakładał on, że 8, 9, i 10 dywizja oraz część Ośrodka Organizacyjnego i nadwyżki z 6 i 7 DP miały rozpocząć natychmiastową ewakuacje. Ustalono liczbę ewakuowanych na 30 tys. wojska i 10 tys. ludności cywilnej, rodzin wojskowych. Rozkaz ewakuacji gen. Anders wydał 23 marca 1942 roku. Ewakuacja przeprowadzona miała być drogą lądową za pomocą kolei(36 pociągów ewakuacyjnych) i drogą morską(17 statków). Pierwszy transport ewakuowany drogą morską odpłynął z Krasnowodzka do Pahlawi 24 marca, ewakuacja trwała do 4 kwietnia była to tzw. I ewakuacja. Tereny ZSRR opuściło 45 tys., którzy stanowili nadwyżkę, 8, 9, i 10 dywizja piechoty, związki broni pancernej, pułk ułanów, pułk saperów, kompania saperów kolejowych, większość Ośrodka Organizacyjnego Armii, nadwyżki 6 i 7 dywizji piechoty oraz personel lotniczy i marynarzy. Oprócz wojska ewakuowano też ludności cywilną, która była przy wojsku. Ogółem zostało ewakuowanych 43 858 osób, w tym 1603 oficerów, 28 427 podoficerów i szeregowych, 1159 ochotniczek, 1880 junkrów i 10 789 osób cywilnych, w tym 3100 dzieci. 9 sierpnia rozpoczęła się tzw. II ewakuacja wojska polskiego w ZSRR na Środkowy Wschód i trwała prawie cały sierpień. Przeprowadzana była w bardzo trudnych warunkach. Strona radziecka dla przeprowadzenia ewakuacji przydzieliła 41 transportów kolejowych i 25 statków morskich. W okresie dwudziestu dwóch dni sierpnia ewakuowano z ZSRR do Iranu 69 247 osób, w tym 2430 oficerów, 36 701 podoficerów i szeregowych, 112 urzędników wojskowych, 1765 ochotniczek i sióstr PCK 2738 junkrów i junaczek oraz 25 502 osób cywilnych, wśród nich 9633 dzieci.
Ewakuacja ,,wojska Andersa” pozostaje nadal sprawą kontrowersyjną. O ile samo wyjście było sprawą konieczną ze względu na coraz gorszą sytuacje międzynarodową jak i nastroje panujące w Armii Polskiej, to sposób jej przeprowadzenia był chyba najgorszym z możliwych. Armia została potraktowana w sposób przedmiotowy. Rząd RP nie podpisał żadnych dodatkowych klauzul zapewniających opiekę pozostającej w ZSRR masie co najmniej 700 tys. osób.

Bibliografia:
Piotr Żaroń, Armia Andersa, Toruń 2000.
Juliusz L. Englert, Krzysztof Barbarski, Generał Anders, Warszawa 2007.
Materski, Armia Polska w ZSRR 1941 – 1942, Warszawa 1992..
Władysław Anders, Bez ostatniego rozdziału, Warszawa 2007.
Stanisław Jaczyński, Między sławą a potępieniem, Warszawa 1993.
Paweł Wieczorkiewicz, Historia Polityczna Polski 1935-1945, Warszawa 2005.
[1] P. Żaroń, Armia Andersa, Toruń 2000, s. 44 – 45.
[2] P. Wieczorkiewicz, Historia Polityczna Polski 1935 – 1945,Warszawa 2005, s. 230-231.
[3] P. Żaroń, op. cit., s. 35.
[4] Ibidem, s.36.
[5] P. Żaroń , op. cit., s.49.
[6] Ibidem, s.55
[7]W. Materski, Armia Polska w ZSRR 1941-1942, Warszawa 1992, s. 42 – 43.
[8] S. Jaczyński, Między sławą a potępieniem, Warszawa 1993r., s.123.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 22 cze 2015, 13:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/03/2 ... 3-03-1945/

Bitwa pod Dziwnówkiem 12-13.03.1945
Posted by Marucha w dniu 2015-03-28 (sobota)

12 – 13 marca 1945 roku – toczyła się bitwa pod Dziwnówkiem w ramach operacji pomorskiej. Oddziały 2. Warszawskiej Dywizji Piechoty im. Henryka Dąbrowskiego prowadziły ciężkie walki z okrążonymi na zachód od Trzebiatowa oddziałami Wehrmachtu, które usiłowały przedostać się na wyspę Wolin. Jak przebiegały walki?

Obrazek
Mapka 1. Kocioł Trzebiatowski i sytuacja wokół przesmyku Dziwnowskiego – 9 marca i 11 marca 1945 r.


Przed pododdziałami polskimi działały niemieckie bataliony 6. Lotniczej Szkoły Łączności, 56 pułku piechoty 5 Dywizji Lekkiej, oraz z fortecznego pułku „Swinemünde”. Uderzyły one wzdłuż wybrzeża morskiego, zepchnęły na południe oddziały radzieckiej 207. Dywizji Piechoty i opanowały Pobierowo, Łukęcin oraz Wrzosowo.
Działanie wojsk lądowych wspierało lotnictwo, artyleria nadbrzeżna z rejonu Dziwnowa oraz z krążowników „Lūtzow” i „Admiral Scheer”. Opanowany „korytarz” o szerokości 2-3 km posłużył Niemcom do wyprowadzenia zablokowanych wcześniej wojsk w kierunku Dziwnowa i na wyspę Wolin.
Dowódca 3. Armii Uderzeniowej podporządkował polską 2. DP wzmocnioną 13. pułkiem artylerii pancernej dowódcy 79. Korpusu Piechoty gen. mjr. Pieriewiertkinowi.
12 marca dowódca radzieckiego 79. Korpusu Piechoty postawił dowódcy 2. Dywizji Piechoty zadanie: dwoma pułkami piechoty wzmocnionymi dwoma dywizjonami 2. pułku artylerii lekkiej uderzyć na północ, zdobyć Radawkę i Wrzosowo, następnie opanować Wapno i Dziwnówek.


Mapka 2. Kierunki natarcia Armii Czerwonej i Wojska Polskiego na Kołobrzeg, Trzebiatów i Kamień. Mapka ukazuje w jaki sposób doszło do zamknięcia wojsk niemieckich w kotle Trzebiatowskim.


Nacierając dalej na Dziwnów, zabezpieczyć wschodni brzeg Zalewu Kamieńskiego. W południe, po pięciominutowej nawale ogniowej, uderzyły na nieprzyjaciela pododdziały 4 i 5 pułku piechoty. O 13:00 1/5 pp por. Tadeusza Żuławskiego zdobył Radawkę.
Atak 4 pułku piechoty pp i 3/5 pp na Wrzosowo, wsparty działami pancernymi załamywał się. Uderzenie 2/5 pp wchodzącego w lukę między Radawką, a Wrzosowem zagroziło skrzydłu i tyłom wojsk niemieckich broniących Wrzosowa.
Wykorzystując powodzenie sąsiada, 3 batalion 5 pp we współdziałaniu z pododdziałami 4 pułku piechoty, wdarł się do miejscowości. Walczono o każdy dom i ulicę. Sukces pododdziałów był zasługą ich dowódców.
Ich inicjatywa i samodzielność podejmowania samodzielnych decyzji na polu walki była niezbędna. Dowództwo i sztab 2 DP. czasowo utraciło możliwość dowodzenie swoimi wojskami.
Rano 13 marca pododdziały 5 pułku piechoty wznowiły natarcie. 1 batalion wyszedł na brzeg morza w okolicy Łukęcina, 2 batalion opanował Wapno i wspólnie z 3 batalionem uderzył na Dziwnówek.

Obrazek
Mapka 3. Walki 2. Dywizji 1. Armii Wojska Polskiego o przesmyk Dziwnowski w rejonie Wrzosowa i Radawki, 12 i 13 marca 1945.


Jeszcze w godzinach przedpołudniowych zdobył go. Uderzając dalej na Dziwnów bataliony nie uzyskały powodzenia. Wąski przesmyk skutecznie blokowany był przez Niemców.
Na rozkaz przełożonych, 2. DP przeszła do obrony wybrzeża Morza Bałtyckiego od Łukęcina do Dziwnówka i dalej na zachód wzdłuż Jeziora Wrzosowskiego, Zalewu Kamieńskiego, rzeki Dziwny do Laska.
Działanie oddziałów 2. Warszawskiej Dywizji Piechoty im. Henryka Dąbrowskiego spowodowało zamknięcie „korytarza” w kierunku na wyspę Wolin. Zdobyto Radawkę Wrzosowo i Dziwnówek.
Według szacunkowych danych Niemcy stracili kilkuset zabitych, rannych i wziętych do niewoli. Zniszczono 3 działa samobieżne i 12 samochodów, zdobyto 9 dział i moździerzy, kilkanaście karabinów maszynowych i wiele sprzętu wojskowego.
Straty oddziałów polskich to około 30 zabitych i 90 rannych oraz zniszczone 2 działa pancerne i 1 uszkodzone.


Miejsce zaślubin 5. pp z morzem. Dziwnówek.


15 marca 1945 dowódca 5. pułku piechoty zorganizował w Dziwnówku uroczyste zaślubiny z morzem.

Źródła:
http://www.historia.wzp.pl/index.php?treeid=245

Dziwnowski front
http://koszalin7.pl/st/pom/pomorze_302.html

https://historiamniejznanaizapomniana.w ... 3-03-1945/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 24 lip 2015, 12:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/05/0 ... swiatowej/

Radzieckie snajperki w II wojnie światowej
Posted by Marucha w dniu 2015-05-01 (piątek)

– Mogę obojętnie patrzeć na niemieckie trupy, ale nie mogę znieść widoku żyjącego Niemca – wspominała Ludmiła Pawliczenko, radziecka snajperka, która ma na swoim koncie 309 potwierdzonych trafień. – Całkowita liczba jej ofiar mogła sięgać nawet 500. W szeregach sowieckich walczyło około 2 tys. snajperek. Wojnę przeżyło zaledwie 500 z nich – pisze Robert Jurszo w artykule dla WP.


Ludmiła Pawliczenko podczas pobytu w Wasznyngtonie (fot. Biblioteka Kongresu USA)


Bladym świtem 8 sierpnia 1941 roku radzieccy żołnierze leżeli wciśnięci w ziemię pośród strzaskanych kikutów drzew, które jeszcze wczoraj były lasem. Wśród nich była Ludmiła Pawliczenko, przepatrywała okolicę przez lunetę karabinu Mosin-Nagant. Tego dnia na Odessę mieli uderzyć Niemcy, a ona – wraz z tysiącami innych żołnierzy – dostała rozkaz, by zatrzymać nazistowską nawałnicę.
Kobieta skamieniała, gdy krzyż celownika spoczął na grupce żołnierzy Wehrmachtu. Przemykali ostrożnie zboczem wzgórza, przekonani o tym, że nikt ich nie widzi, kilkaset metrów od wpatrującej się w nich snajperki. Wycelowała w pierś jednego z piechurów i pokrętłami skalibrowała lunetę. Pewność trafienia była niemal stuprocentowa, wystarczyło tylko nacisnąć cyngiel. Ale jej palec zesztywniał, jakby zapanowała nad nim cudza wola. Ścisnęło ją w gardle, z trudem łapała oddech. Łatwo było strzelać na szkoleniu do atrap, ale w wizjerze lunety stał żywy człowiek. Nigdy przecież nikogo nie zabiła.
Sekundy później, zarośla naprzeciwko jej pozycji eksplodowały ogniem wrogiego cekaemu. Głowa leżącego obok niej nastoletniego żołnierza pękła niczym dojrzały arbuz, po czym zawisła bezwładnie na cienkiej szyi. Ciałem chłopaka szarpały przedśmiertne drgawki, a jego oczy gasły z wyrazem strachu i zaskoczenia. Wtedy się odblokowała.
Dzień później Pawliczenko zastrzeliła swojego pierwszego Niemca. Zrobiła to jeszcze 308 razy, co zapewniło jej order Bohatera Związku Radzieckiego i, dotąd niezakwestionowaną, pozycję królowej snajperów wszech czasów.

Fińska lekcja

Obrazek
Róża Szanina w 1944 r. fot. Wikimedia CommonsFińska lekcja


Radziecka inwazja na Finlandię zimą 1939 roku miała być błyskawiczna i – rzecz jasna! – zwycięska. Do ataku rzucono 26 dywizji i milion czerwonoarmistów. Finowie mogli wystawić zaledwie 10 dywizji i tylko 300 tysięcy żołnierzy. Matematycznie rzecz biorąc, wynik wojny zdawał się być przesądzony, zanim jeszcze walki zaczęły się na dobre. Rzeczywistość miała jednak przekreślić optymistyczne plany „Generalissimusa” Józefa Stalina.
Finowie mieli po swojej stronie sprzymierzeńca, którego Sowieci nie docenili. Była nim przyroda. Linia frontu przebiegała nie przez otwarte przestrzenie, ale bezkresne, pozbawione dróg lasy, pocętkowane zamarzniętymi jeziorami i bagnami. W takich warunkach ciężki sprzęt wojskowy był nie tylko powolny, ale niemal bezużyteczny. Nawet radziecka piechota z trudem przedzierała się przez pokryte białym puchem leśne bezdroża.
W wiecznie zielonych iglastych puszczach kryło się jeszcze jedno zagrożenie, którego szybko Sowieci zaczęli się panicznie bać. Byli nim fińscy snajperzy. Ubrani w białe narciarskie kombinezony, wyposażeni w karabiny z lunetami i odporni na mordercze zimno, potrafili godzinami leżeć w śnieżnych kryjówkach. Czasem tylko po to, by oddać jeden strzał. A cele dobierali wyjątkowo rozmyślnie. Byli nimi oficerowie, których wyeliminowanie pozbawiało całe oddziały przywództwa. Albo załogi kuchni polowych, przez co Sowieci głodowali, co w warunkach fińskiej zimy oznaczało realną groźbę śmierci. Nocami strzelali do przypadkowych żołnierzy, którzy podchodzili do ognisk, by się ogrzać. Wszystko to wykańczało psychicznie czerwonoarmistów, którzy nigdy nie wiedzieli, czy to właśnie dziś ich życia nie zakończy zamaskowany strzelec.
Stalin musiał odstąpić od zamiaru podbicia Finlandii. Armia Czerwona otrzymała bolesną lekcję tego, jak groźny na polu walki może być nawet pojedynczy snajper. Dwa lata później, kiedy III Rzesza zaatakowała ZSRR, wyciągnięto z tej nauki wnioski.

„Jakieś dziewczynki mi tu wcisnęli”
Przez lata 30. w Związku Radzieckim lansowano ideał równości kobiet i mężczyzn. Kobiety, tak jak mężczyźni, wykonywały wiele ciężkich prac w przemyśle i rolnictwie. Ale nie tylko. Zachęcano również panie do udziału w szkoleniach paramilitarnych. Kobiety uczyły się jeździć czołgami, pilotować samoloty, strzelać z karabinów. Gdy wybuchł konflikt nazistowsko-sowiecki, wiele z nich skierowano na front, gdzie miały walczyć ramię w ramię z mężczyznami. Wśród nich były również snajperki.
– Jakieś dziewczynki mi tu wcisnęli – powiedział jeden z dowódców, gdy przydzielono mu grupę młodych dziewcząt, które dopiero co ukończyły szkółkę dla strzelców wyborowych. Ta reakcja nie była niczym niezwyczajnym. Owszem, ideologia ideologią, ale w zmaskulinizowanym wojsku nie wszyscy brali na serio pomysł, żeby kobiety posyłać na front. Wielu wojskowych na przedwojenne kursy militarne dla pań patrzyła jak na nieszkodliwe fanaberie. Ale dowódcy szybko mieli zacząć zmieniać zdanie o wartościach bojowych kobiet.
Zwykle ich opory kruszyły się zanim jeszcze panie rzucono do walki. Dowódcy wymagali, by nowe snajperki pochwaliły się swoimi umiejętnościami strzeleckimi. I często okazywało się, że robią to lepiej od mężczyzn. Nie było w tym nic dziwnego. Presja na żołnierki w sowieckiej armii była w pewien sposób większa, niż na żołnierzy. Było bowiem od wieków oczywiste, że oni – jako mężczyźni – mają prawo nosić broń i mundury. Ale kobiety? One dopiero musiały udowodnić swoją wartość w szeregach swoich męskich towarzyszy broni. Prawdziwy test odbywał się w ogniu walki.

Pierwszy raz z Niemcem
– Pierwszy raz jest straszny… Bardzo straszny… – opowiadała dziennikarce Swietłanie Aleksijewicz, autorce reportażu „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, Kławdia Grigorjewna Krochina. – Leżymy obie i obserwujemy. Nagle widzę, że jeden Niemiec podnosi się w okopie. Pociągnęłam za spust, a on upadł. I wie pani, całą mną zatrzęsło; słyszałam, jak moje kości stukają. Zaczęłam płakać.
Dla niemal wszystkich snajperek „pierwszy raz” był traumatyczny. Na szkoleniu można było nauczyć się niemal wszystkiego, co wiąże się ze strzelecką robotą: czyszczenia i konserwacji broni, celowania i kalibracji lunety, technik maskowania i ostrożnego poruszania się w terenie. Ale trening nie mógł nauczyć jednej rzeczy – jak pociągnąć za spust, gdy cel w wizjerze lunety nie jest z dykty, ale z krwi i kości. Lotnik, czołgista, podwodniak – oni rzadko widzą tego, kogo mają zabić. Ale snajper widzi go zawsze – mocno i wyraźnie. To nie ułatwia wykonania zadania.
Ale najskuteczniej opory łamało okrucieństwo najeźdźców. – Kiedy byłam w szkole snajperów, w wieku 17 lat, nigdy bym nie pomyślała, że będę potrafiła nacisnąć spust… – wspominała Anna Sacharowa. – Ale w 1943 roku, przechodząc przez ukraińską wioskę, zobaczyłam martwą młodą dziewczynę nabitą na pal przez nazistów. Tak wiele złości i i nienawiści wezbrało we mnie, że zabijanie przestało mnie przerażać…
[To raczej nie było dzieło Niemców czy innych „nazistów”. To typowy znak rozpoznawczy banderowskiej Chazarii – admin]
Ludmiła Pawliczenko po tym, jak naoglądała się niemieckich okropności, swój stosunek do likwidacji wrogów skwitowała krótko: – Mogę obojętnie patrzeć na niemieckie trupy, ale nie mogę znieść widoku żyjącego Niemca.

„Ruska dziwka z piekła rodem”
To właśnie Pawliczenko została najsłynniejszą snajperką w historii. Kiedy zaciągnęła się do wojska, była studentką czwartego roku historii na uniwersytecie w Kijowie. Wcześniej ze znakomitymi wynikami ukończyła kurs strzelecki dla kobiet organizowany przez lokalny Komsomoł. Ale dyplom odłożyła do szuflady, przekonana, że nigdy jej się nie przyda.

Obrazek
Róża Szanina w październiku 1944 r. fot. Wikimedia Commons


Walczyła w obronie Odessy i Sewastopola. Wypracowała swój własny sposób – jak mówiła o snajperskiej walce – „polowań”. Najbardziej lubiła strzelać podczas ataków artyleryjskich, gdy wszechobecny huk i rozbłyski uniemożliwiały lokalizację jej pozycji. Nigdy nie wracała do raz wykorzystanej kryjówki, by uniknąć ryzyka likwidacji przez niemieckiego snajpera. Na krzakach, w oddaleniu od własnego schronienia, rozwieszała porwane szmaty, by ich ruch na wietrze odwracał od niej uwagę. Polując na wrogich strzelców, wystawiała manekina sklepowego przebranego w sowiecki mundur, aby sprowokować strzał, który mógłby ujawnić pozycję ofiary.
Kiedy strzelała do grupy żołnierzy, najczęściej wybierała drugą osobę w kolumnie – stało się to jej znakiem rozpoznawczym. Niekiedy nie zabijała od razu, ale tylko raniła, by odstrzelić kompanów poszkodowanego, którzy czołgali się mu z pomocą. Jej legenda szybko rozpowszechniała się w Armii Czerwonej. Natomiast złą sławą cieszyła się w szeregach Niemców, którzy nazywali ją „ruską dziwką z piekła rodem”. To, że tak wielu z nich zabiła kobieta, stanowiło dodatkowe upokorzenie.
Pod koniec czerwca 1942 roku, podczas oblężenia Sewastopola, została ranna podczas ataku moździerzowego. Przeniesiono ją do szpitala polowego, a stamtąd ewakuowano okrętem podwodnym. Gdy wydobrzała, nie wysłano jej ponownie na front. Pod koniec 1942 roku na polecenie sowieckich władz wyjechała do Kanady i USA z cyklem odczytów, w których przekonywała obydwa kraje do zaangażowania się w wojnę w Europie. Jako pierwszą obywatelkę ZSRR w historii, przyjął ją prezydent USA Franklin Roosvelt, od którego dostała w prezencie rewolwer Colta. Folkowy pieśniarz Woody Guthrie zadedykował jej piosenkę „Miss Pavlichenko”.
– To nadzwyczajne, że te małe delikatne dłonie zabiły setki nazistów – powiedział zauroczony snajperką Charlie Chaplin.
Po powrocie do kraju nie wróciła już na front. Do końca wojny szkoliła nowe zastępy kobiet-strzelców.

Ciche bohaterki
W szeregach sowieckich walczyło około 2 tys. snajperek. Wojnę przeżyło zaledwie 500 z nich. Oprócz Pawliczenko, medal Bohatera Związku Radzieckiego dostały jeszcze dwie – Natasza Kowszowa i Masza Poliwanowa. Im jednak nie było dane przetrwać. W sierpniu 1942 roku, podczas walk w pobliżu wioski Sutoki-Biakowo, zostały otoczone. Gdy skończyła im się amunicja, wiedziały, że nie mają już szans. Pocałowały się na pożegnanie, odbezpieczyły granaty i wysadziły się, zabijając jeszcze kilku Niemców w ostatnim akcie bohaterstwa. Medale przyznano im pośmiertnie.
Po wojnie kobiety niechętnie wracały do swoich frontowych wspomnień. Większość z nich robiła raczej wszystko, byle tylko zapomnieć o latach walki. Poza tym, propaganda sowiecka chętniej gloryfikowała mężczyzn, aniżeli kobiety. To Wasilij Zajcew, walczący w bitwie o Stalingrad, stał się najbardziej znanym radzieckim snajperem. I to pomimo tego, że zabił „zaledwie” 242 niemieckich żołnierzy – mniej niż Pawliczenko, której ogólna liczba trafień, uwzględniając te niepotwierdzone, mogła sięgać nawet 500. Ale nawet ona niechętnie publicznie wypowiadała się o swoich wojennych dokonaniach. Musiało minąć kilkadziesiąt lat, nim zaczęto przywracać cichym bohaterkom – jak ochrzciła ją sowiecka historiografia – Wielkiej Wojny Ojczyźnianej należną im pamięć.

Robert Jurszo dla Wirtualnej Polski

Podczas pisania korzystałem m.in. z następujących książek: „Snajperzy drugiej wojny światowej” (praca zbiorowa), „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłany Aleksijewicz, „Soviet Women on the Frontline in the Second World War” Rogera D. Markwickiego i Euridice Charon Cardony oraz „Heroines of The Soviet Union 1941-45″ Henry’ego Sakaidy.

http://historia.wp.pl/title,Radzieckie- ... &_ticrsn=3


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 31 lip 2015, 14:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.zaufaj.com/home/606.html

Nieudane próby zniszczenia Jasnej Góry
poniedziałek, 27 czerwca 2011 17:47

Obrazek

Miesięcznik sanktuarium Matki Bożej Jasnogórskiej „Jasna Góra” nr 2/84 zamieścił relację Kazimierza Hektora z Wrocławia - Pawłowic na temat niezwykłych okoliczności obrony Jasnej Góry w dniu 1 i 2 września 1939 r. Prezentujemy ten tekst w całości...
Nad położeniem jasnogórskiego sanktuarium w okresie okupacji hitlerowskiej (1939-1945) od kilku lat prowadzone są badania naukowe. Wyniki tych ustaleń w pełnej wersji opublikował o. Janusz Zoudniewek w roczniku „Studia Clarmonta” (1980, s. 300-373). Nadal jednak niewyjaśnioną w pełni pozostaje sprawa bezskutecznych prób zburzenia Jasnej Góry przez wojska niemieckie w pierwszych dniach września. Możliwość takich przedsięwzięć wydaje się bardzo prawdopodobną gdy uwzględnimy fakt ataków podjętych na kult Matki Bożej Jasnogórskiej Królowej Polski przez czołowych ideologów nazizmu i propagandą faszystowską.
W 1958 r. sąsiad mój, Stanisław Biegalski (obecnie nieżyjący) poprosił mnie, ażebym napisał i wysłał do Kurii we Wrocławiu opisany cud obrony Jasnej Góry przed zbombardowaniem przez Niemców w dniu 1 i 2 września 1939 r. Przebieg bombardowania przekazali mu naoczni świadkowie, Niemcy (nazwisk nie pamiętam). Zeznania Stanisława Biegalskiego spisałem w formie protokołu w brudnopis i następnego dnia przepisany na maszynie doręczyłem osobiście Dyrektorowi Kurii Wrocławskiej ks. Ignacemu Pawlikiewiczowi.
Treść zeznania Stanisława Biegalskiego pamiętam w najdrobniejszych szczegółach.
Zeznanie to jest następujące: Stanisław Biegalski, mieszkajacy w pow. Kępno, woj. poznańskie często wyjeżdżał na roboty do Niemiec, do wsi Pawlowitz, obecnie Pawłowice. W lipcu 1939 r. również wyjechał do Pawłowic na roboty. Pracował u Niemca, który był pracownikiem placowym na lotnisku wojskowym obok Pawłowic. Niemiec ten darzył Biegalskiego wielką przyjaźnią, ponieważ obaj byli gorliwymi katolikami. W dniu 2.IX.1939 r. Niemiec po powrocie z pracy poprosił Biegalskiego do budynku gospodarczego i upewniwszy się, że nikt ich nie może słyszeć, zażądał przyrzeczenia zatrzymania w tajemnicy tego, co mu powie, dodając przy tym, że nie może tego zdradzić nawet najbliższym osobom. Po otrzymaniu żądanego przyrzeczenia powiedział: „Wasza Madonna wczoraj i dzisiaj dokonała wielkiego cudu i nie pozwoliła zbombardować Swojej siedziby w Częstochowie. Wczoraj wysłano eskadrę samolotów celem zbombardowania Jej Kościoła. Piloci wrócili i mówili, że otrzymali złe szkice, ponieważ w miejscu celu było wielkie jezioro i tam bomby rzucili.
Dowództwo orzekło, że jest to sabotaż, pilotów oddano pod sąd polowy. Po południu tego dnia wysłano drugą_ eskadrą, i ci zawiedli, ponieważ w miejscu celu widzieli wielki bór leśny. I chociaż rzucili tam bomby, podzielili los swoich poprzednich kolegów. W dniu 2.IX.1939 r. rano wysłano trzecią eskadrę, ale z załogą składającą sią z. samych oficerów SS, a do tego ochotników. Nikt z tej eskadry do bazy nie wrócił. Co się z nimi stało - na razie nikt nie wie.
Następnego dnia, tj. 3.IX.1939 r. Niemiec ów wrócił do domu jak struty. Mocno żałował, że zdradził tajemnicą, ponieważ zaczęły się straszne aresztowania tych, którzy cokolwiek słyszeli o tym wydarzeniu. Stanisław Biegalski zląkł się nie mniej od swego Niemca, ale szybko znalazł radą na uspokojenie. Wyczytał w gazecie, że przedsiębiorstwo budowy dróg i mostów z siedzibą Wrocław - Klecina poszukują ludzi do pracy. Tam go przyjęto i zakwaterowano w remizie straży pożarnej. Zarobek 4,5 marki plus becugszajny to luksus w czasie wojennym dla Polaka. Obiady i kolacje w restauracji, Kłopot sprawiały śniadania. Ale i ten kłopot niebawem ustąpił. Biegalski z wdzięczności za odebrane łaski od Boga chodził codziennie do pobliskiego kościoła na wotywne Msze św. Zastanowił go fakt, że w ciągu miesiąca stan ludzi w kościele był ten sam, stale siedem starszych kobiet. Zauważył też, że jedna z nich mieszka blisko remizy. Ją to zaczepił pewnego dnia na ulicy i poprosił, aby dawała mu gorące sniadanie. Niemka zgodziła się, ale tylko na samą herbatę. Odtąd już codziennie wracali razem z kościoła do jej domu, gdzie w kuchni był przyjmowany herbatą. Siedząć przy stole obok kredensu, pewnego dnia mimo woli zajrzał do kredensu i zobaczył tam obraz. Na jego pytanie, dlaczego tam trzyma obraz, skoro jest osobą religijną i praktykująca, Niemka z wielką radością odpowiedziała: dobrze, że go pan zauważył. Ja o nim zapomniałam, ale teraz on wróci na swoje miejsce. Wyjęła go natychmiast, otarła z kurzu i zaniosła do pokoju. Po powrocie wyjaśniła historią schowanego obrazu. Otóż w I936 r. syn jej jako żołnierz wstąpił do SS. Do domu wpadał często, ale z miejsca zażądał schowania obrazów, gdyż w przeciwnym wypadku będzie musiał je zniszczyć. Biegalski pyta się, dlaczego teraz obraz może wisieć na dawnym miejscu. Niemka odpowiedziała krótko: „Syn utracił zdrowie, ale odzyskał wiarę. Jak to się stało on opowie panu sam, ponieważ lepiej to wie”. I zawołała syna. Syn przyszedł do kuchni przy pomocy kul i opowiedział bardzo szczegółowo historię trzeciej eskadry bombowej, lecącej na Jasną Górę W dniu 2.12.1939 r. będąc lejtnantem lotnictwa wojskowego, formacji SS , zgłosiłem się na ochotnika do eskadry, której celem było zbombardowanie kościoła z obrazem Schwarze Madonna w Częstochowie W dniu 2.IX.1939r. zażądali ochotników dlatego, ponieważ dwie poprzednie eskadry na skutek sabotażu czy dywersji nie wykonały tego zadania. Postanowiliśmy wykonać to zadanie za wszelką cenę, gdyż taki był rozkaz naszego dowództwa SS. Zaraz po wystartowaniu, początkowo lot odbywał się normalnie. Gdzieś w połowie trasy stery nasze zaczęły działać samoczynnie i zauważyłem, że wszyscy lecą w różnych kierunkach, nie osiągając celu. Ja wylądowałem w Czechosłowacji na kartoflisku z braku benzyny. O losie kolegów nic nie wiem. Wiem, że kaleką będę do końca życia, ponieważ z Bogiem nie wolno walczyć. To moje kalectwo jest dla mnie cudem odzyskania wiary.”

http://www.malirycerze.koszalin.opoka.org.pl

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 03 sie 2015, 14:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/71250

Ostatnie strzaly II wojny swiatowej
Tymczasowy, czw., 07/05/2015 - 21:19

II wojna swiatowa zostala w Europie oficjalnie zakonczona podpisaniem aktu kapitulacji III Rzeszy w dniu 8 V 1945 r. Nie nastapil jednak calkowity koniec dzialaln wojennych. Nie skapitulowalo szereg osrodkow oporu niemieckiego. Walki toczyly sie w Austrii, Chorwacji i Czechoslowacji. Mniej znanym faktem jest jest przetrwanie garnizonow niemieckich na trzech wyspach brytyjskich polozonych na Kanale La Manche: Alderney, Guernsey i Jersey. Przed wojna nalezaly one do do Wielkiej Brytanii. Wojska angielskie opuscily je w czasie kampanii francuskiej w 1940 r., slusznie oceniajac, zenie da sie ich obronic w razie inwazji niemieckiej. Niemcy zajeli wyspy w dniu 30 VI 1940 r. i obsadzili je swoimi garnizonami. Na jednej z nich, Alderney, umieszczono oboz karny dla oficerow niemieckich.
W dniu oficjalnego zakonczenia wojny Anglicy wyslali do wysp dwa niszczyciele, by przyjac kapitulacje niemieckich garnizonow. Jednakze spotkali sie z odmowa, co sprawilo, ze przygotowano operacje wojskowa noszaca kryptonim "Nestegg". Opisal ja w swoim maszynopisie Andrzej R.Janczak ("Operacja "Nestegg"").
W operacji wzieli udzial lotnicy z jedynego polskiego dywizjonu mysliwcow nocnych nr 307. Jednostke te nazywano "Lwowskimi Puchaczami". Byla ona wyposazona w swietny sprzet, mysliwce De Havilland Mosquito NF MARK XXX z najnowoczesniejszymi urzadzeniami radiolokacyjnymi. Tak sie stalo, ze kiedys poznalem jednego z uczestnikow tej operacji flight lieutenant Stanislawa Sadowskiego, pozniej wybitnego dzialacza polonijnego w Toronto. Jego relacje opisalem ze dwadziescia lat temu w paryskich "Zeszytach Historycznych".
Opowiadal mi przerozne historie. Miedzy innymi taka o lotach specjalnych do Irlandii. Otoz nasi lotnicy, mlodzi chlopcy, czesto przystojniacy z dlugimi wlosami cierpieli na brak grzebieni. W czasie wojny Imperium Brytyjskie mialo nieco wazniejsze sprawy na glowie niz produkcje jakichs tam grzebieni. Nasi chlopcy wymyslali przerozne preteksty, by tam ladowac i dokonywac nie cierpiacych zwloki zakupow.
A bladym switem w dniu 9 maja, wszyscy spali jak nalezy po ciezkim piciu poprzedniego dnia. Tymczasem szefostwo budzi zanietrzezwionych ludzi i proponuje udzial w operacji, o ktorej mowa. Pan Staszek sie zglosil.
Naszym lotnikom przed akcja odczytano nastepujacy tekst:
"W tej godzinie zwyciestwa nad przebieglym, msciwym i barbarzynskim wrogiem, Rada Lotnicza sle pozdrowienia i i gratulacje dla wszystkich zolnierzy Polskich Sil Powietrznych. Nie zapomni, ze jako pierwsiprzeciwstawiliscie sie wrogowi . Nie zapomni, ze przyszliscie nam z pomoca wtedy, kiedy najbardziej je potrzebowalismy. Wasze mezne dywizjony walczyly ramie w ramie z naszymi dywizjonami na czele bitwy o Brytanie, zmieniajac losy wojny. W czasach dobrych i zlych staliscie przy nas jako czesc Royal Air Force".
W operacji wyznaczono Polakom odpowiedzialna funkcje naprowadzajacych. Szesc polskich mysliwcow po wystartowaniu z bazy przelecialo nad flotylla angielskich okretow wojennych zblizajacych sie do wysp i znizylo lot w celu dokonania ataku. Na ten widok Niemcy calkiem slusznie wywiesili biale flagi, sygnalizujac tym samym wole poddania sie. Nasze mysliwce po odbyciu kilku przelotow nad wyspami powrocily do swojej bazy.
W 1995 r. w 50 rocznice wyzwolenia wysp, ich wladze zorganizowaly uroczystosci jubileuszowe. Uczestnicy operacji "Nestegg", takze Stanislaw Sadowski, zostali udekorowani medalami.

Tymczasowy - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 04 sie 2015, 17:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/05/0 ... iej-znana/

Potyczka pod Lobendavą 8.05.1945 – historia mniej znana
Posted by Marucha w dniu 2015-05-09 (sobota)

8 maja 1945 roku – doszło do potyczki pod wioską Lobendava w pobliżu granicy czesko-niemieckiej pomiędzy oddziałami 2. Armii Wojska Polskiego, a oddziałami niemieckim w czasie Operacji Praskiej.
W maju 1945 roku miasto Schirgiswalde, położone na Łużycach, były atakowane przez 8. Dywizję Piechoty. Jednostki niemieckie, broniące tej miejscowości, zostały zmuszone do wycofania się na południe.
Kolejną miejscowością na drodze nacierającej polskiej dywizji była właśnie wioska Lobendava. W tej wiosce, 8 maja, już po podpisaniu bezwarunkowej kapitulacji przez III Rzeszę, w walkach poległo 19 polskich żołnierzy z 34. pułku 8. Drezdeńskiej Dywizji Piechoty 2. AWP.

Obrazek
Lobendava


Lista poległych: kpt. Antoni Grodzki, por. Kazimierz Kaczyński, por. Aleksander Iwanow, ppor. Włodzimierz Miszczenko, chor. Marian Biliński, plut. Jerzy Biechoński, plut. Stanisław Kraczkowski, plut. Stanisław Wedran, kpr. Józef Cinkiewicz, kpr. Eugeniusz Kafel, kpr. Jan Krościanczuk, szer. Antoni Drobo, szer. Władysław Gierasim, szer. Jan Kierski, szer. Antoni Kulesza, szer. Stanisław Podkapnik, szer. Jan Młynarczyk, szer. Florian Wojno, szer. Stanisław Szymkiewicz
Na miejscowym cmentarzu znajduję się mogiła i pomnik polskich żołnierzy ufundowane przez mieszkańców.



Bibliografia:
P. Barański, Z. Wawer, Wojsko Polskie – II wojna światowa nr 70, s. 11.

Źródła czeskie na temat tej potyczki i całej Operacji Praskiej:

svhliberec.wz.cz
http://svhliberec.wz.cz/clanky_bautzen.html

www.luzicke-hory.cz
http://www.luzicke-hory.cz/historie/ind ... =clanek04c

www.vets.cz – stąd lista poległych.
http://www.vets.cz/vpm/12000-hrob-vojaku-polske-armady/

https://historiamniejznanaizapomniana.w ... 8-05-1945/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 05 sie 2015, 17:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/5-maja-1945-roku-1 ... elmshaven/

5 maja 1945 roku, 1. Dywizja Pancerna generała Stanisława Maczka zdobyła niemieckie Wilhelmshaven
5 maja 2015 00:04



Walki o miasto trwały od 24 kwietnia. Zanim Dywizja Maczka dotarła do Wilhelmshaven oswobodzono obóz kobiecy żołnierzy Armii Krajowej w Oberlagen, który liczył wówczas 1745 osób w tym 9 niemowląt. Od 9 kwietnia trwały walki w trudnej okolicy miasta (Liczne depresje, kanały, rzeki i zalewy). 4 maja czołowe oddziały dywizji podeszły pod zewnętrzne forty twierdzy Wilhelmshaven. Tego dnia próbowano przełamać bez wsparcia artylerii zewnętrzny pierścień umocnień w rejonie na północny-wschód od Halsbek lecz próba ta nie powiodła się. 5 maja Niemcy wycofali się na linie kanału Ems-Jade, a pułkownik Antoni Grudziński przyjął kapitulację dowództwa twierdzy i bazy Kriegsmarine, loty „Ostfrisland”, dziesięciu dywizji piechoty i ośmiu pułków piechoty i artylerii. Dzień później oddziały polskie obsadziły rejon miasta i okolicznych miejscowości. Kończąc swój szlak bojowy Dywizja rozpoczęła okupowanie miasta i portu, zawieszając nad nim polskie flagi. Straty polskie w walce o miasto wyniosły ponad 600 zabitych oficerów, podoficerów i żołnierzy.

Obrazek
Na mapie szlak bojowy 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka. Źródło mapy: Wikimedia Commons


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 10 sie 2015, 08:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/9-sierpnia-1944-ro ... dziankami/

9 sierpnia 1944 roku, rozpoczęła się bitwa pod Studziankami
9 sierpnia 2015 00:01



Była to największa bitwa pancerna Wojska Polskiego na froncie wschodnim. Udział w niej wzięła 1 Warszawska Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte.
W kilkudniowym starciu brygada zniszczyła około 30 pojazdów niemieckich, tracąc przy tym 27 swoich.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 19 sie 2015, 06:27 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31714
„Leśni Bracia” - estońscy „Wyklęci”

Obrazek
Ants Kaljurand


Opór przeciwko narzuconemu układowi sił po zakończeniu II wojny światowej trwał w wielu krajach bloku wschodniego, w tym również w krajach bałtyckich. Podobnie jak w Polsce, chęć odzyskania niepodległości, obawy przed represjami i konieczność obrony ludności cywilnej pchały młodych ludzi do lasów. Tam najpierw walczyli oni w obronie ojczyzny, później już tylko o przetrwanie. Ostatni z estońskich „Leśnych Braci” poległ w… 1978 roku.

Estonia jest w Polsce bodaj najmniej znanym krajem spośród państw bałtyckich. Poza przejściowym w skali całej historii epizodem wojen inflanckich, gdy Rzeczpospolita usiłowała zdobyć wpływy na terenie obecnej Łotwy i Estonii, kontakty między naszymi narodami mogły narodzić się dopiero po proklamacji Republiki Estonii w 1918 roku. W estońskiej wojnie o niepodległość stoczonej przeciwko Armii Czerwonej aktywnie wziął udział Stanisław Bułak-Bałachowicz. Po zakończeniu wojny, w 1920 roku wraz ze swoim oddziałem – od jego nazwiska nazwanego „bałachowcami” – przedarł się odważnym rajdem do walczącej przeciwko bolszewickiej nawale Polski.

Za niepodległą Estonię
Los połączył nas ponownie dopiero 23 sierpnia 1939 roku, gdy podpisany został pakt Ribbentrop-Mołotow. Według niemiecko-sowieckich ustaleń Estonia miała się znaleźć w strefie wpływów ZSRS. 6 sierpnia 1940 roku kraj ten stał się częścią stalinowskiego państwa. Od razu począł się organizować ruch oporu, wśród którego szczególną rolę odegrała Liga Obrony. Początkowo walka z okupantem opierała się na kolportowaniu ulotek i zbieraniu informacji o charakterze wywiadowczym. Do największej akcji należało wywieszenie na wysokich słupach i drzewach narodowych niebiesko-czarno-białych flag. Miało to miejsce w symboliczny Dzień Niepodległości Estonii – 24 lutego 1941 roku.

Faza kolejnego wzmożenia aktywności podziemia nastąpiła w czerwcu 1941 roku. W efekcie wywózek na Syberię (skąd my to znamy…) wiele zagrożonych osób chroniło się w lasach. Ostatecznie Sowieci wywieźli na wschód 10 tysięcy osób. Pamiętajmy, że estońskie społeczeństwo było i jest mniej liczne niż polskie i liczba ta nie ukazuje nam rzeczywistej skali represji. Mężczyźni chwytali za broń. „Wybawieniem” okazało się rozpoczęcie wojny niemiecko-sowieckiej. Zgodnie z taktyką spalonej ziemi wycofujące się oddziały Armii Czerwonej, a w szczególności złożone z kryminalistów bataliony niszczycielskie, dewastowały co się tylko dało, mordując przy tym ludność cywilną, w tym kobiety i dzieci. Partyzanci, nazywani powszechnie „Braćmi Leśnymi”, rozpoczęli organizowanie zasadzek na sowieckie transporty, staczali potyczki z niszczycielskimi batalionami. W Estonii wybuchło powstanie.

Byle nie powrót Sowietów
W jednej z relacji naocznego świadka zawartych w książce „Wojna w lesie. Walka Estończyków o przetrwanie 1944-1956” autorstwa Marta Laara, dwukrotnego premiera Estonii, czytamy między innymi: „4 lipca do Kilingi-Nõmme dotarł meldunek o zbliżaniu się dużych sił Armii Czerwonej i batalionów niszczycielskich. Pomimo słabego uzbrojenia Leśni Bracia zdecydowali się przyjąć walkę, przygotowawszy zasadzkę na Livamäed (Piaskowych Wzgórzach) w pobliżu miasta. Leśni Bracia pozwolili zwiadowcom czerwonych swobodnie przejść, po czym rzucili granatem chałupniczej roboty w pierwszy autobus. Autobus zjechał do rowu, blokując drogę całej kolumnie. Chociaż czerwoni ponieśli ogromne straty, ich liczba była zbyt wielka. W ostatniej chwili przybyli Leśni Bracia z Mõiskaküla i zaatakowali czerwonych od tyłu. Doszło do paniki i w walce zlikwidowano cały oddział czerwonych. Spośród kilkuset radzieckich żołnierzy, którzy wyruszyli z Pärnu, powróciło tylko siedmiu”.

W walkach po estońskiej stronie wzięli też udział wyszkoleni przez Finów emigranci. W wyniku walk część terytorium partyzantom udało się wyzwolić. Na urzędach zawisły narodowe flagi, przywrócono przedokupacyjne prawo, Estończycy liczyli na odzyskanie niepodległości. Ich obawy szybko jednak zostały rozwiane. Niemcy nie mieli zamiaru oddawać władzy, choć faktem jest, że terror na tych terenach miał zdecydowanie mniejszy stopień zaawansowania niż w okupowanej Polsce. Opór przeciwko niemieckiej okupacji w rzeczywistości nie istniał, ograniczał się jedynie do ucieczek przed przymusowym poborem do armii. Inspirowane przez komunistów próby stworzenia antyniemieckiej partyzantki kończyły się fiaskiem. Wielu Estończyków zasiliło formacje kolaboracyjne, powołano również estońską dywizję SS. Stwierdzenie takie – nie bez przyczyny – budzi u nas odrazę. Pamiętajmy jednak, że Estończycy postrzegali Niemców w 1941 roku jako wybawicieli, a później nie byli przez nich tak eksterminowani jak Polacy. Za wszelką cenę chcieli uniknąć ponownej okupacji sowieckiej, której bolesnych skutków mieli okazję już doświadczyć. Trudno jest ich jednoznacznie ocenić.

Początki drugiej konspiracji
16 września 1944 roku w kwaterze Adolfa Hitlera ostatecznie powzięto decyzję o wycofaniu wojsk niemieckich z Estonii. Oddziały estońskie zostały poświęcone, aby osłonić odwrót hitlerowskich wojsk. W Tallinie utworzony został rząd Republiki Estonii, który przetrwał jednak jedynie trzy dni, po czym wkraczająca Armia Czerwona wszelkie aspiracje niepodległościowe utopiła w morzu krwi. Przez pewien czas w estońskich lasach działały jeszcze niemieckie grupy dywersyjne, jednak wraz z oddalającym się frontem uczyniły one miejsce dla nowopowstających oddziałów „Leśnych Braci”. Niektórzy z nich byli wytrawnymi weteranami walk o niepodległość. Tak na przykład admirał Johan Pitka mając 72 lata dowodził sformowanym przez siebie batalionem. Poległ w walce końcem 1944 roku. Tak jak w przypadku wielu polskich Żołnierzy Wyklętych, do dziś nie wiadomo gdzie spoczywa.

Struktury komunistyczne na terenach Estonii nie miały nigdy większego poparcia. W lecie 1940 roku Komunistyczna Partia Estonii liczyła niespełna… 150 członków. Jednak wraz z nadejściem pierwszej okupacji, nie mówiąc już o drugiej, w aparat sowiecki zaangażowało się wielu karierowiczów, pospolitych bandytów, zdrajców. Rozpoczęto załatwianie osobistych porachunków, a przede wszystkim tępienie „wrogów ludu”.

Odwet
Początkowo oddziały partyzanckie ograniczały się do organizacji ucieczek zagrożonych poborem osób i ich rodzin do lasów, gdzie we względnym spokoju chcieli dożyć lepszych czasów. W lecie 1945 roku jednak rozpoczął się odwet. „Bracia Leśni” atakowali ośrodki nowej władzy, likwidowali co bardziej zagorzałych członków partii komunistycznej, zwalczali bataliony niszczycielskie i żołnierzy NKWD. Na terenach wiejskich wytworzyła się swoista dwuwładza – ludność miejscowa sprzyjała partyzantom, za wszelką cenę starała się im pomóc. Dochodziło do takich sytuacji, że dziewczęta nie chciały wychodzić za mąż za chłopców, którzy nie byli w partyzantce!

Równocześnie skromna estońska emigracja wraz z rozpoczęciem „zimnej wojny” za wszelką cenę starała się nawiązać łączność z okupowanym krajem. W ten sposób powstała Liga Zbrojnego Oporu, organizacja mająca na celu scalenie leśnych oddziałów. Jednym z jej dowódców był Richard Saaliste, któremu w 1944 roku udało się przedostać do Szwecji, jednak w 1946 roku z patriotycznych pobudek postanowił powrócić do kraju. Poległ w walce w roku 1949. Struktura działania Ligi Zbrojnego Oporu była dość dobra zważywszy na potrzeby konspiracji. Każdy z członków pracujących w wywiadzie znał tylko dwie osoby – stojące bezpośrednio „nad nim” i „pod nim”. Liczebność wszystkich członków szacuje się od dwóch do pięciu tysięcy osób.

Stalin, dzięki za buty i broń
Fantazja towarzysząca charakterom wielu dowódców „Braci Leśnych” była niekiedy posunięta aż do granic szaleństwa. Tak było w przypadku Heino Lippa, nazywanego Pargasem. W jednej z relacji zawartych w książce „Wojna w lesie” czytamy: „Innym razem Pargas umieścił tablicę koło Tapa: Ty, Stalin! Wyślij moim jakieś buty. Bardzo ich nam potrzeba. Na tablicy wypisano także czas i miejsce, w które miały zostać dostarczone buty. W miejsce to udały się trzy ciężarówki z żołnierzami NKWD i wpadły prosto w pułapkę, w której zabito większość enkawudzistów. Wkrótce potem Pargas wystawił kolejną tablicę: Stalin, dzięki za buty i broń. Ta para nie jest nam potrzebna. Pod tablicą stały okrwawione buty i czapka rosyjskiego żołnierza…”.

Większość „Leśnych Braci” ginęła w wyniku zdrady – Pargas został zdradzony w 1951 roku przez żołnierza swojego oddziału, który zaprowadził trzydziestu żołnierzy NKWD do schronu, w którym ukrywał się dowódca.
Do najsłynniejszych partyzantów należał Ants Kaljurand, nazywany „Antsem Groźnym”. Ów żołnierz w zwyczaju miał zapowiadanie swojego przybycia drogą pocztową. Pewnego razu zawiadomił właściciela restauracji w Pärnu, że zamierza zjeść u niego dobry obiad. Restaurator oczywiście zawiadomił NKWD. W wymienionym w liście dniu ubrani po cywilnemu enkawudziści otoczyli restaurację. „W umówionym czasie pod drzwi podjechała pobieda z wojskową rejestracją – czytamy w jednej z relacji – z której wysiadł Ants Groźny, ubrany w mundur wysokiego oficera radzieckiego. Enkawudziści go nie poznali. Ants zjadł wspaniały obiad w restauracji, pozostawiając suty napiwek, a pod talerzem notatkę: Bardzo dziękuję za obiad, Ants Groźny”.

„Leśni Bracia” w defensywie
Dysproporcja sił między komunistycznymi oddziałami a partyzantami była zbyt duża, aby zapewnić tym drugim zwycięstwo lub przynajmniej przetrwanie. W 1948 roku oddziały „Leśnych Braci” zaczęły schodzić do defensywy, aby w końcu chylić się ku upadkowi. Według szacunków estońskiej partii komunistycznej, w latach 1945-1946 Sowietom udało się wyeliminować 414 oddziałów partyzanckich, złożonych z 2386 ludzi, oraz 2833 uzbrojonych pojedynczych partyzantów. Oprócz nich 5868 „Braci Leśnych” opuściło lasy i wróciło do oficjalnego życia. Do listopada 1948 roku zamordowano lub uwięziono 8468 partyzantów, a „zalegalizowano” 6600. W kolejnych latach co roku około trzech tysięcy „Braci Leśnych” opuszczało partyzantkę lub ginęło.

Według akt Komitetu Bezpieczeństwa w latach 1955-1956 doszło do ostatnich starć z partyzantami. Stłumienie przez Związek Sowiecki węgierskich marzeń o wolności ostatecznie pogrzebało również nadzieje Estończyków. W roku tym wielu z nich się ujawniło, wiązało się to też z „odwilżą”, która nastąpiła w krajach Sojuzu. Jak wyglądało ujawnianie się „Leśnych Braci” czytamy w jednej z relacji: „W naszej okolicy był człowiek, który od dłuższego czasu mieszkał w lesie. Polowali na niego, ścigali go, nigdy go jednak nie złapali. Gdy ogłoszono ostatnią amnestię, postanowił się poddać. Wmaszerował na miejscowy posterunek milicji w pełnym rynsztunku: z ręcznym karabinem maszynowym na plecach, automatem w ręku, pistoletem u boku i granatami przy pasie. Otworzył drzwi kopniakiem. Milicjant na służbie zbladł, sądząc, że przyszedł zabijać. Brat Leśny rozładował jednak swoją broń na stole i powiedział: Moja wojna się skończyła”.

W kolejnych latach walkę – a raczej ciągłe ukrywanie się – kontynuowało kilkudziesięciu „Braci Leśnych”. Byli pojedynczo wyłapywani, niektórzy samodzielnie podejmowali decyzję o ujawnieniu. W 1974 roku w wyniku obławy siły bezpieczeństwa zabiły Kaleva Arro. Przebieg jego ostatnich dni wskazuje, że mając dość długoletniego ukrywania się specjalnie sprowokował na siebie obławę, by zginąć podczas walki. Władze odtrąbiły sukces, że zginął ostatni z „bandytów”. Myśleli, że to koniec epopei estońskich „Braci Leśnych”. Srodze się jednak mylili.

Ostatni z ostatnich
August Sabe już w 1941 roku uczestniczył w tworzeniu estońskiej republiki partyzanckiej. Podczas okupacji niemieckiej – nie chcąc być wcielonym do armii – stale się ukrywał. Po wkroczeniu wojsk sowieckich uwierzył w ogłoszoną amnestię i rozpoczął oficjalnie pracę w młynie. Pięć lat później – w 1949 roku – bezpieka przypomniała sobie o nim, w ostatniej chwili udało mu się uciec. Dołączył do oddziału „Orion”, dowodzonego przez Jaana Rootsa. W 1952 roku oddział ten został rozbity. Wówczas to Sabe rozpoczął samotne ukrywanie się w lasach Võhandu. Rozpuścił pogłoskę, że zmarł w lasach na gruźlicę. Pomagali mu starzy znajomi.
Mijały lata, coraz mniej osób było w stanie dostarczać mu żywność, w latach siedemdziesiątych zatem rozpoczął dokonywanie akcji ekspropriacyjnych. To go niestety zgubiło. Zbyt głośno stało się o dokonywanych kradzieżach, bezpieka zorientowała się zatem, że w lasach ukrywa się jeszcze jeden „Brat Leśny”.

„28 września 1978 roku liczne grupy przeczesywały lasy (…). Nie minęło wiele czasu, gdy zobaczyli dziwnego mężczyznę łowiącego ryby w rzece” – opowiadał po latach miejscowy komendant milicji. Dwóch funkcjonariuszy KGB podając się za wędkarzy rozpoczęli wypytywanie starszego mężczyzny o jego tożsamość, zrobili sobie z nim także wspólne zdjęcia. Sabe podał im fałszywe nazwisko, ci jednak odpowiedzieli: „Nie kłamcie. Nazywacie się August Sabe. Jesteśmy z KGB, aresztujemy was”. Partyzant nie miał niestety czasu na wyszarpnięcie pistoletu. Jeden z czekistów wrzucił starca do wody. Tam rozpoczęła się szamotanina. Sabe – widząc przewagę dwóch młodych komunistów – postanowił się poddać. Gdy jednak poczuł grunt pod stopami przewrócił prowadzących go czekistów, a sam skoczył do wody. Podczas ucieczki się utopił. W ten sposób skończyły się losy ostatniego estońskiego „Leśnego Brata”. W chwili śmierci miał 69 lat.

Czy jednak Sabe był ostatnim „Żołnierzem Wyklętym” bloku wschodniego? Niekiedy można spotkać się z taką informacją, prawda jest jednak inna. W 1986 roku na Litwie śmiercią naturalną zmarł Statys Guiga ps. „Tarzan”, przez cały czas ukrywający się w gospodarstwie wiejskim w rejonie święciańskim.

Kajetan Rajski

http://www.pch24.pl/lesni-bracia---esto ... 592,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 28 sie 2015, 16:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/armia-czerwona-na- ... zbrojenie/

Armia Czerwona na przedpolu Żarowa w maju 1945 roku – liczebność, organizacja i uzbrojenie
3 czerwca 2015 05:48



Dnia 8 maja 2015 roku minęło dokładnie 70 lat od kapitulacji III Rzeszy Niemieckiej, a tym samym zakończenia II wojny światowej w Europie. Na kilka miesięcy przed tym jak umilkły ostatnie wystrzały w oblężonym Wrocławiu i Berlinie, zimą 1945 roku jednostki Armii Czerwonej, dotarły najpierw m.in. na obszar dzisiejszej gminy Żarów.

Obrazek
Pawieł Rybałko (dowódca 3 Gwardyjskiej Armii Pancernej)


Czołgi z namalowaną na pancerzu czerwoną gwiazdą, należące do 3 Gwardyjskiej Armii Pancernej gen. por. Pawła Rybałki – 7 korpus pancerny (54, 55, 56 brygada pancerna, 23 brygada motocyklowa) i 9 korpus pancerny (69, 70, 71 brygada zmechanizowana, 91 brygada pancerna, 47 pułk czołgów ciężkich – przełamania) 13 lutego 1945 roku zdobyły Strzegom i niespodziewanie znalazły się na terenie dzisiejszej gminy Żarów zajmując Buków, Mielęcin, Pyszczyn oraz Zastruże. Dzień później zajęty został hitlerowski obóz koncentracyjny – KL Gross-Rosen, znajdujący się na skraju miejscowości Rogoźnica. 16 lutego ostatecznie otoczono Festung Breslau. Na odcinku żarowskim front ustabilizował się na dwa i pół miesiąca na linii, którą wyznaczały miejscowości Przyłęgów – Łażany – Żarów – Mrowiny – Tarnawa – Imbramowice – Domanice – Chwałów – Górny Maniów – Strzelce – Tworzyjanów – Sobótka. Tu przebiegał zewnętrzny pierścień oblężenia Wrocławia. Wojska radzieckie zajęły jeszcze miejscowości Imbramowice, Kruków i Marcinowiczki. Dowódcy rosyjscy nie byli jednak zainteresowani dalszym natarciem w kierunku m.in. Żarowa, gdzie dobrze okopanym i uzbrojonym grenadierom z niemieckiej 359 dywizji piechoty, udało się w pobliżu Mrowin i Tarnawy zniszczyć kilka dział pancernych SU-85 i SU-100 oraz czołgów T34/85. Warto wspomnieć, że w lutym 1945 roku, Żarów i linia frontu w pobliżu Tarnawy i Imbramowic była w zasięgu radzieckich wyrzutni rakietowych – słynnych „katiusz” z 91 Pułk Ciężkiej Artylerii Moździerzy Rakietowych Gwardii, który stacjonował w Mieczkowie (gm. Kostomłoty, pow. średzki). W linii prostej do Żarowa było ok. 10 km, a 8-9 km do linii Kruków – Tarnawa – Imbramowice, przy zasięgu dla wyrzutni rakietowej BM-13, wynoszącym 5520-9470 m (pociski M-13 różnych wersji) i 11 800 m (pocisk M-13DD).


Dmitrij Gusjew (dowódca 21 Armii)


Jednostki 3 Gwardyjskiej Armii Pancernej w krótkim czasie, zostały przesunięte do zadań operacyjnych na zachodzie i już w początkach marca brały udział w ciężkich walkach pod Lubaniem. Ich miejsce zajęła 21 Armia, której korpusy strzeleckie 117 i 118, rozłożone były szerokim frontem pomiędzy miejscowościami Jawor i Strzelin. Dyslokację taką potwierdza mapa sztabowa 21 armii z przełomu kwietnia i maja 1945 roku. Na odcinku frontu w pobliżu Żarowa, który szczególnie nas interesuje, znajdowały się 3 pułki strzeleckie z 225 dywizji strzeleckiej, której sztab mieścił się w Osieku (niem. Ossig). Na linii Jaroszów – Morawa – Skarżyce – Przyłęgów – Łażany i dalej, aż do Krukowa pozycje zajmował 1349 pułk strzelecki. Linia Kruków – Marcinowiczki – Imbramowice – Borzygniew, obsadzona była przez 299 pułk strzelecki. Nieco z tyłu, na zapleczu obu wymienionych jednostek, rozłożony był 1347 pułk strzelecki, którego pierwszy batalion wraz z artylerią pułkową kwaterował w Jaroszowie i Rusku. Z kolei drugi batalion rozmieszczony był w Bukowie. Na nieco głębszym zapleczu stacjonował w Gościsławiu 27 pułk pancerny. Tak wyglądała radziecka obsada frontu między Jaroszowem a Borzygniewem w kwietniu i maju 1945 roku.


Fragment mapy sztabowej 21 Armii Radzieckiej. Oznaczone pozycje 299, 1347 i 1349 pułku strzeleckiego, sztab 225 dywizji strzeleckiej w Osieku oraz 27 pułk pancerny w Gościsławiu (archiwum autora)


Pozycje 1349 pułku strzeleckiego na linii Jaroszów – Morawa – Skarżyce – Przyłęgów – Łażany i dalej, aż do Krukowa oraz pozycje 1347 pułku strzeleckiego między Jaroszowem i Ruskiem


Pozycje 299 pułku strzeleckiego na linii Kruków – Marcinowiczki – Imbramowice – Borzygniew oraz 1347 pułku strzeleckiego w Bukowie


Niemiecki plan sytuacyjny na linii frontu Goczałków – Borzygniew w kwietniu/maju 1945 roku (archiwum autora)


Dywizja Strzelecka – стрелковая дивизия (skrót: сд), organizacyjnie wchodziła w skład Korpusu Strzeleckiego lub Armii Ogólnowojskowej i działała najczęściej w ich składzie. Czasem jednak była włączana bezpośrednio w skład wojsk Frontu. Wedle etatu z 1945 roku, w skład dywizji strzeleckiej wchodziły: 3 pułki piechoty, 1 brygada artylerii: 2 pułki artylerii, 1 pułk moździerzy, 1 dywizjon artylerii, samobieżnej, 1 dywizjon artylerii ppanc, 1 dywizjon artylerii plot, 1 batalion saperów, 1 batalion łączności, 1 batalion szkolny, Samodzielne pododdziały zaopatrzenia oraz służb tyłowych. Łącznie 11 780 ludzi, 3557 pistoletów maszynowych, 11 rusznic, 130 dział (w tym 65 ppanc i 12 plot), 136 moździerzy, 12 dział samobieżnych SU-76, 445 samochodów oraz 1200 koni. Zasadniczo w czasie trwania wojny ilość ludzi w DP była niższa od założonej liczby prawie o połowę! W większości dywizji piechoty zamiast brygady artylerii był pułk artylerii. W ten sposób osiągano łączną liczbę 196 dział i moździerzy.

Pułk Strzelecki – стрелковый полк (skrót: сп), organizacyjnie wchodził w skład dywizji strzeleckiej, jednakże pewna ilość pułków piechoty była włączona bezpośrednio w struktury Armii Ogólnowojskowej lub nawet do wojsk Frontu. W trakcie trwania wojny struktura etatowa pułków wielokrotnie podlegała zmianom. W skład pułku strzeleckiego wchodziły: 3 bataliony piechoty, 2 kompanie fizylierów, 1 bateria artylerii, 1 bateria moździerzy, 1 bateria artylerii ppanc, 1 pluton wkm plot, Samodzielne pododdziały zaopatrzenia oraz służb tyłowych.W natarciu: w zasadzie był równorzędny z szerokością wdarcia i liczył od 700 do 1500 metrów oraz 4 do 6 kilometrów w głąb ugrupowania nieprzyjaciela. W obronie: pułk zabezpieczał odcinek od 3-5 kilometrów wzdłuż linii frontu a pozycja miała do 3 kilometrów głębokości. Według etatu 05/41 z 18.12.1944, pułk strzelecki (2725 żołnierzy) składał się z dowództwa pułku i trzech batalionów strzeleckich (każdy z 670 żołnierzami).
W batalionie:
trzy kompanie strzeleckie po 144 żołnierzy
kompania ciężkich karabinów maszynowych (12 ckm-ów Maxim lub SG-43)
kompania moździerzy 82 mm (6 moździerzy 82 mm)
bateria ppanc. 45 mm (4 działka ppanc. 45 mm)
pluton rusznic przeciwpancernych (9 PTRS lub PTRD 14,5 mm)
pluton łączności (19 żołnierzy) wyposażony byl w polową centralę telefoniczną, 8 telefonów polowych i 8 kilometrów kabla telefonicznego
pluton transportowy (33 żołnierzy): jeden wóz konny, cztery kuchnie polowe
pluton sanitarny (8 żołnierzy)
Artyleria pułkowa:
bateria dział piechoty, składająca się z trzech plutonów ogniowych 76,2 mm po dwa działa (w sumie 6 dział piechoty 76,2 mm wz. 27 lub wz.43)
bateria ppanc. 57 mm – (6 dział ppanc. ZiS-2 57 mm)
bateria 120 mm moździerzy (6 moździerzy 120 mm)
pluton plot. – (6 wkm-ów DSzK 12,7 mm)
Pozostałe pododdziały pułkowe:
dwie kompanie fizylierów (każda po 98 żołnierzy z pm-ami)
pluton rozpoznawczy (38 zwiadowców)
pluton saperów (27 saperów)
kompania łączności (73 żołnierzy) składała się z trzech plutonów: sztabowego, radiowego i telefonicznego. Do swojej dyspozycji kompania łączności regulaminowo powinna posiadać: 6 radiostacji, 2 odbiorniki radiowe, 3 polowe centralki telefoniczne, 20 telefonów polowych i 32 kilometrów kabla telefonicznego
Jednostki tyłowe i transportowe pułku:
kompania transportowa (6 ciężarówek i 18 wozów konnych)
kompania sanitarno-medyczna (55 żołnierzy), pluton weterynaryjny (12 żołnierzy), pluton sztabowy (28 żołnierzy), pluton – muzycy/orkiestra pułkowa (12 żołnierzy), warsztaty pułkowe (17 żołnierzy), pułkowy park amunicyjny (17 żołnierzy).
Pułk strzelecki liczył 2725, batalion – 670, a kompania – 114 żołnierzy. Na uzbrojeniu pułku było: 162 karabiny maszynowe, 6 wielkokalibrowych karabinów przeciwlotniczych, 27 rusznic przeciwpancernych, 12 dział przeciwpancernych 45 mm, 6 dział 76,2 mm, 18 moździerzy 82 mm i 6 moździerzy 120 mm. W czerwcu 1945 roku zmienił się stan osobowy pułku strzeleckiego: 2398 pułk, 555 batalion i 104 żołnierzy w kompanii.
Na przełomie kwietnia i maja 1945 roku na zajmowanych pozycjach pomiędzy Jaroszowem, a Borzygniewem znajdowało się ponad 8 000 żołnierzy Armii Czerwonej (299, 1347 i 1349 pułk strzelecki), na wyposażeniu których było:
ok. 3500 – pistolety maszynowe – PPSz wz. 1941 i PPS-43
486 – ciężkie i ręczne karabiny maszynowe – Maxim wz.1910/30, SG-43 Goriunow, DPM
18 – wielkokalibrowe karabiny maszynowe – DSzK wz.1938
81 – rusznice przeciwpancerne – PTRS-41, PTRD-41
36 – działa przeciwpancerne kaliber 45 mm – wz.1942 (M-42)
18 – działa przeciwpancerne kaliber 57 mm – wz.1943 (ZiS-2)
18 – działa kaliber 76,2 mm – armata pułkowa wz.1927 lub wz.1943
54 – moździerze kaliber 82 mm – wz.1937
18 – moździerze kaliber 120 mm – wz.1943
? (nieokreślona liczba) – broń krótka – pistolet TT, rewolwer Nagant w.1895
? (nieokreślona liczba) – karabiny powtarzalne – Mosin wz.1938 i wz.1944
? (nieokreślona liczba) – karabiny samopowtarzalne – SWT-40
? (nieokreślona liczba) – granaty – F-1, RGD-33, RG-42, RPG-40, RPG-43
? (nieokreślona liczna) – miny przeciwpiechotne – POMZ-2, PMD-6, PMK 40
? (nieokreślona liczba) – miny przeciwpancerne – TMD-44, TMD-B, TMB-2, PMZ-40, TM-44
Wsparcie na linii frontu czerwonoarmistom z trzech wymienionych pułków zapewniało 12 samobieżnych dział SU-76 oraz stacjonujący w Gościsławiu 27 pułk pancerny, na wyposażeniu którego były 23 czołgi średnie T-34/85, 16 czołgów lekkich T-70 (w sumie 337 osób personelu z uzbrojeniem indywidualnym: 136 – karabinów, 34 – pistolety maszynowe, 3 – lekkie karabiny maszynowe).

7 maja 1945 roku żołnierze radzieccy z 1349 pułku strzeleckiego weszli do opuszczonego przez Niemców Żarowa. Po 70 latach od zakończenia II wojny światowej udało nam się odnaleźć fotografie czerwonoarmistów, których pozycje w maju 1945 roku, znajdowały się w pobliżu tej miejscowości.

Obrazek
Sierżant Władimir Aleksandrowicz Kryżanowski, w maju 1945 roku na stanowiskach koło Bukowa


Artylerzysta z 1347 Pułku Strzeleckiego (225 Dywizja Strzelecka, 21 Armia, 1 Front Ukraiński), urodził się w Kownie (Litwa) w rodzinie robotniczej. W 1941 roku wcielony został do Armii Czerwonej. W lipcu tego samego roku znalazł się na froncie. W lecie 1944 roku został trzykrotnie ranny. Za odwagę i męstwo pokazane w walkach z hitlerowskim najeźdźcą, otrzymał dwa medale „Za odwagę”. Rozkazem dowódcy 225 Dywizji Strzeleckiej z dnia 30 września 1944 roku odznaczony został Orderem Chwały 3 stopnia. Pod koniec stycznia 1945 roku w walkach na terenie Polski własnoręcznie zniszczył dwa stanowiska karabinów maszynowych i brał udział w odparciu pięciu kontrataków wroga. Został wtedy ranny. W walkach o miasto Czeladź zniszczył niemieckie działko 37 mm, dwa stanowiska karabinów maszynowych wroga oraz w walce wręcz wyeliminował 8 żołnierzy nieprzyjaciela. 18 lutego 1945 roku odznaczony został Orderem Chwały 2 stopnia. 17 lutego przyczynił się do zniszczenia działa pancernego oraz unicestwienia wrogiego plutonu piechoty. 5 kwietnia 1945 roku ponownie odznaczony został Orderem Chwały 2 stopnia. Na przełomie kwietnia i maja 1945 roku wraz z 1347 pułkiem strzeleckim znajdował się na zajmowanych pozycjach koło Bukowa. 24 czerwca 1945 roku wziął udział w Paradzie Zwycięstwa na Placu Czerwonym w Moskwie. W 1945 roku został zdemobilizowany i wrócił do miasta Sobinka.

Obrazek
Sierżant Siergiej Nikołajewicz Sziszof, w maju 1945 roku na stanowiskach Kruków-Imbramowice


Operator radiostacji w 299 pułku strzeleckim (225 Dywizji Strzelecka, 21 Armia, 1 Front Ukraiński). Urodził się w 1920 roku w Archangielsku. Od 1941 roku w Armii Czerwonej. W walkach z hitlerowskim najeźdźcą został ranny trzynaście razy, ale po leczeniu w szpitalu zawsze wracał na pierwszą linię do swojej jednostki. 14-20 stycznia 1944 roku podczas walk o Nowogród pod ciężkim ogniem zapewniał sprawną łączność radiową z dowódcą pułku. 20 lutego 1944 roku za odwagę i męstwo wykazane w walce, odznaczony został Orderem Chwały 3 stopnia. 28 lipca 1944 roku w pobliżu miejscowości Blutis (8 km na południowy-wschód od miasta Balvi, Łotwa), w krytycznym momencie bitwy, przy pomocy granatów i karabinu maszynowego odparł atak wroga, zabijając pięciu przeciwników. 13 sierpnia 1944 roku za odwagę w bitwie odznaczony został Orderem Chwały 2 stopnia. 10 lutego 1945 roku w bitwie o Skorogoszcz wyeliminował ponad dziesięciu żołnierzy wroga. Dekretem Prezydium Rady Najwyższej ZSRR z dnia 10 kwietnia 1945 roku odznaczony został Orderem Chwały 1 stopnia. Na przełomie kwietnia i maja 1945 roku wraz z 299 pułkiem strzeleckim znajdował się na zajmowanych pozycjach Kruków – Imbramowice. 24 czerwca 1945 roku wziął udział w Paradzie Zwycięstwa na Placu Czerwonym Moskwie. W 1945 roku został zwolniony z Sił Zbrojnych ZSRR. Zamieszkał w Moskwie. W sumie podczas wojny odznaczony został Orderem Chwały 1, 2, i 3 stopnia, medalami w tym „Za odwagę”, „Dla Zasługi Wojskowej” i „Dla obrony Leningradu”, „Za wyzwolenie Pragi”, „Za zwycięstwo nad Niemcami”.

Opracowanie
Bogdan Mucha – Żarowska Izba Historyczna


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 01 wrz 2015, 15:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2015/09/01/ ... dz-4-40-2/

Od czasu do czasu Niemcy pokazują swoją prawdziwą twarz, a wtedy mamy sceny jak z horrorów.

Wojna zaczęła się w Wieluniu 1 września 1939 r. o godz. 4.40
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-09-01

Obrazek
Centrum Wielunia po bombardowaniu 1 września 1939 r.
[Fot. Muzeum Ziemi Wieluńskiej]


Kolejna rocznica wybuchu największej wojny w dziejach ludzkości pobudza do refleksji. Jej początek miał miejsce na naszych ziemiach
W Wieluniu na tablicy pamiątkowej, umieszczonej w 1959 r. na miejscu szpitala zbombardowanego przez Niemców w pierwszym dniu wojny, czytamy: „Tu dokonał się 1 września 1939 r. o godz. 4.40 pamiętny akt bezprawia, przemocy i zbrodni hitlerowskiej na bezbronnej ludności miasta Wielunia”. Jednak fakt rzezi Wielunia był zapomniany przez całe dziesięciolecia. Dziś uważany przez wielu Polaków za symboliczny początek ataku Niemiec na Polskę w 1939 r., symbol okrucieństwa wojsk niemieckich. Wieluń był pierwszym miastem niemal doszczętnie zniszczonym podczas II wojny światowej.

Początek wojny
Pierwsze strzały II wojny światowej padły niedaleko granicy polsko-niemieckiej – w Krzepicach, potem w Szymankowie, w Wieluniu i na Westerplatte. Na pewno mianem symbolicznego miejsca, gdzie rozpoczęła się dla Polaków II wojna światowa, można określić Wieluń.
Właśnie w tym niewielkim, liczącym ok. 15 tys. mieszkańców, prowincjonalnym miasteczku, 1 września 1939 r. o godz. 4.40 niemieckie lotnictwo przeprowadziło atak bombowy. Wieluń przed wojną leżał w odległości ok. 15 km od granicy II Rzeczypospolitej z III Rzeszą Niemiecką. Nie stacjonowały tam żadne oddziały wojskowe, nie było także zakładów przemysłowych. Wieluń nie był nawet węzłem komunikacyjnym. Jego mieszkańcy mogli się więc czuć w miarę bezpiecznie mimo groźby wybuchu konfliktu zbrojnego z Niemcami. W Wieluniu nikt nie spodziewał się ataku z powietrza – nie było ku temu żadnych logicznych przesłanek. A jednak bombardowanie miast było już w tamtych czasach znane. Niemiecki Legion Condor, wspierający gen. Francisco Franco – głównodowodzącego wojsk nacjonalistycznych podczas wojny domowej w Hiszpanii, dokonywał ataków lotniczych na cele cywilne. To niemieccy lotnicy zbombardowali baskijskie miasteczko Guernica 26 kwietnia 1937 r. Zginęli tam cywile – ponad 1000 osób i zostało zniszczonych ponad 60 proc. domów. Guernica była siedzibą lokalnego rządu, ważnym węzłem komunikacyjnym, mieściły się tam fabryka broni i koszary, więc – w przeciwieństwie do Wielunia – mogła się spodziewać ataku.
Rozkaz zbombardowania Wielunia 1 września 1939 r. wydał generał major Wolfram von Richthofen – odpowiedzialny za zbombardowanie Guerniki były szef sztabu, a potem dowódca Legionu Condor; we wrześniu 1939 r. dowódca niemieckiego lotnictwa szturmowego, które w 1939 r. bezlitośnie bombardowało również Warszawę. Istnieje hipoteza, że Niemcy chcieli przetestować w Wieluniu – podobnie jak w Hiszpanii – siłę rażenia bomb, nowe samoloty oraz założenia taktyczne dla lotnictwa – formacji, która wyrosła na decydującą na polu walki.

W imię prawdy
Prawdę o zrównaniu z ziemią Wielunia przez Luftwaffe przedstawił w mediach, zarówno niemieckich, jak i polskich, niemiecki dziennikarz Joachim Trenkner. W 1989 r. niemiecka telewizja publiczna wyemitowała przygotowany przez niego film dokumentalny o nalocie na Wieluń. W Polsce w 1999 r. ukazał się artykuł Trenknera „Wieluń, czwarta czterdzieści” („Tygodnik Powszechny”, nr 36, 5 września 1999 r.). Dziennikarz dotarł m.in. do dokumentów dotyczących nalotu 1 września 1939 r., rozmawiał także z mieszkańcami Wielunia pamiętającymi bombardowanie. Sprawę zbrodni w Wieluniu badał prof. Tadeusz Olejnik, długoletni dyrektor Muzeum Ziemi Wieluńskiej. W 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej ukazała się jego książka „Wieluń – polska Guernica”.
Wykonawcami zbrodniczego rozkazu gen. von Richthofena byli kpt. Walter Sigel i mjr Oskar Dinort – dowódcy eskadr 2. i 76. bombowców nurkujących, tzw. sztukasów z 4. Floty Powietrznej Luftwaffe. Wieluń był łatwym celem – nie było tam obrony przeciwlotniczej. „Sztukasy” wystartowały z lotniska wojskowego w Nieder Ellguth (obecnie Ligota Dolna), mniej więcej w połowie drogi między Wrocławiem a Opolem, skąd do Wielunia było tylko 20 minut lotu. Nalot na Wieluń przebiegał w trzech falach. Pierwsza fala samolotów – 29 maszyn – uderzyła w zachodnią część miasta. „Sztukasy” schodziły do ataku tzw. lotem nurkowym. Samoloty te miały zamontowane specjalne syreny (tzw. syreny Udeta). Głośnym wyciem miały paraliżować wroga. Do bomb mocowano kartonowe rurki, które wydawały przenikliwy, ogłuszający gwizd, gdy bomba spadała na ziemię. Jedne z pierwszych ładunków wybuchowych spadły na cel chroniony konwencjami międzynarodowymi – szpital pw. Wszystkich Świętych, wyraźnie oznaczony na dachu symbolem Czerwonego Krzyża. Podobny los spotkał położony nieopodal budynek oddziału położniczego oraz gmach szpitala zakaźnego przy ul. Piłsudskiego. To, co stało się w wieluńskim szpitalu, opisał jego wieloletni dyrektor Zygmunt Patryn: „Spadła bomba na ogród szpitalny w pobliżu domu, w którym zajmowałem mieszkanie na pierwszym piętrze. Dom zachwiał się. Zbiegłem boso, z ubraniem w ręku, na parter. Zauważyłem tam kilka osób z personelu szpitalnego, nakazałem im ucieczkę do ogrodu. Gdy leżeliśmy w ogrodzie pod drzewami, samoloty niemieckie ukazały się znowu nad zabudowaniami szpitalnymi i zrzuciły drugą bombę tuż przy budynku mieszkalnym. Budynek ten zawalił się tym razem. Spadła trzecia bomba, bardzo blisko głównego gmachu. Zostaliśmy zasypani piaskiem. Podniosłem się szybko i pobiegłem wówczas do chorych. Zdążyłem jednakże dobiec tylko do drzewa orzechowego rosnącego przy ścianie głównego gmachu, a czwarta z kolei bomba zrzucona na teren szpitala zdruzgotała prawie połowę tego gmachu. Wbiegłem do gmachu, którego część południowo-wschodnia leżała w gruzach. Tam przybiegła do mnie z budynku dla zakaźnie chorych siostra pielęgniarka z urwaną częścią dłoni. Pobiegłem do budynku położniczego, który był również zawalony. Wracając do głównego gmachu, natknąłem się na zwłoki dwóch zabitych. Sale – operacyjna i opatrunkowa – były w gruzach. Kazałem siostrom drzeć bieliznę i opatrywać rannych. Matki i noworodki położyliśmy na furmankę i odesłaliśmy do Sieradza. Położna odebrała dwa porody w parku szpitalnym” (cyt. za Cezary Gmyz, „Rzeźnia wieluńska”, „Wprost” nr 36, 3 września 2008 r.).

Kolejny atak
Drugi nalot (również 29 samolotów) został przeprowadzony pół godziny po zakończeniu pierwszego, a jego celem była wschodnia część miasta. Podczas trzeciego ataku, w którym znów uczestniczyło 29 maszyn, ponownie zbombardowano szpital, gdzie w sumie zginęło 26 chorych, dwie zakonnice i cztery pielęgniarki. Ta liczba byłaby większa, gdyby nie fakt, że kilka dni wcześniej z powodu zagrożenia wojennego dyrektor kazał wypisać ze szpitala osoby w lżejszym stanie, by zrobić miejsce dla ewentualnych rannych.
Niemcy zrzucili na Wieluń łącznie 380 bomb, które zabiły ok. 1200 osób, w tym dzieci i chorych. Miasto zostało zniszczone w 70 proc., a samo ścisłe centrum w 90 proc., m.in. ratusz miejski, budynki sakralne – kościół farny i klasztor poaugustiański oraz synagoga. Niemieckich samolotów, które zbombardowały Wieluń, nikt nie atakował, wszystkie wróciły na lotnisko do Nieder Ellguth. Żaden z pilotów nigdy nie odpowiedział za tę zbrodnię wojenną. W sprawie bombardowania Wielunia nikt nie został nawet przesłuchany. Jak podaje Cezary Gmyz („Rzeźnia wieluńska”), przed kilku laty niemieccy śledczy „wyjaśnili” polskim prokuratorom, że „to, co według ocen polskich prawników jest zbrodnią wojenną, według ocen prawników niemieckich mieści się w ramach działań wojennych, a jeżeli nawet w ich ramach doszło do zabójstw wykraczających poza wojenną konieczność, to czyny te uległy przedawnieniu. Nie mogą być zatem ścigane w RFN”. W Niemczech – kraju, który wywołał II wojnę światową, kraju, gdzie sprawcy wielu zbrodni wojennych pozostają bezkarni, obecnie toczy się dyskusja o „zbrodniach aliantów”, m.in. zbombardowaniu Drezna. Komentarz w tej kwestii jest zbędny.
Na marginesie dodam, że bombardowanie Wielunia, którym Niemcy rozpoczęli wojnę – symbol ich okrucieństwa, nie przeczy symbolowi początku kampanii wrześniowej znanemu z podręczników szkolnych, jakim pozostaje Westerplatte. Wojskowa Składnica Tranzytowa strzegąca wejścia do polskiego portu w Gdańsku miała szczególne znaczenie ze względu na międzynarodowe gwarancje, jakie owa placówka otrzymała od Ligi Narodów. Wojsko Polskie stawiło tam twardy opór Hitlerowi. Nie może nikogo dziwić, że o Westerplatte czy np. o obronie stolicy Polski zaraz usłyszał niemal cały świat, a o prowincjonalnym Wieluniu wie do dziś dnia mało kto. Taka jest logika historii. O tej rzezi bezbronnej ludności trzeba więc przypominać!

Ocalić od zapomnienia
Jeśli chodzi o nadgraniczne miejsca, w których padły pierwsze strzały II wojny światowej, to o Krzepicach k. Częstochowy mamy m.in. wzmiankę Romualda Cieśli („Blask dawnych Krzepic”). Opierając się na wspomnieniach naocznych świadków, pisze on, że ok. godz. 3.30 w Krzepicach niemieccy żołnierze, którzy przekroczyli granicę z Polską, ostrzelali patrol kolarzy – zwiadowców nadjeżdżających od strony Starokrzepic. Dopiero po strzałach w Krzepicach było Szymankowo o godz. 4.15, gdzie niemiecka straż graniczna zamordowała 21 Polaków. Trzeba znać te fakty, choć przecież nie mają one znaczenia symbolu – jak Wieluń czy Westerplatte – i tak naprawdę stanowią niewielką część największej tragedii w dziejach Polski i Polaków, jaką była II wojna światowa. Spierając się o to, w której miejscowości i o której godzinie wystrzelono pierwszy pocisk w II wojnie światowej (np. podręcznik akademicki do najnowszej historii Polski jest już w tej materii bardziej powściągliwy), często zapominamy, że chodzi o wybuch wielkiego światowego konfliktu, którego źródła sięgają daleko wcześniej niż noc z 31 sierpnia na 1 września 1939 r., a jego skutki trwają po dzień dzisiejszy. Dla niektórych nacji wojna ta rozpoczęła się wcześniej lub później niż 1 września 1939 r. Wiele narodów uczestniczących w II wojnie nadal toczy spór o interpretację niektórych jej epizodów. Dla nas wciąż ważne i aktualne są np. Jałta, Powstanie Warszawskie, Katyń, a wina zbrodniarzy wojennych jest niepodważalna i nie ulega przedawnieniu.
W tekście wykorzystałem informacje m.in. z artykułu J. Trenknera „Wieluń, czwarta czterdzieści”, „Tygodnik Powszechny”, nr 36, 5 września 1999 r. oraz z artykułu C. Gmyza „Rzeźnia wieluńska”, „Wprost”, nr 36, 3 września 2008 r.

Sławomir Błaut

http://www.niedziela.pl/numer/2010/35
Niedziela E-mail: redakcja@niedziela.pl
Adres: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa
Tel.: +48 (34) 365 19 17


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 02 wrz 2015, 11:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/1-wrzesnia-1939-ro ... ordanowem/

1 września 1939 roku, rozpoczęła się bitwa pod Jordanowem
1 września 2015 00:02



1 września ze Słowacji w górę szerokiej doliny Orawy na Chabówkę i Nowy Targ ruszyło niemieckie zgrupowanie pancerne 14 armii w składzie 2. Dywizji Pancernej i dywizji lekkiej (XVIII Korpus Pancerny gen. Von Kleista). Na ich drodze stanął 1 Pułk Piechoty Korpusu Ochrony Pogranicza, którym dowodził podpułkownik Wojciech Wójcik. Obrona tego odcinka nie była w stanie długo utrzymać wyznaczonych pozycji, a w momencie przełamania Niemcy mogli wyjść na tyły Armii „Kraków” dowodzonej przez generała Antoniego Szylinga. W związku z tą niebezpieczną sytuacją 10. Brygada Kawalerii dowodzona przez pułkownika Stanisława Maczka otrzymała rozkaz zamknięcia kierunku na Jordanów i Rabkę.
2 września w nocy przygotowano stanowiska obronne i rano 10. Brygada pancerno-motorowa była na swoich pozycjach. Od razu rozpoczęły się walki w których Polacy ponieśli duże straty. Ciężkie i zacięte walki toczyły się o wzgórza znajdujące się na południe od Jordanowa. Bronił ich 24 Pułk Ułanów pod dowództwem pułkownika Kazimierza Dworaka, kompania Obrony Narodowej i szwadron armat przeciwpancernych. Popołudniu po zaciętych walkach o Wysoką Polakom udało się odeprzeć niemieckie natarcie. Niemcy mieli jednak miażdżącą przewagę w artylerii i broni pancernej co przyczyniło się do zdobycia Wysokiej w godzinach wieczornych. Polskie oddziały wycofując się poniosły duże straty. W tych ciężkich walkach oddziały polskie wspierane były ogniem dział pociągu pancernego nr. 51, który sam został uszkodzony i musiał wycofać się z walki. W nocy mieszkańcy wsi Wysoka odkręcili zawory w dwóch niemieckich cysternach z paliwem. Doszło do pożaru, a w powietrze wyleciały uszkodzone czołgi i odpoczywający żołnierze 3 Dywizji Górskiej. W październiku 1939 roku Niemcy zemścili się rozstrzeliwując kilkunastu mieszkańców oraz paląc wieś.
3 września pod miejscowością Naprawa obrona polska pod naciskiem niemieckiej 2 dywizji pancernej zaczęła pękać. Do walki ruszył szwadron obwodowy rotmistrza Tomkowicza oraz kompania czołgów Vickers, polskie uderzenie odrzuciło Niemców. Pod Kasiną Wielką nastąpiło natarcie przerzuconych nocą w ten rejon polskich oddziałów. Zaatakowana niemiecka 4 dywizja lekka została odrzucona aż do rejonu Mszanej. Po taktycznym odwrocie wojsk polskich bitwa zakończyła się pyrrusowym zwycięstwem Niemców , którzy utracili ponad 70 czołgów oraz wozów pancernych.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 08 wrz 2015, 13:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/7-wrzesnia-1939-ro ... pod-wizna/

7 września 1939 roku, rozpoczęła się bitwa pod Wizną
7 września 2015 00:03



Bitwa ta często określana jest mianem Polskich Termopil. Około 350 żołnierzy pod dowództwem kapitana Władysława Raginisa broniło się trzy dni pod naporem 42 tysięcy żołnierzy niemieckich wspartych czołgami, artylerią i lotnictwem. Kapitan Raginis oraz jego zastępca porucznik Stanisław Brykalski złożyli przysięgę, że nie oddadzą żywi swoich pozycji.
7 września pod Wiznę przybyły oddziały rozpoznawcze 10 Dywizji Pancernej generała Nikolausa von Falkenhorsta. Natknął się na nie polski pluton konnych zwiadowców, który został rozbity.
8 września generał Heinz Guderian niezadowolony z postępów Grupy Armii Północ obawiał się, że Polacy wycofają się spod Warszawy i następnie przegrupują za Bugiem. W tej sytuacji Guderian zaproponował by XIX Korpus uderzył w kierunku Brześcia kierując się przez Wiznę. Jeszcze tego samego dnia korpus ruszył w kierunku tej miejscowości. Tymczasem niemieckie lotnictwo zbombardowało Kurpiki, Górę Strękową i Giełczyn. 10 Dywizja Pancerna zaatakowała Wiznę, Wierciszewo i Sieburczyn.
9 września korpus Guderiana dotarł do pozycji zajmowanych przez 10 Dywizję Pancerną. Tam dowódca XIX Korpusu przekonał się, że niemieckie raporty o przełamaniu polskiej obrony są nieprawdziwe. Po dwugodzinnych przygotowaniach artyleryjskich do ataku na polskie pozycje ruszyła niemiecka piechota wsparta przez czołgi. Niestety polskie schrony nie zostały ukończone przed wybuchem wojny i nie posiadały wentylacji, na skutek dymu Polacy nie mogli prowadzić stamtąd ognia więc wyniesiono broń do okopów. Podczas niemieckiego natarcia zginął porucznik Brykalski. Mimo niedostatku amunicji do dwóch karabinów przeciwpancernych, Polacy zniszczyli kilkanaście niemieckich czołgów. Jeszcze tego dnia napastnicy zmienili taktykę. Za pomocą czołgów przecinano komunikację pomiędzy polskimi schronami, a następnie okrążała i zdobywała je piechota. Mimo nowej taktyki Niemcom nie udało się do zmroku zdobyć wszystkich polskich stanowisk. Do niewoli poszło część polskich żołnierzy.
10 września o świcie ruszyło niemieckie natarcie jako ostatni padł schron kapitana Raginisa znajdujący się na Górze Strękowej. Niemcy zagrozili kapitanowi, że jeżeli się nie podda to polscy jeńcy zostaną rozstrzelani. Po godzinie namysłu kapitan Raginis rozkazał swoim żołnierzom opuścić schron, a sam dochowując przysięgi rozerwał się granatem. Heroiczna obrona pod Wizną zatrzymała na 2 dni niemiecki korpus Guderiana. W tym czasie powstała Armia Warszawa, w której skład weszły niedobitki wojsk polskich nadciągających z różnych stron do obrony stolicy. Dokładne straty Polaków nie są znane. Prawdopodobnie 40 żołnierzy dostało się do niewoli, a drugie tyle udało się wycofać. Przyjmuje się, że pozostali obrońcy zginęli. Straty niemieckie są nieznane.
Po zakończeniu walk tuż obok schronu na Górze Strękowej pochowano kapitana Raginisa i porucznika Brykalskiego. Podczas okupacji sowieckiej ciała polskich oficerów kazano przenieść w inne miejsce, by utrudnić oddawanie czci bohaterom. 10 września 2011 roku kpt. Raginis i por. Brykalski powrócili na miejsce pierwotnego pochówku. W 2012 roku kpt. Raginis został awansowany pośmiertnie na stopień majora, a por. Brykalski na stopień kapitana.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 13 wrz 2015, 14:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/13-wrzesnia-1939-r ... o-frampol/

13 września 1939 roku, lotnictwo niemieckie zbombardowało Frampol
13 września 2015 00:04



Frampol to miejscowość położoną na terenie Lubelszczyzny. Na skutek bombardowania zniszczeniu uległo 80% budynków, natomiast ponieważ ludność została ostrzeżona przez ustawione na okolicznych wzgórzach czujki, straty w ludziach szacuje się na około 10 osób, w większości przyjezdnych.
Frampol (podobnie jak wcześniej Wieluń) ze względu na swoje przestrzenne ukształtowanie nadawał się do ćwiczeń w celności bombardowania i testowania skuteczności sprzętu i broni. Natomiast nie miał żadnego znaczenia militarnego. Kilka dni wcześniej nad miasteczkiem krążył samolot zwiadowczy. Dnia 13 września, kilka minut po godzinie pierwszej po południu, nadleciały cztery bombowce, które z wysokości około 1000 metrów zrzuciły bomby burzące i zapalające. Badacze przypuszczają, że samoloty były naprowadzane specjalnymi oznaczeniami przez agentów niemieckich. Niemieckie lotnictwo bombardowało także – choć z mniej przerażającymi skutkami – inne miasta Lubelszczyzny jak Szczebrzeszyn, Zamość czy Biłgoraj.

(fot.: Zdjęcia lotnicze Frampola przed i po bombardowaniu za: Wikimedia Commons)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 286 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17 ... 20  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /