Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 05 mar 2013, 08:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
LISTA ŚMIERCI

Tak zwana białoruska lista pozostaje wciąż niewyjaśnioną
tajemnicą zbrodni katyńskiej. Obejmuje 3870 nazwisk
polskich obywateli zamordowanych w wyniku decyzji
Politbiura WKP(b) z 5 III 1940 r. o wymordowaniu polskich
obywateli znajdujących się w obozach jenieckich w
Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz w więzieniach tzw.
Zachodniej Ukrainy i tzw. Zachodniej Białorusi. Poniższy spis
stanowi rekonstrukcję fragmentu białoruskiej listy katyńskiej.
Powstał on w wyniku porównania listy obywateli polskich
zaginionych w 1939 i 1940 r. na obszarze północnowschodnich
województw II RP z wykazem osób figurujących
na liście konwojowej 15. Brygady Wojsk NKWD,
przewożonych w latach 1939-1940 do więzienia w Mińsku.
Osoby te były przewiezione z niewielkimi wyjątkami do
Mińska w okresie od marca do lipca 1940 r., co zbiega się w
czasie z realizacją decyzji z 5 marca 1940 roku.


--------------------------------------------------------------------------------



1. Adler Bolesław, o. Aleksander, m. Ewa,
ur. 8.12.1893 r., bombardier, aresztowany
26.10.1939 r. w Brześciu, wywieziony z więzienia
w Brześciu 8 marca 1940 r. przez 132.
batalion, do Mińska trafił 11 marca 1940 r.


2. Antonowicz Witold, o. Walery, m. Stanisława,
ur. 5.04.1897 r. w Płocku, poseł, zam. w Białymstoku,
aresztowany 15.10.1939 r. w Białymstoku,
wywieziony z więzienia w Czerwieniu
22 kwietnia 1940 r. przez 226. pułk, do Mińska
trafił 22 kwietnia 1940 r.


3. Badowski Tadeusz, por. WP, wywieziony z
więzienia w Brześciu 7 kwietnia 1940 r. przez
132. batalion, do Mińska trafił 7 kwietnia
1940 r.


4. Bagiński Stanisław, o. Andrzej, ur. 1899 r.,
aresztowany 26.06.1940 r. w Jedwabnem, pow.
Łomża, wywieziony z Czerwienia 11 kwietnia
1940 r. przez 226. pułk, do Mińska trafił 11
kwietnia 1940 r.


5. Baniewicz Czesław, o. Piotr, m. Stefania, ur.
26.04.1890 r. w Żygianach, aresztowany we
wrześniu 1939 r. w Oszmianie, wywieziony z
więzienia w Oszmianie 4 czerwca 1940 r. przez
226. pułk, do Mińska trafił 5 czerwca 1940 r.


6. Baranowski Wacław, o. Tomasz, m. Marianna,
ur. 24.09.1896 r., aresztowany we wrześniu
1939 r. w Pińsku, wywieziony z Połocka 11
maja 1940 r. przez 226. pułk, do Mińska trafił
14 maja 1940 r.


7. Bohdanowicz Wiaczesław, o. Wasyl, ur.
9.10.1878 r. w Dziśnie, zam. woj. wileńskie,
narodowość białoruska, wykszt. wyższe, dziennikarz,
senator II RP, aresztowany 17.10.1939
r. w Wilnie, na liście konwojowej widnieje adnotacja
„w więzieniu nie znaleziono”


8. Bona Alojzy, ur. 19.06.1900 r. w Piskorkach,
pow. Poznań, oficer, aresztowany w grudniu
1939 r. w Pińsku, wywieziony z Pińska 26
kwietnia 1940 r. przez 131. batalion, do Mińska
trafił 29 kwietnia 1940 r.


9. Borowski Kazimierz, s. Konstantego i Marii
z d. Wiśniewskiej, ur. 23.11.1899 r. w Golubiu,
aresztowany 19.09.1939 r. przez NKWD w
Wołożynie, woj. nowogródzkie, wywieziony z
Wilejki 15 maja 1940 r. przez 226. pułk, do
Mińska trafił 16 maja 1940 r.


10. Chabros Antoni, ur. 1889 r., sierż. rez., legionista,
rolnik, osadnik wojskowy, aresztowany
w październiku 1939 r. w m. Gabrielewo, pow.
Brasław, więzienie Brasław, wywieziony z Głębokiego
5 maja 1940 r. przez 131. batalion, do
Mińska trafił 6 maja 1940 r.


11. Chmielewski Stanisław, o. Antoni, m. Katarzyna,
ur. w Bargłowie Kościelnym 26 grudnia
1900 r., sierżant Korpusu Ochrony Pogranicza,
1. Kompania Graniczna Olkowicze, wywieziony
z Wilejki 2 maja 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 4 maja 1940 r.


12. Cieślak Bonifacy, o. Teofil, m. Antonina,
ur. 24.05.1902 r., wojskowy, aresztowany we
wrześniu 1939 r. w Klecku, więzienie Kleck,
Nieśwież, wywieziony z Nieświeża 9 maja
1940 r. przez 136. batalion, do Mińska trafił
9 maja 1940 r.


13. Cudzik Marian, o. Ludwik, m. Franciszka,
ur. 8.09.1901 r., aresztowany w 1939 r. w
Ostrowkach, woj. poleskie, wywieziony z Łomży
13 maja 1940 r. przez 132. batalion, do Mińska
trafił 13 maja 1940 r.


14. Czerniak Leon, o. Józef, m. Nadzieja, ur.
24.02.1908 r. w Nowej Wilejce, aresztowany
we wrześniu 1939 r. w Szepietowie, woj. białostockie,
więzienie Stolin, wywieziony ze
Stołpców 9 maja 1940 r. przez 136. batalion,
do Mińska trafił 9 maja 1940 r.


15. Czyczyński Wacław, o. Antoni, urzędnik
skarbowy, aresztowany w Baranowiczach
6.11.1939 r., wywieziony z Baranowicz 3 czerwca
1940 r. przez 135. batalion, do Mińska trafił 4
czerwca 1940 r.


16. Daszkiewicz Józef, o. Jan, m. Begina,
ur. 19.03.1886 r. w Pińsku, policjant, aresztowany
17.09.1939 r. w Pińsku, woj. poleskie,
wywieziony z Czerwienia 23 kwietnia
1940 r. przez 226. pułk, do Mińska trafił
23 kwietnia 1940 r.


17. Daszuta Józef, o. Sylwester, m. Cecylia,
ur. 18.03.1902 r. w Sokółce, aresztowany w
październiku 1939 r. w Sokółce, więzienie Sokółka,
więzienie Grodno, wywieziony z Grodna
5 maja 1940 r. przez 131. batalion, do Mińska
trafił 8 maja 1940 r.


18. Daszuta Ryszard, o. Sylwester, m. Cecylia,
aresztowany w październiku 1939 r. w Sokółce,
więzienie Sokółka, więzienie Grodno, wywieziony
z Grodna 5 maja 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 8 maja 1940 r.


19. Deputat Stanisław, o. Józef, m. Anna,
ur. 1900 r., rolnik, aresztowany we wrześniu
1939 r., Rudawka, pow. Sokółka, więzienie
Sokółka, więzienie Grodno, wywieziony z
Grodna 5 maja 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 8 maja 1940 r.


20. Derwojed Jan, o. Franciszek, m. Aniela,
ur. 1897 r., aresztowany w 1939 r. w Kraśnem,
pow. Mołodeczno, wywieziony z więzienia w
Orszy 13 maja 1940 r. przez 226. pułk, do
Mińska trafił 14 maja 1940 r.


21. Dęga Jan, o. Ludwik, m. Wiktoria,
ur. 17.02.1897 r., policjant, aresztowany
20.09.1939 r. w Pińsku, woj. poleskie, więzienie
Pińsk, wywieziony z Czerwienia 23 kwietnia
1940 r. przez 226. pułk, do Mińska trafił 23
kwietnia 1940 r.


22. Dziedzicki Antoni, zam. Sokółka, woj. białostockie,
aresztowany 15.10.1939 r. w Sokółce,
wywieziony z Grodna 5 maja 1940 r. przez
131. batalion, do Mińska trafił 8 maja 1940 r.


23. Franciuk Włodzimierz, o. Tomasz, zam.
Łosie, woj. wileńskie, aresztowany 1939 r., wywieziony
z Mołodeczna 31 maja 1940 r. przez
226. pułk, do Mińska trafił 1 czerwca 1940 r.


24. Frejtak Michał, o. Ludwik, m. Michalina,
ur. 17.04.1888 r. w Litwinkach, policjant,
aresztowany 1.04.1940 r. w Hajnówce,
pow. Bielsk Podlaski, wywieziony 6 czerwca
1940 r. przez 132. batalion, do Mińska
trafił 6 czerwca 1940 r.


25. Furman Grzegorz, o. Jan, m. Anna, ur.
1905 r., aresztowany 6.11.1939 r. w Długim
Lesie, pow. Grodno, więzienie Grodno, wywieziony
z więzienia w Brześciu 8 czerwca
1940 r. przez 132. batalion, do Mińska trafił 8
czerwca 1940 r.


26. Furman Jan, ur. 1867, aresztowany
6.11.1939 r. w Długim Lesie, pow. Grodno,
więzienie Grodno, więzienie Brześć, więzienie
Mińsk, wywieziony z więzienia w Brześciu
8 czerwca 1940 r. przez 132. batalion, do
Mińska trafił 8 czerwca 1940 r.


27. Gajdel Antoni, o. Józef, m. Teofila, ur.
14.08.1892 r. w Kucharzach k. Łunny, pow.
Grodno, policjant, zam. Grodno, aresztowany
w styczniu 1940 r., wywieziony z Grodna 25
kwietnia 1940 r. przez 131. batalion, do Mińska
trafił 29 kwietnia 1940 r.


28. Gawlik Stanisław, o. Jan, m. Tekla, ur.
11.09.1898 r. w Tarnowie, kierownik biura
ewidencji, aresztowany we wrześniu 1939 r.
w Baranowiczach, wywieziony z więzienia w
Baranowiczach 3 czerwca 1940 r. przez 135.
batalion, do Mińska trafił 4 czerwca 1940 r.


29. Geniusz Eugeniusz Mieczysław, o. Tomasz,
m. Joanna, ur. 24.05.1902 r., wójt gminy Odelsk,
aresztowany 28.11.1939 r. w Usnarzu Dolnym,
pow. Sokółka, więzienie Sokółka, wywieziony
z Grodna 5 maja 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 8 maja 1940 r.


30. Giedrojć Stefan, o. Stanisław, ur. 1893 r.
w Powoszkach, policjant, aresztowany
15.12.1939 r., wywieziony z więzienia w
Oszmianie 3 maja 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 4 maja 1940 r.


31. Gill Joachim, o. Paweł, m. Elżbieta, ur.
1900 r., wojskowy, aresztowany 4.03.1940 r. w
Grodnie, wywieziony z Grodna 15 marca 1940
r. przez 131. batalion, do Mińska trafił 17
marca 1940 r.


32. Giwer Witold, o. Jan, ur. 1907, zaw. wojskowy,
aresztowany w marcu 1940 r. Grodno,
wywieziony z Grodna 25 kwietnia 1940 r.
przez 131. batalion, do Mińska trafił 29 kwietnia
1940 r.


33. Gołąb Józef, o. Ignacy, m. Marianna, ur.
24.02.1890 r. w Henrykach, pow. Iłża, przodownik
policji państwowej w m. Oziaty, aresztowany
jesienią 1939, więziony w Pińsku, ostatnia wiadomość
z listopada 1939 r., wywieziony z Czerwienia
23 kwietnia 1940 r. przez 226. pułk, do
Mińska trafił 23 kwietnia 1940 r.


34. Grabowski Wacław, dyrektor monopolu,
aresztowany w Brześciu, wywieziony 6 czerwca
1940 r. przez 132. batalion, do Mińska trafił
6 czerwca 1940 r.


35. Janczaruk Henryk, o. Antoni, m. Waleria,
ur. 1902 r. w m. Sidra, aresztowany
17.10.1939 r. w m. Sidra, pow. Sokółka,
więzienie Sokółka, wywieziony z Grodna
5 maja 1940 r. przez 131. batalion, do
Mińska trafił 8 maja 1940 r.


36. Janczewski Jan, o. Jan, m. Jadwiga, ur.
8.05.1909 r., sędzia, aresztowany we wrześniu
1939 r. w m. Opsa, wywieziony z więzienia w
Wilejce 15 maja 1940 r. przez 226. pułk, do
Mińska trafił 16 maja 1940 r.


37. Jankowski Wiktor, o. Stanisław, m. Kazimiera,
ur. 1882 lub 1890 r. w Wilnie, fabrykant,
aresztowany w październiku 1939 r. w Wilnie,
wywieziony z Wilejki 2 maja 1940 r. przez
131. batalion, do Mińska trafił 4 maja 1940 r.


38. Jarocki Karol, o. Kazimierz, m. Aniela,
ur. 1915 r., aresztowany w lutym 1940 r. w m.
Grandzicze, pow. Grodno, więzienie, wywieziony
z Grodna 25 kwietnia 1940 r. przez 131.
batalion, do Mińska trafił 29 kwietnia 1940 r.


39. Jastrzębski Stanisław, o. Antoni, m. Apolonia,
ksiądz, aresztowany 1939 r. w Pińsku,
woj. poleskie, wywieziony z Mołodeczna 12
czerwca 1940 r. przez 226. pułk, do Mińska
trafił 12 czerwca 1940 r.


40. Jastrzębski Stanisław, o. Antoni, m. Zofia,
ur. 10.10.1907 r., weterynarz, aresztowany w
październiku 1939 r. w Wilnie, więzienie Stara
Wilejka, wywieziony z Mołodeczna 12 czerwca
1940 r. przez 226. pułk, do Mińska trafił 12
czerwca 1940 r.


41. Juszkiewicz Stanisław, o. Tadeusz, ur.
1900 r. w Petersburgu, naczelnik poczty, aresztowany
w październiku 1939 r. w Pińsku, woj.
poleskie, wywieziony z więzienia w Łomży 5
maja 1940 r. przez 131. batalion, do Mińska
trafił 10 maja 1940 r.


42. Kaim Józef Marian, o. Ludwik, m. Józefa,
ur. 16.07.1904 r. w Nowym Sączu, aresztowany
w grudniu 1939 r. w Pińsku, woj. poleskie,
wywieziony z Połocka 13 czerwca 1940 r.
przez 135. batalion, do Mińska trafił 15
czerwca 1940 r.


43. Kiełbiewski Czesław, o. Franciszek, m.
Maria, ur. 18.02.1894 r. w Warszawie, aresztowany
15.10.1939 r. w Hajnówce, pow. Białystok,
więzienie Bielsk Podlaski, wywieziony z więzienia
w Białymstoku 5 maja 1940 r. przez 131.
batalion, do Mińska trafił 10 maja 1940 r.


44. Kiepel Stanisław, ur. 1900 r. w Mińsku
Mazowieckim, komendant policji w Druskiennikach,
aresztowany we wrześniu 1939 r. w
Druskiennikach, przewieziony do Grodna,
wywieziony z Czerwienia 9 maja 1940 r. przez
226. pułk, do Mińska trafił 9 maja 1940 r.


45. Kijewski Józef, o. Franciszek, m. Teofila,
ur. 18.03.1894 r. (Szczepankowo?), zatrzymany
we wrześniu 1939 r., wywieziony 2 czerwca

46. Kleindienst Edward Eugeniusz, o. Juliusz,
m. Augusta, ur. 8.03.1902 r. w Łowiczu,
urzędnik państwowy, aresztowany w październiku
1939 r. w Łomży, wywieziony z więzienia
w Łomży 5 maja 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 10 maja


47. Kojder Jan, ur. 1896 r., chorąży, osadnik
wojskowy, aresztowany 17.09.1939 r. w os.
Niechniewicze, pow. Nowogródek, więzienie
Nowogródek, wywieziony z Baranowicz 18
maja 1940 r. przez 135. batalion, do Mińska
trafił 18 maja 1940 r.


48. Kołodziej Stanisław Jan, o. Andrzej, m.
Maria, ur. 27.12.1893 r., inż. rolnik, wójt gm.
Dereczyn, aresztowany w 1939 r. w Dereczynie,
pow. Słonim, więzienie Słonim, wywieziony
z Baranowicz 3 czerwca 1940 r.
przez 135. batalion, do Mińska trafił 4 czerwca
1940 r.


49. Kosiński Stanisław, o. Antoni, m. Rozalia,
ur. 8.05.1911 r. w Malinowej, aresztowany w
czerwcu 1940 r., wywieziony z Białegostoku
17 lipca 1940 r. przez 131. batalion, do Brześcia
trafił 17 lipca 1940 r.


50. Kozub Zygmunt, o. Władysław, policjant,
aresztowany 16.12.1939 r. w m. Oszmiana,
więzienie Oszmiana, więzienie Mińsk, wywieziony
z Oszmiany 17 maja 1940 r. przez 131.
batalion, do Mińska trafił 11 maja 1940 r.


51. Krochmalczyk Jan, o. Antoni, m. Katarzyna,
ur. 2.01.1900 r. w Lidzie, komendant posterunku
policji, aresztowany 17.09.1939 r. w m. Zasule,
pow. Stołpce, wywieziony z Brześcia 11 maja
1940 r. przez 132. batalion, do Mińska trafił
29 kwietnia 1940 r.


52. Krupski Zygmunt, o. Bonifacy, m. Stefania,
ur. w maju 1883 r. w Mieciawiczach, pracownik
państwowy, zam. Nieśwież, woj. nowogródzkie,
aresztowany w kwietniu 1940 r. w Nieświeżu,
wywieziony z Nieświeża 9 maja 1940 r. przez
136. batalion, do Mińska trafił 9 maja 1940 r.


53. Kulikowski Rudolf, o. Marian/Marcin, m.
Rozalia, ur. 2.01.1900 r. we Lwowie, zam.
pow. Lwów, rusznikarz, KOP 10. Batalion
Stołpce, st. sierżant, aresztowany 20.09.1939
r. w Stołpcach, wywieziony z więzienia w
Stołpcach 9 maja 1940 r. przez 136. batalion,
do Mińska trafił 9 maja 1940 r.


54. Łukaszewicz Antoni, o. Józef, m. Maria,
ur. 7.04.1907 r. w Mińsku lub Pińsku, zam.
Nowogródek, strażnik więzienny, aresztowany
w styczniu 1940 r. w Nowogródku, wywieziony
z Baranowicz 9 maja 1940 r. przez 136. batalion,
do Mińska trafił 9 maja 1940 r.


55. Łukaszewicz Józef, o. Ksawery, m. Maria,
ur. 1909 r. w Winkowcach, sędzia, aresztowany
20.09.1939 r. w Nowogródku, wywieziony z
Baranowicz 9 maja 1940 r. przez 136. batalion,
do Mińska trafił 9 maja 1940 r.


56. Łuń Włodzimierz, o. Szymon, m. Maria,
ur. 15.12.1908 r. w Łabuniach, pow. Zamość,
aresztowany w listopadzie 1939 r., więzienie
Mołodeczno, więzienie Wilno, wywieziony z
Czerwienia 9 maja 1940 r. przez 226. pułk, do
Mińska trafił 9 maja 1940 r.


57. Malinowski Franciszek, o. Jan, m. Marcjanna,
ur. 1885 r., farmaceuta, aresztowany
we wrześniu 1939 r. w Choroszczy, pow.
Białystok, wywieziony z więzienia w Grodnie
25 kwietnia 1940 r. przez 131. batalion, do
Mińska trafił 29 kwietnia 1940 r.


58. Mały, nauczyciel w szkole w Iwieńcu,
aresztowany 23-25.03.1940 r. w Iwieńcu,
pow. Wołożyn, wywieziony z Iwieńca 12
maja 1940 r. przez 226. pułk, do Mińska
trafił 12 maja 1940 r.


59. Marchel Stanisław, policjant, zam.
Bielsk Podlaski, woj. białostockie, aresztowany
w grudniu 1939 r., wywieziony z Brześcia
8 czerwca 1940 r. przez 132. batalion,
do Mińska trafił 8 czerwca 1940 r.


60. Michalski Jan, ur. 1892 r., aresztowany
we wrześniu 1939 r. w Nowogródku, wywieziony
z Baranowicz 3 czerwca 1940 r. przez 135. batalion,
do Mińska trafił 4 czerwca 1940 r.


61. Mieczkowski Jan, o. Stanisław, ur. 1913 r.,
por., twórca POW w Grodnie, aresztowany w
lutym 1940 r., wywieziony z więzienia w Grodnie
22 lutego 1940 r. przez 131. batalion, do
Mińska trafił 23 lutego 1940 r.


62. Mikuć Witold, o. Ludwik, m. Jadwiga, ur.
13.07.1903 r., lekarz medycyny, aresztowany
w listopadzie 1939 r. w Wilnie, wywieziony z
Wilejki 15 maja 1940 r. przez 226. pułk, do
Mińska trafił 16 maja 1940 r.


63. Obidziński Czesław, technik łączności,
zam. Pińsk, woj. poleskie, aresztowany
1940 r., wywieziony z Brześcia 23-25 kwietnia
1940 r. przez 132. batalion, do Mińska
trafił 26 kwietnia 1940 r.


64. Orzeł Zdzisław, o. Henryk, wojskowy
(KOP), zam. Brześć, woj. poleskie, aresztowany
16.02.1940 r. w Brześciu, wywieziony z Brześcia
1 marca 1940 r. przez 132. batalion, do Mińska
trafił 5 marca 1940 r.


65. Osiński Jan, o. Ignacy, ur. 1913 r., aresztowany
w czerwcu 1940 r., więziony w Brześciu,
wywieziony z Brześcia 17 lipca 1940 r. przez
131. batalion, do Mińska trafił 17 lipca 1940 r.


66. Paszkot Jan, ur. ok. 1895 r., zawodowy
wojskowy, KOP, zam. Olkowicze, pow. Wilno,
aresztowany 19.12.1939 r., wywieziony z Wilejki
15 maja 1940 r. przez 226. pułk, do Mińska
trafił 16 maja 1940 r.


67. Pietrowicz Kazimierz, o. Antoni, m. Stefania,
ur. 30.12.1897 r. w kol. Rogozy, pow.
Mołodeczno, aresztowany w 1940 r., więzienie
Mołodeczno, wywieziony z Czerwienia 9
maja 1940 r. przez 136. batalion, do Mińska
trafił 9 maja 1940 r.


68. Płuciennik Józef, o. Józef, ur. 1890 r. w
Krzaszkowicach, policjant, aresztowany w
1939 r. w Wołkowysku, wywieziony z Brześcia
11 maja 1940 r. przez 132. batalion, do
Mińska trafił 11 maja 1940 r.


69. Podbielski Franciszek, o. Jan, m. Marianna,
ur. 30.11.1905 r., rolnik, aresztowany 26.03.1940
r. w Podbielu, pow. Łomża, wywieziony z
Łomży 18 kwietnia 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 20 kwietnia 1940 r.


70. Poźniak Jan/ (biał.) Janka Paźniak, ur. w
Sobotnikach k. Lidy prawdopodobnie
19.02.1895 r., wywieziony z Czerwienia 22
kwietnia 1940 r. przez 226. pułk, do Mińska
trafił 22 kwietnia 1940 r.


71. Puch Jan, ur. 21.05.1895 r., o. Michał,
m. Florentyna, chorąży 82. Syberyjskiego
Pułku Piechoty, zam. w Brześciu n. Bugiem,
aresztowany luty/marzec 1940 r. w Brześciu,
wywieziony z Brześcia 5 kwietnia 1940 r.
przez 132. batalion, do Mińska trafił 6 kwietnia
1940 r.


72. Rachlewicz Wacław, o. Józef, policjant w
Postawach, aresztowany (1939 r.?) przez
NKWD, więzienie Berezwecz, wywieziony z
Głębokiego 18 maja 1940 r. przez 226. pułk,
do Mińska trafił 18 maja 1940 r.


73. Rachowiecki Antoni, o. Nikodem, m.
Józefa, ur. 1912 Słoczwa, policjant, aresztowany
13.01.1940 w Słoczwie, pow. Nowogródek,
wywieziony z Baranowicz 9 maja 1940 r. przez
136. batalion, do Mińska trafił 9 maja 1940 r.


74. Rakowski Józef, o. August, m. Maria,
ur. 7.10.1890 r., urzędnik państwowy, aresztowany
25.09.1939 r. w Wilnie, więzienie
Wilno, wywieziony z Czerwienia 29 kwietnia
1940 r. przez 226. pułk, do Mińska trafił 29
kwietnia 1940 r.


75. Reut Jan, zam. Pińsk, woj. poleskie, wojskowy,
aresztowany w 1939 r., wywieziony z
Pińska 8 czerwca 1940 r. przez 132. batalion,
do Mińska trafił 11 czerwca 1940 r.


76. Rudecki Augustyn, osadnik, zam. os. Kuchczyce,
pow. Nieśwież, woj. nowogródzkie, st.
sierżant 9. baonu KOP w Klecku, aresztowany
przez NKWD we wrześniu 1939 r. przy zdawaniu
broni, wywieziony ze Słucka 12 czerwca
1940 r. przez 226. pułk, do Mińska trafił 13
czerwca 1940 r.


77. Rzewuski Adolf, ur. 1887 r., komendant
posterunku Policji Państwowej w miejscowości
Indura oraz Łunna, walczył w obronie
Grodna we wrześniu 1939 roku, aresztowany
przez NKWD, wywieziony z Grodna 2 lipca
1940 r. przez 131. batalion, do Mińska trafił
5 lipca 1940 r.


78. Sandomierski Wacław, o. Michał, aresztowany,
więziony w Białymstoku, wywieziony
z Białegostoku 1 maja 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 3 maja 1940 r.


79. Sankowski Aleksander, o. Franciszek, m.
Anna, ur. 1880 r., burmistrz miasta, aresztowany
13.10.1939 w Indurze, pow. Grodno, wywieziony
z Brześcia 8 czerwca 1940 r. przez 132. batalion,
do Mińska trafił 8 czerwca 1940 r.


80. Sawicki Józef, o. Adam, m. Stefania, ur.
21.10.1919 r. w Klebanowcach, zam. Grodno,
pracownik kaflarni, aresztowany w marcu
1940 r. w Grodnie, wywieziony z więzienia w
Grodnie 15 marca 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 17 czerwca 1940 r.


81. Serdakowski Jan, o. Wojciech, m. Józefa,
ur. 22.01.1896 r. w Szydłowcu, właściciel spółki
samochodowej, aresztowany 15.02.1940 r. w
Brześciu, woj. poleskie, wywieziony z więzienia
w Brześciu 1 marca 1940 r. przez 132. batalion,
do Mińska trafił 5 marca 1940 r.


82. Siwek Zenon, ur. 1909 r., aresztowany w
marcu 1940 r. w Grodnie, wywieziony z Grodna
15 lub 27 marca 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 17 lub 31 marca 1940 r.2


83. Sopoćko Wacław, o. Tadeusz, m. Kazimiera,
ur. 5.12.1888 r., właściciel majątku, aresztowany
19.05.1940 r. w Lidzie, więzienie, wywieziony
z Lidy 12 czerwca 1940 r. przez 135. batalion,
do Mińska trafił 12 czerwca 1940 r.


84. Spryszyński Zygmunt, o. Wojciech, m.
Antonina, ur. 20.05.1894 r. w Chodorążku,
policjant, aresztowany 1939 r. w Dereczynie,
pow. Słonim, wywieziony z Brześcia 11 maja
1940 r. przez 132. batalion, do Mińska trafił
11 maja 1940 r.


85. Stusek Alojzy, o. Karol, m. Anna, ur.
21.06.1907 r. w Rudzicy, pow. Bielsko Biała,
nauczyciel, zam. Pińsk, aresztowany
18.03.1940 r. Pińsku, woj. poleskie, wywieziony
z Pińska 30 kwietnia 1940 r. przez 132.
batalion, do Mińska trafił 1 maja 1940 r.


86. Szpilewski, właściciel sklepu, aresztowany
23-25.03.1940 Iwieniec, pow. Wołożyn, wywieziony
z Iwieńca 12 maja 1940 r. przez 226.
pułk, do Mińska trafił 12 maja 1940 r.


87. Sztygiel Józef, o. Michał, m. Kazimiera,
ur. 1.01.1894 r., sołtys, aresztowany we wrześniu
1939 r. w Kuźnicy k. Sokółki, więzienie Sokółka,
więzienie Grodno, wywieziony z Grodna 5
maja 1940 r. przez 131. batalion, do Mińska
trafił 8 maja 1940 r.


88. Turski Wacław, o. Witalis, m. Emilia, ur.
1884 r. w Moskwie, wykszt. średnie, rolnik,
właściciel majątku, aresztowany w październiku
1939 r. w Leoszkowie, pow. Postawy,
wywieziony z więzienia w Głębokiem 23
maja 1940 r. przez 226. pułk, do Mińska
trafił 23 maja 1940 r.


89. Tyrch Stanisław,ur. 17.04.1887 r. w Kętach,
legionista, osadnik na Kresach, wywieziony z
Mołodeczna 31 maja 1940 r. przez 226. pułk,
do Mińska trafił 1 czerwca 1940 r.


90. Ubyś Kazimierz, szklarz, wiek 26 lat, aresztowany
w grudniu 1939 r. w Brześciu, wywieziony
z Brześcia 1 marca 1940 r. przez 132.
batalion, do Mińska trafił 5 marca 1940 r.


91. Wiktorowicz Bolesław, o. Ignacy, m. Jadwiga,
ur. 1900 r., księgowy, aresztowany w
październiku 1939 r. w Grajewie, woj. białostockie,
wywieziony z więzienia w Łomży 5
maja 1940 r. przez 131. batalion, do Mińska
trafił 10 maja 1940 r.


92. Zaleski Wacław, o. Bronisław, m. Janina,
ur. 1901 r. w Raczkiewiczach, członek Związku
Ziemian, administrator maj. rodzinnego,
zam. Jelenpol, woj. nowogródzkie, aresztowany
17.09.1939 r. w Pińsku, więzienie Pińsk, wywieziony
z Brześcia 1 maja 1940 r. przez 132.
batalion, do Mińska trafił 1 maja 1940 r.


93. Zanoziński Tadeusz, o. Józef, m. Maria,
ur. 4.07.1899 r., aresztowany 23.03.1940 r. w
Iwieńcu, wywieziony z Iwieńca 17 marca
1940 r. przez 225. pułk, do Mińska trafił 19
marca 1940 r.


94. Zbrożek Marian, o. Kazimierz, m. Anna,
ur. 2.02.1888 r. w Warszawie, księgowy, aresztowany
18.12.1939 r. w Kosowie Poleskim,
więzienie Kosów Poleski, więzienie Brześć,
wywieziony z Grodna 20 maja 1940 r. przez
131. batalion, do Mińska trafił 22 maja 1940 r.


95. Zdanowicz Sławomir, o. Antoni, m. Helena,
ur. 1906 r. w Białymstoku, aresztowany
w styczniu 1940 r. w Białymstoku, wywieziony
z więzienia w Białymstoku 14 marca 1940 r.
przez 131. batalion, do Mińska trafił 17
marca 1940 r.


96. Ziewacz Piotr, o. Mikołaj, m. Ludwika,
ur. 17.04.1899 r. w Szczepanowicach, pow.
Tarnów, sierżant KOP w Iwieńcu, woj. nowogródzkie,
aresztowany w lutym 1940 r. w
Iwieńcu, wywieziony z więzienia w Iwieńcu
17 marca 1940 r. przez 226. pułk, do Mińska
trafił 20 marca 1940 r.


97. Złocki Mikołaj, o. Franciszek, m. Weronika,
ur. 19.11.1920 r. w Stawropolu, aresztowany
23.03.1940 r. w Grodnie, wywieziony z więzienia
w Grodnie 25 kwietnia 1940 r. przez 131. batalion,
do Mińska trafił 29 kwietnia 1940 r.


98. Żurawski Stanisław, o. Maciej, ur. 1900 r.,
wójt, aresztowany w 1939 r. w Słobódce, pow.
Brasław, wywieziony z więzienia w Brasławiu
16 maja 1940 r. przez 226. pułk, do Mińska
trafił 19 maja 1940 r.


--------------------------------------------------------------------------------


1 Na liście nr 1 znajdują się dwie osoby o tym
samym imieniu, nazwisku i imieniu ojca. Na
podstawie informacji z listy nr 2 nie można
ustalić, która osoba figuruje na liście konwojowej
wojsk NKWD.


2 Na liście konwojowej wojsk NKWD Zenon
Siwek zapisany jest dwukrotnie.

Źródło: Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, www.cprdip.pl

http://www.naszdziennik.pl/wp/25781,lista-smierci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 14 mar 2013, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Opluwaczka (gw) w akcji...

Komisja Egzaminacyjna z Czerskiej znowu oblała Polaków

Jak można było się domyślać, znowu my Polacy zawiedliśmy naszych pedagogów i wychowawców z ulicy Czerskiej, którzy czuwają od lat nad tym, aby nadwiślański tubylczy lud zachowywał się przynajmniej w miarę przyzwoicie i po europejsku. Po oblanym egzaminie z obchodów Dnia Niepodległości znowu przychodzi nam się rumienić ze wstydu.

Widząc spontaniczny i masowy udział Polaków, głównie młodzieży w uroczystościach związanych z Narodowym Dniem Pamięci o Żołnierzach Wyklętych, Gazeta Wyborcza nie wytrzymała i spod pióra Jarosława Kurskiego już na drugi dzień wylał się gromadzony widocznie przez cały dzień 1 marca, jad:

„Dziś o "wyklętych" najgłośniej krzyczą skrajni nacjonaliści, "judeosceptycy" i bojówkarze, którzy 24 lata po obaleniu komunizmu wymachują antykomunistycznym proporcem i pochodniami. Bez ogródek mówią, że "obalą republikę". Wielu "żołnierzy wyklętych" nie cieszyłoby się z takich czcicieli i groteskowych naśladowców. I tu tkwi sedno manipulacji. Nikt już "wyklętych" zapytać o zdanie nie może. Ani nie chce.”

Tak, Kurski ma rację. Bezpośrednio nie możemy już o nic „wyklętych” zapytać, ale może by tak skorzystać ze sprawdzonych i wypróbowanych pośredników?

Proponuję pchnąć mecenasa Rogowskiego z pozwem do sądu i spuścić się na rozgrzaną sędzinę Agnieszkę Matlak, ewentualnie na sędziego Igora Tuleyę by rozstrzygnęli, po której stronie stanęliby dzisiaj „Żołnierze Wyklęci”?

Jest duża szansa, że wyrokiem sądu, „Ogień”, „Zapora”, „Rój”, „Łupaszka”, „Inka”, „Warszyc” i „Lalek” zostaną na stałe przypisani pod komendanturę armii podziemnej z siedzibą na Czerskiej i każdy obywatel III RP pod rygorem grzywny będzie musiał twierdzić, że nasi „wyklęci” nie cieszą się z takich „czcicieli” i „groteskowych naśladowców”, jak ci, którzy masowo, jak Polska długa i szeroka oddali im hołd, niestety nie w taki sposób jak wyobrażał to sobie Wielki Brat Adam i jego drużyna.

Sędzia Agnieszka Matlak zasłynęła kiedyś takim uzasadnieniem wyroku:

"Negatywne treści na temat Adama Michnika redaktora naczelnego Gazety Wyborczej oraz wydawcy tej gazety Agory S.A. są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego", (sygn. III C 1225)

Czy nie mogłaby swoim niekwestionowanym autorytetem i z mocy prawa przypisać na stałe Żołnierzy Niezłomnych do redakcji Gazety Wyborczej i takich autorytetów jak Adam Michnik, Piotr Stasiński, Sewek Blumsztajn, Piotr Pacewicz no i oczywiście ludzi honoru typu Kiszczak i Jaruzelski oraz uznać, że spontaniczne oddawanie hołdu naszym narodowym bohaterom nie może odbywać się bez zgody i aprobaty „rycerzy wolności” z Czerskiej?

W uzasadnieniu sędzina Matlak mogłaby napisać, żewszelkie spontaniczne obchody narodowych świąt niemieszczące się we wzorcowej estetyce wypracowanej przez Michnika, Kurskiego, Blumsztajna i Lizuta są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Oczywiście na łamach Gazety Wyborczej i antenie TVN24, Polacy winni zamieścić stosowne przeprosiny i wpłacić jakąś okrągłą sumkę na rzecz Fundacji Batorego.

Dziwne jest pojmowanie świątecznej i patriotycznej estetyki przez Kurskiego.

Dla niego groteskowe są proporce i pochodnie, ale już nie Blumsztajn niosący transparent „pierdolę nie rodzę”.

Pan Jarosław Kurski siedział też cicho i nie protestował, kiedy w Święto Niepodległości jego kumple, Lizut i Pacewicz bawili się świetnie w rytm słów piosenki Tymona Tymańskiego, „Dymać Orła Białego..Ha, ha…buuum”.

Ja myślę, że nie tylko ten odradzający się „polski niezniszczalny gen patriotyzmu i wolności” zaniepokoił, a nawet wystraszył Kurskiego i spółkę.

Ich największy ból to brak podobnego entuzjazmu, oddolnych inicjatyw i aktywności młodzieży w kolejne rocznice „porozumienia okrągłego stołu”.

Nie udało się Polaków ogłupić na tyle by czcili spontanicznie tę kolaboracyjną sitwę i nosili na rękach Michnika, Kiszczaka, Jaruzelskiego i Wałęsę, przy akompaniamencie patriotycznych pieśni oraz okrzyków „Chwała Bohaterom”. Prawie ćwierć wieku prania mózgów nie pomogło, a okrągły stół czeka niebawem los słynnej maszyny drukarskiej eksponowanej w Hełmie Lubelskim, na której to rzekomo miał być wyprodukowany słynny Manifest PKWN, który jak wiemy od początku do końca powstał w Moskwie pod okiem Stalina.

Co gorsza mimo starań, wysiłków i nawoływania całego salonu III RP, nie da się nawet uczynić z „przełomu 89 roku” czegoś, co wymuszaną frekwencją przypominałoby choćby w niewielkim procencie obchody 1 maja czy 22 lipca w PRL-u.

PRL-bis organizując okrągły stół miał plan, aby tak jak stalinowcy z czasów polski ludowej, za pomocą zmasowanej propagandy, jedynie słusznych historyków, niekwestionowanych autorytetów i najwyżej cenionych dziennikarzy, zepchnąć niepokorne bandy moherowych nacjonalistów do lasu, czyli w medialny niebyt i sprzedawać owe bandy opinii publicznej, jako „pisowskich karłów reakcji”, bydło oraz „kaczystowskich siepaczy”. Nic z tego nie wyszło.

Establishment III RP zaczyna zdawać sobie sprawę, że zbliża się dziejowy moment w historii Polski, kiedy ponownie padnie pytanie do złudzenia przypominające to sformułowane przez Stefana Żeromskiego w opowiadaniu „Na probostwie w Wyszkowie”:

„Zachodzi pytanie, jakim się to mogło stać sposobem, że, jak niegdyś carscy komisarze, tak obecnie sowieccy komisarze, znaleźli drogę do naszych miast i wsi, do naszych kościołów, domów i skarbów sztuki? Jakim się to stało sposobem, że zarówno tamci, jak ci, to tu, to tam znaleźli posłuch u naszego ludu?

Trzeba to wyznać otwarcie i bez osłony, że lenistwo ducha Polski, cudem z martwych wskrzeszonej, ściągnęło na tego ducha batog bolszewicki. Polska żyła w lenistwie ducha, oplątana przez wszelakie gałgaństwo, paskarstwo, łapownictwo, dorobkiewiczostwo kosztem ogółu, przez jałowy biurokratyzm, dążenie do kariery i nieodpowiedzialnej władzy. Wszystka wzniosłość, poczęta w duchu za dni niewoli, zamarła w tym pierwszym dniu wolności. Walka o władzę, istniejąca niewątpliwie wszędzie na świecie, jako wyraz siły potęg społecznych, partii, obozów i stronnictw, w Polsce przybrała kształty monstrualne.

Nie ludzie zdolni, zasłużeni, wykształceni, mądrzy, których mamy dużo w kraju, docierali do steru władzy, lecz mężowie partii i obozów, najzdolniejsi czy najsprytniejsi w partii lub obozie. Jak po spuszczeniu wód stawu, ujrzeliśmy obmierzłe rojowisko gadów i płazów.”

Źródło:

http://wyborcza.pl/1,75478,13491400,Wyk ... z2MNSAQkKo

Artykuł opublikowany w ogólnopolskim tygodniku Warszawska Gazeta

http://kokos.salon24.pl/493225,komisja- ... la-polakow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 12 kwi 2013, 07:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Zbrodnia UB w Siedlcach

Piotr Szubarczyk

Już w latach 1944-1945 na obszarze zniewolonej Polski sowieckie NKWD-UB dopuściło się ohydnych zbrodni. Jedną z nich było zamordowanie w nocy z 12 na 13 kwietnia 1945 r. 16 młodych ludzi z Siedlec, podejrzewanych o przynależność do Narodowych Sił Zbrojnych lub Armii Krajowej.

Bandyci podjechali w nocy pod dom 17-letniego Zbigniewa Szczuki, ucznia gimnazjum. Potem wywlekli jego kolegę Romana Krystosiaka. Chłopcy zostali wywiezieni. Nazajutrz ich ciała i 14 innych znaleziono rozrzucone w różnych miejscach. Marian Pilarczyk i Edward Prachnio zdołali zbiec z ranami postrzałowymi z miejsca mordu.

Rodzina Zbigniewa Szczuki chciała zabrać jego ciało, ale nie pozwolono. To miała być nauczka dla żołnierzy NSZ, AK, ich przyjaciół i rodzin.

Zamordowani zostali wrzuceni do dołu pod murem cmentarza. Ubecy prześladowali ich rodziny. Wpadali do domów i grabili, co chcieli.

Tablica pamiątkowa powstała (1998 r.) z inicjatywy Zygmunta Goławskiego, dowódcy oddziału NSZ Okręgu XII Podlaskiego, więźnia UB i sowieckich łagrów. Okazało się jednak, że jest „antysemicka”, choć cała kadra siedleckiego UB była żydowska. Doradcą był bandyta z NKWD Timoszenko. To były zresztą standardy ogólnopolskie. Tablica czekała w areszcie politycznej cenzury przez trzy lata, ale doczekała się poświęcenia (2001 r.). W takich sprawach musimy być stanowczy! Progenitura bandytów i jej bezmyślni pomocnicy szyją nam dziś buty „nazistów” i „antysemitów”, by ukryć historię swych rodzin.

Śledztwo z roku 1992 ustaliło, że poza Zbigniewem Szczuką i Romanem Krystosiakiem UB zamordowało: Aleksandra Wierzejskiego, Stanisława i Wacława Chacińskich, Mieczysława i Zygmunta Pilarczyków, Henryka Pop- ka, Zbigniewa Byczyńskiego i Zdzisława Bieleckiego. Nazwiska pozostałych są nieznane. Śledztwo nie ustaliło winnych.

http://www.naszdziennik.pl/wp/29503,zbr ... lcach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 15 kwi 2013, 05:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Tablica znaleziona w szafie

Bohaterowie:

Ona: Tablica z nierdzewnej blachy z wygrawerowanymi na niej dziewięcioma imionami i nazwiskami. Miała zawisnąć na krzyżu w drugą rocznicę tragedii, jaka rozegrała się 16 grudnia 1981 roku w katowickiej kopalni „Wujek”.

On: Włodzimierz Kapczyński, rocznik 1929. Miał 18 lat, gdy razem z najbliższymi kolegami założył Związek Walki z Komunizmem. Odsiedział swoje m.in. we Wronkach, Potulicach i Raciborzu. Do konspiracji wrócił po tym, jak wyszedł z internowania latem 1982 roku. Bezpiece nie udało się go już aresztować i posadzić za kraty.

Pan Włodzimierz uśmiecha się, trzymając w dłoniach ciężką tablicę z nierdzewnej blachy.

– W końcu się znalazła. Wie pan, wygląda tak samo jak w 1983 roku, kiedy odbierałem ją od grawera. Świetna robota, wykonana w prywatnym zakładzie przy Jagiellońskiej w Katowicach.

Dziennik na wyrwanych kartkach

Zapis z 16 października 1983 roku:

„Po mszy zbieramy się przed katedrą. (…). Idziemy pod Kopalnię Wujek. Po drodze kupujemy kwiaty i znicze. Pod Wujkiem nie widać esbeków.

Składamy wieńce, modlimy się, palimy znicze. Parę osób doszło w tym czasie. (…) Po godzinie idziemy do domu. Po drodze ustaliłem, że Romek Harazin zbierze nazwiska, adresy i daty śmierci górników oraz skombinuje blachę na tablicę. Ja ułożę tekst, który uzgodnię z Ludwiczakiem i po uzgodnieniu dam do wykonania tablicę. Tak, aby można było ją zawiesić na 16 grudnia”.

– Dlaczego ustaliliście z Harazinem, że trzeba wykonać tablicę z nazwiskami poległych górników? – pytam pana Włodzimierza.

– Z prostej przyczyny – odpowiada. – Proszę pamiętać, że wówczas nikt tak naprawdę nie wiedział, kim byli zabici górnicy z „Wujka”. Praktycznie nikt nie znał ich nazwisk. Ba, nie drukowała ich nawet podziemna prasa. Ta tablica miała pozbawić ich anonimowości – wyjaśnia.

Po raz pierwszy dowiedziałem się o tej tablicy, gdy zacząłem przepisywać dla katowickiego Stowarzyszenia „Pokolenie” (m.in. współwydawcy „Encyklopedii Solidarności”) dziennik Włodzimierza Kapczyńskiego z lat 80. ubiegłego stulecia. Setki gęsto zapisanych kartek wyrwanych ze szkolnych zeszytów zaczęły przenosić mnie w czasy PRL, który choć chylił się ku upadkowi, to wciąż dawał swoim obywatelom do zrozumienia, że żyją w kraju totalitarnym, rządzonym przez partię komunistyczną.

Zapiski zaczynają się w czasie internowania i kończą wraz z 1989 rokiem. Ich autor opisuje dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Wątki z życia osobistego przeplatają się z życiem „podziemnym”. Trzeba wstać przed świtem i ustawić się w kolejce po mięso, potem kupić chleb, przygotować „bibułę” do kolportażu. Wszystko musi się zgrać w czasie, a nie każdy ma telefon, zresztą trzeba czasami mówić szyfrem, bo linia może być na podsłuchu. Do tego jak na złość spóźnił się autobus, a kolejny widniejący na rozkładzie nie przyjechał.

Przez blisko dekadę zapisywane maczkiem kartki lądowały w skrytce, np. w piwnicy. Potem pan Włodzimierz wywoził je do miejscowości Barycz, gdzie schowane w słoikach zakopywał w szopie. Niestety, po latach nie wszystkie zapiski się odnalazły, niektóre zostały strawione przez czas i wilgoć.

Dziennik Włodzimierza Kapczyńskiego to kapitalne źródło historyczne. Diariusz pisany na gorąco przywołuje obrazy, postacie, zjawiska, wydarzenia, które odchodzą w niepamięć. Dlatego gdy w przededniu 30. rocznicy wprowadzenia w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej stanu wojennego dr Łukasz Kamiński – prezes Instytutu Pamięci Narodowej, ogłosił konkurs na dziennik, pamiętnik lub wspomnienia dotyczące lat 80. XX wieku, od razu wraz z Przemysławem Miśkiewiczem, szefem Stowarzyszenia „Pokolenie”, wiedzieliśmy, że stowarzyszenie zgłosi dziennik do konkursu. 13 grudnia 2012 roku ogłoszono wyniki konkursu. Wspomnienia pana Kapczyńskiego zajęły drugie miejsce i ukażą się drukiem.

Zaaresztowana tablica

Zapis z czwartku, 27 października 1983 roku:

„Po drodze do domu wstępuję do Ludwiczaka. Spał, trochę chory. (…). Daję Ludwiczakowi do sprawdzenia listę zabitych i zmarłych górników – przeczytał, nie wniósł zastrzeżeń. Mówię mu, że tablica będzie kosztować 7600, będzie gotowa na 15 listopada (…). Obiecał zbiórkę wśród górników”.

Gruba, nierdzewna blacha była za darmo, sprezentowali ją hutnicy z katowickiej Huty „Baildon”. Grawer z ulicy Jagiellońskiej wykazał się niemałą odwagą. Wykonał pracę, za którą w najlepszym wypadku groziła grzywna, w najgorszym – być może więzienie.

Pod krzyżem, który flankują dwie litery „ŚP” (Świętej Pamięci), widnieje wstęp składający się z dwóch zdań:

„Górnicy Kopalni ’Wujek’

Zabici i zmarli z ran:”,

a pod nimi dziewięć nazwisk i daty śmierci. Epitafium tej niezniszczalnej metalowej klepsydry kończy wezwanie „Cześć Ich pamięci!”.

Kapczyński odebrał tablicę na dzień przed miesięcznicą – 15 listopada, i od razu zaniósł ją do Jana Ludwiczaka, przewodniczącego „Solidarności” w „Wujku”. Tam miała przeczekać jeszcze miesiąc, a następnie miano ją powiesić na krzyżu przed kopalnią „Wujek”, najpierw myślano o 16, a następnie o 18 grudnia. Niestety, tak się nie stało…

Jan Ludwiczak w ścisły sposób jest związany ze strajkiem, który został ogłoszony w kopalni „Wujek” tuż po ogłoszeniu stanu wojennego. Na wieść o tym, że Ludwiczaka wyciągnięto w nocy siłą z domu, górnicy podjęli decyzję o proteście. Jednym z postulatów było uwolnienie kolegi. Ludwiczak wyszedł na wolność po ponad roku internowania. Od tej pory był obserwowany przez bezpiekę. 8 grudnia 1983 roku został zatrzymany na 24 godz. pod krzyżem przy KWK „Wujek” i pobity.

W momencie, kiedy Ludwiczak jest zatrzymany, w jego domu trwa przeszukanie. Żona pana Jana była na tyle przytomna, że tablicę owiniętą w gazetę (wielkości kartki formatu A-4) wyjęła z szafki i wsunęła pod pralkę stojącą w łazience. Tam jej nie znaleźli. Z domu państwa Ludwiczaków tablica została przetransportowana do zaufanego pracownika kopalnianej straży przemysłowej. Najprawdopodobniej w wyniku obserwacji SB szybko przeszukała jego mieszkanie, on został zatrzymany na dwie doby, a tablica trafiła do bezpieczniackiego magazynu.

Nikt nie pobiegł z pomocą

Cofnijmy się o cztery dni od tamtego dnia do wydarzeń, które pokażą, jak esbecy (co za tym idzie – milicja, partia i mówiąc ogólnie, komuniści) bali się pamięci o zamordowanych górnikach. 4 grudnia 1983 roku na Śląsku była Anna Walentynowicz, już wtedy legenda „Solidarności”. Przywiozła ze sobą tablicę poświęconą górnikom „poległym w obronie praw związkowych” od „społeczeństwa Wybrzeża”. Tablica miała zawisnąć na kopalnianym murze…

Zapis Włodzimierza Kapczyńskiego z 4 grudnia 1983 roku (fragmenty):

„Zapalam znicz pod krzyżem pomordowanych górników z KWK Wujek. (…) Pod światłami na przejściu widzę dużą grupę ludzi (…). Widzę Kazika Świtonia i poznaję idącą obok niego niską i szczupłą panią Anię Walentynowicz. Dołączam do nich. Witam się i dalej idę z nimi. Pod krzyżem Kazik zdjął kurtkę i czapkę, wziął z torby bluzę roboczą, młotek i przecinak. (…) W czasie kucia otworów śpiewaliśmy pieśni religijne. (…) Po pewnym czasie podjechał milicyjny radiowóz. (…) Nie mogąc zabrać Kazika, wycofali się poza ludzi i zaczęli przez radio wzywać pomocy. (…) Oczekujemy na atak MO i SB. Podjeżdżają wozy z MO. Dwie nysy, kilka wołg i fiatów. Wyskakują z nich cywile i mundurowi. (…) Pod krzyż między ludzi wpadł starszy, niski, szczupły cywil i wrzeszczał: ’Brać!’. Dwóch dryblasów z MO porwało Kazika, inni brali młodych mężczyzn i wlekli do ’suk’. (…) W międzyczasie Ania Walentynowicz wzięła młotek i przecinak pozostawiony przez Kazia i kuła nadal mur (…). Podbiegło dwóch niebieskich bydlaków i złapali ją za ręce, wykręcając je do tyłu. Walentynowicz krzyczała: ’Na pomoc! Ratunku!’, a milicjanci wlekli ją po ziemi do samochodu. Nikt nie pobiegł z pomocą”.

Anna Walentynowicz została aresztowana (wraz z Kazimierzem Świtoniem i Ewą Tomaszewską). Trafiła do zakładu karnego w Lublińcu, w kwietniu 1984 roku została zwolniona ze względu na stan zdrowia.

Wróci na swoje miejsce

Gdy rozmawiałem z Janem Ludwiczakiem o tamtej tablicy, która – gdyby zawisła na krzyżu przy kopalni „Wujek”, byłaby pierwszą przywracającą pamięć o dziewięciu zastrzelonych górnikach, dowiedziałem się, że została ona zwrócona „Wujkowej” „Solidarności” wraz ze sztandarem w 1989 roku. Od razu poprosiłem Andrzeja Grolika, przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” KWK „Wujek”, o jej odszukanie. Tablica odnalazła się pod koniec marca br. w szafie, wśród różnych związkowych dokumentów. Zanim zobaczył ją pan Kapczyński, byłem pewny, że to jest ta tablica, ponieważ miałem przy sobie kartkę maszynopisu, która trafiła do grawera w 1983 roku i to na jej podstawie zostały wykonane napisy. Zarówno na maszynopisie, jak i na tablicy był błąd w nazwisku jednego z zabitych górników – Jana Stawisińskiego. Zamiast „t” na obu tekstach widnieje „ł”.

– Zwróciliśmy się do Komisji Zakładowej z prośbą o przekazanie tablicy do Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności, gdy tak się stanie, trafi ona ostatecznie do Muzeum Izby Pamięci Kopalni Wujek – mówi Wojciech Skwira, p.o. dyrektor ŚCWiS w Katowicach.

– Tam jest jej miejsce – dodaje Włodzimierz Kapczyński. – Może nawet powinna zostać zawieszona na krzyżu, który stoi w Izbie Pamięci? Przecież trzydzieści lat temu mieliśmy właśnie taki plan.

Sebastian Reńca
--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest pisarzem i publicystą. Opublikował m.in. „Z cienia. Powieść o Żołnierzach Wyklętych” oraz zbiór opowiadań „Spowiedź Parfena”.

http://www.naszdziennik.pl/mysl/29764,t ... zafie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 30 lip 2013, 14:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Pamięć, groby i hieny

Bezpieka robiła te zdjęcia z ukrycia. Gdzieś zza krzewów i drzew, spośród gęstwy krzyży, pomników i grobów. Na przełomie lat 40-tych i 50-tych ubiegłego wieku cmentarze nie były tak uporządkowane jak dzisiaj. Tym łatwiej było fotografować w Zaduszki, gdy sprzyjała mnogość odwiedzających. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa mogli się dobrze wtopić w otoczenie, zgubić w tłumie, żeby uwiecznić dla potrzeb władzy twarze ludzi pragnących oddać cześć poległym powstańcom.

Z fotografii dosłownie pulsuje wewnętrzne napięcie - ludzie pomiędzy powstańczymi mogiłami. Jakiś młody mężczyzna pochylony nad krzyżem, jakby od niechcenia odczytuje inskrypcję; inni nienaturalnie wyprostowani nad grobem; ktoś się niepewnie rozgląda na boki. Emocje i domysły zatrzymane w kadrze. Niby wszystko normalnie, ale ma się wrażenie, że ci ludzie mieli świadomość, iż są obiektami inwigilacji przez reżim - w końcu czczą pamięć „zaplutych karłów reakcji” z Armii Krajowej, śmiertelnie znienawidzonych przez figurantów z moskiewskiego nadania.

Te zdjęcia pochodzące z archiwów bezpieki opublikował jakiś tygodnik dziesięć lat temu (a może więcej), na którąś z kolei rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Utkwiły mi w pamięci właśnie ze względu na to emanujące z nich napięcie. Ktoś powie, że wrażenie może wynikać z faktu, że mam świadomość, iż fotografowano z ukrycia. Jednak nawet gdyby coś było na rzeczy z taką autosugestią, to przecież sam fakt, że komuniści uznawali za wrogi akt nawet pamięć o zmarłych, jest sam w sobie źródłem emocji.

Powstanie Warszawskie tkwi w nas, bo stało się częścią organizmu narodu i budzi nadal emocje, podobnie jak Katyń i Wołyń. Jak inne powstania. Albo jak wojna domowa w Hiszpanii, czy beznadziejna obrona fortu Alamo w Teksasie. Zawołanie „Pamiętajcie o Alamo!” jest dzisiaj symbolem patriotycznej pamięci w USA. Dla Rosjan świętem narodowym jest wydarcie Kremla spod polskiej okupacji na początku siedemnastego wieku. Holocaust na zawsze pozostanie elementem tożsamości narodowej w Izraelu.

Normalne narody tak mają – wielkie przełomy, zwycięstwa lub klęski, tragedie i epokowe dokonania budują tożsamość, tradycję i wspólnotę. Zapewne nie inaczej będzie po latach z tragedią smoleńską. To oczywiste, że dzięki Powstaniu Warszawskiemu przetrwaliśmy komunę. Zryw Solidarności był możliwy między innymi dzięki powstańcom warszawskim, a także dzięki innym przegranym powstaniom. To ciągłości narodowej pamięci zawdzięczamy istnienie Polski na mapie świata.

Trzeba nie mieć odrobiny oleju w głowie albo trzeba mieć w tym jakiś podły interes, żeby deprecjonować tożsamościowe mity, zrośnięte na amen z narodem. Tak dzieje się dzisiaj z pamięcią Powstania Warszawskiego, która jest rozszarpywana przez nihilistyczne lewactwo. Odpowiedzialność przywódców za wydanie rozkazu rozpoczęcia powstania utożsamia się z odpowiedzialnością za rzeź na ludności cywilnej, której dokonali niemieccy ludobójcy, wspólnie z morderczą hołotą ukraińską i za przyzwoleniem Rosjan przyglądającym się bezczynnie zza Wisły. Skalę zakłamania uświadamia fakt, że te prowokacyjne bzdury preparują ci sami ludzie, którzy niedawno potwornie się oburzyli, gdy ktoś powiedział, że Żydzi jako ofiary holocaustu sami są sobie winni.

Pod pozorem wtykania błędów dowództwa usiłuje się wykazać bezsens tej walki w ogóle, a już szczególnie bezsens poświęcenia. Ten typ bałwaństwa najlepiej oddają słowa pewnej szansonistki, która niegdyś zadeklarowała, że kiedy ojczyzna popadnie w tarapaty, to ona natychmiast „spierdala po prostu”. Nie zostanie sanitariuszką ani nie zejdzie do kanałów, lecz ucieknie. Jakiś inny idiota napisał, że minuta milczenia w godzinie „W” to dla niego moralna przemoc.

Rzecz jasna, nie zamierzam tu przeprowadzać egzegezy stanu świadomości ludzi znanych z tego, że są znani, ale to jest dobra ilustracja tej postawy, modnej wśród absolwentów „Życia na gorąco”. Dla nich nieprzedłużenie kontraktu w tańcu z gwiazdami jest porażką życiową, a brak zaproszenia na jakiś spęd to już powód o samobójczych myśli. Oczywiście, żaden nie pomyśli, że taka deklaracja programowego nihilizmu nie uderza w nikogo poza jego rodziną i znajomymi. Ale ci przynajmniej zyskają w zamian niezbitą pewność, że na bałwana nie ma co liczyć.

Z najnowszych badań opinii wynika, że dla Polaków Powstanie Warszawskie było najważniejszym zrywem wolnościowym w całej polskiej historii. Powstanie bowiem wybuchło na rozkaz dowództwa Armii Krajowej, ale było konsekwencją niepohamowanego pragnienia wolności wśród warszawiaków. Taka pamięć o przodkach ma decydujące znaczenie dla wolności i jest nadzieją na przyszłość. Ci, którzy rozkazywali potajemnie fotografować ludzi odwiedzających groby powstańców warszawskich, doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

Podczas komuny Polacy zrywali się wielokrotnie przeciwko bolszewickiemu reżimowi, a ważnym, jeśli nie najważniejszym impulsem była właśnie pamięć historii, czyli między innymi ostatniego zrywu wolnościowego, jakim było Powstanie Warszawskie. Aż w końcu doczekaliśmy się sierpnia 1980. Teraz ta data będzie dla następnego pokolenia najświeższym przykładem do zapamiętania. Będzie jak znalazł, gdy zajdzie potrzeba. I nie przeszkodzą w tym żadne ubeckie hieny fotograficzne.

http://seaman.salon24.pl/523901,pamiec-groby-i-hieny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 13 gru 2013, 09:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Oto przykłady z samych głębin bolszewickiej kultury. Tej kultury, którą starają się nas Polaków ... zarazić.

Zapomniani

Anna Zechenter

Był drobny i nieśmiały, więc w celi przy Montelupich w Krakowie szybko stał się ofiarą kryminalistów, którzy pastwili się nad nim dniem i nocą. Kiedy członek KPN Jacek Żaba, skazany w 1986 r. na pięć lat za „sabotaż”, prosił o zgodę na korespondencję, komendant więzienia zanotował na odwrocie jego podania: „Wykolejeniec i debil. Prośby nie popieram”. Mimo formalnego zniesienia stanu wojennego w 1983 r., wiele regulacji prawnych z tamtego okresu obowiązywało do końca lat 80. – gehenna młodego chłopaka miała więc trwać jeszcze długo, zanim znalazła tragiczny finał.

Zygmunta Grzesiaka, aresztowanego w 1986 r. za „czynienie przygotowań do zamachu terrorystycznego”, wieziono na badania psychiatryczne do Warszawy przez osiem godzin w nieogrzewanej części nyski, kiedy na dworze panował 20-stopniowy mróz.

Jackowi Mleczce, też oskarżonemu w 1986 r. o „terroryzm”, odmówiono w więzieniu prawa do pomocy medycznej, choć z powodu wrodzonej wady serca potrzebował pilnie kontroli kardiologicznej.

Dramaty te – i wiele innych – łączy nazwisko funkcjonariusza SB Jerzego Stachowicza, który w 1986 r. prowadził śledztwo w sprawie „sabotażu” w krakowskiej zajezdni autobusowej i równolegle akcję przeciwko „krakowskim terrorystom”, czyli Liberalno-Demokratycznej Partii „Niepodległość”.

W III RP o Jacku Żabie przypomniano sobie nie dlatego, że został zaszczuty w PRL na śmierć, lecz na marginesie skandalu, który wybuchł w 2008 r., gdy prowadzący jego sprawę w latach 80. funkcjonariusz SB Jerzy Stachowicz został – jako emerytowany dyrektor departamentu w ABW – ekspertem komisji mającej wykazać, że PiS wywierało naciski na służby specjalne. Po protestach ludzi, których prześladował w PRL, musiał się szybko wycofać.

Jacek Żaba nie spyta już, dlaczego Stachowicz przeszedł pozytywnie weryfikację, po 1989 r. pracował w UOP, potem w ABW, zaś w maju 2003 r. Aleksander Kwaśniewski przyznał mu Srebrny Krzyż Zasługi za „wybitne zasługi w działalności na rzecz umacniania bezpieczeństwa wewnętrznego kraju”. Ale krakowską karierę Stachowicza lat 80. w SB pamięta wielu. Był zimny i opanowany, nie podnosił głosu, za to często groził śmiercią i szantażował. „Niszczył ludzi, gwałcił sumienia, przetrącał kręgosłupy” – mówią jego ofiary.

Droga przez mękę
21-letni Jacek Żaba pracował jako elektromonter w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Krakowie. Chodził na demonstracje po wprowadzeniu stanu wojennego. Zatrzymany w sierpniu 1982 r. w Nowej Hucie przesiedział ponad pięć miesięcy w areszcie.

W połowie lat 80. „Solidarność” zaczął ogarniać marazm, a tłumy biorące udział w akcjach protestacyjnych mocno się przerzedziły. W 1985 r., kiedy zbliżała się kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego, a wszystko wskazywało na to, że przejdzie ona bez szerszego rozgłosu, Kazimierz Krauze z KPN zdecydował się wywołać strajk w MPK. O pomoc poprosił młodszego kolegę, zawsze chętnego do pomocy Jacka Żabę. Nocą z 12 na 13 grudnia poprzecinali paski klinowe w trzydziestu autobusach, by te nie mogły rano wyjechać na miasto. Jeden z kierowców zauważył jeszcze nocą, że jego ikarus jest uszkodzony, zaalarmował więc dyspozytora. Błyskawicznie na miejsce zjechały milicja i bezpieka.

Akcję uznano za sabotaż i rozpoczęto szybkie śledztwo. Agentura spisała się dobrze: w marcu 1986 r. po donosie wpadł Krauze. Wzięty w obroty przez Stachowicza po miesiącu przyznał się, choć o Jacku Żabie nie powiedział nic. Stachowicz jednak domyślał się, że ktoś musiał Krauzemu pomagać. Jak trafił na trop Żaby? Tego nie wiadomo do dzisiaj.

Młody chłopak początkowo nie chciał zeznawać, lecz Stachowicz potrafił sobie z nim poradzić. Sprawie nadano szybkie tempo – już 26 czerwca zapadły wyroki za „sabotaż”: półtora roku dla Żaby, pięć dla Krauzego. Żaba trafił między grypsujących, a ci z miejsca wyczuli jego słabość. Kruchy psychicznie i lekko opóźniony w rozwoju budził agresję pospolitych bandytów. Bity i poniżany zamykał się w sobie. Stał się ofiarą szczególnego okrucieństwa ze strony strażników. Zamykali go w karcerze, spinali pasami. Udręczony i odizolowany od świata zewnętrznego tracił powoli kontakt z otoczeniem: milczał, nie jadł, siedział skulony pod ścianą, załatwiał się pod siebie.

Wreszcie w 1988 r. dojrzał światełko w tunelu – dostał urlop w odbywaniu kary ze względu na stan zdrowia.

Otworzył okno i wyskoczył
Miał nadzieję, że więzienny koszmar więcej nie powróci, a utwierdził go w tej nadziei sam Jacek Kuroń. Po Międzynarodowej Konferencji Praw Człowieka w kościele pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Krakowie, w sierpniu 1988 r., na spotkaniu prawie dwóch tysięcy osób z Kuroniem ktoś zapytał o więźniów politycznych i wymienił nazwisko Żaby. I wówczas Kuroń dał Jackowi Żabie publicznie słowo, że więcej do więzienia nie wróci. Ten uwierzył i zaczął płakać.

Kiedy w lutym 1989 r. trwały już rozmowy Okrągłego Stołu, dostał niespodziewanie nakaz powrotu na Montelupich. Nie miał mu kto pomóc: matkę stracił w dzieciństwie, sam nie potrafił upomnieć się o obiecaną wolność, nie potrafił dotrzeć do wielkich „Solidarności”, którzy już rozmawiali z komunistami. Otworzył więc okno w mieszkaniu na ósmym piętrze i wyskoczył.

Kto jest winien tej śmierci? Prokuratura, sąd, współwięźniowie, strażnicy? Stachowicz nie ponosi, rzecz jasna, odpowiedzialności za to, że Jacek Żaba nie zniósł więziennych prześladowań, ale to jego „metody śledcze” były kamieniem, który poruszył lawinę nieszczęść.

Uderzenie w niepodległościowców
Równolegle do sprawy „sabotażystów” z MPK toczyło się w Krakowie drugie śledztwo, w którym swój udział miał Stachowicz – tym razem szło o „terrorystów”.

W kwietniu 1986 r. na Rynek Główny w Krakowie wjechała ekipa specjalna SB. Funkcjonariusze weszli na dach kamienicy numer 43, gdzie znaleźli dwie wyrzutnie ulotek i gazu łzawiącego. Urządzenie, które miało zadziałać dzięki radiowemu mechanizmowi odpalającemu, zostało zainstalowane przez działaczy Liberalno-Demokratycznej Partii „Niepodległość” zaledwie kilka godzin wcześniej. Prawdopodobnie ktoś doniósł. W wyrzutniach znaleziono ulotki proklamujące 1 maja 1986 r. dniem solidarności z walczącym Afganistanem i pociski z milicyjnym gazem łzawiącym, które miały spaść – jak planowali organizatorzy akcji – między trybuną pierwszomajową a uczestnikami wiecu, nie czyniąc nikomu krzywdy.

Tymczasem od marca 1986 r. w areszcie siedziały dwie studentki zatrzymane za roznoszenie ulotek LDP „N”. Po wykryciu instalacji w Rynku ich sprawę przejęli niezawodny Stachowicz i Karol Suder – przesłuchania stawały się coraz brutalniejsze. „Włosy i zęby ci wypadną – usłyszała jedna z nich. – Pójdziesz siedzieć na 15 lat za szpiegostwo i terroryzm”. Podczas ciężkiego śledztwa przyznała się do przeprowadzenia „rozpoznania terenu” w Rynku.

Druga studentka po brutalnych przesłuchaniach i obejrzeniu zdjęć z wizji lokalnej na dachu kamienicy opowiedziała o przygotowaniach do akcji 1 maja. Przeszła zaraz potem poważne załamanie nerwowe. Umieszczona w izbie chorych w więzieniu przy Montelupich odwołała zeznania i wszystko zaczęło się od nowa: trzy dni przesłuchań bez przerwy – regularny konwejer. Mdlała wiele razy przy zmieniających się co parę godzin esbekach. Dopiero trzeciego dnia karetka odwiozła ją na 24 godziny do izby chorych.

Jak SB połączyła sprawę wyrzutni z osobą Zygmunta Grzesiaka, szefa Małopolskiego Oddziału LDP „N”? Prawdopodobnie zawiodła ich do niego notatka znaleziona w torbie jednej ze studentek z terminem spotkania i jego nazwiskiem. Ruszyła lawina aresztowań, które objęły – obok Zygmunta Grzesiaka – dziewięć osób.

„Gdzie są granaty?”
W nowohuckim mieszkaniu Zygmunta Grzesiaka po jego aresztowaniu 7 lipca ubecy pod dowództwem Stachowicza przetrząsnęli każdy kąt. Wciąż nadchodzili nowi funkcjonariusze – w końcu w maleńkim pokoju z kuchnią było ich ponad dwudziestu. Założyli dwudniowy kocioł.

„Zastrzegłam sobie, że muszę mieć miejsce do karmienia dziecka pod oknem, gdzie nikt nie będzie zaglądał – opowiadała Elżbieta Błońska-Grzesiak. – Dzięki temu udało mi się wyrzucić na dół karteczkę. Przesiadujące tam panie uprzedzały nadchodzących. Po wyjściu głównej ekipy atmosfera trochę zelżała. Panowie siedzieli po czterech, nawet chodzili na zakupy”.

Stachowicz groził Elżbiecie Grzesiak oddaniem jej trzymiesięcznego dziecka do sierocińca. Nękał nawet jej babcię w Przemyślu. Kiedy u sędziwej kobiety zjawili się esbecy, ta zaproponowała im herbatę. Wtedy słyszała krzyk: „Gdzie są granaty?”.

Aresztowanym przedstawiono zarzut „czynienia przygotowań do zamachu terrorystycznego oraz o działania zmierzające do wywołania niepokoju publicznego”.

Aby nikt się o nich nie upominał, komunistyczna prasa kreowała atmosferę strachu przed zamachami. Już 1 maja „Gazeta Krakowska” pisała o zatrzymaniu „grupy terrorystów, którzy chcieli pozbawić życia tysiące spokojnych ludzi”, wykolejając pociągi i wysadzając wiadukt kolejowy; dwa tygodnie później TV nadała audycję o „zamachu na Rynku”, a następnego dnia w „Gazecie Krakowskiej” umieszczono na pierwszej stronie artykuł „Bezwzględne oblicze terroryzmu”.

I przyznać trzeba, że działania te budziły w społeczeństwie nieufność wobec ludzi, którzy – w odróżnieniu od tzw. demokratycznej opozycji – nie chcieli poprzestać na słowach.

„Upadlał ludzi”
Gdy w 2008 r. wybuchła afera Stachowicza, Zygmunt i Elżbieta Grzesiakowie wyrażali przekonanie, że esbek był „kreatorem sytuacji upadlających ludzi”, że sam wymyślał dotkliwe instrumenty nacisku. Elżbieta podkreślała, że najgorsze było łamanie charakterów, ponieważ do dziś niektórzy nie potrafią się podnieść.

Jerzy Stachowicz nie odpowie za swoje czyny. Sprawa prowadzona przeciwko niemu przez IPN została umorzona, gdyż Sąd Najwyższy, interpretując 25 maja 2010 r. ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z 1998 r., uznał, że przedawniły się czyny zagrożone karą do lat pięciu, a nieobjęte postępowaniem do 1995 roku.

Sąd Najwyższy zapewnił nietykalność nie tylko Stachowiczowi. Ilu jeszcze jemu podobnych żyje dziś w spokoju, podczas gdy ich ofiary ponoszą koszty wiary w to, że komunizm można było obalić?

http://www.naszdziennik.pl/wp/62342,zapomniani.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 12 kwi 2014, 07:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Czas zwyrodnienia kulturowego, jego okrucieństwa, zbrodnie, terror jest nadal tematem tabu. Stąd prosty wniosek. Przy władzy są te same środowiska, które ogarnięte opętańczym bolszewizmem stworzyły ludziom ten makabryczny holokaust. Dziś nas te środowiska pedalizują, genderyzują, eutanazjują, eugenikują, aborcjują, fałszywie leczą, zatruwają przetworzoną żywnością, okłamują przekazem medialnym, redukują poprzez mizerną edukację, wprowadzają w nędze itp.

Zabójcza precyzja NKWD

Sowieckie służby pracowały na najwyższych obrotach, rozkazy były niezwykle szczegółowe, a transporty śmierci wyruszały jeden po drugim do wytyczonych miejsc.

Dokonanie w tajemnicy przed światem masakry blisko 22 tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej wymagało potężnego i posłusznego aparatu, tysięcy pism, potwierdzeń, spisów – czyli korespondencji, by tak rzec, służbowej. Nawet w sowieckich realiach roku 1940 musiała to być operacja skomplikowana. A zachowanie jej w sekrecie przez dziesiątki lat świadczy o wszechwładzy służb specjalnych ZSRS.

O zaginionych wiosną 1940 roku wojskowych i cywilach, poszukiwanych podczas wojny oficjalnie przez władze RP na uchodźstwie oraz wysłanników dowódcy Armii Polskiej w ZSRS generała Władysława Andersa, nie wiadomo było przez dziesiątki lat nic. Wyjątek stanowiły egzekucje oficerów polskich w Lesie Katyńskim, których ciała Niemcy ekshumowali w 1943 roku, gdy Smoleńszczyzna znalazła się pod ich okupacją. Pozostali – ponad 17 tysięcy ludzi – po prostu przepadli bez śladu, chociaż zbrodniarze do ich uśmiercenia wykorzystali całą armię funkcjonariuszy NKWD i zużyli wiele papieru. Żadne świadectwo nie ujrzało światła dziennego, zanim Sowieci sami nie ujawnili go na początku lat 90. XX wieku. Czy prawdy o tym, co stało się z polskim prezydentem i całą delegacją w 2010 roku na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku, też dowiemy się po pół wieku?

NKWD produkuje papiery
Postanowienie politbiura WKP(b) z 5 marca 1940 roku, podjęte na wniosek szefa NKWD Ławrientija Berii i opatrzone podpisem Józefa Stalina oraz jego najbliższych współpracowników, skazujące na śmierć polskich „jeńców wojennych”, należało wypełnić z całą dokładnością. Chodziło o „internowanych” – bo i tak określali ich Sowieci – ze specjalnych obozów: kozielskiego, starobielskiego i ostaszkowskiego, wziętych do niewoli po agresji Sowietów na ziemie Rzeczypospolitej 17 września 1939 roku. Na mocy tego samego postanowienia trzeba było potajemnie zlikwidować cywilnych i wojskowych „wrogów Związku Sowieckiego”, osadzonych w więzieniach na okupowanych polskich Kresach.

Sowieckie służby przystąpiły do pracy bezzwłocznie – od 7 marca 1940 roku przez cały tydzień trwały w Moskwie narady najwyższych oficerów NKWD, komendantów zarządów obwodowych ze Smoleńska, Charkowa i Kalinina, władz więziennych i obozowych, podczas których z niesłychaną dokładnością planowano mord.

Machina śmierci ruszyła i działała prawie bez zarzutu: już 16 marca funkcjonujący od września 1939 roku Zarząd ds. Jeńców Wojennych pod kierownictwem Piotra Soprunienki zaczął przygotowywać wzory formularzy ewidencyjnych, które następnie trafiały do trzech obozów specjalnych – chociaż wyrok śmierci na jeńców zapadł de facto jeszcze 5 marca.

Pierwsze trzy rubryki przeznaczono na dane personalne, stopnie wojskowe, okoliczności wzięcia do niewoli bądź aresztowania, miejsce aktualnego pobytu – miały je wypełniać komendy obozów i naczelnicy więzień.

Czwarta rubryka, opatrzona nagłówkiem „wniosek”, była najważniejsza i ją kazano zostawiać pustą – do późniejszego uzupełnienia przez Zarząd Jeńców Wojennych. W błyskawicznym tempie, bo do 25 marca formularze ewidencyjne zostały wypełnione w obozach i więzieniach, a następnie wysyłano je partiami wprost do Zarządu Jeńców Wojennych.

Ostatnia rubryka
Tam właśnie uzupełniano ostatnią rubrykę – zgodnie z marcowym postanowieniem najwyższych władz WKP(b): rozstrzelać po „rozpatrzeniu sprawy” „bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia” – jak to sformułował Ławrientij Beria.

Ale biurokratyczny aparat musiał dopełnić wszystkich formalności, papiery trafiały więc jeszcze do Leonida Basztakowa – naczelnika 1. Wydziału Specjalnego NKWD, gdzie czekały już nadesłane akta wszystkich skazanych. Ponieważ trzeba było zachować procedurę, czyli „rozpatrzyć sprawy i powziąć uchwałę”, dokumentację przekazywano trojce powołanej do tego celu zbrodniczą decyzją z 5 marca 1940 roku – w jej skład wchodzili Basztakow wraz z dwoma zastępcami Berii, Wsiewołodem Mierkułowem i Bogdanem Kobułowem.

Tak zakończył się proces „decyzyjny”, a rozpoczął etap, który zaprowadził ofiary Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa do dołów śmierci. Prędkość, z jaką organy NKWD uporały się z formalną stroną zaplanowanej zbrodni, świadczy o ich ogromnej sprawności.

Listy dotyczące więźniów przechodziły ten sam szlak, lecz podpisywał je Mierkułow i trafiały wprost do szefów NKWD w okręgach, gdzie przetrzymywani byli Polacy z pominięciem naczelników więzień. Pierwsze zaczęły nadchodzić 20 kwietnia, a więc w czasie, gdy jeńców z obozów już mordowano.

Od 3 kwietnia drogą zwrotną z Zarządu Jeńców Wojennych przychodziły do trzech obozów specjalnych spisy nazwisk podpisane przez Soprunienkę – pierwszy do Kozielska. Już tego samego dnia wyruszył stamtąd transport Polaków na stację Gniezdowo, niedaleko Lasu Katyńskiego; 4 kwietnia do Kalinina (dziś Tweru) wyjechali na śmierć Polacy z Ostaszkowa, a kolejnego dnia, 5 kwietnia, ze Starobielska wysłano pierwszą partię skazańców do Charkowa.

W spisach, zwanych dzisiaj listami śmierci, nie było mowy o egzekucjach. Komendanci obozów otrzymywali telegraficznie lub przez kurierów pismo, nakazujące im „bezzwłocznie” skierować wymienionych jeńców wojennych „do dyspozycji naczelnika NKWD” – odpowiednio w Smoleńsku (obóz Kozielsk), Kalininie (obóz Ostaszków) i Charkowie (obóz Starobielsk).

W rosyjskich archiwach pozostało z pewnością jeszcze bardzo wiele akt, ale czas sprzyjający ujawnianiu ich przez Moskwę minął, jak się zdaje, bezpowrotnie.

Groza
Rzeczowe dokumenty zamazują przeraźliwą grozę zbrodni katyńskiej, ale bezmiar potworności wyłania się z protokołów przesłuchań katów, którzy na początku lat 90. zeznawali przed Główną Prokuraturą Wojskową w Moskwie. Jako świadkowie, rzecz jasna, ponieważ żadnemu z nich nie postawiono zarzutów.

Mitrofan Syromiatnikow, starszy bloku więzienia NKWD w Charkowie, gdzie w piwnicach strzałem w tył głowy dobrani członkowie „grup operacyjnych” zabijali Polaków ze Starobielska, jednego po drugim, jawnie okazywał dumę z doskonałej organizacji zbrodni: „U nas nie było tak jak u Niemców, oni zaprowadzili do Babiego Jaru, potem poustawiali ich wszystkich z dziećmi i powystrzelali. U nas te rzeczy są, jak to się mówi, według regulaminu”. Kiedy czyta się jego zeznania, poraża usłużność, zapał bez mała, z jakim starał się obrazowo i jak najdokładniej przedstawić przebieg mordu, który odbywał się nocami w piwnicy zarządu NKWD: „Przyprowadzają ofiarę na korytarz. Tam ja, przypuśćmy, stoję w drzwiach. Otwieram i pytam, czy można. Stamtąd pada odpowiedź: ’wejść’. Prokurator stoi za stołem, obok komendant. Pyta: ’nazwisko, imię, imię ojca, rok urodzenia’ i mówi ’możecie iść’. Tu od razu strzał i już koniec, koniec. Inni nic nie widzieli. Oni tylko słyszeli odgłos. I to wszystko” – tłumaczył w 1991 roku. Jego zdaniem, wszystko szło „jak należy”. „Tak, tak. Braliśmy szynele, czapki. Prawidłowo. Trzeba ich było przykrywać, owijać głowy. Rozumiecie sami…? Żeby tak nie krwawili. Dlatego owijaliśmy od razu po rozstrzelaniu – mówił. – Zrobiono też takie zadaszenie, gdzie wejście do piwnicy i gdzie ich rozstrzeliwano. Od góry zrobiono takie zadaszenie, pod które wjeżdżał samochód. Żeby podczas załadunku nie było nic widać z okien na górze. Rozumiecie”.



Bestia
W Kalininie (Twerze) porządku pilnował Wasilij Błochin, o którym opowiadano, że był ulubionym mordercą Stalina i że sam od 1924 roku do śmierci swego mocodawcy zastrzelił około 50 tysięcy ludzi. „Pracował” na Łubiance, miał osobiście zabić Lwa Kamieniewa, Grigorija Zinowjewa i Nikołaja Jeżowa, a także generała Michaiła Tuchaczewskiego, dowódcę frontu zachodniego podczas wojny polsko-sowieckiej w 1920 roku. Nabywszy doświadczenia podczas czystek lat 30. XX wieku, wiedział, jak wziąć się do rzeczy w Kalininie, gdzie dowożono co noc średnio 250 Polaków. Zmarł w 1955 roku, lecz jego sposób działania opisał szczegółowo Dmitrij Tokariew, szef kalinińskiego zarządu NKWD, gdzie w 1940 roku zabijano jeńców z Ostaszkowa.

Na początku operacji przeceniono możliwości Błochina: pierwszej nocy rozstrzelał własnoręcznie 330 Polaków: policjantów i oficerów Korpusu Ochrony Pogranicza z obozu ostaszkowskiego. Po kilku dniach zażądał ustanowienia normy ofiar, bo zabijanie go męczyło, a nawet niemieckie walthery przegrzewały się i zużywały za szybko. „Mundur funkcjonariusza NKWD powinien być zawsze czysty i schludny” – to była jego zasada. Wkładał więc długi skórzany fartuch rzeźnicki, także skórzaną czapkę i rękawice sięgające powyżej łokci. Swoich pomocników instruował: „Trzeba tylko dobrze trafić kulą między kręgi szczytowy i obrotowy kręgosłupa szyjnego, trzymając lufę skierowaną ukośnie ku górze. Kula wyjdzie wtedy przez oczodół lub usta, poleje się mało krwi. Pocisk wchodzący w potylicę rozrywa czoło i powoduje krwotok”. Sam był mistrzem w swoim fachu: ofiary umierały natychmiast, krwi płynęło niedużo. Trzymał twardą dyscyplinę, nie pozwalał pić podczas egzekucji.

Czemu strzelali nad grobami?
O Katyniu, od którego wzięła swoją nazwę zbrodnia, wiadomo, że oficerów rozstrzeliwano przede wszystkim na zamkniętym terenie NKWD nad dołami w lesie, gdzie byli przewożeni ze stacji Gniezdowo. Część z nich mordowana była wcześniej w smoleńskim więzieniu. Niektórzy historycy przypuszczają, że egzekucje odbywały się również w willi NKWD na terenie Lasu Katyńskiego.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego jeńców Kozielska uśmiercano wprost nad grobami. Oleg Zakirow, major smoleńskiego KGB, który opatrznie zrozumiał hasła głasnosti i zaczął na własną rękę odszukiwać świadków masakry, trafił do Iwana Titkowa. Były kierowca kolejnych komendantów smoleńskiego NKWD twierdził, że część Polaków zamordowano właśnie w piwnicach willi, podczas gdy na zewnątrz pracował silnik traktora, zagłuszając krzyki i strzały. Inni ludzie ze smoleńskiego NKWD, do których dotarł Zakirow, zanim zmuszony groźbami starych kagiebistów wyjechał z rodziną do Polski, zapamiętali historię jednego z jeńców. Polak miał wyrwać się oprawcom i przedostać do zbrojowni. Bronił się podobno przez trzy dni, aż wreszcie kaci po nieudanej próbie zatopienia piwnic wpuścili do pomieszczenia gaz.

Dmitrij Tokariew z Tweru w swoich zeznaniach wyrażał zdziwienie, dlaczego w Lesie Katyńskim zabijano nad dołami. „Opowiadali mi w Smoleńsku o postępowaniu głupszym – mówił w 1991 roku przed rosyjskim prokuratorem. – Tam zaczęli rozstrzeliwać na miejscu grzebania. (…). I oto, co się stało: tam jeden uciekał, usiłował uciec, krzyczał, ludzie słyszeli”. Można domniemywać, że nie był to przypadek odosobniony – wymordowano tam przecież ponad 4 tysiące ludzi, trudno więc przyjąć, że tylko jeden z nich usiłował się w śmiertelnym strachu ratować.

Niemcy, którzy przeprowadzali w Katyniu ekshumację w 1943 roku, byli bardziej zainteresowani wykazaniem sowieckiej winy niż wyjaśnieniem okoliczności zbrodni. I tak okazuje się, że najlepiej, wydawałoby się, znane miejsce egzekucji, Las Katyński, kryć może jeszcze straszną niewiadomą.

Anna Zechenter

http://www.naszdziennik.pl/mysl/74377,z ... -nkwd.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 23 maja 2014, 06:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Sekret celi śmierci

W białostockim areszcie, w celi, gdzie wykonywano wyroki śmierci, IPN dokonał ciekawego odkrycia pod ziemią. Szczegóły poznamy dziś na konferencji.

Dziś IPN przedstawi aktualne wyniki badań poszukiwawczych szczątków ofiar represji komunistycznych prowadzonych w areszcie śledczym w Białymstoku.

– Będzie to konferencja poświęcona podsumowaniu prac archeologicznych prowadzonych w areszcie w Białymstoku – informuje p.o. naczelnik białostockiego pionu śledczego prok. Janusz Romańczuk. – Będzie podana liczba znalezionych szczątków i jakie są plany dalszych prac – dodaje rzecznik IPN Andrzej Arseniuk.

W konferencji wezmą udział prezes IPN dr Łukasz Kamiński i szef pionu śledczego prok. Dariusz Gabrel.

Prace poszukiwawcze szczątków ofiar zbrodni UB w areszcie w Białymstoku rozpoczęły się dwa tygodnie temu i potrwają do końca maja. Specjaliści przeszukują teren pod betonową posadzką w piwnicy budynku administracyjnego aresztu. Prace ekshumacyjne prowadzone są na tyłach aresztu, gdzie w ubiegłym roku odkryto miejsca masowych pochówków. Do tej pory odnaleziono tam szczątki ponad stu osób, w tym kobiet i dzieci.

Według szacunków, mogą tam spoczywać szczątki od kilkudziesięciu do ponad dwustu ofiar zbrodni komunistycznych. Chodzi tu nie tylko o osoby zamordowane na terenie tego więzienia, ale także te, które zginęły w potyczkach i obławach na terenie dawnego województwa białostockiego. Szczątki są przez badaczy oczyszczane, opisywane i wydobywane. Badania identyfikacyjne przeprowadzają specjaliści z Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów.

Badacze chcą również przebadać piwnicę budynku administracyjnego. W okresie stalinowskim wykonywano tu wyroki śmierci, a zwłoki były tajnie chowane w różnych miejscach.

IPN podkreśla, że poszukiwania miejsc pochówku ofiar komunizmu to jedno z najważniejszych jego działań. – Nie jesteśmy już postrzegani tylko jako instytucja „od teczek” – podkreśla wiceprezes IPN Agnieszka Rudzińska. Są one prowadzone w całej Polsce. W Warszawie głównie na tzw. Łączce cmentarza Wojskowego, a poza stolicą m.in. w Białymstoku, na terenie dawnego aresztu karno-śledczego Urzędu Bezpieczeństwa.

Zenon Baranowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ierci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 04 cze 2014, 13:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Należało rozliczyć zbrodnie PRL

. Należało rozliczyć zbrodnie PRL Rośnie liczba Polaków twierdzących, że już 1989 roku należało rozliczyć stary system i jego władze ze zbrodni dokonanych na narodzie. W badaniu CBOS uważa tak 33 proc. ankietowanych. Zdaniem 48 proc. należało jednak dążyć do porozumienia ponad podziałami.

Jednocześnie ponad jedna trzecia dorosłych Polaków czerwcowych wyborów nie pamięta.

25 lat po odzyskaniu przez Polskę suwerenności 48 proc. Polaków uważa, że po wyborach z 4 czerwca 1989 roku i utworzeniu rządu należało dążyć do porozumienia ponad podziałami i włączyć wszystkie grupy społeczne i siły polityczne w budowę demokracji. 33 proc. ankietowanych sądzi jednak, że był to właściwy czas, by doprowadzić do rozliczenia starego systemu i jego funkcjonariuszy.

W ciągu ostatnich pięciu lat liczba Polaków przekonanych, że po utworzeniu rządu premier Mazowiecki powinien dążyć do rozliczenia systemu i jego funkcjonariuszy wzrosła o 10 punktów procentowych.

Jednocześnie o 14 pkt. spadł odsetek tych, którzy sądzą, iż dążenie do porozumienia ponad podziałami i włączenie wszystkich do budowy nowego ustroju politycznego i gospodarczego było wówczas najwłaściwszą strategią.

O konieczności przeprowadzenia rozliczeń po wyborach w 1989 roku przekonanych jest 51 proc. wyborców PiS. 37 proc. spośród nich opowiadałoby się za podtrzymywaniem status quo. W elektoratach SLD, Twojego Ruchu, PO i PSL ci, którzy są przeświadczeni, że u progu przemian ustrojowych rozrachunek z PRL-em był ważniejszy niż budowanie porozumienia ponad podziałami, pozostają w mniejszości.

Z perspektywy ćwierćwiecza Polacy pamiętają, że wynik czerwcowych wyborów przyjęli przede wszystkim z nadzieją (41 proc.), przypominają sobie także entuzjazm oraz radość (23 proc.). Niewielu – według własnych deklaracji - zareagowało na ten wynik niepokojem i poczuciem lęku (7 proc.). Dla 5 proc. respondentów tak wysoki stopień poparcia dla kandydatów Solidarności i tak niski dla strony rządowej był przede wszystkim zaskoczeniem, nieliczni (3 proc.) czuli się nim rozczarowani.

Jednocześnie 35 proc. badanych wybrało odpowiedź: "nie pamiętam wyborów, byłem za młody, nie było mnie na świecie".

68 proc. Polaków deklarujących obecnie, że brali udział w pierwszych częściowo demokratycznych wyborach do parlamentu, twierdzi, iż opowiedziało się za stroną solidarnościową; 6 proc. przypomina sobie, że zdecydowało się poprzeć stronę rządową, a 14 proc. pamięta, że głosowało wtedy na różnych kandydatów - zarówno strony solidarnościowej, jak i rządowej.

Jak podkreślają autorzy badania, z perspektywy dwudziestopięciolecia bilans pierwszego niekomunistycznego rządu wypada w ocenie społecznej korzystnie.

Ogromna większość Polaków (81 proc.) do sukcesów ówczesnego rządu zalicza zmianę kierunków polityki zagranicznej i otwarcie na Zachód. 65 proc. badanych docenia tę ekipę za zmianę ustroju politycznego i demokratyzację życia społecznego, 61 proc. grupa chwali reformę samorządową i wprowadzenie samorządnych gmin. Z relatywnie mniejszym zadowoleniem przyjęto wprowadzenie lekcji religii do szkół - po latach decyzja ta oceniana jest pozytywnie przez 57 proc. badanych.

Mniej jednoznaczne są opinie na temat zainicjowanych przez rząd Tadeusza Mazowieckiego reform gospodarczych. Jednak i w tej sferze działania jego gabinetu oceniane są w przeważającej mierze pozytywnie. 41 proc. zalicza do zasług jego gabinetu wprowadzenie planu Balcerowicza i rozpoczęcie przekształceń ekonomicznych. Krytyczną opinię o polityce gospodarczej tego rządu wyraża 26 proc. respondentów.

Porównanie ocen obecnych i sprzed pięciu lat pokazuje, że opinie na temat przemian politycznych i systemowych raczej się nie zmieniły. Z kolei przemiany gospodarcze, zapoczątkowane planem Balcerowicza, są obecnie nieco rzadziej oceniane pozytywnie (spadek ocen dobrych o 7 pkt. i wzrost złych o 2). Krytyczniej ankietowani zapatrują się także na przywrócenie po wielu latach religii do szkół (spadek ocen pozytywnych o 7 pkt. i wzrost negatywnych o 5 pkt.).

Z wprowadzenia lekcji religii do szkół zadowoleni są przede wszystkim zwolennicy PiS (78 proc.) oraz sympatycy PSL (65 proc.), a także wyborcy niemający sprecyzowanych sympatii partyjnych oraz osoby zapowiadające absencję wyborczą (po 57 proc.), w mniejszym stopniu zaś wyborcy PO (49 proc.). 46 proc. zdeklarowanych wyborców SLD ocenia tę decyzję negatywnie, ale tylko nieco mniej (42 proc.) ma do niej stosunek pozytywny. 75 proc. elektoratu Twojego Ruchu uważa, że była to decyzja chybiona, pozytywnie ocenia ją tylko 19 proc. zwolenników tego ugrupowania.

Plan Balcerowicza pozytywnie ocenia większość wyborców PO, Twojego Ruchu oraz PSL. Podzieleni w jego ocenie są wyborcy PiS - tyle samo zwolenników tej partii wypowiada się o tych zmianach pozytywnie, co negatywnie (po 39 proc.). Również wyborcy SLD pozostają relatywnie bardziej sceptyczni wobec planu Balcerowicza, choć przewaga głosów krytycznych jest minimalna (45 proc. ocen negatywnych wobec 44 proc. pozytywnych).

Badanie przeprowadzono 6-12 lutego 2014 roku na reprezentatywnej próbie losowej 1020 dorosłych mieszkańców Polski.

PAP, lz

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/wiadomosci/rap ... z33ftmIwYl

http://www.stefczyk.info/wiadomosci/rap ... 0728112715


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 28 lip 2014, 05:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Zginęli koło Grodna?

Zenon Baranowski

Analiza dokumentów wskazuje, że rozstrzeliwań ofiar obławy augustowskiej dokonywano na terenie Białorusi, być może w okolicach Grodna – twierdzi prof. Nikita Pietrow z rosyjskiego Memoriału. Podobne wnioski ma pion śledczy IPN, który przygotował już wniosek do Mińska w tej sprawie.

– Ofiary obławy były zgromadzone w obozie w Gibach, następnie samochodami wywożono je stamtąd, a potem samochody te wracały. Wiemy, w jakim czasie te samochody wracały – od 45 minut do półtorej godziny – mówił Pietrow podczas sesji naukowej dotyczącej obławy augustowskiej zorganizowanej na Zamku Królewskim w Warszawie. – Jest jeden bardzo ważny dokument z 1945 r. dotyczący tej sprawy, zatytułowany „Operacja w Białoruskiej SRR”. Taki był zamysł psychologiczny, żeby ten mord został wykonany nie na terenie Polski, ale na terenie Białorusi – ocenia rosyjski historyk.

– Z Gib wiodą dwie drogi – jedna na południe przez Rygoł, druga bezpośrednio na Białoruś, ta droga prowadzi do miejscowości Kalety i liczy ok. 18 kilometrów. Nie możemy sprecyzować, gdzie ten mord dokładnie został dokonany, natomiast możemy domniemywać po analizie map i dróg dojazdowych, że to mogło się stać na tych terenach leśnych w strefie przygranicznej. Jest pytanie otwarte, czy bliżej lub dalej od miejscowości Kalety–stwierdza Pietrow.

Ruch po stronie Mińska
Członek Memoriału doradza, by starać się u władz Białorusi o dokumenty dotyczące okolic Grodna, które pozwoliłyby na wyjaśnienie okoliczności zbrodni. – Należy szukać takich dokumentów w archiwach, w Grodnie nie ma takich miejsc masowych egzekucji ludności, co nie znaczy, że do takich rozstrzeliwań nie dochodziło w 1945 roku – wskazuje Nikita Pietrow.

– Już w maju stosowny wniosek do strony białoruskiej został opracowany. Pytamy w nim o te tereny. Wierzę, że Białorusini odpowiedzą na to pytanie – informuje prok. Zbigniew Kulikowski z białostockiego pionu śledczego IPN. – Czekamy na wysłanie go przez Prokuraturę Generalną – dodał.

– Pytamy o Lidę, pytamy o Grodno, o inne miejsca – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prokurator Kulikowski. – Oczywiście miejsce rozstrzeliwań nie musi być tożsame z miejscem pochówków, zwłoki ofiar mogły zostać wywiezione dalej – zaznacza śledczy.

Prokurator Zbigniew Kulikowski informuje, że inny wniosek o pomoc prawną został skierowany także do USA, gdyż tamte służby mogą dysponować pewnymi danymi z okresu zimnej wojny dotyczącymi obławy.

Pięćset dokumentów
W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zapowiada też skierowanie kolejnego wniosku o pomoc prawną do Rosji o przekazanie odpowiedniej dokumentacji. Dotychczas Rosjanie zachowują wstrzemięźliwe stanowisko, odmawiając współpracy. – W archiwach moskiewskich jest ponad 500 dokumentów, które dotyczą tej sprawy, nie chcą mi ujawnić tych dokumentów – podkreśla Nikita Pietrow. – Dla Moskwy nie jest wygodne wyjaśnienie tych wszystkich okoliczności, o których mówimy. Polityka zewnętrzna i wewnętrzna nie sprzyja wyjaśnieniu tej sprawy. Archiwa rosyjskie nie są dostępne do badań – ubolewa historyk.

Badacze zwracają uwagę, że w dalszym ciągu nie wiemy, ile dokładnie osób zostało zamordowanych.

– Jest problemem, żeby określić liczbę zamordowanych. W dokumentacji Abakumowa mowa o 592 osobach, ale 800 osób było także w śledztwie, nikt się z nich nie odnalazł. Jestem przekonany, że ta wielkość waha się na poziomie 2 tys. osób – wskazuje prof. Krzysztof Jasiewicz (PAN) zaangażowany w badanie sowieckiej zbrodni. Dodaje, że według badań w ramach tej akcji aresztowano ludzi także dalej na południe, m.in. w okolicach Drohiczyna.

– Takich obław było więcej, w Lubelskiem, Rzeszowskiem, a to wszystko, co robiła pod egidą NKWD rodzima bezpieka, była warszawska obława, wyciągali AK-owców – zwraca uwagę prof. Grzegorz Nowik (PAN).

Świadectwo księdza
Przejmujące świadectwo osobistej tragedii dał podczas konferencji ks. prałat Stanisław Wysocki. – To nie jest przypadkowa data. 27 lipca 1945 r. w mojej rodzinnej osadzie Białej Wodzie, niedaleko Suwałk, dokonała się tragedia, ponieważ spacyfikowano w tym dniu kancelarię obwodu AK suwalskiego. Na moich oczach NKWD wyprowadziło z naszego domu mego ojca Ludwika i dwie moje siostry – starszą Kazimierę i Anielę, 17-letnią, która była łączniczką w AK. Jako ksiądz, gdy mam powiedzieć słowa o tym bolesnym wydarzeniu, proszę Boga, abym się nie rozpłakał –mówił ks. prałat Wysocki, prezes Związku Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej.

– Od tamtego czasu mama moja czyniła wszelkie poszukiwania, pisała bezpośrednio do Józefa Stalina i – o dziwo – w krótkim czasie otrzymała odpowiedź, że na terenie Związku Radzieckiego takich osób nie ma. Była w ambasadzie radzieckiej. Od tamtego czasu przeżywaliśmy – tak trzeba powiedzieć – tę wielką traumę, ten wielki ból, a jako mały chłopak zastanawiałem się i pytałem moją mamę i moją babcię, dlaczego rodzinę naszą nazywa się rodziną bandycką – mówił. – To tkwi we mnie, w moich najbliższych, to była wielka zmowa milczenia i ona trwała, a wydawało się, że to wszystko powinno być po imieniu nazwane. Chcę tutaj dać świadectwo o tym – zakończył.

Jasiewicz poinformował, że zakończono zbieranie podpisów pod apelem do władz państwa polskiego „o zintensyfikowanie działań na rzecz wyjaśnienia wszystkich okoliczności zbrodni ludobójstwa w lipcu 1945 roku”. – Myślę, że jest taki czas, że państwo polskie powinno uczcić te ofiary – podkreślił.

Apel opublikowano w ubiegłym roku i od tamtego czasu podpisało się pod nim 14 tys. osób.

– Wśród sygnatariuszy mamy 2kardynałów, 4 arcybiskupów,5biskupów, 219 księży, 105 osób z tytułem profesora, 136 z tytułem doktora habilitowanego i 146 doktorów. Są także uczniowie, studenci, lekarze, emeryci, podpisy są z całej Polski, ale głównie z Podlasia – wyliczał historyk.

Istotą apelu jest zaktywizowanie władz państwowych do domagania się od władz rosyjskich ujawnienia wszystkich dokumentów dotyczących obławy augustowskiej. „Czujemy się w obowiązku zaapelować do Władz RP o podjęcie działań na najwyższym szczeblu zmierzających przynajmniej do ujawnienia przez Rosję pełnej listy Ofiar i miejsca Ich spoczynku” – czytamy w apelu.

Sesję poprzedziła Msza św. w archikatedrze św. Jana Chrzciciela, której przewodniczył i homilię wygłosił ks. bp Romuald Kamiński, sufragan diecezji ełckiej. Duchowny w obławie augustowskiej stracił dziadka.

http://www.naszdziennik.pl/wp/88093,zgi ... rodna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 02 sie 2014, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Transporty jechały do granicy

Na drogach Puszczy Augustowskiej, którymi Sowieci wozili ofiary obławy, były miejsca, gdzie przeładowywano więźniów. To tłumaczy, dlaczego samochody, które wyruszały z Gib w kierunku granicy z Białorusią, już po pół godziny wracały puste
Adam Białous

Hipotezę prof. Nikity Pietrowa, że ofiary obławy augustowskiej mogą spoczywać po białoruskiej stronie granicy, potwierdzają relacje świadków.

Porucznik Armii Krajowej Marian Tananis, żołnierz oddziału Władysława Stefanowskiego „Groma”, jest ostatnim żyjącym członkiem 4-osobowej ekspedycji, która niespełna dwa miesiące po zakończeniu obławy augustowskiej badała tereny graniczące dziś z Białorusią. Szukali śladów zbrodni i ciał kolegów zabitych przez NKWD podczas bitwy nad jeziorem Brożane.

– Po otrzymaniu informacji, że teren jest czysty, w dniu 22 września 1945 r. czworo nas – Dzimitrowicz, Gołębiowski, Rogalewski i ja – udało się do Brożanego – opowiada „Naszemu Dziennikowi” Marian Tananis.

Mężczyźni zabrali ze sobą prześcieradła i koce, by ciała, które spodziewali się znaleźć, owinąć i tak pochować. Na miejscu jednak, ku swojemu zdziwieniu, żadnych ciał nie znaleźli.

– Kilkakrotnie od północy i wschodu jeziora Brożane dokładnie obejrzeliśmy miejsca, gdzie było najwięcej akowców i gdzie toczono walki na śmierć i życie. Nic nie było widać, że przed 45 dniami była tu bitwa. Wszystko wyglądało tak, jakby posprzątano – relacjonuje Marian Tananis.

Nie znalazłszy ciał, członkowie ekspedycji pojechali w stronę dzisiejszej granicy z Białorusią; ten kierunek wskazał im inny żołnierz z oddziału „Groma”, który przeżył masakrę nad jeziorem, leżąc ukryty w przepuście pod leśną drogą. Z jego relacji wynika, że ciała zabitych i rannych akowców ładowano na samochody i wywożono w stronę Rygola.

– Szliśmy coraz dalej na wschód. Droga była wyjeżdżona i zryta kołami. Natrafialiśmy m.in. na miejsca w puszczy, w których najwyraźniej przeładowywano więźniów i ciała z samochodów, które przyjeżdżały ze strony zachodniej i północnej, na samochody, które jechały potem drogą w stronę wschodnią, w stronę dzisiejszej granicy z Białorusią – wspomina porucznik Tananis. – W jednym z tych miejsc Gołębiowski znalazł orzełka z koroną na głowie z wojskowej czapki – dodaje.

Idąc śladami wyrytymi na drodze przez koła samochodów, zwiad, po przejściu koło wsi Giedź, zakończył się za miejscowością Muły, położoną zaledwie 2 km od granicy z Białorusią.

– Pierwotnie postanowiliśmy iść jeszcze dalej za Muły w stronę wschodnią, aż do Kalet, ale tam stało mnóstwo sowieckiego wojska, to byłoby samobójstwo, więc zawróciliśmy na Brożane. Szliśmy z powrotem koło wsi Muły. Droga ta też była wyjeżdżona kołami samochodów – opowiada Marian Tananis.

Czwórka zwiadowców zatrzymała się na noc w lesie nad Brożanem. – Zapadał już zmrok, zatrzymaliśmy się w lesie pod Brożanem i wówczas Dzimitrowicz powiedział: „Jedno wiemy, że naszych kolegów, którzy zginęli pod Brożanem, nie ma już w Polsce. Na pewno są wywiezieni za granicę do Białorusinów. Gdzieś pochowani, może za Kaletami” – mówi Marian Tananis.

Droga Giby – Rygol
Z opartą na analizie dokumentów hipotezą prof. Nikity Pietrowa dotyczącą transportu ofiar obławy augustowskiej z Gib w okolice Kalet, gdzie miały zostać stracone, ściśle koresponduje również relacja Józefa Szarejki, który w lipcu 1945 r. miał 10 lat.

Z jego słów wynika, że w Gibach NKWD więziło i przesłuchiwało, m.in. w zabudowaniach Stanisława Szarejki, ojca Józefa, ok. 150 osób. Giby były jednym z kilku tzw. punktów zbiorczych, gdzie przetrzymywane były osoby przeznaczone do egzekucji, zwożone z tzw. punktów filtracyjnych. Pewnego lipcowego dnia Sowieci zaczęli wywozić więźniów w kierunku Rygola. – Do samochodów brali po mniej więcej 10 osób. Te samochody kursowały w tę i z powrotem, jak naliczyłem – 13 razy. Każdy jechał do lasu z więźniami, a po około pół godziny do godziny wracał pusty – twierdził Józef Szarejko.

O tym, co dalej działo się z transportowanymi więźniami, opowiadali mu w połowie lat 60. mieszkańcy puszczańskich osad i wsi, m.in. nieżyjący już dziś Bolesław Fiedorowicz ze wsi Stanowisko i żołnierze, którzy uszli z obławy z życiem.

– Za Gibami, na czwartym kilometrze drogi do Rygola, Sowieci przeładowywali więźniów na inne samochody, które czekały na nich tuż za linią kolejki wąskotorowej. Wojskowe auta wiozły ich dalej drogą, którą można dojechać aż do Grodna. Fiedorowicz mówił mi, że widział te transporty przez szpary w deskach swojej stodoły. Stanowisko leży zaledwie ok. 3 km od dzisiejszej granicy polsko-białoruskiej – tłumaczy Józef Szarejko.

Helikopter nad puszczą
Z drogą wiodącą z Gib w kierunku dzisiejszej granicy z Białorusią związana jest historia przeprowadzenia w 1987 r. pierwszych prac poszukiwawczych ofiar obławy augustowskiej. Między innymi w tym celu powstał wtedy Obywatelski Komitet Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 roku. Przypuszczano, że w mogiłach znajdujących się w Puszczy Augustowskiej, ok. 7 kilometrów od Gib, leżą ofiary. Po przeprowadzeniu prac ekshumacyjnych okazało się jednak, że groby kryły ciała żołnierzy niemieckich z czasów II wojny światowej. W tym samym czasie władze komunistyczne zgodziły się, by w Gibach Komitet mógł utworzyć symboliczny grób-pomnik ofiar obławy augustowskiej.

Do tych prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych prowadzonych niedaleko Gib nawiązuje relacja, która jest w posiadaniu Związku Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej, a od niedawna pionu śledczego białostockiego IPN.

Jej autor wspomina, że w 1987 r., przed wydaniem pozwolenia przez władze PRL na rozpoczęcie prac ekshumacyjnych, teren, na którym miały być one przeprowadzone, zabezpieczali i sprawdzali milicjanci. Kapitan MO z Suwałk, jak podaje autor relacji, był wówczas zakwaterowany w jego domu. Gospodarza domu zainteresował śmigłowiec, który nisko krążył nad rejonem puszczy, tam gdzie miały być ekshumacje. Zapytał więc funkcjonariusza, jakie zlecenie wykonuje maszyna. Ten, według relacji, nie odpowiedział od razu, ale po kilku dniach. Milicjant poinformował gospodarza, że helikopter przysłali Rosjanie.

Kilka dni po tym locie zwiadowczym zapadła decyzja o zgodzie na ekshumację.

Na podstawie tych wydarzeń i słów milicjanta autor świadectwa wysuwa wniosek, że po analizie zdjęć lotniczych, jakie wykonała załoga krążącego nad puszczą helikoptera, w Moskwie uznano, że nie jest to miejsce spoczynku ofiar obławy, i dlatego pozwolono na ekshumację.

http://www.naszdziennik.pl/wp/89097,tra ... anicy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 18 sie 2014, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Tu poznasz księdza Kotlarza

Bohater Czerwca ’76 ma swój Dom Pamięci

Krzysztof Losz, Trablice-Pelagów

Fotografie, dokumenty i inne pamiątki ze zbiorów parafian i Instytutu Pamięci Narodowej znalazły się na wystawie poświęconej ks. Romanowi Kotlarzowi, jednemu z bohaterów Radomskiego Czerwca’76. Wystawa jest częścią Domu Pamięci Księdza Romana Kotlarza, który wczoraj został otwarty w parafii Trablice-Pelagów koło Radomia.

Dom mieści się w budynku dawnej plebanii, gdzie przez 15 lat mieszkał ks. Roman Kotlarz, od 1961 roku aż do swej męczeńskiej śmierci w 1976 roku. Znalazła się w nim stała wystawa poświęcona życiu i działalności kapłana, zatytułowana „Ksiądz musi zaprzestać”. Ekspozycja ta została przygotowana kilka lat temu przez radomską delegaturę IPN i odwiedziła kilkadziesiąt miast, była pokazywana także w Sejmie. Teraz została wzbogacona o zdjęcia i różne dokumenty dotyczące ks. Kotlarza, które mają w swoich zbiorach jego byli parafianie. Część pamiątek przekazał też obecny proboszcz parafii w Trablicach-Pelagowie ks. Jan Podsiadło. Zbiór ma być zresztą cały czas rozszerzany, jak zapewnił wójt gminy Kowala Sławomir Stanik.

Otwarcie Domu Pamięci Księdza Romana Kotlarza poprzedziła Msza Święta, której przewodniczył ks. bp Henryk Tomasik, ordynariusz diecezji radomskiej. Homilię wygłosił ks. infułat Stanisław Kowalczyk, który studiował razem z ks. Romanem Kotlarzem w seminarium diecezjalnym w Sandomierzu. Ksiądz Kowalczyk zauważył, że w seminarium ks. Kotlarz niczym specjalnym się nie wyróżniał, ale już wtedy dało się zauważyć, że był koleżeński, dobry, prosty. – Było widać, jak poważnie traktuje swoje powołanie. Był wiernym sługą Ewangelii Jezusa Chrystusa – podkreślił ksiądz infułat. Przejawiało się to przede wszystkim w trosce ks. Kotlarza o rzetelne przekazywanie prawdy Bożej, co ściągało na niego prześladowania ze strony komunistycznej władzy przez całe jego kapłańskie życie.

Wiara nie jest sprawą prywatną
Ze śmierci ks. Romana Kotlarza płyną dla nas – zdaniem ks. Kowalczyka – dwie nauki. Pierwsza to ta, że wiara ma wymiar społeczny, że nie można jej zamykać w ramach nawet największej świątyni ani w ramach prywatnego domu. A tak wiarę chcieli ograniczyć komuniści, to samo chcą teraz zrobić przedstawiciele ideologii liberalnej. Przykładem ich działań jest walka z lekarzami, którzy podpisali Deklarację Wiary, czy też promowanie ideologii sprzecznych z Dekalogiem za pomocą zainstalowania „tęczy” na warszawskim placu Zbawiciela. Ksiądz Kowalczyk podkreślił, że władze nie mogą zabronić ludziom publicznego wyznawania wiary, a chrześcijanie powinni się o to prawo upominać.

Drugą nauką płynącą ze śmierci ks. Kotlarza jest prawda zapisana przez św. Jana Pawła II na łamach encykliki „Redemptor hominis” –zasada personalizmu. Oznacza ona, że w ekonomii i polityce najważniejszy jest człowiek. Teraz przykładem łamania tej zasady jest choćby sprawa prof. Bogdana Chazana i klauzuli sumienia lekarzy czy też agresja wobec chrześcijaństwa ze strony pseudoartystów. I naszym zadaniem jest – zaznaczył ks. Stanisław Kowalczyk – obrona wartości, aby nie zabijano ludzi, nie łamano ludzkich sumień.

Przykłady pociągają
Po Mszy Świętej uczestnicy uroczystości przeszli pod budynek dawnej plebanii, gdzie odsłonięto tablicę ks. Romana Kotlarza i jego Dom Pamięci – ich poświęcenia dokonał ks. bp Henryk Tomasik. Ordynariusz radomski zwrócił uwagę, że osoba ks. Romana przypomina nam o tym, iż „słowa pouczają, ale przykłady przyciągają”. A ks. Kotlarz swoim życiem udowodnił, że troszczył się o drugiego człowieka i o Ojczyznę. – Pochylamy czoła przed człowiekiem, który bardzo wiele wycierpiał. Jego czyny mówią za niego. To miejsce będzie przemawiało w imieniu ks. Romana –podkreślił ks. bp Tomasik.

Stanisław Kowalski, prezes Stowarzyszenia Radomski Czerwiec ’76, zwrócił uwagę, że ten Dom ma przybliżyć młodym ludziom postać księdza i dziedzictwo, jakie nam zostawił. – Ksiądz Roman Kotlarz podzielił los prześladowanych robotników – przypomniał Stanisław Kowalski.

Ksiądz Roman Kotlarz to jeden z bohaterów Radomskiego Czerwca‘76. Gdy tysiące robotników 25 czerwca szło w kierunku komitetu wojewódzkiego PZPR, aby zaprotestować przeciwko drastycznym podwyżkom cen żywności, ks. Kotlarz udzielił im kapłańskiego błogosławieństwa w chwili zagrożenia życia. Potem wiele razy modlił się wraz ze swoimi parafianami w intencji pobitych, aresztowanych i wyrzucanych z pracy ludzi. Był prześladowany przez Służbę Bezpieczeństwa, nachodzono go na plebanii, bito. Swoją ostatnią Mszę Świętą ks. Roman Kotlarz odprawił 15 sierpnia 1976 roku, zasłabł wtedy przy ołtarzu, odwieziono go do szpitala, gdzie zmarł 18 sierpnia. Został pochowany w rodzinnych Koniemłotach koło Staszowa, gdzie dzisiaj, dokładnie w 38. rocznicę śmierci, także odbędą się uroczystości ku czci ks. Kotlarza, a Msza Święta zostanie odprawiona w intencji jego beatyfikacji.

Ksiądz Kotlarz został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami, a przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

http://www.naszdziennik.pl/wp/91947,tu- ... larza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 05 wrz 2014, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Zbrodniarze lewaccy doskonale wiedzą, gdzie, do jakiego dołu wrzucili ciało zamordowanej przez nich 18 letniej Inki, ale nie powiedzą.

Szukają Siedzikówny

Jeszcze w tym miesiącu na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku ruszą poszukiwania szczątków Danuty Siedzikówny „Inki”.

Historycy IPN liczą, że na cmentarzu garnizonowym uda się odnaleźć nie tylko szczątki łączniczki AK, ale też Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk”. Obydwoje zostali straceni w 1946 r. i pogrzebani w nieustalonym dotąd miejscu. Przygotowania do prac w Gdańsku trwały od wielu miesięcy. Późną jesienią ubiegłego roku specjaliści zatrudnieni przez IPN dokonali już wstępnych badań pewnego obszaru gdańskiej nekropolii, na której mogli zostać pochowani Siedzikówna, Selmanowicz i inne ofiary komunistycznej, wojskowej, bezpieki. Analiza danych zebranych w czasie badań wykonywanych georadarem wskazała w wolnych przestrzeniach pomiędzy współczesnymi grobami miejsca, w których mogą znajdować się inne, nieoznakowane pochówki. Właśnie te miejsca zamierzają zbadać specjaliści.

Na terenie gdańskiej nekropolii „Inka” i „Zagończyk” mają symboliczne – sąsiadujące ze sobą, groby, w miejscu nieopodal więzienia, w którym zginęli. Historycy sądzą, że cmentarz garnizonowy w Gdańsku może być rzeczywistym miejscem ich pochówku; na jego terenie tuż po wojnie chowano skazanych na śmierć za działalność w polskim podziemiu. Analizowane materiały historyczne pozwalają sądzić, że zarówno „Inka”, jak i stracony tego samego dnia „Zagończyk” spoczywają w obrębie tej nekropolii.

Wskazuje na to m.in. znaleziony w gdańskim archiwum państwowym dokument sporządzony w Areszcie Śledczym w Gdańsku, w którym informowano członków rodziny „Zagończyka”, że został on pochowany na dawnym cmentarzu bezwyznaniowym, który dziś jest częścią cmentarza garnizonowego. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami istniejące groby nie będą naruszane, a zbadane zostaną jedynie wolne przestrzenie, w których analiza georadarem wskazywała na anomalie w strukturze ziemi. Do ustalenia tożsamości ofiar posłuży materiał biologiczny pobrany od członków rodzin.

Następny Kraków?
Nie wiadomo, kiedy prace ziemne w Gdańsku się rozpoczną ani ile potrwają. Profesor Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, który kieruje ekipą badawczą, nie chce ujawniać w tej materii żadnych szczegółów. – Będziemy pracować tyle, ile będzie trzeba. Nie mogę teraz podać żadnych konkretów, ale prace na pewno ruszą jeszcze w tym miesiącu. W momencie, kiedy je rozpoczniemy, opinia publiczna zostanie o tym poinformowana – zapewnia prof. Szwagrzyk.

Niewykluczone też, że jeszcze w tym roku poszukiwania żołnierzy podziemia antykomunistycznego przeniosą się na cmentarz Rakowicki do Krakowa, gdzie były grzebane osoby, na które krakowski wojskowy sąd rejonowy wydał wyroki śmierci. Według ustaleń historyków, w latach 1946-1955 było 392 takich wyroków, 174 z nich wykonano. 155 ofiar pochowano właśnie na cmentarzu Rakowickim. W tej liczbie aż 71 osób było związanych z antykomunistycznym podziemiem. To m.in. żołnierze Armii Krajowej i członkowie Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość.”

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... kowny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 30 sty 2017, 15:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Pogrobowiec czasu Wielkiej Trwogi

Obrazek
Żył, by upamiętniać ofiary Sowietów – Anna Zechenter przybliża postać Mieczysława Łozińskiego Zdjęcie: / -


Mieczysław Łoziński wciąż nie mógł zaznać spokoju. Po drugiej wojnie światowej żył w PRL, a potem w III RP do 2009 roku, z dręczącą świadomością, że pamięć o tragedii Polaków w ZSRS w latach 1937-1938, o tym pierwszym bolszewickim ludobójstwie na naszych rodakach, którego był naocznym świadkiem, przechowa jedynie garstka historyków.

Nie mógł przeboleć, że po 1989 roku wiedza o zagładzie dalszych Kresów, które nie weszły w skład II RP, zamknięta w kilku zaledwie książkach, nie trafia ani do publicznej świadomości, ani do podręczników szkolnych; że nikt nie obchodzi rocznic związanych z Operacją Polską NKWD; że wszystko zatrze czas, gdy odejdą ostatni, którzy widzieli. Pozbywszy się nadziei, że zainteresuje historyków akademickich, usiłował bez powodzenia nakłonić do wszczęcia badań Instytut Pamięci Narodowej.

Zdążyć przed śmiercią
Czuł się spadkobiercą tych Polaków, których enkawudziści wywlekali po nocy z domów na egzekucje, a ich rodziny gnali na zsyłkę; tych, których wcześniej, w pierwszej połowie lat 30. XX wieku, zabijał Wielki Głód na Ukrainie albo mordowali hunwejbini kolektywizacji. Dlatego właśnie urodzony w okolicach Żytomierza na Ukrainie w styczniu 1925 roku – prawie 13 lat przed Operacją Polską – nauczyciel matematyki z Kłodawy zbierał świadectwa, starał się dotrzeć do rodzin ofiar, korespondował z emigrantami, którym lęk nie zamykał ust w przeciwieństwie do ludzi wciąż mieszkających w Rosji. Do śmierci zrobił wszystko, co mógł, by o tej masowej zbrodni nie zapomniano: zgromadziwszy materiały, wydał dwie niewielkie książki, „Polonia nieznana” w 2002 i „Operacja polska NKWD. Stalinowska zbrodnia na Polakach w latach 1937-1938” w 2008 roku.

Pośpiech Mieczysława Łozińskiego był zrozumiały, bowiem za jego życia dorobek wydawniczy dotyczący Operacji Polskiej był mizerny. W 1991 roku wyszło opracowanie mieszkającego w Polsce rosyjskiego historyka Mikołaja Iwanowa „Pierwszy naród ukarany. Polacy w Związku Radzieckim 1921-1939”; o sprawie pisał, przytaczając tekst zatwierdzonego przez Stalina zbrodniczego rozkazu numer 00485 komisarza spraw wewnętrznych Nikołaja Jeżowa z 11 sierpnia 1937 roku, Andrzej Paczkowski w dziele „Czarna Księga Komunizmu” w 1999 roku; wspomnienia Polaków z Leningradu ukazały się w opracowaniu Henryka Głębockiego na łamach krakowskiego pisma „Arcana” w 2005 roku.

Cóż to jednak było w morzu niepamięci… Ilu ludzi sięga po naukowe opracowania naszpikowane przypisami, kto przedziera się przez dokumenty, by ze strzępów złożyć całość?

Dzień, który zburzył jego życie
Kiedy nadszedł rok 1937, który przyniósł masowe aresztowania i egzekucje Polaków w ramach ludobójczej Operacji Polskiej NKWD na całym sowieckim terytorium, Łozińscy mieli już za sobą ciężkie doświadczenia. Mieczysław jako 13-latek doskonale rozumiał, co się dzieje. „Te mroczne lata dobrze zapamiętałem na całe życie. W moim domu, w domu moich rodziców, było trwożnie. Panowała atmosfera strachu i głuchej, smutnej ciszy. Szczególnie niespokojne były noce. Najmniejszy nawet szmer stawiał całą rodzinę na nogi. Przy piecu kuchennym leżał w pogotowiu worek z sucharami, aby w wypadku ponownego aresztowania ojca mógł go wziąć ze sobą na ostatnią drogę” – pisał w „Operacji…”. Wspominał o „powtórnym aresztowaniu” ojca, bowiem Jan Łoziński był już wcześniej w łagrze za sprzeciwianie się przymusowej kolektywizacji.

Tamten dzień 1930 roku, gdy go zabrano, zmienił życie chłopca na zawsze. Wcześniej latami Łozińscy z polskiej wsi Horodyszcze (dziś Mirnoje) na Żytomierszczyźnie w Polskim Okręgu Narodowym im. Juliana Marchlewskiego, tzw. Marchlewszczyźnie, żyli spokojnie, choć nie za bogato, na własnej ziemi. Bolszewicki przewrót nie zburzył podstaw ich bytowania, bo małe gospodarstwa przetrwały. „Choć pracy było dużo, w domu panował dostatek, zgoda i radość” – wspominał Łoziński. Cała wieś mówiła po polsku, a chłopiec chodził z rodzicami do kościoła. W Marchlewszczyźnie, założonej w 1925 roku jako miejsce chowu przyszłego sowieckiego Polaka, działały polskie szkoły, a polski był jednym z języków urzędowych.

Zło miało dopiero nadejść. Jego uładzony świat, omijany szczęśliwie przez dziejowe kataklizmy, runął w roku 1930 wraz z kolektywizacją. Chłopi polscy w Marchlewszczyźnie ziemi oddawać nie chcieli. Wtedy chłopak dowiedział się, że jego dziadek, Wiktor Łoziński, i ojciec to „kułacy” i „wrogowie ludu”. Dziadka piłsudczyka zesłano bez rozprawy sądowej do łagru w Kazachstanie. Od początku lat 30. równolegle z kolektywizacją nasilała się akcja tępienia istniejącej tylko w głowach enkawudzistów Polskiej Organizacji Wojskowej kierowanej rzekomo przez Józefa Piłsudskiego, mającej przygotowywać zamachy, zbierać dane wywiadowcze, przeprowadzać akty dywersji – akcja, która swoje apogeum osiągnęła w latach 1937-1938 w masowej zbrodni Operacji Polskiej.

Nawet Kasztanka zdziczała
Ojciec za niechęć do przymusowego odbierania rolnikom ziemi zapłacił 10-letnim wyrokiem. Pracował niewolniczo przy budowie budowy kanału Wołga – Don. „Szczegóły pobytu ojca w tamtym obozie są przerażające…” – wspominał Łoziński.

Po utracie ojca gwałtownie zubożeli. „Matka rozpaczała i niemal codziennie płakała. Ja też płakałem. Płacz był jedyną formą protestu wobec przemocy i nieszczęścia. Był objawem sierocej niemocy i braku nadziei”. Rodziny ludzi represjonowanych zostawały osamotnione, inni unikali ich jak trędowatych.

Gospodarstwo Łozińskich włączono do kołchozu w 1930 roku. „Pewnego dnia na nasze podwórko wkroczyła brygada – wspominał Mieczysław. – Rozebrano i wywieziono naszą nowo wybudowaną stodołę i chlewnię. Przez okno obserwowaliśmy z matką, jak zabierano cały nasz inwentarz. Zabrano też naszą Kasztankę”. Taki sam los spotykał wszystkich rolników – nie tylko Polaków – na całej Ukrainie i Białorusi, w całych Sowietach.

Chłopak ciężko przeżył rozstanie z ukochaną klaczą pognaną do kołchozu. Ale jesienią 1930 roku Kasztanka wbiegła ostatni raz na swoje podwórko. „Była strasznie wychudzona, głodna, zaniedbana, miała na sobie rany – zapamiętał swój ból. – Nie znalazłszy nic do zjedzenia, pognała jak szalona w kierunku, gdzie też nie było nic, czym mogłaby się pożywić. Zdziczała”.

Preludium do końca świata
Matkę pognano do przymusowej pracy w kołchozie za głodowe stawki, on chodził przez wiele lat do szkoły boso, w starym długim płaszczu matki. „Często byłem półgłodny i głodny, zwłaszcza w latach Wielkiego Głodu, kiedy naukę przerwano. Ludzie puchli z głodu, następnie masowo umierali. Zmarłych grzebano w zbiorowych mogiłach, bez trumien. Widziałem konających z głodu. Grzebałem swoich rówieśników” – napisze po latach. Z czasem robił się coraz bardziej małomówny, zamykał się w sobie – podobnie jak jego rówieśnicy, bowiem władze osadziły w domach po deportowanych nowych mieszkańców. Ludzie zaczęli się bać siebie nawzajem, rwały się więzi. Ze szkół zniknął język polski, a opłatkiem „dostarczonym w sposób konspiracyjny” Mieczysław podzielił się z matką po raz ostatni w 1932 roku. Nawet w domu rozmawiali dla bezpieczeństwa po ukraińsku. Miejscowa bezpieka skonfiskowała im książki Kraszewskiego i Sienkiewicza jako „lekturę antypaństwową”.

Postrachem stały się konne patrole NKWD wpadające do domostw na przeszukania. To wtedy zaczął się jąkać – po nocy spędzonej w zbożu, podczas gdy enkawudziści szukali „broni pozostawionej przez Piłsudskiego”.

Pierwszy z zesłania wrócił dziadek – szedł pieszo z Kazachstanu ponad pół roku. Gdy dotarł, jego żona już nie żyła, po nim zjawił się ojciec. Był przełom roku 1936 i 1937, gdy Marchlewszczyznę już rozwiązano, a jej mieszkańców poddano prześladowaniom. Jan Łoziński postarzał się, niedomagał, często milczał. Zaczepiony ustępował, uciekał w pracę, czasem płakał. O obozowych przejściach opowiadać nie chciał.

Dziadek Wiktor natomiast odnalazł sens dalszego życia w krzewieniu wiary na Żytomierszczyźnie, kiedy Sowieci pozamykali kościoły, a księży aresztowali lub wywieźli. Polacy zbierali się potajemnie, a on prowadził nabożeństwa. Wędrował od wsi do wsi, by zmylić władze. „Zmaltretowani Polacy mogli pomodlić się, usłyszeć słowo polskie i do woli się wypłakać. Dzięki temu dziadek mój zapomniał o smutnych przeżyciach z przeszłości. Otaczano go wielkim szacunkiem”. Wiktor Łoziński nie miał szansy na wyjazd do PRL, pewnie zresztą nie chciałby – był przecież u siebie. Posługiwał Bogu i ludziom przez 35 lat. Przed śmiercią w 1969 roku przekazał wysłużoną książeczkę do nabożeństwa swojemu uczniowi Bolesławowi Wojciechowskiemu.

Aresztowany, rozstrzelany, oszalał
Pamiętny rok 1937, gdy rozpętały się masowe represje w ramach Operacji Polskiej, oszczędził Jana Łozińskiego, którego uznano za nieszkodliwego po pobycie w obozie. Na mocy rozkazu Jeżowa z 11 sierpnia, a dokładnie na podstawie bardzo pojemnego podpunktu f art. 2, stanowiącego, że aresztowaniom podlega „najbardziej aktywny, miejscowy, antysowiecki element z polskich skupisk”, NKWD zabrało obu braci Jana: 36-letniego Antoniego i 24-letniego Juliana, a także 32-letniego Józefa Skórzyńskiego – wuja Mieczysława. Zaliczeni do kategorii pierwszej, „podlegającej rozstrzelaniu”, zginęli od kuli w tył głowy, a rodziny nigdy nie dowiedziały się, gdzie spoczęły ich ciała.

Cierpiała cała rodzina. Antoni osierocił pięcioro dzieci, a Józef czworo: dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Młodsza z nich, Aniela, miała osiem miesięcy. Żona Józefa Skórzyńskiego zmarła ze zgryzoty wkrótce po aresztowaniu męża, a dzieci zabrano do sierocińca. Wieku dorosłego dożyło tylko dwoje: najstarszy Władysław i najmłodsza Aniela.

Piątkę drobiazgu po Antonim wychowała matka. Gdy dorośli, rozjechali się po Ukrainie, unikając miejscowości, w których oni i ich rodzice przeżyli koszmar.

Drugi wuj Mieczysława, Antoni Szymański, wdowiec, którego żonę zabrała rozpacz po aresztowaniu rodziców, został sam z dwiema dziewczynkami: Bronką i Nelą. Miejscowa trojka wytypowała go w 1937 roku jako wroga. Ponieważ jednak nie było komu powierzyć dzieci, uznano, że jego czas nadejdzie, gdy się ożeni. Jeden z trojki, który znał dobrze Szymańskiego, ostrzegł go. I wtedy Szymański się załamał – ponad jego siły było samotne życie w ciągłym napięciu. Znalazł się w szpitalu psychiatrycznym, a czas jakiś później zmarł. Co stało się z jego córkami? Tego Mieczysław nie wie.

Trudno było wtedy liczyć na sąsiedzką pomoc, bowiem nikt nikomu nie ufał. Trojki powoływano spośród niegdyś dobrych i życzliwych sąsiadów. Najbardziej dręcząca nie była wcale nędza, lecz niewiedza o bliskich. Mały Mieczysław pisał do ojca listy w latach 1930-1936, dostawał odpowiedzi. Tymczasem ślad po ofiarach Operacji Polskiej niknął na zawsze w chwili, gdy wychodzili z domu. Próby zdobycia informacji o ich losach skończyły się dla niejednego aresztowaniem. Rodziny polskie żyły w lęku i niepewności.

Blizna w duszy
Mieczysław starał się wydostać z Sowietów. I jego marzenie się ziściło: wcielony przymusowo, jak wielu innych Polaków, do Armii Czerwonej, buntował się z polskimi kolegami, chcącymi tak jak on trafić do „polskiej armii” – ostatecznie przeprowadził swój zamiar. Do Polski dotarł w 1944 roku i jako element niepewny skończył za biurkiem w LWP. Po wielu perypetiach, których opisać tu nie sposób, skończył zaocznie studia i zaczął normalne życie w Kłodawie. Udało się i jego rodzicom – jako rodzice żołnierza dostali zgodę na wyjazd do PRL i tu dożyli swoich ostatnich dni.

Potrzeba wykrzyczenia prawdy o losie bliskich, krewnych i sąsiadów kazała mu zwrócić się w lutym 2002 roku do Instytutu Pamięci Narodowej. Przekazał zebrane przez siebie materiały dotyczące zbrodni na Polakach w ZSRS z lat 1937-1938. Odpowiedź z podziękowaniem za przesyłkę nadeszła 5 marca 2002 roku: „Równocześnie informuję – pisał zastępca dyrektora sekretariatu prezesa Leona Kieresa – że z uwagi na ustawowe ograniczenie działań IPN do wydarzeń okresu pomiędzy 1 września 1939 r. a 31 grudnia 1989 r. nie będzie możliwe wszczęcie śledztwa w przedstawionej przez Pana sprawie”.

Mieczysław Łoziński nie doczekał ani pierwszych większych opracowań historii Operacji Polskiej, ani ostatniej zmiany ustawy o IPN, która otworzyła drogę przed badaczami. W 1991 roku Włodzimierz, młodszy brat Mieczysława i kapłan, został skierowany w rodzinne strony Łozińskich. Tam spotkał Bolesława Wojciechowskiego – tego, który pomagał dziadkowi Wiktorowi w modlitewnej posłudze. Mężczyzna napomknął o Wiktorze Łozińskim. Wiekowemu już wówczas Wojciechowskiemu wzruszony ks. Włodzimierz podarował własną książeczkę w zamian za własność dziadka Wiktora.

Mieczysław Łoziński odnalazł w latach 90. swego kuzyna Władysława Skórzyńskiego, syna wuja Józefa, w Ługańsku na Ukrainie. Ten stary człowiek zapytany w liście, czy czuje się Polakiem, odpowiedział, że nie zamierza stracić życia, jak jego rodzice, z powodu polskiego pochodzenia. A przecież nie mieszkał już w Sowietach…

„Ja presję tamtej psychozy przeżywałem w swoisty sposób – przyznawał Mieczysław Łoziński. – W latach 60., gdy budowałem swój domek, zdobyłem cegłę z rozbiórki, więc dom był bardzo pstrokaty. Nie tynkowałem go przez dłuższy czas, chciałem utrzymać jego ubogi wygląd. Podobną zasadą kierowałem się przy zakupie mebli – wybierałem najskromniejsze zestawy, żeby upozorować swoje ubóstwo”. Rany duszy zabliźniają się długo. Polacy w Sowietach dobrze poznali tę prawdę.

Anna Zechenter, IPN KRAKÓW

http://www.naszdziennik.pl/mysl/175277, ... rwogi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie komunistyczne to nadal temat tabu.
PostNapisane: 08 lis 2018, 16:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Wydano Europejski Nakaz Aresztowania wobec Stefana Michnika

Obrazek
Stefan Michnik, zdjęcie archiwalne


Wojskowy Sąd Okręgowy wydał Europejski Nakaz Aresztowania wobec b. sędziego Wojskowego Sądu Rejonowego Stefana Michnika - podał pion śledczy IPN. Michnik podejrzany jest o popełnienie 30 przestępstw, w tym wydawanie bezprawnych wyroków śmierci wobec żołnierzy polskiego podziemia.

Informację o wydaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Stefana Michnika przedstawił minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro oraz dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, zastępca Prokuratora Generalnego prok. Andrzej Pozorski.

- Kiedy zaangażowałem się w reformę sądownictwa ze zdumieniem odkryłem, że po 1989 roku było ponad 100 żyjących sędziów-morderców, którzy wydawali liczne wyroki śmierci, setki wyroków śmierci na niewinnych ludzi za to, że byli oni oddani Polsce i sędziowie ci nie ponieśli żadnych konsekwencji - powiedział Ziobro, dodając, że sędziowie ci w wolnej Polsce pobierali wysokie emerytury i żyli na koszt państwa, co - jak mówił - było kolejną niesprawiedliwością.

Tolerancja dla wielkich zbrodni - jak przekonywał minister - rodzi w konsekwencji "mentalne przyzwolenie dla drobnych nikczemności, podłości, świństewek" w środowisku sędziowskim. W tym kontekście zwrócił uwagę, że Sąd Najwyższy w Polsce niewiele zrobił w III Rzeczypospolitej, by rozprawić się z tego rodzaju zaszłościami.

Prokuratura IPN prowadząc śledztwo wobec stalinowskiego sędziego Stefana Michnika - jak podkreślił Ziobro - "zebrała dowody i postawiła zarzuty m.in. popełnienia czterech zabójstw, morderstw sądowych". Podał, że prokuratura Instytutu nie tylko w sposób skuteczny postawiła zarzuty Michnikowi, ale także uzyskała od sądu decyzję o jego tymczasowym aresztowaniu oraz decyzję o Europejskim Nakazie Aresztowania, która ma go sprowadzić do Polski i osądzić.

Stefan Michnik - jak podał pion śledczy IPN - podejrzany jest o popełnienie w 1952 i 1953 roku w Warszawie trzydziestu przestępstw stanowiących zbrodnie komunistyczne, wyczerpujących znamiona zbrodni przeciwko ludzkości. W ocenie prokuratury IPN w Warszawie, przestępstwa te polegały m.in. na wydaniu bezprawnych wyroków orzekających kary śmierci wobec osób działających na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego; m.in. kuriera 2. Korpusu Polskiego dowodzonego przez gen. Władysława Andersa oraz jednego z żołnierzy ZWZ, Armii Krajowej i Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". Prokuratura IPN podkreśla, że zarzuty wobec Michnika w tych sprawach jeszcze nie były mu stawiane.

W toku postępowania - jak poinformował prok. Pozorski - zgromadzono obszerny materiał dowodowy dający podstawy do przyjęcia, że sędzia Stefan Michnik "sprzeniewierzył się zasadzie obiektywizmu, określonej w art. 5 ówcześnie obowiązującego kodeksu wojskowego postępowania karnego, a orzekając w sprawach karnych kierował się przede wszystkim przesłankami natury ideologicznej, dążąc do fizycznej eliminacji osób postrzeganych przez ówczesne władze jako przeciwników politycznych".

Zarzuty stawiane byłemu sędziemu S. Michnikowi dotyczą także wielokrotnego bezprawnego pozbawienia wolności osób pozostających w opozycji do ówczesnych władz, w tym członków Polskiego Stronnictwa Ludowego, konspiracyjnych organizacji "Kraj" i "Ruch Uniwersalistów". W tych przypadkach - jak mówił prok. Pozorski - "w ogóle nie przestrzegano procedury karnej co do przedłużania tymczasowego aresztowania".

Szef pionu śledczego IPN zacytował też wypowiedź Stefana Michnika z lat 50. XX w. "Nam wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał sprawy (...). Nas łatwo było dostosować do systemu, używać jako narzędzie terroru w stosunku do niewinnych ludzi" - cytował Michnika prokurator.

Stefan Michnik (ur. 1929) mieszka obecnie w Szwecji i - jak przypomniał prok. Pozorski - co najmniej od 2008 r. unika jakichkolwiek kontaktów zarówno z przedstawicielami polskiego wymiaru sprawiedliwości, jak też z właściwą polską placówką dyplomatyczną; nie odbiera również korespondencji kierowanej do niego w śledztwie. W związku z tym 14 sierpnia br. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie wydał decyzję o tymczasowym aresztowaniu Stefana Michnika na okres trzech miesięcy od dnia zatrzymania. Następnie 24 sierpnia br. prokurator IPN zarządził poszukiwanie podejrzanego listem gończym, a 16 września br. wystąpiono z wnioskiem do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Sąd uwzględnił ten wniosek 26 października br.

"W uzasadnieniu wniosku argumentowano, że aktywność orzecznicza sędziego Stefana Michnika stanowiła element działalności w strukturach państwa totalitarnego, posługującego się na wielką skalę terrorem wobec przeciwników politycznych, w tym wobec członków legalnie działającej partii politycznej, tj. Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz żołnierzy przedwojennego Wojska Polskiego, w celu ich fizycznej eliminacji ze społeczeństwa" - podał pion śledczy IPN.

Stefanowi Michnikowi - jak ocenia prokuratura IPN - grozi surowa kara, ponieważ ma on zarzuty popełnienia 30 zbrodni i występków o górnej granicy sankcji pozbawienia wolności wyższej niż 8 lat, w tym zabójstw, a zatem przestępstw, za które możliwe jest wymierzenie nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Wojskowy Sąd Okręgowy już wcześniej wydał Europejski Nakaz Aresztowania wobec Stefana Michnika, jednak dotyczył on innych lżejszych zarzutów. Realizacja tego wniosku okazała się niemożliwa, ponieważ w listopadzie 2010 r. Sąd Rejonowy w Uppsali uznał, że przestępstwa zarzucone podejrzanemu, zgodnie z prawem szwedzkim, uległy przedawnieniu, a poszukiwany jest obywatelem szwedzkim. Tym samym oddalono wniosek o przekazanie Stefana Michnika organom polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Zobacz także:

Tomasz Sakiewicz: Zaczęło się od Stefana Michnika
Jerzy Bukowski: Europejski Nakaz Aresztowania dla Michnika
Tadeusz Hatalski: Kogo boi się Adam Michnik?
źródło: PAP

ja

https://www.salon24.pl/newsroom/908958, ... a-michnika


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /