Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 173 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 12 sie 2013, 09:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mirekkabala.pl/?p=1860

Kto był Wodzem Naczelnym podczas Bitwy Warszawskiej?
Sierpień 11, 2013 Mirek Kabala
Dymisja Józefa Piłsudskiego w przededniu bitwy warszawskiej
złożona na ręce premiera rządu Wincentego Witosa

Belweder, 12.VIII.1920 r.

Wielce Szanowny Panie Prezydencie!
Przed swym wyjazdem na front, rozważywszy wszystkie okoliczności nasze wewnętrzne i zewnętrzne, przyszedłem do przekonania, że obowiązkiem moim wobec Ojczyzny jest zostawić w ręku Pana, Panie Prezydencie, moją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego wodza Wojsk Polskich.
Powody i przyczyny, kto mnie do tego kroku skłoniły, są następujące:
1) Już na jednym z posiedzeń R.O.P. (Rady Obrony Państwa – przypisek wydawców) miałem zaszczyt wypowiedzieć jeden z najbardziej zasadniczych powodów. Sytuacja, w której Polska się znalazła, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, a przeciętna opinia słusznie żądać musi i coraz natarczywiej żądać będzie, aby ta odpowiedzialność nie była czczym frazesem tylko, lecz zupełnie realną rzeczą. Sądzę, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze‭. Przynajmniej do tej odpowiedzialności się poczuwam zawsze i dlatego naturalną konsekwencją dla mnie jest podanie się do dymisji. I chociaż R.O.P., gdy sprawę te podniosłem, wyraziła mi pełne zaufanie i upoważniła w ten sposób do pozostania przy władzy, nie mogę ukryć, że pozostają we mnie i działają z wielką siłą te moralne motywy, które wyłuszczyłem przed R.O.P. parę tygodni temu.
2) Byłem i jestem stronnikiem wojny „‚a outrance” z bolszewikami dlatego, że nie widzę najzupełniej gwarancji, aby te czy inne umowy czy traktaty były przez nich dotrzymane. staję więc z sobą teraz w ciągłej sprzeczności, gdy zmuszony jestem do stałych ustępstw w tej dziedzinie, prowadzących w niniejszej sytuacji, zdaniem moim, do częstych upokorzeń zarówno dla Polski, a specjalnie dla mnie osobiście.
3) Po prawdopodobnym zerwaniu rokowań pokojowych w Mińsku pozostaje nam atut w rezerwie – atut Ententy. Warunki postawione przez nią skierowane są przeciwko funkcji państwowej, którą od prawie dwu lat wypełniam. Ja i R.O.P., rząd czy sejm, wszyscy mieliby do wyboru albo zostawić mnie przy jednej funkcji, albo usunąć zupełnie. Co do mnie wybieram drugą ewentualność. Jest ona bardziej zgodna z godnością i jest praktyczniejsza. pozostawienie mnie na jednym z urzędów zmniejsza mój autorytet i tak silnie poderwany i doprowadza z konieczności do powolnego zniszczenia tej siły moralnej, którą dotąd jeszcze reprezentuję dla walki i dla kraju. Biorę następnie pod uwagę mój charakter bardzo niezależny i przyzwyczajenie do postępowania według własnego zdania, co z warunkami, postawionymi przez ententę nie zgadza się. Wreszcie przeczy to systemowi, któremu służyłem w Polsce od początku swojej pracy politycznej i społecznej, której podstawą zawsze była możliwie samodzielna praca nad odbudowaniem Ojczyzny, ta bowiem wydawała mi się jedynie wartościową i trwałą. Obawiam się więc, że przy zostawieniu mnie przy funkcjach przodujących oraz przy moim charakterze i przyzwyczajeniach wyniknąć mogą ze szkodą dla kraju tarcia mniejsze i większe, które nie będąc przyjemne dla żadnej ze stron, wszystko jedno skończyć by się musiały moim usunięciem się.
Wreszcie ostatnie. Rozumię (sic!) dobrze, że ta wartość, którą w Polsce reprezentuję nie należy do mnie, lecz do Ojczyzny całej. Dotąd rozporządzałem nią jak umiałem samodzielnie.
Z chwilą napisania tego listu uważam, że ustać to musi i rozporządzalność moją osobą przejść musi do rządu, który szczęśliwie skleciłem z reprezentantów całej Polski.
Dlatego też pozostawiam Panu, Panie Prezydencie, rozstrzygnięcie co do czasu opublikowania aktu mojej dymisji. Również Panu razem z jego Kolegami z Rządu pozostawiam sposób wprowadzenia w życie mojej dymisji i wreszcie oczekiwać wówczas będę rozkazu Rządu co do zużytkowania moich sił w tej czy innej pracy. Co do ostatniego proszę tylko nie krępować się ani wysoką szarżą, którą piastuję ani wysokim stanowiskiem, które posiadam. Nie chciałbym bowiem mnożyć swoją osobą licznej rzeszy ludzi, nie układających się w żaden system, czy to z powodu kaprysów i ambicji osobistej, czy to z powodu słabości charakteru polskiego, skłonnego do wytwarzania najniepotrzebniejszych funkcji dla względów osobistych.
Proszę Pana Prezydenta przyjąć zapewnienie wysokiego szacunku i poważania z jakim pozostaję.

(-) Józef Piłsudski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 13 sie 2013, 06:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Pierwsza Kadrówka i pierwsze zwycięstwo

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Z Wojciechem Kawalcem ze Związku Strzeleckiego „Strzelec” w Kielcach, uczestnikiem Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej, rozmawia Marcin Austyn

Dlaczego ruszył Pan szlakiem Kadrówki?
– Tak naprawdę moja przygoda z historią zaczęła się w wieku siedmiu lat. To wtedy zacząłem interesować się historią II wojny światowej. Pamiętam, że zacząłem w rodzinie dopytywać o te sprawy, o losy moich przodków. Tak dowiedziałem się, że miałem dwóch pradziadków, którzy służyli w Legionach Marszałka Józefa Piłsudskiego. Okazało się też, że jeden z moich dziadków należał do Związku Strzeleckiego. Było to jeszcze przed II wojną światową. Tak właśnie moje zainteresowanie historią rosło. A że uwielbiam też militaria, szukałem organizacji, w której mógłbym rozwijać swoje zainteresowania. Tak trafiłem do kieleckiego „Strzelca”. Jestem w Związku od dwóch lat i mogę powiedzieć, że był to doskonały wybór. Obecnie doszedłem do stopnia starszego strzelca.

Który raz na Kadrówce?
– To mój pierwszy Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej.

I już zanotował Pan na koncie mały sukces w konkursie historycznym.
– Tak, to pierwsza Kadrówka i pierwsze moje zwycięstwo.

Czego dokładnie dotyczył konkurs?
– Był to swego rodzaju sprawdzian wiedzy o Marszałku Józefie Piłsudskim, Legionach Polskich i historii II Rzeczypospolitej.

Skąd u Pana taka wiedza?
– Prawdę mówiąc, nigdy nie uczyłem się historii, ja ją po prostu czytam. Tak z zamiłowania. I ta wiedza jakoś sama zostaje.

Konkurs był trudny? Jak ocenia Pan rywali? W końcu na Marszu było sporo miłośników historii.
– Trzeba przyznać, że konkursowe pytania były dość szczegółowe. Wszystkim uczestnikom tej rywalizacji poszło jednak bardzo dobrze. A ja miałem to szczęście, że wygrałem.

Wróćmy do samego Marszu. Podoba się Panu taka forma krzewienia patriotyzmu?
– Tak. Choć ta ocena na pewno mocno zależy od charakteru każdego człowieka. Powiem tak: bywało ciężko, ale jakoś wytrzymywałem i polecam każdemu udział w Kadrówce.

Dlaczego?
– Przede wszystkim jest on swego rodzaju kuźnią patriotyzmu. Ponadto można sprawdzić siebie samego, hart ducha, wytrzymałość, swoje możliwości, słowem – zweryfikować, na ile mnie stać.

Czego można nauczyć się na Marszu?
– To chociażby poznawanie wielu szczegółów na temat samego Marszałka Piłsudskiego, Legionów i związanych z tym działań niepodległościowych. Byliśmy w miejscach, gdzie te wydarzenia, o których wiemy z historii, rozgrywały się w rzeczywistości. Byliśmy np. w Michałowicach, gdzie I Kadrowa przekroczyła granice zaboru austriackiego i wkroczyła do Kongresówki. Odwiedzaliśmy po drodze miejscowości, w których Strzelcy stacjonowali. Bywało nawet, że byliśmy zakwaterowani w tych samych miejscach, co oni. Przy okazji dowiadywaliśmy się tego, co robili legioniści 99 lat temu.

Wspomina Pan jakieś szczególne spotkania na trasie Marszu?
– Wśród uczestników był np. ponad 80-letni były żołnierz Armii Krajowej, uczestnik walk o niepodległość, który wielokrotnie uczestniczył w Marszu. Osobiście bardzo interesowały mnie jego relacje z minionych lat. Był z nami także wykładowca historii z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który w ciekawy sposób wszystko nam tłumaczył.

Jak wytrzymał Pan trudy marszu? Szliście w mundurach w iście afrykańskich upałach.
– Na pewno dzięki temu można było sporo schudnąć (śmiech). Ale rzeczywiście bywało ciężko, zwłaszcza kiedy mieliśmy pokonać długie odcinki trasy. Wtedy upał szczególnie dawał się we znaki. Wprawdzie nie braliśmy udziału w zawodach, nie biegaliśmy na trasie, nie pokonywaliśmy jej na czas, ale przy takiej aurze nawet droga w drużynie marszowej może dobrze zmęczyć. Jeden z odcinków dziennych miał prawie 50 kilometrów. Było naprawdę ciężko. Był jednak też dzień odpoczynku. I może dzięki temu jesteśmy u celu, w Kielcach. Prawda jest jednak taka, że jeśli maszeruje się w doborowym towarzystwie, to żadne trudy nie są groźne. Choć trzeba oddać, że odparzone stopy, odciski czasem mocno dają się we znaki.

Za rok przypada setna rocznica wymarszu Strzelców z krakowskich Oleandrów w kierunku Kielc. Weźmie Pan udział w Marszu?
– Oczywiście. Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.

Taka rocznica zobowiązuje do czegoś więcej?
– Jak najbardziej. Dlatego plany mam ambitne i zamierzam konkurować na czas w drużynie marszobiegowej.

Mając już marszowe doświadczenie, sądzi Pan, że wystarczy sił, by konkurować na czas?
– Jak Pan Bóg pomoże, to dam radę. Będą potrzebne treningi. Ale mam cały rok na przygotowania, więc jestem dobrej myśli.

Dziękuję za rozmowę.
Marcin Austyn

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... estwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 22 wrz 2013, 11:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wzzw.wordpress.com/2013/08/18/pi ... nie-ludzi-☚◙◙◙-przeczytaj/

Piłsudski: “Rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi”
Opublikowany w ■ aktualności, ■ historia przez Maciejewski Kazimierz w dniu 18 Sierpień 2013

Przemówienie Marszałka Józefa Piłsudskiego do przedstawicieli stronnictw sejmowych
Nie będę się wdawał w dyskusję nad wypadkami majowymi. Zdecydowałem się na nie sam, w zgodzie z własnym sumieniem, i nie widzę potrzeby z tego się tłumaczyć.

Głównymi powodami obecnego stanu rzeczy w Polsce – to jest nędzy, słabizny wewnętrznej i zewnętrznej – były złodziejstwa, pozostające bezkarne. Ponad wszystkim w Polsce zapanował interes jednostki i partii, zapanowała bezkarność za wszelkie nadużycia i zbrodnie.
W odrodzonym państwie nie nastąpiło odrodzenie duszy narodu. Gdy wróciłem z Magdeburga i posiadłem władzę, jakiej nikt w Polsce nie piastował, wierząc w odrodzenie narodu, nie chciałem rządzić batem i oddałem władzę w ręce zwołanego przez siebie Sejmu Ustawodawczego, którego wszak mogłem nie zwoływać.
Naród się jednak nie odrodził. Szuje i łajdaki rozpanoszyły się.
Naród odrodził się w jednej tylko dziedzinie, w dziedzinie walki orężnej, tzn. pod względem odwagi osobistej i ofiarności względem państwa w czasie walki. Dzięki temu mogłem doprowadzić wojnę do zwycięskiego końca. We wszystkich innych dziedzinach odrodzenia nie znalazłem. Ustawiczne waśnie personalne i partyjne, jakieś dziwne rozpanoszenie się brudu i jakiejś bezczelnej, łajdackiej przewagi sprzedajnego nieraz elementu.
Rozwielmożniło się w Polsce znikczemnienie ludzi. Swobody demokratyczne zostały nadużyte tak, że można było znienawidzieć całą demokrację.
Interes partyjny przeważał ponad wszystko. Partie w Polsce rozmnożyły się tak licznie, iż stały się niezrozumiałe dla ogółu. To wszystko skierowane było przeciw każdemu, kto reprezentował państwo. Tych reprezentujących państwo było trzech: mnie, jako Naczelnikowi Państwa, obrzydzano życie ciągłą nagonką, oszczerstwami i najwstrętniejszymi potwarzami.
Nie upadłem tylko dlatego, że jestem silniejszy od was wszystkich. Drugiego reprezentanta wprost zamordowano, a moralni sprawcy tego mordu uszli bezkarnie. Trzeci padał pod ciężarem męki z powodu sejmu i senatu. Gdy byłem po raz ostatni w Belwederze u pana Wojciechowskiego, żal mi go było. Człowiek tajał, postarzał się pod wpływem pracy sejmu i senatu. Kiedy go usiłowałem namówić do nieulegania wpływom partyjnym, odrzekł, że chciałby partiom oprzeć się, ale czuje, że ulegnie.
Warunki tak się ułożyły, że mogłem nie dopuścić was do sali Zgromadzenia Narodowego, kpiąc z was wszystkich, ale czynię próbę, czy można jeszcze w Polsce rządzić bez bata. Nie chcę uczynić nacisku, ale ostrzegam, że sejm i senat są instytucjami najbardziej znienawidzonymi w społeczeństwie. Róbcie raz jeszcze próbę. Nacisku nie będzie. Żadna siła fizyczna nie zaciąży nad wami. Dałem gwarancję swobodnego obioru Prezydenta i słowa dotrzymam, ale ostrzegam, nie zawierajcie z kandydatem na Prezydenta układów partyjnych. Kandydat na Prezydenta musi stać ponad stronnictwami, winien umieć reprezentować cały naród. Wiedzcie, że w przeciwnym razie nie będę bronił sejmu i senatu, gdy dojdzie do władzy ulica. Nie może w Polsce rządzić człowiek pod terrorem szuj i temu się przeciwstawiam.
Wydałem wojnę szujom, łajdakom, mordercom i złodziejom i w walce tej nie ulegnę. Sejm i senat mają nadmiar przywilejów i należałoby, aby ci, którzy powołani są do rządów, mieli więcej praw. Parlament winien odpocząć. Dajcie możność rządzącym odpowiadać za to, czego dokonają. Niech Prezydent tworzy rząd, ale bez nacisku partyj. To jest jego prawo.
Z kandydaturą moją róbcie, co się wam podoba. Nie wstydzę się niczego, skoro się nie wstydzę przed własnym sumieniem. Jest mi obojętnym – wiele głosów otrzymam. Dwa, sto czy dwieście. Nie robię jednak żadnego nacisku co do wybrania mojej osoby. Wybierajcie tego, kogo będziecie chcieli, szukajcie jednak kandydatów apartyjnych i godnych dla wysokiego stanowiska. Gdybyście tak nie postąpili – widzę wszystko w czarnych dla was kolorach, a dla siebie w barwach przykrych, bo nie chciałbym rządzić batem. Rządzenie batem obrzydziłem sobie w państwach zaborczych.
W rozkazie moim do wojska powiedziałem, że wziąwszy państwo słabe i ledwie dyszące – oddaliśmy obywatelom odrodzone i zdolne do życia. Cóżeście z tym państwem uczynili? Uczyniliście zeń pośmiewisko!
Moim programem jest zmniejszenie łajdactw i utorowanie drogi uczciwości. Czekam, a zapewniam panów, że się nie zmienię. Trzeba przejść ponad partyjne interesy, dać oddech państwu i elektowi. Elekt musi posiadać honor ponad chęć zarobienia kilkudziesięciu groszy. Jeżeli chodzi o mnie, to powtarzam raz jeszcze, że się nie zmienię. Będę ścigał złodziei!

29 maja 1926 r.

geopolityka.net


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 14 lis 2013, 18:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezalezna.pl/46513-ukrasc-pilsu ... -nad-wisla

Ukraść Piłsudskiemu zwycięstwo nad Wisłą
Dodano: 28.09.2013 [07:53]

Biografia Józefa Piłsudskiego od dawna jest przedmiotem ataków i manipulacji. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje kłamliwa teza głosząca, że rzeczywistym autorem zwycięstwa na przedpolach Warszawy był gen. Tadeusza Rozwadowski.

Bitwa Warszawska była arcydziełem sztuki wojennej. Ktoś nazwał ją postumentem pomnika Piłsudskiego. Nic dziwnego, że przeciwnicy Piłsudskiego od samego początku próbowali ów postument zniszczyć albo chociaż znieważyć.

Poszli na całość, uznając, że Marszałek nie był autorem planu bitwy ani nawet nią nie dowodził. Kto zatem według nich był prawdziwym zwycięzcą? Kandydatów wysuwano trzech: Pana Boga, gen. Maxime’a Weyganda i gen. Tadeusza Rozwadowskiego.

Ojcowie sukcesu

Ponieważ wystraszeni warszawiacy wierzyli, że tylko cud może ich uratować – chętnie zatem przyjęli, że tak się właśnie stało. Tym bardziej że 15 sierpnia przypadała też uroczystość Wniebowzięcia Matki Boskiej.

Misja gen. Weyganda była z polskiego punktu widzenia zbędna, a może nawet szkodliwa – tym bardziej że Weygand forsował wzorowany na cudzie nad Marną niekorzystny dla Polski plan. Należy jednak przyznać, że francuski generał nie przypisywał sobie cudzych zasług. W wywiadzie dla korespondenta „L’Information” Paula Genty stwierdził: „To zwycięstwo, które taką radością przejęło Warszawę, jest zwycięstwem polskim. Operacje zostały wykonane przez generałów polskich, według planu polskiego”. Z kolei Rozwadowski lojalnie wykonywał zlecone mu przez Piłsudskiego zadania, nie przypisywał sobie jego zasług. Dopiero potem, gdy został wmanewrowany przez endecję w rozgrywki polityczne, zaczął bardziej eksponować swoją rolę. Rolę Rozwadowskiego wyolbrzymiali przed wojną nienawidzący Piłsudskiego endecy, po wojnie – nienawidzący i Piłsudskiego, i endeków komuniści. Nawet w III RP Kazimierz Koźniewski potrafił napisać w „Trybunie” z okazji 11 listopada 1998 r.: „Strategicznie bitwę warszawską rozegrał dla nas zwycięsko gen. Tadeusz Rozwadowski, ale politycznie zaliczył ją Piłsudski”.

Nauka na błędach

Piłsudski już pod koniec lipca 1920 r. planował powstrzymanie bolszewików na linii Bugu i uderzenie na ich tyły od południa – z rejonu Kowla. Zapowiedź takiej „akcji w większym stylu” zawierał rozkaz Naczelnego Dowództwa nr 7945/III wydany 27 lipca. 29 lipca 1920 r. szef Oddziału Operacyjnego płk. Julian Stachiewicz przekazał gen. Sikorskiemu, dowódcy broniącej Brześcia Grupy „Polesie”, wytyczne do bitwy nad Bugiem. 30 lipca Piłsudski przesłał Sikorskiemu pytanie, na jak długą obronę Brześcia może liczyć. Generał zapewnił, że może ona potrwać do dziesięciu dni. Ufając tej obietnicy, Piłsudski wyciągnął na północ oddziały walczące z Budionnym pod Brodami, w tym czasie jednak Brześć upadł w nocy z 1 na 2 sierpnia, w dużym stopniu z winy Sikorskiego. Opuścił on wcześniej twierdzę, jadąc na spotkanie z Hallerem i wrócił zbyt późno, by uratować sytuację. Schemat bitwy nad Bugiem Piłsudski powtórzył nad Wisłą. Rolę Brześcia przejęła Warszawa, uderzenie na tyły Rosjan wyruszyło nie z Kowla, lecz znad Wieprza.

Rola Rozwadowskiego

Generał Rozwadowski został mianowany szefem sztabu formalnie 22 lipca, w opracowaniu koncepcyjnym bitwy nad Bugiem nie brał udziału. Włączył się dopiero w planowanie Bitwy Warszawskiej.

Pierwszy zarys przyszłej operacji warszawskiej, tzw. ogólną instrukcję obronną, przygotowywał 4 sierpnia płk Tadeusz Piskor, który zastąpił chorego Stachiewicza. Pierwopis słynnego rozkazu do przegrupowania, który zawierał zarys przyszłej operacji, przygotowywał 6 sierpnia według wytycznych płk. Piskora – kpt. Bronisław Regulski. Po małych poprawkach zarys ten stał się Rozkazem Operacyjnym Specjalnym noszącym fikcyjny numer 10 000. Rozwadowski, jak dowodzą dokumenty, początkowo był zwolennikiem płytkiego kontrnatarcia z rejonu Karczewa czy Garwolina i uważał plan uderzenia znad Wieprza za ryzykowny ze względu na zbyt dużą odległość od Warszawy. Potwierdzają to wspomnienia Witosa: „[Rozwadowski] skarżył się, że nie może zrozumieć Naczelnego Wodza. Wyraził obawę, że ofensywa Piłsudskiego może być spóźniona, gdyż ciężar walki przenosi się na północ od Warszawy. Akcja Piłsudskiego znad Wieprza może być bardzo efektowna, ale dla wojny ma jego zdaniem znaczenie drugorzędne”.

Odrzucenie projektu Rozwadowskiego nie spowodowało żadnych napięć: Rozwadowski jako szef sztabu angażował się w przygotowania ostatecznej wersji rozkazu, potem lojalnie wykonywał rozkazy Piłsudskiego i przesyłał mu sprawozdania z przebiegu operacji.

Szacunek dla Komendanta

Warto przytoczyć choćby fragmenty depeszy z 15 sierpnia: „[…] Mam wrażenie ogólne, że cała akcja rozwija się bardzo korzystnie, i że właśnie, co do czasu, mamy korzystne warunki tak, jak je p. Komendant przewidział. Dotychczas obawiałem się, że nas bolszewicy nie zaatakują dość serio, aby móc liczyć na wydatne uderzenie z flanki. Tymczasem wypadki pod Radzyminem widocznie ich zachęciły, a umyślne ociąganie się Sikorskiego również ich ośmieliło. […] Uderzenie głównej siły Pana Komendanta trafi więc doskonale, a lepiej, że jutro rano atak wyruszy, byle był party silnie naprzód wypoczętymi siłami. Chcąc co rychlej i 2-gą armię wyzyskać, przygotowałem ją już dziś wieczorem. […] Więc i tutaj zupełnie w myśl rozkazu p. Komendanta wykonanie jest w toku. Uzgodnienie akcji 4-tej armii doskonale p. Komendant przygotował i proszę liczyć na to, że pozostając w ścisłym kontakcie wszystko przyśpieszę tak, abyśmy od 17-tego rano byli gotowi do współdziałania…”.

Po przedstawieniu sytuacji na innych odcinkach frontu gen. Rozwadowski pisze: „1-szą armię wzmocniłaby 4-ta dyw., którą jako ostateczną rezerwę gen. Latinikowi podporządkować zamierzam w myśl wskazówek p. Komendanta”. I na zakończenie dodaje: „Proszę p. Komendanta chcieć przyjąć wyrazy głębokiej czci i prawdziwego przywiązania, od oddanego najposłuszniej Generała Rozwadowskiego”. W zacytowanych meldunkach Rozwadowski kilkakrotnie wyraźnie podkreśla, że autorem realizowanych na polu bitwy pomysłów jest Piłsudski.

Z wymiany depesz wynika także, że Piłsudski nie tylko był autorem planu bitwy, ale także na bieżąco kierował jej przebiegiem, podając swoje miejsce postoju i żądając od Rozwadowskiego meldunków o wykonywaniu zadań.

Autor: Bohdan Urbankowski
Żródło: Gazeta Polska Codziennie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 05 gru 2013, 10:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Naczelnik, Marszałek, „Dziadek”

Piotr Szubarczyk

Mija 146. rocznica urodzin Józefa Piłsudskiego – Wodza Naczelnego, Marszałka Polski, Naczelnika Państwa, notyfikującego odrodzenie Rzeczypospolitej, dekretującego 8-godzinny dzień pracy i wiele innych ważnych kwestii.

Był wodzem w Bitwie Warszawskiej. Był twórcą koncepcji operacji niemeńskiej, decydującej o ostatecznym pokonaniu bolszewików.

Szczególny stosunek Polaków do Marszałka zezwalał mu na smaganie nas. Kiedyś powiedział: „Choć nieraz mówię o ’durnej Polsce’, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę”.

Marzeniem Ziuka nastolatka było zdobycie Kremla i napisanie na jego murach: „Zabrania się mówić po rosyjsku!”. Tak reagował na upokorzenia z młodości. Uważał Rosję za największe zagrożenie naszej niepodległości.

Imię odziedziczył po ojcu, powstańczym komisarzu na powiat kowieński. Ziuk wychowywał się na wspomnieniach z Powstania Styczniowego.

Obrazek

Szczególnym dla Polaków miejscem jest grób Matka i Serce Syna na wileńskiej Rossie. Matka Maria pochodziła z Billewiczów. Czytała synowi strofy wieszczów, zwłaszcza Juliusza Słowackiego. Na płycie nagrobnej Marszałka umieszczono słowa wieszcza: „Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast domu gniazdo na skałach orła, niechaj umie spać, gdy źrenice czerwone od gromu i słychać jęk szatanów w sosen szumie. Tak żyłem”.

Do dziś spieramy się o to, jak można było pokierować wydarzeniami w maju 1926 r., by nie polała się krew bratnia. Jedno jest pewne. Życie Piłsudskiego oddane było Polsce. Zmarł w Belwederze 12 maja 1935 r. wieczorem. Jego pogrzeb stał się manifestacją jedności narodowej. Po latach historyczne spory trzeba odłożyć do lamusa. Z trzech głównych architektów naszej niepodległości (Roman Dmowski, Ignacy Jan Paderewski, Józef Piłsudski) Marszałek był postacią najbardziej charyzmatyczną.

http://www.naszdziennik.pl/wp/61580,nac ... iadek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 13 maja 2014, 13:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/05/12/ ... pilsudski/

12 maja 1935 roku. Zmarł marszałek Józef Piłsudski
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-05-12

W kwietniu konsylium lekarzy z przybyłym z Wiednia prof. Karelem Frederickiem Wenckebachem stwierdziło u Józefa Piłsudskiego nie nadający się do operowania nowotwór złośliwy wątroby. O stanie zdrowia Marszałka powiadomiono szefa rządu Walerego Sławka i prezydenta Ignacego Mościckiego. Odwołano, zaplanowane na 10 maja, spotkanie z szefem dyplomacji francuskiej Pierre Lavalem. Do publicznej wiadomości przekazano komunikat o chorobie Piłsudskiego.

Obrazek
Ciało Marszałka wystawione w salonie belwederskim zamienionym na kaplicę pod sztandarami bojowników o wolność z 1831 i 1863 roku i Legionów Polskich
/reprodukcja Piotr Mecik /Agencja FORUM


Chorego Piłsudskiego przewieziono z budynku Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych, gdzie dotychczas mieszkał, do Belwederu.
W niedzielę 12 maja Marszałek dostaje kroplówkę. Stan zdrowia jest poważny – o godz. 10 lekarze odbywają naradę, w której uczestniczą osobisty lekarz Marszałka płk dr Stefan Mozołowski, płk dr Antoni Stefanowski, ordynator Okręgowego Szpitala Wojskowego w Warszawie mjr dr Henryk Cianciara, szef Służby Zdrowia Ministerstwa Spraw Wojskowych gen. dr Stanisław Rouppert, ppłk dr Jan Czyż.
Dr. Stefanowski spotyka się z panią Piłsudską i informuje o beznadziejnym stanie zdrowia Marszałka.
Do Belwederu przybywa z Lasek, gdzie jest kierownikiem duchowym Zakładu dla Ociemniałych, ks. Władysław Korniłowicz. Pani Piłsudska nie odstępuje od łóżka męża. Marszałek otrzymuje ostatnie namaszczenie, obecni oficerowie i rodzina modlą się razem z księdzem.
„Komendant szklistym i nieruchomym wzrokiem patrzy w przestrzeń jakby czynił przegląd obrazu swego bohaterskiego i tragicznego życia.(…) Jak gdyby z powiewem wiosennego wiatru życie uleciało na jego skrzydłach i na znak uczyniony po raz ostatni ręką Komendanta. Minuty ciągną się jedna za drugą… długie jak minione dziesiątki lat brzemienne historią… Odwracam głowę, na tarczy zegarka 8.45, koniec epoki związanej z życiem Wielkiego Człowieka” – zanotował w pamiętniku adiutant Piłsudskiego w Belwederze rotmistrz Aleksander Hrynkiewicz.
O godz. 20. 54 lekarze, dr Mozołowski i dr Felicjan Tukanowicz stwierdzają zgon Marszałka.
Do Belwederu przybywa prezydent RP Ignacy Mościcki, premier Sławek, marszałkowie Sejmu i Senatu.
O godz. 1.30 wachmistrz Witold Pikiel fotografuje zwłoki Marszałka.
Przybyły o godz. 2.30 rzeźbiarz prof. Jan Szczepkowski zdejmuje gipsową maskę pośmiertną z twarzy zmarłego.
Lekarze, pod kierunkiem dr Wiktora Kalicińskiego, przeprowadzają sekcję zwłok, w czasie której wyjmują mózg i serce Marszałka. Serce – jak zażyczył sobie w testamencie Piłsudski – ma być pochowane wraz z jego matką, a mózg miał zostać zbadany w uniwersytecie w Wilnie. Odbywa się także balsamowanie zwłok.
Zwłoki Józefa Piłsudskiego zostają ubrane w mundur marszałkowski. W Belwederze, w salonie, urządzono kaplicę, w której ustawiono prowizoryczną trumnę.

AS

Nowa Historia
Arch., Int.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 13 maja 2014, 14:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/67615

Marszałek Józef Piłsudski

Panie, Panowie, Polacy,

Dziś 12 maja 2014 roku obchodzimy siedemdziesiątą dziewiątą rocznice śmierci
najwybitniejszego Polaka ostatnich wieków, twórcę niepodległego Państwa Polskiego;

Pana Marszałka Józefa Klemensa Piłsudskiego

herbu Kościesza , odmiana Piłsudski

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 19 maja 2014, 10:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/2218/w-79-ro ... lsudskiego

W 79 ROCZNICĘ ŚMIERCI PIERWSZEGO MARSZAŁKA POLSKI JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
Aleszumm - 18 Maj, 2014 - 19:47


Obrazek

W 79 ROCZNICĘ ŚMIERCI PIERWSZEGO MARSZAŁKA POLSKI
JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO

TU MÓWI WARSZAWA I WSZYSTKIE ROZGŁOŚNIE POLSKIEGO RADIA
Polskie Radio Warszawa i wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia 12 maja 1935 roku przekazały komunikat o śmierci Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego, który zmarł w tym dniu o godz. 20 45 w Belwederze. Ogłoszona została żałoba narodowa.
Na wiadomość o śmierci Marszałka Piłsudskiego prezydent RP Ignacy Mościcki wydał Orędzie do Narodu. Tuż przed 1 w nocy 13 maja 1935 roku udał się do Belwederu by oddać cześć zmarłemu Marszałkowi.
Prezydent Ignacy Mościcki powiedział wówczas:
„[…] Przedmiotem kultu narodowego nie może być tylko samo cierpienie. W drodze swej instynkt twórczy narodu znajduje ujście w apoteozie czynu i wielkości. Bez czci dla wielkości nie ma potęgi Państwa…Dzień 12 maja 1935 roku tragiczny dla Narodu i Państwa Polskiego okrył wszystkie serca polskie ciężką, nieutuloną żałobą. Odszedł od nas na zawsze, odszedł w chwili, kiedy najbardziej potrzebujemy Jego mądrej, troskliwej i wszystko przewidującej opieki. Największy na przełomie całej naszej historii człowiek, który z głębi dziejów minionych moc swego ducha czerpał i nadludzkim wytężeniem myśli i drogi przyszłość odgadywał[…]”.
Uroczystości pogrzebowe były ogromną manifestacją kultu Józefa Piłsudskiego, spotęgowanego jeszcze po jego śmierci. Ocenia się, że pogrzeb Józefa Piłsudskiego był prawdopodobnie największą tego typu uroczystością, jaka kiedykolwiek odbyła się w Polsce.
Nie należy zapominać, iż dwa polskie miasta Warszawa i Lwów zostały przez Naczelnika Państwa odznaczone Krzyżem Kawalerskim „Virtuti Militari”.
22 listopada 1920 roku Lwów jako pierwsze i jedyne w II RP miasto polskie zostało odznaczone Krzyżem Kawalerskim Orderu „Virtuti Militari”.
Uroczystej dekoracji dokonał Naczelnik Państwa Marszałek Józef Piłsudski, który również odbierał defiladę na ul. Legionów we Lwowie. To najwyższe polskie odznaczenie wojskowe nadano bohaterskiemu miastu, które do dziś z dumą nosi dewizę "Semper Fidelis" (Zawsze wierny).
Doceniono zarówno odwagę mieszkańców w czasie walk rozpoczętych w listopadzie 1918 roku o zachowanie polskości miasta, jak i jego późniejszy opór wobec natarcia Armii Czerwonej w 1920 roku.
W całej historii orderu, poza Lwowem, tylko jeszcze dwa inne miasta dostąpiły tego zaszczytu – Warszawa i Verdun. Oprócz tego, odznaczono również indywidualnie 162 lwowian.
W tym dniu (22 listopada 1920 r.) Piłsudski powiedział:
"Tu codziennie walczyć trzeba było o nadzieję, codziennie walczyć o siłę wytrwania. Ludność starała się wojskiem, wojsko starało się ludnością. I kiedym ja, jako sędzia wojskowy dający nagrody, odznaczający ludzi, myślał nad kampanią pod Lwowem, to wielkie zasługi waszego miasta oceniłem tak, jak gdybym miał jednego zbiorowego żołnierza i ozdobił Lwów Krzyżem Orderu „Virtuti Militari”, tak że wy jesteście jedynym miastem w Polsce, które z mojej ręki, jako Naczelnego Wodza, za pracę wojenną, za wytrzymałość otrzymało order".
To co stanowiło drogę Marszałka Józefa Piłsudskiego do odzyskania Niepodległości Państwa Polskiego po 123 latach niewoli wpisało się trwale w karty historii naszego Narodu i Państwa.
W chwili pogromu mocarstw centralnych i powstałej na tym tle rewolucji, która zmiotła z powierzchni tron Hohenzollerów i szereg innych tronów niemieckich, panował na ziemiach polskich stan nieopisanego zamętu i tragicznej niepewności.
W tych pamiętnych i doniosłych dla narodu wydarzeniach dni listopadowych 1918 roku wyłoniła się jutrzenka naszej Niepodległości. Polska była widownią chaotycznych i niepokojących wypadków politycznych i społecznych. Zewsząd groziły nam niebezpieczeństwa, horyzont zasnuty był ciężkimi, groźnymi chmurami.
Na ziemiach polskich panoszyła się jeszcze okupacja niemiecka i kraj zalany był obcym, zdemoralizowanym żołdactwem.
Od wschodu zagrażała nam bolszewicka zawierucha, w Małopolsce Wschodniej palił się pożar wojny ukraińskiej, a bohaterski „Semper Fidelis” Lwów krwawił się w rozpaczliwej walce o swą polskość i przynależność do Macierzy. Dzisiaj w 2014 roku wrogowie Polski siejący zamęt w polskich młodzieńczych umysłach podają „prawdę” historyczną o rzekomej „okupacji” Kresów II RP przez Polskę.
Na zachodnich krańcach Polski wyciągali Czesi drapieżne ręce po Cieszyn, a Wielkopolska i Śląsk uginały się w dalszym ciągu pod nienawistnym jarzmem pruskim.
Kraj cały, zniszczony wojną, leżał w ruinie, ludność była do ostatecznych granic wyczerpana. Nędza i rozpacz wyzierały ze wszystkich kątów.
Brak było wszystkiego; pieniędzy, żywności, opału, taboru kolejowego, jak również broni, amunicji i sprzętu wojennego. Kraj był nie tylko zrujnowany, ale i bezbronny.
A przecież groził nam przemarsz znajdującej się na froncie wschodnim około trzystutysięcznej armii niemieckiej, znakomicie uzbrojonej i wyekwipowanej, której mogliśmy byli przeciwstawić zaledwie szczupłą garść niejednolitego wojska.
Sytuacja przedstawiała się więc naprawdę tragicznie. Niepewność jutra, jak kamień młyński, zaciążyła nad Polską w tych historycznych dniach przełomowych. A grozę położenia powiększał jeszcze chaos rozpętanych namiętności politycznych.
W Zagłębiu Dąbrowskim wrzał ferment komunistyczny, oddziały czerwonej gwardii strzelały w Ząbkowicach do przejeżdżających pociągów. W samej Warszawie czaiła się na przedmieściach hydra anarchii bolszewickiej, gotowa do skoku. Ferment komunistyczny podsycały masy bezrobotnych, których było około pół miliona.
Polska w listopadzie 1918 roku była jednym wielkim kłębowiskiem wzburzonych namiętności społecznych i politycznych. Najskrajniejszy radykalizm i najbezwzględniejsza demagogia walczyły ze sobą o palmę pierwszeństwa w wysuwaniu najjaskrawszych haseł i programów odbudowy Polski na nowych podstawach.
Bo znajdowali się i tacy, którzy za najważniejsze zadanie w tej doniosłej chwili dziejowej uważali zawieszenie na Zamku Królewskim czerwonego sztandaru. Byli inni, których główną troską było zdjęcie korony z głowy Orła Białego. Tylko władzy nie było.
Urzędowała wprawdzie jeszcze w Warszawie utworzona przez okupantów Rada Regencyjna, złożona z arcybiskupa, księcia i bogatego szlachcica, ale nie miała żadnego znaczenia i wpływu.
Ciążyło na niej jej pochodzenie z nominacji niemieckich i austro-węgierskich władz okupacyjnych, na podstawie nadanego przez te władze patentu w sprawie władzy państwowej w Królestwie Polskim z 12 września 1917 roku.
Objęła urząd 27 października tegoż roku. Ciążyła na niej jeszcze silniej własna niemoc i bezradność. Przy tym miała groźną rywalkę w powołanym do życia w dniu 7 listopada 1917 roku przez żywioły radykalne „Tymczasowym Rządzie Ludowym Republiki Polskiej”, który rezydował w Lublinie i miał charakter skrajnie radykalny. Jednym słowem panował straszliwy chaos; władza, jak słusznie mówiono, „leżała na ulicy”.
Gdy działo się to wszystko, pędził do Warszawy pociągiem Józef Piłsudski, jedyny człowiek, który w tym wielkim momencie historycznym miał wszelkie dane ku temu, aby stać się ośrodkiem władzy w panującym ogólnym rozprężeniu i chaosie.
Przybył on do Warszawy mglistym i dżdżystym porankiem 10 listopada 1918 roku – a była to niedziela – w kilka godzin po opuszczeniu stolicy odradzającej się Polski przez generał-gubernatora Hansa Hartwiga von Beselera, który pod osłoną nocy wyjechał ze swoim sztabem do Niemiec.
Wiadomość o przyjeździe do Warszawy Wodza Legionów rozeszła się błyskawicznie. Na dworcu i przed dworcem zgromadziły się zastępy ludzi celem powitania Komendanta wracającego z więzienia w Magdeburgu.
Przybył również przedstawiciel Rady Regencyjnej, ks. Zdzisław Lubomirski, który odwiózł następnie Piłsudskiego do swojego pałacu, gdzie odbył z nim dłuższą konferencję.
Była to pierwsza czynność oficjalna Józefa Piłsudskiego po przyjeździe do Warszawy. Za nią poszły niezliczone inne.
Jakkolwiek zmęczony, Piłsudski nie pomyślał nawet w tym dniu o wypoczynku. Zamieszkawszy chwilowo w pensjonacie przy ul. Moniuszki, do późnej nocy bez przerwy przyjmował najrozmaitsze delegacje i prowadził konferencje.
Jednocześnie rozpoczęły się w Warszawie pierwsze starcia z okupantami i pierwsze wypadki rozbrojenia Niemców.
Na tych pracach i wydarzeniach zakończył się pierwszy dzień pobytu Piłsudskiego w Warszawie po powrocie z Magdeburga i zaświtał pamiętny na zawsze w dziejach naszej państwowości,
Dzień Wyzwolenia 11 listopada 1918 roku. Ów dzień, wielki, promienny, wymarzony w snach czterech pokoleń, wypieszczony gorącą myślą całego narodu i okupiony całym morzem łez i krwi, dzień ostatecznego wyzwolenia Polski z więzów niewoli, dzień, w którym Polska powstała, aby zacząć żyć na nowo życiem własnym, samodzielnym, życiem w słońcu i chwale Wolności i Niepodległości.
Ten niezapomniany dzień 11 listopada 1918 roku, to święto naszego zmartwychwstania, dzień naszego odrodzenia jako Narodu i Państwa, wyniesiony do godności Święta Państwowego.
Od tego dnia datuje się bowiem historia Niepodległego Państwa Polskiego związana nierozłącznie z Pierwszym Marszałkiem Polski Józefem Piłsudskim.
W ogóle z chwilą przybycia Piłsudskiego do Warszawy nastąpił zasadniczy zwrot w dotychczasowym groźnym położeniu w którym znajdowała się Polska. Jeżeli władza leżała dotąd „na ulicy”, to teraz pojawił się człowiek, w którego ręce naród mógł ją złożyć z całą wiarą i zaufaniem.
Zrozumiała to Rada Regencyjna, przedstawicielka najbardziej zachowawczej części społeczeństwa, która w tym właśnie dniu przekazała Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo polskich sił zbrojnych, a w trzy dni później, „kierując się dobrem Ojczyzny”, jak zaznaczyła w swoim orędziu, także zwierzchnią władzę państwową, a sama się rozwiązała i ustąpiła. Rozwiązał się również samorzutnie „Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej” w Lublinie i poddał się dobrowolnie władzy Piłsudskiego.
Ale nie tylko naród uznał w Piłsudskim swojego zwierzchnika i wodza. Również okupanci, których stanowisko było w najwyższym stopniu niepewne, zorientowali się i zrozumieli, że w Polsce zmieniła się zupełnie sytuacja, że przybył ktoś, za kim stoi cały naród, który ma pełną władzę i siłę do jej wykonywania.
Jeszcze tego samego dnia, w którym Piłsudski przyjechał do Warszawy zgłosili się do niego przedstawiciele Rady Żołnierskiej tzw. „Soldatenratu”, która objęła władzę nad załogami okupacyjnymi, z oświadczeniem, że wojska niemieckie opuszczą Warszawę dobrowolnie, bez walki, o ile Piłsudski zaręczy im spokojny wyjazd do kraju.
Ważnym sukcesem było również przyjęcie przez Komendę tzw. „Ober - Ost (Armii Wschodniej) żądania Piłsudskiego co do ewakuacji Ukrainy z ominięciem Królestwa linią kolejową Kowel – Brześć - Białystok.
Uniknięto w ten sposób dzięki konsekwencji Piłsudskiego nieobliczalnych konsekwencji, które mógł pociągnąć za sobą przemarsz wielkiej, liczącej przeszło 200 tysięcy żołnierzy armii niemieckiej frontu wschodniego.
Po ostatecznym uwolnieniu Warszawy, skąd ostatni transport z Niemcami odjechał 19 listopada 1918 roku, a jednocześnie całego kraju od zmory armii okupacyjnej, rozpoczęła się pod kierunkiem Piłsudskiego praca nad wznoszeniem zrębów wskrzeszonej państwowości polskiej.
Ale autorytet Piłsudskiego opanował piętrzące się trudności. Trzeba było budować wszystko od samych podstaw – własną administrację, skarb, życie gospodarcze, wojsko; trzeba było jednocześnie zaprowadzić porządek w chaotycznych stosunkach politycznych. Charakteryzują najwymowniej te stosunki słowa Piłsudskiego:
„[…]Dziki chaos, w który wpadłem po powrocie z Magdeburga, chaos sądów, myśli, zdań, ugrupowań, dziki chaos, niemożliwy nawet do ułożenia w jakąkolwiek łamigłówkę, dzika rozbieżność – były tak wielkie, tak olbrzymie, że uważam to za jeden z cudów, iż mogłem z tego chaosu wyprowadzić Państwo na jakąś ścieżkę…rozmawiałem z setkami osób, z przedstawicielami rozmaitych ziem, organizacji, stowarzyszeń, interesów…każdy mówił, że jest całym narodem, każdy chciał swojego rządu, każdy groził, że innego rządu nie słucha[…]”.
Istniało zatem niebezpieczeństwo, że wśród tych anarchicznych nastrojów Polska padnie ofiarą tego molocha, który pochłonął już Ukrainę, Białoruś i Gruzję.
A niebezpieczeństwo takie istniało i było bardzo poważne. Że jednak ominęło szczęśliwie Polskę, a pożar rewolucji bolszewickiej osmalił ją tylko, lecz jej nie spalił, jest to jedna z wielkich zasług polityki Józefa Piłsudskiego.
Do utworzenia pierwszego rządu polskiego powołał Piłsudski Ignacego Daszyńskiego, po którym w kilka dni później stanowisko premiera objął Jędrzej Moraczewski, pseudonim „E. K. Pomorski”, „Edward” (ur. 13 stycznia 1870 roku w Trzemesznie k. Gniezna w Wielkopolsce, zm. 5 sierpnia 1944 w Sulejówku) – polski inżynier kolejowy, absolwent Politechniki Lwowskiej , kapitan saperów Legionów, działacz związkowy, polityk i publicysta.
Następcą Jędrzeja Moraczewskiego został Ignacy Jan Paderewski, pełniący równocześnie funkcję ministra spraw zagranicznych, Kawaler Orderu Orła Białego i francuskiej Legii Honorowej.
Tak więc w nieprawdopodobnym, krótkim czasie, w przeciągu zaledwie dwóch tygodni od objęcia władzy przez Piłsudskiego, rzucone zostały podwaliny pod ustrój państwowy wskrzeszonej Polski.
Piłsudski jednoczył w swojej osobie obowiązki Naczelnika Państwa, odpowiedzialne obowiązki Wodza Naczelnego, organizatora Armii Polskiej. Tę armię dla obrony kraju od wrogów zewnętrznych i wewnętrznych należało dopiero tworzyć.
Zbrojne ręce wrogowie wyciągali po ziemie polskie. Armię polską trzeba było uzbroić i wyposażyć w odpowiednie środki. Na szczęście, podstawa do stworzenia armii istniała gotowa.
Były nią zastępy dawnych żołnierzy legionowych i kadry Polskiej Organizacji Wojskowej (P.O.W). Na nich, wypróbowanych zastępach żołnierzy oparł Józef Piłsudski organizację armii odrodzonego państwa polskiego.
I tu znów okazało się czym dla Polski był Czyn 6 sierpnia 1914 roku, czym powstałe z niego Legiony! http://pl.wikipedia.org/wiki/Legiony_Polskie_1914-1918
Dzięki temu, że mieliśmy te gotowe kadry na których oparła się organizacja tworzącej się stopniowo wielkiej armii, można było zorganizować odsiecz dla Lwowa, podjąć skuteczną kampanię na terenie Małopolski Wschodniej; można było wysłać niezbędne siły na Śląsk Cieszyński do walki z najazdem czeskim; można było w niedługi czas później oswobodzić Kresy Południowo – Wschodnie.
A w jakich ciężkich i trudnych warunkach dokonywało się tworzenie tej polskiej armii, poucza o tym rozkaz Naczelnego Wodza z dnia 14 lutego 1919 roku:
„Korzystając z popłochu wśród okupantów zdołano zagarnąć dość znaczną ilość broni, amunicji, mundurów i materiału wojennego. Zdobytym materiałem trzeba było z szybkością formować, uzbrajać i ćwiczyć jednostki bojowe, powstające z oficerów i szeregowców z rozmaitych wojsk i ochotników, a więc z pierwiastków niejednolitych. Napad Ukraińców na Lwów, zagrożenie Chełmszczyzny, niejasna sytuacja, a później wojna z Czechami, zbliżanie się bolszewików przez Litwę, konieczność obserwacji wszystkich granic – zmuszały Naczelne Dowództwo do rzucania sił na zagrożone punkty, bez odpowiedniego ekwipunku, którego kraj, zubożały wojną, dostarczyć nie mógł. I bez koniecznych uzupełnień w ludziach. W tych warunkach nie można było sformować wyższych jednostek taktycznych, bo ciągłe naprężenie na froncie bojowym i niedostateczna ilość żołnierzy nie pozwalały tworzyć silniejszych rezerw. Dowództwo było zmuszone naprędce formować jednostki, pomimo braków wyćwiczenia, wyekwipowania, umundurowania, nawet z niedostateczną bielizną, posyłać na front…”.
Jak przewidującym był Piłsudski, dążąc wszelkimi siłami do stworzenia w jak najkrótszym czasie możliwie najsilniejszej armii okazało się wiosną 1919 roku, kiedy nad wskrzeszoną dopiero Polską zawisła groźba bolszewickiego zalewu.
Bowiem za ustępującą z dawnego frontu rosyjskiego armią niemiecką posuwały się ku ziemiom polskim liczne i silne dywizje Czerwonej Armii. Podjęta przez bolszewików akcja wojskowa miała na celu rozpalenie pożogi rewolucyjnej na Zachodzie, a przede wszystkim podanie ręki rewolucji w Niemczech.
Droga prowadziła przez Polskę, którą kierownictwo Czerwonej Armii spodziewało się zmiażdżyć jednym uderzeniem. W lutym wojska sowieckie stanęły już nad Szczarą, zajęły Wilno i przez Polesie sięgały linii Bugu.
W kraju nie zdawano sobie sprawy z grożącego niebezpieczeństwa, rozumiał je natomiast i trafnie ocenił Piłsudski. Równocześnie na Zachodzie formowano paragrafy traktatu pokojowego i wrogie Polsce czynniki napierały, aby Polskę zamknąć jedynie w granicach obszaru od Warty do Bugu i Narwi.
Wobec stanu wytworzonego przez akcję sowiecką na wschodzie, łatwo więc mogła zapaść decyzja, przesądzająca granice wschodnie państwa polskiego, według dyktanda przedstawicieli emigracji rosyjskiej, a wówczas olbrzymi szmat ziemi polskiej z Wilnem i Grodnem byłby dla Polski stracony na zawsze.
Do takich możliwości Piłsudski nie chciał dopuścić, wbrew sprzeciwowi z jakim się spotkał w kołach sejmowych, wbrew również koalicji zachodniej, w której imieniu poseł francuski domagał się, aby obszary za Bugiem pozostały przy Rosji.
I rozpoczęła się nowa epopeja czynów oręża polskiego pod wodzą Piłsudskiego. Stworzona przez niego i nieustannie się organizująca armia polska, rosnąc z każdym dniem w siły materialne i w siłę duchową dołączyła nowe laury do wieńca polskiej chwały wojennej.
Krocząc od zwycięstwa do zwycięstwa armia polska zdobyła 12 kwietnia 1919 roku Lidę, a w tydzień później oswobodziła Wilno, następnie Grodno, aby w dalszych zwycięskich walkach nad Armią Czerwoną zająć Mińsk, sforsować linię Dźwiny i po przeprawieniu się przez Berezynę opanować Bobrujsk i Borysów i zakończyć swą ofensywę wspólnie z wojskami łotewskimi zdobyciem miasta i twierdzy Dyneburga.
A jednocześnie z tą ofensywą, w wyniku zwycięskich operacji wojennych na froncie południowym wojska polskie zajęły Wołyń, oraz dokonały oswobodzenia Lwowa i Małopolski Wschodniej od inwazji ukraińskiej, biorąc we władanie odrodzonego państwa polskiego cały obszar po Zbrucz.
Nie poprzestał Piłsudski na tych zwycięstwach. Gdy rokowania pokojowe z Sowietami, które chciały tylko w ten sposób zyskać na czasie, a równocześnie umacniały swoją armię i przygotowywały się forsownie do decydującego uderzenia, rozchwiały się, Piłsudski uprzedzając ofensywę bolszewicką i chcąc ją udaremnić, przeprowadził śmiały w założeniu, a głęboko przemyślany politycznie plan uderzenia na Ukrainę i wyzwolenia jej z rosyjskiej niewoli.
Jak stwierdza Ignacy Daszyński w swojej pracy „Wielki człowiek w Polsce” poświęconej Piłsudskiemu:
„było to wcielenie ogromnej myśli politycznej, był to, w razie powodzenia, straszny cios w imperializm rosyjski, uważający Ukrainę za swoją zdobycz od trzech wieków, cios w panowanie Rosji nad Morzem Czarnym, cios w cały ekonomiczny ustrój państwa rosyjskiego, białych, czy czerwonych carów”.
Podjęta 25 kwietnia 1920 roku pod osobistym kierunkiem Piłsudskiego ofensywa przysporzyła orężowi polskiemu nowych laurów. W przeciągu zaledwie dwóch tygodni armia polska, liczebnie niewielka, walcząc pod okiem Naczelnego Wodza, przemierzyła ogromną połać kraju od Zbrucza pod Dniepr i rozgromiwszy doszczętnie wojska sowieckie 8 maja zajęła Kijów.
Po dniach triumfów przyszły jednak wkrótce dni klęski. Oto po zajęciu przez wojska polskie Kijowa, dywizje sowieckie zgrupowane na froncie północnym, przeszły nagle do ofensywy.
Wprawdzie uderzenie to zostało odparowane i nieprzyjaciela zatrzymano na miejscu, ale kosztem osłabienia frontu polskiego na Ukrainie. Skorzystało z tego dowództwo Czerwonej Armii i rzuciło na oddziały polskie znajdujące się na Ukrainie cztery dywizje armii konnej pod wodzą Budionnego, którym udało się przebić tyły polskie.
Nieuniknionym następstwem był odwrót wojsk polskich z Ukrainy. I nagle 4 lipca zgromadzone na tym froncie w ogromnej liczbie wojska sowieckie podjęły gwałtowną ofensywę pod hasłami: „Na Wilno, Mińsk, Warszawę”, aby, jak głosił rozkaz dowódcy Czerwonej Armii Tuchaczewskiego: „przez trupa do Polski”, zdobyć „drogę do wszechświatowego pożaru rewolucji”.
Czuwał jednak w tych dniach klęski i grozy Wódz Naczelny. W najkrytyczniejszym momencie gdy wróg zbliżał się do bram stolicy, wieczorem 5 sierpnia i w nocy 6 sierpnia jak sam stwierdza, „przepracował siebie samego dla wydobycia decyzji”.
Pisał o tym później w swojej książce „Rok 1920”:
„[…] Nad całą Warszawą wisiała zmora mędrkowania, bezsilności i rozumkowania tchórzy. Jaskrawym tego dowodem była wysłana delegacja z błaganiem o pokój. Warszawę skazywałem z góry na pasywną rolę, na wytrzymanie nacisku, który szedł za nią. Lecz wtedy z pasywną rola nie chciałem wiązać ogromnej większości swoich sił. Gdy znowu myślałem o zmniejszeniu obsady pasywnej, to bać się zaczynałem o to, czy Warszawa wytrzyma i czy sam fakt wymarszu jakiejś części wojska, już do niej wciągniętej, nie wywoła zmniejszenia słabych sił moralnych i braku zaufania do możliwości obrony… Zestawiwszy po kilka razy próby rachunku, zdecydowałem wycofać ku południowi większą część 4-tej armii i zaryzykować osłonę południową, wyciągając z niej dwie dywizje, które uważałem za najlepsze – 1 i 3 legionową. Jako miejsce koncentracji zostały wybrane „okolice, przykryte względnie szeroką rzeką Wieprz, z oparciem lewego skrzydła o Dęblin i przykryciem w ten sposób mostów zarówno przez Wisłę, jak i przez Wieprz. Uśmiecha mi się zresztą ta myśl skądinąd, by w czasie decydującej operacji nie być stałym obiektem nacisku mędrkującej trwogi i rozumkującej bezsilności[…]”.
Wspaniały w swej koncepcji plan Bitwy Warszawskiej został uwieńczony sukcesem, który wywołał zdumienie i podziw w całym świecie.
Tak oto Polska ocaliła siebie i Europę przed klęską "Widma krążącego po Europie, widma komunizmu", deklaracji programowej Związku Komunistów (niemieckiej partii komunistycznej) napisanej przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa na przełomie lat 1847 i 1848 i ogłoszona w lutym 1848 r. w Londynie.
Edgar Vincent, wicehrabia D'Abernon (ur. 19 sierpnia 1857, zm. 1 listopada 1941) – brytyjski polityk, dyplomata, pisarz, Bitwę Warszawską („Pod Warszawą 1920 roku”) ocenił jako „ osiemnastą decydującą bitwę w dziejach świata”
W swojej książce „ Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata” rok wydania 1932 napisał m.in.:
„[…]współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń, posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920. Nie zna zaś ani jednego, które byłoby mniej doceniane. Gdyby bitwa pod Warszawą skończyła się zwycięstwem bolszewików, nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega bowiem najmniejszej wątpliwości, iż z upadkiem Warszawy środkowa Europa stanęła by otworem dla propagandy komunistycznej i dla sowieckiej inwazji. W wielu sytuacjach historycznych Polska była przedmurzem Europy przeciw inwazji azjatyckiej.W żadnym momencie zasługi, położone przez Polskę nie były większe, w żadnym wypadku niebezpieczeństwo nie było groźniejsze. Zwycięstwo zostało osiągnięte dzięki strategicznemu geniuszowi jednego człowieka i dzięki przeprowadzeniu przez niego akcji tak niebezpiecznej, że wymagała ona nie tylko talentu, ale i bohaterstwa[…]”.
A szef francuskiej misji dyplomatycznej Jusserand, który również w 1920 roku przebywał w Warszawie jako obserwator z ramienia swojego rządu powiedział:
„ Wróg Polski był wrogiem wszystkich krajów cywilizowanych. Zagrożony był ład społeczny, a niebezpieczeństwo zawisło nad porządkiem politycznym, ustalonym przez Traktat Wersalski”.
Tylko pewne czynniki polityczne w Polsce, te same, które stale podkopywały ruch niepodległościowy, wskrzeszony i kierowany przez Piłsudskiego nie chciały uznać jego zasług.
Żywiołowa nienawiść partyjna do Wodza wyzwolonej z niewoli Polski podyktowała im pomysł wypaczenia prawdy, sfałszowania wyroku historii.
Zbawcą Polski chcieli uczynić Francuza, generała Weyganda, pomimo, że obrona Warszawy została przeprowadzona wbrew planowi i radom tego, dobrego zresztą, przyjaciela Polski, który sam stwierdził publicznie jak było naprawdę. Generał Weygand doradzał zrezygnować z obrony Lwowa i użyć ściągnięte stamtąd siły do obrony Warszawy.
Wrogowie osobiści i polityczni Józefa Piłsudskiego urządzili manifestację na dziedzińcu pałacu Krasińskich w Warszawie na którym ustawiono parę tuzinów kobiet z arystokracji, a gdy pojawił się generał Weygand, na dany znak przez reżyserów smutnej komedii zgromadzone kobiety padły na kolana i całowały ręce „zwycięzcy”.
Równocześnie na zebraniu politycznym przemawiał jeden z dygnitarzy kościelnych, piętnując Piłsudskiego jako „podłego tchórza i zdrajcę”.
Posunięto się nawet do kolportowania wiadomości, iż adiutant Piłsudskiego z jego polecenia porozumiał się z bolszewikami po drucie przeciągniętym z Belwederu do podziemi soboru na placu Saskim.
Wrogowie jawni i ukryci czynili co mogli i jak mogli, aby utrudnić mu pracę.
Mówił Piłsudski:
„Był cień, który biegł koło mnie. Czy na polu bitwy, czy w spokojnej pracy, cień ten ścigał mnie i prześladował. Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nie szczędzący niczego, co szczędzić trzeba: rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący moje kroki, przekształcający moja myśl – ten potworny karzeł pełzał za mną, ubrany w chorągiewki różnych kolorów, to obcego, to swojego państwa, krzyczący frazesy, wymyślające jakieś historie – ten karzeł był moim nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski. A plucie to chrzczono wysokimi słowami, wysokimi hasłami. Była to praca tzw. narodowa – patriotyczna”.
A tymczasem cień biegł koło niego, to wyprzedzał go, to zostawał w tyle. Zaczęły się piekielne harce „zaplutego potwornego karła na krzywych nóżkach, wypluwającego swoją brudną duszę”, a wraz z nią „jakieś niesłychane historie”.
„W przeciągu pięciu lat prawie – mówił Piłsudski- musiałem żyć w otoczeniu najrozmaitszych potwornych baśni, najrozmaitszych legend, najrozmaitszych, śmiesznych nieraz opowiadań, które mnie się tyczyły”.
Bo czego to o nim nie opowiadano?
„Reprezentant narodu, wybrany przez wszystkich, reprezentujący wszystkich – kradnie!
Reprezentant zdradza kraj, w czasie wojny umawia się z nieprzyjacielem!
Naczelny Wódz, prowadzący wojnę jest zdrajcą!
Gdzie na niego kara? Czy jest próba usunięcia go? Czy jest próba zrobienia go odpowiedzialnym za te wszystkie zbrodnie?
Nie ma!
Idzie tylko o plucie, idzie tylko o kał wewnętrzny, którego pełna musiała być dusza, jeżeli na te rzeczy się zdobyła”.
Potworny karzeł, wylęgły z bagien rodzinnych. Gdzie indziej w stosunku do reprezentantów państwa, nawet gdy są nieuczciwi, ukrywa się to, czyni się wysiłki, by na reprezentancie plamy nie było, by błyszczał jak tarcza.
Gdzie indziej wódz naczelny, który zwyciężył jest czczony, spotykają go honory i zaszczyty, bo przecież on państwo wyratował, przecież on ocalił od nieszczęścia wszystkich.
U nas inaczej. Wódz ma iść w błoto i tylko, gdy dostatecznie błota się napije, ma być godnym Polski.
Mówił Piłsudski:
„Szanuję swoją historię, szanują ją dla siebie, szanuję ją dla dzieci, szanuję dla przyszłych historyków, którzy by także mi w twarz napluli, gdybym razem z potwornymi karłami, którzy mnie obniżyć chcieli, pracował. Jeżeli Polska w pierwszym okresie zdobyła się na naprawę Rzeczypospolitej, to potem powoli od naprawy do starych narowów powrót się zaczął. Wielkich wysiłków pracy trzeba, aby Polskę na drogę naprawy wypchnąć”.
Historyczne to przemówienie wygłosił Piłsudski w kilka dni po uchwale Sejmu z 28 czerwca 1923 roku która brzmiała:
„Józef Piłsudski jako Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz zasłużył się Narodowi”.
Wraz z nadaniem Piłsudskiemu na kilka tygodni przedtem, 14 maja 1923 roku, Krzyża Wielkiego Orderu „Virtuti Militari” za zwycięską wojnę z bolszewikami, był to pierwszy oficjalny wyraz publicznego uznania jego zasług przez najwyższe władze niepodległego Państwa Polskiego.
Tytuł Pierwszego Marszałka Polski nadały Piłsudskiemu delegacje pułków całej Armii po zwycięskiej ofensywie na Kijów. Przed Piłsudskim miał tytuł Marszałka, jako najwyższą godność wojskową, Książę Józef Poniatowski, który otrzymał go od cesarza Napoleona.

Opracowanie Aleksander Szumański „Głos Polski” Toronto
Tekst skrócony p.t „Tu mówi Warszawa i wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia” został wydrukowany w „Warszawskiej Gazecie” 9 listopada 2012 r.
Tekst otrzymał pozytywną ocenę Jerzego Korzenia, prezesa Towarzystwa Pamięci Narodowej im. Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego Zarząd Główny w Krakowie.
Dokumenty, cytaty, źródła:
Aleksander Szumański „Tu mówi Warszawa i wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia” „Głos Polski” Toronto,

Henryk Cepnik „Józef Piłsudski twórca niepodległego Państwa Polskiego”, Warszawa 1935 r.


Aleszumm - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 22 lis 2014, 14:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spolecze ... mpaign=rss

W Kiszyniowie odsłonięto pomnik Józefa Piłsudskiego [+FOTO]
Dodane przez Marcin_Skalski
Opublikowano: Piątek, 21 listopada 2014 o godz. 17:05:31

Pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego odsłonięto 20 listopada - w dniu, w którym stolicę Mołdawii wizytował prezydent Polski Bronisław Komorowski i prezydent
"Życie tego znakomitego działacza państwowego Polski jest wspaniałym przykładem ogromnej miłości do swojego narodu i oddaniu swojej Ojczyźnie. Osoba Marszałka Piłsudskiego symbolizuje nie tylko historię Polski, ale i historię całej Europy" - mówił podczas odsłonięcia pomnika prezydent Modławii Nicolae Timofti.

Obrazek

ukrinform.ua / Kresy.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 27 lis 2014, 15:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://geopolityka.net/jozef-pilsudski- ... e-agentur/

Józef Piłsudski: Strzeżcie się agentur
/ 06/08/2014 /

Obrazek
Kielce Piłsudski


Przemówienie z dnia 7 sierpnia 1927 r. na Zjeździe Legionistów w Kaliszu.
Marszałek Józef Piłsudski
Gdy tematu dla dzisiejszego przemówienia szukałem, doszedłem do wniosku, że niedostatecznie w moich przemówieniach legionowych podkreśliłem jedną wielką prawdę naszego istnienia, naszej pracy, jedną prawdę naszego życia.
Nie ma już chyba teraz żadnych wątpliwości co do faktu historycznego, który starałem się w poprzednich odczytach nieraz wyjaśnić, że wtedy w 1914 roku, kiedy wojna wybuchła na świecie i kiedy ludzie szli przelewać strumieniami i potokami swą krew dla takich czy innych celów, to między tymi celami nie było celu Polski. Nikt dla Polski krwi przelewać nie chciał i nikt celów politycznych związanych z Polską w początkach wojny nie stawiał i stawiać nie chciał.
Myśmy, legioniści, zrobili ten wstęp do możliwości przelewania krwi za Polskę. Poszliśmy niewielką garstką ludzi, tym różniąc się od wszystkich innych, że swój niewielki strumień krwi, którąśmy mogli dać ze siebie, dać chcieliśmy dla Polski, nie dla czego innego.
To jest nasza palma pierwszeństwa w pracy dla ojczyzny.
Mieliśmy tę palmę pierwszeństwa. Staraliśmy się przekonać naszych rodaków, że jest rzeczą rozumną i rozsądną przelewać krew dla siebie, nie dla kogo innego…
W pracy tej, która daje nam palmę pierwszeństwa, spotkaliśmy jednak natychmiast zjawisko, które spokojnie nazwę agenturami obcymi.
Z natury rzeczy, ja, jako były Naczelny Wódz, który prowadził wojnę, wiem, co znaczy agentura i znam jej mechanizm pracy. Musiałem zetknąć się z taką pracą czy wtedy, gdy występuje ona jako obserwacja, czy też jako próba skłonienia do takich czy innych zmian, które byłyby potrzebne dla interesów armii i celów politycznych tego czy innego państwa.
Nie dziwię się więc wcale, że do nas agentury się przyczepiły i że, obserwując nas, szły krok w krok za nami agentury obcych państw, agentury płatne, bo innej agentury świat nie posiada.
Mieliśmy, naturalnie, agenturę obcą jednego z państw zaborczych, a wobec tego, że praca nasza, gdyśmy szli przelewać krew za Polskę, nie mogła nie przeczyć w różnym stopniu interesom państw zaborczych, które chciały, aby przelewano krew tylko za nie, a nie za co innego, agentura musiała stanąć w sprzeczności z naszymi dążeniami, musiała w interesach zaborcy nam szkodzić, aby nas w dążeniu do wielkości zatrzymać, aby nas usunąć od wielkości, aby krew przelana za Polskę nie była za wielką dla interesów zaborców. Stąd płynie to ciągłe szukanie ze strony zaborcy, ze strony jego agentur sposobu odebrania nam w miarę możliwości tych cech, które by nas charakteryzowały jako przelewających krew jedynie za Polskę, a nie za co innego.
Wobec tego, że liczba nas, jako przełamujących nowe drogi, była względnie mała, że zatem ogół naszych rodaków z nami nie szedł, praca tej agentury była znacznie ułatwiona…
W parze z tą agenturą austriacką szła agentura inna, agentura rosyjska, to jest tego państwa, z którym Austria i myśmy walczyli. Szła akurat w tym samym kierunku, także płatna, także czyniąca to, co obcy, zaborca od niej wymagał, pracująca nad obniżeniem naszej pracy, brukająca nas słowami, określeniami, abyśmy pociągającymi dla swoich rodaków nie byli.
Jeżeli wezmę okres dowodzenia wami, okres, gdy byłem waszym reprezentantem, tak, jak mi on wygląda w moich przeżyciach, to śmiało i spokojnie stwierdzam, że bok w bok z nami szła zawsze jedna i druga agentura, służąc obcym, służąc zaborcy, który starał się obniżyć naszą wartość, zmienić nasze chęci, narzucić myśli inne, dla niego pożądane…
Mogę panom z zupełną pewnością stwierdzić, że najsympatyczniej odnosili się do nas i najbardziej rozumieli naszą sytuację ci, którzy nigdy polskiego słowa nie umieli wymówić… Najwięcej znalazłem obrońców nie wśród kogo innego, jak wśród najbardziej nam obcych ludzi, którzy starali się jedynie o siłę i potęgę swego państwa, biorącego udział w wojnie.
Proszę panów, agentury obce, to jest zjawisko stałe i codzienne, towarzyszące nam rok za rokiem, dzień za dniem, jest to część naszego życia tak wielka i tak starannie w stosunku do nas ułożona, iż nasza praca – że tak powiem – jest współbieżna z pracą agentur obcych.
Obok palmy pierwszeństwa, którą my w stosunku do prawa Polaka przelewania krwi tylko za Polskę, a nie za co innego mamy, znajduję i inne zjawisko, które bardzo nieśmiało i bardzo powoli zaczyna nam sekundować… Jeżeli przypomnę sobie swoje wrażenia w tych ciągłych marszach i przemarszach przez najrozmaitsze części Polski, w tych stale zmienianych kwaterach, jeżeli zestawię sobie wszystkie wrażenia od 1914 do 1916 roku, w którym nasze marsze się skończyły, to znajduję tę narastającą prawdę, że coraz mniej byliśmy obcy dla swoich, coraz więcej zyskiwaliśmy sympatii i coraz więcej mocy. Szło to jednak okropnie powoli, szło tak powoli, że ręczę, iż niejeden z was w noce ciche i łzy przelewał swoje, i gorzkniał i gniewał się, i scyniczał zbyt szybko z powodu tego braku odczucia ojczyzny.
Nazwałem was ongiś żołnierzami bez ojczyzny, trawestując w ten sposób wyrażenie Żeromskiego o dawnych legionistach, których nazwał żołnierzami-tułaczami.
W okresie naszych marszów po Polsce narastały w stosunku do nas uczucia, szeptane nam do uszu. Szeptano je, bo ludzie bali się wówczas wszystkiego. Gdy sobie ten czas przypomnę, znajduję zawsze jakąś skromność Polski, bojącej się wszystkiego i wszystkich, bojącej się wyrzec jakiekolwiek słowo, którą stać było tylko niekiedy na ciche łzy rozczulenia. Na łzy takie same, z jakimi patrzyło się ongiś na zakazane obrazki, na malowanki rycerskie z czasów Napoleona, z czasów powstania listopadowego, na mundury z czerwonymi rabatami, przypominającymi ludowe stroje krakowskie, na wysokie czaka. Oglądano te malowanki z rozczuleniem, równocześnie zakrywając je szybko w strachu, że ktoś inny na nie spojrzy. Na widok ich brało jakieś rozczulenie, jakaś tęsknota zobaczenia malowanek na jawie, zobaczenia żywymi oczyma tego, o czym się śniło, o czym się szeptało. Sentymentalne serce mieliśmy zawsze, lecz sentymentalne w bezsilności.
Gdy sobie przypomnę te lata, które przewojowaliśmy: koniec 1914 roku, rok 1915 i rok 1916, na który przypadają nasze ostatnie wielkie boje na Wołyniu, to znajduję bardzo powoli narastającą dla nas sympatię. Bardzo powoli poczęto otaczać nas nimbem bohaterstwa, niby nimbem szaleństwa, niby nimbem piękności jakiejś, nad którą łzy ronić trzeba, że jeszcze ją widzieć można.
Mamy więc dwa zjawiska bardzo jaskrawe, z którymi idziemy w swojej pracy dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Przez 24 miesiące idziemy, mając obok i dokoła siebie agentury obce, starające się nas nieco obniżyć i zbrukać, starając się uczynić nas mniej pięknymi dla otoczenia, starające się zbrzydzić nas, ażebyśmy wzorem dla innych nie byli. Idziemy z palmą pierwszeństwa przelewania krwi za Polskę jako nieco odludki nieco opstrzeni ludzie. A obok tego mamy drugie zjawisko: narasta w stosunku do nas sentyment do bohaterstwa, do bohaterstwa jakby nieco nierozumnego. Odnoszą się do nas, jakbyśmy byli nieco tym pierwiosnkiem, który za wcześnie spod śniegu wyrósł i główkę swoją niepotrzebnie na mróz naraża, jakbyśmy byli nieco jak te ptaki przelotne, które przez jakąś omyłkę swego instynktu przylecą zbyt wcześnie, aby paść martwe w rodzinnym kraju, jakbyśmy byli nieco jak jacy spóźnieni wędrowcy dawnych czasów, jak mary przeszłości, przypominające dawnych marzycieli, niezłomnych rycerzy.
Oto przeżycia moje z tych lat. Z jednej strony obce i płatne agentury, szukające obniżenia naszej wartości i naszej pracy, a z drugiej strony bardzo niejasne i bardzo nieliczne objawy współczucia dla naszej pracy.
Jeżeli panowie wezmą następne czasy, będzie to okres nagłego wyrastania sprawy polskiej, okres, w którym po raz pierwszy zaczynają się sprawą polską zajmować wszędzie, gdy dawniej mówić o niej nie chciano. Dzieje się to dlatego, że państwa, które rzuciły w grę miliony istnień, na szalę wypadków miliardy złota, zatrzymały się w jakiejś dziwnej równowadze sił, bez możności z niej wyjścia. Jest to koniec roku 1916 i 1917. Idą te lata, gdy wrażenia ogólne nie dają możliwości sądu o zwycięstwie szybkim jednej strony walczącej nad drugą. Zaczyna się wtedy poszukiwanie jakiegoś ciężarka, któryby, rzucony na szalę, zaczął przechylać ją na tę czy inną stronę. Po dwóch latach dzikiej pracy wojennej, gdy wylano już olbrzymie morze krwi, gdy świat podzielono na to, co jest po jednej, i na to, co jest po drugiej stronie drutu kolczastego – gdyż już państw neutralnych brakło na świecie – gdy wciągnięto do boju świat cały, w gabinetach i dowództwach zaczynają szukać gwałtownie jakiegoś takiego ciężarka, który mógłby choć trochę zaważyć na szali, by ją nieco przechylić na stronę zwycięstwa.
W poszukiwaniach tych poszukiwano i Polski.
Moi panowie! Nie dziwię się, że państwa zaborcze tej kwestii nie chciały dotykać i długo się męczyły nad formułami, nad wymyśleniem jakiegoś takiego znaku na niebie i ziemi, ażeby Polska była i nie była, żeby jakoś można było za jak najmniejszą cenę wykpić się ze swej gwałtownej potrzeby poszukiwania choćby najmniejszego ciężarka.
Jak powiadam, między innymi ciężarkami, które wyciągano czy to z lamusa przeszłości, czy to jako nowy zupełnie koncept, rzucono się i do sprawy polskiej. W ten sposób od końca 1916 roku zaczyna sprawa polska narastać, zaczyna być czymś, co ma cenę, o czym warto mówić. To, co stanowi Polskę, co stanowi polskie siły, zaczyna być jakąś wartością dla innych. Zarazem moi państwo zaczyna się nad nami zwycięstwo absolutne agentur. Nie dlaczego innego, jak dlatego, żeśmy niedostatecznie przez te dwa lata zyskali poparcie i siły ze strony naszego otoczenia, tak że nad nami, jako nad konkurentami łatwo przejść można było do porządku dziennego. Gdy tylko wiatrak polski zawiał, agentury wszystkich trzech stron poczuły – że tak powiem – żer, poczuły możność chwycenia atutów polskich w swoje ręce tak, by każdy, kto im płacił, był z nich zadowolony…
Gdy tylko, powiadam, ważka polska zaczęła przechodzić z rąk do rąk, z papieru na papier, gdy pomiędzy komendami najrozmaitszych narodów kursować zaczęły papiery i projekty, związane z polską ważką, z polską wartością, gdy w tych papierach zaczęto mówić o możliwości zrobienia czegoś z Polski, od tej chwili zaczęliśmy spotykać już nie obserwację agentur, ale otwartą walkę z nami. Twierdzę, że druty kolczaste nie przeszkadzały wcale połączeniu agentur państw z sobą walczących. Mimo, że te mocarstwa walczyły między sobą, ich agentury były na tym odcinku zupełnie jednozgodne w pracy. Pragnęły one nas obniżyć, przełamać by dać zwycięstwo swej agenturalnej prawdzie…
Do naszej palmy pierwszeństwa dołączyła się palma męczeństwa, gdyż nie ma wątpliwości, że nasza harda prawda, którąśmy przeciwstawili prawdzie agenturalnej, dała w rezultacie absolutne zwycięstwo agenturze. Zostaliśmy w tym starciu z agenturami pobici. Święcimy teraz dziesięciolecie Szczypiorna, dziesięciolecie Magdeburga, dziesięciolecie tych czy innych więzień, do których nas rozesłano…
Wytłumaczyłem państwu powody i przyczyny, dla których ta kombinacja zjawiła się na świecie. Powtarzam: świat dochodził do równowagi i szukał jakiejś ważki, ażeby dać szybkie zwycięstwo. Świat męczył i dręczył się w wojnie i szukając tej wagi, natrafił na polską ważkę, czy trzy czy cztery łuty wartą – nie chcę mówić, jak ją rachowano – ważkę, która mogłaby przyczynić się do przechylenia szali na tę czy inną stronę.
Spotykamy wówczas świat agentury, idący przeciwko nam całą siłą, całą parą, starający się nas zbrukać, pstrzący nas w ten czy inny sposób, abyśmy kwiatami polnymi nie pachnieli, abyśmy mniej byli piękni i ładni.
Świat agentury odniósł zwycięstwo i to wtedy, gdy wyzyskanie sytuacji dla Polski stało się możliwe. I pod tym względem, powtarzam, nie ma różnicy pomiędzy światem agentur po tej stronie drutu czy po tamtej. Świat agentury szedł tą samą drogą, gdyż interesy zaborców w stosunku do Polski były jedne i te same czy po tej stronie drutu, czy po innej: jeżeli trzeba, żeby było coś z Polski, to niech to będzie jak najmniejsze, niech to będzie najmniej poważne i znaczne.
Panowie! W całym naszym legionowym przeżyciu mamy palmę pierwszeństwa przelewania krwi za Polskę, wziętą przez nas w okresie, gdy nikt o Polsce nie chciał myśleć, a palma męczeństwa przychodzi wtedy, gdy o Polsce zaczynają mówić na świecie, gdy Polska staje się wartością, gdy poczyna mieć swoją cenę. Ja, jako reprezentant ówczesny Legionów, powędrowałem do Niemiec, do więzienia, a wielu z was powędrowało do mniej wygodnych ubikacyj. Mnie, jako generałowi, nie chciano robić zbyt wielkich przykrości i dawano mi życie generalskie w więzieniu, podczas gdy was czekały gorsze rzeczy – bo Szczypiorno, Benjaminów nie należały do przemiłych ubikacyj. Tak samo w innych miejscowościach sekowano was należycie. Mnie sekowano, izolując absolutnie od świata, tak, ażebym swego wpływu nie mógł wywrzeć na nikogo.
Sprawa polska tymczasem wyrastała coraz bardziej, wyrastała nie powiem ażeby przez nas, przez Polaków. Dlatego, że myśmy za mało usiłowań sami w to włożyli i przy tych powodziach krwi, które wylano w tym czasie na świecie, strumyczek polski, który – płynął wylaną krwią dla Polski; był zanadto znikomy i zanadto nieznaczny.
Proszę panów! Nadchodzi koniec roku 1917 i cały rok 1918. Każdy z was żywo pamięta, jak sprawa polska szła już podskokami naprzód. Ile papieru zapisano wówczas o sprawie Polski we wszystkich gabinetach walczących państw. Ile projektów wydano, jak robić Polskę tak, aby jej nie było i ile najrozmaitszych dokonano usiłowań, aby to osiągnąć. To prawdopodobnie już przekracza rozmiar biblioteki wcale przyzwoitej. I pisano, i próbowano najrozmaitszych sposobów. Polska zaczyna być modna, zaczyna być kwestią, która jest dokuczliwa, gdyż trzeba wobec niej koniecznie zająć swoje stanowisko i trzeba koniecznie określić to stanowisko wszędzie, na całym bożym świecie.
Zaczyna się okres, gdy za Polskę z musu leją krew inni, nie tylko Polacy, lecz prawie każde z państw walczących. Polska narasta jako pewnik, jako coś, co przychodzi, jako coś, co nadejdzie w tej czy innej postaci i co do życia ma prawo.
Do pracy, związanej z wyzyskaniem tej wielkiej prawdy narastania sprawy polskiej idzie, moi panowie, tylko agentura. Polska jest mocno od tej pracy odsunięta. Agentury były wygodne. Agentura bowiem polega na tym, że jeżeli kto płaci, to służby za zapłatę wymaga i nie ma w czasie wojny, gdy panują dzikie prawa wojenne, prawa odmowy, gdy człowiek jest zapłacony. Gdy, proszę państwa, w roku 1918 po przyjeździe z Magdeburga stanąłem do pracy państwowej polskiej i gdy w tym samym mundurze, w którym tu przemawiam, reprezentowałem Polskę i formowałem wojsko już polskie, miałem wgląd w sprawy świata nieco głębszy, niż poprzednio, i mogę panów zapewnić, że agentury państwowe, które się o polską skórę targowały i które się o nią układały według własnej woli, miały głębsze znaczenie, silniejsze i pewniejsze niż wszystko, co agenturą nie było. Gdy przyszły historyk dostęp mieć będzie do tajnych archiwów poszczególnych państw – bo i te czasy zawsze nadchodzą – wtedy ujawnione będą być mogły dossiers, bo to tak technicznie się nazywa, każdego z płatnych agentów. Agentów określonych według ich ceny, według tego, ile kosztowali. Cena ich jak na giełdzie spada lub się podnosi. Gdyż to jest pewnik, że nikt nie chce płacić agentów za drogo. Agenci chcą podnieść i wyśrubować ceny za siebie i za swoją pracę, a odwrotnie, państwa szukają zbicia tej ceny, stawiając coraz silniejsze żądania. W tych dossiers znajdziecie nazwiska wielu waszych znajomych. Pracowano bowiem wtedy, rzucając sowicie pieniędzmi, jako systemem najtańszym wykpienia się ze sprawy polskiej, systemem, który państwo mniej kosztował, który, cynicznie mówiąc, był po prostu interesem. Mówię jako człowiek, który wie, jaka jest cena, którą się za te rzeczy płaci.
Gdy więc legioniści zostali usunięci jako czynnik, brutalnym nad nimi zwycięstwem za pomocą więzień, cała praca polska i cała sprawa polska trafiła do rąk agentur, złożonych z Polaków, którzy pracowali na rzecz państw różnych, nieraz na rzecz kilku państw, gdyż to w końcu wojny zaczęło być zupełnie w modzie. Ten agent był cenny, który potrafił pracować na rzecz kilku państw. Każde z nich trochę on zdradzi i w ten sposób dowie się nieco danych, sprzedając je innemu państwu…
Tymczasem wojna doprowadziła do tego, że w rozpędzie i poszukiwaniu sposobów osłabienia państw walczących płacono agentom szalone sumy, zaoszczędzając w ten sposób krwi ludzkiej. Szukano sposobów szkodzenia państwom najrozmaitszymi, najzłośliwszymi metodami, które opłacano pieniędzmi sowicie. Szukano bolączek państwa i rzucano agentury na to, aby znalazły sposób uderzenia w miejsce, gdzie boli, gdzie dostępu nie ma często bagnet, gdzie dostępu nie ma kula. Starano się zepsuć mechanikę państwa, z którym się walczyło, wprowadzając w nie coraz silniejszy rozkład. Przy ogólnym zmęczeniu wojennym szukano raczej rozkładu wewnętrznego przeciwnika i dlatego rzucano swych agentów w najbardziej bolesne dla państw walczących miejsca. Dlatego też żądano olbrzymich sum dla przekupienia ludzi, dla kupienia jakiegoś dziennikarza, dla kupienia jakichś panów, którzy by mogli szkodzić własnej ojczyźnie. Wyzyskiwano coraz to szybsze tempo męczenia się ludzi wojną, co otwierało drogi, które dawniej były zamknięte.
Proszę państwa, w 1918 roku – zgodnie z piosenką legionową – „ni z tego, ni z owego była Polska na pierwszego”. Żywo pamiętam ten czas. Od tego czasu liczę swoje przeżycia największe i najcięższe. Od tego bowiem czasu zacząłem pracować na Państwo Polskie, stojąc na jego czele. Proszę państwa, ten dziki chaos, w który wpadłem po powrocie z Magdeburga, dziki chaos sądów, zdań, myśli, dziki chaos ugrupowań, dziki chaos, niemożliwy do ułożenia w jakiejkolwiek łamigłówce. Te dzikie rozbieżności były tak wielkie, tak olbrzymie, że uważam to za jeden z cudów talentu, że mogłem z tego chaosu wyprowadzić państwo na jakąś ścieżkę, gdyż wydawało się to wprost niemożliwością.
Skarżymy się teraz na wielką ilość stronnictw. Cóż dopiero mówić o owych czasach, gdy stronnictwa składały się z czterech lub pięciu ludzi, zebranych w jakiejś knajpce. Mianowali oni siebie stronnictwem, odsądzali wszystkich innych nie tylko od wszelkiej cnoty i wartości, ale robili z nich ludzi potwornych zbrodni i zapowiadali, że za żadną cenę, za żaden skarb, za żadne pieniążki i za żadne rzeczy na świecie nie pójdą nigdy z nikim – prócz ze sobą, w pięciu – razem jedną ścieżką. Chaos słów był tak wielki, że gdyby nie moja mocna głowa, to bym doprawdy zwariował od wysłuchiwania jednego dnia pięćdziesięciu ludzi. Wszyscy bezsilni, nie poczuwający się do żadnej siły, a żądający wysłuchania ich recept zbawienia Polski, których sami nie byli pewni, ustępujący łatwo od każdego słowa, a za to tym zażarciej zwalczający obok mieszkającego sąsiada…
Powiadam, zaliczam to do cudów swej pracy, że w tak dzikim chaosie wybrnąć mogłem, zmuszając Polskę do postawienia pierwszych swych kroków jako państwo. Całe moje przeświadczenie, które z tamtych czasów wyniosłem, było nie inne, jak to, że istnieje olbrzymia trudność doprowadzenia jakiejś narady z Polakami do końca. Męcząca to praca tak dalece, że wytworzyłem całe mnóstwo pięknych słówek i określeń, które po mojej śmierci zostaną, a które naród polski stawiają w rzędzie idiotów. Tak zniechęciły mnie rozmowy wspólne z dziesięcioma Polakami razem. Jakie cudackie argumenty wytaczano, ażeby zapomnieć o tych argumentach nazajutrz, aby mówić nazajutrz co innego w porównaniu z tym, co mówiono wczoraj. Jakie cudackie prawa myślenia wynajdywano, ażeby udowodnić, że ktoś jest tak winny, że trzeba go powiesić, zamiast z nim rozmawiać. Jak ciężko było dojść do jakiegoś rozstrzygnięcia w tej sytuacji, gdy się chciało pracować z innymi…
Gdy kończyła się wojna, a Polska rodziła się wraz ze skończeniem wojny, kiedy cały świat pokój wyzyskiwał dla siebie, a myśmy o dwa lata dłużej w porównaniu ze światem wojować musieli, przyglądałem się bacznie, szukając ustawicznie stwierdzenia lub osłabienia prawdy, którą dotychczas, to znaczy do 1918 spotykałem. Prawdy, że naród polski jest słaby wewnętrznie, że z trudem zdobywa się na prawdy mocne, silne, samodzielne i dlatego łatwo służy obcym, dlatego nie widzi wstrętu do służby obcemu – a nie dla siebie jedynie – że zatem jest mniej wartościowy w porównaniu z innymi narodami, u których tego nie znajduję…
Nigdy nie zapomnę wrażeń moich, jako Naczelnika Państwa, gdy nasz hymn narodowy, nasz sztandar narodowy był nieco śmieciuchem, rzuconym w kąt dla sztandarów obcych i dla hymnów obcych, tak, jakby Polacy pokazać chcieli, że to są mniejsze wartości, aniżeli wszystko, co nie jest polskie. Widziałem starania ustawiczne i stale idące bez ustanku w jednym i tym samym kierunku, aby agentury obce, płatne, były możliwie na górze państwa. Szły one krok w krok obok mnie jako Naczelnika Państwa, szukając wytworzenia kilku rządów w Polsce – obok rządów, stojących przy mnie – rządów agentur stojących poza mną. Widziałem uśmiechy reprezentantów obcych państw, gdy śmiało w oczy mi patrząc, mogli powiedzieć, że moje zamiary mogą być zniszczone zupełnie nie przez kogo innego, jak przez polskich agentów. Widziałem to, proszę państwa, i nieraz uciekałem ze swymi zamiarami do odległego pokoju, aby sekretów państwa nie wydać na rozszarpanie obcym. Uciekałem nieraz od moich najbliższych pomocników, dlatego, aby moje prawdy i moje zamiary nie były wydane na łup kogokolwiek bądź, byle był cudzoziemcem. Nigdy nie byłem pewien, że gdy piszę rozkaz, nie będzie on czytany prędzej w biurach wszystkich obcych państw, niż przez moich podwładnych. Nie byłem nigdy pewny, czy taki lub inny mój zamiar polityczny nie będzie natychmiast skontrolowany przez agentury państw obcych z taką siłą i pewnością, że musiałbym się go wyrzec.
Jeżeli więc, panowie, pod względem tej szarej pracy, która niegdyś szła koło nas; koło legionistów, jako sentymentalna prawda niemocy i łezki ronionej, poprawiliśmy się znacznie, to nie poprawiliśmy się, moi panowie, pod względem agentur obcych, idących krok w krok za naszym państwem. Mówię to śmiało, gdyż jest to moja prawda, jako Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza podczas wojny, prawda, którą śmiało zostawiam historii, jako prawdę przeze mnie zbadaną aż do dna, a odczutą bardziej boleśnie, niż wszystkie inne prawdy.
Mogę panom powiedzieć, że system moich kalkulacyj zawsze rozbijał się nie o co innego, jak o tę siłę agentur obcych, płatnych przez obcych dla szkodzenia Polsce, aby nie była ona zbyt silna, aby nie miała tej siły, jaką mogłaby mieć w tej czy innej chwili. Nieraz myślałem sobie, moi panowie, że tak wstrętnej prawdy żadne państwo nigdy w swoim życiu nie miało i gdy szukałem porównań historycznych, znajdowałem zawsze momenty upadku Polski, gdy, proszę panów, ludzie dzielili się pomiędzy sobą tylko tym, od kogo pensję brali, czy od protektorki Polski – imperatorowej Katarzyny II, czy od przyjaciela Polski – Fryderyka Wielkiego, czy od trzeciej konkurentki – Marii Teresy.
Przypomnę tu jeden fakt, który żywo stanął mi w oczach, gdy oglądałem olbrzymi pałac zbudowany przez księcia Sułkowskiego, jednego z najbardziej wykształconych magnatów polskich. Mógł on, z własnego skarbca łożąc, wybudować sobie olbrzymi pałac z 250 pokojami, a zatem sięgający do wielkości Watykanu. Mógł sobie pozwolić na taki zbytek w owych czasach, aby dla swoich koni kryte olbrzymie maneże budować. Magnat ten majątek swój chciał zostawić Komisji Edukacyjnej, a zatem dążył do kultury w Polsce, do jej podwyższenia, do jej ustalenia. I ten sam książę, Sułkowski wymieniony jest na liście pensjonariuszy Katarzyny II, jako pobierający rocznie 150 dukatów. On, człowiek, który taką sumę mógł przegrać codziennie w karty. Znaczy to, że on czuł się w obowiązku brania pensji od imperatorowej, jako jej sługa i pokorny wielbiciel. Powiem państwu, że ten obrazek z historii, który mi stanął w oczach, przypominał mi się ciągle, gdy byłem Naczelnikiem Państwa i Naczelnym Wodzem. Zdawało się niekiedy, że służba obcemu jest najbardziej honorowa, jest najbardziej zaszczytna, jest najbardziej narodowa…
Gdy Polska się zaczyna, zaczyna się polepszenie stosunków. My, legioniści, nie jesteśmy wtedy wcale jedynymi Polakami, którzy krew otwarcie przelewali. Idzie za nami całe mnóstwo ludzi, tak, że w tej masie płyniemy i nie możemy brać na siebie przedstawicielstwa tej krwi, którą Polacy na polach bitew i w szalonych wysiłkach przelali.
Lecz zwycięstwa nad agenturami nie odnieśliśmy wcale. Agentury, jak jakieś przekleństwo idą dalej bok w bok i krok w krok.
Moi panowie, gdym wziął za temat tę prawdę, wybrałem ją rozmyślnie i nie dla czego innego, jak dlatego, aby kropkę nad „i” postawić, aby nie było powiedzenie, że my musimy menażować prawdy agentury. Polskę, być może, czekają i ciężkie przeżycia. Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.

Źródło: „Zeszyty Historyczne” 1986, nr 76, s. 3-13.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 15 sty 2015, 13:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawymsierpowym.pl/index.php/201 ... sudskiego/

Laboratorium Piłsudskiego
by Mariusz under historia

Obrazek

W 1931 roku, miał miejsce ostatni wyjazd zagraniczny i trzeci marszałka Józefa Piłsudskiego do Rumunii, odbył się on w dniach 11-28 października. Wspomina płk Roman Michałowski attaché wojskowy RP w Bukareszcie, który towarzyszył Piłsudskiemu podczas jego pobytu: Na jednym z (…) dyżurów nocnych zdrzemnąłem się, gdy obudziwszy się, usłyszałem głos Marszałka (…) otworzyłem drzwi do sypialni co Marszałek zauważył, siedząc naprzeciwko drzwi i kładąc pasjansa. Najwidoczniej pogrążony w myślach, których tok przerwałem zjawieniem się, zapytał „czego chcecie chłopcze”. Zanim zdołałem wytłumaczyć powód mojego zakłócenia jego spokoju, Marszałek, patrząc mi prosto w oczy kontynuował swój monolog: „Tak, czy wy sobie zdajecie sprawę z niebezpieczeństw grożących Polsce, od zewnątrz i wewnątrz… Co się stanie gdy mnie zabraknie… Kto potrafi rzeczywistości spoglądać wprost w oczy… Jeżeli Polacy, wszyscy Polacy, rozumiecie, co mówię, wszyscy Polacy, nie wezmą się do roboty w obronie interesów kraju – a mnie zabraknie, to za dziesięć lat Polski nie będzie… (podkreślmy to całą mocą, cytujemy wypowiedź Piłsudskiego z roku 1931!! – red.) Marszałek rzucił karty na stół, twarz zakrył w rozłożystych ramionach, i jakby zaszlochał.
Warto odnotować, że w roku 1933 (roku przejęcia władzy przez Adolfa Hitlera) Marszałek Piłsudski stworzył plan powołania do życia, na wypadek zagrożenia, Rządu Zaufania Narodowego. W jego łonie miały skupić się wszystkie stronnictwa i autorytety jednoczące ogół Polaków.
Rok 1934. W Warszawie miało miejsce spotkanie byłych premierów rządów RP, mieli tworzyć zespół ludzi, polityczny zespół analiz, posiadających wiedzę na temat funkcjonowania państwa, niezwykle potrzebnej
w obliczu wojny.
Jak pisał jeden z bliskich współpracowników Marszałka Piłsudskiego: Komendant oblicza, że dobre stosunki między Polską i Niemcami mogą trwać może jeszcze cztery lata, ze względu właśnie na przemiany psychiczne, które dokonują się w narodzie niemieckim, za więcej lat Komendant jednak nie ręczy. Gdy Komendanta zabraknie, będzie ten układ rzeczy bardzo trudno utrzymać, gdyż Komendant posiada dar inwencji odwleczenia, czy postawienia sprawy inaczej, gdy tego potrzeba.
Rok 1934. Piłsudski wydaje rozkaz generałowi Kazimierzowi Fabrycemu utworzenia specjalnego biura studiów – „Laboratorium”.
Piłsudski wykłada Fabrycemu: dla Polski leżącej między dwoma tak potężnymi i wrogimi sąsiadami, jak Rosja i Niemcy, jest rzeczą niezmiernie ważną wiedzieć zawczasu, z którym ewentualny zatarg nastąpi wcześniej.
W ówczesnej sytuacji „Laboratorium” wykonuje głównie zadania wywiadowcze i analityczne skierowane przeciw zachodniemu przeciwnikowi.
Rok 1935 (dosłownie na chwilę przed śmiercią) Piłsudski poleca, by komórka zbadała sytuację w Austrii,… by zorientować się co do szans opanowania jej przez hitlerowców w drodze zamachu stanu, gdyż uważał, (Piłsudski – red.) że taka próba może być początkiem niemieckiego ruchu oskrzydlającego (cytaty za: Wacław Jędrzejewicz „Kronika…” tom II).
Wrzesień 1938 rok. Powróciwszy z konferencji monachijskiej premier brytyjski Chamberlain oświadcza: przywiozłem pokój dla całego pokolenia.
Za rok rozpoczęła się II Wojna Światowa…
W latach 30-tych Polska występowała wobec III Rzeszy jak i ZSRS jako równorzędny partner. Pozwoliło to na podjęcie (w ramach naszych możliwości) skutecznej obrony w roku 1939, pierwsi stawiliśmy opór i w końcu zmusiliśmy Europę do działań. Dziś Europa jest tak samo bierna, a my nie mamy ani takich polityków, ani takich służb, ani takiej armii…


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 15 sty 2015, 13:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/sport/229613-jozef- ... +Najnowsze)

Józef Piłsudski patronem stadionu Legii Warszawa
opublikowano: 2015-01-14 13:00:52 · aktualizacja: 2015-01-14 13:10:19


fot.Роман Шевчук/CC/ Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported/GFDL


Wraz z końcem 2014 roku wygasła umowa pomiędzy Legią Warszawa a Pepsi, w związku z czym obiekt przy Łazienkowskiej 3 przestał nosić nazwę Pepsi Arena
—informuje serwis Legia.com.
Od 19 lipca 2011 do 31 grudnia 2014 na podstawie umowy pomiędzy firmą PepsiCo a Legią używana była nazwa Pepsi Arena. Od stycznia 2015 roku wszystkie ślady po Pepsi Arenie znikają.
Stadion Miejski Legii Warszawa im. Marszałka Józefa Piłsudskiego - tak nazywa się od stycznia warszawski obiekt przy ul. Łazienkowskiej.

ann/legia.com

Zdjęcie wSumie.pl
autor: wSumie.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 29 sty 2015, 16:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.teologiapolityczna.pl/jozef- ... polskiego/

Józef Piłsudski: Przemówienie wygłoszone z okazji powołania POW do WP
11-11-2014

Obrazek
Poniższe przemówienie zostało wygłoszone przez Józefa Piłsudskiego 29 listopada 1918 roku. Przedruk został przygotowany na podstawie wydania: J. Piłsudski, Pisma zbiorowe, Warszawa 1937, s. 30–33.


Koledzy i towarzysze broni!
Wypadło mi w życiu moim największe szczęście, jakie wypaść może żołnierzowi polskiemu. Gdy myślą przebiegnę dzieje żołnierza polskiego w przeszłości, gdy spojrzę na te znane postaci historyczne, tak drogie sercu żołnierza polskiego, to z pewnym podziwem myślę, dlaczego mnie wypadło tyle szczęścia, gdy im tego szczęścia nie dano przeżyć. Oto ja, Wasz Wódz, oto ja, Wasz Naczelnik, pierwszy mam szczęście przywitać swoich podkomendnych, przywitać tych, których w bój prowadziłem, przywitać jako żołnierzy Wolnej, Zjednoczonej Polski. Im, tym naszym przodkom, tym, przed którymi korzyliśmy się, będąc w niewoli, im to szczęście nie było dane.
Zwracam się do Was, jako do tych, których niegdyś, szóstego sierpnia 1914 r. w bój wyprowadziłem; zwracam się do Was, jako do tych, którzy w kraju naszym umieli przygotować zastępy ludzi zdatnych, gotowych sercem i duszą być we wszystkich wypadkach mężnymi żołnierzami polskimi; zwracam się do Was, jako do swoich podkomendnych. Większość z Was widziała mnie w różnych chwilach, widziała w boju, widziała wtedy, gdy serce, charakter ludzki łamały się i kruszyły, jak szkło, pod uderzeniem losu. Prowadziłem Was, chłopcy, po ciężkich drogach, prowadziłem po ciężkich ścieżkach. Żołnierz lubi tryumfy, żołnierz lubi wawrzyny, żołnierz lubi jasne słońce zwycięstwa. Ja zaś prowadziłem Was po ciemnicach, po turmach, które niejednemu serce i charakter łamały, bo ja się nie bałem prowadzić po tych drogach, ja się nie bałem, że Wy się złamiecie. Ja byłem pewien, że tak, jak ja, wytrzymacie w najcięższych chwilach, że w najcięższych chwilach zostaniecie wiernymi Ojczyźnie, wiernymi, mężnymi, silnymi żołnierzami. Gdy myślę o Was, dzieci, to mi przez głowę snują się czteroletnie wspomnienia, niekiedy tak ładne, tak cudowne, tak piękne, że chociaż krwią serdeczną przeplatane, – powtórzę słowa poety – „po nich płakać nie umiałbym szczerze”. W tym czteroletnim okresie przewija się, jak nić czerwona, jedna i ta sama myśl, z którą wyszło się szóstego sierpnia z murów Krakowa, myśl, która teraz dopiero się urzeczywistniła.
Szóstego sierpnia – krótki okres czasu – byliśmy wolnymi żołnierzami wolnej Ojczyzny. Żadna ręka obca nie śmiała się na nas wówczas położyć, lecz byliśmy wówczas tym, czym w długiej przeszłości naszego narodu był zawsze żołnierz polski. Nie byliśmy właściwym wojskiem, byliśmy wolontariuszami, byliśmy zapaleńcami. Tej twardej, codziennej służby żołnierskiej nie znaliśmy i tej twardej, codziennej służby żołnierskiej nie umieliśmy. Mieliśmy jedną, wielką cnotę, której nie zna żadne wojsko: cnotą tą jest żywe współżycie z całym otoczeniem. Nie byliśmy odcięci od naszych współobywateli, noszących cywilne odzienie, nie mundury; nie oddzieliliśmy się od otoczenia żadnym murem chińskim. Byliśmy żołnierzami, ale pomiędzy nami a otoczeniem nie było żadnego ostrego przedziału. To dało nam, koledzy, Wam specjalnie, którzy w takim otoczeniu ciągle pracowaliście, tę możność, którą inne wojska rzadko posiadają, dało Wam możność pociągnięcia za sobą do sprawy wojskowej setek i tysięcy ludzi. Bez żadnego przymusu, bez żadnego nacisku koło Was gromadzą się setki i tysiące ludzi dla służby jednemu i temu samemu celowi. Ta wielka cnota wynika z poczucia i ducha inicjatywy, który potrafiłem wpoić w swoich podkomendnych. Wykrzesałem z Was, młodych, tego ducha inicjatywy, tego ducha działania na własną odpowiedzialność, tego ducha chwytania każdej okoliczności w lot. Tego ducha każdy z Was posiada i dzięki temu żywemu współżyciu z otoczeniem możecie tworzyć te rzeczy, o których spokojny historyk kiedyś powie, że to są cuda.
Lecz każda cnota, o ile w niej trwać jedynie, jest jednostronną. Każda cnota ma swój dodatek, który jest wadą, i ta wada, o której otwarcie Wam, jak kolegom, powiem, i w Was również wszystkich istnieje. Czy będę mówił o swoich podkomendnych w I Brygadzie, czy będę mówił o POW, to wada ta, wada głęboka, istnieje. Tą wadą jest nadmiar tej cnoty, o której mówiłem poprzednio. Tą wadą jest nadmiar indywidualnej inicjatywy. Tą wadą jest szybkość reagowania na każde poszczególne zjawisko w swoim otoczeniu. Ten nadmiar inicjatywy i ta wrażliwość na to, co się dzieje dokoła, jest tą wadą, której wojsko, jako wojsko, mieć nie może. Usunięcie tego nadmiaru cnoty, który staje się wadą, będzie dziełem wychowania przez długoletnie trwanie w wojsku, budowanym na inny sposób, niż ten, który był udziałem Waszym. Że powiem zdanie jednego z naszych kolegów pierwszobrygadowych, kapitana Olszyny: „w wojsku porządeczek musi być”. Ten „porządeczek”, ten stały, codzienny, w każdej chwili istniejący w duszy, w zachowaniu, w obcowaniu, porządeczek wojskowy, którego Wam brakuje, ten musi być dany przez kolegów, z którymi obecnie Wy wszyscy się łączycie, przez kolegów, którzy ten „porządeczek” przez długie lata służby wojskowej w siebie wessali. Jeżeli my potrafimy połączyć cnoty, które kierują I Brygadą i POW z cnotami, które daje długie wychowanie żołnierskie, zlać to w jedno harmonijne ciało, wtedy jedynie wytworzy się wojsko, do jakiego ja zawsze dążyłem, wojsko, czujące razem z narodem każde uderzenie, którego serce bije jednym tętnem z całym narodem, które od narodu żadną ścianą się nie oddziela – a zarazem jednak, żyjąc, stwarza przykład działania zgodnego i porządnego, przykład ładu i porządku, przykład pewności siebie i siły. Tym w narodzie Wojsko Polskie być musi, do tego Wojsko Polskie dążyć musi.
To jest mój program, Panowie, w stosunku do Was. Z tym programem idę, do tego programu wszystkich Was nawoływać będę. Polska tworzy się w chaosie. W tym chaosie wojsko stanowić musi przykład szybkiego tworzenia porządku wewnętrznego i szybkiego organizowania się. Niech u nas przynajmniej Kraków, wbrew przysłowiu, w jeden dzień się buduje, wtedy, gdy wszystko dokoła tak długo i w tak ciężkich cierpieniach budować się musi. Koledzy! Zakończę okrzykiem, za który dziadowie i ojcowie umierali, zakończę okrzykiem, za który nasi koledzy krwią serdeczną, krwią polską broczyli: Koledzy! Niech żyje Polska!

Józef Piłsudski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 08 maja 2015, 10:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.usopal.pl/publicystyka/4140- ... isudskiego

80. ROCZNICA ŚMIERCI MARSZAŁKA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
środa, 06 maja 2015 19:23 Grzegorz Waśniewski

Józef Piłsudski jest bliski sercu każdego Polaka. Był założycielem bojówek PPS, Komendanta, Brygadierem, Naczelnikiem Państwa, Naczelnym Wodze, Pierwszym Marszałkiem Polski, żołnierzem i politykiem, którego osoba łączy się nierozerwalnie z odzyskaniem przez Polskę niepodległości.
Urodził się 5 grudnia 1867 r. w Zułowie (60 km na północ od Wilna) w rodzinie szlacheckiej. Józef był czwartym dzieckiem Marii Billewicz i Józefa Klemensa Piłsudskiego. Mieli dwanaścioro dzieci. Opieka nad dziećmi spoczywała w rękach matki, osoby nieprzeciętnej, prawej - wielkiej patriotki, która sprawy narodowe stawiała na pierwszym miejscu, wpajając dzieciom miłość do Polski oraz konieczność walki o nią i poświęcenia się dla Rzeczypospolitej. Całe życie Józefa Piłsudskiego było testamentem Jego Matki. Wielokrotnie mówił i pisał, że „Matka mnie do tej roli, jaka mnie wypadła, chowała.”
Józef Piłsudski zmarł w niedzielę 12 maja 1935 r. o godz. 8.45 wieczorem
w obecności żony i córek, ks. Władysława Korniłowicza, premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego, gen. Tadeusza Kasprzyckiego i gen. Wieniawy-Długoszowskiego
oraz dr. Stefana Mozołowskiego w swoim ulubionym pokoju narożnym w Belwederze.

Po śmierci Marszałka w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych znaleziono ostatnią notatkę Marszałka: „Nie wiem, czy nie zechcą mnie pochować na Wawelu. Niech! Niech tylko moje serce wtedy zamknięte schowają w Wilnie, gdzie leżą moi żołnierze, co w kwietniu 1919 roku mnie jako wodzowi Wilno jako prezent pod nogi rzucili. Na kamieniu czy nagrobku wyryć motto wybrane przeze mnie za życia:
Gdy mogąc wybrać, wybrał zamiast domu,
Gniazdo na skalach orła: niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie. Tak żyłem.
A zaklinam wszystkich, co mnie kochali, sprowadzić zwłoki mej Matki z Sugint Wiłkomirskiego powiatu do Wilna i pochować Matkę największego rycerza Polski nade mną. Niech dumne serce u stóp Matki spoczywa. Matkę pochować z wojskowymi honorami, ciało na lawecie i niech wszystkie armaty zagrzmią salwą pożegnalną
i powitalną, tak aby szyby w Wilnie się trzęsły. Matka mnie do tej roli, jaka mnie wypadła, chowała. Na kamieniu czy nagrobku Mamy wyryć wiersz z „Wacława” Słowackiego, zaczynający się od słów: Dumni nieszczęściem nie mogą…
Przed śmiercią Mama mi kazała to po kilka razy dla niej czytać”.

Spełnił się ostatni rozkaz Komendanta
Przemawiał on nad trumną wielkiego poety Juliusza Słowackiego: „Powtarzamy jego słowa, jak gdyby był żywą istotą... Jest więc żywy i żyje wśród nas i prawda śmierci okrutna, prawda śmierci potężna nie istnieje dla niego...”. Podobnie przemawiał nad trumną Marszałka Józefa Piłsudskiego prezydent Ignacy Mościcki w Krakowie 18 maja 1935 r.
Wielkość Polski Odrodzonej dobrze wyrażają słowa Komendanta: „Są ludzie
i są prace tak silne i tak potężne, że śmierć przezwyciężają i żyją i obcują między nami... Są ludzie, którzy żyć muszą dłużej, których życie nie trwa latami, ale wiekami, wbrew prawdzie przyrodzenia ludzkiego... Bramy przepastne śmierci dla nich nie istnieją. Świadczą o prawdzie Wielkości takiej, że prawa Wielkości są inne niż prawa małości”.
Kraków - Katedra Wawelska, 18 V 1935 r.
Mowa pożegnalna prezydenta Ignacego Mościckiego
Cieniom królewskim przybył Towarzysz wiecznego snu. Skroni Jego nie okala korona, a dłoń nie dzierży berła. A królem był serc i władcą woli naszej. Półwiekowym trudem swego życia brał we władanie serce po sercu, duszę po duszy, aż pod purpurę królestwa swego Ducha zagarnął niepodzielnie całą Polskę.
Śmiałością swej myśli, odwagą zamierzeń, potęgą czynów z niewolnych rąk kajdany zrzucił, bezbronnym miecz wykuł, granice nim wyrąbał, a sztandary naszych pułków sławą uwieńczył.
Skażonych niewolą nauczył honoru bronić, wiarę we własne siły wskrzeszać,
dumne marzenia z orlich szlaków na ziemię sprowadzać i w twardą rzeczywistość zamieniać. Dał Polsce wolność, granice, moc i szacunek.
Niech hołdy dziś prochom Wielkiego Polaka składane zamienią się w śluby dochowania wierności dla Jego myśli, w daleką przyszłość przenikających.
Niech przekują się w obowiązek strzeżenia dumy i honoru narodu, niech wole
nasze do twardej pracy i walki z trudnościami zaprawią, a serca nasze wielką
Jego dla Ojczyzny miłością rozpalą.
Zasadnicza myśl Piłsudskiego o silnym i uczciwym rządzie znalazła się w jego wypowiedzi z 1926 r. „Siła bez wolności i sprawiedliwości jest tylko przemocą
i tyranią; sprawiedliwość i wolność bez siły jest gadulstwem i dziecinadą”.
Refleksja
W 2015 r. minie 80 lat od śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego. Ile pozostało nam z przykładu, w jaki sposób Marszałek żył, pracował, i co pozostawił dla przyszłych pokoleń? Budowniczowie i wychowankowie II Rzeczypospolitej w pełni uskrzydleni wartościami patriotycznymi i katolickimi mieli być żywym świadectwem i siłą przewodnią dla mojego pokolenia. Zdradzieckie układy Niemców i bolszewików we wrześniu 1939 r. oraz przyzwolenie Zachodu spowodowały kres II Rzeczypospolitej. Cała zbrodnia dokonana na Narodzie Polskim przez Niemców i bolszewików w pełni akceptowana przez Zachód - szczególnie na naszej elicie narodowej w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu - była, jest i będzie na zawsze dla patriotycznej części społeczeństwa ludobójstwem. Całe podziemie które walczyło z okupantem niemieckim, w połowie 1944r, stanęło przed jeszcze gorszym tyranem – bolszewickim. Jakakolwiek próba dyplomatyczna czy wojskowa ze strony środowisk patriotycznych kończyła się terrorem ze strony bolszewików. Cały ruch niepodległościowy przez dziesięciolecia nazywano po prostu bandytami, „zaplutymi karłami reakcji”. To właśnie do uczestników ruchu niepodległościowego powinniśmy się odwoływać i czerpać energię do dalszej pracy dla dobra Rzeczypospolitej. Druga Rzeczpospolita od pierwszego dnia powstania była budowana czego przykładem są przemysł stoczniowy, przemysł górniczy, koleje, przemysł ciężki, rolnictwo itp. Największym sukcesem II.RP było szkolnictwo od podstawowego do wyższego, oparte na dobru wspólnym i poświęceniu dla Ojczyzny. Dziś mamy zmontowaną przy „okrągłym stole” tzw. III RP, która się cały czas transformuje, lecz w istocie oznacza to stopniowe niszczenie wszystkich gałęzi sfery przemysłowej, kulturowej, społecznej, duchowej. Jest wyjątkowy atak na Kościół katolicki, na wolne media np. TV.TRWAM.
Czy za taką Rzeczpospolitą walczyły i ginęły tysiące patriotów?
Narodzie Słowiański, Narodzie Chrześcijański obudź się z tego letargu! Czy nie należałoby przywołać do życia II RP z jej konstytucją kwietniową z 1935 r.? Czy my naprawdę czujemy się spadkobiercami pokoleniowymi? Czy podążamy drogą, którą szli Oni?
Komendant Józef Piłsudski mówił: „Strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc tylko Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych co służą obcym”.

Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego
“Orzeł Strzelecki” w Kanadzie
Komendant Grzegorz Waśniewski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Józef Piłsudski-I marszałek Polski
PostNapisane: 13 maja 2015, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/71304

Flaga na Kopcu Piłsudskiego – od 12 maja 2015 r. na stałe !

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 173 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /