Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 88 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 19 lut 2015, 07:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
(GN)Ida na czele piątej kolumny

Felieton • tygodnik „Nasza Polska” • 18 lutego 2015

Wśród źródeł antypolonizmu ważne miejsce zajmuje piąta kolumna w kraju. Jej działalność wychodzi naprzeciw politykom historycznym państw poważnych i celom tych skoordynowanych antypolskich polityk. W piątej kolumnie w kraju można wyróżnić nurt świadomy i nurt – uprzejmie zakładam – nieświadomy. Najważniejszym elementem nurtu świadomego jest oczywiście środowisko „Gazety Wyborczej”, którą nazywam żydowską gazetą dla Polaków. Władysław Studnicki, patriota polski, a jednocześnie germanofil, w okresie okupacji zagadnięty był kiedyś przez Niemców, dlaczego nie pisuje do niemieckich gazet. On na to – jakże nie pisuję, kiedy przecież pisuję – na przykład do „Das Reich” - No tak - Niemcy na to – ale nie pisuje pan do „Nowego Kuriera Warszawskiego”. - Oczywiście – odparł Studnicki. - Ja mogę pisywać do niemieckich gazet dla Niemców, ale nie będę pisywał do niemieckich gazet dla Polaków! Jaka była różnica między niemieckimi gazetami dla Niemców, a niemieckimi gazetami dla Polaków? Niemieckie gazety dla Niemców przedstawiały niemiecki punkt widzenia jako niemiecki – i to była prawda – podczas gdy niemieckie gazety dla Polaków przedstawiały niemiecki punkt widzenia jako obiektywny – a to była nieprawda. Otóż „Gazeta Wyborcza” jest taką żydowską gazetą dla Polaków. Wcale nie musi być ekspozyturą Mosadu na Polskę – bo Mosad – i nie tylko zresztą Mosad - ma w Polsce wystarczająco dużo agentów wpływu, podobnie zresztą, jak zwyczajnych agentów, w dodatku wygodnie uplasowanych na rozmaitych stanowiskach, zarówno w tajnych służbach, jak i aparacie administracyjnym, w środowiskach opiniotwórczych, mediach i wreszcie – wśród „ludzi chałtury”. Właśnie ludzie chałtury stanowią ważny element – uprzejmie zakładam, że nieświadomego – nurtu piątej kolumny w kraju.

Najliczniejszym składnikiem tego nurtu piątej kolumny są oczywiście organizacje pozarządowe. De nomine pozarządowe – tak naprawdę są poprzysysane do rozmaitych finansowych kurków – unijnych, rządowych i samorządowych, skąd pod różnymi pretekstami otrzymują tak zwane „granty”. Jednym z takich pretekstów jest tropienie antysemitów, rasistów, ksenofobów i homofobów. Uczestnicy owych pozarządowych organizacji na ogół chcą dobrze wypić i smacznie zakąsić za łatwe pieniądze – ale ich biznes ma taką specyfikę, że mogą te pieniądze dostać tylko po spełnieniu określonych warunków – w tym przypadku – wykrycia i napiętnowania antysemitów, rasistów, ksenofobów i homofobów. Toteż wykrywają ich pod każdym krzakiem i przekazują policji, prokuraturze i niezawisłym sądom – no a te muszą wyznaczonych do napiętnowania wziąć w obroty – bo w przeciwnym razie sami wpadliby w tarapaty.

W rezultacie zagranica otrzymuje sygnał, że w Polsce dzieje się coś niepokojącego – co znowu wychodzi naprzeciw celowi skoordynowanych antypolskich polityk historycznych: niemieckiej i żydowskiej. Tym celem – podobnie jak w wieku XVIII było celem państw zaborczych – jest przekonanie europejskiej opinii publicznej do formuły stanowiącej pozór moralnego uzasadnienia – wtedy dla rozbiorów Polski – a dzisiaj – do ustanowienia nad Polakami ekonomicznej i politycznej kurateli starszych i mądrzejszych – być może nawet w postaci Judeopolonii. Chodzi o to, że Polaków nie można zostawić samopas – w XVIII wieku – bo mają organiczną niezdolność do rządzenia takim dużym państwem, a w interesie Europy i samych Polaków też, leży likwidacja ogniska anarchii w środku kontynentu. Trzeba zatem ustanowić nad nimi polityczną kuratelę i wszyscy odetchną z ulgą – teraz zaś chodzi o to, by Polaków nie zostawiać samopas – ale już nie ze względu na organiczną niezdolność do rządzenia państwem, tylko dlatego, że w przeciwnym razie ZNOWU zrobią coś okropnego. Tymczasem w interesie Europy i w interesie samych Polaków leży uchronienie się przed okropnościami, więc najlepiej będzie, jak zostanie nad nimi ustanowiona kuratela starszych i mądrzejszych.

Jeśli takie rzeczy mówią cudzoziemcy, to z punktu widzenia propagandowego ich opinia ma oczywiście mniejszy ciężar gatunkowy, niż gdy identyczne opinie wygłaszają, czy kolportują Polacy. A Polacy, jak to Polacy – wielu z nich, zwłaszcza wielu ambicjonerów, cierpi na brak międzynarodowego uznania i gotowi są posunąć się bardzo daleko, by uzyskać chociaż jego namiastkę. Wprawdzie taki pan Władysław Pasikowski mi się nie zwierza, ale podejrzewam, że właśnie przede wszystkim dlatego nakręcił „Pokłosie”, wychodzące naprzeciw antypolskim skoordynowanym politykom historycznym: niemieckiej i żydowskiej. Podobne podejrzenia wzbudza we mnie pan Paweł Pawlikowski, który nakręcił film (GN)Ida – jak to przedstawiciele polskiej dziczy mordują biednych Żydów, których rodziny i potomstwo z tego powodu przez całe dziesięciolecia przeżywa straszliwe traumy i w rocznicę nawet popuszcza w majtki, sama nie wiedząc czemu.

Podejrzenia wzbudza nie tylko to, że film został obcmokany przez specjalną komisję przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego (nawiasem mówiąc, temu Ministerstwu chyba pomyliły się narody, których dziedzictwo miało pielęgnować), w której zasiadał co najmniej trójka Żydów i jeden Marek Żydowicz – ale przede wszystkim widoczne i natrętnie podkreślane polowanie na nagrody. I (GN)Ida jest prawdziwą łowczynią nagród - bo co to komu szkodzi nagrodzić obraz, w którym Polak na oczach całej Europy chłoszcze polską, antysemicką dzicz? To nikomu nie szkodzi, a zwłaszcza nie szkodzi to europejskim, lewantyńskim i amerykańskim fundatorom nagród, bo przecież i oni nie są w ciemię bici, więc dlaczego nie mieliby wynagrodzić wyposzczonego ambicjonera i w ten sposób, najtańszym kosztem, uwiarygodnić wspierane polityki historyczne? Więc jest prawie pewne, że (GN)Ida pana Pawlikowskiego otrzyma Oskara, a Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w porozumieniu z Muzeum Historii Żydów Polskich już zadba o to, by na seanse spędzać uczniów szkół podstawowych i średnich – jak to było w przypadku filmu pani reżyserowej Agnieszki Holland „W ciemności”.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3325


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 09 kwi 2015, 17:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
Chińczycy nam przypominają, że nie wypadliśmy kozie spod ogona i że mamy taką przeszłość, że aż im dech ona zapiera. A tymczasem w Polsce zaprzestaje się dzieci i młodzież uczyć historii. Tak dzisiaj morduje się narody w imię lewackich obsesji ideologicznych.

Za co lubią nas Chińczycy czyli Batory pod Pskowem.

Za co lubią nas Chińczycy? Odpowiedź na to pytanie możemy odnaleźć oczywiście w National Museum of China, w którym w galeriach S2 i S3 znajduje się wystawa pod nazwą „Treasures from Chopin’s Country: Polish art from the 15th-20th century”. (Skarby z Kraju Chopina. Sztuka Polska w okresie od XV w do XX w.).

Jak zawiadamia nas strona Muzeum, wystawa została otwarta 7 lutego br i będzie zamknięta 10 maja 2015 r.

National Museum of China to największy tego typu obiekt w Azji a może i na świecie. Posiada stałe wystawy obejmujące historię Chin i prezentuje wystawy czasowe, często dotyczących sztuki krajów europejskich.

O znaczeniu sztuki w nawiązywaniu kontaktów między państwami i narodami niech zaświadczy fakt, iż w „annałach muzeum” znajdują się informacje, iż pani kanclerz Merkel bywa tam regularnie, niekoniecznie z powodu wystawiania jakiejś „sztuki niemieckiej”. A nawet jada śniadania na tarasie muzeum z ważnymi postaciami życia politycznego Chin.
Francuzi i Włosi płacą żywą gotówką za udostępnienie kawałka powierzchni na prezentowanie malarstwa, rzeźby i co tam mają.


A III RP „sprężyła się błyskawicznie” po 25 latach „wolności” i wysłała około 350 różnych obiektów muzealnych, głównie z Muzeum Narodowego w Warszawie na udostępnione 1800 metrów powierzchni i ale „pieniędzy zabrakło” i Chińczycy muszą płacić 20 RMB za wejście na polską wystawę, gdy tymczasem do tzw. zbiorów chińskich czyli na wystawy stałe – jest wstęp wolny. Nie mówiąc o tym, że tacy Włosi czy Francuzi – płacą Chińczykom za przestrzeń wystawową aby zaprezentować swoją sztukę. Ostatnio była to np. rzeźba Rodina.

A ja pamiętam, jak to jedna ministera wyjęła z szuflady kilka milionów PLN i „dołożyła za bilety” na występ niejakiej piosenkarki Madonny na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Oczywiście media polskie też nie mają dostatecznych budżetów aby polecieć do Pekinu i sprawdzić, jaki jest odbiór tej największej w historii Polski – wystawy polskiej sztuki na świecie.

Na szczęście prestiżowy (i bardzo drogi) Hotel Kempinsky w Pekinie „sam z siebie” poleca wystawę „Treasures from the Chopin’s Country” jako jedno z kilku wartych odwiedzenia miejsc przez niebiednych gości hotelu – z Chin i z całego świata.

Po otwarciu wystawy pojawiły się zaledwie niewielkie artykuły w Rzeczpospolitej, w Gazwybie i w Newsweeku oraz na różnych portalach. Poza tym w Internecie są niemal wyłącznie wywiady z kuratorką wystawy panią profesor Poprzęcką.

Kiedy więc 7 lutego wystawa była otwierana – polskie media osiągały szczyt histerii w związku „z Oscarem dla Idy” i zupełnie pominęły otwarcie pierwszej historycznie wystawy sztuki polskiej w najpotężniejszym państwie Azji a może i świata. Bo niby co tam było: Matejko i Wyspiański? „Nuda i żenada, nie”. Więc stosownie do tego stanu ducha „polskich mediów” „materiał informacyjny” z wystawy jeśli już był, to był „skrojony tak”, żeby nam się w głowach nie poprzewracało. Bo niby „co się takiego stało”.

Więcej entuzjazmu wykazywała pani kurator wystawy profesor Poprzęcka, ale miała chyba powody, bo „nic nie spadło na głowy zwiedzających” i „nikt nie wchodził na krzesła i fotele” w chwili inauguracji.

Ta wystawa nie jest jednak „taka jak zawsze”, co zawdzięczamy głównie Chińczykom.

To znaczy nie musimy się wstydzić za jakieś badziewie sponsorowane „przez budżety państwowe” a będące „nieustającym hymnem politycznej poprawności i pedagogiki wstydu”.

Ale najpierw parę słów o „misji informacyjnej polskiej prasy”. Przypomniała mi o tym @Kossobor w komentarzu u Coryllusa, jak to obecnie „przeżywamy festiwal Kantora”.

No więc w Gazwybie niejaki Stach Szabłowski postanowił nam „osobiście streścić wystawę” ( Batory pod Pekinem – polską sztukę zobaczą w stolicy Chin zobaczą 2 miliony ludzi” z 4 marca 2015) zaczynając :”… Od średniowiecza po Wróblewskiego, Kantora i Dwurnika..”. I dalej „siecze wystawę” w takich oto słowach:”… Wystawa pokazuje sztukę, ale chce opowiadać o historii. Jej tytuł - "Skarby z kraju Chopina" - brzmi jak ze szkolnego wypracowania. I rzeczywiście, kiedy oglądam "Skarby...", czuję się, jakbym znów był w szkole. Kolejno: bitwa pod Grunwaldem, Rzeczpospolita od morza do morza, Sarmaci, upadek, Polonia w kajdanach, romantyzm, niepodległość, komuna, wolność. Polska szkoła plakatu. Znam tę lekcję, wytatuowano mi ją w mózgu jak każdemu Polakowi, w Pekinie przerabiam ją jednak z nową uwagą. Co z tej "Polski dla początkujących" zrozumieją Chińczycy? I po co w ogóle urządzać im korepetycje z polskości?..”.

Stach się pyta a ja przypuszczam , że już tam Chińczycy wiedzą „po co im korepetycje z polskości”.

No więc Stach z gazwybu jest tak jakby zniesmaczony tymi „korepetycjami na Placu Tienanmen”. Nie rozumie, po co ten cały hałas na środku Pekinu w największym obiekcie muzealnym świata

. W dodatku jest to miejsce, które odwiedza 20-30 tysięcy turystów krajowych i zagranicznych DZIENNIE. Ała. Niezłe „korepetycje”.


Warto wyjaśnić tę zagadkę czy jakieś nieporozumienie co do „oczekiwań stron” w związku z wystawą.

Już wywiad pani profesor Poprzędzkiej dla Rzeczpospolitej z 27 stycznia br. mówi bardzo wiele. Oto dziennikarka Małgorzata Piwowar zadaje pytanie: ”Będzie to ekspozycja tradycyjna czy nowoczesna? I odpowiedź urzędnika państwowego jest fascynująca:”… Początkowo chcieliśmy zaprezentować coś bardzo spektakularnego i nowoczesnego, jeśli idzie o formę wystawienniczą. Okazało się jednak, że muzeum pekińskie preferuje konwencjonalne narracje historyczne.(..) Muzeum Narodowe Chin zastrzegło sobie wybór dzieł,ale w rezultacie zgodzono się na wszystkie nasze propozycje….”.

Następne pytanie pani Piwowar: ”.. Co się Chińczykom najbardziej spodoba?..”.

Odpowiedź pani profesor Poprzęckiej:”… Bardzo trudno wskazać, może z wyjątkiem obrazu Jana Matejki „Batory pod Pskowem",ponieważ barwność i sugestywność dzieł tego malarza – co widziałam po reakcjach przyjeżdżających do nas chińskich współpracowników – jest dla nich frapująca. Malarstwo olejne na płótnie, jest tym, czego nie ma w Chinach i bywa traktowane jako synonim europejskiej sztuki. Właśnie „Batory" został wybrany przez Chińczyków na plakat…”.

Jak więc widać, pani profesor Poprzęcka przyznaje, że tzw. władze kulturalne III RP miały zamiar „uszczęśliwić Chińczyków” „tym co zawsze” czyli „zestawem obowiązkowym” wyprodukowanym przez „artystycznych pupilków na budżetowym chlebie”. A jakkolwiek „zgodzono się na nasze propozycje”, to „Muzeum Narodowe Chin zastrzegło sobie wybór dzieł”.

I co sobie „wybrało Muzeum Narodowe Chin”?

Muzeum Narodowe Chin przez 3 lata oglądało zasoby muzeów polskich i „sobie wybrało” 6 „kompletów tematycznych” :

- sztuka średniowiecza (XV w.) – obejmująca praktycznie w 100% sztukę sakralną, o czym pisze na swojej stronie internetowej samo Muzeum. Są więc przepiękne drewniane Madonny i Madonny z Dzieciątkiem, bogato zdobione drewniane ołtarze (na zdjęciu można zobaczyć jakiś tryptyk), złote naczynia liturgiczne, złote krucyfiksy etc. Muzeum informuje również zwiedzających, że ten dział zawiera „wszystko co jest potrzebne do sprawowania liturgii”, i że „centralnym miejscem do sprawowania chrześcijańskiej liturgii jest – ołtarz”.

- tradycyjna sztuka polska (XVI- XVIII) – będąca symbolem ówczesnej potęgi państwa polskiego. Muzeum na swojej stronie informuje również, iż „czasy te” nazywane były „sarmackimi” a sama sztuka nosi nazwę „sarmackiej”. I że zawiera ona takie unikalne zjawiska jak „portrety trumienne”, bogato zdobioną broń” i „portret sarmacki”. O tym „nasi” informują nader zdawkowo, ale zdjęcia z wystawy pokazują, iż chińscy gospodarze „wybrali sobie” m.in. portrety senatorów polskich w całym ich majestacie, oryginalną zbroję husarza, tarcze, siodła, wspomniane portrety trumienne i wymieniony tylko raz przez polską prasę i to „w tłoku” zupełny unikat: tzw. rulon polski (inaczej zwany wałkiem sztokholmskim) to jest gwasz z początków XVII w. o długości prawie 17 metrów i szerokości 27 cm – obrazujący wjazd króla Zygmunta III Wazy z nowo-poślubioną żoną (drugą) do Krakowa w asyście polskich panów, polskiej jazdy, zapewne dworu Małżonki – Konstancji Habsburżanki w dniu 4 grudnia 1605 r. .

„Rulon polski” został wedle docenta wiki – zrabowany w czasie Potopu szwedzkiego przez specjalnie do tego przeznaczone oddziały i schowany w jakichś kazamatach w Sztokholmie. Dopiero w 1974 r. „w ramach zaprzyjaźniania się” szwedzki premier Olof Palme zwrócił „rulon polski” – premierowi Jaroszewiczowi. A w PRL i III RP „rulon polski” doznał takiego samego „zainteresowania inaczej” co w Szwecji. Ciekawe dlaczego? Czy dlatego, że nawet te małe urywki, które można zobaczyć w Internecie- zapierają dech w piersiach.

Od bogactwa orszaku: sztandarów, uformowania orszaku, ubioru poszczególnych uczestników orszaku, sztandarów , ubioru husarzy (całe „pantery” albo jakieś inne dzikie zwierzęta wraz z ogonem i łapami „na żołnierzu” – i „każdy husarz przykryty panterą” czy innym „lwem-tygrysem”) do wartości poznawczej każdego detalu tego wyjątkowego obrazu.

„Rulon polski” ma wartość dokumentu, bo wiele postaci „na obrazku” to –postacie historyczne. Na przykład Sebastian Sobieski – chorąży wielki koronny, czy Ich Królewskie Moście a „wszystko jak żywe”.

Tyle, że nie ma żadnego zdjęcia z wystawy, więc nie wiemy, jak dzieło to zostało wyeksponowane. W Internecie jest kilka kawałków szacunkowo po 40 cm długości każdy a Chińczycy mogą sobie oglądać „całe17 metrów”. Tylko nie wiemy „w jakich okolicznościach przyrody”.

No więc „Rulon polski” wybrały władze Muzeum Narodowego Chin dla pokazania Polski Chinom. A w Polsce nikt tego nie komentuje a nawet nie informuje.

A oto co ponadto jest „w pakietach informacyjnych:

- sztuka w czasie utraty niepodległości i upadku państwa polskiego (koniec XVIII w.)- tutaj mamy „portret króla Stasia”, sporo widoczków Warszawy, głównie Bacciarellego , bo nie możemy zapominać, że formalnie chodzi o „kraj Chopina” i te pejzaże mają zapewne przybliżyć Chińczykom „warunki życia kompozytora”.
Ale też jest „zgrzyt” w zakresie „chronologii”: w tym dziale zaprezentowany został obraz Matejki „Polonia -1863” z tą „piękną panią w czerni” zakuwaną w kajdany i dwóch „obcych żołdaków” – do asysty.

Akurat te „mundury” i „kaszkiety” to Chińczycy świetnie znają z własnej historii: z wojen opiumowych. Takich „Europejczyków” – zakuwających Chiny w kajdany gospodarcze i polityczne w XIX w. – pamiętają dobrze wykształceni historycy chińscy i każdy chiński uczeń.

Zatem jesteśmy bliżej zrozumienia, o co w tej wystawie chodzi. Kolejne działy to:

- Sztuka jako „Królestwo ducha” w okresie opresji (XIX w.) – czyli „sztuka z okresu zaborów”. I tutaj całkowite zaskoczenie a zarazem „zwieńczenie i symbol” tej wystawy: obraz Jana Matejki „Batory pod Pskowem”. Przedstawia on „poselstwo cara Iwana IV Groźnego do króla Polski Stefana Batorego – z prośbą o pokój” . Jest to olej o wymiarach imponujących: 322 x 545 cm. Plus „grandiozne ramy”

Rzecz miała miejsce 15 stycznia 1582 r. w Jamie Zapolskim i kończyła sukcesem trzecią kampanię Batorego w ramach wojen o Inflanty z Iwanem Groźnym, carem Wszechrusi. W ramach tej kampanii Batory oblegał Psków, hetman polny litewski Krzystof Radziwiłł (Piorun) wraz z oddziałami Filona Kmity (późniejszy właściciel Czernobyla) i Michała Hałaburdy – „prowadził działania zaczepne w rejonie górnej Wołgi” i „nie dopuścił do koncentracji wojsk rosyjskich”. Na ten temat Jan Kochanowski napisał poemat „Jezda do Moskwy”. O ile pamiętam, ani obraz Matejki, ani poemat Kochanowskiego – nie znalazły się „w kanonie nauczania PRL” a domyślam się, że i dzisiaj czyli w III RP – „brak zapotrzebowania” na takie „treści w szkole polskiej”. A Chińczycy robią z tego plakat pierwszej historycznej wystawy sztuki polskiej „przez stulecia”. Czyli „symbol wszystkiego”.

Jeden z „naszych dziennikarzy” zadał sobie trud porównania „sztuki polskiej XIX w.” „ze sztuką zachodnią” i oczywiście ‘wyszło mu”, że „oczywiście jesteśmy gorsi”. Tymczasem za obraz „Batory pod Pskowem” Jan Matejko został wybrany na „honorowego zagranicznego członka Akademii Francuskiej”, otrzymał Medal Sztuki w Wiedniu a po zaprezentowaniu obrazu w Pradze – propozycję objęcia posady dyrektora Akademii Sztuk Pięknych w tejże Pradze.

Zapewne Chińczycy, wybierając ten obraz i żądając przysłania „Bitwy pod Grunwaldem” – ten życiorys „zawodowy” artysty „mieli w świadomości”. Na wystawie podobno jest kopia Bitwy pod Grunwaldem.

Na stronie internetowej Muzeum w tym „bloku tematycznym” pokazane są też m.in.: Juliana Fałata „Powrót z polowania na niedźwiedzia” (1892), Józefa Chełmońskiego „Piękna pogoda –jastrząb” (1899), Konrada Krzyżanowskiego „Chińczyk” ( 1903) i Teofila Kwiatkowskiego „Bal w Hotelu Lambert” (1859). Ten z kolei obraz jest wyeksponowany na stronie internetowej muzeum jako „symbol i logo” wystawy odwołującej się do kompozytora znanego i kochanego w Chinach.

- Sztuka „Młodej Polski” – początek XX w. Ten blok tematyczny jest prezentowany jako „złoty wiek polskiego malarstwa”, które „zaczyna uwalniać się od obowiązków patriotycznych” czyli „malarstwa historycznego” i zaczyna ciążyć do „czegoś nowego”. W tym bloku tematycznym doceniona została jednak nadal sztuka odwołująca się do „ducha narodu”: np. Stanisława Wyspiańskiego witraż „Bóg Ojciec- Niech się stanie” i kilka obrazów Jacka Malczewskiego.

- Sztuka nowoczesna – XX w. czyli sztuka II RP i sztuka PRL. W tym bloku znalazł się „polski plakat filmowy”, obraz stalinowca Wojciecha Fangora „Matka Koreanka” czy Zofia Stryjeńska. Chińczycy nie wspominają o dziełach Kantora, ale zapewne jakiś obraz tam się znalazł. Może coś o pochodach pierwszomajowych, których „dyrektorem artystycznym” miał być Kantor za Stalina. Byłoby zabawnie.

Należy oddać sprawiedliwość twórcom wystawy, że nawet w wydaniu internetowym czyli bardzo „wybiórczo” prezentuje się świetnie .

Natomiast nie trzeba wielkiej finezji aby zrozumieć, że Chińczycy odnaleźli w polskiej sztuce powinowactwo losów dziejowych: wielka imperialna przeszłość i wspaniała , bogata jej oprawa artystyczna. Następnie – niewola i upokarzanie przez najeźdźców ( spośród których – dwóch „mamy wspólnych”) – w XIX w. a współcześnie – potworna okupacja II WW i cierpienia narodów a na końcu, być może nostalgiczne wspomnienie chińskich studentów w Warszawie – polski plakat filmowy.

Okazuje się, że łączy nas z Chińczykami znacznie więcej, niż obie strony sobie na co dzień uświadamiają.

Dobrze, że „perspektywicznie myślący” Chińczycy – grzecznie NAM to przypomnieli, za co powinniśmy im być wdzięczni.

Polska sztuka „w dziejach” doznaje dzisiaj w Pekinie: szacunku i zainteresowania, którego nie może znaleźć „w ojczyźnie”.

PS. Wystawa po 10 maja pojedzie do Seulu na zaproszenie tamtejszych władz kulturalnych. Pewnie też chcą zobaczyć Kantora i polski plakat filmowy.

https://www.google.com/search?q=rulon+p ... 80&bih=677

http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Batory_pod_Pskowem

https://www.google.com/search?q=batory+ ... 80&bih=677

http://en.chnmuseum.cn/tabid/520/Defaul ... uageID=475

http://bobry7.salon24.pl/640746,za-co-l ... -pskowem,1

Cytuj:
:”… Wystawa pokazuje sztukę, ale chce opowiadać o historii. Jej tytuł - "Skarby z kraju Chopina" - brzmi jak ze szkolnego wypracowania. I rzeczywiście, kiedy oglądam "Skarby...", czuję się, jakbym znów był w szkole. Kolejno: bitwa pod Grunwaldem, Rzeczpospolita od morza do morza, Sarmaci, upadek, Polonia w kajdanach, romantyzm, niepodległość, komuna, wolność. Polska szkoła plakatu. Znam tę lekcję, wytatuowano mi ją w mózgu jak każdemu Polakowi, w Pekinie przerabiam ją jednak z nową uwagą. Co z tej "Polski dla początkujących" zrozumieją Chińczycy? I po co w ogóle urządzać im korepetycje z polskości?..”.

Stachowi wytatuowano w mózgu nienawiść do Polski i do polskości i uczyniono z niego duchowego zbója.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 20 kwi 2015, 08:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
Pokłosie „Idy”

Nie dziwi wypowiedź szefa CIA o polskiej odpowiedzialności za holokaust...

...przecież sami przekonywaliśmy świat do naszej winy...

Szef FBI obejrzał sobie „Listę Schindlera”, oscarowe dzieło, powstałe z polską pomocą – i zobaczył, że jak ktoś w czasie holokaustu ratował Żydów, to tylko Niemiec.

Polacy w tym czasie bawili się na opisanej przez Miłosza karuzeli.

Szef FBI obejrzał niemiecki film „Nasze matki, nasi ojcowie” i tam zobaczył, że polscy partyzanci, nawet jak walczyli z Niemcami, to wagony z Żydami zaryglowali i odesłali do polskiego obozu w Auschwitz. Bo antysemityzm wyssali z mlekiem matki.

Szef FBI obejrzał sobie „Pokłosie”, a tam nie tylko że na polskiej wsi wymordowano Żydów, ale jeszcze chamstwo prześladuje jedynego sprawiedliwego, który chce o tym pamiętać.

Szef FBI obejrzał polską, oscarową „Idę”, a tam polski chłop, nawet jeśli ukrywał Żydów, to po to, żeby ich potem zarżnąć, zagrabić majątek i nie oddać go do dzisiaj...

To co miał szef FBI powiedzieć?

Dziś Monika Olejnik przypomniała tę miłoszową karuzelę, a Jarosław Gowin powiedział, że obojętność to nie udział w zbrodni.

Tak... obojętność... Mój ojciec też był obojętny. Mieszkał w Regnowie, obok 10 kilometrów, w Rawie, Niemcy mordowali kilka tysięcy Żydów, rozstrzeliwali na miejscu, wywozili do gazu – a on nie protestował, nie demonstrował, nie zorganizował marszu milczenia, nawet na policję tych zabójstw nie zgłosił! Tylko ziemie orał, i tylko czasem do lasu, do partyzantki chodził. Taki obojętny był...

Mówi się: róbmy filmy o rodzinie Ulmów, o Żegocie, o wielkim Bartoszewskim film zróbmy...

Owszem, zróbmy. Świat obejrzy i powie: paru porządnych Polaków może i było, pośród całej reszty swołoczy....

Dajmy może jeszcze kasę na kolejne badania profesora Krzemińskiego, który odkrył, że jeszcze dziś 28 procent Polaków to antysemici. Jeszcze dziś. To można sobie wyobrazić, co w czasie wojny było! Jakby wzmocnić badania profesora, to może by tych antysemitów dało się w Polsce ujawnić jeszcze więcej.

I jeszcze „Gazeta Wyborcza” niech przeprowadzi więcej sondaży, pod tytułem, kogo Polacy nie lubią najbardziej i dlaczego właśnie Żydów. Oczywiście bez żadnych badań wzajemnych, kto Polaków najbardziej nienawidzi.

Proszę Państwa, świat już uznał, że to my jesteśmy winni za holokaust, już żeśmy się o to postarali. Nie zmienią tego żadne protesty, żadne tłumaczenia. Tylko winni przecież się tłumaczą.

Nam pozostała już tylko walka o własną pamięć, żebyśmy przynajmniej my sami nie uwierzyli, że Żydów wymordowały nasze matki i nasi ojcowie.

Likwidacja nauki historii w szkołach dopomoże, żebyśmy uwierzyli...

Wpis dostępny na blogAiD.

Mec. Janusz Wojciechowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... e-idy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 09 cze 2016, 08:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... nderowcom/

Nie dajmy się zwieść banderowcom
KLUB INTELIGENCJI POLSKIEJ 8 CZERWCA 2016

Obrazek
Azov - symbolika faszystowska


Zbrodnie ludobójstwa nie ulegają przedawnieniu zgodnie z prawem międzynarodowym. Fałszowanie historii i zaniżanie liczby pomordowanych, w tym zaniechanie uznania zbrodni ludobójstwa w czasie ostatniej wojny, jest współudziałem w tych zbrodniach. Liczby pomordowanych obywateli polskich, w tym przede wszystkim narodowości polskiej, w czasie ostatniej wojny, są przez „historyków” celowo zaniżane.
Powszechnie „uznana” liczba wymordowanych 3 ok. milionów obywateli narodowości polskiej w czasie II wojny światowej jest niestety wielokrotnie zaniżona, natomiast liczba ponad 3 milionów żydów, jako obywateli II RP jest zawyżona. Podczas obrad Trybunału Norymberskiego szacowano wymordowanie 1/3 obywateli Polski w granicach II RP, a więc obejmuje to także obywateli mniejszości narodowych, które stanowiły około 1/3 ludności Polski w 1939 r. – liczącej 36 milionów. Po wojnie na zmniejszonym obszarze Polski, uwzględniając przesiedlenia z terenów II RP przejętych przez ZSRR, liczba ludności wynosiła ok. 24 miliony.
Dr Ludwik Staszyński w książce pt. ” W szponach ludobójców i grabieżców” dokumentuje, że podczas II Wojny Światowej wymordowano co najmniej 8,5 miliona obywateli polskich w granicach 1939 r. Twierdzi też, że aby ustalić ile wymordowano więcej – wymaga to dalszych badań.
To że Polacy byli głównym obiektem holokaustu, ale Słowian, potwierdza „Martyrologia Polaków na terenach ZSRR ( bez Ukrainy) w latach 1917-1945” opracowana przez 40 osobową komisję historyków: w połowie Rosjan, w połowie Polaków zamieszkałych w Rosji, pod przewodnictwem polskiego księdza katolickiego. Opracowanie to zawiera wykaz nazwisk i adresów 11,5 miliona Polaków wymordowanych w okresie 1917 – 1953 przez chazarsko-żydowskie NKWD na całym obszarze byłego ZSRR z wyjątkiem obszaru Ukrainy. Książka zawiera zestawienie oryginalnych nazwisk pomordowanych osób narodowości polskiej oraz kto wydawał rozkaz mordu i kto wykonywał, także w Katyniu, Ostaszkowie, Starobielsku i innych obozach. Podstawą opracowania, które obecnie jest tłumaczone na polski, były dokumenty archiwalne, głównie z archiwów NKWD, udostępnione Komisji za zgodą Władimira Putina. (za: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... -i-swiata/)
Podobnie mają się manipulacje wyliczeniami pomordowanych Polaków przez ukraińskich nacjonalistów w czasie ostatniej wojny i po wojnie do 1947 r., kiedy przeprowadzono w ramach akcji „Wisła” przesiedlenie Ukraińców ze Wschodniej Polski na Ziemie Zachodnie do województw: Warminsko-Mazurskiego, Zachodnio-Pomorskiego, Lubuskiego i Dolnośląskiego. Ostatnie zaniżane wyliczenia pomordowanych Polaków na Wołyniu i w całej Wschodniej Galicji, jako części II RP oscylują w granicach 100-120 tysięcy. Kiedy wyliczenia Wiktora Poliszczuka, uczciwego ukraińskiego historyka mówią o około 300 tysiącach Polaków pomordowanych w okrutny sposób przez banderowskich zwyrodnialców. Obserwując olbrzymie fałszerstwa historii, co do liczby wymordowanych Polaków podczas ostatniej wojny, można przypuszczać że nawet liczba podana przez Poliszczuka może być zaniżona.
Powyższe skrótowe zestawienie faktów liczbowych udowadnia, haniebne zachowanie „polskich władz”, nie tylko wobec ludobójstwa z wyjątkowym okrucieństwem na Polakach na terenach obecnej Zachodniej Ukrainy, ale także przez Niemców, od których polskie rządy nie wyegzekwowały do tej pory gigantycznych odszkodowań wojennych. Poniższy wywiad z dr Andrzejem Zapałowskim, jedynie tą hańbę potwierdza.
Redakcja KIP

Nie dajmy się zwieść
Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak skomentuje Pan wypowiedź nowego ambasadora RP na Ukrainie Jana Piekło, który wypowiadając się dla Telewizji Republika o filmie „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, stwierdził, że z tematu rzezi wołyńskiej nie należy obecnie robić sprawy politycznej, gdyż mogłoby to znacznie utrudnić relacje polsko-ukraińskie?
– Proszę zwrócić uwagę, że przy bardzo bliskich stosunkach Berlina z Ankarą Niemcy nie ulegli naciskom Turcji i podjęli uchwałę o tym, że Turcja dokonała ludobójstwa na Ormianach. Należy tu podkreślić, iż Niemcy nie były państwem bezpośrednio zainteresowanym stroną konfliktu ormiańsko-tureckiego. Jeżeli Berlin stać na taki gest, to tym bardziej dziwi fakt, że Polski, której dziesiątki tysięcy obywateli z zimną krwią, w bestialski sposób zostało wymordowanych, nie stać na oddanie im należnej czci i nazwanie zbrodni wołyńskiej po imieniu – ludobójstwem. Interesy narodowe są najważniejsze i uchwała polskiego parlamentu uznająca zbrodnie dokonane przez OUN-UPA na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej za ludobójstwo powinny być priorytetem dla polskiego parlamentu. Należy się zastanowić, jak daleko i jak długo jeszcze będziemy mieć do czynienia z poprawnością polityczną polskich władz, której kolejnym zresztą przejawem jest stanowisko ambasadora RP Jana Piekło.
Czym dla Pana jest określenie filmu dotyczącego ludobójstwa na Wołyniu w dodatku przez ambasadora RP mianem „wypowiedzi artystycznej, a nie historycznej”?
– Jest to przede wszystkim nieporozumienie personalne polskiego MSZ. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że osoba na takim stanowisku, po wielu latach zabiegów szeregu środowisk w Polsce jedną tego typu wypowiedzią dezawuuje dotychczasową politykę historyczną państwa, które go oddelegowało na placówkę dyplomatyczną do Kijowa jako reprezentanta Polski. W mojej ocenie, za tak rażąco nieodpowiedzialną wypowiedź ten dyplomata powinien być natychmiast odwołany ze stanowiska.
Skoro już mowa o relacjach polsko-ukraińskich, to jak naprawdę one obecnie wyglądają?
– Najkrócej rzecz ujmując, można powiedzieć, że mamy do czynienia z jednostronną asymetrią na korzyść Kijowa. Od dwóch dekad Warszawa wykonuje w stosunku do Kijowa gesty w zasadzie bez wzajemności. Najpełniej widać to na przykładzie Lwowa. Od 25 lat mimo licznych zabiegów nie zwrócono tam Kościołowi rzymskokatolickiemu ani jednego obiektu, czego najlepszym przykładem jest kościół pw. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ostatnio o tych problemach głośno mówił metropolita lwowski ks. abp Mieczysław Mokrzycki. Jednocześnie w Polsce uregulowano praktycznie wszystkie sprawy na korzyść mniejszości ukraińskiej, co więcej wszelkie wątpliwości interpretowano zawsze na korzyść strony ukraińskiej. Polska strona przesadnie jest wyczulona na wrażliwość strony ukraińskiej, podczas gdy przemilcza fakt, że Prezydenta RP podczas oficjalnej wizyty państwowej na Ukrainie obrzuca się jajkami. To jednak nie wszystko, bo po wizycie ówczesnego prezydenta Komorowskiego w ukraińskim parlamencie w tym samym dniu 9 kwietnia 2015 r. Werchowna Rada Ukrainy podejmuje jednoznacznie konfrontacyjną z Polską ustawę, w której OUN-UPA zostaje uznana za formację walczącą o niepodległość kraju, a bandyci i zbrodniarze, którzy mają na sumieniu tysiące istnień ludzkich, zostają uznani za bohaterów Ukrainy. To tzw. strategiczne partnerstwo Polski i Ukrainy ma polegać tylko na uległości ze strony Polski, która sama uczyniła siebie adwokatem i ambasadorem Ukrainy na arenie międzynarodowej, co nie przynosi nam żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie – działa na naszą niekorzyść. W zamian po stronie ukraińskiej mamy gesty, które wprost kpią sobie z Polski i Polaków, jak chociażby honorowanie zbrodniarzy UPA poprzez budowę pomników czy nazywanie ulic. Przykładem może być nadanie jednej z ulic Kijowa imienia Stepana Bandery.
Przypominają mi się słowa śp. ks. abp. Ignacego Tokarczuka, który cudem uniknął śmierci z rąk OUN-UPA, że bez przyznania się przez Ukraińców do winy i przeproszenia za zbrodnie ludobójstwa nie może być mowy o polsko-ukraińskim pojednaniu…
– Przeproszenie może być rzeczywiste albo taktyczne. O tym, z czym mamy do czynienia – czy z jednym, czy z drugim najlepiej może świadczyć to, czy strona przepraszająca odcina się od wykonawców krzywd i jednoznacznie potępia i zwalcza ideologię, która do tego doprowadziła. Na razie na Ukrainie mamy do czynienia wyłącznie z gestami przeprosin, które mają taktyczne cele polityczne.
Co sądzi Pan o apelu ukraińskich polityków i duchownych do Polaków o pojednanie, w którym proszą o przebaczenie za rzeź na Wołyniu oraz wybaczają polskie „zbrodnie i krzywdy”…?
– Jest to kolejny przykład działania, które ma na celu sparaliżowanie prac w Sejmie RP na temat ustawy o ludobójstwie i ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian upamiętniającym ofiary tej zbrodni. Już sam fakt, że to pismo sygnuje swoim nazwiskiem były prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, który podczas swojego urzędowania ogłosił inspiratorów ludobójstwa Stepana Banderę i Romana Szuchewycza bohaterami narodowymi Ukrainy, najlepiej pokazuje faktyczne intencje autorów i cele tego dokumentu. Tak jak powiedziałem, taktyka i przebiegłość strony ukraińskiej, a nie chęć pojednania i dążenie do prawdy, jest celem tych działań. Ponadto stawianie znaku równości pomiędzy ludobójstwem kobiet i dzieci, a krzywdami wyrządzonymi – według autorów listu – przez państwo polskie dezawuuje to pismo.
Można zatem powiedzieć, że mamy tu do czynienia z deprecjonowaniem zbrodni dokonanej na polskiej ludności przez ukraińskich nacjonalistów?
– Oczywiście, że tak. Jeżeli na czele instytucji ukraińskiej zajmującej się polityką historyczną państwa stoi człowiek, o którym zachodnia prasa i historycy wprost mówią, że jest to fałszerz historii, to chyba najpełniej pokazuje poziom, z którego strona ukraińska rozpoczyna rozmowę na temat ludobójstwa obywateli II RP przez OUN i UPA. Należy też zadać sobie pytanie, czy sygnatariusze listu odcięli się od ideologii ukraińskiego nazizmu i w jaki sposób, co jest chyba pytaniem retorycznym.
Czy to przypadek, że apel – w dodatku, w takiej formie – pojawia się w przeddzień kolejnej rocznicy zbrodni wołyńskiej?
– Tak jak już wcześniej wspomniałem, jest to zabieg typowo taktyczny, w mojej opinii niemający nic wspólnego ze szczerością intencji. Polska strona nie powinna być wrażliwa na opinię ukraińskich polityków, ale ma obowiązek być wrażliwa wobec oczekiwań własnych obywateli, których krewnych w okrutny sposób mordowano na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. Bez pełnej prawdy nie będzie pojednania.
Skoro w związku z trwającym konfliktem z Rosją Ukraińcy mają tak lekceważący stosunek do faktów historycznych, do Polski i Polaków, to jakie byłyby te relacje w czasie pokoju?
– To jest bardzo dobre pytanie. Można powiedzieć, iż obecnie władze ukraińskie są w pewien sposób zależne od poparcia polskich polityków, a mimo to zamiast tworzenia pozytywnych gestów i realnych działań w stosunku do nas wymuszają na polskich politykach postawy, które na pewno będą w konfrontacji ze społeczeństwem. To dowodzi, że korzystają z tej pomocy tylko instrumentalnie.
„Kierując się duchem braterstwa wzywamy do ustanowienia wspólnego Dnia Pamięci Ofiar Konfliktu Polsko-Ukraińskiego podczas i po II wojnie światowej oraz do niepowtarzania zła”. Na jaki efekt ze strony polskich władz obliczone jest to działanie?
– To brzmi mniej więcej tak, jakby Niemcy zaproponowali Żydom, aby zamiast holokaustu ustanowić dzień wspólnego Dnia Pamięci ofiar konfliktu niemiecko-żydowskiego. Dlatego już tylko tym jednym zdaniem autorzy kompromitują całą treść wspomnianego apelu. Komentarz dodatkowy jest tu zatem zbędny. Nie dajmy się zwieść ukraińskim manipulacjom.
Jakiej odpowiedzi na ten apel oczekiwałby Pan od polskich władz?
– To nie rząd Ukrainy skierował do rządu Rzeczypospolitej Polskiej apel, ale m.in. byli politycy, dlatego też polskie władze powinny przede wszystkim upamiętnić ofiary ludobójstwa 11 lipca w formie ustawy. Następnym krokiem powinno być podjęcie rozmów na temat dojścia do pełnej, podkreślam pełnej prawdy w kwestii zbrodni ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Po zakończeniu badań i dokonaniu wspólnych ustaleń co do pewnych faktów będzie odpowiedni czas na wspólne deklaracje i pełne pojednanie oparte na prawdzie.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

Artykuł opublikowany na stronie: http://naszdziennik.pl/polska-kraj/1593 ... wiesc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 16 cze 2016, 11:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
Prawda przede wszystkim

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Środowiska Kresowe, które od lat zabiegają o ustanowienie 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich dokonanego przez OUN-UPA, mają pretensje do PiS, że mimo obietnic wyborczych, co by nie powiedzieć ucieka od ustanowienia 11 lipca – „Krwawej Niedzieli” – apogeum ludobójstwa na Wołyniu świętem państwowym. Czy są to uzasadnione pretensje?
– W trakcie ostatniej kampanii wyborczej posłowie PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim jednoznacznie deklarowali wsparcie dla idei ustanowienia 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu. Ostatnie propozycje tego ugrupowania mówiące o ustanowieniu daty 17 września Dniem Męczeństwa Kresowian można traktować nie inaczej jak oszustwo wobec środowisk kresowych. Jest to tym boleśniejsze, że dzieje się to pod naciskiem współczesnych piewców ideologii, która doprowadziła do mordów na niespotykaną skalę. Dodatkowo należy podkreślić, iż na Ukrainie 17 września jest obchodzony jako dzień połączenia ziem ukraińskich przez Rosjan.

A może – jak twierdzi min. Waszczykowski – nie należy zaostrzać relacji polsko-ukraińskich i pozwolić Ukrainie utrzymać się jako państwo niepodległe i demokratyczne, sprzyjające i współpracujące z Polską, a respektowanie naszych racji odłożyć w czasie…?
– Z taką argumentacją mamy – niestety – do czynienia już od kilkunastu lat. Tyle że to nie przynosi nam żadnych pozytywnych rezultatów, a do tego poprzez nasze zaniechanie umacniający się na Ukrainie coraz bardziej nacjonalizm typu nazistowskiego nie otrzymuje jasnych, czytelnych sygnałów, iż ta ideologia nie będzie akceptowalna przez Polskę i Unię Europejską. Dla Niemców czas, w którym podjęli uchwałę o tym, że Turcja dokonała ludobójstwa na Ormianach, też nie był odpowiedni, a mimo to zdobyli się na taki gest. Jeśli Niemców było na to stać, to niby dlaczego Polska miałaby dłużej zwlekać z oddaniem należnej czci ofiarom ludobójstwa dokonanego na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów. Tu liczy się przede wszystkim prawda, od której nie ma ucieczki. Odkładając męską decyzję w czasie, popełniamy wielki błąd.

Czy zatem można powiedzieć, że obecny rząd jest bardziej pryncypialny, jeśli chodzi o bezwarunkowe wsparcie dla Ukrainy, niż w zakresie domagania się od naszych wschodnich sąsiadów respektowania polskiej wrażliwości historycznej?
– Obecny rząd niestety wpadł w niebezpieczną prawidłowość, a mianowicie przymyka oczy na wszystkie sprawy dotyczące ignorowania przez Ukraińców kwestii polskich interesów gospodarczych i historycznych. Z drugiej strony udziela się bezwarunkowej pomocy ukraińskiemu państwu – bez stawiania żądań w zamian za poparcie w pewnych sprawach. Obecny prezydent Ukrainy i rząd w Kijowie składający się w dużym stopniu z oligarchów podchodzi do relacji z Polską w sposób przypominający prowadzenie własnego interesu, gdzie liczą się tylko własne korzyści. Tymczasem polscy politycy naiwnie podejmują rozmowy z Ukrainą niczym ze stabilnym zachodnim partnerem politycznym, co jest skrzętnie wykorzystywane przez Kijów. Nic dobrego dla nas z takich krótkowzrocznych działań nie może wyniknąć.

Czy Polska, która jest największym adwokatem Ukrainy na Zachodzie, mimo wszystko nie powinna pod groźbą wycofania swojego poparcia zażądać ustępstw w obszarach dotyczących pamięci historycznej i praw kresowych Polaków?
– Oczywiście, że tak. Zwłaszcza iż obecnie wiele środowisk szowinistycznych na Ukrainie opowiada się za obaleniem obecnych władz tego kraju. Jest to dobry moment. Pytanie tylko, czy nasze władze będzie na to stać. Władze w Kijowie muszą znać swoje miejsce w szeregu i nie mogą nam dyktować warunków. To Ukraina jest zależna od Polski, a nie odwrotnie.

Jarosław Kaczyński w jednym ze swoich wywiadów, argumentując, dlaczego nie 11 lipca a 17 września powinien być upamiętnieniem męczeństwa Kresowian, powiedział, że ten dzień łączy w sobie wszystkie zbrodnie popełnione na Polakach na Wschodzie i jest najbardziej uniwersalny.
– Idąc tokiem takiego rozumowania, to może jeszcze do jednego worka wrzucić datę zbrodni w Katyniu, rocznicę napaści Niemiec na Polskę, wywózek na Sybir czy chociażby rocznicę wojny polsko-bolszewickiej, która zasadniczo toczyła się na Kresach? W polskim kalendarzu jest miejsce zarówno na pamięć o napaści sowieckiej na Polskę 17 września, jak i o rocznicy ludobójstwa dokonanego na dziesiątkach tysięcy obywateli polskich przez nacjonalistów ukraińskich. Nie ma potrzeby, żeby zamykać jednym upamiętnieniem oba te tragiczne dla Polski wydarzenia. Idąc tym tropem, może się zdarzyć, że ktoś w końcu zaproponuje, aby dla uczczenia ofiar wszystkich zbrodni na Narodzie Polskim ustanowić jedną datę, a pozostałe usunąć z kalendarza.

Pojawiły się głosy, że do zmiany daty upamiętnienia mogło dojść wobec ukraińskich nacisków, po wizycie polskich parlamentarzystów w Kijowie…
– Ten nacisk jest nieustający od lat. Z jednej strony jest on powodowany przez byłych i obecnych polityków na Ukrainie, którzy gloryfikują OUN i UPA, a z drugiej w Polsce ze strony części korpusu dyplomatycznego tego państwa, który wywodzi się z partii nacjonalistycznych i ze Związku Ukraińców w Polsce, organizacji, która od lat gloryfikuje formacje, które dokonały ludobójstwa na Polakach.

O ile polskie władze są spolegliwe wobec poczynań Ukraińców, o tyle na Ukrainie coraz częstsze są przypadki upamiętniania zbrodniarzy OUN-UPA i co istotne pomniki te, jak chociażby ostatnio w Równem, są poświęcane przez ukraińskich duchownych…
– To problem, z którym na Ukrainie mamy do czynienia już od lat. Mianowicie, z jednej strony w gloryfikowanie nacjonalizmu ukraińskiego jest zaangażowana część duchowieństwa Kościoła greckokatolickiego obrządku ukraińsko-bizantyjskiego i Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego, a z drugiej w zwalczanie gloryfikatorów UPA włącza się cerkiew greckokatolicka obrządku bizantyjsko-ruskiego i Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego. Sama mania stawiania pomników Banderze przypomina kult stawiania pomników Leninowi w tym kraju w okresie komunizmu. To pokazuje, że na Ukrainie wciąż dobrze się mają spadkobiercy tej zbrodniczej ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, co więcej znajdują nowych naśladowców.

Trwa protest środowisk kresowych przeciw organizowaniu 26 czerwca w Przemyślu obchodów święta ukraińskiej pamięci narodowej. Dlaczego powinny zostać zakazane?
– Nikt w Przemyślu nie broni i z pewnością nie będzie przeszkadzał nikomu w czczeniu zmarłych. Jest tu wiele cmentarzy niemieckich, rosyjskich, ukraińskich czy austriackich. Ale odrębną sprawą jest upamiętnienie ofiar wojen, a inną przy tej okazji demonstracja ideologii, która doprowadziła do ludobójstwa obywateli polskich. Jeżeli w poprzednich latach zdarzało się uczestnikom i organizatorom obchodów święta ukraińskiej pamięci narodowej iść pod flagami banderowskimi przez miasto. Ponadto coroczną praktyką jest odgrywanie na ulicach Przemyśla hymnu UPA i innych antypolskich pieśni, udział w pochodzie umundurowanych członków UPA czy też nacjonalistyczne przemówienia na samym cmentarzu. Dlatego nie wolno dopuścić do kontynuowania takich marszów. Warto może dodać, że na cmentarzu, na którym odbywają się corocznie tego typu uroczystości, spoczywają członkowie ukraińskiej armii Petlury, członkowie UPA, ale także żołnierze armii rosyjskiej „białej” i żołnierze Armii Czerwonej.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... stkim.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 04 sie 2016, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
Obrazek

Publiczne ukrywanie faktu, że Polską po II wojnie światowej rządziły bestialskie bandy bolszewickich kacyków, nazywających siebie "władzą ludową", jest dla wielu urzędników państwowych nadal obowiązującą narracją, czyli poprawnością polityczno - historyczną.
Na grobie tow. Bieruta zwykłego bandyty komunistycznego napisano wreszcie prawdę o tym kim dla nas Polaków był ten jeden z wielu bolszewickich bandytów i niech ten moment stanie się zwrotem w oficjalnym podejściu do czasów PRL.
Peerelem rządziły bandy zbrodniarzy to jeden z bolesnych faktów.
Drugim bolesnym faktem jest to, że z tych band zrodziły się w III RP brutalne i bezwzględne gangi polityczne i to głównie one do wyborów w 2015r. kacykowały Polsce i Polakom.
Uważanie że było inaczej jest zwykłą zbrodnią na uczciwości i na pamięci historycznej i kpiną z nas Polaków.


Sprawiedliwość na grobie Bieruta

Z dr. Jerzym Bukowskim, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Dwoje młodych ludzi w 72. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego na grobie Bolesława Bieruta na Powązkach namalowało czerwoną farbą gwiazdę oraz napisało słowo „kat”. Jak odczytuje Pan to wydarzenie? To akt wandalizmu czy akcentowanie problemu dekomunizacji?
– Ten postępek można różnie oceniać, zwłaszcza z moralnego punktu widzenia, ale jedno nie ulega wątpliwości: zatrzymani przez policję sprawcy wyrazili to, co myśli o owym zdrajcy zdecydowana większość Polaków. Hańbą dla niepodległego państwa jest natomiast, że Bierut i inni komunistyczni zbrodniarze nadal spoczywają w miejscu, które powinno przysługiwać wyłącznie bohaterom narodowym, czyli w Alei Zasłużonych stołecznej nekropolii.

Obie osoby zostały zatrzymane przez policję. Jednakże prokurator generalny Zbigniew Ziobro dopatrzył się błędów proceduralnych i nakazał ich zwolnienie. W stronę prokuratora posypały się słowa krytyki. Zarzuca mu się, że to tylko sprawi, że następne osoby poczują się bezkarne i rozpocznie się masowe niszczenie pomników. W Pana ocenie takie zagrożenie jest realne?
– Mogą zdarzać się takie akty przywracania elementarnej sprawiedliwości dziejowej, które jednak z punktu widzenia prawa będą kwalifikowane jako wykroczenia lub nawet przestępstwa. Dlatego potrzebna jest szybka dekomunizacja Alei Zasłużonych Powązek Wojskowych przeprowadzona spokojnie, bez emocji, z naukowym podkładem, który powinien zapewnić Instytut Pamięci Narodowej.

Od dawna Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie domaga się usunięcia grobów komunistycznych dygnitarzy z Powązek. Dlaczego?
– Zacytuję to, co napisaliśmy kilkanaście dni temu w liście-apelu do nowego prezesa IPN, doktora Jarosława Szarka: „Wielu odwiedzających tę nekropolię rodaków bulwersuje, że okazałe grobowce komunistycznych zbrodniarzy sąsiadują z mogiłami ludzi, którzy całe życie poświęcili walce o wolność, całość i niepodległość Rzeczypospolitej krwawo zwalczaną przez prominentnych funkcjonariuszy PRL. Jest to także demoralizujące dla młodzieży otrzymującej na Powązkach fałszywą lekcję historii. Nadszedł czas na dokonanie na tym cmentarzu takich zmian, aby Julian Marchlewski, Bolesław Bierut, Karol Świerczewski, Władysław Gomułka, Wojciech Jaruzelski nie spoczywali obok generała Tadeusza Bora-Komorowskiego, pułkownika Ryszarda Kuklińskiego i wielu innych bohaterów”.

Jesteśmy wyjątkowym Narodem, który wielką czcią otacza groby i zmarłych. W Polsce jest wiele mogił żołnierzy Armii Czerwonej, o które dbają lokalne społeczności. To zapewnienie spokoju zmarłym nie jest wystarczającym argumentem, aby pozostawić ich mogiły na Powązkach?
– Trzeba w sposób godny i kulturalny przenieść szczątki ludzi, którzy wiernie i z tragicznymi dla Polski skutkami służyli Sowietom jako narzędzia niewolenia rodaków, na mniej eksponowane kwatery lub do grobowców rodzinnych. Powinno się to odbyć z pełnym szacunkiem, bez nadmiernego rozgłosu, w atmosferze powagi, a nie zemsty. Warto przypomnieć, że etyka chrześcijańska, na którą bardzo często powołują się przeciwnicy cmentarnej dekomunizacji, dopuszcza ekshumacje w uzasadnionych wypadkach i nie zabrania przenoszenia grobów.

Jeżeli nie Powązki, to gdzie należałoby przenieść groby działaczy PRL, aby nie naruszyć spokoju pochówku?
– To drugorzędna kwestia. Można je – jak wspomniałem wyżej – przekazać rodzinom, a można by także utworzyć specjalną kwaterę na tym samym cmentarzu, byle bardzo daleko od Alei Zasłużonych, i tam pochować najeźdźców, namiestników obcych mocarstw, zdrajców polskiej racji stanu oraz wszelkich zaprzańców narodowej sprawy.

28 sierpnia br. w Gdańsku odbędzie się pogrzeb państwowy Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Co należałoby zrobić, aby nie było to jedno z wielu wydarzeń? Czy testament „Inki” i jej „Zachowałam się, jak trzeba” może stać się dewizą każdego młodego patrioty?
– Piękne słowa „Inki” i jej w pełni z nimi zgodne zachowanie w ostatnich dniach życia aż do chwili śmierci włącznie powinno być wskazówką dla każdego młodego Polaka, oczywiście wdrażaną w innych, bo pokojowych warunkach. Znając od wielu lat dr. Szarka, jestem pewny, że narodowi bohaterowie, tacy jak Danuta Siedzikówna czy stracony razem z nią porucznik Feliks Selmanowicz trafią do szkolnego kanonu edukacyjnego.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... eruta.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 04 sie 2016, 10:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Przy czym nie jest to wandalizm, jak utrzymuje wielu miłośników żydokomuny, lecz uzupełnienie opisu na pomniku zmarłego, by każdy przechodzień wiedział, kim był Bierut i jak ciężką ma dziś przeprawę na tamtym świecie. Można najwyżej mieć pretensję o kształt i jakość czcionki, ale to można poprawić. Czerwona gwiazda udatnie umieszczona, rozdzielając początek i koniec życia Bieruta, które wypełniły właśnie wartości, które ta gwiazda reprezentuje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 01 lut 2018, 07:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
Pan Putin się wzruszył....

Obrazek

Pan Putin się wzruszył, prawie że łzy miał w oczach.


A czymże, ach, czym? image
Ano tym, że bohaterscy radzieccy frontowcy mają swój pomnik w Izraelu

Obrazek

A w tej podłej Polsce to pomniki bohaterskiej Armii Czerwonej są rozbierane!!! A przecież ta armia wyzwalała Żydów z nazistowskich obozów śmierci! No fakt...
Bohaterscy żołnierze radzieccy wyzwolili Polskę z rąk polskich nazistów, oswobodzili Żydów mordowanych przez Polaków, przywieźli tu porządny, sowiecki rząd, który polskich nazistów ścigał i zabijał - a teraz te Polaczki znowu podniosły łby! Dlatego trzeba im przypomnieć, kto tu jest prawdziwym winowajcą wszelkiego nieszczęścia. Trzeba ich przydusić i uspokoić, zanim znowu wywołają wojnę, jak w 1939-tym.

Że co? Że to paranoja?
Taka jest oficjalna narracja, suflowana także w Polsce przez całe rzesze kłamców i oszczerców.
A na dowód mamy wszak torcik z PrincePolo spod Wodzisławia!


---------------------------------------------------------------------------
Przyznam szczerze, że to wszystko razem to już jest tak żałosna hucpa, że właściwie nie wiadomo, z której strony się do tego zabrać. Sęk w tym, niestety, że nasza władza, także ta obecna, dalej nieustannie coś z tym Izraelem kombinuje, a my nic o tym nie wiemy.
Teraz nagle wyłażą jakieś szczątki informacji i staje się jasne, że szanowanie „żydowskiej wrażliwości” właśnie nam wychodzi bokiem. No i mamy na dodatek ten nieszczęsny JUST S. 447, czyli żądanie odszkodowania za przejęte mienie pożydowskie, tyle że akurat w tym wypadku to nam mogą „naskoczyć”. Albowiem:

1. Wszystko, co było w Polsce własnością gmin żydowskich, zostało dawno zwrócone.


2. Wszystko, w stosunku do czego znajdują się prawowici spadkobiercy, jest zwracane w normalnym trybie, choć zgodnie z porozumieniem z dnia 16 lipca 1960 r. pomiędzy USA a PRL – nie powinno to dotyczyć obywateli amerykańskich. Zgodnie z tym porozumieniem za wszystkie roszczenia amerykańskich obywateli i ich spadkobierców odpowiada obecnie rząd Stanów Zjednoczonych. Podobne porozumienia PRL zawarł z wieloma innymi krajami i wypłacił nawet pieniądze.

3. To Niemcy przejmowali formalnie jako państwo własność żydowską w czasie okupacji. Polski wtedy NIE BYŁO!

4. Zgodnie z powojennymi ustaleniami cały majątek niemiecki na ziemiach polskich i przyznanych Polsce przepadał na rzecz państwa polskiego.

Z powyższego wynika, że wydarcie nam kasy na podstawie tego JUST 447 wcale nie będzie takie proste. Dlatego mamy padgatowkę (jak mówią Rosjanie) i sprawdzenie bojem.
W tej sytuacji warto bacznie obserwować, kto wśród naszej władzy i jej ulubieńców jakie ruchy wykonuje, można się będzie wiele dowiedzieć – nie o naszych przeciwnikach, tylko o nas samych.
I dlatego potrzebny jest nacisk społeczny, ale – uwaga - bez zadymy i antysemityzmu! Czyli fakty, fakty i jeszcze raz fakty, zero obrażania, wyzwisk itp. Zero zadym i awantur publicznych, za to maksymalnie dużo informacji.
Jak pisał Polfic, to nie PiS wygrał wybory w 2015, tylko MUR ludzi dobrej woli. Ten MUR znowu musi stanąć do odpowiedzialnej walki o swoje, to my musimy to wygrać, nie ma innego wyjścia.
Poziom ostatniej zadymy politycznej wskazuje na dość rozpaczliwe ruchy po stronie Izraela (ale także Rosji i Niemiec), wygląda na to, że mamy spore szanse. Poza tym i tak nie mamy innego wyjścia, więc nie ma się co rozczulać, trzeba walić prawdę, zwłaszcza na zewnątrz - i patrzeć na ręce naszej władzy.

Opublikowano: 31.01.2018 16:22.

https://www.salon24.pl/u/eska/840474,pa ... e-wzruszyl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 03 lut 2018, 15:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
Musimy walczyć z kłamstwem

List ministra Krzysztofa Szczerskiego do amerykańskich kongresmenów.

Szanowni Kongresmeni,

Członkowie Ponadpartyjnego Zespołu ds. Zwalczania Antysemityzmu Kongresu USA,

w imieniu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dziękuję za list z 31 stycznia 2018 roku w sprawie nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która jest obecnie procedowana przez polskie władze.

Szczególnie dziękuję za pamięć o ogromnych stratach, jakich doświadczyła Polska podczas II wojny światowej ze strony niemieckich i sowieckich najeźdźców. Brutalnemu wymordowaniu blisko 6 milionów polskich obywateli (w tym 3 milionów polskich Żydów) towarzyszył terror okupacyjny na niespotykaną wcześniej skalę, dotykający wszystkie wymiary życia moich Rodaków, bez względu na ich pochodzenie etniczne. Barbarzyńska ideologia niemieckich nazistów miała na celu całkowite unicestwienie narodu żydowskiego. Wielu pomija jednak fakt, że prowadziła ona również do zniewolenia, wysiedleń, a ostatecznie także eksterminacji etnicznych Polaków i innych ludów słowiańskich.

Jak wiadomo, Polska była jedynym okupowanym przez Niemcy krajem, w którym niemieccy naziści wprowadzili karę śmierci za jakąkolwiek próbę udzielenia schronienia bądź pomocy prześladowanej ludności żydowskiej. Setki Polaków straciło życie za niesienie pomocy swoim żydowskim współobywatelom. Taki właśnie los spotkał między innymi rodzinę Ulmów ze wsi Markowa. 24 marca 1944 roku niemieccy żandarmi zamordowali Józefa, jego ciężarną żonę Wiktorię, a także szóstkę ich dzieci wraz z ośmioma ukrywanymi przez nich Żydami.

Mimo to tysiące Polaków nie ustawały w udzielaniu pomocy swoim żydowskim sąsiadom, nie zważając na drakońskie prawo i tragiczną sytuację panującą pod niemiecką okupacją. Polskie Państwo Podziemne powołało Radę Pomocy Żydom „Żegota” w celu ocalenia jak największej liczby Żydów. Wspierały ją rzesze anonimowych osób. Jak zauważyli Państwo w swoim liście, prawie 7000 z nich zostało uhonorowanych przez Instytut Yad Vashem Medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Lista ta wciąż się rozszerza.

Nikt mający elementarną wiedzę o historii nie zaprzecza, że w czasie II wojny światowej ​​zdarzały się przypadki haniebnych zachowań Polaków wobec Żydów. Potępiamy takie czyny i nie zamierzamy ich wymazywać z naszej przeszłości. Jednak w przeciwieństwie do innych krajów europejskich, których rządy współpracowały z nazistowskimi Niemcami, takie działania nigdy nie były elementem oficjalnej polityki Rządu RP na uchodźstwie. Polska w żaden sposób nie kolaborowała z Niemcami. Wręcz przeciwnie, Polskie Państwo Podziemne usiłowało karać wszelkie przejawy prześladowania ludności żydowskiej. Dlatego nie możemy zgodzić się na oskarżanie Państwa Polskiego lub Narodu Polskiego jako całości o odpowiedzialność bądź współodpowiedzialność za Zagładę Żydów w czasie II wojny światowej. Takie insynuacje są negowaniem prawdy o Holokauście.

Jesteśmy świadomi naszych zobowiązań jako depozytariusza pamięci o Zagładzie. To bowiem na okupowanym polskim terytorium działały niemieckie obozy śmierci. Naród polski był pierwszym świadkiem tej niewyobrażalnej tragedii. Pomagając naszym żydowskim sąsiadom, alarmowaliśmy świat o okrucieństwach popełnianych przez niemieckich nazistów, kiedy można było jeszcze działać na rzecz ich zatrzymania. Pozostajemy wierni obowiązkowi głoszenia prawdy o Zagładzie. Co roku gościmy tysiące Żydów poszukujących śladów swych przodków bądź składających wyrazy szacunku tym, którzy zginęli podczas Holokaustu. Otwieramy muzea, publikujemy książki i organizujemy seminaria poświęcone żydowskiej historii, nie omijając przy tym tematów dla nas trudnych.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda konsekwentnie potępia wszelkie przejawy antysemityzmu i nienawiści etnicznej lub rasowej. Uczynił to zarówno w trakcie swojej wizyty w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie, jak i w ostatnich dniach, kiedy w Polsce toczy się dyskusja nad nowelizacją ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej: Ja od samego początku swojej prezydentury bardzo głośno i mocno mówiłem jedno – nie ma mojej zgody na żadną nienawiść między narodami w Polsce. Nie ma mojej zgody absolutnie na żaden antysemityzm czy inny przejaw ksenofobii, bo nienawiść to jest najgorsze zło, które się szerzy pomiędzy narodami (Żory, 29 stycznia 2018 r.).

Niestety, każdego roku rejestrujemy jednak setki przypadków stosowania zniesławiającego języka, w tym określenia „polskie obozy śmierci”. Te fałszywe stwierdzenia nie mogą być akceptowane. Nie obronimy prawdy, jeśli nie będziemy walczyć z kłamstwem.

W imieniu Prezydenta RP pragnę zapewnić o naszej gotowości do współpracy.

Szef Gabinetu Prezydenta RP

Sekretarz Stanu Krzysztof Szczerski

prezydent.pl

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... stwem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 07 lut 2018, 17:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
Kto nas wikła w zbrodnię

Obrazek

Każdy, kto używa pojęcia „polskie obozy śmierci”, wpisuje się w bestialski atak na Polskę jako Naród i dąży na swój sposób do jego eksterminacji – mówi ks. prof. Tadeusz Guz.

W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” wybitny filozof komentuje izraelskie próby ingerencji w polski system prawodawczy w świetle prawdy, prawa naturalnego i Bożego Objawienia.

Katolicki wykładowca przypomina kluczowe dla moralnej oceny tego zjawiska fakty historyczne i ich szersze tło filozoficzne. Najważniejszy z nich ma charakter prawno-faktyczny. W czasie wojny terytorium Polski było pod okupacją, zatem nawet zgodnie z prawem międzynarodowym za wszystkie zbrodnie dokonywane na ziemiach historycznie czy obecnie polskich, zajętych siłą przez III Rzeszę odpowiada okupant. To na nim ciąży także wina za zbrodnie popełnione na Żydach. Natomiast Polskie Państwo Podziemne sprzeciwiło się tym aktom i karało je śmiercią. Nie można mówić, że jakikolwiek niemiecki obóz zagłady powstał w Polsce – były to tereny III Rzeszy albo utworzonego jako forma rządów okupacyjnych tzw. Generalnego Gubernatorstwa. Największy niemiecki obóz śmierci Auschwitz-Birkenau, symbolizujący całe okrucieństwo hitleryzmu, znajdował się na obszarach wcielonych do III Rzeszy, a więc z prawnego punktu widzenia nie różnił się np. od Dachau położonego na przedmieściach Monachium.

– Jeżeli Izrael w sposób świadomy i jako naród, i jako państwo chciałby uwikłać Naród Polski czy państwo polskie we współpracę ze zbrodniczą III Rzeszą Niemiecką, to jest hańba Izraela – konkluduje ks. prof. Guz.

Rozmówca „Naszego Dziennika” zwraca również uwagę na współodpowiedzialność za holokaust państw i firm współpracujących z III Rzeszą, obojętność i przyzwolenie na niemieckie zbrodnie wobec narodu żydowskiego ze strony takich krajów jak USA.

W drugiej części wywiadu, którą opublikujemy w sobotę, ks. prof. Tadeusz Guz przypomina katolickie, biblijne i jednocześnie realistyczne rozumienie narodu, wypaczone zarówno przez rasistowsko-socjalistyczną ideologię niemieckiego nazizmu, jak i marksistowskiego komunizmu urzeczywistnianego w Związku Sowieckim.

Całą rozmowę z ks. prof. Tadeuszem Guzem – „Bestialski atak na Polskę” – przeczytasz w dzisiejszym „Naszym Dzienniku”.

Piotr Falkowski

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/194 ... odnie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 16 mar 2018, 16:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
Jak Jajakoprezydent* Duda Baumana, Michnika, Wolińską i innych stalinowców o wybaczenie prosił

Jak napisał w 2009 roku w tekście Stalinowscy uciekinierzy, Tadeusz M. Płużański:

“wielu komunistycznych oprawców uciekło za granicę. Tylko do Izraela wyjechało po marcu 1968 r. ok. tysiąc zagorzałych stalinistów. Niektórzy żyją do dziś. Trzeba ich ścigać i pokazywać ich zbrodnie.”

Ale Jajakoprezydent Duda Andrzej ma na ten temat inne zdanie:

8 marca br, na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego ten wierny członek Unii Wolności odkrył swoje prawdziwe oblicze i o przegranych w wojnie dwóch strasznych komunistycznych gangów stalinowcach i staliniątkach powiedział tak:

„pochylam głowę z wielkim żalem także ja, jako Prezydent. I tym, którzy zostali wtedy wypędzeni, i rodzinom tych, którzy zginęli, chcę powiedzieć: proszę, wybaczcie, proszę, wybaczcie Rzeczypospolitej, proszę, wybaczcie Polakom, wybaczcie ówczesnej Polsce za to, że dokonano tego haniebnego aktu.”

Nie zdążyłem się dowiedzieć, kto to niby z tych staliniątek w marcu 1968 zginął, gdy “Jajakoprezydent” załkał boleśnie:

„co za żal, co za stratę ponosi dzisiejsza Rzeczpospolita, że Wy wszyscy, ci, którzy wyjechali, ci, którzy być może umarli przez tamten 1968 rok, że Was dzisiaj z nami nie ma. Że jesteście elitą inteligencji, ale w innych krajach.”

***
Że Baumana Zygmunta o wybaczcie prosił – rozumiem,

Przecież nie na darmo uwecki kolega Jajakoprezydenta, Piotr Gliński (przydział służbowy minister kultury i dziedzictwa narodowego) rok temu tego swojego socjologicznego guru na frontonie podległego sobie Narodowego Instytutu Audiowizualnego promował, co opisałem i stosownymi fotografiami opatrzyłem.

Obrazek

Zresztą Bauman to agent Informacji Wojskowej, czyli elita!
No i dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów (czyli Żołnierzy Niezłomnych).

Ober prokurator z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Helena Wolińska (Fajga Mindla Danielak) – też elita: w końcu aresztować gen. Augusta Fieldorfa „Nila” to nie w kij dmuchał!

Jej psiapsióła, wiceprokurator Generalnej Prokuratury PRL Paulina Kern, która oskarżała gen. Fieldorfa przed Sądem Najwyższym żądając kary śmierci to też elita i też marcowa emigrantka.

A Stefan Michnik to stalinowski sędzia, a dokładniej – morderca sadowy, a to już elita morderców jest.
Że do tego informator i rezydent Informacji Wojskowej, to już tylko wisienka na torcie.

***

Ale życie pisze ciekawe scenariusze:

otóż 3 dni po tym, gdy „Jajakoprezydent” prosił (bez mojej zgody i w moim imieniu) stalinowskich drani o wybaczenie, wypadła uroczystość odsłonięcia na Jasnej Górze tablicy ku czci Żołnierzy Niezłomnych, w obecności tych nielicznych z nich, którzy na swą pielgrzymkę byli w stanie dotrzeć.

No, Jasna Góra to nie to samo, co dziedziniec Uniwersytetu Warszawskiego, a Żołnierze Niezłomni to nie stalinowcy idole „Jajakoprezydenta” , toteż „Jajakoprezydent” się do Czarnej Madonny nie pofatygował, ale żeby Ciemny Lud/Suweren (wybór wariantu w zależności od aktualnego zapotrzebowania) za szybko się nie pokapował, z kim ma do czynienia, list do Żołnierzy Niezłomnych wysłał.


Potem – jak to u „Jajakoprezydenta”:

list odczytany, Niezłomni odfajkowani – czyli wszystko jest (jak to ujął Lew Rywin, podczas nagranych negocjacji biznesowych z Adamem Michnikiem) – koszerne.

Co, oburzacie się Państwo na taką hipokryzję?

Eee… po co te emocje? Przecież to typowa, „jajakoprezydentowa” zagrywka, już w staropolskim porzekadle opisana:

„Diabłu świeczkę – i Panu Bogu ogarek!”

Co, że w oryginale jest odwrotnie?

I o to chodzi:
bo przecież jak się szybko okazało, ten wasz Jajakoprezydent Andrzej Duda to nie jest oryginał, a podróbka.

Polskiego patrioty mianowicie.

No, dla niektórych (siebie mam na myśli) okazało się jeszcze szybciej, bo ja się uwekowi „Jajakoprezydentowi” nabrać nie dałem i PRZED wyborami, 15/03/2015 w tekście Andrzej Duda, czyli UWPiS w akcji napisałem tak:

„10 maja w wyborach spotkają się dwaj partyjni koledzy i który by nie wygrał, wszystko, jadąc Lampartem (guglować młodzi, guglować) zostanie po staremu.
Bo w polityce najważniejsza jest ciągłość!”

Dziś dodałbym – z jak najgorszym dla przyzwoitych Polaków skutkiem.

Ewaryst Fedorowicz

*autorką określenia jest zastrzegająca sobie anonimowość zaprzyjaźniona twitterowiczka z Krakowa.

[Przypisy:]

http://www.bibula.com/?p=16228
http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wyp ... wskim.html
http://niepoprawni.pl/blog/fedorowicz-e ... ta-baumana
http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wyp ... -gore.html
http://blogmedia24.pl/node/70843

http://www.bibula.com/?p=100392


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 30 kwi 2018, 15:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
To nie jest tylko zbrodnia na pamięci, ale przede wszystkim zbrodnia na uczciwości i zbrodnia na wdzięczności.

Świat o tym nie wie bo Żydzi zakłamali historię

Ambasador Polski w Szwajcarii: Polacy pomagali przy wykupie Żydów z rąk nazistów. Alianci byli temu przeciwni

- Jak wielką wagę miała polska pomoc przy przesyłaniu depesz, zrozumiałem dopiero dzięki przedstawicielowi miejscowej wspólnoty żydowskiej, bardzo religijnemu i bardzo mądremu człowiekowi. Powiedział mi, że nasza Rezydencja to „święte miejsce”, bo uratowano w niej „tak wielu ludzi”. Człowiek, który ma problem z chodzeniem, koniecznie chciał wejść po schodach na najwyższe piętro, tylko po to, żeby zobaczyć mały pokój serwerowni, który w czasie wojny mieścił naszą radiostację. Na koniec powiedział mi: „Pan mi mówi, że Ładoś uratował setki, a już widzę, że uratował tysiące” – mówi w rozmowie z portalem PolskieRadio.pl ambasador Polski w Szwajcarii dr Jakub Kumoch.

Jeden z dokumentów przedstawionych przez Ambasadę Polski w Szwajcarii

Obrazek
Jeden z dokumentów przedstawionych przez Ambasadę Polski w Szwajcarii Foto: Ambasada Polski w Szwajcarii/Twitter


Petar Petrović: W ostatnim czasie ambasada Polski w Szwajcarii opublikowała w mediach społecznościowych wiele dokumentów, świadczących o tym, jak wielkie było zaangażowanie przedstawicieli polskiego państwa w ratowanie Żydów. Jedną z najbardziej zaskakujących kwestii, jest wykupywanie Żydów z rąk nazistów w zamian za łapówki. Okazuje się, że gdyby nie wykorzystanie polskich szyfrów dyplomatycznych, depesze o możliwości wykupu nie dotarłyby do środowisk żydowskich w USA i Wielkiej Brytanii, co uniemożliwiłoby zebranie w krótkim czasie pieniędzy na łapówki. Panie Ambasadorze, jak do tego doszło?

W pierwszych latach wojny, poseł (ambasador) Aleksander Ładoś podjął decyzję, by udostępnić żydowskiej rodzinie Sternbuch, liderom szwajcarskiej części organizacji Vaad Hatzalah, możliwość wysyłania szyfrogramów. Co to oznaczało? Że zdobyte przez ich sieć i przemycone informacje z gett, mogły zostać oddane do Poselstwa (Ambasady) RP i wysłane jako tajne depesze do Ameryki z prośbą o odszyfrowanie ich i przekazanie adresatom – żydowskim organizacjom. Mamy kopie części tych depesz, zresztą nietrudno znaleźć inne spośród nich. Są dostępne w różnych archiwach.

Obrazek
Jan Żaryn


Jan Żaryn: burza wokół ustawy o IPN przybierze jeszcze na sile Co się w tych depeszach znajdowało? W pierwszych latach opis tego, co dzieje się w okupowanej Polsce. Później ślady bardzo szerokich akcji dyplomatycznych – interwencji na rzecz zniszczenia przez aliantów torów do Auschwitz albo śladów negocjacji z Himmlerem, by ten – za gigantyczne łapówki – zgodził się wypuszczać ocalałych Żydów. Zaznaczam, że to pewien odprysk innej sprawy, którą się zajmowaliśmy – sprawy paszportów latynoskich i że odnaleźliśmy jedynie część tych depesz. Z tego co wiem, latem ubiegłego roku w Kanadzie wydana została książka, która opisuje ich całość. O paszporty zapytam później. Dlaczego depesze Sternbuchów przechodziły przez polskie Poselstwo? Zapewne dlatego, że Polska, jako jedyne państwo alianckie, była zainteresowana nagłośnieniem sprawy Zagłady Żydów. Myślę, że pewną rolę mogła odegrać silna (choć niekiedy trudna) osobowość Aleksandra Ładosia, który nie bał się działań nietuzinkowych i nietradycyjnego zbierania informacji. Musiał tak działać: był w końcu w latach 1940-45 szefem placówki położonej najbliżej okupowanej Polski, a kurierom Sternbuchów łatwiej było dotrzeć do Berna. Jestem przekonany, że pewną rolę mógł odegrać w tej sprawie Juliusz Kühl. Był to młody doktor ekonomii, Żyd pochodzący z Sanoka, którego Polacy zatrudnili jako pracownika konsulatu, a później dyplomatę. Wygląda na to, że Ładoś mu ufał i powierzył mu szeroko pojęte kontakty z organizacjami żydowskimi. W pamięci zbiorowej wspólnoty żydowskiej Kühl bardzo często funkcjonuje jako główna postać „grupy berneńskiej”. Z dokumentów to nie wynika. Sam Kühl, jak wynika z jego stenogramu przesłuchania, nie postrzegał się w ten sposób. Trudno zresztą by to robił – w momencie wybuchu wojny miał 26 lat, a był podwładnym samego Ładosia, człowieka, który brał udział w negocjacjach nad traktatem ryskim i był byłym ministrem. Mówiąc to, oczywiście, nie zamierzam umniejszyć bohaterstwa i niebywałej inteligencji Juliusza Kühla, którego zasługi dla całej operacji są nie do przecenienia. Ryzykował też bardzo wiele: to człowiek, którego statusu dyplomatycznego Szwajcaria nie uznawała, a niektóre „gorące głowy” sugerowały jego deportację. Był nawet przesłuchiwany przez sędziego śledczego. Ładoś bronił go lojalnie przed wszelkimi oskarżeniami. Czy jakiekolwiek inne państwo przesyłało depesze? Nie znalazłem informacji na ten temat, a te, które znajduję, przeczą temu. Na przykład w jednej z depesz Izaak Sternbuch informuje o swoich rozmowach z poselstwami USA i Wielkiej Brytanii. Gdyby korzystał z ich szyfrów, nie musiałby przesyłać tych informacji przez polskie poselstwo. Dokąd odbywała się wysyłka? Widziałem depesze wysyłane do MSZ w Londynie, do Konsulatu Generalnego w Nowym Jorku i do Ambasady RP w Waszyngtonie. W sprawę wtajemniczonych było co najmniej kilku innych polskich dyplomatów, w tym ambasador Jan Ciechanowski w Waszyngtonie i konsul Sylwin Strakacz w Nowym Jorku. Dlaczego dopiero teraz się dowiadujemy, że dokumenty te szły po polsku przez polskie szyfry i za aprobatą polskiego rządu? Pisano o tym już wcześniej, ale nie robiono z tego sensacji. Sam podobnie uważałem. Wysyłka depesz Sternbuchów w mojej ocenie – osoby urodzonej wiele lat po wojnie – po prostu humanitarnym odruchem. Interesowały mnie głównie paszporty, bo to o nich non stop opowiadał nasz żydowski konsul honorowy w Zurychu pan Markus Blechner, który mówił też o tym dziennikarzom i od lat zabiegał o to, by polska dyplomacja się tym zajęła na poważnie. Ja chciałem po prostu dołożyć najwyższej staranności, by zweryfikować tryb działania i motywacje uczestników tej akcji. A na depesze Sternbuchów moi dyplomaci napotykali przy pracach nad dokumentacją. Jak wielką wagę miała polska pomoc przy przesyłaniu depesz, zrozumiałem dopiero dzięki przedstawicielowi miejscowej wspólnoty żydowskiej, bardzo religijnemu i bardzo mądremu człowiekowi. Powiedział mi, że nasza Rezydencja to „święte miejsce”, bo uratowano w niej „tak wielu ludzi”. Człowiek, który ma problem z chodzeniem, koniecznie chciał wejść po schodach na najwyższe piętro, tylko po to, żeby zobaczyć mały pokój serwerowni, który w czasie wojny mieścił naszą radiostację. Na koniec powiedział mi: „Pan mi mówi, że Ładoś uratował setki, a już widzę, że uratował tysiące”. Znów nie zrozumiałem, a rozmówca powiedział: „A Pan myśli, że skąd pochodziły pieniądze na łapówki dla Himmlera? Gdyby nie wasze Poselstwo, Żydzi z Ameryki i Wielkiej Brytanii nie byliby w stanie ich zebrać”. Polska pomagała, chociaż alianci byli jednak sceptycznie nastawieni do płacenia łapówek hitlerowcom. Rozumiem, że mówi Pan już o depeszach z jesieni 1944 roku i o negocjacjach, które Vaad Hatzalah, przy aprobacie nuncjusza Filippo Bernardiniego i za pośrednictwem Jeana-Marie Musy’ego, byłego prezydenta Szwajcarii, prowadziła z częścią władz niemieckich, jak rozumiem z Himmlerem. Istotnie, Polska przekazała depeszę z 15 listopada 1944 roku, w której znajduje się relacja z negocjacji, co sugeruje, że się im nie sprzeciwiała i że je wspierała. Było to w czasie, kiedy Ładoś sam przekazywał alarmujące wieści, że Niemcy chcą zrównać z ziemią Auschwitz-Birkenau i wymordować więźniów z baraków. Do obozu zbliżała się Armia Sowiecka. Szwajcarski MSZ odtajnił całą historię interwencji polskiego poselstwa i nawet ministra spraw zagranicznych Tadeusza Romera w tej sprawie. Depesza w sprawie negocjacji została wysłana w trakcie walki o to, by Szwajcaria poparła protest Stolicy Apostolskiej przeciwko planowanemu mordowi. Brzmi mocno: polski rząd popierał zapłacenie łapówki III Rzeszy. Nie dziwi mnie to. Chodziło o życie ludzkie, a upadek Niemiec był już wówczas przesądzony. Zresztą sama Polska też była gotowa z własnego budżetu zapłacić za życie ludzi. W trakcie kwerendy w otwartym źródle – archiwum Silberscheina w Yad Vashem, natrafiliśmy na wymianę korespondencji z kwietnia 1945 roku między Poselstwem a genewskimi przedstawicielami Światowego Kongresu Żydów. Alianci zbliżali się do obozu Bergen-Belsen i rząd przeznaczył specjalny fundusz na „ratowanie 300 więźniów” z Polski. O tym, że prawdopodobnie chodziło o łapówkę, a nie o lekarstwa czy paczki żywnościowe, świadczy druga z depesz. Informowano w niej, że obóz wyzwolono i że nie ma już potrzeby używania tych pieniędzy. Nie wiadomo, jak i komu chciano ją wręczyć. W sprawę tę zaangażowany był Manfred Lachs. Wtedy miał 30 lat i był członkiem rządowego komitetu ds. ratowania Żydów. Później był sławą prawa międzynarodowego, przewodniczącym Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. To nazwisko, które w nauce prawa znaczy bardzo wiele. Czy wiemy ilu Żydów udało się w ten sposób uratować? Nie wiem. Daleki jestem od tworzenia fikcyjnych liczb. Wiem, że w lutym 1945 roku przybył transport 1200 osób do Szwajcarii. Nie jestem historykiem II Wojny Światowej i nie wiem jaki wpływ negocjacje Sternbuchów miały na spowolnienie akcji eksterminacyjnej. Biografowie Sternbuchów mówią, że ich działalność ocaliła życie tysiącom, a nawet „setkom tysięcy” osób. Gdzieś nawet słyszałem liczbę 300 tysięcy. Nie lubię żonglowania liczbami w odniesieniu do Holocaustu, bo najczęściej ma to wymiar propagandowy. Na tej samej zasadzie, gdy niedawno byłem w Memoriale Shoah w Paryżu, ktoś nagle powiedział, że przecież „udowodniono”, że Polacy zamordowali ćwierć miliona Żydów. I był zdziwiony, że nigdy nikt nie przeprowadził rzetelnych badań w tej sprawie. Nie zamierzam bawić się w podobną pseudonaukę. Z pewnością negocjacje Sternbuchów ratowały wielu ludzi. Kropka. Polskie poselstwo miało w tym udział. Kropka. Ważny udział, ale daleki jestem od wyciągania „procentów”. Inną niesamowitą historią, jest sprawa polsko-żydowskiej tzw. grupy berneńskiej, do której należeli m.in polscy dyplomaci: wspomniany już Juliusz Kühl i Konstanty Rokicki. Zostaną oni w poniedziałek upamiętnieni tablicą, która zostanie odsłonięta w szwajcarskim Bernie. W latach 1941-1943 obaj dyplomaci na masową skalę podrabiali paszporty Ameryki Łacińskiej, które pomogły ocalić polskich Żydów z Holokaustu. Na początku zajmowaliśmy się wyłącznie sprawą paszportów, gdyż dowiedzieliśmy się, że zajmują się tym dziennikarze i dlatego chcieliśmy sprawdzić, czy na pewno wszystko w tej sprawie jest tak, jak oni mówią i tak jak mówi pan Blechner. Dlatego przejrzeliśmy wszystkie dostępne dokumenty – moi dyplomaci byli w Instytucie Sikorskiego w Londynie, w Yad Vashem, w szwajcarskim Archiwum Federalnym itd. Bardzo rzetelnie zachowuje się MSZ Szwajcarii, które przekazało nam wiele rzeczy, o które prosiliśmy. Zawarliśmy też dżentelmeńską umowę z dziennikarzami: przekażemy wszystko co mamy, ale i Wy przekazujecie nam dokumenty, które znajdziecie. W ten sposób trafiły do nas dokumenty z Archiwum Akt Nowych. Zapytam wprost: na łapówki dla konsulów latynoamerykańskich przeznaczono olbrzymie sumy. Czy mamy pewność, że żaden z polskich dyplomatów nie kierował się chęcią zysku? Zarzutu takiego nie postawiła Polakom ani szwajcarska policja, ani żadna z żydowskich organizacji, a Juliusz Kühl wyraźnie zeznał, że ani on ani żaden z Polaków nie miał w tym korzyści materialnych. Obłowili się natomiast konsulowie honorowi państw latynoamerykańskich. Tutaj od razu ważne: żaden z nich nie był Latynosem. To byli miejscowi, berneńscy i genewscy członkowie elit prawniczych. Jeden z nich brał nawet do 2000 franków za paszport. Żeby uzmysłowić ile to było – było to wówczas parę solidnych szwajcarskich pensji. Doktor Silberschein ze Światowego Kongresu Żydów, przedwojenny poseł na Sejm, zeznał wyraźnie komu ile wręczył. Polaków na jego liście nie ma. Oni służyli natomiast w niektórych przypadkach jako przekazujący łapówki – m.in. konsulowi honorowemu Paragwaju i prawdopodobnie Hondurasu. Jak wyglądał sam system ratowania Żydów poprzez fałszywe paszporty? Polacy wymyślili, że jeśli komuś wręczy się paszport z obcego kraju, to ten ktoś będzie miał szanse na przeżycie. Według Kühla, po raz pierwszy zostały wykorzystane paszporty Paragwaju w latach 1939-1940 roku wobec kilkunastu-kilkudziesięciu osób narodowości żydowskiej, które znalazły się na terenie okupowanym przez Związek Sowiecki. Potem zastosowano ten system, gdy rozpoczął się Holocaust i widać było, co Niemcy zamierzają zrobić - że chcą po prostu wymordować każdego Żyda. W tym momencie ta akcja ruszyła i ruszyła dosyć chaotycznie – nabrała tempa po pierwszych wywózkach z getta latem 1942 roku.

Obrazek
Morawiecki


"Indywidualna zbrodnia nie może przykryć polskiego bohaterstwa" Czy ten chaos nie był niebezpieczny dla całego przedsięwzięcia? Myślę, że w tym tkwił problem. Pierwsze paszporty zadziałały – ich posiadaczy nie skierowano do obozów śmierci tylko na Pawiak, a stamtąd do obozów dla internowanych do Francji i na teren Niemiec. W getcie szybko się rozchodziły wiadomości. Zna Pan wiersz „Paszporty” Władysława Szlengela? Autor pisze, że chciałby mieć paszport Paragwaju, Kostaryki, byle tylko spokojnie móc mieszkać w Warszawie. To była sprawa znana. Na przykład pod koniec 1941 roku paszport zdobyła Guta Eisenzweig, później żona jednego ze Sternbuchów i jej przyjaciel Hilel Seidman – to była elita intelektualna ortodoksyjnych Żydów. Według pani Sternbuch, paszport załatwiało się przez Kühla. Obawiam się, że wieść się rozeszła i do konsula honorowego Paragwaju zaczęły się stawiać prywatne osoby, a on sam bał się wpadki. Stefan Ryniewicz, zastępca Ładosia i Rokicki – to wiemy z jego zeznań – przekonali go, że biorą sprawę na siebie i że będą go kryć. Moja hipoteza jest taka: Polacy zrozumieli, że niekontrolowany napływ paszportów o różnych stylach pisma, wypełnianych przez niekompetentne osoby, doprowadzi do dekonspiracji całej operacji. A co będzie, jeżeli bogate osoby, zaczną sobie załatwiać po kilka paszportów i ktoś wpadnie jako obywatel dziesięciu krajów? Niosło to ze sobą zagrożenie dla innych „Paragwajczyków” czy „Honduranów”. Dlatego w pewnym momencie Rokicki i Ryniewicz złożyli wizytę Abrahamowi Silberscheinowi i zaproponowali mu współpracę. Kto to był Abraham Silberschein? Syjonista, poseł na Sejm z lat 20. i adwokat. Pochodził – podobnie jak Ładoś – ze Lwowa (nota bene 5 na 6 członków grupy berneńskiej to mieszkańcy tego samego regionu – pochodzili z Sanoka, Ustrzyk, Lwowa i Tarnopola). Miał blisko 60 lat, gdy wybuchła wojna i mieszkał w Genewie, gdzie był przedstawicielem Światowego Kongresu Żydów. W jego imieniu powołał komitet ratunkowy RELICO. Dysponował dostępem do funduszy Kongresu, ale jednocześnie cieszył się pełnym zaufaniem polskiego Poselstwa. Od spotkania z Rokickim i Ryniewiczem przejął na siebie znaczną część prac. Silberschein i Poselstwo mieli – jak mi się wydaje – monopol na dostęp do list osób, dla których wystawiane są paszporty. Przemyt tych list z okupowanej Polski wraz ze zdjęciami, to osobna historia. Zresztą było jeszcze jedno źródło niezależne od Silberscheina i diametralnie różne polityczne. Ma Pan na myśli Chaima Eissa? On też występuje w Państwa materiałach. Tak. Chaim Eiss był liderem Agudas Yisroel z Zurychu, ortodoksyjnej organizacji, która z ideami Silberscheina, lewicowego syjonisty, nie miała nic wspólnego. Urodził się w Ustrzykach, a do Szwajcarii trafił jako młody człowiek. W Zurychu prowadził sklep wraz ze swoimi synami. On również stworzył siatkę przemytu dokumentów i zdjęć. Zachowała się jego korespondencja z konsulem Rokickim. Na listach Eissa są – według mojej wiedzy – głównie religijni Żydzi z okupowanej Polski, a na listach Silberscheina każdy, kogo można było ratować – Żydzi z Polski, Holandii, Słowacji i wielu innych krajów. Mówił Pan ostatnio, że bez współpracy z organizacjami żydowskimi, paszporty by nie powstały. Oczywiście, że nie. Żydzi przemycali listy ludzi, ich dane, ich zdjęcia. To ich determinacja i twarda walka powodowała, że akcja w ogóle miała sens. To są naprawdę wstrząsające materiały. Ludzie wycinali np. zdjęcia z fotografii rodzinnych. Znaleźliśmy całe płachty takich zdjęć. Najbardziej wstrząsające jest to, że tych znalezionych nigdy nie użyto… Zostały zatrzymane na granicy, albo znaleziono je po latach w archiwum Eissa, który zmarł na zawał jesienią 1943 roku. Są to zdjęcia ofiar Zagłady. Będę zawsze powtarzał, że grupa berneńska to operacja polsko-żydowska. Ci, którzy robią z niej wyłącznie polską albo wyłącznie żydowską operację, fałszują historię. A w jaki sposób powstawały paszporty? Zależy które. Paragwajskie były po prostu polskimi fałszywkami. Konsulem Paragwaju był Rudolf Hügli, berneński adwokat, który sprzedawał puste blankiety. Kühl zanosił je do konsulatu polskiego, tego przed którym odsłaniamy tablicę, a tam Rokicki wypełniał je ręcznie. Następnie Kühl zanosił je z powrotem, Hügli je podpisywał, podstemplowywał, a następnie sam – jako notariusz – sporządzał kopię i podpisywał za zgodność z oryginałem. Gdy zabrakło blankietów paszportów, robiono co innego: zadowalano się listem do beneficjenta, w którym – zawsze w tych samych słowach – Hügli informował go po niemiecku, że zostało mu przyznane obywatelstwo Paragwaju. Widziałem dokumenty z Yad Vashem. Nie robiłem statystyk, ale widać w nich, że na podstawie samych list Silberscheina powstały setki paszportów i – ośmielę się powiedzieć – tysiące poświadczeń obywatelstwa. To są całe długie listy nazwisk. A paszporty innych krajów? Najczęściej z konsulami kontaktowali się Silberschein, a w razie problemów Stefan Ryniewicz. To był bardzo doświadczony konsul i twardy dyplomata, specjalista od trudnych spraw. Czasem Silberschein prosił o pomoc Rokickiego. O ile jednak na paszportach Paragwaju jest styl pisma Rokickiego, o tyle na innych już nie. Paszporty Hondurasu sporządzał jego konsul honorowy Anton Bauer. Co ciekawe, nawet po tym, jak go wyrzucono, wykradł pieczęć i blankiety i nadal handlował dokumentami. Ale jest też ciekawe pismo, w którym Silberschein prosi Rokickiego o „załatwienie” mu „na jutro” dokumentów, bo akurat przyjeżdża do Berna. Tego samego dnia powstało parę paszportów Hondurasu. Raczej nie przypadek – konsulat honduraski był 5 minut samochodem od polskiego poselstwa. Paszporty Peru sporządził z kolei konsul José Barreto, tym razem już zawodowy dyplomata, z którym bezpośrednio skontaktował się Silberschein. Były do niego zresztą o to pretensje ze strony Ryniewicza o „działanie na własną rękę”, które doprowadziło do dekonspiracji. Znaczną autonomię wobec polskiego poselstwa miały działania Konsula Generalnego Salwadoru Arturo Castellanosa. On, podobnie jak Ładoś, miał swojego zaufanego żydowskiego pracownika György’a Mandla z Siedmiogrodu, znanego również jako George Mantello. Tutaj nie jestem w stanie odtworzyć sposobu działania. Najprawdopodobniej Poselstwo miało wyłącznie wgląd do list, bo w jednej z depesz do Londynu informuje ile stworzono paszportów Salwadoru. I jedno ważne: zasadniczo konsulowie latynoamerykańscy robili to dla pieniędzy, ale Castellanos – nie! Po prostu Mantello dostał od niego wolną rękę, bo Castellanos rozumiał co się dzieje z Żydami. Czy naprawdę można się było na tym wzbogacić? Można było. Hügli brał za paszport od 500 do 2000 franków. Jeżeli oddał Rokickiemu i Kühlowi – załóżmy 500 blankietów, to zainkasował co najmniej ćwierć miliona, a jeżeli dodamy do tego paszporty uzyskane dla Eissa i dla jeszcze jednego mniej znanego źródła, rabina Weingorta, to może się okazać że stał się w krótkim czasie milionerem. Wtedy było to tyle, jakby dziś – na złotówki – zarobić w rok kilkanaście milionów. Tymczasem Ładoś i Rokicki zmarli w biedzie, a Ryniewicz żył po wojnie w Argentynie prowadząc myjnię samochodową. Żaden z nich nie został milionerem. Pisał Pan i mówił, że Hüglego aresztowano. Tak, a później wypuszczono i sprawę zamieciono pod dywan. Zresztą może i dobrze. Ładoś w 1943 roku poszedł do ministra spraw zagranicznych Marcela Pilet-Golaza i przekonał go, że sprawa nie dotyczy Szwajcarii i że to, co Polska i Paragwaj robią między sobą w ogóle nie powinno być przedmiotem śledztw i dociekań. Oczywiście minister zareagował na taką uwagę, połączoną zresztą z szantażem, z oburzeniem, ale sprawa ucichła. Hüglego i innych konsuli poszczególne państwa poodwoływały, ale Silberscheinowi, Eissowi i Kühlowi, którzy przecież byli na krótko zatrzymani, lub przesłuchani, nie zrobiono nic. Myślę, że pieniędzy Hüglego też nikt nie ruszył. W 1943 roku nie było sensu robić skandalu z tego, że ktoś ratuje Żydów. Szwajcaria wiedziała co się dzieje – termin „obóz zagłady” pojawia się w dokumentach z tamtej epoki i to szwajcarskich dokumentach. Ile osób ocalono dzięki paszportom? Nie wiem. Jestem przeciwnikiem liczb z sufitu. Nie wiemy ile było paszportów i ilu ludzi było do nich wpisanych (bo na niektórych figurują ludzie z całymi rodzinami). Najmniejsze dane mówią o 4 tysiącach paszportów, ale one znowu uwzględniają wyłącznie „linię Silberscheina”, a jak już powiedziałem były też inne. Znaczna część ich posiadaczy nie dożyła końca wojny i to trzeba jasno powiedzieć: część Niemcy zamordowali likwidując obóz w Vittel we Francji, część padła ofiarą epidemii w Bergen-Belsen, bywały też przypadki, gdy SS mordowała posiadaczy paszportów tak samo jak wszystkich innych. Część na pewno dotarła do osób, które już nie żyły. Najbardziej makabryczny przykład – afera Hotelu Polskiego, w której Gestapo wykorzystało porcję, która trafiła już po likwidacji getta. Jaka część z tysięcy posiadaczy paszportów przeżyła? Nie wiem, ale jest ich dużo, bo ich potomkowie zgłaszają się do nas cały czas i to często nie są Polacy tylko np. Holendrzy. Czy świat wie o Ładosiu i jego ludziach? Coraz więcej. Sprawa tak naprawdę jest znana od niedawna. Do tej pory Ładoś występował niejako na marginesie opowieści o Gucie Sternbuch albo o paszportach. O tym, że rola jego poselstwa była kluczowa dowiedzieliśmy się dopiero dzięki polskim i w mniejszym stopniu kanadyjskim publikacjom w sierpniu 2017 roku. Od tego czasu zaczęli się do mnie i do dziennikarzy zgłaszać ocaleni i ich potomkowie. Już wiemy, że akcja paszportowa obejmowała znaczną część Europy, a nie tylko Polskę. Stąd np. artykuły na ten temat pojawiające się w mediach w Holandii i Belgii. Od tej pory sprawa pojawia się też na konferencjach naukowych i została zasadniczo uznana przez znanych mi badaczy historii Szwajcarii w II wojnie światowej. W Niemczech powstaje też monografia na temat grupy berneńskiej – poznałem autorkę i spędziliśmy parę godzin na rozmowie dochodząc do podobnych wniosków. Zachęcam polskich historyków, by się zainteresowali grupą berneńską. Dotychczasowe publikacje, choć niezwykle cenne, traktują ten temat w sposób niewyczerpujący. Czy któryś z historyków podważa narrację, którą Pan przedstawił? Nie. Zresztą nie mamy nic do ukrycia – zdobyte przez nas kopie dokumentów rozdajemy badaczom. Jeżeli znajdą coś jeszcze, tym lepiej.
Panie Ambasadorze, jak często ambasada Polski w Szwajcarii musiała interweniować w przypadkach takich sformułowań jak „polskie obozy śmierci”?
Widzę, że musiało paść to pytanie. W ubiegłym roku trzy razy i trzy razy natychmiast nas przeproszono. Szwajcarzy pamiętają tysiące internowanych polskich żołnierzy, Polska w II Wojnie Światowej kojarzy im się z bohaterstwem i wyrażenie „polski obóz” to dla przeciętnego Szwajcara absurd. Proszę jednak również pamiętać, że sprawa Ładosia i grupy berneńskiej, nie ma z tym żadnego związku. Dziennikarze piszą o niej od wielu miesięcy. Rozmawiał Petar Petrović

Opublikowano: 30.04.2018 12:58.

https://www.salon24.pl/u/konfederat1000 ... i-historie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zbrodnie na pamięci historycznej
PostNapisane: 12 lip 2018, 10:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30967
Wołamy w imieniu ofiar

Cała Polska zwróciła się dzisiaj myślami w stronę Kresów II Rzeczypospolitej.

To właśnie tam – na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej i na Polesiu – rozegrały się jedne z najczarniejszych kart naszej historii. W niedzielę, 11 lipca 1943 r., banderowcy wsparci ukraińskim chłopstwem dokonali straszliwej rzezi naszych rodaków. Tylko jednego dnia Ukraińcy zaatakowali 99 miejscowości, bestialsko zabijając ich mieszkańców: mężczyzn, kobiety, starców i dzieci. Wydarzenie to jest wspominane jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Ich jedyną winą było to, że byli Polakami. Ukraińscy nacjonaliści zabijali także swoich braci: Ukraińców. Wystarczyło, że osoby te żyły w polsko-ukraińskich rodzinach lub udzielały pomocy Polakom.

– Już nic nie będzie takie samo. Każdego dnia ziemia Wołynia przesiąknięta krwią woła do Boga w imieniu ofiar. Przeszłości nie zmienimy, ofiary nie powstaną. Jak kiedyś nasi bliscy błagali swoich ukraińskich oprawców o litość, tak my dzisiaj prosimy Ukraińców: opamiętajcie się! – mówi nam łamiącym się głosem pan Janusz, którego rodzina została zamordowana w rzezi wołyńskiej.

Pan Andrzej urodził się na Wołyniu. Jego rodzina uciekła z Kresów, gdy był jeszcze małym chłopcem. – O ukraińskich zbrodniach dowiedziałem się dopiero jako duży chłopak. O ucieczce z domu rodzice niewiele mówili. Tłumaczyli ją wojną. O ludobójstwie w domu się nie rozmawiało. Dopiero gdy kiedyś zapytałem ich wprost, mamusia opowiedziała mi naszą historię. Pamiętam jej twarz. Mówiła powoli, krótkimi zdaniami, często przerywała i zatrzymywała się na dłuższą chwilę – podkreśla pan Andrzej.

75 lat tułaczki
75. rocznica rzezi wołyńskiej obchodzona była w całej Polsce. Centralne, państwowe uroczystości odbyły się na skwerze Wołyńskim. Zorganizował je Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej. W uroczystości udział wzięli m.in. żołnierze, przedstawiciele władz państwowych, a przede wszystkim rodziny pomordowanych na Wołyniu. I to do nich swoje przemówienie skierował dr Jarosław Szarek, prezes IPN. – Dokładnie 75 lat temu o tej porze paliły się zabudowania setek wiosek na Wołyniu, zasychała krew ofiar i zaczął się exodus niektórych z was. 75 lat tułaczki. Nieśliście w sobie tę pamięć o tym okrutnym ludobójstwie – mówił dr Jarosław Szarek. Podkreślał także, że prawda o Wołyniu była ukrywana, nawet po upadku komunizmu w Polsce. Minister Jan Józef Kasprzyk podkreślał, że pamięć o ludobójstwie na Wołyniu jest obowiązkiem każdego Polaka. – Nasza obecność to świadectwo, że pamiętamy, że nie zapomnimy, że każdego dnia będziemy to, co wydarzyło się 75 lat temu na Wołyniu, nazywać po imieniu. Że już nigdy tej zbrodni nikt w Polsce nie będzie określał mianem „wypadku”, „wydarzeń”, „czegoś, co miało znamiona czystki etnicznej”. Od lat walczymy o prawdę i każdy z nas mówi tak, jak na to ta zbrodnia zasługuje, bo odpowiednie trzeba dawać rzeczy słowo: było to ludobójstwo – podkreślał Jan Józef Kasprzyk.

Szef rządu w swoim przemówieniu zauważył, że była to „zbrodnia okrutnego ludobójstwa, które nie miało precedensu na taką skalę w historii Polski”, a także że „rany pamięci, rany niepamięci można leczyć tylko na fundamencie prawdy”. – Tylko na fundamencie pełnej prawdy o tamtym czasie, o tamtych okrutnych zbrodniach, które trwały przez kilka lat – co trzeba podkreślić: najpierw pod okupacją niemiecką, później pod okupacją sowiecką – możemy zbudować przyszłe pojednanie – akcentował premier Mateusz Morawiecki.



Ludobójstwa nie można usprawiedliwić
Z kolei prezydent Andrzej Duda w specjalnym liście przypominał, że ludobójstwo wołyńskie było zaplanowane i nie podlega jakiemukolwiek usprawiedliwieniu. „Zbrodnia wołyńska poraża nie tylko liczbą zgładzonych, nie tylko okrucieństwem, ale również zaplanowaną metodycznością, która poprzez politykę faktów dokonanych miała przynieść efekt czystki etnicznej. Nie może być usprawiedliwienia dla nikogo z inicjatorów i sprawców tej ludobójczej masakry. Żadna tego rodzaju zbrodnia nie może być przemilczana ani pominięta, nie powinna pozostać bez moralnego osądu i potępienia” – odczytała w imieniu prezydenta minister Halina Szymańska, szef Kancelarii Prezydenta RP.

– Mam wielki żal, nie tylko do Ukraińców, ale do władz polskich. Pięknie, że pan premier Mateusz Morawiecki jest dzisiaj z nami i że prezydent Andrzej Duda był w niedzielę na Wołyniu. Ale jeżeli oni dzisiaj, w sytuacji gdy Ukraina jest pogrążona w kryzysie, nie potrafią wymusić na Kijowie zwykłej decyzji o ekshumacjach, pochówku ofiar i porzuceniu ideologii Bandery, to jak to zrobią, gdy wojna z Rosją się zakończy? – pyta 22-letni Jakub, uczestnik uroczystości na skwerze Wołyńskim. – Ukraińcom dajemy wszystko: pracę, możliwość studiowania, rozwoju. Dostają wyższe stypendia niż Polacy. My dotujemy ich rolnictwo, a oni wprowadzają embargo na nasze produkty rolne. Jak ktokolwiek w Europie ma nas szanować, skoro sami siebie nie szanujemy? – podkreśla nasz rozmówca.

– To nie chodzi o rewanż, rewizję granic czy niszczenie drugiego kraju. To chodzi o przywrócenie prawdy: kto był katem, a kto ofiarą. Kto zasługuje na szacunek, a kto na potępienie. I sprawa Wołynia pokazuje jedno: czy dzisiejsza Ukraina jest państwem europejskim, czy bliżej jej do Kambodży Pol-Pota – wtóruje Paweł.

Rafał Stefaniuk

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/199 ... ofiar.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 88 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /