Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 366 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 25  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Rocznice historyczne
PostNapisane: 15 lip 2009, 07:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Grunwald: zwycięstwo niewykorzystane?

Korzystając z pretekstu, że rocznica bitwy pod Grunwaldem za pasem chciałbym podzielić się kilkoma przemyśleniami (trochę własnych i trochę cudzych pozbieranych do kupy) na temat tego zwycięstwa. Zwycięstwa wspaniałego, ale jednocześnie w znacznej mierze niewykorzystanego. Czy po 15 lipca 1410 roku Polacy rzeczywiście byli krótkowzroczni i osiedli na laurach? A może ktoś chciał żeby się nie udało?

Pola, okolice Grunwaldu, piętnasty lipca 1410 roku, późne godziny popołudniowe. Polscy rycerze i pocztowi gaszą pragnienie winem znalezionym w obozie krzyżackim. Jeńcy krępowani są niemieckimi kajdanami przywiezionymi tutaj w celu pętania polskiej szlachty. W promieniu kilkunastu kilometrów trwa pościg za niedobitkami armii krzyżackiej. W tym samym czasie ludzie Witolda odprowadzają w zboże i ścinają komtura brandenburskiego Markwarda von Salzbach. „ A tużeś mi Markwardzie” miał mu jeszcze powiedzieć wielki książę – nie tak dawno Markward zelżył witoldową matkę.

Zwycięstwo Polaków jest kompletne, straty niskie, liczba jeńców gwarantuje rycerstwu wysokie dochody, a pogrom wojsk nieprzyjacielskich przekracza najśmielsze oczekiwania. Wkrótce potem giermek rycerza Mszczuja ze Skrzynna wskazuje ciało Ulryka von Jungingena, które zostaje złożone przed Władysławem Jagiełłą. Król nakazuje je obmyć i wysłać wozem do Malborka.

Krzyżacy są niemal kompletnie załamani. W ciągu zaledwie kilku dni miasta pruskie są gotowe na przyjęcie polskiego zwierzchnictwa. „O tak wielkiej niewierności i o tak szybkiej zmianie nie słyszano nigdy i w żadnym kraju, bo kraj poddał się królowi w ciągu jednego miesiąca” – żalił się potem krzyżacki kronikarz. Polskie i litewskie chorągwie nie spieszą się jednak. Władysław Jagiełło wkracza do kolejnych miast i przyjmuje hołdy, zamiast iść za ciosem i starać się zająć nieprzygotowaną do obrony stolicę. U murów Malborka armia polsko- litewska stanęła dopiero dziesięć dni po wiktorii grunwaldzkiej. Szybciej znalazł się tam nawet wóz z ulrykowym truchłem. Stolica Zakonu od kilku dni była już umacniana przez komtura Świecia - Henryka von Plauen – jedynego wyższego dostojnika zakonu który przetrwał pogrom.

Zabiegi pospiesznie czynione przez komtura nie zagwarantowały Malborkowi bezpieczeństwa. Kiedy na horyzoncie ukazała się armia koronna wśród malborskich mieszczan i obrońców zamku zapanował zamęt. Podczas gdy większość armii polskiej i litewskiej rozbiegła się po spalonym podgrodziu w poszukiwaniu łupów rycerze Dobiesław z Oleśnicy i Jakub z Kobylan wypatrzyli wyłom w uszkodzonym murze zamku i ruszyli prosto w jego kierunku. Krzycząc i tnąc przerażonych osadników niemieckich batami, przedarli się do upatrzonego celu. Zamkowi knechci byli przerażeni i z trudem stawiali czoła niewielkiej grupce jeźdźców. Gdyby Jagiełło nakazał wzmocnić samowolny atak mogło dojść do zdobycia Malborka przez zaskoczenie. Rozkaz ten nigdy nie został jednak wydany.

Przez niemal dwa miesiące wojska polsko-litewskie oblegały Malbork. Jagiełło rozstawił przy tym swe siły tak nieudolnie, że forteca nie została szczelnie otoczona i wysłannicy Henryka von Plauen spokojnie kontaktowali się ze światem zewnętrznym. 19 września Jagiełło „nie usłuchawszy zdrowych i zbawiennych rad rycerzy i obywateli pruskich zwinąć kazał obozy, porzucił oblężenie i z miejsca pełnego chwały, podobniejszy raczej do zwyciężonego aniżeli do zwycięzcy, ruszył do Polski z powrotem”.

Zachowanie Władysława Jagiełły po bitwie grunwaldzkiej jest niezwykle zastanawiające, szczególnie, że stoi w sprzeczności ze żwawymi posunięciami mającymi miejsce w tygodniach wcześniejszych. Pochód wojsk koronnych z Krakowa w stronę Czerwińska, Kurzętnika i Grunwaldu był błyskotliwym popisem logistycznym a sławny most pontonowy, po którym armie przedostały się na drugą stronę Wisły był dla Krzyżaków ogromnym zaskoczeniem. Skąd więc późniejsza nieudolność?

Odpowiedzi na te pytania mogą być dwie. Pierwsza – Jagiełło wcale nie był tak wielkim wodzem za jakiego uważali go potomni. Błyskawiczny pochód i wspaniałe zwycięstwo pod Grunwaldem nie koniecznie musiały być zasługą królewską. Na uwagę zasługuje tu chociażby postać Zyndrama z Maszkowic herbu Słońce. To właśnie ten rycerz odpowiadał za uszykowanie armii koronnej. Bardzo możliwe, że to właśnie on a nie stojący gdzieś na wzgórzu Jagiełło poprowadził Polaków do zwycięstwa. Oszałamiający sukces polskiego rycerstwa mógł sprawić, że Jagiełło poczuł się na tyle pewnie, że odsunął Zyndrama od dowodzenia i zaczął osobiście ( czytaj nieudolnie ) dowodzić armią. Możliwe, że między królem a upierającym się przy szybkim marszu na Malbork dowódcą wybuchła kłótnia. Faktem jest, iż Zyndram nie został po wojnie w żaden sposób wynagrodzony i kilka lat później umarł w zapomnieniu.

Nieudolność czy wręcz naiwność Jagiełły mogły spowodować niepowodzenie pod Malborkiem. Przemawiałoby za nimi także zaskoczenie z jakim król odebrał pojawienie się ośmiu tysięcy niemieckich rycerzy-gości na początku października 1410 roku. Na rozkaz królewski pospolite ruszenie zostało już do tego czasu rozpuszczone do domów. Gdyby wszyscy posłuchali swego monarchy, nowego przeciwnika nie miałby kto zatrzymać.

Na szczęście dla losów całej wojny, podejrzliwi Wielkopolanie pozostali w polu i pokonali armię nieprzyjaciela we wspaniałej bitwie pod Koronowem. Przeciwko nieudolności i naiwności polskiego króla przemawia jednak wiele faktów, chociażby całokształt jego życiowych dokonań. Jagiełło zdołał utrzymać koronę polską przy swojej dynastii, zwyciężyć w kilku wojnach i prowadzić sprawną politykę międzynarodową. Czy to możliwe, że celowo pozbawił Polskę owoców zwycięstwa?
Po czyjej stronie stał Jagiełło? Naturalnie nie po krzyżackiej, ale... dlaczego miałby stać po polskiej? Jagiełło był z urodzenia Litwinem i do Polski trafił już jako w pełni ukształtowany psychicznie, trzydziestoletni mężczyzna. Przyjmijmy, że Jagiełło przez całe życie miał na celu przede wszystkim pomyślność Litwy i własnej dynastii... Nagle jego postępowanie wydaje się przerażająco logiczne.

To przede wszystkim Litwa potrzebowała pomocy polskiej a nie na odwrót. Wielkie Księstwo było państwem od Korony znacznie słabszym a w dodatku zagrożonym przez Krzyżaków, Tatarów i powoli także przez rosnącą w siłę Moskwę. Polacy owszem pomagali Litwinom, ale czynili to nie z miłosierdzia lecz dlatego, że mieli wspólnego nieprzyjaciela. Aż tu zdarza się ten nieszczęsny Grunwald! Najpierw Witold i jego armia zostają upokarzająco pobici przez rycerzy – gości i tracą znaczną część ludzi. Potem Polacy przy minimalnych stratach roznoszą Zakon na strzępy.

Krzyżacy nagle przestają się liczyć na arenie międzynarodowej. Jedyny prawdziwy zwycięzca - Polska - ma szansę wymazać ich z mapy, niepomiernie urosnąć w siłę nie wspominając już o dostępie do morza. Któż mógł przewidzieć taki pogrom? Kiedy zabrakłoby Krzyżaków, jaki interes mieliby polscy panowie w sojuszu z dziką, słabą i osaczoną zewsząd Litwą? Odpowiedź jest prosta – żaden.

„Chytry Litwin” – jak nazywali Jagiełłę Krzyżacy – nie mógł po prostu nakazać odwrotu. Podjął za to działania pozorne. Na początek odsunął od dowodzenia pośredniego sprawcę całego „zamieszania” - Zyndrama z Maszkowic - i pozbawił go przywilejów. A nuż ten zdołałby jeszcze zdobyć w jakiś sposób Malbork? Kolejnym krokiem było opóźnienie działań, i pozwolenie Krzyżakom – a pozwolono im zrobić wszystko - na odbudowanie sił na tyle by nie przestali istnieć jako byt polityczny. Propaganda królewska przedstawiała to rzecz jasna inaczej. Jagiełło jako gorliwy wyznawca Chrystusa miał ponoć wzdragać się przed dalszym rozlewem chrześcijańskiej krwi.

Pokój zawarty 1 lutego 1411 roku w Toruniu nie dał Polsce kompletnie nic, Litwa natomiast odzyskała świeżo utraconą Żmudź i dostęp do Bałtyku – niby tylko na czas życia Jagiełły i Witolda ale w rzeczywistości na zawsze. Warto dodać gdzie Jagiełło spędził kolejne dwa lata po podpisaniu pokoju. Nie we własnej stolicy w Krakowie lecz właśnie na Litwie, w drodze z Torunia nawet nie zawadził o Małopolskę.

http://www.wprost.pl/blogi/maciej_szopa/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 15 lip 2009, 09:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Edward Prus

Ukraino, pokochaj prawdę!

60. rocznica apogeum banderowskiego ludobójstwa
Jest ku temu szczególna okazja: 60 - lecie apogeum zbrodni ludobójstwa ukraińskich etnonacjonalistów dokonanej na bezbronnej, cywilnej ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej. Ten mord, nie mający w historii najnowszej odpowiednika, łączył się z wygnaniem Polaków z Kresów - odwiecznej krainy ich zamieszkania. Wygnanie było wspólnym dziełem ukraińskich nazistów i sowieckiego NKWD.

Apogeum zbrodni, wraz z wypędzeniem rdzennej ludności polskiej, miało miejsce właśnie latem 1943 r. Tylko w dniach 11-12 lipca dokonano jednocześnie napadu na ponad 160 wsi i osiedli polskich mordując w sposób wręcz niespotykany w dziejach ludzkości ponad 20 tys. osób. Ten straszny czas, porównywalny z Apokalipsą, był tragiczny w swojej wymowie także z innych powodów. Polakom nagle cały świat zaczął walić się na głowę.

Nie wolno zapomnieć, że 1943 r. był decydujący jeśli chodzi o losy sprawy polskiej w II wojnie światowej. Wygrana bitwa pod Stalingradem umożliwiła Armii Czerwonej przejęcie inicjatywy na froncie - i właśnie wtedy alianci, a zwłaszcza Amerykanie, zaczęli się skłaniać do oddania Polski w sferę wpływów Związku Sowieckiego. Prezydent Roosevelt uznał bowiem, że karta polska nie ma już większego znaczenia, liczył się Stalin - i on wygrał w Teheranie w 1943 r., wytargował dla siebie Kresy Wschodnie.

Wielkim ciosem dla Polski było aresztowanie 30.06.1943 r. Komendanta Głównego Armii Krajowej gen. Stefana Roweckiego - Grota. 1943 r. to także inny, niespodziewany cios. 4 lipca ginie w wypadku samolotowym gen. Władysław Sikorski - premier rządu RP i wódz naczelny. 1943 r. to także ujawnienie sprawy katyńskiej i zerwanie stosunków dyplomatycznych Rządu Sowieckiego z Rządem Polskim.

Teraz, broniąc czesti nazistowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) mówi się o "samowoli" komandyra UPA na Wołyniu Dmytra Klaczkowśkiego (Klaczkiwśkiego) - "Kłyma Sawura" tając jednocześnie, że ujawniony już został rozkaz ludobójczy wydany Klaczkowśkiemu przez ówczesnego prowidnyka OUN Mykołę Łebedia - "Maksyma Rubana". Więcej: przerażony ogromem przelanej krwi, skąpany w ogniu płonących polskich sadyb, Klaczkowśkij odmówił złożenia "Rubanowi" sprawozdania z tej przerażającej "akcji".

Łebed po wojnie, w drodze z USA na Ukrainę zatrzymał się w Polsce u krewnych - i nikt go nie aresztował. Skandal! Istnieją dowody materialne, które pozwalają na stwierdzenie, że drugiej takiej zwyrodniałej organizacji nie znajdziemy nawet w najdalszych, mrocznych zakamarkach dziejów Rusy - Ukrajiny. Kłamstwem jest, że OUN - UPA walczyła z "dwoma największymi potęgami świata". "Walczyła" tak, żeby nie walczyć, A całą swoją energię topiła w beznadziejnych mordach hańbiąc w ten sposób naród ukraiński.

Prawdziwe oblicze OUN - UPA dostrzegł Wołyński Okręgowy Delegat RP Juliusz Kozłowski - "Cichy", który w swoim liście do kierownictwa politycznego UPA, 25 listopada 1943 roku, pisał: "Wychowankowie niemieccy narodowości ukraińskiej, a nie Polacy rozpoczęli masowe i barbarzyńskie rzezie bezbronnej ludności polskiej.

Pamiętajcie, że to co obecnie dzieje się na Wołyniu, obarcza cały naród ukraiński, że to Wy i Wasze przyszłe pokolenia płacić będziecie rachunek. Nie wolno Wam protestować po cichu, ulegać zbrodniczemu terrorowi i dalej pozwalać, by wróg Waszymi rękami niszczył Waszą przyszłość. Czyż nie widzicie, że chodzi mu o to, żeby na zakończenie wojny słowo Ukrainiec równoznaczne było ze słowem morderca? Czyn odważny, odpowiedzialny jest z Waszej strony koniecznością.

Rzeź i mord nie budują nigdy bytu niepodległościowego, a wyłączają ze społeczności cywilizacyjnej i są jaskrawym dowodem niedojrzałości państwowej. Broń do tego dzieła w dużej mierze pochodziła z rąk niemieckich, stamtąd przyszło wyszkolenie wojskowe i to właśnie tragicznie związało w opinii świata Wasze imię z Niemcami.

Gdy przyznacie otwarcie, że Niemcy wykorzystali Waszą nienawiść do nas dla szerzenia w Polsce rozszalałego terroru - docenimy Wasze stanowisko. Tylko bowiem uświadomienie obustronnych błędów prowadzić może do zmniejszenia dzielącej nas przepaści". Władze obecnej Ukrainy muszą mieć świadomość prawdy, że UPA nie była żadną "armią powstańczą", tylko "kureniami rizunów", zbrodniczą antypartyzantką powołaną do życia dla dokonania rzezi ludności polskiej na obszarze suwerennego, aczkolwiek okupowanego państwa polskiego.

Zbrodni ludobójstwa dokonywali Ukraińcy - obywatele RP na obywatelach RP narodowości polskiej i żydowskiej. Dlatego UPA - to wewnętrzna sprawa polska! Tyle stanowi prawo międzynarodowe. Rola Ukrainy, a właściwie jej organów ścigania, powinna ograniczyć się do schwytania ujawnionych przestępców, którzy po wstępnym śledztwie winni być przekazani Rzeczypospolitej celem osądzenia.

W sprawie tej zabrał głos Krzysztof Bulzacki, który w zbiorze interesujących esejów, polemizując z A. Michnikiem, tak pisał m.in.: "ťBądźmy ostrożniŤ straszy nas Adam Michnik, przypisując nam skażenie fanatyzmem i złą wolą, jakby chciał nam powiedzieć - nie macie prawa do patriotyzmu i własnej historii - tylko UPA ma prawo do tytułów kombatanckich za dokonane zbrodnie, bo była ofiarą zawirowania historii.

Wymyśla się nawet działania UPA przeciw faszystowskim najeźdźcom, aby tylko dla zbrodniarzy uzyskać prawa kombatanckie. Trzeba tu dodać, że na terenie Ukrainy nie było ani jednego oddziału UPA. Jedynym działaniem UPA było mordowanie Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej z wyłączeniem Lwowa. We Lwowie Ukraińcy dokonali kilku zabójstw i przekonali się, że w tym ciągle polskim mieście pod okupacją niemiecką, mimo istnienia ukraińskiej policji nie mogli tego robić bezkarnie" (K. Bulzacki, Polacy i Ukraińcy. Trudny rozwód. Wyd. "Na Rubieży" 1997).

UPA działała tylko na określonym obszarze państwa polskiego. Nigdy nie przekroczyła granicy polsko - sowieckiej w obawie, że nie uzyska tam poparcia i uznania. Upowcy nie odważyli się nawet przekroczyć granicznej z Białorusią Prypeci. "Za Prypeć bandy UPA nie odważyły się przechodzić, partyzanci bowiem wspólnie z białoruską ludnością zwalczali je skutecznie". To słowa świadka, słynnego partyzanta Józefa Sobiesiaka - "Maksa" (z jego książki Burzany, MON 1964). Taka jest prawda, którą też należy pokochać a między bajki odłożyć mity, że UPA działała nawet w Kijowie.

A tak wyglądał "krajobraz po bitwie", którego sprawczynią była "heroiczna UPA" widziany oczami tegoż Sobiesiaka: "W ciągu pierwszego dnia marszu, na całej trasie, wynoszącej około trzydziestu pięciu kilometrów, nie spotkaliśmy ani jednej wsi zamieszkałej przez ludzi. Chaty były w większości spalone i zrównane z ziemią, a po ruinach błąkały się zdziczałe psy i koty. Tu i ówdzie spod przysypanej śniegiem ziemi sterczały ludzkie kości. Zdawać by się mogło, że jakiś straszliwy demon zniszczenia nawiedził tę nieszczęsną ziemię, pochłaniając człowieka wraz z tym wszystkim, co jego rozum i ręce stworzyły przez wieki. Z przerażeniem patrzyliśmy na tę pustynię, dosłuchując się w poświście wiatru płaczu dzieci i jęku mordowanych kobiet".

Straszne jest "dzieło" UPA i zarazem prawdziwe. Tę prawdę, aczkolwiek gorzką jak piołun, też trzeba przyswoić i przełknąć z pokorą. Banderowcy i ich depozytariusze są świadomi tego, że UPA była rebelią wymierzoną w interes polski na Kresach. Polscy obywatele walczący o oderwanie od Polski części jej terytorium, dopuszczali się zbrodni zdrady stanu, co grozi najwyższym wymiarem kary. Są też świadomi faktu, iż byli (i obecnie są w Polsce) obywatelami RP.

Przeto, jako obywatele Najjaśniejszej mają w Polsce prawa należne wszystkim obywatelom - i jako tacy już w 1995 r., za pośrednictwem Rady Głównej Związku Ukraińców w Polsce, złożyli do Sejmu projekt osobliwej ustawy. Chodzi w niej, ni mniej ni więcej tylko o to, żeby Sejm przyznał banderowskim złoczyńcom, którzy byli więzieni w czasach stalinowskich, uprawnienia kombatanckie. Żart? Ale skąd, najoczywistrza prawda!

Zażądali również, aby razem z tym Sejm uznał żołnierzy biorących udział w walce z ukraińskimi rebeliantami w ramach operacji "Wisła" za "zbrodniarzy wojennych" ze wszystkimi wypływającymi z tego konsekwencjami. To nie jest tylko bezczelność, to coś więcej. Linia postępowania ounowców jest zgodna z logiką przyjętą od Żydów: nigdy nie przyznawać się do popełnionego złoczynu, a robić wszystko żeby zrzucić winę z winowajcy na poszkodowanego, w tym przypadku z ukraińskiego kata na polską ofiarę.

Z innych pomysłów należy odnotować kontrakcje wybielające OUN - UPA. Organizatorzy tych imprez nie zdają sobie sprawy, że swoim postępowaniu dostarczają światu argumentów o chorym narodzie, który nie chce uznać prawdy, unika potępienia zbrodniarzy kreowanych na bohaterów, a przede wszystkim nie zamierza wyrazić skruchy, że w swoich szeregach ma wyrodnych synów.

Dlaczego tak się dzieje? Wydaje się, że Ukraina nie dojrzała jeszcze do prawdy. Wyprzedziły ją Niemcy i Rosja; w kłamstwie przewyższa ją jedynie światowe żydostwo - podobno dlatego, jak przekonuje prof. A. Paczkowski, że "nacjonalizm ukraiński był nacjonalizmem niespełnionych nadziei". Był, czy jest nadal? Nie rozumie tego do końca prezydent RP, dlatego nawet nie próbuje działać, żeby pomóc Ukrainie pokochać prawdę.

Nasze władze nie rozumieją, że w Polsce tworzy się rzeczywistość nazistowska - wyrasta nowe pokolenie ukraińskie w duchu OUN - UPA, którego marzeniem jest walka z Polską o "odebranie" jej rzekomo okupowanej "Zakerzonii". Młodych Ukraińców zachęcają do tego Sekretariat Prezydium Światowego Kongresu Ukraińców, lwowscy pseudo - politolodzy Witalij Prociuk i Bohdan Zubenko, w Polsce autentyczni analfabeci historyczni: Mykoła Siwyćkyj, Jewhen Misyło, Bohdan Huk, Mykoła Zymomria i Roman Drozd a wspiera Hryćko Motyka.

Prociuk w książce Knyha pamięci (Lwów 1994) stwierdza: "Niechaj wiedzą swoi i obcy, że potomkowie nigdy i nigdzie nie wyrzekną się swego prawa do ziem historycznych, które zaborcy zabrali przy poparciu moskiewskich patroszycieli i przy amerykańsko - angielskiej milczącej zgodzie w Jałcie podczas konferencji 4-11 lutego 1945 roku".

B. Huk, redaktor serii wydawniczej Archiwum Ukraińskiego w Warszawie, w opłaconej przez polskiego podatnika publikacji Zakerzonia pisze: "Zakerzonia - to nazwa na określenie części ukraińskiego terytorium etnicznego, która w następstwie konferencji jałtańskiej... znalazła się na zachód od linii Curzona... Pomimo heroicznego oporu UPA, ukraińska cywilna ludność została brutalnie wyrzucona z praojcowskiej ziemi... Jednak - na przekór wszystkiemu - Zakerzonia odradza się".

W oparciu o tego rodzaju antypolskie i rewizjonistyczne sugestie, opracowany został program nauczania historii w szkołach ukraińskich w Polsce i zatwierdzony do użytku przez MEN 19 sierpnia 1997 r. Tego rodzaju działania zmierzają do "udowodnienia", że tzw. Zakerzonia, czyli najprawdziwsze polskie ziemie południowo - wschodnie dzisiejszej Polski, powinna wejść w skład państwa ukraińskiego. Stąd już tylko krok do rewizji granic dzisiejszej Polski.

Krok ten mogą postawić upowcy, jeżeli tylko Rada Najwyższa Ukrainy uzna banderowskich rizunów za kombatantów. W okresie poprzedzającym spotkanie prezydentów Polski i Ukrainy w Porycku, grupa neonazistów po raz kolejny złożyła w parlamencie projekt przyznania byłym upowcom uprawnień kombatanckich.

Mimo presji i tworzenia siły nacisku nic z tego nie wyszło. Polacy liczyli się z możliwością, że w Porycku padną słowa: "to była zbrodnia przeciwko ludzkości". Słowa te rzeczywiście padły z ust prezydenta RP A. Kwaśniewskiego i biskupa polowego Wojska Polskiego gen. dyw. Sławoja Leszka Głódźia. "Żaden cel, ani żadna wartość - powiedział A. Kwaśniewski - nawet tak szczytna jak wolność narodu, nie może usprawiedliwić ludobójstwa, rzezi cywilów, przemocy i gwałtów, zadawania bliźnim okropnych cierpień".

Sekundował mu prezydent Ukrainy Leonid Kuczma: "W tym miejscu, w którym spoczywają polskie ofiary, chciałbym w imieniu wszystkich Ukraińców, którzy pragną pokoju i sprawiedliwości, wyrazić głębokie współczucie wszystkim skrzywdzonym Polakom, wszystkim, którzy ucierpieli w skutek tej katastrofy.

Dobre i to na początek, ale takie słowa Polaków nie satysfakcjonują: zabrakło słowa "przepraszamy", prosimy o przebaczenie. Zamiast tych słów Polacy doznali kolejnych upokorzeń - nie tylko na skutek zawrócenia autokaru z polskimi kombatantami, którzy udawali się na uroczystość w Pawliwce, ale i przez to, że na "pomniku pojednania", który stanął w Porycku (Pawliwce) polski tekst został celowo przeinaczony a na krzyżu mogiły zbiorowej w ostatniej chwili wymazano słowo "zamordowani".

Polacy będą cierpliwie czekać na słowo "przebaczcie", które jak dotąd ze strony ukraińskiej nie padło. Polacy ofiary OUN - UPA maja nadzieję, że wobec takiego kompromitującego humanizm europejski faktu oraz wyraźnej prowokacji grupy deputowanych, rząd Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej nie pozostanie obojętny.

Chcemy wierzyć, że władze polskie pomogą Ukrainie przezwyciężyć bolesną przeszłość, żądając zdefiniowania sprawców oraz przeproszenia za zbrodnię ludobójstwa, która nie ulega przedawnieniu. W sytuacji popełnienia zamierzonego szalbierstwa przez Radę Najwyższą - Polska zmuszona będzie uznać Ukrainę za państwo jej wrogie, lub co najmniej nieprzyjazne - co niewątpliwie odbije się gromkim echem nie tylko w krajach Unii Europejskiej, do których grona pretenduje Ukraina, ale także w całym kulturalnym świecie.

http://www.wolyn.prv.pl


http://free.of.pl/w/wolyn/pano_005.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 16 lip 2009, 08:51 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
Ciekawa historia z tymi Krzyżakami .Znowu Wielkopolanie nie zawiedli.

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 23 lip 2009, 06:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Warto i tej rocznicy poświęcić trochę uwagi.

Marcin Zaremba

Niemiecka dżuma, sowiecka grypa

Jakie były nastroje i postawy Polaków 65 lat temu, w okolicach 22 lipca 1944 r., gdy władze, instalowane w Polsce przez Kreml, ogłosiły swój manifest?
Zanim Stefan Kisielewski zaatakował na zebraniu literatów w 1968 r. „dyktaturę ciemniaków”, najpierw podsumował święto 22 Lipca: „Defilady, pochody, salwy armatnie. Ale nikt nie pamięta, że Manifest lipcowy jest drukiem niecenzuralnym. On się nigdzie nie pojawia. Cenzura by go nie puściła”. I miał rację. Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) – datowany 22 lipca 1944 r. – rzadko wykorzystywany był dla legitymizowania reżimu.




1944 r., wojska polskie i radzieckie na ziemiach wschodnich. Dla jednych wyzwoliciele, dla innych kolejni najeźdzcy.
Fot. Janusz Fila/Forum

Powodem był fakt, że Manifest, nazwany lipcowym, pozbawiony jakichkolwiek akcentów komunistycznych, zawierał obietnice, za których przypominanie mogło się trafić w Polsce Ludowej do więzienia. Zapowiadał wybory pięcioprzymiotnikowe, które nigdy później takowymi nie były. Deklarował uroczyście przywrócenie wszystkich swobód demokratycznych, wolność zrzeszania się w partiach politycznych, związkach zawodowych, wolność prasy. Jednak prawo do zrzeszania się w wolnych związkach zawodowych robotnicy wywalczyli dopiero w sierpniu 1980 r. Jeśli chodzi o pozostałe wolności obywatelskie, to Polacy mogli się nimi cieszyć dopiero od 1989 r. Wedle Manifestu inicjatywa prywatna, „wzmagająca tętno życia gospodarczego”, miała znaleźć poparcie państwa, ale niecałe trzy lata później ruszyła tzw. bitwa o handel, z której konsekwencjami Polacy zmagali się aż do wprowadzenia planu Balcerowicza. Manifest obiecywał zniesienie kontyngentów, „zabierających chłopu całą jego krwawicę”, oraz wprowadzenie tylko „na czas wojny” świadczeń w naturze. Na ich likwidację polscy chłopi musieli czekać do 1972 r.

Mówiąc dzisiejszym językiem, Manifest PKWN, poza jednym fragmentem, który mówił o sojuszu z ZSRR, okazał się wielką polityczną ściemą. Nie odbiegał specjalnie od tego, co wysuwały inne ugrupowania polityczne w kraju i na emigracji. Wzywał do budowy „wielkiej słowiańskiej tamy” w celu przeciwdziałania naporowi „germańskiego imperializmu”, także do zjednoczenia narodu. Ale prawdziwym wrogiem, którego należało demaskować i unicestwić, byli „grabarze Polski”, „sanacyjno-ozonowi szalbierze”, „zdrajcy narodu”, „podli agenci hitleryzmu”, „rozrabiacze frontu narodowego”. Manifest kończył się zawołaniem: „Niech żyje Polska Wolna, Silna, Niepodległa, Suwerenna i Demokratyczna!”. Nagromadzenie tylu określeń o wymowie narodowo-wolnościowej świadczy o wyraźnym kompleksie polskich komunistów, jaki pozostał ich zmorą zresztą do końca, a mianowicie, że naród nie traktuje ich jako „swoich”, lecz widzi w nich narzuconą przez Wschód obcą dyktaturę.

Stosunek do ZSRR stanowił istotę politycznej i ideologicznej doktryny Polskiego Państwa Podziemnego związanego z rządem RP w Londynie, a pośrednio również określał polityczne myślenie dużej części społeczeństwa. Wpływ nań miały doświadczenia 17 września 1939 r. i nowsze, związane z odkryciem grobów w Katyniu. Propaganda niemiecka nie tylko poprzez ujawnienie prawdy o zamordowanych polskich oficerach usiłowała rozbudzić wrogość wobec nadciągającego ze Wschodu bolszewizmu. Niemcy byli przecież autorami i propagatorami hasła: „PPR [Polska Partia Robotnicza] – płatne pachołki Rosji”, które później żyło swoim życiem w postaci zwrotów „sługusy, zdrajcy, agenci Moskwy”. Z tych wszystkich powodów odbiór Manifestu w prasie konspiracyjnej był jednoznacznie negatywny. W komentarzach na jego temat nie unikano nawet ewidentnych zmyśleń i zakłamań. Druga strona odpowiadała „zaplutym karłem reakcji”.

Z drugiej strony, pod wyznaniem Ireny Krzywickiej: „marzyłam o tym, żeby wpaść w ręce bolszewików, po tym, co się przeżyło przy Niemcach” – skłonnych było podpisać się wówczas wielu. Wobec zbliżającej się Armii Czerwonej społeczeństwo polskie było więc rozdarte między nadziejami a lękiem o przyszłość. Z jednej strony wyczekiwano oswobodzenia spod okupacji niemieckiej, z drugiej strony niewielu było takich, którzy cieszyli się, że wyzwolenie przychodzi ze Wschodu. Nie wszyscy zresztą przeżywali lęk w podobnym stopniu. Większy udzielał się ludności zamieszkałej na terenach zagarniętych przez Związek Radziecki w 1939 r. Mniej bali się mieszkańcy centralnej i zachodniej Polski. W obliczu „niemieckiej dżumy” z dwojga złego lepsza była – jak się wydawało – „sowiecka grypa”.

Wyzwoliciele, uciekajcie w cholerę

Zajęcie Polski przez wojska radzieckie nastąpiło w dwóch turach. Pierwsza zakończyła się na linii Wisły w sierpniu 1944 r. Druga przypadła na styczeń i luty 1945 r., kiedy w efekcie błyskawicznej ofensywy zimowej wojska niemieckie wyparte zostały z pozostałych terenów Rzeczpospolitej. Polacy z autentyczną radością przyjęli wkroczenie Armii Czerwonej. Emocje te oddaje prywatny list wysłany z Parczewa w woj. lubelskim: „Najpierw dziękujmy Bogu i Matce Najświętszej o ocaleniu nas, a również Czerwonej Armii, że nas ocalili od tego wroga hitlerowskiego, bo gdyby się spóźnili o trzy godziny, to szatan hitlerowski był przyszykowany nas wszystkich spalić. Stała już benzyna i miasto, i bliższe wioski były obstawione germanami i tej nocy miał nas wszystkich spalić”.

Szybko jednak, po pierwszych kontaktach z żołnierzami radzieckimi, wdzięczność została wyparta przez niechęć, przerażenie, a później i nienawiść. 22 stycznia 1945 r. Maria Dąbrowska zapisała: „Minęły cztery dni pełne nerwowego napięcia, oczekiwania, nadziei, lęku. Wreszcie wszystko zapadło w jakąś odrętwiałą nudę”. Jednak lęk, wcześniej niewyraźny, zaczął gęstnieć. Początkowo związany z chaosem pierwszych dni, później, gdy armia stanęła, zyskał bardziej konkretne rysy.

Żołnierze Armii Czerwonej zaczęli budzić strach z dwóch powodów: represji politycznych oraz rekwizycji i kradzieży, które stały się prawdziwą zmorą ludności polskiej, zwłaszcza w pierwszym roku od zakończenia niemieckiej okupacji. W 1944 r. na ziemiach rdzennie polskich grabieże i rekwizycje rzadko rozpoczynały się już z chwilą „wyzwolenia” danej miejscowości. Na ogół następowały po pewnym czasie, gdy skończyły się kwiaty, przebrzmiały: „Hurra” i „Niech żyje!”. Armia Czerwona była źle wyekwipowana i źle zaopatrzona w prowiant, jej żołnierze często cierpieli głód i zimno. Dlatego wysyłanie w teren specjalnych ekip kontyngentowych pod dowództwem oficerów dla zebrania po wsiach żywności należało do sposobu prowadzenia wojny przez wojska ZSRR i było przez nie praktykowane na ziemiach polskich także po jej zakończeniu. Rekwirowane było również mienie państwowe.

Maria Dąbrowska katalog negatywnych cech, jakimi obdarzano żołnierzy Armii Czerwonej, wzbogaciła jeszcze o: posępność i nieufność. W styczniu 1945 r. zanotowała: „Zabrali już wszystkie konie, krowę, dwie świnie, sporo kur i jaj. Piją, zwłaszcza oficerowie, bardzo dużo wódki, którą sobie każą dawać szklankami. Są przy tym tak nieufni, że każą gospodarzom pierwszym próbować, co jest obrazą narodu polskiego, wśród którego nie było nigdy trucicieli. Są posępni, nieuprzejmi, nie ma w nich nic z ducha oswobodzicieli”.

Szczególnie częstym przedmiotem kradzieży były rowery oraz zegarki. Zwrot Dawaj czasy!, często wykrzykiwany podczas tego rodzaju incydentów, stał się jednym z symboli powojnia. Często przywoływany podczas rozmów Polaków miał ważne znaczenie psychologiczne – deprecjonował „niezwyciężonego sojusznika” i tym samym poprawiał narodową samoocenę. Stąd popularność wierszyka: „Bierzcie czasy i rowery/Uciekajcie do cholery”.

Kobieta napadnięta – prawdopodobnie w kwietniu 1945 r. – wspominała w liście: „Spotkało mnie dwóch Rusków i najpierw mnie zaatakowało o zegarek, że im mam dać zegarek, gdy im powiedziałam, że nie mam zegarka, to mi poczęli grozić, że mnie zastrzelą, jak im nie dam. I poczęli szukać wszędzie. Gdy go zaś nie znaleźli, to mi zabrali rower, pudełko z tytoniem i papierośnicę od papierosów i zaraz chcieli mi zabrać trzewiki z nogi i płaszcz; jak im tego płaszcza nie chciałam dać i trzewików, to powiedzieli, że mnie zastrzelą. Wtedy się zdecydowałam na wszystko i mówię do nich – niech strzelają, mnie jest wszystko jedno. Wtedy każdy po razie do mnie wystrzelił koło głowy, pomimo tego się nie zlękłam, gdy widzieli, że się nie boję, to mi dali spokój z tym odbiorem płaszcza i trzewików i kazali mi iść sobie”.

Lekarz i dyrektor szpitala w Szczebrzeszynie Zygmunt Klukowski zanotował w swoich dziennikach (które, po opublikowaniu, otrzymały w 1959 r. Nagrodę Historyczną „Polityki”): „Po południu ulice dość wcześnie opustoszały. Ludzie boją się pijanych bolszewików”. Miało to – należy sądzić – istotny wpływ na postrzeganie i Manifestu, i całego reżimu.

Kochamy, bo nienawidzimy

Nowe władze w jednej jednak sprawie grały z narodem na tej samej fali. Była nią nienawiść do Niemców. Legitymizacja na fundamencie antyniemieckości miała duże szanse powodzenia, ponieważ żywa była w społeczeństwie polskim pamięć zbrodni wojennych popełnionych przez okupanta. Stąd w Manifeście tyle fraz o „germańskich hordach” i „butnym prusactwie”. Pisanie „niemcy” małą literą było praktykowane nie tylko w państwowych drukach urzędowych, ale także w tekstach powstających z inspiracji opozycji związanej z obozem londyńskim. Wrogość i nienawiść były dominujące i powszechne. Uczucia te, wyrosłe z doświadczeń narodowych, napędzały chęć odwetu i zemsty. Zygmunt Klukowski zapisał pod datą 21 stycznia 1945 r.: „Wszyscy pragną wtargnięcia wojsk alianckich w głąb Niemiec, dotarcia do Berlina, całkowitego zniszczenia Niemiec i dokonania na nich zemsty. Zawieszenie broni w znacznym stopniu utrudniłoby przeprowadzenie krwawej zemsty, a ludzie pożądają przede wszystkim takiej”.

Na przełomie listopada i grudnia 1944 r. w Lublinie odbył się proces sześciu strażników z Majdanka. Wzbudził olbrzymie zainteresowanie i emocje. Pokazują to listy przejęte przez Cenzurę Wojenną. „Kochani Rodzice! Oglądałem i zwiedzałem fabrykę śmierci w Majdanku. Gdy to oglądałem to zgroza i zemsta ściska człowieka. Katów z Majdanka Polacy złapali. Dziś pierwsza rozprawa sądowa, a jutro druga. Jest ich 6-ciu. Tłumy ludzi domaga się śmierci dla tych katów”.

„Kochana Mamusiu! U nas jest teraz proces 6-ciu niemców, oprawców z Majdanka. Widziałem, jak ich prowadzili przez Krakowskie, łby mieli pospuszczane i tchórzliwy wzrok. Prowadzili ich na rozprawę sądową do Domu Żołnierza. Mam wrażenie, że ich powieszą publicznie. Ja bym ich powiesił nie za głowę, a za języki, żeby męczyli się dłużej”.

„Dzień dobry drogi Semen! Wczoraj zakończył się sąd i powiesili 5 »fryców«, którzy byli kierownikami na Majdanku i zabijali ludzi. Wczoraj o 2-ej godzinie powiesili ich. Możesz sobie wyobrazić co się tam działo. 10 tys. ludzi, krzyk, płacz ludzi, których rodziny zabito. Po prostu wyrywano się do nich. Chcieli ich rozszarpać na kawałki. Rozumie się, [że] do tego nie dopuszczono”.

Do linczów na Niemcach bądź volksdeutschach jednak wówczas dochodziło. Zdarzały się nawet przypadki bezczeszczenia zwłok. Masowo golono głowy kobietom oskarżonym o „sypianie z wrogiem”. Jeszcze w czerwcu 1945 r. grupa podziemia w okolicach Otwocka zgoliła włosy kilku kobietom, które „znajdowały się w zażyłych stosunkach tak z niemcami jak i obecnie z sowietami”. W niektórych miejscowościach, np. Olsztynie, zostały zorganizowane getta dla Niemców. Stygmatyzowano ich malując im na plecach swastyki, zmuszając do noszenia opasek.

Przekonanie, że zbrodnie hitlerowskie obciążają cały naród niemiecki, podzielali niemal wszyscy Polacy. Zgodni byli też co do tego, iż jedynym rozwiązaniem niemieckiego problemu jest wysiedlenie Niemców z granic Polski. W tym kontekście nie dziwi, że budowanie przez reżim społecznego poparcia na nienawiści do Niemców, a później tworzenie atmosfery narodowego zagrożenia ze strony odwiecznego wroga stało się motywem przewodnim propagandy. Z niezłym zresztą skutkiem.

Zmora tymczasowości

Poza nienawiścią psycholog zbiorowy zdiagnozowałby również inną przypadłość. Poczucie tymczasowości, zawieszenia i niepewności to emocje, które odczuwała – choćby przez krótki czas – większość Polaków. Radość z końca wojny nie tylko nigdy nie poszybowała do poprzeczki entuzjazmu, jak na Zachodzie, np. we Francji, ale i szybko się skończyła. Przyszłość stanowiła ciągle dręczący znak zapytania. Miał rację Bolesław Piasecki, późniejszy szef PAX, gdy pisał w maju 1946 r.: „Podświadomość zbiorowa Polaków jest w stanie niepokoju”. Ze względu na cenzurę autor nie miał możliwości wymienić wszystkich przyczyn owego stanu. Było ich wiele. Większość wiązała się z konsekwencjami politycznymi, społecznymi i gospodarczymi wejścia Polski w orbitę Związku Radzieckiego. Nikt nie wiedział, czy rzekomo „łagodna rewolucja”, jak charakteryzował przemiany Jerzy Borejsza, szef koncernu wydawniczego Czytelnik, nie zamieni się w bardziej brutalną, czy – jak wieszczyło podziemie – Polska nie stanie się siedemnastą republiką rad. Nikt nie wiedział, jak potoczą się losy Polski, bo o powrocie w stare przedwojenne koleiny nie było co marzyć.




Parcelacja ziemi hrabiego Potockiego. Akt nadania wręcza pełnomocnik PKWN. Reprodukcja Marek Skorupski/Forum

Nastroje falowały. Gdy wybuchło powstanie w Warszawie, entuzjazm ogarnął wszystkich. Gdy upadło, zatriumfowało poczucie klęski. Gdy po negocjacjach w Moskwie w 1945 r. wrócił do kraju Stanisław Mikołajczyk, mając w kieszeni stanowisko wicepremiera i ministra rolnictwa, wydawało się, że jeszcze nie wszystko stracone. Istniały zresztą inne przesłanki, by tak myśleć, należały do nich przede wszystkim relatywnie duża swoboda w sferze kultury i względnie niewielki nacisk ideologiczny. Wystąpienie Churchilla w marcu 1946 r. w Westminster College w Fulton z frazą o „żelaznej kurtynie” kazało myśleć, że Zachód zostawił nas na pastwę Sowietów. Jednak u niektórych rozbudziło nadzieję na III wojnę światową.

Do lipca 1946 r. plotki o rychłym wybuchu konfliktu zbrojnego między Anglosasami a Związkiem Radzieckim pojawiły się bodaj kilkanaście razy. Widziano już ponoć wznoszenie fortyfikacji przez Armię Czerwoną. Podawano daty lądowania desantu II korpusu Andersa w Szczecinie. Pięć razy bodaj miało wybuchnąć powstanie „ludzi z lasu”. Nadzieja na odmianę losu mieszała się z niepewnością, co jeszcze bardziej potęgowało tymczasowość. Przed referendum 30 czerwca 1946 r. z każdym kolejnym dniem rosło społeczne napięcie. Z okazji narodowego święta 3 maja w wielu ośrodkach miejskich doszło do antyreżimowych protestów i demonstracji, które najbardziej gwałtownie potoczyły się w Krakowie. 4 lipca miał miejsce antysemicki pogrom w Kielcach. Kolejny wzrost napięcia, mierzony liczbą najróżniejszych plotek, wzrostem ceny dolara i panikami rynkowymi poprzedził wybory ze stycznia 1947 r. Jakby powiedział Zygmunt Bauman – powojenna płynność.

Dodatkowe poczucie braku stabilizacji i lęku odczuwali ci, którzy osiedlili się na ziemiach poniemieckich. Niemcy mogli wrócić, a tęsknota za Wilnem i Lwowem podsycała nadzieję na powrót na tereny na wschód od Bugu. Nic dziwnego, że na ziemiach zachodnich i północnych wielu chłopów wahało się, czy orać i siać, skoro nie mieli pewności, czy przyjdzie im zbierać owoce swojej pracy. Niektórzy aż do początków lat 70. nie inwestowali w swoje gospodarstwa, nie remontowali budynków, bojąc się powrotu poprzednich gospodarzy.

W bliski kontakt ze zmorą tymczasowości weszła większość tych, którzy otrzymali w tym czasie ziemię zarówno poniemiecką, jak również na mocy reformy rolnej. Nie tylko władze ociągały się z przyznaniem aktów własności, to jeszcze podziemie podsycało lęk przed kolektywizacją. Polacy, którzy przeżyli radziecką okupację w latach 1939–1941, wiedzieli, czego się bać. Obawy żywili również prywatni przedsiębiorcy. Nacjonalizacja gruntów w Warszawie oraz przyjęta w styczniu 1946 r. uchwała o nacjonalizacji większego i średniego przemysłu nie stanowiła najlepszego prognostyka na przyszłość.

Po wojnie jak na szpilkach żył praktycznie każdy właściciel mieszkania. Z powodu zniszczeń, zwłaszcza w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i w tysiącach mniejszych miejscowości, oraz konieczności repatriacji ludności miast, które weszły w skład republik radzieckich (m.in.: Lwów, Wilno, Grodno), w miastach panowało trudne do wyobrażenia zagęszczenie. W związku z rozlokowywaniem jednostek Armii Czerwonej radzieckie komendantury przejmowały całe kwartały, osiedlając w nich żołnierzy i oficerów. Trudności mieszkaniowe powodowały, że władze niektórych miast (m.in. Krakowa, Bydgoszczy) przyjęły nawet uchwały o przymusowym przesiedleniu części swoich mieszkańców. Po mieszkaniach chodziły specjalne grupy z urzędów kwaterunkowych sprawdzające, czy przypadkiem nie zamieszkuje ich zbyt mała liczba osób. Na gwałt szukano sublokatorów, najlepiej z kręgu najbliższej rodziny. Potęgowało to nerwowość i nastroje panikarskie.

Zmora tymczasowości dotyczyła również pieniędzy. Ich niespodziewana wymiana w styczniu 1945 r. (można było wymienić okupacyjne pieniądze tylko do 500 zł na osobę i to tylko przez ograniczony czas) wywołała popłoch. Nie tylko setki tysięcy osób straciło swoje oszczędności, to jeszcze wszyscy zostali zmuszeni przez kilka miesięcy do handlu wymiennego, brakowało bowiem gotówki. Wymiana podważyła zaufanie do państwowych instytucji finansowych oraz do nowej złotówki, utrudniając zakorzenienie w nowej rzeczywistości.

Niefortunne dla Polski zakończenie II wojny zakwestionowało dotychczasowe role społeczne, rozwiało plany i nadzieje. Nie wszyscy potrafili sobie z tym wszystkim poradzić. Poszukiwali winnych.

Na śmierć i życie

W 1944 i 1945 r. Polacy byli podzieleni jak nigdy dotąd. Wyobraźmy sobie, że przeprowadzamy wśród nich sondaż opinii – marzenie każdego historyka – i pytamy ich o preferencje wyborcze, w kim pokładają największe zaufanie, jak oceniają Manifest PKWN. Zapewne największym poparciem cieszyliby się londyńczycy i Armia Krajowa. Jednak w tej grupie elektoratu też przebiegały wewnętrzne podziały. Jedno skrzydło stanowili liberałowie albo – jak nazywała ich Krystyna Kersten – kapitulanci, dla których ważne były przedwojenne ideały demokratyczne i lewicowe, a którzy skłonni byliby pójść na pewien kompromis z komunistami. Liberałowie nawet podpisaliby się pod Manifestem, gdyby wyrzucić z niego ustępy świadczące o serwilizmie wobec ZSRR. Drugie skrzydło, niezłomnych, nie uznawało żadnych kompromisów, Manifest oceniając jako „sowiecką sztuczkę”. Ci uważali, że należy bądź trwać w gotowości w „antrakcie między wojnami”, bądź dalej walczyć.

Jako ilustrację dramatyzmu wyborów, przed jakimi stanęli Polacy, może posłużyć list jednego z żołnierzy podziemia, wysłany w maju 1945 r.: „Może to mój ostatni list. W imię Boga za wiarę i ojczyznę, nie martwcie się o mnie raz na zawsze, ale za ojczyznę potrafimy umrzeć, bo już tak daleko jest, że krew pomiędzy Ruskimi a nami się leje i pójdziemy z bagnetami na karabinie do Moskwy i odkryjemy Lwów i Katyń. Nie rzucim ziemi skąd nasz ród tak nam dopomóż Bóg, do krwi ostatniej z żył i bił pogana, zawsze w tył, my jesteśmy przy AK i żegnam was wszystkich. Może to już ostatni raz, nie wiem”.

Obóz pod sztandarem czerwonej flagi, popierający Manifest, początkowo skupiający garstkę zwolenników, powoli rósł w siłę. Przypomnijmy, że relatywnie szybko PPR osiągnęła 400 tys. członków. Możemy nazywać ich sprzedawczykami, komunistami, ukąszonymi, choć w ten sposób uprościmy motywy ich akcesu. Byli wśród nich i realiści, i zafascynowani „zwycięską Armią Czerwoną”, i wreszcie tacy, którzy mieli silne przekonania klasowe: przedwojenni fornale i biedniejsi chłopi, a także część robotników. Listy chłopaków z MO lub KBW jadących na akcję przeciwko „bandytom” z AK pokazują, że tu wojna szła na śmierć i życie.

Była jeszcze trzecia grupa, milionowa, mniej zainteresowana polityką, ale oczekująca spokoju i stabilizacji, borykająca się z trudnościami codzienności, których po wojnie nie brakowało. Ta stanowiła większość.

http://www.polityka.pl/niemiecka-dzuma- ... 297184,18/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 24 sie 2009, 18:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Trochę spóźnione w czasie przypomnienie rocznicy nie tyle wojny bolszewicko - polskiej, co Bitwy Warszawskiej.

Wojna na tej bitwie się nie skończyła i trwała nadal, aż do sromotnego rozgromienia bolszewickiego najeźdzy w Bitwie Niemeńskiej.

Victoria Polska 1920 roku

"Zwycięstwami dni 15 i 16 sierpnia 1920 roku stanął Marszałek Piłsudski w szeregu dziejowych obrońców wiary. Pod jego dowództwem zwycięski czyn bohaterskiej armii polskiej, zwany "Cudem nad Wisłą", osiągnął znaczenie Lepanta i Wiednia. Za to należy się Józefowi Piłsudskiemu wieczna wdzięczność nie tylko obywateli polskich, ale całego chrześcijaństwa. Całego chrześcijaństwa!" - tak głosił nad trumną Marszałka w 1935 roku Prymas Polski kardynał August Hlond. Sam Piłsudski ujął to jeszcze bardziej zwięźle: "Ta wojna omal nie wstrząsnęła losami całego cywilizowanego świata, a dzieło zwycięstwa naszego stworzyło podstawy dziejowe".
W sierpniu 1920 r. pod Warszawą i na całej linii Wisły starły się ze sobą nie tylko Wojsko Polskie i sowiecka Armia Czerwona. Było to zarazem starcie dwóch fundamentalnych idei - polskiego patriotyzmu oraz komunistycznego internacjonalizmu. Starcie cywilizacji zachodniej, europejskiej oraz rosyjsko-azjatyckiej. W Armii Czerwonej służyło tysiące byłych carskich generałów i oficerów, którzy jeszcze kilka lat wcześniej byli zaborcami Polski, jak np. Brusiłow i Szaposznikow, a teraz pod bolszewicko-komunistycznymi hasłami szli ponownie zdobywać Priwislianskij Kraj.
W słynnej historycznej odezwie do Narodu Polskiego z dnia 3 lipca 1920 r. Józef Piłsudski, jako Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz Wojska Polskiego, wzywał: "Obywatele Rzeczypospolitej! Ojczyzna w potrzebie! Wrogowie otaczający nas zewsząd skupili wszystkie siły, by zniszczyć wywalczoną krwią i trudem żołnierza polskiego niepodległość naszą. Zastępy najeźdźców, ciągnące aż z głębi Azji, usiłują złamać bohaterskie wojska nasze, by runąć na Polskę, stratować nasze niwy, spalić wsie i miasta i na cmentarzysku polskim rozpocząć swoje straszne panowanie. Jak jednolity niewzruszony mur stanąć musimy do oporu. O pierś całego narodu rozbić się ma nawała bolszewizmu.(...)Niech na wołanie Polski nie zabraknie żadnego z jej wiernych i prawych synów, co wzorem ojców i dziadów pokotem położą wroga u stóp Rzeczypospolitej. Wszystko dla zwycięstwa! Do broni!".

Geneza wojny
11 listopada 1918 r. Polska odzyskała wolność. Po blisko półtorawiekowej niewoli Józef Piłsudski proklamował utworzenie niepodległej Rzeczypospolitej. W odpowiedzi na to już pięć dni później, 16 listopada 1918 r., wydany został w Moskwie rozkaz rządu bolszewickiego (Rady Komisarzy Ludowych), który nakazywał sformowanie w ramach Armii Czerwonej specjalnych mobilnych formacji o nazwie Armia Zachodnia. Ta milionowa formacja stanowiła w swej istocie główną sowiecką siłę uderzeniową, która miała zrealizować strategiczne cele polityczne Kremla.
Cele te w specjalnym rozkazie z 29 listopada 1918 r. osobiście nakreślił Lenin, a miały być nimi, po kolei: Białoruś, Polska, a potem już cała Europa. Według słów Lenina, Europa była "chora, zdemoralizowana, w chaosie, syta, zasobna i gnuśna". Premier Rosji i bolszewicki dyktator nakazywał Armii Czerwonej, aby przeniosła idee rewolucji komunistycznej na Zachód, tak aby "...zatopić bagnet Armii Czerwonej w Europie".
Wykonawcami rozkazu Lenina byli nieomal wszyscy przywódcy rewolucji bolszewickiej, w tym Józef Stalin. To ten właśnie zbrodniarz, bandyta i morderca milionów ludzi, nazwał wtedy, w listopadzie 1918 r., odradzającą się niepodległą Rzeczpospolitą "polskim przepierzeniem między Rosją a Europą". Według Stalina, to "polskie przepierzenie" należy zniszczyć, ponieważ oddziela ono rewolucję rosyjską od rewolucji europejskiej.
Już 12 stycznia 1919 r. dowództwo Armii Czerwonej - Lew Trocki oraz Siergiej Kamieniew - wydało strategiczny rozkaz rozpoczęcia "czerwonego marszu na Zachód", a tym samym wykonania planu "Operacja Wisła". Oznaczało to przejście przez Polskę do Niemiec i rozpoczęcie tam rewolucji komunistycznej. 5 lutego 1919 r. Rosjanie zdobyli Kijów, a 14 lutego doszło do pierwszego starcia młodego Wojska Polskiego z Armią Czerwoną. Była to bitwa o miasteczko Mosty nad Niemnem. Tak rozpoczęła się wojna polsko-sowiecka, która z miesiąca na miesiąc stawała się wojną o Europę.
Józef Piłsudski, jak nikt w Polsce i Europie, zdawał sobie sprawę z zagrożenia ze strony Rosji sowieckiej. Był jedynym politykiem, który wiedział, że Armia Czerwona szykuje milionowe wojska, aby uderzyć na Polskę i Europę. Miał znakomicie zorganizowany wywiad, otrzymał szczegółowe informacje zarówno polityczne, jak i militarne. Nie było wątpliwości, że lada dzień Rosjanie uderzą. Wcale się z tym nie kryli! Dlatego Piłsudski zdecydował się na wojnę prewencyjną z Rosją sowiecką. Niezależnie bowiem od planów politycznych, którymi była idea tzw. federacyjna albo prometejska - Piłsudski miał plan wojny prewencyjnej z Rosją.
27 stycznia 1920 r. podczas wspólnego posiedzenia rządu i politbiura na Kremlu pod przewodnictwem Włodzimierza Lenina naczelny dowódca Armii Czerwonej Siergiej Kamieniew przedstawił władzom politycznym Rosji sowieckiej ostateczny i szczegółowy strategiczny plan szeroko zakrojonej ofensywy przeciwko Polsce, przygotowany przez szefa sztabu polowego Armii Czerwonej Borysa Szaposznikowa (późniejszy marszałek i szef sztabu generalnego Armii Sowieckiej; w 1939 r. razem ze Stalinem i Mołotowem brał udział w pertraktacjach na Kremlu z von Ribbentropem 23 sierpnia; to właśnie on przygotował plan agresji na Polskę 17 września). Główne uderzenie miało zostać wyprowadzone przez Białoruś w terminie do końca kwietnia 1920 roku.
Z całego ogromnego obszaru Rosji ściągano na zachodni kierunek doborowe dywizje sowieckie. W trakcie ich koncentracji, 10 marca 1920 r., na naradzie z dowództwem Frontu Zachodniego w Smoleńsku naczelny dowódca Armii Czerwonej Siergiej Kamieniew poinformował o przyjęciu do realizacji planu generalnej ofensywy przeciwko Polsce. Według planu opracowanego przez płk. Borysa Szaposznikowa sowiecki Front Zachodni miał posuwać się po osi Smoleńsk - Warszawa, rozpoczynając swoje działania przed końcem kwietnia 1920 roku.

W obronie Polski i Europy
Piłsudski próbował stworzyć wspólny front państw Europy Środkowej i Wschodniej w obronie przed agresją bolszewicką. Był to już ostatni moment, gdy 14 marca 1920 r. w Warszawie z inicjatywy polskiego ministra spraw zagranicznych Stanisława Patka odbyły się rokowania państw będących w stanie wojny z Rosją sowiecką: Finlandii, Łotwy, Rumunii, Ukrainy (Semena Petlury). Rokowania wykazały, iż wypracowanie wspólnej linii wobec sowieckiego zagrożenia było niemożliwe.
Wówczas Piłsudski podjął decyzję wojny prewencyjnej z komunistyczną Rosją. Piłsudski - genialny wizjoner polityczny oraz doświadczony konspirator - długo ukrywał ten zamysł przed innymi politykami. Dopiero gdy wyczerpane zostały wszystkie inne możliwości polityczne, dyplomatyczne, a nawet militarne, Marszałek zdecydował o podjęciu działań w obronie Polski i innych państw Europy.
Wyprzedzając atak sowiecki, 25 kwietnia 1920 r. ruszyła, kierowana przez Piłsudskiego, ofensywa polska. Jej celem militarnym było rozbicie Armii Czerwonej, celem politycznym - stworzenie wolnego państwa ukraińskiego. Ani cel militarny, ani cel polityczny nie zostały zrealizowane mimo zdobycia Kijowa przez Wojsko Polskie.
Do Wojska Polskiego zaciągały się latem 1920 r. tysiące ochotników, którzy nigdy wcześniej nie mieli w ręku karabinu. Przewadze sowieckiej przeciwstawiali swój heroizm. Dotyczyło to szczególnie cywilów, a nawet kobiet i dzieci, także kapelanów, których symbolem stała się bohaterska śmierć ks. Ignacego Skorupki.
Przeciwko walczącym samotnie o wolność Polakom byli nie tylko żądni zwycięstwa bolszewicy, ale też otumanieni sowiecką propagandą politycy Europy Zachodniej, gdzie na organizowanych przez agentów Moskwy ogromnych wiecach wznoszono hasła: "Ręce precz od Rosji". Było to wymierzone nie tylko w Polskę, ale było również samobójcze dla samej Europy. Podobnie jak pół wieku później podobnej treści hasło: "Lepiej być czerwonym niż martwym", głoszone w tej samej Europie Zachodniej przez "pożytecznych idiotów", po dziś dzień skutecznie wykorzystywane jest przez Moskwę.
Czołowi politycy Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec i innych państw nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia, jakim byłaby dla całej Europy klęska Polski. Latem 1920 r. w całej Europie nie rozumiano albo nie chciano zrozumieć, o co w rzeczywistości toczy się wojna Polaków z agresją Rosji. Europejscy politycy mieli zupełnie błędne, infantylne spojrzenie na Moskwę. Wyjątkowa była przenikliwość słynnego brytyjskiego dyplomaty, lorda Edgara d"Abernona, który zanotował w swym dzienniku: "Pośród błędnych zapatrywań zachodnich mocarstw najniebezpieczniejszym było mniemanie, że istnieje możliwość zawarcia pokoju z Sowietami".

Decydująca bitwa XX wieku
Z perspektywy XXI wieku Victorię Polską 1920 roku należy zaliczyć do trzech decydujących bitew XX wieku: były to Warszawa 1920, Midway 1942, Stalingrad 1943. Pozostałe najważniejsze bitwy XX wieku to: Cuszima 1905, Marna, Tannenberg, Verdun - w I wojnie światowej, oraz bitwa o Anglię, Moskwa, Pearl Harbor, lądowanie w Normandii - w II wojnie światowej, a także wojny: wietnamska i koreańska.
Jeżeli przyjąć kryteria celów politycznych, cywilizacyjno-ideowych, obszar, zasięg strategiczny, a także sylwetki wodzów - to wymienione bitwy nawet przy innym ich rezultacie nie decydowały jednak o losach całej Europy czy nawet świata. Wyjątkowość Warszawy, Midway, Stalingradu polegała zaś na tym, że były nieodwracalne i decydujące.
Bitwa Warszawska, Bitwa nad Wisłą - Cud nad Wisłą - toczyła się na ogromnej przestrzeni. Front liczył od 650 do 800 km długości. Rozciągał się od Zaleszczyk i Czortkowa, przez Lwów, Zamość, Dęblin, Warszawę, Płock, Włocławek, Toruń, Grudziądz. W bitwie brali udział wybitni wodzowie, dowódcy oraz politycy. Po stronie polskiej byli to m.in. Józef Piłsudski, Władysław Sikorski, Kazimierz Sosnkowski, Walery Sławek, Józef Beck, Lucjan Żeligowski, Tadeusz Bór-Komorowski, Edward Rydz-Śmigły, Tadeusz Rozwadowski, Józef Haller, Stanisław Haller, Tadeusz Kutrzeba, Leopold Okulicki, Stanisław Maczek.
Po stronie sowieckiej w wojnę zaangażowani byli m.in.: Włodzimierz Lenin, Józef Stalin, Feliks Dzierżyński, Michaił Kalinin, Lew Trocki, najwybitniejsi marszałkowie Armii Czerwonej: Michaił Tuchaczewski, Aleksandr Jegorow, Kliment Woroszyłow, Siemion Budionny, Siemion Timoszenko, Wasilij Czujkow, Borys Szaposznikow, Gieorgij Żukow.
Obie strony miały pełną świadomość, że Bitwa Warszawska zadecyduje o przyszłości Europy, Rosji i Polski. Cele wojny zostały jasno nakreślone przez rząd Rosji sowieckiej. Ale i Polacy mieli poczucie, że ponownie stanowią "przedmurze Europy", a już głęboką świadomość tego miał wódz naczelny Wojska Polskiego, od którego strategicznych wizji i rozkazów naprawdę zależały losy narodów i państw Europy.
Do kryteriów oceniających znaczenie Bitwy Warszawskiej jako decydującej o losach świata należy zaliczyć jeszcze charakterystykę obu państw walczących. Oto Polska w newralgicznym miejscu w środku Europy zaledwie półtora roku wcześniej odzyskała niepodległość. Polska - z tradycyjnym dla Polaków poczuciem wolności! Polska - z historycznym hasłem: Bóg - Honor - Ojczyzna!, oraz żołnierskim bohaterstwem i determinacją przelewania krwi "za wolność naszą i waszą".
Oto Rosja, nazywana w XVIII i XIX w. "żandarmem Europy" albo "kozackim imperium", a w wieku XX już jako Rosja sowiecka, została określona: "Imperium Zła". Tak właśnie określił to zbrodnicze państwo wielki prezydent Ameryki Ronald Reagan, nawiązując do obrony Polski w 1920 roku. Celem imperium rosyjskiego zawsze były podboje. W szkołach rosyjskich uczyły się i nadal uczą się młodzi Rosjanie sentencji cara Piotra Wielkiego, że "(...) Polska to nasz pomost do Europy, a Bałtyk - oknem na świat". Tę carską doktrynę zmodernizowali w 1920 r. bolszewicy, dodając komunistyczno-rewolucyjną ideologię.

Agresja na Europę
5 maja 1920 r. Lew Trocki - drugi obok Lenina przywódca Rosji i naczelny komisarz Armii Czerwonej - na tajnym posiedzeniu rządu rosyjskiego na Kremlu nakreślił szczegółowo plan agresji Rosji na państwa Europy. Agresję Armii Czerwonej nazywał rewolucją, która dąży "na spotkanie europejskiego proletariatu, który wie, że może ono nastąpić tylko nad trupem białogwardyjskiej Polski, w wolnej, Robotniczo-Włościańskiej Polsce".
Armia Sowiecka już wtedy była najpotężniejszą, najliczniejszą i najbardziej okrutną machiną wojenną, jaką znały dzieje świata. Skoncentrowała swe główne siły w dwóch rejonach: na północ od bagien Polesia oraz w rejonie Charkowa. Oba te fronty sowieckie miały się połączyć następnie już na terytorium Polski, a po jej zdobyciu maszerować dalej na Europę. Głównymi kierunkami uderzenia były Niemcy i Francja. Komisarzem frontu południowego, który z rejonu Charkowa miał przejść przez Galicję, Lwów i dalej na Zachód, był nie kto inny tylko Józef Stalin. To do niego osobiście 23 lipca 1920 r. Lenin wysłał z Moskwy pod Lwów zaszyfrowaną depeszę z rozkazem rządu Rosji: "Uważamy, że rewolucje należy natychmiast nasilić we Włoszech.(...)W tym celu należy zsowietyzować Węgry, a także Czechosłowację i Rumunię".
W odpowiedzi z 24 lipca 1920 r. Stalin jako komisarz polityczny Frontu Potudniowo-Zachodniego obiecywał Leninowi zdobycie Lwowa i pobicie Polaków najpóźniej w ciągu 7 dni. W depeszy Stalina z frontu wojny do Lenina w Moskwie czytamy dosłownie m.in.: "Teraz, kiedy mamy Komintern, pokonaną Polskę i mniej czy bardziej przyzwoitą Armię Czerwoną(...)byłoby grzechem nie pobudzić rewolucji we Włoszech.(...)Należy postawić kwestię organizacji powstania we Włoszech i w takich jeszcze nie okrzepłych państwach, jak Węgry, Czechy (Rumunię przyjdzie rozbić).(...)Najkrócej mówiąc: trzeba podnieść kotwicę i puścić się w drogę, póki imperializm nie zdążył jako tako podreperować swojej rozwalającej się fury".
Ta wymiana depesz pomiędzy Leninem a Stalinem pokazuje zmianę strategicznych planów i celów komunistycznej Rosji.
Był to faktycznie pilny rozkaz i decyzja rządu Rosji sowieckiej poszerzająca pierwotne plany podboju Europy Zachodniej o Europę Południową. Miał to być podbój porównywalny jedynie z najazdami fanatycznych hord islamu na Europę w średniowieczu. "Lenin to nowoczesny potwór bez porównania bardziej niebezpieczny niż Mahomet lub Dżyngis-chan" - charakteryzował wówczas komunistycznego dyktatora wielki włoski pisarz Curzio Malaparte.
Lenin równie otwarcie głosił, iż... we wszystkich krajach świata rewolucja dojrzewa już nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę. Rozwinięciem tych imperialnych idei było bardzo konkretne główne hasło prących na Warszawę dywizji sowieckich: "Naprzód na Zachód - przez trupa Polski do serca Europy!".
Zaś wódz sił sowieckich pod Warszawą, późniejszy marszałek Michaił Tuchaczewski, zachęcał dowódców kozackiej kawalerii do walki z Polakami: "Nim minie lato, a przemkniecie ze stukotem kopyt ulicami Paryża".
4 lipca 1920 r. rozpoczęła się wielka ofensywa bolszewicka na całym Froncie Zachodnim - od granicy z Łotwą aż do błot poleskich. Historycznym dokumentem jest rozkaz marszałka Tuchaczewskiego do podległych mu wojsk. Rozkaz nie budzi wątpliwości, jakie były cele strategiczne agresji sowieckiej: "Na Zachód!!!
Rozkaz do oddziałów Frontu Zachodniego Nr 1423/Smoleńsk, 2 lipca 1920.
Żołnierze Armii Czerwonej! Nadszedł czas rozrachunku. Armia Czerwonego Sztandaru oraz armia drapieżnego Białego Orła stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na Zachód!!! Wybiła godzina natarcia. Na Wilno, Mińsk i Warszawę! Naprzód Marsz!
Dowódca naczelny Frontu Zachodniego, Tuchaczewski".
Powyższy rozkaz miał charakter polityczny. Inne rozkazy obiecywały sołdatom milionowej Armii Czerwonej bogate łupy w zdobywanych miastach Polski i Europy. Obiecywano m.in. "sławną z bogactw Warszawę (!) i zachęcano wprost do rabunków i do korzyści z polskich łupów, a także gwałtów na polskich kobietach. Kiedy 10-11 sierpnia 1920 r. dywizje Frontu Zachodniego dotarły do Wisły, Lenin mobilizował Tuchaczewskiego w związku z przeniesieniem dwóch dywizji rezerwowych z Piotrogrodu na polski front. Lenin pisał: "Jeżeli z punktu widzenia strategicznego jest to możliwe, to z politycznego dobicie Polski jest sprawą arcyważną".

15 sierpnia 1920 r.
Od początku sierpnia z wieży zegarowej Zamku Królewskiego położonego tuż nad Wisłą, z wieży katedry, z wież kościołów położonych na Starym Mieście widać było w krytycznych dla Polski dniach nadciągające od wschodu oddziały Armii Czerwonej, huk armat i dymy toczącej się pod Radzyminem krwawej bitwy z bolszewickim najeźdźcą. Szef Sztabu Generalnego generał Tadeusz Rozwadowski notował w lipcu 1920 r.: "Czułem dobrze, że tylko na siebie samych liczyć możemy, a umacniała mnie w tym przekonaniu jeszcze przestroga angielskiego marszałka Wilsona, ówczesnego szefa Sztabu Wielkobrytyjskiego, który wówczas na konferencji w Spa wypowiedział do mnie na pożegnanie te stanowcze słowa: "Nie liczcie tylko na jakąkolwiek interwencję dyplomatyczną lub inną. Sowiety postanowiły zagładę Polski i jestem dokładnie poinformowany, że bezwzględnie wszelkimi siłami do tego dążą i przez nikogo powstrzymać się nie dadzą. My wszyscy pomóc wam realnie po wojnie światowej nie możemy, a gdybyśmy nawet mieli odpowiednie siły do dyspozycji, to i tak na czas przerzucić ich do Polski nie zdołalibyśmy. Więc przyszłość wasza cała w waszym własnym tylko ręku, a jeśli sami zwyciężyć nie potraficie, to zginiecie niechybnie"".
5 sierpnia 1920 r., gdy Armia Sowiecka zajęła już połowę Polski i dotarła do Wisły, Ojciec Święty Benedykt XV wezwał do modlitw biskupów z wszystkich krajów Europy, ponieważ stwierdził w swym przesłaniu: "Obecnie chodzi o rzeczy najważniejsze: Obecnie jest w niebezpieczeństwie nie tylko istnienie narodowe Polski, lecz całej Europie grożą okropności nowej wojny. Nie tylko więc miłość do Polski, ale miłość dla Europy całej każe nam pragnąć połączenia się z nami wszystkich wiernych w błaganiu Najwyższego, aby za orędownictwem Najświętszej Dziewicy Opiekunki Polski zechciał oszczędzić Narodowi Polskiemu tej ostatecznej klęski oraz by raczył odwrócić tę nową plagę od wycieńczonej przez upływ krwi Europy".
Miesiąc później, 8 września 1920 r., już po historycznej Victorii Polskiej w bitwie nad Wisłą, Papież pisał w specjalnym liście do polskich biskupów: "Nigdy nie wątpiliśmy, że Bóg będzie przy Polakach, którzy tak świetnie w ciągu wieków religii się zasługiwali, a zapowiedzieliśmy publicznie obchody błagalne wtenczas, kiedy prawie powszechnie o ocaleniu Polski zrozpaczono, a wrogowie też ilością i powodzeniem odurzeni, to między sobą bluźniercze pytanie stawiali: "Gdzie jest Bóg ich?". I oto wynik wojny naocznie wykazał, że "jest Bóg wśród Izraela"".
Józef Piłsudski postanowił stoczyć decydującą bitwę na obszarze między Bugiem i Wisłą. Doradcy francuscy sugerowali wykonanie lokalnego przeciwnatarcia na Mińsk Mazowiecki, które odepchnęłoby Armię Czerwoną spod Warszawy i dało czas na rokowania. Wątpili, aby Wojsko Polskie po 600-kilometrowym odwrocie było zdolne do kontrofensywy w wielkim stylu. Piłsudski uważał plan francuski za półśrodek. Chciał rozbić przeciwnika i wierzył w możliwości polskiego żołnierza.
Na początku sierpnia 1920 r. klęska Polski wydawała się nieunikniona. Odwrót Wojska Polskiego przekształcił się nieomal w panikę. Polityczno-militarnej wizji obrony wolności Polski nie miał nikt. W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, czyli w polskiej tradycji w dzień Matki Bożej Zielnej - 15 sierpnia 1920 r., Wojsko Polskie ruszyło do uderzenia na Armię Czerwoną. Jej dywizje pewne były już pokonania Polaków, zdobycia Warszawy oraz dalszego marszu na Berlin, Paryż i inne stolice Europy, według strategicznych planów podboju i dyrektyw rządu Rosji sowieckiej. W Bitwie Warszawskiej 1920 r., zwanej też Cudem nad Wisłą oraz Bitwą nad Wisłą, Wojsko Polskie na czele ze zwycięskim wodzem Marszałkiem Józefem Piłsudskim zatrzymało i zwyciężyło milionową nawałę Armii Czerwonej i uratowało nie tylko Polskę, ale i całą Europę przed niewolą oraz wprowadzeniem zbrodniczego sowieckiego totalitaryzmu i systemu komunistycznego. Było to nawiązanie do najwspanialszych tradycji Rzeczypospolitej, kiedy to Polska nazywana była powszechnie w krajach Zachodu przedmurzem chrześcijaństwa albo przedmurzem Europy, co było wówczas równoznaczne. Tak jak przed wiekami, w 1920 r. na terytorium Rzeczypospolitej toczyła się w rzeczywistości bitwa o losy Europy.

Przeciw imperium zła
Pomimo druzgocącej klęski nad Wisłą w sierpniu 1920 r. Rosja sowiecka nie zrezygnowała z planów agresji na Polskę i Europę. W latach 1939-1945 plany te zrealizował odnośnie do połowy kontynentu Stalin. Natomiast strategiczne i geopolityczne plany opanowania Europy Zachodniej aż po Atlantyk mieli komunistyczni władcy Kremla aż do upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku. Nawiązuje do tego Jan Paweł II w swym słynnym przesłaniu "Pamięć i tożsamość". Ojciec Święty pisze dosłownie tak: "Już wtedy w 1920 roku wydawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat. W rzeczywistości wówczas do tego nie doszło. Cud nad Wisłą, zwycięstwo marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną, zatrzymało te sowieckie zakusy. Po zwycięstwie w II wojnie światowej nad faszyzmem komuniści z całym impetem szli znowu na podbój świata, a w każdym razie Europy.(...)Już jako papież usłyszałem to z ust jednego z wybitnych polityków europejskich. Powiedział: "Jeżeli komunizm sowiecki pójdzie na Zachód, my nie będziemy w stanie się obronić. Nie ma siły, która by nas zmobilizowała do takiej obrony"".
A Polacy mieli taką siłę. Komunistyczne plany podboju lat 1970-1990 zmodernizowano pod względem technologii militarnej, zwłaszcza broni atomowej. Ale ich istota w drugiej połowie XX wieku była taka sama jak w 1920 r. - agresja i podbój Europy. Literacką wizję tych zamiarów nakreślił wielki rosyjski pisarz Aleksander Sołżenicyn, opisując, jak Stalin na Kremlu w 1952 r. rozmyśla nad podjęciem decyzji o agresji: "Najprostsza droga do zwycięstwa wszechświatowego komunizmu prowadzi przez III Wojnę Światową: najprzód trzeba zjednoczyć cały świat i dopiero wtedy budować sobie komunizm. Inne drogi są zanadto zawiłe. Już nie trzeba więcej żadnych rewolucji! Z linii Łaby - przemaszerować od razu w stronę Kanału. Francja rozsypie się jak kawał próchna (francuscy komuniści już pomogą), Pireneje - wziąć szturmem z rozbiegu. Blitzkrieg - to awantura, ma się rozumieć, ale bez błyskawicznej kampanii nie można się obejść. Wystartujemy, kiedy bomb atomowych będziemy mieli, ile trzeba i kiedy zaplecze będzie wyczyszczone jak należy".
Przez cały okres PRL komunistyczna propaganda, cenzura, a nawet MSW i SB albo głosiły kłamstwa, albo zakazywały pisania i głoszenia prawdy o historycznym zwycięstwie Polski i Polaków nad agresją Rosji na Europę w 1920 roku. Znamiennie przypomniał to Ojciec Święty Jan Paweł II: "O wielkim Cudzie nad Wisłą przez całe lata trwała zmowa milczenia. Dlatego opatrzność Boża niejako nakłada dzisiaj obowiązek podtrzymywania pamięci tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego narodu i całej Europy, jakie miało miejsce po wschodniej stronie Warszawy".

Victoria Polska
Dzień 15 sierpnia to zupełnie wyjątkowa data nie tylko w polskim kalendarzu, ale co więcej - to zupełnie bezprecedensowe święto w skali globalnej. Nie ma kraju na świecie, aby w jednym dniu jednocześnie było święto kościelne, maryjne, wojskowe i państwowe. Jednocześnie! A w Polsce jest - właśnie, aby uczcić i upamiętnić bezprecedensowe zwycięstwo Polaków i polskiego oręża nad agresją komunistycznej Rosji na Polskę i Europę. To wiekopomne zwycięstwo zasługuje, aby nazwać je Victorią Polską 1920 roku. W bitwie pod Grunwaldem 1410 roku brali udział Litwini, Czesi, Rusini i Tatarzy. Bitwa pod Wiedniem 1683, zwana Victorią Wiedeńską, była zwycięstwem narodów chrześcijańskiej Europy nad nawałą islamu. Decydującą rolę odegrał wtedy wódz całej chrześcijańskiej Europy Jan III Sobieski i polskie chorągwie, ale nie można tej bitwy nazywać wyłącznie Victorią Polską. Natomiast uratowanie Polski i Europy przed nawałą Armii Czerwonej było absolutnie wielkim i wyłącznie polskim zwycięstwem - wiekopomną Victorią Polską. I jeżeli my sami nie będziemy tak nazywać największego z naszych zwycięstw w całej tysiącletniej historii, to któż w Europie je tak określi?!
Za rok 15 sierpnia przypada okrągła 90. rocznica Victorii Polskiej. Co Państwo sądzą, abyśmy w ciągu tego roku wspólnie wypromowali nazwę i określenie Victoria Polska? Zasługujemy na to określenie zwycięstwa, zasługuje na to bohaterski obrońca Ojczyzny z 1920 roku spoczywający w Grobie Nieznanego Żołnierza na placu Marszałka Piłsudskiego w stolicy, zasługują na to określenie wszyscy, którzy walczyli na polach chwały Rzeczypospolitej w 1920 roku.

Prof. Józef Szaniawski

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=100175


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 29 sie 2009, 17:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
"Naród tworzą ludzie Honoru, ludzie świadomi wspólnych wartości, którym służyły pokolenia ich poprzedników"
myśl z wykładów prof. Józefa Chałasińskiego


Danuta Siedzikówna "INKA"
Danuta Siedzikówna "Inka" urodziła się 13 września 1928 r. we wsi Głuszczewina k. Narewki, pow. Bielsk Podlaski, córka Wacława i Eugenii z d. Tymińskiej. Uczęszczała do szkoły podstawowej w Olchówce, a następnie do szkoły stopnia podstawowego ss. Salezjanek w Różanym Stoku k. Grodna. W grudniu 1943 r. została zaprzysiężona do AK. Jej ojciec, leśniczy został deportowany do ZSRR; w 1941 r. dotarł do Armii gen. Andersa, jednak zmarł z wycieńczenia już po dotarciu do Teheranu. Matka została aresztowana w listopadzie 1942 r. i rozstrzelana przez gestapo we wrześniu 1943 r. za współpracę z podziemiem. Na przełomie 1944/45 przeszła szkolenia sanitarne. 6.06.1945 r. została aresztowana razem ze wszystkimi pracowhttp://www.honor.pl/inka.phpnikami nadleśnictwa Hajnówka, w którym pracowała, za współpracę z "leśnymi oddziałami". W czasie transportu do siedziby UBP w Białymstoku odbita z grupą uwięzionych przez patrol V Brygady Wileńskiej AK (podległej w tym czasie Komendzie Okręgu Białostockiego AK), dowodzony przez Stanisława Wołoncieja "Konusa". Pod opieką Wacława Beynara "Orszaka" uwolnieni dotarli do miejsca postoju Brygady, dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę" w miejscowości Śpieszyn. W oddziale, do którego się zgłosiła rozpoczęła pracę sanitariuszki pod. ps. "Inka". Walczyła w szwadronach por. Jana Mazura "Piasta", a następnie por. Mariana Plucińskiego "Mścisława". We wrześniu 1945 r., po rozwiązaniu Brygady, wyjechała do Olsztyna, gdzie podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn k. Ostródy pod nazwiskiem Danuta Obuchowicz. Jednak juz w styczniu 1946 r., po wznowieniu działalności brygady (podporządkowanej w tym okresie na nowo Eksterytorialnemu Okręgowi Wileńskiemu AK), podjęła służbę jako sanitariuszka w szwadronie ppor. Zdzisława Badochy "Żelaznego". W oddziale pełniła także funkcje łączniczki. Brała udział w wielu akcjach oddziału, zadziwiając swoja ofiarnością i poświęceniem (opatrywała nie tylko partyzantów, ale także rannych żołnierzy i milicjantów). 13.07.1946 r. nowy dowódca szwadronu por. Olgierd Christa "Leszek" wysłał ją do Gdańska. Miała dokupić nowe leki i środki opatrunkowe, wymienić zużyte mapy sztabowe i dowiedzieć sie o stan zdrowia "Żelaznego". Została aresztowana w nocy z 19 na 20 lipca 1946 r. w wyniku donosów, składanych przez wcześniej aresztowaną sanitariuszkę "Łupaszki", Reginę Żylińską - Mordas, "Reginę". Podczas ciężkiego przesłuchania nie podała żadnego ze znanych jej adresów konspiracyjnych ani żadnych danych dotyczących oddziału. Rozprawa przed WSR w Gdańsku odbyła się w trybie doraźnym w wiezieniu 3.08.1946 r. Oskarżono ja o mordowanie rannych i nakłanianie do egzekucji. Mimo braku jakichkolwiek dowodów została skazana na karę śmierci. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski i wyrok wykonano 28.08.1946 r.
27 sierpnia 2006 r. w Narewce, na Podlasiu, został odsłonięty pomnik poświęcony Danucie Siedzikównej ps. "Inka", sanitariuszce 5 Brygady Wileńskiej AK, zamordowanej przez UB w gdańskim więzieniu przy ul.Kurkowej, 28.08.1946r.

Wczoraj minęła rocznica bandyckiego mordu na bohaterskiej sanitariuszce.

więcej:

http://www.honor.pl/inka.php


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 01 wrz 2009, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
70. rocznica wybuchu II wojny światowej

Dzisiaj mija 70. rocznica wybuchu II wojny światowej. Rozpoczęła się ona od napaści III Rzeszy na Rzeczpospolitą. 1 września 1939 r. hitlerowskie Niemcy bez formalnego wypowiedzenia wojny, zgodnie z założeniami militarnego planu Fall Weiss zaatakowały Polskę z trzech stron: od zachodu, z północy i południa. Największy konflikt zbrojny w dziejach ludzkości rozpoczął o godz. 4:40 niemiecki nalot na szpital i kolegiatę w Wieluniu, choć za symboliczny początek walk uznawane jest ostrzelanie przez krążownik Schlezwig-Holstein polskiej składnicy wojskowej na Westerplatte.

Pomimo ogromnej przewagi militarnej przeciwnika Polska jako pierwsza przeciwstawiła się totalitaryzmowi III Rzeszy. W odpowiedzi na atak Niemiec Prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki wydał dekret, w którym wezwał naród polski do obrony przed najeźdźcą, a premier Felicjan Sławoj-Składkowski ogłosił stan wojenny. Rozpoczęła się obrona terytorium Rzeczypospolitej zwana kampanią wrześniową. W obliczu tak znaczącej dysproporcji sił, Polacy wykazali się ogromnym bohaterstwem i walecznością.

Punktem przełomowym tej kampanii okazał się niczym nie sprowokowany, zdradziecki atak Związku Radzieckiego na broniącą się przed agresją niemiecką Rzeczypospolitą. 17 września 1939 r. Armia Czerwona wkroczyła do Polski. ZSRR złamał tym samym cztery międzynarodowe umowy.

Agresja hitlerowska i sowiecka na Polskę była bezpośrednim następstwem ustaleń podpisanego 23 sierpnia 1939 r. tajnego protokołu dodatkowego do paktu Ribbentropp-Mołotow. Zakładał on podział Europy na niemiecką i radziecką strefę wpływów, których granica miała przechodzić m.in. przez terytorium Rzeczypospolitej. Za wywołanie II wojny światowej, która pochłonęła około 60 milionów ofiar, spowodowała niewyobrażalne straty materialne i dramatyczne w swych konsekwencjach zmiany geopolityczne na mapie świata, w równej mierze odpowiedzialne są zatem Niemcy i Związek Radziecki.

http://www.pis.org.pl/article.php?id=15708


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 28 wrz 2009, 07:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
70. rocznica Polskiego Państwa Podziemnego

Prezydent Lech Kaczyński uczestniczył w obchodach 70. rocznicy powstania Polskiego Państwa Podziemnego, jedynej w skali światowej organizacji, w której mimo terroru okupanta funkcjonowały wszystkie organy państwowe, zarówno cywilne, jak i wojskowe.


O godz. 15.30 w Arkadach Kubickiego na Zamku Królewskim w Warszawie prezydent wręczył odznaczenia państwowe z okazji 70. rocznicy powstania Polskiego Państwa Podziemnego oraz wygłosił przemówienie.


- Polskie Państwo Podziemne jest dowodem, że Polacy nigdy z utratą niepodległości pogodzić się nie mogą; Armia Krajowa, Powstanie Warszawskie, akcja "Burza", wojna partyzancka w latach 1943-44 to rzeczy, które przynoszą chwałę polskiego oręża, to oczywiście chwała naszego narodu" - mówił prezydent. Podkreślił, że Polskie Państwo Podziemne przynosi Polsce chwałę - "tym bardziej, że było tak znakomicie zorganizowane.


Prezydent przypomniał także, że Polskie Państwo Podziemne powstało w dużej mierze dzięki osiągnięciom II Rzeczpospolitej. - II Rzeczpospolita w pokoju trwała niewiele ponad 18 lat, licząc od traktatu ryskiego, ale zdołała zbudować państwo, jak na tamte okoliczności, sprawne, miała olbrzymie sukcesy, i w budowie struktur państwowych i w edukacji, co było przecież niezwykle ważne - mówił.



- To właśnie wychowankowie II Rzeczpospolitej stworzyli później największą armię podziemną Europy, Armię Krajową; oni też brali udział (...) w tworzeniu Polskiego Państwa Podziemnego - podkreślił prezydent.



- Ta tradycja w jakimś stopniu przetrwała. 13 grudnia 1981 r. w Polsce ogłoszono stan wojenny; oczywiście podziemne struktury Solidarności z tymczasową komisją koordynacyjną to formalnie nie był polski rząd, tak samo ówczesny przywódca Solidarności nie był formalnie głową podziemnego państwa, ale struktury te obejmowały tak szeroki zakres zadań (...) i miały tak silne poparcie społeczne, że można powiedzieć, że był to rodzaj władzy - powiedział Lech Kaczyński.



Prezydent podkreślił, że tradycje Polskiego Państwa Podziemnego są ważne także dla współczesnych Polaków. - Zadanie budowy sprawnego, silnego państwa stoi przed nami - zaznaczył. Jego zdaniem, także dziś "jest tendencja do tego, żeby nasze państwo regularnie osłabiać". - Tej tendencji trzeba się przeciwstawić. Jakie ona ma źródła? Różne: chęć różnych korporacji do wybicia się na całkowitą niepodległość i zdobycia olbrzymiej władzy nad innymi ludźmi, różnego rodzaju interesy, którym silne państwo przeszkadza - mówił.

Dodał, że wydarzenia ostatnich tygodni potwierdzają, że "także poza granicami Rzeczpospolitej są siły dobrze zorganizowane, sprawnie działające, dla których licząca się w Europie Polska jest kolcem w bucie. - Trzeba o tym pamiętać - podsumował prezydent.



Po uroczystości wręczenia odznaczeń w Arkadach Kubickiego odbyła się konferencja "Polskie Państwo Podziemne - w służbie państwu i wolności", podczas której historyk prof. Wojciech Roszkowski powiedział, że po 1918 r. "potencjał obronny Polski stale rósł, ale na miarę możliwości gospodarczych". "Wobec ogromnej przewagi w rozmiarach gospodarki Niemiec i Związku Sowieckiego ten potencjał nie mógł stawić czoła tym państwom w 1939 r." - powiedział Roszkowski, ale podkreślił, że II Rzeczpospolita i tak dokonała ogromnego wysiłku na rzecz uzbrojenia w dwudziestoleciu międzywojennym.


Wieczorem na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego Lech Kaczyński uczestniczy w uroczystości przekazania "Testamentu żołnierzy i obywateli Polskiego Państwa Podziemnego" reprezentantom młodego pokolenia Polaków, a także obejrzy film "Żołnierze wyklęci".

http://www.prezydent.pl/aktualnosci/naj ... ego,1.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 28 wrz 2009, 19:15 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 06 wrz 2009, 07:30
Posty: 1217
Lokalizacja: Polska
Może jednak zakładać oddzielne wątki co do wydarzeń? Jak mamy dyskutować? Tu się nie da, bo wszystko w jednym :cry:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 28 wrz 2009, 20:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Jan-V RP napisał(a):
Może jednak zakładać oddzielne wątki co do wydarzeń? Jak mamy dyskutować? Tu się nie da, bo wszystko w jednym :cry:

Tu jest watek przypomnieniowy o ważnych naszych rocznicach historycznych i nie widzę potrzeby aby coś zmieniać. Dyskutować można tam gdzie są problemy do dyskusji.

To forum pełni też rolę informacyjną, edukacyjną, zbiera materiały, prezentuje je i podaje linki do szerszej informacji.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 02 kwi 2010, 08:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
5. rocznica śmierci Jana Pawła II

Dziś mija piąta rocznica śmierci Jana Pawła II.

Naród ginie, gdy znieprawia swojego ducha, naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza i tego żadne siły zewnętrzne nie zdołają zniszczyć.

Homilia wygłoszona w czasie mszy św. odprawionej pod szczytem Jasnej Góry w Częstochowie
19 czerwca 1983


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 02 kwi 2010, 15:01 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2565
"Ostatnia Encyklika Jana Pawła II"

5 lat temu,2 kwietnia 2005r.
Ojciec Swięty Jan Paweł II
odszedł do Domu Ojca

" TO
był też Wielki Piątek.Ale inaczej wielki. Bo nie kalendarzowo i liturgicznie.
A więc jak i przez co wielki inaczej? Wichurą ogromu wydarzenia i głazem milczenia,
zamyslenia i smutku.ON odszedł do Domu Ojca, a nas,zwłaszcza
Polakow,zostawił na tym padole łez (...) " fragment ks.kard.Stanisława Nagy
Wielki Piatek,2 kwietnia 2010 Nasz Dziennik


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 21 kwi 2010, 19:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
21 kwietnia - ZDOBYCIE BOLONII

Niech żyją Polacy!

Niebawem charakter marszu uległ całkowitemu przeobrażeniu. Żołnierze szli otoczeni wiwatującą ludnością i obsypywani kwiatami. Plac przed ratuszem, gdzie kompanie zatrzymały się, wypełniły tłumy mieszkańców.

Do budynku weszli mjr Rożański i ks. kap. Grzondziel i tam w sali obrad zarząd miasta oddał im gmach do dyspozycji. Po wywieszeniu biało-czerwonej chorągwi z balkonu ks. Grzondziel przemówił w języku włoskim do zebranych na dziedzińcu: "Polacy przynoszą wam wolność. Pragniemy, by panował w mieście spokój i porządek. Niech żyje wolna Italia! Niech żyje Bolonia!". W odpowiedzi podniosły się okrzyki: "Niech żyje Polska! Niech żyją Polacy!".

Niestrudzony ks. Grzondziel pospieszył teraz na najwyższą wieżę miasta Torre Asinelli, by na niej wywiesić drugą polską chorągiew. Była godzina 6.15 dnia 21 kwietnia 1945 roku". Meldunek o wejściu 9. Batalionu do miasta i wyprzedzeniu Amerykanów wywołał radość w dowództwie 8. Armii.

O godz. 8 do centrum miasta dotarły amerykańskie czołgi. Ich dowódca był zdziwiony, że miasto już zostało opanowane. Wkrótce po nich pojawiły się oddziały włoskich partyzantów. "Przed ratuszem stały w wyrównanych szeregach kompanie, twarze żołnierzy były roześmiane, radość biła z ich zaczerwienionych oczu. Wszyscy składali im gratulacje i chyba wszystkim nasuwała się myśl i żal do losu, że zdobyli wdzięczność witającej ich Bolonii, a nie Krakowa, Cieszyna czy Sącza. Gdyby to sypały się na nich kwiaty z polskich łąk, rzucane rękoma polskich dzieci i polskich dziewcząt! Los zrządził jednak inaczej. W ratuszu wystawiono złotą księgę miasta z prośbą, by się do niej wpisywali wszyscy przybywający dowódcy. Burmistrz miasta Giuseppe Dozza przysłał list: "Do Dowódcy Oddziału Polskich Oswobodzicieli! Panie Dowódco! W imieniu całej ludności miasta pozdrawiam Oddziały Polaków-Oswobodzicieli, którzy pierwsi weszli do Bolonii o świcie tego wielkiego dnia. Triumfalny entuzjazm, z jakim mieszkańcy miasta przywitali Wasze dzielne oddziały, mówi Wam, jakie są uczucia bolończyków, którzy czują się sprzymierzeńcami wśród sprzymierzonych. Proszę o przekazanie tych moich słów żołnierzom polskim, naszym przyjaciołom, z którymi bolończycy czują się związani wspólnymi więzami wolności, która już od wieków łączy dzieje Polaków i Włochów. NIECH ŻYJE POLSKA!".

22 kwietnia oddziały 2. Korpusu przeszły do odwodu 8. Armii. W bitwie o Bolonię straty 2. Korpusu wyniosły 234 poległych i 1228 rannych. 23 kwietnia działania 5. i 8. Armii doprowadziły do spotkania jednostek obu armii na północ od rzeki Reno, co zamknęło odwrót znajdującym się w tym rejonie oddziałom niemieckim. Tego dnia hinduska 8. Dywizja z V Korpusu dotarła do rzeki Pad. Klęska sił niemieckich w północnych Włoszech stała się faktem.

25 kwietnia Włoski Komitet Wyzwolenia Narodowego ogłosił powstanie na terenach północnych Włoch, co sparaliżowało odwrót wojsk niemieckich. Trzy dni później wszystkie drogi odwrotu niemieckich dywizji w kierunku Alp zostały zablokowane. 24 kwietnia gen. SS Karl F. Wolff rozpoczął w Szwajcarii rozmowy z aliantami na temat kapitulacji.

29 kwietnia o godz. 14 przedstawiciele gen. Wolffa i von Vietinghoffa podpisali bezwarunkową kapitulację wojsk niemieckich we Włoszech. Umowa wchodziła w życie 2 maja 1945 roku. Do niewoli alianckiej dostało się około miliona żołnierzy niemieckich z terenu północnych Włoch i południowych rejonów Austrii.

Zbigniew Wawer

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/bi ... _a_11.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 12 maja 2010, 15:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Obrazek

12. 05. 1935 r.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Rocznice historyczne
PostNapisane: 12 maja 2010, 18:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30436
Józefa Piłsudskiego testament polityczny

75 lat temu - 12 maja 1935 r. - zmarł "ojciec polskiej wolności" Józef Piłsudski, twórca i obrońca II Rzeczypospolitej, Naczelnik Państwa i Wódz Naczelny Wojska Polskiego. Prymas Polski ks. kard. August Hlond w specjalnie opublikowanym oświadczeniu stwierdzał wtedy: "Marszałek Piłsudski poza wielu innymi zasługami zapisał się w dziejach wskrzeszonej Polski jako pogromca zbrojnego bolszewizmu, co chciał podbić Polskę i wcielić ją we wszechświatową Republikę Sowiecką. Zwycięstwami dni 15 i 16 sierpnia 1920 roku stanął Marszałek Piłsudski w szeregu dziejowych obrońców wiary. Za to należy się Józefowi Piłsudskiemu wieczna wdzięczność nie tylko obywateli polskich, lecz całego chrześcijaństwa".
Zaś św. Maksymilian Kolbe, nawiązując do niezwykłego życia Marszałka, zaświadczał: "Bogurodzica towarzyszyła Mu w bojowym marszu ku Polsce Niepodległej. Józef Piłsudski miłość ku Matce Niebieskiej wyssał z piersi swej ziemskiej matki, którą bardzo miłował. Od swojej matki nauczył się też kochać wspólną wszystkich ludzi Matkę i ukochał Ją, w postaci Ostrobramskiej Maryi Panny. I ta miłość towarzyszyła mu przez całe życie (...). Teraz może łatwiej także zrozumiemy, dlaczego Matka Boża dała mu złamać hordy bolszewickie w dzień swego Wniebowzięcia".
Ojciec Święty Jan Paweł II pod koniec XX wieku przypominał: "Wiecie, że urodziłem się w roku 1920, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą. Już wtedy wydawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że podbiją świat. W rzeczywistości wówczas do tego nie doszło. Cud nad Wisłą i zwycięstwo Marszałka Piłsudskiego zatrzymało te sowieckie zakusy".
Zasługi Piłsudskiego dla Polski, ale także dla Europy są istotnie wiekopomne. Ale równie ważne i ponadczasowe są jego sentencje, niezmiernie aktualne, także teraz w XXI wieku w zupełnie innej epoce. Zestawienie tych złotych myśli tworzy wyjątkowy testament polityczny i przesłanie Józefa Piłsudskiego dla kolejnych pokoleń Polaków.
- "W życiu bywają rzeczy ważniejsze niż samo życie."
- "Być zwyciężonymi i nie ulec - to zwycięstwo. Zwyciężyć i spocząć na laurach - to klęska".
- "Zginąć możemy, ale hańby imieniu naszemu nie przyniesiemy. Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, aby ta niepodległość kosztowała dwa grosze i dwie krople krwi. A niepodległość jest dobrem nie tylko cennym, ale bardzo kosztownym".
- "Mamy Orła Białego, szumiącego nad głowami, mamy tysiące powodów, którymi serca nasze cieszyć możemy. Lecz uderzmy się w piersi! Czy mamy dość wewnętrznej siły? Czy mamy dość tej potęgi duszy? Czy mamy dość tej potęgi materialnej, aby wytrzymać jeszcze próby, które nas czekają? Przed Polską leży i stoi wielkie pytanie: czy ma być państwem równorzędnym z wielkimi potęgami świata, czy ma być państwem małym, potrzebującym opieki możnych?"
- "Niegdyś spotykaliśmy w Polsce ludzi twierdzących, że służba dla Rosji jest równoznaczną ze służbą Ojczyźnie".
- "Podczas kryzysów strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym".
- "Bezsilna wściekłość dusiła mię nieraz, a wstyd, że w niczym zaszkodzić wrogom nie mogę, że muszę znosić w milczeniu deptanie mej godności i słuchać kłamliwych i pogardliwych słów o Polsce, Polakach i ich historii, palił mi policzki".
- "My wam wywalczyliśmy niepodległość Ojczyzny, a wy będziecie w niej żyć, pracować i rządzić. Zapamiętajcie: jeżeli zwrócicie się na Wschód, to minimum o jeden wiek cofniecie się z kulturą, ekonomią itp. Jeżeli zwrócicie się na Zachód, minimum o jeden wiek szybciej Polska będzie się rozwijać".
- "Nie może być litości dla złodziejów dobra publicznego w Polsce. Żadne zdrowe społeczeństwo nie będzie bez zdobycia się na opór czynny, aby znosić gospodarki bandytów, podtrzymywanych przez władze, i władz, podtrzymywanych przez bandytów".
- "Sąsiedzi nasi, z którymi pragnęlibyśmy żyć w pokoju i zgodzie, nie chcą zapomnieć o wiekowej słabości Polski, która tak długo stała otworem dla najazdów i była ofiarą narzucania jej obcej woli przemocą i siłą".
- "Ja nikomu prawie nie ufam, a cóż dopiero Niemcom. Muszę jednak grać, bo Zachód jest obecnie parszywieńki. Wzajemne popieranie się Niemiec i Rosji może być tylko straszeniem Europy, demonstracją. Ale o ile jest bluffem - nie wiadomo".
- "Narody europejskie, bardziej oddalone od ogniska bolszewickiego, mogą jeszcze wierzyć w piękno ustroju. My zaś, jako sąsiedzi Rosji Sowieckiej, mogliśmy bardzo dokładnie zdać sobie sprawę z wyników doświadczeń komunistycznych".
- "Nie ma Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie. Polska jest stale oskarżana w innych państwach. Jest w tym wyraźna i niedwuznaczna chęć posiadania w środku Europy państwa, którego kosztem można byłoby załatwić wszystkie porachunki europejskie".
- "Nie chcemy mieszać się do życia wewnętrznego któregokolwiek z naszych sąsiadów, lecz pozwolić nie możemy, by pod jakimkolwiek bądź pozorem, chociażby pod pozorem rzekomego dobrodziejstwa, naruszano nasze prawo do samodzielnego życia".
- "Bez względu na to, jaki będzie jej rząd, Rosja jest zaciekle imperialistyczna. Jest to nawet zasadniczy rys jej charakteru politycznego. Mieliśmy imperializm carski, widzimy dzisiaj imperializm czerwony - sowiecki. Polska stanowi zaporę przeciwko imperializmowi Rosji".
- "Konstytucja nasza zredagowana jest w ten sposób, że wszystkie trzy sprężyny główne państwa nie mogą działać harmonijnie, a muszą stale być z sobą w sporze. Zamiast wyznaczyć możliwie ściśle, co robi prezydent, co robi rząd, co robi sejm, zostawiono wszystko, wszystko w najliteralniejszym tego słowa znaczeniu - zarówno prezydentowi, jak i rządowi, jak i sejmowi. Niejasność ta tak się rzuca w oczy. Naturalnie, że ścisłość określeń prawnych w dziedzinie politycznej jest ideałem niedoścignionym. Im bardziej jednak do ścisłości się dochodzi, tym jest lepiej".
- "Czy Polska chce, aby jej sejmy były podobne do dawnych i miały cechę suwerenności partii i wychodków partyjnych, rozzuchwalających się stale w nadużyciach, czy też chce z tym zerwać tak, aby śladu z tej przeszłości nie zostało?"
- "Spotykam świat agentury, idący przeciwko nam całą siłą, całą parą, starający się nas zbrukać. Zwycięstwa nad agenturami nie odnieśliśmy wcale. Agentury, jak jakieś przekleństwo, idą dalej bok w bok i krok w krok".
prof. Józef Szaniawski


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 366 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 25  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /