Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 148 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 23 mar 2014, 16:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://info-horyzont.pl/jak-kazimierz-k ... etych.html

JAK KAZIMIERZ KUTZ TWORZYŁ CZARNĄ LEGENDĘ ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH
STYCZEŃ 22, 2014 DODAJ KOMENTARZ

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski przypomina, jak Kazimierz Kutz w czasach PRL tworzył czarną legendę Żołnierzy Niezłomnych.
Dziwi kogoś decyzja Kazimierza Kutza o starcie w wyborach do europarlamentu z listy Palikota? To niech sobie obejrzy wyreżyserowany przez niego w 1975 r. film pt. „Znikąd donikąd”. Jest to klastyczny paszkwil, pełny przekłamań historycznych, obrzucający błotem pamięć „Żołnierzy Wyklętych”, walczących z władzą komunistyczną.
Według Kutza, skądinąd syna powstańca śląskiego, polscy żołnierze podziemia to degeneraci, mordujący przypadkowe osoby, gwałcący wiejskie kobiety i oddający się pijaństwu. Sceną finałową jest gra „w rosyjską ruletkę”, w wyniku której jeden z dowódców strzela sobie w łeb. Obrzydliwość propagandowa do kwadratu.
Nawiasem mówiąc, film rozgrywa się na Żywiecczyźnie, która w wyniku ostatniej reformy administracyjnej została oderwana od Małopolski i wcielona prawem kaduka do województwa śląskiego. W czasie najbliższych wyborów aktywiści z „palikociarni” przyjadę więc i na ten teren, aby agitować na rzecz swoich kandydatów. Mieszkańców tego terenu zachęcam, aby dali im odpowiednią odprawę, a wrzucając kartkę do urny wybrali kogoś, kto nie świnił się w czasach PRL. Podobne słowa kieruję do wszystkich uczciwych Ślązaków.
Dzisiaj mija 69. rocznica samorozwiązania się Armii Krajowej, na bazie której powstało wiele organizacji niepodległościowych i antykomunistycznych. Żołnierzy tych spotkał okrutny los, wielu z nich do dziś nie ma swego grobu. Tym bardziej trzeba o nich pamiętać.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 27 kwi 2014, 20:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2014/04/27/be­dzie-to-film-trud­ny-dla-praw­dzi­wych-po­la­kow-straszy-rezyser/

Wyjątkowa jest bezczelność żydów. Mówią o czasach, gdy żydzi z wyjątkowym sadyzmem mordowali i katowali tysiące Polaków, razem z dziećmi - twierdzą, że wtedy właśnie Polacy mordowali żydów. Wtedy, gdy za samo krzywe spojrzenie na żyda można była natychmiast wylądować w UBeckiej katowni. Niedługo zrobią film, jak Polacy we wrześniu 1939 napadli na Niemcy. I film ten dostanie Oscara.

Kopia artykułu:

Bę­dzie to film “trud­ny dla praw­dzi­wych Po­la­ków”
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2014-04-27

Obrazek
"W poszukiwaniu utraconego krajobrazu" - kadr z filmu“W poszukiwaniu utraconego krajobrazu” – kadr z filmuFoto: Materiały prasowe


Leo Kan­tor, pu­bli­cy­sta, przy­go­to­wał film do­ku­men­tal­ny “W po­szu­ki­wa­niu utra­co­ne­go kra­jo­bra­zu” opo­wia­da­ją­cy o Ży­dach miesz­ka­ją­cych na Dol­nym Ślą­sku po II woj­nie świa­to­wej. Bę­dzie to pierw­sza taka pro­duk­cja, która sku­pia się na tym frag­men­cie hi­sto­rii. Jak za­po­wia­da re­ży­ser, bę­dzie to film “trud­ny dla praw­dzi­wych Po­la­ków”.
Kan­tor twier­dzi, że “W po­szu­ki­wa­niu utra­co­ne­go kra­jo­bra­zu” bę­dzie trud­ny, po­nie­waż jako pierw­sza pro­duk­cja opo­wia­da o dol­no­ślą­skich Ży­dach. Nikt wcze­śniej nie pró­bo­wał po­dej­mo­wać tego te­ma­tu, a co za tym idzie, ich hi­sto­ria jest pełna nie­do­po­wie­dzeń
Film otwo­rzy hi­sto­ria mło­de­go Leo Kan­to­ra, który jako dziec­ko wraz z ro­dzi­ca­mi tra­fił do Strze­go­mia w 1946 roku. Wraz z roz­wo­jem akcji, wi­dzo­wie po­zna­ją losy jego są­sia­dów i in­nych miesz­kań­ców tego ma­łe­go mia­stecz­ka.
- Po woj­nie to było naj­więk­sze w Eu­ro­pie sku­pi­sko oca­lo­nych z Za­gła­dy. Oaza dla tych, któ­rzy prze­ży­li Ho­lo­kaust. Wraz z na­ra­sta­ją­cym an­ty­se­mi­ty­zmem, z bie­giem lat Żydzi opusz­cza­li Pol­skę bez pasz­por­tów, tylko z pod­ręcz­nym ba­ga­żem. Mu­sie­li po pro­stu ucie­kać. Z dnia na dzień zo­sta­wi­li tu swoje domy, do­ro­bek i ro­dzi­ny – do­da­je re­ży­ser [za tvn24.​pl].
Kan­tor nie boi się po­ru­szać trud­nych te­ma­tów w swoim do­ku­men­cie. Twór­ca przed­sta­wi tra­ge­die, które do­tknę­ły naród ży­dow­ski. W fil­mie “W po­szu­ki­wa­niu utra­co­ne­go kra­jo­bra­zu” od­nie­sie się do ma­so­wych wy­sie­dleń, a także opo­wie o swoim po­wro­cie do ro­dzin­ne­go mia­sta.
- W do­ku­men­cie nie po­mi­jam żad­nych fak­tów. Także tych, że mor­do­wa­no Żydów. Po po­gro­mie kie­lec­kim w 1946 roku w Pol­sce nie było bez­piecz­nie, a na Dol­nym Ślą­sku było naj­spo­koj­niej. Tu też mor­do­wa­no …

Całość tutaj:
http://film.onet.pl/wiadomosci/w-poszuk ... jnie/0n18s

Źródło: Onet


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 04 maja 2014, 21:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=11297

Kłamstwo, które zostało uznane za prawdę. Jak Jacek Kuroń w latach 90. opisywał Żołnierzy Wyklętych
mar 03, 2014 Admin PRL 0

Obrazek

Tak zohydził Jacek Kuroń, człowiek uchodzący za osobę niezwykle wrażliwą na ludzką krzywdę, działacz KOR i polityk obecnej Unii Wolności Józefa Kurasia „Ognia” w książce: Wiara i wina. Do i od komunizmu (Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1990, s. 247):
Ogień – Józef Kuraś – legendarny przywódca Podhala, najpierw należał do AK, potem założył własną bandę. Ponieważ był antyakowski, po wojnie został szefem bezpieczeństwa w Nowym Targu. Potem z całym Urzędem Bezpieczeństwa poszedł do lasu i niesłychanie długo terroryzował Podhale. Otóż Ogniowi co pewien czas podobała się jakaś dziewczyna, więc brał z nią ślub. Czy zawierał małżeństwa w kościele, pod bronią, zmuszając księży do udzielania mu kolejnych ślubów, czy obywał się bez kościoła, nieważne, fakt, że wesela robił najhuczniejsze na świecie. Przy tej okazji rozwalał czerwonych i żydów. Właśnie w Rabce odbywał się taki ślub. Ogień naprzód wydał wódę, potem kazał wypuścić ją w rynsztoki, podpalił gorzelnię i w świetle pożaru pędził w olbrzymim kuligu z tą swoją nowo poślubioną żoną.”
„Ogień” nie porywał kobiet i nie wymuszał na nich małżeństw. Miał dwie żony: jedna spłonęła żywcem wraz z ich 2,5-letnim synkiem w domu podpalonym przez Niemców w czerwcu 1943 roku, druga zaś, Czesława (z domu Polaczyk) była łączniczką w jego oddziale partyzanckim. Aresztowana przez UB, została uwolniona przez żołnierzy „Ognia” z PUBP w Nowym Targu w kwietniu 1945 r. Wkrótce po tym wzięli ślub w kościele w Ostrowsku.
Po śmierci męża była przez wiele lat szykanowana przez UB. Zmarła 10 lutego 2007 r.
A książkę Kuronia przeczytały zapewne dziesiątki tysięcy ludzi. I choć lata mijają, metody zniesławiania żołnierzy antykomunistycznego podziemia pozostają te same. Kuroń także pozostł taki sam. W książce napisanej wspólnie z Jackiem Żakowskim (Jacek Kuroń, Jacek Żakowski: PRL dla początkujących. Wydawnictwo Dolnośląskie Wrocław 1998, s. 13) pokusił się już o szerszą „analizę” całego podziemia antykomunistycznego:
w 1945 r. ”oddziały partyzanckie były zbyt rozdrobnione i za słabe, żeby atakować np. wojskowe magazyny. Bały się, że zostaną wykryte i rozbite przez sowietów. Więc rabowano chłopów. Ruszył proces wyradzania się partyzantki w bandytyzm. Od chwili rozwiązania AK coraz trudniej było odróżnić bandę rabunkową od grupy niepodległościowej…”

źródło: podziemiezbrojne.blox.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 10 maja 2014, 17:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=11799

Oczernianie Żołnierzy Wyklętych rozpoczął „Popiół i diament” Jerzego Andrzejewskiego
mar 11, 2014 Mateusz Bez kategorii 0

Obrazek

z Mariuszem Soleckim, autorem książki „Literackie portrety żołnierzy wyklętych” rozmawia Mateusz Rawicz.
Co sprawiło, że postanowił Pan napisać o obrazie powojennego podziemia w literaturze?
Fascynacja i potrzeba oczyszczenia. W końcowych klasach szkoły podstawowej u schyłku lat 80. XX w. zaczytywałem się w historiach partyzanckich, we wszystkim, co było pod ręką. Chłonąłem więc z wypiekami na twarzy nie tylko „Kamienie na szaniec”, „Zośkę i Parasol” Kamińskiego, ale też „Pokolenie” Czeszki, „Barwy walki” Moczara i stadami „tygrysy”. Obok powstańców z AK zaludniali więc moją chłopięcą wyobraźnię bojcy z GL/AL typu Janek Krasicki. Było tam także miejsce dla czerwonych „świętych”, jak Hanka Sawicka (jej imię nosiła drużyna harcerska, do której należałem), czy Wanda Zieleńczyk (do dzisiaj potrafię zaśpiewać piękny melodycznie, mocny werbalnie hymn GL jej autorstwa…). Po wyczytaniu u wspomnianego Moczara o „mordzie” pod Borowem pałałem autentyczną nienawiścią do NSZ… Głupota, naiwność, wiara w słowo pisane dziecka. Trzeba się było oczyścić z indoktrynacji, wypluć z siebie rzekę wmówień – pisanie bywa doskonałą terapią. Szkoda jednak zmarnowanych lat, również w liceum, gdy przecież można już było o pewnych sprawach mówić. Fascynacja narodziła się wraz z odkrywaniem tematu żołnierzy wyklętych, czyli pod koniec lat 90. XX w. Poczułem się oszukany „bratobójczą wojną”. Poznając sylwetki „Zapory”, Pileckiego, „Uskoka” – zachodziłem w głowę, dlaczego nie uczyli mnie w szkole o takich nieugiętych bohaterach? Do pisania dojrzewałem długo, pierwsze zdania przyszłej książki powstały w grudniu 2008 r.
Pisze Pan, że oczernianie żołnierzy wyklętych zaczęło się od wydania w 1948 r. „Popiołu i diamentu”. Wcześniej nie ukazywały się utwory szkalujące podziemie antykomunistyczne?
Nie dotarłem do utworów sprzed 1948 r., choć nie można wykluczyć istnienia takowych, zwłaszcza tekstów drobnych – wierszy, opowiadań, rozproszonych w prasie reżimowej. Pan Bohdan Urbankowski wskazywał np. na dramat Adama Ważyka „Stary dworek” z 1945 r., no ale sam uznał, że sztuka nieprzychylna AK (jej akcja dzieje się w czasach przed rozwiązaniem organizacji) formalnie nie podejmuje jeszcze wątku powojennej partyzantki. Inna sprawa, że to właśnie „Popiół i diament” – kamień węgielny komunistycznej propagandy rozpowszechnianej przez tubę literatury – doskonale nadawał się na otwarcie książki odkłamującej wyklętych. Czy niezaszczytna palma pierwszeństwa faktycznie należy się Andrzejewskiemu, skoro w 1948 r. ukazały się również „Odwety” Leona Kruczkowskiego i „Ballada o Puszczy Świętokrzyskiej” Mieczysława Jastruna? Jedno nie ulega kwestii: zmasowany atak na uczestników drugiej konspiracji dokonał się na skonsolidowanym froncie literackim, w epice, w liryce i w dramacie.
Czym kierowali się literaci piszący paszkwile o podziemiu? Chęcią zarobku, pragnieniem zdobycia popularności, oportunizmem, zaprezentowaniem swoich poglądów?
To pytanie z zakresu socjologii literatury. Takich zagadnień nie badałem, nie miałem dostępu do żadnych danych, które pozwoliłyby mi ferować wyroki w interesującej Pana materii. Jestem literaturoznawcą rozkochanym w historii, moje dociekania wynikają z analizy tekstów artystycznych. Niestety nie wyinterpretowałem z nich motywów, jakimi kierowali się autorzy „piszący paszkwile o podziemiu niepodległościowym”. Zapewne wszystkimi, które Pan sugeruje.
Wśród piszących paszkwile o podziemiu niepodległościowych nie brakuje znanych nazwisk, np. wydawany do dziś Zbigniew Domino… Warto przypomnieć czytelnikom tych twórców…
Zapewne warto, choćby dla wypełnienia luki w historii literatury, co zresztą w jakimś stopniu uczyniłem, ogłaszając drukiem „Literackie portrety żołnierzy wyklętych”. Jeżeli jednak ktoś chce zachować dobre, choć nieprawdziwe wyobrażenie o ulubieńcu niegdysiejszej młodzieży Adamie Bahdaju, Zbigniewie Nienackim, twórcy „Pana Samochodzika” czy o wspomnianym przez Pana autorze zekranizowanej niedawno „Syberiady polskiej”, to niech lepiej nie sięga po moją książkę. Po co mają mnie osądzać od czci i wiary za wrzucenie do beczki miodu łyżki dziegciu?
Podzielił Pan PRL na kilka okresów…
Starałem się osadzić analizowane utwory w kontekstach historycznych, których były artystyczną emanacją. Proponowana przeze mnie periodyzacja wskazuje na to, że w dobie stalinizacji (1948–1954) bohaterowie podziemia antykomunistycznego w obszarze literatury zatopieni są w otchłani najgłębszej czerni. Ani jeden pisarz nie pozwała sobie w tym okresie na dostrzeżenie choćby śladowego rysu pozytywnego w sylwetkach chłopców z lasu. Tu działa chyba groza wszechwładnych panów z UB, którym wolą nie podpaść sterroryzowani psychicznie literaci. W rozdziale „Odwilż” (1955–1957) dochodzę do zaskakującego również dla mnie wniosku, że w PRL-owskiej kulturze nie wykorzystano prawie wcale powiewu wolności do zrehabilitowania żołnierzy wyklętych, a przecież wychodzili wtedy z więzień. Długa stabilizacja (1958–1980) podtrzymuje, pogłębia i umacnia antywzorce wykreowane przez stalinowców literatury. Dopiero faza schyłkowa Polski ludowej (1981–1989) owocuje w literaturze pierwszymi tekstami ukazującymi partyzantów powojnia w nieco lepszym świetle, są to zaledwie dwie powieści: „Wszystko nie tak” Dionizego Sidorskiego i „Całopalenie” Józefa Mortona. Spośród wymienionych przed chwilą prozaików większą odwagą wykazał się Morton, ponieważ podjął temat podziemia narodowego, szczególnie znienawidzonego przez uzurpatorów.

Obrazek

Utwory literackie o podziemiu niepodległościowy, zaczęły ukazywać się po 1990 r. Którego z twórców można uznać za prekursora tej tematyki?
Jeśli idzie o format twórcy – Zbigniewa Herberta. Jego „Wilki” z 1992 r. otwierają nowy rozdział w pisarstwie artystycznym poświęconym żołnierzom wyklętym. To dzięki Herbertowi można mówić o pokoleniu Wilków, czyli o uczestnikach II konspiracji, ze spokojem zostawiając Bratnemu pokolenie Kolumbów (I konspiracja akowska). Jeśli zaś idzie o pisarza wciąż niedocenianego, to za prekursora interesującej nas problematyki uznałbym Janusza Krasińskiego. Wszak w tym samym roku co słynny wiersz Herberta ukazała się powieść Janusza Krasińskiego „Na stracenie”. Na jej kartach sportretowany został odnaleziony niedawno na Łączce przez zespół prof. Szwagrzyka mjr. Hieronim Dekutowski „Zapora”. Możemy więc mówić o duecie prekursorskim, w którym – z wiadomych względów – pierwsze skrzypce gra twórca Pana Cogito.
Przez ćwierć wieku ukazało się wiele utworów literackich poświęconych podziemiu, choć niektórzy twierdzą, że zbyt mało. Na które szczególnie warto zwrócić uwagę? Który z tekstów ocenia Pan najwyżej?
Kiedy finalizowałem swoją książkę na przełomie 2012 i 2013 r., z radością odnotowywałem powstawanie kolejnych utworów o żołnierzach wyklętych. W mojej optyce na każdy nowy tekst artystyczny dotyczący niezłomnych warto zwrócić uwagę. Walory swoje mają opisane przeze mnie powieści „Urodzony z wiatru” (2003 r.) Marka Lubasia-Harnego, „Zwycięzcy” (2007 r.) Stanisława Murzańskiego, „Z cienia” (2010 r.) Sebastiana Reńcy. Ale przecież na ośmiu omówionych przeze mnie w rozdziale V „Literackich portretów…” tekstach nie wyczerpuje się twórczość III RP inspirowana armią powojnia. Wacław Holewiński ma na koncie kilka powieści z tego nurtu, w tym jedną o pannach wyklętych, uhonorowaną Nagrodą Mackiewicza za 2013 r. („Opowiem ci o wolności”). Owszem, pozostaje odosobniony w swoim oddaniu sprawie podziemia niepodległościowego, ale przecież idą mu w sukurs inni, tworzący krótsze bądź dłuższe utwory o bohaterach antykomunistycznego ruchu oporu: Bohdan Urbankowski („Boruta”), Łukasz Orbitowski („Ogień”), Wojciech Wencel („De profundis”), Przemysław Dakowicz („Łączka”). Są w tym gronie także kobiety: Elżbieta Cherezińska („Legion”) oraz Joanna Gajewska i Weronika Zaguła, autorki książki „Rycerze lasu”, przybliżającej dzieciom fenomen żołnierzy wyklętych. Doprawdy trudno mi wyróżnić artystycznie jeden tekst.

[img]http://niezlomni.com/wp-content/uploads/2014/03/Holewiński_Lament1.jpg[/img]

Dlaczego historia podziemia, pełna wyrazistych postaci, dramatów, cieszy się wśród literatów, mimo wszystko, niewielką popularnością?
Uważa Pan, że to mało: blisko 20 powieści, kilka dramatów, kilkadziesiąt wierszy na przestrzeni ćwierćwiecza? O godnych pożałowania, albo czegoś gorszego, alowcach znam raptem 4-5 powieści, wliczając w to wzmianki o nich pojawiające się na marginesie PRL-owskiej beletrystyki, którą zgłębiałem, szukając fabuł przedstawiających żołnierzy wyklętych. Jeśli podane przeze mnie cyfry mimo wszystko nie świadczą o popularności – mainstreamowej, o jakiej moglibyśmy sobie marzyć, a na jaką zasługiwaliby „Łupaszko” i jemu podobni – w geście bezradności rozkładam ręce. Widać dla niektórych pisarzy frapujące wątki z czasów antyreżimowej irredenty są niezbyt atrakcyjne. Zresztą nic na siłę. Żyjemy w strefie wolnego słowa. Może to kwestia dojrzenia do tematu?

Tygodnik Nasza Polska.
Przedruk z podaniem źródła tygodnik Nasza Polska, portal Niezlomni.com.

[img]http://niezlomni.com/wp-content/uploads/2014/03/Mariusz-Solecki-fot.-ze-zbiorów-autora.jpg[/img]
Mariusz Solecki, fot. ze zbiorów autora.



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 30 sie 2014, 18:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2014/08/22/al ... z-straszy/

Aleksander Szycht: Mit o „sowieckiej przysłudze” wciąż straszy
22 SIE 2014 O 10:31

Obrazek

„Ten wspaniały sowiecki podarunek”, czyli o głęboko zakorzenionym micie – wytworze propagandy komunistycznej. Co gorsza, wychodzi on naprzeciw niemieckiej polityce historycznej…
Dostaliśmy „Wrocław za Lwów, Szczecin za Wilno”. Do tej pory wiele osób traktuje to jako oczywistość i uważa, że „wyszło nam to na lepsze”. „Sowieci dokonali wielu zbrodni, ale tu zyskaliśmy” – taki przekaz słyszymy nie raz. Pomijając, że niemoralny, to oparty na kompletnej niewiedzy. Mit o „sowieckiej przysłudze” wciąż straszy i ma się zupełnie dobrze.
W przypadku zmiany polskich granic zastosowano podobny schemat propagandowy jak wobec Armii Krajowej, która po 1945 roku stała się nagle „faszystowska”, a nawet współpracująca z Niemcami. Walka przeciwko Armii Czerwonej, która wszak pokonała Hitlera, czyniła z definicji „faszystą” każdego sowieckiego przeciwnika.
Nie miało przy tym najmniejszego znaczenia, że to przecież Armia Czerwona zaatakowała w 1939 roku Polskę, ani też to, że przeciwko naszemu krajowi zawarła wtedy sojusz z Niemcami. Propaganda sowiecka robiła swoje, niektórzy w nią wierzyli, a są i tacy co wierzą do dziś.
Tak więc skoro sowieci zrobili nam z ziem zachodnich „tak wielką łaskę” i „wspaniały podarek” to, oczywiście, negowanie tego prowadziło prędzej czy później do celi więziennej UB, a potem do SB-ckich szykan. Jeśli bohater AK Kazimierz Moczarski został zamknięty w jednej celi z niemieckim zbrodniarzem Jurgenem Stroopem, to oczywiście każdy kto śmiałby powiedzieć, że Lwów jest polski byłby niczym faszysta, który chce Polakom odebrać Ziemie Odzyskane – zdrajca narodu.
Tęsknota wysiedlonych polskich rodzin za „radzieckimi sprawiedliwie uwolnionymi” Ziemiami Lwowską i Wileńską była i jest bardzo silna. Dlatego mechanizm sowieckiej indoktrynacji starał się wywołać w umysłach młodszych pokoleń – urodzonych w czasie wojny i po jej zakończeniu – zbitkę: „Jeśli mówisz o polskim Lwowie lub Wilnie to jesteś jak rewizjoniści niemieccy wobec Wrocławia, czy Szczecina”. A przecież „zyskaliśmy bo słowiańscy bracia zrobili nam przysługę”. Do dziś przekonanie to przetrwało w zmodyfikowanej formie: „A co mają Niemcy powiedzieć na Wrocław?”Tyle, że dziś coraz więcej osób wzrusza się już nie „szczodrością sojuszników z bohaterskiej Armii Czerwonej”, lecz niedolą wysiedlonych niemieckich przyjaciół. To swoista schizofrenia: z jednej strony – „biedni Niemcy też zostali skrzywdzeni”, z drugiej – co by tam ten Stalin nie narobił to za sprawą Ziem Zachodnich i tzw. „zamiany” dobrze się stało…
Zadajmy więc sobie podstawowe pytanie: czy sowieci zmienili nasze granice by zrobić nam dobrze jako „nieocenionemu sojusznikowi w ramach polsko-sowieckiego braterstwa broni przeciw Niemcom”? Czy też może cynicznie załatwiali swoje interesy geopolityczne? Rozumiem, że gdyby zostawili nam Lwów i Wilno, a przy okazji zadbali, żeby trafiły do nas Szczecin i Wrocław, to byłby to jakiś altruizm. Pomijając już fakt, że i tak brali wszystko, uzyskując faktyczną władzę nad Polską. Wtedy legalne polskie władze na uchodźstwie straciłyby sporą część argumentów.
Co więcej – sowieci mogli zrobić jeszcze bardziej nośne propagandowo posunięcie – wystarczyło zadbać by powojenna Polska miała przynajmniej trochę większą powierzchnię niż przedwojenna. Ale najwyraźniej aż takie „dobrodziejstwo” nie było im wtedy potrzebne. I mimo to nadal spotyka się ludzi, którzy w tę „wspaniałomyślność” sowietów wierzą. „Stalin wprawdzie był zbrodniarzem, ale z tymi granicami to zrobił nam prezent i teraz to jest nawet i lepiej”.
Zdecydowana większość Polaków żywi jednak do dziś negatywne uczucia w związku z utratą Lwowa i Wilna. I to głównie wobec sowietów, względnie Rosjan, w nieporównanie mniejszym stopniu wobec Ukraińców czy Litwinów. Czasami zastanawiam się, o ile silniejszy byłby dzisiaj w Polsce lobbing prorosyjski i neosowiecki, gdyby Rosjanie rozwiązali wtedy tę sprawę bardziej inteligentnie, bardziej na korzyść Polski. Trwale zdołaliby pewnie wtedy wyeliminować argument krzywdy terytorialnej. Jednak – jak uczy historia – żądza rabunku zawsze była u nich silniejsza.

Obrazek
Mapa Polski. Za kresy24.pl


Tym, którzy nadal są przywiązani do tezy o sowieckiej wspaniałomyślności, warto przypomnieć kilka podstawowych faktów. W II wojnie światowej występowaliśmy w zupełnie innej od Niemców roli. Jak powiedzieliby Amerykanie, my byliśmy „good guys”, oni zaś „BAD GUYS”, choć dziś nasi zachodni sąsiedzi usiłują zrobić z siebie taką samą jak i my ofiarę „nazistów”. Ponoć nie mieli na nic wpływu, byli niewinni i potem potraktowano ich zbyt ostro – na równi z owymi „nazistami”.
Jednak najwięksi nawet reinterpretatorzy historii mają nadal dziwną trudność z narysowaniem granicy między owymi „skrzywdzonymi Niemcami” a gorliwymi trybikami ówczesnej niemieckiej machiny zbrodniczo-wojennej, zwanej obecnie „nazistami”. Warto bowiem pamiętać, że machina ta wygrała w Niemczech demokratyczne wybory, a nie przyszła narzucona i „chwyciła Niemców za pysk”, tak jak potem komuna chwyciła Polaków. W czasie wojny ojcom i matkom naszych obecnych zachodnich braci bynajmniej nie wystarczył Breslau i Stettin. Chciali mieć Danzig i Posen. Naród niemiecki zgodnie cieszył się i korzystał z wojennych „nabytków terytorialnych”, a przy okazji ze zrabowanych polskich dzieł sztuki, krów, kiełbas i polskich niewolników. To nie były ofiary – to byli kaci. Mieli na sumieniu większość z 6 milionów zamordowanych w tej wojnie Polaków i zrównanie z ziemią wielu polskich miast, w tym naszej stolicy.
Niemcy mieli szczęście: mimo tych swoich strasznych czynów, większość z nich znalazła się po wojnie w lepszym obozie, bogatym i demokratycznym. My – nie z własnej woli – w komunistycznym dziadostwie. Również za ich sprawą staliśmy się na dziesięciolecia żyjącymi w ucisku nędzarzami. Co nie przeszkadza dziś potomkom naszych sąsiadów pokpiwać sobie od czasu do czasu z naszych odziedziczonych po tamtych czasach porządków. W naszym narodzie nie ma już antyniemieckości jako takiej i niech jej nie będzie. Ale żyje wielkie i uzasadnione poczucie krzywdy. I będzie żyć dopóki będzie żyć pamięć ludzka i historyczna.
Jedynym realnym zadośćuczynieniem jakie Polska i Polacy kiedykolwiek dostali od Niemiec za całkowite zniszczenie naszego kraju, są właśnie Ziemie Zachodnie. Każda wyciągana po nie niemiecka ręka będzie przez nas traktowana jako neowojenny bandytyzm. To należna nam rekompensata a nie żadne odszkodowanie od sowietów za odebrane nam Kresy Wschodnie. Dlaczego musieliśmy stracić terytoria będąc w obozie zwycięzców? Przegrany – sprawca bijatyki – płaci, ale dlaczego wygrany, który był jej ofiarą? Dlatego jeśli ktoś wypowiada dziś tekst: „A co mają powiedzieć Niemcy na Wrocław?” – zaprzecza moralności. Nie jest to także pogląd polski, tylko sowiecko-niemiecki.
Żaden Polak i żadna polska partia – gdyby działała niezależnie – nie oddałaby w tamtych powojennych czasach Wilna i Lwowa. Niestety, sowieci nasze planowane odszkodowanie od Niemiec uznali za dobry pretekst do rabunku polskich Ziem Wschodnich. Co więcej – zdołali nam jeszcze wmówić, że robią przysługę. Łatwo było Stalinowi „obdarowywać” nie ze swojego…
I na koniec zadajmy sobie jeszcze pytanie: czy na tej zamianie rzeczywiście skorzystaliśmy? Lepsze położenie strategiczne? Nie – na wschodzie jest zdecydowanie gorsze niż przed wojną. Bardziej uprzemysłowione ziemie? Pewnie byłyby takie – w świetle przedwojennych statystyk – gdyby nie całkowita destrukcja infrastruktury w wyniku wojny, a przede wszystkim późniejszego masowego sowieckiego rabunku. Tak więc polscy ekspatrianci z w miarę nietkniętego Lwowa, Wilna i Grodna byli przesiedlani na kupę gruzów Breslau, Stettin, czy Danzig. Jeśli dzisiaj istnieje w tych miastach niemiecka hanzeatycka starówka, to odbudowana polskimi rękoma.
Jak zostawiliśmy miasta kresowe, tak przeważnie zostały, a niemieckie – podnieśliśmy z ruin. Wraz ze wschodnimi ziemiami straciliśmy unikalne środowiska regionalne, kulturowe i historyczne, własną przeszłość i świadectwo naszej dawnej potęgi. Czy zyskaliśmy?

Aleksander Szycht

źródło: Kresy24.pl , 4 listopada 2013
\
Za: http://niezlomni.com/?p=17953 , 22 sierpnia 2014

POLISH CLUB ONLINE, 2014.08.22


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 02 wrz 2014, 12:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/?p=18881

Jak potrafią kłamać Niemcy i żydzi, to już wiemy. Ale i Moskale starają się im dorównać w podłości. Dzieło tego Kowaliowa postawiło Rosję wysoko, jeśli chodzi o stopień zakłamania historii.

Kopia artykułu:

O tym, jak Polska wywołała II wojnę światową. Historia świata wg Rosji, czyli „Stalin nie mógł inaczej postąpić”. Walka Polaków o wolność zaczęła się pod Lenino
wrz 01, 2014 Admin Wojna o pamięć 0

W 2009 roku Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej umieściło na swojej oficjalnej stronie internetowej tekst, w którym odpowiedzialnością za rozpętanie II wojny światowej obarczono Polskę.

Tekst ukazał się w dziale „Encyklopedia Wojskowa”, w rubryce „Historia – przeciwko kłamstwu i fałszerstwom”. Jego autorem jest pułkownik Siergiej N. Kowalow z Instytutu Historii Wojennej Ministerstwa Obrony FR.

Wszyscy, którzy bez uprzedzeń studiowali historię II wojny światowej, wiedzą, że rozpoczęła się ona z powodu odmowy przez Polskę spełnienia niemieckich roszczeń. Jednak mniej znane jest to, czego od Warszawy chciał Adolf Hitler. A żądania Niemiec były dość umiarkowane: włączyć wolne miasto Danzig (obecnie – Gdańsk) do III Rzeszy oraz wyrazić zgodę na budowę eksterytorialnej autostrady i drogi kolejowej, które połączyłyby Prusy Wschodnie z podstawową częścią Niemiec – dodaje wojskowy historyk. W jego ocenie, żądania te „trudno uznać za nieuzasadnione”

- pisał Kowalow.

Niemcy z Danzig chcieli zjednoczenia z ojczyzną

- Zdecydowaną większość mieszkańców Danzig, oderwanego od Niemiec na mocy Traktatu Wersalskiego, stanowili Niemcy szczerze pragnący zjednoczenia z historyczną ojczyzną. Zupełnie naturalnym było też żądanie dotyczące dróg. Tym bardziej, że na ziemie rozdzielającego dwie części Niemiec „polskiego korytarza” się nie targano

- wyjaśnia Kowalow.

- Dążąc do zapewnienia sobie statusu wielkiego mocarstwa, Polska w żadnej mierze nie chciała zostać młodszym partnerem Niemiec. 26 marca 1939 roku Polska ostatecznie odrzuciła niemieckie roszczenia

- wskazuje rosyjski historyk.

„Stalin nie mógł inaczej postąpić”

Kowalow usprawiedliwia też agresję ZSRR na Polskę 17 września 1939 roku. Jego zdaniem Józef Stalin nie miał innego wyjścia, niż zawrzeć z Hitlerem pakt o nieagresji, by choć na krótki czas odroczyć wojnę z Niemcami i zająć rubieże obronne na zachód od starej granicy radzieckiej.

Na materiał ten w czwartek zwrócił uwagę dziennik „Wriemia Nowostiej”, według którego „walka przeciwko fałszowaniu historii „na szkodę interesów Rosji”, proklamowana na najwyższym szczeblu, przybiera groteskowy zarys”.

- Sądząc po tekście z witryny rosyjskiego Ministerstwa Obrony, nieodległy jest czas, kiedy to efektywnym menedżerem okaże się także Adolf Hitler. A kraje Europy Wschodniej, bezlitośnie zmiażdżone walcami drogowymi radzieckiego i nazistowskiego „efektywnego menedżmentu”, okażą się winne tego, iż znalazły się na drodze – pisze gazeta.

Powyższy przykład to tylko element całej gry propagandowej, o której pisał Leszek Pietrzak w 2009 roku.

Jednym z najważniejszych kroków była powołana w maju 2009 r. komisja ds. przeciwdziałania próbom fałszowania historii, szkodzącym interesom Rosji. Wszystkim tym działaniom towarzyszyła narastająca propaganda historyczna, w którą oprócz rosyjskich historyków, dziennikarzy zaangażowano wiele instytucji, w tym także rosyjskie służby specjalne. Jej wymiernym przejawem były agresywne kampanie propagandowe z lat 2004-2005 i 2008-2009, które między innymi były nakierowane na Polskę. Celem pierwszej z nich było odrzucenie prób podważania wyzwoleńczego charakteru ofensywy Armii Czerwonej w latach 1944-1945 i współodpowiedzialności Związku Sowieckiego za wybuch wojny. Celem drugiej było m.in. uprzedzenie międzynarodowej dyskusji o sojuszu III Rzeszy i ZSRS w związku z rocznicą wybuchu wojny i jej polskimi obchodami.

W rosyjskiej polityce i propagandzie historycznej jedno z naczelnych miejsc zajmuje II wojna światowa. W obowiązującej rosyjskiej wersji II wojny światowej nadal mamy do czynienia z jej dawną sowiecką postacią – Wielką Wojną Ojczyźnianą. Ta jednak zaczęła się 22 czerwca 1941 r. napaścią hitlerowskich Niemiec na Związek Sowiecki, a zakończyła się 9 maja 1945 r., powtórzoną po raz drugi bezwarunkową kapitulacją III Rzeszy. W ten sposób historię II wojny światowej zredukowano na Kremlu do czterech lat, zapominając, że działania II wojny światowej zaczęły się niemiecką agresją 1 września 1939 r. na Polskę, do której 1 września 1939 r. przyłączył się Związek Sowiecki. W obecnej kremlowskiej wersji II wojny światowej nie ma również mowy o zbrojnej agresji Sowietów na Finlandię w listopadzie 1939 r., ani o innych sowieckich nabytkach terytorialnych, zanim doszło do wojny pomiędzy Związkiem Sowieckim a III Rzeszą.

Ale w rosyjskiej wersji II wojny światowej najważniejsze jest to, że według Kremla, Armia Czerwona przyniosła wolność Europie, wyzwalając przy tym wiele krajów i narodów spod hitlerowskiego jarzma. To jest chyba najważniejszy kanon rosyjskiej wersji II wojny, którego podważanie postrzegane jest na Kremlu jako naruszenie rosyjskich mocarstwowych interesów. W kremlowskiej wersji ważna jest również interpretacja przyczyn wybuchu II wojny i wydarzeń z lat 1939-1941.

Związek Sowiecki jest kreowany jako jedyne państwo, które konsekwentnie dążyło do zapobieżenia wybuchowi wojny. W rozumieniu Kremla, nie udało się to tylko dlatego, że nikt nie był wówczas w stanie stworzyć trwałego sojuszu ze Związkiem Sowieckim na rzecz ratowania pokoju w Europie. Pakt Ribbentrop – Mołotow, postrzegany w Polsce jako zasadnicze źródło wojny, dla Kremla był jedynie mało znaczącym doraźnym sowieckim posunięciem, a poza tym dał Związkowi Sowieckiemu czas na przygotowanie się do wojny z Hitlerem, która przecież okazała się zwycięska. Według obecnej rosyjskiej interpretacji Związek Sowiecki nie miał planów zajęcia Europy Wschodniej, Armia Czerwona wkroczyła zaś we wrześniu 1939 r. do Polski tylko dlatego, że nie było już na jej terytorium polskiego rządu i inaczej nie zdołałaby powstrzymać Hitlera. Zresztą Polska w rosyjskiej wersji wojny nie jest państwem, które dźwigało zasadniczy ciężar walki z hitlerowskimi Niemcami. Można nawet odnieść wrażenie, że do tej walki przyłączyliśmy się dopiero w 1943 r., kiedy stworzono w Związku Sowieckim polską dywizję i stoczyła ona swój pierwszy bój pod Lenino.

W obecnej rosyjskiej wersji II wojny światowej nie ma kampanii wrześniowej, walki polskich formacji na Zachodzie, znaczącego udziału polskich lotników w bitwie powietrznej o Wielką Brytanię i nie ma w ogóle Polskiego Państwa Podziemnego i jego Armii Krajowej. Polski udział w wojnie może być tylko u boku Związku Sowieckiego. Na inny nie ma miejsca.

Polityczne cele rosyjskiej historii

Putin jest uczniem sowieckich marksistowskich historyków. W pełni przyjął ich definicję mówiącą, że „historia to polityka robiona wstecz”. Stosuje ją szeroko w praktyce, i to bardzo skutecznie. Rosyjska polityka i propaganda historyczna poprzez prezentowanie takiej wersji II wojny światowej daje jeden zasadniczy przekaz: to my przynieśliśmy wolność Europie, to my wyzwoliliśmy Europę spod hitlerowskiego jarzma. Przekaz ten jest w szczególności skierowany wobec krajów Europy Środkowo-Wschodniej, od których Kreml oczekuje co najmniej deklaracji wdzięczności za sowieckie wyzwolenie. W ten sposób Putin stawia środkowoeuropejskie państwa, w tym także Polskę, w roli politycznego petenta Federacji Rosyjskiej. W ten sposób Kreml usiłuje stworzyć asymetrię w relacjach ze środkowoeuropejskimi państwami.

Wszystko wskazuje na to, że Rosja będzie nadal posługiwała się narzędziem historii, zwłaszcza tak wygodnym, jak II wojna światowa. Będzie to robiła, aby realizować swoje mocarstwowe cele w tej części regionu. Zawsze też będzie schładzała stosunki z tymi środkowoeuropejskimi państwami, które będą próbowały prowadzić własną politykę historyczną i przywracać prawdę o swojej przeszłości, zwłaszcza tej w okresie II wojny światowej. Tak było przez kilka lat w relacjach z Polską. Dla Putina polityka historyczna Lecha Kaczyńskiego stanowiła na pewno zagrożenie. Realizowany przez śp. Lecha Kaczyńskiego projekt Muzeum Powstania
Warszawskiego i huczne obchody 60. rocznicy jego wybuchu uruchomiły międzynarodową dyskusję o faktycznym stosunku Sowietów do Polskiego Państwa Podziemnego i jego walki o suwerenność państwa i niepodległość Narodu. Dla Rosjan to najbardziej niepokojący moment. Uruchomienie tego typu dyskusji na arenie międzynarodowej nie tylko zagrażało rosyjskiej mitologii Wielkiej Wojny
Ojczyźnianej, ale w ogóle mogło utrudnić Kremlowi prowadzenie polityki za pomocą historii.

Leszek Pietrzak, źródło: Radio Maryja. Artykuł został opublikowany w 2009 roku


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 04 paź 2014, 11:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://forumemjot.wordpress.com/2014/10 ... -jedwabne/

Polacy w czasie II wojny światowej nic nie robili, tylko żydów mordowali - taki obraz Polski malują dziś żydzi. My wiemy, że było odwrotnie i żydzi odpowiedzialni są pośrednio lub bezpośrednio za śmierć kilku milionów Polaków. Do dziś prowadzą konsekwentną polityką eksterminacyjną względem Narodu Polskiego.

Kopia artykułu:

Aj waj co za kraj – „pogrom żydów w Wąsoszu”. ►Powtórka z Jedwabne!!!
Opublikowano 03/10/2014 by emjot

Żydzi żydom i światu zgotowali ten los. Jak wszyscy wiemy, to żydowskie banki finansowały dojście Hitlera do władzy i wywołanie II wś.

Obrazek
Rabin Michael Schudrich/Foto: Marcin Onufryjuk/AG/wiadomosci.onet.pl


Można krzyczeć – giwałt, żydzi fałszują historię, fałszują prawdę o II wś.
Tylko po co wrzeszczeć. — Niech wrzeszczą żydzi. Niech się popisują swoim oszustwem.
— My Polacy mamy spokojnie pisać prawdę.
Nowe oszustwo żydowskie chce zaistnieć jako fakt historyczny. — Tylko, że żydzi nie znają pojęcia faktów historycznych. Oni prowadzą bajkopisarstwo i wpajają to żydom i światu jako prawda zabezpieczona paragrafem karnym
Ciekawe to zjawisko — my znamy inne — „prawda obroni się sama” — a u nich prawda jest karana. — Ot taka mała różnica…
Chciałem dać jakiś cytat z tego art. ale myślę, że wkleję całośc tego oszustwa http://wiadomosci.onet.pl/bialystok/pog ... spor-o-dru gie-jedwabne/wlg0r
„Białostocki IPN chce dokonać ekshumacji ofiar pogromu Żydów we wsi Wąsosz w województwie podlaskim. W czasie II wojny światowej była ona areną jednej z największych – po dramacie w Jedwabnem – zbrodni na Żydach.
Na ekshumację nie zgadza się jednak część społeczności żydowskie.
Zgodnie z badaniami historyka IPN dr. Jana Milewskiego z 2002 roku, zbrodni w Wąsoszu dokonało kilkunastu miejscowych z inspiracji Niemców. Pogrom rozpoczął się nocą 5 lipca 1942 roku, Żydów zabijano nożami i pałkami. Zginęło prawdopodobnie 150-250 osób, ale niektórzy twierdzą, że ofiar mogło być nawet 1,2 tys.
Ekshumacje mogłyby rozwiązać zagadkę, ale społeczność żydowska nie jest zgodna.
— Naczelny rabin Polski Michael Schudrich powołuje się na halachę, zgodnie z którą — „pochowanym w ziemi ciałom nie powinno się przeszkadzać”.
Piotr Kadlčik, przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP uważa jednak, że — „zwłoki można wydobyć, gdy pochowane są w nieprzystojny sposób i niekonsekrowanej ziemi”
– czytamy w „Rzeczpospolitej”.
Dziennik przypomina, że ekshumacji w Jedwabnem, gdzie Polacy w 1941 r. dokonali pogromu na Żydach, dokonano w 2001 r. i – choć była ona częściowa – przyniosła istotne dla śledztwa informacje.
Głos w sprawie zabrał autor książek o Jedwabnem Thomas Gross. Apeluje, by nie powtórzyć „straconej szansy Jedwabnego”, ponieważ – jak twierdzi – materiał dowodowy w sprawie zbrodni w Wąsoszu jest „wyjątkowo skąpy”.
Więcej w dzisiejszej „Rzeczpospolitej”.
Zobaczcie państwo ile tutaj oszustwa. — Patrzcie jaki pewnik – „….. ekshumacji w Jedwabnem, gdzie Polacy w 1941 dokonali pogromu na żydach…..”
Takie brednie wygłosił syn NKWDzisty Stolcman zwany Kwaśniewskim jeszcze przed badaniem przez IPN.
No cóż, dzisiaj za to bryluje otoczony milionami dularów na Ukrainie, — robi uczciwe interesa z rządzicielami świata.
Oczywiście mamy przywołanego następnego oszusta Grossa. — Jeszcze zapewne poleci poparcie michnikowe i sprawa zostanie „wyjaśniona” i zamknięta:-)))
Ciekawy jestem co na ten temat powie Pan niemiec z naszego portalu Marek Stefan Szmidt. — To jest gość pojednawczy i taki prawdomówny.
— Dzisiaj powiedział, że on broni Polaków. — Ciekawe przed kim, przed czym? :-))
Aj waj potrzebny natychmiast drugi Stolcman. — Kto się zgłasza, kto się sprzeda i za ile???
My Polacy znamy oszustwo Jedwabnego. Nie jestem odkrywcą, lecz już dawno pisałem, że Jedwabne będzie w każdej wsi:-))) — Sprawdza się. Kto jest niedowiarkiem niech sprawdzi moje art.
I tak oto piszę poraz enty, że żydzi nie wiedzą — kto ich mordował w czasie II wś.
Ciekawy jestem czy Państwo wiecie kto ich i nas mordował.
Tutaj przypomnę moim rodakom o tym, że w armii Hitlera służyło ponad (minimum) 150 000 żydów. — I to oni napadli na Polskę.
Dzisiaj widzimy te same mechanizmy na Ukrainie i widzimy — kto pali ludzi żywcem. — Proszę o ty pomyśleć. To jest dowód jak w banku.
Napisałem kilka dni temu art. aby wypłacić żydom odszkodowania już za przyszłe zrównanie Polski równo z ziemią przez „putina” .
— Jakoś brak było odezwu patriotów na naszym portalu:-)))
Pozdrawiam Państwa serdecznie.
Ps. Pisałem kiedyś o budowie Tesco w Międzyrzecu Podl. — Dzisiaj wiem, że znaleziono tam kości ludzkie, — najprawdopodobniej żydowskie.
Kolega wybrał kości ze zwałki ziemi na śmietniku i zgłosił w urzędzie miasta.
Gdy zajechali sprawdzić – spych wszystko zasypał i po sprawie. — Geszeft jest geszeft!!! :-)))

Zenon Jaszczuk
2014.09.29

Za; http://polacy.eu.org/#/5150/aj-waj-co-z ... -wasoszu-/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 28 paź 2014, 18:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://forumemjot.wordpress.com/2014/07 ... ipca-2014/

68. rocznica pogromu kieleckiego – 4 lipca 2014
Opublikowano 08/07/2014 by emjot

Obrazek

4 lipca 1946 r. w Kielcach z po lecenia sowietów został zainscenizowany pogrom Żydów.
Prowokacja miała na celu usprawiedliwiać okupację Polski przez komunistów i przedstawić Polaków jako antysemitów.
Po II wojnie światowej, z nakazu sowietów Żydzi zmonopolizowali całą władzę w PRL. Dominująca większość z nich aktywnie zaangażowała się w kolaborację z komunistami.
Bezpieka i kultura podporządkowane były Żydowi Jakubowi Bermanowi, gospodarka Żydowi Hilaremu Mincowi, sprawy zagraniczne Żydowi Zygmuntowi Modzelewskiemu, Korpusem Bezpieczeństwa Publicznego dowodził Żyd Konrad Świetlik, dowódcą II armii WP był Żyd Karol Świerczewski, Żydzi bracia Józef Goldberg czyli Jacek Różański był wyższym oficerem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, Beniamin Goldberg czyli Jerzy Borejsza administratorem kultury.
Żyd Roman Zambrowski niszczył prywatną przedsiębiorczość, handel i rolnictwo. Żyd Zygmunt Modzelewski był ambasadorem w Moskwie a potem ministrem spraw zagranicznych.
Komuniści prowokowalipogromy, by skompromitować Polaków w oczach Zachodu i uzasadnić okupację. Akcje przeprowadzali funkcjonariusze bezpieki.
Pogromy miały miejsce od połowy 1945 roku do połowy 1946 r. w Rzeszowie, Krakowie, Tarnowie, Kaliszu, Lublinie, Kolbuszowej, Mielcu, Kielcach, Chełmie. Komuniści o pogromy i antysemityzm oskarżali: szlachtę, NSZ, wszystkich Po laków, andersowców, księży katolickich.
Pogrom w Kielcach odbył się pod kontrolą bezpieki zarządzanej przez Żydów. Brali w nim udział milicjanci, żołnierze i działacze PPR.
W Kielcach 57 proc. pracowników Urzędów Bezpieczeństwa stanowili Żydzi.
Od 1946 roku komendantem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa publicznego był Adam Kornacki (Dawid Kornhendler) agent NKWD. Szefem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa był Albert Grynbaum.
W kieleckiej bezpiece pracowali Moryc Kwaśniewski (szef wydziału personalnego wojewódzkiego UB w Kielcach) i Natan Bałanowski.
Tłumaczem komendantury Armii Czerwonej był Wolf Zalcberg (garnizonem WP dowodził sowiet Andrej Kupryj).
Żydem był też pierwszy sekretarz PPR w Kielcach Jan Kalinowski, prezydent miasta Tadeusz Zarecki, szef wydziału organizacyjnego PPR Julian Lewin, część pracowników wojewody.
Do pogromu w Kielcach doszło 4 lipca 1946 r., przy ul. Plany 7, gdzie zamieszkiwali miejscowi Żydzi.
W jednej klatce kamienicy mieszkali Żydzi syjoniści, którzy mieli emigrować do Palestyny, a w drugiej Żydzi z UB i PPR.
Pogrom dotyczył tylko tych pierwszych.
Kierował nim Michał Aleksandrowicz Diomin. Ze strony polskojęzycznej za ak cję odpowiadał generał Korczyński. Operację rozpoczęła grupa funkcjonariu szy MO.
Dołączyli do nich żołnierze ludowego Wojska Polskiego, Polacy i Rosjanie, osoby umundurowane i po cywilnemu, bojówka ORMO PPR z fabryki Stowarzyszenia Huty Ludwików.
Komuniści dokonujący pogromu okradali zwłoki zabitych Żydów.
Rejon, w którym doszło do dramatu, był otoczony przez wojsko, uzbrojone w ciężkie karabiny maszynowe. Wojsko nie dopuściło do tego, by zgodnie z prawem komendę nad nim przejął prokurator Jan Wrzeszcz.
Ten sprzeciwił się później obwinianiu narodu polskiego o udział w masakrze, za co był prześladowany przez prasę komunistyczną, a następnie aresztowany i zamknięty w jednej celi z gruźlikiem w ostatnim stadium jego choroby.
Niewinni Polacy oskarżeni o udział w pogromie, byli torturowani podczas przesłuchań, a po pokazowym procesie – adwokatom uniemożliwiono obronę – zamordowani.
Kuria kielecka przekazała do USA raport o tych wydarzeniach, który jednak przez tamtejsze władze został utajniony.
Raport ten stwierdzał, że pogrom był dziełem komunistów. Władze PRL zemściły się na inicjatorze raportu biskupie Kaczmarku i w 1953 r. wytoczono mu proces.
Komuniści zacierali ślady.
W latach siedemdziesiątych zlikwidowali w Kielcach żydowski cmentarz, a od lat osiemdziesiątych ponownie rozpętali akcję pomawiania Polaków o odpowiedzialność za pogrom.
By ostatecznie zatrzeć ślady swoich zbrodni, 30 sierpnia 1988 roku spalili kie leckie archiwum SB.
———————————
Jan Bodakowski
Fot. Wikipedia, kamienica przy ul. Planty 7, miejsce pogromu
Za; http://w-sercu-polska.org/ – Piątek, 04 Lipiec 2014


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 27 lis 2014, 15:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.polishclub.org/2014/11/26/ar ... -historii/

Artur Łoboda: Żydowska „szkoła historii”
27.11.2014

Obrazek
Krakow-Jozefa-12


Jak zmora powróciły ostatnio pełne pogardy i fałszywe historycznie pomówienia wobec Polaków przez ludzi – którzy w swojej bezczelności mają czelność nazywać się historykami.
Dokładnie tydzień temu w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa – oddział Fabryka Schindlera, odbyło się spotkanie z osobnikami, którzy spłodzili paszkwil książkowy „Klucze i kasa”.
O mieniu żydowskim w Polsce pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych 1939-1950.
Autorami jego są :
Jan Grabowski – profesor na wydziale historii University of Ottawa (Kanada)
Dariusz Libionka – historyk, dr hab. profesor IFiS PAN i kierownik działu naukowego Państwowego Muzeum na Majdanku, redaktor naczelny rocznika naukowego Centrum pt. Zagłada Żydów. Studia i Materiały
A spotkanie to prowadził dr Bartosz Kwieciński – Centrum Badań Holokaustu, Uniwersytet Jagielloński.
Po wypowiedziach tych pseudohistoryków pozwoliłem sobie podsumować ich tyrady – mniej więcej tymi słowami „jeszcze nigdy – w tak krótkim czasie – nie usłyszałem tylu kłamstw”.
Przywołałem wcześniej fakt, że na temat poruszanych tematów – poza studiowaniem dokumentów – dysponuję wiedzą z pierwszej ręki, bo moja rodzina była tego światkiem.
Na co odezwał się Jan Grabowski i w pseudonaukowej figurze stylistycznej powiedział, że „zdarza mu się potykać o takich – jak ja”.
Miało to być rzekome „intelektualistyczne” zdezawuowanie mojej wypowiedzi.
Jak to z podobnymi ludźmi bywa – zamiast konkretów udawał uczonego w piśmie.
Rzecz jednak w tym, że ten człowiek sam nie rozumie słów – które wypowiada. Jak zatem może uzurpować sobie prawo, do interpretacji dokumentów historycznych?
Na swojej drodze potykają się ludzie ślepi.
Potykają się ludzie z zaburzeniami równowagi – błędnika.
Potykają się ludzie pijani.
Potykają się ludzie z daleko posuniętym zaburzeniami psychicznymi.
Jak zatem człowiek, który potyka się na prostej drodze nauki – może aspirować do autorytetu historycznego?
Cały problem jest w tym, że nie rozumie, albo nie chce rozumieć najbardziej oczywistych pojęć z historii.
Obraźliwe dla Polaków spotkanie – miało miejsce w dawnej fabryce Oskara Schindlera, robiącego interesy na wojnie.
Zebrał grupę około 1200 Żydów – którzy dali mu pieniądze na rozkręcenie interesu i w jego zakładzie pracowali na rzecz machiny wojennej Niemiec.
Najpierw przedmiotem ich produkcji było wyposażenie dla wojska, ale potem produkowali pociski, którymi zabijano zarówno żołnierzy walczących z Niemcami – jak też ludność cywilną.
Gdyby bezkrytycznie spojrzeć na ludzi z tak zwanej „Listy Schindlera”, to byli to wspólnicy nazistów (!!!)
Ale do lat wojny musimy przyjąć zupełnie inną miarę, bo w przeciwnym wypadku nie wytłumaczymy niczego.
Do dziś dnia pamiętam słowa mojego nauczyciela z Liceum, który opowiadał: jakiego szoku doznał we wrześniu 1939 roku – kiedy na linii frontu „kazano mu zabijać Niemców”.
To był dla niego szok, że od tego momentu można zabijać ludzi zgodnie z prawem.
(Sam powrócił z wojny bez jednej nogi.)
Polska szkoła historii charakteryzuje się ogromną dyscypliną i ostrożnością w formułowaniu podsumowań.
Żydowska „szkoła historyczna” jest narzędziem ekonomiczno politycznym – dla osiągnięcia określonych wyników.
Polega ona na przyjęciu pożądanego – ekonomicznego dogmatu, by każdą zdobytą informację podporządkować jego uzasadnieniu.
Ale żydowscy fałszerze historii potykają się przy najprostszych pytaniach.
Niedawno trafiłem w Internecie na rejestrację dyskusji prowadzonej przez Jana Pospieszalskiego – na temat książki Marka Chodakiewicza „Po zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944-1947″.
Bardzo rzeczowa i opierająca się jedynie na posiadanych dokumentach wypowiedź Chodakiewicza i Bogdana Musiała – kontrastowała z awanturniczymi i pseudointelektualnymi wywodami Janusza Majcherka, który jest między innymi wykładowcą na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie i redaktorem Tygodnika Powszechnego
Kiedy Majcherkowi zupełnie zabrakło argumentów – to przywołał argument Krakowskiego Kazimierza, który wedle niego jest „dzielnicą pożydowską”, a mieszkający w tym miejscu Polacy „mieszkają w pożydowskich domach”.
Majcherek na temat Kazimierza http://youtu.be/iwl6S-D1t50?t=29m58s
Zacząć muszę od wyjaśnienia, że przed II wojną światową Kazimierz tylko częściowo zamieszkiwali Żydzi. Była to dzielnica zintegrowana ze społecznością chrześcijańską, która przez stulecia zajmowała większość tego miasta, a dopiero po scaleniu z Krakowem – w wieku XIX została w znacznym stopniu wyparta z Kazimierza. Biedota żydowska mieszkała głównie w starej – pożydowskiej części Kazimierza, a nieliczni – bogaci Żydzi w części pochrześcijańskiej, albo w Śródmieściu.
Posiadane przez żydowskich kamieniczników nieruchomości – nie służyły zaspokojeniu jakichkolwiek potrzeb żydowskich, ale tylko – i wyłącznie celom zysku.
Dlatego wynajmowali mieszkania każdemu – kto był zainteresowany, a płacił regularnie czynsz.
Pozwolę sobie przywołać wydarzenie z lat poprzedzających wojnę – gdy w największe święto żydowskie kamienicznik wyrzucił na bruk żydowską rodzinę – nie płacącą czynszu.
Można przyjąć skrótowo, że teren od ulicy Szerokiej – aż do Placu Nowego (zwanego Placem Żydowskim), był rzeczywiście dzielnicą żydowską – zdominowaną przez Żydów.
Ale to zaledwie ułamek Kazimierza. Pozostała część była zamieszkała przez Polaków i Żydów.
Wystarczyło przekroczyć granicę murów obronnych historycznego Kazimierza i 30 metrów od ulicy Szerokiej (centrum żydowskiego Kazimierza) – po parzystej stronie ulicy Dajwór – mieszkali prawie sami Chrześcijanie. Byli to w większości pracownicy elektrowni – mieszczącej się na końcu ulicy.
Po wojnie – większość budynków figurujących w księgach notarialnych – jako własność żydowska – było porzuconych.
Znajdowały się one w katastrofalnym stanie. W rezultacie czego – ta część Krakowa była kulturowym wrzodem na mapie miasta.
Administracją tych nieruchomości zajął się Dzielnicowy Zarząd Budynków Mieszkalnych.
W latach sześćdziesiątych rozpoczęto remonty kamienic.
I dziwnym trafem – po każdym remoncie znajdowali się ich właściciele, którzy przejmowali kamienice.
Dla uczciwości przypomnieć należy, że warunki finansowe narzucone po wojnie przez żydokomunistyczne władze – uniemożliwiały jakąkolwiek racjonalną gospodarkę zasobami mieszkaniowymi.
W pierwszym rzędzie ustawowo niskie czynsze, a do tego tak zwane „przydziały lokalowe” uniemożliwiały samoutrzymanie kamienic. A tym bardziej nie było mowy o jakimś remoncie.
Dlatego właściciele i spadkobiercy przypominali sobie o nich dopiero po dokonanych remontach.
Szczególnie dużo było takich „nawrotów pamięci” po 1989 roku – gdy system prawny umożliwiał dokonanie niewyobrażalnych oszustw.
Nie znam dziś ani jednego przypadku – by do jakiejkolwiek kamienicy na Kazimierzu rościł dziś ktokolwiek swoje prawa. Wszystko zostało oddane.
Jeszcze tylko Gmina Żydowska w Krakowie – usiłuje przejąć ostatnie pozostałości żydowskiej bytności w Krakowie – by zasilić tym prywatne kieszenie zorientowanych członków zarządu Gminy.
Powojenne powiększenie ludności chrześcijańskiej na Kazimierzu wynikało z prowadzonej przez stalinowskie rządy polityki. Podporządkowani władzy żydowskich komunistów urzędnicy – wydawali przydziały lokalowe dla ludności ze zniszczonych miejscowości i pewnej części przesiedleńców ze wschodu – zarówno Polaków, jak też Ukraińców.
Tymczasem prymitywny dziennikarzyna Tygodnika Powszechnego – Majcherek nazywa taką sytuację „skorzystaniem przez Polaków na holokauście”.
Taką pokrętną sytuację porównać można do stwierdzenia, że „na śmierci rodziców korzystają dzieci”. W końcu przejmują spadek.
Nic bardziej ohydnego nie może się zrodzić w ludzkim umyśle. Chociaż trzydzieści lat temu mój kolega ze studiów wyrażał oznaki radości z powodu przedwczesnej śmierci swojego ojca.
Otrzymał bowiem po nim spadek – w tym Małego Fiata.
Nie muszę chyba tłumaczyć – jakie pochodzenie etniczne miał ten kolega …..
U Nich – niedopuszczalne dla nas myślenie – jest normą.
Ale prawdziwa wiedza historyczna wymaga zrozumienia stanu psychiki – skazanych na zagładę Żydów – gdy cały świat się od nich odwrócił – łącznie z organizacjami żydowskimi w Stanach Zjednoczonych.
Jeżeli przed wojną nie przyjaźnili się z jakimiś Polakami – to nie mieli znikąd pomocy.
W każdej analizie musimy brać poprawkę na sytuację mentalną Żydów w czasie wojny.
Ale nic nie tłumaczy współczesnych matactw ich oszustów historycznych!
I na koniec „żydowska szkoła historii” po stronie rzekomych Polaków.
Trafiłem kiedyś na publikację dotyczącą Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater, który działał w obrębie tak zwanej Armii Berlinga.
W artykule tym – nie do końca rozdzielono potencjalną napastliwość – ze strony mężczyzn – od dobrowolnego wyboru kobiet.
W rezultacie czego przedstawiono te kobiety jako „markietanki”.
Ileż to razy spotkaliśmy się z tragicznymi wypowiedziami młodych dziewczyn, że: „zanim umrą – chcą przespać się z mężczyzną”.
W sytuacji – gdy każdy dzień może być ostatnim w naszym życiu – rozluźnienie norm moralnych jest całkowicie zrozumiałe. I wara komukolwiek od oceniania seksualności ludzi oczekujących na śmierć.
Ten prostacki artykuł służył powtórzeniu obelżywego dogmatu, że całe Ludowe Wojsko Polskie – idące ze wschodu to zło.
Niezależnie od faktu, że podstawieni politrucy rzeczywiście byli zbirami – to większość tamtych żołnierzy miała tą drogą jedyną szansę wyrwania się ze zsyłki i powrót do Polski.
Nawet za cenę krwi.
Obrzydliwe są wszystkie pseudohistoryczne publikacje – służące celom politycznym.
Obrzydliwi są ludzie, którzy to czynią z niecnych pobudek.
Na koniec, pozwolę sobie zacytować swoją wypowiedź sprzed lat:
„… ilekroć trafiałem na ludzi nienawistnych wobec polskiej kultury, fałszujących historię i obrażających Naród Polski to prędzej-czy później dowiadywałem się o ich żydowskim pochodzeniu.”
Wspomniany na wstępie pseudohistoryk z Ottawy przedstawili pod koniec spotkania – swoje prawdziwe nazwisko.
Foto: Podwórko historycznej kamienicy chrześcijańskiej z XVI wieku. Znajduje się ona przy ulicy Józefa 12.
Na wszystkich pseudohistorycznych opracowaniach przedstawiana jest jako typowy budynek żydowski.

Artur Łoboda
Artysta i teoretyk kultury
Polskie Niezależne Media
Fundacja Promocji Kultury
www.fundacja.zaprasza.eu

24 listopada 2014

Źródło: http://zaprasza.net/a.php?article_id=32906, 24-11-2014
Przeczytaj więcej tekstów Artura Łobody na naszym portalu > > > TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2014.11.27


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 04 gru 2014, 10:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Obrazek

To fragment z książki Józefa Kisielewskiego "Ziemia gromadzi prochy" - jest to absurdalna hitlerowska propaganda o niemieckiej przeszłości. Nikt wtedy nie przypuszczał, że te absurdy, z których wówczas wyśmiewali się nawet niemieccy historycy, będą dziś nauczane w polskich szkołach, ładowane do głów polskich dzieci. Jedyna korekta - absurd głoszący przybycie na nasze ziemie Słowian w IX wieku zmieniono na ciut mniejszy absurd, głoszący przybycie Słowian w VI wieku.



Niemcy zaś prowadzą bardzo pilnie prace wykopaliskowe, ale tylko tam z pełną pedanterią, gdzie się spodziewają znaleźć przedmioty pochodzenia germańskiego. Od znalezisk słowiańskich· aż ich odrzuca. Powtarza się historia z kancjonałem kaszubskim, który cztery lata temu leżał jeszcze w gablotce pod szkłem muzeum w Gryfii. Kancjonał był drukowany literami gotyckimi, jako że używali go przed dwoma setkami lat pomorscy lutrzy spod Słupska. Pewnego razu zwiedzała muzeum· gryfijskie polska wycieczka. Jeden ze spostrzegawczych rodaków zauważył pod gotykiem czyściutką kaszubszczyznę i miał nieszczęście zakrzyknąć:
- Das ist ja aber polnisch geschrieben!
Oprowadzający pan docent wyraził zdziwienie. Ściągnął brew, przyjrzał się, pokręcił głową, a w dwa dni później kancjonał uszedł z gablotki. Powędrował na lepsze schowanie. Niejeden taki kancjonał, niejeden taki dowód. A sprawa archiwum dla rzeczy polskich w Kołobrzegu!
W Santoku nad Wartą odkopano słowiańskie grodziszcze. Bogaty. materiał jest niemal niewyzyskany. Jedna książka, bardzo jednostronna i cząstkowa. Poza tym głucha cisza. Żadnych wniosków i opracowań. Gorzej jeszcze wyszło Opole na Śląsku, gdzie znaleziono całą słowiańską wczesnohistoryczną osadę. O tych wykopaliskach, które drzemią dobrze opakowane w dziesiątkach skrzyń, napisano trzy, dosłownie trzy strony komunikatu. A wykopaliska w Arkanie, a Rugia, a całe Pomorze od Łaby do granic Polski i te setki znalezisk, które albo są tylko z grubsza rozkopane i zbyte kilkoma wierszami "Berichtu", albo opatrzone zostały etykietą "urgermanisch". Jakżeż możemy dowieść tę bijącą w oczy prawdę, że nad Łabę nie przyszli śmy na trzy stulecia, ale że Słowiańszczyzna siedziała tam od naj dawniejszych czasów, skoro praca naukowa jest uniemożliwiona?


Inny fragment z książki Józefa Kisielewskiego "Ziemia gromadzi prochy" mówi nam o antysłowiańskiej obsesji Niemców. Dziś jednak w polskich szkołach na lekcjach historii prezentowana jest absurdalna propaganda niemiecka, a polski punkt widzenia jest całkowicie pomijany.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 28 sty 2015, 14:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kontrowersje.net/hoess_to_wielki ... _tolerancj

Hoess to wielki Niemiec, który walczył z nazizmem o tolerancję!
posted by MatkaKurka on wt., 2015-01-27 17:57

Obrazek

Ostrzegam wszystkich, którym się wydaje, że w tytule jest zawarta tania sensacja podkręcająca emocje i oglądalność, bo zaledwie 30 lat temu kłamstwo „polski obóz koncentracyjny” nie robiło takiej kariery i nie było tak bezczelnie wciskane w „opiniotwórczych” dziennikach zachodnich. Trzeba być naprawdę naiwnym, aby wierzyć w przypadek, czy też w ciekawy zbieg okoliczności związany z wizytą wnuka Rudolfa Hoessa w niemieckim obozie Auschwitz. Co więcej słusznie zbulwersowani i po prostu wkurzeni Polacy nie potrafią połączyć kilku prostych faktów, bo tak działa agresywna propaganda ideologiczna. Od rana czytam, że jest skandalem to, co wyczynia polski rząd, zapominając o zaproszeniu dla żyjącej córki rotmistrza Pileckiego, gdy w tym samym czasie pomyślano o zaproszeniu dla Rainera Hoessa. Owszem jest skandalem, ale kto zrozumiał mechanizm, który do skandalu doprowadził? Trudno się nie zgodzić i właściwie można w ciemno przyjąć, że brak zaproszenia dla córki Pileckiego wiąże się przede wszystkim z ignorancją, o czym świadczy choćby to, że niejaki pan Nitras po ogłoszeniu w TVN24 „niezręczności”, zaczął się nerwowo rozpytywać kim są krewni rotmistrza i gdzie ich szukać. Identycznie musiałoby być w przypadku Rainera Hossa. Nikt mi nie wmówi, że przyjaciółki Kopacz, czy niedouczeni karierowicze w gatunku Nitrasa mają choćby blade pojęcie o istnieniu kogoś takiego, jak wnuk Rudolfa Hossa. Zatem co się takiego stało, że wnuk oprawcy znalazł się na liście gości, natomiast o córkę bohatera upomniała się dopiero „prawicowa prasa? To proste, Rainera Hoessa ktoś na liście zaproszeń umieścił, ktoś wiedział, że istnieje taki „fenomenalny człowiek” i komuś zależało na jego obecności. Tym kimś jest Republika Federalna Niemiec, która konsekwentnie pisze nową historię II Wojny Światowej i między innymi dlatego tak Niemcom łatwo idzie, że Polska robi, co się jej podsunie w obcym interesie. Polska ma takie władze i „narracje”, że tylko idiota nie sięgnąłby po łatwy łup.
Z niedorzecznym neologizmem „naziści” świat już dawno się oswoił, „polskie obozy” zatwierdziły polskie sądy, ale Niemcom została jeszcze jedna robota do wykonania. Z niemiecką zbrodnią ludobójstwa wiążą się nie tylko fakty i miejsca, ale chyba najtrudniejsze do wymazania niemieckie nazwiska. Wszystko idzie „naszym zachodnim sąsiadom” w najlepszym kierunku i mocnym tempie, jednak wystarczy nieopatrznie wspomnieć, że naziści nazywali się: Hitler, Goering, Goebbels, Bormann, Hoess i wtedy pojawia się nieprzyjemny zapaszek w salonie. Cóż robić? Dokładnie to samo, co 30 lat temu w sprawie „polskich obozów”. Najpierw powoli i ostrożnie buduje się „szerszy kontekst”. Przepraszamy, przepraszamy, naturalnie chodziło o geografię nie odpowiedzialność za zbrodnie. Jasne, jasne, nazizm narodził się Niemczech… hitlerowskich, ale nie wszyscy Niemcy byli tacy, Niemcy też tracili życie w obronie demokracji. I tak przez 30 lat zbudowano nowe nawyki i „prawdy historyczne”. Warto przypomnieć, że działo się to w czasach, gdy matura coś znaczyła, studia nie były fabryką ćwierćinteligentów, no i przede wszystkim żyło miliony świadków, którzy pamiętali, że „naziści” z niemieckimi owczarkami przy nodze, krzyczeli: „raus” i „hende ho”. Dziś jest o wiele łatwiej, świadkowie odchodzą, idiotów przepuszczonych przez „system edukacji” przybywa.
Przeformatowanie świadomej zbiorowości w takich warunkach jest kwestią góra 10 lat, może nawet mniej. I co się stanie, gdy proces się zakończy? Kolejny cud, stada wychowane w kulturze skrótów i makaronizmów stukanych jednym palcem, będą kojarzyć nazwisko Hoess z niemieckim działaczem, który bronił Żydów przed powrotem do „polskich obozów koncentracyjnych”. Nieważne jaki Hoess, Rainer, czy Rudolf, po prostu Hoess, fajny facet, żaden rasista. Tą samą techniką z Hitlera zrobi się błazna z YouTube, który krzyczy coś w bunkrze, z Goeringa podniebnego „geja” i tak dalej, i tak dalej. Ta pozornie czarna wizja, jest metodologicznym, zakrojonym na szeroką skalę i wspartym olbrzymią kasą przedsięwzięciem ideologiczno-historycznym, gdzie nie ma cienia przypadku. Buduje się wirtualnych bohaterów i wymazuje tych realnych.
Dziś przed przemówieniem Komorowskiego w Auschwitz powitano Żydów i …. Romów. Jednego słowa o Polakach, którym ten obóz za sprawą Niemców i przyzwoleniem Ruskich bolszewików wybudowano. Cudem jest, że sam Komorowski odezwał się, jak na niego więcej niż przyzwoicie, wspominając o Katyniu i pierwotnym przeznaczeniu Auschwitz. Doszło do cudu, bo Komorowskiemu za 4 miesiące będą potrzebne głosy, a po 5 miesiącach odda ostanie drzewo, fabrykę i kamienicę pierwszemu Żydowi, Niemcowi albo Iwanowi, który zaproponuje ciekawy barter. Metodologia ogłupiania mas jest jedna dla każdego narodu potrafiącego o siebie zadbać. Żydzi co do milimetra powielają goebbelsowską, stalinowską i współczesną propagandę, pokazując w „artystycznych” filmach żydowskich bandytów, w rodzaju, nie żadnej Wolińskiej, tylko Fajgi Mindla, w roli ofiar polskiego katolicyzmu. Czas łączyć fakty i techniki, bo oburzać się jest niezwykle łatwo. Gdy napisałem, że wszelkie słowa krzyczące w naszym imieniu, trzeba podchwytywać i nagłaśniać, bez względu na autorstwo, to usłyszałem, że w „Wikipedii napisali”… i nam nie wolno tak jak im, my musimy być obiektywni. Innymi słowy bierzmy w dupę, a równo, resztę za nas zrobią potomkowie Hoessa, Mindle i Rokossowskiego. Oburzenie to łatwizna, Polsce potrzeba metodologii i konsekwencji niemieckiej, a jeszcze lepiej żydowskiej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 29 sty 2015, 14:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://mysl24.pl/aktualnosci/2228-chams ... alszy.html

Już nie udają, że to tylko pomyłka. Teraz kłamią bezczelnie i żądają, by kłamstwa uznać za prawdę. Szwaby idą na rympał.

Kopia artykułu:

Chamstwa ze strony austriackich mediów ciąg dalszy
Utworzono: 28 stycznia 2015

Po skandalicznych publikacjach austriackiego tygodnika TV-Media na temat "polskich obozów koncentracyjnych", o czym już pisaliśmy, brukowiec Heute wywołuje kolejną aferę. Żądają od Polaków przyznania się do swojej winy podczas II Wojny Światowej.

Zdaniem rynsztokowego dziennika prezydent RP Bronisław Komorowski zapomniał wspomnieć o winie Polaków podczas obchodów 70. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady w Auschwitz dodając, że obecny kanclerz Austrii Werner Faymann przyznał się po raz kolejny do współwiny Austriaków.
Przeciwko dziennikowi z milionowym nakładem, który porównuje sytuacje Polski i Austrii w czasie II Wojny Światowej, działacze Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej podjęli kroki prawne już w listopadzie 2014 roku. Wówczas napisano o "polskim obozie" na Majdanku.

RK


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 24 lut 2015, 12:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2015/02/23/ ... akozercow/

Film ten to kolejny z milionów faktów, dowodzących, jak bezczelnie potrafią kłamać żydzi. Z sadystycznej, bezdusznej morderczyni uczynili biedną, wrażliwą ofiarę, a jej ofiary przerobiono na mordercze, prymitywne potwory. Rozmiar kłamstwa o kosmicznych rozmiarach. I ten wróg, który takim błotem nas oblewa, wmawia nam, że to Rosja stanowi dla nas, Polaków, zagrożenie. Tu widać dobitnie, że pierwszy raz w dziejach powstały geopolityczne warunki, by Polacy i Rosjanie wspólnie wystąpili, by bronić swego istnienia przed najstraszliwszym z wrogów, z jakim mieli do czynienia w historii. Wróg ten toczy z nami wojnę nie tylko na bazie materialnej, ale także informacyjnej, niszcząc naszą kulturę, religię, obyczaje. Deprawując młodzież próbuje odebrać Polsce przyszłość.

Kopia artykułu:

„Ida”: radość polskich polakożerców
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-02-23

„Przeklęty ten mąż, który za lepszą strawę, za lepsze odzienie
zaprzeda swą wolność i swoje sumienie”
Dzisiaj, 22 lutego 2015 roku, to wielki dzień dla rodzimych – polskich polakożerców. Wyprodukowany przez nich film polskojęzyczny, ale NIE POLSKI! – „Ida” dostała od amerykańskich Żydów Oskara w kategorii filmu nieanglojęzycznego. Nagrody tej życzyła ludziom związanym z tym filmem „polska premierzyca (premier) Ewa Kopacz (Dziennik.pl 22.2.2015), a np. dziennik internetowy „Fakt.pl” wybił na pierwszej stronie w pełnym zachwycie: „Mamy Oscara! Ida najlepszym filmem nieanglojęzycznym”. Tak jakby było z czego się cieszyć. – Tych ludzi nie martwi szkalowanie Polski i Polaków. Oni się cieszą z tego! Takich mamy dzisiaj „polskich” polityków i dziennikarzy. – Jak mówią Rosjanie: napluć i przykryć.
+ + +
W 1941 roku kinematografia niemiecka nakręciła nazistowski film propagandowy pt. „Powrót do ojczyzny” (niem. „Heimkehr”), opowiadający o tym jakimi rasistami – gnębicielami byli Polacy prześladujący w Polsce Niemców przed wybuchem II wojny światowej.
Celem filmu była propaganda hitlerowska zgodnie z którą Polacy w filmie są podstępnymi i brutalnymi gnębicielami Niemców, którzy w filmie są pokazani jako szlachetne, bezradne wobec polskiej brutalności i bezbronne ofiary tych sadystycznych rasistowskich Polaków.
I taki film włoskie Ministerstwo Kultury nagrodziło Pucharem podczas międzynarodowego festiwalu filmowego w Wenecji w 1941 roku, na którym odbyła się prapremiera tego filmu 31 sierpnia t.r. Nagroda włoskiego Ministerstwa Kultury była niczym innym jak ukłonem w stronę hitlerowskich Niemiec, których sojusznikiem były wówczas faszystowskie Włochy.
Po 74 latach, dokładnie 22 lutego 2015 roku, inny antypolski film został nagrodzony na międzynarodowym festiwalu filmowym. Ale teraz nie w Wenecji i nie faszystowski rząd włoski, ale w Hollywood (Los Angeles, USA) i przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej (Academy of Motion Picture Arts and Sciences), która jeśli nie jest w rękach Żydów to niewątpliwie pod ich przemożnym wpływem. Bo nie jest żadną tajemnicą, że „amerykażski” filmowy Hollywood jest w rękach żydowskich. Wielki aktor hollywoodski Marlon Brando (1924-2004), który był uważany za przyjaciela Żydów, w programie telewizyjnym CNN Larry King Live w kwietniu 1996 roku miał odwagę powiedzieć, że (dosłowny cytat za amerykańską Wikipedią): „Hollywood is run by Jews; it is owned by Jews”, czyli: Hollywood jest w rękach żydowskich i należy do Żydów. Stąd Hollywood wyprodukował dotychczas ponad 400 filmów o tematyce żydowskiej, w których Żydzi są przedstawieni w pozytywnym świetle i ani jednego filmu, w którym Żydzi byliby chociażby w delikatny sposób ośmieszani czy krytykowani. Jednocześnie wyprodukował setki filmów bardzo złośliwych o innych narodach, a często je szkalujących. Wśród tych filmów było wiele filmów polakożerczych, jak np.„Wybór Zofii” (oryg. Sophie’s Choice, 1982), w którym za twórcę planu wyniszczenia Żydów w Europie jest przedstawiany nie żaden Adolf Hitler czy inny dygnitarz hitlerowski ale bezimienny Polak (bo jest on wymysłem chorej polakożerczej żydowskiej głowy!) – jakiś profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Antypolskie żydowskie filmy hollywoodskie eksponują, za wzorem hitlerowskiego filmu „Powrót do ojczyzny” (niem. „Heimkehr”), Polaka jako najgorszego na świecie rasistę-antysemitę do tego stopnia, że winą za hitlerowski holocaust Żydów w Europie podczas II wojny światowej bardzo często oskarżają Polaków!
Nagroda Amerykańskiej Akademii Filmowej – Oskary, przyznawana od 1927 roku, właśnie dlatego, że jest w rękach żydowskich, podobnie jak media amerykańskie i w szeregu innych krajach, obecnie jest uznawana za najbardziej prestiżową nagrodę filmową na świecie, pomimo tego że dotyczy głównie kinematografii amerykańskiej (czy sam ten fakt nie świadczy o potędze Żydów na świecie?).
Od 1948 roku Amerykańska Akademia Filmowa przyznaje nagrodę – Oskara także dla filmów nieangielskojęzycznych.
Co musi zrobić polski reżyser aby mógł otrzymać taką nagrodę?
Po prostu nakręcić film, który spodoba się Żydom. Czyli właśnie taki jakim jest „Ida” (2013), którego produkcję dofinansował polski Instytut Sztuki Filmowej (kwotą 2 milionów złotych) oraz Łódzki Fundusz Filmowy. Twórcą filmu jest reżyser Paweł Pawlikowski, który uznał, że ważniejszy dla niego jest Oskar niż dobre imię Polski i Polaków.
O fabule filmu czytamy w polskiej – bardzo często tendencyjnej i antypolskiej – interenetowej Wikipedii tylko tyle: „Polska, lata 60. XX wieku. Młoda sierota Anna, wychowywana była w klasztorze. Zgodnie z życzeniem matki przełożonej Anna przed złożeniem ślubów zakonnych musi odwiedzić jedyną swoją krewną, siostrę matki – Wandę Gruz. Kobieta, stalinowska prokurator i sędzia, najpierw niechętnie poznaje siostrzenicę. Zabiera ją jednak z dworca, i wyjaśnia dziewczynie, iż ta jest Żydówką o imieniu Ida. Obie kobiety udają się w podróż w rodzinne strony dziewczyny, aby dowiedzieć się o losach ich rodziny. Postać Wandy (w jej roli Agata Kulesza) była inspirowana postacią Heleny Wolińskiej-Brus”.
Dlatego czytelnik tego hasła nie dowie się o tym, że „podróż w rodzinne strony” Idy to pokazywanie zwyrodniałego polskiego antysemizytmu! Chociaż z drugiej strony film pokazuje, że wszyscy są winni, a więc nie tylko Polacy ale i Żydzi (tutaj zbrodnie żydowskiej prokurator popełnione na Polakach). Jednak górę bierze w nim obraz polskiego antysemityzmu. I właśnie to się spodobało Żydom z Amerykańskiej Akademii Filmowej i za to postanowili wyróżnić „Idę”. Politolog i publicysta „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński tak to skomentował: „Widzowie we Francji, czy w Stanach Zjednoczonych nie dowiedzą się, że „Ida” jest elementem szerszego rozliczania się z naszą historią. Usłyszą jeden przekaz: to polscy chłopi wyganiali Żydów po wojnie, bo chcieli przejąć ich majątek. Jeśli to jedyny głos, który ma szansę na wielkie nagrody, to jest to powód do niepokoju”. A jego ogólna ocena filmu wygląda następująco: Film promuje za granicą fatalny obraz Polski. I dlatego martwi go fakt, iż obraz Polaków, którzy zabijali Żydów, będzie jedyną wizytówką Polski za granicą (PAP 21.2.2015).

W styczniu do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej wpłynęła petycja w sprawie filmu „Ida”. Jej autorzy – Fundacja Reduta Dobrego Imienia Polska Liga przeciw Zniesławieniom – chcą, by w czołówce filmu zostały umieszczone informacje między innymi o tym, że to Niemcy byli sprawcami eksterminacji Żydów podczas II Wojny. „
Ida” to film, w którym „fałszowana jest prawda” – piszą autorzy petycji, pod którą podpisało się ponad 30 tys. osób. Europoseł PiS Janusz Wojciechowski napisał na blogu, że „Ida” to bodaj pierwszy tej miary i klasy film, gdzie jest Holocaust, ale nie ma Niemców, a Żydów zabijają polscy chłopi.

Do niedawna to Niemcy, Amerykanie i Żydzi szkalowali na świecie Polskę i Polaków. Dzisiaj do tej trójcy (ale nie świętej) zaczynają dołączać sami Polacy. Mamy teraz swoich własnych polskich polakożerców!

Mój dziadek, Kaszub ale patriota polski, podczas odwiedzin u nas w 1959 roku powiedział mi wierszyk, który zapamiętełem w jakiś dziwny sposób po dziś dzień: „Przeklęty ten mąż, który za lepszą strawę, za lepsze odzeinie zaprzeda swą wolność i swoje sumienie”; a ja dodam od siebie: „i fajda w swoje gniezdo”.

Marian Kałuski, Australia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 24 lut 2015, 12:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wirtualnapolonia.com/2015/02/23/ ... la-oskara/

Z Forum Wirtualnej Polonii: „Gnida” Pawlikowskiego dostała Oskara…. :(
Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2015-02-23

„Gnida” Pawlikowskiego dostała Oskara… :(
I tak oto na oczach całego „cywilizowanego” świata, żydowska prokurator Wolińska, zbrodniarka mająca na sumieniu setki Polaków, w tym przywódcę Kedywu AK gen. Fieldorfa „Nil”, stała się dzięki „Gnidzie” biedną skrzywdzoną ofiarą prześladowań Polaków. To wielkie kłamstwo i wielka manipulacja, w których z premedytacją Polacy sprowadzani są do roli pół zwierząt. Polska to „anus mundi”, w którym mieszka szlachetna żydowska mniejszość narodowa, prześladowana przez polskich antysemitów.
Merdia głównego ścieku zachłystują się z zachwytu i piszą, że cała Polska jest dumna.
Cała Polska jest dumna? Proszę się nie wypowiadać w moim imieniu. Jestem Polakiem i dumny nie jestem z Oskara dla „Gnidy”. Dumna to może być ta żydowska mniejszość zamieszkująca w moim kraju. Ja jestem raczej bardzo zażenowany, że pan reżyser na ten antypolski film dostał tyle kasy od mojego państwa a film o rotmistrzu Pileckim nie dostał złamanego grosza.

http://wirtualnapolonia.com/2015/02/22/ ... ent-146892


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 25 lut 2015, 13:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawy.pl/z-kraju/8576-dzieci ... brodniarce

Dzieci w szkołach będą się uczyły o Wolińskiej jako o ofierze, a nie zbrodniarce
Anna Wiejak wtorek, 24, luty 2015 08:26

Obrazek

Stanowi jedynie kwestię czasu, jak całe szkolne wycieczki będą oglądać w kinach nagrodzoną Oskarem "Idę", "ucząc się" w ten sposób "historii". Tymczasem na analogiczne adaptacje filmowe czekają jeszcze postacie takich zbrodniarzy jak Salomon Morel czy Julia Brystygierowa zwana także "krwawą Luną".

W archiwum IPN znajduje się wiele teczek z życiorysami komunistycznych zbrodniarzy, czekających na wybielenie z pomocą filmów podobnych do kłamliwie opowiedzianej historii Heleny Wolińskiej (filmowej Wandy Gruz). Przed reżyserami pokroju Pawła Pawlikowskiego jest zatem jeszcze wiele pracy, zbrodniarzy tych bowiem - w większości żydowskiego pochodzenia - jest tak wielu, że nawet przy zaangażowaniu w tę żmudną propagandową pracę całego Hollywood, zajmie ona wiele lat.

Należy spodziewać się, że "Ida", a wcześniej "Pokłosie" i kilka innych paszkwili to zaledwie początek tego, co czeka Polaków w najbliższych latach, chociaż szkody wyrządzone narodowi polskiemu za pomocą tylko tych kilku "dzieł" dużego ekranu są nie do oszacowania.

Przede wszystkim wyrastające na tych filmach młode pokolenia Polaków, którym bynajmniej niepolscy reżyserowie wmawiają, że powinni wstydzić się za zbrodnie rzekomo popełnione przez ich dziadków na narodzie żydowskim, będą przekonane, że rzeczywiście tych zbrodni naród polski dokonał. W szkołach nie uczy się bowiem o ofierze złożonej na ołtarzu Ojczyzny przez Żołnierzy Niezłomnych, ale o rzekomych mordach, jakich mieli ponoć na żydach dokonywać Polacy. A co z rzeczywistymi zbrodniami dokonywanymi przez żydów na Polakach? O nich opowiedzą filmy pokroju "Idy", tłumaczące zwierzęcą wprost nienawiść do wszystkiego co polskie oraz usprawiedliwiające krwawe praktyki bezwzględnych stalinowskich zbrodniarzy.

Młody Polak ma zatem wyjść ze szkoły pełen kompleksów, przekonany o ciężkich przewinieniach swoich antenatów, a zatem napełniony poczuciem winy, zgnębiony i wycofany. Czuwać nad tym będzie Ministerstwo Edukacji Narodowej, które zapewne pójdzie w ślady Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zachwalającego każdy antypolski obraz jako dzieło wybitne, z którego Polacy powinni być dumni [sic!]. Jak długo będziemy czekać aż "Ida" i jej pokroju filmidła staną się obowiązkowym punktem kulturalnego i historycznego kształcenia dzieci i młodzieży, a nauczyciele, poddając się współczesnym trendom zabiorą na "Idę" swoich uczniów?

Zaangażowani w krzewienie prawdy historycznej badacze dziejów, jak chociażby Tadeusz Płużański, nie kryją, że poważnie obawiają się konsekwencji zarówno samego powstania tego typu obrazu, jak i uzyskania przez niego największych laurów, jakie można tylko zdobyć w świecie sztuki filmowej. Cała żmudna praca odkłamywania historii została bowiem przez Pawła Pawlikowskiego, a wcześniej jeszcze kilku innych reżyserów poważnie nadszarpnięta. Co ciekawe przy w zasadzie biernej postawie większości społeczeństwa polskiego, które już od wielu lat udowadnia, że nie ma ani woli ani siły walczyć o prawdę i niemalże bez oporu pozwala na odcinanie się od korzeni oraz deformowanie pamięci i kultury aż do ich totalnej destrukcji.

Anna Wiejak

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 148 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /