Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Refleksje historyczne
PostNapisane: 01 wrz 2014, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Historia wciąż się powtarza. Człowiek chełpi się swoimi osiągnięciami, robi kariery polityczne na bazie zapewnień o swoich uczciwych i wielkodusznych zamiarach, ale wojen nam na świecie jakoś nie brakuje, a ludzie giną nie mniej niż w czasach uznawanych za wojenne.
Dziś wojna podeszła bliziutko pod nasze granice i nie dziwi fakt, że środowiska zatroskane losem Polski i Polaków zabierają głos w tej sprawie.


NIE dla wojny i zabijania

Małgorzata Bochenek

Tak dla pokoju i rozwoju narodów! Nie dla wojny i zabijania! – nawołują w 75. rocznicę wybuchu II wojny światowej polscy biskupi. Zachęcają do modlitwy i postu w intencji pokoju i braterstwa.

Polscy biskupi zaapelowali o skuteczne działania na rzecz pokoju. W kontekście „niewypowiedzianej wojny”, która trwa na ukraińskiej ziemi, podkreślają, że nowego znaczenia nabiera wołanie: „Tak – dla pokoju i rozwoju narodów, nie – dla wojny i zabijania”. „Na kontynencie europejskim, na ukraińskiej ziemi, z którą tak mocno wiąże nas historyczna pamięć, trwa niewypowiedziana wojna. Giną żołnierze i ludność cywilna, cierpią rodziny, serca ludzkie ogarnia nienawiść” – piszą biskupi. Stwierdzają następnie, że wydarzenia te „godzą w prawo narodów do wyboru własnej drogi i budzą uzasadniony niepokój także o przyszłość naszej Ojczyzny”. Dlatego też pasterze polscy zwracają się z apelem o podjęcie „skutecznych działań, które mogłyby pokojowymi środkami zahamować tragedię wojny”. Podkreślają zarazem, że „niezbędnymi warunkami zaistnienia pokoju jest poszanowanie praw człowieka, szacunek dla wolności, w tym wolności religijnej i wolności sumienia, rozwój, solidarność oraz dialog”. Biskupi przypominają, że „pokój jest naszym obowiązkiem, do którego trzeba się wychowywać”. Wyjaśniają, że chociaż już kilka pokoleń Polaków żyje, nie mając bezpośredniego doświadczenia wojny, to jednak przygotowywanie kolejnych generacji do życia w pokoju winno być nieustannie pragnieniem tak rodzin, jak i tych, którzy mają wpływ na wychowanie dzieci i młodzieży.

Biskupi przypominają, że „II wojna światowa ujawniła otchłań zła, do jakiego zdolne są zbrodnicze ideologie i systemy polityczne, które odwróciły się od Boga, przekreślając Jego prawa”. Wojna pochłonęła dziesiątki milionów istnień ludzkich, stała się początkiem wieloletniego czasu przemocy, bezprawia i bezsilności, utraty najbliższych i Ojczyzny.

Biskupi zwracają uwagę, że Polska pierwsza doświadczyła tragedii oraz skutków wojny. Najeźdźcy we wrześniu 1939 roku, dokonując czwartego rozbioru Rzeczypospolitej, nie tylko odebrali wolność, ale zaczęli burzyć utrwalony porządek, „dając pierwszeństwo sile przed prawem, moralnemu bezładowi przed porządkiem chrześcijańskich zasad, narzucając bezbożną ideologię narodowego socjalizmu i ateistycznego komunizmu”. W czasie tych straszliwych doświadczeń – jak przypominają księża biskupi – rozpoczął się czas heroicznych zmagań o wolność, o odzyskanie Polski Niepodległej. Koniec II wojny światowej bowiem „nie rozpalił nad Polską jutrzenki wolności”, a powojenny porządek zadekretowany przez zwycięskie mocarstwa włączył Polskę do bloku państw podporządkowanych Związkowi Radzieckiemu.

Jako naszą „świętą powinność” biskupi wskazują pamięć o trudzie drogi, która prowadziła do wolności, oraz o poniesionych przez Naród ofiarach. „Pokój jest naszym obowiązkiem, do którego trzeba się wychowywać” – czytamy w liście Episkopatu. „Niezbędnymi warunkami zaistnienia pokoju jest poszanowanie praw człowieka, szacunek dla wolności, w tym wolności religijnej i wolności sumienia, rozwój, solidarność oraz dialog. Ojciec Święty Franciszek dodał do tej listy braterstwo” – wskazują pasterze polscy.

http://www.naszdziennik.pl/wp/94685,nie ... jania.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 09 wrz 2014, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Rosja kontra Ameryka

Ronald Reagan

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Armia Czerwona ma nad nami przewagę dwa do jednego, licząc rezerwy cztery do jednego. Wydają na zbrojenia o 50 procent więcej niż my. Ich marynarka wojenna przewyższa nas dwa razy w liczbie okrętów wojennych i łodzi podwodnych. Mają od nas trzy razy więcej dział i cztery razy więcej czołgów. Sowieckie strategiczne pociski nuklearne są potężniejsze od naszych. Pocisków tych mają również więcej niż my. W świetle tych dowodów staje się jasne, że jesteśmy dopiero Numerem Dwa w świecie, na którym bycie drugim najlepszym jest niebezpieczne, jeśli nie zgubne. To dlatego pan Ford odmówił przyjęcia w Białym Domu Aleksandra Sołżenicyna? Czy dlatego pan Ford leciał pół świata, by podpisać Traktat Helsiński, wyrażając w naszym imieniu zgodę na zniewolenie przez Sowietów podbitych przez nich narodów? Oddaliśmy wolność milionów ludzi – wolność, którą nie było nam dane dysponować. Teraz musimy zadać pytanie: czy przypadkiem ktoś nie zabiera nam również i naszej wolności? Przytoczę teraz powiedzenie doktora Kissingera, który jak pamiętamy, powiedział: „Dzień Stanów Zjednoczonych jest przeszłością, teraz nadszedł dzień Związku Sowieckiego”. […] No cóż, wierzę jak każdy człowiek w pokój, o którym mówi pan Ford. Pokój jednak nie jest skutkiem słabości lub cofania się. Pokój będzie efektem przywrócenia amerykańskiej supremacji wojskowej.

Fragment pochodzi z przemówienia „Aby odbudować Amerykę”, 31 marca 1976

--------------------------------------------------------------------------------

Stany Zjednoczone były militarnie słabsze od Związku Sowieckiego, i to w skali, w którą dziś trudno uwierzyć. Ale co najciekawsze, w samych Stanach wielu najważniejszych polityków przechodziło nad tym do porządku dziennego, tak jakby prymat Sowietów w świecie był czymś zwyczajnym i jakby utrata wolności przez wolne narody była czymś zwyczajnym. Tak było dawniej, potem się zmieniło. A jak jest dzisiaj?

http://www.naszdziennik.pl/wp/96233,ros ... eryka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 01 mar 2017, 15:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Święto Żołnierzy Wyklętych to sukces

Święto Żołnierzy Wyklętych to nie tylko ogromny sukces działalności naukowej, edukacyjnej Instytutu Pamięci Narodowej, ale przede wszystkim dziesiątek, jeżeli nie setek społecznych inicjatyw w całej Polsce – powiedział Jarosław Szarek, prezes IPN.

W środę obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

– To jest nie tylko ogromny sukces działalności naukowej, edukacyjnej Instytutu Pamięci Narodowej, ale przede wszystkim dziesiątek, jeżeli nie setek społecznych inicjatyw w całej Polsce, których celem jest oddanie hołdu pokoleniu, które rozpoczęło walkę w czasie II wojny światowej. Niektórzy poszli na front już w 1939 roku, działali w strukturach konspiracyjnych od Związku Walki Zbrojnej po Armię Krajową, podziemie narodowe, Bataliony Chłopskie, a po 1945 roku nie pogodzili się ze zniewoleniem komunistycznym, z tym, że Polska znalazła się w sowieckiej strefie wpływów, zdradzona w Jałcie – powiedział prezes IPN w radiowych „Sygnałach Dnia”.

Pytany o to, czy z żołnierzy antykomunistycznego podziemia łatwo schodzi piętno bycia bandytą, odpowiedział: „Do dzisiaj jeszcze w wielu środowiskach i w wielu miejscach prawda o nich bardzo trudno się przebija, o wartościach, w imię których walczyli”.

Szarek przypomniał, że Żołnierze Wyklęci „byli bardzo groźni dla systemu komunistycznego”, bo „jak zniszczyć taką legendę jak gen. Fieldorf”.

Podkreślił, że „Wyklętym” nie można było niczego zarzucić – mieli wielki autorytet oraz pięć lat walki z okupacją niemiecką, a część z nich również z sowiecką na Kresach Wschodnich.

– Trzeba było zabić ich legendę – dodał Szarek.

– Pamiętajmy, że przez kilkadziesiąt lat oni byli mordowani przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, ale był jak gdyby drugi proces ich wyklinania właśnie, skazywania na śmierć cywilną, tworzenia z nich bandytów – zwrócił uwagę prezes IPN.

Szarek powiedział, że „były oddziały Urzędu Bezpieczeństwa, które specjalnie podszywały pod oddziały Żołnierzy Wyklętych, które dokonywały kradzieży, mordów, żeby to jak gdyby obciążało konto tych żołnierzy”.

Prezes IPN poinformował także, że powstające przy ul. Rakowieckiej w Warszawie Muzeum Żołnierzy Wyklętych, które według wstępnych założeń ma zostać otwarte w marcu 2019 roku, to „wspólna inicjatywa”.

– W tym muzeum [...], w kamieniu zaklęta historia tego pokolenia – podkreślił Szarek.

Dodał, że IPN ma dokumenty świadczące o tej historii, „z jednej strony o wielkości ludzi, ale z drugiej o małości”.

Przypadający 1 marca Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” ustanowił w 2011 r. parlament „w hołdzie Żołnierzom Wyklętym – bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienia dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu”.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ukces.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 02 sie 2017, 08:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Powstańcy też byli politykami

Z prof. dr hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Obrazek

Panie Profesorze, jakie było znaczenie Powstania Warszawskiego w walce o wolność Polski, czy ono w ogóle mogło nie wybuchnąć...?
– Trzeba tu rozróżnić dwa porządki: pierwszy w sensie długiego trwania pewnych zjawisk historycznych i drugi – krótkoterminowy. Jeśli weźmiemy pod uwagę aspekt doraźny, to Powstanie, które miało za zadanie wypędzić Niemców z Warszawy, a zarazem doprowadzić do tego, że władze Polski Podziemnej będą przyjmować Rosjan w charakterze gospodarzy i włodarzy stolicy i państwa, to w tym znaczeniu to się nie powiodło.

Jak wiemy, Powstanie zakończyło się bardzo tragicznie nie tylko dla żołnierzy, ale również dla ludności cywilnej Warszawy i dla całego miasta jako aglomeracji. Cel na poziomie taktycznym nie został osiągnięty i wydaje się, że przy takim, a nie innym zachowaniu się Niemców i Rosjan było to niewykonalne. Natomiast jeśli weźmiemy skalę zaangażowania, ofiarności zarówno żołnierzy, jak i ludności cywilnej to – w wymiarze perspektywicznym – w sposób oczywisty Powstanie Warszawskie musiało stanowić potężny ładunek czy też bodziec moralny dla Narodu.

Nic zatem dziwnego, że po wielu latach ten zryw narodowowyzwoleńczy stanowi potężny kapitał patriotyzmu. Heroizm Powstańców jest bowiem tak silnym i mocno oddziałującym na wyobraźnię przykładem, który pokazuje kolejnym pokoleniom, ile kosztuje niepodległość, i że dla Ojczyzny warto zapłacić każdą cenę.

Czy bez Powstania Warszawskiego upadek komunizmu i wolność, którą w latach 80. przyniósł Ruch Społeczny „Solidarność”, byłyby możliwe?
– Trudno być prorokiem, co by było gdyby…, tylko Pan Bóg to wie. Oczywiście ofiara polskiej krwi w czasie pożogi wojennej była ogromna, nie jest zatem tak, że jedynym krwawym zrywem niepodległościowym II wojny światowej było Powstanie Warszawskie. Byłoby to daleko posunięte uproszczenie, niewątpliwie jednak był to najbardziej tragiczny zryw o największych ofiarach. Natomiast pamiętajmy o tym, że polscy żołnierze walczyli na wszystkich frontach II wojny światowej, Polskie Państwo Podziemne działało przez cały czas trwania wojny, mieliśmy też innego typu powstania jak chociażby Powstanie Zamojskie, które było obroną przed niemieckimi wysiedleniami ludności, realizowanymi według założeń Generalnego Planu Wschodniego, na przełomie 1942 i 1943 r.

Nie jest zatem tak, że tylko Powstanie Warszawskie było walką o niepodległość i tylko ono pochłonęło ofiary. Natomiast był to ważny element niepodległościowy, do którego się można odnosić – taki, o którym wiemy, i który będzie inspirował kolejne pokolenia Polaków. Powstanie Warszawskie stało się szczególnym symbolem, ponieważ dwaj okupanci: Niemcy i Związek Sowiecki – zresztą po raz kolejny się porozumiały (nieformalnie) w sprawie Polski. Stąd już z końcem sierpnia 1944 r. Sowieci, zachowując się biernie, spowalniali działania militarne, nie pozwolili też samolotom alianckim z pomocą dla Powstańców Warszawskich lądować na swoich lotniskach. Tym samym przypieczętowali zniszczenie Warszawy. To wszystko pokazuje, że zryw warszawiaków był kolejnym symbolem zmowy tych dwóch państw, które niegdyś dokonały rozbiorów Polski, a w XX wieku, we wrześniu 1939 r. napadły na nas z zachodu i wschodu.

Dziś obchodzimy 73. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, a już wczoraj w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego odbyły się uroczystości, podczas których prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiła, że dzisiaj też konieczna jest obrona zagrożonych wartości takich jak: wolność, demokracja i prawa człowieka. Czy walka polityczna musi wkraczać także w ten wymiar historyczny?
– Polityka w dobrym tego słowa znaczeniu może i powinna być obecna w każdym obszarze życia. Pytanie tylko, jakie intencje towarzyszą tym, którzy ją uprawiają. Czy chcą takie wydarzenia jak rocznica Powstania wykorzystać do swojej bieżącej gry i czy jest to uprawnione. Jeśli zaś chodzi o prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, to biorąc pod uwagę wydarzenia związane z reprywatyzacją w stolicy, dzisiaj nie walczy ona o żadną demokrację, a co najwyżej o swoją bezkarność. Natomiast przywoływanie współczesnych manifestacji czy demonstracji KOD-owskich czy pseudo KOD-owskich do zrywu młodzieży powstańczej przeciwko okupacji totalitarnej w okresie II wojny światowej jest nadużyciem. Oczywiście zawsze można i należy się odwoływać do zrywu powstańczego czy nawet się nim inspirować, bo jak wiemy, polityka jako roztropna troska o dobro wspólne – absolutnie musi brać pod uwagę to, co było w przeszłości, bo przeszłość i przyszłość muszą się wiązać w przyczynową całość. Natomiast jeśli ktoś usiłuje tym grać w sposób nieuprawniony, tzn. że nie o prawdę mu chodzi, ale o manipulację. Nic dziwnego, że jest to odbierane przez społeczeństwo w negatywny sposób.

Dlaczego nawet taki zryw jak Powstanie Warszawskie jest wykorzystywane politycznie? Dlaczego nawet tak ważna sfera nie łączy, a dzieli?
– Wokół Powstania Warszawskiego trwa spór historyczny, czy ówcześni dowódcy słusznie w tym momencie podjęli decyzję o rozpoczęciu walk. Natomiast co do samego moralnego dziedzictwa, całego kapitału, jaki wynika z ofiary Powstańców, to jest to sfera, która łączy. I nie chodzi tu o to, czy ten zryw jest wykorzystywany politycznie, bo pytanie jest też o to, jak zdefiniujemy politykę.

Dzisiaj politykę definiuje się jako cyniczną, makiawelistyczną grę polegającą na tym, kto kogo bardziej oszuka czy ogra. Natomiast jeśli chcemy uprawiać politykę moralną, patriotyczną, to Powstańcy Warszawscy byli politykami w najwyższym tego słowa znaczeniu. Ci ludzie nie organizowali Powstania po to, żeby ginąć czy żeby spowodować jak największe zniszczenia Warszawy, żeby zabić tylu i tylu Niemców, ale przystępowali do walki, aby osiągnąć cel polityczny – czyli niepodległe państwo polskie. Więc w tym względzie – jeśli chcemy pokazać, jak polityka powinna wyglądać właściwie – czyli być związana z etyką, moralnością, to Powstańcy byli politykami.

Jeśli zaś ktoś chce Powstanie Warszawskie w cyniczny sposób wykorzystywać do osiągnięcia swoich celów, to wygląda to żenująco i jest bardzo przykre. Ponieważ celem ofiary złożonej przez dziesiątki tysięcy młodych ludzi była niepodległość, dlatego Polacy, widząc, że ktoś próbuje manipulować faktami i dopasowywać je do swoich celów, sami będą w stanie obiektywnie ocenić takie działania. Nie sądzę więc, żeby tego typu manipulacje okazały się skuteczne.

Politycy mogą być podzieleni co do wizji i tego, jak reformować Polskę, ale czy nie można budować jedności między ugrupowaniami na bazie naszej choć bolesnej, to pięknej historii?
– Wbrew pozorom obecny podział na scenie politycznej wcale nie oceniam jako zły dla Polski. Gdyby to był sztuczny podział – nieprawdziwy, polegający na tym, że ktoś udaje niepodległościowca, patriotę, a tak naprawdę jest po drugiej strony frontu, to należałoby to zjawisko uznać za szkodliwe, które mąci ludziom w głowach. Natomiast, kiedy są jasno zdefiniowane cele: relacja do zagranicy kwestia podmiotowości Polski na arenie międzynarodowej itd., to w tym względzie ten podział, który zawsze istniał, choć może, podczas Powstania Warszawskiego postawy kosmopolityczne były na drugim planie, to tak czy inaczej jest to coś naturalnego.

Proszę pamiętać, że w czasie, kiedy Powstańcy walczyli, był PKWN, były też postawy zdrady. PKWN powołany w Moskwie, był także powołany decyzją przez Stalina jako narzędzie jego polityki wobec Polski Związek Patriotów Polskich na czele z Wandą Wasilewską. Ponadto już wówczas funkcjonowała Polska „lubelska”, a zatem nie ma się co czarować, bo fakty są takie, że w każdej epoce mają miejsce postawy zdrady, kosmopolityzmu, ale też postawy patriotyczne. Jeśli jest to jasno, wyraźnie uwypuklone, to dla rozsądnych Polaków ocena rzeczywistości nie powinna być problemem. Stąd im bardziej prawdziwe, obiektywne są oceny tej rzeczywistości, tym jest to zdrowsze i bardziej pożyteczne dla życia społecznego.

Pięknie o tym, czym jest, czy raczej, czym być powinien współczesny patriotyzm, mówił prezes Zarządu Głównego Związku Powstańców Warszawskich gen. Zbigniew Ścibor-Rylski, który powiedział: – Musimy wszystko zrobić, by Polska była piękna, wspaniała, niepodległa, suwerenna…
– Pytanie tylko, co zrobić jak dotrzeć do ludzi, którzy nie specjalnie chcą tej niepodległości w sensie klasycznym, którzy woleliby, żeby państwo polskie było podwieszone pod jakiś czynnik zewnętrzny i na sposób feudalistyczny realizowało nie własne cele, ale te, które są definiowane na zewnątrz. Takie postawy niestety są i dlatego trzeba je bardzo mocno nagłaśniać, pokazywać je i piętnować.

Potrzeba krytycznej oceny takich postaw, musimy oddzielać ziarna od plew. W ludziach należy też budzić patriotyzm, aby był on nie tylko słowem, niewiele znaczącym hasłem, ale żeby był praktykowany na co dzień. Jeśli zaś nie da się wykorzenić tych szkodliwych czy wręcz wrogich postaw wobec Ojczyzny, zmienić sposobu myślenia, to trzeba zrobić wszystko, żeby tacy ludzie, tacy politycy nigdy więcej nie rządzili Polską.

Zresztą są do tego prawem rozpisane odpowiednie procedury jak wybory i nie tylko. Przy okazji rocznic historycznych możemy też konfrontować czy korygować własne postawy wobec Ojczyzny – każdy we własnym sumieniu. Każdy też ma prawo i obowiązek oceniać polityków. Jest to pewnego rodzaju zwierciadło, w którym każdy z nas może się przejrzeć. Rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest też takim lustrem, w które spoglądając, każdy z nas może ocenić swoje życie, swoją działalność publiczną, a zarazem ocenić tych, którzy nas reprezentują. Jeśli nie będziemy tylko stać bezczynnie z boku, to jest szansa, że te manipulacje, które obserwujemy, będą mniej skuteczne, co więcej – rzucone na to zostanie światło prawdy, w którym każde kłamstwo czy manipulacja będą widoczne.

Wciąż jednak są tacy, dla których „polskość, to nienormalność”…
– W historii Polski mieliśmy czy też mamy różnych polityków, różne utopijne wizje, które reprezentują. One zwykle niosą w sobie różne koncepcje uniwersalistyczne przejawiające się w hasłach: będziemy budować nową, wielką, wspaniałą, cudowną Europę czy cudowny komunistyczny, bezpaństwowy, beznarodowy, bezreligijny świat. Tyle tylko, że bardzo szybko się okazuje, że te wizje w zderzeniu z rzeczywistością pękają jak bańka mydlana, bo nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Ludzie się orientują, że to jest nic innego jak tylko jedno wielkie kłamstwo, które bankrutuje. I w tym względzie historia, gdybyśmy tylko zechcieli się nad nią pochylić i chcieli ją uprawiać w sposób prawdziwy, rzetelny z całą pewnością wiele mogłaby nas nauczyć.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ykami.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 01 paź 2017, 17:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Tylko w cywilizacji łacińskiej jednakowo szanuje się zmarłych, żyjących i jeszcze nie narodzonych.
U nas człowiek jest podmiotem życia społecznego, narodowego, religijnego i prywatnego.


Powinność względem zapomnianych bohaterów

Z Januszem Kotowskim, prezydentem Ostrołęki, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W poniedziałek w Ostrołęce odbędzie się uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Chciałoby się powiedzieć wreszcie…
– To jest dobry, ważny krok – jak to rozumiemy w Ostrołęce i w wielu środowiskach patriotycznych – w kierunku wypełnienia powinności wobec naszych bohaterów czasu walki z Niemcami, a po wojnie z reżimem komunistycznym. Do utworzenia muzeum przygotowujemy się od dawna. Przypomnę, że 28 lutego 2013 r. Rada Miasta Ostrołęki podjęła uchwałę o powołaniu do życia Muzeum Żołnierzy Wyklętych, ale dopiero rząd Prawa i Sprawiedliwości oraz wicepremier Gliński wsparli tę inicjatywę samorządową i środowisk patriotycznych. Dzisiaj możemy powiedzieć, że Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce będzie, a motywem utworzenia placówki będzie wypełnienie powinności wobec tych, którzy oddali za nas swoje życie. Uroczystość wmurowania kamienia węgielnego to kolejny krok, bo – jak powszechnie wiadomo – budowa się już rozpoczęła.

Kiedy zrodził się pomysł i co stało u podstaw utworzenia Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Dlaczego w Ostrołęce?
– Od lat w środowisku samorządowym i w gronie organizacji społecznych Ostrołęki było pragnienie serca, aby utworzyć muzeum, które upamiętniałoby uczestników podziemia antykomunistycznego. Ale impulsem była w 2008 r. wizyta w Ostrołęce prezydenta Lecha Kaczyńskiego i odsłonięcie pomnika Żołnierzy Wyklętych upamiętniającego ponad dwieście ofiar, które oddały życie w naszych okolicach, a nawet nie mają mogił. Ale działań upamiętniających naszych bohaterów było więcej, jak chociażby usunięcie z nazw ulic komunistów czy nadanie dawnemu gimnazjum imienia Danuty Siedzikówny „Inki”. Jest to też efekt owocnej współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej. Pierwszą osobą, która budziła dumę Kurpiów bodajże w 2006 r., był Grzegorz Wąsowski, szef Fundacji „Pamiętamy” troszczącej się o przywrócenie pamięci społecznej o ludziach, którzy w drugiej połowie lat 40. i na początku 50. XX wieku podjęli walkę zbrojną z komunistami. Jednak tych wszystkich wyzwań nie udałoby się podjąć i realizować krok po kroku bez wsparcia lokalnej społeczności – ludzie młodych, przedsiębiorców, którzy bardzo szybko podjęli ideę, deklarując wsparcie. Ostrołęka, ziemia ostrołęcka, to wyjątkowe miejsce w Polsce, bo Warszawa ma swoją niezwykłą historię, ale kiedy komuniści przejęli władzę, to w stolicy walki już nie było, owszem wcześniej była ofiara, była śmierć wielu bohaterów, natomiast na naszych terenach w tym czasie trwało – można powiedzieć – powstanie, trwał opór społeczeństwa i działalność ugrupowań antykomunistycznych na dużą skalę. Myślę, że jest to taki teren, który wprost może być dedykowany szczególnemu pielęgnowaniu pamięci o naszych bohaterach. Nasza ziemia jest dotknięta ofiarą i bohaterstwem, bo tam, gdzie trwały walki, lała się krew, ale wsparcie lokalnej ludności pozwalało żołnierzom trwać w lasach bardzo długo. W podziemiu – w początkowym okresie na ziemi ostrołęckiej – zaprzysiężonych było ponad 3,5 tysiąca żołnierzy, nie licząc tych, którzy przewinęli się przez oddziały w trakcie trwających walk aż do końca 1953 r., kiedy 11 listopada w Dudach Puszczańskich zginęli ostatni partyzanci ziemi ostrołęckiej.

W przeciwieństwie do obecnej, poprzedni rząd koalicji PO – PSL nie był przyjazny tej inicjatywie…
– Powiem więcej, że wręcz był przeciwny. Jako władze samorządowe przygotowywaliśmy projekty, składaliśmy wnioski, ale traktowano nas jako zło konieczne i oczekiwano, że się odczepimy. Nie ma żalu, że ktoś mnie osobiście tak czy inaczej potraktował, ale haniebne było to, że ministerstwo kultury pod kierownictwem wówczas min. Bogdana Zdrojewskiego tę ważną inicjatywę i powinność wobec naszych bohaterów traktowało po prostu źle. Wystarczy tylko wspomnieć, że we wniosku, gdzie przyznawano punkty za zgodność danej inicjatywy z polityką historyczną państwa, resort kultury dał nam „0”. Na szczęście obecny wicepremier Mateusz Morawiecki, ówczesny prezes BZ WBK bardzo nam pomagał, a kiedy władzę w Polsce przejęło PiS, to wsparcie ze strony organów państwa jest – można rzec – pełne zarówno od strony finansowej, jak i doradczej. Oczywiście – jako samorząd – nie zwalniamy siebie z ciążących na nas obowiązków, bo staramy się wypełniać je możliwie jak najlepiej, ale chcę powiedzieć jasno, że bez pomocy rządu samorząd sam nie podołałby.

Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce będzie upamiętniać nie tylko bohaterów regionu.
– Od początku założyliśmy, że przesłanie, przypomnienie i upamiętnienie tych wyjątkowych ludzi – bohaterów polskiej wolności – ma służyć nie tylko celom edukacyjnym czy wychowawczym Ostrołęki i regionu, ale chcemy także, aby to muzeum było dedykowane – nie zawaham się tego powiedzieć – Polsce i światu. Jest to uzasadnione, zwłaszcza że nasi bohaterowie mają przesłanie uniwersalne: wierność Panu Bogu, wierność Ojczyźnie, wierność przyjaźni – to są wartości, których nasz region nie może sobie zawłaszczać. To są idee, które mogą i powinny żyć zawsze, a przez pracę na żywych przykładach, na konkretnych przykładach bohaterów łatwiej dotrzeć i pracować z młodzieżą. I my takich ludzi próbujemy przypominać. Oczywiście Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce nie powstaje w rywalizacji czy w kontrze do innych miejsc poświęconych polskim bohaterom. Wręcz przeciwnie, np. kibicujemy równie pięknej inicjatywie utworzenia Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, ale jednocześnie robimy swoje. Uważamy, że te inicjatywy mogą się doskonale uzupełniać. Zresztą od lat współpracujemy z dyr. Jackiem Pawłowiczem i sądzę, że te dwa miejsca w Warszawie i Ostrołęce będą placówkami przypominającymi o ofierze bohaterów naszej wolności, którzy ginęli w imię wartości, pozostając wierni Polsce do śmierci. Zależy nam, aby te miejsca promieniowały nie tylko w wąskim wymiarze regionalnym, ale były dostępne dla wszystkich, którzy wśród dawnych bohaterów chcą szukać inspiracji dla swoich działań dla Ojczyzny i dla drugiego człowieka.

W jaki sposób muzeum będzie ukazywać historię Żołnierzy Niezłomnych?
– Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce powstaje na terenie byłego aresztu śledczego, którego mury są świadkiem wielu dramatycznych scen. Historia tego miejsca sięga 1903 r., kiedy areszt został oddany do użytku. Zakładamy przede wszystkim, że z tego tragicznego miejsca będzie płynęło pozytywne przesłanie.

Co to znaczy?
– Nie wstydzimy się rzecz jasna ideałów, które przyświecają tej inicjatywie. Nie chcemy się ograniczać jedynie do stwierdzenia, że oto byli odważni ludzie, którzy walczyli w lesie i świetnie się bili, bo byłoby to uproszczenie. Natomiast chcemy powiedzieć, dlaczego ci ludzie to robili, jakie były ich intencje, co popychało ich do tego, aby swoje często młode życie narażać. Chcemy podkreślić, jak wielką motywację musi mieć człowiek, jak piękny musi być młody człowiek, który odstawia na bok pragnienie spokojnego życia, radość dorastania, rodzinę i jest gotowy narażać się i oddać życie za ojczyznę. Dlatego chcemy mówić o ideałach, co motywowało tych ludzi, ale chcemy też ukazywać konkretne postaci. Zdajemy sobie sprawę, że to był czas wojny, stąd chcemy mówić o ludziach niezłomnych, ale nie tylko o bohaterach regionu, tylko o tych najważniejszych. Forma przekazu, co jest bardzo jasno zarysowane, ma być dostępna, czyli żywa, interaktywna, z zastosowaniem dostępnych technik przekazu, a wszystko po to, żeby młody człowiek, który odwiedzi nasze muzeum, mógł dotknąć np. replikę broni, posiedzieć w ziemiance partyzanckiej, żeby nie tylko zaliczyć, ale przeżyć wizytę i zapamiętać to miejsce na zawsze. Głównym przesłaniem Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce ma być jasność ideałów, wartości, wierności Panu Bogu i Ojczyźnie, bo nie mamy wątpliwości, że motywacja tych naszych bohaterów wypływająca z wiary katolickiej była jasna. I o tym chcemy przypomnieć, korzystając z nowoczesnych form przekazu.

Utworzenie muzeum to duże i kosztowne przedsięwzięcie. Proszę powiedzieć, kiedy będzie można je zwiedzać?
– Od samego początku, kiedy powstała ta inicjatywa, otwierają się ludzkie serca na wsparcie tego przedsięwzięcia i to jest wzruszające. Fundacja „Muzeum Żołnierzy Wyklętych” często odbiera sygnały od osób czasem ubogich, które pragną wesprzeć ten projekt. To jest ważne i bardzo dziękujemy za każdy grosz, za każdy gest, ale główne finansowanie budowy zapewnia polski rząd, a konkretnie resort kultury, który na ten cel przekazał 35 milionów złotych. Samorząd wziął na siebie wszystkie sprawy organizacyjne, wcześniej projektowe itp. Naszym pragnieniem jest i wydaje się to realne, żeby muzeum otworzyło swoje podwoje dla zwiedzających na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, a więc pod koniec 2018 r. Jeśli chodzi o budowę, to nie ma żadnych zagrożeń, a firma, która wygrała przetarg, już pierwszego dnia po podpisaniu umowy przystąpiła do pracy. To pozwala mieć nadzieję, że nie będzie opóźnień i że planowany termin zostanie dotrzymany.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... terow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 24 lis 2017, 23:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Czy gotowi na niepodległość? (1)

Obrazek
fot. Józef Piłsudski, zbiory Muzeum Wojska Polskiego


Nastroje społeczne na ziemiach polskich były w tym czasie podzielone. Z jednej strony miała miejsce tzw. depresja popowstaniowa, szczególnie po ostatnim wielkim zrywie Polaków jakim było Powstanie Styczniowe. Miało to swe odzwierciedlenie w pytaniach: czy kolejny zryw zbrojny ma sens? Ludzie pamiętali, że giną w nich na ogół najszlachetniejsi Polacy. Wielu patriotycznym rodzinom zabrano majątki i koniec zrywu okazał się dla nich bardzo tragiczny – mówi pan Andrzej Szczepanowski, kustosz Muzeum Wojska Polskiego. Odcisnęło to swój ślad w mentalności ludzkiej i przekonaniu, że zamiast walczyć zbrojnie może lepiej byłoby pracować i wypierać konkurencję. Z drugiej jednak strony do pozytywów tego okresu należy zaliczyć to, że było nas w tym czasie około 20 milionów i w dużej części było to społeczeństwo nowoczesne. Wcale niemała część ludzi na wsi umiała pisać i czuła się Polakami. Funkcjonowało wiele towarzystw edukacyjnych i kulturalnych jak choćby Towarzystwo Szkół Ludowych czy Towarzystwo Sokół, które konsolidowały Polaków. Sprawą fundamentalną dla przetrwania i potrzymania świadomości narodowej był Kościół. Powszechnie wiadomo, że Prusacy byli na ogół protestantami a Rosjanie prawosławnymi. Kościół zaś reprezentował interesy Polski. W owym czasie, na początku XX wieku miał miejsce niemal powszechny wzrost świadomości narodowej Polaków, szczególnie wśród warstw upośledzonych. Kolejną zasadniczą sprawą jest to, że mieliśmy dobrych polityków, którzy stawiali niepodległość Polski na pierwszym miejscu oraz mimo różnic po prostu dbali o interes Polski i Polaków. O tym więcej w następnej notce.

Opublikowano: 24.11.2017 11:02.

https://www.salon24.pl/u/jaspe/824664,c ... dleglosc-1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 03 lut 2018, 14:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Kto nie zbombardował torów

Z prof. Aleksandrem Lasikiem z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, znawcą historii III Rzeszy i niemieckich obozów koncentracyjnych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Obrazek

Panie Profesorze, czy próby oskarżania Polski za to, co działo się z Żydami pod okupacją niemiecką, mają jakiekolwiek uzasadnienie?
– Oskarżanie Polaków o udział w holokauście nie ma żadnych podstaw ani sensu. To tak, jakby oskarżać członków żydowskiego Sonderkommando, którzy w Auschwitz palili zwłoki, albo oskarżać więźniów funkcyjnych narodowości żydowskiej, którzy w innych obozach przyczyniali się do śmierci również innych więźniów. Przecież oni nie służyli w oddziałach Waffen-SS itd., tylko zostali postawieni w określonej sytuacji, bez wpływu na możliwość podejmowania jakichkolwiek decyzji. Dostawali rozkaz i musieli go wykonać. Stąd oskarżanie ich o to, że byli współsprawcami holokaustu, jest absurdalne.

Jak Polacy pomagali swoim sąsiadom Żydom?
– Trzeba zaznaczyć, że spory odsetek ludności żydowskiej narodowości polskiej jeszcze przed okupacją niemiecką, a więc w okresie II Rzeczypospolitej, żył we własnym, zamkniętym środowisku. Można powiedzieć, że Żydzi – mimo iż mieli polskie obywatelstwo – nie integrowali się z polskim społeczeństwem. Częściej posługiwali się językiem jidysz niż językiem polskim. Żyli więc w Polsce, ale osobno, niejako obok Polaków. Oczywiście nie wszędzie, we wszystkich regionach tak było. Polacy mogli pomagać swoim sąsiadom i najczęściej to robili z narażeniem własnego życia, ale nie mogli pomagać całym wspólnotom, które żyły osobno. Nie oznacza to wcale, że państwo polskie – nawet to podziemne – nie organizowało pomocy. Wprost przeciwnie, przykładem jest chociażby Żegota, a więc Rada Pomocy Żydom, która niosła wsparcie prześladowanej ludności żydowskiej.

W jaki sposób państwa zachodnie reagowały na sygnały o eksterminacji Żydów?
– To, że Niemcy rozszerzali zbrodnie holokaustu, jest też winą aliantów, głównie zaś Amerykanów, do których docierały przecież słynne raporty Jana Karskiego czy rotmistrza Witolda Pileckiego. A zatem były sygnały, tyle że niestety te raporty zostały zupełnie zlekceważone na Zachodzie. Wspomnę tylko wydarzenie jeszcze sprzed okupacji niemieckiej, mianowicie po tzw. nocy kryształowej w Niemczech, w listopadzie 1938 roku, kiedy to dokonano masowego pogromu ludności żydowskiej. Na amerykański statek, który miał ewakuować polskich Żydów uciekających przed zagładą, nie wpuszczono uciekinierów. Ponadto największy odsetek Żydów zgładzonych przez Niemców w Auschwitz stanowili Żydzi węgierscy, których liczbę szacuje się na ponad czterysta tysięcy. Na przestrzeni kilku tygodni sprowadzono ich do obozu szlakiem przez góry i Amerykanie czy Brytyjczycy, mając taką wiedzę, co więcej – dysponując nowoczesnym lotnictwem, mogli zareagować i zbombardować te szlaki komunikacyjne, a tym samym postawić tamę, a przynajmniej znacznie ograniczyć zbrodnie holokaustu, ale tego nie uczynili. Natomiast dzisiaj łatwo jest oskarżać czy zrzucać odpowiedzialność na Polaków, że jeszcze za mało pomagali Żydom. Czyż to nie nonsens?

Naszych rodaków oskarża się o szmalcownictwo.
– Przypadki szmalcownictwa wśród Polaków w okupowanej przez Niemców Polsce, zwłaszcza w Generalnym Gubernatorstwie, owszem, zdarzały się, ale nie było to żadną normą, lecz marginesem. To zjawisko istniało też wśród samych Żydów. To pokazuje, że życie pod okupacją było o wiele bardziej złożone, niż to się może wydawać, a przy pomocy uproszczeń czy uogólnień można dokonać wielu manipulacji. Tak czy inaczej Żydzi nie doceniają roli Polaków, którzy pomogli im przeżyć okupację niemiecką. Liczba drzewek na terenie Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie posadzonych ku czci Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, oscylująca w granicach 7 tys., jest znacznie zaniżona. Polaków, którzy pomagali ludności żydowskiej w czasie holokaustu, było znacznie więcej, ale nie wszyscy się z tą pomocą afiszowali, tym bardziej nie chcieli zaszczytów.



Wracając jeszcze do poprzedniego wątku, warto zwrócić uwagę, że w Polsce szmalcowników Polskie Państwo Podziemne skazywało na karę śmierci. A jak to było w innych krajach?
– Dyspozycje płynące zarówno od polskiego rządu emigracyjnego, jak i od kierownictwa Armii Krajowej, szczególnie od Kedywu AK, czyli Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej, były jednoznaczne: za tzw. szmalcownictwo jest kara śmierci. Jeżeli komuś udowodniono fakt szmalcownictwa, to był on likwidowany, o czym informowano m.in. w Biuletynie Informacyjnym. Było to zarazem ostrzeżenie dla innych. Jeżeli bowiem ktoś donosił Niemcom, że ktoś inny ukrywa Żydów, to na śmierć skazywał nie tylko ukrywanych Żydów, ale także całą rodzinę Polaków, którzy ją ukrywali. Proszę też pamiętać, że Polska była jedynym krajem w okupowanej przez Niemców Europie, w którym nie tylko za ukrywanie, ale także za jakąkolwiek pomoc Żydom groziła śmierć. Karę śmierci wykonywano często na miejscu bez żadnych sądów, bez wyroków, po prostu rozstrzeliwano całą rodzinę, nie zważając na wiek jej członków.



Jak skomentuje Pan piątkową wypowiedź dyrektora Centrum Wiesenthala w Jerozolimie, Efraima Zuroffa, który stwierdził, że Armia Krajowa „nie przyjmowała do swoich szeregów Żydów, a i w wielu przypadkach ich zabijała?”.
– Nigdy nie było zakazu przyjmowania w szeregi AK polskich obywateli narodowości żydowskiej. Chcę też zwrócić uwagę, że podczas powstania w getcie warszawskim na jednym z budynków zawisły dwie flagi: żydowska niebiesko-biała i biało-czerwona. Ponadto powstańcy w getcie, podejmując walkę z Niemcami, musieli mieć skądś broń. Głównym dostawcą były tutaj oddziały Armii Krajowej. Można się zastanawiać, czy źródłem wypowiedzi dla Efraima Zuroffa nie jest przypadkiem film nakręcony przez Niemców pt. „Nasze matki, nasi ojcowie”, który zakłamuje historię Polski.

Do dziś w Izraelu żyje ppor. Stanisław Aronson, członek elitarnej jednostki Kedywu „Kolegium A” Okręgu Warszawskiego AK, która ochraniała Komendę Główną, po wojnie współtwórca izraelskich służb specjalnych.
– To jest jeden z dowodów na kłamliwą tezę Efraima Zuroffa, inne dowody spoczywają w Katyniu. Tam obok krzyży na grobach zamordowanych przez NKWD polskich oficerów są także gwiazdy Dawida. To dowód, że w polskiej armii przed wojną nie było rozróżnień rasowych ani żadnych innych, a Sowieci traktowali wszystkich tych ludzi jako osoby o określonej narodowości czy pochodzeniu etnicznym. Jeśli tak było, to na próżno sądzić, żeby do Związku Walki Zbrojnej, a później do Armii Krajowej nie przyjmowano osób, zwłaszcza byłych wojskowych, którzy mieli żydowskie pochodzenie, bo byłoby to zupełnie nielogiczne. Ponadto jeśli ktoś chce poważnie mówić o tym, że do polskiej armii podziemnej nie przyjmowano Żydów, to należałoby znaleźć rozkaz czy to rządu londyńskiego, czy też Naczelnego Dowództwa Armii Krajowej, który wyraźnie by to artykułował. Dlatego tezy Efraima Zuroffa są zupełnie nieprawdziwe.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... torow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 27 lut 2018, 12:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
1768 – 2018

O proteście posła nowogródzkiego Tadeusza Reytana wszyscy wiedzą. Wcześniejszy o pięć lat protest posła kościerskiego, może dlatego, że równie nieskuteczny a dużo mniej malowniczy, poszedł w zapomnienie, więc warto go dziś przypomnieć.


Sejm ten rozpoczął się 5 października 1767 roku w zbrojnej asyście otaczających Warszawę wojsk moskiewskich. Wcześniej posłów wybierano na sejmikach obradujących przeważnie w podobnych warunkach, bo poseł Nikołaj Repnin rozkazał oddziałom Piotra Kreczetnikowa otaczać kościoły i inne miejsca obrad, by sterroryzowana szlachta bez protestu wybierała kandydatów wskazanych przez Rosjan lub ich kanalie. Wymuszano też uchwalanie instrukcji poselskich z żądaniem zawarcia traktatu gwarancyjnego z Rosją i równouprawnienia innowierców, ale też „przywrócenia swobód szlacheckich”, więc konfederacja radomska uznała szarogęszące się w Rzeczpospolitej wojska rosyjskie za „posiłkowe i prawdziwie Narodowi pomocne”.


W drugim tygodniu obrad Sejmu, nocą z 13 na 14 października rosyjscy żołnierze porwali i wywieźli do Kaługi trzech senatorów (52-letniego biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, 65-letniego biskupa kijowskiego Józefa Jędrzeja Załuskiego i 61-letniego hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego) oraz syna tego ostatniego, 24-letniego posła podolskiego Seweryna Rzewuskiego. Sterroryzowany tym aktem Sejm niezwłocznie podjął uchwałę o równouprawnieniu innowierców. Powołał też – w składzie wskazanym przez Repnina – 71-osobową delegację, której udzielił pełnomocnictw do pertraktowania z moskiewskim posłem.


26 lutego 1768 roku Sejm uchwalił przygotowane przez delegację „prawa kardynalne” i inne ustawy, a jako gwarantkę ich realizacji wskazał carycę Katarzynę. Tym samym Rzeczpospolita już nie tylko faktycznie, ale także de iure stawała się rosyjskim protektoratem.


Jeden tylko poseł powiedział obcej przemocy: nie!


Dokładnie 250 lat temu przeciwko porwaniu i uwięzieniu senatorów oraz przeciwko terroryzowaniu Sejmu przez Moskali samotnie zaprotestował 21-letni Józef Wybicki, rok wcześniej wybrany posłem na Sejm z okręgu kościerskiego na Pomorzu. Choć wiedział, że sejm jest skonfederowany, więc liberum veto nieskuteczne, mówił:


Ponieważ, Książę Marszałku, nie dajesz mi głosu przeciw prawu, którego nic zmazać nie potrafi, a które posłowi wolnemu mówić pozwala na każdym sejmie, przymawiam się więc najmniej, iż gdy zwróconych na łono senatu uwięzionych senatorów i do stanu rycerskiego przywróconego nie widzę posła, nie widzę wolnego sejmu, ale widzę tylko gwałt i przemoc moskiewską, przeciwko tej więc się protestuje…


Nikt nie odważył się go poprzeć. Król natychmiast odroczył sesję. Wybicki przez kilka dni ukrywał się w Warszawie.


5 marca, wymijając moskiewskie kordony, wyjechał ze stolicy do Piotrkowa Trybunalskiego (gdzie wprawdzie wpisał treść swej mowy do akt urzędowych, ale tuż po jego wyjeździe marszałek trybunału Konstanty Bniński wykreśli ją z akt) a potem aż na Spisz (gdzie wreszcie zarejestrował swój manifest w aktach kapituły spiskiej). Po czym ze Spiszu przez Kraków i Lwów w przebraniu ekonoma przedostał się do Baru, gdzie parę dni po jego sejmowym proteście zawiązała się konfederacja barska w obronie wiary katolickiej i niepodległości.


Po upadku konfederacji, pierwszym rozbiorze i proteście Reytana posłował jeszcze Wybicki na sejmy, w tym na Sejm Czteroletni, brał też udział w powstaniach narodowych, a 29 lat po swym samotnym sejmowym proteście napisał w dalekiej Italii Mazurek Dąbrowskiego, który stanie się naszym hymnem narodowym.

Obrazek

https://www.salon24.pl/u/gugulskim/847770,1768-2018


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 23 mar 2018, 14:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Czego nie nauczyła nas Konfederacja Barska?

Rozmowa PCh24.pl ze Stanisławem Michalkiewiczem

Obrazek

Dobrze jest mieć sojusznika i trzeba go szanować, ale trzeba prężyć własne muskuły! Czym się kończy prężenie cudzych muskułów, to myśmy się przekonali we wrześniu 1939 roku i 23 marca 1768 roku, kiedy to nasi przywódcy liczyli na „sojuszników”. W obu przypadkach okazało się, że rzekomi sprzymierzeńcy postępowali według własnego interesu państwowego, który przyniósł zgubę Rzeczypospolitej – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl red. Stanisław Michalkiewicz.

Mija 250 lat od dnia, w którym Rada Senatu za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego przyjęła uchwałę o wezwaniu na pomoc wojsk rosyjskich w celu stłumienia konfederacji barskiej...
Decyzja ta była bardzo brzemienna w skutkach. Intencją jej przyświecającą, dzięki czemu obce wojska mogły swobodnie hasać po terytorium Rzeczypospolitej, było rzekome wsparcie dla „reformowania państwa”. Rosjanie mieli własną wizję „reformowania” Polski i skrupulatnie ją realizowali m.in. obsadzając na tronie Rzeczypospolitej Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Kiedy jednak plany Moskwy, które król miał w jej imieniu realizować, z różnych powodów były odwlekane, wówczas caryca Katarzyna brała sprawy w swoje ręce i przy pomocy swoich wojsk walczyła o „polską wolność”. To, że jej armia przez następne lata nie opuściła terytorium Rzeczypospolitej to naturalna konsekwencja decyzji Senatu.

Warto w tym miejscu przypomnieć, co działo się w roku 1767, kiedy to w Słucku i Toruniu rosyjski poseł Nikołaj Repnin zawiązał tzw. konfederacje różnowiercze. Okazało się, że Rosjanie są „ostatnimi sprawiedliwymi”, którzy wzięli w obronę przed polskimi katolikami „innowierców” - protestantów i prawosławnych. Może powinniśmy uczyć się „jak robić politykę” od Rosji?
Katarzyna bardzo zręcznie rozgrywała kwestię polską i wręcz wzorowo destabilizowała Rzeczpospolitą, a wielkie zasługi odniósł na tym polu wspomniany przez Pana ambasador Repnin. Czy jednak powinniśmy uczyć się od rosyjskiej dyplomacji? To zależy od tego, jakie cele polityczne Polska chciałaby realizować. Jeśli chcielibyśmy zaszkodzić Rosji, to rzeczywiście takie ekscytowanie rozmaitych mniejszości ideologicznych, ekonomicznych czy etnicznych byłoby wskazane. Jaki jest jednak cel polskiej polityki w stosunku do Rosji tego nie wiemy.

Pamiętajmy, że plan Rosji względem Polski nie był wówczas tak jasno określony, jak to dzisiaj próbują nam przedstawić różni historycy. Ambicją Moskwy było przejęcie kontroli nad całą Rzeczpospolitą.

Cel Imperatorowej był z kolei niezgodny z wizją polityki pruskiej. To Fryderyk II Wielki prowadził działania, aby Polska została rozebrana, a nie wchłonięta w całości przez Rosję i przekształcenia jej w „bliską zagranicę”. To właśnie Prusy najbardziej skorzystały na likwidacji Rzeczypospolitej, ponieważ po roku 1795 z państwa drugorzędnego awansowały do rangi mocarstwa europejskiego.


Czy zgodzi się Pan z tezą, że decyzja Rady Senatu z 23 marca 1768 roku była konsekwencją polityki Czartoryskich, którzy zakładali, że Rzeczpospolitą można zreformować tylko w oparciu o mocarstwa ościenne, a konkretnie Rosję?
Jak najbardziej. Czartoryscy popełnili ogromny błąd, z którego nie mogli, nie chcieli bądź nie umieli się później wycofać. Próby reformowania państwa w oparciu o mocarstwa ościenne, polegające na sprowadzaniu na terytorium Polski obcych wojsk straszliwie się na nas zemściły i nie ma na to żadnego usprawiedliwienia.

Konfederaci barscy na początku swojej działalności podkreślali, że walczą w obronie „świętej wiary katolickiej”, a dopiero potem o suwerenność Rzeczypospolitej...
Konfederaci barscy rzeczywiście byli bardzo religijni, co bardzo często podkreślali i czemu wielu z nich dawało wyraz. Niestety nie szły za tym w równym stopniu cnoty wojskowe, czego efektem było to, że nie odnieśli oni żadnego spektakularnego zwycięstwa nad wojskami rosyjskimi.

Nie zmienia to jednak faktu, że konfederaci napsuli krwi Rosjanom, którzy uganiali się za nimi przez cztery lata. Druga sprawa: do ich ruchu przystąpiło w tym czasie ponad 100 tys. ochotników.
To prawda, ale czy ostatecznie czemukolwiek to zapobiegło a być może nawet przyśpieszyło ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej w XVIII wieku. Stanisław Cat Mackiewicz pisał: „Trzy upiorzyce wyssały z Polski życie państwowe. Były to siostry rodzone – konfederacja barska, radomska i targowicka. Najbardziej winną upiorzycą winna była konfederacja barska, gdyby nie ona państwo polskie nie upadłoby w XVIII wieku”.

Decyzja Rady Senatu sprzed 250 lat przyniosła upadek Rzeczypospolitej. Polskie władze jednak niczego się z niej nie nauczyły, czego dowodzi m.in. obowiązująca od 2014 roku ustawa 1066 o „bratniej pomocy”.
Przepisy zawarte w ustawie 1066 obowiązują nie tylko w Polsce, ale i w innych państwach członkowskich Unii Europejskiej. Jest ona elementem tzw. pogłębiania integracji w UE, czyli budowy IV Rzeszy.

Czy nikt nie zdaje sobie sprawy, jakie niebezpieczeństwo niesie za sobą ta ustawa?
Postanowienia w tej sprawie zostały podjęte podczas referendum akcesyjnego w czerwcu 2003 roku. Ustawa 1066 jest jedynie konsekwencją tamtej decyzji. Mało tego! Możliwości do przyjęcia takiej ustawy zostały otwarte w 1997 roku podczas referendum konstytucyjnego.

Artykuł 90. punkt 1. Konstytucji RP mówi: „Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach”. Proszę zwrócić uwagę, że ustawa zasadnicza nawet nie wymienia, o jakie organizacje międzynarodowe chodzi. W związku z tym pytam: czy Loża Zakonu Synów Przymierza jest organizacją międzynarodową czy tylko żydowską?

Społeczeństwo polskie w referendum poparło tę Konstytucję i trochę się dziwię, że dzisiaj wielu naszych rodaków budzi się z ręką w nocniku. Trzeba było o tym myśleć w roku 1997. 21 lat temu weszliśmy na pewną drogę, która rządzi się swoją wewnętrzną, odrębną logiką i teraz zbieramy tego konsekwencje.

Czy konsekwencją takiego stanu rzeczy jest również podpisana przez Prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacja ustawy o zasadach pobytu wojsk obcych na terytorium RP oraz zasadach ich przemieszczania się przez to terytorium? Zakłada ona, że Wojsko Polskie ma uzbroić stacjonujące w naszej ojczyźnie armie sojusznicze.
Wspomniana przez Pana nowelizacja jest przede wszystkim konsekwencją polityki, którą uprawiają władze RP w ramach NATO. Rząd nie próbuje wykorzystać polskiego uczestnictwa w Pakcie Północnoatlantyckim dla wzmocnienia własnych sił zbrojnych, tylko kontentują się „błyskotkami” w rodzaju rotacyjnej obecności ciężkiej brygady amerykańskiej w środkowej Europie.

Dobrze jest mieć sojusznika i trzeba go szanować, ale trzeba prężyć własne muskuły! Czym się kończy prężenie cudzych muskułów, to myśmy się przekonali we wrześniu 1939 roku i 23 marca 1768 roku, kiedy to nasi przywódcy liczyli na „sojuszników”. W obu przypadkach okazało się, że rzekomi sprzymierzeńcy postępowali według własnego interesu państwowego, który przyniósł zgubę Rzeczypospolitej.

Przysłowie mówi, że historia lubi się powtarzać. Jeśli tak się stanie, to będzie to konsekwencja naszych błędów. Inne państwa wyciągają korzyści z faktu przynależności do NATO, a Polska tego albo nie chce, albo nie potrafi. Oznacza to jedno: albo nasi umiłowani przywódcy są z natury nieśmiali, albo są agentami. Obie możliwości nie są dobre...

Czy zna Pan jakiś sojusz, którego dotychczas nie udało się rozerwać?
Nie przypominam sobie czegoś takiego. Polityka międzynarodowa jest działaniem w warunkach zmiennych, na które trzeba odpowiednio reagować. Nie ma odwiecznych sojuszy, nie ma odwiecznych wrogów, ani odwiecznych przyjaciół. Jedyne co jest wieczne w polityce, to interesy.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Tomasz D. Kolanek

http://www.pch24.pl/czego-nie-nauczyla- ... 092,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 07 maja 2018, 19:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Drugi rozdział gehenny

Niemieckie bestialstwo z okresu II wojny światowej odciska piętno na kolejnych pokoleniach – dowodzą naukowcy

Obrazek

Ponad 10 tys. stron wyników badań naukowych dotyczących medycznych aspektów zbrodni niemieckich w Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozach koncentracyjnych przypomina prawdę o sprawcach i ofiarach tego ludobójstwa.

– Kiedy wybuchła w skali międzynarodowej fałszywa propaganda przypisująca Narodowi Polskiemu rolę sprawczą w holokauście, pojawiła się idea wykorzystania tego ogromnego materiału i przypomnienia opinii światowej, jaka była prawda o obozach koncentracyjnych i o pomocy, jaką Polacy nieśli współwięźniom – zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Zdzisław Jan Ryn, lekarz psychiatra, jeden z koordynatorów całego projektu, a także były polski ambasador w Chile i Argentynie.

Artykuły opisujące badania prowadzone przez ponad 30 lat z udziałem setek byłych więźniów są obecnie dostępne w internecie. Część z nich przetłumaczono na język angielski, niemiecki, francuski i rosyjski. Ukazywały się one w postaci rocznika „Przegląd Lekarski – Oświęcim” wydawanego w latach 1961-1991 przez Towarzystwo Lekarskie Krakowskie. Obejmują około tysiąca prac 477 autorów. Niektóre rozprawy wciąż nie zostały opublikowane.

Niemieckie bestialstwo zostało zbadane i opisane za pomocą obiektywnych metod naukowych. Badania dotyczyły wpływu warunków obozowych, doznawanych fizycznych i psychicznych represji i zabiegów pseudomedycznych na organizm ludzki, uwzględniały też kwestie prawno-polityczne oraz etyczne.

Jednym z ważnych wyników badań byłych więźniów jest stwierdzenie, że zespół choroby poobozowej (KZ-syndrom) przechodzi na kolejne pokolenia. – Po wojnie byli więźniowie często zawierali związki małżeńskie ze sobą, co niejako podwajało naturę patologii i ślady nie tylko w sferze fizycznej, ale także psychicznej i duchowej. Tak otwarł się drugi rozdział gehenny poobozowej, odzwierciedlający się właśnie w drugim pokoleniu. Nawet obserwujemy, że rodzi się trzecie pokolenie, które pewien ślad nosi w swojej świadomości. Choroba poobozowa ma charakter wielonarządowy, jest przewlekła, postępująca i niestety nieuleczalna – zauważa prof. Ryn.

Piotr Falkowski

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/197 ... henny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 12 lip 2018, 11:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Ks. prof. Józef Marecki o niedokończonych Mszach wołyńskich



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 01 wrz 2018, 20:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Dowody polskiego oporu

Obrazek

Musimy opowiedzieć światu o heroicznej historii Polski podczas II wojny światowej.

– Polska ma wyjątkową historię walki podczas II wojny światowej. Jest tyle niezwykłych, pięknych wątków polskiego heroizmu, oporu Narodu – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Jarosław Szarek, prezes Instytutu Pamięci Narodowej. – Mimo klęski Polacy, mordowani od pierwszego dnia okupacji, wywożeni na Wschód, potrafili wydobyć z siebie takie siły, żeby stworzyć to, co nazywamy Polskim Państwem Podziemnym – dodaje.

W obliczu kłamstw o „polskich obozach” i oskarżeń o współudział w holokauście musimy bardziej ofensywnie prezentować historię Polski podczas II wojny światowej. – Są środowiska, których nie przekonamy, ale one nie mają monopolu, nie obejmują całego spektrum poglądów i postaw. Racji nie mają też ci, którzy uważają, że uległość, ustępstwa są jakimś sposobem rozwiązania tych kwestii. Nie, trzeba odważnie, zdecydowanie pokazywać naszą historię, bo za nami stoją fakty – podkreśla dr Szarek. Prezes IPN zapowiada, że już niedługo do wszystkich polskich placówek dyplomatycznych na całym świecie i do organizacji polonijnych trafi broszura autorstwa dr. Macieja Korkucia z krakowskiego oddziału IPN. Na kilkudziesięciu stronach w syntetyczny, przystępny sposób opowie o historii Polski w latach 1939-1945.

Broszura powstaje we współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, zostanie przetłumaczona na kilka języków obcych.

@$:u „Wspólnota pamięci” – rozmowa z Jarosławem Szarkiem, prezesem IPN M2-M3

Prace nad publikacją są na ukończeniu. Jej poprzednikiem była broszura, również przygotowana przez IPN i MSZ, zwięźle prezentująca 1050 lat historii Polski, która trafiła do setek tysięcy uczestników Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Okazała się sukcesem. Prezes IPN ma nadzieję, że teraz też tak będzie.

– Chcemy, aby ta publikacja była powszechnie dostępna. Zostanie ona przekazana nie tylko do wszystkich placówek dyplomatycznych, ale i do organizacji polonijnych – deklaruje dr Jarosław Szarek. Broszura będzie obecna wszędzie tam, gdzie można przekazać informacje cudzoziemcom, którzy najczęściej mają znikomą wiedzę o historii Polski.

– Polskie doświadczenie II wojny światowej jest tak ważną częścią polskiej tożsamości, że nie możemy sobie pozwolić na to, aby o tym nie opowiadać – mówi nam o celu publikacji IPN jej autor, dr Maciej Korkuć, naczelnik Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa w krakowskim oddziale IPN.

Na czym polega wyjątkowość historii Polski podczas II wojny światowej? – Polska była jedynym państwem, które było ofiarą agresji zarówno Niemiec, jak i ZSRS. Polska była jedynym na świecie państwem alianckim, które, wciąż walcząc z Niemcami, stało się ofiarą wewnątrzkoalicyjnej agresji – ze strony Związku Sowieckiego. Polska była miejscem szczególnie dotkniętym przez ludobójczą politykę totalitarnych sąsiadów. W końcu, mimo dużego wkładu w walkę przeciw Rzeszy Niemieckiej, nie mogła cieszyć się wolnością – tak dr Maciej Korkuć ujmuje węzłowe problemy lat 1939-1945.

Scenariusze lekcji
Wyjątkowość polskiego doświadczenia II wojny światowej była i jest silnie obecna w naszej pamięci, nie ma przecież rodziny, która nie poniosła strat podczas okupacji niemieckiej i sowieckiej. Ale w świadomości społeczeństw Zachodu i Wschodu historia Polski w starciu z dwoma totalitaryzmami jest nieobecna.

– Kluczem do narracji o tych tragicznych latach powinna być prawda o państwie, które – w odróżnieniu od sojuszników – wypełniło swoje zobowiązania o państwie, które nie poszło na współpracę z totalitarnymi potęgami, o państwie, które konsekwentnie opowiadało się po stronie uniwersalnych wartości, zawsze aktualnych, takich jak: poszanowanie ludzkiej godności, wolność jednostki i niepodległość państwa – wskazuje dr Korkuć.

Jak informuje nas prezes IPN, w ramach swojej działalności edukacyjnej Instytut przekaże wkrótce do Ambasady RP w Londynie scenariusze lekcji o historii Polski dla nauczycieli uczących angielską młodzież. IPN prowadzi też w języku angielskim stronę internetową truthaboutcamps.eu, na której zamieszczona jest licząca ponad 8 tys. nazwisk lista załogi SS w obozie KL Auschwitz.

W ten sposób krok po kroku można na prawdzie budować pozytywny wizerunek Polski i zdobywać przychylność dla polskiej narracji o II wojnie światowej. To bardzo ważne działania w obliczu agresywnej polityki historycznej Niemiec, które jednym prostym zabiegiem semantycznym, zastępując słowo „Niemcy” beznarodowym określeniem „naziści”, stopniowo uwalniają się od winy za potworne zbrodnie i terror III Rzeszy. W ten sposób ofiary, przede wszystkim Polacy, stają się sprawcami i w tej roli coraz częściej występują w historii II wojny światowej.

Przemilczana prawda
Wypieranie pamięci o niemieckich zbrodniach i biernej postawie państw zachodnich powoduje, że polska martyrologia podczas II wojny światowej jest nieznana i przemilczana.

Okazuje się, że ponad połowa niemieckich uczniów w wieku 14-16 lat nie słyszała o Auschwitz jako obozie zagłady. Tak wynika z badań przeprowadzonych w 2017 roku na zlecenie Fundacji Körbera w Hamburgu.

Niemieckie obozy funkcjonują w świadomości Zachodu wyłącznie jako miejsca holokaustu Żydów, z pominięciem faktu, że były narzędziem zaplanowanej eksterminacji Polaków, zwłaszcza polskich elit z duchowieństwem katolickim na czele.

Skala terroru
Historię polskiego heroizmu i oporu podczas II wojny światowej powinniśmy z dumnym czołem opowiadać światu, który nie chce pamiętać, że to Polska pierwsza przeciwstawiła się niemieckiej polityce bezwzględnej ekspansji. Żądania zaboru Gdańska i eksterytorialnego korytarza przez Pomorze były dla Hitlera tylko pretekstem. Prawdziwym celem było zniszczenie polskiej suwerenności i zabór ziem Rzeczypospolitej, by stworzyć tu „przestrzeń dla Niemców”. To bezczynność Francji i Wielkiej Brytanii we wrześniu 1939 roku ułatwiły dwom krwiożerczym dyktatorom – Hitlerowi i Stalinowi – rozbiór Polski.

– Powinniśmy pokazywać, jak wyglądała okupacja w Polsce, jakże inaczej od państw okupowanej Europy na Zachodzie, jej zbrodniczy charakter i skalę terroru, jednocześnie podkreślając, iż mimo skali zbrodni nie zrezygnowaliśmy z oporu i walki. Trzeba zacząć tę historię popularyzować poprzez przedsięwzięcia artystyczne, filmy – wskazuje wektory polskiej polityki historycznej dr Jarosław Szarek.

Małgorzata Rutkowska

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/200 ... oporu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Refleksje historyczne
PostNapisane: 03 lis 2018, 19:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31041
Jasna Góra wolności

Z o. Mariuszem Tabulskim, definitorem generalnym zakonu paulinów, rozmawia Małgorzata Bochenek

Najpierw wolność przyszła na Jasną Górę – takim hasłem Ojcowie Paulini zapraszają do jubileuszowego świętowania odzyskania przez Polskę niepodległości. W pierwszą niedzielę listopada biało-czerwona flaga zawieszona na wieży jasnogórskiej obwieści radość wolności – podobnie jak sto lat temu. Co się wówczas wydarzyło – dokładnie 4 listopada 1918 roku?
– Pododdział wojska polskiego z 22. Pułku Piechoty, pod dowództwem podporucznika Artura Wiśniewskiego, uwolnił Jasną Górę spod władzy zaborcy. Znakiem wolności tego świętego skrawka naszej Ojczyzny było właśnie wywieszenie na wieży jasnogórskiej biało-czerwonej flagi. Wiemy ze świadectw ojców, z kroniki klasztornej, że przeor Jasnej Góry o. Piotr Markiewicz przyjął polskich żołnierzy z wielkimi honorami. Niezwykłym przeżyciem, zarówno dla zakonników, jak i dla żołnierzy, było sprawowane w kaplicy Cudownego Obrazu nabożeństwo dziękczynne za przywrócenie Jasnej Górze wolności. Na kilka dni przed 11 listopada, który to dzień został przyjęty jako data odzyskania przez Polskę niepodległości, przed tronem Królowej Polski już dziękowaliśmy za odzyskaną wolność po 123 latach niewoli.

W jaki sposób obwieszczono wolność Jasnej Góry?
– Jednym ze znaków odzyskanej wolności było zdemontowanie stojącego na błoniach jasnogórskich pomnika cara Aleksandra II. Na jego miejscu postawiono kamienną figurę Matki Bożej Niepokalanej. Była ona świadkiem modlitw Polaków w 1920 roku, gdy wydarzył się Cud nad Wisłą. W czasach komunizmu patrzyła na rzesze przybywających do sanktuarium pielgrzymów, także tych obecnych w tym miejscu podczas składania Jasnogórskich Ślubów Narodu. Napisane przez kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, w czasie jego uwięzienia w Komańczy, złożone zostały na Jasnej Górze, w obecności około miliona Polaków 26 sierpnia 1956 roku. Działo się to w trzechsetną rocznicę ślubów wypowiedzianych 1 kwietnia 1656 roku we Lwowie przez króla Jana Kazimierza, który ogłosił Maryję Królową Polski.

W ramach przeżywanego jubileuszu wiele razy podkreślana jest rola Maryi w odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Na ile zdajemy sobie sprawę ze znaczenia roli Matki Bożej w dziejach naszego Narodu?
– Święty Jan Paweł II, opierając się na doświadczeniach pokoleń, powtarzał: „Tu, na Jasnej Górze, zawsze byliśmy wolni”. Ta duchowa wolność motywowała Polaków do walki o wolność zewnętrzną. Kolejne pokolenia przybywały tu szukać nadziei także w czasach zaborów. Mając przekonanie o wyjątkowym znaczeniu duchowym Jasnej Góry, wielu opatrznościowych pasterzy Kościoła rozbitego Narodu wskazywało na jednoczącą rolę utrwalonego przez wieki w naszej tradycji i potwierdzonego aktami państwowymi tytułu wiązanego z Maryją – Królowa Polski. Miało to znaczenie nie tylko w wymiarze symbolicznym, ale także jako realne umocnienie uciemiężonego Narodu.

Arcybiskup lwowski Józef Bilczewski w 1903 r. pisał: U stóp Matuchny w Częstochowie wodzowie dobre odbierali natchnienie, tchórzliwi otuchę, wojska odwagę, a cały Naród – życie! Miejsce to z tego względu ważne, bo jest to punkt zbiorczy, gdzie ludzie jednej Matki, zbliżywszy się do siebie, wiążą się jakby w jedno wielkie narodowe bractwo. Arcybiskup Bilczewski kult Matki Bożej uważał za jeden z najważniejszych czynników odrodzenia Narodu. To dzięki jego staraniom Papież Pius X wprowadził do Litanii loretańskiej na terenie diecezji lwowskiej i przemyskiej wezwanie: Królowo Polski, módl się za nami. Rok później Papież ustanowił liturgiczne święto Królowej Korony Polskiej dla tych diecezji, a w 1923 roku Pius XI rozszerzył je na całą Polskę i przeniósł na 3 maja. Inny wielki czciciel Matki Bożej – kapucyn o. Honorat Koźmiński, inicjator Narodowej Pielgrzymki na Jasną Górę w 1906 roku, przyczynił się do ustanowienia święta Matki Bożej Częstochowskiej, obchodzonego w Polsce właśnie od tego 1906 roku. Znamienne wydają się jego słowa: „O, gdyby cały naród skupił się w duchu u stóp tej naszej Matki i Królowej, gdyby choć jedno «Zdrowaś», ale ogólnie na tę intencję z wielką ufnością odmawiał, przekonalibyśmy się wszyscy, że bez jednego wystrzału mielibyśmy upragnione swobody”.

Obecnie duchową stolicę Polski nawiedza rocznie około 4 milionów pielgrzymów.
– To pokazuje, że z pokolenia na pokolenie przekazywane jest wielkie duchowe dziedzictwo. Przez wieki płonie ogień naszej miłości do Matki Bożej, ale także Jej troski o Polskę. Nasi rodacy zabierali wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej wszędzie tam, gdzie rzucił ich los, to dawało im świadomość jedności z Ojczyzną i wolności wewnętrznej.

Dlatego bardzo zależy nam, aby dziękczynienie za niepodległość przeżywać także w sposób duchowy. W sercu człowieka dokonuje się to, co naj-istotniejsze. Tylko spotkanie z Jezusem, do którego prowadzi Matka Boża, uzdalnia nas do rozumienia w sposób dojrzały i odpowiedzialny, czym jest wolność. To z wolności wewnętrznej, do której wciąż i wciąż wychowuje nas Maryja – wskazując na swego Syna i mówiąc: zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie – rodzi się wolność zewnętrzna.

Jasna Góra na przestrzeni wieków była świadkiem wielu aktów zawierzenia Maryi, składanych przed Nią ślubów. Polacy otrzymywali to, o co prosili przed tronem Królowej Polski, ale czy pamiętają o tym, co przyrzekali?
– Ktoś kiedyś pytał, czy powinniśmy składać akty oddania, zawierzenia wobec Matki Bożej, skoro ich nie dopełniamy, skoro o nich zapominamy. Jednak ktoś inny odpowiedział, że Maryja zawsze pamięta. Formuła przymierza, obecna w każdym akcie oddania czy zawierzenia, jest odzwierciedleniem przymierza, które Bóg zawarł z narodem wybranym. Bóg zawsze był wierny. Matka Boża poprzez troskę o nasz Naród również pokazuje, że jest wierna wybraniu Jej na Królową Polski. Jednak niezmiennie czeka także na naszą odpowiedź, abyśmy zawsze słuchali Jej Syna. To pozostaje naszym zadaniem, bo w wielu sferach życia rodzinnego, społecznego odrzucamy naukę Chrystusa. Na przykład jeżeli chodzi o łamanie przykazania „Nie zabijaj” – wciąż polskie prawo nie stoi na straży życia od poczęcia.

Czy zatem wielkie dziękczynienie za odzyskaną niepodległość jest też wezwaniem do pielęgnowania wolności ducha Polaków poprzez realizację składanych Maryi na przestrzeni wieków przyrzeczeń?
– Dziękczynienie za stulecie odzyskania niepodległości jest szczególną okazją, aby zobaczyć, że na Jasnej Górze mamy wielki skarb. Tym skarbem jest Maryja – Królowa naszej Ojczyzny. Ona jest naszą Matką i pragnie prowadzić nas do Jezusa. Szczególnym znakiem tej niezwykłej relacji, jaka wiąże nas z Jasnogórską Królową, jest „Akt Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Maryi Matki Kościoła za wolność Kościoła Chrystusowego”. Tego zawierzenia na Jasnej Górze 3 maja 1966 roku dokonał Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński wraz z całym Episkopatem. Papież Paweł VI podkreślił, że żaden naród w taki sposób nie poświęcił się Maryi za Kościół. Milenijny Akt Oddania w Niewolę Maryi, o którym powinniśmy bardziej pamiętać – jest dla nas swoistą gwarancją duchową. Matka Boża nigdy nie wycofa się z tego przymierza. Maryja będzie walczyła o to, abyśmy jako Naród byli wierni Chrystusowi. Ten akt, jak to w teologiczno-duszpasterskim komentarzu do niego napisał kard. Karol Wojtyła, stwarza zawsze możliwość odpowiedzi Matce Bożej, która prowadzi nas do wolności najgłębszej, możliwej tylko w Jezusie Chrystusie. Każdy Polak swoim życiem, realizacją swego powołania powinien odpowiadać na zawarte w akcie zobowiązania. „[…] Oddani Tobie w niewolę pragniemy czynić w naszym życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i narodowym, nie wolę własną, ale wolę Twoją i Twojego Syna, która jest samą miłością”.

Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Bochenek

https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /