Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 31 lip 2009, 05:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Najpierw kilka słów wyjaśniajacych użycie takiego sformułowania.

Czym jest nowotwór?
Nowotwór jest szczególnym rodzajem utworzonej de novo tkanki (ugrupowania jednakowych komórek) żywego, ukształtowanego już organizmu, która zdołała skutecznie wyłamać się spod kontroli rozmaitych mechanizmów regulujących jej funkcje, szczególnie związanych ze wzrostem i różnicowaniem się, zarówno miejscowych - działających na poziomie tkankowym i narządowym, jak i ogólnoustrojowych, zwłaszcza immunologicznych.

Nowotwory na ogół tworzą się na bazie tkanek już istniejących, wcześniej uformowanych i budujących narządy, a więc zróżnicowanych strukturalnie i funkcjonalnie wyspecjalizowanych.
Istota nowotworu, jego najważniejsza cecha, odróżniająca go od tkanki, z której się wyłania - to niepohamowane rozrastanie się, które jest spowodowane bezustannymi, niekontrolowanymi podziałami komórkowymi.

Nowotwór, jeśli ma do tego odpowiednie warunki, ciągle rośnie. Początkowo rozprzestrzenia się w obrębie tkanki macierzystej, rozpychając jej komórki oraz struktury pozakomórkowe, albo je naciekając i niszcząc. Nadal rosnąc wykracza następnie poza jej granice, niejednokrotnie deformując narząd i upośledzając jego czynność. Niektóre komórki nowotworu mogą odrywać się od głównej jego masy i drogą krwionośną lub limfatyczną przenosić się do innej tkanki wchodzącej w skład innego, czasem bardzo oddalonego narządu. Mogą się tam na trwałe "zakotwiczyć" i nadal dzieląc się, tworzyć ognisko przerzutowe (tzw. przerzut).

http://resmedica.pl/archiwum/nowotwory1.html

Podobnie jak powstaje i przebiega rozwój nowotworu w organizmie żywym składajacym się ze "spoleczności" tkanek i komórek biologicznych, dzieje się to w zbiorowościach ludzkich.
Ludzka społeczność najpierw w swoich jednostkowych komórkach zaczyna się psuć i deformować, a nstępnie powstajace zwyrodnienie rozrasta się i zaczyna żyć własnym pasożytniczym życiem na organizmie społecznym i stopniowo, lecz konsekwentnie czyni niezdolnym go do dotychczasowych funkcji jakie pełnił.

Organizm nowotworu społecznego podobnie jak to jest z nowotworem biologicznym, o ile w porę nie jest namierzony i "spacyfikowany" niszczy doszczętnie całą "fizjologię" i "anatomię" społeczną, czyniąc społeczeństwa niezdolnymi do dalszego wzrostu i rozwoju.

W XX w. ludzkość przeżyła dwa bardzo tragiczne w skutkach ataki nowotworów na naturalnie funkcjonujace tkanki społeczne. Tymi nowotworami są komunizm i faszyzm.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 31 lip 2009, 05:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Czerwona zaraza I

W październiku, a właściwie w listopadzie 1917 roku oblicze świata uległo zmianie, której konsekwencje okazały się zgubne dla milionów istnień ludzkich. Do władzy w Rosji doszła komunistyczna hołota, aby wkrótce dokonać zwrotu w historii. Rozpoczął się w ten sposób morderczy cykl karkołomnych prób wprowadzania w życie schizofrenicznych idei Marksa, lecz powody dzięki którym było to możliwe nie miały bynajmniej charakteru ideologicznego.

W wyniku poważnych napięć na arenie międzynarodowej oraz agresywnym działaniom Niemiec, w roku 1914 wybuchła I wojna światowa, zwana wielkim kataklizmem. Wg założeń koncepcji wojny błyskawicznej konflikt miał trwać kilka tygodni, a wyruszający na bój żołnierze odczuwali raczej chęć przeżycia przygody niż lęk przed śmiercią. Rzeczywistość znów spłatała figla buńczucznym generałom i konflikt przerodził się w beznadziejną wojnę pozycyjną, bez szans na szybkie rozstrzygnięcie. W bitwach pod Marną, Sommą i Verdun ginęło po kilkaset tysięcy ludzi, a zdobycze nie przekraczały kilkunastu kilometrów linii frontu dla zwycięskiej strony. Bardziej przebiegli Niemcy wiedzieli, że bez oryginalnego rozwiązania, swego rodzaju rzutu na taśmę i zuchwałego przedsięwzięcia ich los będzie godny pożałowania. Społeczeństwo miało już dość racjonowania żywności, kompromitacji na froncie oraz rozkopywania miast w celu wydobywania rur wodociągowych do produkcji armat.
Niemieckie służby specjalne opracowały plan polepszenia pozycji swego kraju poprzez wyeliminowanie przeciwnika. W owym czasie zasoby cesarskiej Rosji były tak wielkie, że państwa centralne nawet nie mogły marzyć o jej pokonaniu. Było rzeczą oczywistą, że perspektywa wystąpienia Rosji z ententy znacząco zmieni układ sił w prowadzonej wojnie. W swojej grze wykorzystali dwie kluczowe osoby – Rasputina i Lenina. Pierwszy z nich podawał się za Syberyjskiego mnicha, a uznanie na dworze cara Mikołaja II zdobył dzięki zdolności powstrzymywania objawów hemofilii carewicza Aleksego. Wkrótce Rasputin nie zadowalał się tylko poważaniem całego dworu, lecz domagał się wpływu na decyzje militarne w prowadzonej wojnie. Skutki tego były dla Rosji opłakane. Kolejne kompromitujące porażki i niepowetowane straty w ludziach i sprzęcie kazały bić na alarm. Autorytet cara gwałtownie spadał, tak że kiedy w lutym (marcu) 1917 roku miały miejsce poważne antycarskie i prokomunistyczne zamieszki zwane rewolucją lutową służby bezpieczeństwa specjalnie nie interweniowały, z żołnierze garnizonów porządkowych nawet przyłączali się do protestującego tłumu. Aby przerwać żałosną tragifarsę związaną z osobą Rasputina grupa spiskowców postanowiła pozbawić go życia, co jednak nie należało do łatwych zadań. Wg niektórych źródeł został on otruty, postrzelony, pobity i utopiony aby zginąć wreszcie w wodach Newy. Wcześniej jednak napisał list do cara z przepowiednia dotyczącą terminu jego detronizacji i smierci.
Po rewolucji lutowej ruch komunistyczny w Rosji był rozbity i totalnie skłócony. Brakowało w nim charyzmatycznego przywódcy, który poprowadziłby robotników do zwycięstwa. W tym czasie Włodzimierz Lenin przebywał na emigracji w Szwajcarii, gdzie zainteresowały się nim niemieckie służby specjalne. Otrzymał on od nich środki na sfinansowanie rewolucji i w zaplombowanym pociągu udał się do Petersburga, gdzie dotarł w kwietniu 1917 roku. Wkrótce ogłosił tzw. tezy kwietniowe, które nie wzbudziły entuzjazmu komunistów, a Lenin wręcz został wyśmiany jako niepoprawny radykał. Trzeba bowiem pamiętać, że ruch komunistyczny dzielił się na dwa główne nurty – bolszewików i mienszewików. Co ciekawe trzon obu tych ruchów stanowili komuniści pochodzenia żydowskiego. Żydowska organizacja Bund o poglądach antysyjonistycznych wspierała szczególnie ruch mienszewików, jednak bolszewik Lenin był również Żydem. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że większość, jeśli nie wszyscy ideolodzy socjalizmu byli pochodzenia żydowskiego. Od Ferdynanda Lasalle poprzez Marksa (syna rabina) Engelsa, Lenina, Trockiego, Radka, Swierdłowa i Bernsteina wszyscy byli Żydami. Jakub Swierdłow nadzorował ponadto egzekucję rodziny carskiej w lipcu 1918 roku, za co następnie miasto Jekaterymburg zostało przemianowane na Swierdłowsk. Przepowiednia Rasputina sprawdziła się i można tylko domniemywać czy była metefizycznym proroctwem czy raczej ujawnieniem informacji o planowanych działaniach służb.
Żydzi mieli szczególne interesy w tym aby przejąć władzę w Rosji, można więc powiedzieć, że cała rewolucja bolszewicka była kolejnym tworem germańsko-żydowskim. Car prowadził zdecydowanie antysemicką politykę, czego dowodem było np. spreparowanie tzw. Protokołów Mędrców Syjonu, czy prowokowanie pogromów. Na terenach Rosji oraz Polski wykształcił się szczególny rodzaj Żydów, najbardziej nie lubiani „Ostjuden”, mieszkający w wyizolowanych osadach – sztetlach. To właśnie dlatego Żydzi poparli antycarskie rozruchy z 1905 roku będące próbą generalną przed ostatecznym przejęciem władzy. Dodatkowo wsparciem finansowym służyli żydowscy bankierzy z Wall Street w Nowym Yorku, który dopiero co odebrał Warszawie tytuł największego żydowskiego azylu w świecie. Te same środowiska zawiedzione komunizmem sfinansują później dojście do władzy Hitlera w Niemczech oraz będą czerpać zyski z holocaustu.
Nie mniej jednak po obaleniu nieudolnego Rządu Tymczasowego bolszewicy rozpędzili demokratycznie wybraną Konstytuantę, w której zdobyli jedynie 25% głosów i powołali Nadzwyczajną Komisję Do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, na której czele stanął polski szlachcic – Feliks Dzierżyński. Nie sprawdziły się powiem marzenia Lenina o tym, że rewolucja komunistyczna ogarnie cały świat, ze Szwajcarią i USA włącznie. Ponadto musiał on dokonać nowej interpretacji marksizmu, przystosowując go do warunków rosyjskich. Rosja nie była przecież krajem industrialnym, lecz rolniczym, dlatego też Lenin zaadaptował idee Marksa jako marksizm-leninizm. Uważał on że krajem powinna rządzić elita zawodowych rewolucjonistów, która kierowałaby aparatem biurokratycznym, w którym tak dobrze czują się Żydzi. Na tle stosunku do chłopstwa wynikną wkrótce spory z Lwem Trockim, aby ostatecznie całą władzę w aparacie przejął Stalin.
Niebawem okaże się jak wielki błąd popełniły niemieckie służby specjalne finansując komunistyczną rewolucję. Wojnę przegrały mimo wycofania Rosji, a konsekwencje zainstalowania wyrosłego nieopodal reżimu komunistycznego będą katastrofalnie nie tylko dla Niemiec, ale dla całego świata. Jak widać nikt nie uczy się na historii Rosji, gdyż 20 lat później ten sam błąd popełnią USA wspierając ZSRR w wojnie z III Rzeszą. Krótkowzroczność polityki i brak patrzenie w przyszłość spowodują, że wschodni potwór znów obróci się przeciwko tym, którzy go wyhodowali. Najpierw jednak rozpocznie się zażarty bój o utrzymanie zdobyczy germańsko-żydowskiej rewolucji, zwanej dla niepoznaki rewolucją komunistyczną.

Tomasz.

http://blog.informacje.int.pl/2008/03/2 ... -zaraza-i/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 31 lip 2009, 05:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Czerwona zaraza II

Bolszewicy przejęli władzę i błyskawicznie rozprawili się z konkurencją polityczną, sukcesywnie wycinając inne komunistyczne frakcje. CzK już wtedy opracowała metody systematycznej zagłady, a pierwsze obozy karne zainstalowano już w 1917 roku na Sołówkach, w miejscu dawnych klasztorów prawosławnych. Leninowska hołota przystała na germańsko-żydowski targ i wycofała Rosję z wojny po negocjacjach w Brześciu Litewskim. Ogarnięty rewolucją kraj zgodził się na praktycznie wszystkie warunki pokoju i uciekł z ringu. Tymczasem Rosja była wciąż podzielona w sprawie poparcia dla nowych władz a walka o utrzymanie zdobyczy rewolucji dopiero się rozpoczynała.
Najwyżsi funkcjonariusze carskiej armii ani myśleli o kapitulacji przed oddziałami czerwonych barbarzyńców rekrutowanych z najbardziej prymitywnego elementu społecznego, żałosnej kliki analfabetów, półgłówków, bezmyślnego mięsa armatniego i wszelkiego elementu bez ludzkiej wartości. Od początku czerwony reżim opierał się właśnie na tak odrażających jednostkach z pogranicza cywilizacji jaskiniowej. Rosja Biała, bo taką nazwę przyjęli zwolennicy caratu podjęła kontrrewolucyjną walkę. Na jej czele stali generałowie Denikin, Wrangel oraz admirał Kołczak, malowani przez bolszewicką propagandę jako psy łańcuchowe amerykańskiego imperializmu. Jakkolwiek celem propagandy jest ogłupianie społeczeństwa to w tym wypadku przeszła ona wszelkie granice absurdalności bowiem Zachód nawet nie kiwnął palcem aby zająć się biegiem wypadków w Rosji.
Poważni badacze twierdzą, że gdyby Anglia i Francja wysłały nawet niewielką ilość wojska w rejon walk, siły bolszewickie zostałyby rozbite w ciągu kilku tygodni. Niestety posiłki nie nadeszły, a 20 lat później ten błąd zostanie powtórzony w przypadku walki z Hitlerem, a właściwie jej braku. Ziarno bolszewizmu nie zostało wtedy unicestwione, lecz wyrósł z niego wielki baobab, tak jak pisał o tym Exupery zanim jego samolot został strącony przez niemieckiego pilota. Patrząc na tak kardynalne błędy późniejszych aliantów wydaje się cudem fakt, że zdołali oni wygrać dwie wojny światowe przy całkowitym ignorowaniu obserwacji historii oraz dziejowego doświadczenia. Europejskie wygodniactwo raz po raz przynosi zgubę zgodnie z poetycką zasadą, że „nadmierna ufność w bezpieczeństwo przynosi klęskę człowieczeństwu.”
Polska niestety również popełniła w tej kwestii wiele błędów. Podczas wojny polsko-bolszewickiej prowadzonej równolegle z walką wewnętrzną władza bolszewicka nie była wcale tak mocna jak mogłoby się wydawać. Ogromne obszary Rosji dawały potężne możliwości działań antykomunistycznych i tworzenia oddziałów militarnych w dobie dopiero rozwijających się służb specjalnych CzK. Wprawdzie doszło do rozmów o współpracy między Piłsudskim a Denikinem ale każdy chciał ugrać coś tylko dla siebie i negocjacje zakończyły się fiaskiem, w wyniku czego Rosja Biała została zmieciona z powierzchni Ziemi a Polska została skazana na krwawy bój z czerwonogwardzistami.
„Po trupie Polski na Zachód, ku sercu Europy”, tak bolszewicy definiowali swoje plany od 1918 roku. Polacy musieli stawić czoła tej przerażającej zarazie. Największy popłoch siała kawaleria Budionnego żywiąca fanatyczną nienawiść do „jaśniepańskiej” Polski. Rozmiar ich zwierzęcego fanatyzmu ilustrują informacje o masowych egzekucjach, zakopywaniu ludzi żywcem oraz o obdzieraniu skóry z dłoni na kształt rękawiczek. Metody stosowane przez tą zbieraninę najgorszych odpadków ludzkiego śmiecia bardziej przypominają metody plemion barbarzyńskich z wczesnego średniowiecza niż nawet najmniejsze oznaki cywilizacji prymitywnych ludów Europy Wschodniej. Na szczęście Polska odparła komunistyczną armię, a bitwa warszawska z sierpnia 1920 roku została zaliczona do grona 18 najważniejszych bitew w historii świata. W tym spektakularnym zwycięstwie paradoksalnie miał swój udział politruk Józef Stalin, który w ramach osobistych animozji sukcesywnie blokował dostawy wojsk dla armii Tuchaczewskiego, a sprawa ta znajdzie swój epilog w postaci wielkiej czystki roku 1937, ale to już zupełnie inna historia.
Czerwony reżim zwany od 1922 roku Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich nigdy nie wybaczył nam tej porażki, o czym świadczą jego działania z roku 1939 oraz jego plany III wojny światowej z lat 50 oraz 80 XX wieku. Warto o tym pamiętać gdy dziś obserwujemy Rosję prezydenta Putina, którego ojciec był lejtnantem NKDW, a dziadek osobistym kucharzem Stalina. Władimir Putin sam zwie się czekistą, czyli funkcjonariuszem zbrodniczych służb specjalnych Rosji, a jak głosi ich słynna dewiza nie ma byłych agentów KGB. Antypolski kompleks pół-dzikusów zza wschodniej granicy wciąż jest żywy i nie chciałbym doczekać czasów kiedy znów tabuny rosyjskich troglodytów zechcą zwalczać znienawidzonych wrogów i po raz kolejny najadą nasz kraj obracając w perzynę napotkaną cywilizację. Bo jak pisał Albert Camus „bakcyl dżumy nie umiera nigdy.”

Tomasz

http://blog.informacje.int.pl/2008/04/0 ... zaraza-ii/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 08 wrz 2009, 14:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Zdrajcy w Alei Zasłużonych

Kombatanci Armii Krajowej oraz Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego stanowczo domagają się usunięcia grobowców Bolesława Bieruta i Juliana Marchlewskiego z cmentarza Wojskowego w Warszawie. Ich zdaniem, nie powinni oni spoczywać w sąsiedztwie bohaterów zasłużonych dla Ojczyzny. Kto odważy się podjąć decyzję w tej sprawie?

Nekropolia na ul. Powązkowskiej w Warszawie otrzymała rangę cmentarza Wojskowego w 1921 roku. Spoczęli tu m.in. uczestnicy powstań: listopadowego, styczniowego, wielkopolskiego, powstań śląskich, bohaterowie wojny polsko-bolszewickiej i walk o granice Rzeczypospolitej Polskiej, następnie żołnierze polegli we wrześniu 1939 r. oraz powstańcy warszawscy. Władze komunistyczne przekazały cmentarz Ludowemu Wojsku Polskiemu po II wojnie światowej, zmieniając jego przeznaczenie na miejski cmentarz bezwyznaniowy. Wokół tzw. Alei Zasłużonych chowano głównie przedstawicieli nowej władzy, wojskowych najwyższych stopni i dyspozycyjnych przedstawicieli świata nauki i kultury. Świadczą o tym napisy "towarzysz" na większości nagrobków zgrupowanych po obu stronach Alei Zasłużonych.
Kombatanci Szarych Szeregów Armii Krajowej oraz Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego (SFPNP) są zbulwersowani, że na tej nekropolii spoczywają zdrajcy Narodu Polskiego - Bolesław Bierut oraz Julian Marchlewski. Wystosowali pismo do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, w którym proszą o "usunięcie ich okazałych mauzoleów i przeniesienie szczątek zdrajców na cmentarz Północny do normalnych mogił". Zarówno kpt. inż. Zdzisław Zakrzewski z Szarych Szeregów, jak i dr inż. Ryszard Popek, dyrektor generalny SFPNP wskazują, że Bierut był agentem NKWD i narzuconym Polsce przez Związek Sowiecki prezydentem. "Nigdy nie ułaskawiał bezprawnie skazanego żadnego znaczącego działacza Państwa Podziemnego, ponieważ to on patronował zbrodniczej działalności UB" - piszą w liście do Gronkiewicz-Waltz. Drugi natomiast "bohater" z cmentarza Wojskowego, Marchlewski, zasłużył się, ale bolszewickiej Rosji, kiedy w 1920 r. jako przewodniczący Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski w Białymstoku przygotowywał zdradziecki rząd dla Polski podporządkowanej Rosji sowieckiej.
Na temat szkodliwej działalności Bieruta dla interesów państwa polskiego wiele do powiedzenia ma prof. Andrzej Chojnowski, przewodniczący Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. - Bierut to postawa klarowna. W okresie międzywojennym działacz komunistyczny oraz Kominternu. Już w czasie wojny związany z NKWD, natomiast później - sowiecka marionetka ustawiona u władzy z nadania obcego mocarstwa i realizująca politykę, która była dyktowana w Moskwie - zauważa prof. Chojnowski.
Kombatanci przyznają, że umiejsco wienie tych grobów jest rażące i bolesne, ale niełatwo będzie tę sytuację rozwiązać. Eugeniusz Tyrajski, wiceprezes Stowarzyszenia Środowiska Żołnierzy Armii Krajowej Pułku "Baszta", od dawna zna ten problem. - Na wszystko teraz patrzy się z przymrużeniem oka. Nieraz rozmawialiśmy wśród swoich na ten temat - mówi Tyrajski.
Mieszane uczucia budzi grobowiec Bieruta także u prof. Wojciecha Wolskiego, przewodniczącego Stowarzyszenia Szarych Szeregów.
- Ile razy tam przechodzę, to robi się człowiekowi trochę dziwnie, ale z drugiej strony są to przecież grobowce - uważa prof. Wolski. Zastrzega jednak, że jako katolik nie jest zwolennikiem rozbijania grobowców. Mimo tych wątpliwości przewodniczący mówi jednoznacznie, że umiejscowienie grobu Bieruta jest nieodpowiednie, "tym bardziej że niedaleko znajduje się symboliczny grób gen. Emila Fieldorfa 'Nila'". - Jest to bardzo smutne, przykre, najlepiej byłoby go w jakiś sposób zasłonić - zastanawia się profesor. Mniej obiekcji co do usunięcia grobowców z cmentarza Wojskowego ma natomiast pani Zofia, warszawianka z patriotycznej rodziny. - Minęła epoka komunizmu i trzeba się do tego ustosunkować. Moi rodzice opowiadali mi, że po odzyskaniu niepodległości jedną z pierwszych decyzji było w Warszawie zburzenie cerkwi, która stała na placu Saskim, jako takie straszne świadectwo zaborców carskich - oznajmia pani Zofia.
Okazałą cerkiew, której budowę zakończono w 1912 roku, wzniesiono nie ze względu na potrzeby kultu religijnego, tylko jako symbol rosyjskiego panowania w Polsce, mającego upokorzyć Polaków.
Kombatanci Szarych Szeregów czekają na odpowiedź od Urzędu Miasta Warszawy. Zaznaczają, że na cmentarzu Wojskowym pochowanych jest tysiące autentycznych bohaterów i ludzi zasłużonych w walce o wolność i niepodległość naszego Narodu, a żaden z nich nie ma tak wyeksponowanego mauzoleum.
Możliwości przeniesienia grobów komunistycznych funkcjonariuszy w miejsca mniej eksponowane nie widzi Krzysztof Dybalski, kierownik cmentarza Wojskowego na Powązkach. Jak nas poinformował, o ewentualnym przeniesieniu doczesnych szczątków może decydować tylko rodzina, która opiekuje się grobem. Decyzji takiej nie może więc podjąć ani zarząd cmentarza, ani miasto, gdyż grobowiec ten zalicza się do kategorii grobów stałych, które nie podlegają żadnym opłatom za utrzymanie ze strony miasta ani państwa.
Niestety, Urząd Miasta Warszawy nie odpowiedział dotychczas na nasze pytania dotyczące przyszłości grobów komunistycznych działaczy.

Jacek Dytkowski
Współpraca Anna Ambroziak

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=100539


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 26 wrz 2009, 09:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Podrzucali pielgrzymom kondomy; idą pod sąd

Oficer SB jest podejrzany przez pion śledczy IPN o "działania dezintegracyjne" wobec uczestników pielgrzymki do Częstochowy w 1978 r. Według IPN Jerzy D. rozrzucał na trasie przemarszu pielgrzymki m.in. butelki po alkoholu, prezerwatywy, niedopałki papierosów. Grozi mu do pięciu lat więzienia.
Jak podał prok. Bogusław Czerwiński z warszawskiego IPN, zarzuty Jerzemu D., szefowi sekcji w wydziale IV SB w Radomiu, postawiono w szeroko zakrojonym śledztwie ws. funkcjonowania od 1956 r. do grudnia 1989 r. w MSW związku "kierowanego przez osoby zajmujące najwyższe stanowiska państwowe, który miał na celu dokonywanie przestępstw, w tym zabójstw działaczy opozycji politycznej i duchowieństwa".

Jerzy D. jest podejrzany o to, że od lipca 1978 r. do marca 1979 r. w Radomiu, jako podporucznik SB, przekroczył uprawnienia, bo wbrew przepisom wziął udział w działaniach dezintegracyjnych wobec uczestników 267. warszawskiej pieszej pielgrzymki do Częstochowy, w ramach sprawy o kryptonimie "Pątnicy - 78". Opracował "plan przedsięwzięć operacyjnych", w którego wykonaniu podjął wraz z innymi esbekami działania dezintegracyjne mające na celu skompromitowanie pątników w oczach opinii publicznej i dokuczenie im.

- Polegało to w szczególności na rozrzucaniu na trasie przemarszu pielgrzymki i w miejscach noclegu butelek po alkoholu, podpasek zabrudzonych krwią zwierzęcą, prezerwatyw, odpadków żywności, niedopałków papierosów oraz na rozrzucaniu nasion dzikiej róży wywołujących przykre swędzenie, co miało wywołać przekonanie wśród osób postronnych o niereligijnym charakterze pielgrzymki i spowodować niechęć do pątników u administratorów parafii, przez które pielgrzymka przechodziła i u osób udzielających pielgrzymom pomocy - podał prok. Czerwiński. Wykonanie planu udokumentowano w "Analizie materiałów sprawy obiektowej krypt. »Pątnicy - 78«".

IPN kwalifikuje czyn D. jako zbrodnię komunistyczną i represję wobec grupy ludności w ramach działania związku przestępczego. IPN podkreśla, że za wiedzą i aprobatą kierownictwa MSW planowano, przygotowywano i realizowano działania dezintegracyjne wobec osób zaangażowanych w ruch pielgrzymkowy. Zadania te powierzano osławionemu IV departamentowi MSW zwalczającemu Kościół katolicki.

Według prawa, kto bierze udział w zorganizowanej grupie albo związku mających na celu popełnienie przestępstwa, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu.

Od kilku lat oddział warszawski IPN prowadzi śledztwo ws. działania w MSW związku przestępczego mającego na celu m.in. dokonywanie zabójstw działaczy opozycji demokratycznej i duchowieństwa. Śledztwo obejmuje w sumie 42 przypadki przestępstw z lat stanu wojennego, o których sprawstwo podejrzewa się SB, a zwłaszcza tzw. wydziały "D" w IV departamencie MSW. Badany jest m.in. wątek "sprawstwa kierowniczego" zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki w 1984 r.

Śledczy korzystają m.in. z dokumentacji zgromadzonej wcześniej przez tzw. komisję Rokity. Sejmowa komisja nadzwyczajna do zbadania działalności MSW, kierowana w latach 1989-1991 przez Jana Rokitę, ustaliła, że skutkiem działań funkcjonariuszy komunistycznego MSW od wprowadzenia stanu wojennego do 1989 r. było 91 udokumentowanych przypadków zgonów ludzi, przeważnie blisko związanych z opozycją. Wyjaśniono niewielką część tych przypadków.

http://wiadomosci.onet.pl/2048913,11,po ... ,item.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 30 wrz 2010, 15:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
RAKOTWÓRCZA ISTOTA MEDIÓW

Jaką dziś rolę spełniają media?

Jaka rolę dziś spełniają podawane informacje i dziennikarze?

Mówi się o nich jako o czwartej władzy, która rządzi dosłownie wszystkim i wszystkimi. Potrafi obalać rządy, wznosić na wyżyny polityków, niszczyć tych, co na to zasłużyli, ratować życie tym, co akurat mogli być zauważeni w swojej tragedii.

Otóż media wcale nie są czwarta władzą. Jest to twierdzenie zupełnie błędne i stworzone dla potrzeb samych mediów. Jest to zwyczajny zabieg pijarowski, stworzony dla potrzeb mediów i przez same media.

Dlaczego tak twierdzę? Bo widzicie, aby pełnić władzę należy mieć powód, a głównym powodem istnienia mediów JEST ICH ISTNIENIE.

A zatem mogę powiedzieć przewrotnie:

Media musza istnieć, żeby istniały.

I choć to stwierdzenie dla niektórych jest głupie, dla niektórych jest masłem maślanym – jest jak najbardziej istotne w definiowaniu dzisiejszych mediów. Ich istnienie przypomina mi raka, który toczy zdrowy organizm społeczeństwa, zeruje na nim, ale nie może przekraczać pewnej granicy przyzwoitości: nie może doprowadzić do zbyt wielkich zniszczeń, bo wtedy sam zginie.

Z tej istoty mediów wynika prawie wszystko, z czym mamy do czynienia dzisiaj. Choćby tworzenie kanałów 24 godzinnych. Dwadzieścia cztery godziny na dobę podawane są informacje dla tego, aby ich istnienie udowadniało potrzebę istnienia. Samospełniająca się przepowiednia. Nie dziwmy się więc, że dochodzi do takich paranoicznych sytuacji, kiedy pokazywana jest relacja na żywo z wsiadania do autobusu Sióstr Betanek. To mój ulubiony przykład. Kilkanaście kamer, „helikopter”, kilku dziennikarzy i relacja na żywo, w której główno dowodzący reporter zastanawia się: czy kierowca jest już w autobusie, a jak jest to, dlaczego nie włączył silnika. Może włączył, ale on z tej wysokości ( z błękitnego „helikoptera”) nie może dostrzec, czy dym spalin leci z rury wydechowej. Potem krzyk prawie jak na meczu piłkarskim, gdy padnie bramka – JEST! PIERWSZA BETANKA WESZŁA DO AUTOBUSU i tak dalej, i tak dalej.

Jak widać rak jakimi są media z czasem przerasta już organizm na którym, żeruje i doprowadza do relacji "relacjonującej" samą siebie. Dlaczego właśnie tak jest? Otóż w tym momencie przypomina mi się podajże zdanie pana Donalda Trampa; „Nie istnieje takie prawo, które zabraniałoby oddzielić głupca od jego pieniędzy”. Dziś media nie różnią się od zwykłych obywateli, w których chęć zaistnienia, wyjścia poza siebie jest tak ogromna, że gotowi są nawet spektakularnie umrzeć zabijając w szkole kilkadziesiąt osób, potem siebie i mieć do końca świadomość, że do ostatnich swoich chwil są pierwszą wiadomością w podawanych „niusach”. Media doprowadziły same siebie do sytuacji właśnie takiego medialnego zabójcy. Tyle tylko, że w przypadku mediów, zatrzymują się na chwilę, aby żyć dalej.

Nie jest więc ważne czy dziennikarz poznał temat, o którym się wypowiada. Nie o to chodzi. On i jego temat musi żyć. Na co dzień mamy takie kwiatki. Przypomina mi się kilku tygodniowe deliberacje na temat płaskich dachów w Polsce „w świetle” padającego i zalegającego na dachach śniegu. Każdy, dosłownie każdy inżynier projektant wie, że to kwestia obliczeń i zaprojektowania konstrukcji, aby wytrzymywała każde, powtarzam KAŻDE OBCIĄŻENIE ŚNIEGIEM. Ale dziennikarski upór godny nowotwory złośliwego, karze im kwestionować zasadność Polskich Norm i zasad obliczeń metodą stanów granicznych czy Teorii Plastyczności ( przegubów plastycznych). Bo dziennikarz musi istnieć, i choć gada głupoty, bredzi, nie zna zupełnie tematu, o którym mówi – potrafi kłócić się z profesorem z politechniki warszawskiej na ten temat. Dlatego dla dziennikarzy nie ma tematów tabu, czy wstydliwych pomyłek – naczelną zasadą jest ISTNIENIE DLA SAMEGO ISTNIENIA.

Nie dziwmy się więc, że dziennikarstwo w Polsce schodzi ze swym profesjonalizmem na psy. Nie o to chodzi, żeby być profesjonalistą tylko istnieć za wszelką cenę. Choćby katastrofa smoleńska. Nie jestem fachowcem od katastrof lotniczych, choć z lotnictwem mam zawodowy związek. Ilość bzdur jaką ja (co by nie powiedzieć – dyletant) usłyszałem od dziennikarzy przekraczała granicę głupoty. Dno się już urwało i leciało wszystko niżej. Nie ma sensu pisać tutaj w szczegółach, ale jedna uwaga jest najważniejsza, najistotniejsza, najbardziej ważka:

Każdy ekspert mający pojęcie o awiacji po pierwsze ni powie samolot tylko statek powietrzny, nie powie helikopter tylko śmigłowiec, nie powie skrzydło tylko płat. Rzecz najważniejsza: na pytanie, dlaczego doszło do katastrofy, nawet dzisiaj odpowie:

NIE WIEM.

Pomijam fakt rozważań na S24 ( proszę o wybaczenie za powyższe stwierdzenie tych, co piszą świetne notki na ten temat, bo to niezwykle potrzebna praca i należy odróżnić rozważania od oficjalnego podawania przyczyn katastrofy), każdy szanujący się ekspert powie: NIE WIEM, nie jestem w stanie określić czegokolwiek bez oficjalnych i WSZYSTKICH informacji. Cóż zatem robią media? Nie mogą zaprosić eksperta, bo na każde pytanie otrzymaliby krótka odpowiedź: nie wiem. Nie byłaby to żadna ujma dla eksperta, lecz wręcz przeciwnie, powód do szacunku w „sadowisku”. Zaprasza się wiec do studia pożytecznych idiotów, którzy w odróżnieniu od fachowców mają ogromnie „dużo do powiedzenia”. Dziwne? Nie, jeżeli przypomnimy sobie zasadę istnienia dla samego istnienia.

Co jeszcze można stwierdzić w przypadku wspomnianej zasady dotyczącej mediów?

Otóż istnieje zjawisko, które można określić jako „rzucanie granatu i dowiadywanie się, jakie wojsko idzie”. Otóż media już dawno skonstatowały, że mogą pełnić służebna rolę do danego ośrodka władzy. Naprawdę nie musze tej tezy udowadniać. Moim zdaniem jest to naturalna konsekwencja nowotworowego charakteru dzisiejszych mediów: musza na kimś żerować i mieć też źródło pewności istnienia. Spełniają wiec rolę granatu. Realna władza rzuca temat, a media służalczo dokonują „rozbioru medialnego”, co pozwala rzeczywistej władzy wybrać najlepsze dla siebie oficjalne rozwiązanie. Tak więc oprócz żerowania na żywym organizmie jakim jest społeczeństwo, media musza też spełniać rolę służebną w stosunku do władzy, która wybrały aby istnieć. Mechanizm jest prosty: władza rzuca jakiś temat, dziennikarze wałkują go w nieskończoność. Zapraszają ekspertów, którzy rozważają dosłownie wszystkie warianty, ujmują temat z każdej strony. Zatem wybór oficjalnego stanowiska nie jest już kwestią wymyślenia, lecz właśnie wyboru wśród istniejących możliwych rozwiązań. Nie dziwmy się wiec, że istnieje tak ogromna ilość „telewizyjnych autorytetów” gdyż spełniają oni bardzo ważną role dla władzy i oczywiście mediów. Media staja się potrzebne, a więc ich naczelna zasada potrzeby ISTNIENIA jest wypełniona.

Cóż by się działo gdyby dziennikarz dokładnie zgłębił opisywany temat i zgodnie ze sztuką dziennikarską zrelacjonował jego istotę? Nie byłoby mediów. Informacja kończyłaby swój żywot tak szybko jak zaistniała, bo cóż więcej można by było o danym fakcie powiedzieć? Informacja przestaje istnieć i zarazem sens istnienia tak wielu mediów także. Logiczny i oczywisty jest, więc wniosek: media dzisiaj nie są od tego, żeby informować, ale po to, aby istnieć dla samego ich istnienia. Tak postawione dictum wyjaśnia nam w sposób idealny to, co się dzisiaj dzieje. Nie miejmy, więc pretensji do szeroko pojętych mediów, że chwytają się dosłownie przysłowiowej brzytwy. Jest to zwyczajna walka o byt, z która mamy do czynienia w przyrodzie. Kiedyś napisałem tekst o sposobach manipulacji właśnie w mediach (http://aman.salon24.pl/204989,metody-ma ... -suwerenem), co bardziej zainteresowanych odsyłam do tej notki. Te wszystkie kamuflaże, pióra, manipulacje, oszustwa, kolory są naturalną, rzekłbym darwinowską cechą każdego organizmu. Manipulacją? A jakże. Ta właśnie istotna cecha mediów, a wiec wspomniana już przeze mnie chęć istnienia dla samego istnienia jest determinantem dzisiejszego strumienia informatycznego…

Ktoś mi nie wierzy? Przypomnijmy sobie wakacje, kiedy wyjeżdżamy na urlop np. za granicę. Bez laptopa, telewizora i dostępu do informacji. Żyjemy sobie spokojnie z rodziną, odpoczywamy. Przypomnijmy sobie, jakie odczucia mamy, gdy po dwóch tygodniach włączamy kanały informacyjne? Jaką mamy wtedy jasność umysłu, jak szybko potrafimy podsumować i ocenić podawane informacje, jak szybko potrafimy wyodrębnić sens, zauważyć miałkość, wyłapać manipulacje. Po prostu logiczność w myśleniu do nas powraca, gdy kilka dni jesteśmy sami ze sobą.

Ten stan trwa dotąd, do póki nie zacznie nas toczyć od nowa nowotwór informacji…

PS

Ta notka nie dotyczy rzetelnych dziennikarzy, którzy doskonale wiedzą jak trudno jest wykonywać swój zawód. Dla nich moje ukłony pełne szacunku.

AmAn

http://aman.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 04 cze 2011, 19:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Niech się Święci 4 Czerwca

Minęła kolejna rocznica kontraktowych wyborów z 4 czerwca 89 r.

Jako, że nie mieszkam w stolicy mogę się jedynie domyślać i popuścić wodze wyobraźni, iż na Czerskiej już dzień, albo dwa wcześniej zapewne Kublik ze Stasińskim i Czuchnowskim, pod bacznym okiem nadredaktora Michnika zaczęli wapnem malować krawężniki, a Bartosz Węglarczyk starannie zamiatał obejście.

Wojciech Mazowiecki, jeden z najbłyskotliwszych obok Andrzeja Morozowskiego, dziennikarzy III RP, prasował swemu zasłużonemu w obu ustrojach ojcu, białą koszulę. Człowiek honoru, Kiszczak szykował się na okolicznościowe telewizyjne wywiady, a ojciec naszej demokracji Jaruzelski czule wspominał zmarłego ławnika i czcił dalsze odwlekanie procesu w sprawie masakry robotników na Wybrzeżu.

Mój Boże to już przeszło czterdzieści lat od tamtej zbrodni. Jak ten czas szybko leci.

Mieliśmy kolejną rocznicę wydarzenia, które według szeroko rozumianego środowiska z Czerskiej było olbrzymim polskim sukcesem i fundamentem dzisiejszej wspaniałej, demokratycznej Polski, państwa prawa i historycznego sukcesu.

Tym wydarzeniem według naszych ojców demokracji, czyli Jaruzelskiego, Kiszczaka, Michnika oraz reszty tej opozycji mianowanej przez komuchów na konstruktywną, były wybory z 4 czerwca 1989 roku.

Oczywiście wiadomo, że coś może być wolne bądź nie. Innej możliwości nie ma. Jednak w wypadku tych kontraktowych wyborów przyjęło się określenie „częściowo wolne”. W rezultacie takich wyborów mógł powstać tylko częściowo niekomunistyczny rząd, w którym resorty siłowe dalej nadzorowane były przez kremlowskich namiestników.

Michnik i jego drużyna nie ma wyboru i musi czcić to święto na tyle hucznie by jakaś malejąca z roku na rok część miejscowej gawiedzi dołączyła do niego i uwiarygodniła ten stręczony przez niego geszeft stulecia dokonany ręka w rękę z renegatami i zaprzańcami, którzy mają polską krew na rękach.

Warto by się przyjrzeć jak wygląda po 22 latach ta budowla zwana III RP, pod którą kamień węgielny wmurowali w 1989 roku wspólnie ludzie Kremla i „rycerze wolności” Michnika i spółki.

Polska „droga do wolności” była oryginalna w porównaniu z innymi demoludami. Kiedy wschodnioniemiecki lud po obaleniu berlińskiego muru otoczył siedzibę Stasi i zapobiegł niszczeniu zgromadzonych tam dokumentów, u nas Michnik z przyjaciółmi buszował po archiwach SB, przygotowując kandydatów na autorytety na uwięzi, a Kiszczak palił namiętnie akta komunistycznych służb.

W tym całym ferworze, jeśli chodzi o zupełnie wolne wybory, Polska została w ogonie państw bloku wschodniego i nie przeprowadziła również lustracji, aby nie wytrącić Michnikowi i „ludziom honoru” zdobytych aktywów w postaci tajemnej wiedzy zawartej w teczkach komunistycznych służb.

Jaka jest ta dzisiejsza Polska po 22 latach od wolnych w 35 procentach wyborów? Czy jest, co świętować? Jak mówi Pismo Święte:„Po owocach ich poznacie”.

Po pierwsze Polska Anno Domini 2011 to kraj wymierający, zajmujący 209 miejsce na świcie pod względem wskaźnika dzietności, wśród 223 krajów.

Głośno się mówi o wielkim edukacyjnym bumie, jaki dokonał się po 89 roku, ale już mniej o tym, że najlepsza polska uczelnia klasyfikowana jest w rankingach światowych w czwartej setce (UW -miejsce 396).

O kierunkach i jakości owej edukacji świadczy też dobitnie ostatni sondaż przeprowadzony dla „Newsweeka” przez ośrodek Mareco Polska w 10 największych miastach kraju.

Wynika z niego, że wśród osób, które nie ukończyły 20 roku życia ponad połowa z nich nie wie, kto zgładził polskich oficerów w Katyniu.

Na portalu wyborcza.pl umieszczono też wyniki badań, według których połykacze gadzinówki z Czerskiej tak odpowiedzieli na pytanie - czy zbrodnia katyńska była ludobójstwem?:

66% odpowiada - Nie, to zbrodnia wojenna.

20% - to bez różnicy - to tylko termin.

11% - tak, to ludobójstwo

oraz 3% - to ludobójstwo, a kto sądzi inaczej to zdrajca

Dzisiejsza Polska to państwo o najbardziej zdegenerowanej strukturze społecznej, w UE, a rozwarstwienie społeczne przypomina bardziej republiki bananowe niż normalny demokratyczny kraj. 70 procent obywateli zarabia poniżej średniej krajowej, a lwia ich część tą najniższą. Aby zobrazować ten kontrast wystarczy obliczyć, że pracownik zarabiający właśnie tą najniższą krajową musi pracować 14 lat, aby zarobić tyle, co średnio miesięcznie wpada do kieszeni prezesom czy członkom rad nadzorczych banków. W skrajnych przypadkach na miesięczne uposażenie prezesa dużego banku polski jeleń musi tyrać 27 lat.

Polska to kraj potężnej korupcji i lider europejski w tej dziedzinie, a sumując wszystkie drakońskie podatki, jesteśmy w Europie najbardziej łupionym przez państwo narodem.

Żadne państwo w Unii Europejskiej nie utrudnia tak własnym obywatelom zakładania i prowadzenia firm jak III RP, która zajmuje pod tym względem 70 miejsce na świcie. Jeżeli zaś chodzi o łatwość uzyskania pozwoleń na budowę zajmujmy 164 miejsce. Po względem prostoty i łatwości płacenia podatków znajdujemy się na zaszczytnym 121 miejscu.

III RP to kraj przodujący w UE, jeśli chodzi o poziom ubóstwa, a bieda wśród dzieci plasuje nas w haniebnej szpicy europejskich rankingów.

Jeżeli dodamy do tego, że według danych, OECD przeciętny Polak pracuje aż 2015 godzin w roku i zostawia daleko w tyle Japończyków czy Niemców, a pracowitsi od nas są jedynie Koreańczycy to mamy jak na dłoni „sukces”, do jakiego zaprowadzili nas rycerze okrągłego stołu.

Aby dopełnić ten obraz kraju niebywałego sukcesu warto jeszcze nadmienić, że stał się on ewenementem, żeby nie powiedzieć dziwolągiem na skalę światową. W III RP najliczniejszą formacją mundurową nie jest armia czy policja państwowa, lecz prywatne firmy ochroniarskie i Specjalistyczne Uzbrojone Formacje Ochrony (SUFO), na których czele stoją byli oficerowie MO, SB, ZOMO, LWP.

W dzisiejszej Polsce najlepiej mają się dziś ubeckie i donosicielskie dynastie oraz postkomunistyczna nomenklatura.

W PRL mielismy 22 lipca, więc i PRL-bis musi mieć jakieś swoje świeto.

Jednym słowem Niech się Święci 4 Czerwca

http://kokos.salon24.pl/312346,niech-si ... -4-czerwca


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 31 lip 2011, 19:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Współcześnie zżerający naszą Ojczyznę nowotwór to:

Pobudka Kasandry

Polska bylejakość - przeczytalam własnie takie sformulowanie w odniesieniu do katastrofy smolenskiej. Bylejakośc? Raczycie chyba państwo redaktorostwo żartować. Bylejakość to jest jak sie źle pomaluje krawężniki i farba obłazi. Bylejakośc to jest jak się na autostradzie położy za mało asfaltu albo nie tego gatunkui i za pół roku trzeba remontowac, bylejakość to jest jak się drzwi w wagonie nie domykają i wieje przez nie śniegiem... Ale nieprzestrzeganie zasad, przepisów i procedur w takim stopniu, że doprowadzilo to do katastrofy lotniczej, w której ginie prezydent RP i spora częśc politycznej i wojskowej elity kraju - to nie jest bylejakość. To jest poważna choroba państwa. Cieżka i przy pewnych wariantach swego rozwoju - śmiertelna.

Obawiam się, ze rozważania na temat "dwoch wstrzasów" oraz "obezwladnienia smolotu" tylko nas od tej fundamentalnie ważnej konstatacji oddalają. Są darem niebios dla odpowiedzialnych, bo można dyskutować, z przeproszeniem państwa, o pierdołach zamiast o tej chorobie, na która toczy nas i OBEZWŁADNIA - nie samolot - a Polskę.

Niestety problem i w tym, że także i dochodzenie przeprowadzone bylo w sposób charakterystyczny dla choroby państwa, o której mowa. Nie ustalono sensownego systemu postepowania, rząd tworzył międzyresortowe zespoły do niewiadomo czego, zamiast działać w sprawach dla polskiej suwerenności podstawowych., Nie zbadano na czas (jak najszybciej) wraku, nie uzyskano oryginałow czarnych skrzynek, nie dostano nawet pełnych materiałów, z porządnie przeprowdzonychych sekcji zwlok. W związku z tym choć eksperci solidnie i fachowo odtworzyli lot,w niektorych miejscach musiały pozostać dziury, łatane wysoce prawdopodobnymi ale jednak "zdalnie tworzonymi", hipotezami.

Poprzedzająca lot nagonka na prezydenta Lecha Kaczynskiego - te wszystkie histeryczne apele i artykuly by nie jechał, by nie PSUŁ premierowi.cudownego procesu pojednania z Rosją... - była okropna i niegodna. I takze zwiastowała chorobę, o ktorej mowa. Była jej symptomem. Czemu niegodna i czemu zaraz chorobę? zapyta ktoś. A temu, ze prezydent byl jaki był i żeby go ktokolwiek traktowal nawet jako najniesłuszniejszego, to zostal demokratycznie wybrany i reprezentowal Polske i to powinno było byc w zdrowym panstwie RESPEKTOWANE. A tu moglismy obserwować rosyjską rozgrywkę ze stawką na jeden ośrodek wladzy, przeciw drugiemu... Atak choroby. A potem napchany do granic pękniecia samolot kołujący we mgle, nad czymś co kiedyś bylo lotniskiem.

I jeden borowiec na dole: kierowca ambasadora. I żadnych oględzin lotniska wczesniej, i zamknięte lotnisko zapasowe i brak aktualnych kart podejścia. Magdalena Merta nie chce sie pogodzic z tym, że Tomasz zginął ponieważ ktoś patrzył nie na ten wysokościomierz co trzeba. Niestety wiele wskazuje na to, że tak właśnie było. Na dole kilku trzeźwych bądź pijanych, a najpewniej skacowanych rosyjskich kontrolerów w kołchozowym chlewiku zwanym wieżą kontrolną, nie wiadomo czy sprawny radar, mylne podawanie kursu i scieżki zejścia. Tak dbaliśmy o naszego prezydenta, o naszych przedstwicieli. Czyli tak wlasnie dbamy o siebie.Tak się szanujemy.

W ostatniej kadencji parlamentu w naszym państwie uchwalono 1280 ustaw (z tego moze 20 okolicznościowych, tzn dla uczczenia rocznic lub osob). Wprowadziły one dziesiątki dodatkowych przepisów. By je wszytskie przestrzegac trzeba by nic nie robić. Plątanina prawa, ktora w sporej cześci niczego nie naprawia i nie reguluje, bo juz nie moze, bo wchodzi w kolizję z innymi przepisami, bo brak środków wykonawczych...Kolejne zwoje sznurka który uplątuje nam rece i nogi. To się nazywa u nas "sprawnie działające państwo". Patrzcie ile ustaw uchwaliliśmy - jesteśmy bardzo pracowici! A jacy europejscy...

Spora część mediów, przez dlugie lata dziewięćdziesiąte, wmawiała nam, pod sławnym haslem "państwa minimum" że państwo do niczego nie jest Polakom nie potrzebne, bo najważniejszy jest rynek i on wszystko ureguluje sam. Zaś w sprawach zagranicznych - wiadomo żadnej gry interesow, twardych zmagań - po prostu koniec historii, przyjaźń i wieczna szczęśliwość w Unii Europejskiej. Ideologia wydawałoby się naiwna do bólu a jednak wielu obywateli w nią uwierzyło., Tak bardzo juź wreszcie chcieli żyć w normalnym kraju... tak bardzo mieli dosyć tego, że ciągle coś wokół źle, że ciągle w Polsce narzekanie i że jak nie komuna to złodzieje, jak nie zlodzieje to oligarchowie, europejskie mocarstwa, Rosja, Niemcy, szantaż energetyczny i pod górke do szkoły.... Więc udawali, że jest normalnie i OK. Udają nadal. Problem w tym, że niestety nie jest.

Od nachalnej ideologi i wszechobecnego kilkanaście lat temu (a czasem i dziś) prania mózgu, państwo sie nam co prawda nie zrobiło mnimum, raczej wręcz przeciwnie, ale wynikła z tego za to niewiarygodna wprost tolerancja dla faktu, ze nasze państwo maksimum działa źle, coraz gorzej. Bo to wiadomo - państwo - tak już ma. To normalne. Nie ma sensu za dużo naprawiać. Ale za to my jacy jesteśmy fajni! Wciąż to i owo się u nas kręci, ludzie z niewiarygodną przemyślnością zarabiają na życie. W Europie patrzą na nas z podziwem...Nawet jesteśmy społeczni, bo dalismy pięć zlotych na fotel dla inwalidy, którego mu nie zapewniły instytucje ochrony zdrowia. I w naszym miasteczku jest dobry burmistrz, który zrobił kwietniki...I wyremontowal ulice... ... Prawda - to wszystko super, ale państwo to wspólzależna całość, zbudowana na kośćcu struktur, przepisów i procedur. Polska zaś cierpi na zawansowana osteoporozę.... Pyk - i złamanie gotowe. Patrzymy ze współczuciem i zbieramy dary dla powodzian piąty raz zalewanych w tym samym miejscu, ledwie się wysuszyli i odbudowali... Zaiste fajni jesteśmy. A państwo jakie fajne...

W miejsce źle działających struktur państwa wchodzą, jak rak, struktury nieformalne, grupy interesu i grupy nacisku, czasem struktury przestepcze. A całość staje się coraz słabsza. Jak bardzo słaba - wykazała kastrofa smoleńska i jej następstwa.

http://aromasze.salon24.pl/329185,pobudka-kasandry


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 01 sie 2011, 11:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
POWSTANIE '44. Zakwestionują dzieło życia ś.p. L. Kaczyńskiego?

Ocena prezydentury L. Kaczyńskiego nie jest jednoznaczna. Dominuje (, zwłaszcza w mediach głównego nurtu) krytyczny stosunek do dokonań poległego Prezydenta; wskazuje się przy tym najczęściej rzekomą wrogość L. Kaczyńskiego wobec gabinetu D. Tuska, liczne weta blokujące reformy obecnego rządu, wreszcie reprezentowanie interesów zwolenników PIS, a nie wszystkich obywateli Rzeczypospolitej. Jedną z nielicznych, niekwestionowanych dotychczas zasług brata Prezesa PIS, było godne upamiętnienie bohaterów powstania z 1944 r. Po latach PRL-owskiej propagandy, która szydziła z powstańców warszawskich nazywając ich "karłami reakcji", porażającej indolencji w tym zakresie budowniczych III RP, dopiero L. Kaczyński osobistymi staraniami, imponując konsekwencją i zaangażowaniem, udanie przywrócił godną, narodową pamięć o ostatnim polskim zbrojnym zrywie narodowowyzwoleńczym.

Ten niewątpliwy sukces tamtej jednoznacznie przecież "strasznej" prezydentury, jest dla wielu swoistą solą w oku. Wszak powstałe Muzeum - nowoczesna placówka promująca w atrakcyjny sposób postawę umiłowania i oddania dla własnej ojczyzny, wzrost zainteresowania tą inicjatywą warszawiaków, Polaków, artystów, wreszcie obcokrajowców, zadaje kłam - nawet w oczach zwykłego, szarego obywatela - tezom o obudzonych demonach polskiego patriotyzmu. Stanowi katalizator dla wykrystalizowania się w społeczeństwie naturalnej dumy narodowej, szacunku do prawdy i własnej historii. Nieprzypadkowo "Gazeta Wyborcza" z wyjątkową nadgorliwością lustruje kibiców Legii odpowiedzialnych za tzw. meczowe oprawy, w trakcie których motyw Powstania Warszawskiego pojawiał się szczególnie często.

Tuż po tragicznej śmierci L. Kaczyńskiego nastąpił znaczący nawrót do publicznego kwestionowania sensu tamtego zrywu. Dwa cytaty z ostatniego tygodnia dowodzą tej tendencji:

O. Lipińska: "Pomnik Małego Powstańca to hańba. Co to jest? Przecież życie - ŻYCIE - jest najważniejsze";

R. Sikorski: "warto wyciągnąć lekcje także z tej narodowej katastrofy (czyli powstania warszawskiego - przyp. chinaski)"

Oczywiście, przy takich okazjach pojawią się jak zwykle głosy typu: "Jak można czcić klęskę? Przecież powstańcy porywali się z motykami na słońce. Przecież powstańcy musieli przypuszczać, że skutkiem powstania będzie niechybna śmierć dziesiątek tysięcy cywilów i ostateczne zniszczenia miasta..."

Z dzisiejszej perspektywy, znając konsekwencje powstania, możemy krytycznie oceniać decydentów, którzy dali sygnał do walki. Wobec sprzyjającej sytuacji na froncie, polscy dowódcy przewidywali wówczas, iż walki powinny trwać maksymalnie kilka dni. Potem liczyli na pomoc aliantów, przede wszystkim żołnierzy Armii Czerwonej (, w tym polskich oddziałów utworzonych w ZSRR), która znajdowała się na rogatkach stolicy. Jak mogli oczekiwać pomocy ze strony Stalina? Dziś stawianie tego pytania wydaje się być ze wszech miar uzasadnione i oczywiste. Czy było w tamtych warunkach? Abstrahując jednak od istnienia/nieistnienia ww. dylematów wśród generalicji, należy przypomnieć morale uczestników walk - kilkunastu tysięcy powstańców, głównie ludzi młodych, marzących o wolnej, suwerennej Polsce, sprzeciwiających się nie tylko dyktatowi Hitlera, ale i Stalina, nie akceptujących porządku uzgodnionego przez "wielką trójkę" w Teheranie. Oni palili się do walki, nie drżeli przed widmem śmierci, niemieckimi "tygrysami" i doborowymi oddziałami z trupimi czaszkami na czapkach. Trudno winić tych ludzi, za brak dogłębnych, fachowych analiz na temat ewentualnych konsekwencji powstania. Po niemal 5 latach okupacji, stykania się niemal codziennie z groźbą śmierci, rozlicznych łapankach, powstaniu w getcie, Ci ludzie działali pod wpływem instynktu - pragnęli zawalczyć, jeśli umrzeć - to w wolnej stolicy...

W czasach doczesnych, gdy króluje wygoda i konsumpcjonizm, bez przerwy słyszymy nakazy autorytetów, by dbać wyłącznie o siebie, tamte postawy wydają się być szalone, godne politowania i jednoznacznej krytyki. Niestety, na tej powierzchowności żerują postaci, które pragną "przy okazji" coś ugrać politycznie, zyskać wpływy, przypodobać się.

Tak należy traktować enuncjacje Sikorskiego i Lipińskiej. Szef MSZ "walczy" w ten sposób ze spuścizna poległego, znienawidzonego Prezydenta. Lipińska, wpisuje się w narracje "antypatetyczną", przestrzegającą przed "widmami polskiego patriotyzmu". Najbardziej mi żal żyjących jeszcze bohaterów - uczestników tamtego sierpniowego zrywu. Dziś słuchają od przedstawicieli elit wolnej RP, że pomniki pamięci o powstaniu z 1944 r. to "hańba", a tak w ogóle to są sprawcami "narodowej katastrofy". Jak muszą się czuć? Jaką legitymację ma Pan Sikorski i Pani Lipińska do promocji swoich bredni?

Demokraci z Czerskiej zainteresowani są jedynie ich "buczeniem" podczas przemówienia któregoś z kolegów pięknego Radosława. Trudno w inny sposób tym 80, 90-latkom wyrazić swą dezaprobatę wobec powszechnego chamstwa i braku pokory.

Gloria victis.

http://chinaski.salon24.pl/329250,powst ... czynskiego

Jakże bardzo, my Polacy, potrzebujemy zdrowego organizmu naszej Ojczyzny.
A jak jest, każdy widzi. Musimy to zmienić, musimy jako naród znów stanąć na własnych nogach i samodzielnie decydować o naszym polskim życiu w naszej Ojczyźnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 09 sie 2011, 15:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Sąd na przywódcami Powstania Warszawskiego

Toże wybitny publicysta i doskonały brydżysta, ale marny i niespełniony polityk Janusz Korwin-Mikke (obecnie reprezentujący Kongres Nowej Prawicy) lubi epatować oryginalnymi, wielce kontrowersyjnymi pomysłami nikogo z obserwatorów polskiej sceny publicznej od dawna już nie dziwi. Kiedy postanowił więc przeprowadzić sąd na przywódcami Powstania Warszawskiego, nie wywołało to zbytniego zainteresowania.
Sprawa ujrzała światło dzienne dopiero wówczas, gdy jego propozycję podjął prezydent Stalowej Woli Andrzej Szlęzak, który zasłynął dwa lata temu, nie włączając syren w rocznicę godziny "W".
Dwaj panowie chcą wystąpić w roli oskarżycieli generała Tadeusza Komorowskiego-"Bora" i innych oficerów oraz generałów, którzy zdecydowali o rozpoczęciu 1 sierpnia 1944 roku Akcji "Burza" w Warszawie.
- Ja chciałem zrobić taki sąd po nowym roku, ale Korwin-Mikke chce to zrobić teraz, w rocznicę upadku powstania. Jest jeszcze sporo niewiadomych. O ilełatwo mi sobie wyobrazić oskarżycieli, to nie wiadomo kto miałby być obrońcą i sędzią - powiedział Szlęzak stalowolskiemu portalowi internetowemu echodnia.eu i podpisał z Korwinem-Mikke wspólne oświadczenie w tej sprawie.
Prezydent chce, aby rozprawa miała walor edukacyjny i była daleka od myślenia w kategoriach politycznych.
Jak uzasadnia Szlęzak ten pomysł?
-Stalowa Wola jest symbolem innego myślenia o Polsce. Centralny Okręg Przemysłowy nie był dokończonym sukcesem, ale miał całkiem inny efekt niż Powstanie Warszawskie. Chciałbym, abyśmy myśleli w kategoriach sukcesu, a nie wiecznie bitego tyłka - powiedział lokalnemu portalowi.
Jest już pierwsza reakcja. Lucjusz Nadbereżny, członek Rady Miejskiej Stalowej Woli przekazał portalowi list, jaki wystosował do prezydenta miasta. Oto jego fragmenty:
"Zwracam się do Pana o natychmiastowe wycofanie się z haniebnej inicjatywy przeprowadzenia pokazowego procesu sądowego przywódców Powstania Warszawskiego w Stalowej Woli.
Zaproponowana przez Pana formuła procesu przywódców Powstania Warszawskiego, w której występuje Pan jako oskarżyciel przesądzający z góry o treści wyroku, jednoznacznie kojarzy się z procesami pokazowymi czasów totalitarnych. Jednym z takich procesów pokazowych, był proces szesnastu w Moskwie, w którym został skazany dowódca Powstania Warszawskiego Leopold Okulicki.
Jeżeli więc chce Pan organizować takie pokazowe procesy, najlepszym miejscem na ich przeprowadzenie będzie Moskwa, a nie Stalowa Wola!
Zamiast dokonywać haniebnego sądu nad polskimi bohaterami, proponuję Panu przeprowadzenie procesu nad katem Powstania Warszawskiego i Warszawy. Erich von dem Bach, przy milczącej zgodzie władz PRL, nigdy nie odpowiedział przed sądem za zbrodnie przeciwko ludności cywilnej Warszawy. (...)
Oczekuję więc od pana zaprzestania wykorzystywania Stalowej Woli do prywatnej wojny politycznej i światopoglądowej. (...) Pana obowiązkiem, jako prezydenta miasta, jest walka z codziennymi problemami mieszkańców, a nie wywoływanie konfliktów historycznych. (...)
Jeżeli jako historyk chce Pan dokonać obiektywnej oceny przywódców Powstania Warszawskiego, a nie politycznej szopki podczas pokazowego procesu, proszę przygotowany przez Pana materiał historyczny złożyć do pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej w celu wszczęcia postępowania w tej sprawie.
Na sam koniec pragnę zauważyć,że cała sprawa ma również kontekst polityczny. Organizacja pokazowego procesu wraz z Nową Prawicą Janusza Korwin-Mikke na kilka dni przed wyborami jest niedopuszczalnym włączeniem wizerunku miasta Stalowa Wola w działania wyborcze."
No cóż, dla marginalnych polityków zaistnienie w mediach za wszelką cenę jest sensem ich działania. Dlaczego wspierają ich w tym jednak tacy samorządowcy jak prezydent Andrzej Szlęzak?

http://bukojer.salon24.pl/331719,sad-na ... szawskiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 10 sie 2011, 16:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Patriotycznie wzmożony idiota znowu nadaje...

Wydaje mi się jakbym gdzieś na długo wyjechał i po powrocie nie bardzo rozumiał o czym się rozmawia. Ktoś nazywa mnie „patriotycznie wzmożonym idiotą”, ktoś inny, pisząc do mnie, drwi z Powstania Warszawskiego, twierdząc, że nawet warszawscy cywile mieli dość powstańców, pan Tymochowicz publicznie oświadcza, że Słowacki, Mickiewicz i Sienkiewicz byli „strasznymi grafomanami” i skandalem jest, że do dziś zmusza się dziatwę do czytania tych „nędznych autorów”.

Najnowszym krzykiem mody są marsze kochających inaczej oraz kampanie niewyskrobanych domagających się ustawienia automatów do bezrefleksyjnych skrobanek na każdym rogu ulicy.
Mnożą się eutanaści i mędrcy in vitro, a przepiękne niewiasty domagają się prawa do niegolenia nóg, niedepilowania wąsików pod nosem i przemawiania barytonem. Za chwilę okaże się, że w rodzinach podejrzanych o genetyczne przekazywanie „patriotycznego wzmożenia” skrobanki będą obowiązkowe, a nad ich poprawnym stosowaniem czuwać będzie, popularna w sondażach, minister Alicja Tysiąc. Ostatecznie litościwe sądy w wyjątkowych naturalnie wypadkach, orzekać będą wychowanie dzieci z tak podejrzanych środowisk społecznego marginesu w specjalnych „lebens...” - izwinitie - domach postępowych dzieci bezpłciowych, zwichnięte dziatki będą tam oczekiwały na przysposobienie przez homopłciowe, najbardziej świadome ducha dziejów, małżeństwa.

Za chwilę dowiem się także, że język polski jest jedynie wioskowym dialektem, dzięki któremu dzicy Słowianie Nadwiślańscy zaadoptowali rosyjski, a połowa ludności zapełniającej „r ów nad Wisłą” posługuje się sprymitywizowanym dialektem poniemieckim.
Coraz częściej słyszę, że jestem „prawakiem” i „katolem” i zastanawiam się jedynie gdzie wylęga się taki język, kto tworzy Język Nowej Propagandy?
Ku czemu zmierza ta propaganda? Ku zwycięstwu Platformy Obywatelskiej nad PiS – wolne żarty!
Zaperzeni politycy spełniają jedynie użyteczne role w wojnie głębszej, wojnie zmierzającej do wykorzenienia.

My wykorzenieni, także z naszych tradycyjnych wad i błędów, to my nijacy, to my bez twarzy, bez głosu, z posłuszeństwem jeno wszczepionym w kręgosłup.
Nigdy nie byłem ekstremistą, zawsze starałem się samodzielnie analizować otaczające mnie zjawiska, dziś gdy wypowiadam słowo „Polska” natychmiast, automatycznie słyszę, że jestem dewotem, idiotą, zacofańcem i nienawistnikiem. Gdy pytam o to kto kontroluje dzisiejsze służby specjalne, o których wiem, że znajdują się w stanie kompletnego rozkładu moralnego i organizacyjnego, natychmiast grożą mi palcem mówiąc: ty ekstremisto.
Kto tak programuje oglądaczy, słuchaczy i czytaczy. Czy to jest praca wykonywana dla dobra własnego kraju? Czy też historia właśnie zwróciła się w czasy przypominające saskie?
Okazuje się, że racją stanu naszego państwa jest obrona komunistycznych oficerów od Jaruzelskiego w dół, jest wymazywanie z pamięci potrzeby ostatecznego wyjaśnienia mechanizmów funkcjonowania PRL – u, jest padanie plackiem przed ludźmi pozbawionymi biografii (urodzili się w 1990 roku) takimi jak pan Walter i Kulczyk.
Racją stanu jest fałszowanie danych na temat deficytu budżetowego, jest nią ucieczka przed poważną rozmową na temat drugiej fali nadciągającego kryzysu, racją stanu jest wyśmiewanie się z ostatnich żyjących kombatantów walki zbrojnej o niepodległość Polski.
Racją stanu jest krycie wszechobecnego dziadostwa, niesolidności, zapowiedzi bez pokrycia, kolesiostwa, korupcji i klikowości. Racją stanu jest niszczenie uczciwych prokuratorów.
Pamiętam jak w zimie 1982 roku w Zakopanem modliliśmy się za zabitych i internowanych w „wojnie Polsko – jaruzelskiej”. W pewnym momencie ktoś z tyłu uderzył mnie w rozsunięte na kształt litery „V” palce. Odwróciłem się, była to jedna z moich nauczycielek z liceum.
Purpurowa z wściekłości.
- Co wy gówniarze wyrabiacie?! - wrzeszczała
- Sprowadzicie nieszczęście na nas wszystkich!
- Cholerni gówniarze, zniszczycie wszystko co z takim trudem udało się zbudować!
Zapamiętałem ten wyraz twarzy i słowa na całe życie. Potem przyglądałem się ludziom stukającym się w czoła i zamykającym okna na widok garstki buntowników manifestujących w imieniu internowanej „Solidarności”.
Wspominając tamte obrazki natychmiast łapię dystans i pion. Nigdy większość nie była po naszej stronie!
To, że czasem wygrywaliśmy wybory wynikało jedynie z pozorów siły, które przyciągały „patriotycznie niewzmożonych”.
Wiem, że guzik znaczy kolejna filipika jakiegoś tam Gadowskiego, ale piszę to abyście, przygnieceni potokiem medialnych pozorów, nie czuli się sami – jeszcze jesteśmy!

·
Patriotycznie Wzmożonych Idiotów oraz członków Klubu Anonimowych Paranoików zapraszam jutro (w czwartek) o godzinie 17.00 do Klubu Dziennikarzy „Pod Gruszką” przy ulicy Szczepańskiej 1 w Krakowie. Napijemy się kawy, przyniosę swoje książki, opowiem o następnych, no i trochę pobędziemy razem zanim bojówki transgranicznego postępu nas nie wyśledzą. Ale nawet w takim wypadku nie upadajcie na duchu - w Krakowie jest całe mnóstwo piwnic i katakumb.

http://wgadowski.salon24.pl/332120,patr ... owu-nadaje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 17 wrz 2011, 07:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Poczet Kainów Polskich

"Kainie Grabski! Bądź kroć kroci razy przeklęty!" - zawołał z sejmowej galerii prawnuk Tadeusza Rejtana w dniu ratyfikacji przez Sejm traktatu ryskiego. Traktat ten, kończący wojnę polsko-bolszewicką, był negocjowany przez delegację sejmową pod przewodnictwem Jana Dąmbskiego, zaś „Kain Grabski”, czyli Stanisław Grabski, ku zaskoczeniu szefa bolszewickiej delegacji Joffego, przeforsował ustanowienie granicy polsko-sowieckiej na zachód od Mińska, pozostawiając za kordonem na pewną śmierć od bolszewików polskich ziemian i zagrodową szlachtę, a całą resztę - na udrękę, często też kończącą się tragiczną śmiercią.

Przyczyny takiego rozwiązania wynikały zarówno z partyjnictwa - „Kain Grabski” jako działacz Narodowej Demokracji przeciwny był forsowanemu przez Piłsudskiego programowi federacyjnemu - jak i z tak zwanych względów naukowych - że państwo nie powinno absorbować zbyt wielu mniejszości narodowych, które potem trzeba by polonizować. Z tych tak zwanych naukowych racji natrząsa się bezlitośnie Michał K. Pawlikowski, kreśląc we wspomnieniowej książce „Wojna i sezon” takie oto uwagi: "Apologetycy ryscy chełpili się racją stanu i "wstrzemięźliwością". Oddanie bez walki wielkiego terytorium z kilku milionami mieszkańców poczytane zostało za wielką mądrość polityczną. (...) Obłudny i płaczliwy mit o naszej "wstrzemięźliwości" (...) rozwinął się do naszych czasów. Ostał się bowiem z tragiczną poprawką, że z linii traktatu ryskiego cofamy się już na "linię Curzona". (...) sęp wyjada nam serca i mózgi, zaczynamy wyrzekać się braci zza Buga, tak jak w roku 1921 wyrzekliśmy się po kainowemu braci zza Dźwiny, Słuczy, Berezyny i Druci".
Pisząc: „do naszych czasów”, Pawlikowski ma na myśli okres bezpośrednio powojenny, kiedy to pogodzony z porozumieniami jałtańskimi „Kain Grabski”, wróciwszy z Londynu do Polski ze Stanisławem Mikołajczykiem, został wiceprezesem Krajowej Rady Narodowej. Dzisiejsze czasy wyglądają pod tym względem znacznie gorzej. Nie tylko nikomu nie przychodzi do głowy krytykowanie już nie Stanisława Grabskiego, który w 1945 roku już tylko statystował w widowisku reżyserowanym przez Stalina i jego agentów - ale nawet samego Stalina, nie mówiąc o agentach, którzy albo do niedawna zażywali reputacji narodowych bohaterów, albo zażywają jej nadal, przynajmniej w pewnych, pozornie antagonistycznych kręgach. Dzisiaj wyrzekamy się nawet pamięci o „braciach zza Buga”, i to nie w imię jakichś - niechby nawet niesłusznych - ale jednak kalkulacji. Dzisiaj wyrzekamy się nawet pamięci o „braciach zza Buga” już tylko w imię iluzji, na jaką w postaci „Partnerstwa Wschodniego” pozwoliła naszym Umiłowanym Przywódcom Nasza Złota Pani Aniela. Nasi Umiłowani Przywódcy chwytają się tych iluzji niczym tonący brzytwy i w rezultacie doskonalą się w sztuce plucia pod wiatr, udając, że nie zauważają, jak np. Polakom na Litwie tamtejszy rząd zmienia nazwiska. Iluzję mocarstwowości nasi Umiłowani Przywódcy zyskują, podrywając białoruski Związek Polaków w charakterze jedynej opozycji przeciwko prezydentowi Łukaszence - a dzisiaj OBIEKTYWNIE kolaborując z Putinem, który temuż Łukaszence dociska śrubę na odcinku ekonomicznym, podczas gdy Umiłowani Przywódcy pod dyrekcją pana redaktora Michnika - na odcinku humanitarnym. Teraz z kolei marszałek Grzegorz Schetyna zablokował uchwałę o ustanowieniu 11 lipca dniem pamięci ofiar zbrodni „o znamionach ludobójstwa”, popełnionej przez UPA na ludności polskiej Kresów Wschodnich. Podobno w nadziei, że prezydent Bronisław Komorowski dokona jakichści cudów na kiju podczas spotkania z ukraińskim prezydentem Wiktorem Janukowyczem. Ale cuda na kiju miały przecież nastąpić już znacznie wcześniej, pod rządami naszej duszeńki w dwóch osobach: prezydenta Wiktora Juszczenki i premier Julii Tymoszenko, którym nasi Umiłowani wybaczali nawet protekcję banderowców. Jak wiadomo - nie nastąpiły, a te umizgi omal nie zakończyły się nieszczęściem w postaci rajdu śladami Stefana Bandery. Ciekawe, czym prezydent Komorowski zamierza zaczarować prezydenta Janukowycza, że liczy, iż nie zauważy on smyczy, na której naszych Umiłowanych trzyma Nasza Złota Pani Aniela, i otworzy przed nim nie tylko ramiona, ale i duszę? Upije go czy co? Zresztą - dlaczego zaraz wierzyć, że przyczyną zablokowania uchwały było pragnienie udelektowania polskiego prezydenta? Ładnie byśmy wyglądali, gdybyśmy tak we wszystko wierzyli. Bo przecież panu marszałkowi Schetynie równie dobrze mogło chodzić o udelektowanie prezydenta ukraińskiego, no nie?

Stanisław Michalkiewicz

Oryginał ukazał się w serwisie NaszDziennik.pl:
http://www.naszdziennik.pl/bpl_index.ph ... 24&id=main

http://www.kresy.pl/publicystyka,feliet ... w-polskich


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 24 wrz 2011, 13:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
WANDEA - SUMIENIE FRANCJI
W dniu dzisiejszym TVP Historia przypomniała (w godz.: 11.30 - 12:30) dokument autorstwa Jacka Piotrowskiego i Piotra Semki z 1994 roku "Wandea - sumienie Francji". Skojarzyłem natychmiast swój i Mirosława Salwowskiego tekst poświęcony tej tematyce, zatytułowany "Kraina bohaterów", opublikowany w numerze 1/2001 Magazynu Phalanx. Pisany zresztą trochę naiwnym jeszcze językiem. Niżej link do tego materiału:
http://www.phalanx.pl/artykuly/tr1/info ... bohaterow/

A tu link - materiał przypominający dyskusję twórców filmu przed jego pierwszą emisją w połowie lat 90 - tych ubiegłego wieku:
http://www.youtube.com/watch?v=3ELWjNvWjsw


http://rafal.zgorzelski.salon24.pl/3460 ... ie-francji

Kraina Bohaterów

Autor: Mirosław Salwowski, Rafał Zgorzelski

Mentalność współczesnego człowieka zbudowana jest w dużej mierze na ideologicznych i historycznych kłamstwach. "Zbrodnicza" św. Inkwizycja, "krwawe" krucjaty, niewolniczy" feudalizm, a z drugiej strony wolność, równość i braterstwo, jakie niosła ze sobą rewolucja we Francji. "Nieomylne dogmaty" Roussueau, Woltera i im podobnych, to tylko nieliczne elementy składowe "katechizmu" współczesnego człowieka, "Europejczyka", piewcy nowego światowego ładu.

Kolebką demoliberalnej ideologii praw człowieka jest krew setek tysięcy niewinnych osób, obrońców starego porządku cywilizacji łacińskiej zbudowanej na fundamentach wiary katolickiej. Krew, których została przelana ponad 200 lat temu we Francji.

Do nas, ludzi Prawicy Katolickiej, należy odkrywanie prawdziwej historii, tak często dziś zakłamanej i fałszywej.

Historia katolickiej Francji rozpoczęła się już w 496 roku, kiedy to król Franków Klodwig (Chlodwig) przyjął wraz ze swoją drużyną Chrzest Święty. Przez wieki Francja wydała Bogu licznych świętych, tym również i królów katolickich, takich jak św. Ludwik IX, o którym nawet zaciekły wróg kościoła - Wolter, powiedział, że "nie było doskonalszego człowieka, niż on". Tysiące rycerzy francuskich przelewało krew w obronie Ziemi Świętej.

Preludium przyszłej tragedii Francji należy upatrywać w rozwoju heretyckich sekt powstałych w dobie rewolty protestanckiej. XVII i XVIII w. to okres postępującej degeneracji wyższych warstw społeczeństwa francuskiego. Materializm, konsumpcjonizm, hedonizm, wygodnictwo powoli zaczynały odgrywać istotną rolę w życiu elit. Zamiast myśleć o Bogu i zbawieniu swej duszy wielu arystokratów spędzało czas na balach, suto zakrapianych winem ucztach, tworzeniu i czytaniu niemoralnych romansów oraz wymysłów filozofów Oświecenia, a nawet na rozpuście. Jak grzyby po deszczu pojawiały się coraz to nowe loże masońskie. Z przykrością należy stwierdzić, iż również część duchowieństwa zamiast troskliwie strzec swojej owczarni, gustowała w nowych ideach.

Taki klimat nie wróżył niczego dobrego, a przygotowywał doskonały grunt pod rewolucję.

Przed nadchodzącą tragedią ostrzegł Francję Pan Jezus w objawieniach przekazanych za pośrednictwem Św. Małgorzaty Marii Alaque. Jezus Chrystus wzywał Francję do powrotu na drogę wiary i cnoty, jak również prosił o to, aby jego najświętsze Serce zostało umieszczone na sztandarze Francji, gdyż w przeciwnym razie czeka ją krwawa i straszna rewolucja. Niestety, Francja zlekceważyła słowa płynące do niej z Niebios i doprowadziła do wybuch krwawej, antykatolickiej rewolty inspirowanej przez masonerię. I tak zaczęła się nowa epoka w dziejach ludzkości, która to dała początek zniszczeniu tradycji wartości.

14 lipca 1789 r. podburzony, zrewoltowany tłum "zdobył" niestrzeżoną Bastylię, w której znajdowało się kilku kryminalistów, morderców i pospolitych przestępców, a nie - jak głosiła legenda - "męczenników" ideologii praw człowieka.

Rewolucja od pierwszego dnia stanowiła próbę zniszczenia Kościoła Świętego i wszystkiego, co miało przypominać "despotyczną" monarchię. Nie miała ona, wbrew utartym opiniom, charakteru ludowego, gdyż to właśnie prosty lud wiejski doznał największych cierpień ze strony rewolucyjnego szaleństwa.

Zmieniono kalendarz, nazwy ulic, miast, imiona. Plac Ludwika XV w Paryżu nazwano placem Rewolucji. W miejsce starych imion wprowadzono nowe: Wolność, Równość, Prawo Człowieka. Nawet słowa modlitwy "Przyjdź Królestwo Twoje" zmieniono na "Przyjdź Republiko Twoja". Dzień Św. Katarzyny przemianowano na "dzień świni", a dzień Św. Cecylii na "dzień rzepy".

Rewolucja antyfrancuska wcieliła w życie publiczne antychrześcijańskie zasady tyranii szatana, boga wszelkich rewolucjonistów. O próbach zdruzgotania katolickiej wiary świadczą min.: kasata zakonów, kategoryczny zakaz noszenia habitów, zakaz zawierania związków małżeńskich przez osoby stanu duchownego, laicyzacja prawa małżeńskiego, religijne równouprawnienie sekt heretyckich i żydów, niszczenie kościołów, profanacja ołtarzy, urządzanie bluźnierczych procesji (ubieranie osła w szaty liturgiczne), bezczeszczenie krzyża i naczyń liturgicznych, orgie w kościołach, świętokradztwo, wprowadzanie nowej religii - pogańskiego "kultu rozumu". Księży zmuszano do bezwzględnego posłuszeństwa w stosunku do rządu rewolucyjnego, co w efekcie doprowadziło do powstania sekty schizmatyckiej. Duchowieństwo wierne Stolicy Apostolskiej zapędzono do katakumb. Kapłanów, zakonników i zakonnice odmawiających wyparcia się swej religii wysyłano do obozów koncentracyjnych. Perfidia rewolucjonistów nie znała granic. Posuwano się nawet do tak obrzydliwych metod jak np. rozbieranie do naga kapłanów i sióstr zakonnych, wspólne związywanie ich twarzą w twarz i topienie. Po oficjalnym zniesieniu kary śmierci, wydano dekret zezwalający na gilotynowanie. Na szafocie oddało życie około 200 tys. osób. Kolejnym przejawem schizofrenicznego zachowania rewolucjonistów było zgilotynowanie wybitnego uczonego Lavoisier. Całe szaleństwo przypieczętowano ścięciem króla Ludwika XVI, który to wypowiedział przed zgilotynowaniem znamienne słowa: "umieram niewinnie, przebaczam mym wrogom", jego małżonki Marii Antoniny oraz siostry Elżbiety. Symbolem obrony wiary katolickiej i monarchii stała się położona u wybrzeży Atlantyku Wandea. Główne walki na jej terytorium toczyły się w latach 1793 - 1794, aczkolwiek resztki powstańców walczyły jeszcze do 1799r. Żyjąca w spokoju, z dala od nowinek kraina przekształciła się w jedną wielką twierdzę obrony wiary. Duch Wandei był zawsze religijny. Wydała ona jednego z największych świętych Francji - św. Ludwika Marię Gringon de Monfort, autora wspaniałego dzieła maryjnego pt. "Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny". Lud Wandei nie mógł pozostać obojętnym na prześladowania kościoła i unicestwienie monarchii. W marcu 1793 roku 700 wiejskich parafii chwyciło za broń. Na prośbę chłopów dowództwo nad armią katolicko-królewską objęli oficerowie pochodzenia szlacheckiego. Symbolem wandejskich powstańców było najświętsze serce Jezusa. Nosił je każdy wiejski kontrrewolucjonista, obok różańca. Można go było rozpoznać po odmawianych w czasie marszu modlitwach. Władze republikańskie nie mogły - rzecz jasna - ścierpieć takiego bastionu tradycji. Zasada "Nie ma wolności dla wrogów wolności" nakazała im zgnieść obrońców starego porządku. Wandea musiała zginąć. "Do Wandei zostaje wysłany gen. Francois-Joseph Westermann..., rabuś i morderca bez litości. Idąc przez Wandeę pali i morduje wszystko, co napotka- ludzi i zwierzęta. Zapracował solidnie na przydomek ,,rzeźnik Wandei''". Dorównują mu i pozostali dowódcy, np. "okrutny i bezlitosny gen. Beysser, noszący spodnie z ludzkiej skóry".

Powszechną metodą postępowania oddziałów rewolucyjnych staje się gwałt, rabunek i okrucieństwo, bo rewolucjoniści nie uznają żadnych świętości. Walcząca Wandea odpowiada na zbrodnicze akty chrześcijańskim przebaczeniem. Dowódca wandejski - Maurycy d'Elbee przybył na miejsce jednej z rozlicznych masakr swych pobratymców. Krzyczał: "Na kolana! Mówcie ,,Ojcze nasz!''. Chłopi odkrywają głowy, klękają." Gdy dochodzą do słów: "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom" d'Elbee mówi: "dosyć, przestańcie, nie okłamujcie Pana Boga - czy odpuszczacie im?". Chłopi spuszczają głowy - 400 jeńców zastaje uratowanych". W podziękowaniu za ten akt konający już d'Elbee został później przez rewolucjonistów rozstrzelany.

Władze republiki nakazały mordować wszystkich, także kobiety i dzieci, palić sady, wsie i lasy. Dlatego też rewolucjoniści postanowili odstąpić od mało skutecznej gilotyny" i sięgać po zdecydowane bardziej wydajne metody ludobójstwa. Wandejczyków masowo rozstrzeliwano oraz topiono w Loarze. Przystąpiono do realizacji planu gen. Turreau. Jego "piekielne kolumny" realizowały skrzętnie polecenia wodza, który mówił do nich przed wymarszem: "Daję wam rozkaz rzucenia w płomienie wszystkiego, co spotkacie żywego na swej drodze". Żołnierze rewolucyjni prześcigali się w wyrafinowanych sztuczkach ludobójstwa. Zbierali tłuszcz ludzki, obdzierali ludzi ze skóry itd. "Las Verins - 1500 ofiar, Lucs-en-Poulogne - 564 ofiary, w tym 110 dzieci poniżej 7 roku życia, Lroux Bottereau - 700 ofiar...". Rozmiar ludobójstwa dokonanego na Wandei najbardziej trafnie odzwierciedlają słowa jednego z jej rzeźników - gen. Westermanna, który w raporcie dla Komitetu Ocalenia Publicznego pisał: "Nie ma już Wandei. Umarła pod naszą wolną szablą ze swymi kobietami i dziećmi. Grzebią ją właśnie w bagnach i lasach Savenay. Rozgniotłem dzieci kopytami końskimi i masakrowałem kobiety, które nie będą już więcej rodzić bandytów. Żaden jeniec nie obciąża mojego sumienia - masakrowałem wszystkich. Drogi są usłane trupami... Jest ich tyle, że w wielu miasteczkach tworzą piramidy... Litość nie jest rewolucyjną sprawą".

Liczba ofiar wojny wandejskiej jest oceniana na ponad 400 tys. zabitych, choć w rzeczywistości może być znacznie większa. Antykatolicka rewolucja we Francji dokonała ideologicznego spustoszenia. Po dzień dzisiejszy kreuje współczesne społeczeństwa. Tragiczna historia Wandei była przez całe lata skrzętnie pomijana, wręcz zakazana. Dziś ideologiczni spadkobiercy rewolucji antyfrancuskiej starają się tłumaczyć zbrodnie wypaczeniami pięknego ideału. Dla obeznanego z historią człowieka nie jest tajemnicą, że rewolucja we Francji sama w sobie była aktem zbrodniczym przynoszącym opłakane skutki. Każda ideologia stawiająca na pierwszym miejscu człowieka gardzi Bogiem. Komunizm, nazizm, inne socjalizmy, liberalizm, to tylko nieliczne przykłady potwierdzające ową regułę. Najbardziej przykrym jest fakt, że ideologia praw człowieka na wielu nieświadomych (lub też całkiem świadomych) zwolenników w obozie... prawicy.

Hasełka i nowinki rewolucyjne są podtrzymywane przy życiu często także przez narodowców. Bezwzględność, obłuda, popularne wśród narodowych "rewolucjonistów" idee rasistowskie sięgają korzeniami filozofii Oświecenia, a przede wszystkim jego duchowego ojca - Woltera. Naszym zadaniem jest odkłamywanie historii, demaskowanie fałszywych ideologii oraz służenie prawdzie.

Mirosław Salwowski
Rafał Zgorzelski

Bibliografia

K. Kawęcki "Równość pod szafotem" w "Pod znakiem nacjonalizmu", Warszawa 1994.
V. Messori "Czarne karty Kościoła", Katowice 1998.
M. Robak "W obronie Boga i Króla. Wandea 1793", Poznań 1996.
M. Robak "Wandea walcząca" w "Pro Fide Rege et Lege" 1994, nr 18.
M. Salwowski "Prawda Wandei" w "Rota" 1997, nr 15/16.

http://www.phalanx.pl/artykuly/tr1/info ... bohaterow/


Wandea (Guerre de Vendée) - sumienie Francji



Wandea - sumienie Francji. Dyskusja twórców filmu przed jego pierwszą emisją w TVP, pierwsza połowa lat 90ych.

O zbrodniach bolszewickiego nowotworu w wersji francuskiej możemy też poczytać tutaj:

viewtopic.php?f=5&t=853&start=30


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 07 paź 2011, 17:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Platforma Obywatelska to nie wrzód na d..... zdrowego organizmu państwo - narodowego.
To śmiertelna choroba nowotworowa tocząca nasz Naród i starająca się go unicestwić.


„Kiepskie” wybory

Sytuacja staje się coraz bardziej nerwowa i niepewna dla grupy trzymającej władzę, więc tak jak za PRL-u i PZPR uaktywniona zostaje na finiszu kampanii wyborczej grupa „celebrytów” w postaci popularnych aktorów, którzy machają radośnie Tuskowi symbolicznym balonikiem, jak ich dawni koledzy po fachu czynili Gomułce i Gierkowi stojącym na trybunie honorowej podczas pierwszomajowych pochodów.

Nikt tak nie potrafi wesprzeć Tuska i ferajny jak zawodowcy, którzy po mistrzowsku opanowali udawanie radości czy oburzenia, podziwu i miłości oraz pogardy i nienawiści. Chyba w wiodących mediach na czoło wysunął się Andrzej Grabowski, czyli kroczący w awangardzie klakierów popularny Ferdynand Kiepski.

Jako atut obecnej ekipy i powód by ponownie obdarzyć ją masowym zaufaniem wymienia on sukces Platformy Obywatelskiej w postaci rządzenia przez całą kadencję przy utrzymaniu bardzo wysokiego społecznego poparcia.

I właśnie ta opinia odtwórcy „Kiepskiego”, który dorównuje jak widać lotnością umysłu odtwarzanemu przez siebie bohaterowi ,skłoniła mnie do wyrażenia zdanie diametralnie odmiennego.

Fakt, że Tusk przetrwał cztery lata, każdego zdrowo myślącego rodaka powinien napawać raczej obawą czy wręcz przerażeniem. Po tym wszystkim, co się wydarzyło od 2007 roku, ponowny wybór tych szemranych typów i powierzenie im władzy oznacza, bowiem demokratycznie wyrażoną zgodę na ich dalszą bezkarność i pogodzenie się z tym, że w polskim wydaniu demokracji media i władza ponownie zajmą się zwalczaniem opozycji.

Gdyby nasz „Kiepski” miał więcej zmysłu obserwacji niż umiejętności uczenia się roli na pamięć to zauważyłby bez trudu coś, co umknęło jego uwadze.

Owszem, pacjent przetrwał i przeżył ostatnie cztery lata, ale nie byłoby to możliwe bez tych wszystkich medialnych kroplówek, transfuzji, defibrylatorów czy sztucznego oddychania metodą „usta-usta”, z którym spieszyły w krytycznych momentach liczne „autorytety”.

Oczywiście panem Andrzejem Grabowskim posłużyłem się tylko, jako przykładem i pretekstem do ukazania szerszego zjawiska, bowiem takich „Kiepskich” jest w Polsce bardzo wielu i niestety idą oni nie w tysiące, lecz w miliony.

Ci ludzie nie mogą lub z premedytacja nie chcą spojrzeć na sytuację w Polsce tak jak ludzie dorośli. Przyjęli bajkową i naiwną propagandową narrację mówiącą, że w Polsce trwa od lat wojna z groźnym i ziejącym ogniem, smokiem Jarosławem Kaczyńskim, którą wydał mu dzielny, wysportowany, bohaterski i szlachetny szewczyk Dratewka, w którego to roli salon obsadził DonaldaTuska.

Kupić tak naiwny, biało czarny przekaz może tylko społeczeństwo postkolonialne, naiwne, dziecinne i żenująco bezkrytyczne.

W każdym kraju gdzie demokracja nie jest tylko sloganem, hasłem, lecz faktem, a standardy to jest coś, co obowiązuje w polityce, taki Tusk i jego ekipa już dawno wylądowaliby na śmietniku historii, a niektórzy jej członkowie za kratkami.

W Polsce bez większego echa przeszła afera z polsko-rosyjskim kontraktem gazowym. Doszło w tej sprawie do sytuacji kuriozalnej i wprost niewyobrażalnej. Otóż Komisja Europejska wystąpiła w obronie Polaków przed ich własnym rządem, który z pełną premedytacją podpisał niekorzystne dla Polski porozumienie.

To, co działo się po wybuchu afery hazardowej ujawniającej współpracę wpływowych polityków i ministrów konstytucyjnych ekipy rządowej z mafią, w każdym normalnym demokratycznym kraju doprowadziłoby do natychmiastowej dymisji rządu. W Polsce zaś odwołano ze stanowiska szefa CBA, którego to agencja ową aferę wykryła i ujawniła, a koalicja PO-PSL trwała w najlepsze.

10 kwietnia 2010 roku doszło do wielkiej dziejowej tragedii i to, co do niej doprowadziło i nastąpiło później można śmiało określić narodową hańbą.

Powiem szczerze, co sobie myślę na ten temat.

To, że ekipa jednych z największych w naszej historii szkodników i zaprzańców trwała w najlepsze nadal to już nie jest wina sprzedajnych mediów, które symbolizuje załoga z Czeskiej i Wiertniczej. To nie jest wina „autorytetów mianowanych” i polityków-kłamców, którzy w ilości nikczemnych łgarstw, celowych zaniechań, oszczerstw i zdrady nie mają sobie równych.

Ich trwanie u władzy to wina i hańba polskiego narodu, która w sposób oczywisty przejdzie do niechlubnej historii. To, że nie potrafiliśmy potraktować włodarzy III RP tak jak na to zasługują nie znajduje żadnego wytłumaczenia.

Mięliśmy moralne prawo w tamtych dniach zapomnieć o demokratycznych procedurach i standardach zwłaszcza, że czyni to nieustannie obecna władza nie ponosząc żadnych konsekwencji.

Pamiętne słowa Jana Pawła II "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi!”, wypowiedziane przez polskiego papieża w 1979 roku w Warszawie okazały się „bombą” z opóźnionym zapłonem.

Mam jakąś cichą nadzieję, że smoleńska tragedia i późniejsza beatyfikacja księdza Jerzego Popiełuszki spowodowały, że gdzieś już tli się niewidoczny dla naszych oczu lont, który wiedzie do wybuchu, który wysadzi w powietrze to całe zło, jakie nagromadziło się w naszym polskim życiu przez ostatnie lata.

http://kokos.salon24.pl/351241,kiepskie-wybory


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowotwory społeczne
PostNapisane: 12 paź 2011, 09:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31618
Rządy demiurgów kontrkultury

Nie ma powodu, by się oszukiwać i porażkę nazywać zwycięstwem. To zwycięstwo jest zarówno historyczne, jak i symboliczne. Historyczne, bo nigdy dotąd Polacy nie głosowali powtórnie na rządzących. Symboliczne, bo udzielili znacznego poparcia jawnie antychrześcijańskiej formacji wzywającej do kulturowej rewolucji. Janusz Palikot odebrał od swoich wyznawców przysięgę, która ma umocnić jego wojsko w boju o świecką Polskę. To, że lewica nigdzie na świecie nie zbudowała dobrobytu, to jedynie nieistotny szczegół. Ale przecież Palikotowi nie chodzi, ani o lewicę, ani o prawicę, ale o kulturową rewolucję, która wyniesie jego jako demiurga.

W znanej anegdocie "Przy szabasowych świecach" autor Horacy Safrin opowiada, jak to mełamed reb Zajnwel po przeczytaniu listu od syna tak zaprezentował żonie jego treść: Abramek pisze, że jego teściowa umarła, żona złamała nogę, dziecko ciężko choruje, chata się wali, a w kramiku pustki... Ale list napisany piękną hebrajszczyzną. Serce się raduje, gdy go czytasz.
Ta anegdota jakimś dziwnym trafem dobrze oddaje powyborczą radość zwycięzców i wyjaśnia, iż współcześni mełamedzi zawsze znajdą powody do radości, bo przecież nie o politykę tu idzie, ale... o grillowanie. O to, by Polacy mogli w radości spożywać kiełbaski, popijając piwem, aby odepchnęli od siebie wszelkie smutki i pogrążyli się w błogich rojeniach. Politykę zostawcie politykom, a wy do grillowania! Wszak władza jest w rękach fachowców, nawet giełdy na zwycięstwo Platformy zareagowały pozytywnie, ucieszyły się też Moskwa i Berlin. Także forma przykrywająca niedostatki rządzących jest piękna niczym hebrajszczyzna z powyższej anegdoty. Nad tym również pracują fachowcy, niektórzy podobno "za darmo", aby przybliżyć nam wszystkim skomplikowane programy wyborcze poszczególnych partii. By każdy Polak w gąszczu programów odnalazł właściwy.
Niektórych może dziwi, innych pewnie nie, że Polacy tak tłumnie wstąpili w epokę grillowania. Długo nad tym pracowały media "głównego nurtu". Chodzi o to, aby zamienić nasze narzędzia do rozumienia świata. Rozum zastąpić emocjami.
Rosyjski ambasador z czasów rozbiorów Otto Magnus von Stackelberg dostrzegał, że wolność polska nadmiernie jest skierowana w dziedzinę wyobraźni. To pozwalało budować pozory wolności. Co więcej, również wówczas przekonanie o sile Polski, mimo jej bezwzględnej słabości, zdawało się powszechne. Nam też rośnie PKB, cieszymy się z prezydencji w Unii Europejskiej, omijają nas skutki kryzysu, Polska jest w budowie i trwa "taniec z gwiazdami", a nieudolni ministrowie otrzymują kwiaty, bo skoro rzeczywistość jest inna, tym gorzej dla rzeczywistości. Dopóki wolność polska będzie skierowana w dziedzinę wyobraźni, a nie w kierunku rozumu, będziemy świadkami nieustannego politycznego "talk show". Polityki pojętej jako zabawy z udziałem byłego księdza, geja, transwestyty. Już ruszył wesoły oberek, który ma za zadanie przykryć katastrofalny stan finansów państwa, służby zdrowia, infrastruktury. W tym radosnym "tańcu z gwiazdami" do rangi problemu urośnie pytanie: kto w nim kogo prowadzi? Ryszard Kalisz Annę Grodzką czy na odwrót? Nad tym zastanawiać się będą celebryci. O tym się będzie dyskutowało przy grillu.

Powyborcze remanenty
Niestety. Prawdą okazały się słowa Donalda Tuska, że nie ma z kim przegrać. Zabrakło twardej prawicy, najpewniej katolickiej, a zarazem zdolnej do koalicji z PiS, które przesunęło się ku centrum. Partia zarządzana autorytarnie zazwyczaj po przegranej traci wewnętrzną spójność i jest skłonna do rozłamów.
Czy możliwe są jakieś ruchy integrujące rozproszoną konserwatywną prawicę? Trudno dziś odpowiedzieć na to pytanie.
Na pewno trzeba przygotować się na to, że z trybuny sejmowej popłynie twarda antykatolicka i antykościelna propaganda. Być może ubocznym produktem minionych wyborów będzie bardziej zdecydowana postawa, co do formy i treści, środowisk niosących twarde konserwatywne i katolickie wartości. Będzie to trudne, ponieważ nawet w badaniach społecznych przeprowadzonych przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju jesteśmy jednym z najbardziej zadowolonych narodów Europy.
W starożytnym Rzymie okresu schyłkowego krążyło powiedzenie, że najlepiej wiedzie się temu niewolnikowi, który ma dobrego pana. Mam nadzieję, że to nie są nasze polskie ambicje. Do wolności jednak trzeba dojrzewać i nieustannie ją zdobywać.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my09.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 18 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /