Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 147 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 08 paź 2015, 12:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/kombatanci-apeluja- ... z3nrRfxKPs

Kombatanci apelują: wycofać podręcznik do historii wydawnictwa "Nowa Era"! „Są w nim manipulacje i źródła potwornego kłamstwa”
Data publikacji: 2015-10-07 11:00
Data aktualizacji: 2015-10-07 14:51:00

Obrazek

Okrojenie liczby godzin nauczania historii i idąca za tym skrótowość traktowania tematów nie tłumaczy liczby niedopuszczalnych błędów jakie znalazły się w podręczniku do historii dla szkół ponadgimnazjalnych „Poznać przeszłość. Wiek XX” wydawnictwa „Nowa Era”. Środowiska kombatanckie na podręczniku nie zostawiły suchej nitki i domagają się od MEN, by został on gruntownie poprawiony lub całkowicie wycofany.

Podręcznik ten wzbudzał wątpliwości już w trzy lata temu, kiedy dopuszczona do użytku szkolnego została jego wcześniejsza wersja. Niestety tegoroczna jego odsłona zawiera jedynie kosmetyczne zmiany merytoryczne i w większości powiela stare błędy, przemilczenia i manipulacje.

W ocenie Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, z takiej pomocy szkolnej uczniowie nie powinni korzystać. W piśmie skierowanym do Ministerstwa Edukacji Narodowej domagają się wycofania podręcznika w obecnej formie. Resort wraz z pismem otrzymał kilkunastostronicową recenzję podręcznika wykonaną przez historyka Jana Jarosza, która nie pozostawia wątpliwości, że autorzy dość luźnie podeszli dość trudnej problematyki historii XX wieku.

Lista zarzutów jest całkiem spora. To chociażby pominięcie niepodległościowej działalności Józefa Piłsudskiego, czy pominięcie znaczenia bitwy warszawskiej z 1920 roku i brak wskazania, że Polacy obronili wówczas kulturę europejską przed terrorem bolszewickim.

W rozdziale o Niemczech pokuszono się o sporą dawkę zdjęć... Adolfa Hitlera. To zdaje się z tego powodu pominięto milczeniem np. znaczenie ustaw norymberskich. W podręczniku autorzy uparcie używają też określenia „naziści”, choć w Polsce używa się jednoznacznych określeń: „Niemcy”, „hitlerowskie Niemcy”.

- Najwięcej jednak manipulacji, błędów i przemilczeń dotyczy II wojny światowej. Całkowicie zostały pominięte walki Wojska Polskiego z Armią Czerwoną, która działając w porozumieniu z Niemcami zaatakowała Polskę 17 września 1939 roku. Autorzy nie opisali żadnych bitew i walk. Przemilczeli obronę Grodna, gdzie wsławiła się młodzież polska „Orlęta Grodzieńskie”. Przemilczeli bitwy pod Wytycznem, Szackiem, Milanowem, obronę Wilna bitwę w rejonie Sopockiń i Kodziowiec – wyliczył historyk. Wszystko to zawarto w dość lakonicznym stwierdzeniu, że „niektóre posterunki polskiego Korpusu Ochrony Pogranicza broniły się z wielką determinacją”.

W podręczniku brak też informacji o masowych morderstwach popełnionych na wziętych do niewoli oficerach i żołnierzach. Wystarczyć ma wzmianka o wymordowaniu oficerów po bitwie pod Szackiem i cywilnych obrońców Grodna i Wilna.

Równie syntetycznie potraktowano agresywne działanie Niemiec i Związku Sowieckiego. Nie ma wzmianki o złamaniu szyfru „Enigmy”, a o dokonaniach polskich pilotów zamieszczono raptem trzy zdania i małe zdjęcie Dywizjonu 303. W książce znalazło się jednak miejsce na sporą fotografię... Göringa.

Taka proniemiecka narracja widoczna jest także w zamieszczanych opisach. Autorzy uznali m.in., że „Niemiecki obóz koncentracyjny w Oświęcimiu (Auschwitz) na ziemiach polskich założono w 1940 r.”. - W tym jednym zdaniu jest kilka przekłamań. Niemiecki obóz koncentracyjny nazywał się „KL Auschwitz” i został założony na terenach polskich ziem podbitych, okupowanych i włączonych do III Rzeszy Niemieckiej. Bez tych informacji mamy do czynienia z zamieszaniem terminologicznym, które jest źródłem potwornego kłamstwa – zauważył Jarosz.

Na tym nie koniec, bo autorzy w jednym z diagramów bezrefleksyjnie pod nazwą „Polska” (obok Niemcy i ZSRR) podali liczbę Żydów zamordowanych i ocalałych podczas II wojny światowej. - Podłość tej manipulacji polega na tym, że użyto nazwy państwa „Polska” a przecież jego terytorium było okupowane przez Niemców i Sowietów. Krótkie wprowadzenie tekstowe do diagramu niczego nie wyjaśnia. Przy mapie „Europa pod okupacją niemiecką” (s. 156) w legendzie zaznaczono: „Bełżec - obozy zagłady”, „Dachau – niemieckie obozy koncentracyjne”. Z tego opisu wynika, że Bełżec nie był niemieckim obozem zagłady. Tylko jakim? - wyliczył historyk.

Dla autorów podręcznika ważniejsze było za to przedstawienie napisu obozu koncentracyjnego KL Auschwitz: „Arbeit macht frei” i poinformowanie o jego niedawnej kradzieży, choć bez zagłębiania się z jakich pobudek działano.

Opisując postawy wobec holokaustu właściwie pominięto działalność Ireny Sendlerowej, i nazwisko Zofii Kossak - Szczuckiej, katolickiej pisarki, która wraz z Wandą Krahelską-Filipowiczową była inicjatorką Komitetu Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty. Są za to trzy obozowe zdjęcia Władysława Bartoszewskiego, którego właśnie pisarka włączyła do działalności w „Żegocie”.

Ponadto w kontekście ratowania ludności żydowskiej pominięto rolę Rządu Polskiego w Londynie, Armii Krajowej i Delegatury Rządu na Kraj. Skwitowano to stwierdzeniem, że w pomoc zaangażowanych było „wiele osób”. Dla porządku warto przypomnieć, że chodzi tu o 1 do 1,5 mln osób niosących pomoc.

Podobnie nierzetelnie traktowana jest zbrodnia w Jedwabnem, oczywiście na niekorzyść Polaków. Taki stan powoduje, że widok niemieckiego U-Boota i jego dokładny opis zamieszczony tam, gdzie wartowałoby wspomnieć o dokonaniach załogi ORP „Orzeł” już nie dziwi. Dalej ze stron podręcznika, zamiast dowódców AK ze zdjęć uśmiecha się szef SS i Gestapo Heinrich Himmler i Hans Frank. Pozostając w zgodzie z propagandą niemiecką i sowiecką, autorzy z uporem piszą o Rządzie Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie jako o „rządzie emigracyjnym”, a jego członkowie przedstawiani są dość przypadkowo. Taka narracja utrzymana została też przy opisie Powstania Warszawskiego, którego – jak czytamy - „jedynym rzeczywistym zwycięzcą powstania warszawskiego był Józef Stalin”.

- Młodzież z polskich szkół zasługuje na coś lepszego niż hasła hitlerowskiej propagandy, a po wojnie komunistycznej, która potępiała Powstanie. Młodzież z polskich szkół powinna znać całą prawdę: Powstanie Warszawskie było walką o niepodległość całej Polski a taka szansa była ostatnia w czasie II wojny światowej – zaznaczył historyk.

Niestety, opis Polski w czasach stalinizmu również pozostawia wiele do życzenia. Według autorów masowy terror i ok. 20 tys. osób pomordowanych w aresztach, ćwierć miliona aresztowanych za działalność niepodległościową, to tylko „represje polityczne”. To ma swoje następstwa, bo pisząc dalej np. o „Marcu 1968”, autorzy używają bezosobowej formy, by nie wskazywać prawdziwych sprawców, komunistów. Przekłamań nie uniknięto też w opisie tworzenia się opozycji w Polsce, a wszystkich błędów nie sposób zwięźle opisać.

Jak zauważył dr Jerzy Bukowski, rzecznik POKiN, trudno ocenić, by podręcznik był tendencyjny w jakimś określonym kierunku, ale ilość przekłamań, przemilczeń powoduje, że pozycja nadaje się do „daleko idącej korekty”.

- Mamy nadzieję, że jeżeli już nie ta władza, to kolejna wycofa ten podręcznik, a przynajmniej doprowadzi do korekt nie tylko związanych z naszymi uwagami. Zdajemy sobie sprawę, że do każdego podręcznika może być wiele uwag, ale mamy nadzieję, że nasze stanowisko będzie uwzględnione – podkreślił w rozmowie z PCh24.pl

Jak zauważył, lekcji historii w szkołach jest coraz mniej, zatem podręcznik musi być dobrze nienapisany, bo to on w dużej mierze kształtuje polską młodzież. - Rozumiemy to, że podręcznik musi być skrótowa formą, ale pewne akcenty muszą być odpowiednio rozłożone – dodał dr Bukowski.

Marcin Austyn


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 26 paź 2015, 11:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/10/2 ... -sasiedzi/

Żydowskie kłamstwa coraz bezczelniejsze. Umiaru nie mają, więc wkrótce Polacy będą odpowiadać za wszystko, nawet za zagładę dinozaurów.

Kopia artykułu:

Znowu sąsiedzi …
Posted by Marucha w dniu 2015-10-25 (niedziela)

Obrazek

Książka „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” autorstwa mało znanego dotąd doktora filozofii Mirosława Tryczyka pojawiła się w księgarniach. Autor opisuje w niej rzekomo nieznane dotąd mordy, dokonane nie tylko w Jedwabnem, ale też w kilkunastu innych miastach i wsiach Podlasia.
[Wiedziała gnida, na jaki temat się załapać… – admin]
W swoich badaniach opiera się – tak przynajmniej promowany jest w mediach – na materiałach „zgromadzonych w IPN, zeznań świadków zbrodni złożonych w śledztwach, materiałów radzieckich, niemieckich i instytutu Yad Vashem”.
Można odnieść wrażenie, że Mirosław Traczyk odkrywa prawdę o faktach historycznych dotąd badaczom nieznanych. Ponadto stara się tendencyjnie udowodnić związki pomiędzy obecną w prasie i życiu społecznym ideologią narodową, nacjonalistyczną i antysemicką, a wystąpieniami antyżydowskimi na Podlasiu latem 1941 r.
W związku z powyższym Autorowi tej pracy i jej czytelnikom warto przypomnieć, że przed wielu laty ukazały się dwa opracowania: dr. Szymona Datnera „Eksterminacja ludności żydowskiej w Okręgu Białostockim”” i dr. Andrzeja Żbikowskiego „Lokalne pogromy Żydów w czerwcu i lipcu 1941 r. na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej”. Obydwie prace zostały opublikowane na łamach „Biuletynu Żydowskiego Instytutu Historycznego””, wydawanego w Warszawie.

Z inspiracji Niemców
Przytaczam fragmenty tekstu dr. Szymona Datnera, który w latach 1944-1946 był dyrektorem oddziału białostockiego Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Tekst ten ukazał się na łamach wspomnianego „Biuletynu ŻIH” w 1966 r.:
„Pojęcie ‚Okręg Białostocki’ (Bialystoker Bezirk) zostało stworzone przez niemieckiego okupanta i było nazwą używaną do końca okupacji. (…) Wkraczaniu wojsk niemieckich do wielu miejscowości towarzyszyły okrutne i krwawe rzezie ludności żydowskiej. Niedobitki ocalałe z tych rzezi szukały schronienia w większych skupiskach. Tak np. do Łomży schroniły się niedobitki ocalałe z rzezi w m. Jedwabnem, dalej Żydzi z miast Miastkowo i Śniadów; do Knyszyna – uciekinierzy z rzezi w Szczuczynie, Radziwiłłowie, Trzciannem i Tykocinie (…).
Pierwsze masowe zbrodnie na ludności żydowskiej w Okręgu Białostockim były w większości wypadków najprawdopodobniej dziełem tzw. „grup operacyjnych”. (…) Niekiedy grając na najniższych instynktach, oddziały te organizowały wybuchy ‚gniewu ludu’, dostarczając przy tym broni, dając wskazówki, nie biorąc jednak same udziału w rzezi. Z reguły fotografowali rozgrywające się sceny, by mieć dowody, że Żydzi są znienawidzeni nie tylko przez Niemców. (…)
W Jasionówce, w czasie zajmowania miasta, żołnierze niemieccy razem z miejscową chuliganerią zorganizowali pogrom, którego ofiarą padły 74 ofiary. To samo wydarzyło się w Rajgrodzie, gdzie liczba ofiar wyniosła ok. 100 osób. W Kolnie elementy kryminalne ze wsi Czerwone i Ząbiele wykorzystały wkroczenie wojsk niemieckich dla urządzenia pogromu, którego ofiarą padło 30 osób. Gwałcono kobiety i rabowano mienie. W Goniądzu z rąk niemieckich i ich miejscowych wspólników zginęło 217 Żydów. W czasie pogromu w Szczuczynie padło 300 ofiar. (…) W lipcu 1941 r. Niemcy wymordowali ok. 800 Żydów z Zambrowa i ok. 2.000 w Łomży. Po (…) rzezi dokonanej w Wiznie, resztę Żydów Niemcy wygnali z miasteczka. Większość zbiegła do Jedwabnego, gdzie wkrótce wraz z wszystkimi Żydami padli ofiarą straszliwej masakry. (…)
Do zbrodni na tych obszarach Niemcy przyciągnęli męty spośród miejscowej ludności oraz tzw. granatową policję. Było to zjawisko raczej rzadkie w dziejach okupowanej Polski, jak również na pozostałych obszarach Okręgu Białostockiego, gdzie ludność miejscowa – zarówno Polacy, jak i Białorusini – nie dała się obałamucić niemieckiej prowokacji. (…)
Jako pierwsze padło ofiarą miasteczko Wąsosz (pow. grajewski), gdzie z wyjątkiem 15 Żydów, którzy zdążyli się ukryć, wymordowano okrutnie wszystkich pozostałych w liczbie ponad 1.000 ludzi. Zdarzyło to się 5 lipca 1941 r.
Zbrodnia ta otwarła serię innych w tymże rejonie. Nie ulega wątpliwości, że były one wszystkie inspirowane przez jedno i to samo ‚Einsatzkommando’, jeżdżące z osiedla do osiedla i podjudzające do zbrodni. Tam, gdzie Niemcy nie znaleźli powolnych wykonawców, tam krwawego dzieła dokonywali sami. Stwierdzono udział w zbrodniach przestępców, którym wojna otworzyła wrota więzienne lub też zażartych faszystów i elementów aspołecznych.
Dnia 7 lipca 1941 r. spalono żywcem zamkniętych w stodole niemal wszystkich Żydów miasteczka Radziłów (pow. Grajewo). Dn. 11 lipca [Datner myli się, 10 lipca – dop. A.C.] zginęło w ten sam okrutny sposób ok. 1500 mieszkańców m. Jedwabne, wśród nich uciekinierzy z uprzednich pogromów, np. w Wiznie (…).
Jeśli chodzi o odpowiedzialność prawną – w rozumieniu prawa międzynarodowego – to za wszystkie wymienione wyżej zbrodnie, popełnione do 1 sierpnia 1941 r., bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Wehrmacht (administracja wojskowa), a po tym okresie władza cywilna (E. Koch i jego administracja) i podległe jej formacje policyjne”.

Obrazek

Spore wątpliwości
Ponad ćwierć wieku później ukazał się również na łamach „Biuletynu ŻIH” artykuł dr. Andrzeja Żbikowskiego, zatytułowany „Lokalne pogromy Żydów w czerwcu i lipcu 1941 r. na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej”. Autor tego tekstu – opublikowanego w 1992 r. – słusznie przyznaje, że o sytuacji na Kresach wschodnich w latach 1939-1941 „skrótowo i w sposób generalizujący można powiedzieć, iż znaczny wzrost napięcia w nienajlepszych od połowy lat trzydziestych stosunkach polsko-żydowskich przyniosły dwa zjawiska:
1. powszechny entuzjazm ludności żydowskiej dla zajmujących polskie tereny wschodnie wojsk sowieckich, w oczywisty sposób niezrozumiały dla Polaków i uznawany za dowód zdrady polskiego państwa;
2. duża reprezentacja osób pochodzenia żydowskiego w sowieckim okupacyjnym aparacie państwowym oraz częste nadużywanie tych stanowisk na niekorzyść przedstawicieli innych nacji”.
Dalej w swoim opracowaniu dr Andrzej Żbikowski pisze: „W bogatych materiałach wspomnieniowych w Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego natrafiłem na bardzo niewiele informacji o krwawych pogromach poza terenami zamieszkanymi przez Ukraińców. Pogrom litewski w Kownie jest znany z literatury, rezygnuję więc z jego relacjonowania. O pogromie w Radziwiłowie koło Grajewa oraz o krwawych zajściach w sąsiednim Wąsoszu i Jedwabnem informuje jedynie relacja Menachema Finkielsztejna. Składał ją przed urzędnikami Komitetu Żydowskiego w Białymstoku w 1945 r. kilkakrotnie. Zapis wywiadu jest dosyć zniekształconym tłumaczeniem z języka jidisz. Całość zeznań Finkielsztejna jest wyraźnym doniesieniem na kilku czy też kilkunastu Polaków z Radziłowa, pomagających Niemcom w poszukiwaniu miejscowych komunistów i komsomolców. Osoby te zostały podobno przez Niemców uzbrojone i przez trzy dni terroryzowały całe miasteczko. Wiele danych przytoczonych przez autora relacji, przede wszystkim liczba ofiar pogromu (1.500 osób), budzi spore wątpliwości. Informacje dotyczące Jedwabnego są równie mało dokładne”.

Bez komentarza
Podobnie jak prof. Jan Tomasz Gross dr Mirosław Tryczyk nie jest z wykształcenia historykiem. Znany jest z wystąpień medialnych jako zwolennik postulatów lewicowych partii (np. Twojego Ruchu Janusza Palikota) oraz środowisk homoseksualnych.
[Lewacki homofil i żydofil… jakże często idzie to w parze. – admin]

dr Adam Cyra
Myśl Polska, nr 43-44 (25.10.1.11.2015)

http://mysl-polska.pl/668


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 10 gru 2015, 15:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2015/12/09/l ... z-niemcow/

Słuszna riposta na żydowskie kłamstwa. Nikt tego nie badał, ale twierdzenie, że żydzi zabili podczas II wojny światowej więcej Polaków niż Niemców jest bardzo prawdopodobne. ZSRR także należy uznać za żydowskie narzędzie polityczne, a wydaje się, że Sowieci więcej zabili Polaków niż Niemców.

Kopia artykułu:

Leszek Żebrowski: „Żydzi w czasie okupacji zabili więcej Polaków niż Niemców”
Ostatnia aktualizacja: 9 grudnia 2015 | Komentarzy | 279 Odsłon

Leszek Żebrowski, historyk, publicysta, wybitny znawca tematyki NSZ i podziemia antykomunistycznego, podczas spotkania w ramach Targów Książki Historycznej, odniósł się do ostatnich oszczerstw w stosunku do Polaków ze strony niejakiego Grossa, który w wywiadzie dla niemieckiej gazety powiedział, że Polacy podczas wojny zabili więcej Żydów niż Niemców. Leszek Żebrowski replikował:
Myślę, że ciekawsze byłoby odwrócenie tej sytuacji, gdyby ktoś napisał – ale nie na podstawie tego, że mu się wydaje, tylko zbadał, pokazał wiele przykładów – że podczas okupacji Żydzie zabili więcej Polaków niż Niemców. I tego można bronić.
Dodał także, iż jest to jedynie fragment „pisania historii na nowo” i możemy spodziewać się kolejnych „rewelacji”, których efektem jest przypisywanie polskiemu narodowi nieswoich win. W wystąpieniu polecamy także fragmenty poświęcone religii Holocaustu. Liczba żydowskich ofiar Holocaustu jest szacowana na prawie 6 milionów. Ta liczba obowiązuje, w wielu krajach podważanie tej liczby jest zagrożone sankcjami prawnymi. – zaznaczył historyk. - Każdy kto to zignoruje jest nie tylko antysemitą, ale i przestępcą. Więc jakie mogą być badania, jeśli z góry zakreślone takimi narzuconymi ograniczeniami?

Na podstawie: YouTube


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 18 sty 2016, 11:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/01/1 ... holocaust/

Holokaust Polaków dokonany przez Niemców i żydów to fakt oczywisty. Ale czy miał miejsce holokaust żydów? Skoro oni sami podważają ten fakt absurdalnymi kłamstwami, to coraz trudniej w to uwierzyć. Przecież nie plugawili by chyba śmierci milionów swoich rodaków prymitywnymi kłamstwami dla osiągnięcia doraźnych, mało znaczących celów? A jednak sami żydzi brutalnie plugawią historię holokaustu żydów.

Kopia artykułu:

ONR odpowiedzialny za Holocaust
Posted by Marucha w dniu 2016-01-17 (niedziela)

Obrazek

O pracy Mirosława Tryczyka zatytułowanej „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” pisał już na łamach „Myśli Polskiej” dr Adam Cyra („Znowu sąsiedzi…”, „MP” nr 43-44/2015).
W swoim omówieniu wyeksponował on wątek niemieckiej inspiracji antyżydowskich zajść, mających miejsce latem 1941 r. na Podlasiu. W niniejszym artykule chciałbym skupić się na licznych w pracy M. Tryczyka odniesieniach do działalności i ideologii obozu narodowego w Polsce.
Kluczową tezą, którą wysuwa autor, jest współodpowiedzialność działaczy Narodowej Demokracji za zagładę Żydów w czasie ostatniej wojny. Udowodnieniu tej tezy służy m.in. rozdział zatytułowany „Nacjonalizm w międzywojennej Polsce – szkic z ideologii”, w którym czytamy: „Przedstawione w tej książce zbrodnie popełniane przez polskich nacjonalistów były w dużym stopniu efektem tragicznego w skutkach oddziaływania ideologii nacjonalistycznej i faszystowskiej funkcjonującej w środowiskach prawicowych II Rzeczypospolitej”.
W tekście dominują dość tendencyjnie dobrane cytaty, pochodzące przede wszystkim z łamów prasy narodowo-radykalnej („Ruch Młodych”, „Falanga”).
Autor przypisuje przedwojennym środowiskom narodowym rasizm (także w ujęciu biologicznym), zoologiczny wręcz antysemityzm oraz apologię rodzącego się w Niemczech hitleryzmu. ONR miał być zwolennikiem fizycznej eliminacji Żydów już przed wojną: „W kręgach ONR-u pojawił się kilka razy wprost wyrażony program zgładzenia części Żydów, a części wysterylizowania i następnie wygnania z Katolickiego Państwa Narodu Polskiego. Ludobójstwo Żydów miało zostać przeprowadzone na wzór ludobójstwa Ormian dokonanego przez Turków”.
Przytoczone w książce fakty zestawione są w taki sposób, aby antyżydowskie wystąpienia w czasie wojny na terenie Kolna, Szczuczyna, Wąsosza oraz innych miejscowości regionu stanowiły w odczuciu czytelnika naturalną konsekwencję przedwojennej aktywności narodowców.
Autor ani razu nie wspomina licznych przykładów pomocy udzielanej w czasie wojny Żydom przez wybitnych przedstawicieli obozu narodowego, na czele z Janem Mosdorfem i Janem Dobraczyńskim. T
ryczyk dla udowodnienia z góry przyjętej tezy przywołuje relacje, w których świadkowie (najczęściej Żydzi) opisują działalność „narodówki” (lokalne określenie obozu narodowego) przed wojną, sprowadzającą się do bojkotu handlowego i pomniejszych ekscesów, zaś w czasie wojny w ramach NSZ i NZW do krwawych pogromów i rabunku mienia. Wyznawany światopogląd miał im przy tym nie przeszkadzać w dokonywaniu najbardziej odrażających czynów, jak gwałty na prowadzonych na kaźń Żydówkach.
Przeszkodą dla wyjaśnienia i ukarania po wojnie zbrodni, pomimo wszczynanych procesów, miał być fakt, iż wielu rzekomych współuczestników wydarzeń, w tym byłych działaczy SN, należało do PZPR, tworząc lokalne władze.
Tak było np. w Szczuczynie: „Wiadomo z zeznań złożonych po wojnie przez Icchaka W., ale także z zeznań polskich mieszkańców miasta, że wpływ członków Stronnictwa Narodowego i Obozu Narodowo-Radykalnego na życie w przedwojennym Szczuczynie i pogorszenie relacji między Polakami i Żydami był bardzo duży. Świetlica SN znajdowała się w rynku, w samym centrum miasteczka – przypomniał sobie o tym Franciszek K., jeden z oskarżonych po wojnie o mordy na Żydach w Szczuczynie, który jednak, jak sam twierdził, nie należał do Stronnictwa. Przed wojną należeli za to do tej partii późniejsi sprawcy zbrodni: Władysław Ł., Jan P., Antoni G. i Jan W., który po wojnie zmienił swoje barwy polityczne i został aktywnym działaczem PZPR w regionie”.
Stąd już bardzo blisko do ulubionej w kręgach „Gazety Wyborczej” tezy o nacjonalistyczno-komunistycznym sojuszu w dobie PRL-u (a nawet wcześniej, bo już członkowie ONR mieli być według Tryczyka „zwolennikami dyktatury Stalina”). W rozdziale wstępnym autor pisze zaś wprost o braku przyzwolenia ze strony władz w latach 50. i 60. na rozliczenia za rzekome zbrodnie dokonane przez Polaków na Żydach, w myśl cytowanej wypowiedzi Władysława Gomułki: „mądra polityka umie zapomnieć”.
Tryczyk poza pracą J.J. Lipskiego o ideologii Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga” („Katolickie Państwo Narodu Polskiego”, Londyn 1994) oraz jednym artykułem Olgierda Grotta nie powołuje się niemal na żadną pozycję z obszernej literatury przedmiotu, chociażby na prace Mariusza Bechty: „Narodowo radykalni. Obrona tradycji i ofensywa narodowa na Podlasiu w latach 1918-1939” (Biała Podlaska 2004), „… między Bolszewią a Niemcami. Konspiracja polityczna i wojskowa Polskiego Obozu Narodowego na Podlasiu w latach 1939-1952” (Warszawa 2008).
Nie posiłkuje się też żadną z dwóch dostępnych monografii ONR-u, autorstwa Szymona Rudnickiego („Obóz Narodowo-Radykalny. Geneza i działalność”, Warszawa 1985) i Wojciecha Jerzego Muszyńskiego („Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny w latach 1934-1944. Od studenckiej rewolty do konspiracji niepodległościowej”, Warszawa 2011).
Być może z tej właśnie przyczyny autor notorycznie myli Stronnictwo Narodowe z ONR, zarówno przy opisie posiadanych wpływów w regionie, jak i w prezentowanej w pracy ikonografii.
Książka posługuje się utartymi szablonami na temat przedwojennego obozu narodowego, które pokutują głównie w środowisku ŻIH-u oraz „Gazety Wyborczej”, wpisuje się w nurt obarczający odpowiedzialnością za zagładę Żydów w czasie ostatniej wojny polski obóz narodowy.
Praca przywodzi na myśl niesławnej pamięci „Sąsiadów” Jana Tomasza Grossa, publicystykę Aliny Całej, „biografię” Romana Dmowskiego autorstwa Grzegorza Krzywca („Szowinizm po polsku. Przypadek Romana Dmowskiego (1886-1905)”, Warszawa 2009) oraz filmy w rodzaju rodzimego „Pokłosia” i niemieckiego „Nasze matki, nasi ojcowie”, nad całością zaś unosi się duch prac J.J. Lipskiego.
Dziwić może jedynie brak posłowia autorstwa Adama Michnika.

Maciej Motas

Mirosław Tryczyk, „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”, Wydawnictwo RM, Warszawa 2015, ss. 498.
Nr 3-4 (17-24.01.2016

http://mysl-polska.pl/753


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 23 sty 2016, 10:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wolna-polska.pl/wiadomosci/kto-n ... st-2016-01

Kto neguje Holocaust?
OPUBLIKOWANO STYCZEŃ 22, 2016PRZEZ NSW POLSKA

Prowadzona od kilkudziesięciu lat na całym świecie kampania przerzucania odpowiedzialności za zagładę Żydów z Niemiec na Polskę przekracza kolejne czerwone linie.
6 stycznia 2016 roku francuska telewizja I-Télé (należąca do grupy Canal+) wyemitowała program „Le Grand Décryptage”, poświęcony zamachom terrorystycznym w Paryżu z 13 listopada 2015 roku. Wystąpił w nim m.in. Joël Mergui – prezydent Centralnego Konsystorza Izraelskiego we Francji (Consistoire central israélite – CCI). Jest to organizacja założona w 1808 roku z inicjatywy Napoleona I, reprezentująca wyznawców judaizmu przed francuskimi władzami państwowymi. W dyskusji z prowadzącym program dziennikarzem Olivierem Galzi, oprócz prezydenta Centralnego Konsystorza Izraelskiego, uczestniczyli też rzecznik Episkopatu Francji, ks. Olivier Ribadeau Dumas oraz wiceprzewodniczący Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego, Chems-Eddine Hafiz. Na postawioną przez prowadzącego program kwestię, czy za zamachy paryskie można winić religię, Joël Mergui odpowiedział, że „Żydzi nigdy nikogo nie skrzywdzili w imię Boga i wiary. To nas mordowano”. Dalej wypowiedział się następująco:
„Teraz chciałbym (…) przypomnieć, że Żydzi przeszli przez historię doznając rożnego rodzaju nienawiści, rożnego rodzaju masakr. I że w imię judaizmu wspólnota żydowska nigdy nie powstała ani żeby zniszczyć Hiszpanię, która ich wypędziła, ani Polskę, która ich zagazowała” [1].
Powyższe słowa nie spotkały się z żadną polemiczną reakcją ani ze strony księdza Dumas, ani ze strony pana Hafiza, ani ze strony prowadzącego program red. Galzi. Można z tego domniemywać, że albo we Francji jest już dla wszystkich oczywiste, iż to Polska zagazowała Żydów, albo jest tam oczywiste, że z tym co mówi Żyd się nie polemizuje, cokolwiek by powiedział. Podstawowy kanon ideologii tzw. poprawności politycznej (zwanej też ideologią społeczeństwa otwartego) głosi bowiem, że o Żydach mówi się tylko i wyłącznie dobrze albo wcale.
Należy raczej wątpić w to, że Joël Mergui jest jakimś totalnym ignorantem, niewykształconym i wyjątkowo tępym osobnikiem. Z informacji powszechnie dostępnych na jego temat wynika, że zdobył on solidne wykształcenie. Urodzony w 1958 roku w Maroku, ukończył medycynę na Université de Paris V i przez wiele lat prowadził praktykę lekarską. Głównym polem jego aktywności stała się jednak działalność polityczna w kręgu diaspory żydowskiej. Zanim został prezydentem CCI Mergui był prezydentem Konsystorza Paryskiego – największej gminy żydowskiej we Francji. W 2006 roku został odznaczony orderem Legii Honorowej. Był doradcą prezydentów Sarkozy’ego i Hollande’a do spraw socjalnych i opieki zdrowotnej. Po zamachu terrorystycznym na supermarket żywności koszernej w Paryżu 9 stycznia 2015 roku Mergui współorganizował ceremonię w paryskiej Wielkiej Synagodze. Wzięli w niej udział m.in. premier Izraela Benjamin Netanjahu, sekretarz stanu USA John Kerry i czołowi politycy francuscy.
Jest to zatem nie tylko czołowa postać społeczności żydowskiej we Francji, ale także jedna z ważniejszych postaci francuskiego życia politycznego. Należy wykluczyć, że prezydent CCI nie zna historii i nie wie co mówi. Można też przypuszczać, że z tą historią zapoznał się na miejscu, odwiedzając były obóz Auschwitz i inne miejsca martyrologii żydowskiej na ziemiach polskich. Wizyta w tych miejscach jest obowiązkowym elementem edukacji szkolnej każdego ucznia w Izraelu. Wielu Żydów traktuje podróż do miejsc zagłady tak jak muzułmanie pielgrzymkę do Mekki, więc co dopiero mówić o liderze diaspory żydowskiej największego państwa Europy Zachodniej.
Trzeba zatem z całą pewnością przyjąć, iż Joël Mergui powiedział, że Polska zagazowała Żydów z pełną świadomością tego co mówi i powiedział to celowo.
Jego wypowiedź – haniebna i porażająca, co należy podkreślić – jest kolejną odsłoną obsesyjnej kampanii nienawiści, jaką wpływowe koła żydowskie prowadzą wobec Polski od mniej więcej czterdziestu lat. Są podzielone zdania na temat tego, co jest przyczyną tej kampanii nienawiści. Jedni wskazują na żydowskie roszczenia majątkowe i słynną wypowiedź z 1996 roku ówczesnego sekretarza generalnego Światowego Kongresu Żydów Israela Singera, której następstwem była tzw. pedagogika wstydu wobec Polski, zapoczątkowana przez Jana T. Grossa. Inni wskazują na tajne porozumienia niemiecko-izraelskie z lat 50. XX wieku, w świetle których w zamian za ogromne odszkodowania wypłacone przez RFN Izraelowi i indywidualnym Żydom-ofiarom hitleryzmu strona żydowska miała się zobowiązać, że nie będzie mówić o niemieckich obozach koncentracyjnych i niemieckiej winie za zagładę Żydów. Dlatego najpierw pojawiły się nazistowskie, a potem „polskie” obozy koncentracyjne. Polsce przeznaczono rolę winowajcy zastępczego.
Bez względu na to jakie rzeczywiste motywy legły u podłoża wypowiedzi Joëla Mergui, były to motywy wynikające z brudnej polityki. Muszę w związku z tym zwrócić uwagę na dwie sprawy.
Po pierwsze, wypowiedź prezydenta CCI poszła znacznie dalej niż dotychczasowe enuncjacje o „polskich” obozach koncentracyjnych, pojawiające się regularnie w zachodnich mediach oraz pedagogika wstydu, uprawiana m.in. przez Alinę Całą, Barbarę Engelking-Boni, Jana Grabowskiego, Jana T. Grossa, Pawła Śpiewaka i Andrzeja Żbikowskiego, której zwieńczeniem stało się odkrycie – sygnowane autorytetem dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego, Pawła Śpiewaka – że Polacy podczas drugiej wojny światowej zamordowali jakoby od 120 do 200 tys. Żydów. U Joëla Mergui nie ma już mowy o jakichś polskich sąsiadach palących Żydów w stodole w jakimś miasteczku (Gross), czy o polskim udziale w Judenjagd – niemieckim polowaniu na Żydów (Grabowski). Jest mowa o Polsce, jako państwie, które podczas drugiej wojny światowej dopuściło się ludobójstwa na Żydach, mordując ich w komorach gazowych. Stanowi to przesunięcie na jeszcze wyższy stopień antypolskiej kampanii, którą jej inicjatorzy i organizatorzy podnieśli z poziomu pedagogiki wstydu na poziom totalnej dyskredytacji. Zapowiedzią takiego postawienia sprawy był już niemiecki serial „Unsere Mütter, unsere Väter”. Czerwoną linię przekroczył jednak dopiero prezydent CCI. Być może uczynił to tylko w celu sprawdzenia stopnia polskiej reakcji, ale nie ulega wątpliwości, że za nim prędzej czy później pójdą następni.
Po drugie, wypowiedź Joëla Mergui jest nie tylko napluciem na Polskę i Polaków, ale także brutalną profanacją pamięci Żydów zamordowanych przez Niemcy hitlerowskie podczas drugiej wojny światowej. Wbrew pozorom największą szkodę pamięci ich męczeństwa wcale nie wyrządzają tzw. negacjoniści (m.in. John Bennet, Robert Faurisson, David Irving, Walter Lüftl, Germar Rudolf, Jerzy Ulicki-Rek, Udo Walendy i Ernst Zündel), ale właśnie ci, którzy sugerują polską odpowiedzialność za Holocaust. Dotychczas sugerowano to sformułowaniem „polskie” obozy koncentracyjne. Teraz pan Joël Mergui zasugerował to wprost. Uprawia on tym samym najbardziej bezczelną i groźną formę kłamstwa oświęcimskiego. Dlaczego najbardziej bezczelną i groźną?
Dlatego, że wyżej wymienionym negacjonistom chodzi nie tylko o oczyszczenie z winy Niemiec i Niemców, ale o rehabilitację nazizmu. W tym celu zadają sobie bardzo wiele trudu, by udowodnić, że np. nie było komór gazowych albo nie można było w nich zamordować tylu ludzi itp. Pan Mergui takiego trudu sobie nie zadaje, ale rehabilituje nazizm swoim autorytetem przywódcy społeczności żydowskiej we Francji. Ma to wymowę o wiele poważniejszą niż najbardziej spektakularne enuncjacje Faurissona, Irvinga czy Zündela. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do nich nie będzie go ścigał wymiar sprawiedliwości, ponieważ zgodnie z ideologią poprawności politycznej Żydzi nie podlegają krytyce.
Pamięć o żydowskich ofiarach Auschwitz, Bełżca, Chełmna nad Nerem, Majdanka, Sobiboru i Treblinki – pieczołowicie pielęgnowana przez państwo polskie za pieniądze polskiego podatnika – jest najbardziej profanowana przez takich osobników jak pan Mergui, dla których te ofiary służą tylko i wyłącznie do robienia brudnej polityki i zarabiania kolejnych miliardów dolarów z odszkodowań i restytucji mienia żydowskiego.
Prowadzona od kilkudziesięciu lat na całym świecie kampania przerzucania odpowiedzialności za zagładę Żydów z Niemiec na Polskę przekracza kolejne czerwone linie. Najpierw była nowela Leona Urisa „Exodus” (1958) i jego powieść „Miła 18” (1961), ukazujące Polaków jako bezwzględnych prześladowców Żydów, sztuka Arthura Millera „Incydent w Vichy” (1964), gdzie po raz pierwszy była mowa o „polskich obozach śmierci” oraz powieść Williama Styrona „Wybór Zofii” (1979), przedstawiająca Polaka-profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego jako twórcę planu zagłady Żydów. Następnie był amerykański serial „Holocaust” (1978), gdzie m.in. oddział żołnierzy w polskich mundurach i z orzełkami na rogatywkach dokonuje na polecenie SS egzekucji Żydów w getcie warszawskim. Potem było m.in. paszkwilanckie pisarstwo Henryka Grynberga, Pawła Korca, Jerzego Kosińskiego, Shmula Krakowskiego, Artura Sandauera, Petera Silvermana, Celii Stopnickiej-Heller, Moshe Shonfelda, André Steina i in., film „Shoah” (1985) Claude’a Lanzmanna, nagminne „przejęzyczenia” z „polskimi” obozami koncentracyjnymi niemal na całym świecie (nawet w Czechach) oraz pedagogika wstydu zapoczątkowana przez Jana T. Grossa. Teraz mamy wypowiedź prezydenta CCI o zagazowaniu Żydów przez Polskę. Co będzie następne?
Realnym sposobem na powstrzymanie kampanii antypolonizmu jest wytaczanie przez państwo polskie procesów cywilnych jej inicjatorom i uczestnikom przed sądami krajów ich zamieszkania. Nawet jeżeli takie procesy zostaną przegrane, to dzięki nagłośnieniu sprawy odegrają swoją rolę jako forma obrony. Niestety reakcja na wypowiedź Joëla Mergui – sprowadzająca się tak jak i w poprzednich tego typu wypadkach do wysłania przez ambasadora Andrzeja Byrta listu z protestem do oszczercy – świadczy o tym, że państwo polskie nie jest zdolne do podjęcia takich działań. Podjęcie skuteczniejszych niż listy protestacyjne działań wydaje się jednak konieczne, bo prędzej czy później każą Polakom zapłacić odszkodowania za te komory gazowe.

Bohdan Piętka

Obrazek

Powyższy tekst zawiera tylko i wyłącznie moje prywatne opinie. Nie jest on w jakiejkolwiek mierze stanowiskiem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

1. Cyt. za: www.citizengo.pl, 13.01.2016; Por. też Szef żydowskiej organizacji obraża Polaków we francuskiej telewizji. „Zagazowali Żydów”, www.wpolityce.pl, 14.01.2016.

Za: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/1342 ... -holocaust

Data publikacji: 19.01.2016


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 06 lut 2016, 09:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/28066 ... jnowsze%29

Jestem przekonany, że kiedyś zostanie "odkryte", że Hitler była Polką.

Kopia artykułu:

Kiedy Zachód "odkryje", że Hitler był jednak Polakiem? Kanadyjskie wydawnictwo wydało książkę ze sformułowaniem... "polskie SS"
opublikowano: 2016-02-05 12:50:07+01:00 · aktualizacja: 2016-02-05 12:53:58+01:00


youtube.com


W książce „Flight and Freedom. Stories of Escape to Canada” pojawił się zwrot „polskie SS”. Protest w tej sprawie skierował do wydawnictwa ambasador RP w Kanadzie Marcin Bosacki.
Takie sformułowanie sugeruje, że Polska była zaangażowania w niemieckie okrucieństwo i „mocno niszczy historyczny obraz”
— napisał w oficjalnym liście do wydawnictwa.
Zgroza. Kanadyjskie wydawnictwo wymyśliło „polskie SS”…
— czytamy wpis ambasadora na Twitterze
Ambasador oczekuje, że edycja książki z tym błędem zostanie wycofana ze sklepów i bibliotek. Chce też publicznych przeprosin, w tym w mediach społecznościowych.
Radio RMF FM rozmawiało o tej sprawie z szefem IPN Łukaszem Kamińskim.
Czekamy na dodatkowe informacje. Chcielibyśmy przyjrzeć się tej książce i zastanowić się, co możemy zrobić od tej strony, w której jesteśmy szczególnie kompetentni, czyli czy możemy wdrożyć jakieś działania o charakterze edukacyjnym
— powiedział radiu prezes IPN Łukasz Kamiński.
Tak się składa, że w przyszłym tygodniu otwieramy w Toronto wystawę „Polska Walcząca” w wersji anglojęzycznej i postaramy się jeszcze dziś wysłać zaproszenia do wydawcy, żeby przyszedł i może zrozumiał, czym była okupacja w Polsce, i po której stronie stali Polacy w tej wojnie
— dodał dr Kamiński.

Slaw/ „RMF FM”/ Twitter.com

Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

autor: Zespół wPolityce.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 08 lut 2016, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Zakłamują Brygadę

To paszkwil powielający komunistyczną propagandę na temat Brygady Świętokrzyskiej – stwierdza Leszek Żebrowski, zajmujący się dziejami formacji niepodległościowych o publikacji tygodnika „Ale historia”.

Chodzi o artykuł pt. „Brygada Świętokrzyska – zakłamana legenda”, który ukazał się ostatnio w tygodniku „Ale historia” wydawanym przez Agorę (wydającą również „Gazetę Wyborczą”). Jego autorem jest dr hab. Rafał Wnuk, wykładowca KUL oraz pracownik Muzeum II Wojny Światowej.

Żebrowski zaznacza, iż „odkłamywanie legend historycznych jest rzeczą twórczą i chwalebną, pod warunkiem, że »odkłamiacz« zna się na rzeczy, a odkłamywana dziedzina nie jest mu obca”. Jednak w tym przypadku z „ogromną przykrością muszę stwierdzić, że prof. KUL wyróżnia się niechlujnością, ignorancją i operowaniem ideologicznymi ogólnikami rodem z minionej epoki”.

Historyk podkreśla, że nie ma oparcia w żadnych dokumentach stwierdzenie Wnuka, iż „wszystkie ważniejsze decyzje” odnoszące się do przemarszu Brygady Świętokrzyskiej „akceptowało berlińskie dowództwo SD i Abwehry”, a nawet opracowywało jej programy szkoleniowe.

– Mimo upływu ponad 70 lat od zakończenia działań wojennych i dostępności wszystkich archiwów z tego zakresu, do dziś nikt nie natrafił na dokumenty, potwierdzające realną współpracę Brygady, w dodatku na tak wysokim szczeblu. A przecież aparat propagandowy Josepha Goebbelsa na przełomie 1944/1945 r. przymilał się do Polaków: „tylko orientacja europejska może uratować Polskę”... – wskazuje Żebrowski.

– Dowódca Brygady do końca informował swych żołnierzy, że wycofuje się ona w celu połączenia się z Polskimi Siłami Zbrojnymi na Zachodzie. Brygada nigdy nie podjęła żadnych działań na rzecz Niemców, choć była do tego usilnie namawiana. Nie weszła też w skład „międzynarodówki antybolszewickiej” z udziałem m.in. Waffen SS i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jak to kategorycznie obwieścił nam autor artykułu – stwierdza historyk.

Dalej wskazuje, że nie ma również dowodów na stwierdzenia Wnuka, że Brygada Świętokrzyska NSZ „zabiła w sumie kilkuset członków i sympatyków PPR i AL”. Jest to „bezkrytyczne” powielanie komunistycznej propagandy autorów z okresu PRL, głównie „ppłk. UB Ryszarda Nazarewicza oraz innych „utrwalaczy władzy ludowej”. I tak np. 22 lipca 1943 r. koło leśniczówki Puszcza w lasach przysuskich oddział NSZ dokonał sądu polowego nie na „komunistycznej partyzantce” tylko na członkach „krwawej bandy, dowodzona przez niejakiego Izraela Ajzenmana, przedwojennego pospolitego kryminalisty i recydywisty (półanalfabetę), skazywanego wielokrotnie przez sądy II RP za napady (w tym z bronią w ręku) także na bogatych Żydów”.

– Pół roku wcześniej owa banda spacyfikowała miasteczko Drzewicę. Zamordowali bestialsko – w ramach „czyszczenia terenu z reakcji” siedmiu mieszkańców, w tym dyrektora miejscowej fabryczki Gerlach, aptekarza, nauczyciela – stwierdza Żebrowski. Również powielaniem komunistycznej propagandy jest stwierdzenie o rozstrzelaniu 8 września 1944 r. kilkudziesięciu członków „partyzancki sowieckiej”. Faktycznie były to formacje „członkowie kolaboracyjnych formacji pomocniczych, tworzonych przez Niemców do pacyfikacji polskiej ludności. SS-Wachmannschaften”, którzy mieli wejść w skład oddziału tworzonego przez sowieckich funkcjonariuszy zrzuconych w centralnej Polsce. Historyk podkreśla, że „sowieccy SS-mani pacyfikowali tuż przed ucieczką do lasu okolicę”.

Żebrowski wytyka Wnukowi także pomyłki w nazewnictwie nazwisk i stopni dowódców i żołnierzy Brygady, a także pomyłki w brzmieniu nazwisk czołowych funkcjonariuszy III Rzeszy.

– Muszę z przykrością stwierdzić, że całość sprawia wrażenie zamówienia ideologicznego, złożonego profesorowi historii KUL, a ten nieudolnie usiłował je wykonać – podsumowuje Żebrowski.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ygade.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 09 lut 2016, 10:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gosc.pl/doc/2966716.Przepraszaja-za-polskie-SS

Polskie obozy koncentracyjne łyknął już cały świat, więc teraz pora na polskie SS. I znów te fałszywe przeprosiny, że to niby chodziło o SS w Polsce itp. itd. Takie przeprosiny to raczej kpina a nie przeprosiny. A książki z rozmyślnym kłamstwem nie wycofają oczywiście.

Kopia artykułu:

Przepraszają za "polskie SS"
DODANE 08.02.2016 20:28

Autorzy wydanej w Kanadzie książki, w której znalazło się określenie: "polskie SS", przeprosili za swój błąd w liście przesłanym ambasadorowi Rzeczpospolitej w Ottawie.

Obrazek
List autorów książki do ambasadora Polski w Kanadzie


Ratna Omidvar i Dana Wagner stwierdzili, że błąd miał charakter gramatyczny. Dodali, że pisząc o "polskim S" mieli na myśli niemieckie SS w okupowanej Polsce. - Nie ma żadnego polskiego SS - podkreślili.
Autorzy książki pt. "Fight and Freedom. Stories of Escape to Canada" przyjęli na siebie odpowiedzialność za popełniony błąd, nie obciążając nią Maxa Farbera, syna Żyda ocalałego z Holokaustu, w którego zamieszczonej przez nich wypowiedzi znalazło się określenie krzywdzące Polskę i Polaków.
Przeprosiny były spełnieniem żądania, z jakim do wydawcy książki wystąpił ambasador Polski w Ottawie Marcin Bosacki. Z listu autorów książki wynika, że wydawca nie zadośćuczyni drugiemu żądaniu ambasadora, tj. nie wycofa książki z obrotu, a jedynie doda erratę do wszystkich egzemplarzy pozostających w sprzedaży. Ponadto, informacje o błędzie mają się znaleźć w mediach społecznościowych. Nie będzie on - jak zapewniają autorzy - powtarzany w kolejnych wydaniach drukowanych książki, ani w jej wersji elektronicznej.
- Dobrze, że są przeprosiny autorów, ale potrzebne konkretne, stanowcze stanowcze kroki wydawcy - skomentowała na Twitterze ambasada Polski w Kanadzie.

jdud


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 09 lut 2016, 11:20 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2565
a co na TO ,Polki i Polacy mieszkający w Kanadzie,szczególnie pokolenie Solidarności ,które swojego czasu wyjechało w ramach" biletu w jedną stronę "? może jakiś bojkot .pisemny sprzeciw ?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 17 lut 2016, 09:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://pl.sputniknews.com/polska/201602 ... -kara.html

Koniec z bezkarnymi kłamstwami.

Kopia artykułu:

Sformułowanie „polskie obozy śmierci" w Polsce będzie karane 5 latami więzienia
17:27 15.02.2016

Ministerstwo Sprawiedliwości RP przygotowało projekt umożliwiający wytaczanie spraw karnych i cywilnych za używanie zwrotu typu "polski obóz". Byłoby to przestępstwo zagrożone karą do 5 lat więzienia. MS chce też zapisać w konstytucji, że "dobre imię RP i narodu polskiego podlega ochronie prawnej".
„Publiczne i sprzeczne z faktami" przypisywanie Polsce „udziału, organizacji lub odpowiedzialności za przestępstwa III Rzeszy jest zagrożone karą do pięciu lat pozbawienia wolności". Inną możliwą opcją może być kara grzywny.
Poza tym Ministerstwo Sprawiedliwości chce dodać do konstytucji zapis mówiący, że „dobre imię RP i narodu polskiego podlega ochronie prawnej".
Tym sposobem rząd Beaty Szydło zamierza walczyć przede wszystkim ze sformułowaniem „polskie obozy zagłady", które często pojawia się w zachodnich mediach, kiedy informują o nazistowskich obozach koncentracyjnych, działających w okresie II wojny światowej na terytorium Polski.
Zgodnie z polskimi normami, inicjatywa Ministerstwa Sprawiedliwości może zostać poparta przez rząd, a następnie ma zostać zatwierdzona w parlamencie. Na zakończenie projekt ustawy ma podpisać prezydent.

W 2013 roku partia Prawo i Sprawiedliwość, która w tamtym czasie należała do opozycji, proponowała uznanie użycia sformułowania „polski obóz" za przestępstwo. Odbyło się jedno czytanie projektu w parlamencie, lecz rządząca wówczas Platforma Obywatelska opowiedziała się przeciwko tej inicjatywie. Rządząca obecnie partia Prawo i Sprawiedliwość dysponuje większością w parlamencie i może szybko wcielić swój pomysł w życie.
Wcześniej polskie sądy wielokrotnie odrzucały pozwy przeciwko zagranicznym mediom, używającym kontrowersyjnego zwrotu „polskie obozy koncentracyjne". W 2013 roku prokuratura w Warszawie odmówiła wytoczenia postępowania w sprawie faktu „publicznego znieważenia narodu polskiego" po publikacji z tym zwrotem w gazecie Rheinische Post, ponieważ uznała go za wskazanie na położenie geograficzne obozów zagłady.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 29 lut 2016, 10:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.pch24.pl/zapomniany-1-wrzesn ... 951,i.html

Dziś światem rządzą hitlerowcy, więc górę biorą ich kłamstwa.

Kopia artykułu:

Zapomniany 1 września – polska porażka w „bitwie o pamięć”
Data publikacji: 2015-09-04 12:00
Data aktualizacji: 2015-09-08 11:56:00

Obrazek
By Hans Sönnke [Public domain], via Wikimedia Commons


1 września kojarzy nam się z rozpoczęciem roku szkolnego oraz początkiem II Wojny Światowej. Dla nas, Polaków, fakt, że globalny konflikt rozpoczął się właśnie od ataku Niemiec na nasz kraj, jest oczywisty. Jednak nie cały świat podziela w tej sprawie nasze poglądy. Wiele narodów czci rocznicę początku II Wojny Światowej w zupełnie innym terminie. Niektóre z nich, chociaż z ich perspektywy globalny konflikt zaczął się kiedy indziej, przypominają o wydarzeniach z 1 września 1939 roku. Niestety o 1 września pamięta coraz mniej osób. Przegląd informacyjnych portali internetowych dobitnie unaocznia porażkę naszej polityki historycznej w tej materii.

Zachodnie serwisy informacyjne niemal w ogóle nie donosiły o rocznicy przypadającej 1 września. Zaledwie kilka niszowych, anglojęzycznych portali przypomniało, że tego dnia roku 1939 Niemcy zaatakowały Polskę, co rozpoczęło II Wojnę Światową. Jednak nawet gdy coś pisano, to byłby to wspomnienia ludzi wtedy żyjących, a nie opis dziejów politycznych czy wojskowych. Można by próbować tłumaczyć to faktem, że Brytyjczycy wypowiedzieli wojnę Hitlerowi 3 września. Czy jednak tego dnia wspomniano o rocznicy? Również nie! Skala zapomnienia jest tutaj nawet większa niż w przypadku rocznicy ataku Niemiec na Polskę.

1 września na żadnym francuskojęzycznym portalu informacyjnym nie znaleźliśmy wzmianki o przypadającej wtedy rocznicy. Czy trzeciego września było inaczej? Skądże. Wyszukiwanie haseł w stylu „drôle de guerre” (pol. dziwna wojna – okres od 3 września 1939 do niemieckiej ofensywy na zachodzie wiosną 1940 roku) nie prowadzi nas do oczekiwanych rezultatów. Francuzi są pod względem pamięci najgorsi. Lepiej od nich wypadają nawet narody niezaangażowane w II Wojnę Światową czy walczące w niej, ale nie mające styczności z polską areną działań zbrojnych. Przypomnienie wydarzeń z 1 września znajdziemy na stronach hiszpańskojęzycznych, węgierskich, włoskich a nawet tureckich.

Skala niepamięci porównywalna z angielską przejawia się w „niemieckim internecie”. Tutaj jednak zapomnienie można próbować wyjaśnić winą i wstydem potomków sprawców cierpienia i śmierci milionów ludzi w całej Europie.

Kto więc pamięta o 1 września? O dziwo naród, którego oficjalna historiografia umiejscawia początek II Wojny Światowej w czerwcu 1941 roku. W rosyjskojęzycznym internecie, nawet w popularnych serwisach informacyjnych i na stronach agencji prasowych, pojawiały się wzmianki o zdarzeniach z Polski z roku 1939. Co ciekawe, donoszą o tym także rosyjskojęzyczne portale skierowane do innych państw i narodów – Ukrainy, Kazachstanu, Abchazji, czy Tatarów. W wielu wypadkach strony te nie unikają informacji o sowieckiej napaści na Polskę z 17 września. Bywa nawet, że okres od 1 września 1939 do 22 czerwca 1941 roku jest nazywany pierwszą fazą II Wojny Światowej.

Różne historiografie, z racji odmiennych historii narodowych mają własne podejścia do daty początku II Wojny Światowej. Wydarzeniem chronologicznie najwcześniejszym jest wybuch wojny japońsko-chińskiej 7 lipca 1937. Na to uwagę zwracają Azjaci. Konflikt ten nie miał jednak wymiaru ogólnoświatowego do czasu japońskiego ataku na kolejny kraj – Stany Zjednoczone, co miało wszak miejsce dopiero 7 grudnia 1941 roku. To ta data jest początkiem amerykańskiego udziału w konflikcie. Europejska historiografia zachodnia zwraca uwagę nie tylko na 1 września, ale i na 3 września jako początek wojny światowej. Wtedy zgodnie z postanowieniami traktatowymi Wielka Brytania, Francja, Nowa Zelandia oraz Australia wypowiedziały wojnę III Rzeszy. Historiografia rosyjska za początek wojny uważa 22 czerwca 1941 roku, gdy Niemcy zaatakowały ZSRS, co zapoczątkowało Wielką Wojnę Ojczyźnianą.

Mimo różnic w postrzeganiu początków II Wojny Światowej, będących naturalną konsekwencją istnienia narodowych historiografii, zapomnienie o 1 września musi szokować. To widoczny znak klęski polskiej polityki historycznej – na tej niwie ponosimy nieustanne porażki. Niemieckie obozy śmierci stały się polskimi, zbrodniarze to beznarodowi hitlerowcy lub naziści (a coraz częściej także Polacy), w świecie żywa jest pamięć o powstaniu w Getcie, ale już nie o polskim bohaterstwie z 1944 roku.

Jak widać, pamięć o pierwszym września stała się kolejną ofiarą w nieustannych dążeniach światowych przywódców, do wymazania prawdy o II Wojnie Światowej.

Michał Wałach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 03 mar 2016, 10:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Kara za kłamstwo o Żołnierzach Wyklętych

– Odpowiedzialność karna za kłamstwo o Żołnierzach Wyklętych, jak w przypadku kłamstwa oświęcimskiego. Bandytami byli Sowieci i ich polscy komunistyczni pomocnicy z UB, PPR, PRPR – zaznaczyła Krystyna Pawłowicz na wczorajszych uroczystościach w Mińsku Mazowieckim.

Według poseł, nadszedł czas, aby historię Polski wreszcie poukładać i odkłamać. – W spadku postkomuna zostawiła nam schizofrenię narodową i ubecką wersję historii. Należy z tym skończyć – powiedziała posłanka PiS.

Poseł Pawłowicz zauważyła, że każdy z nas, żyjący, a zniesławiony, może iść do sądu, bronić się i walczyć o swoje prawa. Natomiast wymordowani przez komunistów Żołnierze Wyklęci nie mogą bronić swojego dobrego imienia. Dlatego to my musimy dbać o ich pamięć, godność i dobre imię, ponieważ jesteśmy im to winni. Oni oddali swoje życie za wolność naszej Ojczyzny.

NG

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... etych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 08 kwi 2016, 10:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://novorossia.today/zaglada-jencow- ... wda-falsz/

ZAGŁADA JEŃCÓW RADZIECKICH W TRAKCIE WOJNY POLSKO-BOLSZEWICKIEJ. PRAWDA, CZY FAŁSZ
on: Kwiecień 07, 2016

Obrazek

W ostatnim czasie po raz kolejny odżywa temat zagłady rosyjskich (bolszewickich) jeńców wojennych jacy znaleźli się w polskiej niewoli w trakcie polsko-bolszewickiej. Niestety pojawiają się opinie (także w Polsce), że zaplanowana eksterminacja tychże ludzi usprawiedliwia masowe morderstwa na polskich jeńcach wojennych do jakich dochodziło w trakcie II Wojny Światowej w Kozielsku, Katyniu i innych miejscach kaźni. Nie znajduję żadnego usprawiedliwienia dla czystek etnicznych, czy ludobójstwa- takich rzeczy nie powinno się uzasadniać, a bezwzględnie potępiać. Zdecydowałem się więc na publikację na łamach Novorossia.Today przedruku artykułu jaki ukazał się na irekw.internetdsl.pl. Zachęcam do lektury i dyskusji.
Dawid Hudziec

„Niezawisimaja Gazeta” (19.10.00) zamieściła artykuł dra Zbigniewa Karpusa, pt. „Jeńcy zapomnianej wojny“, przedstawiający polski punkt widzenia na problem żołnierzy Armii Czerwonej wziętych do niewoli w latach 1919-21. Publikacja jest następstwem inicjatywy placówki. Tekst artykułu: – “Konsekwencją każdej wojny jest oprócz licznych ofiar i zniszczeń, również problem jeńców, żołnierzy wziętych do niewoli w czasie walk na frontach. Odnosi się to także do wojny polsko-bolszewickiej lat 1919- 1920.

Przez wiele minionych dziesięcioleci sytuacją jeńców z tej wojny nikt się nie interesował. Zagadnienie to nie było także przedmiotem badań historyków. Dopiero od kilku lat, kiedy to w listopadzie 1990 r. M. Gorbaczow podczas wizyty w Polsce został zmuszony do ujawnienia prawdziwych sprawców zbrodni katyńskiej, los jeńców bolszewickich w obozach w Polsce znalazł się w centrum zainteresowań publicystów i historyków rosyjskich. Na łamach największych dzienników i tygodników rosyjskich, w tym również periodyków naukowych, publikowane są liczne artykuły pod wymownymi tytułami: Na długo przed Katyniem, Strzałkowo – polski Katyń, Tuchola – obóz śmierci, Tragedia polskiej niewoli i wiele tym podobnych.

Autorzy rosyjscy oskarżają w nich stronę polską o eksterminację od 40 do 80 tys. jeńców bolszewickich, którzy w latach 1919 – 1921 przebywali w polskich obozach jenieckich. W ten sposób strona rosyjska stara się usprawiedliwić mord oficerów i policjantów polskich w Katyniu, Twerze i Charkowie w 1940 r.

W oparciu o zachowane polskie archiwalia można dokładnie odtworzyć sytuację jeńców rosyjskich przebywających w Polsce. Warunki ich życia różniły się znacznie od obrazu zagłady przedstawianego obecnie przez autorów rosyjskich. A jak było w rzeczywistości? W pierwszej fazie wojny polsko-bolszewickiej, w 1919 r., walki na froncie nie były zbyt intensywne, stąd też liczba wziętych do niewoli przez stronę polską żołnierzy rosyjskich nie była duża.

W listopadzie 1919 r. w Polsce znajdowało się tylko 7096 jeńców bolszewickich. Przebywali oni, podobnie jak i jeńcy ukraińscy wzięci do niewoli podczas walk o Galicję Wschodnią, w obozach zlokalizowanych w: Strzałkowie (położonym między Słupcą a Wrześnią), Dąbiu pod Krakowem, Pikulicach pod Przemyślem i Wadowicach. Obozów tych Polacy nie budowali specjalnie z myślą o działaniach wojennych prowadzonych na wschodzie. Przejęli je po zaborcach i okupantach, którzy zbudowali je podczas I wojny światowej dla własnych potrzeb.

Oprócz jeńców wojennych w obozach, których liczba wzrastała, przebywali uchodźcy ze wschodu (przynajmniej na okres trwania kwarantanny sanitarnej) oraz osoby internowane na podstawie decyzji władz administracyjnych i wojskowych. Natychmiast po zjawieniu się pierwszych grup jeńców bolszewickich w polskich obozach wybuchały epidemie chorób zakaźnych (tyfusu, czerwonki, cholery, grypy).

W 1919 r. szczególnie trudna sytuacja sanitarno-epidemiologiczna wystąpiła w obozie zlokalizowanym w obiektach twierdzy w Brześciu Litewskim. Po kilku miesiącach istnienia obóz ten został zamknięty, a przebywający w nim jeńcy bolszewiccy przeniesieni zostali do innych obozów. Z zachowanych danych wynika, że w obozie w Brześciu zmarło z powodu trudnych warunków sanitarnych i epidemii ponad 1000 jeńców bolszewickich.

W wyniku wysiłków władz polskich, między innymi posłów na Sejm Ustawodawczy, sytuacja we wszystkich obozach w Polsce uległa na początku 1920 r. znacznemu polepszeniu. Walki polsko-sowieckie na Ukrainie rozpoczęte w kwietniu 1920 r., w ramach tzw. „wyprawy kijowskiej”, nie miały wpływu na zwiększenie się liczby jeńców w polskich obozach. W ich wyniku wzięto do niewoli ok. 18 tysięcy żołnierzy rosyjskich, z których tylko niewielu zdążono odtransportować na tyły, na zachód. Większość z nich została odbita przez I Armię Konną dowodzoną przez S. Budionnego.

Dopiero Bitwa Warszawska, w następstwie której do polskiej niewoli (do 10 września 1920 r.) dostało się ok. 50 tysięcy jeńców bolszewickich, radykalnie zmieniła problem jeńców w Polsce. A dalsze walki na wschodzie dostarczały nowych jeńców. Można przyjąć, że po wstrzymaniu działań wojennych na froncie wschodnim (co nastąpiło 18 października 1920 r.) na terenie Polski przebywało łącznie ok. 110 tysięcy jeńców bolszewickich.
Są to obliczenia tylko teoretyczne, gdyż część jeńców (ok. 25 tysięcy) zaraz po dostaniu się do niewoli lub też po krótkim pobycie w obozach ulegało agitacji i wstępowało do oddziałów wojskowych rosyjskich, kozackich i ukraińskich walczących po polskiej stronie z bolszewikami (armia gen. Stanisława Bułak-Bałachowicza, 3 armia rosyjska gen. Borysa Peremykina, brygada kozacka esauła Aleksandra Salnikowa, brygada kozacka esauła Wadima Jakowlewa i armia Ukraińskiej Republiki Ludowej).

Nie zawsze jeńcy ci w swych decyzjach kierowali się pobudkami ideowymi. Tak więc jesienią 1920 r. w Polsce było maksymalnie ok. 80-85 tysięcy jeńców rosyjskich. Strona polska nie była przygotowana na zapewnienie takiej liczbie jeńców, w krótkim czasie, odpowiednich warunków lokalowych i sanitarnych. Tym bardziej, że kraj był zniszczony niedawnymi walkami, a nie uzyskano od innych państw pomocy, o którą zwracano się.

Dlatego też, szczególnie na przełomie 1920/1921 r. sytuacja sanitarna, a także i aprowizacyjna w obozach, w których przebywali jeńcy rosyjscy była trudna. Doprowadziło to do ponownego wybuchu epidemii chorób zakaźnych i w konsekwencji do śmierci wielu jeńców. W żadnym wypadku nie ma podstaw do posądzeń władz polskich o celową i zaplanowaną politykę głodzenia czy też eksterminacji jeńców bolszewickich.

Już od lutego 1921 r., sytuacja w obozach, w wyniku dużego wysiłku polskich władz wojskowych, radykalnie się polepszyła. W połowie marca 1921 r. rozpoczęła się długo oczekiwana i odwlekana, bynajmniej nie przez stronę polską, akcja wymiany jeńców między Polską a Rosją Sowiecką. Trwała ona do połowy października 1921 r., w wyniku czego do Rosji odesłano 65.797 jeńców, a do Polski powróciło 26.440 żołnierzy. Oprócz tego pozostało jeszcze w Polsce 965 jeńców bolszewickich, którzy mieli być gwarancją dla władz polskich, że strona sowiecka odeśle wszystkich polskich oficerów wziętych do niewoli.

Na początku 1922 r. grupa ta została wysłana do domów na wschód. W myśl polsko-rosyjskich ustaleń wymiana jeńców była dobrowolna. Z możliwości pozostania w Polsce skorzystało około 1000 jeńców bolszewickich, którzy zadeklarowali swoją decyzję pisemnie. Zostali oni następnie zwolnieni z obozów. Oprócz tego ok. 1000 jeńców bolszewickich: Łotyszy, Niemców, Węgrów, Austriaków wyraziło chęć powrotu do swych ojczyzn.

W wyniku porozumień władz polskich z przedstawicielstwami dyplomatycznymi tych państw zostali oni tam odesłani. Biorąc powyższe dane pod uwagę można stwierdzić, że w niewoli polskiej zmarło maksymalnie 16-18 tysięcy jeńców rosyjskich (ok. 8 tysięcy w obozie w Strzałkowie, ok. 2 tysiące w Tucholi i ok. 6-8 tysięcy w innych obozach) przez cały trzyletni okres pobytu w Polsce. Twierdzenie, że zmarło ich więcej, 60 czy też 100 tysięcy jest zdecydowanie przesadzone i przede wszystkim nie oparte na wiarygodnych, a praktycznie żadnych źródłach.

Sprawa, która wywołuje kontrowersje jeszcze obecnie i jest eksponowana przez historyków i publicystów rosyjskich, dotyczy liczby zmarłych w obozie w Tucholi jeńców bolszewickich. Ten problem został podniesiony już w 1921 r., kiedy to w emigracyjnej prasie rosyjskiej ukazującej się w Warszawie, pisano o Tucholi jako o „obozie śmierci”, w którym zmarło rzekomo 22 tysiące czerwonoarmistów.

Następnie, zarówno niektórzy polscy jak i sowieccy, a obecnie rosyjscy historycy i dziennikarze często się na te rewelacje powołują. Nie zwracali oni i obecnie nie zwracają uwagi na fakt, czy możliwe jest, że tylu jeńców poniosło śmierć przez tak krótki okres pobytu w Tucholi (od końca sierpnia 1920 do połowy października 1921 r.). Tak wysoka śmiertelność (ponad 2 tysiące osób miesięcznie) musiałaby znaleźć potwierdzenie w dokumentacji wojskowej, władz administracyjnych, lokalnej prasie czy też w sprawozdaniach przedstawicieli polskich i międzynarodowych organizacji charytatywnych wizytujących często obóz jeńców w Tucholi.
W swych twierdzeniach historycy ci nie powołują się na żadne wiarygodne materiały archiwalne. A materiały te, choć rozproszone, zachowały się licznie nie tylko w polskich archiwach. Na ich podstawie można jednoznacznie stwierdzić, że w Tucholi w okresie rocznego pobytu zmarło, w zdecydowanej większości na choroby zakaźne, maksymalnie ok.1950 jeńców bolszewickich. Jest to liczba ponad 10-krotnie mniejsza od poprzednich twierdzeń.

Cmentarze, na których zostali pochowani jeńcy bolszewiccy, zlokalizowane w pobliżu obozów, przez cały okres międzywojenny były otoczone opieką władz polskich. Były one ogrodzone, uporządkowane i ustawiono na nich skromne obeliski. Zakończenie wymiany jeńców między Polską a Rosją Sowiecką nie doprowadziło do zamknięcia działających w Polsce obozów. Istniały one nadal i przebywali w nich internowani, byli wojskowi sojusznicy Polski z okresu wojny na wschodzie, a mianowicie: Ukraińcy atamana S. Petlury, Rosjanie z formacji gen. B. Peremykina i gen. S. Bułak-Bałachowicza oraz Kozacy z jednostek dowodzonych przez esauła Jakowlewa i Salnikowa.

Duża część żołnierzy tych formacji wywodziła się z jeńców bolszewickich, którzy dobrowolnie wyrazili zgodę na wstąpienie do tych oddziałów. Po niepowodzeniach na froncie i samotnej walce oddziały te przeszły w listopadzie – grudniu 1920 r. na polską stronę frontu i następnie zostały, zgodnie z postanowieniami polsko-sowieckich preliminariów pokojowych podpisanych 12 października 1920 r. w Rydze, rozbrojone i internowane w obozach (było ich około 30 tysięcy żołnierzy wraz z rodzinami). Przebywali w nich do sierpnia 1924 r., kiedy to ostatni obóz dla internowanych został w Polsce zamknięty.

Część z nich, ok. 5000 skorzystała z amnestii władz sowieckich i w 1922 i 1923 r. powrócili do swoich domów. Pozostali otrzymali prawo osiedlenia się w Polsce (na prawach obcokrajowców) lub wyjechali do pracy do Francji, czy też Brazylii. Ci z nich, którzy zdecydowali się na pozostanie w Polsce dali początek, istniejącym jeszcze do dzisiaj, koloniom Rosjan i Ukraińców w niektórych miastach kresów zachodnich II Rzeczypospolitej, jak np. w Poznaniu, Kaliszu, Bydgoszczy, Toruniu, Grudziądzu czy też Gdyni.

W okresie międzywojennym grupy te były widoczne w życiu tych miast i dobrze zorganizowane. Byli internowani i jeńcy kultywowali swoje tradycje narodowe oraz religię, wówczas to w miastach Polski zachodniej rozpoczęły działalność między innymi parafie prawosławne. Po wkroczeniu na te tereny w 1945 r. Armii Czerwonej wielu przedstawicieli tych społeczności zostało aresztowanych i wywiezionych do obozów daleko na Wschód, podobnie jak i liczni Polacy z tych terenów. Ci, co przeżyli, powrócili do rodzin i przybranej ojczyzny. Kolonie te istnieją do dnia dzisiejszego i świadczą o tym, że emigranci z Rosji znaleźli w Polsce swoją drugą ojczyznę.”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 16 maja 2016, 08:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Koniec zakłamywania historii

Wiele wskazuje na to, że pomnik Wdzięczności Żołnierzom Armii Czerwonej w Sanoku zniknie niebawem z przestrzeni publicznej. Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Rzeszowie w końcu zaakceptował wniosek o usunięcie monumentu.

Z wnioskiem o usunięcie z przestrzeni publicznej sowieckiego monumentu wystąpiły władze Sanoka. W ich ocenie najwyższy czas, aby komunistyczny relikt zniknął z przestrzeni publicznej. Monument jako wyraz wdzięczności dla czerwonoarmistów, którzy – jak głosił napis na pomniku – jakoby przynieśli miastu wolność, został wzniesiony na przełomie 1944 i 1945 r. Wówczas pomnik stanowił integralną część cmentarza Żołnierzy Armii Czerwonej usytuowanego na zboczu wzgórza. Po ekshumacji w latach 50. i przeniesieniu szczątków do utworzonej kwatery na cmentarzu Centralnym w Sanoku pomnik zburzono. W 1977 r. powstała jego obecna wersja. Zarówno idea pomnika, jak i sam napis były mocno naciągane, ponieważ – jak przypominają historycy –niemiecka niewola okupacyjna zmieniła się na sowiecką przyniesioną na bagnetach przez Armię Czerwoną, za którą do Polski wkroczyło NKWD i terror władzy ludowej.

W latach 90. napis „Pamięci żołnierzom Armii Czerwonej poległym w walkach o wyzwolenie Sanoka” wprawdzie został usunięty z cokołu, podobnie jak gwiazda czerwona, ale pomnik jak stał, tak stoi.

W ubiegłym roku inicjatywę przeniesienia go na cmentarz Centralny, gdzie znajduje się kwatera żołnierzy Armii Czerwonej, poparł m.in. Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie. Jednak zgody nie wyraził Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Rzeszowie, na czele którego stoi wojewoda podkarpacki. Po zmianie władzy w Polsce, kiedy urząd wojewody podkarpackiego objęła dr Ewa Leniart, władze Sanoka ponownie złożyły wniosek do Wojewódzkiego Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który tym razem wyraził zgodę na usunięcie monumentu, pozostawiając władzom Sanoka decyzję co do dalszych jego losów.

Na razie nie jest jeszcze przesądzone, gdzie ostatecznie trafi pomnik – czy na jeden z okolicznych cmentarzy z mogiłami żołnierzy sowieckich, czy może bardziej odpowiednim miejscem będzie park pomników na terenie Muzeum PRL w Rudzie Śląskiej. To jednak wiąże się z kosztami transportu, tym bardziej że monument jest duży. Jak zapowiada burmistrz Sanoka Tadeusz Pióro, wkrótce odpowiedni projekt uchwały w tej sprawie trafi pod obrady rady miasta i to miejscy rajcy zdecydują o dalszym losie po PRL-owskiego spadku. Przypomnijmy, że z wnioskiem do Rady Miasta Sanoka o usunięcie pomnika zwrócili się przedstawiciele organizacji patriotycznych, m.in. Sanockiego Ruchu Narodowego, Klubu Historycznego im. Armii Krajowej, kombatanci Armii Krajowej oraz sybiracy. Ich zdaniem, wszelkie symbole gloryfikacji katów Narodu Polskiego winny zostać usunięte z przestrzeni miejskiej, a żadne prawo nie usprawiedliwia tolerancji dla kultywowania pamięci okupanta, który na wiele lat zniewolił Polskę. O losie pomnika i zagospodarowaniu placu Harcerskiego przy Parku Miejskim w Sanoku zdecyduje rada miasta.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... torii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 02 cze 2016, 08:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/75095

Wrogowie Polski piszą naszą historię
kokos26, śr., 01/06/2016 - 09:10

Otwarte 17 marca bieżącego roku we wsi Markowa Muzeum Polaków Ratujących Żydów Podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów, choć powstało o wiele lat za późno to i tak wywołało gwałtowne ataki ze strony Niemiec wspieranych przez część środowisk żydowskich.
Mówienie – jak to uczynił prezydent Duda w dzień otwarcia placówki – o setkach tysięcy Polaków, którzy pomogli Żydom, może wzbudzić w Jerozolimie podejrzenie o wykorzystanie owego tragicznego, ale i nietypowego przypadku rodziny Ulmów do przedstawienia w lepszym świetle zachowania Polaków w czasie Holokaustu – mogliśmy przeczytać w niemieckim dzienniku Frankfurter Allgemeine Zeitung. Jak widzimy nie tylko potomkowie ludobójców, ale także ich ofiar podważają heroizm i wynikające w dużej mierze z chrześcijańskiej religijności poświęcenie Polaków gotowych oddać życie za swoich żydowskich sąsiadów. Komentująca tekst z FAZ stacja Deutsche Welle dodała: Dyrektorka przyznającego ten tytuł instytutu Jad Waszem Irena Steinfeldt zaznacza bowiem, że choć liczba Polaków w porównaniu z innymi krajami jest najwyższa, to jednak w obliczu trzech milionów polsko-żydowskich ofiar jest raczej niska. Nikt nie dodaje, że przytłaczającej większości żydowskich ofiar nie dało się uratować gdyż kompletnie niezasymilowani z naszym narodem nie znali nawet polskiego języka. Tych ludzi nie dało wtopić się w polski tłum zaopatrując w sfałszowane metryki, świadectwa chrztu i kenkarty. Mimo to Polaków, którzy oddali życie ratując Żydów liczy się w tysiące, a liczbę tych, którzy im pomagali szacuje się nawet na ponad milion. Według spadkobierców niemieckich katów oraz środowisk żydowskich to o wiele za mało. Nie podają nam jednak jakiegoś ujętego cyframi statystycznego wzorca odwagi i człowieczeństwa. Nie potrafią wskazać ani jednego przykładu do naśladowania wziętego z historii własnych narodów. Oni niczym niemieccy oprawcy na rampie w Birkenau podnoszą nam poprzeczkę na taką wysokość, abyśmy nawet stając na palcach nie trafili podczas tej selekcji na stronę ludzi zasługujących na podziw, wdzięczność i podziękowanie.

Oto dzieci oraz wnuki oprawców i ich ofiar mówią dzisiaj jednym głosem, że Polacy chcą się przedstawić „w lepszym świetle”. Jednocześnie cynicznie przemilczają, że my również byliśmy narodem przeznaczonym przez Niemców do zagłady. Wypada przypomnieć Niemcom i Żydom ilu to mieszkańców dzisiejszej Europy Zachodniej okupowanej w latach ostatniej wojny przez III Rzeszę oddało życie za Żydów. Był to jeden Duńczyk, który zapewne nie spodziewał się tak drastycznych konsekwencji gdyż nigdzie poza okupowaną Polską śmierć za taką pomoc nie groziła. Co najwyżej można było trafić do obozu, lecz zwykle kończyło się to zapłaceniem zwykłej grzywny. Informujemy niemiecki szmatławiec FAZ, że to nie rodzina Ulmów, ale ów Duńczyk to był ten „nietypowy przypadek”. W Polsce na mocy prawa ustanowionego przez waszych ojców i dziadów za pomoc Żydom groziła kara śmierci nie tylko pomagającym, ale ich całym rodzinom niewyłączając dzieci, starców, osób chorych czy ciężarnych kobiet.

Jakże szybko z pamięci historycznej wymazano fakt, że Francuzi, Belgowie czy Holendrzy, którym żadna zagłada nigdy nie groziła sami gorliwie organizowali transporty Żydów do obozów zagłady zaskakując swoim zaangażowaniem samych niemieckich zbrodniarzy? Mało tego, oni niejednokrotnie licytowali się z Niemcami, kto jest bardziej gorliwym antysemitą.
Bezczelność Niemców i niestety wielu środowisk żydowskich w zakłamywaniu historii jest trudna do pojęcia dla każdego w miarę normalnego i przyzwoitego człowieka. Potomkowie zbrodniarzy mają czelność dzisiaj rozważać i zastanawiać się czy pomoc przedstawicieli jednego narodu przeznaczonego przez ich ojców i dziadków na zagładę, udzielana drugiemu narodowi masowo przez ich przodków likwidowanemu była wystarczająco bohaterska? Czyż nie lepiej z punktu widzenia niemieckiego interesu byłoby gdyby za pomoc Żydom udało się wymordować także niemal wszystkich Polaków?

Głupota kolejnych polskich rządów czy wręcz dokonana z premedytacją zdrada pamięci o naszych bohaterskich przodkach poraża. Z jaką bowiem sytuacją mieliśmy do czynienia zanim kilka tygodni temu otwarto Muzeum w Markowej? Oto liczni odwiedzający Kraków turyści, w tym niemieccy i żydowscy, mogli zwiedzać tamtejsze Muzeum Fabryki Emalii Oscara Schindlera i dowiadywać się, że najważniejszym historycznym już bohaterem ratującym Żydów w okupowanej Polsce był ten niemiecki przedsiębiorca. Dlaczego niemieckie szmatławce wspierane przez środowiska żydowskie nie pisały przy okazji otwarcia muzeum Schindlera o celowym nagłaśnianiu zupełnie „nietypowego przypadku”? Dlaczego Irena Steinfeldt z Jad Waszem nie zaprotestowała mówiąc, że nie godzi się, aby w państwie setek tysięcy bezimiennych bohaterów niosących pomoc Żydom z narażeniem życia honorować akurat Niemca? Dlaczego nie mówi się, że Schindler nie ryzykował niczym, a jedynie dzięki pozycji okupanta oraz bliskiej znajomości z katem i sadystycznym oprawcą Żydów w obozie w Płaszowie, Amonem Franzem Göthem mógł dłużej niż inni niemieccy przedsiębiorcy korzystać z taniej żydowskiej siły roboczej? Dlaczego podobnego muzeum nie wybudowano najpierw Polakowi, Henrykowi Sławikowi, który ocalił życie, co najmniej 5000 tysiącom Żydów, czyli wielokrotnie większej liczbie niż Schindler? Dlaczego swojego muzeum i pomnika nie ma ksiądz Marceli Godlewski, który uratował 3000 Żydów z warszawskiego getta?

Czy Niemcy byliby tak wspaniałomyślni i historycznie uczciwi żeby uhonorować na terenie Niemiec pomnikiem i otwarciem muzeum, właśnie Henryka Sławika, którego za pomoc Żydom niemieccy i austriaccy ludobójcy zamordowali w obozie Mauthausen? Każda próba upamiętnienia i uhonorowania tych Polaków, którzy oddali życie za żydowskich współbraci wywołuje brutalne i bezczelne ataki także tu w Polsce. Właśnie 18 maja w Toruniu odbyła się uroczysta konsekracja świątyni pw. Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II. Imiennymi tabliczkami są w niej upamiętnieni Polacy ratujący w czasach zagłady swoich żydowskich sąsiadów. Warto przypomnieć jak na tę inicjatywę w 2013 roku zareagował członek żydowskiej loży „Synów Przymierza” (B’nai B’rith), były doradca Palikota, Jan Hartman: Słyszymy, że ojciec Tadeusz Rydzyk buduje „kaplicę pamięci” o tych, którzy ratowali – jak wyraził się szef Radia Maryja – „naszych braci Żydów”. Prowokujesz, księże, bezczelnie? Walisz zapamiętale w stół? Więc odzywają się nożyce: wara ci, cyniczny hipokryto, od naszych Sprawiedliwych, którzy ratowali życie naszych rodziców! Zabieraj od nich swoje brudne łapy i zajmij się liczeniem kasy. Przewrotność i obłuda antysemity musi znaleźć granice – a są to granice życia i śmierci. Przeto nie waż się pluć w twarz Sprawiedliwym, ich dzieciom i wnukom! Gdzie byłeś profesorku Jasiu, kiedy Polakom pluto w twarz i „pierwszym sprawiedliwym” uhonorowanym otwarciem muzeum uczyniono Niemca blisko zaprzyjaźnionego z esesmańskimi zbrodniarzami?

Czy jest gdzieś drugi taki kraj, który zamiast sławić własnych bohaterów szuka ich na siłę wśród przedstawicieli narodu okupantów, zbrodniarzy i ludobójców? Czy jest drugie takie państwo, które prowadzi politykę historyczną budując najpierw Muzeum Historii Żydów Polskich, podczas gdy godnej siedziby nie ma do dziś Muzeum Historii Polski? Przypomnę, że w związku z otwarciem Muzeum Historii Żydów Polskich odezwały się nieśmiało polskie głosy liczące, że w dowód wdzięczności za ten piękny gest zrealizowany w dużej mierze z kieszeni polskiego podatnika środowiska żydowskie same wyjdą z inicjatywą uczczenia i uhonorowania w jego najbliższym otoczeniu tych Polaków, którzy oddali życie ratując Żydów. Szybko sprowadzono nas na ziemię. Oto komunikat, jaki wydało wtedy Centrum Badań nad Zagładą Żydów: Tych kilka ulic i skwerów stanowi jedyną w swoim rodzaju strefę pamięci, na której terenie powinno się przede wszystkim oddać cześć żydowskiemu cierpieniu, a nie polskiemu heroizmowi. Tym bardziej, że Sprawiedliwi toczyli swoją własną walkę w wielkim osamotnieniu: z jednej strony groziły im najsurowsze kary ze strony okupanta, z drugiej - spotykali się z brakiem zrozumienia i wrogością ze strony antysemicko nastawionych rodaków. Dodano, że taki pomnik obok Muzeum Historii Żydów Polskich byłby „tryumfem narodowego samozadowolenia". Jak widzimy Polska tchórzliwie zdezerterowała i zamiast w stolicy utworzyła muzeum we wsi Markowa, choć takie placówki powinny być w obu tych miejscach. Jednak i to spotkało się z falą niemieckiej i żydowskiej krytyki. Jak długo będziemy jeszcze ustępować? Kiedy sami pojmiemy i damy głośno do zrozumienia innym, że to my Polacy jesteśmy u siebie gospodarzami i to my decydujemy, kto jest dla nas wzorem i bohaterem?

Czy kiedyś zmądrzejemy na tyle, aby idąc do wyborów przynajmniej przez kilka najbliższych kadencji stawiać konsekwentnie na polskich patriotów a nie na wysługujących się zagranicznym mocodawcom politycznych kelnerów? Aby jakoś nadrobić stracony po 1989 roku czas opcja prawicowo- patriotyczna powinna być u władzy przynajmniej przez dwie najbliższe dekady. Być może tyle wystarczy, aby Polacy powrócili do dawnej dumy i moralnej siły niepozwalającej na urządzanie i meblowanie naszego domu przez coraz bardziej bezczelne i butne antypolskie środowiska. Muzeum „Sprawiedliwych” powinno stanąć w Warszawie na wiele lat zanim w Krakowie uhonorowano zaprzyjaźnionego ze zbrodniarzami z SS. niemieckiego fabrykanta, któremu Steven Spielberg poświęcił znany na całym świecie film, „Lista Schindlera”. Historię swoją piszcie sami, bo inaczej napiszą ją za was inni i źle - mówił Józef Piłsudski.
Czekajmy zatem na filmy: „Lista Sławika”, „Lista ks. Godlewskiego”, „Lista Ireny Sendler”...itp. Oby nie było to przysłowiowe czekanie na Godota.

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie
Nowy numer tygodnika „Polska Niepodległa” już w kioskach

kokos26 - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 147 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /