Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 160 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Jan Paweł II
PostNapisane: 16 paź 2010, 14:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2010/10/16/ ... za-polaka/

32 lata temu, 16 października 1978 roku namiestnikiem Chrystusa na Ziemi został Polak – Karol Wojtyła.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 16 paź 2010, 17:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Osiemnasta osiemnaście. "Przeszedł nas dreszcz"

Że to przyszło właśnie teraz. Że nie zdarzyło się, gdy byliśmy mocarstwem, potęgą europejską. Że to nie spotkało ani Mikołaja Trąby, ani Hozjusza -pisał 32 lata temu ks. Janusz Pasierb, wciąż nie mogąc pojąć wagi i znaczenia wyboru Polaka na Stolicę Piotrową.

Dzień wcześniej, 15 października, zostałem ochrzczony. W niedzielę, podczas mszy św. dla dzieci, bo to był jedyny dzień, kiedy mógł przybyć z Warszawy mój stryj, marianin. Ksiądz proboszcz Kwiatkowski potraktował ponadto mój chrzest jako okazję, by dzieci zobaczyły, jak wygląda ten najważniejszy z sakramentów Kościoła.

Oberwał za to najbardziej mój tata, nauczyciel, który dzień później dowiedział się, że będzie zwolniony za demonstracyjne upublicznianie swojej wiary. Takie to były czasy! Miał czekać na decyzję do wtorku, ale we wtorek żadnej decyzji nie było i nikt z dyrekcji szkoły nie chciał wracać do tematu. Przeszedł nad deszcz, ogarnęło zaskoczenie, zdumienie, niedowierzająca radość -pisał Pasierb.

Zaskoczony był cały świat, zarówno w sensie jego "elit", jak i "ulicy". Taki fryzjer Salvadore z viale Aventino, który nieraz strzygł kardynała Wojtyłę - gdy ten, przebywając w Rzymie, schodził do jego zakładu z Kolegium Polskiego przy Piazza Remuria - a potem zobaczył twarz swojego klienta w białej piusce, pozdrawiającego wiernych z balkonu na Placu św. Piotra.

Wierzę (bo nie pamiętam) że świat wstrzymał oddech, że komunistom ktoś jakby wymierzył policzek w twarz, bo konklawe zakończyło się w niezwykly sposób. Istotnie, mało kto wierzył, że Polak zostanie papieżem. Nawet kard. Wyszyński nie dowierzał w siłę kandydatury Wojtyły. Uważał go za jeszcze mało znanego. No i dlaczego akurat 16 października 1978 roku miała zostać przełamana bariera narodowościowa, ta nigdzie nie zapisana, ale realizowana zasada, że papieżem jest Włoch?

Ten dzień naprawdę przeszedł do historii, nie tylko "przechodził" życzeniowo w ustach komentatorów. Jak dawno sięgam pamięcią, od zawsze słyszałem to samo pytanie, które kilka dni po wyborze kard. Wojtyły na papieża zapisał sobie w zeszycie ks. Pasierb: Co to znaczy dla nas?

Dalej u ks. Pasierba jest jeszcze ciekawiej: Czy nie nadeszła pora trudnego egzaminu przed światem, tak często przedtem lekceważonego lub łaskawie klepanego po plecach, który odtąd ma stanowić tło dla wizerunku papieża?

Tak, my, Polacy, ci spośród nas, którzy sa katolikami, 32 lata temu zostaliśmy istotnie też jakoś wybrani, jako tło dla pontyfikatu Jana Pawła II. Jesteśmy janowo-pawłowi po dziś dzień, czego doświadcza za granicą chyba każdy Polak zapytany o narodowość. Zostaliśmy wybrani: nie w sensie jakiegokolwiek mesjanizmu, jakiejkolwiek wyjątkowości czy "lepszości" pośród innych, lecz w sensie siły, nadziei, wiary, odwagi, solidarności, w które to przymioty wyposażyła nas historia. Od krajów bogatych finansowo inne kraje, słusznie, oczekują wsparcia finansowego, od rejonów technologicznie rozwiniętych, pomocy naukowej. Nas poproszono o inne bogactwo.

Co to znaczy dla nas dziś, w 2010? 32 lata później. Następcą św. Piotra jest Benedykt XVI, trwa proces beatyfikacyjny Jana Pawła II, który wbrew przeróżnym spekulacjom ani się opóźnia, ani przyspiesza, lecz postępuje zgodnie ze swoją logiką i porządkiem. Polska bardzo się zmieniła: uwolniona, podzielona, pokłócona, szuka wspólnej drogi. Świat brnie ku przyszłości albo też ku zgubie. A fryzjer Salvadore za chwilę zamknie swój zakład przy viale Aventino i jak zawsze uśmiechnięty podrepcze do apteki.

32 lata temu nie byliśmy mocarstwem, potęgą europejską, a to własnie wtedy, o godzinie 18.18, przeszedł nas dreszcz. Dziś świat nadal się na nas często ogląda w poszukiwaniu nadziei. Naprawdę. I to od nas zależy, czy potraktujemy nasz katolicyzm, lekceważony lub łaskawie klepany po plecach,który lepiej schować w domu i kościele, czy też odkryjemy w swej wierze światło Chrystusa tak silne, że pozbywa kompleksów.

Egzamin trwa.

http://sliwinski.salon24.pl/239548,osie ... as-dreszcz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 27 lut 2011, 16:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/45639

Jan Paweł II wciąż jest podporą Polski.

Kopia artykułu:

Swoisty testament Jana Pawła ll z 1979 roku.
avatar użytkownika sgosiasgosia, sob., 26/02/2011 - 21:06

Jak co tydzień szukałam odpowiedniego tekstu Jana Pawła II, który mogłabym przypomnieć.
Kończąc homilię wygłoszoną w 9 czerwca 1979 r. na Błoniach w Krakowie Papież powiedział słowa, które można uznać za jego swoisty testament dla Polaków.

”I dlatego — zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością — taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym,
— abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili,
— abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.
Proszę was:
— abyście mieli ufność nawet wbrew każdej swojej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało,
— abyście od Niego nigdy nie odstąpili,
— abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On „wyzwala” człowieka,
— abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest „największa”, która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu.
Proszę was o to przez pamięć i przez potężne wstawiennictwo Bogarodzicy z Jasnej Góry i wszystkich Jej sanktuariów na ziemi polskiej, przez pamięć św. Wojciecha, który zginął dla Chrystusa nad Bałtykiem, przez pamięć św. Stanisława, który legł pod mieczem królewskim na Skałce.
Proszę was o to. Amen.”


Zastanówmy się
- czy nie zwątpiliśmy i nie zniechęciliśmy się zbyt szybko.
- czy aby na pewno nie podcinamy nadal gałęzi na, której siedzimy.
- czy mamy ufność w Tym, który prowadził wcześniejsze pokolenia.
- czy nadal nasz duch jest wolny.
- czy nie wzgardziliśmy Miłością i potrafimy odważnie bronić Krzyża.
- wreszcie, czy nasze życie ma sens taki jakiego spodziewałby się po nas Jan Paweł II?
Odpowiedzmy sobie na te pytania zanim nadejdzie dzień beatyfikacji. Gdziekolwiek będziemy uczestniczyć w tych uroczystościach warto wiedzieć co byśmy teraz odpowiedzieli na prośbę naszego ukochanego Papieża.

sgosia - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 02 kwi 2011, 18:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
6 lat temu Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca

Pamięci nie gaśmy

Wydarzenia z 2 kwietnia 2005 r. w roku beatyfikacji powracają w naszej pamięci ze zdwojoną mocą. Dzisiaj obchodzimy 6. rocznicę śmierci Jana Pawła II. Nie chodzi tylko o moment przejścia Papieża do Domu Ojca, ale też o atmosferę tamtych dni. To nie była poza. Byliśmy wtedy prawdziwi. Opadły maski. Okazało się, że dobro, jedność są w naszym zasięgu. Trzeba tylko odpowiedniego impulsu, aby się mogły zmaterializować.

Były w nas wówczas jakieś szczególne wrażliwość i wyczekiwanie. Nikt o tym nie mówił. Widzieliśmy, jak przez lata Ojciec Święty mierzył się z życiem, jego wyzwaniami. Mogliśmy przewidzieć jego reakcje, sposób działania. Odchodzenie ukochanego Papieża jawiło się jednak jako wielka tajemnica. Śledziliśmy doniesienia medialne. Wiadomo było, że moment przejścia zbliża się wielkimi krokami - Jan Paweł II przygotowywał nas do niego długo. A kiedy już nastąpił, nagle zrozumieliśmy, że oto na naszych oczach dokonuje się szczególne misterium. To tłumaczy, dlaczego tego dnia wieczorem tak wielu ludzi zgromadziło się na placu św. Piotra, w kościołach, w "miejscach papieskich". Byli gotowi. Czuwali. Stali przygotowani z "lampami w dłoniach" niczym ewangeliczne kobiety oczekujące przyjścia Oblubieńca. Pierwszy raz w historii byliśmy tak bardzo razem, na tak wielką skalę. I w tej jedności, kiedy odszedł Jan Paweł II, Pan przyszedł do nas...

Ta śmierć nas nie zaskoczyła. Poruszyło nas świadectwo pokory Jana Pawła II, godności w znoszeniu cierpienia, umierania, pogodzenia się z wolą Bożą do ostatniego tchnienia. Potem - jedność Polaków, zdolność do stworzenia wspólnoty, której intensywność przeżywania chyba nigdy wcześniej takiej skali nie miała miejsca. Może potem zabrakło "oliwy", w zapomnienie odeszły kwietniowe dni... Ale mogliśmy zobaczyć, jak wielki potencjał dobra w nas drzemie.

Papież dany i "zadany"
Papież Benedykt XVI w swojej najnowszej książce "Jezus z Nazaretu" przypomina tezę św. Bernarda z Clairvaux o potrójnym przyjściu Chrystusa. Pierwsze nastąpiło dwadzieścia wieków temu, ostatnie nastąpi u kresu dziejów. Istnieje też "advenstus medius". To czas obecny, w którym Jezus także przychodzi. Dokonuje się to przez sakramenty święte, modlitwę, także poprzez różnego rodzaju wydarzenia. Benedykt XVI zalicza do nich misję wielkich postaci w historii Kościoła i świata. Podaje przykład św. Dominika i św. Franciszka, którzy stali się "sposobem ponownego wejścia Chrystusa w historię, nowego ukazania znaczenia Jego słowa i miłości, sposobem odnowienia Kościoła i ukierunkowania na Niego historii". Myślę, że można dziś zaryzykować tezę, iż jednym z istotnych elementów owego "adventus medius" jest osoba Jana Pawła II. Bóg dał go światu w momencie najbardziej dla niego odpowiednim. Wybrał z kraju, gdzie panowała niewola, aby przyczynił się znacząco do jej zrzucenia, a zarazem pokazał światu, że nie tylko zewnętrzne kajdany przeczą godności człowieka, ale to wszystko, co zabiera mu wolność wewnętrzną. Dzięki niemu mogliśmy na nowo odczytać Ewangelię, "przetłumaczyć" ją na XX wiek.
Gdzie należy szukać fundamentów świętości Jana Pawła II? Tej, która nas tak bardzo fascynuje, rozpala wyobraźnię, pociąga? Odpowiedź nie jest trudna. "Bóg stanowił serce, korzeń jego egzystencji, najważniejszy punkt odniesienia. Z tego serca, z tego centrum wywodziło się wszystko" - świadczy ks. kard. Stanisław Dziwisz. Był przezroczysty. Nie przesłaniał sobą Boga. Podprowadzał do Niego - zatrzymywał się u stóp Tajemnicy. Tam trwał, stamtąd czerpał siły, tam nas prowadził... Taki pozostał w naszej pamięci.

Duc in altum...
Powracamy dziś do wydarzeń sprzed 6 lat. Już niedługo, bo 1 maja, Kościół - orzekając w sposób uroczysty, iż Jan Paweł II został zaliczony w poczet świętych - wskaże nam nowego orędownika. Uczyni to nie po to, aby mieć konkretny powód do celebracji dumy, ale by swoje dzieci "zarazić" pragnieniem świętości. Papież z Polski stanie się gwarantem, że jest ona możliwa do zrealizowania. Może także zostanie postawiony dla wielu jako symbol sprzeciwu, znak zapytania - najbardziej dla mieszkańców krajów Starego Kontynentu, gdzie w szybkim tempie dokonuje się proces wewnętrznej apostazji?
Przed nami wielkie zadanie. Opatrzność Boża Jana Pawła II nam dała, ale zarazem "zadała". Mamy powracać do jego nauczania, konfrontować je z życiem. Ważne, aby przebić się przez stereotypy, które pamięć o Papieżu z Polski pozbawiają głębi, odzierają jego słowa z ewangelicznego radykalizmu, i aby usunąć lukier, który skutecznie odpycha od jego życia i dzieła. Zobaczyć go w prawdzie. Dzięki niej dotknąć Pana Boga.
Czy tak się stanie? Czas pokaże.

ks. Paweł Siedlanowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi01.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 04 kwi 2011, 12:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/46983

Żydowska, niemiecka i rosyjska agentura wpływu od co najmniej roku ruszyła z intensywną akcją oblewania błotem pamięci polskiego papieża.

Kopia artykułu:

ZABIĆ POLSKĄ DUSZĘ
avatar użytkownika Echo24 Krzysztof PasierbiewiczEcho24 Krzyszto..., ndz., 03/04/2011 - 18:42

Pisane w szóstą rocznicę śmierci polskiego Papieża
Dzisiaj mija sześć lat od śmierci Jana Pawła II, którego poza paroma, niechlubnymi wyjątkami kochają wszyscy.
Symbolem takiego właśnie parszywego wyjątku jest dla mnie czołowy prezenter-ideolog TVN24 Jarosław Kuźniar.
Dzisiaj od samego rana, w tę nad wyraz smutną i ważną dla nas rocznicę, ów zaprzedany (komu?) aktywista, obłąkany nienawiścią do wszystkiego, co wyrasta z naszej narodowej tradycji, dosłownie wychodził z siebie, by Polaków obrazić, poniżyć, obśmiać i wyszydzić.
Po raz któryś z rzędu posunął się do niepomiernie perfidnego draństwa, zapraszając do studia jakiegoś zalatującego palikocim smrodkiem zakonnika, z którym usiłowali wspólnie pomniejszyć znaczenie, jakie ma dla Polaków uświęcony symbol „godziny 21.37”.
I tu żarty się kończą mości Panowie, pożal się Boże medialna „elita”.
Jak grzebaliście w polskich mózgach, szczególnie tych młodych, szanując wolność słowa zaciskałem zęby i milczałem. Ale, jako akademik, dobierać się do polskich sumień nie pozwolę!
Przepraszam za niestosowny moment, ale w podobnej manierze, jakiej nas nauczył pewien znany redaktor poczytnej gazety, gdy osłaniał swojego Kiszczaka, krzyczę na całe gardło:
Wara od polskiego Papieża!!! A jak się nie podoba, to fora ze dwora!!! Do piaskownicy szczawie!!!
I dość tego tałatajstwa opluwającego bezkarnie wiekopomne dziedzictwo Rzeczypospolitej!!! Obudźcie się ludzie!!! Gdzie jest zdawało się niezawodne Pokolenie JP2???
Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)

Echo24 Krzysztof Pasierbiewicz - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 20 kwi 2011, 15:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 23 kwi 2011, 17:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezalezna.pl/9534-papiez-zwycieski

Dał nam przykład Jan Paweł II jak zwyciężać mamy - to za jego pontyfikatu Watykan, najmniejsze państwo świata, pokonał ZSRR, największe państwo świata.

Kopia artykułu:

Papież zwycięski

Wśród zarzutów stawianych polskiej tradycji niepodległościowej powtarza się ten, że czcimy rocznice naszych klęsk. Jest to podwójna nieprawda. Choć nie wszystkie wielkie bitwy byliśmy w stanie wygrać, szczególnie jeżeli miały charakter powstania słabo uzbrojonej ludności przeciwko regularnej armii okupanta, to były one jednak świadectwem woli walki i wiary w zwycięstwo, która owocowała potem wolnością. Gdyby wodzowie podejmowali wyłącznie zwycięskie bitwy, baliby się podjąć je kiedykolwiek.

Jest też inne zafałszowanie w tych zarzutach. Polska historia została utkana wygranymi bitwami, niemało ma też wygranych wojen. Tak naprawdę największa tragedia w naszych dziejach – rozbiory – wynikała z braku woli walki. Podjęcie reformy państwa i czynu zbrojnego w ostatniej dekadzie XVIII w. było mocno spóźnione, choć oczywiście skutkowało budowaniem nowej tradycji niepodległościowej.

W dorobku Jana Pawła II wiele powiedziano o jego misji duchowej, sporo o przywództwie społecznym. Mało podkreśla się jednak fakt, że był on autorem największych sukcesów porównywalnych z wygranymi wojnami, może tym większych, że bezkrwawych. Zjednoczenie Polaków w oporze przeciwko komunizmowi, wzór walki, który rozbrajał bolszewickie hordy, demontaż bloku sowieckiego, wreszcie ogromne zwycięstwo duchowe zapiszą się nie tylko w historii świata, ale i naszego narodu.

Najmniejsze państwo świata rzuciło wyzwanie największemu i wygrało. Jest to zapewne uproszczenie, bo walki nie prowadził Watykan, tylko ludzie wiary, ale przywództwo w tej walce dla Polaków było oczywiste.

Sowieci na swoich mapach dosyć dobrze oznaczali liczbę czołgów i żołnierzy. Znali się też na propagandzie. Jednak mimo rozbudowanej agentury nie rozumieli siły ducha.

Kiedy patrzę na dorobek Jana Pawła II, zastanawiam się, jak z niego skorzystać w naszej sytuacji.

Obecne rządy, coraz mocniej zwasalizowane wobec Moskwy i nieukrywające autorytarnych ciągotek, tracą, kiedy linia frontu zaczyna przebiegać w sferze ponadmaterialnej. Ich zdolność pojmowania idei i zjawisk duchowych jest chyba jeszcze mniejsza niż komunistów. Śladem bezrozumnego radzenia sobie z taką formą oporu są nie tylko żelazne barierki i funkcjonariusze w strojach bojowych, towarzyszący modlącym się na ulicach ludziom, ale i słynne aresztowanie tulipanów. Tak zachowuje się dzicz, kiedy widzi siłę i estetykę, której pojąć nie potrafi.

Pewnie Polacy są coraz bardziej zniechęceni do władzy przez jej nieudolność i złe warunki materialne. Jednak dzisiaj wcale nie jest to czynnik mobilizacji społecznej. Dziesiątki tysięcy ludzi w Polsce gromadzą się, kiedy przyciąga ich jakaś potężna idea.

Rozumiał to Jan Paweł II, rozumiał i dlatego wygrał.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 01 maja 2011, 20:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
"Gazeta" szykuje się do demitologizacji JP II

W kilku wielkich liberalnych (obyczajowo) tytułach amerykańskich i zachodnioeuropejskich pojawiła się ostra krytyka pontyfikatu Jana Pawła II. To tak przy okazji beatyfikacji, żeby nie było zbyt pięknie. Lewactwu z oczywistych względów nie podoba się spuścizna Ojca Świętego, który przecież mimo swej wyjątkowej życzliwości i otwartości, w kwestiach etycznych czy światopoglądowych pozostawał wierny tradycji. Poza tym mówił prawdę i zauważał problemy, pouczał - co tęgim głowom lewaków się wyraźnie nie podobało.

Przy okazji uroczystości (beatyfikacyjnych) w Watykanie powraca się do słów papieża, jego przesłań dla społeczeństw, polityków, wiernych. Kłóciły się one dramatycznie z argumentacją dzisiejszych autorytetów z Palikotem i Tarasem na czele. Cóż więc począć?

Najlepiej odbrązowić postać. Niech jedyny realny autorytet jednoczący Polaków, stanowiący zaporę dla pożądanej przez postkomunistów i polskie lewactwo laicyzacji narodu, upadnie. On żył w innych czasach, był poczciwy, dobroduszny, ale jednak zacofany, stary, przymykał oczy na pedofilię księży, nie ugiął się w sprawie "gumek" i legitymizacji "pedalstwa", jakże często się mylił - takie mniej więcej opinie zaczynają nieśmiało, ale coraz powszechniej wylegać ze szczurzych nor urbanowego "NIE" na salony.

Nieprzypadkowo L. Wałęsa, człowiek dumnie wpinający sobie podobiznę Matki Boskiej w klapę od marynarki, przyznał z przekonaniem, iż jednak nie należy przesadzać z rolą JP II w obaleniu żelaznej kurtyny. Wszak wiadomo, że Lech nawet bez duchowego wsparcia papieża, bez jego płomiennych przemówień, podtrzymujących w mieszkańcach PRLu wiarę na wolność, ten "wind of change", dodający otuchy, także przeskoczyłby przez mur Stoczni Gdańskiej i "wymanewrował" w pojedynkę całą komunistyczną wierchuszkę z Jaruzelem i Panem Czesiem na czele. To ludzie honoru, Ojciec Święty nie chciał jakoś - za autorytetami - tego podkreślić.

Dziś ś.p. Janowi Pawłowi II dostaje się od czołowej recenzentki Kościoła Katolickiego, pracownicy największego ośrodka medialnego w Polsce, przy okazji rytualnego "jeżdżenia" po Kaczyńskim. Niestrudzony tropiciel kościelnych brudów - Katarzyna Waśniewska (zbieżność nazwisk z o. Wiśniewskim przypadkowa), przy okazji beatyfikacji piszę:

"W wywiadzie dla PAP prezes PiS podzielił się wspomnieniami z pontyfikatu papieża Polaka. Te z roku 1991, z pierwszej pielgrzymki papieża w wolnej Polsce są "troszkę bolesne": "Kształtujący się dopiero establishment bardzo źle przyjął naukę moralną, którą wtedy głosił Jan Paweł II. Papież mówił wtedy: 'Nie zmarnujcie wolności i pamiętajcie o Dziesięciu Przykazaniach'".

Prezes PiS wytyka, że "Elity przyjęły to źle, a miały niesłychanie duży wpływ na świadomość społeczną poprzez demoralizujący przekaz mediów. Ludziom wmawiano, że symbolem wolności jest sex-shop, życie prywatne a po części i publiczne powinno biec według zasady - róbta, co chceta. Do dziś płacimy za to bardzo wysoką cenę. Ojciec Święty się temu wyraźnie przeciwstawił i to zostało przyjęte niedobrze. Spiritus movens tej akcji byli też ludzie, którzy obecnie rządzą Polską"."

Wiśniewska tak zrozumiała słowa prezesa:

"Jednym słowem przyszli politycy Platformy Obywatelskiej byli w latach 90. anarchistycznymi erotomanami, przyjechał papież, pogroził palcem, więc go zlinczowali. I dalej mamy degrengoladę. Ktoś w końcu musiał to powiedzieć, bo inaczej wyniesienie polskiego papieża na ołtarze przebiegałoby w sztucznie cukierkowej atmosferze."

Tak właśnie swym czytelnikom Pani Kasia obnażyła się zupełnie (żeby to pierwszy raz): rozumowanie ...no... czerskie, jak na "intelektualistkę" przystało. I ta charakterystyczna kpina - "wynoszenie polskiego papieża na ołtarze", "sztuczna cukierkowa atmosfera"...

Problem w tym, że prezes PIS powiedział prawdę; faktycznie w 1991 r. JP II w jednym ze swoich wystapień zwracał się do elit rządzących, przestrzegał przed pokusą laicyzacji społeczeństwa, ślepym naśladownictwem zachodniego lewactwa. Gdy przypomina to o. Rydzyk w Radio Maryja, można napisać jakiś (, któryś z kolei) paszkwil, że przecież Jan Paweł II wywodził się z kościoła krakowskiego, albo że nie wiedział o wszystkich karygodnych występkach schizmatyka z Torunia; ewentualnie sprawę zamilczeń. Jeśli jednak mówi to J. Kaczyński, niekwestionowany lider w konkurencji "zainteresowanie mediów", człowiek, którego każde wypowiedziane zdanie, każde napisane słowo, rozbierane jest przez sztab ekspertów na czynniki pierwsze, polityk, który nawet jak milczy i się nie rusza to przecież obraża, buntuje, dzieli, niszczy, podjudza, pluje nienawiścią...

Dlatego Wiśniewska musiała pojechać po bandzie, takie szczere słowo na beatyfikację właśnie:

"Gwoli ścisłości: w 1991 r., papież mówił ostro o fikcji wolności, o niszczeniu polskich rodzin, o aborcji. Filozof Barbara Stanosz komentowała: "Wizyta papieska poprawiła samopoczucie tej części elity politycznej, która dąży do ideologizacji polskiego życia społecznego i politycznego w duchu doktryny katolickiej". I niestety miała rację. To nie była najszczęśliwsza z pielgrzymek, diagnoza papieża przedstawiała Polskę w krzywym zwierciadle. Ale kto powiedział, że papież nie może się mylić? (Jarosław Kaczyński powinien wiedzieć, że papieska nieomylność dotyczy tylko kwestii wiary i dotyczy nauczania ex cathedra)."

Faktycznie, ta pielgrzymka nie była najszczęśliwsza, bo... Ojciec Święty skrytykował ostro cała ideologiczną podbudowę "Gazety Wyborczej" i Unii Demokratycznej - wiodących budowniczych III RP. Jakże tamte słowa JPII świetnie korespondują z wieloma audycjami goszczącymi na antenie katolickiej rozgłośni z Torunia. Papież też siał nienawiść, wtrącał się w nieswoje sprawy, politykował, był ortodoksem, fiksował mówiąc, byśmy bronili krzyży?

Nauczania Jana Pawła II nie sposób pogodzić z ideologią A. Michnika. Papież ze swoimi poglądami, którymi raczył "autorytety" nie tylko podczas "nieudanej" pielgrzymki z 1991 r. , lokował się znacznie bliżej Radia Maryja niż gmachu przy Czerskiej.

Przy okazji beatyfikacji, powrotu do rozmów o spuściźnie Jana Pawła II, nie sposób tego nie zauważyć. Dlatego w następnych latach obalanie ostatniego idola, przybierze na sile. Będzie to proces smutny, bo brutalny; wszak nie od dziś znamy metodologię działań duchowych spadkobierców towarzyszy KPP-owców.

http://chinaski.salon24.pl/302547,gazet ... acji-jp-ii


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 05 maja 2011, 14:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
„Niech zstąpi Duch Twój!”

Jan Paweł II o wolnej Polsce:
„Pozdrawiam was w imię Chrystusa, tak jak nauczyłem się pozdrawiać ludzi tutaj, w Polsce... W Polsce, w tej mojej ziemi ojczystej, w której stale tkwię głęboko wrośnięty korzeniami mojego życia, mojego serca, mojego powołania...” (1979)

„Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” (1979)

„Jeśli jest rzeczą słuszną, aby dzieje narodu rozumieć poprzez każdego człowieka w tym narodzie - to równocześnie nie sposób zrozumieć człowieka inaczej jak w tej wspólnocie, którą jest jego naród. Wiadomo, że nie jest to wspólnota jedyna. Jest to jednakże wspólnota szczególna, najbliżej chyba związana z rodziną, najważniejsza dla dziejów duchowych człowieka. Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego - tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas - bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną - bez Chrystusa. Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu.” (1979)

„Pragnę wam dziś przekazać tego Ducha, ogarniając sercem z najgłębszą pokorą to wielkie bierzmowanie dziejów, które przeżywacie. I dlatego – zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym. Abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili. Abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy. Proszę was, abyście mieli ufność nawet wbrew każdej waszej słabości, abyście szukali zawsze duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało, abyście od Niego nigdy nie odstąpili, abyście nigdy nie utracili tej wolności ducha, do której On wyzwala człowieka, abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest największa, która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu. Proszę was o to...” (1979)

„Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną. Niełatwe są jej dzieje, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stuleci. Jest matką, która wiele przecierpiała i wciąż na nowo cierpi. Dlatego też ma prawo do miłości szczególnej.” (1983)

„Naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha, naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza i tego żadne siły zewnętrzne nie zdołają zniszczyć.” (1983)

„Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”.” (1987)

„Wolności nie można tylko posiadać, nie można jej zużywać. Trzeba ją stale zdobywać i tworzyć przez prawdę. Wolność nie gruntuje się inaczej, jak tylko przez prawdę... Wolność zawsze jest wyzwaniem. A władza jest wyzwaniem wolności. Nie można jej inaczej sprawować, jak tylko służąc.” (1991)

„Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje (J 15, 13) - powiedział Chrystus. Chrystus sam jest pierwszym wśród tych, którzy dawali życie: za bliźnich, za sprawę, za ojczyznę. Nie brak w naszych dziejach Jego naśladowców.” (1991)

„Niech wspaniałe świadectwa miłości Ojczyzny, bezinteresowności i heroizmu, jakich mamy wiele w naszej historii, będą wyzwaniem do zbiorowego poświęcenia wielkim narodowym celom.” (1999)

„Potrzeba nieustannej odnowy umysłów i serc, aby przepełniała je miłość i sprawiedliwość, uczciwość i ofiarność, szacunek dla innych i troska o dobro wspólne, szczególnie o to dobro, jakim jest wolna Ojczyzna.” (2004)

http://wojciechwencel.blogspot.com/2011 ... -twoj.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 07 maja 2011, 10:21 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Dla mnie Jan Paweł II
był świętym od chwili ,gdy Wiatr Historii zamknął karty Książki,na Jego trumnie
Błogosławiony Ojcze módl się za nami,za Polską,której co RAZ trudniej jest
być Polską,osłaniaj nas płaszczem swej Miłości,tak jak zawsze TO robiłeś


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 09 maja 2011, 21:10 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Św. Jan Paweł II miał w swoim głosie tembr ojcowski, piękny niespotykany akcent i co najciekawsze,
w jego wypowiedziach nigdy nie czuło się pośpiechu.
Powiedziałabym, że Jego retoryka zostawiała czas na to, by Jego słowa zdążyły dotrzeć do słuchających.
Mówił więc tak, że wychwytywało się od razu sens, który pozostawał w człowieku jak echo.
Rozgościł się na duszy i trwał w jakimś sobie wiadomym rezonansie.

To nie prawda, że takie wymowy i retoryki Ojciec Święty Jan Paweł II zaczerpnął z czasów teatralnych.
To On wnosił siebie do teatru, a teatr zastygał w osłupieniu.

Aż po TEATR ŚWIATA.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 09 maja 2011, 22:24 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
Pięknie :)
najbardziej podoba mi się :Ton Ojcowski,to chyba tak zjednywało MU
Młodych,pozdrawiam :)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 11 maja 2011, 20:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2011/05/11/ ... ki-zamach/

Środowiska, które zorganizowały zamach na Jana Pawła II mordują go także dziś, atakując jego nauki, przeinaczając jego słowa, przypisując mu intencje przeciwne do rzeczywistych, organizując różne akcje, jak np. "nie płakałem po papieżu". Jaruzelski swą bzdurną i bezczelną sugestią, że zamachu na papieża dokonali Islamiści przekonał mnie, że osobiście był w tą akcję zaangażowany.

Kopia artykułu:

Józef Szaniawski: Zamach
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2011-05-11

30 lat temu, 13 maja 1981 roku, na oczach całego świata z sowieckiej inspiracji wynajęty morderca chciał zabić Jana Pawła II. I wtedy nastąpił cud – Ojciec Święty ocalał, chociaż został bardzo ciężko ranny. Pamiętam, jak wtedy głęboko modliłem się o Jego życie i zdrowie. Obiecywałem i przysięgałem sobie, że się zmienię, że się poprawię, jeżeli Papież przeżyje. I wtedy nastąpił jeszcze jeden cud Jana Pawła II – to on zmienił moje dotychczasowe grzeszne życie, to on wpływał na moje trudne wybory, jakie sam z sobą toczyłem w swoim sumieniu i w sercu.
Istnieją przesłanki, które pozwalają przypuszczać, iż od samego początku, od 16 października 1978, Jan Paweł II zdawał sobie sprawę z możliwości zamachu na swoje życie. Zamordowanie Jana Pawła II według planów Moskwy miało nie tylko zmienić losy świata i powstrzymać proces dziejowy, tak aby nigdy nie „odnowiło się oblicze ziemi”. Mord na Janie Pawle II miał być też ostrzeżeniem dla Zachodu, dla Kościoła w szczególności: nie próbujcie eksperymentów z Rosją, nie z Polakami! Nie chodziło o zwyczajne wyeliminowanie Ojca Świętego gdzieś po kryjomu, skrytobójczo. Śmierć polskiego Papieża miał zobaczyć cały świat, tak aby odczuć zgrozę i przestraszyć się imperium zła. Takiego zamachu nigdy wcześniej nie było na żadnego papieża w historii. Polski Papież przelał krew w imię wartości najwyższych: w imię wiary, w imię wolności, w imię prawdy, a także w imię swojej Ojczyzny. Był gotów za te wartości poświęcić swoje życie i tylko prawdziwy cud jego życie wtedy uratował! Jakich jeszcze potrzeba dowodów jego świętości?
Papież miał zginąć, bo tak zaplanowali na Kremlu przywódcy imperium zła. Decyzja o zamordowaniu Jana Pawła II zapadła w Moskwie po jego pielgrzymce do Polski w czerwcu 1979 roku. Już 13 listopada 1979 r. KGB otrzymało do wykonania uchwałę Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego do działań przeciwko Janowi Pawłowi II z „(…) Wykorzystaniem wszystkich niezbędnych dostępnych możliwości, by zapobiec nowemu kierunkowi w polityce, zapoczątkowanemu przez polskiego papieża, a w razie konieczności sięgnąć po środki wykraczające poza dezinformację i dyskredytację”. Breżniew, Andropow, Czernienko, Susłow, Ustinow i inni przywódcy imperium zła uznali, że Jan Paweł II musi zginąć, jest bowiem „(…) przebiegłym i niebezpiecznym wrogiem politycznym, walczącym antykomunistą, mającym złe zamiary (…) Jest to pokorny, a zarazem perfidny i zacofany lizus amerykańskich militarystów, walczący z socjalizmem w interesie swoich wspólników zza oceanu i ich nowego szefa Reagana w Białym Domu”. Tak wyglądała dyskusja na Kremlu członków Politbiura KC KPZR według stenogramu, który zachował się w Moskwie. Sowiecki minister spraw zagranicznych Gromyko dodawał od siebie: „Wywiera on na masy taki sam wpływ, jak Ajatollah Chomeini w Iranie”.
Prawdopodobnie zaplanowanie zabójstwa Papieża akurat 13 maja 1981 r. nie było przypadkowe. Ludobójcze i zbrodnicze sowieckie KGB znakomicie wiedziało, że Prymas Stefan Wyszyński umiera. Chodziło o to, aby w tym samym czasie, niemal jednocześnie, Polska i Polacy stracili obu swoich najważniejszych przywódców. Nie ma na to bezpośrednich dowodów i na pewno nie będzie. Papież cudownie ocalał, mimo że sam zamach się udał. O cudzie był przekonany nawet morderca. Natomiast władcy Rosji sowieckiej – imperium zła, a później ich następcy działali przeciwko Ojcu Świętemu konsekwentnie aż do jego odejścia. Moskwa pozostała zamknięta dla Jana Pawła II, mimo że Papież wielokrotnie chciał udać się tam z pielgrzymką, przesłaniem i pojednaniem.
Wkrótce po 16 października 1978 r. został wezwany do Moskwy generał Witalij Pawłow, szef rezydentury KGB w Warszawie. Jurij Andropow, szef KGB, zapytał wprost Pawłowa: „Jak mogliście dopuścić do wyboru na papieża obywatela kraju socjalistycznego?”. Rezydent zaś odpowiedział: „Towarzysz przewodniczący powinien zapytać o to bardziej w Rzymie niż w Warszawie”. Ten dialog dwóch generałów KGB przytacza w oparciu o wiarygodne źródła autor monumentalnej biografii Jana Pawła II pt. „Świadek nadziei” George Weigel. Sam generał Pawłow w swoich cynicznie szczerych pamiętnikach pisze, że znał i przekazał do centrali KGB wszystkie materiały operacyjne polskiego MSW i SB na Papieża. Który z „polskich” polityków i generałów dostarczał sowieckiemu KGB „polskie” materiały operacyjne na Karola Wojtyłę. Jaruzelski, Kania, Kiszczak? Na ile te materiały zostały wykorzystane do zbrodni zamachu na życie Jana Pawła II w maju 1981 roku? „Zamach był efektem działania sowieckich służb specjalnych przy udziale funkcjonariuszy z Bułgarii, Szarych Wilków, ale także – niestety – przy współpracy kogoś z Polski.. (…) Brali oni udział także w przygotowaniu zamachu na życie Ojca Świętego wspólnie ze służbami ze Związku Sowieckiego i Bułgarii” – stwierdza Ferdinand Imposimato, włoski prokurator prowadzący śledztwo w sprawie zamachu. Na osobiste polecenie prezydenta Reagana amerykańska CIA przeprowadziła śledztwo i doszła do takich samych wniosków. Wiadomo też, że szef KGB Andropow spotkał się z Kanią i Jaruzelskim w nocy z 8 na 9 kwietnia 1981 r. na granicy sowiecko-polskiej w rosyjskim wagonie kolejowym. Tematem supertajnego spotkania była m.in. osoba Jana Pawła II. Sumienie demokracji rosyjskiej i badacz tajemnic Kremla Władimir Bukowski nie ma wątpliwości: „To właśnie Andropow zorganizował zamach na Jana Pawła II, bo przecież okazało się, że miał rację!”.
Racja zaś polegała na tym, że polski Papież był zagrożeniem dla istnienia zbrodniczego, komunistycznego, totalitarnego imperium zła.
Józef Szaniawski
(NDz)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 13 maja 2011, 13:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2011/05/11/dr ... ecki-trop/

Ponieważ ci, co zorganizowali zamach na Jana Pawła II próbują dziś obciążyć tym wyznawców Mahometa, wykorzystując rozdmuchaną w świecie przez żydowskie media histerię związaną z rzekomym islamskim terroryzmem, trzeba wciąż przypominać prawdę o tym wydarzeniu. W tym kłamstwie uczestniczą "człowieki honoru" dowodząc tym samym, że rząd PRLowski brał czynny udział w organizacji tej zbrodni.

Kopia artykułu:

Dr Filip Musiał: Sowiecki trop
WALDEMAR GLODEK, 11 MAJ 2011 O 23:24

Tuż przed procesem Agcy niemiecka Stasi realizowała operację "Papst", która miała na celu zdyskredytowanie wątku bułgarskiego

Sowiecki trop
Wiemy, że tzw. bułgarski trop, przez lata dezawuowany przez służby medialne bloku komunistycznego, a także przez życzliwe Sowietom rzesze publicystów i "historyków", nie może już być podważony. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Ali Agca był tylko wykonawcą zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II. Logistyką zajmowała się rezydentura komunistycznych służb bułgarskich w Rzymie.
- Może nie jest przypadkiem to, że Ali Agca to obywatel turecki, muzułmanin, który groził Janowi Pawłowi II, że go zabije w czasie jego podróży do Turcji już w listopadzie 1979 roku. Czy za nim stali fundamentaliści? Tego nie wiemy. Wszelako, post factum islamski trop wydawałby się najbardziej logiczny – powiedział niedawno Wojciech Jaruzelski jednej z włoskich gazet. Czego boi się komunistyczny dyktator, skoro aktywnie włącza się w akcję dezinformacyjną dotyczącą zamachu na Jana Pawła II?

Szczegółów nie poznamy
Powodem niepokoju, jak można sądzić, jest publikacja "Papież musiał zginąć. Wyjaśnienia Mehmeta Ali Agcy" Instytutu Pamięci Narodowej (oddział katowicki), przygotowana przez dr. Andrzeja Grajewskiego przy współpracy prokuratora Michała Skwary. Książka trafi do rąk czytelników 17 maja. Autorzy pieczołowicie przeanalizowali tysiące stron zeznań Mehmeta Ali Agcy zebranych przez włoski wymiar sprawiedliwości i podjęli próbę ukazania kulis zamachu na Jana Pawła II. Doktor Grajewski podkreśla specyfikę zeznań Agcy, który wielokrotnie zmieniał wyjaśnienia, odwoływał je, prezentował coraz to nowe wersje przebiegu wypadków. Sprawia to, że wiedzy o niektórych detalach nie uzyskamy już pewnie nigdy, choć warto poczekać na efekty śledztwa prowadzonego przez katowicki oddział IPN.
Krytyczna analiza zeznań, żmudne konfrontowanie ich ze sobą, weryfikowanie podawanych przez Agcę nazwisk, wymienianych miejsc, opisywanych zdarzeń umożliwia odtworzenie historii przygotowań i przeprowadzenia zamachu. Nie jest to opowieść w pełni kompletna. W odniesieniu do niektórych osób możemy mieć pewność, jaką rolę odegrały w przygotowaniach do zbrodni, co miały robić w czasie jej przeprowadzenia, w wypadku innych możemy tylko podejrzewać, w jakie działania były zaangażowane. Co więcej, nie mamy nawet do końca pewności, czy tylko Agca strzelał do Papieża. Do Jana Pawła II oddano trzy strzały. Nie jest pewne, czy trzecia kula pochodziła z pistoletu Agcy (co jest raczej wątpliwe), czy też strzelał inny zamachowiec. Jeśli tak, to który? Z zebranego materiału wynika, że najprawdopodobniej był to Oral Celik, stojący na placu św. Piotra nieopodal Agcy.
Mimo tych wątpliwości – odnoszących się do kwestii ważnych, ale bardzo szczegółowych – na podstawie dowodów zebranych przez włoskich śledczych możliwe jest odtworzenie logiki wydarzeń.

Turecki "cyngiel"
Kim był ten, którego wytypowano do roli zamachowca? Mehmet Ali Agca urodził się nieopodal Malatyi w Turcji. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął w Ankarze studia na dwóch kierunkach: pedagogice i geografii ekonomiczno-historycznej. Nie ukończył ich jednak, szybko związał się z Ruchem Wyzwolenia Narodu Tureckiego (RWNT) – lewicową organizacją terrorystyczną. Jako jej przedstawiciel przeszedł w Syrii szkolenie terrorystyczne. Nie bez znaczenia był fakt, że RWNT miał powiązania z bezpieką bułgarską i sowiecką. Z kolei szkolenie w Syrii prowadzili specjaliści z NRD, a prawdopodobnie także z Bułgarii.
W listopadzie 1979 r. Agca uczestniczył w zamachu na Abdiego Ipekciego, redaktora naczelnego tureckiego dziennika "Milliyet". Ujęty i skazany za to zabójstwo, uzyskał pomoc od zleceniodawców mordu i zbiegł z więzienia. Następnie pojawił się w ogarniętym rewolucją Iranie. Jaki był cel tej niezwykle ryzykownej wyprawy, nie możemy być do końca pewni, choć nie ulega wątpliwości, że Agca nawiązał w Teheranie kontakt z rezydenturą sowieckiego wywiadu…
Z Iranu wyjechał wiosną 1980 r. i przez Turcję dotarł do Sofii. Posługiwał się wówczas fałszywym indyjskim paszportem na nazwisko Yoginder Singh. W stolicy Bułgarii nawiązał – co znamienne – kontakt z ambasadą sowiecką, a konkretnie z funkcjonariuszem wywiadu zalegendowanym jako pracownik ambasady. O jego wizycie wiedziała też bułgarska bezpieka uprzedzona o przybyciu terrorysty przez Teslima Tore – ważną postać RWNT, człowieka, który wysyłał Agcę do Syrii i Iranu, oraz Abuzera Ugurlu – tureckiego mafiosa, zlecającego wcześniej Agcy zamach na Ipekciego. Obaj mieli powiązania z bułgarskimi służbami.
To w Sofii Agca dowiedział się, że wytypowano go do przeprowadzenia zamachu na Ojca Świętego. Za skonstruowaniem planu przedsięwzięcia i zapewnieniem jego powodzenia stały trzy siły: służby bułgarskie (których zaangażowanie było decydujące), turecka mafia oraz organizacja terrorystyczna "Szare Wilki", z którą powiązany był kolejny z tureckich mafiosów – Abdullah Catli. W zapewnienie powodzenia zamachu zaangażowanych było jeszcze wiele osób, spośród których warto wymienić Omera Mersana, tureckiego przedsiębiorcę z firmy Vardar Company – również powiązanego z Bułgarami. Turecką mafię z Bułgarami wiązały interesy gospodarcze – wspólne czerpanie zysków z nielegalnego handlu, między innymi bronią. Z punktu widzenia bułgarskiej bezpieki zamachowiec powiązany z turecką mafią i organizacjami terrorystycznymi był bezpiecznym rozwiązaniem – odsuwał podejrzenia od Sofii.
Plan zamachu przygotowany został pieczołowicie, a jego bezpośredni wykonawcy zgarnęli wynagrodzenie w kwocie 3 mln marek zachodnioniemieckich. Szczegóły "dogrywane" były już w Wiecznym Mieście, w którym Agca nawiązał kontakt z Bułgarami mającymi zabezpieczyć techniczną stronę zamachu i zapewnić zabójcom możliwość bezpiecznego "odskoku".

Bułgarscy "dyplomaci"
W Rzymie Agcę – posługującego się już paszportem na nazwisko Ozgun Faruk – wspierało, w różnym zakresie, czterech Bułgarów. Pierwszym był Todor Stojanow Ajwazow (znany Agcy pod nazwiskiem operacyjnym Sotir Kolew) – formalnie kasjer ambasady bułgarskiej w Rzymie. Drugim – Żelju Kolew Wasilew (znany Agcy jako Petrow) – zastępca attaché wojskowego. Trzecim – Siergiej Iwanow Antonow (znany Agcy jako Bajramik) – zastępca dyrektora bułgarskich linii lotniczych Balkan Air w Rzymie. Czwartym – Iwan Donczew (znany Agcy jako Tomow) – trzeci sekretarz ambasady, a faktycznie prawdopodobnie kierownik rezydentury wywiadu bułgarskiego w Rzymie, a więc zwierzchnik wymienionych poprzednio "dyplomatów" i Antonowa.
To Bułgarzy mieli zapewnić logistykę zamachu. Zaopatrzyli zamachowców w broń – poza Agcą, który skorzystał z własnych źródeł. Uczestniczyli też w wizjach lokalnych placu św. Piotra i typowaniu miejsca, z którego najlepiej byłoby oddać strzał.
Ostatecznie ustalono, że na placu św. Piotra znajdzie się czterech Turków: Agca, Oral Celik (przyjaciel Agcy, współuczestnik zamachu na Ipekciego, uczestnik akcji uwolnienia Agcy z więzienia, blisko związany z "Szarymi Wilkami"), Sedat Sirri Kadem (znany Agcy jeszcze z czasów licealnych, związany z tureckimi lewicowymi organizacjami terrorystycznymi, szkolony z Agcą w Syrii) oraz Omer Ay (związany z tureckimi prawicowymi organizacjami terrorystycznymi). Strzelać miał Agca, a gdyby nie było to możliwe – Celik. Bowiem, jak podkreślał Agca, "nasze uzgodnienia były takie, że w każdym przypadku papież musiał zginąć". Celik i Ay mieli rzucić granaty hukowe, które wzbudzając panikę, miały umożliwić zamachowcom ucieczkę z placu św. Piotra. Mieli dobiec na via Rubens pod siedzibę ambasady kanadyjskiej, gdzie czekał na nich w aucie Antonow vel Bajramik. Stamtąd mieli jechać do ambasady bułgarskiej i wsiąść do tira, zaplombowanego dyplomatycznymi pieczęciami i zwolnionego z kontroli celnej – o co zadbali Ajwazow vel Kolew i Wasilew vel Petrow – i wyjechać z Włoch. Prawdopodobnie w ten sposób Italię rzeczywiście opuścili Celik, Kadem i Ay.
Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem. 13 maja 1981 r. Jan Paweł II wjechał na plac św. Piotra odkrytym samochodem, w którym – oprócz kierowcy – siedzieli także jego sekretarz ks. Stanisław Dziwisz i kamerdyner Angelo Gugel. O godz. 17.19, gdy Papież przejeżdżał koło sektora E, padły strzały. Agca oddał je z odległości 3-5 metrów. Jedna z kul trafiła Jana Pawła II w brzuch, druga w dłoń i lewe przedramię, a następnie zraniła dwie kobiety. Agca przekonany, że wykonał zlecenie i zabił Papieża, zaczął uciekać – po kilku krokach został jednak powalony na ziemię, a następnie oddany w ręce włoskiej policji.

Zacieranie śladów
Agca, złapany na gorącym uczynku, szybko stanął przed sądem. Już w lipcu 1981 r. został przez włoski sąd skazany na dożywotnie więzienie. Do tego czasu dość konsekwentnie ukrywał swe powiązania z Bułgarami, krył także swych tureckich przyjaciół. Udawał islamskiego fanatyka, niepowiązanego z tajnymi służbami. Ta "legenda" została z góry ustalona na wypadek aresztowania. To dlatego broń, z której strzelał Agca, pochodziła ze źródeł niezależnych od Bułgarów. Wiele miesięcy po procesie zapytany, czemu na własną rękę kupił broń, zeznał: "Aby ukryć prawdziwe źródło zamachu, czyli zleceniodawców. To miało na celu zmylenie śledztwa i skierowanie odpowiedzialności za ten fakt na organizację "Szare Wilki", której byłem członkiem. W cieniu pozostałyby więc wszystkich osoby, takie jak Petrov [właśc. Wasilew], Bajramik [właśc. Antonow], Kolev [właśc. Ajwazow] i wszyscy, którzy byli za ich plecami". Wersja Agcy została przyjęta, mimo że po jego zatrzymaniu znaleziono przy nim kartkę z pięcioma numerami telefonów: dwoma do ambasady bułgarskiej w Rzymie, do oddziału konsularnego, do przedstawicielstwa Balkan Air oraz jednym niezidentyfikowanym, który – jak ustalono znacznie później – pozwalał na połączenie się z rezydentem wywiadu bułgarskiego w Rzymie…
Agca trzymał się fikcyjnej wersji, licząc, że jego mocodawcy pomogą mu, tak jak poprzednio, uciec z więzienia. Zeznał między innymi: "Miałem plan ucieczki, który się nie powiódł". Dodawał także, że do trzymania się fikcyjnej wersji motywował go "strach przed Bułgarami, którzy z powodu moich oświadczeń mogliby przeprowadzić zamach na moje życie". Agca istotnie obawiał się Bułgarów. Podczas aresztowania znaleziono przy nim kartkę, na której zanotował między innymi: "bardzo duża uwaga na jedzenie". Jak wyjaśniał, oznaczało to, że "po dokonaniu zamachu mogłem umrzeć otruty przez Sotira [Kolewa - czyli Ajwazowa - przyp. F.M.], biorąc pod uwagę fakt, że są rzeczy trujące, które mają powolne działanie i mogą prowadzić do śmierci wiele czasu po ich zażyciu".
Uciec się jednak nie udało, więc w grudniu 1981 r. Agca zaczął "sypać". O Bułgarach wspomniał po raz pierwszy blisko rok później – w październiku 1982 roku. Efektem nowych zeznań był drugi proces – z lat 1985-1986. Oskarżono w nim po raz kolejny Agcę, a także Bułgarów – Antonowa, którego aresztowano, oraz zaocznie Ajwazowa i Wasilewa – obaj zdążyli bezpiecznie uciec do Bułgarii, i Turków: Omara Bagci, Musę Serdar Celebiego, a także zaocznie Orala Celika i Bekira Celenka.
Jednak proces stał się farsą. W jego trakcie Agca odwołał złożone wcześniej zeznania, po raz kolejny mataczył, mieszał wątki, kłamał. Symboliczne dla tego postępowania stało się przesłuchanie jednego z uczestników zamachu na Papieża – Sedata Sirri Kadema. Pokazano mu fotografię z placu św. Piotra w dniu zamachu, na której był wyraźnie widoczny, z prośbą o identyfikację osoby będącej na zdjęciu. Kadem stwierdził, że nie wie, kto to jest… Proces zakończył się uniewinnieniem oskarżonych, ale – co podkreślono w wyroku – nie dlatego, że byli niewinni, ale dlatego, że nie potrafiono im winy udowodnić. Jedynie Omarowi Bagci wymierzono karę 3 lat, a Agcy dodatkowo rok więzienia za nielegalne posiadanie broni.
Dlaczego proces nie zakończył się skazaniem osób zaangażowanych w przygotowanie zamachu? Odpowiedź kryje się w wydarzeniach ostatniego kwartału 1983 roku. Wówczas, po aresztowaniu przez Włochów Antonowa, Bułgarzy szukali możliwości dotarcia do Agcy. Ostatecznie wszczęli wobec niego śledztwo w sprawie fikcyjnego przestępstwa, jakiego miał się dopuścić w Sofii. Z końcem 1983 r. kilkakrotnie przesłuchiwali go bułgarscy "sędziowie" – Jordan Ormankow i Stefan Markow Petkow. Gdy Petkow został sam na sam z Agcą, miał go ostrzec, że jeśli nie zmieni swych zeznań, zostanie zgładzony on i jego rodzina.
Tuż przed procesem niemiecka Stasi realizowała operację "Papst", która miała na celu zdyskredytowanie wątku bułgarskiego. Co ciekawe, z ramienia bułgarskiej bezpieki ze Stasi kontaktował się w tej sprawie… Jordan Ormankow. Efektem działań tajnych służb NRD i Bułgarii była seria artykułów kwestionujących prawdomówność Agcy i powracających do wersji o islamskim fundamentalizmie, ukazały się one między innymi w prasie amerykańskiej ("Washington Post"), tureckiej ("Milliyet") oraz włoskiej ("La Repubblica", "Sette Giorni").
Także w Polsce ukazywały się publikacje mające na celu udowodnienie, że komunistyczne służby nie miały nic wspólnego z zamachem. Jednym z najbardziej zaangażowanych w tę działalność dziennikarzy był Eugeniusz Guz, autor książek: "Zamach na Papieża", "Strzały na placu św. Piotra" oraz "Zamach na Papieża. Mroczne siły nienawiści". Można dodać, że Guz pod pseudonimem "Jan Zdrowy" i "Gustek" był zarejestrowany jako kontakt operacyjny Departamentu I SB.

Wygodne rozwiązanie
Zamach na Jana Pawła II kryje jeszcze wiele tajemnic. Odpowiedź na pytanie, kto faktycznie go zlecił, jest możliwa tylko na poziomie logicznego odpowiedzenia na pytanie, kto zyskałby na śmierci Papieża. Przecież nie Bułgaria. Warto w tym kontekście wspomnieć, że obiecane 3 mln marek zamachowcy mieli dostać za pośrednictwem Bekira Celenka, ten z kolei miał je otrzymać z… ambasady sowieckiej w Sofii.
Kilku Bułgarów, którzy mogliby mieć coś do powiedzenia, zginęło. Już w 1986 r. w wypadku samochodowym poniósł śmierć kierujący wywiadem bułgarskim gen. Wasyl Kocew. Z końcem lat 80. bułgarskie służby zniszczyły większość dokumentów operacyjnych. W kolejnych latach umierali ludzie, którzy mieli wiedzę wybiegającą poza zachowane strzępy akt. W 1992 r. samobójstwo popełnił gen. Stojan Stojanow, nadzorujący operacje specjalne bułgarskich służb – potencjalnie najlepiej orientujący się w całości sprawy zamachu. W 1995 r. w wypadku samochodowym zginął Wasilew vel Petrow, a w 1997 r. śmiertelnie postrzelony na polowaniu Ajwazow vel Kolew.
Wyjaśnienie sprawy mocodawców zamachu jest niezwykle trudne ze względu na brak dostępu do źródeł. Wobec zniszczenia akt bułgarskich jednoznacznych dowodów trzeba szukać w archiwach KGB. Jednak na przeszkodzie wyjaśnieniu sprawy stanęła nie tylko niedostępność dokumentów, ale także brak woli. Jak bowiem kiedyś ocenił włoski sędzia Ferdinando Imposimato, który w latach 1986-1995 prowadził trzecie śledztwo w sprawie zamachu, ostatecznie – decyzją włoskiego parlamentu – zamknięte w 1996 r. bez sformułowania aktu oskarżenia: "W 1985 r., cztery lata po zamachu, kiedy papież spotkał się z Agcą i przebaczył mu, nie było już potrzeby nagłaśniania oskarżeń wobec krajów wschodnich, przede wszystkim Związku Sowieckiego i Bułgarii. Zamknięcie sprawy przez zrzucenie wszystkiego na szaleństwo fanatyka było wygodne dla wielu osób". Chodziło wówczas o niedrażnienie Moskwy, by nie zagrozić rozpoczynającemu się procesowi odprężenia.
I jest wciąż wygodne. Jeśli – wbrew faktom – przyjmiemy, że zamachu dokonał samotny szaleniec z "Szarych Wilków", nie będzie trzeba stawiać pytań, kto za nim stał. Nie usłyszymy wówczas, że morderstwa były jedną z metod działań komunistycznych służb. Nie tylko sowieckich, ale wszystkich państw bloku wschodniego. Nie trzeba będzie się dopytywać, czy ktoś poza Bułgarami mógł wspierać zamach. Czy na przykład jakąś rolę mogła w przygotowaniach do niego odegrać, wysoko oceniana przez Sowietów, rezydentura bezpieki PRL w Watykanie. Jeśli uznamy, że zamach zorganizowali islamscy fundamentaliści, nie będziemy musieli pytać, czy i co o przygotowaniach do niego lub o zacieraniu śladu tzw. wątku bułgarskiego wiedzieli zwierzchnik SB Czesław Kiszczak i jego polityczny patron Wojciech Jaruzelski. "Człowiek honoru" będzie więc mógł spać spokojnie.
Pisząc artykuł, korzystałem z roboczego maszynopisu książki.
Dr Filip Musiał

Autor jest pracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej, kieruje Referatem Badań Naukowych w Oddziałowym Biurze Edukacji Publicznej w Krakowie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jan Paweł II
PostNapisane: 25 maja 2011, 11:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
CAŁE ŻYCIE WAS SZUKAŁEM... błogosławiony Jan Paweł II


Dowcipny ten Papież!

Zwykle widzimy Ojca Świętego
takiego uroczystego przy ołtarzu,
w asyście biskupów, prałatów,
w dymach kadzielnych.
Czasem można spostrzec,
że Go w ogóle nie ma.
Wsparty o krzyż, ma zamknięte oczy
i jakby gdzieś odleciał,
tam, gdzie kończy się przestrzeń,
gdzie nie ma już czasu,
tam, gdzie jest krzyż,
do krzyża przybity chleb,
a chleb krwawi i krzyczy.

A po chwili znów wraca Błogosławiony,
ale z nową siłą,
odmienioną twarzą,
jakby widział Boga na Taborze.

A Papież był bardzo cieplutki,
był samą dobrocią,
choć czasem groźny
jak wicher, jak piorun.

Kochał młodzież.
Ile On komplementów
powiedział tym dużym dzieciakom.

Przecież Papież was kocha!
Jesteście moją radością!
Jesteście wiosną Kościoła.
Jesteście moją nadzieją.
Jesteście stróżami poranka
wielkanocnego.
Nie lękajcie się!
Papież Was kocha!
Służba Chrystusowi jest
wolnością.

Jak szalały te dzieciska!
Zostań z nami!
Ty jesteś naszą młodością.
Kochamy Cię.
Śpiewaj z nami.

Śpiewał z nimi Barkę,
Czarną Madonnę, Liczę na Ciebie, Ojcze!
A już spotkania na Franciszkańskiej 3
to były serenady Papieża i młodzieży:
Żegnamy Cię!
I ja żegnam Was.
Zostań z nami.
Każecie mi zdezerterować?
Nie oddamy Cię!
Zostań z nami!
Sercem i myślą zawsze!
Dziękujemy!
Zapraszamy!

I tak bez końca.

Cudowny był Ojciec Święty
w Warszawie na Skwerze
na spotkaniu z dziećmi.
A lubisz cukierki?
Lubię, ale mi dadzą?
Poczęstuj się!
Dziękuję.
Byłeś grzeczny w szkole?
Nie zawsze.
Ja też nie zawsze.
Taki duży, taki mały
może świętym być...
(piosenka zespołu "Arka Noego")

A w Gliwicach Papież był chory,
przesunięto dzień wizyty.

Bóg Wam zapłać za świętą cierpliwość.
Dużo zdrowia!
Ślązacy są cierpliwi i twardzi.
Bo ja z takim Papieżem
bym nie wytrzymał.
Wytrzymamy.
Ma przyjechać, nie przyjeżdżo,
nie ma przyjechać, przyjeżdżo.
Nic nie szkodzi.
No to dobrze, jak nic nie szkodzi,
to jadę do Rzymu.
Zastań z nami!
Zostań tutaj!
Kochamy Ciebie.

Takiego kazania od Papieża
jeszcze świat nie słyszał.
Słyszał.
W Wadowicach nasz Błogosławiony
koncertował:

A tam była cukiernia.
Po maturze chodziliśmy na kremówki.
Wszystkiego się nie da spamiętać,
ale i tak dużo pamiętam (brawa!),
bo się w szkole porządnie uczyłem.
Jeszcze się uczyłem łaciny i greki.

Żal odjeżdżać!

Wiem i powtórzę:
Mogą Cię inni więcej cenić,
szanować, ale kochać Cię
więcej nie mogą (por. K. Gładkowska).

Mogą, mogą!

ks. bp Józef Zawitkowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi01.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 160 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /